PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945 (M–Ż)

Spis treści

Wyszukaj


Szukaj w tej publikacji
Szukaj we wszystkich publikacjach

Szukaj
Znaleziono 0 wynik(ów)
PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945 M–Ż

Zespół Rektorski ds. Wydawnictw Jubileuszowych

 

dr hab. Waldemar Baraniewski
Wydział Historyczny UW/
Wydział Zarządzania Kulturą Wizualną ASP

 

prof. dr hab. Tomasz Kizwalter
Wydział Historyczny UW

 

dr hab. Piotr M. Majewski
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Piotr Salwa
Wydział „Artes Liberales” UW

 

prof. dr hab. Henryk Samsonowicz
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Wojciech Tygielski – przewodniczący
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Marek Wąsowicz
Wydział Prawa i Administracji UW

 

prof. dr hab. Andrzej Kajetan Wróblewski
Wydział Fizyki UW

Szanowni Państwo!
Drodzy Czytelnicy!

W 2016 roku będziemy obchodzić jubileusz dwóchsetlecia Uniwersytetu Warszawskiego. Nasz Uniwersytet nie jest jedynie wyższą szkolą, nie jest tylko pracownią uczonych – to środowisko, którego działania w ciągu dwóch wieków polskiej historii stanowiły istotny wkład do wiedzy, kultury, myśli ludzkiej.

Z okazji jubileuszu powstaje seria wydawnicza Monumenta Universitatis Varsoviensis, w której opisujemy dzieje i dorobek naszej Uczelni oraz przypominamy sylwetki jej najwybitniejszych profesorów.

W syntetycznej formie przedstawiamy również losy oraz architekturę budynków Uniwersytetu, a także zbiory i kolekcje, które są w naszym posiadaniu oraz nad którymi przyszło nam sprawować pieczę. Nie zabraknie też dokumentów ilustrujących różne sfery społecznego oddziaływania Uczelni, a także świadectw życia codziennego naszej społeczności.

Kolejne tomy ukazywać się będą sukcesywnie, od roku 2016. Mamy nadzieję, że spotkają się z Państwa życzliwym przyjęciem i wzbudzą zainteresowanie.

Gaudeamus igitur!

 

Katarzyna Chałasińska-Macukow
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 2005–2012

Marcin Pałys
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

 

Warszawa, 19 listopada 2012 r.

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

 

Nauki humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki ścisłe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(A–Ł)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(M–Ż)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(A–K)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(L–R)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(S–Ż)

 

Poczet Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego

 

Gmachy Uniwersytetu Warszawskiego

 

Uniwersytet Warszawski i fotografia 1839–1921
Ludzie, miejsca, wydarzenia

 

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie 1817–2017
Miscellanea

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945
M–Ż

 

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

WARSZAWA 2016

Spis treści

 

  1. WSTĘP OD ZESPOŁU REKTORSKIEGO
  2. PRZEDMOWA
     
  3. WACŁAW MAKOWSKI 1880–1942 (WŁADYSŁAW T. KULESZA)
  4. MAURYCY MANN 1880–1932 (JOANNA ŻUROWSKA)
  5. JAN MAZURKIEWICZ 1871–1947 (KAROLINA GRZĄDZIEL)
  6. STEFAN MAZURKIEWICZ 1888–1945 (ROMAN DUDA)
  7. MIECZYSŁAW MICHAŁOWICZ 1876–1965 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  8. WŁADYSŁAW NIKLIBORC 1899–1948 (ROMAN DUDA)
  9. ROMAN FRANCISZEK HENRYK NITSCH 1873–1943 (MARIA DOROTA SCHMIDT-POSPUŁA)
  10. KAZIMIERZ NOISZEWSKI 1859–1930 (RYSZARD W. GRYGLEWSKI)
  11. HENRYK NUSBAUM 1849–1937 (RYSZARD W. GRYGLEWSKI)
  12. WITOLD EUGENIUSZ ORŁOWSKI 1874–1966 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  13. KAZIMIERZ ORZECHOWSKI 1878–1942 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  14. LEON PETRAŻYCKI 1867–1931 (ANDRZEJ KOJDER)
  15. STEFAN PIEŃKOWSKI 1883–1953 (JERZY PNIEWSKI)
  16. Twórca polskiej szkoły fizyki doświadczalnej
  17. ROMAN POPLEWSKI 1894–1948 (TOMASZ MAJEWSKI)
  18. ANTONI PRZEBORSKI 1871–1941 (ROMAN DUDA)
  19. GUSTAW PRZYCHOCKI 1884–1947 (LIDIA WINNICZUK)
  20. STANISŁAW JAN IGNACY PRZYŁĘCKI 1891–1944 (HALINA LICHOCKA)
  21. JÓZEF RAFACZ 1890–1944 (STANISŁAW GRODZISKI, JERZY MALEC)
  22. WACŁAW ROSZKOWSKI 1886–1944 (TOMASZ MAJEWSKI)
  23. ROMAN RYBARSKI 1887–1942 (B. ŁOMŻANIN (TADEUSZ BRZESKI)
  24. KAZIMIERZ BRUNO RZĘTKOWSKI 1870–1924 (KAROLINA GRZĄDZIEL)
  25. STANISŁAW SAKS 1897–1942 (ROMAN DUDA)
  26. STANISŁAW SCHAYER 1899–1941 (ARNOLD KUNST)
  27. MOJŻESZ SCHORR 1874–1941 (KRZYSZTOF PILARCZYK)
  28. Mojżesz Schorr jako historyk Żydów polskich
  29. JÓZEF JAN SIEMIEŃSKI 1882–1941 (JOLANTA CHOIŃSKA-MIKA)
  30. WACŁAW SIERPIŃSKI 1882–1969 (JÓZEF HURWIC)
  31. STANISŁAW SŁOŃSKI 1879–1959 (ANDRZEJ SIECZKOWSKI)
  32. Szkic biografii
  33. Działalność pedagogiczna
  34. Działalność naukowa
  35. Działalność społeczna, praca w dziedzinie kultury języka
  36. WŁADYSŁAW SMOLEŃSKI 1851–1926 (MARIA WIERZBICKA)
  37. ALFRED SOKOŁOWSKI 1849–1924 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  38. PAWEŁ STYGER 1887–1939 (ELŻBIETA JASTRZĘBOWSKA)
  39. STANISŁAW SZOBER 1879–1938 (BRONISŁAW WIECZORKIEWICZ)
  40. ANTONI JÓZEF ŚMIESZEK 1881–1943 (ADRIAN ANTONIEWICZ, EDYTA KOPP)
  41. STANISŁAW JÓZEF THUGUTT 1862–1956 (MAREK STĘPISIEWICZ)
  42. WACŁAW TOKARZ 1873–1937 (STANISŁAW HERBST)
  43. JAN TUR 1875–1942 (TOMASZ MAJEWSKI)
  44. ALEKSANDER TURYN 1900–1981 (MARIAN PLEZIA)
  45. JÓZEF UJEJSKI 1883–1937 (ZDZISŁAW LIBERA)
  46. TADEUSZ WAŁEK-CZERNECKI 1889–1949 (WŁODZIMIERZ LENGAUER)
  47. ZYGMUNT SZCZEPAN WEYBERG 1872–1945 (ZBIGNIEW WÓJCIK, JAN PARAFINIUK)
  48. STANISŁAW WĘDKIEWICZ 1888–1963 (JOANNA ŻUROWSKA)
  49. WŁADYSŁAW WITWICKI 1878–1948 (WŁODZIMIERZ OLSZANIEC)
  50. Tłumacz Platona
  51. ZYGMUNT WÓYCICKI 1871–1941 (TOMASZ MAJEWSKI)
  52. JAN ZALESKI 1869–1932 (KAROLINA GRZĄDZIEL)
  53. LUDWIK ZEMBRZUSKI 1871–1962 (RYSZARD W. GRYGLEWSKI)
  54. TADEUSZ ZIELIŃSKI 1859–1944 (WŁODZIMIERZ OLSZANIEC)
  55. KAZIMIERZ ŻORAWSKI 1866–1953 (ROMAN DUDA)
     
  56. AUTORZY ESEJÓW
  57. SPIS ILUSTRACJI
  58. INDEKS NAZWISK

Wstęp od Zespołu Rektorskiego

Seria „Monumenta Universitatis Varsoviensis” obejmuje między innymi trzy tomy esejów biograficznych o wybitnych uczonych – profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wyróżnili się osiągnięciami badawczymi oraz odegrali znaczącą rolę w życiu uczelni. Jest to zbiór tekstów o ludziach wyjątkowych, których działalność naukowa, praca dydaktyczna i organizacyjna pozostały w pamięci szeroko pojmowanego środowiska naukowego.

Przy wyborze uczonych do tomów biograficznych brano pod uwagę różne kryteria, w tym: znaczący wkład w naukę, członkostwo w prestiżowych organizacjach polskich i międzynarodowych, obecność biogramów w encyklopediach oraz wcześniejsze publikacje poświęcone życiu i działalności tych osób.

Ostateczna lista nazwisk jest wynikiem długich i szczegółowych dyskusji członków Zespołu Rektorskiego ds. Wydawnictw Jubileuszowych, z udziałem wielu osób spoza tego grona oraz przy uwzględnieniu wniosków wpływających ze wszystkich wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego (także tych, których już nie ma w obecnej strukturze uczelni). Lista obejmuje postacie z całego okresu istnienia Uniwersytetu Warszawskiego, od momentu jego powstania w 1816 roku. Ograniczona jest do osób nieżyjących i zapewne będzie w przyszłości uzupełniana.

Naszym zamierzeniem nie było stworzenie zbioru zwięzłych biogramów typu słownikowego. Chodziło o teksty eseistyczne, pisane często przez bliskich współpracowników danego uczonego, przybliżające czytelnikom jego osobowość, wkład w życie uczelni oraz najważniejsze dokonania intelektualno-naukowe. Przy każdym eseju zamieszczono także standardowy biogram encyklopedyczny.

Ponieważ już wcześniej w różnych wydawnictwach publikowano teksty o znakomitych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, a ich autorami nierzadko byli ludzie równie wybitni (jak w przypadku eseju Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay, Aleksandra Gieysztora – o Marcelim Handelsmanie czy Jerzego Pniewskiego – o Stefanie Pieńkowskim), niektóre z tych tekstów postanowiliśmy przedrukować. Pozostałe szkice przygotowali autorzy wybrani przez nasz Zespół.

Kolejne tomy Portretów uczonych obejmują XIX wiek, okres międzywojenny oraz czasy po II wojnie światowej. W obrębie poszczególnych tomów nazwiska następują w porządku alfabetycznym, nie chronologicznym.

W osobnym tomie znalazły się sylwetki wszystkich rektorów naszej uczelni. Osiągnięcia naukowe wielu innych znaczących postaci zostały omówione również na kartach pozostałych publikacji serii „Monumenta Universitatis Varsoviensis” poświęconych historii Uniwersytetu Warszawskiego oraz dziejom poszczególnych dyscyplin naukowych.

 

Zespół Rektorski
ds. Wydawnictw Jubileuszowych

Przedmowa

W tomie 2 zebrane są eseje o wybitnych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego działających głównie w okresie od wskrzeszenia polskiej uczelni w 1915 roku aż do końca okupacji niemieckiej.

Początek tego przedziału czasowego był okresem organizacji uczelni. Naczelnym zadaniem było skompletowanie kadry nauczającej. Trzeba było też niemal od podstaw budować bazę materialną, gmachy, sale wykładowe, laboratoria, biblioteki. Wycofując się z Warszawy w 1915 roku pod naciskiem wojsk niemieckich, Rosjanie ewakuowali pracowników i laboratoria Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego do Rostowa. W tym mieście próbowano odtworzyć rosyjski uniwersytet warszawski.

Kadrę Uniwersytetu Warszawskiego stanowili początkowo członkowie warszawskiego środowiska naukowego, wykładowcy ośrodków akademickich Galicji, a także Polacy, którzy po studiach za granicą pracowali jako profesorowie na różnych uczelniach europejskich. Byli to ludzie urodzeni w ostatnich dekadach XIX wieku, którzy uzyskali wykształcenie w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim, w polskojęzycznych uczelniach Galicji, a także w uniwersytetach w Rosji i innych państwach europejskich (m.in. Austrii, Belgii, Francji, Niemczech, Szwajcarii). Większość profesorów odradzającego się Uniwersytetu Warszawskiego miała już za sobą nierzadko bogatą karierę naukową; dla niektórych praca w odrodzonej stołecznej uczelni była ostatnim, niedługim etapem ich życia. Na przykład pierwszy rektor UW, Józef Brudziński, pełnił swą funkcję tylko przez jeden rok akademicki 1915/1916, i już w następnym roku zmarł.

Życie i działalność nauczycieli akademickich nie trzyma się ściśle ram czasowych 1915–1945 ustalonych dla tego tomu, dlatego też wielu profesorów, którzy przeżyli wojnę, kontynuowało jeszcze pracę naukową i dydaktyczną po 1945 roku. Zdecydowaliśmy jednak zamieścić poświęcone im eseje w niniejszym tomie. Tom 3, następny, obejmie z kolei także eseje niektórych profesorów, którzy swą karierę na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczynali w okresie międzywojennym.

Tom niniejszy zawiera 97 esejów. Podobnie jak w tomie 1, zamieściliśmy tu niektóre eseje opublikowane już dawniej z innych okazji. Często autorami tych esejów byli wybitni uczeni, o których działalności w Uniwersytecie Warszawskim będzie mowa w tomie 3 tych portretów. Tak więc mamy tu esej Jerzego Pniewskiego o Stefanie Pieńkowskim, Władysława Tatarkiewicza o Zygmuncie Batowskim czy Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay. Wydawało się nam, że teksty pisane przez uczniów i przyjaciół, utrzymane niekiedy w osobistym tonie, często w bardziej przekonujący sposób przybliżają nam prezentowane postaci. Są one ponadto świadectwem ciągłości pokoleniowej w społeczności Uniwersytetu: uczniowie i młodzi badacze sprzed 50 i więcej lat sami stali się z czasem znanymi naukowcami, a ich wybitni uczniowie pełnią dzisiaj rolę mistrzów wobec kolejnych generacji. Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego często pełnili także ważne funkcje państwowe, byli posłami, senatorami, ministrami – w zamieszczanych tu tekstach na pierwszy plan wysuwa się jednak zawsze ich działalność naukową i akademicką.

 

Piotr Salwa i Andrzej Kajetan Wróblewski

Wacław Makowski

Urodzony 2 XI 1880 w Wilnie. Studia prawnicze na UW (1898–1902) oraz w Krakowie, Lwowie i Paryżu; wykładowca UW od 1917; prof. nadzwyczajny (1921), prof. zwyczajny prawa karnego (1923), prof. zwyczajny prawa państwowego (1937). Dziekan Wydziału Prawa UW (1935/1936 oraz 1936/1937), wykładowca na wielu uczelniach zagranicznych.

Profesor prawa karnego i konstytucyjnego, twórca kodeksu karnego (1932) i Konstytucji kwietniowej (1935). Zwolennik koncepcji „nowego państwa”, które miało być wcieleniem w życie idei solidaryzmu społecznego.
Wysoki funkcjonariusz administracji Rady Regencyjnej, członek Komisji Kodyfikacynej, wielokrotnie minister sprawiedliwości, poseł, wicemarszałek i marszałek Sejmu, senator i wicemarszałek Senatu.
Redaktor „Nowego Państwa”, „Archiwum Kryminologicznego”, współtwórca „Encyklopedii Podręcznej Prawa Karnego”.
Zmarł w Bukareszcie 23 XII 1942.

Prawo o stowarzyszeniach, związkach i zgromadzeniach publicznych, Warszawa 1913; Podstawy filozofii prawa karnego, Warszawa 1917; Zasady prawa karnego, 1917; Obywatel a Rzeczpospolita, Warszawa 1924; Na drodze do reformy konstytucji, Warszawa 1928; Rewizja umowy społecznej, Warszawa 1933.

Nauka prawa na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 1991, s. 145–152, 153–165; Makowski W. [w:] PSB, t. XIX, Kraków 1974, s. 252–254.

WŁADYSŁAW T. KULESZA

WACŁAW MAKOWSKI*

1880–1942

 

Siedemdziesiąta rocznica odzyskania niepodległości stała się okazją do wielu okolicznościowych refleksji i rozważań. Także tych dotyczących problemów słabiej utrwalonych w społecznej świadomości. Jubileuszowe debaty i dyskusje nie ominęły dokonań i zasług nauki prawa w II Rzeczypospolitej. Wśród licznych przedstawicieli wielu gałęzi prawa warto zwrócić uwagę na postacie związane z dziejami prawa konstytucyjnego w odrodzonej Polsce. W Polsce Ludowej większość tych postaci dostała się na początku jej dziejów w ogień bezpardonowej i globalnej krytyki, aby następnie pogrążyć się w mroku zapomnienia. Były to działania zorganizowane tak sumiennie, że niekiedy dopiero dziś zaczynamy przypominać sobie o istnieniu niektórych uczonych – prawników konstytucjonalistów. Pokaźna jest lista tych uczonych, których dopiero cierpliwy trud historyków prawa państwowego wydobywa z mroku dziejów najnowszych i ratuje od zapomnienia.

Wśród nich poczesne miejsce zajmuje profesor Uniwersytetu Warszawskiego Wacław Makowski, który już w 1917 roku jako wykładowca stał się członkiem akademickiej zbiorowości, aby pozostać w jej szeregach aż do wybuchu II wojny światowej. Fakt, iż Makowski był profesorem „obojga praw” – prawa karnego oraz prawa konstytucyjnego – spowodował, że nie został zapomniany całkowicie. Wszędzie, gdzie mówiono o wspaniałym dziele polskiej myśli prawnej, jaką był kodeks karny z 1932 roku, zawsze przypominano o osobie Wacława Makowskiego. Znawcy prawa karnego pamiętali o nim nawet przed 1956 rokiem. Pisano o nim wtedy jako o wybitnym przedstawicielu burżuazyjnej nauki prawa, ale tylko karnego. Dokonania w innych dziedzinach nauk prawnych pomijano milczeniem. A było co pomijać. Dopiero w latach siedemdziesiątych Andrzej Ajnenkiel opublikował obszerny biogram Wacława Makowskiego w Polskim Słowniku Biograficznym. Wgląd w ustalenia autora biogramu pozwala na dostrzeżenie przyczyn, dla których działalność prominentnego polityka i ideologa obozu sanacyjnego oraz czołowego, obok Stanisława Cara, znawcy prawa konstytucyjnego i współtwórcy Konstytucji kwietniowej została tak sumiennie przemilczana po 1945 roku.

Ostatni marszałek Sejmu II Rzeczypospolitej, wcześniej wicemarszałek Sejmu i Senatu, senator i poseł w trzech kadencjach w latach 1928–1939, biorący czynny udział w pracach nad nowelą sierpniową, a następnie nad Konstytucją kwietniową, był człowiekiem nieprzeciętnym. Bardzo wcześnie, bo już na początku XX wieku, ten młody wilnianin (rocznik 1880) dał się poznać jako indywidualność w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym ówczesnej Warszawy. Przybył do niej na studia, zaś wileńskie gimnazjum opuścił jako zdeklarowany socjalista. Praca w kółku samokształceniowym pod kierownictwem Feliksa Dzierżyńskiego nadała jego socjalistycznemu wyznaniu wiary wymiar wyraźnie internacjonalistyczny. Na lata studiów prawniczych przypadła zmiana w pojmowaniu przez młodego studenta idei socjalizmu. Z pozycji internacjonalistycznych przeszedł na pozycje socjalizmu niepodległościowego. Ale mimo aktywności politycznej młodego prawnika niewielu ze współczesnych spodziewało się, że z młodopolskiego poety, krytyka literackiego, socjalizującego eseisty i początkującego etnografa oraz... coraz bardziej popularnego obrońcy w procesach politycznych wyrośnie działacz polityczny dużego formatu.

Bardzo prędko, bo już po studiach, Wacław Makowski ujawnił swe zainteresowania naukowe. Jako autor wielu publikacji w warszawskiej prasie prawniczej zwrócił wcześnie uwagę rozległością swych zainteresowań (prawo karne, penitencjarne i kryminologia) oraz umiejętnością postrzegania rzeczy nowych w europejskiej myśli prawniczej.

Okres przed 1918 rokiem był dla Makowskiego także czasem zasadniczych przemyśleń ideowo-politycznych. Jego związki z dogmatami socjalizmu okazały się przelotne i nietrwałe, a zainteresowania ideami solidaryzmu społecznego, poznawanymi głównie w ujęciach francuskich teoretyków tej idei, bardzo trwałe i obfite w skutkach. Te właśnie idee stały się osią w jego całej działalności naukowej oraz ideowo-politycznej. W jakiej mierze wpłynęły na ten wybór ideowy kontakty z rodzimą masonerią, wskrzeszoną w byłym Królestwie Kongresowym po Rewolucji 1905 roku, trudno dziś dociec. Ale nie ulega wątpliwości, że w szeregach tej organizacji Wacław Makowski znalazł się jako jeden z pierwszych. Także trudno dziś dociec, od kiedy stał się zwolennikiem Józefa Piłsudskiego, ale jego sympatie dla polityki PPS – Frakcji Rewolucyjnej, ujawnione po jej powstaniu, oraz związki z lewicą niepodległościową podczas I wojny światowej pozwalają na stwierdzenie, że odrodzenie Rzeczypospolitej powitał jako zdeklarowany piłsudczyk.

Zarówno przed listopadem 1918 roku, jak i po odzyskaniu niepodległości Wacław Makowski umiejętnie łączył swoje zainteresowania naukowe z pracą na wyższych szczeblach aparatu administracyjnego oraz wymiaru sprawiedliwości. Prowadzenie wykładów z prawa karnego na Uniwersytecie Warszawskim skojarzył m.in. z kierowaniem Ministerstwem Sprawiedliwości oraz wiceprezesurą Głównego Urzędu Ziemskiego za czasów Rady Regencyjnej, a w Polsce niepodległej zostawszy profesorem nadzwyczajnym, a następnie zwyczajnym prawa karnego na Uniwersytecie, trzykrotnie kierował Ministerstwem Sprawiedliwości. Po zamachu majowym znalazł się na tym fotelu po raz czwarty i był ministrem sprawiedliwości w trzech kolejnych gabinetach formowanych przez Kazimierza Bartla do jesieni 1926 roku. To Wacław Makowski skoncentrował w swoich rękach całość prac nad projektem noweli sierpniowej oraz projektem ustawy o pełnomocnictwach dla rządu, a następnie odegrał ważną rolę w debacie parlamentarnej, gdy przyszło do ich uchwalania.

Dorobek Wacława Makowskiego liczy sobie ponad 50 książek i rozpraw, pomijając bardzo wiele publikacji mniejszego kalibru, z okolicznościowymi wystąpieniami i... reportażami na czele. Wtrąćmy tu, iż Wacław Makowski był jedną z nielicznych postaci w elicie politycznej II Rzeczypospolitej z upodobaniem oddającą się turystyce automobilowej – sam prowadził samochód, wielokrotnie objeżdżając Europę.

Do najważniejszych prac niezbędnych do poznania genezy i ewolucji koncepcji ich autora należą Podstawy filozofii prawa karnego (1917) oraz Zasady prawa karnego (1917), w których wyraźnie uznał ideę solidaryzmu za naczelną ideę organizującą życie ludzi oraz naczelną rację wyjaśniającą sens dziejów ludzkości. Ta solidarystyczna opcja oznaczała rozbrat z socjalizmem, ale jeszcze nie całkowite odejście od idei liberalizmu, czego dowodem praca Obywatel a Rzeczpospolita (1924), w której Makowski podjął próbę solidarystycznej interpretacji Konstytucji marcowej, twierdząc, że polityka solidarystyczna da się urzeczywistnić w ramach demoliberalnych zasad Konstytucji. Odejście od tej tezy nastąpiło w cyklu mów z lata 1926 roku (opublikowane jako Zmiana konstytucji, 1926), zaś wezwania do budowy nowych form życia społecznego oraz nowego ustroju zostały skonkretyzowane w publikacji Na drodze do reformy konstytucji (1928). Wcześniej w wyborze studiów (Rozważania prawnicze, 1928) znalazły się teksty krytykujące idee i tradycje demoliberalne. Początki poszukiwań globalnej wizji nowego ustroju, opartego na idei solidaryzmu oraz na nowych zadaniach, jakie nakłada na państwo wiek XX, możemy dostrzec w pracy Nowa Polska w nowej Europie (1930). Odtąd krytyka klasycznego liberalizmu i demoliberalizmu, połączona z tworzeniem wizji nowego ustroju państwowego, tzw. „nowego państwa”, będzie towarzyszyć każdej publikacji Wacława Makowskiego (np. Reklama polityczna a tak zwana wola społeczna, 1932; Rewizja umowy społecznej, 1933). Próbę przedstawienia pełnej wizji tego ustroju przyniósł cykl artykułów w latach 1933–1936, wydany następnie w zbiorze Państwo społeczne w 1936 roku. Wcześniej Wacław Makowski wydał niewielką pracę pod tytułem Rzeczpospolita. Co każdy obywatel o państwie wiedzieć powinien? (1935), w której klarownie wyłożył pryncypia ideowe nowej konstytucji. Zagadnieniom tym poświęcił także kilka wykładów dla kadry Ministerstwa Spraw Zagranicznych na przełomie 1935 i 1936 roku (zachowane w maszynopisie). Wyjaśnił w nich w sposób pogłębiony istotę koncepcji konstytucyjnych obozu rządzącego, wiążąc ją z przemianami w życiu społecznym i politycznym ówczesnych państw i społeczeństw. Te wymagały zwiększenia zadań państwa, a co za tym idzie, nowych rozwiązań. Te z kolei, zdaniem Wacława Makowskiego, mogły być znalezione jedynie w ramach idei solidaryzmu społecznego. Całość swych poglądów na państwo, społeczeństwo i władzę Wacław Makowski chciał wyłożyć w większym studium, którego pierwszy tom Nauka o państwie ukazał się w przededniu wybuchu II wojny światowej.

W latach 1933–1938 prowadził on równocześnie ożywioną działalność publicystyczną w prasie; znaczna część tych publikacji ukazała się w pracy My i wy (1938).

Po 1935 roku Wacław Makowski wyraźnie wysuwa się na czoło wśród postaci ulegającego wtedy dekompozycji obozu piłsudczykowskiego. Zgłaszając swój akces do Obozu Zjednoczenia Narodowego i uzupełniając swe rozważania ideowo-polityczne ideą narodu (Naród i Sejm, 1938), równocześnie dystansuje się od idei prototalitarnych, podtrzymując swą wcześniejszą krytykę idei totalizmu i jej realizacji w ówczesnej Europie. Swój krytyczny osąd tej idei rozwijał konsekwentnie zarówno w swych pracach naukowych, jak i w reportażach z rodzącej się III Rzeszy. Miarą znaczenia Wacława Makowskiego w obozie rządzącym i w życiu politycznym ostatnich lat II Rzeczypospolitej była walka Wacława Makowskiego w wyborach 1938 roku o fotel poselski; w śródmieściu Warszawy rywalizował z najwierniejszym współpracownikiem Komendanta Walerym Sławkiem. Walka zakończyła się spektakularnym zwycięstwem Wacława Makowskiego. Otworzyło mu ono drogę do godności marszałka Sejmu w piątej i ostatniej kadencji parlamentu w II Rzeczypospolitej.

Po 17 września 1939 roku Makowski znalazł się w Rumunii. Zmarł w grudniu 1942 roku w Bukareszcie.

Analizując dokonania Wacława Makowskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prac z zakresu prawa konstytucyjnego, spostrzegamy ich dwoisty wymiar prawniczy oraz teoretyczny i ideologiczny. Temu drugiemu warto poświęcić trochę uwagi. Na tle licznych deklaracji ideowych towarzyszących wejściu w życie Konstytucji kwietniowej rozważania Wacława Makowskiego miały wyraźną specyfikę. Ich autor nie wysuwał na plan pierwszy argumentów sławiących dzieło i osobę Komendanta czy orężną zasługę legionistów. Dla Wacława Makowskiego uchwalenie autorytarnej konstytucji było logiczną konsekwencją wielkich przemian społecznych, ogarniających po I wojnie światowej całą Europę wraz z Polską. Nowemu społeczeństwu o nowych strukturach, wyrastających z nowych realiów społecznych i gospodarczych, oraz egzystującemu zupełnie inaczej niż dawniej było potrzebne zupełnie nowe państwo, inne niż to klasyczne liberalne z końca XIX wieku. Postrzegając nowe zadania i funkcje, których realizacja przez państwa stawała się koniecznością w interesie wspólnoty obywateli, Wacław Makowski domagał się nowych zasad i odmiennych od dotychczasowych rozwiązań ustrojowych, tworzących w sumie nowy model ustroju państwa. Model ustroju nazywany współcześnie autorytarnym. Konieczność skoordynowania wysiłku zbiorowego i udźwignięcia nowych zadań kazały Makowskiemu nalegać na wzmocnienie roli jednoosobowej głowy państwa, sprawnie sterującej całością jego maszynerii, a nie parlamentu, gdyż ten spełnia określone zadania w ramach systemu, ale nie jest w stanie być jego najważniejszym elementem. A więc nie ambicja wodza czy zbrojna zasługa bądź dążności antyparlamentarne legły u podstaw nowego ustroju II Rzeczypospolitej, ale procesy społeczne ogarniające całą Europę.

Myśl, że „nowe państwo” jest odpowiedzią na nową rzeczywistość społeczną, prowadziła Makowskiego do podjęcia jeszcze jednej zasadniczej kwestii. Czym jest społeczeństwo? Dla Wacława Makowskiego od dawna (choć nie od początku) społeczeństwo miało i musiało być wcieleniem idei solidaryzmu społecznego; o egzystencji społeczeństwa decydowało nie to, co dzieliło członków zbiorowości, lecz to, co ich zawsze łączyło we wspólnotę. Istnienie państwa było dla niego zarówno konsekwencją solidaryzmu społecznego, jak i niezbędnym warunkiem solidarności społecznej. Wacław Makowski uważał, że w obliczu potęgujących się potrzeb i problemów społecznych ustrój autorytarny tworzy optymalne warunki do zachowania i doskonalenia solidarności społecznej oraz rozwoju każdego obywatela, co uważał on za niezbędny warunek egzystencji i rozwoju całego społeczeństwa niemożliwy do urzeczywistniania w systemach totalnych. Analizując ideę i realia państw demoliberalnych oraz totalnych w ówczesnej Europie Wacław Makowski dochodził do wniosku, że system autorytarny jest rozwiązaniem optymalnym, bo uwalniającym społeczeństwo od skrajności i wad demoliberalizmu i totalizmu. Analizując sytuację ówczesnej Polski, jej interna oraz stosunki międzynarodowe, ostatni marszałek Sejmu II Rzeczypospolitej powyższą tezę odnosił ze szczególną mocą do realiów Polski po 1918 roku.

Każda analiza idei solidaryzmu społecznego urzeczywistnianego w społeczeństwie klasowym, dokonywana z perspektywy lewicy rewolucyjnej, musi w warstwie ocennej wypaść negatywnie, bez względu na to, jakie wcielenie idei solidaryzmu społecznego zostaje poddane analizie i krytyce. Jednak warto dokonać oglądu idei solidaryzmu społecznego w ujęciu Wacława Makowskiego, sytuując jego refleksje na tle odmian idei solidaryzmu społecznego spotykanych wśród licznych ugrupowań działających w II Rzeczypospolitej z konserwatystami i nacjonalistami na czele. Pozwoli to nam na uchwycenie specyfiki solidaryzmu społecznego Wacława Makowskiego. Przede wszystkim, mimo akceptacji przez niego pierwszych dziesięciu artykułów Konstytucji kwietniowej, a więc i artykułu 4 o odpowiedzialności prezydenta przed Bogiem i historią, brakowało w rozważaniach Wacława Makowskiego wyraźnego odesłania do religijnych uzasadnień solidaryzmu społecznego, co na tle wszystkich odmian ideologii solidaryzmu społecznego spotykanych wśród czołowych ugrupowań przedwojennej Polski, nadawało poglądom Wacława Makowskiego charakterystyczną postać.

Najważniejszy był jednak fakt, że Wacław Makowski w swych rozważaniach o solidaryzmie mocno eksponował stały i nieodwracalny proces ewolucyjnych przemian wspólnoty, prowadzący ją ku nowym formom życia społecznego we wszystkich jego sferach, z gospodarczą na czele. Zmiany w tej ostatniej sferze według niego nie dadzą się zamknąć tylko w wymiarze osiągnięć nauki i techniki. To także zmiany jakościowe, np. gdy własność prywatna z egoistycznego przywileju posiadacza staje się obowiązkiem producent a wobec zbiorowości. Istotą solidaryzmu społecznego w ujęciu Makowskiego nie było kurczowe bronienie zastanych struktur społecznych w ich nieskażonej i ubiegłowiecznej postaci, jak w ujęciu konserwatystów czy nacjonalistów starszej generacji, ale realizacja stałej i wzmagającej się dążności do rekonstrukcji i modernizacji życia wspólnoty przez liczne, a niezbędne reformy, będące dziełem władzy państwowej, troszczącej się w ramach swych kompetencji o dobro wspólne.

Wśród wąskiego grona uczonych przedwojennej Polski, wyraźnie deklarujących się jako zwolennicy idei solidaryzmu społecznego i uznających tę ideę za fundament swego światopoglądu, zarówno w wymiarze ideowym, jak i intelektualnym, Wacławowi Makowskiemu należy się poczesne miejsce. Całość dorobku tego uczonego uprawnia nas do uznania go za jednego z czołowych ideologów oraz najważniejszego konstytucjonalistę obozu sanacyjnego po 1935 roku. [...]

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Jeden z zapomnianych – Wacław Makowski, [w:] Nauka prawa na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim. Materiały z sesji, maj 1988, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 1991, s. 145–152.

Maurycy Mann

Urodzony 14 VIII 1880 w Warszawie. Studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (1901–1905), tamże doktorat z filozofii (1907) i habilitacja w zakresie literatury powszechnej nowożytnej (1911). Jako stypendysta Akademii Umiejętności przebywał w Paryżu (1907/1908–1908/1909). Od 1919 profesor UW.

Romanista, historyk literatury powszechnej, szczególnie zainteresowany oświeceniem francuskim. Stworzył Seminarium Filologii Romańskiej na UW, pierwszy naukowy ośrodek badań romanistycznych w Warszawie.
Członek TNW (1916).
Zmarł 28 XI 1932 w Warszawie.

Synteza literacka, Kraków 1911; Wincenty Pol, t. I-II, Kraków 1940–1906; „Poganka” Narcyzy Żmichowskiej. Geneza, źródła, artyzm i idea utworu, Warszawa 1916; „Nowa Heloiza” Jana Jakóba Rousseau: studyum literackie, Kraków 1917; Echa włoskie w poezji Asnyka, Warszawa 1926; Benedetto Croce, jego estetyka i krytyka literacka, Warszawa 1930; Literatura włoska [w:] Wielka literatura powszechna, t. II, cz. 1, Warszawa 1933.

Mann M. [w:] PSB, t. XIX, Kraków 1974, s. 485–486.

JOANNA ŻUROWSKA

MAURYCY MANN

1880–1932

 

Historyk literatury, badacz literatury powszechnej, profesor filologii romańskiej Uniwersytetu Warszawskiego, twórca Seminarium Filologii Romańskiej UW – Maurycy Mann, urodził się 15 sierpnia 1880 roku, a umarł 28 listopada 1932 roku w Warszawie. Był trzecim synem przemysłowca Alfonsa Manna i Marii Savary. Rodzina ojca miała pochodzenie niemieckie (dziadek Gustaw Mann osiedlił się w 1819 roku w Warszawie, gdzie założył pierwszą wytwórnię narzędzi chirurgicznych w Królestwie Polskim), matka była Francuzką. Po śmierci ojca fabryką „Alfons Mann i Synowie” zarządzali kolejno bracia – Gustaw, kupiec (1894), Aleksander, znany malarz i grafik, uczeń Wojciecha Gersona, członek Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (1916) i Maurycy (1929–1932), a po nim jego syn Zygmunt, historyk i varsavianista, który zginął w Oświęcimiu (1942).

Wychowany w rodzinie otwartej na literaturę i sztukę, Maurycy poświęcił się całkowicie badaniom nad literaturą i pracy uniwersyteckiej. Maturę uzyskał w II Gimnazjum filologicznym w Warszawie (1899). Aby studiować filologię polską i romańską na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego (1901–1905), przeniósł się do Krakowa. Tam uzyskał tytuły doktora filozofii (22 marca 1907) na podstawie drugiego tomu studium biograficzno-krytycznego pt. Wincenty Pol (t. I-II, 1904–1906) i doktora habilitowanego w zakresie historii literatury powszechnej (22 sierpnia 1911) – jego rozprawę Rozwój syntezy literackiej od jej początków do Geruinusa recenzowali Ignacy Chrzanowski i Wilhelm Creizenach. Był członkiem Komisji Literackiej przy Wydziale Filologicznym Akademii Umiejętności (1907) oraz członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1916, członkiem rzeczywistym od 1919), udzielał się głównie w Komisji do Badań w Zakresie Historii Literatury i Oświaty Polskiej. Po I wojnie światowej miał objąć katedrę na uniwersytecie w Poznaniu, ale zanim to zrobił, otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego filologii romańskiej w Uniwersytecie Warszawskim (1 kwietnia 1919), co pozwoliło mu wrócić do stolicy. W związku z rosnącym zainteresowaniem studiami filologii romańskiej władze UW dążyły do utworzenia nowego kierunku i misję tę powierzyły Maurycemu Mannowi, który wywiązał się z niej znakomicie, a w zorganizowanym przez siebie ośrodku wykładał do śmierci. Prowadził również wykłady w Wolnej Wszechnicy i wygłaszał odczyty, np. w grudniu 1927 roku – w ramach cyklu zorganizowanego przez TNW „Najnowsze prądy umysłowe Zachodniej Europy” – odczyt pt. Włochy.

Maurycy Mann był zamiłowanym uczonym i pedagogiem, erudytą sumiennym i dbałym o ścisłość historyczną. Studia filologiczne na UJ pod kierunkiem Maksymiliana Kawczyńskiego dały mu znajomość literatury powszechnej i polskiej oraz szeroki zakres wiedzy filologicznej, zaś liczne pobyty w Paryżu, a w ostatnich latach życia również we Włoszech, i kontakty w środowisku uniwersyteckim umożliwiły poznanie metod pracy i najnowszych badań literackich, śledzenie rozwoju literatury i języków. Już w czasie studiów interesował się Oświeceniem francuskim, zwłaszcza twórczością Rousseau i Woltera, co widać w tematach jego prac seminaryjnych. Dzięki stypendium Akademii Umiejętności przez dwa lata spędzone w Paryżu (1907/1908–1908/1909) pogłębiał wiedzę na temat języka i literatury francuskiej u wybitnych specjalistów w Collège de France, gdzie wykładali Joseph Bédier (literatura francuskiego średniowiecza) i Henri Bergson (filozofia), oraz na Sorbonie, gdzie jego profesorami byli Georges Dumas (psychologia eksperymentalna) i André Lalande (filozofia). W École des Chartes zrobił teoretyczny i praktyczny kurs bibliotekoznawstwa i bibliografii, co po latach ułatwiło mu zbudowanie od podstaw biblioteki seminaryjnej. Wtedy też pracował bezinteresownie przy katalogowaniu rękopisów Biblioteki Polskiej w Paryżu. W roku akademickim 1913/1914 uczestniczył w specjalistycznym seminarium doktoranckim na Sorbonie, które dla dwunastu wykładowców literatury francuskiej z różnych krajów prowadził Gustave Lanson, pionier badań nad historią literatury francuskiej oraz reformator systemu uniwersyteckiego i zasad krytyki literackiej, znany szczególnie z analizy utworów literackich w oparciu o kontekst biograficzny i historyczny. W seminarium brał też udział inny romanista polski – Zygmunt Czerny. Słuchacze opracowali wybrane hasła z Dictionnaire philosophique Woltera, który Lanson wydał w serii „Les Grands Écrivains de la France” (Hachette). Kontakty z francuskim środowiskiem uniwersyteckim miały wpływ nie tylko na rozwój intelektualny i badania naukowe Manna (teorię literatury i studia źródłowo-monograficzne przeniósł na grunt polski), ale też na sprawy dydaktyczne – doświadczenia te wykorzystał tworząc Seminarium Filologii Romańskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Kontakt ten wzmocnił również jego szacunek i podziw dla kultury romańskiej, a także przekonanie, że należy utrzymywać stałą łączność między kulturą narodową, polską, a kulturą nowoczesnego świata romańskiego, czy świata europejskiego w ogóle.

Maurycy Mann prowadził szeroką działalność naukową – jego prace obejmują historię literatury powszechnej oraz teorię literatury. Dwutorowość badań, zainspirowana niewątpliwie studiami w Paryżu, zarysowuje się od początku. Po studium biograficzno-krytycznym o życiu i twórczości Wincentego Pola (1904–1906) napisał pracę z teorii literatury (Synteza literacka, 1911), nieznanej jeszcze polskim badaczom, która ukazując nowe perspektywy stanowiła zarazem doskonałe przygotowanie do działania na obszarze historii literatury. Uczony prowadził badania nad poszczególnymi dziełami, ale dążył też do ujęć syntetycznych. I tak opublikował studia monograficzne dwóch powieści – polskiej (Poganka Narcyzy Żmichowskiej. Geneza, źródła, artyzm i idea utworu, 1916) i francuskiej („Nowa Heloiza” Jana Jakóba Rousseau, 1917). Monografie te, nowatorskie i erudycyjne, powstałe pod wpływem metody Lansona, ukazują ówczesny stan badań historyczno-literackich (tło, źródła i wpływy) i są przykładem analizy, która bierze pod uwagę wszystkie czynniki, również związek między życiem autora i jego dziełem, starając się odnaleźć wartości estetyczne utworu. Poganka, gatunek „roman personnel” na wzór René Chateaubrianda z narracją w pierwszej osobie, interesuje Manna jako nowe zjawisko w literaturze polskiej, podkreśla więc zalety powieści, zwłaszcza styl poetycki, obrazowy i wyrazisty, ale krytykuje wady kompozycji i brak harmonii. Monografia ta poprzedziła o kilkanaście lat artykuły Tadeusza Boya-Żeleńskiego o Narcyzie Żmichowskiej i jej pisarstwie. Natomiast studium o Nowej Heloizie jest pierwszą filologiczną pracą o Rousseau w Polsce, niezwykle cenną, zawiera bowiem pełną bibliografię życia i twórczości pisarza oraz omawianej powieści. Analiza utworu obejmuje genezę, pokrewieństwa literackie, odsyła do Wyznań i korespondencji, uznaje formę epistolarną za naturalną dla idealizacji przeżyć autora i obiektywizacji jego najgorętszych marzeń. Badacz podkreśla elementy nowe, jak alpejskie tło powieści, mocne efekty liryczne, czy napięcie dramatyczne; uznaje Rousseau za dobrego psychologa i subtelnego artystę, kiedy trzyma na wodzy retorykę, chwali kompozycję całości opartą na kontrastach, ale zarzuca brak jednolitości, chociaż uważa, że roztrząsania moralne krytykowane zazwyczaj są w guście epoki, w której każdy wykształcony człowiek uznawał się za filozofa. Zauważa, że w dygresjach, choć rozbijają akcję, co działa na niekorzyść kompozycji artystycznej, pisarz omawia zagadnienia nowe i ważne dla jego współczesnych, jak moda na malownicze ogrody, czy krytyka tradycji i mody w teatrze, które po latach miały stać się przedmiotem osobnych badań. Widzi w Janie Jakubie Rousseau pierwszego pejzażystę w powieści, który nie opisuje natury, lecz zamyka wrażenia w obrazach tworząc paralelizm między nastrojem bohaterów i otaczającą ich przyrodą, a na koniec rozważań ukazuje wpływ, jaki pisarz wywarł na romantyków, co otwiera perspektywę dalszych poszukiwań.

Z kolei do prac z historii literatury należy studium porównawcze Echa włoskie w poezji Asnyka (1926), w którym Mann wykazuje, że dla poety o tak wielkiej kulturze literackiej, znawcy wybitnych dzieł literatury włoskiej i świadomego naśladowcy Dantego, pobyty we Włoszech (wrażenia, krajobrazy, zabytki architektury włoskiej i starożytnej, posągi, freski) miały ogromne znaczenie i działały zapładniająco na jego twórczość. Natomiast artykuł La couleur perse en ancien français et chez Dante („Romania”, 1923) odsłania inny aspekt wiedzy filologicznej uczonego – badania nad językiem i jego ewolucją w kontekście porównawczym. Do prac z historii literatury należy posłowie do anonimowej powiastki hiszpańskiej z XVI wieku w jego własnym tłumaczeniu, niezwykle udanym, Żywot Łazika z Tormesu (1923). Ujawnia ono zainteresowanie literaturą hiszpańską. W tym krótkim tekście badacz ukazał znaczenie utworu, który przyczynił się do powstania gatunku powieści „filuckiej”, łotrzykowskiej i tym samym odegrał ważną rolę w rozwoju powieści europejskiej. Z myślą o studentach i samoukach napisał również poradnik bibliograficzny – Jak się uczyć języka i literatury włoskiej? (1928). W siedmiu rozdziałach tej niewielkiej książeczki zawarte są podręczniki, wypisy i słowniki do nauki języka, prace na temat języka włoskiego, informacje na temat historii literatury włoskiej i przekładów pisarzy włoskich na język polski, informacje o historii literatury i dziełach pisarzy dla osób mówiących po włosku oraz podręczniki do historii Włoch. Publikacja ta odzwierciedla zarazem stan znajomości języka włoskiego i literatury włoskiej w Polsce w pierwszej ćwierci XX wieku.

Maurycy Mann jest autorem dwóch ujęć syntetycznych z historii literatury – hasła do Encyklopedii Polskiej zatytułowanego „Rozwój powieści w Polsce. Od r. 1831 do naszych czasów” (1918), które omawia szczegółowo ewolucję gatunku w literaturze polskiej, oraz Literatury włoskiej, jego ostatniej pracy przygotowanej do zbiorowego wydania Wielkiej Literatury Powszechnej (1933). Był to w owym czasie jedyny w Polsce zarys historii literatury włoskiej, oparty na rozległym materiale, napisany celowo w sposób przystępny, aby przyczynić się do rozwoju kultury ogólnej. Podzielona na cztery części – 1. Literatura średniowiecza (wieki XIII i XIV), 2. Humanizm i odrodzenie (XV i XVI), 3. Drogi i bezdroża klasycyzmu (XVII i XVIII), 4. Literatura wyzwolona (XIX i XX), synteza ta w sposób interesujący, dokładny i obszerny ukazuje epoki, prądy i kierunki literackie, omawia twórczość wielkich poetów i pisarzy w oparciu o ich życie, wydobywa istotne cechy dzieł, analizuje środki artystyczne ujawniając zarazem upodobania autora, który z przyjemnością i pewnością wędruje po epokach wcześniejszych, natomiast z ostrożnością notuje rozmaite dziwactwa i „bezdroża” literatury i najwyraźniej unika analizy i oceny zjawisk współczesnych, jak futuryzm, czy teatr Pirandella. Przed śmiercią badacz pracował nad studium o twórczości Torquato Tasso, co potwierdza, że interesował się szczególnie literaturą dawnych epok.

Zagadnienia teorii literatury, nieznanej wówczas polskiej krytyce, stanowią ważny nurt w pracach naukowych Maurycego Manna i zarazem interesujący wkład w rozwój dziedziny metodologii i krytyki literackiej. Już w rozprawie habilitacyjnej zaprezentował stan badań, omawiając dokładnie ich ewolucję od początku do połowy wieku XIX. Termin „synteza literacka” użyty w tytule oznacza, że historię literatury uznaje on za obszerną dziedzinę obejmującą inne dyscypliny, jak literatura porównawcza, których nie należy wyodrębniać. W studium Ewolucja w historii literatury („Biblioteka Warszawska”, 1912) broni indywidualizmu, występuje przeciw rozgraniczaniu rodzajów literackich oraz przenoszeniu terminologii nauk przyrodniczych do badań nad literaturą, co w swojej koncepcji uczynił Ferdinand Brunetiere. Obszerny artykuł O literaturze porównawczej. Szkic informacyjny (1918) podkreśla znaczenie syntezy historyczno-literackiej, metody syntetycznej, która łączy wielość zjawisk literackich na terenie nowożytnej Europy. Ponieważ badania porównawcze odkrywają nie tylko podobieństwa, ale przede wszystkim różnice, uznaje literaturę porównawczą za prawdziwą historię literatury. W kolejnej pracy – Zagadnienie podziału w historii literatury (1921) – omawia zagadnienie periodyzacji, niezwykle ważne dla historyków, którzy muszą określić, co uznają za istotę dziejów literatury – pisarza czy jego dzieło. Studium zawiera prezentację wszystkich istniejących koncepcji i choć badacz zachowuje ostrożność w wyciąganiu wniosków, formułuje jednak krytykę słynnego podręcznika Lansona, Histoire de la littérature française (1894), w którym zagadnienie podziału nie zostało do końca rozwiązane. Cykl prac teoretycznych zamyka monografia, którą Mann poświęcił największemu ówczesnemu krytykowi włoskiemu – Benedetto Croce, jego estetyka i krytyka literacka (1930), aby przyswoić idealistyczną krytykę włoską czytelnikom polskim. Na podstawie wszystkich pism Crocego prezentuje system jego estetyki i zasady krytyki literackiej, podkreśla wartość studiów wzorowych (Ariosto, Shakespeare e Corneille), a negatywnie ocenia rozprawy o Goethem i o Dantem, które prowadzą, jak pisze, na „bezdroża” doktryny. Drobiazgowa analiza obszernego materiału atomizuje zagadnienia i oceny nie prowadząc do syntetycznego podsumowania, które mogłoby ukazać znaczenie myśli Crocego dla intelektualistów włoskich i europejskich.

Jako docent UJ Maurycy Mann prowadził badania i niewiele wykładał, głównie historię literatury francuskiej, natomiast jako profesor nadzwyczajny filologii romańskiej UW okazał się doskonałym organizatorem i tytanem pracy dydaktycznej. W ciągu kilku miesięcy, od kwietnia do września 1919 roku, zorganizował Seminarium Filologii Romańskiej, pierwszy naukowy ośrodek badań romanistycznych w Warszawie, na Wydziale Filozoficznym (od 1 IX 1927 Humanistycznym), który otworzył dla studentów od roku akademickiego 1919/1920. Za wzór posłużyła zapewne romanistyka krakowska z równoległym nauczaniem języków i literatur romańskich. Jego działania obejmowały jednocześnie dydaktykę, tworzenie księgozbioru i organizację badań naukowych. Kierował Seminarium do śmierci i był jedynym wykładowcą profesorem, lektorów i asystentów zatrudniano na zlecenie (w roku 1928/1929 asystentem została jego uczennica Zdana Matuszewicz). Na program nauczania wiedzy filologicznej składały się wykłady i seminaria z historii literatury francuskiej i włoskiej oraz gramatyki historycznej obu języków, kurs języka francuskiego na dwóch poziomach (niższym i wyższym), po roku również lektoraty włoski i hiszpański oraz ćwiczenia z literatury włoskiej i wykład z dydaktyki języków romańskich. Wykłady i seminaria literackie prowadzono po polsku, ale prace seminaryjne i magisterskie pisano po francusku lub włosku. Wykłady odbywały się w Auli Brudzińskiego, a ćwiczenia w trzech niewielkich salkach w gmachu porektorskim, siedzibie Seminarium. Poza gramatyką historyczną (morfologia, fonetyka, składnia), wykłady profesora obejmowały literaturę francuską i włoską od średniowiecza do końca XIX wieku, z uwzględnieniem poszczególnych rodzajów (Poezja francuska od Ronsarda do Malherbea (1550–1628), Powieść francuska XVIII wieku, Teatr francuski w epoce Moliera), gatunków literackich (Nowela włoska w wiekach średnich i w epoce Odrodzenia) i twórczości wielkich pisarzy (Molier, Corneille i Racine, Dante, Petrarca i Goldoni), a seminaria skupiały się na analizie wybranych utworów, jak Pieśń o Rolandzie, Sztuka poetycka Boileau, bajki La Fontaine’a, poezje Lamartine’a, Noce Musseta, Boska KomediaVita nova Dantego, sonety Petrarki, Jerozolima wyzwolona Tassa, czy poezje Leopardiego. Mann starał się wyważać proporcje między literaturą dawną i nowożytną. Aby uzupełnić program wykorzystał własne kontakty naukowe i od roku 1921/1922 zapraszał kolegów z Francji, Belgii i Włoch. I tak Georges Dumézil, Adrien Robinet de Cléry, Pierre Viguier wykładali historię literatury francuskiej i analizę tekstów literackich, kulturę Francji wieków XVIII i XIX oraz historię myśli francuskiej XIX wieku, profesor Sorbony Fortunat Strowski wygłosił cykl odczytów o odrodzeniu teatru, o teatrze francuskim w XVIII wieku i o teatrze najnowszym, Lucien Paul Thomas (Bruksela) prezentował francuski teatr średniowieczny i teatr hiszpański XVI i XVII wieku, Giuseppe Antonio Borgese (Mediolan) miał wykład o literaturze włoskiej, a Giulio Bertoni (Rzym) odczyt o poezji Lodovica Ariosta. W 1925 roku, po nawiązaniu współpracy z nowo powstałym Instytutem Francuskim w Warszawie, jego dyrektor Paul Feyel wygłosił osiem wykładów o historykach francuskich XIX wieku, kilka lat później Jean Fabre prowadził ćwiczenia zlecone z literatury francuskiej, a wszystkie odczyty i wykłady Instytutu były zaliczane jako zajęcia w Seminarium Filologii Romańskiej.

Mimo kłopotów materialnych (skromne fundusze, brak pomieszczeń, a nawet szaf na książki), Maurycy Mann od początku tworzył bibliotekę, kupował najnowsze wydania krytyczne wielkich pisarzy francuskich, rozprawy z teorii literatury i opracowania, często o wartości antykwarycznej, które przywoził również z podróży zagranicznych. Z myślą o katedrze italianistyki, którą zamierzał otworzyć, budował dział włoski. W ciągu trzynastu lat zgromadził prawie 2000 woluminów. Po dziewięćdziesięciu latach istnienia, biblioteka liczy ponad 50 000 woluminów. Badacz wprowadził zwyczaj tworzenia bibliografii kartkowej, która stanowiła doskonałe źródło informacji naukowej. Poza Seminarium, studenci romanistyki mogli korzystać z bogatych zbiorów BUW i tworzonej od 1925 roku biblioteki Instytutu Francuskiego w Warszawie.

Maurycy Mann był zamiłowanym pedagogiem i przyjacielem młodzieży. Przekazywał studentom znajomość najnowszych metod pracy, techniki badań literackich i językowych oraz szacunek i podziw dla kultury romańskiej, zachęcał do samodzielnej pracy, dostarczał materiały naukowe, informował o nowych odkryciach, udzielał metodycznych wskazówek. Egzaminy przyjmował „sumiennie i sprawiedliwie”. Z jego inicjatywy powstało w styczniu 1920 roku Koło Naukowe Romanistów (dwie sekcje, francuska i włoska), które działa do chwili obecnej. Był jego kuratorem i członkiem honorowym. Pomagał członkom Koła w gromadzeniu własnego księgozbioru, na co zdobywał osobne fundusze. W trosce o przyszłość nowych studiów prowadził badania nad literaturą francuską i włoską, kierował rozprawami doktorskimi (pięć obron do roku 1932, dwie po jego śmierci; do jego uczniów należały m.in. Zdana Matuszewicz i Estera Lichtenbaum [Halina Lewicka], mediewistka i językoznawca, które zapisały się w dziejach romanistyki warszawskiej). Studenci nie zawsze doceniali i rozumieli jego pracę. W oparciu o ich opinie Tadeusz Boy-Żeleński, wybitny tłumacz literatury francuskiej, zaatakował romanistykę warszawską felietonem „Piekło Romanistów”1, oskarżając kierownika Seminarium o ograniczanie nauki języka francuskiego do postaci historycznej, a literatury do okresu średniowiecza, prowadzenie wykładów po polsku i unikanie literatury współczesnej, co obniża poziom nauki i źle rokuje na przyszłość, bowiem niedostatecznie wykształceni romaniści będą uczyć w szkołach. Przeciw „bezpodstawnym oskarżeniom” Zarząd Koła Naukowego Romanistów ogłosił list otwarty2.

Maurycy Mann odszedł nagle po krótkiej chorobie (28 XI 1932), pozostawiając Seminarium Filologii Romańskiej UW, swoje „ukochane dziecko”, jako dobrze zorganizowany i sprawnie działający ośrodek dydaktyczno-naukowy z programem wytyczonym na przyszłość, jak to potwierdza jego rozwój pod kierunkiem prof. Stanisława Wędkiewicza powołanego z UJ (do chwili mianowania funkcję kuratora pełnił prof. Andrzej Tretiak). Ten sprawny organizator, zawsze gotowy do służby zbiorowej, zasłużony badacz i pedagog oddany młodzieży, pozostał we wspomnieniach kolegów jako człowiek skromny, sumienny i surowy dla siebie, uczynny i przyjacielski w stosunkach osobistych, ale – jak powiedział nad jego grobem prof. Marceli Handelsman, dziekan Wydziału Humanistycznego – „w sobie dumnie zamknięty, w sobie samotnie, głęboko przeżywający ciężki trud badawczy i doniosłe dzieło wychowawcy”. Wspomnienia pośmiertne o Maurycym Mannie napisali dr Zdana Matuszewicz3 i prof. Andrzej Tretiak4.

SECT-ID LINK

1„Kurier Poranny”, nr 82, marzec 1930.

2„Gazeta Warszawska”, 30 marca 1930.

3„Kurier Warszawski”, nr 341, 10 grudnia 1932.

4„Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1933, s. 122–124.

Jan Mazurkiewicz

Urodzony 12 VII 1871 w Krasnym Dworze k. Brześcia Litewskiego. Studia lekarskie na UW, w Krakowie i Grazu; doktorat na UJ (1896); habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1909), prof. tytularny UJ (1919); prof. zwyczajny UW (1919); pracownik UW (1919–1947); rektor UW (1921/1922).

Twórca polskiej psychofizjologii i pierwszej na świecie próby chromogenno-topogenicznej lokalizacji czynności psychicznych, zwolennik doszukiwania się zaburzeń psychicznych w sferze somatycznej; organizator zakładu dla chorych psychicznie w Kochanówce pod Łodzią (1902) i w Kobierzynie koło Krakowa (1907). Redaktor „Rocznika Psychiatrycznego” (1921–1928). Członek Akademii Nauk Lekarskich w Warszawie, PAU (1930), Societé Médico-Psychologique w Paryżu, prezes Towarzystwa Neurologów i Psychiatrów Słowiańskich (1933); współorganizator Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
Zmarł 31 X 1947 w Tworkach k. Warszawy.

Stosunek psychiatrii do psychologii, „Przegląd Lekarski” 1908, nr 49; O asymetrycznych czynnościach półkul mózgowych, „Nowiny Lekarskie” 1913, t. XXV, nr 2; Psychofizjologia bólu fizycznego, „Medycyna” 1934; Wstęp do psychofizjologii normalnej, t. I-II, Warszawa 1950–1958.

„Polski Tygodnik Lekarski” 1947, nr 50/51, s. 1425–1429; „Rocznik Psychiatryczny” 1950, t. XXVIII, nr 2/3, s. 169; „Neurologia, Neurochirurgia i Psychiatria Polska” 1958, t. VIII, nr 3, s. 377–380; „Organon” 2004, nr 33, s. 189–208.

KAROLINA GRZĄDZIEL

JAN MAZURKIEWICZ

1871–1947

 

Profesor Jan Mazurkiewicz był najwybitniejszym polskim psychiatrą okresu międzywojennego, twórcą warszawskiej szkoły psychiatrycznej, pionierem psychofizjologii na ziemiach polskich. W pracy naukowej podejmował tematykę ewolucji psychiki ludzkiej oraz patogenezy dyssolucyjnej zaburzeń i chorób psychicznych. W oparciu o założenia teorii Jacksona i najnowsze osiągnięcia z zakresu fizjologii układu nerwowego stworzył oryginalną na ówczesne czasy teorię schizofrenii, według której u podłoża choroby leżą ubytki w dynamizmach czołowo-sprzężonych (logicznych), tłumiących niższe piętra aktywności psychicznej (tzw. dynamizmy prelogiczno-izolowane).

Urodził się w 1871 roku w Krasnym Dworze koło Brześcia nad Bugiem, jako jeden z czterech potomków właściciela ziemskiego Leopolda Mazurkiewicza i Krystyny z Kowalewskich. Naukę rozpoczął w IV Gimnazjum w Warszawie. Studia medyczne podjął na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim w 1890 roku, ale przed ich ukończeniem w 1895 roku został wydalony za uczestnictwo w obchodach setnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Kontynuował studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (dyplom lekarski uzyskał w 1896 roku). Wykształcenie ponadto pogłębiał na uniwersytetach: w Grazu u Gabriela Antona, w Paryżu jako słuchacz wykładów m.in. profesorów Alexisa Joffroya i Josepha Julesa Dejerine’a oraz w Dorpacie. Po powrocie do Warszawy objął stanowisko asystenta na oddziale profesora Karola Rychlińskiego w Szpitalu Jana Bożego (1900–1902). Siedem lat później habilitował się na Uniwersytecie Lwowskim, przedstawiając pracę O afazji gestowej (1909). W latach 1911–1919 był związany naukowo z Kliniką Neurologiczno-Psychiatryczną UJ. Na wniosek Rady Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego z lutego 1919 roku został mianowany profesorem tytularnym, a dwa miesiące później, z postanowienia Komisji Stabilizacyjnej do spraw mianowania pierwszego składu profesorów UW, profesorem zwyczajnym. Od 1919 roku pełnił funkcję kierownika Katedry i Kliniki Psychiatrycznej UW. W latach 1919–1923 piastował kolejno stanowiska dziekana (1919/1920), rektora (1920/1921) i prorektora (1922/1923) tejże uczelni. Znamienne są jego osiągnięcia organizacyjne w obszarze szpitalnictwa psychiatrycznego na ziemiach polskich. Był krótko ordynatorem łódzkiego „oddziału dla obłąkanych”, a później (1902–1907) dyrektorem nowo powstałego Zakładu dla Psychicznie Chorych w Kochanówce koło Łodzi, który uczynił wysokiej klasy ośrodkiem naukowym, następnie – ordynatorem oddziału neurologiczno-psychiatrycznego Szpitala św. Łazarza w Krakowie, założycielem i pierwszym dyrektorem Zakładu dla Nerwowo i Umysłowo Chorych w Kobierzynie (1907–1909); utrzymany w stylu modernizmu niemieckiego samowystarczalny kompleks pawilonowo-ogrodowy stanowił w ówczesnych czasach jeden z najnowocześniejszych ośrodków opieki psychiatrycznej w Europie. Po I wojnie światowej zorganizował w Szpitalu w Tworkach koło Warszawy Klinikę Psychiatryczną UW, której był kierownikiem w latach 1919–1947. Od 1918 do 1919 roku pełnił funkcję naczelnika Wydziału Opieki Nad Umysłowo Chorymi w Dyrekcji Służby Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej i Ochrony Pracy.

Jan Mazurkiewicz był wybitnym i wszechstronnym uczonym, rzetelnym i krytycznym w podejściu do materii naukowej, a przy tym otwartym na nowe nurty badań, czego wyraz dał na jubileuszowym posiedzeniu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego 1 listopada 1935 roku, słowami: „wszystkie kierunki badań psychiatrycznych są równouprawnione i pożyteczne [...] jeżeli wnoszą jakiekolwiek trwałe przyczynki do naszej wiedzy. [...] Nowsze zdobycze neurofizjologiczne zmieniają radykalnie nasze dotychczasowe poglądy na stosunek układu wegetatywnego do projekcyjnego, mogą być już dzisiaj pierwszym punktem wyjścia do psychofizjologii, pojmowanej jako neurodynamika układu nerwowego”1.

Trzy książki z jego bogatego dorobku stanowią szczególnie cenną, choć niesłusznie zapomnianą skarbnicę oryginalnych w skali światowej koncepcji integrujących wiedzę z obszaru fizjologii, psychiatrii i neurologii z uwzględnieniem najnowszych osiągnięć w tych dziedzinach:

1. Wstęp do psychofizjologii normalnej. Tom I. Ewolucja aktywności korowo-psychicznej (Warszawa 1950), w której przedstawił ewolucję aktywności korowo-psychicznej, wyodrębniając trzy jej etapy: odruchowo-warunkowy, aktywności prelogicznej oraz psychizmów najwyższych (logicznych) z dominacją myślenia logicznego i zespołów uczuciowych. Profesor Mazurkiewicz założył, że każdy z tych etapów cechuje aktywność własna, swoiście dla niego charakterystyczna, która nie przemija bezpowrotnie wraz z jego ustaniem, ale trwa nadal tłumiona przez nowo powstałą w kolejnym stadium rozwoju; stąd warstwowa i niezwykle złożona struktura psychiki dorosłego człowieka będąca syntezą powyższych trzech etapów.

2. Wstęp do psychofizjologii normalnej. Tom II. Dyssolucja aktywności korowo-psychicznej (Warszawa 1958) stanowiąca zapis jednej z najbardziej oryginalnych teorii powstawania zaburzeń psychicznych, której centralnym punktem są procesy dyssolucji i regresji. Wynika ona z założenia, że w warunkach fizjologicznego rozwoju układ nerwowy dąży do ewolucji od aktywności trwałej, prostej i automatycznej do coraz bardziej złożonej, dynamicznej i dowolnej. Zwieńczeniem tego procesu jest u dorosłego człowieka przewaga aktywności korowo-psychicznej, obejmującej kierownictwo i kontrolę nad ewolucyjnie niższymi piętrami aktywności psychicznej. Dyssolucja jest przeciwieństwem tego procesu. Na jej skutek do głosu dochodzą dynamizmy prelogiczne.

3. Zarys psychiatrii psychofizjologicznej (Warszawa 1980), w której podejmuje tematykę dwoistej funkcji układu nerwowego, charakteryzuje źródła energii psychicznej i omawia elementarne psychizmy odruchów warunkowych. Te trzy wydawnictwa ugruntowały wysoką pozycję profesora Jana Mazurkiewicza w światowej literaturze przedmiotu.

Inne prace, które wyszły spod jego pióra, to: Andrzej Towiański. Studyum psychologiczne; Zarys fizjologicznej teorji uczuć; O afazji gestowej; Zjawiska psychiczne wobec jedności przyrody; O anatomicznem podłożu stanów psychicznych; Stosunek psychiatrji do psychologji; Układ nerwowy roślinny i zaburzenia psychiczne; Les intégrations nerveuses.

Profesor Mazurkiewicz był cenionym wykładowcą, miał niezwykły dar przekazywania wiedzy w sposób zajmujący i zrozumiały; dydaktyki nie przerwał nawet w czasie okupacji. W latach 1943–1944 wykładał na tajnym Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, a następnie na tajnych kursach nauczycielskich w Częstochowie. Był więziony w siedzibie gestapo przy al. Szucha.

Spośród jego wybitnych uczniów należy wymienić profesorów: Stanisława Batawię, Stefana Borowieckiego, Ryszarda Dreszera, Mieczysława Kaczyńskiego, Lucjana Korzeniowskiego i Adama Opalskiego oraz docentów: Witolda Łuniewskiego, Juliusza Morawskiego i Franciszka Wicherta. Należał do wielu towarzystw naukowych. Był wiceprezesem (1920–1923), a następnie prezesem (1930–1947) Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, prezesem (1933–1939) Słowiańskiego Towarzystwa Neurologiczno-Psychiatrycznego, członkiem korespondencyjnym Societé Médico-Psychologique w Paryżu, członkiem Societé Française de Psychologie oraz czynnym członkiem Wydziału Lekarskiego Polskiej Akademii Umiejętności. Zajmował stanowisko redaktora naczelnego „Rocznika Psychiatrycznego” (1923–1928) oraz „Bulletin international de l’Academie des sciences médicales a Varsovie” (1921–1923). Za swoje zasługi został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta oraz Krzyżem Oficerskim francuskiej Legii Honorowej. Profesor Mazurkiewicz w latach 1923–1931 był mistrzem Wielkiej Loży Narodowej Polski. Korespondował ze Stefanem Żeromskim. Jego żoną była Zofia z Zaleskich – dr chemii, z którą miał dwoje dzieci: syna Jerzego, który zmarł w dzieciństwie, oraz córkę Zofię (1914–1972).

Profesor Mazurkiewicz w odbiorze uczniów i współpracowników jawił się jako uosobienie uczciwości, prawości, szlachetności i sumienności. Był człowiekiem wielkiego ducha i odwagi, jako dyrektor szpitala w Kochanówce ukrywał zbiegłych więźniów politycznych i bojowców, był także współuczestnikiem jednej z głośniejszych akcji bojowych PPS „uwolnienia dziesięciu z Pawiaka”. Zmarł 31 października 1947 roku w Tworkach. Jego ciało zostało złożone w grobie na Cmentarzu Powązkowskim.

SECT-ID LINK

1S. Ilnicki, Dezyderaty programowe Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w przededniu II wojny światowej, „Postępy Psychiatrii i Neurologii” 2008, 17 (3), s. 187–193.

Stefan Mazurkiewicz

Urodzony 25 IX 1888 w Warszawie. Studia w Krakowie, Monachium, Getyndze i Lwowie; doktorat na uniwersytecie we Lwowie (1913); wykładowca UW (od 1915) oraz Wyższej Szkoły Handlowej i Wolnej Wszechnicy Polskiej. Habilitacja na UJ (1919). Prof. nadzwyczajny UW (1919), prof. zwyczajny (1920). Dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW (1927/1928, 1930/1931, 1937/1938), prorektor 1938–1940.

Matematyk; jeden z założycieli (z Wacławem Sierpińskim i Zygmuntem Janiszewskim) warszawskiej szkoły topologicznej; oprócz topologii zajmował się analizą matematyczną i rachunkiem prawdopodobieństwa.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracownik Biura Szyfrów Sztabu Generalnego WP, gdzie (wraz z Wacławem Sierpińskim i Stanisławem Leśniewskim) przyczynił się do złamania bolszewickich szyfrów.
Członek (1917) i sekretarz generalny (1935–1945) TNW; członek PAU (1922); członek, wiceprezes (1930–1932) i prezes (1932–1936, 1937–1939) Polskiego Towarzystwa Matematycznego; członek Rumuńskiej Akademii Nauk. Współzałożyciel i redaktor czasopisma „Fundamenta Mathematicae”. W czasie okupacji wykładowca tajnego UW.
Zmarł 19 VI 1945 w Grodzisku Mazowieckim.

Teoria zbiorów Gδ, „Wektor” 1917–1918, t. VI, s. 129–185; Analiza matematyczna, Warszawa 1929; Podstawy rachunku prawdopodobieństwa, red. J. Łoś, Warszawa 1956.

K. Kuratowski, Stefan Mazurkiewicz et son oeuvre scientifique, „Fundamenta Mathematicae” 1947, t. XXXIV, s. 316–331.

ROMAN DUDA

STEFAN MAZURKIEWICZ

1888–1945

 

Podobnie jak Karol Borsuk, Kazimierz Kuratowski czy Wacław Sierpiński, także Mazurkiewicz był urodzonym warszawiakiem, przez całe niemal swoje życie związanym z Warszawą i Uniwersytetem Warszawskim.

Stefan Mazurkiewicz urodził się 25 września 1888 roku w Warszawie, w rodzinie znanego adwokata Jana i Michaliny z Piotrowskich. Do gimnazjum uczęszczał w Warszawie, ale maturę zdał w IV Gimnazjum w Krakowie w 1906 roku, po czym podjął studia w Krakowie (2 semestry), Monachium (5 semestrów), Getyndze (4 semestry) i Lwowie (1 semestr).

Jeszcze w okresie studiów Mazurkiewicz zainteresował się nową wtedy teorią mnogości w ówczesnym jej rozumieniu, tj. łącznie z topologią przestrzeni euklidesowych i teorią funkcji rzeczywistych1. Jednym z wczesnych problemów tej topologii była topologiczna charakteryzacja „łuków zwykłych”, tj. ciągłych i różnowartościowych obrazów odcinka. W swojej pierwszej pracy (opublikowanej w Paryżu w 1910 roku) Mazurkiewicz podał prostszy dowód twierdzenia Zygmunta Janiszewskiego, że każde kontinuum zawiera kontinuum nieprzywiedlne [1]2, po czym zajął się charakteryzacją obrazów ciągłych odcinka, ale już niekoniecznie różnowartościowych, i pokazał, że obrazy te cechują się lokalną i integralną łukową spójnością [3], [4]. Podobne wyniki uzyskali w tym czasie także Hans Hahn i Robert Lee Moore, ale po opublikowaniu przez Mazurkiewicza jego wyników po francusku [41], jego wkład został uznany i dziś charakteryzacja kontinuów Peano (tj. zwartych, spójnych i lokalnie spójnych przestrzeni metrycznych) nazywa się twierdzeniem Hahna-Mazurkiewicza-Moore’a.

Nim jednak te badania się rozwinęły, Mazurkiewicz przyjechał do Lwowa i tam w 1913 roku doktoryzował się na podstawie rozprawy o krzywych wypełniających kwadrat3, której formalnym promotorem był Józef Puzyna (faktycznym Wacław Sierpiński). Traktowała ona o krzywych wypełniających przestrzeń.

We Lwowie długo nie zabawił. Od wznowienia w 1915 roku działalności polskiego uniwersytetu w Warszawie, Mazurkiewicz już tam był i wykładał matematykę, a jednocześnie nauczał w Wyższej Szkole Handlowej i Wolnej Wszechnicy Polskiej. W odpowiedzi na apel Kasy Mianowskiego o wypowiedzi na temat potrzeb nauki polskiej napisał artykuł4, który stał się uzupełnieniem programu Zygmunta Janiszewskiego. Habilitował się na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1919 roku5, po czym formalnie już został powołany, w tymże roku 1919, na stanowisko profesora nadzwyczajnego UW (od 1920 roku był profesorem zwyczajnym). Od tej pory był już trwale związany z Warszawą i UW. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracował, wraz z Wacławem Sierpińskim i Stanisławem Leśniewskim, w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego WP, gdzie miał udział w złamaniu bolszewickich szyfrów6. Od roku 1920 był redaktorem, obok Zygmunta Janiszewskiego i Wacława Sierpińskiego oraz logików Stanisława Leśniewskiego i Jana Łukasiewicza, „Fundamenta Mathematicae”, czołowego czasopisma matematyków polskich w okresie międzywojennym. Zorganizował Seminarium Matematyczne UW, którym potem przez wiele lat kierował. Trzykrotnie był dziekanem Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW (w latach 1927/1928, 1930/1931, 1937/1938), a w kadencji 1938–1940 także prorektorem UW.

Okres międzywojenny był najpłodniejszym w życiu Mazurkiewicza. Ubocznym wynikiem jego badań nad obrazami ciągłymi odcinka było twierdzenie, że każde odwzorowanie odcinka na obszar płaski ma punkty rzędu ≥ 3 [13]. Także ten wynik uzyskał niezależnie Hans Hahn, a Witold Hurewicz wspaniale go później uogólnił na dowolne odwzorowania domknięte podnoszące lub obniżające wymiar. W tle tych badań przewijało się pojęcie wymiaru i z chwilą podania, w połowie lat 20., definicji tego pojęcia przez Karla Mengera i Pawła Samuiłowicza Urysohna Mazurkiewicz opublikował szereg prac dotyczących wymiaru, m.in. [11], [98], [103], [122], [134], oraz krzywych (kontinuów wymiaru 1) [65], [79], [81]. Po skonstruowaniu przez Bronisława Knastera kontinuum dziedzicznie nierozkładalnego, Mazurkiewicz podał elegancki, ale nieefektywny dowód, że kontinua Knastera stanowią „większość” w przestrzeni podkontinuów koła jednostkowego (z metryką Hausdorffa), a ściślej, że tworzą tam zbiór II kategorii Baire’a [80]. Metodę kategorii Baire’a Mazurkiewicz stosował w innych jeszcze przypadkach, nie tylko w topologii, ale także w teorii funkcji rzeczywistych, teorii zbiorów i teorii funkcji analitycznych [91], [92], [121], [128], [132], [133], [136]. Praca [136] zawiera dowód, że dla każdej krzywej Κ te odwzorowania krzywej Κ w płaszczyznę, których obraz jest homeomorficzny z dywanem Sierpińskiego, tworzą zbiór II kategorii Baire’a [136].

We wspólnej pracy [111] Borsuk i Mazurkiewicz skonstruowali AR (retrakt absolutny) zwarty, który nie jest przeliczalną sumą AR-ów o dowolnie małych średnicach. Własność tę, kontrastującą z wielościanami, Borsuk nazwał później „własnością Mazurkiewicza”.

Odpowiadając na pewne pytanie Stefana Banacha, Mazurkiewicz wykazał [84], że w przestrzeni dualnej ośrodkowej przestrzeni Banacha, wyposażonej w tzw. gwiazdka-słabą topologię, może istnieć podprzestrzeń liniowa, której domknięcie ciągowe może nie być ciągowo zwarte.

Naukowa wszechstronność Mazurkiewicza widoczna jest i w tym, że podejmował zagadnienia także z innych dziedzin matematyki jak teoria szeregów [24], [49], hydrodynamika [60], statystyka [110], szczególnym zaś jego zainteresowaniem cieszył się, poczynając od roku 1932, rachunek prawdopodobieństwa, dla którego szkicował różne podejścia aksjomatyczne (teoria miary, algebry Boole’a, systemy dedukcyjne logiki matematycznej [93], [102], [115]), zajmował się grą w orła i reszkę [140] itd.

Charakteryzując jego twórczość naukową, Kuratowski napisał: „Pasję Mazurkiewicza stanowiło rozwiązywanie zagadnień stawianych przez innych i stawianie nowych [...] To niemal sportowe podejście do matematyki [...] przejawiało się w pewnym sensie w sposobie wykładania i w sposobie redagowania wyników do druku; wykłady Mazurkiewicza, prowadzone bez żadnych notatek i nie zawsze całkiem wykończone, porywały słuchaczy swą pomysłowością i głęboką inteligencją. Natomiast publikacje jego, nie całkiem dopracowane, prezentowały jedynie szkic rozumowania i przez to niełatwe były do zrozumienia, zawierały jednak z reguły nowe idee, zadziwiały czytelnika wszechstronnością autora i bogactwem używanych metod”7.

Mazurkiewicz był także aktywny na polu organizacyjnym. Członek Polskiego Towarzystwa Matematycznego od początku jego istnienia, był jego wiceprezesem 1930–1932 i w dwóch kadencjach prezesem (1932–1936, 1937–1939). Członek Polskiej Akademii Umiejętności (korespondent 1922, czynny 1936), członek honorowy Rumuńskiej Akademii Nauk, członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (czynny 1917, zwyczajny 1929) i jego sekretarz generalny w latach 1935–1945.

Mazurkiewicz miał także szerokie zainteresowania pozamatematyczne. Był znawcą historii, z upodobaniem czytywał poezję i literaturę piękną, zwłaszcza francuską, interesował się wszystkim, co dotyczyło nauki i kultury. Pisywał wiersze8. Był duszą spotkań towarzyskich w kawiarni, gdzie się tradycyjnie schodzono po posiedzeniach PTM. Mówiło się na nich przede wszystkim o matematyce, rzucało się problemy i pomysły ich rozwiązywania, nawiązywało współpracę, której wynikiem często były wspólne publikacje itd., ale bawił też dowcip, a i o sprawach ogólniejszych bywała tam mowa.

W okresie okupacji niemieckiej biedował, jak wszyscy, ale starał się także pracować naukowo. Nie mając kontaktu z innymi matematykami, zbierał swoje wyniki w postaci monografii, jednakże większa jej część spłonęła po upadku powstania warszawskiego, kiedy Niemcy systematycznie palili miasto9. Wykładał matematykę na tajnym UW10 i myślał o odrodzeniu polskiego życia matematycznego, opracowując przejmujący dokument stanu i potrzeb środowiska pt. Memoriał w przedmiocie odbudowy życia matematycznego m. Warszawy. Datowany 25 lutego 1945 roku, stał się jego testamentem naukowym11.

Był dwukrotnie żonaty – najpierw z Kazimierą Badior, potem z Marią Brzozowską. Zmarł 19 czerwca 1945 roku w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim.

SECT-ID LINK

1Omówienie całości dorobku naukowego Mazurkiewicza można znaleźć w pracach:
K. Kuratowski, Stefan Mazurkiewicz et son oeuvre scientifique, „Fundamenta Mathematicae” 1947, t. XXXIV, s. 316–331; R. Pol, The works of Stefan Mazurkiewicz in topology, [w:] Handbook of the History of General Topology, red. C. E. Aull, R. Lowen, t. II, Dordrecht 1998, s. 415–430.

2Numery w klamrach są pozycjami spisu publikacji Mazurkiewicza, przytoczonego w jego dziełach zebranych: S. Mazurkiewicz, Travaux de topologie et ses applications, red. K. Borsuk, R. Engelking, B. Knaster, K. Kuratowski, J. Łoś, R. Sikorski, Warszawa 1969 (zawierają portret Mazurkiewicza, facsimile jego podpisu, artykuł K. Kuratowskiego o jego życiu i dziele, bibliografię liczącą 141 pozycji oraz przedruki 64 prac Mazurkiewicza).

3S. Mazurkiewicz, Przyczynki do teorii mnogości. Rozprawa nie została opublikowana, ale jej fragmenty ukazały się w jego pracach [2] i [13].

4Idem, O potrzebach matematyki w Polsce, „Nauka Polska. Jej potrzeby, organizacja i rozwój” 1919 t. II, s. 1–5.

5Idem, Teoria zbiorów Gδ, „Wektor” 1917–1918, t. VI, s. 129–185.

6G. Nowik, Zanim złamano „Enigmę”...: polski radiowywiad podczas wojny z bolszewicką Rosją 1918–1920. Cz. 1, Warszawa 2005.

7K. Kuratowski, Notatki do autobiografii, Warszawa 1981.

8Wespół z Duninem wydał tomik Descensus averni. Sonety patetyczne, 1927 (zbiór utworów poetyckich).

9 Po wojnie ukazała się tylko jej część: S. Mazurkiewicz, Podstawy rachunku prawdopodobieństwa, red. J. Łoś, Warszawa 1956.

10T. Manteuffel, Uniwersytet Warszawski w latach wojny i okupacji. Kronika 1939/40–1944/45, Warszawa 1948, s. 47.

11Memoriał ten opublikował T. Iwiński, Ponad pól wieku działalności matematyków polskich. Zarys historii Polskiego Towarzystwa Matematycznego 1919–1973, Warszawa 1975, s. 32–42.

Mieczysław Michałowicz

Urodzony 10 IX 1876 w Petersburgu. Studia w Cesarskiej Wojskowo-Medycznej Akademii w Petersburgu. Praktyka w klinikach europejskich (Paryż, Wiedeń, Berlin, Strasburg). Doktorat w Petersburgu. Profesor UW (1920), rektor (1930/1931); po wojnie profesor Akademii Medycznej w Warszawie.

Lekarz pediatra, działacz społeczny i polityczny; współtwórca nowoczesnej szkoły pediatrii polskiej i organizator nauczania pediatrii.
Członek PPS (1896), od 1906 PPS-Frakcji Rewolucyjnej. Senator RP (1935–1939). Współzałożyciel SD (1939), w okresie okupacji przedstawiciel SD w Głównej Radzie Politycznej. Przewodniczący SD (1945–1949), poseł do Krajowej Rady Narodowej i na Sejm Ustawodawczy PRL (1947–1952).
Członek PAU (1946), TNW (1947), PAN (1952); przewodniczący Naczelnej Izby Lekarskiej (1934–1948). Twórca serii wydawniczej „Polskie Monografie i Wykłady Kliniczne z Dziedziny Pediatrii” (od 1930). Redaktor „Pediatrii Polskiej”. W czasie okupacji aresztowany, więziony na Pawiaku, w obozach koncentracyjnych na Majdanku, w Gross-Rosen i Litomierzycach. Po wyzwoleniu powrócił do pracy naukowej.
Zmarł 22 XII 1965 w Warszawie.

Odżywianie dziecka w pierwszym roku życia, t. I-II, Warszawa 1920; Psychika wieku niemowlęcego i wczesnego dzieciństwa, Warszawa 1930; Gruźlica wieku dziecięcego i młodzieńczego w świetle teorji energetycznej, Warszawa 1931; Odporność pierwotna i odporność wtórna względem chorób zakaźnych w świetle alergii, Warszawa 1937; Patofizjologia i klinika poszczególnych okresów wieku dziecięcego, Warszawa 1950.

Mieczysław Michałowicz: człowiek-działacz-polityk, red. M. Jaszczukowa, cz. 1, Warszawa 1972; Michałowicz M. [w:] PSB, t. XX, Kraków 1975, s. 638–644.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

MIECZYSŁAW MICHAŁOWICZ

1876–1965

 

Mieczysław Michałowicz urodził się 29 sierpnia 1876 roku w Petersburgu, dokąd jego rodzina przeniosła się z Litwy po upadku powstania styczniowego, uciekając przed grożącymi jej carskimi represjami. Jego ojciec, Tytus, pracował na stanowisku urzędnika, matką była Zofia z Hryckiewiczów. Mieczysław ukończył niemieckie gimnazjum klasyczne w Petersburgu, następnie rozpoczął tam studia medyczne w Cesarskiej Wojskowo-Medycznej Akademii. Miał szczęście być uczniem takich sław medycznych, jak Iwan Pawłow czy Siergiej Botkin. Już podczas studiów zainteresował się pracą naukową i prowadził ciekawe eksperymenty polegające na nacinaniu szwów czaszkowych u nowonarodzonych szczeniąt oraz badaniu wpływu, jaki ten zabieg wywierał na objętość czaszki.

Michałowicz wychowany w bardzo patriotycznej rodzinie, pomimo niewątpliwego szacunku do swoich rosyjskich nauczycieli, już na początku studiów wstąpił do „koła uniwersyteckiego”, czyli skupiającego polską młodzież Koła Oświaty i Samokształcenia. Pozostawało ono pod wpływem Polskiej Partii Socjalistycznej, której ideologia wywarła na niego silny wpływ. Już w tym samym roku wstąpił w szeregi partii i przyjął pseudonim Leonard. Po ukończeniu studiów porzucił na pewien czas karierę naukową, a pracę zawodową ściśle związał z działalnością społeczną i partyjną. Najpierw pracował jako wolontariusz w Domu Wychowawczym dla Podrzutków, potem w Szpitalu Dziecięcym im. Księcia Oldenburskiego, w latach 1903–1905 był zatrudniony na etacie ordynatora w Szpitalu Rożdiestwieńskim. W 1905 roku wyjechał do Częstochowy, aby ożywić i rozpropagować działalność partyjną wśród częstochowskiego proletariatu i postępowej inteligencji. W tym czasie pod Częstochową działała huta Hantkego, ogromna i nowoczesna. Zakład zatrudniał około 1800 robotników. To na nich zależało socjalistom najbardziej. Dlatego Centralny Komitet Robotniczy PPS skierował tutaj Michałowicza, umożliwiając mu zatrudnienie na stanowisku kierownika szpitala fabrycznego tego zakładu. Był idealnym kandydatem na to stanowisko. Ze względu na zawód i pozycję społeczną powszechnie szanowany obywatel stał się wkrótce autorytetem nie tylko dla klasy robotniczej, ale również miejscowej inteligencji. Przyczyniły się do tego jego cechy charakteru, pomocne również w zawodzie lekarza. Był bardzo otwarty, dowcipny, lubił rozmawiać z ludźmi i chętnie wysłuchiwał, co mają mu do powiedzenia. Służył radą i pomocą. Skupił wokół siebie liczne grono partyjnej inteligencji, która miała sporo sympatyków. Wkrótce stał się jednym z najbardziej popularnych działaczy w kraju. Podczas rewolucji w 1905 roku PPS rozrywana była przez dwa rywalizujące ze sobą środowiska: tzw. „starych” z Józefem Piłsudskim, którzy wzywali do samodzielnych akcji zbrojnych, i „młodych”, liczących na obalenie caratu przy współpracy ze zrewoltowanymi masami rosyjskimi.

W latach 1905–1907 zdominowana przez „starych” Organizacja Bojowa PPS, tzw. Frakcja Rewolucyjna, przeprowadziła wiele akcji bojowych i terrorystycznych. W 1906 roku doszło do rozłamu w PPS. Michałowicz, który pełnił funkcję przewodniczącego Okręgowego Komitetu Robotniczego PPS, poparł Piłsudskiego i zadeklarował swoje poparcie dla PPS-Frakcji Rewolucyjnej. Zagrożony aresztowaniem, w końcu roku 1906 przekazał swoje funkcje partyjne i wyjechał do Paryża, gdzie poświęcił się pracy naukowej. Pracował u słynnego profesora Antoine’a Bernharda-Jeana Marfana w szpitalu pediatrycznym l’Hôpital des Enfants Malades. Tutaj dokształcał się w zakresie pediatrii, dopiero co wyodrębnionej z interny. Po półtora roku powrócił do Częstochowy.

W tym czasie na ziemiach polskich podwaliny dla nowoczesnej pediatrii tworzył doktor Józef Brudziński, w owym czasie lekarz naczelny stworzonego przez siebie pierwszego szpitala pediatrycznego na ziemiach polskich w Łodzi. Była to placówka wiodąca w całej Europie. W 1908 roku Brudziński zorganizował pierwszą w Polsce sekcję pediatryczną przy Towarzystwie Lekarskim w Łodzi. Zebrania sekcji odbywały się raz w miesiącu, w szpitalu Anny Marii w Łodzi. Z odległych zakątków Polski zjeżdżała się tutaj garstka zapaleńców. Wracając wieczorem koleją w przedziale trzeciaka, do późna w nocy, przy nikłym blasku migocącej lampki, dyskutowano o małych pacjentach. Michałowicz natychmiast postanowił wziąć udział w spotkaniach tego najstarszego stowarzyszenia pediatrów w naszym kraju. To tutaj, wśród tej małej grupy specjalistów, powstał pomysł stworzenia pierwszego polskiego pisma pediatrycznego. W pracach przygotowawczych brał czynny udział Michałowicz, który wszedł nawet do komitetu redakcyjnego. Jednak już w maju tego samego roku został aresztowany za przeszłą działalność wywrotową i osadzony w Piotrkowskim Więzieniu Gubernialnym. Na szczęście pierwszy wyrok, skazujący go na zesłanie na 5 lat na Syberię, zamieniono na 2 lata wysiedlenia z Cesarstwa Rosyjskiego.

Po zwolnieniu z więzienia w grudniu 1908 roku Michałowicz wyjechał do Wiednia, gdzie praktykował w słynnej klinice uniwersyteckiej profesora Teodora Eschericha (słynnego pediatry i mikrobiologa, odkrywcy bakterii Escherichia coli) i Béli Schicka (który wraz z Clemensem von Pirquetem po raz pierwszy wprowadził określenie „alergia”). Po roku, nabywszy najnowszej wiedzy, udał się do Berlina, a w roku 1910 do Strasburga, do Adalberta Czernego, który był specjalistą w zakresie fizjologii odżywiania i zaburzeń metabolicznych u noworodków. Nie wiadomo, jak długo trwałby pobyt Michałowicza poza granicami kraju, jednak na wieść o ciężkiej chorobie ojca zdecydował się powrócić do Rosji jeszcze przed ukończeniem kary w 1910 roku. Dlatego znalazł się w Petersburgu, gdzie podjął pracę jako wolontariusz w Klinice Dziecięcej Żeńskiego Instytutu Medycznego u profesora J. Sokołowa. Równocześnie zdał egzamin na tytuł doktora w tamtejszej Akademii Wojskowo-Medycznej. W dowód uznania zaproszono go nawet do redakcji nowopowstającego pisma rosyjskiego „Piediatrja”. Kiedy wyglądało już na to, że władze rosyjskie przymkną oko na jego dawną działalność polityczną, Michałowicz powoli i skutecznie ponownie zaangażował się w działalność Frakcji Rewolucyjnej PPS, szerząc jej idee wśród młodzieży akademickiej i postępowej inteligencji w samym sercu Rosji. Mogło się to skończyć tylko w jeden sposób: ponownie zagrożony aresztowaniem, wyjechał do Lwowa. Prowadził tam dobrze prosperującą praktykę lekarską, pracował również na etacie lekarza szkolnego w Gimnazjum Żeńskim im. Narcyzy Żmichowskiej. Ciekawy jest fakt, że prowadził w tej szkole lekcje z zakresu ratownictwa i higieny, co było ówcześnie pomysłem absolutnie oryginalnym. Aby praktykować jako lekarz na terenie Austro-Węgier, zmuszony był do nostryfikacji dyplomu i dlatego pracował przez pewien czas jako wolontariusz w Klinice Pediatrycznej profesora Jana Raczyńskiego.

We Lwowie brał czynny udział w zakładaniu Towarzystwa „Kropli Mleka”. Towarzystwa takie działały w wielu miastach na ziemiach polskich i wzorem towarzystw francuskich prowadziły pierwotną profilaktykę umieralności i zachorowalności na biegunki, gruźlicę i krzywicę noworodków, niemowląt i małych dzieci. „Kropla Mleka” miała dostarczać mleko i mieszanki lecznicze dla niemowląt, a kobiety ciężarne i karmiące zaopatrywać w żywność. Promowano karmienie naturalne. Poza tym prowadzono ewidencję kobiet ciężarnych, noworodków i niemowląt, propagowano zasady higieny ciąży i porodu, prawidłowej opieki nad noworodkiem i niemowlakiem. Tworzono stacje opieki nad matką i dzieckiem z poradnictwem lekarskim, urządzano żłobki dla niemowląt oraz przytułki dla kobiet ciężarnych.

Wraz z wybuchem I wojny światowej Mieczysław Michałowicz został zmobilizowany do armii austriackiej i pracował jako ordynator szpitala garnizonowego w Krakowie, a potem w Ołomuńcu. W grudniu 1918 roku znalazł się w Warszawie; tu zgłosił się do wojska polskiego oraz został starszym ordynatorem oddziału chorób wewnętrznych Szpitala Ujazdowskiego. W sierpniu 1919 roku został powołany na stanowisko dyrektora Departamentu Opieki nad Dzieckiem i Młodzieżą. W związku z wybuchem wojny bolszewickiej, ponownie zmobilizowany do wojska, pracował w Centralnym Szpitalu Wojskowym w Warszawie.

W dniu 26 kwietnia 1920 roku przyjął stanowisko profesora pediatrii i kierownika Kliniki Dziecięcej w UW oraz rozpoczął wykłady z zakresu profilaktyki i terapii chorób dziecięcych. Z wielkim zaangażowaniem przystąpił do prac nad rozbudowaniem kliniki, zwiększeniem ilości łóżek dziecięcych, unowocześnieniem kliniki i zaopatrzeniem w odpowiednie sprzęty. Dbał o wykształcenie asystentów pracujących w jego ośrodku. Stworzył w Warszawie wielką pediatryczną szkołę naukową. Dzięki profesorowi Michałowiczowi powstały odrębny pawilon operacyjny oraz poliklinika, w której działała poradnia dzieci zdrowych, a od 1926 roku poradnia szczepień przeciwgruźliczych. W klinice działało również laboratorium, w którym prowadzono badania z zakresu przemiany materii u dzieci.

Klinika profesora Michałowicza była świetnie zorganizowanym ośrodkiem naukowym. On sam prowadził intensywne prace badawcze. Szczególnie interesował się pulmunologią, chorobami zakaźnymi wieku dziecięcego, pediatrią zapobiegawczą, neurologią dziecięcą, a także diagnostyką gruźlicy i teorią choroby. W 1920 roku wydał ważną książkę o odżywianiu dzieci w pierwszym roku życia, w której opracował syntetycznie zagadnienia fizjologii trawienia, metabolizmu, obliczania ilości pokarmu i oceny zróżnicowanego odżywiania zdrowego i chorego niemowlęcia. Pisał również o cechach zdrowego i chorego dziecka w pierwszym roku życia, o chwiejności ciepłoty ciała ludzkiego, chorobach zapalnych jelita grubego i o gruźlicy u dzieci. Do jego osiągnięć naukowych z tego okresu należy zróżnicowanie diagnostyczne dwóch chorób wieku dziecięcego: rumienia wielopostaciowego i odry. Opisał oryginalną metodę opukiwania kręgów kręgosłupa w celu wykrywania powiększonych węzłów chłonnych tchawiczych i oskrzelowych w gruźlicy u dzieci. Przedstawił metody rozpoznawania i różnicowania duszności u dzieci, spowodowanej niedrożnością górnych dróg oddechowych, zwracając szczególną uwagę na zmiany oddechu przy wdechu i wydechu. Zajął się problemem „niecelujących i leniwych uczni” w gimnazjach dowodząc, iż główną przyczyną takich zaburzeń jest neurastenia i zalecał terapię psychofizyczną z nachyleniem wychowawczym jako głównym sposobem leczenia tego zjawiska. Od 1930 roku profesor wydawał własną serię wydawniczą „Polskie Monografie i Wykłady Kliniczne z Dziedziny Pediatrii”. Do wybuchu wojny ukazały się 44 zeszyty. Prace naukowe kierował przede wszystkim do lekarzy polskich, a więc publikowane one były w języku ojczystym. Każda z nich posiadała dodatkowo streszczenie w języku obcym, najczęściej francuskim. W ten sposób osiągnięcia naukowe polskiej pediatrii stawały się dostępne dla grona zainteresowanych lekarzy poza granicami kraju. W 1937 roku wydał całkowicie nowatorską książkę Odporność pierwotna i odporność wtórna względem chorób zakaźnych w świetle alergii.

Michałowicz miał swój udział w rozwoju pediatrii europejskiej nie tylko poprzez publikacje i współpracę z towarzystwami pediatrycznymi poza granicami Polski, ale również poprzez aktywny udział w licznych zjazdach międzynarodowych, na których występował w roli prelegenta. W 1937 roku prowadził wykłady z pediatrii na Uniwersytecie Paryskim. Jego wykłady były pasjonujące, a problemy ukazywał w sposób zmuszający młodzież do samodzielnego podejmowania trudu myślowego i poszukiwania rozwiązań. Uczniowie Michałowicza tworzyli swoje własne szkoły naukowe w powojennej Polsce. W związku z szybkim rozwojem nauki o chorobach dzieci powstawały nowe specjalizacje pediatryczne, dlatego też sam mistrz zachęcał swoich uczniów do pogłębiania wiedzy specjalistycznej w wybranym przez nich zakresie i umożliwiał im odpowiednie kształcenie. O prężności ośrodka stworzonego przez niego świadczy fakt, że do wybuchu II wojny światowej napisano w nim około 800 prac naukowych. Wiedział jak ważną rolę w kształceniu lekarzy odgrywa praca indywidualna ze studentem. Dlatego w 1926 roku zorganizował dla nich Koło Pediatryczne Słuchaczy Uniwersytetu Warszawskiego.

Napisał ponad 100 prac naukowych w językach polskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim. Był członkiem wielu towarzystw pediatrycznych w kraju i za granicą. Redagował „Pediatrię Polską” i cztery inne periodyki, w tym w języku francuskim. W uznaniu zasług został wybrany w 1928 roku prezesem Polskiego Komitetu Opieki nad Matką i Dzieckiem, w roku akademickim 1930/1931 rektorem Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1934 roku przewodniczącym Naczelnej Izby Lekarskiej; funkcję tę sprawował do roku 1948. Warto wspomnieć w tym miejscu, że był jednym z profesorów Uniwersytetu, którzy w stanowczy sposób sprzeciwiali się segregacji studentów pod względem rasowym czy wyznaniowym.

W okresie międzywojennym, pochłonięty całkowicie pracą naukowo-dydaktyczną, angażował się również w działalność polityczną. Na początku, jako zdeklarowany piłsudczyk, firmował swoim nazwiskiem poważniejsze działania tego obozu, choć nie brał czynnego udziału w działalności politycznej. Był sygnatariuszem deklaracji założycielskiej Unii Narodowo-Państwowej z 28 czerwca 1922 roku i członkiem jej komitetu wyborczego na Warszawę, a jako jeden z czołowych przedstawicieli ugrupowania współorganizował utworzoną w kwietniu 1924 roku Konfederację Ludzi Pracy. Prywatnie był przyjacielem Piłsudskiego i lekarzem jego córek. Z czasem coraz bardziej intensyfikował swoją działalność partyjną. W jego prywatnym mieszkaniu w Warszawie odbywały się narady cywilnych polityków, przygotowujące przewrót majowy w 1926 roku. W latach 1935–1939 był senatorem RP, pomimo jego jawnych, narastających zastrzeżeń wobec rządzącej grupy sanacyjnej. Między innymi podczas kadencji rektorskiej na Uniwersytecie Warszawskim wystąpił przeciw znęcaniu się nad uwięzionymi w twierdzy brzeskiej posłami opozycyjnymi. Poparło go wtedy otwarcie 13 profesorów. Wobec zaistniałej sytuacji Michałowicz urządzał w swoim mieszkaniu prywatne spotkania dla intelektualistów, którzy nie zgadzali się z sytuacją panującą w kraju i sposobem rządzenia państwem.

W roku 1936 zmarł z powodu powikłań po szkarlatynie jedyny syn profesora z małżeństwa zawartego w 1901 roku ze Stanisławą Jaczynowską – Jerzy, również lekarz pediatra, a także działacz sportowy, teoretyk wychowania fizycznego, lekkoatleta i piłkarz, założyciel i prezes RKS Skra Warszawa oraz działacz PPS. Strata syna była ogromną tragedią w życiu osobistym profesora. Michałowicz rzucił się w wir pracy naukowej i politycznej. Stał się wkrótce jednym z najwybitniejszych przedstawicieli polskiej inteligencji demokratycznej. Już w 1937 roku stanął na czele Komitetu Organizacyjnego Klubu Demokratycznego w Warszawie, a jego działania przyczyniły się w znaczący sposób do utworzenia w kwietniu 1939 roku Stronnictwa Demokratycznego. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż na początku lat 20. związał się z masonerią i został przyjęty do loży „Wolność Przywrócona” (Wielka Loża Narodowa Polski) w Warszawie, gdzie przyjął imię zakonne Albert Ławicz. W 1929 roku był przewodniczącym tej loży, w 1930 roku piastował już godność II wielkiego namiestnika Wielkiej Loży, a od 1934 roku do jej samorozwiązania w październiku 1938 roku – wielkiego architekta.

Po wybuchu II wojny światowej zaangażował się w pomoc medyczną w bombardowanej stolicy. Już w końcu września 1939 roku, jako prezes Stronnictwa Demokratycznego, wszedł w skład Rady Politycznej Polski Podziemnej. Zagrożony aresztowaniem, w końcu roku zrzekł się funkcji w Radzie i w Stronnictwie Demokratycznym. Do jesieni 1942 roku pracował w swoim szpitalu przy ulicy Litewskiej. Potem w ramach akcji masowego niszczenia polskiej inteligencji został aresztowany przez gestapo i osadzony na Pawiaku. We wspomnieniach współwięźniów charakteryzował go ogromny hart ducha. Aby zachować zdrowie psychiczne w oczekiwaniu na gestapowskie przesłuchania, Polacy przygotowywali dla współwięźniów wykłady naukowe z różnych dziedzin wiedzy. Takie traktowanie często beznadziejnej sytuacji umożliwiało kierowanie myśli na to, że za murami jest inny świat, próbujący się wyzwolić z choroby, na którą zapadł w związku z wojenną rzeczywistością. W prelekcjach brylował Michałowicz, który w razie potrzeby wygłaszał je codziennie. Chętnie wywoływał merytoryczne dyskusje na tematy poruszane w wystąpieniach kolegów. W lutym 1943 roku Michałowicz zapadł na różę stopy, której towarzyszyła bardzo wysoka gorączka. Na szczęście szybko doszedł do siebie, leczony troskliwie przez przebywającego na Pawiaku od 1941 roku, wybitnie zasłużonego dla ratowania życia więźniów, doktora Felicjana Lotha. Choroba nie przerwała jego zaangażowania w wykłady. Zaraz po ustąpieniu ciężkich objawów przedstawił wykład na temat roli dróg nerwowych rdzenia kręgowego w funkcjonowaniu psychofizycznym. Podobno mówił ponad pół godziny, przemierzając celę więzienną równym rozkołysanym krokiem. Adam Grzymała-Siedlecki, znany pisarz i krytyk teatralny, współwięzień Michałowicza na Pawiaku, w swoich pamiętnikach napisał: „Jak nas było dziesięciu na sali, tak wszyscy zgodnie podziwialiśmy tego człowieka, jego wytrzymałość, jego prężność duchową, jego radość życia, tu nawet nie zgnębioną, jego fantazję, jego snucie dalekonośnych planów na przyszłość. Po pięć, sześć godzin spędzał na pisaniu. Oczywiście w zatajeniu przed wachmanem, bo pisanie surowo tu wzbronione. Uwięzienie oderwało go od rozpoczętego dzieła o fizjologii i patologii dziecka, więc rzeczy z jego naukowej specjalności. Niezbyt pewny swoich dalszych losów, postanowił nie czekać na powrót do domu, lecz tu kontynuował pracę. Odziany w barwistą piżamę, skulony pod kołdrą na łóżku, ze stosem gotowego manuskryptu, chowanego w siennik, dziubał dalsze kartki ołówkiem króciutkim, łatwym do ukrycia w dłoni na wypadek wejścia wachmana. A papier na rękopis? Gromadził go z otrzymywanych od nas paczek papieru higienicznego”1.

Wiosną 1943 roku Michałowicz został przewieziony z Pawiaka do obozu koncentracyjnego na Majdanku. Tutaj również nie opuszczała go wiara w przetrwanie, optymizm i pogoda ducha. Zawsze służył radą i fachową pomocą uwięzionym wraz z nim polskim lekarzom sprawującym opiekę nad chorymi. Podtrzymywał we wszystkich wątlejącą wiarę wbrew wszystkiemu. Po trzech tygodniach pobytu Michałowicz zachorował na dur wysypkowy, jednak pomimo niedobrego rokowania szczęśliwie udało mu się wyzdrowieć. Musiał cieszyć się wśród Niemców powagą, przynajmniej naukową, skoro już w czerwcu rozpoczął cykliczne wykłady w języku niemieckim dla polskiego personelu medycznego. Ze wspomnień Stanisława Konopki dowiadujemy się, jak przebiegało to niewiarygodne zjawisko. „Profesor Michałowicz, zawsze czynny i pełen inicjatywy, tak umiał przekonać dostojników esesmańskich, że po długich wahaniach zgodzili się, aby od czerwca 1943 roku zająć się doszkalaniem naszej grupy lekarzy. Rozpoczęły się więc na Majdanku, w jednym baraku rewirowym, raz w tygodniu jednogodzinne wykłady na różne tematy lekarskie. Oczywiście działo się to w obecności esesmana, który rezydował w głębokim fotelu. Nudził się on piekielnie i od czasu do czasu zapadał w drzemkę. Profesor Michałowicz musiał wykładać w języku niemieckim, aby pilnujący nas esesman mógł rozumieć, czy przypadkiem Profesor nie zbacza od przewidzianego z góry tematu. Ta namiastka uniwersytetu za drutami kolczastymi była swego rodzaju kuriozum, nienotowanym w innych obozach koncentracyjnych. Dla zawsze czynnej natury Profesora Michałowicza wykłady te wpływały znakomicie na jego stan psychiczny”2. W innych wspomnieniach czytamy: „Największym szacunkiem, serdecznością i głębokim zaufaniem nas wszystkich cieszył się profesor Michałowicz. W trudnych chwilach niepokojów i załamań każdy biegł ze swoimi kłopotami do niego. Zawsze otrzymywaliśmy ojcowską wyrozumiałość i dobrą radę, podaną w sposób bezpośredni, najbardziej prosty i szczery”.

W 1944 roku, w obliczu zbliżającego się do Lublina frontu wschodniego, Niemcy przewieźli pozostałych przy życiu więźniów do innych obozów. Michałowicz został przewieziony do Gross-Rosen. Trudno to sobie wyobrazić, ale warunki i sposób traktowania więźniów z kategorii „polski personel medyczny” były jeszcze gorsze. To tutaj napisał książkę, w której przedstawił epidemiologię przedwczesnej rozedmy płuc wieku młodzieńczego, wyjaśnił przyczyny trudności diagnostycznych i różnicowych, podkreślił znaczenie wywiadu, oględzin i badań radiologicznych w rozpoznaniu oraz opisał występowanie jej objawów w gruźlicy, na koniec przedstawił zasady postępowania profilaktycznego i terapeutycznego w tej chorobie. Książka powstała jako efekt długich nocy, pełnych napięcia i czuwania. Wreszcie przewieziony do obozu w Litomierzycach, został uwolniony 5 maja 1945 roku. Już 1 czerwca powrócił do Warszawy i od razu skierował swoje kroki do kliniki przy ul. Litewskiej 14. Natychmiast zabrał się za remont, a właściwie odbudowę budynku, aby mógł służyć za szpital pediatryczny. Jednocześnie rozpoczął budowę nowej kliniki przy ul. Marszałkowskiej 24. Od roku 1945 do 1950 pracował na stanowisku kierownika I Katedry i Kliniki Pediatrycznej Uniwersytetu Warszawskiego, przez następne 10 lat jako kierownik II Kliniki nowo powołanej Akademii Medycznej.

Pracę naukową w swoim ośrodku rozpoczął natychmiast, kiedy stało się to możliwe, tuż po wyzwoleniu. Dlatego w 1946 roku ogłosił osiem prac naukowych, a do roku 1950 wydał dwa podręczniki, nad którymi pracował jeszcze w czasie wojny. Pierwszy, wspomniana Patofizjologia wieku dziecięcego, ukazał się drukiem w 1947 roku, drugi – Patofizjologia i klinika poszczególnych okresów wieku dziecięcego – w 1950. Rękopis tej drugiej książki zachował się dzięki jego żonie, która ocaliła go z powstania warszawskiego.

W okresie powojennym zespół prowadzony przez Michałowicza ogłosił drukiem 75 prac. W Klinice Dziecięcej przy ul. Litewskiej do 1952 roku habilitowało się wielu asystentów, a tytuł profesora uzyskało 14 osób. Naturalnie Michałowicz nadal udzielał się aktywnie politycznie, aż do roku 1949, kiedy to zrezygnował z funkcji przewodniczącego SD i przyjął funkcję honorowego prezesa, co faktycznie wiązało się z zakończeniem kariery politycznej. W latach 1947–1952 był posłem do Krajowej Rady Narodowej, w której, jako przewodniczący Komisji Zdrowia, aktywnie walczył o podniesienie opieki na dziećmi chorymi i zdrowymi oraz posłem na Sejm Ustawodawczy PRL z ramienia Stronnictwa Demokratycznego. W czasie debat sejmowych jawnie i stanowczo bronił praw lekarzy do godnego wynagrodzenia. Występował ostro przeciwko likwidacji izb lekarskich, co niestety stało się faktem w 1950 roku. Widział i naświetlał zagrożenia związane z ograniczaniem uprawnień izb lekarskich na rzecz sztucznego upartyjnionego Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia, w którym lekarze mieli działać obok salowych, kucharek i szoferów. Przypłacił to utratą w 1948 roku funkcji przewodniczącego Naczelnej Izby Lekarskiej.

Był członkiem wielu towarzystw naukowych w kraju i za granicą, nagradzano go wielokrotnie różnymi prestiżowymi odznaczeniami i nagrodami. Profesor Mieczysław Michałowicz zmarł 22 listopada 1965 roku w Warszawie. Zdecydowany antyklerykał, pod koniec życia zadeklarował się jako katolik. Ostatnią jego wolą było, aby w godzinie śmierci obok jego łóżka stała figurka św. Franciszka z Asyżu. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim. Jego imieniem nazwano stołeczny szpital przy ulicy Marszałkowskiej i Liceum Medyczne w tym mieście.

SECT-ID LINK

1A. Grzymała-Siedlecki, Sto jedenaście dni letargu. Wspomnienia z Pawiaka z lat 1942–1943, Kraków 1965.

2Z. Wiśniewski, Lekarzy losy wojenne – portrety w pasiaku, „Gazeta Lekarska” 2009, nr 6–7, s. 26–28.

