PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945 (A–K)

Spis treści

Wyszukaj


Szukaj w tej publikacji
Szukaj we wszystkich publikacjach

Szukaj
Znaleziono 0 wynik(ów)
PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945 A–K

Zespół Rektorski ds. Wydawnictw Jubileuszowych

 

dr hab. Waldemar Baraniewski
Wydział Historyczny UW/
Wydział Zarządzania Kulturą Wizualną ASP

 

prof. dr hab. Tomasz Kizwalter
Wydział Historyczny UW

 

dr hab. Piotr M. Majewski
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Piotr Salwa
Wydział „Artes Liberales” UW

 

prof. dr hab. Henryk Samsonowicz
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Wojciech Tygielski – przewodniczący
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Marek Wąsowicz
Wydział Prawa i Administracji UW

 

prof. dr hab. Andrzej Kajetan Wróblewski
Wydział Fizyki UW

Szanowni Państwo!
Drodzy Czytelnicy!

W 2016 roku będziemy obchodzić jubileusz dwóchsetlecia Uniwersytetu Warszawskiego. Nasz Uniwersytet nie jest jedynie wyższą szkolą, nie jest tylko pracownią uczonych – to środowisko, którego działania w ciągu dwóch wieków polskiej historii stanowiły istotny wkład do wiedzy, kultury, myśli ludzkiej.

Z okazji jubileuszu powstaje seria wydawnicza Monumenta Universitatis Varsoviensis, w której opisujemy dzieje i dorobek naszej Uczelni oraz przypominamy sylwetki jej najwybitniejszych profesorów.

W syntetycznej formie przedstawiamy również losy oraz architekturę budynków Uniwersytetu, a także zbiory i kolekcje, które są w naszym posiadaniu oraz nad którymi przyszło nam sprawować pieczę. Nie zabraknie też dokumentów ilustrujących różne sfery społecznego oddziaływania Uczelni, a także świadectw życia codziennego naszej społeczności.

Kolejne tomy ukazywać się będą sukcesywnie, od roku 2016. Mamy nadzieję, że spotkają się z Państwa życzliwym przyjęciem i wzbudzą zainteresowanie.

Gaudeamus igitur!

 

Katarzyna Chałasińska-Macukow
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 2005–2012

Marcin Pałys
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

 

Warszawa, 19 listopada 2012 r.

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

 

Nauki humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki ścisłe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(A–Ł)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(M–Ż)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(A–K)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(L–R)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(S–Ż)

 

Poczet Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego

 

Gmachy Uniwersytetu Warszawskiego

 

Uniwersytet Warszawski i fotografia 1839–1921
Ludzie, miejsca, wydarzenia

 

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie 1817–2017
Miscellanea

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945
A–K

 

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

WARSZAWA 2016

Spis treści

 

  1. OD ZESPOŁU REKTORSKIEGO
  2. PRZEDMOWA
     
  3. OSMAN ACHMATOWICZ 1899–1988 (HALINA LICHOCKA)
  4. KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ 1890–1963 (JACEK JADACKI)
  5. STANISŁAW ARNOLD 1895–1973 (ALEKSANDER GIEYSZTOR)
  6. NINA ASSORODOBRAJ-KULA 1908–1999 (BARBARA SZACKA)
  7. JULIUSZ BARDACH 1914–2010 (ANDRZEJ ZAKRZEWSKI)
  8. KAZIMIERZ BASSALIK 1879–1960 (STEFAN RUSSEL)
  9. Okres młodości
  10. Okres międzywojenny
  11. Lata okupacji
  12. Praca w Polsce Ludowej
  13. LUDWIK BAZYLOW 1915–1985 (PAWEŁ WIECZORKIEWICZ)
  14. CEZARY BEREZOWSKI 1898–1970 (KAROL KARSKI)
  15. GRZEGORZ BIAŁKOWSKI 1932–1989 (STEFAN POKORSKI)
  16. JAN BIAŁOSTOCKI 1921–1988 (ANTONI ZIEMBA)
  17. Historyk sztuki
  18. JÓZEF BIELAWSKI 1910–1997 (MAREK M. DZIEKAN)
  19. IZA BIEŻUŃSKA-MAŁOWIST 1917–1995 (KRYSTYNA STEBNICKA)
  20. ALEKSANDER BIRKENMAJER 1890–1967 (JAN BAUMGART)
  21. Działalność bibliotekarska
  22. CZESŁAW BOBROWSKI 1904–1996 (WŁADYSŁAW BAKA)
  23. Mistrz ekonomii stosowanej
  24. JULIAN BONDER 1900–1975 (ROMAN DUDA)
  25. KAROL BORSUK 1905–1982 (ROMAN DUDA)
  26. MIECZYSŁAW BRAHMER 1899–1984 (KRZYSZTOF ŻABOKLICKI)
  27. KAZIMIERZ BUDZYK 1911–1964 (DANUTA ULICKA)
  28. Portret wielokrotny
  29. 1.
  30. 2.
  31. 3.
  32. 4.
  33. JÓZEF CHAŁASIŃSKI 1904–1979 (STEFAN NOWAKOWSKI)
  34. Socjolog swojej epoki
  35. IRENA CHMIELEWSKA 1905–1987 (HALINA LICHOCKA)
  36. JÓZEF MICHAŁ CHOMIŃSKI 1906–1994 (IRENA PONIATOWSKA)
  37. MARIA CYTOWSKA 1922–2007 (BARBARA MILEWSKA-WAŹBIŃSKA)
  38. WITOLD CZACHÓRSKI 1915–1995 (ADAM BRZOZOWSKI)
  39. W setną rocznicę urodzin
  40. CZESŁAW CZAPÓW 1925–1980 (LESŁAW PYTKA)
  41. Fenomen polskiej pedagogiki resocjalizacyjnej
  42. FRANCISZEK MIECZYSŁAW CZUBALSKI 1885–1965 (MARIA DOROTA SCHMIDT-POSPUŁA)
  43. ADAM CZYŻEWICZ 1877–1962 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  44. MARIAN DANYSZ 1909–1983 (JANUSZ ZAKRZEWSKI)
  45. Odkrycie materii hiperjądrowej
  46. Garść szczegółów biograficznych
  47. Jakim był w oczach uczniów?
  48. Jak widział swoją przeszłość?
  49. JAN BOHDAN DEMBOWSKI 1889–1963 (TOMASZ MAJEWSKI)
  50. ANTONI BOLESŁAW DOBROWOLSKI 1872–1954 (SŁAWOMIR MAJ)
  51. WITOLD DOROSZEWSKI 1899–1976 (ANDRZEJ MARKOWSKI)
  52. STANISŁAW EHRLICH 1907–1997 (ADAM BOSIACKI)
  53. KRZYSZTOF ERNST 1940–2003 (TADEUSZ STACEWICZ)
  54. JAN BOGDAN FALIŃSKI 1934–2004 (ZBIGNIEW MIREK, JAN HOLEKSA)
  55. WACŁAW GAJEWSKI 1911–1997 (PIOTR WĘGLEŃSKI)
  56. NATALIA GĄSIOROWSKA 1881–1964 (IRENEUSZ IHNATOWICZ)
  57. ALEKSANDER GIEYSZTOR 1916–1999 (MARIA KOCZERSKA)
  58. MARIAN GIEYSZTOR 1901–1961 (JANINA KACZANOWSKA)
  59. Fascynacje intelektualne, dorobek naukowy i kariera zawodowa młodego uczonego (lata 1901–1930)
  60. Profesor Gieysztor – przewodnik na czasy trudne i niebezpieczne
  61. Profesor Marian Gieysztor – skuteczne łączenie pasji naukowych z obywatelską praktyką
  62. HENRYK FELIKS GRENIEWSKI 1903–1972 (KAZIMIERZ TRZĘSICKI)
  63. Życie
  64. Poglądy
  65. BOLESŁAW GUTOWSKI 1888–1966 (JANUSZ GILL)
  66. WIKTOR HAHN 1871–1959 (ZDZISŁAW LIBERA)
  67. STANISŁAW HELSZTYŃSKI 1891–1986 (MAŁGORZATA GRZEGORZEWSKA)
  68. Słowo rzucone w rolę
  69. STANISŁAW HERBST 1907–1973 (ANDRZEJ WYCZAŃSKI)
  70. O twórczości naukowej
  71. LEOPOLD INFELD 1898–1968 (JÓZEF HURWIC)
  72. HENRYK JABŁOŃSKI 1909–2003 (ANDRZEJ GARLICKI)
  73. TADEUSZ JACZEWSKI 1899–1974 (TOMASZ MAJEWSKI)
  74. MAURYCY ZDZISŁAW JAROSZYŃSKI 1890–1974 (HUBERT IZDEBSKI)
  75. STANISŁAW KAŁUŻYŃSKI 1925–2007 (JERZY TULISOW)
  76. KRYSTYNA KASPRZYK 1922–2012 (AGATA SOBCZYK)
  77. WIKTOR KEMULA 1902–1985 (JÓZEF HURWIC)
  78. STEFAN KIENIEWICZ 1907–1992 (JERZY SKOWRONEK)
  79. ANTONINA KŁOSKOWSKA 1919–2001 (ELŻBIETA HAŁAS)
  80. Intelektualny portret uczonej
  81. LESZEK KOŁAKOWSKI 1928–2009 (JERZY NIECIKOWSKI)
  82. WŁODZIMIERZ KOŁOS 1928–1996 (LUCJAN PIELA)
  83. JERZY KONDRACKI 1908–1998 (ANDRZEJ RICHLING)
  84. KAROL KORANYI 1897–1964 (WITOLD WOŁODKIEWICZ, JULIUSZ BARDACH)
  85. Profesor profesorów
  86. Ze wspomnień o Karolu Koranyim
  87. WIESŁAW KOTAŃSKI 1915–2005 (AGNIESZKA ŻUŁAWSKA-UMEDA)
  88. Niepokorny myśliciel. Wspomnienie o Wielkim Gramatyku Kultury Japońskiej
  89. JANINA KOTARBIŃSKA 1901–1997 (MARIAN PRZEŁĘCKI)
  90. O jej twórczości naukowej
  91. Wspomnienie o Janinie Kotarbińskej
  92. TADEUSZ KOTARBIŃSKI 1886–1981 (JERZY PELC)
  93. 1. Dzieciństwo i lata szkolne
  94. 2. W szkole Kazimierza Twardowskiego
  95. 3. Filozofia naukowa
  96. 4. Reizm i realizm radykalny
  97. 5. Prakseologia
  98. 6. Realizm praktyczny
  99. 7. Etyka spolegliwego opiekuna
  100. JAN KOTT 1914–2001 (ROMAN TABORSKI)
  101. ROMAN KOZŁOWSKI 1889–1977 (ZOFIA KIELAN-JAWOROWSKA)
  102. ZYGMUNT KRACZKIEWICZ 1900–1971 (AGATA MUSIAŁ)
  103. MIECZYSŁAW KREUTZ 1893–1971 (JAN STRELAU)
  104. Propagator i żarliwy obrońca introspekcji
  105. ADAM KROKIEWICZ 1890–1977 (MARIA PĄKCIŃSKA, HENRYK KUPISZEWSKI)
  106. Wspomnienie o profesorze Adamie Krokiewiczu
  107. JULIAN KRZYŻANOWSKI 1892–1976 (ANDRZEJ FABIANOWSKI)
  108. Polihistor, multihumanista
  109. PIOTR KUBIKOWSKI 1903–1991 (BARBATA WASIEWICZ)
  110. WITOLD KULA 1916–1988 (JACEK KOCHANOWICZ)
  111. Historyk gospodarczy i humanista
  112. I
  113. II
  114. III
  115. IV
  116. V
  117. VI
  118. KAZIMIERZ FELIKS KUMANIECKI 1905–1977 (JERZY AXER)
  119. 1.
  120. 2.
  121. 3.
  122. 4.
  123. 5.
  124. 6.
  125. 7.
  126. 8.
  127. 9.
  128. 10.
  129. 11.
  130. 12.
  131. 13.
  132. 14.
  133. 15.
  134. Po ćwierćwieczu
  135. WŁADYSŁAW KUNICKI-GOLDFINGER 1916–1995 (MIROSŁAWA WŁODARCZYK, KRYSTYNA IZABELLA WOLSKA)
  136. MIECZYSŁAW JERZY KÜNSTLER 1933–2007 (EWA ZAJDLER)
  137. Między Paryżem a Pekinem
  138. KAZIMIERZ KURATOWSKI 1896–1980 (ROMAN DUDA)
     
  139. AUTORZY ESEJÓW
  140. SPIS ILUSTRACJI
  141. INDEKS NAZWISK

Od Zespołu Rektorskiego

Seria „Monumenta Universitatis Varsoviensis” obejmuje między innymi trzy tomy esejów biograficznych o wybitnych uczonych – profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wyróżnili się osiągnięciami badawczymi oraz odegrali znaczącą rolę w życiu uczelni. Jest to zbiór tekstów o ludziach wyjątkowych, których działalność naukowa, praca dydaktyczna i organizacyjna pozostały w pamięci szeroko pojmowanego środowiska naukowego.

Przy wyborze uczonych do tomów biograficznych brano pod uwagę różne kryteria, w tym: znaczący wkład w naukę, członkostwo w prestiżowych organizacjach polskich i międzynarodowych, obecność biogramów w encyklopediach oraz wcześniejsze publikacje poświęcone życiu i działalności tych osób.

Ostateczna lista nazwisk jest wynikiem długich i szczegółowych dyskusji członków Zespołu Rektorskiego ds. Wydawnictw Jubileuszowych, z udziałem wielu osób spoza tego grona oraz przy uwzględnieniu wniosków wpływających ze wszystkich wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego (także tych, których już nie ma w obecnej strukturze uczelni). Lista obejmuje postacie z całego okresu istnienia Uniwersytetu Warszawskiego, od momentu jego powstania w 1816 roku. Ograniczona jest do osób nieżyjących i zapewne będzie w przyszłości uzupełniana.

Naszym zamierzeniem nie było stworzenie zbioru zwięzłych biogramów typu słownikowego. Chodziło o teksty eseistyczne, pisane często przez bliskich współpracowników danego uczonego, przybliżające czytelnikom jego osobowość, wkład w życie uczelni oraz najważniejsze dokonania intelektualno-naukowe. Przy każdym eseju zamieszczono także standardowy biogram encyklopedyczny.

W związku z tym, że już wcześniej w różnych wydawnictwach publikowano teksty o znakomitych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, a ich autorami nierzadko byli ludzie równie wybitni (jak w przypadku eseju Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay, Aleksandra Gieysztora – o Marcelim Handelsmanie czy Jerzego Pniewskiego – o Stefanie Pieńkowskim), niektóre z tych tekstów postanowiliśmy przedrukować. Pozostałe szkice przygotowali autorzy wybrani przez nasz Zespół.

Kolejne tomy Portretów uczonych obejmują XIX wiek, okres międzywojenny oraz czasy po II wojnie światowej. W obrębie poszczególnych tomów nazwiska następują w porządku alfabetycznym, nie chronologicznym.

W osobnym tomie znalazły się sylwetki wszystkich rektorów naszej uczelni. Osiągnięcia naukowe wielu innych znaczących postaci zostały omówione również na kartach pozostałych publikacji serii „Monumenta Universitatis Varsoviensis” poświęconych historii Uniwersytetu Warszawskiego oraz dziejom poszczególnych dyscyplin naukowych.

 

Zespół Rektorski
ds. Wydawnictw Jubileuszowych

Przedmowa

Trzeci tom Portretów Uczonych, Profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, podzielony na trzy woluminy, poświęcony jest wybitnym postaciom, których najbardziej znacząca działalność naukowa i dydaktyczna przypadła na lata powojenne.

Mowa będzie zatem o osobach, które po zniszczeniach wojennych stopniowo, ale konsekwentnie, odtwarzały Uniwersytet i które przyczyniły się do budowania jego społecznej pozycji oraz naukowej rangi, a w niektórych dziedzinach – nawet świetności, zarówno w okresie Polski Ludowej, jak i po roku 1989. W grupie tej znalazło się 185 przedstawicieli wszystkich dyscyplin, które w okresie powojennym były reprezentowane na Uniwersytecie, choćby tylko przez pewien czas; były to nauki humanistyczne, społeczne, ścisłe, przyrodnicze, ale także medyczne i weterynaryjne.

Przedstawiane tu grono cechuje duże zróżnicowanie. Cezura II wojny światowej, choć oczywista w dziejach narodu i społeczeństwa, nie zawsze okazywała się jednoznaczna i rozstrzygająca w przypadku chronologii losów jednostkowych. Niektórzy bohaterowie prezentowanych tu esejów urodzili się jeszcze w XIX wieku, zdobyli wyższe wykształcenie w czasie lub tuż po I wojnie światowej, rozpoczynali i kontynuowali zawodowe kariery w latach II Rzeczypospolitej, by już po II wojnie odgrywać rolę środowiskowych autorytetów. Niektórzy decydowali się na emigrację – zrywając więzi z Uniwersytetem, ale zarazem odnosząc niekwestionowane naukowe sukcesy i utrzymując kontakty z krajem; byli jednak i tacy, którzy właśnie wtedy, po wojnie, z zagranicy do kraju przyjechali. Skomplikowanie ludzkich losów spowodowało, że decyzja o przypisaniu konkretnej postaci do tomu II lub III musiała mieć charakter arbitralny. Najliczniej na kartach naszego tomu są reprezentowani uczeni, którzy urodzili się pomiędzy wielkimi wojnami, zostali ukształtowani w dwudziestoleciu i z takim zapleczem moralnym oraz intelektualnym funkcjonowali w powojennej rzeczywistości. Pojawiają się tu także osoby, których całe świadome życie, łącznie z intelektualną formacją, upłynęło w czasach PRL-u oraz w okresie po odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności.

Podobnie jak w poprzednich tomach, przy wyborze portretowanych kierowaliśmy się wskazaniami uniwersyteckiej społeczności oraz propozycjami, które otrzymaliśmy od władz poszczególnych wydziałów. Trzeba jednak podkreślić, że w stosunku do poprzednich tomów znacznie więcej kłopotów sprawiło nam ustalenie listy osób, których biogramy ostatecznie postanowiliśmy opublikować, gdyż w przypadku okresu powojennego, a tym bardziej ostatnich dziesięcioleci, odczuwamy niekiedy brak czasowego dystansu, który potwierdziłby miejsce konkretnej postaci w naukowym panteonie. Ponadto w czasach tzw. socjalizmu realnego, który przyniósł oczywiste ograniczenia w sferze wolności uniwersyteckich i badań naukowych, do świata akademickiego brutalnie wkroczyła polityka, zacierając częściowo skalę wartości i naruszając środowiskowe hierarchie. Dotyczyło to zwłaszcza dyscyplin humanistycznych i społecznych.

Dlatego formalna przynależność do akademii i stowarzyszeń naukowych (TNW, PAU, PAN) nie mogła być kryterium jedynym ani też jednoznacznie rozstrzygającym. Uwzględniliśmy zatem również opinie współczesnych dotyczące roli środowiskowej poszczególnych postaci. Staraliśmy się także, co nie było łatwe, abstrahować od polityki, ograniczając nasze oceny do sfery badań i szeroko rozumianej dydaktyki. Wybór nie był prosty, wymagał wielu konsultacji i powodował dyskusje w naszym Zespole, gdzie nie zawsze panowała jednomyślność. Mamy świadomość, że niektóre spośród podjętych decyzji mogą zostać uznane za dyskusyjne.

Teksty zamieszczone w prezentowanym tomie mają różny charakter. Część z nich powstała specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa, niektóre są przedrukami wcześniejszych publikacji. Przy ich wyborze kierowaliśmy się chęcią ukazania relacji środowiskowych i oddania głosu osobom (często już nieżyjącym), które piszą o swych nauczycielach i mistrzach. Staraliśmy się honorować autorskie ujęcie tematu, stąd teksty zarówno o charakterze eseistycznym, jak i bardziej naukowe, wzbogacone odnośnikami i przypisami. Są eseje o charakterze wspomnieniowym, jak też przybierające formę rozbudowanego biogramu. Uznaliśmy, że taka różnorodność – ułatwiając lekturę – będzie raczej zaletą niż wadą. Celem naszej publikacji nie jest bowiem tworzenie kompendium informacji o konkretnych osobach, lecz przybliżenie zainteresowanym czytelnikom postaci i osobowości najwybitniejszych przedstawicieli naszego środowiska uniwersyteckiego.

W tekstach stanowiących przedruk dawnych publikacji zachowaliśmy stosowane wówczas formy gramatyczne oraz pisownię, ograniczając interwencje redaktorskie do minimum. Niektóre z tych tekstów przedstawiamy w formie skróconej, choćby po to, by móc oddać głos kilku autorom.

Mamy nadzieję, że kolejny tom Portretów uczonych spotka się z zainteresowaniem czytelników i spełni ich oczekiwania.

 

Waldemar Baraniewski
Wojciech Tygielski
Andrzej Kajetan Wróblewski

Osman Achmatowicz

Urodzony 16 III 1899 roku w Bergaliszkach. Studia na USB w Wilnie, asystent w Katedrze Chemii Organicznej (1924), doktorat tamże (1928). Studia w laboratorium Williama H. Perkina oraz doktorat z filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, habilitacja w Wilnie. Kierownik Katedry Chemii Farmaceutycznej i Toksykologicznej na Wydziale Farmaceutycznym UW (1933), profesor UW (1934–1939, 1953–1969), dziekan Wydziału Farmaceutycznego (1936–1938). Profesor Politechniki Łódzkiej (1948–1952), prorektor (1945–1948), rektor (1948–1952).

Chemik organik, badacz terpenów, alkaloidów, a także współodkrywca tioalkaloidów. Prowadził badania nad chemią cyjanku karbonylu CO(CN).
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego (1953–1960). Dyrektor Instytutu Kultury Polskiej podczas pobytu w Londynie (1964–1969).
Członek PAU (1945), PAN (1952), TNW (1984), kierownik Zakładu Chemii Organicznej PAN (od 1954). Członek Polskiego Towarzystwa Chemicznego (1978), rady naukowej komitetu doradczego „Organic Chemistry Journal” (1956).
Zmarł 4 XII 1988 w Warszawie.

O polskim olejku terpentynowym, Lwów 1926; O nowym szeregu α-pochodnych hornylenu, Wilno 1928; Strychnine and Brucine, Bungay 1930; O katalitycznym uwodorowieniu czwartorzędowych soli amoniowych, Bydgoszcz 1938; Chemia i technika: cykl wykładów dla inżynierów i techników, Warszawa 1939.

Kadra naukowa Politechniki Łódzkiej: Osman Achmatowicz (1899–1988), „Zeszyty Historyczne Politechniki Łódzkiej” 2002, z. 1.

HALINA LICHOCKA

OSMAN ACHMATOWICZ

1899–1988

 

Był potomkiem tatarskiego rodu z dawna osiadłego na Litwie. Jego przodkom, pieczętującym się herbem Kotwica, król Stanisław August Poniatowski nadał dobra Bergaliszki, położone w ówczesnym powiecie oszmiańskim. Dobra te stały się główną siedzibą rodziny. Tu przychodziły na świat kolejne pokolenia Achmatowiczów. Tu także urodziło się sześcioro rodzeństwa Osmana. On sam również urodził się w Bergaliszkach – tak przynajmniej świadczą zapisy w oficjalnych dokumentach. Nieco inaczej natomiast rzecz wygląda w przekazie rodzinnym1. Według niego Osman Achmatowicz urodził się w podróży, jaką odbywała jego matka – Emilia z Kryczyńskich – powracająca do domu z Paryża. Być może jazda okazała się zbyt długa lub zbyt męcząca, dość na tym, że rozwiązanie podobno nastąpiło w Piotrkowie Trybunalskim 16 marca 1899 roku. Trudno dziś ustalić, ile w tym prawdy. W każdym razie data urodzenia nie budzi wątpliwości, gdyż taką właśnie datę oraz miejsce urodzenia – Bergaliszki podawał zawsze Achmatowicz w swoich pisanych później życiorysach.

Ojciec Osmana, Aleksander Achmatowicz, prawnik z wykształcenia, był właścicielem ziemskim. Odziedziczył majątek Teniukowszczyzna, który po powstaniu styczniowym nabyli jego rodzice w drodze licytacji. Majątek ten, o powierzchni nieco ponad 1500 ha, położony był w pobliżu Bergaliszek „nad rzeczką Jakuńką, pomiędzy stacją kolejową Juraciszki a wsią Czerniele”2. Jednakże nowy sukcesor nie zamierzał parać się gospodarowaniem. Posiadłość puścił w dzierżawę, a sam wraz z rodziną zamieszkał w Petersburgu. Pełnił tam ważne funkcje zawodowe i polityczne. Był rzeczywistym radcą stanu i zastępcą naczelnego prokuratora Senatu Rządzącego. Wszyscy jego synowie kształcili się w Petersburgu. Wykształcenie średnie zdobywali w elitarnym Korpusie Paziów; później podejmowali studia na miejscowych uczelniach.

Achmatowicz, po uzyskaniu matury w Korpusie Paziów, został w 1916 roku studentem Instytutu Górniczego. Jednakże uczył się tam krótko, gdyż wybuch rewolucji bolszewickiej zmusił rodzinę Achmatowiczów do wyjazdu. Szczęśliwie udało się im opuścić Rosję i powrócić na Litwę.

W sierpniu 1919 roku Osman Achmatowicz napisał do rektora uruchamianego w tym czasie Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie podanie następującej treści: „Uprzejmie proszę Pana Rektora o zaliczenie mnie w grono studentów I kursu Prawnego Wydziału. Ponieważ wszystkie moje dokumenta pozostały w Instytucie Górniczym w Piotrogrodzie, z którym w obecnej chwili żadnej komunikacji nie ma, nie mogę przedstawić wszystkich potrzebnych papierów; posyłam swoją, tak zwaną zaczetną książkę, która świadczy iż jestem studentem”3.

Dwa miesiące później napisał kolejne podanie, tym razem do dziekana Wydziału Prawnego: „Uprzejmie proszę o przeniesienie mnie z Wydziału Prawnego na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy. Osman Achmatowicz. 7 listopada 1919 roku”. I jeszcze dopisek na dole strony: „Przyczyną spóźnienia się z tym podaniem jest to, że nie wiedziałem iż istnieje w Uniwersytecie Wydział Matematyczno-Przyrodniczy”4.

Z ankiety personalnej wypełnionej przez Achmatowicza wynika, że był wyznania mahometańskiego, narodowości tatarskiej, miał polskie obywatelstwo, a jego językiem macierzystym był język rosyjski. Bezterminowo urlopowany ze służby wojskowej, mieszkał wraz z rodzicami w Wilnie przy ul. Nadbrzeżnej 24. W rubryce dotyczącej danych o ojcu napisał: „Aleksander, prawnik, prezes Izby Kasacyjnej w Wilnie, dyrektor Departamentu Sprawiedliwości Tymczasowej Komisji Rządowej”5.

Przytoczone rękopisy rozpoczynają cały zbiór dokumentacji zachowanej w Litewskim Archiwum Centralnym, związanej ze studiami, a potem pracą Achmatowicza na Uniwersytecie Stefana Batorego. Sądząc po braku wpisów w metryczkach – nikt do tych archiwaliów nie sięgał przez ponad 70 lat, które minęły od tamtych wydarzeń.

Początki studiów Achmatowicza w Wilnie nie były łatwe. Musiał sprostać wymaganiom formalnym, co w jego przypadku stanowiło rzecz wielce skomplikowaną. Świadczy o tym jeszcze jeden rękopis – podanie do Senatu Akademickiego, datowane na 11 maja 1920 roku. Achmatowicz pisał, co następuje: „Jesienią roku 1919 zostałem przyjęty w grono słuchaczów Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego z warunkiem przedstawienia matury do dnia 1 lipca 1920 roku i złożenia w tymże terminie egzaminu z łaciny. Matura moja razem z resztą dokumentów znajduje się od r. 1916 w Akademii Górniczej w Piotrogrodzie i pomimo najszczerszych chęci nie mogę ją, we wskazanym mnie terminie, przedstawić ze względu na brak komunikacji z Piotrogrodem. Pracując w Głównym Zarządzie Dóbr Państwowych, Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich, jako referent leśny, jestem zajęty codziennie do godz. 3 po południu; jako zaś słuchacz Wydziału Matematycznego, mam prawie codziennie wykłady do godz. 6 wiecz. i oprócz tego uczęszczam [na] istniejące w Wilnie kursa leśne, gdzie wykłady trwają do godz. 9 p. p. codziennie. Wobec takiej ilości zajęć niepodobna mnie było udzielić czas dla studium łaciny i tym samym wykonać drugi punkt postawionych mnie warunków. Zwracam się więc do Senatu Akademickiego z uprzejmą prośbą przedłużyć mnie termin złożenia egzaminu z łaciny do dnia 1 października 1920 r., gdyż podczas letniej przerwy wykładów na Uniwersytecie i po ukończeniu dnia 1 lipca r. b. kursów leśnych będę w stanie cały wolny czas pozabiurowy poświęcić studiom łaciny i zarazem, po złożeniu egzaminu, pozostać na Uniwersytecie Stefana Batorego. W dowód prawdziwości przytoczonych motywów załączam odpowiednie zaświadczenia”6.

Niebawem wszystkie te trudności zostały pokonane. Z nauką Achmatowicz radził sobie doskonale. Na czwartym roku został asystentem w Katedrze Chemii Organicznej, kierowanej przez prof. Kazimierza Sławińskiego. Był to początek późniejszych dokonań naukowych Achmatowicza jako chemika organika. Profesora Sławińskiego zawsze uważał za swego mistrza.

Na rok przed ukończeniem studiów Osman Achmatowicz ożenił się z Heleną Staniewiczówną, córką profesora matematyki i ówczesnego rektora Uniwersytetu Stefana Batorego – Wiktora Staniewicza. Z rodziną prof. Staniewicza był już wcześniej skoligacony przez małżeństwo swego starszego brata Leona z siostrą Heleny, Teresą.

Achmatowicz ukończył studia w terminie, w 1925 roku. Opuszczał wtedy mury reaktywowanej wileńskiej uczelni pierwszy rocznik jej absolwentów. Achmatowicz otrzymał stopień magistra chemii, przyznany mu 1 lipca 1925 roku przez Radę Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego na podstawie pracy pt. O polskim olejku terpentynowym oraz po złożeniu egzaminów końcowych, z ogólnym wynikiem bardzo dobrym. Dyplom magisterski Osmana Achmatowicza nosi numer „1”. Prawdopodobnie o tym numerze zadecydował porządek alfabetyczny.

Po ukończeniu studiów Achmatowicz pozostał na uczelni i od razu, pod kierunkiem prof. Sławińskiego, rozpoczął pracę nad doktoratem. Temat dotyczył terpenów, czyli wpisywał się w główny nurt badań realizowanych w tym czasie w Katedrze Chemii Organicznej. Dysertację doktorską pt. O nowym szeregu a-pochodnych bornylenu obronił Osman Achmatowicz z wyróżnieniem na początku 1928 roku. Promotorem był prof. Kazimierz Sławiński.

Kilka miesięcy później Achmatowicz uzyskał stypendium z Funduszu Kultury Narodowej przy Radzie Ministrów i wyjechał – wraz z żoną i maleńką córką Emilią – na dalsze studia do laboratorium Williama H. Perkina w Oksfordzie. Włączył się w prowadzone przez Perkina badania dotyczące chemicznej budowy naturalnych alkaloidów roślinnych. Po śmierci Perkina kontynuował te prace pod kierunkiem Roberta Robinsona, późniejszego laureata Nagrody Nobla.

Efektem badań Achmatowicza, trwających nieco ponad dwa lata, była jego rozprawa7 na temat struktury alkaloidów: strychniny i brucyny. Na jej podstawie otrzymał stopień doktora filozofii Uniwersytetu Oksfordzkiego.

Na Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie powrócił w 1930 roku. Tu przez następne cztery lata kontynuował rozpoczęte w Anglii badania alkaloidów oraz rozwijał swoją karierę zawodową. W tym czasie habilitował się8, został docentem i członkiem Rady Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego.

Nowe perspektywy otworzyła przed nim oferta nadesłana w 1933 roku z Uniwersytetu Warszawskiego. Otrzymał propozycję objęcia stanowiska kierownika Katedry Chemii Farmaceutycznej i Toksykologicznej na Wydziale Farmaceutycznym. Przeniósł się więc do Warszawy, gdzie znalazł znakomite warunki do pracy naukowej i dydaktycznej w dobrze wyposażonych laboratoriach nowego gmachu Wydziału Farmaceutycznego przy ul. Przemysłowej 25. Kierowany przez niego zespół zajmował się przede wszystkim wyodrębnianiem i strukturą alkaloidów zawartych w surowcach roślinnych. W latach 1936–1938 Achmatowicz pełnił funkcję dziekana Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później otrzymał nominację na profesora zwyczajnego.

Wybuch II wojny światowej zastał Achmatowicza w majątku Osmanówka na Litwie. Ziemie polskie wkrótce znalazły się pod okupacją niemiecką i sowiecką. Uniwersytet Warszawski został zamknięty.

Lepiej natomiast przedstawiała się w tym czasie sprawa inauguracji roku akademickiego na Uniwersytecie w Wilnie, ponieważ Tymczasowy Zarząd Okręgu Wileńskiego postanowił wznowić wykłady po wakacjach, jak zwykle 1 października. W tej sytuacji dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego prof. Szczepan Szczeniowski w liście z dnia 26 IX 1939 roku zaproponował9 Achmatowiczowi objęcie kierownictwa Zakładu Chemii Organicznej. Jednocześnie skierował pismo10 do komisarza oświaty z prośbą o umożliwienie Achmatowiczowi przyjazdu z rodziną do Wilna.

Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej niż się spodziewano. W listopadzie władze litewskie przystąpiły do szybkiej likwidacji Uniwersytetu Stefana Batorego, upatrując w nim ośrodek polonizacji Wileńszczyzny. W grudniu 1939 roku ta szacowna, stara i bardzo zasłużona dla kultury zachodniej uczelnia przestała istnieć.

W pierwszych miesiącach wojny Achmatowicz przebywał w Wilnie, a następnie w Kownie. Później wraz z rodziną przedostał się do Warszawy. O pracy naukowej nie mogło być mowy. W ankiecie wypełnianej w 1957 roku napisał: „Okres okupacji: bezrobotny, praca na wsi, a następnie do końca wojny tajne nauczanie akademickie w Warszawie i Częstochowie”11.

W Warszawie Achmatowicz wykładał chemię organiczną na kompletach zorganizowanych dla studentów farmacji. Zajęcia odbywały się najczęściej w prywatnych mieszkaniach, w różnych punktach miasta. Przez kilka miesięcy uczył również jawnie, ponieważ na początku 1944 roku otrzymał wakującą po śmierci prof. Ludwika Szperla posadę nauczyciela w Szkole Technicznej. Była to placówka uruchomiona przez Niemców w murach zamkniętej wówczas Politechniki Warszawskiej.

Gdy powstanie w Warszawie zostało stłumione, Achmatowicz wyjechał przez Milanówek do Częstochowy. Miał tam brata – Leona, który jako lekarz pracował w miejscowym szpitalu. W Częstochowie znajdowała się również filia tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich, wzmocniona kadrowo przez profesorów przybyłych, podobnie jak Achmatowicz, ze spalonej Warszawy. Dzięki temu można było realizować nowe kierunki nauczania. Uczony zajął się tworzeniem tajnego Wydziału Farmacji. Dwa nowe komplety farmaceutyczne rozpoczęły zajęcia w pierwszych dniach listopada 1944 roku12.

Po wojnie życie naukowe warszawskich uczonych zaczęło odradzać się w Łodzi. Powstawały tam wyższe uczelnie, organizowane często od podstaw. Tak było z Politechniką Łódzką. Misję jej utworzenia powierzono przebywającemu jeszcze w Częstochowie prof. Bohdanowi Stefanowskiemu, mianując go rektorem i pozostawiając wiele swobody w doborze kadry. Stefanowski zaprosił do współpracy Achmatowicza. Wszystko to działo się wiosną 1945 roku, a już jesienią tegoż roku odbyła się uroczysta inauguracja nowej Politechniki, podczas której Osman Achmatowicz wystąpił jako prorektor. W następnej kadencji, czyli w latach 1948–1952, pełnił funkcję rektora. W tym czasie na użytek Politechniki zostały przebudowane gmachy fabryczne. Umieszczono w nich nowe wydziały – Włókienniczy oraz Chemii Spożywczej. Znakomite, jak na ówczesne warunki, wyposażenie otrzymał Wydział Chemiczny wraz z biblioteką, która – dzięki osobistym staraniom Achmatowicza – zgromadziła bogate zbiory światowej literatury naukowej.

Z tego okresu pochodzą również prace Achmatowicza, zainicjowane we Lwowie jeszcze przed wojną przez Romana Małachowskiego, dotyczące chemii cyjanku karbonylu CO(CN), związku strukturalnie podobnego do fosgenu – gazu zaliczanego do arsenału broni chemicznej. Badając tę silnie toksyczną, łatwo lotną i eksplodującą substancję zespół Achmatowicza ustalił jej właściwości fizyczne i chemiczne. W rezultacie powstało na ten temat 21 publikacji i siedem doktoratów13. Poznanie cyjanku karbonylu stanowiło cenny wkład tego zespołu w rozwój chemii organicznej.

Takie osoby jak Osman Achmatowicz były bardzo potrzebne obejmującej rządy w Polsce władzy komunistycznej, ponieważ służyły jej uwiarygodnieniu i podnosiły prestiż. Kłopot polegał jedynie na tym, że nie zawsze stanowiły pożądany wzór dla młodzieży, która w zamyśle miała stanowić awangardę nowego społeczeństwa socjalistycznego.

Achmatowicz przychodził na zajęcia zawsze w eleganckim, ciemnym garniturze z muszką. Jego wykłady były świetnie przygotowane, a oczekiwania wobec studentów ogromne, do tego stopnia, że wymyślili oni nawet nową jednostkę miary. Była to jednostka grozy równa 1 achmat14. Te wymagania, stawiane wszystkim sprawiedliwie i bez wyjątku, stanowiły dla politycznych aktywistów młodzieżowych przeszkodę nie do pokonania, udaremniającą na przykład realizację zobowiązań w rodzaju: „dla uczczenia urodzin Towarzysza Bolesława Bieruta zdamy wszystkie egzaminy w pierwszym terminie!”.

Skargi na profesora składane w tej sprawie do organizacji partyjnej przyniosły ten skutek, że Achmatowicz zaproponował, by zdawane u niego egzaminy ustne miały charakter publiczny, z udziałem studentów, asystentów i innych zainteresowanych osób. W rezultacie odbyły się tylko dwa takie egzaminy. Na zdawanie kolejnych zabrakło chętnych.

Problem rozwiązano inaczej. W 1953 roku Achmatowicz został przeniesiony na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego. Równocześnie otrzymał nominację na profesora Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później dodatkowo kierownika Zakładu Chemii Organicznej Polskiej Akademii Nauk. Obciążony rozlicznymi obowiązkami administracyjnymi i pracą naukową nie znajdował czasu na dydaktykę.

W 1960 roku zakończył swoją działalność w Ministerstwie, jako podsekretarz stanu, ale jeszcze przez dwa lata był doradcą ministra szkolnictwa wyższego. Tym sposobem zakres jego obowiązków uległ zmniejszeniu, dzięki czemu mógł zintensyfikować własne badania naukowe. Profesor, wraz ze swymi współpracownikami w Katedrze Chemii Organicznej Uniwersytetu Warszawskiego, analizował alkaloidy ziela widłaków i kłączy lilii wodnych, zajmując się szczególnie nufarydyną i innymi substancjami występującymi w kłączach grążela żółtego (Nuphar luteum). Badania doprowadziły do odkrycia związków o budowie alkaloidów, ale zawierających siarkę. Związki te otrzymały nazwę tioalkaloidów. Udowodnienie ich chemicznej struktury oraz opracowanie metody syntezy miało duże znaczenie dla nauki.

Ostatnie lata pracy przed emeryturą, czyli okres 1964–1969, Osman Achmatowicz spędził w Londynie. Został powołany na stanowisko dyrektora Instytutu Kultury Polskiej. Pod jego kierunkiem Instytut znacznie rozwinął swoje kontakty z brytyjskim środowiskiem naukowym, a zwłaszcza ze środowiskiem chemików.

Przejście na emeryturę nie zakończyło naukowej i organizacyjnej działalności prof. Achmatowicza. W dalszym ciągu aktywnie uczestniczył w pracach Polskiej Akademii Nauk, z którą był związany od początku jej istnienia. W 1952 roku został członkiem-korespondentem tej korporacji, a od 1961 – członkiem rzeczywistym. Był postacią znaną w kraju i poza jego granicami. Należał do wielu zagranicznych towarzystw naukowych oraz rad redakcyjnych czasopism.

Osman Achmatowicz, poza córką Emilią, miał jeszcze dwóch synów: Osmana i Selima. Obaj zostali chemikami. Zmarł w Warszawie 4 grudnia 1988 roku. Został pochowany na Powązkach, na Cmentarzu Muzułmańskim przy ul. Tatarskiej.

SECT-ID LINK

1M.T. Leplawy, Osman Achmatowicz (1899–1988) profesor, kierownik Katedry Chemii Organicznej (1945–1953) współtwórca, prorektor (1945–1948 i 1952/53) i drugi rektor (1948–1952) Politechniki Łódzkiej, „Zeszyty Historyczne Politechniki Łódzkiej” 2002, z. 1, s. 17–32.

2Teresa (Mira) Achmatowicz-Szmajke, Dwór Teniunkowszczyzna, www.radzima.org/pl (dostęp: 2.03.2016).

3Litewskie Archiwum Centralne, rękopis, Fond 175 VII Db nr 1a. Archiwum USB, Wydział Matematyczno-Przyrodniczy.

4Ibidem.

5Ibidem.

6Ibidem.

7M.T. Leplawy, Osman Achmatowicz..., op. cit.

8M. Dąbkowska, Chemicy sami o sobie w 1957 roku, „Analecta. Studia i Materiały z Dziejów Nauki” 2011, R. 20, z. 1, s. 42–43.

9Litewskie Archiwum Centralne, rękopis sygn. Fond 175 VIIB nr 254.

10Ibidem.

11M. Dąbkowska, Chemicy sami o sobie..., op. cit.

12W. W. Głowacki, Stan farmacji naukowej w czasie drugiej wojny światowej (1939–1945), [w:] Dzieje nauk farmaceutycznych w Polsce 1918–1978, red. Z. Jerzmanowska, B. Kuźnicka. Wrocław 1986, s. 163.

13B. Brózda, Chemia zamiast oręża, „Przegląd Techniczny. Gazeta Inżynierska” 2005, nr 26.

14Rozmowa Barbary Chrzczonowicz z prof. Osmanem Achmatowiczem, „Życie Uczelni. Biuletyn Informacyjny Politechniki Łódzkiej” 2007, nr 2, s. 7–8, www.p.lodz.pl/zalaczniki/1795,1325,zu_100_cale.pdf,7503592.pdf (dostęp: 2.03.2016).

Kazimierz Ajdukiewicz

Urodzony 12 XII 1890 w Tarnopolu. Studia na UJK we Lwowie (1908–1912), doktorat tamże (1912). Studia uzupełniające w Getyndze (1913). Od 1919 roku nauczyciel gimnazjalny. Habilitacja na UW (1921). W latach 1922–1925 nauczyciel w seminarium pedagogicznym i wykładowca uniwersytecki (docent prywatny). Profesor UW (1926), kierownik jednej z katedr filozofii (1925–1928), później Katedry Filozofii na UJK (1928–1939). Profesor UAM (1945–1955), kierownik Katedry Teorii i Metodologii Nauki (później: Katedra Logiki), rektor UAM (1948–1952). Od 1955 ponownie na UW.

Filozof, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli szkoły lwowsko-warszawskiej. Zajmował się logiką, epistemologią, ontologią i etyką oraz historią tych dyscyplin.
Członek PAU (1947), PAN (1952), kierownik Zakładu Logiki Instytutu Filozofii i Socjologii PAN (od 1956).
Założyciel i pierwszy redaktor naczelny „Studia Logica”.
Zmarł 12 IV 1963 w Warszawie.

Główne kierunki filozofii, Lwów 1923; Propedeutyka filozofii, Warszawa 1938; Zagadnienia i kierunki filozofii, Warszawa 1949; Zarys logiki, Warszawa 1953; Język i poznanie, Warszawa 1960–1965; Logika pragmatyczna, Warszawa 1965.

A. Jedynak, Ajdukiewicz, Warszawa 2003; R. Wójcicki, Ajdukiewicz. Teoria znaczenia, Warszawa 1999.

JACEK JADACKI

KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ

1890–1963

 

1. Miastem Kazimierza Ajdukiewicza był Lwów. Żona Ajdukiewicza – Maria z Twardowskich – powiedziała mi kiedyś: Lwów był dla nas obojga najpiękniejszym miastem na Ziemi. I dodała – że najlepiej im było we Lwowie za czasów Franciszka Józefa, i to nie tylko dlatego, że w tych czasach się poznali.

Ajdukiewicz urodził się w Tarnopolu, w 1890 roku, ale już w 1900 roku, po krótkim pobycie w Krakowie, gdzie ukończył szkołę powszechną, przeniósł się do stolicy ówczesnej Galicji i przebywał tam z przerwami ponad 40 lat – do 1945 roku. We Lwowie, w 1908 roku, ukończył z odznaczeniem Gimnazjum im. Franciszka Józefa, a potem – w latach 1908–1912 studiował filozofię (u Kazimierza Twardowskiego i Jana Łukasiewicza), matematykę (u Władysława Sierpińskiego) i fizykę (u Mariana Smoluchowskiego). We Lwowie, w 1912 roku, uzyskał doktorat na podstawie napisanej pod kierunkiem Twardowskiego rozprawy Aprioryzm przestrzeni u Kanta a zagadnienie genezy charakteru przestrzennego wyobrażeń. We Lwowie, w 1919 roku, podjął pierwszą pracę – w Gimnazjum im. Stefana Batorego, a więc de facto w tym samym gimnazjum, w którym otrzymał świadectwo dojrzałości, w latach zaś 1922–1925 był nauczycielem m.in. w Seminarium Pedagogicznym i wykładowcą uniwersyteckim jako docent prywatny. We Lwowie wreszcie, w 1928 roku, objął utworzoną dla niego katedrę filozofii i kierował nią aż do zamknięcia Uniwersytetu Jana Kazimierza w 1939 roku – po zajęciu Lwowa przez Rosjan.

Przez 10 lat – od 1945 do 1955 roku – mieszkał i pracował w Poznaniu. Otrzymał tam Katedrę Teorii i Metodologii Nauki, przekształconą następnie w Katedrę Logiki, na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym – a w latach 1948–1952 pełnił funkcję rektora Uniwersytetu Poznańskiego. Nieprzypadkowo jedną z ulic w Poznaniu nazwano jego imieniem. Szkoda – że tylko w Poznaniu.

Epizody warszawskie miał dwa – stosunkowo krótkie, ale bardzo ważne i dla samego Ajdukiewicza, i dla nauki polskiej. Po pierwsze, habilitował się w Uniwersytecie Warszawskim, w 1921 roku, na podstawie rozprawy Z metodologii nauk dedukcyjnych; niedługo potem objął na trzy lata (1925–1928) jedną z katedr filozofii UW. Po drugie, do Warszawy przeniósł się z Poznania w 1955 roku i pozostał w niej już do śmierci: było to skądinąd 8 najpłodniejszych naukowo lat jego życia. W Warszawie kierował jednym z dwu uniwersyteckich zakładów logiki, a zarazem – od 1956 roku – Zakładem Logiki właśnie powstałego Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

 

2. Głównym – albo lepiej: centralnym – obszarem naukowych zainteresowań Ajdukiewicza była logika.

Jednakże zajmował się także problematyką innych – właściwie niemal wszystkich innych – dyscyplin filozoficznych, a więc problematyką epistemologii, ontologii i etyki, a ponadto historią tych dyscyplin. Jedyną dyscyplinę filozoficzną, która w marginalnym tylko stopniu jest reprezentowana w jego twórczości naukowej, stanowi estetyka. Pewnego rodzaju rekompensatą tej luki jest może to, że pasjonował się jednym z przedmiotów badań estetycznych, mianowicie muzyką – był jej nieprzeciętnym koneserem (zwłaszcza muzyki Beethovena i muzyki operowej) i niezłym interpretatorem (grywał na fortepianie) – oraz że szukał estetycznych wrażeń, praktykując przez wiele lat taternictwo.

 

3. Nie sposób powiedzieć, co było najważniejszym rezultatem badawczym Ajdukiewicza: nie dlatego, że nie miał wielkich osiągnięć w zakresie uprawianych przez siebie dyscyplin filozoficznych – lecz dlatego, że lista owych osiągnięć jest bardzo długa, a trudno zaleźć kryterium, za pomocą którego można by je uhierarchizować pod względem stopnia doniosłości. Jeśli zatem chce się jakoś oddać sprawiedliwość wkładowi Ajdukiewicza do nauki polskiej, nie pozostaje nic innego, jak wskazać przynajmniej niektóre pozycje z tej listy – z zastrzeżeniem, że są to zaledwie drobne i nieuporządkowane fragmenty owej listy.

Oto one.

 

4. Zacznijmy od logiki formalnej.

4.1. Mówi się czasem, że logika jest teorią konsekwencji. Ale relacja konsekwencji może być różnie ujmowana – np. jako relacja syntaktyczna lub jako relacja semantyczna. W pierwszym wypadku jakieś zdanie jest konsekwencją innego, gdy da się z tego drugiego wydedukować za pomocą odpowiednich reguł. W drugim wypadku – gdy okres warunkowy mający za poprzednik to drugie, a następnik to pierwsze zdanie, jest prawdą logiczną, czyli podstawieniem jakiejś tautologii. Ajdukiewicz był bodajże pierwszym, który dostrzegł związek między tymi dwoma rodzajami konsekwencji i ujął go w tezę, która przybrała później postać nazwaną „twierdzeniem o dedukcji”, a głoszącą – w uproszeniu – że jeśli jakieś zdanie jest konsekwencją syntaktyczną innego zdania, to jest też jego konsekwencją semantyczną.

4.2. Za najdojrzalszą postać systemu dedukcyjnego uważa się sformalizowany system aksjomatyczny, tj. taki system, dla którego są określone explicite aksjomaty, czyli twierdzenia pierwotne, i reguły dedukcji, czyli reguły wyprowadzania jednych twierdzeń z innych. Ajdukiewicz – jako, mówiąc ostrożnie, jeden z pierwszych – sprecyzował warunki, które taki system powinien spełniać, oraz sposoby ustalania, czy warunki owe są w danym wypadku spełnione. Chodziło o to, żeby aksjomaty danego systemu były niesprzeczne i wzajemnie niezależne, oraz żeby sam system był zupełny (czyli – w jego pierwotnej terminologii – adekwatny). Aksjomatyka nie powinna więc zawierać takiej pary zdań, że jedno z nich byłoby negacją drugiego – ani takiego zdania, które dałoby się wydedukować z pozostałych, a ponadto powinna być tak dobrana, żeby dało się z niej wydedukować każde zdanie danego systemu lub negację owego zdania.

4.3. Poza krótkimi epizodami, kiedy co najmniej uwzględniano to, co dziś nazywa się „rachunkiem zdań”, a więc teorię związków między zdaniami prostymi rozpatrywanymi bez wnikania w ich strukturę syntaktyczną – dominującą postacią logiki formalnej aż do XIX wieku była sylogistyka, a więc teoria związków między zdaniami prostymi zachodzących właśnie ze względu na ich strukturę, czyli to, co dziś nazwalibyśmy „rachunkiem nazw”. W swojej tradycyjnej postaci sylogistyka była systemem aksjomatycznym, ale z dzisiejszego punktu widzenia niedoskonałym: aksjomatyka jej była niepełna – a niektóre stosowane w niej reguły dedukcji (czyli – jak mówiono – redukcji jednych trybów do innych) miały charakter jedynie intuicyjny. Ajdukiewicz sformułował explicite reguły dedukcji dla sylogistyki, zrekonstruowanej w języku rachunku predykatów, oraz podał jej pełną aksjomatykę, a więc aksjomatykę zawierającą – jak wtedy pisał – założenia wystarczające do udowodnienia tautologiczności wszystkich tautologicznych formuł (czyli poprawnych trybów) sylogistycznych i wystarczające do udowodnienia nietautologiczności wszystkich formuł nietautologicznych (czyli trybów niepoprawnych).

 

5. Drugą – po logice formalnej – częścią logiki lato sensu jest semiotyka logiczna, czyli logiczna teoria języka. Warto odnotować, że Ajdukiewicz wprowadził termin „semiotyka logiczna” w takim rozumieniu do terminologii filozoficznej. Osiągnięcia Ajdukiewicza w zakresie semiotyki logicznej należą do wszystkich jej subdyscyplin: syntaktyki, semantyki i pragmatyki.

5.1. Jeśli chodzi o syntaktykę, to zasługą Ajdukiewicza jest wynalezienie prostego opisu struktury wszelkich wyrażeń złożonych za pomocą dwóch komplementarnych pojęć: operatora i jego argumentów – oraz opracowanie przejrzystej notacji dla takiego opisu. Najłatwiej przedstawić ideę Ajdukiewicza w tej sprawie za pomocą przykładu. Rozważmy zdanie „Ajdukiewicz pochwalał pracowite życie”, które jest skądinąd aluzją do tytułu jego pięknego artykułu „Pochwała życia pracowitego” (1948). Jeżeli zgodzimy się, że operatorem głównym tego zdania jest człon „pochwalał”, kolejnymi argumentami tego operatora są człony „Ajdukiewicz” i „pracowite życie”, zaś w tym ostatnim członie operatorem jest wyrażenie „pracowite”, a jego argumentem wyrażenie „życie” – to pozycje syntaktyczne członów tego zdania Ajdukiewicz oznaczyłby następująco: „pochwalał” – (1,0), „Ajdukiewicz” – (1,1), „pracowite życie” – (1,2), „pracowite” – (1,2,0), i wreszcie „życie” – (1,2,1).

5.2. Tak jak w wypadku konsekwencji, charakteryzowanej dwojako, syntaktycznie i semantycznie, tak też i w wypadku struktury wyrażeń złożonych Ajdukiewicz opisał ją nie tylko ze względu na syntaktyczne pozycje ich członów, lecz także ze względu na kategorie semantyczne owych członów – w tym wypadku za pomocą pojęć: zdania, nazwy oraz funktora i jego argumentów. I tym razem wynalazł odpowiednią notację. Semantycznokategorialny opis zdania „Ajdukiewicz pochwalał pracowite życie” wyglądałby tak: człony „Ajdukiewicz”, „pracowite życie” i „życie” – to nazwy, człon „pochwalał” – to funktor zdaniotwórczy od dwóch argumentów nazwowych (gdyż za jego pomocą z nazw „Ajdukiewicz” i „pracowite życie” tworzy się zdanie „Ajdukiewicz pochwalał pracowite życie”), człon zaś „pracowite” – to funktor nazwotwórczy od jednego argumentu nazwowego (gdyż za jego pomocą z nazwy „życie” tworzy się nazwę „pracowite życie”). Kategorie semantyczne całego zdania i poszczególnych jego członów Ajdukiewicz zapisywał następująco: zdanie – z; nazwy – n; funktor „pochwalał” – z/nn; funktor „pracowite” – n/n. Ciąg wskaźników członów prostych naszego przykładowego zdania wyglądałby więc tak: n, z/nn, n/n, n.

Opisane pomysły Ajdukiewicza stały się początkiem gramatyki kategorialnej.

5.3. Jeśli chodzi o semantykę i pragmatykę, to wkład Ajdukiewicza w te dziedziny z pewnych względów lepiej jest omówić łącznie. Chodzi o to, że centralnym pojęciem semantyki jest pojęcie znaczenia wyrażeń. Ajdukiewicz na różne sposoby eksplikował termin „znaczenie”, ale najoryginalniejszy z nich korzystał z pojęcia uznawania zdań – a więc z jednego z podstawowych pojęć pragmatyki. Na dodatek – termin „uznawać zdanie” jest w istocie skrótem terminu „uznawać zdanie za prawdziwe”, a więc terminu zawierającego jako swój człon termin „prawdziwy”, który, podobnie jak termin „znaczenie”, jest jednym z najważniejszych terminów semantycznych.

Tradycyjnie definiowano „znaczenie wyrażenia” za pomocą definicji klasycznej, to jest definicji, która w tym wypadku miałaby formę: „Znaczenie wyrażenia jest to to-a-to” (np. „jest to denotacja tego wyrażenia” lub „jest to konotacja tego wyrażenia”). Ajdukiewicz zdecydował się na tzw. definicję kontekstową, mającą postać: „Wiążemy z danym zdaniem i jego składnikami znaczenie przysługujące im w pewnym języku, gdy jest tak, że jeżeli znajdziemy się w określonej sytuacji, to powinniśmy uznać to zdanie za prawdziwe”. Formuły, przyporządkowujące jakiemuś zdaniu sytuację, która «zmusza» nas do uznania tego zdania za prawdziwe, Ajdukiewicz nazwał „dyrektywami sensu”, a samą koncepcję – „koncepcją dyrekty walną”. Wyróżnił przy tym trzy typy dyrektyw: aksjomatyczne, dedukcyjne i empiryczne – w zależności od tego, jakiego rodzaju są sytuacje, o których jest w nich mowa. Ktoś, kto by nie uznał za prawdziwe zdania „Kwadrat jest to kwadrat”, dałby świadectwo tego, że łamie pewną dyrektywę aksjomatyczną języka polskiego; kto by nie uznał zdania „Kwadrat jest prostokątem” – złamałby odpowiednią dyrektywę dedukcyjną; kto by natomiast widząc figurę: nie uznał zdania „To jest kwadrat” – złamałby odpowiednią dyrektywę empiryczną.

Badania w zakresie dyrektywalnej teorii sensu poszły w dwóch kierunkach: redukcji dyrektyw aksjomatycznych do dedukcyjnych, a dedukcyjnych do empirycznych, oraz behawioralnej interpretacji uznawania – jako gotowości do podjęcia działania, przynoszącego zysk w wypadku prawdziwości uznawanego zdania (a stratę – w wypadku jego fałszywości).

 

6. Metodologia – trzeci po logice formalnej i semiotyce logicznej podstawowy dział logiki lato sensu – bywa uprawiana na dwa sposoby: jako metodologia apragmatyczna (jak ją niekiedy nazywał Ajdukiewicz) bądź jako metodologia pragmatyczna (w terminologii Ajdukiewicza). Metodologia pragmatyczna jest teorią czynności naukotwórczych; metodologia apragmatyczna – teorią wytworów tych czynności.

Najwięcej wysiłku włożył Ajdukiewicz w studia nad metodologią pragmatyczną. Przyniosły one wiele ważnych rezultatów teoretycznych.

6.1. Ajdukiewicz zaproponował więc nową definicję i klasyfikację rozumowań. W klasycznym, pochodzącym od Łukasiewicza, ujęciu – rozumować (dodajmy – prawomocnie, bo to jedynie go interesowało) to tyle, co dobierać do jakiegoś danego zdania jego rację lub następstwo. Pierwsze – jest redukcją, drugie – dedukcją. Zarówno dane w rozumowaniu, jak i dobierane w nim zdania, mogą być przez rozumującego uznane za prawdziwe lub nie. Z tego punktu widzenia redukcja jest bądź tłumaczeniem bądź dowodzeniem, a dedukcja – wnioskowaniem bądź sprawdzaniem.

Ajdukiewicz uznał, że zrekonstruowane przez Łukasiewicza pojęcia tłumaczenia, dowodzenia, wnioskowania i sprawdzania zbytnio odbiegają od sensu, w którym odpowiednie terminy są używane w codziennej praktyce naukowej. W praktyce tej np. „wnioskowaniem” określa się nie tylko rozumowanie dedukcyjne, lecz także różne odmiany rozumowań niededukcyjnych – takie jak wnioskowanie indukcyjne czy wnioskowanie przez analogię. W świetle preferowanej przez niego metodologii pragmatycznej był to poważny zarzut. Z tego punktu widzenia naturalniejsza też była – według Ajdukiewicza – klasyfikacja rozumowań m.in. ze względu na to, czy są spontaniczne, czy planowe (zmierzające do rozwiązania określonego zadania), oraz czy są niezawodne, czy zawodne (czyli co najwyżej uprawdopodobniające).

6.2. Przedmiotem specjalnych analiz Ajdukiewicza stały się te ostatnie wnioskowania – zwłaszcza zawodne wnioskowania uzasadniające. Starał się on m.in. sprecyzować kryteria prawomocności takich wnioskowań.

Odróżnił w tym celu schemat wnioskowania od trybu (sposobu) wnioskowania. Schemat wnioskowania jest schematem, z którego przez podstawienie uzyskuje się określone formuły inferencyjne. Ze względu na schemat wnioskowania – wnioskowanie może być niezawodne lub (w różnym stopniu) zawodne. Wnioskowanie np. z tego, że żaden filozof nie jest prorokiem, o tym, że żaden prorok nie jest filozofem – jest wnioskowaniem niezawodnym; natomiast wnioskowanie z tego, że pewien tarnopolanin był logikiem, o tym, że każdy tarnopolanin jest logikiem – jest wnioskowaniem zawodnym – i to wysoce. Ze względu na tryb – wnioskowanie może być racjonalne lub nieracjonalne. Za racjonalne wolno uznać tylko takie wnioskowanie, że stopień jego niezawodności jest niemniejszy od stopnia jego pewności. Nieracjonalnie wnioskowałby zatem ktoś, kto pełne przekonanie, że każdy tarnopolanin jest logikiem, opierałby wyłącznie na tym, że pewien tarnopolanin był logikiem.

 

7. Jest zrozumiałe, że będąc logikiem – i mając w wielu działach logiki niemałe osiągnięcia – Ajdukiewicz starał się zastosować rezultaty w niej osiągnięte do innych działów filozofii. Przybrało to u niego postać posługiwania się w metafizyce – na szeroką skalę – metodą badawczą, która przeszła do historii pod nazwą „parafrazy semantycznej”.

7.1. Idea parafrazy semantycznej wyglądała z grubsza następująco.

Zdaniom o rzeczywistości można w dobrze określony sposób przyporządkować zdania o owych zdaniach. Zamiast o rzeczywistości możemy wtedy mówić o zdaniach mówiących o rzeczywistości; zamiast teorii rzeczywistości możemy uprawiać teorię zdań o owej rzeczywistości czyli – jeszcze inaczej mówiąc – teorię języka opisującego tę rzeczywistość. Język opisujący pewną rzeczywistość – czyli język przedmiotowy – jeśli ma spełniać dobrze swoje zadanie, powinien być systemem zdań o ustalonym sensie, połączonych ze sobą stosunkiem konsekwencji. System taki jest więc rodzajem systemu dedukcyjnego, a teoria systemów dedukcyjnych – to logika apragmatyczna czyli metalogika. Ustalenia metalogiki muszą więc obowiązywać w teorii języków przedmiotowych – w tym w teorii języków nauki. Z teorią taką właśnie wolno nam utożsamić metafizykę i jej dwa podstawowe działy: epistemologię i ontologię.

7.2. A teraz przykład Ajdukiewiczowskiej parafrazy semantycznej jednego ze stanowisk metafizycznych w sprawie stosunku języka do rzeczywistości – mianowicie pewnej wersji idealizmu transcendentalnego – i zastosowania rezultatów metalogiki do podważenia tego stanowiska.

Na stanowisku realistycznym wspomniany stosunek wygląda następująco: za pomocą języka (przedmiotowego) odwzorowuje się niezależnie od niego istniejącą rzeczywistość. Zgodnie z idealizmem transcendentalnym jest poniekąd odwrotnie: to, co nazywamy „rzeczywistością”, jest w istocie intencjonalnym konstruktem – wytworem – zdeterminowanym przez język, zupełnie analogicznie jak np. świat mityczny jest konstruktem mitologii, a świat bohaterów Trylogii jest zdeterminowany przez to, co się w Trylogii o nim mówi. Jak rozstrzygnąć – kto ma rację: realista czy idealista? Według Ajdukiewicza da się to zrobić właśnie dzięki zastosowaniu metody parafrazy semantycznej. Idealizm transcendentalny przybierze wtedy postać tezy stwierdzającej, że prawdziwe są wszystkie i tylko te zdania przedmiotowe (o rzeczywistości), które muszą być uznane za prawdziwe na gruncie dyrektyw sensu obowiązujących w języku, w którym te zdania zostały sformułowane. A ta teza – w świetle ustaleń metalogiki – jest fałszywa. Okazuje się bowiem, że wystarczy, aby język pewnej teorii miał jako swoją część język arytmetyki, aby klasa zdań tego języka uznanych za prawdziwe na podstawie dyrektyw sensu nie obejmowała wszystkich zdań prawdziwych w owej teorii.

Błędny jest zatem także transcendentalny idealizm epistemologiczny.

7.3. Stosując na szeroką skalę narzędzia logiczne w rozważaniach filozoficznych – Ajdukiewicz miał zarazem, jak może nikt inny, pełną świadomość tego, że przy ich stosowaniu trzeba zachować daleko idącą ostrożność. Chodzi o to, że język logiki – pod wieloma względami doskonalszy od języka naturalnego, którym posługują się na ogół filozofowie – płaci za tę doskonałość sporą cenę: nie spełnia pewnych istotnych funkcji języka naturalnego.

Weźmy – powiada Ajdukiewicz – spójnik implikacji. Czytamy go w języku rachunku zdań „Jeżeli p, to q” (gdzie na miejsce ‘p’ i ‘q’ możemy wstawić dowolne zdanie), ale nie jest to dokładnie ten sam spójnik, który występuje w okresie warunkowym języka naturalnego – np. w zdaniu „Jeżeli zabraknie nam pieniędzy, to pożyczymy je od kogoś”. Jak wiadomo, do prawdziwości zdania z logicznym spójnikiem implikacji wystarczy, by na miejscu ‘p’ stało zdanie fałszywe lub na miejscu ‘q’ – zdanie prawdziwe. Nie wypowiedzielibyśmy natomiast jako zdania z intencji prawdziwego wspomnianego okresu warunkowego, tylko dlatego, że nie zabrakło nam pieniędzy, ani tylko dlatego, że pożyczyliśmy je od kogoś. Ajdukiewicz wyjaśnił to odróżniając dwie funkcje zdań: stwierdzanie i wyrażanie. Otóż zarówno zdanie implikacyjne języka rachunku zdań, jak i okres warunkowy języka naturalnego stwierdzają to samo. Ktoś jednak, kto wygłasza zdanie „Jeżeli zabraknie nam pieniędzy, to pożyczymy je od kogoś”, wyraża ponadto to, że: (a) jest przekonany, że nie zajdzie to, co stwierdza następnik, bez zajścia tego, co stwierdza poprzednik; (b) nie wie, że poprzednik jest fałszywy, i nie wie, że następnik jest prawdziwy; (c) jest gotów wywnioskować z poprzednika następnik.

Otóż niczego takiego nie wyraża zdanie zbudowane za pomocą spójnika implikacji rachunku zdań.

 

8. Granica między logiką – i w jej obrębie metodologią – a epistemologią jest płynna. W strefie tej płynności leży problem statusu wiedzy naukowej, a w szczególności pytanie o dopuszczalny w nauce sposób uzasadniania jej twierdzeń. Mówiąc w uproszczeniu – jest to pytanie, czy o treści twierdzeń przyjmowanych w nauce rozstrzyga doświadczenie (empiria) i rozumowanie (dedukcja), czy też jest on kwestią umowy (konwencji). Ścierały się tutaj od dawna poglądy, których skrajnościami był, z jednej strony, radykalny empiryzm, z drugiej zaś – radykalny konwencjonalizm. Według pierwszego z tym poglądów o wszystkim w nauce decyduje empiria; według drugiego – o wszystkim decydują konwencje.

Ajdukiewicz włączył się w dyskusję na ten temat – i zajął stanowisko, które sam określał trochę myląco jako „radykalny konwencjonalizm”. Był to konwencjonalizm w tym mianowicie rozumieniu, że zakładał, iż o treści twierdzeń naukowych rozstrzyga zarówno doświadczenie i rozumowanie, jak i umowa, tyle że konwencjonalne nie są same dane doświadczenia, lecz sposób ich odwzorowania w języku – i to są konwencjonalne podwójnie: dane te nie narzucają w pełni wyboru określonego kształtu siatki pojęciowej, w której te dane się odwzorowuje, a wybrana siatka pojęciowa nie narzuca określonego kształtu języka, w którym się tę siatkę utrwala. Inaczej mówiąc: konwencjonalne są dyrektywy sensu. Był to zaś konwencjonalizm radykalny, gdyż – zdaniem Ajdukiewicza – wskazaną konwencjonalnością odznaczają się wszystkie twierdzenia naukowe. Inaczej mówiąc: konwencjonalne są wszystkie dyrektywy sensu.

 

9. Spośród głównych zagadnień należących do ontologii – Ajdukiewicz poświęcił szczególną uwagę dwóm: na czym polega istnienie i jak opisać zmianę, aby nie prowadziło to do niepożądanych następstw.

9.1. Już w starożytności zastanawiano się nad sensownością zdania „Istnieją przedmioty, które nie istnieją”. Bez dodatkowych komentarzy – uznanie tego zdania za prawdziwe prowadziłoby do tezy, że pewne przedmioty zarazem istnieją i nie istnieją. Jest jasne, że jeśli owo zdanie ma być wolne od takiej konsekwencji – słowo „istnieją” musi być w nim wzięte raz w jednym, a raz w innym sensie. Ta obserwacja zapoczątkowała wysiłki zmierzające do ścisłego wyanalizowania pojęcia – a dokładniej pojęć – istnienia.

Ajdukiewicz zrobił to dla istnienia realnego, czyli rzeczywistego, i intencjonalnego, czyli tylko pomyślanego. Wykazał on, że język, w którym chcielibyśmy mówić o przedmiotach intencjonalnych, nie może nie zawierać wyrażeń odnoszące się do przedmiotów realnych. Przypuśćmy bowiem, że w Iliadzie mówi się m.in. o Zeusie – i na tej podstawie mamy prawo powiedzieć, że Zeus istnieje intencjonalnie. Trzeba więc móc sformułować zdanie: „Zdanie „Tak to Zeusa wielkiego spełniała się wola” występuje w Iliadzie”, a w tym zdaniu mówi się m.in. o pewnym przedmiocie realnym, mianowicie o realnym eposie Homera. To sprawia, że tzw. obiektywni idealiści, którzy uważają, że nic nie istnieje realnie – czyli że jeśli coś istnieje, to co najwyżej intencjonalnie – nie mogą poprawnie zwerbalizować swego poglądu. Aby bowiem powiedzieć np., że nie tylko Zeus, ale i – powiedzmy – sam Homer istnieje tylko jako przedmiot pomyślenia jakiejś osoby, muszą przyznać tej ostatniej osobie istnienie rzeczywiste, a więc tym samym zaprzeczyć własnemu poglądowi.

W ten sposób Ajdukiewicz znalazł argument za odrzuceniem drugiej – ontologicznej – postaci idealizmu.

9.2. Od starożytności ciągnęły się też kłopoty z opisem zmiany, który nie gwałciłby zasady niesprzeczności. Rozumowano m.in. w taki mniej więcej sposób. Przypuśćmy, że jakiś przedmiot w pewnym okresie zmienia barwę – jak to jest np. z żółknącym liściem, który z zielonego zmienia się w żółty. Można powiedzieć ogólnie, że taki liść na początku okresu, w którym zachodzi zmiana, jest zielony, a na końcu tego okresu – jest żółty czyli, ogólniej mówiąc nie-zielony. A jaki jest ten liść pod względem barwy w środku tego okresu? Nie jest ani zielony, ani nie-zielony. Nie być zaś nie-zielonym – to tyle, co – być zielonym. A zatem – zgodnie z takim opisem – nasz liść w środku okresu swej zmiany zarazem nie jest zielony i jest zielony. Gwałci w ten sposób zasadę niesprzeczności: jest wewnętrznie sprzeczny. Na podstawie podobnych wywodów uznawano bądź że w świecie nie zachodzą zmiany, co jest w konflikcie z empirią, bądź że w świecie zachodzą sprzeczne stany rzeczy, co jest w konflikcie z logiką klasyczną. W tym drugim wypadku próbowano nawet skonstruować konkurencyjną wobec klasycznej logikę – nazwaną „logiką dialektyczną” – która dopuszczałaby rzeczywiste istnienie sprzeczności.

Ajdukiewicz zanalizował to i podobne rozumowania – i wykazał, że są one błędne formalnie lub opierają się na nieuprawnionych presupozycjach. Jedną z takich presupozycji jest założenie, że możemy bycie-żółtym żółtknącego liścia utożsamić z jego nie-byciem-zielonym. W istocie, kiedy mówimy, że liść nie jest zielony – to chodzić musi o każdą barwę żółknącego liścia od chwili, w której przestał być zielony. W środku okresu zmiany liść jest więc również – wbrew rozważanemu wywodowi – nie-zielony. Zasada niesprzeczności nie zostaje w ten sposób naruszona.

Warto może zaznaczyć, że artykuł Ajdukiewicza „Zmiana i sprzeczność” (1948), zawierający powyższy wywód, przyczynił się co najmniej pośrednio do tego, że ideolodzy komunizmu przestali atakować logikę jako szkodliwy, burżuazyjny przeżytek zagrażający ich totalitarnemu imperium.

 

10. Chyba nieprzypadkowo ostatnim tekstem opublikowanym przez Ajdukiewicza przed II wojną światową był artykuł O sprawiedliwości (1939), a pierwszym tekstem opublikowanym przez niego po tej wojnie był artykuł „Co to jest wolność nauki” (1946). Reprezentują one aksjologiczny nurt jego zainteresowań, a zawarta w nich analiza natury sprawiedliwości i wolności – ma niewiele sobie równych pod względem sugestywności.

Ajdukiewicz zaproponował, aby nazywać „sprawiedliwym” czyn, w którego efekcie ktoś otrzymuje to, co się mu od kogoś innego słusznie należy. To zaś, co się komuś od kogoś słusznie należy, jest regulowane przez zasadę słuszności – czyli zasadę równej zapłaty i odpłaty. Można w uproszczeniu powiedzieć, że jeżeli dana osoba otrzymała od kogoś przedmiot o określonej wartości, to temu komuś należy się od tej osoby przedmiot o takiej samej wartości. Jedną z interesujących konsekwencji takiego ujęcia jest to, że kategoria sprawiedliwości nie znajduje zastosowania wobec osób, które nie są w zasięgu zasady słuszności. Nie można np. mówić o tym, że sprawiedliwie należy się coś komuś od osoby, której ten ktoś nie obdarzył żadną wartością pozytywną ani negatywną – ani też należy się cokolwiek od kogokolwiek, jeśli np. doznał zła, ale nie ze strony jakiejś osoby (tylko – powiedzmy – ze strony «sił przyrody»).

Z kolei – jeśli chodzi o wolność, to Ajdukiewicz zaproponował, aby ściśle odróżniać dwa jej rodzaje: wolność działania i wolność myślenia.

Człowiek jest – według Ajdukiewicza – wolny w działaniu (albo inaczej: w wyborze działania), gdy może robić to, co chce, i nie jest zmuszony do tego, by robił to, czego nie chce, z zastrzeżeniem, że mowa jest wyłącznie o ograniczeniach płynących z umyślnego działania innych ludzi. Nie jest wolny w tym sensie ten, komu ktoś inny np. zakneblował usta albo zakazał mówić pod groźbą odpowiednio surowej sankcji – ale nie ten, kto nie może mówić, gdyż dotknął go paraliż. Takie ujęcie wolności działania pozwala uniknąć konfliktu między postulatem wolności a tezą determinizmu. Natomiast człowiek jest wolny w myśleniu, gdy ma prawo wierzyć we wszystko i tylko to, za czym przemawiają rzeczowe argumenty, a nie ma obowiązku wierzyć w nic, za czym rzeczowe argumenty nie przemawiają, lub, co więcej, w coś, przeciwko czemu przemawiają takie argumenty.

Odgraniczenie tych dwóch zakresów wolności – wolności w działaniu i wolności w myśleniu – jest o tyle ważne, że uwalnia od wielu nieporozumień na terenie aksjologii.

 

11. Po śmierci Twardowskiego, mistrza (i teścia) Ajdukiewicza, opublikowano przemówienia wygłoszone na akademii żałobnej ku jego czci; księdze zawierającej te przemówienia nadano tytuł: Nauczyciel – uczony – obywatel. Te trzy rzeczy są ważnymi punktami odniesienia również przy ocenie postaci Ajdukiewicza.

11.1. Postać Ajdukiewicza jako uczonego – przez pryzmat jego osiągnięć – naszkicowana została wyżej. Nazywano Ajdukiewicza „analitykiem-profundystą”, „umysłem drążącym w głąb” – ze względu na przenikliwość dokonywanych przez niego analiz krytycznych; ale był to zarazem syntetyk-wizjoner, umysł o szerokich horyzontach teoretycznych, dzięki którym potrafił wyznaczać nowe pola badawcze innym – przez nich niedostrzeżone. Profundyzm i wizjonerstwo prowadziły go do nowatorstwa i prekursorstwa w wielu dziedzinach. Hasłem Ajdukiewicza było precyzować przekazane przez historię problemy filozoficzne – w tym także problemy logiczne, gdy okazywało się, że również język logiki cierpi na przewlekłą chorobę wieloznaczności, chwiejności i nieostrości.

11.2. Jakim był Ajdukiewicz nauczycielem?

Wszystkie świadectwa pisane i ustne są zgodne: był znakomitym wykładowcą. Jego prelekcje były zawsze sumiennie przygotowane – a ich treść przedstawiana w sposób, który łączył harmonijnie ścisłość i obrazowość.

Był ponadto nauczycielem-wychowawcą: dbał nie tylko o jakość swoich wykładów, lecz także o dobry poziom słuchaczy – i o stworzenie im warunków, które by utrzymaniu takiego dobrego poziomu sprzyjały. To właśnie Ajdukiewiczowi zawdzięczamy, że w Polsce powojennej udało się utrzymać – a niekiedy nawet wprowadzić – zajęcia z logiki na większości kierunków studiów uniwersyteckich. Że to była zasługa Ajdukiewicza – świadczy o tym m.in. i to, że po jego śmierci doszło pod tym względem do stopniowego regresu, który nb. ostatnio przybrał postać dramatyczną nie bez tragicznych skutków w sferze publicznej.

Pewne pojęcie o talentach pedagogicznych dają podręczniki Ajdukiewicza. Wszystkie – z różnych okresów życia – znakomite: Główne kierunki filozofii (1923), Logiczne podstawy nauczania (1934), Propedeutyka filozofii (1938), Zagadnienia i kierunki filozofii (1949), Zarys logiki (1953), wreszcie Logika pragmatyczna (1965). Wyłania się z nich nie tylko kolekcjoner cudzych rezultatów – lecz przede wszystkim systematyk-esencjalista. Wiele fragmentów tych podręczników (np. część „Postępowanie człowieka” z Propedeutyki filozofii czy większość zawartości Logiki pragmatycznej) – to oryginalne monografie w zakresie poruszanej problematyki. Podręczniki Ajdukiewicza stanowią do dziś niedościgły wzór dydaktycznej perfekcji.

Mierzy się czasem wielkość nauczyciela – wielkością jego uczniów. Złudna to miara, ale i ze względu na nią Ajdukiewicz miałby się czym pochwalić. Do grona jego doktorantów należeli m.in. Zygmunt Schmierer (doktorat w 1936 roku) – przedwcześnie zgasła gwiazda logiki polskiej (zamordowany został przez Niemców w czasie II wojny światowej – i Roman Suszko (doktorat w 1948 roku), którego twórczość wyznaczyła niemały obszar oryginalnych badań w dziedzinie logiki – w postaci logiki niefregowskiej. Jeśli natomiast chodzi o wpływ pośredni – to właściwie wszyscy znaczący logicy polscy drugiej połowy XX wieku mają prawo uważać się za uczniów lub współpracowników Ajdukiewicza.

11.3. A jakim obywatelem był Ajdukiewicz?

Niech mówią gołe fakty.

Klasa maturalna: Ajdukiewicz na posiedzeniu Kółka Historycznego wygłasza referat „Powstanie Listopadowe”. Lata 1912–1913: Ajdukiewicz jest uczestnikiem Stałych Drużyn Strzeleckich (z których wyłoni się później Legion Strzelecki). I wojna światowa: Ajdukiewicz-artylerzysta otrzymuje dwa srebrne medale za waleczność – a mianowicie za wydobycie kolegów-żołnierzy z zagazowanego fortu na froncie austriacko-włoskim. 1918 rok: Ajdukiewicz – już w Wojsku Polskim – formuje pociąg pancerny „Odsiecz” i dowodzi nim w walkach polsko-ukraińskich pod Lwowem. 1920 rok: Ajdukiewicz na apel Rady Obrony Państwa – jako ochotnik – bierze udział w Bitwie Warszawskiej i innych bataliach wojny polsko-bolszewickiej, kończąc kampanię w randze kapitana artylerii. 1935 rok: Ajdukiewicz jest współzałożycielem pisma Studia Philosophica, którego cztery wydane tomy stały się wizytówką filozofii polskiej na Zachodzie. Lata 1939–1945: Ajdukiewicz we Lwowie – pod oboma okupacjami – prowadzi tajne wykłady na poziomie akademickim. 1953 rok: Ajdukiewicz zakłada pismo Studia Logica i redaguje je do śmierci; pismo to jest do dziś jednym za najważniejszych periodyków logicznych świata. Lata rektoratu w Uniwersytecie Poznańskim: Ajdukiewiczowi dzięki mądrej taktyce udaje się zminimalizować szkody wyrządzone ośrodkowi poznańskiemu przez szalejący totalitaryzm sowiecki.

 

12. Jak widać – Ajdukiewicz był nie tylko człowiekiem myśli, lecz i człowiekiem czynu.

Krótki – i piękny – opis osobowości Ajdukiewicza dał jego gimnazjalny kolega, także ówczesny prymus, a później jeden z koryfeuszy filozofii polskiej, Tadeusz Czeżowski:

 

Jego wyniosła i piękna postać dobrze harmonizowała z jego umysłem – umysłem męża, który stawiał sobie cele wysokie i realizował je konsekwentnie, gdyż jednoczył w sobie rozum i wolę, prawość i odwagę. Te przymioty czyniły go człowiekiem władczym i dawały mu autorytet, uznawany zarówno przez ludzi mu bliskich, jak przez przeciwników. Ale nie był to człowiek twardy, gdyż posiadał bogate życie uczuciowe, które wyrażało się żywym odczuwaniem piękna przyrody i sztuki, zwłaszcza muzyki (czynnie przezeń uprawianej), a także głębokim poczuciem moralnym i szczerym humanitaryzmem. Atmosfera wewnętrznej pogody znamionująca jego wielostronne umiłowania opromieniała go czarem osobistym i jednała przyjaciół. A chociaż – jak każdy człowiek o duszy wrażliwej – podlegał zmiennym nastrojom, to czyniły go one tym bliższym w osobistym obcowaniu, nigdy zaś nie odwodziły z drogi, którą uważał za słuszną.

Dodajmy do tego jeszcze, że Ajdukiewicz lubił ubierać swoje poglądy w szatę sentencji. Mawiał np.: Niektórzy znoszą problemy filozoficzne – ja je tylko unaukowiam. Albo: Co innego grzebać filozofię, a co innego – w filozofii. Swoje preferencje światopoglądowe wyrażał dosadnie. Na przykład antyklerykalizm: Że Bóg jest, wydaje mi się niemalże pewne; że Chrystus jest Bogiem i człowiekiem zarazem, tego zupełnie nie rozumiem; pewien natomiast jestem, że Kościół to instytucja diabelska! Albo krytyczny stosunek do fenomenologii: Jak Ingarden przyjechał do Lwowa, to nawet woda w kranach zmętniała. Swoją dewizę życiową – realizmu praktycznego – wypowiadał w postaci żartobliwej dyrektywy: Nie kiwaj palcem w bucie, gdy grozi to złamaniem nogi! Ludzi dzielił na szlachetnych i nikczemnych: o pierwszych mówił, że są dziećmi szlachcica, a o drugich – że są dziećmi stróża. I dodawał: Trzeba uważać, bo niektórzy szlachetnie urodzeni okazują się synami stróża!

W czasie jednej z zakopiańskich wycieczek pewna góralka na widok Ajdukiewicza miała powiedzieć: Pon to kieby jaki cysorz! Spodobała mu się ta kwalifikacja – i odtąd sam siebie nazywał „cesarzem”, a innych ludzi z otoczenia wyróżniał co najwyżej tytułem barona. W czasie rektoratu poznańskiego nadano mu – za jego cichym przyzwoleniem – imię: Kazimierz Wspaniały.

Istotnie: był to wspaniały – nauczyciel, uczony i obywatel.

I wspaniały człowiek – po prostu.

Stanisław Arnold

Urodzony 20 XII 1895 w Dąbrowie Górniczej. Studia na UW (1916–1920) oraz w Wiedniu i we Florencji. Doktorat na UW (1920), asystent Seminarium Historycznego (1921–1924), habilitacja (1925), docent w Katedrze Historii Gospodarczej, kierownik Katedry Historii Społeczno-Gospodarczej i Geografii Historycznej (1925–1929). Profesor (1929), dziekan Wydziału Humanistycznego UW (1938/1939). Kierownik Katedry Historii Polski Średniowiecznej w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie (1931–1939). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Od 1945 kierownik Studium Nauki o Polsce i Świecie Współczesnym oraz katedr Historii Polski Feudalnej, Historii Polski do XVIII wieku i Nauk Pomocniczych Historii na UW. Równolegle od 1948 kierownik Katedry Historii Polski i Polskiego Ruchu Robotniczego w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR oraz Katedry Historii Gospodarczej SGPiS.

Historyk, mediewista; prowadził badania z dziedziny geografii historycznej.
Członek TNW (1936), PAN (1952), przewodniczący Komitetu Nauk Historycznych PAN (1958–1968), przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Historii PAN (1964–1969).
Zmarł 3 XI 1973 w Warszawie.

Możnowładztwo polskie w XI i XII wieku i jego podstawy gospodarczo-społeczne, Warszawa 1925; Terytoria plemienne w ustroju administracyjnym Polski piastowskiej (wiek XII-XIII), Warszawa 1927; Geografia historyczna, jej zasady i metody, Warszawa 1929; Geografia historyczna Polski, Warszawa 1951.

Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

ALEKSANDER GIEYSZTOR

STANISŁAW ARNOLD*

1895–1973

 

W osobie Stanisława Arnolda historycy polscy stracili uczonego dobrze zapisanego w mediewistyce, czynnego także na innych polach historii, działacza nauki zajmującego wybitne stanowiska, profesora kilku wyższych uczelni, otoczonego przez wiele lat wieloma uczniami, człowieka ujmującego swym wdziękiem osobistym, acz niepozbawionego cech wewnętrznego tragizmu.

Wyszedł z inteligencji zawodowej Zagłębia, urodzony 20 XII 1895 roku w Dąbrowie Górniczej. Uczył się w Sosnowcu; wstąpił na restaurowany właśnie Uniwersytet Warszawski, gdzie zabłysnął na seminariach Marcelego Handelsmana i Kazimierza Tymienieckiego. W 1920 roku uzyskał doktorat, jeden z pierwszych w odrodzonej uczelni, a drugi w kolejności z historii. Podstawą była rozprawa napisana pod kierunkiem Handelsmana o Władztwie biskupim na grodzie wolborskim w XIII w. Ogłoszona drukiem w 1921 roku, od razu zwróciła uwagę historyków zawartym w niej zestawem pytań zaczerpniętych w części z seminarium mistrza, w części rozwiniętych samodzielnie. Czy były w Polsce dzielnicowej szanse na powstawanie „feudalnych państw” w małej skali, czy w polskich prawidłowościach rozwojowych w średniowieczu mieściła się feudalizacja pojmowana nie tylko jako recepcja systemu lennego, ale także, a raczej przede wszystkim, jako władztwo dominikalne pana nad chłopem – oto sprawy wtedy nowe i mało znane, które autor rozważył w sposób dociekliwy i zwarty na trafnie wybranym przykładzie. Zaraz po doktoracie rozpoczął zlecone mu na Uniwersytecie ćwiczenia proseminaryjne; w latach 1921–1924 był asystentem seminarium; przez wiele lat sprawnie i pomysłowo uczył historii w gimnazjach warszawskich, a jednocześnie zdobył dla siebie uznanie mediewistów dalszymi intensywnym pracami. Bystrości spojrzenia na otwarte problemy ustroju społeczeństwa piastowskiego odpowiadała wówczas wytrawna i szybka robota warsztatowa.

Dzięki pobytowi w Wiedniu w 1921 roku poznał metody stosowane przez Alfonsa Dopscha w Atlasie krajów alpejskich; po powrocie w tym samym roku przedstawił swoje stanowisko w sprawie Atlasu historycznego Polski (publikacja w 1922 roku), wykazując pełną orientację i samodzielność zarówno wobec wzorów obcych, jak i polskich. Naszkicowany przez niego program map przekrojowych, nasyconych treścią fizjograficzną, gospodarczą, społeczną i polityczną, stał się podstawą prac nad Polską XVI w., podjętych po kilkudziesięciu latach i prowadzonych dziś w Instytucie Historii PAN. Geografią historyczną Stanisław Arnold zajął się początkowo w przekonaniu, że dzięki niej, a w szczególności dzięki metodzie retrogresywnej, uda się rozwiązać istotne, a słabo oświetlone współczesnymi tekstami zagadnienia Polski piastowskiej, zwłaszcza zaś sprawę jej plemiennych członów składowych. Rychło badania geograficzno-historyczne połączyły się w jego warsztacie ze społeczno-gospodarczymi w szerokiej skali chronologicznej; stał się w tym zakresie autorytetem i inicjatorem dużych zamierzeń zespołowych.

Tymczasem powstawały różnego kalibru, ale nadal ważkie studia i przyczynki, szkice i publikacje źródłowe, a także pierwsze ujęcia syntetyczne. Debiutem autorskim w postaci osobnej rozprawy był szkic Dymitr z Goraja. Przyczynek do wschodniej polityki Polski w XIV w. (1921), rzecz dotąd naukowo aktualna. Na potrzeby studentów wydał w dobrze pomyślanej, lecz przerwanej niebawem serii Capitulare de villis (1922) i Wieś polską przed kolonizacją na prawie niemieckim (1923), dwa staranne wybory źródeł. Pobyt we Florencji umożliwił mu przeprowadzenie studiów porównawczych nad wczesnośredniowieczną wsią włoską. Powstała z nich gruntowna rozprawa o uposażeniu opactwa w Bobbio w VII-X w. (1924), gdzie obok zagadnień osadniczych i demograficznych autor omówił stosunek najeźdźców longobardzkich do rzymskiej własności ziemskiej. Praca, jak stwierdził po latach z żalem, opublikowana po polsku, „nie dotarła do rąk najbardziej chyba zainteresowanych, tj. historyków we Włoszech i innych krajach Europy Zachodniej i Południowo-Wschodniej”; w Polsce wywołała polemikę z Kazimierzem Zakrzewskim w kwestii przetrwania własności rzymskiej, z czego Arnold wyszedł zwycięsko (1925). Rozprawa ta stała się podstawą habilitacji w Uniwersytecie Warszawskim, przeprowadzonej 10 I 1925 roku, z dziejów gospodarczo-społecznych i geografii historycznej. W tym samym roku wyszło znakomite studium o Możnowładztwie polskim w XI i XII w. i jego podstawach gospodarczo-społecznych, które zaskoczyło specjalistów swą tezą. Podstawy te dojrzał Arnold w tezauryzacji wszelkiego rodzaju dóbr ruchomych i w przewadze polityczno-militarnej arystokracji, sięgającej swymi początkami tradycji plemiennej; odsunął natomiast własność ziemską na dalszy plan, datując jej rozwój od przełomu XI i XII w. Mimo wielu przeciwnych tej tezie głosów dyskusyjnych, w świetle dalszych badań, także porównawczych, problem ten, jeden z najważniejszych w poznaniu struktury najdawniejszego społeczeństwa, rozwiązuje się dziś w sposób zbliżony do poglądów Arnolda. W tym samym 1925 roku ukazało się pomysłowe studium o Początkach biskupstwa płockiego w świetle falsyfikatów mogileńskich, którego tezy, acz nie utrzymały się, to pozwoliły na rozwinięcie istotnych kwestii dziejów Mazowsza XI i XII w., stanowiąc dla autora pierwszy etap formułowania wyników badań nad rozwojem organizacji terytorialnej państwa średniowiecznego.

Ich całość ujął w głównej pozycji bibliograficznej swego dorobku; jego Terytoria plemienne w ustroju administracyjnym Polski Piastowskiej (w. XII-XIII), wydane w 1927 roku, zasługują na to miano dzięki rozległości wnikliwej kwerendy źródłowej, jak też rezultatom, do których niejedno dorzucono i w których niejedno skorygowano, ale które przyjęto w ich zasadniczym zrębie z aplauzem. Do publikacji tej stale sięga każdy polski mediewista. Autor odtworzył tu wnikliwie terytorialną organizację kasztelańską i wykrył w niej podkład starszy, „ziemie” plemienne, co przy wprowadzanych stale modyfikacjach szczegółowych nie przestaje być punktem odniesienia każdego badania w tym zakresie. Zabierał jeszcze głos parokrotnie w tych sprawach, raz w polemice z Zygmuntem Wojciechowskim o słuszność metody retrogresywnej, po wtóre – w kwestii wczesnego kraj obrazu okolic Łodzi (1928) i pisząc o podziałach województwa sandomierskiego (1931). Odezwał się też w ważnej sprawie przypisańców jako kategorii ludności chłopskiej (1929). Ujął wreszcie całość swoich i cudzych doświadczeń geograficzno-historycznych w przejrzystym wykładzie zadań i metod badawczych tej dziedziny wiedzy o przeszłości (1929).

W latach tych powstała nadal cenna synteza, zagubiona w świetnym zresztą albumowym wydawnictwie Polska, jej dzieje i kultura, gdzie w tomie I (1928) Stanisław Arnold napisał kilka rozdziałów o najstarszej historii Polski, godnych przypomnienia, a niewprowadzonych do wyboru jego pism w 1968 roku. Także udział współautorski w dziele Polska w rozwoju dziejowym (1929, 1934) należy do tej fazy twórczości. Zamyka ją jako profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego (od 1929 roku, a od 1938 roku zwyczajny), jako wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, a rychło i w Wolnej Wszechnicy Polskiej, gdzie objął Katedrę Historii Średniowiecznej.

Faza ta, trwająca czternaście lat, zapewniła mu pełnię uznania, przyniosła publikacje utrzymujące się nadal w nauce, stworzyła warsztat badawczy i dydaktyczny na następne lata, ale była też fazą szczytową. Stanisław Arnold należał bowiem do rzadkich w humanistyce, a częstszych w naukach matematyczno-fizycznych, przykładów wczesnej i świetnej kariery badawczej, przynoszącej maksimum osiągnięć w pierwszym rozpędzie twórczym. W dalszych fazach przesuwanie się zainteresowań i orientacji teoretycznej, czasochłonne kierownictwo pracą zespołową i dydaktyczną, losy i powikłania życiowe – wszystko złożyło się na to, że sam autor, dokonując po latach wspomnianego wyboru swych pism, zamknął go na 1933 roku.

Ostatnie lata przedwojenne zajęło mu formułowanie zadań historyka dziejów społeczno-gospodarczych. Zadziwiał swoich seminarzystów i słuchaczy rozległymi lekturami, w których wykroczył zdecydowanie ku czasom nowożytnym, aż do współczesności ekonomicznej; idealnym rozwiązaniem wydawał mu się „przygotowany ekonomicznie historyk albo ekonomista z przygotowaniem historycznym”. Zdawał sobie sprawę z „prawdziwego zalewu problemów metodycznych”, z jakimi musi uporać się owa stosunkowo młoda wówczas gałąź nauk historycznych. W uwagach nad dziełami A. Dopscha (1931), Georga Belowa (1932) i Franciszka Bujaka (1933), nad stosunkiem wsi do miasta jako cechą rozróżniającą miasta Europy Zachodniej i Środkowej (1933), nad historią cen w dawnej Rzeczypospolitej (1935), ale przede wszystkim w wykładach, w sprawowaniu opieki nad magisteriami i doktoratami, w kontaktach z nielicznymi wtedy specjalistami zarysował się pogląd Arnolda na to, czym jest i powinna być polska historia gospodarcza, której nie odrywał nigdy od społecznej. Prace dyplomowe kierował głównie ku XIX w., żądając od uczniów opanowania podstawy archiwalnej. Niestety, poza szkicowym Rozwojem handlu polskiego (1939) nie było mu dane zaprezentować pełnej próby swoich własnych w tym zakresie możliwości.

W dramatycznych okolicznościach, we wrześniu 1939 roku, został zniszczony pod bombami lotniczymi przy ulicy Karowej w Warszawie, w Pracowni Słownika Geograficznego Państwa Polskiego i Ziem Historycznie z Polską Związanych, dorobek kilku lat wytężonej pracy Arnolda i kierowanego przezeń zespołu nad dziełem o podstawowym znaczeniu dla kultury narodowej. Miało ono zastąpić zasłużonego swojego poprzednika z końca XIX w. Ukazał się tylko tom I, obejmujący całe Pomorze i Prusy (1938), ze wstępami historycznymi redaktora naczelnego, którego talent organizacyjny umiał skupić doświadczone i młode pióra, wciągając je świadomie do opracowywania dawności i współczesności wszystkich ziem północnych, także poza ówczesnymi granicami państwowymi. Zagładzie uległy także prace wykonanie pod jego kierunkiem w Zakładzie Atlasu Historycznego Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

Lata okupacji przeżył początkowo w Wilnie, gdzie pracował jako nauczyciel, potem w Warszawie. W końcu 1943 roku został zabrany z ulicy, jego nazwisko znalazło się na rozplakatowanej liście więźniów przeznaczonych do rozstrzelania w odwet za akcję bojową polskiego podziemia. Został ocalony przypadkiem i zwolniony. W ostatnim okresie okupacji zbliżył się do lewicy pozostającej w kręgu oddziaływania Polskiej Partii Robotniczej.

Po wyzwoleniu rozpoczęła się działalność Stanisława Arnolda nad odbudową nauki polskiej. Powrócił na UW, do swojej katedry, założył tam Studium Nauki o Polsce i Świecie Współczesnym, a także zorganizował osobny Zespół Historii Warszawy. Ale okazał się też potrzebny w wielu innych instytucjach; przez kilka lat powojennych był dyrektorem Departamentu Nauki i Szkół Wyższych Ministerstwa Oświaty, dobrze zapisanym swoją uczynnością w sprawach ludzkich reorganizowanego szkolnictwa wyższego. Został wykładowcą, potem profesorem Szkoły Partyjnej przy KC PZPR. Z tą uczelnią, w różnych jej kształtach, Wyższej Szkoły Partyjnej, Instytutu Nauk Społecznych, Wyższej Szkoły Nauk Społecznych, związał się najściślej; tu miał najwięcej uczniów; od połowy lat 50. korzystał ze stałego urlopu w UW. Przez kilka lat dojeżdżał także na Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej do Lublina. W szkole partyjnej skupił też swój wysiłek wykładowcy, po czym pozostała seria skryptów z historii Polski aż po XVII w., w których podjął się swej nowej, marksistowskiej wizji dziejów; opracował też odpowiednią część w używanym przez wiele lat podręczniku historii Polski dla nauczycieli (1953 i wydania następne). Przebudowie metodologicznej i ideologicznej służył swoją inteligencją i wiedzą, dawnym i najnowszym oczytaniem, znajomością rzeczy i ludzi, umiejętnością obcowania i dyskutowania. Zabierał głos w sprawie początków formacji feudalnej (1950), zasadnie nawiązując do swej rozprawy sprzed ćwierć wieku, uczestniczył w przygotowaniach i w przebiegu sesji metodologicznej w Otwocku na przełomie 1951/1952 roku, a potem w sesji Odrodzenia w 1954 roku, na której przedstawił referat o Podłożu gospodarczo-społecznym polskiego Odrodzenia (wersja ostateczna ogłoszona w rok później) i przeprowadził dyskusję o losach folwarku pańszczyźnianego. Wydał pożyteczny zarys podręcznikowy Geografii historycznej Polski (1951). Napisał kilka rozdziałów do akademickiej Historii Polski (1957), ale badań monograficznych po wojnie już nie podejmował.

Czynny w Polskiej Akademii Nauk, do której wszedł w chwili jej założenia, był sekretarzem Wydziału I w latach 1956–1957, po czym przewodniczył w latach 1958–1968 Komitetowi Nauk Historycznych PAN. Zabierał głos w sprawach organizacji badań, m.in. nad dziejami wsi polskiej, redagował i współredagował wiele publikacji zbiorowych, zajmował się popularyzacją wiedzy historycznej. Otrzymał od kolegów i uczniów księgę jubileuszową z okazji 70. rocznicy urodzin (1965); wydał zbiór swych prac dawniejszych i najtrwalszych Z dziejów polskiego średniowiecza (1968). Nosił się od wielu lat z pomysłem stworzenia nauki o życiu ludzkim w zmiennym środowisku przyrodniczym; nazywał ją bionomią, szkicował jej zadania i metody na długo przed tym, zanim na porządek dzienny nauki i polityki weszła sprawa zagrożenia i ochrony naturalnego otoczenia człowieka. Wszystko jednak odbywało się na zwalnianych coraz bardziej obrotach, przy tragicznym samo wyniszczeniu organizmu, sił już nie stawało na odpowiedzialną koncentrację wysiłku. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie 3 XI 1973 roku, kończąc 78. rok życia.

Tym, którzy go odprowadzili na miejsce spoczynku w kwaterze zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim, pozostał w pamięci jako człowiek rozbrajającego uśmiechu, który jak mało kto przez wiele lat umiał cieszyć się pełnią życia. Przechodził przez nie coraz trudniej. Był w nim pomocny wielu ludziom, nie wyrządzając innej krzywdy niż sobie, hamując własny potencjał twórczy, którego pełną miarę dał w swej młodości naukowej, aż do granicy wyciszenia.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Nauka Polska” 1974, R. 22, nr 2, s. 219–222.

Nina Assorodobraj-Kula

Urodzona 16 VIII 1908 w Warszawie. Studia historyczne na UW (1926–1930), doktorat (1935). Staż w Paryżu (1937–1939). Pracownik Ossolineum we Lwowie (1939–1941). Od VI 1941 w Warszawie, nauczycielka w tajnych szkołach średnich. W 1945 współtwórczyni (ze Stanisławem Ossowskim i Józefem Chałasińskim) Wydziału Socjologii UŁ. Wykładowca Studium Nauk Społecznych UW (1948–1950), habilitacja (1949), profesor UW (1951). Kierownik Katedry Historii Filozofii i Myśli Społecznej UW (1951–1956). Dziekan nowo utworzonego Wydziału Socjologii UW (od 1956), jednocześnie kierownik Katedry (potem Zakładu) Historii Myśli Społecznej (1956–1968).

