PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945 (A–Ł)

Spis treści

Wyszukaj


Szukaj w tej publikacji
Szukaj we wszystkich publikacjach

Szukaj
Znaleziono 0 wynik(ów)
PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945 A–Ł

Zespół Rektorski ds. Wydawnictw Jubileuszowych

 

dr hab. Waldemar Baraniewski
Wydział Historyczny UW/
Wydział Zarządzania Kulturą Wizualną ASP

 

prof. dr hab. Tomasz Kizwalter
Wydział Historyczny UW

 

dr hab. Piotr M. Majewski
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Piotr Salwa
Wydział „Artes Liberales” UW

 

prof. dr hab. Henryk Samsonowicz
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Wojciech Tygielski – przewodniczący
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Marek Wąsowicz
Wydział Prawa i Administracji UW

 

prof. dr hab. Andrzej Kajetan Wróblewski
Wydział Fizyki UW

Szanowni Państwo!
Drodzy Czytelnicy!

W 2016 roku będziemy obchodzić jubileusz dwóchsetlecia Uniwersytetu Warszawskiego. Nasz Uniwersytet nie jest jedynie wyższą szkolą, nie jest tylko pracownią uczonych – to środowisko, którego działania w ciągu dwóch wieków polskiej historii stanowiły istotny wkład do wiedzy, kultury, myśli ludzkiej.

Z okazji jubileuszu powstaje seria wydawnicza Monumenta Universitatis Varsoviensis, w której opisujemy dzieje i dorobek naszej Uczelni oraz przypominamy sylwetki jej najwybitniejszych profesorów.

W syntetycznej formie przedstawiamy również losy oraz architekturę budynków Uniwersytetu, a także zbiory i kolekcje, które są w naszym posiadaniu oraz nad którymi przyszło nam sprawować pieczę. Nie zabraknie też dokumentów ilustrujących różne sfery społecznego oddziaływania Uczelni, a także świadectw życia codziennego naszej społeczności.

Kolejne tomy ukazywać się będą sukcesywnie, od roku 2016. Mamy nadzieję, że spotkają się z Państwa życzliwym przyjęciem i wzbudzą zainteresowanie.

Gaudeamus igitur!

 

Katarzyna Chałasińska-Macukow
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 2005–2012

Marcin Pałys
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

 

Warszawa, 19 listopada 2012 r.

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

 

Nauki humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki ścisłe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(A–Ł)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(M–Ż)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(A–K)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(L–R)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(S–Ż)

 

Poczet Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego

 

Gmachy Uniwersytetu Warszawskiego

 

Uniwersytet Warszawski i fotografia 1839–1921
Ludzie, miejsca, wydarzenia

 

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie 1817–2017
Miscellanea

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945
A–Ł

 

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

WARSZAWA 2016

Spis treści

 

  1. WSTĘP OD ZESPOŁU REKTORSKIEGO
  2. PRZEDMOWA
     
  3. WŁODZIMIERZ ANTONIEWICZ 1893–1973 (ROBERT GAWKOWSKI)
  4. SZYMON ASKENAZY 1865–1935 (ANDRZEJ ZAHORSKI)
  5. WACŁAW BAEHR 1873–1939 (TOMASZ MAJEWSKI)
  6. STEFAN BALEY 1885–1952 (MARIA LEWICKA, STEPAN IVANYK)
  7. Psycholog ukraińsko-polski
  8. MAJER BAŁABAN 1877–1942 (MAURYCY HORN)
  9. ZYGMUNT BATOWSKI 1876–1944 (WŁADYSŁAW TATARKIEWICZ, JOANNA M. SOSNOWSKA)
  10. Zygmunt Batowski
  11. CEZARIA ANNA BAUDOUIN DE COURTENAY-VASMER-EHRENKREUTZ-JĘDRZEJEWICZOWA 1885–1967 (ZOFIA SOKOLEWICZ)
  12. JAN NIECISŁAW BAUDOUIN DE COURTENAY 1845–1929 (WITOLD DOROSZEWSKI, HENRYK UŁASZYN)
  13. Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka
  14. STANISŁAW LUDWIK FILIP BĄDZYŃSKI 1862–1929 (HALINA LICHOCKA)
  15. KAZIMIERZ BIAŁASZEWICZ 1882–1943 (TOMASZ MAJEWSKI)
  16. CZESŁAW BIAŁOBRZESKI 1878–1953 (JÓZEF HURWIC)
  17. Fizyk i filozof fizyki
  18. WACŁAW BOROWY 1890–1950 (JULIUSZ KLEINER)
  19. JÓZEF POLIKARP BRUDZIŃSKI 1874–1917 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  20. TADEUSZ BRZESKI 1884–1958 (CECYLIA LESZCZYŃSKA)
  21. JAN STANISŁAW BYSTROŃ 1892–1964 (ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA)
  22. MIECZYSŁAW CENTNERSZWER 1874–1944 (HANNA LICHOCKA)
  23. STEFAN ZYGMUNT CZARNOWSKI 1879–1937 (STANISŁAW OSSOWSKI, TOMASZ NAŁĘCZ)
  24. Curriculum vitae
  25. Stefan Czarnowski (1879–1937)
  26. Jeden z pokolenia niepokornych
  27. SAMUEL DICKSTEIN 1851–1939 (ROMAN DUDA)
  28. JÓZEF EJSMOND (EISMOND) 1862–1937 (TOMASZ MAJEWSKI)
  29. HENRYK ELZENBERG 1887–1967 (MIECZYSŁAW WALLIS)
  30. DOWMONT FRANCISZEK GIEDROYĆ 1860–1944 (RYSZARD W. GRYGLEWSKI)
  31. ANTONI GLUZIŃSKI 1856–1935 (ANDRZEJ ŚRÓDKA)
  32. STANISŁAW GRABSKI 1871–1949 (CECYLIA LESZCZYŃSKA)
  33. WIKTOR GRZYWO-DĄBROWSKI 1885–1968 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  34. OSKAR HALECKI 1891–1973 (RAFAŁ HABIESLKI)
  35. MARCELI HANDELSMAN 1882–1945 (STEFAN KIENIEWICZ)
  36. LUDWIK HIRSZFELD 1884–1954 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  37. BOLESŁAW HRYNIEWIECKI 1875–1963 (TOMASZ MAJEWSKI)
  38. KAZIMIERZ JABŁCZYŃSKI 1869–1944 (HALINA LICHOCKA)
  39. WITOLD ANDRZEJ JABŁOŃSKI 1901–1957 (LIDIA KASAREŁŁO)
  40. KONSTANTY JANICKI 1876–1932 (TOMASZ MAJEWSKI)
  41. ZYGMUNT JANISZEWSKI 1888–1920 (ROMAN DUDA)
  42. EUGENIUSZ JARRA 1881–1973 (TOMASZ KOZŁOWSKI)
  43. MICHAŁ KAMIEŃSKI 1879–1973 (KRZYSZTOF ZIÓŁKOWSKI)
  44. STANISŁAW KĘTRZYŃSKI 1876–1950 (ALEKSANDER GIEYSZTOR)
  45. MIECZYSŁAW FERDYNAND KONOPACKI 1880–1939 (STANISŁAW ZWOLSKI)
  46. STEFAN KOPEĆ 1888–1941 (TOMASZ MAJEWSKI)
  47. IGNACY KOSCHEMBAHR-ŁYSKOWSKI 1864–1945 (WITOLD WOŁODKIEWICZ)
  48. ANTONI PAWEŁ KOSTANECKI 1866–1941 (CECYLIA LESZCZYŃSKA)
  49. LEON KRYŃSKI 1866–1937 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  50. FRANCISZEK KRZYSZTAŁOWICZ 1868–1931 (RYSZARD W. GRYGLEWSKI)
  51. LUDWIK KRZYWICKI 1859–1941 (LEON WASILEWSKI)
  52. STANISŁAW LENCEWICZ 1889–1944 (KATARZYNA OSTASZEWSKA)
  53. STANISŁAW LEŚNIEWSKI 1886–1939 (ROMAN DUDA)
  54. JAN LEWIŃSKI 1876–1939 (IRENEUSZ WALASZCZYK)
  55. ALFRED LITYŃSKI 1880–1945 (TOMASZ MAJEWSKI)
  56. EDWARD LOTH 1884–1944 (TOMASZ MAJEWSKI)
  57. KAROL LUTOSTAŃSKI 1880–1939 (ZYGMUNT NAGÓRSKI)
  58. ZYGMUNT ŁEMPICKI 1886–1943 (KAROL SAUERLAND)
  59. ALEKSANDER ŁOTOCKI 1870–1939 (STEFAN KOZAK)
  60. JAN ŁUKASIEWICZ 1878–1956 (ROMAN DUDA)
     
  61. AUTORZY ESEJÓW
  62. SPIS ILUSTRACJI
  63. INDEKS NAZWISK

Wstęp od Zespołu Rektorskiego

Seria „Monumenta Universitatis Varsoviensis” obejmuje między innymi trzy tomy esejów biograficznych o wybitnych uczonych – profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wyróżnili się osiągnięciami badawczymi oraz odegrali znaczącą rolę w życiu uczelni. Jest to zbiór tekstów o ludziach wyjątkowych, których działalność naukowa, praca dydaktyczna i organizacyjna pozostały w pamięci szeroko pojmowanego środowiska naukowego.

Przy wyborze uczonych do tomów biograficznych brano pod uwagę różne kryteria, w tym: znaczący wkład w naukę, członkostwo w prestiżowych organizacjach polskich i międzynarodowych, obecność biogramów w encyklopediach oraz wcześniejsze publikacje poświęcone życiu i działalności tych osób.

Ostateczna lista nazwisk jest wynikiem długich i szczegółowych dyskusji członków Zespołu Rektorskiego ds. Wydawnictw Jubileuszowych, z udziałem wielu osób spoza tego grona oraz przy uwzględnieniu wniosków wpływających ze wszystkich wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego (także tych, których już nie ma w obecnej strukturze uczelni). Lista obejmuje postacie z całego okresu istnienia Uniwersytetu Warszawskiego, od momentu jego powstania w 1816 roku. Ograniczona jest do osób nieżyjących i zapewne będzie w przyszłości uzupełniana.

Naszym zamierzeniem nie było stworzenie zbioru zwięzłych biogramów typu słownikowego. Chodziło o teksty eseistyczne, pisane często przez bliskich współpracowników danego uczonego, przybliżające czytelnikom jego osobowość, wkład w życie uczelni oraz najważniejsze dokonania intelektualno-naukowe. Przy każdym eseju zamieszczono także standardowy biogram encyklopedyczny.

Ponieważ już wcześniej w różnych wydawnictwach publikowano teksty o znakomitych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, a ich autorami nierzadko byli ludzie równie wybitni (jak w przypadku eseju Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay, Aleksandra Gieysztora – o Marcelim Handelsmanie czy Jerzego Pniewskiego – o Stefanie Pieńkowskim), niektóre z tych tekstów postanowiliśmy przedrukować. Pozostałe szkice przygotowali autorzy wybrani przez nasz Zespół.

Kolejne tomy Portretów uczonych obejmują XIX wiek, okres międzywojenny oraz czasy po II wojnie światowej. W obrębie poszczególnych tomów nazwiska następują w porządku alfabetycznym, nie chronologicznym.

W osobnym tomie znalazły się sylwetki wszystkich rektorów naszej uczelni. Osiągnięcia naukowe wielu innych znaczących postaci zostały omówione również na kartach pozostałych publikacji serii „Monumenta Universitatis Varsoviensis” poświęconych historii Uniwersytetu Warszawskiego oraz dziejom poszczególnych dyscyplin naukowych.

 

Zespół Rektorski
ds. Wydawnictw Jubileuszowych

Przedmowa

W tomie 2 zebrane są eseje o wybitnych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego działających głównie w okresie od wskrzeszenia polskiej uczelni w 1915 roku aż do końca okupacji niemieckiej.

Początek tego przedziału czasowego był okresem organizacji uczelni. Naczelnym zadaniem było skompletowanie kadry nauczającej. Trzeba było też niemal od podstaw budować bazę materialną, gmachy, sale wykładowe, laboratoria, biblioteki. Wycofując się z Warszawy w 1915 roku pod naciskiem wojsk niemieckich, Rosjanie ewakuowali pracowników i laboratoria Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego do Rostowa. W tym mieście próbowano odtworzyć rosyjski uniwersytet warszawski.

Kadrę Uniwersytetu Warszawskiego stanowili początkowo członkowie warszawskiego środowiska naukowego, wykładowcy ośrodków akademickich Galicji, a także Polacy, którzy po studiach za granicą pracowali jako profesorowie na różnych uczelniach europejskich. Byli to ludzie urodzeni w ostatnich dekadach XIX wieku, którzy uzyskali wykształcenie w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, w polskojęzycznych uczelniach Galicji, a także w uniwersytetach w Rosji i innych państwach europejskich (m.in. Austrii, Belgii, Francji, Niemczech, Szwajcarii). Większość profesorów odradzającego się Uniwersytetu Warszawskiego miała już za sobą nierzadko bogatą karierę naukową; dla niektórych praca w odrodzonej stołecznej uczelni była ostatnim, niedługim etapem ich życia. Na przykład pierwszy rektor UW, Józef Brudziński, pełnił swą funkcję tylko przez jeden rok akademicki 1915/1916, i już w następnym roku zmarł.

Życie i działalność nauczycieli akademickich nie trzyma się ściśle ram czasowych 1915–1945 ustalonych dla tego tomu, dlatego też wielu profesorów, którzy przeżyli wojnę, kontynuowało jeszcze pracę naukową i dydaktyczną po 1945 roku. Zdecydowaliśmy jednak zamieścić poświęcone im eseje w niniejszym tomie. Tom 3, następny, obejmie z kolei także eseje niektórych profesorów, którzy swą karierę na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczynali w okresie międzywojennym.

Tom niniejszy zawiera 97 esejów. Podobnie jak w tomie 1, zamieściliśmy tu niektóre eseje opublikowane już dawniej z innych okazji. Często autorami tych esejów byli wybitni uczeni, o których działalności w Uniwersytecie Warszawskim będzie mowa w tomie 3 tych portretów. Tak więc mamy tu esej Jerzego Pniewskiego o Stefanie Pieńkowskim, Władysława Tatarkiewicza o Zygmuncie Batowskim czy Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay. Wydawało się nam, że teksty pisane przez uczniów i przyjaciół, utrzymane niekiedy w osobistym tonie, często w bardziej przekonujący sposób przybliżają nam prezentowane postaci. Są one ponadto świadectwem ciągłości pokoleniowej w społeczności Uniwersytetu: uczniowie i młodzi badacze sprzed 50 i więcej lat sami stali się z czasem znanymi naukowcami, a ich wybitni uczniowie pełnią dzisiaj rolę mistrzów wobec kolejnych generacji. Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego często pełnili także ważne funkcje państwowe, byli posłami, senatorami, ministrami – w zamieszczanych tu tekstach na pierwszy plan wysuwa się jednak zawsze ich działalność naukową i akademicką.

 

Piotr Salwa i Andrzej Kajetan Wróblewski

Włodzimierz Antoniewicz

Urodzony 15 VII 1893 w Samborze. Studia historyczne i geograficzne na Uniwersytecie Lwowskim i Jagiellońskim, a także w Wiedniu, Paryżu i Pradze; doktorat na UJ (1918), habilitacja na Uniwersytecie Poznańskim (1920). Wykładowca Wolnej Wszechnicy Polskiej (1919–1939), związany z UW od 1920: prof. nadzwyczajny (1924), prof. zwyczajny (1928). Dziekan Wydziału Humanistycznego (1934–1936), rektor UW (1936–1939), doktor honoris causa Uniwersytetu w Rydze (1937).

Archeolog, muzealnik, twórca pierwszej polskiej syntezy dotyczącej religii dawnych Słowian, badacz sztuki przedromańskiej.
Członek i wiceprezes TNW, członek PAU, PAN (1952), członek licznych zagranicznych towarzystw naukowych.
Redaktor „Wiadomości Archeologicznych” (1921–1926), „Światowita” (1927–1956), „Postępów Archeologii” (1955–1957), redaktor wydawnictwa seryjnego PAN – „Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala”.
Kustosz muzeum Zamku Królewskiego na Wawelu (1916–1918), dyrektor Muzeum Archeologicznego w Warszawie (1924–1945).
Zmarł 20 V 1973 w Warszawie.

Archeologja Polski: zarys czasów przedhistorycznych i wczesnodziejowych ziem Polski, Warszawa 1929; Czasy przedhistoryczne i wczesno-dziejowe ziemi wileńskiej, Wilno 1930; Religia dawnych Słowian, Warszawa 1954.

S. K. Kozłowski, Włodzimierz Antoniewicz, profesor z Warszawy, Warszawa 2009.

ROBERT GAWKOWSKI

WŁODZIMIERZ ANTONIEWICZ

1893–1973

 

Urodził się 15 lipca 1893 roku w Samborze (dziś Ukraina) w średniozamożnej rodzinie1. Ojciec – Karol był urzędnikiem pocztowym, wywodzącym się z polskich Ormian. Według rodzinnych tradycji brał udział w powstaniu styczniowym. Matka – Wanda z d. Kurowska, zajmowała się domem i w wolnych chwilach oddawała się pasji malarskiej. Włodzimierz był najmłodszym dzieckiem Antoniewiczów, miał starszego brata Tadeusza (1888–1937) i siostrę Janinę (1890–1955).

Gdy miał kilka lat, rodzice z dziećmi przeprowadzili się do Lwowa i tu młody Antoniewicz kończył szkołę średnią. Świadectwo dojrzałości otrzymał 1 czerwca 1912 roku, ale zanim to nastąpiło sytuacja materialna rodziny znacznie się pogorszyła. Zmarł ojciec Karol, a brat Tadeusz popadł na tle politycznym w konflikt z prawem. Pozbawiony stypendium Włodzimierz musiał liczyć na pomoc matki, która zajęła się ozdabianiem porcelany malunkami i artystycznym obszywaniem sukien. Sam udzielał korepetycji.

Po letnich wakacjach 1912 roku spędzonych w sanatorium w Zakopanem (spowodowanych także chęcią podreperowania zdrowia), Włodzimierz wstąpił na uniwersytet we Lwowie. Tutaj studiowała już jego siostra, należąca do pokolenia pierwszych kobiet dopuszczonych do studiów wyższych. U Janiny wykrystalizowało się zainteresowanie botaniką, u jej młodszego brata zrodziły się dwie pasje: archeologia pradziejowa i wędrówka po górach. Umiłowanie karpackich szczytów było jego słabością do końca życia. Należał do aktywnych członków Akademickiego Klubu Turystycznego, Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, a później Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. W czasach studenckich Antoniewicz poznał nestora polskiej turystyki Mieczysława Orłowicza, a w 1917 roku został przewodnikiem tatrzańskim.

Jeszcze w czasach studenckich Włodzimierz potrafił łączyć swe dwie wielkie pasje. Jego pierwsza praca naukowa pt. Cerkwie drewniane w powiecie sanockim powstała, gdy miał lat 18 i była owocem wędrówek po tych okolicach. Zamiłowanie do górskiej włóczęgi pozostanie w nim silne do końca życia. Pół wieku później (w latach 1959–1970) Antoniewicz, już jako ceniony profesor, wyda w Ossolineum dziesięciotomową serię „Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala”.

W latach studiów uwidoczniła się ogromna ambicja tego adepta archeologii. Równolegle ze studiami archeologicznymi uczęszczał na wykłady z zakresu: historii sztuki, filozofii, kartografii i literatury. Jego pierwszym tutorem był profesor archeologii Karol Hadaczek.

Latem 1914 roku Antoniewicz postanowił przenieść się do Krakowa i tu miał dokończyć studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego nowym mistrzem miał się stać znany archeolog prof. Włodzimierz Demetrykiewicz. Ten chwalebny pęd do wiedzy na dobre pół roku przerwał wybuch I wojny światowej. Antoniewicza powołano do wojska austriackiego i już w trzecim miesiącu wojny (październik 1914) został ciężko ranny pod Użohem. Rannym zajęła się pielęgniarka-ochotniczka Jadwiga Lewakowska. Troskliwość pielęgniarki musiała być wielka, bo jej podopieczny nie tylko wylizał się z ran, ale także został jej umiłowanym. Ta miłość Antoniewicza do Lewakowskiej miała swoje plusy i minusy. Panna Jadwiga była bogata, pochodziła z rodziny, która zbiła kapitał w krośnieńskim przemyśle naftowym. Jej ojciec – August Lewakowski – był też burmistrzem Krosna i posłem do austriackiej Rady Państwa. Jej wuj, Karol, został pierwszym prezesem PSL i posiadał niemały majątek w Szwajcarii. Kłopoty finansowe miały się raz na zawsze skończyć.

Minusem było to, że panna Jadwiga (ur. 26 maja 1878) była o 15 lat starsza. Oboje byli też spokrewnieni. Przyszła teściowa – Emilia Antoniewicz była ciotką Włodzimierza Antoniewicza!

Pokonując rozliczne przeszkody (dyspensa biskupa, a najpewniej opór rodziny) „młodzi” stanęli na ślubnym kobiercu w listopadzie 1920 roku. W następnych latach małżonka stała się „podporą życiową” młodego naukowca, często porządkowała jego notatki, robiła stenogramy z wykładów męża i jeździła z nim na konferencje.

Gdy Antoniewicz brał ślub, był już doktorem filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jego praca doktorska: Znaczenie bursztynu w prehistorii Europy (wydrukowana w 1918 roku) była dobrym punktem wyjścia do dalszych badań. Miał już pewne doświadczenie, nabyte podczas prac renowacyjnych i archeologicznych na Wawelu (1916–1918), a także kilkumiesięczne studia w innych ośrodkach naukowych. W Wiedniu (gdzie przebywał jako rekonwalescent po doznanej kontuzji wojennej) w 1915 roku studiował u Moritza Holmesa, w Pradze uczęszczał na wykłady Lubora Niederle, a promotorem jego pracy doktorskiej w Krakowie był prof. Piotr Bieńkowski. Wszyscy należeli do czołówki archeologów w swoich krajach. Krótko był też w Paryżu, gdzie poznał inną uczoną sławę, profesora i księdza zarazem, Henriego Breuila.

Nic więc dziwnego, że Włodzimierz Antoniewicz – mający już pewne doświadczenie i obycie – łatwo zdobył na Uniwersytecie Poznańskim tytuł docenta archeologii pradziejowej (1920). Sama habilitacja (Problematyka epoki brązu w Małopolsce) nie była jakimś szczególnym naukowym dokonaniem i przeszła bez echa, ale prawdziwa kariera archeologa dopiero miała się zacząć.

Świeżo upieczony docent miał w połowie 1920 roku podjąć wykłady na nowo powstałej uczelni (Uniwersytet Poznański powstał w maju 1919 roku jako Wszechnica Piastowska), ale wcale nie jest pewne, czy pracę ze studentami faktycznie tam rozpoczął. Wojna polsko-bolszewicka zaczęła przybierać niepomyślny obrót i kto żyw spieszył na pomoc zagrożonej ojczyźnie. Poznańska Wszechnica wydała patriotyczne oświadczenie i faktycznie zawiesiła zajęcia.

W tym najdramatyczniejszym momencie wojny polsko-bolszewickiej Antoniewicz wyjechał do Szwajcarii, aby sfinalizować interesy rodzinne. Trzeba było sprzedać majątek uzyskany w spadku po wuju Karolu Lewakowskim (zmarłym w Rapperswilu w 1912 roku). Uzyskane finanse pomogły w kupieniu letniej willi „Zacisze” w Milanówku. Antoniewiczowie mogli więc żyć dostatnio. W kolejnych latach oprócz „Zacisza” mieszkali w Warszawie, kolejno: na Nowym Zjeździe 5, Sewerynowie 6 i Brzozowej 12.

Antoniewicz wrócił ze Szwajcarii wczesną jesienią 1920 roku i zaraz po ślubie został zatrudniony w Katedrze Archeologii Pierwotnej i Wczesnośredniowiecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłady rozpoczął jednak dopiero w styczniu 1921 roku, bo dopiero wtedy Uniwersytet Warszawski (po przerwie spowodowanej wojną z bolszewikami) rozpoczął działalność dydaktyczną. Z tą uczelnią związał się aż na pół wieku!

Po śmierci twórcy warszawskiej archeologii prehistorycznej Erazma Majewskiego (zm. 14 listopada 1922) Antoniewicz został kierownikiem katedry i profesorem nadzwyczajnym. W 1928 roku mianowano go profesorem zwyczajnym.

Pracował wówczas niezwykle intensywnie, czego owocem było ok. 60 artykułów naukowych i niezwykle ceniona Archeologia Polski. Zarys czasów przedhistorycznych i wczesnodziejowych ziem Polski (1929). Szczególne uznanie zdobyły też książki: Archeologia przedhistoryczna jako przedmiot nauczania (1921), Pradzieje ziem polskich (1927), Sprawy muzealne (1933). W tej ostatniej zarysował rolę i cele muzeów archeologiczno-historycznych w Polsce.

W 1924 roku został dyrektorem Muzeum Archeologicznego Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W 1930 roku został członkiem korespondentem tegoż towarzystwa, a dwa lata później członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności. Od 1921 roku przez prawie 15 lat wykładał na Wolnej Wszechnicy Polskiej, okazjonalnie na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie. Zdobywał sobie coraz większe uznanie, choć z czasem... także i wrogów. Od końca lat dwudziestych będzie do nich należeć słynny poznański archeolog prof. Józef Kostrzewski. Powodem poróżnienia obu uczonych były prace badawcze Kostrzewskiego, akcentujące słowiańskość ziem ówczesnej zachodniej Polski. Kostrzewski doczekał się ataku niemieckiego archeologa Gustawa Kossiny, który z kolei widział wpływy germańskie na tych ziemiach. Kossina zmarł w roku 1931, ale dyskusja między zwolennikami „prasłowiańskości” i „pragermańskości” tych ziem rozgorzała, zwłaszcza po odkryciu śladów Biskupina w 1934 roku. Antoniewicz nie był solidarny ze swoim rodakiem i jednocześnie utrzymywał liczne kontakty ze środowiskiem niemieckich archeologów, z czego, zwłaszcza po wojnie, czyniono mu zarzuty. Biograf Antoniewicza Stefan Karol Kozłowski tak to oceniał: „Tak naprawdę konflikt Kostrzewskiego i Antoniewicza to były starcia dwóch całkiem różnych indywidualności psychocharakterologicznych o rząd dusz/przywództwo, w którym trochę niestołeczny, endecki i klasyfikatorski poznaniak, zdawał się ulegać bardziej wielkomiejskiemu, nieendeckiemu i bardziej «historycznemu» warszawiakowi”2.

Mimo niechęci Józefa Kostrzewskiego (a także Romana Jakimowicza czy Konrada Jażdżewskiego) kariera Antoniewicza rozwijała się pomyślnie. Nasz bohater coraz częściej odbywał zagraniczne podróże. W czasach II RP był w Niemczech, Finlandii, Bułgarii, na Litwie, Łotwie, we Francji, w Syrii i Palestynie, a nawet w radzieckim Leningradzie. Znał biegle francuski i niemiecki, słabiej ukraiński, włoski, angielski i rosyjski. Od początku lat 30. współpracował przez kilka lat z prawicowym „Zrębem”, ale jakiegoś ideologicznego zainteresowania nie wykazywał. Około 1935 roku zaczął pisać do prosanacyjnego „Pionu”. Takie cechy jak: europejskie obycie i erudycja, ogłada towarzyska, ogromny urok osobisty z szarmanckością, z pewnością ułatwiały kolejne awanse.

Na Uniwersytecie Warszawskim w 1934 roku został dziekanem Wydziału Humanistycznego, a w maju 1936 roku wybrano go rektorem UW na trzyletnią kadencję (zgodnie z ustawą z 1933 rektora wybierano na 3 lata).

Ten awans na najwyższe stanowisko macierzystej uczelni był ogromnym wyzwaniem dla 42-letniego mężczyzny. Był jednym z najmłodszych rektorów w dziejach uczelni, a przyszło mu sprawować tę godność w bardzo skomplikowanej sytuacji politycznej.

Jeszcze zanim rektor elekt przejął obowiązki (od ustępującego rektora Stefana Pieńkowskiego), już na uczelni odbyła się manifestacja przeciw niemu. Studenci o poglądach radykalnie narodowych spalili kukłę rektora elekta. Widzieli w Antoniewiczu człowieka sanacji i spodziewali się po nim zdecydowanych wystąpień przeciw coraz częstszym burdom antysemickim3.

Początek sprawowania urzędu rektora należał do niezwykle trudnych. W listopadzie skrajnie narodowe bojówki żądały osobnych ławek dla Żydów, a osobnych dla Polaków. Manifestanci posunęli się do zajęcia Audytorium Maximum i blokady tego wybudowanego rok wcześniej budynku. Wezwana przez rektora policja użyła siły i ok. 200 bojówkarzy aresztowała. Endecja zawrzała z gniewu, bo przecież – jak argumentowała – od czasów carskich nie zdarzało się, by na uczelnie wchodziła policja. Niepokoje powtarzały się dalej. Manifestowali endecy, a przeciw nim grupy żydowskie, sanacyjne lub socjalistyczne czy komunistyczne. Wszyscy mieli w pogardzie kolejne zarządzenia i zakazy rektorskie. W marcu 1937 roku z powodu następnych wystąpień antysemickich trzeba było na kilka dni zamknąć uczelnię!4

Tymczasem w ekipie rządzącej doszło do przewartościowania i pomału niektóre postulaty endeckie zyskiwały aprobatę. Antoniewicz doskonale to zrozumiał, czego efektem było wydane 5 października 1937 roku zarządzenie o segregacji studentów Polaków od studentów Żydów. Getto ławkowe od tego dnia stało się na UW obowiązujące i na nic zdały się protesty przeciw temu. Protestowali miedzy innymi: Tadeusz Kotarbiński, Mieczysław Michałowicz, Stefan Czarnowski, Franciszek Czubalski, Maria Ossowska. Zarządzenie to należy do ciemnych kart historii uczelni i historycy nie mają kłopotów z jednoznaczną oceną tego faktu. Dodajmy, że getto ławkowe i związane z tym niepokoje nie były na UW czymś wyjątkowym i w ostatnich 2–3 latach istnienia II RP cechowały niemal wszystkie ośrodki akademickie.

W sprawozdaniu rektorskim za rok 1937/1938 Antoniewicz podawał (co było niezgodne z prawdą), że getto ławkowe uspokoiło sytuację na uczelni. W tym samym sprawozdaniu argumentował: „Celem tego zarządzenia porządkowego [...] było zapobieżenie dotychczasowym niepokojom, wypływającym z niemal powszechnego pragnienia studentów Polaków do siedzenia oddzielnie od studentów Żydów, którzy dobrowolnie na to nie chcieli się zgodzić”5. W rektorskich sprawozdaniach za kadencji Antoniewicza po raz pierwszy zaczęto dzielić studentów na „chrześcijan” i „niechrześcijan”. (We wcześniejszych tego typu dokumentach publikowano jedynie wyznanie religijne). Nigdy też wcześniej nie zamieszczano danych o pochodzeniu narodowościowym studentów aresztowanych z powodów politycznych. W 1937 i w 1938 roku informowano, że za działalność komunistyczną zatrzymywano niemal wyłącznie Żydów6.

Podczas swojej rektorskiej kadencji Antoniewicz obdarzył tytułem doktora honoris causa UW Józefa Becka i marszałka Edwarda Rydza-Smigłego. Polityczna wymowa obu uroczystości była czytelna dla każdego – II Rzeczpospolita dwa miesiące wcześniej wkroczyła na Zaolzie i – jak podkreślano na uniwersyteckiej uroczystości promocyjnej – dzięki uhonorowanym politykom „odzyskiwała stare piastowskie ziemie”.

Wczesnym latem 1939 roku nowym rektorem UW został wybrany profesor farmakologii Jerzy Modrakowski. Po trzyletniej niespokojnej kadencji Antoniewicz przekazał swą władzę na ręce rektora elekta w pierwszych dniach września 1939 roku, a sama uroczystość odbywała się w anormalnych warunkach początku wojny.

Antoniewicz po upadku Warszawy chciał uwolnić się od okupacyjnych mroków, próbując wyjechać do Szwajcarii. Nie udało się i były rektor w zimowych miesiącach 1939/1940 najął się jako palacz szkolny. Ciekawostką jest to, że na formularzu skierowania do tej pracy widniała adnotacja: „Posiada odpowiednie kwalifikacje”7.

Już w czasie wojny wątek ten traktowano jako dowód bezduszności okupantów. Warto jednak zauważyć, że Antoniewicz do pracy palacza został skierowany przez polską instytucję samorządową i wątpliwe, aby krył się za tym jakiś niecny zamysł niemieckiego wroga. Dzięki temu zatrudnieniu były rektor UW dostawał miesięcznie 150 zł i – co równie istotne – kartki żywnościowe. Gdy Antoniewicz 15 lat później wypełniał kwestionariusz osobowy, napisał, że w tym czasie był członkiem Tajnego Związku Metalowców. Istnienia takiego związku nigdzie nie udało mi się potwierdzić.

Antoniewicz palaczem był tylko do 31 marca 1940 roku i potem „został przeniesiony na pracownika umysłowego – referenta ds. ewidencji ludności” z pensją 350 zł. W listopadzie 1941 roku został na podstawie fałszywego donosu aresztowany przez Niemców, ale po 3 tygodniach już zwolniony. W międzyczasie zdarzyło się coś, z czego Antoniewicz musiał się długo tłumaczyć. Od maja 1941 roku korespondował z Wernerem Radigiem, niemieckim archeologiem związanym z nazistowskim Instytutem Niemieckiej Pracy Wschodniej (tzw. Ostinstitut) mieszczącym się w przejętych przez okupantów pomieszczeniach Uniwersytetu Jagiellońskiego. W lipcu tegoż roku były rektor UW pojechał do Krakowa na konferencję organizowaną przez tenże instytut. Tematem konferencji była planowana ewidentnie propagandowa wystawa o odwiecznej rzekomo obecności germańskiej nad Wisłą. Od początku wojny Niemcy wykorzystywali też pracę Antoniewicza (najpewniej bez wiedzy autora) z 1928 pt. Metalowe spinki góralskie do promowania idei istnienia „germańskiego narodu góralskiego” i tworzenia Goralenvolk8.

Po wojnie Antoniewicz tłumaczył się, że na konferencję Ostinstitutu pojechał za zgodą odpowiednich organów polskiego podziemia, za wiedzą profesorów Władysława Szafera i Stanisława Kutrzeby. Pewien niesmak jednak pozostał. Jakiekolwiek były kontakty z nazistowską instytucją, to zostały przez Antoniewicza zerwane jesienią 1941 roku. Profesor zasłaniał się słabym zdrowiem, zbyt dużą uciążliwością podróży do Krakowa, dużymi kosztami i ogólnie tym, że – jak pisał – „praca jest aktualnie dla mnie zbyt trudna”. Przez jakiś czas Antoniewicz obawiał się kontrreakcji ze strony nazistów i dla większego bezpieczeństwa przyjął nazwisko żony. Po wojnie sprawa współpracy Antoniewicza z Ostinstitut znalazła swój epilog. W 1948 roku Komisja Dyscyplinarna dla profesorów UW orzekła jednomyślnie: „uwolnić prof. dr. Włodzimierza Antoniewicza od powyższych zarzutów”9.

Sam uwolniony z posądzeń o kolaborację profesor podkreślał w ankietach i kwestionariuszach co innego – swój udział w tajnym nauczaniu. Według tych dokumentów wypełnionych przez siebie był członkiem: tajnego UW, Tajnego Senatu Akademickiego i Tajnego Towarzystwa Naukowego. Po wojnie za tajne nauczanie otrzymał Złoty Krzyż Zasługi. Jednakże bliższych szczegółów tej działalności (poza ankietą wypełnianą po wojnie przez samego zainteresowanego) nie znamy10.

Dramatyczny okres powstania warszawskiego Antoniewiczowie przeżyli w swojej willi w Milanówku. Profesor zaangażował się wtedy w pomoc uchodźcom z Warszawy w ramach legalnej Rady Głównej Opiekuńczej. Z jego inicjatywy powstała Sekcja Pomocy dla Profesorów, Docentów i Asystentów. W listopadowym liście do etnografa Juliusza Zborowskiego pisał: „Na pisanie w «Zaciszu» nie mam chwili czasu, a do tego dom pełen miłych gości i brak mi kąta do pracy”. Willa „Zacisze” stała się zaprzeczeniem swojej nazwy11.

W tejże willi według lokalnego historyka Andrzeja Pettyna przez jakiś czas przechowywana była urna z sercem Chopina12. Za zgodą Niemców Antoniewicz pomagał w wywożeniu i ratowaniu zabytków kultury ze zniszczonej Warszawy.

Do bojowników walczących na barykadach uczony z pewnością nie należał. Z drugiej jednak strony, posądzanie go o kolaborację jest krzywdzące. Niejednokrotnie wykazywał obywatelską postawę, choć głównie wtedy, gdy ta nie kolidowała z narzuconym przez wroga prawem. Wydaje się, że przez niemal całą okupację należał do większości społeczeństwa, która chciała w miarę bezpiecznie przeżyć dramatyczny czas, walcząc z licznymi życiowymi niedostatkami. Uaktywnił się w dobie gehenny po powstaniu warszawskim, szczerze przejęty losem warszawiaków, mocno angażując się w dozwoloną prawem działalność charytatywną.

Willa „Zacisze” przetrwała wojnę i po jej zakończeniu Antoniewicz był jednym z nielicznych profesorów przedwojennego UW, który miał mieszkanie w pobliżu Warszawy. Wobec nieobecności w Polsce Jerzego Modrakowskiego, przez kilka miesięcy pełnił obowiązki włodarza uczelni. W sierpniu został wybrany na prorektora uczelni, ale już miesiąc później zrezygnował, argumentując: „Istnieją ważkie powody, dla których muszę zrezygnować z wyboru”13. W tym też czasie został wiceprezesem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, wicedyrektorem Państwowego Muzeum Archeologicznego, członkiem zarządów kilku instytucji. Zadbał też o przydzielenie sobie służbowego mieszkania w budynku uniwersyteckim przyległym do klasztoru Wizytek (Krakowskie Przedmieście 34). Mógłby być spokojny o przyszłość, gdyby nie nowa stalinowska polityka. Pamiętano o przeszłości Antoniewicza – getto ławkowe, dyspozycyjność wobec sanacji i niebezpieczne (choć krótkotrwałe) zbliżenie do hitlerowskiego Instytutu Niemieckiej Pracy Wschodniej.

Jak wiemy, w 1948 roku oczyszczono go z zarzutów o wojenną kolaborację. Jednak na kolejne zaszczyty trzeba było sobie zasłużyć i dać dowody lojalności. I Antoniewicz je dał. W 1953 roku, miesiąc po śmierci Stalina, w artykule w „Nowej Kulturze” nawiązał do swej naukowej wizyty w ZSRR w 1932 roku i do rzekomego spotkania z generalissimusem: „Patrzyłem w jego oczy i odczułem ten uśmiech łagodny Wielkiego Budowniczego Państwa Socjalistycznego, którego osiągnięcia mieliśmy możność poznać osobiście podczas dokładnej i rozległej podróży naukowej i w czasie dogłębnych studiów”14. Te umiejętności dopasowania się do politycznej koniunktury sprawiły, że rektor UW z lat 1936–1939 do końca życia utrzymywał się na szczytach naukowej egzystencji. W 1955 roku dobrze poinformowana kierowniczka kadr ówczesnego UW Irena Kurowa tak w notatce służbowej oceniała Antoniewicza: „W swoich przedwojennych pracach naukowych propagował teorie burżuazyjnych archeologów niemieckich. Jego syntetyczne prace naukowe były idealistyczne. Po wojnie przystosował się, nawiązał kontakt z archeologią radziecką. Obecnie na wykładach i ćwiczeniach usiłuje posługiwać się metodologią marksistowską. Stara się wykorzystywać najnowsze prace radzieckie oraz prace klasyków [...]. Wobec posunięć Partii i Rządu stara się być lojalnym”15.

Prof. Stefan Karol Kozłowski dobrze dostrzega złożoność postaci, którą opisywał. Kozłowski w końcu lat 50. był studentem Antoniewicza i tak wspominał lata studenckie: „Zrobiło nam się przykro, bo pokpiwano z naszego Pryncypała, nazywając go złośliwie Słodzimierzem, co miało obrazować podobno skrajne możliwości przypodobania się temu, komu aktualnie było potrzeba”16.

Nie rozstrzygając tego, czy Antoniewicz faktycznie miał „skrajne umiejętności przypodobania się, komu trzeba”, podkreślmy, że był wybitnym naukowcem. Posiadał bezdyskusyjny autorytet naukowy. Jako pierwszy przedstawił syntezę religii dawnych Słowian. W latach 1949–1960 prowadzony przez niego zespół archeologów z UW odkrył pozostałości budowli romańskich w Wiślicy. Od 1957 roku był członkiem rzeczywistym PAN. Zasiadał w zarządach kilku towarzystw naukowych. We wczesnych latach 60. podsumowano w specjalnych numerach „Światowita” dorobek profesora i okazało się, że opublikował przeszło 300 prac naukowych17.

Włodzimierz Antoniewicz pracował na UW aż do emerytury, na którą przeszedł 30 września 1963 roku. W tym samym roku zmarli: wieloletni kolega Antoniewicza, mieszkający po sąsiedzku (Krakowskie Przedmieście 34) dyrektor BUW Adam Lewak i nieodłączna towarzyszka życia, żona Jadwiga Antoniewicz. Wkrótce po tym, ponad 70-letni wdowiec jeszcze raz stanął na ślubnym kobiercu i znów mógł wzbudzić małą sensację. Jego wybranką została o wiele młodsza... była synowa Adama Lewaka, Marianna (1929–1982). Nowa pani Antoniewicz, w odróżnieniu od zmarłej, nie miała naukowych zainteresowań.

Na emeryturze profesor nadal pracował. Wydawał kolejne tomy „Pasterstwa Tatr Polskich i Podhala”, pisał w „Światowicie”. Był koordynatorem obchodów 1000-lecia Państwa Polskiego, z ramienia Uniwersytetu i Politechniki. W wydarzeniach marcowych 1968 roku nie odegrał żadnej roli.

Profesor Antoniewicz nie miał dzieci. W testamencie zapisał niemal cały swój bogaty księgozbiór na potrzeby biblioteki Instytutu Archeologii.

Zmarł 20 maja 1973 roku. Sześć dni później z siedziby uniwersyteckiej archeologii przy ul. Widok 10 autokary pełne studentów i pracowników uczelni odjeżdżały na cmentarz do Milanówka, gdzie odbyły się uroczystości żałobne. Włodzimierz Antoniewicz został pochowany w grobowcu rodzinnym.

SECT-ID LINK

1Najpopularniejsze słownikowe biografie W. Antoniewicza to: Czy wiesz kto to jest, red. S. Łoza, Warszawa 1938; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994.

2S.K. Kozłowski, Włodzimierz Antoniewicz, profesor z Warszawy, Warszawa 2009, s. 118.

3L. Krzywicki, Wspomnienia, t. III, Warszawa 1959, s. 350–351.

4M. Natkowska, Numerus clausus, getto ławkowe, numerus nullus, „paragraf aryjski. Antysemityzm na Uniwersytecie Warszawskim 1931–1939, Warszawa 1999, s. 124–126.

5AUW, Sprawozdanie z działalności Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie za rok akademicki 1937/38, Warszawa 1939, s. 8.

6Ibidem, s. 8 i 80.

7AUW, Akta W. Antoniewicza, sygn. K. 4026.

8W. Szatkowski, Goralenvolk. Historia zdrady, 2012, s. 90–95.

9S.K. Kozłowski, op. cit., s. 177–179.

10BUW, Gabinet Rękopisów, Materiały ankietowe dotyczące działalności w tajnym UW, sygn. 2203, k. 82–88, oraz AUW, Akta W. Antoniewicza, sygn. K. 4026.

11S.K. Kozłowski, op. cit., s. 170.

12A. Pettyn, Gdzie skarb twój, tam i serce twoje, Milanówek 2010.

13AUW, Sprawozdania z posiedzeń w sprawie wyboru rektora, sygn. 740.

14„Nowa Kultura”, nr 14/158, kwiecień 1953, s. 3.

15AUW, Akta W. Antoniewicza, sygn. K. 4026.

16S.K. Kozłowski, op. cit., s. 14.

17„Światowit” 1960–1961, nr 23 i 24; tamże niepełna bibliografia prac drukowanych prof. Włodzimierza Antoniewicza, zebrana przez Jadwigę Lewakowską-Antoniewicz. Zob. także: Archiwum PAN, Spuścizna naukowa W. Antoniewicza, sygn. III-222.

 

Szymon Askenazy

Urodzony 23 XII 1865 w Zawichoście. Studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim (1883–1887), studia historyczne na Uniwersytecie w Getyndze, zakończone doktoratem (1894), habilitacja na Uniwersytecie Lwowskim (1897), tamże docent (1898), prof. nadzwyczajny (1902) i zwyczajny (1907); prof. honorowy na UW (1928).

Badacz historii politycznej XVIII wieku, epoki napoleońskiej i powstań narodowych; wydawca źródeł historycznych.
Redaktor Monografii w zakresie dziejów nowożytnych (1902–1919).
Członek PAU (1906), minister z ramienia Polski przy Lidze Narodów w Genewie (1920–1923).
Zmarł 22 VI 1935 w Warszawie.

Książę Józef Poniatowski 1763–1813, Lwów 1905; Uniwersytet Warszawski, Warszawa 1905; Rosja – Polska 1815–1830, Lwów 1907; Łukasiński, Lwów 1908; Napoleon a Polska, Warszawa 1918; Gdańsk a Polska, Warszawa 1919.

J. Dutkiewicz, Szymon Askenazy i jego szkoła, Warszawa 1958.

ANDRZEJ ZAHORSKI

SZYMON ASKENAZY*

1865–1935

 

Szymon Askenazy urodził się 23 grudnia 1865 roku w Zawichoście. Rodzice jego, Regina i Wolf, byli zamożnymi kupcami. Askenazy był potomkiem starodawnej rodziny żydowskiej, od wieków w Polsce zamieszkałej, chlubiącej się licznymi lekarzami (wśród nich lekarz Zygmunta Augusta) i rabinami. Należał do pokolenia, w którym żywa była tradycja czynnego udziału Żydów w patriotycznych manifestacjach warszawskich przed powstaniem styczniowym i w całym polskim ruchu narodowowyzwoleńczym. Zaledwie o rok był młodszy od Stefana Żeromskiego (1864) i o parę lat starszy od Stanisława Wyspiańskiego (1869) – naczelnych twórców Młodej Polski. Należał do tego pokolenia działaczy społecznych i polityków, którym dane było przewodzić narodowi w momencie odzyskania niepodległości. Tak mu polskość głęboko zapadła w serce, że będąc konsekwentnym zwolennikiem całkowitej asymilacji Żydów w społeczeństwie polskim, niechętny był syjonizmowi. Duma i miłość do rodziców nie pozwoliły mu jednak na porzucenie wiary ojców.

Wiosną 1883 roku, uzyskawszy świadectwo dojrzałości ze złotym medalem w II Warszawskim Gimnazjum, wstąpił Askenazy, spełniając życzenie ojca, na Wydział Prawny Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Uczelnię tę ukończył w 1887 roku. [...] Po ukończeniu studiów odbył Askenazy dwuletnią praktykę sądową, jednak nie związał się bliżej z prawem, lecz, zgodnie ze swymi zamiłowaniami, zachęcony przez Adolfa Pawińskiego, podjął dalsze studia historyczne w Niemczech, na uniwersytecie w Getyndze. Tu kształcił się dalej pod kierunkiem wybitnego historyka, Maxa Lehmanna. Był to liberał o szerokich poglądach, świetny erudyta, obcy niemieckiemu szowinizmowi, przychylny Polakom. Askenazy wiele mu zawdzięczał i do końca życia zachował serdeczne o nim wspomnienie.

Studia w Getyndze zakończył Askenazy uzyskaniem tytułu doktorskiego na podstawie rozprawy: Die letzte polnische Koenigswahl (1894). [...] Od 1890 roku wprowadzony przez zaprzyjaźnionego z nim Tadeusza Korzona do zespołu autorów Wielkiej Encyklopedii Ilustrowanej zamieszcza tu swe artykuły. Przede wszystkim jednak pracuje nad dziełem Przymierze polsko-pruskie, które, drukowane rozdziałami w „Bibliotece Warszawskiej” od 1897, doczekało się trzech wydań książkowych: w 1900, 1901 i 1918 roku. Starania o habilitację na Uniwersytecie Lwowskim, przy poparciu zaprzyjaźnionego z nim wybitnego mediewisty Tadeusza Wojciechowskiego, a w sferach urzędowych przez „czerwonego księcia” Adama Sapiehę i, jak zauważył Barycz, przez bogatego ziemianina galicyjskiego Karola Lanckorońskiego, nie napotkały oporów i Askenazy w 1897 roku przeprowadził przewód habilitacyjny bez kłopotów.

Przymierze polsko-pruskie było dyskutowane, wywołało duże zainteresowanie. Askenazy wziął w obronę przywódców Sejmu Wielkiego i z ogniem dowodził słuszności oparcia polityki polskiej, w konkretnym momencie 1790 roku, na Prusach, mimo fatalnej katastrofy państwa. [...] Kiedy Askenazy pisał swe dzieło, toczyła się w historiografii polskiej zacięta walka między szkołą krakowskich pesymistów i warszawskich optymistów. Askenazy uznał słuszność tez Tadeusza Korzona, że państwo polskie we wszystkich dziedzinach życia wewnętrznego dźwigało się i odradzało, i podparł jego wywody rehabilitujące społeczeństwo polskie próbą rehabilitacji przywódców politycznych. W istocie Askenazy zajmował najczęściej stanowisko pośrednie między optymistami i pesymistami. Nie unikał spraw bolesnych, nie odwracał oczu od ciężkiej odpowiedzialności magnatów i szlachty za tragedię narodu. Równocześnie jednak wskazywał na zaborcze dążenia sąsiadów, na ich złą wolę, na ich pragnienie obłowienia się kosztem polskiej krzywdy. [...]

Swoje nowe zamierzenia badawcze, swoje credo naukowe sprecyzował ostatecznie na III Zjeździe Historyków Polskich w Krakowie w 1900 roku. Starł się wówczas Askenazy z Korzonem. Zażądał podjęcia pogłębionych badań nad okresem napoleońskim i powstań narodowych. Sprzeciwił się jednostronnie czarnej ocenie Korzona jako schematycznej, bo nie opartej na pogłębionych badaniach źródłowych, zarówno w odniesieniu do osoby Napoleona, jak i tych Polaków, którzy pod jego orłami poszli walczyć o odbudowę państwa polskiego. Apel Askenazego, aby rozpocząć intensywne badania nad epoką napoleońską, spotkał się z gorącym odzewem wśród inteligencji polskiej, co dowodziło, jak bardzo wezwanie to było na czasie. [...]

W czasie, gdy ukazały się Popioły, w życiu naukowym Askenazego zaszły ważne zmiany. W 1902 roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym na Uniwersytecie Lwowskim. W swej pracy dydaktycznej popierał studentów najzdolniejszych, z jego seminarium wyszło też sporo ludzi wybitnie utalentowanych, którzy stanowili ośrodek jego szkoły, później nadal związanych z mistrzem lub przeciw niemu zbuntowanych. Mając szerokie stosunki, uczniów swoich wysyłał do archiwów całej Europy i wymagał od nich sumiennych sprawozdań naukowych. [...] Dzięki swej energii, uzyskawszy finansową pomoc z kasy im. Józefa Mianowskiego, uruchomił Askenazy serię Monografii w zakresie dziejów nowożytnych, gdzie publikował prace swych najzdolniejszych uczniów. Jest to chyba jedna z najwartościowszych serii prac historycznych, jakie ukazały się w Polsce. Każdą pozycję tej serii opatrywał Askenazy wstępem, prezentując młodego autora i wskazując na jego osiągnięcia. W ciągu 18 lat (1902–1919) wydał Askenazy w ten sposób 16 prac.

Mimo różnicy zdań i ostrej czasem dyskusji naukowej nić sympatii między Korzonem i Askenazym nie została przecięta i chociaż spierali się ostro, zachowali dla siebie dużo szacunku. Inaczej, bo zdecydowanie wrogo, ułożyły się stosunki Askenazego z drugim koryfeuszem szkoły warszawskiej, Władysławem Smoleńskim. Polemizowali ze sobą ostro, a Smoleński całość swoich wywodów opublikował w broszurze pt. Prawda i fałsz w badaniach historycznych prof Szymona Askenazego (Warszawa 1903). Smoleński faktycznie atakował bezwzględnie marginesowe, drobne prace Askenazego poświęcone Targowicy i przedostatniemu bezkrólewiu. Askenazy w polemice ze swym antagonistą zauważył, że nie podważył on jego podstawowych myśli, a sprostował nieistotne drobiazgi. Smoleński zakwestionował też styl Askenazego, zarzucając mu, że należy do „pisarzy, którzy otumaniają publiczność krzykliwością frazesu”.

W okresie tej namiętnej polemiki pracował Askenazy nad biografią księcia Józefa. W bogatej twórczości tego historyka Książę Józef (1905, II wyd. – 1910, III wyd. – 1919, IV wyd. – 1922, V wyd. – 1944, VI – 1974, VII – 1978) jest pozycją wyjątkową. Po pierwsze dlatego, że dziełem tym zainaugurował Askenazy swe badania monograficzne poświęcone wiekowi XIX. Po drugie zaś dlatego, że książka ta posiada najpiękniejszą formę artystyczną w całym dorobku Askenazego, tak pod tym względem wyróżniającego się spośród innych historyków. Treść zawierająca biografię jednego z najwybitniejszych wodzów polskich, a także forma pełna wdzięku i dynamizmu, styl, którym posłużyć by się mógł z wielką dla siebie chwałą zdolny literat, podejmujący jako tematykę swych prac powieści historyczne – oto największe zalety tego dzieła. Zagłębiając się w lekturę Księcia Józefa czytelnik zrozumieć może łatwo tajemnicę poczytności prac Askenazego, którego popularność w szerokich kołach polskiej inteligencji w początkach XX wieku była tak znaczna, że mogła być zestawiona z dzierżącym wówczas „rząd dusz” Stefanem Żeromskim, a wśród entuzjastów tej biografii wymienić trzeba przede wszystkim Stanisława Wyspiańskiego. [...]

Pierwsze dziesięciolecie XX wieku w twórczości Askenazego znaczy bardzo wiele, bo przecież wówczas ukazały się jego fundamentalne prace Książę JózefŁukasiński. Wtedy też uzyskał Askenazy duży wpływ na młodzież uniwersytecką. Zaczynał swe wykłady mając jednego słuchacza, a w następnych latach aula nie mogła pomieścić wszystkich, którzy go chcieli słuchać. Włodzimierz Dzwonkowski wspominał te wykłady jako nigdy niezapomniane. W przepełnionej auli Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie zjeżdżali się studenci ze wszystkich krańców Rzeczypospolitej, w nastroju uroczystym, niemal religijnym, słuchano jego wywodów, zawsze rewelacyjnych, zawsze podejmujących nową problematykę. Głos miał o średnim natężeniu, ale niezwykłą płynność narracyjną i niezłomną moc przekonywania. Mówił zupełnie tak, jak pisał – długimi okresami, subtelnie, dyskretnie, z własnej pamięci. Inny słuchacz Askenazego, Stanisław Lam, we wspomnieniach swoich (Życie wśród wielu, Warszawa 1968) opisał wygląd zewnętrzny profesora, sposób pracy, a także dziwactwa. Według opisu Lama, Askenazy był mężczyzną bardzo wysokim, chudym i przygarbionym, o twarzy pociągłej, wyrazistej i wielkim sępim nosie. Dbał o wygląd zewnętrzny. Wszyscy wspominający Askenazego zapamiętali jego krótki wzrok. Nie nosił okularów i czytał wodząc niemal nosem po książce. Wzmiankuje Lam, że Askenazy miał usposobienie wybuchowe, bardzo nerwowe, zaperzał się często, nie pozbawiony był też sporej dozy impertynencji. Przysparzał mu wyniosły sposób bycia wielu wrogów. Jednakże tych wrogów miał dużo nie ze względu na wyniosłość, ale przede wszystkim z powodu swego pochodzenia – wobec wzrastającej przed I wojną światową silnej fali antysemityzmu. Nie podobało się wielu konserwatystom, że historyk żydowskiego pochodzenia pierwszy rozpoczął szerokie badania nad porozbiorową historią Polski. Zwalczając Askenazego z lubością akcentowano, że był Żydem. Argumentem tym operowano też starając się nie dopuścić go do godności profesora zwyczajnego i do powierzenia mu kierownictwa katedry historii Polski po odejściu na emeryturę Tadeusza Wojciechowskiego. W tej sprawie rozgorzała bardzo ostra walka, która przerodziła się w spór polityczny kierunku liberalnego i endeckiego. [...] Ostatecznie, w drodze kompromisu, cesarz mianował Askenazego zwyczajnym profesorem historii nowożytnej ze szczególnym uwzględnieniem historii polskiej (4 maja 1907).

W przededniu pierwszej wielkiej wojny światowej najobszerniejsze dzieło Askenazego, Napoleon a Polska, już dojrzało. W 1913 roku rozpoczął druk jego fragmentów w „Bibliotece Polskiej” i data ta była znamienna. Stulecie bitwy pod Lipskiem, stulecie śmierci księcia Józefa. Z Niemiec dochodziły echa radośnie obchodzonych uroczystości setnej rocznicy powstania niemieckiego przeciw Napoleonowi. W ówczesnej napiętej sytuacji politycznej obchody te miały posmak ostrych prowokacji przeciw Francji. Nie zabrakło też w nich akcentów antypolskich. Dzieło Askenazego wskazywało, że sprawa polska jest sprawą ogólnoeuropejską. Wybuch wojny wstrzymał druk dzieła, które ukazało się dopiero w latach 1918–1919. Książki tej Askenazy nie dokończył, urywając narrację na 1805 roku – w przededniu powstania Księstwa Warszawskiego. [...] Askenazy w tym dziele i całej swej aktywnej działalności popularyzatorskiej bił w postawy pasywne, gloryfikował czyn zbrojny, powstanie Legionów, dzieło Dąbrowskiego, walkę Poniatowskiego – wydarte romantycznej legendzie przestawały być szlachetną pomyłką, stawały się przykładem. Zapatrzony w tych, co poszli za Napoleonem, tych „rozumnych szałem”, uderzał twardo w ugodowców. Ostro polemizował ze Smolką, który gloryfikował i za wzór stawiał polskiemu społeczeństwu giętkiego, sprytnego, niewątpliwie inteligentnego, ale przecież ugodowca księcia Druckiego-Lubeckiego, który czynnik emocjonalny w polityce jako nierozważne głupstwo z pogardą ostro utrącał. W dziełach Askenazego nawoływanie do polskiego czynu zbrojnego było przejrzyste. [...]

Wojna zaskoczyła Askenazego w Karlsbadzie, udał się stamtąd do Szwajcarii, gdzie przebywał do początków 1918 roku. Pozostał w czasie wojny w tym kraju, ponieważ piórem chciał służyć sprawie polskiej według swych przekonań. Zresztą jego osobista pozycja jako poddanego rosyjskiego, a profesora Uniwersytetu Lwowskiego, była w kraju szczególnie trudna. Osiadł tedy w Vevey pod Lozanną i współdziałał początkowo ze Szwajcarskim Generalnym Komitetem Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, kierowanym przez Henryka Sienkiewicza, ale wycofał się z pracy w tej organizacji, gdy zaczęli tam zyskiwać wpływy endecy. [...]

Po powrocie do Warszawy w 1918 przyczynił się Askenazy do niektórych posunięć Rady Regencyjnej, gdy ta w październiku 1918 roku odtrąciła kuratelę niemiecką. Mówiło się, że wejdzie do Rady Stanu, wiele osób oczekiwało, że obejmie katedrę na Uniwersytecie Warszawskim. Ponieważ jednak katedrę historii Polski na Wydziale Filozoficznym UW posiadał już jego zacięty wróg, Władysław Smoleński, powstał projekt zainicjowany przez profesora Leona Petrażyckiego, aby Askenazy objął historię Polski na Wydziale Prawnym. Kandydatura Askenazego z różnych stron spotkała się z zaciętym oporem. Ostro sprzeciwiali się endecy, wrogi był mu wpływowy na UW profesor Marceli Handelsman. Doszło do różnych skandalicznych machinacji, a pełen oburzenia Askenazy złożył na łamach „Kuriera Warszawskiego” z dnia 7 marca 1920 roku oświadczenie, że o profesurę sam nie zabiegał, a wobec niekorzystnej dlań uchwały senatu uniwersyteckiego nie przyjmie jej nigdy z pominięciem uczelni. W obronie Askenazego na łamach „Robotnika” został ogłoszony protest przedstawicieli kół artystyczno-intelektualnych. Zebrano 60 podpisów. Zaledwie kilka osób odmówiło podpisu, wśród nich Eligiusz Niewiadomski. Waga protestu była znaczna: znajdował się pod nim podpis m.in. Stefana Żeromskiego, a także wielu innych wybitnych twórców kultury polskiej.

Po nieudanych staraniach o katedrę Askenazy wrócił do polityki. Od sierpnia 1920 roku został mianowany ministrem pełnomocnym, pierwszym delegatem Niepodległego Państwa Polskiego do Ligi Narodów. W dyplomacji sytuację miał też trudną. Zwalczał go premier Ignacy Paderewski, inspirowany przez wrogów Askenazego, i stwarzał mnóstwo trudności, nie oszczędzając upokorzeń (J. Gawroński, Dyplomatyczne wagary, Warszawa 1965). Askenazy pracował wydajnie. Osoby czytające jego sprawozdania z Genewy do MSZ określają je jako gruntowne i rzeczowe. Reprezentował Polskę na konferencji w Brukseli w 1921 roku. Wśród walki o granice Polski powstała zwięzła jego rzecz Gdańsk a Polska, uzasadniająca prawo Polski do Gdańska, wydana w językach polskim, francuskim, niemieckim i angielskim. Na komisji spraw zagranicznych Sejmu endecy atakowali jednak Askenazego ostro, a kiedy w październiku 1923 roku został ministrem spraw zagranicznych Roman Dmowski, Askenazy podał się do dymisji.

Mieszkał odtąd stale w Warszawie. Pisał już niewiele. W 1929 roku opublikował drugie wydanie Łukasińskiego oraz w pięknej szacie graficznej wydał zbiór źródeł pt. Napoleon. Były to rękopisy Bonapartego z lat 1793–1795 przechowywane w Bibliotece Kórnickiej. Nie uzyskał Askenazy katedry na Uniwersytecie Warszawskim. Nadano mu w roku 1928 tytuł profesora honorowego Uniwersytetu Warszawskiego. Nie przejednało to starego mistrza. Oburzony na wielu kolegów, zaniepokojony wzrostem wpływów endecji, od 1926 roku coraz bardziej krytyczny wobec obozu rządzącego, czuł się źle, zgorzkniały odsuwał się od udziału w życiu naukowym, stracił chęć do pracy pisarskiej. Na zjeździe historyków w 1930 roku odmówił wraz z Tokarzem wygłoszenia referatu. [...]

W światopoglądzie Askenazego w okresie międzywojennym zachodziły zmiany. Dojrzał bankructwo wielu wzniosłych idei humanitarnych XIX wieku, które mu tak były drogie, a teraz stawały się anachroniczne w zetknięciu z dwudziestowiecznym totalitaryzmem i brutalnością walki o władzę masowych ugrupowań politycznych. Wielu bliskich mu ludzi pogrążało się w charakterystycznym dekadentyzmie, co było wyrazem niewiary w wartości duchowe człowieka. Askenazy ewoluował w innym kierunku, dekadentyzm był mu obcy, natomiast stała się dlań najważniejszą sprawa ratunku godności ludzkiej i twórczości duchowej człowieka w zbrutalizowanym świecie współczesnym. Problem niepodległości Polski, który był naczelnym hasłem jego twórczości, wobec realizacji tej idei przestawał być inspiracją do dalszego rozwoju społeczeństwa. Wobec tego dominować zaczynają w jego światopoglądzie idee ogólnoludzkie, w które włączył sprawy polskie. [...]

Askenazy zmarł 22 czerwca 1935 roku. Pogrzeb jego odbył się 25 czerwca w Warszawie, gromadząc liczne tłumy. Wśród przemówień nad trumną pisarza, pochowanego na cmentarzu żydowskim przy Okopowej, wyróżnił się głos Tokarza, który podkreślił głęboki rezonans społeczny dzieł zmarłego i tak to zjawisko uzasadniał: „Zawdzięczał Askenazy te nieczęste w pracy uczonego uznanie nie tylko walorom artystycznym i erudycji, ale także – i to przede wszystkim – silnemu pierwiastkowi ideowemu, który przenikał na wskroś twórczość naukową zmarłego” („Kurier Warszawski”, 26 VI 1935). [...]

Askenazy był jednym z najwybitniejszych historyków polskich; jako badacz przeszłości należy do grupy czołowych twórców polskiej historiografii.

Wybrana literatura

 

Wznowienia prac:

Askenazy Sz., Książę Józef Poniatowski 17631813. Wstęp Andrzeja Zahorskiego. Posłowie Stanisława Herbsta, wyd. I (VI), Warszawa 1974, wyd. II (VII), Warszawa 1978.

 

Bibliografia:

Szulkin M., Bibliografia prac Szymona Askenazego, „Kwartalnik Historyczny” 1935, t. XLIX, s. 560–573.

 

Opracowania:

Barycz H., Szymon Askenazy wśród przeciwieństw i niepowodzeń życiowych i naukowych, [w:] idem, Na przełomie dwóch stuleci, Wrocław 1977, s. 238–318.

Dutkiewicz J., Szymon Askenazy i jego szkoła, Warszawa 1958.

Dzwonkowski W., Szymon Askenazy, „Wiadomości Literackie” 1935, nr 30.

Kipa E., Prawda o Askenazym, [w:] idem, Studia i szkice historyczne, Warszawa 1959, s. 183–197.

Kukiel M., Szymon Askenazy (24 grudnia 186722 czerwca 1935), „Przegląd Współczesny” 1935, t. LIV s. 312–332.

Lam S., Życie wśród wielu, Warszawa 1968.

Maternicki J., Idee i postawy. Historia i historycy polscy 1914–1918, Warszawa 1975.

Maternicki J., Historiografia polska XX wieku, cz. 1: Lata 1900–1918, Wrocław 1982.

Mortkowicz-Olczakowa H., Wspomnienie o Askenazym (Wsetną rocznicę urodzin), „Twórczość” 1967, nr 12.

Próchnik A., Wspomnienie o prof. Askenazym, „Przegląd Historyczny” 1936, t. XXXIII, s. 362–366.

Śródka A., W sprawie daty urodzenia profesora Szymona Askenazego, „Kwartalnik Historyczny” 1979, R. 86, nr 2, s. 574–575.

Willaume J., Szymon Askenazy historyk dwóch stuleci, [w:] Księga Pamiątkowa dziesięciolecia Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, Lublin 1955, s. 229–250; przedruk w: idem, Epoka nowożytna w dziejopisarstwie polskim i powszechnym, Lublin 1979, s. 23–60.

Willaume J., Askenazy o księciu Józefie Poniatowskim, [w:] idem, Epoka nowożytna w dziejopisarstwie polskim i powszechnym, Lublin 1979, s. 61–66.

Woliński J., Warszawskie lata uniwersyteckie Szymona Askenazego 1883–1887, „Rocznik Warszawski” 1971, t. X, s. 143–158.

Zabierowski S., Udział Askenazego i jego szkoły w genezie „Popiołów”, „Pamiętnik Literacki” 1965, z. 1, s. 210–234.

Zahorski A., Szymon Askenazy a jego twórczość, [w:] Sz. Askenazy, op. cit., s. 5–34.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 181–197.

Wacław Baehr

Urodzony 6 X 1873 w Makowlanach. Studia w Odessie i Petersburgu (dyplom I stopnia w 1898). Asystent w Pracowni Zoologicznej Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu (1899–1917); uczestnik naukowej ekspedycji polarnej do wybrzeży Nowej Ziemi (1901). Dalsze studia w Tybindze, Paryżu, Wurzburgu, Louvain. Magisterium z zoologii na uniwersytecie w Petersburgu (1911). Profesor UW (1922).

Cytolog; jego prace nad chromosomami przyczyniły się do wyjaśnienia zagadnienia determinacji płci oraz przebiegu mejozy; zgłoszony jako kandydat do Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny wspólnie z Uomasem H. Morganem.
Członek TNW (1928), Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1922), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1925), PAU (1933), Société de Biologie w Paryżu (1927) i Genetics Society of America.
Zmarł 17 IX 1939 w Radości (ob. Warszawa).

Über die Bildung des Sexualzellen bei Aphididae, „Zoologischer Anzeiger” 1908, t. XXXIII, s. 507–517; Die Oogenese bei einigen viviparen Aphididen und die Spermatogenese von Aphis saliceti mit besonderer Berücksichtigung der Chromatinverhältnisse, „Archiv für Zellforschung” 1909, t. III, s. 269–333; Formation des cellules sexuelles et détermination du sexe chez les Aphididae, St. Petersburg 1910; Contribution à l’étude de la caryocinèse somatique, de la pseudoréduction et de la réduction, „La Cellule” 1912, t. XXVII, s. 383–450; Dziedziczność i płeć w świetle cytologji i genetyki, „Prace Komisji Matem.-Przyrod. Tow. Przyjaciół Nauk w Poznaniu” 1921, t. I, seria B, z. 2, s. 85–141.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. 1, Warszawa 1994.

TOMASZ MAJEWSKI

WACŁAW BAEHR

1873–1939

 

Wśród wybitnych profesorów Uniwersytetu Warszawskiego nie może zabraknąć Wacława Baehra. Był on jednym z pionierów badań z pogranicza cytologii i genetyki, a jego prace wydawane na Zachodzie w początkach XX wieku znane były i cytowane przez specjalistów. Później, pracując już w Warszawie, był pierwszym w kraju uczonym zajmującym się tymi zagadnieniami, kontynuował badania i prowadził wykłady przekazując swoją wiedzę kolejnym rocznikom studentów Uniwersytetu Warszawskiego.

Baron Wacław Bruno Baehr (von Baehr) urodził się 6 października 1873 roku w miejscowości Makowlany w ziemi grodzieńskiej (obecny powiat sokólski, białostockie), w rodzinie ziemiańskiej; jego ojciec, Otton, pochodzący ze spolonizowanej rodziny przybyłej z Królestwa Hanoweru, był powstańcem i zesłańcem syberyjskim. Wacław Baehr ukończył w roku 1893 I Gimnazjum w Petersburgu, następnie studiował nauki przyrodnicze na oddziale Przyrodniczym Wydziału Fizyko-Matematycznego Uniwersytetu Petersburskiego, który ukończył z dyplomem I stopnia w 1898 roku. Pracę naukową rozpoczął w Pracowni Zoologicznej Cesarskiej Akademii Nauk w Petersburgu, gdzie był asystentem w latach 1899–1917, formalnie jako attaché Ministerstwa Oświaty z przydziałem do tej instytucji. W roku 1901 wziął udział w ekspedycji na Nową Ziemię, kierowanej z ramienia Cesarskiej Akademii przez znanego badacza z zakresu morskiej biologii i hydrologii Mikołaja Knipowicza.

W roku 1903 wyjechał za granicę, gdzie na uniwersytetach zachodniej Europy kontynuował specjalizację głównie z zakresu cytologii. W latach 1903–1905 pracował naukowo w Instytucie Zoologicznym Uniwersytetu w Tybindze, w latach 1905–1906 w paryskiej Sorbonie, w latach 1907–1909 w Instytucie Zoologicznym uniwersytetu w Würzburgu pod kierunkiem Teodora Boveri, znanego cytologa i badacza chromosomów, w latach 1912 i 1913 u Victora Gregoire w laboratorium cytologicznym Instytutu Carnoy w Louvain i w morskiej stacji zoologicznej w Villefranche-sur-Mer. Wcześniej jednak, w roku 1911, po publicznej obronie dysertacji, otrzymał stopień magistra zoologii Uniwersytetu Petersburskiego.

Po powrocie do Polski, w roku 1922 został mianowany profesorem zwyczajnym tytularnym (bezpłatnym) Uniwersytetu Warszawskiego, a trzy lata później – profesorem rzeczywistym i kierownikiem organizowanego przez siebie Zakładu Cytologii na Wydziale Filozoficznym (później Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym). Prowadził na Uniwersytecie wykłady dla biologów z cytologii ogólnej i cytologicznych podstaw genetyki. W roku 1937 z racji pogarszającego się stanu zdrowia przeszedł w stan spoczynku. Jego uczniem i asystentem (od 1926 roku) był Zygmunt Kraczkiewicz, późniejszy profesor i kierownik tego samego Zakładu, który przejął po odejściu Baehra jego obowiązki dydaktyczne.

Badania naukowe Wacława Baehra obejmowały zagadnienia cytologii zwierząt, szczególnie dotyczące komórek rozrodczych, ich powstawania i rozwoju. Najważniejsze jego publikacje, uznane za klasyczne, to seria prac nad chromosomami determinującymi płeć u mszyc (pluskwiaki z rodziny Aphididae). Badania te wykonał u Boveriego w Würzburgu (Über die Bildung des Sexualzellen bei Aphididae [1908], Die Oogenese bei einigen viviparen Aphididen und die Spermatogenese von Aphis saliceti mit besonderer Berücksichtigung der Chromatinverhältnisse [1909], Formation des cellules sexuelles et détermination du sexe chez les Aphididae [1910]). Analizując procesy podziału jąder gamet u mszyc, stwierdził i opisał różnice w garniturze chromosomów gamet męskich i żeńskich. Zjawisko to odkrył niezależnie od Tomasa H. Morgana, który od 1908 roku badał chromosomy muchówek z rodzaju Drosophila, stwierdzając u nich różnice w morfologii chromosomów płci. Ważna w dorobku Baehra była także wcześniejsza praca o szczegółach pierwszych podziałów jądra jaj u patyczaka Bacillus rossii rozwijających się partenogenetycznie (1907), w której opisał zachowanie się chromosomów i ciałka kierunkowe. Redukcję liczby chromosomów analizował u wieloszczeta Saccocirrus major (1913, 1920), dając przy okazji zestawienie rozmaitych poglądów na to zjawisko. Obszerną dyskusję procesu redukcji liczby chromosomów w mejotycznym podziale komórki przedstawił w ważnej pracy Contribution à l’étude de la caryocinèse somatique, de la pseudoréduction et de la réduction (1912). Warto też spośród jego publikacji wymienić studium nad ontogenezą partenogenetycznych pokoleń mszycy Aphis palmae (1918)1. Z badań na bogatym materiale zwierząt kręgowych i bezkręgowych wyciągał ogólne, teoretyczne wnioski dotyczące cytologicznych aspektów procesów dziedziczenia (m.in. Sur les bases cytologique de l’hérédite, 1925), dostarczając zresztą argumentów za słusznością chromosomowej teorii dziedziczności w czasach, gdy nie była ona jeszcze powszechnie przyjęta. Polskiemu czytelnikowi przybliżył wiedzę o tych zagadnieniach w artykule Cytologiczne podstawy zjawisk dziedziczności (1930). Odkrycie różnic w chromosomach gamet męskich i żeńskich stało się podstawą zgłoszenia Baehra do Nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, wspólnie z Morganem. Jego biografowie podają też wiadomość o propozycji objęcia profesury w jednym z angielskich uniwersytetów.

Władysław Baehr był członkiem krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych: członkiem zwyczajnym TNW od 1928 roku, członkiem korespondentem PAU (od 1933), członkiem zwyczajnym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (od 1922), członkiem przybranym Towarzystwa Naukowego we Lwowie (od 1925), członkiem korespondentem Société de Biologie w Paryżu (1927), oraz członkiem Genetics Society of America. Wchodził też w skład Zarządu Kasy im. Mianowskiego w latach 1926–1934.

Zmarł 17 września 1939 roku w Radości pod Warszawą.

SECT-ID LINK

1Nazwa tej mszycy, nieznana taksonomii, została nadana przez Baehra ze względu na żerowanie owada na pokojowej palmie.

Stefan Baley

Urodzony 4 II 1885 w Borkach Wielkich. Studia w dziedzinie filozofii i psychologii na Uniwersytecie Lwowskim; doktorat tamże (1911); studia medyczne tamże (1917–1923); doktor nauk medycznych (1923); wykładowca Tajnego Uniwersytetu Ukraińskiego we Lwowie (1920–1925), prof. nadzwyczajny UW (1928); prof. zwyczajny (1934).

Zajmował się psychologią teoretyczną i psychoanalizą, psychologią dziecięcą, zagadnieniami wychowania i edukacji oraz problemami wieku dojrzewania.
Tłumacz europejskiej literatury psychologicznej. Członek redakcji „Polskiego Archiwum Psychologii” (1936–1948).
Członek TNW (1945); członek PAN (1952). Członek kierownictwa Instytutu Pedagogicznego Związku Nauczycielstwa Polskiego, Państwowego Instytutu Nauczycielskiego, Ukraińskiego Instytutu Naukowego i in. Aktywnie działał w instytucjach poradnictwa zawodowego.
Zmarł 13 IX 1952 w Warszawie.

Potrzeby psychologii pedagogicznej, Warszawa 1929; Potrzeby rozwojowe psychotechniki w Polsce, [w:] Księga Pamiątkowa I Ogólnopolskiej Konferencji Psychotechnicznej, Warszawa 1930; Zarys psychologii w związku z rozwojem psychiki dziecka, Lwów-Warszawa 1935; Osobowość twórcza Żeromskiego, Warszawa 1936; Psychologia wychowawcza w zarysie, Lwów–Warszawa 1938; Drogi samopoznania, Kraków 1946; Wprowadzenie do psychologii społecznej, Warszawa 1959.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XXstulecia, t. 1, Warszawa 1994.

MARIA LEWICKA

STEPAN IVANYK

STEFAN BALEY

1885–1952

 

Psycholog ukraińsko-polski

„Był małym, niepokaźnym człowieczkiem, którego uczniowie ze względu na jego mały wzrost przezywali «Stefanem Łokietkiem». Ale jako psycholog, nauczyciel logiki i wstępu do filozofii, był niecodziennym zjawiskiem w szkolnictwie lwowskim”1; „Miał miękki głos, nigdy go nie podnosił. Często mówił «Proszę Państwa», «Ojo-joj, przecież Pan niczego nie umie!»; miał zwyczaj kłaść rękę na ramieniu, kiedy rozmawiał z kimś z uczniów”2; „Drobny z postaci, skromny z zachowania nie wysuwał się nigdy na czoło, raczej trzymał się z rezerwą na uboczu, niechętnie zabierał głos w dyskusjach, chociaż miał wiele do powiedzenia. W gronie, z którym był lepiej zgrany, w gronie swych współpracowników, czuł się dobrze, potrafił przejmować inicjatywę, chętnie uznawał pracę innych, bezinteresownie pomagał im w pracy”3 – taka we wspomnieniach uczniów pozostaje osobowość profesora Uniwersytetu Warszawskiego, wybitnego ukraińsko-polskiego psychologa XX wieku, Stefana Baleya.

Baley urodził się w 1985 roku we wsi Borki Wielkie w powiecie tarnopolskim na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Był dzieckiem z mieszanej rodziny: ojciec Wołodymyr Baley był Ukraińcem, matka zaś – Irena Szwejkowska – Polką (rodziny ukraińsko-polskie były w tych czasach częstym zjawiskiem wśród ludności Galicji Wschodniej). Zgodnie z ówczesną tradycją został ochrzczony w obrządku greko-katolickim.

Naukę gimnazjalną ukończył w Tarnopolu, po czym do 1907 roku studiował filozofię na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego, głównie pod kierunkiem założyciela i mistrza filozoficznej szkoły lwowsko-warszawskiej Kazimierza Twardowskiego. Na tej uczelni w 1911 roku Baley obronił rozprawę doktorską O potrzebie rekonstrukcji pojęcia psychologicznej podstawy uczuć. Następnie w ramach stypendium naukowego austriackiego ministerstwa oświaty spędził dwa lata na stażu na Uniwersytecie Berlińskim (u Carla Stumpfa i Karla Ludolfa Schäfera) i Sorbonie (u Georgesa Dumasa). Po powrocie do Lwowa uzyskał drugi doktorat – tym razem z medycyny.

W lwowskim okresie swojej naukowo-pedagogicznej działalności Baley pracował przede wszystkim dla rozwoju nauki ukraińskiej: w latach 1908–1928 pracował jako nauczyciel w gimnazjach z ukraińskim (ruskim) językiem nauczania w Przemyślu, Tarnopolu i Lwowie, a w latach 1920–1925 prowadził na Tajnym Uniwersytecie Ukraińskim we Lwowie wykłady z logiki, psychologii i wstępu do filozofii. Wykształcił cały szereg uczniów – wybitnych ukraińskich działaczy nauki i kultury XX wieku (psycholog Jarosław Curkowski, filolog Stepan Szach, kompozytor Mykoła Kolessa i wielu innych). Jednocześnie Baley był ściśle związany z polskim środowiskiem naukowym Lwowa: brał między innymi żywy udział w naukowych pracach organizacyjnego przyczółku szkoły Twardowskiego – Polskiego Towarzystwa Filozoficznego we Lwowie. W 1925 roku z jego inicjatywy została utworzona sekcja psychologiczna Towarzystwa, nad którą Baley objął kierownictwo.

Zdecydowana większość publikacji naukowych Baleya w tym okresie ukazała się w języku ukraińskim (kilkadziesąt artykułów w czasopismach „Literaturno-Naukowyj Wisnik”, „Szlachy”, „Wisnik Naukowoho Towaristwa im. T. Szewczenka” i innych). Był autorem pierwszych ukraińskojęzycznych podręczników z psychologii (1922) i logiki (1923), używanych we wszystkich ukraińskich gimnazjach Małopolski Wschodniej aż do wybuchu II wojny światowej. Drugą pod względem liczebności (jeśli idzie o język) grupą publikacji Baleya były wtedy prace niemieckojęzyczne. W 1916 roku we Lwowie po niemiecku ukazała się drukiem jego książka Über Urteilsgefühle, a berlińskie staże u Stumpfa zaowocowały serią kilkunastu publikacji na temat psychologii muzyki w wiodących niemieckich czasopismach fachowych („Zeitschrift für Psychologie”, „Zeitschrift für Sinnesphysiologie”, „Beiträge zur Akustik und Musikwissenschaft”). Stosunkowo niewiele w tym czasie Baley publikował po polsku. Były to przeważnie krótkie sprawozdania z zachodnioeuropejskiej literatury psychologicznej w czasopismach „Ruch Filozoficzny” i „Przegląd Filozoficzny”.

Już w lwowskim okresie działalności Baley jako naukowiec wyraźnie zaczął specjalizować się w psychologii. Można wyróżnić dwa główne kierunki jego ówczesnych dociekań psychologicznych.

Po pierwsze, były to badania w duchu brentanowskiej psychologii deskryptywnej, skupiające się głównie na teoretycznej analizie uczuć jako jednej z podstawowych klas zjawisk psychicznych. Najważniejszą pod tym względem była praca doktorska Baleya O potrzebie rekonstrukcji..., która ukazała się drukiem w języku ukraińskim w 1911 roku i – w nieco zmienionym kształcie – w języku niemieckim w 1916 roku. Przedmiotem analizy Baleya stało się w tej rozprawie pojęcie „psychologicznej podstawy uczuć”, które na początku XX wieku pełniło funkcję fundamentu etyczno-psychologicznych i estetycznych teorii Aloisa Höflera, Aleksiusa Meinonga, Roberta Saxingera, Stephana Witaska oraz innych przedstawicieli brentanowskiej tradycji filozoficznej. W wyniku przeprowadzonej przez Baleya wnikliwej i szczegółowej analizy tego pojęcia udało mu się wykazać, że cechuje się ono logiczną niewyraźnością i bywa używane chwiejnie; należy zatem przeprowadzić jego zasadniczą modyfikację. Trzeba podkreślić, że niemieckojęzyczna wersja tej pracy Baleya wywołała pewną reakcję w środowisku brentanistów. Meinong w swojej pracy Grundlegung der allgemeinen Werttheorie (1923) ustosunkował się do krytyki Baleya, nieco zmieniając pod jej wpływem swoje poglądy na istotę psychologicznej podstawy uczuć.

Za drugi kierunek psychologicznych badań Baleya w okresie lwowskim należy uznać psychoanalizę, którą Baley jako lekarz stosował w praktyce podczas pracy na Oddziale Chorób Nerwowych i Psychicznych w Szpitalu Powszechnym we Lwowie (1923–1927), oraz przyjmując pacjentów u siebie w domu, w kamienicy przy ulicy Kochanowskiego. Zainteresowania psychoanalityczne Baleya miały również swój wyraz w jego pracach teoretycznych poświęconych zastosowaniu psychoanalizy do interpretacji twórczości literackiej Tarasa Szewczenki i Juliusza Słowackiego. Teoretycznym badaniom twórczości Szewczenki są poświęcone takie prace Baleya, jak Z psycholohiji tworczosti Szewczenka (1916) i Trijca w tworczosti Szewczenka (1925), Słowackiego zaś – prace Psychologiczne uwagi o genezie poematu Słowackiego „W Szwajcarii(1921) i Psychoanaliza jednej pomyłki Słowackiego (1925). Zadanie wykrycia związku między nieświadomymi kompleksami a wytworami twórczości u tych poetów Baley potraktował oryginalnie: zamiast posługiwać się gotowymi koncepcjami Sigmunda Freuda i jego zwolenników, wprowadził nową ideę „motywu endymiońskiego”. Wszystkie fantazje o charakterze motywu endymiońskiego cechują się obecnością wspólnego scenariusza, według którego kochanek nic nie robi dla zdobycia swojej ukochanej, a tylko biernie się jej poddaje wówczas, gdy ona sama do niego przychodzi i rzuca mu się w ramiona. Analizując wyselekcjonowane fragmenty utworów Szewczenki i Słowackiego, Baleyowi udało się rozpoznać w nich objawy typowych motywów endymiońskich.

W 1925 roku Twardowski wystąpił z inicjatywą habilitacji swojego ucznia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Jednakże na przeszkodzie do osiągnięcia tego celu stała działalność Baleya związana z nauczaniem w Tajnym Uniwersytecie Ukraińskim. Ponieważ wyżej wspomniana instytucja ze względów oczywistych miała wówczas charakter nielegalny, lwowska kadra profesorska obawiała się, że poparcie ukraińskiego filozofa w zdobyciu stanowiska na Uniwersytecie Jana Kazimierza będzie automatycznie potraktowane przez polskie społeczeństwo jako poparcie różnego rodzaju trendów antypaństwowych. Choć trudno to sobie pewnie nam teraz wyobrazić, to jedną z obaw wyrażanych przez niektórych profesorów było to, że „przyjmując na ćwiczenia psychologiczne, mógłby Baley przyjmować samych Rusinów – zresztą w czasie ćwiczeń rozmowa między nim a pracującymi studentami mogłaby się także potoczyć po rusku, chociażby nawet nie z jego inicjatywy”4. Twardowski konsultował się w sprawie habilitacji Baleya z wieloma profesorami Uniwersytetu Lwowskiego. W swoich pamiętnikach pod datą 14 lipca 1926 pisał: „W południe był u mnie Dr Baley, któremu przedstawiłem wynik moich wywiadów w sprawie jego zamierzonych starań o habilitację we Lwowie. Powiedziałem mu, że nie mogłem z tych wywiadów nabrać przekonania, że jego starania gładko przejdą, choć nie uważam tego za wykluczone. Zawiadomiłem go zaraz, że w związku z utworzeniem w Warszawie Katedry psychologii pedagogicznej poleciłem go tam w piśmie do Rady Wydziałowej, która się do mnie o kandydatów zwróciła, i że Witwicki ma zamiar wystąpić tam z odpowiednim wnioskiem. Tak samo, powiedziałem Baleyowi, zamierzam jego kandydaturę wysunąć dla Wilna, który również do mnie się zwrócił w sprawie obsadzenia tamtejszej katedry psychologii. Dr Baley był widocznie z tego rad”5.

Na Uniwersytecie Warszawskim ukraińsko-polskie napięcia polityczne nie były tak odczuwalne jak we Lwowie. Wśród profesorów tej uczelni działał już wówczas cały szereg wybitnych uczniów Twardowskiego – Jan Łukasiewicz, Stanisław Leśniewski, Tadeusz Kotarbiński, Władysław Witwicki. Ostatni wziął na siebie funkcję lobbysty kandydatury Baleya na objęcie Katedry Psychologii Wychowawczej UW. Pisał do rektoratu Uniwersytetu: „Jako uczony [Baley] pracował nad podniesieniem kultury wśród Ukraińców i pomnażał dorobek naukowy Polski [...] Pozyskanie tej jednostki dla pracy naukowej w Uniwersytecie Warszawskim trzeba uznać za wielki i realny pożytek dla naszej kultury”6. W końcu, dzięki długim staraniom Twardowskiego i Witwickiego, 1 stycznia 1928 roku Baley został oficjalnie powołany w charakterze profesora kontraktowego (od 16 października 1928 roku – w charakterze profesora nadzwyczajnego, od 17 października 1934 roku – profesora zwyczajnego) na kierownika Katedry Psychologii Wychowawczej Uniwersytetu Warszawskiego. W swoim liście do Twardowskiego niedługo po nominacji Baley napisał: „Obecnie mogę sobie przecież powiedzieć, że to, o czym marzyłem, stało się [...] I to jeszcze sobie powiadam wiele razy, że urzeczywistnienie mojego marzenia mam do zawdzięczenia jedynie życzliwości i opiece Pana Profesora”7. Serdeczne stosunki Twardowskiego i Baleya widać w pamiętnikach Twardowskiego, który pod datą 20 lutego 1928 pisał: „Po odczycie wystosowałem do niego [Baleya] przemówienie pożegnalne, dziękując mu za pracę w Towarzystwie. Baley podziękował za moje słowa i żegnając się skierował do mnie bardzo serdeczne i wprost rozrzewniające mnie słowa wdzięczności. Okazał się w tym przemówieniu z bardzo szlachetnej strony i niejednego z obecnych, jak mi oni potem mówili, głęboko wzruszył”8. Ciekawe, że wśród ukraińskiej społeczności Lwowa krążyły pogłoski, iż Baley wyjechał do Warszawy z powodów miłosnych: że rzekomo zakochał się i poślubił pewną profesorkę Uniwersytetu Warszawskiego. W rzeczywistości Baley do końca swojego życia pozostał kawalerem.

Kierowany przez Baleya Zakład Psychologii Wychowawczej na Uniwersytecie Warszawskim mieścił się w nieistniejącym już dziś budynku przy placu Trzech Krzyży 8 (budynek został zniszczony w czasie II wojny światowej), w podwórzu na I piętrze. Oto jak opisują je dwie pracownice zakładu w dziesięciolecie jego istnienia: „Warunki lokalowe są dość opłakane. Zakład mieści się w czterech pokojach (gabinet profesora, pokój asystencki, dwa pokoje przeznaczone na odrabianie ćwiczeń i zebrania naukowe – mieszczące zarazem szafy biblioteczne, archiwa prac i badań, skład testów Koła Psychologów Szkolnych itd.), z których dwa są bardzo małe, trzeci zaś nie posiada w ogóle jednej ściany i jest oddzielony od dość gwarnego korytarza tylko kotarą. Ponadto Zakład korzysta z wspólnej z Seminarium Pedagogicznym salki wykładowej (około 60 miejsc siedzących, przy frekwencji na wykładach Profesora sięgającej 100) oraz czytelni”9. Księgozbiór Zakładu w roku 1935 wynosił 573 tomy, rozrastając się w ciągu następnych dwóch lat do 1100 tomów. Zakład otwarty był dla pracowników i studentów codziennie, z wyjątkiem świąt, w godzinach od 8 rano do 20 lub 22 wieczorem.

Mimo tych nie najlepszych warunków lokalowych, prawdopodobnie zresztą nie różniących się od warunków innych zakładów w tym czasie, Baley rozwinął na Uniwersytecie Warszawskim od razu żywą działalność dydaktyczną, wydawniczą i organizatorską. Skupił się przede wszystkim na stworzeniu i organizacji pracy zespołów badawczych Zakładu Psychologii Wychowawczej. Przy Zakładzie stworzył między innymi ośrodki psychologów szkolnych, psychologów przedszkolnych, higieny psychicznej, pracowni pedologicznych, pracowni psychotechnicznych itd. Wychował szereg znakomitych uczniów. Przed wojną byli wśród nich m.in. Joanna Kunicka, Ewa Rybicka, Ludwik Goryński, Eugeniusz Geblewicz, Maria Żebrowska, a po wojnie Zofia Babska i Halina Spionek, pionierka badań w zakresie psychologii klinicznej dziecka na Uniwersytecie Warszawskim, która po śmierci Baleya objęła kierownictwo Zakładu.

W ciągu pierwszych 10 lat istnienia Zakładu Psychologii Wychowawczej przewinęło się przez zajęcia dydaktyczne kilkaset osób, z czego kilkadziesiąt napisało pracę magisterską z psychologii wychowawczej, a pięć osób obroniło w tym okresie prace doktorskie. Zakład Psychologii Wychowawczej obsługiwał dydaktycznie trzy grupy studentów: specjalizujących się w psychologii wychowawczej (lub dopełniających ogólne studia psychologiczne studiami z psychologii wychowawczej), specjalizujących się w pedagogice, a także uczestników rocznego seminarium pedagogicznego dla kandydatów na nauczycieli szkół średnich. Podobnie jak wykłady profesora Witwickiego, kierownika równoległego Zakładu Psychologii Ogólnej, również wykłady profesora Baleya w różnych latach obejmowały różną problematykę, poczynając od psychologii wychowawczej, przez diagnostykę inteligencji, psychometrię, poradnictwo, a na twórczości Stefana Żeromskiego i jej aspektach psychologicznych kończąc. Zdaje się to sugerować, że nie istniał wówczas stały kanon programu kształcenia i że główną rolę odgrywała osobowość wykładowcy (w programie studiów figurują „wykłady profesora Baleya”, a nie – na przykład – „wykłady z psychologii wychowawczej”). Z ciekawostek wspomnijmy, że w roku akademickim 1949/1950 Baley próbował swych sił w dwugodzinnym wykładzie „Problematyka psychologii marksistowskiej”. Nie wiadomo, jak czuł się w tym temacie profesor Baley, w każdym razie w następnym roku wykład ten już w planie nie figurował.

Przez cały warszawski okres swojego życia był Baley niezmiennym redaktorem kwartalnika „Polskie Archiwum Psychologii” (od 1938 roku – „Psychologia Wychowawcza”).

Na okres warszawski przypadł rozkwit twórczości naukowej Baleya. W odróżnieniu od okresu lwowskiego prawie wszystkie jego publikacje w tym czasie ukazały się w języku polskim, i tylko niewielka ich liczba – w języku niemieckim, francuskim, angielskim i ukraińskim.

Za najważniejsze z tych prac należy uznać przede wszystkim szereg dzieł o charakterze podręcznikowym: Psychologia wieku dojrzewania (1930), Zarys psychologii w związku z rozwojem psychiki dziecka (1935) i Psychologia wychowawcza w zarysie (1938). W pierwszym z nich autor zajął się dokładnym określeniem pojęcia dojrzewania, przeprowadzeniem podziału procesu dojrzewania na mniejsze okresy i wykazaniem charakterystycznych dla każdego z nich objawów życia psychicznego; w drugim – podał szczegółową analizę czynności psychicznych (wrażeń zmysłowych, przypomnień, rozumowań, uczuć, aktów wolitywnych itd.) pod względem ich rozwoju u dziecka; w trzecim – wyodrębnił psychologię wychowawczą (lub pedagogiczną) jako gałąź psychologii stosowanej, określając jej przedmiot, zadania i metody; przedstawił zagadnienie swoistości procesów psychicznych uwikłanych w procesie wychowania, szczególną uwagę przy tym poświęcając analizie pojęcia uczenia się. W intencji Baleya ostatnia książka (uznawana przez wielu badaczy za główne dzieło jego życia) miała na celu wytyczenie nowych dróg dla przyszłej polskiej psychologii, miała stać się „programem i zapowiedzią tego, co [w polskiej psychologii wychowawczej] stać się powinno”10. Dzięki tej okoliczności Baley słusznie uważany jest za twórcę polskiej psychologii wychowaczej.

W 1959 roku (pośmiertnie) ukazało się drukiem dzieło Baleya pod tytułem Wprowadzenie do psychologii społecznej – pierwszy polski podręcznik psychologii społecznej. Podręcznik został przygotowany do druku przez Marię Żebrowską i opatrzony nowszą w stosunku do oryginalnego tekstu bibliografią. Jego spis treści i poruszane tematy brzmią bardzo współcześnie. W podręczniku tym autor opowiada się po stronie psychologii społecznej jako osobnej gałęzi psychologii, wyjaśnia jej podstawowe pojęcia i terminy, oraz daje wyraz przekonaniu, że analiza życia psychicznego nie jest możliwa w oderwaniu od kontekstu społecznego: „Psychika ludzka poza więzią społeczną jest tylko sztuczną, martwą abstrakcją”11.

Wszystkie wymienione wyżej podręczniki Baley oparł na ogromnej ilości badań prowadzonych przez współczesnych sobie psychologów zachodnich, oraz w dużej mierze na badaniach prowadzonego przez siebie Zakładu Psychologii Wychowawczej UW. Książki te miały po kilka wydań, korzystało z nich kilka pokoleń polskich psychologów, a przede wszystkim nauczycieli szkół podstawowych i średnich.

Jeżeli chodzi o publikacje Baleya, przedstawiające jego oryginalne idee, to na pierwsze miejsce wybija się monografia Osobowość twórcza Żeromskiego (Studium z zakresu psychologii twórczości) (1936). Praca ta powstała w wyniku prowadzonych przez Baleya na Uniwersytecie Warszawskim w roku akademickim 1929/1930 wykładów pod tytułem Twórczość S. Żeromskiego jako problem psychologiczny, można ją jednak uważać za kontynuację prowadzonych jeszczcze we Lwowie badań poświęconych psychoanalizie twórczości literackiej. W odróżnieniu od twórczości Szewczenki i Słowackiego, do psychologicznej interpretacji pism Żeromskiego Baley podszedł posługując się bardziej rozbudowanym narzędziem badawczym: obok freudowskiej koncepcji kompleksów Edypa i Elektry zastosował on wypracowaną przez Ernsta Kretschmera i Gerharda Pfahlera koncepcję „perseweracyjności” (charakterystyczna dla schizotymicznego typu osobowości właściwość psychiczna, polegająca na ciągłym utrzymywaniu się w świadomości pewnej treści psychicznej) i wypracowaną przez Ericha Jaenscha koncepcję „synestezyjności” (skłonność do łączenia w świadomości jednostki zjawisk psychicznych o odmiennych typach).

W trudnych latach okupacji niemieckiej Baley pełnił swój obowiązek nauczycielski prowadząc zajęcia z psychologii w ramach tajnego nauczania uniwersyteckiego. Podczas powstania warszawskiego zostało zburzone jego mieszkanie w domu profesorskim przy ul. Nowy Zjazd 5, w którym niestety spłonęły także wszystkie jego dokumenty osobiste i materiały naukowe (co obecnie w dużym stopniu utrudnia dokładne zbadanie jego biografii naukowej). Profesor został wywieziony przez okupantów do obozu koncentracyjnego w Pruszkowie, skąd na szczeście udało mu się szybko uciec, żeby po zakończeniu wojny ponownie objąć kierownictwo nad Zakładem Psychologii Wychowawczej UW, tym razem ulokowanym w budynku przy ul. Smulikowskiego 4.

Należy podkreślić, że zasięg działalności pedagogicznej i naukowej Baleya nie ograniczał się tylko do murów Uniwersytetu Warszawskiego. Pełnił on różnorodne funkcje dydaktyczne i kierownicze w takich warszawskich instytucjach jak: Państwowy Instytut Nauczycielski, Instytut Pedagogiczny Związku Nauczycielstwa Polskiego, Ukraiński Instytut Naukowy, Miejska Pracownia Psychotechniczna, Poradnia Pedologiczna Towarzystwa Opieki nad Więźniami, Centrala Badań Psychologicznych Ministerstwa Sprawiedliwości, Komisja do Spraw Poradnictwa Zawodowego i Psychotechniki przy Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego, Państwowa Naczelna Rada Zdrowia, Komitet Naukowego Instytutu Higieny Psychicznej, Wydział Pedagogiczny Wolnej Wszechnicy Polskiej, Zakład Psychologii Doświadczalnej w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego, Zakład Psychologii Wychowawczej w Akademii Wychowania Fizycznego.

Wyniki swoich badań psychologicznych przedstawił Baley na licznych kongresach i konferencjach międzynarodowych (Utrecht, Kopenhaga, Brno, Moskwa, Paryż, Londyn, Edynburg, Sztokholm itd.). W 1947 roku dzięki finansowemu wsparciu UNESCO odbył podróż naukową do siedmiu miast Stanów Zjednoczonych (Nowego Jorku, Bostonu, New Haven, Detroit, Filadelfii, Ann Arbor i Chicago), sprawozdanie z której przedstawił w pracy Zagadnienie walki z przestępczością młodocianych na tle współczesnych doświadczeń w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej (1948).

Profesor Stefan Baley zmarł w Warszawie 13 września 1952 roku. Jego imię obecnie nosi ulica w Warszawie oraz szkoła w rodzimych Wielkich Borkach na Ukrainie. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (kwatera 133-VI-15).

Wybrana literatura

 

Baley S., Psychologia wychowawcza w zarysie, Warszawa 1958.

Baley S., Wprowadzenie do psychologii społecznej, Warszawa 1961.

Gonczarenko O., Filosofija oswity S. Baleja, „Filosofija oswity” 2011, nr 1–2 (10), s. 168–181.

Ivanyk S., Analiz poniattia psychołohicznoji osnowy poczuwan’ Stepana Baleja w tradyciji filosofs’koji szkoły Kazimierza Twardows’koho, „Pol’ski studiji” 2011, nr 4, s. 78–100.

Ivanyk S., Psychoanaliza w Szkole Lwowsko-Warszawskiej: Stefan Baley o motywie endymiońskim w twórczości literackiej Tarasa Szewczenki i Juliusza Słowackiego, „Logos i Ethos” 2012, nr 1, s. 43–62.

Jadczak R., Z międzywojennej działalności Stefana Baleya (1885–1952) na polu psychologii i pedagogiki, „Kultura i Edukacja” 1995, nr 1, s. 79–90.

Jadczak R., Stefan Baley, [w:] idem, Mistrz i jego uczniowie, Warszawa 1997, s. 67–76.

Szach S., L’wiw – misto mojeji mołodosty, cz. 3, Monachium 1956.

Twardowski K., Dzienniki, Toruń 1997, 2 t.

Wiernikow M., Żyttia i naukowa dijal’nistakademika Stepana Baleja, [w:] S. Balej, Zibrannia prac’, t. I, Lwów-Odessa 2002, s. 19–79.

Wintiuk J., Mikoła Kolessa pro swoho gimnazijnoho wczytelia Stepana Baleja, „Filosofs,ki poszuky” 1999, nr 9, s. 186–191.

Witwicki W., Referat w sprawie katedry psychologii wychowawczej w Uniwersytecie Warszawskim, na którą podpisany zaleca Radzie Wydziałowej Dra Stefana Baleya, (1926), Archiwum Główne Akt Nowych, B-10598, s. 27–30.

Ziemnowicz M., Stefan Baley na tle współczesnej epoki, „Roczniki Humanistyczne” 1953, t. V z. 3, s. 141–167.

Żebrowska M., Kunicka J., Dziesięciolecie Zakładu Psychologii Wychowawczej Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego 1928–1938, Warszawa 1938.

SECT-ID LINK

1S. Szach, L’wiw – misto mojeji mołodosty, cz. 3, Monachium 1956, s. 162.

2J. Wintiuk, Mikoła Kolessa pro swoho gimnazijnoho wczytelia Stepana Baleja, „Filosofs’ki poszuky” 1999, nr 9, s. 186.

3M. Ziemnowicz, Stefan Baley na tle współczesnej epoki, „Roczniki Humanistyczne” 1953, t. V, z. 3, s. 141–142.

4K. Twardowski, Dzienniki, t. I, Toruń 1997, s. 207.

5Ibidem, s. 254.

6W. Witwicki, Referat w sprawie katedry psychologii wychowawczej w Uniwersytecie Warszawskim, na którą podpisany zaleca Radzie Wydziałowej Dra Stefana Baleya, (1926), Archiwum Główne Akt Nowych, B-10598, s. 30.

7Archiwum Kazimierza Twardowskiego w Połączonych Bibliotekach WFiS UW, IFiS PAN i PTF, K 15.-12, s. 16.

8K. Twardowski, op. cit., t. II, Toruń 1997, s. 13.

9M. Żebrowska, J. Kunicka, Dziesięciolecie Zakładu Psychologii Wychowawczej Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego 1928–1938, Warszawa 1938, s. 12.

10S. Baley, Psychologia wychowawcza w zarysie, Warszawa 1958, s. XV.

11Idem, Wprowadzenie do psychologii społecznej, Warszawa 1961, s. 9.

 

Majer Bałaban

Urodzony 20 II 1877 we Lwowie. Studia na uniwersytecie we Lwowie, doktorat tamże (1904); habilitacja na UW (1928), profesor UW (1936). Wykładowca Wolnej Wszechnicy Polskiej, współtwórca i profesor Instytutu Nauk Judaistycznych w Warszawie.

Historyk, wybitny badacz dziejów Żydów w Polsce. W swych pracach uwzględniał zagadnienia polityczne i kulturalno-obyczajowe.
Rektor Seminarium Rabinicznego „Tachkemoni” (1920–1930), nauczyciel w żydowskim Gimnazjum Filologicznym Towarzystwa Szkolnego Ascola. Współzałożyciel i członek zarządu Towarzystwa Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Wydawca czasopisma „Nowe Życie” poświęconego nauce i kulturze żydowskiej (1924). Uzyskał też wykształcenie religijne i dyplom rabinacki. W czasie I wojny był rabinem w armii austriackiej. W 1941 został głównym rabinem warszawskiej synagogi Nożyków. W getcie warszawskim kierował Wydziałem Archiwalnym Judenratu i kontynuował pracę naukową.
Zmarł w XII 1942 lub w I 1943 w Warszawie, dokładna data nie jest znana.

Żydzi lwowscy na przełomie XVI i XVII wieku, Lwów 1906; Historja Żydów w Krakowie i na Kazimierzu 1304–1868, t. I-II, Kraków 1912–1937; Dzieje Żydów w Galicyi i Rzeczypospolitej Krakowskiej 1772–1868, Lwów 1916; Die Judenstadt von Lublin, Berlin 1919; Historja i literatura żydowska ze szczególnem uwzględnieniem historji Żydów w Polsce, t. I-III, Lwów 1921–1925; Zabytki historyczne Żydów w Polsce, Lwów 1929; Bibliografia historii Żydów w Polsce i krajach ościennych za lata 1900–1930, cz. 1, Warszawa 1939.

H. Węgrzynek, Majer Bałaban, [w:] Żydzi Polscy. Historie niezwykłe, red. M. Prokopowicz, Warszawa 2010.

MAURYCY HORN

MAJER BAŁABAN*

1877–1942

 

Profesor Majer Bałaban uchodzi słusznie za twórcę szkoły historii Żydów w Polsce. Już jego pierwsze prace popularne, drukowane od 1897 roku, pozbawione jeszcze aparatu naukowego, zwróciły nań baczną uwagę nie tylko miłośników historii Żydów, ale i zawodowych historyków. Pod wpływem swych nauczycieli akademickich, Szymona Askenazego i Ludwika Finkla, Bałaban postanowił poświęcić swe życie pracy naukowej. W chwili gdy podejmował tę decyzję, stan badań nad historią Żydów polskich był niezadowalający. [...]

Ponieważ historię tę należało tworzyć od podstaw, Bałaban postawił przed sobą dwa zadania: opracowania bibliografii oraz napisania monografii największych gmin żydowskich w Polsce. Dzięki przewertowaniu licznych archiwów krajowych i zagranicznych oraz krytycznemu wyzyskaniu znalezionych dokumentów i całej dotychczasowej spuścizny historyków, w ciągu dalszych 36 lat pracowitego życia Bałaban opublikował w czasopismach krajowych i zagranicznych ponad sto większych rozpraw i artykułów i kilkaset prac popularnonaukowych. Rozpiętość chronologiczna tych prac była ogromna: od epoki starożytnej aż do czasów mu współczesnych.

Okresem chronologicznym, który szczególnie umiłował, były jednak ostatnie trzy wieki istnienia dawnej Rzeczypospolitej. Historii Żydów tego okresu poświęcił dużą część swego wysiłku naukowo-twórczego. Dorobek ten podzieliłem na kilka grup, które postaram się pokrótce omówić. Zacznę od prac bibliograficznych i historiograficznych.

Jak już wspomniałem, swą działalność naukową rozpoczął Bałaban od sporządzenia pod kierunkiem prof. Finkla wykazu literatury historycznej z lat 1899–1903 do dziejów Żydów polskich. Pracę tę kontynuował do wybuchu II wojny światowej, zamieszczając bibliografię historii Żydów w „Kwartalniku Historycznym” i „Przeglądzie Historycznym”, a ponadto na prośbę Dubnowa również w „Jewriejskoj Starinie”. W „Dzienniku Nowym” oraz w „Miesięczniku Żydowskim” publikował ponadto krytyczny przegląd literatury dotyczącej ważniejszych zagadnień z życia Żydów w dawnej Polsce i w czasach późniejszych. Ukoronowaniem tych prac było wydanie w 1939 roku pierwszej części Bibliografii historii Żydów w Polsce za lata 1900–1930. Ukazanie się tej publikacji stanowiło przełom w historiografii mniejszości żydowskiej w Polsce. Dzięki niezwykłej pracowitości prof. Bałabana i włączeniu do tej gigantycznej pracy jego uczniów z Uniwersytetu Warszawskiego i Instytutu Nauk Judaistycznych w Warszawie naukowcy i miłośnicy historii otrzymali klucz do wielu tysięcy artykułów i rozpraw naukowych rozproszonych w czasopismach całego świata, a dotyczących dziejów Żydów polskich. Wydawnictwo z 1939 roku było jednak tylko połową zamierzonej publikacji. Druga część, zebrana przez Bałabana i jego uczniów i usystematyzowana przez Profesora, miała się ukazać w najbliższym czasie po wydaniu pierwszego tomu. Niestety, wybuch II wojny światowej przekreślił te zamierzenia. [...]

Z pracami bibliograficznymi i historiograficznymi łączy się także wydawnictwo źródeł do historii Żydów w okresie staropolskim. Materiały źródłowe gromadził Bałaban począwszy od 1902 roku do końca życia. Aczkolwiek korzystał sporo ze źródeł zagranicznych, główny trzon swych wiadomości czerpał ze zbiorów krajowych. Pod względem szerokiego zasięgu znajomości źródeł i drobiazgowego ich wykorzystania niewielu historyków zajmujących się dziejami Żydów w okresie staropolskim mogło się z nim porównać. Niestety, tylko nieznaczna część źródeł odnalezionych przez Bałabana ukazała się drukiem. Największą jego zasługą w tym zakresie jest opublikowanie w języku polskim w 1911 roku w czasopiśmie „Ruś”, a następnie w postaci osobnej broszury w 1912 roku, Kroniki uciekiniera z Polski Natana Hannowera z Zasławia. Przekład z hebrajskiego tej kroniki poprzedził Bałaban wstępem, w którym na tle epoki doskonale zanalizował kronikę Hannowera i inne kroniki, opisy i elegie hebrajskie z czasów powstania kozacko-chłopskiego pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Ponadto opublikował wykaz Żydów i Karaitów ziemi halickiej z 1765 roku oraz źródła do dziejów gmin żydowskich we Lwowie i innych miastach. Obfite wyjątki ze źródeł historycznych zamieścił Bałaban także w opracowanym przez siebie trzytomowym podręczniku historii i literatury żydowskiej.

Drugim wiodącym działem twórczości naukowej Bałabana były monografie ważniejszych skupisk żydowskich w Polsce. Jak stwierdził to sam podczas uroczystości jubileuszowych w 1937 roku, historia gmin żydowskich była obok bibliografii najważniejszą wytyczną pracy naukowej całego jego życia. Zamiast wzorem swych wielu poprzedników od razu silić się na napisanie syntetycznej historii Żydów polskich, wziął się do opracowania dziejów współrodaków w rodzinnym Lwowie, chociaż zdawał sobie sprawę z konieczności przebrnięcia przez obfity materiał źródłowy. Głównych materiałów do studium o Żydach lwowskich z przełomu XVI i XVII wieku dostarczyły mu akta grodzkie lwowskie. Z nich czerpał teksty, na których oparł swą pracę doktorską. Dysertację tę ukończył w 1904 roku, uzyskując za nią w tym samym roku stopień doktora filozofii. W dwa lata później książka o Żydach lwowskich ukazała się drukiem. [...] Pojawienie się książki o Żydach lwowskich stało się rewelacją w świecie naukowym. Uniwersytet lwowski przyznał jej autorowi pierwszą nagrodę konkursową im. Wawelbergów. Krytyka ówczesna przyjęła dzieło Bałabana z wielkim uznaniem. Bardzo wysoko ocenił je wybitny znawca historii Żydów, profesor Schorr. [...]