Władysław Nikliborc

Urodzony 2 I 1899 w Wadowicach. Studia na UJ, asystent, potem adiunkt na Politechnice Lwowskiej. Doktorat na uniwersytecie we Lwowie (1924), habilitacja z matematyki tamże (1927). Studia uzupełniające w Lipsku, Getyndze, Paryżu i Lipsku, habilitacja z mechaniki teoretycznej na Politechnice Lwowskiej (1931). Docent na uniwersytecie we Lwowie (1928–1937) i na Politechnice Lwowskiej (1932–1937). Prof. nadzwyczajny Politechniki Warszawskiej (1937–1939 i 1945–1947), prof. zwyczajny UW (od 1947).

Matematyk związany z lwowską szkołą matematyczną; prace z analizy klasycznej, teorii równań różniczkowych, rachunku wariacyjnego, mechaniki klasycznej, teorii kosmogonicznej i teorii figur w hydrodynamice. Członek TNW (1938), Akademii Nauk Technicznych (1938), PAU (1946).
W czasie II wojny światowej profesor uniwersytetu ukraińskiego we Lwowie, później wykładowca Staatliche Technische Fachkurse (1941–1944), wreszcie – ukraińskiego Instytutu Politechnicznego i znów ukraińskiego uniwersytetu. W 1945 wrócił do Warszawy.
Zmarł śmiercią samobójczą po przesłuchaniu przez UB 1 III 1948 w Warszawie.

Zastosowanie zasadniczego twierdzenia Cauchy’ego o istnieniu rozwiązań równań różniczkowych zwyczajnych do zagadnień na wartości brzegowe w równaniu y” = f(x,y,y’), Lwów 1924; O funkcjach hyperharmonicznych, Lwów 1928; Über die obere Schranke der Winkelgeschwindigkeit der Gleichgewichtsfiguren rotierender, gravitierender Flüssigkeiten, „Mathematische Zeitschrift” 1929, t. XXX, s. 787–793.

W. Ślebodziński, Władysław Nikliborc et son oeuvre scientifique, „Colloquium Mathematicum” 1948, t. I, s. 322–330; Z.S. Olesiak, G.A. Sułym, Władysław Michał Nikliborc (1899–1948), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 2001, t. XLVI, z. 3, s. 113–124.

ROMAN DUDA

WŁADYSŁAW NIKLIBORC

1899–1948

 

Władysław Michał Nikliborc (drugiego imienia nie używał) urodził się 2 stycznia 1899 roku w Wadowicach. Rodzina była w mieście znana. Ojciec Szczepan był sędzią sądu okręgowego, matka Michalina wywodziła się z domu Zaraffe, stryj Jan był lekarzem w sąsiedniej Kalwarii Zebrzydowskiej. Władysław miał młodszego brata Jana, który w 1929 roku ukończył lwowską politechnikę, tam się doktoryzował w 1935 roku, pracował we lwowskiej Akademii Weterynaryjnej, a po 1945 roku został profesorem uniwersytetu we Wrocławiu.

Do szkoły początkowej młody Władysław chodził w Bielsku Białej, pierwsze trzy klasy gimnazjum zaliczył w Rzeszowie, a resztę edukacji gimnazjalnej odbył w latach 1912–1916 w rodzinnych Wadowicach, gdzie w tamtejszym gimnazjum klasycznym zdał w grudniu 1916 roku tzw. „maturę wojenną” z adnotacją „uzdolniony z wyróżnieniem”. W gimnazjum był bardzo aktywny w kółku literacko-naukowym, m.in. publikując dwa artykuliki w czasopiśmie młodzieży gimnazjalnej „Nasz Łan”. Znamienne, że przy skromnym wymiarze godzin na matematykę w gimnazjum klasycznym (23 godziny w ciągu 8 lat nauki), uczący tam Jan Heczko potrafił wpłynąć na rozbudzenie zainteresowań matematycznych u Władysława.

Władysław zapisał się wprawdzie na studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, ale jeszcze w grudniu 1916 roku wstąpił, wraz z częścią studentów UJ, do artylerii w polskich Legionach. W wyniku „kryzysu przysięgowego” został przeniesiony do wojska austriackiego i posłany na front w Siedmiogrodzie, a potem na front włoski. W 1918 roku przeszedł w Ołomuńcu kurs oficerów artylerii, który ukończył ze stopniem kaprala. Zdemobilizowany we wrześniu 1918 roku, wrócił na studia, ale znów miał epizod wojskowy, bo w okresie 1 listopada – 11 grudnia 1918 roku był w artylerii u ppłk. Brzeziny. Potem przez półtora roku studiował, ale w okresie wojny polsko-bolszewickiej zgłosił się 10 lipca 1920 roku na ochotnika do wojska polskiego. Nie wiadomo, czy brał udział w walkach, ukończył natomiast w Poznaniu szkołę podchorążych artylerii i 20 listopada 1920 roku został mianowany podporucznikiem rezerwy.

Urlopowany z wojska „na czas nieokreślony”, Władysław ukończył studia matematyczne na UJ w 1922 roku, otrzymując „tytuł fachowy” nauczyciela matematyki. Pracę znalazł na Politechnice Lwowskiej w II Katedrze Matematyki profesora Antoniego Łomnickiego, gdzie on i Stefan Banach byli asystentami. Władysław doktoryzował się w 1924 roku na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie na podstawie rozprawy1, której promotorem był Hugo Steinhaus. Rok później ożenił się w Krakowie z Zofią z Musiałów (małżeństwo było bezdzietne). W 1927 roku habilitował się z matematyki na Uniwersytecie Jana Kazimierza na podstawie rozprawy o funkcjach hyperharmonicznych2.

Otrzymawszy stypendium Funduszu Kultury Narodowej Nikliborc spędził rok 1928/1929 na studiach uzupełniających w Lipsku, Getyndze i Paryżu, odwiedzając także Lozannę i Bolonię, a zyskawszy jeszcze stypendium Rockefellera, rok 1929/1930 spędził w całości u Leona Lichtensteina w Lipsku. Pracując na Politechnice Lwowskiej (od 1923 roku jako starszy asystent i w latach 1925–1932 jako adiunkt), po powrocie z zagranicy habilitował się także i tam w 1931 roku z mechaniki teoretycznej3. Dzięki tym dwóm habilitacjom był Nikliborc docentem matematyki na Uniwersytecie Jana Kazimierza w latach 1928–1937 i docentem matematyki i mechaniki teoretycznej na Politechnice Lwowskiej w latach 1932–1937. Wykładał równania różniczkowe i całkowe, teorię form kwadratowych, rachunek wariacyjny, geometrię różniczkową i inne. Brał żywy udział w życiu środowiska matematycznego, przyjaźnił się ze Stefanem Kaczmarzem i Włodzimierzem Stożkiem, z którym lubił grywać w szachy w ulubionej przez matematyków kawiarni Szkockiej.

Zainteresowania naukowe Nikliborca od początku jego drogi naukowej dotyczyły szeroko rozumianej analizy i klasycznych problemów z zakresu teorii równań różniczkowych, rachunku wariacyjnego, mechaniki teoretycznej i hydrodynamiki. Pierwsze prace napisał o metodzie aproksymacji w teorii równań różniczkowych, gdzie udało mu się uprościć znane dowody twierdzeń o istnieniu rozwiązań i podać pierwszy bezpośredni dowód istnienia rozwiązania nieskończenie całkowalnego układu równań o różniczkach zupełnych [1], [11–13]. Kilka prac poświęcił funkcjom analitycznym dwóch zmiennych zespolonych, a ściślej, ich częściom rzeczywistym i urojonym, czyli tzw. funkcjom hyperharmonicznym. Wiadomo było, że funkcje te spełniają cztery równania różniczkowe o pochodnych cząstkowych, ale Nikliborc zredukował ich liczbę do trzech, wprowadzając współrzędne hypersferoidalne i w ten sposób znacznie upraszczając teorię tych funkcji [3–6]. Ważne jego prace, zainspirowane pobytem u Lichtensteina w Lipsku, dotyczyły figur równowagi cieczy znajdującej się w ruchu obrotowym (np. planet), a w szczególności ich spłaszczenia (applatissement) [15], [20], [24], p. także [10], [16], [18]. Zajmował się też, sam i wspólnie z Włodzimierzem Stożkiem, teorią potencjału logarytmicznego [17], [19], [22]. Najbardziej pociągała go jednak mechanika, a w niej problem trzech ciał i już pierwsze jego wyniki w tym zakresie [25], [26], wywołały spore zainteresowanie. Najważniejsze z nich były jednak przedstawione jedynie w komunikatach lub pozostały w rękopisie. Podstawowa idea Nikliborca polegała na dobraniu odpowiedniego układu współrzędnych, a mianowicie: jeśli dwa ciała m1m2 (dwie planety) znajdują się w ruchu względem trzeciego ciała m3 (Słońce), to za początek układu bierze się Słońce, a osie prowadzi tak, by płaszczyzna x + y += 0 była równoległa do niezmienniczej płaszczyzny Laplace’a. Pojawiają się wtedy spore uproszczenia, np. masy są symetryczne, grawitacja zależy jedynie od odległości itp., co ułatwia badania, a Nikliborcowi pozwoliło uzyskać m.in. następujące wnioski: zderzenie planet może nastąpić jedynie w płaszczyźnie Laplace’a, a jeśli jedna z planet zmierza ku Słońcu, to druga zmierza ku pewnemu, ściśle określonemu punktowi płaszczyzny Laplace’a. Od tego czasu Nikliborc nosił się z zamiarem napisania monografii z teorii trzech ciał do serii „Monografie Matematyczne”, ale praca ta pozostała tylko w rękopisie (rękopis znajduje się w Archiwum PAN w Warszawie).

Miał Nikliborc wspólne prace z Kaczmarzem [7] i Stożkiem [21], [22] oraz wspólny ze Steinhausem zbiór zadań z równań różniczkowych [14]. Ponadto wspólnie ze Stożkiem napisali siedem podręczników dla szkół powszechnych i gimnazjalnych.

W 1937 roku Nikliborc przeniósł się do Warszawy, awansując z adiunkta we Lwowie na profesora nadzwyczajnego Politechniki Warszawskiej, gdzie nadal wykładał mechanikę teoretyczną. Tam zastał go wybuch wojny, udało mu się jednak przedostać do Lwowa, gdzie dostał pracę jako profesor nadzwyczajny uniwersytetu ukraińskiego w katedrze profesora Juliusza Schaudera. Tuż przed niemieckim atakiem na Związek Sowiecki w 1941 roku uzyskał sowiecki tytuł profesora i sowiecki stopień doktora nauk matematyczno-fizycznych.

W latach 1941–1944, okresie niemieckiej okupacji Lwowa, Nikliborc utrzymywał się z korepetycji i nauczania na Staatliche Technische Fachkurse. W jego mieszkaniu ukrywał się Juliusz Schauder, ale wychodził z mieszkania i, niestety pewnego razu rozpoznany, zginął. Po powrocie Sowietów głównym miejscem pracy Nikliborca był ukraiński Instytut Politechniczny, ale pół etatu miał także na ukraińskim uniwersytecie jako kierownik Katedry Mechaniki (po Schauderze); dziekan Stefan Banach, rekomendując go na to stanowisko, napisał o nim, że jest „uczonym światowej sławy”. W 1945 roku Nikliborc „repatriował się” do Warszawy, gdzie najpierw był profesorem nadzwyczajnym matematyki na Politechnice Warszawskiej, a w sierpniu 1947 roku objął, jako profesor zwyczajny, II Katedrę Matematyki na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym UW. Wykładał równania różniczkowe i całkowe oraz geometrię różniczkową.

Nikliborc był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (korespondentem od 1938, zwyczajnym od 1945), członkiem Akademii Nauk Technicznych (korespondentem od 1938, rzeczywistym od 1946) oraz członkiem korespondentem PAU (1946).

Przeżycia wojenne przyczyniły się do pojawienia się u Nikliborca manii prześladowczej. Zatrzymany 29 lutego 1948 roku przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, spędził noc w areszcie na przesłuchaniu, a po wypuszczeniu podciął sobie żyły na ławce w parku i tak zmarł 1 marca 1948 roku. Został pochowany w Wadowicach.

Wykształcony w Krakowie, należał Nikliborc do tych nielicznych działających poza Krakowem matematyków polskich owego czasu, których zainteresowania skupiały się na klasycznej analizie matematycznej. We Lwowie, a potem i w Warszawie naukowo samotny – zdołał jednak uzyskać bardzo wartościowe wyniki4. Pośmiertnie wyszła jego monografia o równaniach różniczkowych [27]. Wychowanków nie miał.

SECT-ID LINK

1W. Nikliborc, Zastosowanie zasadniczego twierdzenia Cauchy’ego o istnieniu rozwiązań równań różniczkowych zwyczajnych do zagadnień na wartości brzegowe w równaniu y” = f(x,y,y’), Lwów 1924. Tu i niżej, a także w treści numery w klamrach odnoszą się do spisu publikacji Nikliborca zawartego w artykule: Z.S. Olesiak, G.A. Sułym, Władysław Michał Nikliborc (1899–1948), „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 2001, t. XLVI, z. 3, s. 113–124. Spis liczy 27 pozycji, ale nie jest kompletny, m.in. nie obejmuje podręczników. Obszerniejszy spis publikacji Nikliborca, liczący 35 pozycji (w tym podręczniki), znajduje się w artykule tych samych autorów: Nikliborc Władysław Michajło (1899–1948), „Visnyk Lviv Univ.” 2001, Ser. Mech.-Math., t. LIX, s. 158–175 [po ukraińsku].

2W. Nikliborc, O funkcjach hyperharmonicznych, Lwów 1928.

3Idem, Über die obere Schranke der Winkelgeschwindigkeit der Gleichgewichtsfiguren rotierender, gravitierender Flüssigkeiten, „Mathematische Zeitschrift” 1929, t. XXX, s. 787–793.

4Ocenę dorobku naukowego W. Nikliborca można znaleźć w artykule: W. Ślebodziński, Władysław Nikliborc et son oeuvre scientifique, „Colloquium Mathematicum” 1948, t. I, s. 322–330.

Roman Franciszek Henryk Nitsch

Urodzony 5 IX 1873 w Podchybiu (powiat wadowicki). Studia medyczne na UJ (1893–1899), tamże doktorat (1899), asystentura (1900–1910), habilitacja (1907). Studia uzupełniające w Bernie, Paryżu, Zurychu, Monachium, Brukseli i Berlinie. Docent, później prof. nadzwyczajny UJ (1915), prof. zwyczajny UW (1919), tamże dziekan (1928/1929). Organizator Akademii Stomatologicznej i jej rektor (1934–1936).

Lekarz wirusolog i bakteriolog; prace dotyczące wścieklizny oraz surowic i szczepionek, m.in. opracował pierwszą polską wyczerpującą monografię na temat immunologii, serologii i szczepień ochronnych.
W latach 1910–1919 miejski bakteriolog Krakowa.
Członek Akademii Nauk Lekarskich (1921), współtwórca Polskiego Towarzystwa Mikrobiologów i Epidemiologów (1927), członek PAU (1930); prezes Komitetu Instytutu Radowego (1937–1943).
Podczas okupacji hitlerowskiej wykładowca tajnego UW.
Zmarł 29 III 1943 w Warszawie.

Experiences sur la rage de laboratoire (virus fixe), Kraków 1905; Szczepionki i surowice wraz z nauką o odporności, t. I, Warszawa 1921; Bakterjologja, Warszawa 1924.

J. Kostrzewski, Remembrance of Roman Nitsch in connection with his views on the nature of fixed virus, „Przegląd Epidemiologiczny” 1957, t. XI, nr 2, s. 195–197.

MARIA DOROTA SCHMIDT-POSPUŁA

ROMAN FRANCISZEK HENRYK NITSCH

1873–1943

 

W szarym trudzie życia codziennego i ciągłym zabieganiu pocieszamy się myślą, że chociaż ginie bezpowrotnie ciało człowieka, nie ginie umysł, bo nadal żyje w jego dziełach. Wtenczas wstaje nieraz przed nami wizja żywego człowieka i duch jego ukazuje się przed oczyma naszej duszy. Do takich ludzi zmarłych a jednak żywych, choć może niesłusznie trochę przez środowisko lekarskie zapomnianych, winien na pewno należeć lekarz wirusolog i bakteriolog Roman Nitsch.

Pochodził ze znanej krakowskiej rodziny. Dziad jego Leonard (1801–1866), którego przodkowie przybyli ze Śląska, był cenionym złotnikiem i jubilerem, uczniem Karola Hoffmana – pracownię swoją otworzył we własnej kamienicy mieszczącej się przy ulicy Floriańskiej 9, a więc w samym sercu Krakowa, babką zaś jego była Katarzyna z domu Kremer (1809–1873), siostra słynnego przyrodnika Aleksandra Kremera. Dziadkowie doczekali się licznego potomstwa, a spośród trzech ich synów urodzony w połowie XIX wieku Józef był właśnie ojcem Romana.

Józef – z zamiłowania rolnik, agronom, później likwidator rolniczego towarzystwa ubezpieczeniowego „Florianka”, odebrawszy staranne wykształcenie w znanej już wówczas Wyższej Szkole Rolniczej w Dublanach koło Lwowa, osiadł w Podchybiu. Była to niewielka, składająca się z kilkunastu zagród, podkarpacka wieś w powiecie wadowickim, na lewym brzegu rzeki Cedron. Nazwa tej miejscowości wywodzi się od staropolskiego słowa „chyba”, oznaczającego pochyły teren, zbocze góry. Tam zakupiwszy niewielki mająteczek Józef Nitsch z zamiłowaniem gospodarował. Tam też poznał swoją przyszłą żonę Marię z domu Seigler von Eberswald (ur. ok. 1840), córkę zarządcy dóbr izdebnickich, matkę Romana. Syn kochał ją bardzo i zawsze ciepło, z wdzięcznością o niej mówił, doceniając jej wielki wpływ na jego całe życie. Oprócz Romana, który był najstarszym synem, Nitschowie mieli jeszcze córkę Almę, syna Eugeniusza, kolejną córkę Olgę i najmłodszego syna o imieniu Józef, jak jego ojciec.

Szkołę podstawową przebył Roman Nitsch na stancji w pobliskich Wadowicach. Jakże bogate we wspomnienia i uśmiechy były to czasy, kiedy pierwszy raz spotkał się z nauką, z kolegami, z urokiem pierwszych czytanych książek wojennych i podróżniczych. Wspomnienia te w miarę upływu lat nic nie traciły na swej wartości. Dom państwa Nitschów w Podchybiu nie był bowiem zwyczajnym, banalnym domem. To stary, obszerny budynek z grubymi murami, które swą fantastycznością architektury przypominały warownię czy też jakowyś zameczek. To był dwór z końca XVIII wieku, zakupiony przez Józefa Nitscha w 1870 roku.

Jak na rozsądnych rodziców przystało, gdy ich syn ukończył szkołę powszechną, chcąc zapewnić mu i młodszym dzieciom wykształcenie, Nitschowie sprzedają majątek i przenoszą się do Krakowa, gdzie budują sobie dom. W latach 1885–1892 Roman uczęszczał do gimnazjum św. Anny, gdzie wśród braci szkolnej wyróżniał się wybitnie, bowiem z okresu wiejskiej szkoły wyniósł większą samodzielność. Nauka szła mu bardzo dobrze, prawie celująco w niższym gimnazjum, potem dobrze, nikt go do niej nie przymuszał, zawsze był sumienny, a szczególnie odznaczał się postępami w filologii. Łaciną i greką tak się rzetelnie zajmował, że w ciągu gimnazjum mówił nieraz zwrotami naśladowanymi ze starożytnych pisarzy. Zapewne pozostałością po tym okresie było przez całe jego dalsze życie rozmiłowanie się w klasykach i ich dziełach. Z tego okresu pochodziła też jego wzajemna sympatia z Karolem Tichym, malarzem, późniejszym powinowatym. Przyjaźnił się też z Tadeuszem Żeleńskim (Boyem), kolegą z gimnazjum, która to sympatia utrzymywała się przez całe życie. Podobała mu się w nim jego śmiałość wypowiadanych poglądów, niezależność sądów i zamiłowania humanistyczne. Z czasem przestał się fascynować filologią, humanistyką, a to miejsce zajęła przyroda, marzył także o jakimś ciekawym zawodzie.

Po zdaniu matury w 1892 roku Nitsch powziął zamiar poświęcenia się leśnictwu; przebywał dość krótko, przez rok, na praktyce w Kopcach, wśród rozległych terenów krzeszowickich lasów. Niestety, zrażony obowiązkiem patrolu przeciw kłusownikom leśnej zwierzyny i złodziejom kradnącym drwa z lasu, powrócił do Krakowa i zapisał się na medycynę. Studia medyczne przebyte w latach 1893–1899 upłynęły spokojnie, a ponieważ był zdolnym, pracowitym i sumiennym studentem, łatwo opanowywał materiał. Rodzice zapewniali mu dość skromne, ale w miarę beztroskie utrzymanie, dużo czytał i rozwijał swoje nowe polityczno-społeczne zainteresowania. Sympatyzował z lewicowcami (PPS), ale daleki był od przewodniczenia studenckim stowarzyszeniom. Nadal utrzymywał koleżeńskie stosunki z Tadeuszem Żeleńskim, do egzaminów uczył się z Maksymilianem Blassbergiem, sympatyzował z Emilem Godlewskim, Adamem Bochenkiem i Leonem Glińskim, a że nie lubił czystego teoretyzowania, zarówno w nauce, jak i poglądach społecznych, postanowił zająć się działalnością oświatową i kierował wypożyczalnią Towarzystwa Szkoły Ludowej w Podgórzu. Czas odpoczynku poświęcał ukochanym wycieczkom górskim, rzadziej w Tatry, częściej na Baranią czy Babią Górę, w Pieniny, w doborowym, zgranym towarzystwie brata stryjecznego Kazimierza Blassberga i Bronisława Golczewskiego – wolnego słuchacza uniwersytetu. Czas tych wymarzonych, cudownych chwil trwał niemal przez całe studia, aż do momentu, kiedy to na przeszkodzie pojawiła się choroba wrzodowa żołądka. I od tego okresu datuje się poważna zmiana jego usposobienia. Ten zawsze żwawy, wesoły i sprężysty młody chłopak, tygodniami leżał w łóżku z powodu dolegliwości żołądkowych, co spowodowało, że zwrócił swoją uwagę w kierunku spraw umysłowych i etycznych, ale nigdy czysto teoretycznie, a raczej z zastosowaniem praktycznym. Mimo że wykazywał duże zdolności w stawianiu trafnych diagnoz, świetnie się orientując jako przyszły lekarz, nie miał zamiaru poświęcić się całkowicie leczeniu.

W 1898 roku został mianowany bezpłatnym I elewem w Klinice Lekarskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zaraz po uzyskanym doktoracie wszech nauk lekarskich w 1899 roku, z wielką radością przyjął propozycję objęcia asystentury przy Katedrze Higieny Odona Bujwida, na którym to stanowisku pozostawał przez dziesięć lat (1900–1910). Bujwida, pioniera polskiej bakteriologii, uważał za swojego głównego mistrza. Ale tu spotkała go niemiła niespodzianka, którą bardzo przeżył: jego pierwsza naukowa praca, dotycząca badania mleka, została opublikowana przez kogoś innego. Nie załamał się tym i kolejne lata (1902–1903) spędził na Zakaukaziu w okolicach Baku z ekspedycją naukową Josepha Lindleya celem zbadania rzeki Kury pod względem jej przydatności do wybudowania miejskiego wodociągu. Z listów, które pisał Roman do swojej narzeczonej Marii Kraskowskiej, matematyczki po studiach paryskich, uczącej tego przedmiotu w krakowskim gimnazjum żeńskim, dowiadujemy się o wielkiej fascynacji tą egzotyczną wyprawą. Potwierdzają to wspaniałe opisy przyrody, podawane językiem jędrnym i żywym, opisy pionierskich wysiłków przy organizowaniu tam pracowni bakteriologicznej. W 1903 roku Roman i Maria pobrali się; niestety nieszczęśliwe to były chwile, bo żona skarżąca się od dłuższego czasu na częste, uporczywe bóle głowy, chorowała na nowotwór mózgu. Zmarła w Piwnicznej w pierwszym roku ich związku. Dla Romana Nitscha był to ogromny cios, kolejna tragedia życiowa. Zbierając siły, rzucił się w wir pracy zawodowej i zajął się badaniami nad śmiertelną chorobą – wścieklizną.

Zaowocowało to napisaniem pracy Experiences sur la rage de laboratoire (virus fixe), którą przedstawił w Akademii Umiejętności Napoleon Cybulski. Na jej podstawie Nitsch uzyskał w 1907 roku habilitację z bakteriologii i higieny na Uniwersytecie Jagiellońskim. Następnie wyjechał za granicę – do Berna, Paryża, Zurychu, Monachium, Brukseli i Berlina. Zajmował się tam m.in. zagadnieniami higieny społecznej z punktu widzenia budowy nowoczesnych domów przeznaczonych dla robotników. Po powrocie do kraju jako docent Uniwersytetu Jagiellońskiego rozpoczął wykłady z higieny. W 1910 roku, z racji swoich zasług na polu higieny i bakteriologii i jako specjalista w tym przedmiocie, został mianowany miejskim bakteriologiem i pozostał na tym stanowisku aż do momentu wyjazdu z Krakowa. W 1915 roku zostaje mianowany bezpłatnym profesorem nadzwyczajnym bakteriologii i higieny i prowadzi wykłady z tego przedmiotu, które przejął po Odonie Bujwidzie. Jednocześnie przygotowywał wyczerpujące i obszerne monografie: Surowice i szczepionki wraz z nauką o odporności, której pierwszy tom wyszedł w Warszawie w 1921 roku, i trzyczęściową Bakterjologję, wydaną w roku 1924 (kolejne wydania: 1925 i 1936). W czasie I wojny światowej pracował przez kilka miesięcy na stanowisku kierownika wojskowej pracowni bakteriologicznej i zakładu szczepień przeciwko wściekliźnie byłej twierdzy Kraków.

W 1919 roku ponownie zawarł związek małżeński – z Ludwiką Kamilą Kraskowską (1889–1989), kuzynką swej pierwszej żony, Marii. Żona pochodziła z Radłowa w pow. tarnowskim, była rzeźbiarką, studia artystyczne rozpoczęła w Krakowie u słynnego Leona Wyczółkowskiego i kontynuowała m.in. u równie znanego Jacka Malczewskiego. Po przeprowadzeniu się do Warszawy studiowała w Akademii Sztuk Pięknych w pracowni rzeźby profesora Tadeusza Breyera. Do jej najsłynniejszych prac należą posąg Marii Skłodowskiej-Curie, zakupiony przez rząd francuski, a także (z inicjatywy prezydenta Stefana Starzyńskiego) pomnik Syrenki, najważniejszy po kolumnie Zygmunta symbol Warszawy, posadowiony na bulwarze nadwiślańskim na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej. Co ciekawe, twarzy Syrence użyczyła Krystyna Krahelska (1919–1944), młodziutka poetka, autorka słów do znanej piosenki „Hej chłopcy, bagnet na broń”, która zginęła potem w pierwszym dniu powstania warszawskiego, kiedy niosła pomoc rannemu koledze.

W roku 1919 kończy się krakowski okres życia Nitscha, bowiem zaproszony na Katedrę Bakteriologii i Serologii w Uniwersytecie Warszawskim jako profesor zwyczajny, wyjeżdża do Warszawy. W krakowskim środowisku naukowym miał wysokie uznanie za wyjątkową pracowitość i sumienność, a zwłaszcza za samodzielną, naukową inicjatywę i krytycyzm, które to cechy nieczęsto chodzą ze sobą w parze. W stolicy, z wielkim poświęceniem i godną podziwu wytrwałością, przystąpił do tworzenia swojej pracowni bakteriologicznej. Podobnie z niezmożoną energią poświęcił się pracy dydaktycznej (od 1920 roku prowadził wykłady z bakteriologii) i organizacji studiów w Akademii Stomatologicznej. W 1934 roku został jej rektorem i pełnił tę funkcję przez trzy lata. Mimo całkowitego zaangażowania w sprawy zawodowe, doceniał pracę społeczną, znalazł więc czas, by być kuratorem Żydowskiego Stowarzyszenia Medyków, a zgodnie z poczuciem właściwej mu sprawiedliwości w czasie rozruchów antyżydowskich stał zawsze po stronie poszkodowanych. Pracował także w licznych komisjach – stypendialnych, reformy studiów medycznych, przy tworzeniu Studium Teologii Prawosławnej, Kasy Chorych. W 1927 roku doprowadził do utworzenia Polskiego Towarzystwa Mikrobiologów i Epidemiologów. Wykształcił wielu mikrobiologów i lekarzy chorób zakaźnych: z okresu krakowskiego Mariana Gieszczykiewicza (następca Nitscha na Katedrze), z czasów kierowania Katedrą warszawską Bertolda Kassura, Józefa Laskowskiego i Jana Roguskiego, a z lat tajnego nauczania podczas okupacji – Antoniego Horsta.

Od 1921 roku był członkiem Akademii Nauk Lekarskich, a następnie od 1930 roku brał udział w posiedzeniach Polskiej Akademii Umiejętności jako jej członek czynny. Na Uniwersytecie Warszawskim był przedstawicielem Wydziału Lekarskiego w Senacie Akademickim, a w roku akademickim 1928/1929 dziekanem. Ciągle czynny, jakby tego było nie dość, w 1937 roku został jednogłośnie wybrany prezesem Komitetu Instytutu Radowego (na prośbę dr Bronisławy Skłodowskiej-Dłuskiej) i pozostawał na tym stanowisku aż do śmierci. Podczas okupacji hitlerowskiej z narażeniem życia przechowywał drewniany pojemnik z podręczną dawką radu, będący własnością Instytutu. Było to bardzo ryzykowne nie tylko z powodu mogących go spotkać ze strony Niemców represji, ale też ze względu na skutki promieniowania. Ocalił także pełny zasób tego pierwiastka, chroniony ołowianym pancerzem, zamurowany w gmachu Instytutu. W tym też okresie pracował jako lekarz w Szpitalu Dzieciątka Jezus, prowadząc pracownię bakteriologiczną. Równocześnie brał udział w tajnych wykładach dla studentów, prowadził egzaminy z bakteriologii i miał pieczę nad różnymi punktami o podobnej działalności. Wykładał m.in. w Szkole Jana Zaorskiego w latach 1941–1943.

Od lat młodości Roman Nitsch cierpiał z powodu nadkwasoty i wrzodu żołądka. Od tego czasu datowały się nawracające ciężkie krwotoki żołądka. Niekiedy dolegliwości były tak groźne, że na krótki okres podobno tracił wzrok. Nie przejmował się tym zbytnio i z prawdziwą pogardą niebezpieczeństwa spełniał nadal swoje rozliczne obowiązki. Zdarzyło się, że mając krwotok, otwierał naukowy zjazd bakteriologów w Warszawie. Kiedy zmartwiona jego stanem zdrowia żona współczuła mu, odpowiadał spokojnie: „nie ma szczęśliwego człowieka na ziemi” i po chorobie wstawał z łóżka jakby zupełnie zdrowy i z zapałem zabierał się do dalszej pracy. Znowu posiedzenia, wykłady, ćwiczenia, zjazdy, referaty, rozliczne komisje itd. Nie narzekał, zamykał się w swoim zaciszu domowym i pogrążał w ukochanej nade wszystko lekturze, a najulubieńszą były pamiętniki, których bezpośredniość przeżyć autorów najgłębiej go zawsze wzruszała. Zawsze lubił czytać, w latach młodzieńczych ogromnie cenił sobie Popioły, a w dojrzałym wieku rozmiłowywał się w pamiętnikach Rufina Piotrowskiego i Ewy Felińskiej. Ostatnią czytaną książką był Nurt Wacława Berenta, o której pisał do swojego brata stryjecznego w liście, że to „straszna lektura, że można by się do grobu położyć i tamte czasy do naszych podobne”. O bakteriologii angielskiej, do której często zaglądał, mówił, że to „prawdziwy romans”, lubił Horacego, poezje Kochanowskiego i bajki La Fontaine’a, które cudownie potrafił opowiadać. Jean Henri Fabre i jego tomy o owadach także były fascynującymi tematami dla Nitscha, z których to układał dramatyczne opowiadania. Pomimo ścisłości umysłu, obdarzony był olbrzymią fantazją i wielkim poczuciem humoru, a to, o czym mówił i pisał, zawsze było prawdziwe, zwięzłe i sumienne, we właściwy tylko dla niego sposób odczuwane. Ale znajdował też czas na swój ulubiony wypoczynek, by wsiąść na statek i popłynąć po Wiśle do Gdyni. Gdy statek ugrzązł na mieliźnie, a wokoło tylko woda, słońce i wiatr, co lubił najbardziej, mawiał: „teraz żaden telefon już mnie nie dosięgnie”1.

Innym zamiłowaniem Nitscha była historia Polski, której znajomość uważał za obowiązkową. Sam znał daty, fakty, analizował wypadki, ich podłoże i atmosferę, ale nie lubił chwalić się swoją wiedzą, często zaprzeczał swoim umiejętnościom, co sprawiało mu nawet ogromną radość. Pewnego razu, podczas zjazdu po czterdziestu latach absolwentów Gimnazjum Nowodworskiego, zapytany o swoje najciekawsze przeżycie odpowiedział, że nie posiada takowego. Wtedy Tadeusz Żeleński zaprzeczył i opowiedział, jak to w czasie badań nad wścieklizną wstrzyknął sobie pod skórę brzucha dość dużą ilość substancji, uważanej za siedlisko zarazka. Wszyscy z przerażeniem czekali, jakie będą skutki tego doświadczenia, a Nitsch wesół, będąc pewien swojej teorii obalenia pewnego dogmatu naukowego, nic sobie z całej sprawy nie robił. Ileż cichego bohaterstwa wiązało się z powyższym doświadczeniem. Chodziło bowiem o fakt, czy zarazek wścieklizny (virus fixe) w stanie świeżym jest szkodliwy dla człowieka w razie zaszczepienia go podskórnie. W tym celu Nitsch zaaplikował sobie dużą dawkę gęstej miazgi zrobionej ze świeżego rdzenia kręgowego królika padłego na wściekliznę. Równocześnie dla kontroli zaszczepiono inne króliki dawką tysiąckrotnie mniejszą. Wszystkie padły na wściekliznę, a Nitsch nie zauważył u siebie żadnych objawów choroby, z czego wysnuł prosty wniosek: „zarazek wścieklizny doświadczalnej jest w zasadzie dla człowieka nieszkodliwy. Możliwe, że w niektórych przypadkach może zaszkodzić, a nawet śmierć wywołać. Ta możliwość nakazuje nam być ostrożnymi i nie szczepić każdemu człowiekowi bez względu na wiek i stan ogólny od razu wielkich ilości szczepionki ze świeżego rdzenia”2. Innym ważnym osiągnięciem było obalenie przez Nitscha powszechnego poglądu, że głównym siedliskiem zarazka tej choroby jest rdzeń przedłużony; w rzeczywistości była to szara substancja mózgu. Śmiało rzec można, iż posunął on naukę o wściekliźnie znacznie naprzód.

Opracował też oryginalną metodę stwierdzania obecności przecinkowców cholery w kale i opublikował tę obserwację w 1917 roku w pracy Uwagi nad badaniem bakterjologicznem cholery. Na podstawie badań mikrobiologicznych powietrza stwierdził występowanie w pewnych regionach geograficzno-klimatycznych drobnoustrojów tłumiących wzrost przecinkowców cholery (Badania nad bakteriami przeciwcholerycznymi w powietrzu).

Na Uniwersytecie Józefa Piłsudskiego Roman Nitsch był uważany za „sumienie Wydziału”, potrafił łatwo i subtelnie podjąć decyzje w trudnych, zawiłych i delikatnych sprawach. Spuszczał wtedy skromnie głowę i znajdował natychmiast właściwą i trafną odpowiedź. Jak niemal każdy dobry człowiek zawsze wysłuchiwał w skupieniu słuchacza, który przyszedł do niego po poradę i pomoc, niezależnie od tego czy to był student, czy kolega. Nie czuł natomiast specjalnych więzów z najbliższym rodzeństwem, był od nich inny, ale jeśli tylko zwracali się do niego o pomoc, nigdy nie odmawiał. Kolejną pozytywną cechą była wielka słowność, a danie komuś słowa czy obietnicy zawsze było świętością i wypełniane jako przysięga. Był małomówny, ale rady jego, choć zwięzłe, zawsze były jasne i wyczerpujące. Nie lubił odznaczeń, zaszczytów, zawsze mówił, że to jego tylko „prosty obowiązek”, nawet gdy w 1938 roku otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Polonia Restituta.

Jego bardzo wrażliwy charakter nie wytrzymał jednak stresu wkroczenia Niemców na ziemie polskie w 1939 roku i zamknięcia jego zakładu uniwersyteckiego i pracowni bakteriologicznej. Zareagował wówczas ciężkim krwotokiem żołądkowym. Udało mu się jednak pozbierać i zabrać do przerwanej pracy. Optymistycznie czekał na koniec wojny, pocieszając wszystkich dookoła. Przecenił jednak swoje siły – aresztowanie bliskich, znajomych i inne przeżycia były powodem pogorszenia stanu zdrowia. W dniu 27 marca 1943 roku wystąpił nagły krwotok do otrzewnej z przebitego wrzodu żołądka. Spóźniona z powodu utrudnień wojennych operacja skończyła się niestety dwa dni później śmiercią Romana Nitscha. Pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim.

W szufladzie jego biurka pozostało kilka prac przygotowanych do druku, których strzegł podczas bombardowań. Wiele poginęło i uleciało z dymem podczas powstania warszawskiego. To jakby druga śmierć Romana Nitscha, ale dzieło jego życia pozostało, tak jak pozostanie nasza wdzięczność i uznanie dla niego. Przyszłe pokolenia będą go wspominać jako uczonego, pedagoga i dobrego człowieka, autora cennych myśli, takich jak choćby ta: „Pracujmy i doskonalmy się. W tym mieści się wszystko. Wszystkie obowiązki nasze na tej ziemi na tym polegają. Innych nie mamy. Im będziemy doskonalsi, tym szczęśliwsi będziemy”3.

SECT-ID LINK

1A. Wrzosek, Wspomnienie o Romanie Nitschu, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny oraz Historii Nauk Przyrodniczych”, t. XIX, Poznań 1948, s. 255.

2R. Nitsch, Uwagi nad metodą Pasteurowską zapobiegania wściekliźnie, „Medycyna” 1904, t. XXXII, nr 3, s. 692.

3A. Wrzosek, Wspomnienie o Romanie Nitschu, s. 249.

Kazimierz Noiszewski

Urodzony 11 IX 1859 w Wilnie. Studia na uniwersytecie w Moskwie (1877–1883). Dalsze studia w Krakowie, Wiedniu, Paryżu. Doktorat w Petersburskiej Akademii Wojskowo-Lekarskiej (1900), habilitacja tamże (1908). Profesor uniwersytetu w Wilnie (1919–1921), profesor UW (1921–1929), kierownik Katedry i Kliniki Okulistycznej UW.

Lekarz okulista; prace dotyczące gł. wad i leczenia chorób narządu wzroku; opracował oryginalną metodę przeszczepiania rogówki (1921); konstruktor wielu narzędzi okulistycznych, między innymi tzw. sztucznego oka.
Prowadził renomowaną prywatną klinikę okulistyczną w Pohulance k. Dźwińska (Dyneburga). Członek i prezes Dyneburskiego Towarzystwa Lekarskiego; członek Towarzystwa Okulistów Polskich, Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, TNW (1930). Założyciel kwartalnika „Klinika Oczna” (1923) uznanego później za oficjalny organ Towarzystwa Okulistów Polskich.
Zmarł 5 VII 1930 w Warszawie.

Elektroftalm, „Gazeta Lekarska” 1889, R. 24, t. IX, nr 51, s. 1018; Podręcznik do badania ostrości wzroku dla studentów i lekarzy, Warszawa 1920; Okulistyka, Warszawa 1921; Choroby oczne, z którymi najczęściej spotyka się lekarz-praktyk, Kraków 1931.

W. Melanowski, Wspomnienie o ś. p. profesorze Kazimierzu Noiszewskim, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1931, t. CXXV, s. 156–160; Noiszewski K. [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 171–172.

RYSZARD W. GRYGLEWSKI

KAZIMIERZ NOISZEWSKI

1859–1930

 

Kazimierz Noiszewski należał do znakomitej polskiej szkoły okulistycznej. Wywodził się z ziemiańskiej rodziny o patriotycznych tradycjach. W domu pielęgnowano polską historię i obyczaj, czytano poezję romantyków, dyskutowano o przeszłości i chwili obecnej zniewolonego narodu, żywo interesowano się światem. Ojcem Kazimierza był Józef Bazyli, członek organizacji konspiracyjnych i powstaniec styczniowy. Za udział w walce o niepodległość został skazany na zesłanie do guberni tulskiej. Żona, Aleksandra z Trojanowskich, postanowiła udać się z mężem na poniewierkę. Kazimierz, który przyszedł na świat 11 września 1859 roku w Wilnie, miał wówczas ledwie skończone cztery lata. Jego brat Stanisław, który w przyszłości zostanie leśnikiem i będzie inspektorem Dyrekcji Lasów Państwowych, urodził się już w Tule w roku 1867. W mieście słynnym z produkcji samowarów przyszło Kazimierzowi spędzać dzieciństwo, tu też uczęszczał do szkoły. Później naukę kontynuował w mieście Orle, gdzie zdawał egzamin maturalny w 1877 roku. Przychodził czas wyboru studiów. Nie mogła to być decyzja pochopna. Wobec, co tu kryć, ciężkiego położenia rodziny Noiszewski musiał obrać taki kierunek dalszego kształcenia, który pozwoliłby mu osiągnąć zawód dający jak najszybszą perspektywę uzyskania pełnej samodzielności. Medycyna wydawała się jak najbardziej właściwym rozwiązaniem. Mając dobre wyniki w nauce bez trudu dostał się na Uniwersytet w Moskwie, a zatem jedną z czołowych uczelni państwa Romanowów. Studia medyczne ukończył z bardzo dobrymi wynikami w roku 1883. Otrzymawszy stopień lekarza, szukał dla siebie najwłaściwszej specjalizacji. Przemyśliwał o chirurgii, lecz ostatecznie zdecydował się na okulistykę. Tym samym rozpoczął się dla niego nowy etap w życiu.

Wpierw dotarł do Krakowa, gdzie kształcił się pod kierunkiem profesora Lucjana Rydla, znakomitego okulisty i ojca poety, również Lucjana, którego ślub i wesele natchnęły Stanisława Wyspiańskiego do napisania jednego z najważniejszych w historii polskiej literatury dramatów. Noiszewski chłonie atmosferę miasta, a jednocześnie ciężko pracuje. W roku 1887 opublikował swoją pierwszą pracę, zatytułowaną O barwnikowem zwyrodnieniu siatkówki, w której prezentował się nie tylko jako sumienny badacz, lecz również zdecydowany zwolennik holistycznego ujęcia problemów klinicznych. Zmiany patologiczne w siatkówce są, zdaniem Noiszewskiego, powiązane ściśle z ogólną kondycją całego organizmu. Stąd diagnozując i ustalając terapię, lekarz powinien mieć na względzie liczne czynniki ogólnoustrojowe, nie wykluczając również podłoża psychicznego.

Taka postawa nie była odosobniona, lecz nie była też częstą. „Duch specjalizacji”, jak to ujmował Władysław Szumowski, przeważał w ówczesnej medycynie, a zawężanie pola zainteresowań badawczych do coraz bardziej szczegółowych zagadnień nie należało do rzadkości.

Pobyt w Krakowie dobiegał jednak końca. Noiszewski udał się dalej do Austrii, gdzie pracował pod kierunkiem polskiego oftalmologa Michała (Michaela) Borysiekiewicza, wówczas docenta w Wiedniu, później zaś profesora okulistyki w Grazu. To właśnie tutaj poznał podstawy rewolucyjnej koncepcji stworzenia tzw. sztucznego oka, urządzenia, które pozwalałoby orientować się w przestrzeni osobom niewidomym. Miało to w niedalekiej przyszłości stać się najważniejszym dla niego problemem badawczym. Następnie Noiszewski wyjechał do Paryża, by kontynuować swoje kształcenie u profesora Photinosa Panasa, jednego z pionierów francuskiej oftalmologii, autora znakomitego podręcznika Traité des maladies des yeux.

Po powrocie na ziemie polskie zdecydował się na wyjazd do miejscowości Pohulanka nad Dźwiną, położonej niedaleko Dźwińska (Dyneburga) na obszarze dzisiejszej Łotwy. Pohulanka była znanym kurortem i tam właśnie Noiszewski postanowił otworzyć prywatną praktykę okulistyczną. Szybko zdobył zaufanie pacjentów. Jego nazwisko staje się wówczas znane także poza granicami uzdrowiska. Podziwiano wiedzę i kunszt lekarski doktora, który potrafił zaradzić w przypadkach zdawałoby się już beznadziejnych. Wtedy też po raz pierwszy zaczęło mu się powodzić i to na tyle dobrze, że mógł niebawem inaugurować działalność prywatnej kliniki okulistycznej, która została obliczona na 30 łóżek szpitalnych. Klinika Noiszewskiego zdobywa renomę, a on sam potwierdzał po raz kolejny opinię doskonałego oftalmologa. Pracował ciężko, ranki i przedpołudnia poświęcając pacjentom, popołudnia i wieczory lekturze najnowszych doniesień prasy okulistycznej oraz własnej działalności naukowej. Jego wiedzę i przymioty charakteru doceniło Dyneburskie Towarzystwo Lekarskie, którego aktywnym członkiem był przez szereg lat, obdarzając Noiszewskiego zaszczytną i prestiżową funkcją swojego prezesa.

Dnia 4 stycznia 1889 roku podczas III Zjazdu Lekarzy Rosyjskich w Petersburgu Noiszewski wystąpił z referatem, w którym donosił o skonstruowaniu, wedle własnego pomysłu, nowatorskiego urządzenia – elektroftalmu. Był on przeznaczony dla osób całkowicie ociemniałych. Dzięki specjalnej płytce selenowej i złotym izolowanym pręcikom bodźce świetlne ulegały przetworzeniu na bodźce dotykowe i dźwiękowe. Tekst petersburskiego wystąpienia Noiszewski opublikował na łamach „Gazety Lekarskiej”. Tak wówczas o tym pisał: „Od wieków usiłowano pozbawionym wzroku zamienić wzrok dotykaniem. Osiągnięte w tym kierunku wyniki zadziwiają swą doniosłością i nadludzką prawie wytrwałością ludzi, poświęcających się usłudze swych urodzeniem lub wypadkiem upośledzonych bliźnich. Wszystkie jednak dotychczasowe pomysły i usiłowania nie dały niewidzącym możności dotykania przedmiotów w przestrzeni. Zadanie to podjętem zostało przezemnie, mianowicie: tłumaczenie wrażeń od światłych i oświeconych przedmiotów na wrażenia dotykowe. Mówiąc o niewidzących, mam na myśli głównie osoby, zupełnie oczów pozbawione, lub porażone zanikiem nerwów wzrokowych”1.

Objaśniając swoją konstrukcję podkreślał, że przedmiot świecący własnym lub odbitym światłem będzie odczuwany jako wzrost temperatury i nacisku na skórę. Co więcej, kształt przedmiotu zostanie „odwzorowany” jako wrażenie cieplne przez receptory skórne. Im bliżej oświetlony przedmiot będzie się znajdował osoby niewidomej, tym powierzchnia wrażenia cieplnego będzie większa, im dalej, tym powierzchnia wrażenia cieplnego będzie mniejsza. Innymi słowy ciało będzie reagować na odległość, położenie i kształt przedmiotu.

Praca Noiszewskiego wywarła duże wrażenie, chociaż i zrodziła pewne obawy co do praktycznych możliwości zastosowania, czemu dał wyraz w obszernym doniesieniu publikowanym na łamach „Krytyki Lekarskiej” znakomity oftalmolog warszawski Zygmunt Kramsztyk. Nie ulegało jednak wątpliwości, że takie rozwiązanie było nowatorskie w skali światowej, wyprzedzało dalece późniejsze prace mające na celu polepszenie warunków orientacji w otoczeniu dla osób z uszkodzonym narządem wzroku.

Rozwiązanie proponowane przez Polaka było dyskutowane przez uczonych tej miary co Charcot czy Rossolimo, stanowiło też punkt wyjścia dla wielu samodzielnych poszukiwań. Elektroftalm zyskał szybko potoczną nazwę „sztucznego oka”. Wszystko wskazuje na to, że projekt Noiszewskiego był jednym z pierwszych tego typu na świecie. Konstrukcja polskiego badacza inspirowała Fourniera d’Albe z Manchesteru, konstruktora przyrządu o nazwie optofon. Warto też pamiętać, iż w kilkadziesiąt lat później, w latach 1960–1968, nad „sztucznym okiem” pracował profesor Witold Starkiewicz z Pomorskiej Akademii Medycznej. Jak zatem widać idea zrodzona u schyłku XIX wieku zdecydowanie wyprzedzała swoje czasy.

Tymczasem Noiszewski nie poprzestawał w swoich poszukiwaniach. W roku 1891 zaprezentował podczas VI Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich w Krakowie kolejne urządzenie, które nazwał trychestozjometrem. Był to przyrząd służący do badania wrażliwości czuciowej oka. I ponownie propozycja Noiszewskiego wywołała żywą reakcję zgromadzonych. Jego pomysłu była także hydroelektroda służąca do elektryzacji oka. Do tej ostatniej kwestii powracał jeszcze w 1896 roku na łamach „Nowin Lekarskich”.

Rok 1900 przyniósł Noiszewskiemu stopień doktora medycyny Petersburskiej Akademii Wojskowo-Lekarskiej, jednej z najnowocześniejszych uczelni tamtej doby. Jego zainteresowania badawcze nadal krążyły wokół zagadnienia zmysłu wzroku i czucia, a precyzyjniej rzecz ujmując, wokół problemu możliwych pomiędzy nimi relacji. Dlatego też okulistyka Noiszewskiego była bliska neurologii i neurofizjologii. Jeszcze w roku 1890 publikował artykuł Hipoteza wybuchowego powstawania śladów pamięci (wzrokowej), w którym w oparciu o doświadczalnie zebrany materiał, stosując zasady fizyki (optyki) i szukając poparcia w neurofizjologii, starał się określić zasady utrwalania się w pamięci postrzeganych obrazów. W pięć lat później, głosząc na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego wykład pod znamiennym tytułem Ślepota duchowa i halucynacje wzrokowe, Noiszewski podkreślał, że widzenie optyczne (fizyczny proces zachodzący w oku) ma swoje ścisłe odzwierciedlenie w widzeniu mózgowym (obrazy powstające w korze mózgu).

Chociaż nie wolne od błędów, z dzisiejszej perspektywy niekiedy rażących, w tamtym czasie poglądy Noiszewskiego były tyleż oryginalne, co ożywcze dla rozwoju okulistyki. Ta bowiem nader często polegała wyłącznie na anatomo-fizykalnym ujmowaniu zjawisk procesów widzenia. Noiszewski wyraźnie zaś podkreślał ciągłą konieczność odwoływania się do płaszczyzny fizjologicznej i neurologicznej, a poprzez nie i do psychicznej jako warunkujących nasze patrzenie i widzenie. W tym uporze i przekonaniu wyprzedzał bardzo wielu ówczesnych okulistów, którzy bywało z niezrozumieniem i lekceważeniem odnosili się do jego teorii i badań.

W roku 1908, na podstawie rozprawy zatytułowanej O jaskrze prostej i jej zależności od różnicy ciśnienia między gałką a czaszką, uzyskał na Petersburskiej Akademii Wojskowej habilitację. W trzy lata później w uznaniu jej nowatorstwa w zrozumieniu zasad rządzących patogenezą i przebiegiem jaskry rozprawa została odznaczona nagrodą im. prof. Józefa Moczutowskiego.

Rok 1908 stanowi ważną cezurę w życiu Noiszewskiego. Wówczas rozpoczął regularne wykłady na petersburskiej uczelni z zakresu fizjologii i patologii wzroku. Wykłady te obejmowały jeden semestr w każdym roku akademickim, co zmuszało Noiszewskiego do częstych podróży na trasie Dźwińsk-Petersburg. Nie rezygnował bowiem z pracy w swojej lecznicy w Pohulance, która, prócz niezgorszego dochodu, dostarczała mu ogromnej satysfakcji z pracy klinicznej. Taki stan miał przetrwać aż do roku 1918, kiedy wobec ogólnego wrzenia rewolucyjnego i katastrofalnej sytuacji wojennej Noiszewski musiał porzucić tak Pohulankę, jak i Petersburg. Wraz z zakończeniem I wojny światowej Noiszewski znalazł się w Warszawie, gdzie na krótko znalazł zatrudnienie w Ministerstwie Zdrowia. Stanowisko urzędnicze nie przynosiło mu najmniejszej satysfakcji. Stąd już w 1919 roku wyjechał do Wilna, gdzie powierzono mu organizację od podstaw tamtejszego Uniwersytetu, jak również zaproponowano objęcie nowo tworzonej Katedry i Kliniki Okulistyki wraz z profesurą zwyczajną. Miasto nad Wilią nie stało się jednak dlań nowym domem, bowiem w rok później Noiszewski, otrzymawszy propozycję objęcia okulistyki na Uniwersytecie Warszawskim, powrócił do stolicy. Oficjalnie z dniem 1 stycznia 1921 roku jako profesor zwyczajny objął wymienioną Katedrę. Równocześnie organizował Klinikę Oczną, która mieściła się w pawilonie IV Szpitala Św. Ducha.

Bez właściwych pracowni i laboratoriów, bez biblioteki i sali wykładowej, w biednej i wyniszczonej wojną Polsce, Noiszewski, jak wielu innych profesorów, rozpoczął regularną pracę kliniczną, naukową i dydaktyczną. Gabinet profesora pełni w owym czasie rozliczne funkcje. Tu odbywają się odprawy z asystentami, tu studenci przystępują do egzaminów. Jednocześnie w tym małym pomieszczeniu prowadzi się badania mikroskopowe, zostawia wierzchnie ubrania i jada posiłki. Równie skromna w rozmiarach sala wykładowa nie jest w stanie pomieścić wszystkich studentów. Tu przeprowadza się także badania pacjentów i wykonuje zabiegi. Prócz tego jest jeszcze druga sala operacyjna. Rozbudowę gmachu kliniki rozpoczął Noiszewski dopiero w roku 1929. Wówczas to dobudowano całe nowe piętro, gdzie wreszcie znalazła swoje miejsce sala wykładowa z prawdziwego zdarzenia oraz odpowiednio zaprojektowana biblioteka. Zakończenie prac nastąpiło jednak dopiero w roku 1931, a więc już po śmierci profesora.

Pomimo trudnych warunków i licznych obowiązków Noiszewski zorganizował I Zjazd Okulistyczny Wszechpolski. Nie zaniedbywał także prac na niwie Towarzystwa Okulistów Polskich i Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Prowadził bogatą korespondencję naukową, dużo publikował. Starał się przyciągnąć do okulistyki młodych lekarzy, dbał o rozwój naukowy asystentów, zdobywał najnowsze podręczniki i opracowania, które stanowiły kanwę dla dyskusji na zebraniach zespołu kliniki. W 1923 roku założył pismo „Klinika Oczna”, które z braku funduszów postanowił wydawać za własne pieniądze, jak również zasilać własnymi publikacjami. Nie dość na tym, nie mając środków na prowadzenie redakcji, postanowił sam dokonywać wyboru i redakcji nadsyłanych tekstów.

Widać jakieś fatum ciążyło na warszawskich okulistach. Warto bowiem przypomnieć, że ćwierć wieku wcześniej inny lekarz tej właśnie specjalności, Zygmunt Kramsztyk, założył miesięcznik pod nazwą „Krytyka Lekarska”. To pierwsze w Europie czasopismo poświęcone problemom teorii, praktyki, filozofii i historii medycyny było przedsięwzięciem od początku do końca prywatnym. Kramsztyk oparł je wyłącznie o własne finanse i zajął się samodzielnie redakcją. I jemu także przyszło napisać szereg artykułów na jego łamach publikowanych. Wytrzymał całe jedenaście lat. Potem zabrakło mu po prostu sił i chyba też pieniędzy, chociaż o tym drugim nigdy nawet słowem nie wspomniał. Dla „Kliniki Ocznej” los był łaskawszy. II Zjazd Okulistyczny uznał kwartalnik Noiszewskiego za oficjalny organ Towarzystwa Okulistów Polskich. Obok „Postępu Okulistycznego”, powstałego w wyniku starań profesora UJ Bolesława Wicherkiewicza, było to drugie czasopismo poświęcone problemom oftalmologii w Polsce.

Noiszewski był autorem opracowań o charakterze podręcznikowym, a wśród nich skryptu dla studentów i młodych lekarzy, który nosił tytuł Okulistyka (1921). Jego drugie wydanie z roku 1925 nosiło tytuł Wykład chorób ocznych. Pośmiertnie ukazały się drukiem Choroby oczne, z którymi najczęściej spotyka się lekarz-praktyk (1931). Na emeryturę przeszedł Noiszewski w 1929 roku. W rok później, dnia 5 lipca 1930 roku, zmarł nagle. Pochowany został w rodzinnym grobowcu na Powązkach. Tak postać profesora wspominał Włodzimierz Melanowski: „Jako lekarz, prof. Noiszewski odznaczał się wielką życzliwością dla chorych, zawsze miał czas, by wysłuchać wszystkich skarg chorego. Nikt, jak on, nie umiał tak subtelnie zebrać wywiadów w najdrażliwszych nawet sprawach, nikt, jak on nie umiał pocieszyć w najcięższych nawet przypadkach. W stosunku do lekarzy był zawsze starszym doświadczonym kolegą, nie umiał wprost dotknąć nikogo – owszem często stawał w obronie i starał się łagodzić waśnie”2.

Dość niezwykle potoczyły się losy katedry i kliniki okulistycznej po śmierci profesora Noiszewskiego. Pojawił się bowiem, jeszcze w trakcie prowadzenia wspomnianych powyżej prac remontowych, projekt nowej lokalizacji kliniki na terenie kompleksu Szpitala Dzieciątka Jezus. Oto bowiem Irena Warden, stojąca na czele Fundacji im. Johna Wardena, zaproponowała sfinansowanie budowy i całkowitego wyposażenia nowej kliniki chorób oczu. Wspaniały dar był jednak obwarowany paroma warunkami. Jednym z nich było przyjęcie przez władze uczelni wiedeńczyka Jana (Hansa) Laubera jako jedynego kandydata na kierownika kliniki. Władze uczelni przystały na te warunki, a prace remontowe i przystosowawcze ruszyły pełną parą. Koszt przedsięwzięcia opiewał na niebagatelną sumę 326 tysięcy złotych, którą to sumę w całości wyłożyła Fundacja. Tak narodziła się jedna z najnowocześniejszych klinik okulistycznych w ówczesnej Europie. Władze uczelni dotrzymały danego słowa i Lauber został mianowany z dniem 1 grudnia 1931 roku jej kierownikiem.

Cała sprawa wywołała spory ferment w środowisku uniwersyteckim. Nie da się ukryć, że skrzywdzono Władysława Melanowskiego, ucznia i naturalnego następcę Noiszewskiego. Nic nie ujmując z zasług i talentów Laubera, który miał ugruntowaną pozycję doskonałego klinicysty i chirurga ocznego, Melanowski uchodził za świetnego uczonego i wybitnego lekarza. Szwajcar nie wygrał przecież konkursu z racji swoich naukowych przewag, lecz został – można powiedzieć – pozyskany wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Melanowski, mimo że szybko obdarzony profesurą tytularną, nie zamierzał zbyt długo pozostawać w katedrze i klinice. W roku 1935 odszedł z Uniwersytetu i stanął na czele doskonałego Instytutu Oftalmicznego w Warszawie, jako jego dyrektor. Lauber zaś pozostał w Warszawie do 1939 roku, gdzie zastał go wybuch wojny. Polski nie opuścił i szybko rozpoczął współpracę z władzami niemieckimi. Następnie przeniósł się do Krakowa, by w czasie okupacji kierować tamtejszą kliniką okulistyczną. Nie pozostawił po sobie dobrych wspomnień. Wstąpił do NSDAP, do Polaków odnosił się z poczuciem wyższości, niejednokrotnie wrogo. Po wojnie został aresztowany, ale zwolniono go wobec braku bezsprzecznych dowodów co do jego współudziału w zbrodniach wojennych. Zmarł w szpitalu psychiatrycznym w Salzburgu w 1952 roku. Katedra zaś i klinika zostały powierzone Władysławowi Melanowskiemu.

Wybrana literatura

 

Kmera-Muszyńska M., Moszczyńska-Kowalska A., Profesor Kazimierz Noiszewski – sybirak, patriota, okulista, „Okulistyka” 2011, nr 2, s. 19–22.

Kryński L., Zmarli członkowie: Ś. p. Kazimierz Noiszewski (1859–1930), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1932, t. 25, s. 215–216.

Melanowski W., Ś. p. Profesor Dr med. Kazimierz Noiszewski, „Medycyna Warszawska” 1930, t. IV, nr 15, s. 471–473.

Melanowski W., Wspomnienie o ś. p. profesorze Kazimierzu Noiszewskim, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1931, t. CXXV, s. 156–160.

Ostrowska T., Noiszewski Kazimierz, [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 171–172.

Śródka A., Odrodzony Uniwersytet Warszawski, [w:] Dzieje nauczania medycyny i farmacji w Warszawie (1789–1950), red. M. Łyskanowski, A. Stapiński, A. Śródka, Warszawa 1990, s. 228–230.

Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 247–248.

SECT-ID LINK

1K. Noiszewski, Elektrofialm, „Gazeta Lekarska” 1899, R. 24, t. IX, nr 51, s. 1018.

2W. Melanowski, Wspomnienie o ś. p. profesorze Kazimierzu Noiszewskim, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1931, t. CXXV, s. 160.

Henryk Nusbaum

Urodzony 22 IV 1849 w Warszawie. Studia w Szkole Głównej Warszawskiej (później na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim) (1867–1872). Doktorat na Cesarskim Uniwersytecie w Dorpacie (1875). Podróże naukowe do Wiednia, Paryża i Berna. Asystentura na Cesarskim UW. Kariera naukowa przerwana wskutek szykan władz zaborczych (niezatwierdzona habilitacja). Docent na UW (1918), prof. honorowy UW (1923). Wykładowca w Państwowym Instytucie Dentystycznym (od 1923).

Lekarz fizjolog, filozof medycyny; propagator asymilacji Żydów w Polsce i działacz społeczny.
Członek TNW; współzałożyciel (1905) i prezes Stowarzyszenia Lekarzy Polskich; członek Zarządu Polskiej Młodzieży Szkolnej (1906), współorganizator szkół powszechnych oraz kursów kształcenia dla ubogich dzieci żydowskich; założyciel i prezes Towarzystwa „Wiedza” szerzącego naukę wśród żydowskiej młodzieży robotniczej; współzałożyciel Koła Polaków Patriotów Wyznania Mojżeszowego.
Zmarł 18 II 1937 w Warszawie.

O wpływie czynności duchowych na sprawy chorobowe, [w:] Pamiętnik VII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich. Część lekarska, red. W. Bylicki, Lwów 1895, s. 43; Ideał dobra ze stanowiska higieny ciała i duszy, „Prawda” 1899, t. XIX, nr 15, s. 175; Filozofia medycyny, Poznań 1926; Zarys etyki lekarskiej. Wykłady wygłoszone w Uniwersytecie Warszawskim, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1931, t. XI, nr 1, s. 109.

Nusbaum (Nussbaum) H. [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 412–414; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 277–279; J. Zamojski, System filozofii medycyny Henryka Nusbauma, Poznań 2006.

RYSZARD W. GRYGLEWSKI

HENRYK NUSBAUM

1849–1937

 

Henryk Nusbaum był bez wątpienia jednym z najwybitniejszych polskich filozofów medycyny. Przyszedł na świat 22 kwietnia 1849 roku w Warszawie, w rodzinie żydowskiej, która od pokoleń służyła nauce, Bogu i Polsce. Jego rodzicami byli Hilary Nusbaum, wybitny pedagog, publicysta i krytyk literacki, autor słynnej i często komentowanej, liczącej sobie w sumie pięć tomów Historii Żydów od Mojżesza do epoki obecnej oraz Ewa z domu Tenenbaum, córka Mojżesza Tenenbauma, znanego działacza oświatowego i pisarza. Młodszy o lat dziesięć brat Henryka, Józef Nusbaum-Hilarowicz, zostanie w przyszłości wybitnym profesorem zoologii i anatomii porównawczej Uniwersytetu Lwowskiego i Akademii Medycyny Weterynaryjnej. Będzie jednym z pionierów polskiej embriologii i jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ewolucjonizmu w naukach biologicznych w ogóle. Najstarsza z rodzeństwa siostra Bronisława zajmowała się tłumaczeniami literatury naukowej, przede wszystkim z zakresu przyrodoznawstwa. Podręcznik jej autorstwa z zakresu stylistyki uważano za najlepszy, jaki wówczas był dostępny w Polsce.

Dom Nusbaumów był pełen książek i dyskusji wokół historii, filozofii, sztuki, bieżących problemów społecznych i polityki. Z pieczołowitością i głębokim szacunkiem rozprawiano o tradycji narodu żydowskiego, z gorliwością i szczerą miłością mówiono o ojczyźnie, jaką nieodmiennie była Polska. Nie dziwi zatem, że Henryk odebrał nie tylko doskonałe wychowanie i wykształcenie, ale i że cechował się bystrością umysłu i zdolnością łączenia ze sobą odległych, zdawało by się, problemów badawczych. A wszystko to zanurzone w wykwintnej humanistyce, czynione z rozmachem i zarazem godną pozazdroszczenia lekkością.

Młody Henryk uczęszczał do II Gimnazjum im. J. Pankiewicza w Warszawie, które ukończył w 1867 roku. Znajdując szczególne upodobanie do nauk przyrodniczych, a jednocześnie interesując się żywo historią, literaturą i sztuką szukał dyscypliny, dzięki której mógłby połączyć w jedno to, co przynależne duchowi ludzkiemu, z tym, co nazwać możemy biologicznymi fundamentami życia. Tę jedność dostrzegał w medycynie, którą zaraz po złożeniu egzaminów maturalnych zaczął studiować w Szkole Głównej Warszawskiej. Szczególne wrażenie, jak później o tym wspominał, wywarła na nim postać profesora Tytusa Chałubińskiego, jednego z najwybitniejszych internistów tamtej doby, człowieka otwartego zarówno na problemy codziennej praktyki lekarskiej, jak i na sprawy najogólniejsze, dotyczące definicji i teorii medycznych. Wykłady Chałubińskiego cieszyły się wielkim powodzeniem, a problemy kliniczne ujmowane na drodze filozoficznych rozważań, zwłaszcza rozważania o istocie zjawisk chorobowych, wyraźnie pociągały Nusbauma. Tu chyba należy upatrywać zarodków przyszłej pasji Nusbauma, jaką staną się problemy filozoficzne na polu polskiej medycyny. Drugim mistrzem był Feliks Nawrocki, fizjolog i farmakolog, prowadzący badania z zakresu neurofizjologii mózgu. Trzecim – Henryk Hoyer, jeden z pionierów histologii europejskiej, jak również teoretyk dyscyplin lekarskich, w miarę upływu lat coraz głębiej zainteresowany filozofią i historią. Tym samym młody Henryk ciągle przebywał w przestrzeni wypełnionej medycyną, historią i filozofią.

Należy też pamiętać, że studia Nusbauma przypadły na czas szczególnie dla Warszawy ciężki. Po upadku powstania styczniowego władze rosyjskie zastosowały szereg represji, cofając stopniowo większość praw i przywilejów, jakimi obdarzono Królestwo w czasie tzw. „odwilży posewastopolskiej”. Wśród nowych zarządzeń, w 1869 roku rozwiązano Szkołę Główną Warszawską, a w jej miejsce w rok później powołano do życia Cesarski Uniwersytet Warszawski. Zmiana nie dotyczyła rzecz jasna tylko nazwy, lecz była faktyczną likwidacją polskiej uczelni, którą zastąpił po prostu rosyjski uniwersytet w Warszawie. Niektórzy profesorowie, zbyt – według carskich urzędników – nastawieni patriotycznie, musieli odejść ze swoich katedr, niektórzy zaś, choć mogli pozostać, to nie chcieli wykładać w języku zaborcy. Wśród nich znalazł się i Tytus Chałubiński, któremu zgotowano godne i uroczyste pożegnanie. Mowę pożegnalną w imieniu studentów wygłosił właśnie Henryk Nusbaum.

Rok 1872 był dla Nusbauma znaczący. Właśnie ukończył studia lekarskie i niebawem objął obowiązki ordynatora Oddziału Cholerycznego Szpitala Zakaźnego na Woli, podejmując równocześnie pracę w szpitalu Świętego Łazarza. Po raz pierwszy miał możność faktycznego skonfrontowania swoich przekonań, wiedzy i skromnej przecież praktyki z rzeczywistością szpitalną. Pracował zawzięcie, czytał bardzo dużo, myślał o karierze naukowej. Już w roku 1875 wyjechał do Dorpatu, gdzie na Cesarskim Uniwersytecie uzyskał tytuł doktora medycyny. Następnie, co było zgodne z ówczesnymi obyczajami, udał się w podróż po Europie, odwiedzając kolejno Wiedeń, Paryż i Berno. Miał możność słuchania wykładów samego Jeana-Martina Charcota, uczonego, którego historia stawia u początków nowoczesnej neurologii. W Szwajcarii danym mu było pracować w laboratorium pod kierunkiem Marcelego Nenckiego, wybitnego, światowej już wówczas sławy polskiego biochemika. Zafascynowany ogromem postępów eksperymentalnych zdecydował o swoim losie, postanawiając oddać się bez reszty pracy naukowej.

Po powrocie do Warszawy Nusbaum uzyskał asystenturę w Katedrze Fizjologii prowadzonej wówczas przez Feliksa Nawrockiego. Jego marzenia o samodzielnych badaniach przybierały coraz bardziej realne kształty. Dobrze zapowiadający się uczony chciał, by zadośćuczynić wymaganiom formalnym, zyskać docenturę i możliwość prowadzenia wykładów. Tu jednak spotkał się z wyraźną odmową ówczesnych władz, co było podyktowane względami natury politycznej. Kurator Okręgu Naukowego Warszawskiego nie zatwierdził habilitacji Nusbauma. Jako oficjalny powód podano słabą znajomość języka rosyjskiego kandydata, co nie było prawdą. Prawdą natomiast było to, że Nusbaumowie byli postrzegani przez zaborcę jako „element wysoce podejrzany”, manifestujący swoją polskość i tym samym stawiający opór programom rusyfikacji, czego Petersburg nie zamierzał tolerować. W ten sposób złamano jeszcze jedną karierę uniwersytecką. Henryk musiał opuścić mury uczelni i podjąć praktykę lekarską, interesując się i z wolna specjalizując w stosunkowo młodej gałęzi medycyny, jaką była wówczas neurologia. Zarówno czas, jak i miejsce były ku temu pomyślne. Warto bowiem pamiętać, że to właśnie Warszawa stała się kolebką polskiej neurologii. To w tym mieście wzrastała sława Edwarda Flataua i Samuela Goldflama, których nazwiska stały się w ciągu najbliższych dziesięcioleci głośne nie tylko w polskiej, ale i europejskiej medycynie.

Praktyką lekarską Henryk parał się aż do lat 30. XX stulecia, zyskując sobie opinię świetnego diagnosty i sporą popularność wśród warszawiaków. Prócz medycyny, o czym już była mowa, zajmowały go żywo problemy społeczne i narodowościowe, co było zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę atmosferę pozytywizmu warszawskiego i rodzącego się nieco później ruchu narodowej demokracji oraz kierunków myśli socjalistycznej. Nusbaum był świadkiem, jak w środowisku żydowskim rodzi się syjonizm, jak trwa ostra dyskusja pomiędzy tradycjonalistami i separatystami a zwolennikami asymilacji z narodem polskim. Nusbaum wielokrotnie wypowiadał się w duchu głębokiego patriotyzmu polskiego. Nie przecząc swym korzeniom, ba, będąc dumnym ze starożytności i roli, jaką odegrał jego naród w tworzeniu cywilizacji ogólnoludzkiej, uważał, iż naród żydowski winien dążyć do jak najściślejszego zespolenia swych dążeń z narodem polskim. Polskę zaś uważał za wspólną ojczyznę, której niepodległość leżała mu bardzo na sercu.

Tak pisał z końcem XX wieku, w czasie wrzenia rewolucyjnego w imperium rosyjskim: „Jestem Polakiem i kocham z głębi serca rodzinny kraj mój i gotów jestem dla dobra jego wszystkie moje poświęcić siły, kocham wszystkie kraju tego dzieci, kocham mój piękny język ojczysty i podniosłych ojczyzny mej wieszczów”1. Swoistą afirmacją jego poglądów stała się konwersja na katolicyzm, dokonana jawnie, prawie że manifestacyjnie. Taka postawa nie mogła znaleźć zrozumienia w środowisku żydowskim, często też budziła zdziwienie wśród Polaków, zwłaszcza wtedy, gdy zdecydowanie i pełnym sercem Nusbaum poparł Stronnictwo Narodowej Demokracji! Spotkało go wówczas szereg kąśliwych uwag i jawnych kpin, co Nusbaum odbierał bardzo boleśnie. Ten szlachetny człowiek i szczery patriota starał się swojej ojczyźnie jak najlepiej służyć, dając sobą przykład innym. Był idealistą, upatrującym w jedności wszystkich patriotów, bez względu na poglądy i pochodzenie, szansy ojczyzny w wybiciu się na niepodległość. W roku 1905, roku rewolucji, był jednym ze współzałożycieli Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, a w rok później wszedł do Zarządu Polskiej Młodzieży Szkolnej. Zgodnie z najlepszymi wzorami pracy organicznej, organizował i współorganizował szkoły powszechne oraz specjalne kursy kształcenia przeznaczone dla ubogich dzieci żydowskich. Założył i był prezesem Towarzystwa „Wiedza” szerzącego naukę wśród żydowskiej młodzieży robotniczej. Był również jednym ze współzałożycieli Koła Polaków Patriotów Wyznania Mojżeszowego. Największą radość przeżywał, gdy w 1918 roku nastała niepodległość, a prawdziwe wzruszenie, gdy odrodzony Uniwersytet Warszawski liczącemu wówczas 71 lat Nusbaumowi ofiarował docenturę z zakresu filozofii i logiki medycyny, zaś w 1923 nadał tytuł profesora honorowego.

W ten sposób w pełni uznano dorobek badawczy i niewątpliwą oryginalność poglądów jednego z najważniejszych polskich teoretyków medycyny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Henryk Nusbaum zajmuje po dziś dzień miejsce znaczące i jest wymieniany jednym tchem obok tej miary teoretyków medycyny co Henryk Hoyer, Władysław Biegański czy Edmund Biernacki. Wykłady z filozofii i logiki w macierzystej uczelni prowadził do roku 1931, zaś z deontologii w Państwowym Instytucie Dentystycznym począwszy od roku 1923. Zmarł w Warszawie 18 lutego 1937 roku.

O tym, że zajmie się filozofią medycyny i osiągnie na jej polu tak wiele, nigdy nie marzył, ani tego nie przewidywał, chociaż – o czym pisano już powyżej – przejawiał w tym kierunku zarówno spore uzdolnienia, jak i konieczną ciekawość badacza. Po raz pierwszy dał się poznać z tej właśnie strony w roku 1877, kiedy jeszcze jako niespełna trzydziestoletni lekarz, tuż po doktoracie, wydał liczącą ponad siedemdziesiąt stron rozprawę o znamiennym tytule O metodzie rozpoznawania chorób. Znamiennym, gdyż ledwie trzy lata wcześniej Tytus Chałubiński opublikował swoją pracę Metoda wynajdywania wskazań lekarskich, która odnosiła się bezpośrednio do istoty choroby oraz zasad, jakim winna podlegać diagnostyka kliniczna. W swojej pracy Nusbaum stał na stanowisku jak najwszechstronniejszej, nawet przesadnie szczegółowej diagnostyki, co zresztą wytykał mu jeden z recenzentów, a mianowicie Gustaw Fritsche. I rzeczywiście, pewna powiedzielibyśmy „zawziętość diagnostyczna” mogła chwilami razić czytelnika.

Niemniej jednak to właśnie w tej rozprawie Nusbaum dał wyraz swoim poglądom, które w ciągu kolejnych lat ewoluowały, by zyskać swoją dojrzałą formę w wykładach akademickich i pierwszej w Polsce monografii poświęconej filozofii medycyny. Gdyby je streścić, to wówczas dostrzeglibyśmy, że choroba jest dla niego jedynie inną formą życia fizjologicznego, czyli dokładnie tak jak tę kwestię ujmował Chałubiński, pod którego wpływem Nusbaum bez wątpienia się znajdował. Co więcej, Nusbaum jest zdania, że zdarzenia patologiczne są czymś naturalnym, wpisanym niejako w los każdej istoty żywej. Nie ma zatem mowy o przypadkowości, a jedynie o istnieniu określonych przyczyn, których wzajemna zależność ma charakter celowy, tak jak chciał to widzieć Biegański. Choroba zatem jest również zjawiskiem celowym, chociaż sprzecznym z nadrzędną celowością organizmu. Idąc dalej tym tokiem rozumowania lekarz powinien przede wszystkim skupić swą uwagę na warunkach powstawania schorzenia i jego kontekstu organicznego, nie zaś na zmianach anatomopatologicznych czy patofizjologicznych. Choroba, nawet na pozór miejscowo zlokalizowana, ma zawsze charakter ogólnoustrojowy, w czym słychać wyraźnie echa poglądów neohipokratyków. Aby ją skutecznie zwalczyć, organizm musi zareagować jako całość w ciągu licznych i wielokierunkowych procesów, które pomogą mu przystosować się do zmienionej sytuacji i powrócić do stanu równowagi. Stąd na zjawiska patologiczne należy patrzeć jak na, bywa wysoce skomplikowaną, sieć powiązanych ze sobą przyczyn. Można ją określić mianem sieci kauzalnej, a poglądy samego Nusbauma kauzalizmem. Przyjęcie takiej właśnie perspektywy badawczej miało swoje konsekwencje w tym, że proces chorobowy to nie tylko oddziaływanie przyczyn zewnętrznych na strukturę organizmu, lecz również oddziaływanie samego organizmu na przyczyny chorobowe. Dlatego też Nusbaum proponował, aby wszelkie zdarzenia patologiczne ujmować w sposób etiologiczny, nie zaś koncentrować się wokół objawów, które, jakkolwiek ważne diagnostycznie, dla opisu natury samej choroby są drugorzędne. Była to w istocie oryginalna, twórczo korzystająca z przemyśleń Chałubińskiego i Biegańskiego koncepcja życia organicznego.

Mając tak sprecyzowane zdanie Nusbaum dążył do stworzenia szerszej syntezy, która by objęła sobą najważniejsze problemy teoretyczne, z jakimi boryka się medycyna. Nie chodziło przy tym o poszukiwanie odpowiedzi na pytania bieżące, jakie bezpośrednio stawiają nauki podstawowe czy klinika lekarska. Nusbaum był zainteresowany fundamentami, na których wznoszono przez tysiąclecia gmach medycyny, szukał odpowiedzi na rudymentarne kwestie jej dotyczące, słowem – jej filozoficznych podstaw. Z treści szeregu pism publikowanych m.in. na łamach słynnej „Krytyki lekarskiej” oraz wydanej w 1926 roku Filozofii medycyny jego autorstwa, pierwszej tej klasy monografii przedmiotu, jaka wyszła spod pióra polskiego uczonego, natrafimy na wyraźny kształt tej budowanej przez lata myślowej konstrukcji. Wczytawszy się uważnie w jego dzieło możemy powiedzieć, że dla Nusbauma filozofia miała być w istocie krytycznym ujęciem zjawisk zachodzących w nauce, w tym i medycynie, co go zbliżało w poglądach do większości przedstawicieli tzw. polskiej szkoły filozofii medycyny. Medycynę chciał widzieć jako część przyrodoznawstwa, tym istotniejszą, że traktującą o najbardziej skomplikowanym dziele natury, jakim jest człowiek. Dzielił ją wyraźnie na trzy dopełniające się wzajemnie nurty: naukowy, który rozstrzygał o istocie życia biologicznego w ogóle; nauki stosowanej, który przyjmował teoretyczne modele w praktyce lekarskiej; oraz sztuki lekarskiej, czyli właściwego wykonastwa zawodu. Innymi słowy uważał, że medycyna równoważy w sobie to, co teoretyczne, z tym, co praktyczne, to, co przynależy do nauki, z tym, co jest sztuką.

Niekiedy, jak to czynił chociażby Władysław Szumowski, zarzucano Nusbaumowi nadmierny materializm w ujmowaniu zjawisk życiowych. Rzeczywiście, był on zwolennikiem monizmu i determinizmu, w czym widać wyraźnie wpływ jego brata, Józefa Hilarowicza, jakkolwiek nigdy nie był skrajnym materialistą i daleko mu było do poglądów zdeklarowanych materialistów, takich jak Jakob Moleschott czy Karl Vogt. Pragnął bowiem połączyć to, co nowoczesne, oparte o najnowsze osiągnięcia nauk eksperymentalnych, z tym, co niosła ze sobą wielowiekowa tradycja ludzkiego ducha, mając cały czas na względzie, że nie da się tych sfer rozdzielić. Wszystko co nowe, co idzie z postępem, nie może obejść się bez szerszej, historycznej perspektywy, zwłaszcza gdy chcemy pojąć istotną głębię człowieczeństwa.

Niezwykle ważną i piękną kartę w rozważaniach Nusbauma o medycynie zajmuje etyka. Wypływało to z głębokiego przeświadczenia, że żyjemy po to, aby służyć innym. I nie był to tylko górnolotny postulat, nakaz moralny, o którym się chętnie rozprawia, który się chętnie wykłada gronu słuchaczy, lecz który szybko ulatnia się w biegu dnia powszedniego. Całym swoim życiem Henryk Nusbaum zaświadczał, że jest wierny swym poglądom, a jego czułość na krzywdę, cierpienie i niesprawiedliwość nie ma w sobie nic z wystudiowanej pozy przyjętej na potrzeby gawiedzi. Tak o tym pisał: „I jeśli w rozgoryczeniu ducha mawiał mędrzec biblijny: marności nad marnościami, wszystko jest marnością – dodać godzi się do wyrzeczenia tego: jeśli i wszystko marnością jest na tej ziemi, to jednak marnością nie jest ludzki ból, ludzkie cierpienie. A gdy najdonioślejszą jest rzeczą w kierunku ujemnym ból i cierpienie – najdonioślejszą w kierunku dodatnim przeto jest współczucie dla cierpienia, miłość bliźniego, cierpienia i bólu kojenie. A ten płomień geniuszu ludzkiego, który przedewszystkiem spełniać ma posłannictwo serca i miłości w jasnych promieniach rozumu i rozwagi zwie się medycyną!”2.

Takimi słowy Nusbaum uzasadniał konieczność istnienia medycyny, w tym upatrywał jej wielkiej i ponadczasowej roli w życiu człowieka. Na tym jednak nie poprzestawał, lecz w swoich rozważaniach szedł znacznie głębiej, pokazując, że korzenie współczesnej medycyny sięgają znacznie dalej i łączą się nie tylko z szeroko pojętym przyrodoznawstwem, ale również z historią ludzkiej kultury, słowem całej cywilizacji.

Już w 1898 roku podczas odczytu zatytułowanego Ideał dobra ze stanowiska hygieny ciała i duszy Nusbaum dostrzegał, że medycyna powstała na drodze swoistej „konieczności ewolucyjnej”, gdyż jak wówczas głosił: „[...] każde stworzenie chce żyć, każde obdarzone jest niepohamowanym wstrętem do śmierci”3. Tak zatem działania lekarskie pomagające w przedłużaniu życia są naturalną potrzebą, która znalazła swoje uzasadnienie zarówno na gruncie filozofii, jak i religii. Ból jest widomym znakiem choroby, czyli zjawiska przeciwnemu zdrowiu, cierpienie zaś jest skutkiem choroby. Skoro cierpienie jest złem, tym samym ból i choroba je wywołujące także muszą być za zło uznane. Ich przeciwieństwem jest miłość, którą Nusbaum uznaje za najoczywistszą afirmację dobra. „Miłość – to cała dostojność życia, to cała jego wartość, wielkość i potęga”4. Miłość łączy się nieodmiennie z dobrem, pięknem i prawdą. Staje się nie tylko drogowskazem ludzkiego życia, nie tylko nakazem dla lekarza, który na straży tegoż życia stoi, lecz zyskuje również wymiar terapeutyczny. Słowem bez miłości bliźniego nie można myśleć o skutecznym leczeniu, gdyż ono nie wypływa li tylko z dokładnego rozpoznania fizycznych, chemicznych i biologicznych podstaw egzystencji, lecz również ze zrozumienia i sięgnięcia do duszy ludzkiej, ze zdolności do empatii, z gotowości i woli niesienia pomocy. Medycyna to bowiem nic innego jak posługa niesiona człowiekowi przez drugiego człowieka. Parę lat wcześniej w swoim wystąpieniu wygłoszonym podczas VII Zjazdu Przyrodników i Lekarzy we Lwowie podkreślał z całą mocą: „Najpierwszą potrzebą higieniczną jest: jak największe rozpowszechnienie i jak najgłębsze wpojenie w ogół tej prawdy, że czynności duchowe wpływają na stan zdrowia ustroju”5. To mówił ten, któremu zarzucano nadmierne materializowanie medycyny!

Najpełniej jednak swoje poglądy etyczne wyłożył w trakcie wykładów uniwersyteckich. Szczęśliwie zostały one zebrane i wydane w ramach „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny”. Warto na nie spojrzeć, jeśli chcemy dobrze rozpoznać drogi, jakimi podążają myśli Nusbauma. Już u samego początku napotykamy odwołującą się do epikureizmu myśl, że cierpienie jest istotnym brakiem przyjemności. Pisał: „Wszystkie istoty żyjące czują wstręt do śmierci i do cierpienia, a nadto obdarzone są potężnem pragnieniem rozkoszy. Już sam jej brak bywa cierpieniem. Ten wstręt do śmierci, ta obawa cierpienia, ta dążność do rozkoszy łączą się razem, aby stworzyć wielkie uczucie złożone, które nazywamy egoizmem. Egoizm, miłość samego siebie, to potężna właściwość istot żyjących, bez którejby się one ostać nie mogły; przeto jako wyraz siły zachowawczej jest egoizm uczuciem naturalnem, wrodzonem, koniecznem”6. Tak zatem egoizm stałby u podstaw zaspokajania najbardziej oczywistych potrzeb życia, był wprost koniecznym, powstałym na drodze ewolucji warunkiem przetrwania. Jest to rzec można egoizm pierwotny, który możemy postrzegać u wszelkich form żywych. Ulega on jednak osłabieniu w chwili, gdy pojawia się grupa czy stado. Konieczność współdziałania skutkuje pojawieniem się egoizmu grupowego lub stadnego.

Oddajmy ponownie głos Nusbaumowi: „Przyroda też dbała o zachowanie indywiduum i rodziny, musiała również dbać o zachowanie i gromady; wszczepiła więc w indywidua, jak wszczepiła w indywiduum, obok egoizmu szerszego rodzinnego, który w najściślejszym znaczeniu tego wyrazu właściwie już egoizmem nie jest, egoizm że tak się wyrażę, gromadowy, który jest już w istotny altruizm przeistoczonym egoizmem”7. Podsumowując swoje rozważania o egoizmie i altruizmie Nusbaum pisał: „Nie jest to paradoks, ale prawda niewątpliwa, że miłość bliźniego jest najrozumniejszą miłością samego siebie”8. Szczególna rola przypada tutaj lekarzom, których powinnością jest dbać o zdrowie i życie bliźnich. „Stan lekarski poświęca się miłości bliźniego, kojeniu największych jego cierpień i bólów, możliwemu ich zapobieganiu, a przez ich spełnianie tych najdonioślejszych obowiązków oddaje cześć Bogu, najpożądańszą przez Stwórcę świata składa Mu ofiarę”9. Stąd lekarz winien posiadać odpowiednie przymioty charakteru i pielęgnować w sobie cnoty moralne, jak dobroć, cierpliwość i odwagę. Spełniając je spełniał ważne dla siebie i społeczności, w której przyszło mu żyć, przykazanie miłości bliźniego. I właśnie ta służba, służba ludzkości, jest cechą stałą medycyny, niezależnie od epoki i zewnętrznych okoliczności. A nawet więcej. Medycyna jest ucieleśnieniem najwyższych norm moralnych. Dla Nusbauma służebny i zarazem społeczny wymiar posługi lekarskiej stanowi osobny i ważny obszar dla jego rozważań. I tak w pierwszym rzędzie lekarze są odpowiedzialni za zabezpieczenie całej społeczności przed skutkami chorób o charakterze epidemicznym.

Dużą uwagę warszawski uczony poświęcał zagadnieniom profilaktycznym, w tym modnej w tamtej dobie eugenice, zalecając wobec tej ostatniej dużą dozę ostrożności. Czuł bowiem doskonale, że każda idea traktowana z nadmierną ufnością i entuzjazmem zbacza w kierunku niebezpiecznego doktrynerstwa. Idąc szlakiem wielkich lekarzy-społeczników, jak chociażby Henryka Jordana, domagał się od lekarzy szczególnej troski o kondycję fizyczną młodzieży.

„W zdrowym ciele zdrowy duch” – zdawał się nawoływać na kartach swojej Filozofii medycyny. Niemniej jednak i tu poszukiwał zdrowego rozsądku, doskonale rozumiejąc, że nadmierne obciążenie organizmu bywa dlań zgubne. To lekarze powinni także czuwać nad tym, by nauka szkolna nie stanowiła nadmiernego obciążenia dla młodych umysłów. „Śmieszna obok tragiczności swej surowość egzaminów w szkołach niższych i średnich, powołująca z jednej strony natężony wysiłek umysłowy, zwłaszcza pamięci, a z drugiej strony wywołująca cały szereg wzruszeń najszkodliwszych jak lęk, wstyd, przygnębienie, nierzadko poczucie wielkiego nieszczęścia – jest niestety nadto tolerowaną – a nierzadko zalecaną przez władze naczelne oświatowe”10.

Ponieważ wpływ życia społecznego na życie jednostki jest ogromny, przeto lekarz winien również stać na straży dobrego imienia swojej Ojczyzny. Innymi słowy dobry lekarz musi być patriotą, dbającym o to, by fanatyzm i zacietrzewienie, często towarzyszące dyskusjom i działaniom politycznym, odpowiednio łagodzić. Jest mu też przydany obowiązek niesienia pomocy w czasie wojny, by wszystkim rannym i cierpiącym nieść ulgę. Nie wolno się przed tym wzbraniać ani tego unikać. Lekarz musi bowiem w każdych okolicznościach nieść pomoc w zgodzie ze słowami przysięgi przezeń składanej. W tym zawiera się obowiązek bezwzględnego oddania się służbie bliźniemu i społeczeństwu. Wreszcie pozostaje lekarzowi do spełnienia jeszcze jedna misja, którą można określić mianem wychowawczej. To na jego barkach, szczególnie tam, gdzie królują bieda i zabobon, spoczywa trud niesienia oświaty.

Z powyższego opisu wynika, że medycyna widziana oczami Nusbauma jest przesiąknięta na wskroś idealizmem, jest misją i powołaniem bliskim kapłaństwu, drogą pełną wyrzeczeń dla lekarza i poddaniem swoich pragnień i emocji służbie ogółowi. Gdy na kartach swojej Filozofii medycyny pisał: „Dlatego to górującą zasadą leczenia trafnego jest leczyć nie chorobę, ale chorego”, to nie tylko odwoływał się do holistycznej tradycji lekarskiej, lecz wyraźnie podkreślał głęboko humanistyczny wymiar praktyki lekarskiej. Znano dobrze postać doktora przemierzającego codziennie ulice Warszawy, gdy szedł z wizytą lekarską do pacjentów, doktora, który podsumowując przemyślenia o medycynie i lekarzach stwierdzał: „Godzi się przyznać, iż dostojnym jest zawód lekarski – ale też pamiętać obowiązkiem jest pracowników jego, że: Noblesse oblige...”11. Tej zasadzie pozostał wierny do końca.

Wybrana literatura

 

Barański J., Zamojski J., Triumwirat piękna, dobra i mądrości – filozofia medycyny Henryka Nusbauma, [w:] Polscy lekarze Żydzi w XIX i XX wieku, red. Z. Podgórska-Klawe, Warszawa 2010, s. 69–83.

Herman E., Neurolodzy polscy, Warszawa 1958, s. 341–346.

Ostrowska T., Nusbaum (Nussbaum) Henryk, [w:] PSB, t. XXIII, Wrocław-Kraków 1978, s. 412–414.

Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 277–279.

Śródka A., Gryglewski R. W., Henryk Nusbaum, [w:] Powiązania rodowe twórców polskich szkól naukowo-medycznych, red. A. Śródka, Kraków 2012, s. 137–146.

Tuchendler A., Ś. p. prof. dr Henryk Nusbaum, „Kurjer Warszawski” 1937, R. 117, nr 53, s. 9–10.

Zamojski J., System filozofii medycyny Henryka Nusbauma, Poznań 2006.

SECT-ID LINK

1H. Nusbaum, Głos Antysyonisty do polskiej inteligencyi żydowskiej zwrócony, Kraków 1899, s. 23.

2Idem, Filozofia medycyny, Poznań 1926, s. 20.

3Idem, Ideał dobra ze stanowiska higieny ciała i duszy, „Prawda” 1899, t. XIX, nr 15, s. 175.

4Ibidem, s. 197.

5Idem, O wpływie czynności duchowych na sprawy chorobowe (odczyt), [w:] Pamiętnik VII Zjazdu Lekarzy i Przyrodników Polskich. Część lekarska, red. W. Bylicki, Lwów 1895, s. 43.

6Idem, Zarys etyki lekarskiej. Wykłady wygłoszone w Uniwersytecie Warszawskim, „Archiwum Historii i Filozofii Medycyny” 1931, t. XI, nr 1, s. 109.

7Ibidem, s. 110.

8Ibidem, s. 113.

9Ibidem, s. 131.

10Idem, Filozofa medycyny, Poznań 1926, s. 198.

11Ibidem, s. 213.

Witold Eugeniusz Orłowski

Urodzony 6 II 1874 w Norwidpolu k. Borysowa (gubernia mińska). Studia w Petersburskiej Akademii Wojskowo-Lekarskiej (1891–1896), tamże doktorat (1900), habilitacja (1903). Profesor uniwersytetu w Kazaniu (od 1907), profesor UJ (1921–1925), profesor UW (1926–1947).

Lekarz internista; twórca największej w Polsce szkoły internistycznej; pionier kierunku patofizjologicznego i biochemicznego w klinicystyce chorób wewnętrznych. Podczas I wojny światowej zaangażowany w prace Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. Po rewolucji 1917 zajmował się m.in. repatriacją Polaków do kraju, organizował służby sanitarne w tworzonym w Rosji wojsku polskim. Współzałożyciel Koła Lekarzy Polaków w Petersburgu (1901); członek TNW (1927), PAU (1930), PAN (1952). Redaktor naczelny „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej” (1928–1948). W czasie okupacji hitlerowskiej wykładowca tajnego UW i tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich w Warszawie. Przeszedł na emeryturę w 1948. Później pracował w szpitalach warszawskich oraz w Instytucie Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich (1956–1960).
Zmarł 2 XII 1966 w Warszawie.

Diagnostyka chorób wewnętrznych: według wykładów prof. dr W. Orłowskiego w Kazaniu (1907–1912), Kraków 1924; Patologia i terapia szczegółowa chorób wewnętrznych, t. I-II, Warszawa 1933–1938; Szkic postępowania lekarskiego w klinice chorób wewnętrznych, Warszawa 1947; Nauka o chorobach wewnętrznych, t. I-VIII, Warszawa 1947–1957; Zarys ogólnej diagnostyki lekarskiej, Warszawa 1951.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 315–318; Orłowski W. [w:] PSB, t. XXIV, Wrocław-Kraków 1979, s. 240–244.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

WITOLD EUGENIUSZ ORŁOWSKI

1874–1966

 

Witold Eugeniusz Orłowski, lekarz, twórca największej w Polsce szkoły internistycznej, profesor chorób wewnętrznych uniwersytetu w Kazaniu, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, społecznik. Był ponoć człowiekiem mało przystępnym, zasadniczym i surowym, kierującym się w życiu jasnymi i nienaruszalnymi zasadami. Jednak to ten wielki polski uczony był dla współpracowników i studentów wielkim autorytetem naukowym i moralnym. A szkoła naukowa stworzona przez niego w przedwojennej Warszawie rozwija się do dnia dzisiejszego, obejmując coraz to młodsze pokolenia lekarzy internistów.

Urodził się jako trzeci z czworga rodzeństwa w Norwidpolu, a więc na ziemiach polskich wchodzących w skład guberni mińskiej, utworzonej w Rosji po II rozbiorze Polski. Jego ojciec, Franciszek, był zarządcą majątku Tukałły Milcz, i wraz z matką – Pauliną z Onichimowskich, prowadził tamtejsze gospodarswo. Rodzina żyła bardzo skromnie z pensji ojca, pomimo to rodzice postanowili zapewnić dzieciom wykształcenie. Najpierw starsi bracia Witolda, Zenon i Mieczysław, pobierali nauki w domu u zatrudnionego przez rodziców guwernanta; potem, gdy nadszedł czas na szkołę gimnazjalną, rodzice zdecydowali o przeprowadzce do Wilna. Ojciec pracował tam jako zarządca niewielkich posiadłości, w skład których wchodziły parterowe domy; za tę pracę otrzymywał możliwość darmowego zakwaterowania w mieście. Warunki mieszkaniowe były jednak bardzo ciężkie. Mieszkanie nie miało kanalizacji, wodę czerpano z głębokich studni, a prymitywne ubikacje były oddalone od budynku mieszkalnego. O zmroku zapalano lampy naftowe. W takich warunkach uczyli się bracia i najmłodsza siostra Maria. Dla poprawienia ciężkich warunków materialnych Witold pomagał ojcu w pracach zleconych, czyli w przepisywaniu dokumentów prawnych, jako że miał bardzo staranny charakter pisma. Pomimo tych trudności, wieczorami studiował wraz z rodzeństwem dzieła klasyków w oryginale oraz matematykę, która z przedmiotu najtrudniejszego stała się wkrótce ulubionym przedmiotem Witolda.

Po ukończeniu gimnazjum Witold posługiwał się płynnie czterema językami: łaciną, greką, francuskim i niemieckim. Od piątej klasy bracia udzielali korepetycji. Pieniądze przekazywali ojcu, który odkładał je na studia dla synów. Gimnazjum Witold ukończył ze złotym medalem w 1891 roku. Potem wybrał studia medyczne, zresztą całe rodzeństwo Orłowskich wybrało medycynę. Zenon, brat Witolda, został profesorem chorób wewnętrznych w Wilnie, a potem w Łodzi. Mieczysław, lekarz dermatolog i wenerolog, pełnił funkcję lekarza Wojska Polskiego, a ich siostra Maria została adiunktem Warszawskiego Instytutu Stomatologii. W momencie, gdy Witold Orłowski wybierał zawód lekarza, nie było już Uniwersytetu Wileńskiego, który został zlikwidowany po upadku powstania listopadowego przez cara Mikołaja I. Drugi polski uniwersytet na terenie Rosji – w Warszawie, został w tym okresie kompletnie zrusyfikowany i funkcjonował pod nazwą Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, prezentując mierny poziom naukowy. Uniwersytet w Krakowie należał z kolei do innego zaborcy, a więc znajdował się w granicach innego państwa. Studiowanie w Krakowie wiązało się z wieloma komplikacjami administracyjnymi i obciążeniem finansowym.

Witold Orłowski udał się zatem wraz z braćmi w 1891 roku do Petersburga, z zamiarem rozpoczęcia studiów na słynnej Wojennej Medycznej Akademii. Decydujący o wyborze uczelni był nie tylko jej poziom naukowy, ale też stypendia naukowe, które miały być przyznawane od III roku; niestety, okazało się to niezrealizowaną nadzieją. Jedynie Mieczysławowi przyznano stypendium, ale musiał zgodzić się w zamian na odsłużenie w armii rosyjskiej kilku lat po studiach. Z jednego niewielkiego stypendium utrzymywali się wszyscy trzej bracia, gdy skończyły się fundusze zgromadzone z korepetycji. Witold uczył się doskonale, ponoć najlepiej z całej trójki, dlatego to on na egzaminach odpowiadał jako pierwszy. Jego błyskotliwe odpowiedzi nastawiały przychylnie egzaminatora do pozostałych braci, którzy nie mieli potem kłopotów z przebrnięciem przez swoje tematy. Ambitny student, wraz z braćmi opracował skrypt do wykładów z chorób wewnętrznych prowadzonych wtedy przez profesora Nila J. Sokołowa.

Po ukończeniu studiów i uzyskaniu stopnia lekarza cum eximia laude w 1896 roku, został wyróżniony nagrodą Iwanowa, co umożliwiło mu uzupełnienie wykształcenia w znanych na całym świecie ośrodkach. W ten sposób bakteriologię zgłębiał u Siergieja Botkina, a w zakresie fizjologii szkolił się u Iwana Pawłowa i Iwana Tarchanowa. Tak świetnie wykształcony, znając doskonale język rosyjski, mógłby z powodzeniem otworzyć prywatną praktykę i żyć spokojnie z uzyskanych dochodów. Zdecydował się jednak pójść drogą naukową, bardzo trudną dla Polaka mieszkającego w Rosji.

Podjąwszy takie postanowienie, wrócił do Petersburga i zgłosił się w 1896 roku na swoją rodzimą uczelnię, do profesora Fiodora I. Pasternackiego z prośbą o pomoc. Nie miał złudzeń: jako Polak nie miał szans na etat, przyjął więc z wdzięcznością zaproponowany mu wolontariat, czyli bezpłatną posadę lekarza w szpitalnej klinice chorób wewnętrznych. Tutaj w 1900 roku uzyskał doktorat, a w trzy lata później habilitował się w zakresie chorób wewnętrznych, będąc już od roku faktycznym ordynatorem żeńskiego oddziału kliniki, tyle że nadal za darmo. W sumie trwało to 10 lat. Jakim cudem mógł więc utrzymać się w mieście, a nawet wkrótce ożenić? Większość ówczesnych młodych lekarzy w Europie pracowała w miesiącach letnich w uzdrowiskach. Witold znalazł zatrudnienie w Essentukach na Kaukazie, gdzie prowadził badania analityczne dla lekarzy. Tam też spotkał przyszłą żonę Alinę Trzeciakowską. Pomimo że pracował w klinice jedynie w charakterze wolontariusza, zaczęli skupiać się wokół niego młodzi lekarze, chcący dokształcić się w zakresie chorób wewnętrznych. W ten sposób Orłowski poznał Jana Piltza, późniejszego profesora Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej UJ. Sam Piltz zawdzięczał mu życie, gdyż szczęśliwym przypadkiem Orłowski zaszedł do niego w czasie pożaru budynku, w którym tenże mieszkał. Przedarł się przez straż pożarną, wbiegł na klatkę schodową i głośnym pukaniem do drzwi wyrwał go z głębokiej poobiedniej drzemki. Po sześciu latach praktyki w klinice otworzył prywatną praktykę lekarską w Essentukach i Petersburgu. Z zarobionych pieniędzy opłacał studia swojej siostrze Marii. Takie to były początki kariery naukowej jednego z naszych największych profesorów medycyny.

Należy tu wspomnieć, że nie tylko sprawy naukowe czy egzystencjalne spędzały mu sen z powiek w tamtym czasie. W okresie petersburskim bardzo mocno zaangażował się w działalność patriotyczną. Interesował się polskim piśmiennictwem medycznym. W 1901 roku założył i brał czynny udział w Kole Lekarzy Polaków w Petersburgu. Był sekretarzem naukowym tego Koła w latach 1903–1907. Współpracował w tym czasie z „Przeglądem Lekarskim”, pismem o najwyższym poziomie merytorycznym, wydawanym w Krakowie, naturalnie w języku polskim. Pismo to było rozprowadzane przede wszystkim wśród lekarzy z zaboru austriackiego, ale docierało również poza jego granice, łącząc polskich lekarzy i informując ich o najnowszych osiągnięciach rodzimej medycyny, które często miały ogromny wpływ na rozwój medycyny europejskiej. Naturalnie publikowano również streszczenia z najnowszej literatury zagranicznej. Orłowski publikował w nim sprawozdania z działalności Koła. W 1907 roku mocno już rozrośnięta organizacja przerodziła się w samodzielny Związek Polski Lekarzy i Przyrodników w Petersburgu, a Orłowski, który w tym samym roku wyjechał do Kazania, został pierwszym jej honorowym członkiem. Walczył również, jak dzisiaj wiemy – bezskutecznie, o wprowadzenie do edukacji polskich dzieci w szkołach rosyjskich (jedynych oficjalnie działających na terenach tego zaboru) języka polskiego, historii i literatury polskiej. Swoje poglądy wygłaszał na łamach gazety „Rossija”. Jak wspomniano, w 1907 roku wraz z żoną i dwuletnią córką Aliną znalazł się w Kazaniu, gdzie 15 marca tego roku objął jako profesor nadzwyczajny kierownictwo katedry ogólnej diagnostyki lekarskiej. Podobno stało się to dzięki rozwadze żony, która zgłosiła męża do konkursu na tamtejszym uniwersytecie, szczęśliwie w momencie, gdy na uczelni przez krótki czas przeważały prądy liberalne. Gdyby kandydatura Orłowskiego pojawiła się rok później, zostałaby odrzucona ze względu na jego polskie pochodzenie. Poinformowali go o tym zaraz po przybyciu do Kazania rosyjscy koledzy z Rady Wydziału, zresztą niechętni jego osobie. Wkrótce rozpoczął wykłady dla studentów. Okazał się doskonałym dydaktykiem i szefem kliniki. Marzył, aby jego ośrodek naukowy dołączył do czołówki najnowocześniejszych w Europie. Pomimo różnych niechęci i potwornie trudnych warunków lokalowych, otwierał kolejne pracownie naukowe, mając w planach rozbudowę kliniki.

W tym czasie swoje prace naukowe publikował w języku rosyjskim, niemieckim i polskim. Te ostatnie w „Przeglądzie Lekarskim”, „Lwowskim Tygodniku Lekarskim” i „Polskim Archiwum Medycyny Wewnętrznej”. Jego ówczesne badania dotyczyły zagadnień z zakresu szeroko pojętej medycyny wewnętrznej, jednak szczególnie w tym okresie interesowały go kardiologia, zaburzenia metaboliczne, gastrologia i przede wszystkim ftyzjatria. Brał czynny udział w akcji przeciwgruźliczej, którą to działalność uważał za najważniejszą w tamtym okresie. Polegała ona na organizowaniu wykładów, dni przeciwgruźliczych, tworzeniu poradni przeciwgruźliczej w dzielnicy tatarskiej i sanatorium dla chorych na gruźlicę w pobliżu Kazania. Ciekawostką jest fakt, że jako pierwszy w Rosji wprowadził w 1912 roku do leczenia gruźlicy odmę opłucnową. Należał oczywiście do wielu towarzystw lekarskich w kraju i za granicą, a także pracował bardzo intensywnie społecznie, w szczególności na rzecz ludności polskiej. Podczas I wojny światowej zaangażował się w prace Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. W ramach tych działań zorganizował opiekę nad jeńcami i ewakuowanymi rodakami, a także trzy szkoły podstawowe, gimnazjum ośmioklasowe, kurs języka polskiego, literatury polskiej, kursy dla analfabetów, przytułki dla dzieci oraz Dom Polski z polskim uniwersytetem ludowym i teatrem amatorskim oraz opiekę sanitarną. Aż trudno uwierzyć, że tak wiele powstało w tak krótkim czasie za sprawą jednego człowieka, dla którego ten rodzaj działalności był tylko dodatkiem do pracy zawodowej. Na tym nie koniec. Pomimo tego, że Orłowskiemu udało się skompletować trzon kadry nauczycielskiej z jeńców wojennych, w tym z internowanych profesorów Uniwersytetu Lwowskiego i Jagiellońskiego, osobiście zaangażował się w wykłady w Domu Polskim. Podczas rewolucji w 1917 roku został mianowany dyrektorem Szpitala Gubernialnego Ziemstwa Kazańskiego i kierownikiem przyszpitalnej szkoły felczerskiej. W rok później z ramienia Kazańskiego Urzędu Ziemskiego nadzorował opiekę medyczno-sanitarną w całym okręgu kazańskim. Był przedstawicielem ludności polskiej w Radzie Miejskiej. Zajmował się również repatriacją Polaków do kraju i organizował dział medyczny w nowo tworzonym Wojsku Polskim w Rosji. Po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Kazania zmuszony został do opuszczenia miasta wraz ze sztabem Wojska Polskiego. Żonę z czwórką dzieci pozostawił w bezpiecznym miejscu w Kazaniu, licząc na szybkie odbicie miasta przez „białych” i powrót do domu.

Sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Z żołnierzami zawędrował aż do Ufy, a potem do Tomska, które to tereny pozostawały jeszcze pod władzą „białogwardzistów”, a poza tym w Tomsku stacjonowała polska dywizja. Spędził tam dziesięć miesięcy, mieszkając kątem u kolegi ze studiów, okulisty, profesora Łabanowa. Miał tutaj do dyspozycji jeden z pokoi, za łóżko służyła mu parkowa ławka, którą przyciągnął własnymi siłami na sznurku z odległej części miasta. Ta sama ławka służyła do badania pacjentów w dzień, gdy przez dwie godziny przyjmował ich w prywatnym gabinecie, w który zamieniał się jego mały pokoik. Leczył również polskich żołnierzy. Nie miał żadnych wiadomości od rodziny. We wrześniu 1918 roku rozpoczął wykłady na tamtejszym uniwersytecie. Już w następnym roku otrzymał propozycję objęcia katedry chorób wewnętrznych w Permie, dużym ośrodku przemysłowym u stóp Uralu. Nie przyjął jednak tej propozycji i wyjechał do Irkucka z zamiarem zorganizowania tam szpitala Czerwonego Krzyża i wydziału lekarskiego na tamtejszym uniwersytecie. Tam też dotarła do niego wiadomość o powołaniu go na profesora chorób wewnętrznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, w klinice prowadzonej przez przechodzącego właśnie na emeryturę, znakomitego gastrologa Walerego Jaworskiego. W telegramie od komisarza wojska polskiego znalazła się również pierwsza wiadomość o żonie i dzieciach, którym udało się bezpiecznie przedostać do Warszawy.

Orłowski postanowił natychmiast wydostać się z Rosji, co, pomimo zaangażowania w tę sprawę Romana Dmowskiego, okazało się bardzo trudne. W tej sytuacji na własną rękę chciał uciec do Polski. Już wcześniej rozważał możliwość desperackich podróży przez tundrę do Archangielska, a potem do Szwecji, lub barką towarową wzdłuż rzeki Ob do Obdorska nad Oceanem Arktycznym, a stamtąd do Anglii. Niestety, lecząc rannych i chorych żołnierzy w zaimprowizowanym szpitalu Czerwonego Krzyża, zaraził się tyfusem plamistym. Ze względu na bardzo ciężkie warunki lokalowe chorzy często leżeli w ubraniach na podłodze, trudno było opanować choroby zakaźne, które nie omijały personelu medycznego. Ciężka choroba Orłowskiego zmusiła go do pozostania w Irkucku do lutego 1920 roku. Potem wraz z polskimi żołnierzami Dywizji Syberyjskiej i ich rodzinami uciekł z Rosji do Japonii, a stamtąd do kraju, rosyjskim statkiem „Jarosław”, zarekwirowanym przez Brytyjczyków po wycofaniu się Rosji z wojny.

Na statku, który służył wcześniej do przewożenia więźniów z Odessy na Sachalin, warunki podróży były niewiarygodnie ciężkie. Dodatkowo sytuację podróżnych pogarszał brak prowiantu. Orłowski nie marnował czasu i nie popadał w zwątpienie nawet w takich warunkach. Na statku zorganizował szkółkę dla analfabetów, naukę dla polskich dzieci i wykłady popularne dla żołnierzy. Płynęli przez Hongkong, Singapur, Kolombo, Aden, Port Said, Gibraltar, Londyn i Kopenhagę. Do Gdańska przybyli 1 lipca 1920 roku.