Socjolog i historyk myśli społecznej; badaczka polskiej myśli społecznej okresu oświecenia i początków XIX wieku, a także problematyki pamięci i świadomości historycznej.
Pracownik Instytutu Filozofii i Socjologii PAN (1956). Przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (1963–1968).
Zmarła 6 XI 1999 w Warszawie.

Zagadnienie siły roboczej w zaraniu industrializmu, Poznań 1935; Początki klasy robotniczej: problem rąk roboczych w przemyśle polskim epoki stanisławowskiej, Warszawa 1946; Elementy klasowej świadomości mieszczaństwa. Francja 1815–1830, „Przegląd Socjologiczny” 1948, t. X; Założenie teoretyczne historiografii Lelewela, Warszawa 1955; Żywa historia. Świadomość historyczna: symptomy i propozycje badawcze, „Studia Socjologiczne” 1963, nr 2.

A. Kaczyński, Wspomnienia: Nina Assorodobraj-Kula, „Rzeczpospolita”, 12.11.1999.

BARBARA SZACKA

NINA ASSORODOBRAJ-KULA*

1908–1999

 

Nina Assorodobraj-Kula z wykształcenia była zarówno historykiem, jak i socjologiem. Magisterium z historii uzyskała u Marcelego Handelsmana w 1930 roku, natomiast doktorat w 1934 roku na podstawie pracy pisanej u Stefana Czarnowskiego, podejmującej problem rąk roboczych w przemyśle polskim w okresie stanisławowskim. Praca ta oddana do druku w 1938 roku nie zdążyła ukazać się przed wybuchem wojny i została opublikowana po raz pierwszy dopiero w roku 1946, uzyskując zgodny z tamtym czasem tytuł Początki klasy robotniczej w Polsce.

W pierwszych powojennych latach pracowała nad rozprawą o świadomości klasowej mieszczaństwa francuskiego w początkach XIX wieku, która stała się podstawą jej habilitacji w 1949 roku. W tej, jak i następnych pracach badawczych łączyła dwie perspektywy: historyczną i socjologiczną. W latach następnych podstawowym obszarem jej zainteresowań stała się polska myśl społeczna okresu oświecenia i początków XIX wieku. Wokół tej też problematyki koncentrowała się tematyka jej ówczesnych seminariów, w których uczestniczyłam począwszy od drugiego roku studiów.

Jako uczoną cechowała ją ogromna rzetelność i wielka odpowiedzialność za słowo. Chciałoby się powiedzieć, że zbyt wielka. Każdą rzecz opracowywała bardzo drobiazgowo, wciąż była niezadowolona z osiąganych rezultatów i z trudem uznawała swoje prace za skończone i gotowe do druku. Zaważyło to niewątpliwie na tym, że w dorobku jej jest dużo mniej publikacji, niż mogłoby być, zważywszy nie tylko jej wiedzę, ale i całość wykonanych prac. Jednocześnie sprawiało to, że seminaria Niny Assorodobraj były szkołą dobrej roboty naukowej. Uczestniczyli w nich ludzie, z których wielu zaznaczyło następnie swoją obecność w świecie nauki. Wymienić tu można Jerzego Jedlickiego, Jerzego Szackiego, Zbigniewa Krawczyka, a także osoby, które po napisaniu u niej pracy magisterskiej skierowały swą uwagę w stronę historii i w obrębie tej dyscypliny uzyskały liczącą się pozycję naukową: Ryszardę Czepulis-Rastenis, Stefanię Kowalską-Glukman, Krystynę Zienkowską.

W okresie niebytu socjologii w latach 1951–1956 Nina Assorodobraj była kierownikiem Katedry Historii Filozofii i Myśli Społecznej. Katedra ta poza pomocniczymi pracownikami naukowymi (wśród których i ja się znalazłam), skupiała kilku samodzielnych pracowników naukowych, w tym tak wielkie indywidualności naukowe jak Bronisław Baczko, Leszek Kołakowski, Tadeusz Kroński. Tym dużym i wielce zróżnicowanym zespołem Nina Assorodobraj kierowała umiejętnie i z tak wielkim taktem, że udało jej się nie tylko zapewnić jego harmonijną współpracę, ale także panowanie w nim życzliwej, przyjacielskiej atmosfery. Mimo że sama miała w zakresie historii filozofii wiedzę mniejszą niż niektórzy pracownicy tej Katedry, cieszyła się wśród nich dużym autorytetem i szacunkiem. Ten autorytet i szacunek zapewniała jej po pierwsze wysoka jakość własnej roboty naukowej, a po drugie to, że szanowała i ceniła cudzą dobrą robotę oraz wiedzę, a także umiała dać temu wyraz. Dla Niny Assorodobraj sukcesy naukowe ludzi z jej zespołu były powodem dumy i radości, nie zazdrości czy zawiści. Cieszyła się także z wszystkich osiągnięć swoich uczniów. Własnym przykładem uczyła, że ważna jest nauka i sprawy merytoryczne, a nie osobiste ambicje. Lekcję tę zapamiętałam na całe życie. I myślę, że nie ja jedna.

Nie była to jedyna lekcja do zapamiętania, jakiej udzielała swoim przykładem. W trudnych politycznie czasach lat 50., Nina Assorodobraj, nieśmiała, ciepła i wyciszona w codziennych kontaktach z ludźmi, stawała się twardą, odważną i nieugiętą, kiedy w grę wchodziła prawda, sprawiedliwość i obrona ludzi przed krzywdą. Są tacy, którzy do dzisiaj z wdzięcznością wspominają, że to dzięki niej mogli ukończyć studia mimo przeszkód, jakie stwarzały im „haki w życiorysie” czy „polityczna niepoprawność”. W obronie oskarżanych o rozmaite „odchylenia” potrafiła występować z żarem, który zaskakiwał nawet ludzi znających ją dobrze z codziennych kontaktów. Po jednym z zebrań, na którym płomiennie (i jak się okazało skutecznie) broniła jednego z szczutych asystentów, zdumiony i zachwycony żarem tej obrony Janek Strzelecki nazwał ją „La Passionarią”.

Kiedy po październiku 1956 roku socjologia powróciła na Uniwersytet Warszawski, stając się częścią Wydziału Filozoficznego, Nina Assorodobraj została pierwszym jego dziekanem. Oznaczało to, że to jej przypadło zadanie reaktywowania studiów socjologicznych i na nią spadł trud związanych z tym prac organizacyjnych. Na odnowionej socjologii objęła Katedrę Historii Myśli Społecznej, przekształconą następnie w Zakład.

W latach następnych zainteresowania Niny Assorodobraj zaczęły się koncentrować na problematyce pamięci społecznej. Punktem wyjścia były niewątpliwie wcześniejsze zainteresowania Lelewelem i jego historiografią. To przejście od Lelewela do problematyki pamięci społecznej pokazuje charakterystyczny dla niej sposób uprawiania nauki. Polegał on na zaczynaniu od historycznego konkretu i poprzez jego analizę dochodzeniu do ogólnych problemów socjologicznych.

Zainteresowania problematyką pamięci społecznej znalazły wyraz w artykule Żywa historia. Świadomość historyczna: symptomy i propozycje badawcze, który opublikowany w 1962 roku z dzisiejszej perspektywy może być śmiało uznany za jedną ze znaczących prac w historii powojennej socjologii polskiej, a to z tego względu, że w pole jej uwagi wprowadził problematykę pamięci społecznej i zapoczątkował jej badanie. Nawiasem dodać można, że publikację tę w niemałej mierze zawdzięczamy Zygmuntowi Baumanowi. Nie warto byłoby zapewne o tym wspominać, gdyby nie to, że cała ta historia bardzo dużo mówi o Ninie Assorodobraj, która nigdy nie była zadowolona z tego, co napisała i wciąż uważała, że rzecz nie jest jeszcze gotowa i nie dojrzała do publikacji. Tak było i tym razem. Praca zapewne pozostałaby na długo jeszcze, jeśli nie na zawsze, zamknięta w szufladzie, gdyby nie to, że Zygmunt Bauman, który wówczas był redaktorem „Studiów Socjologicznych”, dowiedziawszy się o niej i używając wszelkich możliwych środków perswazji, niemal dosłownie wybłagał zgodę na jej opublikowanie.

Rozwijając zainteresowania tą problematyką, określaną przez nią samą mianem „świadomości historycznej”, Nina Assorodobraj zainicjowała w 1965 roku jej empiryczne badania, które były pierwszymi tego rodzaju badaniami w skali światowej. Badania zostały przeprowadzone pod jej kierownictwem i przez zespół jej Zakładu na próbie ludzi z wyższym wykształceniem, a wiele pytań z ich kwestionariusza stało się standardowymi pytaniami kwestionariuszy różnych późniejszych badań pamięci społecznej, prowadzonych przez rozmaite osoby i instytucje.

Nina Assorodobraj wycofała się z czynnego życia zawodowego w 1968 roku. Miało to więcej niż jedną przyczynę. Wydarzenia 1968 roku, same w sobie były dla niej ciężkim przeżyciem, nawet niezależnie od tego, że pozbawiły ją kierownictwa Zakładu. Do tego doszło ujawnienie się właśnie w tym czasie ciężkiej choroby męża, wybitnego historyka gospodarczego, Witolda Kuli.

Spoglądając na dorobek Niny Assorodobraj z perspektywy dzisiejszej socjologii i jej obszarów zainteresowań, powiedzieć należy, że wyprzedzała ona swój czas. Uprawiała socjologię historyczną wtedy, kiedy mało kto o niej słyszał, natomiast dzisiaj jest to uznana subdyscyplina z własnymi czasopismami i organizującymi zjazdy towarzystwami naukowymi. Pamięcią społeczną zajęła się wtedy, kiedy problematyka ta nie przyciągała niczyjej uwagi, kiedy obecnie, jak o tym świadczą liczne publikacje, znalazła się w polu światowej uwagi nie tylko socjologów, ale także politologów, antropologów i psychologów społecznych.

W socjologii polskiej pozostawiła po sobie trwały ślad.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Nina Assorodobraj-Kula. 16 sierpnia 1908 – 6 listopada 1999, „Studia Socjologiczne” 1999, nr 4.

Juliusz Bardach

Urodzony 3 XI 1914 w Odessie. Studia prawnicze w Wilnie (1933–1939). Doktorat na UJ (1948). Profesor UW, od 1950 w Instytucie Historii Prawa Wydziału Prawa UW.

Historyk prawa, badacz prawa i ustroju Polski i Litwy oraz dziejów parlamentaryzmu polskiego.
Od 1943 w Wojsku Polskim w ZSRR. Attaché wojskowy ambasady RP w Moskwie (1945–1947).
Członek PAN (1983) oraz wielu polskich i zagranicznych towarzystw naukowych, m.in. Accademia Nazionale dei Lincei oraz PAN. Kierownik Zakładu Historii Państwa i Prawa PAN (do 1968).
Współredaktor wielotomowego zarysu dziejów Polski przygotowywanego w Instytucie Historii PAN oraz inicjator i redaktor naukowy syntezy Historia państwa i prawa Polski.
Doktor honoris causa uniwersytetów w Łodzi (1995), Warszawie (1996) i Wilnie (1997).
Zmarł 26 I 2010 w Warszawie.

Adopcja w prawie litewskim XV i XVI w., Wilno 1938; Historia państwa i prawa Polski do połowy XV w., Warszawa 1957; Historia państwa i prawa polskiego (z B. Leśnodorskim i M. Pietrzakiem), Warszawa 1976; Historia ustroju i prawa polskiego, Warszawa 1993; Statuty litewskie a prawo rzymskie, Warszawa 1999.

T. Siewierski, Juliusz Bardach (1914–2010): O lituanistycznej pasji uczonego, [w:] Multum, non multa. Młodzi badacze w poszukiwaniu prawdy, red. U. Czyżewska, T. Siewierski, R.K. Tabaszewski, J. Żołnierz, Lublin 2012, s. 107–120.

ANDRZEJ ZAKRZEWSKI

JULIUSZ BARDACH

1914–2010

 

Juliusz Bardach urodził się w Odessie 3 listopada 1914 roku w rodzinie inteligenckiej. W 1922 roku wraz z rodzicami przeniósł się do Polski, skąd rodzina wywodziła swe korzenie, i zamieszkał we Włodzimierzu Wołyńskim. Stamtąd po maturze wyjechał do Wilna. Jako miejsce studiów wybrał bowiem Wydział Prawa i Nauk Społecznych Uniwersytetu Stefana Batorego, właśnie z uwagi na – co zawsze podkreślał – owe nauki społeczne. Było to symptomatyczne: w całej późniejszej działalności prawo i jego dzieje rozpatrywał w szerokim kontekście społecznym, a także gospodarczym i kulturalnym.

Uniwersytet pielęgnował tradycje Akademii Wileńskiej (1579–1783), Szkoły Głównej Wielkiego Księstwa Litewskiego (1783–1803) i Cesarskiego Uniwersytetu Wileńskiego (1803–1832). Nic więc dziwnego, że w tej atmosferze początkujący student szybko związał się z seminarium dziejów instytucji, prawa i społeczeństwa Wielkiego Księstwa Litewskiego, kierowanym przez Stefana Ehrenkreutza. Uczęszczał również na inne seminaria: sowietologiczne – Wiktora Sukiennickiego, kanonistyczne – Bolesława Wilanowskiego oraz na wykłady: konstytucjonalisty Wacława Komarnickiego i mediewisty Henryka Łowmiańskiego. Zachęcie Ehrenkreutza zawdzięczał swój naukowy debiut: jako dwudziestolatek, student II roku, zabrał głos w sekcji historii prawa VI Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich (Wilno, 1935), odważnie polemizując z wystąpieniami ówczesnych naukowych autorytetów. Głos ten opublikowano następnie w Pamiętniku Zjazdu.

Podczas kwerendy na zadany przez Ehrenkreutza temat ludzi pochożych w Archiwum Głównym Akt Dawnych, w Metryce Litewskiej zainteresował się wzmiankami o instytucji adopcji. „Uznałem – wspominał po latach – że skoro adopcja jest nieobecna w Statucie Litewskim, natomiast występuje w Metryce, to stanowi najpewniej instytucję prawa zwyczajowego. Podzieliłem się swymi spostrzeżeniami z doc. J. Adamusem, który stwierdził, że najlepszą drogą do poznania tej instytucji jest przeprowadzenie analizy źródeł praktyki. Umocniony Jego zachętą, poprosiłem Profesora Ehrenkreutza o zgodę na zmianę tematu, którą otrzymałem”. Opublikowaną w 1938 roku na ten temat rozprawę życzliwie przyjęli najwybitniejsi ówcześni historycy prawa, m.in. Stanisław Kutrzeba i Przemysław Dąbkowski. Młody autor, czekając na stypendium umożliwiające dalszą pracę naukową, zajął się również praktyczną działalnością polityczną. Związany z Polską Partią Socjalistyczną (PPS), zaczął redagować wileńską edycję jej organu – „Robotnika”.

Wybuch wojny zniweczył plany naukowe. Po okresie tułaczki, która zaprowadziła go aż do Uzbekistanu, jesienią 1943 roku Bardach został żołnierzem I Korpusu Polskiego, z którym dotarł do Berlina. Mundur zdjął dopiero w 1950 roku, ale już dwa lata wcześniej, na podstawie rozprawy o adopcji, uzyskał na UJ doktorat, którego promotorem był prof. Adam Vetulani.

Z wojskiem Bardach pożegnał się wskutek niedobrej atmosfery panującej wokół niego – podkreślano m.in., że wywodził się z PPS. Dla ówczesnych administratorów szkolnictwa wyższego był natomiast – jako badacz marksistowski – jak najbardziej do przyjęcia. Stąd też – jak niedawno zauważył stojący na zupełnie odmiennej pozycji politycznej Stanisław Salmonowicz: „ówcześnie nieraz uważany [był] za uczonego narzuconego nauce przez politykę”. Opinia ta miała się zmieniać dzięki autentycznemu zaangażowaniu w pracę naukową. W 1950 roku Bardach związał się z Wydziałem Prawa UW. Dwa lata później powstał Instytut Historii Prawa, gdzie kontynuował pracę naukową i dydaktyczną, i któremu pozostał wierny do końca życia. Przez pewien czas, równolegle kierował – rozwiązanym w 1968 roku – Zakładem Historii Państwa i Prawa PAN.

W twórczości naukowej Bardacha można wyodrębnić wiele kierunków zainteresowań. W latach 50. uczestniczył w opracowywaniu wielotomowego zarysu dziejów Polski przygotowywanego pod patronatem Instytutu Historii PAN. Pracował również nad syntezą dziejów ustroju i prawa polskiego, czego efektem był pięciotomowy corpus: Historia państwa i prawa Polski, którego był nie tylko redaktorem, lecz także autorem tomu I (do połowy XV wieku). Pokłosiem syntezy stał się podręcznik akademicki, napisany wspólnie z Bogusławem Leśnodorskim i Michałem Pietrzakiem. Stale unowocześniany podręcznik, doczekał się kilkunastu wydań, służąc studentom prawa licznych polskich uniwersytetów.

Drugim nurtem badań Bardacha były dzieje parlamentaryzmu polskiego: pierwsze studia na temat jego genezy powstały jeszcze w latach 50., ostateczny efekt stanowiły fragmenty syntez Historia sejmu polskiegoDzieje sejmu polskiego, ukazujące początki parlamentaryzmu. Uczony zwracał uwagę na to, że sejm polski był takim samym zgromadzeniem stanowym, jak instytucje powstające i działające w innych krajach europejskich, podkreślał jednak wpływ na Koronę modelu węgierskiego.

Bardach był zwolennikiem tezy o narodzinach demokracji szlacheckiej już w połowie XV wieku. Znaczenie, jakie przykładał do roku 1454 i samego terminu „demokracja szlachecka”, miało ogromny wpływ na periodyzację syntez państwa i prawa polskiego powstałych pod jego redakcją. Dopiero od kilkunastu lat inni badacze podejmują próby rewizji tego stanowiska.

Wiele miejsca w dorobku Bardacha zajmują dzieje historii prawa jako nauki, z monografią Wacława Aleksandra Maciejowskiego na czele, łączącą się również z zainteresowaniami Słowiańszczyzną. Do tego należy dodać liczne prace na temat metody porównawczej i recepcji w historii prawa, a także podejścia historycznego w prawoznawstwie.

Szczególne miejsce w twórczości Bardacha zajmują studia lituanistyczne, na które składa się ponad 120 rozpraw. Od nich rozpoczęła się jego naukowa droga i nawet te pierwsze, studenckie, dwakroć przedrukowywane, zachowały aktualność do dziś. Naukowy debiut podczas wileńskiego Zjazdu dotyczył nie tylko trzecizny (możności alienacji trzeciej części dóbr dziedzicznych bez zgody krewnych), lecz także problemu recepcji instytucji (1936). Efektem powrotu – po trzydziestu latach – do tematu był artykuł o trzeciźnie (1976). Prawa prywatnego dotyczyła też wspomniana rozprawa o adopcji (1938), podobnie jak o 20 lat późniejsze studium o niedziale (1958). W tej samej gałęzi prawa mieściły się zarysy: świeckiego prawa małżeńskiego ruskiej ludności Litwy historycznej (1963) oraz darowizny wzajemnej na Litwie (1965). Na początku lat 60. można dostrzec zainteresowanie praktyką funkcjonowania kancelarii litewskiej za Zygmunta I (1960), której to działalności kolejny aspekt czołobicia i pokłony opisywało następne studium (1962). W nurcie tym mieści się też opis działalności wywiadowczej – ryskunów (1967).

Problemy pierwotnego postępowania sądowego wyjaśniał szkic o sokusoczeniu (1973). Swoistość współżycia wyznań chrześcijańskich ukazywały dwie rozprawy (1982, 1992), jeden zaś szkic – pozycję Żydów w radziwiłłowskich Birżach (1990). Przemiany struktur społecznych badał Bardach, analizując te zjawiska od wczesnego średniowiecza: smerdów (1968), przez miasta na prawie magdeburskim (1980), aż po XIX wiek, krytycznie podchodząc do genealogii Weyssenhoffów (1991).

Badania nad unią Korony i Wielkiego Księstwa wychodziły naprzeciw coraz większemu zainteresowaniu społecznemu. Nie zawsze spotykało się to z aprobatą władz. W 1969 roku, podczas X Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich w Lublinie, poświęcony unii, rocznicowy referat Bardacha przeniesiono z obrad plenarnych do sekcji. Wydany drukiem w tym samym roku, dał początek licznym studiom i artykułom recenzyjnym. Rozprawa o – uznawanych niekiedy za relikt litewskiego sejmu – konwokacjach litewskich (1975) była przez ćwierć wieku jedyną pracą ukazującą tę instytucję. Jedno ze studiów – w 1991 roku – upowszechniało pogląd, wyrażony już wcześniej, o zachowaniu odrębności Litwy w Rzeczypospolitej również po uchwaleniu Konstytucji 3 maja – na mocy Zaręczenia Wzajemnego Obojga Narodów z 20 października 1791 roku.

Rolę konstytucji – w obecnym tego słowa znaczeniu – Wielkiego Księstwa Litewskiego pełniły trzy jego Statuty (1529, 1566, 1588), które – choć widoczne w twórczości Bardacha od samego początku – obszernego studium doczekały się w połowie lat 70. (1974). Kolejne rozprawy ukazywały nowe aspekty: zatwierdzenie III Statutu (1978), jego wpływ na Koronę i kraje regionu (1989, 1995, 1999), wreszcie wpływy prawa rzymskiego na II Statut (1995) i związki wszystkich trzech Statutów z prawem rzymskim (1999, 2000).

Bardach chętnie badał pogranicza dyscyplin, łączył więc – przykładowo – historię prawa i językoznawstwo. Wyjaśniał genezę tłumaczeń w drugiej połowie XV wieku na język ruski statutów ziemskich Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły (1962, 1999). Analizował też przyczyny druku w Wielkim Księstwie (dla użytku jego elit) polskiego przekładu De Republica emendanda Andrzeja Frycza Modrzewskiego (1997). Równie swobodnie czuł się, badając wiek XIX: dowodzi tego studium o stosunkach Gustawa Manteuffla z Józefem Ignacym Kraszewskim (1972) i o tego ostatniego Zarysach dziejów Inflant (1976).

Kolejnym ważnym nurtem badań Bardacha były stosunki narodowościowe na ziemiach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ukazał problematykę świadomości narodowej Polaków na Litwie i Białorusi w XIX-XX wieku (1988, 1999), ich stosunek do innych narodów regionu (1994), projekty organizacji kantonalnej Litwy (1986), jak również poglądy Bolesława Limanowskiego w kwestiach narodowych (1974). Zainteresowania badawcze zaczęły wyraźnie wiązać się ze wspomnieniami własnej wileńskiej młodości. Widać to nie tylko w szkicu o Leszku Raabem (1963), organizacji wileńskiej Polskiej Partii Socjalistycznej (1987) czy ocenie wspomnień Waleriana Meysztowicza (1977), lecz także w zarysach: polsko-litewskich stosunków naukowych w okresie międzywojennym (1997) i działalności Władysława Semkowicza na tym polu (1999).

Zamiłowanie do uprawiania pogranicza dyscyplin jest widoczne zarówno w tekście o stosunku Czesława Miłosza do dziedzictwa Litwy historycznej (1985, 1998), jak i w wywodzie o opcji litewskiej – powiązanego z nim przez dość odległe pokrewieństwo – Oskara Miłosza (1987).

W listopadzie 1986 roku, podczas wystąpienia, w którym podsumowywał 50 lat swej pracy naukowej, stwierdził: „Pozostaję wierny problematyce Wielkiego Księstwa po dziś i rad jestem, że dwóch moich najmłodszych, i najpewniej już ostatnich, uczniów specjalizuje się w zakresie ustroju i prawa Litwy historycznej. W zespole polskich historyków prawa nie powinno zabraknąć bowiem badaczy prawa obowiązującego na około 3/4 terytorium dawnej Rzeczypospolitej. Również poznawczo prawo litewskie, powstałe na skrzyżowaniu kultur łacińskiej i bizantyjskiej, zachodu i wschodu Europy, jest niezmiernie interesujące, dostarczając wielu elementów dla zrozumienia dróg recepcji oraz cennych materiałów dla badań porównawczych”.

Badania te spotkały się z szerokim oddźwiękiem nie tylko w Polsce, lecz także u naszych sąsiadów: również w postaci publikacji wyboru jego studiów po białorusku i po litewsku.

Wiele artykułów profesora ukazało się w językach obcych (głównie po rosyjsku i francusku), dzięki temu tematyka ustrojowo-prawna dawnej Rzeczypospolitej przebijała się do nauki światowej. Ważną cechą jego pracy naukowej było ciągłe poprawianie i uzupełnianie swoich publikacji, przy okazji kolejnych wydań i tłumaczeń. Obszerna – licząca ponad 620 prac – spuścizna naukowa Juliusza Bardacha niewątpliwie doczeka się dogłębnej analizy.

Naukowe dokonania Bardacha – kształtujące powojenną wizję dziejów państwa i społeczeństwa polskiego – spotkały się z uznaniem zarówno w kraju, jak i za granicą. Dowodzi tego członkostwo Accademia Nazionale dei Lincei, Polskiej Akademii Nauk i licznych towarzystw naukowych, jak też doktoraty honoris causa uniwersytetów w Łodzi (1995), Warszawie (1996) i Wilnie (1997) oraz odnowienie doktoratu przez UJ (1999).

Profesor był uczonym dużego formatu, ale – nigdy nie dawał tego odczuć. Był bowiem również dobrym, życzliwym człowiekiem. Wiele rozumiał, zawdzięczał to nie tylko wybitnej inteligencji, lecz także olbrzymiemu doświadczeniu życiowemu – przeżył przecież cały XX wiek. Bardzo długo zachował żywość umysłu, zdołał więc wykształcić – i ukształtować – liczne grono uczniów, z których najstarszym był Jan Baszkiewicz, ostatnie zaś rozprawy rozpoczęte pod jego kierunkiem kończone są obecnie. Uczniowie – i nie tylko oni – mogli zawsze liczyć na jego pomoc i radę, zarówno w kwestiach naukowych, jak i życiowych. W realiach życia młodych badaczy orientował się bowiem nadspodziewanie dobrze. To wszystko dawało im pewne poczucie bezpieczeństwa. Dając samemu przykład, wpajał zasady postępowania w nauce. Był również człowiekiem kompromisu potrafiącym wpływać stabilizująco na życie Instytutu i Wydziału – umiał znaleźć rozwiązanie, które było do przyjęcia dla wszystkich.

Wiele zawdzięczali mu nie tylko uczniowie, lecz także autorzy recenzowanych doktoratów i habilitacji. Potrafił, także w bezpośredniej rozmowie, dokonywać błyskawicznej syntezy zjawisk i ukazywać je na tle porównawczym. Chętnie – i szybko – oceniał przedstawiane mu teksty. Wszelkie uwagi formułował tak taktownie, że sam zainteresowany często był przekonany, iż samodzielnie doszedł do satysfakcjonującego rozwiązania. Prace przeznaczone do druku bardzo starannie przeglądał i tylko „sugerował” (bywało, że i liczne) poprawki. Maszynopisy były więc pełne uwag zaznaczanych ołówkiem. Prawdziwym świętem dla autora było otrzymanie przypiętej do tekstu karteczki: „popraweczki b. drobne ołówkiem w tekście. B. dobre. JB”. Zdarzało się, że dopiero po latach własnych studiów autor dochodził do wniosku, że Bardach – wskazując takie czy inne zastrzeżenia – jednak miał słuszność... Podobnie wskazywał tematy – badacze byli pewni, że zupełnie samodzielnie wybrali przedmiot kolejnych dociekań. Podkreślał też bardzo ważną rolę pasji badawczej w uzyskiwaniu wartościowych wyników. Wynikało to niewątpliwie z własnego doświadczenia: w 1994 roku udzielił pismu „Biełaruski Histaryczny Ahliad” wywiadu, który ukazał się pod znamiennym tytułem: Zaczarowany Wialikim Kniastwam.

Bardach wywarł wpływ nie tylko na uczniów, nie tylko na polskich i obcych historyków prawa i ustroju. Tematy, które uznawał za istotne, są badane i obecnie. Obfity zaś dorobek inspirować i skłaniać do krytyki będzie jeszcze długo. Nic dziwnego, wspomniany już Salmonowicz ocenił bowiem, że Bardach „zasługuje retrospektywnie na miano najważniejszej postaci dla historiografii prawa w Polsce drugiej połowy XX wieku”.

Kazimierz Bassalik

Urodzony 12 VI 1879 roku w Brzeziu koło Poznania. Studia na Akademii Leśnej w Tharandt, magisterium na Uniwersytecie w Berlinie. Zastępca profesora i dyrektor Instytutu oraz Ogrodu Botanicznego przy uniwersytecie w Bazylei (1913–1918), tamże doktorat i habilitacja (1916). Profesor UW (1919–1960), twórca i kierownik Zakładu Fizjologii Roślin UW (od 1919). Wykładowca SGGW.

Mikrobiolog; badania m.in. nad fizjologią roślin oraz nad wpływem mikroorganizmów glebowych na wzrost roślin; prace eksperymentalne w zakresie symbiozy roślin motylkowych z bakteriami brodawkowymi; badania nad mikrobiologicznym rozkładem alkaloidów roślinnych, nad fermentacją cytrynową, amylazą roślinną oraz świeceniem bakterii.
Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Botanicznego (wiceprezes 1945–1951, prezes 1953–1955). Jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego i Polskiego Towarzystwa Mikrobiologicznego. Członek TNW (1922), PAU (1945), Szwajcarskiego Towarzystwa Botanicznego.
Redaktor naczelny „Acta Societatis Botanicorum Poloniae” (1930–1938).
Zmarł 27 VI 1960 w Warszawie.

Wpływ mechanicznego układu podłoża na wzrost roślin, Warszawa 1939; Bios, auksymony, witaminy i koloidy w świetle badań nad wiązaniem azotu przez Azotobacter chroococcum Beij, Warszawa 1931; Über die Begeisselung einiger Knöllchenbakterien, Bacterium radicicola A. Prażmowski, Warszawa 1936; Zur Auximon-Frage, Warszawa 1934.

L. Karpowiczowa, Kazimierz Bassalik, [w:] Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987.

STEFAN RUSSEL

KAZIMIERZ BASSALIK*

1879–1960

 

Mówiąc o mikrobiologii, każdy z nas bez zastanowienia wymieni nazwiska Pasteura, Kocha, Winogradskiego czy Miecznikowa. Niewielu jednak wie, że wśród polskich mikrobiologów znajdują się badacze, którzy na trwałe weszli do historii tej w gruncie rzeczy młodej dyscypliny nauki. Helena i Seweryn Krzemieniewscy, Jadwiga Ziemięcka, Henryk Makower – to pierwszoplanowe postacie wśród polskich łowców mikrobów. Wspominając ich, nie można zwłaszcza pominąć człowieka, którego powszechnie uważa się za czołowego twórcę polskiej mikrobiologii. Chciałbym więc przedstawić czytelnikom sylwetkę prof. dra Kazimierza Bassalika, który przez całe życie czynnie uczestniczył w tworzeniu i rozwijaniu tej jakże pięknej i frapującej gałęzi wiedzy.

Wielkiej miary uczony, doświadczony i niestrudzony badacz, wytrawny pedagog, czarujący człowiek, który potrafił sobie tylko znanymi sposobami zdobyć dla mikrobiologii zastępy bezgranicznie oddanej młodzieży; człowiek ogromnego serca, zawsze gotowy radą czy pomocą służyć innym. Nie ma chyba w Polsce mikrobiologa, który w jakimś stopniu nie korzysta z jego dorobku.

Okres młodości

Kazimierz Bassalik urodził się dnia 12 czerwca 1879 roku w Brzeziu koło Poznania. Po ukończeniu gimnazjum udaje się na studia do Niemiec. W 1902 roku kończy Akademię Leśną w Tharandt (Saksonia). Następnie przenosi się do Berlina, gdzie odbywa studia na wydziale przyrodniczym tamtejszego uniwersytetu.

W 1908 roku na zaproszenie światowej sławy mikrobiologa niemieckiego, prof. Alfreda Fischera, wyjeżdża do Bazylei, aby tam rozpocząć pracę naukową. Do roku 1913 jest asystentem prof. Fischera, pod którego kierownictwem doktoryzuje się. W ciągu następnych pięciu lat, po śmierci Fischera, pełni Bassalik funkcję zastępcy profesora i dyrektora Instytutu oraz Ogrodu Botanicznego przy uniwersytecie w Bazylei. Równocześnie prowadzi wykłady i ćwiczenia z zakresu roślin niższych.

W roku 1916 uzyskuje stopień naukowy docenta. Tematem jego rozprawy habilitacyjnej były przemiany i znaczenie kwasu szczawiowego w organizmach roślinnych.

Już w tym okresie cechowała Bassalika jako badacza wielka rozległość horyzontów, wszechstronność zainteresowań i głębia wiedzy.

Pierwsze systematyczne badania Bassalika, przeprowadzone pod ścisłym kierownictwem Fischera, były próbą wyjaśnienia roli organizmów wyższych, w tym przede wszystkim dżdżownic, w procesie tworzenia się próchnicy w glebie. Wiedziano wówczas tylko tyle, że dżdżownice podczas drążenia korytarzy w glebie przepuszczają przez swój przewód pokarmowy olbrzymie masy gleby. Nie wiadomo było, jakim przemianom ulega gleba, podczas przemieszczania się w przewodzie pokarmowym tych organizmów, oraz jakie w niej zachodzą procesy. Bassalik, jako pierwszy badacz tego zjawiska, zwrócił uwagę na rolę mikroorganizmów przewodu pokarmowego dżdżownic w tworzeniu się próchnicy glebowej. Udowodnił on, że w przewodzie pokarmowym dżdżownic następuje proces humifikacji związków organicznych, takich jak celuloza, hemicelulozy czy ligniny. Równocześnie dowodził, że gleba podczas ruchu w przewodzie pokarmowym dżdżownicy rozluźnia się, poszczególne jej cząsteczki zaś ulegają agregacji dzięki obfitym śluzom przewodu pokarmowego i na skutek tego powstaje trwała gruzełkowata struktura gleby. Równolegle przebadał on około 90 gatunków bakterii i grzybów występujących w przewodzie pokarmowym dżdżownic, które dokładnie opracował pod względem morfologicznym i taksonomicznym.

Wśród tych szczepów wyizolował trzy, mające zdolność mineralizowania szczawianów. Jeden z tych szczepów wykazywał szczególnie silne przystosowania w tym kierunku. Bassalik opisał go pod nazwą Bacillus extorquens1. Badając wymagania pokarmowe tej bakterii Bassalik wysunął hipotezę, że węgiel wchodzący w skład jej elementów konstytucyjnych pochodzi z dwutlenku węgla zasymilowanego przez nią z atmosfery kosztem energii uzyskanej na drodze utlenienia szczawianów. Twierdzenia tego niestety nie poparł żadnym argumentem eksperymentalnym, co jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę możliwości techniczne, jakimi dysponował. Nic więc dziwnego, że hipoteza ta spotkała się z ogromnym sprzeciwem. Myśl wypowiedziana przez Bassalika była na owe czasy tak śmiała, że Fischer nie zgodził się na jej publikację. W druku ukazała się dopiero po śmierci Fischera. Badania ostatnich lat wykazały, jak dalece wybiegające poza schematy ówczesnego rozumowania były koncepcje badawcze Bassalika. Prace współczesne, przeprowadzone nowoczesnymi bardzo czułymi metodami izotopowymi, w pełni potwierdzają założenia profesora.

W okresie bazylejskim zajmował się Bassalik również mikrobiologicznym rozkładem związków fenolu i benzenu – mającym tak doniosłe znaczenie we współczesnym życiu. Już w tamtych czasach przewidział on, że wskutek burzliwego rozwoju przemysłu pozbycie się tych odpornych na działanie różnego typu czynników związków w miarę upływu lat urośnie do rangi problemu. Jak prorocze okazały się słowa Bassalika, możemy się dzisiaj przekonać z dyskusji podejmowanych często na łamach naszej codziennej prasy. Coraz częściej słyszymy o zatruciu powietrza czy też zbiorników wodnych substancjami chemicznymi.

Zainteresowania Bassalika nie ograniczały się do problematyki gleboznawczo-mikrobiologicznej. Począwszy od 1910 roku inicjuje on badania nad niektórymi aspektami fizjologii roślin. Między innymi podejmuje pracę nad wyjaśnieniem czynników wpływających na kiełkowanie roślin wodnych. Bassalik nie zapomniał, że z wykształcenia jest leśnikiem. Interesował się szczególnie asymilacją dwutlenku węgla z powietrza przez rośliny drzewiaste i transportem produktów asymilacji z liści do pozostałych organów rośliny. Na ten temat napisał w 1912 roku obszerną monografię, niestety rękopis zaginął podczas I wojny światowej, nie doczekawszy się druku.

Do problematyki podjętej w okresie bazylejskim powracał Bassalik w późniejszym czasie wiele razy.

Okres międzywojenny

Natychmiast po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powraca Bassalik do kraju. Obejmuje kierownictwo działu mikrobiologii w Państwowym Instytucie Naukowym Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. W okresie tym rozpoczyna pracę nad możliwością praktycznego wykorzystania mikroorganizmów w rolnictwie. Pierwsze jego prace eksperymentalne w Puławach dotyczą symbiozy roślin motylkowych z bakteriami brodawkowymi. Prace te, kontynuowane później przez prof. Jadwigę Marszewską-Ziemięcką, doprowadziły do wyprodukowania pierwszej polskiej bakteryjnej wzbogacającej szczepionki rolniczej, znanej obecnie pod nazwą Nitragina. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić nowoczesną uprawę roślin motylkowych bez stosowania tej szczepionki.

W kwietniu 1919 roku przenosi się Bassalik do Warszawy, gdzie mianowany zostaje profesorem na Uniwersytecie Warszawskim. Od razu przystępuje do organizacji Zakładu Fizjologii Roślin UW, której kierownikiem był do końca życia. W tym samym okresie rozpoczyna wykłady z fizjologii roślin w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W latach od 1920 do 1923 był także dyrektorem Państwowego Instytutu Naukowo-Rolniczego w Bydgoszczy.

Bezpośrednio po zorganizowaniu Zakładu Fizjologii Roślin UW Bassalik skupia wokół siebie spore grono młodych, zdolnych i pełnych zapału ludzi, którym przekazuje całe swoje doświadczenie świetnego eksperymentatora i bystrego, krytycznego obserwatora. Zainteresowania Bassalika skupiają się wokół dwóch zasadniczych kierunków: zagadnienia substancji biologicznie czynnych, określanych przez niego niezbyt jeszcze sprecyzowanym mianem „biosu”, oraz najszerzej pojętą problematyką ekologii drobnoustrojów, zmierzającą do dokładnego poznania i ścisłego scharakteryzowania wzajemnych stosunków między mikroorganizmami w różnych warunkach środowiskowych.

Szczególnie interesujące były badania Bassalika nad „biosem”. Pochodzące z tego okresu prace nad istotą stymulującego wpływu różnych czynników glebowych na mikroorganizmy, w tym na bakterie wiążące azot atmosferyczny, do dzisiejszego dnia zaskakują świeżością i oryginalnością. Poglądy swoje na tego typu stymulację przedstawił Bassalik w dwóch obszernych pracach monograficznych: Bios, auksymony, witaminy i koloidy w świetle badań nad wiązaniem azotu przez Azotobacter chroococcum Beij (1931) oraz Zur Auximon-Frage (1934). Problematyka „biosu” interesowała Bassalika przez całe życie.

W planach naukowych Bassalika z tego okresu występuje zagadnienie rozkładu celulozy przez drobnoustroje (m.in. w pracowni jego wyizolowano i opisano kilka nowych szczepów tlenowych bakterii celulolitycznych).

Pod kierunkiem Bassalika prowadzono badania antagonizmu między drobnoustrojami. W wyizolowanej i opisanej przez niego fitopatogennej bakterii Bacterium cepae, powodującej zgniliznę cebuli, stwierdzono silne właściwości antagonistyczne w stosunku do wielu bakterii chorobotwórczych dla człowieka. Zjawisko to bardzo zainteresowało Bassalika. Wysunął on hipotezę, że bakteria ta wydziela do podłoża substancję bardzo silnie działającą na inne bakterie.

Pod jego kierownictwem przeprowadzono ścisłe badania nad biologią tej bakterii, ustalono jej widmo antybiotyczne oraz wyprodukowano z płynu hodowlanego koncentrat o silnych właściwościach bakteriobójczych. Wojna, niestety, przerwała pracę nad tym zagadnieniem. Na podstawie szczegółowych planów badawczych, po części już zrealizowanych, można przypuszczać, że Bassalik doskonale orientował się w postępach prac Fleminga i jego współpracowników nad penicyliną, a nawet je wyprzedzał. Badania te prawdopodobnie doprowadziłyby w stosunkowo krótkim czasie do wyprodukowania pierwszego polskiego antybiotyku. Plany tej pracy oraz ich realizacja całkowicie odpowiadały współczesnym wymogom badań nad antybiotykami.

Na marginesie tych dwóch podstawowych kierunków przeprowadził Bassalik samodzielnie lub przy współpracy licznych uczniów wiele innych prac badawczych. Na wzmiankę zasługują takie tematy jak: problemy stosunku azotobaktera do jego „towarzysza”, prace nad biologią Rhizobium, nad właściwością szczepów Escherichia coli różnego pochodzenia, nad mikrobiologicznym rozkładem alkaloidów roślinnych, nad fermentacją cytrynową, amylazą roślinną czy też świeceniem bakterii.

Podobnie jak poprzednio, dużo uwagi poświęcał Bassalik fizjologii roślin. Podejmował on liczne badania nad mineralnym odżywianiem się roślin, znaczeniem składu mechanicznego gleby w czasie procesów wzrostu i rozwoju korzeni oraz interesował się rolą kwasu szczawiowego w życiu roślin wyższych. Uboczną dziedziną działalności Bassalika była fizjologia zwierząt. Mianowicie, wspólnie z Natanem Balsamem, zainicjował on badania nad rolą mikroorganizmów w życiu zwierząt. Skonstruowali oni specjalny aparat, w którym udało się wyhodować jałowe muchy i kury. Tuż przed wojną podjęli próbę wyhodowania jałowych szczurów. Badania tego typu mają obecnie doniosłe znaczenie teoretyczne i praktyczne. Pozwalają mianowicie na doskonalszą interpretację wyników w medycynie doświadczalnej, szczególnie zaś tam, gdzie do czystości doświadczenia potrzebne są pozbawione drobnoustrojów zwierzęta. Aparatura używana przez nich pod względem konstrukcji ideowej niewiele różni się od obecnie stosowanych aparatów.

Oprócz talentów pedagogicznych i badawczych Bassalik odznaczał się również wybitnym zmysłem organizacyjnym. Zasługą jego było nie tylko powstanie pracowni w Puławach i Warszawie, lecz także przejęcie od Niemców i wznowienie pracy Instytutu Rolniczego w Bydgoszczy. Dużym osiągnięciem w skali krajowej było opracowanie przez Bassalika w 1920 roku pierwszego w Polsce kompleksowego planu rozwoju badań rolniczych.

W tym samym mniej więcej czasie uczestniczył w założeniu Polskiego Towarzystwa Botanicznego, w którym piastował wysokie funkcje. W latach 1945–1951 był zastępcą prezesa, 1953–1955 prezesem PTB, 1925–1932, 1948–1952 i 1956–1957 przewodniczył Oddziałowi Warszawskiemu. Od roku 1930 do 1938 jest redaktorem naczelnym głównego organu Towarzystwa – Acta Societatis Botanicorum Poloniae. W uznaniu zasług PTB mianuje go w 1951 roku swym członkiem honorowym.

Od roku 1922 jest członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i pełni funkcję przewodniczącego IV Wydziału Nauk Biologicznych. W 1932 roku zostaje członkiem i sekretarzem Wydziału IV Nauk Technicznych w Akademii Nauk Technicznych, w cztery lata później zostaje jej sekretarzem generalnym. Był również członkiem Szwajcarskiego Towarzystwa Botanicznego.

Lata okupacji

W okresie okupacji Polski przez faszystowskie Niemcy Bassalik nie porzucił pracy naukowej i pedagogicznej. Przez całą wojnę bierze czynny udział w tajnym nauczaniu studentów, prowadząc wykłady i ćwiczenia na konspiracyjnym uniwersytecie. Pierwszy okres napaści hitlerowskiej jest szczególnie bolesny dla Bassalika: w podziemiach Pałacu Kazimierzowskiego spłonęły maszynopisy wielu jego prac przygotowanych do druku. Z notatek profesora wynika, że uległo zniszczeniu 17 tekstów prac badawczych oraz maszynopis podręcznika mikrobiologii ogólnej, będący dziełem jego życia.

Wśród spalonych maszynopisów znajdowały się prace nad „biosem”, napisane łącznie ze współpracownikami. Miały one być wydane w postaci specjalnej monografii, m.in. uległy zniszczeniu: praca pisana wspólnie z Ryzmanówną (o chemizmie substancji antybiotycznej wytwarzanej przez B. cepae) oraz ciekawa praca z Adamem Gutgisserem o inhibitorach celulazy. Prace te w owych latach z pewnością byłyby rewelacyjne. Szczególnie tą pierwszą można z perspektywy lat bardzo wysoko ocenić. Metodyka badań chemizmu i produkowania antybiotyku przez B. cepae nie odbiegała poziomem od eksperymentów prowadzonych przez uczonych zachodnich.

Niepowetowaną stratą jest spalenie maszynopisu metodycznej pracy Bassalika pt. Über die Wirkung mechanischer Erschütterungen auf flüssige Mikroorganismen-Kulturen.

Praca w Polsce Ludowej

Natychmiast po wyzwoleniu Warszawy przez wojska radzieckie, przystępuje Bassalik do odbudowy Uniwersytetu Warszawskiego. W tym okresie doskonale zdaje sobie sprawę, że młodej Polsce Ludowej potrzeba szczególnie pilnie kadry naukowej, wyniszczonej przez Niemców. Rozwija więc bardzo intensywną działalność pedagogiczną. W bardzo trudnych warunkach lokalowych i w niedostatecznie wyposażonych pracowniach kształci przyszłych biologów.

Ze szkoły Bassalika wyszło 6 obecnych profesorów i docentów, 8 doktorów i przeszło 200 magistrów, pracujących w szkołach i placówkach badawczych kraju.

W 1945 roku Bassalik został członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie, a od 1946 był członkiem czynnym. Był także jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego i Polskiego Towarzystwa Mikrobiologicznego. Działał w Polskim Towarzystwie Botanicznym, będąc w latach 1953–1955 jego prezesem i kilkakrotnie przewodniczącym Oddziału Warszawskiego.

Mimo podeszłego wieku nie zaniedbywał pracy naukowej. Prowadził badania nad istotą fermentacji bakteryjnych, inicjował badania nad wpływem herbicydów na mikroflorę gleby i inne. W dalszym ciągu prowadził prace nad „biosem”.

Dorobek publikacyjny nie odzwierciedla w pełni ogromu prac Bassalika. Krytycznie oceniał nie tylko prace innych, ale przede wszystkim własne. Publikował jedynie te wyniki badań, które w jego mniemaniu miały istotne znaczenie w rozwijaniu i poszerzaniu danego problemu naukowego.

Kształcenie nowych kadr, mogących kontynuować jego doświadczenia życiowe, było głównym celem profesora. Jak twierdził, wiele czasu poświęcał na przygotowanie się do ćwiczeń i wykładów ze studentami lub współpracownikami.

Nigdy nie był doskonałym oratorem, wręcz przeciwnie, mówił z trudem, powoli, dokładnie rozważając każde słowo. Sam przyznawał, że przed każdym publicznym występem odczuwa tremę. Jednak każdy, kto choć raz słyszał wykład Bassalika, od razu wiedział, jak wspaniałego człowieka ma przed sobą. W wykładach dla studentów nigdy nie ograniczał się do suchego przedstawiania faktów z danej dziedziny nauki, często wzbogacał je w swoje poglądy i przypuszczenia.

W dowód uznania osiągnięć Kazimierza Bassalika na polu pedagogicznym, organizacyjnym i naukowym dwukrotnie przyznano mu Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, uczony ten był również laureatem Nagrody Państwowej I stopnia oraz Nagrody Naukowej Miasta Stołecznego Warszawy.

Dorobek naukowy prof. Kazimierza Bassalika ma wielkie znaczenie dla nauki. Pamięć o profesorze jest ciągle żywa wśród młodego pokolenia polskich mikrobiologów.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Problemy” 1970, R. 26, nr 4, s. 241–243.

1Później (1960) zmienił tę nazwę na Flavobacterium extorquens, obecnie (2013) bakteria ta nosi nazwę Methylobacterium extorquens [przyp. red.].

Ludwik Bazylow

Urodzony 4 IV 1915 we Lwowie. Studia historyczne (ukończone 1936) i polonistyczne (ukończone 1938) na UJK we Lwowie, tamże doktorat (1939), asystent w Katedrze Historii Polski (1939), nauczyciel szkół średnich i pracownik Ossolineum (1940–1946). Od 1946 na UWr. Habilitacja na UW (1952), zastępca profesora (1952–1956), docent (1956–1961), profesor nadzwyczajny (1961), profesor zwyczajny (1968). Kierownik Katedry i Zakładu Historii Słowiańszczyzny i Europy Wschodniej UW (od 1961), dziekan Wydziału Historycznego (1960–1965), prorektor UW (1965–1968).

Historyk, badacz dziejów Rosji XVIII-XX wieku, Słowiańszczyzny i nowożytnej Europy.
Dyrektor Instytutu Krajów Socjalistycznych PAN (1975–1981). Przewodniczący Polsko-Radzieckiej Komisji Historyków (od 1973). Doktor honoris causa Uniwersytetu im. M. Łomonosowa w Moskwie (1971).
Zmarł 17 I 1985 w Warszawie.

Polityka wewnętrzna caratu i ruchy społeczne w Rosji na początku XX wieku, Warszawa 1966; Historia powszechna 1789–1918, Warszawa 1981; Historia Rosji, t. I-II, Warszawa 1983; Ostatnie lata Rosji carskiej. Rządy Stołypina, Warszawa 1972; Społeczeństwo rosyjskie w pierwszej połowie XIX wieku, Warszawa 1973; Obalenie caratu, Warszawa 1976; Polacy w Petersburgu, Wrocław 1984; Historia nowożytnej kultury rosyjskiej, Warszawa 1986; Historia powszechna 1492–1648 (wyd. pośmiertne), Warszawa 1991.

M. Tanty, Ludwik Bazylow (1915–1985), „Studia z Dziejów ZSRR i Europy Środkowej” 1986, t. XXII, s. 5–7.

PAWEŁ WIECZORKIEWICZ

LUDWIK BAZYLOW*

1915–1985

 

Ludwik Bazylow był jednym z najwybitniejszych historyków polskich swego pokolenia, głębokim znawcą dziejów Rosji przedrewolucyjnej, szczególnie XIX i XX w., autorem licznych, wciąż pierwszorzędnych syntez i monografii oraz twórcą liczącej się szkoły naukowej. A przy tym jeszcze – niepowszednią osobowością, która wywierała niezatarty wpływ na wszystkich bliskich, przyjaciół czy uczniów, jego wybitne dokonania naukowe uhonorowano wieloma nagrodami i odznaczeniami, m.in. doktoratem honorowym Uniwersytetu Moskiewskiego.

Urodzony lwowiak, absolwent Uniwersytetu Jana Kazimierza w zakresie historii i polonistyki doktoryzował się niemal w chwili wybuchu wojny. W jej trakcie podzielił tragiczne losy ukochanego miasta, a więc okupację sowiecko-ukraińską, gdy wyrzucony ze swej macierzystej uczelni przymierał z rodziną z głodu i musiał, by przeżyć, imać się zajęć dorywczych, późniejszy zabór niemiecki, wreszcie „wyzwolenie” i repatriację – gdzieżby, jak nie do Wrocławia. Stamtąd po kilku latach trafił do Warszawy, najpierw do Instytutu Polsko-Radzieckiego, a następnie, bodaj w roku 1956, na pełny etat na Uniwersytet Warszawski. Choć wykładał także w innych miejscach, tu napisał swe najlepsze książki, tu wybierano go na dziekana Wydziału Historycznego, a następnie na prorektora.

Był mistrzem hermeneutyki, jak nikt potrafił przeprowadzić krytykę źródła poprzedzoną wszechstronną kwerendą archiwalną i biblioteczną. A że znał wyśmienicie cały dorobek rosyjskiego piśmiennictwa XIX w., jako autor syntez dziejów naszego wielkiego wschodniego sąsiada nie miał sobie równych w malowaniu prawdziwie panoramicznego obrazu przeszłości, opartego na bardzo solidnych studiach i oryginalnych przemyśleniach1. Także jego znakomite syntezy dziejów powszechnych (XVI i XIX w.) oparte były na ogromnej wiedzy i zawsze na własnych przemyśleniach2.

Na tle kolegów, nawet cieszących się najwyższymi ocenami w środowisku, wyróżniał się niezwykłą kulturą pióra, a także nieprawdopodobną erudycją, i to nie tylko w zakresie historii (startował jako badacz stosunków polsko-siedmiogrodzkich w dobie Stefana Batorego!), ale literatury, muzyki, sportu itd. Pytany o opinię na temat powiedzmy Eugeniusza Suego (drugorzędny pisarz francuski z połowy XIX w., autor sensacyjnych Tajemnic Paryża), potrafił podjąć i rozwinąć wątek dowolnej z jego powieści, bo czytał je, oczywiście, wszystkie. Tak było w przypadku każdego, bodaj trochę znaczącego twórcy3. Nie dawało się „zagiąć” go w żaden sposób. Co jeszcze lepsze, znając kilkanaście języków biernie, z literaturą piękną zapoznawał się w oryginale. Równie bezlitosny był dla rozmówców próbujących z nim konkurować w zakresie historii piłki nożnej: podanie składów i wyników ligi z lat 30. XX w. nie stanowiło dla niego żadnego problemu. „Pogoni” kibicował zawsze, nawet jako klubowi ze Szczecina.

Bazylow był bardzo czuły na punkcie swego pochodzenia, a wywodził się w trzecim pokoleniu z rodziny bułgarskiego ogrodnika osiadłego w Małopolsce Wschodniej; ojciec, co podkreślał z dumą, był lwowskim tramwajarzem. Gdy angażowano go do pracy na Uniwersytecie Warszawskim, nie był w tym środowisku zbyt znaną postacią. Nasunęło to jakiemuś dowcipnisiowi pomysł „wystawienia” młodego wówczas prof. Stefana Kieniewicza: poprosił go o powitanie nowego kolegi, przybywającego jakoby z Moskwy, żeby wzmocnić ideologicznie kadry warszawskie. Bazylow, w trakcie wygłaszanej kwiecistą ruszczyzną laudacji, na przemian bladł i czerwieniał z wściekłości, gdy zaś Kieniewicz skończył, wycedził przez zaciśnięte zęby: „Dużo mi o was koledzy mówiono, ale żeście się zrusyfikowali do tego stopnia...”. Uraza między obydwiema stronami pozostała niemal do końca. Jednak mimowolny antagonista, na krótko przed śmiercią Bazylowa, ogłosił piękną recenzję z jego znakomitej pracy o Polakach w Petersburgu4. Profesor, dotąd niechętny Kieniewiczowi, ale i doceniający jego także przecież niebagatelny dorobek, był tym ujęty. Topór został zakopany.

Bazylow miał specyficzne poczucie humoru. Do tego operował w razie potrzeby jędrną mową lwowskiego batiara – efekty potrafiły być zaskakujące. W języku pisanym był stylistą niepowszednim, a zapełnianie równym, choć nie kaligraficznym pismem kolejnych stron monografii szło mu, wnosząc z rzadkich poprawek, nadzwyczaj łatwo.

Był też szczególnym urzędnikiem akademickim. Z jednej strony przestrzegał z galicyjską skrupulatnością biurokratycznych procedur, z drugiej – jego temperament nakazywał szybkie, iście napoleońskie decyzje. Jeden z moich znajomych, dajmy na to Krzysztof, w latach 60. student UW, któregoś dnia nazbyt popił i trafił do izby wytrzeźwień. A ponieważ na dodatek wyrażał się niepochlebnie o Kochanej Ludowej Milicji, zgodnie z procedurą zawiadomienie o incydencie trafiło do władz uniwersyteckich, zobowiązanych wdrożyć w takim razie postępowanie dyscyplinarne. Biedny chłopak, wezwany do znanego z surowości rektora Bazylowa, postanowił dodać sobie ducha i przed audiencją wstąpił do „Baru pod Chrystusikem” (obecnie restauracja „Staropolska”) na małą wódkę. Miejsce obok zajął starszy facet, który zamówił także wódkę, ale do tego i piwo, sprawnie wlał setę do kufla i wychylił tę iście szatańską miksturę. Jak to bywa przy takich okazjach, panowie przepili do siebie. Nasz Krzyś, mocno pokrzepiony, podążył do Pałacu Kazimierzowskiego. Tam, po chwili, wprowadzono go do rektorskiego gabinetu. Zza biurka podniósł się. facet z baru, popatrzył petentowi przeciągle w oczy i rzucił mu jednoznaczne: „sssp...!”. Żadnej komisji dyscyplinarnej oczywiście nie było.

Wysoko cenił kulturę rosyjską i chyba na swój sposób kochał Rosję, zwłaszcza w jej liberalnym wydaniu. Jeśli jednak nawet był rusofilem, to pewno w głębi duszy również antykomunistą. Ci jednak, którzy znali go lepiej – przyjaciele, a z czasem starsi uczniowie, mogli dostrzec błysk żywej niechęci do Lenina, Stalina, Breżniewa, do bolszewików, Sowietów e tutti quanti. Gdy musiał o nich pisać, z uwagi na wymogi cenzuralne, starał się robić to w sposób najbardziej obiektywny, próbując umiejscowić ich we właściwym punkcie historii. Sytuacji takich usiłował jednak unikać i w badaniach swych konsekwentnie nie wychodził poza rewolucję lutową 1917 r.5

Wbrew zawartym niekiedy w jego pracach krytycznym opiniom, odgrywającym rolę swoistego kamuflażu, wysoko cenił wiekopomne dzieło Jana Kucharzewskiego, Od białego caratu do czerwonego. Nie przypadkiem podjął własne badania monograficzne w punkcie, w którym jego wielki poprzednik był zmuszony je przerwać i doprowadził konsekwentnie aż do lutego 1917 roku, omijając jednak nazbyt spolityzowany i zideologizowany temat rewolucji roku 1905.

Ostatnie lata Rosji carskiej... – środkowy tom trylogii6, choć kolejny przyniósł mu więcej uznania, zaszczytów i został przetłumaczony na rosyjski i serbski, lubił chyba szczególnie. Przede wszystkim dlatego, że dotyczył Piotra Stołypina, tytuł zaś miał maskować zamiar biograficzny. Bohater rozprawy był niewątpliwie najwybitniejszym politykiem Rosji tej doby, ba, nawet mężem stanu, którego odpowiednika na przestrzeni dziejów próżno szukać; znajdziemy zaledwie jednego równej skali – Piotra Wielkiego. Jego wielkość zaczęli ostatnio dostrzegać sami Rosjanie, ceniąc go zarówno za srogość wobec wrogów państwa, wszelkiej maści terrorystów, lewaków i obcoplemieńców, jak i wizję odbudowy i gruntownej modernizacji kraju. Formuła, jaką głosił – „najpierw uspokojenie, potem reformy” – była zaiste prorocza. Kilkadziesiąt lat temu, gdy komputery dopiero wchodziły w użycie, grupa amerykańskich historyków gospodarczych dokonała na jakimś odpowiedniku naszej Odry symulacji następującej sytuacji: co byłoby z Rosją, gdyby nie wybuchła I wojna światowa. Efekty były zadziwiająco zgodne z intuicją Stołypina. Z wszechstronnej symulacji wszelkich możliwych wskaźników ekonomicznych, tempa wzrostu i możliwości rozwoju (zasoby surowcowe, siła robocza, stopień koncentracji kapitału itd.) okazało się bez żadnych wątpliwości, że imperium Romanowów stałoby się pierwszą potęgą gospodarczą świata około roku 1930, dystansując Stany Zjednoczone7.

Profesor nie wdawał się co prawda w rozważania alternatywne, ale bardzo wysoko oceniał realne dokonania Stołypina, przede wszystkim rewolucyjną, w sensie skutków, i ewolucyjną, jeśli chodzi o metodę, reformę agrarną. Miała ona sprzyjać powstaniu na wsi rosyjskiej, stanowiącej wciąż potencjalną bazę dla nowego Pugaczowa, warstwy zamożnych, świadomych politycznie chłopów, ostoi wszelkiego ładu i porządku (bolszewicy określali ich potem mianem kułaków).

Omawiając politykę Stołypina, mniej miejsca Bazylow poświęcił jego koncepcjom rozwiązania problemów narodowościowych Rosji. Może dlatego, że zdołał zrealizować je tylko wycinkowo i to pod wpływem okoliczności, wprowadzając samorządy lokalne – tzw. ziemstwa w guberniach zachodnich, czyli na obszarze oderwanym od Rzeczypospolitej w trzech rozbiorach, na którym dominowała wciąż, pomimo podejmowanych po roku 1831 i 1864 usilnych działań rusyfikacyjnych, cywilizacja i kultura polska8.

Trzeba obiektywnie przyznać, że premier dobrze znał Polaków z czasów swej działalności w Kownie i w Grodnie i słusznie – biorąc pod uwagę interes rosyjski – cenił ich, obawiając się zarazem wpływów, jakie mogli wywierać. Warto przy tym zauważyć, że nacjonalistyczny zwrot w polityce stołypinowskiej nastąpił dopiero po rozwiązaniu II Dumy Państwowej, gdy polscy posłowie, którymi jako prezes Koła Polskiego kierował Roman Dmowski, odrzucili propozycję wsparcia rządu i stworzenia koalicji większościowej9.

Bazylow szczegółowo omawia okoliczności zabójstwa Stołypina. Wbrew różnym teoriom odrzuca w swej książce koncepcję spisku, zwłaszcza dokonanego rękami tajnej policji politycznej, którą to wersję propagowało wielu niedouczonych zazwyczaj badaczy sowieckich. Chłodna argumentacja – premier, o czym powszechnie wiedziano w kręgach władzy, był w przededniu dymisji – wydaje się przekonywająca, a jakichkolwiek śladów materialnych potwierdzających zbrodnie „ochronki” (profesor nienawidził tego neologizmu wywodzącego się z bolszewickiej nowomowy) – po prostu brak.

Ostatnie lata... ukazały się po raz pierwszy w roku 1972. Prawie 40 lat to dla monografii z zakresu historii nowoczesnej wiek doprawdy sędziwy. Czy zatem książka zachowała jeszcze aktualność?! O dziwo tak. W Nowej Rosji ani za Jelcyna, ani za Putina, pomimo fascynacji osobą Stołypina i wprowadzenia go do panteonu narodowych bohaterów, nie podjęto bardziej rzetelnych badań ani nad jego osobą, ani biografią, ratując sprawę reedycjami emigracyjnych wspomnień jego córki Marii i bliskiego współpracownika Aleksandra Zieńkowskiego10. Wiele oryginalnych szczegółów, w tym także rozszerzających zakres informacji podanych w Ostatnich latach..., zawierają pamiętniki syna Piotra – Arkadija Stołypina, opublikowane pośmiertnie z kolei przez jego syna – Dmitrija – w roku 199611. Wśród tych detali, znajdziemy choćby taki: w chwili, gdy w teatrze kijowskim ugodziły premiera zbrodnicze kule Bogrowa, zajęty był lornetowaniem pięknej hrabiny Rzewuskiej, oczywiście Polki. Polska i Polacy byli zatem swego rodzaju fatum tego wielkiego Rosjanina.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Przedmowa, [w:] L. Bazylow, Ostatnie lata Rosji carskiej, Warszawa 2008, s. VII-XI.

1Historia Rosji, Wrocław 1969; Historia Rosji, t. I-II, Warszawa 1983; Dzieje Rosji 1801–1917, Warszawa 1971.

2Historia powszechna 1492–1648, Warszawa 1991 [wyd. pośmiertne] i Historia powszechna 1889–1918. Niestety, środkowy tom trylogii, obejmujący dzieje XVIII w., który profesor na krótko przed śmiercią oddał niezidentyfikowanej maszynistce, bezpowrotnie zaginął.

3Bazylow kierował się przy tym własną hierarchią literacką: bardzo wysoko klasyfikował np. Karola Maya, pisarską sławę nieco przecież przebrzmiałą, i to nie za popularne westerny, ale za mniej znane powieści podróżnicze. Wielce cenił sobie także literaturę kryminalną.

4S. Kieniewicz, Polacy w Petersburgu, Wrocław 1984.

5Tak też kończyła się jego jednotomowa Historia Rosji. Na prośbę wydawcy w jej ostatnim, czwartym wydaniu (Wrocław 2005), uzupełniłem tekst o część dotyczącą dziejów ZSRS oraz dokonałem wielu poprawek, uzupełnień i skrótów, bazując na notatkach z archiwum profesora.

6Dwa pozostałe to: Polityka wewnętrzna caratu i ruchy społeczne w Rosji na początku XX wieku (1966) i Obalenie caratu (1976).

7Na temat tego, co zdarzyłoby się w takiej sytuacji, napisałem esej Rosja naszą ojczyzną. Co byłoby, gdyby w roku 1911 nie zginął Piotr Stołypin, [w:] P. Wieczorkiewicz, M. Urbański, A. Ekiert, Dylematy historii. Nos Kleopatry, czyli co by było, gdyby..., Warszawa 2004, s. 172–176.

8Por. P. Wieczorkiewicz, Stołypin, Polacy i ziemstwa zachodnie, [w:] Słowiańszczyzna i dzieje powszechne. Studia ofiarowane Profesorowi Ludwikowi Bazylowowi w siedemdziesiątą rocznicę Jego urodzin, Warszawa 1985, s. 125–153.

9Szerzej na ten temat w moim tekście (wspólnie z Andrzejem Szwarcem): Uwagi o taktyce przedstawicielstwa polskiego w II Dumie Państwowej, [w:] Unifikacja za wszelką cenę. Sprawy polskie w polityce rosyjskiej na przełomie XIX i XX wieku, Warszawa 2002, s. 171–187.

10M.P. Bok, Wspominania o mojom otce, P.A. Stołypinie, Nju Jork 1953; A. W Zieńkowskij, Prawda o Stołypinie, Nju Jork 1956.

11Wydanie polskie. A. Stołypin, przy współpracy D. Stołypina, Cesarstwo i wygnanie. Przed i po roku 1917. Pamiętniki, Warszawa 1998.

Cezary Berezowski

Urodzony 15 III 1898 w Odessie. Studia prawnicze na UW (1920–1924), asystent w Katedrze Prawa Państwowego i Międzynarodowego (1924–1930), doktorat (1925). Równolegle kierownik Katedry Prawa Narodów KUL (1928–1933). Stypendium w Paryżu i Berlinie (1930/1931). Habilitacja na UJ (1935). Docent w Katedrze Prawa Państwowego i Międzynarodowego UW (1935), profesor (1937). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Wykładowca KUL (1944–1946). Kierownik Katedry Prawa Międzynarodowego (od 1961: Prawa Międzynarodowego Publicznego) na Wydziale Prawa UW (1946–1968). Dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW (1951–1953). W 1958 i 1964 wykłady w Akademii Prawa Międzynarodowego w Hadze.

Prawnik, specjalista w zakresie prawa międzynarodowego i organizacji międzynarodowych.
Dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN (1957–1968). Członek TNW (1947) i Towarzystwa Naukowego KUL (1944). Wiceprzewodniczący Komitetu Prawnego Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Członek kolegium redakcyjnego „Państwa i Prawa” (1956–1957).
Zmarł 19 V 1970 w Warszawie.

Teoria genezy państwa. Studium publiczno-prawne, Warszawa 1929; Powstanie Państwa Polskiego w świetle prawa narodów, Warszawa 1934; Zagadnienia zwierzchnictwa terytorialnego, Warszawa 1957; Międzynarodowe prawo lotnicze, Warszawa 1964; Prawo międzynarodowe publiczne, cz. 1–2, Warszawa 1966–1969.

Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

KAROL KARSKI

CEZARY BEREZOWSKI*

1898–1970

 

Cezary Berezowski urodził się 15 marca 1898 roku w Odessie. Tam też w 1917 roku ukończył gimnazjum. W tym samym roku rozpoczął studia medyczne na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Noworosyjskiego w Odessie, gdzie zaliczył 3 semestry. Studia prawnicze odbył na Wydziale Prawa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (1920–1924). W 1925 roku na podstawie rozprawy Komisja Międzysojusznicza Rządu i Plebiscytu Górnego Ślaska i jej działalność w świetle prawa publicznego (1925), napisanej pod kierunkiem Zygmunta Cybichowskiego, uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych. W roku akademickim 1930/1931 przebywał w Paryżu i w Berlinie, gdzie – korzystając ze wsparcia Funduszu Kultury Narodowej – prowadził badania w celu napisania rozprawy habilitacyjnej. W 1935 roku na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego uzyskał stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych dzięki rozprawie Odrodzenie Państwa Polskiego w świetle prawa narodów (wydanej pod tytułem Powstanie Państwa Polskiego w świetle prawa narodów, 1934). W 1937 roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym prawa międzynarodowego publicznego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Nominację na profesora zwyczajnego prawa międzynarodowego publicznego na Wydziale Prawa UW otrzymał w 1946 roku.

Jego zainteresowania badawcze obejmowały wiele dziedzin prawa międzynarodowego publicznego. Był wybitnym specjalistą w zakresie prawa lotniczego. Opublikował m.in. podręcznik Międzynarodowe prawo lotnicze (1964). Pełnił funkcję doradcy rządowego w tej dziedzinie oraz reprezentował Polskę na wielu konferencjach międzynarodowych dotyczących tej problematyki. Zajmował się też problematyką podmiotowości prawnomiędzynarodowej, w tym statusem podmiotów niesuwerennych. Opracował teorię tej podmiotowości oraz sformułował tezę, według której nie tylko państwa są podmiotami tego prawa. Zajmował się także problematyką powstania i uznania państwa, czego śladem są prace: Teoria genezy państwa. Studium publiczno-prawne (1929), Niektóre zagadnienia uznania międzynarodowego, [w:] Księga pamiątkowa ku czci Juliana Makowskiego z okazji 50-lecia jego pracy naukowej (1957), a także problematyką zwierzchnictwa terytorialnego, co dokumentuje pozycja Zagadnienia zwierzchnictwa terytorialnego. Z teorii prawa międzynarodowego (1957). W sferze zainteresowań naukowych prof. Cezarego Berezowskiego znajdowało się także prawo organizacji międzynarodowych – powstały np.: O artykule 19 statutu Ligi Narodów (1930), Organizacja Narodów Zjednoczonych (1946) – oraz prawo konfliktów zbrojnych, którego dotyczy Ochrona prawnomiędzynarodowa zabytków i dzieł sztuki w czasie wojny (1948). Swoją pracę naukową zwieńczył opracowaniem – wraz z Kazimierzem Liberą i Wojciechem Góralczykiem – systemu prawa międzynarodowego. Z trzech planowanych tomów Prawa międzynarodowego publicznego zdążył opublikować tylko dwa (t. I, 1962; t. II, 1966).

W latach 1924–1930 Cezary Berezowski był asystentem na Uniwersytecie Warszawskim w Katedrze Prawa Państwowego i Międzynarodowego. Wykłady prowadził ponownie od 1935 roku, początkowo jako zlecone, będąc docentem prawa politycznego i prawa narodów, a od 1937 roku jako profesor nadzwyczajny. W latach 1940–1944 wykładał prawo międzynarodowe publiczne i prawo państwowe na tajnym Wydziale Prawa UW. Od 1946 roku do 1968 roku jako profesor zwyczajny prawa międzynarodowego publicznego na Wydziale Prawa UW kierował Katedrą Prawa Międzynarodowego, która od 1961 roku nosiła nazwę Katedry Prawa Międzynarodowego Publicznego UW. Równolegle – w latach 1946–1949 – kierował Instytutem Prawa Lotniczego i Zagadnień Gospodarczych Lotnictwa UW. W latach 1951–1953 był dziekanem Wydziału Prawa UW.

Cezary Berezowski w trakcie wojny polsko-bolszewickiej przyłączył się do oddziałów polskich w Kijowie. W stopniu podporucznika służył w 214 Pułku Ułanów, kończąc służbę wojskową w 1920 roku. W latach 1924–1927 był urzędnikiem w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej. W 1927 roku został aplikantem w okręgu Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Od 1927 do 1937 roku pracował w Biurze Prawnym Prezydium Rady Ministrów, początkowo na stanowisku radcy ministerialnego, a od 1934 roku – kierownika referatu. W 1928 roku uczestniczył w 35. Konferencji Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego (ILA) w Warszawie. W 1929 roku przeniósł się po raz pierwszy z UW na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Został wówczas zastępcą profesora prawa narodów na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych. Kierował Katedrą Prawa Narodów KUL.

W 1933 roku zakończył pracę w Lublinie. Dwa lata później podjął współpracę z Wydziałem Prawa UW. Podczas II wojny światowej pracował jako biuralista w cukrowni w Piasecznie k. Warszawy (1940–1944). W latach 1944–1948 ponownie związał się z KUL, gdzie wykładał prawo międzynarodowe na Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych. W 1946 roku – kontynuując jeszcze zajęcia na KUL – rozpoczął ponownie pracę na Wydziale Prawa UW. Tu pozostał do czasu przejścia na emeryturę w 1968 roku.

Przez wiele lat prof. Cezary Berezowski łączył zatrudnienie w UW z pracą w Instytucie Nauk Prawnych PAN w Zespole Prawa Międzynarodowego Publicznego i Prywatnego (1957–1968). Był dyrektorem Instytutu Nauk Prawnych PAN (1957–1968).

Jeszcze w 1938 roku prowadził wykład z zakresu niesuwerennych podmiotów prawa międzynarodowego w Haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego. Ponownie został tam zaproszony w 1964 roku w celu wygłoszenia wykładu na temat rozwoju prawa lotniczego. W 1956 roku uczestniczył w 47. Konferencji ILA w Dubrowniku. W jej trakcie Grupa Polska ILA została ponownie przyjęta do stowarzyszenia światowego. W 1944 roku został członkiem Towarzystwa Naukowego KUL, a w 1947 roku – członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

Jeszcze przed II wojną światową należał do Grupy Polskiej ILA. Szczególnie był zaangażowany w działalność Komitetu Prawa Kosmicznego ILA. Po reaktywacji jej prac w ramach stowarzyszenia światowego w 1956 roku został członkiem Zarządu, a w 1957 roku – przewodniczącym Grupy Polskiej ILA. Uczestniczył w pracach Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) i Podkomitetu Prawnego Komitetu ONZ do Spraw Pokojowego Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej. Brał udział w pracach nad przygotowaniem projektu konwencji dotyczącej międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne.

W latach 1956–1957 wchodził w skład kolegium redakcyjnego „Państwa i Prawa”. Był również członkiem Komisji Kodyfikacyjnej działającej przy ministrze sprawiedliwości. Manfred Lachs stwierdził, że Cezary Berezowski był „u schyłku swojego życia dziekanem polskich profesorów prawa międzynarodowego”. Kazimierz Libera pisał o nim jako o „nestorze internacjonalistów polskich, wielkiej miary uczonym i pedagogu”.

Profesor Cezary Berezowski był także członkiem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, Zrzeszenia Prawników Demokratów oraz Klubu Profesury Demokratycznej.

Był wyróżniony Złotą Odznaką Zasłużonego dla m.st. Warszawy. Został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi (1928), Medalem 10-lecia Polski Ludowej (1955) oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1958).

Zmarł 19 maja 1970 roku w Warszawie.

Wybrana literatura

 

Karolewicz G., Nauczyciele akademiccy Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w okresie międzywojennym, Lublin 1996, t. I-II.

Karski K., A Brief Review of Instruction on the Public International Law at the University of Warsaw, „Miscellanea Iuris Gentium” 1991, t. II s. 153.

Karski K., Uniwersytet Warszawski, [w:] Z kart historii polskiej nauki prawa międzynarodowego, red. A. Przyborowska-Klimczak, Lublin 2002, s. 135–138.

Lachs M., Rzecz o nauce prawa międzynarodowego, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1986.

Libera K., Cezary Berezowski (1898–1970), „Państwo i Prawo” 1970, nr 8–9, s. 351–352.

Przyborowska-Klimczak A., Prawo narodów, w: Dębiński A., Prawo. Kultura. Uniwersytet. 80 lat ośrodka prawniczego KUL, Lublin 1999.

Przyborowska-Klimczak A., Polskie podręczniki prawa międzynarodowego wydane w XX w., [w:] Z kart historii polskiej nauki prawa międzynarodowego, red. A. Przyborowska-Klimczak, Lublin 2002.

Przyborowska-Klimczak A., Cezary Berezowski (1898–1970), [w:] Profesorowie prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, red. A. Dębiński, W.S. Staszewski, M. Wójcik, Lublin 2006, s. 15–23.

Równy K., Stowarzyszenie Prawa Międzynarodowego (ILA) – Grupa Polska. Cele i historia: Ustanowienie Grupy Polskiej ILA – jej ojcowie założyciele (www.ila.org.pl/cele-i-historia, dostęp: 2.03.2016).

Równy K., Stowarzyszenie Prawa Międzynarodowego (ILA) – Grupa Polska. Cele i historia: Przerwanie członkostwa Grupy Polskiej z powodu II wojny światowej i reaktywowanie go w 1956 roku (www.ila.org.pl/cele_i5.html).

Śródka A., Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I, Warszawa 1994, s. 106.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtis, Warszawa 2008, s. 158–161.

Grzegorz Białkowski

Urodzony 18 XII 1932 w Warszawie. Studia na UW, tamże doktorat (1959) i habilitacja (1964). Profesor UW (1971). Współzałożyciel i kierownik Zakładu Fizyki Teoretycznej Wysokich Energii w Instytucie Fizyki Teoretycznej UW, wieloletni zastępca dyrektora IFT UW, koordynator programu badawczego „Pola, cząstki, czasoprzestrzeń” (1976–1981). Rektor UW (1985–1989).

Fizyk, badacz teorii cząstek elementarnych oraz zderzeń wysokich energii; zajmował się fenomenologią oddziaływań silnych w ramach efektywnych modeli teoretycznych (model multiperyferyczny, model cząstki wiodącej, model biegunów Regge’go, model Glaubera). Z zamiłowania poeta i humanista, autor artykułów z zakresu historii i filozofii nauki. Ściśle współpracował z warszawską grupą doświadczalną fizyki wysokich energii.
Gospodarz Konferencji Rektorów Uniwersytetów Europejskich (1988).
Prezes Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk. Senator-elekt w pierwszych wyborach do Senatu RP (1989).
Zmarł 29 VI 1989 w Warszawie.

Cząstki elementarne, Warszawa 1971 (współautor R. Sosnowski); Mechanika klasyczna: mechanika punktu materialnego i bryły sztywnej, Warszawa 1974; U źródeł fizyki współczesnej, Warszawa 1980; Mechanika kwantowa – o czym to jest?, Warszawa 1982; tomy poezji: Mgła, Warszawa 1964; Odwijanie ze źródła, Warszawa 1967; Przemienienie, Warszawa 1973.

M. Kuś, Nieufność i wiara, „Twórczość” 2002, nr 11/12.

STEFAN POKORSKI

GRZEGORZ BIAŁKOWSKI

1932–1989

 

Urodził się 8 grudnia 1932 roku w Warszawie. W roku 1950 ukończył liceum, uzyskując jednocześnie dyplom laureata I Olimpiady Matematycznej, i rozpoczął studia na ówczesnym Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. Studia ukończył w 1955 roku, a w 1959 uzyskał stopień doktora fizyki. Był uczniem prof. Wojciecha Królikowskiego, który prowadził jego prace magisterską i doktorską. W tym czasie skrystalizowały się zainteresowania naukowe Białkowskiego. Skupiły się one wokół teorii cząstek elementarnych. Po uzyskaniu doktoratu w 1960 roku, Białkowski wyjechał na siedmiomiesięczny staż naukowy do Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej, a potem na dwa lata do CERN-u w Genewie i do Turynu.

Powrót z zagranicy jesienią 1963 roku i habilitacja rok później rozpoczęły w jego życiu drugi, bardzo ważny okres. Współpracując z warszawskim środowiskiem fizyków doświadczalnych, Białkowski poświęcił się badaniom z zakresu fizyki wysokich energii. Miałem przyjemność być pierwszym uczniem Białkowskiego, gdy jesienią 1963 roku rozpocząłem przygotowywanie pracy magisterskiej pisanej pod jego kierunkiem. Praca dotyczyła teorii związków dyspersyjnych lub, ogólniej mówiąc, teorii macierzy S. W tamtych czasach wydawało się, że jest to obiecujące teoretyczne podejście do procesów zachodzących w zderzeniach cząstek elementarnych wysokich energii. Badania Białkowskiego koncentrowały się wówczas na podobnej tematyce.

W dorosłym życiu zadajemy sobie czasem pytanie, co zawdzięczamy swoim nauczycielom. W przypadku profesora odpowiedź jest prosta. Uczył on zawsze i pobudzał zainteresowanie studentów zjawiskami fizycznymi, kładł nacisk na rozumienie ich istoty. Cenił wprawdzie bardzo aparat matematyczny, ale wyznaczał mu jednak rolę służebną, rolę precyzyjnego przekazywania treści fizycznej. Gdyby podzielić fizyków teoretyków na tych, dla których punktem wyjścia do badań jest chęć zrozumienia określonych zjawisk fizycznych (fenomenolodzy) i takich, dla których tym punktem wyjścia jest przede wszystkim poszukiwanie spójnego formalizmu matematycznego, to Białkowski na pewno należał do tych pierwszych.

Nie lubił dzielić fizyki na teoretyczną i doświadczalną. W środowisku fizyków warszawskich był zwolennikiem zacieśniania więzi między grupą teoretyczną i doświadczalną. Jego zasługi w tej kwestii były bardzo duże. Bliskie kontakty między grupami były i nadal są jednym z podstawowych czynników rozwoju badań w fizyce wysokich energii. W drugiej połowie lat 60. Białkowski nawiązał ścisłą współpracę z naukowcami warszawskiej grupy doświadczalnej fizyki wysokich energii. Koledzy eksperymentatorzy uczestniczyli w owym czasie w eksperymentach prowadzonych w CERN-ie. Prowadzone tam były badania nad produkcją cząstek w zderzeniach hadronów przy najwyższych (wtedy) energiach zderzeń i fizycy polscy należeli do czołówki uczonych zajmujących się tą tematyką.

Białkowski zaangażował się w nią od strony teoretycznej, skupił wokół siebie grono młodych teoretyków i rozwijał badania nad fenomenologią oddziaływań silnych w ramach takich efektywnych modeli teoretycznych jak model multiperyferyczny, model cząstki wiodącej, model biegunów Regge’go, model Glaubera itp. Współpraca Białkowskiego i jego współpracowników z kolegami z grupy fizyków doświadczalnych była spontaniczna i bardzo intensywna. Leszek Michejda, Ryszard Sosnowski, Andrzej K. Wróblewski, Maria Szeptycka, Andrzej Ziemiński byli uczestnikami niezliczonych dyskusji, wykładów, seminariów i wielu innych wspólnych działań. Wtedy właśnie, z inicjatywy Grzegorza i Leszka Michejdy, rozpoczęło swoją działalność na Hożej istniejące do dziś wspólne doświadczalno-teoretyczne seminarium fizyki wysokich energii. Razem z prof. Ryszardem Sosnowskim, Białkowski pracował nad monograficznym podręcznikiem fizyki cząstek elementarnych, który został wydany w 1971 roku. Prowadzone były też liczne badania, które zaowocowały całą serią wspólnych prac. Atmosfera tamtych lat była wyjątkowa. Białkowski potrafił rozbudzić zainteresowanie fizyką i ożywić ducha zaangażowania i pasji badawczej. Jego współpracowników łączyły nie tylko naukowe więzi. Był także kolegą, przyjacielem, uczestnikiem wspólnych pozanaukowych działań.

Praca Białkowskiego miała wymierne skutki organizacyjne: w 1969 roku, przy poparciu prof. Wojciecha Królikowskiego, w Instytucie Fizyki Teoretycznej UW powstał Zakład Fizyki Teoretycznej Wysokich Energii, którym Białkowski potem przez wiele lat kierował.

Początek lat 70. był przełomowy dla badań dotyczących fizyki wysokich energii. Stało się jasne, że teoria macierzy S nie może pretendować do roli teorii oddziaływań elementarnych. Istotna dla dalszego poznania podstawowych praw budowy materii okazała się struktura kwarkowa hadronów i oddziaływania między kwarkami. Powiązania badań doświadczalnych i teoretycznych nabrały nowego wymiaru. Białkowski wyraźnie dostrzegł właściwy kierunek rozwoju fizyki wysokich energii i aktywnie włączył się w nurt działalności dotyczącej tej tematyki, rozbudowując zakład i kontynuując współpracę z grupą fizyków doświadczalnych. Jego fenomenologiczne nastawienie do teorii odegrało szczególnie ważną rolę w szybkim rozwoju badań w tym przełomowym okresie. Kształcił kolejnych młodych teoretyków (w sumie 9 doktorów) oraz rozwijał intensywne kontakty z zagranicą, przede wszystkim z ośrodkami we Włoszech i Francji.

W 1971 roku został mianowany profesorem nadzwyczajnym, a w 1977 uzyskał tytuł profesora zwyczajnego.

Istotną rolę w życiu Białkowskiego w latach 60. i 70. odgrywała działalność dydaktyczna i organizacyjna na Wydziale Fizyki. Lubił prowadzić wykłady (w 1975 roku wydał podręcznik Mechanika klasyczna) i przyciągał studentów na specjalizację fizyki teoretycznej. Tłumaczył na język polski wiele wartościowych podręczników akademickich, m.in. Lwa D. Landaua i Ewgenija M. Lifszyca. Był jednym z inicjatorów utworzenia w 1972 roku serii „Biblioteka Fizyki” w PWN i następnie wiceprzewodniczącym komitetu redakcyjnego tej serii. Przez wiele lat pełnił funkcję zastępcy dyrektora IFT UW, a w latach 1976–1981 był koordynatorem programu badawczego „Pola, cząstki, czasoprzestrzeń”, wnosząc zasadniczy wkład w zorganizowanie tej formy finansowania badań w zakresie fizyki teoretycznej.

Grzegorz Białkowski jest autorem około 15 artykułów poświęconych dydaktyce fizyki. Szczególną wagę przywiązywał do nauczania fizyki w szkołach. Przez wiele lat działał w kierunku ulepszenia procesu kształcenia nauczycieli fizyki i programów nauczania fizyki (był m.in. współautorem podręczników fizyki dla liceum ogólnokształcącego w klasach o profilu humanistycznym i klasycznym).

Ważnym aspektem dorobku Białkowskiego są jego osiągnięcia w dziedzinie popularyzacji fizyki wysokich energii i fizyki w ogólności. Jest autorem ponad 30 publikacji i opracowań w „Postępach Fizyki”, „Problemach”, „Delcie” i innych czasopismach.

Prawdziwą pasją Profesora była działalność z pogranicza fizyki, historii i filozofii nauki. Twórczość ta znakomicie odzwierciedla sylwetkę Białkowskiego – utalentowanego fizyka, a jednocześnie wrażliwego humanisty o szerokich zainteresowaniach z dziedziny estetyki, filozofii i literatury. Andrzej K. Wróblewski pisze o nim: „Grzegorz Białkowski był człowiekiem renesansu, humanistą w szerokim tego słowa znaczeniu. Jego rozległe zainteresowania i działalność, tylko pozornie różnorodne, w rzeczywistości były jednością, wynikały ze sposobu widzenia świata, kultury i społeczeństwa. [...] Umysłowi Białkowskiego nie mogły wystarczyć ścisłe rygory przyrodoznawstwa. Jego spojrzenie na świat, ciekawość tego świata, były obszerniejsze. Wybrał metaforę poetycką, ogłaszając kilka tomików wierszy. Ta twórczość odsłaniała inny wymiar jego osobowości”1.

Grzegorz Białkowski obdarzony był także wielkim talentem literackim. Wydał 7 tomików wierszy. Jest autorem około 20 publikacji z zakresu historii i filozofii nauki. Interesowały go takie zagadnienia jak miejsce nauki w świecie kultury oraz elementy wspólne w uprawianiu nauki i sztuki, a szczególnie rola wyobraźni, emocji i intuicji. Andrzej K. Wróblewski pisze: „Fizykę widział Białkowski przede wszystkim jako część kultury, toteż starał się pokazywać więzi istniejące między fizyką a resztą kultury ludzkiej”.

Profesor Wróblewski przytacza słowa Białkowskiego: „Ktoś, kto nie znałby fizyki dzisiejszej, byłby odcięty od wielkiego nurtu refleksji nad światem, nad przyrodą, nurtu, który w tak wielkim stopniu kształtował człowieka i nawet jego dzieje społeczne, nie mówiąc już o sztuce, która jest do głębi przesiąknięta refleksją filozoficzną”. I dalej komentuje: „Tę prawdę wpajał w czytelników swych książek, podręczników, artykułów i esejów. Starał się też podkreślać szczególną rolę fizyki, podstawowej nauki o przyrodzie, w integracji wiedzy; przeciwstawiał to sztucznym tendencjom wymyślania odrębnych przedmiotów integracyjnych. Pisarstwo Białkowskiego cechują klarowność myśli oraz precyzja i piękno stylu”.

Bardzo interesującą część twórczości Grzegorza stanowi trzytomowy cykl Stare i nowe drogi fizyki, w którym wyraźnie przedstawił wątki historyczne, metodologiczne i filozoficzno-światopoglądowe. Nadają one dziełu charakter refleksji nad fizyką i jej miejscem w kulturze ludzkiej.

W ostatnim okresie życia (ostatnie 10 lat) wątki humanistyczne odgrywały coraz większą rolę w życiu Grzegorza Białkowskiego. Łączyło się to z angażowaniem się profesora w szeroko pojmowaną działalność publiczną. W 1985 roku został rektorem Uniwersytetu Warszawskiego. Wielkie zaangażowanie w sprawy Uniwersytetu i troska o jego harmonijny rozwój przyniosły mu duże uznanie środowisk uniwersyteckich, nie tylko w Warszawie. W czerwcu 1988 roku był gospodarzem Konferencji Rektorów Uniwersytetów Europejskich, która odbyła się w Warszawie. Był prezesem Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk, a także senatorem w pierwszych wyborach do Senatu RP. Niestety, zmarł niespodziewanie 29 czerwca, na kilka dni przed pierwszym posiedzeniem Senatu.

Był do końca wśród nas, pełen planów na przyszłość.

Odszedł nagle, będąc do końca zaangażowanym w życie naukowe i społeczne. Grono jego najbliższych kolegów i współpracowników odczuło tę śmierć nie tylko jako ogromny wstrząs, lecz także jako zdarzenie całkowicie nieprawdopodobne. Profesor Andrzej Kajetan Wróblewski tak pisał tuż po jego śmierci: „wielowymiarowość postaci Białkowskiego wymyka się próbom prostego etykietowania. Fizyk, a zarazem poeta, historyk nauki, popularyzator i dydaktyk, autor podręczników akademickich i licealnych, tekstów filozoficznych i naukoznawczych, działacz społeczny, członek Rady Konsultacyjnej, senator wybrany z listy Komitetu Obywatelskiego »Solidarność«, przez ponad cztery lata sternik największej polskiej uczelni”.

SECT-ID LINK

1Ten i kolejne cytaty za: „Polityka” 1989, R. 33, nr 27.

Jan Białostocki

Urodzony 14 VIII 1921 w Saratowie. W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Asystent w Zakładzie Historii Sztuki Średniowiecznej UW (1945–1950), doktorat (1950). Zwolniony z pracy na UW (1950). Wykładowca PWST w Warszawie (1950–1957), UŁ (1950–1951) oraz na Wydziale Architektury PW (1955–1956). Docent w Instytucie Historii Sztuki UW (1959–1961), profesor (1962). Wykładowca, m.in. w Yale University w New Haven (1965–1966), New York University (1972), University of Wisconsin (1972), Pennsylvania State University (1973), Collège de France (1978).

Historyk sztuki, badacz dziejów doktryn artystycznych i metodologii historii sztuki.
Wieloletni pracownik (od 1956 kurator) Galerii Sztuki Obcej MNW. Prezes Stowarzyszenia Historyków Sztuki (1963–1979), członek PAN (1976) oraz zagranicznych akademii naukowych.
Redaktor „Bulletin du Musée National de Varsovie” oraz serii wydawniczej „Sztuka i idee”.
Zmarł 25 XII 1988 w Warszawie.

Pięć wieków myśli o sztuce, Warszawa 1959; Teoria i twórczość: o tradycji i inwencji w teorii sztuki i ikonografii, Poznań 1961; Sztuka cenniejsza niż złoto, Warszawa 1963; Sztuka i myśl humanistyczna, Warszawa 1966; The Art of the Renaissance in Eastern Europe: Hungary, Bohemia, Poland, Oxford 1976; Refleksje i syntezy ze świata sztuki, Warszawa 1978 (cykl drugi, Warszawa 1987); Symbole i obrazy, Warszawa 1982.

Ars Longa. Prace dedykowane pamięci Profesora Jana Białostockiego. Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa, listopad 1998, Warszawa 1999.

ANTONI ZIEMBA

JAN BIAŁOSTOCKI

1921–1988

 

Historyk sztuki

Jan Białostocki należał do światowej elity uczonych humanistów XX wieku1. Jego działalność jako uczonego, muzealnika, nauczyciela akademickiego, organizatora życia naukowego i uczestnika życia społecznego została omówiona m.in. przez Piotra Skubiszewskiego, Sergiusza Michalskiego, Bożenę Steinborn, Lecha Kalinowskiego; poświęcono mu dwie sesje naukowe2. Już sam oficjalny biogram uczonego pokazuje, jak wielką był osobistością nauki powszechnej; opieram go tu na danych zestawionych w maszynopisie przez samego Białostockiego, korygując nieścisłości, jakie pojawiły się w różnych publikowanych jego biografiach3.

Urodził się 14 sierpnia 1921 w Saratowie, zmarł w Warszawie 25 grudnia 1988 roku. W czasie wojny studiował na tajnych kompletach. W 1944 roku był więziony w obozach hitlerowskich w Großrosen, Mauthausen i Linzu. W 1946 uzyskał magisterium u Władysława Tatarkiewicza na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, w 1950 doktorat z historii sztuki na tej uczelni, oficjalnie pod opieką Stanisława Lorentza, w istocie przygotowany pod kierunkiem Michała Walickiego. Edukację pogłębił za granicą, podczas pobytów w Paryżu w 1948 roku oraz na uniwersytecie w Princeton w roku 1958 (Ford Foundation). Całe życie związany był z dwiema instytucjami: Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego oraz Muzeum Narodowym w Warszawie.

Na Uniwersytecie pracował od października 19454 do 1950 roku jako asystent profesora Walickiego w Zakładzie Historii Sztuki Średniowiecznej. Potem, po przerwie spowodowanej usunięciem i aresztowaniem Walickiego z powodów politycznych – kiedy to Białostocki był wykładowcą „na wygnaniu” w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie (1950–1957), na Uniwersytecie w Łodzi (1950–1951) oraz na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej (1955–1956) – został ponownie zatrudniony na Uniwersytecie, w Instytucie Historii Sztuki: od 1959 do 1961 jako docent, od 1962 jako profesor nadzwyczajny, a od 1972 jako profesor zwyczajny5.

W Muzeum Narodowym podjął pracę jesienią 1945 roku, początkowo wykonując prace zlecone, potem zatrudniony był na stałym etacie, jako asystent Walickiego, od 1955 był kustoszem, a od 1956 kuratorem Galerii Sztuki Obcej. Funkcje profesorską w Instytucie Historii Sztuki oraz kuratorską w muzeum piastował do śmierci w 1988 roku.

Od 1963 do 1979 pełnił funkcję prezesa Stowarzyszenia Historyków Sztuki, w latach 1972–1988 przewodniczącego Komitetu Nauk o Sztuce PAN.

Prowadził wykłady na najbardziej renomowanych uczelniach zagranicznych6. W latach 1973 i 1983 był członkiem-rezydentem słynnego Institute for Advanced Study w Princeton. Od 1964 został członkiem, a od 1969 do śmierci sprawował funkcję wiceprezesa Comité International d’Histoire de l’Art (CIHA). W latach 1979–1982 był członkiem prezydium Union Académique Internationale, od 1978 jej wiceprezesem. Od 1984 do śmierci przewodniczył Conseil International de la Philosophie et des Sciences Humaines (CIPSH przy UNESCO). Był członkiem licznych europejskich akademii nauk7. Działał w niezliczonych radach instytucji naukowych (m.in. Institut für die Wissenschaften vom Menschen w Wiedniu, Rada Papieska ds. Nauki i Kultury). Otrzymał doktoraty honoris causa uniwersytetu w Groningen (1969) i Vrije Universiteit w Brukseli (1987) oraz wiele wyróżnień za działalność naukową8, w tym przede wszystkim – „Nagrodę Nobla” europejskich historyków sztuki: Warburg-Preis, nadawaną przez senat Wolnego Miasta Hamburga (1981). Został odznaczony wieloma orderami9. Wreszcie, last but not least: Jan Białostocki splótł swe losy z wielką historią polityczną, najpierw jako więzień hitlerowskich obozów koncentracyjnych, potem jako sprzymierzeniec polskiej opozycji antykomunistycznej, przewodniczący Kongresu Kultury Polskiej w grudniu 1981 roku i wykładowca niezależnej nauki i kultury w stanie wojennym.

Także lista przyjaźni Jana Białostockiego jest wielce wymowna. Przyjaciółmi z młodości byli wybitni uczeni, pisarze i humaniści m.in. Ihor Szewczenko (Sevcenko), Andrzej Vincenz i Artur Międzyrzecki, Julia Hartwig i Joanna Guze. Starszym przyjacielem i mentorem był mu Michał Walicki. Z wielkich historyków sztuki wystarczy wymienić: Erwina Panofsky’ego, Williama S. Heckschera, Ernsta Gombricha, Philippa Fehla, Willibalda Sauerländera, Ottona Pächta, Otto von Simsona, Juliusa S. Helda, Gerda von der Ostena, Wernera Hofmanna, Anneliese Meyer-Meintschel, Rodolfa Pallucchiniego, Jana Gerrita van Geldera, Horsta Gersona, Francesco Valcanovera, Federico Zeriego, André Chastela, George’a Zarneckiego, Charles’a Sterlinga, Jeana Adhémara, Jacques’a Thuilliera, Paula Philippota, a w Polsce: Jerzego Łozińskiego, Lecha Kalinowskiego, Adama Miłobędzkiego, Piotra Skubiszewskiego, Mieczysława Zlata czy Mieczysława Porębskiego. Ta imponująca lista nazwisk obrazuje pozycję Białostockiego w generacji wielkich uczonych, którzy nadali kształt dwudziestowiecznej historii sztuki.

* * *

Jan Białostocki należał do ludzi, o których mawia się „tytan pracy”; stworzył ponad 500 poważnych prac naukowych. Uważa się, że był uomo universale, że zajmował się sztuką dawną wszechstronnie i w całości. Sam jednak zdefiniował swe zainteresowania i pola badawcze w znamiennej kolejności: „historia teorii sztuki i problemy metody, ze szczególnym naciskiem na ikonografię i ikonologię; sztuka późnego średniowiecza i renesansu; Dürer; Rembrandt; ikonografia XIX wieku”10. Nie napisał, choć bardzo chciał (życia już nie starczyło), planowanej wielkiej syntezy dziejów myśli o sztuce, ale opracował wielotomową antologię źródeł do historii teorii i historiografii artystycznej: Myśliciele, kronikarze i artyści o sztuce od starożytności do 1500 r. (1978, reedycja z uzupełnieniami bibliograficznymi: 2005); Teoretycy, pisarze i artyści o sztuce 1500–1600 (1985; reedycja z uzupełnieniami bibliograficznymi: 2011), Teoretycy, historiografowie i artyści o sztuce 1600–1700 (1994). Wydał i opracował też fundamentalne zbiory tekstów Dürera (Albrecht Dürer jako pisarz i teoretyk sztuki, 1956), Poussina (Poussin i teoria klasycyzmu, 1953) oraz tekstów o Berninim (Dwugłos o Berninim, 1962), o Rembrandcie (z Janiną Michałkową, Rembrandt w oczach współczesnych, 1957). W dziedzinie metodologii do dziś korzystamy z wydań w jego opracowaniu: Erwin Panofsky, Studia z historii sztuki, (1971, tam zwł. Posłowie: Erwin Panofsky (18921968), myśliciel, historyk, człowiek) oraz tomu Pojęcia, problemy, metody współczesnej nauki o sztuce. Dwadzieścia sześć artykułów uczonych europejskich i amerykańskich (1976), a nade wszystko z syntetycznego podręcznika Historia sztuki wśród nauk humanistycznych (1980), jak też z licznych artykułów w zbiorach prac Białostockiego: Teoria i twórczość (1961 – tam wprowadzał m.in. pojęcia: „temat ramowy” i „obraz archetypiczny”), Pięć wieków myśli o sztuce (1957, 1976 – zagadnienia manieryzmu, kategorie baroku, analiza i krytyka ikonologii); Sztuka i myśl humanistyczna (1966 – rozróżnienie pojęciowe „styl” i „modus”), Refleksje i syntezy ze świata sztuki (1978 – problem barokowej teorii sztuki, kategorie rokoka, pojęcia innowacji, nowatorstwa, nowoczesności w sztuce dawnej), Symbole i obrazy w świecie sztuki (1982 – relacje słowa i obrazu w dawnej sztuce), Refleksje i syntezy ze świata sztuki – cykl drugi (1987 – historia sztuki a historia idei, koncepcja muzeum w „wiedeńskiej szkole” historii sztuki, Aby Warburg, literackość historii sztuki). Część tych artykułów zawarta została w zbiorczych tomach: Stil und Ikonographie (1966, reedycja 1981) oraz w The Message of Images (1988). Dodać do tego trzeba wiele tekstów w innych edycjach zbiorowych, kongresowych czy seminaryjnych, oraz czasopismach, tekstów takich jak – wybierzmy tylko kilka tematów – Słowo i obraz (1982) czy Kryzysy w sztuce (1985 – rozróżnienie między kryzysem a fulguracją).

W kolejnym deklarowanym polu zainteresowań – sztuce późnego średniowiecza i renesansu – Białostocki napisał kilka fundamentalnych książek: Les Primitifs flamands: Les Musées de Pologne (1966), Spätmittelalter und beginnende Neuzeit (1972), The Art of the Renaissance in Eastern Europe: Hungary, Bohemia, Poland (1976) oraz Il quattrocento nell’Europa Settentrionale (1989, wyd. pol.: Sztuka XV wieku od Parlerów do Dürera, 2011). Do tego dochodzą liczne artykuły na temat pojęć późnego gotyku oraz renesansu i manieryzmu w sztuce europejskiej i polskiej, te ostatnie podsumowane w tekście Die Kunst der Renaissance in Polen: Auswahl, Aneignung, Ablehnung (1991)11.