W sześć lat po ogłoszeniu drukiem Żydów lwowskich Bałaban opublikował tom I Dziejów Żydów w Krakowie i na Kazimierzu. W przeciwieństwie do poprzedniej książki, w której nakreślił dzieje Żydów lwowskich tylko na przełomie kilkudziesięciu lat, w tej pracy postanowił przedstawić historię żydowskiej gminy krakowskiej od pierwszej wzmianki o niej w aktach miejskich w 1304 roku aż do 1868 roku. Przedsięwzięcie to zajęło mu ponad 25 lat. Aby sprostać temu zadaniu, Bałaban uporządkował archiwum gminy krakowskiej. Wykorzystał ponadto akta miejskie i grodzkie oraz wszystkie inne znane mu źródła archiwalne i opracowania dotyczące pośrednio lub bezpośrednio podjętego tematu. W 1931 roku ukazało się drugie wydanie tomu I Historii Żydów w Krakowie i na Kazimierzu, a w 1937 roku tom II obejmujący lata 1655–1868. [...]

Trzecia monografia wielkiej gminy żydowskiej w Polsce – Lublina powstała w czasie I wojny światowej. Ustępuje ona znacznie poprzednim opracowaniom, gdyż Bałaban nie dysponował tak znacznym materiałem źródłowym jak przy opracowaniu książek o Lwowie i Krakowie. Niemniej jednak również i ta monografia jednej z najważniejszych gmin żydowskich, będącej siedzibą żydowskiego Sejmu Czterech Ziem, stanowi poważny wkład do historii Żydów w szlacheckiej Rzeczypospolitej. [...]

Trzecią, nie mniej ważną od poprzednich, dziedziną naukowej twórczości Bałabana są jego prace nad stanowiskiem prawnym i ustrojem wewnętrznym żydostwa polskiego w dawnej Polsce. Zagadnieniom tym poświęcił Profesor wiele miejsca w trzech wyżej wymienionych monografiach ośrodków żydowskich, a ponadto w wielu artykułach publikowanych od 1909 roku w czasopismach krajowych i zagranicznych.

W pracach tych odtworzył precyzyjnie urządzenia ustrojowe i prawne Żydów polskich i ich działalność aż do rozbiorów. Duże zainteresowanie w świecie naukowym wywołały zwłaszcza jego rozprawy o genezie i organizacji kahałów w Polsce, o sejmach, o sądownictwie żydowskim. Ważnym ustaleniem Bałabana było stwierdzenie, że niemały wpływ na ustrój wewnętrzny Żydów wywołały polskie instytucje państwowe i samorządowe oraz prawo magdeburskie. Również ustrój siedemnasto- i osiemnastowiecznych cechów żydowskich, jak wykazał Bałaban, wzorował się na strukturze cechów polskich, które znacznie wcześniej zapożyczyły wzorce dla ustaw cechowych z Zachodu, zwłaszcza z Niemiec. [...]

Czwartym nurtem działalności naukowej Profesora były badania nad dziejami żydowskich sekt religijnych w Polsce. Wyzyskanie dotychczas przez historyków nietkniętych źródeł pozwoliło Bałabanowi na ustalenie genezy ruchów mistyczno-mesjanistycznych w judaizmie w XVII i XVIII wieku i na drobiazgowe prześledzenie losów ich wyznawców. Badania nad dziejami prądów mistyczno-kabalistycznych wśród Żydów z Polski i krajów ościennych rozpoczął Bałaban w latach dwudziestych. W 1927 roku ogłosił on w języku niemieckim oparte na materiale źródłowym studium z dziejów frankizmu. Pracę tę rozwinął później znacznie, wydając w latach 1934–1935 w języku hebrajskim dwa tomy Dziejów frankizmu. Dalsze dwa tomy opracował w końcowych latach swego życia, niestety nie doczekały się one publikacji. Bałaban napisał także odrębne studium o sabataizmie w Polsce oraz syntetyczną rozprawę o mistyce i ruchach mesjanistycznych wśród Żydów w dawnej Rzeczypospolitej. Jeszcze wcześniej zajął się jedną z sekt mozaistycznych – sektą Karaimów, która oderwała się od żydostwa jeszcze we wczesnym średniowieczu.

Działem twórczości naukowej Bałabana, któremu oddawał się z zamiłowaniem i który wzbogacił historiografię Żydów polskich w okresie przed rozbiorami, były prace nad dziejami szeroko pojętej kultury, a więc zarówno materialnej, jak i duchowej. Profesor był pierwszym, który wykazał tak duże zrozumienie dla zabytków dzieł sztuki żydowskiej w Polsce, obdarzony był przy tym rzadką umiejętnością odczytywania przeszłości ze starych murów i nagrobków. Każda ciasna uliczka getta budziła w nim wizje przeszłości. [...]

Już w 1909 roku opublikował pierwszą rozprawę o żydowskich zabytkach historycznych w Polsce oraz opisał materialne relikty przeszłości, jakie na początku naszego stulecia znajdowały się jeszcze w żydowskiej dzielnicy we Lwowie. Wiele cennych informacji o zabytkach kultury żydowskiej w Polsce przedrozbiorowej i ważnych ustaleń w tym zakresie zawarł Bałaban w książce o starożytnościach żydowskich, opublikowanej w 1929 roku, oraz w przewodniku po zabytkach żydowskich w Krakowie wydanym sześć lat później. W odrębnym referacie wygłoszonym w 1933 roku w Warszawie na VII Międzynarodowym Kongresie Historyków prześledził drogi, jakimi przemieszczała się kultura żydowska w głąb szlacheckiej Rzeczypospolitej. [...]

Oceniając wkład Profesora do dziejów Żydów w Rzeczypospolitej, nie można pominąć jego prac z historii wojskowości. Na podstawie dostępnych mu źródeł Bałaban wskazał na udział Żydów w obronie kraju w XVI i XVII wieku, uwypuklił rolę bóżnic obronnych jako punktów oporu w walkach z Tatarami, pierwszy z historyków polskich wykazał uczestnictwo żydowskich inżynierów w operacjach polowych polskiej armii, odtworzył wiele ważnych szczegółów z życia Berka Joselewicza, pułkownika wojsk polskich, dowódcy oddziału żydowskiego podczas powstania Kościuszki i w późniejszym okresie.

W pamięci współczesnych i w oczach jego dzisiejszych czytelników Bałaban rysuje się jako wspaniały odtwórca sylwetek dawnych, zasłużonych na polu kultury, oświaty i w dziedzinie gospodarki, Żydów polskich, tworzących zarazem skarbnicę typów, oraz całych rodzin żydowskich. [...]

Dokonując ogólnej oceny dorobku naukowego Bałabana w zakresie historii Żydów w dawnej Rzeczypospolitej, należy raz jeszcze stwierdzić, że wszystkie swe prace opierał on na szerokiej i umiejętnie wyzyskanej bazie źródłowej. Słusznie uważa się go za pioniera, jeśli chodzi o rozległe i rzetelne poszukiwania archiwalne na większą skalę w zakresie historii Żydów w dawnej Rzeczypospolitej. Wykorzystał on także krytycznie prace swych poprzedników. Potępiał tendencyjność, a sądy aprioryczne o faktach historycznych, niepodbudowane należytą bazą źródłową, odrzucał. Przypomnijmy w tym miejscu jego ostrożność w stosunku do hipotezy wywodzenia genezy Żydów polskich od Chazarów. Sąd Bałabana o wypadkach i ludziach nacechowany był realizmem. Profesor był przeciwnikiem przesady, charakterystycznej np. dla Mateusza Miesesa. Od współczesnych różnił się Bałaban i tym, że podejmował się opracowania zagadnień przez naukę nietkniętych, przez co wypełnił wiele luk w znajomości dziejów Żydów polskich. W twórczości naukowej Bałabana uderza z jednej strony duża rozpiętość chronologiczna tematyki, z drugiej zaś skoncentrowanie się na kilku ulubionych przez niego tematach, a pomijanie lub niedostateczne zwracanie uwagi na inne zagadnienia. [...]

Majera Bałabana cechował daleko posunięty zmysł syntezy. Dał próbkę tego w pracach traktujących o ustroju wewnętrznym Żydów polskich oraz w artykułach zamieszczonych w wydawnictwie Żydzi w Polsce Odrodzonej. Nie było mu jednak dane, by ująć swe poglądy w obszernych opracowaniach syntetycznych, chociaż namawiali go do tego zarówno jego uczniowie, jak i bliżsi i dalsi przyjaciele z grona wybitnych historyków. [...] Niestety, przedwczesna śmierć Bałabana w końcu 1942 roku oraz wymordowanie przez faszystów niemieckich większości jego uczniów uniemożliwiły zakończenie tego dzieła.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Prof. Majer Bałaban jako badacz przeszłości Żydów dawnej Rzeczypospolitej, „Biuletyn ŻIH w Polsce” 1977, nr 3, s. 3–14.

Zygmunt Batowski

Urodzony 27 VII 1876 we Lwowie. Studia z historii sztuki i historii literatury polskiej na Uniwersytecie Lwowskim, doktorat (1900). Pracownik UW od 1917, habilitacja (1918), prof. nadzwyczajny (1919), zwyczajny (1934).

Jego zainteresowania naukowe obejmowały historię sztuki barokowej i klasycystycznej, muzeologię, sztukę sakralną, twórczość Rembrandta i Norblina. Inwentaryzował m.in. zbiory zabytków z kościołów jezuitów i pijarów w Warszawie oraz Muzeum Narodowego w Warszawie. Przewodniczący Związku Bibliotekarzy Polskich (1919–1920); prezes Polskiego Związku Historyków Sztuki (1920–1923); członek TNW (1922), członek PAU (1935).
Zginął tragicznie podczas powstania warszawskiego 1 IX 1944.

Norblin, Lwów 1911; Marcin Kober – malarz śląski XVI wieku, Warszawa 1927; Zbiór graficzny w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa 1928; Abraham van Westerwelt, malarz holenderski i jego prace w Polsce, Kraków 1932; Wizerunki Kopernika, Toruń 1933; Dzieje budowy zamku w Niepołomicach za panowania Zygmunta Augusta, Warszawa 1935; Rembrandtowskie otoczenie i Polacy, Lwów 1936; Jean Pillement na dworze Stanisława Augusta, Warszawa 1936; Malarki Stanisława Augusta, Warszawa 1949; Marcello Bacciarelli, Warszawa 1952.

S. Lorentz, Zygmunt Batowski, „Kwartalnik Historyczny” 1946, z. 3–4, s. 416–421.

WŁADYSŁAW TATARKIEWICZ

ZYGMUNT BATOWSKI*

1876–1944

 

W roku 1910 Zygmunt Batowski był urzędnikiem Biblioteki Uniwersyteckiej we Lwowie; skończył był właśnie Norblina, ale go jeszcze nie ogłosił; miał lat 34, był dokładnie „w połowie drogi swego życia”: w tym roku zaczynają się moje o nim wspomnienia. Jeszcze tylko małe grono wiedziało o tym, że zjawił się znakomity historyk sztuki. Jadąc wówczas do Lwowa, nie znałem jeszcze jego nazwiska: skierował mnie do niego dopiero Bołoz Antoniewicz, poradził, bym się z nim poznał.

Odszukałem go w Bibliotece. Mam go jeszcze przed oczami takiego, jakiego poznałem wówczas: zewnętrznie niewiele różnił się od tego, któregośmy znali później. Dając mi potem fotografię z tamtych lat, napisał na niej: Ille ego qui fuerim, nosił wtedy jeszcze krótką brodę i binokle, ale naprawdę to była ta sama harmonijnie zbudowana twarz, to samo mądre i łagodne spojrzenie. A tak samo było wewnętrznie: był człowiekiem o nadzwyczaj mało zmiennym usposobieniu.

Można się było obawiać, że nie znajdziemy wspólnego języka: on zajmował się historią sztuki, ja zaś filozofią, a tylko ubocznie sztuką; miał za sobą studia w kraju, ja za granicą; był o sporo lat starszy; pracował nad dziejami sztuki polskiej, o której wiedziałem bardzo mało. Jednakże wspólny język znalazł się: był to jego język. Ten człowiek łagodny, cichy, usuwający się na drugi plan, miał jednak w sobie coś zniewalającego; kto z nim obcował, dostosowywał się, chcąc czy nie chcąc, czy nawet nie wiedząc o tym, do jego języka, tempa, punktu widzenia. Jak to było szczególną jego zdolnością, nie przekonując i nie namawiając, namówił mnie prędko i przekonał, by zapoznać się z historią sztuki polskiej i pracować nad nią. I podczas paromiesięcznego pobytu we Lwowie w roku 1910 chodziłem nie tylko na seminaria Twardowskiego, dla których właściwie przyjechałem, ale też zacząłem chodzić do biblioteki i gabinetu rycin, po raz pierwszy zobaczyłem Rastawieckiego i „Sprawozdania Komisji Historii Sztuki”. Batowski, zajęty biblioteką, był w luźnym tylko kontakcie z uniwersytetem, z młodszym pokoleniem się nie stykał, byłem bodaj pierwszym młodszym kolegą, z którym się zbliżył, którym chciał pokierować i – pokierował. A okazał się kierownikiem idealnym: nie pouczał, nie wykładał, a tylko pokazywał, zachęcał, podsuwał tematy. Powracaliśmy do tych tematów często czy w Bibliotece Uniwersyteckiej, czy u Baworowskich, gdzie również pracował, czy w jego mieszkaniu na ulicy Św. Zofii.

Wkrótce potem – w roku 1912 – ukazał się Norblin. Pod wrażeniem książki warszawskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych zorganizowało wystawę prac Norblina i zwróciło się do Batowskiego o napisanie katalogu. Zgodził się i przyjechał do Warszawy: był to pierwszy, dość krótki jego tu pobyt. Nie lubił opuszczać domu, niechętnie podróżował, a ze Lwowa do Warszawy była to podróż za granicę.

W następnych latach powstała we Lwowie wśród historyków sztuki myśl napisania wspólnymi siłami historii polskiego malarstwa: stroną wydawniczą zajął się Tadeusz Pini, malarstwo średniowieczne miał opracować Władysław Podlacha, a nowożytne po Stanisława Augusta – Batowski. Obmyślił zaś, że trzecią, końcową część, wiek XIX ja napiszę. W maju 1914 roku przyjechałem do Lwowa na narady redakcyjne. Batowski mieszkał wówczas w nowym, ładnym mieszkaniu na Fredry, w pobliżu Akademickiej, uniwersytetu, biblioteki. Tam też odbywały się narady. Brał w nich udział także Tadeusz Mańkowski. Batowski lubił, by jego przyjaciele przyjaźnili się między sobą – i tak się rzeczywiście stało. Jakież to były przyjemne te tygodnie w zgranym, miłym gronie lwowskich historyków: w dzień chodziliśmy do gabinetu rycin, do zbiorów Pawlikowskich, wieczorami na Cytadelną, do tego muzeum, jakim było mieszkanie pani Heleny Dąbczańskiej, wielkiej zbieraczki dzieł sztuki.

Realizacja wspólnego projektu zaczęła się szybko, niebawem ukazały się pierwsze zeszyty z tekstem Podlachy. Ale po paru miesiącach wybuchła wojna i przerwała wydawnictwo; nie zostało potem wznowione i żaden z nas trzech nie ogłosił tego, co wówczas zamierzał. Batowski przez całe życie powracał fragmentami do swego tematu, ale już go w całości nie opracował.

Wojna nas rozdzieliła, ale potem właśnie zbliżyła. W roku 1915 powstał na nowo Uniwersytet Warszawski, w którym objąłem wykłady filozofii. Historii sztuki w pierwszych latach nie było, sprawa jej wypłynęła dopiero w roku 1917. Jako jedyny członek wydziału, mający pewne związki z historią sztuki, zostałem referentem komisji mającej obsadzić tę katedrę. Postawiłem kandydaturę Batowskiego, wniosek został przyjęty. Batowski powołanie przyjął. Przyjazd ze Lwowa do Warszawy nie był w tym momencie wojny trudny – jeszcze w ciągu roku akademickiego przyjechał objąć swe stanowisko. Jeśli mam jakąś zasługę dla historii sztuki w Polsce, to tę, że przyczyniłem się do powierzenia mu katedry warszawskiej. Nie wiadomo, jak by to było inaczej: we Lwowie Podlacha był starszy, posiadał już veniam legendi i miałby na pewno pierwszeństwo jako następca Bołoza Antoniewicza. A w usposobieniu Batowskiego nie leżało, by o cokolwiek zabiegać, tym bardziej że do pracy w bibliotece był bardzo przywiązany. [...] Już w roku 1919 wziął na siebie dodatkową pracę: kierownictwo Biblioteki Uniwersyteckiej. Podjął się jej, bo biblioteka była jednak jego żywiołem. Chodziło zaś o zadanie trudne, ale ważne: z dawnego polskiego księgozbioru, który przez pół wieku należał do rosyjskiego cesarskiego uniwersytetu, uczynić znów księgozbiór polski. Miało to być zajęcie chwilowe, jednakże spełniał je przez dziesięć lat, bezinteresownie, nie przerywając zajęć profesorskich. Aby się z nim zobaczyć, trzeba go było teraz szukać po różnych oddziałach biblioteki i nieraz zastawało nie nad książkami, a nad urzędowymi papierami.

Dopiero w roku 1929 wycofał się z kierownictwa biblioteki i całkowicie poświęcił się historii sztuki. Teraz w większym tempie powstawały jego wypisy i notaty z archiwów, książek, pism; notaty, z których obecnie tylu ludzi korzysta. Teraz o każdej prawie godzinie dnia można go było zastać w maleńkim gabinecie Zakładu Historii Sztuki. Zakłady nasze sąsiadowały ze sobą, trzeba było tylko przejść przez klatkę schodową; stało się zwyczajem, że po wykładzie wstępowałem do niego; na biurku niezawodnie leżała kartka, na której – zawsze systematyczny – zapisywał sprawy, jakie były do omówienia.

W ciągu lat trzydziestych nastąpiły zmiany w jego życiu: najpierw duża podróż do Francji, potem małżeństwo, zamieszkanie poza Uniwersytetem. Żona Zygmunta Batowskiego, pani Natalia Kodymówna, związana była z Uniwersytetem od jego pierwszego dnia jako sekretarka rektora i była popularną na terenie Uniwersytetu postacią. Jej żywe usposobienie wprowadzało do domu inne tempo; a jej częste niedomagania książkowego badacza czyniły pielęgniarzem. Pani Natalia studiowała początkowo anglistykę, którą jednakże w końcu porzuciła dla specjalności męża, aby się opiekować jego spuścizną naukową; przyczyniła się też najwięcej do jej uratowania i uporządkowania. Mieszkanie, jakie państwo Batowscy otrzymali, było w nowej Spółdzielni Profesorskiej przy ulicy Sewerynów 6. Opuściwszy tyloletni pokój sublokatorski, Zygmunt wszedł teraz w inny styl życia, nowe kłopoty, ale i nowe radości. Do radości należało umeblowanie mieszkania: miłośnik dobrej rzemieślniczej roboty, Batowski, upodobał sobie sztukę meblarską stolarza Herodka, to on wykonał sprzęty do nowego mieszkania.

Okupacja wytrąciła Batowskiego, podobnie jak innych, z normalnego trybu życia, odebrała mu warsztat pracy, zamknęła przed nim bibliotekę i archiwa. Mimo to pracował intensywnie, a nawet intensywniej niż kiedykolwiek; mając ograniczoną możliwość zbierania materiałów przystąpił do szybszego ich opracowywania. Tak działo się do chwili, kiedy w okropnych warunkach wojny siły jego się wyczerpały. Dla zarobku pracował jeszcze w magistracie, tam go widziałem po raz ostatni i mam go przed oczami wśród nagich ścian małego magistrackiego pokoju i słyszę, jak się skarży, że jest wyczerpany do ostateczności, niezdolny zebrać myśli. Zawsze był człowiekiem fizycznie słabym, który tylko przy dobrych warunkach, w spokoju, w uregulowanym życiu mógł zrobić tak wiele, jak zrobił.

Zrobił rzeczywiście wiele. Choć wielkiego dzieła jak Norblin przez ostatnie 35 lat życia nie napisał. Czy to stało się źle czy dobrze, próżno pytać. Boć za to napisał wiele prac mniejszych. Można raczej zapytać: dlaczego tak się stało? Biblioteka Uniwersytecka zabierała mu w ciągu dziesięciu lat przeważną część czasu. Wykłady odciągały go od pracy pisarskiej, a nie przychodziły mu łatwo, nie odpowiadały jego prawdziwym upodobaniom. [...] Był jeszcze inny wzgląd hamujący jego produkcję: rękopisy swe opracowywał niezmiernie skrupulatnie, komponował swe prace historyczne jak artysta obraz, każdy szczegół, każdy przypisek, który wprowadzał do tekstu, musiał mieć swe uzasadnienie i swe właściwe miejsce. A że nie pisał łatwo, że stylistyczne opracowanie rękopisu kosztowało go wiele trudu, więc było naturalne, iż lękał się i unikał prac obszernych i rozległych. A wreszcie jeszcze jedno, bodaj najważniejsze: kierunek jego pracy uległ z latami zmianie. Niegdyś monografia Norblina była jego celem, a materiały zbierał w miarę, jak do tego celu były potrzebne; potem zaś zbieranie materiałów, odszukiwanie faktów nieznanych czy zapomnianych samo stało się dlań celem; pisał takie rozprawy, do jakich materiały zebrały się najkompletniej. Może trzeba żałować, że warunki I wojny nie pozwoliły mu napisać zamierzonej historii malarstwa polskiego: wtedy był gotów ją napisać, później gotowość tę stracił, na pierwszy plan wysunęły się inne zamierzenia i potrzeby. Jednakże jest pewne, że gdyby nie wojna i przedwczesna śmierć, mielibyśmy obok Norblina przynajmniej jeszcze BacciarellegoLe Bruna.

A wszystko to miało jeszcze głębszy podkład. Batowski był mianowicie w swych zamierzeniach i poszukiwaniach nastawiony tak społecznie jak tylko niewielu humanistów. Nie w tym znaczeniu, by uważał za dobre chodzić na posiedzenia, radzić wspólnie, tworzyć organizacje, inicjować zbiorowe wydawnictwa. Owszem, projektował ową historię malarstwa, później zainicjował znakomite wydawnictwo Warszawskiego Towarzystwa Naukowego z historii sztuki. Ale co innego było ważniejsze i dla Batowskiego typowe. Był najzupełniej wolny od osobistych ambicji, tak częstych, tak ostatecznie naturalnych u pracowników nauki. Nie powiedział nigdy: odkryłem ten fakt, poznałem się na tym artyście, zrobiłem tę syntezę. Był nastawiony całkowicie na robienie tego, co społecznie, co narodowo potrzebne, był zaś przekonany, że zbieranie, spisanie, uratowanie danych faktycznych dotyczących dawnej sztuki polskiej jest w tej chwili ważniejsze od takiego czy innego, nawet najświetniejszego, jej opracowania.

Ostrożny w słowach, rozważny w sądach, wstrzemięźliwy w wypowiadaniu opinii, był człowiekiem, który nie używał superlatywów. Tymczasem o nim trudno bez superlatywów mówić. Był najrozważniejszym z ludzi, najostrożniejszym z uczonych. W hipotezach naukowych był tak samo ostrożny, jak w poczynaniach życiowych i radach przyjacielskich. Nie brakło mu entuzjazmu, ale trzymał go na wodzy. Każdą opinię dziesięciokrotnie przemyślał, zanim dał jej wyraz. Nie forsować, nie naglić, nie spieszyć się, nie unosić się chwilowym zachwytem i chęcią; wszystko ma swój czas; każda myśl, każde postanowienie musi dojrzeć. Niejednego z jego bliskich mogło to dotknąć, że entuzjazmy, pomysły, inicjatywy przyjmował powściągliwie. Ale prędzej czy później wszyscy się przekonywali, że ma rację. Miał ją zawsze, w rzeczach dużych tak samo jak w małych. I wspominając jego postawę, pracę, poczynania, trudno się powstrzymać od sądu, że był najmądrzejszym człowiekiem, jakiego mieliśmy wśród nas.

JOANNA M. SOSNOWSKA

 

Zygmunt Batowski

Zygmunt Batowski należał do pierwszego grona profesorów Uniwersytetu Warszawskiego powołanego przez Komisję Stabilizacyjną w marcu 1919 roku. Miesiąc później został mianowany na stanowisko profesora nadzwyczajnego nowo utworzonego Zakładu Historii Sztuki Wydziału Filozoficznego. Na Uniwersytecie pracował już wcześniej, od roku akademickiego 1917/1918 na zaproszenie ówczesnego rektora prowadził seminarium i wykłady z historii sztuki. Propozycję ich podjęcia otrzymał w momencie, kiedy przebywał w Warszawie w ramach urlopu naukowego uzyskanego w Bibliotece Uniwersytetu Lwowskiego. Pracował wówczas nad inwentaryzacją gabinetu odlewów gipsowych odradzającego się po opuszczeniu miasta przez Rosjan Uniwersytetu Warszawskiego. Już ten fakt wiązał go pośrednio z uczelnią i zapewne zaważył na późniejszym, trwałym zatrudnieniu oraz na kierunku badań naukowych dotyczących w dużej mierze środowiska artystycznego stolicy. Jest to o tyle niezwykłe, że Batowski był lwowianinem i całe swe wcześniejsze życie spędził w tym mieście.

Urodził się 27 lipca 1876 roku w rodzinie jak na tamte czasy dość niekonwencjonalnej. Ojciec, Wojciech Kaczor (lub Kaczór), był chłopem, biorąc udział w powstaniu styczniowym, został ranny, schronienie i opiekę znalazł w domu Aleksandra Batowskiego, zakochał się w jego córce, Antoninie. Młodzi dostali zgodę ojca na ślub, ale podobno pod warunkiem, że dzieci będą używały podwójnego nazwiska: Kaczor-Batowski. Zapewne ta ostatnia informacja jest tylko anegdotą ubarwiającą opowieść o pięknym mezaliansie. Zachował się akt immatrykulacji Zygmunta na Uniwersytecie Lwowskim z 1891 roku wystawiony na nazwisko Kaczor. Na późniejszych zeszytach z notatkami z wykładów on sam podpisywał się Kaczór-Batowski, jednak pierwsze naukowe publikacje ogłosił już pod nazwiskiem Batowski. Jego starszy brat, Stanisław (1866–1946), zazwyczaj używał podwójnej wersji, ale już jego syn, Henryk (1907–1999), wybitny profesor historii i slawistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim, był po prostu Batowski. Stanisław był malarzem batalistą, wykształconym w Krakowie, Wiedniu i Monachium. Rzecz zastanawiająca, że informacje o nim nie znalazły się w żadnym z pośmiertnych wspomnień o profesorze pisanych przez jego przyjaciół i uczniów. Na pewno w okresie przed 1939 rokiem bracia utrzymywali kontakty, o czym świadczy szczątkowo zachowana korespondencja, a także fakt, że w warszawskim mieszkaniu Zygmunta Batowskiego znajdowało się 13 olejnych obrazów malowanych przez Stanisława. Warto podkreślić, że profesor już w 1918 roku, kreśląc zadania, jakie stoją przed polską historią sztuki w odrodzonym państwie, wskazywał na konieczność opracowania historii „monachijsko-polskiej szkoły malarstwa”. Uznanie produkcji artystycznej epoki niedawno minionej za przedmiot badań naukowych było rzadkością, mogło być ono zaszczepione absolwentom lwowskiej uczelni przez Jana Bołoza Antoniewicza, twórcy tamtejszej katedry historii sztuki, który z powodzeniem łączył zainteresowania sztuką dawną i współczesną. Tę otwartą naukową postawę przekazał Batowski swoim uczniom. Najwybitniejsi spośród nich, jak Michał Walicki, Stanisław Lorentz i Juliusz Starzyński, ale nie tylko oni, zajmowali się naukowo dziełami różnych epok. Wielu innych uczniów profesora poświęciło się bez reszty badaniu sztuki XIX wieku, co różniło w sposób zasadniczy, nawet jeszcze po 1945 roku, środowisko warszawskie od krakowskiego, gdzie przeważały badania nad sztuką dawną.

Rodzina Batowskich musiała być dość zamożna. Starszy z synów mógł sobie pozwolić na wieloletnie studia artystyczne za granicą, a młodszy pracował przez kilka lat jako wolontariusz, nie pobierając żadnego wynagrodzenia. Z drugiej jednak strony nigdy nie wyjechał w celu pogłębienia studiów na którejś z zagranicznych uczelni, jak zrobił to jego szkolny i uniwersytecki kolega, znakomity historyk sztuki, Władysław Podlacha. Podobno jednak przyczyna leżała w obawach, jakie żywił Batowski w związku z podróżami w ogólności. Odbył ich zaledwie kilka, często mając za towarzysza zaprzyjaźnionego od czasów uniwersyteckich prawnika i historyka sztuki, Tadeusza Mańkowskiego. Z Podlachą uczęszczał do III Gimnazjum Męskiego im. Franciszka Józefa I we Lwowie, szkoły typu klasycznego, jednej z najlepszych w mieście. W tym czasie historii uczył tam Ludwik Kubala. Po maturze w 1894 roku Batowski rozpoczął naukę na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego. Był to okres, kiedy po długich latach wegetacji uczelnia wspaniale się rozwijała, kadra profesorska była już wówczas w większości polska. Należał do niej Jan Bołoz Antoniewicz, kierujący od 1893 roku nowo utworzoną katedrą historii sztuki, a także Ludwik Finkel, twórca Bibliografii historii Polski, filozofię wykładał Kazimierz Twardowski. Jeszcze w czasie studiów Batowski rozpoczął pracę w bibliotece uniwersyteckiej, ale dopiero od końca 1900 roku, już po uzyskaniu doktoratu (19 lipca 1900), został przyjęty do służby, a więc stał się płatnym pracownikiem. Przez następnych siedemnaście lat przebył wszystkie szczeble tejże służby, jednocześnie pracując intensywnie naukowo.

Przedmiotem rozprawy doktorskiej Batowskiego była twórczość Jana Piotra Norblina de la Gourdaine, malarza, rysownika i grafika pochodzenia francuskiego, działającego w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku. W 1911 roku Norblin ukazał się jako 13 tom znamienitej serii „Nauka i Sztuka” wydawanej we Lwowie pod redakcją Tadeusza Piniego. Była to trzecia w polskiej historii sztuki, po Grottgerze Bołoza Antoniewicza i Matejce Stanisława Tarnowskiego, monografia artysty nosząca wszelkie znamiona pracy naukowej. Niebywale staranne opracowanie publikacji, piękna szata graficzna, wysoki poziom reprodukcji współgrały z tekstem napisanym wyjątkowo klarownym językiem, nieobarczonym zarówno naukowymi zawiłościami, jak też nic niewnoszącymi ozdobnikami. Również wszystkie inne publikowane teksty Batowskiego charakteryzowała ta sama dbałość o język, jasność wywodu, dokładność w podawaniu źródeł i staranność druku. Wszystko są to prace naukowe w pełnym tego słowa znaczeniu, pozbawione zbędnej warstwy anegdotycznej i ryzykownych hipotez. Monografia Norblina właściwie do dziś nie straciła na aktualności i nie została zastąpiona nowszym, wyczerpującym opracowaniem, które przyniosłoby merytoryczne zmiany w ocenie twórczości tego znakomitego artysty. Obranie twórczości Norblina jako przedmiotu badań charakteryzuje w dużej mierze naukowe nastawienie autora, który idąc z prądem zainteresowań sztuką XVIII wieku, znajdował tematy wyjątkowe. Wagę tych wyborów dostrzega się w pełni dopiero po latach. Batowski sięgnął po twórczość artysty związanego z mecenatem arystokratycznym, z dworem księżnej Izabeli Czartoryskiej, otwierając tym samym nowe pola badawcze. Wszystkie późniejsze dokonania naukowe profesora szły niejako dwutorowo – z jednej strony były to opracowania źródłowe dotyczące przede wszystkim epoki stanisławowskiej i zbiorów Uniwersytetu Warszawskiego, z drugiej dotyczyły różnych zjawisk artystycznych o dużej wadze, które, jak podkreślał Michał Walicki, wykraczały poza polską lokalność, wiążąc rodzime środowiska z kontekstem europejskim.

Trudno wyrokować, co zaważyło na decyzji Batowskiego o zamieszkaniu w Warszawie. Na pewno jedną z pobudek musiały być plany dalszej pracy badawczej nad sztuką doby oświecenia, które mógł prowadzić przede wszystkim w oparciu o archiwa znajdujące się w stolicy i okolicach (Jabłonna). Przeczuwał też zapewne, że Lwów jest już za ciasny, pracowało tam kilku historyków sztuki wykształconych pod okiem Bołoza Antoniewicza. Nie miał żadnych obciążeń rodzinnych, był samotny i w pełni sił, liczył 41 lat. Nie była to chyba jednak decyzja do końca szczęśliwa, stał się w jakiś sposób „wykorzeniony”. Nigdy nie był człowiekiem towarzyskim, trudno więc mu było zawierać nowe znajomości, przyjaciele pozostali we Lwowie. Podejmując się prowadzenia wykładów na Uniwersytecie Warszawskim, nie miał do tego żadnego przygotowania i chyba dość szybko zaczęły mu one ciążyć. Z zachowanej korespondencji można wywnioskować, że chętnie skorzystał z okazji uwolnienia się od części zajęć dydaktycznych. Stało się tak, gdy na prośbę rektora od grudnia 1919 roku pełnił obowiązki kierownika Biblioteki Uniwersyteckiej. Robił to całkowicie bezpłatnie, jednocześnie prowadził nadal seminaria i część wykładów. Ta sytuacja trwała do 1929 roku. W tym czasie przybyły z Rosji radzieckiej rewindykowane zbiory biblioteczne z Kazaniami świętokrzyskimi na czele, a także kolekcje grafik z gabinetu Stanisława Augusta Poniatowskiego i ze zbiorów uniwersyteckich. Była to wielka operacja, szczególnie jeśli się zważy, że do pomocy miał Batowski tylko dwóch bibliotekarzy (jednym z nich był Wacław Borowy). Pracowali zarówno nad sprawami organizacyjno-technicznymi, przebudową pomieszczeń gmachu biblioteki, urządzeniem sal, jak i nad merytorycznym opracowaniem zbiorów, katalogowaniem i udostępnianiem.

Obok spraw organizacyjnych zasługą Batowskiego było pozyskiwanie do księgozbioru dzieł nowych i najnowszych. Od roku 1917 pełnił również opiekę nad Zbiorem Odlewów Gipsowych Rzeźb Starożytnych i Nowożytnych UW. Nic dziwnego, że w tym czasie powstało niewiele prac naukowych, w głównej mierze dotyczyły one zbiorów uniwersyteckich. I z tego właśnie względu Batowski odmówił w 1925 roku przyjęcia tytułu profesora zwyczajnego, który chciała mu nadać Rada Wydziału Filozoficznego. Nastąpiło to dopiero w 1934 roku. W obu przypadkach profesorem sprawozdającym był Władysław Tatarkiewicz. On to też po latach wspominał, że Batowski był całkowicie wolny od osobistych ambicji i nastawiony na pełnienie przypadających mu obowiązków. W uznaniu zasług poniesionych przy organizacji BUW-u został odznaczony w 1927 roku Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.

Dwa lata później zaszły zmiany w życiu osobistym profesora – ożenił się z Natalią Kodym (1894–1961), z wykształcenia anglistką i historykiem sztuki. Prace prowadzone przez Batowskiego w latach 30. byłyby na pewno znaczące dla dalszego rozwoju historii sztuki, gdyby nie wojna i śmierć profesora. W czasie bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 roku spaliło się na ulicy Sewerynów mieszkanie państwa Batowskich. Tylko część dorobku naukowego udało się wówczas ocalić, ale i on uległ dalszemu zniszczeniu w czasie powstania warszawskiego. Wtedy też, 1 września 1944 roku, zginął Zygmunt Batowski zamordowany przez oddziały ukraińskie pod murem Ogrodu Saskiego.

W okresie okupacji nadal pracował naukowo, współpracował ze swym byłym studentem, doktorantem i asystentem, Stanisławem Lorentzem, dyrektorem Muzeum Narodowego, a także prowadził tajne wykłady i seminaria. Żona profesora ocaliła resztki jego spuścizny naukowej. Zachowane materiały, dziś przechowywane w Archiwum Polskiej Akademii Nauk, zawierają teki wypisów z różnych, w wielu wypadkach już nieistniejących źródeł, i stanowią ważne źródło informacji o artystach polskich i w Polsce działających. Część przygotowywanych do druku rozpraw została opracowana przez Natalię Batowską i opublikowana. Pomagali jej w tym uczniowie profesora. Jako jedyny wykładowca historii sztuki na UW wykształcił w ciągu 22 lat pracy wielu wybitnych uczonych (habilitował 3 uczniów, 8 doktoryzował, wypromował 11 magistrów). Już w okresie międzywojennym zajmowali oni ważne stanowiska w świecie nauki i sztuki. Nazwiska najbardziej znanych zostały już przywołane, wśród pozostałych należy wymienić Jadwigę Puciata-Pawłowską, Stefana Kozakiewicza, Kazimierza Molendzińskiego, Zbigniewa Rewskiego i Jerzego Sienkiewicza.

Niestety, z perspektywy czasu wydaje się, że to pośmiertne życie naukowe Batowskiego nie wyszło na dobre jego pamięci. Prace ogłaszane po wojnie nie były w wystarczającym stopniu dopracowane, a przy tym wykorzystano je w okresie socrealizmu jako przykład tej „właściwej” działalności naukowej, na której powinno się wzorować nowe pokolenie badaczy. Ze względu na drobiazgowy, historyczny i neutralny ideologicznie, a więc otwarty na manipulacje charakter uległy zawłaszczeniu przez nowy porządek. Kolejne zmiany ustrojowe spowodowały, że Batowski przywoływany był jako jeden z „nudnych” profesorów, a przy tym bibliotekarz – określenie to stosowano jako coś dyskredytującego. A przecież powinno się go cenić choćby za wiele posunięć, których nowatorstwa często nie potrafiono we właściwym momencie dostrzec. Do prac wyprzedzających epokę należy zaliczyć badania poświęcone artystkom czasów Stanisława Augusta. Na uwagę badaczy powinny dziś, w dobie zainteresowań problematyką archiwów, zasługiwać także prace poświęcone zbiorom Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Uczony nie skupiał się jedynie na merytorycznej zawartości ksiąg i dokumentów, ale również na sposobie ich przechowywania i funkcjonowania – na ich szczególnym życiu. Ocena osiągnięć Batowskiego została zdefiniowana w okresie, kiedy nie liczyły się wartości etyczne pracy naukowej – a te były dla niego szczególnie ważne, czemu dał świadectwo swą wytężoną pracą i stosunkiem do innych.

Wybrana literatura

 

Lorentz S., Zygmunt Batowski, „Kwartalnik Historyczny” 1946, z. 3–4, s. 416–421.

Mańkowski T., Zygmunt Batowski (27 VII 1876–1 IX 1944), „Prace Komisji Historii Sztuki”, t. VIII, s. 1–4.

Słojkowska K., Materiały Zygmunta i Natalii Batowskich (1876–1944; 1894–1961) (III-2), „Biuletyn Archiwum Polskiej Akademii Nauk” 2011, nr 52.

Szczawińska E., Bibliografia prac drukowanych Zygmunta Batowskiego, „Biuletyn Bibliograficzny Biblioteki Państwowego Instytutu Sztuki” 1953, nr 2, s. 4–10.

Walicki M., Wspomnienie o Zygmuncie Batowskim, „Rozprawy Komisji Historii Kultury i Sztuki” 1949, t. I, s. 1–6.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Wspomnienie o Zygmuncie Batowskim (1876–1944), [w:] Portrety uczonych polskich, red. A. Biernacki, Kraków 1974, s. 29–33.

Cezaria Anna Baudouin de Courtenay, I° voto Vasmer, II° voto Ehrenkreutz, III° voto Jędrzejewiczowa

Urodzona 2 VIII 1885 w Tartu (Dorpat). Studia filologiczne na Uniwersytecie Petersburskim (1906–1910). Habilitacja w zakresie etnologii na Wydziale Filozoficznym UW (1922). Prof. nadzwyczajny (1929), prof. zwyczajny (1934). W 1934 objęła na UW nowo utworzoną katedrę Etnografii Polski.

Etnolog i historyk kultury. Pierwsza kobieta w Polsce, która uzyskała habilitację oraz mianowanie na stanowisko profesora nadzwyczajnego, a później – zwyczajnego. Studiom etnograficznym nadała nowoczesny kształt; inspirowana strukturalizmem Jana Baudouina de Courtenay i fenomenologią Edmunda Husserla; zapoczątkowała badania nad kulturą jako systemem znaczeń. Przewodnicząca polskiej sekcji kultury ludowej Instytutu Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów oraz Stowarzyszenia Kobiet z Wyższym Wykształceniem. Po 1947 na emigracji w Londynie. Współzałożycielka, a od 1958 rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie. Brała udział w pracach Polskiej Rady Naukowej na Obczyźnie i Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie. Współtworzyła Zrzeszenie Polskich Profesorów i Wykładowców na Obczyźnie.
Zmarła 28 II 1967 w Londynie.

Ze studiów nad obrzędami weselnymi ludu polskiego, cz. 1: Forma dramatyczna obrzędowości weselnej, [w:] Rozprawy i materiały Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie, t. II, z. 3, Wilno 1929.

D. Zamojska, Cezaria Anna Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa (1885–1967), „Nauka i Szkolnictwo Wyższe” 2011, nr 2, s. 15–25.

ZOFIA SOKOLEWICZ

CEZARIA ANNA BAUDOUIN DE COURTENAY-VASMER-EHRENKREUTZ-JĘDRZEJEWICZOWA

1885–1967

 

Z Uniwersytetem Warszawskim była związana dwukrotnie, pozostawiając po sobie trwały ślad. W 1922 roku uzyskała tu, jako pierwsza kobieta, habilitację na Wydziale Filozoficznym. W 1929 roku była pierwszą kobietą w Polsce nominowaną na profesora nadzwyczajnego, podobnie rzecz się miała z jej nominacją na profesora zwyczajnego w 1934 roku. Studiom etnograficznym nadała nowoczesny kształt, zapewniając studentom profesjonalne wykształcenie. Jej dydaktyczne i naukowe koncepcje nigdy nie zostały do końca zrealizowane; stanowią także i dziś inspirację do dalszych badań i przemyśleń.

Spuścizna po niej jest rozproszona i w Polsce, i w świecie. Przez wiele lat po II wojnie światowej obowiązywał zapis cenzury na nazwisko Jędrzejewicz, co utrudniło zapoznawanie się z jej twórczością.

Ci, którzy ją znali sprzed wojny, wspominają ją jako osobę drobną, delikatną, pełną uroku. Była jednak silną kobietą, walczącą najpierw o własną edukację, o możliwość pracy naukowej i pogodzenie jej z potrójnym macierzyństwem, którego znaczenia nigdy nie negowała, ani nie buntowała się przeciw niemu; o stworzenie mocnego miejsca w strukturze nauki dla uprawianej przez siebie dyscypliny: etnografii; o kształtowanie świadomości obywatelskiej w niepodległej Polsce; o aktywność i integrację polskiej wspólnoty emigracyjnej w Wielkiej Brytanii i wreszcie o własne, osobiste szczęście, z którego nigdy nie zrezygnowała.

Cezaria Baudouin de Courtenay weszła do nauki dzięki starannemu, domowemu wykształceniu, pełnemu poparciu rodziny w zmaganiach o dostęp do studiów wyższych, samodzielności uzyskanej dzięki pracy nauczycielskiej i wreszcie dzięki własnej wizji pracy naukowej, co wtedy, wobec tego, że była kobietą, nie wydawało się najważniejszym argumentem.

Urodziła się 2 sierpnia 1885 roku w Tartu (Dorpat) jako najstarsza z pięciorga dzieci Jana Baudouina de Courtenay i Romualdy z Bagnickich. Ojciec, wielki językoznawca, był znany z demokratycznych i liberalnych poglądów, matka była absolwentką petersburskich Wyższych Kursów dla Kobiet. O domowe kształcenie dzieci dbali obydwoje rodzice. Cezaria wcześnie nauczyła się korzystać z biblioteki ojca i przysłuchiwać się dyskusjom prowadzonym w domu przez jego uczonych przyjaciół. Zetknęła się też z wieloma językami: w domu mówiono po polsku, w środowisku uniwersyteckim po niemiecku, służba i miejscowi handlarze mówili po estońsku, a językiem urzędowym był rosyjski. Były też w domu białoruskie niańki. Wielojęzyczność była więc dla Cezarii czymś naturalnym.

Z podobną wielokulturowością zetknęła się na drodze edukacji. Do gimnazjum klasycznego dla dziewcząt w Krakowie poszła w wieku lat trzynastu. Maturę uzyskała w Petersburgu, mieście wielu narodowości, w tym też znaczącej grupy Polaków, patriotów zainteresowanych polską kulturą, gdzie zapisała się na Wyższe Kursy dla Kobiet, a w 1906 roku podjęła studia wyższe na Uniwersytecie Petersburskim jako wolna słuchaczka. Dyplom (1910) uzyskała na podstawie pracy Język Modlitewnika Maryjnego wieku XVI, wydanego przez profesora Stanisława Ptaszyckiego. Słuchała wykładów z filologii, w tym z filologii klasycznej, historii i nauk społecznych. Umiłowanie kultury antycznej zachowała do końca życia. W chwilach trudnych wracała do poezji antycznej, do Owidiusza... W liście do Kazimierza Nitscha pisała: „Dzisiaj dużo grałam i tem się zaprawiłam znów do życia. W tej chwili przestałam czytać Owidiusza. Co za cudny poeta. Co za koloryt, rozmach, dźwięczność wiersza!”1.

Jej początkowe zainteresowania lingwistyką, wyjście od antropofoniki Jana Baudouina de Courtenay, przesuwają się z wolna w kierunku szerzej rozumianej kultury, ludoznawstwa, etnologii. W jednym z listów wręcz ogłasza: „jednak ludoznawstwo zrobiło się samo przez się, bez wpływów obcych, mojem!!!”2. Rozpoczyna studia nad znaczeniami w baśni. Jej pierwsze prace to swoisty prestrukturalizm. Epos ludowy pozostaje w centrum jej zainteresowań do końca życia. Prace z lat 1914–1922, a przede wszystkim rozprawa o św. Cecylii, stały się podstawą habilitacji.

Cezaria w tym czasie była już drugi raz zamężna (1916) za Stefanem Ehrenkreutzem, wychowywała trójkę dzieci, wypełniała obowiązki pani domu. Za sobą miała młodzieńczą fascynację ruchami społecznymi młodzieży wiejskiej i niepodległościowymi – socjalizującej inteligencji, pracę nauczycielki łaciny, języka polskiego i rosyjskiego w prywatnych szkołach dla dziewcząt, wystąpienia w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, dobrą znajomość akademickiego środowiska humanistycznego, głównie lingwistów i literaturoznawców, na których seminaria była od czasu do czasu zapraszana. Nie była więc w żadnym razie osobą nieznaną, także pod względem naukowym.

Jej habilitacja, w zakresie etnologii ze szczególnym uwzględnieniem kultury duchowej, odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w dniach 28 i 29 listopada 1922 roku, zgodnie z zasadami, które obowiązywały aż do 2012 roku. Uzyskała tytuł docentki. Habilitacja obejmowała folklor ustny, a ściślej „filologiczno-historyczną stronę folkloru”. W toku kolokwium Cezaria określa siebie jako zwolenniczkę szkoły neohistorycznej w badaniu eposu ludowego. W jej opinii z 1923 roku materiał naukowy etnologii stanowią „wykładniki twórczego stosunku społeczeństwa do życia, które nazywamy wytworami kultury, przekazywane drogą tradycji”3. Przyjmuje też, za Twardowskim, że przedmiot nauki jest wytworem czynności naukowej. Przedmiotem badań etnologa są zaś „związki wytworów kultury z innymi wytworami”, a także „badanie form poprzedzających i powiązanie ich z jednostką etniczno-socjalną, przez którą dany wytwór został przekazany do chwili obecnej”4.

Tej definicji etnologii Cezaria pozostaje wierna. W okresie przed i bezpośrednio po habilitacji przemyślała podstawowe problemy teoretyczne, w tym założenia filozoficzne etnologii, i uszczegóławiając swoją koncepcję nauki, kolejno jako wykładowczyni, docentka, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, pojawiła się ponownie na Uniwersytecie Warszawskim w 1934 roku z konkretną wizją etnologii nie tylko jako nauki i jako przedmiotu nauczania, lecz także poddaną już próbie praktyki.

Tradycyjne, tak odmienne od dzisiejszego, rozumienie katedry jako stanowiska jednoosobowego, niejako miejsca, z którego profesor wykłada, uzupełnia koncepcją zakładu, który składa się nie tylko z koniecznej dla humanisty biblioteki, ale także z podręcznego muzeum. Rozwija koncepcję muzeum-laboratorium, w którym student spotyka się z rzeczą rozumianą jako klucz do ludzkich spraw, do kultury. Jest to koncepcja nieznana większości muzealników i, niestety, części kadry uniwersyteckiej, oparta na założeniu o znaczeniu widzenia rzeczy w naszym poznaniu. Cezaria pisze, że „katedry etnologii tym wyróżniają się od innych nauk humanistycznych, że student musi 1) zapoznać się z materiałem w terenie 2) przyjrzeć się w muzeum przedmiotowi tak, aby dojrzeć jego cechy charakterystyczne”5. Osobisty kontakt z wytworem uważa za podstawę studiów nad kulturą. Z tego właśnie powodu muzea powinny stać się częścią zakładów etnografii. Dlatego zakłady etnograficzne powinny być organizowane „raczej w podobny sposób jak zakłady przyrodnicze, to jest opierać się na swego rodzaju pracy laboratoryjnej”6. Sądzi, że muzeum etnograficzne ma rację swego istnienia niezależnie od problemów, które wynikają z charakteru jego zbiorów dla różnych dyscyplin naukowych, dlatego że „zarówno kultura każdego środowiska, jak i jej najmniejszy element, najmniej pozorny dla oka niespecjalisty, ma swój własny sens i jego uzasadnienie, jako też historię swego stawania się i kształtowania”7. Pisze: „Zarówno sens morfologiczny składników kultury jak i przemiany w ich ustosunkowaniu należy badać i wyjaśniać na podstawie poznawania przede wszystkiem ich samych”8.

Z tym głębokim przekonaniem o niezbędności muzeum w procesie dydaktycznym zapewne wiążą się starania Cezarii o objęcie opieką kolekcji etnograficznej Muzeum Narodowego w Warszawie, uwieńczone niezrealizowaną choć podpisaną umową między Muzeum Narodowym a Uniwersytetem Warszawskim w 1936 roku9.

Katedrę Etnografii Polski na Uniwersytecie Warszawskim objęła w 1934 roku, wygłaszając wykład inauguracyjny pt. Dwie kultury, dwie nauki, w którym podkreśla bliskie związki łączące etnografię i filologię. Ta ostatnia, jej zdaniem, stanowi nie tylko klucz do ustalenia pochodzenia i wieku wybranego elementu kultury, ale także do dziedzictwa europejskiego mocno związanego z antykiem. Ten krótki tekst jest dowodem nie tylko jej gruntownego wykształcenia klasycznego, ale również znajomości humanistyki europejskiej. Porusza się swobodnie w kręgu myśli Ernesta Renana, Henriego Bergsona, Auguste’a Comte’a (którego filozofii nie akceptuje!), Friedricha Nietzschego, romantyków niemieckich, Jamesa George’a Frazera i Edmunda Husserla, do którego prac wielokrotnie nawiązuje. Podobnie ma się sprawa z jej wykształceniem muzeologicznym. Zna doskonale aktualną literaturę na ten temat. Nie bez powodu Jan Czekanowski uznał w opinii pisanej o niej w związku z obsadzeniem Katedry Etnografii na Uniwersytecie Warszawskim, że „jest ona ze wszystkich naszych etnografów osobą najbardziej wykształconą, a ponadto wykazała wybitne zdolności organizacyjne”10.

Należy jednak podkreślić, że oprócz znakomitego wykształcenia i zdolności organizacyjnych, miała Cezaria wielką potrzebę i zdolność myślenia abstrakcyjnego. Swe starannie przygotowywane plany działania poprzedzała z reguły refleksją teoretyczną i gruntownym rozpoznaniem pola badań. Ujawnia się to m.in. we wspomnianej wyżej pracy, gdzie rozważa konsekwencje podziału kultury na piśmienną i niepiśmienną. O co najmniej 40 lat wyprzedziła rozprawy znakomitego antropologa brytyjskiego Jacka Goody’ego na temat skutków cywilizacyjnych wprowadzenia pisma.

Współpracując ze Stanisławem Poniatowskim, który na Uniwersytecie Warszawskim objął także w 1934 roku Katedrę Etnologii i Etnografii Ogólnej, i uznając, że obydwoje pracują w obszarze kultur niepiśmiennych, zadbała o nadanie programowi studiów etnograficznych szerokiego, porównawczego charakteru. Program obejmował takie przedmioty jak zasadnicze zagadnienia współczesnej etnografii oraz podstawy pierwotnej kultury materialnej. Ich powiązanie z zagadnieniami paleolitu i mezolitu w Europie stanowiło rodzaj wstępu do rozważań nad pierwocinami kultury ludzkiej, związkiem człowieka z przyrodą, z naturalnym środowiskiem, czyli z tym, co Cezaria uważała za najbardziej istotną cechę kultur niepiśmiennych. Natomiast ćwiczenia z historii sztuki średniowiecznej lub kultura Galii przed i po podboju rzymskim, a także historia antyku, wprowadzały słuchaczy w tak istotne, jej zdaniem, kwestie genetyczne, poszukiwania stawania się przedmiotów od momentu ich powstania do tego, czym stały się ostatecznie w XX wieku. Etnografia ludów ugrofińskich i grupa przedmiotów związanych z historią i kulturą Ukrainy, a także dzieje Węgier, wprowadzały słuchaczy w obszary historycznie związane z kulturą polską. Kulturę ludową Polski prezentowały wykłady z etnografii regionu wileńskiego, obrzędy i zwyczaje ludu polskiego.

Taki program studiów, znany nam z zachowanych teczek studenckich w archiwum Uniwersytetu Warszawskiego z lat 1934–1939, podkreślał związki między etnografią, archeologią i historią kultury. Etnografię wybierali też często jako drugi przedmiot studenci geografii i socjologii. Było to zgodne z polityką Wydziału Humanistycznego, by dyplomom magisterskim móc nadawać możliwie szeroki zakres, ze względu na, również w tamtych czasach, trudną sytuację humanistów na rynku pracy. Ten punkt widzenia zapewne ułatwił w 1950 roku powołanie Studium Historii Kultury Materialnej, będącego swoistym przymierzem między archeologią a etnografią, i mądrym krokiem zabezpieczającym niezależność tych dyscyplin w sytuacji centralizującej polityki naukowej partii komunistycznej.

Cechą charakterystyczną tego programu studiów było też zbliżenie problematyki ludów zwanych pierwotnymi i kultur ludowych. Istniały, co prawda, dwie katedry, ale dobrze ze sobą współpracujące, co umożliwiło po 1945 roku, w sytuacji, gdy obsadzenie ich obu stało się niemożliwe (profesor Jędrzejewiczowa pozostała na emigracji, profesor Poniatowski zmarł w 1945 roku w obozie koncentracyjnym w Litomierzycach w Sudetach), uwzględnienie tej problematyki w jednej katedrze.

Cezaria Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa miała szczególny dar skupiania wokół siebie różnych organizacji zainteresowanych wsią, przemysłem ludowym, a także instytucji naukowych i wspierających naukę. Już w Wilnie współpracowała z Towarzystwem Popierania Przemysłu Ludowego i jego filiami regionalnymi, prowadzącymi programy modernizacji wsi, włączając je w swoje działania zmierzające do utworzenia Muzeum Uniwersyteckiego. Organizowała spotkania naukowe Towarzystwa Etnologicznego, starając się, by miały one charakter interdyscyplinarny. Była przewodniczącą polskiej sekcji kultury ludowej Instytutu Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów, przewodniczyła Stowarzyszeniu Kobiet z Wyższym Wykształceniem, była członkiem redakcji „Balticoslavica”, pisma Instytutu Europy Wschodniej i wykładała etnografię w Szkole Nauk Politycznych tegoż Instytutu. Rezultatem tej współpracy było znaczące ożywienie życia naukowego w Wilnie. Ten rodzaj aktywności cechował ją również po przejściu na Uniwersytet Warszawski. Dowodem mogą być wspomniane rozmowy z dyrekcją Muzeum Narodowego o współpracy muzealnej i zorganizowanie wystawy w Muzeum Narodowym. Jej też zasługą był udział Polski w światowej konferencji w Londynie (1935) na temat tańców ludowych, a w 1937 roku udział Polski w wystawie tańców ludowych zorganizowanej z okazji Wystawy Światowej w Paryżu. Słynne już figurki tancerzy, przygotowane przez najlepszych plastyków, są w tej chwili w zbiorach Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Cezaria rozwijała zainteresowania muzealne, była członkiem Państwowej Rady Muzealnej. Dała dowód swoich liberalnych poglądów, podpisując list protestacyjny w sprawie getta ławkowego11.

Ten tak owocny okres działań przerwała II wojna światowa i emigracja. Po pobycie w Rumunii Jędrzejewiczowie znaleźli się na Środkowym Wschodzie, gdzie Cezaria od 1942 roku działa w Towarzystwie Studiów Iranistycznych w Teheranie, współtworzy Biuro Studiów Bliskiego i Środkowego Wschodu, a od 1944 roku kieruje tym Biurem, inicjuje powstanie Polskiego Humanistycznego Instytutu Naukowego w Jerozolimie (1945). Przez cały ten czas próbuje zbierać materiały etnograficzne, prowadzi wywiady z polskimi żołnierzami na temat kultury obszarów, z których pochodzą. To dla nich opracowała Wskazówki dla zbierających przedmioty dla muzeów i archiwów etnograficznych w Polsce12. Kontynuuje też badania własne nad postacią św. Jerzego – prawie ukończona praca nad tym świętym, pozostawiona w Polsce, uległa zniszczeniu w czasie wojny.

Kolejny etap emigracji stanowi Londyn (1947) i praca w Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie. Cezaria bierze żywy udział w działaniach Polskiej Rady Naukowej na Obczyźnie (1948), a potem w Polskim Towarzystwie Naukowym na Obczyźnie. Przewodniczyła Komisji Etnograficznej tego Towarzystwa (od 1953). Była zarówno jednym z założycieli Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie, jak i od 1958 roku jego rektorem, potem rektorem honorowym do śmierci w 1967 roku. Współtworzyła Zrzeszenie Polskich Profesorów i Wykładowców na Obczyźnie. Podobnie jak kiedyś w Polsce, jej działania miały na celu integrację środowiska wokół zamierzonych zadań. Swoje przemyślenia naukowe publikowała w kolejnych rocznikach PUNO. W publikacjach tych wracała do tematów żywotów świętych, hagiografii. Daje też wyraz swoim poglądom politycznym w rozprawie na temat patriotyzmu piłsudczyków13.

Zainteresowanie fenomenologią Cezarii Baudouin de Courtenay odżyło w latach 70. XX wieku. I choć dzisiejsza fenomenologia różni się od jej prób, to jednak jej prace pozostają nadal źródłem inspiracji dla bardzo wielu. Oryginalność jej metod badania naukowego uznawali już jej współcześni14. Naszą uwagę skierowała na konsekwencje cywilizacyjne wprowadzenia pisma, w tym powstanie myśli krytycznej i nauki, którą traktowała jako wytwór kultury. Postulowała badanie kultury jako zbioru znaczeń oraz rozróżnianie między prawdą źródeł pisanych a dyskursu lokalnego. Opracowała model badania kultur niepiśmiennych, łącząc w jeden zbiór kultur oralnych kultury tak zwanych ludów pierwotnych i kulturę ludową. Jej ustalenia stanowiły dla wielu późniejszych badaczy punkt wyjścia do zmiany paradygmatu i stworzenia koncepcji Nowej Etnografii.

Wybrana literatura

 

Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa C., Łańcuch tradycji: teksty wybrane, wybór i red. L. Mróz, A. Zadrożyńska, Warszawa 2005.

Zamojska D., Cezaria Anna Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa (1885–1967), „Nauka i Szkolnictwo Wyższe” 2011, nr 2 (38), s. 15–25.

SECT-ID LINK

1List z 20 XI 1920, Archiwum PAN-PAU, K.III-51 j.185.

2List z 18 I 1921, ibidem.

3C. Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa, Materiał naukowy i przedmiot etnologii, „Lud” 1923, t. XXII, s. 27.

4Ibidem, s. 32.

5C. Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa, Zakład Etnologii Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i jego zadania, „Balticoslavica” 1933, t. I, s. 87.

6Ibidem, s. 88.

7Ibidem, s. 87.

8Ibidem, s. 88.

9Archiwum Muzeum Narodowego w Warszawie, teczka 314.

10AAN, MWRiOP j.3142, z dn. 29 X 1933·

11Cyt. za: D. Zamojska, Cezaria Anna Baudouin de Courtenay Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa (1885–1967), „Nauka i Szkolnictwo Wyższe” 2011, nr 2 (38), s. 15–25.

12C. Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa, Wskazówki dla zbierających przedmioty dla muzeów i archiwów etnograficznych w Polsce, Jerozolima 1944.

13C. Baudouin de Courtenay-Ehrenkreutz-Jędrzejewiczowa, Patriotyzm Piłsudskiego, „Niepodległość” 1958/1959, t. VI, s. 23–60.

14J.St. Bystroń, AAN MWRiOP, teczka 3142.

Jan Niecisław Baudouin de Courtenay

Urodzony 13 III 1845 w Radzyminie. Studia na wydziale historyczno-filologicznym Szkoły Głównej, magisterium tamże (1866); doktorat na uniwersytecie w Jenie (1870), doktorat rosyjski (1870) w Petersburgu; wykładowca uniwersytetu w Kazaniu (1875–1883), prof. nadzwyczajny tamże (1875), wykładowca uniwersytetu w Tartu (Dorpat) (1883–1893), Uniwersytetu Jagiellońskiego (1893–1900) i Uniwersytetu Petersburskiego (1900–1918); profesor UW od 1918, prof. honorowy tamże (1919).

Wybitny językoznawca, specjalista w zakresie dialektów słowiańskich; rozgraniczył pojęcia statyki i dynamiki języka, gdzie pierwsza dotyczy praw jego równowagi, a druga jego historycznej przemiany; wprowadził do nauki pojęcie fonemu. Członek Petersburskiej Akademii Nauk; czynny członek AU (1887), potem PAU; członek TNW (1919); członek Société de Linguistique w Paryżu; doktor honoris causa Uniwersytetu w Kazaniu.
Zmarł 3 XI 1929 w Warszawie.

Einige Fälle der Wirkung der Analogie in der polnischen Declination, Lipsk 1868; Opytfonetiki rezjanskich govorov, 1875; O gramatyce porównawczej języków indoeuropejskich, 1881; Próba uzasadnienia samoistności zjawisk psychicznych na podstawie faktów językowych, Kraków 1904; Zarys historii języka polskiego, Warszawa 1922.

H. Ułaszyn, Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka (1845–1929), Poznań 1934; Baudouin de Courtenay J. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935, s. 359–362; „Przegląd Humanistyczny” 1968, nr 2, s. 141–156.

WITOLD DOROSZEWSKI

JAN NIECISŁAW BAUDOUIN DE COURTENAY*

1845–1929

 

Historia rodu Baudouin de Courtenay w Polsce zaczyna się w XVIII wieku. Jeden z Baudouinów przybył za Augusta II i otrzymał rangę pułkownika artylerii. Bratem tego pułkownika był sławny ksiądz Boduen, założyciel szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ojciec Jana był oficerem wojsk polskich, a po upadku powstania listopadowego geometrą. Tradycja rodu sięgała bardzo daleko: jeden z jego protoplastów był w XI wieku królem Jerozolimy. Tej tradycji Jan Baudouin de Courtenay nie podkreślał, ale się też jej nie wypierał – pokazywał mi kiedyś jakąś książkę francuską zawierającą informacje historyczne o jego przodkach. W jednym z pokojów jego mieszkania przy ul. Smolnej 28 wisiał na ścianie dyplom honorowy wystawiony na imię Gaspard Baudouin de Courtenay z podpisem Napoleona (literą N) i słowami: „A ses compagnons de gloire sa dernière pensée!”. Napoleońska tradycja musiała w dzieciństwie musnąć świadomość Jana: z czasów, gdy miał on około dziewięciu lat, dochowały się jego kolorowe rysunki przedstawiające żołnierzy napoleońskich różnych formacji, zwłaszcza konnych (pokazywała mi je córka Baudouina de Courtenay, p. Ewelina Małachowska).

Jan Baudouin de Courtenay urodził się w Radzyminie dnia 13 marca 1845 roku, szkołę średnią ukończył w roku 1862, po czym wstąpił do Szkoły Głównej i w roku 1866 uzyskał stopień magistra nauk historyczno-filologicznych. Interesujące wspomnienia o Szkole Głównej ogłosił Baudouin w broszurze pt. Rok 1863 a Szkoła Główna Warszawska (Moskwa 1916). Stwierdzał w tej broszurze, że znaczną większość młodzieży studiującej w Szkole Głównej stanowili zwolennicy Wielopolskiego. Sam autor nie był zwolennikiem powstania jako przeciwnik przelewu krwi, o czym wspominał między innymi w przemówieniu wygłoszonym w Warszawie w roku 1921 w czasie uroczystości zorganizowanej przez Towarzystwo Naukowe Warszawskie z racji pięćdziesięciolecia pracy naukowej Baudouina. Po otrzymaniu dyplomu magistra dwa lata spędził Baudouin w Europie Zachodniej, w Pradze, Jenie i Berlinie jako stypendysta rosyjskiego ministerstwa oświaty. Pracował wówczas głównie nad sanskrytem. W roku 1870 uzyskał w Lipsku stopień doktora filozofii na podstawie swej słynnej rozprawy O języku staropolskim sprzed wieku XIV (O driewniepolskom jazykie do XIV stoletija). Znamienny dla epoki historycznej splot faktów: autor Polak, przedmiot pracy – język staropolski, sama praca pisana w języku rosyjskim, a wydana w Niemczech w Lipsku. W tej pierwszej większej pracy Baudouina ukazał się od razu lwi pazur autora: obok drobiazgowej, pedantycznej dokładności i ścisłości książkę cechuje dążność do formułowania tez ogólnych, do hierarchizowania zagadnień i do niepoprzestawania na bezmyślnym przyczynkarstwie, którego Baudouin w całej swej późniejszej działalności naukowej nigdy nie uprawiał (nie znaczy to, że opracowywanie przyczynków nie jest w nauce pożądane: jest ono konieczne, i tylko przyczynkarstwo bezmyślne, „krochoborstwo”, jak mówią Rosjanie, walka z okruszynami, drobnowidztwo, to znaczy widzenie samych szczegółów bez tła i perspektyw, nie posuwa nauki naprzód).

W roku 1875 zostaje Baudouin profesorem Uniwersytetu Kazańskiego, w roku 1883 przenosi się do Dorpatu, w dziesięć lat później otrzymuje zaproszenie na katedrę w Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Tu staje się jednym z głównych inicjatorów opracowania słownika staropolskiego. Ale do ówczesnej atmosfery tamtejszej namiętny, bojowy, bezkompromisowy Baudouin de Courtenay bardzo nie pasował. Oburzony na tzw. fałszywą fasję mieszkaniową, to znaczy na składanie przez lokatorów fałszywych zeznań co do wysokości czynszów mieszkaniowych (na czym zarabiał właściciel domu), Baudouin ogłosił w jednym z lewicowych pism krakowskich gwałtowny artykuł, który zakończył słowami, że wszyscy mieszkańcy miasta, witając się lub żegnając mogą sobie mówić: ja jestem złodziej, pan jesteś złodziej i możemy sobie tego nawzajem pogratulować. Artykuł wywołał burzę. Stanisław Głąbiński, późniejszy filar stronnictwa Narodowej Demokracji, w przemówieniu publicznym nazwał autora artykułu wariatem, co mu Baudouin do końca życia pamiętał. Gdy po siedmiu latach od chwili zaangażowania Baudouina do Uniwersytetu Jagiellońskiego wygasł kontrakt, nie został on już przez wiedeńskie ministerstwo oświaty odnowiony mimo pozytywnego wniosku Uniwersytetu. Baudouin musiał opuścić Kraków. W archiwum Maticy Slovenskej w Turczańskim Sv. Martinie znajduje się karta pisana przez Baudouina do Skultetego w związku z wyjazdem z Krakowa; pisze on w niej – co trochę dziwi – że dla niego samego jest to może nawet lepiej, ale Uniwersytet Jagielloński pozostaje bez slawisty. Z Krakowa udał się Baudouin do Petersburga, gdzie wykładał na uniwersytecie do roku 1918, z trzymiesięczną przerwą w roku 1915, gdy znalazł się w carskim więzieniu (w tzw. Krestach) za ogłoszoną przez siebie w języku rosyjskim broszurę pt. Nacijonalnyj i tierritorialnyj priznak w awtonomii. Broszura nie była właściwie rewolucyjna, ale dotyczyła tematów zakazanych w Rosji carskiej.

W roku 1918 Baudouin przyjeżdża do Warszawy, by tu objąć na Uniwersytecie katedrę językoznawstwa porównawczego. W swym wykładzie inauguracyjnym mówi m.in. o tym, że Polska odradza się jako państwo nie po to, „żeby się stać jedną z hien imperialistycznych”, wywołując tym powiedzeniem gwizdy jednej, oklaski drugiej części słuchaczów. Na katedrze warszawskiej pozostaje Baudouin do końca życia, nieustannie czynny mimo już sędziwego wieku, na wykładach i ćwiczeniach uniwersyteckich urzekający bezpośredniością i żywością myśli, w wystąpieniach publicznych (do których czasem pchały go temperament i zadzierżystość, nawet ze szkodą dla jego pracy naukowej, a bez pożytku dla spraw innych, bo Baudouin nie był politycznym działaczem – realizatorem) bojowy, unoszący się, gwałtowny, w stosunkach natomiast osobistych z ludźmi ujmująco delikatny, dobry, wyrozumiały, życzliwy.

O tych cechach Baudouina świadczy następujący, bardzo dla niego charakterystyczny epizod. W roku 1925, czy też 1926, na jednym z zebrań Koła Warszawskiego Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, którego Baudouin był przewodniczącym, wygłosił referat Józef Birkenmajer, tłumacz, poeta, erudyta, autor m.in. rozprawy o pieśni Bogurodzica (poległy w obronie Warszawy w Cytadeli we wrześniu 1939 roku). Odczyt odbywał się w gmachu głównym (Pałacu Kazimierzowskim) Uniwersytetu, w ówczesnym audytorium III – im. rektora Józefa Brudzińskiego. Prelegent mówił na temat: „Żeromski jako lingwista”. Miał, niestety, bardzo niewyraźną dykcję i źle go było słychać. Baudouin siedział w pierwszym rzędzie i z początku usiłował słuchać, pochylając się i przykładając dłoń do ucha, potem machnął ręką i siedział nieruchomo, z trochę ostentacyjną rezygnacją. Gdy Birkenmajer skończył, Baudouin jako przewodniczący zajął miejsce na katedrze i zwracając się do obecnych, powiedział: „Otwieram dyskusję, ale jaka tu może być dyskusja! Ja siedziałem w pierwszym rzędzie i nic nie słyszałem, a cóż dopiero inni, siedzący dalej! To, co zrobił pan Birkenmajer, jest antyspołeczne. Myśmy tu przyszli po to, żeby się czegoś dowiedzieć o Żeromskim jako lingwiście, tymczasem zmarnowaliśmy czas, bo prelegent tak mówił, że nic nie było słychać”. Słowa te wypowiedziane były ostrym, podniesionym głosem. Zrobiło mi się trochę nieprzyjemnie z powodu prelegenta, więc chociaż słyszałem niewiele, poprosiłem o głos i powiedziałem parę słów dla pokazania, że jednak coś do słuchaczy dotarło. Z tych samych prawdopodobnie pobudek zabrało głos jeszcze parę osób. Po ostatnim głosie w dyskusji Baudouin oświadczył: „Dyskusja jednak się odbyła. Widzę, że się myliłem. Mnie poniosła namiętość, a w moich latach – tu mówiący wzniósł oczy do nieba – już nie trzeba być namiętnym. Ja przepraszam profesora Birkenmajera za to, co powiedziałem” – tu trochę pochylając głowę zwrócił się do Birkenmajera, który szybko wstał i podszedł do Baudouina, żeby mu uścisnąć rękę. Na sali rozległy się oklaski. Wśród tych, którzy Baudouina znali osobiście, nie było chyba takich, którzy by nie mieli dla niego żywego uczucia przywiązania.

W dziedzinie ścisłej nauki Baudouin de Courtenay pozostawił po sobie głęboki i trwały ślad. Był – obok Schuchardta – zdecydowanym przeciwnikiem doktryny tzw. młodogramatyków, która stanowiła niemal urzędowe wyznanie wiary znacznego odłamu językoznawstwa końca XIX wieku, a której refleksy, do dziś nieprzezwyciężone, jeszcze tu i ówdzie w nauce pokutują. Baudouin nie uznawał „bez wyjątkowych, działających ze ślepą koniecznością” praw głosowych, twierdząc, że prawa głosowe mogą być najwyżej „substytutami kryjących się za nimi praw psychicznych”. Interesował go zawsze żywy człowiek, którego natury nie można szufladkować. Całe językoznawstwo traktował jako swoistą odmianę wiedzy o człowieku, jako w pewnym znaczeniu część ogólnej antropologii. Ostro powstawał przeciwko metaforycznym porównywaniom języka do organizmu i ironicznie się odzywał o wszelkich teoriach zbiorowych dusz i zbiorowych świadomości, jako też o naukach mających za przedmiot te fikcyjne pojęcia (na tej podstawie krytykował założenia i sam tytuł dzieła Wundta – Völkerpsychologie). W poglądzie na język jednostkowy jako na jedyny język konkretny i rzeczywisty tkwiły, obiektywnie mówiąc, zalążki pewnych nieporozumień.

W dziedzinie tzw. psychofonetyki (jest to termin nieco niefortunny) wypowiedział Baudouin szereg myśli, które dziś dopiero – w nie zawsze udatnej redakcji – zostają wyzyskiwane i szerzone.

W kwestii pochodzenia języka Baudouin de Courtenay skłonny był przypuszczać raczej poligenezę, czyli wielość początków, niż monogenezę – jedność początku – i sądził, że również rodzaj ludzki mógł mieć kilka początków, to znaczy, że w różnych miejscach kuli ziemskiej i w różnych epokach mogły, niezależnie od siebie, powstawać ugrupowania istot społecznych i obdarzonych mową.

W ewolucji języków rolę bardzo ważną gra według Baudouina fakt, że dzieci przejmując język otoczenia, z konieczności odchylają się w pewnym stopniu od przejmowanych wzorów. Innym ważnym czynnikiem zmian językowych jest dążność do wygody, do najmniejszego wysiłku.

Wszystkie języki narodowe i plemienne powstały przez mieszanie się, a w podobny sposób tworzą się również „języki jednostek” (z tego punktu wynikają ważne konsekwencje teoretyczne). Niektóre cechy dają się wyjaśnić jako wynik historycznego pomieszania samych plemion, czyli zmianami podłoża etnicznego.

W językach indoeuropejskich daje się zauważyć stopniowe przesuwanie się artykulacji od głębi jamy ustnej ku jej przodowi. Baudouin de Courtenay widział w tym objaw „człowieczenia” mowy. Jako przykład nawrotu do stanu barbarzyństwa przytaczał chrapliwą gardłowość głosu pruskiego lejtnanta w momencie, gdy wyrzuca z siebie słowa komendy wojskowej.

Możność wykrycia ogólnych praw życia i rozwoju języka widział Baudouin w prowadzeniu ścisłych badań opartych na indukcji.

W tych ogólnikowych, referujących sformułowaniach myśli Baudouina bledną, bo są wyrywane z podłoża faktów, do których wyjaśnienia służą i poza których sferą nie mają racji bytu. Każdą myśl ogólną Baudouin wcielał w badanie konkretnych szczegółów życia języka. Nie pracował nigdy bez jasno sformułowanych pytań, zawsze zdawał sobie z tego sprawę, nad czym pracuje i po co. Jego „myślenie naukowe” było zaprzeczeniem wszelkiej celebracji, było trzeźwym, ostrym, wnikliwym i bystrym, powszednim myśleniem o rzeczach. W polemice z kimś, kto się powoływał na „naukę” (zasłanianie się tym wyrazem najczęściej charakteryzuje niemoc umysłu), Baudouin odpowiedział, że „takiej pani nie zna” i nie wie, gdzie jej szukać. Ten brak koturnów, ta bezpośredniość i żywość myśli stanowiły nieodparty urok naukowego obcowania z Baudouinem de Courtenay.

Stosunek do zagadnień społecznych, narodowych i politycznych opierał Baudouin na poczuciu sprawiedliwości i logicznym myśleniu, uważając „miłość bliźniego” za obłudny frazes. Państwo traktował jako organizację mającą zaspokajać i regulować czysto ziemskie, materialne potrzeby wszystkich obywateli, bez żadnej różnicy narodowości, rasy, wyznania i poglądów politycznych. Dlatego też był zwolennikiem zupełnego oddzielenia Kościoła od państwa, w myśl zasady ne misceantur sacra profanis (sacra oczywiście nie z jego punktu widzenia) oraz z tego powodu, żeby nie zmuszać ludzi do płacenia podatków za rzeczy, których potrzeby nie uznają. W sprawach wszelkich przekonań osobistych żądał dla wszystkich najzupełniejszej tolerancji, dokładając wysiłków, aby wolnomyśliciele, do których należał, nie grzeszyli również przeciw tym zasadom.

W imię poczucia sprawiedliwości występował zawsze i wszędzie w obronie uciśnionych, zastrzegając się często, że nie czyni tego przez subiektywną sympatię do bronionych, lecz z pobudek ogólnoludzkich. W czasie wyborów prezydenckich w roku 1922 przez mniejszości narodowe wysunięta została manifestacyjnie kandydatura Baudouina na prezydenta państwa (jak mówił, bez jego wiedzy). Padło na nią 105 głosów. Raz jeden wystąpił Baudouin jako obrońca katolicyzmu, domagając się od carskich urzędów uwzględnienia w paszporcie pewnej kobiety z ludu, Polki, że jest katoliczką, a nie prawosławną, chociaż sam, mając kiedyś podać do urzędowej rubryki, jakiego jest wyznania, podał „swego własnego”.

Był zasadniczym przeciwnikiem wszelkiego przelewu krwi i wszelkiej wojny, w której widział tylko fizyczną śmierć istot ludzkich, ruinę krajów biorących w niej udział, nieszczęścia osieroconych rodzin. Obchodził go los każdego człowieka, współczuł maluczkim, bolała go krzywda ludzka. Należał do tych uczonych, którzy w nauce i w życiu usiłują stosować te same kryteria prawdy i którzy dzięki temu właśnie godni są miana prawdziwych uczonych, a nie tylko dobrych fachowców. Im więcej mija lat od chwili śmierci Jana Baudouina de Courtenay (zmarł w Warszawie 3 listopada 1929 roku), tym wyrazistsza staje się w perspektywie historycznej jego sylwetka. Była to bardzo charakterystyczna postać indywidualisty i liberała z epoki końca XIX wieku – avec le sourire, parfois le rictus de Voltaire, te słowa nekrologu, poświęconego w którymś z pism francuskich Clemenceau (zmarłemu w tym samym 1929 roku), przypomniały mi Baudouina de Courtenay.

HENRYK UŁASZYN

 

Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka**

Zmarły dnia 3 listopada 1929 roku w sędziwym wieku, bo w 85. roku życia, a mimo to do ostatniej chwili czynny – Jan Baudouin de Courtenay był jednym z najwybitniejszych językoznawców w ogóle, a najznakomitszym, jakiego wydał naród polski z łona swego przez długie wieki istnienia...

Jan Baudouin de Courtenay to nie był typ „ciasnego” fachowca, chociażby genialnego· To był typ prawdziwego uczonego-myśliciela, językoznawcy-filozofa. To był właśnie, niestety dość rzadki, typ uczonego, który nigdy nie zapominał, że nauka jest jedna; że działy nauki – poszczególne dyscypliny naukowe – to są rezultaty warunków natury zewnętrznej, natury przede wszystkim praktycznej; że zatem, jeśli wydzielamy części z całości, to nie po to, aby zapominać o częściach innych i o samej całości. [...]

Język był dla Baudouina de Courtenay – jak się sam wyrażał – „uniwersalnym refleksem ducha na podrażnienia, czyli podniety świata”. Zjawiska językowe były więc dlań odbiciem się w duszy ludzkiej zjawisk świata zewnętrznego. Czyli że, badając zjawiska językowe, najdalszych ich źródeł dopatrywał się w głębiach dusz indywidualnych oraz w interpsychicznych pokładach świata zjawisk socjalnych. Toteż nigdy nie schodził ze stanowiska obserwatora badanych faktów językowych w oderwaniu od indywiduum i środowiska socjalnego; nigdy nie zapominał, że język jest tworem psychosocjalnym, że nie można go badać w oderwaniu od człowieka, stwarzając sobie fikcję organizmu języka – w rozumieniu tych słów przyrodniczym, a nie przenośnym.

To spojrzenie głębokie w istotę zjawisk językowych wyrywało go z więzów ciasnego fachowca – czyniło zeń nie tylko uczonego na wielką skalę, lecz także czyniło zeń mędrca – wolnomyśliciela w najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu. [...]

Po czteroletnich studiach w Szkole Głównej, w roku 1866 ukończył wydział filologiczno-historyczny (oddział słowiański) ze stopniem magistra nauk historyczno-filologicznych. Jako jeden z najzdolniejszych wysłany został w charakterze stypendysty okręgu naukowego warszawskiego za granicę celem przygotowania się do objęcia katedry językoznawstwa w mającym powstać w Warszawie w miejsce Szkoły Głównej uniwersytecie rosyjskim.

Niewiele wyniósł on pod względem naukowym ze Szkoły Głównej – niewiele się też, ogólnie wyrażając, nauczył za granicą. [...] Wynika to zarówno z zestawienia prac jego najwcześniejszych z pracami ówczesnych profesorów w kraju i za granicą – jak też i z uważania siebie za autodydakta.

Na studia za granicę – do Pragi, Jeny, Berlina – wyjechał w roku 1867. W tym czasie właśnie postanowiono wszakże nie powoływać Polaków na profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, toteż kiedy po rocznym pobycie za granicą powrócił do kraju, oświadczono mu, że nie może liczyć na stanowisko w Uniwersytecie Warszawskim i że, jako stypendysta, winien się skierować do innych uniwersytetów rosyjskich. Przeniósł się więc do Uniwersytetu Petersburskiego, gdzie w dalszym ciągu, w charakterze stypendysty, przebył dwa lata. Tu podsunął mu profesor Srezniewski temat zbadania najstarszych epok języka polskiego.

W roku 1870 na parę miesięcy wyjechał do Lipska. Otrzymał tu w owym roku doktorat filozofii przede wszystkim na podstawie rozprawy pt. Einige Fälle der Wirkung der Analogie in der polnischen Declination, drukowanej w roku 1868, pracy stojącej u kolebki nowego kierunku w językoznawstwie. W Lipsku też drukował po rosyjsku znakomitą swą rozprawę, epokową w dziejach badań nad językiem polskim pt. O древнепольскомъ языкѣ до XIV-го столѣтія. Była to praca, na podstawie której w tymże roku, po jej obronie na Uniwersytecie Petersburskim, uzyskał stopień magistra językoznawstwa porównawczego. Tu też i w tymże roku mianowany został docentem prywatnym gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich.

W roku następnym, 1871, wydział historyczno-filologiczny Uniwersytetu Kijowskiego wybrał go docentem gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich – wszakże rada uniwersytetu na wybór ów się nie zgodziła, uzasadniając decyzję swą tym, że Baudouin de Courtenay „jako Polak, byłby w Kijowie niebezpiecznym”.

W roku 1874 Uniwersytet Jagielloński zapraszał Baudouina de Courtenay na profesora zwyczajnego filologii słowiańskiej – wszakże Baudouin de Courtenay propozycji tej przyjąć nie mógł z powodu wiążącego go względem rządu rosyjskiego zobowiązania; był bowiem przez czas dłuższy stypendystą tego rządu. Zmuszony więc był okolicznościami życia do pozostania w Rosji.

W tymże roku (1874) Uniwersytet Kazański powołał go na docenta gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich. Pozostał wszakże na razie w Petersburgu, gdzie po obronie dysertacji pt. Опытъ фонетики резьянскихъ говоровъ otrzymał stopień doktora językoznawstwa porównawczego. W tymże roku rozpoczął wykłady w Kazaniu, najpierw w charakterze docenta, ale już w końcu tegoż roku mianowany został profesorem nadzwyczajnym, a w następnym (1876) – zwyczajnym. Tu tworzy on tzw. szkołę kazańską, czyli Baudouinowską, w dziedzinie badań językowych.

W roku 1883 serbskie ministerstwo oświaty proponuje mu katedrę w Belgradzie. Nic wszakże z tego nie wyszło. Natomiast w tymże roku przechodzi Baudouin de Courtenay do Uniwersytetu Dorpackiego na nowo utworzoną katedrę gramatyki porównawczej języków słowiańskich. W dwa lata potem (1885) nie przyjmuje propozycji przejścia na katedrę porównawczą gramatyki i sanskrytu do Uniwersytetu Charkowskiego. Pozostaje w Dorpacie do roku 1893, tj. do wysłużenia przepisanych lat 25, otrzymuje emeryturę i przenosi się do Krakowa, o czym już dawniej marzył.

Tu przez sześć lat, od 1894 do 1899 roku, wykłada językoznawstwo porównawcze i sanskryt w charakterze – jako obcopoddany – tytularnego profesora kontraktowego. [...] Latem 1900 roku przeniósł się do Petersburga, gdzie najpierw w charakterze docenta wykładał językoznawstwo ogólne oraz gramatykę porównawczą języków słowiańskich, od roku zaś następnego w charakterze profesora zwyczajnego – językoznawstwo porównawcze i sanskryt.

W tym charakterze pozostawał w Petersburgu aż do roku 1918, w którym powołany został przez rząd polski do polskiego już uniwersytetu w Warszawie w charakterze profesora honorowego. Na tym posterunku wytrwał już aż do śmierci.

Z przebiegu działalności pedagogicznej Baudouina de Courtenay widzieliśmy, iż był on indoeuropeistą, czyli profesorem tzw. gramatyki porównawczej języków indoeuropejskich i sanskrytu, co należy rozumieć, bo przecież sanskryt należy do języków indoeuropejskich, „ze szczególnym uwzględnieniem sanskrytu”. Działał też, aczkolwiek rzadziej, jako profesor gramatyki porównawczej języków słowiańskich.

Jeżeli jednak chodzi o jego osobiste badania, to badał on cały szereg, a nawet szeregi rodzin językowych niepozostających w żadnym związku z rodziną językową indoeuropejską, tak np. badał języki ugrofińskie, ałtajskie i inne. Badał również języki sztuczne w rodzaju volapuku, esperanto, ido itp.

Jeśli zaś znów chodzi o prace, które ogłosił drukiem, to stwierdzić należy, że najwięcej prac poświęcił językowi polskiemu; następnie innym językom słowiańskim – słoweńskiemu przede wszystkim; wreszcie najmniej innym językom indoeuropejskim.

A poza tym poświęcił cały szereg prac dziedzinie językoznawstwa ogólnego i fonetyki opisowej – już to opierając się przede wszystkim na materiale językowym słowiańskim, już to na wszelakim innym materiale językowym, zdobywanym przy każdej sposobności. [...]

Aby móc wyznaczyć mu właściwe miejsce w dziejach naszej nauki, tj. językoznawstwa, należy sobie uprzytomnić ten moment w dziejach tej nauki, kiedy Baudouin de Courtenay wystąpił z pierwszymi swymi pracami. W epoce studiów jego w Szkole Głównej Warszawskiej w nauce, w językoznawstwie, panowały poglądy Augusta Schleichera. Kiedy Baudouin de Courtenay wyjechał na studia za granicę jako 22-letni młodzieniec, to głównym centrum jego studiów miała być Jena – tam, gdzie wykładał Schleicher. Ale nawet osobiste zetknięcie się Baudouina de Courtenay ze Schleicherem nie wywarło nań żadnego wpływu. Silna indywidualność umysłowa, brak inklinacji ku dogmatom, zacietrzewianiu się – uchroniły go od wpływu szkodliwego: z całym krytycyzmem odniósł się do wszystkich profesorów, z jakimi się spotkał w Pradze i Jenie przede wszystkim. Uratował swą indywidualność, a poglądami swymi wyprzedził naukę o lat kilkadziesiąt. [...]

Niewątpliwie wielu jest badaczy, których czynność naukowa nie spajała się z ich działalnością na innych polach życia.

Inaczej było z Baudouinem de Courtenay. Nie sposób więc oderwać tych jego prac językoznawczych od prac – broszur i bardzo licznych artykułów – niejęzykoznawczych, a dotyczących tematów społecznych, narodowych, światopoglądowych, religijnych. [...] Baudouin de Courtenay należał do tych uczonych, którzy, wysoko dzierżąc sztandar nauki, nie odrywali nauki od życia. To, co życie niosło, to, co było bezpośrednio dane – było dlań przede wszystkim niewysychającym źródłem wiecznie żywych jego myśli. Od współczesności i bezpośredniości zwracał się dopiero ku przeszłości, do skamienielizn życia, które minęło, do form spetryfikowanych, potrzebujących właśnie wytłumaczenia, tj. ożywienia.

Jako głęboki badacz faktów i zjawisk otaczającego świata – jako badacz samego siebie, jako subiektu poznającego – nie znał nic bardziej wysokiego nad prawdę. [...] Toteż słusznie i pięknie pisał o tej cesze charakteru Baudouinowego wybitny uczony o głębszym filozoficznym wykształceniu, prof. Zygmunt Łempicki, dotykając liberalnych poglądów Baudouina de Courtenay: „Bo nie te poglądy, jako takie, które zresztą dzielili z nim różni ludzie, stanowiły o właściwości tej niezwykłej postaci, ale chęć walki w obronie tych zasad i prawd, które uznawał za najwyższe ideały ludzkości. W piersi tego człowieka mieszkały jakby dwie dusze, jedna to spokojnego uczonego, która stawiała śmiało czoło najtrudniejszym zagadnieniom językoznawstwa, druga, to bojownika i mędrca, który występował do walki w obronie każdej sprawy, jaką uznał za sprawiedliwą”. [...]

Konfiskowano artykuły jego niezliczone razy; narażał się na niezliczone szykany i ciosy: na zakazy odczytów, na obrzucanie jajami.; usuwano go z uniwersytetu; osadzano w więzieniu za upominanie się autonomii dla Królestwa Polskiego.

Ale trwał niezachwianie na stanowisku – usque ad finem...

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Portrety uczonych polskich, red. A. Biernacki, Kraków 1974, s. 35–39.

**Tekst opublikowany pierwotnie jako: Jan Baudouin de Courtenay. Charakterystyka ogólna uczonego i człowieka (1845–1929), Poznań 1934· Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.

 

Stanisław Ludwik Filip Bądzyński

Urodzony 30 IV 1862 w Czekanowie k. Siedlec. Studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Cesarskiego UW (1881–1883), później na uniwersytecie we Lwowie; doktorat w Bernie (1887). Studia medyczne w Zurychu, Lipsku, Bazylei, ukończone w Heidelbergu (1895). Profesor uniwersytetu we Lwowie (od 1899), następnie UW (od 1919).

Lekarz biochemik, badał procesy chemiczne zachodzące w organizmach żywych; prace z zakresu biochemii tłuszczów i białek oraz syntezy środków leczniczych.
Członek Ligi Narodowej (od 1907). Podczas walk o Lwów w 1918 roku naczelnik Wydziału Zdrowia Komitetu Bezpieczeństwa i Ochrony Dobra Publicznego.
Członek AU (1909), PAU (1918); jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Chemicznego (1919); członek TNW (1920); współorganizator Akademii Nauk Lekarskich w Warszawie (1920).
Zmarł 9 II 1929 w Warszawie.

O składzie chemicznym wódek sprzedawanych w Galicyi: na podstawie rozbioru prób nadesłanych z 48 powiatów / memoryał przedłożony C.K. Krajowej Radzie Zdrowia, Lwów 1902; O kwasach oksyproteinowych i ich roli w przemianie białka w ustroju, „Kosmos” 1910, nr 5/6, s. 680–694; Wymiana materyi i energii u zwierząt, Kraków 1914.

Bądzyński S. [w:] PSB, t. I, Kraków 1935, s. 379–381; Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 63.

HALINA LICHOCKA

STANISŁAW LUDWIK FILIP BĄDZYŃSKI

1862–1929

 

Pochodził ze starej szlacheckiej rodziny, z dawna osiadłej na Podlasiu. Jego rodzicami byli Franciszka z Kowalskich i Władysław Bądzyńscy. Ojciec gospodarował w majątku Czekanów, parafia Skrzeszew w powiecie sokołowskim. Tam 30 kwietnia 1862 roku urodził się Stanisław Ludwik Filip. W domu spędził wczesne dzieciństwo i otrzymał początki edukacji. Ze srebrnym medalem ukończył następnie rządowe (rosyjskie) gimnazjum w Siedlcach, po czym rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Tu po raz pierwszy zetknął się z prawdziwym uciskiem rusyfikacyjnym, o wiele dotkliwszym aniżeli w siedleckim gimnazjum. Tu także po raz pierwszy rozpoczął działalność konspiracyjną. Pozostawał pod silnym wpływem Romana Dmowskiego – kolegi z tego samego Wydziału, młodszego, lecz już doświadczonego w nielegalnej pracy niepodległościowej.

Tego doświadczenia i wynikających stąd koniecznych umiejętności zabrakło jednak przybyłemu z sielskiego Podlasia konspiratorowi świeżej daty, toteż studentem Uniwersytetu w Warszawie był bardzo krótko, niespełna dwa lata – od października 1881 roku do kwietnia 1883. Został relegowany z uczelni i wezwany do poboru wojskowego. Na szczęście pobór odbywał się drogą losowania, które fortunnym trafem wypadło dla niego pomyślnie. Temu tylko zawdzięczał, że nie został wcielony do rosyjskiej armii.

Aby kontynuować naukę, jeszcze tego samego roku wyjechał do Lwowa, stołecznego miasta Galicji stanowiącej autonomiczną prowincję w austrowęgierskim cesarstwie Habsburgów. Lwowski Uniwersytet był uczelnią polską. Bądzyński zapisał się na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy, gdzie pragnął rozwijać swoje zainteresowania chemiczne. Było to z jego strony bardzo dobre posunięcie, ponieważ w tym czasie chemia uniwersytecka we Lwowie przeżywała okres rozkwitu. Zwłaszcza znana była w kraju i poza jego granicami lwowska szkoła chemii organicznej, stworzona przez profesora Bronisława Radziszewskiego. Wyszło z tej szkoły1 wielu wybitnych organików. Niektórzy z nich zapisali się w historii nauki jako odkrywcy reakcji chemicznych, funkcjonujących następnie w literaturze pod ich nazwiskami2. Reakcje chemiczne, wyróżnione nazwiskiem swego odkrywcy, mają zazwyczaj wagę fundamentalną. Określa się je jako reakcje imienne. Sam Radziszewski również miał w dorobku swoją reakcję imienną (syntezą Radziszewskiego nazywano przekształcanie nitryli w amidy kwasów karboksylowych, przebiegające pod wpływem wody utlenionej w środowisku alkalicznym).

Nic zatem dziwnego, że to właśnie we Lwowie chemia organiczna zafascynowała młodego Stanisława Bądzyńskiego. Tej młodzieńczej fascynacji pozostał wierny już na zawsze. Na Uniwersytecie Lwowskim studiował przez kolejne dwa lata poświęcając wiele uwagi chemii związków aromatycznych, w czym przede wszystkim specjalizowała się pracownia profesora Radziszewskiego.

W czasie tych studiów szczególnie zainteresowały Bądzyńskiego procesy chemiczne zachodzące w organizmach ludzi i zwierząt w warunkach zdrowia i choroby. Było to jedno z najbardziej aktualnych zagadnień ówczesnej nauki. Duże osiągnięcia miał już na tym polu Marceli Nencki, z którym łączyła Radziszewskiego wieloletnia współpraca. Nencki – chemik, lekarz i fizjolog – był wtedy profesorem chemii fizjologicznej na Uniwersytecie w Bernie. W jego szwajcarskim laboratorium odbywali staże badawcze przyrodnicy z wielu krajów Europy, w tym także liczni uczniowie Radziszewskiego.

Do Berna udał się także Stanisław Bądzyński, aby za radą i wstawiennictwem swojego lwowskiego mistrza wykonać pracę doktorską w cieszącej się zasłużonym uznaniem katedrze uniwersyteckiej Nenckiego. Swoje studia w Bernie rozpoczął w październiku 1885 roku. Nencki zajmował się wówczas strukturą białek oraz aminokwasami i estrami fenylowymi, co rok później zaowocowało uzyskaniem salolu – pierwszego syntetycznego leku o działaniu antyseptycznym. Dla Bądzyńskiego były to zagadnienia nowe i zbyt skomplikowane, aby mogły stanowić przedmiot jego własnych badań. Dlatego też, wybierając temat rozprawy doktorskiej, powrócił do lepiej mu znanych związków aromatycznych. Stopień doktora filozofii w zakresie chemii otrzymał w listopadzie 1887 roku.

Po doktoracie pozostał w Bernie. Najpierw otrzymał posadę asystenta w kantonalnym Zakładzie Badania Środków Żywności, gdzie zajmował się składem chemicznym masła i mleka. Badał jakość masła oferowanego przez handel oraz opracował nową metodę oznaczania zawartości tłuszczu w mleku. Po dwóch latach zmienił pracę. Został zatrudniony jako chemik w miejscowym szpitalu.

Kontakt z medycyną szpitalną ukazał mu ogromną rolę i przydatność chemii w diagnostyce. Był to ten obszar wiedzy, któremu od dawna pragnął się poświęcić. Zaczął odczuwać brak wykształcenia lekarskiego. Postanowił ten brak uzupełnić. W roku 1892 przeniósł się więc do Zurychu i na tamtejszym uniwersytecie podjął pracę asystenta profesora Hermanna Eichhorsta w klinice chorób wewnętrznych oraz zapisał się na ćwiczenia anatomiczne.

Późniejszy biograf, uczeń i współpracownik Stanisława Bądzyńskiego, Stefan Dąbrowski, tak charakteryzował ten okres: „W Zurychu warunki pracy w klinice Eichhorsta były ciężkie. Młody badacz polski dostał do wyłącznego rozporządzenia pokój z szafką wyciągową i stołem roboczym ze zwykłym urządzeniem. Na wagę analityczną nie było już miejsca. Trzeba było ją umieścić w kancelarii profesora. Do obowiązków owego asystenta-chemika w klinice wewnętrznej należało wykonywanie rozbiorów chemicznych dla wszystkich klinik uniwersyteckich”3.

Oczywiście o studiowaniu w tej sytuacji nie mogło być mowy. Zbyt obciążony pracą opuścił Bądzyński już po kilku miesiącach Zurych i wyjechał do Lipska w nadziei, że tam łatwiej uda mu się pogodzić studia z koniecznością pracy na własne utrzymanie. Zajęcia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu w Lipsku rozpoczął latem 1892 roku, pełniąc jednocześnie obowiązki asystenta-chemika w kierowanej przez prof. Carla Ludwiga katedrze fizjologii. Bardzo szybko okazało się jednak, że zmiana, której dokonał, wcale nie była zmianą na lepsze. Tu także praca w laboratorium pochłaniała mu tyle czasu, że żadną miarą nie starczało go już na naukę. W listopadzie tego samego roku porzucił więc Lipsk i udał się do Bazylei, aby tam spróbować szczęścia.

W Bazylei znalazł wreszcie warunki korzystniejsze. Otrzymał miejsce w uniwersyteckim Zakładzie Chemii Fizjologicznej, którego kierownikiem był profesor Gustav von Bunge. Bunge pochodził z Dorpatu, gdzie urodził się i wykształcił. Z racji miejsca urodzenia był w młodości, podobnie jak Bądzyński, poddanym rosyjskim, toteż przybysza z Polski traktował jak rodaka. Podobne były także jego zainteresowania – najpierw uzyskał doktorat z chemii na Uniwersytecie w Dorpacie, później doktorat medycyny w Lipsku, habilitację z fizjologii, wreszcie profesurę chemii fizjologicznej w Bazylei.

W Zakładzie Bungego zastał Stanisław Bądzyński atmosferę pełną życzliwości i sprzyjającą pracy naukowej. Z zapałem zajął się tematem dotyczącym właściwości białek, który wraz z nim realizował przybyły z Włoch Luigi Zoja – lekarz, asystent kliniki chorób wewnętrznych Uniwersytetu w Parmie. Ta współpraca stała się początkiem ich przyjaźni i zaowocowała wspólnymi publikacjami. Najważniejszym osiągnięciem tego dwuosobowego zespołu było odkrycie obecności fosforanu wapnia w kryształach białka (ovalbuminy).

Mimo wszystkich sprzyjających okoliczności Bądzyński nie mógł jednak dłużej pozostawać w Bazylei ze względu na ciągle niełatwą sytuację materialną. Nie porzucił wszakże myśli o ukończeniu studiów medycznych. Z pomocą znów przyszedł mu Bunge, polecając go jako utalentowanego młodego naukowca swemu ziomkowi – profesorowi von Schröderowi z uniwersytetu w Heidelbergu. Bądzyński został prywatnym asystentem Schrödera w Instytucie Farmakologii. Wykonywał zlecone przez profesora syntezy, w tym głównie lecznicze pochodne kwasu salicylowego, kontynuując jednocześnie i doprowadzając do szczęśliwego zakończenia tylekroć przerywane studia. Doktorem medycyny został w Heidelbergu w 1895 roku.

W kwietniu 1897 roku Stanisław Bądzyński przyjechał do Krakowa. Do przyjazdu nakłonił go Odo Bujwid, który miał niebawem otrzymać nominację profesora zwyczajnego higieny. Bujwid – pionier polskiej bakteriologii, wykształcony na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim i za granicą, przybysz z dawnego Królestwa Polskiego, czuł się wyobcowany w krakowskim środowisku naukowym. Dlatego też jako współpracowników najchętniej „grupował wokół siebie niemal wyłącznie królewiaków”4. Znał wysokie kwalifikacje Bądzyńskiego i dlatego pragnął, aby to on właśnie objął stanowisko kierownika nowo tworzonego Państwowego Zakładu Badania Środków Spożywczych w Krakowie.

Tymczasem Bądzyński jako cudzoziemiec nie mógł w Galicji pełnić państwowych funkcji kierowniczych. Musiał więc ubiegać się o przyznanie mu obywatelstwa austriackiego. Cała związana z tym procedura trwała kilka tygodni, w czasie których pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim w charakterze asystenta profesora Bujwida.

Gdy wszystkie przeszkody biurokratyczne zostały przezwyciężone, Bądzyński energicznie przystąpił do organizowania Zakładu. Nową placówkę urządził w wynajętym budynku i zatrudnił potrzebnych pracowników. Nie minął rok, a kierowany przez niego Zakład Badania Środków Spożywczych mógł już z powodzeniem realizować kontrolę galicyjskiego handlu artykułami żywnościowymi5.

W Krakowie Stanisław Bądzyński znalazł nie tylko zapewniającą byt materialny pracę, ale także żonę. Ożenił się z Zofią Lubomęską, córką Władysława Ruperta Lubomęskiego – biologa, dyrektora Wyższej Szkoły Rolniczej w Dublanach, a następnie profesora Studium Rolniczego na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym małżeństwie urodziło się później czworo dzieci – dwie córki i dwóch synów.

Krakowski okres w życiu Stanisława Bądzyńskiego stanowił jednak zaledwie krótki, dwuletni epizod, ponieważ w początkach roku 1899 nadeszła ze Lwowa interesująca propozycja. Dotyczyła objęcia kierownictwa Zakładu Higieny na Wydziale Lekarskim tamtejszego Uniwersytetu. Dla Bądzyńskiego była to propozycja wprost wymarzona. To, co robił w Krakowie, miało w jego odczuciu charakter działań bardziej rutynowych niż twórczych. Przypominało pracę, jaką wykonywał w Bernie zaraz po swoim doktoracie. Lwów natomiast otwierał przed nim możliwości pełnego wykorzystania zdobytej wiedzy chemicznej i medycznej oraz dawał upragnioną szansę realizacji badań na najciekawszy dla niego temat, czyli badań procesów chemicznych zachodzących w organizmach żywych.

Nietrudno się domyślić, że propozycję tę przyjął bez wahania. Zakończywszy wszystkie swoje krakowskie obowiązki, wyjechał do Lwowa. Nowe stanowisko objął 1 kwietnia tego samego roku i od razu przystąpił do organizowania i wyposażania laboratoriów w swojej nowej placówce. Pomagał mu w tym z wielkim zaangażowaniem jego asystent, absolwent studiów medycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, Kazimierz Panek, późniejszy znany bakteriolog, fizjolog i profesor higieny zwierząt. Już po roku lwowski Zakład Higieny pracował pełną parą prowadząc badania, głównie na użytek macierzystego Wydziału Lekarskiego i udostępniając pracownie dla potrzeb dydaktyki.

We Lwowie spędził Stanisław Bądzyński dwadzieścia następnych lat. Były to lata pod względem naukowym najbardziej owocne w jego życiu. Znalazł się znów w kręgu szkoły Radziszewskiego. Sam Radziszewski, który okres własnych największych osiągnięć badawczych miał już za sobą, pracował nadal na uniwersytecie, kształcąc nowe kadry chemików organików. Gdy w 1910 roku przechodził na emeryturę, redakcja „Kosmosu” wydała dedykowany mu, specjalny numer tego pisma6, zawierający prace jego uczniów i przyjaciół. Znalazł się w tym numerze również artykuł7 Stanisława Bądzyńskiego na temat fizjologicznej przemiany białek.

Bądzyński był już wtedy profesorem zwyczajnym higieny, kierownikiem Zakładu Chemii Lekarskiej oraz kierownikiem Katedry Chemii Fizjologicznej i jednocześnie prowadził wykłady chemii dla studentów medycyny. Tę naukową, organizacyjną i dydaktyczną aktywność przerwały działania I wojny światowej. Najpierw Lwów przez prawie rok pozostawał pod okupacją rosyjską, później odbili miasto Austriacy. Zmobilizowana młodzież studencka walczyła na frontach, a pomieszczenia uniwersyteckie zajmowane były czasowo przez szpital polowy. Asystenci i współpracownicy Bądzyńskiego wcieleni do służby sanitarnej stawiali czoła epidemiom wybuchającym w wojsku i wśród ludności cywilnej. Wielu z nich zginęło. W Zakładzie Chemii Lekarskiej przez całą niemal wojnę profesor sam, jak strażnik, trwał na stanowisku, chroniąc Zakład przed dewastacją.

Kiedy w listopadzie 1918 roku Polska proklamowała niepodległość, rozpoczęły się walki z Ukraińcami o Lwów. Bądzyński natychmiast włączył się w organizowanie obrony. Z ramienia Narodowej Demokracji, której był członkiem, wszedł w skład Komitetu Bezpieczeństwa i Ochrony Dobra Publicznego, ciała pełniącego rolę lokalnego rządu. W Komitecie Bezpieczeństwa otrzymał Bądzyński funkcję naczelnika Wydziału Zdrowia.

Z bronią w ręku natomiast walczył o Lwów najstarszy syn Stanisława Bądzyńskiego – kilkunastoletni Stefan, wówczas jeszcze uczeń gimnazjum. Dwa lata później Stefan brał udział w wojnie z najazdem bolszewickim. Zginął na Wołyniu w 1920 roku, odznaczony Krzyżem Walecznych oraz Virtuti Militari.

Stanisław Bądzyński był wtedy już od roku profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Kierował Katedrą i Zakładem Chemii Fizjologicznej na Wydziale Lekarskim. Powrócił do tych samych gmachów i pracowni, w których przed prawie czterdziestoma laty rozpoczynał swoją chemiczną edukację. Ale jakże inny był teraz Uniwersytet! Odzyskany, znowu polski – jak przed wiekiem.

Warunki pracy nie były tu łatwe. Obciążony nadmiernie obowiązkami organizacyjnymi i dydaktyką pracował ponad siły8. W dodatku ciężko przeżył utratę syna, co bardzo odbiło się na jego zdrowiu. Zajęciom na Uniwersytecie poświęcił się bez reszty. Wykształcił wielu uzdolnionych chemików organików i fizjologów. Większość z nich stanowiła później kadrę naukową różnych wyższych uczelni. Był w tym względzie do pewnego stopnia kontynuatorem lwowskiej szkoły Bronisława Radziszewskiego. Tę ciągłość problematyki badawczej i dydaktyki podkreśliło w swoisty sposób Polskie Towarzystwo Przyrodników im. Kopernika, dedykując Bądzyńskiemu, podobnie jak niegdyś Radziszewskiemu, specjalny numer swego czasopisma. Ów specjalny numer „Kosmosu”, zawierający artykuły naukowe współpracowników i uczniów Bądzyńskiego, ukazał się w 1924 roku, wydany z okazji dwudziestopięciolecia pracy uniwersyteckiej i trzydziestosiedmiolecia działalności naukowej. Wśród autorów znaleźli się między innymi: Jerzy Modrakowski, Stanisław Przyłęcki, Wacław Giedroyć, Zygmunt Leyko, Kazimierz Panek, Leon Marchlewski, Stefan Dąbrowski.

Zmożony przewlekłą chorobą Stanisław Bądzyński wycofał się w 1927 roku z czynnego życia uniwersyteckiego, a dwa lata później zmarł. Zdarzyło się to 9 lutego 1929 roku. Jak zwykle w takich razach, naukowa prasa odnotowała ten fakt kilkoma wspomnieniami pośmiertnymi. Mroźnym przedpołudniem 12 lutego jego uczniowie ponieśli na swych barkach trumnę na Powązki. W imieniu warszawskich uczelni przemawiał nad grobem ksiądz dziekan profesor Bukowski9.

Jest w tym miejscu (kwatera 109–1–18) na starym Cmentarzu Powązkowskim piękny nagrobek. Napis rzeźbiony w różowym piaskowcu informuje, że spoczywają tu:

Ś. P. Stanisław Bądzyński

Profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Warszawskiego

ur. w Czekanowie 1863 R.

zm. w Warszawie 1929 R.

Cześć Jego Pamięci.

 

Ś. P. Zofia z Lubomęskich Bądzyńska

ur. w 1877 R.

zm. 3 maja 1945

 

Ś. P. Stanisława z Dąbrowskich Bądzyńska

ur. 18 listopada 1906

zm. 9 września 1954

Data urodzenia Stanisława Bądzyńskiego widniejąca w tej nagrobnej inskrypcji jest o rok późniejsza niż we wszystkich drukowanych w różnych latach biogramach. Na tę różnicę pierwsza zwróciła uwagę Krystyna Kowalska, autorka hasła dotyczącego Bądzyńskiego w Słowniku biologów polskich10. Ponieważ nigdzie poza nagrobkiem – ani w nekrologach, ani we wspomnieniach okolicznościowych – data 1863 nie występuje, jest wielce prawdopodobne, że kamieniarz otrzymał błędną informację lub sam się pomylił.

W pierwszą rocznicę śmierci pamięć swojego profesora uczcił wspaniale Uniwersytet Warszawski. Przebieg uroczystości zorganizowanych z tej okazji odnotowała ówczesna prasa, między innymi „Myśl Narodowa”11. W „Polskiej Gazecie Lekarskiej” ukazała się następująca relacja:

„Dnia 8 lutego r. b. o godz. 8 wieczorem odbyła się z inicjatywy Wydziału lek. U. W. w Auli Uniwersytetu uroczysta akademia ku czci ś. p. Stanisława Bądzyńskiego profesora zwycz. chemii fizjolog. U. W. W organizowaniu jej uczestniczyły wszystkie stowarzyszenia, których prof. Bądzyński był czynnym członkiem, a więc: Senat Uniwersytetu Warszawskiego, Wydział Lekarski Uniwersytetu Warszawskiego, Wydział Lekarski Uniw. Jana Kazimierza we Lwowie, Polska Akademia Umiejętności, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Akademia Nauk Lekarskich, Polskie Tow. Chemiczne, Tow. Przyrodników im. Kopernika, Polskie Tow. Biologiczne.