Tego samego dnia wieczorem Orłowski wsiadł do pociągu jadącego do Warszawy. W Warszawie przebywał osiem dni i już 10 lipca przybył do Krakowa. Wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim rozpoczął w styczniu 1921 roku. Mieszkał z najbliższą rodziną w małym budynku na tyłach kliniki. Na parterze mieszkali Orłowscy, a na piętrze profesor Jaworski z rodziną. Dopiero w ostatnim roku pracy w Krakowie Witold Orłowski przeniósł się do dużego mieszkania przy ulicy Zyblikiewicza.

Jako profesor uniwersytecki okazał się nie tylko bardzo dobrym organizatorem, ale przede wszystkim rozwinął w klinice prężną działalność naukową. Interesował się w szczególności kardiologią, gastroenterologią i pulmonologią (leczenie i zapobieganie gruźlicy). Organizował comiesięczne spotkania internistów krakowskich, które potem przekształciły się w Koło Krakowskie Internistów Polskich. Naukowe spotkania asystentów kliniki odbywały się obowiązkowo raz w tygodniu. Był wobec asystentów niezwykle wymagający. Domagał się dobrej znajomości języków obcych i zachowania czystości języka polskiego, stałego oczytania w najnowszej literaturze naukowej. Bardzo również dbał o rozwój zawodowy swoich współpracowników (33 uczniów profesora uzyskało tytuł doktora habilitowanego, a 26 zostało profesorami). Także studentom stawiał bardzo wysokie wymagania, co oznacza, że był surowym egzaminatorem.

W wyniku sugestii żony po pięciu pracowitych latach opuścił Kraków i udał się do stolicy, gdzie mieszkała ich najbliższa rodzina. W styczniu 1926 roku objął stanowisko kierownika I Kliniki Chorób Wewnętrznych, mieszczącej się w Szpitalu Św. Ducha przy ulicy Elektoralnej. W dniu 27 września 1927 roku został mianowany kierownikiem II Kliniki Chorób Wewnętrznych, mieszczącej się w Szpitalu Dzieciątka Jezus i prowadzonej do tej pory przez Antoniego Gluzińskiego. Nie tylko zreorganizował klinikę, zamieniając ją w jeden z najnowocześniejszych ośrodków naukowo-badawczych w Europie, ale stworzył szkołę naukową, której kolejne pokolenia uczniów będą pracować na rzecz rozwoju kolejnych gałęzi medycyny wewnętrznej. Orłowski otworzył w klinice nowoczesne pracownie naukowe: oddział przemiany materii, pracownię biochemiczną, poradnię kardiologiczną, gabinet EKG, pracownię serologiczno-bakteriologiczną, poradnie przeciwgruźliczą i przeciwreumatyczną (potem przekształconą w Instytut Reumatologiczny) oraz pracownię do badań doświadczalnych na zwierzętach. Kliniczna poradnia przeciwgruźlicza oraz stworzona w 1935 roku poradnia przeciwgruźlicza dla studentów prowadziły nie tylko działalność leczniczą, lecz przede wszystkim profilaktyczną, obejmując swym działaniem dorosłych i dzieci. W 1928 roku otworzył pierwszą w Polsce poradnię wychowania fizycznego, w której pracowali lekarze, których dziś określilibyśmy mianem lekarzy sportowych.

Orłowski ogłosił 207 prac naukowych w języku polskim, rosyjskim, niemieckim, francuskim, czeskim, bułgarskim, portugalskim i hiszpańskim. W swoich poglądach naukowych daleko wyprzedzał współczesne mu poglądy. Był twórcą największej w Polsce szkoły internistycznej, opartej na podstawach patofizjologicznych i biochemicznych, pionierem polskiej fizjologii i biochemii klinicznej. Wprowadził do kliniki własne metody leczenia i badania fizykalnego, a także oryginalne metody analityczne. Prowadził zespołowe badania doświadczalno-kliniczne. Badał procesy dynamiczne zachodzące w organizmie. Szczególnie interesował go problem patogenezy przewlekłej niewydolności krążenia. Czysto mechaniczny pogląd na etiologię tej patologii zamienił na metaboliczny. Opracował pełny, oryginalny i nowoczesny podręcznik chorób wewnętrznych (1933–1938), omawiający szczegółowo klinikę narządu krążenia i oddychania, gruźlicy płuc, narządu moczowego i trawienia, chorób wątroby i układu żółciowego oraz klinikę układu wydzielania wewnętrznego. Przedstawił w nim i uzasadnił nowoczesną polską terminologię kardiologiczną. Swój podręcznik zadedykował Uniwersytetowi Jagiellońskiemu, „dostojnemu krzewicielowi nauki, ducha i myśli polskiej, który przez zaszczytne dla mnie powołanie na katedrę kliniki chorób wewnętrznych stworzył mi pole do pracy wśród swoich i dla swoich i przez to ziścił moje gorące marzenia od lat najmłodszych. Pracę tę z głęboką czcią w hołdzie składam”1.

Orłowski był autorem oryginalnej nowoczesnej teorii patogenezy przewlekłej niewydolności krążenia. Uważał, że choroba ta jest wynikiem dysfunkcji nie tylko samego mięśnia sercowego, ale również i układu naczyniowego. Poza tym doszedł do wniosku, że zmiany organiczne w sercu nie są czynnikiem pierwotnym, ale wtórnym w tym schorzeniu. Dla zaznaczenia tego stanowiska zaproponował zamianę dotychczas powszechnie stosowanych terminów: wyrównanie serca (compensatio cordis) i niewyrównanie serca (decompensatio cordis) na wydolność krążenia (sufficientia s. compensatio circulatoria) oraz niewydolność krążenia (insufficientia s. decompensatio circulatoria), jako bardziej odpowiadających istocie spraw. Te określenia utrwaliły się w kardiologii polskiej i światowej na stałe i są używane do tej pory.

Podczas okupacji hitlerowskiej Orłowski nadal kierował kliniką, w której kontynuował badania naukowe i prowadził tajne nauczanie (wykłady na tajnym Wydziale Lekarskim UW, 1939–1944, i na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Warszawie, 1940–1944, którego był współorganizatorem). W 1944 roku po powstaniu warszawskim ewakuował II Klinikę Chorób Wewnętrznych do Grodziska Mazowieckiego, ratując w dużym stopniu jej mienie. Dnia 15 lipca 1945 roku klinika powróciła na stare miejsce, a w początkach grudnia powrócono do pracy dydaktycznej w pełnym wymiarze.

Przeniesiony na emeryturę z dniem 1 stycznia 1948 roku, Witold Orłowski został mianowany profesorem honorowym Uniwersytetu Warszawskiego oraz przyjął stanowisko ordynatora oddziału chorób wewnętrznych Szpitala Miejskiego na warszawskim Lesznie (15 lipca 1949–30 czerwca 1957). Pracował potem jeszcze jako kierownik IV Zakładu Chorób Wewnętrznych Instytutu Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich (1956–1960), a następnie jako ordynator oddziału wewnętrznego Szpitala Wojewódzkiego przy ulicy Czerniakowskiej (1 maja 1957–31 grudnia 1960), o którego powstanie mocno zabiegał osobiście (dziś nosi jego imię). Wreszcie, przeszedłszy ostatecznie na emeryturę, kontynuował prace naukowe, publikował i redagował literaturę medyczną. Wychował czwórkę dzieci: Alinę – germanistkę, Witolda – inżyniera chemika, Irenę – lekarza stomatologa i Tadeusza – lekarza, profesora chorób wewnętrznych, twórcę polskiej nefrologii. Zmarł w Warszawie 2 grudnia 1966 roku. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.

Witold Orłowski był redaktorem lub członkiem komisji redakcyjnych wielu czasopism krajowych i zagranicznych, w tym redaktorem naczelnym „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej” (1928–1948). Był członkiem wielu towarzystw naukowych w kraju i za granicą, m.in. Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (czynnym od 1927, a zwyczajnym od 1929 roku), Polskiej Akademii Umiejętności (członkiem czynnym od 1930), Polskiej Akademii Nauk (tytularnym od 1952, a rzeczywistym od 1957 roku) i Akademii Nauk w Nowym Jorku (od 1959). W Polskiej Akademii Umiejętności był zastępcą dyr. Wydziału IV (1932–1939) i jej delegatem do Komitetu Nauk Medycznych (1932–1939).

Wybrana literatura

 

Orłowski W., Wspomnienia. Cz. I, „Archiwum Historii Medycyny” 1965, t. XXVIII, s. 387–439.

Ostrowska T., Orłowski Witold Eugeniusz, [w:] PSB, t. XXIV, Wrocław-Kraków 1978, s. 240–244.

Roguski J., Witold Orłowski jako twórca szkoły lekarskiej, „Nowiny lekarskie” 1947, R. 104, nr 9, s. 144–146.

Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 315–318.

SECT-ID LINK

1W. Orłowski, Nauka o chorobach wewnętrznych, t. I: Narząd krążenia, Warszawa 1947, s. 7.

Kazimierz Orzechowski

Urodzony 5 II 1878 w Przemyślu. Studia na uniwersytecie we Lwowie (od 1896), doktorat (1901). Demonstrator, później asystent w Instytucie Neurologicznym uniwersytetu w Wiedniu. Habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1910), wykładowca, prof. nadzwyczajny (1919). Prof. zwyczajny UW (1920), dziekan Wydziału Lekarskiego (1929/1930).

Lekarz neurolog; inicjator wyodrębnienia neurochirurgii jako samodzielnej specjalności medycznej; prace dotyczące parafizjologii, patomorfologii i sympatologii układu nerwowego. Członek zarządu Warszawskiego Towarzystwa Neurologicznego, prezes Towarzystwa Neurologów Polskich, członek Akademii Nauk Lekarskich, TNW (133), PAU (1930); prezes Polskiego Towarzystwa Popierania Badań Mózgu (1928–1930).
Redaktor „Neurologii Polskiej”.
Zmarł 5 II 1942 w Warszawie.

Die Tetanie mit myotonischen Symptomen, „Jahrbücher für Psychiatrie und Neurologie” 1909, t. XXIX, s. 283–328; De l’ataxie dysmetrique des yeux; remarques sur l’ataxie des yeux dite myoclonique (opsoclonie, opsochorie), „Journal für Psychologie und Neurologie” 1927, t. XXXV, s. 1–18; Gruźlica a narząd nerwowy, [w:] Gruźlica i jej zwalczanie, red. S. Ciechanowski, Warszawa 1927, s. 443–464.

Orzechowski K. [w:] PSB, t. XXIV, Kraków 1979, s. 280–282; E. Herman, Neurolodzy polscy, Warszawa 1958.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

KAZIMIERZ ORZECHOWSKI

1878–1942

 

Kazimierz Orzechowski urodził się w Przemyślu 5 lutego 1878 roku jako syn Zygmunta, oficera armii austriackiej, i Heleny z Ptaszków. Po ukończeniu gimnazjum w 1896 roku w Przemyślu, rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego. Doktorat na tej uczelni uzyskał w 1901 roku. Następnie udał się w podróż naukową do Wiednia. Utrzymywał się tam z prywatnej praktyki lekarskiej i jednocześnie dokształcał w zakresie całkiem nowej specjalizacji medycznej, jaką była w owych czasach neurologia. Pracował przez sześć lat w Instytucie Neurologicznym Uniwersytetu Wiedeńskiego u Heinricha Obersteinera, gdzie poznawał nowe metody badań histopatologicznych struktur układu nerwowego. Od 1903 roku zatrudniony był na stanowisku demonstratora, a następnie asystenta tego Instytutu.

W 1909 roku Orzechowski powrócił do Lwowa, gdzie objął stanowisko prymariusza oddziału neuropsychiatrycznego w Szpitalu Powszechnym Krajowym we Lwowie. W okresie wiedeńskim opublikował jedną z najciekawszych i najważniejszych prac neurologicznych Die Tetanie mit myotonischen Symptomen. W pracy tej opisał objaw poraźny w miotonii, który obecnie należy do patognomonicznych w tej chorobie. Dzisiaj wiemy, że miotonia jest genetycznie uwarunkowaną chorobą mięśni, która objawia się po raz pierwszy najczęściej w wieku młodzieńczym. Polega na przetrwałym skurczu mięśnia w spoczynku, który powoli ustępuje po jego roztrenowaniu, czyli rozpoczęciu pracy, lub na opóźnionym jego rozkurczu po uprzednim skurczu. Przykładowo – po uchwyceniu dłonią jakiegoś przedmiotu pacjent będzie miał trudność z wypuszczeniem go z ręki. Rozkurcz, który nastąpi po pewnym przedłużonym czasie, będzie miał charakter porażenny, co oznacza, że chory nie będzie mógł przez pewien czas zmusić mięśni do ponownego skurczu. Mięsień nie będzie również reagował skurczem na prąd przerywany. Ten objaw opisał właśnie Orzechowski, czym dał podstawy do rozpoznawania tej choroby. Praca należała do pionierskich w neurologii i była szczególnie ważna, gdyż schorzenia neurologiczne, o objawach bardzo często niezwykle podobnych do siebie, wymagały stworzenia nowoczesnej diagnostyki różnicowej.

W tym czasie podejmowano również pierwsze próby leczenia schorzeń układu nerwowego. W 1910 roku Orzechowski habilitował się z neuropatologii na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie kierownikiem katedry neurologii i psychiatrii był świetny specjalista w tych dziedzinach Henryk Halban. Profesor Halban był również niestrudzonym organizatorem. Należy tutaj wspomnieć, że rozpoczął urządzanie swojej kliniki zupełnie od podstaw, co było tym trudniejsze, iż neurologia jako nowa dziedzina medycyny dopiero pączkowała z medycyny wewnętrznej i została świeżo wprowadzona do nauczania studentów w 1905 roku. To, czym wtedy dysponował profesor, było małym ambulatorium, ulokowanym w kilku pokoikach czynszowej kamienicy. Po 19 latach starań udało mu się uzyskać 40-łóżkową prowizoryczną klinikę w baraku szpitalnym. Celem jego życia było wybudowanie nowoczesnej kliniki neurologiczno-psychiatrycznej. Dopiero po kolejnych sześciu latach, w 1930 roku udało mu się wreszcie otworzyć jedno ze skrzydeł tej wspaniałej w zamierzeniu budowli. Orzechowski był najzdolniejszym uczniem profesora, lecz tak jak inni był zmuszony pracować naukowo w bardzo ciężkich warunkach. Pomimo tego prowadził w tym okresie bardzo ciekawe prace naukowe. Jedna z publikacji Stwardnienie guzowate i choroba Recklinghausena jako jednostka chorobowa pod względem anatomicznym była ważnym krokiem na drodze do poznania etiopatologii obu schorzeń. Poza tym prowadził dalsze obserwacje na temat chorób z komponentą miotoniczną; drobiazgowo badając chorych z porażeniem nerwu łokciowego ustalił dwa patognomoniczne objawy pojawiające się przy porażeniu mięśni międzykostnych w przebiegu tej choroby. Pierwszy polegał na niemożności utrzymania palców złożonych razem przy pozycji dłoni „jak do modlitwy”. Drugi, bardziej zaskakujący, świadczył o niezwykłej spostrzegawczości Orzechowskiego. Chory, cierpiący na tę przypadłość, nie jest w stanie umieścić palca w nozdrzu, czyli, mówiąc prościej, włożyć palca do dziurki w nosie. Cóż, szczegółowa obserwacja pacjenta, badanie fizykalne i wywiad musiały zastąpić badania współczesne takie jak rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, skomplikowane badania laboratoryjne, czy elektroneurografię.

Prawdopodobnie swoje spostrzeżenia kliniczne prowadził Orzechowski nie tylko w małym ambulatorium, lecz przede wszystkim na swoim oddziale neurologicznym Szpitala Powszechnego, gdzie pozostał prymariuszem aż do czasu wyjazdu ze Lwowa. Po habilitacji rozpoczął wykłady z neuropatologii i histopatologii kory mózgowej oraz elektrodiagnostyki i elektroterapii chorób nerwowych, które prowadził przez pierwsze pięć lat bezpłatnie, od 1915 roku jako p.o. kierownika katedry (faktycznie był zastępcą profesora). W 1919 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego. W roku następnym udał się do Warszawy, gdzie już jako profesor zwyczajny objął stanowisko kierownika Kliniki Neurologicznej UW.

Wyjazd do stolicy był bardzo szczęśliwym posunięciem. We Lwowie zrobiło się już za ciasno dla dwóch neurologów tej miary. Uczeń opuścił mistrza i sam stał się mistrzem. Z powodzeniem stworzył własną szkołę neurologiczną w Warszawie. Nie było to wcale sprawą łatwą, ponieważ istniała już tutaj od 20 lat bardzo prężna szkoła, stworzona przez jednego z najlepszych neurologów na świecie – Edwarda Flataua.

Edward Flatau, Polak żydowskiego pochodzenia, był jednym z twórców światowej neurologii. Do Warszawy przyjechał w wielu 31 lat z Berlina, już jako osławiony badacz układu nerwowego. Pracował tutaj na oddziale neurologicznym w Szpitalu Starozakonnych na Czystem, jednocześnie organizując pracownię mikroskopową do badań układu nerwowego w swoim prywatnym mieszkaniu, z której po latach wyrosła pracownia neurobiologiczna Instytutu im. Marcela Nenckiego przy Towarzystwie Naukowym Warszawskim. Flatau został kierownikiem tej placówki i prowadził ją do końca swojego życia. Przyjeżdżając do Warszawy w 1899 roku, nie myślał zapewne o karierze naukowej. Nie było wówczas w stolicy odpowiedniej szkoły wyższej. Czysto rosyjska uczelnia, jaką był Cesarski Uniwersytet Warszawski, funkcjonowała bardzo mizernie, ze stanowiskami naukowymi obstawionymi w większości przez profesorów o bardzo podejrzanej reputacji. Jednak po 20 latach ciężkiej pracy klinicznej Flataua na polu naukowym, kiedy w 1920 roku utworzono Katedrę Neurologii w Uniwersytecie Warszawskim, pojawiła się szansa na przypieczętowanie jego kariery tytułem profesora. Posadę kierownika Katedry zaproponowano jednak Orzechowskiemu prawdopodobnie dlatego, że był wówczas już po habilitacji i miał odpowiednie doświadczenie uniwersyteckie. Tak czy owak, w stolicy, obok starej i cieszącej się zasłużoną sławą szkoły, powstaje nowa, związana z Uniwersytetem.

Trudno się dziwić, że Edward Flatau i Kazimierz Orzechowski zaczęli rywalizować między sobą. Rywalizacja na polu naukowym była wyjątkowo uczciwa i owocna. Osiągnięcia naukowe obu szkół mogą dziś ocenić szczegółowo specjaliści neurolodzy. Tutaj należy wspomnieć o tym, że obie wykształciły wybitnych uczniów, znakomitych neurologów polskich. Jak można się było spodziewać, szkoła uniwersytecka przetrwała dłużej, dość powiedzieć, że do dzisiejszego dnia kształci przecież młodych lekarzy specjalistów.

Kazimierz Orzechowski przyczynił się w znacznym stopniu do wyodrębnienia się z neurologii nowej specjalizacji, jaką była neurochirurgia. Zabiegi neurochirurgiczne wykonywano coraz częściej i coraz odważniej. Ambicją Orzechowskiego było otwarcie w warszawskiej klinice neurologicznej oddziału neurochirurgicznego. Kiedy więc tylko znalazła się osoba chętna do zajęcia się tym tematem – a był to Jerzy Choróbski, ówczesny asystent Orzechowskiego – profesor natychmiast dał mu szansę. W 1930 roku wysłał go na stypendium do Montrealu i Chicago, gdzie młody człowiek miał nabyć biegłości w zagłębianiu skalpela w tkankę nerwową. Choróbski okazał się doskonałym operatorem i świetnym naukowcem. Po powrocie do Warszawy w 1934 roku został przyjęty z entuzjazmem przez Orzechowskiego i pracując jako jego asystent otworzył nareszcie upragniony 15-łóżkowy Oddział Neurochirurgii przy Klinice Chorób Nerwowych UW, który mieścił się w Wojskowym Instytucie Chirurgii Urazowej w Warszawie przy ul. Nowowiejskiej. Wraz z Choróbskim działalność zabiegową rozpoczynał tam drugi wielki polski neurochirurg – Adam Kunicki, późniejszy profesor Akademii Medycznej w Krakowie.

Zabiegi neurochirurgiczne przeprowadzano na sali operacyjnej w czasie użyczonym przez tamtejszych chirurgów. Było to bardzo niezręczne ze względu na ogromną liczbę zabiegów przeprowadzanych przez lekarzy wojskowych. Tuż przed wybuchem wojny Orzechowskiemu i Choróbskiemu udało się przenieść ten oddział do Szpitala Dzieciątka Jezus i uzyskać pomieszczenie na osobną salę operacyjną. Co ciekawe, Orzechowski rywalizował w tej kwestii ze swoim następcą na stanowisku ordynatora oddziału chorób nerwowych i umysłowych Państwowego Szpitala we Lwowie – doktorem Aleksandrem Domaszewiczem, który w 1936 roku otworzył nowoczesny oddział neurologiczny z oddziałem neurochirurgicznym w tamtejszym szpitalu. Tak powstawała powoli polska neurochirurgia.

W okresie warszawskim Orzechowski prowadził bardzo intensywne prace naukowe, pisał o rozmiękaniu kości, zaburzeniach pozapiramidowych, rwie kulszowej, guzach mózgu i padaczce. Jako pierwszy na świecie stosował do leczenia zrostów pozapalnych opon mózgowych odmę czaszkową. Był jednym z redaktorów podręcznika chorób nerwowych, którego wydanie przerwała II wojna światowa. Opracowane przez Orzechowskiego fragmenty ukazały się w latach 50. w podręczniku Choroby układu nerwowego pod redakcją Władysława Jakimowicza. Z jego szkoły wyszli liczni znakomici neurolodzy polscy. Był wymagającym i z pozoru surowym szefem. Asystenci darzyli go jednak głębokim szacunkiem i zaufaniem. Stwarzał wokół siebie specyficzny klimat naukowy. Często dyskutował ze swoimi asystentami i życzliwie zachęcał ich do dalszych badań. Podobno nie tylko chętnie dzielił się swoją wiedzą, ale też sam, ciekawy nowinek, uważnie słuchał młodszych lekarzy, jeśli uważał, że ich wiedza w danym temacie może być większa. Co ciekawe, podobno nie odznaczał się talentem pedagogicznym jeśli chodzi o wykłady, które były bardzo trudne dla studentów. Jego rozważania naukowe, snute na bardzo wysokim poziomie, bez uprzedniego wprowadzenia w podstawy wiedzy, cieszyły się jednak ogromnym powodzeniem, prawdopodobnie z powodu niezwykle głębokiego ujęcia omawianego przedmiotu i uwzględniania pozapodręcznikowych szczegółów.

Z osobami, które darzył sympatią, dzielił się osobistymi problemami. W ten szczególnie ciepły sposób wspomina go profesor Eufemiusz Herman, twórca łódzkiej neurologii, uczeń Edwarda Flataua, który miał przyjemność pracować pod kierunkiem tego niezwykłego człowieka w pracowni neurobiologicznej Zakładu Neurobiologii Instytutu im. Marcelego Nenckiego. Orzechowski objął kierownictwo tego zakładu w 1934 roku, po śmierci Flataua. Herman pisze o nim również: „Pozornie oziębły, formalistyczny, z wielką dystynkcją trzymający się w pewnym dystansie, krył w sobie serce czułe i dobre, okazywane wstydliwie tylko nielicznym w ich ciężkich chwilach życia. Był w nim sentyment, a nawet romantyzm. Umiał dobierać sobie współpracowników i uczniów, wdrażać ich w sumienną i obiektywną pracę. Był z nich dumny i szczycił się nimi, chociaż nigdy wprost im tego nie okazywał; my zaś stojący poza szkołą Orzechowskiego znaliśmy dobrze z ust samego profesora sprawiedliwy i piękny sąd o jego uczniach”1.

Orzechowski był dziekanem Wydziału Lekarskiego UW w roku akademickim 1929/1930, członkiem zarządu Warszawskiego Towarzystwa Neurologicznego, prezesem Towarzystwa Neurologów Polskich, członkiem czynnym Akademii Nauk Lekarskich i Polskiej Akademii Umiejętności (od 1930 roku), członkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1933) oraz innych organizacji naukowych krajowych i zagranicznych. W latach 1928–1930 był prezesem Polskiego Towarzystwa Popierania Badań Mózgu. Grupa lekarzy skupiona w tej organizacji miała za cel pomóc innemu wybitnemu badaczowi układu nerwowego Maksymilianowi Rosemu w stworzeniu instytutu na miarę berlińskiego. Rose opuścił Instytut Badania Mózgu w Berlinie, aby zamieszkać i pracować w Warszawie. Instytut ulokowano w dwóch ciasnych salkach w Zakładzie Histologii i Embriologii UW i to tu Rose przeprowadzał pionierskie w skali światowej badania nad cytoarchitektoniką mózgu. Powołany w kwietniu 1931 roku na Katedrę Neurologii i Psychiatrii w Wilnie, tam właśnie przeniósł swój instytut i tam kontynuował badania rozsławiające szeroko w świecie naukę polską. W dużej mierze była to zasługa Orzechowskiego, który widział konieczność sprowadzenia tak wielkiego naukowca z Berlina i niedopuszczenia, aby tak wielki talent przepadł dla neurologii polskiej, budując naukę niemiecką.

Orzechowski był redaktorem „Neurologii Polskiej” oraz współorganizatorem wielu konferencji naukowych w kraju i za granicą. Zmarł nagle 5 lutego 1942 roku w Warszawie. Jest pochowany na Cmentarzu Ewangelickim. Był dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa, z Zofią z Bosiewiczów, miał syna Adama, inżyniera, i córkę Annę oraz dwoje dzieci zmarłych w dzieciństwie. Z drugiego małżeństwa, z Anielą z Honckiewiczów, pozostawił syna Kazimierza, lekarza anestezjologa.

SECT-ID LINK

1E. Herman, Neurolodzy polscy, Warszawa 1958, s. 357

Leon Petrażycki

Urodzony 13 IV 1867 w Kołłątajewie. Studia prawnicze na Uniwersytecie Kijowskim (ukończone w 1890). Stypendysta w Berlinie (1891–1895). Studia uzupełniał w Heidelbergu i Paryżu. Doktorat na Uniwersytecie Petersburskim (1897), profesor (1898). Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Petersburskiego (1905/1906 oraz 1913). Od 1918 kierował utworzoną dla niego Katedrą Socjologii na Wydziale Prawa UW. Profesor UW w latach 1919–1931. Prorektor Wolnej Wszechnicy Polskiej (1922–1924).

Prawnik, filozof i teoretyk prawa, socjolog, etyk. Twórca psychologicznej teorii prawa. Czołowa postać petersburskiego życia naukowego. Członek towarzystw naukowych we Francji, Holandii, Polsce i Rosji. Doktor honoris causa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (1927).
Odebrał sobie życie 15 V 1931 w Warszawie.

Die Lehre vom Einkommen, t. I-II, Berlin 1893–1895; Bona fides w graždanskom prawie, St. Petersburg 1897; Wstęp do nauki prawa i moralności, Sankt Petersburg 1905; Teoria prawa i państwa w związku z teorią moralności, Warszawa 1959; Uniwiersitiet i nauka, Sankt Petersburg 1907; O nauce, prawie i moralności. Pisma cytowane, Warszawa 1985.

Petrażycki L. [w:] PSB, t. XXV, Kraków 1980, s. 683–688.

ANDRZEJ KOJDER

LEON PETRAŻYCKI

1867–1931

 

Leon Petrażycki urodził się jako pogrobowiec w rodzinie szlacheckiej herbu Pielesz w miejscowości Kołłątajewo w ziemi witebskiej. Ojciec jego brał udział w powstaniu styczniowym, za co został zesłany na katorgę.

Ukończył z wyróżnieniem gimnazjum w Witebsku. Studia podjął na Uniwersytecie św. Włodzimierza w Kijowie, najpierw na medycynie, a potem na prawie. Jako student przetłumaczył z języka niemieckiego na rosyjski kilkusetstronicowy podręcznik prawa rzymskiego Juliusa Barona, który do dzisiaj jest wykorzystywany w dydaktyce uniwersyteckiej. Po ukończeniu studiów w 1890 roku został wysłany do Berlina jako stypendysta rządu rosyjskiego. W Berlinie opublikował dwie obszerne książki, które przyniosły mu wielki rozgłos (Die Fruchtvertheilung, 1892 i Die Lehre vom Einkommen, 1893–1895, 2 t.) i uznanie niemieckiego świata prawniczego. Po powrocie do Rosji uzyskał doktorat na Uniwersytecie Petersburskim w 1897 roku, a rok później został mianowany profesorem. W czasie dwudziestu lat pracy naukowej w Petersburgu ogłosił kilkanaście książek oraz około czterdziestu obszernych rozpraw i artykułów. Do podstawowych jego prac zalicza się: Akcjonernaja kompanija (1898); Očerki filosofii prava (1900); Bona fides v graždanskom prawie (1902); O pobudkach postępowania i o istocie moralności i prawa (1904, wyd. polskie 1924); Wstęp do nauki prawa i moralności (1905, wyd. polskie 1930); Teoria prawa i państwa (1907, wyd. polskie 1959–1960, 2 t.); Universitet i nauka (1907, 2 t.); Akcii, birževaja igra i teoria ekonomičeskich krizisov (1911); Nowe podstawy logiki i klasyfikacja umiejętności (1939); Szkice filozoficzne (1939). Dwukrotnie był wybierany na dziekana Wydziału Prawa, a w 1906 roku został wybrany na posła miasta Petersburga do I Dumy Państwowej. W 1912 roku został członkiem krakowskiej Akademii Umiejętności, a w 1915 prezesem Towarzystwa Polskich Prawników i Ekonomistów w Rosji. Po upadku władzy carskiej mianowano go senatorem, lecz obowiązków nie podjął. W 1917 roku brał udział w pracach Polskiej Komisji Likwidacyjnej. W październiku 1917 roku wyjechał z Rosji do Finlandii w pozorowanej misji dyplomatycznej.

W 1918 roku osiedlił się w Warszawie i 1 kwietnia 1919 objął nowo utworzoną Katedrę Socjologii na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych UW. Była to pierwsza w Polsce katedra uniwersytecka tej dyscypliny i jedna z pierwszych w Europie. Prowadził także wykłady w Wolnej Wszechnicy Polskiej, której był prorektorem w roku akademickim 1923/1924. Uczestniczył w pracach Komisji Kodyfikacyjnej RP oraz Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Był współautorem ostatecznej redakcji Ustawy o szkołach akademickich, sankcjonującej na wiele lat samorządność szkół wyższych.

W 1925 roku został wybrany na wiceprezesa Międzynarodowego Instytutu Socjologicznego w Paryżu oraz członka korespondenta Międzynarodowej Akademii Prawa Porównawczego w Hadze. Z okazji przypadającego w 1927 roku trzydziestopięciolecia pracy naukowej i sześćdziesięciolecia urodzin Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie nadał mu tytuł doktora honoris causa. Utworzony też został pod patronatem ówczesnego Marszałka Sejmu prof. Wacława Makowskiego „Komitet Uczczenia Jubileuszu Profesora Leona Petrażyckiego” z udziałem wielu wybitnych uczonych, m.in. Marcelego Handelsmana, Stanisława Kutrzeby, Wacława Makowskiego, Kazimierza Twardowskiego. Komitet uznał, że: „Świat naukowy polski powinien złożyć hołd należny jednemu ze swych największych myślicieli, a pierwszym, najbardziej godnym i właściwym hołdu objawem będzie dokonanie polskiego wydania pism podstawowych Jubilata, ogłoszonych dotąd w językach obcych, oraz licznych Jego rękopisów niewydanych”1. Postanowienie to nie zostało jednak spełnione. Jedynie w 1930 roku został wydany (notabene w drodze subskrypcji!) Wstęp do nauki prawa i moralności. Podobna inicjatywa została podjęta w 1958 roku przez komitet pod przewodnictwem prof. Tadeusza Kotarbińskiego, ówczesnego prezesa Polskiej Akademii Nauk, i zakończyła się wznowieniem Wstępu oraz publikacją dwóch innych dzieł Petrażyckiego.

Jak świadczą zachowane relacje słuchaczy jego wykładów, ocalałe inedita i tematy wykładów prowadzonych na Uniwersytecie Warszawskim i w Wolnej Wszechnicy Polskiej, zajmował się on głównie socjologią, jej podstawami psychologicznymi i metodologicznymi. Usiłował też rozprawić się z filozofią Kanta, wykazując jej z gruntu spekulatywny charakter, a także wtórność wobec idei francuskiego matematyka i filozofa Pierre’a Louisa de Maupertuisa. Ponadto pracował nad stworzeniem nowej, „pozycyjnej” logiki, zajmował się filozofią nauki, ogólną teorią prawa i polityką prawodawczą, podstawami psychologii i estetyki, teorią władzy i państwa, prądami i kryzysami kulturalnymi oraz krążeniem idei. W każdej z tych dziedzin miał coś istotnego do powiedzenia, a najsilniejsze piętno odcisnął na swej wiodącej specjalności – wiedzy o prawie.

Zdrowia był Leon Petrażycki dość wątłego. W starszym wieku nękał go dokuczliwy pleuryt. Przeżywał też zapewne stany depresji. Był ponadto przeświadczony, że jego siły twórcze już się wyczerpały, a żyć nietwórczo nie ma najmniejszego powodu. Postanowił więc rozstać się z życiem, co uczynił 15 maja 1931 roku. Jeśli w ciągu dwunastu lat pobytu w ojczyźnie odczuwał brak przejawów szacunku, uznania i sympatii, zwłaszcza ze strony środowiska uniwersyteckiego, zaznał tych uczuć po tragicznej śmierci. Rektor, Senat i studenci żegnali go w żałobnym nekrologu jako: „Znakomitego Badacza Wiedzy Prawniczej, Wśród Swoich i Obcych Wsławionego, przez Uczniów Umiłowanego”. W czasie uroczystości pogrzebowych na Cmentarzu Powązkowskim wygłoszono 16 mów pożegnalnych w trzech językach. W krótkim też czasie powstało Towarzystwo im. Leona Petrażyckiego oraz Koło Socjologiczne Studentów Uniwersytetu Warszawskiego im. Leona Petrażyckiego. Większość założycieli i aktywnych uczestników obu tych inicjatyw zginęła w czasie II wojny światowej. Zagładzie uległa też bardzo obszerna rękopiśmienna spuścizna Petrażyckiego.

Wprowadzony w Polsce po 1945 roku nowy porządek ustrojowy skazywał Leona Petrażyckiego politycznym werdyktem na nieistnienie, tym bardziej, że w Rosji piętnował go sam Lenin. Dopiero tzw. odwilż październikowa 1956 roku umożliwiła krytyczne ustosunkowanie się do niemarksistowskich, burżuazyjnych tez Petrażyckiego. Później, im bardziej system tzw. realnego socjalizmu chylił się ku upadkowi, tym rzetelniej mogła być przedstawiana jego twórczość i osoba.

Mimo wielkiego rezonansu, z jakim spotykało się jego dzieło, a także trwającej kilkadziesiąt lat jego recepcji, dorobek publikacyjny Petrażyckiego nadal pozostaje rozproszony w trzech językach. Nie ma też na świecie biblioteki, która by posiadała wszystkie jego prace. Wypada również wspomnieć, że nikt nie uzyskał u niego magisterium ani doktoratu, miał bowiem bardzo wysokie wymagania, m.in. co do znajomości co najmniej pięciu języków obcych.

Znamiennym wydarzeniem u progu drugiej dekady XXI wieku było ukazanie się w Wydawnictwie Uniwersytetu Petersburskiego ponadtysiącstronicowego wyboru prac Petrażyckiego pt. Teorija prawa i politika prawa pod red. Eleny V. Timosziny (z udziałem autora tej noty). Zamieszczona tam bibliografia publikacji poświęconych Petrażyckiemu liczy 1164 pozycje. Także w 2010 roku ukazało się w Stanach Zjednoczonych nowe wydanie wyboru pism Petrażyckiego pt. Law and Morality z przedmową A. Javiera Trevino.

Liczne są memorabilia upamiętniające twórczość i osobę Leona Petrażyckiego. Na Uniwersytecie Petersburskim portret Petrażyckiego jest umieszczony w Galerii Sław tej uczelni. W Krakowie i Wrocławiu ulice nazwano jego imieniem. W gmachu Audytorium Maximum UW jedna z sal wykładowych nosi imię Petrażyckiego, podobnie jak w Międzynarodowym Instytucie Socjologii Prawa w Oñati (w Hiszpanii). Od wielu lat Wydział I PAN przyznaje nagrodę w dziedzinie prawa im. Petrażyckiego.

Z okazji osiemdziesiątej rocznicy śmierci autora Wstępu do nauki prawa i moralności odbyła się 4 marca 2011 roku na Uniwersytecie Warszawskim międzynarodowa konferencja pt. „Leon Petrażycki and Contemporary Legal Pluralism”. Przed konferencją na gmachu Wydziału Prawa odsłonięte zostały dwie tablice: jedna ogłasza, że Collegium Iuridicum nosi imię Leona Petrażyckiego, druga zaś powiadamia, że w gmachu Collegium Uczony tworzył, nauczał i mieszkał w latach 1919–1931. W trakcie konferencji symultanicznie tłumaczone referaty wygłosiło czterech profesorów rosyjskich, trzech niemieckich i trzech polskich. Jak powiedział otwierając konferencję Dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW prof. Krzysztof Rączka, Leon Petrażycki był uczonym trzech kultur i w każdej odcisnął niezatarte do dzisiaj piętno. Referenci porównywali twórczość Leona Petrażyckiego do najświetniejszych osiągnięć nauki światowej. Podkreślano, że jego koncepcje w dziedzinie prawa, psychologii, ekonomii i socjologii miały rewolucyjne znaczenie, a także współcześnie pełnią częstokroć inspirującą rolę.

Wiele idei Petrażyckiego wykazało przez lata wielką żywotność, a niektóre z nich przybrały nawet zinstytucjonalizowaną postać. Na liście jego najznakomitszych dokonań trzeba na pierwszym miejscu wymienić wkład do nauki prawa (prawoznawstwa, teorii prawa, filozofii prawa).

Autor Teorii prawa i państwa uważał, że naukę prawa należy zbudować od nowa, aby uwolnić ją od dotychczasowych wadliwości merytorycznych i błędów logiczno-metodologicznych. Argumentował, że prawo nie jest przejawem woli czy siły, nie jest też gwarantem interesów klasy panującej i nie jest zbiorem zakazów i nakazów chronionych przymusem państwowym. Takie wąskie rozumienie prawa zasługuje, jego zdaniem, na miano „absolutnego idiotyzmu prawnego”. Prawo to coś znacznie poważniejszego, o donioślejszych niż dotąd przyjmowano funkcjach społecznych. Jako zjawisko realne prawo jest swoistym przeżyciem psychicznym imperatywno-atrybutywnym, tj. takim, które łączy przeżycie obowiązku z poczuciem uprawnienia (np. czynem obowiązkowym dłużnika jest zapłacenie długu, a uzasadnionym roszczeniem wierzyciela jest uzyskanie zwrotu długu). Te dwustronne przeżycia są „wmówione społecznie” (są rezultatem – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – socjalizacji, internalizacji norm i interakcji społecznej). Ponadto dotyczą one nie tylko teraźniejszości, lecz także przeszłości i przyszłości, odnoszą się nie tylko do jednostki, lecz także do innych ludzi i całych zbiorowości i w tym sensie mają charakter obiektywny i powszechny. Przeżycia moralne tym się różnią od prawnych, że mają wyłącznie charakter imperatywny, są bezroszczeniowe (jak np. darowanie krzywdy czy odpłacanie dobrem za zło). Słownym wyrazem emocji prawnych i moralnych, a także estetycznych, są normy postępowania, którym częstokroć przypisuje się, zupełnie bezpodstawnie, jakąś szczególną, autorytatywną moc, uznaje się je za „głos sumienia”, „wyraz woli powszechnej” czy „przejaw ducha narodowego” itp.

Poglądy te stanowiły kamień obrazy dla wielu prawników. Prawo zostało pozbawione cech, które dotychczas mu przypisywali. Swym zakresem objęło nie tylko postanowienia organów państwowych w postaci kodeksów, ustaw, rozporządzeń itp., lecz także gry dziecięce i towarzyskie, stosunki rodzinne i przestępcze, postanowienia soborów i towarzystw naukowych itp. Petrażycki dowodził ponadto, że prawo działa motywacyjnie (pobudza do określonych zachowań lub przed nimi powstrzymuje) i wychowawczo (utrwala dyspozycje do przeżywania emocji o określonej treści). Wytwarza również aktywną psychikę obywatelską, poczucie „własnego prawa” i dążenie do uzyskania tego, co należne. Cechą prawa jest również tendencja do pozytywizacji, do przekształcania poczucia prawnego (prawa intuicyjnego) w prawo pozytywne, tj. stanowione przez upoważnione do tego organy państwowe.

Leon Petrażycki zakładał, że rozwój prawa przejawia się w trzech tendencjach: 1) wzrostu wymagań prawnych co do spełniania potrzeb społecznych, 2) osiągania danego postępowania za pomocą coraz wyższych typów pobudek (łagodniejszych sankcji) i 3) zmniejszania się presji motywacyjnej w celu osiągnięcia zachowań prospołecznych. Należy również wspomnieć, że istotnym aspektem teorii prawa Petrażyckiego jest rozróżnienie prawa pozytywnego (jego cechą główną jest heteronomiczne wyobrażenie faktów formatywnych) i prawa intuicyjnego (mającego charakter autonomicznych przekonań prawnych), a także prawa oficjalnego (czyli takiego, które ma poparcie ze strony władzy państwowej) i prawa nieoficjalnego (nie popieranego przez władzę państwową).

Prymat prawa zarówno nad państwem, jak i nad moralnością był dla Leona Petrażyckiego czymś oczywistym. Wykazywał on mianowicie, że w porównaniu z moralnością przeżycia prawne silniej oddziaływują na psychikę i zachowania człowieka. Moralność jest pasywna, kształtuje przede wszystkim poczucie obowiązku, świadomość, że pewnym normom należy się posłuch. Prawo natomiast rozbudowuje w ludziach poczucie własnych uprawnień, kreuje człowieka-obywatela zdającego sobie sprawę z własnej godności i ceniącego swoją wolność. Prawo jest przeto w życiu społecznym cenniejsze niż moralność, odgrywa ważniejszą rolę w kształtowaniu postaw i zachowań ludzi w skali masowej, skuteczniej i pewniej niż moralność wzmacnia przyzwyczajenia, cechy charakteru i skłonności prospołeczne.

Wedle Petrażyckiego ustrój społeczny jest systemem skoordynowanego postępowania mas ludzkich, kierowanego przede wszystkim przez pobudki (motywacje) prawne. Pełniąc funkcję rozdzielczą, prawo tworzy ustrój prywatno-prawny, czyli gospodarczy. Z kolei funkcja organizacyjna prawa tworzy ustrój państwowy (polityczny). Obydwa ustroje są zdeterminowane, zdaniem autora, przez poziom psychiki ludzkiej na danym etapie jej historycznego rozwoju. Ustrój despotyczno-niewolniczy opierał się głównie na działaniu pobudek strachu przed przymusem. W ustroju decentralizacji (kapitalistycznym) dominują pobudki ego-altruistyczne, w ustroju natomiast centralizacji (socjalistycznym) przewagę osiągną pobudki służby społecznej i dobra wspólnego, powstaną tym samym przesłanki do zapanowania „czynnej miłości pomiędzy ludźmi”, a tym samym do stopniowego zaniku prawa, państwa i moralności.

Drugą dziedziną wiedzy, w której Leon Petrażycki uchodzi za klasyka światowej rangi, jest socjologia prawa. Jego rozważania nad relacjami między prawem a moralnością, nad rolą prawa w kształtowaniu stosunków własności i władzy, nad funkcjami prawa czy też nad wpływem prawa intuicyjnego (społecznego poczucia sprawiedliwości) na prawo pozytywne należą do kanonów wiedzy socjologicznoprawnej. Pogląd Petrażyckiego, że prawem są nie tylko kodeksy, ustawy i inne regulacje wydane w imieniu państwa przez powołane do tego organy, lecz wszelkie przeżycia imperatywno-atrybutywne, a więc nakładające na jednostkę i/lub zbiorowość określone obowiązki i przydzielające odpowiednie uprawnienia, został przyjęty przede wszystkim przez współczesną socjologię prawa. Ponadto stanowisko pluralizmu prawnego – wyróżnienie obok prawa pozytywnego (państwowego) także prawa intuicyjnego, prawa oficjalnego i prawa nieoficjalnego, prawa zwyczajowego oraz innych kategorii prawa – które Petrażycki przedstawił i uzasadnił już pod koniec XIX wieku, czyni go również pionierem tej problematyki w wymiarze światowym.

Trzecią dyscypliną wiedzy, która swoje powstanie zawdzięcza Leonowi Petrażyckiemu, jest naukowa polityka prawa sytuująca się na pograniczu zagadnień socjologii prawa, polityki społecznej i prawoznawstwa. Autor Wstępu do nauki polityki prawa dowodził, że już w ustroju decentralizacji (kapitalistycznym) prawo powinno być w taki sposób stanowione i stosowane, aby przygotowywało ludzi do nowego ustroju, ustroju centralizacji (socjalistycznego), wpajając im prawość, solidność, zamiłowanie do pracy, poczucie godności własnej i zarazem by przeciwdziałało egoizmowi, chciwości, lenistwu, bezwzględności i różnym przejawom społecznie szkodliwego indywidualizmu. Z programu naukowej polityki prawa wywodzi się prakseologia, stworzona i propagowana przez prof. Tadeusza Kotarbińskiego, oraz socjotechnika jako wiedza praktyczna w naukach społecznych, rozwijana przez prof. Adama Podgóreckiego.

Czwartą i piątą dziedziną, w której znaczenie Leona Petrażyckiego jako pioniera w skali światowej wydaje się bezdyskusyjne, choć dotąd niedostatecznie rozpoznane, są jego studia i badania nad emocjami i motywacjami kierującymi ludzkim postępowaniem. Na licznych przykładach wykazał on, że to głównie emocje (czyli „podrażnienia popędowe” o dwoistej naturze doznawczo-popędowej) kierują w sposób bezpośredni postępowaniem ludzi. Przeżycia jednostronnie-doznawcze (tj. poznanie i uczucia) oraz jednostronnie-popędowe (tj. wola) o tyle wpływają na zachowanie, o ile wzbudzają odpowiednie emocje: apulsywne, tj. przyciągające, atrakcyjne, albo repulsywne, tj. odpychające. Analizując rozmaite przeżycia psychiczne (m.in. głodu-apetytu), Petrażycki ustalił ścisły związek między przeżyciami emocjonalnymi a zmianami w organizmie, których funkcją jest wywoływanie działań przystosowawczych do istniejących warunków i/lub zewnętrznych bodźców. Ustalenie relacji między procesami psychicznymi a fizjologicznymi w pierwszych latach XX wieku czyni z Petrażyckiego jednego z prekursorów psychofizjologii. W późniejszym czasie refleksje te zaowocowały, częstokroć bez powoływania się na dokonania Petrażyckiego, powstaniem psychologii emocji i blisko z nią związanej socjologii emocji.

Do pionierskich organizacyjnych dokonań Leona Petrażyckiego należy przede wszystkim powołanie w 1919 roku Katedry Socjologii na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych UW. Była to jedna z pierwszych katedr tej dyscypliny w Europie (po śmierci Petrażyckiego została zlikwidowana). Wprawdzie przygotowane przez Petrażyckiego dzieło pt. Zarys socjologii się nie zachowało, podobnie jak niemal wszystkie jego socjologiczne manuskrypty, lecz z rozproszonych uwag w różnych pracach, a także z zachowanych notatek słuchaczy z wykładów wyłania się wizerunek reformatora także tej dyscypliny. Autor był zdania, że tradycyjna koncepcja socjologii jako „nauki o społeczeństwie”, której celem jest opis i wyjaśnienie wszelkich „zjawisk społecznych”, jest całkowicie nietrafna. Aby socjologia mogła być w pełnym tego słowa znaczeniu nauką, musi adekwatnie ustalić swój przedmiot badania. Tym przedmiotem powinny być procesy przystosowania i rozwoju społecznego oraz te wszystkie czynniki, które dla tych procesów są specyficzne, swoiste. Socjologia powinna formułować sądy (twierdzenia, teorie) o tym, co wspólne i właściwe procesom zarażania się (obcowania) emocjonalnego, oraz badać kształtowanie się pod ich wpływem „jednolitego szablonu postępowania”.

Niemal zupełnie nieznane i nie poddane komentarzom specjalistów pozostają rosyjskojęzyczne prace Leona Petrażyckiego z zakresu ekonomii i pedagogiki społecznej. W tych pierwszych analizował gospodarczą rolę spółek akcyjnych, zajmował się grą giełdową, spekulacją i kryzysami gospodarczymi. Sformułował m.in. hipotezę optymistycznego przeceniania szans i emocjonalnych aberracji w trakcie podejmowania decyzji gospodarczych. Do pedagogiki społecznej i socjologii edukacji należą jego rozważania o teorii i technice nauczania uniwersyteckiego oraz samokształcenia naukowego będące treścią dwutomowego dzieła z 1907 roku pt. Universitet i nauka. Postulował w nim m.in., by do programów nauczania na wydziałach prawa wprowadzona była socjologia, psychologia i etyka. Powróciwszy w 1920 roku do podobnych kwestii, domagał się, w broszurze O ratunek dla inteligencji i nauki polskiej, aby w odrodzonej Polsce obowiązywała całkowita bezpłatność nauczania we wszystkich szkołach państwowych, postulował przeznaczenie odpowiednich sum w budżecie państwa na stypendia dla niezamożnych uczniów i studentów oraz stworzenie płatnej i etatowej docentury.

Spośród oryginalnych tez, które sformułował Leon Petrażycki, a które nie weszły do obiegu naukowego, należy przede wszystkim wymienić jego projekt reformy nauki. Miałby on polegać na wprowadzeniu w miejsce kryterium prawdziwości twierdzeń i teorii – ich adekwatności oraz na zastąpieniu zdań i sądów jako podstawowych kategorii logicznych pojęciem pozycji jako bardziej elementarnych wytworów myśli. Zasada adekwatności (nazywana także przez Petrażyckiego zasadą współmierności) głosi, że to, co się wypowiada lub myśli o danym przedmiocie, jest prawdziwe w odniesieniu do całej klasy odpowiednich przedmiotów i tylko w odniesieniu do niej. Wartość naukową, zdaniem Petrażyckiego, mają tylko twierdzenia i teorie adekwatne. Sądził, że zastosowanie zasady adekwatności doprowadzi do oczyszczenia wiedzy teoretycznej z tez zbytecznych i zarazem do ujawnienia i usunięcia luk w dyscyplinach już istniejących.

Aby podstawowe narzędzie, jakim jest logika, mogło spełnić swoje zadanie, należy kategorię zdań i sądów zastąpić pojęciem pozycji. Pojęcie to oznacza „proste, niedające się dalej rozłożyć sensy czy treści sądów lub zdań”. Wedle takiej konwencji najprostsze zdanie oznajmujące zawiera na ogół więcej pozycji niż słów, z których się składa, i zarazem jedna pozycja może być wyrażona za pomocą kilku zdań. Pozycje są zawarte nie tylko w zdaniach oznajmujących, lecz także w pochwałach, naganach, życzeniach, pytaniach, rozkazach, dyrektywach, wzorach matematycznych czy chemicznych, atlasach, mapach, rysunkach, symbolach, a także w różnych przeżywanych stanach psychicznych, które nie przybierają formy zdaniowej. Leon Petrażycki uważał, że nowa logika, logika pozycyjna, powinna być podstawą klasyfikacji nauk. Dwie główne kategorie nauk, które wyróżniał, to 1) nauki obiektywno-poznawcze (takie jak fizyka, chemia, astronomia), które dzielą się na nauki: a) klasowe (dotyczą całych adekwatnie wyróżnionych klas przedmiotów) i b) nauki konkretno-indywidualne, oraz 2) nauki subiektywno-stosunkowe (zajmują się umiejętnościami praktycznymi, technikami, terapią itp.), wśród których dwie główne kategorie to: c) nauki krytyczne i d) nauki postulatowe – z dalszym podziałem wszystkich wyżej wymienionych kategorii.

Reformatorskie propozycje Leona Petrażyckiego w dziedzinie logiki i klasyfikacji nauk nie spotkały się z pozytywnym odzewem. Problem klasyfikacji nauk był już w latach 30. XX wieku traktowany jako kwestia drugorzędna w rozwoju poznania naukowego, a poza tym zaczęły być opracowywane procedury zmatematyzowanego klasyfikowania. Co więcej, wbrew przewidywaniom Petrażyckiego granice między poszczególnymi dyscyplinami naukowymi nie tylko nie uwydatniały się, lecz zaczęły się zacierać. Nauki zwane kompleksowymi i tzw. nauki z pogranicza (scientiae mixtae), którym w systemie wiedzy naukowej Petrażycki przypisywał malejące znaczenie, zdają się odgrywać coraz większą rolę. Z kolei propozycje logiki „pozycyjnej” zostały zdezawuowane przez znacznie bardziej wyrafinowane rozwiązania, które proponowały logika wielowartościowa i teoria zbiorów. Niemniej za sprawą wprowadzenia pojęcia „pozycje”, które są zawarte m.in. w ocenach, normach i dyrektywach, stał się Petrażycki jednym z prekursorów rozwijanej dopiero od połowy XX wieku logiki deontycznej.

Liczne prace i studia poświęcone twórczości Leona Petrażyckiego, które nieprzerwanie ukazują się w Polsce i za granicą od kilkudziesięciu lat, dobitnie świadczą o żywotności jego dokonań. Był on bowiem nie tylko znakomitym myślicielem, obdarzonym niepospolitą siłą wyobraźni, lecz także reformatorem nauki, prekursorem wielu idei dyskutowanych w ciągu dziesięcioleci. Ponadto był uczonym o niezwykle szerokich zainteresowaniach i nieprzeciętnej erudycji, wielkim innowatorem, za którego ideami współcześni często nie nadążali, a które i dzisiaj, po upływie ponad stulecia, nadal są bulwersujące, podważają bowiem utarte przeświadczenia.

W sylwetce i postępowaniu Leona Petrażyckiego wyraźnie była zarysowana obywatelska i osobista odwaga oraz gotowość angażowania się, nawet za cenę osobistych kosztów i strat, w doniosłe sprawy publiczne. Obcy mu był wszelki konformizm i oportunizm, zarówno w działalności naukowej, jak i w życiu społecznym. Rolę uczonego pojmował jako szczególnie zobowiązujące powołanie i posłannictwo na rzecz uporczywego poszukiwania prawdy naukowej, jej głoszenia i konsekwentnej obrony.

SECT-ID LINK

1Jubileusz prof. L. Petrażyckiego, „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” 1927, z. 3, s. 706.

Stefan Pieńkowski

Urodzony 28 VII 1883 w Młynowie. Studia na Uniwersytecie w Liège, doktorat (1910). Dalsze studia w Heidelbergu. Wykładowca w École Polytechnique w Liège i na Uniwersytecie w Liège (od 1914). Profesor UW (1919), organizator i kierownik Zakładu Fizyki Doświadczalnej; rektor UW (1925/1926, 1933–1936, 1945–1947).

Fizyk, twórca warszawskiej szkoły fizyki doświadczalnej; prowadził badania gł. w zakresie optyki i fizyki atomowej, a zwłaszcza dotyczące zjawiska fotoluminescencji oraz zastosowania promieniowania rentgenowskiego do analizy strukturalnej i promieniotwórczości. Członek PAU (1926, wiceprezes 1946–1952), PAN (1952), TNW (1928), członek założyciel i przewodniczący Polskiego Towarzystwa Fizycznego (od 1921); członek Królewskiego Towarzystwa Nauk w Liège, Rumuńskiej Akademii Nauk. Redaktor „Sprawozdań i Prac Polskiego Towarzystwa Fizycznego” (1921–1931) oraz „Acta Physica Polonica” (1932–1937); współtwórca czasopisma „Postępy Fizyki” (1949) i jego redaktor naczelny (od 1952).
W czasie II wojny światowej organizator tajnego nauczania, od 1941 stał na czele konspiracyjnego Wydziału Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Po wojnie wniósł ogromny wkład w odbudowę całego Uniwersytetu i Zakładu Fizyki (przemianowanego na Instytut). Współorganizator i członek Prezydium PAN, inicjator utworzenia Instytutu Fizyki PAN i jego pierwszy dyrektor (1953).
Zmarł 20 XI 1953 w Warszawie.

Fizyka Doświadczalna, t. I-II, Warszawa 1927–1929; O zmienności atomu, „Przegląd Techniczny” 1927, t. LXV, nr 37, s. 783–787; Atom – źródło energii, „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938–1945, R. 31/38, s. 57–70.

L. Natanson, Stefan Pieńkowski, „Postępy Fizyki” 1954, t. V, s. 226–238.

JERZY PNIEWSKI

STEFAN PIEŃKOWSKI

1883–1953

 

Twórca polskiej szkoły fizyki doświadczalnej*

Przed prawie 50 laty młody doktor fizyki Stefan Pieńkowski, wychowanek i pracownik naukowy Uniwersytetu w Liège, odrzucił propozycję objęcia katedry w jednej z uczelni belgijskich decydując się wrócić do oswobodzonej ojczyzny i podjąć trud tworzenia fizyki polskiej w Uniwersytecie Warszawskim. Decyzji tej zawdzięczamy, że w murach gmachu przy ul. Hożej w Warszawie wychowały się liczne kadry fizyków polskich, że Hoża stała się symbolem dobrego imienia fizyki polskiej za granicą.

35 lat niesłabnącego wysiłku tego niepospolitego człowieka przypadło w trzech tak różnych okresach dziejowych naszego kraju: 20 lat okresu międzywojennego, w którym najpierw tworzył, a następnie rozwijał warszawski ośrodek fizyki, prawie 6 lat wojny, w ciągu których bronił swego ukochanego zakładu przy Hożej i jego ludzi przed brutalną akcją okupanta, i wreszcie 9 lat odbudowy, a właściwie tworzenia wszystkiego od nowa po drugiej wojnie. Większą część wysiłków Profesora Pieńkowskiego miałem możność sam śledzić, ale początki są i dla mnie historią, taką historią, którą z pietyzmem się poznaje. Opierając się głównie na pamięci własnej i informacjach uzyskanych od starszych kolegów, muszę traktować to, co opiszę, jako wspomnienia, w których zaakcentuję jedynie cząstkę tego, co powinienem.

Nieduża część obecnego gmachu w postaci murów będących w stanie surowym bez żadnych instalacji i jakiegokolwiek wyposażenia stanowiła w roku 1919 budynek, w którym miał powstać Zakład Fizyki. Mimo to już w styczniu 1921 roku odbyła się inauguracja działalności Zakładu. Trudno nie wyrazić tu szczerego podziwu dla profesora, że stało się to tak szybko, mimo że kraj cały borykał się z wieloma trudnościami i uwikłany był w wojnę.

Zakład podjął pracę, lecz jakże był ubogi w aparaturę i kadrę. Profesor stale miał przed oczyma dwa cele: stworzenie dobrej szkoły – kuźni młodych talentów – na gruncie właściwie postawionej dydaktyki oraz zorganizowanie aktywnej, cenionej w świecie placówki badawczej. Trzeba stwierdzić obiektywnie, że podówczas nie było wiadome, czego i jak należy uczyć. Profesora cechowało niezwykłe umiłowanie eksperymentu, które starał się wpoić od samego początku nawet najmłodszym studentom. Starszym pracownikom powtarzał: piękne są różne koncepcje, są one motorem wielu poczynań, ale ostatecznym sędzią jest zawsze eksperyment. Wielka waga, jaką sam przywiązywał do pięknej ilustracji eksperymentalnej własnych wykładów, sprawiła, że wykłady jego zawsze wzbudzały ogromne zainteresowanie i że do dziś są naśladowane przez jego uczniów, a nawet uczniów jego uczniów.

W działalności badawczej zakładu pojawiły się dwa nurty: prace z zakresu fotoluminescencji i pokrewnych działów optyki molekularnej oraz prace z zakresu fizyki promieni X i ich zastosowań w badaniach struktur krystalicznych.

Zakład zaczął skupiać młodych utalentowanych fizyków i przyciągać wybitnie uzdolnionych fachowców-techników, którzy nie oglądając się na niezbyt zachęcające warunki materialne pracowali wraz z fizykami porwani urokiem zadań, jakie stawiano im do rozwiązania.

W okresie przedwojennego dwudziestolecia pracownicy Zakładu opublikowali ogółem ponad 250 prac, a trzeba podkreślić, że zgodnie z powszechnie przyjętymi wówczas zasadami były to prace niemal wyłącznie indywidualne. Profesor czuwał osobiście nad każdą z nich, zwykle inicjował je, służył codzienną radą, zawsze jednak za autora uważał pracownika – nigdy siebie. Zakład zdobył sobie tak dobre imię, że profesor Pieńkowski był w stanie uzyskać specjalną bardzo dużą dotację fundacji Rockefellera na zakup aparatury wysokiej klasy. Na początku lat 30., dzięki jego staraniom, dwukrotnie zwiększyła się kubatura budynku. Pracownie badawcze zyskały cenną aparaturę do prac optycznych spektroskopowych. W termostatycznej sali, w podziemiach budynku, z dala od wstrząsów, umieszczono najwyższej klasy wklęsłą siatkę dyfrakcyjną Wooda o 180 000 rysach. Własnym wysiłkiem zbudowano fluorometr do pomiarów najkrótszych czasów świecenia fluorescencji, ówcześnie bezkonkurencyjnie najlepszy przyrząd w skali światowej. Niezależnie od tego Zakład posiadał już wcześniej zakupioną, bardzo dobrą i na owe czasy najnowocześniejszą aparaturę wysokonapięciową do badań rentgenowskich. Niewątpliwie Zakład należał wtedy do najlepiej wyposażonych placówek w Europie.

Najbardziej interesujące badania profesora i jego uczniów dotyczyły, mówiąc najogólniej, mechanizmu emisji promieniowania atomów i cząsteczek oraz innych procesów kwantowych związanych z przekazywaniem energii promienistej. Tworzono podstawy dla teorii luminescencji układów złożonych. Szukano wszelkich powiązań między strukturą cząsteczek a charakterem procesów absorpcji, emisji, wygaszania i rozpraszania światła.

W roku 1936 odbyła się w Warszawie pierwsza międzynarodowa konferencja fotoluminescencji, w której wzięli udział wszyscy wybitni fizycy zainteresowani tą tematyką. Pełny sukces tej konferencji, niezwykle czynny udział, jaki w niej wzięli fizycy polscy, można dziś jeszcze prześledzić w grubym tomie sprawozdawczym „Acta Physica Polonica” z tego okresu.

Lata trzydzieste obudziły w świecie powszechne zainteresowanie problematyką fizyki jądrowej. Profesor Pieńkowski decyduje również podjąć starania o rozwój badań w tej nowej dziedzinie. Kieruje swych uczniów do odpowiednich ośrodków za granicą tak, by po powrocie mogli u nas zainicjować prace z fizyki jądrowej. Zostaje dzięki temu zbudowany pierwszy polski akcelerator wysokonapięciowy oraz automatyczna komora Wilsona. Pierwsze prace nad reakcjami jądrowymi na tym akceleratorze udało się zakończyć już przed wojną. Profesor otrzymuje wstępną obietnicę uzyskania kredytów na budowę cyklotronu, plany te jednak krzyżuje wojna.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego liczni goście zagraniczni z Belgii, Francji, nawet ze Stanów Zjednoczonych odwiedzali zakład pozostając w nim na dłuższych stażach. Dziś uważają się oni za uczniów profesora Pieńkowskiego. Ośrodek tworzony przez niego był przez 20 lat symbolem fizyki polskiej. Słowo „Hoża” w Polsce, a nawet za granicą znaczyło „fizyka polska”.

W okresie przedwojennym profesor dwukrotnie podejmował obowiązki rektorskie opiekując się z takim samym oddaniem całością spraw uczelni i młodzieży (nieraz w okresach bardzo trudnych, pełnych problemów konfliktowych).

Zbliżająca się wojna, już na wiele miesięcy przed wybuchem, odbiła się na jednym z odcinków działalności naukowej zakładu. Wtedy wielu fizyków podjęło w zakładzie prace mające bezpośrednie znaczenie dla obronności kraju. Profesor Pieńkowski zawsze uważał, że obowiązkiem naszym jest pomoc w rozwiązywaniu problemów, nawet nie bezpośrednio związanych z naszą specjalnością, jeśli o to się do nas zwracają.

Nadszedł wrzesień 1939 roku, a po nim okres brutalnego niszczenia dorobku kultury polskiej, szczególnie dotkliwie odczuwany przez świat nauki. Profesor Pieńkowski postawił sobie za cel trzy zadania: zabezpieczenie i ochronę Hożej – naszego wspólnego warsztatu pracy, opiekę nad ludźmi Hożej – tymi, którzy nad fizyką lub dla fizyki pracowali, wreszcie – licząc się z ogromnymi stratami – stworzenie warunków kształcenia młodych entuzjastów fizyki. Profesor dał przykład, jak walczyć o to, nie dając brutalnemu wrogowi nawet cienia satysfakcji uległości z naszej strony. Był to jednak smutny okres, w czasie którego Pieńkowski był świadkiem niszczenia dorobku całego swego życia.

W czasie walk wrześniowych osobiście organizował ochronę przeciwlotniczą. Podczas nalotów sam narażał się przeszukując poddasza i zachęcając w ten sposób innych do usuwania bomb zapalających. Może dzięki temu wrzesień jedynie nieznaczne szkody wyrządził budynkowi. Dwie bomby burzące, na szczęście podówczas jeszcze niezbyt groźne, nie sprawiły większych szkód.

Minął wrzesień, jednak już w listopadzie zostaje wywieziona przez okupanta prawie cała aparatura naukowa. Dla ochrony pozostałych resztek, głównie sprzętu dydaktycznego i niezwykle cennych instalacji, profesor decyduje się utworzyć placówkę badawczą pracującą dla potrzeb instytucji komunalnych. W ten sposób powstaje Zakład Pomiarów Fizycznych, w którym podejmujemy badania dla elektrowni, gazowni i wodociągów miejskich. Nie były to specjalnie wyszukane metody i niezbyt rewelacyjna tematyka prac, a jednak wyniki gromadzono z rzetelnością godną najbardziej ważkiej problematyki naukowej. Myślę, że gdyby wojna nie zniszczyła wyników tej wieloletniej działalności, mogłyby być one zebrane w formie obszernej publikacji stanowiącej piękny przykład zastosowań metod badawczych fizyki. Ta praca, będąca niezwykle skromną namiastką pracy badawczej, sprawiała nam wielką przyjemność.

Niestety, postępująca wojna zniszczyła całkowicie wyposażenie zakładu mimo wszelkich prób jego ocalenia. Okupant stopniowo ograniczał powierzchnię zakładu; najpierw do połowy, następnie do jednej czwartej, a niemal w przeddzień wyzwolenia ostatecznie go zdewastował. Budynek okazał się potrzebny wycofującej się administracji kolejowej, został więc gruntownie przebudowany, wszelkie instalacje zniszczone, a reszta sprzętu złożona na Politechnice, gdzie w czasie powstania prawie całkowicie uległa spaleniu.

Przez cały okres okupacji profesor interesował się losem ludzi Hożej, czy to podtrzymując ich na duchu serdeczną i szczerą korespondencją, czy też bezpośrednio zapewniając im pomoc materialną, czy wreszcie, co było najważniejsze, organizując systematyczne cotygodniowe spotkania naukowe.

Jaką rolę odgrywały te seminaria – może świadczyć to, że do dziś pamiętam tematy niektórych referatów i nazwiska referentów, a nawet przebieg bardziej żywej dyskusji.

W czasie okupacji profesor Pieńkowski był rektorem Uniwersytetu Warszawskiego kształcącego młodzież w tajnym nauczaniu. Rola ta była szczególnie trudna wobec konieczności wytyczania właściwej linii postępowania gwarantującej obok dobrego poziomu nauczania dostateczne bezpieczeństwo młodzieży i kadry nauczającej, tak systematycznie wyniszczanych przez okupanta. Wśród obecnych profesorów są dawni studenci tajnego uniwersytetu. Ci, których wówczas szkolono, przynajmniej w pewnym stopniu zapełniają dotkliwą lukę w obecnej kadrze naukowej w wieku lat czterdziestu.

Powstanie wszystkich znów rozrzuciło po kraju.

Od kwietnia 1945 roku profesor Pieńkowski znów jest na Hożej. W maju 1945 roku otrzymałem od niego list: „Będziemy znów tworzyć uniwersytet w Warszawie. Nie wiem, czy znajdzie on pomieszczenie w starych budynkach po ich odbudowie, w każdym razie fizykę chciałbym znów widzieć na Hożej”. Skala, rozmach oraz energia, z jaką profesor przystąpił do ponownego tworzenia ośrodka fizyki na Hożej, były zdumiewające. To już nie zakład, ale instytut, który ma obejmować szereg katedr kierowanych przez kilku profesorów. Wykonanie tych zadań rozpoczyna od odbudowy gmachu i organizacji kolejno wszystkich zajęć dydaktycznych.

Zrujnowany budynek, pozbawiony wszelkich instalacji i przerobiony na lokale biurowe, znajdował się w stanie opłakanym. Mimo to istniał i w zniszczonej Warszawie był niezwykłym skarbem. Remont i przeróbkę budynku prowadzono w sposób trudny dziś do pojęcia. Zbiórka, raczej prymitywnych przyrządów ocalałych w szkołach na Śląsku, oraz niezwykły zakup, niemal na ulicy, niektórych cenniejszych przyrządów pozwoliły na podjęcie wykładów fizyki doświadczalnej ilustrowanych pokazami już w grudniu 1945 roku. Rozpoczął je profesor Pieńkowski na Hożej w prowizorycznej sali wykładowej. W marcu 1946 roku podjęto już normalne zajęcia w I pracowni, a pierwszą doświadczalną pracę magisterską rozpoczęto w końcu tegoż roku. Z biegiem czasu wracają inni koledzy; Hoża zyskuje nowych ludzi, których nazwiska stają się popularne i na trwałe związane z jej historią. Są wśród nich nie tylko fizycy, ale fizyka staje się ich pasją – ich rzetelny wkład do odbudowy „Hożej” jest niezapomniany. Zakład przy Hożej powoli zaczyna zamieniać się w instytut. Można pomyśleć o wysłaniu ludzi za granicę po import nowej myśli naukowej. Pod względem profilu naukowego poza kierunkami tradycyjnymi uprawianymi na Hożej – optyką i badaniami rentgenowskimi – profesor przewiduje konieczność położenia nacisku na kierunki najsilniej związane z potrzebami kraju. Uznaje konieczność wprowadzenia fizyki ciała stałego i rozszerzenia badań fizyki jądrowej na skalę nieporównywalną z przedwojenną. W tym celu wyszukuje i kolejno ściąga fizyków polskich rozproszonych w kraju i za granicą. Znów zostają zainicjowane prace z optyki atomowej i molekularnej, przy użyciu nowych metod, wznowione badania strukturalne metodą promieni X. Zakupiono i zestawiono akcelerator kaskadowy analogiczny do utraconego w czasie wojny. Profesor nadal umiejętnie zabezpiecza bazę materialną prac badawczych i dydaktycznych. Dzięki jego staraniom w sześć lat po wojnie kubatura Instytutu wzrasta co najmniej o połowę. Hoża znów staje się symbolem dobrej fizyki, a w utrwaleniu jej dobrego imienia zaczynają niezależnie współpracować teoretycy.

Profesor Pieńkowski w pierwszych latach powojennych godzi wszystkie swe zajęcia z pełną nowych wyrzeczeń pracą dla całej uczelni. Jest On pierwszym rektorem Uniwersytetu Warszawskiego po wyzwoleniu, tworzącym od nowa całą jego strukturę.

Mimo tych wszystkich obowiązków nie wyrzeka się osobistej pracy badawczej podejmując na początku pewne prace z zakresu fotoluminescencji, a następnie badania zespołowe nad promieniotwórczością złóż mineralnych.

W ostatnim okresie swego życia dużo wysiłku włożył w organizację Polskiej Akademii Nauk; był też członkiem jej pierwszego Prezydium. Ze specjalną troską zajął się organizowaniem Instytutu Fizyki PAN, został jego pierwszym dyrektorem, ale nie doczekał chwili, w której mógłby w nim pracować.

Zabrakło go wśród nas, ale zapał, jakiego nam udzielił, stanowi niegasnący bodziec do kontynuacji jego dzieła. Mamy przekonanie, że każdy nasz sukces ma źródło gdzieś w jego twórczym, pełnym poświęceń wysiłku dla fizyki polskiej, w jego opiece, jakiej nam sam nigdy nie szczędził.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Stefan Pieńkowski (1883–1953) – twórca polskiej szkoły fizyki doświadczalnej, „Problemy” 1969, nr 1, s. 11–15.

Roman Poplewski

Urodzony 6 VIII 1894 w Rychtalu. Studia medyczne na uniwersytecie w Genewie (1914–1919), przyrodnicze na UW (1922–1924), antropologiczne w École d’Anthropologie w Paryżu (1926). Doktorat w Genewie (1927). Starszy asystent na UW (od 1922), prosektor (1925–1929), habilitacja (1929), prof. nadzwyczajny (1931), dziekan Wydziału Weterynaryjnego (1932/1933). Wykładowca w Instytucie Dentystycznym, w Szkole Pielęgniarstwa i w Szkole Sztuk Pięknych. Kierownik (od 1926) Pracowni Biometrycznej Państwowego Instytutu Wychowania Fizycznego (później CIWF, AWF). Prof. zwyczajny (1946). Kierownik Zakładu Anatomii Prawidłowej UW, wykładowca Akademii Stomatologicznej i AWF; kierownik Pracowni Neurometrycznej Państwowego Instytutu Higieny Psychicznej w Warszawie, wykładowca i prorektor Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej.

Anatom; w swych badaniach reprezentował nowoczesny kierunek porównawczo-funkcjonalny; zainicjował w Polsce prozopologię – naukę badającą ukształtowanie i typy twarzy; prace gł. z zakresu biomechaniki. Członek TNW (1936) i Polskiego Towarzystwa Anatomicznego. Podczas okupacji niemieckiej wykładowca tajnego UW.
Zmarł 14 XI 1948 w Warszawie.

Badania nad kręgiem szczytowym Polaków, Lwów 1925; Podstawy biomechaniki, Warszawa 1927; Twarz i płeć, Warszawa 1928; Anatomia ssaków, t. I-IV, Warszawa 1935–1939; Anatomia człowieka, cz. 3: Układ mięśniowy, Warszawa 1945; Anatomia w skrócie, Warszawa 1948; Neuroanatomia, cz. 1–2, Warszawa-Kraków 1949–1950.

K. Krysiak, Śp. prof. dr Roman Poplewski, „Folia Morphologica” 1950, t. I, nr 1, s. 180–182; Z. Szulc, Prof. Roman Poplewski – prekursor współczesnej polskiej biomechaniki, „Kultura Fizyczna” 1966, R. 19, nr 10, s. 366–367.

TOMASZ MAJEWSKI

ROMAN POPLEWSKI

1894–1948

 

Roman Michał Poplewski urodził się 6 sierpnia 1894 roku w miejscowości Rychtal w powiecie kępińskim, w rodzinie ziemiańskiej. Do szkół średnich, najpierw do Szkoły Handlowej, później do ośmioklasowej Szkoły Lubelskiej, uczęszczał w Lublinie, po czym studiował w latach 1914–1919 medycynę na uniwersytecie w Genewie, gdzie w 1920 roku uzyskał dyplom lekarza. W czasie wojny bolszewickiej (1920–1921) służył ochotniczo jako podporucznik-lekarz w Wojsku Polskim. Następnie studiował nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim (1922–1924) i antropologię w École d’Anthropologie w Paryżu (1926). W roku 1927 na uniwersytecie w Genewie uzyskał doktorat medycyny na podstawie rozprawy Recherches sur latlas des Polonais (ogłoszona także po polsku pod tytułem Badania nad kręgiem szczytowym Polaków, 1925).

W roku 1922 Poplewski rozpoczął pracę na Uniwersytecie Warszawskim jako starszy asystent kierowanego przez profesora Edwarda Lotha Zakładu Anatomii Prawidłowej na Wydziale Lekarskim. W latach 1925–1929 był tam prosektorem. Habilitował się na podstawie rozprawy Mięśnie grzebieniaste serca (musculi pectinati) w 1929 roku, otrzymując tytuł docenta anatomii prawidłowej człowieka. Od tego roku do wybuchu wojny kierował (po Wacławie Roszkowskim) Zakładem Anatomii Opisowej Zwierząt Domowych na Wydziale Weterynaryjnym (z początku jako zastępca profesora) i wykładał ten przedmiot oraz biomechanikę, a także prowadził wykład anatomii porównawczej ssaków dla biologów na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. Tytuł profesora nadzwyczajnego na Wydziale Weterynaryjnym UW otrzymał w roku 1931. W roku 1932/1933 pełnił funkcję dziekana tego wydziału. Dodatkowo wykładał anatomię w Instytucie Dentystycznym i w Szkole Pielęgniarstwa przy Czerwonym Krzyżu oraz anatomię plastyczną w Szkole Sztuk Pięknych im. Gersona. Od roku 1926 kierował Pracownią Biometryczną Państwowego Instytutu Wychowania Fizycznego, przekształconego później na Centralny Instytut Wychowania Fizycznego i wreszcie na Akademię Wychowania Fizycznego – wykładał tam anatomię prawidłową i biomechanikę.

W czasie okupacji niemieckiej prowadził przez pewien czas wykłady dla studentów tajnego Uniwersytetu Warszawskiego w tak zwanej Szkole Zaorskiego, a kontynuował je po powstaniu warszawskim w Częstochowie dla trafiających tam wysiedlonych z Warszawy studentów.

Po wojnie Poplewski przystąpił do odbudowy ze zniszczeń wojennych i uruchomienia Zakładu Anatomii Prawidłowej na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego. Kierował tym zakładem w latach 1945–1948 jako następca zmarłego w 1944 roku profesora Edwarda Lotha. Jednocześnie (w latach 1945–1948) wykładał anatomię prawidłową człowieka dla biologów, a więc na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. W Akademii Wychowania Fizycznego wykładał biomechanikę człowieka i na nowo organizował Zakład Anatomii i Mechaniki Ruchu. Kierował także w tym samym czasie Pracownią Neurometryczną Państwowego Instytutu Higieny Psychicznej w Warszawie oraz wykładał w Wyższej Szkole Higieny Psychicznej, gdzie pełnił funkcję prorektora. Prowadził wykłady z anatomii prawidłowej w Akademii Stomatologicznej. Wreszcie w roku 1947/1948 rozpoczął wykłady anatomii porównawczej kręgowców dla biologów. Wydał kilka skryptów, w większości opartych na wydaniach przedwojennych. Nominację na profesora zwyczajnego otrzymał w 1946 roku.

Poplewski był jednym z najwybitniejszych polskich anatomów. Miał na ten dział nauk szerokie spojrzenie: nie kontynuował obecnej wówczas powszechnie na katedrach uniwersyteckich anatomii opisowej, statycznej, analizującej jedynie morfologię poszczególnych elementów ciała. W swoich pracach dowodził, że kształt ciała i jego budowa są nierozerwalnie związane z układem sił działających w danym organizmie, z jego zadaniami i czynnościami. Należał do twórców anatomii nazwanej przez siebie anatomią rozpoznawczą. Podobnie jak nieco starszy profesor Edward Loth, z którym przed wojną współpracował, ujmował on anatomię nowocześnie, widząc i badając skomplikowane zależności kształtu i czynności danego organu. „Kształt ma swoją szczególną wymowę dla anatoma, a ostateczne jego poznanie jest równoznaczne z poznaniem środowiska, w którym on powstał, z rolą czynnościową, której jest wykładnikiem, wreszcie z kierunkiem zmian, którym on ulegnie w przyszłości”1.

Opisywał dynamikę ciała człowieka i zwierząt, uwidoczniającą się w organizmie będącym w ruchu, co leży u podstaw biomechaniki. Tej ostatniej specjalności poświęcał dużo uwagi, zarówno w swoich badaniach, jak i w wykładach. Obserwacje dotyczące pracy poszczególnych mięśni oraz układu mięśniowego jako całości zbierał pracując ze sportowcami w Akademii Wychowania Fizycznego. Duża część jego publikacji dotyczyła tego zagadnienia. Wymienić tu trzeba skrypty i podręczniki: Compendium myologicum (1925), Podstawy biomechaniki (1927), podręcznik Zasady biomechaniki (1927) oraz syntezę The biomechanics of the corpus of mammals (1934), a także skrypty i podręczniki dotyczące układu mięśniowego człowieka (1925, 1928, 1945, 1948) i psa (1930). Przykładami badań szczegółowych jest ładna rozprawa Biomechanik der Carpus bei Equiden (1936), w której analizował pracę kończyny koniowatych oraz Badania nad dynamiką chodu (1937).

Te same myśli legły u podstaw stworzonej przez Poplewskiego nowej, dynamicznej gałęzi nauk anatomicznych – prozopologii, badającej kształt i układ twarzy, jej typy i cechy szczegółowe, które z kolei są odpowiedzią na różne stany psychiczne człowieka. Zasady tej specjalności sformułował w serii pięciu prac pod wspólnym tytułem Studia prozopologiczne (1928–1935) oraz w przeznaczonej dla szerszego ogółu rozprawie Twarz i płeć (1928). Jednym z jego opublikowanych tu odkryć było stwierdzenie przyczyny gwałtownego nabrzmienia twarzy przy silnych wzruszeniach na skutek przesączania się surowicy w obrębie tkanki podścieliskowej.

Roman Poplewski był także autorem ważnych studiów szczegółowych z zakresu anatomii, m.in. Mięśnie grzebieniaste serca (1929), gdzie analizował szczegóły budowy serca człowieka i naczelnych i wyjaśnił szczegóły budowy i pochodzenia mięśni przedsionka. Jego Rozważania teoretyczne nad budową kości długich ssaków (1933) to analiza sił działających na kości, w wyniku której wyróżnił dwa typy kształtu tych kości. Do tej grupy prac należy także wspomniana wyżej jego rozprawa o szczegółach budowy kończyn koniowatych.

Poplewski był autorem wielu podręczników i skryptów z zakresu anatomii człowieka i zwierząt ssących. Oprócz wspomnianych wyżej podręczników dotyczących układu mięśniowego wydał następujące prace: Nauka o stawach (1925), Szlaki nerwowe (1927), Mechanika ciała ludzkiego (1931), Zarys osteologii ssaków (1933), Anatomia człowieka, Cz. 4. Neurologia, Układ nerwowy (1946), Przewodnik prosektoryjny (1947), Anatomia w skrócie (1948). Dla przyrodników, szczególnie zoologów, ważna jest czterotomowa Anatomia ssaków (1935–1939, w latach 1947–1948 wydana powtórnie w Sztokholmie w ramach powojennej pomocy udzielanej nam przez Szwecję), a także Świat ssaków (1937, 1948). Zrywa tu Poplewski z dotychczasowym typem podręczników „anatomii opisowej” starając się budowę i kształt narządów przedstawić w powiązaniu z charakterem ich zadań czynnościowych, zawarł w nim także wiele własnych spostrzeżeń i niepublikowanych dotąd poglądów. Pełny spis jego publikacji nie został ogłoszony. Przez wiele lat pracował nad obszernym podręcznikiem anatomii człowieka, lecz zdołał wydać za życia tylko tom III Układ mięśniowy, Układ nerwowy – ośrodkowy (1945–1946), a pośmiertnie ukazał się tom IV Neuroanatomia (1949, 1950).

Jego uczniami byli m.in. Ryszard Aleksandrowicz, profesor Akademii Medycznej w Warszawie, i Kazimierz Krysiak, profesor w UMCS, UW i SGGW.

Publikacje Poplewskiego, z których wiele ukazało się w zagranicznych czasopismach, znane były i cenione wśród najwybitniejszych ówczesnych badaczy. Przed wybuchem wojny uniwersytety w Pradze i w Brnie zapraszały go na cykl wykładów, lecz z powodu ówczesnych nastrojów antyczeskich wyjazd ten nie doszedł do skutku. Z podobnego zaproszenia po wojnie do Pragi, Brna i Sztokholmu z wykładami z zakresu biomechaniki także nie skorzystał z powodu słabego już wtedy zdrowia.

Był członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego od 1936 roku i członkiem zwyczajnym od 1945, a także członkiem Polskiego Towarzystwa Anatomicznego i prezesem jego Oddziału Warszawskiego. Należy też wspomnieć, że bezpośrednio po wojnie, w latach 1945–1948, był członkiem egzekutywy koła Polskiej Partii Robotniczej przy Uniwersytecie Warszawskim.

Uczniowie profesora Poplewskiego byli pod wrażeniem jego nieprzeciętnej osobowości. Wykłady prowadził żywo, przedstawiając jasno i plastycznie trudne zagadnienia anatomii i związków funkcjonalnych. Posiadał zdolność syntetycznego ujmowania zagadnień i szerokiego spojrzenia na anatomię. Wprowadzał do wykładów demonstracje na osobniku żywym, pożyteczne dla przyszłych lekarzy, prowadził na wykładzie interesujące dyskusje ze słuchaczami.

Roman Poplewski zmarł 4 listopada 1948 roku w Warszawie i pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim.

SECT-ID LINK

1R. Poplewski, Anatomia ssaków. Część ogólna, t. I, Warszawa 1947, s. 22.

Antoni Przeborski

Urodzony 27 V 1871 w Choroszy na Ukrainie. Studia w Kijowie (1889–1894). W 1897, po złożeniu części egzaminów do magisterium, odmowa nadania tytułu docenta prywatnego (z powodu narodowości). Od 1898 w Charkowie, docent etatowy w Instytucie Technologicznym, docent prywatny na uniwersytecie. Magisterium na uniwersytecie w Moskwie (1902). Prof. nadzwyczajny w Charkowie (1905). Doktorat w Moskwie (1908), prof. zwyczajny, rektor uniwersytetu w Charkowie (1919–1920). Profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie (1921), profesor UW (1922) i dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego (1929/1930), wykładowca Politechniki Warszawskiej.

Matematyk, fizyk; prace dotyczące m.in. funkcji eliptycznych, geometrii różniczkowej, wielomianów; z czasem zainteresowania skupione gł. na mechanice teoretycznej i rachunku wariacyjnym.
Prezes Charkowskiego Towarzystwa Matematycznego, współorganizator i wykładowca Wyższych Żeńskich Kursów oraz Uniwersytetu Robotniczego. Członek Akademii Nauk Technicznych (1923), TNW (1930), Polskiego Towarzystwa Matematycznego, Polskiego Towarzystwa Fizycznego.
Zmarł 24 V 1941 w Warszawie.

O metodach Abelja, Jacobi Liunvillja i Veierstrassa v teorii eliptičeskich funkcii, Kijów 1895; Nekotorye predloženija teorii linejčatych kongruencii, Charków 1901 (wyd. pol. Niektóre zastosowania teorii kongruencji liniowych, Warszawa 1903); Rachunek wariacyjny, Warszawa 1926; Wykłady mechaniki teoretycznej, t. I-II, Warszawa 1930–1935.

A. Wachułka, Antoni Przeborski, „Wiadomości Matematyczne” 1976, t. XX, s. 89–93; W. Piotrowski i in., Jeszcze w sprawie Antoniego Przeborskiego, „Wiadomości Matematyczne” 1982, t. XXIV, s. 229–232.

ROMAN DUDA

ANTONI PRZEBORSKI

1871–1941

 

Po I wojnie światowej i rewolucji bolszewickiej wielu Polaków, wcześniej w Rosji zadomowionych, przeniosło się do Polski. Był wśród nich Antoni Przeborski1.

Antoni Bonifacy Przeborski (drugiego imienia nie używał) urodził się 27 maja 1871 roku w Choroszy na Ukrainie (gub. Chersoń) w rodzinie emerytowanego lekarza wojskowego Pawła i Marii z Mieleniewskich. Ojciec (ur. 1829) pochodził z uboższej szlachty, ale stypendium rządowe umożliwiło mu studia medyczne na Uniwersytecie Kijowskim pod warunkiem późniejszej służby w wojsku. W 1851 roku został lekarzem wojskowym w marynarce i wziął udział w obronie Sewastopola jako kierownik szpitala wojskowego, za co otrzymał medale i order św. Anny III klasy. Później został ordynatorem szpitala marynarki wojennej w Mikołajewie (gub. Chersoń). Mimo swoich zasług został w 1864 roku usunięty z wojska na mocy antypolskiego ukazu, który zabraniał zajmowania przez katolików stanowisk w wojsku i szkolnictwie w tzw. Południowo-Zachodnim Kraju. Rodzina pozostała w Mikołajewie, ale jej status podupadł, syn jednak mógł się kształcić. Miał też pięć młodszych od siebie sióstr.

Młody Antoni uczęszczał w latach 1881–1889 do gimnazjum w Mikołajewie, które ukończył ze złotym medalem. W latach 1889–1894 studiował na Wydziale Fizyczno-Matematycznym Uniwersytetu Kijowskiego. Wyróżniał się zdolnościami, rok przed ukończeniem studiów otrzymał bowiem złoty medal za pracę konkursową, a studia ukończył także ze złotym medalem. Po studiach pozostał przez trzy lata na uniwersytecie jako stypendysta (otrzymujący 600 rubli rocznie), pracując pod kierunkiem profesora Piotra Pokrowskiego z Uniwersytetu Moskiewskiego. Opublikował parę prac, za jedną także otrzymując nagrodę2. W 1897 roku złożył egzamin magisterski, uzyskując w ten sposób veniam legendi i tytuł docenta prywatnego. Mimo poparcia władz uniwersytetu nie został dopuszczony do wykładania (na podstawie tego samego antypolskiego ukazu, który usunął ojca z wojska). W tej sytuacji w październiku 1898 roku przeniósł się do Charkowa, gdzie tamtejszy Instytut Technologiczny (późniejsza politechnika) oferował mu stanowisko etatowego docenta i gdzie mógł, jako docent prywatny, prowadzić wykłady także na uniwersytecie. W tym czasie ożenił się z Lidią Aleksiejewną Iwanow (1874–1931); jedyny syn Antoni Przeborski (1902–1944) był fizykiem i został rozstrzelany przez Niemców w czasie powstania warszawskiego3.

W 1902 roku Przeborski obronił na Uniwersytecie Moskiewskim rozprawę magisterską4, ale zadbał o jej wydanie także po polsku5. Rok 1904 spędził u Dawida Hilberta w Getyndze oraz w Heidelbergu, a w 1905 roku został profesorem nadzwyczajnym na uniwersytecie w Charkowie. Zaproponowano mu stanowisko profesora zwyczajnego na uniwersytecie w Tomsku, ale tę ofertę odrzucił, zabiegał natomiast o katedrę na Uniwersytecie Jagiellońskim, jednakże rząd w Wiedniu nie zgodził się na otwarcie tam trzeciej katedry matematyki.

Po obronie na Uniwersytecie Moskiewskim rozprawy doktorskiej w 1908 roku6, Przeborski został profesorem zwyczajnym na uniwersytecie w Charkowie. To dało mu wreszcie pożądaną stabilizację, rzucił się więc w wir pracy nauczycielskiej (prowadził liczne wykłady, pisał podręczniki), organizacyjnej (był wieloletnim prezesem Charkowskiego Towarzystwa Matematycznego i w 1911 roku wydał dzieje pierwszego ćwierćwiecza jego istnienia 1879–1904) i społecznej (był jednym z organizatorów i wykładowców Wyższych Żeńskich Kursów i Uniwersytetu Robotniczego), a także kontynuował własne badania naukowe. Stał się czołową postacią środowiska intelektualnego w Charkowie. Nie trwało to jednak długo, albowiem I wojna światowa, a po niej wojna domowa w Rosji (w tym czasie był aresztowany raz przez Czeka, a raz przez Białych jako „polski zakładnik”) skłoniła go do starań o opuszczenie miasta i kraju.

Przeborski został powołany na stanowisko profesora zwyczajnego matematyki na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie w 1921 roku, ale do Polski przyjechał dopiero w sierpniu 1922 i objął wtedy katedrę mechaniki teoretycznej na Uniwersytecie Warszawskim (jako profesor zwyczajny), którą piastował do końca okresu międzywojennego. Jego asystentami przy tej katedrze byli Bolesław Iwaszkiewicz (1925–1928), Michał Kerner (1929/1930) i Aleksander Wundheiler (1927–1939). Przeborski wykładał też mechanikę teoretyczną na Politechnice Warszawskiej.

W okresie rosyjskim, tj. mniej więcej do 1922 roku, zainteresowania naukowe Przeborskiego cechowała pewna różnorodność. Pierwsze jego prace w Kijowie odnosiły się do funkcji eliptycznych, natomiast w Charkowie zwrócił się ku geometrii różniczkowej i w rozprawie magisterskiej zajął się zastosowaniami teorii kongruencji do teorii powierzchni. Potem zajął się wielomianami, a w szczególności aproksymacją funkcji ciągłych przez wielomiany. Prace publikował w większości po rosyjsku, ale także po francusku i po polsku, a cztery podręczniki napisał po rosyjsku. Podręczniki te były bardzo popularne, trzy z nich bowiem – podstawy arytmetyki [P15], geometria analityczna [P23], wprowadzenie do analizy [P26] – miały wznowienia.

Po przeniesieniu się do Polski Przeborski zajmował się już wyłącznie mechaniką teoretyczną i rachunkiem wariacyjnym. Napisał w tym czasie pierwszą część pierwszego tomu podręcznika rachunku wariacyjnego7; był to podręcznik nowoczesny i dobry, ale bez dalszego ciągu, więc raczej mało użyteczny. Napisał też dobry podręcznik mechaniki teoretycznej8, którego znaczenie mogłoby być szersze, gdyby ukazał się w języku kongresowym. Jego obszerna praca9 zawiera istotne uogólnienia wyników Maggiego i Appella o więzach anholonomicznych drugiego rzędu; zdaniem Krzysztofa Tatarkiewicza jest najciekawszą polską pracą z mechaniki teoretycznej w okresie międzywojennym10.

W Polsce międzywojennej Antoni Przeborski cieszył się dużym uznaniem. Był członkiem Polskiego Towarzystwa Matematycznego, członkiem rzeczywistym Akademii Nauk Technicznych (1923), członkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1930) i kilku innych towarzystw naukowych. W kadencji 1929–1930 był dziekanem Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW. W 1930 roku odwiedził Charków jako przedstawiciel Polski na sowieckim Kongresie Matematycznym.

Zmarł 24 maja 1941 roku w Warszawie. Małżonkowie leżą we wspólnym grobie na prawosławnym Cmentarzu Wolskim w Warszawie.

SECT-ID LINK

1Nie licząc wzmianek w encyklopediach i wydawnictwach biograficznych, także rosyjskich, o jego życiu i dorobku ukazały się dwa artykuły: A. Wachułka, Antoni Przeborski 1871–1941, „Wiadomości Matematyczne” 1976, t. XX, nr 1, s. 89–93 (ale por. Z. Olesiak, W sprawie artykułu Adama Wachułki o Antonim Przeborskim, ibidem, 1979, t. XXI, nr 2, s. 234; W. Piotrowski, Jeszcze w sprawie Antoniego Przeborskiego, ibidem, 1982, t. XXIV, nr 2, s. 229–232); K. Tatarkiewicz, Matematyk, a nie mechanik (Antoni Przeborski), [w:] Matematycy polskiego pochodzenia na obczyźnie. Materiały z XI Ogólnopolskiej Szkoły Historii Matematyki, Kołobrzeg 5–9 maja 1997, red. S. Fudali, Szczecin 1998, s. 143–160. Sporządzony w tym drugim artykule spis publikacji naukowych A. Przeborskiego liczy 37 pozycji; niżej niektóre z nich będą cytowane w klamrach kwadratowych, np. [P2].

2A. Przeborski, O funkcijach odnogo argumenta obładajuszczych algebraiczeskoj teoremoj słożenja, „Uniwersitetskaja Izwiestja” 1896, t. XXXVII, z. 4. Czasopismo wychodziło w Kijowie w ilości 12 zeszytów rocznie; zawierało obwieszczenia urzędowe, rozkłady zajęć i sprawozdania pomieszane z pracami naukowymi.

3Identyczne imiona ojca i syna powodowały – i nadal powodują – wiele nieporozumień, np. że ojciec zginął w czasie powstania (a zginął syn) lub że był autorem prac z fizyki doświadczalnej, którą się nie zajmował (napisał je syn).

4A. Przeborski, Niekotoryje priłożenja teorii liniejczatych kongruencji, „Soobszczenja Chark. Mat. Obszczestwa” 1901/1902, t. VII, s. 49–228.

5Idem, Niektóre zastosowania teorii kongruencji liniowych, „Prace Matematyczno-Fizyczne” 1902, t. s. 159–235 i t. XIV (1903), s. 105–199.

6Idem, Issledowanja po teorii analiticzeskichfunkcji. Zadacza o predłozenju riada Tejlora, Charków 1908.

7Idem, Rachunek warjacyjny, t. I, cz. 1, Warszawa 1926.

8Idem, Wykłady mechaniki teoretycznej, t. I: Zasady teorji wektorów, kinematyka punktu i ciał sztywnych, Warszawa 1930; t. II: Dynamika punktów materjałnych i materjalnych ciał sztywnych, Warszawa 1935.

9Idem, Die allgemeinsten Gleichungen der klassischen Dynamik, „Mathematische Zeitschrift” 1933, t. XXXVI, s. 84–194.

10K. Tatarkiewicz, op. cit.

Gustaw Przychocki

Urodzony 14 II 1884 w Gromniku koło Tarnowa. Studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (1903–1908), tamże doktorat (1909) i habilitacja (1913). Od 1918 związany z Uniwersytetem Warszawskim. Profesor UW w latach 1919–1935. Od 1935 na UJ.

Filolog klasyczny, zajmował się patrologią i latynistyką. Badał twórczość klasyków rzymskich i ich wpływ na kulturę europejską. Jako pierwszy zrekonstruował starożytną teorię epistolograficzną. Twórca studium filologii klasycznej na UW.
Dziekan Wydziału Filozoficznego (1922/1923), rektor (1928/1929) oraz prorektor (1929/1930) UW.
Członek TNW (1922), PAU (1923) oraz towarzystw naukowych we Lwowie (1930) i Atenach. Doktor honoris causa Uniwersytetu w Atenach.
Zmarł 4 II 1947 w Krakowie.

Accessus Ovidiani, Kraków 1911; Plautus, Kraków 1925; Rzymianie a tragedia, Warszawa 1929; Kultura klasyczna w kulturze współczesnej, Warszawa 1929; Styl tragedyj Anneusza Seneki, Kraków 1946.

Przychocki G. [w:] PSB, t. XXIX, Kraków 1985, s. 159–161.

LIDIA WINNICZUK

GUSTAW PRZYCHOCKI*

1884–1947

 

Profesor Gustaw Przychocki, filolog klasyczny, latynista – zmarły 4 lutego 1947 roku w wieku 63 lat – jest dobrze znany i ceniony w międzynarodowym środowisku filologów klasycznych, jakkolwiek był to człowiek wielkiej skromności, nie chełpiący się swoimi osiągnięciami na polu nauki czy na polu walki, nie wymagający wciąż słów uznania. Urodził się w Gromniku, małym miasteczku w okolicy Tarnowa. Wcześnie, jako kilkuletnie dziecko, stracił ojca, który był w Gromniku naczelnikiem poczty. Gustaw miał dwóch braci (jeden z nich zmarł wcześnie) – obowiązki wychowania i wykształcenia synów spadły na matkę – Henrykę Przychocką. Ta dzielna kobieta umiała dobrze wychować synów, o czym świadczy miłość do niej jej syna Gustawa, miłość związana z uczuciem wdzięczności, której dawał dowody; ciężko też przeżył jej śmierć w owym trudnym dla niego okresie wojennym, w grudniu 1941 roku.

Gustaw Przychocki ukończył czteroklasową szkołę podstawową – w owych czasach zwaną powszechną lub ludową – w Gromniku, a do ośmioklasowego gimnazjum klasycznego uczęszczał w Nowym Sączu. Już jako uczeń gimnazjum zdradzał swoje zainteresowania antykiem, językiem łacińskim i greckim, a zawdzięczał to swojemu nauczycielowi i dyrektorowi tegoż gimnazjum Stanisławowi Rzepińskiemu. Podczas swoich uroczystości jubileuszowych z okazji dwudziestopięciolecia pracy naukowej 27 maja 1934 roku w Warszawie, dziękując obecnym, wyraził przede wszystkim wdzięczność obecnej na uroczystości matce, która – jak powiedział: „dla swych synów była podporą i ostoją; pełna mądrej rady i krzepiącej energii, jak zawsze tak i teraz, gdy jej pozostał syn ostatni, Jej wszystko zawdzięczający. Toteż pozwólcie Szanowni Państwo, że dziękując Wam jak najserdeczniej za tę tak podniosłą uroczystość, podziękuję Wam nie za moje, lecz za Jej święto”. Następnie wyraził podziękowanie wspomnianemu wyżej nauczycielowi języków klasycznych z gimnazjum nowosądeckiego: „Dziękuję też z głębi serca – nieobecnemu tu osobiście, ale obecnemu przez swe serdeczne słowa – panu radcy Rzepińskiemu, mojemu kochanemu nauczycielowi filologii klasycznej w Gimnazjum Nowosądeckim, którego mądremu i serdecznemu kierownictwu zawdzięczam całe zamiłowanie do kultury klasycznej i gruntowne podstawy wszystkich jej zasadniczych dziedzin”. Po ukończeniu gimnazjum wstąpił Gustaw Przychocki na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego; w ramach programu tego Wydziału była i filologia klasyczna, którą studiował jako przedmiot główny, i polonistyka – którą wybrał jako przedmiot poboczny. Nazwiska jego profesorów – filologów klasycznych – utrwaliły się w historii rozwoju tych nauk, żeby wymienić tylko kilka z nich: Kazimierz Morawski, Leon Sternbach, Adam Miodoński, Jan Rozwadowski. Przychocki zaliczany jest do latynistów, gdyż znaczna większość jego prac jest poświęcona literaturze łacińskiej różnych okresów; dziwnym się więc może wydawać jego zainteresowanie się listami Grzegorza z Nazjanzu, któremu to zagadnieniu poświęcił wiele rozpraw – o czym będzie jeszcze mowa.

Po ukończeniu studiów i uzyskaniu stopnia doktora w zakresie filologii klasycznej i po złożeniu obowiązującego w owych czasach przed specjalną komisją „egzaminu państwowego na nauczyciela szkół średnich” zaczął pracować w szkołach średnich – jako nauczyciel języków klasycznych w Podgórzu, Samborze, a od roku szkolnego 1911/1912 – do 1914/1915 w IV Gimnazjum w Krakowie. Jednak już praca w szkolnictwie średnim była przerywana, gdyż korzystając z urlopów naukowych wyjeżdżał za granicę w celu odszukiwania i zbadania rękopisów listów Grzegorza z Nazjanzu. I oto wyjaśnienie, dlaczego latynista zajął się listami w języku greckim: otóż jako stypendysta Akademii Umiejętności otrzymał od tejże Akademii zadanie odszukania i opracowania wymienionych listów. Poszukiwania i badania rękopiśmienne przeprowadzał w: Rzymie, Wenecji, Florencji, Neapolu, Londynie, Oksfordzie, Cambridge, Paryżu i Berlinie. Osiągnięcia tych badań można śledzić w bibliografii naszego autora. Dwie pierwsze swoje prace opublikował Przychocki w 1908 roku: Observationes Ovidianae oraz De trunco Minervae statunculo observationes; w 1909 roku – sięga do literatury greckiej – Ad Euripidis Hypsipylam adnotationes („Wiener Studien” 1909), ale już następną pozycją młodego uczonego w 1910 roku jest obszerna rozprawa: Watykańskie rękopisy listów św. Grzegorza z Nazyanzu wraz z dodatkiem odnoszącym się do studiów nad Św. Grzegorzem („Eos” 1910). Podobnie w latach następnych 1911–1912 wśród rozpraw na tematy dotyczące autorów – przeważnie poetów – łacińskich pojawiają się wciąż prace dotyczące listów Grzegorza. Powraca do tematu w 1927 roku w recenzji wydania listów tego autora: Gregorii Nysseni Epistulae („Gnomon” 1927). Przychocki rozszerza badania nad epistolografią ogólną: Studium epistolografii grecko-rzymskiej, zasady i cele („Eos” 1938). Następuje przerwa w badaniach – jak wspomina Władysław Strzelecki; „profesor, straciwszy wskutek okoliczności zewnętrznych i od siebie niezależnych swe dalsze materiały naukowe gregoriańskie, odzyskał je dopiero w roku 1942, opracował w latach okupacji i przygotował do druku jako Historia listów św. Grzegorza z Nazjanzu”. Był to materiał bogaty i o wielkiej wartości naukowej. Przychocki pracował w bardzo trudnych warunkach – w czasach okupacji. Była to ostatnia jego praca wydana w 1946 roku, „lecz – cytuję Strzeleckiego – tomik ten ujrzał w pełni światło dzienne na drugi dzień po śmierci autora, tzn. 5 lutego 1947 – tak że autor nie miał już możności ujrzeć na własne oczy tej pracy stanowiącej podsumowanie jego badań z czasów młodości i koronę studiów gregoriańskich, a równocześnie podstawę, na której oprze się przyszły wydawca tychże Listów”. Dzieło to spotkało się z wielkim uznaniem wielu uczonych zagranicznych. [...]

Jednym z bliskich mu tematów była elegia rzymska, a spośród elegików najbliższym mu był Owidiusz. Drugim bliskim sercu profesora był dramat – na pierwszym miejscu – komedie Plauta (również temat wykładów), wreszcie tragedia – którą reprezentował Seneka i która była w okresie moich studiów przedmiotem ćwiczeń seminaryjnych, na których uczyliśmy się krytyki tekstu, poznawaliśmy metodę pracy, a hasłem profesora było: „Wszystkiego nigdy państwo nie będziecie umieć, ale musicie umieć wszystko znaleźć” (podkr. L. W.). Przy badaniach tekstu wnosił profesor wiele materiału nowego, co potwierdzały opinie uczonych zagranicznych w recenzjach jego prac. [...]

Bliskim zainteresowaniom profesora był komediopisarz Plaut, któremu poświęcał artykuły, ale najcenniejszym owocem tych studiów była praca o Plaucie i wreszcie przekład wszystkich jego komedii, dzięki czemu przybliżył tego komediopisarza czytelnikom polskim. Miał także w planie opracować obszernie komedie Terencjusza – nie zdążył. Wspominam wspaniałe wykłady na temat Plauta i jego komedii, a miałam szczęście trafić na nie jako studentka drugiego semestru pierwszego roku studiów. Warunkiem uczęszczania na zajęcia seminaryjne był egzamin z języka greckiego oraz kolokwium z wykładów, w danym wypadku o Plaucie. Moje kolokwium – niemałe przeżycie, pierwsze w moim studenckim życiu – wypadło bardzo dobrze. I następne osobiste wspomnienie. Jak wspomniałam – pozytywne wyniki z obowiązujących kolokwiów uprawniały do brania udziału w ćwiczeniach seminaryjnych. Nowy członek seminarium zajmował miejsce zwolnione przez byłego studenta, który ukończył studia (w seminarium uczestniczyli studenci wszystkich lat studiów, od pierwszoroczniaka poczynając do kończących studia włącznie). Miejsce, które mi wyznaczono, było tuż przy profesorze prowadzącym zajęcia. Pierwsze posiedzenie seminaryjne. Tłumaczenie tekstu, nasuwają się jakieś wątpliwości, profesor zwraca się do siedzącego naprzeciw mnie kolegi Turyna, który już był na ostatnim roku studiów, i prosi go, ażeby przyniósł Georgesa. Chwila przerwy – profesor zwraca się do mnie: „A pani wie, co to jest Georges?”. Moje zdziwienie: „Nie, wiem tylko co to jest Georgós”. Profesor rozbawiony – „A cóż to jest georgós?” Spodziewał się prawdopodobnie odpowiedzi, że georgós – to wyraz grecki i znaczy wieśniak, ale ja spokojnie mówię: „Tytuł komedii Menandra, komedia nowoattycka”. Zaskoczenie, znowu przenikliwe, ale już poważne spojrzenie: „A pani skąd to wie?” Na to nie umiałabym odpowiedzieć, ale kolega Turyn wrócił ze słownikiem łacińsko-niemieckim Georgesa i odpowiedzi profesorowi nie dałam. Wkrótce jednak odczułam skutki tej mojej odpowiedzi. Wzywa mnie profesor do swojego gabinetu i pyta: „Jaki język zna pani najlepiej?” „Niemiecki”. Podszedł do półek z książkami, wyszukał jakiś tom, wyznaczył w nim kilka rozdziałów i słyszę: „Przygotuje pani referat na najbliższe zebranie koła studenckiego; przedstawi pani streszczenie wyznaczonych rozdziałów”. W milczeniu – lecz z wewnętrznym lękiem – wzięłam książkę: było to dzieło Wundta Völkerpsychologie der Sprache. Rozkaz – rozkazem, ale sytuacja ta zrobiła na mnie wrażenie; język niemiecki – znałam, ale problem specjalny, jak z terminologią sobie poradzę?”. Okazało się jednak, że moja znajomość języka niemieckiego po ówczesnym ukończeniu ośmioklasowego gimnazjum była wystarczająca. W ten sposób sprawdzał profesor przygotowanie i zdolności studentów.

Wracam jednak do pracy profesora nad komediami Plauta; niezwykle cennym dowodem zainteresowań profesora Plautem jest przekład wszystkich jego komedii. Niektóre z nich zostały wydane w tomikach Biblioteki Narodowej, ale całość wypełnia cztery tomy. Znaczenie tego przekładu tkwi nie tylko w zapoznaniu czytelników polskich z treścią komedii, z których wiele stało się natchnieniem i źródłem dla późniejszych komediopisarzy (żeby wymienić tylko Moliera i naszego Fredrę), ale podziw budzi sam przekład. Plaut ma bogate słownictwo, w którym występuje wiele wyrazów utworzonych sztucznie przez komediopisarza, np. zabawne łączenie wyrazów łacińskich z wyrazami greckimi, których Rzymianie nie używali i których nie znajdziemy dzisiaj w żadnym słowniku. Otóż Przychocki równie zręcznie tworzył odpowiedniki w języku polskim, zachowując niekiedy w wyrazie złożonym cechy greckie. Tak np. wyraz „dentifrangibulus” (dens – ząb + frango – łamię) tłumaczy – zębołamaniec; „lumbifragium” (lumbus – udo, frango – łamię) – łamignat; niefortunny podrywacz, wyrzucony przez żonę i przez kochankę czuje się „exclusissimus” – najwyrzuceńszy. Bogaty zestaw sztucznie utworzonych przez Plauta imion w komedii pt. Persa (Pers) jest doskonałym przykładem, jak zręcznie tłumacz tworzył odpowiedniki wyrazów złożonych w swoim przekładzie; otóż jeden z bohaterów komedii przedstawia się: „Oto zwę się: Fałszomówiec – Pannosprzedanides – Ciebiegodniemówides – Blagides – Okpides – Corazkomuporwides – Nigdyniewyrwides!”

Cztery tomy komedii Plauta w przekładzie prof. Przychockiego ukazywały się nakładem Polskiej Akademii Umiejętności w latach: 1931, 1934, 1935, 1937. Ku mojej wielkiej radości cały ten mój komplet zachował się w piwnicy, w której złożyłam swoje książki podczas powstania warszawskiego; sporo z nich wyszabrowano, komedie Plauta ocalały, a jeden tom – najcenniejszy – z dedykacją: „JWPani dr Lidii Winniczukównie z najszczerszym uściskiem dłoni i wyrazami prawdziwego poważania – G. Przychocki”.

Przerwy w pracy naukowej powodowały nie tylko wyjazdy zagraniczne (Wiedeń, Berlin, Oksford, Paryż, Londyn, Rzym, Florencja, Neapol, Wenecja), chociaż i to były wyjazdy związane z badaniami naukowymi, ale przerwy powodowała także służba w wojsku, służba ojczyźnie. Już w okresie studiów uniwersyteckich odbywał obowiązkową służbę wojskową w latach 1904–1905 (co nie przeszkodziło mu w ukończeniu studiów), a gdy po pracy w szkolnictwie średnim powrócił jako docent w 1913 roku – wkrótce z chwilą wybuchu wojny w 1914 roku jako podporucznik rezerwy został powołany do wojska austriackiego.