Paradygmat artysty północnego renesansu budował Białostocki wokół osoby Albrechta Dürera, rozdartego między melancholią a racjonalizmem, wyobcowaniem a przyswojeniem włoskiego modelu kultury, statusem wytwórcy przedmiotów – rzemieślnika – a statusem twórcy-artysty, potrzebą stabilnego systemu ideologicznego a innowacją reformacji; dążącego zarazem do pogodzenia owych opozycji. Miejscem prezentacji tej wizji są m.in. książki Albrecht Dürer jako pisarz i teoretyk sztuki (1956) i Dürer and his Critics, 1500–1971 (1986) oraz artykuły O teorii sztuki Albrechta Dürera, Chłopska Melancholia” Albrechta Dürera, Opus quinque dierum..., Dürer i Reformacja, Dürer i humaniści12.

Ów model artysty-geniusza, w którego umysłowości i twórczości ogniskują się w konfliktowym zderzeniu binarne opozycje światopoglądowe, a zarazem łączą się linie „długiego trwania” różnych tradycji kulturowych i artystyczno-formalnych („tematy ramowe”) – skłaniał Białostockiego do zajęcia się także Rembrandtem, funkcjonującym w opozycji między tradycją ikonografii biblijnej a nową reformacyjną lekturą Pisma, między konwencją obrazu a przekazem słowa, między nakazem schematu ikonograficznego i literalnością zapisu biblijnego – opozycji rozwiązywanej w imperatywie innowacji, ujawniającej głębszą treść danego „tematu ramowego”, czyli ramowej formuły ideowej (artykuły: Rembrandt i protestancka ikonografia, Polski jeździec” i jego interpretacje, Zagadka Rembrandta uśmiechniętego, Grzesznik jako bohater w sztuce Rembrandta13, Lievens i Rembrandt14). Przełomowe znaczenie w zachodniej nauce i badaniach nad Rembrandtem i malarstwem holenderskim XVII wieku miały artykuły: Ikonographische Forschungen zu Rembrandts Werk (1957, 1981; po polsku Badania ikonograficzne nad Rembrandtem, 1982)15 oraz Einfache Nachahmung der Natur oder symbolische Weltschau. Zu den Deutungsproblemen der holländischen Malerei des 17. Jahrhundert (1984)16.

Wiekiem dziewiętnastym Białostocki zajął się stosunkowo późno, ale za to obszernie, skupiając się na ikonografii pojętej jako „ikonosfera” (pojęcie Mieczysława Porębskiego) złożona z przenikających się i zmiennych „tematów ramowych”17.

* * *

Umierając w 1988 roku, Jan Białostocki pozostawił swych następców i krytyków w „pustym miejscu” – w kłopotliwym stanie nierozpoznania jego pozycji w metodologii dziedziny. Jedni chcieli uznać go za „mistrza ikonologii” (André Chastel)18 – realizatora projektu metodologicznego Erwina Panofsky’ego. Widzieli w nim jedynie (czy aż) „apostoła ikonologii”, czyli inteligentnego i błyskotliwego propagatora i popularyzatora, który w para-kaznodziejskim natchnieniu, siłą retoryki zręcznego słowa, ominął logiczne pułapki i niespójności metody, jej doktrynalne uproszczenia oraz rozmaite zagrożenia deformacją i wypaczeniem. Niektórzy znajdowali Białostockiego jako autora autonomicznej koncepcji metodologicznej: ikonologii krytycznej (Sergiusz Michalski)19; ikonologii społecznej – wzbogaconej o rozpoznanie uwarunkowań materialno-społecznych oraz o zsocjologizowaną koncepcję Cassirerowskich „form symbolicznych”, przeprojektowaną na relację autor-dzieło-społeczność, na sytuację dzieła wobec uwarunkowań polityczno-gospodarczo-społecznych oraz ideologii społecznych (Stanisław Czekalski20); ikonologii inkluzyjnej – wciągającej w ikonologię konfrontacyjnie inne postawy metodologiczne: kontekstualizm postmarksistowski, Jungowską psychologię głębi, badania struktury dzieła, analizę dawnej teorii sztuki, refleksję nad formą w ramach koncepcji modusów (tenże Stanisław Czekalski); ikonologii krytycznej politycznie i antynacjonalistycznie – jako analizy relacji dzieł powstałych w danym regionie polityczno-geograficznym wobec ideologizacji narodowościowych i abstrakcji politycznych – różnych „wspólnot wyobrażonych” (italocentryzm a multiregionalizm kultury północnej – tak Ingrid Ciulisová21; centrum a peryferie, metropolityzm a prowincjonalizm, hegemonia centralistycznych ośrodków władzy a kulturotwórcza rola etnicznych regionalizmów, geografia artystyczna jako geografia makro- lub megaregionów w opozycji do nacjonalno-dynastycznej panhistorii – tak Ján Bakoš22). Inni wreszcie w ogóle negowali ikonologiczne zaetykietowanie Białostockiego. Sergiusz Michalski wskazywał przede wszystkim na jego ustawiczną i wielostronną krytykę założeń ikonologii (mimo całej sympatii uczonego do niej), na postawę otwartą na strukturalizm, estetykę recepcji, hermeneutykę obrazu23; Piotr Skubiszewski widział w metodyce Białostockiego „polifonię metodologiczną”24.

Czy zatem Jan Białostocki był ikonologii wyznawcą, czy raczej jej krytycznym użytkownikiem? Krytykiem życzliwym, acz świadomym jej luk, niemożności, ograniczeń? Które teksty Białostockiego można uznać za stricte ikonologiczne? Jaka jest ich ilościowa proporcja wobec innych prac? Nawet ich szybki przegląd wykazuje, że w naukowym oeuvre Jana Białostockiego stanowią one mniejszość. Są to albo studia nad znaczeniem jednego obiektu, jak Chłopska Melancholia” Albrechta Dürera, tegoż Opus quinque dierum..., Jeździec polski” Rembrandta czy Zagadka Rembrandta uśmiechniętego, albo wychodzące od jednego obrazu studia nad „wędrówką tematów i motywów”, jak Judyta Giorgiona...25 czy Grzesznik jako bohater w sztuce Rembrandta, albo też przeglądy ikonograficznych przekształceń tematów, jak Vanitas: z dziejów obrazowania idei „marności” i „przemijania”...; Drzwi Śmierci:, Księgi wiedzy i księgi próżności26. W zbiorach artykułów Białostockiego teksty ikonologiczne lub ikonograficzne stanowią proporcjonalną mniejszość27. Statystyka wskazuje, że ikonologia nie była wcale jego centralną metodą badawczą.

Także metodologiczne teksty omawiające ikonologię: Metoda ikonologiczna w badaniach nad sztuką (1957), Erwin Panofsky – myśliciel, historyk, człowiek (1971), Historia sztuki wśród nauk humanistycznych (1980)28 – dowodzą, że Jan Białostocki nie tyle przyjął teorię Panofsky’ego za swoją, ile w istocie uczynił ją przedmiotem krytycznego oglądu. Niewątpliwie – z nadzieją jej wykorzystania, ale przez przeredagowanie jej założeń, poszerzenie lub skonfrontowanie z innymi perspektywami badawczymi. Od początku sprzeciwiał się monoklauzualności jakiekolwiek teorii czy metody. Owszem, wychowany w tradycji neokantowskiej, chętnie przejmował myśl Ernsta Cassirera i jego kategorię „form symbolicznych”. Prowadził refleksję i badania nad „przekształceniami ikonograficznymi”, nad długim trwaniem „tematów ramowych” – różnych wszakże od „form symbolicznych”, a ujawniających się w kulturze jakby w poprzek tych form, w religii, języku, sztuce, obyczaju społecznym – tematów takich jak: drzwi śmierci, oko i okno w obrazie, kobiety zwyciężczyni, pielgrzym, thiasos – orszak bóstw morskich, uczony pośród swych ksiąg, księgi wiedzy i księgi próżności, pluton egzekucyjny (bohater wobec wrogiego tłumu), śmierć bohatera i pokonany wódz, ogród rozkoszy (locus amoenus) i inne. Ale ich potencja stałej transfiguracji i przybierania nowych znaczeń – na pewno wspierana przez tradycję atlasu Mnemosyne Aby’ego Warburga – nie oznaczała wcale potwierdzenia mniemanej stabilnej systemowości kultury, trwałego mechanizmu jej działania, tak jak tego chciał Warburg: „twardej” dialektyki obrazów migrujących przez dzieje i geografię – owej apodyktycznej dialektyki apollińskiego rozumu (Ethosformeln) i dionizyjskiego emocjonalizmu (Pathosformeln). Oznaczała dla Białostockiego coś przeciwnego: zmienność formuł pod wpływem wielorakich, też zmiennych, czynników zewnętrznych wobec dzieła, jego ramowej formuły i „struktury, formy, funkcji i znaczenia” (jak to stale definiował Białostocki – czterech immanentnych składników dzieła sztuki). Z myśli Warburga brał jedną ważną sytuację badawczą: „badanie najgłębszej i najbardziej istotnej przemiany w pojmowaniu sytuacji człowieka w świecie – przejścia od orientacji mitycznej do naukowej”, „zwycięstwo rozumu nad lękiem, nad mityczną mentalnością, nad magią, nad mrocznym elementem ludzkiego ducha”29. A także – napięcie między formułowaniem, przybieraniem formy rozumowej i emocjonalnej a świadczeniem historii, byciem symptomem każdorazowej formacji kultury.

Szczególnie cenne dla Białostockiego było u Warburga to, że „w każdej dziedzinie [...] pragnął przekraczać tradycyjne granice podziałów [...] Nie chciał krępować się ustalonymi zakresami dyscyplin naukowych, granicami okresów historycznych, ogólnie przyjętymi pojęciami stylistycznymi, z dawien dawna uznanymi gatunkami artystycznymi”30. Sam Białostocki niejako powielił owo „transgraniczne” podejście do kultury i tak jak tamten „pielgrzymował” do Nowego Meksyku, tak i on odbywał „eksploracyjne” podróże do Meksyku, który stał się dla niego mitycznym Nowym Lądem, ukochanym obszarem peryferiów Starego Świata, nieomal krainą mitu i objawienia – objawienia tożsamości kultury ponad eurocentryzmem historii kultury (popularna książka o sztuce Ameryki Prekolumbijskiej i Łacińskiej).

Ikonologia Panofsky’ego stanowiła dlań jedną z możliwych platform badania sztuki. Traktował ją jako teorię jednego pokolenia historii sztuki. „Każde pokolenie buduje nowy obraz przeszłości, który wydaje mu się jedynie prawdziwy, który jest jego uświadamianiem sobie historii” – pisał31. Widział jej urodę intelektualną („ujmującą pomysłowość ikonologii”32) i przyjmował chętnie – także dlatego, że była odejściem od historii sztuki jako historii stylów (Kunstgeschichte als Stilgeschichte), których całościową krytykę pojęciową przeprowadził w serii rozpraw (Późny gotyk, Manieryzm, Barok, Rokoko)33. A także dlatego – że bardziej niż inne teorie i metody ujawniała z jednej strony „strukturę”, „mechanizmy” dziejów sztuki, a z drugiej żywiołową zmienność formuł i ustawiczne przekształcenia ikonograficzne.

Białostocki wyraźnie dostrzegał niebezpieczeństwo nieweryfikowalności zbyt dalekosiężnych interpretacji symbolicznych. Krytykował je nawet u autorów, których podziwiał, i w książkach, które zasadniczo cenił, jak Art et humanisme. Florence au temps de Laurent le Magnifique André Chastela (1959)34. Dostrzegał też w ikonologii pęknięcie wewnętrzne – łatwość oderwania poziomu treści ideowych od wymiaru estetycznego dzieła i jego struktury formalnej. Próbą zapełnienia tej luki były jego bogate przedsięwzięcia w zakresie badań nad dawną estetyką, teorią i historiografią sztuki. Służyły temu wymienione wyżej opracowania tekstów źródłowych, a także analizy toposów teorii i historiografii artystycznej (artykuły: Ars auro prior, Terribilità, Potęga piękna: o utopijnej idei Albertiego, The Renaissance concept of Nature and Antiquity i in.)35 oraz interpretacje zjawisk artystycznych poprzez historyczne pojęcia teoretyczne („O Leonardo, czemu się tak trudzisz?”, O teorii sztuki Albrechta Dürera, Opus quinque dierum, Słownik wizualny Jacopo Bassano, Dürer i reformacja, Pojęcie manieryzmu i sztuka polska, Zagadnienie manieryzmu i niderlandzkie malarstwo krajobrazowe, Idea Leonarda urzeczywistniona przez Poussina, Gian Lorenzo Bernini i jego poglądy estetyczne, Rembrandt i Lievens)36.

Wreszcie, krytykował ikonologię, tak samo zresztą jak formalistyczną historię sztuki i „historię stylów”, za słabe uwzględnienie aspektów społecznych: „I czy nie jest konieczne, by historia sztuki interesowała się tym, jak w zmieniających się warunkach historycznych sytuacje i konflikty społeczne nie tylko wpływają na ideologie i na dzieła sztuki, ale także wytwarzają owe szczególne potrzeby posiadania dzieł wykonanych z wielką maestrią artystyczną? Przedmioty o atrakcyjnej formie, pożądane przez człowieka były produkowane zawsze. Ich funkcje [...] były bardzo różne i podlegały historycznej zmienności. Badanie tych właśnie cech atrakcyjnych, badanie przyczyn i sposobu, w jaki ta atrakcyjność była wykorzystywana dla celów religijnych bądź władczych, dydaktycznych bądź hedonicznych, rewolucyjnych bądź reakcyjnych, duchowych bądź materialnych zasługuje na uwagę badaczy [...] historii sztuki”37.

* * *

Czy jego interdyscyplinarny projekt „ikonologii społecznej” był tylko utopią teoretyczną, jak go osądzają Sergiusz Michalski („sam nie bardzo wierzył w realność tej koncepcji”)38 i Stanisław Czekalski („projekt tyleż idealny, co niewykonalny”)39? A może była to próba usystematyzowania najbardziej jak sądzę znaczącego pola działań naukowych Jana Białostockiego – jego walki z ustereotypizowaną geohistorią sztuki europejskiej, tkwiącej w paradygmacie centralizmu, eurocentryzmu, italocentryzmu bądź frankocentryzmu.

To na tym „polu walki” powstały trzy najważniejsze i najszerzej przejęte przez naukę światową książki Białostockiego: Spätmittelalter und beginnende Neuzeit w słynnej serii Propyläen Kunstgeschichte (1972), The Art of the Renaissance in Eastern Europe: Hungary, Bohemia, Poland (1976) oraz Il quattrocento nell’Europa Settentrionale (1989; wyd. fr. 1993, hiszp. 2001, pol. 2011), a ponadto studia Obszar nadbałtycki jako krajobraz artystyczny w XVI wieku40Manieryzm europejski i sztuka polska. Programowymi manifestami w tym zakresie stały się artykuły: A Plea for Internationality (1978), Die Internationalität der Kunstgeschichte und Das Comité International d’Histoire de l’Art (1979) Perspektywy porównawczej historii sztuki w skali światowej (1987) oraz Some values of artistic periphery (1989)41.

„Zawsze wierzyłem w możliwość patrzenia na sztukę w perspektywie całego globu” – zwierzał się Białostocki we wstępie do Refleksji i syntez. Cyklu drugim (1987) – ale dane mu było pozostać „w kręgu europejskiej twórczości i jej zaatlantyckich przedłużeń”. Tu burzył schemat „jednonarodowej” bądź „centralistycznej” (italo-, franko- albo germanocentrycznej) historii sztuki. Nie tylko „przybliżył sztukę tych obszarów [peryferiów Europy Środkowo-Wschodniej i Wschodniej] badaczom z Europy Zachodniej”42, stając się niezbywalnym punktem odniesienia dla nowych studiów nad Europą Środkową i Środkowo-Wschodnią (Thomas DaCosta Kaufmann, Toward a Geography of Art, 2004). Wymienione prace z lat 1972–1989 wskazują na nigdy nieskodyfikowany, ale istniejący w zamyśle autora, systemowy projekt.

W książce The Art of the Renaissance in Eastern Europe Białostocki wydobył region, o którym pisał, z nacjonalistycznej, binarnej opozycji włoskiego klasycyzmu i germanizmu, analizując ją w modelu wielonarodowej, transnacjonalnej sztuki dynastycznej, zderzanej z kategorią rodzimości. Relacja między dynastycznością a lokalnością nacjonalno-etnicznych grup budowała spektrum tego oglądu kultury jagiellońskiej.

W wielu pracach wskazywał na potencje kulturotwórcze „obrzeży Europy”: wielorakość i współegzystencję formuł w jednym czasie (np. gotyku, renesansu manierystycznego i wernakularnego oraz wczesnego baroku w Polsce około 1600), uwolnienie od presji akumulowania określonej tradycji, która rządzi jednorodną, jednoaspektową kulturą centrum, wielowariantowość adaptacji formuł płynących z centrum, czystość stylistyczną takich adaptacji wynikająca z braku tradycji (włoski renesans w Polsce) albo odwrotnie: wytwarzanie formuł mieszanych (łączenie stylistyk gotyckich z renesansowo-włoskimi w Polsce, Czechach, Słowacji, na Węgrzech ok. 1500), zdolność do wytwarzania ujęć niekonwencjonalnych ikonograficznie (romańskie Drzwi Gnieźnieńskie) bądź stylistycznie (formuła „rokoka” lwowskiego i późnego baroku latynoamerykańskiego). Zderzenie i wzajemne przepływanie form, „czystych” w centrach, tworzy na peryferiach nowe, niedające się opisać kategoriami stylowymi, znamiennymi dla centrów, jakości – jak ów „styl floralny” ok. 1500, specyficzny dla południowych i wschodnich Niemiec, Czech i Słowacji (a także Polski: kościół św. Anny w Wilnie), który analizował w Il Quattrocento nelľEuropa Settentrionale.

Odchodząc od kategorii „metropolii sztuki”, próbował analizować i syntetyzować sztukę makroregionu, traktując na przykład obszar nadbałtycki jako organizm socjologiczny, ekonomiczny i polityczny (Obszar nadbałtycki jako krajobraz artystyczny). I jako megaregion ponadetniczny, ponadnacjonalny lub wieloetniczny i wielonarodowy, który widział w Europie Środkowo-Wschodniej epoki jagiellońskiej, uwalniając ją od hegemonii nacjonalistycznego konstruktu Mitteleuropa, a zarazem od marksistowsko-komunistycznego konceptu „internacjonalizmu” „ludowej”, „oddolnej” kultury „mieszczańskiej”, walczącej o autonomię z feudalizmem. Wytworzył – wedle określenia Jána Bakoša – mega-regional idea of dynastie art. Idea ta została podjęta przez późniejszych badaczy: Roberta Suckalego i Jiri’ego Fajta43. Thomas DaCosta Kaufmann zaś, choć krytykował The Art of the Renaissance in Eastern Europe za zawłaszczające przyznanie „Europy Wschodniej” nacjom polskiej, czeskiej, słowackiej i węgierskiej i za usunięcie Habsburgów i Niemców z pola badania, w istocie tropem Białostockiego wytworzył w swej książce Court, Cloister and City: The Art and Culture of Central Europe 1400–1800 (1995) „trans-nacjonalny model Europy Środkowej jako wielkiego regionu obejmującego Rzeszę Niemiecką, Rzeczpospolitą Polską i dawne Królestwo Węgier” (Bakoš).

* * *

W swym pojmowaniu historii sztuki był Jan Białostocki konsekwentny, choć otwarty na rozmaite optyki i perspektywy; był systematykiem szukającym zgodności między tym, co ogólne, powszechne, typowe, trwałe, tradycyjne, a tym, co jednostkowe, materialnie dane, szczególne, indywidualne. Znał chaotyczny bezmiar zdarzeń w historii, ale wierzył w możliwość nadania mu myślowego ładu, choć odrzucał doktrynerstwo jednoprzyczynowości. Zachował wiarę w logiczny porządek przyczynowo-skutkowy, ale wiedział, że historyk nie ma dostępu do zanikłych w czasie motywacji, uwarunkowań, postaw, zamierzeń ludzkich, które wytwarzały dawną sztukę. Wiedział, że jej obraz tworzą historycy, uwarunkowani własną epoką. Że nie może on być w pełni obiektywny. Może być tylko przybliżeniem zaginionej prawdy historycznej, obserwowanej z wielu punktów widzenia.

SECT-ID LINK

1Niniejszy tekst jest skróconą wersją artykułu: Jan Białostocki (1921–1988), „Rocznik Historii Sztuki” 2011, XXXVI, s. 157–171. Tam patrz: szersze uwagi o stosunku Jana Białostockiego do koncepcji Aby’ego Warburga i Erwina Panofsky’ego oraz do marksistowskiej i neomarksistowskiej historii sztuki, jak też o krytyce Białostockiego ze strony polskich reprezentantów poststrukturalizmu i New Art History.

2Dokonania naukowe Jana Białostockiego na różnych polach i w różnych dziedzinach historii sztuki (teorii, historii teorii, ikonografii, ikonologii, muzealnictwa, monograficznego badania artystów i dzieł itp.) omawiają: P. Skubiszewski, S. Michalski, B. Steinborn w: Ars łonga. Prace dedykowane pamięci profesora Jana Białostockiego (Materiały z sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Warszawa listopad 1998), red. M. Poprzęcka, Warszawa 1999; a także: F. Bernabei, Jan Białostocki: Formalizm and Iconology, „Artibus et Historiae” 1990, XII, s. 9–23; L. Kalinowski, Jan Białostocki jako historyk sztuki, „Folia Historiae Atrium” 1992, XXV, s. 5–11. Krytyczną analizę poglądów i postaw Białostockiego zawierają teksty w tomie Białostocki (Materiały Seminarium Metodologicznego Stowarzyszenia Historyków Sztuki: Jan Białostocki – między tradycją a innowacją, Nieborów 23–25 października 2008), red. M. Wróblewska, Warszawa 2009. Krytycznie o konserwatywnej roli Białostockiego wobec rodzącej się New Art History (polemicznej historii sztuki) – M. Bryl, Suwerenność dyscypliny. Polemiczna historia historii sztuki od 1970 roku, Poznań 2008, s. 16–21, 199–200 i passim. Bibliografie prac Białostockiego zestawione są w: Ars auro prior. Studia Ioanni Białostocki Sexagenario dicata, Warszawa 1981, s. 757–768 oraz w „Roczniku Muzeum Narodowego” 1991, XXXV, s. 311–318.

3Biogram własny Jana Białostockiego z 1987 lub 1988 roku (dwa maszynopisy dwustronicowe, sporządzone w językach polskim i angielskim, oba w posiadaniu AZ). Dane biograficzne podają i omawiają różne aspekty działalności Jana Białostockiego: Stanisław Lorentz, Andrzej Vincenz, Irena Jakimowicz, Juliusz Chrościcki, Tadeusz Chrzanowski, Anna Dobrzycka, Joanna Guze, Paulina Ratkowska, Marek Rostworowski, Andrzej Rottermund i Jacek Woźniakowski w „Roczniku Muzeum Narodowego” 1991, XXXV; zamieszczono tam też liczne artykuły-nekrologi autorstwa André Chastela, Rüdigera Klessmanna, Willibalda Sauerlàndera, Lyckle de Vries, Wilfrieda Wieganda oraz Jerzego Łozińskiego, Piotra Skubiszewskiego, Sergiusza Michalskiego, Marii Poprzęckiej, Mieczysława Porębskiego.

4Tak podaje sam Białostocki w biogramie własnym (patrz wyżej). Archiwum UW zawiera wniosek Michała Walickiego do dziekana z 17 grudnia 1945: „Zwracam się z uprzejmą prośbą o mianowanie p. Jana Białostockiego, magistra filozofii w zakresie estetyki, obecnie zaś mojego ucznia-asystenta – wolontariuszem przy Zakładzie Historii Sztuki Średniowiecznej”. Kwestionariusz osobowy z 5 stycznia 1959 podaje datę rozpoczęcia pracy w Zakładzie Historii Sztuki Średniowiecznej UW na listopad 1945 roku.

5Nadanie tytułu profesora zwyczajnego przez Radę Państwa nastąpiło w początku 1971 roku (archiwum UW: Pismo Rektora Nrk. 326–272/71 z dnia 10.III.1971).

6Rijksuniversiteit w Lejdzie (1963), Yale University w New Haven (1965–1966), Universidad Nacional Autonoma w Meksyku (1967, 1976, 1984), New York University (1972; Wrightsman Lectureship), Pennsylvania State University (1973), University of Wisconsin w Madison (1972; Rojtman Seminar), Collège de France w Paryżu (1975, 1978), Carleton University w Ottawie (1979), Australia National University w Canberrze (1980), Wellesley College (1982; K.W. Davis Professorship), Cambridge University (1985; Slade Professorship).

7Koninklijke Nederlandse Akademie der Wetenschappen en Letteren w Amsterdamie (od 1971), Koninklijke Vlaamse Akademie w Brukseli (1971), Akademie der Wissenschaften und der Literatur w Moguncji (1973), Polska Akademia Nauk w Warszawie (1976), Acádemia de Bella Artes San Fernando w Madrycie (1978), Bayerische Akademie der Wissenschaften w Monachium (1980), Sächsische Akademie der Wissenschaften w Lipsku (1980), Det Norske Videnskaps-Akademi w Oslo (1982), Accademia Clementina w Bolonii (1986), Académie des Sciences, Arts et Lettres w Paryżu (1986).

8Nagroda Herdera uniwersytetu w Wiedniu (1970), polska Nagroda Państwowa I stopnia (1978), Nagroda Polskiego PEN Clubu (1979), Nagroda Fundacji Jurzykowskiego w Nowym Jorku (1981), Nagroda Reuchlina miasta Pforzheim (1983), Premio Canaletto Republiki Włoskiej, Theo Wormland-Kunstpreis w Monachium (1988).

9Złoty Krzyż Zasługi RP (1955) – jakby w zadośćuczynieniu za okres uwięzienia obozowego podczas okupacji oraz odsunięcia od nauki na uniwersytecie w okresie stalinizmu; Krzyże Polonia Restituta: Kawalerski (1962), Oficerski (1972) oraz Komandorski (1980); Corona d’Italia (1946) i Ordine del Merito Republiki Włoskiej (1988).

10Cytowany biogram własny Jana Białostockiego, patrz wyżej.

11Die Renaissance im Blick der Nationen Europas (Wolfenbütteler Abhandlungen zur Renaissanceforschung 9), Wiesbaden 1991, s. 293–318.

12J. Białostocki, O teorii sztuki Albrechta Dürera, [w:] idem, Pięć wieków myśli o sztuce, wyd. 2, Warszawa 1976, s. 32–73; idem, Chłopska Melancholia Albrechta Dürera, ibidem, s. 74–81; idem, Opus quinque dierum: obraz Dürera Chrystus wśród mędrców żydowskich i jego źródła, [w:] idem, Teoria i twórczość. O tradycji i inwencji w teorii sztuki i ikonografii, Poznań 1961, s. 81–104; idem, Dürer i Reformacja, [w:] idem, Symbole i obrazy w świecie sztuki, Warszawa 1982, s. 234–267; idem, Dürer i humaniści, [w:] idem, Refleksje i syntezy ze świata sztuki. Cykl drugi, Warszawa 1987, s. 112–126.

13Wszystkie przedrukowane w: Rozdział VI: Rembrandt, [w:] J. Białostocki, Symbole i obrazy...

14Przedruk [w:] J. Białostocki, Refleksje i syntezy... Cykl drugi, s. 135–150.

15Pierwsza wersja [w:] „Münchner Jahrbuch der bildenden Kunst” 1957, t. VIII, s. 195–210; nowa [w:] J. Białostocki, Stil und Ikonographie, wyd. 2, Köln 1981; wersja polska w: idem, Symbole i obrazy w świecie sztuki, Warszawa 1982, s. 277–307.

16„Zeitschrift für Kunstgeschichte” 1984, t. XLVII, s. 421–438.

17Zob. np. Rozdział VII: Romantyzm, [w:] J. Białostocki, Symbole i obrazy..., s. 346–459.

18A. Chastel, Jan Bialostocki. Un Maître de iconologie, „Le Monde”, 31 XII 1988.

19S. Michalski, Jan Białostocki a ewolucja historii sztuki po roku 1945, [w:] Ars longa..., s. 53–68.

20S. Czekalski, Ikonologia Jana Białostockiego, [w:] Białostocki..., s. 113–122.

21I. Ciulisová, Against Hegemony: Jacob Burchardt, Jan Białostocki and the Renaissance, [w:] Białostocki..., s. 55–62.

22J. Bakoš, Jan Białostocki and Center-Peryphery Problem, [w:] Białostocki..., s. 63–76. Dodajmy do tego fascynację Białostockiego George’em Kublerem, skłaniającą go do przekucia ikonologii w projekt globalistycznej historii sztuki jako systemu wiązek symptomów kulturowych – panregionalnych, ponadeuropejskich i multiregionalnych, zob. W. Bałus, Jan Białostocki a George Kubler: w pogoni za systemem, [w:] Białostocki..., s. 77–98.

23S. Michalski, Jan Białostocki...

24P. Skubiszewski, Miejsce Jana Białostockiego w połskiej historii sztuki, [w:] Ars longa..., s. 11–22.

25J. Białostocki, Judyta: Znaczenie obrazu Giorgiona w historii sztuki, [w:] J. Białostocki, Symbole i obrazy..., s. 112–135.

26J. Białostocki, Vanitas: z dziejów obrazowania idei „marności”„przemijania” w poezji i sztuce, [w:] idem, Teoria i twórczość..., s. 105–137; idem, Drzwi Śmierci: antyczny symbol grobowy i jego tradycja, [w:], idem, Symbole i obrazy..., s. 158–187; idem, Księgi wiedzy i księgi próżności, [w:] idem, O dawnej sztuce, jej teorii i historii, red. A. Ziemba, M. Poprzęcka, S. Michalski, tłum. G. Przewłocki, Gdańsk 2011.

27Teorii i twórczości na osiem artykułów znajdujemy dwa studia ikonograficzne lub ikonologiczne (Opus quinque dierum oraz Vanitas); w Pięciu wiekach myśli o sztuce na dwanaście artykułów – jeden („Chłopską Melancholię” Albrechta Dürera); w The Message of Images – dziesięć na osiemnaście; w Symbolach i obrazach – osiemnaście na dwadzieścia dziewięć (wyjątkowo dużo – z racji tytułu i tematycznego zakresu tomu); w Refleksjach i syntezach i ich Cyklu drugim – żadnego.

28J. Białostocki, Metoda ikonologiczna w badaniach nad sztuką, [w:] idem, Pięć wieków..., s. 249–274; idem, Erwin Panofsky – myśliciel, historyk, człowiek, [w:] E. Panofsky, Studia z historii sztuki, red. J. Białostocki, Warszawa 1971, s. 387–420 (przedruk [w:] J. Białostocki, Refleksje i syntezy ze świata sztuki, Warszawa 1978, s. 304–344); J. Białostocki, Historia sztuki wśród nauk humanistycznych, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1980.

29J. Białostocki, Posłanie Aby Warburga: historia sztuki czy historia kultury?, [w:] idem, Refleksje i syntezy... Cykl drugi, s. 190 i 201.

30Ibidem.

31J. Białostocki, Metoda ikonologiczna..., s. 272.

32J. Białostocki, Historia sztuki wśród nauk humanistycznych, s. 92.

33J. Białostocki, Późny gotyk. Rozwój pojęcia i terminu, [w:] Późny gotyk. Studia nad sztuką przełomu średniowiecza i czasów nowych (Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Wrocław 1962), Warszawa 1965, s. 17–82; idem, Manieryzm: tryumf i zmierzch pojęcia, [w:] idem, Sztuka i myśl humanistyczna, Warszawa 1966; idem, Barok: styl, epoka, postawa, [w:] idem, Pięć wieków..., s. 220–248; Rokoko: ornament, styl i postawa, [w:] idem, Refleksje i syntezy..., s. 158–177.

34J. Białostocki, Sztuka i humanizm florencki. Książka André Chastela, [w:] idem, Sztuka i myśl humanistyczna...

35J. Białostocki, Ars auro prior, [w:] idem, Refleksje i syntezy..., s. 111–121; idem, Terribilità, [w:] ibidem, s. 123–128; idem, Potęga piękna: o utopijnej idei Albertiego, [w:] idem, Sztuka i myśl humanistyczna...; idem, The Renaissance concept of Nature and Antiquity, [w:] idem, The Message..., s. 64–68.

36J. Białostocki, „O Leonardo, czemu się tak trudzisz?”, [w:] idem, Pięć wieków..., s. 17–31; O teorii sztuki Albrechta Dürera, ibidem, s. 32–73; Idea Leonarda urzeczywistniona przez Poussina, ibidem, s. 82–89; Gian Lorenzo Bernini i jego poglądy estetyczne, ibidem, s. 90–115; Zagadnienie manieryzmu i niderlandzkie malarstwo krajobrazowe, ibidem, s. 177–189; Pojęcie manieryzmu i sztuka polska, ibidem, s. 190–211. Opus quinque dierum...; Słownik wizualny Jacopo Bassano..., Dürer i reformacja; Rembrandt i Lievens – opera cit.

37J. Białostocki, Historia sztuki wśród nauk humanistycznych, s. 34–35.

38S. Michalski, Jan Białostocki..., s. 59.

39S. Czekalski, Ikonologia Jana Białostockiego, s. 122.

40J. Białostocki, Refleksje i syntezy..., op. cit., s. 57–69.

41J. Białostocki,: A Plea for Internationality, „Art History” 1978, t. I, s. I-IV;
Die Internationalität der Kunstgeschichte und das Comité International d’Histoire de lArt, „Acta Historiae Artium” 1979, t. XXV, s. 175–178; Perspektywy porównawczej historii sztuki w skali światowej, [w:] idem, Refleksje i syntezy... Cykl drugi, s. 213–224 oraz Some values of artistic periphery, [w:] Word Art: Themes of Unity in Diversity. Acts of the XXVIth International Congress of the History of Art, t. I, London 1989, s. 49–54; przedruk [w:] „Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie” 1991, XXXV, s. 129–136.

42S. Michalski, Jan Białostocki..., s. 60.

43R. Suckale, Die Hofkunst Kaiser Ludwigs des Bayern, München 1993; J. Fajt, wystawy: Karl IV – Kaiser von Gottes Gnaden, Sigismundus Rex et Imperator (obie 2006), Europa Jagellonica (2012).

Józef Bielawski

Urodzony 12 VIII 1910 w Starej Wsi k. Brzozowa. Studia prawnicze (1934–1938) i orientalistyczne (1938–1947) na UJ. Asystent na Seminarium Turkologicznym na UW (1947–1948). Doktorat na UJ (1947, z prawa). Doktorat na UW (1951, z orientalistyki). Docent UW (1955), profesor (1968). Wykładowca w Instytucie Orientalistycznym UW, kierownik samodzielnej Katedry Arabistyki (1964–1979), następnie Zakładu Arabistyki i Islamistyki.

Arabista i islamista, tłumacz literatury arabskiej; twórca pierwszych polskich stacjonarnych studiów islamistycznych; autor pierwszego polskiego przekładu Koranu z oryginału arabskiego.
Attaché kulturalny ambasady polskiej w Ankarze (1948–1950).
Członek zagraniczny Irackiej Akademii Nauk w Bagdadzie (1979). Założyciel Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Arabskiej (1969).
Zmarł 19 IX 1997 w Warszawie.

Historia literatury arabskiej, Wrocław 1968; Mały słownik kultury świata arabskiego (red.), Warszawa 1971; Nowa i współczesna literatura arabska, t. I (współautorki K. Skarżyńska-Bocheńska, J. Jasińska): Literatura arabskiego Wschodu, Warszawa 1978; t. II (współautorki J. Kozłowska, E. Machut-Mendecka, K. Skarżyńska-Bocheńska): Literatura arabskiego Maghrebu, Warszawa 1989; Ibn Chaldun, Warszawa 2000.

Księga dla uczczenia 75 rocznicy urodzin Józefa Bielawskiego, „Rocznik Orientalistyczny” 1984, t. XXXIII.

MAREK M. DZIEKAN

JÓZEF BIELAWSKI

1910–1997

 

Józef Bielawski to już legenda polskiej arabistyki, ba, można nawet stwierdzić – polskiej orientalistyki. Dla kilku pokoleń polskich arabistów wykształconych w warszawskim ośrodku orientalistycznym (od 1932 roku Instytut Orientalistyczny, obecnie Wydział Orientalistyczny) prof. Bielawski to po prostu Profesor. Nie trzeba dodawać nazwiska, wiadomo, o kogo chodzi. I jest tak, mimo tego, że kilku jego uczniów otrzymało już stanowiska i tytuły profesorskie. Dla mnie i moich rówieśników jest jeszcze „żywą legendą” (był recenzentem mojej pracy magisterskiej w 1988), dla następnego pokolenia – już tylko legendą. Bielawski miał anegdotyczną już zdolność pojawiania się niespodziewanie w momencie, kiedy się o nim mówiło – jak w przysłowiu „o wilku mowa...”. Do dziś, rozmawiając o nim, rozglądamy się, czy nie wychynie nagle zza bibliotecznej szafy. Stąd wcale nas nie dziwią pojawiające się jeszcze od czasu do czasu przesyłki przychodzące do Katedry na jego nazwisko.

Urodził się w 1910 roku w Starej Wsi koło Brzozowa. Pochodził z rodziny chłopskiej i był najmłodszym spośród sześciorga dzieci Józefa i Anny z domu Macios. Najpierw uczył się w szkole ludowej w Starej Wsi, następnie w zakładzie Wychowawczym Księży Michaelitów w Miejscu Piastowym. Uczył się bardzo chętnie, choć jeden z nauczycieli, ze względu na słabe zdrowie chłopca, mówił: „Ty Józiu, nie musisz się uczyć, bo długo nie pożyjesz”. Jak bardzo się mylił. W 1932 roku Bielawski zdał maturę w gimnazjum humanistycznym w Brzozowie, a dwa lata później rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim, które zakończył w 1938 roku. Jeszcze jako student ostatniego roku prawa podjął studia orientalistyczne pod opieką twórcy polskich badań arabistycznych, prof. Tadeusza Kowalskiego (1889–1948). Okres II wojny światowej spędził we Lwowie, Starej Wsi i Krakowie, gdzie w miarę możliwości kontynuował w konspiracji rozpoczęte studia. W 1947 roku otrzymał magisterium z orientalistyki, jego praca dyplomowa dotyczyła poezji staroarabskiej. W tym samym roku doktoryzował się z prawa, również na UJ, gdzie bezpośrednio po studiach otrzymał stanowisko wykładowcy, ale na krótko. Pierwszego września tegoż roku pojawił się w Instytucie Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie do marca 1948 roku był starszym asystentem w Seminarium Turkologicznym kierowanym przez prof. Ananiasza Zajączkowskiego (1903–1970). Warto dodać, że w tamtych czasach w zakresie badań nad Bliskim Wschodem była kontynuowana tradycja łączenia arabistyki, turkologii i iranistyki, co dawało absolwentom znajomość trzech języków orientalnych.

W latach 1948–1950 przebywał jako attaché kulturalny ambasady polskiej w Ankarze. Wykorzystał ten czas m.in. na badania, które zaowocowały później bardzo ważnymi publikacjami w dziedzinie filozofii arabskiej. Po powrocie do Polski w 1951 roku doktoryzował się z orientalistyki w UW. Pracę doktorską poświęcił obrazowi Turków w dziełach dwóch arabskich pisarzy średniowiecznych. Jego promotorem był Ananiasz Zajączkowski.

Oprócz pracy naukowej Bielawski prowadził oczywiście pracę dydaktyczną. Początkowo były to zajęcia z gramatyki arabskiej i perskiej. W 1955 roku został docentem. Choć w jego badaniach tematy tureckie i perskie jeszcze się sporadycznie pojawiały, zainteresowania badacza zaczynały koncentrować się na arabistyce. To miało zasadnicze znaczenie dla późniejszej instytucjonalizacji tej gałęzi orientalistyki na UW. W efekcie naukowej i dydaktycznej działalności Bielawskiego w 1958 roku została powołana sekcja arabistyczna pod jego kierunkiem. Początkowo sam prowadził większość wykładów i seminariów arabistycznych, podejmując zajęcia zarówno językoznawcze, jak i z zakresu islamu, filozofii i literatury arabskiej.

Pod koniec lat 50. zaczęły się bezpośrednie kontakty Polski z krajami arabskimi. W 1957 roku po raz pierwszy odwiedził państwo arabskie – Egipt, gdzie nawiązał szerokie kontakty naukowe. W części księgozbioru Bielawskiego, która po jego śmierci znalazła się w bibliotece Katedry Arabistyki i Islamistyki UW często napotkać można dzieła luminarzy arabskiego życia naukowego i literackiego z ich osobistymi dedykacjami.

Dalsze starania Bielawskiego doprowadziły w 1964 roku do powstania samodzielnej Katedry Arabistyki, której został kierownikiem. W 1968 roku otrzymał tytuł naukowy profesora. Wzmocniło to dodatkowo jednostkę, która szybko zaczęła zdobywać sobie renomę w kraju i za granicą. Rok później Katedra Arabistyki została przemianowana na Zakład Arabistyki i Islamistyki. Mimo że w ramach reformy uniwersytetów katedra została zdegradowana do „zakładu”, to jednak uwzględniono starania Bielawskiego o oficjalne rozszerzenie badań o islamistykę.

Podkreślam działania profesora w zakresie organizacji nauki, ponieważ znany był ze swej awersji do wszelkich zadań i obowiązków o charakterze administracyjnym – być może dlatego nigdy nie sprawował żadnych funkcji w Instytucie Orientalistycznym, poza kierownictwem Katedry, a następnie Zakładu, które traktował wyraźnie jako zadanie o charakterze bardziej naukowym niż urzędniczym. W połowie lat 70., w wyniku skomplikowania się sytuacji kadrowej w Instytucie Orientalistycznym, arabistyka, choć stanowiąca ówcześnie chyba największą jednostkę IO, została włączona do Zakładu Bliskiego Wschodu i Afryki. Tymczasem Bielawski otrzymał w 1974 roku nominację na profesora zwyczajnego. W 1977 roku od Zakładu odłączyły się dyscypliny afrykanistyczne i powstał Zakład Bliskiego Wschodu i Maghrebu. Dwa lata później, decyzją z 1 III 1979 roku Kolegium Dziekańskie Wydziału Filologii Obcych UW podjęło decyzję o usunięciu prof. Bielawskiego ze stanowiska kierownika Zakładu, ponieważ ponoć „nie sprawdzał się jako skrzynka kontaktowa pomiędzy Dziekanatem i Dyrekcją Instytutu a pracownikami Zakładu”. Władze Wydziału zarzucały profesorowi „organizacyjną niesprawność”. Stało się to w roku, w którym Bielawski został członkiem zagranicznym Irackiej Akademii Nauk w Bagdadzie, jednej z najważniejszych instytucji naukowych świata arabskiego.

Ta niezrozumiała ze względów merytorycznych i krzywdząca Bielawskiego decyzja wywołała protesty ze strony pracowników i studentów arabistyki, ale ówczesny dziekan pozostał obojętny na wszelkie prośby i petycje. Kierownictwo arabistyki przejął wówczas na krótko hebraista, prof. Witold Tyloch. Stało się to na kilka dni przed uroczystościami organizowanymi przez ambasadę palestyńską w warszawskim Muzeum Etnograficznym; w geście protestu przeciwko takim posunięciom władz Wydziału ambasadorowie państw arabskich, zaprzyjaźnieni z profesorem i pracownikami Zakładu, opuścili ostentacyjnie spotkanie.

W piśmie z 27 lutego 1981 roku Komisja Senatu UW ds. analizy niewłaściwych decyzji personalnych podjętych w latach 1968–1980, działająca pod przewodnictwem prof. Klemensa Szaniawskiego w następujący sposób ustosunkowała się, w odpowiedzi na pismo Krystyny Skarżyńskiej-Bocheńskiej, ówczesnej kierownik Zakładu, do owej decyzji w piśmie skierowanym do Bielawskiego: „Usunięcie kierownika Zakładu po 15 latach pełnienia tej funkcji – zasłużonego twórcy nowoczesnej polskiej szkoły arabistycznej, bez należytego uwzględnienia naukowych i dydaktycznych interesów tego Zakładu, uznane zostało za decyzję niewłaściwą i krzywdzącą dla Pana Profesora oraz szkodliwą dla Zakładu i jego pracowników”. Jednak Bielawski, który przeszedł na emeryturę, nie powrócił już na stanowisko. Do końca życia był związany z Zakładem i prowadził seminarium magisterskie oraz wykłady z historii klasycznej świata arabskiego, w których miałem szczęście jeszcze uczestniczyć.

Wychował grono świetnych arabistów, którzy kontynuowali i kontynuują jego dzieło. Pierwszą magistrantką profesora – wtedy jeszcze doktora, była obecna emerytowana profesor, Krystyna Skarżyńska-Bocheńska. Inni najwybitniejsi uczniowie Bielawskiego to prof. Janusz Danecki, prof. Ewa Machut-Mendecka, prof. Danuta Madeyska, prof. Sławomira Żerańska-Kominek, prof. Elżbieta Rekłajtis, prof. Eva-Maria von Kemnitz (pracująca na Uniwersytecie Katolickim w Lizbonie), ks. doc. Jerzy Nosowski oraz dr Jolanta Kozłowska i dr Ryszard Piwiński. W sumie profesor wychował kilkunastu doktorów i kilkudziesięciu magistrów arabistyki. Na świecie funkcjonuje do dziś określenie „szkoła Bielawskiego”, co dowodzi, że profesor znany był nie tylko w kraju, lecz także za granicą. Wielką estymą cieszył się również w świecie arabskim.

Uczennica Bielawskiego, mgr Barbara Wrona, we wspomnieniu o swoim Mistrzu napisała, że interesowały go nie tylko sprawy rozwoju naukowego wszystkich podopiecznych, lecz także ich sprawy bytowe, a nawet osobiste. Być może te cechy uczonego spowodowały, że od początku nadał utworzonej przez siebie jednostce przyjazną, pełną zrozumienia dla odmienności atmosferę, którą zaraził swoich współpracowników. Ten pełen otwartości duch Bielawskiego po dziś dzień krąży nad warszawską arabistyką.

Pierwszy artykuł Bielawskiego ukazał się w 1950 roku w „Przeglądzie Orientalistycznym” i dotyczył poezji tureckiej. Problematyka turkologiczna i iranistyczna, w tym przekłady z języków perskiego i tureckiego, pojawiały się w jego bibliografii jeszcze do 1955 roku.

W arabistyce badania naukowe Bielawskiego obejmowały bardzo szeroki zakres, przy czym najważniejsze dziedziny to historia filozofii arabskiej, islamistyka i literaturoznawstwo. Jego dzieło naukowe charakteryzowała interdyscyplinarność. Szerokie zainteresowania przyczyniły się do rozwoju różnorodnych zainteresowań jego uczniów. I dlatego nam z pewnością łatwiej teraz zagłębiać się w bardziej szczegółowe zagadnienia cywilizacji arabsko-muzułmańskiej, czasem idąc jego tropem, czasem wbrew niemu, innym zaś razem po prostu odkrywając dla siebie całkiem nowe horyzonty.

Światową sławę przyniosły Bielawskiemu badania filozofii arabskiej. Jego najważniejszym osiągnięciem z tej dziedziny było odkrycie w bibliotece w Stambule, nieznanych dotąd, zachowanych jedynie w wersji arabskiej, listów Arystotelesa do Aleksandra Wielkiego. W formie książkowej we współpracy z prof. Marianem Plezią opublikował najważniejszy z tych listów o polityce wobec państw: Lettre dAristote a Alexandre sur la politique envers les cités (1970). W tym kontekście pozostaje również ostatnia, wydana już pośmiertnie praca, monografia Ibn Chaldun (2000). W dziedzinie islamistyki najważniejszym dziełem profesora jest bez wątpienia polski przekład Koranu (1986). Trzecim działem arabistyki, którym Bielawski zajmował się od początku swej drogi naukowej, była literatura. Był on autorem pierwszej w języku polskim opartej na arabskich źródłach historii literatury arabskiej (Historia literatury arabskiej 1968). Sądzę jednak, że najistotniejszym efektem literackich zainteresowań profesora jest monumentalna, jedyna jak dotąd tego rodzaju w świecie (także w świecie arabskim), dwutomowa Nowa i współczesna literatura arabska (Literatura arabskiego wschodu 1978; Literatura arabskiego Maghrebu 1989). Ogromne to dzieło (około 1500 stron) było dziełem zespołu pod jego kierownictwem, w którego skład wchodzili: J. Jasińska (Kozłowska), K. Skarżyńska-Bocheńska oraz E. Machut-Mendecka w przypadku tomu drugiego.

Ważną rolę w dorobku Bielawskiego odgrywają także przekłady klasycznej i współczesnej literatury arabskiej. Interesujące, że prawie w ogóle nie tłumaczył poezji arabskiej – ani klasycznej, ani współczesnej, poza nielicznymi fragmentami np. w Historii literatury arabskiej. W dziedzinie prozy dokonał zaś przekładu pamiętników arabskiego rycerza z okresu wypraw krzyżowych Usamy Ibn Munkiza pt. Księga pouczających przykładów (1975). Z literatury współczesnej najważniejszym przekładem jest Księga dni Tahy Husajna (1982), jednego z najwybitniejszych pisarzy i intelektualistów świata arabskiego. Poza tym opublikował także kilka przekładów opowiadań wydanych w antologiach prozy arabskiej i rozmaitych czasopismach. Najlepiej chyba jednak czuł się w tekstach filozoficznych i religijnych, o których była wcześniej mowa, choć jego przekładom tekstów beletrystycznych – zarówno klasycznych, jak i współczesnych – niczego nie można zarzucić. Bibliografia prac Bielawskiego obejmuje około 150 pozycji w języku polskim, arabskim, francuskim i angielskim.

Profesor działał także jako propagator kultury arabskiej poza swoimi publikacjami. W 1969 roku wraz z uczniami założył Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Arabskiej, które najbujniej rozwijało się za jego życia.

Zmarł w Warszawie w 1997 roku i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. Mszę żałobną w kościele św. Jozafata odprawił jego uczeń i przyjaciel, wybitny islamista z ówczesnej ATK, ks. doc. dr hab. Jerzy Nosowski (zm. 1999).

Cokolowiek by powiedzieć czy napisać o Bielawskim, nie odda to w pełni jego znaczenia dla nauki polskiej (nie tylko orientalistyki czy arabistyki). Trwałym jego dorobkiem pozostanie największy obecnie ośrodek badań arabistyczno-islamistycznych w Polsce, Katedra Arabistyki i Islamistyki Uniwersytetu Warszawskiego, jedna z największych tego typu jednostek w Europie i na świecie.

Wybrana literatura

 

Dziekan M.M., Profesor Józef Bielawski (1910–1997). Człowiek i dzieło, [w:] Szkice z dziejów polskiej orientalistyki, Warszawa 2007.

Skarżyńska-Bocheńska K., Arabistyka, [w:] Instytut Orientalistyczny Uniwersytetu Warszawskiego 1932–1982, Warszawa 1986.

Wrona B., Józef Bielawski. In Memoriam, „Przegląd Orientalistyczny” 1998, nr 1–2.

Iza Bieżuńska-Małowist

Urodzona 1 I 1917 w Warszawie. Studia historyczne i filologiczne na UW (1934–1937). Wolontariusz w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie i nieformalny asystent w IH UW (1938). W czasie wojny w getcie warszawskim, uczestniczka tajnego nauczania. Doktorat na UW (1947), habilitacja (1951), profesor (1954). Kierownik Katedry (następnie Zakładu) Historii Starożytnej w IH (1952–1987), przewodnicząca Rady Kultury Antycznej UW (1986). Wykłady za granicą: w Cambridge (1971/1972), w Institute for Advanced Study w Princeton (1974/1975 i 1980), w Hamburgu (1981/1982).

Historyk starożytności, badaczka dziejów społecznych i gospodarczych świata hellenistycznego i rzymskiego.
Członek Association pour l’Encouragement des Etudes Greques i Międzynarodowego Towarzystwa Papirologicznego. Udział w pracach międzynarodowej grupy GIREA (Groupe International de Recherche sur l’Esclavage dans Antiquité).
Zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Historycznego” (od 1955). Doktor honoris causa uniwersytetu w Besançon (1982).
Zmarła 27 VII 1995 w Nieborowie.

Z zagadnień niewolnictwa w okresie hellenistycznym, Warszawa 1949; L’ésclavage dans l’Egypte gréco-romaine, t. I: Période ptolémaique, Warszawa 1974, t. II: Période romaine, Warszawa 1977; Niewolnictwo (z Marianem Małowistem), Warszawa 1987; Kobiety antyku. Talenty, ambicje, namiętności, Warszawa 1993.

P. Lévêque, Pamięci Izy Bieżuńskiej-Małowist, historyka niewolnictwa, niezawodnego przyjaciela, „Przegląd Historyczny” 1996, t. LXXXVII, z. 2.

KRYSTYNA STEBNICKA

IZA BIEŻUŃSKA-MAŁOWIST*

1917–1995

 

Profesor Iza Bieżuńska-Małowist, wybitny historyk starożytności, przez całe swoje życie związana była z Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Jeszcze przed wojną ukończyła tu studia historyczne, a po przerwie spowodowanej okrutnym doświadczeniem Holocaustu podjęła tam pracę naukową i przez wiele lat kierowała Katedrą Historii Starożytnej, odgrywając niezwykle istotną rolę w prowadzonych w Instytucie badaniach naukowych, kształceniu studentów i w krzewieniu kultury antycznej.

Idess Bieżuńska urodziła się 1 stycznia 1917 roku w Warszawie w tradycyjnej rodzinie żydowskiej. Jej ojciec, Eliasz Bieżuński, był zamożnym kupcem i właścicielem kamienic, matka zaś, Dyna Bieżuńska z domu Prawda, nie pracowała. Rodzina Bieżuńskich mieszkała na Nalewkach wraz z dwiema córkami, starszą Rajzlą, która wyszła za mąż za francuskiego lekarza i wyjechała w 1930 roku do Bordeaux, oraz młodszą Idess, nazywaną w domu Izą. Oficjalnie zmieniła imię w listopadzie 1947 roku.

W 1934 roku ukończyła gimnazjum humanistyczne Janiny Święcickiej i w tym samym roku wstąpiła na Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studiowała jednocześnie w Sekcji Historycznej i w Sekcji Filologii Klasycznej. Od początku studiów specjalizowała się w historii starożytnej. Uczęszczała na proseminarium starożytne Zdzisława Zmigrydera-Konopki, wówczas jeszcze docenta, oraz seminarium prof. Tadeusza Wałka-Czerneckiego, gdzie przedstawiła pracę magisterską pt. Emancypacja kobiety greckiej w świetle źródeł papirusowych, uzyskując w 1938 roku dyplom magistra filozofii w zakresie historii. Francuska wersja tej pracy pt. Etudes sur la conditionjuridique et sociale de la femmegrecque en Egyptegréco-romaine ukazała się drukiem w 1939 roku, lecz z powodu zniszczeń wojennych tylko nieliczne egzemplarze książki zachowały się do dzisiaj1. Iza Bieżuńska nigdy nie ukończyła studiów filologicznych, chociaż zdała część egzaminów i uzyskała prawo uczęszczania na wybrane seminarium. W Sekcji Filologii studiowała pod kierunkiem prof. Tadeusza Zielińskiego, Aleksandra Turyna, Władysława Strzeleckiego, brała także udział w zajęciach z papirologii prof. Jerzego Manteuffla. W czasie studiów była również słuchaczką wykładów prof. Władysława Tatarkiewicza i Tadeusza Kotarbińskiego na filozofii.

Począwszy od III roku studiów pracowała w zespole powołanym przez prof. Zmigrydera-Konopkę do zestawienia bibliografii historii starożytnej, z czasem objęła redakcję tego opracowania. Na jesieni 1938 roku została wolontariuszką w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie przy katedrze prof. Zmigrydera, nieformalnie pełniła także obowiązki asystentki na Uniwersytecie, gdzie nie mogła zostać zatrudniona z powodu żydowskiego pochodzenia.

Wybuch wojny zastał Izę Bieżuńską w Warszawie i tu przebywała aż do września 1944 roku. W chwili utworzenia dzielnicy zamkniętej dom Bieżuńskich znalazł się w jego granicach. W getcie Iza Bieżuńska prowadziła tajne nauczanie na kompletach domowych oraz zajęcia w dwóch żeńskich szkołach żydowskich, w gimnazjum im. Cecylii Goldman-Landauowej przy ul. Przejazd 5, gdzie przed wojną odbywała praktyki nauczycielskie, oraz w gimnazjum Frydy Mirlasowej przy ul. Długiej 502. Wiadomo, że w getcie prowadziła zajęcia z historii i uczyła języka greckiego. Utrzymywała stały kontakt z polskim podziemiem. Od początku wojny odwiedzali ją Aleksander Gieysztor i Witold Kula, który został prawnym administratorem domu Eliasza Bieżuńskiego. Rodzina Bieżuńskich przeżyła pierwszą akcję likwidacyjną getta w zamaskowanym pokoju w mieszkaniu sąsiadów. W ostatnich dniach lipca Iza Bieżuńska ostatecznie opuściła getto, udając się wraz z grupą robotników do ogrodnika na Ochocie na tzw. placówkę, czyli do pracy w ramach kontyngentu robotników zatrudnianych przez niemieckich pracodawców. Ukrywała się w kilku mieszkaniach, dłuższe zaś schronienie znalazła w domu przy ul. Towiańskiego 6 na „urzędniczym” Żoliborzu. Rzadko opuszczała swoją kryjówkę, z zachowaniem ostrożności przyjmowała odwiedziny kilku przyjaciół i kolegów z uniwersyteckiego kręgu. Najprawdopodobniej dla tajnej Wolnej Wszechnicy Polskiej podjęła się wówczas przekładu klasycznego w tamtych czasach podręcznika archiwistyki, lecz tekst tłumaczenia przepadł w powstaniu.

Cała bliższa i dalsza rodzina Izy Bieżuńskiej zginęła w czasie okupacji, w tym 30 osób w warszawskim getcie. Ona sama przebywała poza Warszawą od września 1944 roku – najpierw w Pruszkowie, potem w Jeżowie, do Warszawy powróciła w lutym 1945 roku. Wkrótce rozpoczęła przerwaną tragicznymi wydarzeniami wojny pracę zawodową: w maju 1945 roku jako referent do spraw personalnych w Departamencie Nauki i Szkół Wyższych Ministerstwa Oświaty (pracowała tam do listopada 1947 roku), a od 1 września 1945 roku jako starszy asystent w Instytucie Historycznym UW w ramach pierwszych przydzielonych uniwersytetowi etatów naukowych. Katedra Historii Starożytnej nie miała swego kierownika, prof. Wałek-Czernecki pozostał bowiem za granicą. Na Izę Bieżuńską spadły więc liczne obowiązki dydaktyczne i organizacyjne, przez lata prowadziła grupy ćwiczeniowe i wykłady dla 100–120 studentów. Czynnie włączyła się także do odbudowy Instytutu i jego biblioteki. Do dzisiaj w Lektorium IH widnieją fisze bibliograficzne pisane jej ręką.

W 1947 roku obroniła pracę doktorską poświęconą niewolnictwu w Egipcie okresu hellenistycznego (Z zagadnień niewolnictwa w okresie hellenistycznymQuelques problèmes de lesclavage dans la période hellénistique, Warszawa-Wrocław 1949). W tym samym roku wyszła za mąż za Mariana Małowista (1909–1988), historyka, od 1952 roku profesora Uniwersytetu Warszawskiego, wybitnego badacza dziejów XIV-XVII w. W 1951 roku Iza Bieżuńska-Małowist złożyła rozprawę habilitacyjną dotyczącą nobilitas okresu Nerona (Poglądy nobilitas okresu Nerona i ich podłoże gospodarczo-społeczneLes opinions de la nobilitas de l’époque de Neron et leur fondement économique et social, „Prace Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego” 1952, t. V), co pozwoliło jej jako zastępcy profesora objąć stanowisko kierownika Katedry Historii Starożytnej, które zajmowała do 1987 roku, czyli do chwili przejścia na emeryturę. W 1954 roku została profesorem nadzwyczajnym, w 1973 zaś otrzymała tytuł profesora zwyczajnego.

Zainteresowania naukowe Izy Bieżuńskiej-Małowist skupiały się przede wszystkim wokół zagadnień niewolnictwa w Egipcie grecko-rzymskim. Podstawą źródłową jej pracy był głównie materiał papirologiczny, a trzeba zaznaczyć, że już w czasie studiów zdobyła wiedzę, jak należy analizować tego typu źródła. Badania nad problematyką niewolnictwa przez blisko trzydzieści lat zaowocowały wieloma artykułami i rozprawami omawiającymi charakter pracy niewolniczej, położenie i warunki życia niewolników. Badania te pozwoliły na napisanie dziś już klasycznej pracy Lésclavage dans lEgypte gréco-romaine (t. I Période ptolémaique został wydany w 1974 roku, t. II Période romaine w 1977 roku). Oba tomy zbudowane są według takiego samego planu i pokazują źródła do badania niewolnictwa, zatrudnienie niewolników, kontrolę państwa, warunki życia niewolników, którzy stanowili wedle obliczeń autorki 10–13% całej populacji. Książka prof. Bieżuńskiej-Małowist była pierwszym wyczerpującym studium niewolnictwa dla konkretnego obszaru świata grecko-rzymskiego. Prezentuje jej zasadniczą postawę jako historyka: uważnie analizowała źródła i formułowała hipotezy, które miały mocne oparcie w materiale źródłowym. Zmieniona i rozszerzona wersja tej książki ukazała się w 1987 roku po włosku (Schiavitů nell’ Egittogreco-romano, Roma 1984). Wraz z mężem, Marianem Małowistem, przygotowała syntetyczne opracowanie niewolnictwa od okresu starożytności aż do chwili zniesienia niewolnictwa (Niewolnictwo, Warszawa 1987). Książki i artykuły Izy Bieżuńskiej-Małowist zajmują czołowe miejsce w badaniach nad niewolnictwem w starożytności.

Zainteresowania tą problematyką skłoniły Izę Bieżuńską do udziału w pracach międzynarodowej grupy GIREA (Groupe International de Recherche sur l’Esclavage dans Antiquité), założonej przez prof. prof. Mario Attilio Levi z Mediolanu, Ettore Lepore z Neapolu i Pierre’a Lévèque z Besançon. Trzykrotnie zorganizowała spotkania tego zespołu w Polsce, w 1976 roku w Nieborowie, w 1980 roku w Kazimierzu nad Wisłą i w 1987 roku w Jabłonnie. Przez wiele lat współpracowała z uniwersytetem w Besançon, a w 1982 roku nadano jej tam doktorat honoris causa.

Chociaż tematyka niewolnictwa zajmuje pierwsze miejsce w naukowym dorobku Izy Bieżuńskiej-Małowist, to jednak zaznaczyć trzeba, że już od czasów studiów interesowała się zagadnieniami związanymi z historią kobiet w starożytności. Dała temu wyraz we wspomnianej już rozprawie magisterskiej na temat prawnego położenia kobiet w Egipcie okresu grecko-rzymskiego i tematyce tej pozostała wierna przez całe życie, o czym świadczy jej późna książka adresowana do ogółu interesujących się starożytnością czytelników pt. Kobiety antyku. Talenty, ambicje, namiętności, Warszawa 1993. Warto o tym pamiętać dzisiaj, kiedy historia kobiet stała się osobną specjalizacją obecną na niemal wszystkich uniwersytetach, że prof. Bieżuńska-Małowist była jednym z pierwszych badaczy podejmujących na Uniwersytecie Warszawskim tematykę feministyczną. Historię kobiet wiązała zawsze z wiedzą na temat antycznych społeczeństw.

Jej praca naukowa przebiegała zawsze w kontakcie z nauką światową. Na pierwsze powojenne stypendium rządu francuskiego wyjechała w 1947 roku. W czasie pobytu w Paryżu poznała wybitnego epigrafika Louisa Roberta oraz jego żonę. Za rekomendacją prof. Roberta została przyjęta do Association pour l’Encouragement des Etudes Greques. Była członkiem Międzynarodowego Towarzystwa Papirologicznego i wyjeżdżała na wszystkie Międzynarodowe Kongresy Papirologów (w 1961 roku była organizatorką Kongresu Papirologów w Warszawie). W 1959 roku wygłosiła wykład w paryskiej Académie des Inscriptions et Belles Lettres (przed nią w tym miejscu wykładał tylko jeden Polak – przebywający na emigracji historyk Oskar Halecki). Przez wiele lat utrzymywała bliskie kontakty z wybitnymi badaczami starożytności z wielu ośrodków uniwersyteckich z różnych stron świata, takimi jak np. Louis Robert, Charles Bradford Welles, Herbert Youtie, Claire Préaux, Moses Finley.

Była uczoną o międzynarodowej sławie i spędziła kilka lat w ważnych ośrodkach uniwersyteckich. W roku akademickim 1971/1972 wyjechała do Cambridge jako visiting member of Clare Hall, dwukrotnie gościła w Princeton w Institute for Advanced Study, pierwszy raz w 1974/1975 roku, potem w 1980 roku. W roku akademickim 1981/1982 prowadziła cykl wykładów i zajęć jako Gastprofessor w Hamburgu.

Przez cały okres powojenny Iza Bieżuńska była związana z „Przeglądem Historycznym”. Od 1949 roku zasiadała w redakcji tego czasopisma (od 1955 roku jako zastępca redaktora) i była odpowiedzialna za teksty dotyczące starożytności. W 1986 roku stanęła na czele powołanej przez rektora Uniwersytetu Warszawskiego Rady Kultury Antycznej UW. Przez ostatnie lata, będąc już na emeryturze, animowała w ramach prac Rady badania nad nauczaniem o antyku na Uniwersytecie Warszawskim3.

Profesor Iza Bieżuńska-Małowist przywiązywała ogromną rolę do pracy dydaktycznej. Po latach studenci pamiętali jej zajęcia i wykłady: „Pani Profesor miała spokojny, cichy, jednostajny głos. Jej ciemne, uważne oczy patrzą na nas przez grube szkła z wyraźnym zaciekawieniem. Siedząc za wysoką katedrą, ma przed sobą setkę młodych, z których większość nie miała pojęcia, że Solon był wielki, nie wiedziała, skąd bierze się rozpacz Antygony, ani nie umiałaby wytłumaczyć, w jaki sposób Temistokles wciągnął Persów w pułapkę. [...] Pani profesor pokazywała nam także fotografie antycznych rzeźb i wymalowane na brązowych wazach postacie Greków – ich piękne, posągowe ciała, szlachetne, pociągłe twarze o łagodnych rysach”4. Iza Bieżuńska-Małowist wychowała całe grono uczniów, w tym wielu wybitnych badaczy starożytności. Wypada wspomnieć, że należą do nich prof. prof. Benedetto Bravo, Maria Jaczynowska, Jerzy Kolendo, Włodzimierz Lengauer, Ewa Wipszycka i nieżyjący już Edward Zwolski.

Iza Bieżuńska interesowała się polityką i literaturą, była wrażliwa na ludzkie nieszczęścia, zawsze autoironiczna i dowcipna. Do końca życia pracowała naukowo. Odeszła w chwili, kiedy wybierała się na doroczny kongres grupy GIREA w Sienie.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Tradycje i współczesność. Księga pamiątkowa Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, 1930–2005, Warszawa 2005, s. 161–164.

1Bibliografię prac Izy Bieżuńskiej-Małowist za lata 1936–1987 zestawił W. Lengauer w zbiorze Świat antyczny: stosunki społeczne, ideologia i polityka, religia. Studia ofiarowane Izie Bieżuńskiej-Małowist w pięćdziesięciolecie pracy naukowej przez jej uczniów, Warszawa 1988, s. 5–16. Kontynuację bibliografii za lata 1988–1995 wraz z uzupełnieniami za lata poprzednie zestawili K. Stebnicka, W. Lengauer w poświęconym jej pamięci numerze „Przeglądu Historycznego” 1996, t. LXXXVII, z. 2, s. 151–153.

2Zaświadczenia o tajnym nauczaniu w getcie znajdują się w Archiwum ŻIH.

3Z inicjatywy prof. I. Bieżuńskiej-Małowist ukazały się książki: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. i wstęp I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991; zamieściła tam także wspomnienie o swoim mistrzu, Zdzisławie Zmigryderze-Konopce; Antyk w Uniwersytecie Warszawskim, wstęp I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1993; K. Kopcińska, Środowisko studenckie Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1915–1939, wstęp I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1995; Integracja czy specjalizacja? O przyszłość nauk o kulturze antycznej, red. nauk. Iza Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1996.

4R. Kapuściński, Podróże z Herodotem, Kraków 2004, s. 5.

Aleksander Birkenmajer

Urodzony 8 VII 1890 w Czernichowie koło Krakowa. Studia na UJ (1908–1912, filologia klasyczna, fizyka, matematyka, nauki pomocnicze historii), doktorat (1914), habilitacja (1929). Docent i kierownik Katedry Historii Nauk Ścisłych UJ (1929–1931), od 1937 docent bibliotekoznawstwa. Profesor UJ (1938). Profesor UW (1951). Kierownik Katedry Bibliotekoznawstwa UW (1951–1960).

Historyk nauk ścisłych i filozofii, bibliolog i bibliotekarz. Światowy autorytet w dziedzinie badań nad Kopernikiem i Arystotelesem, wydawca i autor komentarza do 1. ks. O obrotach sfer niebieskich Kopernika.
Bibliotekarz w Bibliotece Jagiellońskiej (od 1919), kierownik Działu Rękopisów i Starych Druków (1924–1936), dyrektor BJ (1947–1951). Dyrektor Biblioteki UAM (1939, 1945–1947).
Kierownik Sekcji Historii Nauk Matematycznych, Fizyko-Chemicznych i Geologiczno-Geograficznych w Zakładzie Historii Nauki i Techniki PAN (1954–1966).
Członek m.in. PAU (1936), Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk (1936), Międzynarodowej Akademii Historii Nauki (1935), Królewskiego Towarzystwa Historycznego w Londynie.
Zmarł 30 IX 1967 w Warszawie.

Prądy umysłowe XII i XIII stulecia, Kraków 1921; Studia nad Witelonem, Kraków 1921; Nowoczesne budownictwo biblioteczne, Kraków 1929; Zarys dziejów drzeworytnictwa ilustracyjnego w XV wieku, Kraków 1935; Witelo, najdawniejszy śląski uczony, Kraków 1936.

Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

JAN BAUMGART

ALEKSANDER BIRKENMAJER

1890–1967

 

Działalność bibliotekarska*

Profesor Aleksander Birkenmajer od wczesnej młodości był miłośnikiem książki. Dał tego dowody tak w czasie studiów, jak i w początkowej pracy pedagogicznej i naukowej oraz w licznych podróżach zagranicznych w latach 1912–1919. Studia nad rękopisami do pierwszych prac naukowych zbliżyły i skierowały go do bibliotek. Poznał je w wielu krajach. Z dniem 1 października 1919 roku objął pracę w Bibliotece Jagiellońskiej, w której pracował najdłużej; gdyż w sumie 28 lat. Działalność jego w tej Bibliotece była obfita i owocna. W marcu 1939 roku wypadło mu pożegnać umiłowane zbiory Biblioteki Jagiellońskiej, aby objąć nowe stanowisko kierownika Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu, opróżnione na skutek przejścia dotychczasowego kierownika, prof. dr. Stefana Wierczyńskiego, na stanowisko dyrektora Biblioteki Narodowej w Warszawie (1 XI 1938).

Bibliotekę Uniwersytecką w Poznaniu objął Aleksander Birkenmajer w ciężkim okresie, w atmosferze zbliżającej się wojny i ponownie w roku 1945 w najtrudniejszych warunkach powojennych. Odbudowywał Bibliotekę Uniwersytecką w trudnych warunkach w okrutnie zniszczonym wypadkami wojennymi Poznaniu. Za ogrom pracy i wysiłki włożone w zorganizowanie i uruchomienie Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu rektor Uniwersytetu Poznańskiego złożył w dniu 30 czerwca 1947 roku podziękowanie Aleksandrowi Birkenmajerowi. Pracownicy Biblioteki zaś nie szczędzili słów uznania dla wysiłków dyrektora, dając temu wyraz na uroczystym pożegnaniu w dniu 28 czerwca 1947 roku.

Z dniem 1 lipca 1947 roku prof. Aleksander Birkenmajer otrzymał przeniesienie na stanowisko dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej, opróżnione z powodu przejścia w stan spoczynku dotychczasowego dyrektora dra Edwarda Kuntzego. Wrócił więc do swojej biblioteki macierzystej, której poświęcił wszystkie swoje siły, kontynuując działalność bibliotekarską. Z początkiem października 1951 roku otrzymał stopień profesora zwyczajnego z powołaniem na Katedrę Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Odtąd oddał się działalności pedagogicznej i naukowej. Tu doczekał się pięknego jubileuszu z okazji ukończenia 70 lat życia i 50-lecia pracy naukowej. Uroczyste zebranie w dniu 19 stycznia 1961 roku, zorganizowane przez Katedrę Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego oraz Komitet Historii Nauki i Techniki Polskiej Akademii Nauk, pozwoliło na pewne, chociażby pobieżne podsumowanie dotychczasowych wyników pracy i działalności jubilata. Niełatwą jest rzeczą przedstawić tak bogatą i różnolitą działalność zawodową i naukową, zwłaszcza że prace naukowe poszły zasadniczo w trzech kierunkach, w kierunku historii nauk ścisłych, historii filozofii średniowiecznej oraz w kierunku historii książki, bibliotek oraz bibliotekoznawstwa.

Ograniczę się do przedstawienia działalności bibliotekarskiej prof. Aleksandra Birkenmajera. Odbył studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie w latach 1908–1913. Poświęcił się głównie naukom matematyczno-fizycznym. Miał jednak zainteresowania historyczne. Doktorat filozofii uzyskał z zakresu historii astronomii (26 III 1914). W pracach naukowych poszedł raczej w kierunku humanistycznym, nie zatracając jednak łączności z naukami ścisłymi. Wiadomości te pozwoliły mu jako pracownikowi Biblioteki Jagiellońskiej inaczej spojrzeć na potrzeby tej instytucji jako biblioteki uniwersyteckiej, której zadaniem jest pielęgnowanie wszystkich działów wiedzy i piśmiennictwa. W czasie swojej pracy naukowej i pedagogicznej w latach 1914–1919 złożył państwowy egzamin nauczycielski na Uniwersytecie Lwowskim (30 X 1918) oraz odbył wiele podróży zagranicznych, w czasie których miał możność zapoznać się z przeszło 50 bibliotekami i ich zbiorami.

Do Biblioteki Jagiellońskiej wszedł z dniem 1 października 1919 mając lat 29, a więc już jako pracownik bardziej doświadczony, z owym stażem pedagogicznym i naukowym opartym o znawstwo wielu bibliotek zagranicznych. Był kolejno asystentem Biblioteki Jagiellońskiej, bibliotekarzem II i I klasy, starszym bibliotekarzem, od 1 lipca 1924 kierownikiem działu rękopisów, które to stanowisko piastował do 28 lutego 1939 roku, tj. do chwili nominacji na stanowisko kierownika Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. Wszedł do Biblioteki Jagiellońskiej w okresie dyrektury prof. dra Fryderyka Papée. W krótkim czasie zyskał sobie opinię jednego z najlepszych bibliotekarzy. W roku 1925 otrzymał od Komisji Kwalifikacyjnej ogólny wynik kwalifikacji „jako znakomity z uzdolnieniem do służby w Ministerstwie oraz służby kierowniczej”.

W okresie pracy w Bibliotece Jagiellońskiej dr Aleksander Birkenmajer pełnił ważne misje urzędowe. Już w dniach 18–20 grudnia 1922 roku brał udział w Konferencji Bibliotecznej, zwołanej przez Ministerstwo WRiOP, na którą przygotował projekt ustawy o państwowej służbie bibliotecznej. W roku 1924 Główny Urząd Likwidacyjny powierzył mu przygotowanie materiałów do sprawy rozrachunku między Polską a Austrią o biblioteki przejęte przez Polskę na terenie byłego zaboru austriackiego. Wyjechał do Paryża jako ekspert strony polskiej w Comité des Biens Cedes de la Commission des Reperations. Przyczynił się do osiągnięcia pomyślnych rezultatów, wyrażających się w redukcji szacunku bibliotek i szkół, przedłożonych przez rząd austriacki Komitetowi Dóbr Cedowanych. W latach 1925–1927 był ekspertem strony polskiej w Mieszanej Komisji Specjalnej (Rewindykacyjnej), działającej w Moskwie i Leningradzie.

W okresie pracy bibliotekarskiej w Bibliotece Jagiellońskiej wypadło mu pracować za czasów dyrektora prof. dra Fryderyka Papée (lata 1919–1926) oraz dyrektora dra Edwarda Kuntzego (lata 1927–1939). Charakteryzując ten odcinek pracy trzeba uwzględnić ówczesne warunki lokalowe Biblioteki Jagiellońskiej, mieszczącej się w gmachu przy ul. św. Anny 8–10 i częściowo przy ul. św. Anny 12. Względne polepszenie warunków nastąpiło po objęciu całego gmachu po Gimnazjum Nowodworskiego przy ul. św. Anny 12, a więc w roku 1927. Był to okres żmudnej pracy. Opracowanie bogatych materiałów rękopiśmiennych wymagało dużego znawstwa. Nastąpiło usprawnienie w dziale rękopisów oraz polepszenie warunków czytelni rękopisów i starych druków.

Oprócz bieżącej pracy zawodowej, czysto bibliotecznej, dr Aleksander Birkenmajer interesował się żywo stanem gmachu i myślał o budowie nowego pomieszczenia dla Biblioteki Jagiellońskiej. Współdziałał z dyrekcją Biblioteki przy opracowaniu planów organizacyjnych. Szczególne zasługi położył przy ustalaniu i uzasadnianiu programu budowy. W roku 1936 wszedł do Komitetu Budowy Biblioteki Jagiellońskiej, stając się specjalistą od budownictwa bibliotecznego. Jego cenne artykuły z tej dziedziny weszły do naszego piśmiennictwa, szczególnie Nowoczesne budownictwo biblioteczne1 oraz Plany nowego gmachu Biblioteki Jagiellońskiej2.

W działalności bibliotekarskiej dra Aleksandra Birkenmajera należy wyróżnić także jego działalność szkoleniową bezpośrednią oraz sporą ilość prac naukowych z zakresu bibliotekoznawstwa zarówno o charakterze ogólnym, jak i wybitnie specjalistycznym. Wykaz ich podaje Helena Lipska w Bibliografii prac Aleksandra Birkenmajera, dlatego ograniczę się tu tylko do niektórych pozycji. W roku 1923 dr Birkenmajer opracował plan podręcznika bibliotekarskiego, wygłoszony w formie referatu Esquisse du plan dun manuel de bibliothekonomie scientifique na Kongresie Międzynarodowym Bibliotekarzy w dniach 3–9 kwietnia 1923 roku w Paryżu. Na Kongresie tym przedstawił także stan aktualny bibliotek w Polsce (L’état actuel des bibliothèques en Pologne).

Brał czynny udział w zasadniczej dyskusji około Biblioteki Narodowej3. W latach 1927–1939 był zastępcą redaktora czasopisma „Przegląd Biblioteczny”. Wśród wielu sprawozdań, notatek i licznych recenzji trwałą wartość przedstawia między innymi artykuł Bilans dziesięcioletniej pracy na polu bibliotekarstwa w Polsce4.

Wybitne, a często pionierskie znaczenie mają rozprawy z dziedziny księgoznawstwa i bibliotekoznawstwa, o rękopisach, najstarszych drukach, oprawach, ilustracjach oraz o introligatorstwie polskim. Aleksander Birkenmajer opracował także katalog wystawy rękopisów i druków przyrodniczo-lekarskich XIII-XVI w. (Kraków 1928) oraz rękopisów i druków polsko-węgierskich XV-XVI wieku (Kraków 1928).

W okresie krakowskim, w wyniku publikowanych prac naukowych, dr Aleksander Birkenmajer habilitował się w roku 1929 na docenta historii nauk ścisłych (zatwierdzenie 29 IV 1929). Od 1 października 1930 do końca roku akademickiego 1930/1931 pełnił obowiązki zastępcy profesora na Katedrze Historii Nauk Ścisłych. Habilitację rozszerzył na bibliotekoznawstwo (3 VII 1937), uzyskując 21 I 1938 tytuł profesora tytularnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W okresie tym wybrano go współpracownikiem Komisji Historii Filozofii Polskiej Akademii Umiejętności oraz współpracownikiem Komisji Historii Pedagogiki przy Ministerstwie WRiOP. Dnia 12 czerwca 1936 roku został członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności.

Wyrazem pełnego uznania działalności bibliotekarskiej w Bibliotece Jagiellońskiej oraz pracy naukowej prof. dra Aleksandra Birkenmajera była nominacja na kierownika Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu z dniem 1 marca 1939 roku. Obowiązki objął 20 marca 1939 roku. Pobyt w Poznaniu nie trwał jednak długo, bo wybuch II wojny światowej zaskoczył go podczas urlopu wypoczynkowego w Kórniku pod Poznaniem.

Wyjechał z żoną i dwojgiem dzieci w kierunku wschodnim i dotarł aż na Polesie (Prużana). Od komendanta radzieckiego uzyskał pozwolenie na powrót do Krakowa okrężną drogą przez Poznań. W Poznaniu zastał Bibliotekę Uniwersytecką opieczętowaną przez okupanta niemieckiego, a mienie wraz z mieszkaniem przy ul. Siemiradzkiego 2 skonfiskowane. Powróciwszy do Krakowa z końcem października 1939 r., wpadł w nowe, większe niebezpieczeństwo. W dniu 6 listopada 1939 roku został zaaresztowany przez gestapo wraz z profesorami i pracownikami nauki, którzy wtedy znajdowali się w gmachu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przebywał w więzieniu krakowskim i wrocławskim oraz był w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen (Oranienburg).

Po zwolnieniu w dniu 24 października 1940 roku prof. dr Aleksander Birkenmajer znalazł zatrudnienie z dniem 1 listopada 1940 roku w Bibliotece Jagiellońskiej, zwanej wówczas Biblioteką Państwową (Staatsbibliothek Krakau). Był więc znowu pracownikiem Biblioteki w Krakowie. Oprócz bieżącej pracy głównym dążeniem jego było chronienie zbiorów Biblioteki przed zniszczeniem lub wywiezieniem przez okupanta, a równocześnie w miarę możliwości udostępnianie ich potajemnie polskim pracownikom nauki. W Bibliotece pracował aż do 6 sierpnia 1944 roku, kiedy został usunięty z powodu „sabotażu”.

W latach okupacji prof. Aleksander Birkenmajer obok pracy bibliotecznej przygotowywał rozprawę z zakresu historii Biblioteki Jagiellońskiej. Chodzi tu o Penzeliana, o rozprawę pt. Ks. Dominika Markiewicza wizytacja Biblioteki Jagiellońskiej w roku 1809 oraz artykuł Jak wyglądała Biblioteka Jagiellońska przed 150 laty. Pracy naukowej nie przerywał i w okresie okupacji. Nadto brał udział w tajnym nauczaniu w Krakowie.

Po wyswobodzeniu Krakowa przez wojska radzieckie prof. dr Aleksander Birkenmajer powrócił najpierw do Biblioteki Jagiellońskiej. Pismem z dnia 20 lutego 1945 roku Minister Oświaty dr Stanisław Skrzeszewski delegował go wraz z czterema innymi profesorami Uniwersytetu Poznańskiego do Poznania „celem zabezpieczenia i przejęcia mienia Uniwersytetu Poznańskiego i Akademii Handlowej”. Po ciężkiej i uciążliwej drodze przybył do Poznania i w dniu 19 marca 1945 roku podjął z powrotem pełnione przed wojną obowiązki dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej. Równocześnie na podstawie zarządzenia Ministra Oświaty z dnia 15 lutego 1945 roku objął kierownictwo akcji zabezpieczania bibliotek i zbiorów bibliot ecznych w okręgu województwa poznańskiego i pomorskiego.

Zastał gmach Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu mocno zniszczony, urządzenia zdemolowane, zbiory w nieładzie, częściowo wywiezione. W warunkach niesłychanie trudnych rozpoczął pracę wraz z tymi pracownikami przedwojennymi, którzy ocaleli i wrócili. Z podziwu godną energią i siłą przystąpił do niesłychanie trudnych zadań związanych z sytuacją Biblioteki Uniwersyteckiej, jak remont gmachu, urządzenie wnętrz, zabezpieczenie zbiorów, dobór nowych pracowników, szkolenie ich i dokształcanie. Staraniom dyrektora Aleksandra Birkenmajera zawdzięczać należy, że Biblioteka mimo ciężkich warunków rozpoczęła pracę, chociaż tylko w kilku pokojach, prowizorycznie ogrzewanych żelaznymi piecykami. Dzięki jego wysiłkom i staraniom gmach został w ciągu roku 1946 całkowicie zabezpieczony, wyremontowany i urządzony. Od października 1946 roku życie wewnętrzne Biblioteki zostało uregulowane i praca zaczęła przyjmować normalny charakter.

Przeprowadzono generalne szkontrum zbiorów. Zwieziono wszystkie zbiory, które znajdowały się poza Poznaniem. Wróciły w stanie nieuszkodzonym skrzynie ze zbiorami specjalnymi, które zabezpieczone były w Smogulcu pod Wągrowcem. Urządzono odpowiednie kursy bibliotekarskie dla nowego personelu. Umożliwiły one kandydatom przystąpienie do państwowego egzaminu bibliotekarskiego w latach 1946 i 1947.

Zlikwidowano trzy wielkie składnice książek, odziedziczone po okupantach, w których mieściły się pozostałości skonfiskowanych polskich książek przedwojennych. W ramach akcji zabezpieczania księgozbiorów opuszczonych i porzuconych zwieziono do Poznania około pół miliona książek. W okresie tym zebrano także rozproszone zbiory Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, które uporządkowane udostępniono korzystającym. Uroczyste otwarcie Biblioteki nastąpiło 15 grudnia 1947 roku w obecności wiceministra Eugenii Krassowskiej w ramach uroczystości Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk.

Wiele starań włożył dyrektor Aleksander Birkenmajer w rozwiązanie zagadnienia rozbudowy gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu. Doprowadził do tego, że opracowano szkicowy plan jej rozbudowy na sąsiedniej parceli według projektu inż. arch. Leonarda Tomaszewskiego i inż. arch. Stanisława Podgórskiego.

W okresie poznańskim prof. dr Aleksander Birkenmajer wybrany został członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. W tym czasie uzyskał też najwyższe uznanie naukowe, jakim był wybór na członka czynnego Polskiej Akademii Umiejętności (20 lipca 1945 roku).

Okres pionierskich prac przy odbudowie Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu był szczególnie ważny, umożliwił on bowiem Bibliotece realizację szerokich zadań, jakie ta placówka sobie nakreśliła.

W Poznaniu pozostawił Birkenmajer także cząstkę swych osobistych umiłowań bibliofilskich, a mianowicie dużą część prywatnego księgozbioru, która w czasie okupacji została wcielona do Biblioteki Uniwersyteckiej. W liście z dnia 1 lipca 1947 roku, skierowanym do Dyrekcji Biblioteki pisał, że książki te mają pozostać w księgozbiorze poznańskim, ponieważ „książka, która się znalazła (obojętnie jaką drogą) w bibliotece publicznej i w niej została skatalogowana, powinna w niej pozostać na zawsze”; a dalej: „Niech więc te książki, wierne i kochane towarzyszki moich lat młodzieńczych i męskich, pozostaną nadal w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu, gdzie może będą użyteczniejszymi dla ogółu, niż u mnie. Niech poza tym stanowią pamiątkę po tym krótkim, ale jakże dla mnie miłym okresie, który spędziłem w Wielkopolsce”.

Kiedy odchodził z Poznania, rektor Uniwersytetu Poznańskiego w piśmie z dnia 30 VI 1947 wyraził mu swoje podziękowanie za zasługi położone dla Biblioteki Uniwersyteckiej w następujących słowach: „z całym uznaniem dla ogromu pracy i nieustannych wysiłków pana dyrektora około zorganizowania i uruchomienia Biblioteki Uniwersyteckiej po skończeniu działań wojennych w roku 1945, życzę na nowym stanowisku równie pięknych rezultatów jak te, które pozostawia Pan Dyrektor w Poznaniu”. Prof. dr Aleksander Birkenmajer został bowiem powołany na stanowisko dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej.

W Krakowie wysunęła się na pierwsze miejsce sprawa gmachu Biblioteki Jagiellońskiej, który według projektu prof. inż. arch. Wacława Krzyżanowskiego był wybudowany przed wojną, ale jeszcze nie wykończony całkowicie w chwili jej wybuchu. Władze okupacyjne przerobiły pewne partie dla swoich niebibliotecznych celów. Po ustaniu działań wojennych w 1945 roku nie było początkowo ani pieniędzy, ani możności, aby usunąć przeróbki niemieckie i urządzić wnętrze Biblioteki według przewidzianych planów. Dzięki życzliwej postawie posła na Sejm dra Bolesława Drobnera i jego staraniom Sejm PRL wstawił do budżetu specjalny paragraf na potrzeby Biblioteki Jagiellońskiej. Z tych kredytów, otrzymanych w roku 1947 i latach następnych (1948–1950), Biblioteka Jagiellońska mogła przeprowadzić odpowiedni remont i należne inwestycje. Prace były tak rozłożone, że normalne funkcjonowanie Biblioteki nie uległo zakłóceniu.

W okresie tym przeprowadzono reorganizację Biblioteki Jagiellońskiej. Uporządkowanie księgozbioru i jego opracowanie oraz udostępnienie, reorganizacja katalogów, usprawnienie pracy i czytelnictwa, kształcenie i doskonalenie kadr Biblioteki – to były problemy, którymi zajmowano się w latach 1948–1951. Podczas gdy struktura organizacyjna z początkiem roku 1948 obejmowała 6 głównych jednostek, to w miarę porządkowania i rozwoju agend przybywały nowe. Uruchomiono czytelnię czasopism (1949 roku) oraz pracownię fotograficzną (1950 roku). Usprawniono czytelnictwo, realizując zamówienia książek z magazynu w ciągu godziny. Dojrzała także sprawa zasadniczego uregulowania zagadnienia katalogów ogólnych Bibliot eki Jagiellońskiej, co zostało dokonane z początkiem 1950 roku. Wznawiano także wydawanie Biuletynu Biblioteki Jagiellońskiej, wówczas w formie powielonej (1949 roku).

Oprócz pracy organizacyjnej sporo trudu poświęcono szkoleniu i dokształcaniu bibliotekarzy. W latach 1947–1950 Biblioteka Jagiellońska przygotowała do zawodu bibliotekarskiego pracowników nie tylko swoich, ale także innych bibliotek krakowskich. Biblioteka Jagiellońska stała się w tym czasie ośrodkiem szkolenia i dokształcania pracowników w skali ogólnopolskiej. Dyrekcji Biblioteki zlecono zorganizowanie następujących kursów: 1) ogólnopolskiego kursu dokształcającego oraz 2) kursu specjalnego dla bibliotekarzy zajmujących się starymi drukami. Trzecim dużym kursem ogólnopolskim zorganizowanym za dyrektury prof. Aleksandra Birkenmajera i przez niego osobiście prowadzonym był ogólnopolski kurs rękopiśmienniczy w kwietniu i maju 1950 roku. Wykłady przygotowane przez wybitnych specjalistów stały na wysokim poziomie. W okresie tym rozpoczęto też pierwszą praktykę międzybiblioteczną (czerwiec 1950 roku), która była próbą i wzorem dalszych praktyk przeprowadzanych przez Bibliotekę Jagiellońską. W tym też czasie rozpatrywano możliwość stworzenia zespołów prac naukowych.

W toku najpełniejszego rozwoju prac w Bibliotece Jagiellońskiej zachodzi w życiu ofiarnego organizatora niespodziewana zmiana. Pismem z dnia 6 października 1951 roku zostaje powołany na stanowisko profesora zwyczajnego i kierownika Katedry Bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Niełatwą rzeczą było opuścić znowu Kraków i zamknąć okres działalności bibliotekarskiej, ciągnący się przez z górą 32 lata (od 1 IX 1919), a rozpocząć w nowym środowisku, bez właściwego zaplecza naukowego, nowy okres działalności dydaktyczno-pedagogicznej i naukowej na Uniwersytecie Warszawskim.

Zapewne praca w Uniwersytecie nieobca była prof. Birkenmajerowi. Był docentem historii nauk ścisłych, prowadził zastępczo wykłady, rozszerzył habilitację na dziedzinę bibliotekoznawstwa, wykładając równocześnie ten przedmiot na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na Uniwersytecie Warszawskim stanął jednak przed nowym, znacznie trudniejszym zagadnieniem, które przypadło mu rozwiązać. Nie było gotowych wzorów i nie mieliśmy większego doświadczenia. Próby pierwszej naszej Katedry Bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim (od roku 1946) mogły tylko w pewnym stopniu pomóc w powolnym kształtowaniu się normalnych studiów, zwłaszcza że w jesieni 1951 roku tkwiliśmy jeszcze w okresie tzw. specjalizacji bibliotekarskiej na III roku studiów. Po nim nastąpił okres studiów z możliwością uzyskania dyplomu magistra w zakresie bibliotekoznawstwa. Właśnie prof. dr Aleksander Birkenmajer poprowadził dwa takie kursy w latach 1952/53 do 1954/55, po których 29 osób uzyskało dyplom w zakresie bibliotekoznawstwa. Był to duży sukces.

Nastąpił nowy okres: przekształcono studia wyższe – również w zakresie bibliotekoznawstwa. Niełatwą rzeczą było zdobyć prawo obywatelstwa dla nowego kierunku naukowego. Powstało jednak jednolite samodzielne studium bibliotekoznawstwa w ramach Wydziału Filologicznego, pomyślane najpierw jako studium czteroletnie, rozpoczęte w roku akademickim 1954/55 i w roku 1955/56. W tym czasie Ministerstwo Szkół Wyższych wprowadziło jednolite pięcioletnie studium. Objęto nim także rocznik akademicki 1955/56, Od tej chwili mamy więc normalne pięcioletnie studium bibliotekoznawstwa. Był to drugi sukces. Przez te lata stał się prof. Aleksander Birkenmajer pierwszym wychowawcą nowych roczników studentów w zakresie bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Mimo licznych zajęć naukowych i dydaktycznych prof. Birkenmajer pozostał wierny działalności bibliotekarskiej. Brał nadal żywy i czynny udział we wszystkich ważniejszych sprawach bibliotecznych w skali ogólnopolskiej. Przez długi czas przewodniczył Radzie Naukowej Biblioteki Narodowej, był członkiem Rady Naukowej Biblioteki PAN w Kórniku. Przez trzy kadencje uczestniczył w posiedzeniach Komisji do Spraw Bibliotek Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. Brał również udział w pracach międzynarodowych. W uznaniu zasług otrzymał stanowisko honorowego wiceprzewodniczącego Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Bibliotekarskich, nadane mu w roku 1947.

Patrzymy pełni podziwu na ogrom dokonanych prac. Jesteśmy wdzięczni nie tylko za trud i wysiłek zawodowy, organizacyjny i naukowy, lecz także dydaktyczno-pedagogiczny około wychowania całej generacji bibliotekarzy polskich. [...]

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Działalność bibliotekarska Aleksandra Birkenmajera, „Roczniki Biblioteczne” 1961, R. 5, z. 1–4, s. 11–19.

1„Architekt” 1929, R. 22, z. 2/3, s. 9–46.

2„Przegląd Biblioteczny” 1929, R. 3, s. 122–138.

3„Silva Rerum” 1927, t. III, s. 81–84; „Przegląd Biblioteczny” 1927, R. 1, s. 24–40.

4„Przegląd Biblioteczny” 1929, R. 3, s. 251–260.

Czesław Bobrowski

Urodzony 17 II 1904 w Sarnach. Studia prawnicze na UW (1921–1925), potem w École des Sciences Politiques w Paryżu (1927). Pobyt w Centre Nationale de la Récherche Scientifique w Paryżu (1952–1956). Po październiku 1956 powrócił do Polski. Profesor UW (1958). Kierownik Katedry Planowania i dziekan Wydziału Ekonomii UW (od 1959). Wykładowca na Uniwersytecie Paris I – La Sorbonne (1967–1971).

Ekonomista, prawnik, politolog i polityk. Pracownik departamentu ekonomicznego Ministerstwa Przemysłu i Handlu (1927–1929). Dyrektor departamentu ekonomicznego w Ministerstwie Rolnictwa i Reform Rolnych (1935–1939). Założyciel i redaktor naczelny „Gospodarki Narodowej”.
Prezes Centralnego Urzędu Planowania (1945–1948), poseł na Sejm Ustawodawczy. Wiceprzewodniczący Rady Ekonomicznej przy Radzie Ministrów (1957–1963). Ekspert ONZ, doradca w Algierii, Ghanie, Iraku i Syrii. Przewodniczący Konsultacyjnej Rady Gospodarczej (1981–1987). Członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa (1986–1990). Honorowy prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (1986).
Zmarł 18 V 1996 w Warszawie.

U źródeł planowania socjalistycznego, Warszawa 1956; Socjalistyczna Jugosławia, Warszawa 1957; Planowanie gospodarcze. Problemy podstawowe, Warszawa 1965; Źródła, problemy i tendencje przemian planowania gospodarczego, Warszawa 1981; Wspomnienia ze stulecia, Lublin 1985.

M. Kulowa, Czesław Bobrowski. Mistrz ekonomii stosowanej, Warszawa 2004.

WŁADYSŁAW BAKA

CZESŁAW BOBROWSKI

1904–1996

 

Mistrz ekonomii stosowanej*

Rozpoczynamy sesję jubileuszową poświęconą życiu i działalności jednej z najbardziej fascynujących postaci, które złotymi zgłoskami zapisały się w historii Polski XX wieku. Na podstawie zapowiedzianego porządku dzisiejszego spotkania można wnosić, że w wystąpieniach współpracowników profesora z różnych faz jego działalności przywołane zostaną ważne wydarzenia, jakie miały miejsce w życiu naszego kraju, w których doniosłą rolę odegrał prof. Czesław Bobrowski. Czuję się zaszczycony, że mnie również dana została możliwość przypomnienia niektórych faktów i podzielenia się refleksjami o profesorze. Tym bardziej, że za niespełna dwa tygodnie, 1 marca, upłynie 45 lat od czasu kiedy zostałem asystentem prof. Czesława Bobrowskiego w kierowanej przez niego Katedrze Planowania i Polityki Gospodarczej Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Profesor był promotorem mojej pracy doktorskiej oraz udzielał pomocy w przygotowywaniu przeze mnie habilitacji, a także wprowadzał w wykonywanie funkcji nauczyciela akademickiego w tak specyficznej dziedzinie, jaką była zarówno teoria, jak i żywy proces planowania gospodarki narodowej. Równie dużo uczyłem się od prof. Bobrowskiego także wtedy, kiedy wykonywałem funkcje państwowe i społeczno-polityczne, w tym zwłaszcza w Komisji Reformy Gospodarczej oraz jako minister – pełnomocnik rządu do spraw reformy gospodarczej, a także jako współprzewodniczący zespołu do spraw społeczno-gospodarczych i reform systemowych Okrągłego Stołu. Czesław Bobrowski był dla mnie niedoścignionym wzorem pod każdym względem: uczonego, działacza państwowego, a przede wszystkim Człowieka przez duże „C”. Nawet dzisiaj, ilekroć przychodzi mi odnieść się do bieżących problemów społeczno-politycznych i ekonomicznych, a także postaw ludzkich, zwykle zadaję sobie pytanie, co na ten temat powiedziałby prof. Bobrowski.

* * *

Mało kto może się poszczycić tak piękną kartą życia, jaka była udziałem Czesława Bobrowskiego. Już we wczesnej młodości jego misją była praca dla Polski i reformowanie dla postępu. Tkwiło to w naturze profesora, wynikało z głębokiej wiedzy i wrażliwości społecznej oraz wielkiej odwagi.

Na początku lat 30. – świeżo po kilkunastomiesięcznym pobycie w Paryżu (studia) i Pradze (staż) – Czesław Bobrowski wystąpił z ideą wydawania dwutygodnika „Gospodarka Narodowa”, a następnie został jego redaktorem, przyciągając do tej idei wybijających się młodych ludzi (Henryka Greniewskiego, Aleksandra Ivankę, Wacława Jastrzębowskiego, Michała Kaczorowskiego, Tadeusza Łychowskiego, Jacka Rudzińskiego, Kazimierza Sokołowskiego), którzy widzieli kruchość gospodarki polskiej oraz potrzebę nowego podejścia do spraw rozwoju gospodarczego Polski. Zalecano śmielsze nakręcanie koniunktury przez aktywną politykę przemysłową. Wspierano program rolny ministra Juliusza Poniatowskiego, a zwłaszcza jego działania na rzecz reformy rolnej. „Gospodarka Narodowa” kształtowała klimat sprzyjający utworzeniu Centralnego Okręgu Przemysłowego i realizacji programu gospodarczego wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego. Już ten fragment życiorysu Czesława Bobrowskiego wskazywał, w jakim kierunku podążały jego myśli i zaangażowanie.

Zakończenie wojny zastało prof. Bobrowskiego w Londynie, do którego musiał uciekać z Francji, jako wróg III Rzeszy, wsławiony brawurowymi akcjami uwalniania więźniów z obozów niemieckich na terenach Francji i poszukiwany przez gestapo. Od razu włączył się do prac komisji pod przewodnictwem Ludwika Grosfelda (ministra skarbu w rządzie emigracyjnym), której celem było nakreślenie pilnych zadań gospodarczych oraz zarysowanie wieloletniego programu i modelowych rozwiązań dla gospodarki w powojennej Polsce. Realia polityczne nie dały szans na jego realizację. Profesor Bobrowski znalazł się w obliczu dylematu: pozostać za granicą czy wracać do kraju? Uznał, że nie ma moralnego prawa uchylać się a priori od pracy w nowym ustroju społeczno-politycznym, gdyż przede wszystkim jest to praca dla Polski.

W listopadzie 1945 roku Czesław Bobrowski został powołany na prezesa Centralnego Urzędu Planowania oraz zastępcę przewodniczącego Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. W pamięci wszystkich, którzy przeżyli ten czas, utrwalił się obraz olbrzymich zniszczeń wojennych. Pytaniami najważniejszymi były: co, w jakiej kolejności i jak odbudowywać? Jak zorganizować przemieszczenie milionów ludzi ze wschodu na zachód i zagospodarowywać Ziemie Odzyskane? Jak zaspokoić najniezbędniejsze, doraźne potrzeby ludzi i jednocześnie tworzyć perspektywę rozwoju kraju? Zryw narodu był imponujący. Odbudowa kraju szybko postępowała naprzód. Zarysowany został oryginalny polski model gospodarczy, oparty na zasadzie trójsektorowości. Duży był w tym udział Bobrowskiego. Miał jasno określoną wizję przyszłości. Odnosząc się w 1946 roku do doświadczeń Związku Radzieckiego, mówił: „My jesteśmy w szczęśliwszej sytuacji. Wybieramy trzecią drogę [...] nie tylko możemy, ale chcemy iść po niej. Nie chcemy traktować żyjącego pokolenia jako takiego, po którym dopiero może wyrosnąć przyszła szczęśliwość. [...] Chcemy takiej koncepcji, by troszcząc się o przyszły rozwój kraju [...] nie zaniedbywać potrzeb żyjącego człowieka”.