Na uroczystość przybyli liczni słuchacze, wśród których widziano przedstawicieli Rządu, świata naukowego i oficjalnych organizacji lekarskich. Akademię zagaił Jego Magnificencja Rektor prof. T. Brzeski. Następnie przemawiali kolejno prof. S. Dąbrowski z Poznania, prof. dr Sieradzki ze Lwowa, wreszcie dr J. May, imieniem ostatnich uczniów prof. Bądzyńskiego.

W podniosłych słowach podkreślali mówcy znamienne cechy charakteru zmarłego. Jego głęboki do największych poświęceń zdolny patriotyzm i prawdziwe, linią całego życia stwierdzone umiłowanie nauki, a specjalnie chemii fizjologicznej, której się poświęcił, oryginalność umysłu przejawiającą się w bogatym i cennym dorobku naukowym i mnogości hojnie rozdawanych tematów. Wreszcie godną całości dobroć i skromność, wielkiej miary ludziom właściwą. W Zakładzie Chemii Fizjologicznej, którego kierownikiem był prof. Bądzyński przez lat 8 zakończyła się uroczystość niniejsza odsłonięciem tablicy pamiątkowej.

Prof. S. Przyłęcki zakomunikował zebranym, że Rada Wydziału Lekarskiego U. W., doceniając mnogość i wagę zasług ś. p. prof. Bądzyńskiego, uchwaliła jednogłośnie nazwać dużą salę ćwiczeń imieniem tego zacnego Obywatela i wielkiego uczonego. Jednocześnie Wydział Nauki M. W. R. i O. P. zgodził się na wniosek Wydziału Lekarskiego utworzyć stypendium im. ś. p. prof. Bądzyńskiego dla badań nad przemianą składników azotowych”12.

Tablica, o której mowa w tej relacji, została wmurowana w sali laboratoryjnej, gdzie profesor Bądzyński spędzał najwięcej czasu, kierując pracami młodszych adeptów nauki, pragnących jak on poznawać tajniki życia biologicznego poprzez badanie procesów chemicznych.

SECT-ID LINK

1I. Z. Siemion, Bronisław Radziszewski i lwowska szkoła chemii organicznej, Wrocław 1999, s. 144–169.

2Zob. I. Z. Siemion, Reakcje imienne chemików Polaków, Warszawa 1987.

3S. Dąbrowski, Nauka i Rząd w Polsce Niepodległej, „Kosmos. Czasopismo Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika” 1924, t. XLIX, z. 4, s. 974 (tom dedykowany Stanisławowi Bądzyńskiemu w dwudziestopięciolecie pracy uniwersyteckiej i trzydziestosiedmiolecie działalności naukowej).

4K. Dormus, Kazimiera Bujwidowa 1867–1932. Życie i działalność społeczno-oświatowa, Kraków 2002, s. 24.

5S. Dąbrowski, op. cit.

6„Kosmos. Czasopismo Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika” 1910, nr 5/6 (Zbiór prac z dziedziny chemii i fizyki ofiarowany prof. dr Bronisławowi Radziszewskiemu). W numerze była zawarta dedykacja: „Bronisławowi Radziszewskiemu swemu Członkowi Honorowemu, jednemu ze swych założycieli i najgorliwszych współpracowników, niestrudzonemu Redaktorowi czasopisma Kosmos w uznaniu wieloletniej obfitej w owoce pracy naukowej i nauczycielskiej składa w hołdzie Polskie Towarzystwo Przyrodników im. Kopernika”.

7S. Bądzyński, O kwasach oksyproteinowych i ich roli w przemianie białka w ustroju, ibidem, s. 680–694.

8J. M., Ś. P. Stanisław Bądzyński (1862–1929), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1929, s. 108–110.

9S. Dąbrowski, Ś. P. Prof. Stanisław Bądzyński, „Myśl Narodowa”, nr 8 (24 lutego 1929), s. 122–123.

10K. Kowalska, Bądzyński Stanisław, [w:] Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 63.

11„Myśl Narodowa”, nr 7 (16 lutego 1930), s. 108.

12„Polska Gazeta Lekarska” 1930, nr 9, s. 174.

Kazimierz Białaszewicz

Urodzony 12 IV 1882 w Suwałkach. Studia na Cesarskim UW (1901–1905), na UJ (1905–1908), doktorat tamże (1909). Dalsze studia w Budapeszcie. Asystent na UJ (1906–1910), następnie na uniwersytecie w Saratowie (1910–1914). Wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych, potem Wolnej Wszechnicy Polskiej. Prof. zwyczajny UW (od 1920).

Fizjolog, biochemik; badania z fizjologii i biochemii porównawczej zwierząt, m.in. biochemii rozwoju, fizjologii wchłaniania jelitowego oraz fizjologii pracy. Asystent (1914–1916), później kierownik Pracowni Fizjologicznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, od 1919 – Zakładu Fizjologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego; dyrektor tegoż Instytutu (1920–1925 i 1931–1933). Członek TNW (1915), PAU (1920), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1924), Towarzystwa Instytutu Radowego im. M. Skłodowskiej-Curie (1923). Współzałożyciel i pierwszy prezes (1937–1938) Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego. Założyciel i redaktor (1928–1939) „Acta Biologiae Experimentalis”.
W czasie okupacji niemieckiej wykładał na tajnym UW.
Zmarł 19 I 1943 w Warszawie.

Wpływ zapłodnienia na oddychanie jaj, Warszawa 1915; Z badań porównawczych nad ogólną przemianą materii i energii, Warszawa 1919; Fizjologia zwierząt, Warszawa 1924; Przyczynek do znajomości składu mineralnego krwi u zwierząt morskich, Warszawa 1932; Przemiany chemiczne w organizmie żywym, red. A. Dmochowski, Warszawa 1948.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. 1, Warszawa 1994; L. Kuźnicki, Instytut Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego. Historia i Teraźniejszość, t. I: 1918–2007, Warszawa 2008.

TOMASZ MAJEWSKI

KAZIMIERZ BIAŁASZEWICZ

1882–1943

 

Kazimierz Białaszewicz był jednym z najbardziej zasłużonych organizatorów naszych instytucji naukowych w okresie międzywojennym, oryginalnym i twórczym uczonym o dorobku cenionym za granicą, wybitnym badaczem w zakresie fizjologii zwierząt w znakomicie prowadzonej pracowni Instytutu im. Nenckiego. Instytut ten szczególnie dużo mu zawdzięcza, ale duże są też jego zasługi dla Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie był jednocześnie profesorem swojej specjalności. Jego przedwczesna śmierć w trudnych latach niemieckiej okupacji – podobnie jak zgon wielu innych wybitnych polskich uczonych – była wielką stratą dla kraju.

Kazimierz Juliusz Białaszewicz urodził się 12 kwietnia 1882 roku w Suwałkach, gdzie jego ojciec, Józef, był adwokatem. Ukończył gimnazjum w tym mieście, po czym w 1901 roku rozpoczął studia na oddziale przyrodniczym Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem zoologa, profesora Pawła Mitrofanowa. Jego studia zostały przerwane tzw. strajkiem szkolnym w 1905 roku i zamknięciem Uniwersytetu. Relegowany z uczelni Białaszewicz po kilkumiesięcznym pobycie w Niemczech, gdzie zwiedzał placówki naukowe, przeniósł się do Krakowa i tam, na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Jagiellońskiego, kontynuował studia pod kierunkiem młodego, lecz już z wybitnym dorobkiem profesora embriologii, Emila Godlewskiego. Ukończył je w 1908 roku, doktorat filozofii otrzymał rok później na podstawie rozprawy wykonanej pod kierunkiem Godlewskiego Z badań nad wzrostem zarodków płazów. Później uzupełnił swoją wiedzę na uniwersytecie w Budapeszcie w pracowni znanego specjalisty w zakresie chemii fizjologicznej i fizjologii, Ferenca Tangla.

Jeszcze w czasie studiów, w roku 1906, został zatrudniony jako asystent (demonstrator) Godlewskiego w jego Zakładzie Embriologii UJ. W roku 1910, nie mogąc znaleźć miejsca dla dalszej pracy naukowej w kraju, przeniósł się do Saratowa, na posadę asystenta w Zakładzie Zoologii tamtejszego uniwersytetu. W roku 1914 powrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie. Z początku zarabiał na życie, pracując jako nauczyciel w warszawskich średnich szkołach prywatnych, prowadził także wykłady z fizjologii zwierząt na Wydziale Przyrodniczym Towarzystwa Kursów Naukowych, będących prywatną polską szkołą wyższą. Towarzystwo Kursów Naukowych miało później, po 1918 roku, swoją kontynuację jako Wolna Wszechnica Polska, przy której tworzeniu Białaszewicz aktywnie uczestniczył.

Jednak największe zasługi położył Białaszewicz dla rozwoju najważniejszej w Warszawie w latach przed I wojną polskiej instytucji naukowej, jaką było Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Założone w 1907 roku miało pierwotnie za zadanie nie tylko integrację uczonych i wszystkich zainteresowanych pracą naukową, ale przede wszystkim stworzenie możliwości pracy naukowej, szczególnie w dziedzinie nauk przyrodniczych, gdzie niezbędne są odpowiednio wyposażone pracownie. Stało się to możliwe dzięki ofiarności publicznej: w roku 1910 Towarzystwo otrzymało w darze od hr. Józefa Potockiego obszerny dom przy ul. Kaliksta 8 (obecnie ul. Śniadeckich), stanowiący bazę lokalową dla przyszłych laboratoriów. Niezwłocznie zaczęto organizować pierwsze pracownie, wśród których była powstała w roku 1913, dzięki staraniom Jana Sosnowskiego, Pracownia Fizjologiczna. Sosnowski, podobnie jak Białaszewicz uczeń Pawła Mitrofanowa na Cesarskim Uniwersytecie, zatrudnił Białaszewicza na stanowisku swojego asystenta. Pełnił on tam swe obowiązki w latach 1914–1916, a od 1916 roku, po odejściu Sosnowskiego na katedrę do wskrzeszonego Uniwersytetu Warszawskiego, został kierownikiem Pracowni Fizjologicznej TNW.

W roku 1919 powstał formalnie Instytut Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego, działający dzięki subwencjom Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego i będący w okresie międzywojennym najważniejszą i największą placówką naukową Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Nowy Instytut łączył kilka powstałych wcześniej pracowni TNW, w tym Pracownię Fizjologiczną Białaszewicza, teraz już Zakład Fizjologii. Kazimierz Białaszewicz, młody, energiczny, dobry organizator, położył duże zasługi przy tworzeniu Instytutu, a także później, w okresie rozwijania jego działalności, będąc dyrektorem („przewodniczącym”) Instytutu w latach 1920–1925 i 1931–1933.

W dalszym ciągu, do wybuchu wojny, Białaszewicz kierował Zakładem Fizjologii, największym w Instytucie. Z początku mieścił się on w budynku TNW przy ul. Śniadeckich, w 1934 roku został przeniesiony do obszernego pomieszczenia w nowym gmachu Instytutu Radowego przy ul. Wawelskiej. Zakład ten w okresie międzywojennym był najbardziej znanym w Polsce ośrodkiem badań nad fizjologią i biochemią zwierząt, kształcącym w tych specjalnościach gości z całej Polski. Od początku jego istnienia pracowało w nim przez krótszy lub dłuższy czas około 90 pracowników naukowych, w części na etacie, w większości jako wolontariusze. Byli wśród nich znani później uczeni: Mieczysław Bogucki (później m.in. kierownik Morskiego Instytutu Rybackiego), profesorowie Antoni Dmochowski (UŁ), Bolesław Gutowski (Wydział Weterynaryjny UW i SGGW), Jerzy Konorski (Instytut Nenckiego), Romuald Minkiewicz (Instytut Nenckiego), Włodzimierz Niemierko (UŁ i UW, dyrektor Instytutu Nenckiego), Stanisław Jan Przyłęcki (Uniw. Poznański i UW), Bożydar Szabuniewicz (UJ i Akad. Med. w Gdańsku), Teodor Vieweger (rektor Wolnej Wszechnicy Polskiej i rektor Uniw. Łódzkiego) i Juliusz Zweibaum (UW i Akad. Med. w Warszawie).

W roku 1920 Białaszewicz został zatrudniony na Uniwersytecie Warszawskim – mianowany profesorem zwyczajnym objął katedrę i do 1932 roku kierował Zakładem Fizjologii Zwierząt na oddziale weterynaryjnym Wydziału Lekarskiego UW. Katedra ta i Zakład przeniesione zostały w roku 1932 na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy. Katedra Białaszewicza stała się wówczas pierwszą w Polsce tej specjalności na kierunku przyrodniczym, co warto podkreślić, gdyż tego typu katedry na uniwersytetach europejskich z reguły funkcjonowały wyłącznie na wydziałach lekarskich. Prowadził wykłady dla studentów dwóch wydziałów, Lekarskiego i Matematyczno-Przyrodniczego: był to ogólny kurs fizjologii zwierząt, a także wykłady specjalne, m.in. z energetyki ustroju zwierzęcego, metod badań oddychania i fizjologii pracy organizmu ludzkiego. Jego asystentem na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym był wspomniany już współpracownik z Instytutu im. Nenckiego, biochemik Włodzimierz Niemierko. Białaszewicz wykładał także w Wolnej Wszechnicy Polskiej: kierował tam Pracownią Fizjologii Zwierząt, lecz zrzekł się tego stanowiska po powołaniu na katedrę na Uniwersytecie Warszawskim. Co 2–3 lata wyjeżdżał do morskich stacji w Neapolu lub Roscoff, aby tam z dala od nadmiaru obowiązków gromadzić materiał do kolejnych prac.

Kazimierz Białaszewicz zasłużył się także w staraniach o utworzenie Instytutu Radowego w Warszawie. Była to placówka szpitalna i naukowa mająca za zadanie walkę z rakiem z zastosowaniem radu i innych ciał promieniotwórczych. Instytut ten po długich staraniach otwarty został w 1932 roku. W jego powstaniu główną rolę odegrało Towarzystwo Instytutu Radowego im. Marii Skłodowskiej-Curie, którego Białaszewicz był aktywnym członkiem od początku jego działalności w 1923 roku. Pierwszym celem Towarzystwa było zdobycie placu pod budowę, a później gromadzenie funduszy na bieżącą działalność Instytutu.

Białaszewicz był członkiem rzeczywistym (1915) Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, członkiem korespondentem (1920) i członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności oraz (od 1924) członkiem czynnym Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Znajduje się wśród założycieli (w roku 1937) Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego i pełnił godność jego pierwszego prezesa (1937–1938). W czasie okupacji niemieckiej konspiracyjne zebrania naukowe tego Towarzystwa odbywały się w mieszkaniu Białaszewicza w gmachu Instytutu Radowego.

Założył i redagował w latach 1928–1939 czasopismo Instytutu im. Nenckiego „Acta Biologiae Experimentalis”, mające w latach 30. wysoką rangę. Znalazły tam miejsce wykonywane w różnych ośrodkach krajowych rozprawy z zakresu badań biologiczno-doświadczalnych, dotąd rozproszone w różnych wydawnictwach periodycznych. Tu były publikowane w większości prace i rozprawy wychodzące z kierowanego przez Białaszewicza Zakładu i z innych, coraz liczniejszych, placówek Instytutu.

Obszerny i cenny dorobek Kazimierza Białaszewicza, dotychczas w pełni nieopisany (brak pełnej bibliografii jego publikacji), obejmuje szerokie zagadnienia fizjologii i biochemii porównawczej zwierząt, i w tej dziedzinie był on w Polsce pionierem. Wyjątkiem była pierwsza praca naukowa Białaszewicza, o charakterze czysto morfologicznym, wykonana pod kierunkiem Mitrofanowa, nagrodzona zresztą złotym medalem (1904), dotycząca budowy komórek parzydełkowych stułbi. Nieco później, w Krakowie, w pracowni Godlewskiego, rozpoczął Białaszewicz studia nad fizjologią rozwoju płazów i szkarłupni, i odtąd zagadnienia rozwojowe były głównym tematem jego prac badawczych. W Budapeszcie zaznajomił się z metodyką biochemiczną, którą wzbogacał swój powstający już w Warszawie dorobek naukowy. W dorobku tym wyróżnić można kilka grup prac.

Pierwsza z nich to prace nad ogólną przemianą materii i energii w procesie odżywiania u zwierząt zmiennocieplnych z uwzględnieniem metabolizmu w czasie głodu u pijawki (1914, 1915) oraz przemian chemicznych w okresie metamorfozy owadów, brudnicy nieparki (1933) i jedwabnika (1936, 1937). Wyniki tych badań dały podstawę do syntetyzującej rozprawy Z badań porównawczych nad ogólną przemianą materii i energii (1919).

Druga grupa prac Białaszewicza to studia nad warunkami wymiany składników mineralnych i nad ich rozmieszczeniem w ustroju; dotyczyło to komórek jajowych (1928, 1929) oraz cieczy ciała (1932, 1933) i mięśni (1935) różnych zwierząt morskich.

Do trzeciej grupy należą prace z zakresu fizjologii zapłodnienia i rozwoju zarodkowego kręgowców: Białaszewicz badał wpływ ciśnienia osmotycznego na szybkość rozwoju zarodków (1921), rolę katalazy w oddychaniu zarodków (1921), przemianę tłuszczową i azotową we wczesnym okresie rozwoju żaby (1921).

Wreszcie czwarta grupa tematów badawczych Białaszewicza to metodyka i zagadnienia fizjologii pracy fizycznej człowieka. Parametry procesów fizjologicznych w czasie wysiłku fizycznego i spoczynku mógł on mierzyć za pomocą skonstruowanej przez siebie oryginalnej aparatury (Badania nad wymianą gazową u człowieka w czasie pracy, 1933).

Biograf Białaszewicza i jego uczeń, Włodzimierz Niemierko, podkreślał w swoim wspomnieniu szczególne cechy profesora Białaszewicza jako badacza. Wyjątkowo duży był zakres zagadnień, które go interesowały i które podejmował. Zadziwiała różnorodność stosowanych przez niego metod badawczych, zwłaszcza po uwzględnieniu jego oryginalnej drogi jako naukowca, gdyż Białaszewicz był w dużym stopniu samoukiem jako fizjolog i jako biochemik. W swoich pracach posługiwał się metodami fizjologicznymi, biologicznymi, biochemicznymi, fizykochemicznymi, przy czym wielokrotnie je sprawdzał i modyfikował, a nowe starannie testował i wyczerpująco opisywał. Podkreślał decydujące znaczenie fizjologicznego punktu widzenia w badaniach organizmów żywych. Poziom naukowy wykonywanych w Zakładzie Instytutu im. Nenckiego kierowanym przez Białaszewicza badań był utrzymywany także z tego względu, że Białaszewicz był też profesorem fizjologii zwierząt Uniwersytetu Warszawskiego. Przez długi czas studenci i doktoranci Białaszewicza z Uniwersytetu korzystali z jego pracowni w budynku TNW ze względu na brak własnego lokalu, chociaż i później współpraca tych dwóch placówek naukowych nie straciła na bliskości. W 1934 roku Zakład Fizjologii Zwierząt UW uzyskał nowy, własny lokal w Instytucie Radowym przy ul. Wawelskiej 15, w tym samym budynku, co Zakład Fizjologii TNW; oba zakłady, kierowane przez tego samego uczonego, mogły więc ze sobą tym korzystniej współpracować. Uwidoczniało się to m.in. w organizowaniu wspólnych seminariów i posiedzeń naukowych, w których brali udział także zainteresowani pracownicy naukowi z innych warszawskich i pozawarszawskich instytucji. Ta duża, zintegrowana grupa fizjologów utworzyła w 1936 roku, z inicjatywy profesora Białaszewicza, wspomniane już Polskie Towarzystwo Fizjologiczne, obierając go oczywiście swoim pierwszym prezesem. W jego intencji Towarzystwo to miało wiązać rozproszone polskie ośrodki badań fizjologicznych, czuwając nad rozwojem dalszych badań w tej specjalności. Towarzystwo w porozumieniu z Instytutem im. Nenckiego przejęło wydawane dotąd przez TNW czasopismo „Acta Biologiae Experimentalis”, założone w swoim czasie i kierowane przez Białaszewicza.

Niezwykle owocna była jego działalność pedagogiczna. Jego pracownie, zarówno w TNW, jak w WWP i na UW, zawsze były pełne młodzieży, którą przyciągała osobowość Profesora oraz nowoczesne i oryginalne problemy i metody naukowe. Był wspaniałym wykładowcą i żałować należy, że nie pozostawił swoim studentom podręcznika fizjologii i biochemii zwierząt, do czego był predestynowany jak nikt wówczas w Polsce. Zwięzłe przedstawienie najważniejszych problemów fizjologii i ówczesnych źródeł do jej poznania można jednak znaleźć w obszernym rozdziale pióra Białaszewicza w cennym wydawnictwie Poradnik dla samouków (tom 10, 1932), inspirowanym i redagowanym przez zasłużonego organizatora nauki w Polsce Stanisława Michalskiego.

Profesor Niemierko, znający profesora Białaszewicza od 1923 roku do jego ostatnich dni, wspominał jego chęć dzielenia się swoją wiedzą i doświadczeniem z każdym, kto okazywał zainteresowanie badawcze. Cieszył się sukcesami swoich współpracowników, zawsze skromny, prosty i życzliwy w obejściu, tworzył atmosferę wyjątkowo sprzyjającą pracy badawczej. Dbał o swoich uczniów i współpracowników, starając się zdobywać dla nich środki, ich potrzeby (m.in. wyjazdy zagraniczne) pokrywając często z własnych funduszy.

W czasie okupacji niemieckiej, od roku 1940, prowadził Białaszewicz wykłady na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. W częściowo zniszczonym, następnie wyremontowanym budynku TNW przy ul. Śniadeckich usiłował kontynuować swoje prace nad metamorfozą owadów pod pretekstem wykonywania analiz gleby dla Wydziału Plantacji Miejskich. Zmarł na zapalenie płuc w Warszawie 19 stycznia 1943 roku.

Czesław Białobrzeski

Urodzony 31 VIII 1878 w Powszechoniu k. Jarosławia (Rosja). Studia na uniwersytecie w Kijowie (1896–1901), magisterium (1906). Dalsze studia w Paryżu (1908–1910). Doktorat na uniwersytecie w Kijowie (1912), profesor tamże (1914). Organizator i profesor Polskiego Kolegium Uniwersyteckiego w Kijowie (1918). Profesor UJ (1919), UW (1921).

Fizyk; autor prac z zakresu termodynamiki, teorii względności, teorii kwantów, spektrografii, astrofizyki oraz filozofii fizyki; jako pierwszy zwrócił uwagę na wielką rolę ciśnienia promieniowania w równowadze wewnętrznej gwiazd.
Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Naukowego w Kijowie. Członek Polskiego Towarzystwa Fizycznego, TNW, Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów (1935). Wiceprezes Międzynarodowej Unii Fizyki Czystej i Stosowanej (1947–1951), członek PAU (1921), PAN (1952).
W czasie okupacji wykładowca Tajnego UW.
Zmarł 12 X 1953 w Warszawie.

Sur l’équilibre thermodynamique d’une sphere gazeuse libre, „Bulletin international de l’Académie des sciences de Cracovie” 1913, seria A; La thermodynamique des étoiles, [w:] „Memorial des Sciences Physiques” 1931, t. XIV; Considération sur la diffusion intérieure et l’absorption vraie de la lumière, „Le journal de physique et le radium” 1924, nr 5; Sur l’absorption vraie de la lumière, „Annales de Physique” 1926, t. V, seria 10, s. 216–264; Podstawy poznawcze fizyki świata atomowego, Warszawa 1956.

W. M. Ścisłowski, Wkład prof. Czesława Białobrzeskiego do rozwoju fizyki doświadczalnej i teoretycznej, „Studia i Materiały z Dziejów Nauki Polskiej” 1979, seria C, z. 23, s. 99; J. Pniewski, Czesław Białobrzeski (1878–1953), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1983, s. 186–188.

JÓZEF HURWIC

CZESŁAW BIAŁOBRZESKI*

1878–1953

 

Fizyk i filozof fizyki

Ci, którzy znali profesora Czesława Białobrzeskiego w okresie międzywojennym lub w pierwszych latach powojennych, przypominają sobie szczupłego, dość wysokiego, swoiście eleganckiego pana „starej daty”, skromnego, niezmiernie uprzejmego i uczynnego, o dużej kulturze ogólnej. Znany był jako filozof fizyki. Sam zresztą zaliczał siebie do kategorii umysłów filozoficznych1. Swe interesujące, acz dyskusyjne poglądy wypowiadał na wykładach uniwersyteckich, odczytach publicznych, a także piękną polszczyzną w druku. Jako o fizyku, pomijając oficjalne wystąpienia i z reguły pochwalne artykuły okolicznościowe2, wyrażano się o nim raczej lekceważąco i ta opinia zachowała się do dziś, zwłaszcza wśród fizyków warszawskich. Czy jednak słusznie? Postarajmy się na to pytanie odpowiedzieć w artykule niezwiązanym z żadną rocznicą. Prześledźmy w tym celu uważnie drogę życiową uczonego, korzystając m.in. z jego szkicu autobiograficznego3 i spróbujmy przeanalizować jego działalność naukową, ograniczając się do ważniejszych wyników.

Czesław Białobrzeski urodził się 31 sierpnia 1878 roku w Powszechoniu w północnej Rosji (gubernia jarosławska) w rodzinie lekarza, pochodzącej ze szlachty osiadłej na pograniczu Wołynia i Podola. Młodość spędził w Kijowie i tu rozpoczął swą karierę naukową. Wcześnie stracił ojca i od piątej klasy gimnazjalnej zarabiał korepetycjami, by zasilić szczupłe zasoby, jakimi rozporządzała matka. W 1896 roku ukończył ze złotym medalem gimnazjum w Kijowie.

Już w szkole średniej zainteresował się fizyką. Toteż po ukończeniu szkoły wstąpił na Wydział Fizyko-Matematyczny Uniwersytetu Kijowskiego. Doszedłszy wkrótce do wniosku, że nie można studiować fizyki bez gruntownej znajomości matematyki, zajął się rozległymi studiami tej dyscypliny. Czas wolny od studiów matematyki i fizyki oraz od korepetycji poświęcał czytaniu dzieł z filozofii i dziedzin pokrewnych. W 1901 roku ukończył Uniwersytet. Zamierzał wyjechać za granicę na studia elektrotechniczne, myśląc o karierze inżynierskiej. Dwa lata przeznaczył na zbieranie funduszy na ten cel. Pragnąc zużytkować wolny czas, wykonał w Zakładzie Fizyki Uniwersytetu swą pierwszą pracę naukową: były to całkowicie samodzielne badania doświadczalne absorpcji światła w roztworach barwnika. Chodziło o przesunięcie linii pochłaniania w zależności od stałej dielektrycznej rozpuszczalnika. Badaniom właściwości dielektryków poświęci w przyszłości wiele prac. Należy zauważyć, że mimo wyraźnego pociągu do rozważań teoretycznych, do mniej więcej 34. roku życia zajmował się niemal wyłącznie pracami doświadczalnymi.

W 1903 roku zaproponowano mu asystenturę przy zakładzie uniwersyteckim. Kurator okręgu sprzeciwił się jednak nominacji na funkcjonariusza państwowego. Został więc asystentem kontraktowym. W ten sposób zaczęła się jego kariera uniwersytecka. W 1906 roku zdał egzamin magisterski (magisterium było w ówczesnej Rosji wysokim stopniem naukowym) i po wygłoszeniu dwóch wykładów uzyskał veniam legendi (prawo wykładania) jako docent Uniwersytetu Kijowskiego.

Skromne stypendium przyznane przez Uniwersytet umożliwiło Białobrzeskiemu pogłębienie w latach 1908–1910 swej wiedzy w pracowni fizykalnej Collège de France w Paryżu. Tutaj serdecznie się zaprzyjaźnił z Paulem Langevinem, mimo że różniły ich poglądy społeczno-polityczne i filozoficzne: Białobrzeski – konserwatysta, religijny; Langevin – działacz lewicowy. Poświęci mu Białobrzeski wiele lat później piękny artykuł pośmiertny4.

Czesław Białobrzeski rozpoczął w Paryżu badania jonizacji dielektryków stałych i ciekłych, korzystając z preparatu radowego, który mu do tego celu podarowała Maria Skłodowska-Curie. Stwierdził m.in., że promieniowanie radu wywołuje w dielektryku stałym i ciekłym tę samą liczbę jonów, inna jest tylko ich ruchliwość. Zbadał zależność ruchliwości jonów w dielektrykach ciekłych od ich lepkości i ustalił związek między natężeniem prądu a przyłożonym napięciem. Na te tematy ogłosił we Francji kilka krótkich publikacji5.

Po powrocie do Kijowa wykładał na Uniwersytecie i na Wyższych Kursach Żeńskich geofizykę ze wstępem astronomicznym, znajdując szczególne upodobanie w rozważaniach astrofizycznych. Jest przekonany, że ciśnienie promieniowania odgrywa w zjawiskach astronomicznych większą rolę niż wówczas przypuszczano.

Jednocześnie jednak z tymi rozważaniami kontynuuje badania dielektryków. Opracował obszerny artykuł teoretyczny o właściwościach dielektryków, który ogłosił po francusku6. Tekst ten ukazał się później również po polsku, a następnie po niemiecku. Za pracę tę Kasa im. Mianowskiego przyznała mu nagrodę im. Sawickiego. Zespół wszystkich prac Białobrzeskiego o dielektrykach stał się podstawą rozprawy O jonizacji dielektryków stałych i ciekłych, którą w 1912 roku obronił na posiedzeniu publicznym Wydziału Fizyko-Matematycznego na Uniwersytecie Kijowskim. Dzięki tej rozprawie został na początku roku 1914 powołany na katedrę fizyki i geofizyki tegoż Uniwersytetu.

Wróćmy jednak do rozważań astrofizycznych Białobrzeskiego. Pomysły badawcze znajdował on nie tyle w oryginalnych przyczynkach naukowych, przynoszących zazwyczaj odpowiedź na pytanie dotyczące ściśle określonego wąskiego zagadnienia, ile raczej w syntetycznych opracowaniach wybitnych uczonych. Studiując dzieło Henri Poincarégo o hipotezach kosmogonicznych7, zwrócił najpierw uwagę na zmniejszenie momentu obrotowego Układu Słonecznego, które nastąpiło od chwili, gdy mgławica pierwotna rozciągała się, według Laplace’a, aż poza orbitę Neptuna. Owo zmniejszenie momentu pędu wytłumaczył Białobrzeski stratą masy wskutek promieniowania. Wyjaśnienie to ogłosił w mało znanych „Wiadomościach Uniwersyteckich Kijowskich”. Następnie rozdział wspomnianej książki Poincarégo, zatytułowany: Équilibre adiabatique d’un gaz parfait (s. 220), w którym przedstawiona jest stara praca amerykańskiego uczonego Jonathana Homera Lane’a O teoretycznej temperaturze Słońca8, dostarczył Białobrzeskiemu argumentów potwierdzających jego przypuszczenia o roli promieniowania jako ważnego czynnika kosmicznego. W ten sposób dokonał swego największego odkrycia. W temperaturach rzędu dziesiątków milionów stopni, panujących we wnętrzu gwiazd, ciśnienie promieniowania proporcjonalne do czwartej potęgi temperatury bezwzględnej – rozumuje Białobrzeski – powinno stać się porównywalne z olbrzymim grawitacyjnym ciśnieniem gazowej masy gwiazdy, które to ciśnienie jest proporcjonalne do pierwszej potęgi temperatury bezwzględnej. Traktując gwiazdy jako wielkie kule gazowe, oblicza warunki termodynamicznej równowagi. Praca ta, w której po raz pierwszy uwzględniono ciśnienie promieniowania w teorii budowy gwiazd, przedstawiona w maju 1913 roku Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, ogłoszona została po francusku w „Biuletynie” międzynarodowym Akademii9. Gdyby Białobrzeski niczego więcej nie zrobił, powinien, jako autor tej jednej tylko pracy, zostać uznany za wybitnego fizyka.

Trzy lata później znany astronom angielski Arthur Stanley Eddington wpadł na tę samą myśl i począwszy od 1916 roku ogłosił kilka rozpraw o roli ciśnienia promieniowania w równowadze gwiazd. Prace te od razu uzyskały wielki rozgłos. To właśnie Eddingtonowi przypisuje się na ogół pierwszeństwo wprowadzenia ciśnienia promieniowania do teorii budowy gwiazd. Z powodu wydarzeń wojennych Białobrzeski poznał prace Eddingtona dopiero w 1922 roku. Wtedy natychmiast posłał odbitkę swego komunikatu z 1913 roku uczonemu angielskiemu. Ten od razu odpisał. Zaznaczając, że nie znał pracy Białobrzeskiego, co wydaje się zupełnie wiarygodne ze względu na małe rozpowszechnienie Biuletynu PAU, pisze: „I congratulate you on having been apparently the first to point out the large share of radiation pressure in the internal equilibrium of a star” (Gratuluję Panu, że pierwszy, jak się wydaje, zwrócił Pan uwagę na wielką rolę ciśnienia promieniowania w wewnętrznej równowadze gwiazd). Nie był jednak na tyle sumienny, by w druku przyznać pierwszeństwo Białobrzeskiemu. Nie znajdujemy więc nazwiska polskiego badacza w podstawowej monografii Eddingtona o budowie gwiazd10. Nawet wielcy uczeni, jak widzimy, nie są wolni od małoduszności.

W latach 20. Białobrzeski kontynuuje pracę nad równowagą gwiazd, zwracając uwagę na dodatkowy czynnik – fluktuacje termodynamiczne powodujące zwiększenie przewodnictwa cieplnego i w konsekwencji zwiększenie promieniowania gwiazdy, a przez to zmianę równowagi wewnętrznej11. W 1931 roku w serii „Mémorial des Sciences Physiques”, wydawanej pod protektoratem Akademii Nauk w Paryżu przy udziale akademii innych krajów, ukazała się jako tom XIV wyczerpująca monografia Białobrzeskiego o termodynamice gwiazd12. Pierwszeństwo polskiego uczonego w uwzględnieniu ciśnienia promieniowania i wyprowadzeniu zasadniczych równań ogólnej równowagi gwiazd zostaje wreszcie uznane. Między innymi daje temu świadectwo znany szwajcarski astrofizyk Georges César Tiercy, profesor Uniwersytetu w Genewie, w swym obszernym dziele z zakresu astrofizyki teoretycznej wydanym w Paryżu w 1935 roku13. W przedmowie do tego dzieła autor wymienia wśród kilku twórców teorii równowagi promienistej w gwiazdach Białobrzeskiego przed Eddingtonem. Czytamy tam na s. 8 i 9:

„wszystkie prace z zakresu astrofizyki teoretycznej ogłoszone przed 1913 r., nie negując ich wartości i oryginalności, miały tę samą ważną lukę; żadna z nich nie uwzględniła ciśnienia promieniowania w ustaleniu warunków równowagi termodynamicznej mas gwiezdnych; ciśnienie promieniowania zaś, jak się przekonamy w dalszym ciągu, gra rolę zasadniczą. Wielką zasługą p. C. Białobrzeskiego było wprowadzenie tego ciśnienia promieniowania do równań równowagi gwiezdnej; w swej słynnej rozprawie z 1913 r. rozwiązał on zagadnienie, uwzględniając ten nowy czynnik i przyjmując, że mamy tu do czynienia z równowagą politropową. Doszedł on do równania różniczkowego drugiego rzędu, które w postaci ogólnej, tj. odpowiadającej równowadze politropowej klasy dowolnej n, jest dość skomplikowane; zauważył on jednak natychmiast, że gdy założy się n – 3, zagadnienie sprowadzi się do równania typu Emdena i do przypadku zapadania jednorodnego. Białobrzeski nie zawahał się przyjąć n – 3; stwierdzimy w dalszym ciągu, że rozwiązanie Białobrzeskiego otrzymane w 1913 r. jest identyczne z rozwiązaniem, które trzy lata później podał Eddington. Należy jednak również zauważyć, iż Eddington wyszedł z innych hipotez i że sprecyzował on charakter równowagi promienistej, czego nie zrobił Białobrzeski; pod tym względem wnioski Eddingtona są pełniejsze. Nie zmienia to jednak faktu, iż Białobrzeski już w 1913 roku ustalił wiele wzorów podstawowych, które odegrały później zasadniczą rolę w teorii równowagi promienistej. Wydaje mi się, że nie oceniono należycie zasługi Białobrzeskiego; sądzę, iż jego wkład z 1913 roku jest pierwszorzędnej doniosłości. Nie zmniejsza to, oczywiście, zasługi Eddingtona; oparł się on na innych podstawach i swym rozwiązaniem zrobił nowy skok naprzód.

Ze względu na wielkie znaczenie wyników, które zawdzięczamy badaniom Białobrzeskiego, uważałem za właściwe poświęcić jego wkładowi rozdz. V, w którym przedstawiłem pełne rozwiązanie zagadnienia” [tłum. Józef Hurwic].

Obszerny ten rozdział, bo liczący 17 stronic dużego formatu, nosi tytuł brzmiący w przekładzie polskim: Wprowadzenie ciśnienia promieniowania do równań równowagi. Wyniki p. C. Białobrzeskiego.

Na niezmiernie pochlebną opinię uczonego genewskiego o pracy Białobrzeskiego zwrócił uwagę Władysław Kapuściński14.

Cofnijmy się do czasów sprzed I wojny światowej.

Po ogłoszeniu przez Białobrzeskiego jego pracy o roli promieniowania w równowadze gwiazd15, Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego powziął zamiar ściągnąć go do Krakowa. Przeszkodził jednak temu wybuch wojny. W czasie wojny Białobrzeski zajmował się instalacją aparatów rentgenowskich w szpitalnictwie wojskowym, podobnie jak to w tym czasie czyniła Maria Skłodowska-Curie we Francji. Szczególnie jednak intensywną działalność rozwijał Białobrzeski wśród kijowskiej Polonii. Był m.in. członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Naukowego w Kijowie. W 1918 roku zorganizował tam Polskie Kolegium Uniwersyteckie, w którym został profesorem. W 1919 roku mógł się wreszcie przenieść do Krakowa, gdzie jako profesor zwyczajny objął Katedrę Fizyki i Radiologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1921 roku zaprasza go Uniwersytet Warszawski na stanowisko profesora fizyki teoretycznej. Nie bez dużych wahań Białobrzeski przyjmuje zaproszenie. Swój pogląd na tę sprawę szczegółowo wyniszcza w liście z 16 stycznia 1921 roku do Stefana Pieńkowskiego, profesora fizyki doświadczalnej na Uniwersytecie Warszawskim. Przytoczymy prawie w całości ten list – dodajmy – kaligraficznie napisany16.

„jest to sprawa, w której decyzja dla mnie nie jest łatwa. Nie uważam siebie za fizyka teoretycznego w ścisłem znaczeniu i świadomy jestem luk w swojem wykształceniu matematycznem. Jestem może wpół teoretykiem, wpół doświadczalnym fizykiem. Stanowisko w Uniw. Warszawskim zbyt jest odpowiedzialne, aby, lekko rzeczy biorąc, zaufać swoim siłom. Narazie przyszło mi na myśl zaproponować, czy by Uniwersytet nie zgodził się powierzyć mi drugą katedrę fizyki doświadczalnej z tem, że ja będę zastępczo prowadzić wykłady fizyki teoretycznej aż do chwili, gdy się znajdzie odpowiedni kandydat na katedrę teoretyczną. Mamy parę młodych i wybitnie uzdolnionych uczonych, którzy za parę lat będą wyrobieni o tyle, że to stanowisko można będzie im powierzyć. Wiem, że ten projekt spotka się z trudnościami, które, być może, wynikną i dla Pana Kolegi, ale tak odrazu ważyć się na tak trudne zadanie nie śmiem. Biorąc na uwagę, że i Politechnika mnie nagli o decyzję, uważam za niezbędne przyjechać do Warszawy, aby zorientować się we wszystkiem. Nie mogę z powodu obowiązków uczynić tego wcześniej, niżli około 10 lutego.

Czy nie mógłbym w ostatecznym razie, jeżeli nie uda mi się gdzieindziej, znaleźć przytułek noclegowy w Zakładzie w postaci jakiej kanapy? Przepraszam za tę prośbę, ale w Warszawie niewielu mam znajomych.

Wraz z kwestią katedry powstaje ponury, jak Pan Kolega słusznie się wyraża, problemat mieszkaniowy. I nad tem będę musiał namyślić się w Warszawie...”.

W osobie Białobrzeskiego nie tylko zainteresowania teoretyczne występowały obok skłonności eksperymentatora, lecz uważał on, że w ogóle fizyka teoretyczna nie może się rozwijać bez łączności z doświadczeniem. „dobrze jest – pisał Białobrzeski – zetknąć się bezpośrednio z tymi zjawiskami, nad którymi mamy rozumować”17. Przy Zakładzie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu w Warszawie stworzył więc on w 1931 roku pracownię doświadczalną (mieściła się w budynku Seminarium Matematycznego przy ulicy Oczki 3). Tematyka badań pracowni nawiązywała do zasadniczych kierunków doświadczalnych, którymi zajmował się Białobrzeski we wczesnym okresie swej kariery. Ignacy Adamczewski i Włodzimierz Ścisłowski badali tu przewodnictwo dielektryków. Adamczewski kontynuował po II wojnie światowej prace te na Politechnice Gdańskiej. Stanisław Mrozowski zainicjował w tej pracowni badania widmowe; szczególne znaczenie mają jego prace dotyczące linii widmowych rtęci. Zaznajomiwszy się w pracowni Białobrzeskiego – jak sam wyjaśnia genezę swych późniejszych zainteresowań18 – z fizyką ciała stałego, Mrozowski w okresie powojennym wsławił się swymi badaniami w dziedzinie fizyki węgla w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Tematyka badawcza tej pracowni wzbogaciła się w ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej o badania promieni kosmicznych19. Prace te łączyły się zresztą z pracami o dielektrykach, gdyż do badania promieni kosmicznych zastosowano tu ciekłe dielektryki. Badaniami zajmowało się w pracowni 5–6 osób, które były zwolnione od obowiązków dydaktycznych. Dzięki temu w ciągu swego krótkiego istnienia przerwanego przez wojnę placówka ta ogłosiła aż ok. 100 publikacji.

Zauważmy nawiasem, że sławny Instytut Fizyki Teoretycznej Nielsa Bohra w Kopenhadze ma również laboratorium wyposażone do prac doświadczalnych.

Od czasu przybycia do Polski Białobrzeski rozpoczyna studia nad rozpraszaniem światła w związku z kwestią błękitnej barwy morza20. Zastanawia się, w jaki sposób odbywa się absorpcja światła, czyli przemiana energii promienistej na ciepło, tj. wzrost energii bezładnego ruchu cząsteczek. Kilkuletnie dociekania prowadzą go do wniosku, że najpierw regularna fala świetlna wstępująca w materię pochłaniającą zamienia się w fale świetlne nieregularne, tzn. ulega rozproszeniu; następnie energia rozproszonych fal za pośrednictwem ciśnień wywieranych na cząsteczki przeobraża się w ciepło21. I w tym więc zjawisku wykrył Białobrzeski rolę ciśnienia światła. Zasługą Białobrzeskiego, poza wytłumaczeniem absorpcji, było tu zwrócenie uwagi na różnicę między falami rozproszonymi wewnątrz materii a promieniowaniem rozproszonym, które rozchodzi się w otaczającej przestrzeni; przedtem badano tylko to drugie. Było to jeszcze jedno ważne odkrycie teoretyczne Białobrzeskiego.

Około roku 1931 wraz z rozwojem mechaniki kwantowej zainteresowania Białobrzeskiego kierują się ku zagadnieniom interpretacji jej podstaw. Zaczyna on publikować artykuły z pogranicza fizyki i filozofii, a nawet stara się znaleźć pomost między fizyką i religią. „Zakładając istnienie Boga ponad dostępnym naszemu doświadczeniu wszechświatem – pisał – mam dążność właściwą przyrodnikom do nadawania teizmowi zabarwienia panteistycznego, bliżej zespalającego Boga z przyrodą”22. Jeden z pierwszych artykułów związanych z filozofią fizyki ogłosił w 1934 roku w „Revue de Metaphysique et de Morale”23.

W 1935 roku powołano Białobrzeskiego na członka Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów na miejsce opróżnione przez śmierć Marii Skłodowskiej-Curie w poprzednim roku. Na wiosnę 1938 roku z jego inicjatywy zostaje zorganizowana w Warszawie międzynarodowa konferencja, której głównym celem było przedyskutowanie zagadnień interpretacji podstaw mechaniki kwantowej. Wśród około 30 uczestników byli tak wybitni uczeni, jak: Niels Bohr, Charles Galton Darwin (wnuk sławnego twórcy teorii ewolucji), Arthur Stanley Eddington, Paul Langevin, John von Neumann. Białobrzeski wygłosił referat inauguracyjny i został wybrany na przewodniczącego konferencji.

Również w swych wykładach uniwersyteckich mechaniki kwantowej główny nacisk kładł na podstawy i ich interpretację, a mniejszą wagę przywiązywał do umiejętności operacyjnych. Na seminariach jego zaś przerabiano systematycznie rozdział po rozdziale ostatnio wydane książki monograficzne z tego zakresu. Jedni z jego wychowanków bardzo cenią te metody pedagogiczne24. Są jednak i tacy, co mają je Białobrzeskiemu za złe25.

Białobrzeski także uczestniczył aktywnie w społecznym życiu naukowym. Był członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Od 1922 roku wchodził w skład komitetu zarządzającego Kasy im. Mianowskiego. Przez kilka kadencji pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Fizycznego.

Któregoś dnia w pierwszych tygodniach hitlerowskiej okupacji na murach Warszawy ukazało się obwieszczenie władz niemieckich o rozstrzelaniu Czesława Białobrzeskiego, bodajże za przechowywanie materiałów wybuchowych. Jak się jednak później okazało, nie dotyczyło to profesora Białobrzeskiego, lecz prawdopodobnie innej osoby noszącej to samo imię i nazwisko. Niemniej wiadomość o rzekomej śmierci profesora Czesława Białobrzeskiego wydostała się za granicę i trafiła tam na łamy prasy. Myron Mathisson, który w 1930 roku doktoryzował się u Białobrzeskiego, zamieścił nawet treściwy nekrolog swego promotora w „Nature”26.

Na szczęście Białobrzeski przetrwał ciężkie czasy II wojny światowej, nie przerywając przy tym swojej działalności, która przybiera wtedy, oczywiście, charakter tajny. W jego mieszkaniu odbywa się tajne nauczanie, a w inne dni zbierają się pracownicy nauki, by dyskutować podstawy filozoficzne fizyki. W owym czasie Białobrzeski przygotował dwa tomy trzytomowego, według planu, dzieła na ten temat. Niestety, spaliły się one podczas powstania warszawskiego w 1944 roku. Po wojnie uczony w skrócie je odtworzył i uzupełnił. Praca ta, w postaci jednego tomu, ukazała się drukiem dopiero po śmierci autora27.

W czasie okupacji, by uratować stworzoną przez siebie pracownię, Białobrzeski próbuje zorganizować w niej ośrodek badań fizyko-technicznych dla potrzeb wodociągów miejskich, szpitalnictwa itd. W sierpniu 1944 roku28 pracownia uległa jednak zniszczeniu od bomby lotniczej. Ostatni okres wojny Białobrzeski spędził w Częstochowie, gdzie dalej wykładał fizykę na tajnych kompletach studenckich.

Po wojnie skoncentrował swą działalność głównie na pracy pisarskiej. Poza licznymi publikacjami z zakresu filozofii fizyki oraz kilkoma popularnonaukowymi, napisał podręcznik termodynamiki i kontynuował własne opracowywanie skryptów ze swych wykładów. Uczestniczył nawet w zredagowaniu części fizykalnej nowego wydania popularnych tablic matematyczno-fizycznych Władysława Wojtowicza do użytku szkół średnich29.

W latach 1947–1951 był jednym z wiceprezesów Międzynarodowej Unii Fizyki Czystej i Stosowanej (IUPAP). W roku 1952 został powołany na członka tytularnego Polskiej Akademii Nauk.

Dnia 12 października 1953 roku Czesław Białobrzeski zmarł nagle na atak serca.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Czesław Białobrzeski (1878–1953). Fizyk i filozof fizyki, „Postępy Fizyki” 1987, t. XXXVIII, z. 3, s. 225–232.

1Cz. Białobrzeski, Szkic autobiograficzny i uwagi o twórczości naukowej, „Nauka Polska” 1927, t. VI. Tekst ten został pośmiertnie przedrukowany pt. W sprawie badania genezy i rozwoju twórczości naukowej, [w:] idem, Wybór pism, Warszawa 1964, s. 13–48.

2M. Mathisson, Prof. C. Białobrzeski, „Nature” 1940, t. CXLV; W. Rubinowicz, Czesław Białobrzeski 1878–1953, „Nauka Polska” 1953, t. I, nr 4; W. M. Ścisłowski, Czesław Białobrzeski (1878–1953), „Acta Physica Polonica” 1954, t. XIII; W. M. Ścisłowski, Czesław Białobrzeski (1878–1953), „Postępy Fizyki” 1954, t. V; S. Mrozowski, Czesław Białobrzeski, „Postępy Fizyki” 1970, t. XXI; W. M. Ścisłowski, Wkład prof. Czesława Białobrzeskiego do rozwoju fizyki doświadczalnej i teoretycznej, „Studia i Materiały z Dziejów Nauki Polskiej” 1979, seria C, z. 23; J. Pniewski, Czesław Białobrzeski (1878–1953), [w:] „Rocznik TNW” 1983, s. 186–188; J. Pniewski, Warszawskie środowisko fizyków okresu międzywojennego, „Postępy Fizyki” 1985, t. XXXVI.

3Cz. Białobrzeski, op. cit.

4Idem, Paul Langevin, „Wiedza i Życie” 1948, nr 8–9, s. 683.

5T(cheslas) Bialobjeski, Action des rayons a sur les diélectriques solides, „Comptes rendus de l’Académie des Sciences” 1909, t. CXLIX; idem, Recherches sur lionisation dans les diélectriques solides et liquides, „Le Radium” 1910, t. VII; idem, Lionisation des carbures d’hydrogene liquides, „Le Radium” 1911, t. VIII. Swe wczesne prace ogłaszane we Francji Białobrzeski podpisywał w ten sposób, by w pisowni francuskiej zachować polską wymowę swego imienia z modyfikacją końcówki i nazwiska.

6Idem, Sur les théories des diélectriques, „Le Radium” 1912, t. IX.

7H. Poincaré, Leçons sur les hypothèses cosmogoniques, Paris 1911.

8J. H. Lane, On the Theoretical Temperature of the Sun, ,,The American Journal of Science and Arts” 1870, seria 2, t. L, nr 148.

9Cz. Bialobrzeski, Sur léquilibre thermodynamique d’une sphere gazeuse libre, „Bulletin international de l’Académie des sciences de Cracovie” 1913, seria A, s. 264–290.

10A. S. Eddington, The Internal Constitution of the Stars, Cambridge 1926.

11Cz. Bialobrzeski, Fluctuations thermodynamiques et radiation des étoiles, Cracovie 1927; idem, La constitution interne et le rayonnement des étoiles, „Le journal de physique et le radium” 1928, nr 9; idem, Quatre aspects du mécanisme du rayonnement, Cracovie 1931.

12Idem, La thermodynamique des étoiles, Paris 1931.

13G. Tiercy, Léquilibre radiatif dans les étoiles, Paris 1935.

14W. Kapuściński, Kto pierwszy uwzględnił ciśnienie promieniowania w teorii budowy gwiazd, „Problemy” 1950, t. VI. Artykuł ten został przedrukowany w zbiorze Wkład Polaków do nauki. Nauki ścisłe: wybór artykułów, wybrał, oprac. i przedm. opatrzył J. Hurwic, Warszawa 1967, s. 357–360.

15Cz. Białobrzeski, Sur léquilibre thermodynamique d’une sphere gazeuse libre, op. cit.

16List ten udostępniła mi dr Barbara Wojtowicz-Natanson, za co składam jej tu serdeczne podziękowanie.

17Cz. Białobrzeski, Szkic autobiograficzny i uwagi o twórczości naukowej, op. cit.

18S. Mrozowski, Czesław Białobrzeski, op. cit.

19C. Białobrzeski, I. Adamczewski, Application des diélectriques liquides a l’étude des sauts dionisation provoqués par les rayons cosmiques, Cracovie 1935; C. Białobrzeski, I. Adamczewski, Cosmic’ Ray Burst in Liquid Dielectrics, „Nature” 1935, t. CXXXVI; C. Białobrzeski, L’ionisation des diélectriques liquides par les rayons X. Application des diélectriques liquides a l’etude des rayons cosmiques, „Le journal de physique et le radium” 1936, nr 7.

20C. Białobrzeski, Sur la diffusion de la lumiere et de bleu de l’eau, „Sprawozdania i Prace Polskiego Towarzystwa Fizycznego” 1920/1921, t. I, 1923.

21C. Bialobrzeski, Sur la diffusion intérieure et l’absorption vraie que en résulte, Cracovie 1923; T. Bialobjeski, Considération sur la diffusion intérieure et labsorption vraie de la lumière, „Le journal de physique et le radium” 1924, nr 5; idem, Sur labsorption vraie de la lumière, „Annales de Physique” 1926, t. V.

22Cz. Bialobrzeski, Szkic autobiograficzny i uwagi o tworczosci naukowej, op. cit.

23C. Bialobrzeski, Sur l’interpretation concrete de la mécanique quantique, „Revue de Metaphysique et de Morale” 1934, t. XLI.

24S. Mrozowski, Czesław Białobrzeski, op. cit.

25Chyba już to wiem... – Rozmowa z Leonardem Sosnowskim, „Postępy Fizyki” 1986, t. XXXVII.

26M. Mathisson, Prof. C. Białobrzeski, op. cit.

27Cz. Białobrzeski, Podstawy poznawcze fizyki świata atomowego, Warszawa 1956; także wyd. rozszerzone: Warszawa 1984.

28To pomyłka. Zniszczenie pracowni nastąpiło w 1942 roku [przyp. red.].

29W. Wojtowicz, Tablice matematyczno-fizyczne czterocyfrowe, oprac. Cz. Białobrzeski, E. Rybka i A. M. Rusiecki, wyd. XVI, Warszawa 1952.

Wacław Borowy

Urodzony 19 V 1890 w Tuszynku koło Łodzi. Studia filologiczne na uniwersytecie we Lwowie i Uniwersytecie Jagiellońskim (1908–1913), doktorat na UJ (1914). W latach 1930–1935 wykładowca literatury polskiej w londyńskiej School of Slavonic and East European Studies. Związany z UW najpierw jako starszy bibliotekarz w BUW (1920–1928), potem jako jej dyrektor (od 1936) oraz prof. nadzwyczajny (1938) i zwyczajny (1946) w Katedrze Historii Literatury Polskiej.

Wybitny znawca i historyk literatury polskiej, badacz oświecenia, romantyzmu i pozytywizmu, zwłaszcza poezji czasów stanisławowskich. Interesował się również polsko-angielskimi związkami kulturalnymi.
Uczynił z Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie nowoczesny i największy naukowy księgozbiór stolicy; przyczynił się do usystematyzowania i skatalogowania zbiorów.
Członek TNW (1922), PAU (1932), członek założyciel Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Laureat m.in. Nagrody Polskiego Towarzystwa Wydawców (1935), Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury (1937).
Zmarł 16 X 1950 w Warszawie.

Łazienki a „Noc Listopadowa” Wyspiańskiego: uwagi historyczno-literackie, Warszawa 1918; O wpływach i zależnościach w literaturze, Kraków 1921; Boy jako tłumacz, Warszawa 1922; Odzyskane zbiory rękopisów i grafiki w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie, Warszawa 1925 (z Zygmuntem Batowskim); Jan Kasprowicz, Kraków 1926; Gilbert Keith Chesterton, Kraków 1929; O poezji polskiej w wieku XVIII, Kraków 1948.

J. Kleiner, Wacław Borowy, „Życie i Myśl” 1950, nr 7/8, s. 713–726.

JULIUSZ KLEINER

WACŁAW BOROWY*

1890–1950

 

Wacław Borowy był spośród wszystkich naszych historyków literatury najsubtelniejszym. Posiadał w sobie harmonię opanowania, zespolenie delikatności z ostrą bezwzględnością, wątłości z siłą; łączył nieznający pośpiechu spokój z gotowością bojową. W wykwintnej samotniczej pracowni bibliofilskiej byłby na miejscu najwłaściwszym, ale umiał także przykuwać uważnych, kulturalnie przygotowanych słuchaczy. I umiał zdrowie i życie narażać dla ratowania skarbów kultury polskiej.

Był mistrzem naukowej miniatury krytyczno-literackiej, chociaż i wielostronność wyczerpującej monografii stała przed nim otworem. Uczony o wiedzy imponującej, o skrupulatności drobiazgowej, o ścisłej logice wywodów, miał cechy krytyka-artysty. Był odkrywcą wartości i lubował się w odkryciach. Jako pisarz narzędzie swe wydoskonalił w szkole naukowców francuskich i angielskich. Studia badawcze komponował jako dzieła sztuki i jako instrumenty wnikliwego poznania. Niekiedy zaostrzał sądy z rozmyślną przekorą przy chłodnym tonie pewności. Nieobcy był mu pociąg do paradoksu, przy jednoczesnym umiłowaniu jasności i prostoty myślenia. Wyróżniał się wrażliwością ogromną na piękno, zwłaszcza na piękno liryczne; miał sympatię dla dowcipu i dla ciętości polemicznej. Miał pasję analizy bystrej, wdzierającej się w istotę przedmiotu. Postawa religijna rozszerzała i pogłębiała sferę jego odczuwania. Osobistością całą świadczył o zżyciu się z pięknem i wyżynami idei.

Początek jego trzydziestokilkuletniej działalności naukowej i literackiej od razu był świetny i od razu zaważył na torach naszych badań. Jako uczeń Ignacego Chrzanowskiego ogłosił w wydawanym przez niego zbiorze „Prac historyczno-literackich” zwartą monografię: Ignacy Chodźko (Artyzm i umysłowość) (1914).

Badania nad dziejami powieści polskiej były już wtedy w toku. Przodował w nich autor Wertera w Polsce, Konstanty Wojciechowski. Ale dopiero Borowy zainicjował istotną analizę techniki powieściowej w dziejowym jej rozwoju. Przewodnikiem na tej drodze było dla niego wydane świeżo (w roku 1911) epokowe dzieło Dibeliusa Englische Romankunst, które właśnie dzięki Borowemu weszło w skład naszej metodyki historyczno-literackiej i zadecydowało o typie dalszych prac w tej dziedzinie. Dibelius nie tylko poddał ścisłej analizie wszystkie środki kształtowania powieści, lecz ustalił nowe pojęcie techniki jako ustosunkowania się autora do zastanej tradycji rodzaju literackiego. Zgodnie z tym badacz Ignacego Chodźki włącza w obręb swych dociekań całą przeszłość poczynającej się polskiej literatury powieściowej, gruntowne przypiski i ekskursy czyni krótkimi rozprawami zarysowującymi tło powieści pamiętnikarskiej, której tak popularnym tworem stały się Pamiętniki kwestarza. Owa popularność otwiera pewne szczególne perspektywy i pozwala w opowiadaniach Chodźki widzieć świadectwo przekonań i gustów szerszej publiczności, uznać go za typowego przedstawiciela czasów zniżenia lotów w literaturze i depresji umysłowej kraju, nadać pismom jego sens socjologiczny w związku z wizerunkiem psychologicznym pisarza.

W ten sposób uchronił się Borowy od formalistycznej jednostronności metody Dibeliusa, we wspomnianym dziele podstawowym tracącego z oczu i osobistość autora, i uwarunkowanie społeczne. (Jednostronność ową, której przeciwstawia się jako teoretyk powieści Lukacs, sam Dibelius częściowo przezwyciężył w monografii o Dickensie).

Wiedza i metoda badacza w pełni już się okazała dzięki książce o Chodźce; znamienne rysy jego indywidualności, jego daru wnikania w istotę dzieł sztuki wyraźniej wystąpiły w zasadniczym, najbardziej realnym komentarzu wizyj Wyspiańskiego, w uplastycznieniu Nocy Listopadowej na tle topografii Łazienek i ukazaniu osobliwej instrumentacji tego utworu (Łazienki a Noc Listopadowa Wyspiańskiego, 1918) oraz w wycyzelowanych miniaturach, składających się na tomik Ze studiów nad Fredrą (1921).

Na czele analiza Fredrowskiej humoreski o „Pawle i Gawle” z podtytułem Humoreska krytyczna. Poza wskazaniem źródła, powieści Pigault-Lebruna, i oświetleniem artyzmu przemiany wesołej historyjki figla w małe studium charakterologiczne – analiza niebywale drobiazgowa, której towarzyszy jednak uśmiech niedopuszczający nigdy wrażenia pedanterii. Następuje wyjaśnienie pozornego beztroskiego nieładu w uroczym pamiętniku Trzy po trzy jako świadomej, konsekwentnie przeprowadzonej kompozycji, wzorowanej na Tristramie Shandym Wawrzyńca Sterne’a. Wreszcie – radowanie się „przedziwnością kompozycyjną” Zemsty („Co za szczęście, rozkosz, radość” – te słowa II aktu i motto stanowią, i finał). I tu znalazło się wprowadzenie metody nowej: uprawianego przez niektórych krytyków angielskich i niemieckich i zaleconego przez Hudsona w jego Introduction to the Study of Literature „wykresu” akcji. To przyswojenie „diagramu” mniej było szczęśliwe od wejścia na tory Dibeliusa i wywołało nawet w szkołach naszych niezbyt szczęśliwe stosowanie metody graficznej. Nie zaszkodziło wszakże trafności wywodów o budowie scen Fredrowskich.

Wskazanie pierwowzoru, na którym Fredro oparł kompozycję pamiętnika, będące jednocześnie wyjaśnieniem jego artyzmu, uprzytomnieniem swoistej fizjonomii dzieła, łączy tę wiązankę studiów z książeczką dotyczącą metody badań: O wpływach i zależnościach w literaturze (1921). Właśnie wtedy Adam Grzymała-Siedlecki zaatakował badania genetyczne i ukuł popularne odtąd określenie „wpływologia”. Otóż Wacławowi Borowemu, tak obdarzonemu poczuciem humoru, sprzymierzony z jego wiedzą przypadek szczęśliwie dał możność zademonstrowania pogromcy wpływologii, jak pożyteczną może być ta dziedzina poszukiwań. Grzymała-Siedlecki wydane w roku 1917 Trzy po trzy zaopatrzył świetną przedmową (jako że jest wielkim znawcą i miłośnikiem Fredry); powiedział w niej jednak, że te notowane swobodnie wspomnienia cechuje „absolutna luźność opowiadania” i „naiwność literacka”. „Wpływologiczne” wywody Wacława Borowego odpowiedziały na to stwierdzeniem literackiego kunsztu w pozornej swobodzie bezładu. Rozprawa zaś poświęcona „wpływom i zależnościom” rozsegregowała przejrzyście różne rodzaje związków między dziełami i wytłumaczyła racje i pożytki stwierdzania takich związków, o ile dokonane jest z należytym krytycyzmem. Ujawniła się w tym studium i świadomość metodologiczna autora, i jego bogata orientacja w literaturze światowej. [...]

I metoda badawcza, i wybór tematu zjawiskiem interesującym uczyniły rozprawę Boy jako tłumacz („Przegląd Warszawski” 1922) – wzór analizy drobiazgowej i świetnego budowania ocen na jej podstawie. Z dokładnością wyjątkową określił krytyk artyzm przekładów Boya i rolę ich w naszej kulturze literackiej, nie pomijając wszakże pewnych usterek.

Jednocześnie z wydaniem prac wymienionych i w latach następnych mnożyły się studia, artykuły, recenzje Borowego w „Pamiętniku Literackim”, „Przeglądzie Współczesnym”, „Pamiętniku Warszawskim”, w „Wiadomościach Literackich”, w „Warszawiance”; w roku zaś 1929 ukazała się monografia o Gilbercie Keicie Chestertonie. Angielski przyjaciel Polski został sprawiedliwie wynagrodzony za sympatię dla obcego narodu: najlepsza książka o nim wyszła w języku polskim. Bujna osobistość pisarza, tryskającego nieprzebraną siłą witalną i zwycięskim humorem, drażniącego paradoksami pozornymi, a podbijającego siłą przekonań i tupetem zdrowego rozsądku, ujęta została w monografii syntetycznej. Wielotomowa i tysiącami artykułów narzucająca się płodność poety, powieściopisarza, publicysty, myśliciela, szermierza propagandy zmieniła się w całość tak jednolitą i przejrzystą, że w obrębie światowej literatury krytycznej monografia ta stanowić może typ klasyczny, wzorowy sumującego, syntetyzującego przedstawienia. Część książki poświęcona ideologii zamieniła potok enuncjacji różnorodnych w jedno dzieło konsekwentne i wyraziste, reszta scharakteryzowała rysy zasadnicze sztuki pisarskiej. Żmudna, rozległa praca, opanowująca całe angielskie tło kulturalne, dała w wyniku dzieło lekkie i zajmujące – obiektywne studium krytyczne i wyznanie wiary, bo badacz solidaryzuje się z Chestertonowską chrześcijańską afirmacją życia i z głoszeniem jego wielkiej, wiarą umocnionej, prostej radości – prostej a trudnej do pojęcia i bogactwem kulturalnym wieków przepojonej, ogólnoludzkiej i specyficznie angielskiej.

Aktualizowanie wartości artystycznych całej literatury naszej jest celem książki wydanej w roku 1930 pt. Od Kochanowskiego do Staffa: antologia liryki polskiej.

Historia literatury pełni w znacznej mierze funkcję wielkiego cmentarza pisarzy zasłużonych. Figurują w niej nazwiska autorów, o których wypada coś wiedzieć, o których czasem słyszy się w szkole, których teksty czyta się jako zadane na lekcję, ale których poza tym nie bierze się do ręki. Gustaw Lanson otwarcie przyznawał, że podręcznik literatury zastępuje lekturę dzieł dawniejszych. Otóż antologia Borowego chce udowodnić, że warto i dzisiaj czytać liryczne utwory różnych czasów i że ich czytanie darzy istotną przyjemnością. Kiedyś Ranke miał powiedzieć, iż do historii to tylko należy, co żywe i aktualne. Wacław Borowy konsekwentnie takie właśnie stanowisko zajmował względem literatury. Antologia jego nie miała być wyborem tekstów ułatwiającym orientację w historii różnych epok i prądów, nie miała być nawet przewodnikiem w poznawaniu osobistości twórczych. Miała wydobyć i uprzytomnić skarbiec tworów żywych, mogących silnie przemówić do każdego kulturalnego i estetycznie wrażliwego człowieka.

Kryterium było subiektywne: decydował smak artystyczny twórcy antologii i osobiste współbrzmienie strun uczuciowych. Ale takie było ukształtowanie owego smaku, że mógł sobie rościć prawo do uznawania go za miarę niemal obiektywną. [...]

Można było sądzić, że badacz, co przedarł się poprzez twórczość liryczną dwustu niemal poetów, a setkę uwzględnił w antologii, obdarzy naszą naukę monografią o liryce polskiej; ale oczekiwanie to częściowo tylko i w odmiennej postaci miało się doczekać urzeczywistnienia po latach kilkunastu. Na razie, wkrótce po wydaniu antologii, Wacław Borowy ograniczył się do uprzytomnienia rozległej skali swych badań i rozważań w dwu tomach rozpraw i artykułów zebranych. Jeden uniezwyklony został tytułem Kamienne rękawiczki z dodatkiem: i inne studia i szkice literackie (1932), drugi stanowisko krytyka, dla którego nie istniała granica ostra między aktualnością rzeczy nowych a żywotnością dawniejszych, zaznaczał zespoleniem słów Dziś i wczoraj (1934), a mistrzostwo jego ujawniał czy to głębią charakterystyki Kasprowicza, czy wniknięciem w samotnictwo wzniosłe wirtuoza Antoniego Langego.

Essay, nazwany Kamiennymi rękawiczkami, należy do najznamienniejszych i najbardziej osobistych wypowiedzi Borowego: tego, którego zasadniczą postawą względem poetów badanych była bezpośrednia bliskość; idzie mu właśnie o bliskość i świeżość, o różnolitość czarnoleskiego klasyka, co miał sam i czytelnikom narzucał „nowożytne zrozumienie tej prawdy, że sztuka jest powszechną potrzebą uczucia i wyobraźni i że wielkie znaczenie poety wyrasta właśnie z jej powszechności”. I nie wahając się przyznać, że w jego utworach nie brak „wierszy artystycznie obojętnych, stronic jałowych”, wydobywa tony wymowne tej poezji, jej częstą melodię swoistą, umiejętnie przez rodzaj zdań tworzoną, jej kompozycyjne zasady, jej wdzięk, który pozwala raz po raz słyszeć „szept alegorycznej patronki poety”: Poetica nescio quid blandum spirans. (Skrót tych słów użyczył napisu rozprawie o niektórych rysach typowych artyzmu Kochanowskiego i jego sposobu odczuwania świata). Niedopuszczona do grona liryków antologii Drużbacka otrzymała pewną rekompensatę w rozprawie poświęconej jej utworowi; wskazane zostało źródło Fabuły o Książęciu Adolfie – baśń pani d’Aulnoy, będąca wstawką w jej powieści Histoire d’Hippolyte, popularnej wśród czytelniczek polskich XVIII wieku. Poza tym postacią główną w pierwszym z wymienionych tomów jest Mickiewicz, w drugim – Żeromski.

Zbiorem studiów jest też dzieło rozmiarami i znaczeniem górujące w naukowej twórczości Borowego: wydany w roku 1948 tom O poezji polskiej w wieku XVIII – książka odkrywcza o autorach znanych i czasem także nieznanych, niezrównana galeria portretów literackich. Ukazał tutaj Wacław Borowy w pełni kunszt swój odrębny: układanie misterne cegiełek z wyników analizy ścisłej, drobiazgowej i z wiedzy gruntownej o światowym piśmiennictwie, o wszelkich formach i środkach sztuki słowa, i kształtowanie materiału tego w wizerunki żywe dzieł i artystów.

Jeśli cień jakiejś przekory tkwił w samym wyborze tematu i w samym tytule – czyż bowiem nam wszystkim, w których pokutuje romantyczne pojmowanie poezji, nie wydaje się dość daleką od „poezji” pełnej literatura wieku oświecenia? – to wyraźna przekora władała w zasadniczej koncepcji: nie dawać historii literatury, nie wciągać utworów w wielką logiczną całość dziejowego, społecznego życia, nie pytać o sens społeczny ni o budulec społeczny dzieła, nie szukać przyczynowych związków – szukać tylko poezji: ale nie impresjonistycznie, nie przez pisanie utworów poetyckich o poetyckich utworach, i nie przez formalistyczne kierowanie uwagi na same tylko cechy językowych struktur, lecz przez obiektywne, rzeczowe, naukowe uprzytomnienie trwałych i żywych walorów samoistnych, którymi wzbogaca kulturę poezja, i przez obiektywne stwierdzanie rysów osobistych, dzięki którym każdy z poetów badanych – jest sobą. [...]

Tylko o przemawianie do uczucia i wyobraźni idzie Borowemu. Nie uznaje on poezji zintelektualizowanej, co wyraźnie, stanowczo podkreśla. To sprawia, że nie tylko poza sferę poezji usunął sonety filozoficzne Asnyka, ale że w obrębie XVIII wieku nie wywyższył należycie Krasickiego.

A jednak i karty o księciu biskupie warmińskim (choćby o jego radości życia i o jego ironii) wypadły świetnie, jakkolwiek nie one wagę główną mają w książce. Rewelacyjny jest w niej rozdział o Benisławskiej; jej poezjom, pokrewnym Psałterzowi Kochanowskiego i liryce mistyków hiszpańskich, Borowy dopiero wyznaczył miejsce na mapie literatury naszej. Decydujące znaczenie ma charakterystyka Kniaźnina, który uzyskał zupełnie odrębną pozycję w zespole stanisławowskich poetów, gdy w opinii ogólnej blado się dotąd zarysowywał niby jakiś drugi i mniejszy Karpiński. A z jaką plastyką wystąpił „niezwykły fenomen literatury” Zabłocki albo Trembeckiego intuicja „bujności natury”, co w porównaniu z tak bogatą przyrodą La Fontaine’a jest „jakby bardziej kudłata, mięsista, zębata, pazurzysta” i co „więcej i rozmaitszych wydaje głosów”. Urósł trochę dzięki Borowemu Wacław Rzewuski, winien mu wdzięczność przeceniony kiedyś, a dziś w szary kąt usuwany Józef Szymanowski, i wyśmiewany Jacek Przybylski, i wielki Staszic, który „bywał nieraz poetą mimo woli i wznosił się wtedy w regiony, do jakich nie wznosili się inni, «normalniejsi» poeci polscy XVIII stulecia”.

Wszystkie te walory poezji Wacław Borowy ukazuje wymową faktów, dokumentuje wybranymi doskonale cytatami, precyzuje przy pomocy zestawiania słownictwa, określania wersyfikacji, rozpatrywania budowy zdań i konstrukcji obrazów. Ale znajduje walory owe dzięki swej artystycznej wrażliwości. Bo pomimo wszelkiego dążenia do metod naukowych, obiektywnych, nikt nie zmieni faktu, że luneta, którą krytyk i historyk literatury obserwuje gwiazdy na firmamencie poezji, i mikroskop, którym bada ustroje – są to narzędzia subiektywne i że ich precyzyjność uwarunkowana jest osobistością badacza.

Książka Wacława Borowego o wieku XVIII, która wywołała sprzeciwy mocne i stała się tematem ostrej polemiki, jest niewątpliwie książką jednostronną. Ale jest także niewątpliwie najpiękniejszą książką o poezji owego stulecia. Trzem dziełom o literaturze polskiego wieku oświecenia należy się miejsce na wyżynach i trzem dzieł om przyznać można śmiało rękojmię trwałości. Jednym z nich jest Smoleńskiego Przewrót umysłowy, drugim – francuska monografia Cazina o Krasickim, trzecim – studia Borowego O poezji polskiej w wieku XVIII.

Po ukończeniu tego dzieła zajął się on głównie Mickiewiczem, który zresztą w ciągu lat trzydziestu raz po raz był przedmiotem jego badań, czy gdy wskazany został związek Dziadów z teoriami magnetyzmu i teozofii, czy kiedy znawca Sterne’owskiej kompozycji fragmentarycznej wyjaśniał fragmentaryczność Dziadów i zagadkowość ich części czwartej, czy gdy po „kraju lat dziecinnych” Mickiewicza oprowadzał, pisząc szkic o „Nowogródczyźnie mickiewiczowskiej” dla monograficznego zeszytu „Ziemi” z roku 1925 („Nowogródzkie” – pod redakcją Wacława Borowego), czy kiedy jeszcze w roku 1920 ogłosił komentowaną edycję Dziadów części trzeciej.

Przed II wojną światową przygotował dla wydania sejmowego Dzieł Mickiewicza tom I, zawierający drobniejsze „Poezje”; wojna przeszkodziła drukowi, udało się jednak uratować maszynopis obejmujący zarówno teksty główne, jak dodatek krytyczny z odmianami tekstu. Plon tej pracy przeszedł do pierwszego tomu ogłoszonej niedawno edycji narodowej. [...]

Autor monografii o Chestertonie nigdy nie zrywał nici wiążących go tak silnie z literaturą angielską. Dwa lata temu wnikliwie oświetlił realizm pani George Eliot i występującą u niej koncepcję człowieka i losu w Młynie nad Flossem. [...]

Do stałych natomiast ośrodków zainteresowań i umiłowań należał Norwid, obok Mickiewicza ulubieniec krytyka. W latach 1921 do 1935 omawiał w „Pamiętniku Literackim” wszystkie publikacje dotyczące tego poety, po wojnie kontynuował w pewnej mierze dzieło Miriama, czuwając nad wydaniem Vade-Mecum w podobiźnie autografu i zaopatrując je dokładną przedmową; poprzednio już wstęp napisał do nowego tomu Pism (1945), ogłosił myśli wybrane (Ludzkość – Ojczyzna – Sztuka, 1947), pracował nad zorganizowaniem wystawy Norwidowskiej w roku 1946, w związanym z nią wydawnictwie (Pamięci Norwida) scharakteryzował „Norwida poetę” i ułożył bibliografię, jednocześnie w „Zeszytach Wrocławskich” wskazał Główne motywy poezji Norwida.

Był powołany do napisania monograficznego studium o tej poezji – którego niestety napisać nie zdążył.

Zdawało się, że studium takiego można było też oczekiwać na temat Żeromskiego, gdy po kilku rozprawach przedrukowanych w tomie Dziś i wczoraj pojawiły się w „Pionie” w roku 1936 cztery studia będące jednolitą całością. [...]

Wśród rozpraw o autorze Ludzi bezdomnych jedna zasługuje na szczególną uwagę: Żeromski i świat książek. Bo jest to nie tylko uwydatnienie znamionującej Żeromskiego kultury literackiej, lecz także wyraz silny osobistych umiłowań krytyka. Był on nie tylko krytykiem-artystą, ale również miłośnikiem książek, nie tylko pisarzem i profesorem, lecz bibliotekarzem i bibliofilem. Może na tym terenie rozwinęła się owa drobiazgowość pracy, która cechowała Borowego. (Warto dla jej uplastycznienia przypomnieć pewien fakt znamienny. Gdy lat temu kilka chodziło o szczegółowy program uniwersyteckich wymagań polonistycznych, prof. Borowy obliczył, ile stron student potrafi przeczytać w okresie studiów i jakie książki dałyby się zmieścić w tej lekturze, możliwej nie do teoretycznego postulowania, lecz do realnego owładnięcia).

Wieloletniemu bibliotekarzowi boleśnie umożliwione zostało w momencie kataklizmu dziejowego danie świadectwa stosunkowi do świata książek i do skarbów polskiej kultury. Gdy po powstaniu warszawskim zaczęło się potworne palenie stolicy, uzyskano od okupanta ustępstwo jedno: zezwolenie na usunięcie szczególnie cennych druków, by nie zostały zniszczone przez płomienie. Wtedy to Wacław Borowy, chory sercowo, przez kilka miesięcy zimowych co dzień o godzinie 5 rano wyjeżdżał z Pruszkowa, szedł do Biblioteki Uniwersyteckiej, pracował przy segregacji książek (która przeważnie tak się odbywała, że leżąc na niższej półce, wybierał tomy z półek wyższych) i o godzinie 10 w nocy kończył pracę i wracał do Pruszkowa.

Co do jego stosunku osobistego do ludzi niejedno wyczytać można z sylwetek, jakie kreślił, pisząc, np. o Chlebowskim, o Porębowiczu, o Piwińskim. Zwłaszcza ostatnie to wspomnienie, w tomie nekrologów powojennych „Pamiętnika Literackiego” wydrukowane, czyni postać scharakteryzowanego pracownika naukowego, krytyka i miłośnika książki niezapomnianą dla czytelnika. Podobnym ciepłem i podobną prawdą tchnęło przed niewielu tygodniami wspomnienie o Karolu Wiktorze Zawodzińskim na posiedzeniu Komisji Polskiej Akademii Umiejętności; studium o tym zmarłym przyjacielu swym pisał Borowy krótko przed śmiercią.

Dyskretne, ale zawsze wyraziste piętno osobistości swojej wyciskał na wszystkich studiach. Był tak bardzo sobą i tak był władny na swym terenie, że luki po jego odejściu nikt nie zdoła zapełnić.

* * *

Urodził się Wacław Borowy jako syn Teofila i Florentyny z Świeckich dn. 19 maja roku 1890 we wsi Tuszynek w pow. łódzkim. W roku 1905 uczestniczył w Warszawie w strajku szkolnym. W roku 1908 ukończył polskie gimnazjum im. Chrzanowskiego. Studia uniwersyteckie zaczął we Lwowie, po pierwszym półroczu przeniósł się do Krakowa, w roku 1914 uzyskał w Uniwersytecie Jagiellońskim doktorat filozofii; w latach 1912–1914 był szeregowcem drużyn strzeleckich. Od roku 1916 pracował w Warszawie jako nauczyciel gimnazjalny, w latach 1919–1920 był archiwistą w Archiwum Akt Dawnych, w latach 1920–1928 bibliotekarzem w Bibliotece Uniwersyteckiej, w latach 1928–1936 radcą ministerialnym w Departamencie Sztuki Ministerstwa WRiOP. W roku 1921 objął redakcję „Przeglądu Warszawskiego”. W roku 1930 wyjechał do Anglii, był tam docentem literatury polskiej w Uniwersytecie Londyńskim (School of Slavonic and East European Studies). W latach 1936–1938 kierował Biblioteką Uniwersytecką w Warszawie, od roku 1938 był profesorem nadzwyczajnym, od roku 1946 – zwyczajnym na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 1948–1950 kierownikiem Seminarium Hist. Lit. Pol. – kierownikiem dbającym troskliwie o drobne nawet sprawy.

Idealną towarzyszkę życia i pracy miał od lat wielu w żonie, Julii z Baranowskich.

Brał żywy udział w pracach towarzystw naukowych, zwłaszcza Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, którego członkiem był od czasów pierwszej wojny światowej, i Polskiej Akademii Umiejętności, która w roku 1932 wybrała go korespondentem, w roku 1945 członkiem czynnym. W roku 1938 był laureatem państwowej nagrody literackiej; Polska Akademia Literatury przyznała mu złoty wawrzyn.

Informował kilkakrotnie czytelników angielskich o kulturze polskiej: w „Slavonic Review” z roku 1934 (Fifteen Years of Polish Literature 1918–1933) i 1931 (Leading Authors of Twentieth Century in Poland), w „The Studio” z 1934 (The Genius of Poland [o sztuce polskiej]), w The Year’s Work in Modern Language Studies z 1935 („Polish Studies”). Opracował rozdział I, XI, XII, XIII, XV i XX w książce zbiorowej, której był redaktorem, The Nazi „Kultur in Poland (1945 – przekład Wiktorii Goryńskiej).

W czasopismach często pisywał o Polonicach u obcych, zwłaszcza o „Anglopolonicach”.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Życie i Myśl” 1950, nr 7/8, s. 713–726.

Józef Polikarp Brudziński

Urodzony 26 I 1874 w Bolewie koło Płocka. Studia medyczne na uniwersytecie w Dorpacie (1891–1894) oraz na Uniwersytecie Moskiewskim (1894–1898); doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim (1908); rektor UW (1915–1916).

Pediatra i neurolog; zbadał symptomy zapalenia opon mózgowych i odkrył tzw. objaw drugostronny oraz objaw karkowy (zwany później objawem Brudzińskiego), których mechanizm opiera się na podrażnieniu tylnych korzonków nerwowych i zmianach w ciśnieniu wewnątrzczaszkowym.
Redaktor „Przeglądu Pediatrycznego”, pierwszego polskiego czasopisma poświęconego chorobom wieku dziecięcego. Organizator i naczelny lekarz szpitala św. Anny w Łodzi (1905–1910) oraz szpitala Karola i Marii w Warszawie (od 1913), członek TNW (1910) i komitetu Kasy im. Mianowskiego; inicjator utworzenia Sekcji Pediatrycznej Łódzkiego Towarzystwa Lekarskiego.
Zmarł 18 XII 1917 w Warszawie.

O działaniu bizmutozy w chorobach przewodu pokarmowego niemowląt, „Gazeta Lekarska” 1901, t. XXI; Przyczynek do badań nad enteritis streptococcica u niemowląt, „Gazeta Lekarska” 1902, t. XXII; Przyczynek do leczenia szkarlatyny surowicą przeciwpłoniczą, „Gazeta Lekarska” 1904, t. XXIV; Zapalenie opłucnej u dzieci i objaw trojaka, „Czasopismo Lekarskie” 1905, t. VII; W sprawie organizacji ogólnej Uniwersytetu, a Wydziału Lekarskiego w szczególności, Warszawa 1915; Die Universität zu Warschau, Berlin 1916.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 213–214; Brudziński J. [w:] PSB, t. III, Kraków 1937, s. 11–12; E. Herman, Neurolodzy polscy, Warszawa 1958, s. 159–165.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

JÓZEF POLIKARP BRUDZIŃSKI

1874–1917

 

Józef Polikarp Brudziński herbu Prawdzie był pionierem nowoczesnej pediatrii w Polsce i Europie, odkrywcą podstawowych dla dzisiejszej neurologii objawów oponowych, z których zasłynął na całym świecie. Nie ma z pewnością ani jednego kolegi lekarza na całym świecie, który choć raz by nie badał w swojej praktyce objawu Brudzińskiego u małego pacjenta, podejrzanego o zapalenie opon mózgowych.

Ten wspaniały i obdarzony niezwykłą intuicją naukowiec i genialny lekarz przyszedł na świat 26 stycznia 1874 roku w Bolewie koło Płocka w rodzinie ziemiańskiej. Rodzice Józefa, Feliks i Cecylia Katarzyna z Myślińskich, zadbali o dobre wykształcenie dla swojego syna. Po ukończeniu IV Gimnazjum w Warszawie mógł kontynuować naukę na uniwersytecie w Warszawie. Ze względu na zdegradowany przez władze rosyjskie poziom nauczania w ówczesnym Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, postanowił udać się na studia do Dorpatu, gdzie studiował medycynę przez trzy lata, by następnie przenieść się na wydział lekarski uniwersytetu w Moskwie. Tam w 1897 roku ukończył studia z wyróżnieniem. W ciągu następnych dwóch lat kształcił się w najlepszych klinikach europejskich. Tak więc swoją praktykę lekarską rozpoczął jako pediatra u profesora Jakubowskiego w klinice krakowskiej, następnie kształcił się w tym kierunku w Grazu u profesora Eschericha, a potem w Paryżu u profesorów Granschera, Marfana i Hutinela. Zwiedzał również szpitale w Wiedniu, Zurychu, Bazylei, Kolonii i Londynie.

W 1900 roku wrócił do kraju, gdzie pozostał już do końca życia. Z początku pracował jako lekarz w Domu Wychowawczym im. Ks. Gabriela Piotra Baudouina przy Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie, u doktora Ludwika Andersa. Jednocześnie rozpoczął starania o budowę szpitali pediatrycznych w Łodzi i Warszawie, które stały się dziełem jego życia. Pierwszą część planu udało mu się zrealizować po trzech latach. Szpital Anny Marii fundacji Herbstów i Geyerów, którego pomysłodawcą i faktycznym twórcą był Brudziński, powstał w biednej, robotniczej Łodzi. Trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce dla takiej placówki. Brudziński pracował na stanowisku lekarza naczelnego tego szpitala w latach 1905–1910. Jego staraniem placówka ta stała się jednym z pierwszych najnowocześniejszych szpitali dziecięcych w Europie, ośrodkiem nowoczesnej myśli pediatrycznej. W tym okresie powstały najważniejsze prace Brudzińskiego z zakresu gastroenterologii dziecięcej, pulmonologii i chorób zakaźnych wieku dziecięcego. Interesował się bakteriologią praktyczną, szczególnie pierwszymi próbami niszczenia bakterii chorobotwórczych przez wprowadzenie do hodowli bakterii konkurencyjnych. Wprowadził do kliniki metodę leczenia zakażeń jelitowych u dzieci, spowodowanych w szczególności przez Proteus vulgaris, za pomocą hodowli Bacterium lactis aerogenes (bakterie kwasu mlekowego).

Pierwsze doniesienia w literaturze światowej o tym, że jednoczesne zaszczepienie na płytkę z podłożem żelatynowym bakterii mlecznych i Proteus vulgaris hamuje rozwój tych ostatnich, a także pierwsza próba leczenia biegunek maślanką, wywołały żywe zainteresowanie Brudzińskiego tym problemem, tak bardzo istotnym w pediatrii. Brudziński zastosował własną, bardzo skuteczną metodę leczenia, polegającą na podawaniu niemowlętom drogą doustną 24-godzinnych hodowli Bacterium lactis aerogenes, zawieszonych w wysterylizowanej serwatce, która miała tę przewagę nad maślanką, że jako zawierająca mniej białka nie obciążała przewodu pokarmowego chorego dziecka. Metoda ta, oczywiście znacznie udoskonalona, jest stosowana do dnia dzisiejszego.

Brudziński opisał objaw opukowy w zapaleniach wysiękowych u dzieci oraz wyjaśnił teoretycznie mechanizm powstawania objawu Grocco-Rauchfussa i Hamburgera. Wprowadził ścisłe zróżnicowanie szkarlatyny i odry, dowodząc swoistości czynników zakaźnych obu tych chorób. Rozpoczął też badania nad objawami neurologicznymi w zapaleniu opon mózgowych u dzieci.

W Łodzi zorganizował Brudziński pierwszą sekcję pediatryczną przy Towarzystwie Lekarskim. Był jednym z twórców pierwszego pisma pediatrycznego na ziemiach polskich – „Przeglądu Pedyatrycznego” oraz jego redaktorem naczelnym w latach 1908–1914.

W 1910 roku Brudziński pozostawił pod opieką swojego wybitnego ucznia Władysława Szenajcha szpital łódzki i udał się do Warszawy, aby czuwać nad budową nowego miejskiego szpitala pediatrycznego. Szpital pod nazwą Karola i Marii, ufundowany przez ich córkę Zofię Szlenkierównę, późniejszą kuratorkę i przełożoną pielęgniarek w tym szpitalu, został na jej żądanie od początku zbudowany i urządzony według zamysłów Brudzińskiego. W 1913 roku, drugi w Polsce nowoczesny szpital pediatryczny – w Warszawie, przyjął pierwszych pacjentów, a Brudziński objął jego kierownictwo. W ten sposób realizował drugą część swojego planu. Szpital bardzo szybko stał się czołowym ośrodkiem postępowej myśli pediatrycznej na skalę europejską. Po reaktywacji Uniwersytetu Warszawskiego stał się jednostką kliniczną Wydziału Lekarskiego.

W tym czasie Józef Brudziński był już tak szanowaną osobistością w świecie medycznym, że udało mu się w 1912 roku utworzyć w Stowarzyszeniu Międzynarodowym Pediatrów oficjalną Sekcję Polską. W 1910 roku wybrano go członkiem rzeczywistym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a w latach 1912–1917 wchodził w skład jego Zarządu.

W okresie łódzko-warszawskim powstały jego epokowe odkrycia neurologiczne. Wszystkie jego prace z tego zakresu dotyczą zapalenia opon mózgowych i zawierają opisy nowych nieznanych objawów. Pierwsza praca – O odruchu drugostronnym na kończynach dolnych u dzieci, ukazała się w 1908 roku. Opisuje w niej autor nowy objaw, który zauważył u dziecka z porażeniem połowiczym. Mianowicie: przykurczenie kończyny zdrowej wywoływało wyprostowanie kończyny chorej, a więc brzmiący skomplikowanie „współruch drugostronny odwrotny”, natomiast przykurczenie kończyny chorej wywoływało przykurczenie kończyny zdrowej, a więc „współruch drugostronny identyczny”. Ten ostatni często występował w przypadkach powszechnej ówcześnie gruźlicy, nierzadko powikłanej zajęciem opon, oraz w przypadkach świnkowego lub inaczej nagminnego zapalenia opon.

W kolejnych pracach opisał klasyczne objawy, obecnie wszystkim znane jako objawy Brudzińskiego: górny, dolny i jarzmowy. Najczęściej badany obecnie objaw Brudzińskiego (górny), polegający na tym, że przy biernym przygięciu głowy do klatki piersiowej występuje zgięcie kończyn dolnych w stawach kolanowych i biodrowych, opisał w pracy z 1909 roku O nowym objawie na kończynach dolnych w zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych u dzieci. Badania w zakresie neurologii przerwała przedwczesna śmierć uczonego. Ostatnia publikacja z tego zakresu ukazała się w 1916 roku.

Brudziński nie zadowalał się samym opisem objawów. Interesowała go patogeneza. W tym celu przeprowadzał liczne badania doświadczalne na żabach, ptakach, psach i królikach w Zakładzie Fizjologii UJ u profesora Napoleona Cybulskiego. Dzięki tym doświadczeniom udowodnił, że opisane przez niego objawy oponowe są między innymi wynikiem zmian w ciśnieniu wewnątrzczaszkowym. Do piśmiennictwa światowego opisywane przez niego objawy weszły jako objawy Brudzińskiego i zostały umieszczone we wszystkich poważnych podręcznikach neurologicznych, m.in. takich autorów jak: Marfan, Oppenheim, Feer, Ibrahim i Dejerine. Były przedmiotem licznych dysertacji doktorskich na uniwersytetach francuskich i angielskich. Obecnie są kanonem badania neurologicznego na całym świecie.

Brudziński był autorem 56 prac naukowych. W 1909 roku Uniwersytet Jagielloński przyznał mu stopień doktora wszech nauk lekarskich bez egzaminu. Ten światowej sławy semiotyk był lekarzem tak zapracowanym na polu naukowym, tak zajętym pacjentami, że zawracanie sobie głowy stopniami naukowymi uważał na stratę cennego czasu. Na szczęście jego nauczyciel, sławny Maciej Leon Jakubowski, zadbał o swojego bodaj najznakomitszego ucznia. Jak głosi anegdota, wiedząc, że nie namówi Brudzińskiego na doktorat, zaprosił go do wygłoszenia referatu naukowego z zakresu pediatrii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tego odmówić nie wypadało. Udał się więc Brudziński do Krakowa. Wykład wygłosił, na pytania z sali odpowiedział. Musiał być wielce zdziwiony, gdy pod koniec poinformowano go, że szacowne gremium profesorskie zebrane na sali, na podstawie przedstawionej dysertacji nadaje mu stopień doktorski!

On sam również był wspaniałym nauczycielem. Z jego oddziałów wyszli wybitni wkrótce pediatrzy, nierzadko obejmujący katedry uniwersyteckie, z Martą Erlich, Karolem Jonscherem juniorem i następcą Brudzińskiego, najpierw w Szpitalu Anny Marii w Łodzi, potem w Szpitalu Karola i Marii w Warszawie, Władysławem Szenajchem na czele.

Józef Brudziński zmarł niespodziewanie w wieku 43 lat, 18 grudnia 1917 roku z powodu mocznicy wywołanej zapaleniem nerek. Pozostawił żonę Alinę z Mierzejewskich oraz dwóch synów: Tadeusza i Zygmunta. Żaden z nich nie kontynuował medycznej kariery ojca. Odziedziczyli jednak po nim talent działacza społecznego i polityka. Tadeusz, z wykształcenia inżynier rolnik, sprawował funkcję doradcy ekonomicznego Liberii, Zygmunt, z wykształcenia inżynier, był wybitnym znawcą gospodarki kolonialnej.

Jak wspomniano wcześniej, oprócz pracy naukowej, Brudziński prowadził szeroko zakrojoną działalność społeczną i polityczną. W połowie lipca 1915 roku, po ustąpieniu władz rosyjskich w wyniku przesunięcia się frontu wschodniego do Warszawy, rozpoczęły się działania polskiej inteligencji na rzecz repolonizacji polskich instytucji, zwłaszcza kulturalnych, oświatowych i naukowych. Pojawiła się wówczas nadzieja na odrodzenie Uniwersytetu Warszawskiego. Brudziński uważał to za sprawę najwyższej wagi i pomimo faktycznej okupacji niemieckiej naszej stolicy z ogromnym zapałem zabrał się do działania. Po opuszczeniu Warszawy przez Rosjan powstał Komitet Obywatelski, a w nim Wydział Oświecenia z Sekcją Szkół Wyższych, w którym zawiązała się Komisja Uniwersytecka, mająca za zadanie utworzenie polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Brudziński, który stanął na czele tej Komisji, w zasadniczy sposób przyczynił się do szybkiego zorganizowania i otwarcia Uniwersytetu w listopadzie 1915 roku. Miał znaczący udział w opracowywaniu spisu wykładów oraz doboru wykładowców. Obsadzenie katedr nie było sprawą łatwą, zważywszy na to, że od 1869 roku nie istniał tu polski uniwersytet.

Warto w tym momencie wspomnieć, że Brudziński miał również ogromny wkład w otwarcie Politechniki Warszawskiej. Walczył o to, by obie te uczelnie były niezależne finansowo od władz okupacyjnych, co miało gwarantować ich autonomię, ale to się nie udało. Uczelnie były utrzymywane wyłącznie z funduszu władz okupacyjnych, przy czym władze polskie miały decydować o organizacji zajęć i doborze kadry naukowej. Statut uniwersytecki ułożony pod nadzorem Brudzińskiego nie został więc zatwierdzony. Pomimo narzuconego regulaminu funkcjonowania uczelni, faktycznie uzależniającego je zupełnie od okupanta, wykłady dla studentów rozpoczęły się już w semestrze jesiennym. Brudzińskiemu Niemcy powierzyli posadę rektora Uniwersytetu, co było zbawienne dla tej uczelni. Pomimo nawału prac organizacyjnych, obowiązków lekarskich i pracy naukowej miał czas dla swoich studentów. Uczestniczył w zebraniach studenckich, pomagał im w sprawach życiowych. Organizował wiece i pochody mające uczcić ważne daty z historii naszego kraju. Uważał słusznie, że „kto nie ma szlachetnych wspomnień, nie może mieć szlachetnych nadziei”. Zachęcał do pracy akademików i ich nauczycieli. Budził we wszystkich coraz gorętszą i realniejszą nadzieję na nadejście upragnionej wolności.

Pomimo wytężonej pracy na stanowisku rektora, Brudziński zdecydował się na objęcie Katedry Propedeutyki Lekarskiej, prowadząc przez dwa lata wykłady z tego zakresu. Zajęcia te uważał za najistotniejsze w kursie wstępnym dla przyszłego lekarza, dlatego postanowił poprowadzić je osobiście. Słowom, które wygłosił na uroczystości otwarcia Uniwersytetu, pozostał wierny do końca: „Mamy więc ten upragniony Uniwersytet Polski – z otmętów szalonej burzy dziejowej wypłynął on, niech więc nasze choć słabe barki kierują nim tak, aby dotrwał do dni pogody i otworzył wtedy swe ramiona wszystkim swym synom, którzy, rozproszeni po świecie, rozniecali swem tchnieniem ogniska nauki na ziemiach obcych, z utęsknieniem wyczekując chwili, gdy siły swoje poświecić będą mogli w służbie ognisku nauki ojczystej. Tak pojmujemy nasze zadanie, wiemy, że jest ono niezmiernie trudne, nie w uroczystych też togach stajemy do pracy, lecz w bluzach cichych a pilnych pracowników, nie jak armia główna wkraczamy w mury Wszechnicy, lecz jak pionierzy, którzy na trzęsawiskach, pozostawionych w naszej wszechnicy przez gospodarkę obcą, zbudują mosty i wytkną drogę, którą wejdzie główna armia naszych pracowników umysłowych”.

Mniej znana, ale niezwykle ważna, jest również działalność polityczna profesora Brudzińskiego. Jeszcze podczas studiów moskiewskich aktywnie działał w Kole Polskim. W listopadzie 1916 roku zaznaczył się jego czynny udział na rzecz utworzenia przez państwa centralne niezależnego Królestwa Polskiego. W tym czasie Brudziński był nie tylko rektorem Uniwersytetu, ale także od lipca 1916 roku prezesem Rady Miejskiej Warszawy. W listopadzie tego roku Józef Piłsudski zwrócił się do niego jako do „czołowego przedstawiciela społeczeństwa byłego Królestwa Polskiego” w sprawie utworzenia w Warszawie niezależnej polskiej władzy wojskowej, widząc w nim reprezentanta przyszłej władzy cywilnej.

Jako reprezentant narodu w grudniu tegoż roku Brudziński uczestniczył w pertraktacjach z Niemcami i Austrią. Żądał proklamowania i gwarantowania niepodległej Polski oraz natychmiastowego mianowania regenta, zniesienia granicy między okupacją austriacką i niemiecką, utworzenia Tymczasowej Rady Stanu, która opracuje konstytucję i zorganizuje administrację polską. Chciał również utworzenia departamentu wojskowego przy Tymczasowej Radzie Stanu, którego celem miało być utworzenie z legionistów Wojska Polskiego. Współpracę z państwami centralnymi chciał oprzeć na sojuszu wolnej Polski przeciwko Rosji. Już wiosną następnego roku zdał sobie jednak sprawę, że dążenia do niepodległości i zjednoczenia nie da się pogodzić z polityką państw centralnych. Podejrzewając słusznie, że nowy okupant myśli o zamknięciu uczelni, postanowił za wszelką cenę uratować Uniwersytet. Dlatego też, jako legalista, przeciwstawiał się radykalizacji antyniemieckich nastrojów społeczeństwa (zwłaszcza młodzieży) i powstrzymywał młodzież od wieców i strajków popierających obóz Piłsudskiego. Doprowadziło to do spadku jego wielkiej popularności wśród studentów, pomimo że zawsze występował do władz okupacyjnych w ich obronie. Z tego powodu odmówił kandydowania w 1917 roku na kolejną kadencję rektora; przyjął stanowisko prorektora Uniwersytetu.

W grudniu tego roku Józef Brudziński zmarł. Nie doczekał wolnej Polski. Jego pogrzeb w Skotnikach zgromadził tysiące osób. W imieniu studentów przemówienie nad grobem wygłosił Leszek Serafinowicz, późniejszy wielki poeta tworzący pod pseudonimem artystycznym Jan Lechoń. Na nagrobku umieszczono napis: „Budował w dniach zamętu i zwątpienia. Sercem gorącym obejmował Wczoraj, Dziś i Jutro Narodu”.

Wkrótce potem wybito honorujący go medal i tablicę pamiątkową w Warszawie. Jego imieniem nazwano jedną z sal Uniwersytetu Warszawskiego w Pałacu Kazimierzowskim. Z większych polskich miast jedynie Łódź nazwała jego imieniem ulicę (na Dołach). Warszawa, dla której tyle dobrego uczynił, dotychczas na to się nie zdobyła.

Tadeusz Brzeski

Urodzony 16 IX 1884 w Dębicy. Studia prawnicze na UJ i na Uniwersytecie Lwowskim (1902–1906); studia ekonomiczne na uniwersytetach w Berlinie i Monachium (1907–1909); doktorat na UJ (1907); docent ekonomii na Uniwersytecie Lwowskim (1916); prof. nadzwyczajny (1919) i zwyczajny (1921) UAM w Poznaniu; w latach 1919–1939 profesor UW (1928/1929 dziekan Wydziału Prawa, 1929/1930 rektor, 1930/1931 oraz 1933/1934 prorektor); wykładowca uniwersytetu w Oksfordzie (1944–1951, 1944–1947 dziekan Polskiego Wydziału Prawa), rektor Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie (1951–1958).

Ekonomista teoretyk, bliski nurtowi psychologiczno-matematycznemu oraz typologizmowi historycznemu. Zwolennik reformy rolnej oraz umiarkowanego etatyzmu. Zajmował się również problematyką wartości pieniądza.
Członek poznańskiego TPN; członek i wiceprezes (1931–1937) TNW, członek PAU, współzałożyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie.
Zmarł 27 III 1958 w Londynie.

Parcelacja własności tabularnej w Galicji, „Wiadomości statystyczne o stosunkach krajowych”, t. XXIII, z. 2, Lwów 1912; O granicach ekonomii społecznej: granice pojęciowe i pojęcia graniczne, Kraków 1915; Psychologiczna teoria gospodarcza w zarysie, Poznań 1921; Ustrój pieniężny. Teoria, Warszawa 1927; Ekonomia. Teoria gospodarowania, Warszawa 1938.

Nauki humanistyczne i społeczne, Wrocław 1974, s. 179–180; „Rocznik TNW” 1928, R. 21, s. 39–60.

CECYLIA LESZCZYŃSKA

TADEUSZ BRZESKI

1884–1958

 

Tadeusz Brzeski urodził się 16 września 1884 roku w Dębicy (powiat ropczycki, obecnie woj. podkarpackie), pochodził z rodziny prawniczej (ojciec Bronisław, matka Józefa z Nikorowiczów). Ukończył gimnazjum w Tarnowie w 1902 roku, po czym podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim (1902/1903–1904/1905) i Uniwersytecie Lwowskim (1905/1906). Doktoryzował się na UJ uzyskując stopień doktora praw w październiku 1907 roku. W latach następnych (1907/1908–1908/1909) studiował ekonomię na uniwersytetach w Berlinie i Monachium, uczestnicząc w seminariach m.in. Gustawa Schmollera. Do kraju powrócił w 1909 roku, by podjąć pracę jako wyższy urzędnik w Departamencie Rolniczym Wydziału Krajowego we Lwowie (rząd autonomicznej Galicji). W okresie tym opublikował pierwsze prace naukowe. Habilitację przeprowadził na uniwersytecie we Lwowie w 1916 roku na podstawie rozprawy O granicach ekonomii społecznej: granice pojęciowe i pojęcia graniczne (Kraków 1915). Otrzymawszy tytuł docenta ekonomii politycznej, podjął pracę w Katedrze Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Lwowskiego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1919 roku docent Brzeski przeniósł się do Poznania, by na nowo otwartym uniwersytecie objąć sekcję ekonomiczno-polityczną na Wydziale Prawnym. Organizacja wydziału nabrała dynamiki od lutego 1919 roku, gdy specjalna komisja rozpoczęła zapraszanie profesorów (głównie z Krakowa i Lwowa) do prowadzenia zajęć. Docent Tadeusz Brzeski przyjechał w kwietniu i należał do bardzo wąskiego grona wykładowców, z którymi wydział rozpoczął działalność po otwarciu uniwersytetu w maju 1919 roku (od września 1919 roku wydział nosił nazwę: Wydział Prawa i Nauk Ekonomiczno-Politycznych, a od maja 1921: Wydział Prawno-Ekonomiczny). Brzeski w 1919 roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym ekonomii społecznej i objął katedrę ekonomii społecznej, w 1921 roku został zaś mianowany profesorem zwyczajnym. Miał istotne zasługi dla organizacji wydziału, w roku 1920 był jego delegatem do senatu uczelni, został też członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Latem 1922 roku Tadeusz Brzeski otrzymał propozycję objęcia katedry ekonomii II (katedrą I kierował prof. Antoni Kostanecki) na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Zajęcia rozpoczął w październiku, jako profesor zwyczajny ekonomii społecznej Uniwersytetu Warszawskiego kierował seminarium ekonomicznym, zajęcia z przedmiotów ekonomicznych dzielił z profesorem Kostaneckim. Z Uniwersytetem Warszawskim pozostał związany do 1939 roku. W roku akademickim 1928/1929 był dziekanem wydziału prawa (w latach 1926/1927 i 1927/1928 prodziekanem), w roku 1929/1930 rektorem uniwersytetu, a w 1930/1931 i 1933/1934 prorektorem. W 1934 roku, po ponownym wyborze na stanowisko prorektora, odmówił objęcia urzędu, tłumacząc się brakiem wolnego czasu, który chciał poświęcić pisaniu nowej książki. Był także przedstawicielem wydziału w Senacie UW w latach 1923–1926 i 1936–1937. Od 1928 roku był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (w latach 1931–1937 był wiceprezesem), a od 1932 roku – członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności. W 1937 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w dziedzinie naukowej.

Wybuch wojny zastał Brzeskiego we Lwowie. W kwietniu 1940 roku w ramach drugiej deportacji ludności polskiej został wraz z rodziną wywieziony do Kazachstanu. Tam umarła jego matka, on wraz z bratem odzyskał wolność w 1941 roku, po układzie Sikorski-Majski, dzięki amnestii. Wyjechał na Środkowy Wschód, a stamtąd do Wielkiej Brytanii. W 1942 roku wszedł do instytucji związanych z polskim rządem w Londynie: został sekretarzem generalnym Ministerstwa Prac Kongresowych i prezesem Głównej Komisji Skarbu Narodowego. Kontynuował działalność naukową, aktywnie działał w Stowarzyszeniu Ekonomistów Polskich w Zjednoczonym Królestwie (powstało w 1941 roku), w 1943 roku założył Polskie Towarzystwo Naukowe, pracował w katedrze ekonomii uniwersytetu w Oksfordzie, prowadząc zajęcia przede wszystkim dla studiujących tam Polaków, w latach 1944–1947 był dziekanem założonego na tymże uniwersytecie polskiego wydziału prawa.

Szczególne zasługi miał Tadeusz Brzeski dla uruchomienia polskich uczelni w Anglii, w tym Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie (PUNO). Początki idei założenia polskiej uczelni wyższej za granicą sięgają grudnia 1939 roku, kiedy w Paryżu uruchomiono wydział prawno-ekonomiczny oraz humanistyczny (bez prawa nadawania stopni naukowych). Ich działalność nie trwała długo, została bowiem zawieszona po kapitulacji Paryża w czerwcu 1940 roku. Po wyjeździe do Anglii polskim władzom udało się zorganizować wydziały polskie przy uniwersytetach brytyjskich i szkockich, w tym wydział prawa przy uniwersytecie w Oksfordzie. Związani z nim byli m.in. profesorowie Tadeusz Brzeski i Stanisław Grabski.

Po uznaniu przez rząd Wielkiej Brytanii w 1945 roku Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej w Warszawie władze brytyjskie cofnęły prawo uruchamiania na wydziałach polskich kolejnych roczników studentów, a w latach następnych likwidowano ich odrębność, włączając w struktury uczelni brytyjskich. Przez kilka lat funkcjonował jeszcze Polish University College (PUC) w ramach Uniwersytetu Londyńskiego. W międzyczasie polscy uczeni, którzy pozostali w Wielkiej Brytanii, podjęli starania o utworzenie odrębnego polskiego uniwersytetu. W pracach tych aktywnie uczestniczył Tadeusz Brzeski. W 1948 roku zainicjował powstanie Polskiej Rady Naukowej, przekształconej później w Polskie Towarzystwo Naukowe na Obczyźnie (był jego przewodniczącym), zaangażował się też w prace nad statutem przyszłego Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie (PUNO). Zaczęto go tworzyć w końcu 1949 roku, w końcu 1952 roku na podstawie dekretu Prezydenta RP na Uchodźstwie uzyskał prawa polskich państwowych szkół akademickich w rozumieniu ustawy z maja 1933 roku. Profesor Brzeski został rektorem PUNO (pełnił ten urząd aż do śmierci). Kierował jednocześnie Katedrą Ekonomii, odbywał zajęcia w Komisji Wydziałowej Prawa i Nauk Politycznych (uniwersytet prowadził seminaria, studium pedagogiczne, kurs nauk politycznych, wykłady otwarte, kursy zawodowe i języka angielskiego, organizował sympozja i konferencje naukowe). Okres londyński po 1947 roku był dla elit politycznych polskiego Londynu bardzo trudny – Tadeusz Brzeski utrzymywał się dzięki publikacjom, wykładom i odczytom.

Zmarł w Londynie 27 marca 1958 roku.

Tadeusz Brzeski był ekonomistą teoretykiem, jego prace dotyczyły zasadniczo trzech dziedzin: teorii ekonomii, historii ekonomii i zagadnień monetarnych. Raczej rzadko zabierał głos w dyskusjach na bieżące tematy gospodarcze, natomiast w swoim dorobku pozostawił kilka publikacji dotyczących polityki gospodarczej. Pierwsze teksty: Parcelacja własności tabularnej w Galicji (Lwów 1912) i Prawne uregulowanie parcelacyj (Kraków 1913) opublikował w okresie pracy na stanowisku wicesekretarza Wydziału Krajowego we Lwowie. Poświęcił je zagadnieniom struktury własności ziemi w rolnictwie i parcelacji wielkiej własności ziemskiej. Do kwestii tych odniósł się także w broszurze Materiały statystyczne do sprawy rolnej (Warszawa 1919). Problematyce rolnej, a konkretnie potrzebie parcelacji wielkich majątków ziemskich, poświęcił też artykuł Walka o reformę rolną („Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny”, 1926). Wskazywał na potrzebę upełnorolnienia gospodarstw chłopskich poprzez dobrowolną parcelację wielkiej własności oraz stworzenie możliwości odpływu ludności wiejskiej do zajęć pozarolniczych. Na początku lat 20. wydał też popularną pracę Polska jako jednostka gospodarcza (Lwów 1922), w której przedstawił stan polskiej gospodarki, jej zasoby, ustrój rolny, układ komunikacyjny i poziom uprzemysłowienia. Zwrócił uwagę na niedojrzałość polskiego społeczeństwa do przyjęcia czysto wolnorynkowych reguł gry, a także jego niechęć do silniejszej ingerencji rządu w gospodarkę, mającą swoje korzenie w okresie zaborów. Jego zdaniem aktywność państwa powinna dotyczyć przede wszystkim regulacji najważniejszych kwestii, takich jak reforma rolna i obrót ziemią czy ubezpieczenia społeczne. Nie był skrajnym liberałem, uważał, że rozstrzygnięcia kwestii „państwo czy rynek” powinny zależeć od konkretnego przypadku, niewłaściwy był bowiem zarówno nierozumny etatyzm, jak i „lekkomyślna” wolność. Stwierdzał też, że władza publiczna powinna mieć możliwość wpływu na sprawy społeczno-gospodarcze, jeśli nie pozostawały one przedmiotem działalności prywatnych przedsiębiorców.