Wiele napisano, a można by jeszcze wiele napisać o osiągnięciach naukowych Gustawa Przychockiego, ale nie można pominąć jego osiągnięć jako nauczyciela, wychowawcy, przyjaciela swoich uczniów. Wydanie przekładów komedii Plauta poprzedziła książka pt. Plautus (Kraków 1925), którą dedykuje: „Uczniom moim”. Nie spotkałam się z taką drugą dedykacją. Po kilku latach odwdzięczają się mu uczniowie, dedykując swemu mistrzowi w dniu jego jubileuszu z okazji dwudziestopięciolecia pracy naukowej tom własnych prac pt. Charisteria Gustavo Przychocki a discipulis oblata (Varsoviae MCMXXXIV). Tekst poprzedza Tabula gratulatoria, na której na pierwszym miejscu wymieniono nazwiska dziekana wydziału prof. Marcelego Handelsmana oraz prof. Tadeusza Zielińskiego, jako przedstawiciela Seminarium Filologii Klasycznej, po których następuje 56 nazwisk uczniów jubilata z okresu 1918–1934. Na tytuł tej książki Charisteria zwrócił uwagę dziekan w swoim słowie wstępnym: „Przychocki obejmując stanowisko wykładającego, a od 1 kwietnia 1919 profesora filologii klasycznej, sam musiał wszystko tworzyć: warsztat, atmosferę, uczniów... był jedynym wówczas filologiem w Uniwersytecie Warszawskim z minimalnymi środkami materialnymi, w nowym, obcym dla siebie środowisku. Do roboty zabierał się z gorącym umiłowaniem przedmiotu, który reprezentował. [...] Stworzył studium filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Gdy dziś – po latach 15-stu zwrócić się myślą wstecz i spojrzeć na dzieło pracy nauczycielskiej Gustawa Przychockiego, to wystarczy zwrócić uwagę na dwa fakty symboliczne. «Charisteria» niniejsze, – wyraz wdzięczności jego uczniów – choć zarazem dowód uznania kolegów – świadczą najlepiej o tym, do jakiego poziomu naukowego umiał on doprowadzić tych, których uczył. A trzeba powiedzieć, że nauka jego nie jest łatwa: surowy dla siebie – jest bardzo wymagający, stanowczy i bezwzględny w stosunku do innych, pełen tej wyrozumowanej, surowej dyscypliny, pod której powłoką ukrywa swoje serdeczne do uczniów przywiązanie i swoją dla nich wyrozumiałość”. Zdyscyplinowanie Przychockiego i wymagania jego pod tym względem od innych tłumaczy dziekan Handelsman przejściem jubilata przez szkołę wojskową, szkołę wojenną: „Rozporządza on – dalsze słowa dziekana – walorami, jakie utrwaliła w nim służba wojenna: poczuciem głębokim odpowiedzialności, sumiennością, wytrwałością, porządkiem i energią niezmordowaną”. Przypomina też dziekan, że Przychocki „był jednym z pierwszych dowódców organizatorów legii akademickiej warszawskiej – naturalnym – z tytułu swej przeszłości i swego stanowiska uniwersyteckiego – wodzem studentom także na polu obrony Ojczyzny, porywającej się i do niepodległości i do wielkości”.

Do tych uwag profesora Handelsmana dodam szczegół, który uchodzi uwagi nawet filologów klasycznych, którzy śledzą tylko filologiczną twórczość profesora. Zapominają, że Gustaw Przychocki każdą, jaką pełnił funkcję, starał się udoskonalić, pisywał więc także artykuły dotyczące wojskowości, są to artykuły z lat 1920–1921. [...] Tak oddawał się Gustaw Przychocki każdej sprawie, której się podjął, w której brał udział – nic, co ludzkie, nie było mu obce. [...]

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 54–67.

Stanisław Jan Ignacy Przyłęcki

Urodzony 29 VIII 1891 w Radomiu. Studia na uniwersytecie w Genewie (1910–1914). Od 1916 asystent na Wydziale Lekarskim UW. Dalsze studia na Wydziale Filozoficznym UJ (1919), tamże doktorat (1921). Staż naukowy w Paryżu i Strasburgu. Habilitacja na UW (1923). Prof. nadzwyczajny Uniwersytetu Poznańskiego (1923–1925). Prof. zwyczajny UW (1925).

Biochemik, fizjolog zwierząt; pionier w badaniach chemii białek, enzymów i związków wieloskładnikowych zw. sympleksami oraz ich roli w regulacji przemian chemicznych w organizmach żywych.
Członek PAU (1934), TNW (1930), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1927), Polskiego Towarzystwa Chemicznego (1923, prezes w 1938), Polskiego Towarzystwa Biologicznego, Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego.
W czasie okupacji wykładowca tajnego UW.
Zamordowany przez Niemców 5 VIII 1944 w Warszawie.

Les rôles du suc pancréatique dans la digestion des matières albuminoïdes. Importance relative de la trypsine et l’érepsine (współaut. E. F. Terroine), „Archives Internationales de Physiologie” 1922, t. XX; O mechanizmie działania enzymów, „Roczniki Chemii” 1934, t. XIV; Połączenia związków wielocząsteczkowych w ustroju, „Acta Biologiae Experimentalis” 1937, t. XI; Białka, [w:] Chemia fizjologiczna, cz. 1, red. J. Parnas, Warszawa 1937, s. 211–289; Skrypt z chemii organicznej, Warszawa 1943; Chemia fizjologiczna, cz. 1, Warszawa 1944.

Przyłęcki S. J. I. [w:] PSB, t. XXIX, Kraków–Wrocław 1986, s. 201–204.

HALINA LICHOCKA

STANISŁAW JAN IGNACY PRZYŁĘCKI

1891–1944

 

Jego miastem rodzinnym był Radom. Tu przyszedł na świat 29 sierpnia 1891 roku. Był synem Franciszki z Kaliszów i Włodzimierza Przyłęckiego – powszechnie znanego i cenionego lekarza. Aż do czternastego roku życia uczył się prywatnie. Do szkoły publicznej został zapisany po raz pierwszy, gdy otwarto Szkołę Handlową Siedmioklasową Miejską w Radomiu. Była to wówczas jedyna polska szkoła średnia w całym mieście. Powstała w 1905 roku z przekształcenia gimnazjum rosyjskiego, na fali ustępstw wymuszonych trudną sytuacją wewnętrzną Rosji po klęsce w wojnie z Japonią.

Do Szkoły Handlowej uczęszczał Stanisław Przyłęcki w latach 1905–1909, toteż można przypuszczać, że swoją edukację rozpoczął w tej szkole od klasy trzeciej. Nie był to okres łatwy ani dla uczniów, ani dla ich rodziców i nauczycieli. Nastawiona patriotycznie młodzież łatwo ulegała agitacji niepodległościowej, tworzyła nielegalne stowarzyszenia, podejmowała zabronione przez władze działania. Często kończyło się to tragicznie.

Tak było i w radomskiej „Handlówce”. Uczeń ostatniej klasy, Stanisław Werner, kolega Przyłęckiego niewiele od niego starszy, rzucił bombę wprost pod nogi von Płotta, naczelnika miejscowej żandarmerii słynącego z okrutnego traktowania więźniów. Zamach był wykonaniem wyroku wydanego przez podziemną organizację. Płotto zginął, lecz Wernera ujęto podczas ucieczki z miejsca zdarzenia. Działo się to 16 grudnia 1906 roku. Cztery dni później chłopak został rozstrzelany w miejscu straceń, w pobliskim lesie.

Gdy w wolnej już Polsce zasłużona „Handlówka” obchodziła swoje trzydzieste urodziny, nosiła nazwę Gimnazjum Państwowego im. dr. Tytusa Chałubińskiego. Z okazji jubileuszu ukazała się pięknie wydana, niewielka książeczka1, na której początku pod fotografią chłopca w szkolnym mundurku umieszczono napis: „Stanisław Werner, uczeń siódmej klasy, prymus szkoły rozstrzelany pod Radomiem 20 grudnia 1906 roku, odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami za pracę w dziele odzyskania niepodległości. Krwi ofiarnej cześć!”. Obchodom towarzyszył Zjazd Absolwentów. Odbył się w dniach 2–3 maja 1936 roku. W skład Komitetu Honorowego uroczystości wchodził Stanisław Przyłęcki, wtedy już profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Po ukończeniu „Handlówki” Przyłęcki za radą ojca udał się do Krakowa2, aby tam studiować medycynę. Okazało się jednak, że w jego przypadku nie było to takie proste. Średnie wykształcenie handlowe nie uprawniało bowiem do podjęcia studiów w Uniwersytecie Jagiellońskim. Aby temu zaradzić należało jeszcze opanować kurs uzupełniającej klasy ósmej i zdać odpowiednie egzaminy. Przyłęcki postanowił to zrealizować. Brakującą klasę ósmą ukończył w Lublinie w 1910 roku3. W tym samym czasie, gdy dopełniał swoje średnie wykształcenie ogólne, był również studentem Uniwersytetu w Halle, gdzie uczęszczał na zajęcia Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego. Być może pod wpływem tych zajęć porzucił ostatecznie myśl o medycynie.

Jesienią 1910 roku wyjechał do Szwajcarii. Do tego kraju udawało się wówczas po naukę lub schronienie wielu młodych Polaków, zwłaszcza z zaboru rosyjskiego. Toteż przybysze z ziem polskich stanowili stosunkowo duży procent młodzieży studiującej na wszystkich szwajcarskich wyższych uczelniach.

Przyłęcki wybrał Genewę i studia przyrodnicze na tamtejszym uniwersytecie. W czasie studiów szczególnie zainteresowały go zagadnienia dotyczące przemian zachodzących w komórkach organizmów zwierzęcych. Pragnął się specjalizować w tym kierunku. Podjął badania, których przedmiotem był rozwój rozwielitek i zjawisko partenogenezy. Był to znakomity temat na planowaną przez niego w przyszłości pracę doktorską.

W Genewie studiował w latach 1910–1914. Ten okres w życiu osobistym Stanisława Przyłęckiego okazał się pełen istotnych wydarzeń. W 1912 roku utracił matkę. Rok później ożenił się. Jego żoną została Halina Fijałkowska. Była jego rówieśnicą i koleżanką. W Genewie studiowała biologię na tym samym, co on Wydziale. Ich ślub odbył się 27 września 1913 roku. Przyłęcki miał już wtedy za sobą pierwszy etap studiów, który sfinalizował w dniu 28 październiku uzyskując bakalaureat (najniższy stopień naukowy, odpowiadający z grubsza naszemu dzisiejszemu licencjatowi).

W 1914 roku, na wieść o śmierci ojca, Przyłęcki powrócił do kraju. Ojciec zmarł nagle, podczas nielegalnego zebrania. Po latach tak o tym wypadku pisała lokalna gazeta: „Ośrodkiem działalności cywilnej przed wybuchem wojny światowej był gościnny dom państwa Jastrzębowskich, redaktora wychodzącej wówczas «Gazety Radomskiej» [...] Grono osób prowadziło przede wszystkim robotę przygotowawczą, umacniając i rozszerzając ruch niepodległościowy, utrzymując kontakt z zagranicą za pomocą łączników, propagując spolszczenie szkół itd. [...]. Dr Włodzimierz Przyłęcki, który prowadził referat oświatowy, został wysłany do Warszawy na tajny zjazd działaczy kursów zakazanych. Na zjeździe tym przemówił niezwykle porywająco znany działacz p. Sosnowski. Gdy po powrocie do Radomia dr Przyłęcki w mieszkaniu państwa Jastrzębowskich, wobec zebranych potajemnie rozpoczął zdawać sprawozdanie ze zjazdu i doszedł do przemówienia Sosnowskiego, wstał i rozpoczął tymi słowy: «Jestem wskroś przejęty tym, co powiedział Sosnowski. Nie wiem, czy będę w możności to, co mówił, państwu powtórzyć».

Tu nagle pochylił się, serce dzielnego, wrażliwego człowieka nie wytrzymało wzruszenia, a nagły zgon jego wśród wszystkich obecnych wywarł niezapomniane wrażenie. Trzeba było usunąć trupa tak, by władze żandarmerii i śledcze nie rozpoczęły dochodzenia, dlaczego człowiek obcy, który oficjalnie nie bywał u Jastrzębowskich, umarł tam nagle i w tajemniczych warunkach. Udało się ciało zmarłego przenieść potajemnie do jego mieszkania i upozorować śmierć we własnym domu”4.

Niedługo potem zaczęła się I wojna światowa. O kontynuacji studiów w Genewie nie było już mowy. Halina i Stanisław Przyłęccy przenieśli się do Warszawy. Oboje otrzymali propozycję zatrudnienia w Pracowni Zoologicznej, a pół roku później w Pracowni Fizjologicznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Zawdzięczali to profesorowi Janowi Sosnowskiemu, wybitnemu fizjologowi zwierząt – temu samemu, którego prelekcje tak silnie oddziaływały na słuchaczy.

Pracownią Fizjologiczną kierował w tym czasie profesor Kazimierz Białaszewicz. Przyłęcki znalazł tam dogodne warunki dla kontynuacji swoich badań na temat rozwoju rozwielitek. W badaniach tych uczestniczyła również jego żona. Trwało to jednak krótko, zaledwie kilkanaście miesięcy, do czasu repolonizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Już w grudniu 1916 roku Przyłęcki został asystentem w Zakładzie Chemii Fizjologicznej na Wydziale Lekarskim. Pracował pod kierunkiem biochemika – Jakuba Parnasa, który wykładał chemię fizjologiczną dla studentów medycyny, farmacji i weterynarii. Przyłęcki wyręczał niekiedy profesora w tych zajęciach. Profil jego zainteresowań uległ znacznemu poszerzeniu; oprócz rozwielitek zajmował się embriologią i fizjologią płazów oraz biochemią. Mając ciągle na uwadze przygotowanie rozprawy doktorskiej podjął równocześnie studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studiował tam w semestrze letnim 1919 roku, a dwa lata później (14 października 1921 roku) uzyskał w Krakowie doktorat filozofii w zakresie fizjologii i biologii. Tematem jego dysertacji były Zmiany ciśnienia osmotycznego w czasie rozwoju dzieworodnego zarodków rozwielitek.

Zaraz po doktoracie otrzymał stypendium na roczny staż naukowy w Paryżu i Strasburgu, ufundowane przez rząd francuski. Wykorzystał to stypendium przede wszystkim na pobyt w Uniwersytecie w Strasburgu. Pracował w Instytucie Fizjologii, którego szefem był w tym czasie Émile Florent Terroine, cieszący się zasłużoną sławą chemik organik, badacz białek i procesów metabolizmu. We współautorstwie z Terroine’em napisał Przyłęcki artykuł poświęcony enzymatycznemu rozkładowi białek. Publikacja5 ukazała się we francuskim czasopiśmie „Archives internationales de physiologie”. Z redakcją tego czasopisma współpracował Przyłęcki przez wiele następnych lat, przysyłając do druku własne artykuły naukowe, a później także artykuły swoich uczniów.

Do kraju powrócił jesienią 1922 roku. Był już dojrzałym badaczem i miał w dorobku około dziesięciu poważnych publikacji, z których większość ukazała się w zagranicznych wydawnictwach naukowych. To stało się podstawą jego habilitacji, którą uzyskał w 1923 roku na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Po habilitacji zarysowały się przed Przyłęckim dwie drogi awansu. Pierwsza – to ubieganie się o stanowisko profesora chemii fizjologicznej w Studium Weterynarii przy Wydziale Lekarskim. Druga, łatwiejsza do realizacji, sprowadzała się do przyjęcia propozycji, która napłynęła z Poznania. Dotyczyła profesury nadzwyczajnej oraz kierownictwa Katedrą i Zakładem Fizjologii na Wydziale Lekarskim tamtejszego Uniwersytetu. Przyłęcki wybrał tę drugą możliwość i w roku akademickim 1923/1924 rozpoczął pracę w Poznaniu. Jednak nie trwało to zbyt długo. W chwili, gdy pojawiła się szansa powrotu na Uniwersytet Warszawski, zrezygnował z pracy w Poznaniu.

Z Uniwersytetem Warszawskim związał się już do końca życia. Stanowisko profesora chemii fizjologicznej w Studium Weterynarii przy Wydziale Lekarskim objął po wakacjach 1925 roku. Był nie tylko dobrym wykładowcą, ale także znakomitym organizatorem. Przy swojej katedrze utworzył Zakład Fizjologii Zwierząt Domowych oraz pracownię chemii fizjologicznej. Katedrą i Zakładem kierował przez trzy lata, w czasie których Studium przekształciło się w samodzielny Wydział Weterynarii. Dla studentów tego Wydziału wykładał Przyłęcki chemię fizjologiczną również wtedy, gdy po profesorze Stanisławie Bądzyńskim przejął Katedrę i Zakład Chemii Fizjologicznej na Wydziale Lekarskim. Na jego zajęcia uczęszczali oraz wykonywali prace dyplomowe nie tylko słuchacze nauk lekarskich i weterynaryjnych, lecz także farmacji i biologii. Wymagało to znacznej rozbudowy Zakładu oraz lepszego wyposażenia w aparaturę badawczą. Umiał temu, w miarę możliwości uczelni, zaradzić. Powiększył i przebudował Zakład uzyskując nowe pomieszczenia, przeznaczone na laboratoria.

Przyłęcki stworzył na Uniwersytecie Warszawskim swoją szkołę biochemiczną. Z jego zakładu wychodziło najwięcej publikacji naukowych, ogłaszanych w krajowych i zagranicznych czasopismach. Wykształcił wielu uczniów, którzy kontynuowali zainicjowane przez niego badania. Sam był odkrywcą prawidłowości nazwanej w światowej literaturze „regułą Clementiego-Przyłęckiego”, dotyczącej zależności między obecnością niektórych enzymów a końcowymi produktami przemiany połączeń azotowych. Drugim jego wielkim osiągnięciem było wprowadzenie klasyfikacji białek złożonych (sympleksów), wyjaśnienie pochodzenia tych związków oraz charakteru ich wiązań chemicznych.

Był autorem stu kilkudziesięciu publikacji. Należał do wielu towarzystw naukowych, m.in. Towarzystwa Naukowego we Lwowie, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, Polskiego Towarzystwa Chemicznego, Polskiego Towarzystwa Biologicznego, Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego oraz kilku towarzystw zagranicznych. Był również członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.

1 września 1939 roku miał objąć funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego. Wybuch wojny to udaremnił. Podczas oblężenia Warszawy niemieckie naloty spowodowały zniszczenie wielu gmachów uniwersyteckich. W ocalałych budynkach zakwaterowano batalion niemieckiej policji. Mienie Uniwersytetu uległo rabunkowi i dewastacji. Uczelnia przestała istnieć.

W dawnym Zakładzie Chemii Fizjologicznej profesora Przyłęckiego powstała wytwórnia witamin. Ponieważ Niemcy wyrazili na to zgodę, wytwórnia mogła działać jawnie. Pomysł jej uruchomienia powstał na pierwszym tajnym zebraniu Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego, które odbyło się w mieszkaniu Przyłęckich w styczniu 1940 roku. Wytwórnia funkcjonowała w Zakładzie niespełna rok, gdyż musiała ustąpić miejsca Prywatnej Szkole Zawodowej dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego Jana Zaorskiego. Szkoła ta, podobnie jak wytwórnia witamin, była instytucją legalną. Koncesję na działalność uzyskała od Niemców w marcu 1941 roku. Ze względu na tę okoliczność pełniła z powodzeniem rolę wygodnego szyldu dla tajnych studiów medycznych. Z tą myślą zresztą została zorganizowana przez podziemną Radę Wydziału Lekarskiego. Pełniła swoją rolę wytrwale aż do chwili, gdy w Warszawie rozpoczęło się powstanie6.

Tamte konspiracyjne studia wykształciły wielu późniejszych lekarzy i pozostały na zawsze w ich wspomnieniach. „Trzeciego września 1941 r. zaczęłam uczęszczać z grupą «A» do Private Fachschule für Sanitares Hilfpersonal in Warschau (Prywatna Szkoła Zawodowa dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego Dr. Jana Zaorskiego w Warszawie). Napis taki był umieszczony przy lewej furcie wejściowej na teren Uniwersytetu przy Krakowskim Przedmieściu 26/28. Od bramy głównej i lewej furty był odgraniczony drutami kolczastymi nawiniętymi na kozły. Mogliśmy korzystać tylko z gmachu Medycyny Teoretycznej. Inne budynki przedwojennego Uniwersytetu były zajęte przez Niemców. W gmachu, w którym mieścił się Wydział Prawa, okupant trzymał konie. Podczas nauki, aż do zdobycia dyplomu w 1949 roku, miałam możliwość korzystać z wiedzy wielu wybitnych profesorów i lekarzy. [...]

Chemię wykładał prof. Stanisław Przyłęcki (1891–1944). Przed Bożym Narodzeniem pozwolił w pracowni urządzić uroczystość z małą choinką i zabawnymi prezencikami. Jego nieodłącznym towarzyszem był sympatyczny woźny, Karol Lipiński. Profesor i zespół asystentów produkowali na tyłach pracowni witaminową przyprawę do zup, sporządzaną z jarzyn. Z tego powodu z okien pracowni wydobywał się specyficzny ostry zapach.

W drugim roku nauki w szkole doc. Zaorskiego zaczęłam poznawać chemię «inaczej». Była nią chemia fizjologiczna – dla nas zupełnie nowa dziedzina, ale bardzo interesująca, gdyż dotyczyła ludzkiego organizmu. Wykładał ją prof. Stanisław Przyłęcki. Bardzo spokojnym, monotonnym głosem – zerkając kątem oka na leżące na pulpicie katedry notatki, przekazywał wiadomości, które ze skupieniem i wielką uwagą chłonęliśmy. 4 sierpnia 1944 r. zginął w czasie Powstania Warszawskiego. U tego profesora w poprzednim roku zdawałam chemię nieorganiczną7.

W tajnym nauczaniu Przyłęcki brał udział przez cały okres niemieckiej okupacji. Dla swoich studentów napisał w tym czasie dwa skrypty, drukowane na powielaczu w wielu egzemplarzach. Jeden z tych skryptów był podręcznikiem chemii organicznej8, drugi – chemii fizjologicznej9. Obydwa służyły uczącej się młodzieży jeszcze przez kilka powojennych lat.

Już od pierwszych dni powstania nasiliły się przeprowadzane systematycznie przez Niemców akcje pacyfikacyjne wobec ludności Warszawy. Ofiarą takich akcji stał się 5 sierpnia 1944 roku Stanisław Przyłęcki. Został zabrany z domu wraz ze swoim dorosłym synem. Obaj znaleźli się w dużej grupie mężczyzn, których zawieziono do komendy gestapo w alei Szucha. O ich dalszych losach nic pewnego nie wiadomo. Prawdopodobnie zostali rozstrzelani.

Cztery lata później w „Monitorze Polskim” z dnia 16 maja 1948 roku ukazało się obwieszczenie o tym, że w sądzie grodzkim w Warszawie zostało wszczęte, na wniosek Haliny Przyłęckiej, postępowanie o uznanie za zmarłych: Stanisława Jana Ignacego Przyłęckiego s. Włodzimierza i Franciszki z Kaliszów, ur. 29. VIII 1891 w Radomiu; Wojciecha Franciszka Jerzego Przyłęckiego s. Stanisława Jana Ignacego i Haliny Marii z Fijałkowskich, ur. 30. III 1919 w Warszawie10.

Halina Przyłęcka, która początkowo towarzyszyła mężowi w jego badaniach dotyczących rozwoju rozwielitek, dość szybko zrezygnowała z pracy naukowej. Nie starała się o zatrudnienie w Uniwersytecie Warszawskim i nie sfinalizowała swoich genewskich studiów. Począwszy od 1917 roku prowadziła zajęcia dydaktyczne w Towarzystwie Miłośników Przyrody w Warszawie. W małżeństwie ze Stanisławem Przyłęckim miała dwoje dzieci – syna Wojciecha i młodszą córkę Bożenę, która urodziła się w 1926 roku. Bożena ukończyła po wojnie studia na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Po wyjściu za mąż nosiła nazwisko Przyłęcka-Leśna. Zmarła 23 lipca 2006 roku.

Na starym Cmentarzu Powązkowskim obok nagrobnego pomnika Stanisława Golińskiego (botanika) i jego żony Zofii Daszyńskiej-Golińskiej, w kwaterze 323-IV-4, znajduje się oparta o granitowy słupek, duża kamienna płyta z napisem:

Pamięci

Ś. P. Dr. Stanisława Jana Przyłęckiego, prof. chemii fizjolog. Uniw. Poznańskiego i Warszawskiego. B. Prezesa Pol. Tow. Chemicznego, członka wielu Towarzystw Naukowych w Kraju i zagranicą, ur. 29 VIII 1891 r.

Ś. P. Wojciecha Przyłęckiego, słuch. Polit. Gdańskiej i Warszawskiej, żołn. Armii Podziemnej, ur. 30 III 1919 r.

Rozstrzelanych w sierpniu 1944.

Żona, Matka, Córka i Siostra

W tym samym grobowcu Golińskich została również pochowana Halina z Fijałkowskich Przyłęcka, zmarła 21 czerwca 1975 roku. Stanisław Przyłęcki jeszcze po raz wtóry został upamiętniony na Cmentarzu Powązkowskim. Jego nazwisko widnieje wśród wielu innych nazwisk na płycie symbolicznej mogiły zbiorowej „Chemików zamęczonych i zmarłych w obozach koncentracyjnych w latach 1939–1945” (kwatera 62-I-1).

SECT-ID LINK

1Gimnazjum Państwowe im. D-ra Tytusa Chałubińskiego w Radomiu: 1905 „Handlówka” – XXX – 1935, red. J. Gawlik, Radom 1935.

2Nowi członkowie grona nauczycielskiego. Wydział Lekarski, [w:] Kronika Uniwersytetu Poznańskiego za rok szkolny 1923/24 za rektoratu prof. dra Zygmunta Lisowskiego i otwarcie roku szkolnego 1924/25 przez nowego Rektora prof. dra Stanisława Dobrzyckiego w dniu 12 października 1924 roku, Poznań 1925, s. 86–87.

3A. Dzięczkowski, Przyłęcki Stanisław Jan Ignacy, [w:] PSB, t. XXIX, Wrocław-Kraków 1986, s. 201–204.

4Radom w Ruchu Niepodległościowym do roku 1916, „Ziemia Radomska”, R. 7, nr 177, 5 sierpnia 1934, s. 3.

5É.F. Terroine, S. Przyłęcki, Les rôles du suc pancréatique dans la digestion des matières albuminoïdes, „Archives Internationales de Physiologie” 1922, t. XX (wg sporządzonego przez Stanisława Przyłęckiego w 1933 roku wykazu publikacji [w:] „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1932, t. XXV, s. 79–81).

6T. Manteuffel, Uniwersytet Warszawski w latach wojny i okupacji. Kronika 1939/40–1944/45. Warszawa 1948, s. 25–32.

7I. Ćwiertnia-Sitowska, Studia medyczne w latach 1941–1949, „Puls. Miesięcznik Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie” 2010, nr 6/7.

8S. Przyłęcki, Skrypt z chemii organicznej, Warszawa 1943.

9Idem, Chemia fizjologiczna. Cz. I, Warszawa 1944.

10Obwieszczenia sądowe, „Monitor Polski. Dziennik Urzędowy Rzeczypospolitej Polskiej”, Warszawa, 16 maja 1948, R. 26, nr 48, s. 3.

Józef Rafacz

Urodzony 30 I 1890 w Czarnym Dunajcu. Studia na Wydziale Filozoficznym UJ (1908–1912), doktorat z filozofii (1913). Studia prawnicze na UJ (1913–1917), doktorat z prawa (1917) i habilitacja (1921) tamże. Od 1919 zastępca profesora na KUL. Prof. nadzwyczajny UW (1922) i prof. zwyczajny (1929).

Historyk państwa i prawa polskiego. Zajmował się dawnym polskim prawem procesowym, karnym oraz ustrojowym wsi poddańczej. Członek TNW (1931). Współpracownik Komisji Prawniczej PAU (1937). Członek Slovanského Ústavu w Pradze (1937) oraz Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1938).
W czasie II wojny światowej współtwórca tajnego Wydziału Prawa UW, od 1941 jego dziekan.
Zginął rozstrzelany przez Niemców 3 VIII 1944 w Warszawie.

Ustrój wsi samorządnej małopolskiej w XVIII wieku, Lublin 1922; Dawny proces polski, Warszawa 1925; Egzekucja w Małopolsce od Statutu wiślickiego do końca średniowiecza, Warszawa 1927; Dawne polskie prawo karne. Część ogólna, Warszawa 1932; Dzieje i ustrój Podhala nowotarskiego za czasów dawnej Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1935; Dawne prawo sądowe polskie w zarysie, Warszawa 1936.

A. Symonowicz, Wspomnienie o prof. Józefie Rafaczu, „Palestra” 1959, nr 4, s. 51–57; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997.

STANISŁAW GRODZISKI
JERZY MALEC

JÓZEF RAFACZ*

1890–1944

 

Czarny Dunajec na Podhalu, miejsce urodzenia Józefa Rafacza, stał się miasteczkiem stosunkowo niedawno; w XIX wieku stanowił on jeszcze wieś, wprawdzie dużą, położoną w bogatszej części Podhala, ale na uboczu głównych dróg i szlaków rozwijającego się ruchu turystycznego. W tych warunkach ludność miejscowa dłużej przechowała tradycje góralskiej odrębności i niezależności; nieprzypadkowo stąd wywodził się jeden z przywódców powstania Kostki Napierskiego, Stanisław „Marszałek” Łętowski; tu także, na terenie dominium czarnodunajeckiego, wybuchło w 1846 roku słynne powstanie chochołowskie. Jego pamięć żywa była jeszcze do końca XIX wieku.

W miejscowej, średniozamożnej rodzinie góralskiej urodził się 30 stycznia 1890 roku Józef Rafacz1. Był on średnim synem (z drugiego małżeństwa Macieja Rafacza z Pauliną Żeglin) i zapewne w związku z tym rodzice postanowili nie pozostawiać go na roli, gdyż zwyczajowo los ten był udziałem najstarszego syna. Decyzja o kształceniu młodego Józefa łączyła się z poważnym dla nich wydatkiem materialnym, ponieważ po ukończeniu miejscowej szkoły elementarnej – co stało się w roku 1900 – należało odwieźć syna do odległego gimnazjum, opłacić „czesne” i stancję, dopomóc finansowo co najmniej do uzyskania matury. Jednakże synowie chłopscy, zmuszeni dawać sobie radę w obcym i nie zawsze przychylnym środowisku, wcześnie uzyskiwali samodzielność materialną i życiową. Józef Rafacz nie stanowił tu wyjątku. Złożywszy z odznaczeniem maturę w gimnazjum im. św. Jacka w Krakowie w roku 19082, wpisał się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego i pilnie począł uczęszczać na wykłady oraz seminaria historyczne.

Młody talent, poparty rzetelną pracą, uzyskał teraz doskonałe warunki rozwoju. [...] W roku 1912 Rafacz ukończył studia na Wydziale Filozoficznym3. Niedługo później przedstawił dysertację doktorską pt. Ciężary ludności poddańczej w dobrach szlacheckich powiatu sandeckiego i czchowskiego w pierwszej połowie XVIII wieku. [...] Kandydat miał wprawdzie pewne trudności z filozofią, ale egzamin z historii złożył celująco i z dniem 9 czerwca 1913 roku uzyskał stopień doktora filozofii4.

Równało się to pełnej samodzielności materialnej, gdyż uprawniało do pełnienia zawodu nauczyciela historii i geografii w szkole średniej. Rozpoczął więc pracę w jednym z krakowskich gimnazjów. Osiągnięcie tego stanowiska mogło go już było zadowolić, tym bardziej że nie mając silniejszego oparcia w rodzinie, cierpiał w czasie studiów duży niedostatek. Rychło jednak okazało się, iż Rafacz mierzył znacznie wyżej i konsekwentnie zmierzał do celu, jaki wytknął sobie samemu jeszcze po maturze. Była nim praca badawcza w zakresie historii społecznej i prawnej. W związku z tym postanowił rozszerzyć swoje studia i w jesieni roku 1913, nie przerywając pracy zarobkowej, zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Studia na drugim fakultecie przerwał mu niebawem wybuch wojny światowej. Jako tzw. „jednoroczny ochotnik” (Einjähriger Freiwilliger), powołany został w roku 1914 do wojska austriackiego [...]. Niemal natychmiast, bo w drugim miesiącu kampanii, został ranny w pierś i odesłany na rekonwalescencję. Gdy się nieco podleczył, wysłano go na powrót na front wschodni [...], gdzie został ranny po raz drugi, ale tym razem znacznie poważniej: odłamek szrapnela poszarpał mu nogę [...]. Niestety – noga już się nie zrosła prawidłowo. Warto tu też nadmienić, iż podczas tych parokrotnych pobytów w szpitalu opiekowała się nim panna Helena Kowal, z którą 17 października 1917 roku wstąpił w związek małżeński5.

Bogate przeżycia wojenne nie wpłynęły na zmianę raz wytkniętego celu życiowego; Józef Rafacz zdążał do jego realizacji z iście góralskim uporem. Rzeczą bardzo dlań korzystną było to, że studia prawnicze cechowała w owym czasie wielka swoboda i brak rygorów. Po uzyskaniu w indeksie podpisów wykładowców poszczególnych przedmiotów (miało to świadczyć o wysłuchaniu całego kursu, ale zazwyczaj świadczyło o wysłuchaniu jednego wykładu), można było uczyć się całkowicie samodzielnie poza murami uczelni i zgłaszać się tylko w wyznaczonych terminach na egzaminy. Tak też czynił Rafacz podczas wojny, wykorzystując na składanie egzaminów krótkie urlopy wojskowe lub znacznie dłuższe pobyty w szpitalu. [...] Daleki jeszcze od wyleczenia, jako inwalida o kulach, przystąpił Rafacz do pierwszego rygorozum, mianowicie sądowego, w dniu 16 grudnia 1916 roku. [...] Po upływie zaledwie trzech miesięcy, mianowicie 5 marca 1917 roku Józef Rafacz zgłosił się do drugiego rygorozum, obejmującego przedmioty polityczne. [...] Do trzeciego i ostatniego rygorozum prawniczego zgłosił się Rafacz w równe trzy tygodnie po złożeniu drugiego. Obejmowało ono cztery przedmioty historyczno-prawne. W tak krótkim terminie nie dało się nie tylko opanować, ale nawet powtórzyć uprzednio już przerobionego, bardzo obszernego materiału egzaminacyjnego. Kandydat jednak przebywał nadal w wojsku i nie dysponował swoim czasem; obawiał się zwłaszcza tego, że jak się tylko nieco podleczy, władze wojskowe przeniosą go z Krakowa na prowincję i uniemożliwią dokończenie studiów. Uzyskał więc specjalną decyzją austriackiego ministerstwa wyznań i oświaty skrócenie tzw. terminu międzyrygorozalnego i zgłosił się do egzaminu dnia 27 marca 1917 roku. [...] W ten sposób, w tak trudnych i niezwykłych okolicznościach, uzyskał Józef Rafacz tytuł doktora praw6.

Nie odzyskawszy już w pełni zdrowia, nie powrócił na front, ale też nie został zwolniony z wojska. Do końca wojny wykorzystywano go w służbie pozaliniowej, mianowicie wykładał w krakowskiej szkole oficerskiej, mieszczącej się w koszarach na Łobzowie. Dopiero po wojnie, zrzuciwszy mundur austriacki, mógł się wreszcie poświęcić obranej przez siebie karierze naukowej w dziedzinie historii ustroju i prawa.

Okoliczności były po temu nader sprzyjające: odrodzone państwo polskie odbudowywało lub budowało od podstaw całe swoje szkolnictwo średnie i wyższe; bezpośrednio po wojnie powstawały uniwersytety państwowe w Warszawie, Poznaniu i Wilnie, Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz szereg innych uczelni. Odbudowa życia naukowego opierała się na istniejącej już i doświadczonej kadrze – zwłaszcza z obydwu uniwersytetów byłej Galicji – a także na pracownikach młodych i zdolnych, ale dopiero początkujących. Dla tych ostatnich stworzyło to dobrą koniunkturę.

Także Katolicki Uniwersytet Lubelski, liczący cztery wydziały: teologiczny, humanistyczny, nauk społecznych i prawny, cierpiał na braki kadrowe i starał się ściągać młodych pracowników. Zwrócono też uwagę na Rafacza i zaproponowano mu stanowisko zastępcy profesora w zakresie historii ustroju i prawa polskiego7. Zdecydował się od razu. Przeniósł się zatem do Lublina i prócz licznych zajęć na organizującej się dopiero uczelni podjął jednocześnie pracę w miejscowym gimnazjum im. Stanisława Staszica jako wykładowca historii.

Nie zerwał przy tym kontaktu z Uniwersytetem Jagiellońskim i z końcem 1921 roku habilitował się w Krakowie na podstawie pracy pt. Nagana sędziego w dawnym procesie polskim, napisanej pod kierunkiem Stanisława Kutrzeby. Kolokwium habilitacyjne złożył dnia 16 grudnia 1921 roku, a w trzy dni później odbył wykład habilitacyjny na temat „Ustrój sejmiku polskiego”. Na wykład ów przybyli nie tylko profesorowie Wydziału Prawa, ale stawili się też liczni koledzy Rafacza z czasów jego studiów historycznych8. W związku z tą habilitacją pełnił też od 26 stycznia do 30 kwietnia 1922 roku funkcję docenta prywatnego historii prawa polskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W roku 1922 opróżniła się katedra historii dawnego prawa polskiego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, po profesorze Przemysławie Dąbkowskim, który zaproszony do jej objęcia, wykładał wprawdzie przez rok w Warszawie, ale zdecydował się jednak powrócić na swe dawne stanowisko na Uniwersytecie Lwowskim. Opróżnioną katedrę zaproponowano Rafaczowi, który dał się już poznać jako jeden z niewielu specjalistów w tej dziedzinie. Tym razem nie decydował się od razu. Po namyśle propozycję przyjął, ale nie zerwał z Lublinem, z którym połączyły go więzy żywej sympatii, lecz jeszcze przez dwa lata dojeżdżał na KUL.

Przeniósłszy się do stolicy, począł szybko wspinać się na coraz to wyższe szczeble kariery naukowej; 15 maja 1922 roku uzyskał nominację na profesora nadzwyczajnego historii ustroju Polski i dawnego polskiego prawa sądowego na Uniwersytecie Warszawskim9, a i listopada 1929 roku został profesorem zwyczajnym tych przedmiotów10. Wszedł w skład kilku krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych, mianowicie w roku 1931 został członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, od roku 1937 był współpracownikiem Komisji Prawniczej Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, członkiem „Slovanského Ústavu” w Pradze czeskiej, a w następnym roku został obrany członkiem Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Na swoim terenie kilkakrotnie pełnił funkcje dziekana lub prodziekana Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Przy tym nawale obowiązków naukowych i funkcji organizacyjnych znajdował zawsze czas na pracę z młodzieżą akademicką, pełniąc przez długie lata absorbującą funkcję kuratora Studenckiego Koła Prawników UW.

Podkreślić należy, że swego awansu nie zawdzięczał żadnym czynnikom zewnętrznym. Jako chłopski syn z Podhala, w Warszawie zdany był tylko na własne siły i zdolności. Zająwszy się bez reszty pracą naukową i naukowo-organizacyjną, nie brał aktywniejszego udziału w życiu politycznym. Z racji swego pochodzenia sympatyzował żywo z organizacjami regionalnymi oraz z ruchem ludowym, ale do żadnego ze stronnictw chłopskich nie należał. Trzymał się także z daleka od sanacji, a w epoce narastającej dyktatury i tendencji do faszyzacji ustroju Polski nie zabrakło mu odwagi cywilnej, ażeby się temu przeciwstawiać. Protestował publicznie przeciwko procesowi brzeskiemu przywódców „Centrolewu”, a po śmierci Józefa Piłsudskiego demonstracyjnie odmówił wzięcia udziału w wycieczce profesorskiej dla sypania w Krakowie kopca ku uczczeniu pamięci zmarłego marszałka11.

W zainteresowaniach naukowych Józefa Rafacza, w jego bogatym dorobku obejmującym około dziewięćdziesięciu różnych prac drukowanych i wiele nieopublikowanych12, da się wyróżnić dwa istotne kierunki: dzieje dawnego prawa i procesu w Polsce oraz studia nad historią wsi i stanowiska prawnego chłopów.

Wszystkie jego prace, bez względu na temat, posiadały jedną wspólną cechę: były to prace materiałowe, gdzie tok wywodów ilustrowany był obszernymi fragmentami ze źródeł, głównie rękopiśmiennych i w małym stopniu lub zupełnie dotychczas niewykorzystywanych. Mimo niejednokrotnej z tego powodu krytyki Rafacz swego stylu pracy nie zmienił; starał się go natomiast doskonalić. Ci spośród jego kolegów i uczniów, którzy go w owych latach spotykali, wspominają, iż dzień w dzień, całymi godzinami przesiadywał w archiwach. Nic dziwnego więc, że w wielu dziedzinach wiedzy miał sporo nowego do powiedzenia.

Do badań nad dziejami dawnego prawa polskiego skłonił i skierował Rafacza prof. Stanisław Kutrzeba, bezspornie jedna z największych ówczesnych powag naukowych w dziedzinie ustroju i prawa dawnej Polski. Kutrzeba powodował się wówczas głównie potrzebami nauki, uważając tę właśnie dziedzinę za niedoinwestowaną, ale jego wybór i ze względów osobistych okazał się trafny. Rafacz nadawał się do tej żmudnej i długofalowej pracy nie tylko z uwagi na spore doświadczenie archiwalne, ale i z uwagi na swoje cechy charakteru: stałość, konsekwentne dążenie do raz wytkniętego celu, systematyczność. [...]

Po kilku latach pojawiły się jednak pewne trudności. [...] Dla człowieka, który z racji swojego inwalidztwa poruszał się z pewną trudnością, a ponadto poświęcał wiele czasu i wysiłku obowiązkom dydaktycznym, wyjazdy do dalszych archiwów i pracochłonne kwerendy stawały się rzeczą niełatwą. Wprawdzie ich nie zaprzestał, ale poświęcił się głównie takim zagadnieniom, które mógł rozwiązywać, studiując mazowieckie księgi sądowe w miejscowych zbiorach archiwalnych warszawskich.

Jednocześnie te same zagadnienia były przezeń wykładane słuchaczom pierwszego roku Wydziału Prawa jako tzw. „Dawne prawo sądowe polskie”. Z tych wykładów opracowywał kilkakrotnie skrypty oraz opublikował pracę o procesie polskim13, wreszcie w roku 1936 wydał drukiem obszerne studium poświęcone staropolskiemu prawu sądowemu14.

Mimo dużego postępu wiedzy w tej dziedzinie, prace te bywają do dziś często cytowane. Autorowi brakowało niekiedy tego spojrzenia i tej precyzji pojęć, jaką może dać historykowi prawa jedynie zawodowa praktyka w sądzie – tej Rafacz nie posiadał. Można mu też zarzucić, że niejednokrotnie zajmował stanowisko formalistyczne. Nie sposób jednak zapomnieć, że był jednym z ostatnich badaczy, którzy atakowali w pojedynkę tak rozległe tematy naukowe, dziś opracowywane przez całe zespoły. [...]

Drugą i chyba obszerniejszą dziedzinę badawczą stanowiły dlań dzieje wsi polskiej oraz społeczno-prawnej sytuacji chłopów w dawnej Polsce. [...] Bezpośrednio po zakończeniu studiów prawniczych, kiedy okoliczności życiowe umożliwiły mu podjęcie pracy naukowej, przystąpił do badań nad dziejami włościan, poświęcając wiele uwagi zwłaszcza przeszłości dziejowej swego regionu. Już w roku 1918 drukował drobne prace o przeszłości Czorsztyna, Czarnego Dunajca i całego Podtatrza; nie zarzuciwszy tej tematyki nawet po przeniesieniu się do Warszawy, podsumował ją w roku 1928 obszernym dziełem o dziejach i ustroju Podhala nowotarskiego15. Maszynopis tej pracy ofiarowany został przez autora Związkowi Podhalan, ale zrzeszenie to nie posiadało funduszów na ogłoszenie jej drukiem, więc ukazała się dopiero w siedem lat później nakładem Kasy im. Mianowskiego w Warszawie. Dedykując książkę swym rodzicom, autor pisał: „Ogłaszając tę pracę, spełniam obowiązek, jaki sobie niegdyś stworzyłem i o którego wypełnieniu myślałem w czasach długich i ciężkich zmagań”.

Warto nieco bliżej zatrzymać się nad tym dziełem. Przedstawił w nim Rafacz historię regionu podhalańskiego, począwszy od najwcześniejszego osadnictwa aż do rozbiorów Polski. Omówił także sytuację społeczno-gospodarczą i prawną włościan podhalańskich, dzieje i ustrój miasta Nowego Targu oraz okolicznych wójtostw i sołectw, górnictwo w Tatrach oraz inne zagadnienia, kończąc je interesującym rozdziałem o roli Podhala w dziejach dawnej Polski. Obok wartości naukowych należy podkreślić, że dzieło to napisane jest językiem prostym i stanowi lekturę dostępną dla wszystkich, którzy interesują się przeszłością Tatr i Podtatrza. [...]

Studia prawnicze skłoniły też Rafacza do podjęcia badań nad stanowiskiem prawnym chłopów w dawnej Polsce i w ogóle nad tzw. prawem chłopskim. Sytuacja prawna stanu szlacheckiego, duchownego i mieszczańskiego były już od dawna przedmiotem szczegółowych badań; natomiast w stosunku do chłopów rzecz miała się inaczej, gdyż zagadnienia o podstawowym znaczeniu pozostawały ciągle jeszcze niejasne. [...] Na marginesie tych zagadnień zajął się też Rafacz problemem obrony prawnej włościan przeciwko samowoli szlacheckiej. Wiadomo, że od początku XVI wieku obrona taka była możliwa jedynie przed sądem referendarskim, do którego mogli się udawać chłopi z dóbr królewskich, skrzywdzeni przez starostów czy niższych oficjalistów. Właśnie ten sąd, jego organizacja wewnętrzna i działalność zainteresowały bliżej Rafacza; podjął badania na ten temat tuż przed drugą wojną światową i doprowadził je podczas wojny niemal do końca. Praca o sądzie referendarskim wydana została drukiem już po wojnie i tragicznej śmierci autora, ze szczęśliwie ocalałego rękopisu; dopilnował tego profesor Uniwersytetu Poznańskiego, Zygmunt Wojciechowski16.

Najważniejszym chyba dziełem Józefa Rafacza w tej dziedzinie badań była monografia o ustroju wsi małopolskiej w XVIII wieku, wydana drukiem w Lublinie17. [...] Praca ta przez cały okres międzywojenny stanowiła główną podstawę wiedzy o ustroju wsi, i to nie tylko małopolskiej, bo podstawowe ustalenia autora stosowano w drodze analogii i do sąsiednich terytoriów. [...]

Wybuchła druga wojna światowa, a wraz z nią nadeszły niezwykle ciężkie czasy dla całej nauki w Polsce. [...] Ci spośród pracowników naukowych, którzy nie poszli do wojska lub nie wyemigrowali i udało im się uniknąć aresztowania w pierwszych miesiącach okupacji, podejmowali prace zarobkowe w różnych podrzędnych instytucjach. Było to konieczne nie tylko dla zdobywania środków do życia, ale i dla uzyskania od władz okupacyjnych jakiegokolwiek dokumentu umożliwiającego względnie bezpieczną egzystencję.

W takiej sytuacji znalazł się też Józef Rafacz. Jako inwalida z pierwszej wojny światowej, do wojska we wrześniu 1939 roku nie został powołany, nie opuścił też Warszawy. Na samym początku okupacji zdarzył się mu dziwny wypadek. Ktoś, kto się ani wtedy, ani potem nie ujawnił (może z kręgu kolegów doc. Stanisława Borowskiego) przysłał przez ambasadę jugosłowiańską trzy paszporty – dla profesora, jego żony i córki. Profesor nie skorzystał jednak z możliwości emigracji, podkreślając z naciskiem, że swoje miejsce widzi tylko w kraju przy swych uczniach18.

Nie były to puste słowa, gdyż niedługo później potwierdził je czynem. Jesienią 1940 roku rozpoczął tajne nauczanie Uniwersytet Warszawski, w ramach którego najwcześniej zorganizował się Wydział Prawa19. Poczynaniom tym przewodzili: Roman Rybarski, profesor ekonomii i skarbowości oraz ówczesny dziekan Wydziału Prawa, Ludwik Jaxa Bykowski, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, który po wysiedleniu z Wielkopolski znalazł się w Warszawie, wreszcie Józef Rafacz. [...] W podziale zajęć prof. Rafaczowi przypadło początkowo zorganizowanie kompletów na pierwszym i drugim roku studiów oraz obsłużenie ich w zakresie przedmiotu historii ustroju i prawa polskiego. W praktyce oznaczało to, że trzeba było jeden wykład powtarzać w różnych lokalach tyle razy, ile było kompletów, przemierzać na piechotę spore połacie Warszawy bez względu na warunki bezpieczeństwa na mieście czy stan własnego zdrowia. Józefowi Rafaczowi, który był ułomny, sprawiało to poważną trudność; nie opuścił jednak w ciągu tych lat ani jednego wykładu. Dodać też należy, że cała ta praca konspiracyjnej uczelni odbywała się wieczorem, przed godziną policyjną; przed południem wykładowcy i słuchacze pracowali, nieraz nawet jako robotnicy fizyczni.

18 maja 1941 roku prof. Roman Rybarski został aresztowany i wywieziony do obozu w Oświęcimiu, gdzie zginął wiosną następnego roku. Funkcję dziekana konspiracyjnego Wydziału przejął po nim Józef Rafacz i sprawował ją w coraz to trudniejszych warunkach aż do powstania warszawskiego. [...] Pozostał do ostatka ze swymi uczniami. Zginął podczas powstania warszawskiego, w niedających się już dziś dokładnie odtworzyć okolicznościach. Według jednej wersji, powstałej jeszcze w trakcie powstania, hitlerowcy ujęli go i rozstrzelali 3 sierpnia 1944 roku20 na Nowym Zjeździe, w niedalekim sąsiedztwie domu profesorów Uniwersytetu Warszawskiego. Według innej wersji, Niemcy wdarli się wówczas do domu profesorskiego, usunęli zeń siłą wszystkich mieszkańców i oddzieliwszy kobiety od mężczyzn, zabili na miejscu tych ostatnich21. [...]

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Prawnicze” 1980, z. 86, s. 63–77.

1Liber Natorum parafii Czarny Dunajec, t. X, pag. 39, nr ser. 9.

2Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, sygn. WF II 478 (odpis świadectwa dojrzałości Gimnazjum św. Jacka w Krakowie, w którym Józef Rafacz pobierał nauki w latach 1901–1908).

3Studiował w latach 1908/1909–1911/1912. Por. kartę informacyjną dotyczącą Józefa Rafacza, opracowaną przez pracowników Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za jej udostępnienie autorzy serdecznie dziękują.

4Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, sygn. WF II 478.

5Informacji tych, na podstawie własnych wspomnień i papierów rodzinnych, udzieliła łaskawie pani Helena Rafaczowa do pierwszej wersji tego artykułu, powstałej po 1956 r.

6Por. Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Karta Informacyjna Józefa Rafacza.

7Ibidem. Józef Rafacz pełnił funkcję zastępcy profesora na KUL w roku akademickim 1920/1921.

8Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, sygn. WP II 138. Habilitacja Józefa Rafacza zatwierdzona została decyzją Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 26 stycznia 1922 roku (Nr 580-IV/22).

9Dziennik Urzędowy Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, 1922, s. 370.

10Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, Karta Informacyjna Józefa Rafacza.

11Do anegdoty przeszła jego rozmowa z sanacyjnym ministrem oświaty i autorem reformy szkolnictwa, Januszem Jędrzejewiczem. Minister, naciskając na profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, by w imię hasła „Polska dla Polaków” starali się ograniczać przyjmowanie Żydów na studia, miał się wówczas wyrazić do Rafacza: „Panie Dziekanie, przecież z racji swego stanowiska ma pan pełną swobodę wyboru: może pan na przykład zarządzić, że od tego roku będą przyjmowani na studia jedynie kandydaci [...] z niebieskimi oczami!”. „Panie Ministrze – odparł prof. Rafacz – w decyzjach tego rodzaju kieruję się nie cechami ciała kandydata, lecz regulaminem studiów!”.

12Pełna, wyczerpująca bibliografia dzieł Józefa Rafacza nie została zestawiona.

13J. Rafacz, Dawny proces polski, Warszawa 1925.

14Idem, Dawne prawo sądowe polskie w zarysie, Warszawa 1936.

15Idem, Dzieje i ustrój Podhala nowotarskiego za czasów dawnej Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 1935.

16Idem, Sąd referendarski koronny. Z dziejów obrony prawnej chłopów w dawnej Polsce, Poznań 1948.

17Idem, Ustrój wsi samorządnej małopolskiej w XVIII wieku, Lublin 1922.

18Według informacji udzielonych łaskawie Stanisławowi Grodziskiemu przez Rodzinę prof. Rafacza.

19Por. J. Sawicki, Tajny Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego w latach okupacji 1939–1944, [w:] Studia z dziejów Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1963, s. 191 i nast.

20Wielka Encyklopedia Powszechna, PWN, t. IX, Warszawa 1967, s. 681, podaje datę 5 sierpnia. Za datą 3 sierpnia przemawiają jednak informacje Z. Zdrójkowskiego i J. Sawickiego (por. przypis poprzedni).

21Według informacji udzielonych łaskawie Stanisławowi Grodziskiemu przez Rodzinę prof. Rafacza.

Wacław Roszkowski

Urodzony 1 X 1886 w Broszkowie (powiat siedlecki). Studia na UJ (1907–1908), we Fryburgu i Lozannie (1908–1913), doktorat tamże (1913). Asystent w Doświadczalnej Stacji Rybackiej w Rudzie Malenieckiej (1913–1914), później w Pracowni Zoologicznej TNW (1914–1915, 1918–1919). Uczestnik ekspedycji do Murmańskiej Stacji Biologicznej (1915). Pomocnik kustosza w Muzeum Zoologicznym Akademii Nauk w Petersburgu. Badania na Krymie, w Japonii i w Tyflisie (Tbilisi). Kustosz w Kaukaskim Muzeum Akademii Nauk w Tyflisie. Asystent na UW (1919), adiunkt (1921), habilitacja (1925), prof. nadzwyczajny UW (1925–1929 i od 1935), dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego (1938/1939).

Zoolog; zajmował się gł. systematyką, morfologią, biologią i zoogeografią mięczaków.
Dyrektor Państwowego Muzeum Zoologicznego (1929–1935), w latach 30. organizator wypraw naukowych do Egiptu, Brazylii, na Martynikę, do Parany i Afryki Południowej.
Członek TNW (1930), współzałożyciel Towarzystwa Anatomiczno-Zoologicznego (1926) i Polskiego Towarzystwa Zoologicznego (1937). Redaktor wydawnictw Muzeum Zoologicznego, m.in. „Annales Musei Zoologici Polonici”. W czasie okupacji jeden z organizatorów i wykładowca tajnego UW.
Zamordowany przez Niemców 3 VIII 1944 w Warszawie.

Contribution à létude des Limnées du lac Léman, Genewa 1914; Z badan nad otułką (Amphipeplea Nilss), Warszawa 1925; Contribution to the Study of the Family Lymnaeidae. 1. On the Systematic Position and the Geographical Distribution of the genus Myxas J. Sowerby, Warszawa 1929.

S. Feliksiak, Wspomnienia pośmiertne: Wacław Roszkowski (1886-1944), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938–1945, R. 31/38, s. 241–243.

TOMASZ MAJEWSKI

WACŁAW ROSZKOWSKI

1886–1944

 

Najwybitniejszy polski malakolog (badacz mięczaków), Wacław Andrzej Remigiusz Roszkowski, urodził się 1 października 1886 roku w Broszkowie w powiecie siedleckim. Szkoły średnie, do których uczęszczał w Warszawie, to II Gimnazjum Męskie (wydalony z niego został za udział w strajku szkolnym) i Gimnazjum gen. Pawła Chrzanowskiego, ukończone w roku 1907. W latach 1907–1908 studiował zoologię na Uniwersytecie Jagiellońskim u profesora Kazimierza Kostaneckiego, znakomitego anatoma zwierząt; studia te kontynuował w latach 1908–1913 na uniwersytetach we Fryburgu i w Lozannie pod kierunkiem „ojca limnologii” François Alphonse’a Forela. W Lozannie uzyskał w roku 1913 doktorat na podstawie rozprawy o anatomii ślimaków z rodziny błotniarkowatych Contribution à l’étude des Limnées du lac Léman.

Pracę naukową Roszkowski rozpoczął w latach 1913–1914 jako asystent Doświadczalnej Stacji Rybackiej w Rudzie Malenieckiej w powiecie koneckim, pod kierunkiem jej założyciela, Franciszka Staffa. Następnie zaangażowany został jako asystent Pracowni Zoologicznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (jej kierownikiem był Jan Tur). Gdy wybuchła wojna, walczył jako żołnierz I Brygady Legionów Polskich, wkrótce wrócił jednak do Warszawy1, do pracy w TNW. W maju 1915 roku, a więc niedługo przed zajęciem Warszawy przez Niemców, został wysłany do Murmańskiej Stacji Biologicznej w ekspedycji zorganizowanej dla poznania tamtejszej fauny. Przesuwający się przez ziemie polskie front uniemożliwił mu powrót do Warszawy, pozostał więc w Rosji. Z Murmańska udał się do Piotrogrodu, gdzie znalazł pracę jako pomocnik kustosza w Pracowni Muzeum Zoologicznego Akademii Nauk, oraz jako asystent kilku zakładów (Biologii Ogólnej, Zoologii i Anatomii Porównawczej Kręgowców) tamtejszego Instytutu Psychoneurologicznego. W latach 1916–1918 Muzeum Zoologiczne Akademii wysyłało go kolejno dla poszukiwań faunistycznych na Krym, do Japonii i wreszcie do Tyflisu w Gruzji (obecnie Tbilisi), gdzie do lipca 1918 roku pełnił funkcję kustosza Działu Zwierząt Bezkręgowych Kaukaskiego Muzeum Akademii Nauk. Powrócił do Polski, gdy tylko stało się to możliwe, a więc w sierpniu 1918 roku, obejmując z powrotem – na krótko – dawne stanowisko asystenta w Pracowni Zoologicznej TNW, gdzie pracował aż do jej rozwiązania w 1919 roku.

W październiku 1919 roku Roszkowski rozpoczął pracę na Uniwersytecie Warszawskim, z początku na Wydziale Filozoficznym (z przerwą na służbę wojskową w czasie wojny bolszewickiej). Był tam starszym asystentem w Zakładzie Anatomii Porównawczej kierowanym przez Jana Tura. Następnie, od roku 1921, rozpoczął pracę, jako adiunkt, w Zakładzie Anatomii Opisowej Zwierząt Domowych Studium Weterynaryjnego na Wydziale Lekarskim UW (późniejszy Wydział Weterynaryjny). Od początku kierował wymienionym zakładem w charakterze zastępcy profesora, pełniąc tę funkcję po zmarłym profesorze Eugeniuszu Kierniku. Habilitował się w roku 1925 na podstawie rozprawy Z badań nad otułką (Amphipeplea Nilss), profesorem nadzwyczajnym został mianowany w 1925 roku. W roku 1929 opuścił Uniwersytet Warszawski, aby objąć kierownictwo, jako dyrektor, Państwowego Muzeum Zoologicznego, z którym zawsze, od jego powstania, ściśle współpracował, kontynuując zresztą wykład zlecony na Uniwersytecie. W roku 1935 powrócił na etat uniwersytecki, gdzie do wybuchu wojny kierował Zakładem Zoologii Systematycznej i Morfologicznej (później Zakładem Zoologii) na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym jako następca zmarłego profesora Konstantego Janickiego. W roku akademickim 1938/1939 był dziekanem tego Wydziału.

W czasie pracy w Studium Weterynaryjnym Roszkowski wykładał swoją specjalność, a więc anatomię porównawczą ssaków i parazytologię. Prowadził także w tym czasie wykłady specjalne dla przyrodników na Wydziale Filozoficznym, później Matematyczno-Przyrodniczym: wykładał tu zoogeografię, systematykę mięczaków, osłonic i płazów, faunę Tatr, a także temat „Arystoteles jako zoolog”. Po objęciu katedry zoologii na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym prowadził tu wykład ogólny zoologii systematycznej dla przyrodników. Wykładał także, od roku 1928, zoologię ogólną i systematyczną w Wolnej Wszechnicy Polskiej.

Państwowe Muzeum Zoologiczne, któremu Roszkowski poświęcił sześć lat pracy, było już wtedy instytucją, która objęła gromadzone w Warszawie od połowy XIX wieku największe w Polsce zbiory naukowe i posiadała największą bibliotekę specjalną. Duża część zbiorów była owocem wypraw do odległych krajów, podejmowanych m.in. przez braci Branickich, Konstantego Jelskiego, Jana Sztolcmana, a w nowszych czasach przez Tadeusza Chrostowskiego. Roszkowski, kierując Muzeum Zoologicznym, zorganizował kolejne ekspedycje, podobnie zresztą, jak czynił to w czasie pobytu w Rosji. Były to: ekspedycja do Egiptu (1930–1931), do Brazylii i na Martynikę na pokładzie żaglowca „Dar Pomorza” (1931–1932) oraz – także na „Darze Pomorza” – do Parany i Afryki Południowej (1933–1934). Plony tych badawczych podróży wzbogaciły zbiory Muzeum, któremu Roszkowski przekazał później w darze także swój cenny księgozbiór naukowy.

W czasie okupacji niemieckiej Wacław Roszkowski aktywnie uczestniczył w organizowaniu i działalności podziemnego Uniwersytetu. Był kierownikiem Sekcji biologicznej tajnego Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego. Sekcja ta, uruchomiona w roku 1940, w roku 1944 liczyła trzy komplety i przeszło 20 słuchaczy. Wykłady prowadzone były w mieszkaniach prywatnych, zajęcia praktyczne w laboratoriach szpitalnych i miejskich oraz w pracowniach Państwowego Muzeum Zoologicznego. Uczył także hydrobiologii w Liceum Rybackim w Warszawie.

Należał do kilku towarzystw naukowych. Był członkiem zwyczajnym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego od roku 1930, jednym z założycieli Towarzystwa Anatomiczno-Zoologicznego (1926) i Polskiego Towarzystwa Zoologicznego (1937), przewodniczącym warszawskiego oddziału Ligi Ochrony Przyrody (od 1929) oraz honorowym członkiem korespondentem Państwowego Muzeum Zoologicznego. Był także członkiem Klubu Wysokogórskiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, a jego wybitna sprawność fizyczna uzewnętrzniała się nie tylko w czasie górskich wspinaczek, ale przede wszystkim podczas intensywnie prowadzonej naukowej eksploracji terenów badanych w dalekich podróżach.

Obszerny dorobek naukowy (46 rozpraw) Roszkowskiego dotyczył w większości malakologii, a więc nauki o mięczakach. Tematem rozprawy doktorskiej (wspomnianej wyżej) była analiza systematyczno-anatomiczna żyjących w wodach Jeziora Genewskiego ślimaków z rodzaju błotniarka (Lymnaea). Przeanalizował on subtelne cechy narządów wewnętrznych będące wyrazem przystosowania tych organizmów do życia na różnych głębokościach Jeziora Genewskiego, wyprowadzając wniosek o pochodzeniu głębinowych form od form przybrzeżnych. Ślimaki z rodziny błotniarkowatych były obiektem większości jego późniejszych prac malakologicznych, trzeba zresztą podkreślić, że jest to grupa trudna do ujęcia systematycznego ze względu na dużą liczbę form ekologicznych utrzymujących się łatwo dzięki występowaniu samozapłodnienia. Badał ich budowę i systematykę w sposób nowoczesny, uwzględniając w pełnym zakresie ich anatomię i histologię, ze szczególnym zwróceniem uwagi na narządy rozrodcze i układ pokarmowy. W pracach poświęconych tym organizmom poruszał zagadnienia morfologiczne, systematyczne, zoogeograficzne i ekologiczne. Rozszerzeniem jego pracy habilitacyjnej (Z badań nad otułką...) była obszerna rozprawa On the systematic position and the geographical distribution of the genus Myxas J. Sowerby (1929). Analizował rozmieszczenie błotniarek na północnej półkuli (The distribution of Lymnaeidae in Europe and in North America, with relations to Wegener’s theory, 1928), nie uzyskując potwierdzenia teorii Wegenera. Przedmiotem kilku jego prac były także inne grupy zwierząt, w tym mało u nas badane wypławki. Wziął udział (z botanikiem Sewerynem Dziubałtowskim i klimatologiem Kazimierzem Szulcem) w zbiorowym opracowaniu Instrukcja do prowadzenia spostrzeżeń fenologicznych sieci polskiej (1931), jedynym w polskiej literaturze. W pięknym, zbiorowym wydawnictwie redagowanym przez Władysława Szafera Skarby przyrody (1932) opracował rozdział poświęcony ochronie płazów i gadów.

Roszkowski nie stronił od popularyzacji nauki. Szczególnie w okresie pobytu w Szwajcarii wysyłał do warszawskiego tygodnika „Wszechświat” liczne artykuły i drobne notatki dotyczące różnych tematów specjalnych, ale także ogólnych, jak nowe teorie dotyczące genetyki, rozwoju zwierząt, genezy fauny, ewolucji, streszczał ważniejsze pozycje światowego piśmiennictwa. Podobne artykuły zamieszczał i w innych czasopismach, jak „Kosmos”, „Wierchy” itd. Był autorem i współautorem dwóch rozdziałów w poświęconych zoologii tomach Poradnika dla samouków (1931, 1932). W cennym Podręczniku do zbierania i konserwowania zwierząt należących do fauny krajowej, wydawanym w latach 1921–1929 przez Państwowe Muzeum Zoologiczne, opracował rozdziały poświęcone wijom (Myriapoda), płazom i gadom. Wziął udział w ankiecie Kasy im. Mianowskiego na temat warunków rozwoju badań naukowych w Polsce, publikując artykuł O potrzebach polskiej zoologii (1929), z obszernie uzasadnionymi wnioskami, z których niektóre i dziś pozostają aktualne. Należał do grona redakcyjnego „Wszechświata” od 1910 roku, a w czasie pracy w Muzeum Zoologicznym redagował jego wydawnictwa: „Annales Musei Zoologici Polonici”, „Fragmenta Faunistica Musei Zoologici Polonici” oraz „Acta Ornithologica Musei Zoologici Polonici”.

Do uczniów Wacława Roszkowskiego należeli Stanisław Feliksiak, późniejszy dyrektor Instytutu Zoologii PAN, Marian Gieysztor, profesor hydrobiologii UW, Tadeusz Jaczewski, profesor zoologii UW i dyrektor Instytutu Zoologii PAN oraz Bolesław Smulikowski, świetnie zapowiadający się limnolog, poległy w czasie obrony Warszawy w 1939 roku.

Zginął w czasie powstania warszawskiego 3 sierpnia 1944 roku, zastrzelony przez Niemców podczas ewakuacji domu profesorskiego na Nowym Zjeździe. Miejsce pochówku pozostało nieznane.

SECT-ID LINK

1Będąc w lecie 1914 roku w Ojcowie, gdzie został skierowany do zorganizowanej przez Tura stacji terenowej Pracowni Zoologicznej TNW, przyłączył się do wkraczających do Królestwa wojsk legionowych, a jesienią, po ich odwrocie, pozostał w Kielcach, skąd powrócił do Warszawy.

Roman Rybarski

Urodzony 3 VII 1887 w Zatorze. Studia na UJ (1906–1910), doktorat (1911), habilitacja (1913). Profesor UJ (1917–1920), Politechniki Warszawskiej (1921–1923), UW (od 1924).

Historyk, ekonomista, polityk. Badacz historii gospodarczej Polski XVI-XVIII w. Jeden z twórców Banku Polskiego, zwolennik liberalizmu ekonomicznego.
Członek delegacji polskiej na konferencję pokojową w Wersalu (1918–1919). Członek PAU (1925) i TNW (1928). Podsekretarz stanu w Ministerstwie b. Dzielnicy Pruskiej i w Ministerstwie Skarbu (1919–1921). Członek Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego. Poseł na Sejm (1928–1935), prezes klubu SN. Od 1926 we władzach Obozu Wielkiej Polski. Wydawca miesięcznika „Rok Polski” (od 1916). Publicysta m.in. „Gazety Warszawskiej” i „Myśli Narodowej”. W czasie okupacji niemieckiej w ramach Delegatury Rządu RP na Kraj kierował departamentem skarbu. Brał udział w tajnym nauczaniu UW.
Aresztowany w 1941, zginął rozstrzelany 6 III 1942 w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

System ekonomii politycznej, t. I-III, Warszawa 1924–1939; Naród, jednostka i klasa, Warszawa 1926; Handel i polityka handlowa Polski w XVI stuleciu, t. I-II, Poznań 1928–1929; Przyszłość gospodarcza świata, Warszawa 1932; Przyszłość gospodarcza Polski, Warszawa 1933; Podstawy narodowego programu gospodarczego, Warszawa 1934; Skarbowość Polski w dobie rozbiorów, Kraków 1937; Skarb i pieniądz za Jana Kazimierza, Michała Korybuta i Jana III, Warszawa 1939.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997.

B. ŁOMŻANIN*
TADEUSZ BRZESKI

ROMAN RYBARSKI**

1887–1942

 

Roman Rybarski urodził się nie byle gdzie, bo w Zatorze. Jako jeden z „krajów koronnych”, składających się na Cesarstwo Austriackie, Galicja nosiła urzędowy tytuł, dziwaczny i długi, „Królestwa Galicji i Lodomerii wraz z Wielkim Księstwem Krakowskim i Księstwami Oświęcimskim i Zatorskim”. Pragnąc w jakiś sposób zaznaczyć rzekome prawa Habsburgów do tego obszaru, wykrojonego najdowolniej z żywego ciała Rzeczypospolitej, Wiedeń zrobił „na antyk” Królestwo Galicji i Lodomerii, posługując się wspomnieniami Halicza i Włodzimierza i wymyślił Wielkie Księstwo Krakowskie, które nigdy nie istniało; ale Księstwo Zatorskie, podobnie jak Oświęcimskie, było prawdziwym, starym księstwem piastowskim, które zachowało swą odrębność bardzo długo. Zator miał świadomość swej roli stolicy w dawnej przeszłości i niewątpliwie był z tego dumny, jak dumny był Żywiec ze swej roli miasta biskupiego, które zachowało swą najczystszą polskość niemal do ostatnich czasów.

Rybarski pochodził ze starej rodziny mieszczańskiej, której ślady na szlaku Zator – Żywiec mógł odnajdywać wstecz aż do XVII wieku. Z tego to najpewniej źródła, z tej osiedziałości w starych ośrodkach godnego mieszczaństwa, płynęło Rybarskiego niezachwiane poczucie polskości, duma z przynależności do swego narodu i swego środowiska, a także duża zadzierzystość, która nie pozwalała sobie w kaszę dmuchać.

Ojciec jego, Jan, był skromnym urzędnikiem sądowym. Przeniesiony wcześnie do Rzeszowa, przeprowadził tam synów przez gimnazjum. Roman, urodzony w roku 1887, ukończył je w roku 1906. Była to dobra szkoła, środowisko żywe i gorąco narodowe; kolegami jego byli niezapomniani działacze narodowi, także polegli dla Polski, Andrzej Nowak i Józef Liwo.

Zapisawszy się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Rybarski od razu zwrócił na siebie uwagę kolegów i profesorów. Odgrywał dużą rolę w założonym właśnie „Zjednoczeniu Młodzieży Narodowej” i tajnym „Zecie” (Związku Młodzieży Polskiej), okazał się doskonałym mówcą na wiecach akademickich. Stał się jednym z przywódców największego w tym czasie odłamu młodzi uniwersyteckiej. Koledzy lubili jego żywy temperament, wesołe facecje i dowcip, nieraz wcale korzenny, który mu zjednał przezwisko Romana Pyskały.

Udział w życiu i pracach młodzieży nie przeszkadzał mu oddawać się studiom z całym zapałem. Chodził na seminarium ekonomiczne profesora Włodzimierza Czerkawskiego i na seminarium historii gospodarczej, prowadzone przez młodego docenta Franciszka Bujaka. Tutaj napisał swoją pierwszą rozprawkę o gospodarce miasta Biecza w XVII wieku, zainteresowania jednak miał rozległe, obejmujące – prócz prawa i ekonomii – historię, socjologię i politykę. W tej ostatniej dziedzinie szczęśliwy zbieg okoliczności pozwolił mu pogłębić studia ponad wysoką nawet miarę akademicką. Stary już wówczas profesor Julian Dunajewski, zasłużony polski ekonomista i polityk, były austriacki minister, potrzebował osobistego sekretarza; profesorowie polecili mu Rybarskiego. Porządkując papiery Dunajewskiego, wiodąc długie z nim rozmowy, uczył się on rozumieć życie polityczne, które go zawsze pociągało.

Doktorat praw zdobył w roku 1911, a po krótkim okresie studiów zagranicznych (Szkoła Nauk Politycznych w Paryżu) wrócił do Krakowa i tu się habilitował w zakresie ekonomii i skarbowości na podstawie rozprawy pt. Nauka o podmiocie gospodarstwa społecznego (1913). Teraz tzw. „kariera uniwersytecka” potoczyła się gładko i szybko. Profesorem nadzwyczajnym skarbowości został już w roku 1917, przeniósł się potem do Warszawy, gdzie prowadził wykłady zlecone na Uniwersytecie Warszawskim, został profesorem skarbowości na Politechnice, a od roku 1924 był profesorem zwyczajnym tego przedmiotu na Wydziale Prawa UW.

Jednocześnie, przez cały czas, brał żywy udział w życiu politycznym. W czasie I wojny odegrał wielką rolę w organizowaniu opinii publicznej przez wydawany w Krakowie miesięcznik „Rok Polski”, został powołany do „Ligi Narodowej”. Czas jakiś brał udział w pracach naszej Delegacji Pokojowej. Po wojnie był krótko podsekretarzem stanu w Ministerstwie b. Dzielnicy Pruskiej, w Poznaniu, następnie przeszedł na takież stanowisko do Ministerstwa Skarbu, z którego wnet ustąpił, objąwszy, jak się rzekło, katedrę skarbowości na Politechnice. Odtąd już Warszawy nie opuścił, pracując tam przez lat dwadzieścia.

O Rybarskim, jako ekonomiście, skreśli sąd pióro najbardziej kompetentne. Tu pragnę zaznaczyć, że był w nim materiał na czystego teoretyka ekonomii; miarę swych zainteresowań i swych zdolności dał nie tylko w swej rozprawie habilitacyjnej, ale i w późniejszych pracach o Wartości wymiennej jako mierze bogactwa, o Wartości, kapitale i dochodzie oraz przede wszystkim w powoli pisanym trzytomowym Systemie ekonomii politycznej, w którym zebrał wyniki nie tylko gruntownych studiów, ale i długoletniego doświadczenia pedagogicznego.

Jednak bardziej go pociągały zagadnienia bezpośrednio z życiem narodu związane. W młodzieńczej jeszcze rozprawie o bojkocie ekonomicznym badał skuteczność tego oręża szczególnie dla społeczeństw pozbawionych własnej organizacji państwowej; zgłębiał ideę gospodarstwa narodowego i narodu jako podmiotu gospodarczego. W tym kierunku myśl jego pracowała nieustannie, aż w książce Naród, jednostka i klasa (1926) przedstawił syntetycznie swoje poglądy na te najważniejsze i zawsze aktualne zagadnienia.

Dalszym polem pracy Rybarskiego była skarbowość i polityka skarbowa. Najbardziej jednak zapalał się do jeszcze innej dziedziny, w której, o ile nasze cenne archiwa uległy zniszczeniu, nikt już nie będzie mógł prowadzić jego poszukiwań: do historii gospodarczej i w szczególności historii skarbowości dawnej Rzeczypospolitej. Były to zarówno wzorowe monografie, jak systematyczne opracowania dłuższych okresów naszej gospodarki narodowej; przyniosły one w wielu wypadkach rewizję poglądów głoszonych przez dawniejszych historyków, wykazując, że poziom życia gospodarczego dawnej Polski, polityka gospodarcza państwa i organizacja jego skarbowości były o wiele wyższe, niżeśmy powszechnie sądzili.

W uznaniu zasług naukowych Polska Akademia Umiejętności powołała go w roku 1939 na swego członka zwyczajnego.

Rybarski pracował szybko i intensywnie; był to jeden z najpracowitszych polskich uczonych. Czytał wiele i nieustannie; wszystko go interesowało; robota paliła mu się w rękach. Nawet wtedy, gdy – w ostatnich latach przed wojną – spędzał dobrze zasłużone wakacje w swoim ulubionym dworku w Muszynie, między dalekimi przechadzkami w góry a wyprawami na połów pstrągów kończył jedne prace, robił korekty innych, obmyślał następne. Ile jeszcze byłby przysporzył Polsce dorobku naukowego!

Mocnego tętna pracy naukowej nie osłabił okres siedmiu lat posłowania na Sejm Rzeczypospolitej. Rybarski wszedł do Izby Poselskiej w roku 1928, kiedy Stronnictwo Narodowe podjęło w nowych warunkach opozycję przeciwko rządom zamachu majowego. Warunki były trudniejsze po wyborach 1928 roku, niż w latach bezpośrednio po zamachu (1926–1928), a stały się jeszcze trudniejsze po wyborach roku 1930, kiedy rząd znanymi metodami uzyskał bezwzględną większość w tej Chambre introuvable, która wszelkimi sposobami nie dopuszczała do ujawnienia i krytyki błędów i bezprawia, fatalnej gospodarki i zgubnej polityki rządów pomajowych. Rybarski został prezesem Klubu Narodowego i pełnił te czynności do roku 1935, kiedy to stronnictwa ówczesnej opozycji postanowiły nie wziąć udziału w wyborach, które się stały komedią.

Odznaczył się jako niepospolity znawca spraw gospodarczych i jako jeden z najczynniejszych, najpracowitszych posłów. [...] Jego przemówienia w sprawach budżetowych były wprost znakomite; nie tylko wnikliwie naświetlały zagadnienia samego budżetu i gospodarki państwowej, ale dawały zawsze mądrą ocenę polityki ogólnej rządów sanacyjnych i przeciwstawiały jej pozytywne wskazania ze stanowiska jasno, nieugięcie narodowego.

Był doskonałym mówcą – i tutaj, na poziomie Sejmu [...] argumentował nieodparcie i od czasu do czasu okraszał argumenty zjadliwym dowcipem. Jego krytyka rządów pomajowych była zawsze uzasadniona i bardzo dotkliwa. [...]

W Stronnictwie Narodowym, w które włożył wiele rzetelnego trudu, należąc do jego władz naczelnych, Rybarski reprezentował typ działacza społecznego, budującego na świadomej współpracy, nie na bezkrytycznym posłuszeństwie; na wzajemnym zaufaniu, nie na formalnym rozkazie; na dobrowolnej karności, nie na przymusie. Były mu wstrętne zarówno dyktatorskie chwyty, jak i wszelkie postacie demagogii i obniżenia poziomu życia zbiorowego. Gdyby przeżył klęskę, należałby do tych, co by najwięcej mogli się przyczynić do dzieła odrodzenia.

Ten nazbyt pobieżny rys postaci musi być wszakże uzupełniony w jednym kierunku. Rybarski wcześnie się ożenił, był kochającym mężem i dla swych dwóch córek – najczulszym ojcem. Krakowskim i warszawskim zwyczajem wpadał co dzień do cukierni na czarną kawę, nie gardził obiadem lub kolacją w restauracji w miłym towarzystwie, ale najlepiej się czuł w domu, który był dlań istotnie ogniskiem rodzinnym. [...]

Gdy przyszła klęska wrześniowa, Rybarski swą wytrawną myślą polityczną, swym optymizmem i po prostu żywotnością znowu stanął w pierwszym szeregu walczącego w kraju społeczeństwa. Ten ostatni okres jego życia skończył się niespodziewanie szybką katastrofą. Uwięziony i zesłany do obozu w Oświęcimiu, Rybarski, tryskający życiem i energią, młody mimo swych lat 55, uległ strasznym warunkom i po pewnym czasie zmarł na zapalenie płuc.

Tak nieoczekiwanie, a prawie symbolicznie, splotły się w życiu tego rasowego Polaka dwa stare księstwa piastowskie.

* * *

Aby należycie ocenić działalność naukową Romana Rybarskiego, nie wystarczy przykładać obiektywną miarę do jego osiągnięć naukowych, lecz należy scharakteryzować go jako typ umysłowy z uwzględnieniem indywidualnych uzdolnień i zainteresowań oraz warunków, w których dojrzewał i działał.

Wśród ludzi oddających się nauce i zajmujących najczęściej katedry profesorskie wyróżnić można dwie ostateczności. Jedną jest typ czysto naukowy w tym sensie, że posiada zainteresowania wyłącznie poznawcze, że rodzaj i kierunek jego prac wynikają niejako z logiki wewnętrznej badanych zjawisk, że obojętne mu są dalsze, czy nawet bliższe konsekwencje praktyczne wyników jego badań. Łatwiej z natury rzeczy o taki typ w naukach przyrodniczych (gdzie technologia stanowi wyraźnie wyodrębniony dział), aniżeli humanistycznych, jest on jednak częsty i w stosunku do nauki tak związanej ze zjawiskami życia codziennego, jak ekonomia. Drugą ostatecznością jest typ o przeważających zainteresowaniach praktycznych, co zresztą nie musi wykluczać obiektywnego traktowania badanych zjawisk. Może się to sprowadzać do tego, że wybór zagadnień i kierunków badania dyktowany jest przez potrzeby praktyczne i że przedmiotem zainteresowania są te zjawiska, które tych potrzeb najbliżej stoją i które są najbardziej podatne do świadomego kształtowania. Istnieje tu oczywiście niebezpieczeństwo, że cele praktyczne mogą się odbijać ujemnie na bezstronności badania i o to mogą być też podejrzewane tak częste współcześnie nawoływania, aby nauka poczuwała się do obowiązków wobec potrzeb społeczeństwa. Ani jeden, ani drugi typ nie jest pozbawiony uzasadnienia i nie może być uznany za bezwzględnie dobry lub zły. Każdy z nich może odgrywać dodatnią rolę w zespole badań naukowych. Niemniej jednak pożądane są typy pośrednie.

Do nich należy zaliczyć Rybarskiego. W jego pracy naukowej występuje wyraźnie dwoistość, jeżeli chodzi o tematy zainteresowań i sposób ich traktowania; do pierwszego rodzaju należy zaliczyć przede wszystkim jego prace historyczno-gospodarcze, do drugiego przeważnie inne.

W jego usposobieniu wybijała się na pierwszy plan impulsywność, nie mająca w sobie jednak nic agresywnego. Toteż jeden z jego profesorów krakowskich nazywał go „wiecznym studentem” w dobrym oczywiście tego słowa znaczeniu. Zawsze chwytał chętnie nowe wrażenia, ciekawy był życia, dostępny dla nowych osiągnięć wiedzy. Przy wielkich i wszechstronnych zdolnościach miał do dyspozycji nieprzeciętną łatwość wypowiadania się w słowie i piśmie. Jego produkcja piśmiennicza była imponująca, gdyż oprócz prac ogłaszanych w formie książek czy broszur, z nazwiskiem jego można się było często spotykać w czasopismach periodycznych, zarazem zaś bywał stałym współpracownikiem pism codziennych. Umiał równocześnie powstrzymywać tę niecierpliwość wypowiadania się i zamykać się na długie godziny w archiwach, by mozolnie zbierać źródłowe materiały do swych prac historycznych. Nieraz swoje otoczenie wprawiał w zdumienie, skąd na to wszystko – gdyż do tych prac przyłączała się jeszcze działalność publiczna i zajęcie profesorskie – znajduje czas i czerpie siły. [...] Źródłem oddziaływań na kształtującą się umysłowość Rybarskiego była atmosfera Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wydziału Prawa w jego ówczesnej postaci z okresu wyprzedzającego bezpośrednio Wielką Wojnę. [...] Była to atmosfera, jak w ogóle atmosfera ówczesnego Krakowa, międzydzielnicowa i samorodna polska. Nie dochodziły do niej echa, przebrzmiałe już zresztą, pozytywizmu, a mimo wybitnego poziomu nauk przyrodniczych i te nauki miały cechy humanizmu, odpowiadającego krakowskiemu genius loci. Toteż Rybarski nie miał w sobie nic doktrynerskiego, do czego – być może – nie była w ogóle zdolną jego natura pełna dobrej woli i wyrozumiałości.

W stosunku do prac ekonomiczno-społecznych Rybarskiego nasuwa się trudne do uniknięcia pytanie, do jakiej szkoły należał? Spośród ich długiej listy wymienić należy: pracę habilitacyjną Nauka o podmiocie gospodarstwa społecznego (1913), Wartość wymienna jako miara bogactwa (1914), Bojkoty ekonomiczne w krajach obcych (1916), Idea gospodarstwa narodowego (1918), Wartość, kapitał i dochód (1922), System ekonomii politycznej (1924–19301), Marka polska i złoty polski (1922), Naród, jednostka i klasa (1926), Przyszłość gospodarcza Polski (1932). Nawet jeżeli wśród nich są prace o charakterze teoretycznym, nie odczuwa się, aby rozważania teoretyczne odpowiadały głębokim skłonnościom umysłu Rybarskiego. Jego zasadnicze bowiem nastawienie naukowe skierowane było do zagadnień praktycznych, zacieśnionych z reguły do spraw polskich.

Jest to więc przede wszystkim polityka ekonomiczna, której stosunek do wielkich odłamów myśli teoretycznej jest raczej luźny. Ze szkołą klasyczną niekoniecznie łączyć się musi liberalizm ekonomiczny, czego przykładem może być ewolucja poglądów J. S. Milla, z kierunkiem historycznym zupełnie luźno związany jest socjalizm z katedry niektórych jego wybitnych przedstawicieli, nowsze kierunki teoretyczne bynajmniej nie przesądzają sposobu odnoszenia się do problemów praktycznych. Myślenie teoretyczne poruszać się może na różnych piętrach uogólnienia i abstrakcji, które w miarę schodzenia w dół w kierunku zjawisk konkretnych nie muszą prowadzić na te same drogi.

Jeżeli Rybarskiego trudno byłoby zaszeregować do określonego kierunku doktrynalnego, to nie dlatego, aby można go było uważać za eklektyka w rodzaju przeważającego typu ekonomistów francuskich; eklektyk stara się pogodzić sprzeczności, ale też dlatego musi stępiać ostrze jednostronnych doktryn. Rybarski miał zbyt wszechstronną kulturę naukową, aby w swym myśleniu o typie przede wszystkim praktycznym być skrępowanym jakąś doktryną, ponieważ sprzeczności doktrynalne maleją w miarę przybliżania się do życia, które jest zawsze wielostronne i skomplikowane.

Byłoby rzeczą nęcącą przydzielić Rybarskiego do tzw. kierunku narodowego, należałoby jednak przed tym porozumieć się, jakie to może mieć znaczenie. Że typ umysłowo-kulturalny danego narodu odbija się w twórczości naukowej, nie może ulegać wątpliwości. Cechy charakterystyczne ekonomii angielskiej czy amerykańskiej mogą wypływać z faktu przynależności jej reprezentantów naukowych do narodu angielskiego czy amerykańskiego; to samo można powiedzieć o twórczości ekonomistów niemieckich, francuskich, włoskich i polskich, zależnie od stopnia odrębności umysłowej danych grup narodowych. Twierdzenie to jednak, którego nie można kwestionować, o ile porusza się w ramach dość ogólnych, zaciera się w miarę, gdyby się chciało je bliżej precyzować, gdyż psychologia narodowa z bliska oglądana zawiera w sobie częste sprzeczności i kontrasty.

W innym znaczeniu można mówić o kierunku narodowym, jeżeli punktem wyjścia jest naród, niekoniecznie w antagonizmie do jednostki czy klasy, lecz jako całość wyższego rzędu, obejmująca jedno i drugie. Próby stworzenia teoretycznej nadbudowy dla tej koncepcji nie udawały się dotychczas i zapewne również w przyszłości skazane będą na niepowodzenie. Inaczej jednak rzecz się ma, gdy chodzi o teren polityki ekonomicznej. W tym też sensie Rybarski może być zaliczony do kierunku narodowego, który zresztą w mniejszym czy większym stopniu reprezentują wszyscy naprawdę polscy ekonomiści. Nie potrzeba zaś dodawać, że kierunek nie jest u niego jednoznaczny z wchłanianiem jednostki przez naród, lecz – wprost przeciwnie – w samodzielności jednostki dopatruje się najpewniejszego oparcia dla narodu.

Z tak rozumianym kierunkiem narodowym twórczości naukowej Rybarskiego pozostaje niewątpliwie w ścisłym związku szereg jego prac z historii gospodarczej, takich jak Gospodarka miasta Biecza w w. XVII-ym2, Gospodarka Księstwa Oświęcimskiego w w. XVI-ym3, Polski przemysł w w. XVI-ym, Skarbowość Polski w dobie rozbiorów i nade wszystko dwutomowe dzieło Handel i polityka handlowa Polski w XVII stuleciu. Te prace historyczno-gospodarcze uznać należy za jego najwyższe i najtrwalsze osiągnięcia naukowe.

Jest to o tyle zastanawiające, że historię gospodarczą uważać można za jeden z najtrudniejszych działów nauk ekonomicznych. Wymaga ona bowiem z jednej strony dobrej orientacji w problemach gospodarczych, którą dać może tylko gruntowne przygotowanie teoretyczne, z drugiej zaś strony opanowania techniki badania źródłowego oraz wszechstronnej znajomości źródeł. Rybarski posiadał kwalifikacje teoretyczne i zdołał przezwyciężyć trudności metody badania historycznego. Z takim powodzeniem, że uznany został bez zastrzeżeń za swego przez nieliczne i raczej ekskluzywne grono naszych zawodowych historyków gospodarczych. Doprowadziły go do tego zarówno zainteresowania czysto badawcze, jak i gorące umiłowanie narodowej przeszłości. Toteż prace te dopełniają obrazu całej jego bogatej działalności naukowej i publicznej.

SECT-ID LINK

*B. Łomżanin, właściwie Bohdan Winiarski.

**Tekst opublikowany pierwotnie w: Straty kultury polskiej 1939–1944, red. A. Ordęga i T. Terlecki, t. I, Glasgow 1945, s. 208–217. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.

1Poprawna datacja: 1924–1939 (t. I-III) [przyp. red.].

2Poprawny tytuł: Gospodarka miasta Biecza w XVI i początkach XVII stulecia, „Ekonomista”, t. I, 1909; t. II, 1910 [przyp. red.].

3Właściwy tytuł: Gospodarka Księstwa Oświęcimskiego w XVI wieku, Kraków 1931 [przyp. red.].

Kazimierz Bruno Rzętkowski

Urodzony 5 I 1870 w Warszawie. Studia na Cesarskim UW. Staże naukowe w Berlinie, Paryżu i Frankfurcie. Doktorat na UJ (1917). Kierownik I Kliniki Chorób Wewnętrznych UW (1918), prof. zwyczajny (1919), dziekan Wydziału Lekarskiego (1921/1922).

Lekarz internista; prace z zakresu endokrynologii klinicznej, kardiologii, diagnostyki i terapii chorób zakaźnych oraz elektrokardiografii; szczególne zasługi w badaniach nad przemianą białek i kwasów nukleinowych, zasadowością krwi oraz przemianą chlorków w organizmie; prowadził pierwsze w Polsce badania nad pozaustrojową hodowlą tkanek. Członek Akademii Nauk Lekarskich w Warszawie, TNW (1913). Współzałożyciel „Warszawskiego Czasopisma Lekarskiego” i „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej”; redaktor „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” (1908–1910).
Zmarł 20 XII 1924 w Warszawie.

W sprawie przemiany materii w przewlekłym zapaleniu nerek, [w:] Księga jubileuszowa doktora medycyny Teodora Dunina, Warszawa 1901; Przyczynek do fizjologii żółci, [w:] Księga jubileuszowa doktora Bronisława Sawickiego, Warszawa 1909; O zmianach chemicznych w mięśniu sercowym w chorobach serca, „Przegląd Lekarski” 1910; Badania nad zachowaniem się kwasów aminowych w ustroju ludzkim, Warszawa 1916; Odbudowa kraju a szpitalnictwo: zarys programu rozwoju naszego szpitalnictwa krajowego, Warszawa 1917.

Protokół posiedzenia poświęconego pamięci ś.p. prof. K. Rzętkowskiego w dniu 3 lutego 1925 r., „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1928, t. CXXI, s. 18–26; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 612–614.

KAROLINA GRZĄDZIEL

KAZIMIERZ BRUNO RZĘTKOWSKI

1870–1924

 

Kazimierz Bruno Rzętkowski był wszechstronnym internistą, dobrym diagnostą, prężnym naukowcem, organizatorem oraz – co rzadkie i niezwykle ważne – dobrym pedagogiem, umiejętnie przekładającym trudne zagadnienia medyczne na jasny język wykładów, często prowadzonych przez niego przy łóżku chorego. Jego przedwczesna śmierć, w pięćdziesiątym czwartym roku życia, przerwała karierę uniwersytecką i dalszy rozwój naukowy.

Urodził się 5 stycznia 1870 roku w Warszawie. Jego ojciec – Stanisław, był dziennikarzem i literatem, współautorem wielkiej 12-tomowej Encyklopedii ogólnej wiedzy lekarskiej, tłumaczem powieści dla młodzieży oraz sekretarzem w redakcji „Tygodnika Illustrowanego”, zaś stryj Jakób, również dziennikarz, działaczem społecznym i oświatowym, popularyzatorem nauk przyrodniczych. W takim otoczeniu dorastał przyszły uczony, klinicysta i działacz społeczny, takie osobowości kształtowały go od początku.

Kazimierz Rzętkowski ukończył II Gimnazjum w Warszawie, a następnie wstąpił na studia medyczne na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Dyplom lekarza otrzymał w 1896 roku. Pierwsze szlify jako internista zdobywał na oddziale chorób wewnętrznych Szpitala Dzieciątka Jezus, kierowanym przez Teodora Dunina, znajdując w jego osobie pokrewną duszę i mentora. Pogłębiał wiedzę podczas pobytów w Berlinie (u Ernsta Victora von Leydena, Emanuela Ernsta Mendla i Carla Gerhardta), Paryżu (u Charlesa Boucharda, Georgesa Hayema i Józefa Babińskiego) oraz we Frankfurcie (u Carla von Noordena i Hermanna Straussa).

Podczas staży zagranicznych rozpoczął, a po powrocie do Warszawy kontynuował mało wtedy znane badania nad azotową i fosforową przemianą materii u ludzi z chorobami nerek. Jeszcze przed objęciem asystentury u doktora Dunina współtworzył pierwsze kliniczne warszawskie koło badań biochemicznych (1906), a dzięki jego wysiłkom przetłumaczono i wydano Przemianę materii i jej choroby Paula Richtera. W latach 1905–1913 pełnił funkcję ordynatora oddziału kobiecego chorób wewnętrznych w Szpitalu Wolskim, a po śmierci Dunina – podobnego oddziału w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Równolegle uczył higieny w gimnazjum Emiliana Konopczyńskiego (1908–1911). W roli ordynatora dał się poznać jako świetny zarządca i organizator, a także wymagający, ale pomocny pedagog adeptów sztuk medycznych; własnym sumptem wyposażył laboratoria przy oddziałach w nowoczesny sprzęt i odczynniki chemiczne, zawsze dbał też o wysoką jakość publikacji naukowych swych asystentów.

Jego dar pedagogiczny tak opisywał Antoni Stefanowski, jeden z uczniów, w czasie posiedzenia Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego poświęconego pamięci Rzętkowskiego: „[...] Pobudzał on do samodzielnego myślenia, popychał do samodzielnych prac w charakterze więcej teoretycznym i naukowym, niż praktycznym. Uderzał już wtedy, nas młodych, krytycyzm zmarłego w stosunku do utartych przepisów i formuł; wymagał od uczniów rozumowanego, dyskusyjnego myślenia, nie zaś pamięciowego zatrzymywania rzeczy utartych. Porywał już wówczas żywością wykładu, starając się jednak zejść z piedestału uczonego do poziomu dusz początkujących adeptów medycyny [...]”, oraz: „[...] Nie zostawił zapewne Rzętkowski po sobie uczniów, którzy będą niezmiennie trwali w przekonaniach nabytych, na odwrót, raz krytycznie obudzony umysł będzie dalej wątpił i próbował, zadawał sobie pytania i szukał odpowiedzi w eksperymencie [...]”1.

W 1917 roku Rzętkowski obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim doktorat, przedstawiając rozprawę Badania nad zachowaniem się kwasów nukleinowych w ustroju, której promotorem był profesor Karol Klecki, kierownik Katedry Patologii Ogólnej i Doświadczalnej UJ. Z dniem 1 maja 1918 roku Rzętkowski objął stanowisko kierownika I Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później został mianowany profesorem zwyczajnym diagnostyki i terapii chorób wewnętrznych. Placówkę tę uczynił nowoczesnym ośrodkiem myśli naukowej. Pełnił w tym czasie także godność dziekana Wydziału Lekarskiego (1921/1922) oraz stanowisko delegata tegoż do Senatu Akademickiego (1918/1919).

W obszarze rozległych zainteresowań naukowych profesora Rzętkowskiego znajdowały się endokrynologia kliniczna, kardiologia, diagnostyka i terapia chorób zakaźnych oraz elektrokardiografia. Publikował zarówno prace doświadczalne, jak i kliniczne. Opisał rzadki przypadek pourazowego ostrego surowiczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych (Przypadek ostrego surowiczego zapalenia opon mózgowych, 1899). Szczególne zasługi położył badaniami nad przemianą białek i kwasów nukleinowych, zasadowością krwi oraz przemianą chlorków w organizmie. Wykazał między innymi szkodliwość diety mlecznej w nerczycy i podał metody terapii w zapaleniach nerek (W sprawie przemiany materii w przewlekłym zapaleniu nerek, 1901), badał zawartość azotu we krwi (O zawartości suchej substancji azotu całkowitego i niebiałkowego we krwi w rozmaitych chorobach oraz w wysiękach i przesiękach, 1904) oraz zjawisko azotemii (O azotemii, 1912). Wykazał, iż zobojętniające właściwości krwi zależą od substancji białkowych w niej zawartych, nie zaś od zasad mineralnych (Studia nad zasadowością krwi u ludzi zdrowych i chorych, 1905). Potwierdził udział wątroby i wydzielanej przez nią żółci w krążeniu chlorku sodu w organizmie (Przyczynek do fizjologii żółci, 1909) oraz wykazał, iż w stanach patologii serca dochodzi do wzrostu poziomu chlorków (O zmianach chemicznych w mięśniu sercowym w chorobach serca, 1910).

Za książkę Badania nad zachowaniem się kwasów aminowych w ustroju ludzkim (1916) Rzętkowski został odznaczony przez Akademię Umiejętności w Krakowie Nagrodą im. J. Warschauera. Tematem książki była rola krwi w przemianie białkowej. Rzętkowski dokonał w niej porównania zawartości kwasów aminowych we krwi u pacjentów z różnymi patologiami i u osób zdrowych, podał różnice w wydzielaniu ich z moczem w tych grupach oraz opisał udział krwinek czerwonych w przenoszeniu kwasów aminowych z wątroby i jelit do tkanek. Nie było to jego pierwsze naukowe wyróżnienie; kilka lat wcześniej został nagrodzony przez Towarzystwo Lekarskie Warszawskie w Konkursie im. Chałubińskiego za artykuł o proteolitycznych właściwościach zawartości żołądka (Studia nas sprawnością proteolityczną zawartości żołądkowej, 1903).

Cenne są doświadczalne prace profesora Rzętkowskiego, m.in. nad miażdżycą aorty przy stosowaniu adrenaliny, rozwojem charłactwa nowotworowego na modelach nowotworów mysich oraz wspólne ze Stanisławem Mutermilchem doświadczenia z hodowlą tkanek in vitro. To właśnie Rzętkowski prowadził pierwsze w Polsce badania nad pozaustrojową hodowlą tkanek.

Przy wszystkich obowiązkach naukowca nie pozostawał w oderwaniu od pracy klinicznej. W tym obszarze zajmował się diagnostyką chorób serca, fizjologią i patofizjologią ciśnienia tętniczego krwi, diagnostyką, terapią i profilaktyką gruźlicy (np. Plwocina suchotników, jako źródło zakażeń gruźliczych i sposoby jej unieszkodliwiania, 1901), a także leczeniem skazy moczanowej i otyłości. Wnikliwie badał etiologię zjawiska otyłości, a jej wariant metaboliczny sugerował leczyć za pomocą hormonów tarczycy. Zajmował się badaniami nowotworów złośliwych w warunkach doświadczalnych i na ich podstawie przedstawił metodę leczenia nieoperacyjnych nowotworów złośliwych za pomocą czynnego uodporniania autolizatami guzów (Stan obecny sprawy nieoperacyjnego leczenia nowotworów złośliwych, 1913).

Rzętkowski, jako jeden z pierwszych klinicystów, wdrażał i propagował zastosowanie elektrokardiografii, z którą zapoznał się podczas II Zjazdu Internistów Polskich w Krakowie w 1909 roku. Był też właścicielem pierwszego w Warszawie elektrokardiografu.

Jego dzieło przenikało daleko poza mury kliniki, rozszerzając się na czyn społeczny, organizację służby zdrowia, publicystykę medyczną, reformę nauczania medycyny. Z jego inicjatywy został opracowany projekt budowy kliniki zatruć gazowych. Był propagatorem wprowadzenia wczesnego, praktycznego nauczania medycyny przez obowiązkowe letnie staże dla studentów, odbywane na oddziałach szpitalnych. Miał w planach upowszechnienie profilaktycznych szczepień przeciwko gruźlicy, dbał także o etyczną stronę zawodu, przeciwstawiając się stanowczo wydawaniu fałszywych zaświadczeń lekarskich. Po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej zorganizował komitet pomocy koleżeńskiej dla rodzin lekarzy powołanych do służby na Dalekim Wschodzie. Dbał o wydawanie polskich i zagranicznych podręczników medycznych; te drugie nierzadko sam tłumaczył. Wydał z ramienia Kasy Mianowskiego m.in. Fizjologię Człowieka pod red. Cybulskiego i Becka oraz Zbiór prac z zakresu ludzkiej patologii wewnętrznej autorstwa własnych uczniów, przetłumaczył książki O zaburzeniach przemiany materii i ich zwalczaniu Wilhelma Leubego oraz Kryoskopia i jej zastosowanie w klinice Leona Bernarda. Pisał do „Krytyki Lekarskiej” o ruchu naukowym w środowisku lekarskim oraz o recepcji tego zawodu; w tym temacie może warto przytoczyć słowa Rzętkowskiego zamieszczone w 1900 roku na łamach powyższego pisma2:

„W czasach dzisiejszych urobiło się dziwne zapatrywanie na lekarzy jako na ludzi, którzy nie powinni ani jadać, ani sypiać, ani ubierać się, ani odpoczywać – tylko leczyć. Każdy z lekarzy, który ośmieli się doraźnie przypomnieć temu lub owemu, że lecząc chciałby jednocześnie nie umierać z głodu, ogłaszany jest wprost za wyzutego z poczucia obywatelskiego”.

Wypowiadał się także w kwestiach gospodarczych oraz w tematach organizacji i odbudowy służby zdrowia. Dwie cenne prace należy tu szczególnie przytoczyć: artykuł O żywieniu chorych w szpitalach warszawskich oraz książkę Odbudowa kraju a szpitalnictwo, obie oparte na bogatym materiale statystycznym.

Był współzałożycielem „Warszawskiego Czasopisma Lekarskiego” i „Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej”, redaktorem „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” (1908–1910); był członkiem Akademii Nauk Lekarskich w Warszawie, członkiem rzeczywistym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1913) i wielu innych. Dla uczniów był wymagający, zawsze dbał o zapewnienie im odpowiednich warunków do pracy naukowej, nierzadko wspomagając własnymi środkami finansowymi. Zgromadził wokół siebie grupę wybitnych uczniów, do których należeli: Mściwój Semerau-Siemianowski, Jan Roguski, Klemens Gerner, Józef Wacław Grott, Beniamin Jochweds, Marceli Landsberg, Zdzisław Michalski, Janina Misiewicz i Klementyna Rachoniowa.

Profesor Kazimierz Rzętkowski zmarł 20 grudnia 1924 roku w Warszawie, zaraziwszy się gruźlicą od jednego z pacjentów. Zmarł przedwcześnie, w 54. roku życia, w tym samym wieku, co jego ojciec Stanisław. Pochowany został na Cmentarzu Powązkowskim. Jego wnuczką jest Jadwiga Staniszkis, wybitna socjolog, profesor UW.

Wybrana literatura

 

Bajer M., Tradycja wielu nacji, http://www.forumakad.pl/archiwum/2006/12/54_tradycja_wielu_nacji.html (wspomnienia prof. Jadwigi Staniszkis).

Dzieje nauczania medycyny i farmacji w Warszawie (1789–1950), red. M. Łyskanowski, A. Stapiński, A. Śródka, Warszawa 1990.

Ostrowska T., Misiewicz Janina Eufrozyna Kazimiera, [w:] PSB, t. XXI, Wrocław-Kraków 1976, s. 36l-364.

Ostrowska T., Mutermilch Stanisław, [w:] PSB, t. XXII, Wrocław–Kraków 1977, s. 308–309.

Protokół posiedzenia poświęconego ś.p. prof. K. Rzętkowskiego w dniu 3 lutego 1925 r., „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1928, t. CXXI, s. 18–26.

Skręt R., Rzętkowski Kazimierz Bruno, [w:] PSB, t. XXXIV, Wrocław–Warszawa–Kraków 1992–1993, s.192–196.

Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 612–614.

SECT-ID LINK

1Protokół posiedzenia poświęconego ś.p. prof. K. Rzętkowskiemu w dniu 3 lutego 1925 r., „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 1928, t. CXXI, s. 24–25.

2K. Rzętkowski, Polemika z artykułem dra F. Grodeckiego w sprawie bytu lekarzy, „Krytyka Lekarska” 1900, nr 2, s. 67.

Stanisław Saks

Urodzony 30 XII 1897 w Kaliszu. Studia na UW (od 1915), doktorat tamże (1922), asystent na Politechnice Warszawskiej (1921–1939), habilitacja na UW (1926), docent prywatny tamże (do 1939). Pobyt naukowy w USA, gł. w Brown University, na stypendium Rockefellera (1931/1932). Profesor na ukraińskim uniwersytecie we Lwowie (1940–1941).

Matematyk; prace gł. z zakresu teorii funkcji zmiennej rzeczywistej i zmiennej zespolonej, teorii całki, analizy funkcjonalnej; do literatury przedmiotu przeszły tzw. rozkłady Saksa, własność Banacha-Saksa oraz twierdzenie Vitaliego-Hahna-Saksa.
W latach 1919–1921 służył w Wojsku Polskim, brał udział w III powstaniu śląskim.
Członek TNW (1932), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1937). Publikował w „Fundamenta Mathematicae” i w „Studia Mathematica”, a także m.in. w amerykańskim „Annales of Mathematics”.
Walczył w kampanii wrześniowej 1939, później przebywał we Lwowie. Po zajęciu miasta przez Niemców wrócił do Warszawy.
Aresztowany i zamordowany przez gestapo 23 XI 1942 w Warszawie.

Sur lhomeomorphie des variétés a deux dimensions, „Fundamentha Mathematicae” 1924, t. V; Zarys teorii całki, Warszawa 1930; Funkcje analityczne (współaut. A. Zygmund), Warszawa 1938.

A. Zygmund, Stanisław Saks (1987–1942), „Wiadomości Matematyczne” 1982, t. XXIV, nr 2, s. 145–156; M. Przeniosło, Matematycy polscy w dwudziestoleciu międzywojennym. Studium historyczne, Kielce 2011, s. 114–115.

ROMAN DUDA

STANISŁAW SAKS

1897–1942

 

Stanisław Saks urodził się 30 grudnia 1897 roku w Kaliszu, w rodzinie żydowskiej Filipa i Emmy z Bosaków (wg innych źródeł, Anny z Łabędziów). Naukę szkolną rozpoczął w 1905 roku, ale w roku 1907 rodzina przeniosła się do Warszawy, która odtąd stała się jego miastem. W Warszawie młody Stanisław poszedł do polskiej szkoły Michała Kreczmara, znanej z atmosfery patriotycznej i wrażliwości na problemy społeczne. Tam nasiąkł ideami socjalistycznymi i choć na politykę czasu nie miał, był członkiem najpierw Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej, a potem PPS i pisywał artykuły (pod pseudonimem Zygfryd) do „Robotnika”. Maturę zdał w 1915 roku, kiedy Rosjanie opuszczali Warszawę, ewakuując uniwersytet rosyjski. Na to miejsce parę miesięcy później został uruchomiony uniwersytet polski i Stanisław rozpoczął na nim studia matematyczne, gdzie znalazł się pod wpływem Stefana Mazurkiewicza. Zainteresowania kierowały go w stronę analizy, ale po mistrzu odziedziczył wrażliwość na aspekty topologiczne zagadnień i znajomość metod teoriomnogościowych.

Lata 1919–1921 były okresem przerwy w studiach Stanisława Saksa. Wypełniła mu je służba w Wojsku Polskim i udział w III powstaniu śląskim, za co otrzymał Krzyż Walecznych. Wrócił na studia na UW i w 1922 roku uzyskał doktorat na podstawie rozprawy1, której promotorem był Mazurkiewicz. Zmienił wyznanie, najpierw na rzymsko-katolickie, a w 1925 roku na ewangelicko-reformowane. W tym też czasie ożenił się z Zofią z Korzeniowskich (mieli syna Marka).

Jeszcze przed ukończeniem studiów Saks został asystentem przy katedrze matematyki na Wydziale Mechanicznym Politechniki Warszawskiej, które to stanowisko zajmował do 1939 roku. Habilitował się w 1926 roku na UW i od tej pory, jako docent prywatny przy II Katedrze Matematyki Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW, miał na tym wydziale wykłady zlecone z analizy i topologii – z roczną przerwą 1931/1932, którą spędził w Stanach Zjednoczonych na stypendium Rockefellera, głównie w Brown University (Rhode Island).

Pasją Saksa była matematyka i w latach międzywojennych jego talent rozwinął się w całej pełni. Na ukształtowanie się jego charakteru matematycznego wpłynęli liderzy szkoły warszawskiej Stefan Mazurkiewicz i Wacław Sierpiński, a także żywe środowisko matematyczne stolicy, pełne utalentowanej młodzieży, chętnie z sobą przebywającej i współpracującej. Wpływ miała także szkoła lwowska ze Stefanem Banachem i Hugonem Steinhausem na czele, w której dynamicznie rozwijała się analiza funkcjonalna, a w szczególności teoria przestrzeni Banacha.

W połowie lat 20. Banach i Steinhaus posłali do „Fundamenta Mathematicae” pracę o tzw. zagęszczaniu osobliwości. Saks, który był jej recenzentem, znalazł zupełnie inny dowód tego twierdzenia, oparty na metodzie kategorii Baire’a. Autorzy, w przedmowie do opublikowanej wersji swojej pracy, stwierdzili: „czytając nasz rękopis, p. Saks zauważył, że dowody w §2 mogą być znacznie uproszczone. Zrezygnowaliśmy więc z naszego własnego tekstu, zastępując go tekstem Saksa. W ten sposób uniknęliśmy dość żmudnych rachunków”2. Nie oddaje to zasług ani istoty wkładu Saksa, wkład ten wydaje się bowiem jednym z najpiękniejszych jego wyników, a na pewno bardzo ważnym dla polskiej szkoły matematycznej, która z twierdzenia Baire’a o kategorii uczyniła niezwykle użyteczne narzędzie.

Głównym obszarem zainteresowań naukowych Saksa była jednak klasyczna analiza matematyczna, a przede wszystkim teoria całki. Saks swobodnie posługiwał się przy tym terminologią i metodami teorii mnogości, a że znał nadto lwowską teorię przestrzeni Banacha (z Banachem miał wspólną pracę), więc chociaż kwitnąca wtedy warszawska szkoła matematyczna analizą interesowała się mało, wiele prac Saksa ukazało się w „Fundamenta Mathematicae”, czołowym organie szkoły i najważniejszym wówczas polskim czasopiśmie matematycznym, a później także we lwowskim czasopiśmie „Studia Mathematica”. Dzisiaj jego prace są uważane za istotny składnik dorobku polskiej szkoły matematycznej lat międzywojennych.