Był głównym autorem Planu Trzyletniego. Pytany po latach, czemu przypisuje znakomite osiągnięcia tego okresu, zwykł odpowiadać, że zadecydowało o tym sprzężenie zwrotne między zaufaniem społecznym a sukcesem Planu. I dodawał: „bo nikt nie kłamał”.

W lutym 1948 roku z udziałem najwyższych władz państwowych odbyła się „dyskusja w sprawie metod planowania stosowanych w CUP”, a w istocie rozprawa z kierownictwem tej instytucji. Zaczął się stalinizm w życiu społeczno-politycznym i w gospodarce polskiej. Czesław Bobrowski wyjechał na placówkę dyplomatyczną do Szwecji, a następnie, w grudniu 1948 roku, zagrożony wezwaniem do kraju i aresztowaniem, udał się – notabene po poinformowaniu prezydenta i ministra spraw zagranicznych – na bezterminowy urlop do Francji. W Paryżu początkowo żył w bardzo trudnych warunkach. Odmawiał jednak angażowania się w działalność skierowaną przeciwko Polsce Ludowej. Intensywnie natomiast prowadził badania naukowe. Rezultatem było opublikowanie przez Bobrowskiego kilku cenionych krytycznych książek, rzucających nowe światło na funkcjonowanie gospodarki w warunkach socjalizmu.

Zbliżał się przełom październikowy 1956 roku, intensyfikowały się kontakty z krajem, zwłaszcza ze środowiskami młodych ekonomistów. VIII Plenum przyniosło nadzieje na zasadnicze reformy. To przesądziło sprawę. W listopadzie 1956 roku Czesław Bobrowski stanął ponownie do pracy przerwanej w 1948 roku. Jako urzędujący wiceprzewodniczący był rzeczywistym szefem Rady Ekonomicznej, która przygotowała propozycje reform gospodarczych (Tezy Rady Ekonomicznej) uznawanych w owym czasie za kompleksowe i radykalne. Samorząd robotniczy, decentralizacja zarządzania, harmonizowanie rynku i planu – tylko niektóre z przedstawionych przez Radę koncepcji zostały wprowadzone w życie, i to na ogół nie w pełnym wymiarze. Jeśli chodzi o całościowy model, to „nie został on ani formalnie odrzucony, ani też zaakceptowany przez władze”. Wpływał natomiast na kształtowanie się świadomości ekonomicznej i rozwój myśli reformatorskiej wśród następnego pokolenia. Miał też duży rezonans w świecie.

Po niespełna trzech latach zaczęła się stopniowa erozja popaździernikowych reform. W 1958 roku prof. Bobrowski objął Katedrę Planowania i Polityki Gospodarczej na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Jego wykłady i seminaria cieszyły się wielkim powodzeniem. Ściągali na nie studenci i doktoranci z całego kraju. Lubił młodzież i był przez nią niezwykle ceniony i podziwiany. Jako dziekan Wydziału Ekonomii Politycznej UW czynił usilne starania, aby w marcu 1968 roku nie dopuścić do konfrontacji protestujących studentów z władzą, a gdy to nie przyniosło rezultatów, stanął po stronie młodzieży. Na ponad tysiącosobowym wiecu w Auditorium Maximum na UW został obwołany „Pierwszym Obywatelem Rzeczpospolitej Akademickiej”. Po wydarzeniach marcowych profesor złożył rezygnację z funkcji dziekana, a następnie odszedł z Uniwersytetu.

Ważnym rozdziałem w życiu prof. Bobrowskiego był „okres algierski”. Na prośbę rządu tego kraju ONZ zwróciła się do profesora o pomoc w organizowaniu instytucji państwowych i tworzeniu polityki gospodarczej w nowej republice. W latach 70. profesor spędził w Algierii ponad sześć lat, zyskując szacunek i najwyższe uznanie w różnych kręgach społeczeństwa algierskiego. Przez długie lata nazwisko Czesława Bobrowskiego otwierało drzwi do najważniejszych instytucji i osób w tym państwie.

Krytycznie i z dystansem Czesław Bobrowski odnosił się do polityki gospodarczej w latach 70. Uważał, że zaprzepaszczana jest szansa na przeprowadzenie głębokich i niezbędnych reform. Przewidywał załamanie gospodarcze. Nie krył się ze swoimi poglądami. Wygłaszał odczyty na zorganizowanym przez opozycję Uniwersytecie Latającym. Zbliżył się do opozycji, ale do niej nie przystąpił, ceniąc własną niezależność i odmienność spojrzenia na naprawę Rzeczypospolitej.

Z nadzieją powitał porozumienia sierpniowe i powstanie „Solidarności” w 1980 roku. Jednocześnie z dużym zaangażowaniem włączył się w działalność Komisji do spraw Reformy Gospodarczej, wnosząc do jej prac ogromną wiedzę i doświadczenie, usilne pragnienie zmian, ale także sceptycyzm. Nie rezygnował z żadnej możliwości doprowadzenia do consensusu władzy z „Solidarnością”.

W grudniu 1981 roku dla prof. Bobrowskiego, tak jak dla wielu Polaków, nadszedł czas próby. Trzeba było dużej odwagi i siły charakteru, aby nie poddać się presji moralnej środowiska, z którym profesor od lat był związany, i po wprowadzeniu stanu wojennego kontynuować rozpoczęte dzieło. Aktywnie uczestnicząc w pracach Komisji Reformy Gospodarczej, podjął się jednocześnie przewodniczenia Konsultacyjnej Radzie Gospodarczej, jako organu opiniodawczego i doradczego rządu. Nalegał na jak najszybsze zniesienie rygorów i powrót do dialogu społecznego. Jego oceny, rady i propozycje były zawsze traktowane z najwyższą powagą przez Wojciecha Jaruzelskiego. Przyjął członkostwo w Radzie Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa, utworzonej w 1986 roku jako forum dyskusji i dialogu między przedstawicielami różnych środowisk i orientacji społeczno-politycznych, w tym także opozycyjnych. Nie szczędził władzy krytyki, ale też nie żałował zaangażowania się we współpracę. „Osiem lat obserwowania działalności publicznej generała Wojciecha Jaruzelskiego – mówił Czesław Bobrowski 17 lipca 1989 roku na ostatnim posiedzeniu Rady Konsultacyjnej – chwilami z bliska, chwilami z większego dystansu, sprawiło, że wytworzyłem sobie sylwetkę jego cech osobowych. Wiem, że dla znacznego odłamu społeczeństwa rysuje się on przede wszystkim jako autor stanu wojennego, należę jednak do tych, którzy podpisują się pod tezą «wybrania mniejszego zła». [...] Sądzę, że ta dramatyczna decyzja umożliwiła skierowanie kraju na drogę odnowy”.

* * *

W pamięci studentów prof. Bobrowski zapisał się jako wyborny wykładowca, który głębię myśli łączył z błyskotliwością sformułowań i jasnością przekazu. Nic przeto dziwnego, że ilekroć profesor miał wykład, Aula B w Audytorium Maximum zawsze była pełna. Moim zadaniem w pierwszych latach asystentury było prowadzenie notatek z wykładów profesora. Dzięki temu miałem sposobność prowadzenia z profesorem cotygodniowych rozmów na temat ich treści. Trzeba było bowiem wyjaśnić niektóre kwestie, upewnić się co do terminologii oraz ewentualnej interpretacji wygłoszonych tez. Było to tym ważniejsze, gdyż w trakcie wykładu profesor nigdy nie posługiwał się konspektem bądź notatkami. Od początku do końca był to wykład „z głowy”. Wszystkim to bardzo imponowało. Nieraz zadawaliśmy sobie pytanie, czy jest to czysta improwizacja, czy też rezultat uprzedniego gruntownego przygotowania tematu. Dzięki przypadkowi mogliśmy się przekonać, jak było naprawdę. Przed każdym wykładem miałem obowiązek przypomnieć profesorowi „na czym skończyliśmy przed tygodniem”. Nie wiem jak to się stało, ale pewnego razu podałem mylną informację. W każdym razie profesor dowiedział się, na czym skończył się wykład przed dwoma tygodniami (a nie przed tygodniem). W takich to okolicznościach studenci po raz drugi usłyszeli wykład na ten sam temat. Podobne były tezy wyjściowe i linia argumentacji, takie same konkluzje.

I był to dla mnie najdłuższy wykład w życiu. Do końca nie byłem pewien, czy w jakimś momencie któryś ze studentów nie wstanie i nie powie: „Myśmy to już słyszeli”. Sala jednak niczym nie dała poznać po sobie, że to już było. Wziąłem to za swoisty objaw amnezji studenckiej. Rychło się jednak przekonałem, że jest inaczej. Po wykładzie podeszła bowiem do mnie grupka studentów i żartobliwie skwitowała, że profesor słusznie czyni, przechodząc od rozwoju do utrwalania wiedzy o polityce gospodarczej. Lojalnie wyjaśniłem, jaka była w tym moja „zasługa”. W każdym razie okazało się, że znakomite wykłady profesora były niezwykle starannie przygotowywane.

* * *

Profesor Czesław Bobrowski miał na swoim koncie oryginalne osiągnięcia naukowe. Wyrazem uznania dla jego dorobku badawczo-teoretycznego w dziedzinie ekonomii i polityki gospodarczej było nadanie mu tytułu doktora honoris causa przez Université de Paris, Panthéon-Sorbonne oraz przez Akademię Ekonomiczną w Krakowie.

Wykład prof. Bobrowskiego o planowaniu, którego podstawowe tezy zostały następnie przedstawione w książce Planowanie gospodarcze. Problemy podstawowe, otwierał nową jakościowo fazę rozwoju tej niezwykle ważnej dyscypliny w systemie nauk ekonomicznych. W latach 50. dominował w tej dziedzinie opis zarządzeń oraz schematów i procedur planistycznych. Dopiero prof. Bobrowski ukazał całą złożoność i bogactwo problematyki składającej się na planowanie oraz wpływ uwarunkowań społeczno-politycznych, a także czynników socjologicznych na kształtowanie się procesów rozwojowych. Uformował nową doktrynę podejścia do planowania społeczno-gospodarczego jako procesu dynamicznego, którego kierunki i treści w równym stopniu zależą od postępu w dziedzinie teorii ekonomii, jak i od przemian zachodzących w samym przedmiocie planowania, czyli w gospodarce narodowej.

Istotne znaczenie dla rozwoju nowej koncepcji planowania miało wprowadzenie do literatury naukowej i praktyki takich pojęć jak: (1) „pole planu” określające przedmiot planowania (cała gospodarka narodowa, określona dziedzina gospodarki w formie branży lub regionu, przedsiębiorstwo); (2) „zakres planu”, wskazujące na zmienne ekonomiczne będące przedmiotem ustaleń planu; oraz (3) „intensywność planu”, charakteryzujące nasilenie działań podejmowanych przez podmiot planowania, przy użyciu narzędzi administracyjnych bądź ekonomicznych, mających na celu osiągnięcie założonych celów na poziomie odbiegającym od wielkości określonych przez prognozę, charakteryzującą się zerową intensywnością. Postulat ekonomii środków, wskazywał Bobrowski, nakazuje, aby zakres planu centralnego obejmował wyłącznie te wielkości, narzędzia i mechanizmy, które mogą być przedmiotem skutecznego oddziaływania przez podmiot planujący. Biorąc pod uwagę ograniczoność bazy informacyjnej oraz techniczne możliwości przetworzenia informacji w decyzje, z reguły stajemy wobec konieczności ograniczenia zakresu wyboru dokonywanego przez centralny organ planowania. Jest to sprawa tym trudniejsza – podkreślał Czesław Bobrowski – iż powszechnie pokutuje przekonanie, że wysoka skuteczność planowania może być osiągnięta jedynie na gruncie jak najszerszego zakresu planowania. Tymczasem jest wprost przeciwnie. Po przekroczeniu pewnego progu rozszerzanie zakresu planu centralnego w sposób wykładniczy zmniejsza jego skuteczność. Niezbędne jest więc określenie użytecznego zakresu planu centralnego jako warunku sine qua non prawidłowego funkcjonowania gospodarki planowej. Generalnie biorąc, zakres planu centralnego powinien być ograniczony do wyborów planistycznych, u podłoża których znajdują się przesłanki społeczno-polityczne i makroekonomiczne. Natomiast decyzje, których podstawą jest cząstkowy rachunek ekonomiczny, powinny być przekazane na niższe szczeble gospodarczej dyspozycji, z tendencją do jak najpełniejszego wyposażenia przedsiębiorstw w uprawnienia do podejmowania takich właśnie rozstrzygnięć. Uwzględnienie tych wszystkich okoliczności jest niezbędne po to, aby określić użyteczny zakres planu centralnego (polityki gospodarczej), jako podstawy metodologicznej planowania społeczno-gospodarczego. Do zasad tych powinien być dostosowywany system zarządzania, opierający się na formule jedności uprawnień i odpowiedzialności. Jego skojarzenie z funkcjonowaniem rynku stwarza przesłanki do właściwego zakresu decentralizacji zarządzania w gospodarce narodowej i odpowiednich dostosowań systemu planowania, a także całego instrumentarium realizacyjnego, z tendencją do stałego zwiększania roli narzędzi ekonomicznych, przy ograniczaniu stosowania narzędzi administracyjnych do zmieniających się celów i uwarunkowań polityki gospodarczej.

Koncepcje prof. Bobrowskiego stanowiły inspirację do reformowania systemu funkcjonowania gospodarki polskiej, podjętego w Polsce w 1956 roku oraz na początku lat 80. Były również wykorzystywane przez reformatorskie kręgi w innych państwach, jak np. w Czechosłowacji w 1968 roku oraz na Węgrzech w 1970 roku.

* * *

Zarówno naczelne instancje naukowe, jak i działacze państwowi i gospodarczy w Polsce i za granicą uznawali Bobrowskiego za niezrównanego mistrza ekonomii stosowanej. Wyraził to między innymi prof. Włodzimierz Brus w następujących słowach: „Czesław Bobrowski był wybitnym politykiem gospodarczym na skalę międzynarodowy, dążącym do symbiozy dalekosiężnych celów z aktualnie dostępnymi środkami i metodami ich osiągania. Stąd wynikała jego niezwykła umiejętność znajdowania kompromisowych rozwiązań, a zarazem wyczucia granic ich skuteczności”.

Profesor Bobrowski dawał temu wyraz wtedy, kiedy pełnił wysokie funkcje państwowe (prezes Centralnego Urzędu Planowania, wiceprzewodniczący Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów), jak i wówczas, kiedy stał na czele gremiów doradczych zarówno w kraju (Rada Ekonomiczna, Konsultacyjna Rada Gospodarcza), jak i za granicą (główny doradca ekonomiczny Komisariatu Planu Republiki Algierskiej).

Aby odpowiedzieć na pytanie, z czego wynikała owa niezwykła umiejętność znajdowania przez profesora odpowiednich rozwiązań problemów społeczno-gospodarczych, a zwłaszcza wyczucie granic ich skuteczności, nieodzowne jest przypomnienie stosunku Bobrowskiego do tzw. utartych prawd i obiektywnych prawidłowości. Podstawy kształtowania polityki społeczno-gospodarczej – podkreślał – stanowią przesłanki społeczno-polityczne, teoria ekonomii oraz rachunek ekonomiczny. Teoria opisuje generalne prawidłowości rozwoju funkcjonowania gospodarki, jednakże nie wskazuje rozwiązań szczegółowych, które muszą uwzględniać konkretne warunki miejsca i czasu, w tym zwłaszcza zjawisko „wąskich gardeł”, niedostrzeganych przez teorię, a mogących skutecznie utrudnić, czy wręcz uniemożliwić, realizację podjętych decyzji. Z tego właśnie wynika istotne ograniczenie wykorzystania teorii w kształtowaniu i realizacji polityki gospodarczej. Tak więc, odnosząc się z szacunkiem, ale nie bezkrytycznie do ustaleń, formuł i modeli teoretycznych, traktując je jako ważną przesłankę i inspiracje polityki gospodarczej, prof. Bobrowski zwykł był podkreślać jednocześnie, że równie ważne jest posiadanie odpowiedniej wiedzy o uwarunkowaniach socjologicznych, a także o konkretnych warunkach technicznych, organizacyjnych, ekonomicznych, w których urzeczywistniana ma być zakładana polityka gospodarcza (realizowany plan gospodarczy), czyli o wielu istotnych elementach niedających się ująć w schematach teoretycznych.

W toku wielogodzinnych rozmów, jakie miałem zaszczyt prowadzić z profesorem na temat reformowania gospodarki i uprawiania polityki społeczno-ekonomicznej, niezwykle istotne wydały mi się niektóre konstatacje, a właściwie maksymy, do których Czesław Bobrowski przywiązywał duże znaczenie. A oto niektóre z nich:

1. „Wbrew podejściu wielu teoretyków, którzy koncepcje kierowania gospodarką opierają na konstrukcji zwanej «piramidą celów», rzeczywista polityka gospodarcza musi raczej operować «wiązką równorzędnych celów», obejmującą na przykład: wzrost gospodarczy, równowagę ekonomiczną i sprawiedliwość społeczną”.

2. „W kształtowaniu polityki gospodarczej niezwykle ważne jest to, aby poczucie realizmu nie przytłoczyło wyobraźni, ale jednocześnie należy zadbać o to, aby nadmiar wizjonerstwa nie przekreślił realności podejmowanych zamierzeń”.

3. „Skuteczne rozwiązywanie problemów gospodarczych musi przezwyciężać nie tylko bariery materiałowo-techniczne i systemowo-organizacyjne oraz postawy rewindykacyjne, lecz także nadmiar oczekiwań i złudzeń”.

4. „Duże niebezpieczeństwa dla polityki gospodarczej wynikają z nadmiernej skłonności rządów do mniemania, że «władza substytuuje wiedzę», co w prostej linii prowadzi do niedoceniania rozwoju badań i poszerzania wiedzy oraz do woluntaryzmu decyzyjnego, którego destrukcyjne skutki prędzej czy później dosięgną tę władzę, nie mówiąc już o fatalnych konsekwencjach społecznych”.

Trudno nie uznać, że również dzisiaj, po latach, w zupełnie zmienionych warunkach społeczno-politycznych i ekonomicznych, w jakich znajduje się nasz kraj, maksymy te zachowują pełną aktualność.

* * *

Podczas spotkania z okazji osiemdziesiątej rocznicy urodzin profesora, w trakcie towarzyskiej, nieskrępowanej rozmowy zapytano go, czy nie czuł żalu, kiedy spełniając ważne funkcje doradcze, jak np. w Radzie Ekonomicznej, spotykał się z sytuacją, że przedkładane przez niego propozycje i koncepcje nie były aprobowane przez władzę i nie podejmowano ich realizacji. Profesor zareagował przytoczeniem słów autorstwa Wilhelma Orańskiego: „By zacząć działać nie jest konieczne liczyć na sukces; by działania kontynuować, nie jest niezbędne osiągnięcie powodzenia”. I dodał od siebie: „Poczucie odpowiedzialności nie daje się pogodzić z rezygnacją z góry z próby działania”. Rozwinięciem tej myśli była wypowiedź prof. Bobrowskiego podczas inauguracyjnego posiedzenia Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa (6 grudnia 1986 roku), będącej forpocztą Okrągłego Stołu: „Odważne i trafne myśli mogą nieraz okazać się przydatne po latach, a w każdym razie coś z nich pozostaje zawsze. Pod warunkiem cierpliwego pogłębiania tychże”. Niechaj słowa te potraktowane zostaną jako ważne przesłanie prof. Czesława Bobrowskiego dla obecnego i przyszłych pokoleń.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Mistrz ekonomii stosowanej. Czesław Bobrowski, Warszawa 2004, s. 19–26.

Julian Bonder

Urodzony 9 XII 1900 w Warszawie. Studia na Politechnice Warszawskiej. Podczas studiów praca naukowa w Katedrze Hydrauliki i Aerodynamiki PW, po studiach praca w nowo utworzonym Instytucie Aerodynamicznym PW. Studia uzupełniające w zakresie matematyki i hydromechaniki w Paryżu (1927–1928). Doktorat (1930) i habilitacja (1936) na PW. Profesor Politechniki Śląskiej (1946–1952), kierownik Katedry Matematyki. Profesor PW (1952–1954), kierownik Katedry Aerodynamiki ówczesnego Wydziału Lotniczego (1952). Profesor UW (1954), dziekan Wydziału Matematyki i Fizyki (1959–1961).

Teoretyk aerodynamiki, badacz mechaniki cieczy i gazów, głównie w kontekście zagadnień związanych z lotnictwem, oraz procesów dynamicznych łączących zjawiska aerodynamiczne i sprężyste (zjawiska aeroelastyczne); zajmował się teorią fal ogólnych oraz teorią powstawania fal uderzeniowych.
Członek PAN (1954). Współtwórca i kierownik Zakładu Mechaniki Cieczy i Gazów w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN (1953–1961).
Zmarł 7 XII 1975 w Warszawie.

Wpływ przeciążenia na promień działania samolotu, Warszawa 1929; O pewnem zagadnieniu z dziedziny odwzorowania podobnego, Warszawa 1931; Odwzorowanie podobne zewnętrza dwóch dowolnych łuków kół na zewnętrze dwóch kół, Warszawa 1934; O sprzężonych drganiach płatów wolnonośnych, Warszawa 1936; Z teorii drgań skrzydeł samolotu, Warszawa 1939; Metody numeryczne w mechanice płynów, Wrocław 1969.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I: A-G, Warszawa 1994, s. 181–183.

ROMAN DUDA

JULIAN BONDER

1900–1975

 

Julian Bonder urodził się 9 grudnia 1900 roku w Warszawie, w rodzinie urzędnika miejskiego Bernarda i Anny z Zandów1. Uczył się w gimnazjum humanistycznym im. Wojciecha Górskiego. Po eksternistycznej maturze uzyskanej w 1919 roku rozpoczął studia matematyczne na Uniwersytecie Warszawskim (UW), ale w 1920 przeniósł się na Wydział Mechaniczny (Grupa Lotnicza) Politechniki Warszawskiej, na którym w 1926 roku uzyskał dyplom inżyniera mechanika. Fascynowało go lotnictwo, na które spoglądał od strony naukowej. Droga do jego poznania wiodła wówczas przez wydziały mechaniczne politechnik. Już jako student uczestniczył w pracach badawczych prowadzonych w Katedrze Hydrauliki i Aerodynamiki Politechniki Warszawskiej, a po studiach został zatrudniony w nowo utworzonym Instytucie Aerodynamicznym, z którym pozostał związany do momentu wybuchu wojny. Uwagę świata naukowego zwróciła jego praca dyplomowa, w której przedstawił rozwiązanie aktualnego wówczas zagadnienia płaskiego opływu profilu w pobliżu ziemi. Dało to początek ogólnej teorii dwupłata zbudowanej później przez Lagally’ego. Bonder uzyskał stypendium i rok akademicki 1927/1928 spędził w Paryżu na studiach uzupełniających z zakresu matematyki i hydromechaniki. Doktoryzował się w 1931 roku na Politechnice Warszawskiej2 i tamże się w 1936 roku habilitował3, uzyskując veniam legendi.

W centrum zainteresowań naukowych Bondera była mechanika cieczy i gazów, a zwłaszcza te jej aspekty, które miały wówczas żywotne znaczenie dla lotnictwa. Zajmował się badaniem procesów dynamicznych, w których występowało połączenie zjawisk aerodynamicznych i sprężystych (czyli tzw. zjawiska aeroelastyczne), kierując swoją uwagę na poszukiwanie źródeł niebezpiecznych drgań płatów samolotu. Prace badawcze wykorzystywano przy konstrukcji samolotów i tuneli aerodynamicznych. Z biegiem lat coraz bardziej interesowała Bondera strona teoretyczna, a nie praktyczna, tych zagadnień. Dał temu wyraz w serii zawierającej „prace wybitnie teoretyczne, dotyczące analizy matematycznej przepływów ruchu cieczy doskonałej – dziedziny opartej na teorii funkcji analitycznych, na odwzorowaniach konforemnych, na teorii równań całkowych i teorii funkcji eliptycznych”4.

Ze względu na „niearyjskie pochodzenie” ukrywał się w czasie okupacji niemieckiej w Radości koło Warszawy. Nie było wówczas warunków do prowadzenia działalności naukowej, zastanawiał się jednak nad nauczaniem matematyki na uczelniach technicznych, uznając, że na wzór francuskiej École Polytechnique należy kształcić inżynierów teoretyków. Po wyzwoleniu w 1944 roku zgłosił się do pracy w PKWN w Lublinie, a od stycznia 1945 roku pracował na Politechnice Warszawskiej (organizowanej wtedy w Lublinie), skąd został niebawem przeniesiony do Gliwic. Tam objął katedrę matematyki na nowo utworzonej Politechnice Śląskiej. Wrócił do działalności naukowej. Początkowo była to głównie kontynuacja i rozszerzenie prac przedwojennych, ale pojawiła się też nowa tematyka: dynamika gazów. Dotychczasowe przemyślenia badacza i potrzeby kraju sprawiły, że stał się gorącym orędownikiem tworzenia uniwersytetów technicznych i kształcenia młodzieży w zakresie matematyki stosowanej. Poglądy w tej sprawie referował na trzech powojennych zjazdach matematyków polskich.

W roku 1952 po przyjeździe z Gliwic do Warszawy objął stanowisko kierownika Katedry Aerodynamiki ówczesnego Wydziału Lotniczego Politechniki Warszawskiej. W 1955 zamienił uczelnię, na której pracował, na Uniwersytet Warszawski, na którym kierował Katedrą Aero- i Hydrodynamiki na Wydziale Matematyki i Fizyki. Był to dla Bondera okres wytężonej i owocnej pracy naukowej i organizacyjnej. Zapoczątkował zajmowanie się teorią fal uderzeniowych i teorią fal prostych, w obu dziedzinach uzyskując ważkie rezultaty. Zajmował się też teorią przepływów, badając w szczególności przepływy niestacjonarne cieczy lepkich i nieściśliwych. Uzyskane wyniki były rozszerzane na magnetodynamikę gazów, w szczególności oddziaływań wzajemnie ze sobą sprzężonych pól magnetycznych i dynamiczno-przepływowych. W badaniach korzystał ze stworzonej przez siebie geometrycznej metody analizy pól aerodynamicznych. Wyniki badań ujął w dwóch monografiach5.

Od 1953 roku organizował Zakład Mechaniki Cieczy i Gazów w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN i był jego kierownikiem do 1961. W latach 1959–1961 pełnił funkcję dziekana Wydziału Matematyki i Fizyki UW. Był to czas realizacji idei szerokiego wykorzystywania matematyki w badaniach naukowych. Chociaż prac organizacyjnych i kierowniczych nie lubił, to w różnych gremiach, komitetach i radach naukowych, w których zasiadał, bronił sprawy przyszłości matematyki stosowanej.

Pasją jego życia była matematyka i jej zastosowania, ale za istotną wartość uznawał także sprawiedliwość społeczną. Jeszcze przed wojną przyjął poglądy lewicowe. Będąc z przekonania marksistą, wstąpił w 1946 roku do PPR. Koncentrował się przede wszystkim na działalności naukowej, chociaż pisywał także artykuły z zakresu filozofii marksistowskiej i racjonalizmu filozoficznego.

Znany był jako człowiek „niezwykłej wprost skromności, unikający rozgłosu i podejmowania spraw wykraczających poza bezpośrednią działalność naukową”6.

Do wyróżnień nie przywiązywał uwagi, przyjmował je z naturalną otwartością. Był członkiem PAN (korespondent 1954, rzeczywisty 1966). Został też odznaczony Krzyżem Oficerskim OOP (1955). Był żonaty z Florą z Gutmanów. Zmarł 7 grudnia 1975 roku w Warszawie.

SECT-ID LINK

1Biogram Bondera można znaleźć w: Biogramy Uczonych Polskich, cz. IV: Nauki techniczne, oprac. A. Śródka i P. Szczawiński, Wrocław 1988; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012; zob. też: M. Łunc, Julian Bonder, „Nauka Polska” 1965, R. 13, nr 5, s. 22–26; W. Fiszdon, Julian Bonder (1900–1975), „Nauka Polska” 1976, R. 24, nr 8, s. 123–130.

2J. Bonder, O pewnem zagadnieniu z dziedziny odwzorowania podobnego, Warszawa 1931, = [11]. Numery w klamrach odnoszą się do jego bibliografii zawartej w artykule: W. Fiszdon, Julian Bonder... Bibliografia ta liczy 51 pozycji.

3J. Bonder, Z teorii drgań skrzydeł samolotu, „Technika Lotnicza” 1939, R. 2.

4M. Łunc, Julian Bonder, op. cit., s. 23.

5 J. Bonder, Tensorowe niesymetryczne ujęcie równań dynamiki gazów, Warszawa 1968; J. Bonder, Czasoprzestrzenna struktura tensorowa sprzężonych pól magnetodynamiki płynów, Wrocław 1974.

6W. Fiszdon, Julian Bonder (1900–1975), „Wiadomości Matematyczne” 1978, t. XX, nr 2, s. 193–194.

Karol Borsuk

Urodzony 8 V 1905 w Warszawie. Studia na UW, nauczyciel gimnazjalny (1927–1930). Asystent na UW (1928), tamże doktorat (1930) i habilitacja. Stypendysta Funduszu Kultury Narodowej; pobyty we Lwowie, Wiedniu, Zurychu i Innsbrucku (1931–1932). Profesor UW (od 1938 i 1946–1968). W czasie okupacji wykładowca na kursie politechnicznym w Szkole Budowy Maszyn im. Wawelberga i Rotwanda, uczestnik tajnego nauczania. Kierownik Katedry Geometrii UW (od 1946), a także Seminarium Matematyki (1952–1964), przekształconego później w Instytut Matematyki UW.

Matematyk, wychowanek warszawskiej szkoły topologicznej, wybitny przedstawiciel topologii geometrycznej; twórca pojęcia retraktu i teorii kształtu. Zastępca dyrektora ds. badań naukowych Państwowego Instytutu Matematycznego (od 1952 Instytutu Matematycznego PAN) (1956–1967), kierownik Działu (później Zakładu) Topologii (1948–1975).
Członek TNW (1937), PAU (1945), PAN (1952), Polskiego Towarzystwa Matematycznego (1929), Bułgarskiej Akademii Nauk, Papieskiej Akademii Nauk. Doktor honoris causa uniwersytetu w Zagrzebiu (1976).
Sekretarz redakcji (od 1946), a następnie zastępca redaktora (od 1952) „Fundamenta Mathematicae”.
Zmarł 24 I 1982 w Warszawie.

On Symmetric Products of Topological Spaces, [s. l.] 1931; Geometria analityczna w n wymiarach: wykłady uniwersyteckie, Warszawa 1950; Theory of Retracts, Warszawa 1967; Theory of Shape, Warszawa 1975; Collected Papers, 2 t., Warszawa 1983.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I: A-G, Warszawa 1994.

ROMAN DUDA

KAROL BORSUK

1905–1982

 

Szeregi inteligencji zasilała napływająca w XIX wieku do miast polskich szlachta. Jednym z takich szlachciców był Marian Borsuk z Białorusi, który został znanym w Warszawie chirurgiem. W jego to rodzinie, z małżeństwa z Zofią z Maciejewskich, urodził się 8 maja 1905 roku w Warszawie późniejszy wybitny matematyk Karol Borsuk1. W latach 1915–1923 był on uczniem gimnazjum im. Staszica w Warszawie. W latach 1923–1927 studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim. W 1926 roku Polska wprowadziła system magisterski i Karol ukończył studia z tytułem magistra uzyskanym w 1927 roku na podstawie pracy o iterowaniu przekształceń ciągłych, napisanej pod kierunkiem Wacława Sierpińskiego. Posad akademickich było wtedy mało, ale można było łączyć nauczanie w szkole i własną pracę naukową. Przez trzy lata 1927–1930 mgr Karol Borsuk uczył w prywatnym gimnazjum K. Malczewskiej. W 1928 roku opublikował swoją pierwszą pracę i od 1929 roku miał już posadę asystenta na UW. Doktoryzował się rok później na podstawie rozprawy o retraktach, której promotorem był prof. Stefan Mazurkiewicz2.

Doktor Karol Borsuk był wychowankiem warszawskiej szkoły topologicznej i wybitnym przedstawicielem topologii geometrycznej, którą rozumiał jako topologię przestrzeni metrycznych ośrodkowych, czyli podzbiorów kostki Hilberta, a najczęściej podzbiorów przestrzeni euklidesowych, z reguły przy tym zwartych. Bada się w niej zagadnienia topologiczne inspirowane geometrycznie, swobodnie używając różnych metod, w tym algebraicznych, ale samych tych metod nie czyniąc przedmiotem badań. Jeśli za przewodnią ideę topologii warszawskiej uznać badanie ogólnych rodzajów przestrzeni jak przestrzenie spójne, metryczne, ośrodkowe, zwarte, kontinua itp., to Borsuk szedł jakby w drugą stronę. Mając niezwykłą intuicję geometryczną i będąc niechętny zbyt ogólnym definicjom i osobliwym przykładom, starał się wyróżniać klasy stosunkowo prostych przestrzeni topologicznych, z nadzieją na uzyskanie ich klasyfikacji. Osobliwości, jakie i tam czasem spotykał, nie traktował jako ciekawych obiektów badawczych, lecz jako wskazówki, że należy poprawić definicję klasy w celu ich wyeliminowania.

Pierwszym przejawem wielkiego talentu Borsuka było wprowadzenie przezeń pojęcia retraktu w 1931 roku (termin pochodzi od Mazurkiewicza): podzbiór A przestrzeni X jest jej retraktem, gdy istnieje przekształcenie ciągłe f: X → A, które jest stałe na A, tzn. f(X) = A f(a) = a dla każdego a ∈ A. Retrakcja jest topologicznym odpowiednikiem geometrycznego rzutowania i talent Borsuka wyraził się w tym, że dostrzegł w geometrycznym pojęciu rzutowania topologiczne walory. Retrakt absolutny [2] (AR, z ang. Absolute Retract) i absolutny retrakt otoczeniowy [10] (ANR, z ang. Absolute Neighborhood Retract) uważał za topologiczne uogólnienia geometrycznych wielościanów (AR – wielościany wypukłe, ANR – wielościany dowolne)3. Z myślą, że jest to ważna klasa przestrzeni topologicznych, rozwinął ich teorię. Sam i ze swoimi uczniami, których zawsze miał wielu, a do których dołączali młodzi matematycy z innych krajów. Ze swoich prac w tym zakresie wyróżniał [17] (zachowanie się grup homologii i grupy podstawowej przy retrakcjach), [32] (sklejanie retraktów), [41] (wyróżnienie podklasy ANR-ów o szczególnie regularnych własnościach), [42] (zanurzanie w retraktach), [44] (Borsuk’s fibre theorem), [67] (konstrukcja przestrzeni zwartej i lokalnie ściągalnej, która nie jest ANR-em), [74] (konstrukcja nieprzywiedlnego AR-u), [113] i [114] (o wymiarach ANR-ów). Ukoronowaniem badań Borsuka w zakresie teorii retraktów była jego monografia4, w której cytował 74 prace własne (w tym 8 wspólnych).

Dużą rolę w rozwijaniu kadr naukowych w dwudziestoleciu międzywojennym odgrywał Fundusz Kultury Narodowej, przyznający roczne stypendia na studia uzupełniające uzdolnionym młodym ludziom. Takie stypendium na rok 1931/1932 otrzymał dr Karol Borsuk i wykorzystał je na pobyty we Lwowie, Wiedniu, Zurychu i Innsbrucku, gdzie nawiązał kontakty naukowe z takimi uczonymi jak Stanisław Ulam, Karl Menger, Heinz Hopf i Leopold Vietoris. Po powrocie do kraju habilitował się w 1934 roku na podstawie rozprawy zawierającej topologiczną charakteryzację sfer euklidesowych5.

Wśród obiektów topologicznych prostotą i znaczeniem wyróżniają się sfery Sn. Borsuk wykazał [2], że sfery Sn są nieściągalne (nie istnieje retrakcja na żaden ich podzbiór właściwy), ale wkrótce dodał do tego nową ich własność. Jednym mianowicie z najciekawszych wyników Borsuka w tym zakresie (zasugerowanym przez Stanisława Ulama) było tzw. twierdzenie o antypodach [15]: każde przekształcenie ciągłe f: Sn → Rn skleja jakieś dwa punkty antypodyczne, tzn. f(x) = f(-x) dla pewnego x Sn. Dzięki temu wynikowi do topologii weszła geometryczna idea symetrii. Rozwinęła się bogata teoria oferująca szerokie uogólnienia i ciekawe zastosowania6. Na temat przekształceń w sfery Borsuk opublikował ponad 20 prac, z których, oprócz wspomnianych [2] i [15], wyróżniał jeszcze [3] (badanie jednosprzęgłości), [12] i [75] (rozcinanie przestrzeni euklidesowych), [16] (związek z pierwszą liczbą Bettiego), [40] (leżenie w przestrzeni euklidesowej), [79] (początek badań własności homologicznych przestrzeni odwzorowań w sfery; później rozwinął to John C. Moore7).

W odróżnieniu od innych przedstawicieli warszawskiej szkoły topologicznej, skupionych na metodach mnogościowych, Borsuk doceniał znaczenie metod algebraicznych. Nie był topologiem algebraicznym, ale stworzył pojęcie, które do topologii algebraicznej weszło. W 1936 roku anonsował mianowicie konstrukcję grup kohomotopii [38] (por. także [39] i [52]), jednakże wskutek wojny, odcięty od innych ośrodków i pozbawiony możliwości pracy naukowej, koncepcji tej nie rozwinął. Jej znaczenie dostrzegł jednak i upowszechnił Edwin Spanier8. Tak, jak teoria grup homotopii πn(X) przestrzeni X opierała się na badaniu przekształceń Sn → X, tak teoria grup kohomotopii πn(X) przestrzeni X została oparta na badaniu przekształceń X → Sn, gdzie dim Xn – 2. Jak dziś wiadomo, grupy kohomotopii prowadzą do stabilnych grup homotopii, co pozwala uznać Borsuka za prekursora tych ostatnich. Do tematu grup kohomotopii Borsuk wrócił jeszcze w [108], gdzie wprowadził pewne ich uogólnienie.

Habilitacja dała Borsukowi status docenta UW. Pod koniec lat 30. doc. dr Karol Borsuk miał już uznaną pozycję międzynarodową, jednakże uzyskanie dla niego stanowiska profesora UW się przeciągało. Wydział wystąpił z takim wnioskiem już w 1936 roku, ale jego realizacja napotykała opory w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Jedną z przyczyn mogła być jego postawa – z dużą odwagą cywilną występował bowiem przeciwko antysemickim ekscesom. Jak świadczą jego ówcześni słuchacze (Bolesław Gleichgewicht), potrafił wyrzucić bojówkę endecką, która wtargnęła na jego wykład. Ale w 1938 roku Borsuk został profesorem nadzwyczajnym UW.

W 1936 roku doc. dr Karol Borsuk ożenił się z Zofią z Paszkowskich. Mieli dwie córki: Elżbietę i Marię Magdalenę.

Czas wojny prof. Borsuk spędził w rodzinnym mieście. Z natury cichy i spokojny, wykładał na kursie politechnicznym w Szkole Budowy Maszyn im. Wawelberga i Rotwanda, a jednocześnie zaangażował się w nauczanie na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim9. Podstawowym źródłem utrzymania rodziny był jednak prowadzony przez niego sklepik, służący jednocześnie za punkt kontaktowy dla podziemia. Przypłacił to kilkumiesięcznym pobytem na Pawiaku w 1943 roku, gdzie cudem uniknął rozstrzelania (za wysoką łapówkę wykupiła go żona).

Mało znanym jego osiągnięciem czasu wojny była oryginalna gra planszowa, wymyślona przezeń w sklepiku. Gra się 12-ścienną kostką, a celem gry, mającej charakter ekonomiczny, jest wyhodowanie dużego stada zwierząt domowych w warunkach zagrożeń ze strony zwierząt dzikich. Gra wymaga liczenia, przewidywania i kalkulowania ryzyka. Była kilkakrotnie wznawiana, niedawno (2007) pod nazwą „Superfarmer” (por. www.superfarmer.pl).

Po wybuchu powstania warszawskiego prof. Borsuk z rodziną zostali w połowie sierpnia 1944 roku wywiezieni do obozu w Pruszkowie, skąd udało im się uciec i do wyzwolenia spod okupacji niemieckiej ukrywali się w Tarczynie, małym miasteczku w pobliżu Warszawy. Po wznowieniu działalności przez Uniwersytet Warszawski Borsuk podjął obowiązki (od 1946 roku jako profesor zwyczajny), obejmując Katedrę Geometrii, a w latach 1952–1964 kierując także Seminarium Matematyki, później przekształconym w Instytut Matematyki UW.

Do przedwojennego dorobku liczącego 57 prac, po wojnie Borsuk dodał dalsze 142 prace. Trochę zawiedziony teorią retraktów, wśród których sam ujawnił twory paradoksalne (ANR nierozkładalny [23], AR nieprzywiedlny [74], AR niezawierający dysku [119] itp.), w 1968 roku zapoczątkował teorię kształtu [128]. W jeszcze większym stopniu niż teoria retraktu także teoria kształtu była dziełem jednego człowieka: Borsuk nie tylko sformułował podstawowe koncepcje tej teorii, lecz także przez wiele lat pisał prace, przyciągał uczniów i formułował problemy, które na długo wyznaczyły jej rozwój. Przewodnią ideą teorii kształtu było porównywanie przestrzeni topologicznych XY nie za pomocą przekształceń ciągłych, jak się to robi w topologii klasycznej, gdzie przestrzenie XY uważa się za topologicznie równoważne, jeśli są homeomorficzne, tzn. jeśli istnieje między nimi przekształcenie wzajemnie jednoznacznie i obustronnie ciągłe, ale za pomocą ciągów przekształceń ciągłych przestrzeni Z, w której X Y są zanurzone (najczęściej Z jest kostką Hilberta). Jeśli taki ciąg jest fundamentalny, tzn. przekształca Z na siebie w taki sposób, że otoczenia X przechodzą na otoczenia Y (ale niekoniecznie samo X na Y) i spełniają pewne warunki o charakterze homotopijnym, to mówi się, że XY mają ten sam kształt (ang. shape), Sh(X) = Sh(Y). Podobnie jak teoria homotopii, także teoria kształtu jest zorientowana na badanie globalnych własności przestrzeni topologicznych, ale w odróżnieniu od tej pierwszej nie wymaga ona dobrych własności lokalnych badanych przestrzeni i na tym polega jej wartość. Podsumowaniem badań Borsuka i licznych jego uczniów w tym zakresie była monografia10, w której cytował 36 prac własnych, w tym 4 wspólne. Idee Borsuka zostały szybko podjęte przez licznych matematyków i rozwinięte w różnych kierunkach, czego dowodzą setki już prac, ukazujących się na ten temat.

Każda praca Borsuka zawierała interesujące pomysły, często podejmowane potem przez innych. Przykładem mogą być trzy prace o hiperprzestrzeniach (wspólna z Ulamem praca [5], w której autorzy wprowadzili n-krotny produkt symetryczny, wspólna z Mazurkiewiczem praca [6] o łukowej spójności hiperprzestrzeni podzbiorów zwartych, która doprowadziła Menachema Wojdysławskiego do słynnego potem pytania (czy hiperprzestrzeń podzbiorów domkniętych odcinka jest kostką Hilberta?) i praca [86], w której Borsuk zmodyfikował metrykę Hausdorffa na potrzeby ANR-ów).

Intrygujące pytania Borsuka wpisane do Księgi Szkockiej, czy produkt kostki Hilberta i triodu jest kostką Hilberta i czy produkt nieskończenie wielu triodów jest kostką Hilberta (problem 175), oraz podjęcie przezeń [110] problematyki Q-rozmaitości (tj. rozmaitości wzorowanych na kostce Q Hilberta) zapoczątkowały intensywne badania topologii kostki Hilberta. W szczególności, ogólniejsze od problemu 175 pytania Borsuka [110], czy produkt Q-rozmaitości i wielościanu (ogólniej, zwartego ANR) jest Q-rozmaitością oraz czy każda Q-rozmaitość jest produktem kostki Hilberta i wielościanu – okazały się bardzo trudne i zajęły lata pracy wielu wybitnym topologom11. Rezultaty uzyskane w tym zakresie ogromnie wzbogaciły topologię nieskończenie wymiarową, w znacznej mierze inspirując jej rozwój.

W pracy [54] Borsuk wysunął problem jednoznaczności rozkładu przestrzeni na składniki produktu kartezjańskiego i pokazał, że jeśli składniki kartezjańskie wielościanu mają wymiar ≤ 1, to są jedyne, a w pracy [58] uogólnił ten wynik na przypadek składników wymiaru ≤ 2. Kontynuował ten wątek w 6 dalszych pracach. Te wyniki Borsuka nabrały dodatkowego znaczenia w świetle zaskakującego wyniku R.H. Binga, który skonstruował rozkład R4 = R1 × G, gdzie G jest przestrzenią różną od R312.

Talent i wielostronność Borsuka widać także w łatwym wchodzeniu w problematykę nieleżącą w głównym nurcie jego zainteresowań, jak teoria punktu stałego (m.in. [85]), teoria wymiaru ([29], [41], [43], [113], [115]), analiza funkcjonalna (ważna praca [21], w której rozwiązał pewien problem Banacha) itp.

Będąc znakomitym wykładowcą, profesor pisywał także oryginalne i ciekawe podręczniki akademickie13.

Uczony miał wielki talent matematyczny, mówił i wykładał jasno i zawsze przyciągał wielu uczniów, od których dużo wymagał, ale jednocześnie był dla nich bardzo opiekuńczy. Należeli do nich: Samuel Eilenberg, Andrzej Kosiński, Jan Jaworowski, Andrzej Kirkor, Włodzimierz Holsztyński, Anna Gmurczyk, Jerzy Dydak, Juliusz Olędzki, Sławomir Nowak, Stanisław Spież (z tymi miał wspólne prace), a także Hanna Patkowska, Karol Sieklucki, Henryk Toruńczyk i inni. Jeden z nich tak go charakteryzował: „Jego nadzwyczajna pracowitość, obowiązkowość i punktualność łączą się z wielką przystępnością i uprzejmością [...] [cechuje go] wielka jasność i precyzja wykładu”14.

Był odważny, ale publicznie zazwyczaj angażował się dyskretnie. W okresie niegodnej antysemickiej fali 1968 roku najpierw starał się osłaniać swoich studentów, a kiedy okazało się to nieskuteczne – ustąpił z Uniwersytetu Warszawskiego. Oficjalną przyczyną był stan zdrowia, ale w istocie była to reakcja na nagonkę, której ofiarą padło wielu jego uczniów.

Jednym z dużych osiągnięć organizacyjnych matematyków polskich było powołanie Państwowego Instytutu Matematycznego w 1948 roku (w 1952 roku przekształconego w Instytut Matematyczny PAN). Profesor był z tym Instytutem związany od jego powstania, m.in. jako zastępca dyrektora do spraw badań naukowych w latach 1956–1967 i kierownik Działu (później Zakładu) Topologii w latach 1948–1975, tj. do przejścia na emeryturę. Do końca życia prowadził w tym Instytucie seminarium z topologii, z którego wyszło wielu znanych topologów.

Za swoją działalność prof. Borsuk otrzymał wiele wyróżnień. Członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (korespondent 1937, zwyczajny 1945) i członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Po powstaniu PAN został jej członkiem (korespondentem 1952, zwyczajnym 1956). Był też członkiem korespondentem Bułgarskiej Akademii Nauk, a krótko przed śmiercią został powołany na członka Papieskiej Akademii Nauk. Uniwersytet w Zagrzebiu nadał mu w 1976 roku godność doktora honoris causa. Od 1929 roku był członkiem Polskiego Towarzystwa Matematycznego; przez jedną kadencję był skarbnikiem i przez dwie kadencje prezesem Oddziału Warszawskiego. Od 1975 roku członek honorowy PTM. Od 1946 sekretarz redakcji, a od 1952 zastępca redaktora „Fundamenta Mathematicae”, wydawał też „Dissertationes Mathematicae”. Członek komitetów redakcyjnych „Biuletynu PAN” (seria nauk matematycznych, astronomicznych i fizycznych) oraz serii wydawniczej „Monografie Matematyczne”. Odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim (1954) i Krzyżem Komandorskim OOP (1958), Medalem im. Kopernika (1975), Medalem im. W. Sierpińskiego (1976), Sztandarem Pracy I klasy (1976), medalem KEN (1978). Otrzymywał nagrody państwowe (raz I klasy i dwa razy II klasy), resortowe i PTM. Laureat nagrody Jurzykowskiego.

Karol Borsuk zmarł 24 stycznia 1982 roku w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim.

SECT-ID LINK

1Dorobek naukowy Borsuka został zgromadzony w jego dziełach zebranych: K. Borsuk, Collected Papers, 2 t., Warszawa 1983, które zawierają 166 jego prac. Ponadto napisał 2 monografie i parę podręczników, a łączna lista jego publikacji matematycznych liczy 199 pozycji. Numery w klamrach odnoszą się do spisu zamieszczonego w obu tomach dzieł zebranych. Omówieniu jego dorobku został poświęcony tom „Topological Methods in Nonlinear Analysis” 1993, t. I, nr 1, a także osobne artykuły, w tym: B. Knaster, Karol Borsuk, „Nauka Polska” 1964, R. 12, nr 3 (51), s. 61–65; J. Dydak, Ideas and influence of Karol Borsuk, „Wiadomości Matematyczne” 2012, t. XLVIII, nr 2, s. 81–95. Biogramy K. Borsuka zawierają: Wielka encyklopedia PWN, t. IV; A. Śródka, P. Szczawiński, Biogramy Uczonych Polskich, cz. 3: Nauki Ścisłe; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. IV, Warszawa 1998; Słownik biograficzny matematyków polskich, red. S. Domoradzki, D. Węglowska, Z. Pawlikowska-Brożek, Tarnobrzeg 2003; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012.

2K. Borsuk, Sur les rétractes, „Fundamenta Mathematicae” 1931, t. XVII, s. 152–170 = [2].

3Przypuszczenie Borsuka, że każdy ANR ma typ homotopii wielościanu, zostało potwierdzone: J. E. West, Mapping Hilbert cube manifolds to ANR’s. A solution of a conjecture of Borsuk, „Annals of Mathematics” 1977, t. CVI, s. 1–18.

4K. Borsuk, Theory of Retracts, „Monografie Matematyczne” 1967, t. LXIV, Warszawa 1967 = [125].

5K. Borsuk, O zagadnieniu topologicznego scharakteryzowania sfer euklidesowych, „Wiadomości Matematyczne” 1934, t. XXXVIII, s. 1–30 = [24].

6Por. H. Steinlein, Borsuk’s antipodal theorem and its generalisations and applications: a survey, „NATO Advanced Study Institute” 1985, t. XCV, s. 166–235.

7J. C. Moore, On a theorem of Borsuk, „Fundamenta Mathematicae” 1956, t. XLIII, s. 195–201.

8E. Spanier, On Borsuk’s cohomotopy groups, „Annals of Mathematics” 1949, t. L, s. 203–245.

9T. Manteuffel, Uniwersytet Warszawski w latach wojny i okupacji. Kronika 1939/40–1944/45, Warszawa 1948, s. 47.

10K. Borsuk, Theory of shape, „Monografie Matematyczne” 1975, t. LXIX = [164].

11Odpowiedź pozytywną uzyskał T.A. Chapman, Hilbert cube manifolds, „Bulletin of the American Mathematical Society” 1970, t. LXXVI, s. 1326–1330.

12R.H. Bing, A decomposition of E3 into points and tame arcs such that the decomposition space is topologically different from E3, „Annals of Mathematics” 1957, t. LXV, s. 484–500.

13K. Borsuk, Ćwiczenia z analizy matematycznej, Warszawa 1951; Geometria analityczna w n wymiarach, Warszawa 1950 (wznowienia 1962, 1966 i 1976; przekład angielski 1969); wspólnie z W. Szmielew, Podstawy geometrii, Warszawa 1955 (wznowienia 1970 i 1972).

14K. Sieklucki, Karol Borsuk – trzy rocznice, „Wiadomości Matematyczne” 1971, t. XIII, s. 43–55.

Mieczysław Brahmer

Urodzony 26 I 1899 w Krakowie. Studia romanistyczne i polonistyczne na UJ. Asystent w Seminarium Filologii Romańskiej UJ, doktorat (1925), habilitacja (1931). Wykładowca języka i literatury polskiej na uniwersytecie w Rzymie (1931–1937). Profesor UW (1937–1939). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Kierownik Katedry Filologii Romańskiej, równolegle profesor UJ (1945–1949), PWST w Krakowie (1945–1946) oraz PWST w Warszawie (1949–1957).

Romanista, komparatysta, historyk literatury włoskiej, francuskiej i polskiej oraz teatru.
Członek (1938), następnie sekretarz Wydziału I i redaktor naczelny wydawnictw TNW. Członek PAU (1946) i PAN (1958), przewodniczący Komitetu Neofilologicznego PAN. Członek wielu zagranicznych akademii i towarzystw naukowych, m.in. Accademia Patavina di Scienze, Lettere ed Arti, Association Internationale de Littérature Comparée, Association Internationale des Études Françaises.
W okresie międzywojennym sekretarz redakcji i zastępca redaktora naczelnego „Przeglądu Współczesnego”. Redaktor „Kwartalnika Neofilologicznego” (1955–1973).
Zmarł 31 VIII 1984 w Warszawie.

Petrarkizm w poezji polskiej XVI wieku, Kraków 1927; Z dziejów włosko-polskich stosunków kulturalnych, Warszawa 1939; Teatr średniowieczny krajów Zachodniej Europy, Warszawa 1954; W galerii renesansowej, Warszawa 1957.

Z. Libera, Mieczysław Brahmer, [w:] idem, Uczeni i nauczyciele, Warszawa 1995; J. Starnawski, Brahmer Mieczysław, [w:] Słownik badaczy literatury polskiej, t. II, Łódź 1998.

KRZYSZTOF ŻABOKLICKI

MIECZYSŁAW BRAHMER

1899–1984

 

Mieczysław Brahmer był początkowo silnie związany z Krakowem, gdzie przyszedł na świat 26 stycznia 1899 roku. Maturę uzyskał w tamtejszym liceum im. Jana III Sobieskiego; już jako uczeń żywo interesował się literaturą i teatrem. Studia wyższe w zakresie filologii romańskiej rozpoczęte w 1917 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim niezwłocznie przerwał, aby odbyć w latach 1918–1920 służbę wojskową w Batalionie Akademickim odrodzonej armii polskiej. Następnie powrócił na UJ, gdzie oprócz romanistyki u Stanisława Strońskiego studiował literaturę polską u Ignacego Chrzanowskiego i Stanisława Windakiewicza. Po ukończeniu studiów i rocznym stażu w Paryżu został asystentem w Seminarium Filologii Romańskiej UJ. Wykładali tam już wówczas Władysław Folkierski i Stanisław Wędkiewicz. Brahmer był najpierw sekretarzem redakcji, później również zastępcą redaktora naczelnego „Przeglądu Współczesnego”, najważniejszego miesięcznika literacko-naukowego międzywojennej Polski, którym kierował prof. Wędkiewicz. Młody Brahmer publikował więc przede wszystkim w tym czasopiśmie artykuły dotyczące literatur romańskich, zwłaszcza francuskiej. Pisał o autorach współczesnych, którzy do Polski dopiero docierali jak Marcel Proust, Jean Giraudoux i Henry Montherlant, oraz o tych lepiej już znanych, jak Romain Rolland, Paul Claudel, Pierre Loti, Maurice Barrès, Anatole France – należy tu wymienić esej Anatol France i książka (Kraków 1925) – nie pomijając dawnych jak Blaise Pascal. Brahmer zajął się też literaturą włoską, pisząc m.in. o Carlo Gozzim. Krakowskim dziennikiem, z którym intensywnie współpracował jako krytyk teatralny w latach 1923–1926, był szacowny „Czas”. Tylko w 1925 roku ukazały się tam 22 jego sprawozdania z przedstawień sztuk różnych autorów, od Victoriena Sardou i Luigiego Pirandella po Henryka Ibsena i Augusta Strindberga. W „Czasie” (25 II 1922) ukazał się również pierwszy artykuł młodego Brahmera pod znamiennym tytułem O kontakt naukowy z Zachodem.

Doktoryzował się w 1925 roku na UJ. Jego rozprawa pt. Petrarkizm w poezji polskiej XVI wieku, wydana drukiem w 1927 roku w Krakowie, dowodzi świetnej znajomości zarówno literatury włoskiej, jak i ojczystej, wyznaczając jednocześnie kierunek badań, któremu autor pozostanie wierny w ciągu swojej całej, różnorodnej działalności naukowej. Wkrótce potem opublikował znowu 2 ważne prace z dziedziny recepcji: Echa Ariosta i Marina w Tobiaszu wyzwolonym S.H. LubomirskiegoMonachomachiaOrland szalony. Zaczął pisać też po włosku; w 1926 roku ukazał się w sycylijskim „Giornale di Sicilia” jego artykuł La morte di Kasprowicz (Śmierć Kasprowicza). Kolejne pobyty we Włoszech i we Francji przyczyniły się do wzmożenia zainteresowań młodego uczonego związkami literatur obu krajów. Świadczy o tym studium Święty Franciszek z Asyżu we współczesnej literaturze francuskiej zamieszczone w „Przeglądzie Współczesnym” (1927) i wznowione w tomie zbiorowym Święty Franciszek z Asyżu (Kraków 1928), a przede wszystkim praca Włochy w literaturze francuskiej okresu romantycznego (Kraków 1930, wyd. 2, 2005) – rozprawa habilitacyjna, na podstawie której Brahmer uzyskał na UJ, jako jeden z najmłodszych, stopień docenta. Jej temat zamierzał rozbudować, gromadził materiały, które uległy jednak zniszczeniu podczas wojny. Szczególnie płodny w młodzieńczej twórczości Brahmera był 1931 rok. Badacz opublikował wtedy w Krakowie tom Problem renesansu we Włoszech współczesnych, a „Przegląd Współczesny” zamieścił jego dwuczęściowe studium Tradycje Odrodzenia we Włoszech współczesnych.

W tym samym roku rozpoczął się długi pobyt nowo mianowanego docenta we Włoszech. Przebywał on tam do 1936 roku jako wykładowca języka i literatury polskiej na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie. Najpierw pracował w jego historycznej siedzibie w śródmieściu, potem już w nowoczesnym, rozległym Miasteczku Uniwersyteckim (Citta Universitaria) w dzielnicy San Lorenzo. Z posady był zadowolony: międzypaństwowe stosunki polsko-włoskie układały się pomyślnie, rozwijała się współpraca kulturalna, Włosi przejawiali wobec Polaków tradycyjną sympatię. W Rzymie były dwie polskie ambasady, działała Stacja Naukowa Polskiej Akademii Umiejętności mająca dobrze zaopatrzoną bibliotekę. Brahmer poznał związaną z tą placówką PAU, młodą docent Karolinę Lanckorońską, której nauka polska tak wiele będzie zawdzięczać. Poznał również wybitnych włoskich slawistów – Ettore Lo Gatto i Enrica Damianiego, zaprzyjaźnił się z wyspecjalizowanym w zakresie polonistyki profesorem filologii słowiańskiej Uniwersytetu La Sapienza, niewiele od siebie starszym Giovannim Maverem (1891–1970), który podobnie jak i on sam zajmował się m.in. petrarkizmem w literaturze staropolskiej. Z nadzwyczaj zasłużonym dla włoskiej polonistyki Maverem pozostawał w kontakcie przez długie lata; po wojnie widywali się we Włoszech i we Francji. W jednym z ich paryskich spotkań sam miałem kiedyś sposobność uczestniczyć i stoją mi nadal przed oczami dwaj starsi panowie, rozprawiający z ożywieniem o Piotrze Kochanowskim, tłumaczu Tassa, w skromnej restauracyjce niedaleko dawnej Biblioteki Narodowej na rue Richelieu.

Oprócz działalności dydaktycznej Brahmer prowadził w Rzymie badania, których efektem były artykuły w języku włoskim, jak La fortuna dell’Ariosto in Polonia (1933, Recepcja Ariosta w Polsce), i polskim, jak Toskańskie echa zwycięstwa pod Wiedniem (1933), Włoscy komedianci króla Jana (1935) czy Węgierski w Wenecji (1936). Dla warszawskiego „Rocznika Literackiego” zaczął redagować doskonałe przeglądy tłumaczeń z włoskiego na polski; pierwszy z nich, poświęcony przekładom utworów Giovanniego Boccaccia, Filippo Tommaso Marinettiego i Giovanniego Papiniego, ukazał się w 1932 roku, ostatni – prawie pół wieku później. Pobyt w Rzymie pozwolił Brahmerowi przede wszystkim zebrać obfite materiały do najważniejszej chyba swojej książki, do której pisania przystąpił po powrocie do kraju.

Wrócił w końcu 1936 roku, aby wiosną następnego roku objąć nowo utworzoną katedrę literatury włoskiej w Uniwersytecie Warszawskim. Doskonały wykład inauguracyjny młodego jeszcze profesora nosił tytuł Literatura włoska w Polsce, co dowodzi znowu, że badania nad związkami literatury i kultury ojczystej z Włochami miały dla niego zasadniczą wagę. Tekst wykładu w wersji włoskiej – La letteratura italiana in Polonia – wydrukowano niezwłocznie we włoskim czasopiśmie slawistycznym „Europa Orientale”. W 1939 roku ukazało się w Rzymie przygotowane przez Brahmera wraz z Enrico Damianim wydanie włoskie Sonetów krymskich i wyboru innych wierszy Adama Mickiewicza: Sonetti di Crimea ed altre poesie.

Profesora absorbowała jednak przede wszystkim praca nad książką Z dziejów włosko-polskich stosunków kulturalnych. Główną problematykę tego obszernego zbioru, opublikowanych już po części esejów, stanowiły przedstawione na podstawie nieznanych materiałów źródłowych powiązania kulturalne Toskanii i Polski czasów Jana III Sobieskiego, a także takie zagadnienia jak m.in. komedia dell’arte, polscy studenci w Padwie, Wenecja w oczach polskich podróżników i pisarzy, echa „kwestii polskiej” w poezji włoskiej okresu Risorgimenta oraz recepcja Quo vadis? Henryka Sienkiewicza we Włoszech. Tom był w pewnym sensie podsumowaniem dotychczasowych osiągnięć autora, który mógł się nim niewątpliwie poszczycić. Ukazał się niestety w sierpniu 1939 roku w Warszawie i zdążył trafić jedynie do głównych bibliotek i do wąskiego kręgu badaczy w Polsce i we Włoszech. Reszta nakładu spłonęła w bombardowanej przez wroga stolicy. Książka nie znalazła się więc nigdy w obiegu księgarskim. Po latach Brahmer opracował ją ponownie, znacznie wzbogacił i oddał do druku pod tytułem Powinowactwa polsko-włoskie (Warszawa 1980). Publikacja ta również dziś jest niezbędna wszystkim, którzy zajmują się tą tematyką.

Druga wojna światowa przerwała pięknie rozpoczętą, uniwersytecką karierę. Brahmer przeniósł się najpierw na Podkarpacie, gdzie w miasteczkach Dębica i Ropczyce opodal Tarnowa uczestniczył w tajnym nauczaniu na poziomie szkoły średniej oraz – jak potem mawiał – na wzór wolterowskiego Kandyda uprawiał ogródek. Jesienią 1944 roku przeniósł się do Krakowa, aby wykładać literatury romańskie na tajnych kompletach UJ. Opowiadał, że w jednym z krakowskich kościołów szczerze go kiedyś wzruszył widok zgnębionego ponurą okupacyjną rzeczywistością znajomego, który szukał tam pocieszenia w lekturze Boskiej komedii florenckiego wieszcza.

W pierwszych powojennych latach, gdy kraj podnosił się z ruin, Brahmer wykładał niemal jednocześnie na uniwersytetach w Krakowie (1945–1949), Poznaniu (1945–1946) oraz – poczynając od 1946 roku – w Warszawie, gdzie już pozostał. Zamieszkał bardzo blisko Uniwersytetu, na ul. Sewerynów, co ułatwiało mu prowadzenie zajęć we wczesnych godzinach rannych, zgodnie ze swoim upodobaniem. W latach 1949–1957 wykładał również w warszawskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Jedną z jego pierwszych powojennych publikacji był Teatr i dramat średniowieczny na Zachodzie (Warszawa 1948), tom napisany z myślą o studentach tej uczelni. W działalności badawczej Brahmera ponownie jednak na pierwszy plan wysunęła się problematyka italianistyczna. Opracował nowe wydanie przekładu Dekameronu Boccaccia pióra Edwarda Boyé (Warszawa 1948), którego kolejne reedycje ukazują się po dziś dzień. Pisał o Benvenucie Cellinim (1948), o Michale Aniele (1949), o zupełnie nieznanym w Polsce Antonio Gramscim, którego Listy z więzienia (1950) tłumaczył. Nie zaniedbywał również autorów francuskich (Charles Augustin Sainte-Beuve i Molier, nieco później François Rabelais i Corneille) oraz hiszpańskich (Pedro Calderón de la Barca), lecz literaturą włoską zajmował się najwięcej. Jednym z ulubieńców Brahmera został Carlo Goldoni, którego sztuki w przekładzie Zofii Jachimeckiej ukazywały się z jego wstępami (1951–1952). Do wspomnianego wcześniej Teatru i dramatu średniowiecznego na Zachodzie nawiązywał w książce Teatr średniowieczny krajów Zachodniej Europy (Warszawa 1954). Powracał do zagadnienia recepcji komedii dell’arte w naszym kraju w artykule dla rzymskiego czasopisma „Ricerche Slavistiche” i w haśle commedia dell’arte: Polonia dla wydawanej również w Rzymie encyklopedii teatralnej Enciclopedia dello Spettacolo (t. III, 1956). Uczestniczył w II Międzynarodowym Zjeździe Italianistycznym (Wenecja 1956), wygłaszając referat o działalności włoskich komików w Warszawie w połowie XVIII wieku. Było to bodaj jego pierwsze po wojnie wystąpienie na forum międzynarodowym; odtąd często podróżował za granicę w celach naukowych. Już w 1958 roku dotarł do Stanów Zjednoczonych na II Zjazd Międzynarodowego Stowarzyszenia Komparatystów (ICLA/AILC) w Chapel Hill, a na kolejnym kongresie tegoż Stowarzyszenia w Hadze (1962) przedstawił szczególnie ważny referat L’italie, la France et la Pologne à l’époque de la Renaissance et du Baroque (Włochy, Francja i Polska w dobie renesansu i baroku). Wraz z wybitnym italianistą włoskim Vittore Branca, sekretarzem generalnym weneckiej Fundacji Giorgio Cini, organizował z ramienia PAN wiele polsko-włoskich konferencji na temat stosunków kulturalnych między obydwoma krajami w różnych epokach; spotkania te odbywały się przemiennie w Wenecji i w Warszawie. W 1965 roku został jednym z niewielu zagranicznych członków włoskiego Komitetu obchodów siedemsetnej rocznicy urodzin Dantego i uczestniczył w uroczystym rocznicowym zjeździe (Florencja-Werona-Rawenna). Nie zaniedbywał przy tym polskiego czytelnika, ogłaszając obszerny zbiór esejów W galerii renesansowej (Warszawa 1957), w którym pisał zwłaszcza o poezji Petrarki, o Dekameronie Boccaccia, o włoskiej komedii renesansowej, o utworach Tassa i Galileusza i o Zapiskach (Ricordi) Francesco Guicciardiniego. Ten ostatni autor – zaprzyjaźniony z Machiavellim mąż stanu w służbie papieskiej – był chyba Brahmerowi wyjątkowo bliski. Określił go on trafnie mianem „statysty bez złudzeń”, któremu przyszło radzić sobie w ponurej rzeczywistości politycznej Włoch pierwszej połowy XVI wieku, gdy wiadomo już było właściwie, że wkrótce zawładną nimi cudzoziemcy. Bez wątpienia Brahmer nie miał złudzeń co do polskiej rzeczywistości swoich czasów i musiała mu się ona wydawać zupełnie obca. Podobnie jak niegdyś Guicciardini chciał jednak być czynny nawet w najtrudniejszych warunkach, mimo właściwego sobie i manifestowanego nieraz sceptycyzmu uważał to za moralny obowiązek. Cechowała go z pewnością głęboka wiara w wartość rzetelnej wiedzy i znaczenie kultury humanistycznej w życiu nowoczesnych społeczeństw. Jego działalność badawcza, dydaktyczna i organizacyjna jest tego najlepszym dowodem.

Powołany jeszcze przed wojną do Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, w latach 1948–1951 pełnił funkcję sekretarza I Wydziału TNW i zawiadywał wydawnictwami całej instytucji. W 1946 roku został członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, a po powstaniu Polskiej Akademii Nauk – jej członkiem korespondentem (1958) i członkiem rzeczywistym (1964). Przewodniczył Komitetowi Neofilologicznemu PAN i był redaktorem naczelnym jego organu – „Kwartalnika Neofilologicznego”. Jako zapalony bibliofil przewodniczył przez wiele lat Towarzystwu Przyjaciół Książki; był wiceprezesem Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Włoskiej. W latach 1958–1964 był członkiem Komitetu Doradczego Międzynarodowego Stowarzyszenia Komparatystów (International Comparative Literature Association/Association Internationale de Littérature Comparée), a w latach 1961–1964 – jego wiceprezesem. Od 1956 roku aż do śmierci należał do władz Międzynarodowego Stowarzyszenia Italianistów (Associazione Internazionale per gli Studi di Lingua e Letteratura Italiana). W 1964 roku powołała go do swojego grona Padewska Akademia Nauk, Literatury i Sztuki (Accademia Patavina di Scienze, Lettere ed Arti). W 1966 roku wszedł w skład Rady Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Języka i Literatury Francuskiej (Association Internationale des Études Françaises). Wśród odznaczeń, jakimi go wyróżniono, są francuska Legia Honorowa oraz ordery: Zasługi Republiki Włoskiej (OMRI) i Odrodzenia Polski.

Instytucją Brahmerowi najbliższą był z pewnością Uniwersytet Warszawski, którego Katedrą – później Instytutem – Filologii Romańskiej kierował od 1946 do przejścia na emeryturę w 1969 roku. Robił to nadzwyczaj kompetentnie, ciesząc się niezaprzeczalnym autorytetem. Nad kierowanym przez siebie, dość licznym zespołem, w którym nieraz ścierały się profesorskie indywidualności, górował nie tylko imponującym wzrostem, lecz także potrafił zawsze zachować olimpijski spokój, a wyjątkowa życzliwość, z którą do ludzi się odnosił, zyskiwała mu ogólną sympatię. Nie zapomnę nigdy, że bardzo już słaby, dręczony chorobą, napisał drżącą ręką recenzję wydawniczą mojej monografii o Goldonim. Inne moje wspomnienie dotyczy czasów, kiedy zdrowie jeszcze w pełni mu dopisywało. W odróżnieniu ode mnie pasjonował się piłką nożną. Niebacznie zadzwoniłem do niego do domu pewnego wieczoru i po dłuższej chwili usłyszałem tylko te trzy słowa, wypowiedziane dramatycznym wręcz tonem: „Mecz, panie, mecz!”. Najwyraźniej oderwałem go od telewizora, kiedy strzelano do bramki. Oczywiście natychmiast przeprosiłem i odłożyłem słuchawkę.

W ostatnich dziesięcioleciach życia nadal wydajnie pracował naukowo. Należy tu wymienić wiele wartościowych publikacji: Goldoni in Polonia (Goldoni w Polsce), „Studi Goldoniani” (i960); L’italianisme de Montaigne (Italianizm Montaigne’a), „Cahiers de l’Association Internationale des Études Françaises” (1961); Venezia nella vita teatrale polacca del Settecento (Wenecja w polskim życiu teatralnym XVIII w.), „Letttere italiane” (1963); Poezja Michała Anioła, „Kwartalnik Neofilologiczny” (1964); Dante in Polonia (Dante w Polsce) w pracy zbiorowej Dante nel mondo (Florencja 1965); Literackie dzieje Don Kiszota, „Kwartalnik Neofilologiczny” (1966); Présence polonaise dans la littérature européenne (Polska w literaturze europejskiej), praca zbiorowa Actes du V Congrès de l’AILC (Belgrad 1967); Jasmin et la Pologne (Jasmin a Polska), praca zbiorowa Mélanges Boutière (Liège 1971); G.G. Belli e V. Gelu, praca zbiorowa Festschrift für K. Wais (Tübingen 1972); Stanisław Wyspiański e il teatro polacco del primo Novecento (Stanisław Wyspiański a teatr polski pierwszej połowy XX w.; Warszawa 1973); La cour et la campagne dans les fêtes nuptiales en Pologne au XVIe siècle (Dwór i wieś w uroczystościach weselnych w Polsce XVI w.), praca zbiorowa Les fêtes de la Renaissance (Paris 1975); Entre Shakespeare et lArioste (Między Szekspirem i Ariostem), „Revue de Littérature Comparée” (1976); Un docteur espagnol à la cour de Cracovie (Hiszpański lekarz na krakowskim dworze), tamże (1979). Dodajmy liczne wstępy i opracowania wydań wierszy Michała Anioła, Boskiej komedii Dantego i Dekameronu Boccaccia z tego samego okresu, a także piękne słowo wstępne do polskiego przekładu fundamentalnej pracy włoskiego uczonego Maria Praza, Zmysły, śmierć i diabeł w literaturze romantycznej (Warszawa 1974; wyd. 2, Gdańsk 2011).

Jak wynika jasno choćby z tytułów wymienionych publikacji, Brahmer był nie tylko doskonałym italianistą, lecz także nie mniej wybitnym romanistą, a właściwie komparatystą poruszającym się z równą swobodą po obszarze literatur francuskiej, prowansalskiej i hiszpańskiej. Dogłębna znajomość literatury ojczystej pozwoliła mu ponadto osiągnąć szczególnie cenne rezultaty w dziedzinie badań nad związkami literackimi i kulturalnymi w ogóle między Polską a Europą romańską w okresie odrodzenia, baroku i romantyzmu. Zabiegał też usilnie o to, aby nauka polska była godnie reprezentowana na Zachodzie w czasach, kiedy nasz kraj tak wiele od Zachodu dzieliło. Umysł wszechstronny, wrażliwy na piękno, wnikliwy krytyk, nieprzeciętny erudyta, pełen finezji eseista po mistrzowsku władający piórem, wspaniały wykładowca, świetny organizator życia akademickiego oraz niestrudzony wychowawca uniwersyteckiej kadry (promotor 14 doktoratów) i młodzieży – a jednocześnie człowiek skromny, przystępny, obdarzony subtelnym humorem i dużym wdziękiem osobistym. „Należał do zanikającego już rodzaju uczonych, dla których pojęcie humanitas wyrażało się nie tylko w głównym przedmiocie zainteresowań naukowych, ale w stylu życia i w sposobie obcowania z ludźmi” – napisał we wspomnieniu o nim znakomity polonista prof. Zdzisław Libera („Rocznik TNW” 1986, s. 132). Nic też dziwnego, że pozostał Brahmer we wdzięcznej pamięci wszystkich, którym dane było bliżej go poznać.

Zmarł 31 sierpnia 1984 roku w Warszawie, spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Kazimierz Budzyk

Urodzony 15 I 1911 w Nowym Targu. Studia polonistyczne na UW (1929–1934). Współtwórca (obok Stefana Żółkiewskiego) Koła Polonistów. Od 1948 profesor UW, twórca Katedry Teorii Literatury (1955).

Historyk i teoretyk literatury, znawca literatury staropolskiej, badacz stylistyki i wersyfikacji oraz dziejów polskiej książki i drukarstwa.
Pracownik w Dziale Starych Druków Biblioteki Narodowej (od 1937). Współzałożyciel Instytutu Badań Literackich PAN (1948).
Edytor i bibliograf; inicjator i od 1950 redaktor naczelny Bibliografii literatury polskiej „Nowy Korbut”; inicjator Działu Bibliografii Staropolskiej w IBL. Popularyzator wiedzy o literaturze i książce: pomysłodawca serii „Książka w Dawnej Kulturze Polskiej”, redaktor serii „Biblioteka Pisarzy Polskich i Obcych” w wydawnictwie „Książka i Wiedza”, kierownik katedry Historii Literatury Wszechnicy Radiowej.
Zmarł 5 III 1964 w Warszawie.

Stylistyka teoretyczna w Polsce (antologia), Łódź 1946; Z dziejów Renesansu w Polsce, Wrocław 1953; Szkice i materiały do dziejów literatury staropolskiej, Warszawa 1955; Studia z zakresu nauk pomocniczych i historii literatury polskiej, t. I-II, Wrocław 1956; Spór o polski sylabotonizm, Warszawa 1957.

A. Kawecka-Gryczowa, Kazimierz Budzyk. Bibliograf i księgoznawca, „Przegląd Biblioteczny” 1965, z. 1; J. Sławiński, Zainteresowania teoretycznoliterackie Kazimierza Budzyka, [w:] idem, Dzieło, język, tradycja, Warszawa 1974.

DANUTA ULICKA

KAZIMIERZ BUDZYK

1911–1964

 

Portret wielokrotny

1.

Sylwetka Kazimierza Budzyka została już nakreślona w kilku komemoracyjnych szkicach pióra przyjaciół i uczniów. Sam on był autorem (niepozbawionych odcieni autobiograficznych) portretów pośmiertnych przyjaciół z lat młodości, którzy – jak i on – od lat 30. po lata 70. XX wieku budowali nowoczesne literaturoznawstwo polskie1. Jedne i drugie, rysowane z bliska, w perspektywicznych skrótach i z małego dystansu do wydobywanych z pamięci bohaterów, stabilizują ich wizerunki. Nie znajdują bowiem korekty w innych formach gatunkowych; ani Budzyk, ani jego bliscy nie doczekali się dotąd opracowań monograficznych2. Nie ma takiego opracowania również fundowana przez nich w Polsce dyscyplina: teoria literatury, poetyka i metodologia badań literackich3. Co więcej, formacja intelektualna, w której ją sytuowali, po prawie 50 latach dominowania w humanistyce, została w ostatnim ćwierćwieczu, zarówno w Polsce, jak i na świecie, uznana per fas et nefas za eksponentkę orientacji oświeceniowej, autorytarnej i totalizującej, i z tego tytułu poddana rewizji tak silnie krytycznej, że graniczącej z dezawuacją. Oddać sprawiedliwość dorobkowi Budzyka znaczy zatem zrekonstruować projekt współtworzonej przez niego nauki o literaturze. To zaś z kolei wymaga umieszczenia jej nie tylko w kontekście macierzystym, lecz także w historycznym polu dyskursywnym, znalezienia jej miejsca pośród innych języków nie jedynie literaturoznawstwa, ale także otaczających wypowiedzi publicznych, w tym również silne rzutujących na język nauki języków polityki i ideologii.

W takim ujęciu stabilny portret powinien zmienić się w hypotypozującą narrację władną uchwycić przemiany bohatera, w której jego rozmaite perspektywiczne wizerunki będą albo przylegać do siebie, uzupełniając się nawzajem, albo ze sobą kontrastować. O innej niż taka mozaikowa tożsamości współczesna antropologia i filozofia podmiotu nie pozwalają zresztą mówić.

2.

Gospodarstwo naukowe4 Budzyka, pole jego polonistycznych praktyk badawczych, rozciągało się na rozległej przestrzeni obejmującej – by wymienić jej najważniejsze części – literaturoznawstwo teoretyczne i historyczne, poetykę (wersyfikację, stylistykę i genologię), metodologię badań literackich, edytorstwo, bibliografię i księgoznawstwo, dydaktykę akademicką i szkolną, popularyzację wiedzy, a nawet, okazjonalnie, chińską operę starożytną i chińskie przekłady Mickiewicza. Mierzona w liczbach przestrzeń ta od roku 1936, naukowego debiutu uczonego, do 1956 roku, na którym kończy się sporządzona bibliografia jego prac, sięga 218 publikacji5. W kontekście polonistyki drugiej połowy XIX wieku można by uznać: nic zaskakującego. Pole praktyk badawczych Budzyka obejmowało terytorium, nad którym powinien panować tradycyjny pozytywistyczny filolog, dla którego nauka o tekstach kultury nie była jeszcze rozparcelowana na ściśle rozgraniczone, wąskie działki badawcze. Można by, gdyby nie fakt, że Budzyk uprawiał te domeny w sposób tradycyjnej filologii niedostępny, nieznanymi jej narzędziami, jakich dostarczało nowe, skierowane przeciwko młodogramatycyzmowi językoznawstwo strukturalne, które w istocie wymuszało budowanie polonistyki od podstaw. Nadto podsuwane przez lingwistykę strukturalną narzędzia Budzyk nie tyle stosował, ile przystosowywał, wyostrzając je i modyfikując stosownie do potrzeb nauk o tekstach literackich i kulturowych, które wprawdzie są bezdyskusyjnie zakorzenione w języku, mają jednak swoje własne funkcje i cele niewspółmierne z tymi, jakie pełnią inne rodzaje komunikatów.

Impulsów do wyznaczania przedmiotowego i metodologicznego terytorium nowoczesnego literaturo- i kulturoznawstwa, dyskontynuującego tradycyjną filologię, i do jego sukcesywnego zagospodarowywania, dostarczał swoisty kolektyw myślowy, który Budzyk współtworzył w latach edukacji akademickiej (1929–1934), i w którym pracował na Uniwersytecie Warszawskim w okresie międzywojennym: Koło Polonistów Studentów Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego. Podobnie jak o innych studenckich kołach naukowych powstających spontanicznie w regionie Europy Środkowej i Wschodniej od końca XIX wieku, nastawionych z jednej strony na samokształcenie, a z drugiej – zorientowanych przeciwko instytucjom akademickim uznanym za ostoję konserwatyzmu tyleż naukowego, co światopoglądowego, o Kole Warszawskim niewiele wiemy6. Najwięcej szczątkowych informacji wnoszą publikacje, często z zachowanymi dedykacjami, pieczęciami i informacjami o mecenasach, oraz nieliczne, spisane już po II wojnie, wspomnienia uczestników tego modernizacyjnego ruchu naukowo-społecznego. Jak z nich wynika, Koło było swoistą antyinstytucjonalną instytucją. Miało swego opiekuna w osobie prof. Józefa Ujejskiego, miało patrona – „Jana Chrzciciela polskiego formalizmu”7, Kazimierza Wóycickiego, miało zarządcę, administratora i ministra finansów w jednej osobie, Franciszka Siedleckiego8, naczelnego prawodawcę, Stefana Żółkiewskiego, który „tresował” – jak dobrodusznie ironizował już w 1941 roku Siedlecki – metodologiczne sumienia członków9. Ścisłe centrum grupy, obok Żółkiewskiego i Siedleckiego, tworzyli nadto Dawid Hopensztand i właśnie Budzyk. To on zapewnił miejsce zebrań. Jak wspomina szczytowy okres działalności Koła, lata 1929–1937, Żółkiewski: „zbieraliśmy się co niedziela w pustych w tym dniu biurach działu starodruków Biblioteki Narodowej w Pałacu Potockich przy kościele Wizytek. W tym dziale pracował jako uczeń Piekarskiego, Budzyk. On nam udostępniał lokal na dyskusje o nowej humanistyce”10.

„O nowej humanistyce”, bo Koło nie poprzestawało na problemach ściśle polonistycznych. Te podejmowało w kilku sekcjach (m.in. socjologii literatury, którą kierował Hopensztand; teorii literatury i metodologii badań literackich, gdzie „niedzielne ewangelie”, jak je przekornie nazywano, wygłaszał neopozytywistycznie nastawiony Żółkiewski; krytyki literackiej, której przewodził Ludwik Fryde, a do której należeli m.in. Zdzisław Libera, Ewa Korzeniewska, Janina Kulczycka-Saloni, Maciej Żurowski, Jan Kott, Jan Baculewski, Władysław Bieńkowski, Stefan Lichański, Ryszard Matuszewski, oraz teatru, której przewodniczył Józef Kuroczycki, współpracującej z „Redutą” Osterwy). W 1937 roku przy Kole powstał nadto polonistyczny klub dyskusyjny, który spotykał się w salach gimnazjum im. św. Królowej Jadwigi, gdzie rej wodził Karol Wiktor Zawodziński. Podobnie jednak, jak w Wilnie, w grupie studentów polonistyki Uniwersytetu Stefana Batorego, którzy po objęciu tam w 1932 roku Katedry Historii Literatury Polskiej przez warszawianina, Manfreda Kridla, za jego namową stworzyli własne koło, wzorowane na warszawskim i współpracujące z nim (wśród członków byli m.in. Rachela Gurewicz Kapłanowa – późniejsza Maria Renata Mayenowa, Maria Rzeuska, Irena Sławińska, Dina Abramowiczówna, Janina Zienowiczówna, Czesław Zgorzelski, Jerzy Putrament, Eugenia Omieliańczyk-Krassowska), zainteresowania czysto naukowe, uprawiane na najwyższym profesjonalnym poziomie i zgodnie z nowoczesnymi europejskimi standardami, łączyły się integralnie z nowatorstwem w sztuce i z silnym zaangażowaniem w aktualne problemy społeczne. Rewolucyjnym, jak je określił Budzyk, radykalnym w ówczesnym kontekście przekonaniom literaturoznawczym towarzyszyły lewicowo-demokratyczne silnie emancypacyjne przekonania społeczne i etniczne. „Czytaliśmy [...] Der logische Aufbau der Welt Carnapa. Ale to był temat drugiej części dyskusji. Zaczynaliśmy od omówienia aktualnych wiadomości o toczącym się strajku chłopskim” – wspomina Żółkiewski11. Bodaj czy nie to właśnie nastawienie cementowało grupę warszawską. O jedności przekonań metodologicznych jej członków trudno bowiem mówić, tym bardziej, jeśli zważyć na sojusze zawierane ze sprzymierzeńcami, wśród których znajdowali się i personalista Henryk Elzenberg, i neoidealista Zygmunt Łempicki, i nawet fenomenolog Roman Ingarden12.

W tym środowisku, nastawionym na przebudowę tyleż humanistyki (zwłaszcza na budowę podstaw nowoczesnego literaturoznawstwa), co świadomości społecznej, a więc w grupie, która podejmowała tradycyjne zobowiązania określające postawę inteligenta z regionu Europy Środkowej i Wschodniej, kształtowała się orientacja naukowa i ideowa Budzyka. Pod względem naukowym, epistemologiczno-metodologicznym, wyznaczanym przez wartości racjonalizmu, scjentyzmu i profesjonalizmu, zbiegała się ona z podejściem typowym dla modernizmu zachodnioeuropejskiego, który Max Weber opisywał w terminach specjalizacji, funkcjonalnej organizacji, autonomii i bezwzględnego, niezakłóconego jakimikolwiek wpływami zewnętrznymi podporządkowania celom czysto kognitywnym, graniczącego z „opętaniem”13. Ze względu na zaangażowanie w pozapoznawcze wartości społeczne była to jednak orientacja zdecydowanie odmienna. Na wskroś przy tym oryginalna, zdolna bowiem zespolić nowoczesne twarde racje metodologiczne, stawiające na autonomię wiedzy, z ideami światopoglądowymi, które autonomię powinny wykluczać. Zespolenie było wyjątkowe; w pracach Budzyka, i przedwojennych, i powojennych, z lat 50.–60., kiedy o neutralność było szczególnie trudno, literaturoznawstwo nie stanęło na usługach ideologii.

Jakąś rolę w uformowaniu takiej orientacji mogły odegrać powinności odziedziczone po skądinąd odrzucanej dziewiętnastowiecznej tradycji z jej misjonarskim pojmowaniem powinności humanisty, jakąś – pochodzenie jej członków (Budzyk był dzieckiem chłopskim z nowotarskiej wsi, które własnym wysiłkiem przecierało sobie drogę do wiedzy). Jakkolwiek by to tłumaczyć, pewne jest jedno: wiara w profesjonalne, niechałupnicze uprawianie literaturoznawstwa i lewicowo-demokratyczne zaangażowanie społeczne wyniesiona z lat studiów i pracy w Kole pozostały w pracach Budzyka trwałe.

3.

Budowanie podstaw nowoczesnego literaturoznawstwa Budzyk zaczął od stylistyki. Wypracowywał ją, wzorem formalistów rosyjskich, których prace, wraz z dokonaniami niemieckich morfologów i praskich strukturalistów, wyznaczały horyzonty nowej nauki o literaturze, w odniesieniu do językoznawstwa strukturalnego. Skupiał się jednak nie na langue, ale na parole, zmierzając do lingwistyki dyskursu, jak byśmy dziś powiedzieli. Interesowały go, innymi słowy nie rządzące stylami systemowe reguły, lecz styl faktycznych, historycznie określonych utworów, wprowadzane w nich indywidualne innowacje autorskie, które w odpowiednich warunkach (akceptującej recepcji i repetycji unikatowego nowatorstwa; utrwalenia w poetyce normatywnej) mogą się stabilizować, przybierając formę skonwencjonalizowanych nurtów i gatunków. Tak, zawsze na konkretnym, historycznym materiale ujmowanym w macierzystym kontekście, Budzyk interpretował fenomeny neologizmów i dialektyzmów, literatury ustnej, ludowej i mieszczańskiej. Z tych samych względów, w ostrych dyskusjach z Franciszkiem Siedleckim i Marią Dłuską, stanowczo przeciwstawiał się sprowadzaniu dziejów wiersza polskiego do dziejów systemów wersyfikacyjnych, mechanicznie wymieniających się nawzajem na mocy prawa wyczerpania innowacji.

Nie tylko w latach międzywojennych był to projekt nowatorski. Przedkładając go, Budzyk nie tylko przekroczył zastane propozycje, uchodzące za wzorcowe: ekspresjonistyczną i ortodoksyjnie strukturalistyczną, lecz także wszedł od razu w tę fazę dyscypliny, która w literaturoznawstwie polskim zaktualizowała się dopiero w latach 70.–80. XX wieku.

Argumentów za proponowaną konceptualizacją stylu i nauki o nim Budzyk szukał w autorytatywnych pracach uczonych niemieckich i rosyjskich (Wiktora Winogradowa, Wilhelma Dibeliusa, Karla Vosslera i Leo Spitzera), których polskie przekłady opatrywał instruktywnymi posłowiami, a i sam je tłumaczył, oraz w polemikach z nimi14. Przekłady te i komentarze do nich, podobnie jak zbiór studiów badaczy polskich, opublikowany już po wojnie, ale zbierających dokonania z okresu „bojów Warszawy i Wilna” o nową naukę o literaturze, by posłużyć się tytułem przemówienia Kridla inaugurującego rok akademicki 1933 na Uniwersytecie Stefana Batorego, legitymizowały i obudowywały wypracowywany projekt nowoczesnego literaturoznawstwa polskiego15. Budzyk wykładał go przede wszystkim we własnych studiach, dowodząc swoich racji argumentami nie metodologicznymi czy teoretycznymi, lecz praktyką analityczną. Wzorcowy pod tym względem jest krótki i niezwykle bogaty artykuł Rym-upiór: osie – stało się. Z matematyczną precyzją, uzbrojony w dowody z historii języka, przywołując w sukurs obfity materiał porównawczy z folklorystyki, dialektologii i historii literatury, bezwzględnie obalał nieuzasadnione, impresyjne stanowiska tłumaczące słynne Mickiewiczowskie współbrzmienie jako „archaizm peryferyczny”. Jednocześnie, dzięki precyzyjnemu odtworzeniu całej wpisanej w tekst poety sytuacji wypowiadawczej, z prozodią i gestami intonacyjnymi włącznie, unaoczniał reguły własnego projektu lingwistyki dyskursu. Podobnie jak w licznych innych niewielkich objętościowo, za to nienagannych erudycyjnie pracach (np. o bajkopisarstwie średniowiecznym), zgodnie z podstawowymi postulatami budowanego nowoczesnego literaturoznawstwa wykazywał wartości rzeczowego argumentu filologicznego przed najbardziej nawet atrakcyjną „spekulacją myślową”16.

Znamienna dla stylu myślowego Budzyka szczegółowość studiów stylistycznych, prowadzonych zawsze na pieczołowicie opracowanej historycznie podstawie tekstowej, jego szacunek dla źródeł, budowanie warsztatu naukowego na niepodważalnych podstawach materiałowych wiązał się z pracą w Dziale Starych Druków Biblioteki Narodowej, którą podjął w 1937 roku pod kierunkiem twórcy księgoznawstwa polskiego, kontynuatora idei Joachima Lelewela Kazimierza Piekarskiego17. Praca pozwalała uniknąć bezrobocia, przed którym stało młode pokolenie inteligencji, zwłaszcza absolwentów uniwersytetów w latach 30. (Budzyk ukończył polonistykę w 1934), ale jej wartość nie tylko na tym polegała. Pozwalała połączyć dotychczasowe śledztwo literaturoznawcy nad faktami filologicznymi z dociekliwością historyka kultury materialnej. Metodologiczny warsztat stylistyka i teoretyka literatury, okazał się bardzo bliski warsztatowi bibliografa, księgoznawcy i edytora, a ich zespolenie prowadziło do wypracowania podstaw więcej nawet niż socjologii literatury – do zarysu semiotyki kultury. Praca nad tekstami staropolskimi zaowocowała też redefinicją pojęcia literatury. Zachowując naczelne miejsce dla wyróżniającej dziedzinę tekstów literackich specyficznej wartości artystycznej, Budzyk sukcesywnie łączył tę wartość z innymi wartościami kulturowymi, a także z procesami recepcji i społecznego rezonansu. Pojęcie „literatury” w jego studiach z wolna ustępowało miejsca pojęciu „faktu literackiego”18.

Ogromu prac bibliograficznych, edytorskich i księgoznawczych Budzyka, kontynuowanych także po wojnie, nie sposób tu omówić. Zaliczane przez niego, może trochę bagatelizująco, do tzw. wtedy nauk pomocniczych, rzeczywistą rangę teoretyczną ujawniają dopiero dziś, w świetle coraz intensywniejszych we współczesnej humanistyce światowej zainteresowań dla materialności tekstu, głównie przy tym z epok dawnych. Jego ustalenia w tej mierze – studia nad drukiem, procesami techniczno-reprodukcyjnymi i ich uwarunkowaniami cywilizacyjnymi, nad typografią i ortografią, udziałem drukarza w wypracowywaniu ostatecznego kształtu tekstu i książki, analiza relacji autor-wydawca-czytelnik, praw (i bezprawia) staropolskiego rynku wydawniczego, mechanizmów cyrkulacji dawnej książki, rozgraniczenie różnych obiegów jej funkcjonowania – są bezdyskusyjnie prekursorskie. Nie tylko dlatego, że odkrywały nieznane fakty, które wymuszały reinterpretację całych epok w historii kultury, zmieniając hierarchię w zastanym kanonie utworów i pisarzy. Tym przewartościowaniom wynikającym ze szczegółowych studiów nad literaturą ustną i ludową towarzyszyła nadto teoretyczna świadomość wartości substancji znaku.

Wpisane w studia Budzyka przekonanie o doniosłości materialnego aspektu faktów kulturowych mogło doprowadzić do zbudowania nowej, krystalizującej się dopiero dziś dyscypliny kulturoznawczej – semiotyki twórczości słownej. W jego pracach łączyło się ono z próbami wypracowania i uzasadnienia podstaw metodologicznych marksistowskiej nauki o literaturze. Nie był w tej mierze odosobniony; również prace towarzysza z Koła Polonistów, Dawida Hopensztanda, nad socjologią form literackich, inspirowane rozprawą Walentina Wołoszynowa Marksizm i fiłosofija jazyka z 1929 roku, zmierzały w tym samym kierunku. Polska, rosyjska i czeska (za sprawą Romana Jakobsona i Piotra Bogatyriewa, pracujących na emigracji w Praskim Kole Lingwistycznym, które utrzymywało ścisłe naukowe kontakty z Warszawskim Kołem Polonistów) wiedza o literaturze dorabiała się w latach międzywojennych autentycznego, niekoniunkturalnego i niesterowanego oficjalną ideologią kulturoznawstwa marksistowskiego. Ironia historii sprawiła, że wcześniej, w latach 50. w powojennej Polsce zwyrodniało ono w wariant oficjalny, który niewiele poza frazesologią miał wspólnego z pierwotnym projektem, aplikującym materializm i historyzm do badań naukowych. Dopiero po dramatycznym 1968 roku podjął go „Hetman” międzywojennego Koła, Stefan Żółkiewski, doprowadzając do dojrzałej już postaci semiotyki kultury.

W latach 50. i 60. obowiązywania wymuszonego oficjalnego marksizmu Budzyk poświęcił się pracy u podstaw, jako wytrwały edytor i bibliograf (inicjator Działu Bibliografii Staropolskiej w Instytucie Badań Literackich (IBL), unikatowej kartoteki literackiej zawartości czasopism, naczelny redaktor „Nowego Korbuta”, pomysłodawca serii „Książka w Dawnej Kulturze polskiej”), nauczyciel akademicki, popularyzator wiedzy o literaturze i książce – autor licznych podręczników, „czytanek” i „wypisów” oraz prac propedeutycznych dla nauczycieli i dzieci nawet dla klas wstępnych szkoły podstawowej, redaktor popularnej serii „Biblioteka Pisarzy Polskich i Obcych” w wydawnictwie Książka i Wiedza, kierownik katedry Historii Literatury Wszechnicy Radiowej. Prace edytorskie i tekstologiczne, poza tym, że wypełniały braki spowodowane wojennym spustoszeniem, pozwalały zachować względną ideologiczną osobność, zapewniając minimum niezależności badawczej, rzadko tylko okraszanej wymaganą retoryką. Prace dydaktyczne – gwarantowały kontynuację naukowych, wykrystalizowanych w złotym okresie międzywojennym poszukiwań. Od 1948 roku Budzyk, jako profesor UW, współorganizator i początkowo wicedyrektor IBL, pracował niestrudzenie nad odbudowaniem i rozbudowaniem rozpoczętego przed wojną wznoszenia gmachu naukowego literaturoznawstwa polskiego. W 1955 roku utworzył na UW Katedrę Teorii Literatury19, inicjował powstanie pierwszego i do dziś funkcjonującego w dydaktyce akademickiej podręcznika do teorii literatury, napisanego przez jego wychowanków, Michała Głowińskiego, Aleksandrę Okopień-Sławińską i Janusza Sławińskiego, projektował odbywające się do dziś coroczne konferencje teoretycznoliterackie tzw. wtedy pracowników pomocniczych nauki o literaturze. W pracy tej wspierali go towarzysze z lat młodości, z kół polonistów warszawskiego i wileńskiego – Maria Renata Mayenowa, Stefan Żółkiewski, Zdzisław Libera, Jan Baculewski, Stefania Knipsel-Wróblowa, Irena Sławińska i Czesław Zgorzelski. Zabrakło wśród nich Siedleckiego i Hopensztanda, którzy nie przeżyli wojny, i Kridla, który wyemigrował do USA (od 1948 rozpoczął pracę w Adam Mickiewicz Chair of Polish Studies na Columbia University w Nowym Jorku, nie decydując się na powrót do kraju i objęcie proponowanego mu stanowiska dyrektora IBL).

4.

Budzyk nie pozostawił po sobie monumentalnych dzieł. Jako teoretyk literatury był mistrzem małych gatunków naukowych, które zebrane po latach nie mogły już oddziaływać z tą siłą, jaką dysponowały pierwotnie. Przebrzmiał zainicjowany sporem o polski sylabotonizm projekt wersyfikacji wspartej na prozodii. Stylistykę literaturoznawczą zdominowała językoznawcza, a współczesna lingwistyka dyskursu, podobnie jak intensywne badania nad materialnością tekstu, odwołują się dziś do innych niż jego prace najnowszych zagranicznych autorytetów. Fachowe studia staropolskie, prace edytorskie i tekstologiczne nie znajdują rezonansu wśród teoretyków literatury, wykształconych wedle zupełnie innych standardów i po prostu pozbawionych stosownych kompetencji do wydobycia z nich czegoś więcej niż wiedza źródłowa. Wyraźnie zarysowany w pracach Budzyka interdyscyplinarny projekt semiotyki twórczości słownej czeka na podjęcie.

SECT-ID LINK

1Kazimierza Budzyka wspominali Zdzisław Libera („Przegląd Humanistyczny” 1964, nr 3), Michał Głowiński („Twórczość 1964, nr 5), Maria Renata Mayenowa („Pamiętnik Literacki” 1964, z. 3), Janusz Sławiński (Język Polski” 1964, nr 3). On sam utrwalił postacie Franciszka Siedleckiego („Pamiętnik Literacki” 1946) i Stefanii Knipsel-Wróblowej („Pamiętnik Literacki” 1963, z. 3).

2Najpełniej poglądy teoretycznoliterackie Budzyka zrekonstruował Janusz Sławiński w posłowiu do wyboru jego prac Stylistyka. Poetyka. Teoria literatury, oprac. H Budzykowa, J. Sławiński, Wrocław 1966. Obszernie, w trybie eseistycznym, zaprezentował je Andrzej Skrendo w szkicu Warszawskie Koło Polonistów. Krótka historia pewnego buntu, [w:] Tradycje polskiej nauki o literaturze. Warszawskie Koło Polonistów po 70 latach, red. D. Ulicka, M. Adamiak, Warszawa 2008.

3Nie licząc kontrowersyjnej rozprawy Dominika Lewińskiego Strukturalistyczna wyobraźnia metateoretyczna. O procesach paradygmatyzacji w polskiej nauce o literaturze, Kraków 2004, która obejmuje tylko okres powojenny formacji strukturalnej.

4Celne określenie Sławińskiego, Zainteresowania teoretycznoliterackie Kazimierza Budzyka, stanowiącej Posłowie, [w:] K. Budzyk, Stylistyka. Poetyka. Teoria..., op. cit., s. 211.

5Za debiut naukowy uznaję rozprawę Gwara a utwór literacki, „Język Polski” 1936, nr 4, choć wcześniej Budzyk opublikował rocznicowy artykuł o Władysławie Orkanie („Gazeta Podhalańska” 1931, nr 20). Bibliografia znajduje się w t. II jego Studiów z zakresu nauk pomocniczych i historii literatury polskiej, Wrocław 1956.

6Istnieją dwie książki na temat Koła: Tradycje polskiej nauki o literaturze i praca Andrzeja Karcza The Polish Formalist School and Russian Formalism, NY 2002. Najobszerniejsza, najlepiej udokumentowana prezentacja Koła to nieopublikowana rozprawa doktorska M. Adamiaka obroniona w lutym 2012 roku na Wydziale Polonistyki UW. O innych kołach polonistów i kontynuacji ich dorobku patrz D. Ulicka, A. Kola, From Circles to the School (and Back Again): The Case of Polish Structuralism, [w:] Theoretical Schools and Circles in the Twentieth-Century Humanities. Literary Theory, History, Philosophy, red. M. Grishakova, S. Salupere, Series: Routledge Interdisciplinary Perspectives on Literature, Routledge 2015, s. 63–84.