Gros publikacji Brzeskiego odnosiło się do kwestii stricte teoretyczno-ekonomicznych. Praca habilitacyjna O granicach ekonomii społecznej (wyd. 1915) miała charakter typowo metodologiczny, tezy w niej zawarte bliskie były rozwijającemu się w ekonomii zachodniej nurtowi psychologiczno-matematycznemu. Odróżniał ujęcia generalizujące cechujące metodę ekonomii od indywidualizujących, właściwych naukom historycznym. Wskazywał na przyrodnicze oraz psychiczno-faktyczne uwarunkowania procesu gospodarowania i zależności między nimi zachodzące. Do kwestii tych powrócił w pracy Przyrodnicza i historyczna metoda w ekonomii (1916).

Ważną rolę w jego twórczości naukowej odegrała książka Psychologiczna teoria gospodarcza w zarysie (Poznań 1921), w której dał wyraz swoim poglądom na przedmiot i metodę ekonomii, próbując stworzyć uniwersalną teorię gospodarowania. Uważał, że teoria działań gospodarczych powinna uwzględniać często wzajemnie sprzeczne motywy kierujące decyzjami ekonomicznymi podejmowanymi przez jednostki gospodarujące. Podzielał opinię klasyków, że najważniejszy jest motyw egoizmu, dodawał, iż jest on głęboko osadzony w ludzkiej psychice, z tego też powodu zjawiska ekonomiczne mają charakter psychologiczny. Eksponował znaczenie psychologicznych aspektów (faktów psychologii gospodarczej) określających ekonomiczne zachowania jednostki w procesie produkcji, wymiany czy nawet kredytowania (motywacja psychiczna kredytu). Gospodarstwa dzielił na izolowane i wymienne, czyli utrzymujące kontakt z rynkiem. Przedstawił koncepcję państwa gospodarczego, w której, jako narzędzi analizy ekonomicznej, użył konstrukcji „typów idealnych” jednostki i społeczeństwa.

Koncepcji „typu idealnego” warto poświęcić kilka zdań więcej, za jej sprawą bowiem uważa się Brzeskiego za przedstawiciela tzw. typologizmu historycznego, którego narodziny związane były z pracami Maxa Webera. Zwolennicy tego nurtu negowali istnienie ogólnych praw ekonomicznych i dowodzili, że teoria ekonomii jest dziedziną pomocniczą w stosunku do badań historii życia gospodarczego. Czerpiąc z przemyśleń Webera, Brzeski rozwinął i uściślił koncepcję „idealnego typu” jako pewnego uproszczonego modelu rzeczywistości stanowiącego punkt odniesienia dla analiz ekonomicznych. Konstrukcję „typu idealnego” budował na założeniu, że jednostka postępuje racjonalnie przy pomocy pojęć opartych wyłącznie na motywach czysto gospodarczych, równowadze gospodarczej i prawidłowościach psychologicznych.

W tworzonej przez siebie teorii Brzeski zakładał materialno-psychiczną jedność działań jednostki i gospodarstwa społecznego, zjawiska społeczne traktował jako zewnętrzną sferę zjawisk i działań gospodarczych. Zwracał też uwagę na problem równowagi statycznej (dotyczącej ruchów wyrównawczych elementów układu gospodarczego z wielkościami stałymi jak populacja, technika produkcji, jej organizacja i struktura, niektóre zasoby) oraz równowagi dynamicznej (ww. elementy są w ruchu).

Brzeski opublikował kilka ważnych prac dotyczących zagadnień monetarnych: O zepsuciu i naprawie pieniądza (Kraków 1924), Ustrój pieniężny. Teoria (Warszawa 1927), Ustrój pieniężny. Polityka (1932) oraz Polityka pieniężna (Warszawa 1932). Był zwolennikiem ilościowej teorii pieniądza, wskazywał na inflacyjne skutki odejścia od pieniądza opartego na złocie. Uważał, że rosnąca rola pieniądza papierowego (w miejsce pieniądza kruszcowego będącego poza wpływem władzy państwowej) burzyła wewnętrzny system cen i ich związki z cenami światowymi. Za najważniejszą funkcję pieniądza uważał pośredniczenie w wymianie dóbr i usług. W ostatniej z wymienionych prac przedstawił syntezę zagadnień monetarnych: zakres polityki pieniężnej, jej cele i metodologię. Wskazał na czynniki ją determinujące, dzieląc je na wewnętrzne (m.in. podaż pieniądza i polityka banku emisyjnego) oraz zewnętrzne (międzynarodowe stosunki płatnicze, kurs walutowy i system walutowy). Warto też odnotować, że dokonał pewnej rewizji swojego wcześniejszego stanowiska odnośnie pozostawienia kwestii monetarnych mechanizmowi rynkowemu (system oparty na złocie), wskazując na zasadność świadomego nimi regulowania z punktu widzenia przyjętych celów. Uważał, że celem polityki pieniężnej powinno być wskazanie zakresu występowania pieniądza dobrego (neutralnego) i złego (oddziałującego w sposób naruszający równowagę). W analizie ustroju pieniężnego starał się wskazać zjawiska pieniężne bezpośrednio powiązane z gospodarką (nazywał je naturalnymi), gdzie pieniądz miał charakter neutralny, oraz „sztuczne”, destabilizujące gospodarkę (pieniądz emitowany przez skarb państwa oraz nadmiernie kreowany przez banki pieniądz kredytowy). Wskazywał na ewolucję ustroju pieniężnego: oderwanie się pieniądza od podstawy złota oraz możliwości powstania w miejsce państwowych ustrojów monetarnych „internacjonalizmu monetarnego”, pisał o zaletach potencjalnej unii monetarnej (oderwanie systemu monetarnego od partykularnych interesów narodowych i ułatwienie stosunków gospodarczych).

W latach 30. wydanych zostało kilka publikacji, w których Brzeski ponownie zajął się zagadnieniami związanymi z teorią ekonomii. W części wynikało to z potrzeb dydaktycznych. W okresie tym wyszedł skrypt stanowiący zbiór jego wykładów: System teorji ekonomji (Warszawa 1930). Oprócz oczywistych treści właściwych dla podręcznika (mechanizm funkcjonowania rynku, teoria podziału dochodu) znalazły się w nim zagadnienia dotyczące prawnych aspektów funkcjonowania gospodarki w postaci umów i kontraktów. Kolejne edycje podręczników wzbogacone zostały o historię rozwoju gospodarek oraz historię doktryn ekonomicznych.

Przemyślenia oraz poglądy na przedmiot ekonomii i jej metodę Brzeski zsyntetyzował w książce Ekonomia. T. 1: Teoria gospodarowania (Warszawa 1938). Zamierzał też wydać część drugą poświęconą ustrojowi gospodarczemu, pracował nad nią w czasie wojny. W 1941 roku w liście z Semipałatyńska do ambasadora RP w ZSRR Stanisława Kota pisał, że maszynopis II tomu Ekonomii udało się uratować, i że pracował nad koncepcją kolejnych tomów: o metodzie, historii doktryn, psychologii gospodarczej i rozwoju gospodarczym oraz o przyszłym ustroju gospodarczym. Prac tych nie ukończył. Wracając do Teorii gospodarowania – dotyczyła ona metod teorii ekonomii na poziomie abstrakcyjnym (wyższy stopień uogólnienia) oraz rzeczywistym – konkretnym. Brzeski dał w niej wyraz swojemu przekonaniu o potrzebie ujmowania w teorii ekonomii aspektów psychologicznych. Wychodząc z twierdzeń szkoły psychologicznej, próbował stworzyć własną teorię gospodarowania. Analizie poddał cztery grupy zagadnień: zasady gospodarowania, rachunek wartości, rachunek cen oraz państwo gospodarcze. Jeśli idzie o zasady gospodarowania wskazywał na elementy, które prowadziły do możliwie optymalnej alokacji zasobów i efektywnego ich wykorzystania. W przypadku analizy teorii wartości odrzucał teorię stworzoną przez klasyków (kosztowa wersja wartości), opowiadał się zaś za ujęciem subiektywnym, wskazując, że tylko użyteczność może być wyznacznikiem wartości oraz cen. Analizował też rolę pieniądza i znaczenie pozakruszcowych jego form dla funkcjonowania rynku. Pisał o dochodach czynników produkcji, sporo miejsca poświęcając tzw. dochodom rzeczowym przypadającym właścicielom czynników, w tym rencie (naturalnej, technicznej, monopolistycznej oraz finansowo-majątkowej). Analizował zagadnienie kosztów produkcji (stosując ujęcie marginalne), pisał o roli płacy, wskazując na psychologiczne determinanty jej poziomu (psychologiczna ocena stosowana przez człowieka nakładów potrzebnych do wykonywania pracy wykwalifikowanej bądź niewykwalifikowanej). Przedstawił koncepcję państwa gospodarczego, odniósł się do roli państwa i jego regulacyjnych działań w postaci protekcjonizmu, interwencjonizmu, planowania i socjalizacji. Uważał, że w procesach rozwoju trudno wskazać wyraźne prawidłowości, że cechowały się one zmiennością przynoszącą przechodzenie od form prostych do coraz bardziej złożonych, ale bez wyraźnych prawidłowości.

Niektóre z wymienionych wyżej zagadnień Brzeski podjął w artykule Teoria wobec praktyki ekonomii1. Pisał w nim, że teoria ekonomii nie powinna się zanadto oddalać od rzeczywistości, ta zaś uległa w końcu lat 30. wyraźnym zmianom w stosunku do okresów wcześniejszych. Cechował ją – pisał Brzeski – wzrost znaczenia monopoli i spadek znaczenia roli jednostki, dominującej w epoce doskonałej konkurencji. Ponieważ motyw racjonalności ekonomicznej, jaką kierował się nowy system, był sprzeczny z psychologią jednostki, prawa ekonomiczne i metody badania rzeczywistości powinny ulec zmianie – konkludował.

W okresie londyńskim opublikował Dylemat ekonomii2, w którym powrócił do kwestii przedmiotu i metody ekonomii. Analizując ich przemiany w toku rozwoju dziedziny, wskazał na wyłaniający się z ujęć szkoły psychologicznej i matematycznej obraz jednostki zracjonalizowanej i zmechanizowanej sprzecznej z pierwiastkiem wolności. Zwracał uwagę na przesunięcia w przedmiocie badań ekonomicznych w kierunku rosnącej roli ujęć makroekonomicznych. Podkreślał, że wraz ze wzrostem roli kapitalizmu monopolistycznego zmieniała się rola jednostki, przestawała ona być najważniejszym podmiotem działalności ekonomicznej. Tym samym jednostka – stanowiąca przedmiot zainteresowania ekonomii neoklasycznej i matematycznej – ustępowała miejsca takim kategoriom, jak dochód narodowy czy wzrost gospodarczy, z którymi związana była gospodarka planowa. Wskazywał na potrzebę „rozsądnego kompromisu” między dominującą dotąd mikroekonomią a rodzącą się makroekonomią.

Odrębną grupę publikacji stanowiły prace dotyczące historii myśli ekonomicznej. Pierwszą był skrypt Historia doktryn ekonomicznych (Warszawa 1933), kolejną Historia nauki ekonomii (Londyn 1952). Brzeski zawarł w nich przegląd rozwoju ekonomii jako dziedziny od czasów starożytnych po początek XX wieku, akcentując „ożywcze” znaczenie szkoły matematycznej i psychologicznej. Warto też wspomnieć o współautorskim wkładzie Brzeskiego w Program regionalizmu polskiego (1929) przygotowany przez czołowych przedstawicieli nauki polskiej.

Tadeusz Brzeski uważany jest za zwolennika historyzmu w ekonomii, jego poglądy naukowe kształtowały się pod wpływem młodszej szkoły historycznej. Początkowo był zwolennikiem koncepcji psychologicznej, w latach 30. próbował zaś scalić aspekty psychologiczne, socjologiczne i prakseologiczne występujące w procesach gospodarowania, by nadać im ponadhistoryczny, uniwersalny charakter. Podkreślał znaczenie zagadnień społecznych zarówno w analizie problemów teorii ekonomii, jak i analizach polityczno-ekonomicznych, wskazywał na integralność zjawisk społecznych i niemożność rozpatrywania różnych motywów kierujących działaniami gospodarczymi jednostek w izolacji. Główne wątki jego badań dotyczyły teorii gospodarstwa i gospodarowania. Wartości społeczne uważał za praktyczne objawy indywidualnego życia psychicznego, z tego też względu za konieczne uznawał stosowanie indywidualizmu poznawczego. Stał na stanowisku, że celem ekonomii nie powinno być szukanie praw ekonomicznych, ale definiowanie pojęć ekonomicznych i ustalanie współzależności między nimi. Za podstawowe zaś zadanie ekonomii uważał historyczne badanie życia gospodarczego w jego rozwoju i określonych stanach społecznych – rola teorii ekonomii miała być wobec tego głównego zadania pomocnicza.

SECT-ID LINK

1„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” 1937, nr 1.

2„Ekonomista Polski” 1943, nr 5.

Jan Stanisław Bystroń

Urodzony 20 X 1892 w Krakowie. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (1910–1914), po obronie doktoratu kształcił się w Paryżu i Wiedniu. Profesor uniwersytetów: Poznańskiego, Jagiellońskiego oraz Warszawskiego. Związany z UW w latach 1934–1963. Kierownik Katedry Socjologii (1934–1948).

Etnolog i etnograf Polski oraz Słowiańszczyzny, historyk obyczaju, socjolog. Interesował się też językoznawstwem, folklorem i komizmem. Dyrektor departamentu w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (1934–1936). Członek PAU (1933):, TNW (1945), PAN (1952).
Podczas II wojny światowej brał udział w tajnym nauczaniu. Więzień Pawiaka.
Zmarł 18 XI 1964 w Warszawie.

Zwyczaje żniwiarskie w Polsce, Kraków 1916; Wstęp do ludoznawstwa polskiego, Lwów 1926; Dzieje obyczajów w dawnej Polsce: wiek XVI–XVIII, t. I-II, Warszawa 1932–1934; Socjologia. Wstęp informacyjny i bibliograficzny, Warszawa 1935, 1947; Megalomania narodowa, Warszawa 1935; Kultura ludowa, Warszawa 1936.

A. Kutrzeba-Pojnarowa, Jan Stanisław Bystroń (1892–1964), [w:] Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 309–323.

ANNA KUTRZEBA-POJNAROWA

JAN STANISŁAW BYSTROŃ*

1892–1964

 

Jan Stanisław Bystroń objął jako profesor zwyczajny katedrę socjologii na Uniwersytecie Warszawskim z dniem 1 lipca 1934. Kierował nią do wybuchu wojny w 1939 roku. W czasie wojny, aresztowany, przebywał kilka miesięcy na Pawiaku. Po uwolnieniu brał udział w tajnym nauczaniu uniwersyteckim. Powrócił na katedrę po skończeniu wojny, ale już w roku akademickim 1948/1949 korzysta po raz pierwszy z płatnego urlopu „dla poratowania zdrowia”, który to urlop przedłuża się następnie na wiele dalszych lat, aż do przeniesienia na emeryturę z dniem 30 września 1963 roku. Napływają wówczas do profesora Bystronia podziękowania i ocena jego pracy zarówno od ministra szkolnictwa wyższego, jak i rektora i Senatu Uniwersytetu Warszawskiego. Podziękowania te, w których jest mowa o „wieloletniej ofiarnej pracy w szkolnictwie wyższym” i „uznaniu dla twórczości naukowej”, a także „działalności związanej z kształtowaniem i wychowywaniem kadr inteligencji polskiej”, nie były pustymi słowami. Mimo długiej choroby Bystronia, która przez kilkanaście lat uniemożliwiała mu twórczość i kontakty naukowe, dorobek jego pracy jest olbrzymi. Za słowami zawartymi w tych ocenach kryła się bogata treść, na którą złożyły się lata znaczone wieloma tomami do dzisiaj cenionych i czytywanych oryginalnych dzieł i wieloletnia praca dydaktyczna zarówno na Uniwersytecie Warszawskim, jak również wcześniej, na dwóch innych uniwersytetach polskich, w Poznaniu i Krakowie. Złożyła się na ten dorobek żywa, błyskotliwa inteligencja autora Kultury ludowejDziejów obyczajów w dawnej Polsce wieku XVI do XVIII, jego niesamowita wprost erudycja, wielka pasja badawcza, torowanie drogi na nowych szlakach myśli naukowej, troska o poziom naukowy dwu dyscyplin, dla których chciał zbudować podwaliny ich metody: ludoznawstwa (etnografii) i socjologii.

Bystroń przenosi się z Krakowa do Warszawy w okresie tak zwanej „mody na socjologię”, wzmagającego się zainteresowania społecznego socjologią jako nauką o różnorodnych formach życia społecznego, wypracowującą w tym czasie narzędzia badawcze w stosunku do wielu nowych dziedzin jej badań szczegółowych. [...]

Co przyniósł ze sobą do Warszawy Jan Stanisław Bystroń i dlaczego otrzymał katedrę socjologii, chociaż w naszym dzisiejszym odczuciu widzimy go najchętniej jako etnografa, folklorystę i przede wszystkim historyka obyczaju?

W rozwijającej się w tym czasie socjologii Jan Stanisław Bystroń nie był człowiekiem nowym. Zadebiutował w niej już w czasie swoich studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w latach 1910–1914, zakończonych doktoratem uzyskanym na podstawie pracy o teorii rzeczywistości społecznej opublikowanej następnie (1915) pt. O istocie życia społecznego. W pracy tej, charakteryzując różne nauki społeczne z punktu widzenia „sporu o metodę badań”, prym oddaje socjologii, która jedyna „formułowała umiejętnie problemy, które poruszać musiały także inne nauki, czyniąc to nieumiejętnie, powierzchownie i pobieżnie”. A równocześnie „z pierwotnego szerokiego założenia Comte’a, utrzymanego przez szkołę organiczną, powoli, ale konsekwentnie i systematycznie redukuje się socjologia do zakresu coraz węższego, coraz ściślej określonego, stając się z wolna teoretyczną nauką o społeczeństwie”. [...]

Przywykło się uważać – wspomina zresztą o tym i sam Bystroń we fragmentach swoich wspomnień drukowanych w „Dzienniku Polskim” w 1947 roku – że swoje zainteresowanie kulturą ludową zawdzięcza on przede wszystkim rodzinnym, śląsko-cieszyńskim tradycjom chłopskim. Ze odziedziczył je po swoim dziadku macierzystym, notariuszu z Cieszyna, Andrzeju Cinciale, którego zbiory pieśni śląskich wydał drukiem, a arcyciekawy pamiętnik jego drogi do polskości opatrzył w 1931 roku komentarzem. Ale pierwsze swoje drobiazgi folklorystyczne drukuje jako Jan Bystroń młodszy w 1905 i 1910 roku, już po śmierci dziadka (zmarł w 1898). Z kolei ojcu, Janowi (zmarłemu w 1902), profesorowi gimnazjalnemu w Krakowie, cenionemu filologowi, wydawcy wielu prac z zakresu literatury klasycznej i średniowiecznej, autorowi rozpraw z filologii polskiej, zawdzięczać miał wybór kierunku studiów uniwersyteckich i dalsze zainteresowania problemami językowymi, z których wyrosły prace takie, jak Nazwiska polskie, Księga imion w Polsce używanych, Powstawanie nazw i przezwisk polskich grup etnicznych, Megalomania narodowa i inne.

Jest w tych stwierdzeniach bardzo dużo prawdy. Ale równocześnie wypada przypomnieć, że w okresie młodości Jana Stanisława zainteresowanie kulturą ludową, gwarą i folklorem, ich formą regionalną, jak również związkami, jakie ją wiążą z kulturą narodu, zaprzątało umysły patriotycznie nastawionych warstw społeczeństwa polskiego. W Krakowie, gdzie Bystroń urodził się i wychował, znalazło zarówno w XIX wieku, jak zwłaszcza na początku wieku XX swój znamienny wyraz w literaturze, malarstwie, nauce okresu Młodej Polski. Właśnie tu, w Krakowie, jaskrawo manifestował się w tym czasie ten nurt polskich studiów kultury ludowej, który w tak charakterystyczny sposób towarzyszył historii polskiej nauki i publicystyki przez cały wiek XIX, wiek niewoli politycznej i troski o zachowanie tożsamości narodowej i odkrywanie jej pierwotnych źródeł. [...] Konstruując swój własny model tej kultury, poszedł [Bystroń] śladami Berwińskiego. W swych studiach analitycznych, dotyczących folkloru, w tym specjalnie pieśni i jej systematyki, jak również w studiach dziejów obyczajów, nieograniczonych wyłącznie do kultury chłopskiej, opartych w dużym stopniu na źródłach zastanych i literaturze pięknej, szedł z kolei drogą wytyczoną przez najwybitniejszego z etnografów i folklorystów wieku XIX, jednego z organizatorów życia naukowego w ośrodku warszawskim, niezastąpionego redaktora „Wisły” (od 1888), Jana Karłowicza. [...]

Rok szkolny 1912/1913 spędził w Paryżu na Faculté des Lettres na Sorbonie, gdzie na wykładach Marcela Maussa i Henri Huberta zapoznawał się bliżej ze słynną socjologiczną szkołą durkheimowską. Do niej nawiąże w wielu swoich pracach z pogranicza etnologii i socjologii, w tym przede wszystkim w pracy habilitacyjnej. W roku 1914/1915 studiuje na uniwersytecie wiedeńskim. Powołany do wojska austriackiego w następnym roku, nie zostaje jednak wysłany na front, a już od wiosny 1917 do 1919 roku pracuje w Krakowskim Biurze Statystycznym Centrali Odbudowy Gospodarczej Galicji, a następnie w Biurze Prezydialnym Polskiej Komisji Likwidacyjnej. Równocześnie, jako docent, wykłada na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od kwietnia 1919 roku obejmuje jako profesor nadzwyczajny Katedrę Etnografii i Etnologii na nowo utworzonym w niepodległej Polsce Uniwersytecie Poznańskim. W kwietniu 1922 roku jest już tamże profesorem zwyczajnym. Równocześnie trwają starania o stworzenie dla niego Katedry Etnografii i Etnologii na macierzystym Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie dojeżdża również na wykłady. Katedrę tę otrzymuje w październiku 1925 roku. W 1930 roku zostaje ona, z jego inicjatywy, na wniosek Wydziału, przemianowana na Katedrę Socjologii i Etnologii. Pozostaje na niej do roku 1934. Jest sekretarzem i redaktorem prac już samodzielnej Komisji Etnograficznej PAU.

Podstawą habilitacji Bystronia w roku 1918 na Uniwersytecie Jagiellońskim były dwie prace wydane drukiem w roku 1916: Zwyczaje żniwiarskie w Polsce oraz Słowiańskie zwyczaje rodzinne (zwyczaje związane z narodzinami dziecka)1. To te właśnie prace [...] ugruntowały pozycję młodego adepta nauki i zapewniły mu katedrę uniwersytecką. [...]

Zwyczaje żniwiarskie uchodzą do dzisiaj za jedną z najlepszych prac Bystronia. Idąc za sugestią szkoły durkheimowskiej, odważnie przeciwstawia się w niej dawniejszym koncepcjom ewolucjonistycznym i animistycznym, by odkrywać społeczne znaczenie obrzędu. Podejmuje w tej pracy temat szczegółowy z zakresu tradycyjnej kultury ludowej, który z czasem uznał za „wyborną podstawą do rozwinięcia [...] systematycznych badań”, tak charakterystycznych właśnie dla tej szkoły. To samo dotyczy Słowiańskich obrzędów. Formułuje w nich zasady prowadzenia pracy, występując ostro przeciwko kolekcjonerstwu etnograficznemu, gromadzeniu faktów pozornie paralelnych, nieograniczonych terytorialnie i czasowo. Proponuje, aby „wszelkie badania, a więc i etnograficzne, ograniczyć w miejscu i czasie i traktować swój materiał jako rzeczywistość historyczną, uwzględniając powstanie, rozwój i ewentualny zanik poszczególnych wierzeń i zwyczajów”. Już wtedy zapowiada cel tych wstępnych badań: „szybkie przestudiowanie polskich zwyczajów i obrzędów i stworzenie pewnej całości, na której dopiero będzie można budować trwale; dopóki to nie nastąpi i nie zdamy sobie dokładnie sprawy ze znaczenia wszystkich zwyczajów, wyniki nasze będą miały zawsze charakter tymczasowy”. Nieco później określi również to zadanie jako odtworzenie „całokształtu tradycyjnej kultury ludowej”.

Kreowany na podstawie tych ostatnich prac na liczącego się już w społeczności uczonych etnologa i etnografa-historyka Polski i Słowiańszczyzny Bystroń nie zarzucił uprawiania socjologii. Jako docent prowadził w Uniwersytecie Jagiellońskim zajęcia z rozbioru źródeł do kultury ludowej, w Poznaniu wykładał „całość etnografii Polski”, w tym wstęp i zarys ludoznawstwa polskiego, polską pieśń ludową, mówił o psychologii etnicznej. Ale równocześnie na Wydziale Prawa i Ekonomii Uniwersytetu Poznańskiego wykładał socjologię, a na Wydziale Historyczno-Filozoficznym Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie w roku 1924 referował całokształt poglądów na psychologię społeczną. W wychodzącym w Poznaniu „Ruchu Prawniczym i Ekonomicznym” redagował dział socjologii. [...] W 1931 roku wychodzi drukiem pierwsze wydanie podręcznika Socjologia.

Socjologia, której dwa następne, poszerzone wydania wyszły już w warszawskim okresie działalności naukowej Bystronia (1935, 1947), opatrzona podtytułem Wstęp informacyjny i bibliograficzny, i dwa wydania Wstępu do ludoznawstwa (1926, 1939, to ostatnie niemal w całości zniszczone w czasie wojny) to zwięzłe podsumowanie wieloletnich wykładów, a zarazem podręczniki, z których czerpało wstępną wiedzę o przedmiocie swoich studiów wiele pokoleń studentów socjologii i etnografii. Autor wprowadza w nich w podstawowe pojęcia i zakres obu nauk i przeprowadza własną systematykę przedmiotu ich badań. O ile Socjologia nawiązuje wyraźnie do szkoły Durkheima, o tyle Wstęp, nie wolny zresztą również od wpływów tej szkoły, ale ograniczony w przeglądzie zagadnień wyłącznie do zakresu ludoznawstwa polskiego, zawiera oryginalne ujęcie sprawy grup społecznych (etnicznych, zawodowych, religijnych, językowych) jako odniesienia dla analizowanych treści kultury ludowej.

Etnografia Polski, określana przez Bystronia przez długi czas jako ludoznawstwo, i socjologia to dwa równoległe, ale nie równoważne działy zainteresowań i prac Bystronia. Pierwszą uważa za studium historyczne, idiograficzne, drugą za naukę nomotetyczną, traktującą fakty historyczne jako materiał do uogólnień. Dąży do podporządkowania etnografii socjologii, do odczytywania mechanizmu społecznego opisywanych treści kulturowych. Ale w okresie poznańsko-krakowskim w jego licznych pracach przeważają początkowo studia o charakterze historyczno-opisowym, sumienne zbiory i systematyka faktów z zakresu dziedzin kultury, określanej przez niego jako umysłowa (literatura, wierzenia i sztuka), społeczna (zwyczaje) oraz mowa i znaki.

Nie sposób wymienić wszystkich prac Bystronia publikowanych w okresie poznańsko-krakowskim. Cechuje go niezwykła wprost pracowitość, a zarazem systematyczność i sumienność w gromadzeniu materiałów, które czerpie przede wszystkim ze źródeł pisanych. [...] Już na początku swojej kariery etnologa założył autor Zwyczajów żniwiarskich przeprowadzenie systematycznych studiów „całokształtu tradycyjnej kultury ludowej” (pisze o tym w pracy Nazwiska polskie). Toteż każdy, pozornie całkiem nowy, tytuł to tylko nowa cegiełka w budowie murów gmachu modelu tej kultury. [...]

W wydanej po raz pierwszy w trudnych czasach wojny (1916, reedycja 1935) pracy Człowiek i książka wprowadza m.in. w zagadnienia warsztatu naukowego. Tam możemy znaleźć wzór zastosowanej przez niego, ułatwiającej tak rozległe prace, kartoteki materiałowej. W 1930 i 1933 roku wydaje dwa studia o szkole (Szkoła i społeczeństwo, Uspołecznienie szkoły). Rozpoczyna nimi studia z zakresu socjologii wychowania. Będzie je kontynuował w okresie warszawskim.

Interesują go pieśni, zwyczaje, zagadnienia nazewnictwa, wieś, miasto i kraj cały, Polacy na świecie, krytyka literacka, metodyka pracy. Do tego również pomoce źródłowe (wypisy do historii kultury polskiej, opracowywane wspólnie z Franciszkiem Bielakiem i in.), podręczniki i syntezy, dotyczące znacznych wycinków historii polskiej kultury i dziejów nauki o kulturze ludowej i o społeczeństwie. Pogranicza historii, socjologii, etnografii, literaturoznawstwa i pedagogiki, demografii i in. Troska o metodę analizy źródeł i skrzętne uzupełnianie luk materiałowych z myślą o teorii socjologicznej. Zacięcie naukowe i wyraźne tendencje popularyzatorskie. Żywa wyobraźnia i wizja przeszłości, do której przykłada jednak szkiełko mędrca. Zarazem ostre widzenie problemów związanych z przebudową współczesnego życia, w tym zwłaszcza wychowania człowieka przez szkołę oraz bliskiej mu kultury chłopskiej.

Sądzę, że właśnie te ostatnie sprawy, w szczególności wola uczestniczenia w przebudowie życia i budowanie dla niej narzędzi badawczych, jakie przyznaje przede wszystkim socjologii, prowadziły Bystronia przez wszystkie próby systematyki zjawisk kulturowych i społecznych do socjologii na Uniwersytecie Warszawskim i objętego równocześnie z katedrą stanowiska dyrektora departamentu w ówczesnym Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Równocześnie masom czytelników prezentował się przede wszystkim jako autor wydawanych w latach 1932–1934 obszernych, dwutomowych Dziejów obyczajów w dawnej Polsce.

Dzieje obyczajów bulwersowały umysły zawodowych historyków. Krytykowano wąską podstawę źródłową i uogólnienie opisów jednostkowych na okres trzech wieków. Równocześnie ta właśnie synteza znalazła szeroki krąg odbiorców. Wydana dwukrotnie jeszcze w okresie powojennym (1960, 1976) nie pozostała bez wpływu na kształtowanie się w opinii społecznej bystroniowskiej „wizji” sposobu życia społeczeństwa staropolskiego, jego wszystkich stanów i różnych grup etnicznych dawnej Rzeczypospolitej. Bystroń stanął tutaj w opinii społecznej obok takich uznanych już autorytetów, jak Władysław Łoziński czy Aleksander Brückner. Kontynuował dzieła uczonych warszawskich, wspomnianego już Jana Karłowicza czy autora Encyklopedii staropolskiej, Zygmunta Glogera.

Przez krótki okres pracy w ministerstwie Bystroń, jak twierdzą mu współcześni (F. Bielak), potrafił wyrównać wiele krzywd wyrządzonych w poprzednim okresie tzw. reformą jędrzejewiczowską uniwersytetów. Nie wytrwał jednak długo w charakterze urzędnika. Pozostał na Uniwersytecie Warszawskim. [...] Wykłady Jana Stanisława Bystronia na Uniwersytecie Warszawskim dotyczyły zarówno ogólnego zarysu socjologii, jak i wybranych zagadnień socjologii szczegółowej, szkoły, literatury, narodu. W ostatnich dwu latach przed wybuchem wojny powraca do zagadnień kultury ludowej. [...] Tematyka publikowanych prac Bystronia wskazuje na te same mniej więcej problemy, jakimi zajął się w swoich wykładach. Jest również konsekwentną realizacją kolejnych zadań, jakie stawiał socjologii. Nie porzuca jednakże etnografii Polski ani wędrówek po świecie. I w tym zakresie kontynuuje, rozszerza i modyfikuje swoje dawne prace, dążąc przede wszystkim do ujęć syntetycznych, których się po nim przede wszystkim spodziewano. Stąd szereg powtórnych i potrzecich wydań dawnych prac, o których była wyżej mowa. Mniej już przyczynków i nowych prac historyczno-opisowych, którymi znaczył wcześniejsze etapy swej drogi naukowej. Prace syntetyczne i podręcznikowe zamykają jakby kolejne odcinki prac dotyczących kultury ludowej. Otwierają studia socjologii szczegółowej.

W 1936 roku wychodzi drukiem (drugie wydanie w 1947 roku) kapitalna praca Kultura ludowa. Jest to zwięzłe, socjologiczne – zdaniem autora – studium mechanizmów kształtowania się i przemian wsi od czasów zamierzchłych jej wyodrębnienia się kulturowego poprzez okresy oddziaływania autorytetów stabilizujących system (ludzie starzy, różne tradycyjne instytucje) i wpływających na jego zmiany (kościół, dwór, miasto, szkoła, wojsko, emigracja) po wizję przyszłości. Do tego modelu, podsumowującego w sposób generalny przemyślenia na temat kultury ludowej na tle kultury całego społeczeństwa, nawiąże później, twórczo go rozwijając, następna generacja etnografów, historyków i socjologów wsi, w tym zwłaszcza krakowska szkoła następcy Bystronia na katedrze, Kazimierza Dobrowolskiego. [...]

Specjalną pozycję w dorobku naukowym Jana Stanisława Bystronia zajmuje Megalomania narodowa (1935). Przedmiotem tej pracy są mechanizmy powstawania i przeżywania się „wyobrażeń zbiorowych” o własnej i innych grupach. Symptomatyczna jest data wydania tej książki, a także przypomniane w niej zarzuty „rozbrajania Polski” z sił duchowych, z jakimi spotkały się niektóre zawarte w niej tezy autora w okresie fali nacjonalizmów poprzedzających wybuch II wojny światowej.

Ostatnie dwa lata przed wybuchem wojny zaznaczyły się w działalności naukowej Bystronia wydaniem dwu prac, które można uznać za otwarcie zamierzonego cyklu opracowań monograficznych z zakresu historii i socjologii literatury: Publiczność literackaLiteraci i grafomani z czasów Królestwa Kongresowego. Monografia Paryża i wydana po wojnie Warszawa (1949, 1977) to materiały historyczne porządkowane, być może, dla dalszych studiów nad socjologią miasta. Ta ostatnia praca to dowód związania Bystronia z Warszawą, zawiera bogaty materiał opisów obyczajów różnych wieków. Poprzedziło ją szereg wcześniej publikowanych studiów na jej temat. Wreszcie oprócz licznych, już wspomnianych wznowień (i wielu pominiętych tu prac i recenzji) jedyna w swoim rodzaju praca o komizmie (1938, 1960), jego oryginalna typologia, książka, którą sam autor tak chętnie czytał w czasie swojej choroby.

Oryginalny, bogaty i różnorodny jest dorobek naukowy Jana Stanisława Bystronia, a równocześnie zwarty, konsekwentny i potrzebny, jeśli się go rozpatruje zarówno z punktu widzenia potrzeb nauki i jej postępu metodologicznego, jak i realizacji założonego przez autora planu systematycznych studiów nad całością modelu kultury, w swojej dużej części dającej się określić jako kultura ludowa. Śmiałego połączenia najlepszych tradycji polskiej nauki okresu zaborów, jej nurtu międzydyscyplinarnego i polihistorycznego, skierowanego na kulturę narodową, z nowatorstwem w zakresie metodologicznym i powiązaniem z nauką światową.

Nauka polska okresu międzywojennego, bo w tym okresie przede wszystkim działał, zyskała w osobie Jana Stanisława Bystronia uczonego o wielostronnym przygotowaniu naukowym, ogromnej wiedzy i jeszcze większej ciekawości świata, który bacznie obserwował, pozornie nieobecny, stale zamyślony, z nieodstępną fajeczką, w grubych okularach uczonego, który starał się poznać ukryte mechanizmy świata (i dać je poznać innym), studiując ślady działania człowieka w starych szpargałach i literaturze. Na małym odcinku praktycznym starał się ów świat nieco zmienić, by był lepszy.

Socjologia polska okresu powojennego zawdzięcza Bystroniowi dokonanie kilku ważnych kroków torujących jej drogę. Folkloryści przejęli od niego pałeczkę, kontynuując studia paremiologiczne, systematykę pieśni itp. Cenimy go dziś nadal jako historyka o szerokim, socjologizującym, generalizującym spojrzeniu na kulturę narodową i jako badacza kultury ludowej.

O ciągłej żywotności wielu dzieł Bystronia świadczą najlepiej ich powojenne wznowienia, wśród których na pierwszy plan wysuwają się Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, następnie Kultura ludowa, Komizm i Warszawa. Powracamy również do innych prac Bystronia, odkrywając w nich na nowo nie tylko bogate, typologicznie sklasyfikowane zbiory informacji, dotyczące tradycji naszej kultury, wielu jej dziedzin wcześniej niebadanych, można powiedzieć, że odkrytych przez Bystronia, lecz również napotykając w nich wielokrotnie jego refleksje nad życiem kultury, mechanizmami jej kształtowania się i przekazu, brzmiące dziś jeszcze bardzo współcześnie. Dotyczy to zarówno faktów kulturowych, traktowanych jako przejawy aktywności grupy społecznej i odbicie jej zbiorowej świadomości, jak też wielkiej roli, jaką dla zrozumienia istoty kultury przyznaje Bystroń symbolom i znakom. Słowo i książka, system nauczania jako kanały społecznej informacji i przekazywania systemów wartości są nadal w kręgu zainteresowania naukowego. Co więcej, czytając na nowo Bystronia powracamy nierzadko do tych dawnych źródeł niektórych nowych prądów nauki europejskiej, z którymi stykał się on w swoich studiach i starał się przyswoić naszej nauce.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 309–323.

1Pomyłka w tytule. Chodzi o Słowiańskie obrzędy rodzinne (obrzędy związane z narodzinami dziecka), Kraków 1916 [przyp. red.].

Mieczysław Centnerszwer

Urodzony 10 VII 1874 w Warszawie. Studia na uniwersytecie w Lipsku, doktorat tamże (1898). Asystent na politechnice w Rydze; magisterium (1902) i doktorat (1904) na uniwersytecie w Petersburgu; wykładowca, później prof. nadzwyczajny (1908) i zwyczajny (1917–1919) politechniki w Rydze, po 1919 – Uniwersytetu Łotewskiego. Prof. zwyczajny UW (1929).

Fizykochemik; badania w dziedzinie kinetyki chemicznej, równowagi w układach wielofazowych, korozji metali, elektrolizy soli stopionych. Członek PAU (1929). Autor (wraz ze współpracownikami) dwóch wniosków patentowych: Sposób otrzymywania potasowców i wapniowców za pomocą elektrolizy (1932) i Ogniwo galwaniczne, względnie akumulator elektryczny (1935). Publikował m.in. w czasopismach „Wszechświat” i „Chemik Polski”.
W czasie II wojny światowej przebywał w getcie warszawskim, później ukrywał się po stronie aryjskiej.
Zginął, zastrzelony przez Niemców, 27 III 1944 w Warszawie.

Teoria jonów, jej rozwój i najnowsze kierunki: krótki zarys teoretycznych zasad elektrochemii, Warszawa 1902; Szkice z historii chemii, Warszawa 1909; Prakticzeskoje wwiedienie w fiziczeskuju chimiu i elektrochimiu, Ryga 1913; Die chemische Verwandtschaft und Ihre Bedeutung für die Technik, Ryga 1913; Chemia fizyczna, cz. 1–2, Warszawa 1933–1934.

J. Zawidzki, Wspomnienia, Warszawa 1934; M. Łaźniewski, Mieczysław Centnerszwer (1874–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37, s. 246–259.

HANNA LICHOCKA

MIECZYSŁAW CENTNERSZWER

1874–1944

 

Żył tak niedawno, raptem kilkadziesiąt lat temu, więc wydawać by się mogło, że ustalenie szczegółów jego biografii nie powinno nastręczać trudności. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Problematyczne jest nawet ustalenie dziennej daty urodzenia.

„Ja, Mieczysław Centnerszwer, żydowskiego pochodzenia, syn warszawskiego sprzedawcy książek – Gabriela, urodziłem się w Warszawie 5/17 lipca 1874 roku”. Tak, w przekładzie na język polski, brzmi pierwsze zdanie życiorysu napisanego w Rydze po rosyjsku, własnoręcznie przez jego bohatera. Życiorys ten wraz z innymi jego aktami osobowymi znajduje się w Państwowym Archiwum Historycznym w Rydze. Akta1 obejmują okres zamknięty datami: 8 XI 1904–27 VI 1919. Liczą 50 kart, na które składają się rozmaite dokumenty pisane w języku niemieckim i rosyjskim.

Autorzy haseł encyklopedycznych oraz innych opracowań, korzystający z tej dokumentacji, piszą więc, że Centnerszwer urodził się 5 lub 17 lipca – w zależności od przyjętego kalendarza – gregoriańskiego lub juliańskiego. Datę 5 lipca zamieścił na przykład we fragmencie dotyczącym Mieczysława Centnerszwera autor często cytowanej książki: Latvian Jewish Intelligentsia, Victims of the Holocaust – Aleksander Feigman. Natomiast łotewscy autorzy2 zbiorowego dzieła: Ķīmija Latvijas Universitātē (1919–1944) podali datę 17 lipca jako dzień urodzin Centnerszwera.

Inaczej ta sama rzecz przedstawia się w ośrodku warszawskim. Przechowywane w Żydowskim Instytucie Historycznym archiwalia dotyczące Mieczysława Centnerszwera, bardzo zresztą skromne, mają w nagłówku datę urodzenia – 10 lipca 1874. Taką datę zawiera również poświęcone mu – i zapewne autoryzowane – hasło osobowe w słowniku Czy wiesz kto to jest, wydanym w 1938 roku. Data 10 lipca pojawiła się także w maszynopisie relacji3 sporządzonej przez jego córkę, Jadwigę Grohman.

Skąd zatem wzięły się te urodzinowe rozbieżności? Kto, kiedy i dlaczego popełnił błąd?

Swemu pochodzeniu i wyznaniu Mieczysław Centnerszwer wierny był przez całe życie, aż do dramatycznego końca. Zgodnie z rodzinną tradycją zapoczątkowaną dwa pokolenia wcześniej przez jego dziadka – Jakuba Centnerszwera, matematyka i pedagoga – kształcił się w szkołach świeckich. W 1891 roku ukończył V Gimnazjum w Warszawie, po czym wyjechał do Lipska na studia bibliologiczne, aby w przyszłości objąć kierownictwo ojcowskiej księgarni. Po roku nauki czuł się już dostatecznie przygotowany do tej roli. Teraz mógł swobodnie zająć się tym, co go naprawdę interesowało – czyli naukami przyrodniczymi. Postanowił studiować biologię. Zapisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu w Lipsku, gdzie słuchał wykładów Rudolfa Leuckarta – zoologa zajmującego się anatomią i fizjologią zwierząt niższych i gąbek. Uczęszczał również na wykłady Wilhelma Pfeffera – botanika, fizjologa roślin. Obaj uczeni cieszyli się wówczas światową sławą. Mieczysław Centnerszwer nie tylko brał udział w prowadzonych przez nich zajęciach, ale nadto pracował w ich laboratoriach.

Trwało to jednak tylko dwa lata. Młodego entuzjastę nauki zafascynowała bowiem chemia. Bez żalu porzucił więc biologię i w 1895 roku rozpoczął studia w laboratorium Johannesa Wislicenusa, mającego już wtedy duże osiągnięcia w badaniach glikoli i oksokwasów oraz ich izomerów i szeregów homologicznych. Właśnie z chemią Centnerszwer zaczął wiązać swoją dalszą ewentualną karierę zawodową, lecz w laboratorium Wislicenusa pozostawał niedługo. Pragnął pod kierunkiem Wilhelma Ostwalda specjalizować się w chemii fizycznej. Swoje pierwsze kontakty z Ostwaldem opisał później następująco:

„po kilku latach studiów w Uniwersytecie Lipskim udałem się po raz pierwszy do prof. Ostwalda z prośbą o przyjęcie mnie w poczet swych uczniów. Ostwald miał zwyczaj traktowania każdego noworodka chemicznego jak równego sobie uczonego.

– Przykładam ogromną wagę do tego – rzekł do mnie – aby uczniowie moi sami wyszukiwali sobie zagadnienia, nad którymi pragną pracować. [...]

Po upływie kilku dni udałem się powtórnie do Mistrza, niosąc mu w ofierze wiązankę najniedorzeczniejszych pomysłów, na jakie mógłby się zdobyć chyba Zulus, skazany na rozwiązanie kwadratury koła. Mimo usilnych starań wydobycia z tych pomysłów ziarnka prawdy, musiałem wreszcie przyjąć temat do mej pracy z rąk Ostwalda, czego też później wcale nie żałowałem”4.

W tym czasie lipska pracownia Ostwalda mieściła się jeszcze w starych, zbyt ciasnych jak na liczbę pracujących tam osób, ciemnych i słabo wyposażonych pomieszczeniach, częściowo zlokalizowanych w suterenie. Przyrządy pomiarowe konstruowali na własny użytek sami studenci i doktoranci, korzystając z pomocy zawodowego szklarza. Bardzo skromnie była również wyposażona biblioteka, zawierająca komplety kilku zaledwie czasopism chemicznych z ostatniego dwudziestolecia. Natomiast atmosfera pracy była znakomita. Tworzył ją sam Ostwald, który potrafił wskazywać ciekawe tematy i niewyjaśnione jeszcze zagadnienia, oraz sprawiać, że wszyscy w tej pracowni podzielali jego bezinteresowne oddanie nauce.

Pod kierunkiem Ostwalda i jego dwóch asystentów wykonywali ćwiczenia i przygotowywali rozprawy doktorskie młodzi ludzie, a także dojrzali już naukowcy niemal z całego świata. Najwięcej było Brytyjczyków i Amerykanów. Liczni byli również Rosjanie; Niemcy natomiast stanowili tylko nieco ponad 30% tej międzynarodowej społeczności5.

Uroczysta przeprowadzka laboratorium chemii fizycznej do nowego gmachu nastąpiła w styczniu 1898 roku. Mieczysław Centnerszwer wówczas już finalizował swoją pracę doktorską. W starej pracowni odrobił przewidziane programem studiów ćwiczenia fizyko-chemiczne. Dotyczyły one katalitycznego utleniania fosforu. W tym czasie, w ramach normalnego toku studiów, odbywał ćwiczenia i słuchał wykładów z chemii, fizyki, matematyki oraz innych przedmiotów. Samo przygotowanie pracy dyplomowej, co na Uniwersytecie Lipskim równało się doktoratowi, zajęło mu prawie rok. Problematyka tej pracy była w gruncie rzeczy kontynuacją jego studenckich ćwiczeń. Dysertację na temat katalitycznego wpływu różnych gazów i par na utlenianie fosforu obronił pod koniec 1898 roku z wynikiem summa cum lauda i uzyskał stopień doktora filozofii.

W latach lipskich studiów Centnerszwera pracowało w laboratorium Ostwalda jeszcze kilku innych polskich doktorantów, między innymi Jan Zawidzki, Karol Koelichen, Ludwik Bruner, Bohdan Szyszkowski. Tworzyli oni trzymającą się razem i zaprzyjaźnioną grupę, chociaż radykalnie skrajne poglądy socjalistyczne Centnerszwera nieco psuły jego relacje z pozostałymi kolegami.

W 1898 roku w Lipsku, kończący już swoje studia Centnerszwer oraz Zawidzki – bywalec tamtejszych kawiarni, poznali przypadkowo dwie panny, Niemki, z którymi postanowili się ożenić (chodziło przypuszczalnie o zakład). Od postanowienia do realizacji upłynęło tyle tylko czasu, ile było go potrzeba do załatwienia wszystkich niezbędnych formalności oraz przyjętych w takich razach wymogów obyczajowych. Zawidzki ożenił się pierwszy. Jego ślub z Anną Wohlgemuth odbył się w grudniu 1899 roku. Centnerszwer natomiast zaraz po ukończeniu studiów otrzymał propozycję pracy na Politechnice w Rydze, musiał więc opuścić Lipsk. Małżeństwo zawarł nieco później, na początku 1900 roku w Berlinie. Jego żoną została Franziska-Anna Beck, która przyjęła wyznanie mojżeszowe6.

Mieczysław Centnerszwer pracę w Rydze rozpoczął od funkcji asystenta nadetatowego w Zakładzie Chemii Fizycznej, kierowanym przez Paula Waldena. Wynagrodzenie na tym stanowisku było bardzo skromne, co zmuszało do poszukiwania dodatkowych źródeł dochodów. Sytuacja materialna stała się jeszcze trudniejsza, gdy na świat przyszła córka – Jadwiga. Centnerszwer próbował dorabiać piórem. Za opublikowane teksty redakcje płaciły honoraria autorskie. Miał już w tym pewne doświadczenie. Jeszcze przed doktoratem wysyłał swoje artykuły do różnych czasopism popularnonaukowych. Od 1897 roku często pisywał do warszawskiego „Wszechświata”, redagowanego przez Bronisława Znatowicza. Pierwszy opublikowany przez to czasopismo artykuł7 Centnerszwera poświęcony był problematyce należącej bardziej do fizyki aniżeli chemii. Następne, w sposób popularny i zajmujący, ukazywały wybrane zagadnienia chemii fizycznej.

Gdy w 1900 roku zaczął w Warszawie ukazywać się „Chemik Polski” możliwości publikowania prac chemicznych znacznie się zwiększyły. W odróżnieniu od „Wszechświata” było to specjalistyczne pismo naukowe. Jego założycielami i pierwszymi redaktorami byli Bronisław Znatowicz i Kazimierz Jabłczyński. To oni właśnie w poszukiwaniu potencjalnych autorów zwrócili się do Centnerszwera i Zawidzkiego z propozycją współpracy.

Jan Zawidzki pracował wówczas na Politechnice w Rydze. Jego sytuacja była niemal bliźniaczo podobna do tej, w której znajdował się Mieczysław Centnerszwer. Też był nadetatowym asystentem w zakładzie Waldena, borykał się z problemami materialnymi oraz miał na utrzymaniu żonę i dziecko. Z kierowanym przez Waldena zakładem chemii fizycznej byli obaj związani przez siedem lat, prowadząc wiele wspólnych badań i publikując wyniki.

O początkach „Chemika Polskiego” Zawidzki napisał: „W pierwszym tomie Chemika Polskiego ogłosiłem wraz z kolegą Centnerszwerem szereg drobnych prac oryginalnych oraz artykułów naukowych, które wypełniły około 1/10 części szpalt tego czasopisma”8. Było tak i w następnych latach.

Zwłaszcza Centnerszwer pisał dużo. Oprócz drobnych i większych artykułów przygotowywał dysertację na temat: Krytyczna temperatura roztworów9, ponieważ pragnął uzyskać stopień magistra chemii na Uniwersytecie w Petersburgu. Wiedział, że miało to znaczenie dla jego przyszłej kariery akademickiej w państwie rosyjskim. Do egzaminu magisterskiego został dopuszczony w 1902, a dysertację obronił w 1904 roku.

Jako magister Uniwersytetu Petersburskiego otrzymał w Rydze w 1904 roku stanowisko wykładowcy chemii. Początkowo wykładał dla studentów Wydziału Handlowego Politechniki, a od 1907 roku również dla studentów Wydziału Chemicznego. Rok później został profesorem nadzwyczajnym Politechniki Ryskiej.

W dalszym ciągu dużo publikował. Oprócz artykułów zamieszczanych w czasopismach polskich, niemieckich i rosyjskich pisał bardzo dobre podręczniki10, które następnie zostały przełożone na kilka języków europejskich.

Gdy wybuchła I wojna światowa, Politechnika Ryska wraz z większością kadry naukowej została ewakuowana do Moskwy. Centnerszwer ewakuował się również. W Moskwie aktywnie uczestniczył w pracach Wojennego Komitetu Przemysłowego i jednocześnie podjął starania o profesurę. Przygotował w tym celu całą potrzebną dokumentację, czyli życiorys oraz spis publikacji. Dokumentacja ta, sporządzona w języku rosyjskim, nosi datę 1915 roku i znajduje się obecnie w Państwowym Archiwum Historycznym w Rydze. Spis publikacji, a raczej wykaz dorobku naukowego, został podzielony na cztery podgrupy: dysertacje, opracowania, prace naukowe, popularne artykuły i referaty. Pod nagłówkiem Dysertacje zamieścił swoje dwie prace dyplomowe: doktorską z Lipska oraz magisterską z Petersburga. Całość dorobku liczyła 69 pozycji.

Tytuł profesora zwyczajnego otrzymał Mieczysław Centnerszwer w 1917 roku. Dwa lata później powrócił do Rygi, gdzie niepodległe już państwo łotewskie rozpoczęło przekształcanie dawnej politechniki w uniwersytet. Od 1919 roku, przez następne dziesięć lat, był na Uniwersytecie Łotewskim profesorem chemii fizycznej i nieorganicznej.

W 1928 roku otrzymał zaproszenie na Uniwersytet Warszawski wraz z propozycją objęcia kierownictwa Zakładu Chemii Fizycznej na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. O tym wydarzeniu tak pisała gazeta codzienna „Polak Katolik” w numerze z dnia 24 lutego: „Senat Uniwersytetu Warszawskiego zwrócił się do znanego uczonego, prof. Mieczysława Centnerszwera, z propozycją objęcia katedry chemii fizycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Profesor Centnerszwer zajmuje obecnie katedrę na Uniwersytecie Łotewskim w Rydze i uchodzi za jednego z najwybitniejszych chemików zagranicą. Prof. dr Mieczysław Centnerszwer jest warszawianinem, synem znanego w Warszawie księgarza. Ogłosił on szereg prac naukowych w języku polskim, rosyjskim i niemieckim oraz dokonał szeregu ważnych odkryć naukowych, a w r. b. obchodził uroczyście w Rydze 25-lecie swej działalności naukowej”11.

Zaproszenie to przyjął Centnerszwer tym chętniej, że z Polską łączyły go również liczne więzi pozanaukowe. Wprawdzie jego rodzice już nie żyli, a księgarnia dawno została sprzedana, lecz miał w niej odziedziczone po ojcu udziały. Miał też udziały i zasiadał w radach nadzorczych kilku innych przedsiębiorstw. Należała do nich między innymi spółka Ardal w Lidzie, która w 1929 roku uruchomiła produkcję wyrobów gumowych, głównie obuwia. Był to wówczas największy zakład przemysłowy w tym mieście. Fabryką kierował inżynier Albert Fiszer, a funkcję prokurentów pełnili inżynierowie Salomon Furman i Mojżesz Hurwicz (Hurwic?). Spółka prosperowała doskonale i wkrótce przejęła zakłady Polskiego Przemysłu Gumowego w Grudziądzu – przed kryzysem potentata w tej branży, znanego pod nazwą PePeGe (stąd pepegi – popularna u nas swego czasu nazwa tenisówek)12.

Uniwersytet Łotewski obdarował Mieczysława Centnerszwera na pożegnanie wysoką godnością doktora honoris causa. Natomiast w Polsce od razu, w lipcu 1929 roku, otrzymał nominację profesora zwyczajnego chemii fizycznej Uniwersytetu Warszawskiego13. Warunki pracy naukowej w Warszawie były znacznie gorsze niż w Rydze. Laboratorium, które Centnerszwer otrzymał do dyspozycji, służyło wcześniej Wydziałowi Lekarskiemu jako pracownia analizy, toteż jego wyposażenie zupełnie nie odpowiadało potrzebom chemii fizycznej. Profesor zabrał się więc energicznie do spraw organizacyjnych. Osobiście czuwał nad wszystkim. Było to dla niego o tyle łatwiejsze, że otrzymał mieszkanie przylegające bezpośrednio do Zakładu. Stała jego obecność i wielkie zaangażowanie nie pozostawało bez wpływu na tempo prac. W krótkim czasie dokonano odpowiednich przeróbek i zakupów, a po wakacjach 1929 roku młodzież studencka mogła już rozpocząć odrabianie ćwiczeń14.

W tym samym roku Mieczysław Centnerszwer został członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności, a dwa lata później członkiem czynnym tej korporacji. Był znakomitym wykładowcą i popularyzatorem. Prowadzone przez niego zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem. Sam zajmował się w tym okresie zagadnieniami dotyczącymi rozpuszczania i korozji metali oraz dysocjacją elektrochemiczną i termiczną. Te zagadnienia stały się również przedmiotem dwóch wniosków patentowych, opracowanych przez Centnerszwera i współpracowników. Obydwa patenty zostały przyznane. Pierwszy z nich, zgłoszony 4 maja 1931 roku we współautorstwie z Jonaszem Szperem, nosił tytuł: Sposób otrzymywania potasowców i wapniowców za pomocą elektrolizy15. Był to pomysł na nową, laboratoryjną metodę elektrolizy cyjanków, pod działaniem prądu stałego o natężeniu 2,5 A i napięciu 9 V w temperaturze 540°C.

Drugi wynalazek16 stanowił ulepszenie stosowanych powszechnie ogniw galwanicznych i polegał na zastosowaniu elektrody kadmowej i grafitowej oraz elektrolitu w postaci rozcieńczonego kwasu siarkowego z dodatkiem soli kadmu.

W czasie II wojny światowej Warszawa była świadkiem i ofiarą niemieckiego ludobójstwa. Od pierwszych tygodni okupacji Niemcy wprowadzili segregację ludności według własnych kryteriów pochodzenia „rasowego”. Wtedy po raz pierwszy tak naprawdę stało się ważne, że Mieczysław Centnerszwer był Żydem.

Jego żona nie chciała dzielić z nim złego losu. Była przecież rodowitą Niemką. W 1940 roku uzyskała rozwód i wraz z córką pozostała w grupie uprzywilejowanej. Centnerszwer zamieszkał na terenie getta, przy ul. Ogrodowej 5. Radził sobie jak umiał, a najlepiej umiał uczyć. Zarabiał więc na swoje utrzymanie, prowadząc wykłady dla rzemieślników-farbiarzy i dla pracowników służby sanitarnej. Z myślą o tych swoich uczniach pisał w wolnych chwilach podręcznik chemii.

Warunki życia w getcie z każdym dniem stawały się coraz bardziej dramatyczne, a od 1942 roku Niemcy rozpoczęli akcje likwidacyjne. Centnerszwerowi udało się stamtąd wydostać. Ktoś dostarczył mu fałszywe dokumenty na nazwisko Wierzbicki. Z tymi dokumentami łatwiej mu było przebywać „po aryjskiej stronie”. Przenosił się z miejsca na miejsce, często zmieniając adres zamieszkania. Tak mijały całe miesiące. Getto zostało już zlikwidowane. Centnerszwer zdołał uniknąć zagłady.

Zaczął pojawiać się na Saskiej Kępie, w mieszkaniu swojej byłej żony. Czym wytłumaczyć tę wielką nieostrożność? Narażał żonę na śmiertelne niebezpieczeństwo. Jemu samemu, ukrywającemu się uciekinierowi, śmierć groziła w każdej chwili. Mieszkanie mogło być i zapewne było przez Niemców obserwowane. Skutki tego stanu rzeczy nie kazały na siebie długo czekać.

Tragedia nastąpiła 27 marca 1944 roku. Gestapowcy wtargnęli nagle i zanim Centnerszwer zdołał wylegitymować się swymi fałszywymi dokumentami, został zastrzelony. Z zimną krwią, na oczach swojej niemieckiej żony. Bezbronny stary człowiek.

Wokół tej tragedii narosły rozmaite hipotezy. Podejrzewano jego córkę, że chcąc chronić matkę i siebie, poinformowała Niemców o wizytach ojca. Ona sama opis17 tego zdarzenia złożyła wiele lat po wojnie, 16 lutego 1972 roku. Z jej słów nie wynika, że była świadkiem lub miała coś wspólnego z zaistniałą sytuacją. Napisała natomiast, że gestapowcy przyszli wtedy razem z synem dozorcy, co także o niczym nie przesądza.

Ci sami przyjaciele, którzy pomogli Centnerszwerowi uzyskać „aryjskie” dokumenty, zajęli się jego pogrzebem. Wykupili od Niemców ciało, zorganizowali nabożeństwo w kościele katolickim i pochowali na warszawskich Powązkach. Konspiracja została zachowana do końca. Kim byli? Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Nie mogli się przecież ujawnić ani wtedy, ani jeszcze długo po wojnie.

SECT-ID LINK

1Sygn. Fond 7175 on1 Apx 97.

2I. Grosvalds, U. Alksnis, I. Meirovics, A. Ruplis, Ķīmija Latvijas Universitātē (1919–1944), Ryga 2005, s. 148.

3Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, sygn. 301/6574, 4 strony maszynopisu, w języku polskim i niemieckim, spisane 16 lutego 1972 r.

4M. Centnerszwer, Szkice z historyi chemii, Warszawa 1909, s. 259–260.

5J. Zawidzki, Wspomnienia, Warszawa 1934, s. 132 oraz 146–147.

6Według relacji Jadwigi Grohman, op. cit.

7M. Centnerszwer, O powstawaniu i przemianach ciał stałych. Przechłodzenie i przesycenie, „Wszechświat” 1897, R. 16, s. 524.

8J. Zawidzki, op. cit., s. 186.

9M. Centnerszwer, Kriticzeskaja temperatura rastworow, maszynopis, 1903, 92 ss.

10Najważniejsze z tych podręczników to: Teorya jonów, jej rozwój i najnowsze kierunki, Warszawa 1902; Szkice z historyi chemii, Warszawa 1909; Prakticzeskoje wwiedienie w fiziczeskuju chimiu i elektrochimiu, Ryga 1913; Die chemische Verwandtschaft und Ihre Bedeutung für die Technik, Ryga1914.

11„Polak Katolik” 1928, nr 55, s. 4.

12Zob. L. Ciechanowicz, Przemysł Gumowy „Ardał” S.A., „Ziemia Lidzka. Polskie Pismo Historyczno-Krajoznawcze na Białorusi” 1999, nr 1(36).

13O fakcie nominacji donosił „Kurier Warszawski”, nr 186, wydanie wieczorne z 10 lipca 1929, s. 3. Rubryka: „Wiadomości bieżące. Ze szkół Wyższych”: „P. Prezydent Rzeczypospolitej podpisał nominacje profesorów uczelni wyższych: dr Mieczysława Centnerszwera, b. profesora Uniwersytetu w Rydze, na profesora zwyczajnego chemii fizycznej w Uniwersytecie Warszawskim [...]”.

14M. Łaźniewski, Mieczysław Centnerszwer (1874–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37, s. 246–259. Artykuł zawiera bibliografię prac Centnerszwera, na którą składają się 4 książki i 118 artykułów.

15Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej. Opis Patentowy nr 17173.
Mieczysław Centnerszwer (Warszawa, Polska) i Jonasz Szper (Warszawa, Polska).
Sposób otrzymywania potasowców i wapniowców za pomocą elektrolizy. Zgłoszono 4 maja 1931 r. Udzielono 14 października 1932 r.

16Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej. Opis Patentowy nr 22058.
Mieczysław Centnerszwer (Warszawa, Polska), Kazimierz Kwiatkowski (Warszawa, Polska) i Jonasz Szper (Warszawa, Polska). Ogniwo galwaniczne, względnie akumulator elektryczny. Zgłoszono 9 lipca 1934 r. Udzielono 27 sierpnia 1935 r.

17Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, sygn. 301/6574, op. cit.

Stefan Zygmunt Czarnowski

Urodzony 1 IX 1879 w Kroczewie. Studia ekonomiczne w Wyższej Szkole Handlowej w Lipsku, filozoficzne i psychologiczne na uniwersytecie w Lipsku (1898–1901), w zakresie socjologii i historii sztuki na uniwersytecie berlińskim i malarskie w Conservatoire National des Arts et Métiers w Paryżu; doktorat w École Pratique des Hautes Études w Paryżu (1911); długoletni wykładowca Wolnej Wszechnicy Polskiej, docent historii kultury na UW (1925); prof. nadzwyczajny (1931); prof. zwyczajny (1936).

Socjolog i historyk kultury, zajmował się metodologią badań socjologicznych, historią Galii przedrzymskiej oraz kulturą Irlandii; religioznawca i socjolog religii.
Członek PAU (1929), TNW (1931); członek Institut Français de Sociologie.
Zmarł 29 XII 1937 w Warszawie.

Dawna literatura irlandzka, 1915; Le morcellement de létendue et la limitation dans la religion et la magie, [w:] Actes du IVe Congrès International d’Histoire des Religions, Paris 1925; Związki mityczne bajki o kozie, kózce i wilku, Warszawa 1926; Szkice z socjologii kultury, 1932–1937; Podłoże ruchu chłopskiego, 1935.

Filozofia w Polsce. Słownik pisarzy, Wrocław 1971, s. 63–66; Czarnowski S. [w:] PSB, t. IV, Kraków 1938, s. 238–240; Społeczeństwo – Kultura. Prace z socjologii i historii kultury, Warszawa 1939, s. XIII–XXVIII.

STEFAN ZYGMUNT CZARNOWSKI

1879–1937

 

Ostrów, 25 VI 1918 r.

Czarnowski, Stefan Zygmunt
Podporucznik

Curriculum vitae*

Urodziłem się dnia 1 września 1879 roku we wsi Kroczewo, gminy Załuski, powiatu podówczas Płońskiego, dziś Warszawskiego, z ojca Kazimierza Felicjana, zmarłego 1912 roku, właściciela ziemskiego, i matki Teresy ze Zbyszewskich.

Nauki pobierałem początkowo w domu, następnie w szkołach średnich w Warszawie, gdzie w roku 1897 ukończyłem szkołę realną rządową. Języków starożytnych uczyłem się prywatnie, tak że następnie mogłem wstąpić nie tylko na politechnikę, ale także na uniwersytet.

Po ukończeniu szkół średnich wstąpiłem do służby wojskowej jako jednoroczny ochotnik w 3. baterji artylerii konnej gwardii rosyjskiej, [...]a w Warszawie. Do rezerwy zaliczony zostałem w październiku 1898 roku, a w pierwszych dniach grudnia tegoż roku mianowany byłem oficerem rezerwy w stopniu chorążego.

W jesieni 1898 roku udałem się na studia wyższe do Niemiec, gdzie studiowałem nauki państwowe, socjologię i filozofię naprzód w Uniwersytecie Lipskim (od jesieni 1898 do wiosny 1901 roku), następnie w Berlińskim (od wiosny 1901 roku do wiosny 1902 roku). Wiosną 1902 roku po przyjeździe moim na wakacje wielkanocne zostałem wraz z innymi słuchaczami szkół wyższych niemieckich Polakami aresztowany przez żandarmerię rosyjską i osadzony w warszawskiej Cytadeli, gdzie przebyłem kilka tygodni pod zarzutem podejrzanego knowania za granicą przeciwko państwu rosyjskiemu, skutkiem czego utraciłem pół roku studiów. W listopadzie 1902 roku wyjechałem na dalsze studia do Paryża, gdzie studiowałem jednocześnie w Uniwersytecie na Fakultecie Literackim (Faculté des Lettres) oraz w najwyższej francuskiej uczelni École Pratique des Hautes Études socjologię i religioznawstwo. W roku 1911 po ogłoszeniu książki w języku francuskim z dziedziny religioznawstwa otrzymałem dyplom École Pratique des Hautes Études.

W czasie pobytu mego w Paryżu ożeniłem się w 1906 roku z Pauliną Szarską, słuchaczką medycyny tamże. W roku 1908 urodził mi się syn, Zbigniew.

Powróciłem do kraju na jesieni 1911 roku. Nie mogąc w ówczesnych warunkach politycznych marzyć o katedrze w Uniwersytecie Warszawskim, a nie chcąc przenosić się do Galicji, osiadłem w Warszawie, względnie pod Warszawą w nabytej przeze mnie małej posiadłości w Klarysewie i zająłem się pracą literacko-publicystyczną oraz społeczną w Towarzystwie Opieki nad Wychodźcami, pracując jednocześnie naukowo prywatnie. W roku 1914 uzyskałem prawo wykładania hierologii (religioznawstwa) na Wyższych Kursach Naukowych. Do rozpoczęcia wykładów jednak nie doszło z powodu wybuchu wojny. Będąc bowiem obowiązanym do służby w wojsku rosyjskim, a chcąc wstąpić do Legionów walczących przeciwko Rosji, zmuszony byłem do ukrywania się.

W roku 1915, gdy tylko przedstawiciele Legionów Polskich przybyli do Warszawy po jej zajęciu przez wojska niemieckie, zgłosiłem na ręce pułkownika Sikorskiego, Szefa Departamentu Wojskowego NKN1 prośbę o przyjęcie mnie do Legionów, wskutek której zostałem do Legionów Polskich zaliczony jako szeregowiec i przeznaczony do służby w Departamencie Wojskowym w charakterze referenta (1 września 1915 roku). Kilkakrotnie ponawiane moje prośby wysłania mnie na front nie zostały uwzględnione.

Sierżantem mianowany zostałem w grudniu 1916 roku, chorążym d[nia] 1  stycznia 1917 roku z przydziałem do KIZ2 w Warszawie. W czasie mojej służby w Departamencie Wojskowym NKN byłem naprzód referentem przy prezydium, następnie referentem głównym Centralnego Biura Werbunkowego. W KIZ kierowałem pracą statystyczną i geograficzną.

W roku 1917 w d[niu] 2 lipca odszedłem do obozu wyszkolenia Wojsk Polskich w Zambrowie, gdzie przydzielony zostałem do kursu Nr 4. W d[niu] 28 sierpnia tegoż roku przydzielony do Kursów w Ostrowie po kilku dniach zaliczony zostałem do Kursu Nr 2, z którym razem przyjechałem do Zegrza. Po czasowym odkomenderowaniu do Komisji Wojskowej (od 20 stycznia do 30 kwietnia 1918 roku), gdzie kierowałem działem map i statystycznymi pracami, i na żądanie której poprzednio już brałem udział w pracy nad ułożeniem projektu Ustawy Wojskowej, przydzielony zostałem do Szkoły Podchorążych w Ostrowie.

Ochrzczony jestem w wierze rzymskokatolickiej.

W podróżach swoich zwiedziłem i znam dobrze: Niemcy, Francję, Włochy, Austrię, Szwajcarię, z Anglii Londyn. Mówię językami: polskim, francuskim, niemieckim, rosyjskim, włoskim biegle, po angielsku czytam biegle, ale mówię bez wprawy, po hiszpańsku czytam.

 

Stefan Czarnowski
ppor. WP

 

Oryginał, rękopis CAW, AP M/W C°-292

STANISŁAW OSSOWSKI

 

Stefan Czarnowski (1879–1937)**

29 grudnia 1937 roku w pełni sił twórczych odszedł na zawsze Stefan Czarnowski. Trudno pisać o nim wspomnienie pozgonne. Jego niezwykła postać nie daje się ująć w schematy, a tym, którzy go znali bliżej, niełatwo połączyć jego obraz z wyobrażeniem śmierci.

Studia filozoficzne, socjologiczne i ekonomiczne w Lipsku i Berlinie, studia socjologiczne w Sorbonie – udział w pracach socjologów grupujących się wokół „Année Sociologique” – Legiony – służba we frontowych formacjach Wojska Polskiego – wykłady w Wyższej Szkole Wojennej – katedra religioznawstwa w Wolnej Wszechnicy Polskiej (1923–1930) – docentura historii kultury na Uniwersytecie Warszawskim (od 1926) – wykłady w École Pratique des Hautes Études w Sorbonie (1928–1929) – katedra historii kultury (od 1930) i socjologii (od 1933) na Uniwersytecie Warszawskim – praca w organizacjach robotniczych – oto szereg suchych pozycji biograficznych.

W swej działalności naukowej Stefan Czarnowski najczęściej występował jako historyk i jako socjolog równocześnie. Punktem wyjścia była dlań zwykle dociekliwa analiza jakichś konkretnych zjawisk historycznych, która odsłaniała wewnętrzny związek różnych stron życia społecznego. Dzięki niezmiernie rozległej wiedzy i umiejętności wczuwania się w różnorodne środowiska kulturalne Czarnowski – który obracał się równie swobodnie w świecie starożytnych Celtów lub Greków, jak wśród aktualnych zagadnień powojennej Europy – dawał badanym przez siebie faktom szerokie tło różnych kultur, a wtedy odsłaniały się rozległe perspektywy na sprawy ludzkie, nieograniczone do jednej epoki ani do jednego środowiska.

Jak pisałem już w innym miejscu, umiejętność dostrzegania głębokich podobieństw pomiędzy zjawiskami zachodzącymi w różnych środowiskach kulturalnych nigdy nie prowadziła Czarnowskiego do łatwych uogólnień opartych na zewnętrznych analogiach. Przy każdej sposobności podkreślał organiczny związek każdego „elementu kulturowego” z całokształtem kultury danego środowiska, z podłożem społecznym i gospodarczym, związek, dzięki któremu zjawiska zachodzące w odrębnych środowiskach społecznych, acz porównywalne, nie dają się sprowadzić jedne do drugich. Stwierdzał z naciskiem na mnogich przykładach, że nawet te same pod względem zewnętrznym elementy kulturowe zmieniają swe funkcje społeczne, gdy przechodzą z jednej grupy społecznej do innej o innej kulturze3. Dlatego też wydaje mi się, że zbyt rzadko mówią o Czarnowskim przedstawiciele tzw. funkcjonalnej szkoły Bronisława Malinowskiego.

Sfera zagadnień objętych twórczością Czarnowskiego jest bardzo szeroka. Sięga ona od zagadnień metodologicznych i studiów nad dziejami filozofii społecznej w Polsce poprzez religioznawstwo, socjologię literatury i socjologię prawa aż do zagadnień kształtowania się ideologii społecznych i dynamiki ruchów społecznych. Nie wchodząc w bliższą charakterystykę tego dorobku naukowego, pragnę tutaj – w „Przeglądzie Filozoficznym” – podkreślić zagadnienia, które Stefana Czarnowskiego, stałego uczestnika posiedzeń i dyskusji Warszawskiego Towarzystwa Filozoficznego, wiążą z filozofią.

Poza dociekaniami metodologicznymi, poza filozoficznymi konsekwencjami rozważań dotyczących pojęcia kultury, wchodzą tu w grę przede wszystkim badania z zakresu socjologii poznania, a w szczególności badania nad społecznym uwarunkowaniem kategorii ludzkiego myślenia.

W świetle badań podjętych przez Czarnowskiego przestrzeń i czas okazują się pojęciami relatywnymi w inny sposób, niż wynikało z rozważań kantowskich. Zamiast zależności od powszechnych właściwości umysłu ludzkiego wystąpiła tu zależność od środowiska społecznego. Uwydatniło się, że zależnie od tego środowiska przestrzeń i czas otrzymują zabarwienie jakościowe i że wobec tego zamiast uniwersalnej przestrzeni i uniwersalnego czasu o charakterze „czystego wymiaru” istnieje wielość systemów przestrzennych i czasowych, z których każdy jest czymś więcej niż subiektywnym sposobem organizowania rzeczy i zjawisk, bo ma oparcie w przedstawieniach narzucanych jednostce przez grupę społeczną i przez to w pewnym sensie zobiektywizowanych. Z tego punktu widzenia ściśle ilościowy charakter przestrzeni i czasu staje się właściwością pewnego środowiska kulturalnego – jednego z wielu możliwych – środowiska będącego pod sugestią naukowego stosunku do świata. W innych środowiskach kulturalnych przestrzeń przestaje być jednorodna, a pojęcia „góry” i „dołu”, strony prawej i lewej, nabierają charakteru absolutnego.

Relatywizm socjologiczny w stosunku do kategorii myślenia otwiera nowe drogi ku zagadnieniom epistemologicznym i może się okazać płodny w konsekwencje nie tylko dla socjologa, lecz i dla filozofa. Tych konsekwencji Czarnowski nie zdążył już wyciągnąć: studiom nad socjologią poznania stanęło na drodze zaabsorbowanie sprawami społecznymi – i niespodziewana śmierć. W rękopisach pozostały jeszcze dociekania nad społecznym uwarunkowaniem myślenia naukowego. W jakich warunkach społecznych zjawia się możliwość historycznego myślenia? Jak konwencje społeczne zniekształcają doświadczenia geograficzne? Oto zagadnienia, które w tych studiach stawiał sobie Czarnowski, rozporządzając nadzwyczaj ciekawym materiałem i subtelną metodą; zagadnienia, obok których nie może przejść obojętnie ktoś, kto zajmuje się teorią nauki.

Rozważając twórczość Stefana Czarnowskiego, musimy pamiętać, że pisma, które po sobie pozostawił [...], zawarły tylko część tego, co zbadał i co przemyślał. Czarnowski mało się troszczył o swe publikacje. Artykuły, z których niejeden powinien się rozwinąć w oddzielną książkę, rozpraszał po czasopismach, o których nieraz nawet specjaliści nie wiedzieli. Dwa czy trzy rękopisy, przygotowane do druku, spłonęły w czasie wojny. Po śmierci Czarnowskiego w jego biurku pozostały niewykonane plany prac i fragmenty prac rozpoczętych. Wiele swych pomysłów i odkryć naukowych rozdał ludziom w rozmowach. Pióro nie było mu niezbędnym narzędziem twórczości naukowej.

Ostatniego lata, w niedzielne popołudnie, na jakimś zebraniu w śródmieściu ktoś z obecnych zauważył, że Profesor w otwartej koszuli, w sandałach na bosych nogach nie wygląda po niedzielnemu. Czarnowski roześmiał się: „Jako socjolog mam obowiązek badać genezę różnych konformizmów. Wobec tego sądzę, że sam już mogę się do tych konformizmów nie stosować”. Jakoż istotnie odbiegał od wzorów utartych. Badania socjologiczne wyzwoliły go nie z takich drobnych tylko konformizmów obyczajowych, wyzwoliły go również z konformizmów w myśleniu. Wyzwoliły go spod różnych sugestii własnej klasy i własnego środowiska; wyzwoliły z pewnych swoistych przesądów, którym wielu intelektualistów podlega.

Ani jako uczony, ani jako profesor nie odpowiadał Czarnowski tym wzorom osobowym, jakie dzisiaj dominują w europejskich środowiskach uniwersyteckich. Miał swój własny styl jako myśliciel i jako człowiek. Obcy mu był lęk o własność autorską, obca mu była izolacja „człowieka z elity”. Czasu swego i wiedzy nie szczędził nikomu. Środowiska robotniczego nie uważał za audytorium mniej godne swych wykładów niż środowisko akademickie.

O jego postawie względem ludzi i względem świata nie sposób nie wspomnieć, kiedy się pisze o Czarnowskim do czasopisma poświęconego filozofii i filozofom. Gdy się bowiem słyszało czasami ironiczne uwagi ze strony „ludzi rozsądku” o działalności Stefana Czarnowskiego poza sferą nauki, o jego nieumiejętności liczenia się z postulatami praktyki życiowej, przypominały się słowa z Fajdrosa:

„Tylko dusza filozofa ma skrzydła. Bo jej pamięć zawsze wedle sił do tego się zwraca, co nawet bogu boskości użycza... A że człowiek taki”... o ludzkich sprawach zapomina, a z tym, co boskie, obcuje, gani go wielu jako narwańca, ale że bóg w nim mieszka, o tym nie wiedzą ci, których jest wielu”4.

Ale Czarnowski nie należał do tego typu myślicieli, których się potocznie zwykło wiązać z pojęciem filozofa platońskiego. Nie znał przedziału pomiędzy światem idei i światem otaczającej go rzeczywistości. Uwaga jego i wola skierowana była właśnie na „ludzkie sprawy”, tylko że interesował się nimi w sposób „niekonformistyczny”.

Relatywizm socjologa, obiektywne, trzeźwe spojrzenie na świat łączyło się u Czarnowskiego z nieugiętym, bezkompromisowym sumieniem i z głębokim poczuciem odpowiedzialności za zło, któremu w jakikolwiek sposób mógł przeciwdziałać. W trudnych sytuacjach społecznych nigdy nie chronił się na tak wygodną dla intelektualisty pozycję obserwatora. I pod tym względem był niekonformistą. Jego radykalizm społeczny miał oczywiście nie tylko intelektualne podłoże: jeżeli odwaga myślenia nie pozwalała uczonemu rezerwować żadnych nietykalnych zakątków, to drugim źródłem jego przekonań społecznych była wielka wrażliwość na krzywdę ludzką i serdeczny, prosty stosunek do człowieka.

W przeddzień śmierci Czarnowski snuł szerokie plany naukowe na lata najbliższe. Na kilka godzin przed śmiercią gotował się do podjęcia dalszej walki w obronie ludzkiej godności. Dlatego ta śmierć wydała się ludziom, którzy mu byli bliscy, czymś tak nieprawdopodobnym. Ale może dopiero w miesiąc później, na pierwszej akademii poświęconej jego pamięci, gdy się patrzyło w skupione twarze tych czterystu czy pięciuset ludzi wypełniających po brzegi salę Szklanych Domów na Żoliborzu, ludzi tak bardzo różnych – od robotnika do profesora – wtedy dopiero zrozumiało się w pełni, czym był Stefan Czarnowski i jaka była Jego rola społeczna.

TOMASZ NAŁĘCZ

 

Jeden z pokolenia niepokornych***

Stefan Czarnowski interesuje historyka dla dwu powodów.

Po pierwsze, pasjonującym tematem badań jest sama jego droga życiowa. Był jednym z pokolenia, które – za Bohdanem Cywińskim – zwykło się nazywać „pokoleniem niepokornych”. Wielką zasługą tej generacji, zrodzonej i ukształtowanej w najczarniejszym okresie niewoli, kiedy to po styczniowej klęsce wszystko zdawało się być stracone, było zdecydowane przeciwstawienie się zaborcom i odnowienie narodowej irredenty. Znakiem tego pokolenia stał się protest przeciwko dusznej atmosferze niewoli, podjęty na przekór bezlitosnym realiom krajowym i międzynarodowym, a dyktowany gorącym patriotyzmem i przywiązaniem do wolności.

Jednakże z upływem czasu przytłaczająca większość „niepokornych” nabrała szacunku dla realiów polityki i znalazła sobie miejsce w jednym z wielkich obozów ideowych, wiodących głośny spór o orientacje, czyli o drogę prowadzącą do wybicia się na niepodległość. Taki los był też udziałem Czarnowskiego, który najpierw związał się z narodowym nurtem irredenty, a potem z obozem legionowym.

Po wywalczeniu niepodległości przytłaczająca większość tego środowiska oddała się służbie odrodzonej Polsce, płacąc za to często wyrzeczeniem się młodzieńczej „niepokorności”. Własne państwo wymagało bowiem zupełnie innych zachowań i nieuchronnie z tym związanych kompromisów. Dawni konspiratorzy i rewolucjoniści zostawali ministrami, generałami, policjantami i żandarmami. Zwłaszcza po maju 1926 roku, kiedy system ustrojowy ewoluował coraz bardziej w kierunku autorytarnej dyktatury, role te wymagały sprzeniewierzenia się dawnym młodzieńczym ideałom wolnościowym. Dla większości dawnych „niepokornych” nie stanowiło to żadnego problemu, bo świętokradztwem wydawała się myśl, że do dwóch różnych epok: zaborów i odrodzonej Polski można stosować tę samą miarę.

Jednak Stefan Czarnowski był innego zdania. Pozostał „niepokornym” aż do śmierci, płacąc za to osamotnieniem w swoim środowisku akademickim, oraz ryzykiem nowych poszukiwań ideowych, które popychały go w kierunku radykalnej lewicy, też przecież niebędącej uosobieniem wolności. Prześledzenie takiej drogi życiowej polskiego inteligenta to dla historyka prawdziwy rarytas.

Jest też i drugi powód zainteresowania Czarnowskim. Stanowi go jego warsztat badawczy, do dziś inspirujący ciekawe kierunki poszukiwań metodologicznych. Jak wiadomo, on sam nie uważał się za historyka i mozolnie wyrąbywał prawo obywatelstwa dla emancypującej się w tamtych czasach socjologii. Ale prace, które prowadził, i książki, jakie napisał, lokują go wyraźnie na pograniczu socjologii i historii. Stąd możliwość i potrzeba nawiązywania do jego dorobku, stanowczo za rzadko dzisiaj podejmowana. [...]

Czarnowski zdał maturę w 1897 roku i stosownie do zdobytego profilu wiedzy odbył roczną służbę wojskową w szeregach artylerii armii rosyjskiej. Praktycznie nie wiemy nic na temat tego życiorysowego epizodu, ale wszystko wskazuje na to, że nie traktował wcielenia do cesarskiej armii jako nieszczęścia. W każdym razie nie przedsięwziął żadnych kroków, aby uniknąć powołania do wojska. Najczęściej stosowanym wybiegiem był wyjazd na studia za granicą. On zdecydował się na taki krok dopiero po zakończeniu służby w armii.

W 1898 roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Handlowej w Lipsku. Znowu przesądziło zdanie rodziców, bo sam Czarnowski pasjonował się filozofią i malarstwem. Dzięki wrodzonym zdolnościom bez najmniejszego kłopotu ukończył w 1901 roku nielubiane studia handlowe i przeniósł się do Berlina, gdzie zaczął studiować miłą rodzinie ekonomię i coraz bardziej go pasjonującą socjologię.

W Berlinie rozpoczął też działalność polityczną w studenckim kole „Zetu”, jak popularnie nazywano Związek Młodzieży Polskiej. [...] Zdolności i energia Czarnowskiego sprawiły, że szybko wyrósł na znaczącą postać w berlińskim „Zecie”. Działał też poza środowiskiem studenckim, zasilając artykułami „Dziennik Berliński”, popularny wśród tamtejszej Polonii. W 1902 roku wziął udział w patriotycznej manifestacji wymierzonej przeciwko prof. Schiemannowi, piętnującej jego antypolskie wystąpienia. Został za to aresztowany i wraz z wieloma polskimi kolegami wydalony z granic Rzeszy. Powrócił do Warszawy, ale i tutaj, wkrótce po przyjeździe, jako „element podejrzany”, trafił do więzienia w Cytadeli. Wkrótce odzyskał wolność, ale było oczywiste, że władze rosyjskie nie pozostawią go w spokoju.

Jesienią 1902 roku wyjechał więc do Paryża z zamiarem kontynuowania studiów. Tak naprawdę oznaczało to wieloletnią emigrację, bo do kraju powrócił niemalże po dziesięciu latach, w 1911 roku. Okres paryski to czas intensywnych studiów i początku pracy naukowej na polu socjologii, której historyk nie jest właściwym komentatorem. Ale to też aktywna działalność polityczna w „Zecie”, gdzie Czarnowski pozostał jedną ze znaczących postaci. [...]

Zwycięska ofensywa państw centralnych i wyparcie Rosjan z Królestwa latem 1915 roku umożliwiły mu powrót do legalnej działalności. Otwarcie związał się z obozem legionowym, a precyzyjniej mówiąc – z jego proaustriackim skrzydłem. [...]

Niechęć do Niemców sprawiła, że Czarnowski odrzucił proponowaną mu nominację na profesora Uniwersytetu Warszawskiego, organizowanego pod patronatem władz okupacyjnych jesienią 1915 roku. Zważywszy na wyjałowienie dawnego Królestwa z kadry naukowej, miał wszelkie ku temu kwalifikacje, ale charakterystyczna dla niego niepokorność nie pozwoliła mu przyjąć profesorskiego awansu w sytuacji, która mogła być interpretowana jako współpraca z krytykowanymi Niemcami. Dodajmy, że profesura na polskim uniwersytecie była jego ogromnym marzeniem, ale nie chciał go zrealizować w sytuacji, w jego opinii, dwuznacznej politycznie i moralnie. Ta pryncypialność sprawiła, że na spełnienie marzenia o profesurze na UW przyszło mu czekać długie lata. [...]

Odradzająca się Polska potrzebowała w pierwszej kolejności żołnierzy i gorący patriotyzm Czarnowskiego nakazał mu pozostać w armii, choć bez wątpienia bliższa mu była myśl o karierze uniwersyteckiej. Zawsze skromny, nie szukał błyskotliwych awansów, choć jako legionista, na dodatek dysponujący wykształceniem i doświadczeniem wojskowym, mógł aspirować do wyższych stanowisk. [...] Sam Czarnowski służył w wojsku na podrzędnych stanowiskach, w stopniu porucznika, osiągniętym jeszcze w Polskiej Sile Zbrojnej. Ale to go nie frustrowało, bo nie z armią wiązał swoje powojenne losy, a ze światem akademickim. Służbę traktował jako obywatelską powinność i dlatego w 1920 roku dołożył starań, aby trafić na pierwszą linię frontu polsko-bolszewickiego. Odznaczył się tu nieprzeciętną odwagą. Za brawurowy, trzykrotny szturm na wieś Popieluchy, który miał miejsce 27 maja 1920 roku, został odznaczony Krzyżem Walecznych. Jak pisał jego biograf: „hełm miał w paru miejscach od kul przebity”5.

W warunkach frontowych szybko awansował. Zaczynał jako dowódca kompanii w 51 pułku piechoty. Po kilku tygodniach dowodził już batalionem, a służbę liniową ukończył na stanowisku szefa sztabu brygady. W czasie wojny z bolszewikami przeżył też niepowetowaną stratę, jaką była śmierć jedynego, ukochanego syna Zbigniewa.

Po zakończeniu działań frontowych, już jako kapitan, został przydzielony do służby w Sztabie Generalnym. Poświęcił się tu zajęciom, które najbardziej lubił, tj. zadaniom naukowym, choć nie ze swojej specjalizacji, lecz z zakresu przydatnej armii demografii i geografii wojskowej. Efektem tych prac było wydane drukiem w 1921 roku studium wojskowo-geograficzne W sprawie określenia granic strategicznych państwa polskiego. [...]

W 1923 roku objął katedrę „religionistyki”, jak wówczas zwano religioznawstwo, w Wolnej Wszechnicy Polskiej (WWP), prywatnej uczelni w Warszawie, „skupiającej wówczas najbardziej postępowe elementy polskiego świata naukowego”6. Dawało to możliwość wymarzonej pracy naukowej i to w dziedzinie, w której się autentycznie specjalizował. Znacznie gorzej było z zarobkami, bo WWP sama znajdowała się w tarapatach finansowych i płaciła skąpo. Czarnowski ratował się wykładami z historii kultury w warszawskiej Szkole Dramatycznej i różnego rodzaju doraźnymi zajęciami, najczęściej o charakterze dydaktyczno-popularyzatorskim.

W tym czasie poświęcił się zupełnie nauce. W 1926 roku habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim i podjął tam zajęcia jako „docent prywatny”, co brzmiało dumnie, ale oznaczało pracę bez wynagrodzenia, z mglistą nadzieją na zatrudnienie w bliżej nieokreślonej przyszłości. [...] Kłopoty, na jakie napotykał, zabiegając o zatrudnienie na Uniwersytecie Warszawskim, a także Uniwersytecie Jagiellońskim, przynajmniej w jakimś zakresie można tłumaczyć niechęcią władz oraz, oczywiście, negatywnym nastawieniem sporej części środowiska akademickiego.

Było swoistym paradoksem, że blokada ta ustąpiła, kiedy na powrót zaangażował się w politykę i to po stronie, która ani we władzach, ani w tradycjonalistycznych kręgach profesury, nie budziła entuzjazmu. W 1929 roku Czarnowski związał się bowiem z Polską Partią Socjalistyczną, z którą do tej pory nie utrzymywał bliższych stosunków. I znowu, niewiele wiemy o kulisach jego decyzji. Na pewno nie była ona pochopna, bo uważał się już w tym czasie za „zawodowo do czynu niezdatnego osobnika, jakim jest przeważnie człowiek książki”7. Skoro porzucił tę postawę, to na pewno w ugruntowanym przekonaniu, że nie wolno pozostawać bezczynnym. [...] Związanie się Czarnowskiego z PPS nie zablokowało jego kariery akademickiej. Wręcz przeciwnie, niezależnie od radykalnych deklaracji politycznych, uległa ona przyspieszeniu. W 1930 roku został w końcu zatrudniony na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie jako profesor nadzwyczajny objął katedrę historii kultury. Już rok wcześniej został wybrany członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności, a w 1931 roku członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

W 1931 roku Czarnowski porzucił szeregi PPS. Przyczyny tego zerwania wyłożył w Liście otwartym, opublikowanym w jednodniówce „Robotnik Socjalista” w lutym 1932 roku. Poddał w nim druzgocącej krytyce demokratyczne i parlamentarne ideały PPS, dowodząc, że taka linia postępowania sprzyja tylko „rządom burżuazji”. [...] Choć to dzisiaj dla niejednej osoby jest faktem niemiłym, nie ulega wątpliwości, że od 1932 roku związał się on z Komunistyczną Partią Polski8. Starannych badań wymaga charakter tego związku. [...] Zbliżenie z komunizmem ułatwiła też reorientacja jego poglądów naukowych, polegająca na zaakceptowaniu zasad marksizmu. „Ludzie, którzy pamiętają Czarnowskiego z tych lat – wspominała Nina Assorodobraj – wiedzą, ile czasu i wysiłku pochłaniało mu studiowanie [...] dzieł klasyków marksizmu, zwłaszcza dotyczących teorii państwa, teorii rewolucji i teorii imperializmu. Zakład uniwersytecki Czarnowskiego zostaje w tych latach zaopatrzony w pełne niemieckie wydanie pism Marksa, Engelsa i Lenina, uprzystępniając je nie tylko studentom i pracownikom naukowym uniwersytetu, lecz także licznym działaczom ruchu rewolucyjnego. Z niemałym trudem i wysiłkiem gromadził też Czarnowski w swej bibliotece zakładowej bieżące radzieckie publikacje naukowe”9. [...]

Był też zdeklarowanym zwolennikiem zaproponowanej w lipcu 1935 roku przez VII Kongres Międzynarodówki Komunistycznej polityki tworzenia frontów ludowych, mających blokować radykalnej prawicy drogę do władzy. Chętnie angażował się w polskie inicjatywy, zwłaszcza w środowisku inteligenckim, mające na celu zrealizowanie tego hasła.

Czarnowski, w przeciwieństwie do swoich politycznych przyjaciół – komunistów, niewiele miał w sobie z doktrynera. Był otwarty na wszelką argumentację i ludzi innych niż on poglądów. Związał się z komunizmem, bo w nim dostrzegł szansę na zrealizowanie ideałów, których coraz większym zaprzeczeniem była polska rzeczywistość polityczna lat trzydziestych i duszne tchnienie faszyzmu, coraz bardziej dławiące Europę.

Tak naprawdę był w polityce wielkim samotnikiem, niegodzącym się na kompromisy i prędzej czy później chcącym odpowiadać tylko za siebie, a nie za obozy, z którymi się wcześniej identyfikował. Najbardziej cenił sobie wierność własnym poglądom oraz osobistą uczciwość.

W imię tych zasad, tuż przed śmiercią, gorąco protestował przeciwko antysemickim burdom wszczynanym na uczelniach przez endeków. Sędziwy Ludwik Krzywicki, któremu niełatwo było zaimponować, z wielkim uznaniem opisał we wspomnieniach dramatyczne starcie Czarnowskiego z rektorem Antoniewiczem, sankcjonującym upokarzające Żydów „getto” ławkowe. [...]

Taki właśnie był przez całe życie: bezkompromisowy, wierny wyznawanym zasadom, gotów na każde poświęcenie, jeśli tylko trzeba było bronić własnych poglądów. Kiedy w 1936 roku odbierał gratulacje w związku z nominacją na profesora zwyczajnego, żartował: „Tak, obecnie za ordynarność [ordinaire – po francusku zwyczajny] płaci się więcej”10. U niego „ordynarność” nigdy nie była w cenie, zarówno w poszukiwaniach politycznych, jak i w pracy naukowej.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Curriculum vitae, [w]: Stefan Czarnowski z perspektywy siedemdziesięciolecia, red. M. Jabłonowski, Warszawa 2008, s. 19–21.

aSłowo nieczytelne.

1Naczelny Komitet Narodowy.

2Krajowy Inspektorat Zaciągu.

**Tekst opublikowany pierwotnie w: „Przegląd Filozoficzny” 1938, R. 41, z. 3–4/5, s. 301–304.

3Por. „Głos Nauczycielski”, marzec 1938.

4Przekład Władysława Witwickiego.

***Tekst opublikowany pierwotnie w: Stefan Czarnowski z perspektywy siedemdziesięciolecia, red. M. Jabłonowski, Warszawa 2008, s. 47–66.

5S. Kot, Czarnowski Stefan Zygmunt, [w:] PSB, t. IV, Kraków 1938, s. 239.

6M. Małowist, Stefan Czarnowski (1879–1937), [w:] Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 235 i n.

7S. Czarnowski, List otwarty [z lutego 1932 r.], [w:] idem, Dzieła, t. V: Publicystyka. Posłowie. Wspomnienia, oprac. N. Assorodobraj i S. Ossowski, Warszawa 1956, s. 51.

8Fakt ten wstydliwie pomija np. Słownik historyków polskich, koncepcja i oprac. red. M. Prosińska-Jackl, Warszawa 1994, s. 92.

9N. Assorodobraj, Życie i dzieło Stefana Czarnowskiego, [w:] S. Czarnowski, Dzieła, op. cit., s. 119.

10J. Borejsza, O Stefanie Czarnowskim, [w:] S. Czarnowski, Dzieła, op. cit., s. 165.

Samuel Dickstein

Urodzony 12 V 1851 w Warszawie. Studia w Szkole Głównej (1866–1869), później na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim; kandydat nauk (1870), magisterium (1876). Nauczyciel szkół średnich; prowadził własną szkołę realną (1878–1888); wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych; profesor UW (1915).

Matematyk, pedagog, wydawca, historyk matematyki; prace matematyczne gł. z dziedziny algebry i teorii liczb.
Członek Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1890), AU (1893), prezes Koła Matematyczno-Fizycznego (1906); współzałożyciel i wiceprezes TNW (1907). Wiceprezes Międzynarodowej Akademii Historii Nauk Ścisłych, członek Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Pradze, Jednoty Czeskich Matematyków i Fizyków, Królewskiego Towarzystwa Nauk w Liège. Założyciel czasopisma „Ruch Pedagogiczny” (1881), współzałożyciel i redaktor „Prac Matematyczno-Fizycznych” (1886), założyciel i wydawca „Wiadomości Matematycznych” (1897), współredaktor „Biblioteki Matematyczno-Fizycznej” (1888).
Współorganizator Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Przezorność”, przewodniczący Biura Meteorologicznego (1903), współzałożyciel Polskiego Instytutu Aktuariuszy, działacz Kasy Mianowskiego.
Zmarł 28 IX 1939 w Warszawie.

Szkoła w Królestwie Polskiem, Paryż 1889; Pojęcia i metody matematyki, t. I, cz. 1: Teoria działań, Warszawa 1891; Hoene Wroński. Jego życie i prace, Kraków 1896; Zarys arytmetyki politycznej, (współaut. A. B. Danielewicz), Warszawa 1910.

B. Knaster, Wspomnienie o Samuelu Dicksteinie (1851–1939), „Prace Matematyczne” 1955, t. I, s. 4–12; R. Duda, Stulecie „Wiadomości Matematycznych”, „Wiadomości Matematyczne” 1997, t. XXXIII, s. 111–135.

ROMAN DUDA

SAMUEL DICKSTEIN

1851–1939

Samuel Dickstein urodził się 12 maja 1851 roku w Warszawie, w spolonizowanej rodzinie żydowskiej. Ojciec Rafał był nauczycielem szkół rabinackich, matka Małgorzata z Waldenbergów była nauczycielką. Rodzina była żydowska, ale czuła i myślała po polsku, chociaż Polski na mapie nie było, a jej ziemie, podzielone między trzech zaborców, już od kilku pokoleń podlegały polityce ograniczania polskich aspiracji i wynaradawiania. Brat Samuela, Szymon (1858–1884), stał się później znanym działaczem socjalistycznym1.

Samuel wybrał drogę nauki. W ówczesnym „Priwislanskim Kraju”, jak Rosjanie nazywali ziemie Królestwa Kongresowego, oświata była trudno dostępna, jej poziom niski, nauki zaś polskiej niemal nie było. Młody Samuel uczęszczał do szkół w Warszawie, z konieczności rosyjskich, i wcześnie obudziło się w nim pragnienie poświęcenia pracy na rzecz umiłowanego kraju. W rozbudzeniu tego pragnienia miał swój udział Roman Żuliński (1834–1864), który od 1856 roku uczył Samuela matematyki w gimnazjum, a po wybuchu powstania styczniowego wszedł w skład Rządu Narodowego jako nadzwyczaj sprawny minister poczt. Zginął wraz z Trauguttem na stokach Cytadeli w sierpniu 1864 roku, a pamięć tego wydarzenia, którego młody chłopiec był świadkiem, towarzyszyła Samuelowi przez resztę życia. Jeszcze w wieku 86 lat wspominał swego nauczyciela w przemówieniu na swoim jubileuszu2.

Kiedy margrabia Wielopolski wstępował na służbę cara, jako jeden z warunków postawił uruchomienie w Warszawie polskiego uniwersytetu. I taki uniwersytet, pod nazwą Szkoły Głównej, funkcjonował tam w latach 1862–1869. Kiedy więc Samuel ukończył gimnazjum rosyjskie w 1866 roku, wstąpił do tej Szkoły i studiował na jej Oddziale Matematycznym. Było to już po upadku powstania styczniowego i dni Szkoły były policzone. W 1869 roku została ona zamknięta, a na jej miejscu władze uruchomiły uniwersytet rosyjski (istniał do 1915 roku). Samuel swoje studia musiał więc kontynuować na uniwersytecie rosyjskim, na którym w 1870 roku otrzymał stopień kandydata (oznaczający ukończenie studiów), a w 1876 roku uzyskał rosyjski stopień magistra. Ten drugi stopień dawał uprawnienia do nauczania na uniwersytecie (do uzyskania stanowiska profesora potrzebny był jeszcze doktorat), ale młody Dickstein poszedł inną drogą. Od 1870 roku uczył matematyki w warszawskich gimnazjach i w Szkole Handlowej Kronenberga, a później był współautorem podręcznika z zakresu „arytmetyki politycznej”, z którego korzystały pokolenia polskich aktuariuszy3. Przez lat dziesięć (1878–1888) prowadził nawet własną, cieszącą się dobrą opinią, szkołę realną. Po ślubie z Pauliną z Natansonów stał się materialnie niezależny, co umożliwiło mu niezależną działalność naukową i wydatne włączenie się w nurt działań społecznych.

Swoje badania naukowe Samuel Dickstein rozpoczął od teorii liczb. Nie miały one większego znaczenia4, ale cztery jego prace dotyczyły wyników Józefa Marii Hoene-Wrońskiego (1776–1853) i wkrótce Dickstein stał się wybitnym znawcą jego twórczości. Na zlecenie Akademii Umiejętności w Krakowie5 napisał monografię o Hoene-Wrońskim6, która zachowała dużą wartość do dzisiaj, oraz opracował katalog jego prac7. W ten sposób dokonał się zwrot w jego twórczości naukowej od badań teoretycznych do badań historycznych i bibliograficznych w zakresie historii matematyki polskiej. Wpływ na ten zwrot miała też niewątpliwie sytuacja ogólna, a zwłaszcza brak w ówczesnej Warszawie polskiego środowiska matematycznego, o które można by się było oprzeć, czemu towarzyszyło silne poczucie służby narodowej, każące Dicksteinowi przypominać i dokumentować dorobek miniony oraz podejmować kroki zmierzające do powstania rodzimego środowiska naukowego. I na tym polu położył Dickstein zasługi największe.

W życiu kraju był to już okres pozytywizmu i pracy organicznej, budowania podstaw cywilizacyjnego odrodzenia kraju. Dziesięć lat po zamknięciu Szkoły Głównej grono jej byłych profesorów i wychowanków, w tym Dickstein, podjęło starania zmierzające do powołania towarzystwa popierania nauki polskiej. Wobec negatywnego stanowiska władz rosyjskich negocjacje trwały dwa i pół roku i dopiero w 1881 roku powstała „Kasa pomocy dla osób pracujących na polu naukowym im. dra med. Józefa Mianowskiego”, nieżyjącego już wtedy rektora Szkoły Głównej8. Zwana później krótko Kasą Mianowskiego i wydatnie wspierana przez społeczeństwo, w tym przez arystokrację i sfery finansowo-przemysłowe, Kasa szybko stała się nieformalnym polskim „ministerstwem oświecenia publicznego”. Chociaż mogła wspierać poczynania tylko Polaków z Kongresówki, jej udział w rozwoju krajowej nauki był bardzo znaczny9.

Kasa stwarzała obszerne pole aktywności i Dickstein przez całe swoje życie był jej aktywnym działaczem, ale to mu nie wystarczało. W 1888 roku dołączył do Aleksandra Czajewicza (1843–1926) w prowadzeniu „Biblioteki Matematyczno-Fizycznej”10. Zmieniała się nazwa i zadania tej serii wydawniczej, przez lata dostarczała ona jednak – przy wybitnym wsparciu Kasy Mianowskiego – wartościowe podręczniki akademickie polskich autorów i ambitniejsze pozycje z zakresu szkoły średniej11; w szczególności w serii tej wyszło ponad 30 książek matematycznych12. Jej działalność wypełniała dotkliwą lukę: jednych zachęcała do studiowania, innych do pisania i kształtowania nowoczesnej terminologii naukowej w języku polskim, a w sumie wydatnie wpływała na powstanie w Warszawie klimatu naukowego.

Jeszcze bodaj większe znaczenie miały dwie oryginalne inicjatywy wydawnicze Dicksteina. W 1886 roku założył on, wspólnie z Edwardem (1861–1940) i Władysławem (1864–1937) Natansonami oraz Władysławem Gosiewskim (1844–1911), czasopismo „Prace Matematyczno-Fizyczne”. Było to pierwsze polskie czasopismo naukowe poświęcone matematyce, fizyce i naukom pokrewnym, docierające do autorów ze wszystkich zaborów i z emigracji. Drukowało rozprawy oryginalne i przekłady, informowało o pracach ukazujących się w języku polskim i o działalności polskich instytucji naukowych. Dickstein brał udział w redagowaniu tego pisma do 1939 roku13. A w 1897 roku Dickstein już samodzielnie założył kolejne czasopismo pod nazwą „Wiadomości Matematyczne” i do swojej śmierci w 1939 roku, tj. przez 43 lata, będzie te „Wiadomości” sam jeden redagował i własnym sumptem wydawał. „Wiadomości” miały inny niż „Prace” charakter, nie rezygnując bowiem z prac naukowych większy jednak nacisk kładły na stronę informacyjną, a więc na artykuły przeglądowe, obszerną kronikę, recenzje itp. Dziś są one kopalnią wiadomości o życiu polskiego środowiska matematycznego tamtych lat14.

Zachowała się obszerna korespondencja Samuela Dicksteina z Władysławem Natansonem, Marianem Smoluchowskim i innymi uczonymi polskimi, będąca ciekawym świadectwem ówczesnej sytuacji i postaw liderów polskiego życia naukowego15. W liście z 1904 roku Dickstein pisał, że trzeba romantycznie „mierzyć siły na zamiary”, bo tylko tak można coś osiągnąć. Pokolenie Dicksteina miało jeszcze w sobie tradycję romantyczną, ale w działaniu było na wskroś pozytywistyczne.

Działalność edytorsko-organizacyjna Dicksteina nie ograniczała się do matematyki i fizyki, z innych bowiem obszarów jego działalności wspomnijmy, że w 1881 roku założył czasopismo „Ruch Pedagogiczny”; że był jednym z organizatorów Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Przezorność”, przez wiele lat pozostając członkiem Dyrekcji, a potem Rady Zarządzającej tego Towarzystwa; że wspierał organizację sieci meteorologicznej w Kongresówce i od 1903 roku był przewodniczącym Biura Meteorologicznego. Włączał się też w różne akcje społeczne, także o charakterze charytatywnym, a po odrodzeniu Polski stał się jednym z założycieli Polskiego Instytutu Aktuariuszy, a potem wieloletnim prezesem jego Rady i honorowym prezesem Instytutu.

Już te działania, które opisaliśmy, wystarczyłyby do wypełnienia bogatego życia, ale Samuel Dickstein znajdował jeszcze czas na własną pracę naukową w zakresie historii matematyki polskiej. Oprócz wspomnianej wyżej monografii o Hoene-Wrońskim opracował korespondencję Kochańskiego oraz napisał wiele innych prac, w tym o Szymonie Lhuillierze, Janie Śniadeckim, Adamie Adamandym Kochańskim itp. Do redagowanych przez siebie czasopism pisał liczne artykuły własne i przekładał obce, a także prowadził w nich kronikę. Nawiązał współpracę z czasopismem przeglądowym „Jahrbuch über die Fortschritte der Mathematik”, do którego pisywał recenzje nielicznych jeszcze wtedy polskich prac matematycznych, w ten sposób informując o nich międzynarodową społeczność matematyczną. Blisko współpracował także z czołowym wówczas czasopismem historyczno-matematycznym „Bibliotheca Mathematica”. Poczynając od pierwszego kongresu w 1897 roku, Dickstein uczestniczył we wszystkich Międzynarodowych Kongresach Matematyków, tam upominał się o odnotowywanie jego obecności jako Polaka (ówczesna „poprawność polityczna” nakazywała traktować go jako Rosjanina z racji legitymowania się rosyjskim paszportem), a potem pisywał obszerne sprawozdania w „Wiadomościach Matematycznych”, informując w ten sposób polskie środowisko matematyczne o życiu międzynarodowej społeczności matematycznej i tendencjach w światowej matematyce.

W 1905 roku, w wyniku klęski caratu w wojnie z Japonią i wraz z rosnącym wrzeniem w całym imperium, Rosjanie trochę złagodzili swoje dotychczasowe antypolskie nastawienie. Powszechnie już znany i szanowany Dickstein wziął wówczas czynny udział w tworzeniu dalszych form organizacyjnych nauki polskiej. W roku szkolnym 1905/1906 rozpoczęło działalność Towarzystwo Kursów Naukowych, prowadzące wykłady w języku polskim na poziomie uniwersyteckim. Owe Wyższe Kursy Naukowe były nieformalnym uniwersytetem polskim (na którego powstanie Rosjanie się nie zgodzili), a formalnie pierwszą po zamkniętej w 1869 roku Szkole Głównej i jawnie już działającą polską uczelnią w Warszawie (wcześniej działał niejawny Uniwersytet Latający), przygotowującą grunt dla późniejszego uniwersytetu. Samuel Dickstein był pierwszym przewodniczącym Rady Naukowej Towarzystwa Kursów Naukowych (czyli odpowiednikiem rektora). W 1905 roku rozpoczęło działalność Koło Matematyczno-Fizyczne, będące pierwszą organizacją zawodową skupiającą czynnych matematyków, fizyków i innych przedstawicieli nauk ścisłych – Dickstein został prezesem Koła, a do jego członków należał m.in. Wacław Sierpiński16. Czternastu mieszkających w Warszawie członków krakowskiej Akademii Umiejętności, w tym Dickstein, powołało do życia Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Po zatwierdzeniu w 1907 roku rozpoczęło ono działalność na wzór akademii nauk (na którą Rosjanie się nie zgodzili), stając się ostoją poważnej polskiej działalności naukowej. Dickstein został pierwszym wiceprezesem Towarzystwa. Te trzy instytucje – Towarzystwo Kursów Naukowych, Koło Matematyczno-Fizyczne i Towarzystwo Naukowe Warszawskie – miały ogromny wpływ na zdynamizowanie polskiego życia naukowego w Warszawie, w ich zaś powstaniu i rozwinięciu przez nie działalności miał Samuel Dickstein swoją niepoślednią cząstkę. Dodajmy, że w 1914 roku oddał on Towarzystwu Naukowemu swoją niezwykle cenną i liczącą ponad 10 000 woluminów bibliotekę matematyczną, którą później systematycznie uzupełniał17.

Po wybuchu I wojny światowej Rosjanie wycofali się w 1915 roku z Warszawy, zabierając ze sobą uniwersytet rosyjski, który osiadł w Rostowie nad Donem (i do 1923 roku miał w nazwie cząstkę „warszawski”). Po wyjściu Rosjan w Warszawie zawiązał się Komitet Obywatelski z Dicksteinem w swoim składzie, którego jedną z pierwszych inicjatyw było powołanie polskiego uniwersytetu i polskiej politechniki. Uniwersytet rozpoczął faktyczną działalność już jesienią 1915 roku, a wśród jego pierwszych wykładowców był oczywiście Dickstein. A w 1920 roku, w okresie zagrożenia młodego państwa polskiego bolszewicką nawałą, Dickstein został członkiem Komitetu Obywatelskiego Obrony Państwa.