Trudno o wynikach Saksa mówić dokładnie, powiedzmy więc tylko, że znacznie wzmocnił podstawowe twierdzenie Lebesgue’a o różniczkowaniu całki funkcji określonej w n-wymiarowej przestrzeni euklidesowej Rn, co otworzyło pole dla następców. Różniczkowalność całki ma odpowiednik w różniczkowalności pola powierzchni. Jak wykazał Leonida Tonelli, pole S powierzchni z =f(x,y), gdzie f jest funkcją ciągłą, określoną w prostokącie a ≤ x ≤ b, c ≤ y ≤ d, jest skończone wtedy i tylko wtedy, gdy funkcja f spełnia pewne warunki. Saks także i to twierdzenie znacznie wzmocnił [13].

Fakt, że krzywa y = f(x) o skończonej długości ma styczną prawie wszędzie, nasuwał naturalne pytanie, czy powierzchnia z = f(x,y) o skończonym polu ma powierzchnię styczną prawie wszędzie. Saks wykazał [13], że tak być nie musi, konstruując w kwadracie jednostkowym funkcję ciągłą z = f(x,y), która jest na każdym odcinku tego kwadratu absolutnie ciągła i ma tam wahanie absolutne < 1 (a więc pole tej powierzchni jest skończone), a mimo to płaszczyzna styczna nie istnieje w żadnym punkcie.

Obszernym rozdziałem analizy jest teoria pochodnych Ulisse Diniego. Pierwsze poważne w niej wyniki dał Arnaud Denjoy, który jednak ograniczał się do funkcji ciągłych. Te wyniki William Henry Young i Grace Chisholm Young rozciągnęli na funkcje mierzalne. Saks w pewnym sensie zamknął ten rozdział rozciągając wyniki Denjoya i innych na wszystkie funkcje.

Saks żywo interesował się też teorią funkcji podharmonicznych, gdzie ocierają się o siebie funkcje rzeczywiste i funkcje analityczne (por. jego artykuł monograficzny [27]). Głównym jego osiągnięciem w tej teorii było twierdzenie, że funkcje podharmoniczne mają prawie wszędzie to, co można nazwać uogólnionym laplasjanem, a więc coś w rodzaju drugiej pochodnej [49]. Istotne osiągnięcia Saks miał także w zakresie analizy funkcjonalnej. W pracy [26] (wspólnej z Banachem) zostało wykazane, że w przestrzeni Lp (1 < p < ∞) z każdego ciągu ograniczonego fn można wybrać podciąg fn k limesowalny w normie metodą pierwszych średnich. Własność ta, łącząca w prosty sposób zbieżność słabą i normę, pod nazwą własności Banacha-Saksa przyciągała potem uwagę wielu matematyków. Jeszcze większą rolę odegrał cykl prac [35], [36], [46], których znaczenie polegało nie tylko na uzyskanych tam wynikach (w tym twierdzenie Vitaliego-Hahna-Saksa, które stało się podstawowym narzędziem w badaniu niektórych klasycznych przestrzeni Banacha, a jego uogólnienie na przypadek miar wektorowych odgrywa zasadniczą rolę w badaniu tych miar), ale także na metodzie dowodowej: Saks pierwszy zastosował tutaj metodę kategorii Baire’a, która od tej chwili stała się w tym kontekście standardowa. A Władysław Orlicz wyróżnił „przestrzenie Saksa”: przestrzeń unormowana X nazywa się „przestrzenią Saksa”, jeśli istnieją na niej dwie normy i zbiór R elementów o pierwszej normie ≤ 1 z odległością d (x,y) równą różnicy w drugiej normie jest przestrzenią zupełną.

Swoje zainteresowania teorią całki Saks podsumował w monografii, opublikowanej najpierw po polsku, a potem i w innych językach3. Jak pisał pół wieku później Antoni Zygmund, monografia ta „pozostaje dziełem klasycznym i dotychczas niezastąpionym. Jest to rzecz rzadko spotykana, by książka w tej dziedzinie zachowała swą wartość przez tak długi czas”4.

Duże znaczenie miała także nieco późniejsza monografia Saksa, wspólna z Antonim Zygmundem5, która również miała wznowienia i przekłady, a służyła też długo.

Jak wspominał jego współpracownik i przyjaciel, „Saks był wyjątkowo utalentowanym wykładowcą. Precyzja, jasność i elegancja jego stylu były bardzo atrakcyjne i przyciągały słuchaczy, do czego należy dodać osobistą życzliwość przy organizowaniu pracy i współpracy naukowej studentów”6. Długa jest także lista matematyków, z którymi miał wspólne prace: Aleksander Rajchman, Antoni Zygmund (3 prace), Stefan Mazurkiewicz, Wacław Sierpiński, Stefan Banach (2 prace), Samuel Eilenberg i Jacob D. Tamarkin (z pobytu w Stanach).

Znakomite wyniki i wybitna rola w matematyce polskiej kwalifikowały Saksa do objęcia katedry uniwersyteckiej. Najpierw z wnioskiem o objęcie nieobsadzonej katedry wystąpił w 1932 roku Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie. Mimo wielokrotnego ponawiania wniosku, był on zbywany stwierdzeniem, że będzie rozpatrzony później. Analogiczny wniosek UW z 1936 roku pozostał bez odpowiedzi7. Na przeszkodzie awansowi stało zapewne jego pochodzenie, sympatie socjalistyczne, a może i to, że był masonem.

Dorobek naukowy Saksa obejmuje 49 artykułów i 2 monografie (nie licząc ich przekładów i wznowień)8. Był członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1932) i członkiem przybranym Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1937).

W 1939 roku Saks został zmobilizowany. Wziął udział w kampanii wrześniowej i wraz z wycofującym się wojskiem znalazł się we Lwowie. Tam pozostał i w latach 1940–1941 był profesorem w katedrze analizy Stefana Banacha na ukraińskim uniwersytecie. Po wkroczeniu Niemców do Lwowa w 1942 roku wrócił do Warszawy. Aresztowany w pociągu, zginął 23 listopada 1942 roku.

SECT-ID LINK

1S. Saks, Przyczynek do topologii powierzchni i obszarów płaskich. Fragmenty rozprawy zostały opublikowane w [4]. Ten i inne numery w tekście biogramu odnoszą się do Bibliografii Stanisława Saksa, opublikowanej w „Wiadomościach Matematycznych” 1982, t. XXIV, nr 2, s. 158–160.

2S. Banach., H. Steinhaus, Sur le principe de condensation de singularités, „Fundamenta Mathematicae” 1927, t. IX, s. 50–61 (przedruk w: S. Banach, Oeuvres, vol. II: Travaux sur l’analyse fonctionelle, Warszawa 1979 oraz H. Steinhaus, Selected papers, Warszawa 1985).

3S. Saks, Zarys teorii całki, Warszawa 1930 (wersja francuska: Theorie de l’integrale, Warszawa 1933; wersja angielska: Theory of Integral, Warszawa 1937; II wyd.: New York b. d.).

4A. Zygmund, Stanisław Saks (1897–1942), „Wiadomości Matematyczne” 1982, t. XXIV, nr 2, s. 149.

5S. Saks, A. Zygmund, Funkcje analityczne, Warszawa 1939 (oraz późniejsze wydania polskie, francuskie i angielskie, w tym Analytic Functions, III wyd., Amsterdam 1971).

6A. Zygmund, op. cit., s. 148–149.

7Więcej na ten temat pisze M. Przeniosło, Matematycy polscy w dwudziestoleciu międzywojennym. Studium historyczne, Kielce 2011, s. 114–115.

8Por. „Wiadomości Matematyczne” 1982, t. XXIV, nr 2, w tym cytowany wyżej artykuł A. Zygmunda, a także artykuł stamtąd P. Wojtaszczyka, O pracach S. Saksa z analizy funkcjonalnej, s. 156–168 oraz Bibliografia Stanisława Saksa (opracowana przez P. Wojtaszczyka), s. 158–160.

Stanisław Schayer

Urodzony 8 V 1899 w Sędziszowie. Studia na UW (od 1916), później w Heidelbergu i Fryburgu Bryzgowijskim, doktorat (1921). Dalsze studia w Monachium, habilitacja na Uniwersytecie Jana Kazimierza (1924). Docent prywatny tamże, a od 1926 na UW, równocześnie nauczyciel gimnazjalny. Zastępca profesora na UW (1929), prof. nadzwyczajny (1930) i zwyczajny (1938).

Indolog, religioznawca, historyk filozofii, tłumacz klasycznej literatury indyjskiej. Przekształcił katedrę filologii indyjskiej UW w prężnie działający Instytut Orientalistyczny.
Członek PAU (1936), TNW (1936), Instytutu Orientalnego w Pradze (1935), Deutsche Morgenländische Gesellschaft oraz International Academy of Indian Culture w Lahore. Inicjator serii wydawniczej „Rozprawy Komisji Orientalistycznej TNW”. Założyciel i redaktor „Polish Bulletin of Oriental Studies” (1937–1939).
Zmarł 1 XII 1941 na gruźlicę w sanatorium w Otwocku.

Kalidāsa, Śakuntala czyli Pierścień fatalny: dramat heroiczny w siedmiu aktach (tłum. z sanskrytu), Warszawa 1924; Wybrane rozdziały z Prasannapady. Wstęp, tłumaczenie i uwagi, „Prace Komisji Orientalistycznej PAU”, nr 14, Kraków 1931; Contributions to the Problem of Time in Indian Philosophy – Przyczynki do zagadnienia czasu w filozofii indyjskiej, „Prace Komisji Orientalistycznej PAU”, nr 31, Kraków 1938; Religie Wschodu, Warszawa 1938.

H. Willman-Grabowska, Stanisław Schayer, „Przegląd Filozoficzny” 1939/1946., z. 3–4., s. 317–320; A. Zajączkowski, Stanisław Schayer jako organizator orientalistyki warszawskiej, [w:] Szkice z dziejów polskiej orientalistyki. Praca zbiorowa, red. S. Strelcyn, t. I, Warszawa 1957, s. 43–50.

ARNOLD KUNST

STANISŁAW SCHAYER*

1899–1941

 

Nie przypuszczam, abym miał kogoś bardzo zdziwić, jeśli przyznam, że – jakkolwiek często bywało, iż widywałem Schayera niemal codziennie i znałem go przez przynajmniej dziesięć lat – nie wiem dokładnie ani gdzie, ani kiedy się urodził. Również i wiadomości moje dotyczące jego przeszłości do czasu, kiedy go poznałem, nie składają się na zorganizowaną całość. [...] Nie wydaje mi się jednak, aby to było istotnie potrzebne, tym bardziej, że wspomnienia moje o Schayerze zamierzają raczej odmalować ten rozdział z jego życia, który ześrodkował się w intensywnej twórczości naukowej oraz w organizacji nauki, którą reprezentował w Polsce.

Trudno mi powiedzieć, z czyjej winy (lub zasługi) aluzje do jego przeszłości, życia uniwersyteckiego i rodzinnego były bardzo skąpe, a te, które się zdarzały, dotyczyły raczej oderwanych zdarzeń i były zwykle formułowane w utopijne anegdoty. Do wymiany poglądów na sprawy sięgające poza sfery zainteresowań naukowych dochodzito nieczęsto. Nie lubił dzielić się swoimi wątpliwościami, ale też i nie lubił wysłuchiwać wątpliwości innych ludzi. A jeśli prawdą jest, że intymność między dwojgiem ludzi wyrasta na podstawie zbudowanej z wymiany wątpliwości i opinii, dla Schayera intymność była aktem słabości. A niczego się chyba tak nie obawiał, jak okazywania słabości. Niemniej jednak był on z natury ciekaw, ale raczej ciekaw faktów, niż sądów.

Był zarówno gorliwym uczonym, jak i profesorem, przypisując obu funkcjom, które łączył przyczynowo, wysoką pozycję społeczną, wysokie przywileje, ale i szerokie obowiązki. Można powiedzieć, że obie te funkcje, jedna wynikająca z drugiej, jedna opierająca się na świecie intelektualnym, niepraktyczna, ezoteryczna, druga oparta o świat materialny, praktyczna i egzoteryczna, tworzyły u Schayera zamknięty system, który w całości regulował jego zarówno publiczne, jak i prywatne życie.

Dużym odchyleniem w tym systemie był jego stan zdrowotny; pierwsze oznaki poważnej choroby płuc wystąpiły w zaraniu jego kariery życiowej. Uświadomienie tego stanu musiało w nim wywołać duży wstrząs, ale nad tym wisiało milczenie i nigdy się nie dowiedziałem, ile zmian zaszło w Schayerze od czasu, gdy zachorował. Kiedy go poznałem, choroba istniała w systemie już jako coś naturalnie z nim związanego. Była zaburzeniem fizycznym i zdawała się nie wpływać ani na tempo, ani na zakres pracy naukowej i organizatorskiej.

Ale to było oczywiście pozorne: choroby uważa się na ogół za czynniki tamujące twórczość i przeszkadzające jej rozwojowi. Nie wydaje mi się, jakoby to prawo działało wszędzie albo przynajmniej, aby obejmowało wszystkie elementy twórczości. W czasie swojej stosunkowo krótkiej działalności naukowej Schayer opublikował wiele, a jeszcze więcej zdziałał dla zorganizowania studiów orientalistycznych w Warszawie. Niewątpliwym bodźcem do tego, i to dość poważnym, była gruźlica, która zdawała się wlewać jakby na mocy biologicznego prawa wyrównania w jego ustrój duchowy ten nadmiar energii, jaki zabierała organizmowi.

Bezwzględnie krytyczny umysł Schayera oceniał sytuację, a zainteresowanie skierowane niepodzielnie na badania naukowe i organizatorskie pomagało mu tę sytuację przyjmować niemal radośnie i dawało okazję do wtłoczenia w nieproporcjonalnie krótki czas nieproporcjonalnie wiele wysiłku. O swoim zdrowiu mówił bardzo rzadko albo nigdy; dbał o nie tyle, ile powinien był dbać człowiek rozsądny i pozbawiony cienia lekkomyślności; ktoś, kto sobie życie cenił i mierzył jego lata miarą użyteczności, produktywności i naturalnego przywiązania. Znosił zabiegi, nieraz bardzo przykre i bolesne, z heroizmem człowieka normalnie cierpliwego, bez pozy cierpiętnika i bez wyższości pacjenta pogardzającego zdobyczami medycyny. Ten sam stosunek przyjął do porządku rzeczy, kiedy przyszło mu podzielić swoje życie na dwa typy istnienia: Warszawa z uniwersytetem i sanatorium. Połowę roku spędzał w Warszawie, a resztę w sanatorium na kuracji. [...]

Schayer był naukowcem typu nowoczesnego: zupełnie oddany przedmiotowi studiów, a równocześnie nieroztargniony, rzeczowy, bliski wszelkim sprawom życia codziennego, praktyczny i skrupulatny – przeciwieństwo wszystkiego, co miało posmak awanturniczości. Jeśli mu można było zarzucić pewną dozę niecierpliwości i brak tolerancji wobec poglądów i opinii innych ludzi (nigdy faktów), to można ją też było wytłumaczyć „brakiem czasu” człowieka, któremu było spieszno wytoczyć ładunek nagromadzonej energii i który właściwie miał jedno naprawdę go nurtujące zainteresowanie: pracę naukową. Reszta była koniecznością, do której trzeba było mieć stosunek człowieka inteligentnego, ale z której należało się otrząsnąć jak najszybciej.

Na tym etapie rozwoju, na jakim orientalistyka, a w szczególności indianistyka znajdowała się w Polsce w drugim i trzecim dziesiątku lat tego wieku, zdolny organizator był nie mniej pożądany, niż dobry naukowiec. Jak już wspomniałem, Schayer łączył w sobie obie kwalifikacje, a w miarę narastania potrzeb orientalistyki wzrastała proporcjonalnie jego aktywność. Ambicja, zdolności dyplomatyczne i umiejętność kompromisowego załatwiania spraw tam, gdzie „przeciąganie postulatów” musiałoby prowadzić do wyników ujemnych były głównymi elementami, które się składały na jego talent organizatorski.

Należy pamiętać, że nauka o Wschodzie była w społeczeństwie polskim otoczona wielu przesądami, spośród których pewne niewątpliwie tamowały jej rozwój, a inne, jakkolwiek ją popierały, mogły ją były łatwo sprowadzić na manowce. Z jednej strony stan ekonomiczny i polityczny Polski zdawał się uprawniać niektórych ludzi do twierdzenia – nie wchodzę w to, czy słusznie czy niesłusznie – że Polska ma wiele ważniejszych trosk, niż studia nad Indiami czy Egiptem. Ten pogląd dzieliły również niektóre departamenty Ministerstwa WRiOP i w rezultacie nie wykazywały zbyt dużego zrozumienia dla potrzeb polskiej orientalistyki. Polityka kolonialna niektórych sfer oczywiście bardziej szkodziła, niż sprzyjała jej rozwojowi.

Z drugiej strony istniał w Polsce, tak jak istnieje w wielu innych krajach Europy i w Ameryce, entuzjazm dla wszystkiego, co wschodnie, niepodzielny podziw dla mądrości Wschodu z hasłami ex Oriente lux itd. Ofiarą tego entuzjazmu padły szczególnie i przede wszystkim Indie. Przywieziona do Europy i zinterpretowana przez mętnych teozofów angielskich, francuskich i niemieckich filozofia i religia hinduizmu i buddyzmu z dużym powodzeniem wyparła lub ograniczyła do ścisłych specjalistów wszelkie poważne badania nad językami, filozofiami i religiami Indii i wprowadziła w społeczeństwo jako „mądrość Wschodu” jakiś cudaczny zlepek ze wszystkich najtańszych i najprymitywniejszych idei filozoficznych i religijnych Indii. [...]

Kiedy Schayer wszedł do grona polskich orientalistów, orientalistyka w Polsce miała dosyć dziwny charakter. Reprezentowało ją paru bardzo dobrych uczonych, byłych uczniów przeróżnych sław europejskich, głównie francuskich, niemieckich i rosyjskich. Jeśli chodzi o orientalne studia uniwersyteckie, Polska nie miała żadnej dłuższej tradycji, a przez swoich reprezentantów, głównie z XX wieku, weszła od razu in medias res orientalistyki europejskiej. Indianistyka była jednym z młodszych studiów, a i to do jakiegoś roku 1920 była nieśmiało przyczepiona do studiów językoznawczych. [...]

Warszawa była miastem pod względem orientaliów najbardziej upośledzonym. Po powrocie Schayera ze studiów w Niemczech, Gawroński habilitował go jako docenta Uniwersytetu Lwowskiego, ale Schayer pragnął stworzyć odrębną placówkę orientalistyczną w Warszawie, gdzie prócz pokątnych niemal wykładów literatury chińskiej Rychtera, orientalistyka w ogóle nie istniała. O placówkę w Warszawie trzeba było walczyć cierpliwie, ale też trzeba było mieć środki do życia. I tu wchodzi okres w życiu Schayera, o którym wiadomości moje są mętne i niepewne. Jest jakaś posada nauczycielska pod Gródkiem Jagiellońskim, może nawet w samym Gródku, małżeństwo tajone przed Gawrońskim, który Schayera w Warszawie popierał i obnosił się z dewizą, że małżeństwo jest pogrzebem wszelkiej pracy naukowej. Wreszcie posada w gimnazjum Zamoyskiego w Warszawie (propedeutyka filozofii i, zdaje się, język niemiecki) oraz widoki na przeniesienie bezpłatnej, oczywiście, docentury ze Lwowa do Warszawy. Wykłady w Instytucie Wschodnim przy ul. Miodowej przypadają na czas, kiedy już był profesorem.

Stanowczo i konsekwentnie Schayer toruje sobie drogę, a z sobą i orientalistyce warszawskiej, do właściwej i należnej pozycji. Uchodzi w gronie wykładowców Uniwersytetu Warszawskiego za jednego z jego najinteligentniejszych i najbardziej wykształconych członków i poprzez kłopoty, troski, zmagania, oficjalne i nieoficjalne rozmowy, dzięki dotacjom, stypendiom i zapomogom, a przede wszystkim dzięki własnej niezmożonej czynności staje u celu swych dążeń i zamienia pierwotne jednopokojowe pomieszczenie seminarium na duży, obejmujący sześć katedr i pięć lektoratów języków wschodnich (hindi, chiński, japoński, arabski i turecki) Instytut Orientalistyczny – największy tego typu instytut w Polsce. W tym leży ogromna zasługa Schayera, że przez połączenie w jeden instytut pokrewnych sobie, ale porozdrabnianych (lub istniejących tylko potencjalnie) przedmiotów wyrobił im stanowisko równorzędne w hierarchii innych nauk humanistycznych. Arabistyka, indologia, egiptologia czy hetytologia zawsze mają to nieszczęście, że uchodzą za specjalności luksusowe; toteż ambicją Schayera było wyrobić im należne miejsce w historii kultury i wykazać, że dzieje kultur wschodnich są nie mniej ważne, niż dzieje kultury greckiej czy rzymskiej. [...]

Jakkolwiek przed Instytutem Orientalistycznym w Warszawie istniał podobny Instytut we Lwowie [...], a w Krakowie istniały oddzielne zakłady dla filologii arabskiej i tureckiej [...], Instytut warszawski zarówno ze względu na dążenia centralistyczne władz, jak i nieprzewidziane okoliczności w Instytucie lwowskim z jednej strony [...] i z drugiej strony ze względu na wzmożoną działalność orientalistów warszawskich z Schayerem na czele, stał się szybko czołową placówką nauk orientalnych w Polsce oraz znaną i cenioną placówką naukową w Europie.

Kiedy przyjechałem do Warszawy, aby kontynuować moje studia u Schayera [...], siedzibą „Instytutu” był mały pokoik w gmachu warszawskiego Uniwersytetu. Służył równocześnie jako sala wykładowa, biblioteka, pracownia i gabinet profesorski. W 1939 roku Instytut miał swój piękny lokal przy ul. Królewskiej składający się z kilkunastu pokoi, z bogatą biblioteką, z katedrami dla filologii indyjskiej pod kierownictwem Schayera, filologii egipskiej ze Śmieszkiem, chińskiej i japońskiej z Jaworskim i Jabłońskim, tureckiej z Zajączkowskim, hetyckiej z Ranoszkiem i z wykładami archeologii wschodniej Przeworskiego. [...]

Jakkolwiek, jak mi wiadomo z wiarygodnych źródeł, Instytut Orientalistyczny wraz z całą biblioteką był jedną z pierwszych ofiar bombardowania Warszawy, jakkolwiek Schayer nie żyje, a los innych orientalistów jest mi bądź nieznany, bądź, niestety, znany, jedno jest pewne – ten Instytut, który był głównie zasługą Schayera, utwierdził w Polsce orientalistykę jako naukę na równi z innymi uprzywilejowaną i przy odbudowie uniwersytetu polskiego restytucja orientalistyki będzie równie oczywista jak restytucja innych nauk humanistycznych. W tym równouprawnieniu „socjalnej pozycji” nauk orientalistycznych leży jedna z największych zasług Schayera. [...]

W następujący zatem sposób można by zamknąć rolę i działalność Schayera na froncie wewnętrznym, organizacyjnym, polskiej orientalistyki: 1) wyrobił indianistyce i za nią orientalistyce w Polsce prawo obywatelstwa na równi z innymi naukami humanistycznymi, przez co 2) dzięki własnej pracy naukowej i pracy swoich kolegów i uczniów postawił ten dział studiów na poziomie równym poziomowi innych krajów europejskich. Innymi słowami indianistyka polska dzięki niemu weszła w środowisko naukowe Europy.

Dwa główne elementy uznał Schayer jako konieczne dla utrzymania i umocnienia tego stanowiska: wzajemny kontakt osobisty orientalistów polskich i z innych krajów na zjazdach, kongresach i na terenie towarzyskim i, po wtóre, publikacje, których technika, w założeniu i w wykonaniu prosta, wydaje się nieco skomplikowana w opisie. Chodziło o to, aby orientaliści polscy pisywali w językach obcych w czasopismach wychodzących w Polsce i za granicą i aby z drugiej strony orientaliści niepolscy pisywali w czasopismach wychodzących w Polsce. Trybuną tej wymiany na terenie Warszawy stał się „Biuletyn” z podtytułem angielskim „The Polish Bulletin of Oriental Studies” założony przez Schayera jako organ Instytutu i Sekcji Orientalistycznej Warszawskiego Towarzystwa Naukowego. [...]

Zainicjowany przez Schayera program kontaktów osobistych zapowiadał się bogato i interesująco, jeśli sądzić choćby tylko z jego części wykonanej przed wojną. I tak gościem Instytutu warszawskiego był znakomity filozof, historyk i poeta indyjski, Das Gupta; wybitny hetytolog czeski Bedřich Hrozný; hetytolog niemiecki Friedrich; historyk turecki, którego nazwiska już nie pamiętam; pierwszorzędny znawca literatury palijskiej, orientalista duński Tuxen; buddolog niemiecki i popularyzator literatury i filozofii indyjskiej Glasenapp; wreszcie sława orientalistyki europejskiej, przedmiot podziwu Schayera, buddolog francuski i twórca przełomowych teorii o kulturach austro-azjatyckich Jean Przyluski, pierwszy (na wniosek Schayera) doktor honorowy Uniwersytetu Warszawskiego za prace z dziedziny orientalistyki.

W ostatnich latach swego życia i Schayer sam zasmakował w podróżach. Był we Francji [...], potem pojechał do Włoch [...], wreszcie postanowił zwiedzić Anglię i poznać tutejsze gwiazdy indianistyki na czele z F. W. Thomasem, matadorem orientalistów europejskich, najbardziej wyróżnianym na kontynencie i jego uniwersytetach uczonym, a równocześnie najbardziej czarującym i najskromniejszym pod słońcem człowiekiem [...].

W sprawie przyjazdu Schayera do Anglii kursowała żywa między nami korespondencja. Doradzałem, potem odradzałem, aż wreszcie, w chwili najbardziej niespodziewanej, w końcu sierpnia 1939 roku znalazłem na biurku mego londyńskiego wówczas mieszkania kartkę od pp. Schayerów, że właśnie przyjechali do Londynu i oczekują nas w hotelu. Schayer, jak potem mówił, znudził się tą wieczną groźbą wojny i postanowił, nie bacząc na nic, spędzić dwa miesiące w Anglii, tak długo jak urzeczywistnienie groźby jeszcze jest dalekie i jak długo staje mu zdrowia na większe podróże. Gdy był w drodze z Polski do Anglii (zrobił okrężną podróż), los wojny jednakowoż się zadecydował i trzy dni spędzone w Londynie przeszły na przygotowaniach do powrotu do Polski.

Rozmawialiśmy o polityce, spieraliśmy się, przewidywaliśmy, obaj równie pesymistyczni i przygnębieni, ale z nierównymi szansami: Schayer postanowił wrócić do Polski i nie było siły, która by go od tego odwiodła. Nie powiem, aby nie przewidywał w głównych zarysach klęski; co prawda nie przewidywał jej tak drastycznie, jak istotnie miała miejsce, ale zawzięcie i uparcie, bez zwykłej w swoich decyzjach logiczności, trwał przy decyzji powrotu. I wrócił. Prócz nas, żony i mnie, nie spotkał się z nikim, zbyt zawiedziony, zmęczony i niecierpliwy nawet, aby prowadzić dyskusje naukowe. Dojechał do Warszawy, jak się dowiedziałem później, dnia 7 września. Niezbyt szczęśliwa data na powrót do Warszawy. [...]

Zmęczenie i zdenerwowanie źle podziałało na jego stan zdrowotny. Jakkolwiek poprawa w ogólnym stanie zdrowotnym zrobiła w ostatnich miesiącach nadspodziewanie pomyślny postęp, „przygoda angielska” była wstrząsem niepożądanym. Zwykły pobyt w sanatorium, który miał być w okresie wakacji 1939 roku skompensowany podróżą do Anglii i wypoczynkiem w Szkocji (ewentualne spotkanie z uczonym i eseistą A. B. Keithem), został wykreślony z programu.

Nie mniej niż zdrowie nadwerężony był budżet. W Londynie Schayer wspominał mi o kłopotach pieniężnych. Oszczędności zjedli byli lekarze, a podróż do Anglii została opłacona zaliczką na pensję. Wrócił do Polski z dość mizerną sumą pieniędzy, która wystarczyła chyba nie na więcej, niż na pokrycie codziennych potrzeb w okresie oblężenia Warszawy i do czasu, kiedy, po zdobyciu Warszawy, stosunki „się unormowały”.

Aresztowania jakoś uniknął i z mieszkania nie został wysiedlony; dom nie został poważniej uszkodzony. Do pracy naukowej [...] nie było fizycznych możliwości. Biblioteka Instytutu Orientalistycznego została zbombardowana i spalona, a biblioteka własna chyba sprzedana, może skonfiskowana. Była niewielka, ale dobrze dobrana. A jeśli nawet założyć, że miał do rozporządzenia materiał do pracy, to były inne momenty, natury psychicznej, które ją udaremniały. [...]

Schayer nie był wprawdzie zbyt skłonny do depresji, ale, co sobie łatwo wyobrażam, depresja u niego nastąpiła jako akt filozoficznej dedukcji, jako rezultat postanowienia. Przyczyn było wiele. Rezultat: nie warto się trudzić pracą, której zostało odjęte jej naczelne przeznaczenie. Ta z zewnątrz i z wewnątrz narzucona bezczynność na pewno odebrała mu wolę do życia, o które tak cierpliwie walczył w najgorszych okresach swojej choroby. Po wyprzedaniu się z garderoby, której było sporo, jako że zawsze chodził nieskazitelnie ubrany i miał słabość do dobrych i wykwintnych ubrań, zabrakło środków do życia. O leczeniu lub niezbędnym sanatorium nie było mowy. Udzielał lekcji języka niemieckiego po 50 groszy – 1 złoty za godzinę. [...]

Co jadł i jak sobie dawał radę między okresem ostatecznej niemocy i śmiercią, nie wiem. Pewnie żona zarabiała, pewnie pomagała rodzina i pozostali koledzy i przyjaciele; dość, że choroba wzięła górę i Schayer umarł. Śmierć nastąpiła w Otwocku dnia 30 listopada 1941 roku. Ile czasu spędził w Otwocku i kto przy nim był w ostatnich chwilach życia, nie wiem.

W chwili śmierci miał niewiele ponad 40 lat i gdyby mu dane było odżywiać się należycie i kontynuować leczenie, nie ulega wątpliwości, że mógł żyć jeszcze długo; tym bardziej, że, jak wspomniałem, gruźlica się pomyślnie zaleczała. Ale jak widać, nie tylko więzienie i obozy koncentracyjne są skutecznym narzędziem do wytępiania ludzi. Okupacja niemiecka rozporządza bardzo wieloma innymi nie mniej skutecznymi środkami.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Straty kultury polskiej 1939–1944. Praca zbiorowa, red. A. Ordęga i T. Terlecki, t. I, Glasgow 1945, s. 218–233. Ortografia i interpunkcja uwspółcześnione, składnia i leksyka oryginału.

Mojżesz Schorr

Urodzony 10 V 1874 w Przemyślu. Studia filozoficzne w Wiedniu (1893), później na uniwersytecie we Lwowie, tamże doktorat (1898). Studia orientalistyczne w Berlinie i Wiedniu, habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1910), profesor tamże. Od 1925 profesor UW. Współzałożyciel i rektor Instytutu Nauk Judaistycznych w Warszawie.

Semitysta i asyriolog. Badacz dziejów Żydów polskich, znawca starożytnego Babilonu oraz starożytnych języków semickich.
Członek PAU (1928) oraz Towarzystwa Naukowego we Lwowie, współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego (1923). Senator II RP (1935). Uzyskał wykształcenie religijne i dyplom rabinacki (1900). Był rabinem Wielkiej Synagogi w Warszawie (od 1923) oraz inicjatorem budowy Biblioteki Judaistycznej przy tej synagodze (1936). Po wybuchu II wojny światowej aresztowany przez NKWD, skazany na pięć lat pracy przymusowej i osadzony w łagrze.
Zmarł 8 VII 1941 w miejscowości Posty (Uzbekistan).

Organizacja Żydów w Polsce: od najdawniejszych czasów aż do r. 1772, Lwów 1899; Starożytności biblijne w świetle archiwum egipskiego z XIV w. przed Chrystusem, Lwów 1901; Kodeks Hammurabiego a ówczesna praktyka prawna, Kraków 1907; Altbabylonische Rechtsurkunden aus der Zeit der ersten babylonischen Dynastie, t. I-III, Wiedeń 1907–1910; Babilonia i Asyria, Kraków 1924; Palestyna starożytna, Kraków 1926.

Prof. Mojżesz Schorr. Materiały z sesji naukowej, Kraków 16.XI.1993, red. K. Pilarczyk, Kraków 1995; H. Węgrzynek, Mojżesz Schorr, [w:] Żydzi Polscy. Historie niezwykłe, red. M. Prokopowicz, Warszawa 2010.

KRZYSZTOF PILARCZYK

MOJŻESZ SCHORR*

1874–1941

 

[...] Urodzony w Przemyślu w 1874 roku, tam też zdobył wykształcenie podstawowe i średnie ogólne oraz klasyczne i judaistyczne, otoczony szczególną opieką przez swego ojca, człowieka, który mógł uchodzić za typ dziewiętnastowiecznego żydowskiego inteligenta z Galicji – otwartego na nowe prądy umysłowe i wykształconego, a zarazem wiernego tradycji żydowskiej.

Odstępując od typowej drogi żydowskiej młodzieży galicyjskiej, która wiodła przez studia prawnicze do zawodu adwokata, Mojżesz Schorr podjął w 1893 roku studia filozoficzne w Wiedniu. Wybór tego miasta nie był przypadkowy. Młody Schorr, oprócz zamiłowania do nauk świeckich, wciąż dążył do pogłębienia nauk judaistycznych. W Wiedniu mógł to uczynić w Israelitisch-Geologische Lehranstalt, gdzie poznał wielu wybitnych uczonych żydowskich (prof. prof. Adolfa Schwarza, Adolfa Büchlera, Majera Friedmana, Dawida H. Müllera).

Natomiast spotkanie wśród uniwersyteckich kolegów Maksymiliana Gumplowicza zaważyło prawdopodobnie na obranym przez Schorra kierunku pracy naukowej. Kończąc studia na Uniwersytetcie w Wiedniu w 1898 roku jednocześnie przygotowywał rozprawę doktorską pt. Organizacja Żydów w Polsce – od najdawniejszych czasów aż do r. 1772, którą przedstawił i obronił w tymże roku na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, a w rok później ogłosił drukiem w „Kwartalniku Historycznym” we Lwowie (tłum. rosyjskie ukazało się w periodyku „Woschod” w 1900 roku). Pracę tę poprzedziła niewiele mniejsza rozprawa powstała w okresie studiów wiedeńskich pt. Zur Geschichte des Don Josef Nasi wydana na łamach „Monatsschrift für Geschichte und Wissenschaft des Judentums” w 1897 roku.

Po doktoracie, w 1899 roku, Schorr podjął pracę jako nauczyciel religii mojżeszowej w Seminarium Nauczycielskim oraz w V Gimnazjum państwowym we Lwowie. Z funkcją tą wiązało się obdarzenie młodego nauczyciela olbrzymim zaufaniem przez kahał lwowski, z czego Schorr wywiązał się znakomicie, budząc wśród młodzieży zainteresowanie biblijnymi i talmudycznymi korzeniami kultury żydowskiej, inspirując do organizacji kół samokształceniowych, których celem było poznanie wiedzy judaistycznej, historii Żydów w diasporze, zwłaszcza w Polsce, i nauka języka hebrajskiego. Inspiracji tej towarzyszył udzielający się wychowankom zapał młodego nauczyciela i wola odkrywania nieznanych dotąd źródeł, które w nowym świetle stawiały własną tożsamość kulturową i narodową.

W 1900 roku Schorr kończy, rozpoczęte w okresie studiów uniwersyteckich, seminarium teologiczne, uzyskując dyplom rabina. W tymże roku bierze udział w III Zjeździe Historyków Polskich w Krakowie, na którym wygłasza programowy referat o badaniach nad dziejami Żydów w Polsce. O jego aktualności niech świadczy fakt, iż powstały w 1986 roku Międzywydziałowy Zakład Historii i Kultury Żydów w Polsce na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie nawiązał do nakreślonego wówczas projektu badań, by po przeszło siedemdziesięciu latach, w nowych warunkach społeczno-politycznych, rozpocząć jego realizację, widząc w nim właściwą drogę do wznowienia zaniedbanych – z różnych powodów – badań nad dziejami i kulturą Żydów w Polsce.

Od 1900 roku Schorr zaczął jednak dwutorowo prowadzić badania naukowe; obok zainteresowania dziejami żydowskiej diaspory w Polsce nową dziedziną jego zainteresowań, zwłaszcza po odkryciach w Tell el-Amarna, stały się języki semickie, przede wszystkim asyryjski.

Prawdopodobnie powodem zainteresowania się asyriologią przez Schorra było pragnienie uzyskania katedry uniwersyteckiej. Przy braku szans na otworzenie na którymś z uniwersytetów (w Krakowie lub Lwowie) katedry historii Żydów – to udało się dopiero prof. Józefowi Andrzejowi Gierowskiemu na UJ w 1986 roku – znajomość języków semickich stwarzała realną szansę na uzyskanie z tego zakresu stopnia profesora i stabilizacji uniwersyteckiej.

Pierwszymi rezultatami podjęcia przez Schorra nowego kierunku prac (temu też służył jego wyjazd do Berlina i Wiednia na stypendium) była bibliografia rozumowana najnowszych dzieł o starożytnym Wschodzie (Przegląd literatury historii powszechnej: Wschód starożytny) ogłoszona w „Kwartalniku Historycznym” już w 1901 roku oraz rozprawa pt. Starożytności biblijne w świetle archiwum egipskiego z XIV w. przed Chr. opublikowana w „Przewodniku Naukowo-Literackim”. W ślad za nimi podjął dyskutowany przez lata problem relacji pomiędzy literaturą biblijną a literaturami krajów ościennych w artykule Kultura babilońska a starohebrajska.

Równolegle prowadzone badania archiwalne we Lwowie i Przemyślu pozwoliły mu ogłosić w 1903 roku jedno z ważniejszych dzieł życia Żydzi w Przemyślu do końca XVIII wieku (wznowione w 1991 roku w Jerozolimie), za które otrzymał od Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie nagrodę ufundowaną przez Hipolita Wawelberga, a w 1909 roku pracę pt. Sumariusz przywilejów generalnych Żydów w Polsce. Nie one jednak zapewniły mu uniwersytecką i naukową pozycję. Takimi dziełami były: trzytomowa praca Altbabylonische Rechtsurkunden aus der Zeit der ersten babylonischen Dynastie wydana w latach 1907–1910 przez Wiedeńską Akademię Umiejętności oraz Urkunden des altbabylonischen Zivil und Prozessrechtes wydane w 1913 roku. Obok tych dzieł napisał on szereg pomniejszych prac, których liczba obrazuje dynamizm pracy naukowej młodego a zarazem wytrawnego znawcy asyriologii. Uniwersytet Jana Kazimierza doceniając osiągnięcia Schorra powołał go w 1910 roku na stanowisko docenta z zakresu języków semickich i historii starożytnego Wschodu, a w pięć lat później (1915 – już w czasie wojny) na profesora nadzwyczajnego. Był on ceniony w świecie nauki; m.in. w 1912 roku brał udział w międzynarodowym kongresie orientalistów w Atenach jako sekretarz sekcji semitologicznej.

W 1905 roku Schorr poślubił Tamarę Benjakob, pochodzącą ze znanej wileńskiej rodziny żydowskiej (ojciec Tamary był wydawcą bibliografii swego ojca, Icchaka Benjakoba, znanej pt. Ocar ha-sfarim). Dzięki żonie Mojżesz Schorr prowadził otwarty dom, który stał się salonem towarzyskim dla młodych naukowców. Z ich małżeństwa urodziło się sześcioro dzieci: Sonia – późniejsza żona Artura Millera, pracownika Sądu Najwyższego w Warszawie (zm. 1961), Debora (zm. we Lwowie w 1917), Felicja Kon-Lipetz (zm. w Nowym Jorku w 1984), Ludwik – wybitny architekt, lauraet nagrody miasta Tel Aviv (zm. w 1963), Ester Ben-Kohav (zm. w Jerozolimie w 1991) oraz Joshua Schorr, inżynier z Jerozolimy, którego dzisiaj tutaj gościmy1.

W ciężkich latach I wojny światowej i powojennych Schorr (po powrocie do Lwowa) włączył się aktywnie w akcję pomocy ofiarom wojny: w 1916 roku został członkiem Centralnego Komitetu Opieki nad Sierotami Żydowskimi we Lwowie, a w latach 1917–1918 był przewodniczącym Żydowskiego Komitetu Ratunkowego we Lwowie, a następnie przewodniczącym w działającym od 1919 roku Towarzystwie Żydowskiej Szkoły Ludowej i Średniej, które założyło we Lwowie dwa gimnazja żydowskie z językiem hebrajskim i przedmiotami tzw. judaistycznymi. Nie zaniedbywał przy tym obowiązków uniwersyteckich na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie; pełnił je do 1923 roku. Brał aktywny udział w życiu naukowym odrodzonej Polski. Od 1918 roku był członkiem Komisji Orientalistycznej przy Akademii Umiejętności w Krakowie, a od 1920 roku członkiem przybranym Polskiego Towarzystwa Naukowego we Lwowie. On też był współinicjatorem powołania i od 1923 roku członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego. W 1928 roku został mianowany członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.

W 1923 roku, w blisko dwa lata po śmierci dr. Samuela Poznańskiego (1921), rabina i kaznodziei, na zaproszenie Gminy Starozakonnych i Komitetu Wielkiej Synagogi na Tłomackiem w Warszawie przenosi się do stolicy, przejmując funkcje po wybitnym znawcy historii gaonatu i karaimów. Otrzymuje on tytuł rabina „pozaokręgowego”. Przysporzyło mu to wiele pracy. Oprócz podjętych wykładów na Uniwersytecie Warszawskim, został wyznaczony przez Zarząd Gminy Żydowskiej do Rady Szkolnej tak miejskiej, jak i okręgowej, a Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego powołało go na przewodniczącego Komisji Egzaminacyjnej, przed którą składali egzaminy uproszczone nauczyciele religii mojżeszowej pragnący uczyć w szkołach powszechnych oraz egzaminy specjalne z historii Żydów i języka hebrajskiego. Minister Oświaty mianował go członkiem komisji dla oceny podręczników szkolnych: z zakresu judaistyki, hebrajskich i jidysz, a w końcu – co było niezwykłym wyróżnieniem – członkiem Państwowej Rady Wychowania Publicznego.

Widząc potrzebę szerszego kształcenia młodego pokolenia Żydów w zakresie wiedzy judaistycznej wraz z kilkoma przyjaciółmi podjął starania o utworzenie Instytutu Nauk Judaistycznych w Warszawie. Wysiłki ich zakończone zostały sukcesem. W 1928 roku w lutym otworzono go, a Schorr objął w nim dwukrotnie funkcję rektora (piastował ją w latach 1928–1930 i 1933–1934) oraz kierownika Katedry Biblistyki i Filologii Hebrajskiej. Pełnienie każdej z tych funkcji nadawałoby się do odrębnej charakterystyki. Należy przy tym dodać, iż głosił co tydzień kazania w soboty i dni świąteczne w Wielkiej Synagodze na Tłomackiem, prowadził działalność duszpasterską wynikającą z funkcji rabina, któremu „nie wolno odmówić posługi duchowej żadnemu Żydowi” i wiele innych funkcji publicznych, organizował bibliotekę przy Instytucie, był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, owocnie wspomagając tę placówkę naukową, Instytutu Keren ha-Jesod (Funduszu Odbudowy Palestyny) w Polsce, członkiem Światowej Agencji Żydowskiej, członkiem Stowarzyszenia Humanitarnego „B’nai B’rith” [...], a w ostatniej kadencji Senatu RP, od 1935 roku, jednym z dwóch senatorów Żydów, reprezentującym ugrupowanie umiarkowanych syjonistów, powołanych przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Funkcje te [...] wyznaczają rozmiary jego pracy i obowiązków. Znajdował przy tym czas na pracę naukową, pisując liczne recenzje, biogramy, artykuły publikowane na łamach „Kwartalnika Historycznego”, „Wiener Zeitschrift für die Kunde des Morgenlandes”, „Deutsche Literatur Zeitung”, „Naszego Przeglądu”, „Chwili”, „Hajntu”, „Opinii”, „Gazety Wieczornej”. W sumie ogłosił około 60 większych prac, najczęściej w języku polskim i niemieckim, które dają się ująć w pięć działów: 1. historia Żydów w Polsce, 2. historia i kultura Żydów w starożytności, 3. historia i kultura Babilonii i Asyrii, 4. historia i kultura starożytnego Wschodu, 5. szkice bio-bibliograficzne. Przy czym miał świadomość, że w badaniach nad historią Żydów w Polsce „nie spełnił – jak pisze w jednym ze swych artykułów – nadziei doń przywiązywanych”.

Ostatni etap swego życia prof. Mojżesz Schorr podzielił z losem wielu Żydów z Polski. Po wybuchu II wojny światowej na wezwanie płk. Umiastowskiego Schorr pojechał do Lwowa. Wkrótce został aresztowany przez władze sowieckie, po ich wejściu do wschodniej Polski. Losy jego więziennej tułaczki nie są dokładnie znane. Przebywał w kilku więzieniach, m.in. w Łucku i moskiewskiej „Łubiance”. Skazany na 8 lat więzienia, został przewieziony do V obozu pracy NKWD w miejscowości Posty w Uzbekistanie. Nie pomogły ani starania polskiego rządu emigracyjnego, ani interwencja ówczesnego sekretarza stanu USA Cordella Hulla, ani pomoc dyplomatyczna Watykanu, ani wysiłki rodziny. Jedynie udało się ustalić nieco szczegółów śmierci prof. Schorra, który zakończył życie 8 lipca 1941 roku.

STANISŁAW SZCZUR

 

Mojżesz Schorr jako historyk Żydów polskich**

W 1900 roku, na trzecim zjeździe historyków polskich w Krakowie, Mojżesz Schorr, 26-letni wówczas doktor historii średniowiecznej i absolwent Seminarium Teologii Żydowskiej w Wiedniu, wygłosił referat pt. Historia Żydów w Polsce. Wystąpienie to, przyjęte z dużym zainteresowaniem przez uczestników zjazdu, znane obecnie z niewielkiego streszczenia publikowanego w Pamiętniku Zjazdu, składało się z dwóch części. W pierwszej referent omówił stan badań nad dziejami Żydów w Polsce, porównując je z analogicznymi badaniami prowadzonymi na terenie Niemiec. Podkreślając brak zainteresowania ze strony polskiej historiografii dla omawianych problemów i krytycznie oceniając dorobek swych poprzedników, wskazywał Mojżesz Schorr na przykład historiografii rosyjskiej, która śmiało zaczynała wchodzić na zaniedbany obszar badawczy odnosząc, zdaniem referenta, znaczne sukcesy. [...] W drugiej części swego wystąpienia przedstawił bardzo ambitny i przemyślany program badań. Wart jest przypomnienia już chociażby z tego względu, że wiele postulatów wciąż czeka na realizację. Wydanie dyplomatariusza żydowskiego, który by zawierał wszystkie przywileje tyczące się Żydów całej Polski lub pewnych prowincji, od najdawniejszych czasów aż do roku 1772. Tak brzmiał pierwszy punkt programu naukowego Mojżesza Schorra. Dalej wymieniał kolejne propozycje: wydawanie materiałów archiwalnych do historii Żydów w poszczególnych miastach, sporządzenie wypisów dotyczących Żydów ze źródeł narracyjnych, poszukiwanie i rejestracja wszystkich rękopisów hebrajskich, wreszcie badania nad dziejami Żydów w poszczególnych miastach.

Program badań obejmował w pierwszym rzędzie publikację źródeł, od tych dotyczących całej społeczności żydowskiej po źródła przechowywane w prowincjonalnych archiwach mające wyjaśnić dzieje społeczności lokalnych. Zwrócenie uwagi na materiały źródłowe nie było sprawą przypadku. Mojżesz Schorr doskonale wiedział, że zaniedbania na tym polu są największe. Występując na zjeździe był już doświadczonym badaczem dziejów społeczności żydowskiej w Polsce. [...]

W 1899 roku Mojżesz Schorr ogłosił na łamach „Kwartalnika Historycznego” obszerną rozgrawę Organizacja Żydów w Polsce od najdawniejszych czasów aż do 1772 roku. Praca ta na długie lata utrwaliła jego pozycję w środowisku naukowym. [...] Ujawniony w przypisach do rozprawy warsztat autora pokazuje, że syntezę swą opiera wprost na materiale źródłowym, w większości nie opublikowanym. Odwołania do literatury są sporadyczne, najczęściej dotyczą naświetlenia szerszego tła omawianych wydarzeń. Taka postawa badawcza młodego historyka bynajmniej nie budzi zdziwienia, jeżeli uświadomić sobie, że był pionierem w opracowywanej problematyce. Omawiana rozprawa Mojżesza Schorra to w istocie opracowane po raz pierwszy w literaturze dzieje autonomii żydowskiej na ziemiach Rzeczypospolitej od czasów najdawniejszych aż do 1772 roku. Autor nie miał poprzedników, sam musiał wypracować odpowiedni kwestionariusz badawczy, opracować zasady periodyzacji, zgromadzić odpowiedni zasób źródeł. [...]

Historiografia dosyć prędko dostrzegła wartość naukową rozprawy. W rok po wydaniu polskim ukazał się jej rosyjski przekład w Petersburgu. [...] W 1991 roku Jakub Goldberg napisał: „Schorr pozostaje dotąd jedynym autorem, który przedstawia strukturę organizacyjną, wszystkie dziedziny działalności oraz ogólną charakterystykę Sejmu Czterech Ziem”. Z tego powodu jego prace dla nauki zachowały wartość. Praca o organizacji Żydów była syntezą. Po jej opublikowaniu i wygłoszeniu omówionego wyżej referatu na zjeździe historyków młody badacz, mimo że zaczął kierować swe zainteresowania ku innej problematyce, starał się przynajmniej w części zrealizować zakreślony w zjazdowym wystąpieniu plan badawczy. Nie podjął się wydania ogólnego dyplomatariusza żydowskiego. Taka praca przekraczała siły jednego człowieka. W sposób mistrzowski zrealizował jednak drugi punkt swego planu: wydawanie materiałów archiwalnych do historii Żydów w poszczególnych miastach. Wybór padł na Przemyśl. Jest to zupełnie zrozumiałe, w tym mieście bowiem się urodził, tu kończył gimnazjum klasyczne. W 1903 roku ukazała się jego bodaj najwartościowsza praca Żydzi w Przemyślu do końca XVIII wieku z charakterystycznym dla jego twórczości skromnym podtytułem – opracowanie i wydawnictwo materiału archiwalnego. [...]

Praca o Żydach w Przemyślu spotkała się z żywym zainteresowaniem. Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Lwowskiego nagrodził ją prestiżową nagrodą fundacji Wawelberga. Wysoko ocenił jej wartość Majer Bałaban na łamach „Kwartalnika Historycznego”. W 1991 roku wznowiono ją w Jerozolimie.

Znakomicie zapowiadający się badacz dziejów Żydów w Polsce, o zauważalnym już dorobku naukowym, zaczął odchodzić od omawianej problematyki badawczej. Pociągały go dzieje starożytnego Wschodu. Z czasem stał się wybitnym znawcą praw starożytnych. Nigdy jednak do końca nie zerwał z młodzieńczymi studiami, wracając okazjonalnie do dawniejszych swych studiów i publikując nowe. W 1909 roku ogłosił w „Jewrejskoj Starynie” Sumariusz przywilejów generalnych Żydów w Polsce. [...] Już jako znany w Europie badacz starożytności wschodnich, autor pracy o kodeksie Hammurabiego, był w dalszym ciągu uważnym czytelnikiem i wnikliwym recenzentem prac poświęconych problematyce Żydów polskich. Kompetentnie przedstawił na łamach „Kwartalnika Historycznego” pracę Majera Bałabana o Żydach lwowskich na przełomie XVI i XVII wieku. W „Gazecie Wieczornej” zapoznał czytelników z inną jego pracą poświęconą tym razem Żydom w Krakowie.

Bibliografia Mojżesza Schorra liczy 12 pozycji, które zostały w całości poświęcone dziejom Żydów w Polsce. W tej liczbie mieszczą się 2 samodzielne pozycje, sześć drobniejszych prac i 4 recenzje. Jego dorobku w tej dziedzinie nie można jednak mierzyć ilością ogłoszonych prac. Skromny rozmiarami dorobek, tworzony w pierwszych latach naukowej aktywności, okazał się wyjątkowo odporny na działanie czasu. Zasługa to samego autora, który każdą rozprawę budował na mocnym fundamencie źródeł, będąc ich znakomitym znawcą. Trudno niekiedy określić, czy obszerne dodatki źródłowe do pisanych prac były rzeczywiście dodatkami, czy odwrotnie, rozprawy były obszernymi wstępami do publikacji źródeł.

Był Mojżesz Schorr pionierem badań nad dziejami Żydów polskich. Z jego prac i przemyśleń korzystali następcy, którzy po nim twórczo rozwijali jego pomysły, niekiedy podążając za jego ustaleniami, rzadziej je weryfikując. Do dziś Mojżesz Schorr ze swymi pracami jest obecny w przypisach innych autorów, cytowany nie tylko z obowiązku, ale ciągle twórczo inspirujący kolejne już pokolenie historyków.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Prof. Mojżesz Schorr – szkic bio-bibliograficzny, [w:] Prof. Mojżesz Schorr. Materiały z sesji naukowej, Kraków 16.XI.1993, red. K. Pilarczyk, Kraków 1995, s. 7–12.

1Joshua Schorr zmarł w 2005 roku [przyp. red.].

**Tekst opublikowany pierwotnie w: Prof. Mojżesz Schorr. Materiały z sesji naukowej, Kraków 16.XI.1993, red. K. Pilarczyk, Kraków 1995, s. 13–17.

Józef Jan Siemieński

Urodzony 31 I 1882 w Skrzydłowie. Studia prawnicze na UW, tytuł kandydata praw (1904). Studia historyczne na uniwersytecie we Lwowie, doktorat z filozofii (1906). Docent prywatny na Wydziale Prawa UW (1915–1921), profesor UJ (1938). Wykładał m.in. w WSH, Instytucie Badań Spraw Narodowościowych.

Historyk prawa, publicysta, archiwista. Badacz dziejów I Rzeczypospolitej. Dyrektor Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie (1920–1939).
Członek TNW (1911), od 1924 przewodniczący Komisji Historycznej TNW, członek PAU (1929), Towarzystwa Miłośników Historii, od 1926 wiceprzewodniczący sekcji archiwalnej, prezes (1931–1936), a później wiceprezes TMH. Wiceprezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Historycznego (1925–1932). Od 1929 członek Międzynarodowego Komitetu Historyków i Komisji Ekspertów Archiwalnych.
W czasie okupacji pracownik Biura Informacji i Propagandy KG ZWZ-AK, aresztowany w czerwcu 1941.
Zmarł 14 X 1941 w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

Drugi akt konfederacji warszawskiej 1573 r.: przyczynek archiwalny do historji ustroju Polski, Kraków 1911; Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej: wykład syntetyczny, Warszawa 1917; Podział historyi ustroju Polski na okresy, Lwów 1925; Polska kultura polityczna wieku XVI, [b.m.] 1932; Przewodnik po archiwach polskich, Warszawa 1933.

J. Karwasińska, Józef Siemieński – dyrektor Archiwum Głównego, „Archeion” 1948, t. XVII, s. 27–53.

JOLANTA CHOIŃSKA-MIKA

JÓZEF JAN SIEMIEŃSKI

1882–1941

 

„Nie tolerował tylko jednego: prześlizgiwania się nad trudnościami” – tak pisała w roku 1948 dr Jadwiga Karwasińska1 o swoim nieżyjącym już nauczycielu, mistrzu i przełożonym, Józefie Siemieńskim. Jej wspomnienia, pełne odwołań do doświadczeń wspólnej pracy w Archiwum Głównym Akt Dawnych, najpełniej chyba oddają barwną i ciekawą osobowość historyka, wydawcy, archiwisty, organizatora, publicysty, człowieka o żywym umyśle i talencie dyskusyjnym, a także twarzy „tak zdumiewająco zharmonizowanej z przeszłością”2.

Syn średniozamożnego ziemianina, właściciela Skrzydłowa pod Radomskiem, Leona Siemieńskiego, absolwent gimnazjum klasycznego w Łodzi. Ukończył studia prawnicze w Warszawie (1904), a następnie historyczne we Lwowie (1906). Tu pod kierunkiem Oswalda Balzera, znakomitego badacza dziejów ustroju dawnej Polski, napisał rozprawę doktorską poświęconą sejmikowi dobrzyńskiemu3, która, co warto dodać, do dnia dzisiejszego w wielu aspektach zachowała aktualność. Połączenie dwóch perspektyw badawczych – historyka i prawnika niewątpliwie podniosło wartość pracy. W czasie studiów lwowskich miał też Siemieński okazję spróbować swoich sił jako archiwista, co po kilkunastu latach stało się głównym nurtem jego działań i pasją.

Po powrocie do Warszawy podjął pracę w Bibliotece Ordynacji Zamoyskich, a jednocześnie aktywnie włączył się w działalność Towarzystwa Kursów Naukowych4, wykładał w szkole Katolickich Kobiet Polskich i na Warszawskich Kursach Pedagogicznych. Kształcił przyszłych nauczycieli ludowych, udzielał się w Polskiej Macierzy Szkolnej, rozwijając zarazem swoje własne zainteresowania i podwyższając kompetencje. W 1907 roku po pomyślnie zdanym egzaminie w Kuratorium Okręgu Naukowego Warszawskiego uzyskał uprawnienia wyższego nauczyciela domowego historii. Zdobyte wówczas umiejętności dydaktyczne niewątpliwie pomogły mu w przyszłości, gdy stanął za katedrą akademicką. Z kolei praca w Bibliotece Ordynacji Zamoyskich, podobnie jak wcześniejsze lwowskie doświadczenia, sprzyjała zainteresowaniu się edytorstwem źródeł. Pierwsze doświadczenia na tym polu zdobył współpracując z Wacławem Sobieskim przy publikacji korespondencji Jana Zamoyskiego. Wydany w 1904 roku tom5 stał się początkiem serii, która do dzisiaj jest obowiązkowym materiałem dla każdego badacza epoki wczesnonowożytnej. Tom drugi i trzeci był już samodzielnym dziełem Józefa Siemieńskiego6.

Swymi pracami musiał zapewnić sobie spore uznanie współczesnych, skoro w 1911 roku przyjęto go do Towarzystwa Naukowego Warszawskiego7, w którym obowiązywały bardzo surowe zasady – do udziału w jego strukturach dopuszczano jedynie badaczy o niepodważalnym dorobku naukowym.

Nie był jednak Siemieński, co warte podkreślenia, uczonym „gabinetowym”. Wręcz przeciwnie – kipiał energią, która znajdowała ujście w działalności społeczno-politycznej, a przede wszystkim w towarzyszącej tej aktywności publicystyce prasowej.

Był znakomitym polemistą, podejmującym, w pełnych żaru tekstach, niezwykle różnorodną tematykę – od komentarzy do spraw bieżących, poprzez spory ideowe w łonie ruchu narodowego, z którym był związany od czasów studenckich8, po kwestie niepodległości9 – co w obliczu zaostrzających się stosunków międzynarodowych i groźby wojny było jednym z najbardziej aktualnych i ważkich problemów. Pisał nie tylko pod swoim nazwiskiem, ale także pod pseudonimem, cyfrą itp. W tej formie publikował przede wszystkim teksty o charakterze publicystycznym, pełne emocji polemiki polityczne, artykuły i noty.

Równocześnie przygotowywał pierwsze prace historyczne, wpisujące się w spory o przyczyny utraty niepodległości. Siemieński był zdecydowanym przeciwnikiem szkoły krakowskiej i reprezentowanego przez krakowskich badaczy pesymistycznego przesłania, nie akceptował upowszechnianej przez nich czarnej wizji przeszłości Polski. Uważał, że przyjęta przez Bobrzyńskiego i jego kontynuatorów interpretacja szkodzi rozwijaniu narodowej tożsamości10 i patriotycznych postaw, o które w swoich tekstach konsekwentnie się upominał. Siemieński był gorącym zwolennikiem koncepcji „historii zaangażowanej” – uważał, że historia powinna być podporządkowana potrzebom wychowania patriotycznego. Podobnych wartości poszukiwał w literaturze11.

Przekonanie, że dorobek przedrozbiorowej Polski wart jest uznania, że trzeba oczyścić dawną Rzeczpospolitą z ciążących na niej zarzutów, ocalić od zapomnienia wielkie czyny przodków, w naturalny sposób ukierunkowywało zainteresowania badawcze Siemieńskiego. Doskonała znajomość epoki, wiedza, którą wyniósł nie tylko ze studiów, ale przede wszystkim z kontaktów z żywą tkanką staropolskich rękopisów, uczyniły go szybko jednym z liczących się badaczy dziejów Pierwszej Rzeczypospolitej. Siemieńskiego interesowały przede wszystkim kwestie ustrojowo-prawne, ale postrzegał je nie tyle jako zbiór reguł i zasad, lecz przez pryzmat praktyki, funkcjonowania państwa w konkretnej rzeczywistości historyczno-społecznej. Był przekonany, że istnieje głęboki związek pomiędzy instytucjami, strukturą władzy i organizacją systemu a kulturą polityczną i łączył te wątki w swoich badaniach. Do kwestii tej przyjdzie nam wrócić w dalszej części.

Nic zatem dziwnego, że człowiek o tak szerokich zainteresowaniach, od wczesnej młodości przyzwyczajony do angażowania się w sprawy publiczne i mający na swoim koncie dość znaczny dorobek na niwie organizacyjnej i naukowej, znalazł się w gronie osób, które w 1915 roku podjęły trud odrodzenia Uniwersytetu Warszawskiego. W 1919 roku otrzymał stanowisko docenta tymczasowego. Siemieński związał się z Wydziałem Prawa, gdzie prowadził wykłady na temat historii ustroju Polski. Cieszyły się one niezwykłym powodzeniem, wykładowca miał bowiem dar atrakcyjnego przekazu. „Niezwykły wdzięk obejścia, żywość zainteresowań, samodzielność i trafność sądu, głębokie przekonanie o wysokiej i odpowiedzialnej roli nauki – wszystko to przyciągało do niego ludzi młodych”12 – wspominano po latach. Przemyślenie przedmiotu i niezwykle staranne opracowanie wykładów ściągało słuchaczy z innych wydziałów. Wśród nich była przywoływana już Jadwiga Karwasińska, studentka historii, wywodząca się podobnie jak sam Siemieński z ziemi radomszczańskiej. Jej mistrz pracował na uczelni do chwili wygaśnięcia praw docenta tymczasowego, co nastąpiło z końcem marca 1921 roku13.

Praca na Uniwersytecie – seminaria i wykłady, nie wyczerpywały zakresu aktywności zawodowej i społecznej Siemieńskiego. W odradzającym się kraju jego różnorodne pożyteczne doświadczenia okazywały się bardzo przydatne. Szkolił urzędnicze kadry, był naczelnikiem wydziału w Prokuratorii Generalnej RP, a w okresie wojny polsko-sowieckiej pełnił służbę w oddziałach obrony Warszawy.

Latem 1920 roku, w kluczowym dla dziejów Polski momencie, objął stanowisko dyrektora Archiwum Głównego w Warszawie. Przyszedł na miejsce Stanisława Kętrzyńskiego, który odszedł do służby dyplomatycznej. Wedle relacji świadków, jako nowy dyrektor został dość chłodno przyjęty przez dotychczasowych pracowników14 i przez pewien czas musiał pokonywać ich opory nie tylko wobec siebie, ale przede wszystkim wobec przyjętej filozofii działania i stylu pracy. Choć archiwum miało swoją długą tradycję, to jego stan i system organizacji nie odpowiadały potrzebom niepodległego państwa. Zbiory wymagały uporządkowania, poważnym problemem było rozproszenie akt wskutek zaborów. Jednym z pierwszych ważnych zadań, które przyszło Siemieńskiemu realizować, był udział w komisji zajmującej się rewindykacją polskich archiwaliów z Rosji15. Siemieński kierował archiwum przez 18 lat, „oddając mu swoje siły, zdolności i całą dynamikę swej osobowości w ofiarnej i wiernej służbie”16. Spędzał w biurze i archiwalnych magazynach długie godziny, nie licząc czasu swojego, a także czasu swoich współpracowników. Postrzegał swą rolę nie tylko jako kustosza zbiorów, ale także ich promotora i popularyzatora. Otworzył zasoby archiwum dla badaczy, a archiwalnymi skarbami potrafił zainteresować szeroką publiczność i szkolne wycieczki. Dążył do odbudowy historycznej zawartości dokumentacji urzędów przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. A przede wszystkim porządkował i organizował archiwalny zasób, próbując zrekonstruować przedrozbiorową strukturę akt i systemu instytucji. Był gorącym orędownikiem idei scalania archiwów. Projekt ten prezentował na forach międzynarodowych i polskich17. Pomysł spotkał się z dość nieprzychylnym przyjęciem ze strony środowiska krajowych archiwistów. Podobnych reakcji doświadczał Siemieński jeszcze nie jeden raz, co rozwijało w nim poczucie, rujnującej zdrowie, frustracji. Co najmniej od 1926 roku cierpiał na nerwicę, miewał „napady arytmii i śmiertelnego znużenia”. Jednocześnie pogłębiał się w nim „żal, że nie jest rozumiany, że głos jego nie dociera tam, gdzie słyszany być powinien”18. Cieszył się za to wielkim autorytetem wśród współpracowników, z których część stanowili jego dawni studenci i seminarzyści. Pomiędzy nimi byli późniejsi wybitni archiwiści i historycy – Adam Stebelski, Adam Wolff, Janusz Woliński, Jadwiga Karwasińska. Ta ostatnia wspominała: „Między to grono, pełne młodzieńczej gorliwości i głębokiego zaufania do profesora, rozdzielił Siemieński najpilniejsze zadania”19.

Archiwalne dokonania i zasługi Siemieńskiego dla polskiej archiwistyki trudno przecenić, były one już zresztą w literaturze omawiane20. Choć Archiwum Główne, którym kierował, borykało się z różnymi problemami, a sam dyrektor nie zdołał zrealizować wielu zamierzeń – to bilans jego działań był pozytywny21. Żmudne prace porządkowe prowadzone od pierwszych dni przyniosły efekt, doceniany przez późniejsze pokolenia. Znakomity znawca dziejów prawa i wydawca, Jakub Sawicki, podsumowując osiągnięcia Siemieńskiego wskazywał, że dzięki pracy zespołu pod kierunkiem dyrektora AGAD poczyniono niezwykle ważne dla poznania ustroju Pierwszej Rzeczypospolitej ustalenia: „przede wszystkim wyłoniła się w pełni struktura władz centralnych dawnej Rzeczypospolitej i spadek aktowy każdej z nich, przedtem pogmatwany i nie rozróżniany należycie. Scalanie, choć nie przeprowadzone w praktyce, stało się jednak nieodzownym składnikiem każdego zamysłu poszukiwawczego i inwentaryzatorskiego. Inwentaryzacja pojmowana dawniej na ogół jako rejestracja, musiała odtąd być zawsze postawiona na podwalinie rekonstrukcyjnej”22.

W innym miejscu Sawicki tak podsumował osiągnięcia Siemieńskiego: „Jemu to bowiem przede wszystkim należy się zasługa przekształcenia tego archiwum ze składnicy akt pilnie strzeżonej i trudno dostępnej dla niewtajemniczonego w nowoczesny warsztat pracy badawczej polskiego historyka”23. Siemieński bowiem postrzegał kierowane przez siebie archiwum „jako instytut naukowy, zespół ludzi pracujących naukowo tak dla siebie, jak i dla innych”. Kierując się tym przesłaniem, zachęcał swoich współpracowników do podejmowania naukowych badań i upowszechniał wiedzę o zasobach rękopiśmiennych archiwum wśród historyków, zachęcając do korzystania ze zbiorów AGAD24. Choć z dzisiejszej perspektywy wydać się to może niezwykle zaskakujące, to warto pamiętać, że 90 lat temu zaledwie garstka uczonych sięgała po te materiały, a wizytę 10 czytelników w ciągu jednego dnia uznawano za frekwencyjny sukces.

Siemieński był również pomysłodawcą studenckich praktyk archiwalnych. Projekt ten, nowatorski jak na ówczesne czasy, został doprowadzony do skutku dzięki podpisanej umowie pomiędzy Archiwum Głównym a Uniwersytetem Warszawskim i akceptacji ministerstwa25. Korzyść była obopólna – studenci zyskiwali niezwykle cenne doświadczenie, a archiwum pomoc, dzięki której można było doprowadzić do skutku różne projekty.

Poświęcając się bez reszty pracy w archiwum nie zaniechał Siemieński innych zajęć – aktywnie działał w towarzystwach naukowych26, organizował wystawy, wykładał27. W 1929 roku został członkiem Międzynarodowego Komitetu Historyków i Komisji Ekspertów Archiwalnych oraz członkiem korespondentem Wydziału Historyczno-Filozoficznego PAU. Dziewięć lat później, jesienią 1938 roku, otrzymał propozycję objęcia katedry historii prawa polskiego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Siemieński ofertę krakowskiej uczelni przyjął i wiosną 1939 roku rozpoczął w Krakowie wykłady28.

Wybuch wojny postawił przed nim kolejne ważne zadanie – ocalenia zbiorów archiwum.

Niemal cały wrzesień Siemieński spędził w gmachu na Długiej, próbując wraz ze swymi współpracownikami zabezpieczać archiwalną spuściznę pokoleń. We wspomnieniach uczestników wydarzeń zachowały się informacje29 o pełnej poświęcenia pracy dyrektora, który, nie zważając na swój słaby stan zdrowia30, trwał na posterunku, ratując co się da. Okupacyjne losy Siemieńskiego były dość typowe dla całego środowiska ówczesnej inteligencji. Podobnie jak wielu historyków włączył się w działalność podziemnego państwa – był pracownikiem Biura Informacji i Propagandy KG ZWZ – AK. Aresztowany przez Gestapo w czerwcu 1941 podczas zebrania konspiracyjnego, trafił do więzienia w Radomiu, skąd dwa miesiące później został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Zmarł w obozie 14 października 1941 roku. Żona i córka Józefa Siemieńskiego nie przeżyły wojny. Syn Zbigniew walczył na froncie zachodnim, a po zakończeniu działań wojennych nie wrócił już do Polski. Dożył 80 lat i zmarł bezpotomnie w Anglii.

* * *

Siemieński pozostawił po sobie ogromny dorobek piśmienniczy – zebrana przez Jakuba Sawickiego bibliografia liczy ponad 200 pozycji, a są to jedynie prace, które udało się jednoznacznie zidentyfikować. Znaczna część rękopiśmiennej spuścizny spłonęła w domu badacza w czasie powstania warszawskiego – wśród utraconych bezpowrotnie materiałów była przygotowywana przez blisko 20 lat monografia sejmików ziemskich oraz rozprawa na temat dziejów Archiwum Koronnego. Opublikowanie tego ostatniego dzieła uważał Siemieński za jeden z najważniejszych swoich celów badawczych. Według relacji współpracowników przedstawiane przez dyrektora fragmenty tekstu zapowiadały niezwykle ważne analityczno-źródłoznawcze studium opisujące rozwój koncepcji i form prawno-ustrojowych w XVI stuleciu31. Niestety, nie udało się przed wybuchem wojny opublikować tego dzieła. Być może zawinił częściowo styl pracy autora – ze wspomnień uczniów i przyjaciół wyłania się bowiem klasyczny „mistrz krótkiej formy”, cytując Jadwigę Karwasińską. Krótkie artykuły pisał Siemieński niezwykle szybko, niemalże od razu w gotowej do druku wersji, dłuższe zaś prace po wielekroć poprawiał i udoskonalał, szukając idealnej formy.

W bibliografii Siemieńskiego znaleźć można teksty o bardzo różnorodnej tematyce, będące odzwierciedleniem z jednej strony bardzo szerokich zainteresowań autora, z drugiej zaś mnogości przedsięwzięć, w których uczestniczył. „Wszechstronność jego zainteresowań nie pozwalała mu zasklepiać się w ciasnych granicach obowiązków zawodowych, lecz rzucała go w wir palących zagadnień chwili. Wciskając mu do ręki pióro zdolnego i przystępnego popularyzatora zagadnień państwa i jego organizacji, to znowu namiętnego i oddanego sprawie publicysty”32. Były to na ogół teksty ważne, inspirujące do dyskusji, choć nie zawsze życzliwie przyjęte. Tak było choćby z wystąpieniami Siemieńskiego na tematy archiwalne. Jego koncepcje stworzenia inwentarza idealnego i scalania archiwów, projekty katalogowania archiwaliów, czy wprowadzania jednolitej symboliki wydawniczej, wywołały duże opory w środowisku33. Życzliwiej przyjmowano go za granicą niż w kraju. Opublikowanie w 1933 roku, niemal jednocześnie po polsku i francusku, Przewodnika po archiwach polskich, zawierającego obszerną część teoretyczną, wzmocniło międzynarodową pozycję autora34.

Teksty Siemieńskiego poświęcone historii budziły mniejsze emocje, choć i w nich nie brakowało kontrowersyjnych wątków. Badacz chętnie zresztą włączał się w naukowe dyskusje, tak jak choćby w nierozstrzygnięty do dzisiaj spór o interpretację zapisów konfederacji warszawskiej z 1573 roku35.

W dorobku Józefa Siemieńskiego znalazło się wiele tekstów poświęconych instytucjom ustrojowym dawnej Rzeczypospolitej. Wszystkie powstały na solidnej podbudowie badań własnych towarzyszących porządkowaniu zasobów Archiwum Głównego. Dzięki tej akcji i wysiłkom wielu osób udało się zrekonstruować organizację i losy staropolskich archiwów państwowych, a także, co nie mniej ważne, przygotować wydanie wybranych materiałów36. Siemieński zresztą stawiał „publikację źródeł na naczelnym miejscu w szeregu zadań nauki historycznej” i uważał za swój obowiązek przygotowanie wszystkich edycji „na najwyższym poziomie pod względem doboru materiału i wykonania”37.

Był pionierem badań nad kulturą polityczną i zarazem jednym z pierwszych polskich badaczy, który użył tego pojęcia. W wygłoszonym w 1916 roku na Uniwersytecie Warszawskim rocznicowym wykładzie pt. Konstytucja 3 maja 1791 jako wyraz polskiej kultury politycznej38 udowadniał, że najważniejsza ustawa Sejmu Czteroletniego miała silny związek z tradycją i dokonaniami wcześniejszych pokoleń. „To, czego dokonała Konstytucja – pisał w konkluzji swoich wywodów – jest w przeważającej mierze rozwinięciem dawnych zasad i przystosowaniem ich do potrzeb nowoczesnych. Rzplita nie przekształciła się na modłę ówczesnych monarchii absolutnych i biurokratycznych, ale pozostała sobą: ze swoim ideałem republikańskiej wszechwładzy obywateli, z ich równością i wolnością”39. Konstytucja była, zdaniem Siemieńskiego, „wielkim krokiem naprzód ówczesnego pokolenia, postawionym na drodze, po której kroczyły poprzednie, była owocem jego mądrości politycznej, ale wyrosła z posiewu przeszłości narodowej”. I to właśnie ten posiew przeszłości, utożsamianej w okolicznościowym odczycie z dziedzictwem epoki staropolskiej, stał się przedmiotem szczególnego zainteresowania badacza w następnych latach. Efektem prowadzonych studiów był obszerny artykuł podsumowujący wyniki wieloletnich badań Siemieńskiego nad kulturą polityczną i ustrojem dawnej Polski, który ukazał się w 1932 roku40. Do dzisiaj tekst ten jest uznawany za jedną z ważniejszych, obowiązkowych dla historyka dziejów nowożytnych, lektur41. Siemieński bardzo mocno powiązał ustrój i system polityczny z kulturą polityczną. Uważał, że to właśnie kultura polityczna (jej typ) determinuje formę rządu i prawo polityczne danej społeczności i narodu. Za najważniejszy miernik poziomu kultury politycznej uznawał demokrację. Siemieński nie miał wątpliwości, że uwzględnienie powyższego kryterium stawiało Polskę przed innymi państwami europejskimi42. Duży, większy niż gdzie indziej, odsetek ludności biorącej udział we władzy i korzystającej „z gwarancyj wolności”, równość całej szlachty wobec prawa, możliwość równego udziału we władzy, a także duża rola instytucji parlamentarnych i samorządowych, to najważniejsze, zdaniem autora, cechy, zapewniające wczesnonowożytnej Polsce wyjątkową pozycję na tle Europy. Staropolska kultura polityczna była, wedle Siemieńskiego, na wskroś obywatelska, co czyniło ją atrakcyjną zarówno dla Wschodu jak i Zachodu. I ten właśnie aspekt ojczystych dziejów należało zdaniem badacza eksponować i upowszechniać. Tymczasem szkoła krakowska narzuciła inny zupełnie obraz przeszłości Rzeczypospolitej – „wyszydzono ją, ukazując w postaci wypaczonej w epoce zastoju i rozstroju, znienawidzono [...]. Z polskich tradycyj państwowych wolno było drwić [...] pokazując, że Polska była «do niczego nie podobna»”43. Negacja dziedzictwa, odrzucenie ideologii, systemu wartości, doświadczeń dawnej Polski było, zdaniem Siemieńskiego, jednym z kardynalnych błędów Bobrzyńskiego i jego kontynuatorów. Tymczasem, jak pisał, „nie ulega najmniejszej wątpliwości, że naszej kulturze politycznej zawdzięczamy w bardzo znacznej mierze to, że przetrwaliśmy stulecie niewoli i wszelkie zakusy wynarodowienia, że przetrwaliśmy je zwycięsko w nieustannej gotowości do walki, w ciągłem napięciu dążeń do odzyskania niepodległości”44. Dla Siemieńskiego było oczywiste, że również w odrodzonej Polsce kultywowanie pamięci i prowadzenie badań nad kulturą polityczną XVI wieku ma głęboki sens. „Czas, abyśmy sobie uświadomili – pisał w konkluzji swego studium – kim jesteśmy jako czynnik dziejowy, co składa się na nasz indywidualizm narodowy. Nie po to, aby go uwielbiać i zachowywać w niezmienności, ale aby wiedzieć, z jakimi predyspozycjami mamy do czynienia, co zwalczać a na czem się oprzeć jako na własnem wzniosłem dziedzictwie”45.

Sformułowany w 1932 roku dezyderat badawczy spotkał się z odzewem historyków dopiero po kilkudziesięciu latach. Wcześniej nie było po temu warunków. Zmiany polityczne w Polsce po II wojnie światowej nie sprzyjały podejmowaniu postulowanych przez Siemieńskiego badań, a powojenna polityka historyczna miała zupełnie odmienne niż podtrzymywanie „indywidualizmu narodowego” cele. Bieżącym potrzebom politycznym i ideologicznym znacznie bardziej odpowiadała pesymistyczna wizja dziejów szlacheckiej Polski wypracowana przez środowisko szkoły krakowskiej. Niszczenie etosu ziemiańskiego, ugruntowywanie monopartyjnego, scentralizowanego systemu władzy, nie mogło iść w parze z uznaniem dla rządów parlamentarnych i obywatelskiej samorządności. Tę zaś przedstawiano głównie w czarnych barwach, a szlachecki sejmik na długo stał się synonimem anarchii i bezwładu państwa. Dopiero w latach 70. ubiegłego wieku silniej zabrzmiały głosy ukazujące pozytywne walory republikańskiej kultury politycznej. W 1974 roku na zjeździe historyków polskich w Katowicach zaprezentowano całą serię referatów poświęconych tej problematyce, a otwierający pozjazdowy tom artykuł Jaremy Maciszewskiego już w pierwszym zdaniu odwoływał się do pracy Józefa Siemieńskiego46. Również inni referenci, konstatując brak nowszych prac na temat kultury politycznej47, z uznaniem przywoływali sądy badacza zaprezentowane 42 lata wcześniej.

Od zjazdu historyków w Katowicach minęły kolejne cztery dekady. W tym czasie badania nad kulturą polityczną w dawnych wiekach znacznie się rozwinęły. Zwrócono uwagę na źródła, których wcześniej nie kojarzono z tym nurtem badań48, a promowany przez Siemieńskiego szlachecki system wartości zyskał zainteresowanie nie tylko historyków. Tzw. nowy republikanizm wyraźnie nawiązuje do dziedzictwa49, o którego uznanie upominał się Siemieński, a promując je, podąża, wytyczonym przez badacza ponad 80 lat temu, tropem.

SECT-ID LINK

1Jadwiga Karwasińska (1900–1986), historyk, archiwista, prof. PAN, wieloletnia kustosz w AGAD, autorka cennych monografii i edycji źródeł średniowiecznych.

2J. Karwasińska, Józef Siemieński – dyrektor Archiwum Głównego, „Archeion” 1948, t. XVII, s. 27–53.

3Informacja o obronie rozprawy doktorskiej w: „Sprawozdania z Czynności i Posiedzeń Polskiej Akademii Umiejętności” 1906, t. XI, nr 3 (posiedzenie Wydziału Historyczno-Filozoficznego dn. 19 marca 1906); J. Siemieński, Organizacja sejmiku Ziemi Dobrzyńskiej, Kraków 1906; wydane również w serii „Rozprawy Polskiej Akademii Umiejętności. Wydział Historyczno-Filozoficzny”, seria II, t. XXIII, s. 260–322.

4Działał aż do 1915 r.

5Archiwum Jana Zamoyskiego kanclerza i hetmana wielkiego koronnego, t. 1: 1553–1579, wyd. W. Sobieski, Warszawa 1904.

6Op. cit, t. 2: 1580–1582, Warszawa 1909; t. 3: 1582–1584, Warszawa 1913.

7Był członkiem rzeczywistym.

8Sympatyzował z ruchem narodowym, jeszcze w czasie studiów wstąpił do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, a w 1900 r. na ponad dekadę związał się z Ligą Narodową. Wystąpił z niej w 1911 r. wraz z grupą secesjonistów kontestujących bieżącą politykę Romana Dmowskiego. Por. S. Konarski, Siemieński Józef Jan Julian, [w:] PSB, t. XXXVII, z. 1, Warszawa-Kraków 1996, s. 19–23.

9Temu problemowi poświęcił jeden z ważniejszych swoich tekstów pt. Kwestia polska, opublikowany w 1913 r. na łamach „Tygodnika Polskiego”, z którym współpracował przez cały okres istnienia pisma, tj. 1912–1916. W artykule rozważał międzynarodowe uwarunkowania i perspektywy zmiany położenia Polski, por. S. Konarski, op. cit., s. 20.

10„zatraca się dla nas wspaniały obraz dążeń demokratycznych Polski, obraz najpostępowszego, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, państwa w Europie” – cyt. za: J. Bróg, Nasza historiografia i nasza świadomość polityczna, „Myśl Polska”, nr 17, 11 V 1907, s. 259, cyt. za: J. Maternicki, Historia i życie narodu: poglądy i postawy historyków polskich XIX i XX w., Rzeszów 2009, s. 280.

11J. Siemieński, Dlaczego patriotyzm jest najwybitniejszą cechą literatury polskiej?, „Przegląd Narodowy” 1910, t. VI, nr 8, s. 140–146; wydane w formie odbitki w 1911 r.

12J. Karwasińska, op. cit., s. 44.

13By zapewnić ciągłość wykładów (trwał rok akademicki) prowadzenie wykładów powierzono Władysławowi Smoleńskiemu, historykowi, związanemu z Wydziałem Filozofii.

14„Ogólnie uznawano go za zwierzchnika wymagającego i człowieka łatwo unoszącego się” – cyt. za: J. Stojanowski, Pięć lat pracy w archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie 1919–1924, [w:] Księga pamiątkowa 150-lecia Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, red. A. Stebelski, Warszawa 1958, s. 111.

15Prace komisji, w tym również wypowiedzi i ekspertyzy Józefa Siemieńskiego, zostały udokumentowane w obszernym, wieloczęściowym wydawnictwie: Dokumenty dotyczące akcji Delegacyj Polskich w Komisjach Mieszanych Reewakuacyjnej i Specjalnej w Moskwie, z. 1–9, Warszawa 1922–1924.

16J. Sawicki, Bibliografia prac Józefa Siemieńskiego 1905–1950, [w:] Księga pamiątkowa..., s. 156.

17Scalanie archiwów i bibliotecznych zbiorów szczególnych [referat zjazdowy], [w:] Pamiętnik IVPowszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Poznaniu 6–8 grudnia 1925. I. Referaty, Lwów 1925, sekcja VI.

18J. Karwasińska, op. cit., s. 47.

19Ibidem, s. 32.

20Ostatnio P. Dymmel, Józefa Siemieńskiego wkład do teorii edytorstwa dawnych tekstów, [w:] Wkład archiwistów warszawskich w rozwój archiwistyki polskiej, Warszawa 2012, s. 223–242.

21Obszernie działalność archiwum i Siemieńskiego w okresie istnienia II RP przedstawiła J. Karwasińska, Archiwum Główne Akt Dawnych w latach 1920–1939, [w:] Księga pamiątkowa..., s. 117–144.

22Ibidem, s. 143.

23J. Sawicki, op. cit., s. 155.

24J. Siemieński, Podstawa źródłowa naszej historiografii [referat zjazdowy], [w:] Pamiętnik V Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Warszawie 28 listopada do 4 grudnia 1930 r. I. Referaty, red. K. Tyszkowski, Lwów 1930, s. 278–287.

25Plan praktyk został zaakceptowany przez ministerstwo w 1936 r. i zakładał rotację praktykantów co dwa lata.

26Od 1924 r. był przewodniczącym Komisji Historycznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, od 1926 r. wiceprzewodniczącym sekcji archiwalnej Towarzystwa Miłośników Historii, w latach 1925–1932 wiceprezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Historycznego, 1931–1936 prezesem, a później wiceprezesem TMH.

27M.in. wykładał prawo państwowe w WSH, Instytucie Badań Spraw Narodowościowych, wygłaszał odczyty dla Towarzystwa Prawniczego, Polskiego Towarzystwa Historycznego, Towarzystwa Miłośników Historii.

28Sprawy bieżącego zarządzania archiwum przejął Adam Stebelski.

2925 września wraz z dr. Kniatem ugasił bombę zapalającą na strychu archiwum, por. A. Rybarski, Notatki archiwisty – wrzesień 1939. Fragment dziennika, [w:] Księga pamiątkowa..., s. 145–151.

30Rybarski wspominał o przypadku zasłabnięcia Siemieńskiego: „O godz. 6 prof. Siemieński zasłabł na serce. Szybko jednak przeszedł mu ten atak”, ibidem, s. 151.

31Zachowały się tylko dwa lakoniczne streszczenia, według Jadwigi Karwasińskiej „nie oddające istoty wielkości dzieła”, [w:] eadem, op. cit., s. 41; por. J. Siemieński, Archiwum Koronne przed Kromerem, „Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polskiej Akademii Umiejętności” 1934, t. XXXIX, nr 2, s. 16–18.

32J. Sawicki, op. cit, s. 156.

33Szeroko omawia to J. Karwasińska, op. cit. Warto dodać, że zaprezentowana na przełomie 1924/1925 r., a opublikowana w 1927 r. „symbolika wydawnicza”, mimo pozytywnych recenzji i głosów z zagranicy, zyskała uznanie dopiero po wojnie i stała się inspiracją dla instrukcji wydawniczej do źródeł PAU.

34Publikując Przewodnik Siemieński zrealizował zamysł, o którym dyskutowano w środowisku warszawskich archiwistów od 1929 r.

35Chodzi o spór o bonisrebus, por. J. Siemieński, „Rebus” w konfederacji warszawskiej r. 1573, Warszawa 1927; idem, Sprawa włościańska w konfederacji warszawskiej 1573 r., „Sprawozdania z Czynności i Posiedzeń Polskiej Akademii Umiejętności” 1927, t. XXXII, s. 95–103; idem, W obronie „dóbr” konfederacji 1573 r., „Reformacja w Polsce” 1928, nr 20, s. 98–103.

36M.in. Metrykę Księstwa Mazowieckiego z XV i XVI wieku, por. Matricularum Ducatus Masoviae codices saeculo XV-XVI conscripti, t. 2: Liber distinctus numero 334 annorum 1429–1433, ed. A. Włodarski, indices addidit A. Wolff, Varsoviae 1930.

37J. Karwasińska, op. cit., s. 35.

38Wykład ten został ponownie przez Siemieńskiego wydany w niezmienionej formie w 1921 r. We wstępie autor wyjaśniał to posunięcie: „jeżeli dzisiaj wydaję go bez zmiany, to w tem poczuciu, że to, co wówczas [tj. w 1916] mówiłem o znaczeniu konstytucji dla Polski w niewoli, zarazem uprzytomni czytelnikowi, co zawdzięcza Polska dzisiejsza wielkiemu czynowi narodowemu z dnia 3-go maja 1791 roku”.

39J. Siemieński, Konstytucya trzeciego maja 1791 jako wyraz polskiej kultury politycznej, Zamość 1921, s. 28.

40Idem, Polska kultura polityczna wieku XVI, [w:] Kultura staropolska, Kraków 1932, s. 121–167.

41„Mimo że nie zaproponował własnej definicji, jego usystematyzowane uwagi mają zasadnicze znaczenie dla historyków badających polską kulturę polityczną, zwłaszcza XVI i XVII wieku” – por. E. Opaliński, Kultura polityczna szlachty polskiej w latach 1587–1652. System parlamentarny a społeczeństwo obywatelskie, Warszawa 1995, s. 10.

42Wedle Siemieńskiego „to przecież nie ulega wątpliwości, że Polska bije Zachód trzema cechami zasadniczemi z punktu widzenia demokracji”, por. idem, Polska kultura polityczna..., s. 127.

43Ibidem, s. 165.

44Ibidem, s. 164.

45Ibidem.

46J. Maciszewski, Kultura polityczna Polski „złotego wieku”, [w:] Dzieje kultury politycznej w Polsce, red. J.A. Gierowski, Warszawa 1977, s. 11.

47„Przez wiele lat polska nauka historyczna nie wzbogaciła się o poważniejsze prace z tej dziedziny” – pisał Józef A. Gierowski w przedmowie do tomu (Dzieje kultury politycznej w Polsce, s. 5), a Stanisław Russocki zwracając uwagę na konieczność wypracowania adekwatnej metodologii badań nad kulturą polityczno-prawną, konstatował, że w tej dziedzinie „stawiamy dopiero pierwsze kroki” (Uwagi o kulturze politycznej Polski XVI-XVI1 wieku, [w:] ibidem, s. 15). Do pracy Siemieńskiego odwoływali się również Józef Leszczyński (Siedemnastowieczne sejmiki a kultura polityczna szlachty, [w:] ibidem, s. 51–68) i Jerzy Włodarczyk (Sejmiki jako szkoła wychowania obywatelskiego, [w:] ibidem, s. 69–86).

48Por. S. Grzybowski, Kultura polityczna i społeczna szlachty sandomierskiej w świetle inskrypcji nagrobnych, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce” 2006, t. L, s. 75–82.

49Redaktorzy kwartalnika „Rzeczy Wspólne”, wydawanego przez Fundację Republikańską, deklarują wprost, że jednym z celów prowadzonego przez nich pisma jest „aktualizacja polskiego republikanizmu, który uważamy za naszą najlepszą tradycję polityczną”, cyt. za: http://rzeczywspolne.nowyekran.pl/ (dostęp: 19 października 2012).

Wacław Sierpiński

Urodzony 14 III 1882 w Warszawie. Studia na Cesarskim UW, kandydat nauk (1904); dalsze studia na UJ, doktorat tamże (1906). Staż naukowy w Getyndze (1907). Habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1908), prof. nadzwyczajny (1910–1918). Prof. zwyczajny UW (1918).

Matematyk, jeden z twórców warszawskiej szkoły matematycznej; prace dotyczące teorii liczb, teorii mnogości (m.in. badania nad aksjomatem wyboru i hipotezą continuum), topologii (dywan Sierpińskiego), teorii miary i kategorii oraz teorii funkcji zmiennej rzeczywistej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pracownik Biura Szyfrów Sztabu Generalnego WP, gdzie (ze Stefanem Mazurkiewiczem i Stanisławem Leśniewskim) przyczynił się do złamania bolszewickich szyfrów.
Prezes Polskiego Towarzystwa Matematycznego; członek TNW (1908), jego prezes (1931–1952); członek AU (1917), PAU (1919), PAN (1952), współtwórca Państwowego Instytutu Matematycznego (1948, później IM PAN); członek zagranicznych towarzystw naukowych, m.in. paryskiej Akademii Nauk. Współzałożyciel i redaktor czasopisma „Fundamenta Mathematicae” (1920). Redaktor naczelny „Acta Arithmetica” (1958–1969). W czasie okupacji niemieckiej wykładowca tajnego UW. Po powstaniu warszawskim wykładowca UJ, jesienią 1945 powrócił na UW.
Zmarł 21 X 1969 w Warszawie.

Teoria liczb, Warszawa 1914; Wstęp do teorii mnogości i topologii, Lwów 1930; Wstęp do teorii funkcji zmiennej rzeczywistej, Lwów-Warszawa 1932; Wstęp do teorii liczb, Lwów-Warszawa 1933; Czym się zajmuje teoria liczb, Warszawa 1957; Elementary theory of Numbers, Warszawa 1964.

K. Kuratowski, Wacław Sierpiński 1882–1969, „Nauka Polska” 1969, nr 6; A. Schinzel, Wacław Sierpiński, Warszawa 1976.

JÓZEF HURWIC

WACŁAW SIERPIŃSKI*

1882–1969

 

Od bardzo wczesnych lat miałem nieprzeparty pociąg do matematyki. Bawiła mnie magia liczb. Gdy tylko nauczyłem się potęgowania, udało mi się, manipulując liczbami naturalnymi (bo takie tylko znałem wtedy), stwierdzić, że suma sześcianów kolejnych liczb naturalnych, poczynając od 1, równa się kwadratowi ich sumy: 13 + 23 + 33 +... = (1 + 2 + 3 +...)2. Matematycy, którym pokazywałem tę zależność, nie znali jej. Toteż, gdy znacznie później udało mi się ją udowodnić, czułem się dumny ze swego odkrycia arytmetycznego. Okazało się jednak, iż „odkrycie” to jest od dawna znane.

W czasach szkolnych do moich najmilszych rozrywek nałeżało rozwiązywanie zadań konstrukcyjnych (planimetrycznych) polegające na budowaniu różnych figur i znajdowaniu pewnych ich elementów posługując się, zresztą tylko myślowo, cyrklem i liniałem.

Po maturze, mimo że matematyka wciąż miała dla mnie niezwykły urok, zdradziłem ją dla fizyki i chemii, wybierając studia na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej. Uległem niesłusznej, lecz rozpowszechnionej wówczas opinii, że najwłaściwszym miejscem dla zdolnych „matematyków” jest Politechnika. „Zdrada” nie była jednak całkowita, bo niezależnie od moich studiów politechnicznych przeglądałem literaturę matematyczną i chodziłem na niektóre uniwersyteckie wykłady matematyki. W ten sposób poznałem profesora Sierpińskiego. Podziwiałem jasność jego wykładów i fakt, że na każde zadane mu po wykładzie pytanie z miejsca dawał odpowiedź.

Po wojnie, już jako profesor, spotykałem się z profesorem Sierpińskim na posiedzeniach różnych komisji. Zawsze, nie zwracając (jakby) uwagi na to, co się działo na sali, pisał on coś na leżącej przed nim kartce papieru. Siedząc kiedyś blisko niego, nie mogąc się oprzeć ciekawości, niezbyt delikatnie zerknąłem na papier: zapisany był znakami matematycznymi. Profesor Sierpiński, nie tracąc czasu, podczas często bezpłodnych oratorskich popisów niektórych uczestników posiedzeń, z udziału w których się nie mógł „wymigać”, pisał prace naukowe. Nic więc dziwnego, że liczba ich (prac oryginalnych), pomijając trzydzieści kilka książek i setkę różnych artykułów, osiągnęła 724. Najdziwniejsze jednak, że jakby przysłuchując się jednym uchem obradom, gdy mówiono o czymś istotnym, włączał się do dyskusji, mówiąc zwięźle i rzeczowo, po czym wracał do przerwanej pracy naukowej. Przejąłem od profesora Sierpińskiego tę metodę, będąc, z racji różnych pełnionych przeze mnie funkcji, zmuszony do uczestniczenia w licznych posiedzeniach. Muszę jednak przyznać, że nie potrafiłem w takich okolicznościach zajmować się poważną pracą; zazwyczaj odpisywałem na listy i redagowałem prostsze teksty.

Jako redaktor „Problemów” często miałem styczność z Wacławem Sierpińskim, gdyż ten wybitny uczony nie stronił od szerokiego upowszechniania nauki. Ogłosił w naszym piśmie kilka znakomitych artykułów1. Notabene, w 1961 roku „Problemy” przyznały profesorowi Sierpińskiemu nagrodę za popularyzację matematyki. Na liście jego książek są tytuły bardzo przystępnych pozycji popularnych, m.in.: Czym się zajmuje teoria liczb (1957); O stu prostych, ale trudnych zagadnieniach arytmetyki (1959); Co wiemy, a czego nie wiemy o liczbach pierwszych (1961). Wiele książek Sierpińskiego ukazało się w przekładach na różne języki. Wygłosił on również dużo odczytów popularnych.

Umysł Wacława Sierpińskiego był całkowicie pochłonięty zagadnieniami matematyki. Sprawy pozanaukowe mało go interesowały. Można było z nim rozmawiać prawie tylko o problematyce związanej z matematyką, gdy na przykład z innym wybitnym matematykiem, Bronisławem Knasterem2, gawędziliśmy o wszystkim innym, a rzadko o matematyce.

Wacław Franciszek Sierpiński urodził się w Warszawie 14 marca 1882 roku jako syn znanego lekarza Konstantego Wacława Sierpińskiego i Ludwiki Łapińskiej. Uczęszczał w rodzinnym mieście do cieszącego się dobrą opinią V Gimnazjum Klasycznego. Już wtedy zaczął wykazywać duże zainteresowanie matematyką. Przyczynił się do tego dobry nauczyciel tego przedmiotu, Włodzimierz Włodarski. W 1900 roku Sierpiński wstąpił na Cesarski Uniwersytet Warszawski. Na Wydziale Fizyko-Matematycznym studiował matematykę pod kierunkiem Georgija Feodosijewicza Woronoja3, wybitnego specjalisty w zakresie teorii liczb. Jest to nauka poświęcona właściwościom liczb całkowitych, którą Carl Friedrich Gauss nazwał królową matematyki. Młody Sierpiński poszedł w ślady swego mistrza. Woronoj zaproponował najzdolniejszemu studentowi, czyli Sierpińskiemu, rozwiązanie dość trudnego zagadnienia z teorii liczb, a ten świetnie się uporał z zadaniem. Za swoją pracę otrzymał złoty medal. Następnie rozwinął ten sam temat w rozprawie kandydackiej. W 1904 roku uzyskał stopień kandydata nauk matematycznych.

Po ukończeniu Uniwersytetu został nauczycielem matematyki (i fizyki) w IV Gimnazjum Żeńskim w Warszawie. W 1905 roku wziął udział w strajku szkolnym zorganizowanym pod hasłem wprowadzenia do szkół języka polskiego.

Wkrótce przeniósł się do Krakowa. W 1906 roku uzyskał tu stopień doktora filozofii na podstawie rozszerzonej pracy kandydackiej; formalnym promotorem był profesor Stanisław Zaremba4. Wróciwszy do Warszawy, Sierpiński podjął nauczanie matematyki w prywatnych szkołach średnich oraz algebry w seminarium dla nauczycieli ludowych w Ursynowie pod Warszawą, ponadto dawał wykłady (wstęp do analizy i teoria liczb) w Towarzystwie Kursów Naukowych, założonej w 1906 roku namiastce polskiej wyższej uczelni (uniwersytet rosyjski był wtedy bojkotowany przez młodzież polską). Jednocześnie prowadził badania naukowe i publikował uzyskane wyniki.

W tym czasie jego zainteresowania przeniosły się z teorii liczb na stworzoną przez Georga Cantora5 teorię mnogości (nauka o zbiorach). By pogłębić wiedzę w tej dziedzinie, Sierpiński spędził w 1907 roku kilka miesięcy w Getyndze, jednym z najlepszych wówczas ośrodków matematycznych. Zetknął się tu m.in. z Constantinem Caratheodorym6, wybitnym matematykiem niemieckim pochodzenia greckiego. Po powrocie w 1908 roku do kraju habilitował się na Uniwersytecie Lwowskim na podstawie pracy jeszcze z zakresu teorii liczb. Dwa lata później, na wniosek profesora Józefa Puzyny7, otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego i objął na tym uniwersytecie kierownictwo II Katedry Matematyki. Jako jeden z pierwszych na świecie prowadził wykłady teorii mnogości jako osobnego przedmiotu. Wybuch w 1914 roku I wojny światowej przerwał działalność naukową Sierpińskiego.

Przebywał wtedy chwilowo w majątku teściów na Białorusi. Jako poddany austriacki (od 1910 roku) został przez władze carskie internowany w Wiatce, mieście, gdzie mieszkało wielu powstańców polskich z 1863 roku. Spędził tutaj osiem miesięcy. Dzięki interwencji znakomitych matematyków, profesorów Uniwersytetu Moskiewskiego: Dmitrija Fiedorowicza Jegorowa8, Nikołaja Nikołajewicza Luzina9 i Polaka Bolesława Młodziejewskiego10, uzyskał w 1915 roku zgodę na zamieszkanie w Moskwie. Stworzono mu tu dogodne warunki do pracy naukowej. Tutaj zawiązała się współpraca i przyjaźń z Luzinem, która trwała do śmierci Rosjanina. Badania obu matematyków wzajemnie się zazębiały. Napisali wspólnie osiem prac. Pomysły Sierpińskiego wywarły duży wpływ na twórczość Luzina. W 1947 roku, tj. trzy lata przed śmiercią, Luzin we wspomnieniach11, omawiając pewne swoje rozważania, napisał: „[...] bezpośredni wpływ na mnie miały prywatne rozmowy z Wacławem Konstantinowiczem Sierpińskim [...]”. Do końca życia Łuzina Sierpiński prowadził z nim obfitą korespondencję.

Wokół Łuzina na początku lat dwudziestych zgromadził się w Moskwie zespół siedemnastu młodych utalentowanych matematyków (niektórzy z nich byli jeszcze studentami), którzy w atmosferze żartów i zabawy rozwijali teorię mnogości i teorię funkcji. Zespół ten (seminarium) nazywano Łuzitanią. Wielu łuzitańczyków, jak: Paweł Siergiejewicz Aleksandrow12, Aleksandr Jakowlewicz Chinczin13, Mstisław Wsiewołodowicz Kiełdysz14, Andriej Nikołajewicz Kołmogorow15, stworzyło nowe kierunki w matematyce.

Niestety, pod koniec lat 20. środowisko naukowe w Związku Radzieckim zaczęło odczuwać narastającą falę agresji i prześladowań. Łuzin, jak zresztą również wielu innych uczonych (rozmaitych specjalności), stał się ofiarą obrzydliwej nagonki. W dzienniku „Prawda” z 2 lipca 1936 roku dosłownie tak napisano o wielkim matematyku: „Łuzin jest jednym ze stada niesławnej carskiej «moskiewskiej szkoły matematycznej», której filozofią jest czarnoseciństwo16, a napędzającą ideą – filary rosyjskiej reakcji: prawosławie i samodzierżawie”. Oskarżano go o działalność antyradziecką i wysuwano różne absurdalne zarzuty, żądając usunięcia go z grona członków Akademii Nauk ZSRR. Niewiele pomogła zainicjowana przez Sierpińskiego interwencja matematyków francuskich w ambasadzie radzieckiej w Paryżu. A szczególnie smutne jest, że niektórzy uczniowie Łuzina posłusznie przyłączyli się do szkalowania swego mistrza. Łuzin pozostał jednak w Akademii i wyjątkowo, z niecałkowicie wyjaśnionych powodów, cała kampania skończyła się ostrzeżeniem. Uczony, zupełnie złamany moralnie, zachował głęboki uraz. „Sprawę akademika Łuzina”17 szczegółowo opisał w 2001 roku profesor Roman Duda z Wrocławia.

Cofnijmy się do roku 1918. W lutym przez Finlandię i Szwecję Sierpiński wrócił do polskiego już Lwowa. Przez semestr letni wykładał na uniwersytecie, który otrzymał imię Jana Kazimierza. Jesienią powołano Sierpińskiego na otwarty w 1916 roku Uniwersytet Warszawski. W kwietniu następnego roku otrzymał nominację na profesora zwyczajnego i kierownika I Katedry Matematyki.

W tym okresie nastąpił przełomowy moment w działalności naukowej Sierpińskiego i jednocześnie w historii matematyki polskiej: powstała słynna Warszawska Szkoła Matematyczna. W przedsięwzięciu tym wzięli udział jeszcze dwaj matematycy, młodsi od Sierpińskiego: Zygmunt Janiszewski18 i Stefan Mazurkiewicz19.

Wszyscy trzej byli entuzjastami teorii mnogości i topologii. Topologia jest gałęzią matematyki poświeconą właściwościom figur geometrycznych niezmieniającym się przy takich przekształceniach figury, jak rozciąganie czy kurczenie się bez jej rozrywania.

Gdy Sierpiński był jeszcze profesorem we Lwowie, Mazurkiewicz wykonał pod jego opieką w 1913 roku pracę doktorską z topologii. W tym samym czasie Sierpiński zaproponował asystenturę przy Seminarium Matematycznym Uniwersytetu Lwowskiego Janiszewskiemu, który właśnie uzyskał doktorat na Uniwersytecie Paryskim za pracę również z topologii.

W 1919 roku trzej matematycy spotkali się jako profesorowie na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim. Janiszewski już wcześniej rzucił myśl wydawania w Warszawie międzynarodowego czasopisma w językach dostępnych dla zagranicy (francuskim, angielskim, niemieckim i włoskim), poświęconego wyłącznie teorii mnogości, topologii i podstawom matematyki wraz z logiką matematyczną. Pomysł ten poparli Sierpiński i Mazurkiewicz. W ten sposób powstały „Fundamenta Mathematicae” pod redakcją naczelną Zygmunta Janiszewskiego. Niestety, nie doczekał on ukazania się pierwszego tomu. Zmarł 3 stycznia 1920 roku wskutek epidemii grypy „hiszpanki”, która szalejąc na całym świecie, pochłonęła 15 milionów ofiar. W pierwszym tomie znajduje się już nekrolog redaktora naczelnego.

Po jego śmierci redakcję naczelną objął Sierpiński z udziałem Mazurkiewicza i prowadził ją kilkadziesiąt lat, a następnie został redaktorem honorowym. Po śmierci Stefana Mazurkiewicza w 1945 roku jego miejsce zajął Kazimierz Kuratowski20, od 1952 roku redaktor naczelny.

„Fundamenta Mathematicae” są pierwszym na świecie czasopismem matematycznym poświęconym nie całej matematyce, lecz tylko pewnym jej działom. Publikowali w nim prace matematycy polscy i zagraniczni. Pierwszy tom w drodze wyjątku programowo zawierał prace tylko autorów polskich, prezentując światu naukowemu polski dorobek w tej dziedzinie. „Fundamenta” szybko się rozwijały, wysuwając się w krótkim czasie na jedno z czołowych miejsc w światowym czasopiśmiennictwie matematycznym. W 1921 roku Sierpiński jako redaktor „Fundamentów” wydrukował ważną pracę Nikołaja Łuzina, wyświadczając mu dużą przysługę, gdyż Rosja Radziecka była wtedy naukowo i korespondencyjnie całkowicie odizolowana od zagranicy.

Z okazji wydania w 1935 roku jubileuszowego XXV tomu znany amerykański matematyk Jakob D. Tamarkin, profesor Uniwersytetu w Providence, w artykule ogłoszonym w Biuletynie Amerykańskiego Towarzystwa Matematycznego napisał21: „[...] pod mistrzowskim kierownictwem Stefana Mazurkiewicza i Wacława Sierpińskiego «Fundamenta Mathematicae» stały się niezwykłym periodykiem, który osiągnął międzynarodowe uznanie i współpracę i którego historia stała się historią nowoczesnej teorii funkcji i topologii”.

W 1978 roku ukazał się setny tom czasopisma. W pierwszych stu tomach opublikowano 2650 prac 1735 autorów z około 50 krajów. Wśród autorów są najwybitniejsi matematycy XX wieku: Paweł Aleksandrow, Emile Borel22, Henri Lebesgue23, Nikołaj Łuzin, John von Neumann24, Ernest Zermelo25 i inni.

Wraz ze wzrostem znaczenia „Fundamentów” rósł zespół matematyków polskich grupujących się wokół dwóch nauczycieli, redaktorów pisma, Sierpińskiego i Mazurkiewicza. W skład tego zespołu wchodzili tak wybitni matematycy, jak: Karol Borsuk26, Samuel Eilenberg27, Bronisław Knaster, Kazimierz Kuratowski, Adolf Lindenbaum28, Edward Marczewski29, Andrzej Mostowski30, Stanisław Ruziewicz31, Stefan Straszewicz32, Alfred Tarski33, Kazimierz Zarankiewicz34, Antoni Zygmund35. Większość z nich została wkrótce profesorami polskich uniwersytetów, a wielu zajęło katedry na renomowanych uniwersytetach amerykańskich. Do tych ostatnich należał Alfred Tarski, który zasłynął jako jeden z najwybitniejszych na świecie logików matematycznych.

Wymieniony zespół pod kierownictwem Sierpińskiego i Mazurkiewicza przyczynił się do rozkwitu Warszawskiej Szkoły Matematycznej. Nieco później niż w Warszawie powstał we Lwowie wokół Stefana Banacha36 i Hugona Steinhausa37 potężny ośrodek matematyczny, Lwowska Szkoła Matematyczna, o tematyce odmiennej od przedmiotu badań ośrodka warszawskiego. We Lwowie zajmowano się tzw. analizą funkcjonalną. Jest to nowoczesny dział matematyki, nie dający się krótko zdefiniować, pozwalający ująć jednolicie wiele zagadnień z różnych dziedzin matematyki.

Na wniosek Sierpińskiego, gdy w 1918 roku przenosił się on ze Lwowa do Warszawy, Steinhaus został powołany na katedrę matematyki na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego, Banach zaś dzięki Steinhausowi został asystentem profesora Antoniego Łomnickiego38 na Politechnice Lwowskiej. Odtąd zaczęła się jego niezwykła kariera naukowa. Mimo że nie ukończył studiów wyższych, otrzymał doktorat i w tym samym roku się habilitował, a wkrótce został profesorem.

Szkoła Warszawska i Szkoła Lwowska były z sobą ściśle związane, tworząc łącznie Polską Szkołę Matematyczną. Dzięki niej matematyka polska wkroczyła do czołówki światowej, a Sierpiński był jej głównym przedstawicielem, powszechnie znanym i cenionym.

Profesor Kazimierz Kuratowski w książce Pół wieku matematyki polskiej 1920–1970 (1973) na s. 131 przytacza wspomnienie profesora Sierpińskiego z jego wykładu w słynnym Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley: „profesor Tarski, który w czasie tego wykładu przewodniczył, stwierdził, że profesor Sierpiński ma na sali swych uczniów (jednym z nich był Tarski); na zapytanie, kto z obecnych jest uczniem uczniów profesora Sierpińskiego, podniosła ręce spora grupa uczestników, a w odpowiedzi na zapytanie, czy są obecni uczniowie uczniów profesora Sierpińskiego, okazało się, że większość uczestników należała do tej kategorii”.

Okres międzywojenny był najbardziej owocny w działalności badawczej, dydaktycznej, wydawniczej i organizacyjnej Wacława Sierpińskiego. Współredagował „Fundamenta Mathematicae”; wykładał teorię mnogości, teorię funkcji zmiennej rzeczywistej, teorię miary, analizę matematyczną, teorię liczb, algebrę wyższą; ogłosił kilkaset prac, około dziesięciu monografii oraz wspólnie ze Stefanem Banachem i Włodzimierzem Stożkiem39 siedem podręczników szkolnych; brał udział w działalności Towarzystwa Naukowego Warszawskiego jako prezes; Polskiej Akademii Umiejętności jako członek zarządu i przez pewien czas był prezesem Polskiego Towarzystwa Matematycznego i Towarzystwa Nauczycieli Szkół Średnich i Wyższych. Według opinii specjalistów, Sierpiński wniósł podstawowy wkład do wszystkich gałęzi matematyki, w których pracował.