7K. Górski, Przegląd stanowisk metodologicznych w polskiej historii literatury, [w:] idem, Z historii i teorii literatury, Warszawa 1964, s. 50.

8Tak przedstawia go sam Budzyk w artykule O Franciszku Siedleckim wspomnienie, „Pamiętnik Literacki” 1946.

9List Siedleckiego do Romana Jakobsona z 3 czerwca 1941 roku, opublikowany przez Jakobsona [w:] Literatura. Komparatystyka. Folklor. Księga poświęcona Julianowi Krzyżanowskiemu, red. M. Bokszczanin, S. Frybes, E. Jankowski, Warszawa 1968, s. 668.

10S. Żółkiewski, O Franciszku Siedleckim, wstęp, [w:] F. Siedlecki, Pisma, Warszawa 1989, s. 5.

11Ibidem, s. 5.

12Por. rozprawy w zbiorze Prace ofiarowane Kazimierzowi Wóycickiemu, Wilno 1937.
O planowanym w tym tomie udziale Romana Ingardena świadczą jego listy zachowane w archiwum Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk (m.in. do Manfreda Kridla, 27 X 1937, BLAN F 115–529).

13Por. M. Weber, Nauka jako zawód i powołanie, [w:] idem, Polityka jako zawód i powołanie, tłum. A. Kopacki, P. Dybel, Kraków 1998, s. 118.

14K. Budzyk, Posłowie, [w:] L. Spitzer, K. Vossler, W. Winogradow, Z zagadnień stylistyki, rozprawa wstępna Z. Łempicki, Warszawa 1937; idem, Posłowie, [w:] W. Dibelius, Morfologia powieści, przekład z oryginału niemieckiego K. Budzyka, Warszawa 1937.

15M. Kridl, Boje Wilna i Warszawy o nową naukę o literaturze, „Pamiętnik Literacki” 1957, z. 2; wspomniany zbiór studiów to wydana w serii «Z zagadnień poetyki» Stylistyka teoretyczna w Polsce, red. K. Budzyk, Warszawa 1946.

16K. Budzyk, Rym-upiór: „osie – stało się, Wrocław 1956, s. 265; idem, Średniowieczne i renesansowe tradycje dawnego bajkopisarstwa polskiego, Warszawa 1963.

17W Dziale znalazł też zatrudnienie Siedlecki, opłacany z funduszu dla bezrobotnych (Budzyk był wynagradzany według najniższej grupy płac). Por. A. Kawecka-Gryczowa, Kazimierz Budzyk. Bibliograf i księgoznawca, „Przegląd Biblioteczny” 1965, z. 1.

18Przywołuję znany termin Jurija Tynianowa nie po to, by sugerować jakąkolwiek zależność koncepcji Budzyka od prac badacza rosyjskiego, lecz gwoli zwrócenia uwagi na wyraźną prawidłowość ewolucji tzw. formalizmu, i rosyjskiego, i polskiego w stronę historii i socjologii literatury. Pisząc o sporządzonej przez Piekarskiego Bibliografii dzieł Jana Kochanowskiego. Wiek XVI i XVII (Kraków 1930), Budzyk podkreślał, że jej ranga polega nie tylko na ustaleniu kanonu tekstów, lecz także na „stworzeniu realnej podstawy dla rozwiązania tak ważnej sprawy, jak poczytność dzieł wielkiego poety”, K. Budzyk, O trwałe wartości w nauce. Rozważania pokongresowe, „Pamiętnik Literacki” 1951, s. 394.

19Czy dzisiejszy Zakład Poetyki, Teorii Literatury i Metodologii Badań Literackich w Instytucie Literatury Polskiej UW jest kontynuacją Katedry Budzyka, nie sposób rozstrzygnąć bez analizy dramatycznych wydarzeń marca 1968 roku. W każdym razie od kilku lat o Katedrze przypominają nie tylko portrety jej twórcy i jego towarzyszy na ścianach pokoju nr 18 w gmachu polonistyki.

Józef Chałasiński

Urodzony 17 II 1904 w Rudniku. Studia na UAM, doktorat (1927), adiunkt, od 1931 docent w Katedrze Socjologii i Filozofii Kultury. Od 1936 docent w Katedrze Socjologii i Historii Kultury UW, pracownik Państwowego Instytutu Kultury Wsi (1936–1939 dyrektor), wykładowca Wolnej Wszechnicy Polskiej. Profesor UŁ (1945–1962), kierownik Katedry Socjologii Ogólnej, Katedry Historii Filozofii i Myśli Społecznej (1950–1959) i I Katedry Socjologii (1959–1962), rektor UŁ (1949–1952). Wykłady na University of California w Berkeley (1958). W 1966 powrócił na UW, kierował Katedrą Socjologii Kultury (do 1968), pracował w Instytucie Socjologii do 1974.

Socjolog; jego zainteresowania naukowe dotyczyły socjologii narodu, kultury, wychowania oraz struktury społecznej; organizator badań empirycznych, wprowadził do socjologii polskiej na szeroką skalę badania terenowe.
Członek PAU (1948) i PAN (1952). Kierownik Zakładu Socjologii i Historii Kultury PAN (1956–1958). Redaktor m.in. „Przeglądu Socjologicznego” (1948–1979), „Kultury i Społeczeństwa” (1957–1966, 1970–1979). Doktor honoris causa UŁ.
Zmarł 5 XII 1979 w Warszawie.

Młode pokolenie chłopów, Warszawa 1938; Elementy socjologicznej teorii wychowania, Warszawa 1946–1947; Przeszłość i przyszłość inteligencji polskiej, Warszawa 1958; Kultura amerykańska, Warszawa 1962; Kultura i naród, Warszawa 1968; Rewolucja młodości, Warszawa 1969.

M. M. Drozdowski, Spór wokół twórczości Józefa Chałasińskiego, „Kwartalnik Historyczny” 1970, R. 77, z. 1; Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

STEFAN NOWAKOWSKI

JÓZEF CHAŁASIŃSKI

1904–1979

 

Socjolog swojej epoki*

Mało jest uczonych o dorobku naukowym tak głęboko i tak wszechstronnie odzwierciedlającym problemy okresu, w którym działali i tworzyli. Nawet wśród socjologów, u których zainteresowanie współczesnością jest samo przez się zrozumiałe, do wyjątków należą ci, którzy w swojej twórczości tak całościowo ukazują zagadnienia czasów, w których przyszło im żyć.

Do tej kategorii twórców należał zmarły w grudniu 1979 roku prof. Chałasiński, socjolog i uczony o wyjątkowym wyczuciu ważnych spraw społecznych i zaangażowaniu w postrzegane wokół siebie problemy.

Zainteresowania naukowe skoncentrował Józef Chałasiński głównie na problematyce polskiej, choć często wykraczał poza sprawy krajowe. W swych studiach analizuje on także obce społeczeństwa o różnym stopniu rozwoju, jak na przykład Stany Zjednoczone czy kraje afrykańskie, znajdując w tym punkt odniesienia dla spraw własnego narodu.

Twórczość Józefa Chałasińskiego uczonego humanisty nieprzeciętnej miary odznacza się szeroką perspektywą w ujmowaniu spraw społecznych, niezwykłą zdolnością dostrzegania problemów i formułowania nowych zagadnień. W swojej bogatej twórczości naukowej i publicystycznej podejmował wszystkie najważniejsze współczesne problemy społeczne naszego narodu.

Spróbujemy te zagadnienia usystematyzować chociaż z grubsza. Zainteresowania społeczne Chałasińskiego rozwijały się w okresie jego dorastania, a później były odbiciem sytuacji i wydarzeń, w których uczestniczył.

Urodzony w 1904 roku miał dziesięć lat, kiedy wybuchła I wojna światowa, a czternaście, kiedy Polska odzyskała niepodległość. W 1920 roku, pod wpływem patriotycznego uniesienia szesnastoletni uczeń wstępuje do wojska i aktywnie przeżywa wydarzenia w nowo odrodzonej ojczyźnie.

Józef Chałasiński kończy studia socjologiczne w Poznaniu pod kierunkiem prof. Floriana Znanieckiego, który po I wojnie światowej powrócił do kraju ze Stanów Zjednoczonych opromieniony sławą, jaką przyniosło mu współautorstwo (z Williamem Thomasem) dzieła o chłopie polskim w Europie i Ameryce.

Po studiach Józef Chałasiński pracuje przez kilka lat na Uniwersytecie Poznańskim. Tam też uzyskuje tytuły doktora i docenta. Następnie odbywa trzyletni staż w Stanach Zjednoczonych i Anglii jako stypendysta Fundacji Rockefellera. Od 1936 roku rozpoczyna pracę w Uniwersytecie Warszawskim, obejmując jednocześnie kierownictwo powstałego w stolicy Państwowego Instytutu Kultury Wsi.

Ożywione dyskusje ideologiczne i polityczne w odrodzonej Polsce kierują zainteresowania Chałasińskiego przede wszystkim na sprawy narodowe. Losy ojczyzny, państwa i narodu w szerokim słowa tego znaczeniu – to naczelne problemy, którymi interesował się przez całe swoje życie. Szczególnie bliscy mu byli przedstawiciele polskiego oświecenia, zwłaszcza Kołłątaj i Staszic znaleźli oddźwięk w naukowej twórczości pisarskiej Chałasińskiego. Wielokrotnie powtarzał, że praca w Pałacu Staszica, w którym (z przerwą w czasie wojny i pobytu w Łodzi) prowadził znaczną część swoich zajęć pedagogicznych, sprawia mu wielką satysfakcję. W Pałacu Staszica miał swój gabinet do ostatnich chwil życia. Tu powstała część jego prac, tu inspirował swoich współpracowników i uczniów zawsze nieprzebraną inwencją i niekonwencjonalnymi zagadnieniami naukowymi. Stanisława Staszica, którego portret wisiał w gabinecie profesora, traktował jako swego patrona intelektualnego.

Przez cały okres aktywnej działalności naukowej Chałasińskiego sprawy związane z narodem przewijać się będą w różnych ujęciach. Do tej kategorii jego prac zaliczyć można niewielką rozprawę pt. Nauka obywatelstwa na poziomie szkoły powszechnej i niższego gimnazjum (Poznań 1929) oraz studium pt. Antagonizm polsko-niemiecki w osadzie fabrycznej Kopalnia na Górnym Śląsku (Poznań 1933). Należy tu również rozprawa napisana podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych – Parafia i szkoła parafialna wśród emigracji polskiej w Ameryce (Poznań 1935) oraz fundamentalne dzieło Młode pokolenie chłopów (Warszawa 1938) i szereg przedmów, między innymi przedmowy do wielotomowej pracy Młode pokolenie wsi Polski Ludowej, wreszcie takie książki, jak Kultura i naród (Warszawa 1968), Rewolucja młodości (Warszawa 1969) i wiele innych.

Wymienione publikacje oparte są bądź na materiałach empirycznych, zebranych w toku badań terenowych, na przykład na Śląsku i w Chicago, bądź są wynikiem wielkiej erudycji autora i opierają się na materiałach drukowanych, historycznych, pamiętnikarskich, materiałach zaczerpniętych z czasopism itp.

Wszystkie te prace poruszają problematykę narodową, którą autor omawia w najrozmaitszych aspektach: problemu kultury jako wyznacznika odrębności narodowej, zagadnienia więzi, świadomości i identyfikacji z własną grupą narodową, sprawy stereotypów jako doniosłego elementu w stosunkach z innymi grupami etnicznymi itd.

Józef Chałasiński – podobnie jak wielu polskich intelektualistów z lat międzywojennych – był w młodości pod dużym wpływem Stanisława Brzozowskiego. Elementem, który stał się niejako głównym motywem rozumowania Chałasińskiego, był stosunek do pracy, apoteoza i swoista nobilitacja pracy pod wszelkimi postaciami. Jednocześnie wpływu Brzozowskiego dopatrzyć się można w postawie Chałasińskiego wobec negatywnych elementów szlacheckich, utrzymujących się w polskim społeczeństwie i jego kulturze.

Przyszłość narodu polskiego wiązał Chałasiński z koniecznością głębokich przemian społecznych, szerokiej demokratyzacji, odrobienia zapóźnień w rozwoju ekonomicznym i kulturalnym, które spowodowane były niewolą i pewnymi cechami samego narodu. Syntezę tych przemyśleń dał w niewielkiej pracy pt. Społeczna genealogia inteligencji polskiej (Warszawa 1946).

Modernizację narodu widział w konieczności zróżnicowania struktury społeczno-zawodowej, w rozwoju klasy robotniczej, w radykalnych przemianach wsi. Produktywizacji inteligencji, w zbliżeniu jej do chłopów i robotników, w ogólnej demokratyzacji realizowanej przez oświatę i wychowanie. Każdemu z tych zagadnień poświęcił wiele uwagi, co znalazło wyraz w jego dorobku naukowym i publicystycznym.

Opracował i przygotował do druku Życiorys własny robotnika (1930) – pamiętnik napisany przez Jakuba Wojciechowskiego. Książka ta stała się głośna w środowisku inteligenckim Polski międzywojennej zarówno ze względu na walory literackie, jak i ogólnospołeczne. Została w niej pokazana rola chłopa i robotnika w polskim społeczeństwie, ich narodowa samowiedza, która u Wojciechowskiego krystalizowała się na wychodźstwie w Westfalii.

Zbliżoną nieco tematykę podejmuje habilitacyjna praca Chałasińskiego – Drogi awansu społecznego robotnika (1931), oparta na zgromadzonych przez Instytut Socjologiczny w Poznaniu materiałach autobiograficznych, które autor lansuje – za swym mistrzem, Florianem Znanieckim – jako doskonałe źródło poznania zjawisk i procesów społecznych. Chałasiński podejmuje tu sprawę przeobrażeń, jakim podlegał proletariat rolny Wielkopolski i Pomorza w wyniku emigracji zarobkowej do Westfalii. Przy okazji warto przypomnieć, że użyte przez autora pojęcie awansu po II wojnie światowej zrobiło wielką karierę w życiu społecznym i politycznym kraju i w publicystyce opisującej przemiany zachodzące w związku z rewolucją.

Wspomniana wyżej praca Chałasińskiego podejmuje problematykę robotniczą, do której będzie jeszcze wracał wielokrotnie. Środowisko robotnicze opisane jest także w studium o antagonizmie polsko-niemieckim, w przedmowie do pracy Niny Assorodobraj Początki klasy robotniczej (1946), w przedmowie do Życiorysów górników (1949) itd.

Już w Drogach awansu społecznego robotnika widoczne jest pokrewieństwo z dziełem W. Thomasa i F. Znanieckiego The Polish Peasant in Europe and America, podejmującym problem przekształceń polskiego chłopa, który znalazł się na emigracji w Ameryce. Obydwie publikacje podejmują zagadnienie kategorii chłopów, którzy stają się robotnikami. W tytule pracy Chałasińskiego zaakcentowany jest problem robotnika, w dziele Thomasa i Znanieckiego – problem chłopa, który w Ameryce przechodzi zwykle do miasta i podejmuje pracę w przemyśle. Później pasją naukową Chałasińskiego staną się chłopi jako największy odłam narodu, czekający na reformę mającą doprowadzić do ukształtowania się nowoczesnego narodu.

Urodzony i wychowany na wsi lubelskiej, Chałasiński przez całe swoje życie pozostanie wrażliwy na problematykę chłopską. Nurtowały go panujące na wsi: bieda, brak ziemi i przeludnienie, dyskryminacja w zakresie dostępu do szkoły i kultury, napotykane trudności w przejściu do miasta.

Publikacją, która stanowi największe osiągnięcie Józefa Chałasińskiego w dziedzinie problematyki wiejskiej, jest czterotomowe dzieło Młode pokolenie chłopów (1938). Tę pracę napisał Chałasiński jako dyrektor Państwowego Instytutu Kultury Wsi. Wykorzystanym w niej materiałem źródłowym są pamiętniki nadesłane na konkurs ogłoszony wśród młodzieży wiejskiej. Swoje dzieło autor scharakteryzował w podtytule: Procesy i zagadnienia kształtowania się warstwy chłopskiej w Polsce. Omawia tu przede wszystkim zagadnienia podłoża ruchów młodzieży wiejskiej, rolę młodzieży w przeobrażeniach wsi oraz zagadnienia chłopskiej szkoły.

Publikacja ta przyjęta została przez wieś, zwłaszcza jej bardziej radykalne odłamy młodzieżowe, głównie „Wici”, jako głos w obronie godności chłopa i jego pracy, głos upominający się o należne chłopu miejsce w przekształcającym się społeczeństwie polskim.

Młode pokolenie chłopów ukazało się w niespełna rok przed wybuchem II wojny światowej i do dziś nie straciło na znaczeniu i wartości społecznej, mimo że dyskusja nad nim zawieszona została na czas okupacji, a po wojnie polska wieś znalazła się w całkowicie odmiennych warunkach w wyniku reformy rolnej i przeobrażeń związanych z umożliwieniem przejścia wielomilionowej rzeszy chłopskiej do miasta.

Profesor Chałasiński został przyjęty przez całą polską wieś jako orędownik jej interesów, jako uczony, który pokazał wagę i specyfikę problemów chłopskich, jako myśliciel postulujący uznanie wkładu kultury chłopskiej do kultury ogólnonarodowej. Praca ta niewątpliwie spowodowała w jakimś stopniu zmianę postaw wobec wsi wśród inteligencji i mieszkańców miasta, przyczyniła się do wzmocnienia w społeczności wiejskiej poczucia własnej wartości i – przyjmując terminologię Chałasińskiego – do „unarodowienia” mas ludowych w Polsce.

Podjętą rolę szermierza sprawy wiejskiej i sprawy kultury chłopskiej kontynuuje Chałasiński także po wojnie. Można powiedzieć, że staje się on swoistą instytucją wiejską. Jego popularność dorównuje popularności wielkiej miary polityka, chociaż w życiu politycznym sensu stricto nie uczestniczy.

Bliski związek z zagadnieniami wiejskimi skłania Józefa Chałasińskiego do podjęcia w latach 60. drugiego monumentalnego dzieła opartego również na pamiętnikach. Konkurs na materiały autobiograficzne, ogłoszony pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk, Związku Młodzieży Wiejskiej i Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, przyniósł bogaty, wielotysięczny zbiór pamiętników, które stały się podstawą 10-tomowego dzieła omawiającego poszczególne zjawiska i procesy, jakie na polskiej wsi wystąpiły po wojnie. Oddzielne tomy, zawierające obszerny materiał autobiograficzny, zostały zaopatrzone naukowymi omówieniami Józefa Chałasińskiego i jego współpracowników i dziś stanowią bezcenny materiał dla poznania społecznych problemów wsi powojennej. Tom dziewiąty oraz ostatni tom dziesiąty, będący teoretycznym podsumowaniem całej serii, gotowe do druku, nie ukazały się niestety za życia inspiratora i kierownika całej publikacji.

W naukowych dociekaniach Chałasińskiego problematyka wiejska była, jak mówiliśmy, zagadnieniem pierwszoplanowym. Miejsce chłopa w polskim społeczeństwie i tendencje zachodzące na polskiej wsi – interesowały go szczególnie. Przypomnę tu szkic pt. Unarodowienie mas ludowych, przygotowany na Kongres Kultury Polskiej w 1966 roku. Podobną problematykę podejmuje wydana w 1969 roku książka Rewolucja młodości, omawiająca głównie sytuację powojenną młodego pokolenia chłopskiego i procesy integracyjne, zachodzące w polskim narodzie.

Cała twórczość Józefa Chałasińskiego, dotycząca wsi i miejsca w narodzie warstwy chłopskiej, ujmowana jest w szerokim kontekście zagadnień kultury. Z powodu tych zainteresowań, które zrodziły się jeszcze przed wojną, został on organizatorem i kierownikiem Państwowego Instytutu Kultury Wsi. Te zainteresowania występują w jego licznych pracach poświęconych problematyce wiejskiej, do której powraca Chałasiński pod koniec swojego życia w studium Kultura ludowa – kultura narodowa, opublikowanym w pracy zbiorowej Strukturalne przemiany wsi i rolnictwa w Polsce Ludowej (Warszawa 1978).

Zagadnienia kultury interesują Chałasińskiego nie tylko w odniesieniu do społeczeństwa polskiego, lecz także w szerszym aspekcie. Odznacza się on w tym zakresie wielką erudycją, a podróże zagraniczne wykorzystuje do studiów nad problemami obcych kultur i ich uwarunkowań społecznych. Szczególnie wyjazdy do Stanów Zjednoczonych (przed II wojną światową i w roku 1958) były inspiracją do głębokiej analizy społeczeństwa amerykańskiego i związanych z tym refleksji nad rodzajem kultury w zależności od typu i charakteru społeczeństwa.

Podejście Józefa Chałasińskiego do kultury jest wszechstronne. Interesuje go geneza kultury, utrzymywanie się jej odrębności, charakter kultury w zależności od dziejów jej twórców – jednostek i całych społeczeństw. Interesują go instytucje wpływające na utrzymywanie się i przekazywanie kultury. Do tych zagadnień powraca w związku ze studiami nad szkołą i wychowaniem. Zajmuje się dynamiką przemian kulturowych. Od niepiśmiennej kultury chłopskiej, od okresu, kiedy kulturę pisaną tworzyły i odbierały tylko nieliczne jednostki, do czasów współczesnych, kiedy szkoła, słowo drukowane i inne środki masowego przekazu spopularyzowały pewne elementy kultury w najszerszych kręgach społecznych.

Zagadnienie powiązania kultury za szkołą i systemem wychowania występuje w pisarstwie Chałasińskiego od zarania jego pracy naukowej. Z tego okresu pochodzi jego doktorska praca Wychowanie w domu obcym jako instytucja społeczna (Poznań 1928), a następnie klasyczna praca Szkoła w społeczeństwie amerykańskim (Warszawa 1936), przedstawiająca funkcje szkoły w strukturze nowo kształtującego się społeczeństwa amerykańskiego. W wyniku tych zainteresowań powstało wspomniane już studium o polskiej szkole parafialnej w Ameryce.

Do zagadnień szkoły i wychowania Chałasiński wraca wielokrotnie. Jeden z tomów Młodego pokolenia chłopów poświęcony jest problematyce szkoły w środowisku wiejskim i niedopasowaniu jej charakteru do potrzeb wsi. Do rzędu takich prac należy wydana w 1948 roku monografia Społeczeństwo i wychowanie.

Problem kultury ujmuje Chałasiński wszechstronnie na tle mniejszych grup, a także dużych społeczeństw. Obszerna monografia – Kultura amerykańska (1962) ukazuje nam spojrzenie autora na specyfikę kultury w nowo powstającym społeczeństwie amerykańskim, bez pozostałości feudalnych i barier stanowych tak charakterystycznych dla narodów europejskich. Amerykańska kultura – to kultura pluralistyczna i masowa, kształtująca się w społeczeństwie przemysłowo-miejskim o swoistym typie demokracji.

Wszechstronność zainteresowania kulturą i różnymi typami społeczeństw zrodziła zainteresowanie problematyką Trzeciego Świata, a zwłaszcza zagadnieniami Afryki. Przez szereg lat kierował Józef Chałasiński stworzoną przez siebie Pracownią Zagadnień Społecznych i Kulturalnych Afryki Współczesnej (obecnie Zakład Krajów Pozaeuropejskich) Polskiej Akademii Nauk. W 1965 roku opublikował wspólnie ze swoją żoną, Krystyną, książkę pt. Bliżej Afryki, w której porusza wiele nowych i oryginalnych problemów czarnego kontynentu. Zainteresowania afrykanistyczne, promotorstwo szeregu prac doktorskich, podejmujących problematykę afrykańską, seminaria na tematy afrykanistyczne zbliżają Chałasińskiego do najwybitniejszych socjologów amerykańskich, którzy w swojej problematyce naukowej potrafili łączyć zagadnienia współczesnego, rozwiniętego społeczeństwa z problematyką krajów i ludów prymitywnych. Analiza społeczeństw afrykańskich w połączeniu ze studiami nad społeczeństwem amerykańskim umożliwia Chałasińskiemu wnikliwszą ocenę polskich problemów, na których był skoncentrowany zawsze i przede wszystkim.

Józef Chałasiński swoje credo społeczne przedstawiał nie tylko w licznych książkach, z których wymieniam tu jedynie część. Pełen temperamentu publicystycznego zabierał głos na łamach różnych periodyków, wielokrotnie udzielał wywiadów prasowych, występował często w telewizji.

Na specjalne podkreślenie zasługuje jego działalność dydaktyczna. Po podjęciu pracy na Uniwersytecie Warszawskim w 1936 roku prowadzi jednocześnie wykłady w Wolnej Wszechnicy Polskiej, gdzie nawiązuje bliskie kontakty z nauczycielstwem, zwłaszcza z tą kategorią nauczycieli, którzy – nie mając matury – nie mogli podjąć studiów uniwersyteckich.

W czasie wojny pozostaje w kraju, kieruje tajnym Polskim Instytutem Socjologicznym, który reaktywuje w Lublinie w październiku 1944 roku. Po wyzwoleniu przenosi się do Łodzi, gdzie pełni funkcję profesora, a później także rektora nowo powstałego uniwersytetu. Po powrocie do Warszawy Józef Chałasiński przez wiele lat zajęty jest sprawami nauki polskiej jako współorganizator, członek rzeczywisty i zastępca sekretarza naukowego Polskiej Akademii Nauk. Do chwili przejścia na emeryturę prowadzi zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim, a do końca życia kieruje seminarium doktoranckim w Zakładzie Krajów Pozaeuropejskich PAN.

Zamiłowanie profesora do pracy w dziedzinie popularyzacji wiedzy spowodowało powołanie go w końcu lat 50. na stanowisko prezesa Towarzystwa Wiedzy Powszechnej.

Socjologię popularyzuje również przez ożywioną działalność wydawniczą. W 1935 roku jako pracownik naukowy, mający wówczas trzydzieści lat, obejmuje kierownictwo „Przeglądu Socjologicznego”, który redaguje (z przerwą w latach wojennych) do ostatnich chwil swego życia. W latach przedwojennych wydaje również „Bibliotekę Socjologiczną”, popularyzującą prace socjologiczne, między innymi prace Czarnowskiego, Malinowskiego, Ossowskiego, Szczurkiewicza. Po wojnie okresowo pełni funkcję redaktora naczelnego „Nauki Polskiej” – organu Prezydium PAN, a następnie zostaje redaktorem naczelnym założonego przez siebie kwartalnika „Kultura i Społeczeństwo”.

Józef Chałasiński zabiera wielokrotnie głos w sprawach szkoły i wychowania, uniwersytetu, funkcji szkoły i nauczyciela w społeczeństwie, pracy oświatowej itd. Interesuje go rola uczonego w rozwoju kultury i miejsce uczonego w narodzie, rola współczesnego inteligenta w tworzeniu i rozwijaniu kultury, profesjonalizacja statusu inteligenta. Te wszystkie kwestie ujmuje w szerszym kontekście zmieniającego się społeczeństwa i jego zmieniających się potrzeb.

Nieobce mu było zagadnienie historii socjologii i myśli społecznej. Zajmuje się więc historią myśli greckiej i rzymskiej: pisze o Krzywickim, Znanieckim i innych polskich socjologach. Interesował się wieloma dziedzinami socjologii, a choć pisał tylko o niektórych jej działach, to bliska mu była socjologia w szerokim słowa tego znaczeniu, zarówno jej historia, jak i kierunki współczesne. Interesował się Chałasiński praktyczną funkcją socjologii jako nauki o społeczeństwie i kulturze, mechanizmem powstawania i przekazywania kultury w polskich warunkach, rolą inteligencji w społeczeństwie i perspektywami tej warstwy społecznej.

Wrażliwy na wiejskie procesy i zjawiska, szczególnie blisko był związany z organizacją młodzieżową „Wici”, której monografię zaczął przygotowywać w ostatnich latach. Jako przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Pamiętnikarstwa patronuje klubom robotników piszących, zawsze gotów do spotkań, do wygłaszania pogadanek i odczytów. Są to drobne przykłady rozumienia przez Chałasińskiego roli uczonego w społeczeństwie i praktycznego działania w zakresie jego demokratyzacji.

Jako socjolog, myśliciel i uczony zajął Józef Chałasiński trwałe miejsce w polskiej kulturze. Był uczonym miary Znanieckiego, Krzywickiego, Czarnowskiego czy Ossowskiego. Trudno go zresztą porównywać z innymi, gdyż stworzył własne pole zainteresowań socjologicznych. Uważany jest, obok Znanieckiego, za reprezentanta metody dokumentów osobistych w socjologii, chociaż swój warsztat naukowy miał bardzo wszechstronny. Pokolenia polskich socjologów będą z pewnością korzystać z jego dorobku naukowego i uczyć się z jego prac.

Józef Chałasiński był myślicielem i socjologiem, którego pasjonowała przede wszystkim problematyka polska, ale nieobce mu były również zagadnienia kultur i społeczeństw innych krajów. Cała twórczość Józefa Chałasińskiego wynikała z epoki, w której żył, i z konkretnej polskiej sytuacji, która warunkowała bezpośrednio jego zainteresowania naukowe i tok myślenia. Obok funkcji uczonego pełnił funkcję wychowawcy i nauczyciela polskiego społeczeństwa, wskazywał na jego braki i drogi poprawy. Jako uczony, społecznik i działacz widział swoje miejsce tylko w polskim narodzie.

Był prawdziwym wyrazicielem najbardziej palących idei i problemów, które nurtowały polskie społeczeństwo w okresie tak ważnym historycznie. Odzyskanie niepodległości, straszliwa okupacja hitlerowska i odbudowa państwa w nowym już syst emie polityczno-społecznym – to najważniejsze wydarzenia warunkujące liczne zjawiska i procesy narodowe, które stanowiły przedmiot naukowych dociekań Józefa Chałasińskiego.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Józef Chałasiński socjolog swojej epoki, „Kultura i Społeczeństwo” 1980, nr 1–2, s. 11–18.

Irena Chmielewska

Urodzona 13 VII 1905 w Łodzi. Studia na UW, asystentka w Zakładzie Chemii Organicznej (1929), doktorat (1933), habilitacja (1939). W czasie wojny uczestniczka tajnego nauczania oraz pracownica zakładów farmaceutycznych. Po wojnie wykładowca w Zakładzie Chemii Organicznej UW, profesor (1955). Kierownik Katedry Biochemii (1958–1969), dyrektor Instytutu Biochemii (1969–1974). Wykładowca Akademii Stomatologicznej.

Chemik organik i biochemik; przed wojną badania nad substancjami barwnymi, po wojnie – nad zależnościami między budową związków biologicznie czynnych a ich działaniem na organizmy żywe, nad metabolizmem aminokwasów i niektórych peptydów u zwierząt i ludzi oraz nad wtórnymi metabolitami roślinnymi.
Członek TNW, PAN (1964, 1971–1973 członek Prezydium). Współzałożycielka Polskiego Towarzystwa Biochemicznego (1957).
Wieloletnia redaktor naczelna czasopisma „Postępy Biochemii”.
Zmarła 16 I 1987 w Warszawie.

Badania nad barwnikiem czerwonej kapusty: (Brassica oleracea), Warszawa 1936; Badania nad barwnikiem czerwonych buraków, Warszawa 1938; Chemia antybiotyków, Warszawa 1947; Badania nad ciałami o działaniu antywitaminy K, Wrocław 1951.

Profesor Irena Chmielewska, „Postępy Biochemii” 1987, t. XXXIII, nr 2–3.

HALINA LICHOCKA

IRENA CHMIELEWSKA

1905–1987

 

Urodziła się w Łodzi, lecz młodość i całe dorosłe życie spędziła w Warszawie. Przyszła na świat 13 lipca 1905 roku. Jej matka – Stanisława z Korsaków Chmielewska była z wykształcenia nauczycielką. Ojciec, Apolinary, pracował w kolejnictwie. W doniesieniu prasowym o jego śmierci (w 1933 roku) sprawowana przez niego, ostatnia zapewne, funkcja zawodowa została określona mianem: „instruktor PKP”1.

Droga, którą w dzieciństwie Irena Chmielewska wraz z rodzicami przebyła by dostać się do Warszawy, okazała się niezwykle długa. Prowadziła przez odległe tereny Rosji, gdzie w czasie I wojny światowej znalazło się wiele polskich rodzin kolejarskich, ewakuowanych przez wycofujące się wojska carskie.

Gdy wreszcie zakończyła się ta przymusowa tułaczka i życie powróciło do normy, Irena zaczęła uczęszczać do Prywatnego Żeńskiego Gimnazjum i Liceum Anny Jakubowskiej, które mieściło się przy placu Trzech Krzyży. Była to jedna z najlepszych szkół średnich w Warszawie. Istniała do września 1939 roku. Liczyła wówczas 330 uczennic w ośmiu klasach gimnazjalnych i dwu licealnych. Przez cały okres niemieckiej okupacji Gimnazjum i Liceum Anny Jakubowskiej kontynuowało pracę w podziemiu, tajnie realizwało swój przedwojenny program nauczania, przeprowadzając egzaminy maturalne i wydając świadectwa2.

Chmielewska była już w tym czasie samodzielnym pracownikiem naukowym, docentem po habilitacji z chemii organicznej. Maturę w szkole Jakubowskiej uzyskała kilkanaście lat wcześniej, w 1922 roku i od razu podjęła studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego. Studiowała równolegle dwa kierunki: chemię i biologię3. Pracę magisterską z filozofii w zakresie chemii napisała w 1929 roku, pod kierunkiem prof. Wiktora Lampego, wybitnego znawcy naturalnych barwników roślinnych, odkrywcy metody syntezy kurkuminy. Pod wpływem profesora Chmielewska także zainteresowała się tymi zagadnieniami i zaraz po studiach podjęła pracę na stanowisku asystentki w Zakładzie Chemii Organicznej Uniwersytetu Warszawskiego. W Zakładzie tym, którego organizatorem i szefem od początku był Wiktor Lampe, powstała w dwudziestoleciu międzywojennym prawdziwa szkoła naukowa badaczy substancji barwnych, głównie pochodzenia roślinnego. Zespół opracował oryginalne metody ustalania składu chemicznego oraz budowy tych substancji. Wiele barwników udało się również otrzymać syntetycznie.

Przedmiotem chemicznych dociekań Ireny Chmielewskiej, które już po czterech latach doprowadziły ją do doktoratu, były fioletowo zabarwione liście czerwonej kapusty. Po obronie dysertacji na temat: Badania nad barwnikiem czerwonej kapusty – Brassica oleracea, zajęła się następnymi kolorowymi materiałami roślinnymi. Aż do wybuchu II wojny światowej pracowała w zespole prof. Lampego. Oprócz własnej działalności naukowej prowadziła także zajęcia dydaktyczne ze studentami oraz była opiekunką kilku prac magisterskich.

W maju 1939 roku odbyło się jej kolokwium habilitacyjne. Podstawą habilitacji, zatwierdzonej 7 czerwca tegoż roku przez Senat Akademicki Uniwersytetu Warszawskiego, był całokształt dorobku naukowego oraz rozprawa, zatytułowana: O barwnikach fioletowo zabarwionych ziemniaków.

Jako młody docent chemii organicznej (Irena Chmielewska miała wtedy zaledwie 34 lata) otrzymała z Funduszu Kultury Narodowej stypendium4 na wyjazd do Zurychu, gdzie na tamtejszym uniwersytecie miała odbyć staż badawczy u prof. Paula Karrera, znakomitego szwajcarskiego organika, laureata Nagrody Nobla. Miała zamiar wyjechać zaraz po wakacjach. Wybuch wojny udaremnił te plany. Pozostała w Warszawie.

Gdy rozpoczął swą podziemną egzystencję tajny Uniwersytet Warszawski, Irena Chmielewska należała do jego kadry naukowo-dydaktycznej. Wykładała chemię dla słuchaczy kierunków przyrodniczych i farmacji. O jej pracy dydaktycznej w tym okresie pisał później, już po wojnie prof. Kazimierz Bassalik – fizjolog roślin i mikrobiolog, który był jednym z recenzentów dorobku naukowego Ireny Chmielewskiej w jej przewodzie profesorskim. Napisana przez niego recenzja znajduje się obecnie w Archiwum Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Jest to maszynopis5 bez daty, podpisany przez Bassalika, liczący łącznie 12 stron, zawierający opinię oraz wykaz publikacji Ireny Chmielewskiej. Maszynopis ten musiał powstać nie wcześniej niż w 1958 roku, ponieważ taką datę wydania mają najnowsze spośród publikacji zamieszczonych w wykazie.

Tajne, z czasów okupacji, wykłady Chmielewskiej prof. Bassalik wspominał następująco: „jeden raz w tygodniu mieliśmy w tym samym mieszkaniu wykłady, doc. Chmielewska wcześniej, ja po niej. Warunki komunikacyjne były takie, że nigdy nie było wiadomo, czy uda się wcisnąć do tramwaju, czy nie, czy uda się uniknąć w łapance wyciągnięcia z tramwaju, czy wpadnie się. Pewna była tylko komunikacja piesza, więc i obliczalna dla znającego odległość. Spóźniać się w żadnym wypadku nie było można, gdyż to mogło było spowodować zawalenie się całego misternego planu zajęć w naukach przyrodniczych; raczej można było przychodzić za wcześnie. Tak było i ze mną, więc korzystałem z całą przyjemnością z tych niezwykle dobrze i nadzwyczaj interesująco opracowanych wykładów, które docentka – nie korzystając z żadnych notatek, w bardzo szybkim tempie wygłaszała, zachowując – na mój ówczesny smak – zbyt wygórowany ich poziom. Wiadomo mi było – z przebiegu jej egzaminu doktorskiego, z jej przewodu habilitacyjnego, że jest to bardzo zdolna chemiczka – i taką opinię słyszałem o niej od studentów m.in. wszystkich moich magistrantów. Dopiero w zmiennych kolejach wykładów na kompletach, przy wejściu Sicherbeitspolizei na mieszkanie, ujawniły się cechy charakteru, których w normalnych warunkach uniwersyteckich nigdy się nie dostrzegało. W takich okolicznościach docentka Chmielewska zachowywała się w całej pełni wspaniale”6.

Przez cały okres wojny, poza tajnym nauczaniem, Chmielewska była zatrudniona w zakładach produkujących leki. W latach 1940–1941 pracowała w mieszczącej się w Warszawie przy ul. Bartoszewicza spółce, pod nazwą „Bacutil”, należącej do Towarzystwa Przemysłowo-Handlowego. Spółka zajmowała się głównie wytwarzaniem organopreparatów pochodzenia zwierzęcego, mających zastosowanie w lecznictwie i kosmetyce. Później, aż do końca wojny Chmielewska związana była z warszawskimi zakładami akcyjnego Towarzystwa Przemysłu Chemiczno-Farmaceutycznego d. Magister Klawe. Pracowała w należącym do tego Towarzystwa Instytucie Serologicznym „Asid”, a następnie w wytwórni „Idosan”, gdzie zajmowała się m.in. produkcją hormonów zwierzęcych i enzymów. Problematyka, z którą się wówczas zetknęła, stała się następnie inspiracją dla podejmowanych przez nią, późniejszych tematów badawczych.

Gdy w 1945 roku zakończyła się II wojna światowa, Chmielewska powróciła do doszczętnie zburzonej Warszawy z Milanówka, gdzie schroniła się po powstaniu. Wraz z innymi kolegami z Uniwersytetu przystąpiła do wznawiania zajęć na uczelni. Było to zadanie niełatwe. Gmach Chemii wprawdzie cudem ocalał, ale był zdewastowany i całkowicie ograbiony z aparatury niezbędnej do prowadzenia badań i dydaktyki. Irena Chmielewska zorganizowała seminarium i wykładała w swoim macierzystym Zakładzie Chemii Organicznej oraz w świeżo otwartej w Warszawie Akademii Stomatologicznej. Brakowało wszystkiego, nawet podręczników. Aby ułatwić słuchaczom przyswajanie wiadomości, wspólnie z docentem Zdzisławem Macierewiczem odtworzyła z posiadanych notatek przedwojenne wykłady Jerzego Leśkiewicza, który zginął w powstaniu warszawskim. Książka pod tytułem: Zarys chemii ogólnej, ukazała się w 1948 roku, nakładem Lekarskiego Instytutu Naukowego7.

Prawdziwy kłopot, z uwagi na elementarne braki w wyposażeniu pracowni, stanowiły ćwiczenia studenckie, konieczne w kształceniu adeptów nauk eksperymentalnych. Nieoceniona pod tym względem okazała się inicjatywa duńskiego Komitetu Pomocy Kulturalnej Polsce, działającego pod patronatem laureata Nagrody Nobla – Nielsa Bohra. Na zaproszenie tego Komitetu utworzono w Kopenhadze, w czasie wakacji 1946 roku, Letnie Studium Polskie8. Uczestniczyła w tym Studium młodzież z kilku naszych uczelni, kształcąca się na kierunkach ścisłych i przyrodniczych. Program obejmował przede wszystkim prace badawcze w doskonale urządzonych laboratoriach kopenhaskich placówek naukowych. Kierownikiem Studium był prof. Wiktor Kemula. Irena Chmielewska natomiast opiekowała się grupą wykonującą ćwiczenia z chemii organicznej.

W roku akademickim 1947/1948 Chmielewska otrzymała na Uniwersytecie Warszawskim urlop bezpłatny i została oddelegowana do pracy w Głównym Instytucie Chemii Przemysłowej na Żoliborzu. Równocześnie powierzono jej funkcję doradcy w zakładzie „Bacutil”, tym samym, w którym była zatrudniona w czasie niemieckiej okupacji.

W Instytucie Chemii Przemysłowej Chmielewska pracowała w Dziale Organicznym, z którego – z jej inicjatywy – zostały wyodrębnione dwa samodzielne oddziały: Biochemii oraz Środków Leczniczych. Sama objęła kierownictwo Oddziału Biochemii. Dużym osiągnięciem kierowanego przez nią zespołu było opracowanie technologii otrzymywania hydrolizatów białkowych do wlewów dożylnych. Technologię tę już w 1952 roku wdrożyły do produkcji Warszawskie Zakłady Farmaceutyczne9.

Cała powojenna działalność naukowa Ireny Chmielewskiej wiązała się przede wszystkim z zagadnieniami mieszczącymi się w obszarze biochemii. W jej dorobku badawczym wyraźnie zaznaczają się trzy konsekwentnie realizowane nurty. Pierwszy z nich obejmował prace na temat zależności między budową związków biologicznie czynnych a ich działaniem na organizmy żywe. Podstawowym przedmiotem tych prac były witaminy i antywitaminy K. Drugi nurt dotyczył przebiegającego u zwierząt i ludzi metabolizmu aminokwasów i niektórych peptydów, po dożylnym podaniu tych substancji. Wreszcie nurt trzeci obejmował badania wtórnych metabolitów roślinnych – polegające głównie na ustalaniu i porównywaniu ich budowy.

W kierunku biochemii przesunęła się także działalność dydaktyczna Chmielewskiej. Po urlopie bezpłatnym, nie przerywając pracy w Instytucie Chemii Przemysłowej, powróciła na Uniwersytet. Wykładała biochemię na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym oraz chemię organiczną dla studentów fizyki. W 1958 roku została służbowo przeniesiona na Wydział Biologii i Nauk o Ziemi, gdzie objęła kierownictwo nowo utworzonej Katedry Biochemii. Katedrą tą, przekształconą później w Instytut Biochemii UW, kierowała aż do chwili przejścia na emeryturę w 1974 roku.

Przez tych, którzy ją znali, Irena Chmielewska została zapamiętana jako osoba bardzo zdolna, ambitna i wymagająca w stosunku do siebie i innych. Jej współpracowniczka – Barbara Macierewicz wspominała: „Powiedziała mi kiedyś, że kobieta musi podjąć decyzję: albo dom i dzieci, albo praca i kariera zawodowa, połączenie tego nie jest możliwe. Żadnej z tych dróg nie oceniała wyżej. Ale sama, w odpowiednim momencie, wybrała pracę naukową. I takich decyzji wymagała od swoich magistrantów. [...] Dostać się do pani profesor na Biochemię było naprawdę trudno. Wykładała szybko, jak karabin maszynowy, a oceny stawiała surowe. Od nas – chemików prowadzących zajęcia dla biologów – wymagała ostrej selekcji i niepobłażania studentom. [...] Przystojna, zadbana, elegancko ubrana. Była au courant wszystkiego w światowej kulturze. [...] Przy tym wszystkim prowadziła szerokie życie towarzyskie. Zapraszała do siebie, do domu, całe pokolenia swoich magistrantów. [...] Jedzenie i trunki podawała wyśmienite, ale magnesem dla wszystkich, a w każdym razie dla mnie, była możliwość spotkania interesujących ludzi. [...] Tematów naukowych na ogół nie poruszano. Bawiąc służbowo za granicą, pani profesor korzystała z okazji by zwiedzać obce, nierzadko egzotyczne kraje. Pamiętam jej opowiadania o obyczajach ludów Azji, czy podróży samochodem po Libii. W czasie ostatnich lat, po przejściu na emeryturę, jej możliwości aktywnego życia zostały bardzo ograniczone przez uciążliwe pogarszanie się wzroku. Czytała za pomocą pryzmatu, widziałam ją wtedy układającą pasjanse”10.

Badania naukowe oraz działalność na rzecz rozwoju i upowszechniania nauki stanowiły najważniejszą treść życia Ireny Chmielewskiej. Zaraz po wojnie wraz z innymi reaktywowała Towarzystwo Naukowe Warszawskie i została jego członkiem-korespondentem. Żywot Towarzystwa w tamtym czasie okazał się jednak bardzo krótki. Już bowiem w 1952 roku zostało ono zlikwidowane.

Chmielewska była również jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Biochemicznego, którego pierwsze posiedzenie odbyło się w październiku 1957 roku. Gdy przechodziła na emeryturę Towarzystwo wyróżniło ją najwyższą swoją godnością, czyli członkostwem honorowym.

W 1964 roku Chmielewska została członkiem-korespondentem Polskiej Akademii Nauk, a siedem lat później – członkiem rzeczywistym, oraz w kadencji 1971–1973 członkiem Prezydium tej korporacji.

Mimo kłopotów ze zdrowiem była aktywna do końca. Brała udział w pracach PAN, zasiadała w radach naukowych, uczestniczyła w komitetach redakcyjnych czasopism. Zmarła w Warszawie, po kilkutygodniowej chorobie, w styczniu 1987 roku.

SECT-ID LINK

1„Nowiny Codzienne” 1933, nr 164, R. 2, rubryka: Zmarli, s. 2.

2A. Ignatowicz, Tajna oświata i wychowanie w okupowanej Warszawie. Warszawskie Termopile 1939–1945, Warszawa 2009, s. 67.

3Z. Wojciechowski, Irena Chmielewska (1905–1987), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1987, R. 50, s. 46–48.

4A. Myśliński, Irena Chmielewska (1905–1987), [w:] Jubileusz 50-lecia Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego 1955–2005, Warszawa 2005, s. 62–64 (dostęp: 2.03.2016).

5Archiwum PAN. Spuścizna Kazimierza Bassalika, sygn. III-75.

6Ibidem, s. 1.

7Ibidem, s. 2, 5.

8T. Stańczuk-Różycka, A. Nawrocka, Letnie Studium Polskie w Kopenhadze (1946). Wspomnienia. Materiały Zjazdowe. Koło Chemików Absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego, www.chem.uw.edu.pl/people/AMyslinski/kolo/kopen.html (dostęp: 2.03.2016).

9W. Szelejewski, Instytut Farmaceutyczny 1952–2012. 60 lat w służbie społeczeństwu. Refleksje dyrektora seniora, [w:] 60 lat Instytutu Farmaceutycznego, red. W. Szelejewski, T. Paszkowska-Reymer, s. 9.

10B. Macierewicz, Wspomnienia o bliskich mi ludziach i sprawach, [w:] Jubileusz 40-lecia Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego (1955–1995), red. Z. Wielogórski, Warszawa 1995, s. 120–121.

Józef Michał Chomiński

Urodzony 24 VIII 1906 w Ostrowie koło Przemyśla. Wykształcenie muzyczne w Wyższym Instytucie Muzycznym im. Mykoły Łysenki, Polskim Towarzystwie Muzycznym we Lwowie oraz studia w dziedzinie muzykologii na UJK we Lwowie (1931). Doktorat na UJK (1936). Habilitacja na UAM (1949). Profesor (1954) w Instytucie Muzykologii UW. Kierownik Katedry Powszechnej Historii Muzyki UW (1958–1976).

Muzykolog, twórca teorii sonologii, wyjaśniającej brzmieniowe cechy dzieła muzycznego; badania nad fakturą dzieł muzycznych. W latach 30. XX wieku współpracownik magazynu „Ukrajinśka Muzyka” oraz zastępca sekretarza sekcji muzycznej Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki.
Bibliotekarz w Bibliotece Narodowej (1938–1939). Twórca i kierownik Zakładu Historii i Teorii Muzyki w Instytucie Sztuki PAN (1951–1968).
Sekretarz redakcji „Kwartalnika Muzycznego” (1948–1952), redaktor naczelny kwartalnika „Muzyka” (1956–1971).
Zmarł 20 II 1994 w Warszawie.

Historia harmonii i kontrapunktu, t. I-III, Kraków 1958–1990; Formy muzyczne, t. I-V (z K. Wilkowską-Chomińską), Kraków 1974–1987; Historia muzyki, t. I-II (z K. Wilkowską-Chomińską), Kraków 1989–1990; Historia muzyki polskiej, t. I-II (z K. Wilkowską-Chomińską), Kraków 1995–1996.

M. Gołąb, Józef Michał Chomiński. Biografia i rekonstrukcja metodologii, Wrocław 2008.

IRENA PONIATOWSKA

JÓZEF MICHAŁ CHOMIŃSKI

1906–1994

 

O życiu prof. Józefa Michała Chomińskiego wiedzieliśmy niewiele; niedawno zostały opublikowane różne szczegóły jego biografii1. Dostrzegaliśmy w nim tylko pełnego pasji badacza i pedagoga. Reprezentował linię muzykologii lwowskiej, powstałej jako dyscyplina uniwersytecka ponad 100 lat temu, w 1912 roku, pod kierunkiem prof. Adolfa Chybińskiego, którego był uczniem. To właśnie z kręgu lwowskiego po II wojnie światowej zaczęła się rozwijać muzykologia w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie. Profesor Chybiński, który od wojny do 1952 roku wykładał na uniwersytecie w Poznaniu, habilitował wszystkich 3 profesorów Zakładu, potem Instytutu Muzykologii w Warszawie, a mianowicie – oprócz Chomińskiego – Zofię Lissę i ks. Hieronima Feichta. W Krakowie natomiast katedra muzykologii została założona rok wcześniej, w 1911, pod kierunkiem prof. Zdzisława Jachimeckiego.

Losy Chomińskiego były skomplikowane, trudne i to w różnych aspektach – osobistym, zdrowotnym i zawodowym. W zasadzie dopiero w 1949 roku, kiedy związał się z Uniwersytetem Warszawskim, udało mu się osiągnąć stabilizację życiową.

Urodził się 24 sierpnia 1906 roku w Ostrowiu koło Przemyśla jako najmłodsze z siedmiorga dzieci Eugeniusza Chomińskiego, duchownego cerkwi greckokatolickiej, i Józefy Heleny z domu Drohomireckiej. W okresie międzywojennym ojciec był proboszczem w Werchracie, wsi w powiecie lubaczowskim (ob. gmina Horyniec Zdrój). Maturę zdał w Przemyślu w 1925 roku w gimnazjum typu klasycznego i w roku akademickim 1926/1927 został studentem muzykologii na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W szkole wykazywał zamiłowanie do matematyki, ale zainteresowania kompozycją i teorią muzyki zadecydowały o wyborze kierunku studiów. Uczęszczał na wykłady i seminaria prof. Adolfa Chybińskiego i na ćwiczenia z jego asystentką dr Marią Szczepańską. Zainspirowany przez swego profesora od początku zgłębiał problemy analizy muzycznej i źródłoznawstwa. Studiował też etnografię u prof. Adama Fiszera. Muzyki uczył się u Adama Sołtysa i śpiewaczki Zofii Kozłowskiej. W 1928 roku złożył egzamin uprawniający go do nauczania muzyki w szkołach średnich. Rok później został zatrudniony jako nauczyciel przedmiotów teoretycznych w Zakładzie Muzycznym Malwiny Reyssówny we Lwowie, gdzie uczył do 1936 roku. W okresie tym prowadził również zespół chóralny uczniów Zofii Kozłowskiej i pracował jako korepetytor we lwowskim teatrze operowym. W 1931 roku został magistrem filozofii w zakresie muzykologii na Uniwersytecie Lwowskim i w 1933 roku wydrukował w „Kwartalniku Muzycznym” swe pierwsze rozprawy naukowe na temat techniki kompozytorskiej średniowiecza, oparte na pracy magisterskiej. W dalszych latach pracował także nad muzyką XIX wieku oraz współczesną – Karola Szymanowskiego – zapoczątkowując późniejsze swe studia nad jego muzyką. W 1936 roku obronił na uniwersytecie we Lwowie dysertację doktorską pod kierunkiem prof. Adolfa Chybińskiego na temat Zagadnienia konstruktywne [sic!] w pieśniach Edwarda Griega, która nie została opublikowana. W latach 1936–1938 korzystał ze stypendium Funduszu Kultury Narodowej i w 1937 roku napisał rozprawę o zagadnieniach konstrukcyjnych w sonatach fortepianowych Szymanowskiego, która po wojnie stała się podstawą jego habilitacji na Uniwersytecie Poznańskim (publikacja w „Kwartalniku Muzycznym” 1948, nr 21/22). W 1938 roku Chomiński zwrócił się do ministra wyznań i oświecenia publicznego z prośbą o pomoc w „przykrej i beznadziejnej” – jak pisał – sytuacji, o znalezienie miejsca pracy po siedmiu latach od magisterium i dwóch latach od doktoratu. Miejsce to znalazło się w Bibliotece Narodowej (1 VIII 1938–31 VII 1939), niestety nie na etacie, lecz z subwencji Biura Głównego Funduszu Pracy na zatrudnianie bezrobotnych pracowników umysłowych. Chomiński pracował również w Bibliotece Konserwatorium Muzycznego w Warszawie. Mimo rekomendacji prof. Chybińskiego przesłanej do dyrektora Biblioteki Narodowej, w której polecał dr Chomińskiego, chcąc uchronić go „od rozpaczliwej nędzy” po ewentualnym powrocie na prowincję. Kierownik Oddziału Muzycznego Biblioteki dr Julian Pulikowski nie dostrzegł jednak w osobie Chomińskiego cech bibliotekarza, który mógłby go zastąpić po jego ustąpieniu. Zdaniem Pulikowskiego, praca w Bibliotece nudziła Chomińskiego. Istotnie, interesowały go naukowe dywagacje, w małym stopniu katalogowanie książek. Przed wojną napisał jeszcze studium o Mszy G-dur Francisa Poulenca („Muzyka Polska” 1939, nr 6/7). Czas wojny był ciężkim etapem w życiu Chomińskiego. Jeszcze przed jej wybuchem w lipcu 1939 roku zmarł mu ojciec. Jesienią rodzina została wywieziona na Syberię i w czasie transportu umarła matka. Reszta rodziny albo powróciła do Lwowa, albo rozpierzchła się po świecie. Pierwsza żona Włodzimiera Lewicka, którą poślubił w 1929 roku, została aresztowana i deportowana do obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Dziewięcioletnia córka Krystyna Bożena zmarła w 1942 roku. W 1940 roku Chomiński w cerkwi prawosławnej poślubił Apolonię Halinę Müller urodzoną 1909 roku w Szwecji. Mieszkali w Międzyborowie koło Żyrardowa, a następnie w Milanówku. Kiedy w grudniu 1939 roku Chomiński usiłował się przedostać do Lwowa, został schwytany i wzięty na roboty przymusowe przy budowie dworca kolejowego w Przemyślu. W 1941 roku był zatrudniony przez niemiecką administrację przy robotach drogowych koło Białej Podlaskiej. Z obu tych robót salwował się ucieczką. Udzielał prywatnych lekcji gry na fortepianie, brał też udział w tajnym nauczaniu i zajmował się częściowo handlem, razem z żoną. Po powstaniu warszawskim jeszcze raz został przymusowo zatrudniony przy kopaniu rowów w okolicach Warszawy. W tym czasie nabawił się ciężkiej choroby płuc – gruźlicy, choć podobno atakowała go już w młodości. Nie przerywał jednak pracy naukowej nad analizą form muzycznych i analizą harmoniczną, czego efektem były powojenne podręczniki. Na przełomie 1943/1944 roku wyjechał na dwa miesiące do Lwowa z powodu ogłoszenia w Warszawie informacji o udzielaniu lekcji prywatnych, na które nie miał pozwolenia od Niemców. W październiku 1945 roku otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego teorii na Wydziale Pedagogicznym Wyższej Szkoły Muzycznej w Poznaniu, ale nie podjął tej pracy z powodu złego stanu zdrowia. Nastąpił ostry atak choroby; wyjechał na leczenie do Szwajcarii do Leysin, gdzie przebywał od 5 sierpnia 1946 do 17 czerwca 1947 roku.

W 1948 został sekretarzem „Kwartalnika Muzycznego” i prowadził go faktycznie do 1950 roku. 16 kwietnia 1948 roku Prezydium Rady Ministrów przyznało mu jednorazowe stypendium. W dniach 20–29 maja przebywał w Pradze na II Międzynarodowym Zjeździe Kompozytorów i Krytyków. 8 czerwca został członkiem Komisji Muzykologicznej PAU (w 1950 nastąpiła rezygnacja z członkostwa środowiska skupionego wokół prof. Chybińskiego). Chomiński należał także do Związku Kompozytorów Polskich (i muzykologów), z którego został wykreślony w 1970 roku za zaległości w płaceniu składek. Czuł się dotknięty. Związek zrehabilitował się jednak, przyznając mu Nagrodę ZKP (1976) i wreszcie (w 1981) członkostwo honorowe. W styczniu 1949 roku, odpowiadając na list prof. Zofii Lissy, która uruchamiała katedrę muzykologii na Uniwersytecie Warszawskim, sporządził szczegółowy plan studiów z nowym – jak zaznaczył – podejściem teoretycznym i metodologicznym. Od lutego pracował już jako lektor muzykologii na UW. Załatwił również kwestie weryfikacyjne, w związku z obawą przed oskarżeniami, że jest Ukraińcem, co mogło sugerować ewentualną kolaborację z okupantem. W Archiwum UW znajduje się życiorys Chomińskiego z 1950 roku, w którym stwierdził, że jest Polakiem, obywatelem polskim wyznania rzymskokatolickiego. Sytuację mieszkaniową miał trudną, wynajmował pokój (na miesiąc) na ul. Dobrej, potem na Saskiej Kępie. W dniach 5–7 sierpnia wziął udział w Konferencji Kompozytorów i Muzykologów w Łagowie Lubuskim, gdzie opowiedział się za realizmem socjalistycznym. „Wtręty” ideologiczne w pracach profesora z lat 50. i 60. zabezpieczały możliwość publikowania tekstów. 20 sierpnia zawarł w kościele redemptorystów we Wrocławiu związek małżeński z Krystyną Wilkowską (ślub cywilny odbył się w 1954). Zamieszkali w Wesołej; mieli dwóch synów – Michała Marię (ur. 1950) i Pawła Krzysztofa (ur. 1951). Rodzina przeniosła się z Wesołej na Żoliborz na ul. Śmiałą 4–18, m. 42, a następnie w 1957 roku – na Żytnią 79, m. 92. W roku akademickim 1949/1950 podjęli pracę w Zakładzie Muzykologii UW, Chomiński jako lektor, Krystyna Wilkowska jako asystentka (pracowała do 1952). Już 10 grudnia Zofia Lissa zwróciła się do dziekana Wydziału Humanistycznego UW z wnioskiem o zatrudnienie dr Chomińskiego (docenta) – od drugiego semestru. Pierwszym lokalem Zakładu Muzykologii były 2 pomieszczenia na ul. Hożej 74 na IV piętrze, następnie na UW (od 1957 w Pałacu Kultury i Nauki na VIII piętrze, od 1974 w gmachu geologii na ul. Żwirki i Wigury, a od 2001 znów na UW). W lutym 1950 roku Chomiński podjął współpracę z Państwowym Instytutem Sztuki, nie zdecydował się jednak na propozycję wykładów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. W pierwszym kwartale 1951 roku otrzymał stypendium twórcze Prezydium Rady Ministrów, a z dniem 1 kwietnia – etat docenta w UW na mocy decyzji Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W tym czasie został też kierownikiem Sekcji Muzyki (później Zakładu Historii i Teorii Muzyki) w Instytucie Sztuki i ukierunkował badania na wiele lat tak w zakresie dokumentacji źródeł (Monumenta Musicae in Polonia), jak i interpretacji poszczególnych okresów historii muzyki, brał również udział w przygotowaniu (pod jego redakcją) Słownika Muzyków Polskich (2 t., Kraków 1964–1967). W czerwcu 1951 roku wziął udział w Kongresie Nauki Polskiej w Warszawie. Był czynny w Radzie Programowej PWM, w Radzie Naukowej Towarzystwa im. F. Chopina, redagował „Studia Muzykologiczne”, od 1956 roku także „Muzykę” i „Rocznik Chopinowski”, patronował akcji inwentaryzacji zabytków muzycznych w Polsce, prowadzonej pod auspiciami UW i PIS. 25 września 1954 roku został mianowany na stanowisko profesora nadzwyczajnego w UW, a 1 grudnia 1960 na stanowisko profesora zwyczajnego w Instytucie Sztuki PAN, gdzie pracował do 1968 roku. W 1955 roku wyjechał z prof. Zofią Lissą na wykłady do Kijowa, w następnym roku wziął udział w Kongresie Mozartowskim w Wiedniu, w 1958 – w Kongresie Muzykologicznym w Kolonii, na jesieni 1959 – przebywał w Moskwie, a w 1960 roku uczestniczył w Obchodach Roku Chopinowskiego i w I Kongresie poświęconym Chopinowi w Warszawie. Właśnie przed Rokiem Chopina, 4 listopada 1959 na posiedzeniu Rady Wydziału Historycznego UW wystąpił z wnioskiem o powołanie Instytutu Muzykologii UW z prof. Zofią Lissą jako kierownikiem; dr Chomiński został kierownikiem Katedry (od 1969 Zakładu) Historii Muzyki Powszechnej. Lata 60. były wypełnione przede wszystkim dydaktyką, wieloma publikacjami. W 1968 roku udzielił wywiadu „Kierunkom” (nr 22), w których skrytykował centralizację studiów muzykologicznych, skupionych tylko w Warszawie. Profesor Lissa odebrała to – w znamiennym 1968 roku – jako atak na jej osobę. Prawdą jest jednak, że to uczniowie prof. Chomińskiego odbudowali wszystkie ośrodki muzykologiczne w Polsce, czynne do dziś. Tymczasem choroba ponownie zaatakowała Chomińskiego. Wraz z rodziną przeprowadził się do niewielkiego domu w Falenicy przy ul. Wyszatyckiej 48. W latach 1968–1969 Chomiński był ponad rok hospitalizowany w klinice chorób płuc na ul. Płockiej i leczony eksperymentalnie przez prof. Jana Stopczyka. Leczenie trwało dłuższy czas, w końcu udało mu się pokonać gruźlicę i wrócił do pracy dydaktycznej i twórczej. Na 25-lecie Instytutut Muzykologii Chomiński przygotował referat, w którym postulował, by muzykologia nie była tylko nauką porządkującą zjawiska muzyczne od strony teorii i estetyki, ale by miała ambicje eksperymentatorskie – tworzenia nowych założeń teoretycznych i norm dla kompozytorów. Miał już wówczas za sobą teorię sonologii, w której wskazał na perspektywę rozwoju zjawisk brzmieniowych w muzyce współczesnej. W 1976 roku przeszedł na emeryturę, uhonorowany księgą pamiątkową (Dzieło muzyczne. Teoria, historia, interpretacja, red. I. Poniatowska, Kraków 1984). Kontynuował jednak badania, wspólnie z żoną publikował prace, otrzymywał różne nagrody, m.in. w 1986 roku – Ministra Kultury i Sztuki, także Fundacji Jurzykowskiego w USA. Dwa lata wcześniej został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. 20 lutego 1994 roku zmarł w domu w Falenicy.

Profesor był typem uczonego, którego wykłady i seminaria były „głośnym myśleniem analitycznym”, jak to określił Mieczysław Tomaszewski w przedmowie do Studiów nad twórczością Karola Szymanowskiego Chomińskiego (1969). Nie epatował słuchaczy oratorstwem ani w sensie wspaniałej dykcji, ani popisu erudycyjnego. Mówił głosem delikatnym, od czasu do czasu chrząkał. Nie było wówczas możliwości komputerowych prezentacji, kserowania przykładów muzycznych ani też włączania do wykładu nagrań dźwiękowych. Dopiero na początku lat 60. zaczęto organizować w Instytucie fonotekę i przesłuchania z literatury muzycznej. Niekiedy z zapisanego na kartce akordu Chomiński wypisywał na tablicy fragment partytury Wagnera i interpretował jego instrumentację albo z zapisanych kilku punktów wywodził cały wykład, zawsze skupiając się na analizie. W ostatnich latach, zwłaszcza po przejściu na emeryturę, kiedy prowadził jeszcze wykłady z form muzycznych, czytał gotowe teksty przygotowane do druku, co niektórzy krytykowali. Przez wiele lat jego teksty powstawały w ten sposób, że siedząc lub przechadzając się po pokoju, dyktował żonie, która wystukiwała je na maszynie, potem były poprawiane. Wszystkie opinie, recenzje także dyktował. Doskonale znał uniwersyteckie procedury formalne. Powiedział kiedyś, że już nie umie pisać. Ale miał piękny, czytelny charakter pisma. Moją pracę doktorską przyjął w czasie pobytu w szpitalu na Płockiej jesienią 1969 r. i odręcznie napisał pismo do Rady Wydziału Historycznego. Podziwialiśmy jego ogromną wiedzę historyczną. Znał technikę kompozytorską począwszy od średniowiecza do awangardy XX wieku. Takiej wiedzy żaden z jego uczniów nie opanował. Interesowały go całe dzieje muzyki europejskiej, teoria muzyki w zakresie form, gatunków, faktury. Z wykładów rodziły się syntezy historyczne. Wyznawał historyzm, ale bazujący nie tylko, czy nie tyle, na ustalaniu faktów, lecz także na ich zinterpretowaniu w perspektywie genezy i oddziaływania na dalsze dzieje muzyki. Profesor Chomiński miał wprost wizjonerskie spojrzenie na technikę kompozytorską, na miejsce danego dzieła muzycznego w historii muzyki. Wykładał analizę muzyczną, historię harmonii i kontrapunktu, paleografię, historię instrumentacji, formy muzyczne, w początkowym okresie także etnografię muzyczną i polski folklor muzyczny. Na egzaminach był wymagający. Przychodził z gotowymi karteczkami, na których miał przygotowane po trzy pytania. Jeśli odpowiedzi nie szły gładko i płynnie, wówczas pojawiały się coraz bardziej pogłębione dociekania. Studenta, który nie mógł sobie poradzić z syntetycznym ujęciem problemu, pogrążał pytaniami coraz bardziej szczegółowymi o rozwiązania techniczno-kompozytorskie, aż do przywołania np. głosu altowego w konkretnym madrygale Claudia Monteverdiego, czy wszystkich zastosowań wiolonczeli w danej symfonii Beethovena. Odnosiliśmy się do niego z wielkim respektem, jak do mistrza. Pamiętam, że wśród pracowników i częściowo studentów muzykologii był przyjęty swoisty savoir vivre, jeśli pytaliśmy o profesora, to wiadomo było, że chodzi o Chomińskiego. Pytanie – „czy jest Pani” – odnosiło się do prof. Lissy, „czy jest Dziadzio” – do ks. prof. Feichta, a dziedzinę etnografii reprezentował po prostu Sobieski. Profesor okazywał wiele życzliwości studentom, traktował ich jak partnerów, jeśli wykazali się nowymi pomysłami analizy, interpretacji, ujęcia tematu. Zapalał się wówczas do dyskusji i wykładał swoje idee. W zasadzie miał od razu ogólną koncepcję podjętej przez studenta czy doktoranta pracy, ale jej nie narzucał. Wykształcił całą plejadę (25) doktorów muzykologii i recenzował prawie tyleż samo doktoratów i habilitacji, przygotował kadrę muzykologiczną w Polsce czynną naukowo (choć już w większości na emeryturze) do dziś. Nikt nie ma takich osiągnięć dydaktycznych w dziedzinie elitarnej dyscypliny jaką jest muzykologia. Profesor Chomiński opublikował ponad 150 pozycji muzykologicznych. Nie należy jednak zapominać, że jako jedną pozycję liczy się podręcznik Formy muzyczne, którego wersja pięciotomowa z lat 1974–1987 (współautorstwo Krystyny Wilkowskiej-Chomińskiej) liczy ponad 3000 stron (z muzycznymi przykładami), natomiast istnieje jeszcze pierwotne dwutomowe ujęcie form instrumentalnych autorstwa profesora z lat 1954–1956. Podobnym podręcznikiem o znamionach twórczej pracy badawczej jest także wydana w 3 tomach (1958, 1962, 1990) Historia harmonii i kontrapunktu (wyd. w Kijowie w 2 tomach 1975–1979). Pod koniec życia jako rezultat badań Chomińskiego nad przemianami form muzycznych zostały wydane – dwutomowa Historia muzyki (1989–1990) i Historia muzyki polskiej (1995–1996), także we współautorstwie z Krystyną Wilkowską-Chomińską. Chopinowi poświęcił fundamentalne prace: Preludia Chopina (1950), Sonaty Chopina (1960), Chopin (1978, Lipsk 1980) i na koniec (razem z D. Turło) Katalog dzieł Fryderyka Chopina (1990). Ponadto wymienić należy wspomniane Studia nad twórczością Karola Szymanowskiego oraz Muzykę polskiego Odrodzenia (razem z Zofią Lissą, Warszawa 1953, Moskwa 1959). Punktem wyjścia dla prof. Chomińskiego była muzykologia pozytywistyczna. W latach 30. XX wieku zafascynował się ideami psychologizmu i energetyzmu Ernsta Kurtha i Hansa Mersmanna, które wybrzmiewały jeszcze po wojnie w jego pracach. Przełomem był 1956 – rok rewolucyjnych przemian w twórczości kompozytorskiej w Polsce. Chomiński wystąpił wtedy z teorią sonorystyki. Był jej prekursorem, niestety, nie została wówczas opublikowana w językach zachodnich. Dopracował swoje idee jako teorię sonologii w pracy Muzyka Polski Ludowej (1968) i w nowej wersji I tomu Form muzycznych (1983, razem z synem elektronikiem Pawłem Krzysztofem Chomińskim). Zostawił maszynopis „Fundamenta sonologiae. Podstawy sonologii muzycznej”. Pokazał najnowszą technologię do budowania formy muzycznej za pomocą regulacji graficznej (forma nieskończona, kolista) i regulacji audialnej, perspektywę budowania nowych systemów dźwiękowych, dając perspektywę syntez – teoretycznych, konstrukcyjnych i percepcyjnych. Już tomy: Pieśń czy Opera i dramat muzyczny w ramach cyklu Form muzycznych były ewenementem w polskiej literaturze muzykologicznej, a jako całość cykl ten nie ma precedensu w tego typu literaturze światowej. Chomiński był wielkim, twórczym umysłem, zarazem człowiekiem o niezwykłej skromności.

Wybrana literatura

 

Chechlińska Z., Józef Michał Chomiński (24 VIII 1906–20 II 1994), [w:] Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk 1949–1999, red. E. Krasiński, Warszawa 2000, s. 266–269.

Gołąb M., The evolution of Józef Chomiński’s theory of sonology: An assessment, „Muzyka” 2008, nr 1, s. 17–29.

Gołąb M., Józef Michał Chomiński. Biografia i rekonstrukcja metodologii, Wrocław 2008.

Gołąb M., Józef Michał Chomiński (1906–1994), „Rocznik Chopinowski” 1995, nr 21, s. 9–16.

Gołąb M., Muzyka, [w:] Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk 1949–1999, red. E. Krasiński, Warszawa 2000, s. 178–181.

Gołąb M., Nieznane monografie Józefa Michała Chomińskiego o pieśniach Edwarda Griega (1936) i nauce harmonii (1947), „Muzyka” 2006, nr 1–2, s. 71–83;

Lindstedt I., Teoria sonologii muzycznej Józefa Michała Chomińskiego, „Muzyka” 2006, nr 1–2, s. 33–69.

Lindstedt I., Sonorystyka w twórczości kompozytorów polskich XX w., Warszawa 2010.

Poniatowska I., Profesor Józef M. Chomiński. Uczony i dydaktyk, [w:] Dzieło muzyczne. Teoria, historia, interpretacja, red. I. Poniatowska, Kraków 1984, s. 11–18.

Poniatowska I., Professor Józef Chomiński (1906–1994), „Chopin Studies” 1995, nr 5, s. 7–18;

Poniatowska I., Profesor Józef Michał Chomiński – uczony i pedagog, [w:] 50 lat Instytutu Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego, red. I. Januszkiewicz-Rębowska, Sz. Paczkowski, Warszawa 1998, s. 27–41.

Poniatowska I., Chomiński Józef Michał, [w:] Die Musik in Geschichte und Gegenwart, Personenteil, t. IV, red. L. Finscher, Kassel 2000.

Poniatowska I., Otwarcie panelu oraz Kilka refleksji o Formach Muzycznych, [w:] Forum Muzykologiczne 2006–2007. Profesorowi Józefowi M. Chomińskiemu w stulecie urodzin – in memoriam..., Warszawa 2007, s. 9–15.

Poniatowska I., Double Centenary of Polish Musicology 1911–1912 – 2011–2012. Józef Michał Chomiński – portrait of a scolar, „Musicology Today” 2012, vol. 9: 100 Years of Polish Musicology, s. 154–180.

SECT-ID LINK

1Maciej Gołąb przedstawił kronikę życia profesora w książce: Józef Michał Chomiński. Biografia i rekonstrukcja metodologii, Wrocław 2008, z której zaczerpnęłam wiele informacji biograficznych.

Maria Cytowska

Urodzona 6 III 1922 w Warszawie. Uczestniczka tajnego nauczania (1942–1944). Po wojnie dalsze studia na UW (filologia klasyczna, archeologia, polonistyka i historia sztuki), asystentka-wolontariuszka przy Katedrze Filologii Klasycznej (1947/1948), wykładowca UW (1948), doktorat (1951), habilitacja (1962). Od 1962 w Katedrze Filologii Klasycznej UW, profesor (1972).

Filolog klasyczny, neolatynistka, badaczka literatury i kultury antycznej, tłumaczka i edytor literatury klasycznej.
Pracownik Zakładu Starych Druków w Bibliotece Narodowej (1950–1961).
Członek TNW (1982), Polskiego Towarzystwa Filologicznego (1948, prezes Zarządu Głównego 1977–1986), Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN (1977–1989 w Prezydium).
Udział w pracach zespołu przygotowującego wydanie Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego oraz w ogólnoświatowych projektach naukowych dotyczących spuścizny Erazma z Rotterdamu.
Zmarła 14 XI 2007 w Warszawie.

Literatura rzymska. Okres augustowski (z H. Szelest), Warszawa 1990; Literatura rzymska. Okres cesarstwa (współautorka H. Szelest), Warszawa 1992; Literatura rzymska. Okres cesarstwa. Autorzy chrześcijańscy (współautorka H. Szelest), Warszawa 1994; Literatura rzymska. Okres archaiczny (współautorki H. Szelest i L. Rychlewska), Warszawa 1996; Historia literatury starożytnej (współautorka H. Szelest), wyd. nowe, Warszawa 2006.

B. Milewska-Waźbińska, Maria Cytowska (1922–2007), „Rocznik TNW” 2007, t. LXX, s. 108–111.

BARBARA MILEWSKA-WAŹBIŃSKA

MARIA CYTOWSKA

1922–2007

 

Marię Cytowską poznałam w lipcu 1971 roku podczas egzaminu wstępnego z języka łacińskiego, który odbywał się w ówczesnej Katedrze Filologii Klasycznej przy Wydziale Filologii Polskiej i Słowiańskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Miła, starsza, jak mi się wtedy wydawało, pani była jedną z tych osób w komisji, które starały się stworzyć przyjazną atmosferę podczas egzaminów. Dopiero po latach miałam się dowiedzieć, że Henryk Luciak – jeden z moich nauczycieli łaciny w liceum – przed laty uczył również Cytowską.

Tak się złożyło, że pierwszy wykład, jakiego wysłuchałam już jako studentka filologii klasycznej, wygłaszała docent Cytowska. Tematyka kilkuletnich wykładów obejmowała historię literatury łacińskiej, a od drugiego roku studiów – literaturę grecką. Literaturę łacińską wykładali wówczas, oprócz Cytowskiej, prof. Kazimierz Kumaniecki i docent Hanna Szelest, a grecką – docent Maria Pąkcińska. Program wykładów z literatury łacińskiej realizowany na pierwszym roku zakładał zapoznanie studentów przede wszystkim z twórczością wybitnych komediopisarzy rzymskich Plauta i Terencjusza. Potem, gdy byłam na trzecim roku, słuchałam wykładów prof. Cytowskiej poświęconych literaturze rzymskiej epoki augustowskiej. Zgłębialiśmy wówczas poetycką spuściznę najwybitniejszych poetów łacińskich Wergiliusza, Horacego, Owidiusza. Do dziś przechowuję zeszyty z notatkami z tych wykładów. Dopiero po latach mogłam skonfrontować swoje zapiski z monumentalnym pięciotomowym podręcznikiem akademickim Literatura rzymska wydawanym w latach 1977–1996. Cytowska była współautorką czterech tomów. Za tom Literatura rzymska. Okres augustowski, opublikowany w 1990 roku, otrzymała razem z Hanną Szelest Nagrodę Ministra Edukacji Narodowej I stopnia. Była też współautorką wielokrotnie wznawianej Literatury greckiej i rzymskiej w zarysie, a także Historii literatury starożytnej – książek o charakterze podręczników dla studentów kierunków humanistycznych.

Z Uniwersytetem Warszawskim Maria Cytowska była związana od 1942 roku, gdy podjęła studia filologiczne na tajnych kompletach. Słuchała wykładów z filologii klasycznej i archeologii. Wybuch powstania warszawskiego, w którym ta rodowita warszawianka i harcerka brała udział, a potem wspólny mieszkańcom stolicy los, zmusiły ją do przerwania studiów. Naukę na UW podjęła tuż po wojnie, studiowała zarówno filologię klasyczną, jak i archeologię, polonistykę i historię sztuki. Już w roku akademickim 1947/1948 była asystentem wolontariuszem przy Katedrze Filologii Klasycznej. Magisterium uzyskała w 1948 roku. Od tamtego czasu prowadziła zajęcia na UW. W 1951 roku uzyskała stopień doktora na podstawie rozprawy napisanej po łacinie pod kierunkiem prof. Kumanieckiego. Opublikowana w 1952 roku praca doktorska była poświęcona analizie zrytmizowanej prozy Diona z Prusy – greckiego filozofa i retora z I wieku n.e.

Na późniejszą zmianę zainteresowań Cytowskiej z grecystyki na neolatynistykę i związany z tym zwrot ku studiom nad literaturą łacińską doby nowożytnej, wpłynęła niewątpliwie praca w Bibliotece Narodowej. W latach 1950–1961 zatrudniona była w tamtejszym Zakładzie Starych Druków kierowanym przez znakomitą uczoną Alodię Kawecką-Gryczową. Praca na stanowisku bibliotekarza i kustosza zaowocowała cennym opracowaniem Bibliografia druków urzędowych XVI wieku (Wrocław 1961). Z tych lat pochodzą też pierwsze opublikowane przez Cytowską przekłady z łaciny na język polski pism humanistów, m.in. dzieł Erazma z Rotterdamu.

Maria Cytowska habilitowała się na naszej uczelni w 1962 roku na podstawie rozprawy o utworach poetyckich Pawła z Krosna – humanisty żyjącego na przełomie XV i XVI wieku, profesora Akademii Krakowskiej – oraz dołączonej do niej nowoczesnej naukowej edycji łacińskich poematów Krośnianina (Paulus Crosnensis Ruthenus, Carmina, Warszawa 1962). Temat wykładu wygłoszonego przez Cytowską podczas kolokwium habilitacyjnego brzmiał: Wpływy Erazma z Rotterdamu w Polsce w okresie Odrodzenia. Zabierając głos w dyskusji po wykładzie, jeden z recenzentów prof. Julian Krzyżanowski podkreślił, że wypowiedź stanowi potwierdzenie tego, iż „dr Cytowska panuje imponująco nad olbrzymim materiałem, do którego wnosi mnóstwo rzeczy nowych”. W tym samym roku została zatrudniona na stanowisku docenta w Katedrze Filologii Klasycznej UW. Tytuł profesora otrzymała w 1983 roku.

Będąc na czwartym i piątym roku studiów, uczestniczyłam w seminarium neolatynistycznym przez nią prowadzonym. Jako studentka filologii klasycznej miałam wprawdzie już wcześniej pewne wyobrażenie o roli łaciny jako języka wypowiedzi artystycznej w dobie renesansu, ale dopiero prof. Cytowska wprowadziła mnie w świat neolatynistyki. Na zajęciach po raz pierwszy zobaczyłam reprodukcję starodruku łacińskiego dzieła i fotokopię autografu jednego z bardziej znanych poetów polskiego renesansu – Sebastiana Fabiana Klonowica. Dziś, kiedy dzięki rozwojowi techniki cyfrowej i rozpowszechnieniu nowych mediów, przede wszystkim dzięki internetowi, można bez trudu uzyskać dostęp do unikatowych druków i manuskryptów przechowywanych nawet w najdalszych zakątkach świata, fakt ten nie wydaje się niczym osobliwym, ale warto przypomnieć, że w latach 70. XX wieku w Polsce nie używano nawet kserokopiarek! Do dziś pamiętam uczucie ekscytacji na widok karty zapisanej w XVI stuleciu własną ręką Klonowica. Nade wszystko wszakże było fascynujące to, że polski poeta pisał swe utwory w języku starożytnych Rzymian. Ułożony przez Klonowica tekst łaciński tym bardziej wzbudził mój podziw, że w antycznych szatach językowych i metrycznych przekazywał humanistyczne idee i nowe treści. Naszym seminaryjnym zadaniem była nie tylko wnikliwa lektura fragmentu monumentalnego poematu Victoria deorum (Zwycięstwo bogów) autorstwa Klonowica, lecz także stworzenie aparatu krytycznego i podjęcie próby naukowej edycji tego dzieła. Profesor Cytowska zapoznała nas z nieco odmiennym od tradycyjnego warsztatem filologicznym, który okazał się bardzo pożyteczny do studiowania tekstów nowołacińskich. Pokazała nam nowe narzędzia badawcze i wdrożyła inne metody pracy. Dowiedzieliśmy się, że edytor naukowy utworów nowożytnych korzysta wprawdzie z zasad wypracowanych przez filologów klasycznych w zakresie krytyki tekstu, ale często jest zmuszony postępować w całkiem zgoła inny sposób, w zależności mianowicie od czasu powstania i stanu zachowania źródeł, nie zawsze rękopiśmiennych odpisów, ale często autografów i druków.

Samym poematem Klonowica Cytowska zainteresowała się dużo wcześniej, jeszcze wówczas, gdy pracowała w Bibliotece Narodowej. W najważniejszym czasopiśmie naukowym polskich starożytników „Eos” opublikowała w zeszycie datowanym na lata 1952/1953 artykuł Victoria deorum”, zapomniany utwór Sebastiana Fabiana Klonowicza, w którym omówiła problematykę związaną z rękopiśmiennymi i drukowanymi przekazami tekstu poematu. Do utworu Klonowica wróciła w latach 70. XX wieku, gdy w tym samym periodyku opublikowała artykuł Erasme de Rotterdam dans le poème de S. F. Klonowic, a w prestiżowym czasopiśmie neolatynistycznym „Humanistica Lovaniensia” wydała księgę 28 tego dzieła. Cenną analizę genologiczną utworu Klonowica przeprowadziła w artykule Victoria deorum Sebastiana Fabiana Klonowica zawartym w tomie Łacińska poezja w dawnej Polsce z 1995 roku. Zainteresowanie tekstem Klonowica przekazała swym uczniom. Moja przygoda z Victoria deorum trwała ponad 10 lat i zaowocowała dysertacją doktorską napisaną pod kierunkiem prof. Cytowskiej. Dzieło Acerna, jak po łacinie nazywał siebie Klonowic, stało się podstawą jeszcze dwóch innych doktoratów: Mieczysława Mejora – obecnie profesora Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, i Władysława Pokrywki – dziś emerytowanego nauczyciela.

Maria Cytowska jako uznana w świecie neolatynistka godnie reprezentowała UW na forum międzynarodowym. Na szczególne podkreślenie zasługuje jej udział w ogólnoświatowych projektach naukowych dotyczących spuścizny Erazma z Rotterdamu, a zwłaszcza współpraca z Conseil International pour l’édition des Oeuvres complètes d’Erasme, czyli międzynarodowym zespołem wydającym pisma Erazma, działającym pod patronatem Międzynarodowej Unii Akademickiej (Union Académique Internationale) i Królewskiej Holenderskiej Akademii Nauk. Władająca biegle językiem francuskim, została członkiem komitetu redakcyjnego tego przedsięwzięcia. Maria Cytowska należała też do amerykańskiego Erasmus of Rotterdam Society (od 1980 była członkiem Executive Comitee tego towarzystwa) oraz do kanadyjskiego Advisory Comitee The Collected Works of Erasmus, do którego została w 1979 roku wybrana w drodze konkursu. W ten sposób dołączyła do elitarnego grona uczonych pracujących nad przekładem wszystkich dzieł Erazma na język angielski.

Esencją pracy filologa są naukowe wydania krytyczne spuścizny autorów ważnych dla tradycji i kultury literackiej swej epoki. Do największych osiągnięć Cytowskiej na tym polu należy opracowanie pism Erazma publikowanych w kolejnych tomach amsterdamskiej edycji Opera omnia. Dziełem jej są naukowe edycje traktatów De recta Latini Graecique sermonis pronuntiatione (O właściwej wymowie języka łacińskiego i greckiego) i Libellus de constructione octo partium orationis (Książeczka o budowie ośmiu części mowy) wydane w 1973 roku, a także tom opracowany wespół z M.L. van Poll-van de Lisdonk i opublikowany w 1998 roku Adagiorum chilias I, centuriae VI-X, Adagia 501–1000 (Adagiów chiliada I, centurie VI-X, adagia 501–1000) oraz wydana pośmiertnie w 2008 roku Vidua Christiana (Wdowa chrześcijańska).

Edycję tekstów Erazma z Rotterdamu, któremu Cytowska poświęciła wiele lat swego zawodowego życia, do tej pory kontynuują dwaj absolwenci UW, badacze od lat związani z naszą uczelnią: profesorowie Juliusz Domański i Mikołaj Szymański. Zainteresowanie spuścizną Erazma przyniosło także inne znaczące opracowania Cytowskiej, dotyczące działalności tego wielkiego humanisty. Była członkiem komitetu redakcyjnego i jedną z autorek ważnej pozycji zawierającej biografie humanistów: Contemporaries of Erasmus. A Biographical Register of the Renaissance and Reformation (Toronto-London 1986–1987). Napisała też kilka obcojęzycznych artykułów dotyczących szczegółowej analizy dzieł Erazma i jego recepcji oraz omówiła, co jest godne szczególnego podkreślenia, związki Rotterdamczyka z Polakami, m.in. z Andrzejem Krzyckim, Janem Dantyszkiem, Janem Łaskim. Listy przytoczone w opracowanej przez nią książce Korespondencja Erazma z Rotterdamu z Polakami stanowią znakomitą dokumentację tych powiązań. Polskim czytelnikom Erazmowe dziedzictwo przybliżyła Maria Cytowska także dzięki znakomitym przekładom najbardziej znanych pism Rotterdamczyka. Wydała Rozmowy potoczne (Warszawa 1962) i Rozmowy (Warszawa 1969), Pisma moralne (Warszawa 1970), a także jako kolejne tomy serii II Biblioteki Narodowej: Adagia (Wybór) w 1973 roku oraz Wybór pism w 1992 roku.

Cytowska wniosła znaczny wkład w badania nad renesansem polskim. Podkreślenia wymaga jej udział w pracach zespołu przygotowującego wydanie Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego. Poecie czarnoleskiemu poświęciła cenne opracowania, m.in.: Nad „Trenami” Jana Kochanowskiego: od motta do genezy poematu („Pamiętnik Literacki” 1979), Horacy w twórczości Jana Kochanowskiego (w: Jan Kochanowski i epoka renesansu. W 450 rocznicę urodzin poety 1530–1980, pod red. T. Michałowskiej, Warszawa 1984), Kochanowski a antyk (tradycjonalizm czy nowatorstwo?) (w: Jan Kochanowski i kultura Odrodzenia, pod red. Z. Libery i M. Żurowskiego, Warszawa 1985), Nad Trenami Jana Kochanowskiego. Terapia bólu. W kręgu tradycji antycznej i chrześcijańskiej („Symbolae Philologorum Posnaniensium” 1988, 7), Kochanowski wobec antyku, (w: Jan Kochanowski 1584–1984. Epoka – Twórczość – Recepcja, red. J. Pelc, P. Buchwald-Pelcowa, B. Otwinowska, Lublin 1989).

Neolatynistyka przez długie lata pozostawała główną dziedziną zainteresowań badawczych Cytowskiej. Znakomita orientacja w tej dyscyplinie nauki pozwoliła jej na formułowanie wniosków i opracowanie syntez, w których postulowała prowadzenie na tym polu szeroko zakrojonych badań interdyscyplinarnych i komparatystycznych. Do najważniejszych artykułów poświęconych neolatynistyce jako osobnej gałęzi nauki należą: Neolatynistyka w Polsce i za granicą. (Przegląd informacyjny) („Meander” 1976, R. 31, nr 4), Studia neolatina. Pięć odczytów (Wrocław 1983), Neolatynistyka polska i główne linie jej rozwoju w ostatnim stuleciu (w: Antiquorum non immemores. Polskie Towarzystwo Filologiczne, red. J. Łanowski, A. Szastyńska-Siemion, Warszawa-Wrocław 1999).

W 1999 roku ukazała się opracowana wspólnie z Teresą Michałowską antologia Źródła wiedzy teoretycznoliterackiej w dawnej Polsce. W tomie zawarto nigdy dotychczas w języku polskim nieopublikowane, a bardzo cenne dla badaczy literatury dawnej, fragmenty pism z zakresu retoryki i poetyki autorów tworzących od wczesnego średniowiecza po wiek XVIII. Przekładów dokonało kilkunastu tłumaczy, w tym wielu absolwentów UW – magistrantów prof. Cytowskiej. Przemyślany dobór utworów i cytatów sprawił, że jest to od kilkunastu lat jedno z najczęściej cytowanych przez historyków literatury opracowań.

Wspominałam, że prof. Cytowska u progu swej kariery naukowej dała się poznać jako dobra grecystka. Nie można też zapomnieć, że idąc w ślady swego mistrza Kazimierza Kumanieckiego, działała również na polu latynistki. Dowodem na zainteresowanie literaturą rzymską jest przede wszystkim współautorstwo wspomnianych tomów Literatury rzymskiej, ale Cytowska była również autorką szczegółowych artykułów nie tylko na temat poezji augustowskiej, lecz także spuścizny autorów okresu cesarstwa: Klaudiana, Wenancjusza Fortunata, Paulina z Noli.

Czynnie i chętnie uczestniczyła w życiu społeczności akademickiej. Jako członek towarzystw, komitetów redakcyjnych i rad naukowych brała udział w zebraniach i debatach. Od 1948 roku należała do Koła Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Filologicznego, którego zebrania tradycyjnie odbywają się na UW. W latach 1977–1986 była Prezesem Zarządu Głównego Towarzystwa, a potem jego Prezesem Honorowym. Przez trzy lata miałam przyjemność współpracować z prof. Cytowską jako sekretarka Zarządu Głównego PTF. Ceniłam jej rzeczowość i bezpośredniość. Nie budowała wokół siebie muru, nie lubiła patosu i ceremoniału. Potrafiła jednocześnie tworzyć atmosferę zachęty do pracy naukowej. Profesor Cytowska uczestniczyła także w pracach Komitetu Nauk o Kulturze Antycznej PAN, w latach 1977–1989 była członkiem Prezydium KNoKA. Gdy Towarzystwo Naukowe Warszawskie wznowiło w 1981 roku swą działalność, niemal od razu została jego członkiem. W 1980 roku wstąpiła do NSZZ „Solidarność”.

Zawsze żywo interesowała się procesem dydaktycznym. Nauczaniu w dawnych wiekach poświęciła kilka artykułów oraz książkę Od Aleksandra do Alwara. Gramatyki łacińskie w Polsce w XVI wieku (1968). Brała udział w pracach Komisji do spraw Nauczania Języków Klasycznych w Szkolnictwie Średnim i Wyższym przy Ministerstwie Edukacji Narodowej, opracowała programy nauczania języka łacińskiego w liceach ogólnokształcących, recenzowała podręczniki szkolne, przez wiele lat przewodniczyła konkursom języka łacińskiego i wiedzy o antyku organizowanych dla młodzieży licealnej. Sama wykształciła kilkudziesięciu magistrów i pięciu doktorów. Po przejściu na emeryturę w 1992 roku przez wiele lat brała jeszcze czynny udział w życiu naukowym, recenzowała doktoraty, habilitacje i profesury.

Profesor Cytowska z wielką radością i wdzięcznością przyjęła ofiarowaną jej książkę: Studia neolatina. Rozprawy i szkice dedykowane profesor Marii Cytowskiej, którą redaktorzy, Mieczysław Mejor i pisząca te słowa oraz jeden z autorów – Juliusz Domański, wręczyli jej uroczyście w warszawskim mieszkaniu na początku 2004 roku. Spędziliśmy wówczas niezapomniane popołudnie poświęcone nie tylko wspomnieniom. Rozmawialiśmy o naszych planach naukowych i o czekających nas w związku z tym wyzwaniach. Profesor Cytowska interesowała się zawsze naszymi rodzinami, postępami w nauce naszych dzieci.

Zmarła 14 listopada 2007 roku. Pożegnaliśmy ją na cmentarzu Północnym 23 listopada. Pogrzeb zgromadził przyjaciół, współpracowników i uczniów z Uniwersytetu Warszawskiego oraz z wielu ośrodków naukowych w Polsce. Wszyscy zapamiętali ją nie tylko jako wielką uczoną o żywym umyśle, obdarzoną intuicją badawczą, lecz także jako osobę wrażliwą, ciekawą świata, niepozbawioną też poczucia humoru i traktującą siebie z pewnym dystansem.

Witold Czachórski

Urodzony 29 VI 1915 w Kijowie. Studia prawnicze na UW (1932–1936), doktorat (1948), profesor (1954). Kierownik Katedry (następnie Zakładu) Prawa Cywilnego (1966–1975), dyrektor Instytutu Prawa Cywilnego (od 1975), przewodniczący Rady Naukowej Instytutu. Dziekan Wydziału Prawa (1954–1956), prorektor UW (1959–1965). Wykładowca na Wydziale Prawa Porównawczego w Strasburgu.

Prawnik, specjalista z zakresu prawa cywilnego i prawa cywilnego porównawczego.
Aplikacja sądowa w Łucku (1937–1939), aplikacja w Sądzie Okręgowym w Warszawie (1941–1944). Wiceprzewodniczący (1973–1979) i przewodniczący (1979–1984) Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej do spraw Kadr Naukowych.
Członek TNW (1984), Międzynarodowej Akademii Prawa Porównawczego w Hadze (1970), PAN (1971, 1989–1992 w Prezydium). Członek dyrekcji Instytutu Nauk Prawnych PAN oraz przewodniczący Rady Naukowej Instytutu. Przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych PAN (1978–1980). Redaktor naczelny „Orzecznictwa Sądów Polskich i Komisji Arbitrażowych” (1957).
Doktor honoris causa UMCS (1979) i uniwersytetu w Gandawie (1978).
Zmarł 18 VI 1995 w Warszawie.

Czynności prawne przyczynowe i oderwane w polskim prawie cywilnym, Warszawa 1952; Własność osobista w świetle Konstytucji PRL, Warszawa 1956; Zbieg odpowiedzialności cywilnej według kodeksu zobowiązań, Warszawa 1960; Zobowiązania. Zarys wykładu, Warszawa 1974.

J. Błeszyński, Witold Czachórski 1915–1995, „Studia Iuridica” 1996, t. XXXI, s. 209–214.

ADAM BRZOZOWSKI

WITOLD CZACHÓRSKI

1915–1995

 

W setną rocznicę urodzin*

Dnia 29 czerwca 2015 roku minęła setna rocznica urodzin Witolda Czachórskiego, znanego autora wielu prac z zakresu prawa cywilnego, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki zobowiązań. Mimo upływu wielu lat, jego dorobek naukowy wciąż stanowi cenne źródło inspiracji badawczej dla kolejnych pokoleń pracowników naukowych, sędziów i praktyków, a jego osoba pozostaje w życzliwej pamięci tych, którzy mieli przyjemność z nim współpracować. Wspomniana rocznica urodzin jest dobrą okazją, by przypomnieć jego sylwetkę i spuściznę naukową.

Czachórski urodził się 29 czerwca 1915 roku w Kijowie, w rodzinie kresowej. Był synem Juliana (buchaltera) i Anny Haliny z Lenartowiczów. W 1932 roku ukończył gimnazjum humanistyczne im. Tadeusza Kościuszki w Łucku.

Spoglądając na życie i dorobek profesora, można dostrzec, że okres, na który przypadła jego młodość, miał duży wpływ na jego dalsze życie. Młody Witold Czachórski wyrastał bowiem w patriotycznej atmosferze międzywojennej, wśród szerokich humanistycznych horyzontów, poszanowania autorytetów, umiłowania muzyki, sztuki i literatury, szacunku dla tradycji. W swym późniejszym życiu i pracy szacunek dla tradycji i wielkich autorytetów traktował jako swoje posłanie. Stronił jednak od bieżącej polityki. Zetknął się z nią w najgorszym dla siebie okresie, zaraz po wojnie. Później przyszły lata 50., 60., 90. – polski kalendarz polityczny obfituje w znamienne daty. Był pilnym obserwatorem wydarzeń, jednak konsekwentnie pozostawał poza układami politycznymi.

Wyraźnie dostrzegalny jest także – charakterystyczny dla tamtej epoki – jego sentyment dla kultury francuskiej, w tym historii i kultury prawniczej. Widać wyraźnie, że bliższa mu była francuska (romańska) tradycja prawna niż ta o rodowodzie germańskim.

Lata 1932–1936 to okres studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie w 1936 roku uzyskał tytuł magistra prawa. Następnie w latach 1937–1939 odbywał aplikację sądową w Łucku, a w latach 1941–1944 był aplikantem w Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie 29 kwietnia 1944 roku zdał egzamin sędziowski. Następnie pracował kolejno jako asesor sądowy, sędzia Sądu Powiatowego i Sądu Okręgowego w Gliwicach (1949).

Doświadczenia z tego okresu niewątpliwie ukształtowały spojrzenie na relację, jaka powinna istnieć między praktyką wymiaru sprawiedliwości a uprawianiem nauki prawa. Zaangażowanie w tę praktykę uważał za niezmiernie ważny element edukacji prawniczej pracowników naukowych. W czasie, gdy kierował Katedrą (Zakładem), a następnie Instytutem Prawa Cywilnego, obowiązywała nieformalna zasada, zgodnie z którą obowiązkiem każdego asystenta było ukończenie aplikacji (najczęściej sędziowskiej) i zdanie kończącego ją egzaminu. Interesował się postępami asystentów na tym polu, chętnie rozmawiał o przebiegu aplikacji i zmianach w organizacji wymiaru sprawiedliwości. Oczekiwał – co zresztą następowało – że odbywający aplikację młodzi pracownicy naukowi będą uzyskiwać najwyższe noty na egzaminach. Jakże kontrastuje to ze współczesną oceną zaangażowania w praktykę wymiaru sprawiedliwości, które jest uznawane za stratę czasu oraz przeszkodę w odpowiednio szybkim uzyskiwaniu stopni i tytułu naukowego.

Kariera naukowa prof. Czachórskiego była związana przede wszystkim z UW. Początkowo, w latach 1946–1948, był zatrudniony na Wydziale Prawa w charakterze starszego asystenta. W 1948 roku uzyskał stopień doktora nauk prawnych za pracę pt. Odpowiedzialność osób prawnych za szkody wyrządzone czynem niedozwolonym. Promotorem rozprawy doktorskiej był prof. Jan Wasilkowski. Po doktoracie Czachórski osiągał kolejne szczeble kariery uniwersyteckiej: w latach 1948–1950 był adiunktem na Wydziale Prawa UW, a w okresie 1950–1954 – zastępcą profesora (w roku akademickim 1951–1952 – zastępcą profesora prawa cywilnego na Studium Zaocznym Wydziału Prawa UW). Zaznaczyć należy jednak, że w latach 1949–1950 pełnił funkcję zastępcy profesora na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, a w okresie 1950–1951 – zastępcy profesora na Uniwersytecie Łódzkim. W 1954 roku został mianowany na UW profesorem nadzwyczajnym, a w 1962 roku – profesorem zwyczajnym. W 1985 roku przeszedł na emeryturę.

Był zatem formalnie członkiem społeczności akademickiej tej uczelni w latach 1946–1985. Z profesorem jako pracownikiem uniwersyteckim nie rozstaliśmy się jednak także po przejściu na emeryturę – można stwierdzić, że współpraca ta trwała do końca jego dni. Na usilną prośbę współpracowników, zgodził się pełnić nadal funkcję przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Prawa Cywilnego, pozostał też na stanowisku profesora, tyle że w ograniczonym wymiarze godzin. Dla wszystkich było oczywiste, że byłoby niepowetowaną szkodą, gdyby emerytowani profesorowie, którym kondycja fizyczna i umysłowa nadal pozwala na kontynuowanie pracy zawodowej, opuszczali swoje stanowiska, gdyż wielkość i rangę uczelni wyznaczają osobowości czynnych w nim profesorów. O ile jednak przedstawiciele nauk ścisłych swoje najbardziej twórcze lata przeżywają zazwyczaj we wczesnym okresie kariery zawodowej, o tyle w przypadku humanistyki i nauk społecznych wiedza nawarstwia się latami, wzbogacana, porządkowana i weryfikowana przemyśleniami, dystansem i doświadczeniem.

Czachórski pozostawał więc aktywnym członkiem społeczności akademickiej aż do końca swoich dni. Śmierć zaskoczyła go w Warszawie 18 czerwca 1995 roku, w przeddzień wyznaczonego egzaminu z prawa cywilnego.

Był świetnym organizatorem prac naukowych i dydaktycznych. Na Wydziale Prawa UW pełnił liczne i odpowiedzialne funkcje: był prodziekanem (1953–1954), a następnie dziekanem (1954–1956). W latach 1959–1965 sprawował funkcję prorektora UW. Ponadto w latach 1966–1975 kierował Katedrą (a następnie Zakładem) Prawa Cywilnego, a od 1975 roku był dyrektorem Instytutu Prawa Cywilnego, później zaś przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu. Pełnił też funkcję wiceprzewodniczącego (1973–1979), a następnie, od III kadencji, przewodniczącego (1979–1984) Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej do spraw Kadr Naukowych.