Po formalnej stabilizacji Uniwersytetu Warszawskiego w 1918 roku Dickstein został jego profesorem honorowym (1919) i doktorem honoris causa (1921). Brał udział w posiedzeniach Rady Wydziału Filozoficznego, potem Matematyczno-Przyrodniczego (z przerwą paru lat, gdy reforma Jędrzejewicza z 1933 roku usunęła profesorów honorowych z rad wydziałowych). Mimo postępującego wieku, wykładał chętnie. „Profesor wykładał pięknie [...] Miał silny, niemal młodzieńczy głos, świetną dykcję, mówił znakomitą polszczyzną [...] Wykład był pełen polotu, interesujących wstawek natury historycznej, zaskakujących przerywników, celnych anegdot. Często zapalał się, emanując nieprawdopodobny – jak na jego wiek – entuzjazm, wielkie umiłowanie matematyki, głęboką kulturę i wiedzę. W mojej pamięci pozostał obraz profesora opartego jedną ręką o katedrę, wznoszącego wysoko drugą i mówiącego jak natchniony orator”. Ale w 1937 roku na salę wykładową wdarła się bojówka Obozu Radykalno-Narodowego. „Rozległy się okrzyki «Precz z Dicksteinem» i «Bić Dicksteina». Staruszek nie bardzo rozumiał, o co w tym zamieszaniu chodzi [był niemal całkowicie głuchy] [...] W pewnym momencie wszedł na salę docent Stanisław Saks i wziąwszy Dicksteina pod rękę wyprowadził go [...] z sali. Nigdy już potem Samuel Dickstein nie przekroczył progu audytorium i do końca roku akademickiego wykładów algebry wyższej nie było”18.

Chociaż bojówki endeckie uniemożliwiły Dicksteinowi wykładanie, do końca życia redagował swoje czasopisma „Prace Matematyczno-Fizyczne” i „Wiadomości Matematyczne”, których ostatnie tomy nosiły odpowiednio numery 46 i 47.

W swoim długim życiu Samuel Dickstein odgrywał wiele ról. Był uczonym i działaczem, pisał, tłumaczył, redagował i wydawał, prowadził szeroką korespondencję, inicjował i organizował, a jego zasługi są niepomierne. Miał ogromny dorobek pisany19. Był człowiekiem-instytucją i nic ważnego w Warszawie nie odbywało się bez jego udziału. Był też Dickstein osobą powszechnie szanowaną i honorowaną, czego wyrazem był jubileusz 65-lecia jego działalności, połączony z III Polskim Zjazdem Matematycznym, na który Prezydent RP przysłał telegram. Materiały tego Zjazdu zawierają wiele interesujących szczegółów z jego działalności20. Ukazały się też różne wspomnienia21. Otrzymał wiele wyróżnień i odznaczeń. Jego działalność naukowa wprowadziła go w szeregi członków Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1890) i krakowskiej Akademii Umiejętności (1893). Był nadto członkiem Międzynarodowej Akademii Historii Nauki i przez jakiś czas jej wiceprezesem, członkiem zagranicznym Królewskiego Towarzystwa Nauk w Pradze, członkiem honorowym Jednoty Czeskich Matematyków i Fizyków, członkiem korespondentem Królewskiego Towarzystwa Nauk w Liège. Był odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Holocaustu Dickstein nie dożył, zmarł bowiem w czasie oblężenia Warszawy 28 września 1939 roku i został pochowany na cmentarzu żydowskim w Warszawie. Żona Paulina zmarła w 1926 roku, ale Holocaust pochłonął jego córkę Julię Wieleżyńską. Około 1980 roku nagrobek Dicksteina został odnowiony staraniem matematyków warszawskich, a w 1978 roku Polskie Towarzystwo Matematyczne podjęło uchwałę o ustanowieniu „wielkiej Nagrody PTM imienia Samuela Dicksteina za działalność w zakresie szeroko rozumianej kultury matematycznej obejmującej historię matematyki, filozofię matematyki, dydaktykę matematyki, popularyzację matematyki, wybitne osiągnięcia organizacyjne i wydawnicze itp.”22

SECT-ID LINK

1Zob. L. Krzywicki, Dickstein Szymon, [w:] PSB, t. V, Kraków 1939–1945, s. 154–155.

2Jubileusz 65-lecia działalności naukowej, pedagogicznej i społecznej profesora Samuela Dicksteina. Warszawa 3.X.1937, Warszawa 1938.

3A. B. Danielewicz, S. Dickstein, Zarys arytmetyki politycznej, Warszawa 1910.

4Omówił je A. Schinzel, Historia teorii liczb w Polsce w latach 1851–1950, „Wiadomości Matematyczne” 1993, t. XXX, 1, s. 19–50.

5Por. K. Stachowska, Akademia Umiejętności w Krakowie w listach Samuela Dicksteina, „Rocznik Biblioteki PAN w Krakowie” 1982, R. 27, s. 145–221.

6S. Dickstein, Hoene Wroński. Jego życie i prace, Kraków 1896.

7Idem, Katalog dziel i rękopisów Hoene-Wrońskiego, Kraków 1896.

8Józef Mianowski żył w latach 1804–1879, por. Mianowski Józef, [w:] PSB, t. XX, Wrocław 1975, s. 523–525.

9Kasa istniała do 1952 r. Zlikwidowana przez komunistów, odrodziła się w 1991 r., odzyskała swój rocznik „Nauka Polska” i nadal prowadzi statutową działalność, jednak z powodu utraty majątku już w znacznie skromniejszym zakresie. Por. Kasa Mianowskiego 1881–2011, red. L. Zasztowt, Warszawa 2011.

10Inicjatorem i pierwszym kierownikiem tej wielce potem zasłużonej serii wydawniczej był Marian Baraniecki (1848–1895), jednakże po objęciu katedry na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1885 r. musiał z tej funkcji ustąpić i wtedy w roli kierownika zastąpił go Aleksander Czajewicz.

11Por. A. Śródka, Wydawnictwa książkowe Kasy im. J. Mianowskiego od założenia do wybuchu II wojny światowej, „Nauka Polska” 2007, nr 16 (41), s. 185–202.

12Por. W. Więsław, Polskojęzyczne publikacje matematyczne po roku 1800. Rola Wydawnictw Redakcji „Wiadomości Matematycznych, [w:] Matematycy polskiego pochodzenia na obczyźnie. Materiały z XI Ogólnopolskiej Szkoły Historii Matematyki, Kołobrzeg 5–9 maja 1997, red. S. Fudali, Szczecin 1998, s. 237–247.

13„Prace Matematyczno-Fizyczne” wychodziły nieprzerwanie do 1939 r., po czym w latach 1948 i 1951 ukazały się jeszcze dwa tomy, ale w ramach komunistycznej reformy nauki polskiej czasopismo zostało zlikwidowane. Por. R. Duda, Przegląd historyczny polskich czasopism matematycznych, „Wiadomości Matematyczne” 2011, t. XLVII, nr 2, s. 167–208.

14Por. R. Duda, Stulecie „Wiadomości Matematycznych, „Wiadomości Matematyczne” 1997, t. XXXIII, s. 111–135; S. Domoradzki, „Wiadomości Matematyczne w latach 1897–1939. 100-lecie czasopisma, [w:] Matematycy polskiego pochodzenia..., s. 211–235.

15Ponad 250 listów S. Dicksteina znajduje się w Archiwum UJ, a część w Bibliotece Jagiellońskiej, nie licząc listów W. Natansona i M. Smoluchowskiego do niego. Por. S. Domoradzki, Samuel Dickstein w świetle korespondencji z Władysławem Natansonem i Marianem Smoluchowskim. Problemy nurtujące matematykę polską, [w:] Matematyka przełomu XIX i XX wieku: nurt mnogościowy. Materiały III Ogólnopolskiej Szkoły Historii Matematyki, Jaworze, maj 1988, red. J. Mioduszewski, Katowice 1992, s. 84–103.

16K. Wuczyńska, Setna rocznica zawiązania Koła Matematyczno-Fizycznego w Warszawie, „Antiquitates Mathematicae” 2007, t. I, s. 213–228.

17Przedwojenne dzieje i cenniejsze pozycje tej biblioteki opisał Z. Kobrzyński, Données sur le Cabinet Mathématique de la Société des Sciences et des Lettres de Varsovie à la Bibliothèque nationale Joseph Piłsudski, „Annales de la Société Polonaise de Mathématique” 1938, nr 16, s. 201–202. Darowizna Dicksteina ocalała i obecnie stanowi część zbiorów Centralnej Biblioteki Matematycznej w Instytucie Matematycznym PAN.

18Oba cytaty pochodzą z artykułu: B. Gleichgewicht, Wspomnienie o Samuelu Dicksteinie, [w:] Matematyka czasów Weierstrassa. Materiały XV Ogólnopolskiej Szkoły Historii Matematyki, Kołobrzeg, 28 maja-2 czerwca 2001 r., red. S. Fudali, Szczecin 2002, s. 149–151. Wspomnienie pochodzi z 1937 r., kiedy Dickstein miał 86 lat.

19Spis prac S. Dicksteina za lata 1872–1916 liczy 227 pozycji; ukazał się on w postaci osobnej broszury łącznym nakładem „Prac Matematyczno-Fizycznych” i „Wiadomości Matematycznych”, a drugi spis prac za lata 1917–1938, zawierający pozycje 228–263, ukazał się w tomie na jubileusz 65-lecia (przypis 2). Oba spisy są niekompletne, pomijają bowiem różne prace Dicksteina, w tym wiele drobnych.

20Zob. przypis 2.

21M.in. B. Knaster, Wspomnienie o Samuelu Dicksteinie (1851–1939), „Prace Matematyczne” 1953, t. I, s. 4–8; A. Birkenmajer, Samuel Dickstein (1851–1940), „Kwartalnik Historyczny” 1939–1945, t. LI11, s. 477–479.

22Zeszyt „Wiadomości Matematycznych” 1980, t. XXII, nr 2 zawiera blok materiałów o S. Dicksteinie (s. 285–302), w tym tekst wniosku o ustanowieniu nagrody, z którego pochodzi przytoczony cytat.

Józef Ejsmond (Eismond)

Urodzony 17 IV 1862 w Skrzynnie k. Radomia. Studia na Cesarskim UW (od 1881), kandydat nauk (1889), magisterium (1895). Asystent na UW, docent na Wyższych Kursach Żeńskich (1911–1915), nauczyciel szkół średnich. Habilitacja na uniwersytecie w Rostowie nad Donem (1917), prof. nadzwyczajny tamże (1920). Prof. zwyczajny UW (1923).

Zoolog, cytolog; prace z anatomii i fizjologii wymoczków, cytologii, embriologii i anatomii porównawczej ptaków, płazów i ryb. Jako pierwszy określił rolę mostków protoplazmatycznych w dzielących się blastomerach.
Członek AU (1914). Jeden z założycieli TNW (1907), redaktor naczelny jego wydawnictw (1908–1912). Członek Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego oraz Towarzystwa Przyrodniczego przy Cesarskim UW. Twórca i kierownik Zakładu Embriologii Eksperymentalnej Instytutu Biologicznego im. Marcelego Nenckiego przy TNW (1922–1925).
Zmarł 17 X 1937 w Warszawie.

Infuzorii živuščija na rakobraznych’ roda Gammarus (iz okrestnostej g. Varšavy), Warszawa 1890; Studya nad pierwotniakami okolic Warszawy, „Pamiętnik Fizyograficzny” 1895, t. XIII., s. 97–227.

Eismond J. [w:] PSB, t. VI, Kraków 1948, s. 213.

TOMASZ MAJEWSKI

JÓZEF EJSMOND (EISMOND)

1862–1937

 

Józef Ejsmond urodził się 17 kwietnia 1862 roku w miejscowości Skrzynno koło Radomia, w rodzinie ziemiańskiej. Szkołę średnią (V Gimnazjum w Warszawie) ukończył w roku 1881 i w tym samym roku rozpoczął studia na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Dwukrotnie zmieniał kierunek studiów. Z początku (1881–1882) uczęszczał na wykłady na Wydziale Prawniczym Uniwersytetu. Później studiował malarstwo w Klasie Rysunkowej w Warszawie. Wreszcie w roku 1884 rozpoczął studia z zakresu zoologii na oddziale przyrodniczym Wydziału Fizyko-Matematycznego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończył je w roku 1889 ze stopniem kandydata nauk przyrodniczych, po wysłuchaniu wykładów profesorów Rosjan, Pawła Mitrofanowa i Wasyla Uljanina, a przede wszystkim pracującego tu jeszcze do 1889 roku profesora zoologii Augusta Wrześniowskiego. W roku 1895 otrzymał tytuł magistra na podstawie wykonanej w pracowni Wrześniowskiego rozprawy o pierwotniakach żyjących na kiełżach, za którą otrzymał złoty medal.

Józef Ejsmond jeszcze jako student rozpoczął pracę w laboratorium Augusta Wrześniowskiego, pod kierunkiem tego uczonego pogłębiając wiedzę protistologiczną. Po ukończeniu studiów zatrudniony został na Cesarskim Uniwersytecie, z początku (w 1890 roku) jako laborant przy katedrze anatomii porównawczej Uniwersytetu. Rozpoczął tu pracę naukową w kierunku cytologicznym i embriologicznym, a więc w innej specjalności niż u Wrześniowskiego. Później, przez ponad 20 lat (1894–1915), pracował jako asystent (nadetatowy, później etatowy laborant) profesora Pawła Mitrofanowa przy katedrze anatomii porównawczej, a następnie przy katedrze histologii i embriologii, i w podległym jej Gabinecie Zootomicznym. W latach 1911–1915 zajmował także stanowisko docenta w zakresie anatomii porównawczej na Wyższych Kursach Żeńskich prowadzonych przy Cesarskim Uniwersytecie. Oprócz tego przez cały ten czas, od ukończenia studiów, był nauczycielem przedmiotów przyrodniczych w kilku warszawskich prywatnych szkołach średnich. Ejsmond był jednym z członków założycieli (1907) Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i przewodniczącym (od 1907 do – formalnie – 1919 roku) jego Wydziału III nauk matematycznych i przyrodniczych, a także w latach 1908–1912 naczelnym redaktorem wydawnictw TNW. Był zamiłowanym ogrodnikiem i w Towarzystwie Ogrodniczym Warszawskim pełnił w latach 1891–1901 funkcję sekretarza Komisji Teorii Ogrodnictwa i Nauk Przyrodniczych. Czynny był także w Towarzystwie Przyrodniczym (Obščestvo Estestvoispytatelej) przy Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. W uznaniu jego naukowego dorobku Akademia Umiejętności w Krakowie przyjęła go do grona członków korespondentów (1914).

W połowie 1915 roku do Warszawy zbliżali się Niemcy. Józef Ejsmond – inaczej niż inni zatrudnieni na Cesarskim Uniwersytecie Polacy – wraz z rosyjskim personelem ewakuował się do Rostowa nad Donem. Wziął aktywny udział w wywiezieniu części zbiorów Gabinetu Zootomicznego w obawie przed zagarnięciem ich w Warszawie przez zbliżających się okupantów. W Rostowie pracował dalej na uniwersytecie mieniącym się kontynuacją Cesarskiego Warszawskiego Uniwersytetu (dopiero w 1917 roku przyjął on nazwę Donskoj Universitet). Tam w 1917 roku habilitował się i w następnym roku otrzymał stopień doktora zoologii. W Zakładzie Anatomii Porównawczej tego uniwersytetu był docentem i jego kierownikiem (od 1918) po emerytowanym Mitrofanowie, w roku 1920 został mianowany profesorem nadzwyczajnym.

Do Polski powrócił w roku 1922 i rozpoczął pracę w istniejącym już w Warszawie (od 1918 roku) Instytucie Biologicznym im. Marcelego Nenckiego przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim. W latach 1922–1925 obejmował tu kierownictwo nowego, zorganizowanego przez siebie Zakładu Embriologii Eksperymentalnej. Związał się też ponownie z Uniwersytetem Warszawskim. W roku 1923 został mianowany przez Prezydenta RP profesorem zwyczajnym na katedrze biologii i kierował od tegoż roku Zakładem Biologii na Wydziale Lekarskim UW. Wykładał tu embriologię, a podobne zajęcia specjalne z embriologii (pokazy preparatów embriologicznych) prowadził na utworzonym w roku 1927 Wydziale Weterynaryjnym. Jego asystentem był tu krótko Stanisław Bilewicz, po wojnie profesor embriologii UW.

Od października 1930 roku przeszedł w stan spoczynku. Ostatnie lata przeżył samotnie i w zapomnieniu. Zmarł w Warszawie 17 października 1937 roku.

Profesor Józef Ejsmond nie był postacią popularną na Uniwersytecie Warszawskim. Pamiętano mu z czasów panowania Rosjan w Warszawie zbyt ścisłe z nimi związki, posądzano o brak patriotyzmu. Nie przyłączył się do kolegów w czasie strajku szkolnego w 1905 roku. Nie skorzystał z okazji włączenia się w budowę polskiego szkolnictwa wyższego w 1915 roku, gdy Rosjanie opuszczali Warszawę, co zrobili wszyscy, zresztą nieliczni, Polacy pracujący jeszcze naukowo na Cesarskim Uniwersytecie, z zapałem podejmując tu budowę polskich instytucji naukowych. Mimo że był świetnym wykładowcą z dużym, wartościowym dorobkiem naukowym, pozostawał typem naukowca samotnika. Na Uniwersytecie miał niewielu uczniów, a w kierowanym przez siebie Zakładzie Biologii nie rozwinął szerszej działalności, co prawdopodobnie było jednym z powodów wcześniejszego odejścia na emeryturę. W powojennym okresie nie prowadził, jak się wydaje, własnych badań, a jego jedyną publikacją z tego okresu była drobna notatka (w „Gazecie Lekarskiej”, 1925) o przypadku zrastania się zarodków szkarłupni Asterias glacialis, oparta na materiale pochodzącym jeszcze z czasów pracy na Cesarskim Uniwersytecie.

Dorobek naukowy Józefa Ejsmonda obejmuje około 50 publikacji, ogłoszonych w większości w języku rosyjskim, ich jedyny wykaz (niekompletny, i tylko z niemieckim tłumaczeniem tytułów prac opublikowanych w języku rosyjskim) dał jego były student na Cesarskim Uniwersytecie, Mieczysław Konopacki („Folia Morphologica” 1938).

Najważniejsze w dorobku naukowym Ejsmonda wydają się jego wczesne prace (w liczbie trzynastu) z zakresu protozoologii (ówcześnie zwanej infuzjologią), a więc nauki o pierwotniakach, publikowane w większości w rosyjskojęzycznych wydawnictwach Cesarskiego Uniwersytetu. August Wrześniowski, u którego zaczynał specjalizację, jeden z ostatnich profesorów-Polaków na rusyfikowanym Cesarskim Uniwersytecie, był dużej klasy uczonym, o znanym w świecie dorobku z zakresu „wymoczków” (Infusoria), pierwotniaków zwanych obecnie orzęskami, a także skorupiaków obunogich (Amphipoda). Pod jego kierunkiem Ejsmond podjął studia nad pierwotniakami pasożytującymi na ciele kiełży (Gammarus pulex) pochodzących z najbliższych okolic Warszawy. Rozprawa kandydacka Ejsmonda, opublikowana w roku 1890 pod tytułem Infuzorii živuščija na rakoobraznych’ roda Gammarus (iz’ okrestnostej g. Varšavy) w uniwersyteckim periodyku „Varšavskija Universitetskija Izvestija”, przygotowana była formalnie pod kierunkiem profesora Mitrofanowa, niewątpliwie jednak nad jej wykonaniem czuwał przede wszystkim Wrześniowski. Ejsmond opracował nową prostą metodę przyhamowania ruchów swobodnie żyjących orzęsków utrudniających obserwacje mikroskopowe. Badał budowę perystomu u obserwowanych na kiełżach wirczyków (Vorticellina), opisał mechanizm pobierania pokarmu (wysysania) u sysydlaczków (Suctoria), m.in. u Dendrocometes paradoxus, obszerne, wręcz drobiazgowe, rozważania poświęcił morfologii, szczegółom budowy protoplazmy i organizacji komórki badanych organizmów, opisał dwa nowe dla nauki gatunki, wirczyka Epistylis rhabdostyla i sysydlaczka Rhyncheta gammari. Obszerną rozprawę (121 stron formatu A4!) Studya nad pierwotniakami okolic Warszawy, uzupełnianą w pracowni Mitrofanowa, z tablicami pięknych rycin (niestety, tekst jest tylko w języku polskim) umieścił w „Pamiętniku Fizyograficznym” (t. XIII, 1895). Ta publikacja stanowi zamknięcie jego studiów protistologicznych. Badania Ejsmonda spotkały się z uznaniem współczesnych, mimo że za granicą znane były głównie ze skróconych tekstów publikowanych w niemieckich periodykach „Zoologischer Anzeiger” i „Biologisches Centralblatt”.

Wkrótce jednak, pracując dalej pod kierunkiem Mitrofanowa, porzucił protozoologię, zmieniając problematykę badawczą. I tu większość swojego dorobku naukowego publikował w języku rosyjskim, ogłaszając jednak na Zachodzie wstępne doniesienia i teksty referatów wygłaszanych na kongresach. Mitrofanow zainteresował go cytologią i embriologią, zwłaszcza embriologią doświadczalną jeżowców i ryb. Cenne były jego badania nad współzależnością między blastomerami rozwijającego się jaja jeżowców, nad procesami gastrulacji i stosunkami między listkami zarodkowymi, następnie poznanie mechanizmu podziału komórkowego i roli wrzeciona mitotycznego i centrosomów, wreszcie studia nad regeneracją i regulacją zarodków ryb spodoustych (Elasmobranchia). W pracy o cytotropizmie niezapłodnionych jaj jeżowca (1910) wykazał po raz pierwszy istnienie mostków protoplazmatycznych w dzielących się blastomerach, analogicznych do podobnych utworów w komórkach nabłonkowych. Materiał badawczy do prac nad rozwojem morskich zwierząt gromadził w czasie wyjazdów zagranicznych i pracy w stacjach morskich.

Warto wspomnieć o młodzieńczej pasji Ejsmonda, którą było malarstwo. Studiował tę dziedzinę sztuki w latach 1882–1884, mając w tym kierunku wyraźne uzdolnienia. Otrzymane umiejętności wykorzystywał rysując i malując sceny rodzajowe, batalistyczne i pejzaże. Liczne jego ilustracje zamieszczały przez ponad dwadzieścia lat znane warszawskie czasopisma, „Tygodnik Illustrowany”, „Tygodnik Powszechny”, „Biesiada Literacka”, „Wędrowiec” i „Kłosy”, wystawiał także swoje obrazy w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie.

Henryk Elzenberg

Urodzony 18 IX 1887 w Warszawie. Studia z zakresu literatury francuskiej i starożytnej na Uniwersytecie Paryskim (1905–1909), doktorat tamże (1909). Wykładał na Uniwersytecie w Neuchâtel (1910–1912). Habilitacja na UJ (1921) przeniesiona na UW (1923). Wykładowca Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (1936–1939) i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (1945).

Filozof kultury i religii, historyk filozofii, eseista, krytyk literacki. Twórca systemu aksjologicznego. Przeciwnik scjentystyczno-analitycznego podejścia filozoficznego, reprezentowanego przez szkołę lwowsko-warszawską.
Jeden ze współzałożycieli Klubu Demokratycznego w Wilnie. Członek TNW (1932). Walczył jako ochotnik na frontach I wojny światowej i wojny polsko-bolszewickiej.
Zmarł 6 IV 1967 w Warszawie.

Kłopot z istnieniem: aforyzmy w porządku czasu, Kraków 1963; Próby kontaktu. Eseje i studia krytyczne, Kraków 1966; Wartość i człowiek. Rozprawy z humanistyki i filozofii, Toruń 1966.

M. Wallis, Henryk Elzenberg (Wspomnienie pośmiertne), „Ruch Filozoficzny” 1967/1968, t. XXVI, nr 2, s. 97–108.

MIECZYSŁAW WALLIS

HENRYK ELZENBERG*

1887–1967

 

Henryk Elzenberg urodził się w Warszawie dnia 18 września 1887 roku jako syn Henryka Elzenberga i Marii z Olędzkich. Ojciec jego, z wykształcenia prawnik, należał do grupy pozytywistów warszawskich, był współpracownikiem czasopisma „Niwa”, prowadził ożywioną korespondencję z Elizą Orzeszkową, redagował w latach osiemdziesiątych „Dziennik Łódzki”. Syna swego wysłał, gdy ten miał dziewięć lat, do Szwajcarii, by rozwijał się w atmosferze jak największej wolności i miał możność bliskiego poznania kilku języków zachodnich. Henryk Elzenberg młodszy przebywał najpierw w Zurychu, potem w Genewie, następnie (1900–1902) w internacie we wsi Trogen, wysoko w górach, potem znowu w Genewie, gdzie chodził do liceum i w 1905 roku zdał maturę. [...]

W latach 1905–1909 Elzenberg studiował literaturę francuską i starożytną na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Paryskiego. Jednocześnie słuchał wykładów filozoficznych. Bergson w Collège de France, a na Sorbonie Rauh, historycy filozofii, Brochard i Delbos, oraz socjolog Lévy-Bruhl na różny sposób „rozświetlali” mu w głowie.

W 1909 roku Elzenberg doktoryzował się na Sorbonie na podstawie pracy Le sentiment religieux chez Leconte de Lisle. W latach 1910–1912 wykładał jako docent literaturę francuską na Uniwersytecie w Neuchâtel w Szwajcarii. Punkt ciężkości jego zainteresowań przesuwa się w tym czasie już wyraźnie z literatury pięknej na filozofię. W 1912 roku osiada w Krakowie i rozpoczyna studia nad Leibnizem w związku z zamierzonym przekładem Monadologii.

W latach 1914–1915 Elzenberg był w Legionach, w tym w 1915 roku kilka miesięcy na froncie. W tymże roku jeździł w misji dyplomatycznej do Szwajcarii. W 1917 roku ukazała się w wydawnictwach Polskiej Akademii Umiejętności jego praca Podstawy metafizyki Leibniza. Od 1917 roku uczył w szkołach prywatnych w Krakowie, Zakopanem i krótko w Piotrkowie. W maju i czerwcu 1918 roku przebywał parę tygodni w Wiedniu. W drugiej połowie listopada 1918 roku został mianowany przez rząd Jędrzeja Moraczewskiego polskim chargé d’affaires w Holandii, nim jednak w ówczesnych trudnych warunkach komunikacyjnych dojechał do Hagi, rząd Moraczewskiego upadł i na jego miejsce został mianowany kto inny.

W 1921 roku Elzenberg habilitował się na Uniwersytecie Jagiellońskim z etyki, estetyki i historii filozofii na podstawie pracy Marek Aureliusz. Z historii i psychologii etyki. W 1923 roku uzyskał przeniesienie swej habilitacji na Uniwersytet Warszawski i rozszerzenie jej na całość filozofii. Docentura nie dawała podówczas żadnych korzyści materialnych i Elzenberg musiał w latach 1922–1936 zarabiać jako nauczyciel francuskiego w gimnazjum im. Marii Konopnickiej. W 1927 roku ożenił się z Wandą Radoską, kobietą inteligentną, subtelną i wykształconą. Ich usposobienia nie harmonizowały jednak ze sobą i po kilku latach rozstali się po przyjacielsku.

W 1936 roku dzięki Tadeuszowi Czeżowskiemu, który podówczas był profesorem filozofii Uniwersytetu Stefana Batorego, Elzenberg został powołany na adiunkta tej uczelni i przeniósł się do Wilna. Tutaj wykładał estetykę, etykę, historię filozofii. Był jednym ze współzałożycieli Klubu Demokratycznego w Wilnie. Po wybuchu wojny utrzymywał się z dorywczych prac zarobkowych – jakiś czas był dozorcą nocnym w stolarni – i uczył na tajnych kompletach. Wiosną 1945 roku przeniósł się do Lublina, gdzie w ciągu dwóch trymestrów wykładał literaturę francuską na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim; później (już z Torunia) dojeżdżał na wykłady romanistyki na Uniwersytet Poznański. W końcu 1945 roku został mianowany profesorem zwyczajnym filozofii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i w styczniu 1946 roku rozpoczął tam swą działalność nauczycielską, która trwała, z przerwą w latach 1950–1956, do przejścia na emeryturę w 1960 roku. Miał on to wielkie szczęście, że w czasie wojny, w Wilnie, ocalały mu jego rękopisy i mógł je wziąć ze sobą do Lublina i następnie do Torunia. W latach tych powstało szereg rozpraw z dziedziny aksjologii, estetyki i etyki, które jednak przeważnie zostały opublikowane dopiero później. Elzenberg brał w tym czasie również żywy udział w pracach Oddziału Toruńskiego Polskiego Towarzystwa Filozoficznego i przez kilka lat był prezesem Pomorskiego Towarzystwa Muzycznego.

Po wojnie zdrowie myśliciela, zawsze pozostawiające wiele do życzenia, pogarszało się coraz bardziej. W kwietniu 1958 roku złamał nogę w biodrze i musiał przebywać wiele miesięcy najpierw w szpitalu w Toruniu, następnie w ośrodku rehabilitacyjnym w Konstancinie pod Warszawą. Ostatnie dwa lata swego życia spędził w Warszawie, pod troskliwą opieką swej bratowej, Heleny Wirskiej, u niej lub w szpitalu Instytutu Reumatologicznego. Tutaj też, po długiej i ciężkiej chorobie – chorobie zarazem kości i krwi – zgasł dnia 6 kwietnia 1967 roku.

Elzenberg był członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Po wojnie został zaliczony w poczet zasłużonych. Był odznaczony Medalem Niepodległości i Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta.

Między siedemdziesiątym szóstym a siedemdziesiątym dziewiątym rokiem życia Elzenberg zebrał część swych pism w trzech tomach, zatytułowanych Kłopot z istnieniem (1963), Próby kontaktu (1966) oraz Wartość i człowiek (1966).

Wartość i człowiek – rozprawy z humanistyki i filozofii, to „wybór rozpraw lub ich fragmentów, czyniących zadość wymaganiom argumentacji i analizy o tyle ścisłej, o ile przy danej tematyce jest to możliwe”, omawiających zagadnienia z dziedziny teorii wartości, etyki, psychologii życia moralnego, estetyki, krytyki literackiej, nauki o artyście, filozofii kultury, metodologii humanistyki.

W tomie Próby kontaktu autor usiłuje nawiązać kontakt z szerszym kręgiem czytelników, nie tylko intelektualny, ale bardziej wszechstronny, ludzki, oraz „kontakt ze współczesnością”, zwłaszcza przez dobór omawianych pisarzy i problemów (tekst na obwolucie publikacji). Część pierwsza książki zawiera artykuły krytyczne, m.in. mistrzowskie studia o Żywych kamieniach Berenta, o Rabindranacie Tagore, o Montaigne’u, Anatolu France, Claudelu. Część druga – eseje o charakterze mniej lub bardziej filozoficznym.

Pełny tytuł tomu trzeciego brzmi: Kłopot z istnieniem – aforyzmy w porządku czasu. Tytuł ten nie daje pojęcia o przebogatej treści tej publikacji. Nie jest to bowiem tylko zbiór aforyzmów w kolejności ich powstawania; jest to dziennik intymny myśliciela na przestrzeni blisko sześćdziesięciu lat. Nie kronika jego życia zewnętrznego; nie dowiadujemy się z niego nic lub niemal nic o jego bytowaniu codziennym, o jego działalności nauczycielskiej, o jego małżeństwie lub jego podróżach. Nawet wielkie zdarzenia dziejowe, jak I i II wojna światowa, dochodzą tutaj do głosu tylko o tyle, o ile stały się pobudką refleksji moralnej lub historiozoficznej. Jest to natomiast notatnik jego najgłębszych rozmyślań i jego przeżyć najbardziej osobistych, dziennik jego pracy nad sobą i jego walki w obronie własnej osobowości. Refleksje filozoficzne, analizy przeżyć moralnych, metafizycznych i mistycznych lub „paramistycznych” i zapiski o wrażeniach wobec pięknej przyrody, dzieł sztuk plastycznych, utworów poetyckich i muzycznych przeplatają się tutaj z ustępami z przeczytanych książek, które szczególnie zafrapowały myśliciela, spotkały się z jego aprobatą lub gwałtownym sprzeciwem. Niektóre sentencje są zredagowane po niemiecku, po francusku lub po łacinie: widocznie właśnie w jednym z tych języków udało się autorowi sformułować je w sposób najbardziej dorównany. [...]

Z pozostałych ważniejszych pism Elzenberga należy wymienić: wspomniane już prace o Leconte de Lisle’u, Marku Aureliuszu i Leibnizu; studia o Berkeleyu [...]; artykuł o Shaftesburym w Słowniku Filozofów, t. I, Warszawa 1966. Dla Biblioteki Klasyków Filozofii Elzenberg przejrzał i zaopatrzył przypisami przekłady Eutydema Platona (1951) i Trzech rozpraw z filozofii społecznej Rousseau (1956). Nie zostały ukończone: esej o cesarzu Julianie (rozpoczęty około 1949 roku), studium o ekspresji estetycznej – dalszy ciąg artykułu Ekspresja estetyczna i pozaestetyczna z 1960 roku, oraz rozprawa Zależność i niezależność etyki od obrazu świata. Obie ostatnie prace były w 1963 roku „w trzech czwartych” zrobione. Dodajmy jeszcze, że w 1925 roku Elzenberg ogłosił parę wierszy w „Przeglądzie Warszawskim”. Kilkanaście innych wierszy z lat 1907–1953 – oryginalnych oraz przekładów z Leconte de Lisle’a i Carducciego – pozostało w rękopisie. [...]

Zwłaszcza w latach trzydziestych XX wieku główny wysiłek intelektualny Elzenberga szedł w kierunku zbudowania ogólnej teorii wartości. Dziełu poświęconemu tej teorii zamierzał dać tytuł Wartość i człowiek. Miało ono obejmować m.in. „takie problemy, jak przeżycie wartości, motywacja przez wartość, sens, jaki czynność wartościowania nadaje życiu ludzkiemu itp.”. Myśliciel miał już wtedy „pewien zespół poglądów dość zwartych, do pewnego stopnia nawet ujętych w system”. System ten nie został jednak doprowadzony do stanu, który by zadowalał autora, i nie był opublikowany nawet w streszczeniu. [...] Spróbujmy jednak wyłuskać [...] pewne tezy, które niewątpliwie wchodziły w skład owego systemu.

Mamy więc tutaj najpierw rozróżnienie dwóch rodzajów wartości, między którymi nie ma żadnego związku: „wartości utylitarnej” (użytkowej; „elektywnej” w terminologii Edmonda Goblota [...]; pretium Seneki) i „wartości perfekcyjnej” (doskonałości, znamienitości, szacowności; excellence w terminologii Johna Lairda [...]; dignitas Seneki). [...] Mamy dalej w jego pismach tezę o tożsamości dobra (moralnego) i piękna, wartości etycznej i wartości estetycznej (podejmuje on tutaj pewne sugestie Shaftesbury’ego, z myślicieli nowszych zaś Teodora Lippsa). Dobro i piękno są tą samą wartością, występującą w różnych zespołach, ujmowaną z różnego punktu widzenia, tak jak ten sam przedmiot jest liściem bobkowym w kuchni, a wawrzynem na czole Cezara. [...]

Na teorii wartości Elzenberg buduje teorię kultury. Przez „kulturę” rozumie on „sumę rzeczy, których stworzenie jest w zakresie możności człowieka, a które są rzeczami wartościowymi”. Rzecz wartościowa nie jest to rzecz zaspokajająca nasze potrzeby, lecz rzecz, która powinna być. Kultura jako zespół rzeczy wartościowych jest przeto czymś, co w miarę naszej ludzkiej możności powinniśmy wprowadzać w istnienie, „tworzyć”. Kultura jest „nakazem i imperatywem, celem i powołaniem człowieka, kopułą, za której filary winniśmy uważać siebie i drugich, swoje życie i swoje działanie”.

Wartości są, według Elzenberga, czymś niezależnym i od nas, i od takiego czy innego stosunku między nami a przedmiotem. Czy takie niezależne od nas wartości istnieją naprawdę? Elzenberg mniema, że argumenty przemawiające za tezą o ich istnieniu są silniejsze niż argumenty przemawiające przeciw niej. Tezy, że takich wartości nie ma, udowodnić niepodobna. W najgorszym przypadku sprawa jest wątpliwa. Owa wątpliwość wystarcza już jednak, by podjąć wysiłek tworzenia kultury. [...]

W szkicu pod tytułem Nauka i barbarzyństwo (1930) Elzenberg przeciwstawia sobie myślenie naukowe i myślenie wartościujące. W nauce twierdzeniami podstawowymi są sądy spostrzegawczo-zmysłowe albo sądy spostrzegawczo-introspekcyjne, albo wreszcie aprioryczne. W myśleniu wartościującym – sądy „intuicyjne”. [...] Wszelka kultura opiera się na wydawaniu sądów wartościujących. Uczony powstrzymuje się natomiast, według Elzenberga, od wartościowania, ponieważ może ono zniekształcić wyniki jego badań. W związku ze współczesnym jednostronnym kultem nauki zachodzi przeto niebezpieczeństwo przenikania postawy naukowej, z jej wyrzeczeniem się wartościowania, do innych dziedzin działalności ludzkiej, np. do sfery estetycznej i moralnej. Postawa ta już dokonuje spustoszeń w tych sferach, prowadzi do stępienia wrażliwości na skale i hierarchie wartości, nieraz wręcz do ślepoty na wartość. [...]

Zdawałoby się, że świat, w którym istnieją wartości niezależne od nas i w którym człowiek ma możność realizowania przedmiotów wartościowych, czyli tworzenia kultury, jest światem sensownym i że już przez samo stwierdzenie tego stanu rzeczy pesymizm zostaje przezwyciężony. Najwidoczniej jednak sam myśliciel sądził inaczej, gdyż w tym samym czasie i później dochodzi do głosu w jego esejach i w jego dzienniku skrajnie pesymistyczny pogląd na świat, na dzieje, na człowieka. Wszechświat jest zły: nie tylko dlatego, że wszystko przemija i u kresu wszelkich poczynań ludzkich jest nicość; nie tylko dlatego, że przykrość przeważa w nim nad przyjemnością, cierpienie i ból nad rozkoszą, szczęściem, błogością, lecz przede wszystkim dlatego, że tryumfuje w nim zło moralne. [...] A jednak, mimo wszystko, nawet w tym nieludzkim, bezsensownym, ponurym i groźnym świecie istnieją według myśliciela rzeczy, które mogą nadać życiu ludzkiemu piękno, godność i sens: radość poznania, praca twórcza artysty, wizja dobra. [...]

Pesymizm kosmologiczny, historiozoficzny, antropologiczny nie prowadził też u Elzenberga do rozpaczy, do załamywania rąk, do bierności. Przeciwnie: wynikał z niego dla myśliciela nakaz walki, zwłaszcza walki o wielkie sprawy ludzkie. Wszelka walka jest wprawdzie z góry przegrana w sensie eschatologicznym. Mimo to powinniśmy walczyć, albowiem na tej walce polega godność człowieka. [...]

W studium pt. Ideał zbawienia na gruncie etyki czystej, „przyczynku do psychologii życia moralnego” i do „analizy pojęć moralnych” (napisanym około 1950 roku, opublikowanym w 1960), Elzenberg opisał typ człowieka, nazwany przez niego homo ethicus. Homo ethicus to człowiek, który naczelny lub choćby tylko ważny cel swego życia widzi w urzeczywistnieniu dobra moralnego i uniknięciu zła moralnego, także i w sobie. „Dobro moralne” myśliciel pojmuje szeroko, rozumie przez nie zarówno pewną odmianę wartości dodatniej, jak „zgodność z normą, prawem czy obowiązkiem”. Odpowiednio przez „zło moralne” rozumie zarówno pewną odmianę wartości ujemnej, jak i niezgodność z normą, prawem lub obowiązkiem. [...] To, że sam myśliciel był homo ethicus; to, że problemy moralne zajmowały wiele miejsca w jego życiu; to, że jednym z rysów naczelnych jego osobowości była pasja etyczna, praca nad sobą, doskonalenie się wewnętrzne, to nie ulega wątpliwości. Żywość i sugestywność nakreślonych przez niego charakterystyk obu postaw świadczy ponadto o tym, że znał on je obie z własnego doświadczenia. [...]

W etyce Elzenberg zwalczał redukcję wszystkich ocen moralnych do ocen hedonicznych (Przeciwko hedonizmowi, 1963); usiłował wykazać niezależność powinności od jakiegokolwiek rozkazu (Powinność i rozkaz, 1937); w polemice z Tadeuszem Kotarbińskim bronił tezy, że życie samo przez się nie jest wartością, lecz staje się nią dopiero dzięki obcowaniu z pewnymi wartościami (Realizm praktyczny w etyce a naczelne wartości życia ludzkiego, 1963). W eseju Brutus, czyli przekleństwo cnoty (1962) głosił myśl, że sama „cnota”, sama racjonalnie uzasadniona moralność nie wystarcza do spełnienia czynu etycznie wartościowego: musi tu działać jeszcze pewna predylekcja irracjonalna, poparta „namiętnością”, silnym motorem uczuciowym, predylekcja, wskutek której jedną odmianę dobra przedkładamy nad inną. W jednej z prac wczesnych opisał różne postacie etyki wyrzeczenia i sposoby jej uzasadnienia (Etyka wyrzeczenia – czym jest i jak bywa uzasadniana, 1925).

Szereg doniosłych prac Elzenberg poświęcił estetyce. Podejmując sugestie Külpego, Schelera i Ingardena, usiłował wykazać, że jakości uczuciowe pejzaży, twarzy ludzkich, utworów muzycznych, dzieł architektury itp., takie np. jak „smutny” albo „wesoły”, „ponury” albo „pogodny”, spostrzegamy bezpośrednio w tych przedmiotach, nie zaś docieramy do nich drogą jakiegoś wnioskowania [...] Sprawdzenie pewnego sądu estetycznego polega na stwierdzeniu, że jest on bardziej uzasadniony od swego zaprzeczenia. Jakiś sąd estetyczny jest przy tym, podobnie jak jakiś sąd spostrzegawczy, tym lepiej uzasadniony, w im bardziej pomyślnych warunkach został wydany. Był rzecznikiem estetyki nie tylko wartościującej, ale i normatywnej. Co więcej, utrzymywał, że tylko taka estetyka warta jest uprawiania.

Stanowisko epistemologiczne Elzenberga możnaby określić jako umiarkowany irracjonalizm. Miał on poczucie niewspółmierności między intelektem, myśleniem dyskursywnym a rzeczywistością: był to u niego motyw bergsonowski. Prócz sądów spostrzegawczych i sądów apriorycznych uznawał sądy oparte na intuicji, które leżą u podstawy naszych ocen moralnych i estetycznych. Usiłował wykazać, że w dyscyplinach humanistycznych można przekazywać pewne treści za pomocą przenośni [...].

Elzenberg miał świadomość tego, że jest różny od innych ludzi i odczuwał tę odrębność jako wartość. Dążył też do najczystszego wykrystalizowania tej odrębności: w swym sposobie bycia, w swym stylu pisarskim, w swym obliczu moralnym i naukowym. Jego otoczenie przeważnie nie miało zrozumienia dla jego nonkonformizmu, usiłowało go urobić na swoją modłę. Powstawały stąd nieraz konflikty między nim a otoczeniem. [...] Częścią tej walki w obronie własnej osobowości było przeciwstawianie swych poglądów poglądom innych myślicieli. „Stan filozofowania” pojmował on bowiem jako „stan wojny” [...].

W szczególnie zasadniczej opozycji Elzenberg pozostawał do nurtów, które dominowały w filozofii polskiej okresu międzywojennego: tzw. szkoły lwowsko-warszawskiej i neopozytywizmu w stylu Koła Wiedeńskiego. Przedstawicielom szkoły lwowsko-warszawskiej zarzucał przerost dążenia do precyzji pojęć i ścisłości argumentacji, uczynienie celu z tego, co powinno być tylko środkiem; zubożenie problematyki; brak myśli o człowieku i jego losie [...]. Antypatia myśliciela do neopozytywizmu znalazła m.in. ujście w kilku ostrych epigramatach [...]. Krytyczny był również jego stosunek do przesubtelnych analiz terminów etycznych, uprawianych przez przedstawicieli zainicjowanej przez późnego Wittgensteina anglosaskiej szkoły filozoficzno-lingwistycznej, np. Charlesa L. Stevensona. Zarzucał im, że tego rodzaju analizy może wykonywać nawet ktoś, kto nie miał żadnych przeżyć moralnych [...]. Liczne zastrzeżenia budził w nim wreszcie egzystencjalizm [...]. Pewne tematy miał on jednak wspólne z egzystencjalistami: samotność [...], śmierć, brak oparcia we wszechświecie. [...]

Bogatą osobowość myśliciela kształtowały czynniki różnorodne. [...] O Elzenbergu jako „człowieku etycznym” była już mowa. Był on również człowiekiem o wielkiej wrażliwości na piękno, o wszechstronnej i głębokiej kulturze estetycznej. Jak mało kto odczuwał on uroki poezji, był wrażliwy nie tylko na treści intelektualne utworów poetyckich, ale także na ich kompozycję, obrazowanie, słownictwo, elementy muzyczne: barwę dźwięku, rytm, falowanie tempa i dynamiki. Umiał docierać poprzez dzieła literackie do osobowości ich twórców i charakteryzować je w sposób subtelny i sugestywny. [...] Mniejszą niż poezja, lecz również ważną rolę w życiu myśliciela grały malarstwo i muzyka. Z malarzy lubił zwłaszcza wenecjan pełnego renesansu – Giorgiona i Tycjana. Silne przeżycia o charakterze kontemplacyjnym zawdzięczał on wreszcie przyrodzie i przeżycia te, jak sam wyznaje, zajmowały w jego życiu jedno z miejsc naczelnych [...]. Człowiek, żyjący nade wszystko bogatym życiem wewnętrznym, zwrócony wewnątrz; dążący we wszystkich swych poczynaniach do doskonałości; potrzebujący do swej pracy intelektualnej wiele spokoju i ciszy, Elzenberg, poza kilkoma latami swego małżeństwa i ostatnimi latami spędzonymi w Warszawie, prowadził życie dość samotne.

Nie był jednak odludkiem i mizantropem. W chwilach wytchnienia lubił wytworną towarzyskość i pobudzającą intelektualnie rozmowę. Sam był czarującym interlokutorem, takim, który umie nie tylko sam mówić, ale i słuchać uważnie, wnikać z sympatią w wywody swego partnera. Jego odezwania się były zawsze zwięzłe, precyzyjne, celne, niekiedy zabarwione dyskretnym humorem lub szczyptą autoironii.

Był on również wrażliwy na urodę kobiecą i świadom tego, jakim czynnikiem inspirującym może ona być w życiu ludzkim (świadczy o tym m.in. jego wiersz Piękność kobiet). Lubił rozmawiać z ludźmi prostymi i z małymi dziećmi. Miał ciepły, serdeczny, „franciszkański” stosunek do zwierząt.

Jego zachowanie się cechował umiar i wytworna dyskrecja. Wszelka ostentacja, wszelkie narzucanie swej osoby innym było mu obce. Tak jak w swym stroju i w swym stylu pisarskim, podobnie w swym sposobie bycia unikał wszelkiej jaskrawości. Jego tryb życia był skromny, nieledwie ascetyczny.

Wreszcie i przede wszystkim był on człowiekiem o surowej dyscyplinie wewnętrznej i niepospolitym harcie charakteru. Swą ostatnią, długą i nad wyraz bolesną chorobę znosił ze spokojem stoickiego mędrca.

Można, jak piszący te słowa, nie zgadzać się z wieloma poglądami Elzenberga, ale jego uporczywy wysiłek myślowy, w szczególności jego zaciekłe wgryzanie się w problemy związane z wartością, z dobrem, z pięknem, jego dążenie do nadania sensu i godności życiu ludzkiemu, jego pasja etyczna i rzetelność intelektualna muszą budzić najwyższy szacunek. Był on nie tylko „znawcą wyżyn i głębin”, ale i sam przebywał na wyżynach i zstępował do głębi. Z tych kręgów wyniósł on niejedną myśl, która z pewnością będzie podjęta i kontynuowana przez innych.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Henryk Elzenberg (Wspomnienie pośmiertne), „Ruch Filozoficzny” 1967/1968, t. XXVI, nr 2, s. 97–108.

Dowmont Franciszek Giedroyć

Urodzony 10 II 1860 w Owile k. Kowna. Studia na Cesarskim UW (1880–1886); doktor wszech nauk lekarskich UJ (1913); prof. zwyczajny UW (1920).

Lekarz dermatolog, historyk medycyny; jego obszary zainteresowań to m.in.: dzieje instytucji medycznych, biografistyka medyczna, historia farmacji, chirurgii, medycyny wojskowej.
Członek Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego powołanej przez Tymczasową Radę Stanu (1917). Starszy referent w Sekretariacie Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Opieki Społecznej (1919). Członek TNW (1912), PAU (1934), Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, współzałożyciel Towarzystwa Miłośników Historii Medycyny (1924).
Zmarł 6 X 1944 w Milanówku koło Warszawy.

Rys historyczny Szpitala Św. Łazarza w Warszawie, Warszawa 1897; Spis aptekarzy (w. XIV–XVIII), Warszawa 1905; Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, Warszawa 1908; Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, Warszawa 1911; Rada Lekarska Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, Warszawa 1913; Słownik lekarski polski do działu chorób skórnych i wenerycznych, Warszawa 1921; Służba zdrowia w dawnem wojsku polskiem, Warszawa 1927; Polski słownik lekarski, t. I-II, Warszawa 1931–1933.

Giedroyć D. F. [w:] PSB, t. VII, Kraków 1958, s. 425–427; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 515–518.

RYSZARD W. GRYGLEWSKI

DOWMONT FRANCISZEK GIEDROYĆ

1860–1944

 

Dowmont Franciszek Giedroyć przyszedł na świat 10 lutego 1860 roku w Owile na kowieńszczyźnie. Ród jego ojca Feliksa, podówczas ziemianina, sięgał korzeniami ponoć XIII stulecia. W XV wieku jeden z jego antenatów, Herman, którego tytułowano niekiedy księciem, miał osiągnąć kanonię krakowską i włocławską. Odtąd tytuł książęcy miał już na stałe być przy rodzie Giedroyciów. W sto lat później Mateusz pełnił różne funkcje, w tym także poselską, będąc urzędnikiem króla Zygmunta II Augusta i zyskując łaski monarchy. Jego starszy syn, Melchior, zostanie posłem wileńskim i biskupem żmudzkim, młodszy Kasper będzie posłem kowieńskim. Pieczęcie obu oraz stosowne podpisy widnieją pod tekstem unii lubelskiej, na której fundamencie wzniesiono gmach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Byli wśród Giedroyciów generałowie wojsk polskich, jak Romuald Tadeusz, który wziął udział w konfederacji barskiej, powstańcy, jak Mikołaj, który w konspiracyjnym rządzie roku 1863 piastował urząd wojewody wileńskiego czy Witold, który został schwytany i wywieziony na katorgę. Nic zatem dziwnego, że urodzony i wzrastający w czasach, gdy Polski nie było na mapach Europy Dowmont Franciszek chłonął historię swego kraju, która tak często zbiegała się z historią jego własnej rodziny.

Początkowo nauki pobierał w domu pod okiem guwernerów, a następnie posłano go do gimnazjum wileńskiego, które ukończył w roku 1880. Młody Franciszek, zagorzały już wówczas republikanin, zaprzestał używania tytułu książęcego i do końca swego życia już do niego nie powrócił. Nie był to li tylko pusty gest, niewydarzony kaprys arystokraty owładniętego manią „bratania się z ludem”, lecz głębokie przekonanie, że tylko wolność dana wszystkim rodakom, bez względu na społeczny status i pochodzenie, może stać się tą siłą, która naród wyniesie do niepodległości. Jednocześnie zaczął używać drugiego imienia, jako pierwszego i jedynego zarazem, rezygnując, poza oficjalnymi dokumentami, z danego mu na chrzcie Dowmonta. Na ten czas przypada również jego decyzja rozpoczęcia studiów medycznych. Tradycji lekarskich wśród Giedroyciów nie było. Nie wydaje się także, by na świeżo upieczonego maturzystę rodzina wywierała jakiś szczególny nacisk co do kierunku dalszej edukacji. Prawdopodobnie zadecydowało to, że medycyna była zarówno nauką odwołującą się do szeroko pojętego przyrodoznawstwa, jak i sztuką niesienia pomocy bliźnim, a zatem dyscypliną tak dobrze odpowiadającą humanistycznym horyzontom Franciszka. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pasja badawcza połączona z silną, acz niewymuszoną potrzebą służenia drugiemu człowiekowi, stanowią charakterystyczny rys charakteru przyszłego profesora. Ponieważ Wilno było wówczas pozbawione uniwersytetu, który zamknięto jeszcze w 1832 roku w ramach represji popowstaniowych, młody Giedroyć zdecydował się zapisać na wydział lekarski Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Z pewnością nie była to wymarzona uczelnia, której dodatkowo ówczesna, często rosyjska, kadra profesorska nie prezentowała sobą wysokiego poziomu naukowego. Nie znaczy to jednak, by w jej murach całkiem zabrakło postaci znaczących, a nawet wybitnych. Wśród profesorów był Fryderyk Hoyer senior, jeden ze współtwórców histologii europejskiej i ojciec histologii polskiej, umysł światły, chętnie wykraczający poza ścisłe granice medycyny. Tu wykładał Włodzimierz Ludomir Brodowski, uczeń Karla von Rokitansky’ego i Rudolfa Virchowa, co czyniło z anatomii patologicznej jeden z najnowocześniej i wszechstronnie uprawianych przedmiotów medycyny warszawskiej.

Giedroyć medycynę ukończył w 1886 roku i zaraz po uzyskaniu dyplomu lekarskiego został asystentem w warszawskim Szpitalu Świętego Łazarza. Niemal od razu specjalizował się w zakresie chorób skórnych i wenerycznych. Na podstawie uważnych obserwacji klinicznych oraz własnych badań, tudzież uważnego śledzenia zagranicznej prasy fachowej, już w roku 1888 zdecydował się opublikować swój pierwszy samodzielny artykuł na łamach czasopisma „Medycyna” – O powrotach objawów przymiotu przy leczeniu chorych głębokimi wstrzykiwaniami żółtego tlenku rtęci. W latach 90. ukazały się kolejne prace poświęcone zagadnieniom wenerologicznym, jak chociażby Istota przymiotu. Kwestie sporne z 1893 roku, czy wydane rok później Notatki lekarskie z dziedziny chorób wenerycznych. Jednocześnie w tym samym czasie zaczynają się kształtować zainteresowania historią medycyny i farmacji. Za pierwszą pracę poświęconą tej tematyce można uznać tę drukowaną na łamach „Wiadomości Farmaceutycznych” w roku 1893, w której Giedroyć podjął problem funkcjonowania apteki w Warszawie w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Apteka w Warszawie w pierwszej połowie XVII wieku to praca licząca ledwie trzy strony tekstu, którą można uznać za nieśmiałą wprawkę jednego z największych w przyszłości historyków medycyny w Polsce. W roku 1896 ukazuje się w odcinkach na łamach „Kroniki Lekarskiej” praca rozleglejsza i dojrzalsza. Jest to Przyczynek do dziejów medycyny w Polsce. Ekspertyza lekarska w dawnych sądach polskich (do końca XVIII stulecia). Rok później wyszła drukiem pierwsza monografia autorstwa Giedroycia, która zyskała sobie pochlebne recenzje. Był to Rys historyczny Szpitala Św. Łazarza w Warszawie. Giedroyć pokazał w niej doskonałe i wielostronne wykorzystanie źródeł, jasność formułowania sądów i umiejętność wyważania opinii. Mimo że nie wolna od błędów, książka ta po dziś dzień może służyć za wzór dla tych wszystkich, którzy zajmują się historią medycyny. Wysiłek młodego wówczas badacza dostrzegł jeden z filarów polskiej historiografii lekarskiej Józef Peszke (1845–1916), który na łamach „Krytyki Lekarskiej” poświęcił nader skromnemu dorobkowi Giedroycia osobny artykuł. Pisał: „Kto zna bliżej autora tego, z góry jest przekonanym, że w pracach jego znajdzie dużo rzeczy ciekawych i nowych bo kolega Giedroyć nie zwykł zadawalać się kompilowaniem rzeczy już drukiem ogłoszonych i wyciąganiem z nich poglądów i sądów dziejowych, ale czerpie przeważnie wprost ze źródeł, po większej części jeszcze przez nikogo nie tkniętych wcale, albo przynajmniej dla historyi medycyny nie wyzyskanych należycie, a to stanowi też najgłówniejszą, niespożytą wartość prac jego, bo zamiast poglądów i rozumowań, o które zawsze posprzeczać się można, daje nam szeregi faktów niewątpliwych, popartych dowodami mozolnie zdobytymi i wykopanymi z pod pyłu wiekowego”1. Takimi pochlebnymi słowami charakteryzował Peszke w roku 1897 swego młodszego kolegę. Podobnie dobre noty zebrał Giedroyć od Henryka Dobrzyckiego (1841–1914), jednego z twórców leczenia klimatycznego w Polsce. Nie poskąpił pozytywnych słów oceny Józef Zawadzki, podkreślając walory tej pracy tak solidnie zanurzonej w materiale źródłowym. Z pewnością tak pozytywne recenzje dodawały zapału do dalszej pracy, zwłaszcza że na ten mniej więcej czas przypada ostateczna decyzja Giedroycia, by głównym obszarem swoich zainteresowań badawczych uczynić historię medycyny. W ciągu najbliższych lat nie będzie jednak publikować wiele. Nie był to objaw opieszałości czy braku interesujących tematów. Wiązało się to z ogromem prac archiwalnych, jakie przed sobą postawił, a których wypełnienie zajęło mu wiele lat wytężonej pracy. W roku 1908 ukazują się Zapiski do dziejów szpitalnictwa w dawnej Polsce, które w odcinkach były drukowane w latach 1905–1908 na łamach „Kroniki Lekarskiej”. Giedroyć dał krótki zarys historii szpitalnictwa w Polsce, a następnie w porządku alfabetycznym wymienił wszystkie miejscowości dawnej Rzeczypospolitej, w których działały szpitale. Iście benedyktyńska praca, czyniona niemal wyłącznie w oparciu o archiwalia. Autor przytaczał również szereg zapisków wyciągniętych z dokumentów i ksiąg, a które to zapiski odnosiły się do spraw szpitalnych. Dzięki tak wnikliwej analizie źródłowej Giedroyć wskazał na Szpital Świętego Michała w Poznaniu, powstały w roku 1170, jako na najstarszy szpital w Polsce. Dzieło to dostrzegł Józef Bieliński (1848–1926), autor cenionych prac z historii medycyny wileńskiej – Stan nauk lekarskich za czasów Akademii Medyko-Chirurgicznej Wileńskiej bibliograficznie przedstawiony (1889) oraz monumentalnego, trzytomowego dzieła Uniwersytet Wileński 1579–1831 (1899–1900), a także znakomitej pracy poświęconej medycynie warszawskiej – Pierwsza Akademia Lekarska w Warszawie (1906) i ponownie trzytomowej monografii Królewski Uniwersytet Warszawski (1907–1913). Tym razem zamiast słów pochwały Giedroyć musiał przyjąć szereg cierpkich uwag. Bieliński poddał bowiem krytyce zarówno sam zamysł, jak i wykonanie giedroyciowskich Zapisków. Zarzucał w publikowanej na łamach „Gazety Lekarskiej” recenzji, że autor nadmierną uwagę przykłada do katalogowania źródeł, nie poddając ich krytycznemu osądowi. Co więcej, mając już zgromadzony materiał nie stawia hipotez, prawie nie wypowiada własnych poglądów, a jeśli już, to nie cytuje ich w miejscach właściwych.

Podsumowując swój sąd recenzent tak o tym pisał: „Sprawozdawca o brak sumienności nie posądza autora, lecz o niedopuszczalną w pracach naukowych metodę”2. Bieliński, zwolennik dużych syntez i śmiało wypowiadający swoje zdanie, nie dostrzegł wówczas istotnego znaczenia wysiłków Giedroycia, który wielokrotnie podkreślał, że swoją rolę widzi w gromadzeniu i systematyzowaniu wszelkich źródeł, tak aby mogły stać się one podstawą dla pracy badawczej dla innych. Oczywiście nie znaczy to, że Giedroyć nie popełniał błędów, co jednak w niczym nie umniejsza znaczenia pracy. Pracy – dodajmy – w wielu miejscach niewdzięcznej, chociaż tak bardzo koniecznej. Słowem, można przyjąć, że krytyka Bielińskiego nie była sprawiedliwa i wynikała bardziej z innego temperamentu badawczego lub niezrozumienia intencji autora Zapisków, niż faktycznie poważnych zarzutów natury merytorycznej.

Kolejnym zagadnieniem, któremu Giedroyć poświęcił wiele uwagi i blisko dziewięć lat pracy, były Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, wydawane początkowo w odcinkach na łamach „Pamiętnika Polskiego Towarzystwa Lekarskiego”, a w roku 1911 opublikowane w formie książkowej. Jest to dzieło monumentalne, wręcz pomnikowe, z którego po dziś dzień korzystają historycy medycyny. Giedroyć, jak skromnie pisał we wstępie, szedł ledwie śladami dwóch swoich poprzedników, czyli Ludwika Gąsiorowskiego i Stanisława Kośmińskiego, dwóch wielkich badaczy źródeł przeszłości polskiej medycyny. Tak sam myślał o swojej pracy: „Przystępując zatem do wydania źródeł niniejszych, nie kusiłem się o wytworzenie jakiejkolwiek całości. Staraniem moim było – w miarę sił i wolnego czasu – zgromadzić jak najwięcej szczegółów, przez poprzedników pominiętych, a odszukanych przeze mnie w zbiorach rękopiśmiennych. Sięgają one XIV a dochodzą do schyłku XVIII stulecia i z małymi wyjątkami nie były wcale drukiem ogłoszone. Stąd też tuszę, że źródła moje nie będą bez pożytku dla przyszłego dziejopisa sztuki lekarskiej w Polsce”3.

Giedroyć zdołał zebrać różnej wielkości i znaczenia wzmianki dotyczące w sumie ponad 1200 polskich lekarzy, z czego większość nazwisk w ogóle nie pojawiło się wcześniej w opracowaniach autorstwa Gąsiorowskiego i Kośmińskiego. Zalety pracy Giedroycia wyraźnie podkreśla to, że wszystkie ważniejsze źródła tyczące medycyny, jak chociażby dokumenty nadań przywilejów królewskich, badacz przytaczał w ich pełnym brzmieniu. Giedroyć nie mógł przewidzieć, że wiele z przebadanych przez niego i opisanych archiwaliów ulegnie zniszczeniu podczas II wojny światowej. Tragiczne żniwo ognia w trakcie ciężkich walk o miasto we wrześniu 1939 roku i latem 1944 roku podczas powstania warszawskiego spopieliło często bezcenne i unikatowe dokumenty. Dzięki sumienności i wytrwałości warszawskiego uczonego wiele z nich przetrwało w jego książkach oraz artykułach.

Źródła zyskały sobie liczne i – co zrozumiałe – zdecydowanie przychylne recenzje. Wysoko oceniał je nawet Bieliński, narzekając tylko na zbyt małą ilość drukowanych egzemplarzy. Pierwotnie miało się ich bowiem ukazać ledwie 50 sztuk! Z kolei Adam Wrzosek nie miał wątpliwości, iż, mimo pewnych błędów, żaden z historyków medycyny nie może pominąć tej pracy, stającej się jednym z fundamentów metodologii badań. W dwa lata później Rada Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego nadała Giedroyciowi tytuł doktora wszech nauk lekarskich, zwalniając jednocześnie, co stosowano niezwykle rzadko, z obowiązku składania egzaminów nostryfikacyjnych. Jak wspominał przywołany już Adam Wrzosek, Giedroyć zaprosił po promocji na ucztę do Grand Hotelu znajomych i zaprzyjaźnionych z nim profesorów, których podejmował iście po królewsku, podając wśród wielu wykwintnych dań i przystawek wspaniały kawior serwowany w ozdobnej wazie.

Rok 1913 to także wydanie drukiem Rady Lekarskiej Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, kolejnej ważnej monografii, która ukazała się nakładem wielce zasłużonej dla nauki polskiej Kasy Mianowskiego. Książka ta, licząca ponad 750 stron druku, była pierwszą na ziemiach polskich tak precyzyjną i, jak zwykle, doskonale udokumentowaną pracą poświęconą historii funkcjonowania przez ponad pół wieku jednej z ważniejszych instytucji medycznych. Giedroyć bardzo dokładnie opisał w niej i wyjaśnił przepisy dotyczące nadawania stopni naukowych, szczegółowo też przedstawił i zanalizował zmiany, jakie zachodziły w ustawodawstwie lekarskim. Ponadto ujął organizację szpitali i zakładów leczniczych, a także warunków sanitarnych w mieście, włącznie z takimi zagadnieniami jak utylizacja nieczystości czy wywóz śmieci. Stworzył tym samym zróżnicowany i szczegółowy obraz organizacji służby zdrowia tamtych czasów.

W roku 1914 wybuchła wojna światowa, która miała zmienić mapę Europy i przynieść upadek trzech cesarzy, a także ziścić marzenia całych pokoleń o odrodzonej i niepodległej Polsce. Wraz z nią następowała reforma studiów wyższych. Dyskutowano o kształcie wyższych uczelni, przemyśliwano nad programem nauczania. Giedroyć jeszcze w czasie działań wojennych w roku 1917 wszedł w skład Rady Lekarskiej Królestwa Polskiego powołanej staraniem Tymczasowej Rady Stanu, chcąc wziąć czynny udział w tworzeniu nowych struktur służby zdrowia. W niepodległej już Polsce także doceniano jego wiedzę, takt i erudycję. W styczniu 1919 roku został mianowany starszym referentem w Sekretariacie Ministerstwa Zdrowia Publicznego i Opieki Społecznej.

W rok później staraniem profesorów Adama Wrzoska i Władysława Szumowskiego powołano do życia na wszystkich pięciu – tj. krakowskim, lwowskim, poznańskim, warszawskim i wileńskim – wydziałach lekarskich katedry i zakłady historii i filozofii medycyny. Było rzeczą oczywistą, że kierownictwo nowo powstałych katedr winno spocząć w odpowiedzialnych rękach. Wśród tych, którym zaproponowano profesury tego przedmiotu, byli Adam Wrzosek, Władysław Szumowski, Witołd Ziembicki, Stanisław Trzebiński i właśnie Franciszek Giedroyć. Warszawski uczony, liczący sobie wówczas już lat sześćdziesiąt, miał początkowo objąć katedrę lwowską, ale ostatecznie zdecydował się pozostać w stolicy.

Z dniem 1 grudnia 1920 roku Giedroyć został mianowany profesorem zwyczajnym historii i filozofii medycyny UW z jednoczesnym obowiązkiem prowadzenia wykładów z propedeutyki lekarskiej. Rektor i senat UW obdarzyli profesurami honorowymi również Józefa Bielińskiego oraz Henryka Nusbauma. Bieliński został profesorem honorowym historii medycyny, Nusbaum otrzymał profesurę z filozofii i logiki medycyny. Giedroyć, który sam nigdy nie zajmował się filozofią medycyny ani teorią nauki, zgodził się odstąpić wykłady z filozofii medycyny Nusbaumowi, w pełni uznając kompetencję jednego z nestorów polskiej myśli filozoficznej w medycynie. Sam Giedroyć z niezwykłą energią przystąpił do budowania podstaw powierzonego zakładu, co było tym trudniejsze, że wobec niestabilnej ciągle sytuacji państwa i licznych związanych z tym kłopotów finansowych uczelni nie znaleziono odpowiednich środków dla stworzenia odrębnej siedziby. Ludwik Zembrzuski wspominał, że Giedroyć, nie wahając się długo, umieścił zakład w swoim prywatnym mieszkaniu przy ulicy Kredytowej 8. I tam też stworzył zręby pod późniejszą bibliotekę oraz skromny zbiór muzealny.

Ten prowizoryczny stan trwał przez ponad dziesięć lat, a zatem do chwili przejścia profesora na emeryturę. Znużony tą „permanentną tymczasowością”, chociaż z pewnością nie zniechęcony, brał Giedroyć czynny udział we wszystkich ważnych dla środowiska historyków i filozofów medycyny w Polsce wydarzeniach, nie zaniedbując przy tym swoich poszukiwań badawczych. Jeszcze w 1919 roku wydał na łamach „Gazety Lekarskiej” krótki, acz istotny tekst poświęcony historii rozwoju mianownictwa lekarskiego. W 1921 roku ukazał się opracowany przez niego, liczący sobie blisko 200 stron Słownik lekarski polski do działu chorób skórnych i wenerycznych.

W trzy lata później była gotowa jedna z ważniejszych prac z historii medycyny wojskowej, jaka wyszła spod pióra polskiego uczonego. Wydana drukiem w roku 1927 Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim liczyła sobie ponad 550 stron i obejmowała siedem rozdziałów opisujących dzieje organizacji służb sanitarnych oraz lekarskich począwszy od późnego średniowiecza aż po wiek XIX włącznie. Giedroyć osobno pisał o higienie aprowizacji i warunkach bytowych w wojsku. Niezwykle ciekawym był rozdział zatytułowany „Na pobojowisku”, poświęcony temu, co określa się dzisiaj medycyną pola walki. Bardzo obszernie i z wybitnym znawstwem pisał Giedroyć o rozwoju i funkcjonowaniu lazaretów wojskowych, a także o zaopatrzeniu żołnierzy w leki, kwestii dotąd najczęściej albo pomijanej, albo tylko wzmiankowanej. Wreszcie mowa była o inwalidach wojennych oraz strukturze personelu medycznego w ramach istniejących struktur wojskowych. Wszystko bogato ilustrowane przypisami oraz materiałem źródłowym. Na drugą, wyraźnie wyodrębnioną część pracy składa się alfabetyczny spis wszystkich lekarzy, felczerów i aptekarzy wojskowych, jakich personalia udało się Giedroyciowi wyłowić pośród jego badań. Był to innymi słowy obraz korpusu sanitarnego w dawnym wojsku polskim. I ponownie, jak Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, tak Służba zdrowia w dawnem wojsku polskim będzie pracą, do której sięgać będą kolejne pokolenia lekarzy i historyków. Przewidywał to dobrze Stanisław Trzebiński, który na łamach „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” pisał w roku 1927: „A historyk który – dajmy na to za lat 30 – zechce nawiązać dzieje naszej służby zdrowia do pięknego dzieła Giedroycia, wierzę, że będzie mógł zdać sprawę swemu czytelnikowi z mądrze obmyślonych i już bez przerwy wykonywanych usiłowań doskonalenia się Korpusu Sanitarnego Odrodzonej Polski, któremu on swą pracę poświęcił”4.

Obok pracy dydaktycznej i naukowej Giedroyć starał się zadbać o to, by pozostawić w Warszawie godnego następcę. Okazał się nim być Ludwik Zembrzuski, chirurg, oficer WP, historyk i filozof medycyny, wieloletni kierownik Wydziału Szpitalnictwa Departamentu Sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, a następnie dyrektor naukowy Szkoły Podchorążych Sanitarnych w Warszawie. Zembrzuski habilitował się w roku 1929, a w 1931 – przejął po odchodzącym Giedroyciu katedrę wraz z zakładem.

Mimo podeszłego wieku Giedroyć nie zaprzestał pracy nad największym pod względem objętości dziełem, które w dwóch tomach ukazało się w latach 1931–1933. Liczący w sumie ponad 1300 stron Polski słownik lekarski był prezentacją terminów i pojęć, a także potocznych określeń i nawet gwarowych nazw medycznych, z jakimi można się było spotkać do końca XIX wieku włącznie w szeroko pojętym piśmiennictwie lekarskim. Równocześnie starał się, tam, gdzie tylko to było możliwe, wskazać na autorów, którzy poszczególnych terminów lub pojęć używali, pokazując ich odpowiedniki łacińskie, niemieckie i francuskie. Sam autor we wstępie do I tomu tak uzasadniał swój trud: „Zbierając materiały do dziejów medycyny w Polsce, nie mogłem nie zwrócić uwagi na mianownictwo, zwłaszcza że do tego przyłączył się inny wzgląd, czysto praktyczny. Czytając mianowicie pisma lekarzy polskich z czasów odległych, spotkałem niekiedy nazwy zgoła niezrozumiałe, lub których znaczenia domyślałem się dopiero z treści, bo nawet słowniki nie dawały zadowalającego wyjaśnienia”5. Giedroyć starał się zawrzeć wszelkie nazwy lekarskie, z jakimi spotkał się w piśmiennictwie medycznym polskim aż po wiek XIX włącznie. Z zadania tego wywiązał się jak zwykle sumiennie. Adam Wrzosek tak o tym pisał: „Słownik Giedroycia należy zaliczyć do dzieł pomnikowych w naszym piśmiennictwie lekarskim. Nie jest ono wolne wprawdzie od usterek, lecz bledną one całkowicie w porównaniu z jego zaletami. Jako pierwsze tego rodzaju, a więc pionierskie, nie może być ono doskonałe”6. Jak się miało okazać, była to ostatnia tak rozległa praca, jaka wyszła spod pióra Giedroycia. W 1934 roku ukazał się jeszcze druk zwarty zatytułowany Wiekowe spory o błonę dziewiczą. Studium historyczno-lekarskie. Ta licząca sobie nieco ponad siedemdziesiąt stron praca, wyjątkowo wykraczająca poza ramy historii medycyny w Polsce, kończyła wieloletnią działalność pisarską Giedroycia.

Nie mogło tak zasłużonego badacza zabraknąć w gronie członków Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Członkostwo czynne, później zaś honorowe, nadało mu Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, a w 1934 roku Polska Akademia Umiejętności wybrała go na członka korespondenta. Wiele wysiłku i zaangażowania włożył Giedroyć w organizację Towarzystwa Miłośników Historii Medycyny, które rozpoczęło swoją działalność w 1924 roku.

Emerytura nie była czasem wytchnienia i spokoju. Najpierw przyszła ciężka i przewlekła choroba jego żony Stefanii z domu Choch, która zmusiła Giedroyciów do podporządkowania życia wymogom leczenia. Potem zaczął ciężko chorować sam Giedroyć i, co gorsza, zaczął stopniowo tracić wzrok. Wybuch II wojny światowej i niemiecka okupacja były prawdziwym kataklizmem. Pierwszy września zastał Giedroyciów na letnisku w Konstancinie pod Warszawą, gdzie przebywała również ich córka Maria, po mężu Knoll, oraz wnuczka. Tymczasem nadeszły wiadomości, że dom przy ulicy Kredytowej 8 ucierpiał tak poważnie na skutek bombardowania, że nie nadawał się już do mieszkania. Zniszczeniu uległa większość mebli i wspaniały księgozbiór. Przepadła kolekcja wyrobów porcelanowych, którą profesor z wielkim pietyzmem i znawstwem od lat gromadził. Ogień strawił także małą, acz znaczącą kolekcję obrazów i rysunków, wśród nich płótna Brandta, Malczewskiego, Axentowicza.

Nie było do czego wracać. Giedroyciowie musieli pozostać na letnisku bez środków materialnych, o powrocie do Warszawy nie było póki co mowy. Ciężkich warunków bytowych okupacji nie przetrzymała żona profesora, która zmarła na początku grudnia 1939 roku. Jak wspomina córka: „Wojna, utrata niepodległości Polski, strata ukochanej żony, zmienione tak gwałtownie warunki, obce mieszkanie, brak pracy, książek i dawnego otoczenia, wszystko to wpływało bardzo szybko na pogorszenie się stanu zdrowia i psychiki. Przez pierwszy rok wojny wstawał jeszcze z łóżka, przesiadując w fotelu, ale po grypie, nawet niezbyt silnej już się z łóżka nie podnosił”7. Pomimo troskliwej opieki najbliższej rodziny Franciszek Giedroyć zapadał się w sobie, oddalając się coraz bardziej od spraw tego świata. Najgorsze przyszło latem 1944, gdy Warszawę ogarnęło powstanie. Pomimo że rejon pobytu Giedroyciów pozostawał przez cały czas w rękach powstańczych, dawał się we znaki ostrzał artyleryjski i ogólny zamęt. Z początkiem października wyniszczony, wygłodniały i półprzytomny, wraz z tysiącami warszawiaków, musiał z rozkazu Niemców opuścić Warszawę. Z wielkim wysiłkiem udało się córce znaleźć dla niego miejsce w chłopskiej furmance. Profesor ułożony na noszach był już wówczas umierający. Jakiś człowiek rozpoznał go i głośno powiedział do grupki czekających na wymarsz ludzi: „Patrzcie! Oto nauka opuszcza Warszawę”. Córka Maria nie mogła towarzyszyć ojcu. Jak się miało okazać już nigdy nie mieli się spotkać.

W skrajnej nędzy i nieprzytomny Franciszek Dowmont Giedroyć zmarł w Milanówku koło Warszawy w jednym z pośpiesznie wznoszonych lazaretów 6 października 1944 roku, ledwie w cztery dni po zakończeniu walk powstańczych w Warszawie. Tak o tym wspominał Adam Wrzosek: „Gdy po upadku powstania warszawskiego wpadłem na kilka godzin do Milanówka, nie pamiętam już, czy we wrześniu czy w październiku 1944 roku, na zebranie, na którym byli przeważnie profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego. Dowiedziałem się na tym zebraniu, że właśnie w jakimś szpitalu, bodaj czy nie w samym Milanówku, umarł Giedroyć w biedzie, bośmy się składali wtedy, aby zapłacić za trumnę dla niego. Sic transit gloria mundi!”8. Tym, który zainicjował natychmiastową zbiórkę potrzebnej kwoty, był profesor Julian Walawski, jeden z najwybitniejszych wówczas polskich patofizjologów.

Giedroyć był z pewnością jednym z najbardziej rozpoznawalnych historyków medycyny. Jeśli mówimy dzisiaj o tych, którzy w polskiej historiografii medycznej tworzyli nurt badań źródłowo-dokumentacyjnych, to należy – za Jaromirem Jeszkem – wskazać trzech jego przedstawicieli: Ludwika Gąsiorowskiego i Stanisława Kośmińskiego, którzy przynależą do XIX-wiecznego pokolenia uczonych, oraz właśnie Franciszka Dowmonta Giedroycia, reprezentanta tego nurtu już w XX wieku.

Andrzej Śródka, wydobywając główne pola zainteresowań badawczych warszawskiego uczonego, wymienia: dzieje instytucji medycznych; dzieje lecznictwa i higieny w dawnych wiekach; biografistykę medyczną; historię farmacji; dzieje medycyny sądowej; historię chirurgii; bibliografię medyczną, historię medycyny wojskowej. Z tego prostego wyliczenia wyłania się obraz rozległości zainteresowań i ogromu prac podjętych przez Giedroycia, który cały czas zachowywał przesadną skromność, biorąc sobie za maksymę słowa Joachima Lelewela: „Pisać, co można, a nie frasować się, że tu i ówdzie brak. Przyjdzie drugi i trzeci – i dopełnią”. Chciał służyć swoją pracą innym, postulując aby zgromadzone przezeń i opracowane źródła wykorzystać w przyszłości przy tworzeniu nowoczesnej syntezy historii medycyny w Polsce. Sam przywoływał słowa Hugona Kołłątaja: „Szukajmy materiałów – znajdzie się dziejopis”.

W ocenie wielu jemu współczesnych był człowiekiem cichym i bez reszty oddanym swojej pasji, nigdy nieszukającym poklasku, życzliwym wobec bliźnich, do swojej pracy wyśmienicie przygotowanym. Z wykształcenia lekarz, był wychowankiem gimnazjum klasycznego, dzięki czemu znał biegle łacinę i grekę, prócz tego rosyjski i niemiecki, wystarczająco dobrze francuski. Głęboka znajomość historii sztuki, w szczególności malarstwa, dawała mu szeroką, humanistyczną perspektywę, z której mógł patrzeć na przeszłość medycyny z właściwym dystansem. Cechy charakteru, jak i wszechstronne wykształcenie uczyniły zeń jednego z najrzetelniejszych i znaczących badaczy przeszłości medycyny w Polsce.

Wybrana literatura

 

Dziadek J., Fr. Giedroyć i jego rola w rozwoju historii medycyny w Polsce, „Archiwum Historii Medycyny” 1963, t. XXVI, z. 1/2, s. 61–94.

Gliński J. B., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] Słownik biograficzny lekarzy i farmaceutów – ofiar drugiej wojny światowej, t. I, Warszawa 1997, s. 106–108.

Knoll M. z Giedroyciów, Wspomnienie o moim ojcu prof. dr Fr. Giedroyciu, „Archiwum Historii Medycyny” 1969, t. XXXII, nr 2, s. 175–182.

Podgórska-Klawe Z., Giedroyć Franciszek (Dowmont), [w:] Słownik biograficzny polskich nauk medycznych XX wieku, red. Z. Podgórska-Klawe, t. I, Warszawa 1997, z. 2, s. 47–49.

Szarejko P., Giedroyć Franciszek Dowmont (1860–1944), [w:] Słownik lekarzy polskich XIX wieku, t. I, Warszawa 1991, s. 202–205.

Śródka A., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 515–518.

Wrzosek A., Wspomnienie o Franciszku Giedroyciu, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1948, t. XIX, nr 1, s. 271–299.

Wrzosek A., Giedroyć Dowmont Franciszek, [w:] PSB, t. VII, Kraków 1958, s. 425–427.

SECT-ID LINK

1J. Peszke, Oceny, „Krytyka Lekarska” 1897, R. I, nr 11, s. 363.

2J. Bieliński, Przegląd bibliograficzny, „Gazeta Lekarska” 1908, R. XLIII, t. 28, nr 12, s. 268.

3F. Giedroyć, Źródła biograficzno-bibliograficzne do dziejów medycyny w dawnej Polsce, Warszawa 1911, s. 2.

4S. Trzebiński, Sprawozdania i oceny, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1927, t. VII, nr 1, s. 153.

5F. Giedroyć, Polski słownik lekarski, t. I, Warszawa 1931, s. V.

6A. Wrzosek, Wspomnienie o Franciszku Giedroyciu, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1948, t. XIX, nr 1, s. 294.

7M. Knoll z Giedroyciów, Wspomnienie o moim ojcu prof. dr Fr. Giedroyciu, „Archiwum Historii Medycyny” 1969, t. XXXII, nr 2, s. 179.

8A. Wrzosek, op. cit., s. 296.

Antoni Gluziński

Urodzony 18 V 1856 we Włocławku. Studia na UJ (1874–1880), doktorat tamże. Dalsze studia w Dorpacie (1880), Wiedniu (1880–1881), Wrocławiu (1884), Pradze, Lipsku, Berlinie i Paryżu (1885). Habilitacja na UJ, prof. nadzwyczajny (1890–1893), prof. zwyczajny (1893). Profesor uniwersytetu we Lwowie (1897–1918), dziekan Wydziału Lekarskiego (1898/1899), rektor (1905/1906), prorektor (1906–1908). Profesor UW (1918), dziekan Wydziału Lekarskiego (1920/1921).

Lekarz internista i patolog; wybitny diagnosta; jeden z twórców gastrologii polskiej; prace dotyczące m.in. chorób żołądka, układu krwionośnego, nerek, dróg żółciowych, serca.
Prezes Towarzystw Lekarskich: Krakowskiego (1891–1892), Lwowskiego (1899–1900) i Warszawskiego (1922–1924) oraz Towarzystwa Internistów Ziem Polskich (1907–1925). Członek Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1915), Akademii Nauk Lekarskich (1920), PAU (1930). Współtwórca Związku Lekarzy Słowiańskich (1926). Członek honorowy Towarzystw Lekarskich w Belgradzie, Zagrzebiu i Pradze. Współzałożyciel Towarzystwa Walki z Gruźlicą (1904) i pierwszej w Polsce poradni i przychodni przeciwgruźliczej (we Lwowie, 1908).
Założyciel i redaktor naczelny „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej” (1923–1924).
Zmarł 10 IV 1935 w Warszawie.

Nowy przyczynek do sposobów badania żołądka (współaut. W. Jaworski), „Przegląd Lekarski” 1884, t. XXIII, nr 16, s. 213–215; nr 17, s. 225–227; nr 18, s. 239–241; Zarys ogólnej patologii i terapii gorączki, Kraków 1896; O wczesnem rozpoznaniu raka żołądka, „Gazeta Lekarska” 1902, t. XXXVII, nr 1, s. 1–11; nr 2, s. 35–44; nr 3, s. 63–69; nr 4, s. 91–99.

E. J. Kucharz, Władysław Antoni Gluziński. Zarys biografii, Katowice 2006.

ANDRZEJ ŚRÓDKA

ANTONI GLUZIŃSKI

1856–1935

 

Antoni Władysław Gluziński urodził się 18 maja 1856 roku we Włocławku w rodzinie Franciszka Wiercimaka i Walerii z Szarlów. Ojciec był zasłużonym lekarzem w Sompolnie, brał czynny udział w powstaniach krakowskim i styczniowym; potem przyjął nazwisko Gluziński. Do szkół średnich młody Antoni chodził w Koninie i do słynnego Gimnazjum Św. Anny w Krakowie, w którym otrzymał maturę w 1874 roku. Do 1880 roku studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim m.in. u Ludwika Karola Teichmanna, Gustawa Piotrowskiego, Tadeusza Browicza, a zwłaszcza u twórcy nowoczesnej krakowskiej szkoły internistycznej – Edwarda Korczyńskiego. Studia ukończył ze stopniem doktora wszech nauk lekarskich. Do tego czasu prezesował Czytelni Akademickiej Uniwersytetu Jagiellońskiego (1878–1879) i Towarzystwu Bratniej Pomocy Uczniów UJ (1879–1880). Na studia uzupełniające udał się do Dorpatu (1880) i Wiednia (1880–1881); w 1884 roku przebywał na uniwersytecie we Wrocławiu, a w 1885 na uniwersytetach w Pradze, Lipsku (u Carla Ludwiga), Berlinie oraz Paryżu (u Jeana-Martina Charcota). Po powrocie habilitował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w zakresie patologii i terapii szczegółowej na podstawie pracy O wpływie wyskoku na czynność żołądka fizyologicznego i patologicznie zmienionego (1885).

W pierwszym okresie działalności związany był z Wszechnicą Krakowską, początkowo jako asystent w Katedrze Fizjologii (1881–1882), a nastepnie jako asystent (1882–1885), docent (1885–1890) i profesor (1890–1893) w Katedrze i Klinice Chorób Wewnętrznych; profesorem zwyczajnym został w 1893 roku. Od 1893 do 1897 roku kierował Katedrą Patologii Ogólnej i Doświadczalnej. W pierwszym okresie wykładał mikroskopię kliniczną i diagnostykę lekarską, a nastepnie pełny kurs patofizjologii.

Gdy w połowie lat 90. XIX wieku lwowscy lekarze, profesorowie i tamtejsza inteligencja doprowadzili do otwarcia po bardzo długiej przerwie Wydziału Lekarskiego uniwersytetu, Gluziński zdecydował się na przeniesienie się do Lwowa, aby tam – niemal od podstaw – zorganizować Katedrę i Klinikę Chorób Wewnętrznych. Stanął na jej czele (1897) i kierował nią do 1918 roku. Wykładał wtedy diagnostykę i terapię chorób wewnętrznych i nerwowych. Pełnił przy tym funkcje dziekana Wydziału Lekarskiego w roku akademickim 1898/1899, rektora w 1905/1906 i prorektora uczelni w latach 1906–1908. W krótkim czasie doprowadził do wybudowania Domu Akademickiego Uniwersytetu (1897–1906); współzałożył Towarzystwo Walki z Gruźlicą (1904) i Towarzystwo Internistów Ziem Polskich (1907); opracował projekt planu walki z gruźlicą, przygotował plan budowy i finansowania sanatoriów ludowych dla chorych na gruźlicę oraz założył we Lwowie pierwszą w Polsce poradnię i przychodnię przeciwgruźliczą (maj 1908).

Kolejny raz opuścił kierowaną przez siebie placówkę, gdy Polskę obiegła wieść o repolonizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Sytuacja kadrowa i lokalowa, a także pod względem ilości sprzętu i zbiorów bibliotecznych, nowo tworzonej uczelni była bardzo trudna. Trud tworzenia i organizowania I Kliniki Chorób Wewnętrznych – i to niemal od podstaw, był wprost niewyobrażalny. Gluziński w niedługim czasie uruchomił ją, zapewnił jej właściwe warunki lokalowe, rozwiązał niektóre problemy administracyjne i stworzył możliwości prowadzenia poważnych badań naukowych. W 1919 roku objął kierownictwo tej Katedry i Kliniki, pełniąc tę funkcję do chwili przejścia na emeryturę w 1927 roku. Zachował jednak tytuł profesora honorowego i prawo kontynuowania wykładów z patologii szczegółowej oraz z diagnostyki i terapii chorób wewnętrznych. W roku akademickim 1920/1921 pełnił funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego.

Działalność naukowa Antoniego Gluzińskiego dotyczyła szeroko pojętej interny, a zwłaszcza gastroenterologii, pulmonologii, hematologii i nefrologii. Ponadto pozostawił po kilka wartościowych prac z zakresu diagnostyki laboratoryjnej chorób zakaźnych, patofizjologii regulacji neurohormonalnej, patofizjologii układu moczowego, patofizjologii krążenia krwi oraz z patologii ogólnej.

Pierwszą jego publikacją było Sprawozdanie z kliniki lekarskiej prof. dra. Korczyńskiego z lat czterech... Choroby układu nerwowego (1880). Główne badania w okresie krakowskim poświęcił diagnostyce i leczeniu chorób żołądka. Gluziński uważany jest za jednego z trzech, obok Walerego Jaworskiego i Mikołaja Reichmanna, twórców gastrologii polskiej. Dwie ważne prace z tej dziedziny napisał właśnie z Jaworskim. W Nowym przyczynku do sposobów badania żołądka (1884) opracował metodę otrzymywania treści żołądkowej, stosując jako bodziec tzw. śniadanie białkowe. Natomiast w De l’hypersecretion et de l’hyperacidite du suc gastrique (1887) określił prawidłowe wartości kwasoty żołądkowej i dowiódł, że właściwy fizjologiczny proces trawienia odbywa się w jelitach cienkich, zmieniając w ten sposób dotychczasowe poglądy kliniczne na leczenie chorób żołądka oraz wprowadzając podział chorób żołądka, oparty na wielkości i charakterze wydzielania soku. Prowadzone z Mikołajem Buzdyganem badania kliniczne pozwoliły na wykazanie związku między blednicą a zaburzeniami wchłaniania jelitowego (Zachowanie się trawienia żołądkowego w różnych postaciach niedokrwistości, a szczególnie w blednicy, 1891). Omawianej tematyki dotyczyła też rozprawa habilitacyjna Gluzińskiego. Po objęciu Katedry Patologii Ogólnej i Doświadczalnej opisał całkowite zahamowanie akcji serca po doświadczalnym podwiązaniu tętnic wieńcowych (wpływie podwiązania tętnic wieńcowych na narząd nerwowo-ruchowy serca, 1894). Wraz z późniejszym profesorem fizjologii Uniwersytetu Lwowskiego Adolfem Beckiem za pomocą eksperymentalnego podwiązania moczowodów wykazał, że przy upośledzeniu wydalania moczu ostatecznego przez nerki dochodzi do zwiększonego wydzielania wody oraz zmniejszonego wydzielania mocznika i chlorków (Wpływ podwiązania moczowodu na czynności nerki..., 1895). W pracy Nowa próba na barwiki żółciowe (1897) opisał oryginalną próbę formalinową na wykrywanie barwników żółciowych, a w opublikowanym z Ignacym Lembergerem artykule O wpływie braku gruczołu tarczykowego w organizmie zwierzęcym na wymianę materji (1897) wykazał, że u zwierząt o dodatnim bilansie azotowym (młodych) usunięcie tarczycy znacznie zwiększa rozpad białek i w niewielkim stopniu – ciał tłuszczowatych oraz obniża poziom erytrocytów we krwi obwodowej. Z okresu krakowskiego pochodzą ponadto dwa duże podręczniki Gluzińskiego: Patologja ogólna (1895) i Zarys ogólnej patologji i terapji gorączki (1896).

Mimo iż w okresie lwowskim siły i czas poświęcał Gluziński przede wszystkim na tworzenie nowego i nowoczesnego zarazem akademickiego ośrodka internistycznego, nie zaniedbywał badań naukowych i czysto klinicznych. Jego praca O znaczeniu wydzielania wewnętrznego dla patologji i terapji (1899) była pierwszym w literaturze fachowej monograficznym opracowaniem dziejów badań nad istotą wewnętrznego wydzielania oraz działania gruczołów i ich wydzielin. Znaczącym osiągnięciem Antoniego Gluzińskiego było podanie (z Markiem Reichensteinem) pierwszego w literaturze światowej szczegółowego opisu klinicznego białaczki plazmatyczno-komórkowej (Myeloma i leukaemia lymphatica [plasmocellularis], 1907). Ciekawą obserwacją kliniczną był Przyczynek do tak zwanej przezemnie mocznicy bezchlorowej (1913), który wyjaśnił znaczenie ujemnego bilansu chlorowego dla rozwoju objawów występujących w mocznicopodobnych chorobach nerek.

Najciekawsze prace z okresu warszawskiego dotyczą zwłaszcza diagnostyki i leczenia narządów wewnętrznych przy zakażeniu kiłą. W artykule W sprawie rozpoznawania kiły płuc (1923) omówił różnicowanie kiły płuc i gruźlicy płuc oraz wykazał, że zmiany kiłowe w sercu występują częściej w kile trzeciorzędowej niż w drugorzędowej. W pracach Marskość wątroby a kiła (1933) i Żółtaczka i ostry żółty zanik wątroby na tle kiły (1933) opisał brak dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego w żółtaczce kiłowej. Udowodnił też miąższowy charakter wczesnej jej postaci oraz przedstawił metody rozpoznawania współistniejącej kiły, zanikowej marskości Laenneca i przerostowej marskości Hanota.

Ważnym polem działalności Antoniego Gluzińskiego była praca naukowo-organizacyjna. To on był organizatorem I Zjazdu Internistów Ziem Polskich w Krakowie w 1909 roku. W 1925 roku przewodniczył Zjazdowi Internistów Polskich w Wilnie, a cztery lata później delegacji polskiej na Wszechsłowiańskim Zjeździe Jugosłowiańskiego Towarzystwa Lekarskiego w Dubrowniku. Miał wielkie zasługi w powołaniu Związku Lekarzy Słowiańskich i w przygotowaniu jego statutu (1926). W latach 1923–1924 był redaktorem naczelnym „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej”.

Był wyróżniany członkostwem najpoważniejszych stowarzyszeń naukowych i wysokimi odznaczeniami krajowymi i zagranicznymi. W latach 1891–1892 był prezesem Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego, a w 1899–1900 prezesem Lwowskiego Towarzystwa Lekarskiego; przez 18 lat (1907–1925) stał na czele Towarzystwa Internistów Ziem Polskich (od 1923 – Towarzystwo Internistów Polskich), aby w 1928 roku zostać jego członkiem honorowym. Od 1915 roku był członkiem honorowym Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a od 1920 członkiem Akademii Nauk Lekarskich. Był prezesem (1922–1924) i stałym sekretarzem (1924–1928) Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego oraz prezesem honorowym Związku Lekarzy Słowiańskich (1927–1935). W 1929 roku Antoni Gluziński otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. W 1930 roku został wybrany członkiem czynnym Polskiej Akademii Umiejętności. Ponadto był członkiem honorowym Towarzystw Lekarskich w Belgradzie, Zagrzebiu i Pradze.

Władze państwowe w 1921 roku odznaczyły najwybitniejszego wówczas polskiego internistę Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta, następnie zaś Wielką Wstęgą Orderu Orła Białego, a państwo jugosłowiańskie w 1932 roku Wielką Wstęgą Orderu Św. Sawy; był też komandorem czechosłowackiego Orderu Lwa Białego.

Z okazji 70. urodzin w październiku 1927 roku wybito medal pamiątkowy ku jego czci autorstwa Józefa Aumillera, odsłonięto tablicę w audytorium I Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego i nazwano je jego imieniem.

Antoni Gluziński był porywającym mówcą i wspaniałym wykładowcą, lekarzem o wybitnych uzdolnieniach, wszechstronnym wykształceniu, niezwykłej dokładności w badaniu i wzorowym podejściu do chorego. Uchodził za najwybitniejszego internistę, a zwłaszcza diagnostę swoich czasów. Świetny znawca najnowszej historii medycyny w Polsce – dr Roman Dzierżanowski, opowiadał, że podczas jednego z obchodów porannych w swojej klinice Gluziński otworzył drzwi do sali z dość dużą liczbą leżących tam pacjentów i wskazując na chorego leżącego gdzieś przy końcu, spytał głośno: „Kto mi ten tyfus tam położył?”. Oczywiście po jakimś czasie przeprowadził dokładne badanie, które tylko potwierdziło tę tak „na oko” postawioną diagnozę. Był świetnym dydaktykiem; wykształcił wielu znakomitych lekarzy, m.in.: Romana Renckiego z czasów pracy w Krakowie, Wincentego Czerneckiego, Mariana Frankego, Jana Greka, Juliusza Marischlera, Kazimierza Orzechowskiego, Mariana Pańczyszyna, Antoniego Sabatowskiego, Henryka Sochańskiego, Witolda Zawadowskiego i Witołda Ziembickiego z okresu lwowskiego oraz Adama Elektorowicza, Włodzimierza Filińskiego, Zdzisława Goreckiego i Marię Werkenthin po przybyciu do Warszawy. Miał liczne zainteresowania pozazawodowe, jednak przede wszystkim był wielkim miłośnikiem historii i biografistyki.

Jego brat – Lesław, był również lekarzem, znanym internistą, zasłużonym dla rozwoju Szczawnicy, szachistą i pianistą. Z żoną – Zofią z Sokołowskich – miał synów: Kazimierza Franciszka, prawnika, sekretarza generalnego Dyrekcji Kopalń „Wspólnota Interesów” w Katowicach i Tadeusza Walerego, prawnika, publicystę radykalno-nacjonalistycznego, ideologa Obozu Narodowo-Radykalnego. Zięciem Gluzińskiego był Kornel Makuszyński, prozaik, poeta i humorysta, autor popularnych książek dla młodzieży.

Antoni Władysław Gluziński zmarł w swym mieszkaniu przy ulicy Flory 9 w Warszawie 10 kwietnia 1935 roku.

Stanisław Grabski

Urodzony 7 IV 1871 w Borowie nad Bzurą (powiat łowicki). Studiował w Warszawie (1890–1891), Berlinie (1891–1892) i Paryżu (1892–1893); doktorat na uniwersytecie w Bernie (1894); habilitacja na UJ (1902). Profesor Akademii Rolniczej w Dublanach (1905), uniwersytetu we Lwowie (1910); profesor UW (1946–1949).

Zajmował się polityką społeczną, historią gospodarczą i metodologią nauk ekonomicznych. Uznany za jednego z twórców tzw. socjologizmu ekonomicznego, bliskiego szkole historycznej. W okresie międzywojennym dwukrotnie minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, jeden z ideologów i liderów obozu narodowego, wcześniej działacz socjalistyczny. Po II wojnie światowej przez krótki okres zastępca przewodniczącego KRN, członek polskiej delegacji na Konferencję Poczdamską.
Członek PAU (1927), TNW (1947), Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Doktor honoris causa Uniwersytetu Lwowskiego.
Zmarł 6 V 1949 w Sulejówku.

Wstęp do metodologii nauk ekonomicznych, 1899; Zarys rozwoju idei społeczno-gospodarczych w Polsce od pierwszego rozbioru do r. 1831, Kraków 1903; Naród a państwo, Lwów 1922; Inteligencja a warstwy ludowe, Londyn 1945.

Grabski S. [w:] PSB, t. VIII, Wrocław 1959, s. 519–524; „Więź” 1968, nr 10, s. 89–91.

CECYLIA LESZCZYŃSKA

STANISŁAW GRABSKI

1871–1949

 

Stanisław Grabski urodził się 7 kwietnia 1871 roku w Borowie nad Bzurą (koło Łowicza, woj. mazowieckie). Jego rodzina miała korzenie ziemiańskie – ojciec Feliks był administratorem majątków ziemiańskich, matka pochodziła z rodziny Mittelstaedtów. Młodszym bratem Stanisława był Władysław, uczony i polityk, dwukrotny premier i trzykrotny minister skarbu w latach 20., twórca reformy walutowej z 1924 roku.

Stanisław Grabski należał do pokolenia wychowywanego w atmosferze popowstaniowej (po 1863 roku) i w okresie nasilonej rusyfikacji. W latach 1883–1890 uczęszczał do gimnazjum filologicznego w Warszawie, po jego ukończeniu podjął studia na wydziale przyrodniczym Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, a jesienią 1891 roku wyjechał na studia do Berlina. W okresie studiów w Warszawie i Berlinie zaangażował się w ruch socjalistyczny: w Berlinie kierował redakcją „Gazety Robotniczej”, jako przedstawiciel Związku Robotników Polskich brał udział w zjeździe polskich socjalistów w 1892 roku w Paryżu, a następnie w międzynarodowym kongresie socjalistów w zurychu. Za działalność polityczną był wydalony z Berlina, a następnie z Wiednia. Wyjechał do Szwajcarii, przebywał w Zurychu, Bernie, Genewie, Lozannie i Bazylei, w 1899 roku został bibliotekarzem w Muzeum Narodowym Polskim w Rapperswilu, podróżował po krajach monarchii habsburskiej. W okresie tym poznał działalność organizacji rolniczych wspierających proces modernizacji wsi i próbował inicjować rozwój tego rodzaju organizacji po powrocie do Polski kilka lat później.

W okresie „szwajcarskim” Grabski zaczął oddalać się od ruchu socjalistycznego – ostatecznie zerwał z nim w latach 1901–1902, wiążąc się ze środowiskiem Narodowej Demokracji w Królestwie Polskim i Galicji. W 1905 roku wstąpił do Ligi Narodowej, w 1906 roku został członkiem prezydium Koła Polskiego w rosyjskiej I Dumie Państwowej w Petersburgu, po jej rozwiązaniu wrócił do Lwowa, związał się ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, w 1907 roku został jego wiceprezesem. W tym samym okresie wykładał ekonomię w Dublanach i na Uniwersytecie Lwowskim, działał w organizacjach rolniczych i spółdzielczych, był stałym współpracownikiem „Słowa Polskiego” – organu prasowego galicyjskiej endecji.

Po wybuchu wojny zaczął krytycznie odnosić się do mocarstw centralnych i zbliżać się do orientacji prorosyjskich. Opuścił Galicję wiosną 1915 roku i wyjechał do Rosji, gdzie prowadził działalność polityczno-społeczną, angażując się m.in. w prace Centralnego Komitetu Obywatelskiego opiekującego się polskimi uchodźcami, w tym z terenów zajętych przez wojska niemieckie i austriackie. Po zwycięstwie bolszewików w połowie 1918 roku wyjechał do Londynu, następnie Paryża, gdzie jako członek Komitetu Narodowego Polskiego zajmował się kwestią powojennych granic polskich i sprawami narodowościowymi. Jako przedstawiciel Komitetu brał udział w poufnych rozmowach z Józefem Piłsudskim w Krakowie i Warszawie na temat przyszłych rządów w Polsce.

Po powrocie do niepodległej Polski w grudniu 1918 roku Stanisław Grabski stał się jednym z głównych polityków i ideologów Narodowej Demokracji. W latach 1919–1927 był posłem na sejm z ramienia Związku Ludowo-Narodowego, zajmował czołową pozycję w tym ugrupowaniu. Jako delegat sejmu uczestniczył w rokowaniach dotyczących traktatu ryskiego kończącego wojnę polsko-radziecką. Był dwukrotnie ministrem wyznań religijnych i oświecenia publicznego: w 1923 roku w gabinecie Wincentego Witosa i w latach 1925–1926 – w gabinecie Władysława Grabskiego i Aleksandra Skrzyńskiego. W okresie tym doszło do podpisania konkordatu z Watykanem (1925) – Grabskiego uważano za jego głównego architekta. Dziełem Grabskiego były też regulacje dotyczące języka nauczania w szkołach województw wschodnich wprowadzające tzw. szkoły utrakwistyczne (dwujęzyczne). Wywołały one protesty przede wszystkim ludności ukraińskiej w Galicji Wschodniej (w regionach z istotnym udziałem ludności polskiej do szkół wprowadzany był obok języka wykładowego ukraińskiego język polski). Opowiadał się za reformą szkolnictwa w kierunku zwiększenia znaczenia szkół zawodowych i profilowanych liceów – idea ta została częściowo zrealizowana w ramach reformy ministra Janusza Jędrzejewicza z 1932 roku.

Po przewrocie majowym w 1926 roku i przejęciu rządów przez obóz piłsudczykowski Grabski wycofał się z bieżącej polityki i poświęcił pracy publicystycznej i naukowej jako profesor na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Był sceptyczny (a nawet krytyczny) wobec kierunku, w którym ewoluował obóz narodowy. Nie został przyjęty do powstałego w 1928 roku Stronnictwa Narodowego, w drugiej połowie lat 30. zbliżył się do środowiska Stronnictwa Pracy. Był współautorem memoriału w sprawie kryzysu rządów sanacyjnych, w którym zwracał uwagę na zagrożenie niemieckie, przedstawił też projekt rozbudowy przemysłu zbrojeniowego.

W momencie wybuchu II wojny światowej Grabski znajdował się we Lwowie, tam też został we wrześniu 1939 roku aresztowany przez NKWD. Początkowo więziony był na Łubiance, następnie skazany na 8 lat pracy przymusowej. Zwolniony w lipcu 1941 roku po podpisaniu układu Sikorski-Majski, po krótkim pobycie w Moskwie jesienią tego roku wyjechał do Londynu, by podjąć współpracę z rządem generała Władysława Sikorskiego, a następnie Stanisława Mikołajczyka. Był przewodniczącym Rady Narodowej II kadencji w latach 1942–1944. Uczestniczył w pracach projektowych dotyczących przyszłego ustroju Polski i ułożenia relacji z ZSRR. W sierpniu 1944 roku wraz z Mikołajczykiem brał udział w rozmowach ze Stalinem w Moskwie, szczególnie zależało mu na pozostawieniu w granicach Polski Lwowa. W czasie pobytu w Moskwie uczestniczył też w spotkaniach z przedstawicielami PKWN. Następnie w październiku 1944 roku był członkiem wspieranej przez Winstona Churchilla delegacji polskiej prowadzącej w Moskwie rozmowy w sprawie wschodnich granic Polski. Po upadku rządu Mikołajczyka wycofał się z polityki londyńskiej. W okresie londyńskim sporo publikował, brał też udział w pracach Stowarzyszenia Ekonomistów Polskich w Zjednoczonym Królestwie (1941).

Po zakończeniu wojny i powstaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej uznanego przez mocarstwa zachodnie, w lipcu 1945 roku Grabski wrócił do Warszawy i podjął współpracę z władzami Polski Ludowej, obejmując stanowisko jednego z zastępców prezydenta Krajowej Rady Narodowej (prezydentem był Bolesław Bierut). W tym charakterze brał udział w pracach polskiej delegacji na konferencję poczdamską. Uważał, że walkę o przyszłość Polski należy podjąć w kraju i że tylko w Warszawie jest możliwość wpływania na bieg wypadków w Polsce. Po rozwiązaniu KRN w 1947 roku wycofał się z działalności politycznej i poświęcił działalności naukowo-publicystycznej jako profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

W roku akademickim 1946/1947 został profesorem kontraktowym (z uwagi na ukończenie 65 lat) w Katedrze Historii Ustrojów Społecznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, w kwietniu 1947 roku został zaś mianowany profesorem zwyczajnym. W latach 1948–1949 przedłużono mu prawo wykładania przedmiotów ekonomicznych. Zmarł 6 maja 1949 roku w Sulejówku. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Z ekonomią Grabski zetknął się po raz pierwszy na studiach na wydziale filozoficznym uniwersytetu w Berlinie w roku akademickim 1891/1892 na seminarium Gustawa Schmollera, wybitnego przedstawiciela tzw. młodszej szkoły historycznej w ekonomii. Rok później wyjechał do Paryża, by z bratem Władysławem podjąć studia w Szkole Nauk Politycznych (École Libre des Sciences Politiques). Zaangażowanie polityczne spowodowało, że studia przerwał, aby wznowić je tym razem na uniwersytecie w Bernie w Szwajcarii. Tam obronił w 1894 roku pracę doktorską na temat Karla Georga Winkelblecha (ekonomista niemiecki z pierwszej połowy XIX wieku). W okresie tym zaczął publikować krótkie teksty ekonomiczne w „Die Neue Zeit” dotyczące polityki gospodarczej Rosji w Królestwie Polskim. Przygotował też naukową rozprawkę Rozwój teorii wartości i jej stan obecny1. Po otrzymaniu stopnia doktora filozofii wyjechał do Genewy, potem do Lozanny i Bazylei. W okresie tym opublikował kilka prac dotyczących teorii ekonomii, m.in.: Karl Marlo (Karl Georg Winkelblech) als Sozialtheoretiker (Karol Marlo jako teoretyk społeczny, Bern 1898); Zur Erkenntnislehre der Volkswirtschaftlichen Erscheinungen (Przyczynek do teorii poznania zjawisk społeczno-gospodarczych, Leipzig 1900). W tej drugiej pracy zarysował po raz pierwszy własną koncepcję analizy zjawisk społeczno-ekonomicznych, odwołując się do socjologizmu historycznego.

W okresie tym otrzymał propozycję przeprowadzenia habilitacji na Uniwersytecie Jagiellońskim. W Krakowie zamieszkał jesienią 1901 roku. Zaraz potem na UJ przeprowadzono jego postępowanie habilitacyjne na podstawie pracy Zur Erkenntnislehre der Volkswirtschaftlichen Erscheinungen, a w 1903 roku została zatwierdzona jego docentura na wydziale filozoficznym (wynikało to stąd, iż Grabski miał doktorat z filozofii; dodajmy też, że ekonomia wykładana była na wydziałach prawa). Zajęcia na uczelni rozpoczął w roku akademickim 1903/1904. Równolegle prowadził wykłady z ekonomii na różnych kursach, angażował się też we wspieranie ruchu zakładania kółek rolniczych i spółdzielczości rolnej oraz propagowania edukacji rolniczej. W okresie tym opublikował prace: Zarys rozwoju idei społeczno-gospodarczych w Polsce od pierwszego rozbioru do r. 1831 (t. I, Kraków 1903) oraz Istota wartości jako zjawiska społeczno-gospodarczego (Kraków 1904). W tej ostatniej kategorię wartości poddał analizie w kontekście społeczno-gospodarczego znaczenia dóbr i możliwości zaspokajania przez nie potrzeb. Zwracał też uwagę na społeczne aspekty zjawisk ekonomicznych, wskazując, że jednostkowe motywy kierujące działalnością gospodarczą wypływają z uwarunkowań społecznych wiążących się z szeroko rozumianym życiem kulturalno-społecznym.

W 1904 roku Grabski przeniósł się do Lwowa, by objąć stanowisko referenta ds. rolnych w Wydziale Krajowym, równolegle w latach 1905–1910 kierował katedrą ekonomii politycznej w Akademii Rolniczej w Dublanach jako profesor nadzwyczajny ekonomii politycznej, a w 1909 roku został mianowany profesorem zwyczajnym ekonomii politycznej i skarbowości. Prowadził też wykłady z nauk społecznych na Uniwersytecie Lwowskim (po przeniesieniu z Krakowa docentury z filozofii i metodologii nauk społecznych). W roku akademickim 1910/1911 objął katedrę ekonomii społecznej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Lwowskiego, został też dziekanem tego wydziału. Lwów opuścił w 1915 roku. Po 1918 roku zamieszkał w Warszawie angażując się przede wszystkim w działalność polityczną. Z tego też powodu musiał ograniczyć wykłady prowadzone na uniwersytecie we Lwowie (do 3 godzin tygodniowo).

W pierwszej połowie lat 20. Grabski opublikował kilka broszur o charakterze historyczno-socjologiczno-politycznym: Rewolucja (Warszawa 1921); Uwagi o bieżącej historycznej chwili Polski (Warszawa 1923); Z codziennych walk i rozważań (Poznań 1923; zbiór artykułów opublikowanych w „Słowie Polskim”); Z zagadnień polityki narodowo-państwowej (Warszawa 1925).

Do pracy naukowo-dydaktycznej powrócił po wycofaniu się z polityki w 1926 roku i przeniesieniu się do Lwowa, gdzie na Uniwersytecie Jana Kazimierza kierował Zakładem Ekonomii Politycznej (zajęcia z ekonomii społecznej, seminarium ekonomiczne). W roku 1927 rozpoczął pracę nad swoją najbardziej znaną rozprawą Ekonomja społeczna, której kolejne tomy były publikowane do 1933 roku2. Praca miała być podręcznikiem, poszczególne tomy nosiły zaś tytuły: 1. Socjologiczne podstawy ekonomji; 2. Rozwój nauki ekonomji społecznej; 3. Zasadnicze pojęcia społeczno-gospodarcze; 4. Gospodarstwo i przedsiębiorstwo; 5. Rynek; 6. Kapitał; 7. Stosunki robotnicze; 8. Ustroje społeczno-gospodarcze; 9. Współczesny kapitalizm; 10. Dążenia rozwojowe współczesnego kapitalizmu. W trakcie pracy nad ww. tomami opublikował broszurę Państwo narodowe (Lwów 1929).