W czasie okupacji niemieckiej, pracując formalnie jako urzędnik warszawskiego magistratu, brał udział w tajnym nauczaniu, napisał kilkanaście prac oryginalnych (które ukazały się w Aktach Papieskiej Akademii Nauk) i książkę Zasady algebry wyższej40 (którą wydano po wojnie).

Po powstaniu warszawskim w 1944 roku i przejściu przez obóz w Pruszkowie został przez Niemców wywieziony w okolice Miechowa i Racławic, skąd w lutym 1945 roku dotarł do Krakowa. Przez semestr letni wykładał na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale już na jesieni wrócił na swą dawną I Katedrę Matematyki w Uniwersytecie Warszawskim, a od 1952 roku do końca swej kariery uniwersyteckiej kierował Katedrą Funkcji Rzeczywistych.

Po wojnie wrócił do dawnego zainteresowania teorią liczb. Tą dziedziną zajął się również jego powojenny niezmiernie utalentowany uczeń, profesor Andrzej Schinzel41. Pamiętam go jako młodego nieśmiałego chłopca z Sandomierza, zwycięzcę jednej z uczniowskich olimpiad matematycznych. On to, nawiasem mówiąc, jest autorem kilku biogramów swego mistrza, które były dla mnie źródłem wielu informacji wykorzystanych w niniejszym tekście.

Sierpiński brał udział chyba we wszystkich międzynarodowych kongresach matematyków, zawsze zasiadając w prezydium, a często przewodnicząc. Czasami przysyłał mi pozdrowienia z tych imprez na pocztówkach tematycznie z nimi związanych. Zachowała się u mnie jedna z takich pocztówek, z 30 kwietnia 1964 roku z sympozjum w Syrakuzach, mieście, w którym działał Archimedes. Pocztówka przedstawia reprodukcję pięknego portretu tego greckiego matematyka i fizyka pędzla włoskiego malarza Nicolo Barabino. A tekst (przytaczam go w całości), napisany i podpisany czytelnie ładnym, pochyłym, niemal kaligraficznym pismem, jest następujący: „Wielce Szanownemu Panu Profesorowi przesyłam serdeczne pozdrowienia z Syrakuz, gdzie od kilku dni przewodniczę Sympozjum z Topologii. W tych dniach jadę stąd do Palermo, gdzie będę miał wykład. Łączę wyrazy wysokiego szacunku”. Interesują go tylko sprawy matematyki.

W końcu 1951 roku w wyniku I Kongresu Nauki Polskiej rozwiązano Polską Akademię Umiejętności, której prezesem był Kazimierz Nitsch42, i Towarzystwo Naukowe Warszawskie, którego prezesem był Wacław Sierpiński, by utworzyć wzorowaną na modelu radzieckim Polską Akademię Nauk. Prezesi obu rozwiązanych instytucji zostali członkami rzeczywistymi nowej akademii i weszli w skład jej prezydium jako wiceprezesi. Profesor Sierpiński wziął bardzo czynny udział w organizowaniu Instytutu Matematycznego PAN i został przewodniczącym jego rady naukowej, a w 1968 roku przewodniczącym honorowym.

Lista przyznanych mu nagród, tytułów honorowych i innych odznaczeń zajmuje w Polskim Słowniku Biograficznym prawie półtorej szpalty. Ograniczę się do wymienienia niektórych.

W 1947 roku Sierpiński otrzymał nagrodę Polskiego Towarzystwa Matematycznego im. Stanisława Zaremby, w 1949 roku nagrodę państwową I stopnia za całokształt pracy naukowej, dwukrotnie nagrodę miasta stołecznego Warszawy, w 1964 roku Polskie Towarzystwo Matematyczne wyróżniło go członkostwem honorowym.

Również za granicą świat naukowy wysoko cenił zasługi Sierpińskiego. Wymienię kilka wyróżnień zagranicznych: Sierpiński był m.in. członkiem paryskiej Akademii Nauk, Accademia dei Lincei w Rzymie, Królewskiej Holenderskiej Akademii Nauk, otrzymał doktoraty honorowe uniwersytetów m.in. w Amsterdamie, Paryżu (uroczystość wręczenia dyplomu, wyznaczona na 9 listopada 1939 roku, odbyła się z powodu wojny dopiero w 1960 roku), Moskwie, był członkiem honorowym m.in. Londyńskiego Towarzystwa Matematycznego, odznaczony m.in. komandorią francuskiej Legii Honorowej.

Mimo że Sierpiński miał konserwatywne poglądy polityczne, których nie ukrywał, cieszył się wielkim uznaniem także władz Polski Ludowej, które poza nagrodą państwową przyznały mu najwyższe ordery, w tym Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski.

Jako podsumowanie zasług naukowych Sierpińskiego przytoczę fragment tekstu gratulacyjnego paryskiej Akademii Nauk z 1948 roku z okazji jubileuszu czterdziestolecia działalności profesora Wacława Sierpińskiego na katedrze uniwersyteckiej:

„[...] Pańskie badania w dziedzinie teorii mnogości i teorii funkcji zmiennej rzeczywistej, Pańska działalność w latach 1919–1939 w ramach wspaniałej Szkoły Matematycznej, którą utworzono w Polsce pod Pańskim wpływem i cenna zawartość wydanych tomów czasopisma «Fundamenta Mathematicae», założonego i kierowanego przez Pana, wyznaczają Panu wyróżnione miejsce wśród matematyków naszej epoki [...]”.

Jako ciekawostkę dorzucę informację, jak w Związku Radzieckim zareagowano na ten jubileusz Sierpińskiego, obchodzony jesienią 1948 roku na VI Zjeździe Matematyków Polskich w Warszawie. Ówczesny prezes Akademii Nauk ZSRR, fizyk Siergiej Iwanowicz Wawiłow43, zaproponował Komitetowi Centralnemu Partii Komunistycznej, jak to praktykowano w Związku Radzieckim, wysłanie na zjazd trzyosobowej delegacji. Cytuję za profesorem Dudą fragmenty odpowiedzi:

„Polski profesor Sierpiński jest znany jako jeden z najbardziej reakcyjnych polskich matematyków i burżuazyjnych nacjonalistów [...].

Biorąc pod uwagę, że VI zjazd matematyków polskich wiąże się z uhonorowaniem reakcyjnego polskiego profesora Sierpińskiego, Wydział Agitacji i Propagandy WKP(b) [Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii bolszewików – J. H.] nie podtrzymuje prośby akademika Wawiłowa o wysłanie na zjazd delegacji sowieckich matematyków”.

Wacław Sierpiński zmarł w Warszawie 21 października 1969 roku i został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim.

Dla uczczenia pamięci Sierpińskiego jego imieniem nazwano główne audytorium Instytutu Matematycznego PAN, a Polskie Towarzystwo Matematyczne ufundowało specjalną nagrodę. Imię Sierpińskiego nosi jedna z ulic Warszawy, a także krater na Księżycu.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: J. Hurwic, Uczeni też ludzie, Kraków 2006.
Niektóre przypisy zostały skrócone, a dane biograficzne profesorów UW zastąpiono odnośnikami do esejów w kolejnych tomach serii Monumenta Universitatits Varsoviensis.

1W. Sierpiński, O pewnych nierozwiązanych zagadnieniach arytmetyki, „Problemy” 1957, t. XIII; idem, Czym się zajmuje teoria mnogości, „Problemy” 1960, t. XVI; idem, O polskiej szkole matematycznej, „Problemy” 1963, t. XIX.

2Bronisław Knaster (1893–1980), polski matematyk i lekarz, odbył studia medyczne w Paryżu i matematyczne na Uniwersytecie Warszawskim, pracował na Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, Uniwersytecie Wrocławskim, w Instytucie Matematyki PAN; prowadził badania w dziedzinie topologii i teorii mnogości.

3Patrz esej w tomie I Portretów uczonych.

4Stanisław Zaremba (1863–1942) polski matematyk, studiował w Instytucie Technologicznym w Petersburgu, na Uniwersytetach w Paryżu i w Berlinie, pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim; prowadził badania w dziedzinie teorii równań różniczkowych, teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych, zastosowań matematyki.

5Georg Cantor (1845–1918), niemiecki matematyk, profesor Uniwersytetu w Halle; twórca teorii mnogości, podstaw analizy matematycznej.

6Constantin Caratheodory (1873–1950), niemiecki matematyk pochodzenia greckiego, profesor Uniwersytetu w Monachium; prowadził badania w dziedzinie rachunku wariacyjnego, teorii miary, teorii równań różniczkowych, geometrii różniczkowej, termodynamiki teoretycznej.

7Józef Puzyna (1856–1919), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie we Lwowie i Uniwersytecie Berlińskim, pracował na Uniwersytecie we Lwowie; prowadził badania w dziedzinie teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych, teorii równań różniczkowych i całkowych, geometrii analitycznej.

8Dmitrij Fiedorowicz Jegorow (1869–1931), rosyjski matematyk, profesor Uniwersytetu Moskiewskiego, współtwórca rosyjskiej szkoły matematycznej; prace z zakresu geometrii różniczkowej, równań różniczkowych, równań całkowych i funkcji rzeczywistych; za opór wobec władzy radzieckiej zesłany do Kazania, gdzie zmarł w wyniku strajku głodowego.

9Nikołaj Nikołajewicz Luzin (1883–1950), rosyjski matematyk, profesor Uniwersytetu Moskiewskiego i współtwórca moskiewskiej szkoły matematycznej; prowadził badania z teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych, z teorii mnogości, z teorii równań różniczkowych i geometrii różniczkowej.

10Bolesław Młodziejewski (1858–1923), polsko-rosyjski matematyk, profesor Uniwersytetu Moskiewskiego; prowadził badania w dziedzinie geometrii różniczkowej, analizy matematycznej, mechaniki i astronomii.

11N. N. Luzin, Sobranije soczinienij w triech tomach, Moskwa 1953–1959, tom II, s. 722.

12Paweł Siergiejewicz Aleksandrow (1896–1982), rosyjski matematyk, założyciel rosyjskiej szkoły topologicznej; profesor Uniwersytetu Moskiewskiego.

13Aleksandr Jakowlewicz Chinczin (1894–1959), rosyjski matematyk, profesor Uniwersytetu Moskiewskiego, członek Akademii Nauk ZSRR; prowadził badania z teorii funkcji rzeczywistych, rachunku prawdopodobieństwa, fizyki statystycznej.

14Mstisław Wsiewołodowicz Kiełdysz (1911–1978), rosyjski matematyk, członek i późniejszy prezes Akademii Nauk ZSRR; prowadził badania w dziedzinie teorii drgań, aerodynamiki, teorii równań różniczkowych, teorii potencjału, teorii odwzorowań konforemnych.

15Andriej Nikołajewicz Kołmogorow (1903–1987), rosyjski matematyk, profesor Uniwersytetu Moskiewskiego, członek Akademii Nauk ZSRR i PAN; prowadził badania z teorii funkcji zmiennej rzeczywistej, logiki matematycznej, topologii, teorii aproksymacji, analizy funkcjonalnej, teorii prawdopodobieństwa, teorii procesów stochastycznych.

16Czarna Sotnia: nazwa nadawana w Rosji w latach 1905–1912 organizacjom i kierunkom skrajnie nacjonalistycznym i konserwatywnym.

17R. Duda, Sprawa akademika Łuzina, „Wiadomości Matematyczne” 2001, t. XXXVII.

18Por. esej w tym tomie.

19Por. esej w tym tomie.

20Por. esej w tomie Portrety Uczonych po 1945.

21J. D. Tamarkin, 25 volumes of „Fundamenta Mathematicae”, „Bulletin of the American Mathematical Society” 1936, t. XLII, s. 300·

22Emile Borel (1871–1956), francuski matematyk, profesor École Normale i Uniwersytetu Paryskiego, członek Akademii Nauk w Paryżu; prowadził badania w dziedzinie analizy matematycznej, teorii szeregów rozbieżnych, uogólnienia pojęcia funkcji, miary zbiorów, z fizyki matematycznej.

23Henri Lebesgue (1875–1941), francuski matematyk, profesor Uniwersytetu Paryskiego i członek Akademii Nauk w Paryżu; prowadził badania w dziedzinie teorii funkcji rzeczywistych, całki Lebesgue’a, teorii szeregów, miary zbioru, topologii, równań różniczkowych cząstkowych.

24John von Neumann (1903–1957), amerykański matematyk pochodzenia węgierskiego, profesor uniwersytetu w Princeton i Institute for Advanced Studies, członek Narodowej Akademii Nauk w Waszyngtonie; prowadził badania z analizy funkcjonalnej, topologii, teorii gier, logiki matematycznej, mechaniki kwantowej, maszyn liczących.

25Ernest Zermelo (1871–1953), niemiecki matematyk, profesor uniwersytetów w Getyndze, Zurychu i Fryburgu; prowadził badania z teorii mnogości, teorii prawdopodobieństwa, fizyki statystycznej.

26Por. esej w tomie Portrety Uczonych po 1945.

27Samuel Eilenberg (1913–1998), polsko-amerykański matematyk, studiował na Uniwersytecie Warszawskim, pracował na UW, Uniwersytecie Stanu Michigan w Ann Arbor, Uniwersytecie Stanu Indiana, Uniwersytecie Columbia w Nowym Yorku; prowadził badania z topologii, algebry.

28Adolf Lindenbaum (1904–1941), polski matematyk, studiował i pracował na Uniwersytecie Warszawskim; prowadził badania z dziedziny teorii mnogości, teorii funkcji rzeczywistych i z logiki matematycznej.

29Edward Marczewski (1907–1978), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Warszewskim, pracował na UW, Uniwersytecie Wrocławskim, w Instytucie Matematyki PAN; prowadził badania z teorii miary, teorii funkcji analitycznych, topologii, struktur algebraicznych.

30Por. esej w tym tomie.

31Stanisław Ruziewicz (1889–1941), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Lwowskim i w Getyndze, pracował na Uniwersytecie Lwowskim, Politechnice Lwowskiej, w Akademii Handlu Zagranicznego we Lwowie; prowadził badania z teorii mnogości, struktur algebraicznych, teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych.

32Stefan Straszewicz (1889–1983), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie i Politechnice w Zurychu, pracował na Uniwersytecie Warszawskim i Politechnice Warszawskiej; prowadził badania z dziedziny topologii metrycznej, geometrii analitycznej, geometrii różniczkowej.

33Por. esej w tomie Portrety Uczonych po 1945.

34Kazimierz Zarankiewicz (1902–1959), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Warszawskim, pracował na Politechnice Warszawskiej, w Wyższej Szkole Gospodarstwa Wiejskiego, na Uniwersytecie w Tomsku i Uniwersytecie Harvarda; prowadził badania z dziedziny topologii, teorii grafów, teorii funkcji analitycznych, teorii liczb, zainteresowania astronautyką.

35Por. esej w tomie Portrety Uczonych po 1945.

36Stefan Banach (1892–1945), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim i Politechnice Lwowskiej, pracował na Politechnice Lwowskiej i Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie; prowadził badania z dziedziny analizy funkcjonalnej, teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych, teorii szeregów ortogonalnych, teorii mnogości; jego nazwisko nadano pojęciu „przestrzeni Banacha”.

37Hugo Steinhaus (1887–1972), polski matematyk, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, po wojnie – Uniwersytetu Wrocławskiego, członek PAN, znakomity popularyzator matematyki; prowadził badania z dziedziny teorii prawdopodobieństwa, teorii gier.

38Antoni Łomnicki (1881–1941), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Lwowskim i w Getyndze, pracował na Politechnice Lwowskiej; prowadził badania z zakresu teorii funkcji analitycznych i rzeczywistych, teorii prawdopodobieństwa, zastosowań matematyki [Steinhausa do Lwowa ściągnął w 1917 roku Józef Puzyna – przyp. red.].

39Włodzimierz Stożek (1883–1941), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracował w Akademii Górniczej w Krakowie i na Politechnice Lwowskiej; prowadził badania z teorii równań różniczkowych i całkowych.

40W. Sierpiński, Zasady algebry wyższej, Warszawa 1946 (2. wyd. Warszawa 1951).

41Andrzej Schinzel (ur. 1937), polski matematyk, studiował na Uniwersytecie Warszawskim i w Instytucie Matematycznym PAN, pracuje w Instytucie Matematycznym PAN; prowadzi badania z teorii liczb i algebry.

42Por. esej w tym tomie.

43Siergiej Iwanowicz Wawiłow (1891–1951), rosyjski fizyk, profesor Wyższej Szkoły Zootechnicznej i Uniwersytetu Moskiewskiego, członek i prezes AN ZSRR; prowadził badania w dziedzinie optyki fizycznej, zjawiska luminescencji, fluktuacji światła.

Stanisław Słoński

Urodzony 9 X 1879 w Michałowie k. Warszawy. Studia na UJ, później na Wydziale Prawa UW, ukończone w 1903. Studia językoznawcze w Heidelbergu i Lipsku (1904–1907), doktorat z filozofii. Nauczyciel gimnazjalny (1907–1915). Zastępca profesora (1915), później profesor UW (1924).

Językoznawca, filolog paleoslawista, badacz języków starosłowiańskiego i staropolskiego. Organizator i długoletni kierownik Seminarium (później Zakładu) Slawistycznego UW.
Członek TNW (1908), PAU (1934) oraz Polskiego Towarzystwa Językoznawczego. Uczestnik prac Komitetu Ortograficznego (1934–1936). Współzałożyciel i prezes (1925–1939) Towarzystwa Przyjaciół Narodu Łużyckiego, prezes (1924–1926) Towarzystwa Polsko-Bułgarskiego. Wykładowca w Towarzystwie Kursów Wieczorowych, w Wolnej Wszechnicy, dyrektor i wykładowca na wakacyjnych kursach Studium Słowiańskiego Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego (1947–1948). Współredaktor „Prac Filologicznych” (1927–1939), członek komitetu redakcyjnego „Poradnika Językowego” (od 1933). Podczas okupacji niemieckiej brał udział w tajnym nauczaniu.
Zmarł 8 III 1959 w Warszawie.

Psałterz puławski, Warszawa 1916, Historia języka polskiego w zarysie, Lwów-Warszawa 1934; Słownik polskich błędów językowych, Warszawa 1947; O języku Jana Kochanowskiego, Warszawa 1949; Gramatyka języka starosłowiańskiego, Warszawa 1950.

A. Sieczkowski, Czterdziestolecie pracy prof. Stanisława Słońskiego w Uniwersytecie Warszawskim (1915–1955), „Poradnik Językowy” 1955, nr 7, s. 241–249.

ANDRZEJ SIECZKOWSKI

STANISŁAW SŁOŃSKI*

1879–1959

 

Szkic biografii

Życie i praca Stanisława Słońskiego wiążą się jak najściślej z Warszawą i warszawskim środowiskiem naukowym. Wyjąwszy okres studiów lub późniejszych podróży naukowych, prof. Słoński mieszkał, działał i pracował stale w tym mieście.

Urodzony 9 X 1879 roku w Michałowie pod Błoniem (woj. warszawskie), w 1898 roku ukończył V rządowe (tzn. carskie) gimnazjum warszawskie i przejawiając zamiłowanie do literatury – w tymże roku udał się do „wolnego” – jak na ówczesne stosunki polityczno-narodowościowe – Krakowa, gdzie wstąpił na Uniwersytet Jagielloński. Rozczarowawszy się do uniwersyteckiej polonistyki, której głową był wtedy skrajny konserwatysta, prof. Tarnowski, rychło wrócił do Warszawy. Jego historycznoliterackie aspiracje zostawiły jednak trwały ślad w postaci obszernego artykułu o Stanisławie Przybyszewskim (Nasi moderniści) ogłoszonego w czołowym, poważnym wydawnictwie naukowym „Ateneum”. Nie rezygnując z zamiłowań humanistycznych, ale mając na względzie widoki możliwie szybkiego zarobkowania (pochodził z rodziny niezamożnej, całą młodość spędził w warunkach niełatwych) zapisał się na Wydział Prawa ówczesnego rosyjskiego Uniwersytetu Warszawskiego, który też ukończył w 1903 roku. Wielostronnie uzdolniony, obdarzony chłonnym i żywym umysłem – nie poświęcił się jednak karierze prawniczej i gdy tylko warunki materialne na to pozwoliły, zaczął studiować językoznawstwo – tym razem na uniwersytetach niemieckich, w Heidelbergu, a przede wszystkim w Lipsku (1904–1907). Był uczniem najwybitniejszych językoznawców owej doby, uczonych tej miary, co Leskien, Sievers, Brugmann, Windisch, Wundt. Obok slawistyki, obranej jako przedmiot główny, studiował sanskryt, językoznawstwo porównawcze i ogólne (zwłaszcza „odkrytą” właśnie w tej epoce i z zapałem badaną psychologię języka), doskonalił się w wyniesionej jeszcze z gimnazjum znajomości klasycznej greki. Już po przesłuchaniu siedmiu semestrów był gotów do składania doktorskich rigorosów. Dla scharakteryzowania niecodziennej żywości umysłu Stanisława Słońskiego, a także jego pracowitości warto dodać, że rozpoczynając studia w Niemczech prawie wcale nie znał języka wykładowego. Po niemiecku nauczył się zupełnie sam, przede wszystkim słuchając wykładów swych lipskich profesorów. W tym też języku napisał rozprawę doktorską, wytyczającą główny kierunek jego dalszej działalności naukowej – mianowicie paleoslawistykę.

Młody doktor filozofii czołowego uniwersytetu europejskiego, powróciwszy po chlubnie ukończonych studiach do Warszawy nie mógł tu oczywiście znaleźć pola do zapewniającej utrzymanie pracy naukowej i z konieczności jął się zawodu nauczycielskiego. Było już po wybuchu rewolucji 1905 roku, po pamiętnym strajku szkolnym, i zmuszone do poczynienia pewnych ustępstw władze carskie zezwoliły na otwarcie prywatnych szkół polskich. Przez osiem lat (1907–1915) Stanisław Słoński jest więc nauczycielem polskiego w pięciu naraz gimnazjach warszawskich; bierze też udział w życiu organizacyjnym postępowego odłamu nauczycielstwa, wstępuje w szeregi Związku Nauczycielstwa Polskiego [...], na którego czele stoi wówczas Ludwik Krzywicki – i w latach 1914–1915 jest prezesem oddziału warszawskiego tej organizacji. Jednocześnie nie zapomina o pracy uczonego-slawisty i polonisty. Już w 1908 roku należy do Towarzystwa Naukowego Warszawskiego [...], zasłużonej instytucji, która wraz z Polską Akademią Umiejętności dała początek obecnej Polskiej Akademii Nauk, wykłada gramatykę polską oraz gramatykę porównawczą języków indoeuropejskich w Towarzystwie Kursów Wieczorowych. Instytucja ta była zalążkiem późniejszej Wolnej Wszechnicy Polskiej, najbardziej bodaj postępowej uczelni okresu międzywojennego dwudziestolecia. Ta działalność dydaktyczna Słońskiego oraz prowadzone równolegle badania językoznawcze (głównie nad zabytkami staropolskimi) sprawiły, że z chwilą uruchomienia w Warszawie polskiego uniwersytetu, co nastąpiło w 1915 roku bezpośrednio po opuszczeniu stolicy przez carskiego zaborcę, Słoński zostaje powołany przez pierwszego rektora odrodzonej uczelni, Brudzińskiego, na stanowisko kierownika Zakładu Slawistyki, czyli – według ówczesnej nomenklatury – Seminarium Slawistycznego na Wydziale Humanistycznym. Uzyskuje najpierw stanowisko zastępcy profesora, w parę zaś lat później profesora nadzwyczajnego i wreszcie zwyczajnego. [...]

Jako pierwszy i wieloletni kierownik Zakładu [...] dokonał dzieła doprawdy pionierskiego. Pozbawiony jakichkolwiek sił pomocniczych – te trzeba było dopiero wychować i wyszkolić – sam jeden wykonywał obowiązki nie tylko dydaktyczne, ale również organizacyjne i administracyjne, gromadził inwentarz zakładu, kupował, sprowadzał i katalogował książki, jednym słowem tworzył od podstaw – podobnie jak inni ówcześni profesorowie warszawscy – nową placówkę dydaktyczno-naukową. Z biegiem lat biblioteka seminaryjna stała się jednym z bogatszych księgozbiorów slawistycznych w kraju. Sam zakład zaś, choć z czasem rozrósł się, choć przybyło w nim pracowników naukowych, nie tylko swoim powstaniem i odrodzeniem po II wojnie światowej, ale samym istnieniem całkowicie zespolił się z osobą profesora Słońskiego, tym żywym symbolem trwałości naszego życia uniwersyteckiego, naszych tradycji naukowych. Okolicznością zewnętrzną, potęgującą to krzepiące poczucie trwałości i żywotności pewnych spraw z dziedziny myśli i kultury, jest fakt, że przez owych czterdzieści lat działalności uniwersyteckiej prof. Słońskiego lokal Zakładu Slawistyki – a w każdym razie jego jądro – pozostał niezmiennie ten sam. Rzecz godna zanotowania w Warszawie, mieście tylu burz i gwałtownych przemian.

Jeden był tylko okres, w którym Seminarium prof. Słońskiego ziało pustką – lata straszliwej okupacji. Ale i wtedy nie ustała praca Uniwersytetu Warszawskiego, który zstąpił w konspiracyjne podziemie. Wraz z innymi prowadził również zajęcia profesor Słoński. Początkowo seminaria jego i wykłady odbywały się w różnych punktach miasta, później całe ryzyko tego jakże niebezpiecznego przedsięwzięcia wziął na siebie sam prof. Słoński – wszystkie zajęcia prowadził we własnym mieszkaniu przy ul. Litewskiej, po wysiedleniu zaś z tej „dzielnicy niemieckiej” – przy ul. Filtrowej. Szczęśliwie przetrwawszy czasy wojny i dni powstania prof. Słoński przystępuje do ponownego organizowania swego zakładu, gdy tylko – po wyzwoleniu – odrodził się stołeczny Uniwersytet.

Potem następują lata normalnej, codziennej pracy. W uznaniu tego trudu oraz zasług pedagogicznych i naukowych władze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej [...] odznaczyły profesora Słońskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Polski Odrodzonej.

Prof. Słoński jest ożeniony z Łucją z Jaczynowskich. W ostatnich zwłaszcza latach, gdy osłabły jego siły fizyczne, troskliwości i wiernemu oddaniu swojej towarzyszki życia w wielkiej mierze Jubilat nasz zawdzięcza możliwość dalszej pracy na Uniwersytecie.

Działalność pedagogiczna

O Słońskim-nauczycielu gimnazjalnym i wykładowcy Towarzystwa Kursów Wieczorowych wspominałem już poprzednio, teraz więc w paru przynajmniej słowach scharakteryzuję jego pracę pedagogiczną na Uniwersytecie Warszawskim.

Prof. Słoński wykłada przede wszystkim gramatykę (opisową i historyczną) języka starosłowiańskiego oraz porównawczą języków słowiańskich. Często podejmuje też obowiązki polonisty. Gramatykę polską wykładał m.in. podczas swego pobytu w Bułgarii w 1925 roku (zajęcia prowadził w jęz. bułgarskim) na Uniwersytecie w Sofii oraz w latach okupacji – na tajnych zajęciach uniwersyteckich. Słuchaczami jego byli i są nie tylko slawiści, ale również poloniści, a ostatnio także rusycyści. W okresie międzywojennym jako jedyny – poza wykładowcą języka ukraińskiego – slawista roztaczał opiekę dydaktyczną nad słuchaczami obierającymi dowolny język słowiański, egzaminował ich, pomagał w doborze tematu pracy magisterskiej czy doktorskiej. W razie potrzeby nie odmawiał swej pomocy slawistom kierunku historycznoliterackiego. Jako kierownik zakładu starał się o możliwie najlepszą obsadę lektoratów słowiańskich. Dzięki tym jego wysiłkom przedwojenna slawistyka warszawska rozporządzała np. także lektoratem serbsko-łużyckim.

Przedłużeniem niejako i uzupełnieniem dydaktycznej pracy prof. Słońskiego są jego podręczniki, od wielu lat służące licznym rocznikom studenckim slawistów, polonistów i rusycystów, oczywiście nie tylko w Warszawie. Przed wojną napisana, ale z przyczyn od autora niezależnych wydana dopiero w 1950 roku gramatyka starosłowiańska, w formie skryptu była nieocenioną pomocą naukową już od lat 30. Dwa wydania Wyboru tekstów starosłowiańskich – jedyna tego typu edycja polska i jedna z nielicznych w skali światowej – przez blisko trzydzieści lat stanowią niezastąpiony podręcznik, a zarazem materiał do badań slawistycznych. Zarys historii języka polskiego (równie popularny, skoro doczekał się dwu wydań w ciągu lat kilkunastu, wliczając w to lata wojny) cieszy się uznaniem także u studentów za granicą, np. u polonistów praskich.

Naczelna, a jakże ważna zaleta prof. Słońskiego jako dydaktyka – czy to wykładowcy, czy też autora podręczników – to umiejętność prawdziwie jasnego, przejrzystego, a przy tym wcale nie zwulgaryzowanego podania materiału wykładowego. Sposób tego wykładu jest zawsze prosty, rzeczowy, zrozumiały.

Specjalność naukowa prof. Słońskiego z natury rzeczy interesuje stosunkowo nieliczne grono słuchaczy, niemniej wszakże w ciągu swej 40-letniej działalności uniwersyteckiej wychował on zastęp uczniów, spośród których niejeden poświęcił się pracy naukowej. Na samym tylko Uniwersytecie Warszawskim pracuje dziś pięć osób, które otrzymały dyplom magisterski lub doktorski z jego rąk. Pozostali rozproszyli się po innych ośrodkach naukowych. Nadto przez seminarium prof. Słońskiego przeszli i przechodzą wszyscy warszawscy poloniści-językoznawcy. [...].

Działalność naukowa

Lingwistyczne badania prof. Słońskiego mają charakter przede wszystkim historyczny. Sięgając najchętniej do epok minionych uczony ten zajmuje się językiem starosłowiańskim oraz staropolskim. Ma przy tym szczególne zamiłowanie do żmudnych, wymagających wielkiej staranności i dokładności prac słownikowych.

W dziale pierwszym wymienić trzeba przede wszystkim najwcześniejszą, przed 48 laty napisaną rozprawę doktorską o sposobach tłumaczenia w zabytkach starosłowiańskich greckich zdań złożonych podrzędnie. Jest to niezwykle sumienne studium z dziedziny składni, wymagające równie gruntownej znajomości starosłowiańszczyzny, jak i greki. W latach międzywojennych powstaje cykl studiów słowotwórczo-semantycznych opartych na szczegółowej znajomości wszystkich zabytków starosłowiańskich. Studia te, mające – jak w ogóle większość prac dotyczących starosłowiańszczyzny – niemałe znaczenie dla badań nad żywymi językami słowiańskimi, ukazują się najpierw oddzielnie lub w czasopismach, w roku 1937 wychodzą zbiorowo jako pokaźny tom pt. Funkcje prefiksów werbalnych w języku starosłowiańskim.

Do działu prac słownikowych, bez których niemożliwe są rzetelne badania w jakiejkolwiek właściwie dziedzinie lingwistyki, należy wzorowo opracowany słownik do Modlitewnika synajskiego (1934) oraz parę recenzji omawiających podobne publikacje innych autorów.

Wyborze tekstówGramatyce była mowa w poprzedniej części artykułu. Tu warto jeszcze podkreślić, że oba te doskonałe podręczniki, w znacznym stopniu oparte na samodzielnych, źródłowych badaniach i – zwłaszcza Gramatyka – zawierające niejedno nowe sformułowanie, poza zaletami dydaktycznymi mają niezaprzeczoną wartość naukową. Trzeba też zanotować, iż przygotowany przed wojną tekst Gramatyki uległ w czasach okupacji zniszczeniu i autor musiał napisać go na nowo.

Praca o tzw. perfektum w językach słowiańskich (czyli o czasie złożonym typu staropolskiego był jeśm) ma wprawdzie charakter porównawczy, punktem wyjścia i tutaj jednak jest jakże gruntownie zbadana przez autora starosłowiańszczyzna. Jest to cenna pozycja naszej komparatystyki slawistycznej.

Nie licząc drobnych artykułów z zakresu innych poszczególnych języków słowiańskich (na osobną wzmiankę zasługiwałaby tu niezwykle sumienna, z wielkim znawstwem napisana recenzja opracowania językowego jednego z najważniejszych zabytków języka dolnołużyckiego), drugą zasadniczą dziedziną badań prof. Słońskiego jest, jak było powiedziane, polonistyka. W tym dziale wymienić trzeba pomnikowe wydanie Psałterza puławskiego (1916) z obszernym wstępem i całkowitym słownikiem oraz parę pomniejszych artykułów napisanych niejako na marginesie tych badań, a odnoszących się do języka i dziejów obu staropolskich Psałterzy, dalej – szczegółowe, choć co prawda ograniczone do kwestii gramatycznych, studium o języku Kochanowskiego (1949) i wreszcie wymieniony już, zwięzły a treściwy (zwłaszcza jeśli chodzi o fleksję), podręcznik do historii języka polskiego, który wraz z pracami Łosia, Brücknera, Lehra-Spławińskiego i innych badaczy stanowi ważny przyczynek do syntetycznego ujęcia linii rozwojowej polszczyzny. Do języka współczesnego odnosi się – nie licząc drobiazgów i prac poprawnościowych – artykuł z dziedziny fonetyki (1921), przeprowadzający trafne rozróżnienie między przyimkami właściwymi (tworzącymi całość fonetyczną z następującym po nich wyrazem) a niewłaściwymi, czyli pochodnymi, złożonymi (traktowanymi zgodnie z prawami fonetyki międzywyrazowej).

Wymienione tu dwie dziedziny badań: język starosłowiański i staropolski ze szczególnym uwzględnieniem studiów słownikowych – są i nadal przedmiotem zainteresowań prof. Słońskiego, który kończy przygotowanie pomnikowego wydania Kodeksu Assemaniego (z całkowitym słownikiem), ma zebrany materiał do słownika dzieł Kochanowskiego oraz wykańcza i uzupełnia obszerne studium o języku Psałterza puławskiego.

Dla całości obrazu wspomnieć jeszcze chciałbym o pracach naukowo-organizacyjnych. Nie licząc zatem członkostwa w zagranicznych (przede wszystkim słowiańskich) instytucjach naukowych jako posiadającego charakter raczej honorowy, wymienię wieloletnią pracę prof. Słońskiego w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, gdzie przez długi okres (do wchłonięcia TNW przez PAN w 1951 roku) jest on przewodniczącym Komisji Językowej, a w roku 1950 – stoi na czele całego Wydziału I. Równie czynny jest jego udział w życiu Polskiego Towarzystwa Językoznawczego, w okresie międzywojennym przez parę lat widzimy go jako prezesa tego zrzeszenia. Od roku 1927 prof. Słoński wchodzi na stałe do redakcji „Prac Filologicznych”, po wojnie (w latach 1948–1950) jest redaktorem przeznaczonego dla nauczycieli pisma „Język rosyjski”.

Jako sumienny slawista zna dobrze wszystkie języki i wszystkie prócz ZSRR kraje słowiańskie, z których chyba najbliższe są mu: Bułgaria i Łużyce. Z Łużyczanami zetknął się w czasie swych studiów w Lipsku.

Najtreściwiej ujęte cechy prac naukowych prof. Słońskiego – to bezwzględny obiektywizm, dokładność, sumienność, co do formy zaś – prostota, jasność i zwięzłość. Żadne względy uboczne nie wpływają na jego sądy. [...] Sam niezwykle sumienny i dokładny, podobnych właściwości żąda – jako recenzent i pedagog – również od innych.

Działalność społeczna, praca w dziedzinie kultury języka

Profesor Słoński, choć z natury powściągliwy i raczej zamknięty, nie odgradza się od nurtu płynącego obok życia. W młodości i w latach późniejszych bierze udział w pracach ZNP, w okresie międzywojennym jest kuratorem studenckiego Koła Slawistów, jako współzałożyciel Towarzystwa Przyjaciół Narodu Łużyckiego od roku 1925 aż do wybuchu II wojny piastuje prezesurę tej organizacji, w latach 1924–1926 stoi też na czele Towarzystwa Polsko-Bułgarskiego.

Pogłębiając i kontynuując tradycje warszawskiego językoznawstwa, które czyni zadość społecznej potrzebie świadomego kultywowania języka ojczystego (z jednej strony – opartego na rzetelnej znajomości faktów językowych, z drugiej zaś – stroniącego od biernej postawy dufnego w swą wiedzę obserwatora, który przecież „rozumie wszystko”) – żywo interesuje się sprawami kultury językowej. Od roku 1933 do wybuchu wojny a następnie od momentu wznowienia wydawnictwa w roku 1948 do chwili obecnej wchodzi w skład komitetu redakcyjnego naszego pisma1, w którym – jak również w „Języku Polskim” – zamieszcza parę artykułów. W latach 1934–1936 bierze udział w pracach Komitetu Ortograficznego, który powierza mu opracowanie przepisów dotyczących pisowni wyrazów słowiańskich. Dba o formę wypowiedzi swych słuchaczy, lubi dyskutować na tematy poprawnościowe, przy czym, zwłaszcza jeśli chodzi o ortofonię, reprezentuje stanowisko zachowawcze [...]. W latach powojennych (1947) wydaje przeniknięty dość ortodoksyjnym duchem poprawnościowym, niemniej nader pożyteczny, Słownik polskich błędów językowych, jedyną w ostatnim czasie tego rodzaju obszerniejszą publikację.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Czterdziestolecie pracy prof. Stanisława Słońskiego w Uniwersytecie Warszawskim (1915–1955), „Poradnik Językowy” 1955, nr 7, s. 241–249.

1Chodzi o „Poradnik językowy” [przyp. red.].

Władysław Smoleński

Urodzony 6 IV 1851 w Grabienicach Małych k. Ciechanowa. Studia prawnicze na UW, ukończone w 1874. Profesor UW (od 1918).

Historyk, badacz dziejów Polski XVIII w., gł. zagadnień przełomu cywilizacyjnego i roli politycznej mieszczaństwa warszawskiego. Nauczyciel pensji warszawskich oraz Uniwersytetu Latającego, działacz Macierzy Szkolnej (1905). W 1915 przewodniczący komisji historyczno-filozoficzno-filologicznej, negocjował z władzami niemieckimi otwarcie UW. Autor programu historii dla szkół średnich.
Członek AU (1903), następnie PAU, członek założyciel TNW (1907), współzałożyciel Towarzystwa Miłośników Historii i Towarzystwa Biblioteki Publicznej. Doktor honoris causa UW (1921). Współzałożyciel i współredaktor „Przeglądu Historycznego” (od 1905), publikował też w „Prawdzie”, „Bibliotece Warszawskiej”, „Ateneum” i „Gazecie Sądowej Warszawskiej”.
Zmarł 7 V 1926 w Warszawie.

Drobna szlachta w Królestwie Polskim, Warszawa 1885; Kuźnica Kołłątajowska, Kraków 1885; Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII, Kraków 1891; Ostatni rok Sejmu Wielkiego, Kraków 1896; Dzieje narodu polskiego, t. I-II, Kraków 1897–1898; Pisma historyczne, t. I-III, Kraków 1901; Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej, Kraków 1908; Mieszczaństwo warszawskie w końcu wieku XVIII, Warszawa 1917; Historia Polski, Warszawa 1921.

A.F. Grabski, Poglądy Władysława Smoleńskiego na dzieje Polski, „Przegląd Historyczny” 1974, z. 2, s. 317–337; M. Wierzbicka, Władysław Smoleński, Warszawa 1980.

MARIA WIERZBICKA

WŁADYSŁAW SMOLEŃSKI*

1851–1926

 

Władysław Smoleński był jedną z tych wybitnych i charakterystycznych postaci, w jakie obfitowała Warszawa drugiej połowy XIX wieku – Warszawa pozytywistyczna. Prawnik z wykształcenia, a w zakresie badań historycznych właściwie samouk, wniósł wybitny, niekiedy może niedoceniony przez współczesnych wkład w historię narodową. Historyk-pozytywista, pozostawił po sobie poważny dorobek faktograficzny w dziedzinie badań nad oświeceniem polskim. Jednak nie tylko to. Wiele jego interpretacji, prób ujęcia, a nade wszystko – postawionych przezeń problemów badawczych zachowało znaczenie po dziś dzień. Mimo upływu czasu (minęło sto lat od chwili, gdy Smoleński opublikował swą pierwszą pracę) twórczość jego z wielu względów nadal budzi zainteresowanie. Uderza w niej śmiałość intelektualna i badawcza historyka, cechy, które dzielił z innymi wybitnymi uczonymi tego pokolenia.

Droga życiowa Smoleńskiego jest wyrazistym przykładem dziejów przedstawiciela inteligencji polskiej, warstwy tak typowej dla stosunków w kraju, poczynając od drugiej połowy XIX wieku. Urodzony w 1851 roku, pochodził z drobnoszlacheckiej rodziny od dawna osiadłej na Mazowszu i bardzo zbiedniałej. Wychowanek szkół prowincjonalnych, wydalony w 1868 roku z gimnazjum płockiego za udział w proteście przeciwko nauczaniu religii w języku rosyjskim, ukończył ostatecznie II Gimnazjum Męskie w Warszawie, następnie zaś, w 1874 roku, Wydział Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Wydział ten został przezeń wybrany „dla chleba”, nie miał bowiem Smoleński zainteresowań prawniczych. Po uzyskaniu posady rządowej, która zapewniała minimum egzystencji (był początkowo asesorem, a od 1899 roku radcą Prokuratorii Skarbu), Smoleński poświęcił się prawdziwej swojej pasji – studiom historycznym. Jak wielu historyków tego okresu i tego pokolenia Smoleński był właściwie samoukiem. Jego warsztat badawczy kształtował się na podstawie lektur i własnych poszukiwań; poglądy na dzieje zaś i na zadania nauki historycznej rodziły się pod przemożnym wpływem pozytywizmu. W przypadku Smoleńskiego wpływ ten zaznaczył się szczególnie mocno i trwale, oddziałał bowiem w sposób decydujący i na światopogląd młodego historyka, i na jego postawę polityczną (choć tu akurat – nie bez reszty). [...] Smoleński był zdania, że „nauka dziejów, jak każda inna, nie ma innego zadania nad konstatowanie natury zjawisk w celu odkrycia praw rządzących ludzkością”. Za sformułowaniem tym kryło się kilka bardzo istotnych spraw. Przede wszystkim więc – bardzo znamienny stosunek Smoleńskiego do faktu historycznego i pogląd na jego naturę. Jak wszyscy pozytywiści, Smoleński uważał fakty za zasadniczą materię dziejów. Istotą nauki historycznej był według niego wybór faktów i „umiejętne ich szeregowanie”, to znaczy, uchwycenie związków przyczynowo-skutkowych. Historyka powinny interesować tylko fakty doniosłe, czyli te, które przyczyniają się do wyjaśniania przeszłości, losów państwa i narodu. Wierzył przy tym Smoleński w „logikę” faktów, mając na myśli nie tylko ich następstwo przyczynowo-skutkowe, lecz także istnienie praw dziejowych. Obowiązkiem historyka było dążenie do odkrycia tych praw. Stanowisko Smoleńskiego było w tej sprawie jasno określone. Spośród ówczesnych historyków on właśnie zaangażował się najbardziej w obronę pozytywistycznej definicji historii. [...] Od historyków wymagał, by dążyli do możliwie pełnego obiektywizmu, choć zdawał sobie sprawę z trudności, które uniemożliwiają pełną realizację tego ideału. Znamienny był jego stosunek do zagadnienia sądów w historii. W tej sprawie bynajmniej nie popadał w skrajność i nie postulował powstrzymania się od osądu – wręcz przeciwnie, pisał bowiem: „Sąd o przeszłości jest rzeczą konieczną, jeżeli historię traktuje się jako badanie losów państwa i narodu, a nie zbiór luźnych wiadomości. Sąd historyczny nie jest niczym innym, jak wysnutym ze zbadania faktów szczegółowych uogólnieniem, właściwym każdej nauce. Narzucają go same fakty jako swoją logikę i sens”. [...]

Gdy spojrzymy na cztery pierwsze, debiutanckie właściwie, rozprawy historyczne Smoleńskiego, drukowane w latach 1876–1879, okaże się, że dotyczyły one zagadnień, którymi żywo interesował się cały obóz pozytywistyczny w Królestwie. Smoleński pisał bowiem o sprawie żydowskiej (Stan i sprawa Żydów polskich w XVIII wieku, 1876), o kwestii duchowieństwa, klerykalizmu i światopoglądu teologicznego (Mazowiecka szlachta w poddaństwie proboszczów płockich, 1878; Św. Stanisław, 1878), wreszcie – o drobnej szlachcie, deklasującej się i zmieniającej swój status społeczny po powstaniu styczniowym (Drobna szlachta w Królestwie Polskim, 1879). We wszystkich przypadkach autor wyciągał wnioski zgodne z duchem społecznego programu pozytywistów warszawskich, zyskując sobie przy tym opinię radykała, jako że miał zwyczaj wypowiadać się zdecydowanie i szczególnie ostro polemizował. Rozprawy te stanowiły wstęp do właściwych wielkich prac badawczych Smoleńskiego, w których wpływ pozytywizmu zaznaczył się także, w poważnym stopniu rzutując na dobór ich problematyki.

Główne nurty zainteresowań historycznych Smoleńskiego ustaliły się stosunkowo wcześnie, gdyż mniej więcej w ciągu pierwszych dziesięciu lat jego twórczości. W dalszych latach pozostawał im w zasadzie wierny, oczywiście wzbogacając i różnicując z czasem problematykę swych badań. Pasjonowały go głównie, niemal wyłącznie, czasy stanisławowskie, dramatyczne i trudne dzieje polskiego oświecenia, reformy – i upadku. W studiach nad tym okresem zajmowały go zwłaszcza dwa zagadnienia: rola prądów umysłowych i przemian intelektualnych oraz dzieje niższych warstw społecznych, przede wszystkim mieszczaństwa i drobnej szlachty. Wybór podobnej problematyki był wówczas w dużym stopniu nowością wynikającą, jak już była mowa, z nastroju epoki. Dobrze ilustrują to kolejne monografie: Kuźnica Kołłątajowska (1884), Przewrót umysłowy w Polsce wieku XVIII (1891), Ostatni rok Sejmu Wielkiego (1896), Mieszczaństwo warszawskie w końcu wieku XVIII (1917). [...]

Rozprawy o szlachcie (zwłaszcza studium o drobnej szlachcie w Królestwie Polskim) zwróciły od razu uwagę na Smoleńskiego jako badacza i pisarza. Nie tylko dlatego, że poruszył temat żywo obchodzący pozytywistów polskich (podobną pracę np. chciała napisać Orzeszkowa). Równie ważny byl wspomniany już socjologiczny sposób ujęcia, nie całkiem jeszcze wówczas doceniony. Dalsze studia z tego zakresu wzbogacone opisami etnograficznymi (zgodnie zresztą z zainteresowaniami epoki) opublikował w 1908 roku jako Szkice z dziejów szlachty mazowieckiej. [...]

Zainteresowania historyczne Smoleńskiego były stosunkowo rozległe. Nieobca mu była historia średniowiecza [...]; parę rozpraw poświęcił historii najnowszej; zajmował się też historią historiografii, pisząc m.in. znane studium o szkołach historycznych w Polsce. Osiągnięcia jego w tym zakresie miały już jednak charakter przyczynkowy; autor Przewrotu umysłowego był i pozostał w nauce historycznej znawcą jednej epoki, jednego okresu – oświecenia. Trzeba natomiast wspomnieć o jeszcze jednej jego książce, która przyniosła mu wiele trwałego rozgłosu i popularności. Były nią Dzieje narodu polskiego, podręcznik popularnonaukowy, którego siedem wydań (w tym trzy już w Polsce niepodległej) dobitnie świadczy o poczytności tego dzieła.

Dzieje powstały w warunkach dość szczególnych, jako wynik impulsu politycznego, miały być bowiem protestem przeciwko nastrojom kół konserwatywnych, jakie towarzyszyły wizycie cara Mikołaja II w Królestwie. Książka Smoleńskiego odegrała niewątpliwie dużą rolę w kształtowaniu postawy patriotycznej i samowiedzy narodowej Polaków. Mimo że stosunkowo trudna, wykorzystywana była szeroko w tajnym nauczaniu i w kołach samokształceniowych, także poza granicami Królestwa. Uczył w niej autor podejścia do dziejów pozbawionego apologii i uprzedzeń, bardzo krytycznego nieraz, zwłaszcza w ocenie braków ustrojowych Rzeczypospolitej szlacheckiej, lecz bez popadania w skrajność pesymizmu. Nie stworzył bowiem Smoleński z kwestii przyczyn upadku państwa problemu centralnego swoich Dziejów. Przy całym krytycyzmie uznawał, że postęp i odrodzenie w drugiej połowie XVIII wieku były niezaprzeczalnym faktem dziejowym.

Ten typ podejścia stanowił najbardziej charakterystyczną cechę twórczości historyków warszawskich w okresie pozytywizmu, zwanych z tego właśnie głównie powodu „szkołą optymistyczną”. [...]

Rzut oka na twórczość Smoleńskiego w okresie poprzedzającym pierwszą wojnę światową pozwala uchwycić pewne cechy ogólne jego zainteresowań i warsztatu badawczego. Śmiałość i nowatorstwo problematyki badawczej, przewaga problematyki dziejów wewnętrznych nad wszelką inną, dążenie do uogólnień przy maksymalnym ograniczaniu ocen – to najważniejsze z nich. Dodajmy do tego świetny styl, obrazowy i równocześnie zwarty, a powodzenie pisarstwa Smoleńskiego w okresie pozytywizmu i w naszych czasach stanie się zrozumiałe. Nie bez wpływu na poczytność jego dzieł był także fakt, że autor Dziejów narodu nie ograniczał się wyłącznie do badań naukowych, nie był typem „uczonego gabinetowego”. Przeciwnie – w szerokich kręgach inteligencji warszawskiej znany był równie dobrze ze swej działalności oświatowej, która przyniosła mu wiele zasłużonego uznania społecznego.

Smoleński brał żywy udział w większości ówczesnych przedsięwzięć oświatowych. Nauczanie w szkołach tajnych i jawnych było dlań źródłem utrzymania, przede wszystkim jednak jedną z form walki z rusyfikacją; była to praca trudna, wyczerpująca i niebezpieczna. Od 1876 roku Smoleński wykładał na 15 jawnych i tajnych pensjach warszawskich; nieco później został również wykładowcą słynnego Uniwersytetu Latającego, który skupił elitę ówczesnego świata naukowego. [...]. Ceniono go jako wykładowcę wysoko, mimo że wykład jego nigdy nie był nadmiernie popularny. Na polu prac oświatowych spotykali się ludzie o rozmaitych poglądach politycznych i postawach ideowych, gdyż troska o młodzież i walka o zachowanie polskości stanowiły w owym okresie wartość do pewnego stopnia nadrzędną. [...]

W okresie rewolucji 1905 roku, gdy wobec zelżenia ucisku carskiego bujnie rozwijały się instytucje oświatowe, Smoleński został aktywnym działaczem i członkiem Rady Nadzorczej Polskiej Macierzy Szkolnej, podporządkowanej Narodowej Demokracji. Równocześnie jednak nie stracił kontaktu z Uniwersytetem Latającym, który w 1906 roku został zalegalizowany jako Wyższe Kursy Naukowe; jak widać, w pracach oświatowych autor Przewrotu umysłowego zachowywał pewną, właściwą sobie, niezależność.

Podobną postawę starał się też zachować w polityce, od której zresztą nigdy nie stronił. Smoleński unikał w zasadzie działań spiskowych o charakterze czysto politycznym. Przez długi czas natomiast (od początku lat osiemdziesiątych do ok. 1906 roku) pozostawał pod wpływem Aleksandra Świętochowskiego; za jego przykładem i razem z nim angażował się w tajną działalność wydawniczą i propagandową. Należał do grona ludzi, skupionych wokół Świętochowskiego, którzy stawiali sobie za cel obronę polskości w okresie najsroższego ucisku politycznego. Wziął udział w opracowaniu głośnego z czasem cyklu 5 broszur opatrzonych wspólnym tytułem Z domu niewoli (głos polski) wydawanych anonimowo we Lwowie, a następnie w Paryżu. Jego pióra były dwa teksty: Prześladowanie unitów w Królestwie Polskim oraz W sprawie ugody polsko-rosyjskiej. [...] Dużo bardziej aktywnie uczestniczył w tym okresie w organizowaniu życia naukowego w kraju. Był więc jednym z założycieli Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, zalegalizowanego w 1907 roku. Wziął czynny udział w utworzeniu Towarzystwa Miłośników Historii i dalszych jego pracach, wydając jako jeden z pierwszych pod jego auspicjami dwie prace varsavianistyczne (Jan Dekert oraz Komisja Boni Ordinis Warszawska). Poświęcił wiele starań działalności Towarzystwa Biblioteki Publicznej jako jeden z jego członków-założycieli. [...]

Mimo wszelkich trudności okres rewolucji i porewolucyjny, aż do 1914 roku, zamykał się dla Smoleńskiego bilansem zdecydowanie dodatnim. Był już uznanym i cenionym historykiem; od 1903 roku powołany został – widomy znak wysokiej oceny jego twórczości – na członka-korespondenta Akademii Umiejętności. Cieszył się też poważaniem jako działacz i obywatel, dzięki czynnemu oddaniu sprawie narodowej, a zwłaszcza w wyniku wieloletniej pracy oświatowej.

Po wybuchu pierwszej wojny światowej nastąpił w życiu Smoleńskiego okres kolejnego przewartościowywania przekonań. Trudny ten proces nie zawsze przebiegał konsekwentnie, w sumie jednak wiódł historyka w stronę obozu tzw. aktywistycznego. Po roku wahań i rozterek, ok. 1916 roku, został członkiem Ligi Państwowości Polskiej, opowiadającej się za austro-polskim rozwiązaniem kwestii polskiej i blisko współpracującej z NKN. Dość rychło jednak wycofał się z czynnego życia politycznego, choć nie przestał piórem wspierać obozu aktywistycznego. Od 1915 roku zajmował się działalnością publicystyczną wydając anonimowo szereg powielanych odezw, wzywających do walki o Polskę niepodległą. W jego twórczości w tym okresie przeważał nurt popularyzatorski, podporządkowany potrzebom chwili. Smoleński wziął m.in. udział w opracowaniu encyklopedii Polen (Pologne), opublikowanej w 1918 roku, przeznaczonej dla czytelników obcych, z myślą o wykorzystaniu jej przy rokowaniach pokojowych jako materiału uzasadniającego prawo i zdolność Polski do bytu niepodległego. W drobnych popularnych rozprawach o Konstytucji 3 maja (1916), o znaczeniu Kościuszki w dziejach polskich (1917), o Janie Henryku Dąbrowskim wreszcie (1918) dawał solidarystyczny, bezkonfliktowy obraz dziejów, podporządkowany naczelnej myśli-hasłu: „Polska – byle Polska”. Podobną postawę zajmowało w czasach Wielkiej Wojny wielu wybitnych historyków. [...]

Obok licznych prac politycznych, propagandowych i twórczości naukowej Smoleński wziął też udział w batalii o reaktywowanie wyższych uczelni warszawskich. 11 VIII 1915 roku powstał Wydział Oświecenia Komitetu Obywatelskiego, który następnie powołał Komisję do Spraw Szkół Wyższych. W jej skład – obok m.in. Stanisława Bukowieckiego, Walentego Miklaszewskiego, Stanisława Michalskiego, Józefa Brudzińskiego – wszedł również Smoleński. Został on wybrany na przewodniczącego podkomisji historyczno-filologiczno-filozoficznej i wraz z innymi brał udział w rokowaniach z władzami niemieckimi w sprawie otwarcia uniwersytetu. Wobec polityki władz, które pod warunkiem, że uczelnia będzie finansowana ze źródeł niemieckich, starały się uzależnić od siebie wyższe uczelnie, Smoleński zgłosił votum separatum. Zakończyło to jego ówczesną współpracę z Uniwersytetem, nie osłabiło jednak zainteresowania polonizacją szkolnictwa. Smoleński brał dalej udział w pracach Wydziału Oświecenia Komitetu Obywatelskiego, m.in. opracowując wraz z Józefem Bojasińskim i Michałem Kreczmarem program historii dla ośmioletniej szkoły średniej. Po odzyskaniu niepodległości, jako jeden z niewielu uczonych z pokolenia pozytywistów, doczekał wykładów na polskim Uniwersytecie Warszawskim.

W roku akademickim 1918/19 został profesorem zwyczajnym, obejmując katedrę historii nowożytnej Polski na Wydziale Filozoficznym. Następnie, jako zastępcy profesora na Wydziale Prawnym (od roku 1920/21), zlecono mu wykłady historii ustroju Polski. W tymże początkowym okresie Smoleński wszedł też z ramienia Uniwersytetu w skład komisji do spraw organizacji Wydziału Teologii Ewangelickiej UW [...]. W Seminarium Historycznym UW (późniejszy Instytut Historii) Smoleński był jednym z kolejnych, od 1923 roku, kierowników wspólnego początkowo zakładu wszystkich profesorów historii. Większość czasu poświęcał teraz pracy dydaktycznej. Studenci tłumnie uczęszczali na jego wykłady i zajęcia, jednakże nie stworzył już „szkoły”. [...] Być może, jak wspominał jeden z młodszych historyków, metody jego mogły się wydawać nieco przestarzałe, a wykład – zbyt popularny. Istotnie, spis wykładów, jakie Smoleński prowadził w latach 1919–1926, odznaczał się doborem tematów raczej tradycyjnych, przebadanych już wówczas stosunkowo gruntownie.

W 1921 roku Smoleński ukończył 70 lat. Nadano mu wówczas doktorat honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego; w tym samym roku został członkiem Lwowskiego Towarzystwa Naukowego. Nieco wcześniej wybrano go (w 1918 roku) na członka czynnego Akademii Umiejętności. Udzielał się też, choć w niewielkim stopniu, w pracach Towarzystwa Miłośników Historii, gdzie był przewodniczącym Komisji Metodologicznej. W połączeniu z działalnością dydaktyczną aktywność to imponująca, jeśli się zważy wiek i przebyte lata nielekkiej pracy. Znajdował też Smoleński czas na własną pracę twórczą, stosunkowo obfitą, choć nie były to już w większości prace źródłowo-badawcze.

W trzy lata po wojnie Smoleński opublikował niewielką książkę: Historia Polski. Wykłady popularne. Mimo popularnego ujęcia była to w gruncie rzeczy próba syntezy dziejów Polski. Treść jej świadczyła o poważnym zachwianiu dawnego światopoglądu pozytywistycznego autora, więcej nawet – o zmianie jego poglądów na dzieje narodu. Równocześnie uległa zmianie stosowana przezeń terminologia; pojawiły się znamienne, neoromantyczne pojęcia „ducha narodu” i „posłannictwa cywilizacyjnego”. Zanikł też dawny krytycyzm ideowego pozytywisty, miejsce jego zajęła wyidealizowana wizja przeszłości. Mimo to praca ta miała i swoje zalety: pasję wykładu, zwartość i dobry język narracji. Ceniona była za to ówcześnie przez pedagogów, doczekała się też kilku wydań. [...]

Ostatnia jego praca źródłowa Monteskiusz w Polsce wieku XVIII, napisana w 1925 roku, a opublikowana pośmiertnie, mogłaby śmiało ukazać się w drugiej połowie XIX wieku. Zarówno problematyka jej, jak i sposób ujęcia były wprost idealnie zgodne z ówczesnymi zainteresowaniami autora, a nawet ze stylistyką dawnych jego prac. Nowym natomiast rysem twórczości Smoleńskiego w Polsce niepodległej było zainteresowanie historią najnowszą. Wynikało ono, bardzo wyraźnie, z pragnienia, by dać świadectwo swoim czasom, a zwłaszcza by upamiętnić walkę o zachowanie świadomości polskiej i rozwój kultury narodowej. Drobne rozprawy i fragmenty wspomnień, które w większości weszły do ostatniego wyboru prac Smoleńskiego (1925 rok), mają dziś sporą wartość źródłową dla badaczy drugiej połowy XIX wieku w kulturze polskiej.

Smoleński zmarł nagle 6 V 1926 roku, jeszcze w pełni sił twórczych. Jak pisano we wspomnieniach pośmiertnych, „należał do tej generacji twardych ludzi i silnych charakterów, która mimo wszelkich trudności pod uciskiem rosyjskim, tłumiącym rozwój intelektualny naszego narodu, stała wiernie przy warsztacie naukowej pracy”. Twórczość jego, mimo że od ukazania się pierwszej pracy upłynął już wiek, przyciąga nadal uwagę historyków. Nie tylko dlatego, że wniósł do nauki wiele ustaleń faktograficznych i że niejednokrotnie był odkrywcą i pierwszym komentatorem źródeł. I nie tylko z tego powodu, że jego ujęcie dziejów, postępowe społecznie, wolne od przesądów rasowych, laickie i racjonalistyczne, stanowi trwałą wartość jego prac. Wydaje się, że czynnikiem przesądzającym niejako o wartości i trwałości pisarstwa Smoleńskiego jest pewna cecha szczególna, którą się ów historyk odznaczał. Chodzi mianowicie o trafność wyboru tematów o zasadniczym znaczeniu dla historiografii polskiej. Dzięki temu właśnie książki Smoleńskiego nie ulegają zapomnieniu, a jego ustalenia, korygowane, uzupełniane czy nawet odrzucane przez następne pokolenia badaczy – liczą się nadal w nauce, żyją w niej.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. A. Gieysztor, J. Maternicki, H. Samsonowicz, Warszawa 1986, s. 159–178.

Alfred Sokołowski

Urodzony 11 XI 1849 we Włodawie. Studia w Szkole Głównej Warszawskiej (później na Cesarskim UW), z przerwą z powodu choroby, ukończone w 1873. Staże lekarskie w Wiedniu i Heidelbergu. Doktorat w Paryżu (1880). Prywatne wykłady dla studentów i młodych lekarzy. Zaangażowany w odtworzenie polskiego uniwersytetu w Warszawie w 1915. Wykładowca w Towarzystwie Kursów Naukowych, rektor Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wykładowca UW, prof. honorowy (1919).

Lekarz internista; pionier pulmunologii i laryngologii polskiej; jeden z prekursorów sanatoryjnego leczenia gruźlicy.
Członek TNW (1908), Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego (1911), Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego (1914); twórca Wydziału Przeciwgruźliczego (1901) przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym, przekształconego w Warszawskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze (1908); współzałożyciel Warszawskiego Towarzystwa Laryngologicznego, Akademii Nauk Lekarskich, a także innych organizacji; inicjator założenia pierwszych w Warszawie przychodni przeciwgruźliczych oraz sanatorium dla ubogich.
Zmarł 8 III 1924 w Warszawie.

Wykłady kliniczne chorób dróg oddechowych, t. I-III, Warszawa 1902–1906; Choroby proletarjatu: wykłady z dziedziny medycyny społecznej, wypowiedziane na Wolnej Wszechnicy Polskiej w roku akademickim 1917/1918, Warszawa 1918; Propedeutyka lekarska, Warszawa 1920; Nauka o suchotach płucnych, Warszawa 1921.

A. Kierzek, Alfred Marcin Sokołowski (1849–1924) – pionier polskiej ftyzjatrii i laryngologii, społecznik. Jego działalność zawodowa i naukowa do roku 1889, „Zdrowie Publiczne” 1993, t. CIV, nr 3, s. 142–145.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

ALFRED SOKOŁOWSKI

1849–1924

 

Alfred Marcin Sokołowski należał do pionierów pulmunologii i laryngologii polskiej. Był również jednym z prekursorów leczenia sanatoryjnego gruźlicy, ustalił wskazania do takiego leczenia i sposoby terapii w zależności od stopnia zaawansowania i zajęcia określonych narządów. Urodził się 11 listopada 1849 roku we Włodawie na Podlasiu jako syn Hieronima, urzędnika skarbowego, i Cecylii ze Stankiewiczów, córki Alojzego, kapitana wojsk Księstwa Warszawskiego. Wychowany w takim domu nabył nie tylko bardzo dobrych manier, ale też odpowiedniego dla młodego szlachcica wykształcenia ogólnego, włączając w to języki obce. Do szkoły powszechnej uczęszczał we Włodawie, ale naukę na etapie szkoły średniej odbył już w V Gimnazjum Realnym w Warszawie. Zapisał się następnie na Wydział Lekarski w Szkole Głównej Warszawskiej, którą w rok później, po upadku powstania styczniowego, przemianowano na Cesarski Uniwersytet Warszawski.

W czasie studiów pracował naukowo w wiodącym zakładzie uniwersyteckim, w pracowni histologicznej profesora Henryka Hoyera. To tam pod okiem wielkiego mistrza polskiej i światowej histologii uczył się mądrze korzystać z mikroskopu i wdrażał się w arkana nowej wiedzy, która wkrótce miała stać się podstawowym przedmiotem w medycynie. Nie zaniedbywał wiedzy klinicznej. Zainteresowany w szczególności interną, praktykował jako wolontariusz u docenta Ignacego Baranowskiego, znakomitego ucznia i przyjaciela Tytusa Chałubińskiego.

W 1870 roku musiał przerwać studia z powodu gruźlicy i zmuszony do leczenia klimatycznego, udał się na prowincję. Tam młody student poddawał się zabiegom balneologicznym i leczeniu klimatycznemu, a upływający wolno czas zagospodarował zatrudniając się jako nauczyciel domowy. Wkrótce podreperowawszy zdrowie i niewątpliwie finanse powrócił do Warszawy. Upragniony dyplom lekarza zdobył w 1873 roku. Mógł teraz rozpocząć pracę zawodową w klinice uniwersyteckiej mieszczącej się w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Niestety, stanowisko prywatnego asystenta nie wiązało się z żadnym wynagrodzeniem, tak więc zmuszony był podjąć pracę zarobkową niewymagającą unormowanego czasu. Taką okazała się posada korektora w czasopiśmie „Medycyna”. Równocześnie pracował nad swoją pracą doktorską w zakładzie anatomii patologicznej, pod kierunkiem kolejnego wybitnego profesora medycyny, Włodzimierza Brodowskiego. Wytężona praca i ciasne pomieszczenia nie były wszakże sprzymierzeńcem w walce z chorobą. Objawy gruźlicy nasiliły się i Sokołowski ponownie musiał opuścić Warszawę.

Tym razem jednak w całą sprawę wmieszał się Ignacy Baranowski, który nie zamierzał tracić tak zdolnego asystenta i do tego zapewne przyjaciela. Po konsultacji z Tytusem Chałubińskim, bądź co bądź ojcem nowoczesnej interny warszawskiej, zapalonym balneologiem, zapadła jedyna rozsądna decyzja odnośnie do terapii. Z powodu braku radykalnych środków leczniczych, zwanych współcześnie antybiotykami, Sokołowski postanowił leczyć się siłami przyrody, czyli klimatem, wodami, dietą, w najlepszym ówcześnie uzdrowisku przeciwgruźliczym. Baranowski zaproponował Sokołowskiemu pomoc finansową i wysłał go na leczenie na Dolny Śląsk do sanatorium w Görbersdorfie. Dobrze zorganizowany zakład leczenia klimatycznego chorób płucnych, w szczególności gruźlicy, działał tam od prawie 20 lat. Będąc przez kilka miesięcy kuracjuszem ośrodka, Sokołowski nie tracił czasu na kontemplację górskich widoków, lecz zabrał się za zgłębianie tajników wiedzy balneologicznej. Ciekawość była tym większa, im większą dawała nadzieję na wyleczenie samego siebie ze śmiertelnej choroby, a trzeba w tym miejscu dodać, że balneologia rozwijała się w owych czasach bardzo prężnie i materiału do studiowania było sporo. Poza tym za kurację trzeba było płacić, a młody lekarz był w coraz to gorszej kondycji finansowej, nie pracował przecież w uzdrowisku, tylko był leczony. W tym momencie znowu zapewne pomogła mu jego pilność, bystrość, inteligencja, solidna wiedza nabyta w trakcie studiów i być może urok osobisty. Nie dość, że po kilku miesiącach kuracji został asystentem dyrektora zakładu Hermanna Brehmera dla opieki nad pacjentami z ziem słowiańskich, to po zdaniu egzaminu państwowego uzyskał prawo praktyki lekarskiej w Niemczech. Pracował sumiennie, uczył się i obserwował. Swoje spostrzeżenia ogłaszał drukiem w czasopismach polskich i niemieckich. Nawiązał kontakty naukowe z ośrodkami uniwersyteckimi we Wrocławiu, w Berlinie, Lipsku i Dreźnie.

Zainteresowały go w tym czasie choroby gardła i krtani również leczone intensywnie klimatycznie w tym ośrodku. Celem nabycia praktyki w tej nowiutkiej dziedzinie medycyny nazwanej laryngologią wyjechał na dwa dwumiesięczne staże lekarskie do Wiednia i Heidelbergu. Jego bystry umysł pozwolił mu krytycznie ocenić metody lecznicze stosowane w uzdrowisku. Ordynator chętnie korzystał z jego uwag, co bardzo korzystnie wpłynęło na wyniki leczenia w zakładzie.

Trzeba przyznać, że jak na zaledwie dwuletni pobyt w Görbersdorfie Sokołowski osiągnął sporo, a zamierzał jeszcze więcej. Zyskawszy sobie dobrą renomę jako ftyzjatra i laryngolog, postanowił zająć się praktyką prywatną, oczywiście tam, gdzie mogło to być opłacalne, a więc w jakimś modnym arystokratycznym zakątku Europy. Tym razem wybrał cieplejsze miejsce, jakim była Riwiera Francuska. Jak to uczynić? Bardzo łatwo. Wystarczyło tylko zgromadzić odpowiednie fundusze i obronić doktorat w języku francuskim, najlepiej w Paryżu. Na szczęście wychowany w szlacheckiej rodzinie, ten język znał znakomicie. Zebrał więc pieniądze, napisał pracę doktorską Quelques remarques sur les complications laryngées de la phthisis pulmonaire, obronił ją w 1880 roku i... nieoczekiwanie powrócił do Warszawy. Był już wtedy od trzech lat żonaty z Zenobią Maszkowską. Żaden z jego dwóch synów z tego małżeństwa nie poszedł w ślady ojca i nie został lekarzem. Obaj uzyskali doktoraty z filozofii i prawa.

Sokołowski już do końca życia będzie pracował w Polsce, lecząc i nauczając młodych lekarzy. Budował polską laryngologię i pulmunologię od podstaw. Był jednym z pionierów tych dyscyplin w naszym kraju. Na początku otrzymał posadę ordynatora sześciołóżkowego oddziału dla chorych piersiowych i gardlanych w Szpitalu Św. Ducha. Zorganizował tu laboratorium i ambulatorium chorób szyi, gardła i nosa, a jego oddział stał się ośrodkiem badań naukowych dla rozwijającej się szybko warszawskiej otolaryngologii i pulmunologii. W 1882 roku objął stanowisko ordynatora Oddziału Chorób Dróg Oddechowych tego szpitala. Unowocześnił ten oddział i postawił go w gronie najlepszych tego typu w kraju. Naturalnie oprócz tego prowadził nadal bardzo dobrze prosperującą praktykę lekarską, a w miesiącach letnich konsultował pacjentów w zakładzie wodoleczniczym w Nałęczowie. O jego wyrobionej pozycji w balneologii świadczyć może fakt, iż był osobistym lekarzem księcia Aleksandra Romanowskiego von Leuchtenberg.

Za namową Wiktora Szokalskiego, pioniera okulistyki w Polsce i na świecie, zdecydował się na prywatne wykłady z demonstracjami dla studentów i młodych lekarzy. Nie było innego wyjścia, albowiem w zrusyfikowanej uczelni warszawskiej poziom nauczania był raczej mizerny. Cesarski Uniwersystet nie należał do prężnych ośrodków naukowych, gdyż miał za zadanie kształcić raczej rzemieślników niż naukowców. Tak więc Alfred Sokołowski podjął trud nauczania, czy raczej zaznajamiania medyków z nowymi metodami badania za pomocą wzierników i reflektora czołowego, głównie – wprowadzania ich w arkana laryngologii. Trudno zapewne obliczyć, ilu internistów i pediatrów było mu wdzięcznych do końca życia za swoje umiejętności. Najważniejsze jest jednak to, że stworzył własną szkołę laryngologiczną, a jego uczniami byli między innymi Feliks Erbrich (późniejszy profesor laryngologii UW) i Jan Szmurło (profesor i kierownik kliniki Uniwersytetu Wileńskiego).

W tym czasie Sokołowski owdowiał po 22 latach małżeństwa i ożenił się ponownie z Marią Matuszewską, nauczycielką języka polskiego i historii, działaczką społeczną, autorką książek dla dzieci.

Należał do polskiej elity intelektualno-moralnej. W 1915 roku, natychmiast po wyparciu wojsk rosyjskich ze stolicy, wraz z grupą zapaleńców rozpoczął starania o utworzenie tutaj polskiego uniwersytetu z wydziałem lekarskim. Uniwersytet utworzono w listopadzie tego roku, a rektorat powierzono innej wielkiej osobowości tamtych czasów, pediatrze Józefowi Brudzińskiemu, niewątpliwie najbardziej zaangażowanemu w tę sprawę. Systematycznie organizowane były kolejne katedry, począwszy od tych niezbędnych do nauczania studentów najmłodszych lat. Tymczasem Sokołowski rozpoczął wykłady z medycyny społecznej w Towarzystwie Kursów Naukowych, a po ich przekształceniu w Wolną Wszechnicę Polską został jej rektorem i w latach 1919–1920 kierownikiem Katedry Medycyny Społecznej.

Po śmierci Józefa Brudzińskiego prowadził w Uniwersytecie Warszawskim w latach 1918/1919 wykłady z propedeutyki medycyny dla studentów pierwszego roku, będące wstępem do dalszej nauki. W swoich wykładach omawiał między innymi znaczenie dla medycyny głównych przedmiotów klinicznych i podstawowych, z którymi miał się młody człowiek wkrótce zetknąć na studiach, poruszał zagadnienia z historii medycyny, deontologii i etyki lekarskiej, praw i obowiązków lekarza, roli lekarza w nowoczesnym ustroju społecznym i państwowym, tajemnicy lekarskiej, odpowiedzialności i obrony interesów moralnych i materialnych lekarzy. Sokołowski uważał, że „Jedynie gruntowne i systematycznie prowadzone wykształcenie lekarskie, obok haseł humanitarnych, głoszonych młodzieży podczas studiów przez wytrawnych nauczycieli klinicznych, może wyrobić wykształconych fachowo i humanitarnie lekarzy, których obowiązki są niezwykle doniosłe nie tylko w stosunku do chorych, ale i całego społeczeństwa. A odnosi się to w wysokim stopniu do naszych lekarzy, w epoce odbudowy naszego państwa, gdyż, jak słusznie powiedział przeszło przed pół wiekiem Ludwik Bierkowski o nas: «My lekarze, bez wątpienia ze względu na wykształcenie naukowe, tudzież ważność powołania naszego, jesteśmy niepospolitą w społeczeństwie potęgą, albowiem głównym celem naszych działań, wymagających tak mnogiego zasobu nauk i tyle mozolnej pracy, są najdroższe skarby człowieka, tj. zdrowie i życie jego»”1.

W swoim wykładzie wstępnym, powołując się na Sondereggersa, lekarza szwajcarskiego, Sokołowski podał za nim cechy dobrego lekarza: „Nie ma nad lekarza człowieka na całym świecie, mającego przed sobą cel większy i piękniejszy. Myśli jego i czyny mają zdanie najwznioślejsze i najtrudniejsze. Jego istnienie, dążenia, życie i cierpienie: wszystko jest w najwyższym stopniu godne uwagi i wzruszające. Musi jednak mieć: bystry wzrok, ostry słuch, wielki dar spostrzegawczy, cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość nieskończonego uczenia się. Musi również mieć umysł jasny i krytyczny, żelazną wolę, która wspierałaby go w potrzebie. Oprócz tego powinien posiadać serce gorąco czujące. Takie serce, które pojmuje każde cierpienie i stara mu się ulżyć ile możności. Musi także być obdażonem silnem uczuciem religijnem i wysoką moralnością, które ustrzegłyby go od zmysłowości, chciwości na grosz i nadmiernej ambicji. Niezależnie od tego powinien mieć przyzwoity wygląd, być gładkim w obejściu, mieć zręczne palce, a także zdrowie ciała i duszy. Wszystko to powinien posiadać, jeśli nie chce być złym albo nieszczęśliwym lekarzem. Musi on, niezależnie od ogromnej wiedzy, którą niczym wielbłąd jest objuczony, zachować stale młodzieńczą świeżość umysłu. Musi, obracając się często pośród blagi i szarlatanerii, wystrzegać się ich i pozostać zacnym człowiekiem. Medycyna mu powinna zastąpić wszystko. Musi być ona jego wyznaniem i polityką. Jego szczęściem i nieszczęściem”2.

W czerwcu 1919 roku Sokołowski został mianowany profesorem honorowym medycyny wewnętrznej UW, a od następnego roku akademickiego rozpoczął pierwsze na ziemiach polskich wykłady z ftyzjatrii. W swojej pierwszej prelekcji wyjaśnił studentom, dlaczego wystarał się dla nich o rozpoczęcie dodatkowego kursu z nauki o suchotach płucnych: „W klinice wewnętrznej spotykaliście panowie chorych dotkniętych suchotami płucnymi, najczęściej w ostatnim okresie tej choroby będących, ludzi nad wyraz nieszczęśliwych, którym niestety sztuka lekarska może jedynie łagodzić ich cierpienie, a szpital dać im przytułek. Chorzy więc ci wzbudzają w słuchaczu bardziej litość, aniżeli interes naukowy. Poza tą jednakże liczną falangą istnieją całe legiony chorych dotkniętych suchotami w różnych okresach choroby, którzy nie tylko nie zalęgają szpitali, lecz przeciwnie, żyją pozornie życiem normalnym, a większość ich, szczególnie ludności biednej, proletariackiej, pracuje nieraz z wielkim wysiłkiem wśród lichych warunków na chleb powszedni dla siebie i swoich bliskich – pracują na kształt konia pociągowego, który pada wśród ostatecznego wysiłku w swoim nędznym własnym ognisku, o ile z łaski nie będzie przyjęty na zamarcie do szpitala. Na szczęście nie wszystkich suchotników spotyka ten los nadzwyczaj smutny, gdyż stosunkowo duży z nich procent, nawet wśród nędznych warunków, poprawia się ciągnąc w pozornym niby zdrowiu nieraz całe lata, niektórzy z nich nawet uzyskują zdrowie zupełne, a nawet długowieczność. Jest to więc odrębny świat istot żyjących wśród normalnego społeczeństwa, świat mający swoją odrębną fizjonomię, odrębny nastrój psychiczny, odrębny nieraz sposób życia i zachowania się, a nam medykom należy w pierwszej kolejności poznać ten świat odrębny, gdyż stanowi on olbrzymią ilość jednostek w każdym społeczeństwie, tak wielką, że zapewne panowie sprawy sobie z tego bliżej nie zdawali”3.

Sokołowski kładł duży nacisk na wczesne rozpoznanie gruźlicy i wczesne rozpoczęcie leczenia. Dlatego jeszcze w 1901 roku przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym utworzył Wydział Przeciwgruźliczy, z którego następnie wyrosło w 1908 roku Warszawskie Towarzystwo Przeciwgruźlicze, którego był prezesem. Dzięki jego działaniom w Towarzystwie udało się zorganizować pierwsze warszawskie przychodnie przeciwgruźlicze oraz sanatorium dla ubogich „Leśniczówka” pod Karczewem. Wspierał finansowo wiele przedsięwzięć, których celem było upowszechnianie leczenia gruźlicy wśród ubogiej części społeczeństwa.

Sokołowski był współzałożycielem Warszawskiego Towarzystwa Laryngologicznego, Akademii Nauk Lekarskich oraz innych organizacji naukowych i społecznych oraz dobroczynnych. Był członkiem rzeczywistym (od 1908) i członkiem honorowym (od 1921) Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, członkiem honorowym Krakowskiego Towarzystwa Lekarskiego (od 1911) i Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego (od 1914) oraz wielu innych towarzystw naukowych w Polsce i poza granicami kraju. Czynnie uczestniczył w wielu zjazdach i kongresach międzynarodowych, opublikował ponad 270 prac w języku polskim, niemieckim, francuskim, angielskim, włoskim i rosyjskim. Współpracował lub należał do komitetów redakcyjnych wielu czasopism polskich i zagranicznych. W 1916 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa UJ, a w 1922 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.

Zmarł w Warszawie 8 marca 1924 roku, a jego pogrzeb na Powązkach zgromadził tłumy warszawian. Ostatnią jego wolą było, aby jego dom przy ul. Śniadeckich w Warszawie został przekazany Uniwersytetowi Warszawskiemu z przeznaczeniem na muzeum ftyzjatrii. Gdy po II wojnie światowej uzdrowisko Gorbersdorf znalazło się w obrębie nowych granic państwa polskiego, zmieniono jego nazwę na Sokołowsko. To spokojne uzdrowisko leży na wysokości 540–600 metrów n.p.m. w dwóch dolinach: Sokołowca (dawniej zwanej Radosnym Jarem) i Dziczego Potoku i jest otoczone ze wszystkich stron stromymi zboczami szczytów Gór Suchych. Do dzisiaj działa jako sanatorium i miejscowość wypoczynkowa.

SECT-ID LINK

1A. Sokołowski, Propedeutyka lekarska. Wstęp do nauk lekarskich ze szczególniejszem uwzględnieniem historji medycyny polskiej: wykłady wygłoszone w Uniwersytecie Warszawskim w latach akademickich 1918/19 i 1919/20, Warszawa 1920.

2Ibidem.

3Ibidem.

Paweł (Paul) Styger

Urodzony 27 IX 1887 w Schwyz (Szwajcaria). Studia w Rzymie, w Pontificio Collegio Germanico-Ungarico (1906) oraz na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim, doktoraty z filozofii (1909) i teologii (1913). Święcenia kapłańskie w 1912. Profesor na Wydziale Teologicznym UW (1921–1934).

Specjalista w zakresie archeologii i sztuki chrześcijańskiej, badacz m.in. fresków w rzymskich kościołach oraz katakumb Rzymu i tamtejszych grobów męczenników.
Członek TNW (1931).
Zmarł 14 V 1939 w Lucernie.

Neue Untersuchungen über altchristliche Petrusdarstellungen, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1913, t. XXVII, s. 17–74; Gli Apostoli Pietro e Paolo ad Catacumbas sulla Via Appia, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1915, t. XXIX, s. 162–169; Il Monumento Apostolico della via Appia secondo gli ultimi Scavi della Basilica di San Sebastiano, Vaticano 1917; Die altchristliche Grabeskunst, München 1927; L’origine del cimitero di Domitilla, „Atti della Pontificia Accademia Romana di Archeologia. Rendiconti” 1926–1927, t. V, s. 89–144; Rotunda Świętych Feliksa i Adaukta na Wawelu. Mauzoleum z pierwszych czasów chrześcijaństwa w Polsce, Warszawa 1929; Lorigine del cimitero di Priscilla sulla via Salaria, Lwów 1931; Die römische Katakomben, Berlin 1933; Römische Märtyrergrufte, Berlin 1935.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. IV, Warszawa 1998.

ELŻBIETA JASTRZĘBOWSKA

PAWEŁ STYGER

1887–1939

 

Paweł (czyli Paul) Styger urodził się 27 września 1889 roku w Schwyz obok Lucerny. Wywodził się z dość znanego szwajcarskiego rodu odnotowanego w kantonalnych źródłach archiwalnych już w XV wieku. Ojciec Martin (1856–1935) był urzędnikiem w kancelarii kantonu Schwyz, ale interesował się historią i opublikował kilka prac o dziejach stron ojczystych i z zakresu genealogii lokalnych rodów szlacheckich. Matka Verena, z domu Höfliger, pochodziła z okolic Jeziora Zuryskiego. Paul uczęszczał do szkół w Schwyz, a po ukończeniu w 1906 roku Kollegium Maria Hilf wyjechał do Pontificio Collegio Germanico-Ungarico w Rzymie, gdzie na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim obronił dwa doktoraty: z filozofii w 1909 i teologii w 1913 roku1.

27 października 1912 roku Styger przyjął w Rzymie święcenia kapłańskie i został kapelanem w kościele Santa Maria in Campo Santo Teutonico przy Watykanie. Oddał się wówczas nowej pasji swego życia – archeologii chrześcijańskiej. Pojawiła się ona najprawdopodobniej wskutek współpracy z Hartmannem Grisarem w badaniach nad wczesnośredniowiecznymi freskami w kościele św. Saby na Awentynie2. Styger w 1914 roku już samodzielnie odkrywał, badał i konserwował podobne malowidła ścienne w bazylikach: Santa Croce in Gerusalemme i San Giovanni a Porta Latina3. Pracował sam i własnoręcznie wydobywał freski spod późniejszego tynku i barokowych malowideł4. Na jedynej opublikowanej w prasie szwajcarskiej fotografii Stygera widać go stojącego w roboczym fartuchu na prymitywnych rusztowaniach w kościele św. Jana przy Bramie Łacińskiej5. Jednak pierwsze publikacje naukowe Stygera traktowały o dekorowanych reliefami sarkofagach chrześcijańskich oraz o najstarszej ikonografii Marii (1911) i apostoła Piotra (1913)6. Następne opracowania Stygera dotyczyły już przede wszystkim katakumb chrześcijańskich Rzymu: Pryscylli na via Salaria oraz św. Sebastiana na via Appia7. Z kolei wyniki wykopalisk z 1915 roku w nawie głównej bazyliki San Sebastiano stały się największym sukcesem badawczym Stygera, za który jednak przyszło mu „zapłacić” brakiem zgody ze strony władz włoskich na dalszą eksplorację archeologiczną w tym miejscu. Zaowocowało to jednakowoż później profesurą w Warszawie.

W latach 1915–1917 ten młody, niespełna trzydziestoletni, archeolog pracował w bazylice św. Sebastiana formalnie jako asystent Antona de Waala (1837–1917), rektora kolegium Campo Santo Teutonico8, który już od 1892 roku szukał w tej okolicy (mauzoleum, tzw. Platonia przyległe od zachodu do bazyliki) pozostałości kultu Piotra i Pawła, odnotowanego odnośnie do tego miejsca w najstarszych źródłach pisanych dotyczących kultu apostołów i pierwszych męczenników w Rzymie9. De Waal, niezrażony negatywnym wynikiem swoich pierwszych badań, nakazał Stygerowi kontynuowanie poszukiwań i sfinansował wykopaliska w samej bazylice. Styger, nie mając doświadczenia terenowego, w trudnym czasie toczącej się I wojny światowej, prowadził jednak swoją eksplorację bardzo dobrze, przede wszystkim całkiem samodzielnie. Zachował się dziennik jego wykopalisk, z dokładnymi notatkami, bogato ilustrowany własnoręcznymi rysunkami10. Rezultat wykopalisk przeszedł wszelkie oczekiwania, gdyż przed ołtarzem głównym kościoła Styger odkrył niewielkie pomieszczenie, nazwane Triclią, z malowanymi ścianami oraz z ponad 600 greckimi i łacińskimi graffiti zawierającymi inwokacje ku czci Piotra i Pawła. Natychmiast po odkryciu Triclii Paul Styger opublikował swoje znalezisko11, ale jego wnioski dotyczące charakteru i kontekstu archeologicznego Triclii nie znalazły uznania w niektórych kręgach ówczesnych archeologów włoskich i kościelnych lub po prostu wzbudziły zawiść. Ponadto 23 lutego 1917 roku zmarł protektor Stygera Anton de Waal i młodemu badaczowi nie było już dane kontynuować wykopalisk pod bazyliką San Sebastiano12. Dodatkowo, w tym samym czasie, jako domniemany Niemiec Styger został oskarżony o szpiegostwo na rzecz wroga. Powodem było to, że kilkakrotnie jeździł do Niemiec i Austrii jako wysłannik Watykanu w sprawach jeńców włoskich przebywających w niemieckich lazaretach wojskowych. Styger przebywał w Campo Santo Teutonico w Rzymie jeszcze przez całą wiosnę 1917 roku i pełnił tam funkcję prorektora, ale już 3 maja tego samego roku musiał opuścić Watykan. Dziś już nie wiadomo, skąd wzięło się oskarżenie Stygera o szpiegostwo na rzecz Niemiec. 23 czerwca 1917 roku zaowocowało ono nawet wojennym procesem wojskowym, ale oskarżonego nie było już wówczas nad Tybrem13. Jeszcze przez następne dwa lata Styger nie mógł przyjechać do Rzymu i można podejrzewać, że był to nie tylko skutek wyroku sądu, który po wojnie stracił swoją moc prawną, lecz że stało się tak i z powodu dawnych zawiści personalnych. Poza tym doszły do tego ważkie naukowe kontrowersje między Stygerem a Józefem Wilpertem (1857–1944), księdzem pochodzącym ze Śląska osiadłym w Rzymie, zajmującym wówczas w Watykanie wiodącą pozycję wśród kościelnych badaczy katakumb14. Styger bowiem często (również później z Warszawy) krytycznie recenzował rozliczne publikacje Wilperta pełne pobożnych nadinterpretacji. Dopiero w 1920 roku Styger uzyskał pozwolenie na przyjazd do Rzymu i mógł wreszcie uporządkować swoją dokumentację z dawnych badań pod bazyliką San Sebastiano. Wtedy też zabrał ze sobą kopię dziennika wykopalisk oraz inne osobiste „notatki” i rysunki z okresu badań w katakumbach. Wszystko to można dzisiaj odnaleźć w ponad 20 pudłach bogatej spuścizny Stygera przechowywanych w Staatsarchiv w Schwyz15.

Po I wojnie światowej Warszawa znów stała się stolicą niepodległej Polski, ale Uniwersytet Warszawski działał już od roku akademickiego 1915/1916. Do pierwszych trzech Wydziałów: Prawa i Nauk Państwowych, Filozoficznego i Matematyczno-Przyrodniczego w roku akademickim 1917/1918 dołączył Wydział Teologii Katolickiej, gdzie z początku wykładało tylko czterech profesorów, studiowało kilkunastu słuchaczy, a semestr trwał zaledwie od 27 maja do 15 lipca16. 2 kwietnia 1920 roku Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zatwierdziło projekt i szczegółowe statuty Wydziału Teologii; ostatecznego potwierdzenia udzieliła w 1925 roku Stolica Apostolska. „W ciągu roku akademickiego 1921/22 przybyło dwóch profesorów zwyczajnych: ks. dr. Paweł Styger profesor kontraktowy archeologii i sztuki kościelnej oraz ks. dr. Franciszek Jehlička profesor zwyczajny etyki”17. Ze strony Watykanu Stygera mieli rekomendować do Warszawy kardynał Lorenzo Lauri i prałat Kazimierz Skirmunt18. Obydwaj nowi warszawscy profesorowie uniwersyteccy nie mówili po polsku, wykształcili się w Rzymie (Styger), Wiedniu i Budapeszcie (Jehlička), ich językiem ojczystym był niemiecki, ale byli świetnymi specjalistami w swoich dziedzinach. Fakt, że zostali powołani do tworzącego się uniwersytetu w stolicy niepodległego wreszcie państwa, dobrze świadczy o dbałości tej uczelni, stale borykającej się z trudnościami finansowymi, aby osiągnąć i utrzymać jak najwyższy poziom nauki i dydaktyki w oparciu o kontakty europejskie. Wśród profesorów Uniwersytetu Warszawskiego byli wówczas naukowcy sławy światowej pochodzący z różnych krajów Europy. W ciągu dwunastu lat swojej profesury w Uniwersytecie Warszawskim Paweł Styger niejednokrotnie sam, ale także i ze swoimi studentami, jeździł do Rzymu do tamtejszych katakumb, kościołów i bibliotek oraz również do rodzinnego Schwyz, gdzie podczas wakacji uniwersyteckich odnajdywał spokój do pisania. Częste podróże Stygera do Berna czy Rzymu okazały się też bardzo pomocne dla Poselstwa Szwajcarii i Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie, gdyż kilkakrotnie był on godnym najwyższego zaufania „kurierem” i powierzano mu dokumenty oraz insygnia najwyższej wagi państwowej19.

W Warszawie Styger pracował w siedzibie Wydziału Teologicznego (Seminarium Archeologii i Sztuki Kościelnej) przy ul. Traugutta 1, czyli w zburzonym w czasie wojny gmachu, na którego miejscu znajduje się dzisiaj Instytut Filozofii UW. Wejście do tego Seminarium znajdowało się z tyłu gmachu, od strony kościoła św. Krzyża. Styger mieszkał pod różnymi adresami, w tym na Ratuszowej 9 i na Brzozowej 12, co wiadomo z zachowanych i tak adresowanych doń listów20. Utrzymywał bowiem bogatą korespondencję międzynarodową, w tym także z bardzo znanymi naukowcami europejskimi, głównie z niemieckiego obszaru językowego, m.in. z Franzem Josephem Dölgerem (1879–1940) i Friedrichem Wilhelmem Deichmannem (1909–1993), wtedy nie tylko wiodącymi specjalistami w obrębie studiów nad antykiem chrześcijańskim, ale też reprezentującymi najbardziej nowatorskie prądy badawcze w tej dziedzinie21. Obszerna bibliografia prac Stygera z okresu warszawskiej profesury dobrze świadczy o bogatych owocach jego pracy naukowej w tych latach22. Kazimierz Michałowski opowiadał nam na swoim ostatnim seminarium przed śmiercią, jak ze Stygerem przed wojną wspólnie snuli plany dotyczące umożliwienia pracy badawczej w Rzymie młodym polskim naukowcom wymieniając się pomysłami na znalezienie możliwości i środków realizacji tych planów. Nic z tego nie wyszło, ale w Staatsarchiv w Schwyz przetrwała duża część innej korespondencji Stygera na ten sam temat. W tym samym archiwum zachował się także niemal komplet konspektów łacińskich wykładów uniwersyteckich Stygera z zakresu archeologii chrześcijańskiej, najstarszej historii Kościoła, patrologii, powstania i rozwoju katakumb, najstarszej ikonografii chrześcijańskiej, kościelnej architektury, epigrafiki i historii ubioru. Wygłaszał je dla swoich studentów zasadniczo po łacinie, ale też czasem po francusku, a być może później również i po polsku23. W zachowanych listach Stygera zdarzają się bowiem wtrącone polskie słowa, a na łamach kilku zachowanych w Schwyz egzemplarzy polskich czasopism przedwojennych znajdują się jego popularnonaukowe, zapewne tłumaczone, ale niewątpliwie autoryzowane, artykuły po polsku24, czy wreszcie istnieje skrypt Stygera (w maszynopisie) dla studentów zatytułowany: Metoda badania katakumb25. Studentami archeologii Stygera w Uniwersytecie Warszawskim byli księża, a spośród nich do jego uczniów poczuwali się później: historyk Kościoła Mieczysław Żywczyński, następnie profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego; nadto Antoni Kwieciński, od 1935 roku wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, a po wojnie profesor archeologii chrześcijańskiej i sztuki kościelnej w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, oraz Antoni Liedtke, profesor historii Kościoła w seminarium duchownym w Pelplinie. Wreszcie studentem Stygera w 1922 roku był też słynny z okresu już powojennego ks. Jan Zieja, o czym sam powiedział Jackowi Moskwie26. Styger, pierwszy profesor archeologii chrześcijańskiej w Uniwersytecie Warszawskim, organizował dla swoich uczniów letnie pobyty studyjne w Rzymie. Skorzystali z nich Antoni Kwieciński, Jan Zieja i Antoni Roszkowski.

Z naukowymi wyjazdami wraz ze studentami do Rzymu łączy się jeszcze inna bardzo ważna, choć nieuwieńczona sukcesem, aktywność naukowo-organizatorska Stygera. Już w 1921 roku napisał do kardynała Edmunda Dalbora, arcybiskupa Gniezna i Poznania, prośbę o poparcie idei stworzenia w Wiecznym Mieście Scuola Polacca di Archeologia Cristiana, gdzie polscy młodzi badacze mogliby zatrzymywać się na naukowe studia, mieć tam czas i możliwość bezpośredniego poznawania rzymskich zabytków, zarówno chrześcijańskich, jak i pogańskich, oraz pracy w tamtejszych bogatych bibliotekach27. Niezrażony pierwszą negatywną odpowiedzią kardynała Styger ponawiał swoją prośbę w następnych listach, zwłaszcza że dzięki tej korespondencji udawało mu się też załatwiać swoim studentom locum w Rzymie podczas objazdów naukowych. O tych bezowocnych staraniach Stygera i związanej z tym jego irytacji wspomina również ks. Jan Zieja28. Piotr Ignacy Bieńkowski (1865–1925), założyciel katedry archeologii klasycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gorąco poparł tę inicjatywę29. Wystosował nawet do Departamentu Nauki Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie projekt fundacji Archeologicznego Instytutu w Rzymie30. Zaś Styger w Warszawie pisał w tej samej sprawie listy przede wszystkim do władz kościelnych, w tym także do nuncjusza Watykanu w Warszawie Achillesa Ratti (1857–1939), a niebawem, od 6 lutego 1922 roku, już do eksnuncjusza, czyli do papieża Piusa XI, z którym od czasów wspólnie spędzonych nad Wisłą łączyły Stygera więzy sympatii i wzajemnego uznania. Sam Styger uzasadniał swoje działania bardzo patriotycznie z punktu widzenia Polaków, pozbawionych pod zaborem rosyjskim przez ponad stulecie jakichkolwiek szans na rozwój naukowy. Podobnie jak Bieńkowski, stawiał za wzór analogiczne instytuty innych państw istniejące i działające nad Tybrem już od dawna. W Staatsarchiv w Schwyz przetrwały w brudnopisie niedatowane Statuty Instytutu Polskiego Archeologii Chrześcijańskiej, napisane przez Stygera wyraźnie w pośpiechu31. Znamienna jest różnica między kwalifikacyjnym regulaminem dopuszczającym do korzystania z Archeologicznego i Historycznego Instytutu Polskiego autorstwa Bieńkowskiego, a Statutami Polskiego Instytutu Archeologii Chrześcijańskiej pióra Stygera. O ile dla profesora archeologii klasycznej z Krakowa najważniejsze było to, aby merytorycznie najlepsi studenci zostawali stypendystami tej placówki, to dla księdza profesora archeologii chrześcijańskiej z Warszawy istotniejsze było, aby władze kościelne decydowały o wyborze stypendystów i o tym, jak winni się oni zachowywać na miejscu. Niemniej obydwaj badacze i przedwojenni wychowawcy młodej kadry naukowej byli jednakowo przekonani o konieczności i celowości zaistnienia takiej polskiej placówki w Rzymie w procesie prawidłowego i rzetelnego kształcenia archeologów, historyków, artystów, teologów i księży – słowem klasycznych humanistów o różnej specjalizacji. Trzeba jednak podkreślić, że Styger generalnie odnosił się bardzo krytycznie do stanu wiedzy i przygotowania naukowego przedstawicieli kleru katolickiego, którzy ówcześnie w Rzymie trudnili się archeologią chrześcijańską. Stąd też jakość dobrego kształcenia księży leżała mu bardzo na sercu. Co prawda papież bardzo sobie cenił naukowe osiągnięcia Stygera, zwłaszcza w badaniach nad genezą i rozwojem katakumb Rzymu – nadał mu nawet tytuł Tajnego Kamerdynera (Geheimkämmerer), mimo to życzenie warszawskiego profesora pozostało bez odpowiedzi, choć w 1925 roku w Rzymie powstało Istituto Pontificio di Archeologia Cristiana. Zatem pomysł Stygera doczekał się realizacji, ale oczywiście bez jego udziału. Nie udało mu się również zamienić na polską placówkę religijną, świecką, ani tym bardziej państwową, Centrum Naukowego, powstałego w 1927 roku z inicjatywy arcybiskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy i Polskiej Akademii Umiejętności przy polskim Hospicjum przy via Boteghe Oscure w Rzymie32. W 1939 roku Centrum to pod kierownictwem Józefa F. Michałowskiego przeniosło się do Pałacu Doria Pamphili i po wojnie stało się Stacją Polskiej Akademii Nauk w Rzymie.

W 1931 roku Paweł Styger został członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego – protoplasty dzisiejszej Polskiej Akademii Nauk. W tym samym roku wykazał się też w Warszawie jeszcze jedną inicjatywą w całkiem innej dziedzinie i na marginesie spraw kościelnych. Tym razem rzecz dotyczyła międzynarodowej polityki Polski, a dokładniej relacji polsko-niemieckich. W Staatsarchiv w Schwyz zachowało się 14 listów z 1931 roku: Stygera (w kopiach) oraz oryginalnych pism Nikodema Medlewskiego, sekretarza Prymasa Polski kardynała Augusta Józefa Hlonda, i prałata Ludwika Kaasa, przewodniczącego niemieckiej partii Centrum, bardzo aktywnego w Reichstagu posła prawego skrzydła tej partii33. Styger był przekonany o zbliżającej się ze Wschodu groźbie komunistycznego podboju Europy i całego cywilizowanego świata, zatem jedyny ratunek przed tą katastrofą widział w porozumieniu polskich i niemieckich katolików. Temu celowi miałoby służyć bezpośrednie nawiązanie kontaktu między wspomnianymi najważniejszymi osobistościami na szczytach polskiego i niemieckiego Kościoła, które Styger starał się usilnie, aczkolwiek również i w tym przypadku nieskutecznie, umówić na spotkanie przy pomocy wspomnianych listów34.

Z profesury uniwersyteckiej Styger zrezygnował na własne życzenie 28 lutego 1934 roku, na pięć lat przed swoją śmiercią. Nie wiadomo dziś, jakie były powody tej rezygnacji. Może to wieloletnia choroba (gruźlica płuc) stała się zbyt dużą przeszkodą w dydaktyce, może rozgoryczenie bezskutecznością swoich rozlicznych działań, a może chęć całkowitego poświęcenia się pracy naukowej, jako że dwa swoje największe dzieła naukowe Styger wydał pod koniec życia i już po wyjeździe z Warszawy35. Wygląda na to, że wszystkie te powody razem mogły przyczynić się do tego, że opuścił Uniwersytet Warszawski i powrócił do Szwajcarii. Paul Styger, w wieku zaledwie 52 lat, po długim leczeniu szpitalnym, zmarł w Lucernie 14 maja 1939 roku36.

SECT-ID LINK

1Por. Paul Styger, [w:] Dictionnaire historique et bibliographique de la Suisse, Neuchâtel 1932, t. VI, s. 404–405; A. Castell, Professor Paul Styger, Schwyz, „Pontificium Collegium Germanicum Hungaricum” 1939, t. XLVIII, nr 2, s. 54; idem,  Professor Mgr. Paul Styger, Schwyz, „Zeitschrift für Zöglinge, Ehemalige und Freunde des Kollegiums Maria Hilf Schwyz” 1939, nr 27, s. 197; E. Jastrzębowska, Paul Styger, archeolog rzymski i profesor warszawski, „Przegląd Historyczny” 2010, t. CI, z. 2, s. 197–213; eadem, Paul Styger (1887–1939) – Archaeologist at Rome and Professor at Warsaw, „Archaeologia Polona” 2009, t. XLVII, s. 41–154; S. Heid, Paul Styger christlicher Archäologe, [w:] Personenlexikon zur christlichen Archäologie. Forscher und Persönlichkeiten vom 16. zum 21. Jh., t. II, Regensburg 2012, s. 1210–1213.

2P. Styger, Die Malereien in der Basilika des kl. Sabas auf dem kl. Aventin in Rom, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1914, t. XVIII, s. 49–96.

3A. de Waal, Die Kirche St. Johannis ante Portam latinam in Rom, Köln 1914, s. 19; P. Styger, La decorazione a fresco del XII secolo della chiesa di San Giovanni „ante portam latinam”, „Studi Romani” 1914, nr 2, s. 261–328; idem, Die neuentdeckten mittelalterlichen Fresken von Santa Croce in Gerusalemme, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1914, t. XVIII , s. 17–28.

4Por. jedyną fotografię Stygera przy pracy na rusztowaniach w kościele św. Jana – Archäologische Funde in Rom, „Sonntagsblat des Vaterland”, nr 31, 1914.

5Ibidem.

6P. Styger, Marienbilder in der altchristlichen Kunst, „Der Aar” 1911, nr 1/2, s. 177–190; idem, L’apostolo S. Pietro suisarcofagi dell’arte antica cristiana, „Rivista di Archeologia Cristiana” 1912, t. VII, s. 889–906; idem, Neue Untersuchungen über die altchristlichen Petrusdarstellungen, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1913, t. XVII, s. 17–74.

7Por. bibliografię Stygera w: „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1932, t. XXV, s. 95; E. Josi, Styger, [w:] Enciclopedia Cattolica, Cittä del Vaticano 1953, s. 1431–1432; Biogramy uczonych polskich. Materiały o życiu i działalności członków AU w Krakowie, TNW, PAU, PAN, cz. 1: Nauki społeczne, z. 3, red. A. Śródka, P. Szczawiński, Wrocław 1985, s. 333–334; wreszcie najobszerniej S. Heid, Anton de Waal und Paul Styger – eine glückliche Zusammenarbeit im Dienst der Christlichen Archeologie, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 2008, t. CIII, s. 63–81; idem, Paul Styger christlicher Archäologe, op. cit., s. 1211–1213; E. Jastrzębowska, Paul Styger (1887–1939), op. cit., s. 141–154.

8Por. E. Gatz, Anton de Waal (1837–1917) und der Campo Santo Teutonico, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1980, Suppl. 38; S. Heid, Anton de Waal und Paul Styger, op. cit., s. 55–62.

9A. de Waal, La Platonia ossia il sepolcro apostolico deüa via Appia, Roma 1892, s. 139–163; idem, Ausgrabungen in S. Sebastiano in Rom, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1894, t. VIII, s. 337–340; idem, Die Platonia ad Catacumbas, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1895, t. IX, s. 111–117; por. jego całościowe opracowanie w: Die Apostelgruft ad Catacumbas an der via Appia. Eine historisch-archäologische Untersuchung, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1894, Suppl. 3; por. też S. Heid, Anton de Waal und Paul Styger, op. cit., s. 56.

10Kopie dziennika w rękopisie i maszynopisie przechowywane w Staatsarchiv w Schwyz: Scavi di San Sebastiano, STASZ, PA 20/7. Oryginalny rękopis tego dziennika z rysunkami Stygera znajduje się w Bibliotece Watykańskiej, BAV Vat. Lat. 14626.

11P. Styger, Scavi a San Sebastiano, scoperta di una memoria degli Apostoli Pietro e Paolo e del corpo di San Fabiano Papa e martire, „Römische Quartalschrift für christliche Altertumskunde und Kirchengeschichte” 1915, t. XXIX, s. 73–109; idem, Gli Apostoli Pietro e Paolo ad Catacumbas sulla via Appia, ibidem, s. 149–208; idem, II monumento apostolico della via Appia, „Dissertazioni della Pontificia Accademia di Archeologia Cristiana” 1918, ser. XIII/2, s. 3–112.

12S. Heid, Anton de Waal und Paul Styger, op. cit., s. 80–81.

13Idem, Anton de Waal und Paul Styger – eine glückliche Zusammenarbeit im Dienst der Christlichen Archäologie, „L’Osservatore Romano”, 27 kwietnia 2007, s. 5.

14T. Klauser, Franz Joseph Dölger (1879–1940), Münster 1980, s. 97, przypis 100.

15Nachlass Paul Styger – pod sygnaturą: STASZ, PA 20.

16T. Manteuffel, Uniwersytet Warszawski w latach 1915/16–1934/35, Warszawa 1936, s. 7–8, 15, 61.

17Ibidem, s. 63–64.

18A. Castell, Professor Paul Styger, s. 55–56.

19Por. takie listy – zaświadczenia z lat 1922–1929, STASZ, PA 20, 1.

20STASZ, PA 20, 1.

21STASZ, PA 20, 2.

22Por. wyżej przypis 7. W tym kilka wydań niewielkiej syntezy o chrześcijańskiej sztuce nagrobnej, P. Styger, Die Altchristliche Grabeskunst. Ein Versuch der einheitlichen Auslegung, München 1927.

23STASZ, PA 20, 16.

24Cudowny Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, „Przegląd Katolicki”, 6 listopada 1927; Doniosłość teologicznych studjów uniwersyteckich dla duchowieństwa, „Przegląd Katolicki”, 7 czerwca 1931 (STASZ, PA 20, 13 i 15).

25STASZ, PA 20, 11.

26J. Zieja, Życie Ewangelią, Kraków 2010, s. 43, z błędnie zapisanym nazwiskiem jako Paweł Stiger.

27STASZ, PA 20, 2.

28J. Zieja, op. cit., s. 43.

29J. Śliwa, Piotr Bieńkowski (1865–1925). Badacz – nauczyciel akademicki – organizator nauki, [w:] Archeologia śródziemnomorska w Uniwersytecie Jagiellońskim 1897–1997. Materiały z sympozjum naukowego, Kraków 21–23 października 1997, red. J. Śliwa, Kraków 1998, s. 22.

30 Niedatowana kopia pisma wysłana do Stygera, STASZ, PA 20, 2.

31Statuti dell’Istituto polacco di archeologia cristiana nell’ospizio di S. Stanislao a Roma, STASZ, PA 20, 2.

32Por. przede wszystkim: B. Biliński, 50-lecie Stacji Naukowej w Rzymie (1927–1977), „Nauka Polska” 1978, nr 11–12, s. 79–90; idem, Biblioteca e Centro di Studi a Roma dell’Accademia Polacca delle Scienze nel 50° anniversario della fondazione (1927–1977), Wrocław 1977, s. 96–101; Józef Feliks Michałowski 1870–1956 in occasione del cinquantesimo anniversario della morte, Roma 2007.

33STASZ, PA 20, 1.

34E. Jastrzębowska, Jak Paweł Styger umawiał Kardynała A. Hłonda z prałatem L. Kaasem, „Rocznik Nauk Politycznych” 2008, t. X, s. 319–331.

35P. Styger, Die römische Katakomben, Berlin 1933; idem, Römische Märtyrergruße, Berlin 1935.

36Por. nekrolog matki i siostry, Schwyz, 14 maja 1939 r., STASZ, PA 20, 1.

Stanisław Szober

Urodzony 6 XI 1879 w Warszawie. Studia na Cesarskim UW oraz prywatnie pod kierunkiem Jana Karłowicza, następnie w Moskwie. Odrzuciwszy propozycję objęcia docentury w Cesarskim UW, był nauczycielem szkół warszawskich, a później wykładowcą Towarzystwa Kursów Naukowych (1908–1919). Profesor UW (1919), wykładowca KUL (1919).

Językoznawca, pedagog. Autor prac z zakresu gramatyki polskiej, kultury języka i metodyki. Członek TNW (1908) i jego sekretarz generalny (1926–1928), Członek PAU (1938), współorganizator Instytutu Popierania Polskiej Twórczości Literackiej. Członek Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, prezes Towarzystwa Krzewienia Poprawności i Kultury Języka. Redaktor „Prac Filologicznych” (1923) i współredaktor „Poradnika Językowego”. Członek komitetu redakcyjnego Encyklopedii Wychowawczej (1909–1915). Publikował artykuły w „Języku Polskim” i „Poradniku Językowym”, prowadził rubrykę dotyczącą poprawności językowej w „Kurierze Warszawskim”, wygłaszał pogadanki w radiu.
Zmarł 29 VIII 1938 w Warszawie.

O podstawach psychicznych zjawisk językowych, Warszawa 1907, Gramatyka języka polskiego, cz. 1–3, Warszawa 1914–1916; Życie wyrazów, cz. 1–2, Kraków 1929–1930; Słownik ortoepiczny: jak mówić i pisać po polsku, Warszawa 1937, wyd. 3 uzupełnione: Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1958; Wybór pism, Warszawa 1959.

W. Taszycki, Działalność naukowa Stanisława Szobera, „Biuletyn Polskiego Towarzystwa Językoznawczego” 1938, z. 7; B. Wieczorkiewicz, Stanisław Szober (1879–1938), [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej, red. J. Kulczycka-Saloni i in., Warszawa 1964.