Poza UW w latach 1954–1962 zajmował stanowisko kierownika Działu Bibliografii i Dokumentacji. Był też członkiem dyrekcji Instytutu Nauk Prawnych PAN (z drugim etatem – profesora nadzwyczajnego), a od 1963 roku – wiceprzewodniczącym Komitetu Nauk Prawnych PAN, później członkiem prezydium Komitetu. Pełnił ponadto funkcję przewodniczącego Rady Naukowej Instytutu Nauk Prawnych PAN. W 1971 roku został członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk, a w 1980 roku – jej członkiem rzeczywistym. W latach 1962–1967 przewodniczył Wyższej Komisji Dyscyplinarnej dla Pracowników Naukowo-Dydaktycznych Szkół Wyższych. W 1984 roku znalazł się w gronie osób reaktywowanego Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

W 1979 roku, w uznaniu swych zasług, otrzymał doktorat honoris causa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (promotor – prof. Jerzy Ignatowicz).

Działalność uniwersytecką prof. Czachórskiego charakteryzuje ogromna dbałość o szersze spojrzenie na problematykę prawną niż dotyczące tylko środowiska krajowego. Był jednym z pionierów badań prawnoporównawczych, dbał też o rozwój kontaktów międzynarodowych. Sam brał czynny udział w międzynarodowym życiu naukowym. Od momentu powstania Wydziału Prawa Porównawczego w Strasburgu prowadził na nim wykłady. W 1970 roku został członkiem korespondentem, a 8 lat później – członkiem rzeczywistym Międzynarodowej Akademii Prawa Porównawczego w Hadze. Został wyróżniony powierzeniem mu funkcji przewodniczącego grupy krajów socjalistycznych. W 1984 roku wybrano go wiceprzewodniczącym Akademii. Był też członkiem Paryskiego Towarzystwa Prawa Porównawczego oraz Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Porównawczego w Strasburgu. Na podkreślenie zasługuje także fakt, że w 1978 roku otrzymał doktorat honoris causa Królewskiego Uniwersytetu w Gandawie. Dużo publikował w językach obcych, był uznanym na forum międzynarodowym komparatystą. Jego wkład w międzynarodowe prawo porównawcze wyraża również udział w licznych konferencjach, sympozjach i kolokwiach międzynarodowych, na których powierzano mu wielokrotnie funkcje przewodniczącego lub referenta generalnego.

Dbałość o rozwój kontaktów międzynarodowych obejmowała także młodszych współpracowników. Wymagał od asystentów i adiunktów odbycia studiów na Wydziale Prawa Porównawczego w Strasburgu, uczestnictwa i organizowania różnego rodzaju wymian i konferencji międzynarodowych. Pomagał w uzyskaniu stosownych stypendiów, a jego listy rekomendacyjne zawsze przynosiły oczekiwane rezultaty. Nawet w najtrudniejszych okresach potrafił pozyskiwać środki na rozwój współpracy międzynarodowej. Dzięki pomocy Czachórskiego piszący te słowa mógł odbyć studia prawnoporównawcze na uczelni strasburskiej, uzyskać i kontynuować współpracę z kolegami z innych uczelni, co przełożyło się na – trudne do przecenienia – możliwości pozyskiwania zagranicznych materiałów naukowych.

Zainteresowania naukowe Czachórskiego koncentrowały się głównie wokół teorii prawa cywilnego oraz zagadnień prawa zobowiązań. Asumpt do analizy teoretycznej wielu istotnych problemów o podstawowym znaczeniu dawała mu praca nad kodyfikacją polskiego prawa cywilnego w odniesieniu do zagadnienia odpowiedzialności państwa za szkodę wyrządzoną zawinionymi działaniami funkcjonariuszy (1948), odpowiedzialności osób prawnych za szkody wyrządzone czynem niedozwolonym (1948), zbiegu odpowiedzialności cywilnej według kodeksu zobowiązań (1960) oraz licznych późniejszych prac z zakresu odpowiedzialności cywilnej.

Wśród prac naukowych prof. Czachórskiego na pierwszy plan wysuwa się monografia pt. Czynności prawne przyczynowe i oderwane w polskim prawie cywilnym, uważana za najważniejsze jego dzieło naukowe. Autor zwrócił w niej uwagę na to, że umowy służą realizacji założonych celów, natomiast normatywne pojmowanie motywów, którymi kierują się kontrahenci, określa się jako przyczynę (causa) lub podstawę prawną umowy. Z punktu widzenia doniosłości prawnej tej przyczyny wyróżnia się umowy kauzalne (przyczynowe) i abstrakcyjne (oderwane od podstawy prawnej). Ważność oraz skutki prawne pierwszych są uzależnione od istnienia odpowiedniej podstawy prawnej. Natomiast dla drugich przyczyna (causa) jest prawnie obojętna, jako że ich wartość i skutki prawne są niezależne od istnienia odpowiedniej podstawy prawnej. Podział ten ma znaczenie przede wszystkim w odniesieniu do umów przysparzających, a więc takich, które prowadzą do dokonania przysporzenia w majątku innej osoby (powiększenia jej aktywów lub zmniejszenia pasywów).

Autor zaproponował przyjęcie w polskim prawie zobowiązań generalnej zasady kauzalności czynności prawnych przysparzających. Uzasadnił to potrzebami ochrony interesów dokonującego przysporzenia i pewności obrotu cywilnoprawnego. Zgodnie z tym poglądem, ważność i skutki prawne zawieranych umów o charakterze kauzalnym zależą od istnienia odpowiedniej podstawy prawnej. Natomiast zobowiązania abstrakcyjne należą do wyjątków wyraźnie wskazanych w przepisach, które stanowią, że ich ważność i skutki prawne nie są uzależnione od istnienia odpowiedniej podstawy prawnej. Dłużnik ma wówczas ograniczone możliwości obrony, nie może bowiem skutecznie podnieść zarzutów wskazujących na nieistnienie bądź brak porozumienia kontrahentów w odniesieniu do celu prawnego świadczenia. Do tej kategorii zalicza się zobowiązania z weksla i czeku. Abstrakcyjny charakter ma także przyjęcie przekazu, uniezależnione od stanowiących jego podstawę stosunków pokrycia i waluty.

W nowszej literaturze pojawiły się głosy krytyczne wobec takiego rozumienia zasady kauzalności czynności prawnych. Zasada ta została także zanegowana przez judykaturę, która uznaje, że abstrakcyjny charakter zobowiązania umownego może wynikać nie tylko z wyraźnego uregulowania ustawowego, lecz także z woli stron. W doktrynie za dominujący obecnie należy uznać pogląd, zgodnie z którym w obowiązujących przepisach brak jest podstaw do obrony generalnej koncepcji zasady kauzalności czynności prawnych. Kauzalność przysporzenia może wynikać z uregulowania ustawowego (np. art. 156, art. 510 § 2 k.c.), ale także strony mogą ukształtować czynność prawną jako kauzalną lub abstrakcyjną.

Zasada kauzalności czynności prawnych przysparzających, choć nie jest już postrzegana jako „generalna zasada kauzalności”, nadal powszechnie jest uważana za gwarancję bezpieczeństwa obrotu cywilnoprawnego. Mimo że nie doczekała się stosownego uregulowania w prawie pozytywnym (pozostaje więc zasadą doktrynalną), jest powszechnie akceptowana w doktrynie prawa cywilnego.

Za drugie fundamentalne dzieło Czachórskiego jest uznawany podręcznik Prawo zobowiązań, który doczekał się kilkunastu wydań. Obejmuje on syntezę prawa zobowiązań, ze wskazaniem najbardziej kontrowersyjnych zagadnień, różnic w poglądach, stosunku do tych poglądów judykatury oraz historycznego rozwoju poszczególnych instytucji. Praca ta została również wydana w tłumaczeniu na język włoski.

Mam zaszczyt być współautorem kilku ostatnich wydań tego podręcznika. Profesor Czachórski do pracy nad podręcznikiem zaprosił bowiem trójkę swoich uczniów – prof. Elżbietę Skowrońską-Bocian, prof. Marka Safjana i piszącego te słowa. Było to prawdopodobnie w jakiejś części skutkiem nasilenia się objawów choroby, z którą zmagał się od wielu lat (w przeszłości przeszedł dwa rozległe zawały, stale dręczyły go dolegliwości krążeniowe). Główne znaczenie skłonny jestem jednak przypisywać dążeniu do zapewnienia kontynuacji jego dzieła.

Spędzaliśmy wspólnie po kilkanaście godzin w tygodniu – najpierw w uniwersyteckim gabinecie Czachórskiego, a potem u niego w domu – omawiając, a często żywo dyskutując nad poszczególnymi fragmentami podręcznika. Był prawnikiem wyróżniającym się rozległą wiedzą i doświadczeniem. Chciał się tym dzielić z innymi, z bezpośrednimi współpracownikami, a zwłaszcza z gronem swoich uczniów.

Operowaniu rozległą wiedzą i doświadczeniem sprzyjało perfekcyjne opanowanie warsztatu prawniczego. Byliśmy na początku naszej kariery naukowej, mimo to chętnie słuchał naszych uwag i rad. Bardzo często były one uwzględniane w nowym tekście podręcznika. Praca nad nim nie była łatwa. Pewnym zaskoczeniem dla nas, biorąc pod uwagę liczbę różnego rodzaju pisemnych wypowiedzi Czachórskiego, było jego wyznanie, że „nie ma łatwego pióra” i że „pisanie przychodzi mu z pewnym trudem”, że musi wracać wielokrotnie do tego samego tekstu i wprowadzać wiele różnego rodzaju poprawek. Bardzo dbał o formę, o poszukiwanie najdoskonalszej postaci dla tego, co pisał, robił lub mówił. Bliscy współpracownicy prof. Czachórskiego zwracali jednak uwagę na to, że jego wypowiedzi nie zawierały nigdy stylistycznych ozdobników. Uważał, że każda wypowiedź powinna być zbudowana w sposób przejrzysty i konsekwentnie podporządkowany postawionemu zamierzeniu – prosta, jasna i precyzyjna, a przede wszystkim możliwie krótka. Wielokrotnie powtarzał, że najtrudniej jest mówić lub pisać krótko.

Po jego śmierci sami już opracowaliśmy kilka kolejnych wydań podręcznika (ostatnie ukazało się w 2009). Odczuwaliśmy mocno jego brak; był to rodzaj osamotnienia związany z tym, że nie mamy już do kogo zwrócić się o radę lub z kim dyskutować o spornych kwestiach.

Przychodzi mi na myśl smutna refleksja dotycząca tego dzieła Czachórskiego – dziś prawdopodobnie nie zostałoby ono odnotowane w kategorii „dorobek naukowy”. Takie bowiem arbitralne kryteria przyjął współczesny prawodawca, określając ramy prawne oceny dorobku naukowego i zasady parametryzacji jednostek naukowych.

Równolegle do pracy naukowej rozwijał działalność dydaktyczną. Pod jego kierunkiem tytuł magistra prawa uzyskało kilkaset osób, doprowadził również do promocji siedmiu doktorantów, a także patronował kilku habilitacjom. Był również recenzentem wielu prac w postępowaniach awansowych, w tym pracy doktorskiej i rozprawy habilitacyjnej autora tego opracowania. Jego uczniowie zostali profesorami tytularnymi.

Brał też czynny udział w życiu publicznym, był znakomitym i bardzo cenionym legislatorem. Jako sędzia, delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości w latach 1945–1950, pracował w Departamencie Ustawodawczym i uczestniczył w pracach, które doprowadziły do unifikacji polskiego prawa cywilnego, a następnie w pracach nad tzw. małą kodyfikacją (uchwaloną przez Sejm w 1950). Od 1956 roku brał udział w pracach Komisji Kodyfikacyjnej przy opracowywaniu Kodeksu cywilnego oraz Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. W latach 1972–1975 był członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów, a do 1995 roku – członkiem oraz wieloletnim przewodniczącym Komisji do spraw reformy prawa cywilnego przy ministrze sprawiedliwości.

Kiedy po śmierci prof. Jerzego Jodłowskiego prof. Czachórski objął funkcję przewodniczącego Komisji, zaprosił mnie do współpracy i powierzył funkcję jej sekretarza. Miałem ogromny zaszczyt, ale też przyjemność, uczyć się u jego boku trudnej sztuki opracowywania projektów aktów prawnych, pracować nad kompleksową reformą polskiego prawa cywilnego po dokonujących się w Polsce, począwszy od przełomu lat 80. i 90. XX wieku, przemianach ustroju gospodarczego. Musiały one doprowadzić do głębokich korekt całego systemu prawa, a w jego ramach przede wszystkim prawa cywilnego, które jest podstawowym instrumentem regulującym funkcjonowanie życia gospodarczego. Ogromną zasługą prof. Czachórskiego było wypracowanie modelu postępowania, za którego pomocą można było szybko dokonać niezbędnych zmian. Wielokrotnie podkreślał, że nowelizacje prawa cywilnego muszą mieć charakter bardzo ostrożny i wyważony. Są one wprawdzie niezbędne, ale pochopne i zbyt daleko idące zmiany mogą powodować naruszenie spójności poszczególnych działów i instytucji prawa cywilnego, co nie jest korzystne z punktu widzenia jego przejrzystości. Oczywiście, optymalnym rozwiązaniem byłoby opracowanie i wydanie nowych kodyfikacji prawa cywilnego. Wymaga to jednak czasu i dużego wysiłku. Bieżące potrzeby i możliwości nie w każdym wypadku na to pozwalały. Stworzenie nowych kodeksów prawa cywilnego należało więc traktować jako zadanie docelowe, którego realizacja będzie możliwa dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Prawie 25 lat, które upłynęły od przyjęcia opisanej koncepcji, w pełni potwierdziło jej słuszność. Co prawda, dokonane zmiany nie doprowadziły do całkowitego usunięcia wielu pozostałości dawnego systemu wpisanych w samą konstrukcję Kodeksu cywilnego, brakowało w nich w szczególności spojrzenia na całość uregulowań kodeksowych. Zwrócić należy jednak uwagę, że obowiązujące uregulowania – mimo pewnych mankamentów – składają się na dość nowoczesny i dobrze przystosowany do potrzeb gospodarki rynkowej system prawa cywilnego. Nie ma więc powodów do nadmiernie pospiesznego prowadzenia prac nad nową kodyfikacją.

Wszystkie wymienione aspekty działalności Czachórskiego dadzą się sprowadzić do jednego, głównego wątku: był przede wszystkim – oraz we wszystkim co robił – nauczycielem. Promieniował wiedzą i przykładem jako wykładowca, autor, organizator i kodyfikator. Był nie tylko wybitnym uczonym i utalentowanym dydaktykiem, lecz przede wszystkim zacnym i pracowitym profesorem. Jego pomnikiem są zarówno pozostawione przez niego dzieła naukowe, jak i wspomnienia tych, którzy mieli okazję się z nim zetknąć. Cieszył się wielkim autorytetem, szacunkiem oraz sympatią zarówno wśród współpracowników, jak i w gronie studentów, których traktował życzliwie i poważnie. Jego żywo i ciekawie prowadzone wykłady i seminaria cieszyły się dużą popularnością. Zachowuję go w pamięci jako gruntownie wykształconego, mądrego i eleganckiego starszego pana, o starannym wychowaniu, doskonałym stylu, pozostającego w znakomitej formie intelektualnej.

SECT-ID LINK

*Przygotowując wspomnienie, autor korzystał z następujących opracowań: Profesor Witold Czachórski członkiem korespondentem PAN (28 V 1971), „Państwo i Prawo” 1971, z. 12, s. 1071; Nadanie tytułu doktora honoris causa profesorowi Witoldowi Czachórskiemu, „Państwo i Prawo” 1978, z. 5, s. 159; Nadanie doktoratu honoris causa profesorowi Witoldowi Czachórskiemu, „Państwo i Prawo” 1979, z. 12, s. 152; Rozprawy z prawa cywilnego. Księga pamiątkowa ku czci Witolda Czachórskiego, red. J. Błeszyński, J. Rajski, Warszawa 1985, s. 9–11 (biogram), s. 13–17 (bibliografia ważniejszych prac); T. Dybowski, Witold Czachórski (1915–1995), „Państwo i Prawo” 1995, z. 9, s. 87–89; J. Błeszyński, Witold Czachórski 1915–1995, „Studia Iuridica” 1996, t. XXXI, s. 209–214; A. Bielecki, Witold Czachórski, [w:] Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego (1808–2008), Warszawa 2008, s. 206–209.

Czesław Czapów

Urodzony 25 X 1925 w Grodnie. Studia na UW, starszy asystent na Wydziale Psychologii i Pedagogiki w Katedrze Pedagogiki Specjalnej (1961), doktorat (1965), adiunkt (1966), habilitacja (1971). Inicjator i współtwórca Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW (od 1972). Profesor Wydziału Pedagogicznego UW (1976–1978). Kierownik Zakładu Oddziaływań Resocjalizujących IPSiR (1978–1980).

Socjolog i pedagog, badania w dziedzinie pedagogiki resocjalizacyjnej, twórca warszawskiej szkoły resocjalizacji.
Po 1956 pracownik Polskiego Radia, gdzie stworzył i prowadził Biuro Studiów i Oceny Programów; współzałożyciel Ośrodka Badania Opinii Publicznej przy Polskim Radiu (1958). Współpracownik Klubu Krzywego Koła, założyciel sekcji Diagnostyki Społecznej.
Współpracownik „Po Prostu”.
Zmarł 27 III 1980 w Warszawie.

Młodzież a przestępstwo. Zarys resocjalizacji metodą indywidualnych przypadków, cz. 1–2, Warszawa 1962–1963; Rodzina a wychowanie, Warszawa 1968; Pedagogika resocjalizacyjna (z Stanisławem Jedlewskim), Warszawa 1971; Kształtowanie motywacji i postaw. Socjotechniczne problemy działalności ideowo-wychowawczej, Warszawa 1976; Wychowanie resocjalizujące. Elementy metodyki i diagnostyki, Warszawa 1978; Młodość, miłość... i co dalej, Warszawa 1980.

Czesław Czapów 1925–1980: świadectwa trzech pokoleń, red. W. Kaczyńska, Warszawa 2003.

LESŁAW PYTKA

CZESŁAW CZAPÓW

1925–1980

 

Fenomen polskiej pedagogiki resocjalizacyjnej

Czesław Czapów żył zaledwie 55 lat, jednak jego zasługi w stworzeniu teoretycznych zrębów pedagogiki resocjalizacyjnej są ogromne. Pasje i zainteresowania naukowe krystalizowały się trudnych latach powojennych wczesnego PRL.

Urodził się 25 października 1925 roku w Grodnie. Uczył się w szkołach Warszawy, Sandomierza i Kielc. W czasie okupacji niemieckiej wstąpił do partyzanckiego oddziału „Jędrusie” i wiele razy brał udział w akcjach bojowych jako żołnierz drugiego pułku Armii Krajowej (w walkach o przyczółek sandomiersko-baranowski, w marszu na odsiecz Warszawie z Drugą Dywizją AK, był ranny w 1944). Odznaczony za odwagę Krzyżem Walecznych, ukrywał się wiele miesięcy w czasie powojennym i w okresie wczesnego reżimu stalinowskiego (niekiedy w przebraniu kobiecym). Po ukończeniu studiów uniwersyteckich i napisaniu pracy magisterskiej pod kierunkiem prof. Bohdana Suchodolskiego pracował ze zmiennym szczęściem w rozmaitych instytucjach. Początkowo w Ministerstwie Obrony Narodowej jako redaktor działu popularyzacji nauki i techniki czasopisma „Służba Polsce”. Był przez pewien czas zatrudniony w redakcji, zlikwidowanego wkrótce, słynnego czasopisma „Po Prostu”. Pracował także jako asystent Katedry Antropologii UW. Po odwilży 1956 roku, został zatrudniony w Polskim Radiu, gdzie założył i prowadził Biuro Studiów i Oceny Programów. Jednocześnie (wraz ze Stanisławem Manturzewskim) rozpoczął socjopedagogiczne zorientowane badania nad tzw. chuligaństwem.

Na UW został zatrudniony w 1961 roku jako starszy asystent na Wydziale Psychologii i Pedagogiki w Katedrze Pedagogiki Specjalnej, a ściślej w zespole naukowym zajmującym się problematyką wykolejenia społecznego i resocjalizacji młodzieży. Zespołem tym kierował prof. Stanisław Jedlewski. Czapów prowadził działalność dziennikarską i radiową, imając się różnych aktywności m.in. badania opinii społecznych i działalności społecznikowskiej inspirowanej myślą personalistyczną. Jego pierwsze prace miały charakter rozpraw popularnonaukowych z pogranicza reportażu socjologicznego i analizy pedagogicznej nowego, wypieranego ze świadomości zbiorowej oraz nietolerowanego przez ówczesne władze – zjawiska chuligaństwa i innych podkultur młodzieżowych.

Dopiero w dwutomowym dziele, pt. Młodzież a przestępstwo. Zarys resocjalizacji metodą indywidualnych przypadków, będącym rozszerzoną wersją jego doktoratu napisanego pod kierunkiem prof. Stanisława Jedlewskiego, przy zastosowaniu ściślejszych reguł metodologicznych, przedstawił problem z pogranicza pedagogiki i prawa tj. „wykolejenia społecznego młodzieży” i jej resocjalizacji jako zadania pedagogicznego. Było to studium teoretyczno-empiryczne, efekt wieloletnich badań i obserwacji uczestniczącej w grupach młodzieżowych o charakterze przestępczym i podkulturowym. Dzieło to było swoistego rodzaju przełomem intelektualnym w nieco zastygłej oraz ideologicznie zniewolonej pedagogice polskiej (socjalistycznej). Jego publikacja dała impuls do powstawania coraz liczniejszych opracowań empirycznych, niekoniecznie uwzględniających założenia realnego socjalizmu. We współpracy ze specjalistami z pedagogiki, socjologii, psychologii, prawa i kryminologii w ramach Uniwersytetu Warszawskiego doprowadził do powstania pierwszego, unikatowego instytutu naukowo-badawczego oraz dydaktycznego (1972) zwanego Instytutem Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji (IPSiR). Jego założenie i rozwój zasługują na oddzielne opracowanie wykraczające poza intencje tego studium biograficznego. Poza wspomnianym, niezwykłym wydarzeniem jakim były narodziny IPSiR, należy podkreślić, że rok wcześniej, czyli w 1971, wraz ze Stanisławem Jedlewskim opublikował pierwszy akademicki podręcznik Pedagogiki resocjalizacyjnej. Jak na tamte czasy był to niezwykle nowoczesny podręcznik, którego intelektualna wartość jest nie do przecenienia, nawet dzisiaj, w czasach burzliwego rozwoju nauk społecznych i wszechobecnego postmodernizmu poddającego krytyce, udolne i mniej udolne próby naprawiania „nienaprawialnej” rzeczywistości społecznej.

Fenomenem godnym podkreślenia w rozległych aktywnościach intelektualnych i organizacyjnych Czapówa były udane próby przeniesienia na grunt polski zachodnich koncepcji. Przykładami są tłumaczenie książki Agresja w okresie dorastania autorstwa Alberta Bandury i Richarda Waltersa oraz wydanie, wraz z żoną Gabrielą, pierwszego kompletnego i wartościowego dzieła na temat zastosowań psychodramy i socjodramy w terapii resocjalizacyjnej (1969). Teraz, po upływie wielu lat, widać pionierski i fundamentalny charakter tego dzieła (Psychodrama) w tworzeniu teorii „twórczej samodzielności” mającej zastosowanie w kreatywnej profilaktyce społecznej propagowanej i uprawianej współcześnie w ramach racjonalnie pojmowanej polityki społecznej i edukacji inkluzyjnej.

Innym wielkim osiągnięciem, jak się potem okazało, było wydanie pod koniec życia w 1978 roku książki pt. Wychowanie resocjalizujące. Elementy metodyki i diagnostyki. W porównaniu z pierwszym podręcznikiem „pedagogiki resocjalizacyjnej” jest to dzieło jeszcze bardziej usystematyzowane, aspirujące do kompletności w zakresie metodyki resocjalizacyjnej, która do tej pory była piętą achillesową wychowania resocjalizującego. Do tego momentu dominowały cząstkowe opracowania, dotyczące eklektycznie wybranych metod i technik wpływu osobistego, dyscyplinowania wychowanków oraz ukierunkowywania ich aktywności. Dopiero wspomniane Wychowanie resocjalizujące dało podstawy i wykładnię metodyki resocjalizacyjnej, wyodrębniającej trzy zasadnicze strategie wychowania resocjalizującego. Wcześniej jednak wyodrębniono i uzasadniono podział strategii wychowania resocjalizującego na dwie jej odmiany: strategię ukierunkowaną na zmianę postaw dominujących u wychowanków i strategię zmian w zakresie integrowania postaw wadliwych. Wykładnia ta była poprzedzona założeniami dotyczącymi postaw antagonistyczno-destruktywnych w socjalizacji i resocjalizacji młodzieży. Krótko rzecz ujmując, Czapów zasymilował pojęcie postawy i roli społecznej jako konstruktów teoretycznych przydatnych w tworzeniu tzw. metodyki resocjalizacyjnej. Zdawał sobie sprawę z niedostatków ówczesnej pedagogiki resocjalizacyjnej, chciał zmniejszyć jej dystans i odizolowanie od innych nauk społecznych, jej anachronizmy w stosunku do innych dyscyplin, choćby takich jak psychologia społeczna, socjologia dewiacji czy kryminologia. W tym czasie jednocześnie uprawiano przecież w sensie praktycznym w zakładach karnych i poprawczych szczególną „pedagogikę penitencjarną”, która była zaprzeczeniem nowoczesnej pedagogiki resocjalizacyjnej, stworzonej przez Czapówa i Jedlewskiego.

Do tej pory nie było i chyba być nie może ani jednolitej, ani jednej jedynej teorii resocjalizacji. Istnieją cząstkowe teorie o tzw. średnim zasięgu. Sytuację skomplikował jeszcze fakt, że wraz z ekspansją antypedagogiki i postmodernizmu zostały zakwestionowane podstawowe terminy, takie jak: „wychowanie”, „autorytet”, „charyzma” i „resocjalizacja”. Postmodernizm eksponuje i promuje relatywizm wartości, dobrowolność, wolność od przymusów, a bez elementów przymusu nie ma penitencjarystyki ani resocjalizacji rozumianej tradycyjnie. Pojęcie karcenia nieletnich zostało wyparte ze słownika współczesnej pedagogiki resocjalizacyjnej, a przecież pozostały pojęcie kary i nagrody w sensie psychologicznym i „dyscyplinowania” w sensie pedagogicznym. Dwie podstawowe metody wyodrębnione przez Czapówa: stymulowania oraz wzmacniania rozwoju wychowanka są nadal aktualne, nawet w najnowszych odmianach metodyki resocjalizacyjnej i socjalnej akcentującej raczej kreatywne podejście (twórcza resocjalizacja i kreacyjna profilaktyka społeczna) niż korekcyjne (tradycyjne). W każdej z nich potrzebne jest jednak tworzywo i pomysły na nowe programy, które bez odpowiednich funduszy, kapitału społecznego oraz woli politycznej decydentów niewiele znaczą. To swoiste urynkowienie myślenia i działania pedagogicznego ma swoje uzasadnienie w ideologii postmodernizmu, w którym współczesna pedagogika nie znajduje dla siebie właściwego miejsca. Hasła interdyscyplinarności oraz transdyscyplinowości wiedzy o profilaktyce społecznej i resocjalizacji tracą na aktualności, ze względu na brak zastosowań w konkretnej polityce społecznej i badaniach realizowanych w rozmaitych ośrodkach naukowych. Mamy raczej do czynienia z tym, co nazywa się postdyscyplinarnością, oderwaniem się nurtu działań praktycznych od ciągle tradycyjnych podziałów na monodyscypliny, które w zderzeniu z rzeczywistością wymagającą interwencji pozostają bezradne.

W potocznej świadomości resocjalizacja kojarzy się z przymusem, rygorami, dyscypliną. Jakże więc w ogóle jest dziś możliwa pedagogika resocjalizacyjna? Mimo ponurego wydźwięku tych stwierdzeń trzeba zauważyć, że nie opisują one wyczerpująco całej rzeczywistości w dziedzinie wychowania resocjalizującego; nie taką też wizję pedagogiki resocjalizacyjnej zaproponował Czapów. Jego pedagogika jest ofertą poprawy losu ludzi młodych, zagubionych, sfrustrowanych, agresywnych czy zbuntowanych wobec istniejących układów i sytuacji społecznych oraz własnego położenia. Celem tej pedagogiki jest właśnie optymalne uspołecznienie i optymalny rozwój osobowości człowieka, który aktywnie, w sposób konstruktywny i twórczy będzie przetwarzać siebie (rzeczywistość wewnętrzną) i własne otoczenie.

Pedagogika resocjalizacyjna nie może być neutralna wobec wartości i norm społecznych. Ma więc swoją warstwę aksjologiczną czy antropologiczno-filozoficzną. Dlatego jej orędownik i współtwórca używał określania „waloryzacja zaleceń”, przez które rozumiał nasycanie wartościami prakseologicznych reguł skutecznego oddziaływania resocjalizującego. W jej warstwie teoretycznej wykorzystywał i przetwarzał uznane i zweryfikowane twierdzenia nauk społecznych, psychologicznych, kryminologicznych w celu zastosowania ich w warstwie trzeciej – w metodyce. W jego wizji była ona zbiorem zaleceń, tj. aksjologicznie i teoretycznie uzasadnionych propozycji zabiegów, które mają prowadzić do poprawy losu i sytuacji osób z zaburzeniami przystosowania społecznego i tak to właśnie pozostało, do dziś.

Czapów, ujmując rzecz metaforycznie, porównywał proces resocjalizacji (ponownej socjalizacji) do procesu zdrowienia. Twierdził, że resocjalizację można też porównać do rekonwalescencji po okresie cierpienia, depresji i smutku. Proces wewnętrznej przemiany człowieka czyniącego zło w człowieka bardziej socjalizowanego i czyniącego dobro (lub przynajmniej wstrzymującego się od popełnienia zła) można również uznać za swoiste nawrócenie w imię określonych wartości uznanych za własne. Ze swej strony dodałbym za Leszkiem Kołakowskim, cytując z pamięci, że „nawrócenie, które rozbudza w nas miłość i wykorzenia nienawiść, musi mieć jakiś udział w prawdzie niezależnie od tego, jaka jest treść samej wiary”. Z jednej strony proces resocjalizacji pojmowany bywa jako swoista korektura postaw, czyli nastawień poznawczych i emocjonalnych człowieka, z drugiej jednak to dojrzewanie do samodzielności, wzrastanie, nie tylko przez redukcje napięć, lecz także przez ich kanalizowanie i uwznioślanie, co często bywa określane jako twórcza samorealizacja.

Prawda pedagogiczna, którą się przyjmuje, to prawda o wewnętrznej transformacji człowieka mającego problemy, ale i wiarę w możliwość poprawy swojej niekiedy dramatycznej i jakby beznadziejnej sytuacji. Tę prawdę znają dobrze pedagodzy resocjalizacyjni, pracownicy socjalni, pedagodzy społeczni i terapeuci. Bez takiej wiary w sens działań naprawczych żadne interwencje w ludzkie zachowanie wbrew woli samego zainteresowanego nie mogą przynieść oczekiwanego skutku.

Pedagogika resocjalizacyjna Czapówa jest zatem dyscypliną naukową, humanistyczną, gdyż docenia znaczenie faktów, a więc i twierdzeń teoretycznych, w konstruowaniu modeli oddziaływań naprawczych, interwencyjnych, resocjalizacyjnych, ale jednocześnie opowiada się po stronie wartości prospołecznych, demokratycznych. Docenia rolę podmiotu, jako autonomu dążącego do samodzielności i względnej niezależności od otoczenia, ale respektuje też prawa przyrodnicze i kulturowe związane z przebiegiem rozwoju człowieka, jego kształtowania się w interakcji z otoczeniem. Uwzględnia stronę technologiczną, ceni sprawności i umiejętności podmiotów – wychowanka i wychowawcy – oraz w równej mierze uznaje ważność jakości stosunków interpersonalnych, które przecież kształtują się między nimi nieprzypadkowo, ale świadomie i celowo. Jednym słowem, umiał pogodzić dwie sprzeczne idee przeplatające się w wychowaniu resocjalizującym swobody i przymusu, autonomii i kontroli społecznej, racjonalności działań i humanizmu personalistycznego.

Pedagogika resocjalizacyjna w ujęciu Czapówa jawi się jako wielowymiarowa dziedzina wiedzy i umiejętności pedagogicznych i socjalnych (opieka, wychowanie, terapia) w niesieniu pomocy ludziom zagubionym i bezradnym, wykolejonym społecznie, wyrzucanym poza margines życia społecznego i stygmatyzowanych jako „ludzkie śmieci” czy odpady. Ale także jej nieodrodna część tzw. profilaktyka społeczna kładzie nacisk na konieczność działań uprzedzających, podejmowanych wobec jednostek angażujących się w tzw. zachowania ryzykowne prowadzące do rozmaitych uzależnień, dewiacji i w konsekwencji patologii społecznej.

Współcześnie uprawiana pedagogika resocjalizacyjna operuje nieco innym językiem oraz bywa inspirowana nowszymi koncepcjami i pomysłami wynikającymi z ewolucji dyscyplin z którymi współpracuje, niemniej zasadniczy jej trzon teoretyczny i metodyczny pozostaje niezmienny i widać zawsze jego powinowactwo z myślą i twórczością jej nestora i współtwórcy warszawskiej szkoły pedagogiki resocjalizacyjnej – Czapówa.

Po kilkunastu latach od śmierci badacza polska pedagogika resocjalizacyjna została zaproszona do zakładów penitencjarnych w sensie praktycznym. Uznano wreszcie ją tutaj za niezbędną. Dokonano wielu zmian w polskim systemie penitencjarnym, jak również w zakresie resocjalizacji nieletnich. Sprzyjały temu z jednej strony tezy o konieczności propagowania i przestrzegania praw człowieka w miejscach najbardziej wyklętych (więzieniach, szpitalach psychiatrycznych, poprawczakach) oraz Czapówowska wizja resocjalizacji i profilaktyki społecznej, znacznie wykraczająca poza tradycyjne oddziaływania penitencjarne czy skostniałe formy kurateli sądowej. Ta ostatnia przeszła też istotną reformę w zakresie humanizacji stosunków: kurator i jego podopieczny. Oczywiście należy dodać, że bez przewrotu ustrojowego tezy dotyczące humanizacji polityki penitencjarnej resocjalizacyjnej pozostawałyby nadal pustymi frazesami bez szans na realizację. Olbrzymie są też zasługi Czapówa w kwestii tworzenia podstaw i rozwoju pracy socjalnej jako zadania polityki społecznej oraz streetworkingu, czyli prewencji w szerokim sensie. Pod koniec lat 70. wystąpił nawet z propozycją stworzenia Instytutu Pracy Socjalnej, kształcącego na poziomie wyższym przyszłe kadry, specjalizujące się w niesieniu pomocy społecznej i reintegracji. Nawiązał do idei ratownictwa społecznego Heleny Radlińskiej i jej pomysłów związanych z diagnostyką środowiskową, którą jak nikt w tamtych czasach doceniał. Jednakże nieufność ówczesnych władz PRL do Czapówa nie pozwoliła tego pomysłu sfinalizować. Mimo że był cenionym fachowcem i uczonym wysokiej klasy, oskarżano go o wywrotowość i, nie wprost, o tzw. rewizjonizm. Z pewnością były co najmniej trzy powody wspomnianej nieufności: pierwszy, to jego przeszłość podziemna (AK), drugi, to założenie i kierowanie grupą tzw. personalistów i uczestnictwo w Klubie Krzywego Koła, a trzeci, stosunkowo może najmniej istotny, to sprzeciw wobec tzw. racjonalizacji zatrudnienia w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW w 1976 roku, będący pretekstem do zwolnienia lub przeniesienia z tego instytutu na inne wydziały osób politycznie „niewygodnych” lub kłopotliwych. Sam został delegowany na pewien czas na Wydział Pedagogiczny UW jako pracownik naukowo-dydaktyczny, ale chyba bez przydziału zajęć. Tego już dokładnie nie pamiętam. Po 2 latach został ponownie skierowany do IPSiR, gdzie przejął kierownictwo Zakładu Oddziaływań Resocjalizujących, w którym działał do końca życia (27 III 1980). Te trudne dla niego lata zaowocowały, jakby wbrew oczekiwaniom środowiska naukowego, najlepszą rozprawą naukową, która przeszła do historii pedagogiki resocjalizacyjnej i jest pod wieloma względami ciągle aktualna. Mowa tu o dziele wielokrotnie cytowanym przez wszystkich adeptów pedagogiki resocjalizacyjnej pt. Wychowanie resocjalizujące. Elementy metodyki diagnostyki.

Ostatnią pracą, wydaną już pośmiertnie, nawiązującą do wcześniej opublikowanego Wychowania w rodzinie, była książka popularnonaukowa pod wymownym tytułem Młodość, miłość i co dalej? Ukazał w niej życie człowieka jako swoistego rodzaju tor wzlotów i upadków, ale na kanwie wartości jaką jest szeroko rozumiana miłość. Opisał i wyjaśnił przede wszystkim potencjały twórcze zawarte w człowieku na każdym etapie jego życia, rozwijające się zgodnie z przewidywaniami, wcześniej sformułowanej teorii wektorów rozwoju i teorii twórczej samodzielności, która po latach stała się punktem wyjścia tzw. twórczej resocjalizacji i kreatywnej profilaktyki społecznej i pracy socjalnej. Jego koledzy i uczniowie podkreślają, iż był niezrealizowanym politykiem sterowania społecznego, czyli socjotechniki, niezwykle płodnym uczonym i popularyzatorem nauk społecznych, również w jakiejś części artystą i kinomanem. Napisał bowiem sztukę teatralną pt. Nieuczesani graną z dużym powodzeniem w Teatrze Wolskim w Warszawie, dotyczącą współczesnej młodzieży. W pośmiertnych wspomnieniach, na konferencji (27 III 2000 w IPSiR UW) poświęconej jego pamięci, w wypowiedzi Sławek. Wspomnienia o Czesławie Czapówie, jego cioteczna siostra prof. Aldona Jawłowska zauważyła: „Był to człowiek o niezwykłych zdolnościach, ogromnych możliwościach, które niestety nie zostały w pełni wykorzystane. Sądzę, że Jego dorobek naukowy jest niewielką częścią tego, co mógłby zrobić, co zaistniało jedynie w Jego myślach, planach, wyobraźni. Zbyt krótkie życie Sławka to przykład tragicznych losów pokolenia doświadczonego przez historię... życzliwy, wesoły, uśmiechnięty, mający w zanadrzu najnowsze dowcipy, chętnie udzielający rad., to obraz Sławka utrwalony w pamięci licznych przyjaciół i znajomych. Jest to jedynie część Jego wizerunku. Sławek był w istocie postacią tragiczną”1.

Czapów zmarł 27 marca 1980 roku w Warszawie, we własnym mieszkaniu, około godziny drugiej w nocy na zawał płuc, o czym natychmiast zawiadomiła mnie jego żona Gabriela. Dla naszego środowiska akademickiego była to tragiczna informacja spadająca jak grom z jasnego nieba. Pogrzeb odbył się 1 kwietnia 1980 roku na cmentarzu komunalnym Północnym (Wólka Węglowa), gdzie pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski.

Wydawało się, że wraz z nim skończyła się pedagogika resocjalizacyjna w Polsce. Jednak po zatoczeniu swoistego kręgu polska pedagogika resocjalizacyjna, znaczącej ewolucji jej języka i rozkwicie metodyk szczegółowych oraz programów profilaktyczno-resocjalizacyjnych wyrosłych na gruncie wielu dyscyplin (w tym prakseologii), powraca do punktu wyjścia. Wraca do pytań stawianych przez jej prekursorów żyjących i pracujących w zupełnie innych realiach społecznych. Wydawało się, że zmiana ustrojowa, która dokonała się w ubiegłym stuleciu w Polsce (1989), w sposób automatyczny rozwiąże lub unieważni stare dylematy pedagogiczne związane z granicami autonomii i kontroli społecznej osób odmiennych, kłopotliwych społecznie, wykluczanych z systemu społecznego. Tymczasem stało się inaczej, mimo rozmaitych reform społecznych zarówno przestępczość nieletnich, jak i dorosłych wcale nie maleje, a poziom dysfunkcjonalności rozwiązań proponowanych przez rozmaite resorty jakby wzrósł, pojęcia wykluczenia społecznego oraz alienacji poszczególnych grup społecznych pozostają aktualne (bezrobocie, bezdomność, wyuczona bezradność, anomia społeczna oraz ideowa). Istnieje wprawdzie wielkie bogactwo piśmiennictwa naukowego i paranaukowego w dziedzinie profilaktyki społecznej i resocjalizacji, powstały nowe szkoły, instytucje kształcące, nowe czasopisma (kwartalnik „Opieka, Wychowanie, Terapia” oraz rocznik „Resocjalizacja Polska”), a także nowe kierunki kształcenia akademickiego (notabene – produkujące nowych bezrobotnych), ale w zakresie polityki społecznej (penitencjarnej, edukacyjnej, zdrowotnej) spektakularnych, istotnych zmian jakoś nie widać. Przeciwnie. Istnieje zatem nadal potrzeba ściślejszego sprzęgnięcia licznych teorii z jedną holistycznie ujmowaną rzeczywistością społeczną, którą dałoby się skuteczniej sterować, zgodnie z racjonalnymi sugestiami socjotechnicznego nurtu myślenia prekursorów pedagogiki resocjalizacyjnej. Czy i na ile jest to możliwe, nikt nie może udzielić nam na to gotowej odpowiedzi. Trzeba po prostu działać, ale nie na oślep – tak powiedziałby mój mistrz i nauczyciel Czapów, wobec którego ciągle mam niespłacone długi wdzięczności, ale i pretensje, że umarł przedwcześnie. Ciężar odpowiedzialności za losy pedagogiki resocjalizacyjnej na UW, który spadł akurat na mnie po odejściu Czapówa, był trudny do uniesienia i przekraczał moje wątłe możliwości. Jednak Zakład Pedagogiki Resocjalizacyjnej IPSiR UW, przez niego założony, istnieje, podtrzymując główne kierunki dydaktyczne i badawcze stworzone przez warszawską szkołę pedagogiki resocjalizacyjnej, a także twórczo rozwija Czapówowskie idee pedagogiczne związane z jego triadą: opieką, wychowaniem i terapią (socjoterapią).

Po 23 latach od śmierci w celu uczczenia pamięci Czapówa została wydana książka pod redakcją pracownika naukowo-dydaktycznego Zakładu Pedagogiki resocjalizacyjnej dr Wandy Kaczyńskiej Czesław Czapów 1925–1980. Świadectwa trzech pokoleń. Publikacja była wyrazem hołdu złożonego temu wielkiemu, niezwykłemu uczonemu i koledze nie tylko przez środowisko akademickie IPSiR UW, lecz także przez ludzi, pochodzących z rozmaitych środowisk, znających Czapówa osobiście oraz jego najbliższych znajomych i przyjaciół. Do niej odsyłam Czytelników, chcących bardziej szczegółowo poznać życie i dzieło mego wspaniałego szefa i wyjątkowego człowieka.

SECT-ID LINK

1Czesław Czapów 1925–1980. Świadectwa trzech pokoleń, red. W. Kaczyńska, Warszawa 2003, s. 61–62.

Franciszek Mieczysław Czubalski

Urodzony 30 I 1885 w Przysusze. Studia na uniwersytecie w Dorpacie, później na UJK we Lwowie, doktorat (1910). Profesor UW (1919). Twórca Zakładu i Katedry Fizjologii UW. W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Czterokrotny dziekan Wydziału Lekarskiego UW (1923–1924, 1924–1925, 1934–1935, 1945–1947). Prorektor UW (1935–1938). Po oddzieleniu wydziałów lekarskich od uniwersytetów pierwszy rektor Akademii Medycznej w Warszawie (do 1955).

Lekarz, fizjolog; badania nad wpływem adrenaliny na pobudliwość neuronów motorycznych i amplitudę potencjałów czynnościowych; cykl badań naukowych nad wpływem autonomicznego układu nerwowego na skład morfologiczny krwi, poziom białek w osoczu i na krzepliwość krwi, a także nad regulacją neohormonalną oraz fizjologią pracy.
Wieloletni kurator przedwojennego Koła Medyków. Patron społecznej akcji odbudowy zrujnowanego Domu Medyka przy ul. Oczki w Warszawie.
Współorganizator TNW, sekretarz (1946–1950), później przewodniczący (1950–1952) Wydziału Lekarskiego TNW. Współorganizator Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego (1938). Członek PAU (1945), TNW (1945), PAN (1952).
Zmarł 8 II 1965 w Warszawie.

Chemiczne podniety nerwów, Kraków 1916; Czynności wydzielnicze gruczołów żołądkowych, Warszawa 1932; Czy można przedłużyć życie ludzkie?, Warszawa 1953; Fizjologia układu krążenia, Warszawa 1956.

Franciszek Czubalski i Józef Placer: przysuscy medycy i wychowawcy: materiały konferencyjne, red. D. Patera, Przysucha 2012.

MARIA DOROTA SCHMIDT-POSPUŁA

FRANCISZEK MIECZYSŁAW CZUBALSKI

1885–1965

 

Wiek XVII to okres doniosłych odkryć fizjologicznych, jednak rozwój fizjologii jako odrębnej dziedziny nauki przypada na okres przełomu XVIII i XIX wieku. Chociaż katedry i zakłady fizjologii powstawały dopiero w połowie XIX wieku, to wykłady o funkcjach poszczególnych narządów zdrowego organizmu odbywały się dużo wcześniej, choć wciąż odwołując się do dzieł Hipokratesa, Galena i Avicenny. Pierwszy na świecie Instytut Fizjologii założył na Uniwersytecie Wrocławskim w 1839 roku czeski uczony, anatom i fizjolog Jan Evagelista Purkinje (1787–1869), natomiast pierwsza Katedra Fizjologii została utworzona w 1854 roku na paryskiej Sorbonie, przez światowej sławy uczonego Claude’a Bernarda (1813–1878).

W Krakowie pierwszym profesorem fizjologii jako odrębnego już przedmiotu został Józef Majer (1808–1899), który objął katedrę tego przedmiotu w 1849 roku i prowadził pierwsze nowoczesne wykłady. Wykłady te były wszechstronne i starannie przygotowane, gdyż uczony czuł się pewnie w wielu obszarach wiedzy. Był wszakże jednym z najwybitniejszych polskich antropologów.

W Warszawie, która w okresie tworzenia się w Europie odrębnych katedr była w wyjątkowo trudnej sytuacji politycznej, medycyna wykładana była w Akademii Medyko-Chirurgicznej, a następnie (do roku 1869) w Szkole Głównej. Fizjologia była tu wykładana wraz z histologią przez Henryka Fryderyka Hoyera (1834–1907), jednego z twórców histologii europejskiej. Po nim Katedrę objął znany fizjolog Feliks Nawrocki (1837–1902), jeden z pionierów fizjologii doświadczalnej. Fizjologią – i to na wysokim poziomie – parał się też Henryk Nusbaum (1849–1937), który w warunkach coraz gorszej atmosfery na uczelni i z powodu bojkotu zrusyfikowanej uczelni nie rozwinął swych pasji.

Taki stan trwał aż do momentu powstania odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego w 1915 roku. Jego pierwszy rektor, Józef Brudziński, wybitny uczony i lekarz praktyk – neurolog i pediatra – powierzył stanowisko kierownika Katedry i Zakładu Fizjologii Człowieka na Wydziale Lekarskim młodemu uczonemu, 31-letniemu wówczas, Franciszkowi Czubalskiemu. Miał on już wtedy poważny dorobek naukowy, w którym wyróżniały się badania nad adrenaliną i krzepliwością krwi, prowadzone m.in. w Krakowie u Napoleona Cybulskiego i we Lwowie u Leona Popielskiego. Kim był Franciszek Czubalski i jak wiele zawdzięcza mu polska fizjologia?

Franciszek Czubalski to lekarz, profesor akademicki, autor kilkudziesięciu prac naukowych, którego kariera naukowa związana była przede wszystkim z Warszawą, gdzie na Uniwersytecie, a później w Akademii Medycznej piastował najwyższe stanowiska: kierownika katedry, dziekana i rektora.

Urodził się w rodzinie zarządców majątku Dembińskich herbu Nieczuja, w niewielkiej miejscowości Przysucha, położonej na ziemi opoczyńsko-radomskiej. Dokładna data jego urodzin nie jest do końca ustalona, ponieważ nie zachowała się metryka urodzenia. Według jednych źródeł jest to dzień 30 czerwca 1885 roku, według innych 13 grudnia 1884. Sam Czubalski w życiorysie podaje datę 30 stycznia 1885 roku. Możemy być pewni jedynie daty chrztu Czubalskiego: zgodnie z dokumentami kościelnymi z Przysuchy to 3 lutego 1885 roku. Zgłaszającym dziecko do chrztu był Bronisław Czubalski z pobliskiej wsi Brzustowiec, ponieważ ojciec Franciszka już wtedy nie żył; świadkami byli Benedykt Woźniak i Karol Pawlikowski, obydwaj z Przysuchy. Wiadomo też, że rodzicami chrzestnymi byli Karol Cholewiński i Julia Czubalska, prawdopodobnie żona Bronisława Czubalskiego.

Zaistniały problem dotyczący dokładnej daty urodzin może być wynikiem zwykłego pomieszania dat albo zastosowania podwójnej datacji wynikającej z narzucenia kalendarza juliańskiego. Niewiele też wiemy o rodzicach Franciszka, tyle tylko, że ojciec, także Franciszek, był buchalterem na dworze przysuskim, a matka Emilia z domu Mędrecka (wywodząca się ze starej szlacheckiej rodziny) zajmowała się prowadzeniem gospodarstwa domowego i wychowywaniem dzieci, co nie było takie proste, po przedwczesnej śmierci męża. Franciszek junior miał ośmioro rodzeństwa (Bronisław, Zofia, Helena, Zdzisław, Eugenia, Stefania, Maria, Emilia), był najmłodszym dzieckiem w tym licznym stadku, a różnica wieku między najstarszym bratem i siostrami była tak duża, że bratankowie i bratanice zwracali się do niego per „ty”, a młodsze rodzeństwo nazywało go wujkiem lub stryjkiem. Rodzicom, którzy byli ludźmi rozumnymi i ambitnymi, bardzo zależało na tym, by wszystkie dzieci otrzymały staranne wykształcenie. Musieli też być zamożni, skoro mogli sobie pozwolić w ówczesnych czasach na dostatni sposób życia.

„Trzej synowie, Bronisław, Zdzisław i Franciszek, byli nie tylko ludźmi inteligentnymi i zdolnymi, ale też obdarzeni wybitną męską urodą. Piękna powierzchowność, wytworność i ich maniery, jak i poziom intelektualny, byłyby pewnie do pozazdroszczenia przez niejednych z przedstawicieli rodów arystokratycznych... Wuj Franciszek był wysoki, postawny, w jego zachowaniu i ruchach było coś, co narzucało respekt. Jego piękna sylwetka emanowała godnością. Niewzruszona twarz o pięknych rysach ozdobiona była gęstymi, kasztanowymi włosami zaczesanymi do góry. Symbolizował powagę i dostojeństwo uczonego. Wygląd jego uzupełniały binokle w złotej oprawie. Przez całe lata wyglądał niezmiennie, a studenci żartowali, że profesor Czubalski posiadał sekret eliksiru młodości...” czytamy we wzruszających zapisach obszernej historii rodu Czubalskich.

Dzieciństwo Franciszka przypadło na bardzo trudny okres permanentnej rusyfikacji społeczeństwa polskiego po powstaniu styczniowym. Ten ponury czas znakomicie opisał w Syzyfowych pracach ulubiony pisarz Czubalskiego – Stefan Żeromski, pochodzący także z okolicy Gór Świętokrzyskich. Nauczanie w szkołach publicznych według programu rosyjskiego kuratora oświaty Aleksandra Apuchtina, twórcy zrusyfikowanego systemu szkolnictwa w Królestwie Polskim, oparte było na przymusowym wprowadzeniu języka rosyjskiego w szkołach, systemie donosów, szpiegowania uczniów i absolutnym zakazie rozmawiania po polsku. Lata spędzone w cesarskim gimnazjum realnym w Radomiu (do 1903 roku) wspominał Czubalski jako wyjątkowo przykre. Za rozmowy prowadzone na terenie szkoły w języku ojczystym obowiązywały polskie dzieci bardzo surowe kary dyscyplinarne.

Mając dość znienawidzonej atmosfery, osiemnastoletni Franciszek postanowił nie podejmować dalszej nauki na rosyjskojęzycznym Cesarskim Uniwersytecie Warszawskim i, zgodnie z radą swojej matki, wyjechał studiować wymarzoną medycynę do odległego Dorpatu. Mimo że decyzja była trudna, ponieważ studiowanie tak daleko od domu rodzinnego wiązało się z większymi kosztami utrzymania i rzadszymi kontaktami z rodziną, był to wybór właściwy. Uczelnia dorpacka cechowała się daleko idącą tolerancją i swobodą, studiowała tu więc liczna grupa Polaków, a Wydział Lekarski, gdzie wykładało wielu wybitnych uczonych, był na wyjątkowo wysokim poziomie. Czubalski rozpoczął studia na tej uczelni jesienią 1903 roku i tu po raz pierwszy zetknął się ze znanym europejskim ośrodkiem badań nad krzepliwością Alexandra Schmidta i Paula Morawitza, co w późniejszych latach miało wielki wpływ na jego dalszą karierę naukową. To tu, w Instytucie Fizjologii, po raz pierwszy zetknął się z pracami nad powstawaniem fibryny z nieaktywnej globuliny trombiny i zauroczony pionierskimi badaniami w tym zakresie postanowił poświęcić się temu tematowi, porzucając równocześnie pierwotne plany pracy jako lekarz praktyk. W późniejszych czasach niejednokrotnie z sentymentem i rozrzewnieniem wracał w swoich pracach i wykładach do tego okresu młodości.

Po dwóch latach studiów w Dorpacie (1903–1905) przeniósł się Czubalski do Lwowa, gdzie na Wydziale Lekarskim kontynuował naukę w przyjaznej atmosferze niezakazanej polskości. Kwitło tu polskie życie akademickie, sprzyjała temu bowiem autonomia polityczna Galicji, w tym czasie Lwów był sercem polskiej myśli naukowej i kulturalnej w zaborze austriackim. Zdolny i utalentowany młody student niebawem zwrócił na siebie uwagę wybitnego naukowca, fizjologa i farmakologa, prof. Leona Popielskiego (1866–1920). To u niego – w Zakładzie Farmakologii – Czubalski rozpoczął swoje pierwsze badania.

Pierwsze jego eksperymenty naukowe dotyczyły obecności w ścianie jelit czynników zwiększających lub obniżających krzepliwość krwi. Popielski zainspirował i wprowadził pełnego entuzjazmu młodzieńca w świat nauki, co zaowocowało publikacją w 1908 roku w uznawanym czasopiśmie niemieckim, a niemiecka fizjologia stała wówczas na najwyższym poziomie. Jeszcze przed ukończeniem studiów (miał wtedy 22 lata) stał się zatem autorem pierwszej, samodzielnej pracy doświadczalnej Über den Einfluss des Darmextraktes auf die Blutgerinnbarkeit, w której opisał doświadczenia na psach – badał wpływ na krzepliwość krwi wyciągu z jelita. Udowodnił, iż po podaniu dożylnym tej substancji tworzą się w naczyniach zakrzepy krwi i zmierzył też czas ich formowania się. Był to wspaniały debiut naukowy młodego Czubalskiego, a znaczenie metody wówczas zastosowanej zostało w późniejszych latach potwierdzone i była ona wykorzystywana do dalszych badań przez pierwszych jego uczniów: Bolesława Gutowskiego i Juliana Walawskiego.

Dalsze badania Czubalskiego nad krzepliwością krwi podczas różnych etapów trawienia zaowocowały uzyskaniem w 1910 roku stopnia doktora wszech nauk lekarskich. Cztery lata później, mając zaledwie 29 lat, na podstawie rozprawy habilitacyjnej O fizjologicznem działaniu salwarsanu otrzymał stopień docenta farmakologii Uniwersytetu Lwowskiego. Pracując równocześnie nad zależnościami między adrenaliną i hipoksją a reakcją układu krążenia oraz oddychania, skupiał się nad opublikowaniem swojej bodaj najważniejszej pracy naukowej. Ukazała się ona w 1913 roku w znanym niemieckim czasopiśmie „Zentralblatt für Physiologie”, pod tytułem Asphyxie und Adrenalin. Zdaniem wielu znanych fizjologów była to najbardziej odkrywcza z wszystkich prac Czubalskiego. Przedstawił i udowodnił w niej, że podczas duszenia (przy braku tlenu) wzrasta we krwi poziom adrenaliny, a to skutkuje z kolei wzrostem ciśnienia tętniczego. Ta praca była opublikowana równolegle z pracą słynnego amerykańskiego fizjologa Waltera Bradforda Cannona, który dzięki temu odkryciu wszedł do historii medycyny. Cannon wprowadził w niej współczesną nazwę – adrenalina i określił ją jako tzw. hormon stresu.

Wyniki badań Czubalskiego zwróciły uwagę wielkiego polskiego uczonego Napoleona Nikodema Cybulskiego (1854–1919) na osobę zdolnego, obiecująco zapowiadającego się naukowca. Cybulski był wtedy kierownikiem krakowskiej Katedry Fizjologii i zaprosił Franciszka Czubalskiego do współpracy. Uczony wahał się, który kierunek kontynuować – farmakologię u boku Popielskiego czy fizjologię u Cybulskiego, ostatecznie jednak wybrał tą drugą. Od 1913 roku rozpoczął regularne przyjazdy ze Lwowa do Krakowa, gdzie pod okiem mistrza prowadził badania nad wpływem adrenaliny na pobudliwość neuronów motorycznych i amplitudę potencjałów czynnościowych. Na podstawie rozprawy opublikowanej w dwóch językach – Die chemischen Reize der NervenChemiczne podniety nerwowe, nakładem Uniwersytetu Jagiellońskiego i Akademii Umiejętności w Krakowie, otrzymał swą drugą docenturę. I tak oto młody, dwukrotny docent, który początkowo dzielił swe obowiązki akademickie między dwa miasta – Lwów i Kraków, zmuszony był w końcu przeprowadzić się na stałe do Krakowa, ale nie na długo.

Po odrodzeniu się w 1915 roku Uniwersytetu Warszawskiego organizator tej uczelni i jej rektor, Józef Brudziński, wystosował prośbę do wszystkich polskich uczelni o oddelegowanie do Warszawy fizjologa. Napoleon Cybulski, już wtedy poważnie chory, bez zastanowienia i wspaniałomyślnie polecił swojego najzdolniejszego ucznia, docenta dwóch specjalności, farmakologii i fizjologii. I tak po 13 latach Czubalski wrócił, choć dość okrężnym szlakiem, do Warszawy, gdzie rozpoczynał swoją drogę edukacji, by pozostać tu już do końca swego pracowitego życia.

Rekomendacje cenionego uczonego zadecydowały o przyznaniu Czubalskiemu roli tworzenia od samych podstaw Zakładu i Katedry Fizjologii na warszawskiej uczelni. Jako młody docent stanął przed trudnym i bardzo odpowiedzialnym zadaniem, z którego, jak się później okazało, wywiązał się doskonale, organizując nauczanie przedmiotu i tworząc szkołę naukową na wyjątkowo wysokim poziomie. Był to okres wytężonej, ale w pełni owocnej pracy, który trwał właściwie do końca czynnego, naukowego życia w 1959 roku, czyli prawie przez 45 lat.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje inauguracyjny wykład, wygłoszony przez młodego uczonego 11 listopada 1916 roku na Krakowskim Przedmieściu w nobliwej sali wykładowej z 1824 roku. Ważne było, iż przeprowadzono go na odrodzonym Uniwersytecie Warszawskim po polsku i właśnie z fizjologii. Stał się on niejako symbolem odzyskanej niepodległości, symbolem wolnej nauki polskiej, o czym nie omieszkał wspomnieć Czubalski między słowami traktującymi o historii polskiej i światowej fizjologii. W wystąpieniu Wyciągi z narządów a wydzielanie wewnętrzne autor podał w wątpliwość dotychczasowy sposób przygotowywania wyciągów tkanek. Według niego działały one wtedy tak, „jak obce białko wprowadzone do krwi”. Przedstawił równocześnie swoją metodę (jako hipotezę), która potem znalazła potwierdzenie i kontynuację w pracach jego uczniów (np. Bolesława Gutowskiego).

Zapoczątkował też Czubalski cykl badań naukowych nad wpływem autonomicznego układu nerwowego na skład morfologiczny krwi, poziom białek w osoczu i na krzepliwość krwi. Wykazał, że pobudzenie przywspółczulnego i współczulnego układu nerwowego zmienia ilość leukocytów w krwiobiegu. Niestety, te prekursorskie jak na owe czasy poczynania nie zostały wówczas dostatecznie docenione. Dopiero jego uczniowie potwierdzili je, bazując na prawach wykrytych przez swojego nauczyciela i wynikach jego żmudnych eksperymentów.

Czubalski doskonale potrafił rozpoznać młodych i utalentowanych ludzi, którzy pod jego czujnym okiem rozwijali potem swoje zdolności. Za przykład mogą tu posłużyć dwa nazwiska: Jerzego Konorskiego i Stefana Millera, którzy kontynuując badania słynnego rosyjskiego fizjologa Iwana Pawłowa nad odruchami warunkowymi, udowodnili, że tę klasyczną teorię pawłowowską można uzupełnić i poszerzyć o odruchy warunkowe II typu, tzw. wyuczone reakcje instrumentalne. Kiedy w 1928 roku ci dwaj młodzi uczeni stanęli śmiało przed profesorem i poprosili o umożliwienie im prowadzenia badań eksperymentalnych, Czubalski nie zawahał się udostępnić i przydzielić im pomieszczenia piwnicznego pod Zakładem Fizjologii w budynku przy Krakowskim Przedmieściu. Z pełną odpowiedzialnością oddał ich pod opiekę swego współpracownika doktora Juliana Walawskiego, szczególnie wprawnego eksperymentatora, prowadzącego badania głównie na psach. Jak się później okazało, był to początek wspaniałej kariery naukowej światowej sławy neurofizjologa Jerzego Konorskiego.

Dowodem uznania jego naukowych osiągnięć było nadanie Czubalskiemu tytułu profesora nadzwyczajnego w 1919 roku i niebawem, po dwóch latach, profesora zwyczajnego fizjologii. Kolejny okres publikacji obejmował prace, które dotyczyły właściwie wszystkich odcinków przewodu pokarmowego, a doniesienia rewolucjonizowały dotychczasowe poglądy na zagadnienia swoistości bodźców wydzielniczych. Na pomoc i fachową radę oraz wsparcie prof. Czubalskiego zawsze mogli liczyć nie tylko jego asystenci, lecz także lekarze klinicyści. Młodzi naukowcy praktykujący na salach chorych, chętnie przychodzili do Zakładu Fizjologii i przeprowadzali swoje badania eksperymentalne, w których Czubalski wspierał ich własnym doświadczeniem i ojcowskimi radami.

Profesor był doskonałym nauczycielem, bardzo lubił swoich słuchaczy, a młodzież studencka odwzajemniała to uczucie. Profesorskie wykłady cieszyły się dużą popularnością. Prowadzone były charakterystycznym metalicznym głosem, zawsze nienaganną polszczyzną, były treściwe i perfekcyjnie przygotowane. Dystyngowany sposób bycia i wygląd zewnętrzny były zawsze nienaganne. Elegancko ubrany w garnitur i koszulę z krawatem, przyjacielsko ustosunkowany do młodych ludzi chłonących wiedzę, służył im zawsze swoją cenną radą i pomocą. Był dla nich wielkim autorytetem i zarazem przyjacielem, choć dalekie było tu uczucie spoufalania. Budził powszechny respekt, a sam egzamin z przedmiotu był dla wszystkich zdających ogromnym przeżyciem, bo nie wystarczała wtedy tylko wiedza; profesor wymagał poprawnej wymowy, właściwie sformułowanego zdania, inteligentnego rozumowania, a ponadto przybycia na egzamin w wizytowym stroju. Niedbały wygląd wpływał negatywnie na ocenę i mógł skutkować wyproszeniem z gabinetu, co zawsze wprawiało profesora w zły nastrój. Ale bywało i tak, że niekiedy studenci słabiej przygotowani usłyszeli kilka humorystycznych uwag, co miało odstresować pytanego. Na dodatek zwyczajem było towarzyszenie profesorowi podczas egzaminu przez asystentów, co było swoistą lekcją, potwierdzało nietuzinkową osobowość nauczyciela i jego wielki talent dydaktyczny. W pamięci asystentów pozostał charakterystyczny obraz profesora kroczącego po korytarzu Zakładu i podążającego za nim starego laboranta, niosącego ciężką profesorską teczkę, wypchaną książkami i zapiskami.

Trafny okazał się wybór Czubalskiego na wieloletniego kuratora przedwojennego Koła Medyków. Wielce zaangażowany w dzieło, patronował społecznej akcji budowy zrujnowanego Domu Medyka przy ulicy Oczki w Warszawie. Kiedy w latach 30. na terenie Uniwersytetu Warszawskiego niechlubnie pojawili się studenci i pseudostudenci organizujący bojówki antyżydowskie i wprowadzający tzw. getto ławkowe, profesor oficjalnie i publicznie potępił te nienawistne i agresywne ekscesy; a było to dużym aktem odwagi z jego strony. Kiedy w 1936 roku Senat wybrał go rektorem, po demonstracjach studenckich przeciw niemu jako przeciwnikowi tzw. ławek dla Żydów, zaszczytu tego nie przyjął i pozostał nadał na stanowisku prorektora UW. Często też dawał schronienie uciekającym grupom studentów pochodzenia żydowskiego w swoim Zakładzie Fizjologii, gdzie laborant skutecznie ryglował drzwi przed atakami nacierających agresorów. Dlatego też profesor, w trosce o swe bezpieczeństwo, zawsze miał asystę kilku rosłych studentów w drodze do swojego mieszkania na Sewerynowie.

Piękną kartą, wpisaną w życiorys Czubalskiego, jest jego działalność w czasie okupacji niemieckiej. W tym tragicznym dla wszystkich okresie był dyrektorem do spraw akademickich podziemnego nauczania medycyny działającego pod szyldem Prywatnej Szkoły Zawodowej dla Pomocniczego Personelu Sanitarnego, zorganizowanej przez ówczesnego docenta Jana Zaorskiego (1887–1956). We wspomnieniach słuchaczy pozostał jako wysoki, szczupły pan w binoklach, prowadzący wykład z fizjologii człowieka w asyście nieodstępującego go Feliksa, woźnego z Zakładu Fizjologii. Wielkim aktem odwagi było prowadzenie wykładów dla studentów medycyny w centrum Warszawy, nieopodal siedziby niemieckich władz okupacyjnych. Za ten niezwykły hart ducha i nieustraszoną odwagę podziwiała go młodzież, darząc go bezgranicznym zaufaniem. Dowodem tego jest wmurowanie tablicy pamiątkowej w zabytkowym budynku uczelni na Krakowskim Przedmieściu.

Kiedy po wojnie Czubalski przystępował do odbudowania zrujnowanego Zakładu Fizjologii, miał ponad 60 lat. Nietrudno sobie wyobrazić ból i rozpacz jakie przeżył, ujrzawszy zniszczony i rozgrabiony przez okupanta swój przedwojenny Zakład. Jego kilkudziesięcioletni trud organizacyjny został prawie doszczętnie zniszczony. Ze zdwojoną energią przystąpił wtedy do działania. Skupił wokół siebie grono młodych, zapalonych naukowców, po raz kolejny podejmując trud wychowania następnego pokolenia warszawskich fizjologów. Wielu z nich uzyskało kierownicze stanowiska na katedrach w całej Polsce.

Wiele zawdzięcza prof. Franciszkowi Czubalskiemu uczelnia warszawska, gdzie jako wprawny organizator i świetny dydaktyk piastował odpowiedzialne i zaszczytne funkcje: w latach 1923–1924, 1924–1925, 1934–1935 oraz 1945–1947 był aż czterokrotnie wybierany dziekanem Wydziału Lekarskiego UW, a w latach 1935–38 był prorektorem Uniwersytetu. Był też pierwszym dyrektorem przedwojennej Akademii Stomatologicznej w Warszawie. Po oddzieleniu wydziałów lekarskich od uniwersytetów i utworzeniu osobnych uczelni objął stanowisko pierwszego rektora Akademii Medycznej w Warszawie i piastował to stanowisko do 1955 roku. To jednak nie przeszkadzało mu być gorącym zwolennikiem akcji mającej na celu powrót Akademii Medycznych do macierzystych uniwersytetów.

Jako człowiek o dużym poczuciu obowiązku pracy społecznej, był po I wojnie światowej współorganizatorem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i członkiem wielu towarzystw naukowych zarówno zagranicznych (węgierskiego, czeskiego, francuskiego), jak i polskich, m.in. Polskiej Akademii Umiejętności (członek czynny od 1945), Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (członek korespondent od 1945 i zwyczajny od 1946) i Polskiej Akademii Nauk (członek tytularny od 1952 i rzeczywisty od 1957). W 1938 roku brał udział w organizacji Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego, którego został potem członkiem honorowym. W latach 1946–1950 był sekretarzem, a w 1950–1952 – przewodniczącym Wydziału Lekarskiego TNW.

Dorobek naukowy profesora obejmuje kilkadziesiąt prac, traktujących głównie o fizjologii trawienia, krwi, układu krążenia, mięśni, neurofizjologii i endokrynologii doświadczalnej. Jeszcze przed II wojną światową rozpoczął gromadzenie materiału do opracowywanego podręcznika fizjologii człowieka, który ukazał się jako część w 1956 roku pt. Fizjologia krążenia.

Nieodłączną towarzyszką życia prof. Czubalskiego była jego żona Stefania Brzezińska (dość „pulchna”, profesor zwracał się do niej pieszczotliwie – „Funiu”), kobieta o dużej kulturze i – choć bardzo stanowcza – o ogromnym wdzięku osobistym, kochająca róże, które z wielkim upodobaniem hodowała na rozległym tarasie mieszkania na najwyższym piętrze domu zbudowanego przy ul. Sewerynów, przez profesorską spółdzielnię mieszkaniową, opodal Uniwersytetu. Żona była wspaniałą gospodynią i duszą towarzystwa, które zbierało się corocznie 4 października, w dniu imienin profesora. Byli to asystenci Katedry zapraszani na tradycyjne już herbatki z własnoręcznie wykonanymi przez panią domu wypiekami. W czasie tych miłych spotkań profesor wspominał swą młodość i opowiadał o zawiłych dziejach Polski. Wszyscy czuli się wówczas jak jedna wielka rodzina, były to bardzo wzruszające chwile, podczas których profesor był otwartym, jakby bardziej wylewnym i bliskim człowiekiem, bo na co dzień, w pracy zawodowej, sprawiał wrażenie osoby bardzo zdystansowanej.

Państwo Czubalscy mieli jednego syna – Mieczysława, który nie odziedziczył rodzinnego zamiłowania do medycyny, skończył prawo i uzyskał stopień doktora. Ożenił się z Danutą Siekierzyńską i zamieszkał w Warszawie przy ul. 6 Sierpnia 4. Zmarł niestety bezdzietnie w 1973 roku. Bratankiem profesora był Stefan Czubalski, ordynator Oddziału Urologicznego warszawskiego Szpitala Starozakonnych.

Franciszek Czubalski zmarł po długiej i ciężkiej chorobie, w pochmurny dzień 8 lutego 1965 roku w wieku 80 lat, w kilka miesięcy po swojej ukochanej żonie, której śmierć bardzo boleśnie przeżył. Spoczywa w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, obok żony i syna.

W dowód wielkiej wdzięczności za jego zasługi na polu nauki polskiej, w 1985 roku, a więc w dwudziestą rocznicę śmierci i osiemdziesiątą rocznicę urodzin, w Sali wykładowej Akademii Medycznej w Warszawie nazwanej jego imieniem (o czym niewiele osób pamięta) wmurowano pamiątkową tablicę.

Miła uroczystość odbyła się też w 2012 roku w Przysusze, miejscowości urodzin profesora. Rada Powiatowa Przysuchy 3 października 2012 roku postanowiła nadać szpitalowi powiatowemu imię prof. Franciszka Czubalskiego. Podczas lokalnej, uroczystej konferencji naukowej w Domu Kultury, wśród licznie zebranych dostojnych gości znaleźli się rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – prof. Marek Krawczyk i rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego – ks. prof. Stanisław Dziekoński. Swoją obecnością uroczystość zaszczycił też członek rodziny profesora, dr Andrzej Czubalski, i najstarszy już uczeń Franciszka Czubalskiego – prof. Andrzej Trzeb ski, którzy wspólnie dokonali odsłonięcia wmurowanej pamiątkowej tablicy.

Sylwetka prof. Franciszka Czubalskiego, człowieka tak wielkich zasług, winna na wieki zapisać się w historii polskiej fizjologii i pozostać na zawsze w pamięci przyszłych pokoleń.

Wybrana literatura

 

Archiwum WUM, Teczka osobowa – Franciszek Czubalski (1885–1965), nr 1437.

Czubalski A., informacje ustne i archiwalia rodzinne.

Łoza S., Franciszek Czubalski, [w:] Czy wiesz kto to jest, Warszawa 1938, s. 126.

Śródka A., Czubalski Franciszek Mieczysław, [w:] Uczeni polscy XIX-XX stulecia, Warszawa 1994, s. 324.

Trzebski A., Franciszek Czubalski 1885–1965, „Acta Physiologica Polonica” 1987, nr 38, s. 123.

Trzebski A., Franciszek Czubalski (1885–1965), [w:] Złota Księga Medycyny Warszawskiej, red. M. Krawczyk, Warszawa 2009, s. 79.

Walawski J., Twórczość naukowa prof. dr med. Franciszka Czubalskiego, „Polski Tygodnik Lekarski” 1946, nr 48, s. 1441.

Adam Czyżewicz

Urodzony 19 IX 1877 we Lwowie. Studia na Uniwersytecie Lwowskim. Studia za granicą w Paryżu, Bonn i Wrocławiu. Profesor UW (1920), kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii. W czasie okupacji dyrektor Kliniki przekształconej w miejski zakład ginekologiczno-położniczy, uczestnik tajnego nauczania.

Ginekolog i położnik; zajmował się m.in. problematyką zapaleń w obrębie miednicy mniejszej, mechanizmami porodowymi, konfliktem serologicznym oraz zagadnieniami onkologicznymi; jako pierwszy na świecie opisał przypadek donoszonej pozamacicznej ciąży brzusznej.
Asystent w Szkole Położnych (od 1903), później sekundariusz (zastępca kierownika; od 1910). Wykłady z zakresu ginekologii oraz fizjologii i patologii ciąży dla położnych. Współzałożyciel i pierwszy prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego (1923). Członek PAU (1935).
Zmarł 21 IX 1962 w Warszawie.

Kilka dalszych uwag w sprawie niepowściągliwych wymiotów u ciężarnych, z uwzględnieniem dzisiejszego stanowiska nauki w tym przedmiocie, Lwów 1913; Kilka uwag w sprawie istoty leczenia niepłodności kobiecej, Włocławek 1928; Mechanizm porodowy, Warszawa 1932; Patologia ciąży, Warszawa 1933; Położnictwo i choroby kobiece, Warszawa 1933; Linie wytyczne w leczeniu zakażenia połogowego, Warszawa 1937; Zagadnienie opieki nad matką, Warszawa 1939; Częstość poronień, Warszawa 1950.

L. Marianowski, M. Wielgoś, Profesor Adam Ferdynand Czyżewicz. Twórca Warszawskiej Szkoły Położniczej, „Medycyna Dydaktyka Wychowanie” 2012, nr 10.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

ADAM CZYŻEWICZ

1877–1962

 

Adam Ferdynand Czyżewicz urodził się 19 listopada 1877 roku we Lwowie w rodzinie lekarskiej. Był synem bardzo znanego lekarza, Adama Zygmunta Czyżewicza, profesora ginekologii i położnictwa Szkoły Medyko-Chirurgicznej we Lwowie oraz Heleny Lewickiej. Po ukończeniu gimnazjum im. Franciszka Józefa w tym mieście, w 1895 roku rozpoczął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego. Dyplom doktora wszech nauk lekarskich i tym samym prawo praktyki lekarskiej otrzymał w 1900 roku. Udał się wtedy na staże naukowe za granicę, w celu zaznajomienia się z najnowszymi osiągnięciami w interesujących go dziedzinach. Już wtedy musiał myśleć o specjalizacji z zakresu ginekologii i położnictwa, dlatego wybrał się w podróż do Instytutu Pasteura w Paryżu, w którym zgłębiał tajniki nowoczesnej mikrobiologii, mając na względzie walkę z gorączką połogową. Zetknął się tam z dwiema wielkimi osobowościami, Ilią Miecznikowem i Janem Danyszem. Miecznikow to twórca teorii fagocytarnej, przyszły laureat Nagrody Nobla; drugi z profesorów kierował Działem Mikrobiologii Instytutu, był autorem prawa biologicznego o wzajemnym stosunku jadów do przeciwjadów, tzw. fenomenu Danysza.

Techniki operacyjne Czyżewicz doskonalił u jednego z najlepszych chirurgów tamtych czasów, Jana Mikulicza-Radeckiego we Wrocławiu, będąc przez rok asystentem w uniwersyteckiej klinice chirurgicznej. Na koniec udał się na asystenturę do uniwersytetu w Bonn, do Kliniki Ginekologiczno-Położniczej słynnego Heinricha Fritscha, najmodniejszego wówczas nauczyciela sztuki chirurgicznej w ginekologii i położnictwie, który chętnie szkolił młodych adeptów tej dyscypliny.

Po powrocie do kraju w 1903 roku Czyżewicz został asystentem w Szkole Położnych u swojego ojca Adama Zygmunta, a po jego śmierci w 1910 roku został sekundariuszem, czyli zastępcą kierownika. W czasie pracy u ojca prowadził wykłady z zakresu ginekologii oraz fizjologii i patologii ciąży dla położnych. Ojciec naszego bohatera był postacią nietuzinkową i wywarł ogromny wpływ na rozwój kariery naukowej syna. Zasłynął jako lwowski pionier nowoczesnego położnictwa, opartego na ścisłych zasadach aseptyki i antyseptyki. Był nie tylko wspaniałym położnikiem, lecz także biegłym operatorem. Mocno zaangażowany w działalność społeczną, był członkiem Krajowej Rady Zdrowia, radnym Lwowa, wiceprezydentem miasta, posłem na sejm i prezesem Towarzystwa Lekarzy Galicyjskich. Dziełem jego życia było opracowanie projektu i wybudowanie nowoczesnego gmachu Kliniki Położniczo-Ginekologicznej Uniwersytetu Lwowskiego wraz z Zakładem Położniczym. Pierwszym jej dyrektorem został w 1898 roku prof. Antoni Mars, który umożliwił młodemu Czyżewiczowi dalszy rozwój naukowy. Od 1911 roku Czyżewicz junior był asystentem w jego klinice, tam po trzech latach habilitował się na podstawie pracy Kilka uwag w sprawie niepowściągliwych wymiotów u ciężarnych z uwzględnieniem dzisiejszego stanowiska nauki w tym przedmiocie. Z powodu wybuchu I wojny światowej habilitacja musiała poczekać na oficjalne zatwierdzenie przez nowe władze do 1916 roku. Profesor wykładał na Uniwersytecie Lwowskim w latach 1918–1920. Brał również czynny udział w obronie Lwowa, pełniąc funkcję komendanta i zarazem naczelnego chirurga szpitala.

W 1920 roku zaproponowano Czyżewiczowi objęcie kierownictwa Kliniki Położnictwa i Ginekologii na Uniwersytecie Warszawskim, co wiązało się praktycznie z koniecznością zorganizowania wszystkiego od podstaw. Czyżewicz podjął wyzwanie i przyjął propozycję. Marszałek Józef Piłsudski przeniósł go w stan rezerwy jako pułkownika Wojska Polskiego i mianował profesorem zwyczajnym położnictwa i ginekologii UW. Oficjalne otwarcie kliniki, zlokalizowanej przy placu Starynkiewicza 3, odbyło się 14 stycznia 1921 roku. Z tym miejscem profesor związał się już do końca swojego życia. Tutaj leczył, nauczał, pracował naukowo. Stworzył tak świetny ośrodek badawczo-naukowy, że garnęli się do niego młodzi asystenci, również spoza Warszawy.

Uczony był niebywałym autorytetem dla młodzieży. Charyzmatyczny, lekko jąkający się profesor stworzył wielką warszawską szkołę ginekologiczno-położniczą. Miał w sobie niezwykły urok szalonego naukowca, który ważne treści stara się przedstawić w zabawny i przystępny sposób. Do historii przeszły jego wykłady, na których zbierały się tłumy uwielbiającej profesora młodzieży. W czasie prelekcji zamieniał się w aktora, starając się gestem i mimiką utrwalić w pamięci słuchaczy najważniejsze kwestie lub wytłumaczyć trudne problemy. Chyba tylko on jeden potrafił udawać macicę z powiewającymi jajowodami lub inny element anatomiczny w zależności od poruszanego problemu. Żartował, czasem bardzo ostro, celnie godząc szczyptą ironii w biednego studenta. Nikt jednak nie obrażał się na niego, choć niejednokrotnie epitet raz nadany na wykładzie czy egzaminie przywierał do delikwenta do końca studiów albo jeszcze dłużej. Egzamin z położnictwa i ginekologii też miał swój specyficzny klimat. Profesor pytał w bibliotece klinicznej, przy owalnym stole, co miało nadać egzaminowi charakter dyskusji. Odbywał się przy otwartych drzwiach, to znaczy chętni studenci mogli siedzieć w sali i przysłuchiwać się zdającym. Korzystali z tego gromadnie. Tworzyli w ten sposób listę najczęstszych pytań i odpowiedzi, a przy okazji powtarzali materiał. A profesor pytał, pytał, rozmawiał i oczywiście żartował. Niektóre z jego żartów przetrwały do dzisiaj i są chętnie przypisywane przez współczesnych studentów profesorom na innych uczelniach, jak np. ten o objawach ciąży. Ponoć student zapytany przez profesora o te objawy, wymienił brak miesiączki, powiększenie brzucha i wymioty. Na co profesor odpowiedział ze spokojem, że prawdopodobnie zaszedł w ciążę, gdyż dwóch pierwszych objawów jest pewien, a kiedy słucha studenta, to chce mu się wymiotować. Ciekawe, że na uczelni w Krakowie tę anegdotę przypisywano słusznej postury profesorowi anatomii patologicznej, Jerzemu Stachurze. Długo również śmiano się z delikwenta, który z nerwów pomylił położnicę z położną i na pytanie profesora, co najpierw musi zrobić, zanim przystąpi do porodu, odpowiedział: „Na początku golę srom położnej...”. „A położna panu w mordę”, przerwał z charakterystycznym lwowskim akcentem, odpowiednio gestykulując, profesor.

Adam Czyżewicz uważał, że student musi posiąść nie tylko wiedzę najnowocześniejszą, lecz także bardzo praktyczną. Do tego celu służył opracowany przez niego skrypt, który zawierał m.in. takie porady: „Jeśli poród odbywa się w domu, to kobieta powinna rodzić na łóżku męża. Dlaczego? Aby potem przejść do łóżka swojego, czystego”. „Jeśli dziecko się urodzi, to nie należy go przykrywać całego. Dlaczego? Żeby ktoś na nim nie usiadł”. Podobno profesor pytał sprawiedliwie i nie należał do srogich egzaminatorów. Do tego był wielkim miłośnikiem kotów i otwierał swe serce dla nie zawsze dobrze przygotowanych, ale lubianych przez koty studentów. Aby udowodnić miłość kotów, należało na nogawki spodni nakropić trochę waleriany, a dokarmiane przez profesora w klinice koty łasiły się do nóg przebiegłych adeptów medycyny. Serce profesora oczywiście topniało.

Co robił prof. Czyżewicz, kiedy nie nauczał i nie żartował? Przede wszystkim leczył, odbierał porody i pracował naukowo. Programowym tematem badawczym kliniki był mechanizm porodowy. Uczony był pierwszym polskim położnikiem, który rozpoczął prace w tym temacie. Wprowadził do polskiego położnictwa termin „przemiana siły obkurczającej na wydalającą” oraz stałą zasadę indywidualizacji każdego porodu, odejście od sztywnych schematów. Wkraczanie z pomocą miało następować dopiero wtedy, gdy poród fizjologiczny zaczynał zamieniać się w patologiczny. Poza tym w klinice zajmowano się problemami patologii ciąży, infekcji i ginekologią operacyjną.

Cztery lata po otwarciu kliniki ukończono generalny remont pomieszczeń i otwarto 40-łóżkowy oddział neonatologiczny (dla noworodków urodzonych w klinice), którym kierowała prof. Marta Erlich. W 1928 roku w klinice powstała również Pracownia Biologiczna i Histologiczna pod kierunkiem Leonarda Lorentowicza, a w 1930 roku otwarto tutaj Oddział Radioterapii, w którym leczono choroby nowotworowe narządu rodnego. Do tego celu służył aparat rentgenowski oraz rad promieniotwórczy, który Czyżewicz otrzymał od Marii Skłodowskiej-Curie jeszcze w 1923 roku.

Adam Czyżewicz nie wyobrażał sobie przyszłości polskiej ginekologii bez możliwości sprawnej wymiany myśli naukowej i współpracy między specjalistami z różnych krajowych ośrodków naukowych. Uważał, że jedyną taka możliwość daje praca w ogólnokrajowym towarzystwie ginekologicznym. Ruch taki istniał nieoficjalnie i regionalnie już w 1902 roku (m.in. w Warszawie), jednak – jak sam zauważał – lokalne towarzystwa, nawet jeśli miały stosunkowo duży zasięg działania, uważał za relikt z czasów zaborów. Dlatego zaangażował się w sprawę utworzenia Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego. Pod koniec 1921 roku, a więc tuż po uruchomieniu warszawskiej kliniki, profesor wszedł w skład komitetu organizacyjnego, którego staraniem utworzono Warszawskie Towarzystwo Ginekologiczne. Odłączył wówczas Sekcję Ginekologiczną od Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, po to by móc oficjalnie wystąpić do władz z projektem utworzenia struktury ogólnopolskiej. W czerwcu następnego roku zwołano Walne Zebranie Delegatów regionalnych Towarzystw Ginekologicznych, na którym przyjęto projekt do realizacji i ustalono termin I Zjazdu Ginekologów Polskich na kwiecień 1923 roku w Warszawie. Na tym historycznym zjeździe, powołano oficjalnie do życia Towarzystwo Ginekologów Polskich. Pierwszym prezesem został oczywiście Adam Czyżewicz. Obrady zjazdu odbywały się w sali wykładowej jego nowej kliniki, a on sam jako gospodarz wygłosił mowę powitalną. Nie byłby Czyżewiczem, gdyby słów podniosłych nie ubarwił żartem: „Syrena Warszawska śpiewem Was wita. Nabrzmiałe radością i dumą serca nasze Wam rzuca pod nogi. Przyjmijcie je wdzięcznie i tak serdecznie, jak to wam podane. Wierzcie, że goszczenie was u siebie uważamy za honor i zaszczyt”.

Dynamiczny rozwój kliniki przerwał wybuch II wojny światowej. W trakcie okupacji przekształcono ją w miejski zakład ginekologiczno-położniczy, czyli w praktyce w miejską porodówkę, gdzie dziennie odbywało się około 30 porodów. Panowały tu bardzo trudne warunki sanitarne. Budynek był częściowo zniszczony, brakowało opału i wody, a pogarszał sytuację ogromy natłok pacjentek, wyrzuconych z innych szpitali położniczych zamienionych na szpitale wojskowe. Cały czas walczono z gorączką połogową, której epidemia wybuchła zaraz po zajęciu stolicy przez Niemców. Pomimo tego Czyżewicz nie zrezygnował z pracy. Śmiało można powiedzieć, że nie tylko jego zdolności organizacyjne, lecz także powszechny szacunek, jakim był otaczany, pozwoliły mu na utrzymanie szpitala na poziomie umożliwiającym nie tylko zapewnienie opieki medycznej, lecz także prowadzenie pracy naukowej oraz na tajne nauczanie, w którym brał wyjątkowo czynny udział: wykładał na tajnym Wydziale Lekarskim i na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich.

Klinikę ewakuowano w sierpniu 1944 roku. Czyżewicz jako lekarz uczestniczył w powstaniu warszawskim, a po jego upadku został ewakuowany do szpitala Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) w Komorowie. Po wojnie powrócił do Warszawy i rozpoczął starania o jak najszybsze wznowienie działalności kliniki, którą z początku umieszczono na terenie Szpitala Dzieciątka Jezus, by 19 września 1946 roku powrócić do jej dawnego budynku. Pod jego kierunkiem klinika szybko wróciła do swojej przedwojennej świetności i stała się jednym z głównych ośrodków naukowych i klinicznych w kraju. Medycznymi tematami badawczymi stały się wszystkie najważniejsze problemy ówczesnej ginekologii i położnictwa: od zapaleń w obrębie miednicy mniejszej, poprzez zagadnienia onkologiczne, konflikt serologiczny aż po wspomniane mechanizmy porodowe. Trudniejsze zabiegi przeprowadzał profesor osobiście, stale szkoląc asystentów w zakresie najnowocześniejszych technik operacyjnych; a uchodził za świetnego chirurga operatora. W sumie w klinice Czyżewicza odbyło się około 93 000 operacji i porodów.

Najważniejszą zasadą, którą profesor wpajał swoim studentom, była umiejętność kategoryzowania pacjentek w zależności od rodzaju schorzenia na takie, które wymagają najpilniejszej interwencji, i na takie, u których leczenie i diagnostyka mogą przebiegać spokojnie i planowo. To zdroworozsądkowe, aktualne do dziś postępowanie przeszło do historii jako często powtarzana sentencja: „Trzeba bezwzględnie założyć, że kobieta zgłaszająca się do ginekologa albo jest w ciąży, albo ma raka. Dopiero po wykluczeniu tych stanów można prowadzić dalszą diagnostykę”.

Profesor Czyżewicz zmarł 21 września 1962 roku w Warszawie. Był ożeniony z Józefą Czernecką. Jego szwagrem był Wincenty Czernecki, docent interny Uniwersytetu Lwowskiego. Adam Czyżewicz był uważany za wzór poszanowania stanu lekarskiego. Był człowiekiem niezwykle skromnym i bezinteresownym. Powszechnie lubiany, cieszył się ogromnym autorytetem moralnym i naukowym. Szanował innych i sam wymagał szacunku dla siebie. Jako osoba głęboko wierząca bronił bezwarunkowo prawa do życia dzieci nienarodzonych. Był człowiekiem o niezwykłej kulturze, który zasady etyki lekarskiej stawiał na pierwszym miejscu w swoim postępowaniu, a w pacjencie widział nie tylko chorobę, lecz przede wszystkim człowieka.

Na koniec anegdota – o ogromnym zaufaniu pacjentek, których miał bardzo liczne rzesze wśród wszystkich grup społecznych i w licznych zakątkach Polski. To historia z czasów, gdy był jeszcze asystentem swojego ojca we Lwowie. Pewna księżna zawezwała go do siebie z powodu nagłego krwotoku. Czyżewicz zastał kobietę w swoim łożu, a w trakcie badania zorientował się, iż ma do czynienia z poronieniem w toku. Nie byłoby w tym nic fatalnego, gdyby nie fakt, że mąż owej księżnej od długiego już czasu przebywał poza domem. Zatrwożony Czyżewicz, postanowił uratować honor pacjentki. Pod osłoną kołdry wyjął jajo płodowe z szyjki macicy i dyskretnie wsunął je do kieszeni swych spodni. Po latach wspominał, że choć zniszczył całkiem spodnie, uratował honor książęcy. Taki był Adam Ferdynand Czyżewicz, wielki lekarz i wielki człowiek, o wielkiej kulturze osobistej.

Marian Danysz

Urodzony 17 III 1909 w Paryżu. Studia na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej (1938), po wojnie studia z zakresu fizyki na UW (1949). Wykładowca elektrotechniki w Państwowej Szkole Inżynierskiej im. Wawelberga i Rotwanda (1945–1948). Asystent Zakładu Fizyki Doświadczalnej UW (1947). Stypendium naukowe w Wielkiej Brytanii (1950–1952). Twórca pracowni badań metodą emulsji jądrowych (1952). Profesor UW (1954).

Fizyk, odkrywca (wraz z Michałem Żywem) promieniotwórczego fluoru. Badacz wtórnej emisji i zjawiska fotoelektrycznego; zbudował prototyp noktowizora. Odkrywca (wraz z Jerzym Pniewskim) hiperjąder oraz współodkrywca podwójnego hiperjądra.
Kierownik Laboratorium Promieni Kosmicznych (od 1955), a także Zakładu Fizyki Wysokich Energii Instytutu Badań Jądrowych (od 1956). Wicedyrektor Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej (1956–1960). Członek Rady Naukowej ZIBJ w Dubnej (1960–1970), przedstawiciel Polski w Radzie CERN. Visiting professor w CERN (1970–1972).
Członek PAN (1960).
Zmarł 9 II 1983 w Warszawie.

Delayed disintegration of a heavy nuclear fragment (współautor J. Pniewski), „Philosophical Magazine” 1953, t. XLIV, s. 348; Fizyka promieni kosmicznych i cząstek elementarnych, Warszawa 1963; A Note on the Lambda 7He Hyperfragments, Warszawa 1962; Hiperjądra, Warszawa 1967; The jet Analysis by the Method of Principal Axis, Warszawa 1967.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. I: A-G, Warszawa 1994.

JANUSZ ZAKRZEWSKI

MARIAN DANYSZ

1909–1983

 

Odkrycie materii hiperjądrowej*

W bieżącym roku (1987) mija czwarta rocznica śmierci Mariana Danysza, jednego z najwybitniejszych fizyków polskich, współtwórcy warszawskiego ośrodka fizyki wielkich energii i cząstek elementarnych na Hożej. Tu, wraz z Jerzym Pniewskim dokonali oni w 1952 roku odkrycia hiperjąder, to jest jąder atomowych zawierających – oprócz nukleonów – związany hiperon Λ, odkrycia, które na zawsze wpisało ich imiona w historię fizyki. Jak doszło do tego odkrycia można przeczytać we wspomnieniach1. Zapoczątkowało ono nową dziedzinę badań – fizykę hiperjądrową, która stała się wkrótce specjalnością eksperymentatorów i teoretyków warszawskich (szczegółowe informacje o początkach fizyki hiperjąder może Czytelnik znaleźć w artykule2).

Marian Danysz i Jerzy Pniewski zaobserwowali pierwsze hiperjądro w emulsji fotograficznej naświetlonej promieniami kosmicznymi w locie balonowym, przywiezionej przez Danysza po dłuższym pobycie naukowym w Anglii. Lata 1950–1952 spędził Danysz początkowo w Liverpoolu, a następnie w H.H. Wills Physics Laboratory, na Uniwersytecie Bristolskim, u laureata Nagrody Nobla z fizyki C.F. Powella3. Był to podówczas najsłynniejszy na świecie ośrodek fizyki wielkich energii, stosujący w badaniach technikę emulsji fotograficznych. Tu właśnie C.F. Powell odkrył w 1947 roku mezon π, co dało początek fizyce cząstek elementarnych w tym sensie, w jakim ją rozumiemy dzisiaj. Marian Danysz uległ niezwykłej atmosferze tego środowiska naukowego, które uformowało tak wielu fizyków zwących się dumnie „bristolczykami”. Po powrocie do Warszawy w 1952 roku, zapoczątkowuje na Hożej badania oddziaływań cząstek wielkich energii metodą emulsji fotograficznych, odnosząc wkrótce ów zadziwiający sukces, jakim było odkrycie materii hiperjądrowej. Wraz ze swymi współpracownikami, gromadzącymi się wokół niego studentami i młodymi fizykami, publikuje dalsze przypadki rozpadów hiperjąder, wygłasza referaty na konferencjach międzynarodowych. Wraz z gronem uczniów, wyznacza w 1959 roku, najdokładniej w owym czasie, masę hiperonów Λ, wytwarzanych w oddziaływaniach mezonów Κ minus z akceleratora z jądrami emulsji fotograficznej. A w 1963 roku następuje z jego udziałem – ponownie w Warszawie! – odkrycie pierwszego hiperjądra podwójnego, to jest jądra atomowego zawierającego dwa związane hiperony Λ. Wraz z dokonanym w tym samym roku (z Jerzym Pniewskim) odkryciem izomerii hiperjądrowej, ugruntowuje ono ostatecznie pozycję grupy warszawskiej w świecie naukowym fizyki wielkich energii.

Garść szczegółów biograficznych

Urodzony w Paryżu, 17 marca 1909 roku, pochodził Marian Danysz z rodziny o dużych tradycjach naukowych. Jego dziad, Jan Danysz (1860–1928), był biologiem; ojciec, Jan Kazimierz Danysz (1884–1914) – fizykiem, uczniem i asystentem Piotra Curie, następnie Marii Skłodowskiej-Curie. Atmosfera domu rodzinnego niewątpliwie wywarła wpływ na ukształtowanie Mariana Danysza: i dla niego praca naukowa stała się powołaniem życiowym. Po ukończeniu w 1928 roku szkoły im. Stefana Batorego w Warszawie, studiuje na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej, gdzie w 1938 roku uzyskuje dyplom inżyniera elektryka. Pracę naukową rozpoczyna w 1930 roku pod kierunkiem Ludwika Wertensteina (1887–1945) w Pracowni Radiologicznej Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. W 1934 roku, wkrótce po odkryciu sztucznej promieniotwórczości przez małżonków Joliot-Curie, odkrywa wraz z Michałem Żywem promieniotwórczy fluor. W latach 1936–1937 pracuje w Instytucie Radowym, a w 1937–1939 – w Państwowym Instytucie Telekomunikacyjnym, gdzie zajmuje się problemami wtórnej emisji i zjawiska fotoelektrycznego. Uwieńczeniem tych prac jest zbudowany przez niego prototyp noktowizora. Po wojnie, w latach 1945–1948, pracuje w Państwowej Szkole Inżynierskiej im. Wawelberga i Rotwanda, wykładając elektrotechnikę. Jednocześnie w 1947 roku podejmuje ponownie pracę naukową w dziedzinie fizyki jądrowej jako starszy asystent Zakładu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, pozostając, aż do emerytury, nieprzerwanie związany z tym Uniwersytetem. Stopień magistra fizyki uzyskuje w 1949 roku i na początku następnego roku wyjeżdża na stypendium naukowe do Anglii (1950–1952). Tu nawiązuje się jego przyjaźń i trwała współpraca z Jerzym Pniewskim, przebywającym na stażu naukowym w Liverpoolu. Po powrocie, w czerwcu 1952 roku, Danysz tworzy w Warszawie placówkę badań metodą emulsji jądrowych, wsławioną odkryciem hiperjąder (o czym pisałem wyżej). W 1954 roku zostaje profesorem nadzwyczajnym, a w 1963 – profesorem zwyczajnym. Walne Zgromadzenie Polskiej Akademii Nauk wybiera go na członka korespondenta w 1960 roku, a na członka rzeczywistego – w 1969 roku. W 1955 roku zostaje kierownikiem Laboratorium Promieni Kosmicznych, a w rok później kierownikiem Zakładu Fizyki Wysokich Energii Instytutu Badań Jądrowych. W połowie 1956 roku zostaje wicedyrektorem Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej, jako pierwszy przedstawiciel krajów członkowskich. Funkcję tę pełni do 1960 roku, lecz zachowuje równocześnie kierownictwo Zakładu, przyjeżdżając często do Warszawy. Pod koniec lat 50. inicjuje w Warszawie badania za pomocą nowej metody badawczej – komór pęcherzykowych – we współpracy ze Zjednoczonym Instytutem Badań Jądrowych w Dubnej, a następnie z Europejskim Ośrodkiem Badań Jądrowych (CERN) w Genewie. Dzięki jego inicjatywie Polska zostaje przyjęta w charakterze kraju-obserwatora do CERN-u. W latach 1960–1970 był Danysz – jako reprezentant Polski – członkiem Rady Naukowej Z1BJ w Dubnej oraz przedstawicielem Polski w Radzie CERN-u w Genewie. Pełniąc te funkcje, organizuje stałą, owocną współpracę polskich ośrodków naukowych z ZIBJ i CERN-em, a także – w późniejszych latach – z Instytutem Fizyki Wysokich Energii w Sierpuchowie. W 1970 roku wyjeżdża jako visiting professor do CERN-u, pozostając tam do końca 1972 roku. Po powrocie z Genewy, kontynuuje pracę jako profesor Instytutu Fizyki Doświadczalnej na Uniwersytecie Warszawskim. Za osiągnięcia w dziedzinie fizyki hiperjądrowej uzyskał Danysz dwie zespołowe Nagrody Państwowe: II stopnia w 1955 roku i I stopnia w 1966 roku. Był odznaczony Orderem Sztandaru Pracy pierwszej klasy, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Medalem Mariana Smoluchowskiego Polskiego Towarzystwa Fizycznego. Był członkiem kilku zagranicznych towarzystw naukowych, a także członkiem Akademii Nauk w Heidelbergu. Przechodzącemu na emeryturę prof. Danyszowi, Uniwersytet Warszawski przyznał w 1977 roku swe najwyższe wyróżnienie – doktorat honoris causa. Zmarł 9 lutego 1983 roku w Warszawie po długiej, unieruchamiającej go przez kilka lat chorobie, pielęgnowany z całym oddaniem przez żonę, Ewę Garber.

Jakim był w oczach uczniów?

Na gronie swych uczniów4, którzy jako studenci i doktoranci skupili się wokół niego w latach 50., wywarł Marian Danysz niezatarte piętno. Ci, którzy mieli szczęście należeć do tego grona, niewątpliwie zawdzięczają w dużej mierze jemu swoją formację jako fizycy.

W ludziach cenił przede wszystkim zaangażowanie w pracę naukową. Był wymagający i krytyczny: wszyscy pamiętamy kilkanaście kolejnych wersji tekstu pracy o wyznaczeniu masy hiperonu Λ odrzuconych przez profesora. Nie był wszakże pedantem: interesowała go nade wszystko istota zjawiska fizycznego, które starał się zrozumieć – mniej bawiły go szczegóły.