Pod wpływem doświadczeń wielkiego kryzysu w 1934 roku wydał książkę Trzeba szukać drogi wyjścia (Lwów-Warszawa 1934), w której krytycznie oceniał zastój polskiej przedsiębiorczości i wskazywał na konieczność zmian (polityka kredytowa, zamówienia publiczne). Publikował wiele artykułów odnoszących się do bieżących zagadnień, które zebrał w pracy Ku lepszej Polsce (Warszawa 1938).

Kolejne publikacje Grabski wydawał w okresie wojny w Londynie, dawał też liczne odczyty i prelekcje na tematy polityczno-ekonomiczne (w latach 1941–1942 gościł z odczytami na uniwersytecie w Oksfordzie). W „Ekonomiście Polskim” opublikował głośne artykuły Uwagi o  polskiej gospodarce planowej (1942, nr 2) i Upaństwowienie czy uspołecznienie i unarodowienie (1942, nr 4). W pierwszym z nich dokonał analizy „biernego kapitalizmu” w okresie międzywojnia i wskazywał na konieczność intensyfikacji procesu uprzemysłowienia oraz przejścia od doraźnego interwencjonizmu do gospodarki planowej. Postulował zmianę struktury agrarnej w kierunku zwiększenia stanu posiadania ludności chłopskiej. W drugim opowiadał się za zmianami własnościowymi w kierunku uspołecznienia (partycypacja robotników w akcjonariacie), był krytyczny wobec nacjonalizacji przedsiębiorstw (upaństwowienia), wskazując, że jej efektem będzie państwo totalne (niedemokratyczne). W 1944 roku wydał w Glasgow pracę podsumowującą własne przemyślenia historyczno-polityczne pt. Myśli o dziejowej drodze Polski, w której wskazywał na konieczność przemian ustrojowych w powojennej Polsce. W broszurze Nil desperandum (Londyn 1945) opowiedział się za przesunięciem polskich granic na zachód. Ostatnią większą publikacją była książka Polska gospodarka planowa (Warszawa 1947). Powtórzył w niej częściowo tezy przedstawione wyżej, przyszłą Polskę widział jako kraj oparty na drobnej i średniej własności prywatnej, spółdzielczości i samorządzie, w swoich poglądach gospodarczo-społecznych skłaniał się ku agraryzmowi oraz chrześcijańskiej doktrynie społecznej.

Dorobek naukowo-publicystyczny Grabskiego jest bardzo bogaty, obejmuje ponad 50 książek i broszur oraz kilkaset artykułów z zakresu polityki, ekonomii i bieżącej sytuacji gospodarczej. Za największe dzieło uznaje się Ekonomję społeczną. Opracowanie to można potraktować jako syntezę jego poglądów i przemyśleń na fundamentalne pytania odnoszące się do przedmiotu i metody ekonomii, genezy i znaczenia pojęć ekonomicznych, kierunków ewolucji ustrojów społeczno-gospodarczych i praw rozwoju, celów i form życia gospodarczego. Grabski wskazywał na konieczność oparcia badań teoretycznych z zakresu ekonomii na analizach historycznych z uwzględnianiem aspektów społeczno-psychologicznych. Podejście to było charakterystyczne dla przedstawicieli nowszej szkoły historycznej, a następnie instytucjonalizmu.

Ekonomia społeczna to według Grabskiego nauka o gospodarczym współżyciu i współdziałaniu ludzi wyjaśniająca kształtowanie się norm społecznych regulujących działalność gospodarczą, ich genezę i mechanizmy. Nauki ekonomiczne tworzyły od wewnątrz zbiory pojęć i form organizacyjnych gospodarstwa społecznego, układające się na zewnętrz w różne kształty norm społecznych. Kształtowanie się norm gospodarczego współżycia regulowały obiektywne prawa ekonomiczne. Za główną formę współdziałania ludzi w procesie gospodarowania uważał rynek (towarów, pracy, ziemi, kapitału, kredytu, papierów wartościowych i nieruchomości). Wskazywał na dynamikę systemu rynkowego i jego elastyczność. Stosunki gospodarcze kształtowały się jego zdaniem pod wpływem zmieniających się celów jednostek i społeczeństw, co regulowały prawa ekonomiczne. Wyróżniał trzy rodzaje tychże praw: 1. okresowe (historyczne) cechujące daną formację społeczno-ekonomiczną i określające prawidłowości kształtowania się form współdziałania w różnych okresach i ustrojach; 2. podstawowe, czyli mające cechy uniwersalne, a więc ujmujące prawidłowości występujące „zawsze i wszędzie” jak na przykład prawo wartości; 3. rozwojowe wyjaśniające ewolucję form życia gospodarczego i dotyczące prawidłowości ich rozwoju w historii cywilizacji. Wyróżnił siedem okresów cywilizacji (od rodowego po współczesny kapitalizm) oraz trzy rodzaje czynników, które poprzez wzajemne oddziaływanie określały rozwój cywilizacji. Pierwszą grupę tworzyły czynniki o charakterze indywidualistycznym (np. dążenie do bogactwa czy panowania) oddziałujące na rozpad wielkich grup społecznych; drugą – czynniki mające cechy uspołeczniające i jednoczące grupy plemienne w państwa, a społeczne w narody; trzecią – czynniki ideowo-duchowe dotyczące więzi niematerialnych, sprzyjające postępowi technicznemu i organizacji społeczeństw. Jego zdaniem w różnych epokach cechy te występowały ze zmiennym natężeniem, przez co rozwój społeczny cechował się nawrotami indywidualizmu bądź kolektywizmu (istotą zmian w organizacji gospodarowania społecznego było zwycięstwo/upadek kolektywizmu bądź indywidualizmu), niemniej w każdym nowym cyklu rozwój rozpoczynał się na wyższym poziomie. Za główny czynnik postępu uznawał Grabski twórczą świadomość społeczną jednostek stojących najwyżej – to owa świadomość społeczna formowała według niego zasadnicze pojęcia społeczno-gospodarcze, one z kolei kształtowały i wyznaczały instytucje oraz relacje (więzi) społeczne. Życie społeczne odbywało się w gospodarstwach domowych i przedsiębiorstwach stanowiących podstawowe komórki organizacyjne ustroju gospodarczego. Przyczyn wahań koniunkturalnych dopatrywał się w obiegu pieniężnym. Był zwolennikiem systemu pieniężnego opartego na złocie oraz ilościowej teorii pieniądza.

W badaniach społeczno-ekonomicznych Grabski przyjmował metodę historyczną, odrzucając – stosowane przez szkołę klasyczną – generalizowanie i akcentowanie niezmienności motywów i procesów gospodarowania. Uważał, że pomijanie kontekstu historycznego i socjologicznego oraz historycznej zmienności gospodarek nadawało ekonomii charakter nauki abstrakcyjnej. Wskazywał na konieczność ujmowania powiązań przyczynowo-skutkowych i funkcjonalnych. Polemizował z indywidualistyczną koncepcją zachowań ekonomicznych człowieka, wskazując, że pochodzą one ze stosunków społeczno-gospodarczych „gromad ludzkich”. Jego zdaniem pomijanie tego faktu i analiza wyłącznie motywów indywidualnych prowadziła do wykreowania jednostki jako tworu abstrakcyjnego, „urojonego”, niewystępującego w rzeczywistości gospodarczo-społecznej. Był krytyczny wobec traktowania jednostki wyłącznie jako homo oeconomicus, na jej zachowania i decyzje bowiem wpływają także środowisko i organizacja społeczna, na które oddziałuje system etyczno-religijny. Dlatego dążenia i motywy człowieka lepiej wyjaśniała kultura, normy religijno-moralne, metody wychowania czy status ekonomiczny, i stąd właściwe uchwycenie zachowań ekonomicznych jednostki wymagało wcześniejszego poznania życia społecznego i praw, w których ona funkcjonowała. Grabski proponował komplementarne traktowanie kultury, polityki, życia społecznego oraz gospodarczego związanych z całokształtem stosunków istniejących w danej społeczności. Krytykował koncepcje liberalne i marksistowskie oparte na „czystej”, logicznej dedukcji, przez co stawały się one odległe od rzeczywistości i prowadziły do fałszywych wniosków. Twierdził, że społeczeństwo i naród stanowią twór historyczny, produkt wspólnoty dziejowej, podporządkowany celom wspólnym.

Grabski był zwolennikiem liberalizmu ekonomicznego, aczkolwiek wydarzenia związane z wielkim kryzysem lat 30. skłoniły go do rewizji poglądów w tej dziedzinie. Opowiadał się za ingerencją rządu łagodzącą wahania koniunktury i zmniejszającą bezrobocie. Dowodził, że interwencjonizm powinien utrwalać równowagę sił produkcyjnych, która była naruszana przez pozycję karteli i koncernów. Wskazywał na sprzeczność między istotą i zadaniami państwa a liberalnym indywidualizmem, z którego „przerostu” wynikały zagrożenia w postaci despotyzmu silnych podmiotów i niszczenia podmiotów słabszych. Za konieczne uważał niwelowanie zbytniej przewagi wielkiego przemysłu poprzez poddanie go kontroli publicznej z jednej strony, z drugiej zaś wspieranie i ochronę drobnej i średniej wytwórczości poprzez kredyty, zamówienia państwowe, politykę fiskalną i handlową. Był krytyczny wobec kapitalizmu monopolistycznego, wspierał idee kapitalizmu opartego na drobnej przedsiębiorczości. Opowiadał się także za protekcjonizmem chroniącym własną gospodarkę przed konkurencją zewnętrzną – jego zdaniem był on drogą do efektywnego unowocześnienia wytwórczości krajowej. Uważał też, że państwo powinno działać na rzecz redystrybucji dochodu na rzecz słabszych, niwelować kulturalne i materialne dysproporcje poprzez system podatkowy i rozwój powszechnego nauczania, powinno silniej oddziaływać na regulację czasu pracy, wynagrodzeń, ubezpieczeń społecznych oraz wspierać organizacje robotnicze.

Oprócz postulatu rozwoju drobnych i średnich przedsiębiorców Grabski pisał także o konieczności wypracowania programu reform modernizujących polską wieś. Uważał, że potrzebne jest wspieranie tworzenia większych gospodarstw włościańskich nie tylko ze względów ekonomicznych (popyt wewnętrzny), ale także społeczno-politycznych – niskie ceny rolne i niskie dochody właścicieli drobnych gospodarstw sprzyjały radykalizacji postaw ludności wiejskiej. Na podstawie szczegółowej analizy stosunków społeczno-gospodarczych na wsi polskiej (struktury własności, słabych rynków zbytu, niskiego stanu agrotechniki i niedorozwoju kredytu) opracował postulaty ustanowienia prawa chroniącego chłopów przed wydziedziczaniem za długi, zwiększenia podaży kredytów na parcelację ziemi, rozbudowy szkół agronomicznych, budowy infrastruktury w postaci melioracji, elewatorów oraz spółek włościańskich. Proces ten aktywnie wspierał, uczestnicząc w pracach organizacji działających na rzecz modernizacji wsi galicyjskiej.

Od końca lat 30. oraz w czasie wojny poglądy Grabskiego jeszcze bardziej ewoluowały. Uważał, że kapitalizm powinien ulec przeobrażeniu, ponieważ poderwana została wiara w efektywność podstawowych jego cech takich jak wolność gospodarcza, konkurencja i indywidualna przedsiębiorczość. Kierunki zmian, jakie obserwował, wskazywały jego zdaniem, że albo kapitalizm ulegnie zasadniczym zmianom, albo upadnie. Wskazywał na konieczność twórczego wysiłku klas społecznych i współpracy (wyróżniał warstwę menadżerów posiadających wiedzę techniczno-organizacyjną, właścicieli kapitału oraz robotników) w imię solidaryzmu narodowego. Pisał, że brak silnej grupy menadżerów skutkował słabością polskiej gospodarki. Uważał, że robotnicy winni otrzymywać wyższe wynagrodzenia i partycypować w zyskach. Pozwalałoby to na zmiany własnościowe – możliwość zakupu akcji przedsiębiorstw, co było jego zdaniem lepszym rozwiązaniem niż nacjonalizacja. Pisał też o konieczności wzmocnienia stanu średniego oraz prawidłowego rozwoju społecznego opartego na harmonii społecznej. Dzięki temu Polska mogła wejść na drogę dynamicznego rozwoju (wskazywał zapóźnienia w stosunku do innych państw, czego wyrazem był de facto niezmienny poziom produkcji w 1938 roku w stosunku do roku 1913). Dodawał, że warunkiem było pokonanie nieufności i wrogości między grupami społecznymi i politycznymi.

Stanisław Grabski uważany jest za reprezentanta szkoły historycznej w ekonomii – pod względem metodol ogicznym zmierzał do socjologicznego i psychologicznego ujęcia formułowanych przez nią twierdzeń. Jego prace obejmujące analizę procesów gospodarczych zawierały silną obecność podejścia socjologicznego i historycznego. Polemizował z indywidualizmem szkoły austriackiej, motywy indywidualne uznawał za pochodne motywów społecznych, uważał, że społeczeństwa nie są prostą sumą jednostek, ale systemem stosunków międzyludzkich, ulegającym zmianom w procesie historycznego rozwoju. Owe stosunki ujmował w sposób subiektywistyczny, silne znaczenie przypisywał elementom psychologicznym, w tym subiektywizmowi ocen i wartościowania. Jego prace zostały docenione w Polsce międzywojennej, na ich wartość wskazywali też uczeni z kręgu niemieckiego związani z nurtem historycznym i psychologicznym w ekonomii.

SECT-ID LINK

1„Ateneum” 1893, t. IV.

2Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Lwów 1927–1933.

Wiktor Grzywo-Dąbrowski

Urodzony 15 VIII 1885 w Zadońsku (gubernia woroneska). Studia na Cesarskim UW, później na UJ, doktorat tamże (1911). Dalsze studia w Kazaniu. Profesor UW (1921), następnie Akademii Medycznej w Warszawie (do 1963).

Lekarz sądowy, uważany za ojca warszawskiej medycyny sądowej; liczne prace z zakresu medycyny sądowej, kryminologii, etyki lekarskiej. Inicjator powołania Polskiego Towarzystwa Kryminologicznego, założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii (1938–1939 i 1949–1956). Członek TNW (1946).
Krajowy specjalista do spraw medycyny sądowej. Dyrektor biblioteki Wydziału Lekarskiego UW. Twórca „Czasopisma Sądowo-Lekarskiego”.
Zmarł 21 XII 1968 w Warszawie.

Wskazówki do wykonywania sądowo-lekarskich oględzin zwłok, Lwów-Warszawa 1924; Zarys medycyny sądowej. Z atlasem, Lwów-Warszawa 1924; Przestępstwa w związku z zaspakajaniem popędu płciowego, Poznań 1936; Podręcznik medycyny sądowej dla studentów i lekarzy, Warszawa 1948; Medycyna sądowa dla prawników, Warszawa 1952; Badanie zwłok i miejsca gdzie były znalezione, Warszawa 1959.

E. Chróścielewski, J. Składziński, Działalność dydaktyczno-wychowawcza, naukowa i społeczna prof. dr n. med. Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego, „Archiwum Medycyny Sądowej i Kryminologii” 1978., t. XXVIII., nr 3, s. 175–179; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 605–606.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

WIKTOR GRZYWO-DĄBROWSKI

1885–1968

 

Wiktor Grzywo-Dąbrowski był wybitnym polskim naukowcem, autorytetem w sprawach medycyny sądowej. Wniósł ogromny wkład w rozwój tej dziedziny nauki. Był nauczycielem nie tylko studentów medycyny i prawa, lecz także prowadził szkolenia dla lekarzy, prawników i pracowników policji. Całą swoją karierę naukową związał z Uniwersytetem Warszawskim. Nauczał w trudnym okresie dwudziestolecia międzywojennego, organizując Katedrę Medycyny Sądowej praktycznie od podstaw. Nie poddał się również w dramatycznych latach okupacji hitlerowskiej, kiedy to udało mu się zorganizować tajne nauczanie medycyny w Warszawie. Prowadził wtedy zajęcia dla studentów ostatniego roku i jednocześnie pisał podręcznik, który ukazał się drukiem tuż po wojnie, stając się nieocenioną pomocą dla studentów. Wreszcie odbudował zakład kompletnie zniszczony po powstaniu warszawskim i kierował nim w trudnych latach powojennych, gdzie prowadził badania i nauczanie na najwyższym poziomie naukowym, niezależne od jakiejkolwiek indoktrynacji politycznej.

Twórca warszawskiej medycyny sądowej urodził się 15 sierpnia 1885 roku w Zadońsku w guberni woroneskiej (obecnie główne miasto w obwodzie lipieckim). Jego ojciec, Kazimierz, był mierniczym, matką – Stanisława Dąbrowska. Gimnazjum klasyczne ukończył w oddalonym o 600 km Saratowie. Następnie w 1904 roku udał się na studia medyczne do Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Wędrówki te mogły być spowodowane podróżami rodziny związanymi z zawodem ojca. W Warszawie studiował jedynie przez pierwsze dwa semestry i zdecydował o wyjeździe do Krakowa. We wszechnicy krakowskiej ukształtowały się jego przyszłe zainteresowania medyczne pod okiem takich mistrzów jak Adam Bochenek, Walery Jaworski, a przede wszystkim Leon Wachholz i Jan Piltz, który zainteresował Grzywo-Dąbrowskiego młodziutką wówczas dyscypliną, jaką były choroby psychiczne. Zaciekawił go wpływ chorób umysłowych na możliwość realnej oceny czynów dokonywanych przez chorych. Miało to ogromne znaczenie dla orzecznictwa w prawie karnym. Warto przypomnieć, że pierwsze paragrafy prawa karnego dotyczące niepoczytalności były autorstwa Jana Piltza, wybitnego krakowskiego neurologa.

Po uzyskaniu tytułu doktora wszech nauk lekarskich UJ w 1911 roku, młody medyk udał się do Kazania, gdzie dokształcał się w pasjonującej go dziedzinie medycyny sądowej. W rok potem zaproponowano mu pracę w szpitalu dla psychicznie chorych w Kochanówku pod Łodzią, gdzie objął posadę ordynatora, a także prosektora tego szpitala. To szczególne połączenie psychiatrii i anatomii patologicznej zaowocuje potem ciekawymi pracami z zakresu chorób umysłowych w medycynie sądowej. Zagadnienia związane z tym tematem interesowały Grzywo-Dąbrowskiego w ciągu całej jego późniejszej działalności naukowej, pomimo tego, iż jego dalsza droga naukowa dotyczyła medycyny sądowej, nie psychiatrii. Przez pewien jeszcze czas, pracując już jako prosektor miejski w Łodzi, zmuszony był do prowadzenia szpitala dla chorych na dur brzuszny i osutkowy. Zapewne trudno było przeżyć lekarzowi z pensji prosektora, stąd te dodatkowe etaty lekarskie.

W 1918 roku Grzywo-Dąbrowski wyjechał do Warszawy, mając nadzieję na pracę w zakładzie medycyny sądowej na nowo powstającym Uniwersytecie. Uczelnię udało się reaktywować zaraz po wyparciu Rosjan z Warszawy, jeszcze w trakcie faktycznych działań wojennych. Na początku otworzono katedry konieczne do nauki medycyny na pierwszych latach studiów, dopiero potem, wraz ze stabilizacją sytuacji politycznej i dopływem nowych funduszy, otwierano kolejno inne katedry. Wydaje się niewiarygodne, że wydział lekarski, zbudowany praktycznie od podstaw, działał tak prężnie w tamtych burzliwych czasach, z króciutką semestralną przerwą w czasie wojny bolszewickiej.

Grzywo-Dąbrowski pracował całe dwa lata na stanowisku prosektora szpitalnego w Szpitalu Dzieciątka Jezus, który stanowił zaplecze kliniczne Uniwersytetu, by na szczęście dla przyszłych pokoleń medyków objąć Katedrę Medycyny Sądowej w 1920 roku. W tym samym roku jako żołnierz wziął czynny udział we wspomnianej wojnie. Natychmiast po zakończeniu walk zabrał się za organizację, a właściwie budowę swojego zakładu, w którym prowadził od początku aktywną działalność naukową. Można powiedzieć, że był bardzo zapracowany. I tak już potem zostało przez resztę jego życia. Był człowiekiem wytyczającym sobie wiele celów naraz, niezałamującym się przeciwnościami losu, które dla wielu mogły być równe katastrofom. Wierzył zawsze i w każdych warunkach w Polskę wolną i niepodległą, dlatego za każdym razem znajdował w sobie i w innych siłę dla odbudowania zakładu po kolejnych tragediach narodowych. Prawie całe swoje życie był związany z Warszawą, gdzie wykształcił całe rzesze studentów specjalistów medycyny sądowej.

Warunki, jakie zastał w 1920 roku, można określić mianem „nie do pozazdroszczenia”. Dawne sale prosektoryjne zostały przekazane zakładom anatomii, histologii i embriologii, stały się więc niezbędne dla podstawowego kształcenia studentów medycyny lat młodszych. Grzywo-Dąbrowskiemu zaproponowano czteropokojowy mały budynek zwierzętarni. Warunki tam panujące musiały być straszne, zważywszy na brak chłodni w pomieszczeniu przeznaczonym do przechowywania zwłok i całkowity brak wentylacji w sali sekcyjnej. W dzisiejszych czasach, gdy wymagania sanepidu zmuszają uczelnie do budowania nowoczesnych pomieszczeń, niejednemu studentowi, częściej studentce, zdarzy się nie wytrzymać widoku i zapachu ciała rozkładającego się czasem od wielu dni. Profesor musiał być obdarzony zaprawdę niezłomnym charakterem i zapałem do pracy, musiał też umieć przekazać ten zapał swoim asystentom.

W takich warunkach zakład przetrwał do 1929 roku, kiedy to przeniósł się do nowoczesnego budynku przy ul. Wojciecha Oczki 1. Nowy budynek Zakładu Medycyny Sądowej był dziełem życia profesora. W jego wspomnieniach czytamy: „W spuściźnie po Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim nie otrzymaliśmy Zakładu Medycyny Sądowej; dawny zakład tego uniwersytetu, który zajmował kilka pokojów w tzw. Anatomicum przy ulicy Chałubińskiego 5, został rozparcelowany przez wcześniej powstałe Zakłady Anatomii Prawidłowej i Chirurgii Operacyjnej. Z inwentarza tego zakładu pozostało parę starych szaf, kilka roczników starych czasopism, trochę starych książek i kilkadziesiąt słojów z popsutymi preparatami anatomicznymi. Obecny Zakład Medycyny Sądowej zaczęto budować w r. 1921 na miejscu starych koszar rosyjskich; budowa trwała około 10 lat, gdyż z powodu trudności budżetowych przydzielane kredyty były niewystarczające”1. Był to jeden z najnowocześniejszych budynków medycyny sądowej w Europie. Oczywiście znajdowała się tu sala wykładowa ze stołem do demonstracji, obszerne sale prosektoryjne, chłodnia, z której zwłoki dostarczano na sekcję specjalną windą, sale do ćwiczeń dla studentów – wszystko dobrze wentylowane, jasne, czyste, z dostępem bieżącej ciepłej wody. W budynku mieściły się również nowoczesne pracownie toksykologiczna i serologiczna oraz wiele innych pomieszczeń medycznych, socjalnych, biurowych oraz pokój kierownika Katedry i biblioteka. Profesor był bibliofilem, gromadził w bibliotece ciekawe książki, stworzył też muzeum sądowych dowodów rzeczowych. Wszystko to miało służyć celom dydaktycznym, a zdać egzamin u profesora było bardzo ciężko. Warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy: profesor gromadził zdjęcia ciekawych przypadków kazuistycznych i wkrótce zakład mógł się poszczycić niespotykanym zbiorem wyjątkowych fotografii, stanowiących uzupełnienie do wykładów. Zdjęcia wykonywano w pracowni fotograficznej, która staraniem profesora również mieściła się w Zakładzie.

W okresie międzywojennym głównym zainteresowaniem naukowym profesora były samobójstwa. Przeprowadził badania statystyczne nad tym zjawiskiem oraz wyjaśnił kwestię rodzajów samobójstw pod kątem ich zróżnicowania, stwierdzenia zaistnienia i znaczenia społecznego. W 1924 roku wydał dwie książki o charakterze pomocy naukowych: Wskazówki do wykonywania sądowo-lekarskich oględzin zwłok i Zarys medycyny sądowej. Z atlasem. Profesorowi zależało również na integracji środowiska i uaktualnianiu wiedzy medyków sądowych. Z jego inicjatywy rozpoczęto wydawanie „Czasopisma Sądowo-Lekarskiego” oraz założono Polskie Towarzystwo Kryminologiczne i Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii.

Działalność profesora przerwała II wojna światowa. W czasie okupacji w Zakładzie Medycyny Sądowej przeprowadzano sekcje w bardzo ograniczonym zakresie, a lekarze w nim zatrudnieni otrzymywali symboliczne pensje. Władzom niemieckim zależało na znajdującej się tu chłodni, nie na pracy naukowej. Pomimo wszystko prowadzono tutaj tajne nauczanie medycyny. Znów wracamy do wspomnień profesora Grzywo-Dąbrowskiego: „W naszym zakładzie nie można było tajnie nauczać medycyny sadowej tak, jak to robiono w klinikach, gdzie pod płaszczykiem prac pielęgniarskich przyjmowano studentki i studentów na praktykę i w ten sposób umożliwiano im przerobienie brakujących klinik. Nasz zakład znajdował się w zupełnie innych warunkach. Codziennie przywożono do nas sporo zwłok osób, które ginęły podczas wypadków na ulicach, wskutek częstej strzelaniny oraz zabitych podczas zamachów itp. Zwłok jednak z egzekucji do zakładu nie przywożono. Do Zakładu przychodzili bardzo często gestapowcy, policja rozmaitego rodzaju itp. Nie można było zatem gromadzić w nim młodzieży bez odpowiedniego upozorowania wobec Niemców jej legalnego pobytu. Naraziłoby to uczących się i personel na represje i aresztowania. Należało jednak coś zrobić, aby pomóc młodzieży medycznej, która w tajnym uniwersytecie już przerobiła wszystkie kliniki, a do ukończenia Wydziału Lekarskiego pozostało jej tylko przesłuchać wykłady i przerobić ćwiczenia z medycyny sądowej. Zadanie nie było łatwe, gdyż zorganizowanie wykładów i zajęć praktycznych dla kilkunastu studentek i studentów niemal na oczach gestapo i policjantów, którzy bez pytania i żadnej ceremonii nieraz wchodzili na sale sekcyjne i do pracowni, było krokiem bardzo niebezpiecznym”2. Profesorowi udało się zorganizować oficjalne kursy zawodowe dla oglądaczy zwłok i pomocników prosektorów, które prowadzono już przed wojną. Konferując z niemieckimi władzami, Grzywo-Dąbrowski uprzedził, że prawdopodobnie słuchaczami będą medycy, gdyż inni kandydaci nie mają odpowiedniego przygotowania. „Kurs trwał miesiąc, przyjmowałem każdorazowo nie więcej niż 15 osób, wyłącznie studentów medycyny, którzy przedstawili zaświadczenie z tajnego uniwersytetu, że przesłuchali rok IV. Do wybuchu powstania udało się urządzić 4 takie kursy. Umożliwiło to z górą 50 osobom otrzymanie dyplomu lekarskiego”.

25 sierpnia 1944 roku Niemcy przewieźli cały personel Zakładu do Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach, skąd udało się im zbiec już następnego dnia. Grzywo-Dąbrowski z żoną i szwagierką udali się do rodziny w Brwinowie. Gdy w styczniu 1945 roku Niemcy opuścili Warszawę i jej okolice na lewym brzegu Wisły, profesor natychmiast wrócił do stolicy, aby wziąć udział w organizowaniu Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie Warszawskim. „Postanowiłem dostać się na Pragę i ustalić jak rzeczy stoją. Częściowo pieszo, częściowo na sankach (innej komunikacji nie było) przeprawiłem się przez Wisłę po lodzie. Poszedłem do szpitala przy ul. Boremlowskiej, gdzie jak się okazało mieścił się Wydział Lekarski. Byłem bardzo gościnnie przyjęty przez ówczesnego dziekana prof. Butkiewicza i zgłosiłem na jego ręce gotowość do powrotu do dawnej pracy jako profesor medycyny sądowej”3. Wykłady rozpoczął w kwietniu 1945 roku. Wobec kiepskich warunków studenci nie odbywali ćwiczeń, a sekcje odbywały się od czasu do czasu w prosektorium Wydziału Weterynaryjnego na Pradze. „Od maja 1945 roku wykonywałem sekcje i egzaminowałem w sali sekcyjnej spalonego Zakładu Medycyny Sądowej przy ul. Oczki nr 1. Sala ta w tym czasie nie posiadała ani szyb, ani ram okiennych; dach w wielu miejscach przeciekał; z sufitu lało, wobec tego trzeba było wędrować po sali podczas pisania protokołu, szukając suchego miejsca. Stan taki trwał około 4 miesiące. Praca na odcinku wykonywania sekcji zwłok, lecz tylko na tym odcinku, stała się możliwa, natomiast w spalonym zakładzie nie było żadnej możliwości urządzić pracowni do badań mikroskopowych lub chemicznych, nie było również sali wykładowej. Wykłady odbywały się wobec tego w sali Kliniki Dermatologicznej, do której trzeba było ulicą przenosić tablice i preparaty anatomiczne”4.

Zakład odbudował w dwa lata. W maju 1947 roku odbyło się uroczyste jego otwarcie. Jednocześnie profesor postanowił odtworzyć bibliotekę Wydziału Lekarskiego UW. Pełniąc funkcję dyrektora tej biblioteki, umieścił ją czasowo w swoim nowym Zakładzie Medycyny Sądowej, gdzie udostępnił pomieszczenia dla jej potrzeb. Tuż po wojnie profesor wydał podręcznik dla studentów medycyny i drugi dla studentów prawa, nad którymi pracował w czasie okupacji. Pewną ciekawostkę stanowi fakt, że jedno ze zdjęć umieszczonych przez niego w podręczniku do medycyny sądowej z 1948 roku stało się później przedmiotem dyskusji historyków. Zdjęcie to przedstawia zabójstwo dokonane w 1928 roku przez psychicznie chorą cygańską matkę, która powiesiła czwórkę swoich dzieci na gałęzi drzewa po to, aby ustrzec je przed biedą i niechybną śmiercią głodową. Było ono ilustracją jednostki chorobowej określanej jako psychoza szałowo-potępieńcza i zostało pierwotnie opublikowane w artykule Witolda Łuniewskiego, którego pacjentką w Tworkach była nieszczęsna Cyganka. Grzywo-Dąbrowski, pisząc swój podręcznik, starał się uwzględnić polskie piśmiennictwo, sięgnął więc do prac kazuistycznych opublikowanych w „Roczniku Psychiatrycznym” z 1928 roku. Ciekawe jest, że ta właśnie fotografia w powszechnym mniemaniu przedstawia polskie ofiary zbrodni UPA. Stała się ona pierwowzorem dla projektu pomnika ofiar ludobójstwa OUN-UPA. Na szczęście zauważono tę fatalną pomyłkę i projekt został zmieniony.

Działalność naukowa i dydaktyczna w Zakładzie powróciła do dawnej przedwojennej świetności. W latach powojennych profesor opublikował między innymi prace na temat aborcji w Polsce, odpowiedzialności karnej lekarza w związku z wykonywaniem pracy zawodowej i opracował polską bibliografię psychiatryczną i neurologiczną za lata 1945–1950. W sumie Grzywo-Dąbrowski opublikował 150 prac i napisał pięć podręczników. Został krajowym specjalistą do spraw medycyny sądowej. Profesor był dość szorstki w obyciu, wymagający i formalistyczny. Jego egzaminy były piekielnie trudne (szczęśliwy to student, któremu udało się uniknąć pytania przez profesora). Był bardzo rygorystycznym egzaminatorem. Odpytywał medyków z paragrafów prawa karnego i bezwzględnie odsyłał tych, którzy nie pomyśleli, że może to wchodzić w zakres medycyny sądowej. Z drugiej strony nikt nie mógł mu zarzucić niedbalstwa w wykładaniu przedmiotu i przygotowaniu studenta do przyszłego zawodu. Profesor cieszył się ogromnym szacunkiem uczniów i asystentów. Po odejściu na emeryturę w 1963 roku nie był jednak mile widziany przez swojego następcę docenta Władysława Widego. Odsunął on profesora od kontaktu z Zakładem i zniszczył całą spuściznę po swoim wielkim poprzedniku, czyli dydaktyczne zaplecze w postaci tablic, fotografii, preparatów anatomicznych i muzealnych, które Grzywo-Dąbrowski zgromadził jeszcze raz z wielkim trudem po wojnie.

Profesor w ostatnich latach życia opiekował się swoją ciężko chorą żoną. Zmarł po jej śmierci, w pięć lat po przejściu na emeryturę. Obecnie jest powszechnie uznawany za „ojca warszawskiej medycyny sądowej”. Krzywda wyrządzona temu niezwykłemu człowiekowi pod koniec życia przez jego następcę musiała być bardzo bolesna. Szczególnie dla kogoś, kto żegnał kolejne lata studentów na ostatnim wykładzie słowami: „Pamiętajcie, że jesteście moimi uczniami, czuję się za was odpowiedzialny, każdy z was w razie potrzeby może liczyć na moją pomoc”.

SECT-ID LINK

1W. Grzywo-Dabrowski, Kronika Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu warszawskiego za okres od 1.IX.1939r. do maja 1945, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych” 1948, t. XIX, s. 225–237.

2Ibidem.

3Ibidem.

4Ibidem.

Oskar Halecki

Urodzony 26 V 1891 w Wiedniu. Studia na UJ, tamże doktorat (1913) i habilitacja (1916). Docent prywatny na UJ (1915–1918). Od 1918 wykładowca UW, od 1919 jego profesor.

Historyk, badacz epoki jagiellońskiej.
Członek PAU (1929), TNW (1927), Towarzystwa Naukowego we Lwowie; prezes Polskiego Towarzystwa Heraldycznego (1930–1939).
Ekspert delegacji polskiej podczas konferencji pokojowej w Wersalu (1918–1919); członek Sekretariatu Ligi Narodów w Genewie (1921–1924); szef sekcji uniwersyteckiej w Międzynarodowym Instytucie Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów w Paryżu (1925–1926).
Od 1939 na emigracji we Francji, od 1940 w Stanach Zjednoczonych. Wykładowca m.in. nowojorskich uniwersytetów Fordham (1944–1961) i Columbia (1955–1963). Założyciel i dyrektor (1942–1953), a następnie prezes Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce.
Zmarł 17 IX 1973 w White Plains k. Nowego Jorku.

Dzieje Unii Jagiellońskiej, t. I-II, Kraków 1919–1920; La Pologne de 963 à 1914. Essai de synthèse historique, Paris 1933; A History of Poland: an essay in historical synthesis, tłum. M. M. Gardner, M. Corbridge-Patkaniowska, London 1942 (wyd. polskie: Historia Polski, Londyn 1958); The Limits and Divisions of European History, New York 1950; The Borderlands of Western Civilization. A History of East Central Europe, New York 1952; Tysiąclecie Polski katolickiej, Rzym 1966.

M. Wierzbicka, Halecki Oskar, [w:] Słownik historyków polskich, Warszawa 1994, s. 173–174; Oskar Halecki i jego wizja Europy, red. M. Dąbrowska, t. I-III, Warszawa-Łódź 2012–2014.

RAFAŁ HABIESLKI

OSKAR HALECKI

1891–1973

 

Czas, na który przypadło życie Oskara Haleckiego oraz środowisko, z którego się wywodził, wpłynęły na jego drogę życiową i, w pewnym stopniu, przesądziły o zainteresowaniach badawczych. Właściwość jego kręgu rodzinnego nie była obojętna ani dla zagadnień, którym się poświęcał, ani sposobu myślenia. Halecki nie był historykiem przejawiającym ambicje mierzenia się swoją twórczością ze światem polityki, ale jego system wartości oraz poglądy wyniesione z domu powodowały, że to, co pisał, nabierało niekiedy charakteru politycznego.

Oskar Halecki urodził się 26 maja 1891 roku w Wiedniu, w rodzinie, którą z powodzeniem uznać można za przykład specyfiki narodowościowej c.k. Austro-Węgier. Jego ojcem był zniemczony, a w zasadzie zaustriaczały Polak, Oskar Alois Ritter von Halecki, zawodowy wojskowy (feldmarszałek-porucznik), człowiek, wedle niektórych relacji, słabo mówiący po polsku. Biorąc pod uwagę, że matka Haleckiego była pochodzenia chorwackiego (Leopoldyna z d. Dellimanič), wolno było sądzić, że tożsamość przyszłego historyka będzie przedłużeniem klimatu czasu, w którym przyszedł na świat.

Jakie były powody, że stało się inaczej, z całą pewnością nie wiadomo, co nie znaczy, że sprawa ta jest całkowicie okryta tajemnicą. Tego, aby Oskar Halecki był z ducha i mowy Polakiem, życzyć miał sobie jego ojciec, który wcześnie osierocił syna (zmarł w 1903 roku) zostawiwszy to przykazanie, wedle podań rodzinnych, niejako w testamencie. Halecki dość wcześnie, w okresie przedmaturalnym, zainteresował się przeszłością. Przeglądał domowe archiwum, na które składały się dokumenty ilustrujące korzenie i historię rodziny. Wywodziła się ona z Litwy i pisała Chaleccy, co skłoniło go do przyjęcia, zarzuconej w początku lat 20., dwuczłonowej wersji nazwiska Halecki-Chalecki. Jej dzieje okazały się na tyle frapujące, że, wraz z ojcowskim przykazaniem, dały impuls do podjęcia studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jest bardzo prawdopodobne, że środowisko, z którym Halecki się tam zetknął, profesorskie i studenckie (podczas studiów poznał swoją przyszłą żonę, Helenę z Szarłowskich), definitywnie wpłynęło na wybór dalszej drogi życiowej.

Przypuszczenia te potwierdza zachowanie Haleckiego w początkowej fazie I wojny światowej. Identyfikował się wówczas z ideą Legionów Józefa Piłsudskiego i współpracował z Naczelnym Komitetem Narodowym, ich politycznym zapleczem. W 1916 roku, równo w trzy lata po uzyskaniu stopnia doktora, przeszedł procedurę habilitacyjną. Od półrocza akademickiego 1915/1916 do końca półrocza 1917/1918 prowadził na Uniwersytecie Jagiellońskim zajęcia w charakterze docenta prywatnego, to znaczy wykładowcy pozaetatowego.

Koniec I wojny światowej zbiegł się z początkami związków Haleckiego z Uniwersytetem Warszawskim, odzyskującym swoje polskie oblicze i kompletującym wykładowców. W lecie 1918 roku Halecki rozpoczął starania o przyjęcie w poczet profesury Uniwersytetu. Czynnikiem decydującym była prawdopodobnie możliwość objęcia katedry, na co nie miał szans w Krakowie, nie bez znaczenia była też ranga naukowa, jaką zdobywała odradzająca się uczelnia.

Ubiegając się o angaż w Warszawie, Halecki, mimo młodego wieku, nie był osobą nieznaną. Miał już spory dorobek i kończył jedną ze swych najwybitniejszych prac poświęconą dziejom unii jagiellońskiej. Sprawa jego zatrudnienia weszła pod obrady Wydziału Filozoficznego i Senatu Akademickiego w lipcu 1918 roku. Rozpatrywano jego kandydaturę do prowadzenia wykładu z historii Europy Wschodniej. Opinie, które towarzyszyły tym zabiegom, nie pozostawiały wątpliwości co do znaczenia jego osiągnięć. Komisja oceniająca dokonania Haleckiego uznała, że jego dotychczasowa twórczość pozwoliła mu zająć „naczelne miejsce wśród najmłodszej generacji historyków polskich”. Analizując dotychczasową drogę naukową, w jego dorobku wyróżniano trzy porządki: dzieje Polski piastowskiej ze szczególnym uwzględnieniem dziejów rodów szlacheckich w tym okresie; dzieje Reformacji w Polsce; oraz – porządek ten uważano za zasługujący na największe uznanie – badania nad dziejami wspólnymi Polski i Litwy w okresie jagiellońskim. Do tej pory, podkreślano, studia te prowadzili historycy obcy, głównie rosyjscy. Haleckiego zaś, po śmierci Aleksandra Jabłonowskiego, widziano jako „prawie jedynego wśród historyków polskich”, który rozwinął je na szerszą skalę.

Zważywszy konieczność rozszerzenia dotychczasowego programu wykładów z historii, zarówno polskiej, jak i powszechnej, poprzez uwzględnienie zagadnień związanych z dziejami ziem litewskich i ruskich oraz dalszego europejskiego wschodu, Wydział Filozoficzny i Senat Akademicki zwróciły się do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego o utworzenie w Warszawie, na wzór innych uniwersytetów, katedry historii Europy Wschodniej. Wniosły także prośbę o mianowanie Haleckiego wykładowcą tego przedmiotu na Uniwersytecie począwszy od i października 1918 roku oraz o ułatwienie mu przyjazdu do Warszawy. We wrześniu 1918 roku Ministerstwo przychyliło się do tej prośby.

Halecki, przebywający dotychczas częściowo w Krakowie, częściowo zaś w Wiedniu, gdzie współpracował z Ministerstwem Oświecenia, przyjechał do Warszawy w końcu października 1918 roku, otwierając tym samym nowy etap życia. W rozpoczynającym się roku akademickim prowadził wykłady z dziejów Litwy pogańskiej (2 godz. tygodniowo), wstęp do dziejów Europy Wschodniej (3 godz. tygodniowo) oraz seminarium. Było one poświęcone opanowaniu Rusi przez Kazimierza Wielkiego (2 godz. tygodniowo).

W maju 1919 roku Uniwersytet przedłożył Naczelnikowi Państwa Józefowi Piłsudskiemu wniosek dotyczący mianowania Haleckiego profesorem zwyczajnym. W dołączonej opinii podnoszono, że jego obecna i przeszła działalność, jako docenta w Uniwersytecie Jagiellońskim, oraz „przymioty obywatelskie czynią go najzupełniej godnym wspomnianej katedry”. Nominacja ta zakończyła procedurę wiązania się Haleckiego z Uniwersytetem Warszawskim. Jej naukowym zwieńczeniem było ukazanie się pierwszego tomu monumentalnych Dziejów unii jagiellońskiej (1919); tom drugi wyszedł w następnym roku. Dzieło to, najpoważniejsze w dotychczasowym dorobku autora (oba tomy liczyły blisko 800 stron), było potwierdzeniem opinii na jego temat, a także zapowiedzią przyszłych dokonań.

Tak dobrze zapowiadające się związki z Uniwersytetem zostały szybko przerwane wskutek zaangażowań Haleckiego w sprawy pozanaukowe. Jego kompetencje oraz ponadstandardową znajomość języków (władał niemieckim, angielskim, francuskim, włoskim oraz łaciną, posługując się nią biegle w mowie) postanowiło wykorzystać Ministerstwo Spraw Zagranicznych, z którym współpracował od końca 1918 roku. W czasie, gdy Naczelnik Państwa pozytywnie opiniował wniosek o nadanie mu tytułu profesora, Halecki przebywał w Paryżu, gdzie pomagał, w charakterze eksperta, polskiemu Biuru Prac Kongresowych. Przygotowywało ono stanowisko Polski na obrady konferencji, która, zamykając wojnę z Niemcami, wytyczała nowe granice, w tym zachodnie granice Polski, oraz organizowała nowy ład europejski.

Podpisanie traktatu wersalskiego, co nastąpiło w końcu czerwca 1919 roku, nie zakończyło pozauniwersyteckiej działalności Haleckiego. W październiku 1921 roku został ponownie urlopowany z Uniwersytetu ze względu na „ważne dla państwa polskiego” prace w Sekretariacie Ligi Narodów w Genewie. Urlop ten, sukcesywnie przedłużany na wniosek MSZ przez kolejne trzy lata, stawiał pytanie o uniwersytecką przyszłość uczonego. Nie stanowił natomiast przerwy w badaniach i publikowaniu ich wyników. Halecki utrzymywał kontakt ze swoimi podstawowymi zainteresowaniami oraz pisywał o zagadnieniach, z którymi zetknął się w Paryżu i Genewie. Wiele uwagi poświęcił zwłaszcza Lidze Narodów, analizował jej charakter i zadania oraz sens jej istnienia z perspektywy światopoglądu chrześcijańskiego.

W marcu 1924 roku Halecki wrócił do Warszawy i na nowo podjął wykłady. Nie trwało to jednak długo, wkrótce bowiem ponownie znalazł się za granicą. Od końca 1925 roku był szefem sekcji uniwersyteckiej w Międzynarodowym Instytucie Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów w Paryżu.

Długie pobyty za granicą nie pozostawały bez związku ze skomplikowaną sytuacją mieszkaniową Haleckiego. Istnieją przesłanki, by sądzić, że rozważał nawet opuszczenie z tego powodu Warszawy i powrót do Krakowa, gdzie mieszkała jego matka. Kwestia ta stała się na tyle poważna, że list w tej sprawie, adresowany na ręce ministra wyznań oraz szefa rządu, którym był wówczas Władysław Grabski, wystosowali studenci Instytutu Historycznego. Zwracali w nim uwagę na trudną do powetowania szkodę, jaką byłoby rozstanie Haleckiego z Uniwersytetem Warszawskim. Odnośne władze uznały co prawda, że nie mogą przyjść z pomocą w rozwiązaniu kłopotów mieszkaniowych, zauważając przy okazji, że w trudnych warunkach lokalowych znajduje się także kilku innych profesorów, lecz Halecki pozostał w Warszawie. Jego dotychczasowy, niestały kontakt z uczelnią, był zresztą z coraz mniejszą cierpliwością akceptowany przez władze Uniwersytetu. Kiedy po raz kolejny zwrócił się o udzielenie mu urlopu, tym razem od grudnia 1925 roku do końca czerwca 1926, Rada Wydziału zaaprobowała wniosek, z zastrzeżeniem wszelako, że jego autor „wyjaśni w sposób ostateczny przyszły swój stosunek do Uniwersytetu Warszawskiego”.

Tak też się stało. Halecki zakończył współpracę z MSZ oraz Ligą Narodów i zdecydował się na stałe przenieść się z Krakowa do Warszawy. Nastąpiło to w październiku 1926 roku, nota bene przy pomocy Uniwersytetu Warszawskiego, który pomagał, technicznie i finansowo, w operacji przewożenia mebli i sprzętów domowych. Od tej pory, aż do wybuchu wojny, zajęcia uniwersyteckie Haleckiego biegły już niezakłóconym trybem, przerywał je tylko udział w kongresach i wykładach na uczelniach zagranicznych.

Zdobywający w miarę upływu czasu coraz większą renomę naukową Halecki wyrobił sobie również markę cenionego wykładowcy. Słuchacze uznawali go za dobrego mówcę, mimo tego, że wedle niektórych operował podczas wykładów zbyt dużą ilością faktów, przywiązywał wagę do umykających słuchaczom drobiazgów i niekiedy mówił zbyt szybko. Mankamenty te nie wpływały jednak na pozytywne oceny studentów. Dowodem było prowadzone przezeń seminarium, które cieszyło się sporą popularnością. Halecki był postrzegany jako osoba sympatyczna i przystępna, o miłym sposobie bycia i sporym poczuciu humoru. Stanowiło to, poza rozległymi doświadczeniami badawczymi i szerokimi zainteresowaniami, zachętę do pisania prac pod jego kierunkiem. Przeszkodą, nie do przebrnięcia dla wszystkich, były natomiast wysokie wymagania, które stawiał, oraz brak pobłażania dla opieszałości i niechęci do wysiłku. W jego seminariach mogli więc brać udział głównie ci, których stać było na systematyczną, ciężką pracę, nieobawiający się trudów poszukiwań archiwalnych i ceniący, jak on, erudycję biorącą się ze znajomości źródeł, a nie opracowań. W dość zgodnym przekonaniu uczniów, Haleckiego cechowała skrupulatność, a nawet pedanteria, oraz więcej niż dobra pamięć. Stanowiło to podbudowę jego wiedzy, a jednocześnie impuls i wyzwanie dla tych, których miał pod opieką. Nic też dziwnego, że spod jego ręki wyszła, debiutująca w latach 30., grupa wybitnych znawców zagadnień, którym się poświęcili. Z tych, którzy z biegiem czasu zyskali tytuły profesorskie, wymienić wypada Stanisława Herbsta, Józefa Jasnowskiego, Stefana M. Kuczyńskiego, Janusza Pajewskiego, Henryka Paszkiewicza i Władysława Tomkiewicza. Dowodem wdzięczności za pomoc i opiekę była wydana w 1935 roku, staraniem oraz nakładem uczniów, Księga ku czci Oskara Haleckiego: wydana w 25-lecie Jego pracy naukowej. Zawierała 12 rozpraw poświęconych zagadnieniom dyskutowanym na seminarium oraz bibliografię ogłoszonych drukiem prac Haleckiego.

W czasie, gdy ukazała się Księga, Halecki miał już opinię jednego z najwybitniejszych polskich historyków. Powód do takich ocen dawała ilość i jakość jego osiągnięć, układających się w dzieło dwojakiego rodzaju. Składały się na nie badania, których rezultatem były książki i studia publikowane w czasopismach – do 1939 roku, kiedy to obchodził trzydziestą rocznicę pierwszej publikacji, ukazało się ich ponad 300, oraz aktywność w życiu naukowym. Halecki brał udział w międzynarodowych kongresach historycznych (w 1933 roku otwierał VIII Kongres, który obradował w Warszawie), działał w organizacjach naukowych (Polska Akademia Umiejętności, Towarzystwa Naukowe we Lwowie i w Warszawie), prezesował Polskiemu Towarzystwu Heraldycznemu. Mimowolnie przyjął rolę reprezentanta polskiej nauki historycznej za granicą. W końcu lat 30. był tam najlepiej znanym współczesnym polskim historykiem, a jego ustalenia i interpretacje weszły do międzynarodowego obiegu naukowego. Powodem była przede wszystkim ranga tego, co ogłaszał drukiem, ale także fakt, że sporo publikował w językach obcych, zwłaszcza po francusku. W okresie międzywojennym wygłosił za granicą blisko 100 wykładów i odczytów. Gościł niemal we wszystkich zachodnioeuropejskich stolicach i ośrodkach naukowych. W październiku 1938 roku odbył turę wykładową po Stanach Zjednoczonych. Tamtejsze wykłady i spotkania objęły 24 uczelnie.

W 1933 roku opublikował w Paryżu syntezę dziejów Polski (La Pologne de 963 à 1914. Essai de synthèse historique). Była to pierwsza tego rodzaju praca polskiego historyka ogłoszona w języku obcym poza krajem. Książka stała się podstawą kolejnych przekładów, m.in. na angielski (w Wlk. Brytanii i Stanach Zjednoczonych), hiszpański oraz niemiecki. Rzecz ta wznawiana była do początku lat 90. XX wieku; po polsku wyszła po raz pierwszy w Londynie w 1958 roku.

Wybuch II wojny światowej zastał Haleckiego w Szwajcarii, w której często spędzał wraz z żoną wakacje. Wobec położenia, w jakim znalazła się Polska, zdecydował się na przyjazd do Paryża, w którym od końca września 1939 roku formowały się instytucje państwa na wygnaniu. Był inicjatorem powstania Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie i jednym z jego wykładowców. Wszechnica ta nie zdążyła rozpocząć pełnej działalności przed klęską Francji w czerwcu 1940 roku. Związek z nią okazał się jednak dla Haleckiego nader istotny, był czymś w rodzaju zobowiązania, któremu pozostał wierny do końca życia. Po kapitulacji Francji, przez Hiszpanię i Portugalię przedostał się do Stanów Zjednoczonych, w których mieszkał do końca życia. Swoją energię, nie mniejszą niż w czasach przedwojennych, dzielił między pracę badawczą i wykładową oraz działalność w instytucjach chroniących tożsamość polskiej kultury i nauki. Z jego inicjatywy, w 1942 roku, założony został Polski Instytut Naukowy, będący odpowiednikiem i przedłużeniem Polskiej Akademii Umiejętności. Halecki przewodził jego pracom w latach 1953–1962, do końca życia był też prezesem honorowym. Jego osoba i badania przypominały o sprawie polskiej w świecie zachodnim, popularyzując ją w środowiskach naukowych. Szczególnie przydatna okazała się synteza dziejów Polski, która w czasie wojny ukazała się pięciokrotnie – w Londynie, Nowym Jorku oraz Buenos Aires.

Polityczny finał wojny przyjął Halecki jako cios zadany sprawie niepodległości Polski. Ustalenia jałtańskie nazywał szóstym rozbiorem (po trzech z XVIII w. i dwóch z sierpnia i września 1939 roku), stanowisko to podtrzymywał w okazjonalnych wystąpieniach i tekstach publikowanych po angielsku. Nie wyobrażał sobie powrotu do Polski zależnej od Związku Sowieckiego i rządzonej przez komunistów. Pobyt poza krajem traktował jako formę protestu. Zdawał sobie przy tym sprawę, że kontynuowanie kariery akademickiej w kraju, a zwłaszcza możliwość publikowania wyników badań, byłyby ograniczone, jeśli w ogóle możliwe. Nawiasem mówiąc, takie stanowisko zajęło dwóch jego uczniów, Józef Jasnowski i Henryk Paszkiewicz.

Halecki zajmował się co prawda głównie okresem odrodzenia, lecz jego poglądy, biorące się z przekonania o dominancie kultury łacińskiej i znaczeniu katolicyzmu w dziejach Polski, nie przystawały do zadań stawianych nauce historycznej w kraju. Podobnie rzecz się miała z jego opiniami na temat funkcji państwa – był krytykiem despotyzmu oraz orędownikiem tolerancji, którą traktował za jeden z wyznaczników ustroju Rzeczypospolitej szlacheckiej. Nie do przyjęcia było rozumienie przezeń losu i kondycji Europy Środkowej. Obszar ten widział jako pole permanentnej ekspansji Niemiec i Rosji, pozostawał z uznaniem dla idei federacyjnej. Był „jagiellończykiem”, orędownikiem roli unii polsko-litewskiej i inicjatywy Polski na wschodzie. Wyznawcą poglądu, że Związek Sowiecki nie ograniczył ekspansjonizmu i imperializmu Rosji, zmienił jedynie polityczne i ideowe narzędzia, jakimi dotąd posługiwała się Moskwa.

Halecki uważał, że najlepszą i w zasadzie jedyną antytezą komunizmu jest porządek oparty na prawach moralnych kultury chrześcijańskiej. Wyznawał i identyfikował się z tym wszystkim, co w refleksji o przeszłości chciano w Polsce Ludowej zniekształcić, bądź z niej usunąć, zastępując taką wersją odległej nawet przeszłości, która tłumaczyłaby realia powojenne i dawała się z nimi pogodzić. Idealistyczny światopogląd Haleckiego, religijność i uznanie rangi Kościoła katolickiego oraz jego antykomunizm układały się w system przekonań i wartości kolidujących z założeniami, którym krajowa humanistyka musiała hołdować jeszcze przed zadekretowaniem materializmu historycznego i sowietyzacją polskiej nauki w okresie stalinizmu.

O tym, jak dalece jego pojmowanie dziejów było dla władz Polski Ludowej nie do przyjęcia, przekonał się Halecki niedługo po zakończeniu wojny. W 1949 roku został ekspulsowany z Polskiej Akademii Umiejętności, niebawem zresztą zlikwidowanej, a jego poglądy stały się obiektem krytyki części środowiska naukowego. Apogeum niechęci przypadło jednak nie na stalinizm, a połowę lat 60., kiedy to Władysław Gomułka publicznie potępiał jego światopogląd i rezultaty badań podczas obchodów 1000-lecia państwa. W 1966 roku Halecki, i nie tylko on, obchodził milenium chrztu Polski. Poświęcił temu zagadnieniu monumentalne Tysiąclecie Polski katolickiej (1966).

Powojenną aktywność dzielił Halecki pomiędzy instytucje amerykańskie i kanadyjskie oraz polskie, powstałe poza krajem po zakończeniu wojny. W latach 1944–1961 wykładał w Fordham University w Nowym Jorku, współpracował także z szeregiem innych uczelni, m.in. Uniwersytetem w Montrealu, Uniwersytetem Kalifornijskim oraz Uniwersytetem Columbia w Nowym Jorku, gdzie wykładał od 1955 do 1963 roku.

Uczestniczył, tak jak przed wojną, w międzynarodowych kongresach historycznych (1950, 1955, 1960, 1965), swoimi wystąpieniami dowodząc żywotności polskiej nauki historycznej wolnej od więzów cenzury i ideologii.

Brał udział w pracach Polskiego Towarzystwa Naukowego oraz Polskiego Towarzystwa Historycznego na Obczyźnie, był członkiem Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego oraz Instytutu Józefa Piłsudskiego, publikował w ukazujących się poza krajem polskich czasopismach („Teki Historyczne”, „Antemurales”) i periodykach społeczno-kulturalnych.

Halecki miał świadomość, że decyzja pozostania poza krajem po zakończeniu wojny wpłynie na jego działalność badawczą. Nie mógł korzystać z archiwów krajowych, co zmuszało go do reorientacji zainteresowań i planów. Okazało się jednak, że pobyt na emigracji wpływając na tematykę jego badań, nie ograniczył ich zakresu, rozmachu i wartości. Wzorem lat przedwojennych jego publikacje wchodziły do obiegu międzynarodowego, wyznaczając nowe standardy w dziedzinach, którym poświęcał uwagę. Szczególne uznanie zyskały książki: The Limits and Divisions of European History (1950), The Borderlands of Western Civilization. A History of East Central Europe (1952), From Florence to Brest (1439–1596) (1958) oraz wspomniane już Tysiąclecie Polski katolickiej.

Oskar Halecki zmarł w White Plains k. Nowego Jorku 17 września 1973 roku. Po upadku komunizmu zaczęły się ukazywać w Polsce jego przed- i powojenne prace, w tym te, które pierwotnie opublikowane zostały po angielsku. Dało to impuls rosnącemu zainteresowaniu jego dziełem i poglądami.

Marceli Handelsman

Urodzony 8 VII 1882 w Warszawie. Studia prawnicze na UW i historyczne m.in. na Uniwersytecie Berlińskim, w École Nationale des Chartes i Collège de France w Paryżu (1905–1915); doktorat na uniwersytecie w Zurychu (1908); pracownik UW od 1915, prof. zwyczajny (1919).

Historyk. Jego zainteresowania naukowe sięgały od średniowiecza aż po XIX wiek. Badacz europejskiego średniowiecza i epoki napoleońskiej. Członek PAU (1920) i TNW (1908), współzałożyciel Międzynarodowego Komitetu Historycznego (1933), członek francuskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, współtwórca Instytutu Historycznego przy Wydziale Humanistycznym UW (1930–1931).
Redaktor „Przeglądu Historycznego” (1918–1939).
Zginął tragicznie przypuszczalnie w obozie koncentracyjnym Mittelbau-Dora koło Nordhausen około 20 III 1945.

Z metodyki badań feodalizmu, Warszawa 1917; Zjednoczenie Włoch, Warszawa 1921; Francja-Polska 1795–1845: studia nad dziejami myśli politycznej, Warszawa 1926; Adam Czartoryski, t. I-III, Warszawa 1948–1951; Średniowiecze polskie i powszechne. Wybór pism, Warszawa 1966; Rozwój narodowości nowoczesnej, 3 t., Warszawa 1923–1926.

Handelsman M. [w:] PSB, t. IX, Wrocław 1961, s. 268–271.

STEFAN KIENIEWICZ

MARCELI HANDELSMAN*

1882–1945

 

Pisać dzisiaj o Marcelim Handelsmanie jest zarazem łatwo i trudno. Znamy główne daty jego życiorysu, rozporządzamy kilku rozprawami poświęconymi jego działalności badawczej, dydaktycznej i organizacyjno-naukowej. Paru uczniów nazajutrz po wojnie poświęciło mu okolicznościowe wspominki. W Archiwum PAN spoczywa, uporządkowana już od ćwierćwiecza, rękopiśmienna spuścizna Handelsmana. Wszystko zdaje się zachęcać do opracowania obszerniejszej jego biografii.

Zarazem jednak studium o Handelsmanie-uczonym nie należy do prostych zadań. Dość przypomnieć, że zajmował się on historią większości państw europejskich na przestrzeni czasu od Merowingów po wiek XIX; historią Polski od XII wieku po I wojnę światową. Któryż historyk fachowiec zdoła dziś miarodajnie ocenić jego poglądy na tyle różnych epok i problemów? Drukowany dorobek Handelsmana też nie odtwarza całości jego zainteresowań. Nie jest to dorobek tak bardzo znów obfity, wedle dzisiejszych standardów; obejmuje około 300 pozycji za lat z górą trzydzieści, w tym wiele dublujących się przedruków, przekładów na języki obce, kolejnych wersji tego samego opracowania. Wśród kilkunastu monografii, jakie ogłosił za życia, jedyna obszerniejsza to Rezydenci napoleońscy w Warszawie (1915). Monumentalny Adam Czartoryski (w trzech, a właściwie w czterech tomach) ukazał się dopiero pośmiertnie (1948–1950). Stwierdzenie to może zadziwiać, zważywszy że Handelsman należał do najaktywniejszych, najbardziej znanych przedstawicieli historiografii polskiej lat międzywojennych. Rzecz jednak w tym, że bardzo znaczna część jego naukowego dorobku nie trafiała do druku wcale lub trafiała z dużym opóźnieniem. Myślę o wykładach uniwersyteckich i w większym jeszcze stopniu o podsumowaniach posiedzeń seminaryjnych. Materiał do działalności tej istnieje, lecz nie bardzo kompletny i trudny do rozszyfrowania; nie dało się go też wykorzystać w niniejszym szkicowym zarysie.

Urodził się Marceli Handelsman 8 lipca 1882 roku w Warszawie jako syn Juliana, doktora medycyny i Eleonory z Kaisersteinów. Pochodził ze spolszczonej rodziny żydowskiej. Ukończył ze złotym medalem rosyjskie gimnazjum w Warszawie i tamże uczęszczał na prawo. Lata 1905–1912 spędził na zachodzie Europy. Po powrocie do Warszawy podjął wykłady z historii powszechnej w Towarzystwie Kursów Naukowych, ówczesnej namiastce wyższej uczelni polskiej. Po spolszczeniu Uniwersytetu Warszawskiego w 1915 roku objął w nim też katedrę historii nowożytnej. W latach 1927–1934 (z przerwami) piastował godność dziekana wydziału humanistycznego. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności i członkiem wielu towarzystw naukowych zagranicznych. Jako redaktor „Przeglądu Politycznego” uchodzić mógł za doradcę w sprawach naukowych ministra spraw zagranicznych Zaleskiego. Stosunki jego z MSZ ustały za ministerstwa Becka. W ostatnich latach przed wojną Handelsman włącza się w nurt walki z faszyzacją życia polskiego, należy do założycieli Klubu Demokratycznego w Warszawie.

Osobiście zagrożony przez hitlerowskiego okupanta, odrzuca jednak oferowaną mu możliwość bezpiecznego wyjazdu za granicę. Miał się wówczas wyrazić: „Czuję się tak bardzo związany wspólnym losem Polaków w kraju, że przyjmuję go w pełni, cokolwiek przyniesie z sobą”.

Odtąd ukrywa się; jednakże pracuje nadal naukowo, uczestniczy w tajnym nauczaniu, współpracuje także z Biurem Informacji i Propagandy (BIP) Komendy Głównej AK. W połowie lipca 1944 został aresztowany przez gestapo na skutek denuncjacji inspirowanej przez faszyzujące elementy polskiego pochodzenia. Znalazł się w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen, skąd ewakuowany do obozu w Nordhausen zmarł w przededniu wyzwolenia, około 20 marca 1945 roku. [...]

Trzymając się spraw naukowych i dydaktycznych, skupimy się na problematyce historii najnowszej, która stała się główną domeną jego zainteresowań i areną jego osiągnięć.

Obrał sobie tę dziedzinę dość późno, około 1908 roku, za drugim pobytem w Paryżu. Liczył wówczas lat 26 i miał za sobą dyplom kandydata prawa Uniwersytetu Warszawskiego (1904), parę lat studiów historyczno-socjologicznych w Berlinie oraz doktorat filozofii zrobiony w Zurychu (1908). Odbył także krótki staż polityczny w końcu roku 1905, kiedy to wybrał się „na rewolucję” z Berlina do Warszawy. Starsi przyjaciele wyperswadowali mu to zaangażowanie się i wyprawili z powrotem za granicę. Stał wówczas Handelsman najbliżej PPS i zasilał organy jej artykułami, głównie o kwestii chłopskiej. Dla Koła Młodych Prawników w Krakowie opracował (1905) broszurę pt. Trzy konstytucje (1791, 1807, 1819) – tekst z popularnym wprowadzeniem, rzecz ogromnie na czasie, skoro zwołanie Konstytuanty dla Królestwa zdawało się podówczas w zasięgu możliwości.

Tymczasem jednak rewolucja upadła, a Handelsman, cokolwiek skompromitowany, materialnie zaś niezależny, przeznaczył pobyt w Paryżu na studia archiwalne. Mógł już wtedy legitymować się wydaną w Warszawie Historią polskiego prawa karnego (tom I – 1908, tom II – 1909), nagrodzoną przez Kasę im. Mianowskiego. Było to pokłosie studiów jeszcze uniwersyteckich, pod formalnym kierunkiem Rosjanina prof. F. Zigla, a przy rzeczywistej inspiracji Ernesta Swieżawskiego. Tę inicjację mediewistyczną i historyczno-prawną Handelsman do końca życia sobie chwalił: „Warunkiem powodzenia seminarium nowożytnego – mawiał – jest poprzednie przejście przez seminarium lub przynajmniej proseminarium średniowieczne, które uczy ścisłości interpretacji”. Lecz właściwe sobie pole pracy dostrzegał w bliższej czasowo epoce: mniej jeszcze przebadanej i z wielu względów bardziej aktualnej.

Rozprawka pt. Zamach stanu Augusta II, ogłoszona w roku 1906, oparta była głównie na rękopisach krakowskich, ale później uzupełniona archiwaliami paryskimi. Temat zdawał się wskazywać na przejściowe zainteresowanie Handelsmana wiekiem XVIII. Najpóźniej jednak w roku 1908 nastawił się autor na czasy napoleońskie, a ściślej mówiąc: na stosunek Napoleona do sprawy polskiej. Wybór tematu nie dziwi, w klimacie rocznicowych obchodów I Cesarstwa, pośród odżywania polskich nadziei niepodległościowych. A jednak była jakaś doza zuchwałości w tym posunięciu młodego outsidera, niezwiązanego z żadną instytucją czy katedrą, który wdzierał się na obszar „chasse gardée” Szymona Askenazego. Askenazy starszy był od Handelsmana o lat piętnaście. Program zespołowych badań nad historią Polski na tle europejskim w latach 1795–1830 przedstawił na krakowskim zjeździe historyków (1900), gdy Handelsman dopiero zdawał maturę. [...] Wkraczał więc młody adept historii nowożytnej na pole dość zatłoczone i miał ponosić tego konsekwencje. Już pierwszą jego broszurę o Trzech konstytucjach schlastał Askenazy w „Kwartalniku Historycznym” (1908), nie wymieniając co prawda nazwiska autora. I później nie odmawiał sobie satysfakcji, aby skwitować każdą kolejną pozycję Handelsmana pogardliwą, złośliwą uwagą, ukrytą w gąszczu przypisów własnej książki, lecz łatwą do podpatrzenia w fachowym środowisku. Zdaniem Józefa Dutkiewicza „animozja ta miała polityczny charakter. Askenazy musiał uważać autora Historii strajków w Polsce za czerwonego. Widział też w nim niewątpliwie konkurenta, który badając te same czasy zdradzał już wówczas inne zainteresowania, zainteresowania nie ludźmi, a ideami, co musiało drażnić Askenazego”. Czy nie najbardziej jednak ubodło Askenazego to, że jakiś nowicjusz ogłosił jedną po drugiej dwie książeczki, francuską i polską, pod tym samym tytułem: Napoleon i Polska? Wówczas gdy Askenazy podejmował pracę nad tym samym właśnie tematem, w którym chciał widzieć dzieło swego życia?

Ograniczony do bazy źródłowej przeważnie francuskiej, Handelsman rezygnował z kreślenia szerokiego tła europejskiego. Skupiał się na stosunku I Cesarstwa do Polski i Polaków, na zachowaniu się Polaków wobec Napoleona, w ściśle zakreślonych ramach: 1806–1813. Pracował intensywnie, w ciągu lat sześciu ogłosił cztery monografie: Napoléon et la Pologne (1909), Warszawa w latach 1806–1807 (1911), Napoleon a Polska (1914), Rezydenci napoleońscy w Warszawie (1915); nadto dwie duże rozprawy: Z dziejów Księstwa Warszawskiego. Geneza Księstwa i jego statutu (1911) oraz Bignon a Polska (1913). I jeszcze (nie licząc przyczynków) dwutomowe wydawnictwo źródeł: Instrukcje i depesze rezydentów francuskich w Warszawie (1914), wydane nakładem Akademii Umiejętności. Nawiasem mówiąc, każda prawie publikacja Handelsmana była zarazem wydawnictwem źródeł, do każdej książki czy też artykułu dołączał aneks z serią dokumentów, niekiedy nawet luźno związanych z tematem, lecz z reguły dotąd nieznanych, niekiedy sensacyjnych. Zdarzało się, że te aneksy dorównywały objętością wykładowi. Do praktyki tej Handelsman zachęcał też swoich uczniów, zawsze zaś kładł nacisk na to, aby szczerze i całkowicie odsłaniać czytelnikowi własny warsztat naukowy – na odwrót, niż to czynił Askenazy.

Wyliczone wyżej publikacje o czasach napoleońskich miały wspólną bazę źródłową i z grubsza wspólną tematykę; ich wątki się przeplatały. Były to jednak pozycje niezależne, nie powielenia jednego tematu. Stosunek Napoleona do Polski oddawał autor z chłodnym obiektywizmem: dostrzegał w nim elastyczny pragmatyzm, wciąż dostosowywany do zmiennych okoliczności. Nie sama jednak wola cesarza decydowała: rozbieżne były w stosunku do Polski nastroje jego doradców, rozbieżne informacje otrzymywane z Warszawy. Po stronie polskiej studia, a zwłaszcza aneksy Handelsmana, odsłaniają gorszące ubieganie się o łaski Cezara większych i pomniejszych polityków polskich różnych odcieni. Ale nie to jest ważne, zdaniem autora, w dziejach napoleońskiej epoki. Ważne było wskrzeszenie, nie tyle nawet przez, co dzięki Napoleonowi, nowożytnego organizmu państwowego w Polsce, nowej armii, nowej administracji, otwarcie wrót ku przekształceniu społeczeństwa. [...]

W niepodległej Polsce praca Handelsmana skupiła się przede wszystkim na Uniwersytecie. W ramach „wolnego studium” na ówczesnym wydziale filozoficznym miał stale dużo wykładów, wyłącznie monograficznych, głównie z historii powszechnej, dobierając coraz to inne tematy – od wczesnego średniowiecza po wiek XIX. „Wykłady jego – wspomina Janusz Woliński – bardzo rzeczowe, przejrzyste, niezwykle sumienne, dawały mnóstwo konkretnego materiału, lecz nie pociągały barwnością ujęcia, pięknością formy, bezpośredniością przeżycia. Imponowały oględnością sformułowań, jasnością swoją wprowadzały doskonale w najzawilsze problemy naukowe, nie zespalały jednak ściślej słuchaczy z wykładowcą. Właściwy talent pedagogiczny Handelsmana ujawniały jego seminaria”.

Prowadził ich różnymi czasy kilka: jedno „merowińskie” (1921–1926), drugie „karolińskie” (od 1933); parokrotnie podejmował tematykę renesansowych miast włoskich. Te zespoły były nieliczne, lecz one właśnie wyhodowały Stanisława Arnolda, Tadeusza Manteuffla, Mariana Serejskiego, Wandę Moszczeńską, Mariana Małowista, Aleksandra Gieysztora. Gros uczniów Handelsmana robiło magisteria i doktoraty z historii nowożytnej. Dwóch pierwszych doktorów promował już w 1920 roku: Stanisława Arnolda i Wincentego Gorzyckiego. Ten ostatni przedstawił dysertację o oświacie publicznej w Księstwie Warszawskim. Tegoż okresu trzymała się praca Haliny Bachulskiej o satyrze politycznej w Księstwie. Rychło jednakże zainteresowania osobiste Handelsmana, a wraz i tematyka seminariów, przesuwają się od czasów napoleońskich ku następnemu odcinkowi konstytucyjnego Królestwa.

Historycy historiografii niedostatecznie interesowali się tym aspektem jego twórczości – chyba dość istotnym, skoro w Bibliografii Płoskiego za lata 1815–1831 Handelsman figuruje z ponad dwudziestu pozycjami. Warto też zwrócić uwagę, że w pierwszej grupie jego doktorantów – nowożytników – przeważali specjaliści okresu do roku 1831: Helena Więckowska, Ryszard Przelaskowski, Stanisław Płoski, Jadwiga Zanowa, Walentyna Nagórska-Rudzka, Mieczysław Ajzen, Maria Manteufflowa, a nawet i Tadeusz Manteuffel (Centralne władze oświatowe na terenie Królestwa Kongresowego, 1929). Pierwsza ważniejsza pozycja ich mistrza tycząca się tego okresu sięga jeszcze 1907 roku: wydanie pamiętnika Kazimierza Deczyńskiego, poprzedzone rozprawą: Ewolucja włościańska w Królestwie Polskim w pierwszej ćwierci XIX w. To było jeszcze pisane niemal z pozycji socjalistycznych. Zrozumiałe, że jako najaktywniejszy z historyków na odtworzonym Uniwersytecie Warszawskim wystąpił Handelsman w 1918 roku z odczytem na setną rocznicę inauguracji UW. W tym czasie sięgał już po nowe zasoby źródeł, otwarte badaczom w Archiwum Akt Dawnych. Już w roku 1919 ogłosił na ich podstawie rozprawę: Rokowania delimitacyjne polsko-pruskie 1815–1823. [...]

W drugiej połowie lat międzywojennych punkt ciężkości jego poszukiwań przesuwa się o następny krok dalej, na czasy Wielkiej Emigracji. Wiąże się to jeszcze ściślej z przygotowaniami monografii o Adamie Jerzym Czartoryskim – i to przede wszystkim o Czartoryskim-dyplomacie. Nie znaczy to, nawiasem mówiąc, by Handelsmana interesowało wyłącznie konserwatywne skrzydło wychodźstwa. Byłoby to wbrew regułom naukowego myślenia: studium nad Czartoryskim w oderwaniu od całości emigracji, w ignorowaniu jej lewego odłamu, prowadzącego nieustanny spór z obozem ks. Adama. I w samej rzeczy, w książce Francja-Polska Handelsman poświęcił dwa rozdziały demokratom emigracyjnym i ich stosunkom z krajem, następny zaś dopiero zatytułował: Czartoryski i kierunek konserwatywny w Polsce. Poszukiwanie jedności. Również w aneksach do tego tomu dał dwa wartościowe, pomijane dotąd przez badaczy, dokumenty z papierów demokraty Jana Nepomucena Janowskiego. Nie zapominajmy też, że Handelsman jest wydawcą Dziennika misji gen. Wysockiego, autorem wartościowego studium: Mickiewicz w latach 1853–1855, a zwłaszcza twórcą eseju: W stuletnią rocznicę ogłoszenia manifestu demokratycznego (1936), jednego z bardziej wnikliwych esejów na temat funkcjonowania wszystkich obozów emigracyjnych w ogóle. Można nie zgadzać się z tezami autora, który chętniej doszukiwał się podobieństw (w dobrem i złem) pomiędzy tymi obozami, aniżeli przeciwieństw. W ogóle jednak wydaje mi się, że nowsi historycy emigracji niedostatecznie pamiętają o tej publikacji badacza, który na TDP1, wbrew pozorom, znał się nie o wiele gorzej, niż na Towarzystwie Trzeciego Maja.

W ostatnich latach przedwojennych Handelsman równolegle zbierał materiał i kreślił pierwsze rzuty dwóch wielkich opracowań, które znacznie wykraczały poza biografię ks. Adama. Jedno to udział Polaków w procesie odradzania się narodowości Europy południowej i wschodniej. Drugie – to historia dyplomatyczna wojny krymskiej. Jeden i drugi temat mógłby wypełnić całe życie badacza; w istocie oba wymagały rozległych kwerend w całej Europie. Wojenne koleje losu autora sprawiły, że oba te wątki zostały wtopione w monografię o Czartoryskim – z uszczerbkiem dla konstrukcji dzieła, chociaż nie bez pożytku dla fachowego użytkownika. [...]

Bezgranicznie imponował nam profesor swoją wszechstronną wiedzą – nie tylko tą o XIX wieku, w skali europejskiej, wiedzą zaczerpniętą z dokumentów i opracowań, ale i tą ogólną o ludziach i świecie, w którym żył, i która ułatwiała zrozumienie przeszłości wcześniejszej o stulecie. Nieraz powtarzał nam, że nie ma takiej dziedziny życia współczesnego, która by nie powinna interesować historyka i która by nie przydała mu się w jego zawodzie. Mieliśmy tego ciągłe przykłady: gdy snuł przed nami refleksje na temat stylu pracy w służbie dyplomatycznej, różnic temperamentu polityków włoskich, francuskich, brytyjskich, mentalności polskiego emigranta, psychiki szeregowego żołnierza – widać było, że stale korzysta ze zgromadzonych w swym życiu doświadczeń: w wędrówkach zagranicznych za młodu, w późniejszych urzędowych kontaktach międzynarodowych, we współpracy swej z MSZ, w służbie ochotniczej w 5 pp leg., w roku 1920, a być może i w przyjaźniach lożowych. Kiedyś zdziwiło nas, że w czasie seminarium zaciągnął nas na odczyt Marinettiego, zorganizowany właśnie w Pałacu Staszica. Prawda, że po wysłuchaniu bombastycznej tyrady ku czci nowoczesnej poezji powiedział z westchnieniem ulgi: „No, to wróćmy do paseizmu...”. [...] Ale działo się również inaczej: zażyłe obcowanie z przeszłością narodową skłaniało Handelsmana także do snucia analogii z dniem dzisiejszym. Po zakończeniu seminarium, kiedy zbieraliśmy się już do wyjścia i rozmowa schodziła na politykę bieżącą, profesor wdawał się niekiedy w porównania dzisiejszych i dawniejszych ludzi. Przypominam sobie, choć już go nie odtworzę, taki zabawny, nieoczekiwany wywód o pokrewieństwie stylu i mentalności Mierosławskiego i Piłsudskiego, Posnera i Strońskiego! W ogóle trzeba stwierdzić, że Handelsman był bardziej efektownym mówcą, dyskutantem, causeurem, aniżeli pisarzem. Słuchało się go z zainteresowaniem niesłabnącym – czytało na ogół z wysiłkiem.

Że był naprawdę świetnym pedagogiem, o tym już wielokrotnie mówili jego uczniowie – ci zwłaszcza, którzy współpracowali z nim bliżej i dłużej. Mogę tylko potwierdzić, że okazywał tę samą życzliwość ludziom wszelkich możliwych przekonań, od konserwatywnych i klerykalnych po radykalne i komunizujące. Oczekiwał od nas tylko jednego: rzetelnego stosunku do badanej przeszłości. Pomoc jego nie ograniczała się do podsuwania tematów i do opiniowania przedkładanych tekstów. Ułatwiał uczniom dojście do mniej dostępnych źródeł w kraju i za granicą, wypożyczał książki, podrzucał własne notatki. Co więcej, służył uczniom życiowym poparciem. Droczył się nieraz z nami: „Nie tylko muszę was przepychać do doktoratu, ale jeszcze posady wynajdywać!”. Było to już w ostatnich latach przedwojennych, kiedy stosunki Handelsmana z władzami się popsuły, a jego rekomendacja mogła raczej zaszkodzić niż pomóc.

Natomiast w całym tym okresie był Handelsman opatrznością swoich uczniów w zakresie możliwości wydawniczych. Redagował Rozprawy historyczne Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W 22 tomach tej serii, pomiędzy 1921 a 1938 rokiem, ukazały się 44 monografie, w tym aż 29 pióra „handelsmańczyków”. Honorariów TNW nie wypłacało, a i wygląd zewnętrzny tych tomów nie był efektowny – ale było to wydawnictwo, które się liczyło naukowo; przerosło ono swymi rozmiarami przedwojenną serię Monografii Askenazego. [...]

W swej Historyce, na której kształciło się pokolenie międzywojenne, a także pierwsze pokolenie powojenne, Handelsman dał drobiazgowy, niemalże pedantyczny wykład metody obróbki źródeł, ustalania i wiązania ze sobą faktów z przeszłości. Uczniowie powodowali się owymi wskazaniami, widząc, jak sam profesor podporządkowuje się im we własnej pracy. Jednakże w dalszych partiach Historyki, mówiących o opracowaniu i wykładzie, autor uderzał w ton nieco inny. „Nie wszystko, co jest w źródłach – pisał – żyje czy żyło w rzeczywistości; nie wszystko, co było w rzeczywistości, mogło się dochować w dokumentach. Nie wystarcza dla zrozumienia przeszłości ani sama podstawa źródłowa, ani czysto logiczna kombinacja, oparta tylko na danych źródeł. [...] Trzeba w swej umysłowości posiadać [...] coś nieuchwytnego, przyrodzonego, a jednak dającego się wydoskonalić [...] zdolność głębszego wiązania warunków i zjawisk powstających i ich plastycznego widzenia. Panując nad materiałem, w wyobraźni tworzymy z niego obraz życia”. I nieco dalej, nazywając rzecz po imieniu, stwierdzał, że „intuicja jest pierwiastkiem głównym, bez którego nie może być mowy o twórczości historycznej”. Ale zaraz zastrzegał się: „Czysta intuicyjność jest źródłem dowolności fantastycznej, tak jak wyłączna dyskursywność daje jedynie schematy, a nie obrazy rzeczywistości”. Jest w tym wyznaniu trybut złożony Bergsonowi i Crocemu, ale jest też wyraz szczerego przekonania, które podziela każdy ambitny historyk: że jego rzemiosło jest także sztuką, że tylko poprzez swój walor artystyczny może rzetelne rzemiosło liczyć na rezonans w społeczeństwie. [...]

Patrząc się dzisiaj wstecz na osiągnięcia Handelsmana, mamy też przede wszystkim na myśli jego aktywność organizacyjną i dydaktyczną. Przewodni udział w zmontowaniu studium historii na Uniwersytecie Warszawskim, uwieńczony powołaniem do życia Instytutu Historycznego; gabinet historyczny TNW; redakcja „Przeglądu Historycznego”, a także funkcja delegata do spraw międzynarodowych PTH, której znów ukoronowaniem stał się Międzynarodowy Kongres Historyków w Warszawie w 1933 roku. To w zakresie organizacyjnym, o czym wielokrotnie już mówiono i pisano. W zakresie dydaktycznym zaś, prócz wielkiej rzeszy magistrów, wypromowanie ponad stu doktorów o zdumiewająco szerokim zakresie specjalności, od wczesnego średniowiecza polskiego i powszechnego aż po schyłek XIX wieku. Kilkunastu spośród owych doktorów objęło potem katedry uniwersyteckie nie tylko w Warszawie, ale i w Łodzi, Poznaniu, Toruniu; niektórzy zasiadają na nich jeszcze dzisiaj. Wśród uczniów owych doktorów handelsmanowskich mamy następną, dużo liczniejszą grupę profesorów dziś w pełni aktywnych; niektórzy z owych „wnuków” Handelsmana mają już własnych uczniów na uniwersyteckich katedrach! Jeśli brać pod uwagę tę „promotorską sukcesję”, żaden chyba polski historyk pierwszej połowy XX wieku nie wywarł, nawet w przybliżeniu, tak rozległego wpływu na rozwój naszej kadry naukowej.

A przecież byłoby niesprawiedliwe, po wyliczeniu tych zasług powszechnie uznanych, pomniejszanie osiągnięć Handelsmana także jako badacza XIX wieku. Zwróćmy uwagę, jak bardzo wiele cennych dokumentów wydobył on z ukrycia i wprowadził do obiegu naukowego: zaczynając od Pamiętnika chłopa polskiego, a kończąc na korespondencji Adama Czartoryskiego z Leonem Sapiehą. Czy to nie dziwne, że do niedawna ktokolwiek w Polsce chciał zapoznać się z pełnym tekstem Konstytucji 3 Maja, musiał sięgać do Trzech konstytucji Handelsmana, ostatniego wydania tego aktu? Gdy idzie o opracowania monograficzne, na ustaleniach Handelsmana bazują po dziś dzień wszyscy piszący o wzajemnych stosunkach między Francją napoleońską i Księstwem Warszawskim. Jemu też zawdzięczamy najobszerniejszy aż po dziś dzień wykład o robotach dyplomatycznych Wielkiej Emigracji. Tak gruntownej historii sprawy polskiej w dobie wojny krymskiej, jaka znalazła się w tomie III Czartoryskiego, nie napisze zapewne nikt więcej. Sam książę Adam zawsze przyciągać będzie biografów, lecz każdy z nich brać będzie za punkt wyjścia dzieło Handelsmana, nawet gdy zechce mu się przeciwstawiać.

Ostatni raz widziałem się z profesorem w czerwcu 1940 roku, w tym właśnie dniu, gdy szmatławiec i szczekaczki obwieściły nam o upadku Paryża. Profesor był, rzecz jasna, przygnębiony – tak bardzo uczuciowo związany był przecież z Francją. Rzecz niemniej jasna, nie osłabiało to bynajmniej naszej wiary w końcową klęskę hitleryzmu, a na tym gruntowała się nasza nadzieja. Potem profesor przeniósł się do Milanówka i już się z nim nie spotkałem, mimo że pracowaliśmy w tej samej komórce BIP-u.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 257–273.

1Towarzystwo Demokratyczne Polskie [przyp. red.].

Ludwik Hirszfeld

Urodzony 5 VIII 1884 w Warszawie. Studia w Würzburgu i Berlinie, doktorat. Pracownik Instytutu Badania Raka w Heidelbergu (1907–1911), asystent na uniwersytecie w Zurychu (1911–1915), tamże habilitacja. Profesor Wolnej Wszechnicy Polskiej (1924), profesor UW (1931–1939).

Lekarz bakteriolog, immunolog i serolog. Stworzył podstawy nauki o grupach krwi (badania z Emilem von Dungernem). Pracował nad patologią ciąży w związku z grupami krwi. Zajmował się też transfuzjologią, opracował zasady przetaczania krwi. Odkrył pałeczkę duru rzekomego C (Salmonella hirschfeldii). Kierownik Zakładu Badania Surowic w Warszawie (1919), następnie zastępca dyrektora Państwowego Zakładu Higieny.
Założyciel Towarzystwa Biologicznego; prezes Polskiego Towarzystwa Mikrobiologów i Epidemiologów (1931–1935 i 1947–1952); członek TNW (1930), współorganizator i członek PAN (1952). Inicjator wydawania czasopisma „Medycyna Doświadczalna i Społeczna”.
W okresie okupacji przebywał w getcie warszawskim, skąd zbiegł w 1942 i ukrywał się. Po wojnie współorganizator UMCS w Lublinie (1944), organizator i profesor Wydziału Lekarskiego uniwersytetu we Wrocławiu (1945). Twórca wrocławskiego Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN (1952).
Zmarł 7 III 1954 we Wrocławiu.

Grupy krwi w zastosowaniu do biologii, medycyny i prawa, Warszawa 1934; Historia jednego życia, Warszawa 1946; Dochodzenie ojcostwa w świetle nauki o grupach krwi, Wrocław-Warszawa 1948; Immunologia ogólna, Wrocław 1948.

G. Fedorowski, Ludwik Hirszfeld, Warszawa 1985; W. Kozuschek, Ludwik Hirszfeld (1884–1954). Rys życia i działalność naukowa, Wrocław 2005.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

LUDWIK HIRSZFELD

1884–1954

 

Ludwik Hirszfeld urodził się 5 sierpnia 1884 roku w Warszawie w patriotycznej rodzinie inteligenckiej. Szczególnie intensywnie działali na polu walki podziemnej stryj – Bolesław, chemik, działacz oświatowy i współzałożyciel Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, oraz siostra ojca – Melania, działaczka społeczna i oświatowa. Ojcem Ludwika był Stanisław Hirszfeld, kupiec i przemysłowiec, a matką – Jenny Ginsberg. Szkołę średnią Ludwik ukończył w Łodzi, gdzie chodził do gimnazjum humanistycznego. Już jako nastoletni chłopak dostarczał książki dla nielegalnej grupy uczniów potajemnie studiującej historię Polski. Znalazł się wtedy na rosyjskiej liście podejrzanych o działalność wywrotową. Dodatkowo sprawę zaostrzył fakt, że pogrzeb jego wuja w 1899 roku stał się okazją do polskiej manifestacji patriotycznej. Młody Ludwik miał wtedy 15 lat. Dlatego po maturze postanowił rozpocząć studia poza terenami zaboru rosyjskiego. Wyjechał do Würzburga, spokojnego, małego miasta uniwersyteckiego na południu Niemiec, by tam studiować medycynę. To tutaj narodziła się w nim miłość do nauki.

„Powoli dojrzewała we mnie myśl poświęcenia się pracy naukowej. Nie jakieś określone zainteresowanie, ale niechęć do zwykłych form życia i umiłowanie cichej zadumy pracowni naukowej. Gdybym żył w średniowieczu, może uciekłbym od życia do klasztoru. w pracowni czułem ciszę klasztorną, a jednocześnie twórcze tchnienie nauki. Jeszcze jeden dziwny przypadek. Anatomii uczyłem się z podręcznika Raubera. Większość rycin zawartych w nim wykonał słynny anatom polski, Ludwik Hirszfeld. Przypadek ten uczynił mi pracę naukową dziwnie bliską” – napisał w swojej książce autobiograficznej Historia jednego życia1. Faktycznie, w historii polskiej medycyny możemy poszczycić się dwoma wielkimi Ludwikami Hirszfeldami. Pierwszym z nich był Ludwik Maurycy Hirszfeld, światowej sławy anatom, drugim nasz bohater, światowej klasy serolog. Jak to było ówcześnie w studenckim zwyczaju, Ludwik po dwóch latach nauki postanowił zmienić uniwersytet, aby zażyć czegoś nowego. Wyjechał do Berlina. Tamtejsza uczelnia zauroczyła go zupełnie. Tam postanowił rozpocząć pracę naukową, dlatego zapisał się na dodatkowy kurs bakteriologii u profesora Fickera. Wówczas zapadła decyzja, która zaważyła na całym jego dalszym życiu: postanowił zostać serologiem. „Nie wiedziałem czy jest to zawód, czy szaleństwo, widziałem tylko porywającą celowość reakcyj w obronie ustroju. Nie było to jednak szaleństwo. Bakteriologia i serologia stawały się podstawą walki z chorobami zakaźnymi. Co pozornie było oderwaną ideą i nadzieją, stawało się zawodem. I gdy Polska powstała i tworzyła swoje warsztaty pracy, byłem jednym z niewielu bakteriologów. W ten sposób z zadumanego studenta, który sądził, że swą tęsknotę za pracą naukową przypłaci tułaczką na obczyźnie, stałem się kierownikiem zakładu; i to w swoim wolnym kraju”2.

Zanim to jednak nastąpiło minęło 15 długich lat. Po skończeniu studiów obronił pracę doktorską z zakresu badań nad zlepianiem krwi, a następnie jako badacza zagadnień z zakresu odporności wytypowano go do pracy na oddziale parazytologii w Zakładzie Badania Raka w Heidelbergu. Poszukiwano tam pasożytów bytujących w nowotworach, które miały umożliwić wczesne ich rozpoznawanie. W tym wielkim ośrodku badawczym trafił do profesora Wita, jednego z najchłodniejszych, a co gorsza najnudniejszych ludzi na świecie. Zadaniem Hirszfelda były, oprócz regularnych sekcji myszy i opisywania znajdowanych przy tej okazji pasożytów, regularne obserwacje hodowli ameb na słomie. Swoją pracę uważał za nieporozumienie, nie miała żadnego związku z teorią powstawania nowotworów, nie było też żadnej tezy do naukowego rozważania, jedynie monotonne badania obserwacyjno-opisowe. Jednak nie poddał się, wychodząc z założenia, że, przy dużej cierpliwości, przez ameby można sięgnąć szczytów nauki. Jego badania okazały się zaskakująco ciekawe. Wyobraźmy sobie jak diabelnie znudzony młody człowiek zagląda dzień w dzień do owych ameb i pisze, pisze, pisze, zaciskając zęby. Wreszcie, być może dla urozmaicenia długich godzin spędzonych nad mikroskopem, wycina małe kawałeczki z podłoża hodowlanego, układa na szkiełku podstawowym, przykrywa cieniuteńkim szkiełkiem przykrywkowym i wkłada między nie włoskowatą rurkę. W tym miejscu tworzy się zabawne małe jeziorko. Hirszfeld ogląda owo jeziorko z początku bez zainteresowania, ale naraz życie pod mikroskopem nabiera tempa. Ameby gromadzące się na jego brzegach wypuszczają wici i niczym syreny wpływają do jeziora. Zdumiony przeciera oczy i powtarza eksperyment. Za każdym razem to samo. Nie może wyjść z podziwu – jego nudne badania rzuciły nowe światło na biologię ameb. Udało mu się nawet opracować metody barwienia utrwalające poszczególne postacie przemiany. „Otrzymałem bez przesady, najpiękniejsze preparaty, jakie w owym czasie posiadała nauka. [...] Zastanawiałem się też nad przyczyną ruchu. Ogłosiłem przyczynek tłumaczący ruch ameb pod wpływem zmienionych ładunków elektrycznych na ciśnienie powierzchniowe”3.

Jednocześnie Hirszfeld zaglądał z zazdrością do sąsiedniego oddziału serologicznego, w którym kwitła prawdziwa praca naukowa pod kierownictwem profesora Emila von Dungerna. Kiedyś przypadkiem zaszedł do profesora jako petent, a wyszedł jako przyszły przyjaciel. O czy rozmawiali na tym spotkaniu? O sprawach naukowych sporo, ale jeszcze więcej o kobietach. Podobno te tematy zdominowały rozmowy obu panów już do końca znajomości. Cóż, obaj byli znawcami kobiet, tylko każdy trochę inaczej: „Interesowaliśmy się co prawda tym tematem z różnych motywów. On, gdyż mając 43 lata – szukał i nie mógł znaleźć. Ja, gdyż mając 15 lat zakochałem się, mając 21 – ożeniłem się i nie mogłem zrozumieć, dlaczego mnie żona wybrała”4. Swoją drogą pani Hirszfeldowa była naprawdę bardzo dobrą i kochającą kobietą. Nie dość, że z lekcji, których udzielała w Berlinie, płaciła mężowi w czasach studenckich za zwierzęta doświadczalne, to kiedy wreszcie zaczął zarabiać, zaniedbywał ją dla nauki, a kiedy wracał w środku nocy, budził ją z koniecznością zawierzenia najważniejszego sekretu w stylu: „wiesz, surowica Pii zlepia krwinki psa”. Podobno wszystko znosiła z cierpliwością kochającej kobiety, pełnej zrozumienia, że właśnie jest świadkiem kształtowania się umysłu naukowego męża i budowy podwalin pracy jego życia. Profesor Dungern zaproponował Hirszfeldowi etat w swoim zakładzie. Stworzyli niesamowicie zgrany duet w pracy i życiu osobistym. Razem zbudowali podwaliny nowej dziedziny wiedzy – serologii, a warto w tym miejscu dodać, że Hirszfeld na pewnym wyjeździe urlopowym znalazł profesorowi przyszłą żonę.

W Heidelbergu razem z Dungernem pracowali nad zjawiskiem odporności tkankowej, czego celem ostatecznym było wytworzenie odporności przeciwko komórkom nowotworowym. Badania doświadczalne na królikach, polegające na wszczepianiu królicom miazgi jądra króliczego podskórnie do ucha, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Badacze zauważyli jednak pewną prawidłowość. Brzękło tylko ucho królic brzemiennych. Postanowili sprawdzić, czy taki stan nadwrażliwości miejscowej może wytwarzać się również u ludzi we wczesnej ciąży. Badanie kliniczne polegające na podaniu podskórnie w przedramię plemników ludzkich kobiecie ciężarnej z przewlekłym zapaleniem ucha przyniosło nieoczekiwany efekt uboczny. W miejscu podania brak było jakichkolwiek oznak nadwrażliwości, ucho natomiast zostało wyleczone w „cudowny” sposób. Grupą kontrolną był w tym przypadku asystent kliniki chorób usznych dr Beck, przekonany o tym, że nadwrażliwość dotyczy wyłącznie ciężarnych. Nie wiedział oczywiście, co dostaje pod skórę, ale z pewnością żałował, że dał się namówić dwóm wariatom, ponieważ okupił to dużym odczynem nadwrażliwości. Ręka była cała spuchnięta i czerwona. Tak nieoczekiwany obrót sprawy wytrącił nieco badaczy z rezonu. Byli w ślepym zaułku, na razie bez pomysłu na dalsze badania. W trakcie jednej z przyjacielskich rozmów przypomnieli sobie panowie o badaniach Erlicha i Morgenrotha, którzy, wstrzykując krew kozy kozom, otrzymali surowicę, która nie rozpuszczała krwinek u wszystkich, lecz tylko u niektórych kóz. Postanowili przyjrzeć się temu zjawisku, być może trochę dla odskoczni od głównego tematu.

Tymczasem nie zdawali sobie sprawy, że ich badania doprowadzą do fundamentalnego odkrycia dla medycyny, mianowicie stwierdzenia istnienia grup krwi. Profesor Hirszfeld wspominał: „Nie mieliśmy co prawda dość kóz, ale oddział parazytologii hodował psy dla swoich doświadczeń, których nie realizował. Zaczęliśmy wstrzykiwać psom krew psów i wkrótce porwała nas realność wielkiego odkrycia. Zaczęła się praca po całych dniach i nocach. Stwierdziliśmy, że u psów istnieją określone rasy serologiczne, że cechy się dziedziczą, że nie mogą się pojawiać u potomstwa, jeśli ich nie było u rodziców, chociaż mogą zniknąć. Stwierdziliśmy zasadnicze prawa, jak i kiedy mogą się pojawiać zasadnicze odczyny odpornościowe dla tkanek własnego gatunku i własnego ustroju. Ogłosiliśmy to jako pierwsze doniesienie, dla mnie było to pierwszą próbą Wielkiej Nauki”5. Kolejne żmudne badania prowadzili również na małpach. W trakcie studiów nad tym tematem natrafili na informacje, które uszły uwadze ówczesnych uczonych jako niezbyt interesujące. Landsteiner donosił o tym, że odkrył podobne zróżnicowanie u człowieka i że „tylko przez dziwny kaprys natury surowica człowieka już bez uodpornienia zawiera przeciwciała dla krwinek niektórych osobników”6.

Postanowili to sprawdzić: „Badamy tę sprawę i znajdujemy potwierdzenie. Stwarzamy na użytek wewnętrzny terminologię, która wypływa z naszych doświadczeń na psach. Nazywamy krwinki, które nie zlepiają się z żadną surowicą ludzką – 0, grupę częstszą w Heidelbergu – grupą A, grupę rzadszą – B. Grupa o ma oznaczać brak cech A i B. Przewidujemy na mocy badań nad psami, że i u człowieka stwierdzimy podobne prawa dziedziczenia. Tym razem zwierzętami doświadczalnymi są profesorowie uniwersytetu i ich rodziny. Muszę przyznać, że nie uchylili się od tej roli.

Przez długie jeszcze lata wspominano dziwaka profesora i jego asystenta, którzy dyskretnie dopytywali się o szczęście małżeńskie rodzin profesorskich w obawie, by jakieś kukułcze jajo nie zburzyło im stwierdzonego przez nich prawa. A prawo to brzmi: istnieją cechy A, B i 0. Dziedziczą się według praw Mendla. Cechy A i B są dominujące, cecha 0 ustępująca. Ażeby zrozumieć rewolucyjne znaczenie tego odkrycia, należy wiedzieć, że dopiero niedawno «odkryto» po raz drugi prawa Mendla, że tylko raz stwierdzono możliwość ich zastosowania do mieszańców ludzkich, przede wszystkim zaś, że był to pierwszy przypadek, pierwsza cecha łatwa do zbadania, która umożliwiła zastosowanie wielkich praw biologicznych do dziedziczenia u człowieka. Tymczasem przeprowadzono dziesiątki tysięcy badań na rodzinach, a terminologia nasza została przyjęta przez wszystkie komisje naukowe świata”7.

Następną hipotezą przedstawioną przez von Dungerna i Hirszfelda była teoria dziedziczenia grup krwi oparta na dwóch parach genów przeciwstawnych, która została potwierdzona kilka lat później. Ta teoria umożliwiła zastosowanie grup krwi w sprawach dochodzenia ojcostwa. Następnie stwierdzili istnienie podgrup, a co za tym fakt, iż cech grupowych krwinek jest dużo więcej i że „indywidualizm krwi nie jest mitem, lecz wielkim prawem natury”8. Były to pierwsze kroki w kierunku zastosowania serologii do genetyki.

Kolejny krok łączący serologię z antropologią był już wyłącznie dziełem Hirszfelda. Życie potoczyło się dalej w sposób nieoczekiwany, rozdzielając obu uczonych. Hirszfeld postanowił wejść na własne szlaki życia, spróbować własnych sił. Wyjechał do Zurychu, aby zostać asystentem w uniwersyteckim Zakładzie Higieny, gdzie mógł zgłębiać tajniki bakteriologii i zdobyć habilitację. Żona Hirszfelda, bardzo zdolna lekarka, szczęśliwie również znalazła pracę w tym mieście, w klinice pediatrycznej. W Zurychu kontynuował badania nad zagadnieniami odporności i opracował odczyn krzepliwości, zastępujący odczyn Wassermana. Te badania były podstawą jego habilitacji. Prowadził również badania nad wolem, które podważyły popularną wówczas teorię wodną, wskazującą na zależność wola od wody pitnej. Jego badania wskazały na endemiczne występowanie wola zależne od miejsca zamieszkania, bez związku z wodą. Ciekawe zwłaszcza jest to, że badania Hirszfelda w tym zakresie nie były finansowane przez Rząd Szwajcarski, który dotował jedynie badania w Bernie. Fundusze na ten cel uzyskał z warszawskiej Kasy Mianowskiego. Prace te nie nabrały takiego rozgłosu, jak prace o grupach krwi, ale stały się ważnym przyczynkiem do dalszych kluczowych odkryć w medycynie. „Prace nasze przetrwały i kontynuują je inni. Człowiek nauki musi być przygotowany na to, że w gmachu, który buduje, inni mieszkać będą. Musi być gotów budować z nadmiaru swego ducha, nie licząc na pamięć. Przeważna część jego wysiłku żyje jako bezimienny dorobek epoki”9. Warto jeszcze dodać, że później, w wolnej Polsce, został przewodniczącym Komisji Wola, która wprowadziła jodowanie soli spożywczej z Wieliczki.

Wybuch I wojny światowej zastał go w Zurychu. Żona szkoliła kadry pielęgniarek dla legionów, natomiast Hirszfeld targany emocjami nie mógł się zdecydować, za kim ma się opowiedzieć, do której armii wstąpić, który sojusznik daje nadzieję na wolną Polskę. Wreszcie zaczęły się rozchodzić straszne wiadomości o epidemii duru plamistego w Serbii, dziesiątkującego ludność cywilną i żołnierzy. Brakowało lekarzy i pielęgniarek, którzy, ofiarnie wykonując swoją pracę, ginęli wraz z pacjentami. Medycyna była całkiem bezsilna wobec takiej pożogi. Hirszfeld postanowił udać się w rejony największego żniwa śmierci. Czuł ku temu jako bakteriolog moralny obowiązek, choć szanse na powrót do domu nie były wielkie. W 1915 roku znalazł się w Valievie. W szpitalach nie było fachowej pomocy, gdyż wszyscy byli chorzy. Pacjenci leżeli po kilku na jednym łóżku lub na podłodze. Lżej chorzy wychodzili do miasta po żywność, szerząc dalej zarazę. Nie można było nadążyć z grzebaniem umarłych. Stosy trupów leżały w pobliżu szpitala. Na to wszystko przyjechał Hirszfeld z 50 próbówkami i małą pracownią bakteriologiczną w torbie. A jednak opanował epidemię. Udało mu się wzniecić w lekarzach serbskich nadzieję i praktycznie samą walką z wszawicą i dezynfekując dosłownie całe czterotysięczne miasteczko, zahamował rozwój epidemii. Jednocześnie zajął się organizacją pracowni. „Zarekwirowałem w całej armii rurki od leków i użyłem ich zamiast probówek. Z blaszanek do nafty skonstruowałem przy pomocy miejscowego blacharza aparaty sterylizacyjne. Z tektury porobiłem statywy, z blachy duży termostat. Wkrótce wyhodowałem nieznane szczepy, które okazały się durem rzekomym A, były to jedne z pierwszych szczepów paratyfusu A, wyhodowanych w Europie”10.

Jego wykłady w zakresie chorób zakaźnych, które prowadził dla miejscowych lekarzy, były namiastką uniwersytetu na pogorzelisku wojny. Po kilku miesiącach przyjechała do niego żona, która pomagała w opiece nad chorymi. Objeżdżając szpitale polowe, zatrzymał się w Drinie. Po drugiej stronie rzeki stacjonowały wojska nieprzyjaciela, ale gazety wiedeńskie dochodziły tutaj regularnie. Z nich dowiedział się o otwarciu Uniwersytetu w Warszawie. Zamarzył wtedy o pracy w ojczyźnie. Daleka to była jednak droga, a Hirszfeldowie nie wyobrażali sobie porzucenia Serbów bez pomocy. Towarzyszyli im również w czasie sześciotygodniowej wędrówki do Albanii, która miała być jedynym schronieniem dla znękanego narodu. Przeszli z Serbami przez albańskie góry, narażając swoje życie z powodu zimna, głodu i wyczerpania. Wreszcie szczęśliwie zostali ewakuowani przez włoski okręt do Brindisi, skąd przedostali się do Zurychu.

Nie zabawili jednak długo w Szwajcarii. Wkrótce udali się na Korfu, gdzie wybuchła kolejna epidemia, tym razem cholery. Hirszfeldowie gromadzili wokół siebie lekarzy i żołnierzy, którzy chętnie korzystali z gościnności gospodarzy i często wpadali na pogawędkę. Można tu było usłyszeć różne języki. „Jak w kalejdoskopie przesuwały się różne typy, mogliśmy poznać i psychikę narodową, i wzajemne stosunki, i obyczaje. Było to dla nas nie tylko ciekawe, pouczające i przyjemne, ale umożliwiło w końcu zbadanie krwi różnych ras i narodów, co w innych warunkach wymagałoby wielu lat pracy. Zbadaliśmy Anglików, Francuzów, Włochów, Serbów, Bułgarów, Rosjan, Greków, Żydów, Hindusów, Anamitów, Malgaszy, Arabów i Murzynów. Okazało się, że cechy 0, A i B występują u wszystkich badanych ras i narodów. Jednakże występują w nierównej proporcji. Cechę A stwierdziliśmy w przewadze u wszystkich narodów europejskich i to północnych. Natomiast grupa B rzadsza w Europie, była częstsza u narodów Azji i Afryki. Odkrycie to uczyniło prawdopodobnym wniosek, że cechy grupowe powstawały na dwóch krańcach świata, cecha A gdzieś na północy Europy, B w Azji, może na dalekich wyżynach Tybetu lub w Indiach”11.

To niezwykłe stwierdzenie, zwłaszcza że głównym problemem na Korfu nie były sprawy czystej nauki, lecz zarazy: cholera, dur plamisty i zimnica, czerwonka, gorączka papatacci. Nie ominęły one samego Hirszfelda. Zachorował najpierw na paratyfus A i jak sam wspomina, osobiście stwierdził w swojej krwi ten zarazek. Przygotował się wtedy do śmierci, ale nie zamierzał umierać w łóżku. Podczas tej ciężkiej choroby pracował, aby ratować innych. Po wyzdrowieniu czuł nawet satysfakcję, że zachorował na tak rzadką w Europie chorobę.

Inaczej sprawa miała się z zimnicą. Chorował przez pół roku, starając się pracować pomiędzy rzutami gorączki. Dodatkowo uległ zatruciu chininą, którą wstrzyknął sobie w „końskiej dawce”, aby zabić zarodźca podzwrotnikowej malarii. Później skomentuje to zajście w typowy dla siebie sposób: „Preparaty zimnicy, które posiadam z tych czasów, odznaczały się taką różnorodnością postaci i takim pięknem, że godzinami mogłem je oglądać. Jeszcze przez wiele lat, już w Polsce, szkoliłem na nich młodzież”12. Praca naukowa na polu bakteriologii doprowadziła go do odkrycia zarazka paraduru C, nazwanego potem jego imieniem. Wprowadził do leczenia na szeroką skalę transfuzje krwi. To nie wszystko! W Salonikach prowadził kursy bakteriologiczne dla lekarzy, oczywiście po serbsku, kładąc podwaliny pod bakteriologię i higienę w Jugosławii.

Wreszcie koniec wojny. W 1919 roku Hirszfeldowie wracają do wolnej Polski. „I wreszcie granica polska. Ogarnęło mnie wzruszenie, którego nie jestem w stanie opisać. Pierwsze okrzyki – «herbata, bułeczki» – wzruszają mnie do łez. Wracam przecież do kraju po 15 latach. W Warszawie wychodzę z dworca, chciałbym uściskać każdego przechodnia. Głosy kobiece, jakiś charakterystyczny alt odczuwam jak muzykę. Wchodzę do mieszkania matki. Nie zastaję jej: pielęgnuje umierającą babkę. Matka nie wiedziała dokładnie kiedy wrócę. Ale stół jest nakryty i na nim wszystko, co w dzieciństwie lubiłem, żaden szczegół nie jest pominięty. W jej wspomnieniu żyłem jako mały jedynak. I wówczas zapomniałem i o wojnie, i o nauce, i o Szwajcarii, poczułem się małym chłopcem, szczęśliwym, że ktoś wie, że lubię polędwicę [...] I rozpłakałem się jak dziecko. Taki był mój powrót do kraju. Z początku wzruszyłem się na widok gotyku i sosen, później gdy usłyszałem pierwsze głosy «herbata, bułeczki», a później, gdy znalazłem na stole dowód, że żyję w sercu matki. To była ojczyzna”13.

W Polsce zaproponowano mu kierownictwo nowo powstałego w Warszawie Zakładu Badania Surowic, który miał bardzo poważne zadanie kontroli surowic pochodzących z produkcji państwowej i prywatnej. Wkrótce życie wytyczyło mu nowe drogi i wskazało nowe cele. W Rosji szalały epidemie duru i cholery, które miały zostać zatrzymane na ziemiach polskich. Polska była zbyt uboga, aby ponosić cały ciężar walki z tymi epidemiami. Liga Narodów zorganizowała Komisję Przeciwepidemiczną na czele z doktorem Ludwikiem Rajchmanem, dzięki której udało się zorganizować sieć zakładów przeciwepidemicznych. W jej ramach Zakład Hirszfelda stworzył w Baranowicach pracownię bakteriologiczną w celu wykrywania nosicielstwa cholery wśród uchodźców ze wschodu, przyjętych tam na kwarantannę. Zakład ten powstrzymał epidemię duru plamistego, choć kosztem wielu ofiar wśród personelu medycznego. Wkrótce Oddział Kontroli Surowic wszedł w skład Zakładu Epidemiologicznego, w którym Hirszfeld został zastępcą dyrektora. Równocześnie utrzymał funkcję kierownika tego oddziału i uzyskał nową funkcję – dyrektora Działu Bakteriologii i Medycyny Doświadczalnej. Do zakładu należała również Szkoła Higieny. Ten ośrodek naukowy skupiał elitę mikrobiologów i higienistów polskich. „W ten sposób dopiąłem tego, o czym marzyłem: mogłem pracować dla kraju, posiadając najpiękniejszy warsztat pracy, jakim kiedykolwiek dysponował polski uczony”14. To jednak nie był koniec jego marzeń. Cały czas dążył do dydaktyki, którą uważał za swoje powołanie. W 1924 roku rozpoczął więc wykłady na Wolnej Wszechnicy Polskiej, lecz tęsknił nadal za życiem uniwersyteckim, za młodzieżą medyczną. Z wdzięcznością przyjął zaproszenie Romana Nitscha do pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Zwolniony z jakichkolwiek egzaminów, przedstawił wykład przed Wydziałem i uzyskawszy w ten sposób tytuł docenta rozpoczął wykłady z serologii dla studentów medycyny i z całości bakteriologii dla studentów farmacji. Poza tym wykładał zagadnienia odporności dla lekarzy w Szkole Higieny. Zainicjował w Warszawie wydawanie czasopisma „Medycyna Doświadczalna i Społeczna”, które stało się wkrótce organem Szkoły, Zakładu Higieny i katedr teoretycznych Wydziału Lekarskiego w Warszawie. Streszczenia prac oryginalnych drukowano tutaj w tłumaczeniu na języki zachodnioeuropejskie, a czasopismo rozsyłano darmowo do wszystkich większych zakładów świata jako propagowanie osiągnięć nauki polskiej. Założył Towarzystwo Biologiczne, czysto naukowe, którego zainteresowania dotyczyły medycyny i biologii. „A zatem zostały stworzone warsztaty pracy, własne pismo, towarzystwo i możność drukowania w kraju i za granicą. Formalne ramy życia naukowego były więc dane. Miałem możność pracy naukowej doświadczalnej, miałem kontakt z młodzieżą sanitarną, lekarską, farmaceutyczną i biologiczną poprzez wykłady, miałem zdawałoby się więcej niż mogą udźwignąć siły jednego człowieka. Nie zaspakajało to jednak wciąż jeszcze jakiejś dziwnej wewnętrznej potrzeby, ażeby wypełnić luki polskiego życia”15.