BRONISŁAW WIECZORKIEWICZ

STANISŁAW SZOBER*

1879–1938

 

Trudno ustalić z całą dokładnością, kiedy uległa spolszczeniu saksońska rodzina Schoberów; musiało się to stać na przełomie XVIII i XIX wieku, mimo że jeszcze stryj Stanisława Szobera, zrośnięty z Warszawą aktor i wodewilista (m.in. autor popularnej Podróży po Warszawie) zachowywał niemiecką pisownię nazwiska. Faktem jest, że w rodzinie profesora panował nastrój żarliwego patriotyzmu. Stanisław Szober pracę swoją pojmował jako służbę dla narodu, mocno podkreślając, że „nauka jest organem życia narodu i narodowi służy”. Syn jego jedynak, Wojtek, zginął w powstaniu warszawskim, a siostra profesora p. Halina Szober obruszała się na każdą, żartobliwą nawet, aluzję do pochodzenia, w której by można dopatrzyć się kwestionowania polskości Szoberów.

Warunki, w jakich wzrastał przyszły znany warszawski językoznawca, były niełatwe. Bardzo wcześnie straciwszy rodziców, wychowywany wraz z rodzeństwem przez dalszą rodzinę, jako uczeń III Gimnazjum Klasycznego w Warszawie zarobkował korepetycjami, aby nie być ciężarem dla opiekunów i móc dopomagać młodszemu rodzeństwu. Ciężkie warunki nie pozwoliły mu studiować w którymś z uniwersytetów zagranicznych, nawet krakowskim, z konieczności więc zapisał się na Wydział Historyczno-Filozoficzny rosyjskiego wówczas Uniwersytetu Warszawskiego.

Studia te już od początku miały określony kierunek: Szober poświęcił się językoznawstwu indoeuropejskiemu i ogólnemu pod kierunkiem profesorów Grigorija K. Uljanowa i Aleksandra L. Pogodina. Studiował grecki, łacinę, sanskryt, język litewski, starocerkiewno-słowiański oraz gramatykę porównawczą języków słowiańskich.

To, czego nie mógł dać uniwersytet – ludoznawstwo, staropolszczyznę – studiował u Jana Karłowicza, w jego mieszkaniu. Te prywatne studia cenił najbardziej i uważał się za ucznia Karłowicza, z wdzięcznością wspominając po latach: „Osobiście jako nauczycielowi mam mu tyle do zawdzięczenia. Pod jego kierunkiem nauczyłem się umiejętnie rozumieć zabytki staropolskie, pod jego auspicjami wydałem pierwszą swoją pracę. Pamięć nauczyciela jest pamięcią młodości, więc cóż może być piękniejszego i serdeczniejszego w życiu naukowym człowieka”1.

W rok po uzyskaniu stopnia kandydackiego na podstawie rozprawy O zaimkach w językach indoeuropejskich wyjechał do Moskwy (1904) na dalsze studia pod kierunkiem młodego wówczas językoznawcy, późniejszego profesora Uniwersytetu Warszawskiego, Wiktora Porzezińskiego. Studia te po paru latach dały mu stopień magisterski z językoznawstwa indoeuropejskiego, a ze strony rektora Uniwersytetu Warszawskiego Jefima Fiodorowicza Karskiego przyniosły propozycję docentury i cenzorowania podręczników litewskich. Propozycje te Szober odrzuca ze względu na bojkotowanie szkół rządowych i uniwersytetu rosyjskiego w Warszawie przez społeczeństwo polskie. Nie mając innych widoków na karierę naukową, obiera – podobnie jak Benni, Gaertner i wielu innych młodych polskich naukowców – zawód nauczyciela. Pracę pedagogiczną zaczyna w szkole Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, a równocześnie prowadzi razem ze swą przyszłą żoną, Stefanią Nowakowską, „szkołę andrusów” – tajne komplety dla młodzieży Powiśla. Z sentymentem wspomina zawsze po latach tę pracę w środowisku robotniczym i rzemieślniczym Warszawy.

Z chwilą gdy po strajku szkolnym w roku 1905 powstało w Warszawie prywatne szkolnictwo polskie, obejmuje Szober lekcje języka polskiego w szkole realnej im. Staszica, w seminarium męskim im. Konarskiego i żeńskim im. Orzeszkowej, na kursach pedagogiczno-naukowych L. Rudzkiej i in. Poeta Edward Kozikowski, opisujący swe lata szkolne w Gimnazjum gen. Pawła Chrzanowskiego, wspomina z rozrzewnieniem, jak to po awanturze jego klasy z łacinnikiem, nudziarzem i mizantropem, przyszedł „w towarzystwie dyrektora młody, niewielkiego wzrostu o sympatycznej powierzchowności nauczyciel. Był to Stanisław Szober. Późniejszy językoznawca i autor świetnej Gramatyki języka polskiego został nauczycielem łaciny w naszej klasie i od razu zjednał sobie sympatię wszystkich uczniów. Okazało się, że nie byliśmy tacy najgorsi, za jakich nas miano na skutek incydentu z Rosickim”2.

W roku 1908 Adam Antoni Kryński, dawny jego nauczyciel francuskiego w gimnazjum, jedzie do Lwowa dla objęcia tam Katedry filologii słowiańskiej, a wtedy Szober obejmuje po nim wykłady gramatyki historycznej w Towarzystwie Kursów Naukowych (późniejszej Wolnej Wszechnicy). Kariera uniwersytecka staje przed nim otworem z chwilą powstania w Warszawie polskiego uniwersytetu. Otrzymuje tam wtedy (1915) katedrę językoznawstwa indoeuropejskiego, a w 4 lata później katedrę języka polskiego po emerytowanym prof. Kryńskim – po raz drugi obejmując miejsce po swym nauczycielu. Na katedrę indoeuropeistyki powróci Szober po śmierci prof. Porzezińskiego (1929), rezygnując na rzecz swego ucznia, Witolda Doroszewskiego, z katedry języka polskiego. Obowiązki kierownika katedry indoeuropeistyki pełni do śmierci, równocześnie prowadzi wykłady i ćwiczenia na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie, dojeżdżając z Warszawy.

Ten krótki przegląd działalności Stanisława Szobera ukazuje jedno jego oblicze – pedagoga. Szober jest nim i na skutek okoliczności życiowych, i z powołania. Uprawia w tej dziedzinie działalność wielostronną. Jest nie tylko doświadczonym praktykiem nauczania w szkole średniej i na uniwersytecie, ale i jego organizatorem jako czynny członek Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego oraz Polskiego Związku Nauczycielskiego. Jest również członkiem Komitetu Redakcyjnego wydawanej w Warszawie Encyklopedii Wychowawczej (1909–1915), członkiem Komitetu Redakcyjnego czasopisma „Wychowanie w Domu i Szkole” (późniejszego „Przeglądu Pedagogicznego”), redaktorem „Przeglądu Akademickiego”, poświęconego sprawom szkolnictwa wyższego itp.

Zainteresowania dydaktyczno-pedagogiczne znalazły też wyraz w tym dziale twórczości naukowej Stanisława Szobera, w którym pozostawił on najpokaźniejszy dorobek autorski, tj. w polonistyce. Pracował więc nad językiem polskim w skali „obejmującej dziedzinę teorii naukowej i dziedzinę społeczno-dydaktyczną od elementarza do podręcznika uniwersyteckiego”3. Jego prace polonistyczne dotyczą 3 grup zagadnień: gramatycznych, poprawnościowych i metodyczno-pedagogicznych. Dziełem, które weszło już do historii językoznawstwa polskiego, jest jego Gramatyka języka polskiego. Pomyślana początkowo (wyd. pierwsze 1914–1916) jako podręcznik dla szkoły średniej, stanowiła „pierwsze ogniwo z serii podręczników Szobera, z których uczyła się przez lat kilkanaście młodzież polska na wszystkich stopniach nauki od szkoły powszechnej aż do uniwersytetu włącznie”4. Wydanie drugie (1923) potraktowane zostało jako podręcznik uniwersytecki, w którym autor dał samodzielne opracowanie opisu współczesnej polszczyzny z pogłębieniem historycznym w zakresie głosowni i nauki o odmianie wyrazów oraz z najogólniejszymi wyjaśnieniami porównawczo-językowymi. Wydanie trzecie, zamierzone na trzy tomy, miało dać szerzej potraktowany obraz stanu współczesnego języka, ukazały się jednak tylko 2 pierwsze tomy. Opinie językoznawców po ukazaniu się drugiego wydania Gramatyki brzmiały przychylnie. Z uznaniem jej część fonetyczną omawiał Nitsch5 i podobnie Taszycki6. Prof. Lehr-Spławiński był zdania, że książka ta „stanowi najbardziej konsekwentnie przemyślany i do dziś najpełniejszy systematyczny opis struktury współczesnego języka polskiego”7.

Chęć podniesienia poziomu nauczania zgodnie z ówczesnymi wynikami badań nad językiem była przyczyną powstania szkolnych podręczników Szobera. Wspomniane wyżej pierwsze wydanie Gramatyki było pierwszą próbą dania podręcznika szkole średniej. Następną – Gramatyka polska w ćwiczeniach (1920), która stała się jedynym podręcznikiem poleconym przez władze oświatowe. Podręcznik ten wywołał jednak po paru latach burzę, o której warto tu może przypomnieć. Prasa i starsze pokolenie nauczycieli, o których wykształceniu językoznawczym Szober był zdania, że „nie czyni zadość najskromniejszym nawet wymaganiom”, gwałtownie zaatakowały książkę, zarzucając jej, że jest zupełnie niezrozumiała. Sprawa poruszyła opinię publiczną, polemika przybrała formy tak ostre, że wreszcie decyzją ministra Gramatyka (wyd. z roku 1920) z poleconej stała się dozwoloną, co było jej degradacją. W obronie Szobera wystąpił Nitsch, przyznając, że książka jest zbyt trudna dla dzieci, bo „przelogizowana”, ale jednocześnie stwierdził, że „jest to ze wszystkich dozwolonych podręczników najlepszy, jedyny konsekwentnie przeprowadzony i nie mający zasadniczych błędów”8. Podkreślał przy tym, że żaden, nawet tzw. dobry podręcznik nie zmieni istniejącego złego stanu rzeczy, dopóki nie będzie nauczycieli dobrze przygotowanych naukowo, dopóki w zakładach kształcenia nauczycieli nie będą uczyć poloniści z naukowym pojęciem o gramatyce9.

Ta burza wokoło Gramatyki nie spowodowała jednak rezygnacji autora z prac nad podręcznikiem szkolnym. Zmieniając układ i metodę opracowania, wydał z kolei Gramatykę polską w szkole powszechnej (1935) oraz cykl podręczników dla poziomu gimnazjalnego pt. Nauka o języku (1934). Interesował się również propedeutycznym poziomem nauczania, przygotowując w spółce autorskiej (z Teofilem Szczerbą i Walerym Nowickim) podręczniki dla najmłodszych klas szkoły powszechnej. Zwrócił uwagę także na ortografię, opracowując wespół ze znanymi warszawskimi nauczycielami i autorkami Cecylią Niewiadomską i Cecylią Bogucką Naukę pisowni we wzorach i ćwiczeniach, która od roku 1913 przez długi czas służyła nauczaniu.

Zainteresowania metodyczne Szobera znalazły wyraz w licznych, szczególnie cennych pracach jego z zakresu metodyki języka polskiego. Olbrzymie doświadczenie nabyte w ciągu wieloletniej pracy nauczycielskiej pozwoliło mu stać się autorem podstaw nowoczesnej metodyki, jaką były jego Zasady nauczania (1920). Praca ta wyrosła bezpośrednio na podłożu praktyki szkolnej. „Dla mnie – pisał – książka ta będzie zawsze żywym wspomnieniem współpracy z drogimi mi ludźmi, wśród których nad nią myślałem”. Jak była potrzebna nauczycielstwu, dowodzą jej 4 wydania. Zasady nie są podręcznikiem techniki nauczania, ale teorii nauczania, szczegółowym rozbiorem metod, jakimi powinien kierować się w pracy nauczyciel-polonista. Drugą książką w tym zakresie, podkreślającą wychowawcze i kształcące wartości nauki o języku, była Nauka o języku. Wskazówki metodyczne do programu gimnazjum państwowego. Język polski, gimnazjum wyższe (1923).

Troska o język odbiła się w szeregu publikacji Stanisława Szobera w zakresie poprawności i kultury języka. Obok Kryńskiego i Nitscha był on jednym z wytrwałych popularyzatorów językoznawstwa stosowanego. Ogłaszał wiele artykułów z tej dziedziny w „Języku Polskim” i „Poradniku Językowym” oraz w prasie codziennej. Na te tematy wygłosił ponad 40 odczytów na posiedzeniach Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego oraz Towarzystwa Krzewienia Poprawności i Kultury Języka (był też prezesem tegoż). Przemawiał na zjazdach i konferencjach nauczycielskich. Wreszcie – na temat poprawności językowej pisał. Pozostawił cykl prac w tym zakresie, a wśród nich dzieło, będące owocem kilkunastu lat pracy: Słownik ortoepiczny. Jak mówić i pisać po polsku (1937), w którym zebrał olbrzymi materiał 20 tys. haseł i 1000 przykładów w zakresie wyrazów i zwrotów mogących budzić wątpliwości. Słownik wnikał we wszystkie dziedziny języka: fonetykę, fleksję, składnię, w szerokim zakresie uwzględniał frazeologię. Miał być wszechstronnym poradnikiem językowym, doradcą niezbędnym dla każdego.

O potrzebie społecznej takiego poradnika świadczy fakt, że już w roku 1948 ukazało się jego wznowienie fotograficzne pt. Słownik poprawnej polszczyzny, a następnie wydanie trzecie, zmienione i uzupełnione materiałem językowym od roku 1936, w opracowaniu S. Skorupki, J. Tokarskiego i B. Wieczorkiewicza.

W dorobku naukowym Stanisława Szobera uniwersytecka Gramatyka języka polskiegoSłownik poprawnej polszczyzny to dzieła najcenniejsze i trwałe. Indoeuropeistyka w jego pracach zajmuje mniej miejsca, wyraża się sumiennymi i wyczerpującymi rozprawami o charakterze przyczynków. Prace w zakresie językoznawstwa ogólnego były pisane ze stanowiska psychologizmu lingwistycznego i spotykały się z zastrzeżeniami językoznawców i filozofów. Dotyczy to m.in. jego niedokończonego Zarysu językoznawstwa ogólnego. Jednakże nawet krytyczna recenzja Zarysu, pióra Marii Ossowskiej, podniosła, że „uznanie należy się autorowi za śmiałe webrnięcie w ten las zagadnień podstępnych i zawiłych. Logik może być wdzięczny książce prof. Szobera za podsunięcie mu niejednego zagadnienia i za materiał ilustracyjny, tak ubogi zazwyczaj w semantykach opracowanych przez logików”10.

Tak w najogólniejszym zarysie przedstawia się dorobek naukowy pracowitego życia Stanisława Szobera11. Poza uczonym był jeszcze człowiek. Twarda szkoła, jaką przeszedł w młodości, nie stłumiła w nim uczuciowości. Mimo pozornej szorstkości, której lękali się zwłaszcza uczniowie nie przygotowani do kolokwium czy do ćwiczeń seminaryjnych, był to człowiek subtelny i wrażliwy. Pogoda ducha nie opuszczała go nawet w chwilach ciężkich przejść osobistych. Radą i pomocą służył wszystkim, którzy się do niego o to zwracali. Był to człowiek dobry. Tak odczuwali go jego uczniowie i tak go widzą we wspomnieniu, w perspektywie dwudziestu czterech lat od jego zgonu.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Z dziejów polonistyki warszawskiej, red. J. Kulczycka-Saloni i in., Warszawa 1964, s. 275–279.

1S. Szober, Jan Karłowicz (1836–1903). Wspomnienie w 25-lecie zgonu, „Prace Filologiczne” 1928, t. XIII, s. 11.

2E. Kozikowski, Między prawdą a plotką. Wspomnienia o ludziach i czasach minionych, Kraków 1961, s. 11–12.

3W. Doroszewski, Stanisław Szober (1879–1938), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938/1945, t. XXXI/XXXVIII, s. 254–255.

4T. Lehr-Spławiński, Śp. Stanisław Szober, „Język Polski” 1938, t. XXIII, s. 130.

5K. Nitsch, S. Szober, Gramatyka języka polskiego, wyd. II, „Język Polski” 1923, t. VIII, s. 61.

6W. Taszycki, Działalność naukowa Stanisława Szobera, „Biuletyn Polskiego Towarzystwa Językoznawczego” 1938, t. VII, nr 9, s. 6.

7T. Lehr-Splawiński, op. cit., s. 131.

8K. Nitsch, W sprawie podręcznika gramatyki polskiej, „Język Polski” 1925, t. X, s. 148.

9Ibidem, s. 151.

10M. Ossowska, Dyskusja w sprawie podstaw semantyki, „Przegląd Filozoficzny” 1925, t. XXVIII, s. 258–272.

11Zob. S. Szober, Wybór pism, Warszawa 1959 (bibliografia).

Antoni Józef Śmieszek

Urodzony 22 V 1881 w Oświęcimiu. Studia językoznawcze i filologiczne na UJ (1901–1905) i w Paryżu (1906–1908, indoeuropeistyka i sanskryt). Doktorat na UJ (1910). Dalsze studia w Monachium (1910–1911), Londynie (British Museum, India Office Library, 1911) i ponownie w Paryżu (1912). W czasie I wojny światowej wcielony do wojska austriackiego, po ucieczce z niewoli rosyjskiej docent, następnie profesor (1918–1921) uniwersytetu w Tomsku. Zastępca profesora (1921), następnie prof. nadzwyczajny (1922) i zwyczajny (1925) Uniwersytetu Poznańskiego. Profesor UW (1934–1939).

Językoznawca, specjalista w zakresie licznych języków starożytnego Wschodu (akadyjskiego, egipskiego, elamickiego, hebrajskiego, koptyjskiego, perskiego i sanskrytu), autor prac naukowych dotyczących egiptologii, hetytologii, iranistyki i semitystyki, a także pionierskich antologii przekładów piśmiennictwa egipskiego.
Członek TNW (1936), PAU (1939) i Komisji Językowej tamże, Komisji Orientalistycznej, Komisji Filologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego, Polskiego Towarzystwa Językoznawczego.
Zginął śmiercią samobójczą 12 I 1943 w Getyndze.

Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej. Zeszyt 1. Egipt starożytny, Kraków 1924; Iran starożytny w świetle źródeł, Kraków 1926; Literatura starożytnego Egiptu, [w:] Wielka literatura powszechna, red. S. Lam, t. V, Warszawa 1932; Religia egipska, [w:] Religie Wschodu, Warszawa 1938.

J. K. Winnicki, Historia i przyszłość Zakładu Egiptologii Uniwersytetu Warszawskiego, „Przegląd Orientalistyczny” 1997, nr 3/4, s. 196; Antoni Józef Śmieszek, [w:] A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. IV, Warszawa 1998, s. 323–324.

ADRIAN ANTONIEWICZ
EDYTA KOPP

ANTONI JÓZEF ŚMIESZEK

1881–1943

 

Tradycja badań nad językiem i kulturą starożytnego Egiptu na Uniwersytecie Warszawskim sięga okresu przed II wojną światową, kiedy staraniem Stanisława Schayera utworzono w 1932 roku Instytut Orientalistyczny. W 1934 roku profesorem seminarium egiptologicznego, jednego z czterech pierwszych seminariów instytutu, został Antoni Śmieszek, językoznawca, wcześniej profesor Uniwersytetu w Poznaniu.

Działalność naukowa Śmieszka na Uniwersytecie Warszawskim związana była z egiptologią, ale jego zainteresowania i zakres prowadzonych badań oraz edukacja były o wiele szersze1. Urodzony w 1881 roku w Oświęcimiu w zaborze austriackim ukończył czteroletnie studia (1901–1905) na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w zakresie językoznawstwa i filologii klasycznej. W latach 1906–1908 studiował w Paryżu między innymi gramatykę porównawczą języków indoeuropejskich i sanskrytu. W 1910 roku uzyskał tytuł doktora filozofii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego na podstawie pracy Krótki słownik etymologiczny języka staroperskiego. Po doktoracie pogłębiał swoje językoznawcze zainteresowania badawcze w kierunku filologii staroindyjskiej i staroirańskiej. Przez jeden semestr (1910/1911) studiował sanskryt w Monachium, a następnie w 1911 roku w Londynie w British Museum i w India Office Library. W 1912 roku powrócił do Paryża, gdzie studiował orientalistykę i pracował naukowo w Bibliothèque Nationale.

To w czasie studiów nad starożytnym Iranem poznał języki: elamicki, akadyjski, hebrajski oraz egipski. Taka znajomość języków pozwoliła Śmieszkowi zajmować się językoznawstwem porównawczym języków starożytnego Wschodu i pozostawić po sobie prace dotyczące nie tylko egiptologii, ale także hetytologii, iranistyki i semitystyki.

W 1914 roku Śmieszek był krótko redaktorem dwóch czasopism w kancelarii Akademii Umiejętności w Krakowie. Zmobilizowany do wojska austriackiego, walczył na froncie wschodnim, na którym w 1915 roku dostał się do niewoli rosyjskiej. Osiadł w Tomsku na Syberii, gdzie na tamtejszym wydziale filozoficzno-historycznym (Katedra Językoznawstwa Porównawczego i Sanskrytu) wykładał gramatykę porównawczą języków indoeuropejskich oraz sanskryt jako docent, a następnie profesor (1918–1921).

W 1921 roku powrócił do kraju i objął stanowisko zastępcy profesora Katedry Językoznawstwa Porównawczego Uniwersytetu Poznańskiego. W 1922 roku otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego, a w 1925 profesora zwyczajnego tej katedry. Prowadził zajęcia z języków i kultury starożytnego Wschodu (hebrajski, akadyjski, perski), Egiptu (teksty hieroglificzne, koptyjskie) i Indii (sanskryt). Okres działalności Śmieszka w Poznaniu jest dobrze udokumentowany przez publikacje naukowe, materiały archiwalne, ale także relacje studentów i pracowników uniwersytetu.

W wyniku reorganizacji szkolnictwa wyższego we wrześniu 1933 roku katedra poznańska została zlikwidowana. Utrata miejsca zatrudnienia źle wpłynęła na Śmieszka. Podupadł na zdrowiu i jeszcze bardziej odsunął się od udziału w życiu towarzyskim, skupiając na pracy naukowej. To wtedy powstała część prac poświęconych Egiptowi starożytnemu – jak sam przyznawał – pisanych w związku z ubieganiem się o zatrudnienie na Uniwersytecie Warszawskim.

Stanowisko profesora zwyczajnego egiptologii na Uniwersytecie Warszawskim otrzymał w 1934 roku. Recenzentem dorobku naukowego Śmieszka był Stanisław Schayer, światowej sławy indolog, kierownik nowo utworzonego Instytutu Orientalistycznego. Zmiana miejsca zamieszkania niekorzystnie wpłynęła na schorowanego Śmieszka. Wydaje się, że z powodu choroby zajęcia w roku akademickim 1934–1935 prowadzone były w jego willi w Otwocku. Mało wiadomo o działalności Śmieszka w tym okresie. W Instytucie Orientalistycznym UW był kierownikiem utworzonego w 1937 roku seminarium asyriologicznego, ponadto w latach 1937–1939 pełnił funkcję kierownika tego instytutu, ale szczegóły działalności na polu kierowniczym nie są znane.

Znane są jednak nazwy prowadzonych przez niego zajęć na UW: „Hieroglify egipskie i alfabet semicko-grecko-łaciński”, „Bogowie starożytnego Egiptu”, „Lektura łatwych tekstów hieroglificznych”, „Topografia starożytnego Egiptu”, „Elementy językoznawstwa ilustrowane materiałem semickim i egipskim”, „Seminarium egiptologiczne: lektura wybranych tekstów hieroglificznych”, „Język egipski epoki klasycznej (średniego państwa)”, „Dowody pokrewieństwa egipsko-semickiego”, „Seminarium egiptologiczne (lektura wybranych tekstów hieroglificznych)”, „Wyobrażenia starożytnych Egipcjan o życiu pozagrobowym”, „Formy werbalne języka nowoegipskiego i koptyjskiego”, „Seminarium egiptologiczne (lektura tekstów odnoszących się do życia pozagrobowego)”, „Wprowadzenie w lekturę papirusów hieratycznych”, „Budowa zdań w języku koptyjskim”, „Seminarium egiptologiczne (ćwiczenia w związku z wykładami)”. Można powiedzieć, że naukowe zainteresowania Śmieszka wyznaczyły kierunek edukacji w seminarium egiptologicznym w latach 1934–1939. Jego wykłady obejmowały zagadnienia egiptologiczne i językoznawstwa porównawczego. Trzeba pamiętać, że Śmieszek od początku działalności naukowej interesował się wieloma zagadnieniami, ale w latach przed II wojną światową zajmował się głównie językiem egipskim i koptyjskim.

Przed wybuchem wojny Śmieszek uzyskał urlop zdrowotny. W okresie okupacji przebywał w Niemczech, gdzie przewiózł także swoją prywatną bibliotekę. Niejasne są powody wyjazdu z Polski; zarzucano mu podpisanie volkslisty w związku z niemieckim pochodzeniem drugiej żony, czy współpracę z hitlerowcami. Wiadomo, że pracował naukowo w bibliotece uniwersytetu w Getyndze, gdzie 12 stycznia 1943 roku zginął śmiercią samobójczą. Data i okoliczności śmierci Śmieszka długi czas były sporne, co prawdopodobnie należy wiązać z ogólną sytuacją polityczną okresu II wojny światowej.

Śmieszek był członkiem wielu towarzystw naukowych: Komisji Językowej Polskiej Akademii Umiejętności, Komisji Orientalistycznej, Komisji Filologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie (członek korespondent krajowy), Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego, Polskiego Towarzystwa Językoznawczego. Wydaje się, że jego życie podporządkowane było działalności naukowej. Taki charakter miały jego wyjazdy zagraniczne; nauką zajmował się nawet w czasie niewoli rosyjskiej. Pomimo opinii samotnika znana jest jego korespondencja z innymi badaczami epoki: Władysławem Kotowiczem i Tadeuszem Kowalskim. W opinii Kazimierza Michałowskiego, znanego na świecie archeologa, zajmującego się także Egiptem starożytnym, Śmieszek umniejszał wartość swojej działalności naukowej, co doprowadziło go do wyjazdu do Niemiec i miało wpływ na stan zdrowia. Wiadomo też, że Śmieszek dbał o formę i treść pisanych przez siebie tekstów; stąd prawdopodobnie część dorobku naukowego Śmieszka nie została przez niego opublikowana.

Do największych osiągnięć Śmieszka należą dwie antologie2 tłumaczeń tekstów egipskich z oryginału. Zamieszczone tam dokumenty zapisane zostały w różnych fazach rozwoju języka egipskiego – języku staroegipskim, klasycznym i nowoegipskim. Kolejne pokolenia osób piszących o historii polskiej egiptologii zdawały się jednak deprecjonować prawdziwą wartość tej spuścizny3. Za pierwszego polskiego egiptologa (i w zasadzie jedynego), który opublikował duży korpus przekładów starożytnych tekstów egipskich na język polski, ciągle uchodzi przedwcześnie zmarły Tadeusz Andrzejewski (1923–1961)4. Nie umniejszając jego wyjątkowej roli w historii rodzimych badań nad starożytnym Egiptem i jego językiem, nie należy zapominać o dokonaniach Antoniego Śmieszka – jego poprzednika na obecnym Wydziale Orientalistycznym UW. Ilość przetłumaczonych przez Śmieszka dokumentów jest mniejsza, ale na tyle duża, by uznać go w naszym kraju za pioniera w tej dziedzinie. Wcześniejsze próby przekładów z języka egipskiego na język polski ograniczają się do pojedynczych tłumaczeń  Tadeusza Smoleńskiego (1884–1909)5. Biorąc pod uwagę ten fakt oraz to, jak bardzo zmienił się stan wiedzy na temat języka egipskiego od lat 30. XX wieku, przekłady Śmieszka nie zasługują na niepamięć – wiele z nich ciągle wytrzymuje próbę czasu.

Przełożone teksty zapisane, jak wspomniano, w różnych fazach rozwoju języka, powstały na przestrzeni od okresu Starego Państwa do III Okresu Przejściowego. Należą one do rozmaitych kategorii i dają szeroki oraz dość miarodajny przegląd piśmiennictwa starożytnego Egiptu. Niebagatelne znaczenie ma fakt, iż Polacy po raz pierwszy mieli możliwość zapoznania się z nimi. W przypadku dużej liczby dokumentów, zwłaszcza tych dłuższych, dokonano tłumaczenia jedynie fragmentów.

Teksty podzielić można zatem na następujące grupy. Pośród tekstów religijnych znajdziemy wybór zaklęć z Tekstów Piramid, Tekstów Sarkofagów, rozdziały z Księgi Umarłych (m.in. fragment najsłynniejszego z nich – rozdziału 125, tzw. Spowiedzi negatywnej) oraz Wielki Hymn do Atona. Do opowiadań należą: Opowieść Sinuheta, Dwaj bracia, Wyprawa Wenamona. Są także nauki: Nauka Ptahhotepa, Nauka Amenemope oraz proroctwa: Proroctwo Nefertiego. Lirykę reprezentuje Pieśń harfiarza i jeden z Hymnów do Sezostrisa III. Przetłumaczone biografie osób prywatnych to: biografia Uniego z Abydos, Amenemhata z Beni Hassan, Ahmose, syna Ebany z El-Kab, a także Rechmire z Teb Zachodnich (tekst opisujący obowiązki wezyra). W końcu teksty historyczne, związane z faraonem: dekrety – Neferirkare z Abydos, Pepi I z Koptos, Pepi II z Koptos i Totmesa I; fragment annałów Totmesa III z Karnaku opisujący bitwę pod Megiddo, Stela Poetycka Totmesa III, Stela Snu Totmesa IV, epos o bitwie pod Kadesz (Poemat Pentaura). Dodać do tego należy jeszcze korespondencję – trzy listy generała Paiancha.

O znaczeniu tłumaczeń dokonanych przez Śmieszka świadczy także fakt, że zwroty, których właśnie on użył po raz pierwszy dla oddania egipskich wyrażeń, do dzisiaj funkcjonują wśród polskich egiptologów. Dotyczy to m.in. frazy odnoszącej się do faraona –    – po raz pierwszy przez niego tłumaczonej jako „oby żył w szczęściu i zdrowiu”.

W I tomie Wielkiej literatury powszechnej ukazała się poza tym obszerna historia literatury egipskiej jego pióra – pierwsza tego rodzaju panorama w języku polskim, ukazująca rozwój piśmiennictwa starożytnego Egiptu6. Tekstowi temu towarzyszy bogata bibliografia.

Antoni Śmieszek opublikował także wiele artykułów poświęconych filologii egipskiej (obejmując materiał od języka staroegipskiego po język koptyjski) w naukowych periodykach i pracach zbiorowych7. Jest również autorem książki o tej tematyce8. Prace te dotyczą zagadnień stanowiących główne pola jego badań – etymologii egipskich wyrazów (przede wszystkim rzeczowników), procesów fonetycznych zachodzących w języku egipskim, wreszcie relacji pomiędzy językiem egipskim a językami semickimi.

Pośród jego publikacji znajdziemy ponadto te poświęcone historii starożytnego Egiptu9.

Wspomnieć też należy o dokonanej przez niego próbie syntezy religii starożytnych Egipcjan, opublikowanej w 1938 roku w pracy zbiorowej Religie Wschodu10. O przygotowanie tekstów poproszeni zostali czołowi orientaliści polscy tego okresu, m.in. Stanisław Schayer i Rudolf Ranoszek.

Aby lista publikacji egiptologicznych Antoniego Śmieszka była kompletna, przywołać trzeba także recenzję książki Władysława Szczepańskiego, poświęconej cywilizacji egipskiej, opublikowanej w 1922 roku11. Jest to recenzja bardzo obszerna, drobiazgowa i bezceremonialnie krytyczna (poza ściśle merytorycznymi uwagami, zarzuca się w niej autorowi m.in. brak szacunku dla polskiej nauki i inteligencji). Znakomicie jednak odzwierciedla kompetencje i stosunek do nauki prof. Antoniego Śmieszka.

Należy przy okazji zauważyć, że w tym okresie był on jedynym egiptologiem – filologiem w Polsce. W związku z tym m.in. otrzymał list z Muzeum Narodowego w Warszawie (wysłany 27 marca 1926), w którym proszony jest o wyrażenie opinii na temat tamtejszej kolekcji egipskiej12. Był on też oczywistym kandydatem do udziału w pierwszych polskich badaniach wykopaliskowych w Egipcie, zainicjowanych przez Kazimierza Michałowskiego, które były prowadzone wspólnie z Francuzami w Edfu (w latach 1936–1939). Śmieszek jednak nie przyjął tej propozycji13. Wpływ na to miały jego skromność lub wręcz mikromania – był on przekonany, że nie posiada wystarczających umiejętności paleograficznych14. Dodatkowo, źle znosił wszelkiego rodzaju podróże i zmianę otoczenia15. Ostatecznie został członkiem komitetu egiptologicznego, uczestniczącego w przygotowywaniu tego przedsięwzięcia. Jego nazwisko figuruje na jednej z początkowych stron pierwszego tomu publikacji polsko-francuskich wykopalisk w Edfu, wydanego w Kairze w 1937 roku16.

Dorobek naukowy tego pierwszego profesora egiptologii na polskich uczelniach był doceniany przez współczesnych mu badaczy, takich jak Kazimierz Michałowski, którzy widzieli go pośród najwybitniejszych polskich językoznawców.

SECT-ID LINK

1Szczegółowe omówienie życia i pracy naukowej Śmieszka przedstawia niepublikowana praca magisterska napisana na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, zob. M. Żurkiewicz, Życie i działalność profesora Antoniego Józefa Śmieszka, Poznań 1970. Postać Śmieszka na tle działalności naukowej jednostki Instytutu Orientalistycznego UW przedstawia A. Dembska, Egiptologia, [w:] Instytut Orientalistyczny Uniwersytetu Warszawskiego 1932–1982, red. M. Popko, Warszawa 1986, s. 21–22, oraz J. K. Winnicki, Historia i przyszłość Zakładu Egiptologii Uniwersytetu Warszawskiego, „Przegląd Orientalistyczny” 1997, nr 3/4, s. 196. Biogram Śmieszka zob. A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. IV, Warszawa 1998, s. 323–324 (ze starszą literaturą). Źródłem informacji o Śmieszku są także dokumenty przechowywane w Archiwum Akt Nowych w Warszawie oraz składy osobowe Uniwersytetu Warszawskiego i spisy wykładów na rok akademicki 1934/1935, 1935/1936, 1936/1937, 1937/1938, 1938/1939.

2Teksty źródłowe do nauki historji w szkole średniej. Zeszyt 1. Egipt starożytny, Kraków 1924; Wielka literatura powszechna, red. S. Lam, t. V, Warszawa 1932, s. 136–163. Do tego należy dodać jeszcze przekład fragmentów Dwóch braci, [w:] op. cit., red. S. Lam, t. I, Warszawa 1930, s. 294–298. Część z tłumaczeń pojawia się w obu zbiorach.

3Przykładowo, wspomina się o spolszczeniu kilku niewielkich tekstów z oryginału, zob. L. Zinkow, Pierwszy polski przekład starożytnego tekstu egipskiego, „Przegląd Orientalistyczny” 2009, nr 1/2, s. 3, przypis 1. Także wcześniejsze opracowania poświęcone historii polskiej egiptologii nie zawsze uwypuklają wagę jego dokonań. Zdarza się, że autor zajmując się konkretnym tekstem egipskim i jego poprzednimi tłumaczeniami pomija przekład Antoniego Śmieszka, jednocześnie stwierdzając błędnie, że autorem pierwszego tłumaczenia na język polski jest Tadeusz Andrzejewski, zob. J. Popielska-Grzybowska, Zaklęcie 213 z egipskich Tekstów Piramid, „Światowit” 2000, t. XLIII, fasc. A, s. 176, przypis 7.

4Kompletna lista jego publikacji zob. J. Lipińska, Rozwój egiptologii w Polsce, „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1974, t. XVIII, s. 413, przypis 60.

5Na ten temat m.in.: T. Andrzejewski, Opowiadania egipskie, Warszawa 1958, s. 351; L. Zinkow, op. cit., s. 3–8.

6Wielka literatura powszechna, op. cit., t. I, s. 271–300.

7O nazwach rzeki Nilu, [w:] Charisteria Casimiro de Morawski septuagenario oblata ab amicis, collegis, discipulis. Pars Polona, Cracovia 1922, s. 1–10; Semicka i egipska nazwa słońca, „Rocznik Orientalistyczny” 1933, t. IX, s. 113–131; Notes on Egyptian Accent as Evidenced in Coptic Nouns, Poznań 1935, s. 1–52 (Prace Komisji Filologicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, t. VII, z. 6); Uwagi o przypuszczalnym wokalizmie języka praegipskiego, „Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polskiej Akademii Umiejętności” 1935, t. XL, s. 185; Uwagi o egipskim sufiksie nominalnym -w, „Rocznik Orientalistyczny” 1935, t. XI, s. 24–51; Wokalizacja cechy feminini -t w języku egipskim, ibidem, s. 1–23; Kilka egipskich i koptyjskich nazw zwierząt (samców i samic), „Rocznik Orientalistyczny” 1937, t. XIII, s. 1–18.

8Some Hypotheses Concerning the Prehistory of the Coptic Vowels, Kraków 1936.

9Peuples libyens, connus des Égyptiens et des Grecs, „Rocznik Orientalistyczny” 1927, t. V, s. 186–200.

10Religie Wschodu, Warszawa 1938, s. 361–435.

11„Rocznik Orientalistyczny” 1919/1924, t. II, s. 308–313.

12A. Dembska, op. cit., s. 21, przypis 7.

13Pomimo tego można się spotkać w publikacjach z nieprawdziwym stwierdzeniem, że był on członkiem tej misji wykopaliskowej, zob. eadem, Kultura starożytnego Egiptu. Słownik, Warszawa 1995, s. 194.

14K. Michałowski, Wspomnienia, Warszawa 1986, s. 112.

15M. Żurkiewicz, op. cit., s. 11, 15.

16Fouilles franco-polonaises. Rapports, I: Tell Edfou 1937, par B. Bruyère (et al.), Le Caire 1937, s. [V].

Stanisław Józef Thugutt

Urodzony 12 V 1862 w Kaliszu. Studia na Cesarskim UW (1881), później na uniwersytecie w Dorpacie (ob. Tartu, Estonia), kandydat nauk (1887), magisterium (1892), asystent i docent prywatny (1893), rosyjski doktorat (1894). Od 1903 w Warszawie, gdzie na własny koszt zorganizował pracownię i prowadził badania naukowe. Wykładowca UW (1915), prof. zwyczajny (1919), prorektor (1918/1919, 1920/1921), rektor (1919/1920). Profesor Politechniki Warszawskiej (1919).

Mineralog; badania teoretyczne i eksperymentalne, gł. z zakresu mineralogii chemicznej; zajmował się minerałami z grupy skaleniowców i zeolitów. Członek TNW (1908), AU (1913), PAU (1921), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1932), PAN (1952), Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika, Kolumbijskiej Akademii w Bogocie (1939). Założyciel (1925) i wieloletni redaktor „Archiwum Mineralogicznego”.
Zmarł 27 XII 1956 w Krakowie.

Mineralchemische Studien, Dorpat 1891; O zeagonicie, nowym produkcie wietrzenia nefelinu, Kraków 1899; O wzorach konstytucyjnych nefelinu, „Sprawozdania Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Wydział Nauk Matematycznych i Przyrodniczych” 1913, R. 6, z. 9, s. 850–862; Chemical research on the structure of certain aluminosilicates in the light of roentgenographic investigations, „Archiwum Mineralogiczne” 1956, t. XIX, z. 2, s. 145–151.

A. Gaweł, Stanisław Józef Thugutt, „Przegląd Geologiczny” 1957, R. 5, nr 1, s. 47–48; K. Maślankiewicz, Profesor Stanisław Józef Thugutt, jego życie i działalność naukowa, „Archiwum Mineralogiczne” 1957, t. XX, z. 1/2, s. 5–60.

MAREK STĘPISIEWICZ

STANISŁAW JÓZEF THUGUTT

1862–1956

 

Stanisław Józef Thugutt urodził się w Kaliszu 12 maja 1862 roku z ojca Stanisława Antoniego i matki Ludwiki z Rydeckich. Thuguttowie według tradycji rodzinnej pochodzą z Wiednia i choć należeli do stanu mieszczańskiego, już w XVII wieku niektórzy ich członkowie uzyskali nobilitację, ziemię i herb Pelikan.

Ta szlachecka rodzina w następnych wiekach dała naszemu krajowi wielu ofiarnych patriotów, uczestników powstań narodowych, wybitnego uczonego, światowej sławy mineraloga – bohatera tego eseju, cenionych działaczy społecznych, pracowitych i postępowych rolników, a także polityków, publicystów i nie szczędzących swego zdrowia i życia dla Ojczyzny żołnierzy.

Znanym politykiem w okresie międzywojennym był stryjeczny, a nie rodzony, jak podają niektóre źródła, brat naszego bohatera – Stanisław August Thugutt (ur. 30 VII 1873 w Łęczycy, zm. 15 VI 1941 w Sztokholmie). Przypuszczalnie z tego względu, że najczęściej używał on tylko pierwszego imienia, jest niekiedy mylony ze Stanisławem Józefem. Do funkcji i roli politycznej tego stryjecznego brata wrócimy w odpowiednim okresie życia naszego bohatera. Na dalszych stronach wspomnimy też o żołnierskich i politycznych losach syna i córki Stanisława Józefa, wspaniałych inżynierach rolnikach i działaczach społecznych.

Młody Stanisław Józef ukończył VI ośmioklasowe gimnazjum filologiczne w Warszawie i w roku 1881 podjął studia na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim. Tu zaprzyjaźnił się ze swym kolegą gimnazjalnym, znanym późniejszym wybitnym rosyjskim krystalografem i profesorem Uniwersytetu Gieorgijem Wulfem i nawiązał bliski kontakt z profesorem Aleksandrem Lagorio, który kierował katedrą mineralogii. Z tym wybitnym mineralogiem zdążył odbyć naukową wyprawę na obszary występowania skał wulkanicznych w Niemczech i Francji.

Po upływie pół roku Thugutt opuścił Warszawę i kontynuował studia w sekcji chemicznej Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego na Cesarea Universitas Dorpatientis (Dorpat, obecnie Tartu, Estonia, ros. Jurjew). Nie są znane powody, dla których wyjechał z Warszawy. Prawdopodobnie kierował się swoimi wczesnymi zainteresowaniami w kierunku mineralogii chemicznej, w tym m.in. problematyką związaną z procesami tworzenia się gleb na skutek rozkładu pospolitych minerałów pod wpływem wody i rozmaitych roztworów wodnych. W tym widział istotne korzyści dla nowoczesnych gospodarstw rolnych. Jak się okazało, był to trafny wybór, gdyż kontynuował studia w zakresie chemii organicznej pod okiem swego mistrza, wybitnego mineraloga profesora Jana Lemberga. Po złożeniu egzaminu i napisaniu rozprawy O nowym drugim alkaloidzie Lobeliae inflantae uzyskał w 1887 roku stopień naukowy kandydata chemii.

Niewykluczone, że o przenosinach do Dorpatu, gdzie językiem wykładowym był niemiecki, takaż kadra i przewaga Niemców bałtyckich wśród studentów, poza powodami naukowo-merytorycznymi, dwudziestoletnim Thuguttem kierowały względy polityczne. To było jedyne miejsce pośród uczelni Imperium Rosyjskiego, gdzie panowała liberalna atmosfera, a Polaków nie szykanowano z urzędu. Ponadto nie bez znaczenia mógł być fakt, że określenie „dorpatczyk” oznaczało osobę wszechstronnie wyedukowaną, o nienagannych manierach towarzyskich i kochającą wolność.

Następnie pod kierunkiem profesora Jana Lemberga Thugutt rozwinął szerokie badania mineralogiczno-chemiczne nad zachowaniem się glinokrzemianów podczas procesów wietrzenia i rozkładu. W 1891 roku opublikował pierwszą i bardzo obszerną, bo liczącą 128 stron, pracę Mineralchemische Studien. Po złożeniu odpowiedniego egzaminu i przedstawieniu powyższej rozprawy otrzymał w następnym roku stopień magistra chemii.

Na Uniwersytecie Dorpackim własnym kosztem urządził swoją pierwszą pracownię chemiczną wyposażoną w aparaturę, szkło laboratoryjne i odczynniki. Od roku 1893 był asystentem Zakładu Mineralogicznego, jednocześnie został nominowany na docenta prywatnego chemii rolnej wraz z tytułem radcy tytularnego na Uniwersytecie Jurjewskim. Tu warto zaznaczyć, że właśnie w tym czasie Uniwersytet Dorpacki był intensywnie rusyfikowany, przestał być niemieckojęzyczny i stąd nazwa wyłącznie rosyjska. Niewykluczone, że i ten fakt miał wpływ na decyzję Thugutta o powrocie w roku 1894 do Królestwa Polskiego, mimo propozycji objęcia stanowiska docenta. Było to po uzyskaniu stopnia doktora chemii za rozprawę zatytułowaną W sprawie ustroju chemicznego pewnych glinokrzemianów.

Doktor Stanisław Józef Thugutt osiedlił się w Sieradzicach, gmina Kościelec, w powiecie pińczowskim, blisko Krakowa, między Proszowicami a Kazimierzą Wielką. Tam przez wiele lat kierował własnym gospodarstwem rolnym (które w roku 1906 rozparcelował pomiędzy chłopów). Można powiedzieć, że w pewnym sensie stosował w praktyce swe rezultaty dociekań naukowych, ale też nie zaprzestawał w tym miejscu badań czysto naukowo-doświadczalnych. Dowodem jest praca O zeagonicie, nowym produkcie wietrzenia nefelinu opublikowana w 1899 roku w „Rozprawach Polskiej Akademii Umiejętności” w Krakowie, rok potem w „Neues Jahrb. f. Mineralogie etc.”, za którą otrzymał w następnym roku 3000 rubli nagrody z Kasy im. Mianowskiego.

11 stycznia 1902 roku Thugutt ożenił się z Lucyną Cywińską, córką Bronisława i Bronisławy z Lenczewskich. Warto dodać, że dziadek Lucyny – Szymon Cywiński – brał udział w powstaniu listopadowym, a ojciec – w powstaniu styczniowym. Cywińscy byli właścicielami majątku w Nagorzanach, a majątek Thugutta znajdował się po sąsiedzku. 15 marca 1902 roku Thugutt objął stanowisko sędziego gminnego z wyboru w Kazimierzy Wielkiej, ale już w czerwcu następnego roku przeniósł się do Warszawy. Tu nabył mieszkanie i własnym kosztem zorganizował pracownię, gdzie prowadził badania naukowe z zakresu mineralogii chemicznej, a zwłaszcza mikrochemii i chemii koloidów mineralnych.

W 1907 roku powstało Towarzystwo Naukowe Warszawskie, które miało na celu popieranie badań we wszystkich gałęziach wiedzy czystej i stosowanej nawiązując do cennych tradycji Królewskiego Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Już 26 stycznia następnego roku Thugutt został wybrany na członka czynnego TNW, gdzie przez jakiś czas pełnił obowiązki Sekretarza Generalnego, a potem (aż do roku 1939) – kierownika powstałej z własnej fundacji Pracowni Mineralogicznej. Ta i inne pracownie TNW mieściły się przy ul. Kaliksta 8 (obecnie ul. Śniadeckich 8) w gmachu, którego donatorem od 1910 roku – a także protektorem Towarzystwa – był Józef hr. Potocki.

W tym czasie widać wyraźnie, że swoje plany naukowe Thugutt wiąże z Warszawą. O tym może świadczyć fakt, że w latach 1908–1912 dwukrotnie odmówił objęcia katedry gleboznawstwa wraz z mineralogią i petrografią na Wydziale Rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego. To jednak nie przeszkodziło temu, że 2 maja 1913 roku został członkiem korespondentem Akademii Umiejętności w Krakowie.

Rok 1915, jak pisze w swoich notatkach Thugutt, był dla Polski rokiem olbrzymiego przełomu. 4 sierpnia wycofały się z Warszawy władze rosyjskie, a już następnego dnia zaczęły napływać wojska niemieckie. Niemcy przekazali urzędy Komitetowi Obywatelskiemu, któremu podlegała również oświata. 18 października Sekcja Szkół Wyższych Wydziału Oświecenia powołała Thugutta na katedrę mineralogii, a 15 listopada otwarto Uniwersytet Warszawski z pięcioma wydziałami, z polskim językiem wykładowym i z autonomią wzorowaną na zachodniej. Ponieważ uchodzący Rosjanie zdekompletowali aparaturę naukową, prowadzone ćwiczenia ograniczono do minimum. Pomoc Pracowni Mineralogicznej TNW dla Uniwersytetu okazała się też iluzoryczna, gdyż okupanci zrabowali całą aparaturę platynową o wadze 1,5 kg. W roku 1916 asystentem w Zakładzie Mineralogicznym został Karol Koziorowski, kandydat nauk przyrodniczych rosyjskiego Uniwersytetu w Warszawie, wielce zasłużony dla Muzeum Mineralogicznego UW w pierwszych latach powojennych, gdy prowadził bardzo płodną działalność naukową, pedagogiczną i publikacyjną.

13 maja 1918 roku Stanisław Józef Thugutt został wybrany prorektorem Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później, 14 maja, uzyskał nominację na profesora zwyczajnego mineralogii i petrografii oraz kierownika Zakładu Mineralogicznego (wśród jego studentów i asystentów byli w następnych latach m.in. Maria Kołaczkowska, Antoni Łaszkiewicz, Antoni Morawiecki, Józef Iwiński).

Profesor Stanisław Józef Thugutt był rektorem Uniwersytetu Warszawskiego w roku akademickim 1919/1920, bardzo trudnym dla uczelni m.in. ze względu na trwającą wojnę polsko-bolszewicką i zaciąg do wojska wielu studentów i wykładowców. W następnym roku ponownie został prorektorem Uniwersytetu.

Tu warto nadmienić, że jego stryjeczny brat, później znany polityk i działacz spółdzielczy II RP – Stanisław August Thugutt, był przez krótki czas ministrem spraw wewnętrznych (od 16 listopada 1918 do 16 stycznia 1919 roku), najpierw w rządzie Ignacego Daszyńskiego, a później – Jędrzeja Moraczewskiego. Fakt ten nie miał zapewne żadnego wpływu na karierę zawodową profesora Thugutta. Tym bardziej, że – jak dowiadujemy się ze wspomnień Bohdana Thugutta, syna profesora – „był on1 zawsze poglądów lewicowych i nigdy nie odwiedził mieszkających w swych majątkach ziemskich swoich krewnych [...] Z ojcem moim, który miał poglądy polityczne zbliżone do endecji, łączyła go bliska zażyłość. Natomiast od czasu, gdy stryj Stanisław zaczął się angażować politycznie, stosunki nasze z nim i jego rodziną znacznie się oziębiły”. O tym może też świadczyć fakt, że w tekście autobiografii2 wydanej w roku 1939 Stanisław (August) Thugutt ani razu nie wymienia nikogo z Thuguttów poza swoimi rodzicami i dziadkiem.

Profesor Thugutt, niezależnie od funkcji i obowiązków akademickich (od 1919 roku był też profesorem Politechniki Warszawskiej), z ramienia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego sprawował czynności prezesa Komisji Weryfikacyjnej dla profesorów Szkół Wyższych i członka Rady Muzealnictwa, natomiast – jak sam pisze – „z woli zaś kolegów czynności prezesa Stowarzyszenia Samopomocy Mieszkaniowej profesorów Warszawskiego Uniwersytetu”.

12 maja 1921 roku, czyli w swoje 59. urodziny, profesor został czynnym członkiem Polskiej Akademii Umiejętności. Jak można zauważyć, dzień urodzin lub następujące po nim (np. 13 maja 1918, 14 maja 1919) zaznaczyły się w jego biografii w sposób szczególny.

10 lutego 1923 roku otrzymał profesor Thugutt swoje pierwsze odznaczenie. Było ono... cudzoziemskie. Poniżej przytoczony został odpis interesującego dokumentu związanego z tym faktem:

Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Warszawa dnia 15 czerwca 1925 r. No 58707O.Prez.725.

W sprawie zezwolenia na przyjęcie i noszenie cudzoziemskiego odznaczenia.

 

Do Pana Dr. Stanisława Thugutta Profesora Uniwersytetu w Warszawie ul. Śniadeckich L.18. Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego podaje do wiadomości, że Pan Prezydent Rzeczypospolitej zarządzeniem z dnia 27 grudnia 1923 r. Nr. 9320 udzielił Panu Profesorowi zezwolenia na przyjęcie i noszenie francuskich palm akademickich z prawem używania tytułu „Officier de l’instruction publique”.

 

Za Ministra Dr Karol Dawidowski m.p. Dyrektor Departamentu.

Kolejnym odznaczeniem profesora Thugutta, tym razem już polskim, był Krzyż Komandorski Orderu Polonia Restituta wręczony 27 grudnia 1924 roku. Od 13 grudnia 1924 roku aż do roku 1946 (z przerwą na okres wojenny) Thugutt pełnił obowiązki przewodniczącego Wydziału III Nauk Matematyczno-Przyrodniczych TNW.

Rok 1925 zaznaczył się bardzo dobitnie w naukowym piśmiennictwie mineralogicznym w Polsce. Z inicjatywy profesora Thugutta zostało założone „Archiwum Mineralogiczne”, jako jedno z ciągłych wydawnictw TNW. Do 1938 roku pod jego redakcją wyszło czternaście tomów, natomiast przygotowany w 1939 tom XV nie mógł się ukazać wskutek działań wojennych. Po rekonstrukcji całkowicie zniszczonej pozycji, profesor wydał ją dopiero w roku 1945. Pod jego redakcją wyszły jeszcze dwa dalsze tomy: XVI za 1946 rok (wyd. 1947) i XVII za 1947 (wyd. 1948).

Następny tom „Archiwum Mineralogicznego” – XVIII – ukazał się drukiem dopiero w grudniu 1954 roku, już jako czasopismo Polskiej Akademii Nauk, w którym profesor Thugutt jest wymieniony jako redaktor honorowy. Pierwszą i jedyną godność doktora honorowego otrzymał profesor na Estońskim Uniwersytecie w Tartu (Dorpat) 7 grudnia 1929 roku. 9 marca 1932 roku został czynnym członkiem Towarzystwa Naukowego we Lwowie. 24 maja 1933 roku otrzymał 5000 zł nagrody – od kogo i za co, najlepiej dowiemy się z poniższego odpisu dokumentu:

Dziennik Zarządu m. st. Warszawy. No. 42. – 3 maja 1933 r.

Nagroda naukowa miasta stoł. Warszawy.

Sąd Konkursowy Nagrody Naukowej m. st. Warszawy na posiedzeniu w dniu 7 kwietnia 1933 r. przyznał rzeczoną nagrodę w roku bieżącym dr. Stanisławowi Józefowi THUGUTTOWI, Profesorowi Uniwersytetu Warszawskiego.

Orzeczenie Sądu Konkursowego brzmi: Sąd Konkursowy Nagrody Naukowej m.st. Warszawy na posiedzeniu w dniu 7 kwietnia 1933 r. przyznał rzeczoną nagrodę na 1933 r. dr. Stanisławowi Józefowi Thuguttowi, Profesorowi Uniwersytetu Warszawskiego.

I. Badaczowi wytrwałemu w dziedzinie mineralogji, wybitnemu znawcy budowy chemicznej rozpowszechnionych w przyrodzie glinokrzemianów, który, owocnie pracując bezmała pół wieku, wyświetlił naturę chemiczną grupy skaleniowców, przez swe badania mikrochemiczne wykrył nowe minerały z grupy zeolitów, opracował systematyczny bieg analizy mineralnej tej grupy, przeprowadzał zupełnie nowe metodyczne badania, zdążające do wyjaśnienia genezy minerałów.

II. Pracownikowi zasłużonemu, który kładł podwaliny twórczej pracy naukowej polskiej w mieście rodzinnem za czasów, gdy Ojczyzna pozostawała w niewoli, a to prowadząc z nieustannym wysiłkiem i samozaparciem się od lat 30 badania w utworzonej własnym kosztem, a przekazanej potem Towarzystwu Naukowemu Warszawskiemu pracowni – i odrzucając – dla nieopuszczania ważnej narodowej placówki – parokrotnie propozycję objęcia katedry uniwersyteckiej poza Warszawą.

III. Rektorowi – jednemu z pierwszych w odrodzonym Uniwersytecie, gdzie w ciężkich warunkach doby powojennej organizował życie naukowe wszechnicy stołecznej.

IV. Redaktorowi założonego w r. 1925 „Archiwum Mineralogicznego”, czasopisma, skupiającego polskie prace mineralogiczne, a dzięki temu, dającego badaczom polskim i zagranicznym pełny przegląd tworczości naukowej w tej dziedzinie.

 

Warszawa, dnia 7 kwietnia 1933 r.

– Skład Sądu Konkursowego: Leopold Białobrzeski, Maksymiljan Huber, Stefan Kwiatkowski, Wiktor Lampe, Wacław Sierpiński, Zygmunt Słomiński, Dymitr Szarzyński, (Przewodniczący), Józef Zawadzki.

31 sierpnia 1935 roku, w wieku 73 lat, Stanisław Józef Thugutt został przeniesiony w stan spoczynku, przy czym jako emeryt otrzymał na podstawie uchwały Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW godność profesora honorowego.

Kolejne odznaczenie – medal brązowy za długoletnią pracę naukową – otrzymał 6 lutego 1939 roku. W tym samym roku został członkiem korespondentem Kolumbijskiej Akademii w Bogocie.

Ciężki i obfitujący w tragiczne przeżycia czas wojny i okupacji nazistowskiej profesor Thugutt spędził w podkrakowskiej wsi, pozbawiony warszawskiego warsztatu naukowego. Jednak nie był to okres bezczynności twórczej, o czym świadczą liczne publikacje wydane zaraz po wojnie. Był też zapewne przejęty losami swych dzieci – Bohdana i Wandy, inżynierów rolników, absolwentów SGGW w Warszawie, prowadzących majątek w Nagorzanach.

Z tradycji rodzinnych przekazał im umiłowanie historii, nawet tej tragicznej, kult pracy, wyczulenie na demokrację i stawianie spraw państwa i narodu ponad interesem osobistym i partyjnym. Zrozumiałe, że oboje oni czynnie działali w konspiracyjnych organizacjach wojskowych, a w końcu w Armii Krajowej. 8 marca 1945 roku zostali aresztowani przez NKWD w krakowskim mieszkaniu swoich rodziców przy ul. Nowowiejskiej 6, a 23 marca wywiezieni z dużą grupą Polaków i jeńców niemieckich do ZSRR. Już 13 sierpnia tego roku w obozie w Krasnowodsku (wtedy Turkmeńska SRR) umarła Wanda. Bohdan był wówczas internowany w obozie w Nuzalu na Kaukazie, gdzie ostatniego dnia 1946 roku stracił lewą nogę w wypadku podczas naprawy górskiej drogi. Po repatriacji do kraju w kwietniu 1948 roku zamieszkał z rodzicami przy ul. Helclów 2 w Krakowie. Jednakże wkrótce był dwukrotnie aresztowany przez UB i sądzony za działalność w Armii Krajowej.

Profesor Stanisław Józef Thugutt uchwałą Walnego Zgromadzenia Polskiego Towarzystwa Geologicznego w Krakowie z dnia 14 stycznia 1946 roku otrzymał godność członka honorowego. W czerwcu następnego roku dostał kolejną nagrodę w kwocie 100.000 zł od PAU za pracę O ustroju wewnętrznym filipsytu. W maju 1948 roku Wydział Odbudowy Nauki przy Radzie Ministrów powierzył mu zorganizowanie pracowni ultramikroskopowej w Zakładzie Mineralogicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w celu badania genetyki minerałów.

Z okazji nowego święta 22 lipca, uchwałą Prezydium Rządu z dnia 18 lipca 1951 roku, została przyznana profesorowi nagroda państwowa II stopnia w wysokości 20.000 zł za osiągnięcia w dziedzinie nauki. Natomiast postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 20 września tego samego roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi za prace naukowe, społeczne i zawodowe. 4 czerwca 1952 roku, w wieku 90 lat, profesor został powołany przez Prezydenta RP na członka tytularnego nowo powstałej Polskiej Akademii Nauk. W następnym roku został członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika. Uchwałą Rady Państwa z dnia 27 stycznia 1955 roku otrzymał medal 10-lecia Polski Ludowej.

Profesor Stanisław Józef Thugutt zmarł 27 grudnia 1956 roku w Krakowie w wieku 94 lat.

Jeszcze w listopadzie 1956 roku skompletowano i oddano do druku jubileuszowy XX tom ukochanego „dziecka” profesora, jakim było „Archiwum Mineralogiczne”. Tom był poświęcony profesorowi – założycielowi i redaktorowi honorowemu czasopisma od 1953 roku. Jak wiemy z noty redakcyjnej, miał on być wyrazem podziwu, uwielbienia i hołdu dla żywego i naukowo czynnego jeszcze nestora polskiej mineralogii od wszystkich pracowników tej dziedziny i nauk pokrewnych. Niestety, tom ów ukazał się drukiem dopiero w styczniu 1958 roku, jako „pośmiertny pomnik w polskim piśmiennictwie naukowym”.

W pierwszym artykule tego tomu Kazimierz Maślankiewicz opisał życie i działalność naukową profesora, a zwłaszcza jego bardzo bogate osiągnięcia publikacyjne. Przedstawił szczegółowy przegląd 117 oryginalnych prac i artykułów naukowych, a w bibliografii uwzględnił też inne publikacje: referaty prac polskich z mineralogii i petrografii dla „Neues Jahrb. f. Mineralogie” (56 pozycji), recenzje i referaty prac obcych w czasopismach krajowych (37 pozycji) i jedno wspomnienie pośmiertne o Karolu Koziorowskim.

W zestawieniu tym zabrakło dwóch ostatnich publikacji Thugutta, a mianowicie komunikatu zatytułowanego Kalifikacja skał ogniowych krakowskich w świetle nowych dochodzeń („Arch. Miner.” XIX, z. 1, s. 137–138 [rok 1955]) i Chemical research on the structure of certain aluminosilicates in the light of roentgenographic investigations („Arch. Miner.” XIX, z. 2, s. 145–151 [rok 1956]). Ten ostatni artykuł, wieńczący 65 lat działalności publikacyjnej, ukazał się drukiem w grudniu 1956 roku, przypuszczalnie kilka dni przed śmiercią profesora.

Na początku lutego 2002 roku z rektorem Uniwersytetu Warszawskiego skontaktował się Bohdan Thugutt mieszkający w Krakowie. W liście z 5 lutego, w nawiązaniu do przeprowadzonej rozmowy, prosił o przejęcie od niego na rzecz Uniwersytetu dużego, w ramie i oszklonego portretu swego ojca. Nadmienił: „czuję się coraz słabszy ze zdrowiem, zatem proszę uprzejmie o możliwie szybkie sfinalizowanie tej sprawy”. Portret ten po kilku dniach znalazł się w rękach pracownika Muzeum UW, oddelegowanego w tym celu do Krakowa. Bohdan Thugutt zmarł 20 lutego 2002 roku.

W dniu 20 czerwca 2008 roku Rada Wydziału Geologii UW poparła wniosek Rady Muzeum o nadanie Muzeum WG imienia profesora. Uroczystemu nadaniu Muzeum Geologicznemu imienia Stanisława Józefa Thugutta w dniu 26 listopada 2008 roku towarzyszyło odsłonięcie pamiątkowej tablicy z wizerunkiem patrona i otwarcie wystawy zatytułowanej „Profesor Stanisław Józef Thugutt (1862–1956), wybitny mineralog, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego 1919–1920”. Autorem i kuratorem wystawy był kierownik Muzeum i zarazem autor tego eseju.

SECT-ID LINK

1Stanisław August Thugutt [przyp. aut.].

2Wybór pism i autobiografia Stanisława Thugutta, Warszawa 1939, a także: S.A. Thugutt, Wybór pism i autobiografia, Glasgow 1943.

Wacław Tokarz

Urodzony 7 VI 1873 w Częstochowie. Studia historyczne, chemiczne i ponownie historyczne na UJ (1892–1902), tamże doktorat (1902) i habilitacja (1906). Nauczyciel gimnazjalny, profesor UJ (1909–1920), profesor UW (1928).

Historyk, badacz historii wojskowości i dziejów politycznych Polski końca XVIII i XIX w., pułkownik WP (po przewrocie majowym przeszedł w stan spoczynku). Od 1914 w Legionach Polskich, m.in. wykładał historię wojskowości w szkołach podoficerskich. Kierownik Wydziału Prac Naukowych w Komisji Wojskowej Tymczasowej Rady Stanu (1917) oraz Sekcji 4. Departamentu Naukowo-Szkolnego VII Oddziału Sztabu Generalnego, przekształconej w Wojskowy Instytut Naukowo-Wydawniczy (1918–1926). Redagował „Bellonę”, „Wiarusa”, „Żołnierza Polskiego” oraz serie: „Biblioteczka Legionisty” (później „Biblioteka Historyczno-Wojskowa”), „Polski wysiłek zbrojny”. Członek PAU (1926), TNW (1931). Przyczynił się do utworzenia Centralnej Biblioteki Wojskowej oraz Centralnego Archiwum Wojskowego.
Zmarł 3 V 1937 w Warszawie.

Ostatnie lata Hugona Kołłątaja (1794–1812), t. I-II, Kraków 1905; Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 1794 roku, Kraków 1911; Kraków w początkach powstania styczniowego i wyprawa na Miechów, Kraków 1914; Żołnierze kościuszkowscy, Kraków 1915; Armia Królestwa Polskiego 1815–1830, Piotrków 1917; Bitwa pod Ostrołęką, Poznań 1922; Sprzysiężenie Wysockiego i Noc listopadowa, Warszawa 1925; Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831 roku, Warszawa 1930; Pomniki Prawa Rzeczypospolitej Krakowskiej 1815–1818, t. I, Kraków 1932; Insurekcja warszawska 17 i 18 kwietnia 1794, Lwów 1934.

S. Herbst, Wacław Tokarz, [w:] Portrety uczonych polskich, red. A. Biernacki, Kraków 1974, s. 429–437.

STANISŁAW HERBST

WACŁAW TOKARZ*

1873–1937

 

Wacław (Daniel Robert) Tokarz urodził się 7 czerwca 1873 roku w Częstochowie. Ojciec – Walerian, inżynier dróg i mostów, pochodził z Mielca, gdzie dziad był mandatariuszem, wrósł jednak w miejscowe środowisko zaboru rosyjskiego. Częstochowa w latach dzieciństwa przyszłego historyka przeżyła swoją rewolucję przemysłową, z miasta powiatowego, przede wszystkim pielgrzymkowego, przemieniła się w duży ośrodek produkcyjny (w roku 1869 – 14 300, w 1897 – 45 000 mieszkańców). Wypełniła wówczas zabudową suto zakreślone jeszcze za czasów konstytucyjnych Królestwa rozplanowanie i przekształciła sytuację społeczną okolicy. Chłopak spędzający dużo czasu w majątku ukochanej ciotki, Joanny Sokołowskiej, w pobliskim Dźbowie, słuchał utyskiwań na ucieczkę robotników rolnych do szybko wyrastających fabryk. Płace rosły, tradycyjny folwark przeżywał kryzys. Proces ten stanie się przedmiotem pierwszego naukowego studium Tokarza.

Miasto gwałtownie pęczniejąc wyrastało jako środowisko życia umysłowego. Szczególne znaczenie miało osiedlenie się w Częstochowie w roku 1883 dr. Władysława Biegańskiego. Wybitny lekarz-społecznik (ur. 1857) wyrósł właśnie na gruncie częstochowskim na uczonego w międzynarodowej skali. Nieliczni w Częstochowie ludzie z wyższym wykształceniem musieli znać się: starszy wiekiem Walerian Tokarz przyjaźnił się z Biegańskim. Właśnie w latach gimnazjalnych Wacława Tokarza punkt ciężkości zainteresowań naukowych lekarza przesunął się ku filozofii. [...]

W roku szkolnym 1890/91 powstało w gimnazjum częstochowskim „Nasze Kółko” z inicjatywy ucznia przybyłego z gimnazjum praskiego. To kółko długo dyskutowało hektografowany marksistowski „program samokształcenia”, ale zwyciężył chyba wpływ prefekta ks. Franciszka Juttnera – jedynego ze starszych, który kółkiem z boku się opiekował. Dzięki niemu Tokarz jeszcze w szkole poznał dzieło Kalinki, które mogło zaważyć na kierunku jego zainteresowań, choć nie przyjął nigdy poglądów starego polityka i historyka. Kółko zajmowało się przede wszystkim historią – na podstawie Szujskiego poznawano tu czasy rozbiorów. Wydawano też hektografowane czasopismo. Tokarz ogłosił w nim studium o bitwie pod Stoczkiem (oparte na świeżo wydanym przekładzie dzieła Puzyrewskiego), a także powieść historyczną z powstania styczniowego, którego tradycje były w okolicy jeszcze żywe. Wszak Dźbów był miejscem potyczki 28 X 1863, stryj Stanisław był żuawem śmierci, ciotka Joanna i matka żyły wspomnieniami walk powstańczych. Zapewne z czasów szkolnych pochodzi oryginalne studium Stosunki fabryczne w Częstochowie (ogłoszone 1892), wyrosłe na marginesie lektury pozytywistycznej.

Decyzja obioru studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim zapadła na wycieczce „Naszego Kółka” do Krakowa latem roku 1891. Maturę Tokarz uzyskał w roku 1892, z odznaczeniem z historii – zapewne więc miał gruntowne przygotowanie z dziejów powszechnych.

Choć dobrze wspominał gruntowność nauczania Wincentego Zakrzewskiego i Stanisława Krzyżanowskiego i złożył trzy prace seminaryjne, widocznie lata studiów historycznych 1892/93 i 1893/94 przyniosły mu zawód. [...] Pociągał go ówczesny rozkwit nauk eksperymentalnych w Krakowie (asystował m.in. przy doświadczeniach nad skraplaniem gazów), ale stan zdrowia po ciężkich chorobach zdecydował w końcu o powrocie od chemii do historii.

Cztery lata przerwy przyniosły zmiany – wybuchła wówczas w Krakowie Młoda Polska, przyszły nowe, inne pokolenia studentów. Szkoła matematyczno-fizyczna nie mogła nie pozostawić śladu w umysłowości syna marnotrawnego Klio. Trudno powiedzieć, czy dalsze studia pod kierunkiem Wincentego Zakrzewskiego dały mu pełną satysfakcję. [...]

Dobrze opanowane rzemiosło, wypróbowana dokładność w pracy zapewniły mu asystenturę (od 1 X 1901), zaczął też uczyć w szkole żeńskiej Kaplińskiej – ale czytał przede wszystkim i zaczynał pisać z zakresu historii Polski wieku XIX aż po powstanie styczniowe. Były to lata, kiedy warszawska szkoła historyczna i Askenazy już utorowali drogę do badań nad historią ostatniego stulecia, gdy przebrzmiały już polemiki na temat pesymistycznego i optymistycznego poglądu na nasze dzieje, a na krakowskim zjeździe historyków w 1900 roku (zapewne Tokarz mu się przysłuchiwał) odbyła się dyskusja metodologiczna, kontynuowana na marginesie Nienawiści wyznaniowej tłumów kolegi z seminarium, polskiego „lamprechcisty” Wacława Sobieskiego (1902), na temat do dziś nie zamknięty: historia – socjologia, zaś Askenazy starł się z Korzonem o historię porozbiorową. Nieobce były i Tokarzowi zainteresowania teoretyczne, ale przede wszystkim czytał źródła. Wynikiem tych lat było ogłoszone w roku 1905 dwutomowe dzieło: Ostatnie lata Hugona Kołłątaja (1794–1822), stanowiące od razu także wybitny wkład do dziejów powstania kościuszkowskiego, które stanie się głównym zainteresowaniem Tokarza. Dzieło to, nagrodzone przez Akademię Umiejętności, stało się podstawą habilitacji – 17 III 1906 odbyło się colloquium (uchwała Rady Wydziału: „kandydat odpowiedział znakomicie wymaganiom”), a dokładnie w tydzień potem wykład habilitacyjny Polityka Francji wobec powstania kościuszkowskiego. Od roku akademickiego 1906/7 nowy docent zaczyna wykłady.

Stanowisko docenta prywatnego nie stanowiło podstawy bytu. Od roku 1907/8 Tokarz prowadzi wykłady zlecone z historii Austrii – śmierć Karola Potkańskiego otworzyła przed nim perspektywy katedry historii powszechnej i austriackiej. W roku 1908 pisze prace z historii Galicji w dobie józefińskiej, ale pierwsze półrocze roku 1909 spędza na badaniach archiwalnych nad powstaniem kościuszkowskim w Moskwie. Rok ten przynosi mu obszerną książkę, katedrę i założenie rodziny. Dalej pracuje intensywnie, referuje wyniki badań w Akademii Umiejętności, w roku 1911 wydaje książkę Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 179r. Na jej podstawie 1 X 1912 uzyskuje szczyt kariery uniwersyteckiej – tytuł profesora zwyczajnego. Już od roku 1911/12 prowadzi seminarium i niebawem promuje doktorów. Wykłady jego w roku 1913/14 – Austria i Francja w dobie Wielkiej Rewolucji, publicum Powstanie kościuszkowskie ściągają tłumy nie tylko studentów innych wydziałów, ale też całą młodzież strzelecką. Nie ustaje w pracy naukowej wracając w pięćdziesięciolecie powstania styczniowego do książki o Krakowie w początku roku 1863, ale coraz więcej pochłania go działalność praktyczna – niepodległościowa.

Najwcześniejszą orientację polityczną wyznaczał poniekąd charakter kółka częstochowskiego gimnazjum. Pierwsze artykuły ogłosił w warszawskim „Głosie” (1896, 1901). Od roku 1901 pisywał w „Przeglądzie Wszechpolskim”, „Prawdzie”, „Tygodniku” – dodatku literackim „Kuriera Lwowskiego”. Po roku 1905 nie widać tam już jego prac – nie aprobował ugody – niebawem znajdzie się w kierownictwie „niepodległościowej frondy Narodowej Demokracji” – w Polskich Drużynach Strzeleckich jako prezes koła Drugiej Krakowskiej Drużyny. Obok prof. Eugeniusza Romera reprezentował PDS na zjeździe w Zakopanem 23 i 24 XI 1912 roku z przedstawicielami Związku Strzeleckiego (m.in. Piłsudskim, Żeromskim) i jako przewodniczący zjazdu był współtwórcą Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych (a zapewne niebawem współtwórcą wycofania się z niej PDS). On wprowadził do konserwatywnych murów Seminarium Historycznego UJ Limanowskiego i Piłsudskiego, który tu referował prace nad historią militarną powstania styczniowego. W jego domu zapadła decyzja wymarszu kompanii kadrowej do Królestwa. Tokarz z prof. Józefem P. Brzezińskim (jak to kiedyś wynurzał się Marianowi Łodyńskiemu) był zresztą tej decyzji przeciwny, ale przegłosowany podporządkował się. Od 1 VIII 1914 liczyła mu się służba w wojsku polskim jako ochotnikowi 2 p. Piechoty Legionów – miało to być początkiem rozstania z Uniwersytetem Jagiellońskim. Zresztą chyba już wcześniej ten profesor po czterdziestce, idący ulicami jako szeregowiec na ćwiczenia z młodzieżą, z sympatią mówiący z katedry o rewolucji, budził zaniepokojenie kolegów. [...]

Ponowne wstąpienie do wojska polskiego w charakterze szefa Sekcji Ministerstwa Spraw Wojskowych nastąpiło 1 XI 1918. Po różnych reorganizacjach jego placówki był szefem Wojskowego Instytutu Naukowo-Wydawniczego do roku 1926.

W rubryce studia wojskowe (poprzedzającej w „karcie” „studia cywilne”) wypisywał zawsze „ukończyłem szkołę podoficerską Legionów Polskich” – awansował w latach 1915/16 kolejno na kaprala i plutonowego. W październiku 1917 Komenda Polskiego Korpusu Pomocniczego przedstawiła go do awansu na podporucznika.

Te suche zapiski niewiele wymagają komentarzy. Wykazują, że był bliskim współpracownikiem Sikorskiego jako zastępca szefa Departamentu Wojskowego NKN, że potem znalazł się w Wehrmachcie – w sporach legionowych – w obozie przeciwnym niż Piłsudski. Niepraktyczność profesorską nadrabiał starannością, przygotowanie metodyczne znalazło wyraz przede wszystkim w organizacji pracy oświatowej i naukowej. Bibliografia lat wojennych świadczy, że głównym zainteresowaniem stała się historia wojskowa. Obok drobiazgów okolicznościowych, pracy redaktorskiej i autorskiej, którą odrabiał luki tradycji wojska polskiego, znalazła się pokaźna, choć widocznie w trudnych warunkach pisana książka Armia Królestwa Polskiego 1815–1830 (Piotrków 1917).

Odbudowa państwa i wojska, początki normalizacji wymagały jakiejś stabilizacji czterdziestopięcioletniego plutonowego. [...] Po dość długich korowodach biurokratycznych [...] Tokarz w wojsku pozostał, ostatecznie zrezygnował z katedry 26 X 1920 roku. [...] Na zmiennych fluktach biurokracji wojskowej urzędnik wojskowy był 14 IV 1919 zweryfikowany jako podporucznik w rezerwie, 19 VIII 1920 jako kapitan, wreszcie 14 IV 1921 został pułkownikiem służby czynnej; po zniesieniu służby naukowo-oświatowej – z przydziałem do piechoty. [...] Należał do komisji, która uchyliła zarzuty Piłsudskiego wobec Wojskowego Biura Historycznego, dlatego po zamachu majowym 1926 roku – formalnie 5 II 1927 – został przeniesiony w stan spoczynku. [...]

Jesienią roku 1928 wygłosił Tokarz wykład inauguracyjny na Uniwersytecie Warszawskim i rozpoczął zajęcia. Wychował nowe pokolenie naukowe; drażliwy, nie zawsze gładko układał stosunek z kolegami profesorami. Pracował zawsze dużo: z wykładów w Wyższej Szkole Wojennej w roku 1921/22 wyrósł skrypt, następnie grube dzieło: Wojna polsko-rosyjska 18301831 (1930), poprzedzone książką Sprzysiężenie Wysockiego i Noc listopadowa (1925) i kilku innymi studiami. Wracał jednak do badań nad insurekcją 1794 poświęcając jej obok innych prac najciekawszą swą książkę Insurekcja warszawska 17 i 18 kwietnia 1794 r. (1934); doprowadził też do końca jedyne swe, z dawna rozpoczęte, wydawnictwo źródeł: Pomniki Prawa Rzeczypospolitej Krakowskiej 1815–1848. Umarł nie ukończywszy tego wszystkiego, co zamierzał – 3 maja 1937 roku. [...]

Chronologicznie badania Tokarza obejmują lata 1773–1863, wyjątkowo wkraczając na margines własnego pamiętnika. Główny zrąb dotyczy powstania roku 1794, a raczej jego genezy i początków. Fragmenty Sejmu Grodzieńskiego, Warszawa przed wybuchem powstania, marsz Madalińskiego, dni 17 i 18 kwietnia. Następny miesiąc – czasy Rady Zastępczej Tymczasowej – pozostał w zarysie. Ostatnie lata Hugona Kołłątaja stanowią tu wstęp i powiązanie powstania z czasami Księstwa Warszawskiego.

Drugie skupienie badań nastąpiło wokół powstania listopadowego: szeroko rozbudowane wprowadzenie stanowi książka o armii Królestwa Polskiego; najistotniejsze było tu Sprzysiężenie Wysockiego i Noc listopadowa. Na rocznicę w roku 1930 wykończył wyczerpujący zarys historii wojny 1830/31 roku. Dwa studia szczegółowe OstrołękaWyprawa łysobycka stanowiły głębsze sondowanie okresu.

Również powstanie styczniowe skupiło badania Tokarza nad jego początkami. Studia „galicyjskie” mają trwałe zalety, ale stanowiły epizod starań o katedrę – specimina eruditionis.

Sprawa celowości powstań była chyba tematem, który najbardziej pochłaniał autora: przed wojną, w czasie wojny i po różnych doświadczeniach osobistych – do końca. Pasja patriotyczna stawała się coraz bardziej przedmiotem badań. Koncentrowała się w możliwie głębokich, coraz bardziej zacieśnianych w czasie rekonstrukcjach wypadków. Ostatnie książki Tokarza o sprzysiężeniu Wysockiego i dwóch dniach warszawskich 17 i 18 IV 1794 uzyskały stopień koncentracji, którą osiągnął chyba tylko Berent w Oziminie. [...] Od biografii nie stronił. Naszkicował wiele sylwetek portretowych. Biografią jest pierwsze dzieło Ostatnie lata Hugona Kołłątaja, ale jakże różną od ówczesnej produkcji Askenazego i jego uczniów. Charakterystyczne dla Tokarza szczegółowe studium wycinka życiorysu (il ny a pas de science que du particulier) toruje drogę do wyważonej, zróżnicowanej oceny polityka. Jego wad i błędów, a przede wszystkim nieprzeciętnych zalet. Niełatwo odpowiedzieć na pytanie, czy wybór „bohatera” był celowy, czy dopiero analiza krytyczna sądów jego politycznych przeciwników w trakcie badań ujawniła stan nieoczekiwany? Kołłątajowi został Tokarz wierny, poświęcił mu jeszcze parę szkiców, w tym ogólną charakterystykę, ale zamierzonej biografii napisał tylko początek. (Rękopis przerwanej pracy razem z notatkami zaginął w powstaniu warszawskim 1944 roku) Może stało się tak dlatego, że odtąd bohaterem stał się zespół ludzi (uniwersytet, podchorążówka, Komisja Indagacyjna, armia), społeczeństwo wielkomiejskie – ujawniające w trakcie szczegółowych badań zróżnicowanie klasowe, coraz głębsze zrozumienie już nie burżuazji, ale biedoty miejskiej. Ostatnia książka jest pod tym względem najbardziej dojrzała. [...]

Była tu już mowa o gruntowności prac Tokarza. W młodzieńczej próbie częstochowskiej nauczył się tworzyć nowe źródła w rozmowach z uczestnikami procesu historycznego. Zbierając materiał do Krakowa w początkach powstania styczniowego dotarł do wszystkich żyjących jeszcze uczestników wyprawy na Miechów, odnalazł pamiątki i wspomnienia po powstańcach poległych. Poprzez metryki kościelne i związki rodzinne szukał uczestników insurekcji kościuszkowskiej w Warszawie. Stąd pochodziła szczególna pełność i najbardziej osobista znajomość lat dawno minionych – rzadko uzupełniana konieczną hipotezą. Wyrozumiały, ważący sądy, doceniający nawet osobiste zalety tych, których potępiał, nie cofał się przed nowym sądem, który do dziś bywa dyskusyjny (np. wrześniowej 1793 roku decyzji Kościuszki odroczenia powstania). Inteligent w trzecim przynajmniej pokoleniu, doszedł do zrozumienia łączności sprawy niepodległości z przełomem społecznym i aprobaty wynikających stąd konsekwencji.

Konkretność prac Tokarza wyrastała również z wojskowego nałogu studiowania wydarzeń na mapie szczegółowej i historycznej czy na planie miasta, w terenie. Wiąże się to z charakterem regionalnym czy nawet lokalnym jego prac, pomimo szerszego ich znaczenia. Zainteresowanie Częstochową, Zakopanem, Krakowem, a zwłaszcza Warszawą, z którą związał się na ostatnich kilkanaście lat życia, łączyło się dlań ze sprawą popularyzacji, szerzenia kultury historycznej, z działalnością nauczycielską. Rozumiał bardzo jasno, że zadaniem uniwersytetu nie jest wyłącznie wychowanie zawodowych uczonych, że ważne jest wykształcenie nauczycieli o zamiłowaniach naukowych, którzy by swymi przyczynkami naukę wzbogacali i nauczanie dopełniali miejscowym konkretnym materiałem. Włożył wysiłek ostatnich lat w Towarzystwo Miłośników Historii, a potem Towarzystwo Przyjaciół Historii Warszawy.

Szerzeniu kultury historycznej służyły szkice historyczne ogłaszane w miesięcznikach, tygodnikach, dziennikach, pisane starannie i lapidarnie, zawsze oryginalne, stanowiące często do dziś pierwsze i ostatnie słowo nauki, bogate nietkniętym materiałem źródłowym. [...]

Starannie zestawiona przez Ksawerego Swierkowskiego bibliografia obejmuje 265 prac Tokarza. Ujawnia ona dużo pozycji zupełnie zapomnianych, nigdy nie zarejestrowanych, ze względu na rozproszenie mniejszych prac w zupełnie niespodziewanych niekiedy dziennikach. Być może wypłyną jeszcze inne, do dziś niedostrzeżone. Dorobek Tokarza stanowi siedem obszernych, łatwo dostępnych książek; reszta to obszerne niekiedy studia, drobniejsze przyczynki naukowe oraz szkice. [...]

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Portrety uczonych polskich, red. A. Biernacki, Kraków 1974, s. 429–437.

Jan Tur

Urodzony 25 VIII 1875 w Radziwiliszkach (gubernia kowieńska). Studia na Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim (1895–1899). Kandydat nauk, asystent (1899–1915). Doktorat na uniwersytecie we Lwowie (1907). Liczne zagraniczne wyjazdy naukowe: do Paryża, a także do stacji zoologicznych w Villefranche sur Mer, Roscoff, Vimereux, na Helgolandzie i w Saratowie. Wykładowca w Towarzystwie Kursów Naukowych (1905–1918), na Kursach Przemysłowo-Rolniczych i w Wyższej Szkole Rolniczej. Wykładowca UW (od 1916), habilitacja na UJ (1918), docent na UW (1918–1919), prof. nadzwyczajny (1919), prof. zwyczajny (1921).

Embriolog; jego podstawowe prace dotyczą morfologii i genezy form potwornych w rozwoju gadów i ptaków, przy czym naukę o potwornościach (teratologię) traktował jako naukę pomocniczą embriologii; pionier badań nad działaniem radu na organizmy, gł. w okresie zarodkowym.
Członek założyciel TNW (1907), organizator i kierownik pracowni zoologicznej TNW (1912–1919), wieloletni członek zarządu i redaktor wydawnictw TNW. Jeden z inicjatorów powołania Towarzystwa Anatomicznego Warszawskiego (1923, później Polskie Towarzystwo Anatomiczno-Zoologiczne). Członek PAU (1929), Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1924) i Société de Biologie de Paris. Aktywny popularyzator nauki, współpracownik tygodnika „Wszechświat”.
Zmarł 8 V 1942 w Warszawie.

Potwory w średniowieczu, Warszawa 1904; Wpływ promieni radu na rozwój organizmów, Warszawa 1916; Teoria mezostomy, Warszawa 1917; W sprawie genezy potworów złożonych, Lwów 1925; Potwory i ich rozwój. Zarys teratologii i teratogenii, Warszawa 1927; Studia nad nowotworami u zarodków, Warszawa 1935.

Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987, s. 547–548.

TOMASZ MAJEWSKI

JAN TUR

1875–1942

 

Jan Feliks Korczak-Tur urodził się 25 sierpnia 1875 roku w Radziwiliszkach koło Grażun w ówczesnej guberni kowieńskiej, w rodzinie ziemiańskiej. Do gimnazjum uczęszczał w Wilnie i Częstochowie; tam organizował tajne polskie kursy samokształceniowe. W latach 1895–1899 studiował zoologię pod kierunkiem Pawła Mitrofanowa na oddziale przyrodniczym Wydziału Fizyko-Matematycznego Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Studia ukończył ze stopniem kandydata nauk przyrodniczych na podstawie pracy (nagrodzonej złotym medalem) O nekotorych osobiennostijach močepolowoj sistemy u Mammalia (1899). W latach 1899–1915 pracował jako asystent (nadetatowy laborant) profesora Mitrofanowa w Pracowni zootomicznej przy katedrze anatomii porównawczej. Doktorat filozofii uzyskał na Uniwersytecie Lwowskim w roku 1907, wykonując pod kierunkiem profesora Józefa Nusbauma-Hilarowicza, znanego zoologa i propagatora ewolucjonizmu, rozprawę Studja nad teratogenją ptaków. Wielokrotnie przebywał za granicą, dłuższy czas w Paryżu, także w stacjach zoologicznych w Villefranche sur Mer, Roscoff, Vimereux, na Helgolandzie i w Saratowie.

Po 1905 roku Rosjanie pozwolili na uruchomienie prywatnych kursów, które w pewnym stopniu zastąpiły nieistniejące dotąd w Warszawie polskie szkolnictwo wyższe. Jan Tur włączył się aktywnie do tej działalności. W latach 1905–1918 wykładał więc zoologię i anatomię porównawczą na Wydziale Przyrodniczym i zoologię na Wydziale Rolniczym nowo powstałej uczelni, którą było Towarzystwo Kursów Naukowych, prowadził też wykłady na powstałych wkrótce potem w Warszawie Kursach Przemysłowo-Rolniczych i w Wyższej Szkole Rolniczej. Aktywnie działał także w Towarzystwie Naukowym Warszawskim. W roku 1912 zorganizował tu Pracownię Zoologiczną, którą kierował przez cały czas jej istnienia. Jego pierwszymi asystentami w tej placówce byli Wacław Roszkowski i Ryszard Błędowski. Pracownia istniała tylko kilka lat, do roku 1919, ale dobrze zasłużyła się kształceniu przyszłych uczonych. W czasie jej trwania przewinęło się przez nią ponad 30 młodych w większości zoologów, którzy z różnych względów nie mogli studiować i korzystać z pracowni Uniwersytetu Warszawskiego, zresztą wówczas bojkotowanego przez Polaków. Korzystali z niej m.in. znani później profesorowie Kazimierz Demel, Juliusz Zweibaum, Janusz Domaniewski i Henryk Raabe. W roku 1913 Tur założył przy Pracowni sezonową stację zoologiczną w Ojcowie, co umożliwiło młodym warszawskim zoologom – niestety na krótko – podjęcie badań faunistycznych na tym bogatym, a dotąd mało poznanym terenie. Znaczenie Pracowni Zoologicznej TNW zgasło po utworzeniu w Warszawie polskiego Uniwersytetu.

Po ustąpieniu Rosjan z Warszawy latem 1915 roku Tur przyłączył się do grupy uczonych organizujących polski Uniwersytet Warszawski. Uroczysta inauguracja działalności Uniwersytetu nastąpiła 15 listopada 1915 roku. Tur rozpoczął tu w latach 1916–1919 pracę na Oddziale, później Wydziale Lekarskim w Zakładzie Anatomii, wykładając anatomię porównawczą dla biologów na Wydziale Filozoficznym. W roku 1918 uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim habilitację z zakresu anatomii i embriologii porównawczej u znanych zoologów, profesorów Henryka Hoyera jun. i Michała Siedleckiego, wygłaszając wykład na temat Metody mechaniki rozwojowej a samorzutne zboczenia zarodkowe. Habilitację tę przeniósł na Uniwersytet Warszawski i w roku 1918–1919 był tu docentem. Po otrzymaniu w roku 1919 od prezydenta tytułu profesora nadzwyczajnego kierował aż do śmierci Zakładem Anatomii Porównawczej na Wydziale Filozoficznym. Profesorem zwyczajnym został mianowany w 1921 roku. W latach 1932–1935 pełnił dodatkowo obowiązki kierownika Zakładu Zoologii Systematycznej i Morfologicznej po zmarłym profesorze Konstantym Janickim. Przez cały czas pracy na polskim Uniwersytecie Warszawskim wykładał, przypomnijmy, anatomię porównawczą i embriologię porównawczą, do roku 1932/1933 także teratologię i teratogenię, a tematami wykładów specjalnych (nie powtarzanych) były m.in. morfogeneza kręgowców i historia doktryn embriologicznych w XVII i XVIII stuleciu. Jego asystentami byli znani później zoologowie Wacław Roszkowski i August Dehnel, a także przedwcześnie zmarły Kazimierz Gajl.

Jak już wspomniano, Jan Tur miał duży udział w tworzeniu i prowadzeniu działalności zasłużonej w zaborze rosyjskim – a także później, w dwudziestoleciu międzywojennym – organizacji naukowej, jaką było Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Był wśród członków założycieli (1907) Towarzystwa i pierwszym sekretarzem jego Wydziału III Nauk Matematycznych i Przyrodniczych, przez wiele lat pełnił też funkcje członka zarządu i redaktora wydawnictw Towarzystwa. Był jednym z inicjatorów powołanego w 1923 roku Towarzystwa Anatomicznego Warszawskiego, przekształconego następnie w Polskie Towarzystwo Anatomiczno-Zoologiczne. Został wybrany członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności (1929), członkiem przybranym Towarzystwa Naukowego we Lwowie (1924) i członkiem Société de Biologie de Paris.

Zainteresowania naukowe Jana Tura, mieszczące się w zakresie nauk o zwierzętach, były szerokie. Obejmowały nie tylko zagadnienia budowy, funkcji i ich zależności od różnych zewnętrznych wpływów; wyniki tych badań poddawał on głębszej, filozoficznej refleksji, starając się rzucić światło na najistotniejsze zagadnienia biologiczne. Efektem jego działalności było ponad 130 opublikowanych prac z dziedziny embriologii, cytologii i anatomii porównawczej, większość ich jednak dotyczyła teratologii, czyli nauki o potwornościach. Pierwsze publikacje, do roku 1904, ogłaszał w większości w języku rosyjskim w wydawnictwach Cesarskiego Uniwersytetu, później po polsku w wydawnictwach Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a także w niemieckich i francuskich czasopismach specjalistycznych. Jego pierwsza praca, przygotowana jeszcze na studiach, O vozdejstvii temperatury na delenie jader v blastomerach aksolotlja (O wpływie temperatury na karjokinezę w jajach aksolotla), opublikowana w 1897 roku, dotyczyła anomalii w podziałach komórek jajowych, a więc zagadnień z dziedziny cytologii eksperymentalnej. Temat nieprawidłowości we wczesnych stadiach rozwoju jaj bezkręgowców powracał kilkakrotnie w twórczości naukowej Tura: badał je u mięczaka Philine aperta (1911) i u chrabąszcza (1920). Normalnie przebiegającym procesom rozwoju embrionów zwierząt kręgowych poświęcił Tur wiele publikacji, znacznie posuwając naprzód tę dziedzinę wiedzy. Jeszcze w początkach swej pracy naukowej badał rozwój perlicy domowej (Numida meleagris) (1901), odkrywając w blastodermie „węzeł tylny” podobny do „węzła tylnego” u ssaków. W rozwoju gada, jaszczurki Lacerta ocellata stwierdził istnienie tzw. smugi pierwotnej znanej dotąd tylko u ptaków i ssaków (1903, 1905). Przygotował piękną monografię rozwoju jaszczurki Chalcides lineatus (1916), badał także rozwój owodni u ptaków (1925, 1926). Badania rozwoju gadów i ptaków doprowadziły Tura do sformułowania teorii braku prawdziwej gastrulacji u wyższych kręgowców (owodniowców) (Teoria mezostomy, 1917). W dziedzinę anatomii porównawczej kręgowców wchodziły także badania szczegółów rozwoju układu moczowo-płciowego ssaków (1899) i rozwoju okolicy ogonowej zarodków ludzkich (1916).

Embriologia doświadczalna w twórczości naukowej Jana Tura to przede wszystkim badania nad wpływem promieni radu na tkanki zwierzęce. Zainteresował się tym zagadnieniem pod wpływem Marii Skłodowskiej-Curie, z którą nawiązał w czasie pobytu w Paryżu w 1902 roku trwające później długi czas kontakty. W latach 1904–1916 opublikował 17 prac dotyczących tego zagadnienia. Był jednym z pierwszych, którzy zastosowali promienie radu w badaniach nad rozwojem embrionalnym zwierząt, natomiast on właśnie pierwszy badał mikroskopowo zachodzące w zarodkach zmiany i pierwszy stwierdził, że promienie radu działają selektywnie na poszczególne okolice i tkanki ciała. To odkrycie stało się później podstawą radioterapii. W Warszawie, w Pracowni Zootomicznej Uniwersytetu pod kierownictwem profesora Mitrofanowa badał wpływ naświetlania na rozwój embrionalny kury, kaczki, morskiego ślimaka Philine aperta, rekinka psiego (Scyllium canicula) i morskiego małża Pholas candida. Preparat radu, który Tur wykorzystywał w doświadczeniach, był jednak własnością nie pracowni rosyjskiego Uniwersytetu, lecz polskiej instytucji, gdyż był to dar Marii Skłodowskiej-Curie dla warszawskiego Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Ówczesne wyniki swych badań podsumował w pracy Wpływ promieni radu na rozwój organizmów (1916). Niewątpliwie Tur przodował wówczas w nauce światowej w pracy nad tymi zagadnieniami, a skromne warunki ubogiej w gruncie rzeczy uczelni warszawskiej nie pozwoliły mu na dalsze, wymagające dużych nakładów badania konkurujące z pracami zespołów z uniwersytetów zachodniej Europy.

Największa jednak, i najważniejsza, część dorobku naukowego Jana Tura dotyczy teratologii, czyli nauki o tzw. potwornościach, będących skutkiem różnego rodzaju nieprawidłowości w rozwoju osobniczym organizmu zwierzęcego. Przygotowaniem do tych badań były liczne jego prace z wczesnych lat, gdy analizował normalny rozwój jaj różnych zwierząt (ptaków i gadów); opanowanie podstaw embriologii było niezbędne dla badania nieprawidłowości w przebiegu wczesnych faz rozwoju osobnika. W swoich publikacjach dotyczących tego zagadnienia opisywał liczne potworności pojedyncze. Szereg prac z lat 1906–1925 dotyczyło jednej ze szczególnych form potworności zarodkowej, którą Tur nazwał platyneurią. Opisał nowe typy potworności zarodkowych – enterotelię (1915) i kardiocefalię (1911, 1922). Prawie połowa jego publikacji z zakresu teratologii dotyczy rzadko występujących potworów złożonych u ptaków i gadów; opisał więcej nieznanych dotąd w nauce form potworności tego typu, niż wszyscy dotychczasowi badacze. Wiele uwagi poświęcił zasadniczej kwestii genezy potworów złożonych: wbrew dotychczas formułowanym teoriom twierdził, że są one wynikiem rozwoju jaj wielojądrowych (W sprawie genezy potworów złożonych, 1925). Wprowadził do klasyfikacji potworności złożonych pojęcia synergii i asynergii. Obserwował i analizował kilka wyjątkowo rzadkich potworności potrójnych, a także potwory złożone u bezkręgowca, wspomnianego już mięczaka Philine aperta. Cenne są jego prace syntetyzujące dotychczasową wiedzę o potwornościach: Metody mechaniki rozwojowej a samorzutne zboczenia zarodkowe (1918), Zagadnienia wytyczne embriologii potworów złożonych (1926), Potwory i ich rozwój. Zarys teratologii i teratogenii (1927) oraz Studia nad nowotworami u zarodków (1935). Interesował się też historią badań potworności, czego dowodzi praca Potwory w średniowieczu (1904).

Jan Tur intensywnie popularyzował nauki przyrodnicze. Było to szczególnie ważne w czasie zaborów, gdy ludność zaboru rosyjskiego nie miała możliwości kształcenia się w języku ojczystym. Dużą rolę odgrywał tu wychodzący w Warszawie tygodnik „Wszechświat”. Tur był do wybuchu I wojny światowej jednym z jego najbardziej czynnych współpracowników. Od roku 1898 publikował na łamach tego czasopisma corocznie kilkadziesiąt artykułów, krótkich doniesień i streszczeń ważniejszych aktualnych publikacji naukowych. Staraniem Tura Kasa im. Mianowskiego wydała cenny podręcznik Józefa Nusbauma Zootomja praktyczna (1908).

Niewątpliwy był patriotyzm Jana Tura. Poglądami zbliżony był do Narodowej Demokracji. Mimo że pracował w rosyjskim uniwersytecie, bojkotowanym, szczególnie po 1905 roku, przez polskie społeczeństwo, i wiele prac publikował w języku rosyjskim w wydawnictwach tego uniwersytetu, to wszystkie swoje ważniejsze publikacje wydawał nie tylko w języku francuskim, w zachodnich czasopismach, ale i po polsku: drobniejsze spostrzeżenia w warszawskim „Wszechświecie”, większe prace w lwowskim „Kosmosie”, a po powstaniu Towarzystwa Naukowego Warszawskiego w jego wydawnictwach, których zresztą, jak wspomniano, był redaktorem. Swoją willę w Milanówku (ul. Żabie Oczko 1) zapisał w testamencie Uniwersytetowi Warszawskiemu.

Spośród wielu uczniów Jana Tura, którzy przewinęli się przez jego pracownie na Uniwersytecie i w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, wielu osiągnęło wysoką pozycję w nauce. Należą do nich Stanisław Bilewicz (embriolog, profesor w UW i AWF), August Dehnel (embriolog i teriolog, profesor w UMCS, twórca i kierownik Zakładu Badania Ssaków PAN), Zygmunt Kraczkiewicz (profesor cytologii UW), Celestyna Orlikowska (autorka cennych prac z zakresu historii zoologii), Władysław Rydzewski (ornitolog, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego), Eugenia Stołyhwowa (antropolog, profesor WSWF w Krakowie i UJ), Ryszard Szretter (profesor fizjologii zwierząt SGGW) i Jan Żabiński (dyrektor Ogrodu Zoologicznego w Warszawie i znany popularyzator przyrody).

W dorobku Jana Tura wykraczającym poza ramy działalności ściśle naukowej wyróżnia się książka Nauka i uczony (1917). Przeznaczył ją, jak sam napisał, dla młodzieży akademickiej i początkujących pracowników naukowych, którym mogła się przydać trafna analiza cech umysłu i charakteru niezbędnych dla tych, którzy nauce zamierzają się poświęcić. Jednak także zaawansowany pracownik naukowy może tam znaleźć wiele cennych spostrzeżeń. Należy żałować, że książka ta, od dawna rzadkość antykwaryczna, nie została wznowiona po wojnie, mimo że była w planach wydawniczych pod koniec lat 50.

Współpracownicy i znajomi Jana Tura doceniali jego wielkie zdolności i wszechstronną wiedzę przyrodniczą, głębokie filozoficzne wykształcenie, dar wymowy, a jednocześnie uczynność względem ludzi. Ogólnemu poważaniu, jakim się cieszył, dali wyraz w czasie uroczystości jubileuszu trzydziestolecia jego pracy naukowej. Z tej okazji 17 marca 1928 roku odbyło się w Warszawie uroczyste posiedzenie Polskiego Towarzystwa Anatomiczno-Zoologicznego. Przewodniczył Komitetowi Jubileuszowemu profesor Konstanty Janicki, a wykład o pracach naukowych jubilata wygłosił profesor Wacław Roszkowski. Niestety, nie doszło do skutku wydanie monografii poświęconej życiu Jana Tura oraz jego działalności naukowej, pedagogicznej i społecznej, którą grono uczniów planowało wydać w piętnastą rocznicę jego śmierci; decyzję tę podjęto na zjeździe Polskiego Towarzystwa Zoologicznego we Wrocławiu w 1956 roku. Ciągle jeszcze brak pełnej, opublikowanej bibliografii publikacji Jana Tura, uwzględniającej nie tylko jego prace ściśle naukowe. Wykaz tych ostatnich, do 1913 roku, ogłosił w osobnym druku „jako rękopis”, większość wydanych później podaje „Rocznik PAU” za lata 1939–1945.

Wybuch wojny i klęska wrześniowa całkowicie załamały Tura, który wpadł w depresję i zaprzestał działalności naukowej. Żył nie wychodząc z domu. Zmarł w Warszawie 8 maja 1942 roku i pochowany został na Cmentarzu Ewangelickim.

Aleksander Turyn

Urodzony 26 XII 1900 w Warszawie. Studia na UW (1918–1923), doktorat (1923). Dalsze studia w Berlinie (1923–1924). Asystent na UW (1925), habilitacja (1929), prof. nadzwyczajny (1935).

Filolog klasyczny, bizantynolog; prace z zakresu metryki i prozodii, twórczości liryków i tragików greckich.
Członek PAU (1946), Akademii Ateńskiej, Fundacji Guggenheima (1959).
Walczył w kampanii wrześniowej 1939, później, przez Rzym i Ateny, wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Wykładał na uniwersytecie w Ann Arbor (1941–1942), w New School for Social Research w Nowym Jorku (1942–1945) oraz na uniwersytecie stanu Illinois w Urbana (1945–1969).
Zmarł 26 VIII 1981 w Urbana (USA).

Studia Sapphica, Leopolis 1929; Stan badań i zagadnienia metryki greckiej, Warszawa 1930; De codicibus Pindaricis, Kraków 1932; The Manuscript Tradition of the Tragedies of Aeschylus, New York 1943; Pindari carmina. Cum fragmentis, Cracoviae 1948; The Byzantine Manuscript Tradition of the Tragedies of Euripides, Urbana 1957; Codices Graeci Vaticani, saeculis XIII et XIV scripti annorumque notis instructi, Vaticana 1964; Dated Greek Manuscripts of the Thirteenth and Fourteenth Centuries in the Libraries of Italy, t. I-II, Urbana-Chicago-London 1972; Dated Greek Manuscripts of the Thirteenth and Fourteenth Centuries in the Libraries of Great Britain, Washington 1980.

M. Plezia, Aleksander Turyn 1900–1981, [w:] W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 75–83; L. Winniczuk, Aleksander Turyn 26 XII 1900–26 VIII 1981, „Meander” R. 37., z. 9., s. 335–350.

MARIAN PLEZIA

ALEKSANDER TURYN*

1900–1981

 

Długie, osiemdziesięcioletnie życie Aleksandra Turyna rozpada się w oczach historyka na dwie niemal dokładne połowy: pierwszą, warszawską (1900–1939) i drugą, spędzoną w Stanach Zjednoczonych (1941–1981). Nas interesuje oczywiście głównie ta pierwsza, czas jego studiów, a następnie działalności dydaktycznej na Uniwersytecie Warszawskim, ale i druga nie jest bez znaczenia, jako że była kontynuacją, a w pewnym sensie ukoronowaniem pierwszej.

Aleksander Turyn był warszawianinem, urodził się w tym mieście 26 grudnia 1900 roku jako syn Arona (Arnolda) i Estery (Ernestyny) z Glazerów. Ojciec był właścicielem zakładu mechanicznego, matka przełożoną prywatnego gimnazjum żeńskiego z polskim językiem nauczania; jej siostra Irena była zamężna za Januarym Kołodziejczykiem, botanikiem i działaczem ochrony przyrody, profesorem Wolnej Wszechnicy w Warszawie. Aleksander miał dwu braci: starszego – Feliksa (1897–1940), lekarza gastrologa, uczestnika wojen w latach 1920 i 1939, odznaczonego krzyżem Virtuti Militari, zamordowanego przez Niemców w Palmirach – oraz młodszego Adama (1908–1987), grafika i malarza, który od 1937 roku mieszkał we Francji i w Anglii. Oboje rodzice zginęli w getcie warszawskim.

Przyszły uczony uczęszczał w latach 1909–1918 do Praskiego Męskiego Gimnazjum z językiem wykładowym rosyjskim. Było to jedyne wówczas w Warszawie gimnazjum klasyczne, z łaciną od klasy I i greką od III. Nadto przez jeden rok, w klasie IV, uczono tam języka starocerkiewno-słowiańskiego. Po ustąpieniu Rosjan z Warszawy latem 1915 roku gimnazjum uległo oczywiście polonizacji i na mocy uchwały Praskiego Komitetu Obywatelskiego otrzymało nazwę Filologicznego Gimnazjum im. króla Władysława IV. Pod tym patronatem istnieje do dziś dnia w gmachu na skrzyżowaniu al. Świerczewskiego i ul. Jagiellońskiej1, do którego uczęszczał w swoim czasie młody Turyn. W 1985 roku szkoła obchodziła stulecie swego istnienia.

Aleksander zasiadał zatem już do polskiej matury w 1918 roku. Jesienią tego roku zapisał się na Uniwersytet Warszawski, na sekcję filologii klasycznej. Około 20 października pojawił się po raz pierwszy – jak sam wspominał po latach – na wykładzie prof. Gustawa Przychockiego o listach Cycerona. Warszawska „klasyka”, jak się wtedy mówiło, nie posiadała jeszcze pełnej obsady profesorskiej: jedynym na niej wykładowcą ze stopniem profesora był właśnie Przychocki. Z czasem dopiero przybyli: Tadeusz Zieliński z Petersburga (od 1920, na stałe od 1922) i Adam Krokiewicz z Krakowa (od 1923). Nic więc dziwnego, że szczególnie bliskie węzły zadzierzgnęły się pomiędzy Turynem a Gustawem Przychockim, jako pierwszym jego mistrzem uniwersyteckim, który także później ze szczególną troskliwością czuwał nad przebiegiem kariery naukowej wybitnego ucznia, doprowadzając go do katedry na tymże uniwersytecie w 1935 roku.

Ale Przychocki był, przynajmniej w okresie warszawskim swojej działalności naukowej, przede wszystkim latynistą, podczas gdy Turyna od początku pociągała hellenistyka. W tym zaś zakresie najlepszym przewodnikiem mógł być dlań Tadeusz Zieliński, do którego niebawem przywiązał się równie silnie jak do Przychockiego. Tym dwu swoim mistrzom poświęcił po latach ostatnie swoje wielkie dzieło, opublikowane krótko przed śmiercią; Katalog datowanych rękopisów greckich z wieku XIII i XIV, przechowywanych w bibliotekach brytyjskich. Z Krokiewiczem właściwie „rozminął się” na studiach, ponieważ zakończył je doktoratem już 30 czerwca 1923 roku, a więc przed przybyciem do Warszawy ostatniego z wymienionych profesorów. Zetknął się z nim bliżej dopiero później, już jako asystent i docent Uniwersytetu Warszawskiego.

Wspomniano wyżej, że Turyna interesowała przede wszystkim hellenistyka. Zaczynał od studiów nad metryką. Już w 1922 roku, a więc jeszcze przed doktoratem, debiutował łacińską rozprawką Observationes metricae („Eos”, 1921–1922), za którą poszło kilka dalszych. Jednakże uwagę jego ściągnęły wnet na siebie nieliczne rękopisy autorów greckich, przechowywane wówczas w Warszawie. Były one dziedzictwem po dawnej Akademii Zamojskiej, której założyciel, kanclerz Jan Zamoyski, pragnął uczynić ze swej fundacji centrum studiów hellenistycznych, kiełkujących dopiero w Polsce XVI wieku, i w tym celu zabiegał przez swoich agentów w Konstantynopolu o nabycie literackich rękopisów greckich. Nabytki te służyły pierwszemu pokoleniu profesorów zamojskich z Adamem Burskim na czele, ale rychło popadły w zapomnienie. Po likwidacji Akademii Zamojskiej przez Austriaków po pierwszym rozbiorze weszły do Biblioteki Ordynacji Zamoyskich w Warszawie. Szczątki tego skromnego zbioru, ocalałe ze zniszczeń popowstaniowych, znajdują się dziś w Bibliotece Narodowej.

Otóż poznanie i zbadanie ich szczupłego zasobu stało się dla Turyna początkiem drogi, która miała go zaprowadzić do stokroć rozleglejszych studiów rękopiśmiennych w bibliotekach całej Europy i uczynić zeń uznanego mistrza na skalę światową w dziedzinie paleografii i kodykologii greckiej. U początków tej drogi stoją dwie rozprawy: jedna zatytułowana Studia Byzantina, cz. I: De Homeri et Ioannis Actuarii codicibus Varsoviensibus – oraz cz. II: De Theodosio Zygomala observationes („Eos”, 1928). W rok później (1929) ukazała się w Archiwum Filologicznym PAU w Krakowie druga praca Turyna z tego samego kręgu zagadnień pt. De Aelii Aristidis codice Varsoviensi atque de Andrea Taranowski et Alexandro Zygomala. Omawiał w niej rękopis nr cim. 132 ówczesnej Biblioteki Ordynacji Zamoyskich, zawierający mowy retora greckiego z II wieku n.e. Eliusza Arystydesa. Kodeks ten podarował w 1579 roku posłowi polskiemu w Stambule, Andrzejowi Taranowskiemu, Teodozjusz Zygomalas, wyższy urzędnik kancelarii patriarchy konstantynopolitańskiego.