Obdarzony był Marian Danysz niezwykłą intuicją naukową, którą dostrzegali natychmiast ci, którzy stykali się z nim po raz pierwszy: na nas robiła ona niezwykle wrażenie. Wracając do Warszawy po dłuższym pobycie za granicą, przychodził przede wszystkim do pracowni, by dowiedzieć się „co słychać”. Już po paru minutach rozmowy zadawał istotne pytania na temat naszej pracy, o której się właśnie dowiadywał, uświadamiając nam luki w naszym rozumowaniu. Kiedy mu się coś nie podobało w sposobie rozwiązywania przez nas zagadnienia, czy w tekście przedstawianej mu pracy, zaczynał – jak to między nami nazywaliśmy – „sapać”, milczał chwilę, a potem mówił: „coś mi się tu nie podoba...”. I niemal zawsze miał rację: coś było nie w porządku. Kiedy zainteresował go jakiś problem, czas nie odgrywał dla niego roli: spędzał z nami wiele godzin niezależnie od pory dnia; nierzadko telefonował do nas nocą, by spytać o szczegóły interesującego go problemu, nad którym wspólnie pracowaliśmy. Mówił do nas: „Wy macie się uczyć i pracować – ja będę wam stwarzał do tego warunki”. I stwarzał – wysyłał nas do najlepszych ośrodków naukowych za granicą (Bristol, CERN, Dubna), dbał o tematykę naukową, na najwyższym podówczas poziomie.

Marian (Marian Danysz i Jerzy Pniewski przeszli ze swymi najbliższymi współpracownikami na tę poufałą formę pod koniec roku 1970 – było to wielkie przeżycie...) był dla nas nie tylko autorytetem naukowym; był przyjacielem i kolegą. Dzielił z nami swe rozliczne zainteresowania: lubił pływać, był zapalonym myśliwym, spędzał z nami wakacje w namiocie, łowił ryby. Lubił też jazdę samochodem (w której towarzyszył mu zawsze nieodłączny pies – Tawi): nie istniały dla niego drogi nieprzejezdne, prowadził pewnie i bardzo szybko. Znajdując się z nim w samochodzie, odczuwało się co najmniej niepokój. Po takim właśnie przeżyciu, powiedział do jednego z nas (Andrzeja Wróblewskiego) Leon Van Hove, późniejszy dyrektor CERN-u: „Danysz prowadzi w ciekawy sposób: zawsze czeka, aż sytuacja stanie się interesująca...” (cóż za wspaniały przykład understatement!).

Nazywaliśmy go między sobą Tysiącpięćset (np. „Czy nie wiesz, gdzie jest Tysiącpięćset?”), bo tę właśnie liczbę, w zapisie rzymskim, tworzyły inicjały jego imienia i nazwiska (MD). Na ogół zresztą wiedzieliśmy, gdzie przebywa, gdyż otaczały go zawsze kłęby dymu z nieodłącznego cygara. Jego żona, pani Ewa, nazywała go natomiast Padyszachem; mówiła tak o nim zawsze w rozmowach z nami.

Marian Danysz czuł się dobrze w zespole, lubił współdziałanie z innymi, dzielenie się z nimi swymi myślami. Bardzo wcześnie zrozumiał, że fizykę cząstek elementarnych można uprawiać tylko w ramach współpracy międzynarodowej. Już w latach 50. zainicjował i zorganizował współpracę Krajów Demokracji Ludowej w dziedzinie fizyki wielkich energii i cząstek elementarnych. Przyczynił się do uczestnictwa ośrodka warszawskiego w Europejskiej Współpracy K, organizował współpracę z ZIBJ i CERN-em. Z okazji nadania mu doktoratu honoris causa, formułował to Leon Van Hove w nadesłanym piśmie: „W szerszym zakresie międzynarodowej współpracy naukowej Marian Danysz był równie aktywny, a jego działalność była uwieńczona sukcesem. Od wczesnych dni popierał ścisłe związki między Polską a CERN-em; stały strumień polskich fizyków do CERN-u był niezwykle użyteczny zarówno dla CERN-u, jak i dla rozwoju nauki w Polsce”. O szerokich zainteresowaniach Mariana pisał po jego śmierci Victor F. Weisskopf (w liście do Jerzego Pniewskiego z dnia 15 lutego 1983 roku): „Pamiętam wiele rozmów z nim, nie tylko na temat nauki, lecz także na temat naszych wspólnych zainteresowań kulturą. Był on prawdziwym Europejczykiem [He always felt as a true European], a jako człowiek niepokoił się przyszłością kultury europejskiej zagrożonej z tak wielu stron”.

Marian był człowiekiem skromnym, nie zależało mu na widocznych oznakach sukcesu. Nie lubił przemówień, im był starszy, tym mniej chętnie wykładał, unikał wysuwania się na pierwszy plan. Nie mieścił się w ramach formalnych zarządzeń i przepisów; nigdy nie złożył pracy doktorskiej, choć materiału naukowego miał w nadmiarze. Nie chciało mu się podejmować tego wysiłku; kiedy o tym wspominano, mówił: „a, dajcie mi spokój” albo: „nie zawracajcie mi głowy”.

Jak widział swoją przeszłość?

Pozostało po Marianie niewiele dokumentów; wywiadów nie lubił, sam o sobie pisać nie chciał. Przytoczę tu dwie jego wypowiedzi, przez niego autoryzowane, obie spisane z taśmy magnetofonowej. Pierwsza, podana do druku przez Tomasza Hofmokla, ukazała się w numerze styczniowym „Delty” z 1975 roku (i ponownie w numerze listopadowym z 1983 roku):

„Z górą czterdzieści lat temu byłem zatrudniony w Pracowni Radiologicznej w Warszawie, kierowanej przez prof. Ludwika Wertensteina. Głównym wyposażeniem pracowni był właściwie dar Marii Skłodowskiej-Curie w postaci 60 mg radu. Rad ten stanowił źródło wszystkich aktywności, z którymi pracowano w laboratorium. Lata 30., kiedy pracowałem w laboratorium, były okresem bardzo ciekawym. Wtedy właśnie odkryto neutron, pozyton, a Fryderyk Joliot-Curie odkrył promieniotwórczość wzbudzoną przez naświetlanie rozmaitych materiałów cząstkami alfa. Pamiętam, że kiedyś zwróciłem się do prof. Wertensteina, mówiąc z pewnym żalem: „Panie profesorze, to właśnie wszystko wiemy. Wiemy, że cały świat nas otaczający składa się z atomów, atomy z jąder, dookoła których krążą elektrony, jądra z protonów i neutronów. Właściwie to pozostały nam detale”. Wertenstein uśmiechnął się, poklepał mnie po ramieniu i powiedział: „Nie bój się, starczy jeszcze dla was”. W kilka miesięcy po odkryciu przez Joliota promieniotwórczości wzbudzonej naświetlaniem cząstkami alfa pracowałem z Michałem Żywem, używając małego źródełka cząstek alfa. Przygotowaliśmy je zresztą sami w aparaturze szklanej, w której znajdowało się w roztworze wodnym te 60 mg radu w postaci chlorku radu. Wyciągaliśmy znad roztworu emanację radu, oczyszczaliśmy ją i kondensowaliśmy w malutkiej szklanej rureczce, w której końcu wtopiona była płytka platynowa. Po jakimś dniu, dwóch dniach pozostawania płytki w atmosferze radonu powierzchnia jej była aktywowana produktami jego rozpadu. Po usunięciu radonu, odcięciu rurki, wyjęciu płytki i umieszczeniu jej w odpowiedniej osłonie naprzeciwko cienkiego okienka, które przepuszczało cząstki alfa i zatrzymywało jądra odskoku, mieliśmy źródełko cząstek alfa. Otóż naświetlając różne tarcze cząstkami alfa, stwierdziliśmy bardzo dziwny efekt, którego nie rozumieliśmy. Niezależnie od tego, co naświetlaliśmy, materiał stawał się radioaktywny. Z absorpcji wynikało, że w wyniku rozpadu emitowane są elektrony. Co zaś było najbardziej uderzające – to, że czas połowicznego zaniku niezależnie od materiału naświetlanego był zawsze ten sam około jednej minuty. Wertenstein nawet sugerował, że może dzieje się coś z cząstką alfa. Otóż kiedyś wieczorem zastanawialiśmy się nad tym i doszliśmy do przekonania, że jeszcze jeden czynnik jest wspólny we wszystkich tych eksperymentach, mianowicie atmosfera powietrza. Myśmy naświetlali w powietrzu – może był to wynik oddziaływania cząstek alfa z jądrami składników powietrza? No i zaczęliśmy zadawać pytania. Naświetliliśmy tarczę w próżni – efekt zaginął. No dobrze, efekt zależy od powietrza. Naświetliliśmy w atmosferze tlenu – efektu nie było. Po naświetleniu w atmosferze azotu efekt pojawił się. Wiedzieliśmy wobec tego, że jest to oddziaływanie alfa-azot. W tym czasie wiedzieliśmy również, że bombardowane cząstkami alfa substancje zawierające azot stają się źródłem neutronów. Można wobec tego było przypuszczać, że mamy tutaj do czynienia z procesem 4α + 14N → 17F + n. Byłby to fluor, ale trwały fluor ma w jądrze dziewiętnaście nukleonów 19F – wobec tego byłby to fluor z niedomiarem neutronów. Jeżeli jest niedomiar neutronów, to jest to prawdopodobnie jądro nietrwałe. Jeżeli jądro jest nietrwałe, to prawdopodobnie jeden z protonów przechodzi w neutron, wobec czego fluor zamienia się w trwały tlen 17O. Powinniśmy obserwować aktywność beta+, a więc emisję dodatnio naładowanych cząstek.

Wzięliśmy wobec tego nasze naświetlone płytki, licznik Geigera (sami go zresztą zrobiliśmy) i umieściliśmy w polu magnetycznym w taki sposób, że przy określonym kierunku pola magnetycznego licznik faworyzował detekcję cząstek ujemnych; przy zmianie pola faworyzowana była detekcja cząstek dodatnich. Pomiary wykazały, że mamy do czynienia z emisją cząstek naładowanych dodatnio. Mieliśmy rację: dziwny efekt powodowało oddziaływanie cząstek alfa z azotem w powietrzu.

Nasze doświadczenia skończyliśmy koło dziewiątej rano, to znaczy spędziliśmy w laboratorium całą noc. Pamiętam, że kiedy wychodziłem z rana z pracowni, byłem pod niesłychanie silnym wrażeniem możliwości takiego dialogu z przyrodą, zadawania pytań, uzyskiwania odpowiedzi i tego, że w ciągu jednej nocy można było rozwiązać zagadnienie, potwierdzić lub odrzucić taką czy inną hipotezę.

Gdy patrzę wstecz na swoje przeżycia z różnych czasów, jeżeli chodzi o pracę doświadczalną, to muszę przyznać, że to była chyba najfantastyczniejsza przygoda, jaka mnie spotkała”.

Druga wypowiedź pochodzi z radiowej audycji Ewy Pachowskiej z cyklu „Radiowe Portrety Polaków”, nadanej 9 grudnia 1978 roku (i powtórzonej 1 listopada 1979 roku):

„Mnie zafascynowała niesłychanie nowa technika, która opracowana została w Anglii przez profesora Powella (w Bristolu) i jego zespół, technika emulsji fotograficznych (jądrowych), która pozwalała na badanie procesów zachodzących w oddziaływaniu cząstek o wielkich energiach. Takie emulsje naświetlane były promieniami kosmicznymi i można było potem, pod mikroskopem, oglądać sobie jak taka cząstka zderza się z jądrem i co się dzieje itd. Wracając z Anglii w pięćdziesiątym drugim roku (ja byłem tam dwa lata, początkowo w Liverpoolu, a potem w Bristolu), przywiozłem do Warszawy blok emulsji naświetlonych w locie stratosferycznym promieniowaniem kosmicznym. Zorganizowałem niewielką grupę, która zaczęła badać ten materiał. Okazało się, że bardzo niedługo potem znaleźliśmy taki przypadek, który jak zanalizowaliśmy z panią Ewą Skrzypczak, to okazało się, że mamy tu do czynienia z nową cząstką nieznaną wtedy jeszcze, podobną do hiperonu Λ (teraz to się nazywa hiperon Σ), że to jest rozpad takiego hiperonu w locie. W jakiś czas potem ja znalazłem też jakiś dziwny przypadek, który mnie zafascynował; pokazywałem wtedy, jak to wyglądają te klisze Jerzemu Pniewskiemu i to nas zainteresowało i postanowiliśmy, że zajmiemy się razem, we dwójkę, tym. Jak myśmy to zanalizowali, doszliśmy do przekonania, że to może być przypadek nowej formy materii jądrowej, która normalnie składa się z protonów i neutronów (jądro atomowe), ale że tutaj oprócz protonów i neutronów może być właśnie ten hiperon Λ. Zresztą okazało się, że nasze przypuszczenie było słuszne, że wkrótce inne obserwacje potwierdziły to w innych laboratoriach. No i w jakiś czas później znaleziono, przeglądając już inne materiały zresztą, jakiś dziwny przypadek, który nie wiadomo było jak zinterpretować. Janusz Zakrzewski wtedy to oglądał, wpadł na pomysł: a, to może jest hiperjądro, tylko w którym nie jest jeden hiperon Λ, tylko dwa. Zajęli się tym, okazało się, że wszystko pasowało, to było pierwsze hiperjądro z dwoma hiperonami Λ, nie jednym. Ale czas szedł szybko naprzód, coraz większą rolę zaczęły odgrywać prace, prowadzone przy użyciu wielkich akceleratorów, przy użyciu sztucznie wytwarzanych strumieni cząstek o wielkich energiach, w szeroko zakrojonej współpracy międzynarodowej. Może o skali tego coś powie, jeżeli wspomnieć, że już w tej chwili nie jest absolutnie rzadkością, żeby współautorów jakiejś pracy liczyć na osiemdziesiąt-siedemdziesiąt osób, a są i przypadki kiedy jest ponad sto kilkadziesiąt. Oczywiście koszty są fantastyczne, oczywiście nie można marzyć o tym, żeby zrobić tu jakąś pracę w ciągu jednej nocy, tak że to się zupełnie wszystko zmieniło, żyjemy w innym świecie”.

Audycja, z której pochodzi powyższy fragment, kończy się tak: zapytany, co najbardziej chciałby robić, gdyby życie zaczynał od nowa, Danysz odpowiedział: „chciałbym znów tylko odkrywać”.

Piękne podsumowanie pięknego życia!

Na zakończenie uwaga o charakterze osobistym. Z prof. Danyszem zetknąłem się po raz pierwszy jako student fizyki, w 1955 roku. W dniu 10 października 1955 roku rozpoczął on wykład, zatytułowany Ciężkie mezony i hiperony, od słów (cytuję według moich notatek studenckich): „Zagadnienia związane z ciężkimi mezonami i hiperonami łączą się ściśle z problemem cząstek elementarnych. Problem cząstek elementarnych jest zaś centralnym problemem fizyki współczesnej. Pojęcie elementarności należy przy tym traktować jako pojęcie względne”. Słowa te, jak i sam wykład, świadczące o szerokości horyzontu naukowego profesora, zafascynowały mnie i zdecydowały o wyborze własnej drogi naukowej. Zostałem uczniem prof. Danysza, u niego pisałem pracę magisterską poświęconą analizie hiperfragmentów, stałem się następnie jego najbliższym współpracownikiem, do końca jego życia obdarzanym jego przyjaźnią. W dużej mierze jemu zawdzięczam ukształtowanie moich zainteresowań i podejścia do fizyki. Był on dla mnie człowiekiem bliskim i takim pozostał w mej pamięci.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Wspomnienie o Marianie Danyszu, „Postępy Fizyki” 1987, t. XXXVIII, s. 59–65.

1J. Pniewski, Notatki Płockie, „Kwartalnik Towarzystwa Naukowego Płockiego” 1973, t. XVI, nr 3/72, (idem, „Delta” 1983, R. 13, nr 7).

2J. Pniewski, Początki fizyki hiperjąder, „Postępy Fizyki” 1979, t. XXX, s. 517.

3C.F. Powell otrzymał ją w 1950 r. „za swój wkład w rozwój fotograficznej metody badania procesów jądrowych i swe odkrycia, tą metodą, dotyczące mezonów”.

4Do grona najbliższych uczniów i współpracowników Mariana Danysza należeli: Ewa Skrzypczakowa, Andrzej Kajetan Wróblewski, Ryszard Sosnowski, Przemysław Zieliński i Janusz Zakrzewski. Dziś są to profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego lub Instytutu Problemów Jądrowych.

Jan Bohdan Dembowski

Urodzony 26 XII 1889 w Petersburgu. Studia na Uniwersytecie Petersburskim. Doktorat (1921) i habilitacja (1922) na UW. Pracownik Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego TNW (1918), kierownik Zakładu Morfologii Doświadczalnej (1933–1934), dyrektor instytutu (1947–1962). Profesor biologii ogólnej w Wolnej Wszechnicy Polskiej (1920–1930). Profesor i kierownik Zakładu Biologii USB w Wilnie (1934–1939). Pracownik Instytutu Biologii Eksperymentalnej Akademii Nauk Medycznych w Moskwie. Profesor i kierownik Zakładu Biologii Eksperymentalnej UŁ (1947), profesor biologii UW (1952).

Zoolog, etolog; prace z zakresu zoologii doświadczalnej; badacz fizjologii pierwotniaków i etologii bezkręgowców, a także organizmów wyższych.
Działacz Związku Patriotów Polskich oraz attaché naukowy przy Ambasadzie Polskiej w Moskwie (1944–1947). Marszałek sejmu i wiceprzewodniczący Rady Państwa (1952–1957).
Członek PAN (1952, prezes 1952–1957) i Akademii Nauk ZSRR.
Zmarł 22 IX 1963 w Warszawie.

O istocie ewolucji, Warszawa 1924; Szkice biologiczne, Lwów 1928; Obserwacje nad ruchem Paramaecium caudatum w kroplach różnego kształtu geometrycznego, Lwów-Warszawa 1923; Psychologia małp, Łódź 1946; Circulation of Food Vacuole of Paramaecium caudatum, Łódź 1951 (współautor A. Lubocka).

L. Kuźnicki, Działalność naukowa i społeczna prof. dra Jana Dembowskiego, „Kosmos” 1964, nr 1; idem, Dembowski Jan Bohdan, [w:] Słownik biologów polskich, red. S. Feliksiak, Warszawa 1987.

TOMASZ MAJEWSKI

JAN BOHDAN DEMBOWSKI

1889–1963

 

Uczony mający uznane w świecie zasługi w zakresie protozoologii i zoopsychologii, znakomity popularyzator ogólnych zagadnień biologii, który prowadził w okresie powojennym także aktywną działalność polityczną. Z Uniwersytetem Warszawskim związany był ściślej jedynie w młodości jako jego docent i wykładowca na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym. Swoją szeroką wiedzą, ścisłością rozumowania i umiejętnością budzenia zainteresowania czytelnika Dembowski wykraczał daleko poza przeciętność.

Jan Dembowski urodził się 26 grudnia 1889 roku w Petersburgu. Ojciec jego, Kazimierz Dembowski, był inżynierem technologiem. Ukończył gimnazjum w Tambowie w środkowej Rosji, w latach 1907–1912 studiował nauki przyrodnicze w Petersburgu, po czym przez dwa lata był asystentem w Zakładzie Zoologii Bezkręgowców pod kierunkiem młodego prof. Walentina Dogiela, później znanego parazytologa i badacza pierwotniaków. Wysłany w 1914 roku na dalsze studia specjalistyczne do Wiednia, po wybuchu wojny w lecie tego roku został osadzony przez miejscowe władze, jako poddany rosyjski, w obozie dla internowanych. Po uwolnieniu współpracował z Hansem Przibramem, profesorem zoologii eksperymentalnej uniwersytetu w Wiedniu. W 1918 roku przybył do Warszawy i rozpoczął pracę w instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego, z którym, z przerwami, związany był do końca życia.

W Instytucie im. Nenckiego zajmował z początku stanowisko asystenta w Zakładzie Biologii Ogólnej, kierowanym przez Romualda Minkiewicza, zoologa o szerokich zainteresowaniach naukowych (fizjologia i etologia zwierząt z różnych grup systematycznych), a przy tym zaangażowanego w ruchu lewicowym. W 1921 roku otrzymał doktorat u profesora UW Konstantego Janickiego, światowej sławy parazytologa, na podstawie rozprawy O wyborze pokarmu i zjawiskach tzw. pamięciowych Paramaecium caudatum. Nieco później, w 1922, habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim, przedstawiając rozprawę Obserwacje nad ruchem Paramaecium caudatum w kroplach różnego kształtu geometrycznego. Jako docent wykładał tu biologię ogólną i doświadczalną oraz prowadził seminarium z mechaniki rozwoju i wykład Paramecium caudatum aż do przeniesienia się do Wilna w 1934 roku. Projekt utworzenia dla Dembowskiego katedry biologii na Wydziale Lekarskim UW został przez władze odrzucony ze względu na jego zdecydowanie materialistyczny światopogląd i lewicowe poglądy społeczne.

W Instytucie Nenckiego usamodzielnił się, kierując w latach 1927–1934 Zakładem Morfologii Doświadczalnej, a w roku 1933–1934 całym Instytutem. Dodatkowo był zatrudniony w tym czasie jako profesor biologii ogólnej w Wolnej Wszechnicy Polskiej (1920–1930) oraz jako nauczyciel biologii w jednej z warszawskich szkół średnich. W latach 1924–1925, po otrzymaniu stypendium Fundacji Rockefellera, pracował w morskich stacjach biologicznych we Francji (Ville-Franche-sur-Mer), Stanach Zjednoczonych (Woods Hole) i Włoszech (Neapol). Tu prowadził badania eksperymentalne nad zachowaniem krabów. Odwiedzał także Stację Hydrobiologiczną na Wigrach, należącą do Instytutu im. Nenckiego, prowadząc tam prace doświadczalne.

W 1934 roku, po otrzymaniu tytułu profesora nadzwyczajnego Dembowski przeniósł się do Wilna, gdzie zorganizował Zakład Biologii Ogólnej Uniwersytetu Stefana Batorego i objął odpowiednią katedrę, gromadząc grono zdolnych uczniów i współpracowników. Pracował tu do rozwiązania uniwersytetu przez władze litewskie w grudniu 1939 roku. W krótkim okresie władzy litewskiej i radzieckiej (do czerwca 1941 roku) pracował jako nauczyciel biologii w polskim gimnazjum. W czasie pierwszej radzieckiej okupacji Litwy (1940–1941) wykładał ewolucjonizm na Uniwersytecie Marksizmu-Leninizmu w Wilnie i wygłaszał prelekcje O zastosowaniu dialektyki w biologii, Religia i marksizm itd. Po zajęciu Wilna przez Niemców służył jako księgowy i jako tłumacz w biurze pisania podań.

Po ponownym wkroczeniu wojsk radzieckich w lipcu 1944 roku udał się do Moskwy. Tam spędził trzy lata (1944–1947), działając we współpracującym z władzami radzieckimi Związku Patriotów Polskich, jednocześnie pełniąc funkcje attaché naukowego przy ambasadzie PKWN. Pracował w Instytucie Biologii Eksperymentalnej Akademii Nauk Medycznych w Moskwie, pisząc dwie swoje ważne książki o psychologii zwierząt i badając uwarunkowanie Paramaecium caudatum na światło.

W 1947 roku Dembowski wrócił do Polski, obejmując stanowisko profesora Uniwersytetu Łódzkiego. Wykładał tu fizjologię zwierząt i biologię ogólną oraz kierował Zakładem Biologii Eksperymentalnej. Jednocześnie podjął starania o wznowienie działalności Instytutu im. Nenckiego, współpracując w tym zakresie z dawnymi kolegami, profesorami Jerzym Konorskim i Włodzimierzem Niemierką. W Warszawie, wobec jej zniszczeń, nie było to możliwe, tak więc reaktywowany Instytut im. Nenckiego rozpoczął działalność w Łodzi przy ul. Południowej 66. Uroczyste jego otwarcie nastąpiło 28 listopada 1948 roku. Dembowski kierował tu Zakładem Biologii Ogólnej, a także całym Instytutem. Później przeniósł się do Warszawy, czuwając nad budową nowej siedziby Instytutu, okazałego gmachu przy ul. Pasteura. Dzięki jego energii i zdolnościom organizacyjnym Instytut im. Nenckiego stał się dużym i dobrze funkcjonującym, ważnym dla rozwoju polskich badań biologicznych ośrodkiem naukowym. Na emeryturę przeszedł w 1960 roku.

Dorobek naukowy Jana Dembowskiego obejmuje ponad 120 publikacji, w tym 28 to prace eksperymentalne, znakomicie prowadzone pod względem metodycznym. Zwracał uwagę na konieczność sformułowania przed podjęciem każdych badań wstępnej hipotezy wymagającej weryfikacji, a więc określenia celu doświadczenia. Starał się, aby stosowane narzędzia i aparatura były możliwie najprostsze; wiele z nich sam wykonywał, w czym pomagały mu duże zdolności manualne. Starał się w jak najmniejszym stopniu korzystać z pomocy personelu technicznego, sam wykonując prace doświadczalne.

Wiele uwagi poświęcił fizjologii pospolitego pierwotniaka Paramaecium caudatum, zwanego pantofelkiem. Analizował odżywianie się pierwotniaka, jego ruch, geotropizm, rozmnażanie się i reakcje na bodźce świetlne. Badał jego geotaksję, a więc sposób reagowania na przyciąganie ziemskie, stwierdzając, że gra tu rolę zróżnicowanie morfologiczne jego ciała, którego tylna część jest cięższa niż przednia. Udowodnił, że taksja nie jest zjawiskiem przymusowym, lecz reakcją pierwotniaka na bodźce zewnętrzne. Próbował wytworzyć reakcje uwarunkowane i jego doświadczenia obaliły hipotezę, że możliwe jest doświadczalne wytworzenie u tego zwierzęcia odruchów warunkowych, wreszcie badał reakcje ruchowe tego zwierzęcia i preferencje w odżywianiu. Spośród ważniejszych publikacji Dembowskiego wymienić tu można, oprócz cytowanych wyżej rozpraw, prace Obserwacje nad ruchem Paramaecium caudatum w kroplach różnego kształtu geometrycznego (1923), Ruchy pionowe Paramaecium caudatum (1929–1931), Circulation of Food Vacuole of Paramaecium caudatum (1950), On the Conditioned Reactions of Paramaecium caudatum towards light (1950, dwie ostatnie z Anną Lubocką). We wszystkich tych pracach udowadniał zależność przejawów życiowych pierwotniaka od subtelnych zmian zachodzących w środowisku. Wnioski, jakie wyprowadzał z przeprowadzanych doświadczeń, wkraczały w filozofię życia: udowadniały niesłuszność ujmowania żywego organizmu, nawet tak prostego jak pierwotniak, jedynie jako skomplikowanej maszyny i podważały mechanistyczną teorię życia, nierzadko przyjmowaną przez „postępowych” biologów.

Dembowski jako jeden z pierwszych w świecie prowadził eksperymenty z zakresu psychologii (etologii) stawonogów. Badał zachowanie się krabów Dromia vulgarisUva pugilator oraz larwy chruścika Molanna angustata. Wykazał elastyczność postępowania tych zwierząt i łatwość dostosowywania się do zmieniających się warunków. Zauważył, że reagują one celowo nawet w sytuacjach nowych dla nich. Prowadziło to Dembowskiego do rewizji dotychczasowych definicji ważnego w zoopsychologii pojęcia instynktu jako stereotypowego zachowania się zwierząt. Badania te, kontynuowane przez jego uczniów, przyjęte zostały z zainteresowaniem przez specjalistów w świecie.

Dobrze przyjęte także zostały jego prace popularyzujące wyniki specjalności, którą się zajmował, a więc fizjologii i psychologii zwierząt. Jego Historia naturalna jednego pierwotniaka, wydana po raz pierwszy w roku 1924, doczekała się czterech dalszych wydań. Stanowi ona przykład prostego i interesującego opisu specjalistycznych badań, rzadko przestawianych w tej formie szerszemu ogółowi, może być interesująca zarówno dla ucznia, niemającego żadnej wiedzy o pierwotniakach, jak i dla studenta szukającego podstaw wiedzy o tych zwierzętach, a także dla filozofa ze względu na formułowane tam podstawowe prawa przyrody. Także Szkice biologiczne (1927) miały duże znaczenie w rozbudzaniu zainteresowania naukami przyrodniczymi, stosowanymi w nich metodami badań i wnioskowań. Książka Psychologia zwierząt (1946) i uzupełniająca ją Psychologia małp (1946) to pierwsze w naszej literaturze obszerne i oryginalne przedstawienie światowego dorobku etologii, tłumaczone zresztą na obce języki (pierwsza książka wyszła w wersji włoskiej, niemieckiej i rosyjskiej, druga – w niemieckiej i rosyjskiej). Znakomicie popularyzował zagadnienia ewolucji (O istocie ewolucji – 1924, Darwin – 1936). Nieopublikowane za życia fragmenty spuścizny Dembowskiego wydał jego uczeń Leszek Kuźnicki (Okiem biologa – 1968). Pozostawił wielu uczniów, którzy kontynuują jego główne kierunki badań, fizjologię pierwotniaków i etologię bezkręgowców. Zainicjowane i prowadzone przez wiele lat w Instytucie im. Nenckiego badania protozoologiczne był kontynuowane i rozwijane tam także po odejściu prof. Dembowskiego, a wybrane przez niego w swoim czasie jako obiekt badań podstawowych zagadnień biologicznych pierwotniaki służą obecnie do analizowania zjawisk życiowych na poziomie nie tylko komórkowym, lecz także subkomórkowym i molekularnym.

Należy tu jeszcze wspomnieć o działalności organizacyjnej Dembowskiego, mającej na celu wciąganie jak najszerszych grup w krąg zainteresowań naukami biologicznymi.

Redagował (w latach 1929–1939) miesięcznik „Wszechświat”. Aktywnie działał w Polskim Towarzystwie Przyrodników im. Kopernika (przewodniczący Oddziału Warszawskiego 1929–1935, członek honorowy), inicjował powstanie Wileńskiego Towarzystwa Biologicznego, któremu w latach 1936–1939 przewodniczył, był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, Towarzystwa Naukowego we Lwowie i Łódzkiego Towarzystwa Naukowego. Spośród towarzystw zagranicznych, Akademia Nauk ZSRR wyróżniła go członkostwem honorowym.

Jeszcze w latach 20. Dembowski krytykował genetykę morganowską, prowadząc na ten temat dyskusję w Bolesławem Hryniewieckim i Marią Skalińską. Znacznie później, w innej już sytuacji politycznej, po słynnej sesji Wszechzwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych w Moskwie w sierpniu 1948 roku, Dembowski poparł „nową genetykę” w wersji Miczurina i Łysenki, podobnie zresztą jak wielu innych polskich genetyków i biologów. Swój niewątpliwy autorytet naukowy zaangażował w prezentowanie nowych idei, począwszy od poświęconej im pierwszej konferencji w marcu 1949 roku w Warszawie, a zorganizowanej przez Koło Przyrodników-Marksistów. Wygłosił tam referat O nowej genetyce, konsultowany wcześniej z czynnikami rządowymi, powtarzany następnie kilkakrotnie przed różną publicznością i obszernie streszczony w „Trybunie Ludu”. Za „zapoczątkowanie przełomu w kierunku biologii marksistowskiej w Polsce” otrzymał Nagrodę Państwową I stopnia. Wycofał się jednak z aktywności w popieraniu tych poglądów znacznie wcześniej niż także zasłużeni w tym względzie Michajłow i Petrusewicz, jeszcze w 1951 roku. W czasie burzliwej, rozliczeniowej sesji Zgromadzenia Ogólnego członków PAN w czerwcu 1956 roku, podał się wraz z całym Prezydium Akademii do dymisji.

Poglądy prof. Dembowskiego były materialistyczne i radykalne społecznie. Chociaż ani przed II wojną światową, ani po niej nie należał do żadnej partii politycznej, nie ukrywał sympatii lewicowych. W czasie wojny współpracował, jak już wspomniano, z władzami radzieckimi w Związku Patriotów Polskich, a później z władzami Polski Ludowej, które wykorzystały go do firmowania prowadzonej po wojnie polityki względem polskiej nauki, mającej na celu podporządkowanie uczonych nowej władzy i jej ideologii. Był pełnomocnikiem ministra oświaty do spraw organizacji I Kongresu Nauki Polskiej, przygotowując w latach 1948–1951 grunt pod likwidację niezależności polskiego środowiska naukowego. Uchwały tego Kongresu, który odbył się w czerwcu 1951 roku, a któremu w dużej części przewodniczył, prowadziły do likwidacji najważniejszych korporacji polskich uczonych, Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz do powołania Polskiej Akademii Nauk, uzależnionej – przez kompetencje jej sekretarza naukowego – od decyzji rządu, a pośrednio i Partii. Nieco później, po utworzeniu Polskiej Akademii Nauk, został jej pierwszym prezesem (IV 1952–XII 1956). Był aktywnym uczestnikiem Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, który odbył się we Wrocławiu (1948), brał udział w dwóch pierwszych Kongresach Obrońców Pokoju (Paryż 1949, Warszawa 1950). Był pierwszym przewodniczącym Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju (1948–1952), także członkiem Światowej Rady Pokoju, organizacji powołanej i finansowanej przez Związek Radziecki, oraz członkiem Komitetu Nagród Stalinowskich. Sprawował też funkcje w polskich organach władzy: był posłem na Sejm i zarazem marszałkiem Sejmu I kadencji (1952–1956), zastępcą przewodniczącego Rady Państwa (1952–1957), przewodniczącym Komitetu Nagród Państwowych (1951–1953). Wreszcie w latach 1952–1956 pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu (wówczas Aleksandra Zawadzkiego); był to ruch społeczno-polityczny, którego celem było współdziałanie w budowie socjalizmu, a jego czołową siłą była PZPR. W 1954 roku otrzymał z rąk prezydenta Bolesława Bieruta najwyższe ówcześnie odznaczenie państwowe, order Budowniczych Polski Ludowej, został też dwukrotnie (1949 i 1955) laureatem Nagrody Państwowej I stopnia za całokształt działalności naukowej.

Zmarł w Warszawie 22 września 1963 roku. Pochowany został obok żony Stanisławy Dembowskiej, wiernej towarzyszki swego życia i pracy, profesora Instytutu im. Nenckiego, w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Antoni Bolesław Dobrowolski

Urodzony 6 VI 1872 w Dworszowicach Kościelnych. Studia w Zurychu i Liège. Profesor pedagogiki w Wolnej Wszechnicy Polskiej (1927–1939). Doktor filozofii w zakresie pedagogiki, profesor UW (1948), kierownik Katedry Pedagogiki.

Geofizyk, polarnik; badacz fizyki lodu, chmur, zjawiska halo.
Członek belgijskiej wyprawy antarktycznej na statku „Belgica” (1897–1899). Członek Międzynarodowego Biura do spraw Polarnych w Brukseli (1905–1907).
Wicedyrektor i dyrektor Państwowego Instytutu Meteorologicznego (1924–1929).
Inicjator Obserwatorium Sejsmologicznego w Warszawie, Obserwatorium Morskiego w Gdyni, Obserwatorium Aerologicznego w Legionowie i Polskiej Komisji Kriologicznej (1938).
Członek TNW (od 1928), PAN (od 1952), założyciel i prezes Towarzystwa Geofizyków (1929). Wiceprzewodniczący Międzynarodowej Komisji Lodów i Śniegów Asocjacji Hydrologii Naukowej (Międzynarodowej Unii Geodezji i Geofizyki.
Jego imieniem nazwane zostały m.in. Wyspa Dobrowolskiego (Archipelag Palmera), Lodowiec Dobrowolskiego (Zatoka Martel), szczyt Dobrowolskiego (Wyspa Króla Jerzego).
Zmarł 27 IV 1954 w Warszawie.

Wyprawy polarne, Warszawa 1914; Historia naturalna lodu, Warszawa 1923; Męczennicy polarni, Warszawa 1933; Najpiękniejsze klejnoty natury: kryształki śniegu i zagadnienie piękna, Warszawa 1946; Ustrój oświatowy, Warszawa 1958.

H. Gliszczyńska, Antoni Bolesław Dobrowolski jako teoretyk organizacji szkolnictwa, Wrocław 2007.

SŁAWOMIR MAJ

ANTONI BOLESŁAW DOBROWOLSKI

1872–1954

 

Antoni Bolesław Dobrowolski urodził się 6 czerwca 1872 roku we wsi Dworszowice Kościelne w powiecie radomszczańskim ówczesnej guberni piotrkowskiej, w niebogatej rodzinie włościańskiej. Wieś była królewszczyzną, darowaną, razem ze starostwem brzeźnickim, zakonowi paulinów z Jasnej Góry w Częstochowie. Ojcowie paulini mieli tu folwark, z którego dochodów utrzymywali m.in. szkołę parafialną w Dworszowicach i osobną zakonną kaplicę. Do 1811 roku byli także kolatorami kościoła parafialnego. Jak się wydaje, taki swoisty klimat socjologiczny musiał mieć pozytywny wpływ na rozwój mentalności lokalnej społeczności wiejskiej1.

Nie dziwią więc zbytnio ani umiejętności rzemieślnicze seniora Dobrowolskiego, ani rozwijanie przez niego zdolności muzycznych w pracy organisty, ani zaangażowanie się w tajne nauczanie wiejskich dzieci. Kult „książki i wykształcenia” w rodzinie – nieco naiwny i przesądny2 – zaowocował wysłaniem kolejnego syna (mimo trudnych warunków materialnych) do V Gimnazjum Filologicznego w Warszawie. Nieco wcześniej starszy brat Antoniego także ukończył gimnazjum w Warszawie i poszedł na studia uniwersyteckie (prawdopodobnie medyczne).

Świeżo upieczony gimnazjalista musiał sam zarabiać korepetycjami na utrzymanie; przez pierwsze lata pomagał trochę brat – student. Ponadto zaangażował się w pracę kółek samokształceniowych – poziom nauczania w rządowych szkołach był jednak dość niski. Oczywiście, zetknął się również z ruchem socjalistycznym (II Proletariat). Socjalistyczne „ciągoty” pozostały Dobrowolskiemu zresztą na całe życie. Ta dodatkowa działalność skończyła się wpadką – trafił w ręce „carskiej ochrany” i to już w kilka miesięcy po otrzymaniu w 1891 roku świadectwa dojrzałości. Znalazł się w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej, później przetrzymywany był na Pawiaku. Po wyroku został przewieziony do więzienia w Sankt Petersburgu. W końcu nieprawomyślnego maturzystę zesłano na „posielenie” (osiedlenie) do Tyflisu na Kaukazie (dzisiejsze Tbilisi w Gruzji).

Po dwóch latach zsyłki udało się Dobrowolskiemu uciec do Szwajcarii. Osiadł w Zurychu, gdzie wstąpił na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy (sekcja biologii) miejscowego uniwersytetu. Po kilkunastu miesiącach jednak, z powodu administracyjnych utrudnień w uzyskaniu statusu uchodźcy, przeniósł się do Belgii, na uniwersytet w Liège; kontynuował swoje biologiczne studia – którymi był wtedy mocno zafascynowany – u słynnego embriologa i cytologa, prof. Josepha Marie Edouarda Van Benedena (1846–1919). Nękały jednakże Dobrowolskiego rozmaite wątpliwości – także filozoficzno-teologicznej natury – dotyczące wybranego kierunku badań naukowych. W rezultacie zmienił zainteresowania i zaczął się zajmować problemami tzw. przyrody martwej; jak sam napisał po latach: „odszedł od biologii do fizyki”3.

W dniu 21 sierpnia 1897 roku, niemal w ostatniej chwili, udało się włączyć słuchacza uniwersytetu w Liège, Dobrowolskiego, w skład naukowo-badawczej wyprawy antarktycznej (a właściwie: oceanograficznej) na pokładzie s/v „Belgica” pod komendą Adriena Victora Josepha de Gerlache de Gomery’ego (1866–1934), oficera królewskiej belgijskiej Marynarki Wojennej (i głównego organizatora całego przedsięwzięcia). Finansowego wsparcia ekspedycji udzieliło m.in. Belgijskie Towarzystwo Geograficzne. Jednostka s/v „Belgica” była trójmasztową fregatą z zamontowanym dodatkowo silnikiem parowym. Kierownictwo naukowe ekspedycji spoczywało w rękach polskiego geochemika i geofizyka Henryka Bronisława Arctowskiego (1871–1958), także absolwenta uniwersytetu w Liège. Zamustrowany początkowo jako zwykły marynarz, Dobrowolski objął wkrótce obowiązki asystenta Henryka Arctowskiego przy żmudnych i pracochłonnych obserwacjach meteorologicznych. Antarktyczny rejs s/v „Belgica” (1897–1899) stał się dla Antoniego B. Dobrowolskiego prawdziwą „geofizyczną szkolą pod żaglami”. Naukowa opieka Henryka Arctowskiego, wszechstronnie i znakomicie przygotowanego do prowadzonych badań, przyniosła w tym przypadku nadspodziewanie dobre rezultaty. W wyprawie s/v „Belgica” uczestniczyło w sumie 19 osób różnej narodowości i profesji. Oprócz komendanta de Gerlache de Gomery’ego, było 8 Belgów – m.in. magnetolog porucznik Emile Danco (1869–1898), zmarły w czasie nocy polarnej, astronom i hydrograf kapitan Georges Lecointe (1869–1929); sześciu Norwegów, w tym, jako II oficer, Roald Amundsen (1872–1928), przyszły zdobywca południowego bieguna globu i Johan Koren (1877–1919), asystent zoologa; dwu Polaków – Henryk Bronisław Arctowski i Antoni Bolesław Dobrowolski; Rumun Emil Racovitza (1868–1947), botanik i zoolog oraz speleolog; Amerykanin ze Stanów Zjednoczonych Frederick Albert Cook (1865–1940), lekarz i antropolog, a jednocześnie fotograf ekspedycji.

W wyniku udziału w pracach naukowo-badawczych antarktycznej wyprawy, Dobrowolski zainteresował się szczególnie dziedzinami ziemskiej fizyki (w ówczesnym jej rozumieniu), takimi jak: układy chmur, lód w różnych postaciach, zjawiska optyczne w atmosferze, ruchy powietrza i wody po nierównościach gruntu. Wspólnym mianownikiem jego poczynań naukowych stał się charakter morfologiczny zarówno samych obiektów badań, jak i sposobów ujęcia i traktowania tematów. Niewątpliwie było to dziedzictwo intensywnych, choć krótkich, uniwersyteckich studiów biomorfologicznych, które spostrzeżeniom i wyobraźni, a przez to i myśli badawczej, nadały swoiste nawyki i tendencje. Uważając się za fizyka ziemskiego, Dobrowolski pozostał na zawsze morfologiem.

Po powrocie s/v „Belgica” w sierpniu 1899 roku do macierzystego portu w Antwerpii, przed naukowo-badawczym zespołem załogi stanęło nowe wyzwanie – opracowanie i opublikowanie rezultatów antarktycznego rejsu. Wziął te sprawy na swoje barki Arctowski jako naukowy szef ekspedycji. Zadanie było trudne i żmudne – wymagało wielu lat intensywnej pracy. Sprawozdanie – pod ogólnym tytułem Expedition Antarctique Belge – ukazywało się stopniowo, w 10 oddzielnych tomach. Tomy II i IV zostały poświęcone meteorologii. Odnośne belgijskie władze przyznały Dobrowolskiemu dwuletnie stypendium naukowe na pomoc przy opracowywaniu meteorologicznych woluminów. W latach 1905–1907 Dobrowolski był także członkiem Międzynarodowego Biura do spraw Polarnych w Brukseli. W trakcie dwuletniej przeszło wyprawy polarnej Dobrowolski prowadził własny raptularz (dziennik), w którym notował systematycznie wszystkie wydarzenia na pokładzie fregaty i w antarktycznym otoczeniu, a ponadto swoje odczucia, nastroje, przemyślenia. Ponieważ był spostrzegawczy, wrażliwy na piękno, nawet groźne, natury i miał wyraźnie „lekkie” pióro, zebrał obfity materiał literacko-wspomnieniowy.

W 1907 roku rosyjski car Mikołaj II ogłosił amnestię dla zesłańców i uchodźców politycznych. Dobrowolski wreszcie mógł wrócić do Królestwa Polskiego. W Warszawie podjął działalność pedagogiczną, zatrudniając się jako wychowawca w internacie i nauczyciel w polskich gimnazjach. W 1914 roku opublikował w kraju książkę Wyprawy polarne. Historia i zdobycze naukowe, opartą także na własnych wrażeniach i przeżyciach z antarktycznej ekspedycji na pokładzie s/v „Belgica”. Otrzymał za nią Nagrodę Literacką m.st. Warszawy. Pierwsze lata I wojny światowej Dobrowolski spędził w neutralnej Szwecji. Zdążył tam wyjechać, uzyskawszy dodatkowo niewielką zapomogę finansową z Kasy im. Józefa Mianowskiego. W Szwecji prowadził intensywne studia, badania laboratoryjne – m.in. w Uppsali – dotyczące budowy płatków śniegu i struktury kryształków lodu. Po powrocie do Warszawy związał się ponownie z oświatą. Pedagogika była bowiem drugim polem pracy twórczej i zainteresowań Dobrowolskiego.

W 1920 roku, w czasie wojny polsko-bolszewickiej, Dobrowolski dwukrotnie był wysyłany, jako emisariusz polskiego rządu, do ośrodków socjalistycznych w Belgii, aby przeciwdziałać tamtejszej antypolskiej propagandzie; misje te przyniosły bardzo pozytywne efekty.

W latach 1918–1922 Dobrowolski aktywnie działał w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, zajmując się m.in. sprawami reformy szkolnictwa. Proponował np. wprowadzenie 10-letniej powszechnej szkoły średniej. Ponieważ jego pedagogiczno-dydaktyczne koncepcje nie uzyskały pełnej akceptacji, opuścił ministerstwo i zatrudnił się, w charakterze zwykłego urzędnika, w banku PKO. W 1923 roku ukazało się drukiem unikalne dzieło Dobrowolskiego Historia naturalna lodu4. Wydana w języku polskim monografia – uhonorowana nagrodą Kasy im. J. Mianowskiego5 – była pokłosiem zarówno badań śniegu i lodu w ośrodkach naukowych Szwecji, jak i spostrzeżeń poczynionych wcześniej w Antarktyce. Autorowi udało się ustalić m.in. klasę symetrii kryształów lodu6; wyznaczył płaszczyzny kryształów, pokazał, że sześcioboczny pokrój blaszkowy (tabliczkowy) kryształów jest normalny dla wszystkich środowisk krystalizacji, a pokroje słupkowy i igiełkowy występują tylko w powietrzu. Oczywiście, chodzi tu o tzw. lód I, czyli polimorf lodu trwały w zakresie temperatury od 0° do -80°C (ok. 273–193°K) przy ciśnieniu normalnym7. Dobrowolski wykazał ponadto, że pewne optyczne efekty, obserwowane w atmosferze ziemskiej, mogą powstawać w wyniku swobodnego opadania swego rodzaju naturalnych minikonstrukcji lodowych kryształków (tzw. ćwieczki Dobrowolskiego).

W 1924 roku Dobrowolski podjął pracę w Państwowym Instytucie Meteorologicznym w Warszawie, jako naczelnik Wydziału Aerologiczno-Wojskowego. W tym czasie dyrektorami PIM byli kolejno: prof. Władysław Gorczyński (1879–1953), klimatolog, i Kazimierz Szulc (1866–1938), agrometeorolog. Dobrowolski narzekał wprawdzie, że robi się tam niewiele pod względem czysto naukowym, ale w rezultacie znalazł zespół zarówno meteorologów różnych specjalności, jak i hydrografów ze znacznymi osiągnięciami na polu hydrologii, chętnych do działania w zakresie ziemskiej fizyki. Powołano do życia czasopismo „Prace Meteorologiczne i Hydrograficzne”, które jednak bardzo szybko zmieniło nazwę na „Prace Geofizyczne”. W efekcie swych działań w PIM, Dobrowolski został wicedyrektorem, a następnie dyrektorem Instytutu (kadencja 1927–1929). W 1929 roku przeszedł w stan spoczynku. W odrodzonej Rzeczpospolitej po 1918 roku tworzyły się liczne stowarzyszenia naukowe. Z inspiracji Dobrowolskiego, jeszcze jako dyrektora PIM, powołano Komitet Organizacyjny ds. założenia Towarzystwa Geofizyków, Meteorologów i Hydrografów w Warszawie. W krótkim czasie, bo już 2 marca 1930 roku, zaczęło działać w Polsce pierwsze geofizyczne stowarzyszenie naukowe o nazwie Towarzystwo Geofizyków w Warszawie (TGW). Prezesem TGW wybrano Dobrowolskiego. Pełnił tę funkcję, z małym wyjątkiem, przez lat kilkanaście. TGW było stowarzyszeniem elitarnym; przyjmowano doń tylko na zaproszenie dwóch członków Zarządu. Oficjalny organ TGW nosił tytuł „Biuletyn Towarzystwa Geofizyków w Warszawie (Bulletin de la Societe de la Geophysique de Varsovie)”. Naczelnym redaktorem Biuletynu był znany i ceniony hydrolog, Alfred Rundo (1877–1939).

W 1927 roku Dobrowolski powołany został na stanowisko profesora pedagogiki w Wolnej Wszechnicy Polskiej. Wolna Wszechnica Polska (WWP), prywatna szkoła wyższa w Warszawie, powstała w 1918 roku na bazie Towarzystwa Kursów Naukowych. Jednym z jej założycieli był fizyk i geofizyk, prof. Stanisław Kalinowski (1873–1946). Po dziesięciu latach, w 1929 roku, WWP uzyskała status uniwersytecki. Stanisław Kalinowski, rektor WWP w latach 1919–1924, utworzył na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym, studia geofizyczne. W II Rzeczpospolitej była to druga uczelnia wyższa, po Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, mogąca kształcić studentów w zakresie ogólnej geofizyki.

We wrześniu 1929 roku Kongres Międzynarodowej Organizacji Meteorologicznej (World Meteorology Organisation, WMO) odbywający się w Kopenhadze, podjął uchwałę o zorganizowaniu w latach 1932–1933, czyli w 50-lecie I Międzynarodowego Roku Polarnego 1882–1883, kolejnego II Międzynarodowego Roku Polarnego (MRP). Profesor Henryk Arctowski wystąpił wówczas z propozycją czynnego udziału Polski w takiej międzynarodowej imprezie i założenie polskiej stacji badawczej na Spitsbergenie, w pobliżu pól śnieżnych umożliwiających lądowanie samolotów zaopatrzonych w płozy. Obaj znani polarnicy polscy, Henryk Arctowski z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i Antoni B. Dobrowolski jako prezes Towarzystwa Geofizyków w Warszawie, optowali bardzo energicznie za angażowaniem się Polski w akcję naukową II MRP. Profesor Stefan Hłasek-Hłasko (1862–1934), jako dyrektor PIM w latach 1929–1931, powołał Polską Komisję Narodową Roku Polarnego (PKNRP). W skład Komisji weszli m.in. fizyk (i geofizyk) prof. Czesław Białobrzeski (1878–1953), radiotechnik prof. Janusz Groszkowski (1898–1984), dyrektor Państwowego Instytutu Telekomunikacyjnego prof. Stanisław Kalinowski – kierownik Obserwatorium Magnetycznego w Świdrze koło Warszawy, dr inż. Jean Lugeon (1898–1976), znany szwajcarski meteorolog i fizyk atmosfery, profesor Politechniki w Zurychu, a w latach 1931–1936 dyrektor PIM w Warszawie. Komisja, w której większość stanowili członkowie TGW, powierzyła Państwowemu Instytutowi Meteorologicznemu w Warszawie zorganizowanie polskiej stacji obserwacyjnej w strefie polarnej, zgodnie z programem Międzynarodowego Roku Polarnego. W tym czasie tylko PIM miał odpowiednie możliwości aparaturowe i materiałowe, a w pewnym stopniu – także finansowe.

W pierwszej połowie 1931 roku Jean Lugeon, jako delegat PKNRP, ustalił w Kopenhadze z prof. Danem Barfodem la Courem (1876–1942), prezesem Międzynarodowej Komisji Roku Polarnego, że najlepszą formą udziału Polski w II MRP będzie założenie stacji badawczej na Wyspie Niedźwiedziej (Ocean Lodowaty), należącej do Królestwa Norwegii8. Niemal roczna działalność Polskiej Stacji Polarnej (PSP) dostarczyła mnóstwa unikalnych danych naukowych z zakresu różnych ważnych dyscyplin ówczesnej geofizyki. Przyczyniła się również do powołania przy TGW „Polarnego Koła” pod patronatem Dobrowolskiego. Efektem były kolejne polskie wyprawy polarne w latach 1934–1938 na Spitsbergen i na Grenlandię9.

W lutym 1938 roku Dobrowolski odniósł spory sukces naukowo-organizacyjny. Przy Towarzystwie Geofizyków w Warszawie utworzono Polską Komisję Kriologiczną (Kryologiczną), w skrócie: PKK. Dobrowolski od lat zabiegał usilnie, zarówno w kraju, jak i na forum międzynarodowym, aby badania kriologiczne stały się stałym i ważnym elementem światowych badań geofizycznych10, a pojęcie kriologii uzyskało odpowiedni status także i w innych, rozwijających się naukach o ziemi. Był wtedy zresztą wiceprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Lodów i Śniegów Asocjacji Hydrologii Naukowej UGGI (Międzynarodowa Unia Geodezji i Geofizyki) i jej przedstawicielem na Polskę. W ramach PKK powołano cztery sekcje: Lodowcową i epok lodowcowych, Szaty śnieżnej, Pokrywy lodowej wód, Lodu atmosferycznego; w przyszłości planowano również sekcję Badania własności lodu. Przewodniczącym PKK został oczywiście Dobrowolski, a sekretarzem – meteorolog, kpt. lot. Stanisław Kołodziejczyk (1903–1940). Napaść Niemiec i Związku Sowieckiego na Polskę we wrześniu 1939 roku i wybuch II wojny światowej uniemożliwiły na wiele lat doskonale zapowiadający się rozwój TGW i dalszą działalność naukową Dobrowolskiego w zakresie ziemskiej fizyki.

Po wojnie, we wrześniu 1947 roku, Towarzystwo Geofizyków w Warszawie zostało reaktywowane, ale pod zmienioną nazwą, jako Polskie Towarzystwo Geofizyków (PTGF). W dalszym ciągu było towarzystwem elitarnym. Emisji Biuletynu TGW, jako organu nowego PTGF, nie wznowiono. Prezesem stowarzyszenia wybrano – na kilka lat – Dobrowolskiego. Warunki działania były już jednak inne, zwłaszcza że w tym samym czasie powołano nowe i konkurencyjne w pewnym stopniu Polskie Towarzystwo Meteorologiczne i Hydrologiczne.

W 1948 roku przypadało pięćdziesięciolecie antarktycznej ekspedycji fregaty s/v „Belgica”. Dobrowolski wyjechał do Belgii, aby osobiście wziąć udział w uroczystościach rocznicowych. Przy okazji był w Wielkiej Brytanii, gdzie uczestniczył w międzynarodowym sympozjum glacjologów na uniwersytecie w Cambridge. Naukowa i organizacyjna aktywność Dobrowolskiego, przynajmniej w zakresie zagadnień geofizycznych i polarnych, zaczęła jednak w tym czasie wyraźnie słabnąć11.

Jednocześnie pamiętać należy, że Dobrowolski równie intensywnie jak w naukach o Ziemi, działał na polu polskiej pedagogiki. Już w 1927 roku został powołany na stanowisko profesora Wydziału Pedagogicznego Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Prowadził tam – również dla Studium Pracy Społeczno-Oświatowej WWP – wykłady z teorii podstaw wychowania umysłowego, pedagogiki ogólnej, także seminarium pedagogiczne. Był zwolennikiem ciągłego samokształcenia się ludzi dorosłych. Upatrywał w tym jedyną drogę do powstania w społeczeństwie warstwy autentycznej inteligencji, a nie jej miazmatów, czyli ćwierć- lub półinteligentów. Krytycznie nastawiony był do aktualnych programów i metod nauczania w szkołach średnich i na wyższych uczelniach, jako że kładły one przede wszystkim nacisk nie na jakość, ale na ilość wiedzy podręcznikowej z równoczesnym zaniedbaniem treningu umysłowego! Surowo oceniał tzw. popularyzację na użytek inteligentów, uznając ją za namiastkę oświaty ogólnej zupełnie chybioną i w efekcie końcowym – szkodliwą. Dotyczyło to zwłaszcza literatury popularnonaukowej, która – idąc po linii najmniejszego oporu – nie wprowadza czytelnika w świat wysiłku umysłowego i potrzeby pracy nad sobą.

Jako antidotum na poważne mankamenty ustroju i organizacji polskiej oświaty, Dobrowolski postulował wprowadzenie bezpłatnego, obowiązkowego 10-klasowego gimnazjum ogólnokształcącego dla młodzieży wraz z Kółkami Samokształcenia (zaraz po zdaniu matury), potem dopiero kształcenie ściśle zawodowe oraz studia wyższe, a później zaktywizowanie działalności – już w ramach oświaty dorosłych – tzw. Instytutów Wyższej Kultury Umysłowej12.

Koncepcję obowiązkowej 10-letniej szkoły Dobrowolski propagował bardzo intensywnie, piórem i słowem, w latach 20. i 30. na łamach rozmaitych czasopism, bardziej lub mniej fachowych, w trakcie licznych sympozjów i konferencji krajowych, a nawet zagranicznych, nie mówiąc już o wykładach w WWP. Łączył zresztą postulat powszechnej oświaty ze zmianami społecznymi, a także ze swoistym kultem nauki i sztuki13. Nic dziwnego więc, że znalazł wcale liczną grupę zwolenników swoich idei, przede wszystkim w środowiskach lewicowych. Trzeba pamiętać, że sam Dobrowolski, zafascynowany socjalizmem różnych odcieni, był ponadto aktywnym ortodoksyjnym wolnomyślicielem, wierzącym niezachwianie w możliwości ludzkiego rozumu oraz nieograniczony rozwój naukowych dociekań i eksperymentów, zwłaszcza w przyszłości14.

W latach 1958–1964 rozproszone po różnych tytułach publikacje Dobrowolskiego, tyczące praktycznych i teoretycznych aspektów oświaty i wychowania, zostały zebrane, skomentowane i wydane w Warszawie, w formie trzytomowego zestawu pod wspólną nazwą Pisma pedagogiczne – w tym vol. I: Ustrój oświatowy, vol. II: Nowa dydaktyka, vol. III: Moralność umysłowa (Materiały).

W 1948 roku Antoni B. Dobrowolski, w uznaniu wyjątkowej aktywności w dziedzinie polskiej myśli pedagogicznej i oświaty dorosłych, a także swych lewicowych przekonań, został mianowany profesorem zwyczajnym na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego i objął kierownictwo Katedry Pedagogiki. Równocześnie nadano Dobrowolskiemu stopień naukowy doktora filozofii w zakresie pedagogiki. Został wybrany także członkiem świeżo utworzonej Polskiej Akademii Nauk. Po 1950 roku czynniki ministerialne PRL zaczęły jednak ograniczać dydaktyczną działalność Dobrowolskiego. Zabrano etaty asystenckie, zlikwidowano studium doktoranckie. W końcu przeniesiono profesora na emeryturę. Wszystkie te poniżające i uprzykrzające życie poczynania odbiły się na jego zdrowiu. Po dłuższej chorobie Dobrowolski zmarł w Warszawie 27 kwietnia 1954 roku. Spoczął na Cmentarzu Wojskowym przy ul. Powązkowskiej 43/45, w kwaterze 2A-9. Pośmiertnie odznaczony został przez władze państwowe PRL Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Doceniając wkład Antoniego B. Dobrowolskiego w światowe badania polarne, nadano jego imię kilku obiektom geograficzno-geologicznym. A więc w Antarktyce mamy: Wyspę Dobrowolskiego (Archipelag Palmera), Lodowiec Dobrowolskiego (Zatoka Martel), Szczyt Dobrowolskiego (Wyspa Króla Jerzego); natomiast na Spitsbergenie jest niewielki Lodowiec Dobrowolskiego, spływający z Góry Arctowskiego. Ponadto imię Antoniego B. Dobrowolskiego nosi sezonowa stacja polarna w Antarktyce Wschodniej, otrzymana w 1959 roku przez Polskę (wtedy PRL) jako spadek po polarnikach radzieckich, ale już od roku 1979 nieczynna.

Wybrana literatura

 

Bibljografia prac opublikowanych przez pracowników i dawnych współpracowników Państwowego Instytutu Meteorologicznego, Warszawa 1935.

The History of the International Polar Years (IPYs), red· S. Barr, C. Ludecke, Berlin-Heidelberg 2010, s. 319.

Janik M., Dzieje szkolnictwa polskiego (z rzutem oka na jego przyszłość), wyd. 2, Częstochowa 1924.

Machowski J., Antoni Bolesław Dobrowolski (6 June 1872–27 April 1954), „Polish Polar Research” 1998, t. XIX, nr 1–2, s. 11–13.

Maj S., Działalność Towarzystwa Geofizyków w Warszawie (1930–1947), „Przegląd Geofizyczny” 2011, t. LVI, z. 3–4, s. 265–277.

Maj S., Profesor Henryk B. Arctowski (1871–1958) jako geofizyk (życie i działalność), „Przegląd Geofizyczny” 2009, t. LIV, z. 1–2, s. 7–17.

Orsza H. [Radlińska H.], Dzieje społeczne Polski, wyd. 3, Warszawa-Poznań-Lwów-Łódź-Toruń 1921.

Polskie Towarzystwo Geofizyczne 1947–2007, red. E. Bogdanowicz, U. Kossowska-Cezak, J. Szkutnicki, Warszawa 2009.

Popiołek J., Działalność organizatorska A.B. Dobrowolskiego w dziedzinie nauk przyrodniczych, „Prace Muzeum Ziemi” 1998, nr 45, s. 45–65

Radlińska H., Z dziejów pracy społecznej i oświatowej, red. W. Wyrobkowa-Pawłowska, J. Wojciechowska, J. Hulewicz, Wrocław-Warszawa-Kraków 1964.

Szkoła Podstawowa w Dworszowicach Kościelnych, www.dworszowice.informar.webd.pl/index.php?pl=miejscowosc_parafia (dostęp: 201 2).

Wolna Wszechnica Polska. Skład osobowy i spis wykładów wraz z rozkładem godzin na rok akademicki 1932/33, Warszawa 1932; to samo na rok 1935/1936.

SECT-ID LINK

1W. Bronikowski, Drogi postępu chłopa polskiego, Warszawa 1934.

2A.B. Dobrowolski, Mój „życiorys naukowy, reprint z t. IX „Nauki Polskiej” 1928.

3Ibidem.

4A.B. Dobrowolski, Historia naturalna lodu, Warszawa 1923.

5E. Stenz, Antoni Bolesław Dobrowolski (1872–1954), „Przegląd Meteorologiczny i Hydrologiczny” 1954, t. VII, nr 1–2, s. 3–9.

6A.B. Dobrowolski, La symetrie des cristaux de glace, „Bulletin de Minéralogie ” 1933, t. LVI, s. 335–346.

7A. Bolewski, Mineralogia szczegółowa, wyd. 3 zaktualizowane, Warszawa 1982.

8J. Lugeon, Polski Rok Polarny na Wyspie Niedźwiedziej, „Przegląd Geograficzny” 1933, t. XIII, nr 1, s. 1–49; Cz. J. Centkiewicz, Wyspa mgieł i wichrów, Warszawa 1934; S. Maj, Profesor Antoni Bolesław Dobrowolski (1872–1954) jako geofizyk (życie i działalność), „Przegląd Geofizyczny” 2011, t. LVI, nr 3–4, s. 279–289.

9J. Giżejewski, Działalność polarna Towarzystwa Geofizyków w Warszawie, „Przegląd Geofizyczny” 2011, t. LVI, nr 3–4, s. 291–296.

10A.B. Dobrowolski, Kryosfera, kryologia, kryotechnika i sprawa organizacji międzynarodowej badań nad lodem i zjawiskami lodowemi, „Biuletyn Towarzystwa Geofizycznego w Warszawie” 1934, t. IX-X, s. 11–27.

11E. Stenz, op. cit.

12A.B. Dobrowolski, Nowa ciemnota, czyli nowe niebezpieczeństwo grożące cywilizacji: półinteligenci i ćwierćinteligenci, „Twórczość” 1945, t. I, z. 5; por. s. 162–184, [w:] Oświata i Kultura Dorosłych (Rozprawy), red. K. Wojciechowski, Warszawa 1958.

13L. Grochowski, Rozwój myśli i nauk pedagogicznych, s. 172–218, [w:] Historia Wychowania, wiek XX, t. I, red. J. Miąso, Warszawa 1980.

14Por. A.B. Dobrowolski, Mój „życiorys naukowy, op. cit.

Witold Doroszewski

Urodzony 1 V 1899 w Moskwie. Studia językoznawcze na Uniwersytecie Moskiewskim (1917), później na UW (1918–1923), asystent w Katedrze Języka Polskiego (1924–1927). Doktorat na UW (1925). Studia uzupełniające w École Nationale des Langues Orientales Vivantes w Paryżu (1927–1929). Habilitacja na UW (1928), docent w Katedrze Języka Polskiego, kierownik Katedry (1930–1968). Profesor UW (1930). Dyrektor Instytutu Fonetycznego UW (1935–1939). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Wykłady gościnne m.in. na uniwersytecie w Brukseli (1934), University of Wisconsin (1936–1937, twórca Katedry Języka Polskiego), Collège de France w Paryżu (1939), w Oksfordzie, Leeds i Londynie (1958).

Językoznawca; badania w dziedzinie dialektologii, słowotwórstwa, fonetyki, semantyki, leksykologii i dydaktyki języka polskiego; twórca warszawskiej szkoły dialektologicznej.
Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Językoznawczego (1925). Członek TNW (1930), PAU (1947), PAN (1952). Zastępca przewodniczącego Komitetu Językoznawstwa PAN (1954–1966 i 1969–1974), kierownik Pracowni Dialektologicznej PAN (1954–1969). Członek Międzynarodowego Komitetu Slawistów i Polskiego Komitetu Slawistów.
Zmarł 26 I 1976 w Warszawie.

Język polski w Stanach Zjednoczonych A.P., Warszawa 1938; Słownik języka polskiego, Warszawa 1958–1969 (red. nacz.); Studia i szkice językoznawcze, Warszawa 1962; Elements of Lexicology and Semiotics, Berlin-New York 1973.

B. Falińska, Witold Doroszewski (1899–1976), „Rocznik Mazowiecki” 2008, t. XX, s. 64–71.

ANDRZEJ MARKOWSKI

WITOLD DOROSZEWSKI

1899–1976

 

W latach 50. i 60. ubiegłego wieku prof. Witold Doroszewski był w Polsce jedynym powszechnie znanym językoznawcą. Popularność, a także autorytet, zawdzięczał radiu, a dokładniej Radiowemu Poradnikowi Językowemu, nadawanemu regularnie w Programie I Polskiego Radia. W epoce przedtelewizyjnej stanowiło ono najpopularniejszy środek przekazu, było powszechnie słuchane, a osoby, zwłaszcza te z tytułem profesora, które w nim występowały, zyskiwały prestiż i powszechne zaufanie. Na Radiowy Poradnik Językowy czekało się i w skupieniu słuchało charakterystycznego głosu prof. Doroszewskiego, odpowiadającego na pytania słuchaczy. Zwykle zaczynało się to od zdania: „Obywatel Iksiński z Igrekowa pyta...”. Po czym następował spokojny i bardzo erudycyjny wywód, czasem dość zawikłany, ale zawsze prowadzący do jasnej konkluzji. Dla słuchaczy prof. Doroszewski to był Ktoś, prawdziwy uczony, znawca historii wyrazów i form wyrazowych, propagator dobrej polszczyzny, subtelnie korygujący mylne i zbyt zapalczywe sądy czy niewłaściwe oceny faktów językowych.

Ta popularność wywodząca się z audycji radiowych powodowała, że na zdanie uczonego powoływano się często w sporach o kwestie językowe, czasem nawet nadużywając jego imienia. W czasie zimowej olimpiady w Innsbrucku w 1976 roku jeden z komentatorów radiowych powiedział, że prof. Doroszewski potwierdził, iż formą dopełniacza jest: Innsbrucku (co zresztą odpowiada prawdzie); nie wiedział tylko ów dziennikarz, że przywoływany prof. Doroszewski od kilku dni już nie żył... (potem komentator tłumaczył, że chodziło mu o zdanie profesora wyrażone w Słowniku poprawnej polszczyzny pod jego redakcją). Miarą popularności są także – jak wiadomo – parodie tekstów osób znanych. Takiej parodii swojej odpowiedzi na pytanie słuchacza doczekał się i Witold Doroszewski. Jeszcze za jego życia krążył w różnych środowiskach rzekomy tekst jego porady radiowej: „Obywatel Jan Kowalski pyta, czy forma szachuje jest poprawna. Otóż z gramatycznego, powtarzam: z gramatycznego punktu widzenia nie można tej formie nic zarzucić. Jednakże czyż nie można powiedzieć uprzejmiej: Cisza, panowie?”.

W kręgach inteligenckich prof. Doroszewski był znany przede wszystkim jako inicjator i redaktor naczelny Słownika języka polskiego, który jest powszechnie nazywany „słownikiem Doroszewskiego”. To wielkie, dziesięciotomowe dzieło zostało pomyślane jako swoisty thesaurus polszczyzny od połowy XVIII do połowy XX wieku. Przygotowania do niego rozpoczęły się od kompletowania zespołu redakcyjnego oraz przedstawienia założeń teoretycznych i metodologicznych, w dużej mierze autorstwa Profesora (O Witoldzie Doroszewskim tak właśnie mówili wszyscy jego uczniowie i współpracownicy: Profesor. I chociaż tytuł ten nosiło potem jeszcze kilku językoznawców, dla grona lingwistów warszawskich Profesor był tylko jeden – Witold Doroszewski). Działo się to w 1950 roku, w czasie gdy nasilała się propaganda socrealistyczna, a kultura narodowa była poddawana wyjątkowo silnej presji politycznej. Nie pozostało to bez wpływu na opracowywanie słownika. Zeszyt próbny, wydany w 1953 roku, wywołał dyskusję w środowisku literackim, wzbudził zastrzeżenia m.in. Marii Dąbrowskiej, która oceniła go nieprzychylnie, nie znając kulis jego powstania. W swoich Dziennikach pisała zarówno o tej krytyce, jak i o jej wyjaśnieniu danym jej później przez Witolda Doroszewskiego: „Przesłano nam Zeszyt Dyskusyjny Słownika Współczesnego Języka Polskiego. Bardzo zły, budzi mnóstwo zastrzeżeń, a nawet sprzeciwów. Ponieważ zaproszono do dyskusji, a ta sprawa mnie obchodzi, opracowałam krytyczną rozprawkę o tym zeszycie i zaproponowałam to do wygłoszenia na Sekcji Prozy Związku. [...] Przyszłam więc w oznaczony dzień i ową, bardzo zresztą kurtuazyjną krytykę Zeszytu Dyskusyjnego wygłosiłam. [...] Mówców było sporo i tęgich, m.in. świetnie mówił Wat. [...] Zastanowiły mnie dwie osobliwe rzeczy w przebiegu tego zebrania. 1) Że komuniści (pisarze) nabrali wody w usta i nie rzekli ni słowa w obronie słownika. 2) Że dwoje członków Komitetu redakcyjnego (partyjnych): dr Mayenowa i Zabłudowski zabrali głos tylko po to, aby się odżegnać od Zeszytu Dyskusyjnego. [...] Następnego dnia, już o 9-tej wieczorem, ku mojemu zdumieniu przyszedł do mnie prof. Doroszewski i zapytał mnie, czy owo zebranie Sekcji Prozy było zorganizowaną i ukartowaną akcją przeciw Słownikowi? Otwarłam szeroko oczy i nie bardzo zrozumiałam, o co mu idzie. Wtedy opowiedział mi zakulisowe sprawy słownika i nagle zrozumiałam rzeczy, które zastanawiały mnie w czasie zebrania. Otóż ściślejsza redakcja Słownika, a przede wszystkim on sam, mają wrogów w IBL-u, z którego rekrutuje się znaczna część szerszego komitetu redakcyjnego. Ci ludzie [...] są głównymi rzecznikami i autorami takiej postaci Słownika, jaką zademonstrował nam Zeszyt Dyskusyjny. Oni to przeforsowali ów znikomy procent źródeł literackich, oni usiłowali wyrzucić w ogóle ze Słownika poetów, oni nafaszerowali go szpetną polszczyzną z cytatów z prasy i z tekstów urzędowych itp. W trakcie tej ich roboty pojawiła się rozprawa Stalina o językoznawstwie. Wówczas natychmiast zmienili pogląd, a że ów antyliteracki, prasowo-polityczny charakter był już początkom słownika nadany, po prostu odżegnali się od Zeszytu Dyskusyjnego i usiłują odpowiedzialność za wszystko złe zrzucić na Doroszewskiego. Ja zaś, o niczym nic nie wiedząc, mimo woli poszłam im w tym na rękę”1.

Interwencja cenzury czy „czynnika partyjnego” spowodowała też, że w słowniku nie wolno było zastosować oznaczenia „rel.” – kwalifikującego wyraz do rejestru słownictwa religijnego; zamiast tego musiano użyć ogólniejszego i rozmywającego istotę rzeczy kwalifikatora „kult.” – kultowy. Z powodów politycznych nie dopuszczono też np. do tego, by w słowniku pojawiły się cytaty z dzieł Józefa Piłsudskiego.

Mimo tych trudności i ograniczeń „słownik Doroszewskiego”, który wychodził w latach 1958–1969, stał się dziełem pomnikowym. Jest to do dziś najobszerniejszy słownik polszczyzny ogólnej, zawierający prawie 125 tysięcy wyrazów hasłowych, bogaty w związki frazeologiczne i znaczenia przenośne, a przede wszystkim przynoszący ogrom materiału językowego w formie cytatów z różnorodnych tekstów pisanych w ciągu dwóch stuleci. Stanowi niewątpliwie opus vitae Witolda Doroszewskiego, choć językoznawcy cenią go równie, a może nawet bardziej, za inne dzieła.

Drugim wielkim dziełem leksykograficznym, powstałym pod kierunkiem Doroszewskiego w ostatnich latach jego życia, był Słownik poprawnej polszczyzny. Opracowano go dlatego, że dawny, przedwojenny jeszcze, słownik poprawnościowy Stanisława Szobera, mimo modernizacji dokonanej w nim w latach 50. przez zespół pod kierownictwem Doroszewskiego, stał się już bardzo nieaktualny: norma językowa zmieniła się bowiem znacznie w czasach powojennych. Nowy słownik poprawnościowy, nad którym czuwał Witold Doroszewski, był wprawdzie redagowany głównie przez jego uczennicę, prof. Halinę Kurkowską (pełniącą formalnie funkcję zastępcy redaktora naczelnego), ale znalazły się tu rozwiązania zgodne z rozstrzygnięciami zawartymi w dwóch tomach pracy O kulturę słowa2 (były to spisane radiowe porady językowe Doroszewskiego). Słownik ten skodyfikował na ponad 30 lat polską normę językową i stał się przewodnikiem po dobrej polszczyźnie dla kilku pokoleń Polaków. Dopiero gwałtowne zmiany w rzeczywistości, które zaszły pod koniec XX wieku i znalazły odzwierciedlenie w języku polskim, spowodowały konieczność opracowania nowego słownika poprawnej polszczyzny (wyszedł w roku 1999).

Witold Doroszewski wielokrotnie przedstawiał swoje poglądy na kulturę języka, którą rozumiał o wiele szerzej niż tylko poprawność językową, a zwłaszcza walkę z błędami. Pisał: „Pojęcie pracy nad językiem ma dla bardzo wielu osób treść czysto negatywną: ta praca bywa rozumiana przede wszystkim jako walka z błędami, wyplenianie chwastów z ojczystej niwy, tępienie obcych naleciałości, obrona języka przed spaczeniem jego linii rozwojowej”3.

Tymczasem: „W każdej dziedzinie życia należy się opierać na wartościach pozytywnych, a nie negatywnych, należy więcej dbać o to, by krzewić dobro, niż o to, by tępić zło. Ten postulat może mieć zastosowanie zarówno w pedagogice, jak i w metodologii myślenia, jak wreszcie w zakresie spraw językowych. [...] Niepopełnianie błędów językowych jest oczywiście rzeczą ważną, powinno ono jednak być pochodną ogólnej kultury językowej, której nie da się kształtować za pomocą nakazów i zakazów”4.

Słuchacze – korespondenci Radiowego Poradnika Językowego – zarzucali czasem uczonemu zbytni liberalizm i to, że często nie dawał rozstrzygnięć jednoznacznych co do poprawności form językowych. Profesor bronił się, tłumacząc, że nieraz nie można dać odpowiedzi typu tak – nie, gdyż obie formy mogą być poprawne, uzasadnione historią języka, tendencjami rozwojowymi lub pochodzeniem regionalnym. Nie podzielał też opinii – wyrażanej przez korespondentów purystów – że błędami językowymi należy się przejmować: „[Korespondent] daje wyraz pewnemu żalowi do mnie za zbytnią tolerancję wobec błędów językowych, za to, że ja – jak to formułuje korespondent – nie każę się zbytnio przejmować błędami językowymi. Wydaje mi się, że byłoby gorzej – i nawet w ogóle nie miałoby sensu – gdybym kazał się przejmować błędami językowymi. Każdy mógłby powiedzieć, parafrazując wieszcza, że „takiego rozkazu” jego pamięć ani serce nie posłucha”5.

Co ciekawe, liberalizm w ocenie zjawisk językowych widzieli w poglądach Doroszewskiego także niektórzy intelektualiści. Dąbrowska w cytowanych już Dziennikach pisała: „Po prof. Doroszewskim jestem chyba największym liberałem językowym”6.

Profesor ujmował kwestie językowe w ścisłym powiązaniu z człowiekiem, z jego życiem duchowym i stosunkami, w jakie wchodzi z innymi ludźmi: „Język jest jedną z form zachowania się człowieka w środowisku społecznym, jedną z form jego działania. Dlatego też językoznawstwo, którego przedmiotem badania jest człowiek jako istota mówiąca, jest nauką nie tylko historyczno-porównawczą, ale i społeczno-pedagogiczną [...]. Celem pracy wychowawczej w zakresie języka jest powiększanie sprawności w posługiwaniu się nim jako narzędziem myśli i działania. Od stopnia tej sprawności w życiu naszym zależy bardzo wiele – zarówno w sposobie widzenia świata, jak i w stosunkach z ludźmi”7.

Ten teoretyczny pogląd na istotę języka i językoznawstwa uzasadnia to, dlaczego Doroszewski niechętnie odnosił się do modnej nowości naukowej lat 30. i 40. – strukturalizmu. Zniechęcało go do tego kierunku skupienie się na relacjach wewnętrznych, niechęć do badań semantycznych, a przede wszystkim oderwanie od człowieka jako podmiotu mówienia. Dziś można stwierdzić, że jego poglądy ogólnojęzykoznawcze były bliskie współczesnemu kognitywizmowi, z jego tendencją do interdyscyplinarności (pisał o jedności bio-psycho-socjalnej człowieka) i wszechstronnego ujmowania zjawisk. A kiedy czytamy we wstępie do Słownika poprawnej polszczyzny, że „język często bywa nazywany zbiorem wygasłych metafor”8, to jest to przecież sąd, którym wyprzedził o kilkadziesiąt lat sztandarowe hasło kognitywizmu.

Takie właśnie holistyczne ujmowanie zjawisk językowych było charakterystyczne dla pracy naukowej Witolda Doroszewskiego od samego początku jego kariery. Ciekawym tego przejawem było jego zainteresowanie gwarami ludowymi i kulturą nosicieli tych gwar. Najstarsi językoznawcy warszawscy do dziś podkreślają to, jak dużą rolę w ich życiu naukowym odegrały wyprawy dialektologiczne – wyjazdy w teren po to, by spisać zanikające gwary ludowe. Grupa pod przewodnictwem Doroszewskiego, wyposażona w opracowane przez niego kwestionariusze gwaroznawcze, przemierzała Mazowsze, Warmię, Mazury i tereny Ostródzkiego w latach 50. XX wieku. Zebrane wówczas materiały są do dziś opracowywane w pracowniach dialektologicznych PAN.

Bardzo cenił gwary, podkreślał, że stanowią one integralną część polszczyzny, niedostatecznie jeszcze zbadaną, ciekawą, a odchodzącą w przeszłość: „Inteligent, zwracający swoją uwagę ku gwarom, będzie przez dłuższy czas się dziwił, jak wielu wyrazów języka polskiego dotychczas nie znał [...]. Historia znaczeń wyrazów i samych wyrazów pozostaje w bezpośrednim związku z historią środowisk tych wyrazów używających. W historii zaś tych środowisk dokonywają się przekształcenia, w życiu wsi zachodzą procesy scalania się, które nieuchronnie odbijają się w języku. Z tym musi się liczyć każdy pragnący poznawać gwary. Wiele faktów gwarowych może na język literacki wpływać ożywczo, w wielu wypadkach jednak te fakty będą się coraz bardziej stawały faktami muzealnymi”9.

Jak podkreślają uczestnicy tych wypraw dialektologicznych, profesor miał łatwość nawiązywania kontaktów z prostymi ludźmi, umiał z nimi się porozumieć. „Było coś niezwykłego – pisała uczennica Doroszewskiego, prof. Barbara Falińska – w Jego postawie, pełnej szacunku dla swojego rozmówcy, bez cienia wyniosłości, którą mógł uzasadniać sam Jego majestatyczny wygląd. Kiedyś nasza grupa zatrzymała się przy osobach kopiących torf, z którymi Doroszewski nawiązał rozmowę. W pewnym momencie podeszła do mnie matka gospodarza i powiedziała: Ten pan profesor to musi być człowiek bardzo wielki. Zapytałam, dlaczego tak sądzi i usłyszałam odpowiedź: bo on tak umie uszanować prostego człowieka10.

Majestatyczny wygląd. Istotnie, był wysokim, przystojnym mężczyzną, o nieco zwalistej budowie, przenikliwych orzechowych oczach, lekko falowanych włosach, dość bujnym, ale zawsze przystrzyżonym, wąsie i charakterystycznym niskim głosie. Ciepło pisała o nim cytowana już Maria Dąbrowska: „Dla Doroszewskiego mam bardzo dużo sympatii i jako dla uczonego, i jako dla człowieka (notabene – bardzo pięknej urody)”11. „Mimo że nie zawsze zgadzam się z Doroszewskim w rzeczach języka, w nim jedynym pośród rzeczoznawców czuję żywego człowieka. Może tu gra rolę i sympatia do jego powierzchowności, a nawet do jego sposobu zacinania się w mowie”12.

Kiedy Witold Doroszewski szedł Krakowskim Przedmieściem, wspominał jeden z jego młodszych uczniów, od razu było widać, że to kroczy Profesor. Roztaczał wokół siebie aurę szacunku i stosownego dystansu, jednak w bliższych stosunkach okazywał się bezpośredni, życzliwy i zawsze chętny do pomocy. Miał umiejętność gromadzenia wokół siebie grona pracowitych i oddanych mu uczniów, którzy przechodzili przy nim całą drogę kariery naukowej: od studenta do profesora uniwersyteckiego. Oddajmy znowu głos jego uczennicy: „Jako zwierzchnik Profesor był wymagający, ale też życzliwy i serdeczny. Dlatego kochaliśmy naszego Profesora i nie chcieliśmy Mu zrobić najmniejszej przykrości, ponieważ przeżywał je proporcjonalnie do źródeł, z których pochodzą, to znaczy, że jako bardziej przykry odczuwał zawód ze strony osób bliskich; przede wszystkim nie chcieliśmy zawieść jego zaufania, którym nas obdarzał [...]. Cechowała Go nieprzeciętna kultura i życzliwość w stosunku do ludzi. Uwagi krytyczne co do osiągnięć w pracy przekazywał zazwyczaj w swoim gabinecie, w cztery oczy, zawsze z wielkim opanowaniem i wyrozumiałością”13.

Wszyscy, którzy znali Doroszewskiego, wiedzieli o jego punktualności. „Godzina ósma zero zero, to godzina ósma zero zero, a nie ósma zero trzy” – powiedział (nie wiem, czy żartobliwie), gdy kiedyś spóźniłem się na jego wykład o te trzy minuty. Ale żartobliwie mawiał też, że punktualność nikomu nie szkodzi... poza osobą punktualną.

W wielu wspomnieniach podkreśla się bowiem to, że był człowiekiem pogodnym, a nawet wesołym. Na spotkaniach towarzyskich (zazwyczaj przy dobrym winie, którego był koneserem) sypał dowcipami i anegdotami w kilku językach, ładnie śpiewał, recytował wiersze, niekiedy swoje, zwykle dowcipne. Imieniny obchodził w dniu patrona swojego drugiego imienia: Jana – 24 czerwca. Kiedy jego mieszkanie na Sewerynowie (tuż za bramą boczną Uniwersytetu Warszawskiego) było za małe, by pomieścić gości, wyprawiał przyjęcie na swoim jachcie. Pasją Doroszewskiego poza językoznawstwem było bowiem żeglarstwo: miał stopień kapitana jachtowej żeglugi wielkiej. „Chyba w roku tysiąc dziewięćset dwudziestym drugim albo trzecim, wspominał syn, prof. Jan Doroszewski, kupił dziesięciometrową otwartą jolkę, którą pierwszy przepłynął Wisłą z Warszawy do Gdańska, a potem żeglował po Zatoce Gdańskiej i wypływał na pełne morze. Był członkiem Polskiego Yacht Clubu”14.

Drugą pasją Doroszewskiego była jazda na motocyklu: przed wojną, kiedy jako młody profesor przyjeżdżał nim na uniwersytet, budził niejakie zdziwienie. Po wojnie jeździł motocyklem na wiele badań dialektologicznych, sam prowadził i zdarzyło się, że jego asystenta, którego woził na tylnym siodełku, wzięto w pewnej miejscowości, gdzie przyjechał na odczyt, właśnie za Profesora, jego zaś za asystenta-kierowcę.

Interesującym epizodem w życiu naukowym Doroszewskiego były jego staże zagraniczne. Jako stypendysta wyjechał w połowie lat 20. (przygotowywał wtedy rozprawę habilitacyjną z historycznego słowotwórstwa polskiego) do Paryża do École Nationale des Langues Orientales Vivantes. Był tam lektorem języka polskiego, a jednocześnie studiował język serbski oraz czeski i uzyskał dyplomy z tego zakresu. Jeszcze ciekawszy był jego wyjazd (na rok akademicki 1936/1937) do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie w stanie Wisconsin wykładał na nowo utworzonej katedrze języka polskiego na uniwersytecie w Madison. Jednocześnie badał język, jakim posługują się polscy emigranci w USA; wyniki swoich studiów opublikował po powrocie do Polski w pionierskiej książce dotyczącej polszczyzny poza granicami kraju: Język polski w Stanach Zjednoczonych A.P.

Ten wyjazd do USA był tylko przerywnikiem w karierze naukowej prof. Doroszewskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Studiował tu po przyjeździe z Rosji (urodził się w roku 1899 w Moskwie) w latach 1918–1923. Studia zakończył doktoratem z filologii polskiej (rozprawa: O znaczeniu dokonanym osnów czasownikowych (słownych) w języku polskim) i rozpoczął pracę jako asystent prof. Stanisława Szobera w katedrze języka polskiego UW. Habilitację zrobił bardzo szybko, bo w 1928 roku (pamiętamy, że rok spędził w tym czasie na stypendium w Paryżu, gdzie pracował bardzo owocnie, ale w zupełnie innym charakterze – jako lektor i student), i w następnym roku został docentem. Wtedy też, kiedy Szober objął katedrę językoznawstwa indoeuropejskiego, 30-letni Doroszewski stanął na czele katedry języka polskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Rok później został profesorem nadzwyczajnym, a w roku 1938, a więc przed czterdziestym rokiem życia, był już profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego.

W okresie okupacji hitlerowskiej prowadził wykłady i ćwiczenia na tajnym uniwersytecie. Jego studentami byli m.in. poeci Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Andrzej Trzebiński, a także późniejsi językoznawcy: Halina Kurkowska i Michał Jaworski. Warszawę opuścił po upadku powstania na niecały rok (przebywał w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie spisywał gwarę góralską, i w Krakowie), wrócił, by odbudowywać warszawski uniwersytet, już latem 1945 roku. I tu pracował aż do przejścia na emeryturę w roku 1969. W 1952 roku został członkiem PAN, uzyskał też tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu im. Humboldtów w Berlinie.

Fakty i anegdoty z życia naukowego Doroszewskiego nie powinny jednak przysłaniać jego dokonań naukowych. Nie można przecież nie wspomnieć o tym, że to właśnie on jeszcze przed wojną ogłosił teorię badania cech gwarowych, opartą na metodach ilościowych, a potem opracował liczne kwestionariusze do badań gwar. W czasie II wojny światowej napisał książkę o języku XIX-wiecznego pisarza Teodora Tomasza Jeża, która jest jednym z pierwszych w polskim językoznawstwie studiów języka autora. Dla językoznawców nadzwyczaj ważna jest, powstała także w czasie wojny, a wydana oczywiście po niej, podstawowa dla powojennego słowotwórstwa polskiego praca teoretyczna Kategorie słowotwórcze, do której odwoływali się – aprobatywnie albo polemicznie – niemal wszyscy powojenni polscy badacze słowotwórstwa.

Nie wolno też zapominać o tym, że już jako dojrzały uczony wiele miejsca poświęcił badaniom semantycznym, ujętym na szerokim tle porównawczym. Jedną z jego ostatnich wielkich prac była książka Elementy leksykologii i semiotyki, przełożona także na rosyjski i angielski. Pod koniec życia zainteresował się fizjologicznymi mechanizmami mowy i ich zakłócaniem (np. afazją), co doprowadziło do powstania z jego inicjatywy Pracowni Badania Mechanizmów Mowy w Zakładzie Językoznawstwa PAN.

Był też sprawnym organizatorem nauki. Z jego inicjatywy powstał Zakład Językoznawstwa Instytutu Języka Polskiego PAN, w którym opracowywano i wydawano materiały gwarowe, a także prowadzono badania historycznojęzykowe – nad polszczyzną XVII i pierwszej połowy XVIII wieku. Pracownie tego Zakładu istnieją do dziś.

Doroszewski był w latach 1938–1939 prezesem Towarzystwa Krzewienia Poprawności i Kultury Języka Polskiego, a następnie jego powojennego kontynuatora – Towarzystwa Kultury Języka. To właśnie dzięki staraniom Doroszewskiego udało się w 1966 roku reaktywować pod nową nazwą przedwojenną organizację mającą na celu upowszechnianie kultury języka. Naturalną rzeczą więc było to, że został jego pierwszym prezesem i pozostawał nim aż do śmierci w 1976 roku. Do śmierci prof. Doroszewski był także redaktorem naczelnym znanego czasopisma językoznawczego „Poradnik Językowy”; jego redakcję objął już w 1932 roku.

We wspomnieniach syna, prof. medycyny Jana Doroszewskiego, dom rodzinny państwa Doroszewskich jawi się jako „podporządkowany pracy Ojca, ale także i Matki” (Janina Doroszewska była profesorem pedagogiki). Doroszewski, jeśli nie miał zajęć uniwersyteckich, pracował od szóstej rano do szóstej wieczorem (z przerwą na obiad). „I był najszczęśliwszy, jak sam mówił, jeśli nic Mu nie przeszkadzało siedzieć i pisać przez cały czas. Ale ta pracowitość nie miała w sobie nic z pedanterii [...]. Jeśli była tylko jakakolwiek potrzeba, to pracę przerywał”15.

Być studentem Doroszewskiego to było duże przeżycie. Być jego uczniem i współpracownikiem – to był prawdziwy zaszczyt. Ba, nawet jego drobna pochwała sprawiała wiele radości. Pamiętam, jaki byłem zadowolony, gdy w pisemnej recenzji przychylnie ocenił mój pierwszy artykuł naukowy, a jak poczerwieniałem z emocji, gdy na zebraniu Towarzystwa Kultury Języka, komentując moją wypowiedź w jakiejś błahej kwestii językowej, powiedział „Pan, oczywiście, ma rację”.

Dziś, po latach, które upłynęły od uniwersyteckiej działalności Doroszewskiego, można bez wątpienia stwierdzić, że wszyscy językoznawcy, którzy po wojnie i aż do lat 70. XX wieku wykształcili się na Uniwersytecie Warszawskim, a potem pracowali na nim albo w innych placówkach naukowych, byli członkami wspólnoty naukowej, której założycielem i mistrzem, a potem patronem był Witold Doroszewski. Wielu z nich kontynuowało jego prace badawcze, wielu dokonywało przewartościowań jego ustaleń, a także – co w nauce jest rzeczą naturalną – poszło inną drogą naukową. Ale wszyscy widzieli i widzą w nim uczonego, bez którego nie byłoby współczesnej warszawskiej szkoły lingwistycznej.

Ilekroć przechodzę obok tablicy poświęconej prof. Doroszewskiemu, wmurowanej na drugim piętrze gmachu polonistyki UW obok drzwi wejściowych do czytelni językoznawczej, tylekroć przypomina mi się fragment z podręcznika akademickiego Podstawy gramatyki polskiej jego autorstwa, w którym, jako bystry obserwator, napisał, że: „W zdaniu «czy czytelnia jest czynna?» wymówionym pewnego razu przez studenta, słyszałem wszystkie początkowe cz jako wyraźnie palatalne”16. I widzę jak Doroszewski, idąc (a raczej krocząc) tym korytarzem warszawskiej polonistyki, z zainteresowaniem odnotowuje wymowę nietypową wówczas w polszczyźnie ogólnej. Bo „podsłuchiwać” polszczyznę trzeba zawsze, w każdej sytuacji, po to, by potem rzetelnie ją opisać. Ta zasada prof. Doroszewskiego jest wciąż aktualna.

SECT-ID LINK

1M. Dąbrowska, Dzienniki, zapis z dnia 3.11.1951.

2W. Doroszewski, O kulturę słowa. Poradnik językowy, t. I, Warszawa 1962, t. II, Warszawa 1968.

3W. Doroszewski, op. cit., t. I, s. 7.

4Ibidem, s. 8.

5Ibidem, s. 17.

6M. Dąbrowska, op. cit., zapis z dnia 7.06.1964.

7Słownik poprawnej polszczyzny, Warszawa 1973, s. XII.

8Ibidem, s. X.

9W. Doroszewski, op. cit., s. 21–22.

10B. Falińska, Profesor Witold Doroszewski. Pierwszy Prezes Towarzystwa Kultury Języka, [w:] Słowo – myśl – działanie. Towarzystwo Kultury Języka i jego prezesi, Warszawa 2004, s. 33.

11M. Dąbrowska, op. cit., zapis z dnia 2.02.1951.

12M. Dąbrowska, op. cit., zapis z dnia 12.12.1954.

13B. Falińska, op. cit. s. 30.

14J. Doroszewski, Ze wspomnień rodzinnych, [w:] Witold Doroszewski – Mistrz i Nauczyciel, red. B. Falińska, Łomża 1997, s. 292.

15Ibidem, s. 293.

16W. Doroszewski, Podstawy gramatyki polskiej, cz. I, Warszawa 1963, s. 59. Chodzi o miękką, gwarową i środowiskową (warszawską) wymowę głoski cz, taką, jaką dziś słyszy się w słowie chipsy.

Stanisław Ehrlich

Urodzony 27 X 1907 w Przemyślu. W latach 1925–1929 studia w Wyższej Szkole Nauk Politycznych w Krakowie i na Wydziale Prawa UJK we Lwowie. Absolwent Wydziału Prawa UJ, tamże doktorat (1930). Docent prawa cywilnego Lwowskiego Państwowego Uniwersytetu im. Iwana Franki (1940–1941). Zastępca profesora w Katedrze Ustroju Radzieckiego UŁ (1945–1947). Pracownik naukowo-dydaktyczny UW (1948–1978). Profesor (1951). Kierownik Katedry Teorii Państwa i Prawa UW. Wykłady gościnne w USA, Kanadzie, Francji, Niemczech, Szwajcarii i we Włoszech.

Prawnik, teoretyk państwa i prawa.
Pracownik Prokuratorii Generalnej (1932–1939). Wiceprzewodniczący Międzynarodowego Towarzystwa Nauk Politycznych (IPSA) i założyciel w jego strukturach Komitetu Badawczego do spraw Pluralizmu Społeczno-Politycznego.
Założyciel i wieloletni redaktor naczelny „Państwa i Prawa” (1946–1966).
Zmarł 2 X 1997 w Warszawie.

Grupy nacisku w strukturze politycznej kapitalizmu, Warszawa 1962; Wstęp do nauki o państwie i prawie, Warszawa 1970; Oblicza pluralizmów, Warszawa 1980; Dynamika norm, Warszawa 1988; Norma, grupa, organizacja, Warszawa 1997.

A. Bosiacki, Stanisław Ehrlich, [w:] Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 2008, s. 223–224.

ADAM BOSIACKI

STANISŁAW EHRLICH

1907–1997

 

Stanisław Ehrlich należy do najbardziej znanych teoretyków prawa okresu powojennego1. Do historii przeszedł jako profesor teorii prawa i nauki o państwie (w jego czasach nominalnie teorii państwa i prawa), założyciel i redaktor najważniejszego chyba do dziś miesięcznika nauk prawnych „Państwo i Prawo” (1946–1966). Pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego był właściwie przez cały okres PRL (lata 1948–1997, w tym od 1951 roku na stanowisku profesora). Jego twórczość nie da się jednak zaklasyfikować tylko do mniej czy bardziej ortodoksyjnego marksizmu: do spuścizny po nim przyznaje się dziś w jakimś sensie nie tylko wielu uczonych, lecz także dziennikarzy, publicystów, artystów i współczesnych polskich polityków, w tym zwłaszcza przedstawicieli różnych odcieni prawicy.

Przed wojną Ehrlich nie odegrał w życiu naukowym żadnej roli. Jego biografię do 1939 roku cechowały zmiany miejsca zamieszkania, miejsc pracy i zajęć. Urodził się 27 października 1907 roku w Przemyślu. W 1925 roku ukończył gimnazjum im. Kazimierza Morawskiego we Lwowie. W tym samym roku podjął studia na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie i jednocześnie w Szkole Nauk Politycznych w Krakowie. W okresie studiów był członkiem Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Ostatecznie ukończył Szkołę Nauk Politycznych i Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego2.

W 1930 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim Ehrlich uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych. Tematem pracy doktorskiej było Stanowisko prawne cudzoziemców we Francji na tle stosunków ludnościowych3. Po uzyskaniu doktoratu podjął pracę jako aplikant adwokacki w Lublinie, a po ukończeniu aplikacji w Prokuratorii Generalnej, organie zajmującym się ochroną interesów prawnych Skarbu Państwa. Do 1939 roku pracował tam jako referendarz. Równocześnie zaczął publikować pierwsze artykuły.

Po wybuchu wojny Ehrlich zgłosił się do wojska jako ochotnik. Nie został jednak przyjęty, czego powodem była prawdopodobnie mniej czy bardziej otwarta działalność komunistyczna. Jako Żyd, ewakuował się na Wschód4. Dotarł do Lwowa, dokąd następnie wkroczyła Armia Czerwona. Po wkroczeniu wojsk sowieckich, był w tym mieście dyrektorem stadionu sportowego, a następnie urzędnikiem do spraw planowania w Obwodowym Urzędzie Kultury Fizycznej. Była to klasyczna kariera polskich komunistów: osoby o innych poglądach były, jak wiadomo, w najlepszym razie szykanowane, a najczęściej represjonowane. Jako zdeklarowany zwolennik nowej władzy uczestniczył w akcjach agitacyjnych przed wyborami do tzw. Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy, w następstwie których w listopadzie 1939 roku przyłączono obszar II Rzeczpospolitej, określony przez Stalina tą nazwą, do ZSRR.

W latach 1940–1941 był docentem Uniwersytetu Iwana Franko (dawniej Uniwersytet Jana Kazimierza) we Lwowie. Został zatrudniony przy poparciu Stefana Rozmaryna i co ważniejsze Wandy Wasilewskiej5. Prowadził zajęcia z prawa cywilnego, a w 1941 roku z postępowania cywilnego6. Równocześnie, jak pisał, publikował w wydawanym przez władze okupacyjne dzienniku „Czerwony Sztandar”. W środowisku polskich komunistów nie był jednak postacią znaczącą i najpewniej pozostawał nieznany7.

Po rozpoczęciu wojny radziecko-niemieckiej Ehrlich ewakuował się do Kijowa. Co również typowe dla biografii polskich komunistów tamtego okresu zgłosił się następnie na ochotnika do Armii Czerwonej. Został jednak wcielony do batalionu pracy, co najczęściej oznaczało brak zaufania albo chęć oszczędzenia walki na froncie. Po 10 miesiącach został jednak przyjęty do Armii Czerwonej, jak pisał, w stopniu szeregowca.

Od 1942 roku był również członkiem Związku Patriotów Polskich. Pracował wtedy w organie ZPP „Nowe Widnokręgi”, polskiej redakcji sowieckiego radia i w Radzieckim Biurze Informacyjnym (Sowinformbiuro). W sierpniu 1943 roku został oficerem politycznym w Pierwszej Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, a w 1944 roku – członkiem PPR. Opuścił wojsko w stopniu majora8. W czasie służby wojskowej otrzymał kilka wysokich odznaczeń (m.in. nieznanej klasy Krzyż Polonia Restituta).

W grudniu 1945 roku Ehrlich podjął pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak pisał, w grudniu tego samego roku udał się na studia do Moskwy. Powodem krótkich studiów była prawdopodobnie chęć otwarcia w Polsce pisma prawniczego. W 1946 roku Ehrlich założył miesięcznik „Państwo i Prawo”, wzorowany na sowieckim periodyku „Sowietskoje Gosudarstwo i Prawo”, najpoważniejszym piśmie prawniczym tego kraju, redagowanym formalnie w tamtym czasie przez Andrieja Wyszynskiego. Redaktorem „Państwa i Prawa” Ehrlich był przez następne 20 lat (do 1966). Stanowisko uznawano oczywiście za bardzo znaczące. W latach 1945–1947 Ehrlich był zastępcą profesora w Katedrze Ustroju Radzieckiego na Uniwersytecie Łódzkim.

W latach 1948–1978 pracował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1950 roku był sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR. Od maja do lipca tego samego roku ponownie przebywał na tzw. studiach w Moskwie. W 1951 roku uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1962 roku profesora zwyczajnego. W czasie swojej działalności prowadził wykłady i seminaria z teorii państwa i prawa. Był kierownikiem Katedry Teorii Państwa i Prawa i kierownikiem Katedry Ustroju Radzieckiego.

W okresie stalinizmu Ehrlich należał do najważniejszych prawników, wprowadzających w Polsce marksistowską doktrynę uprawiania nauki o prawie9. Na UW doktryna taka zaczęła obowiązywać mniej więcej w 1950 roku. Wzorem radzieckim teorię prawa podporządkowano wtedy jednoznacznie państwu, wprowadzając jednolitą teorię państwa i prawa, likwidującą pozadogmatyczne aspekty teorii, związane przede wszystkim z oddziaływaniem na prawo innych metod i nauk społecznych10. Wykluczało to formalnie jakąkolwiek możność dyskusji o prawie11. Ehrlich wprowadzał również marksizm jako redaktor najważniejszego pisma z teorii prawa w kraju.