W kraju wybuchały co jakiś czas epidemie czerwonki i duru brzusznego. Hirszfeld udał się kiedyś do zarzewia zarazy i stwierdził, że lekarze powiatowi są kompletnie nieprzygotowani na taką krytyczną sytuację, między innymi z tego powodu, że nie mają kontaktu z pracownią bakteriologiczną lub nie umieją jej wykorzystywać. Postanowił więc stworzyć zawód epidemiologa, który połowę czasu spędzał w terenie, a połowę w pracowni. Organizował kursy analiz lekarskich, do których dopuszczał chemików, farmaceutów i biologów. Szkolił bakteriologów dla wojska. Prowadził kursy doszkalające dla bakteriologów. Wszystkie te działania miały na celu zabezpieczenie nie tylko w czasie pokoju, ale i wojny. Wprowadzał nowe metody szczepień. Wspólnie z Kliniką Pediatryczną wprowadził nowoczesne szczepienia przeciwpłonicze i przeciwbłonicze. Na podstawie doświadczeń warszawskich, szczepienia przeciwbłonicze zostały wprowadzone obowiązkowo w całym kraju. Położył podwaliny dla badań nad konfliktem serologicznym między matką a płodem, poprzez wysunięcie tezy o możliwości istnienia tego zjawiska i wykazanie związku przyczynowego z pierwotnym uszkodzeniem płodu i występowaniem poronień jako skutku alergizacji matki przez odmienne antygeny grupowe krwi płodu. Zainicjował transfuzje krwi w Polsce i prawne ujęcie tego zabiegu. Na kursach serologicznych namawiał studentów do organizacji ośrodków krwiodawców na zasadach pół płatnych, pół filantropijnych. Idea przyjęła się nie tylko w Warszawie, ale również w kołach medyków w innych miastach. Potem przejął tę inicjatywę Czerwony Krzyż. Polska była pierwszym krajem w Europie, który uregulował sprawę z punktu widzenia prawnego.

Hirszfeld miał już plany na dalsze badania naukowe i nowe działania, gdy wybuchła wojna. „Los zgotował mi zgoła inne przeżycia. Zamiast rozkoszy czystej nauki czekała mnie cierniowa droga cierpienia. Nie miałem nigdy wielkich ambicji, miałem tylko poczucie misji do spełnienia. W jesieni życia zaś miałem ambicję, aby swoją misję wypełnić do końca. Myślałem, że mam zadania tylko w stosunku do nauki i do młodzieży. Okazało się, że miałem misję pocieszania ginących”16.

Walczył o życie rannych w bombardowanej stolicy. Przeżył gehennę getta, skąd udało mu się zbiec wraz z żoną i córką w lipcu 1942 roku. W getcie nie tylko walczył z chorobami zakaźnymi, ale brał udział w tajnym nauczaniu, prowadząc regularne wykłady dla studentów medycyny. Współpracował z proboszczem kościoła Wszystkich Świętych przy pl. Grzybowskim w Warszawie, w prowadzonych przez niego akcjach charytatywnych. Po ucieczce ukrywał się w Kamiennej w Ziemi Pińczowskiej i w Miłosnej koło Warszawy. W tym czasie zmarła jego jedyna córka. Ta wielka tragedia mocno zaważyła na dalszym życiu Profesora. Po wojnie powrócił do nauki. Prowadził najpierw bardzo krótko wykłady na Uniwersytecie Lubelskim (był jego współorganizatorem) z zakresu serologii, immunologii, bakteriologii i patologii ciąży, następnie przeniósł się do Wrocławia, gdzie organizował Wydział Lekarski polskiego uniwersytetu. W 1952 roku utworzył we Wrocławiu Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN (dziś jego imienia). Po wojnie napisał doskonały nowoczesny podręcznik do immunologii. Prowadził badania naukowe. Zorganizował badania profilaktyczne, które objęły ponad 600 tysięcy mieszkańców Dolnego Śląska pod kątem zakażenia kiłowego.

We Wrocławiu pracował aż do śmierci 7 marca 1954 roku. Został pochowany na cmentarzu św. Wawrzyńca w tym mieście, gdyż pod koniec wojny przyjął chrześcijaństwo i zdeklarował się jako katolik. Ma swoje ulice w Warszawie i we Wrocławiu. Zrealizował w pełni swoją myśl o tym, że „wielkim jest ten, który przezwyciężywszy instynkt życia, zmienił go w pragnienie trwania”.

SECT-ID LINK

1L. Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 1946, s. 7.

2Ibidem, s. 10.

3Ibidem, s. 14.

4Ibidem, s. 15.

5Ibidem, s. 21

6Ibidem.

7Ibidem, s. 21–22.

8Ibidem, s. 23.

9Ibidem, s. 28

10Ibidem, s. 36–37

11Ibidem, s. 62–63.

12Ibidem, s. 55.

13Ibidem, s. 68.

14Ibidem, s. 76.

15Ibidem, s. 81

16Ibidem, s. 167

Bolesław Hryniewiecki

Urodzony 20 II 1875 w Międzyrzecu Podlaskim. Studia na Cesarskim UW (1893–1894), za udział w manifestacji patriotycznej zesłany w głąb Rosji; po amnestii studia na uniwersytecie w Dorpacie, tamże docent prywatny (1904), rosyjski doktorat (1913). Podróże badawcze na Ural, Kaukaz i do Armenii; studia uzupełniające w Jenie, Lipsku, Grazu, Palermo i Genewie. Profesor uniwersytetu i dyrektor Ogrodu Botanicznego w Odessie (1914). Profesor UW (1919), rektor (1926/1927), dyrektor Ogrodu Botanicznego (1920–1960).

Botanik i historyk botaniki.
Członek TNW (1912), PAU (1930), PAN (1952), Polskiego Towarzystwa Geograficznego, Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego. Jeden z założycieli i prezes (1922–1926, 1945–1953) Polskiego Towarzystwa Botanicznego. Członek i prezes (1929–1939) Ligi Ochrony Przyrody.
Redaktor „Sprawozdań z posiedzeń Towarzystwa Naukowego Warszawskiego”, „Archiwum Nauk Biologicznych T.N.W.”, „Planta Polonica”, „Monographiae Botanicae”.
Zmarł 13 II 1963 w Brwinowie k. Warszawy.

Nasze lasy, Warszawa 1901; Zielnik i muzeum botaniczne. Wskazówki praktyczne: jak zbierać, preparować, konserwować, oznaczać rośliny i układać zbiory botaniczne, Warszawa 1922; Précis de lhistoire de la botanique en Pologne, Warszawa 1931; Tentamen florae Lithuaniae. Zarys flory Litwy, Warszawa 1933; Prof. dr. Edward Strasburger (1844–1912): jego życie i dzieła, Warszawa 1938; Zarys dziejów botaniki, Warszawa 1949; Owoce i nasiona, Warszawa 1952; Adam Mickiewicz a flora Litwy, Warszawa 1956.

Z. Radwańska-Paryska, Profesor Bolesław Hryniewiecki. Człowiek i uczony, „Wiadomości Botaniczne” t. VI1, z. 3/4, s. 165–169.

TOMASZ MAJEWSKI

BOLESŁAW HRYNIEWIECKI

1875–1963

 

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego Bolesław Hryniewiecki to postać znana i popularna w swoim czasie nie tylko wśród botaników, zarówno polskich, jak i z wielu innych krajów, ale i wśród wszystkich interesujących się choć trochę roślinami, które nas przecież zewsząd otaczają. Znakomity, wszechstronny badacz o szerokich kontaktach międzynarodowych, szanowany przez swoich uczniów nauczyciel akademicki, popularyzator wiedzy o przyrodzie i zasłużony działacz na polu jej ochrony, wybitny historyk nauk o roślinie, podróżnik i organizator życia naukowego, zawsze imponujący kulturą i erudycją – szczególnie w tym wydawnictwie zasługuje na przypomnienie.

Urodził się 20 lutego 1875 roku w Międzyrzecu Podlaskim. Po ukończeniu w Lublinie szkoły średniej rozpoczął w roku 1893 studia przyrodnicze na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Studiował tu jednak niedługo: już w roku 1894 za udział w manifestacji patriotycznej został aresztowany i wywieziony w głąb Rosji. Po dwóch latach zwolniony, kontynuował studia z zakresu botaniki i chemii na uniwersytecie w Dorpacie. Jeszcze jako student rozpoczął pracę naukową jako asystent profesora botaniki tego uniwersytetu, Nikołaja I. Kuzniecowa. Podjął w tym czasie trzy podróże na Kaukaz, badając tamtejszą florę w ramach ekspedycji zorganizowanych przez Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne. Jej rezultatem były obszerne naukowe sprawozdania z prowadzonych tam badań; w sumie Hryniewiecki opublikował w latach 1901–1916 pięć doniesień poszerzających wiedzę o roślinności Kaukazu. W roku 1904 został docentem prywatnym Uniwersytetu Dorpackiego, prowadząc tam wykłady z anatomii i fizjologii roślin. Studia uzupełniał w latach 1904–1906 i 1909 na niemieckich uniwersytach. W Jenie pracował pod kierunkiem wybitnych tamtejszych botaników, Ernsta Stahla i Wilhelma Detmera, fizjologa roślin; w Lipsku studiował u wybitnego fizjologa roślin Wilhelma Pfeffera i opublikował (1908) wykonaną tam pracę o reotropiźmie korzeni; później poznał pracownie botaniczne w Grazu u Gottlieba Haberlandta i w Palermo, a także w Genewie, współpracując tam z Robertem Chodatem. Stopień doktora botaniki (równorzędny z habilitacją) otrzymał w roku 1913 w Dorpacie za rozprawę o szparkach oddechowych roślin. W 1914 roku mianowany profesorem, objął katedrę morfologii i systematyki roślin uniwersytetu w Odessie oraz kierownictwo tamtejszego Ogrodu Botanicznego, poświęcając jednak swój czas głównie dla organizowania życia osiedlonych tam Polaków i coraz liczniejszych wojennych uchodźców. Był kierownikiem Wydziału Szkolnego, członkiem Rady Miejskiej i przewodniczącym Rady Organizacyj Polskich w Odessie, budował tam polskie szkolnictwo. W czasie pobytu w Rosji wysyłał do botanicznego czasopisma w Dorpacie („Trudy Bot. Sada Imperat. Jur’evskago Universiteta”) i do niemieckiego „Botanisches Centralblatt” streszczenia polskich botanicznych publikacji naukowych, dzięki czemu mogły one wejść w obieg międzynarodowy; liczba tych streszczeń mogła przekroczyć 250.

W roku 1919 Hryniewiecki opuścił objęte wojną miasto i powrócił do kraju. Niezwłocznie objął katedrę systematyki i geografii roślin Uniwersytetu Warszawskiego i kierownictwo przynależnego jej Zakładu, kierował także uniwersyteckim Ogrodem Botanicznym. Stanowiska te zajmował do wybuchu wojny w 1939 roku. W latach 1925–1926 pełnił obowiązki dziekana Wydziału Filozoficznego UW, a w roku akademickim 1926/1927 rektora Uniwersytetu.

Dwudziestolecie międzywojenne to najbardziej płodny okres wszechstronnej działalności Bolesława Hryniewieckiego. Objął pusty lokal Zakładu Systematyki Roślin w Alejach Ujazdowskich, który w niedługim czasie przekształcił w dobrze wyposażony warsztat pracy naukowej, z ciągle uzupełnianą i coraz cenniejszą biblioteką i z intensywnie gromadzonymi zbiorami zielnikowymi. Wartość dydaktyczna i naukowa Ogrodu Botanicznego, którym kierował, zwiększała się dzięki aktywności Romana Kobendzy, zaangażowanego w 1926 roku na stanowisku inspektora. Stary, niewielki Ogród Botaniczny nie wystarczał jednak dla nowych potrzeb naukowych i dydaktycznych profesora Hryniewieckiego, który wobec tego starał się przez cały okres międzywojenny o uzyskanie większego terenu, położonego poza śródmieściem Warszawy, w celu przeniesienia tam kolekcji naukowych i wybudowania pomieszczenia dla botanicznych zbiorów muzealnych. Teren taki, przylegający do Fortu Mokotowskiego, został mu przyznany krótko przed wybuchem wojny, która pokrzyżowała związane z tym plany.

Z ważniejszych czysto botanicznych prac naukowych profesora Hryniewieckiego, wykonanych wówczas i opublikowanych, wymienić należy przede wszystkim monumentalny Zarys flory Litwy (1933). Była to pierwsza nowoczesna synteza roślinności tego kraju uzupełniona obszernym opracowaniem historii jej badań. Zwracają także uwagę drobniejsze rozprawy poświęcone zasięgom rzadkiej u nas kłoci (Cladium mariscus) (1922), olszy szarej (1930) oraz kilku innych rzadkich gatunków Polski i Litwy (1932), a także opis roślinności okolic Jeziora Wigierskiego (1924).

Drugim kierunkiem naukowym w dorobku Hryniewieckiego rozwijanym w tym okresie była historia botaniki. Publikował on już wcześniej życiorysy zmarłych polskich botaników: Bogumira Eichlera (1907), Stanisława Chełchowskiego (1908), Marii Twardowskiej (1909), Władysława Dybowskiego (1910), Franciszka Kamieńskiego (1913) i księdza Jerzego Pabreża (1914). Po powrocie do kraju kontynuował ten wątek, publikując życiorysy zmarłych: Emila Godlewskiego (1932), Feliksa Kwiecińskiego (1933), Romana Gutwińskiego (1934), Karola Drymmera (1937) i Witolda Łaźniewskiego (1938), obszerne opracowania życia zasłużonych w dawniejszych czasach Anny Jabłonowskiej (1934), Wojciecha Jastrzębowskiego (1937) i Antoniego Schneebergeera (1938), oraz wydobywając z zapomnienia postać odkrywcy cyklu życiowego paproci Michała Leszczyc-Sumińskiego (1937). Na szczególną uwagę zasługuje obszerna, książkowa monografia naszego wybitnego botanika Edwarda Strasburgera (1938), w swoim czasie wychowanka i docenta Szkoły Głównej, który później, będąc profesorem uniwersytetów w Jenie i w Bonn, zyskał światową sławę jako jeden z twórców anatomii i cytologii rozwojowej roślin; Hryniewiecki przypominał polskość Strasburgera, pomijaną przez innych jego biografów. Był też w tym czasie autorem syntetycznych opracowań historii botaniki, pierwszych w naszej literaturze: botaniki powszechnej (1927) oraz historii botaniki w Polsce (wyd. 1927 w języku polskim, wyd. 1931 i 1933 w języku francuskim). Wydanie z okazji III Zjazdu Botaników Słowiańskich, który odbył się w Warszawie w roku 1931, jest szczególnie cenne ze względu na reprodukowane tam dobrej jakości portrety naszych uczonych; ich oryginały w większości już nie istnieją. Cenne jest wspomniane już wyżej opracowanie historii badań flory Litwy (1933) – Hryniewiecki przypomniał tu m.in. postać księdza Pabreża, którego zielnik z początku XIX wieku odkrył jeszcze w czasach swej młodości w klasztorze w Kretyndze. Z tej dziedziny wspomnieć jeszcze warto artykuły Hryniewieckiego o udziale kobiet polskich w rozwoju botaniki (1933) i o historii badań mszaków okolic Warszawy (1937).

Profesor Bolesław Hryniewiecki położył duże zasługi dla organizowania się polskich botaników po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Był w składzie komisji przygotowującej powołanie Polskiego Towarzystwa Botanicznego, podpisał zaproszenie na zjazd założycielski, który odbył się w Warszawie, w gmachu byłej Szkoły Głównej, w dniach 9 i 10 kwietnia 1922 roku, wygłosił przemówienie powitalne. Zebrani wybrali go pierwszym prezesem nowego Towarzystwa. Godność tę piastował Hryniewiecki dwukrotnie, w latach 1922–1926 i 1945–1953. W latach 1935–1938 był przewodniczącym Oddziału Warszawskiego PTB. Był czynnym członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Włożył wiele pracy w rozwój i utrzymanie w okresie międzywojennym wychodzących w Warszawie wydawnictw periodycznych tego Towarzystwa, zamieszczających publikacje naukowe z zakresu nauk przyrodniczych. Wymienić tu należy wydawane pod jego redakcją „Sprawozdania z posiedzeń Towarzystwa Naukowego Warszawskiego”, „Archiwum Nauk Biologicznych T.N.W.”, zamieszczające większe, monograficzne prace, oraz szczególnie cenny dla botaników periodyk „Planta Polonica”. Ukazywał się on pod jego redakcją w latach 1930–1939 i przyjmował, podobnie jak „Archiwum”, prace monograficzne, lecz wyłącznie z zakresu botaniki. Tu opublikowano klasyczne: Stosunki fitosocjologiczne Puszczy Kampinoskiej Romana Kobendzy (1930), Elementy flory polskiego Podola Wacława Gajewskiego (1937) i Zespoły grzybów towarzyszących kornikom polskim Wincentego Siemaszki (1939).

Bolesław Hryniewiecki działał nie tylko w PTB. Był aktywnym członkiem Polskiego Towarzystwa Geograficznego: należał do grupy organizującej II Zjazd Słowiańskich Geografów i Etnografów, który odbył się w Warszawie w 1927 roku, oraz Międzynarodowy Kongres Geograficzny w Warszawie w 1934 roku. Był członkiem rzeczywistym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1912 roku), członkiem Komisji Fizjograficznej AU i PAU oraz członkiem Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego. Należał do grup organizujących Zjazdy Lekarzy i Przyrodników Polskich (od XII Zjazdu w Warszawie w 1925 roku do XV Zjazdu we Lwowie w 1937 roku). Godnie reprezentował botanikę polską na arenie międzynarodowej. Jeszcze w okresie dorpackim wziął udział w Międzynarodowych Kongresach Botanicznych w Wiedniu (1905) i Brukseli (1910). Później był stałym uczestnikiem Międzynarodowych Wycieczek Geograficzno-Roślinnych, poczynając od trzeciej wycieczki w Szwajcarii w 1923 roku do siódmej we Włoszech w 1934 roku. Wziął udział w II Kongresie Międzynarodowym Ochrony Przyrody (Paryż 1931). Był członkiem towarzystw botanicznych we Francji i Czechosłowacji. Organizował w Warszawie, o czym już wspomniano, II Zjazd Botaników Słowiańskich (1931).

Liczne publikacje profesora Hryniewieckiego są przykładami dobrej popularyzacji wiedzy botanicznej. Przywiązywał do tej działalności dużą wagę, zresztą dzięki swojej erudycji i łatwości pisania posiadał dar przekazywania wiedzy swoim licznym uczniom i wszystkim interesującym się przyrodą. Być może najważniejszym jego osiągnięciem w tym zakresie było doprowadzenie do opublikowania części botanicznej nowego wydania Poradnika dla samouków. Pierwsze dwa wydania tego zbiorowego dzieła, zwięzłe i niewielkiej objętości, ukazały się w latach 1898–1902; trzecie wydanie miało zupełnie inny charakter. Część botaniczna nowego wydania Poradnika wyszła drukiem w trzech dużej objętości tomach w latach 1926, 1927 i 1929, formalnie pod redakcją zasłużonego Stanisława Michalskiego, lecz niewątpliwie głównie staraniem Hryniewieckiego. Był on autorem ponad 700 stron druku, co stanowi prawie 40% całości. Dzieło to, wzorowo opracowane pod względem dydaktycznym, z obszernym wskazaniem źródeł do dalszego, samodzielnego studiowania, wobec niewielkiej wówczas możliwości kształcenia się młodych ludzi, szczególnie na prowincji, dawało wszystkim zainteresowanym możliwość zdobycia aktualnej wiedzy. Warto przypomnieć, że umieszczone w tym wydaniu Poradnika dwa oryginalne, wspomniane już wyżej obszerne rozdziały pióra Hryniewieckiego poświęcone historii botaniki, były pierwszymi u nas opracowaniami tego zagadnienia.

Ochrona ojczystej przyrody leżała profesorowi Hryniewieckiemu szczególnie na sercu. Jej cele i problemy przedstawiał w wielu artykułach popularnonaukowych i polemicznych, publikowanych między innymi w czasopismach „Ochrona Przyrody”, „Ziemia”, „Wiadomości Turystyczne”, a także w prasie codziennej i w licznych, wygłaszanych przy różnych okazjach, referatach i pogadankach. Walczył o zachowanie zagrożonej wówczas niszczeniem przyrody Tatr, okolic jeziora Wigry i lasów w okolicach Warszawy. Był czynnym członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody, przewodniczącym Warszawskiego Kuratorium Państwowej Komisji Ochrony Przyrody (1921–1939), a także członkiem i prezesem (w latach 1929–1939) Ligi Ochrony Przyrody.

Profesor Hryniewiecki wspominany był przez swoich licznych uczniów jako znakomity nauczyciel i wykładowca, prowadził zresztą wykłady ze specjalności botanicznych nie tylko na Uniwersytecie Warszawskim, lecz także w Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wśród jego wychowanków widzimy nazwiska wielu znanych później uczonych. Dyplomanci Zakładu Systematyki UW publikowali wartościowe prace ze wszystkich dziedzin botaniki, chociaż profesor Hryniewiecki zachęcał swoich studentów szczególnie do zajęcia się roślinami zarodnikowymi, które w Polsce ciągle jeszcze były słabo poznane. Tak mszaki badali w jego pracowni Tadeusz Wiśniewski, Ludmiła Goetzen (Hausbrandtowa), Irena Rejmentówna, Karolina Lublinerówna i Krystyna Stefanowicz, glonami zajmowały się Alicja Luer-Jeziorańska, Maria Rogalska i Hanna Wysocka (Bujalska), porostami Janina Stankiewiczówna (Tyszkiewiczowa), a grzybami Zofia Zyskówna, Aldona Szwanke i Alina Skirgiełło. Rośliny naczyniowe i ich zespoły badali m.in. Maria Czyrsznicówna (Zanowa), Wacław Gajewski, Helena Juraszkówna, Wanda Karpowiczówna, Ludmiła Chlewińska (Karpowiczowa), Katarzyna Kleistówna i Halina Karmazyńska.

II wojna światowa przyniosła zniszczenie dorobku Profesora. Niemcy rozstrzelali jego najzdolniejszego ucznia, Tadeusza Wiśniewskiego, w którym Profesor pokładał duże nadzieje. Budynki przy Ogrodzie Botanicznym zostały spalone, Ogród zdewastowany. Szczęśliwie, trudem głównie Wiśniewskiego i Skirgiełłówny, zdołano uratować większość księgozbioru i zielników.

Po wojnie profesor Hryniewiecki przystąpił, mimo podeszłego wieku i słabego już zdrowia, do odbudowy Zakładu Systematyki i Geografii Roślin oraz Ogrodu Botanicznego (otwartego dla publiczności dopiero w 1949 roku). Kierował tymi jednostkami formalnie do 1960 roku, chociaż w bieżącej pracy zastępowały go Alina Skirgiełło w Zakładzie i Ludmiła Karpowiczowa w Ogrodzie Botanicznym. Ciągle jeszcze pracował naukowo, poświęciwszy się już prawie wyłącznie historii botaniki. Opublikował życiorysy zmarłych w ostatnich latach botaników: Józefa Paczoskiego (1946), Wincentego Siemaszki (1947), Seweryna Krzemieniewskiego (1948), Tadeusza Wiśniewskiego (1948), Wacława Niedziałkowskiego (1950), Januarego Kołodziejczyka (1950) i Jadwigi Wołoszyńskiej (1952). Większe rozprawy poświęcił wybitnym, dawniej zmarłym naszym botanikom, Jakubowi Wadze (1951), Stanisławowi Batys Gorskiemu (1952), Hugo Zapałowiczowi (1953), Adamowi Prażmowskiemu (1954) i Tytusowi Chałubińskiemu (1955) oraz dendrologowi Janowi Jonstonowi (1957). Cenna jest jego analiza botanicznej działalności Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1951) i analiza najstarszych flor okolic Warszawy (1955). Wydobył z zapomnienia autora pierwszej statystycznej analizy polskiego rolnictwa oraz projektu założenia w Warszawie Muzeum Przyrodniczego, żyjącego w XVIII wieku Stefana Chardon de Rieule (1947). Publikował życiorysy botaników w Polskim Słowniku Biograficznym. Specjalne studia poświęcił roślinom wzmiankowanym w naszej wielkiej poezji: Pan Tadeusz w oczach botaników (1948), Grzybobranie w poemacie A. Mickiewicza Pan Tadeusz” (1955), Adam Mickiewicz a flora Litwy (1956). Obszerna rozprawa o zainteresowaniach botanicznych Elizy Orzeszkowej (będąca spisem, wraz z komentarzami, roślin wzmiankowanych w jej powieściach) pozostała niestety w jednym egzemplarzu maszynopisu. Wydał kolejne syntetyczne opracowanie historii botaniki w Polsce w jubileuszowym wydawnictwie PAU (1948) oraz popularny Zarys dziejów botaniki (1949). Cenny jest wreszcie obszerny, akademicki podręcznik Owoce i nasiona (1952), przybliżający zagadnienia rzadko omawiane szczegółowo w podręcznikach botaniki. Inne jego aktywności to funkcja redaktora „Monographiae Botanicae”, nowego czasopisma PTB (1953–1956).

Profesor Hryniewiecki był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i Polskiej Akademii Umiejętności do ich rozwiązania, w 1952 roku otrzymał godność członka tytularnego Polskiej Akademii Nauk (uprawniała ona do udziału w sesjach naukowych PAN). Brał udział w pracach Komitetu Historii Nauki i Komitetu Botanicznego PAN. Od 1946 roku przewodniczył Komitetowi Ochrony Przyrody w Warszawie. W roku 1947 wybrano go członkiem honorowym PTB. W 1994 roku Walny Zjazd Delegatów PTB uchwalił regulamin Medalu Profesora Hryniewieckiego, przyznawanego przez Towarzystwo za wybitne zasługi na polu popularyzacji wiedzy botanicznej.

Profesor Bolesław Hryniewiecki zmarł 13 lutego 1963 roku i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Kazimierz Jabłczyński

Urodzony 25 III 1869 w Warszawie. Studia na politechnice w Zurychu (1889–1892). Wykładowca w Towarzystwie Kursów Naukowych oraz jeden z założycieli Wolnej Wszechnicy w Warszawie. Dalsze studia na uniwersytecie w Heidelbergu, doktorat we Fryburgu (1908). Asystent na uniwersytecie w Bazylei (1912/1913). Wykładowca UW, prof. nadzwyczajny (1915), prof. zwyczajny (1924), inicjator budowy gmachu Wydziału Chemii.

Chemik; badania z zakresu kinetyki chemicznej w układach niejednorodnych, koloidów, elektrochemii, jeden z pierwszych badaczy chemiluminescencji.
Sekretarz Koła Chemików przy Oddziale Warszawskim Rosyjskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu, członek Polskiego Towarzystwa Chemicznego.
Redaktor (wraz z Bronisławem Znatowiczem) tygodnika „Chemik Polski” (1901).
Zmarł 12 X 1944 w Milanówku.

Systematyczne ćwiczenia laboratoryjne z chemii nieorganicznej, Warszawa 1907; Doświadczenia z chemii w życiu codziennym, Warszawa 1911; Podręcznik do ćwiczeń z analizy jakościowej (współautor M. Kowalski), Warszawa 1920; Pierwiastki promieniotwórcze (budowa atomu), Warszawa 1924.

W. Kemula, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944). Krótki rys życia i pracy. Notice necrologique, „Roczniki Chemii” 1949, nr 23, s. 349–360; H. Jabłczyńska-Jędrzejewska, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37; s. 258.

HALINA LICHOCKA

KAZIMIERZ JABŁCZYŃSKI

1869–1944

 

Był dwojga imion – Kazimierz Stanisław, ale drugiego imienia nie używał. Ani prywatnie, ani oficjalnie. Nawet świadectwo odbycia studiów na Politechnice w Zurychu zostało wystawione dla „Herr Casimir Jablczynski aus Warschau, Russ-Polen”1. Podobnie było z dyplomem doktorskim, uzyskanym na uniwersytecie we Fryburgu. Dyplom napisany był po łacinie, co można uznać za dowód wpływu, jaki na kształt tego uniwersytetu wywarł jego założyciel – papież Leon XIII oraz Polacy, a wśród nich jeden z pierwszych rektorów tej uczelni – Józef Wierusz Kowalski oraz zatrudniona tam dość liczna kadra profesorska z Krakowa.

Właściciel dyplomu doktorskiego został zapisany jako: „Vir doctissimus Casimirus Jablczynski, Polonus”2. Bez żadnej wzmianki o obywatelstwie rosyjskim, chociaż dokument został sporządzony w 1908 roku, gdy Polski nie było na mapach Europy.

Dopiero Kennkarte wydana przez władze okupacyjne 30 czerwca 1942 roku, ważna do 30 czerwca 1947, zawierała z prawdziwie niemiecką skrupulatnością wszystkie podstawowe dane: „Kazimierz Stanisław Jabłczyński, em. prof. Uniwersytetu Warszawskiego, profesor chemii, wyzn. rzymsko-katolickie, ur. w Warszawie 25. III. 1869, znaków szczególnych brak, fotografia, odciski palców wskazujących prawej i lewej ręki. Adres: Warszawa, ul. Służewska 5; zmiana adresu 22. VII. 1943: Warszawa, ul. Czarnieckiego 13 m. 1”.

Chociaż urodził się w Warszawie, nie był rodowitym mieszkańcem tego miasta. Jeśli wierzyć internetowej Bibliotece genealogii polskiej, jego rodzina pochodziła ze wsi Nowosiółki w guberni mińskiej, gdzie posiadała niewielki majątek ziemski. Przynajmniej część rodziny opuściła tamte strony nie później niż w czasie powstania styczniowego, ponieważ rodzice Kazimierza – Michał Jabłczyński i Emilia Zofia Laube, zawarli związek małżeński już w warszawskim kościele Św. Krzyża. Miało to miejsce w roku 1863.

Ojciec Kazimierza Jabłczyńskiego wszedł w posiadanie fabryki wyrobów gipsowych, mieszczącej się w Warszawie przy ul. Długiej oraz domu położonego przy tej samej ulicy. Fabryką kierował wspólnie ze swym bratem Antonim. Przedsiębiorstwo prosperowało dobrze, zapewniając rodzinie godziwe dochody. Produkowało nie tylko gips budowlany, ale również sztukaterie, rozmaite ornamenty oraz odlewy rzeźb. Kazimierz i jego starszy brat Feliks mieli w przyszłości kontynuować i rozwijać tę produkcję. Jednak los już niebawem pokierował inaczej.

Ich ojciec zmarł w maju 1883 roku, gdy nie zdążyli jeszcze dorosnąć. Kazimierz był wówczas uczniem szkoły średniej, a Feliks – wszechstronnie uzdolniony – rozpoczynał dopiero studia chemiczne na Uniwersytecie w Dorpacie. Jego kariera w przyszłości potoczyła się z dala od gipsowej galanterii; po studiach zajmował się twórczością artystyczną i osiągnął na tym polu liczące się sukcesy. Zdobył sławę i trwałe miejsce w historii naszej kultury jako oryginalny malarz, grafik, rzeźbiarz i literat. Ale wykształcenie chemiczne też mu się przydało – zaowocowało opatentowanym i wdrożonym wynalazkiem nowej metody otrzymywania pasteli malarskich.

Tymczasem w „Kurierze Warszawskim” z dnia 1 czerwca 1883 roku ukazało się następujące ogłoszenie: „Fabryka wyrobów gipsowych i gipsu mielonego, egzystująca przy ulicy Długiej 10 i przy ulicy Leszczyńskiej 3, pod firmą Michała Jabłczyńskiego, z przyczyny śmierci tegoż, nadal prowadzoną będzie pod moim kierunkiem i wszelkie zobowiązania na przyszłość oraz już istniejące roboty, na czas wykończone będą. – Antoni Jabłczyński”3.

Kazimierz ukończył szkołę średnią w Warszawie, ale nie przystępował tu do matury, lecz wyjechał do Szwajcarii i po zdaniu egzaminu państwowego zapisał się na Wydział Chemiczny Politechniki w Zurychu. Jego politechniczne studia trwały od października 1889 roku do sierpnia 1892. Chemia go fascynowała. Uczył się z przyjemnością i uzyskiwał znakomite wyniki. Najniższą oceną, jaką w tym czasie otrzymał, było 4½, a z kilku przedmiotów miał nawet szóstki4.

Po powrocie do kraju pomagał matce w prowadzeniu fabryki. Nie wiadomo, jak szła mu ta praca. Chyba nie najlepiej. Nie ma o tym ani słowa w trzech zachowanych, własnoręcznie przez niego napisanych życiorysach5. Pracował tam zaledwie kilka lat. Co było tego przyczyną? Czy fabryka została sprzedana, czy może przeszła w ręce innych spadkobierców? W każdym razie już w 1898 roku Kazimierz Jabłczyński znalazł się wobec konieczności poszukiwania zajęcia oraz innych źródeł dochodów. Pod ówczesnymi carskimi rządami nie miał żadnych szans na zatrudnienie w instytucjach państwowych lub szkolnictwie, ponieważ był absolwentem uczelni zagranicznej. Tu honorowane były wówczas jedynie dyplomy rosyjskie.

W tej sytuacji, wraz z dwoma innymi kolegami, założył w Warszawie laboratorium chemiczno-analityczne. Mieściło się ono w wynajętym lokalu w Alejach Jerozolimskich. Miało charakter głównie usługowy. Na zlecenie wykonywano w nim analizy rozmaitych materiałów, sprawdzano wartość surowców, wykrywano zafałszowania itp.

W tym czasie Jabłczyński poznał Bronisława Znatowicza, który kierował Oddziałem Krzewienia Wiedzy, świeżo zorganizowanym w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Znajomość przerodziła się w przyjaźń i kilkuletnią współpracę. Od 1901 roku obaj redagowali „Chemika Polskiego” – tygodnik „poświęcony wszystkim gałęziom chemii teoretycznej i stosowanej” – jak informował jego podtytuł. Jabłczyński obficie zapełniał kolejne numery przekładami i streszczeniami prac zaczerpniętych z obcej literatury, recenzjami chemicznych nowości wydawniczych, doniesieniami z posiedzeń europejskich środowisk naukowych, omówieniami najbardziej aktualnej problematyki chemicznej, wreszcie własnymi artykułami przeglądowymi i badawczymi.

Aktywnie włączył się również w prace Oddziału Krzewienia Wiedzy, w ramach którego powstała Sekcja Odczytowa. Wygłaszał publiczne wykłady popularyzujące różne aspekty chemii i jej praktycznych zastosowań. Dużo tego rodzaju zajęć miał zwłaszcza w 1905 roku, gdy osłabione klęską w wojnie z Japonią i narastaniem wewnętrznego ruchu rewolucyjnego władze rosyjskie zezwoliły Sekcji Odczytowej na powiększenie liczby godzin wykładowych.

Prelekcje Jabłczyńskiego były zajmujące. Narrację uzupełniał pokazami efektownych doświadczeń. Jego słuchaczami byli w większości uczniowie warszawskich szkół średnich. Sala w Muzeum Przemysłu i Rolnictwa wypełniała się po brzegi. Młodzież spragniona była wiedzy podawanej przystępnie w języku polskim.

Te popularne wykłady dały początek Towarzystwu Kursów Naukowych, przekształconemu następnie w Wolną Wszechnicę Polską, której jednym z założycieli był Kazimierz Jabłczyński. Był również przez kilka lat sekretarzem Koła Chemików, utworzonego przy Oddziale Warszawskim Rosyjskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu. Koło Chemików było zaczątkiem późniejszego, założonego już po odzyskaniu niepodległości, Polskiego Towarzystwa Chemicznego.

Młody entuzjasta nauki był jednocześnie zaangażowanym społecznikiem. Dlatego nie umiał pozostać obojętny wobec toczących się wypadków politycznych. W burzliwym roku 1905 Kazimierz Jabłczyński wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, jedynego ugrupowania, o którym wiedział, że ma w swym programie walkę o suwerenność naszego kraju i oderwanie go od Rosji. To był dla niego powód wystarczający. Od razu włączył się w działalność konspiracyjną. Szybko niestety zapłacił za to dwoma miesiącami więzienia. Wyszedł na wolność 1 kwietnia 1906 roku, na dwa tygodnie przed pojawieniem się na świecie jego córeczki – Hanny Wandy. Położenie materialne, w jakim się teraz znalazł, stało się bardzo trudne. Był śledzony przez policję i mimo wytrwałych poszukiwań nie mógł uzyskać żadnej pracy. W grudniu tego samego roku, ostrzeżony przed groźbą ponownego aresztowania, wyjechał za granicę.

Udał się do Heidelbergu i przystąpił do wykonywania pracy doktorskiej w pracowni Georga Brediga w miejscowym Uniwersytecie. Bredig był fizykochemikiem, dawnym uczniem i asystentem Wilhelma Ostwalda w Lipsku. Zajmował się roztworami koloidalnymi metali oraz ich tlenków. Opracował metodę otrzymywania koloidów poprzez kondensację par w temperaturze łuku elektrycznego i pod wysokim ciśnieniem. Tych zagadnień dotyczyła również praca Jabłczyńskiego. Wykonał ją w ciągu roku, lecz egzamin doktorski odłożył na później. Wolał sfinalizować swój dyplom we Fryburgu w Szwajcarii, gdzie Ignacy Mościcki wraz ze współpracownikami stworzył najbardziej liczący się wówczas ośrodek badań procesów chemicznych zachodzących w polu łuku elektrycznego.

We Fryburgu spotkał się z życzliwością skupionego tam, licznego polskiego środowiska. Wystarano się dla niego o stypendium naukowe, przyznane przez Kasę im. Mianowskiego, a profesor chemii nieorganicznej – Tadeusz Estreicher udostępnił mu miejsce w swoim laboratorium. Obrona doktoratu Jabłczyńskiego wypadła bardzo dobrze. Odbyła się 26 marca 1908 roku z wynikiem magna cum laude. Za ten doktorat oraz trzy dodatkowe prace badawcze wykonane we Fryburgu otrzymał nagrodę pieniężną, ufundowaną przez Wydział Filozoficzny tamtejszego uniwersytetu.

W tym samym czasie Jabłczyński, wykorzystując swoje doświadczenie w popularyzacji nauki, zajął się opracowaniem podręczników chemii. W roku 1907 ukazały się aż dwie jego książki. Pierwsza nosiła tytuł: Systematyczne ćwiczenia laboratoryjne z chemii nieorganicznej i była – jak sam napisał w życiorysie – „przeróbką książki W. Hillyera”. Druga, wydana nakładem Kasy im. Mianowskiego, stanowiła polski przekład publikacji Arnolda F. Hollemana: Podręcznik chemii nieorganicznej. Podręcznik ten cieszył się dużą poczytnością i był kilkakrotnie wznawiany6.

Formalna współpraca Kazimierza Jabłczyńskiego z Ignacym Mościckim rozpoczęła się 15 lutego 1909 roku. Tego dnia bowiem Jabłczyński został zatrudniony przez Société de l’Acide Nitrique – szwajcarską spółkę, finansującą badania Mościckiego i czerpiącą zyski z jego wynalazków. Pisał o tym Jabłczyński następująco: „Temat pracy otrzymałem: «Synteza cyjanków z azotu atmosferycznego i węglowodorów w piecu I. Mościckiego». Wobec dobrych wyników zgłosiliśmy wspólnie patenty w Stanach Zjednoczonych (nr pat. 570778) i w Kanadzie (nr pat. 129102). Według tej metody fabryka Azot pod Jaworznem wytwarzała przez pewien czas cyjanki”7.

Nowatorstwo metody polegało na zastosowaniu pieca z wirującym płomieniem, wykorzystującego energię wyładowań elektrycznych. Był to wynalazek Mościckiego, zastosowany po raz pierwszy w zaprojektowanej przez niego technologii otrzymywania kwasu azotowego z powietrza. W pracach nad zagadnieniem produkcji cyjanków uczestniczył również Stanisław Przemyski – wówczas student Uniwersytetu we Fryburgu, wykonujący pod kierunkiem Jabłczyńskiego swoją pracę doktorską.

Na wiosnę 1911 roku temat cyjanków został zakończony. Kończył się równocześnie pobyt Ignacego Mościckiego w Szwajcarii. Mościcki, otrzymawszy propozycję objęcia Katedry Elektrochemii i Chemii Fizycznej w Szkole Politechnicznej we Lwowie, nie podejmował już nowych zobowiązań. Dla spółki, od dwóch już lat zatrudniającej Jabłczyńskiego, oznaczało to konieczność zmiany profilu działania, a dla niego samego – utratę pracy.

W lipcu tego samego roku Kazimierz Jabłczyński uczestniczył w XI Zjeździe Lekarzy i Przyrodników Polskich, który odbywał się w Krakowie. Podczas tego Zjazdu wygłosił referat na temat własnych badań z dziedziny kinetyki chemicznej, dotyczących szybkości tworzenia się osadów.

Kilka miesięcy później otworzyła się przed Jabłczyńskim możliwość otrzymania pracy na Uniwersytecie w Bazylei. Wyjechał tam wiosną 1912 roku. Począwszy od nowego semestru objął funkcję asystenta w katedrze chemii nieorganicznej, kierowanej przez profesora Friedricha Fichtera. Przebywał tam krótko, zaledwie jeden rok akademicki 1912/1913. Z tego okresu pochodzą ich wspólne publikacje na temat otrzymywania i właściwości metalicznego berylu.

Latem 1913 roku Kazimierz Jabłczyński powrócił do Warszawy. Utrzymywał się, ucząc w prywatnych szkołach oraz udzielając prywatnych lekcji chemii. Kontynuował te zajęcia również w czasie trwania I wojny światowej. Już w pierwszych miesiącach wojny Rosjanie ewakuowali z Warszawy wszystkie ważniejsze instytucje, w tym również Uniwersytet i Politechnikę. Zarysowała się długo oczekiwana szansa na repolonizację szkolnictwa. W tej sytuacji warszawska profesura utworzyła Komitet, którego zadaniem było opracowanie programu i wytypowanie kadry naukowo-dydaktycznej dla organizujących się samorzutnie polskich wyższych uczelni.

W skład tego Komitetu wchodził także Kazimierz Jabłczyński. Wraz z Janem Józefem Babińskim przygotował program nauczania chemii dla wydziałów Politechniki. Pozostawał jeszcze problem właściwego doboru kadry. Jego rozwiązaniem zajęła się grupa kilkudziesięciu profesorów chemii z całego kraju. Oceniano dorobek i dydaktyczne kwalifikacje potencjalnych kandydatów. Toczyły się rozmowy i konsultacje. Niebawem chemiczna obsada Uniwersytetu i Politechniki została skompletowana. Gdy Niemcy wyparli Rosjan i zajęli Warszawę, wszystko, co wiązało się z funkcjonowaniem obu uczelni, było już gotowe. Nowym władzom okupacyjnym pozostała już tylko akceptacja zastanej rzeczywistości.

W materiałach archiwalnych dotyczących Kazimierza Jabłczyńskiego znajdują się trzy umowy o pracę, sporządzone w języku niemieckim. Pierwsza nosi datę 9 listopada 1915 roku. Została zawarta na okres jednego roku akademickiego (1915/1916) i powoływała Jabłczyńskiego na stanowisko kierownika Zakładu Chemii oraz wykładowcę chemii nieorganicznej i organicznej na Uniwersytecie Warszawskim. Dwie następne umowy (z 19 lutego 1916 oraz 10 sierpnia 1916) były kolejnymi przedłużeniami tej pierwszej. Natomiast wszystkie dalsze dokumenty, mówiące o zatrudnieniu Jabłczyńskiego na Uniwersytecie Warszawskim, były pisane już wyłącznie po polsku.

Tę polską dokumentację rozpoczynał uprzejmy list z 27 września 1917 roku. Jego nadawcą był ówczesny prorektor Uniwersytetu Warszawskiego – Józef Wierusz-Kowalski, dobrze mu znany jeszcze z czasów fryburskich. List zawierał prośbę, aby Jabłczyński dalej pełnił obowiązki profesora, do czasu zawarcia formalnej umowy.

Tak więc, począwszy od 1915 roku, Kazimierz Jabłczyński wykładał chemię na Uniwersytecie Warszawskim nieprzerwanie przez 24 lata, aż do momentu przejścia na emeryturę, co zgodnie z obowiązującą wówczas ustawą miało nastąpić dnia 1 września 1939 roku. Przez wszystkie te lata nauka stanowiła główną treść jego życia i wypełniała większość czasu. Nawet urlop wziął tylko jeden raz – trzymiesięczny w 1925 roku, aby odpocząć od zajęć dydaktycznych, chociaż i wtedy przychodził na Uniwersytet.

W wolnej Polsce od razu otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego, a w 1924 roku został mianowany profesorem zwyczajnym. Pracował w warunkach niezwykle trudnych. Kierowany przez niego Zakład mieścił się w starym budynku, zbyt małym i niedostatecznie przystosowanym do potrzeb naukowych i dydaktycznych chemii uniwersyteckiej. Laboratorium urządzone było dla 20 osób odbywających ćwiczenia, tymczasem liczba samych tylko studentów chemii na każdym roku wynosiła ponad 60. Poza tym w Zakładzie odbywała swoje obowiązkowe ćwiczenia młodzież (w liczbie około 150 osób) z innych kierunków przyrodniczych oraz z farmacji i weterynarii. W podobnym stopniu przeciążone było audytorium, w którym jednorazowo mogło się pomieścić najwyżej 200 słuchaczy, licząc wraz z miejscami stojącymi, podczas gdy na wykłady chemii profesora Jabłczyńskiego zapisywało się rokrocznie ponad 400 studentów8.

Konieczność jak najszybszej budowy nowego gmachu chemii była więc sprawą oczywistą. Zaangażował się w to Jabłczyński bardzo gorliwie już od samego początku swojej pracy na Uniwersytecie. Nie godził się na żadne rozwiązania prowizoryczne. Chciał, aby nowy gmach był obszerny, nowoczesny i tak urządzony, by mógł z powodzeniem długo służyć następnym pokoleniom chemików. Przekonywał, że wszelkie gorsze rozwiązania okażą się z czasem o wiele kosztowniejsze. Jego argumentacja przyniosła ten skutek, że zanim przystąpiono do sporządzania planów budowy, Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego wysłało delegację do najlepszych europejskich instytutów chemicznych w celu zapoznania się z ich organizacją i zaczerpnięcia wzorów, które by można ewentualnie przeszczepić na grunt warszawski. Delegacja wyjechała w październiku 1919 roku, kierując się do Wiednia, Zurychu, Berna, Fryburga, Bazylei i Karlsruhe. Oprócz Jabłczyńskiego w jej skład wchodzili: organik – profesor Wiktor Lampe oraz architekt – profesor Tadeusz Zieliński.

Delegacja powróciła z nowatorskimi pomysłami. Wykonano projekt gmachu, stosując ambitne rozwiązania techniczne. Całej tej pracy przyświecała troska o stworzenie optymalnych warunków do badań naukowych i nauczania. Projekt ten jednak nie doczekał się realizacji. Zabrakło funduszy, a w dodatku wyłoniły się nieprzewidziane problemy z lokalizacją.

Gdy w 1934 roku Uniwersytet otrzymał teren na Polu Mokotowskim, szansa na budowę nowego gmachu chemii zaczęła po raz pierwszy przedstawiać się dobrze. Ale projekt nieżyjącego już Tadeusza Zielińskiego nie pasował do warunków nowej działki; poza tym zdążył się zdezaktualizować. Od europejskiego rekonesansu ministerialnej delegacji upłynęło przecież 15 długich lat. Wszystko więc trzeba było zaczynać od początku.

Nowy projekt wykonał dziekan Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej – profesor Aleksander Bojemski. Budowa ruszyła we wrześniu 1935 roku, a w grudniu roku następnego znów wyjechała delegacja specjalistów, aby u sąsiadów podpatrzeć nowości. Skład delegacji był podobny do poprzedniego, jedynie Zielińskiego zastąpił Bojemski. Inna była natomiast marszruta: zwiedzano uczelnie w Berlinie, Monachium, Dreźnie i Wrocławiu. Po powrocie Kazimierz Jabłczyński opracował szczegółowy plan urządzenia Zakładu Chemii Nieorganicznej, czyli rozmieszczenia poszczególnych pracowni i ich wyposażenia. Napisał później w swoim życiorysie: „Zakład Chemii Nieorganicznej miałby istotne prawo do roszczenia sobie pierwszeństwa wśród podobnych zakładów Europy [...] obliczony był nie na jakie 10 lat, ale co najmniej na 50”9.

Na wiosnę 1939 roku budowa była już na ukończeniu. W Zakładzie Jabłczyńskiego trwała przeprowadzka, a studenci odbywali ćwiczenia w niektórych pomieszczeniach nowego gmachu. Oficjalne przecięcie wstęgi nastąpiło 23 czerwca 1939 roku. Szczęśliwy Jabłczyński z dumą oprowadzał znakomitych gości: Prezydenta Ignacego Mościckiego – kolegę z czasów fryburskich wraz z towarzyszącymi mu ministrami (również chemikami) – Eugeniuszem Kwiatkowskim i Wojciechem Świętosławskim.

To pamiętne wydarzenie było jednocześnie ostatnim akordem bogatej działalności Kazimierza Jabłczyńskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Był profesorem cenionym przez kolegów i młodzież za rozległą wiedzę i umiejętności jej przekazywania. Zwłaszcza dużą frekwencją cieszyły się zawsze jego wykłady, które uatrakcyjniał ciekawymi doświadczeniami i przeźroczami. Natomiast bardzo trudno było zostać dyplomantem prof. Jabłczyńskiego ze względu na niebywałą ciasnotę pracowni. Aby tam trafić, trzeba było wykazać się wysokimi ocenami w przebiegu studiów oraz wykonać analizę specjalnie przygotowanej próbki, złożonej na ogół ze składników mało rozpowszechnionych w przyrodzie. Mimo tych trudności chętnych nie brakowało, ponieważ dyplom z tego Zakładu gwarantował od razu po studiach otrzymanie dobrego stanowiska w przemyśle.

Jednymi z pierwszych doktorantów i współpracowników Jabłczyńskiego byli inżynierowie – Marian Kowalski, który został później profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, oraz Roman Frankowski, Władysław Więckowski i Ferdynand Więckowski. Jednym z najmłodszych wychowanków był natomiast Edward Józefowicz, po II wojnie światowej profesor chemii nieorganicznej na Politechnice w Łodzi.

Tematy prac magisterskich i doktorskich proponowane przez Jabłczyńskiego wiązały się zazwyczaj z problematyką, którą aktualnie sam się zajmował. Zawsze były to zagadnienia z pogranicza chemii nieorganicznej i fizycznej. Interesowała go zwłaszcza kinetyka procesów chemicznych. Najwcześniejsze jego badania prowadzone w warszawskiej pracowni uniwersyteckiej były poświęcone pomiarom szybkości tworzenia się osadów rozmaitych soli, w zależności od rodzaju rozpuszczalnika i warunków przebiegu reakcji – zagadnienie bardzo pojemne, dające możliwości licznych, niebadanych wcześniej kombinacji i uzyskiwania oryginalnych rezultatów. Było ono przedmiotem kilku prac dyplomowych, wykonanych pod kierunkiem Jabłczyńskiego.

Później tematyka się nieco zmieniła. Jabłczyński i jego współpracownicy badali szybkość rozpuszczania się metali w kwasach. Następnie zajęli się prężnością par i prawem równowagi dla elektrolitów. Dalsze prace dotyczyły roztworów koloidalnych, pomiarów wielkości jonów w środowisku wodnym itp. Uzyskiwane wyniki były publikowane głównie za granicą, w niemieckich, francuskich i angielskich czasopismach naukowych, a następnie także po polsku, najczęściej w „Rocznikach Chemii”.

Kazimierz Jabłczyński żył życiem Uniwersytetu. Był kuratorem Koła Chemików Studentów oraz opiekunem Komisji Wydawniczej Koła Przyrodników. Kierował Uniwersyteckim Kołem Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, a także szkolił w tej dziedzinie pracowników Uniwersytetu, studentów i urzędników różnych szczebli.

Tuż przed emeryturą, całkiem dla niego niespodziewanie, posypały się odznaczenia. W kwietniu 1938 roku otrzymał brązowy medal „Za długoletnią służbę”, a nieco później medal srebrny. Okazało się niebawem, że był to tylko wstęp, bowiem w dniu Święta Niepodległości, 11 listopada tego samego roku, Prezydent Rzeczypospolitej nadał Kazimierzowi Jabłczyńskiemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski.

Czas wojny i niemieckiej okupacji spędził w Warszawie. Źle znosił ciężką okupacyjną atmosferę, terror, bezczynność. Opiekowała się nim i wspierała córka. Właściwie wspierali się nawzajem, gdyż byli zdani tylko na siebie. Mąż Hanny Wandy – Edward Jędrzejewski, pilot Eskadry Sztabowej, znalazł się w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Walczył jako oficer w lotnictwie Wielkiej Brytanii (RAF). Hanna Jabłczyńska-Jędrzejewska była najpierw studentką, później współpracowniczką swego ojca na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Jednakże nie podzielała jego entuzjazmu dla chemii nieorganicznej. Z upodobaniem i świetnymi rezultatami zajmowała się natomiast konserwatorstwem dzieł sztuki i zabytków. Była też taterniczką i znakomitą narciarką, gorąco propagującą ten rodzaj sportu autorką podręcznika narciarstwa oraz licznych publikacji na ten temat.

Powstanie przeżyli w Warszawie, a potem z niedobitkami wysiedlonej ludności przeszli obóz w Pruszkowie. Później udali się do pobliskiego Brwinowa. Tam Kazimierz Jabłczyński napisał następujący list, adresowany do profesora Włodzimierza Antoniewicza:

„W. Pan prof. W. Antoniewicz (przez grzeczność)

6. X. 1944 r.

Wielce Szanowny Panie Rektorze!

Od niedzieli jestem z córką i kuzynką w Brwinowie – Borki, ul. Kępińska 32, p. Słowacka; prawdopodobnie w poniedziałek wyjeżdżamy do Krakowa, a stamtąd zapewne do Zakopanego.

Mam wielką prośbę do p. Rektora. W dawnym moim mieszkaniu – Żoliborz, ul. Czarnieckiego 13, w piwnicy zostawiłem wiele cennych rzeczy, a przede wszystkim walizki z dokumentami, jak np. z rysunkami Gmachu Chemii itp. Gdyby była możliwa jakaś wspólna akcja ratunkowa, prosiłbym bardzo o wydobycie tych cennych waliz. Na razie tylko tyle. Do zobaczenia w przyszłych lepszych warunkach,

K. Jabłczyński

P. S. Czy jest jakieś stowarzyszenie profesorów w Krakowie i jaki jest jego adres?

Czy mógłbym dostać pożyczkę z R.S.O lub ze Stowarzyszenia Profesorów?”10.

Tam w Brwinowie Jabłczyński napisał również swój kolejny życiorys, który okazał się ostatnim. Do tego życiorysu dołączony był wykaz publikacji11. Liczył około 100 pozycji, w tym jedna przekazana do druku, z datą 1939. W dopełnieniu tekstu życiorysu znajduje się informacja o losach Gmachu Chemii po 1 września 1939 roku oraz o ukrytych dokumentach wraz z planem sytuacyjnym miejsca, w którym należało ich szukać.

Do Krakowa Kazimierz Jabłczyński nie dotarł. Jego podróż skończyła się na stacji w Milanówku. Zepchnięty przez niemieckiego żołnierza upadł na stopnie pociągu i stracił przytomność. Nie udało się go już uratować. Zmarł na peronie. Wydarzyło się to dnia 12 października 1944 roku. Nazajutrz został pochowany na miejscowym cmentarzu.

SECT-ID LINK

1Materiały Kazimierza Jabłczyńskiego, sygn III-417, p. 6. Dokumenty i odznaczenia, Archiwum PAN w Warszawie.

2Ibidem.

3„Kurier Warszawski”, nr 133 ab, 1 czerwca 1883.

4Świadectwo odbytych studiów na Politechnice w Zurychu zawiera wykaz zaliczonych przedmiotów, nazwiska profesorów i uzyskane oceny końcowe, Archiwum PAN w Warszawie, op. cit.

5Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5. Autobiografie.

6Dwa następne wydania (w roku 1910 i 1917) również sfinansowała Kasa im. Mianowskiego; czwarte wydanie ukazało się w 1928 roku nakładem Państwowego Wydawnictwa Książek Szkolnych we Lwowie.

7Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5.

8H. Jabłczyńska-Jędrzejewska, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944), „Przemysł Chemiczny” 1958, nr 37, s. 258.

9Archiwum PAN w Warszawie, op. cit., p. 5.

10Ibidem.

11Ten wykaz publikacji został wydrukowany jako aneks do artykułu Wiktora Kemuli, Kazimierz Jabłczyński (1869–1944). Krótki rys życia i pracy. Notice nécrologique, „Roczniki Chemii” 1949, nr 23, s. 349–360.

Witold Andrzej Jabłoński

Urodzony 10 I 1901 w Pniewie pod Łomżą. Studia na Uniwersytecie Warszawskim (do 1924) oraz na Sorbonie (1924–1930). Wykładał na Uniwersytecie Qinghua w Pekinie (1931/1932). Doktorat i habilitacja na UW (1933, 1935). Profesor UW (1947). Kierownik Katedry Sinologii (od 1947), dziekan Wydziału Humanistycznego (1950–1951) i Filozoficznego (1951–1952) oraz dyrektor Instytutu Orientalistycznego (1950–1957).

Sinolog, historyk kultury i religioznawca, znawca konfucjanizmu, językoznawca. Opracował zasady polskiej transkrypcji alfabetu chińskiego. Przełożył klasykę literatury chińskiej, m.in. wiersze Li Baia, Wen Yiduo i Qu Yuana. Doradca w Komisji Ligi Narodów w Chinach (1930–1932). Radca w Ambasadzie RP w Chinach (1945–1946).
Członek TNW (1936).
Zmarł 23 VII 1957 w Pekinie.

Geneza chińskiej bibliografii a rodzaje literackie, Warszawa 1950.
Przekłady: Lao-Sze, Niezrównany pan Czao Tsyjue, Warszawa 1948, 1950; Czuang-Tsy, Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, Warszawa 1953.

Jabłoński W. A. [w:] PSB, t. X, Wrocław-Warszawa-Kraków 1962–1964, s. 263.

LIDIA KASAREŁŁO

WITOLD ANDRZEJ JABŁOŃSKI

1901–1957

 

Lata mijają, prawie nikt już nie korzysta z opasłych tomów Oszanina1, szeleszczący papier zastąpiły elektroniczne słowniki, a mimo to nazwisko profesora Jabłońskiego wciąż wymawiamy ze szczególna atencją. Kolejne pokolenia sinologów czynią w pamięci zakładkę, która ma przypominać o zasługach profesora dla polskiej orientalistyki i naszego Uniwersytetu. Nazywamy go ojcem polskiej sinologii, prawdziwym mistrzem, po którym pozostały książki, artykuły, przekłady literackie, studia, eseje, zapiski oraz szkice. Każdy z tych tekstów, tych niezwykle cennych i całkiem zapomnianych, obszernych i bardzo krótkich, przywołuje jakiś fragment życia profesora, które trwało niewiele ponad pół wieku, a zaczęło się wraz z nastaniem XX stulecia...

Witold Andrzej Jabłoński przyszedł na świat 10 stycznia 1901 roku w rodzinnym majątku w Pniewie pod Łomżą. W ziemiańskim domu jego rodziców, Józefa Jabłońskiego herbu Jasieńczyk i Marii z Wosińskich, wiele mówiło się o nowoczesności, ojczyźnie i nauce. Nie mogło być inaczej, choćby dlatego, że ojciec należał do grupy publicystów skupionych wokół Aleksandra Świętochowskiego zaangażowanych w wydawanie postępowego tygodnika warszawskiego „Prawda”.

Zanim młody Witold otrzymał indeks Uniwersytetu Warszawskiego odbył żmudną drogę domowej edukacji, a potem przez sześć lat (1913–1919) uczył się w stolicy w renomowanym gimnazjum Emiliana Konopczyńskiego (dzisiejszym Adama Mickiewicza). Już wtedy interesował się sztuką, a zwłaszcza architekturą orientalną, i pewnie dlatego wybrał studia na Wydziale Filozoficznym, gdzie obok filozofii wykładano – niestety, w niewielkim zakresie – wiedzę o kulturze Wschodu. Uwielbiał Uniwersytet, ale kiedy wybuchła wojna polsko-bolszewicka, niewiele myśląc, przerwał studia i zgłosił się do wojska, by potem (1921) podjąć działalność w Polskim Komitecie Plebiscytowym na Górnym Śląsku. Kiedy wrócił na uczelnię, ażeby dokończyć studia, wciąż czuł niedosyt wiedzy. W 1924 roku, po uzyskaniu dyplomu, zapadła decyzja o wyjeździe do Paryża. Tyle się tam działo – na Sorbonie i Collège de France wykładali najznakomitsi sinologowie, których sława już wtedy docierała daleko poza granice Francji. Studia u samego Henri Maspéro, Marcela Graneta czy Paula Peliota nie tylko na dobre rozbudziły jego pasje sinologiczne, ale także na wiele lat ukształtowały sposób myślenia o kulturze chińskiej. Miał wiele szczęścia, ale przede wszystkim okazał się znakomitym studentem. Z Paryża wrócił z tytułem magistra Sorbony (licence ès lettres), dyplomem języka chińskiego i japońskiego z École nationale des langues orientales vivantes oraz pierwszym dyplomem wydanym przez L’Institut des hautes études chinoises. W 1930 roku marzenie się spełniło i Jabłoński wyjechał na dwa lata do Chin, gdzie przede wszystkim pracował jako doradca w Komisji Ligi Narodów do spraw reformy oświaty. Wykształcenie, a głównie znajomość języków obcych, otworzyły przed nim wiele możliwości. Przez rok wykładał język i historię literatury francuskiej na Uniwersytecie Qinghua w Pekinie, dzięki czemu poznał i zaprzyjaźnił się z wieloma wybitnymi intelektualistami chińskimi. Odkrywając prawdziwe Chiny, stopniowo poszerzał zakres swoich zainteresowań sinologicznych o współczesną kulturę, język i folklor. Fascynowała go chińska codzienność, nowa literatura, obrzędy i wierzenia zwykłego Chińczyka. Podczas swojej długiej i samotnej podróży po Centralnych i Zachodnich Chinach, którą w dużej mierze odbył pieszo, zbierał materiały i doświadczenie potrzebne do przyszłej, poważnej działalności naukowej.

Powrót do Polski otworzył nowy etap w życiu Jabłońskiego. Ślub z Antoniną z Obrębskich, uroczą kobietą i zarazem znakomitą polonistką i slawistką, wprowadził młodego naukowca w świat wspólnych badań lingwistycznych, gorących dyskusji, ciekawych projektów, a nade wszystko wspaniałego związku dwojga mądrych i serdecznych ludzi. Pani Antonina Obrębska towarzyszyła mężowi nie tylko przy pracach badawczych, w długich podróżach, ale także w rozwoju kariery naukowej, którą w jej przypadku wieńczył tytuł profesora filologii białoruskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Jednakże w początkach małżeństwa to głównie Witold Jabłoński poświęcał się pracy naukowej, dzięki czemu już w 1933 roku obronił tytuł doktora (na podstawie pracy Le sentiment personnel et le conformisme dans le Li Ki) na Uniwersytecie Warszawskim. Kolejne awanse przyszły równie szybko, co natychmiastowa propozycja asystentury w Seminarium Orientalistycznym UW oraz wykłady o Chinach w Szkole Wschodoznawczej przy Instytucie Wschodnim w Warszawie.

Jego habilitacja (na podstawie pracy Les „siao-ha (i-eu) l-yu” de Pekin. Un essai sur la poésie populaire en Chine) w czerwcu 1935 roku na Wydziale Humanistycznym UW odbiła się szerokim echem między innymi dlatego, że kolokwium poprowadził gościnnie profesor Jan Przyłuski, ówczesny profesor Collège de France, wybitny buddolog, który świetnie pamiętał Jabłońskiego z czasów studenckich w Paryżu. Świeżo upieczony docent natychmiast został zaproszony do współpracy przez Jana Jaworskiego – komilitona z czasów paryskich, który objął kierownictwo nowo utworzonej katedry sinologii w Seminarium Orientalistycznym UW. Dzięki środkom uzyskanym ze stypendium Funduszu Kultury Narodowej, ostatnie trzy lata przed wybuchem II wojny światowej Witold Jabłoński spędził głównie za granicą, odwiedzając ośrodki naukowe w Anglii, Korei, Japonii, Stanach Zjednoczonych i oczywiście w Chinach. Półtoraroczny pobyt w Pekinie stał się okazją do kontynuowania pracy badawczej, wygłoszenia wielu wykładów na Uniwersytecie Yanjing oraz podjęcia współpracy z tamtejszymi wydawnictwami akademickimi. Niestety, wkrótce po powrocie do kraju nadzieje na rozwój polskiej sinologii i współpracy naukowej legły w gruzach wraz z wybuchem wojny. Pomimo zniszczenia Seminarium Orientalistycznego wraz z jego całym dorobkiem, Jabłoński, tak jak wielu pracowników UW, nie poddał się. Organizował tajne komplety uniwersyteckie, opiekując się swoimi byłymi studentami, uczestniczył w konspiracyjnych spotkaniach pastora Michała Kośmiderskiego i nadal ślęczał nad chińskimi tekstami, jakby wbrew rzeczywistości okupacyjnej grozy. Cudem udało mu się ocalić swoje zbiory orientalne, szczególnie zagrożone w czasie wysiedlania ludności po powstaniu warszawskim. Mógł znowu spokojnie do nich sięgać, kiedy w lutym 1945 roku, po długiej tułaczce, wrócił do wyzwolonej Warszawy, gotów do odbudowy miasta, Uniwersytetu i normalnego życia. Wiadomo, że to właśnie Witold Jabłoński całą swoją energię poświęcił na odzyskanie Biblioteki Uniwersyteckiej UW, zawłaszczonej i wywiezionej przez Niemców do Pruszkowa i Gerbitsch. Trudne działania rewindykacyjne zakończyły się sukcesem, dzięki czemu ocalała większość przedwojennych zbiorów bibliotecznych. W odradzającym się Uniwersytecie Warszawskim Witold Jabłoński ponownie zajął miejsce wykładowcy i zastępcy profesora reaktywowanej Katedry Sinologii, która po śmierci prof. Jana Jaworskiego (1945) przez dwa lata pozostawała nieobsadzona.

Jesienią 1945 roku Jabłoński został powołany na stanowisko radcy w Ambasadzie RP w Chinach. Zamiana togi na garnitur dyplomatyczny wprawdzie dowiodła jego rozlicznych talentów, ale też okazała się krótkotrwała ze względu na niestabilną sytuację polityczną i militarną w samych Chinach. Jabłoński, doskonale rozumiejący układ sił na arenie międzynarodowej oraz zawiłości walki toczącej się w Chinach między siłami Guomindangu i komunistami, czynił wszystko, aby nadać właściwe znaczenie nowo powstałej placówce polskiej w Nankinie, będącej podówczas stolicą Republiki Chińskiej, oficjalnie rządzonej przez Czang Kaj-szeka. Po roku całkiem owocnej współpracy z ambasadorami ZSRR i USA Jabłoński wrócił do pracy dydaktycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Tym razem już jako tytularny profesor nadzwyczajny objął w 1947 roku Katedrę Sinologii, która stała się jego „domem” na resztę życia. Niestety, tej reszty nie pozostało zbyt wiele. Zaledwie dziesięć lat, w czasie których profesor zarażał wszystkich entuzjazmem i pracowitością, roztaczając wszędzie aurę serdeczności. Garnęli się do niego studenci, doktoranci, naukowcy oraz zwykli ludzie, z którymi uwielbiał rozmawiać, zwłaszcza kiedy chodziło o wspomnienia z przeszłości, zajmujące anegdoty i żarty. Miał wiele okazji do tego typu spotkań, ponieważ jego aktywność zdała się nie mieć granic. Pełnił w tym okresie niezliczoną liczbę funkcji, zwłaszcza na Uniwersytecie, gdzie kierował najpierw Wydziałem Humanistycznym, a po jego reorganizacji Wydziałem Filologicznym, jednocześnie stojąc przez siedem lat na czele Instytutu Orientalistycznego. Jego zaangażowanie w sprawy polskiej orientalistyki budziło powszechny szacunek, nawet u tych, którzy próbowali wówczas forsować „jedynie słuszną linię ideologiczną partii”. Zasługi profesora Jabłońskiego dla powstania i rozwoju młodej dyscypliny naukowej, jaką była ówczesna orientalistyka, są nie do przecenienia. Udzielając się na przeróżnych forach i w instytucjach, by wymienić tylko ministerialną komisję programową dla poszczególnych kierunków orientalnych, usiłował stworzyć dla nich przyjazny klimat i warunki do dalszego rozwoju w Polsce. Pomimo trudnych warunków materialnych i politycznych, w polskiej orientalistyce nie brakowało prawdziwych autorytetów naukowych, do których Witold Jabłoński niewątpliwie należał. Wraz z innymi założył w Polskiej Akademii Nauk działający do dziś Komitet Orientalistyczny oraz stworzył pracownię Słownika Chińsko-Polskiego w Zakładzie Orientalistyki PAN, w którym pracował od 1956 roku jako etatowy pracownik. Pomysł wydania słownika chińsko-polskiego z prawdziwego zdarzenia zajmował profesora od lat. Wydawało się, że entuzjazm, z jakim przystąpił do organizowania pracy, zdoła przenieść góry. Niestety, kiedy go zabrakło, projekt został zawieszony2.

Czas „żniw” nie trwał zbyt długo, choć okres profesury okazał się niezwykle urodzajny, obfitując w rozliczne podróże zagraniczne, udział w prestiżowych konferencjach naukowych, członkostwo w komitetach naukowych, radach redakcyjnych oraz odznaczenia i nagrody państwowe. O tym można przeczytać w każdej notatce encyklopedycznej, w których nie ma jednakże miejsca na informacje świadczące o wielkim szacunku, jakim darzyli profesora chińscy uczeni, sędziwi i trochę młodsi, świetnie pamiętający jego wykłady w Pekinie.

Kiedy w maju 1957 roku Witold Jabłoński wyjechał w kolejną podróż do Chin, nikt nie przypuszczał, że nigdy z niej nie powróci. Wszystko odbywało się według planu: najpierw miesiąc pracy badawczej w Pekinie, potem Chiny Środkowe i Zachodnie, przemierzane szlakiem sprzed 25 lat. Po powrocie do Pekinu profesor czuł się znakomicie. Swój ostatni wieczór życia (22 lipca) spędził na przyjęciu w Ambasadzie PRL wydanym z okazji Święta Odrodzenia. Następnego dnia już nie żył. Wokół jego śmierci narosły legendy i spekulacje. Właściwie do dziś okoliczności jego zgonu pozostają niewyjaśnione. W archiwum MSZ brakuje na ten temat jakichkolwiek dokumentów.

Po uroczystościach pogrzebowych w Pekinie urnę z prochami Witolda Jabłońskiego sprowadzono do kraju i złożono 31 lipca 1957 roku na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Oto zamknięta historia życia i zarazem wciąż otwarte „archiwa” jego spuścizny. Wiele z dorobku naukowego Witolda Jabłońskiego zachowało do dziś swoją ogromną wartość, tworząc kanon polskiej wiedzy sinologicznej. Warsztat naukowy profesora, ukształtowany w dużej mierze we Francji pod wpływem bodaj najwybitniejszych sinologów ubiegłego stulecia, w Polsce nie miał sobie równych. Jego styl prowadzenia badań cechowała odwaga w stawianiu pytań oraz przenikliwość, godna najdoskonalszego umysłu i niezwykłej intuicji. Niewątpliwie Jabłoński reprezentował typ humanisty otwartego i błyskotliwego, mogącego się pochwalić nie tylko ogromną erudycją i szerokimi horyzontami poznawczymi, ale także świetną znajomością sztuki i literatury europejskiej. Profesor Chmielewski, wierny uczeń, późniejszy asystent i zarazem wybitny sinolog, w swoim wspomnieniu o Jabłońskim podkreśla rozległość i wielowarstwowość jego badań oraz zainteresowań3. Chmielewski jak rzadko kto znał i rozumiał charakter studiów mistrza, które niezwykle celnie określił jako „syntetycznie zwarte [...], skierowane bardziej na zjawiska i procesy ogólne niż na jednostkowe fakty filologiczne”. Wybór socjologicznej postawy wobec analizowanych zjawisk kulturowych, którą zaszczepił profesorowi Marcel Granet zafascynowany Durkheimem, nie jest dzisiaj niczym wyjątkowym, ale w powojennej sinologii należał do rzadkości. Według profesora Chmielewskiego zależność naukowa Jabłońskiego świadcząca o wpływie Graneta przejawiała się niewątpliwie w „afilologiźmie metody, jak i socjologicznym aspekcie postawionego pytania”, natomiast niezależność w „sformułowaniu zagadnienia a rebours w stosunku do zasadniczej linii zainteresowań Graneta oraz poniekąd w semantycznej metodzie pracy”4. Samodzielność Jabłońskiego wyrażała się także w poszerzeniu pola badawczego o współczesne Chiny. Nie oznaczało to porzucenia zainteresowań starożytnością, tak typowego dla szkoły francuskiej, lecz skierowanie uwagi na chińską kulturę XX wieku, przez cale dziesięciolecia traktowaną przez zachodnią sinologię po macoszemu.

Wobec wielości dyscyplin, nurtów, aspektów i tematów badawczych omówienie ogromnego dorobku naukowego profesora Jabłońskiego nie jest zadaniem łatwym. Z bogatej bibliografii obejmującej ponad siedemdziesiąt pozycji w języku polskim, francuskim, angielskim i chińskim wyłaniają się dzieła o znaczeniu fundamentalnym, poważne artykuły naukowe, szkice, rozważania, uwagi, teksty popularyzatorskie, przekłady i recenzje. Pozostają one nie tylko różne pod względem objętości i znaczenia, ale nade wszytko tematyki. Pośród nich znajdziemy publikacje poświęcone myśli chińskiej, etyce, historiografii, dziejom Państwa Środka (zwłaszcza dynastii Han); rozwojowi nauki chińskiej; religiom i sztuce Chin oraz Azji Wschodniej; chińskiej literaturze tradycyjnej i współczesnej; etnografii oraz stosunkom polsko-chińskim. A i tak jest to lista zbyt uproszczona i pobieżna.

Przyjęło się, że swoiste opus magnum Jabłońskiego to przekład Prawdziwej Księgi Południowego Kwiatu Zhuangzi5. Wybór Zhuangzi nie był przypadkowy, bowiem – jak pisze Chmielewski – „z kierunków myśli chińskiej Witoldowi Jabłońskiemu najbliższy był filozoficzny taoizm, a Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, główne dzieło tego kierunku, było jego ulubionym tekstem, z którym od wielu lat był zżyty i nad którym pracował od lat”6. W owym czasie tłumaczenie tego arcydzieła chińskiej literatury, pod którym podpisali się także Chmielewski i Wojtasiewicz, było wydarzeniem epokowym. Nie tylko ze względu na trudności interpretacyjne, językowe oraz bibliograficzne, ale i ogrom komentarzy, które trzeba było starannie przygotować. Inicjując wielki projekt przełożenia na język polski największych klasyków literatury i myśli chińskiej, profesorowi zależało na bardzo dobrym poziomie merytorycznym, literackim oraz edytorskim. Już sam fakt podzielenia się autorstwem ze swoimi uczniami, którzy tylko w niewielkim stopniu wsparli go pomocą w opracowywaniu tekstu, wskazuje, że świadomie dążył on do promowania nauki i kultury polskiej poprzez stworzenie cyklu prac zespołowych Uniwersytetu Warszawskiego. Przez długie dziesięciolecia polska wersja pozostawała jednym z najnowocześniejszych przekładów dzieła Zhuangzi na świecie7. Następnym dziełem w tym cyklu był literacko-filologiczny przekład poezji Qu Yuana (ok. 340 p.n.e.-ok. 278 p.n.e.), starożytnego poety chińskiego, przygotowany przez profesora we współpracy z dwoma uczniami, Januszem Chmielewskim i Olgierdem Wojtasiewiczem. Wiele się wtedy nauczyli od Jabłońskiego, który już wcześniej dał się poznać jako znawca epoki i spuścizny Qu Yuana (zorganizował m.in. sesję ku czci poety)8.

Prace profesora były wzorem nie tylko dla pokolenia jego bezpośrednich uczniów, ale też sinologów, którzy kształcili się w Uniwersytecie Warszawskim w późniejszych latach. We wcześniej wspomnianych obu dysertacjach naukowych, doktorskiej i habilitacyjnej, Witold Jabłoński zmierzył się z trudną, acz odmienną materią naukową. Le sentiment personnel et le conformisme dans le Li Ki poświęcone analizie i semantycznemu rozbiorowi pojęć i kontekstów zasadniczych dla zrozumienia konfucjańskiej kazuistyki rytuału, zawartych w Liji, dziele zaliczanym do Pięcioksiągu Konfucjańskiego, różni się pod względem tematu, zakresu i metody badań od Les „siao-ha (i-eu) l-yu de Pekin. Un essai sur la poésie populaire en Chine, oryginalnej rozprawy interdyscyplinarnej z pogranicza literaturoznawstwa i etnografii. Autor przeanalizował w niej 177 dziecięcych piosenek, zebranych osobiście na ulicach Pekinu, dając dowód swojej nieprzeciętnej wiedzy i wyczucia dla badań etnograficzno-socjologicznych. Jednocześnie, jak na prawdziwego filologa przystało, i tym razem pokazał się jako bardzo wrażliwy i utalentowany tłumacz. Z jego tłumaczeń literatury chińskiej na język polski wciąż korzystają polscy czytelnicy, a nade wszystko studenci, których całe generacje wychowały się na Antologii literatury chińskiej9. Jabłoński wraz z Chmielewskim, Dębnickim i Wojtasiewiczem przełożył wybrane fragmenty najważniejszych tekstów literatury chińskiej, począwszy od prostych inskrypcji na brązach z IX wieku p.n.e. po wiersze Mao Zedonga (1893–1976), które należy dziś traktować jako swoiste signum tamtej epoki. Tak zresztą, jak i jego zainteresowanie ówczesną polityką i kulturą ChRL. Profesor żył przecież w czasach, kiedy Chiny Ludowe niejednemu wydawały się nadzieją dla reszty świata, a ogłoszona w 1956 roku tzw. Kampania Stu Kwiatów, liberalizująca politykę kulturalną ChRL, zwiodła nawet wybitnych intelektualistów chińskich, wśród których miał on tak wielu przyjaciół i oddanych współpracowników.

Jabłoński nie tylko lubił tłumaczyć, ale także zajmował się teorią translatoryki, zwłaszcza dotyczącą przekładów z języków orientalnych10. Jego przekłady wierszy Li Baia (701–762), Wen Yiduo (1899–1946), Qu Yuana i nade wszystko powieści Zhao Ziyue pióra Lao She (1899–1966)11, tłumaczonej z chińskiego po raz pierwszy na jakikolwiek język obcy, przez dziesięciolecia nie straciły ani siły wyrazu, ani warsztatowej doskonałości. To, co nie przetrwało próby czasu, to opracowana przez Jabłońskiego dla polskiego użytkownika transkrypcja pisma chińskiego. Pomimo gruntownego uzasadnienia fonologicznego transkrypcja ta (zwana sinologiczną, 1953), podobnie jak PWN-owska z 1962 roku oraz inne arbitralnie i bezładnie naśladujące niemieckie, francuskie, angielskie i rosyjskie systemy zapisu chińskich wartości fonetycznych w końcu przegrały z oficjalnie obowiązującą w świecie transkrypcją hanyu pinyin.

Ze wspomnień uczniów Witolda Jabłońskiego wyłania się wprawdzie postać prawdziwego uczonego, nowoczesnego naukowca i świetnego pedagoga, ale też człowieka, który w niczym nie przypominał gabinetowego profesora, żyjącego li tylko w kręgu zakurzonych ksiąg. Nie można zapominać o jego zasługach dla popularyzowania wiedzy na temat kultury chińskiej (czego najlepszym przykładem była publikacja niewielkiej książki Z dziejów literatury chińskiej), warto też pamiętać o studiach nad recepcją kultury polskiej w Chinach, głównie poświęconych Mickiewiczowi, a także o jego rozleglej działalności na rzecz rozwoju Uniwersytetu Warszawskiego i nauki polskiej.

W zmieniającym się Uniwersytecie wciąż można spotkać ślady profesora Jabłońskiego. Najważniejszy z nich to jego cenna biblioteka, która po wielu latach tułaczki wreszcie trafiła do nowej siedziby Zakładu Sinologii.

SECT-ID LINK

1Znany słownik rosyjsko-chiński (Bolszoj Kitajko-russkij slowar) pod redakcją I. M. Oszanina.

2Były też inne powody przerwania projektu.

3J. Chmielewski, Witold Jabłoński, „Przegląd Orientalistyczny” 1958, nr 1 (25), s. 8.

4Ibidem, s.10.

5Czuang-Tsy, Nan-hua-czen-king: Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, przeł. W. Jabłoński, J. Chmielewski, O. Wojtasiewicz, wstęp i red. W. Jabłoński, Warszawa 1953.

6J. Chmielewski, op. cit., s. 14.

7Następny, poprawiony przekład Zhuangzi z języka oryginału, ukazał się w Polsce dopiero w 2009 roku. Por. Zhuangzi, Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu, przeł. M. Jacoby, Warszawa 2009.

8Zob. Kü Jüan. Zbiór referatów wygłoszonych na sesji ku czci poety, red. W. Jabłoński, Warszawa 1954; K’ü Jüan, Pieśni z Czu, przeł. W. Jabłoński, J. Chmielewski, O. Wojtasiewicz, red. W. Jabłoński, Warszawa 1958.

9Antologia literatury chińskiej, przeł. W. Jabłoński, A. Dębnicki, O. Wojtasiewicz, red. W. Jabłoński, Warszawa 1956.

10Zob. W. Jabłoński, Zagadnienia przekładów z języków orientalnych zilustrowane na materiale chińskim, [w:] O sztuce tłumaczenia, red. M. Rusinek, Wrocław 1955; Tantan fanyi wenti [Rozważania o problemach przekładowych], „Zhongguo juwen” 1956, nr 44, Beijing.

11Lao-Sze, Niezrównany pan Czao Tsyjue, przeł., wstęp, przypisy W. Jabłoński, Warszawa 1948 (II wyd. Warszawa 1950).

Konstanty Janicki

Urodzony 16 XI 1876 w Moskwie. Studia na uniwersytecie w Lipsku (1894–1898), we Fryburgu Bryzgowijskim, w Bazylei (1901–1902), Rzymie (1907–1909). Doktorat w Bazylei (1906), tamże habilitacja (1912), wykładał jako docent prywatny. Prof. zwyczajny UW (1919). Tymczasowy pierwszy dyrektor Państwowego Muzeum Przyrodniczego.

Zoolog, parazytolog; twórca oryginalnych koncepcji powstawania i rozwoju pasożytnictwa oraz teorii pochodzenia tasiemców; odkrył i wyjaśnił cykle życiowe wielu gatunków tasiemców; wniósł duży wkład w poszerzenie wiedzy o morfologii, cytologii i rozwoju pierwotniaków. Członek PAU (1919), TNW (1920), Towarzystwa Naukowego we Lwowie i Szwajcarskiego Towarzystwa Zoologicznego.
Zmarł 25 X 1932 w Warszawie.

Zur Kenntnis einiger Säugetiercestoden, „Zoologischer Anzeiger” 1904, t. XXVII, nr 25, s. 771–782; Studien an Säugetiercestoden, Lipsk 1906; Grundlinien einer „Cercomer” – Theorie zur Morphologie der Trematoden und Cestoden, Bazylea 1920; Die experimentelle Bestimmung des Zwischenwirtes von Cystoopsis acipenseri des Wolga-Sterlets (współautor K. Rasin), Berlin 1928; Über die Lebensgeschichte von Amphilina foliacea, dem Parasiten des Wolga-Sterlets, nach Beobachtungen und Experimenten, Berlin 1928.

L. Pawłowski, Janicki Konstanty Stanisław (1876–1932), [w:] Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 224–225.

TOMASZ MAJEWSKI

KONSTANTY JANICKI

1876–1932

 

Konstanty Janicki był uczonym o znanym w świecie dorobku w zakresie parazytologii, a jego odkrycia dotyczące cyklu życiowego tasiemców należą do najważniejszych w historii poznania tych organizmów. Należy go także uznać, z perspektywy minionego czasu, za najwybitniejszego polskiego zoologa pierwszej połowy XX wieku. Urodził się 16 listopada 1876 roku w Moskwie, gdzie wówczas pracował jego ojciec, Stanisław Janicki, inżynier, dyrektor żeglugi parowej. Szkołę średnią (prywatne gimnazjum Wojciecha Górskiego) ukończył w 1893 roku w Warszawie, studia wyższe odbył za granicą. W latach 1894–1898 studiował na uniwersytecie w Lipsku, gdzie słuchał wykładów Rudolfa Leuckarta, słynnego badacza pasożytów zwierzęcych; jego profesorami byli tam także anatom Wilhelm His i Wilhelm Ostwald, twórca chemii fizycznej, filozof. W zakresie parazytologii i genetyki kształcił się we Fryburgu w Bryzgowii (Freiburg in Breisgau), słuchając m.in. wykładów Augusta Weismanna, jednego z twórców nowoczesnej genetyki. W Bazylei (1901–1902) słuchał wykładów Fritza Zschoke, profesora zoologii i anatomii porównawczej, znanego hydrobiologa i parazytologa, promotora jego rozprawy doktorskiej, wreszcie w Rzymie (1907–1909) studiował u Giovanniego Battisty Grassiego, najwybitniejszego włoskiego parazytologa. W Bazylei w roku 1906 otrzymał doktorat na podstawie rozprawy Studien an Säugetiercestoden, a później na tamtejszym uniwersytecie podjął w latach 1911–1915 pracę naukową jako asystent przy katedrze zoologii. Tam też, już jako docent prywatny, wykładał parazytologię po habilitacji w roku 1912. Przed powrotem do kraju Janicki przebywał także, krócej lub dłużej, w Instytucie Anatomii Porównawczej uniwersytetu w Rzymie, w Stacji Zoologicznej w Neapolu, w Stacji Morskiej pod Messyną, w Instytucie Higieny Eksperymentalnej i Parazytologii w Lozannie, wreszcie dzięki stypendium przyznanemu przez Kasę im. Mianowskiego pracował w Chebres nad Lemanem, i tam otrzymał powołanie na stanowisko profesora na Uniwersytecie Warszawskim. W sumie Janicki spędził za granicą przeszło 25 lat, gromadząc głęboką wiedzę z wielu działów nauki o zwierzętach, umożliwiającą mu formułowanie syntez obecnych w jego dorobku naukowym.

W lecie 1919 roku Konstanty Janicki został powołany do pracy na Uniwersytecie Warszawskim: objął, jako profesor zwyczajny, katedrę zoologii morfologicznej i systematycznej i kierownictwo Zakładu Zoologicznego (od roku 1930 Zakład Zoologii Systematycznej i Morfologicznej). Rozwinął tu intensywną działalność naukową i pedagogiczną, stając się niekwestionowanym autorytetem w zakresie przedmiotów, które wykładał: przede wszystkim zoologii ogólnej, ale także teorii descendencji (ewolucji), parazytologii oraz systematyki kręgowców i bezkręgowców. Spadło też na niego zadanie włączania zbiorów dawnego Gabinetu Zoologicznego Uniwersytetu Warszawskiego do nowo powołanego Państwowego Muzeum Przyrodniczego. Pełnił w nim przez niecałe dwa lata funkcje kuratora i tymczasowego, pierwszego dyrektora, ustąpił jednak z tego stanowiska wskutek konfliktu z władzami Muzeum.

Był członkiem krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych: Polskiej Akademii Umiejętności, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (pełnił tu w latach 1926–1927 funkcję sekretarza Wydziału III Nauk Matematycznych i Przyrodniczych), Towarzystwa Naukowego we Lwowie i Szwajcarskiego Towarzystwa Zoologicznego. W roku 1927 X Międzynarodowy Kongres Zoologiczny powołał Janickiego na członka międzynarodowej komisji parazytologii zwierzęcej.

Największe osiągnięcia naukowe Konstantego Janickiego, znane w świecie, dotyczą helmintologii i protoparazytologii. Ogłosił on około 40 oryginalnych prac badawczych, wszystkie w znanych zachodnioeuropejskich czasopismach, dzięki czemu bezpośrednio docierały one do zainteresowanych specjalistów. Wszystkie też w istotny sposób zwiększały aktualną wiedzę o pasożytach w świecie zwierzęcym.

Konstanty Janicki był w swoim czasie najwybitniejszym badaczem tasiemców i przywr. Szczególnie tasiemce przyciągały jego uwagę. Dotyczyła ich pierwsza publikacja Janickiego drukowana w roku 1902, wykonana w Bazylei, o dwóch nowych dla nauki gatunkach tasiemców z rodzaju Davainea znalezionych w gryzoniach pochodzących z Celebesu. Także tasiemców ssaków dotyczyła wspomniana już rozprawa doktorska. Słabo jeszcze poznany problem embriologii tasiemców był tematem jego ważnej pracy o rozwoju zarodkowym Taenia pisiformis (1908). Nieco później, razem z zaproszonym do współpracy pochodzącym z Polski Feliksem Rosenem, rozwikłał Janicki zagadkę cyklu życiowego tasiemca bruzdogłowca szerokiego (Le cycle évolutif du Dibothriocephalus latus, 1917). Tasiemiec ten ma skomplikowany rozwój, składający się z trzech różniących się morfologicznie stadiów, żyjących kolejno w drobnych wodnych skorupiakach (oczliki z rodzajów DiaptomusCyclops), w pożerających je rybach, wreszcie w ssakach odżywiających się surowymi rybami. Mimo sceptycznych głosów znanych ówczesnych autorytetów, nie zrażając się trudnościami, Janicki i Rosen dokonali ważnego odkrycia udowadniając, że opisane przez nich stadium żyjące w skorupiakach należy do cyklu życiowego tasiemca. Równolegle i częściowo wspólnie prowadzone przez tych dwóch badaczy doświadczenia, oparte zresztą na planie Janickiego, i równoczesne stwierdzenie w oczlikach procerkoida brakującego dotąd stadium cyklu życiowego tasiemca, zakończyły się przykrym sporem Janickiego z Rosenem, który rościł sobie prawa do pierwszeństwa odkrycia. Nieco później Janicki wyjaśnił cykl życiowy kolejnych tasiemców z rzędu Pseudophyllidea, Triaenophorus nodulosus, pasożytującego kolejno w widłonogach, pstrągu i szczupaku, oraz Ligula intestinalis w widłonogach, rybach i ptakach (1918, 1919). W stacji badawczej w Saratowie nad Wołgą, gdzie przebywał w latach 1927–1928, wraz z młodym parazytologiem z Brna, Karelem Rašinem, badał cykl życiowy jednoczłonowego tasiemca Amphilina foliacea, pasożyta sterleta (ryby jesiotrowatej, Acipenser ruthenus), uznając go za neoteniczną postać larwalną i formułując głośną hipotezę, że ostatecznymi żywicielami Amphilina były wielkie wymarłe gady mezozoiczne pożerające zarażone ryby. Praca w najlepszych ośrodkach naukowych zachodniej Europy pozwoliła Janickiemu na badanie gromadzonych tam materiałów z krajów odległych, w większości tropikalnych, których bogata fauna była jeszcze prawie zupełnie niezbadana pod względem parazytologicznym. Opisał nowe rodzaje i 26 nowych dla nauki gatunków tasiemców. Badał także około 20 dalszych gatunków, uzupełniając ich opisy oraz wyjaśniając szczegóły ich rozwoju. Rezultaty studiów Janickiego nad tasiemcami, a szczególnie ich cyklami życiowymi, przyniosły mu największe uznanie świata naukowego. Zwłaszcza jego rozprawa wyjaśniająca pełny cykl życiowy bruzdogłowca szerokiego stała się impulsem do badania innych tasiemców o złożonym cyklu życiowym.

W roku 1920 Janicki opublikował pracę (Grundlinien einer „Cercomer” – Theorie zur Morphologie der Trematoden und Cestoden), w której dokonał analizy porównawczej płazińców (Platyhelminthes), formułując wnioski o filogenezie należących tu wirków, przywr i tasiemców. Za ważną cechę będącą podstawą tych rozważań uznał budowę cerkomeru, przydatku obecnego na końcu ciała pasożytniczych płazińców. Wywiódł pochodzenie obecnie żyjących tasiemców od będącego pasożytem zewnętrznym przodka przywr, uznając nierozczłonkowane tasiemce za stadium pośrednie tych przemian. Uważał przy tym, że obecny na ich ciele cerkomer ewoluował od dobrze rozwiniętego organu czepnego, poprzez narząd widoczny tylko u larw, aż do zanikających dodatków. Teoria ta, nazwana teorią cerkomeru, zyskała w swoim czasie duży rozgłos i odegrała ważną rolę w kształtowaniu się nowoczesnej systematyki tej grupy zwierząt, mimo że nie jest obecnie uznawana ze względu na dowiedziony brak homologii przydatków ogonowych u omawianych organizmów.

Pasożytniczych nicieni dotyczą cenne prace Janickiego o rozwoju jednego z przedstawicieli tej grupy, Cystoopsis acipenseri, żyjącego w rybach jesiotrowatych; badania nad nim wykonał we wspomnianej już stacji w Saratowie wspólnie z Rašinem (1929, 1930).

Konstanty Janicki miał także znaczący dorobek w zakresie protozoologii, do której zachęcił go w Rzymie profesor Grassi, znany z odkrycia cyklu życiowego pierwotniaka będącego sprawcą ludzkiej malarii. Janicki zajął się w jego pracowni biologią wiciowca żyjącego w jelicie tylnym karaczana Blatta orientalis (Contribuzione alla conoscenza di alcuni protozoi parassiti della Periplaneta orientalis, 1908). W pracy Zur Kenntnis des Parabasalapparats bei parasitischen Flagellaten (1911) opisał szczegóły budowy odkrytego nieco wcześniej przez Grassiego i Foa organellum, aparatu parabazalnego, stwierdzonego później przez innych badaczy w komórkach wielu wiciowców uważanych obecnie za formy pierwotne. Publikacja ta spowodowała ożywienie badań nad cytologią pierwotniaków. Później badał wiciowce żyjące w jelicie tylnym termitów, opisując nowe dla nauki rodzaje i gatunki tych pierwotniaków, w tym Oxymonas granulosa, który okazał się później pierwszym przedstawicielem nowej, uznanej za pierwotną grupy Oxymonadina (1915). Kilka prac poświęcił pasożytniczym pełzakom (amebom). Najpierw badał pod względem cytologicznym gatunki z rodzaju Entamoeba żyjące w jelicie karaczanów (1908). Później, już w Warszawie, ale na materiale z Włoch, badał podwójne jądra u pełzaków pasożytujących w ciele morskich bezkręgowców z typu szczecioszczękowców (Chaetognatha) (1928, 1932), formułując hipotezę, że jedno z tych jąder jest pozostałością po pierwotniaku, żyjącym kiedyś symbiotycznie w ciele pełzaka. Zebranych w roku 1930 w Messynie materiałów do trzeciej pracy z tego cyklu nie zdążył już opracować. Badał nietypowy u pierwotniaków podział ciała wiciowców, który nazwał podziałem Grassiego (1911). W uznaniu jego naukowych zasług inni badacze poświęcili mu nazwy nowych opisywanych przez siebie taksonów, w tym co najmniej pięciu gatunków, i jednego rodzaju pierwotniaka, Janickina, opisanego w roku 1953 przez wybitnego protistologa francuskiego Edwarda Chattona. Obejmował on dwa pasożytnicze gatunki badane w swoim czasie przez Janickiego.

Zasługi Konstantego Janickiego dla Uniwersytetu Warszawskiego to przede wszystkim stworzenie naukowej szkoły parazytologicznej, kojarzonej już zawsze z Uniwersytetem i jego Profesorem. Kierowany przez niego Zakład był ośrodkiem znanym w Polsce i w świecie. Prowadzone przez Janickiego wykłady i zajęcia laboratoryjne, stojące na wysokim poziomie, przyciągały zdolnych uczniów, wielu z nich prowadziło później dalej rozpoczęte pod jego kierunkiem badania w różnych wyższych uczelniach i instytutach. Byli wśród nich wybitni badacze i profesorowie wyższych uczelni, m.in. Jan Dembowski (później profesor uniwersytetów w Wilnie i w Łodzi, pierwszy prezes PAN), Marian Gieysztor (profesor zoologii i limnologii w SGGW i hydrobiologii w UW), Tadeusz Jaczewski (profesor zoologii UW, dyrektor Instytutu Zoologii PAN), Włodzimierz Michajłow (profesor zoologii SGGW i kierownik Zakładu Parazytologii PAN), Leszek Kazimierz Pawłowski1 (profesor zoologii na Uniwersytecie Łódzkim), Zdzisław Raabe (profesor zoologii i dyrektor Instytutu Zoologii UW), Władysław Rydzewski (profesor w Instytucie Zoologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego), Witold Stefański (profesor na Wydziale Weterynarii UW i SGGW, twórca i kierownik Zakładu Parazytologii PAN) i Wincenty Lesław Wiśniewski (profesor, kierownik Zakładu Parazytologii UW). Wspomnieć tu także należy tych jego uczniów, którzy nie osiągnęli wysokich godności akademickich, ale pozostawili cenny i trwały dorobek z zakresu parazytologii i innych działów zoologii, jak Jadwiga Grabda, Jerzy Jarocki, Zygmunt Koźmiński, Jerzy Stanisław Ruszkowski i Jerzy Wiszniewski.

Na zorganizowanym przez Kasę im. Mianowskiego zjeździe poświęconym zagadnieniom organizacji i rozwoju nauki polskiej (Warszawa, kwiecień 1920 roku) Janicki wygłosił referat Organizacja pracy naukowej, w którym postulował utworzenie zrzeszenia, ośrodka koordynującego krajowe badania przyrodnicze i organizującego co dwa lata ogólnopolskie zjazdy. Ważny był jego udział w podjętym przez G. Chr. Hirscha z Utrechtu (Holandia) i wydanym w 1928 roku opracowaniu Index Biologorum. Investigatores, laboratoria, periodica, dotychczas używanym i cenionym przez historyków nauki. Janicki przesłał Hirschowi około 450 informacji o polskich biologach i pracowniach biologicznych, dzięki czemu nasz kraj jest w tym wydawnictwie wyczerpująco reprezentowany.

Dorobek naukowy Janickiego jest w naukach biologicznych w Polsce wyjątkowy, i niepośledni był też wpływ tego uczonego na młodych pracowników nauki, którzy skupiali się wokół niego. Niewątpliwie miało to swoją przyczynę w wyjątkowych cechach jego umysłu i charakteru. Nie sposób powstrzymać się tu od zacytowania obszernych fragmentów wspomnień jego przyjaciela, zoologa Jana Tura, opublikowanych bezpośrednio po niespodziewanej, samobójczej śmierci Janickiego: „Jeśli można w ogóle powiedzieć o jakimkolwiek pracowniku naukowym, że nauka wypełniała mu całkowicie jego istnienie, powiedziałbym to przedewszystkiem o śp. Konstantym Janickim. Od wczesnej młodości – po zgon swój przedwczesny, a dla Nauki Polskiej tak bolesny, żył On jednym wielkim umiłowaniem – pracy twórczej, badawczej, jedną troską – o rozwój i trwanie stworzonego przez siebie tej pracy ogniska. [...] Janicki był bardzo głębokim filozofem biologii, głębszym i o bardziej rozległych horyzontach, niż to nawet w pracach swych zazwyczaj ujawniał. W ogóle z szerszymi swymi pomysłami ukrywał się, prawdopodobnie odkładając ich publikację na później, na to «później», które nie miało nadejść nigdy. [...] Przyroda była dla niego jednym wielkim cudem, a jej badanie – pewnego rodzaju kapłaństwem. Stapiało się to w Nim w jeden wielki kult nauki, kult ten dał mu możność stworzenia tej Jego szkoły naukowej, której wpływ niechybnie długie przetrwa lata”. I jeszcze myśl sięgająca sedna sprawy: „Janicki był też wielkim czcicielem tradycji naukowej. Uwielbieniem odzywał się zawsze o tak ideowo płodnej epoce drugiej połowy wieku zeszłego, twórczyni wspaniałego gmachu morfologii współczesnej. Potrafił się otrząsnąć skutecznie z wpływów – tak w czasach naszej młodości studenckiej silnych – brutalnych «syntez» Haecklowskich i właściwe im wyznaczał miejsce. Przepojony był w ogóle przeświadczeniem najgłębszym o ograniczoności naszych możności poznawczych, a bezgraniczności widnokręgów, na które się porywamy. Rzadko bardzo dawał się wyciągnąć na dyskusje o problematach zasadniczych, a w nich skłaniał się wyraźnie ku poglądom witalistycznym”.

W tekście Tura mamy też wyjaśnienie fenomenu „szkoły naukowej” Janickiego: „Badanie naukowe i ludzie temu badaniu się poświęcający – stapiali się w jedno w Jego umiłowaniach. To też szczególniejszym darzył sercem swoich asystentów i uczniów. Ich powodzeniem w pracy cieszył się bodaj więcej, niż własnym, i nie było trudu i zachodów, którychby dla nich nie poświęcił. Temu to zawdzięcza swoje powstanie i rozkwit ta szkoła naukowa Janickiego, gdzie Mistrz był nie tylko przewodnikiem i kierownikiem badań, ale i głęboko przez wszystkich kochanym człowiekiem”2.

Jak pisał Tur, głęboka i wrażliwa natura Janickiego nie pozwalała mu na zetknięcie bliższe z życiem innych ludzi. Być może ta samotność była jedną z przyczyn jego przedwczesnej samobójczej śmierci. Zmarł 25 października 1932 roku w Warszawie.

Środowisko polskich parazytologów i protistologów przechowuje pamięć o profesorze Janickim. Dedykowany Janickiemu był XIV Zjazd Polskiego Towarzystwa Parazytologicznego we Wrocławiu (1984), który ustanowił pamiątkowy medal Towarzystwa „Za zasługi dla parazytologii” im. Konstantego Janickiego. Ogólnopolska konferencja naukowa poświęcona pamięci tego uczonego, zorganizowana przez Wydział Biologii UW, Komitet Parazytologii i Komitet Zoologii PAN, Polskie Towarzystwo Parazytologiczne i Wydział IV Towarzystwa Naukowego Warszawskiego odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w 2005 roku.

SECT-ID LINK

1Zawdzięczamy mu obszerną monografię jego mistrza, profesora Janickiego, którą opublikował w „Acta Universitatis Lodziensis. Folia Zoologica et Anthropologica” 1984, t. III.

2J. Tur, Śp. Konstanty Janicki jako uczony i człowiek, „Wszechświat” 1932, nr 6, s. 163–164.

Zygmunt Janiszewski

Urodzony 12 VII 1888 w Warszawie. Studia w Zurychu, Monachium, Getyndze i Paryżu, doktorat na uniwersytecie w Paryżu (1911). Habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1913), wykładowca tamże. Profesor UW (1918).

Matematyk; współtwórca polskiej szkoły matematycznej i warszawskiej szkoły topologii; autor programu rozwoju dla polskiej matematyki, zakładającego koncentrację wysiłków na teorii mnogości, topologii i logice matematycznej. Współtwórca (ze Stefanem Mazurkiewiczem i Wacławem Sierpińskim) pierwszego na świecie wyspecjalizowanego czasopisma matematycznego „Fundamenta Mathematicae” (1920). Żołnierz Legionów Polskich (1914–1915), współzałożyciel POW we Lwowie.
Zmarł 3 I 1920 we Lwowie.

Sur les continus irréductibles entre deux points, Paryż 1911; Über die Begriffe „Linie und „Fläche”, [w:] Proceedings of the Fifth International Congress of Mathematicians (Cambridge 11–28 August 1912), t. II, red. E. W. Hobson, A. E. H. Love, Cambridge 1913; O realizmie i idealizmie w matematyce, „Przegląd Filozoficzny” 1916, R. 19, s. 161–170; O potrzebach matematyki w Polsce, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój” 1918, t. I, s. 11–18; Oeuvres choisies, red. K. Borsuk, J. Jaworowski, B. Knaster, Warszawa 1962.

S. Dickstein, Przemówienie ku uczczeniu pamięci Z. Janiszewskiego, „Wiadomości Matematyczne” 1921, t. XXV, s. 91–98; S. Straszewicz, Ze wspomnień o Zygmuncie Janiszewskim, „Wiadomości Matematyczne” 1965, t. VIII, s. 131–133.

ROMAN DUDA

ZYGMUNT JANISZEWSKI

1888–1920

 

Zygmunt Janiszewski urodził się 12 lipca 1888 roku w Warszawie w rodzinie finansisty Czesława i Julii Szulc-Chojnickiej1. Po ukończeniu w 1907 roku gimnazjum we Lwowie, studiował matematykę i filozofię w Zurychu, Monachium, Getyndze i Paryżu. Naukowo pociągnęła go rodząca się wtedy topologia, nowa dziedzina matematyki, której przedmiotem było badanie różnych podzbiorów przestrzeni euklidesowych metodami teorii mnogości. Inspirowany terminologią i wynikami Ludovica Zorettiego i Arthura M. Schoenfliesa, Janiszewski opublikował w latach 1910–1913 osiem prac o krzywych i kontinuach.

Prace te zawierały wyniki znaczące i na podstawie jednej z nich2, poświęconej kontinuom nieprzywiedlnym (naturalnym topologicznym uogólnieniom łuków), Janiszewski uzyskał w 1911 roku na uniwersytecie paryskim doktorat (doctorat dès Sciences). Temat podsunął mu Henri Lebesgue, a w skład komisji doktorskiej wchodzili nadto Henri Poincaré i Emile Borel – najwybitniejsi matematycy francuscy owego czasu. Niektóre z twierdzeń tej pracy weszły później do kanonu topologii ogólnej, np. twierdzenie głoszące, że kontinuum, które ma punkty wspólne ze zbiorem i jego dopełnieniem, ma punkty wspólne także z brzegiem tego zbioru. Podał też w niej parę topologicznych charakteryzacji łuku, np. łuk jest to kontinuum nieprzywiedlne między dwoma punktami, które jest rozspajane przez każdy punkt różny od nich.

Po doktoracie Janiszewski przyjechał do Warszawy, gdzie wykładał w Towarzystwie Kursów Naukowych, stanowiącym namiastkę nieistniejącego polskiego uniwersytetu. Wziął też udział w Kongresie Matematyków w Cambridge w 1912 roku i miał tam odczyt, w którym naszkicował konstrukcję osobliwej krzywej niezawierającej łuku3.

W 1913 roku, z inicjatywy Wacława Sierpińskiego, będącego wtedy profesorem na Uniwersytecie Lwowskim, habilitował się Janiszewski we Lwowie na podstawie pracy o topologicznych własnościach płaszczyzny4. Dowiódł w niej kilku nowych, oryginalnych twierdzeń. Jedno z nich głosi: warunkiem koniecznym i dostatecznym na to, by suma dwóch kontinuów niedzielących płaszczyzny dzieliła tę płaszczyznę, jest to, by ich część wspólna była niespójna. To ważne twierdzenie nosi dziś w literaturze matematycznej nazwę twierdzenia Janiszewskiego. Nie tylko znacznie uprościło ono dowód fundamentalnego dla analizy matematycznej twierdzenia Jordana o rozcinaniu płaszczyzny przez krzywą zwykłą zamkniętą, ale doprowadziło też do topologicznej charakteryzacji płaszczyzny5. W skład przewodu habilitacyjnego wchodził jeszcze wykład habilitacyjny, który u Janiszewskiego miał charakter filozoficzny6, co zdradzało jego szerokie zainteresowania i głęboką kulturę.

Na Uniwersytecie Lwowskim Janiszewski wykładał funkcje analityczne i rachunek funkcyjny, ale nie trwało to długo, wkrótce bowiem wybuchła I wojna światowa i Janiszewski, kierując się pobudkami patriotycznymi, zaciągnął się do Legionów. Zimę 1914/1915 spędził na froncie karpackim jako artylerzysta. Potem Komenda Legionów wycofała go ze służby liniowej i przeniosła do Lwowa, gdzie wziął udział w zakładaniu Polskiej Organizacji Wojskowej. Pod koniec 1916 roku nastąpił w Legionach kryzys przysięgowy. Janiszewski przysięgi nie złożył i wyjechał ze Lwowa w okolice Radomia pod zmienionym nazwiskiem Zygmunt Wicherkiewicz. W Ewinie k. Włoszczowej zorganizował ochronkę dla dzieci zdolnych a biednych. A od 1917 roku prowadził w Warszawie (wspólnie ze Stefanem Mazurkiewiczem) seminarium z topologii, skupiające młodych adeptów matematyki z otwartego w 1915 roku UW, w maju 1918 roku zaś przyjął tam katedrę i rozwinął nadzwyczaj ożywioną działalność organizacyjną, edytorską i dydaktyczną7. Był to zwrot (sądził, że chwilowy) od pracy naukowej do pracy na rzecz przyszłości polskiej matematyki. O intensywności tego zwrotu świadczy fakt, że wyjąwszy jedną pracę pośmiertną (wspólną z Kazimierzem Kuratowskim), wszystkie ówczesne prace Janiszewskiego były pisane po polsku dla polskiego czytelnika, przy czym aż 11 z nich było artykułami w Poradniku dla samouków, niezwykle wartościowym wydawnictwie, umożliwiającym szeroki dostęp do wiedzy na poziomie uniwersyteckim w języku polskim8. Janiszewski napisał do Poradnika wstęp ogólny, 7 artykułów specjalistycznych o różnych dziedzinach matematyki, artykuł o zagadnieniach filozoficznych matematyki, zakończenie i dział informacyjny.

Szczególnie wielką rolę odegrał jeden z ówczesnych artykułów Janiszewskiego, który stał się programem polskiej szkoły matematycznej lat międzywojennych9. Opierając się na doświadczeniach przedwojennej grupy lwowskiej, skupionej wokół profesora Wacława Sierpińskiego, i przejęty ideą „zdobycia samodzielnego stanowiska dla matematyki polskiej” (cytat z jego artykułu), Janiszewski zaproponował wzorzec postępowania, którego zasadnicze elementy można streścić w trzech punktach:

1) skupienie młodych, twórczych matematyków polskich na jednej (najlepiej nowej) dziedzinie matematyki,

2) założenie czasopisma wyłącznie tej dziedzinie poświęconego,

3) publikowanie wyłącznie w językach kongresowych (a więc z pominięciem języka polskiego).

Były to pomysły oryginalne, ale wysoce ryzykowne, można im było bowiem zarzucić (i zarzucano), że:

1) wybór jednej nowej dziedziny oznaczał pomijanie dyscyplin tradycyjnych, takich jak geometria, analiza, czy algebra, które w matematyce odgrywały przecież dominującą rolę, a gdyby wybór okazał się nieudany, to skupienie na takiej dziedzinie wszystkich twórczych matematyków oznaczałoby zmarnowanie całego pokolenia, a w konsekwencji jeszcze większe zapóźnienie w rozwoju,

2) tematyczne ograniczenie nowego czasopisma do jednej dziedziny mogło grozić uwiądem z powodu braku dostatecznej ilości dobrych oryginalnych prac (takich specjalistycznych czasopism matematycznych nigdzie wówczas na świecie nie było),

3) eliminacja języka polskiego mogła razić poczucie dumy narodowej z odrodzonego państwa.

Ale Janiszewski konsekwentnie przekonał do swojej idei Mazurkiewicza i Sierpińskiego, późniejszych liderów warszawskiej matematyki. W wyniku ich poczynań matematycy warszawscy skupili się na „teorii mnogości i jej zastosowaniach” (dziedzina uprawiana w kręgu Sierpińskiego we Lwowie przed 1914 rokiem, cytat pochodzi z okładki poświęconego tej tematyce „Fundamenta Mathematicae”, które Janiszewski, Mazurkiewicz i Sierpiński zaczęli wydawać w 1920 roku), a nieco później matematycy lwowscy skupili się na „teorii operacji, rachunku prawdopodobieństwa i innych dyscyplinach uprawianych we Lwowie” (cytat ze wspomnień Hugona Steinhausa) i zaczęli w 1929 roku wydawać „Studia Mathematica” tym dyscyplinom poświęcone (były to wówczas dwa pierwsze wyspecjalizowane czasopisma matematyczne na świecie) – odniosły one wielki sukces i „polska szkoła matematyczna” zyskała wpływ i szerokie uznanie. Wybór teorii mnogości i teorii operacji okazał się trafny, stając się swoistą trampoliną do wzlotu polskiej matematyki lat międzywojennych na poziom światowy10.