W tymże 1929 roku Turyn – który po uzyskaniu doktoratu uzupełniał swoje studia pobytem w Berlinie (gdzie pracował pod kierunkiem Wilamowitza, Nordena i Maasa), a następnie podróżą do Italii i Grecji, aby po powrocie i odbyciu służby wojskowej w podchorążówce artylerii od 1925 roku objąć asystenturę na swoim macierzystym Uniwersytecie Warszawskim, a wraz z nią zajęcia dydaktyczne w postaci proseminarium greckiego i łacińskiego – habilitował się na tymże uniwersytecie w zakresie filologii klasycznej, wchodząc w ten sposób na stałe do grona jego wykładowców. Profesorem nadzwyczajnym został w 1935 roku, obejmując katedrę po Tadeuszu Zielińskim, który w tym roku przeszedł na emeryturę. Był więc Turyn pierwszym profesorem filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim od początku tej uczelni, który był zarazem jej własnym wychowankiem. Inni, jak widzieliśmy, byli „importami” z Krakowa lub z Petersburga, nie mówiąc już o profesorach królewskiego uniwersytetu Aleksandrowskiego (1816–1831) i Szkoły Głównej Warszawskiej z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, którzy kształcili się gdzie indziej, a pierwsi byli przeważnie cudzoziemcami.

Dalsze badania Turyna zmierzały przede wszystkim ku nowej, doskonalszej od dotychczasowych, edycji poematów Pindara, zarówno tych, które starożytność przekazała nam w zwartych zbiorach (Ody Olimpijskie, Istmijskie, Nemejskie i Pytyjskie) jak i tych, które znamy jedynie z cytatów u autorów późniejszych lub z fragmentów papirusowych. Przygotowanie do tej edycji stanowiła przede wszystkim rozprawa drukowana w Archiwum Filologicznym PAU pt. De codicibus Pindaricis (1932), a obok niej drobniejsze studia, jak Symbolae ad recensionem Pindaricam pertinentes (1934), Zur Pindar-Überlieferung (1935) oraz recenzja z wydania Pindara przez angielskiego uczonego C. M. Bowrę (1936).

Turynowskie wydanie stanowiło postęp w stosunku do dawniejszych edycji tego poety o tyle, że polegało na staranniejszym wykorzystaniu materiału rękopiśmiennego. Polskiemu uczonemu chodziło nie tylko o powtórzenie samego przekazanego w nich tekstu poszczególnych utworów, ale i o zużytkowanie dla poznania historii tego tekstu dość licznych scholiów, tzn. objaśnień bizantyńskich, jakie w rękopisach owemu tekstowi towarzyszą. [...] Dosyć skomplikowane i dramatyczne były dzieje dojścia tego wydania do publikacji. Było ono gotowe już w 1938 roku i złożone do druku w PAU w Krakowie. [...] Kiedy po wyzwoleniu kraju PAU podjęła na nowo swoją działalność, kompletne wydanie ukazało się w Krakowie w 1948 roku (Pindari carmina cum fragmentis). Wydanie to zostało niebawem wznowione przez znaną firmę Blackwella w Oksfordzie (1952). [...]

Jedyną większą pracą Turyna dotyczącą historii literatury w ścisłym tego słowa znaczeniu były wydane w 1929 roku Studia Sapphica. Zajął się w tej książce topiką opisu uczuć w piśmiennictwie greckim i łacińskim, obierając za punkt wyjścia dwa fragmenty Safony (nr 2 i 98 Diehl), jako że u tej poetki najwymowniej dochodzi do głosu afektywna strona duszy ludzkiej. [...] Takich badań historyczno-literackich jednak więcej nie podejmował, tylko jakby echami jego „studiów safickich” były ogłaszane w następnych latach artykuły: Charakter sztuki Saphony (1930), Sylwety greckie (1934) i The Sapphic Ostracon (1942).

Wycieczką w dziedzinę językoznawstwa była ogłoszona w 1935 roku rozprawa Turyna pt. Zur Geschichte der griechischen Abstracta in den europäischen Sprachen, wiążąca się zresztą tematycznie ze studiami nad opisem uczuć, ponieważ dotyczyła wyrażeń takich jak „zmieszać się, zmieszanie” w różnych językach indoeuropejskich. [...] W tym wypadku również wykazał Turyn ogromną erudycję i godną szacunku orientację w różnych językach naszego kręgu kulturalnego, ale prac tego typu już później nie kontynuował.

Raz tylko, z okazji jubileuszu ówczesnego seniora filologów polskich Ludwika Ćwiklińskiego, zasłużonego m.in. jako wydawca szesnastowiecznego poety polsko-łacińskiego Klemensa Janickiego, wkroczył Turyn w dziedzinę neolatynistyki, ogłaszając po raz pierwszy w księdze pamiątkowej ku czci jubilata nieznaną poprzednio przeszło stuwierszową elegię tego poety, będącą wariacjami na temat psalmów 31 i 71 (In te, Domine, speravi), pt. Anecdoton Ianicianum (1936). Ponieważ rękopis, odkryty przez Kazimierza Piekarskiego w Bibliotece Krasińskich w Warszawie, zaginął podczas ostatniej wojny, wydanie to jest dziś jedynym źródłem znajomości tego utworu (Carmina... collecta, ed. G. Krókowski 1966).

W ten sposób doszliśmy do kresu warszawskiej epoki życia Turyna. Zamknął ją wybuch wojny w 1939 roku, który dla niego, podobnie jak dla wielu innych naszych uczonych, okazał się przełomowy. Jako podporucznik rezerwy Turyn wziął udział w kampanii wrześniowej, ale po zakończeniu działań wojennych przedostał się z powrotem do Warszawy, skąd tymczasem jego żona i syn wyewakuowali się do Lwowa. Jeszcze u schyłku tegoż 1939 roku został przez woźnego uniwersyteckiego ostrzeżony, że życiu jego zagraża bezpośrednie niebezpieczeństwo. Wykorzystał wtedy znajomości, jakie z racji swoich studiów rękopiśmiennych miał we Włoszech, wówczas jeszcze neutralnych, i mając wizę włoską wyjechał z Warszawy do Rzymu. Tam pracował przez pół roku w Bibliotece Watykańskiej, po czym przeniósł się do Aten, gdzie spotkał się z rodziną, która tymczasem przybyła tam przez Rumunię. W 1941 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Tam działał najpierw (1941–1942) na uniwersytecie w Ann Arbor (Michigan), później, w latach 1942–1945, wykładał w New School for Social Research w Nowym Jorku, aż w 1945 roku przyjął zaproszenie na uniwersytet w Urbanie (Illinois), gdzie pozostał już na stałe, przyjąwszy od 1946 roku obywatelstwo amerykańskie. Na emeryturę przeszedł w 1969 roku.

Pomimo że zdecydował się pozostać na emigracji, kontaktu umysłowego i uczuciowego ze starą ojczyzną nie zerwał. Wystarczy czytać urywki jego listów do prof. Lidii Winniczuk, obficie cytowane przez adresatkę w artykule wspomnieniowym w „Meandrze” (1982), aby się przekonać, jak żywo obchodziły go sprawy filologii klasycznej w Polsce, losy Uniwersytetu Warszawskiego i dawnych kolegów. Odwiedzał „stary kraj” trzykrotnie, w latach 1959, 1972 i 1979. Wielką radością były dlań spotkania z polskimi kolegami, ilekroć ktoś z nich, nawet należący do młodszego pokolenia, odwiedzał Amerykę. Szczególną troskę roztoczył nad maszynopisem ostatniego dzieła swego mistrza Tadeusza Zielińskiego, nad piątym i szóstym tomem jego Religii świata antycznego, pisanymi na wygnaniu w Niemczech w latach 1940–1944. [...] Pozostawiony przez autora skrypt, niezupełnie jeszcze gotowy do druku, Turyn uporządkował, ułożył we właściwej kolejności przypisy do poszczególnych rozdziałów i doprowadził do postaci mniej więcej nadającej się do publikacji. Tak przygotowany maszynopis przesłał w 1946 roku do Warszawy na ręce swego kolegi ze studiów u Zielińskiego prof. Jerzego Manteuffla, który z ramienia Polskiego Towarzystwa Filologicznego miał się zająć jego wydaniem. Nie było winą obydwu uczonych, że zamiar ten do dziś nie został spełniony2. Także z drugim swoim mistrzem, prof. Przychockim, po wojnie ciężko chorym, pozostał Turyn w bliskim kontakcie listowym, starając się zaopatrywać go w potrzebne lekarstwa, aż do jego śmierci w 1947 roku.

W ten sposób druga połowa życia upłynęła Turynowi za oceanem, przerywana zresztą częstymi wyjazdami do Europy, m.in. w latach: 1952, 1959, 1963, 1964/1965, 1966, 1972, 1974, 1978, 1979, przedsiębranymi dla badań rękopiśmiennych w bibliotekach: włoskich, francuskich, niemieckich, austriackich, hiszpańskich i angielskich. Wtedy to powstały obydwa cykle jego najbardziej znanych prac kodykologicznych: o tradycji rękopiśmiennej tragików greckich (1943–1957) oraz o datowanych rękopisach greckich XIII i XIV wieku (1964–1981). Skupił się w tym czasie całkowicie na bizantynistyce i poza jej zakres już nie wychodził. Ogłaszał niewiele prac drobniejszych, a za to wypuszczał w świat co lat kilka obszerne, kilkusetstronicowe tomy. [...]

Prace takie nad tekstem Ajschylosa podjął Turyn jeszcze przed 1939, kontynuował je w Rzymie w 1940, a zakończył w Ameryce w 1942 roku. Ich owocem była książka pt. The Manuscript Tradition oj the Text of Aeschylus, wydana w 1943 roku przez Polski Instytut Naukowy w Nowym Jorku. Pisana w okresie wojennym, nie mogła być kompletna: około tuzina rękopisów pozostało nie objętych badaniem. Z kolei autor przystąpił do śledzenia tradycji tekstu Sofoklesa, której poświęcił najpierw kilka studiów szczegółowych; ich ukoronowaniem stały się w 1952 roku: Studies in the Manuscript Tradition of the Text of Sophocles. Dopełniła cyklu obszerna monografia z 1957 roku pt. The Byzantine Manuscript Tradition of the Text of Euripides. Ta triada prac Turyna jest dziś standardowym opracowaniem swego przedmiotu, opracowaniem, z którym liczyć się muszą wszyscy wydawcy dzieł Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa. Jego precyzyjnie uzasadnione wnioski wytrzymują próbę czasu i wzbogacają naszą wiedzę o studiach bizantyńskich nad tekstem tragików starogreckich.

Przy badaniach tego rodzaju jest oczywiście sprawą istotną wydatowanie poszczególnych rękopisów. [...] Liczbę takich rękopisów greckich w różnych bibliotekach europejskich można na szczęście określać na setki. Trzeba je było jednak zinwentaryzować, gruntownie opisać i zaopatrzyć w fotograficzne facsimilia użytego w nich pisma. Takiego zadania w odniesieniu do starszych rękopisów, powstałych przed 1200 rokiem, podjęli się Kirsopp i Silvia Lake w dziele pt. Dated Greek Minuscule Manuscripts to the Year 1200, Boston 1934–1948. Turyn zaś objął swym badaniem dwa następne stulecia, XIII i XIV [...], [co wymagało] ogromnego nakładu pracy i rozległej znajomości rozmaitych dziedzin życia w Bizancjum, które tak lub inaczej dochodziły do głosu w badanym rękopisie. Toteż niewielu uczonych poza Turynem mogłoby postawić sobie tak ambitne zadanie.

Nic dziwnego, że pracy tej, podjętej w 1959 roku, nie zdołał wykonać w całości. Pierwszy tom cyklu o datowanych rękopisach greckich z XIII i XIV wieku ukazał się w 1964 roku i objął rękopisy Biblioteki Watykańskiej pt. Codices Graeci Vaticani, saeculis XIII et XIV scripti annorumque notis instructi. Drugi pojawił się w osiem lat później (1972) pt. Dated Greek Manuscripts of the Thirteenth and Fourteenth Centuries in the Libraries of Italy i zawierał opisy pozostałych (poza Watykanem) bibliotek włoskich. Trzeci wreszcie ujrzał światło dzienne w 1981 roku i dotyczył rękopisów przechowywanych w bibliotekach Wielkiej Brytanii; nosi on tytuł: Dated Greek Manuscripts of the Thirteenth and Fourteenth Centuries in the Libraries of Great Britain. Autor posiadał zebrane materiały do analogicznych tomów, które miały objąć resztę krajów zachodnioeuropejskich; tych jednak nie zdążył już wykorzystać. W każdym razie jednak już to, czego dokonał, ogłaszając dokładne opracowania 472 rękopisów z wybranego okresu, stanowi nieocenioną pomoc dla badaczy paleografii greckiej, a równocześnie wzór i drogowskaz dla tych, którzy zechcą porzucone przezeń dzieło dopełnić.

Przygotowując do druku, a następnie nadzorując publikację trzeciego tomu swego monumentalnego dzieła, Turyn miał jasną świadomość, że będzie to jego praca ostatnia. Zmarł na skutek niedomogi serca w Urbanie 26 sierpnia 1981 roku.

Jeszcze w pierwszym warszawskim okresie swej działalności nawiązał Turyn liczne i bliskie kontakty z przedstawicielami swojej specjalności w całej Europie; rozszerzył je później i pomnożył w czasie swojej profesury amerykańskiej. Był w świecie naukowym szeroko znany i wysoko ceniony, odznaczany wielokrotnie rozmaitymi nagrodami i wyróżnieniami naukowymi, spośród których my wymienimy zwłaszcza członkostwo Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie (od 1946) oraz nagrodę Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego (w Nowym Jorku), przyznawaną rokrocznie uczonym pochodzenia polskiego (w 1978). Wydawano w Urbanie ku jego czci dwukrotnie księgi pamiątkowe w latach 1974 i 1980. Jako bizantynista był jednym z największych autorytetów w skali światowej. W dziejach filologii klasycznej w Ameryce zapisał się jako jeden z dość licznego grona uczonych europejskich, którzy skutkiem wstrząsów politycznych w ich ojczyźnie napłynęli do Stanów Zjednoczonych w okresie II wojny światowej i w latach bezpośrednio tę wojnę poprzedzających. Przyczynili się oni do nieznanego poprzednio wzrostu i rozwoju tej dyscypliny w kraju nowego osiedlenia i zapewnili filologii amerykańskiej wybitne stanowisko w świecie. Rozpatrywany na tle rozwoju studiów antycznych w Polsce należy obok Kazimierza Kumanieckiego do tych, którzy po połowie bieżącego stulecia wprowadzili nasze osiągnięcia w tej dziedzinie na arenę międzynarodową, gdzie poprzednio, głównie z uwagi na barierę językową, były dość mało znane. Toteż Uniwersytet Warszawski może być dumny, że takiego uczonego dał nauce polskiej i światowej.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 75–83.

1Obecnie skrzyżowanie al. Solidarności i ul. Jagiellońskiej [przyp. red.].

2Tomy V i VI dzieła Tadeusza Zielińskiego ukazały się w Toruniu w 1999 roku [przyp. red.].

Józef Ujejski

Urodzony 8 I 1883 w Tarnowie. Studia na UJ (do 1906). Nauczyciel gimnazjalny. Studia w Paryżu (1913). Habilitacja (1917), profesor UW (1919), rektor (1932–1933).

Historyk literatury polskiej; badacz romantyzmu, zwłaszcza mistycznej myśli mesjanizmu polskiego i jego przejawów w literaturze polskiej, a także dziejów polskiej emigracji.
Członek TNW (1921), PAU (1930). W 1936 otrzymał Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury.
Wiceminister w resorcie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (1936).
Zmarł 8 VII 1937 w Warszawie.

Główne idee w „Anhellim Słowackiego, Kraków 1916; Antoni Malczewski, Warszawa 1921; Byronizm i skottyzm w „Konradzie Wallenrodzie, Kraków 1923; O cenę absolutu. Rzecz o Hoene-Wrońskim, Warszawa 1925; Dzieje polskiego mesjanizmu do powstania listopadowego włącznie, Lwów 1931; O Konradzie Korzeniowskim, Warszawa 1936.

Z. Libera, Józef Ujejski (1883–1937), [w:] Z dziejów polonistyki warszawskiej, red. J. Kulczycka-Saloni i in., Warszawa 1964, s. 281–295.

ZDZISŁAW LIBERA

JÓZEF UJEJSKI*

1883–1937

 

Pośród profesorów Uniwersytetu Warszawskiego okresu dwudziestolecia Józef Ujejski wyróżniał się dostojeństwem i powagą. Ale w parze z tymi cechami występowała przedziwna i ujmująca łagodność, którą zdobywał serca studentów. Był bowiem szczerze życzliwy ludziom, interesował się ich sprawami, służąc im radą i pomocą.

Wysoki, szczupły, z charakterystyczną bródką przypominał zewnętrzną sylwetką Conrada-Korzeniowskiego, pisarza szczególnie mu bliskiego. Był nie tylko uczonym, ale i wychowawcą młodzieży, którą pragnął kształcić w duchu głęboko pojętego patriotyzmu i humanitaryzmu. [...] Toteż jego niespodziewana, przedwczesna śmierć nie tylko okryła żałobą naukę polską, a humanistykę w szczególności, ale wywarła głębokie wrażenie wśród młodzieży akademickiej. [...]

Katedrę historii literatury polskiej na Uniwersytecie Warszawskim objął Józef Ujejski w roku 1919 z inicjatywy Ignacego Chrzanowskiego, który jako członek komisji powołanej do wybierania profesorów w Warszawie i w Poznaniu wysunął jego kandydaturę na profesora nadzwyczajnego1. Przedtem, po uzyskaniu doktoratu na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1907 roku, uczył w gimnazjum św. Jacka w Krakowie. [...] W roku 1922 został profesorem zwyczajnym, a na rok akademicki 1932/1933 senat Uniwersytetu wybrał go rektorem. Były to czasy burzliwe w życiu szkół akademickich w Polsce. Uczelnie wyższe stały się terenem gorszących wybryków antysemickich, zajęcia ulegały wielokrotnie zawieszeniu w ciągu roku, audytoria i dziedzińce uniwersytetów zamieniały się w widownię godnych pożałowania scen. Ofiarami ekscesów bywali nie tylko studenci i studentki, ale również profesorowie, którzy stawali w obronie skrzywdzonych i bronili porządku i ładu. Trzeba było niemało odwagi cywilnej, by przeciwstawić się fali nacjonalistycznej propagandy i przemocy fizycznej, reprezentowanej przez grupy uzbrojonej w kastety młodzieży. Profesor Ujejski z właściwą mu powagą przeciwstawiał się naciskowi obcego kulturze polskiej barbarzyństwa. Zgodnie ze swym poczuciem sprawiedliwości i wysoko cenionym poczuciem honoru próbował perswadować młodzieży, ukazując jej bezdroża, po których błądziła.

Głośne było jego przemówienie radiowe, gdy jako podsekretarz stanu Ministerstwa WRiOP piętnował ostro brak poczucia honoru wśród tej części młodzieży i kierował do niej słowa pełne żalu i goryczy. [...] Jako profesor, a później rektor, otaczał szczególną opieką studentów niezamożnych. [...] Zwracał uwagę na studentów zdolniejszych i wyróżniających się pracowitością i kulturą, skupiał ich wokół siebie i poświęcał im dodatkowe godziny, prowadząc z nimi niezapomniane dla nich rozmowy i dyskusje.

Jego wykłady, do których przygotowywał się z wielką sumiennością, były szkołą myślenia naukowego, a jednocześnie przenikało je ciepło zabarwienia emocjonalnego. [...]

Jako badacz literatury ojczystej Józef Ujejski skupił swoje zainteresowania na badaniu ideologii. [...] Rozległa kultura literacka, historyczna i filozoficzna, gruntowna znajomość literatury światowej – wszystko to umożliwiało Ujejskiemu głębokie wnikanie w istotę badanych przez niego zjawisk. Obiektywizm w postawie krytycznej szedł w parze z kultem faktu. Dlatego też jedną z cech jego pracy jest szacunek dla faktów, co się objawia w bogactwie materiału dokumentacyjnego. Dzieło literackie pociągało go przede wszystkim ze względu na swą treść ideową i myśl filozoficzną. Tę treść ideową rozpatrywał zwykle na szerokim tle porównawczym, próbując obok rozlicznych i różnorodnych powiązań określić własne jej oblicze. Szczególnie interesowało go zagadnienie nacjonalizmu i patriotyzmu oraz odbicie tych postaw w literaturze ojczystej. Pojęcie nacjonalizmu ściśle odgraniczał od szowinizmu, łączył je natomiast z poczuciem odpowiedzialności wobec człowieka, z szacunkiem dla innych kultur narodowych. [...]

Jedna z wczesnych prac prof. Ujejskiego, drukowana w 1906 roku w „Pamiętniku Literackim”, nosi znamienny tytuł Pojęcia Reja dotyczące Polaka i Polski. Już w tej młodzieńczej pracy ujawniły się najważniejsze cechy Ujejskiego jako uczonego: dążenie do obiektywizmu w sądzie historycznoliterackim, troska o kompletność materiału dowodowego, rozległe horyzonty w dziedzinie kultury i literatury oraz zainteresowanie się problematyką ideową, postawą duchową pisarza i jego poglądami społecznymi i politycznymi. Ukazał w niej Reja jako pisarza, którego cechuje przede wszystkim chęć poprawy i uszlachetnienia współziomków. [...] Otrzymaliśmy tu sąd wyważony, uwzględniający różne strony Rejowego wizerunku, oceniający pisarza na tle konkretnej sytuacji historycznej.

Jednakże nie literatura staropolska stanowiła ulubione pole penetracji naukowej Ujejskiego. Pociągała go zwłaszcza doba romantyzmu i jej poświęcił swoje najważniejsze studia i dzieła. [...] Ujejskiego interesował romantyzm jako zespół idei i prądów umysłowych i duchowych, interesowały go najwybitniejsze postacie polskiego romantyzmu: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Malczewski. O nich i ich dziełach pisał najwięcej, analizując zarówno utwory, jak i osobowości autorów. Oprócz studiów filologicznych poświęconych poszczególnym utworom, dotyczących ich kompozycji i powstania (np. Porządek i czas powstania «Dziadów» młodzieńczych), bądź też związków literackich z innymi poetami (np. Byronizm i skottyzm w «Konradzie Wallenrodzie»), Ujejski ogłosił dwa studia o charakterze syntetycznym na temat Mickiewicza. Pierwsze z nich to przemówienie przy odsłonięciu pomnika Mickiewicza w Paryżu (1929), drugie – artykuł zamieszczony w „Wiadomościach Literackich” pt. Zapomniany artysta (1925). Przemówienie paryskie – piękny przykład prelekcji okolicznościowej – zawiera jak gdyby charakterystykę naczelnych ideałów mickiewiczowskich, próbuje ocenić wartość dzieła poety ze stanowiska Polaka i Francuza. [...] W szkicu Zapomniany artysta Ujejski upomniał się o Mickiewicza artystę, który był niedoceniony. [...]

Ujejski pozostawił kilka rozpraw o twórczości Słowackiego. Do najwybitniejszych i najciekawszych należą: charakterystyka młodzieńczych utworów poety, zamieszczona we wstępie do tomu I Dzieł wszystkich pod red. Juliusza Kleinera, studia o KordianieAnhellim oraz szkic pt. Poeta dumy. Trudno już dzisiaj wyobrazić sobie interpretację Kordiana i Anhellego bez uwzględnienia sądów Ujejskiego. Wydobył on i ukazał treść ideową dramatu Słowackiego. Wykazał, w jaki sposób „przez pojęcie swojej wewnętrznej tragedii jako typowej, przez ukazanie Kordiana jako reprezentanta współczesnego pokolenia w jego najwyższym duchowym poziomie, połączył Słowacki osobistą treść poematu swego z jego treścią ideowo polemiczną”. Dowiódł, że „postać Kordiana stała się cząstką ogólnej rewizji krytycznej pojęć Mickiewicza o epoce i o Polsce”2. [...]

Rozprawą przełomową w badaniach nad poematem Słowackiego było studium Ujejskiego o ideach w Anhellim. W przeciwieństwie do mniej lub bardziej interesujących fantazji na temat Anhellego, bądź też rozpraw dotyczących takich czy innych szczegółów utworu, praca Ujejskiego jest oparta na gruntownej analizie tekstu i stanowi ogarnięcie całości. Ujejski wyjaśnił ideę poematu, rozpatrując go na tle stosunku do Mickiewicza i uwydatniając jego sens narodowy; nie ukrywał tkwiących w nim sprzeczności. [...] Autor Grobu AgamemnonaBeniowskiego jawił mu się przede wszystkim jako poeta, którego patriotyzm wypływał z poczucia dumy. Ona dyktowała poecie słowa goryczy, oburzenia i bólu, którymi jego poezja jest przepojona. Szkic o Słowackim pokazuje go od strony charakterystycznej dla zainteresowań badawczych Ujejskiego, dla którego twórczość artystyczna była przede wszystkim obrazem idei, zwłaszcza odbiciem stosunku do kraju rodzinnego.

W stosunku Ujejskiego do trzeciego z tradycyjnych „wieszczów”, do Zygmunta Krasińskiego, obserwujemy wyraźną ewolucję w kierunku krytycyzmu. Inaczej przedstawia się jego pogląd na poetę w młodzieńczym szkicu okolicznościowym (1912), inaczej w rozprawie o problemach Nie-boskiej Komedii (1912), jeszcze inaczej w rozprawie W stulecie «Irydiona» (1927), w której krytycyzm znalazł wyraz najmocniejszy.

Ujejski stwierdza tam bez ogródek, że Krasiński „u młodego pokolenia zszedł już na to, że jest po prostu tylko nudnym materiałem do egzaminów, na równi niemal z jakimś Wespazjanem Kochowskim”. Twórczość Krasińskiego odstręcza dziś, ponieważ reprezentuje w zasadzie „przeżyte kształty” i „przeżyte idee”. Z tym wszystkim bezstronna i wnikliwa analiza Nie-BoskiejIrydiona każe mu wydobyć ich trwałe wartości. Nie tając znacznego dystansu swych wrażeń teraźniejszych od tych, których doznawał za młodych lat, Ujejski uwydatnia znaczenie IrydionaMasynissy. [...]

Najpełniejszym wyrazem metody naukowej Ujejskiego jest jego monografia o Antonim Malczewskim – klasyczny przykład syntezy historycznoliterackiej obejmującej biografię poety, charakterystykę jego poglądu na świat oraz dokładną analizę Marii, zawierającą rozważania nad kompozycją, postaciami i stylem. W świetle tej monografii rysuje się sylwetka naukowa jej autora, który, zachowując szacunek dla materiału biograficznego, ze szczególnym upodobaniem zagłębia się w dziedzinę myśli filozoficznej. W charakterystyce poglądu Malczewskiego na świat występują takie zagadnienia, jak pesymizm, religijność, egotyzm, a wszystkie w perspektywie porównawczej na tle różnorodnych tendencji romantyzmu. Analiza poematu odznacza się ujęciem planowym i metodycznym. Od źródeł pomysłu wziętego zarówno z życia, jak i z literatury, poprzez omówienie kompozycji akcji, sposobu jej przedstawienia, kompozycji poszczególnych obrazów, techniki charakteryzatorskiej postaci aż po analizę języka, obrazowości, środków nastrojowych i wiersza – snuje Ujejski rozważania nad poematem, który wysoko stawia w hierarchii polskiej poezji romantycznej. I chociaż badania nad Malczewskim i Marią przyniosły w ciągu ostatnich lat nowe interesujące obserwacje, to przecież wnioski, do jakich doszedł Ujejski, zachowały swoją wartość i stanowią jedną z najpiękniejszych ocen poematu, jakie kiedykolwiek powstały. [...] Książka o Malczewskim stanowi przykład monografii historycznoliterackiej w stylu diltheyowskim.

„Mógłby może ktoś zapytać – notuje Ujejski w jednym z przypisów – czy zachodzi potrzeba zastanawiać się szerzej nad poglądem na świat poety, który nie był właściwie filozofem, a w szczególności, czy warto jego poglądowi na świat, przeświecającemu tylko tu i ówdzie przez treść poetyckiej powieści, poświęcać osobne, obszerniejsze studium tak zupełnie, jakby się miało do czynienia z filozoficznym systemem? Otóż na takie pytanie niech będzie wolno odpowiedzieć, że każde wybitne dzieło sztuki jest w pewnym stopniu i rodzaju systemem filozoficznym rzeczywiście. Nie będąc systemu wykładem, jest jednak mniej lub więcej bezwiednie sposobem jego ujawnienia. Choćby nawet artysta żadnych świadomych nie miał w tym kierunku zamysłów (czego nb. o Malczewskim powiedzieć nie można), choćby się nawet najstaranniej wszelkiego filozofowania wystrzegał, to jeszcze i tak ukaże się z głębi jego utworu właściwe temu artyście pojęcie sensu życia, i tak ten utwór bez względu na rodzaj swej treści i formy będzie symbolem pewnego typu poglądu na świat”3.

Te słowa to jakby wyznanie wiary naukowej profesora Ujejskiego. Poparte zaś dodatkowymi argumentami wyjętymi z pism Wilhelma Diltheya wyjaśniają jego stanowisko wobec pisarza i jego dzieła.

Osobny rozdział w działalności naukowej autora monografii o Malczewskim stanowią jego prace dotyczące dziejów ideologii. Ujejski był najlepszym znawcą dziejów mesjanizmu w Polsce. Pracując przez wiele lat nad jego syntezą, wciągał na pole swoich obserwacji i badań problemy i postacie, które, pozostając w jakimś stosunku do zagadnienia centralnego, stanowiły same w sobie przedmiot interesujący i godny odrębnego omówienia. W ten sposób powstały rozprawy o Królikowskim i Bukatym, przeznaczone dla Stu lat myśli polskiej, książka o Tadeuszu Grabiance pt. Król nowego Izraela, praca o Hoene-Wrońskim pt. O cenę absolutu, studia o prądach religijno-społecznych po roku 1851, o myśli polskiej po klęsce powstania listopadowego i inne. Wreszcie wynikiem wieloletnich badań i prac przygotowawczych stały się Dzieje polskiego mesjanizmu do powstania listopadowego włącznie.

„Śledził manowce okultyzmu” – pisał o Ujejskim Juliusz Kleiner4; pragnął napisać studium o wielkich paranoikach polskich – zaznaczył we wspomnieniu Julian Krzyżanowski5. Zainteresowania te wynikały z przeświadczenia, że nie da się scharakteryzować i ocenić prądu o tak wielkim zasięgu oddziaływania, nie uwzględniwszy osobliwych zjawisk w historii kultury i niezwykłych postaci, których wpływ na myśl społeczno-polityczną i literaturę był bezsporny. Najciekawszą i najgruntowniejszą w tej dziedzinie pracą jest wspomniana książka o Hoene-Wrońskim. Chociaż prof. Kleiner twierdził, że znalazło w niej odbicie „rewizjonistyczne spojrzenie na epizod wzięty z życia” filozofa i że Ujejski przeciwstawił się „kultowi niezwykłego myśliciela z niemałą odwagą cywilną, ale z bezwzględnością nadmiernie ostrą”6, wydaje się, że „bezwzględność” ta wcale nie była ostra. Przeciwnie, zebrany materiał dowodowy, analiza niezwykle trudnego tekstu filozoficznego, pisanego zawiłym i specjalnym językiem, wreszcie charakterystyka i ocena Hoene-Wrońskiego – wszystko to potwierdza dążenie do sądu jak najbardziej obiektywnego. A że sąd ten nie mógł być entuzjastyczny mimo reputacji, jaką autor Messianisme ou reforme de l’humanité w pewnych kołach się cieszył, to już sprawa sumienia naukowego Ujejskiego, który tak bardzo cenił niezależność poglądu na świat i ludzi. Czyż jednak końcowe słowa usiłujące podsumować wyniki rozważań nie są miarą takiego spojrzenia na człowieka, które uwzględnia zarówno blaski, jak i cienie? [...]

Rozpatrując dzieje myśli filozoficznej, społecznej i politycznej, zwłaszcza historię mesjanizmu polskiego, Ujejski sięgnął do materiałów nieznanych, przewertował mnóstwo różnego rodzaju tekstów odzwierciedlających myśli i przekonania różnych kręgów i środowisk społecznych [...] aż do wieku XVI i XVII, by w dziełach Orzechowskiego, Białobockiego, Kochowskiego, Dębołęckiego odnaleźć odzwierciedlenie poczucia misji „narodu wybranego” w Polsce przed jej upadkiem. Następnie scharakteryzował atmosferę mesjanistyczną w „wieku oświeconym”, omówił dość dokładnie ideologię Księstwa Warszawskiego i mesjanizm słowiański Królestwa Kongresowego, z uwzględnieniem mesjanizmu wolnomularskiego, by zamknąć rozważania rozdziałami poświęconymi ideologii powstania listopadowego.

Dzieło imponuje bogactwem materiału i, co ważniejsza, rzuca światło na genezę prądu oraz charakteryzuje poszczególne fazy jego rozwoju. [...]

Ujejski w części tylko zrealizował swój zamiar opracowania całokształtu dziejów mesjanizmu, doprowadził swe rozważania tylko do czasów Wielkiej Emigracji, a więc do okresu, kiedy idee mesjanizmu miały się dopiero w całej pełni rozwinąć. Nie dane mu było rozpoczętego dzieła dokończyć. Jednakże na podstawie jego referatu o prądach religijno-społecznych wśród emigracji po roku 1851 wygłoszonego na zebraniu PAU w Krakowie można wysnuwać wnioski co do stosunku Ujejskiego do mesjanizmu jako prądu charakterystycznego dla polskiego romantyzmu. [...]

Z osobistych przeżyć i bolesnych doświadczeń życiowych wyrosła ostatnia książka Józefa Ujejskiego: O Konradzie Korzeniowskim. Miała ona, jak pisze w przedmowie, ułatwić czytelnikom „przeżycie Conrada i przemyślenie w całości nie tyle jako smakoszom literackim, co jako ludziom”.

O własnym stosunku do Conrada mówi w słowach bolesnych i przejmujących. „Stosunek mój do tego pisarza nie był i nie jest «zawodowy» bynajmniej. Natura tego stosunku jest tak osobista, że trudno by mi było o niej mówić. Nadmienię tylko, że niegdyś czytywałem Conrada dorywczo – jak się czyta różne nowości – w miarę ukazywania się polskich przekładów. I podziwiałem od pierwszej książki, jaką przeczytałem (był to Murzyn z załogi Narcyza) – ale raczej na chłodno. Aż przyszedł na mnie taki czas, że – poza lekturą związaną ściśle z moimi obowiązkami – czytałem tylko Conrada. [...]”7. W rezultacie powstało dzieło jedyne w swoim rodzaju. Książka o Conradzie stanowi próbę syntezy ujętą wedle problemów: „Conrad i Polska”, „Conrad i świat”, „Conrad i sztuka”, „Conrad i świat jego powieści”, „Conrad w ogóle”. Książka bardzo osobista, a jednocześnie będąca wynikiem rzetelnych i długotrwałych badań nad Conradem, jego życiem i twórczością. Trudno by ująć w krótkich słowach główne idee tej książki bogatej w treść, obfitującej w mnóstwo szczegółowych obserwacji.

Ale wydaje się, że spośród wielu myśli wyróżnia się oryginalnością i głębokością charakterystyka romantyzmu Conrada. Tym, co „zadziwiało w człowieku [...] i zadziwia w pisarzu, jest bodajże owo właśnie: łączenie romantyzmu wyobraźni i romantyzmu charakteru z tak dostałą i tak krytyczną mądrością. Przeciwieństwo nie jest tu może tak bardzo zasadnicze, ale połączenie jest w każdym razie niezmiernie rzadkie. I tłumaczy się u Conrada w znacznej mierze tym, że romantyzm jego był empiryczny, że wszystkiego niemal, o czym jako chłopiec i młodzieniec roił – naprawdę zaznał. Ze mógł zatem patrzeć na życie okiem człowieka doświadczonego, i to doświadczonego w niezwykłej zaiste skali”8. Tak mógł napisać ten tylko, kto obcował długo z pojęciem romantyzmu i wniknął głęboko w życie i twórczość autora Zwycięstwa.

W dziejach historii literatury polskiej i dziejach warszawskiej polonistyki imię Józefa Ujejskiego zapisane jest trwałymi zgłoskami. Jako profesor rzucił on pomost „między dawnymi i nowymi laty”, okazując zainteresowanie problemami współczesnych metodologii (był autorem przedmowy do Wstępu do poetyki Wiktora Żirmunskiego) i wprowadzając do wykładów zagadnienie literatury współczesnej (wykłady o Conradzie). [...] Wyostrzona intuicja, wnikliwość krytyczna, które cechowały jego stosunek do literatury współczesnej, znamionowały go również jako badacza literatury dawniejszej.

Jako historyk literatury akcentował znaczenie idei i myśli w dziele literackim, a twórczość pisarzy i poetów rozpatrywał przede wszystkim pod kątem ich poglądu na świat. Jako człowiek odznaczał się głębokimi walorami etycznymi. Cenił „bohaterstwo sięgania po wartości najwyższe9.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Z dziejów polonistyki warszawskiej, red. J. Kulczycka-Saloni i in., Warszawa 1964, s. 281–295.

1I. Chrzanowski, Śp. Józef Ujejski, „Ruch Literacki” 1937, nr 7/8, s. 130.

2J. Ujejski, Wstęp do: J. Słowacki, Kordian, wyd. 4, Kraków 1925, s. XIV, BN, ser. I, nr 2.

3Idem, Antoni Malczewski. Poeta i poemat, Warszawa 1921, s. 405.

4J. Kleiner, Józef Ujejski, „Pamiętnik Literacki” 1937, t. XXXIV, s. 372.

5J. Krzyżanowski, Przerwane żniwo, „Gazeta Polska” 1937, nr 189, s. 3.

6J. Kleiner, op. cit., s. 372.

7J. Ujejski, O Konradzie Korzeniowskim, Warszawa 1936, s. 8.

8Ibidem, s. 296.

9J. Kleiner, op. cit., s. 373.

Tadeusz Wałek-Czernecki

Urodzony 27 XI 1889 w Wadowicach. Studia na UJ (od 1907), później w Berlinie, doktorat tamże (1911). Studia na Sorbonie i w École Pratique des Hautes Études w Paryżu (1912–1913). Habilitacja na UJ (1921), docent prywatny i zastępca profesora tamże. Prof. nadzwyczajny na UW (1922), prof. zwyczajny (1934).

Historyk starożytności. Jeden z twórców tej dyscypliny naukowej i akademickiej, zajmował się głównie okresem hellenizmu oraz ekspansją rzymską na Wschodzie. Aktywny uczestnik międzynarodowego życia naukowego.
Współorganizator pierwszej polskiej ekspedycji archeologicznej do Egiptu, prowadzącej w 1937, we współpracy z Francuzami, wykopaliska w Edfu. W 1939 przez Rumunię i Francję wyjechał do Egiptu, później do Rodezji i RPA, gdzie wykładał na Uniwersytecie w Johannesburgu (1943–1944).
Zmarł 25 XII 1949 w Brighton (Wielka Brytania).

Die delphische Amphiktyonie in der Zeit der aitolischen Herrschaft, Berlin 1911; Państwowość i niepodległość, Kraków 1917; Aleksander Wielki i epoka hellenistyczna w świetle źródeł, Kraków 1924; Dzieje upadku monarchii macedońskiej, Kraków 1924; Najdawniejsze dzieje Grecji: w świetle źródeł, Kraków 1924; Próba charakterystyki demokracji greckiej, Lwów 1930; Wartości kulturalne państwowości greckiej, Warszawa 1932; Dzieje greckie, współaut. S. Witkowski, Warszawa 1934; Istota i znaczenie dziejowe dyktatury i cezaryzmu, Lwów 1935; Historia gospodarcza świata starożytnego, t. I-II, Kraków 1948.

W. Lengauer, Tadeusz Wałek-Czernecki 1889–1949, [w:] W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 124–142.

WŁODZIMIERZ LENGAUER

TADEUSZ WAŁEK-CZERNECKI*

1889–1949

 

Wybitny historyk starożytnej Grecji i jeden z twórców naukowej, uniwersyteckiej dyscypliny historii starożytności w Polsce związany był z dwoma ośrodkami naukowymi – przez swoje studia i początki kariery naukowej z Uniwersytetem Jagiellońskim, a przez swoją działalność dojrzałego uczonego z Uniwersytetem Warszawskim, którego profesorem był od 1922 roku. Uniwersytecka działalność Tadeusza Wałka-Czerneckiego pokrywa się niemal całkowicie z okresem II Rzeczypospolitej (habilitacja na UJ w 1920) i śmiało można powiedzieć, że był wtedy najbardziej znanym także szerszym kręgom przedstawicielem tej dziedziny nauki, a to dlatego, że był współautorem (a właściwie autorem przeważającej części) pierwszej polskiej syntezy historii starożytnej Grecji wydanej w 1934 roku przez Trzaskę, Everta i Michalskiego jako II tom głośnej wówczas i popularnej wśród przedwojennej inteligencji Wielkiej Historii Powszechnej. [...]

Tadeusz Bronisław Wałek urodził się 27 listopada 1889 roku w Wadowicach jako syn sędziego, dr. praw, Bronisława Wałka. Ojciec odumarł go w dzieciństwie, matka wyszła drugi raz za mąż. Ojczym, również sędzia, Konrad Adam Czernecki, adoptował dziecko żony i stąd drugi człon nazwiska późniejszego uczonego, który zresztą zaczął używać podwójnego nazwiska późno, bo dopiero od 1928 roku, występując wszędzie, w okresie studiów, a i w początkach swej drogi naukowej, jedynie pod nazwiskiem Tadeusz Wałek. W 1899 roku rozpoczął Tadeusz Wałek naukę w gimnazjum w Tarnowie, a po przeniesieniu się rodziny do Krakowa został uczniem gimnazjum im. Jana Sobieskiego w tym mieście i złożył w tej szkole egzaminy maturalne 17 czerwca 1907 roku. Podobno już w szkole dały się zauważyć niezwykłe uzdolnienia Wałka w zakresie języków klasycznych, wyraźne zainteresowania starożytnością oraz fenomenalna pamięć, o której krążyły później anegdotki wśród jego słuchaczy na Uniwersytecie Warszawskim.

W 1907 roku rozpoczął Wałek studia na Wydziale Filozoficznym UJ, gdzie przez pięć semestrów studiował historię, archeologię klasyczną i filologię klasyczną. [...] Trzeba tu podkreślić, że charakterystyczne, także i dla późniejszych prac Wałka, było staranne przygotowanie w zakresie archeologii, fachowe zainteresowanie tą dziedziną badań i umiejętność uwzględnienia we własnych studiach źródeł archeologicznych. Nie tylko w czasach studiów Wałka, lecz jeszcze i znacznie później, nie były to sprawy tak oczywiste dla każdego historyka starożytności, nader często studia w zakresie tej dyscypliny prowadzono zadawalając się jedynie analizą źródeł pisanych. [...]

Przygotowany przez Piotra Bieńkowskiego i z jego poleceniem, po studiach u Kazimierza Morawskiego i Wincentego Zakrzewskiego, pojechał Wałek do Berlina, gdzie wstąpiwszy na tamtejszy uniwersytet pracował głównie na seminarium Edwarda Meyera i po trzech semestrach (immatrykulowany został jako słuchacz semestru letniego w 1910 roku) przedstawił dysertację doktorską. Po złożeniu egzaminów uzyskał doktorat na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Fryderyka Wilhelma w Berlinie 21 grudnia 1911 roku. [...] Z zainteresowaniami Meyera wiąże się niewątpliwie tematyka dysertacji berlińskiej Wałka Die delphische Amphiktyonie in der Zeit der aitolischen Herrschaft, a później cały ten nurt jego twórczości naukowej, w którym widoczne są zainteresowania hellenizmem.

Cechą charakterystyczną tej pierwszej pracy Wałka jest już sam dobór tematu – niezmiernie ambitny ze względu na słabą wówczas w nauce znajomość problematyki III wieku p.n.e. Widać w niej i inne cechy osobowości autora, tak wyraźne w późniejszych jego studiach. Uderza śmiałość myśli, zacięcie polemiczne i niechęć do ulegania autorytetom. Dążenie do samodzielności rozumowania i oryginalności własnych wniosków wspiera się zaś na ogromnej erudycji i starannej analizie źródeł. [...] Charakterystyczny dla dalszej twórczości naukowej Wałka jest wpływ historiografii dwóch obszarów językowych – niemieckiego i francuskiego, co za tym idzie – stałe związki z ośrodkami zagranicznymi, kontakt z bieżącą produkcją naukową powstającą w tych ośrodkach, przekonanie, że praca naukowa tylko w kraju i w kontakcie z osiągnięciami i piśmiennictwem tylko nauki polskiej jest praktycznie niemożliwa. Liczne wyjazdy naukowe Wałka w latach późniejszych pozwoliły mu prowadzić własne badania w ścisłym związku z nauką światową.

Wpływ intelektualny Edwarda Meyera widoczny jest także w innych, poza problematyką Grecji i hellenizmu, zainteresowaniach Wałka. Temperament tego uczonego musiał zapewne wpłynąć na stosunek jego ucznia i do zagadnień współczesności. [...] Przede wszystkim jednak Meyer zaszczepił Wałkowi zainteresowanie historią Wschodu Starożytnego i najpewniej właśnie w okresie swych studiów berlińskich zdobył on przygotowanie, głównie językowe, w tym zakresie. Poznał klasyczny arabski, opanował staroegipski i czytanie hieroglifów, był więc już gotów do podjęcia dalszych studiów z tej dziedziny i planował habilitację po powrocie do Krakowa właśnie z zakresu Starożytnego Wschodu.

Tymczasem jednak w 1912 roku podjął pracę w szkole, w której wytrzymał kilka tylko miesięcy. Według tradycji rodzinnej wspominał potem ten okres jako najgorszy w życiu, skarżąc się, że nigdy nie mógł sobie poradzić z młodzieżą szkolną. Można to chyba zrozumieć, bo i jego studenci warszawscy zapamiętali go jako nauczyciela, który sam mając niezwykłą łatwość przyswajania wiedzy i wyjątkową pamięć, nie potrafił pojąć trudności w tym względzie u swych uczniów. [...]

Na rok 1912/1913 otrzymał Wałek stypendium Akademii Umiejętności na studia zagraniczne. Pojechał do Paryża, gdzie studiował na Sorbonie i w École des Hautes Études. [...] Wydaje się, że w trakcie studiów paryskich zajmował się głównie dziejami hellenizmu oraz epigrafiką grecką i łacińską. Podjął pracę nad całościowym ujęciem dziejów Związku Etolskiego, miała z tego powstać teza w École Pratique des Hautes Études. Praca ta została napisana, istniała jednak tylko w rękopisie w jednym, rzecz jasna, egzemplarzu. Zasadnicza, przeważająca część tekstu zaginęła, podobno wraz z bagażem Wałka na dworcu paryskim w 1914 roku, gdy tuż po wybuchu wojny usiłował dostać się do wiedeńskiego pociągu. Niestety, potem już Wałek do tej pracy nie wrócił, nigdy dzieła tego nie ukończył i nie opublikował.

W zimie 1913/1914 roku brał Wałek udział w ekspedycji archeologicznej w Egipcie pod kierunkiem Hermana Junkera, [...] a w kwietniu 1914 roku wyjechał z Egiptu do Grecji, przebywał głównie w Atenach, nieco czasu spędził w Delfach, zwiedzał dokładnie Etolię. [...] Wracać postanowił przez Paryż, gdzie zastał go wybuch wojny. Nie zdążył już opuścić Francji w pierwszych dniach wojny (właśnie podczas próby dostania się do pociągu stracił walizę z rękopisem swej pracy o Etolii) i jako poddany austriacki został internowany, ale po interwencji profesorów francuskich uwolniono go i umożliwiono powrót przez Wiedeń do Krakowa. [...] W okresie Wielkiej Wojny oddał się Wałek działalności politycznej, czas jakiś miał nawet służyć w legionach, ale zasadniczo nie odbywał służby wojskowej ani w legionach, ani w armii austriackiej, gdyż został uznany za niezdolnego do służby wojskowej. Zdecydowanie stanął jednak po stronie polskiego obozu niepodległościowego i z tego okresu datują się jego związki ze środowiskiem legionowym i późniejszym obozem sanacyjnym. Pracował w sekretariacie Naczelnego Komitetu Narodowego, uprawiał publicystykę polityczną, pisywał artykuły do „Robotnika”.

Przerwa w pracy naukowej nie mogła jednak oznaczać całkowitego odejścia od właściwego zawodu. Może to zabrzmieć wręcz niewiarygodnie, ale liczący w momencie wybuchu wojny niespełna 25 lat Wałek był już ukształtowanym badaczem, o znakomitym, gruntownym przygotowaniu, z doświadczeniem badawczym, cenionym w środowisku naukowym Krakowa. Miał śmiało zakrojone plany dalszej pracy naukowej, przygotowany był do samodzielnego uprawiania wszystkich niemal dziedzin historii starożytnej czy nawet szerzej – nauk o starożytności. [...]. O jego pozycji w krakowskim środowisku naukowym i zarazem o jego planach dalszych studiów nad dziejami Grecji świadczy fakt, że jeszcze przed wybuchem wojny przewidywano go na autora dużego, nowoczesnego, w pełni naukowego podręcznika dziejów Grecji. Jego praca doktorska była świadectwem, że jest on uczonym samodzielnym, śmiało zmierzającym do własnych ujęć, zdolnym do oryginalnych sądów i śmiałych koncepcji. Nic więc dziwnego, że kiedy w 1912 roku powstała w Akademii Umiejętności Komisja Filologiczna (przewodniczył jej Kazimierz Morawski), która powzięła plan przygotowania wielkiego, dwunastotomowego podręcznika nauk o starożytności (na wzór niemieckiego Handbuch der Altertumswissenchaft zapoczątkowanego przez Ivana von Müllera), to na autora tomu poświęconego historii Grecji proponowała właśnie Tadeusza Wałka.

Powrót do pracy naukowej oznaczało już wydanie w Krakowie rozprawy Państwowość i niepodległość (na stronie tytułowej data 1917, na okładce – 1918). Ta licząca 95 stron broszura nie była, wbrew pozorom, pismem o doraźnych celach politycznych, chociaż jej związek z bieżącymi wydarzeniami był, rzecz jasna, oczywisty. W zamyśle autora było to studium naukowe z zakresu teorii państwa. Trudno by poznać, że jej autor był starożytnikiem – sposób ujęcia tematu, stosowana terminologia i podstawowe założenia łączą tę rozprawę wyraźnie z ówczesną niemiecką nauką prawa państwowego. Mamy tu więc kolejny dowód szerokości zainteresowań Wałka i rozległości jego wiedzy, ale także i poglądów politycznych. Rozróżniając pojęcia „niepodległości” i „niezawisłości” wykazywał Wałek w tej pracy, jak dalece każdy związek z państwem silniejszym ogranicza suwerenność państwa słabszego.

Podanie Tadeusza Wałka o wszczęcie postępowania habilitacyjnego nosi datę 17 czerwca 1920 roku. [...] Z powodu przerwy w pracy naukowej, wywołanej wojną, dorobek drukowany Wałka nie był szczególnie obfity. Poza swą dysertacją berlińską miał ogłoszony artykuł w „Klio” (Ein aitolisch-akarnanisches Bündnis aus dem III Jahrhundert – 1914) oraz wydanie inskrypcji z komentarzem w „Revue de Philologie” (Inscription inédite de Delphes. Traité dalliance entre les Etoliens et les Béotiens) w roku 1913. Powoływał się też na swoją pracę o Związku Etolskim, której część znajdowała się w czasie wojny w Paryżu pozostawiona u Bernarda Haussoulliera. Podstawą habilitacji miała zaś być pierwsza część pracy pt. Dzieje upadku monarchii macedońskiej, która była już złożona (ok. 10 arkuszy) w wydawnictwach Akademii, ale czekała jeszcze na ukończenie przez autora. [...] Rada Profesorów na posiedzeniu 14 stycznia 1921 roku powzięła uchwałę o udzieleniu veniae docendi Tadeuszowi Wałkowi. [...] Po zatwierdzeniu habilitacji podjął Wałek jako docent prywatny wykłady, prowadził je następnie w roku akademickim 1921/1922, będąc jednocześnie zatrudniony jako starszy asystent seminarium historycznego. Rada Profesorów uznała jednak, że praca asystenta seminarium nie licuje z godnością docenta prowadzącego wykłady i wystąpiła 20 stycznia 1922 roku o mianowanie Wałka zastępcą profesora historii starożytnej. Ministerstwo już 27 marca zatwierdziło tę uchwałę Rady.

Wiosną 1922 roku Komisja Historyczna Wydziału Filozoficznego zajmowała się sprawą obsady Katedry Historii Starożytnej. [...] Wałek starał się jednocześnie o profesurę w Warszawie i ostatecznie otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego historii starożytnej w Uniwersytecie Warszawskim. [...] Od początku roku akademickiego 1922/1923 był więc Wałek profesorem nadzwyczajnym historii starożytnej (profesorem zwyczajnym został w 1934) i kierownikiem seminarium na Wydziale Filozoficznym UW. W spisach wykładów jego zajęcia pojawiają się dopiero na rok 1923/1924. [...] Przez kilka lat utrzymuje się problematyka stosunków państw Wschodu z Grekami, a od 1929/1930 roku są to, pod różnymi tytułami, zawsze dzieje hellenizmu. Nadto wykładał w różnych latach: papirologię, numizmatykę, epigrafikę grecką i łacińską, wreszcie geografię historyczną. [...]

Z prac Tadeusza Wałka nad dziejami Grecji wyrosło jego wielkie dzieło – wspomniany już drugi tom Wielkiej Historii Powszechnej obejmujący Dzieje greckie. [...] Znaczenia tego dzieła nie sposób przecenić, była to pierwsza polska próba syntezy dziejów Grecji, książka przed wojną znana i czytana, a następnie na długie lata uniwersytecki podręcznik, z którego uczyły się pokolenia historyków, filologów klasycznych i archeologów.

Tadeusz Wałek nie odszedł jednak zupełnie od swych zainteresowań archeologią i problematyką dziejów Starożytnego Wschodu, aczkolwiek stał się przede wszystkim historykiem Grecji. Zasługę zorganizowania polskich wykopalisk w Egipcie trzeba w dużej mierze przypisać właśnie jemu. [...] Z powodów niezrozumiałych w pierwszej polskiej ekspedycji wykopaliskowej, prowadzonej we współpracy z Francuzami w Edfu w 1937 roku (kierownikiem był Bernard Bruyère), Wałek udziału nie wziął. [...]

Na rok akademicki 1938/1939 ogłosił on wykład zatytułowany „Rewolucja rzymska”. Jest to wyraźny zwrot uczonego ku nowej problematyce, kolejne świadectwo szerokości jego zainteresowań naukowych. Należał on bowiem do tej zawsze chyba nielicznej grupy badaczy, którym obca jest wąska specjalizacja i którzy dysponują erudycją i przygotowaniem warsztatowym umożliwiającym podejmowanie badań z całości uprawianej dziedziny. Rzecz to szczególnie godna podziwu dziś, gdy rzadko zdarzają się uczeni poruszający się z równą swobodą na polu dziejów i Grecji, i Rzymu.

Nie zdążył już Wałek ogłosić większych studiów z historii Rzymu, aczkolwiek i tu należy odnotować kilka istotnych pozycji, przede wszystkim jednak jego dorobek z drugiej połowy lat trzydziestych świadczy o zainteresowaniach problematyką gospodarczą – i to w odniesieniu do całości dziejów starożytnych. Opublikowana w 1934 roku w „Przeglądzie Historycznym” rozprawa Ludność Attyki w V i IV wieku przed Chr. wiąże się z jego referatem o metodach statystycznych w badaniach populacji starożytnych wygłoszonym na VII Międzynarodowym Kongresie Nauk Historycznych w Warszawie. Znów można dziś powiedzieć, że ani obliczenia Wałka, ani jego założenia metodologiczne nie ostały się próbie czasu. Nie w tym jednak rzecz. Gdy Wałek przystępował do badań nad demografią historyczną, stawał wobec zagadnień nowych, nieopracowanych, a przy tym pierwszej wagi. [...] I tu Wałek śmiało podejmował ważne i trudne problemy, atakując uznane autorytety, formułując własne stanowisko wbrew przyjętym sądom. [...] Potrafił to dostrzec tak wybitny umysł, jak Stefan Czarnowski, który pisząc o VII Kongresie Nauk Historycznych zaliczył referat Wałka do najważniejszych wydarzeń naukowych na obradach sekcji demografii historycznej.

Wyżej już wspominałem, jak żywo reagował Wałek na zagadnienia współczesne, o czym najlepiej świadczy i problematyka podjęta w rozprawie Państwowość i niepodległość, i przede wszystkim jego działalność w okresie Wielkiej Wojny. Jako ideowy piłsudczyk był aktywnym działaczem Związku Naprawy Rzeczypospolitej, nie mógł też pozostać obojętny wobec kwestii nowej ustawy o szkołach akademickich, przygotowywanej od lata 1932 roku. Brał udział w pracach przygotowawczych jako członek zespołu rzeczoznawców powołanego przez sejmową Komisję Oświatową i jeszcze wcześniej, w listopadzie 1932 roku, wypowiadał się w tej sprawie na forum Państwowej Rady Oświecenia Publicznego. Wałek z pełnym przekonaniem popierał projekt rządowy, czemu dał wyraz także w wydanej w 1933 roku broszurze Sprawa szkół akademickich. Najłatwiej dziś jest twierdzić, że jego postawa (za którą zapłacił pobiciem przez bojówki młodzieży endeckiej na dziedzińcu Uniwersytetu 6 lutego 1933 roku) wynikła właśnie z powiązań z obozem rządowym. Taka ocena byłaby jednak krzywdząca i powierzchowna; sprzeciwiający się doktoratowi honoris causa dla ministra Józefa Becka, potrafił Wałek nieraz dać dowody niezależności i nonkonformizmu. Opowiadając się za ustawą ograniczającą samorządność szkół wyższych występował on, w swoim najgłębszym przekonaniu, przeciw nurtom skrajnie prawicowym i w swej broszurze przestrzegał przed „panowaniem bojówek endeckich”. Warto tu podkreślić, że przecież Stefan Czarnowski, którego trudno podejrzewać o szczególne sympatie dla obozu sanacji, w 1936 roku dopuszczał możliwość wejścia policji na teren Uniwersytetu mówiąc: „Ani społeczeństwo, ani władze nie będą mogły długo tolerować stanu, w którym autonomia szkół wyższych jest gwarancją bezkarności dla autorów burd i krwawych bijatyk”. O postawie moralno-politycznej Tadeusza Wałka-Czerneckiego dobrze świadczy fakt, że był on w gorących latach trzydziestych kuratorem z ramienia władz uniwersyteckich Żydowskiego Akademickiego Stowarzyszenia Sportowego, o jego także i fizycznej odwadze mówią wspomnienia dawnych uczestników jego seminariów, którzy dobrze pamiętali, jak w czasie osławionych „dni bez Żydów” profesor osobiście przeprowadzał przez pikiety endeckie swych studentów pochodzenia żydowskiego, a gdy mu się to nie udawało, odwoływał zajęcia ze względu na nieobecność tych właśnie uczestników. [...]

Ogłaszane w latach trzydziestych rozprawy z zakresu demografii społeczeństw antycznych pozostawały zapewne w związku z pracą Wałka nad dziejami gospodarczymi starożytności. Rękopis wielkiego dzieła obejmującego całość świata starożytnego (Wschód, Grecja, Rzym) był gotów w 1937 roku i został złożony w wydawnictwie. Ta praca Wałka nie zdążyła już ukazać się przed wybuchem wojny i autor nigdy nie widział wydrukowanego tekstu. Zabiegi jego uczniów, Izy Bieżuńskiej i księdza Franciszka Sokołowskiego, umożliwiły jednak po wojnie ściągnięcie rękopisu z lwowskiego Ossolineum i wydanie go w Warszawie. Dwutomowa Historia gospodarcza świata starożytnego ukazała się w „Bibliotece Meandra” w 1948 roku, niedługo przed śmiercią autora. [...] We wrześniu 1939 roku Wałek opuścił Warszawę i wraz ze swym przyjacielem, wojewodą Michałem Grażyńskim, przekroczył w Zaleszczykach granicę rumuńską, a w październiku przybył do Francji. [...] Kierujący Instytutem Francuskim w Kairze Pierre Jouguet ściągnął go do Egiptu, stwarzając uczonemu warunki do pracy naukowej w Instytucie. Wałek podjął tu znowu badania nad zagadnieniami demograficznymi i opublikował jeszcze studium na temat stosunków ludnościowych w Egipcie w okresie saickim, które ukazało się w 1940 roku w biuletynie Instytutu. Niepewna sytuacja Egiptu od czasu pierwszych ataków włoskich w czerwcu 1940 roku i potem zagrożenie inwazją niemiecką spowodowały, że opuścił Egipt i w 1941 roku znalazł się w Rodezji praktycznie bez środków do życia i bez możliwości pracy naukowej. W grudniu 1943 roku przyjął zaproszenie Uniwersytetu w Johannesburgu (RPA), gdzie prowadził zlecone wykłady z historii starożytnej do maja 1944 roku. Pomoc finansowa środowisk emigracyjnych w Londynie umożliwiła mu powrót do Egiptu w 1945 roku. Ciężko chory wyjechał do Anglii, zmarł w wyniku nieuleczalnej choroby w Brighton 25 grudnia 1949 roku.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 124–142.

Zygmunt Szczepan Weyberg

Urodzony 3 VIII 1872 w Warszawie. Studia na Cesarskim UW (1893–1897), kandydat nauk, kustosz uniwersyteckich zbiorów mineralogicznych (1896–1912), magisterium, doktorat (1912) na uniwersytecie w Petersburgu. Wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych (od 1906). Profesor zwyczajny na uniwersytecie we Lwowie (1913–1936), dziekan (1920/1921). Kierownik Działu Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Nauk Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach (1918–1919). Profesor UW (1936).

Mineralog, petrograf i chemik; zajmował się gł. krystalografią geometryczną i krystalofizyką, badał m.in. skały i minerały trzonu krystalicznego Tatr oraz glinokrzemiany.
Prowadził badania petrograficzne w Tatrach, sprawował pieczę nad kolekcją mineralogiczną Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Członek założyciel TNW (1907).
W czasie okupacji wykładowca tajnego UW.
Zmarł 20 III 1945 w Otwocku k. Warszawy.

Wiadomości początkowe z krystalografii, Warszawa 1905; Podstawy krystalografii, Lwów 1916; Krystalografia opisowa, Lwów-Warszawa 1925; Mineralogia. Wykład elementarny wiadomości ogólnych o minerałach i opis minerałów najważniejszych, Lwów 1929; Optyka kryształów, Warszawa 1932; Świat kryształów, Warszawa 1935.

T. Białas, Wspomnienie pośmiertne: Zygmunt Weyberg (1872–1945), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1938–1945, R. 3l/38, s. 271–272.

ZBIGNIEW WÓJCIK
JAN PARAFINIUK

ZYGMUNT SZCZEPAN WEYBERG

1872–1945

 

Z Uniwersytetem Warszawskim profesor Weyberg był związany od 1893 roku aż do śmierci, z przerwą w latach 1912–1936, gdy pracował na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Jako profesor macierzystej uczelni, w ostatnim okresie życia był przede wszystkim nauczycielem. Znakomity wykładowca, a do tego odważny obywatel, bo w czasie okupacji niemieckiej w latach 1940–1944 prowadził wykłady na tajnym Wydziale Farmaceutycznym.

Sylwetka i losy profesora Zygmunta Weyberga wpisują się w ciąg zdarzeń typowych dla epoki, w której żył. Syn Aleksandra Wilhelma, urzędnika kolei warszawsko-wiedeńskiej, i Natalii Szymańskiej, otrzymał staranne wykształcenie. Rodzice nie byli jednak na tyle zamożni, by wysłać go na studia do jakiejś renomowanej uczelni zagranicznej. Może było to również podyktowane ostrożnością, bo po powrocie z dyplomem z zagranicy praktycznie nie było szans na pracę w instytucjach państwowych.

Weyberg zdecydował się na studia przyrodnicze w Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim po maturze w 1893 roku w IV Gimnazjum Warszawskim. Formalnie studia trwały cztery lata (1893–1897) i kończyły się – dla najzdolniejszych – obroną stopnia kandydata nauk przyrodniczych. W Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim Weyberg trafił na znakomitych nauczycieli akademickich, którzy docenili jego talenty. Swoją pierwszą publikację naukową ogłosił będąc jeszcze studentem. Studia skończył uzyskaniem stopnia kandydata nauk przyrodniczych, wydając rozprawę nieco później (1901–1902) po niemiecku: Studien über relative Wachstum-geschwindigkeit der Krystallfläche. Einigen Beobachtungen über das Wachstum der Kalium-Aluminium-Alaunkrystalle. To zresztą nie była niechęć do druku pracy w języku zaborcy. Mistrzowie Weyberga dbali, aby znaczące rozprawy trafiały do wiodących ośrodków zagranicznych, gdzie język niemiecki był wówczas powszechnie znany.

Kim byli mistrzowie Weyberga, ale także innych, w przyszłości znakomitych absolwentów Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego? To przede wszystkim trójka wybitnych uczonych: Aleksander Jewgieniewicz Lagorio (1852–1941?), Władimir Prochorowicz Amalicki (1860–1917) i Gieorgij (Jurij) Wiktorowicz Wulf (1863–1925). Są to nazwiska odnotowane w najważniejszych specjalistycznych encyklopediach światowych. Lagorio podjął na większą skalę badania nad zróżnicowaniem skał magmowych, stosując także metody eksperymentalne. Amalickij odkrył i opisał cmentarzyska młodopaleozoicznych kręgowców w Archangielskiem i nad Północną Dźwiną, a Wulf znany jest choćby jako twórca siatki stereograficznej, którą nadal posługują się krystalografowie i tektonicy. Życzliwie nastawieni do studentów, niezależnie od narodowości, sprawili oni, że w latach 1880–1905 warszawski ośrodek mineralogiczno-krystalograficzno-petrograficzny należał do wiodących w skali europejskiej. Niewątpliwą ich zasługą było wykształcenie wielu specjalistów najwyższej klasy w swoich dziedzinach. Wszyscy trzej wymienieni byli młodzi, a najstarszy z nich Lagorio objął katedrę (po Polaku Karolu Jurkiewiczu) mając ledwie 29 lat. Amalickij ukrywał swoje polskie pochodzenie. Natomiast Wulf wychowywał się od dziecka w Warszawie (jego ojciec był dyrektorem gimnazjum) i to było jego miasto. Wiedzieli o tym uczniowie wyższych klas szkół średnich i co zdolniejsi wybierali studia pod ich opieką. Z Polaków Józef Morozewicz (1865–1941) i Zygmunt Weyberg najwcześniej osiągnęli profesury, oczywiście poza Rosją, specjalizując się właśnie w naukach mineralogicznych.

Na kierunkach przyrodniczych Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego w końcu XIX i na początku XX wieku panowały względnie liberalne stosunki. Studentom oraz pomocniczej kadrze nauczycielskiej nie zabraniano publikowania w prasie polskiej. Kłopotliwi byli jednak niekiedy profesorowie Rosjanie, którzy zabierali studentów (Polaków i Rosjan) do restauracji na suto zakrapiane biesiady. Kwestii politycznych w czasie tych biesiad, podobnie jak i w murach uczelni, nie podejmowano. Rzecz zrozumiała, że w takich eskapadach uczestniczył i Weyberg, nigdy jednak z profesorami Lagorio, Amalickim i Wulfem. Ci dbali przede wszystkim o wysoki poziom wykonywanych prac i ich szybkie kierowanie do druku. Najszybciej wyniki prac były ogłaszane w czasopiśmie „Trudy Warszawskogo Obszczestwa Jestestwoispytatielej”. Na ogół niebawem ukazywały się one także w wersji polskojęzycznej w jednym z czasopism warszawskich lub galicyjskich, a nierzadko również w Niemczech. Po powstaniu w 1907 roku Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, którego Weyberg był członkiem założycielem, stało się regułą drukowanie prac w pierwszej kolejności w periodyku tego towarzystwa. Dodajmy do tego, że ukazywały się w Warszawie polskojęzyczne encyklopedie, wydawano przekłady literatury popularnonaukowej z Zachodu, ale także polskie podręczniki szkolne, a będziemy mieli pełniejszy obraz uczestnictwa absolwentów uczelni w życiu kulturalnym.

W 1896 roku Józef Morozewicz – jeden z najzdolniejszych uczniów profesora Lagorio i kustosz uniwersyteckich zbiorów mineralogicznych, został skierowany do pracy w Komitecie Geologicznym w Petersburgu. Na zwolnione przez niego miejsce został powołany Weyberg. Funkcję kustosza pełnił on do 1912 roku, uzyskując w trakcie stopień magistra i w 1912 roku doktora mineralogii i geognozji na Uniwersytecie Petersburskim. W warunkach Kongresówki to było wszystko, co mógł osiągnąć Polak. Skorzystał więc z propozycji objęcia posady profesora na uniwersytecie we Lwowie, gdzie w latach 1912–1920 kierował Katedrą Chemii Farmaceutycznej, od 1913 roku jako profesor zwyczajny. W latach 1920–1936 kierował Katedrą Krystalografii Uniwersytetu Jana Kazimierza, a w roku akademickim 1920/1921 pełnił funkcję dziekana. Raczej nie czuł się najlepiej w mieście nad Pełtwią, skoro w latach 1918–1919 dodatkowo kierował Działem Gleboznawstwa Państwowego Instytutu Nauk Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Pozostał jednak we Lwowie, kształcąc głównie farmaceutów (doktoraty), ale także uczestnicząc w pracach miejscowego Towarzystwa Naukowego, w którego czasopiśmie ogłosił kilkanaście tekstów.

Zygmunt Weyberg był jednym z kilkunastu absolwentów Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, którzy podjęli pracę w szkołach wyższych Galicji – w Krakowie i we Lwowie. Tam, dokąd trafili, świadczyli jak najlepiej o poziomie macierzystej uczelni, która była mimo wszystko polską szkołą wyższą, tyle że z rosyjskim językiem wykładowym oraz kadrą nauczycielską złożoną przeważnie z Rosjan.

Śledząc losy Weyberga w mieście nad Pełtwią odnosi się wrażenie, że wyczekiwał na zwolnienie kierownictwa Katedry Mineralogii i Petrografii na Uniwersytecie Warszawskim, by wrócić do macierzystej uczelni. Istniały wprawdzie plany utworzenia na UW Katedry Krystalografii, ale planowano ją powierzyć Gieorgijowi Wulfowi, mając nadzieję na jego powrót z Rosji Sowieckiej. Gdy Wulf zmarł w 1925 roku w Moskwie, z planów tych zrezygnowano. Powrót Weyberga na Uniwersytet Warszawski nastąpił dopiero po 24 latach od opuszczenia Warszawy, po odejściu na emeryturę profesora Thugutta.

Warszawa końca XIX i początku XX wieku oferowała sporo możliwości dla młodych polskich uczonych. Działała Kasa im. Mianowskiego, udzielająca wsparcia na badania naukowe. Towarzystwo Naukowe Warszawskie szybko drukowało zgłaszane prace. Istniało duże zapotrzebowanie na podręczniki szkolne dla uczniów prywatnego szkolnictwa średniego, wreszcie był popyt na przyrodniczą literaturę popularną, którą prezentowało m.in. czasopismo „Wszechświat”. Można było połączyć możliwości uzyskania dodatkowych dochodów z poczuciem spełniania misji patriotycznej. W takich warunkach Weyberg mógł podjąć badania petrograficzne w Tatrach i uzyskane wyniki – zwykle w formie komunikatów – ogłaszać w krakowskim „Pamiętniku Towarzystwa Tatrzańskiego”. Wiele wysiłku włożył w opiekę nad kolekcją mineralogiczną Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Jego szkic z 1901 roku pt. Towarzystwo Tatrzańskie i Muzeum imienia Chałubińskiego w Zakopanem zamieszczony we „Wszechświecie” to także przypomnienie dokonań Tytusa Chałubińskiego, lekarza i kolekcjonera minerałów, profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Trzy lata wcześniej w tymże czasopiśmie wydrukował artykuł Kartka z dziejów gabinetu mineralogicznego w Warszawie, dla nas tym ważniejszy, iż cały gabinet uległ zniszczeniu w 1939 roku.

Weyberg nie stworzył własnej szkoły naukowej. Złożyło się na to kilka przyczyn. Sprawą najważniejszą było to, że słuchaczami wykładów z mineralogii i krystalografii byli przede wszystkim przyszli farmaceuci. Absolwenci studiów, nawet z doktoratami, trafiali głównie do przemysłu farmaceutycznego bądź do pracy w aptekach. Lwowski ośrodek mineralogiczno-petrograficzny kształcił przeważnie geologów nastawionych na rozpoznanie złóż bituminów w Karpatach i ich przedgórzu. Tak było zarówno na uniwersytecie, jak i na politechnice. Wymieniani niekiedy jako uczniowie Weyberga, późniejsi profesorowie Kazimierz Smulikowski i Hugo Piotrowski, nie prowadzili z nim wspólnych prac badawczych, gdyż posiadał on raczej opinię samotnika. Okres jego pracy jako kierownika katedry na Uniwersytecie Warszawskim przed wybuchem wojny był zbyt krótki, by mógł przynieść jakieś znaczące efekty. Z pewnością cieszył się zasłużoną sławą jako wykładowca i popularyzator nauk mineralogicznych i to już w 1906 roku w warszawskim Towarzystwie Kursów Naukowych, jak i w trudnych warunkach w okresie okupacji hitlerowskiej na tajnym Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Warszawskiego.

Był purystą językowym, władającym świetną polszczyzną. Choćby z tego względu jego prace były zawsze uważnie czytane. W tym kontekście zadziwia pewien konflikt, który wybuchł po ukazaniu się w 1929 roku jego książki Mineralogja. Wykład elementarny wiadomości ogólnych o minerałach i opis minerałów najważniejszych. Dwa lata później Józef Morozewicz i Tadeusz Wojno ogłosili drugą polską edycję znanego podręcznika Tschermaka i Beckego Podręcznik mineralogii z przesadnie ostrą i niesprawiedliwą krytyką dzieła Weyberga, zarzucającą mu niewłaściwe słownictwo, niski poziom itp. Pewne uproszczenia w podręczniku Weyberga były następstwem ograniczonych możliwości objętościowych oraz charakteru książki adresowanej do kręgu mniej przygotowanych odbiorców. Jeżeli o tym wspominamy, to głównie dlatego, że pociągnęło to za sobą wymianę krytyk i osobistą niechęć obu zasłużonych dla nauki polskiej uczonych. Nie miało to jednak wpływu na opinię środowiska naukowego, które wypowiedziało się za powierzeniem Weybergowi w 1936 roku Katedry Mineralogii i Petrografii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jedną z przyczyn kontrowersji Weyberga ze środowiskiem naukowym we Lwowie był jego sprzeciw wobec wymogów formalnych, zobowiązujących doktorantów z nauk przyrodniczych do zdawania egzaminu z filozofii. Był on temu zdecydowanie przeciwny i w czasie, gdy pełnił funkcję dziekana – a z obowiązku musiał uczestniczyć w tych egzaminach – doszło do poważnej scysji z profesorem Kazimierzem Twardowskim. Na tym polu profesor Weyberg nie odniósł sukcesów – filozofia pozostała na lata jednym z przedmiotów na egzaminach doktoranckich. Te i inne nieporozumienia ze środowiskiem akademickim Lwowa zdecydowały, iż nie zatrzymywano go tam dłużej. Weyberg z radością wrócił w 1936 roku do rodzinnego miasta i macierzystej uczelni.

W przeciwieństwie do wielu nauczycieli akademickich stosunkowo mało jeździł na międzynarodowe sympozja i kongresy. Także teren nie był jego ulubionym miejscem pracy. Najlepiej czuł się w laboratorium. Od młodości utrzymywał bliski kontakt ze średnim szkolnictwem polskim. Pisał podręczniki, wydawał we własnym tłumaczeniu obcą klasykę mineralogiczną, szczególnie z zakresu krystalografii. Wiele wysiłku włożył w utrzymanie mineralogii w programach szkół średnich.

Dorobek naukowy Zygmunta Weyberga jest bardzo różnorodny, odpowiadający kolejnym etapom jego naukowej drogi. W pierwszym, bardzo twórczym, okresie związków Weyberga z Cesarskim Uniwersytetem Warszawskim głównym obszarem jego naukowych zainteresowań był skład chemiczny krzemianów i glinokrzemianów, zwłaszcza nefelinu i sodalitu. Kontynuując zapoczątkowane przez swego mistrza profesora Lagorio prace eksperymentalne nad syntezą minerałów i skał, badał on produkty oddziaływania stopionych soli metali alkalicznych na kaolin, przeprowadzał także wysokotemperaturowe syntezy zasadowych glinokrzemianów. Zajmował się również składem chemicznym minerałów grupy łyszczyków – muskowitu i biotytu, badając zależności ich chemizmu od rodzaju skał, w których wykrystalizowały. Wiele jego prac naukowych z tego zakresu ukazało się w wydawnictwach Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i rosyjskojęzycznych czasopismach Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Okres ten zaważył na całym jego dalszym życiu zawodowym czyniąc go uznanym specjalistą w zakresie chemii minerałów krzemianowych i analizy chemicznej krzemianów.

Obok problematyki mineralogicznej Weyberga interesowała także petrografia. Stał się znany zwłaszcza jako badacz granitu trzonu krystalicznego Tatr. Jego zasługą jest wyróżnienie odmian granitu tatrzańskiego w zależności od wykształcenia głównych składników i pozycji w masywie granitowym. Zajmował się także genezą pegmatytów występujących w granicie tatrzańskim.

W okresie lwowskim w pracy naukowej Weyberga zaznaczyło się odejście od problematyki mineralogiczno-petrograficznej w kierunku badań chemicznych i krystalograficznych. Jego prace z tego okresu, wykonane z grupą współpracowników, dotyczyły głównie syntezy związków izomorficznych i wpływu podstawień izomorficznych na formy kryształów.

Zygmunt Weyberg jako autor szeregu podręczników poświęconych krystalografii: Wiadomości początkowe z krystalografii (Warszawa 1905), Podstawy krystalografii (Lwów 1916), Krystalografia opisowa (Lwów-Warszawa 1925) oraz Optyka kryształów (Warszawa 1932) zasłużył na miano jednego z czołowych polskich krystalografów okresu międzywojennego. Jego szczególne osiągnięcia polegały na upowszechnieniu wiedzy z zakresu tej wówczas żywiołowo rozwijającej się na świecie dyscypliny naukowej. Systematyczny, precyzyjnie wyłożony w wymienionych dziełach kurs krystalografii geometrycznej oraz opis fizycznych, zwłaszcza optycznych, własności kryształów był adresowany nie tylko do adeptów mineralogii, ale także podstawowych nauk matematyczno-przyrodniczych. Weyberg zwalczał bowiem popularny niegdyś pogląd, że krystalografia jest częścią mineralogii, widząc w niej samodzielną naukę o silnych związkach z matematyką, fizyką i chemią.

W 1929 roku ukazał się we Lwowie wspomniany już podręcznik Weyberga Mineralogja. Wykład elementarny wiadomości ogólnych o minerałach i opis minerałów najważniejszych. Wbrew tytułowi był on pomyślany jako podręcznik akademicki, do którego napisania autor, jako profesor mineralogii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, czuł się moralnie zobligowany i którego przygotowanie traktował jako patriotyczną powinność nauczyciela akademickiego. Ze względu na trudności wydawnicze pierwotny zamiar autora zakreślony na obszerne, kilkutomowe dzieło, został ograniczony do jednego tomu o objętości wyraźnie mniejszej niż wydany 29 lat wcześniej doskonały podręcznik Tschermaka w tłumaczeniu Józefa Morozewicza. Już z tego powodu podręcznik Weyberga nie mógł stanowić nowego, wyczerpującego kompendium wiedzy mineralogicznej dla polskiego czytelnika. Nie pomógł mu również oryginalny układ dzieła, w którym Weyberg pominął zupełnie treści krystalograficzne w pierwszej, ogólnej części podręcznika oraz zastosowana w drugiej, opisowej części, systematyka minerałów, nie zaakceptowana przez środowisko naukowe. Nie przyjęła się także zaproponowana przez Weyberga bardzo szeroka definicja minerału – objął on nią nie tylko naturalne substancje krystaliczne, ale także występujące w przyrodzie gazy i ciecze. W prezentacji minerałów i procesów, które doprowadziły do ich powstania, Weyberg mocno eksponuje aspekty chemiczne przygotowując tym samym grunt pod rozwój geochemii w Polsce.

Jedną z ostatnich pozycji w dorobku profesora Weyberga jest wydana w Warszawie w 1935 roku książka Świat kryształów. Dzieło to ma charakter popularnonaukowy, w którym autor, mniej skrępowany dyscypliną wykładu niż w literaturze podręcznikowej, wyraził szereg spostrzeżeń i poglądów zaskakująco nowoczesnych, nawet z dzisiejszej perspektywy. Staje profesor Weyberg tutaj w szeregu tych wybitnych przyrodników i ludzi nauki, którzy poczuwali się do obowiązku prezentowania szerokiemu gronu czytelników aktualnego stanu wiedzy w swojej dziedzinie. Dokonał tego w sposób przystępny, a jednocześnie klarowny, nawet elegancki, co znamionuje głęboką erudycję autora. Polski czytelnik otrzymał nowoczesną, jak na owe lata, stojącą na wysokim merytorycznym poziomie, popularną prezentację wykładu krystalografii, skierowaną do wszystkich przyrodników. We wszystkich swoich książkach profesor Weyberg przywiązywał bardzo dużą wagę do rozwoju polskiej terminologii naukowej, widząc w trosce o język ojczysty jeden z elementów utrwalania niedawno odzyskanej państwowości.

Nie jesteśmy w stanie zrekonstruować biografii Zygmunta Weyberga w latach 1939–1945. Wiadomo, że podobnie jak nieco później adiunkt w katedrze Mineralogii i Petrografii Antoni Łaszkiewicz, prowadził zajęcia z mineralogii i krystalografii w tajnym Uniwersytecie Warszawskim (lata 1940–1944). Prawdopodobnie już w 1944 roku zamieszkał w Mądralinie koło Otwocka. Wskutek choroby trafił do szpitala w Otwocku, gdzie zmarł 20 marca 1945 roku. Bliższych informacji o rodzinie, podobnie jak losów jego archiwum, nie udało się ustalić.

Stanisław Wędkiewicz

Urodzony 14 III 1888 w Rzeszowie. Studia na UJ (19061909), w Wiedniu (1909–1911), doktorat (1911), studia we Włoszech (1911–1913), habilitacja na UJ (1919). Profesor uniwersytetu w Poznaniu (1919–1921), UJ (1921–1934; 1949–1960), UW (1934–1949), dziekan Wydziału Humanistycznego (1936/1937 i 1937/1938), prodziekan (1938/1939).

Historyk literatur romańskich, językoznawca, publicysta, badacz europejskich związków kultury i literatury polskiej, zwłaszcza z Francją i krajami romańskimi. Dyplomata, delegat Naczelnego Komitetu Narodowego i Rady Regencyjnej do Bukaresztu, Sztokholmu i Berna, 1937–1939 delegat Polski do Comité permanent des Lettres et des Arts przy Lidze Narodów.
Członek PAU (1923), TNW (1935) i PAN (1952). Współzałożyciel Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Szwedzkiej (1926), członek Rumuńskiej Akademii Nauk (1930). Redaktor naczelny „Przeglądu Współczesnego” (1922–1939). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania UW. Kierownik Stacji Naukowej PAU, później PAN, w Paryżu (1946–1960).
Zmarł 8 V 1963 w Krakowie.

Materialien zu einer Syntax der italienischen Bedigungssätze, Halle a.S. 1911; Rumunia po wojnie, Warszawa 1923; Dyktator. Uwagi na marginesie współczesnej publicystyki francuskiej, Kraków 1926; Z motywów polskich w publicystyce francuskiej, Kraków 1928.

Z. Ciesielski, Stanisław Wędkiewicz jako badacz i propagator Skandynawii, „Przegląd Zachodnio-Pomorski” 1969, nr 2; W. Truszkowski, Z dziejów onomastyki polskiej. Stanisława Wędkiewicza prace i materiały onomastyczne, Kraków 1974; J. Żurowska, Stanisław Wędkiewicz, chroniqueur des relations littéraires franco-polonaises, [w:] La France et la Pologne. Histoire, mythes, représentations. Actes du colloque des 16, 17, 18 septembre 1998 à lUniversité Lumière-Lyon 2, par F. Lavocat, Lyon 2000.

JOANNA ŻUROWSKA

STANISŁAW WĘDKIEWICZ

1888–1963

 

Romanista, językoznawca, historyk literatur romańskich, publicysta, profesor filologii romańskiej uniwersytetów Poznańskiego, Jagiellońskiego i Warszawskiego, członek Polskiej Akademii Umiejętności (1923), Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (1935) i Polskiej Akademii Nauk (1957), kierownik Stacji Naukowej PAU, później PAN w Paryżu (1946–1960), syn Władysława Wędkiewicza i Kazimiery z Salskich, urodził się 14 marca 1888 roku w Rzeszowie – umarł 8 maja 1963 w Krakowie.

Stanisław Wędkiewicz uczęszczał do Gimnazjum Św. Jacka w Krakowie. Po złożeniu egzaminu maturalnego w 1906 roku, rozpoczął studia filologii romańskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1906–1909) i kontynuował je w Wiedniu (1909–1911), gdzie Wilhelm Meyer-Lübke, wybitny językoznawca szwajcarski, skupił wokół siebie międzynarodowe grono zdolnych uczniów – kolegami Wędkiewicza byli m.in. Leo Spitzer i Giovanni Maver. Pod jego kierunkiem przygotował rozprawę doktorską w zakresie językoznawstwa włoskiego (Materialien zu einer Syntax der italienischen Bedigungssätze) i uzyskał tytuł doktora sub auspiciis imperatoris (1911). Praca została ogłoszona w najważniejszej wówczas serii romanistycznej „Zeitschrift für romanische Philologie” (Halle a. S., 1911). W tym czasie krakowski „Przegląd Polski” drukował w odcinkach jego studium monograficzne o Pascalu – Sceptyczne i mistyczne pierwiastki w filozofii Pascala (1909–1911), w którym widać już tendencję do ujmowania zagadnień historycznych w odniesieniu do współczesności, co miało charakteryzować jego dalsze badania. W latach 1911–1913 kontynuował studia we Włoszech (Rzym, Neapol, Florencja, Wenecja), gdzie prowadził badania dialektologiczne oraz we Francji (Paryż) i w Niemczech (Berlin). Materiały zebrane w tym czasie posłużyły mu do napisania rozprawy habilitacyjnej. Po powrocie do kraju uczył w szkole średniej.

I wojna światowa przerwała działalność dydaktyczną Stanisława Wędkiewicza. Już w 1915 roku zaangażował się w prace Naczelnego Komitetu Narodowego, ukonstytuowanego w Krakowie, który mając na celu postawienie na nowo sprawy polskiej w polityce międzynarodowej tworzył polskie placówki w różnych punktach Europy, oddalonych od wydarzeń wojennych. Osobowość młodego działacza, jego inteligencja, znajomość języków obcych, zdolność krytycznego spojrzenia i wrodzone umiejętności dyplomatyczne sprawiły, że jako delegat Komitetu przebywał kolejno w Bukareszcie (druga połowa 1915 roku), w Sztokholmie (1916–1918), a pod koniec wojny, już z ramienia Rady Regencyjnej, w Bernie. Niektórzy widzieli w nim nawet kandydata na „przyszłego ministra spraw zagranicznych”. Jeszcze w drugiej połowie roku 1920 jeździł kilkakrotnie do Poselstwa Polskiego w Bukareszcie. Działalność dyplomatyczno-polityczna nie tylko nie przerwała jego pracy naukowej – w każdym kraju, w którym przebywał, korzystał z zasobów bibliotecznych – lecz otworzyła ją na dziedzinę związków Polski z różnymi narodami. I tak badacz zainteresował się sprawami polsko-rumuńskimi, polsko-szwedzkimi i polsko-francuskimi. W 1926 roku uczestniczył w zakładaniu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Szwedzkiej, Rumuńska Akademia Nauk powołała go na swojego członka (1930), a kilka lat później został delegatem Polski do Comité permanent des Lettres et des Arts przy Lidze Narodów (1937–1939).

Po uzyskaniu tytułu doktora habilitowanego UJ na podstawie rozprawy Przyczynki do charakterystyki dialektów południowowłoskich (1919), Stanisław Wędkiewicz został w tym samym roku mianowany profesorem filologii romańskiej i powołany na kierownika Katedry Filologii Romańskiej utworzonej w Sekcji Humanistycznej Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu w Poznaniu (Wszechnicy Piastowskiej). Przez dwa lata organizował życie dydaktyczne i naukowe poznańskiej romanistyki. Po powrocie na Uniwersytet Jagielloński, z tytułem profesora zwyczajnego, objął katedrę filologii romańskiej, w której wykładał przez kilkanaście lat (1921–1934). Ceniony jako wykładowca, obdarzony doskonałą pamięcią, mówił ze swadą i bez notatek. Jego wykłady czwartkowe, poświęcone Francji po roku 1870, gromadziły studentów różnych kierunków oraz elitę kulturalną Krakowa. Bywalcy krakowskiego Grand Hotelu byli świadkami codziennych „sympozjonów” profesorskich, w których jako „dyktator”, nazwany tak od jednej z jego publikacji, żywo dyskutował w towarzystwie Adama Krzyżanowskiego, Jana Stanisława Bystronia, Kazimierza Piekarskiego i Konstantego Srokowskiego („Ilustrowany Kurier Codzienny”) oraz przedstawicieli palestry i świata artystycznego.

Kiedy mecenas krakowski Stanisław Badeni postanowił stworzyć nowy miesięcznik, zwrócił się do Stanisława Wędkiewicza z propozycją objęcia stanowiska redaktora naczelnego, którą ów chętnie przyjął. Redagował „Przegląd Współczesny” przez cały okres jego istnienia, od maja 1922 roku do września 1939, i uczynił z pisma najlepszy periodyk okresu międzywojennego – okno otwarte na świat i kulturę XX wieku – zachwycający rozległością horyzontów i jakością artykułów pisanych przez znanych badaczy, literatów i dziennikarzy polskich i obcych. „Przegląd Współczesny” to jego główne dzieło, trybuna komparatystyki nie ograniczająca się do zagadnień czysto literackich. Stąd pomysł zeszytów specjalnych, jak Faszyzm (1930, nr 100–101), Szwajcaria (1931, nr 112–113), Belgia współczesna (1932, nr 120), czy numer częściowo poświęcony Szwecji, z bilansem „Polska a Szwecja” pióra Wędkiewicza (1932, nr 117), przygotowanych przy współudziale autorów włoskich, szwajcarskich i belgijskich, które potwierdzają dalekowzroczność redaktora naczelnego, wyczucie chwili i zainteresowanie problemem współżycia różnych narodowości. Tu drukował swoje obszerne studia, notatki i recenzje, które zachwycają erudycją i rozpiętością poruszanych zagadnień. Jako członek korespondent (1923), a następnie członek zwyczajny (1928) PAU, doprowadził do utworzenia Archivum Neophilologicum (1929–1952), które ogłaszało miscellanea w językach obcych, m.in. bibliografię romanistyki polskiej z krótkim rysem historycznym pióra Jeana Goldmana (1931), a po II wojnie światowej spowodował powstanie Komisji Filologii Zachodnioeuropejskiej w PAU.

Mianowany 1 lutego 1934 roku profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego, Stanisław Wędkiewicz objął kierownictwo Seminarium Filologii Romańskiej, które po śmierci Maurycego Manna (1932) pozostawało pod opieką kuratora. Pobyt w stolicy otworzył przed nim nowe perspektywy, redakcja „Przeglądu Współczesnego” również przeniosła się do Warszawy, a tradycję „sympozjonów” kontynuowano w kawiarni Lourse’a w Hotelu Europejskim. Warszawskie środowisko uniwersyteckie ceniło jego umiejętności – przez dwa lata pełnił funkcję dziekana Wydziału Humanistycznego (1936/1937 i 1937/1938), a następnie prodziekana (1938/1939). W czasie wojny angażował się w pomoc kolegom i uczniom, a w tajnym nauczaniu – sekcja filologii romańskiej działała od lutego 1943 roku – przyjmował egzaminy z historii literatury francuskiej i historii języka francuskiego (ćwiczenia dla kompletu 12 osób, które realizowały program I roku studium romanistycznego, prowadziła dr Zdana Matuszewicz) oraz przewodniczył obronom doktorskim, a zaświadczenia o złożeniu egzaminu datował na wrzesień 1939 roku (tak było w przypadku Aleksandra Gieysztora i jego egzaminu jesienią 1942 roku). Z Warszawy wyszedł razem ze wszystkimi mieszkańcami, dotarł do Krakowa i zgłosił się na UJ, gdzie jesienią 1945 roku rozpoczął wykłady. Od początku stycznia 1946 roku organizował na nowo i kierował Seminarium Filologii Romańskiej UW (profesorem UW pozostał do 1949 roku, następnie przeszedł do UJ), ale krążył między Warszawą i Paryżem, gdzie osiadł w połowie roku 1947, bowiem już w lipcu 1945 roku Zarząd PAU polecił mu (był wicedyrektorem Wydziału Filologicznego PAU) zajęcie się sprawą Stacji polskiej w Paryżu i lektoratami języka polskiego na uniwersytetach francuskich.

W zmieniających się układach polityki francuskiej i nowej sytuacji w powojennej Polsce, Stanisław Wędkiewicz, dzięki zaufaniu, jakie budził u wszystkich oraz wrodzonej powściągliwości, rozwiązał powierzoną mu sprawę. Jako przedstawiciel PAU prowadził rozmowy dotyczące przyszłości placówek naukowych we Francji, był też mediatorem w rokowaniach między władzami polskimi a przedstawicielem emigracji – Franciszkiem Pułaskim. Ponieważ konflikt między polską emigracją a nowymi władzami był nie do przezwyciężenia, PAU przyjęło uchwałę o rozdzieleniu Stacji naukowej od Biblioteki Polskiej w Paryżu. Komisja polsko-francuska podpisała w lutym 1947 roku porozumienie, na mocy którego Biblioteka Polska oraz Muzeum Mickiewicza pozostały pod zarządem kół emigracyjnych, natomiast Stacja naukowa, jako osobna instytucja, miała służyć krajowi i „reprezentować potrzeby wszystkich wydziałów Akademii” – od 1951 roku PAN.

Stanisław Wędkiewicz kierował Stacją przez kilkanaście lat (1946–1960), pracował intensywnie mimo trudności politycznych, organizował pomoc naukową dla kraju (ekspertyzy, kwerendy biblioteczne), wznawiał studia polonistyczne we Francji, zasilał biblioteki lektoratów języka polskiego i prowadził działalność wydawniczą. W 1949 roku oddano na potrzeby Stacji część gmachu przy ulicy Lauriston 74, a po roku 1951 już całość – Polskiej Akademii Nauk. Pierwszy okres był nader pomyślny dzięki kontaktom dyrektora z naukowcami francuskimi, rozmowom, wykładom i wydawanemu od 1948 roku „Bulletin du Centre Polonais de Recherches Scientifiques de Paris”, który informował środowisko francuskie o nauce polskiej. W 17 numerach biuletynu opublikowanych w tym okresie nieliczne zeszyty były poświęcone matematyce (nr 2, 1949), zoologii (nr 5, 1950), czy Kopernikowi i studiom kopernikańskim (nr 13–16, 1958), w pozostałych dominują zagadnienia językoznawstwa, literatury i sztuki. Redaktora interesowała recepcja literatury francuskiej w Polsce (Diderot, Hugo, Rousseau, Zola...) i literatury polskiej we Francji (Słowacki, Wyspiański) oraz związki między obiema literaturami, które uzupełniał notami bibliograficznymi (od nr 8), pragnąc kontynuować dzieło Jana Lorentowicza i Aleksandra Macieja Chmurskiego, autorów rozumowanej bibliografii La Pologne en France (1931–1941).

Lata zimnej wojny (1951–1957) były niezwykle trudne dla Stanisława Wędkiewicza i jego działań z powodu wrogiego nastawienia emigracji, rezerwy władz francuskich oraz złych stosunków z PAU, a później nieufności władz PAN-u. Działalność Stacji ograniczała się do pomocy naukowej badaczom polskim i lektoratom języka polskiego we Francji, dopiero wystawa „Stosunki naukowe polsko-francuskie” (grudzień 1958-styczeń 1959) ożywiła nieco atmosferę. Po przejściu na emeryturę (1 lipca 1960), pozostał w Paryżu do grudnia 1961 roku. Był stałym czytelnikiem Bibliothèque Nationale, gdzie pracował nad stosunkami francusko-polskimi. Po powrocie do Krakowa zamierzał wykorzystać materiały zebrane w Paryżu, przygotować kolejne numery „Biuletynu” oraz napisać rozprawę o związkach polsko-francuskich. Ostatni raz wystąpił publicznie na posiedzeniu Komisji Językoznawczej krakowskiego oddziału PAN, gdzie przedstawił swoją rozprawę o polskich imionach we Francji.

Okres warszawski był w karierze uniwersyteckiej profesora Stanisława Wędkiewicza krótki, lecz intensywny. Seminarium Filologii Romańskiej UW, zorganizowane przez Maurycego Manna, rozwijało się dynamicznie. Nowy kierownik kontynuował politykę swojego poprzednika, starając się zapewnić wykłady i seminaria z literatur francuskiej i włoskiej oraz lektoraty czterech języków romańskich (francuski, włoski, hiszpański i rumuński). Współpraca z Instytutem Francuskim w Warszawie zacieśniała się, jego przedstawiciele – Jean Fabre i Pierre Francastel – wykładali literaturę francuską. Wykłady samego profesora obejmowały tematykę tak różnorodną, jak: teksty staroprowansalskie, dzieje intelektualne Genewy, podobieństwa i różnice w strukturze kultur średniowiecznych Francji, Prowansji, Włoch i Hiszpanii, porównawcza gramatyka języków romańskich, charakterystyka języka i piśmiennictwa rumuńskiego w XIX wieku, natomiast seminaria skupiały się wokół wybranych problemów języka i literatury Francji powojennej. Mimo licznych zajęć pozauniwersyteckich i wyjazdów, prowadził własne poszukiwania i kierował badaniami swoich uczniów przygotowujących rozprawy doktorskie (wśród nich najwybitniejszym był Maciej Żurowski, który po II wojnie światowej przez wiele lat kontynuował dzieło swojego mistrza), opiekował się Kołem Naukowym, a także czynił starania o uzyskanie dla Seminarium drugiej katedry. Katedra historii literatury włoskiej została utworzona w roku 1936/1937, kiedy Wędkiewicz pełnił już funkcję dziekana Wydziału Humanistycznego, a profesorem nadzwyczajnym literatury włoskiej UW został mianowany wykładowca UJ, Mieczysław Brahmer (15 grudnia 1936), który po wojnie miał kierować romanistyką warszawską aż do roku 1970. Katedra historii literatury włoskiej stała się zalążkiem warszawskiej italianistyki. Ten niezmordowany organizator zdołał jeszcze utworzyć pierwszą katedrę skandynawistyki (1939) – kładąc w ten sposób podwaliny pod rozwój filologii skandynawskiej w Polsce i wzmacniając pozycję filologii zachodnioeuropejskiej.

Działalność naukowa Stanisława Wędkiewicza obejmuje językoznawstwo oraz historię kultury, zwłaszcza stosunki polsko-rumuńskie, polsko-szwedzkie i polsko-francuskie. Jego prace językoznawcze, poświęcone składni, stylistyce, dialektologii i onomastyce – Materialien zu einer Syntax der italienischen Bedigungssätze (1911), pionierski artykuł O stylu i stylistyce (1914), Zur Charakteristik der rumänischem Lehnwörker im Westslavischen (1914), De quelques emprunts du slave occidental au roumain („Rocznik Slawistyczny” VII, 1915), rozdział o języku rumuńskim w haśle „Język Polski” w Encyklopedii PAU (1915), Przyczynki do charakterystyki dialektów południowowłoskich (1919), Język retoromański – czwartym językiem narodowym Szwajcarów („Przegląd Współczesny” 1938, nr 64), Uwagi o losach polskich nazw osobowych we Francji. 1. Imiona („Onomastica” 1964, t. IX, nr 1–2) – były jednocześnie doskonałym punktem wyjścia do studiów komparatystycznych w najszerszym zakresie, skupionych na problemie wzajemnych wpływów różnych kultur narodowych. Dla językoznawstwa widział Wędkiewicz perspektywy bogatego rozwoju w składni i stylistyce. Onomastykę połączył z nauką o kulturze. Jeszcze w czasie studiów w Wiedniu postanowił zająć się kulturą rumuńską i jej związkami ze słowiańszczyzną, w tym również z Polską. Stąd liczne publikacje: Wpływ różnowierców polskich na powstanie piśmiennictwa rumuńskiego („Reformacja w Polsce” 1921, t. I), Probleme din domeniul istorii legaturibor sufletesti intre Romani si Poloni (1921), Mickiewicz w literaturze rumuńskiej („Czas” 1921, nr 9), Rumunia po wojnie (1923), Z dziejów polonistyki w Rumunii: Bogdan Hasden („Prace Filologiczne” 1927, t. XII), zawsze doskonale udokumentowane. Stosunki polsko-szwedzkie zaczął studiować w czasie pobytu w Sztokholmie. Zaczął od ułożenia informatora bibliograficznego dotyczącego zagadnień szwedzko-polskich do 1918 roku – La Suède et la Pologne. Essai dune bibliographie des publications suédoises concernant la Pologne (1918) (jego pracę kontynuował polski slawista z Uppsali, Józef Trypućko), a następnie zajął się tropieniem znajomości języka polskiego w Szwecji, zapożyczeń oraz wpływów w onomastyce i toponomastyce (Z dziejów języka polskiego za granicą. 1. Polskie rzeczy w języku szwedzkim, 1919; Obcy w Polsce. Szwedzki przekład Pana Tadeusza, „Przegląd Współczesny” 1927, nr 69). Ponieważ to on, występując w imieniu Akademii Umiejętności w Krakowie, w czasie misji dyplomatycznej w Sztokholmie zgłosił do Komitetu Nobla kandydaturę Władysława Reymonta, mógł po uhonorowaniu pisarza przedstawić kulisy przyznawania nagrody (Dookoła literackiej nagrody Nobla z 1924. ChłopiReymonta w Szwecji, „Przegląd Współczesny” 1925, nr 41). Wśród innych prac dotyczących stosunków polsko-szwedzkich, jedna porusza sprawę braku studiów skandynawistycznych w Polsce (Przed Kongresem historyków w Oslo. Jeszcze jedna z zaniedbanych w Polsce dziedzin humanistyki: skandynawistyka, „Przegląd Współczesny” 1928, nr 73), a druga problematykę współczesną (Protestanci wobec zagadnień wojny i pokoju. I. Nathan Söderblom (1866–1931), „Przegląd Współczesny” 1932, nr 126). Jednak ulubionym polem badawczym pozostawała zawsze kultura krajów romańskich, zwłaszcza Francji, bowiem celem jego działań było związanie Polski z kulturą Zachodu. Stąd badanie kontaktów Polski z obcymi kulturami oraz sposobów funkcjonowania ogólnych procesów kultury współczesnej. Stąd również starania o rozwój romańskich studiów filologicznych (Zaniedbana dziedzina humanistyki. Znajomość języków i literatur iberyjskich za granicą a w Polsce, „Przegląd Współczesny” 1928, nr 72–73). Prace poświęcone stosunkom polsko-francuskim ukazują intuicję badacza w odsłanianiu tendencji, które torowały drogę współczesnym zamierzeniom politycznym – Społeczeństwo a armia w porewolucyjnej Francji (1924), Dyktator. Uwagi na marginesie współczesnej publicystyki francuskiej (1926) – oraz pasję poszukiwania śladów polskich w kulturze Francji (Z motywów polskich w publicystyce francuskiej, 1928, a także liczne artykuły i noty z lat 1948–1959, „Bulletin”, nr 2, 6, 8–12, 17).

Stanisław Wędkiewicz najczęściej określał swoje prace jako „Materialien”, „Przyczynki”, „Notatki bibliograficzne”, „Kilka uwag z...”, co świadczy o poczuciu skromności, ale również o fragmentaryczności badań zakrojonych na działanie całego zespołu badaczy. Studia te, zadziwiające wielością perspektyw, otwarciem i zasięgiem poznania naukowego, stanowią jakby prolegomena do „dzieł o głównych prądach kultury współczesnej, o dziejach stosunków polsko-francuskich, o kierunkach i zadaniach studiów romanistycznych” (M. Brahmer), które nie powstały, jak książka o Genewie, w której zamierzał ukazać prądy umysłowe związane z miastem w jego rozwoju historycznym. Jako autor był perfekcjonistą, często niszczył prace, które uznał za niedoskonałe.

Stanisław Wędkiewicz, jeden z najwybitniejszych i najaktywniejszych humanistów polskich okresu dwudziestolecia międzywojennego, którego wiedza sięgała od Bałkanów po Skandynawię, nie stworzył szkoły złączonej wspólną doktryną naukową czy metodą badawczą. Sam zadziwiał rozległością lektur doprowadzonych do publikacji najnowszych i dojrzałością ujęcia badanych problemów. Nie pociągały go rozważania wyłącznie historyczne, starał się określić znaczenie omawianych spraw dla współczesności. Każde z prezentowanych zagadnień ukazywał we wzajemnych zależnościach i powiązaniach, wprowadzał w tok walki poglądów. Wrażliwy na bieżące przeobrażenia kulturowe, śledził nowe formy sztuki, jak film i radio, dopatrując się wpływu środków masowej kultury na formowanie się nowych struktur językowych. Pozostawił pamięć świetnego pedagoga, niezrównanego wykładowcy i człowieka, który „nie tylko sam pracował za wielu, ale potrafił do pracy zachęcić” (Maciej Żurowski), uczył rzetelności w wykorzystywaniu wszystkich dostępnych źródeł, służył wzorem krytycznej oceny, otwierał rozległe perspektywy i pobudzał do samodzielnych przemyśleń. Jego wykłady, a raczej odczyty, mądre i błyskotliwe, uczyły, co więcej – zapładniały, o czym studenci wspominali po latach: „Jedna z najciekawszych i najżywszych intelektualnie postaci polskich uniwersytetów” (Zygmunt Bieńkowski).

Wybrana literatura

 

Wspomnienia pośmiertne:

Bieńkowski Z., „Twórczość” 1963, nr 7.

Brahmer M., In Memoriam. Stanisław Wędkiewicz (1888–1963), „Kwartalnik Neofilologiczny” 1963, z. 4.

Żurowski M., „Przegląd Humanistyczny 1963, nr 6.

 

Opracowania:

Ciesielski Z., Stanisław Wędkiewicz jako badacz i propagator Skandynawii, „Przegląd Zachodniopomorski” 1969, nr 2.

Truszkowski W., Z dziejów onomastyki polskiej. Stanisława Wędkiewicza prace i materiały onomastyczne, Kraków 1974.

Żurowska J., Stanisław Wędkiewicz, chroniqueur des relations littéraires franco-polonaises, [w:] La France et la Pologne. Histoire, mythes, représentations. Actes du colloque des 16,17,18 septembre 1998 à l’Université Lumière-Lyon 2, par F. Lavocat, Lyon 2000.

Władysław Witwicki

Urodzony 30 IV 1878 w Lubaczowie. Studia na uniwersytecie we Lwowie (od 1896), doktorat (1901), później kilkumiesięczne pobyty naukowe w Wiedniu i Lipsku, habilitacja na uniwersytecie we Lwowie (1904). Docent prywatny tamże (1904–1919), nauczyciel szkół średnich, profesor UW (1919–1947).

Filozof, psycholog, teoretyk sztuki. Twórca oryginalnych koncepcji psychologicznych, łączony ze szkołą lwowsko-warszawską. Autor niekonwencjonalnych przekładów i komentator dialogów Platona, przyczynił się do popularyzacji filozofii greckiej i kultury antycznej w Polsce.
Członek TNW, prezes Polskiego Towarzystwa Psychotechnicznego (od 1938), członek zarządu Instytutu Psychotechnicznego. Redaktor „Psychotechniki” (1928–1936).
Zmarł 21 XII 1948 w Konstancinie k. Warszawy.

Psychologia. Dla użytku słuchaczów wyższych zakładów naukowych, t. I-II, Lwów 1925–1927; Zarys psychologii, Lwów 1928; Wiadomości o stylach, Lwów 1934; Rozmowa o jedności prawdy i dobra, Lwów 1936; La foi des éclairés, Paryż 1939 (wyd. pol. Wiara oświeconych, Warszawa 1959); Przechadzki ateńskie, Warszawa 1939; List o estetyce, [b.m.] 1947; O widzeniu przedmiotów: zasady perspektywy, Warszawa 1954; Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1957.
Tłumaczenia: Dialogi Platona (m.in. Uczta, Lwów 1909; Fajdros, Lwów 1918; Eutyfron. Obrona Sokratesa. Kriton, Lwów 1920; Państwo I-II, Warszawa 1948; Timaios. Kritias, Warszawa 1951; Protagoras, Warszawa 1958); Lukian z Samosaty, Dialogi wybrane, Wrocław 1949; Dobra Nowina według Mateusza i Marka, Warszawa 1958.

A. Nowicki, Witwicki, Warszawa 1982; T. Rzepa, Psychologia Władysława Witwickiego, Poznań 1991.

WŁODZIMIERZ OLSZANIEC

WŁADYSŁAW WITWICKI

1878–1948

 

Tłumacz Platona

Władysław Witwicki urodził się 30 kwietnia 1878 roku w rodzinie szlacheckiej w Lubaczowie koło Cieszanowa (ówczesne przemyskie), ale już od 1880 roku mieszkał we Lwowie. Po ukończeniu gimnazjum klasycznego, które dało mu solidne humanistyczne wykształcenie i dobrą znajomość greki, zapisał się w 1896 roku na Uniwersytet Lwowski. Studiował m.in. filozofię i psychologię pod kierunkiem Kazimierza Twardowskiego, a ukoronowaniem tych studiów był doktorat uzyskany w 1901 roku na podstawie rozprawy zatytułowanej Analiza psychologiczna ambicji. Był zresztą pierwszym wypromowanym przez Twardowskiego doktorem.

Zaraz po doktoracie Witwicki odbył wyjazdy naukowe na Uniwersytet Wiedeński, gdzie był słuchaczem Aloisa Höflera, i Uniwersytet Lipski, gdzie studiował u słynnego Wilhelma Wundta. Podczas studiów w Wiedniu po raz pierwszy zetknął się z tekstem Platońskiej Uczty, której lektura go zachwyciła („jest to rzecz cudowna, ten dialog”, pisał do swojego mistrza w liście z 14 czerwca 1902 roku). Od tej pory Platon stał się jego ulubionym filozofem. Zaledwie dwa lata później, na seminarium filozoficznym Twardowskiego, Witwicki odczytał obszerne partie Uczty we własnym tłumaczeniu. Ukończony przekład ukazał się w roku 1909, w wydawnictwie, nomen omen, „Symposion”.

Habilitację Witwicki uzyskał na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego w 1904 roku na podstawie rozprawy Analiza psychologiczna objawów woli. Wydawałoby się, że powinien być to początek świetnej kariery uniwersyteckiej, tak się jednak nie stało. Witwicki nie znalazł stałego zatrudnienia na macierzystym Uniwersytecie Lwowskim i przez najbliższe piętnaście lat prowadził tu zajęcia jedynie jako prywatny docent, jednocześnie pracując jako nauczyciel filozofii, przyrody i rysunku w szkołach średnich. Możliwe, że – jak przypuszcza Teresa Rzepa, badaczka szkoły lwowsko-warszawskiej – Witwicki rozczarował Twardowskiego naukowo, nie przyłączając się do żadnego z liczących się w psychologii nurtów. Na ochłodzenie relacji między mistrzem a uczniem mogły wpłynąć także sprawy osobiste: Witwicki rozwiódł się i ponownie ożenił, zmieniwszy uprzednio wyznanie z rzymsko-katolickiego na ewangelicko-reformowane, czym ściągnął na siebie niechęć rodziny i przyjaciół.

Przełomem w karierze naukowej Witwickiego była nominacja na profesora nadzwyczajnego na Uniwersytecie Warszawskim. 1 kwietnia 1919 rok