Jako człowiek Janiszewski wyróżniał się niezwykłą siłą charakteru11. Swoje życie kształtował świadomie i z dużą konsekwencją. Zaplanowaną i podejmowaną problematykę naukową czy działalność traktował gruntownie i systematycznie. Etycznie nieskazitelny, typ abnegata i ascety. Łączył w sobie pasję uczonego z pasją społecznika, wielki talent twórczy z gorącym patriotyzmem, wiarę w posłannictwo uczonego ze szlachetnym charakterem i wielką dobrocią. Umiał obywać się małym, posiadane środki materialne (majątek po rodzicach, nagrody naukowe itp.) kierował na cele społeczne, jak kształcenie młodzieży, utrzymanie sierot itp. Przejęty współczuciem dla ludzkiej mizerii, skłaniał się ku poglądom skrajnie lewicowym. Żył niespełna 32 lata, ale było to życie bardzo intensywne. Zdążył zaznaczyć się w matematyce powszechnej, a w matematyce polskiej ślad zostawił bardzo wyraźny.

Przeziębił się w drodze do narzeczonej we Lwowie i tam 3 stycznia 1920 roku zmarł. Ciało zapisał medycynie, ale testament otwarto po pogrzebie. Grób się nie zachował.

SECT-ID LINK

1Biogramy Janiszewskiego zawierają m.in.: Dictionary of Scientific Biography, t. VII (B. Knaster); Polski Słownik Biograficzny, t. X (E. Marczewski); Wielka Encyklopedia PWN, t. XII (Z. Pawlikowska-Brożek).

2Z. Janiszewski, Sur les continus irréductibles entre deux points, „Journal de l’Ecole Polytechnique” 1912, nr 16, s. 79–170. Praca ta ukazała się także w postaci osobnej książeczki, wydanej w Paryżu w 1911 r., oraz została włączona do jego dzieł zebranych: Z. Janiszewski, Oeuvres choisies, red. par K. Borsuk i in., Warszawa 1962, s. 27–125.

3Z. Janiszewski, Über die Begriffe Linie und „Fläche, [w:] Proceedings of the Fifth International Congress of Mathematicians (Cambridge 11–28 August 1912), t. II, red. E. W. Hobson, A. E. H. Love, Cambridge 1913.

4Z. Janiszewski, O rozcinaniu płaszczyzny przez continua, „Prace Matematyczno-Fizyczne” 1913, t. XXVI. Przedruk w: Z. Janiszewski, Oeuvres, s. 141–193.

5Por. R. H. Bing, The Kline sphere characterization problem, „Bulletin of the American Mathematical Society” 1946, t. LII, s. 644–653.

6Z. Janiszewski, O realizmie i idealizmie w matematyce, „Przegląd Filozoficzny” 1916, R. XIX, s. 161–170. Przedruk w: Z. Janiszewski, Oeuvres, s. 299–308.

7Ówczesne wykłady Janiszewskiego wspominał Z. Kobrzyński, Z wykładów Zygmunta Janiszewskiego. Geometrja analityczna. Pojęcia i podstawy, „Wiadomości Matematyczne” 1938, t. XLV, s. 27–38.

8Poradnik dla samouków. Wskazówki metodyczne dla studiujących poszczególne nauki, t. I, Warszawa 1915 (wyd. II). Ów tom był poświęcony matematyce, a w jego opracowaniu uczestniczyli ponadto J. Łukasiewicz, W. Kwietniewski, S. Mazurkiewicz, W. Sierpiński i S. Zaremba.

9Z. Janiszewski, O potrzebach matematyki w Polsce, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój” 1918, t. I, s. 11–18; przedruk: „Wiadomości Matematyczne” 1967, t. VII, nr 1, s. 3–8.

10Fenomen polskiej szkoły matematycznej opisują liczne artykuły i książki, w tym: S. M. G. Kuzawa, Modern Mathematics. The Genesis of a School in Poland, New Haven 1968; J.-P. Kahane, Próba oceny wpływu polskiej szkoły matematycznej lat 1918–1939, „Wiadomości Matematyczne” 1995, t. XXXI, s. 163–175; R. Duda, Lwowska szkoła matematyczna, Wrocław 2007.

11Wspomnienia o nim napisali m.in.: S. Dickstein, Przemówienie ku uczczeniu pamięci Z. Janiszewskiego, „Wiadomości Matematyczne” 1921, t. XXV, s. 91–98; B. Knaster, Zygmunt Janiszewski (w czterdziestolecie śmierci), „Wiadomości Matematyczne” 1960, t. IV, nr 1, s. 1–9; H. Steinhaus, Zygmunt Janiszewski, „Przegląd Filozoficzny” 1919, R. XXII, s. 113–117; S. Straszewicz, Ze wspomnień o Zygmuncie Janiszewskim, „Wiadomości Matematyczne” 1965, t. VIII, s. 131–133.

Eugeniusz Jarra

Urodzony 19 XII 1881 w Warszawie. Studia prawnicze rozpoczął na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, ukończył na Uniwersytecie Odeskim (1906). Kontynuował naukę w Bonn i we Lwowie, gdzie uzyskał stopień doktora filozofii (1918). Wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego (od 1915) i Szkoły Głównej Handlowej. Profesor UW (1920–1939). Wykładowca na Polskim Wydziale Prawa w Oksfordzie (1944–1947).

Filozof i teoretyk prawa, historyk polskiej myśli politycznej, przedstawiciel psychologizmu i normatywizmu.
Dziekan Wydziału Prawa UW (1923–1929). Doktor honoris causa Uniwersytetu w Lille (1933). Od 1939 na emigracji w Wielkiej Brytanii. Sekretarz generalny Ministerstwa Sprawiedliwości w rządzie gen. Władysława Sikorskiego. Członek założyciel Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie. Współtwórca czasopisma emigracyjnego „Horyzonty”.
Zmarł 28 VIII 1973 w Oksfordzie.

Ogólna teoria prawa, Warszawa 1920; Historia filozofii prawa, Warszawa 1923; Historia polskiej filozofii politycznej 966–1795, Londyn 1968.

C. Kunderewicz, Eugeniusz Jarra 1881–1973. W trzecią rocznicę zgonu, „Zeszyty Naukowe KUL” 1976, nr 3.

TOMASZ KOZŁOWSKI

EUGENIUSZ JARRA*

1881–1973

 

Eugeniusz Jarra urodził się 19 grudnia 1881 roku w Warszawie. Uczył się w II Gimnazjum Filologicznym w Warszawie, był też słuchaczem tajnych wykładów historii literatury polskiej. Studia rozpoczął na Wydziale Prawa Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego; w wyniku wydarzeń 1905 roku został zmuszony do przerwania studiów, które kontynuował na uniwersytecie w Odessie, zdając tam egzamin dyplomowy, a od 1906 roku studiował dodatkowo na wydziale filozofii uniwersytetu w Bonn.

W 1908 roku wrócił do kraju i podjął wykłady prawa na wyższych kursach handlowych w Warszawie, będących początkiem Szkoły Głównej Handlowej (uczył też historii Polski na pensji Plater-Zyberk, a także w zakazanych przez zaborcę kółkach gimnazjalnych). Był też uczestnikiem seminariów profesorów Stanisława Zakrzewskiego i Władysława Abrahama na Uniwersytecie Lwowskim, uzyskując w 1918 roku doktorat z filozofii na podstawie rozprawy Idea państwa u Platona i jej dzieje, opublikowanej w tym samym roku.

Od listopada 1918 roku wykładał na UW teorię i historię filozofii prawa, 1 października 1919 roku został zastępcą profesora, w następnym roku profesorem nadzwyczajnym, a l listopada 1923 roku profesorem zwyczajnym.

Jego zasadniczym polem zainteresowań naukowych była historia filozofii prawa, zarówno w wymiarze światowym, jak i polskim, oraz zdefiniowana przez niego samego ogólna teoria prawa. Już w pracy doktorskiej dostrzegł w pismach Platona dylemat wyprzedzania prawa jako systemu norm pozytywnych przez naukę, co dopiero teraz – w dobie komunikacji internetowej, klonowania, nowych technologii – jest lepiej widoczne. Powszechnie zaliczany jest do przedstawicieli psychologizmu i normatywizmu, przy czym podkreślić należy, że w pierwszym przypadku szczególnie silnie akcentował uniwersalistyczny, obywatelski i propaństwowy aspekt psychologicznego ujęcia prawa i normy prawnej (sięgając stale do dorobku Leona Petrażyckiego), w drugim przypadku natomiast podkreślał odrębność epistemologiczną i metodologiczną prawoznawstwa, zbieżnie z czystą teorią prawa Hansa Kelsena. Niewątpliwie cechą charakterystyczną poszukiwań naukowych Eugeniusza Jarry było stałe dążenie – własne i jego licznych i ciekawych uczniów – do poznawania polskiej myśli filozoficzno-prawnej (dosłownie od zarania dziejów polskiej państwowości) i ukazywania jej związków z myślą europejską, jak też jej oryginalności, tudzież do uwypuklania jej szczególnych cech, przede wszystkim – jego zdaniem – wyrażających się w narodowym tworzeniu państwa, oraz istotnej w tym roli katolicyzmu.

Do najważniejszych jego prac należą: Idea państwa u Platona i jej dzieje (1918), Ogólna teoria prawa (1920, drugie wydanie uzupełnione 1922), Historia filozofii prawa (1923), Św. Stanisław Kostka – patron młodzieży polskiej (1950), Twórczość prawna duchowieństwa polskiego 966–1800 (1954), Kardynał Wyszyński. Prymas-socjolog (1957), Nauka społeczna kardynała Augusta Hlonda, Prymasa Polski (1958), Historia polskiej filozofii politycznej (1968), Jedność filozofii prawa Polski przedrozbiorowej (1972) oraz wiele publikacji obcojęzycznych, m.in. w pismach: „Archives de Philosophie du droit et de Sociologie juridique”, „Rivista Internazionale di Filosofia del Diritto”, „Bulletin de la Société de Législation comparée”, Studi Filosofico-Giuridici dedicati a Giorgio del Vecchio.

Poza stałymi wykładami z historii filozofii prawa i teorii prawa na UW na szczególne podkreślenie zasługuje praca dydaktyczna Eugeniusza Jarry, prowadzona w ramach jego seminarium doktorskiego. Udało mu się skupić wokół siebie najznakomitszych absolwentów prawa, którym wpoił fascynację polską myślą polityczna i prawną. Powstał nawet – unikatowy nie tylko w skali polskiej – stały cykl wydawniczy, gdzie opublikowano dziewięć prac doktorskich jego uczniów, wśród nich znakomitą do dzisiaj Słuszność w teorii i praktyce (1929), późniejszego kontynuatora jego filozofii prawa na UW, Henryka Piętki.

Eugeniusz Jarra był też nieustannie zaangażowany w uniwersyteckie prace organizacyjne: w 1915 roku, po powołaniu sekcji szkół wyższych Komitetu Obywatelskiego Warszawy, został powołany do Komisji Głównej, organizującej UW, wchodząc też w skład podkomisji tworzącej Wydział Prawa; w 1921 roku przygotowywał uroczystość nadania Uniwersytetowi inwestytury; jako przedstawiciel Wydziału Prawa od 1922 roku zasiadał w Senacie.

Od roku akademickiego 1923/1924 do 1928/1929 pełnił obowiązki dziekana Wydziału Prawa; w 1925 roku został pierwszym referentem Studium Teologii Prawosławnej UW, będąc inicjatorem jego powstania; sprawował też funkcję kuratora uniwersyteckiej korporacji „Akwilonia”. Wielokrotnie wyjeżdżał na uczelnie zagraniczne: gościły go Praga, Bratysława i Brno (1926), Padwa i Rzym (1927), Lille (1926), Paryż (wykłady na Sorbonie 1937); wykładał także prawo cywilne w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. W czasie wojny prowadził wykłady na Polskim Wydziale Prawa w Paryżu, a od 1944 do 1973 roku na Polskim Wydziale Prawa przy Uniwersytecie Oksfordzkim, gdzie do końca życia kontynuował pracę badawczą, publikując jej wyniki, jak też pomagając w pracy redakcyjnej pism polonijnych (m.in. „Horyzontów”). Warto nadmienić, że jego uczennicą była m.in. Hanna Waśkiewicz, późniejsza profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i twórczyni tamtejszej powojennej filozofii prawa, a po wojnie Zbigniew A. Pełczyński, profesor oksfordzki, twórca stypendiów oksfordzkich dla polskich naukowców i stowarzyszenia „Szkoła Liderów”.

Eugeniusz Jarra angażował się też w działalność publiczną, m.in. od 1920 roku był sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie (w 1924 roku, ze względu na objęcie obowiązków dziekana, zrezygnował z nominacji na sędziego Sądu Najwyższego). Brał udział w pracach rządu generała Władysława Sikorskiego jako sekretarz generalny ministerstwa sprawiedliwości.

Odznaczono go licznymi orderami, m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta, Krzyżem Oficerskim francuskiej Legii Honorowej. Uzyskał tytuł doktora honoris causa uniwersytetu w Lille w 1933 roku.

W swojej ostatniej woli profesor wyraził życzenie przekazania swojego majątku na rzecz rozwoju nauki polskiej. Powstała na tej bazie fundacja, zarządzana przez profesora Pełczyńskiego, przekazała Wydziałowi Prawa UW książki z zakresu współczesnej filozofii i teorii prawa.

Eugeniusz Jarra przez cały czas pozostawania na emigracji wracał pamięcią do czasu pracy na Uniwersytecie Warszawskim, dedykując swoje prace uczniom i kolegom z Wydziału oraz publikując Wspomnienia o Uniwersytecie Warszawskim w Londynie w 1972 roku.

Zmarł 28 sierpnia 1973 roku w Oksfordzie i zgodnie ze swoją wolą został pochowany 15 stycznia 1974 roku na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 2008, s. 109–112.

Michał Kamieński

Urodzony 24 XI 1879 w Dembrówce (gubernia mohylewska). Studia na uniwersytecie w Petersburgu (1898–1903), stopień magistra tamże (1910). Był m.in. astronomem portu wojennego i dyrektorem obserwatorium morskiego we Władywostoku (1914–1919), pracownikiem Departamentu Hydrograficznego Cesarskiej Marynarki Wojennej Japonii w Tokio (1920–1922). Profesor UW (1923), dyrektor Obserwatorium Astronomicznego UW (1923–1944).

Astronom; prace z zakresu mechaniki nieba, geodezji i geofizyki (hydrologii); wieloletnie badania komety Wolfa I oraz komety Halleya.
Członek TNW (1920), PAU (1929), Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego w Londynie (1927); prezes Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii (1924–1939). Inicjator wydawnictwa „Publications of the Astronomical Observatory of the Warsaw University” (1925). Twórca filii Obserwatorium UW na górze Pop Iwan w Czarnohorze. Po przejściu na emeryturę (1960) aktywny członek Komisji Komet w ramach Komitetu Astronomii PAN.
Zmarł 18 IV 1973 w Warszawie.

Stulecie Obserwatorium Warszawskiego (1825–1925): historia powstania i krótki rys dziejów, Kraków 1925; Wstęp do astronomji matematycznej: według wykładów na Uniwersytecie Warszawskim w r. akadem. 1923/24, cz. 1, Warszawa 1926; Ephemeride des Kometen Wolf I für die Erscheinung im Jahre 1933, Warszawa 1933; Astronomia ogólna, t. I (współautor J. Wasiutyński), cz. 1: Zarys trygonometrii sferycznej, geodezji, astronomii sferycznej i praktycznej, cz. 2: Zarys budowy układu słonecznego i mechaniki nieba ze wstępem historycznym, Warszawa 1932, 1936.

K. Ziołkowski, Michał Kamieński 1879–1973, „Urania – Postępy Astronomii” 2007, nr 6.

KRZYSZTOF ZIÓŁKOWSKI

MICHAŁ KAMIEŃSKI

1879–1973

 

Michał Kamieński, dyrektor Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1923–1944, urodził się 24 listopada 1879 roku na Białej Rusi w majątku ziemskim Dembrówka, w powiecie czerekowskim ówczesnej guberni mohylewskiej Cesarstwa Rosyjskiego. Wspominając u schyłku życia swe dzieciństwo, zwierzył się przyjaciołom, że jego ojcem był właściciel majątku (obywatel ziemski, jak wtedy się mówiło), a matką wiejska dziewczyna, o której dziewięćdziesięcioletni profesor wyrażał się z wielką czułością – „moja mamusia”. Wyróżniający się nieprzeciętnymi zdolnościami, pierwsze nauki pobierał w Pskowie, gdzie na wiosnę 1898 roku ukończył gimnazjum klasyczne. W jesieni tego samego roku wstąpił na Uniwersytet w Petersburgu. Studia na wydziale fizyczno-matematycznym ukończył w 1903 roku z dyplomem I stopnia i od razu został powołany do służby państwowej w charakterze astronoma nadetatowego w Głównym Obserwatorium Astronomicznym w Pułkowie koło Petersburga. Spełniły się w ten sposób młodzieńcze marzenia Kamieńskiego, aby zdobyć klucz do obserwatorium. Uzyskanie go traktował jak wejście w posiadanie klucza do tajemnic nieba. Tym kluczem, jak później podkreślał, było „umiłowanie prawdy naukowej, samozaparcie w pracy i niezłomna wola dotarcia do wytyczonego celu. Ale cel ten był daleki, a droga ciernista – per aspera ad astra” (to słowa z przemówienia prof. Józefa Witkowskiego wygłoszonego podczas uroczystego posiedzenia Rady Naukowej Zakładu Astronomii Polskiej Akademii Nauk w maju 1964 roku, poświęconego sześćdziesięcioleciu pracy naukowej profesora Michała Kamieńskiego).

Pracując na stanowisku astronoma-rachmistrza pod kierunkiem wybitnego badacza ruchu komet Oskara Backlunda (1846–1916), ówczesnego dyrektora Obserwatorium w Pułkowie, Kamieński poznawał arkana obliczeń orbitalnych. Z zapałem prowadził też obserwacje astrometryczne na kole wertykalnym. Najbardziej wciągnęły jednak młodego astronoma rachunki kometarne, a ujawnione talenty w tym zakresie i pasja, z jaką uczestniczył w pracach Backlunda dotyczących komety Enckego, spowodowały, że już w 1907 roku została mu powierzona do samodzielnych badań kometa Wolfa 1. W ten sposób zaczął się chyba jedyny w swoim rodzaju „flirt” Kamieńskiego z kometą, której oddał prawie wszystkie swe siły twórcze, a ona rozsławiła go w świecie.

Rozpoczęte wtedy obliczenia poświęcone poznaniu ruchu komety Wolfa 1 Kamieński wytrwale prowadził niezależnie od tego, gdzie był zatrudniony i czym się musiał zajmować. W 1908 roku otrzymał stypendium Petersburskiej Akademii Nauk, które umożliwiło mu przygotowanie się do złożenia egzaminów m.in. z matematyki, mechaniki nieba, geodezji i astronomii praktycznej, koniecznych do osiągnięcia wyższego stopnia naukowego. Przez kilka miesięcy 1909 roku był nauczycielem matematyki i fizyki w Kałudze. Tam też, w dniu 15 czerwca 1909 roku, zawarł związek małżeński z Marią Dembicką (1886–1944). Stopień naukowy magistra astronomii i geodezji (przewyższający rangą dzisiejszy doktorat, a uprawnieniami zbliżony do habilitacji) Kamieński uzyskał na Uniwersytecie w Petersburgu w maju 1910 roku, chociaż już rok wcześniej został powołany na służbę w Wydziale Hydrograficznym Rosyjskiej Marynarki Wojennej w porcie Aleksandra III koło Lipawy, gdzie został mianowany zarządzającym Izbą Instrumentalną i Wydziałem Map Morskich. Zorganizował tam wydawanie codziennych map synoptycznych, odkrył i dokładnie zbadał anomalie deklinacji magnetycznej w okolicach Lipawy, wyznaczył kierunki magnesowe potrzebne dla badania dewiacji kompasów okrętowych.

W 1914 roku Kamieński został przeniesiony do portu wojennego we Władywostoku, gdzie początkowo pełnił obowiązki astronoma portu, a następnie zorganizował Obserwatorium Morskie i od 1919 roku był jego naczelnikiem. Oprócz obliczeń orbity komety Wolfa 1 prowadził w tym czasie badania w zakresie magnetyzmu ziemskiego, meteorologii i hydrografii, kreślił mapy synoptyczne wschodniej Syberii oraz zakładał stacje badawcze lodów arktycznych wzdłuż zachodniego wybrzeża Pacyfiku od Władywostoku aż po Cieśninę Beringa.

Na początku 1920 roku Kamieński opuścił stanowisko naczelnika Obserwatorium Morskiego we Władywostoku „nie tylko – jak napisał w swym curriculum vitae – wskutek inwazji bolszewickiej”, lecz przede wszystkim dlatego, że zachęcony, a może wręcz zobligowany przez profesora Tadeusza Banachiewicza (1882–1954), dyrektora Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, „pragnął porzucić służbę rosyjską” i powrócić do odradzającej się po latach niewoli Polski. Aby zdobyć fundusze na kosztowną podróż z Dalekiego Wschodu przyjął zaproszenie Departamentu Hydrograficznego Cesarskiej Marynarki Wojennej w Japonii i w maju 1920 roku rozpoczął w Tokio dwuletnią służbę. Zajmował się tam m.in. układaniem efemeryd par gwiazd dla dokładnych wyznaczeń szerokości geograficznych metodą Piewcowa w strefie od +20° do +40°. Praca ta była ważna i mogła mieć duże znaczenie dla pomiarów geodezyjnych i topograficznych m.in. Sahary, Afganistanu, Chin i innych terytoriów znajdujących się w tej strefie. Niestety, rękopis i wszystkie notatki jej dotyczące spłonęły w pożarze gmachu Departamentu Hydrograficznego po silnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Tokio 1 września 1923 roku. Ale Kamieński od lipca 1922 roku był już w Polsce. Po kilkumiesięcznym pobycie w Krakowie przybył do Warszawy, gdzie w marcu 1923 roku został mianowany profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektorem jego Obserwatorium Astronomicznego.

Objęcie przez Michała Kamieńskiego kierownictwa Obserwatorium Warszawskiego zaczęło okres intensywnego (oczywiście na miarę ówczesnych możliwości) rozwoju astronomii w stolicy. Zdając sobie sprawę, że słabo wyposażone i zlokalizowane w śródmieściu Obserwatorium Astronomiczne nie ma możliwości prowadzenia liczących się w świecie prac obserwacyjnych, Kamieński skierował zainteresowania podległych mu astronomów głównie na zagadnienia teoretyczne. Priorytetem było oczywiście badanie ruchu komety Wolfa 1, ale zdecydował się także powtórzyć i znacznie udoskonalić obliczenia efemeryd par Piewcowa dla dokładnych wyznaczeń szerokości geograficznych. Korzystając z pomocy młodszych kolegów w prowadzeniu żmudnych rachunków (przede wszystkim Macieja Bielickiego, Heleny Kazimierczak-Połońskiej i Ludwika Zajdlera), Kamieński podejmował starania prowadzące do wzbogacenia obserwatorium o nowe instrumenty, zorganizował nowoczesną służbę czasu, rozpoczął wydawanie prac obserwatorium jako „Publications of the Astronomical Observatory of the Warsaw University” (w latach 1925–1939 ukazało się 12 tomów) i wreszcie – co może było wtedy najważniejszym dziełem energicznego dyrektora – doprowadził do powstania, tuż przed wybuchem II wojny światowej, Obserwatorium Astronomicznego i Meteorologicznego na górze Pop Iwan w Czarnohorze jako zamiejscowej stacji obserwacyjnej i filii Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego. Kamieński patronował także działalności amatorskiej w astronomii, czego wyrazem było m.in. pełnienie funkcji prezesa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii od 1924 roku, z krótką przerwą, aż do roku 1939.

Aktywność profesora Michała Kamieńskiego zarówno na polu naukowym, jak i w zakresie działań organizacyjnych bardzo szybko została dostrzeżona na świecie i od razu spotkała się z wielkim uznaniem. Dowodem może być choćby to, że już w 1927 roku został wyróżniony godnością członka honorowego Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego (Royal Astronomical Society) w Londynie. Z polskich astronomów taki zaszczyt spotkał w tym czasie jeszcze tylko profesora Tadeusza Banachiewicza. W tym samym roku został też wybrany członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności, oraz członkiem rzeczywistym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

W okresie II wojny światowej Kamieński pozostawał w Warszawie. Wprawdzie Uniwersytet został zamknięty, ale władze okupacyjne uznały, że jego placówka astronomiczna może okazać się potrzebna (np. dla zapewnienia służby czasu, czy też opracowywania prognoz meteorologicznych) i zezwoliły – podobnie jak obserwatoriom w Krakowie i we Lwowie – na ograniczone funkcjonowanie warszawskiego Obserwatorium Astronomicznego. W ośrodku pozbawionym najlepszych instrumentów, które na początku 1940 roku zostały wywiezione przez okupantów do Poznania, z narzuconym od kwietnia 1942 roku kierownictwem w osobie profesora Kurta Waltera (1905–1992) z Obserwatorium Astronomicznego w Poczdamie (zarządcy wszystkich obserwatoriów astronomicznych na terenie Generalnej Guberni), z drastycznie zredukowanym personelem i w trudnych dziś nawet do zrozumienia warunkach okupacyjnej rzeczywistości, Kamieński wytrwale i z samozaparciem kontynuował swe badania. Koncentrował się głównie na obliczeniach zmian orbity komety Wolfa 1 pod wpływem wielkich planet Układu Słonecznego. Wyniki tych prac opublikował po wojnie w ośmiu artykułach, które ukazały się w 1946 roku w wydanym przez Polską Akademię Umiejętności tomie zatytułowanym List of the works achieved in the field of Mathematics and Sciences in Poland during the German occupation 1939–1945. Wtedy też opracował zręby tzw. metody cyklicznej dla znajdowania orientacyjnych pozycji ciał Układu Słonecznego w dużych interwałach czasu, którą później z powodzeniem stosował w pracach poświęconych chronologii astronomicznej.

Wybuch powstania warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku położył kres okupacyjnej egzystencji Obserwatorium. Jego gmach doszczętnie spłonął wraz z pozostałymi po grabieży instrumentami, bogatą biblioteką, mieszkaniami astronomów. Kamieński z żoną, a także dr Jan Gadomski (1889–1966) z rodziną, straciwszy dach nad głową, znaleźli schronienie w pobliżu lotniska na Okęciu. Trudów tułaczki nie zdołała jednak przetrzymać, chora od wielu lat na serce, żona Profesora – Maria Kamieńska, która zmarła po kilku tygodniach ówczesnej poniewierki; pochowana została na cmentarzu w Brwinowie koło Warszawy. W końcu października Kamieński dotarł do Krakowa, gdzie wkrótce rozpoczął – wspólnie z profesorem Józefem Witkowskim (1892–1976) – starania o utworzenie w Krakowie tymczasowej pracowni Obserwatorium Warszawskiego. Spotkały się one z życzliwością nowych władz i już w lutym 1945 roku pracownia została formalnie uruchomiona. Sprawami organizacyjnymi, a przede wszystkim staraniami o odbudowę gmachu w Warszawie, zajmował się głównie Gadomski, dzięki czemu Kamieński mógł powrócić do pracy naukowej.

Wkrótce po wznowieniu działalności Uniwersytetu Warszawskiego Michał Kamieński został niespodziewanie przeniesiony na emeryturę i pozbawiony wszystkich stanowisk; pełnienie obowiązków kierownika Obserwatorium Astronomicznego powierzono dr. Janowi Gadomskiemu, a kuratorem katedry astronomii mianowano matematyka profesora Kazimierza Kuratowskiego (1896–1980). Te zaskakujące i niezrozumiałe decyzje były zapewne konsekwencją wszczęcia postępowania dyscyplinarnego przeciwko Kamieńskiemu przez działającą w latach powojennych w Warszawie „Wyższą Komisję Dyscyplinarną dla Profesorów Szkół Akademickich”, której przewodniczył Jan Wasilkowski (1898–1977), późniejszy rektor Uniwersytetu Warszawskiego. Ze wspomnień osób pamiętających tamte wydarzenia (zarówno utrwalonych drukiem, jak i przekazywanych w rozmowach) można jednak wnioskować, że było to jakieś wielkie nieporozumienie, a może po prostu prymitywna intryga, próbująca wykorzystać fakt pełnienia przez Kamieńskiego funkcji w aparacie okupacyjnym dla skompromitowania potencjalnego konkurenta do uniwersyteckich zaszczytów. Trzeba podkreślić, że identyczne role kierowania obserwatoriami astronomicznymi w czasie okupacji spełniali profesorowie Tadeusz Banachiewicz w Krakowie oraz Eugeniusz Rybka (1898–1988) we Lwowie, co po wojnie spotkało się z uznaniem i wdzięcznością, a nie z oskarżeniem.

Do pracy na Uniwersytecie Warszawskim profesor Michał Kamieński już nie wrócił. Ale wkrótce po powstaniu Polskiej Akademii Nauk i utworzeniu w jej strukturze Zakładu Astronomii objął w nim na krótko stanowisko profesora i kierownika Sekcji Komet, które – po przejściu już definitywnie na emeryturę we wrześniu 1960 roku – nadal nieformalnie pełnił, pozostając niezwykle aktywnym członkiem Komisji Komet działającej w ramach Komitetu Astronomii PAN. Integrował w ten sposób polskie środowisko badaczy komet, które tworzyli – rozproszeni w różnych instytucjach – przede wszystkim: profesor Felicjan Kępiński (1885–1966) z Politechniki Warszawskiej, profesor Józef Witkowski z Obserwatorium Astronomicznego w Poznaniu, docent Maciej Bielicki (1906–1988) z Obserwatorium Astronomicznego w Warszawie i rozpoczynający w końcu lat 50. obliczenia orbit komet w Zakładzie Astronomii PAN profesor Grzegorz Sitarski (1932–2015). Ten ostatni, najpierw jako uczeń, a następnie bliski współpracownik Kamieńskiego, oraz wszystkich wymienionych wyżej członków dawnej Sekcji Komet, patronował rozwojowi w Polsce astronomii kometarnej, która – m.in. za sprawą współczesnych możliwości obliczeniowych i osiągnięć w badaniach kosmicznych – spotyka się z coraz większym zainteresowaniem na całym świecie.

W 1963 roku Michał Kamieński powrócił na stałe do Warszawy, gdzie zamieszkał w maleńkim, własnym mieszkaniu w ogromnym „bloku” przy ul. Kopernika. Mimo podeszłego wieku nadal był bardzo aktywny: oprócz intensywnej pracy naukowej dużo czytał, prowadził bogatą korespondencję, uczestniczył w seminariach i zebraniach naukowych, odwiedzał i gościł u siebie licznych przyjaciół. Jako młody adept astronomii służyłem w tym czasie Profesorowi pomocą w załatwianiu różnych spraw, przepisywaniu na maszynie nowych artykułów czy listów, bieganiu na pocztę, robieniu czasem zakupów. Trudno oprzeć się pokusie wspomnienia np. zabawnego szyfru, jakim w związku z tym często się porozumiewaliśmy. Gdy np. odbierałem telefon z lakoniczną informacją: „Panie Krzysiu – planetoida numer 14”, to natychmiast szedłem do cukierni Bliklego na Nowym Świecie, aby kupić 10 ciastek i szybko zanieść je Profesorowi. Tego dnia bowiem oczekiwał wizyty pani Ireny, przyjaciela domu Kamieńskich jeszcze sprzed wojny, a planetoida numer 14 nosi nazwę Irena. Ciastka musiały pochodzić od Bliklego; przy ich zakupie wystarczyło powiedzieć dla kogo są przeznaczone, aby otrzymać wytworną paczuszkę z odpowiednio dobranymi smakołykami. Znany warszawski cukiernik należał do grona bliskich przyjaciół Kamieńskiego.

Kamieński był surowym i wymagającym profesorem, ale jednocześnie bezpośrednim, pogodnym i dowcipnym człowiekiem. Był wspaniałym wykładowcą oraz uroczym gawędziarzem. Pamiętał wiele wesołych dykteryjek związanych z pracą astronoma, lubił wspominać lata swego terminowania u boku sławnych astronomów w Pułkowie, często opowiadał o Japonii, a nawet z lubością wykonywał przy różnych okazjach tajemnicze gesty charakterystyczne dla kultury japońskiej. Wśród znajomych Kamieńskiego do dziś wspomina się np. zakończenie wizyty u niego dyrektora Obserwatorium Astronomicznego w Tokio, który przy okazji pobytu w Warszawie chciał poznać sławnego polskiego astronoma, o którym pamięć w japońskim środowisku astronomicznym jest ciągle żywa. Żegnając gościa sędziwy gospodarz kilkoma słowami wypowiedzianymi po japońsku (i z nieskrywanym urwisowskim uśmieszkiem na twarzy) wprawił go w taką radość, wręcz euforię wyrażoną jakimiś gestami i niezrozumiałymi okrzykami, że trudno go było uspokoić. Dopiero później, przepraszając zdumionych świadków, wyjaśnił, że nie potrafił inaczej wyrazić swego zdziwienia i zaskoczenia, że w dalekiej Polsce spotkał kogoś, kto tak dobrze zna i czuje ducha japońskich obyczajów.

Powojenna aktywność naukowa profesora Michała Kamieńskiego była skoncentrowana przede wszystkim na dwóch kometach: Wolfa i i Halleya. Kometę okresową Wolfa i odkrył astronom niemiecki Max Wolf (1863–1932) w 1884 roku i od tej pory obserwowano ją podczas prawie każdego powrotu w pobliże Słońca. Największym wyzwaniem dla badacza jej ruchu było wielkie zbliżenie do Jowisza w 1922 roku, które radykalnie zmieniło kształt orbity (okres jej obiegu wokół Słońca zwiększył się z 6,82 do 8,31 lat). Sukcesem Kamieńskiego było rachunkowe „przeprowadzenie” komety Wolfa 1 przez tzw. sferę oddziaływania Jowisza podczas tego zbliżenia, ale najważniejszym wynikiem związanych z tym badań okazało się odkrycie tzw. zjawiska deceleracji w ruchu komet. Ważną rolę w tych pracach odegrali też uczniowie i współpracownicy Kamieńskiego, głównie Maciej Bielicki i Helena Kazimierczak-Połońska (1902–1992). Ta ostatnia, po opuszczeniu Polski w 1945 roku, kontynuowała dzieło swego nauczyciela w Petersburgu (wtedy Leningradzie), co zaowocowało opracowaniem (już oczywiście za pomocą komputera) teorii ruchu komety Wolfa 1 na przestrzeni stulecia 1884–1984. Jej monografia na ten temat, poświęcona pamięci profesora Kamieńskiego, ukazała się w 1982 roku jako tom XVIII „Prac Instytutu Astronomii Teoretycznej Akademii Nauk ZSRR”.

Wkład Kamieńskiego w poznanie ruchu komety Wolfa 1 doczekał się wyjątkowego uznania, jakim były starania profesora Siergieja K. Wsiechswiatskiego (1905–1984) z Kijowa, aby zmienić jej nazwę na kometę Wolfa-Kamieńskiego. W swych publikacjach wielokrotnie używał już nawet tej nazwy. Jednak decydująca o tym Międzynarodowa Unia Astronomiczna, doceniając wielkie znaczenie prac Kamieńskiego dla badań kometarnych, nie ośmieliła się odstąpić od bardzo dawna utartego zwyczaju nazywania komet wyłącznie nazwiskami odkrywców, a nie ich badaczy i nie zdecydowała się na ryzykowny precedens. Innym jeszcze dowodem wyjątkowego znaczenia prac Kamieńskiego poświęconych komecie Wolfa 1 może być także to, że wyniki wielu jego obliczeń były traktowane jako swego rodzaju wzorzec, który służył do kontrolowania i testowania programów komputerowych dla obliczeń orbitalnych opracowywanych w latach 60. przez uczniów Kamieńskiego.

Ostatnie lata swego długiego i pracowitego życia Kamieński poświęcił komecie Halleya. Szerokie horyzonty umysłu wybitnego astronoma kazały mu bowiem podjąć starania wykorzystania ścisłego warsztatu badacza ruchu ciał niebieskich w analizach dotyczących chronologii dziejów starożytnych. Według niego bowiem kometa Halleya niby „ognista wskazówka niebieskiego zegara od wielu tysięcy lat zaznacza szereg zdarzeń w dziejach ludzkości”. Myślą przewodnią Kamieńskiego w badaniach ruchu komety Halleya było spostrzeżenie, że wzajemne położenia w przestrzeni komety i najsilniej zakłócających jej ruch planet, Jowisza i Saturna, powinny się cyklicznie powtarzać w dostatecznie dużych interwałach czasu, obejmujących nawet kilka tysięcy lat. Znalazł on cztery takie cykle i opierając się na wynikach wcześniejszych rachunków obliczył momenty przejść komety Halleya przez peryhelium aż do połowy dziesiątego tysiąclecia przed narodzeniem Chrystusa. Licząc od współczesności okres ten obejmuje 150 obiegów komety wokół Słońca.

Opierając się na dawniejszych sugestiach, że wizje anioła stojącego między ziemią a niebem z mieczem wyciągniętym nad Jerozolimą, które miał król Dawid (1 Krn 21, 16), można tłumaczyć pojawieniem się komety, Kamieński doszedł do wniosku, że mogła nią być kometa Halleya jaśniejąca na niebie w maju 1010 roku przed Chrystusem. Ponieważ wizję Dawida wiąże się z rozpoczęciem budowy świątyni jerozolimskiej, uzyskujemy tym samym precyzyjną datę tego ważnego wydarzenia dziejów starożytnych. Podobnie interpretując zjawisko dymiącego pieca i gorejącej pochodni, gdy Bóg zawierał przymierze z Abrahamem (Rdz 15, 17), jako ukazanie się komety Halleya, oraz przyjmując za kronikarzem Eckstormiusem, cytowanym w słynnym siedemnastowiecznym dziele polskiego arianina Stanisława Lubienieckiego Theatrum Cometicum..., że gdy Abraham miał 70 lat ukazała się kometa w konstelacji Barana pod planetą Mars, Kamieński obliczył, że Abraham urodził się w roku 1850 przed Chrystusem.

Na podstawie wnikliwych analiz różnych informacji o kometach i związanych z nimi wydarzeniach, zawartych m.in. w dziele Lubienieckiego, oraz obliczonych przez siebie momentów pojawień się komety Halleya, Kamieński znalazł ponadto, że zburzenie Troi nastąpiło prawdopodobnie w roku 1150 przed Chr., a zniszczenie Sodomy i Gomory w roku 1751 przed Chr. Co więcej, kometa Halleya i odpowiednie notatki kronikarzy umożliwiły mu sformułowanie hipotezy, że biblijny potop nastąpił w roku 3850 przed Chr. Wprawdzie Kamieński – w przeciwieństwie do Halleya – nie upatrywał przyczyny tego kataklizmu w spadku na Ziemię komety, jednak uważał, że nastąpił on w czasie pojawienia się na niebie komety Halleya. Według Kamieńskiego spadek na Ziemię jakiegoś odłamka jądra komety Halleya mógł być także przyczyną katastrofy legendarnej Atlantydy. Wydarzyć się to mogło w roku 9541 przed Chr., gdy kometa przeleciała bardzo blisko Ziemi, w odległości – jak pokazały jego obliczenia – porównywalnej z odległością od niej Księżyca.

Te wszystkie rozważania i spekulacje są oczywiście tylko intrygującymi domysłami i być może atrakcyjnymi ciekawostkami. Łatwowierne traktowanie ich jako naukowo stwierdzonych faktów byłoby równie nieuzasadnione jak kategoryczne zaprzeczanie ich sensu. Ale niezwykłość komety Halleya i rzetelność badań Kamieńskiego usprawiedliwiają dociekliwość również i w tej dziedzinie.

Profesor Michał Kamieński niemal całe życie cieszył się dobrym zdrowiem. Zmarł 18 kwietnia 1973 roku po krótkiej chorobie spowodowanej przypadkowym, niefortunnym upadkiem na ulicy. Pochowany został – zgodnie z życzeniem – na cmentarzu parafialnym w Brwinowie koło Warszawy, obok grobu swojej żony. Maciej Bielicki, uczeń i chyba najwierniejszy współpracownik Kamieńskiego, podkreślił we wzruszającym przemówieniu na pogrzebie, że jego „największą spuścizną, jaką zostawił poza licznymi pracami naukowymi, jest to, że stał się Ojcem całej szkoły badawczej orbit komet”.

Stanisław Kętrzyński

Urodzony 10 IX 1876 we Lwowie. Studia historyczne na Uniwersytecie Lwowskim; liczne i długie pobyty badawcze za granicą, doktorat na UJ (1899); habilitacja tamże (1913); wykładowca UW (1918), prof. nadzwyczajny (1920), prof. zwyczajny (1934).

Mediewista. Specjalizował się w zakresie dyplomatyki, sfragistyki i paleografii, wykorzystując przy tym najnowsze ówczesne metody badawcze (poznane w École des Chartes w Paryżu i Scuola di Paleografía w Rzymie). Stworzył serię studiów nad historią Polski w wiekach średnich. W latach 20. XX w. wysoki rangą funkcjonariusz MSZ. Redaktor (wraz z Marcelim Handelsmanem) „Przeglądu Historycznego” (1917–1939). Dyrektor Biblioteki Ordynacji Krasińskich; członek TNW (1908), PAU (1919); organizator zabezpieczenia gmachu Biblioteki Krasińskich (1939–1940); Uczestnik tajnego nauczania podczas okupacji niemieckiej (1940–1943).
Zmarł 26 V 1950 w Warszawie.

Kazimierz Odnowiciel (1034–1058), Kraków 1899; O palliuszu biskupów polskich XI wieku, Kraków 1902; O zaginionym żywocie świętego Wojciecha, Kraków 1902; Kilka uwag o opacie Astryku-Anastazym: Polska a Dijon, Warszawa 1905; O elementach chronologicznych dokumentów Kazimierza Wielkiego, Kraków 1913; Zarys nauki o dokumencie polskim wieków średnich, Warszawa 1934.

Jubileusz Prof. Stanisława Kętrzyńskiego, [w:] „Przegląd Historyczny” 1948, t. XXXVIII, s. 383–387; Kętrzyński S. [w:] PSB, t. XII, Wrocław 1966–1967, s. 374–376.

ALEKSANDER GIEYSZTOR

STANISŁAW KĘTRZYŃSKI*

1876–1950

 

Z Warszawą związał się w dwudziestym dziewiątym roku życia i pozostał jej prawdziwie wierny, mimo wielu dobrowolnych lub przymusowych nieobecności, współtworząc stołeczne środowisko historyków, w którym nie brakowało innych wybitnych indywidualności. Urodził się zaś 10 września 1876 roku i wykształcił we Lwowie. Tam, jak opowiadał, nad jego kołyską pochylała się Augustowa Bielowska, wdowa po fundatorze Pomników dziejowych Polski, kontynuowanych pod kopułą Ossolineum przez jego ojca, znakomitego erudytę i światłego obywatela. Oboje rodzice pochodzili z drobnej szlachty pomorskiej, on – Wojciech de Winkler-Kętrzyński, ona – Wincentyna de Rautenberg-Klińska. Przypomnieli sobie swą polskość dość późno, za to bardzo mocno. „Pruski kadet Adalbert von Winkler zostawszy Wojciechem Kętrzyńskim – pisał przyjaciel syna, Witold Kamieniecki – zaprzestał pisać sentymentalne wierszyki niemieckie, natomiast wszedł do rzędu najpoważniejszych historyków polskich XIX wieku”. Synowi przekazał, obok cech charakteru, takich jak wytrwały upór, zdyscyplinowanie, także kult warsztatu, zwłaszcza zaś mediewistycznego, i nader głęboką nutę patriotyczną w każdym wyborze życiowym.

Umysłowość młodego Stanisława Kętrzyńskiego ukształtowało jednak bodaj więcej otoczenie niż dom rodzinny. Koledzy i przyjaciele szkolni i uniwersyteccy pokazali mu uroki życia towarzyskiego, które cenił sobie odtąd zawsze wysoko, a także swoisty styl zachowania, w którym cenę miały wytworność w obejściu, elegancja w ubiorze, umiejętność riposty, poczucie humoru i szerokość zainteresowań kulturalnych. Dyletantyzmowi postawił jednak sam od razu zaporę, nabywając szybko i gruntownie wysokie kwalifikacje w zawodzie badacza historii.

Dwa seminaria lwowskie, na które uczęszczał, jedno Ludwika Finkla i drugie Tadeusza Wojciechowskiego, były jakby dwiema stronami wykuwanego wówczas rzetelnego modelu uczoności i pisarstwa historycznego.

Współodnowiciel metodyki krytycznej i świetny pedagog uniwersytecki, Ludwik Finkel, pilnował wśród uczniów rygorów scjentyzmu przenoszonego przez jego pokolenie na grunt historiograficzny. Na tym seminarium debiutował Stanisław Kętrzyński rozprawą o Gallu Anonimie, mając lat dwadzieścia dwa; rok później ogłoszono mu ją w czcigodnych „Rozprawach Wydziału Historyczno-Filozoficznego Akademii Umiejętności” w Krakowie. Jednocześnie, wraz z mistrzem, wydał podręczne wydanie tekstu kroniki, które długo służyło historykom.

Drugie seminarium, mało przystępnego nauczyciela akademickiego Tadeusza Wojciechowskiego, nęciło niewielu, ale na tych, którzy na nie się zapisywali, rzucało czar intuicyjnej kombinatoryki hipotez i domysłów z późnoromantycznym rodowodem ideowym i widokami na rychłe jego odrodzenie pod neoromantycznym piórem dwóch kolegów i przyjaciół uniwersyteckich Kętrzyńskiego – Maksymiliana Gumplowicza i Stanisława Zakrzewskiego.

Stanisław Kętrzyński nie będzie odtąd stronił od śmiałych konstrukcji myślowych, budowanych z kronikarskich okruchów. Rozwinie je zwłaszcza w ostatnim okresie swojej twórczości. Patrzył na nie jednak nie bez autokrytycznego sceptycyzmu jako na swoistą walkę hipotez na drodze do prawdy obiektywnie istniejącej, choć mozolnie osiągalnej. Lubił zarówno owe pomysły, jak też samą erudycję, jako podwójny sprawdzian warsztatowy, którego opanowywanie przynosi historykowi satysfakcję intelektualną wysokiej próby. Jednocześnie przyjmował najchętniej wskazania racjonalizmu filozoficznego i metodologicznego, szczególnie w swoim okresie warszawskim, co chroniło go od różnych idei motorycznych w procesie dziejowym, na czele z nacjonalizmem i kultem herosów, ale też nie zachęcało do programowej historii społecznej. Pozostał historykiem państwa, jego polityki i instytucji, a także mistrzem i sługą warsztatu historiograficznego.

Studia zakończył doktoratem nie lwowskim, lecz krakowskim, idąc na rok do seminarium mocarza szkoły krakowskiej, Stanisława Smolki, który mu przyjął i wydrukował w tychże „Rozprawach” dysertację o Kazimierzu Odnowicielu, dobry przykład krytyki źródeł, raczej ostrożnej ich interpretacji i wcale trwałej konstrukcji wykładu. Ale w Krakowie istotny wpływ wywarł nań nie tyle Smolka, ile Stanisław Krzyżanowski, szermierz doskonalenia u nas nauk pomocniczych mediewistyki, a w szczególności dyplomatyki, badacz wytrawny i uzdolniony kierownik seminarium.

Pobyty za granicą rozpoczął najpierw w Rzymie dwuletnim uczestnictwem w ekspedycji rzymskiej Akademii Umiejętności, gdzie został wprzęgnięty w wysoce kształcącą zespołową kwerendę poloników, potem kontynuowaną za paru nawrotami w Monachium, Paryżu i znów w Rzymie. Te lata wędrowne przyniosły mu oczytanie porównawcze i obycie archiwalne, sprawność parojęzyczną, a także znajomość metod nauczania w École des Chartes w Paryżu i Scuola di Paleografia w Rzymie. Pędził skromne życie stypendysty w niełatwej czasem sytuacji finansowej, z której raz ratował się wysyłając z paryskiego hoteliku depeszę do ojca po łacinie, żeby mu wstydu za syna nie robić: mitte mihi centum coronas telegraphice. Znajdował czas na kontakty towarzyskie i odwiedziny muzealne, a nade wszystko na intensywne badania. Owocem stała się seria studiów nad wczesną historią Polski, w której zajmował się rewizją źródłoznawczą spraw otwartych, a choć przyczynkowych, to istotnych dla kilku problemów dużego znaczenia. W latach 1902–1905 wyszły więc prace o rzekomej wyprawie Władysława Hermana na Szczecin, o paliuszu biskupów polskich w XI wieku, o zaginionym żywocie św. Wojciecha, o opacie Astryku-Astanazym i stosunkach polsko-burgundzkich około roku 1000.

Po krótkim pobycie w Archiwum miasta Krakowa przyjął w 1905 roku propozycję, aby objąć Bibliotekę Ordynacji Krasińskich, której dyrekcję miał sprawować lat sześć, wchodząc do kręgu starszych i rówieśnych sobie humanistów warszawskich. Ciesząc się zaufaniem dwu światłych mecenasów, Adama, a potem Edwarda Krasińskich, włożył wiele inwencji, aby z tradycyjnego księgozbioru przy obecnej ulicy Traugutta urządzić dużej doniosłości naukową bibliotekę, dla której rozpoczęty już za dyrekcji Ignacego T. Baranowskiego, w 1912 roku, gmach na Okólniku miał stworzyć nowoczesną ramę.

W gabinecie dyrektorskim Kętrzyńskiego spotykali się Szymon Askenazy, Jan Kochanowski, Jan Kucharzewski, Ignacy T. Baranowski, Marceli Handelsman, Witold Kamieniecki, August Zaleski na rozmowy uczone, swobodne i polityczne. Powstały z tego kręgu Towarzystwo Miłośników Historii i „Przegląd Historyczny”, i odpowiedni wydział Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Gospodarz tych spotkań i bibliotekarz nie zaniedbywał własnej mediewistyki, biorąc udział w dyskusji co do zasięgu ustrojowego odrodzonego Królestwa na przełomie XIII i XIV wieku, broniąc tezy o wielkopolskim charakterze monarchii Przemyśla II. Zajął się też zapisem Kazimierza Wielkiego dla Kaźka, księcia słupskiego, istotnym dla rozumienia addycyjnej poniekąd istoty ówczesnego państwa, co rychło spotkało się ze sprzeciwem Oswalda Balzera, ale po przeszło półwieczu znajduje znów zwolenników. Przygotowywał się do dużego przedsięwzięcia z zakresu głównie dyplomatyki. Miała nim być sugerowana przez Stanisława Krzyżanowskiego monografia kancelarii Kazimierza Wielkiego, oparta na studiach w wielu zbiorach krajowych i zagranicznych. Rozpoczął te nowe badania dłuższym wyjazdem wraz z żoną Kamillą z Ostrowskich w 1911 roku na parę lat znów do Rzymu. Małżeństwo zapewniło mu niezależność finansową; tą drogą wszedł do środowiska oświeconej wielkiej burżuazji i ziemiaństwa. Rękopiśmienne wspomnienia Kamilli Kętrzyńskiej o umuzykalnionym domu jej dziada Ludwika Grossmanna na rogu Mazowieckiej i Traugutta odtwarzają kulturę tego kręgu. Studia rzymskie, częściowo także na rzecz Akademii Umiejętności i jej materiałów archiwalnych, pogłębiły znajomość ówczesnych badań nad dokumentem średniowiecznym, pokazały Kętrzyńskiemu jego wagę nie tylko jako źródłowego przekazu, ale i jako świadectwa funkcjonowania instytucji. Jednak po latach wspomni, że przyjęta za tymi obcymi wzorami metoda okazała się zbyt pracochłonna, aby zapewnić wyniki. Zebrane materiały posłużyły do innych prac, pośród których rzecz o elementach chronologicznych kancelarii Kazimierza Wielkiego (1913) posłużyła jako podstawa habilitacji w Uniwersytecie Jagiellońskim.

Pierwsza wojna zastała oboje Kętrzyńskich w Warszawie; przymusowo ewakuowani, z racji obywatelstwa austriackiego męża, spędzili parę lat u rodziny żony pod Charkowem. Zabrawszy ze sobą pokaźny zbiór kodeksów dyplomatycznych – w pięknych, rzymskich pergaminowych oprawach – Stanisław Kętrzyński przeorał wtedy obszar polskiego dokumentu XIII wieku. Przydało mu się to po powrocie przez Piotrogród, w lutym 1918 roku, do Warszawy, gdy zlecono mu wykłady z dyplomatyki i archiwistyki na Uniwersytecie Warszawskim jako docentowi tytularnemu. Od roku 1920 był w nim profesorem nadzwyczajnym. Krótko (1919/1920) kierował Archiwum Głównym Akt Dawnych.

Zaraz potem wszedł do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zbliżył się do polityki już wcześniej, w czasie swego pobytu w Rosji; w grudniu 1917 roku przybył, w drodze do kraju, do Sztokholmu na spotkanie konserwatystów ze Stronnictwa Narodowo-Zachowawczego. Od 1919 roku pisywał do „Przeglądu Dyplomatycznego”, żywo interesując się sytuacją międzynarodową odradzającego się państwa. W latach 1922–1923 prowadził dyrekcję polityczną Ministerstwa Spraw Zagranicznych, węzłowy w nim wówczas departament. Stał blisko Aleksandra Skrzyńskiego i Konstantego Skirmunta; po wyborze Gabriela Narutowicza wypadło mu krótko sprawować kierownictwo resortu. Związany z grupą liberalnych intelektualistów – sam z odcieniem zachowawczym – popierających rządy centrowe, nie mógł pogodzić się z objęciem jesienią 1923 roku ministerstwa przez Romana Dmowskiego i opuścił swoje kluczowe stanowisko. W końcu 1924 roku otrzymał nominację na ministra pełnomocnego i posła nadzwyczajnego w Moskwie. Przebył tam dwa lata pełne napięć, nie bez sukcesów w negocjacjach, w których wysoko sobie cenił talenty Georgija W. Cziczerina. Odwołany w grudniu 1926 roku, został przeniesiony do Hagi, gdzie przebył spokojne cztery lata.

Jako polityk i dyplomata pozostawił pewną liczbę starannych, choć nieczęstych instrukcji, a potem raportów cenionych przez ówczesnych jego kolegów. Opuszczał Hagę i służbę dyplomatyczną w 1931 roku za sprawą ówczesnego wiceministra Józefa Becka, za czym stała rosnąca do niego niechęć rządzącego obozu. Polityką po powrocie prawie się nie zajmował, choć grono przyjaciół zachęcało go do próby tworzenia z Antonim Wieniawskim i Henrykiem Strasburgerem ugrupowania konserwatywno-liberalnego. Pomawiany o wolnomularstwo, także w ostatnim opracowaniu jego dziejów międzywojennych, w niezachowanych swoich pamiętnikach temu zaprzeczał; były to zapewne związki przyjaciół politycznych, zadzierzgnięte w początku lat dwudziestych, rychło rozluźnione bez śladu.

Pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych łączył do 1925 roku z wykładami uniwersyteckimi. Pisał w przytoczonych pamiętnikach, że dzień zaczynał o ósmej rano od wykładu, a potem wypełniał swój rozkład zajęć polityką i urzędem z rozlicznymi obowiązkami reprezentacyjnymi i towarzyskimi. Jego ówczesne seminarium dobrze wspominali uczestnicy (m.in. Jadwiga Karwasińska, Wanda Moszczeńska, Adam Wolff). Do pracy badawczej powrócił na placówkach dyplomatycznych, zwłaszcza w Hadze. Ogłaszał rozprawy i artykuły z dyplomatyki, sfragistyki i genealogii. W roku 1932 rozpoczął w Uniwersytecie Warszawskim ponownie wykłady, a w 1934 roku objął jako profesor zwyczajny katedrę historii średniowiecznej Polski wraz z naukami pomocniczymi historii. Seminarium nie było liczne, poświęcał je głównie dyplomatyce i dziejom XIII i XIV wieku. W wykładach zajmował się Polską X i XI wieku. Jednocześnie nadał żywsze tempo swoim publikacjom naukowym.

Jako rezultat wieloletniej pracy badawczej, łączonej z dyplomacją, wyszedł w roku 1934 tom pierwszy, z dwu zamierzonych, Zarysu nauki o dokumencie polskim wieków średnich, materiał do drugiego zniszczył pocisk niemiecki w czasie wrześniowego oblężenia stolicy w 1939 roku. Dzieło niezastąpione, mimo kolejnych syntez podręcznikowych i studiów szczegółowych, stało się tekstem klasycznym, także ze względu na jasny wykład, oparty na wielostronnych badaniach analitycznych ogromnego materiału i umiejętnej jego interpretacji. Publikował też studia genealogiczne o Piastach i Doliwitach, wziął udział w zespole historyków polskich odpowiadających na niemiecki tom Deutschland und Polen (1934). Napisał syntetyczny rozdział dziejów średniowiecznych do The Cambridge History of Poland, ogłoszony po latach, już po jego zgonie. Zajmował się z upodobaniem mało dotąd znanym tzw. kodeksem Gertrudy, córki Mieszka II, przechowywanym w Cividale, dokąd jeździł na autopsję rękopisu; skromna część tych dociekań znalazła się w podyktowanym przezeń biogramie Gertrudy w Polskim Słowniku Biograficznym.

Lata trzydzieste przeżywał nader intensywnie jako profesor i badacz, jako członek towarzystw naukowych, jako współredaktor – od 1918 roku – wraz z Marcelim Handelsmanem, „Przeglądu Historycznego”, któremu teraz zaczął poświęcać sporo uwagi, podobnie jak sprawom Polskiego Towarzystwa Historycznego i Towarzystwa Miłośników Historii. Jego łagodny a mocny autorytet w środowisku płynął z pozycji naukowej i wytrawnej znajomości życia politycznego i społecznego, z taktu i stanowczości, a także z wielkiego uroku towarzyskiego. Codzienny stolik profesorski w kawiarni Lourse’a w Hotelu Europejskim, dokąd przychodzili Stefan Czarnowski, Marceli Handelsman, Jan Stanisław Bystroń, Stanisław Wędkiewicz, czasem Stanisław Arnold, Kazimierz Michałowski, Tadeusz Manteuffel i cotygodniowy brydż z przyjaciółmi w rodzinnym mieszkaniu na Mazowieckiej, a potem już krótko na Moniuszki, były ramami jego niezbyt rozległych, ale dobieranych nader starannie kontaktów.

Wojna zachwiała tę równowagę profesorskiego życia, ujawniając w tym wytwornym starszym panu twardą wolę walki o przetrwanie, ocalenie, o fundamenty rozwoju kultury narodowej. Jako prezes Towarzystwa Miłośników Historii przeniósł już zimą 1939/1940 roku jego zebrania w formie konspiracyjnej do swego, następnego po zniszczeniu, mieszkania na Tamce i odbywał je bardzo regularnie co miesiąc, dbając o poziom referatów, gromadząc na nich kilkunastoosobową grupkę starszych i młodszych historyków. Już od późnego lata 1939 roku sprawował zleconą mu przez Edwarda Krasińskiego, który miał po roku zginąć w Dachau, opiekę nad biblioteką ordynacji; zabezpieczył uszkodzony we wrześniu gmach, wprowadził paru wybitnych wolontariuszy z Marianem Łodyńskim na czele do prac bibliotecznych; działał tam rozważnie, godnie i skutecznie aż do usunięcia tej ekipy przez okupanta w końcu maja 1941 roku.

Późną jesienią 1939 bezzwłocznie wznowił też swoje seminarium magisterskie, przyjmował zaległe egzaminy, kierował paru pracami doktorskimi, uczestniczył w naradach władz Uniwersytetu Warszawskiego, współpracując z kierownikiem studium historycznego, Tadeuszem Manteufflem. Zajęcia swoje nadal prowadził we własnym mieszkaniu, choć w 1942 roku wystąpiło krótkie, nagłe jego zagrożenie. W trudnych warunkach okupacyjnych podjął nowe duże przedsięwzięcie pisarskie, Studia XI wieku, z których wiele napisał. Powstały też wspomnienia, świetny dokument własnego życia i środowiska, wraz z alfabetycznym dodatkiem znakomitych anegdot o współczesnych – od Szymona Askenazego do Stanisława Zakrzewskiego. Rękopisy te spłonęły w powstaniu w magazynach Archiwum Głównego. Bibliotekę skonfiskowało gestapo, jakieś szczątki po dziesięcioleciach wróciły do Warszawy z Czechosłowacji. Dnia 14 listopada 1943 roku został wraz z żoną aresztowany przy poszukiwaniu przez gestapo syna Wojciecha. Nazwisko Stanisława Kętrzyńskiego znalazło się niebawem na rozplakatowanym czerwonym arkuszu z listą skazanych na śmierć. Uratowały go gwałtowne interwencje zarówno obce, węgierskie i włoskie, jak krajowe.

Rozpoczęło się życie sześćdziesięciosiedmioletniego, schorowanego od paru lat więźnia, najpierw i dość długo w Warszawie. „W ciągu czterech i pół miesiąca pobytu na Pawiaku – zapisał we fragmentarycznej notatce – około 30 chorych z naszej celi wydobyto na rozstrzelanie, na tzw. rozwał”. Potem w Krakowie, w więzieniu u św. Michała, wreszcie w Oświęcimiu. Żona, po pobycie na Pawiaku osadzona w Ravensbrück, przeżyła obóz. W Oświęcimiu Stanisław Kętrzyński znalazł się dzięki organizacji więźniarskiej w szpitalu razem z Xawerym Dunikowskim, który mu tam wykonał dwa przejmujące portrety ołówkowe. Przetrzymał obóz, mimo kruchości organizmu, w stałym zagrożeniu mordem, nie stroniąc od wykładów dla współwięźniów na pryczach izby chorych, mobilizując ich i własne siły psychiczne: „powtarzałem zresztą wielokrotnie – w tej samej czytamy notatce – że i naturalną śmiercią nie umrę na złość Niemcom i gestapo. Umrę na swobodzie, jako wolny człowiek”.

Po wyzwoleniu osiadł najpierw w Krakowie, gdzie już na wiosnę 1945 roku miał swój pierwszy referat w Polskiej Akademii Umiejętności i rozpoczął zajęcia uniwersyteckie, prowadzone też w roku akademickim 1945/1946. Przeniósł się potem do Warszawy, dokąd przez Szwecję przybyła żona. Przystąpił do działań badawczych, uniwersyteckich i organizacyjnych. Kontynuował z uporem odtwarzanie Studiów XI wieku, z których parę zdołał ogłosić sam drukiem, a pośmiertnie udało się wydać – wraz z przedrukiem i ineditami – łączny ich okazały tom pt. Polska X-XI w. (1961). Doprowadził w ciągu 1946/1947 roku do habilitacji swoich uczniów, których przedtem dzielił z Marcelim Handelsmanem i Janem Kochanowskim, a mianowicie Adama Wolffa, Jadwigi Karwasińskiej i Aleksandra Gieysztora. Wspomagał starania Tadeusza Manteuffla i innych o odnowienie życia naukowego w stolicy. Pisał memoriały i referaty o losach nauki historycznej i sposobach jej odbudowy. Zajmował się oceną strat poniesionych przez kulturę polską. „Jeśli wolno być pesymistą – pisał – twierdząc, że kataklizm ten cofa nasz rozwój i że życie nasze nie podąży tak szybko naprzód, jak to było dotychczas, to jednak zrobimy z naszej strony wszystko możliwe, by uratować nasze wartości, nasze wartości narodowe, nasze ja historyczne, przekazane nam przez pokolenia. W kierunku odrobienia szkód winien pracować ogół ludzi, na których opiera się kultura narodowa polska. My, historycy polscy, mamy obowiązek pamiętać o odcinku historycznym, bardzo dużym i odpowiedzialnym”. Rzucił ponownie, sformułowaną po raz pierwszy w 1938 roku, myśl stworzenia „Biblioteki historyka polskiego”, opartą na fotomechanicznych przedrukach źródeł i klasyków historiografii i na zestawie pomocy bibliograficznych i genealogicznych, spisów urzędniczych i innych do szybkiego, nawet niedoskonałego w pierwszym wydaniu opracowania. Na niepełne zresztą urzeczywistnienie myśli tych, rzucanych w 1946 roku, trzeba było czekać długie dziesięciolecia.

Od połowy 1947 roku wystąpiły poobozowe zaburzenia naczyniowe, którym nie zapobiegła z trudem zorganizowana i mało skuteczna kuracja w Szwajcarii. Powrócił z niej już tylko do pracy pisarskiej nad swymi Studiami XI wieku. Bardzo ciężko schorowany obchodził 17 lutego 1948 roku pięćdziesięciolecie swej pracy badawczej w Instytucie Historycznym UW; otrzymał sobie dedykowany okazały tom (XXXVII) „Przeglądu Historycznego”. W odpowiedzi na głosy uczniów jubilat stwierdził swoją wierność nauce mimo różnych kolei życia bogatego w pracę i cierpienia. Ten „honor nauki polskiej”, jak mówił o nim Tadeusz Manteuffel na jubileuszu-pożegnaniu, dogasał powoli i w męce, aby odejść 26 maja 1950 roku.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 219–227.

Mieczysław Ferdynand Konopacki

Urodzony 16 IV 1880 w Wieluniu. Studia na Cesarskim UW (od 1889), kandydat nauk (1903). Studia na UJ (1904–1907), potem na uniwersytecie we Lwowie, doktorat tamże. Wykładowca UW (1916), prof. nadzwyczajny (1919), zwyczajny (1921), dziekan Wydziału Lekarskiego (1927/1928, 1936/1937). Współorganizator Wydziału Weterynaryjnego UW i Wojskowego Studium Lekarskiego w Warszawie.

Embriolog i histolog; prace dotyczące gł. tworzenia się żółtka w jajach strunowców, roli komórek folikularnych w odżywianiu jaj, biochemii rozwoju. Lekarz Legionów Polskich (1914–1916), w 1920 komendant Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. Członek TNW (1918), PAU (1930), Association des Anatomistes. Współorganizator Polskiego Towarzystwa Anatomiczno-Zoologicznego.
Członek zarządu polskiej YMCA, Towarzystwa Biologicznego, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika. We IX 1939 zmobilizowany jako zastępca komendanta stołecznego 1. Szpitala Okręgowego.
Zginął raniony odłamkiem 25 IX 1939 w Warszawie.

Wpływ płynów hypotonicznych na różne stadya rozwoju jeżowców, Kraków 1914; Histoire de la cytologie et de lhistologie en Pologne, et la part prise par les Polonais dans le développement de ces sciences au delà des frontières polonaises, Warszawa 1931; Zachowanie się mitochondriów w czasie rozwoju zarodków żaby, „Sprawozdania z posiedzeń Towarzystwa Naukowego Warszawskiego Wydz. 3” 1926, R. 19, s. 377–385.

J. Zweibaum, Wspomnienia pośmiertne: Mieczysław Konopacki (1880–1939), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938–1945, R. 31/38, s. 196–199.

STANISŁAW ZWOLSKI

MIECZYSŁAW FERDYNAND KONOPACKI

1880–1939

 

Mieczysław Konopacki, jeden z najwybitniejszych polskich histologów, urodził się 16 kwietnia 1880 roku w Wieluniu, miasteczku w Królestwie Polskim, w rodzinie urzędnika magistratu miejskiego Bronisława, kasjera, i jego małżonki Antoniny, de domo Zdrojewskiej. W bardzo trudnych warunkach jego wychowaniem zajmowała się matka. Uczył się w szkole powszechnej w Wieluniu, a następnie w gimnazjum klasycznym w Kaliszu. W tymże gimnazjum uzyskał w roku 1889 świadectwo dojrzałości i wstąpił na Cesarski Uniwersytet Warszawski. Studiował tam nauki przyrodnicze, a szczególnie umiłowaną przez siebie zoologię. Pod troskliwą opieką wybitnego dydaktyka i uczonego, jakim był bez wątpienia Paweł I. Mitrofanow, rozwijał swoje zainteresowania badawcze. Zaowocowało to cenną rozprawą O tworzeniu się żółtka w jaju jaszczurki, za którą w roku 1903 uzyskał stopień kandydata nauk przyrodniczych oraz wysoką ocenę, uwidocznioną srebrnym medalem. Ów rok godzien jest uwagi, bo niemal jednocześnie za swoją działalność we wsiach pod Kaliszem oraz za prowadzenie tajnych kółek został aresztowany i osadzony na Pawiaku. W rok później wyjechał do Krakowa i rozpoczął studia medyczne we Wszechnicy Jagiellońskiej, gdzie do listopada 1907 roku pracował w charakterze demonstratora w Katedrze Anatomii Opisowej profesora Kazimierza Kostaneckiego. W okresie tej współpracy zapoznał się z pracami z zakresu embriologii i cytologii Kostaneckiego oraz Emila Godlewskiego juniora. Ten ostatni utworzył Zakład Biologiczno-Embriologiczny i umożliwił Konopackiemu wykonanie fizjologicznej pracy nad oddychaniem dżdżownic, której rezultaty badawcze trafiły do podręcznika fizjologii zwierząt bezkręgowych, a sama praca ukazała się w całości w wydawnictwach Akademii Umiejętności.

Dalsze studia, po przeniesieniu się Konopackiego pod koniec roku 1907 do lwowskiego Zakładu Histologii i Embriologii, kierowanego przez typowego histologa – Władysława Szymonowicza, dotyczyły problematyki fizjologii rozwoju. W tymże roku poślubił Bronisławę Jakimowicz, która pracowała jako wolontariusz w tym samym zakładzie. Uwieńczył studia medyczne doktoratem wszech nauk lekarskich Uniwersytetu Cesarza Franciszka we Lwowie. Od roku 1909 przebywał w Stacji Zoologicznej w Trieście, skąd – po otrzymaniu stypendium Akademii Umiejętności – zdecydowany poświęcić się badaniom embriologicznym, udał się do Zakładu Zoologii w Innsbrucku, kierowanego przez profesora K. Heidera, a następnie do Neapolu, gdzie przeprowadził badania nad wpływem płynów hipertonicznych. Owocem tych badań była opublikowana na łamach „Archiv für Zellforschung” praca Über den Einfluss hypertonischer Lösungen auf befruchte Echinideneier (1911). Następny rok spędził w kolejnej Stacji Zoologicznej, w miejscowości Ville Franche-sur-Mer we Francji. Pobyt w zagranicznych ośrodkach wzbogacił twórcze możliwości Konopackiego, który w roku 1914 uzyskał veniam legendi Uniwersytetu Lwowskiego z zakresu histologii i embriologii w oparciu o rozprawę Wpływ płynów hypotonicznych na różne stadya rozwoju jeżowców. Uzyskanie samodzielności badawczej było istotne dla kształtowania się zainteresowań naukowych, trzeba bowiem pamiętać, że druga dekada XX wieku to szczyt osiągnięć, swoisty okres „burzy i naporu” w specyficznej gałęzi embriologii, zwanej mechaniką rozwoju. Decydującą rolę w tym procesie odgrywały prace Emila Godlewskiego, Garbowskiego, Driescha, Boveriego, Waddingtona, Hertwiga, Loeba i Roux. Można było w nich zaobserwować duży ładunek przemyśleń filozoficznych poza aspektem czysto poznawczym.

Niestety, inne wydarzenia, o znaczeniu politycznym, opóźniały rozwój naukowy Bronisława Konopackiego. Co prawda, uzyskawszy stypendium Akademii Umiejętności im. Osławskiego, w 1915 roku na dwa lata wyjechał na staż naukowy do Stanów Zjednoczonych. Ale tymczasem potężniejący konflikt polityczny w Europie zakończył tzw. zbrojny pokój i doprowadził do wojny ogólnoeuropejskiej, a wkrótce i światowej. Konopacki był patriotą, wstąpił więc do Związku Strzeleckiego we Lwowie. Z chwilą wybuchu I wojny światowej i utworzenia Legionów był już 25 sierpnia 1914 roku lekarzem dowództwa i dalsza jego kariera w wojsku wyglądała nader interesująco: 30 września został lekarzem szpitala polowego, 11 października został mianowany chorążym lekarzem, a 13 listopada – podporucznikiem lekarzem. Zimą 1915 roku objął funkcję lekarza II baonu 3. Pułku Piechoty Legionów Polskich. W okresie od 15 kwietnia 1915 do 25 lutego 1916 roku leczył w II Brygadzie jako lekarz szpitala polowego. W tym czasie awansował na porucznika lekarza. Potem od lutego do maja 1916 był lekarzem zakładu sanitarnego dywizji. Po tym okresie został odesłany na tyły i do października był lekarzem Czerwonego Krzyża i Biura Werbunkowego przy Departamencie Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowego (NKN) w Piotrkowie.

Z początkiem października 1916 roku został urlopowany i powołany do zorganizowania Katedry Histologii i Embriologii Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. 1 kwietnia 1919 roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym histologii i embriologii oraz szefem tej katedry, a w 1921 roku otrzymał tytuł profesora zwyczajnego. Jako major lekarz został przeniesiony do II rezerwy 8 maja 1919 roku. W związku z trwającą wojną Rzeczypospolitej z Rosją radziecką i zbliżającym się Frontem Zachodnim Michaiła Tuchaczewskiego został ponownie zmobilizowany 27 lipca 1920 roku i wyznaczony na funkcję komendanta Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. W niecałe pół roku później, czyli po zwycięskiej bitwie pod Warszawą oraz po wielkiej bitwie nad Niemnem, w wyniku interwencji Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, Konopacki został zwolniony ze służby czynnej, a w kilka lat potem zatwierdzony jako ppłk rezerwy – lekarz.

Przystąpił ze zdwojoną energią do organizacji swojego zakładu. Na I piętrze Anatomicum zorganizował początkowo prymitywną pracownię. Dopiero później otrzymał większą liczbę pomieszczeń na parterze i w suterenach tego gmachu, które tworzyło 9 pracowni, dwa pokoje dla zwierząt, biblioteka, sala ćwiczeniowa, 1 pokój termostatowy, 1 pokój operacyjny, 1 pokój hodowli tkanek, dwa pomieszczenia fotograficzne i dwa pokoje dla woźnych. Zgromadził też potrzebną aparaturę, którą tworzyły 142 mikroskopy świetlne, termostaty, mikrotomy i mikromanipulatory. Na jego wykłady składały się: kurs embriologii, cytologii, histologii ogólnej i szczegółowej oraz histologii porównawczej zwierząt domowych.

W latach 1919–1924 jako kurator studiów weterynaryjnych organizował Wydział Weterynaryjny i tamże wykładał histologię ogólną, szczegółową i porównawczą zwierząt domowych oraz embriologię szczegółową. Prowadził wykłady z histologii dla słuchaczy stomatologii, a także nadzorował budowę domu studenta przy ul. Polnej w Warszawie. Wziął również udział w misji rewindykowania majątku uniwersyteckiego oraz Studium Weterynaryjnego, wywiezionego w czasie działań wojennych w głąb Rosji i w tym celu przebywał w roku 1925 w Rostowie oraz w Tambowie. Dwukrotnie, tj. w latach 1930 i 1934, prowadził badania w Neapolu w tamtejszej Stacji Zoologicznej.

Konopacki miał niebagatelny udział w stworzeniu wojskowego Studium Lekarskiego w Warszawie. Jako profesor dostąpił dwukrotnego zaszczytu pełnienia obowiązków dziekana Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1927–1928 i 1936–1937.

Brał czynny udział w pracach rozmaitych towarzystw naukowych. Był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego: czynnym od 1918 roku, a zwyczajnym od 1929. Został członkiem korespondentem (1930) i członkiem czynnym (1932) Polskiej Akademii Umiejętności. Był też członkiem Association des Anatomistes. Współorganizował wraz Edwardem Lothem Polskie Towarzystwo Anatomiczno-Zoologiczne. Był członkiem zarządu polskiej Young Men’s Christian Association (YMCA). Wchodził w skład zarządu Kasy im. Mianowskiego, Towarzystwa Biologicznego, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika. Studenci medycyny zaszczycili go godnością Członka Honorowego Koła Medyków Studentów UW. Pełnił obowiązki kuratora Polskiego Akademickiego Koła UW Popierania Rozwoju Ziem Zachodnich.

Otrzymał Krzyż Legionów Polskich oraz dwukrotnie Krzyż Walecznych, Odznakę Honorową Czerwonego Krzyża oraz inne, jak Krzyż Niepodległości i Krzyż Zasługi. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem za obronę Warszawy.

Do mniej znanych aspektów jego działalności należy fakt jego udziału w działalności masonerii w Polsce. Był członkiem Wielkiej Loży Narodowej i pełnił w niej różne funkcje. W latach 1927 i 1929 pełnił funkcję I Wielkiego Dozorcy, a w 1928 Wielkiego Pieczętarza. Pod koniec roku 1927 wziął udział w wielkim zjeździe masonów w Paryżu. Należał do nielicznej grupy uczonych, którzy byli członkami masonerii. Według niektórych historyków masonerii poparł zamach majowy Józefa Piłsudskiego.

Na twórczość naukową Konopackiego składa się około 40 prac. Wszystkie odznaczają się wysoką jakością wykonania i sumiennością naukową oraz dużą odkrywczością. Z małymi wyjątkami mają jednolity charakter. Interesowały go dwa podstawowe zagadnienia: wpływ czynników fizykochemicznych na komórki jajowe oraz biochemia rozwoju. Konopacki badał wpływ płynów hipertonicznych i hipotonicznych na jaja jeżowców, przeprowadził analizę zmian, jakie zachodzą pod wpływem czynników powodujących powstawanie błony jajowej, poddał analizie cytologicznej jądro, cytoplazmę, chromosomy, centrosferę komórek jajowych i zarodków jeżowców pod wpływem różnych rozcieńczeń wody morskiej oraz badał anomalie rozwojowe powstające w tych warunkach. Wspólna praca z żoną – Bronisławą Konopacką, rozpoczęła cykl prac nad histochemią komórki jajowej i zarodków różnych grup zwierzęcych. W badaniach tych został sformułowany problem biochemii rozwoju. Konopacki zauważył, że w czasie morfogenezy odbywa się synteza białek kosztem żółtka. Na podstawie analizy histochemicznej zostały wyróżnione u zarodków dwa okresy: pierwszy do chwili gastrulacji, w którym odbywają się głównie procesy mechaniczne, i drugi, od neuruli aż do wyklucia się zarodka, w których odbywają się procesy rozkładu żółtka na białka prostsze i lipidy, później zaś zjawia się glikogen. Ciała te zachowują się rozmaicie w poszczególnych listkach zarodkowych. Na podstawie innych badań Konopacki stwierdził, że białka odgrywają rolę w pierwszych okresach rozwojowych, podczas gdy w procesach histogenezy poważną role odgrywają tłuszcze. Po zastosowaniu metody wirowania uczony dowiódł, że przemieszczanie ciał zapasowych powoduje nieprawidłowości rozwojowe, które jednak ustrój jest zdolny regulować. Wyciągnął stąd wniosek, że materiały zapasowe nie są materiałem jedynie biernym w rozwoju ustroju, ale i czynnym. Zbadał zachowanie się kwasu nukleinowego w wytwarzaniu żółtka i stwierdził, że w komórkach nabłonka pęcherzykowego zachodzi rozkład nukleoproteidów i kwasów nukleinowych na związki prostsze, które przechodzą do cytoplazmy i powodują jej zasadochłonność. W innej z kolei pracy – nad głowonogiem Loligo, wysunął przypuszczenie, że istnieją specjalne fermenty, a mianowicie witelazy A i B, z których pierwsza rozszczepia żółtko na białka i lipidy, druga zaś na białko i glikogen. Podejście histochemiczne do problemu organizacji rozwijających się zarodków ma duże znaczenie dla zrozumienia istoty organizatorów. Te wyniki Konopackiego znalazły uznanie w piśmiennictwie światowym.

Poza pracami ściśle naukowymi znajdował czas na liczne odczyty na uniwersytetach powszechnych, referaty, a także na prace historyczne czy wspomnieniowe. Ważną rolę odegrał artykuł historyczny Histoire de la cytologie et de lhistologie en Pologne, et la part prise par les Polonais dans le développement de ces sciences au delà des frontières polonaises (Warszawa 1931). Napisał wspomnienia pośmiertne o profesorach Józefie Hornowskim i Józefie Ejsmondzie.

Najazd niemiecki na Polskę spowodował powołanie Konopackiego do wojska oraz powierzenie mu funkcji zastępcy komendanta 1. Szpitala Okręgowego w Warszawie. W ostatnich dniach oblężenia Warszawy, 25 września, po wyjściu z domu przy ul. Lwowskiej 6, w drodze do szpitala został trafiony śmiertelnie odłamkiem pocisku. Pochowany został na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatera 8, A-6).

Był człowiekiem taktownym i potrafił zjednywać sobie ludzi, dlatego w jego zakładzie pracowali ludzie oddani nauce, cechujący się wielkim zapałem. Konopacki był człowiekiem wierzącym w postęp. Do wszelkich przejawów życia współczesnego podchodził krytycznie. Był wolny od dogmatów i nie uznawał przesądów w żadnej dziedzinie, Szedł zawsze na rękę tym, którzy chcieli pracować i to nawet wtedy, kiedy ich projekty badawcze odbiegały od profilu badawczego Katedry Histologii i Embriologii. Stworzył szkołę naukową we współpracy z żoną Bronisławą, z której wyszli tak znakomici uczeni jak Henryk Godlewski, Stanisław Bilewicz, Aleksander Elkner i Piotr Słonimski. Jego znaczenie dla histologii polskiej zostało podkreślone w sposób wyrazisty i jednoznaczny: 23 listopada 1960 roku z okazji uroczystego posiedzenia Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Anatomicznego wmurowano tablice pamiątkowe ku czci jego oraz Edwarda Lotha, nie mniej wybitnego anatoma. Rzecz odbyła się w gmachu Anatomicum przy ul. Chałubińskiego 5.

Z żoną Bronisławą z Jakimowiczów, późniejszą profesor histologii SGGW, miał córki: Annę Krystynę, która wyszła za mąż za Władysława Trzetrzewińskiego, profesora radiologii Akademii Medycznej w Łodzi, oraz Bronisławę Marię, zamężną za architektem Stanisławem Zamecznikiem.

Stefan Kopeć

Urodzony 22 I 1888 w Warszawie. Studia na UJ (1906–1911), doktorat (1912), habilitacja (1917). Organizator i kierownik Działu Genetyki Zwierząt w Państwowym Instytucie Naukowym Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach (1918–1921), potem Działu Morfologii Doświadczalnej (1921–1932), dyrektor Oddziału Zoologicznego (1918–1932) i całego Instytutu (1928–1930). Wykładowca UW (od 1920), prof. zwyczajny (1932).

Biolog, fizjolog; pionier badań nad endokrynologią owadów; prace dotyczące m.in. genetyki i morfogenetyki zwierząt hodowlanych oraz zagadnień wzrostu i długości życia.
Członek PAU (1928), TNW (1930), Towarzystwa Naukowego Polsko-Włoskiego (1938), American Association for the Advancement of Science, Sociedad Chilena de Historia Natural i Latvias Biologijas Biedriba w Rydze. Redagował „Pamiętnik Państwowego Instytutu Naukowego Gospodarstwa Wiejskiego”. W czasie okupacji wykładowca Tajnego UW.
Aresztowany i rozstrzelany przez Niemców 11 III 1941 w Palmirach.

Experimental Untersuchungen über die Entwicklung der Geschlechtscharaktere bei Schmetterlingen, Kraków 1908; Nochmals über die Unabhängigkeit der Ausbildung sekundärer Geschlechtscharaktere von den Gonade bei Lepidopteren, Lipsk 1913; Badania doświadczalne nad przeobrażeniem owadów, Kraków 1917; Zjawiska dziedziczności u kur, Warszawa 1924; Bibliografia puławska (1918–1927) (współautor J. Borowik), Bydgoszcz 1930.

L. Kaufman, Śp. Stefan Kopeć (1888–1941), „Pamiętnik Państwowego Instytutu Naukowego Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach” 1946–1947, t. XVIII, seria E, s. 29–32; L. Hayto, S. Feliksiak, Kopeć Stefan Witysław, [w:] Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 274–275.

TOMASZ MAJEWSKI

STEFAN KOPEĆ

1888–1941

 

Zbrodnicze działania niemieckiego okupanta przerwały przedwcześnie życie jednego z najbardziej utalentowanych polskich uczonych, o dużym i znanym w świecie dorobku z zakresu zoologii eksperymentalnej. Jego naukowa aktywność koncentrowała się przez długi czas w naukowych ośrodkach krakowskim i puławskim, z Uniwersytetem Warszawskim był jednak związany przez cały okres międzywojenny, prowadząc tam wykłady, a przez siedem lat poprzedzających wybuch wojny jako profesor zwyczajny kierował zakładem na Wydziale Lekarskim.

Stefan Witysław Kopeć urodził się 22 stycznia 1888 roku w Warszawie. Jego ojciec, Tadeusz, był lekarzem. Stefan ukończył tu w roku 1906 prywatne gimnazjum gen. Pawła Chrzanowskiego. W latach 1906–1911 studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, specjalizując się w zakresie zoologii u profesora Tadeusza Garbowskiego, uczonego o szerokim zakresie zainteresowań przyrodniczych i filozoficznych. Garbowski miał duży dorobek z zakresu systematyki niektórych grup bezkręgowców, anatomii i filogenezy zwierząt oraz filozofii przyrody; w okresie studiowania w Krakowie Stefana Kopcia kierował na Wydziale Filozoficznym UJ samodzielną pracownią zoologiczną. Kopeć korzystał także z wiedzy profesora Michała Siedleckiego, wykładającego na UJ biologię ogólną i fizjologię zwierząt domowych, a specjalizującego się wówczas w zakresie cytologii i protozoologii. Po ukończeniu studiów Stefan Kopeć związał się z Uniwersytetem Jagiellońskim, pracując w latach 1911–1917 jako asystent w Zakładzie Biologii i Embriologii Wydziału Lekarskiego UJ kierowanym przez Emila Godlewskiego jun. Doktorat filozofii uzyskał w roku 1912 na podstawie rozprawy Badania doświadczalne nad przeobrażeniem owadów (ogłoszona została drukiem w wersji anglojęzycznej pod tytułem Experiments on metamorphosis of insects w 1917 roku). W roku 1914 przebywał na Uniwersytecie Karola w Pradze w pracowni znanego cytologa Franciszka Vejdovský’ego, badając rolę pęcherza pławnego i rozwój zabarwienia godowego u ryb. Habilitację na podstawie rozprawy Gruczoł płciowy jako organ o wydzielaniu wewnętrznym uzyskał w roku 1917, po czym jeszcze przez rok pracował w zakładzie Godlewskiego jako docent, prowadząc wykłady z embriologii szczegółowej zwierząt bezkręgowych.

W roku 1918 Kopeć skorzystał z propozycji pracy w nowo powstającym w Puławach Państwowym Instytucie Naukowym Gospodarstwa Wiejskiego, którą przedstawił mu Leon Marchlewski (wówczas profesor chemii lekarskiej UJ, a jednocześnie organizator nowego instytutu). Przeniósł się do Puław i pracował tam czternaście lat, kierując do 1932 roku Oddziałem Zoologicznym, zajmując stanowisko kierownika organizowanego przez siebie od podstaw Działu Genetyki Zwierząt (1918–1921), potem Działu Morfologii Doświadczalnej (1921–1932). Kierował także całym Instytutem w latach 1928–1930. W roku 1927 uzyskał stypendium Fundacji Rockefellerowskiej na wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie pracował u Francisa A. E. Crewa, genetyka zwierząt na Uniwersytecie w Edynburgu, oraz u specjalisty w zakresie fizjologii zwierząt Johna Hammonda na Uniwersytecie Cambridge.

Redagował wydawane przez Instytut w Puławach czasopismo „Pamiętnik Państwowego Instytutu Naukowego Gospodarstwa Wiejskiego”. Opracował i wydał w roku 1930 (wraz z Józefem Borowikiem, wówczas kierownikiem Działu Ekonomiki i Organizacji Rybactwa w Bydgoszczy) cenną dla historyków pozycję Bibliografia puławska (1918–1927).

Później Stefan Kopeć przeniósł się na stałe do Warszawy. Już wcześniej, od 1920 roku, był docentem biologii na Wydziale Filozoficznym UW (przeniósł tu habilitację z UJ), prowadząc do 1932 roku wykłady z różnych zagadnień fizjologii zwierząt, takie jak mechanika rozwoju, wydzielanie wewnętrzne, fizjologia płci i rozrodu oraz zagadnienia długości życia i odmładzania ustrojów. Od roku akademickiego 1932/1933 wykładał biologię ogólną dla studiujących biologię na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. W roku 1932 otrzymał tytuł profesora zwyczajnego i objął na Uniwersytecie Warszawskim katedrę biologii na Wydziale Lekarskim UW. Kierował do końca życia przynależnym jej Zakładem Biologii, organizując tu nowoczesną placówkę biologii doświadczalnej i prowadząc jednocześnie dla lekarzy wykłady z biologii i genetyki ogólnej.

Był od 1930 roku członkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, od 1928 członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności i od 1938 członkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Polsko-Włoskiego, a także naukowych towarzystw zagranicznych: American Association for the Advancement of Science, Sociedad Chilena de Historia Natural i Latvias Biologijas Biedriba w Rydze.

W czasie okupacji niemieckiej Kopeć podjął się nauczania na podziemnym Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego i rozpoczął tam wykłady. Uczestniczył też w organizowaniu zajęć dla studentów nowo wstępujących, które odbywały się w ramach jawnej szkoły dla pomocniczego personelu sanitarnego firmowanej przez docenta Jana Zaorskiego. Szkoła ta rozpoczęła swoją działalność w marcu 1941 roku. Kopeć został mianowany jej dyrektorem naukowym, przed jej otwarciem został jednak aresztowany. Zginął rozstrzelany wraz z synem przez Niemców w masowej egzekucji w podwarszawskich Palmirach 11 marca 1941 roku.

W cennym dorobku naukowym Stefana Kopcia wyróżniają się jego badania doświadczalne nad rozwojem owadów, prowadzone w pracowniach Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale także, chociaż już mniej intensywnie, podczas jego pracy w Instytucie Puławskim. W pierwszej pracy naukowej, wykonanej jeszcze na drugim roku studiów u Garbowskiego, a także i w późniejszych (Experimental Untersuchungen über die Entwicklung der Geschlechtscharaktere bei Schmetterlingen, 1908; Nochmals über die Unabhängigkeit der Ausbildung sekundärer Geschlechtscharaktere von den Gonade bei Lepidopteren, 1913), wykazał, że u motyli wytwarzanie się drugorzędnych cech płciowych zachodzi niezależnie od obecności gonad. Badając funkcje układu nerwowego owadów w różnych stadiach metamorfozy, stwierdził wpływ głowowych węzłów nerwowych na przeobrażenie gąsienic: odkrył rolę zwoju nadprzełykowego jako gruczołu wydzielania wewnętrznego, mającego decydujące znaczenie w procesie metamorfozy owadów (cytowana wyżej rozprawa doktorska). Jego prace nad funkcją gruczołów wydzielania wewnętrznego w przeobrażeniu owadów zapoczątkowały światowy rozwój endokrynologii owadów, Stefan Kopeć jest więc pionierem tego typu badań. Pionierskie także były jego badania nad budową i funkcjonowaniem systemu nerwowego u owadów, oraz nad regeneracją i innymi skutkami transplantacji i kastracji u motyli.

Kierowany przez Stefana Kopcia Państwowy Instytut Naukowy Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach stał się najważniejszym w Polsce ośrodkiem naukowym w zakresie zoologii doświadczalnej i hodowli zwierząt. Badania naukowe tego uczonego miały w tym okresie nieco inny niż poprzednio charakter, bardziej praktyczny, dotyczyły ważnych dla hodowli zagadnień genetyki i morfogenetyki zwierząt, w tym zagadnień wzrostu, długości życia i możliwości odmładzania. W tym okresie (trwającym 14 lat) Kopeć ogłosił 55 publikacji. Badał m.in. czynniki dziedziczenia barwy jaj i dziedziczenie kształtu ciała u kur oraz wpływ przerywanego głodzenia na długość życia i rozwój różnych zwierząt (Drosophila, kijanki, króliki i myszy). Serię publikacji poświęcił morfogenetycznej wartości ciężaru noworodków myszy dla ich dalszego rozwoju. Współpracował z praktycznymi hodowcami celem wytworzenia nowych, polskich ras zwierząt domowych, a także propagował w tym środowisku najnowsze osiągnięcia naukowe swojej specjalności, wygłaszając odczyty i wykłady z zakresu genetyki i biologii ogólnej w Towarzystwie Rolniczym Lubelskim i Towarzystwie Rolniczym Zamojskim.

W ostatnim okresie życia, pracując na Uniwersytecie Warszawskim, ogłosił drukiem szereg prac referujących wyniki prowadzonych jeszcze w Puławach doświadczeń nad zmiennością ciała myszy. Rozpoczętych tu nowych tematów badawczych nie dane mu było ukończyć z powodu kataklizmu wojny i tragicznej śmierci w wieku 53 lat.

Ignacy Koschembahr-Łyskowski

Urodzony 3 II 1864 w Żelichowie koło Gdańska. Studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Berlinie, zakończone uzyskaniem stopnia doktora (1888). Habilitacja na Uniwersytecie Wrocławskim. Profesor uniwersytetów we Fryburgu (1895) i Lwowie (1900). Związany z UW w latach 1915–1935, profesor od 1919. Dziekan wydziałów prawniczych we Fryburgu i Lwowie. Rektor (1923–1924) oraz prorektor (1924–1925) UW.

Prawnik, historyk prawa, specjalista w zakresie prawa rzymskiego i cywilnego, autor wielu prac z zakresu pojęć ogólnych i klauzul generalnych w prawie rzymskim, romanista.
Doktor honoris causa uniwersytetów w Wilnie (1930) oraz w Nancy (1934). Członek PAU (od 1910) i TNW (1914). Członek Komisji Kodyfikacyjnej II Rzeczypospolitej (od 1927 wiceprezydent).
Zmarł 10 I 1945 w Milanówku.

Die Theorie der Exceptionen nach klassischen römischen Recht, Berlin 1893; Die Condictio als Bereicherungsklage im klassischen römischen Recht, t. I-II, Weimar 1903–1907; O stanowisku prawa rzymskiego w powszechnej ustawie cywilnej dla cesarstwa austriackiego, Lwów 1910, Historja prawa na zachodzie Europy, Warszawa 1923.

Koschembahr-Łyskowski I. [w:] PSB, t. XVIII, Wrocław-Warszawa-Kraków 1973, s. 605–606.

WITOLD WOŁODKIEWICZ

IGNACY KOSCHEMBAHR-ŁYSKOWSKI*

1864–1945

 

Twarz profesora Ignacego Koschembahra-Łyskowskiego znałem jedynie z portretu rektorskiego, który znajduje się w holu Rektoratu Uniwersytetu Warszawskiego w Pałacu Kazimierzowskim. Na portrecie tym zwracała uwagę głównie rektorska toga i stosowne insygnia najwyższej w Uniwersytecie władzy. Twarz nie była tu, jak często na tego rodzaju portretach okolicznościowych, elementem najistotniejszym.

Twarzy Ignacego Koschembahra-Łyskowskiego miałem możność przyjrzeć się dopiero znacznie później, kiedy, przygotowując ten szkic, znalazłem jego fotografię opublikowaną w Albumie prawników polskich, zamieszczonym w „Ruchu Prawniczym Socjologicznym i Ekonomicznym” w 1928 roku. Na zdjęciu tym robi on wrażenie człowieka zamkniętego, umiejącego zachować odpowiedni dystans, znającego poczucie swej wartości. Nie robi wrażenia osoby umiejącej nawiązywać bliski kontakt z otoczeniem.

We wspomnieniach studentów profesor Ignacy Koschembahr-Łyskowski „miał wygląd dostojnego starca, jakby senatora rzymskiego”, mającego „za sobą sławę profesora Uniwersytetu Fryburskiego”. „Jego wykład nie był jasny [...], ukazywał prawo rzymskie jako gąszcz pojęć i faktów, w postaci raczej statycznej, pozbawionej wyraźnej dynamiki czy elementów rozwoju”. Przedmiot prawa rzymskiego w jego wydaniu był traktowany przez studentów jako „trudny, obcy i wrogi”. We wspomnieniach słuchaczy powtarza się również twierdzenie, że podczas egzaminów źle traktował studentów, a zwłaszcza studentki1.

Nie brak jednak w tych relacjach wspomnień o jego swoistym poczuciu humoru. Jak opisuje Zygmunt Kolankowski, Ignacy Koschembahr-Łyskowski „starał się, jak mógł, utrzymywać i ożywiać swe kontakty z audytorium. Ponieważ wykładał parę godzin, wzywał do składania na katedrze w czasie przerwy karteczek z pytaniami i wątpliwościami i na początku następnej godziny wykładowej odczytywał i komentował poruszone kwestie. Pewnego dnia wziął do ręki kolejną karteczkę, spojrzał na nią, odsunął na długość ręki, przybliżył ponownie i obejrzał dokładnie, po czym rzekł: «bezczelność, bezczelność, coś takiego!» Posapał chwilę w wyraźnej alteracji i wreszcie wyrzekł: «Posłuchajcie panowie, oto ktoś tu ośmiela się postawić mi takie pytanie – bezczelność! – oto: Dlaczego pan profesor zwracając się do sali, mówi zawsze proszę panów, kiedy na sali oprócz panów znajdują się również panie? – bezczelność!» Odłożył kartkę, zdjął okulary, pogładził się po czole i podniósłszy oczy ku sufitowi doniosłym głosem, cedząc słowa, oznajmił: «Proszę panów, jeżeli zwracając się do audytorium, w którym oprócz panów znajdują się również panie, mówię proszę panów, to czynię tak dlatego, że wychodzę z założenia, że panowie obejmują panie». Sala zahuczała śmiechem i oklaskami. Wtajemniczeni utrzymywali, że pytanie to pojawia się tradycyjnie rokrocznie, a odpowiednią karteczkę podkłada sam profesor”2.

Ignacy Łyskowski urodził się 3 lutego 1864 roku w majątku rodzinnym Żelichowo koło Gdańska. Pochodził z rodziny polskiej szlachty pomorskiej, posiadającej duże zasługi w walce z pruską polityką germanizacyjną na Pomorzu3. Jego stryj, również Ignacy, wybitny działacz niepodległościowy, był posłem na sejm pruski, a następnie do parlamentu niemieckiego, gdzie przez wiele lat sprawował funkcję prezesa Koła Polskiego.

Po ukończeniu w 1884 roku gimnazjum w Chojnicach Ignacy Koschembahr-Łyskowski wstąpił na Wydział Prawa Uniwersytetu w Berlinie. Interesowały go szczególnie studia nad prawem rzymskim i przedmiotami historycznymi. Na Uniwersytecie tym przedmioty historyczno-prawne wykładali wtedy uczeni tej miary, co: Teodor Mommsen, Alfred Pernice, Heinrich Brunner, Paul Hinschius czy Levin Goldschmidt. Ignacy Koschembahr-Łyskowski zetknął się z tymi wszystkimi uczonymi, a z niektórymi utrzymywał w czasie studiów i później bliskie kontakty osobiste. Szczególny wpływ wywarł na niego Alfred Pernice, jeden z pierwszych romanistów niemieckich XIX wieku, który odszedł od pandektystyki i zastosował do badania prawa rzymskiego nową metodę historyczno-systematyczną. Jemu to Ignacy Łyskowski zadedykował, wydany w dwa lata po śmierci mistrza, pierwszy tom swego podstawowego dzieła: Die Condictio als Bereicherungsklage im klassischen römischen Recht, wydany w 1903 roku (drugi tom, wydany w 1907 roku, dedykował Fryderykowi Zollowi).

W 1888 roku Ignacy Łyskowski ukończył studia w Berlinie i uzyskał stopień doktora praw na podstawie rozprawy: Die Collegia tenuiorum der Römer (Berlin 1888). W pięć lat później opublikował monografię: Die Theorie der Exceptionen nach klassischen römischen Recht (Berlin 1893). Praca ta stanowiła podstawę wszczęcia przewodu habilitacyjnego, który rozpoczął się na Uniwersytecie Wrocławskim, a nie – jak piszą niektórzy biografowie – we Fryburgu w Szwajcarii4.

Jeszcze przed zakończeniem przewodu habilitacyjnego Ignacy Koschembahr-Łyskowski został powołany na profesora nadzwyczajnego prawa rzymskiego we Fryburgu w Szwajcarii. Katedrę tę, z wykładem w języku niemieckim, objął 1 kwietnia 1895 roku. Warto dodać, że od 1897 roku wykładał również we Fryburgu późniejszy prezydent Polski Ignacy Mościcki, który następnie (od 1912) został profesorem we Lwowie.

W 1900 roku (od 1 października) Ignacy Łyskowski zostaje powołany na stanowisko profesora nadzwyczajnego w Uniwersytecie Lwowskim, gdzie też w 1906 roku uzyskał tytuł profesora zwyczajnego. Obejmował katedrę prawa rzymskiego we Lwowie jako w pełni dojrzały trzydziestosześcioletni uczony, opromieniony sławą nie tylko swych wielkich mistrzów, u których studiował i z którymi pozostawał w bliskich kontaktach naukowych i towarzyskich, lecz również i poprzednich wykładów w Uniwersytecie we Fryburgu. Obejmował katedrę na przełomie dwóch wielkich etapów rozwoju badań nad prawem rzymskim: pandektystyki, zajmującej się tzw. „współczesnym prawem rzymskim”, i badań nad historią wewnętrzną prawa rzymskiego.

Obejmując Katedrę Prawa Rzymskiego we Lwowie, Ignacy Koschembahr-Łyskowski wygłosił wykład wstępny zatytułowany: Prolegomena do historii prawa rzymskiego. Wykład ten, opublikowany we Lwowie w 1900 roku, przedstawia w sposób bardzo skondensowany, a zarazem i zdecydowany, stosunek autora do nauki prawa rzymskiego i do polemik na temat roli tego przedmiotu tak w zakresie nauczania, jak i formowania prawa współczesnego.

Ignacy Koschembahr-Łyskowski przedstawił syntetycznie swój program co do roli prawa rzymskiego i sposobu jego studiowania w pracy: O stanowisku prawa rzymskiego w powszechnej ustawie cywilnej dla cesarstwa austriackiego (Lwów 1910). „Naszym hasłem – pisał autor – nie jest ani «Dzisiejsze prawo rzymskie» (Savigny), ani «przez prawo rzymskie ponad prawo rzymskie» (Ihering), lecz: «Obok prawa rzymskiego i przy nieustannym porównywaniu z prawem rzymskim nowoczesne prawo, a zatem też powszechna ustawa cywilna». W ten sposób nowoczesne prawo zyska przynależną mu samodzielną podstawę, prawo rzymskie zaś jest naszą busolą, naszym drogowskazem przy tłumaczeniu i rozwoju nowoczesnego prawa” (s. 50).

W 1912 roku Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego wezwał Ignacego Łyskowskiego do objęcia Katedry Prawa Rzymskiego w Krakowie. Profesor nie przyjął jednak tej zaszczytnej dla niego propozycji, gdyż powołanie to wiązało się z zatargiem, jaki miał z Wydziałem Prawa UJ słynny krakowski romanista – Stanisław Wróblewski, który złożył wtedy rezygnację z katedry. Na odpisie listu z 28 października 1912 roku do prof. Antoniego Górskiego, Ignacy Łyskowski sporządził następujący dopisek, wyjaśniający tło tego powołania: „Prof. St. Wróblewski miał zatarg z Wydziałem i zrezygnował z katedry, wobec tego powołano mnie; oczywiście przyjąć nie mogłem”5.

U zarania niepodległości Ignacy Koschembahr-Łyskowski obejmuje wykłady prawa rzymskiego w Uniwersytecie Warszawskim. Jego pierwszy wykład został wygłoszony 15 listopada 1915 roku, tj. w pierwszym dniu działalności nowego Uniwersytetu Warszawskiego6. Był jednym z najbardziej aktywnych organizatorów tej odradzającej się uczelni. Jako sędzia uniwersytecki występował przeciwko represjom władz niemieckich wobec studentów7. Po odzyskaniu niepodległości był członkiem komisji stabilizacyjnej, zajmującej się obsadą katedr w Uniwersytecie Warszawskim.

W 1919 roku (1 kwietnia) Ignacy Łyskowski uzyskał nominację na profesora zwyczajnego prawa rzymskiego i piastował tę funkcję aż do przejścia w 1935 roku, w wieku 71 lat, w stan spoczynku. Uzyskał wtedy nominację na profesora honorowego Uniwersytetu Warszawskiego.

W 1923 roku zostaje wybrany rektorem Uniwersytetu Warszawskiego na kadencję w roku akademickim 1923/1924. W swych notatkach pisze następująco o samym wyborze i jego okolicznościach: „W czerwcu 1923 r. zostałem wybrany rektorem Uniwersytetu Warszawskiego, prawie jednomyślnie, chociaż dotychczas rektor zwykle wybierany bywał większością jednego lub kilku głosów, bo i wśród profesorów były różne ideologie polityczne. Mimo że nie zabiegałem o wybór, a nawet nie pragnąłem tego, chcąc pozostawić ten zaszczyt i ciężar młodszym kolegom, wybór mój nastąpił wobec tego, że koledzy pragnęli w tych ciężkich czasach oddać ster Uniwersytetu w doświadczone ręce”. Pisze też o pomocy udzielanej mu zawsze podczas sprawowania funkcji rektora przez profesorów: Franciszka Mieczysława Czubalskiego, Eugeniusza Jarrę, Gustawa Przychockiego, Tadeusza Zielińskiego8.

Pięknie brzmi dziś opowieść rektora Łyskowskiego o składaniu wizyt rektorskich w zakładach i klinikach, które odbywał – jak pisze – „jadąc nie samochodem, lecz skromnym jednokonnym powozikiem rektorskim, który był własnością prywatną sekretarza Uniwersytetu, któremu Uniwersytet za użyczenie powozika żywił konia”9.

Działalność Ignacego Łyskowskiego jako rektora przypadła na trudne dla Uniwersytetu czasy. Zresztą ze sprawozdania rektorskiego, wygłoszonego po zakończeniu kadencji, wynika, że trudności te są na Uniwersytecie chroniczne, a wiele z nich występuje i dziś. Ówczesny rektor wymieniał m.in.: brak miejsca w zakładach, niskie uposażenie asystentów, trudności w zakupach książek dla Biblioteki Uniwersyteckiej. Może natomiast szokować w sprawozdaniu rektora Łyskowskiego fakt, że w całym Uniwersytecie (nie wliczając BUW) było 38 urzędników (w tym w pięciu dziekanatach łącznie 5 osób), za to woźnych i personelu pomocniczego było 375 osób10.

Niezależnie od działalności uniwersyteckiej Ignacy Koschembahr-Łyskowski prowadził również ożywioną działalność w komisji kodyfikacyjnej. Powołany w 1919 roku do pierwszego składu tego zespołu przygotowującego zunifikowany system prawny Rzeczypospolitej, został wiceprzewodniczącym sekcji prawa cywilnego. W 1927 roku został mianowany wiceprezydentem komisji kodyfikacyjnej. W tym charakterze działał w jej składzie aż do wybuchu wojny11.

Lata okupacji spędził w Milanówku. W wieku osiemdziesięciu lat porządkował całość dorobku swego życia. Zadziwia staranność, z jaką notował swe myśli dotyczące prawa rzymskiego, opisywał swe kontakty naukowe, punktował dane ze swego życia, prowadził na bieżąco notatki z lektur. Rozwijał też – pasjonującą go od dawna – ideę przyszłej, powojennej, zjednoczonej Europy12. Zmarł w Milanówku w dniu 10 lub 11 stycznia 1945 roku, nie doczekawszy końca niemieckiej okupacji. W archiwum po prof. Łyskowskim znajduje się list wysłany do niego w 1945 roku przez The Riccobono Seminar of Roman Law in America z Waszyngtonu. Na kopercie znajdują się kolejne adnotacje: „Sprawdzono przez cenzurę wojskową 1373”; „Dom spalony – 21 listopada 1945 r.”; „Zob. Krakowskie Przedmieście 26 – Uniwersytet”; „Może Pan Dziekan powie, co z tym listem zrobić?”; „Adresat zmarł – Uniwersytet Warszawski”13.

W przywołanym już lwowskim wykładzie inauguracyjnym z 1900 roku Ignacy Koschembahr-Łyskowski określił, jakie, jego zdaniem, stoją zadania przed badaczami prawa rzymskiego: „Nie powinno nam chodzić o to, żeby pisać podręczniki oparte głównie na rezultatach badań zagranicznych autorów. Nie chcę występować przeciw tym, którzy napisali takie podręczniki, bo dla użytku młodzieży uniwersyteckiej były one potrzebne, ale to nie jest naszym naukowym zadaniem, ile raczej koniecznym wypełnieniem luki14. Pierwszym naszym zadaniem jest stworzyć polską literaturę monograficzną, opartą na źródłach i na oryginalnych badaniach” (s. 14–15). Tej idei Ignacy Łyskowski pozostał wierny do ostatnich swoich dni.

Jedynie w początkach kariery stworzył dwie obszerne monografie w języku niemieckim: Die Theorie der Exceptionen nach klassischen römischen Recht (Berlin 1893) oraz Die Condictio als Bereicherungsklage im klassischen römischen Recht (Weimar 1903–1907). Obie te prace zapewniły mu trwałe miejsce w światowej literaturze prawa rzymskiego. Pierwsza z tych prac – stanowiąca podstawę przewodu habilitacyjnego – umożliwiła mu szybki start w karierze naukowej. W pracy tej pojawiło się po raz pierwszy kontynuowane do końca życia autora (i to zarówno w pracach romanistycznych, jak i ściśle cywilistycznych) – zainteresowanie ogólnymi klauzulami w prawie. Druga praca – świadcząca o pełnej już dojrzałości naukowej autora – poruszała niezmiernie istotne tak w prawie rzymskim, jak i we współczesnej cywilistyce, zagadnienie odpowiedzialności z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia. Jest to praca wyraźnie odrywająca się od tradycyjnej – a i dziś jeszcze często stosowanej – metody pandektystycznej. Łyskowski przedstawia się w niej – zgodnie z wyrażanym przez siebie programem badawczym – przede wszystkim jako badacz klasycznego prawa rzymskiego. Nie widać jednak u niego (podobnie zresztą, jak i w późniejszych jego pracach) wynaturzeń spotykanych u niektórych badaczy klasycznego prawa rzymskiego, zajmujących się głównie tzw. „polowaniami na interpolacje” (Interpolationen Jagd).

Późniejsze prace romanistyczne Ignacy Koschembahr-Łyskowski – wychowanek niemieckiego gimnazjum i uniwersytetu – pisał już głównie w języku polskim i francuskim.

Podstawowym wątkiem w twórczości romanistycznej Ignacego Łyskowskiego jest zagadnienie ogólnych pojęć i klauzul generalnych w prawie rzymskim. Autor traktuje to prawo nie jako zbiór oderwanych konstrukcji prawnych, lecz jako system wyrastający z określonych stosunków społecznych i gospodarczych i im służący.

Jedna z pierwszych jego prac wydanych we Lwowie – O pojęciu własności zarazem jako przyczynek do nauki o źródłach prawa (Lwów 1902) – porusza kwestie socjalne w prawie rzymskim. Wychodząc ze współczesnej dyskusji dotyczącej ekonomicznego ujęcia prawa własności i konieczności nadania mu również znaczenia prawnego, autor kwestionuje tezę o nieograniczonym zakresie władztwa właściciela rzeczy w prawie rzymskim. Realizowana przez pretora zasada aequitas doprowadziła, zdaniem Autora, do traktowania przez Rzymian własności jedynie jako możności „gospodarskiego korzystania z rzeczy”.

Stosunek pojęć ekonomicznych i prawnych podejmuje Ignacy Łyskowski również w wydanej w 1923 roku rozprawie, będącej rozwinięciem wykładu inauguracyjnego z dnia 15 listopada 1915 roku, wygłoszonego w Uniwersytecie Warszawskim, pt. Czynnik społeczny a czynnik państwowy w prywatnem prawie rzymskiem (Warszawa 1923) oraz w artykule: Les facteurs intérieurs de lévolution du droit romain privé (Warszawa 1933).

Problemy formowania się w prawie rzymskim ogólnych zasad i klauzul porusza w wielu swych pracach. Można wymienić tu rozprawy: Ratio naturalis w prawie rzymskiem klasycznem (Warszawa 1930); Conventiones contra bonos mo