Dobrze znający Ehrlicha twierdzili, że po 1956 roku posługiwał się marksizmem „w sposób odległy od ortodoksji. Był także przeciwnikiem podejść formalno-dogmatycznych jako jedynych czy dominujących w naukach prawnych. Propagował socjologiczne i realistyczne spojrzenie na prawo oraz badanie rzeczywistości normatywnej w jej społecznym odbiorze i funkcjonowaniu. Był wielkim zwolennikiem badań interdyscyplinarnych w naukach społecznych i, szerzej, w humanistyce”12. Propagował zatem niejako powrót do metodologii nauczania prawa przed wprowadzaniem stalinizmu w Polsce.

W następnych latach na Wydziale Prawa i Administracji UW doszło do wyodrębnienia takich subdyscyplin, jak socjologia prawa, czy historia doktryn polityczno-prawnych (w miejsce zlikwidowanej w 1950 roku filozofii prawa). Powstały one z podzielenia Katedry Teorii Państwa i Prawa i zostały obsadzone przez uczniów Ehrlicha.

Zainteresowania naukowe Ehrlicha obejmowały m.in. teorię prawa i zagadnienia nauki o państwie, zagadnienia pluralizmu politycznego, społecznego i kulturowego, grup interesów, normatywności prawa i marksizmu.

Jego działalność naukowa koncentrowała się wokół zagadnień współczesnego, rozwiniętego, państwa, nazywanego – tak przez niego, jak w czasach, gdy tworzył – kapitalistycznym, oraz zagadnień norm prawnych. Normy pojmował jako synonim przepisów w kontekście swoistej władczości, wymuszania stosowania dyspozycji przez władzę państwową lub grupową. Do końca życia pozostawał marksistą, pojmując prawo w kontekście normatywnym i stosując konsekwentnie metodę formalno-dogmatyczną (podręcznik Wstęp do nauki o państwie i prawie, Warszawa 1979), przy założeniu jednak wpływu na państwo różnych tendencji odśrodkowych (w tzw. państwie kapitalistycznym określanych przez autora mianem grup nacisku, a obecnie lobbies). Podejście tego typu stanowiło jednak nie tylko recepcję nauki ZSRR, lecz także klasycznej teorii prawa stanowionego (pozytywizmu prawniczego) Niemiec XIX wieku. Ehrlich pozostawił kilka prac uznanych w Polsce za klasyczne w badaniach nad zagadnieniami także współczesnego państwa i zbiorowości z nim związanych.

Twórczość naukową Ehrlicha można podzielić na dwa okresy. Do 1956 roku pozostawał w swych dociekaniach wokół marksizmu i stalinizmu. Wydana w latach 1954–1956 dwutomowa praca Ustrój Związku Radzieckiego nie była już jednak szablonowym i apologetycznym przedstawieniem instytucji i organów ZSRR, a w wielu miejscach przytaczała zdecydowanie niepraworządne i brutalne regulacje prawne bolszewizmu i jego implikacje. Być może było to zgodne z politycznym zapotrzebowaniem, czytelnik książki otrzymywał jednak przekaz bardzo brutalnego systemu prawnego.

Hagiograficzna była natomiast, wydana zrazu w formie broszury, krótka biografia Andrieja Wyszynskiego (1950), która weszła następnie do wstępu polskiej edycji Teorii dowodów sądowych w prawie radzieckim (1951), za którą to książkę Wyszynski otrzymał w 1947 roku Nagrodę Stalinowską Pierwszego Stopnia (w wysokości 200 tys. rubli). Jako redaktor „Państwa i Prawa” Ehrlich był także autorem niepodpisanego nekrologu Wyszynskiego, opublikowanego w tym piśmie w listopadzie 1954 roku, którego ton w niczym nie przypominał jakichkolwiek tendencji odwilży, widocznych w ZSRR od 1953 roku.

Co najmniej po 1956 roku w twórczości Ehrlicha dostrzec można drugi nurt, stanowiący o ukształtowanych zainteresowaniach, dociekający zjawisk państwa nowoczesnego, społeczeństwa masowego, industrializmu, państwa dobrobytu, teorii konwergencji i związanych z tymi zjawiskami zagadnieniami zarządzania, teorii menedżerskiej, inżynierii społecznej itd. Pierwsza z kilku publikacji, poświęconych takiej tematyce, nosiła jeszcze silne akcenty klasycznego podejścia marksistowskiego (rozdział Państwo monopoli w książce Spór o istotę państwa, red. S. Zawadzki, Warszawa 1961). Następne książki dotyczyły już analizy zjawisk państwa rozwiniętego, w których marksizm był tylko tłem i bardziej deklarowaną niż przyjmowaną przez autora podstawą metodologiczną. Pierwsza z nich (Studia z teorii prawa, Warszawa 1965), grupująca artykuły kilku autorów, powstałe w ramach Katedry Teorii Państwa i Prawa, pod redakcją Ehrlicha, wskazywała na złożoność sankcji we współczesnym prawie, ujmując ją jako zjawisko, a nie tylko wyraz woli państwa lub ustawodawcy. W pracy znalazły się akcenty socjologii prawa, rzadko występujące w tym czasie w nauce PRL, oraz badanie zjawiska norm, w szeroko pojętym kontekście społecznym.

Kolejne, samodzielne już książki weszły na trwałe do kanonu dorobku polskich uczonych po II wojnie światowej. Rozgłos zdobyły zwłaszcza Grupy nacisku w strukturze politycznej kapitalizmu (Warszawa 1962) oraz napisane w ostatecznej wersji prawie 20 lat później Oblicza pluralizmów (wyd. 2, Warszawa 1985). W pierwszej książce autor wskazywał wewnętrzne uwarunkowania systemu demokratycznego, apolityczność grup nacisku, tzw. trzecie partie (partie „trzeciej drogi”), rolę interesów regionalnych, pojęcie lobbingu, rozwiązania antykorupcyjne itd. Podobnie jak w tej pracy, z książki Oblicza pluralizmów wyłaniał się obraz optymistycznego tzw. społeczeństwa kapitalistycznego, w którym wzajemne siły odśrodkowe tworzą instytucjonalne i pozapaństwowe formy istnienia wielowątkowego społeczeństwa obywatelskiego.

Propagowana przez Ehrlicha koncepcja politycznego pluralizmu niezbyt dała się pogodzić z marksizmem i funkcjonującym w PRL realnym socjalizmem. Była jednak głoszona przez autora konsekwentnie, mając charakter quasi programu politycznego13. Oblicza pluralizmów są książką wartościową także z punktu widzenia analizy dziejów klasycznej myśli politycznej i prawnej poszczególnych krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych, wskazując instytucje, kierunki myśli i postacie myślicieli, kształtujących idee i doktrynę polityczną klasycznych społeczeństw kręgu euroatlantyckiego.

Zainteresowania naukowe Ehrlicha wiązały się z ewolucją jego poglądów politycznych. Pierwsze, najpewniej częściowe, rozczarowanie marksizmem musiał przeżyć po Październiku 1956 roku. Nawiązał wtedy kontakt z kontestującymi praktyki ustroju komunistycznego grupami tygodnika „Po Prostu” i Klubu Krzywego Koła. W 1966 roku przestał kierować miesięcznikiem „Państwo i Prawo”, a po 1968 roku zaczął napotykać, niespotykany w swej karierze, jak to później określono, opór czynników oficjalnych wobec swojej osoby14.

W latach 70. Ehrlich zaczął prowadzić w swym mieszkaniu nieformalne seminaria doktorskie. Uczestniczyły w nich osoby różnych poglądów, w tym także przyszli opozycjoniści czasów PRL. Najbardziej znani to Jarosław Kaczyński, Maciej Łętowski, Wojciech Sadurski, czy Sławomir Popowski, a więc osoby, mające w większości poglądy prawicowe. Dwaj pierwsi z wymienionych obronili napisane pod kierunkiem Ehrlicha prace doktorskie15.

Stanisław Ehrlich prowadził również działalność organizacyjną. Oprócz wskazanych wcześniej form aktywności, co najmniej od połowy lat 60. znany był poza granicami kraju. W obcojęzycznych pracach koncentrował się na przedstawianiu zagadnień grup nacisku i idei pluralizmu. Tłumaczenia dwóch podstawowych prac Ehrlicha na ten temat wydawano w Paryżu, Brukseli, Wiedniu, Frankfurcie nad Menem, Zurychu, Oxfordzie i Nowym Jorku od lat 60. do lat 80. XX wieku (niektóre wydawnictwa miały swoje siedziby w więcej niż jednym mieście)16. Za granicą publikował również sporo artykułów. Wykładał w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, a w Europie we Francji, Niemczech, Szwajcarii i we Włoszech17, w tak ważnych miejscach, jak Sorbona, Tybinga czy Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley. Interesujące, że prawie nie wydawał natomiast swoich prac w ZSRR.

Apogeum działalności organizacyjnej Ehrlicha na forum międzynarodowym stanowiły lata 70. Został wtedy wiceprzewodniczącym założonego w 1949 roku przy UNESCO Międzynarodowego Towarzystwa Nauk Politycznych (IPSA) z siedzibą w Montrealu, znaczącej do dziś organizacji, zajmującej się nauką o polityce, uprawianą z różnych perspektyw nauk społecznych.

W połowie lat 70. Ehrlich założył w ramach IPSA Komitet Badawczy do spraw Pluralizmu Społeczno-Politycznego. Został jego pierwszym i wieloletnim przewodniczącym, a następnie dożywotnim honorowym przewodniczącym całego Towarzystwa. Komitet okazał się jedną z najaktywniejszych organizacji IPSA, ze znaczącym dorobkiem organizacyjnym i istotnymi w świecie dokonaniami naukowymi18.

W Międzynarodowym Towarzystwie Nauk Politycznych działali tacy polscy uczeni, jak Julian Hochfeld, Oskar Lange, Manfred Lachs czy Edward Lipiński19. Niektórzy z nich byli znani poza granicami kraju20. Do działalności w IPSA skłonił ich Ehrlich.

Ostatni etap życia naukowego Stanisława Ehrlicha stanowił powrót do analizy zjawiska norm. Napisał wtedy książki Dynamika norm i wydaną już po śmierci pracę Norma, grupa, organizacja (Warszawa 1998). Dociekał w nich roli norm w kontekście modyfikacji teorii Hansa Kelsena, rozważał proces funkcjonowania norm w ramach społeczeństwa nowoczesnego i posttotalitarnego. Powrócił jednak bardziej do dogmatycznej koncepcji państwa, ujmując w jego ramach wiele instytucji społecznych, typowych raczej dla szerokiego rozumienia terminu niż dla społecznych aspektów, dociekanych wcześniej.

Zmarł 2 października 1997 roku w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu komunalnym na Powązkach.

Podkreśla się, że był człowiekiem o bogatej i złożonej osobowości. Cechowało go silne poczucie dystansu wobec świata, rzeczy i ludzi. Był ponoć niesłychanie skromny w wymaganiach codziennej egzystencji, a wobec ludzi otwarty i życzliwy, z dystansem intelektualnym, choć nigdy nie emocjonalnym. Nigdy także, jak się podkreśla, nie wykorzystywał swej wysokiej pozycji w nauce, sięgając po stanowiska i zaszczyty w życiu politycznym. Miał silną potrzebę samorealizacji w świecie nauki, będąc związany emocjonalnie i intelektualnie z rzeczywistością społeczną swoich czasów. Podkreśla się też, że nie był koniunkturalistą, a jego społeczne i naukowe przekonania były autentyczne. Wykazywał przy tym dużą naukową rzetelność21. Co ciekawe, za bardzo dobrą szkołę prawa uznawał przedwojenną pracę w Prokuratorii Generalnej, a ulubioną postacią społeczno-polityczną pozostawał dlań spolonizowany Żyd, działacz PPS, publicysta i adwokat Herman Lieberman (1870–1941). Wszystkie cechy sprawiły, że na prawie pół wieku Ehrlich odcisnął swe piętno na warszawskiej i polskiej teorii prawa oraz na naukach o państwie, będąc z pewnością najbardziej wpływową osobą w tych dziedzinach.

SECT-ID LINK

1Prezentowany esej jest rozszerzoną wersją biogramu Stanisława Ehrlicha mojego autorstwa, opublikowanego w książce Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 2008, s. 221–224.

2Dane biograficzne w tym akapicie, por. A. Turska, P. Winczorek, Stanisław Ehrlich, 1907–1997, „Studia Iuridica” 1998, R. 36, s. 217.

3S. Ehrlich, Stanowisko prawne cudzoziemców we Francji na tle stosunków ludnościowych, Kraków 1930, s. 58 (seria: Osobne Odbitki, Czasopismo Prawnicze).

4Matka, rodzeństwo i prawie cała rodzina Ehrlicha została zamordowana przez Niemców w 1942 roku (A. Turska, P. Winczorek, op. cit., s. 218).

5A. Redzik, Wydział Prawa Uniwersytetu Lwowskiego w latach 1939–1945, „Rocznik Lwowski” 2004, wersja elektroniczna: www.lwow.home.pl/rocznik/prawo39–45.html (dostęp: 10.11.2012); idem, Uniwersytet Jana Kazimierza zasłużył na lepszy portret, „Rocznik Lwowski” 2007, s. 237–249 wersja elektroniczna www.lwow.home.pl/redzik/recenzja-draus.html (dostęp: 27.12.2012). Artykuł stanowi krytyczną recenzję artykułu J. Drausa, Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie 1918–1946. Portret kresowej uczelni, Kraków 2007. Jak wskazuje A. Redzik, w pracy tej Ehrlich jest mylony z profesorem prawa międzynarodowego i dziekanem Wydziału Prawa Uniwersytetu, wkrótce aresztowanym przez NKWD Ludwikiem Ehrlichem (1889–1968). Obaj uczeni nie byli spokrewnieni.

6A. Redzik, op. cit.

7Zob. B. Gogol, Czerwony Sztandar: rzecz o sowietyzacji ziem Małopolski Wschodniej: wrzesień 1939 – czerwiec 1941, Gdańsk 2000; E. Czop, Obwód lwowski pod okupacją ZSRR w latach 1939–1941, Rzeszów 2004, zwł. s. 216–218; J. Trznadel, Kolaboranci: Tadeusz Boy-Żeleński i grupa komunistycznych pisarzy we Lwowie 1939–1941, Warszawa 1998. W swych pracach autorzy ani razu nie wymienili Ehrlicha.

8A. Turska, P. Winczorek, op. cit., s. 218.

9Ibidem.

10Pierwotnie: A. Vyšinski, Osnovnije zadaczi nauki Sowietskogo Socjalisticzeskogo Prawa, „Socjalisticzeskaja Zakonnost” 1938, nr 8, s. 12–17. Wskazane podejście obowiązywało formalnie do końca istnienia ZSRR i innych krajów o podobnym ustroju, w tym PRL.

11Innym ważnym propagatorem tego typu metody w teorii prawa był na Wydziale Prawa i Administracji UW wspomniany znajomy Ehrlicha, Stefan Rozmaryn (1908–1969).

12A. Turska, P. Winczorek, op. cit., s. 218.

13Ibidem, s. 219.

14Ibidem.

15M. Hensler, Doktorat premiera Kaczyńskiego, „Polityka” 25 czerwca 2007, www.polityka.pl/kraj/222398,1,doktorat-premiera-kaczynskiego.read (dostęp: 10.11.2012).

16Por. S. Erhlich, Die Macht der Minderheit. Die Einflussgruppen in der politischen Struktur des Kapitalismus (Deutsch von Edda Werfel), Wien-Frankfurt-Zürich 1966; idem, Le pouvoir et les groupes de pression. Étude de la structure politique du capitalisme. Traduit du polonaise. Éd. revue et augmentée, Paris 1971; idem, Le pluralisme à lEst et à l’Ouest: doctrines et évolution, Bruxelles 1980; idem, Pluralism on and off course, Oxford-New York 1982.

17A. Turska, P. Winczorek, op. cit., s. 219.

18Informacje z dwóch ostatnich akapitów zaczerpnąłem z cytowanego wspomnienia Anny Turskiej i Piotra Winczorka (ibidem, s. 219).

19Ibidem, s. 220.

20Z prac ostatnich por. np. Manfred Lachs – wybitny prawnik świata, red. K. Myszona, Z. Galicki, T. Kamiński, Warszawa 2011.

21Wymienione cechy osobowości S. Ehrlicha – vide A. Turska, P. Winczorek, op. cit., s. 217–218.

Krzysztof Ernst

Urodzony 14 I 1940 w Warszawie. Studia na UW, pracownik Zakładu Optyki Instytutu Fizyki Doświadczalnej UW (1961). Staż naukowy w Pizie (1966–1968). Doktorat na UW (1970). Visiting scientist w Massachusetts Institute of Technology (1972–1973). Habilitacja na UW (1982), profesor UW (1992). Dziekan Wydziału Fizyki UW (1989–1995). Kierownik Zakładu Optyki IFD UW (1996).

Fizyk, popularyzator nauki w Polsce i we Włoszech; badacz efektu powstawania „śniegu” laserowego. Zajmował się spektroskopią optogalwaniczną i optoakustyczną, a także laboratoryjnymi technikami monitoringu czystości atmosfery oraz metodami lidarowymi.
Członek TNW, Polskiego Towarzystwa Fizycznego, Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauki, a także Brytyjskiego Towarzystwa Fizycznego oraz Territorial Committee of International Commission for Optics.
Ambasador Polskiej Fizyki we Włoszech. Autor tekstów popularyzatorskich m.in. w czasopismach „Delta”, „Młody Technik”, „Wiedza i Życie”. Organizator wystaw poświęconych fizyce zabawek w ramach Festiwalu Nauki.
Zmarł 2 I 2003 w Warszawie.

Fizyka sportu, Warszawa 1992; Einstein na huśtawce, czyli fizyka zabaw, gier i zabawek, Warszawa 2002, Słownik techniczny włosko-polski, Knurów 2008, wyd. 3 (współautorzy S. Czerni, M. Berger).

Wspomnienia: Krzysztof Marcin Ernst (1940–2003), „Postępy Fizyki” 2003, t. LIV, z. 5; Kronika: włoski fizyk wspomina Krzysztofa Ernsta, „Postępy Fizyki” 2003, t. LIV, z. 6.

TADEUSZ STACEWICZ

KRZYSZTOF ERNST

1940–2003

 

Gdy w pierwszej połowie lat 70., kończąc trzeci rok studiów na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, wybierałem specjalizację, kierowałem się przede wszystkim własnymi zainteresowaniami. Wybór padł na optykę, gdyż wyobraźnię pobudzała niezwykle dynamiczne rozwijająca się (i taką pozostała do dziś) fizyka laserów. Ważne także było, by dalsze studia odbyć wśród ciekawych ludzi. Do niezwykle barwnych postaci na Wydziale należał, wówczas jeszcze doktor, Krzysztof Ernst, jeden z naukowych filarów Zakładu Optyki.

Znaliśmy go z zajęć w pracowniach studenckich. Wysoki, postawny mężczyzna, sportowa sylwetka, zawsze niezwykle kulturalny. Na czwartym roku studiów docierały do nas nowe informacje: że przebywając w MIT (USA), był w zespole Ali Javana, noblisty, wynalazcy lasera, że współpracuje z ośrodkami włoskimi, że biegle włada językiem włoskim...

Krzysztof Ernst urodził się 14 stycznia 1940 roku w Warszawie. Był synem profesora geografii i artysty muzyka Jana Ernsta oraz Zofii z Kostaneckich – wybitnej tłumaczki literatury włoskiej. W 1956 roku ukończył XVIII Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Warszawie i w tymże roku rozpoczął studia na Wydziale Matematyki i Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Dyplom magistra uzyskał w 1963 roku. W 1961 roku, jeszcze jako student, został zatrudniony na UW na stanowisku asystenta technicznego. Od tego czasu nieprzerwanie pracował w Zakładzie Optyki Instytutu Fizyki Doświadczalnej Wydziału Fizyki UW, zdobywając tutaj kolejne stopnie naukowe: doktora (1970) i doktora habilitowanego (1982), a w 1992 roku – tytuł profesora.

Odbył wiele zagranicznych staży naukowych – półtora roku w Pizie w latach 1966–1968, wspomniany pobyt w MIT jako visiting scientist (1972–1973) i wiele późniejszych krótkoterminowych pobytów we Włoszech (Piza, Neapol, Florencja) i w Szwajcarii.

W okresie przygotowywania pracy magisterskiej i doktorskiej zajmował się problemami pompowania optycznego i przekazu energii w zderzeniach cząsteczkowych. W końcu lat 70. jego zainteresowania skierowały się ku nowoodkrytemu efektowi powstawania „śniegu” w parach dwusiarczku węgla naświetlanych promieniowaniem laserowym. Zaproponował model, który tłumaczył mechanizm powstawania tego śniegu i czasową ewolucję procesu. Rozprawa pt. Śnieg laserowy stała się podstawą nadania mu stopnia doktora habilitowanego nauk fizycznych.

W połowie lat 80. Krzysztof Ernst zajął się spektroskopią wysokiej zdolności rozdzielczej z zastosowaniem laserów półprzewodnikowych. Rozwijał techniki ultraczułej laserowej detekcji materii za pomocą spektroskopii optogalwanicznej i optoakustycznej. Początkowo prace te dotyczyły specyficznych efektów optycznych. Z początkiem lat 90. rozpoczął badania mające na celu zastosowanie tych metod do wykrywania wybranych substancji gazowych występujących w atmosferze. Po wstępnych udanych próbach wraz z Europejskim Laboratorium Spektroskopii Nieliniowej (LENS) we Florencji, uzyskał od Komisji Europejskiej w Brukseli fundusze na projekt zatytułowany Semiconductor diode lasers in spectroscopy and environmental studies.

Zainteresowania Krzysztofa Ernsta laboratoryjnymi technikami monitoringu czystości atmosfery przerodziły się w zainteresowania zastosowaniem w tym celu zdalnych technik optycznych, czyli technik lidarowych. Od 1993 roku metody lidarowe stały się jego pasją, choć lidarami interesował się już wcześniej, bo jego pierwszy artykuł na ten temat pochodzi z 1986 roku. W 1995 roku uzyskał na te badania w Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej znaczne środki i założył laboratorium wyposażone w unikalny w Polsce sprzęt – ruchomą stację monitoringu zanieczyszczeń atmosfery wyposażoną w lidar absorpcji różnicowej. Później działalność laboratorium dotyczyła przede wszystkim badania aerozolu atmosferycznego.

Na ukształtowanie jego bujnej i wszechstronnej osobowości istotnie wpłynął dom rodzinny. Łączyły się w niej różne linie życia1, a wśród nich nauka, sport i zamiłowanie do kultury włoskiej. Sam również stworzył wspaniałą rodzinę z żoną Marią oraz z synami Marcinem i Andrzejem. Jego znakomita znajomość języka włoskiego była legendarna. Przekazana została mu przez matkę, a później wyszlifowana podczas wielokrotnych pobytów na stażach naukowych we Włoszech. Mając w tamtym środowisku naukowym rozległe znajomości, jednocześnie był ambasadorem polskiej fizyki w tym kraju. Jednym z największych przyjaciół był prof. Massimo Inguscio. Autor niniejszego artykułu był niechcący świadkiem niezwykle żywej dyskusji, która odbyła się między nimi za zamkniętymi drzwiami, a która dotyczyła korekty, przygotowanego przez Inguscio po włosku, projektu artykułu naukowego. Zamknięte drzwi nie tłumiły ogólnie znanych, gorących okrzyków (mamma mia!). Krzyczał professore Massimo, gdy Krzysztof Ernst poprawiał mu błędy językowe. Później drzwi się otworzyły i Inguscio stwierdził, że Krzysztof pisze lepiej od niego... Specjalistyczne zwroty, szczególnie z zakresu nauk ścisłych i sportu, konsultowali u niego filolodzy. Telewizja włoska zaprosiła go do współtworzenia dwóch odcinków (Fisica e sport oraz La fabbrica dei laser) cyklicznego programu popularnonaukowego TV Leonardo. W 2000 roku w ramach Festiwalu Nauki Futuro remoto, w Neapolu wygłosił wykład Fisica dello sport, powtórzony potem w Turynie, Florencji i Sienie. W bogatym dorobku publikacyjnym prof. Ernsta znajduje się także Słownik techniczny włosko-polski2.

Sport, to druga pasja Krzysztofa Ernsta. Uprawiał go, jak długo pozwalało mu na to zdrowie, a wśród ulubionych dyscyplin były koszykówka, pływanie oraz brydż sportowy. Jako oldboy był regularnie zapraszany do uczestnictwa w międzyuczelnianych zawodach pływackich, by reprezentować Uniwersytet, bo wiadomo było, że „Krzysztof zrobi dobry wynik”. Regularnie czytał czasopismo „Brydż”, jednak nawet w czasie naszych wielotygodniowych wyjazdów na lidarowe kampanie pomiarowe, grywał z nami niechętnie. Mówił, że nie bawią go rozgrywki w gronie, w którym co chwila padają pytania: „ile gramy?” lub „kto wychodzi?...”. Interesował się wszystkimi dyscyplinami sportu, a w czasie swych wyjazdów do Włoch był korespondentem czasopisma „Piłka Nożna”, pisząc felietony o włoskim futbolu.

Gdzieś koło 1981 roku Ernsta zafascynowała popularyzacja nauki. Pierwsze artykuły, dotyczące najgorętszych odkryć w dziedzinie optyki, pisał do „Delty”, „Młodego Technika” oraz „Wiedzy i Życia”. W 1987 roku rozpoczyna się cykl 43 artykułów Fizyka sportu, które publikował do końca życia w czasopismach – poza wyżej wymienionymi – takich jak: „Szkiełko i Oko”, „Magazyn Olimpijski”, „Fizyka w Szkole”, „Foton” i „Polityka”. Dorobek ten został częściowo zebrany w książce Fizyka sportu3, przetłumaczonej następnie na język włoski4 z przedmową autora. Motto, którym Ernst posługiwał się w swej działalności popularyzatorskiej, brzmiało: „Jeszcze żaden fizyk nie żałował, że zajmował się sportem i żaden sportowiec – że się uczył fizyki”. Był jednym z najbardziej aktywnych i utalentowanych polskich popularyzatorów fizyki. Upowszechnianie tej trudnej i dla wielu niepopularnej dziedziny nauki, przez pokazywanie jej zjawisk w różnych dyscyplinach sportu, i – wyjaśnianie sukcesów sportowych w prosty i przystępny sposób, za pomocą elementarnych zasad fizyki, było znakomitym pomysłem profesora. Umiejętnie wykorzystywał tutaj fascynację, którą sport wywołuje u znacznej części społeczeństwa, a jako wielki miłośnik i znawca sportu, rozumiał ją jak nikt inny.

Inny pomysł, który wykorzystywał do popularyzacji nauki, to fizyka zabawek. Był współorganizatorem corocznych wystaw z tej dziedziny w ramach Pikniku Naukowego w Warszawie oraz w ramach Festiwalu Nauki. W latach 1999–2002 w czasopismach „Wiedza i Życie”, „Delta” i „Książka i Wiedza” ukazał się jego cykl artykułów zatytułowany Fizyka zabawek. Ukoronowaniem jego działalności w tym zakresie jest książka Einstein na huśtawce, czyli fizyka zabaw, gier i zabawek5. Także i jego ukochane dzieło – laboratorium lidarowe, wielokrotnie wykorzystywano w czasie wyżej wymienionych imprez do prezentacji zastosowań optyki w ochronie środowiska.

Dorobek popularyzatorski profesora Ernsta jest niezwykle bogaty i różnorodny: zawiera ponad 60 artykułów popularnonaukowych. Profesor brał też udział w licznych audycjach radiowych i telewizyjnych. Wielkim sukcesem było przygotowanie i prowadzenie widowiska Physics of Ping-Pong, które zajęło pierwsze miejsce na międzynarodowym konkursie pokazów fizycznych Physics on stage w Genewie w roku 2000.

W roku 2002 profesor Krzysztof Ernst został laureatem Nagrody za Popularyzację Fizyki przyznawanej corocznie przez Polskie Towarzystwo Fizyczne. Obecnie jest to nagroda jego imienia.

Działalność Ernsta zawsze była związana z jego alma mater – Uniwersytetem Warszawskim. Znaczne są jego zasługi w działalności organizacyjnej dla tej uczelni. W 1989 roku objął funkcję prodziekana, a od 1990 roku przez dwie i pół kadencji był dziekanem Wydziału Fizyki UW. W tym okresie kilkukrotnie zwiększyła się liczba studentów tego wydziału i nastąpiła rozbudowa jego głównej (wtedy6) siedziby przy ul. Hożej 69. Uruchomione zostały nowe specjalizacje jak Nauczycielskie Kolegium Fizyki czy Fizyka Środowiska; Wydział Fizyki współorganizował także Międzywydziałowe Studium Ochrony Środowiska. Przez wiele lat Krzysztof Ernst był członkiem Senatu UW i przewodniczącym Senackiej Komisji Prawno-Statutowej.

Za swą działalność naukową i organizacyjną był wielokrotnie nagradzany. Był także członkiem licznych naukowych stowarzyszeń krajowych (Polskie Towarzystwo Fizyczne, Towarzystwo Popierania i Krzewienia Nauki, Towarzystwo Naukowe Warszawskie) i międzynarodowych (IOP – Brytyjskie Towarzystwo Fizyczne, Territorial Committee of International Commission for Optics), a także członkiem International Editorial Board „Il Nuovo Cimento”.

Ukoronowaniem jego działalności we władzach Wydziału Fizyki było zorganizowanie w styczniu roku 1996 uroczystego jubileuszu 75-lecia Instytutu Fizyki Doświadczalnej UW połączonego z międzynarodowym sympozjum z udziałem kilku laureatów Nagrody Nobla. Profesor Krzysztof Ernst przewodniczył tym uroczystościom. Czynił to z ogromnym taktem, kulturą i erudycją. Były to cechy jego osobowości. Właśnie podczas tych uroczystości ujawniła się jego choroba, dająca początkowo tylko oznaki złego samopoczucia, które kładł na karb zmęczenia. Tymczasem od dłuższego już czasu niezbędna była szybka interwencja chirurgiczna.

Mimo pogarszającego się stanu zdrowia Krzysztof Ernst nadal działał bardzo intensywnie. Od 1996 roku pełnił funkcję kierownika Zakładu Optyki IFD UW. Pracował naukowo, kierował zespołem lidarowym, pisał książki i artykuły, zarówno naukowe, jak i popularyzatorskie, występował w radiu i w telewizji. Jednocześnie prowadził heroiczną walkę z okrutną chorobą. Z najwyższym uznaniem podziwialiśmy godność, z jaką znosił cierpienia, które mu ona sprawiała i jego optymizm, który pozwalał mu pracować i wykładać do ostatnich chwil życia. Ostatni raz widzieliśmy go w piątek, 22 grudnia 2002 roku. Uczestniczył we wspólnej Wigilii, którą, jak co roku, organizujemy w Zakładzie Optyki.

Zmarł 2 stycznia 2003 roku. Uroczystości pogrzebowe, które odbyły się 10 stycznia w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży w Warszawie i pogrzeb profesora na Powązkach, zgromadziły setki osób z kraju i z zagranicy, które znały go jako wyjątkowego człowieka, wielce cenionego i szanowanego naukowca, znakomitego organizatora, doskonałego opiekuna młodzieży akademickiej, oddanego całym sercem Uniwersytetowi Warszawskiemu i Wydziałowi Fizyki. A ci, którzy znali profesora bliżej, wspominają go jako wspaniałego przyjaciela i kolegę, zawsze pomocnego i chętnie służącego radą.

Pod koniec życia Krzysztof Ernst pisał także wiersze. Była to dobra poezja, ze świetnym językiem, ze starannie i celnie dobranymi zwrotami i przenośniami. Jednym z najznakomitszych, a jednocześnie tragicznych i przejmujących był wiersz Koniec, napisany w pełnej świadomości zbliżającego się finału życia. Niestety, w dniu śmierci w jego laptopie uaktywnił się złośliwy wirus, który uszkodził dysk. Z odzyskaniem danych nie poradziły sobie nawet wyspecjalizowane firmy...

Brak profesora Krzysztofa Ernsta wciąż odczuwamy bardzo boleśnie.

SECT-ID LINK

1Dwie linie życia – tytuł książki Jana Ernsta wydanej przez Wydawnictwo Lubelskie w 1988 roku.

2S. Czerni, Słownik techniczny włosko-polski, (30 000 haseł) red. M.M. Berger, K. Ernst, Warszawa 1975.

3K. Ernst, Fizyka sportu, Warszawa 1992 i wznowienie 2010.

4K. Ernst, Fisica dello sport, Napoli 1998.

5K. Ernst, Einstein na huśtawce, czyli fizyka gier, zabaw i zabawek, Warszawa 2002.

6W roku 2014 Wydział Fizyki UW przeniósł się z ul. Hożej 69 do nowego gmachu przy ul. Pasteura 5.

Janusz Bogdan Faliński

Urodzony 28 X 1934 w Rakoniewicach k. Wolsztyna. Studia na UŁ. Nauczyciel w szkole średniej w Węgorzewie (1957–1959). Pracownik Białowieskiej Stacji Geobotanicznej UW (od 1959), kierownik tejże (od 1962). Doktorat na UW (1961), habilitacja tamże (1966), profesor UW (1978).

Geobotanik, ekolog; wieloletnie badania ekologiczne na stałych powierzchniach, opisujące szczegółowo dynamikę roślinności i biologię populacji roślinnych. Zajmował się rytmiką sezonową zbiorowisk leśnych, sukcesją wtórną, a także różnorodnością roślin zarodnikowych w pierwotnych zbiorowiskach leśnych Puszczy Białowieskiej.
Członek Zarządu Głównego i przewodniczący Sekcji Geobotaniki Polskiego Towarzystwa Botanicznego. Członek Włoskiej Akademii Nauk (1990), rady naczelnej International Association for Vegetation Science. Przewodniczący Rady Naukowej Białowieskiego Parku Narodowego (od 1991).
Doktor honoris causa uniwersytetu w Camerino (1994). Założyciel (1972) i dożywotni redaktor czasopisma naukowego „Phytocoenosis”.
Zmarł 11 XI 2004 w Białowieży.

Vegetation Dynamics in Temperate Lowland Primeval Forest. Ecological Studies in Białowieża Forest, Dordrecht 1986; Kartografia geobotaniczna, Warszawa 1991; Przewodnik do długoterminowych badań ekologicznych, Warszawa 2001; Wyścig na okręcie Beagle. Eseje o nauce i uczonych, Warszawa 2004.

Kto jest kim w botanice polskiej, red. Z. Mirek, L. Musiał, J. Wójcicki, Kraków 1995.

ZBIGNIEW MIREK
JAN HOLEKSA

JAN BOGDAN FALIŃSKI

1934–2004

 

Janusz Bogdan Faliński urodził się 28 października 1934 roku w Rakoniewicach koło Wolsztyna pod Poznaniem. Tam, wśród jezior, łąk i lasów historycznej krainy Wielkopolski zrodziła się jego przyrodnicza pasja. Swoje zainteresowania rozwijał podczas studiów na Uniwersytecie Łódzkim, które ukończył w 1957 roku. Przez prawie dwa lata był nauczycielem biologii w szkole średniej w Węgorzewie (1957–1959), a następnie w roku 1959 związał się z Białowieską Stacją Geobotaniczną Uniwersytetu Warszawskiego, której pozostał wierny do końca swojego bardzo pracowitego życia. Rozbudował Stację i kierował nią do czasu przejścia na emeryturę na krótko przed śmiercią. Tam, podążając konsekwentnie wybraną przez siebie drogą naukową, uzyskiwał kolejne stopnie akademickie (doktorat w 1961 roku, habilitację w 1966 roku) i tytuły naukowe (profesora nadzwyczajnego w 1978 roku, profesora zwyczajnego w 1986 roku). Był jednym z czołowych europejskich ekologów, czy, jak sam wolał o sobie mówić, geobotaników, o bogatym i oryginalnym dorobku naukowym obejmującym ponad 200 publikacji. Przez wiele lat był członkiem kilku komitetów naukowych Polskiej Akademii Nauk. W roku 1972 założył czasopismo naukowe poświęcone fitosocjologii i ekologii roślin, „Phytocoenosis”, które redagował do końca życia. Był członkiem rad redakcyjnych kilku innych prestiżowych czasopism krajowych i międzynarodowych. W związku z osiągnięciami naukowymi uhonorowano prof. Falińskiego członkostwem Włoskiej Akademii Nauk (w 1990 roku), Nowojorskiej Akademii Nauk (w 1993 roku) oraz tytułem doktora honoris causa uniwersytetu w Camerino we Włoszech (1994 rok). Był również członkiem kilku towarzystw naukowych, w tym International Association for Vegetation Science (należał do Executive Council tej organizacji od roku 1983). Polskie Towarzystwo Botaniczne w uznaniu zasług uczyniło go w roku 1995 swym członkiem honorowym1. Podczas wieloletniej kariery naukowej prof. Faliński zorganizował przeszło 60 krajowych sympozjów i seminariów oraz siedem sympozjów międzynarodowych. Pod jego przewodnictwem i opieką wielu młodych naukowców z Polski i innych krajów uzyskało stopnie naukowe magistra i doktora.

Profesor Faliński był jednym z najwybitniejszych polskich ekologów roślin, człowiekiem o bardzo szerokich horyzontach badawczych, gorliwym obrońcą polskiej przyrody, wielkim humanistą i miłośnikiem sztuki. Początki jego kariery naukowej związane były z wybitnym fitosocjologiem, prof. Władysławem Matuszkiewiczem, promotorem jego rozprawy doktorskiej, z którym przyjaźnił się przez całe życie. To właśnie z inicjatywy prof. Matuszkiewicza powstała w Białowieży w 1952 roku placówka naukowa o nazwie Stacja Botaniczna – wówczas związana z Instytutem Botaniki PAN w Krakowie, która zajmowała się wieloletnimi obserwacjami fenologicznymi. W 1959 roku pracownikiem stacji został młody badacz – mgr Janusz Faliński, czyniąc to miejsce, zanurzone w najbardziej znanej puszczy europejskiego niżu, jednym z najważniejszych ośrodków badań geobotanicznych naszego kontynentu. Przez kilka następnych dziesięcioleci setki osób podejmowały trud dalekiej podróży do Białowieży, aby spotkać się z prof. Falińskim i przedstawić mu swoje prace, wysłuchać jego opinii i krytycznych rad, czy też pochwał lub uczestniczyć w organizowanych przez niego słynnych seminariach geobotanicznych. Należymy do tego licznego grona szczęśliwców, których profesor inspirował swoim entuzjazmem, wspierał radą, zachęcał do podejmowania nowych wyzwań, z którymi dzielił się wynikami własnych prac i których obdarował przyjaźnią.

Niełatwo ogarnąć szerokie spektrum zainteresowań prof. Falińskiego. Ewoluowały one zresztą w ciągu 50 lat jego pracy naukowej, zachowując jednak ogólny profil, któremu pozostał wierny przez wszystkie lata. Stałość tę trzeba wiązać z głębokim przeświadczeniem profesora o wartości, jaką dla poznania zjawisk z dziedziny ekologii stanowią długofalowe badania realizowane według ustalonej procedury i przez wiele lat na tych samych powierzchniach badawczych. Już na początku swojej pracy naukowej Janusz Bogdan Faliński zdał sobie sprawę, że gruntowne poznawanie procesów ekologicznych jest możliwe przede wszystkim poprzez prowadzenie wieloletnich obserwacji wybranych obiektów przyrodniczych. Podzielając przekonanie profesorów Jana Karpińskiego i Władysława Matuszkiewicza o tym, że Puszcza Białowieska jest doskonałym obiektem do długoterminowych badań, właśnie tu ulokował swoje zainteresowania poznawcze, wiążąc życie i karierę naukową z tą największą pierwotną puszczą Europy, z dala od wielkich ośrodków akademickich.

Badania prof. Falińskiego na stałych powierzchniach, wykonywane w Puszczy Białowieskiej i wokół niej oraz na innych obszarach Polski północno-wschodniej, są bez wątpienia ewenementem w skali nie tylko europejskiej. Uderzająca jest w nich niebywała wręcz i drobiazgowa dokumentacja, opisująca różnorodne aspekty dynamiki zbiorowisk roślinnych. Bardzo szeroki zakres tych prac obejmuje kilkadziesiąt szczegółowych zagadnień, które składają się na dynamikę roślinności i biologię populacji roślinnych. Wśród nich trzeba przede wszystkim wymienić trzy obszerne projekty prowadzone nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat i kontynuowane po śmierci profesora.

Pierwszy dotyczy rytmiki sezonowej zbiorowisk leśnych. Janusz Faliński podjął i twórczo rozwinął w tych badaniach inicjatywę Władysława Matuszkiewicza (który obserwacje fenologiczne w lasach Puszczy Białowieskiej rozpoczął w roku 1951), gromadząc w ciągu wielu dziesięcioleci obszerny materiał, który został już częściowo opracowany i opublikowany w postaci kilkunastu oryginalnych publikacji.

Drugi projekt koncentruje się na sukcesji wtórnej i ukazuje powrót lasu na porzucane od prawie stu lat pola uprawne na przedpolu Puszczy Białowieskiej. W tym programie rozpoznane zostały warunki początkowe sukcesji wtórnej i jej przebieg. Zdumienie budzi rozmiar wspomnianych projektów i konsekwencja w ich realizacji.

Specjalne miejsce w działalności badawczej Falińskiego zajmował trzeci projekt – rozległe studium poświęcone różnorodności roślin zarodnikowych w pierwotnych zbiorowiskach leśnych Puszczy Białowieskiej. W kilkuletnie badania (1987–1996) obejmujące rośliny naczyniowe, mszaki, porosty i grzyby zaangażowany był zespół kilkunastu badaczy pochodzących prawie ze wszystkich ważniejszych ośrodków naukowych w kraju. Dysponując niewielkimi środkami, profesor zdołał zainspirować swoim pomysłem duże grono osób i przez wiele lat konsekwentnie zmierzał do końcowego sukcesu. Podjęty trud opłacił się, bo wyniki okazały się niezmiernie ważne, a liczba publikacji będących efektem realizacji projektu bądź tym projektem zainspirowanych, zbliża się już do stu.

Oprócz wymienionych trzech dużych projektów warto wspomnieć pozostałe elementy budowanego przez lata programu długoterminowych badań ekologicznych. Nie sposób ich tu omówić, lecz już sama lista zagadnień i czas poświęcony na ich realizację pozwala zorientować się, jak wszechstronnym uczonym był prof. Faliński oraz jakim wytrwałym i systematycznym był badaczem. Przez 33 lata zajmowała go interakcja między buchtowaniem dzika a roślinami budującymi runo lasu grądowego; przez 27 lat obserwował regresję ciepłolubnej dąbrowy; w ciągu 26 lat zajmował się kolonizacją torfowiska wysokiego przez sosnę i świerk; przez ponad 45 lat śledził proces wnikania i zadomawiania się obcych gatunków roślin na obszarze Puszczy Białowieskiej; w ciągu 25 lat analizował przemiany zbiorowisk leśnych w Puszczy zachodzące na skutek zmian hydrologicznych w dolinie Narwi; eksperymentalnie badał zjawisko epiantropochorii w murawach kserotermicznych i przez 35 lat systematycznie obserwował zanikanie tego typu muraw na skutek zaprzestania wypasu; 44 lata obserwował dynamikę lasu jesionowego nad jeziorem Mamry i przez prawie 37 lat obserwował dynamikę roślinności w jednym z cyrków źródliskowych na Mazurach; przez prawie 25 lat śledził regenerację boru sosnowego po pożarze. Każdy z wymienionych ciągów obserwacji to wiele tysięcy danych zgromadzonych w sposób doskonale przemyślany; obserwacji, które stały się podstawą znaczących odkryć. Należy do nich sformułowanie teorii synantropizacji szaty roślinnej oraz opisanie mechanizmów wnikania obcych gatunków do naturalnych zbiorowisk roślinnych. Efektem kilkudziesięciu lat obserwacji fenologicznych było ustalenie swoistości rytmiki sezonowej zbiorowisk leśnych, która tylko w niewielkim stopniu podlega modyfikacji pod wpływem aktualnych zjawisk meteorologicznych. Ważnym odkryciem stało się wykazanie stymulującego wpływu buchtowania dzika na rozmnażanie się niektórych roślin oraz roli tego zoogenicznego czynnika w kształtowaniu fitocenozy grądu. O dużej biocenotycznej roli martwego drewna i kory drzew o rozwiniętej architekturze było już wcześniej wiadomo, jednak dopiero zespołowe badania pod kierunkiem prof. Falińskiego pozwoliły na dokładny ilościowy opis oraz interpretację tych zjawisk. Wtórna sukcesja roślinności ma bogate piśmiennictwo, ale niewielu badaczom udało się opisać kompletny ciąg sukcesyjny prowadzący od ugoru po w pełni wykształcone zbiorowisko leśne oraz tak precyzyjnie uchwycić i przedstawić znaczenie mechanizmów populacyjnych w tym procesie, jak to zostało uczynione dla gruntów porolnych na przedpolu Puszczy Białowieskiej. Do szczególnie cennych osiągnięć uczonego zaliczyć trzeba poznanie biologii populacji dwupiennych drzew i krzewów oraz wykazanie ich ogromnej roli we wtórnej sukcesji roślinności. (Pełny przegląd wspomnianej problematyki badawczej na stałych powierzchniach można znaleźć w tomie Phytocoenosis – Supplementum Bibliographiae Geobotanicae 5 (2004)).

Janusz Faliński był człowiekiem wielkiej pracowitości, o czym świadczy nie tylko ogrom przedsięwzięć badawczych i wykonanych w ich ramach obserwacji, lecz także dorobek obejmujący kilkaset napisanych przez siebie i zredagowanych prac. Obok doskonałych artykułów publikowanych w najlepszych czasopismach międzynarodowych, znajdziemy oryginalne podręczniki, przewodniki warsztatowe i mistrzowsko opracowane wydawnictwa popularnonaukowe. Mając wspaniałe wyczucie środowiska przyrodniczego i rzadki dar dostrzegania problemów na styku różnych dyscyplin, stał się spiritus movens wielu niekonwencjonalnych projektów badawczych, które zaowocowały oryginalnymi wynikami i weszły na trwałe do nauki. Wciąż popularne jest jego monograficzne opracowanie dynamiki lasów białowieskich wydane w roku 1986 w Wydawnictwie Dr W. Junk w Holandii Vegetation dynamics in temoperate lowland primeval forest. Ecological studies in Białowieża forest. Trzytomowe dzieło na temat kartografii geobotanicznej wydane w latach 1990–1991 stanowi wzorzec wszechstronności i dokładności opracowania całokształtu tej problematyki. W roku 2000 profesor zainicjował powstanie serii metodycznych podręczników obejmujących różne działy geobotaniki. Sam napisał jedną z pierwszych pozycji tej serii, Przewodnik do długoterminowych badań ekologicznych (2001). Stanowi ona podsumowanie doświadczeń zdobytych w ciągu pół wieku badań na stałych powierzchniach i świadczy o ogromnej konsekwencji w rozwijaniu zarówno tego kierunku prac, jak i związanego z nim warsztatu naukowego. Wspomniany podręcznik jest równocześnie świadectwem rzadkiej w dzisiejszym świecie naukowym wierności swoim zainteresowaniom – w świecie, w którym pojawiające się i zanikające mody na coraz to „nowe” i „atrakcyjne” problemy nie sprzyjają tego typu wytrwałości.

Przedstawione dokonania naukowe to zaledwie część bogatego życiorysu naukowego prof. Falińskiego. Nie można pominąć jego różnorodnej działalności organizatorskiej i dydaktycznej. Przez niemal pół wieku ten uczony był jedną z najaktywniejszych postaci w polskiej botanice. W poczuciu odpowiedzialności za stan polskiej geobotaniki przez wiele lat kierował Sekcją Geobotaniczną Polskiego Towarzystwa Botanicznego, animując niemal całe środowisko ekologów roślin i geobotaników. Wiele zrobił dla ochrony Puszczy Białowieskiej; od 1991 roku przewodniczył Radzie Naukowej Białowieskiego Parku Narodowego, angażując się we wszystkie niemal przedsięwzięcia służące ochronie tego unikalnego kompleksu leśnego. Po jego śmierci działalność tę uczczono specjalną tablicą pamiątkową u wejścia do Parku. Rozwinął także szeroką współpracę z liczącymi się ośrodkami zagranicznymi i przez kilka dziesięcioleci był wspaniałym ambasadorem polskiej geobotaniki na gruncie międzynarodowym. Posiadał przy tym rzadki dar zjednywania ludzi do podejmowania i prowadzenia wspólnych przedsięwzięć badawczych czy wydawniczych. Dość wspomnieć jego wieloletnie badania we Włoszech czy na Syberii. Jak nikt inny, gromadził wokół siebie rzesze zarówno młodych i początkujących, jak i dojrzałych już naukowców, inspirując ich swoimi pomysłami, zachęcając do refleksji nad własną pracą twórczą i do podejmowania nowych wyzwań. Zrobił wiele dobrego dla polskiej botaniki, nie tylko jako naukowiec, lecz także jako człowiek, który posiadał niepospolitą umiejętność radowania się naukowymi dokonaniami i sukcesami innych.

Zmarł nagle w Białowieży 11 listopada 2004 roku, wkrótce po przeniesieniu na emeryturę. Tak jak pragnął, został pochowany w Białowieży, z którą związał całe swoje życie, a jego pogrzeb zgromadził kwiat botaniki polskiej ze wszystkich ośrodków akademickich kraju.

SECT-ID LINK

1„Wiadomości Botaniczne” 1996, t. CXXVI, nr 3–4.

Wacław Gajewski

Urodzony 28 II 1911 w Krakowie. Studia na UW, doktorat (1937), asystent w Ogrodzie Botanicznym UW (1937–1946). Habilitacja (1946), profesor UW (1954). Staże zagraniczne w Montpellier (1946), Lund (1949), na Uniwersytecie Kalifornijskim i na Sorbonie. Inicjator powstania Zakładu Genetyki na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UW (1958).

Genetyk, ewolucjonista; zajmował się systematyką eksperymentalną, głównie cytogenetyką roślin, oraz genetyką molekularną (badania nad strukturą genu i procesem mutacji), później także inżynierią genetyczną. Badacz ewolucji rodzaju kuklik (Geum).
Członek PAU (1950), PAN (1958). Dyrektor Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN (1967–1972), inicjator powstania Zakładu Genetyki Ogólnej PAN (1961). Sygnatariusz deklaracji założycielskiej (1978) i wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych.
Zmarł 12 XII 1997 w Warszawie.

Szczątki flory pierwotnej w jarze Dniestru, Kraków 1932; Genetyka, Warszawa 1947; Jak poznano prawa dziedziczności, Warszawa 1947; Przewodnik po Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1953; Genetyka ogólna i molekularna, Warszawa 1972.

D. Perkins, Wacław Gajewski, 1911–1997, „Fungal Genetics Newsletter” 2003; P. Węgleński, Profesor Wacław Gajewski, www.igib.uw.edu.pl (dostęp: 2.03.2016).

PIOTR WĘGLEŃSKI

WACŁAW GAJEWSKI

1911–1997

 

Wacław Gajewski był niewątpliwie najwybitniejszym polskim genetykiem drugiej połowy XX wieku. Wyjątkową pozycję zawdzięcza nie tylko swoim pracom naukowym, lecz także swojej postawie w czasach, gdy zajmowanie się genetyką równało się działalności opozycyjnej wobec komunistycznych władz Polski. Wynikało to z faktu, że genetyka w latach 40. i 50. była jedną z tych dziedzin nauki, które znalazły się na indeksie. Za sprawą agronoma Trofima Łysenki, w Związku Radzieckim zapanowała tzw. nowa biologia, której podstawą była wiara w dziedziczenie cech nabytych i samorództwo, a przy tym negowanie istnienia chromosomów i genów. Genetyka klasyczna została uznana za naukę idealistyczną, a jej twórcy, Mendel, Morgan i Weismann, za wrogów postępu. Łysenko, zręczny karierowicz i hochsztapler, potrafił przekonać Stalina, a później Chruszczowa, że jego nauka pozwoli na szybki rozwój rolnictwa i hodowli. Łysenkizm był zbiorem absurdalnych teorii. Były to jednak czasy, w których absurdalne teorie w najrozmaitszych dziedzinach nauki, a zwłaszcza w ekonomii, cieszyły się dużym powodzeniem i starano się je szybko wprowadzać w życie. Łysenkizm spowodował całkowity upadek nauk biologicznych i rolniczych w Związku Radzieckim, nie mówiąc już o tym, że wielu wybitnych uczonych genetyków zginęło w stalinowskich obozach. Należał do nich Nikołaj Wawiłow, wybitny specjalista od genetyki zbóż, któremu wyrok śmierci zamieniono na 20 lat łagru i który zmarł w 1943 roku w ciężkim więzieniu w Saratowie.

Nowa biologia dotarła także do Polski, gdzie znalazła się grupa uczonych, którzy bądź z przyczyn ideologicznych, bądź czysto koniunkturalnych propagowała łysenkizm i tropiła niewłaściwe, „imperialistyczne” poglądy. Większość polskich genetyków nawróciła się na „nową wiarę”. Zdarzały się przypadki publicznych samokrytyk włącznie z publicznym, demonstracyjnym darciem własnych publikacji naukowych, czy też wykupywaniem w księgarniach napisanych przez siebie podręczników, w których autor nieopatrznie opisywał wyklęte przez Łysenkę geny.

Gajewski był najwybitniejszym i jednym z bardzo niewielu polskich genetyków, którzy nie poddali się presji, nie zmienili swoich poglądów i nie przeszli na stronę „nowej biologii”. Za tego rodzaju postawę płaciło się w Polsce znacznie mniejszą, na szczęście, cenę niż w Związku Radzieckim. Gajewskiemu zakazano prowadzenia zajęć ze studentami, ale pozwolono na pracę w Ogrodzie Botanicznym. Polscy wyznawcy Łysenkizmu dalecy byli od krwiożerczości. Podejmowali nawet wysiłki, aby Gajewskiego „reedukować” i zorganizowali mu wycieczkę do Moskwy na spotkanie z samym Mistrzem. Po latach, w 1990 roku Gajewski opisał to spotkanie, w czasie którego Łysenko zapewniał swego rozmówcę, że gdyby ktoś wysterylizował wodę w wiejskim stawie, po czym cały staw hermetycznie odizolował od środowiska zewnętrznego, to i tak po jakimś czasie w stawie pojawiłyby się żaby, ryby, wodorosty i całe jego życie biologiczne odtworzyłoby się z materii nieożywionej. Gajewski wspominał, że uznał podejmowanie dyskusji na temat teorii samorództwa za bezsensowne.

W 1956 roku prof. Gajewski powrócił do prowadzenia wykładów na Uniwersytecie Warszawskim, początkowo wykładając botanikę, a później genetykę. Były to zajęcia nieco chaotyczne, ale prowadzone z zapałem i dotyczące najnowszych odkryć genetycznych, przez co cieszyły się wielkim powodzeniem. Wszystkim studentom biologii i rolnictwa w Polsce służyły pisane przez niego podręczniki. Niewielki początkowo Zakład Genetyki Uniwersytetu Warszawskiego i utworzony obok Zakład Genetyki PAN stały się ośrodkami odnowy genetyki w Polsce. Pozostając nadal związany z Uniwersytetem, uczony pełnił w latach 1967–1972 funkcję dyrektora Instytutu Biochemii Biofizyki PAN i w ten sposób mógł tym bardziej odgrywać ważną rolę w budowaniu nowoczesnej biologii molekularnej w Polsce.

Profesor rozpoczynał swoją karierę naukową jako botanik. Tytuł jego pierwszej pracy opublikowanej w roku 1932 brzmiał: Szczątki flory pierwotnej w jarze Dniestru. Jednakże bardzo szybko jego zainteresowania naukowe przeniosły się w stronę genetyki. Odbył cztery staże zagraniczne, w laboratoriach prof. Braun-Blanqueta w Montpellier (1946), prof. Muntzinga w Lund (1949) oraz w latach 50. u prof. Stebbinsa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis i prof. Rizeta na Sorbonie. Początkowo zajmował się cytogenetyką roślin. Prace w tej dziedzinie, w szczególności nad rodzajem Geum, przyniosły mu największe uznanie. W późniejszych latach zajął się genetyką molekularną. Stworzył duży zespół, wykorzystujący jako model badawczy grzyb pleśniowy Ascobolus immersus i zajmujący się obserwacją zjawiska rekombinacji genetycznej oraz inny zespół, który również wykorzystywał jako model prosty organizm Aspergillus nidulans i badał mechanizmy genetycznej regulacji metabolizmu. Niezwykłe wyczucie kierunku, w jakim zmierza nauka światowa, było jedną z chyba najbardziej charakterystycznych cech działalności naukowej i dydaktycznej profesora. W drugiej połowie lat 70. prof. Gajewski zajął się raczkującą wówczas inżynierią genetyczną. Pamiętam, że gdy w roku 1975 powróciłem po rocznym stażu w Massachusetts Instiute of Technology, przywożąc informacje o nowo powstającej dziedzinie genetyki, profesor był pierwszym, który właściwie ocenił niezwykłe możliwości, jakie ta dziedzina stwarza i gorąco popierał rozwijanie jej na Uniwersytecie Warszawskim i w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN. Był też, razem z niżej podpisanym, autorem książki Inżynieria genetyczna, pierwszego polskiego opracowania poświęconego temu zagadnieniu.

Jedną z charakterystycznych cech prof. Gajewskiego był jego przyjacielski stosunek do studentów. W latach 50. i 60. relacje profesor-student, nawet na Uniwersytecie Warszawskim, były mocno sformalizowane. Gajewski stanowił tu wyjątek. Co roku organizował wspólne, kilkudniowe wyjazdy pracowników i studentów Zakładu Genetyki na Mazury lub w inne piękne miejsca, podczas których przy ognisku i piwie dyskutowało się o wszystkim, nie tylko o genetyce. Ze szkoły stworzonej przez prof. Gajewskiego wyszło wielu uczniów, którzy zarówno w Polsce, jak i na świecie aktywnie włączyli się w prace, które doprowadziły do wielkich odkryć naukowych lat 50. i 60., takich jak poznanie roli DNA i rozszyfrowanie kodu genetycznego i które sprawiły, że genetyka stała się podstawą nowoczesnej biotechnologii, nauki, której znaczenie dla przemysłu farmaceutycznego, medycyny i rolnictwa wydaje się nie do przecenienia.

Profesor Gajewski należał do wąskiej grupy polskich intelektualistów, która nie dbając o konsekwencje, odważnie występowała przeciwko polityce komunistycznych władz, podporządkowującym Polskę interesom partii i Związku Radzieckiego. Podpisał apel w sprawie konstytucji, a później wiele innych apeli. Bardzo szybko trafił na czarną listę władz, przez dłuższy czas nie mógł wyjeżdżać na konferencje zagraniczne. Był jednym z dwóch członków Polskiej Akademii Nauk (drugim był jego przyjaciel, Władysław Kunicki-Goldfinger), których nakazano internować w 13 grudnia 1981 roku. Na szczęście Gajewskiego nie zastano w domu i zdołał się ukryć do czasu, gdy na skutek interwencji władz Akademii Nauk rozkaz internowania cofnięto. Obaj profesorowie nie zaprzestali swojej „wywrotowej” działalności. Nieżyjący już, wybitny genetyk prof. Piotr Słonimski, opowiadał, że gdy w okresie stanu wojennego zorganizował we Francji, gdzie pracował, zbiórkę pieniędzy na stypendia dla polskich naukowców pozbawionych z przyczyn politycznych pracy, to kurierami przewożącymi pieniądze i ich dysponentami w kraju byli „Prokariont” i „Eukariont”. Za tymi pseudonimami (oznaczają one odpowiednio organizm niższy i wyższy) kryli się Władysław Kunicki-Goldfinger i Wacław Gajewski, którzy porozumiewali się ze Słonimskim, m.in. za pomocą kartek pocztowych, przy czym kartki z Pałacem Kultury i Wieżą Eiffela miały określone znaczenie. Warto dodać, że w Polsce skarbnikiem tej organizacji była nieodżałowana prof. Barbara Skarga, a jednym z beneficjentów, późniejszy premier RP, Jarosław Kaczyński.

Uczniowie i współpracownicy prof. Gajewskiego pracują nie tylko w kraju, wielu z nich odniosło duże sukcesy naukowe za granicą. Należą do nich Magda Konarska, Witold Filipowicz, Norman i Danuta Pieniążkowie, Brygida Berse, Ryszard Maleszka i wielu innych. Zarówno oni, jak i Ci, którzy pracują na polskich uniwersytetach i w polskich instytutach naukowych, odziedziczyli po prof. Gajewskim nie tylko pasję naukową. Pamiętają dobrze jego zaangażowanie w sprawy publiczne i alergiczny stosunek do głupoty w sprawach dotyczących nauki i nauczania. Nie wątpię, że gdyby profesor dożył obecnych czasów, to podobnie jak aktywnie zwalczał Łysenkizm i sprzeciwiał się działaniom władz komunistycznych, zwalczałby tak jeszcze niedawno lansowaną przez ministrów edukacji Giertycha i Orzechowskiego koncepcję kreacjonizmu, czy też poglądy na temat szkodliwości genetycznie modyfikowanych organizmów. Profesor Gajewski był bowiem przykładem uczonego, który nie tylko reprezentował bardzo wysoki poziom naukowy, lecz także śmiało angażował się w sprawy publiczne. Sądzę, że należał do grupy tych uczonych, z których Uniwersytet Warszawski powinien być szczególnie dumny.

Natalia Gąsiorowska

Urodzona 20 V 1881 w Orzycu koło Makowa Mazowieckiego. Studia w Heidelbergu (1903–1904), Paryżu (1904–1905) i na UJK we Lwowie (1906–1910), tamże doktorat (1910). Studia uzupełniające w Paryżu i Hamburgu (1925–1926). Od 1918 wykładowca, 1926–1939 profesor w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie i Łodzi (kierownik Katedry Historii Gospodarczo-Społecznej i Powszechnej Nowożytnej). Habilitacja na UW (1933), kierownik Katedry Historii Społeczno-Gospodarczej i Geografii Historycznej (1933–1939). W czasie okupacji uczestniczka tajnego nauczania. Profesor UŁ (1945), dyrektor Instytutu Historycznego (1945–1958). Rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi (1946–1948) i kierownik Katedry Historii Polski (1946–1952). Profesor UW (1952), kierownik Katedry Historii Polski Nowożytnej i Najnowszej (1952–1959) i Katedry Historii Polski XIX i XX w. (1959–1961).
Historyk gospodarczy, badaczka dziejów ruchu robotniczego.
Członek PAN (1952), prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego (1953–1956). Redaktor „Przeglądu Nauk Historycznych i Społecznych” (1950–1956).
Doktor honoris causa UŁ.
Zmarła 30 XI 1964 w Warszawie.

Historia społeczno-gospodarcza Polski, Warszawa 1932; W stulecie Wiosny Ludów (red.), t. I-V, Warszawa 1948–1953; Źródła do dziejów klasy robotniczej na ziemiach polskich (red.), t. I-II, Warszawa 1962; Z dziejów przemysłu w Królestwie Polskim. 1815–1918, Warszawa 1965.

Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

IRENEUSZ IHNATOWICZ

NATALIA GĄSIOROWSKA*

1881–1964

 

Działalność naukowa i polityczna Natalii Gąsiorowskiej w osobliwy sposób wiąże się z jej losami osobistymi, niezbędnych jest więc kilka informacji ogólnych. Urodziła się, gdy przygasały już hasła pozytywizmu i gdy pojawiać się zaczynały pierwsze zapowiedzi nawrotu do idei romantycznych, a program wyzwolenia narodu poprzez walkę znowu zaczynał zyskiwać zwolenników. Kształtowała się klasa robotnicza i rozwijać się zaczynał ruch robotniczy, wykazujący sprzeczności ustroju, których rozwiązać nie mogła praca organiczna. Rosły wielkie fortuny burżuazji, dostarczając wyrazistych przykładów działania mechanizmu gospodarki kapitalistycznej. Na skutek popowstaniowego i pouwłaszczeniowego upadku wielkiej własności rolnej znaczna liczba dawnych posiadaczy znalazła się w kłopotach materialnych, często nawet bez środków do życia. Odbywała się wielka przemiana struktury społecznej, zmiana hierarchii wartości, prestiżu, ideologii. Była to więc epoka wymagająca od każdego szczególnie częstego podejmowania decyzji i działań, które określać miały jego sposób życia, postawę i miejsce w społeczeństwie.

Bardzo wcześnie też dane było Natalii Gąsiorowskiej zetknąć się z tymi problemami. Urodzona 20 maja 1881 roku w Orzycu w wielodzietnej zubożałej rodzinie szlacheckiej, wkrótce znalazła się wraz z rodzicami w Warszawie. Trudno było także i tu, szczególnie po śmierci ojca (1886), znaleźć znośne warunki egzystencji, dlatego już w wieku szkolnym musiała zabiegać o korepetycje, robić drobiazgowe oszczędności i uciążliwe starania, by taniej i by wystarczyło. W tych okolicznościach problemy społeczne, zredukowane w skali, ale przecież nie w istocie, oglądać mogła z bliska, musiały też one budzić pytania o szerszy kontekst. Nie była to sytuacja odosobniona – wśród uczennic pensji Henryki Czarnockiej w Warszawie stykała się z licznymi podobnymi przypadkami – znaczna była w Warszawie grupa niezamożnej inteligencji już z racji swych warunków materialnych otwartej na idee radykalizmu społecznego. Owa gotowość zaś, na skutek polaryzującego wpływu epoki, która wymagała opowiedzenia się po jednej ze stron, łatwo przekształcała się w rzeczywiste działania w organizacjach nielegalnych, w tym także socjalistycznych. Dlatego też trudno jest z całą pewnością powiedzieć, czy przyczyną zaangażowania się Natalii Gąsiorowskiej w sprawy społeczne i polityczne był wpływ starszych od niej (np. Maria Koszutska czy później Stefania Sempołowska i Tadeusz Rechniewski), zorientowanych już w radykalnych doktrynach społecznych działaczy, których przyjaźnią się cieszyła, czy też aktywność jej wynikała z wrażliwości na biedę, krzywdę i niesprawiedliwość, naocznie dostrzegalne w codziennej egzystencji.

W swych początkowych pracach naukowych nie była marksistką, można więc przypuszczać, że i w jej spojrzeniu na sprawy społeczne nie od początku był obecny wpływ w pełni jej znanej i opanowanej doktryny. Można przypuszczać, że zainteresowanie doktryną, wyjaśniającą mechanizm stosunków społecznych, przyszło jako rzecz wtórna, po spostrzeżeniach własnych, i stało się potrzebą moralną. W tym sensie więc zapewne Marian Serejski mówił na uroczystości nadania Natalii Gąsiorowskiej doktoratu honoris causa na Uniwersytecie Łódzkim w roku 1961: „Do nauk historycznych skierowała Natalię Gąsiorowską jej działalność społeczna. Tę działalność zapoczątkowała już praca oświatowa w tajnych kółkach [...] Już wkrótce szereg rozpraw wysunęło profesor Gąsiorowską na czoło nielicznych historyków dziejów społecznych i gospodarczych naszego kraju”. Podobnie również Stanisław Herbst przy innej okazji wskazywał, że jedne i te same powody „[...] nie tylko wyniosły tę niezwykłą kobietę na szczyt hierarchii naukowej, ale zjednały także szacunek ludzki”.

Tak oto pozycja społeczna, stosunki społeczne, z którymi się w młodości zetknęła, wyniesione z domu rodzinnego głębokie przekonanie o obowiązku reagowania na krzywdę innych, wcale nie z marksizmu przecież wynikające, zdeterminowały zakres, kierunek i metodę przyszłych jej prac naukowych.

Politycznie zaś znalazła się najpierw w paryskiej sekcji PPS (rok 1904), po rozłamie w tej partii – w PPS Lewicy, od grudnia 1918 roku – w Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, do której należała do roku 1922. W okresie międzywojennym czynna była w MOPR, w roku 1949 wstąpiła do PZPR.

Wkrótce po maturze, zdawanej eksternistycznie w Rydze, Natalia Gąsiorowska wstąpiła na Kursy Pedagogiczne, gdzie zetknęła się z postępowymi intelektualistami polskimi (m.in. Ludwik Krzywicki, Adam Mahrburg, Cecylia Śniegocka), wykładającymi na tych kursach. Umocniło to jej zainteresowania problemami społecznymi. W roku 1903 zainteresowania te były już na tyle sprecyzowane, że Natalia Gąsiorowska postanowiła studiować historię – udało się jej wyjechać w tym celu do Heidelbergu. Słuchała wykładów Wilhelma Windelbanda, gorliwego wyznawcy kantowskiego idealizmu, Karola Hampego, umiarkowanie konserwatywnego historyka, zajmującego się jednak historią polityczną, a nie społeczną, Georga Jellinka, który odszedł już był wtedy od swych dawnych wiedeńskich zainteresowań problemami etyki i społecznego oblicza prawa i zajmował się nieomal wyłącznie tradycyjnymi zagadnieniami ustroju. Po roku studiów ograniczonych do historii politycznej porzuciła więc Heidelberg i przeniosła się do Paryża, gdzie panował zupełnie inny klimat naukowy. Właśnie przed kilkoma laty Charles Langlois i Charles Seignobos ogłosili swe dzieło Introduction aux etudes historiques, kodeks „metody obiektywnej”. Zajmowano się rozwojem społeczeństw, nie tylko historią polityczną, badano ideologię, dostrzegano związek dziejów i współczesności. Nie tylko w naukach ścisłych po odkryciu małżonków Curie, ale i w naukach humanistycznych odbywała się wielka przemiana, którą później historyk kultury francuskiej nazwie „odnową naukową”. Młoda Polka słuchała zaś Aularda, Rista, Gide’a i Seignobosa. Na wieść o wybuchu rewolucji wróciła w roku 1905 do Warszawy, a miała już wtedy gotową swą pierwszą pracę o historii Wielkiej Rewolucji Francuskiej.

Przerwane studia przyszło jej podjąć już we Lwowie pod kierunkiem Szymona Askenazego, Ludwika Finkla, Stanisława Zakrzewskiego. Jeszcze były to studia poświęcone przede wszystkim historii politycznej, ale już ujawniające naukowe zainteresowania społeczeństwem. Jeszcze większość seminariów, na które uczęszczała, poświęcona była epokom wcześniejszym, ale już jako główne wybrała późnonowożytne seminarium Askenazego. Tam też przygotowała swą rozprawę doktorską Wolność druku w Królestwie Polskim 1815–1830. Wkrótce po doktoracie, uzyskanym w roku 1910, ukształtowały się zainteresowania badawcze Natalii Gąsiorowskiej, którym pozostała już wierna: przede wszystkim historia społeczno-gospodarcza XIX wieku Polski i powszechna.

Tego kierunku badań nie przejęła po żadnym ze swych nauczycieli. Choć niektórzy z nich zajmowali się w ówczesnym rozumieniu historią najnowszą, jednakże nikt z nich nie traktował problemów gospodarczo-społecznych tej epoki jako głównego przedmiotu badań. Dopiero w roku 1909, rok przed doktoratem Natalii Gąsiorowskiej, zaczynał swą karierę profesorską w Krakowie znakomity twórca własnej szkoły naukowej Franciszek Bujak. Nie zetknęła się z nim jednak wtedy na dłużej, później zaś, w miarę postępu badań, ich drogi naukowe biegły coraz dalej od siebie. Gdy zaś w roku 1925 odbywała w Hamburgu studia uzupełniające u Heinricha Sievekinga, była już taką indywidualnością, że mogła bez wątpliwości określić, co różniło jej poglądy od poglądów naukowych tego znanego uczonego, profesora kilku uniwersytetów europejskich.

Pierwszą swą książkę Natalia Gąsiorowska ogłosiła w Warszawie w roku 1907, a był to przywieziony z Paryża Zarys historii Wielkiej Rewolucji Francuskiej. We wczesnym okresie swej twórczości zajmowała się jeszcze tematami dość różnorodnymi. W roku 1909 wydała popularną Krótką historię zakonów w Polsce, interesowała się dziejami ruchu niepodległościowego i jego czołowymi postaciami – Łukasińskim, Mochnackim – współtwórcami szkolnictwa polskiego – Czackim, Kołłątajem – jednak także i pionierami rozwoju gospodarczego – Lubeckim; pisała o księciu Józefie Poniatowskim. Był to zapewne skutek – bardzo nietrwały – uczestnictwa w różnych seminariach i studiów pod kierunkiem różnych nauczycieli.

Już jednak w czasie wojny zaczęły się ukazywać, powstałe wcześniej, prace poświęcone rozwojowi gospodarczo-społecznemu Królestwa Polskiego. Królestwo Polskie stanowiło jej zdaniem na ziemiach polskich najbardziej klarowny obraz przemian społeczno-gospodarczych i przejścia od gospodarki feudalnej do wielkokapitalistycznej. W tym zaś procesie widziała jako dominującą rolę górnictwa i hutnictwa. Tą problematyką zajmować się więc miała przez wiele lat. Pierwsze artykuły na ten temat ukazywały się w „Ekonomiście”, po nich szły broszury wydawane wkrótce po wojnie przez Bibliotekę Składnicy, wreszcie podstawowe i do dziś aktualne dzieła, takie jak Górnictwo i hutnictwo w Królestwie Polskim 1815–1830. Także drobniejsze prace wydane w tym okresie utrzymały swoją aktualność i wyszły w reedycji w roku 1965 pod łącznym tytułem Z dziejów przemysłu w Królestwie Polskim 1815–1918. Proces przemian społeczno-gospodarczych ziem polskich lokowała Natalia Gąsiorowska na tle podobnych procesów w innych krajach, poszukując w ten sposób prawidłowości i uogólnień w historii. Świadczą o tym jej prace o wymiarze ogólnym (Polska na przełomie życia gospodarczego 1764–1830, Historia społeczno-gospodarcza Polski, Polityka gospodarcza Robespierre’a).

Do tych zainteresowań historią gospodarczą dołączyła badania nad dziejami struktury społecznej, w tym głównie klasy robotniczej, a także prace poświęcone historii ruchów społecznych. Dzieje osadnictwa przemysłowego na ziemiach polskich były przedmiotem jej wczesnych badań – wróciła do nich u schyłku swej aktywności naukowej. Wiosną Ludów zajmowała się krótko po doktoracie; po II wojnie światowej znowu podjęła ten wątek i doprowadziła do wielkiej edycji zbiorowej w stulecie roku 1848.

Była to więc aktywność wielostronna, skierowana nieraz na drogi słabo jeszcze przez innych przetarte. Niewielu było bowiem historyków zajmujących się dziejami społeczno-gospodarczymi, gdy Natalia Gąsiorowska rozpoczynała swą pracę badawczą. W Krakowie od 1905 roku wykładał Franciszek Bujak, który w roku 1919 przeniósł się na krótko do Warszawy, później do Lwowa. W odosobnieniu pracowali Ignacy T. Baranowski i Jan Rutkowski. Wprawdzie niektórzy historycy innych dziedzin (np. Tadeusz Korzon, Władysław Smoleński) w swych pracach poświęcali uwagę także problemom gospodarczym, stanowiły one tam jednak nurt uboczny i, co ważniejsze, z reguły nie wykraczały poza zwykły opis. Historia społeczna budziła jeszcze mniej zainteresowania. Dopiero po odzyskaniu niepodległości pojawić się mieli młodsi od Gąsiorowskiej historycy, zajmujący się głównie, a nawet wyłącznie dziejami gospodarczymi (Jan Rutkowski, Hipolit Grynwaser).

Gdy Natalia Gąsiorowska rozpoczynała swą pracę badawczą, była już bardzo zaangażowana w ruchu socjalistycznym. W swych badaniach jednak początkowo, jak wspomniałem, marksistką nie była, nie wyniosła tej metody z żadnego ze swych uniwersytetów. Wkrótce jednak w wyniku samodzielnych poszukiwań zbliżać się zaczęła w swych pracach do zastosowania założeń materializmu historycznego. Ten duży wysiłek podejmowali podówczas bardzo nieliczni historycy w Europie, a na ziemiach polskich początkowo nikt chyba poza nią (wśród ekonomistów czynił to Julian Marchlewski, autor także prac historycznych). Dopiero później, w okresie międzywojennym, niektórzy (np. Grynwaser) posługiwać się zaczęli zbliżoną metodą. Przełom metodologiczny, który nastąpił w historiografii polskiej po II wojnie światowej, był więc dla Natalii Gąsiorowskiej jedynie przedłużeniem drogi, którą już szła od dłuższego czasu. Zanim to jednak nastąpiło, jej stanowisko metodologiczne było przedmiotem dyskusji, tym bardziej że i ona niejednokrotnie inicjowała polemikę w tej kwestii. Gdy więc ważyć trzeba dorobek naukowy Natalii Gąsiorowskiej i określać jej rolę w dziejopisarstwie polskim, uwzględnić należy ten jej wysiłek.

Po II wojnie światowej podjęła liczne obowiązki dydaktyczne i organizacyjne (katedra na Uniwersytecie Łódzkim, katedra na Uniwersytecie Warszawskim, rektorat Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, członkostwo Prezydium PAN, przez kilka lat prezesura w Polskim Towarzystwie Historycznym i liczne inne funkcje), które nie pozwalały jej już na intensywną pracę badawczą. W tych okolicznościach postanowiła zająć się przede wszystkim kierownictwem zespołowych przedsięwzięć naukowych, prowadzących do wyników, których badacz działający indywidualnie nie mógłby osiągnąć. W ten sposób powstały z jej inicjatywy i pod jej redakcją prace konstrukcyjne i wydawnictwa źródeł: najpierw W stulecie Wiosny Ludów, następnie Źródła do dziejów miast, przemysłu i klasy robotniczej w łódzkim okręgu przemysłowym, wreszcie Źródła do dziejów klasy robotniczej na ziemiach polskich. Każde z tych wielotomowych wydawnictw wymagało stworzenia odpowiedniego warsztatu naukowego i skupienia licznego zespołu współpracowników. W trakcie pracy, zakrojonej na taką skalę, wyłaniały się nowe problemy organizacyjne i metodyczne. W ten sposób znaczna liczba uczniów i współpracowników Natalii Gąsiorowskiej wdrożona została do pracy zespołowej, która, prócz efektów wydawniczych, przyniosła także trwałe doświadczenia (np. w sprawie wydawania źródeł do historii XIX i XX wieku).

Z wieloletniej działalności dydaktycznej, uprawianej w różnych okolicznościach i dla potrzeb słuchaczy o różnym stopniu przygotowania, zrodziły się bogate doświadczenia i jeszcze jeden trwały nurt zainteresowań Natalii Gąsiorowskiej – problemy nauczania historii. Publikowała w tej sprawie zarówno rzeczy dotyczące programów nauczania historii, jak i projekty podręczników, wreszcie redagowane przez nią podręczniki. Szczególne ożywienie jej działalności pisarskiej w tym zakresie można odnotować u początku jej pracy dydaktycznej, jeszcze przed I wojną światową i w czasie wojny, gdy w ten sposób wyrównywać trzeba było brak szkolnictwa polskiego. I choć także w okresie międzywojennym stale – nie tak często jednak – do tych spraw wracała, po raz drugi zajęła się intensywniej kwestiami nauczania historii po II wojnie światowej, w dobie przebudowy szkolnictwa, rewizji programów i aktualizacji podręczników. W pierwszym okresie spod jej pióra wychodziły raczej prace popularyzatorskie, poradniki dydaktyczne, w drugim – przeważnie artykuły dyskusyjne, dotyczące koncepcji nauczania historii.

Mimo licznych zajęć badawczych i organizacyjnych w dziedzinie historii, Natalia Gąsiorowska utrzymywała żywy kontakt z teraźniejszością. Interesowała się, i dawała temu wyraz pisarsko, aktualnymi problemami politycznymi i gospodarczymi, dużo publikowała w czasopismach poświęconych sprawom społecznym i gospodarczym. W roku 1907 pisała o prawie wyborczym kobiet, w 1909 o antysemityzmie, pod koniec I wojny światowej o aktualnym stanie gospodarki Królestwa Polskiego, również w latach późniejszych często włączała się do dyskusji o sprawach dnia bieżącego. Pisała na te tematy początkowo głównie w „Kuźni” (1913–1914), później także w innych czasopismach, zbliżonych do PPS Lewicy i do SDKPiL.

Działalność dydaktyczną Natalia Gąsiorowska podjęła bardzo wcześnie, gdy sama jeszcze była uczennicą. Początkowo były to tylko korepetycje, za pomocą których wspomagała finanse domowe. Po otrzymaniu dyplomu nauczycielki domowej uczyła w szkołach prywatnych i w dalszym ciągu udzielała korepetycji, wtedy też włączyła się do działalności, która wpłynąć miała na jej losy w sposób istotny. Uczestniczyć zaczęła w tajnym nauczaniu, prowadzonym przez działaczy lewicowych wśród robotników. Pozwoliło jej to nie tylko przekazywać zdobytą wiedzę, lecz także gromadzić obserwacje dotyczące życia najuboższych warstw ludności Warszawy. Zaważyło to z pewnością na jej poglądach politycznych.

Po powrocie z Paryża uczyła w szkole we Włochach pod Warszawą, później działała w Towarzystwie Uniwersytetu Ludowego i uczestniczyła w pracach Centralnego Biura Szkolnego (1915–1916), uczyła w szkołach żydowskich w Warszawie, by wreszcie w roku 1919 związać się z instytucją, w której czynną pozostać miała przez cały okres międzywojenny, a także w czasie II wojny światowej. Podjęła wykłady i seminaria w Wolnej Wszechnicy Polskiej, najpierw w Warszawie, później także w jej łódzkim oddziale. Po habilitacji na tej uczelni w roku 1926 została tam profesorem, uzupełniając to także habilitacją na Uniwersytecie Warszawskim w roku 1934. W czasie wojny organizowała sekcje historii w tajnym nauczaniu (tajna Wolna Wszechnica), po wojnie zaś była rektorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego i Warszawskiego.

W początkowym okresie działalności oświatowej zapewne kontakt jej ze słuchaczami bywał, ze względu na konspirację, i doraźny, i dość luźny, jednak w latach działalności legalnej potrafiła skupić wokół siebie znaczne grono słuchaczy, których część później, już jako współpracownicy, tworzyła trwały zespół. Uczestnicy jej seminariów w Wolnej Wszechnicy wspominają te zgromadzenia jako liczne, skupiające ludzi różnych poglądów, przeważnie jednak socjalizujących.

Zajmowano się na seminariach Natalii Gąsiorowskiej głównie historią społeczno-gospodarczą, i to przeważnie nowszą, pojawiały się tam jednak także i tematy wcześniejsze, prócz historii Polski także i odniesienia komparatystyczne. Były to więc okazje do dyskusji i konfrontacji nie tylko faktografii, lecz także ocen popartych znajomością bieżącej literatury, której wymagała. Przez jej seminaria, początkowo bardzo liczne, później mniej skupiające uczestników, przewinęło się łącznie jednak kilkaset raczej niż paręset osób, mających okazję do zetknięcia się z poglądami naukowymi, we wczesnym okresie mało powszechnymi, w końcu działalności dydaktycznej Natalii Gąsiorowskiej już uznanymi przez licznych historyków. Była promotorem dwudziestu kilku prac doktorskich, głównie z historii Polski XIX wieku.

Zmarła 30 listopada 1964 roku jako emerytowany profesor Uniwersytetu Warszawskiego.

Wybrana literatura

 

Jabłoński H., Natalia Gąsiorowska 1881–1964, „Nauka Polska” 1965; R. 13, nr 2, s. 190–192.

Kasprzakowa J., Natalia Gąsiorowska-Grabowska (1881–1964), „Z pola walki” 1965, nr 2, s. 133–142 (tamże w przypisach znaczna bibliografia i wskazówki archiwalne).

Kormanowa Ż., Profesor Natalia Gąsiorowska 1881–1964, „Dzieje Najnowsze” 1976, R. 8, nr 3, s. 3–13.

Kula W., Natalia Gąsiorowska (20 V 1881 – 30 XI 1964), „Kwartalnik Historyczny” 1964, R. 72, s. 522–527.

Rynkowska A., Bibliografia prac Natalii Gąsiorowskiej, „Kwartalnik Historyczny” 1956, nr 4–5, s. 9–22.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, Warszawa 1986, s. 247–255.

Aleksander Gieysztor

Urodzony 17 VII 1916 w Moskwie. Studia na UW (1933–1937); stypendium w Paryżu (1938). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania (doktorat 1942). Współpracownik Biura Informacji i Propagandy KG AK. Habilitacja na UW (1946), docent (1947), profesor (1949). Dyrektor Instytutu Historycznego (1955–1975), prorektor UW (1956–1959).

Historyk średniowiecza; jego zainteresowania badawcze dotyczyły m.in. wczesnego państwa piastowskiego na tle dziejów Słowiańszczyzny, szeroko pojętej kultury i ideologii oraz historii miast; specjalista w zakresie nauk pomocniczych historii.
Przewodniczący Kierownictwa Badań nad Początkami Państwa Polskiego (1949–1952). Wicedyrektor Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN (1953–1955). Członek prezydium Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie (1971) i jego pierwszy dyrektor (1980–1991).
Członek m.in. TNW (prezes 1986–1991), PAN (prezes 1981–1983 i 1990–1992), PAU (1989), Académie des Inscriptions et Belles Lettres. Redaktor „Kwartalnika Historii Kultury Materialnej” (1953–1968), współredaktor rocznika „Studia Żródłoznawcze”.
Zmarł 9 II 1999 w Warszawie.

Władza Karola Wielkiego w opinii współczesnej, Warszawa 1938; Ze studiów nad genezą wypraw krzyżowych. Encyklika Sergiusza IV (1009–1012), Warszawa 1948; Zarys nauk pomocniczych historii, Warszawa 1948; Zarys dziejów pisma łacińskiego, Warszawa 1973; Mitologia Słowian, Warszawa 1982.

R. Jarocki, Tylko tyle. Opowieść o Aleksandrze Gieysztorze, Warszawa 2001.

MARIA KOCZERSKA

ALEKSANDER GIEYSZTOR*

1916–1999

 

Jego przodkowie wywodzili się z Wielkiego Księstwa Litewskiego – z gałęzi Gieysztorów Płaskowickich, osiadłych w Nowogródczyźnie. Aleksander Gieysztor urodził się 17 lipca 1916 roku w Moskwie. W 1921 roku przyjechał z rodzicami, Aleksandrem i Barbarą z Popielów, do Warszawy1. Z miastem tym związał się na całe swoje życie i przyznany mu w 1989 roku tytuł honorowy – Homo Varsoviensis słusznie honorował jego przywiązanie do Warszawy. W młodości poznał język francuski i rosyjski, w prywatnym gimnazjum Karola Ludwika Lorentza – niemiecki, łacinę i grekę; później dopiero angielski. Jego zainteresowania historyczne ujawniły się wcześnie – już w gimnazjum przeczytał Ród Awdańców w wiekach średnich Władysława Semkowicza. W wieku 17 lat podjął studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim (1933–1937), gdzie jego mistrzami byli Marceli Handelsman, pod którego okiem przygotował na seminarium karolińskim pracę magisterską, Tadeusz Manteuffel i Stanisław Kętrzyński, który wprowadził go w materię nauk pomocniczych historii. O przemyślanym wyborze mediewistycznej specjalizacji świadczy uczęszczanie od pierwszego roku studiów na zajęcia z paleografii, prowadzone przez dr Jadwigę Karwasińską, jak również studiowanie paleografii ruskiej i filologii klasycznej.

Jego pracę magisterską Władza Karola Wielkiego w opinii współczesnej, obronioną w 1937 roku, opublikowało Towarzystwo Naukowe Warszawskie w 1938 roku. Tematyka dziej ów powszechnych będzie odtąd stale obecna w twórczości naukowej Aleksandra Gieysztora, najpierw jako wątek zasadniczy, z biegiem czasu – jako tło dziejów Polski. Ze studiami łączył praktykę archiwalną w Archiwum Głównym Akt Dawnych w ramach stypendium archiwalnego. Pozwoliło mu to wiele skorzystać i zaprzyjaźnić się z doświadczonymi archiwistami, z których szczególnie cenił Adama Wolffa.

Obaj jego mistrzowie uniwersyteccy skierowali go w 1938 roku do paryskiej École des Chartes, a studiowanie tam i w École Pratique des Hautes Etudes umożliwiło stypendium Funduszu Kultury Narodowej. Pobyt w Paryżu był poświęcony zbieraniu materiałów do przyszłej rozprawy doktorskiej z dziejów krucjat.

Kampanię wrześniową 1939 roku odbył w mundurze plutonowego podchorążego. Wziął udział w bitwie pod Iłżą, później zaś walczył na Lubelszczyźnie, gdzie w końcu września został ranny. Zdołał jednak szczęśliwie powrócić do Warszawy. Służbę konspiracyjną w Armii Krajowej rozpoczął 7 kwietnia 1940 roku, wprowadzony do niej przez Tadeusza Manteuffla. Pracował w Wydziale Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK pod kierunkiem Jerzego Makowieckiego. Wielokrotnie wspominał, jak ćwiczył on swych podwładnych m.in. w umiejętności treściwego pisania. Gdy Makowiecki został zamordowany w czerwcu 1944 roku, objął kierownictwo Wydziału. Podczas powstania pełnił obowiązki sekretarza szefa BIP-u, pułkownika Stefana Rzepeckiego. Za udział w powstaniu warszawskim został odznaczony Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami oraz Orderem Virtuti Militari V klasy. 5 października 1944 roku, po kapitulacji powstania, poszedł do niewoli niemieckiej.

Praca w BIP-ie była również szkołą uprawiania historii, tylko historii współczesnej, co odzwierciedliło się m.in. w broszurze o celach powstania warszawskiego, napisanej w oflagu wraz z innym absolwentem historii Uniwersytetu Warszawskiego i towarzyszem broni – Stanisławem Płoskim. Podczas wojny Aleksander Gieysztor prowadził konspiracyjne nauczanie i pracował naukowo. We wrześniu 1942 roku obronił swą pracę doktorską zatytułowaną Ze studiów nad genezą wypraw krzyżowych. Encyklika Sergiusza IV (1009–1012), opublikowaną w 1948 roku po polsku i po angielsku. Promotorem jej był Stanisław Kętrzyński, w którego mieszkaniu przy Tamce odbyła się obrona, recenzentem zaś – Marceli Handelsman. W tym czasie Aleksander Gieysztor zadebiutował jako nauczyciel akademicki na tajnej Wolnej Wszechnicy Polskiej, wprowadzony tam przez Natalię Gąsiorowską, gdzie wykładał nauki pomocnicze. Wtedy napisał skrypt nauk pomocniczych, odbity na powielaczu, Zarys nauk pomocniczych historii. Z trzeciego dwutomowego wydania z 1948 roku, rozszerzonego przy współudziale Stanisława Herbsta, korzystało kilka powojennych pokoleń historyków warszawskich.

Aleksander Gieysztor został bowiem uwolniony z obozu Schwartau pod Lubeką, skąd wraz z Witoldem Kulą i Janem Dobraczyńskim powrócił 28 maja 1945 roku do Warszawy. Wkrótce żonę, wraz z synkiem Andrzejem, sprowadził z Zakopanego, gdzie schroniła się w 1944 roku. Promocja jego konspiracyjnego doktoratu odbyła się 28 lipca 1945 roku w Gmachu Pomuzealnym, od 1938 roku siedzibie Instytutu Historycznego UW, w ledwie uprzątniętej Sali Kolumnowej. Pierwsze powojenne lata były okresem szczególnie wydajnej pracy naukowej Aleksandra Gieysztora. Podjął decyzję ujawnienia się władzom, ułatwioną dyrektywą konspiracyjnego przełożonego – pułkownika Rzepeckiego, uwięzionego jesienią 1945 roku. Aleksander Gieysztor należał, wraz z Tadeuszem Manteufflem, Stanisławem Lorentzem, Stanisławem Herbstem i innymi, do tej grupy inteligencji polskiej, która od początku postawiła na pracę organiczną w warunkach niepełnej suwerenności odbudowanego państwa. Wiązało się to z przyjęciem mniej lub bardziej werbalnym dyrektyw doktryny marksistowskiej przy uprawianiu nauki historycznej.

Do znaczących dokonań naukowych Aleksandra Gieysztora z tego okresu zaliczyć trzeba przede wszystkim badania nad genezą państwa polskiego, koordynowane w latach 1949–1952 przez Kierownictwo Badań nad Początkami Państwa Polskiego w składzie: Aleksander Gieysztor, Kazimierz Majewski i Zdzisław Rajewski. Placówka ta prowadziła zarówno prace wykopaliskowe z zakresu archeologii wczesnodziejowej, jak i inicjowała przygotowanie edycji źródeł pisanych oświetlających początki państwowości polskiej. Badania te miały niespotykany rozmach, zasięg geograficzny i, co najważniejsze, integrowały historyków, archeologów i historyków sztuki. Od 1953 roku zadania te kontynuował Instytut Historii Kultury Materialnej PAN. Program edytorski przejęła zaś Pracownia Edytorska Instytutu Historii PAN. Profesor Gieysztor był w latach 1953–1955 wicedyrektorem IHKM, w latach 1953–1968 zaś redaktorem „Kwartalnika Historii Kultury Materialnej”.

Aleksander Gieysztor, Gerard Labuda, Brygida Kürbis oraz Ryszard Walczak powołali do życia i przez przeszło czterdzieści lat redagowali rocznik „Studia Źródłoznawcze. Commentationes”. Pierwszy tom tego rocznika, opracowany w latach 1953–1955, ukazał się w 1957 roku. Do dziś ten ważny periodyk odgrywa istotną rolę w środowisku mediewistycznym, zamieszczając studia i artykuły metodyczne poświęcone naukom pomocniczym historii. W 1945 roku został Aleksander Gieysztor zatrudniony przez prof. Manteuffla (na etacie adiunkta) w Instytucie Historycznym UW i równolegle (do 1953 roku) przez prof. Lorentza w Państwowym Instytucie Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków. Habilitację, której przedmiotem był system danin skarbowych w Polsce średniowiecznej, zrobił w 1946 roku – z niej pochodzi artykuł Owies w daninach łowieckich w Polsce średniowiecznej. Etat docenta otrzymał w 1947 roku, profesora nadzwyczajnego – w 1949.

Gdy Tadeusz Manteuffel w 1955 roku został dyrektorem Instytutu Historii PAN, Aleksander Gieysztor objął po nim kierownictwo Instytutem Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego i sprawował je przez 20 lat. Sam żartował, że panuje w nim raczej, niż rządzi, bo instytucja zgromadziła indywidualności nieskłonne do podporządkowania, nawet w imię wartości powszechnie uznawanych. Aleksander Gieysztor cieszył się w całym środowisku naukowym bezspornym autorytetem, wypływającym z intelektu najwyższej próby, stałości przekonań i charakteru szanującego w praktyce normy zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. Był niewątpliwie typem przywódczym. Profesor lubił kontakty z ludźmi, a funkcje, jakie sprawował, ułatwiły mu poznanie społeczności uczonych, i to z kilku dziedzin nauki: historii, historii sztuki, archeologii, filologii. Czasem bywał mediatorem w różnych sporach w tym drażliwym z natury środowisku. Tę funkcję mediacyjną, w dużej mierze – koncyliacyjną, spełniał przez całe swoje życie.

Nauki pomocnicze były zawsze jego pasją i umiłowaniem. Uczestnicy jego ćwiczeń specjalistycznych z nauk pomocniczych prowadzonych dla członków seminariów mediewistycznych w Instytucie Historycznym wyczuwali, że profesor lubił te zajęcia najbardziej. Jego Zarys dziejów pisma łacińskiego (Warszawa 1973) stał się ważną pozycją w serii akademickich podręczników nauk pomocniczych Instytutu Historii PAN pod redakcją Tadeusza Manteuffla. W 1998 roku profesor przygotowywał nowe, rozszerzone wydanie tej książki, czemu służył pobyt we Włoszech w maju 1998 roku.

Aleksander Gieysztor uważany był powszechnie za najlepszego ambasadora nauki polskiej za granicą. Po kilkuletnim zamknięciu granic w okresie tzw. zimnej wojny po raz pierwszy pojechał na zachód – do Rzymu w 1955 roku, aby wziąć udział w międzynarodowym kongresie nauk historycznych, gdzie wygłosił referat o początkach społeczeństwa i państwa polskiego. Stał się członkiem różnych komisji i stowarzyszeń przy Międzynarodowym Komitecie Nauk Historycznych (CISH), m.in. komisji paleograficznej, zgromadzeń stanowych, historii miast. W 1965 roku, na kongresie w Wiedniu, wszedł do Biura CISH, w 1975 roku w San Francisco – został wiceprzewodniczącym CISH, a w 1980 roku w Bukareszcie – jego prezydentem na 5-letnią kadencję. Niejeden z uczonych polskich jemu zawdzięczał wprowadzenie do międzynarodowej społeczności historyków, co owocowało rozwinięciem kontaktów nauki polskiej ze światową, wymianą wykładowców i książek. Wyrazem międzynarodowego uznania, jakim cieszył się prof. Gieysztor, były zagraniczne doktoraty honoris causa oraz przyznane mu członkostwa zagranicznych akademii i towarzystw naukowych. Pierwszy był doktorat honoris causa w Aix-en-Provence, przyznany w 1960 roku; w 1961 roku otrzymał doktorat w Bordeaux. Potem przyszły doktoraty uniwersytetów w Budapeszcie (1975), Paryżu – Sorbonie (1976), Moskwie (1980) i Oksfordzie (1984). W 1981 przyjęto go do grona Académie des Inscriptions et Belles Lettres, przysługiwał mu zatem tytuł membre de l’institut. Ponadto cieszył się także tytułem członka Association Royal Historical Society, Medieval Academy of America (Cambridge Mass.).

Awanse i tytuły krajowe przychodziły z pewnym opóźnieniem po sukcesach zagranicznych. Profesorem zwyczajnym został dopiero w 1960 roku, mimo że natychmiast po przewrocie październikowym Uniwersytet Warszawski powierzył mu funkcję prorektora (kadencja 1956–1959), na członka korespondenta PAN został wybrany w 1972 roku, a na członka rzeczywistego dopiero w lecie 1980 roku, by po paru miesiącach 12 grudnia 1980 roku zostać prezesem Akademii w pierwszych wolnych wyborach, na kadencję w latach 1981–1983. Łatwo zrozumieć, że ta kadencja, która przypadła na okres stanu wojennego, stawiała przed prezesem PAN wyjątkowo trudne zadania. Drugą kadencję prezesa PAN odbywał w całkowicie zmienionych okolicznościach, bo przypadała ona na lata 1990–1992. Warto przypomnieć, że w wyborach tych prof. Gieysztor otrzymał prawie 90% głosów członków Zgromadzenia Ogólnego PAN. Do swych członków zaliczyła go także reaktywowana w Krakowie Polska Akademia Umiejętności. Po odrodzeniu Towarzystwa Naukowego Warszawskiego został jego prezesem na dwie kadencje: od 1986 roku do 1991 włącznie.

Pierwszym polskim uniwersytetem, który mu nadał tytuł doktora honoris causa, był Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (1990 roku), z którego środowiskiem historycznym od bardzo dawna łączyły go serdeczne więzi. Za doktoratem poznańskim poszły dwa kolejne – Uniwersytetu Jagiellońskiego (1996 roku) i Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (1997 roku). Jubileusze trzykrotnie urządzane przez uczniów, w 1976 roku (na Uniwersytecie Warszawskim), w 1986 roku (na Uniwersytecie i na Zamku Królewskim) i w 1996 roku (podobnie, choć w innych terminach), a między nimi „mały”, bo w 75-lecie w Towarzystwie Naukowym Warszawskim, przyjmował z rezygnacją, bo przypominały o upływającym czasie, choć świadczyły o szacunku uczniów i całego środowiska naukowego. Pozostały po nich trzy księgi pamiątkowe (Cultus et cognitio. Studia z dziejów średniowiecznej kultury, Warszawa 1976; Kultura średniowieczna i staropolska. Studia..., Warszawa 1991; Człowiek w społeczeństwie średniowiecznym, Warszawa 1997).

Dydaktykiem i pedagogiem był prof. Gieysztor doświadczonym i wytrawnym. Rolę swą widział w stawianiu pytań i ukazywaniu perspektyw badań szczegółowych. Wskazywał raczej kierunki poszukiwań niż proste drogi dojścia do celu. Uczniowie mieli zatem zawsze wiele swobody przy wysokich wymaganiach profesora co do produktu końcowego. Seminaria prowadził z wyraźną przyjemnością – magisterskie do 1990 roku (od 1985 roku wspólnie ze mną), doktorskie aż do końca, czyli do maja 1998 roku. Uczestniczyli w tym seminarium jego uczniowie i ich uczniowie oraz wielu innych mediewistów. Doktorów wypromował kilkudziesięciu, kilkunastu z nich zostało profesorami, najstarsi są już na emeryturze.

Wielu ludzi znało go przede wszystkim jako dyrektora Zamku Królewskiego w Warszawie. Uczestniczył we wszystkich powojennych inicjatywach prof. Lorentza, zmierzających do odbudowania tego zabytku. Gdy w styczniu 1971 roku zapadła wreszcie pozytywna w tej sprawie decyzja, wszedł w skład prezydium Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Wraz ze Stanisławem Lorentzem i Janem Zachwatowiczem kierował tym przedsięwzięciem w ramach trzyosobowego Kuratorium. Sam nie miał nigdy wątpliwości co do słuszności odbudowy tego zabytku. Uważał Zamek za symbol państwowości polskiej, a jako historyk przypominał ile detali uratowanych w czasach wojny dzięki prof. Lorentzowi ze niszczonego przez okupantów Zamku, znalazło się w odrestaurowanej budowli, i prowadził sceptyków do wspaniale zachowanych piwnic zamkowych – najznakomitszego, jak oceniał, zabytku sztuki gotyckiej w Warszawie.

Do prowadzenia tej placówki był przygotowany jak mało kto, ponieważ podczas studiów równolegle z historią studiował historię sztuki, uczęszczając na seminarium Zygmunta Batowskiego. Kontakty z historykami sztuki zacieśniły się po wojnie podczas pracy w Państwowym Instytucie Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków. Dlatego po śmierci Michała Walickiego przejął redakcję Sztuki polskiej przedromańskiej i romańskiej do końca XIII w. (Warszawa 1971). Funkcję dyrektora Zamku Królewskiego sprawował w latach 1980–1991, przekazując ją w ręce prof. Andrzeja Rottermunda. Przejawiła się w tym charakterystyczna cecha jego osobowości – pamiętania o konieczności przygotowania następcy i przekazania mu swego dzieła w pełni sił własnych. Na Uniwersytecie postąpił podobnie, przekazując w 1990 roku swoje seminarium magisterskie. Jego badania nad koroną i koronacją królów polskich należy widzieć w powiązaniu z funkcją i pojęciem: Zamek Królewski. Najgłębszą przyczynę podjęcia tych badań stanowiły pobudki patriotyczne, wzmocnione dociekaniem przez intelektualistę źródeł emocji zbiorowych i sposobów ich wyrażania.

Dzieła zamkowego Aleksandra Gieysztora nie sposób oddzielić od jego zainteresowań badawczych dziejami Warszawy i Mazowsza. Historię średniowiecznej Warszawy opracowywał dzielnicami. Stale planowana synteza dziejów Warszawy pozostała tylko w zamierzeniach. Natomiast realizacji doczekały się zbiorowe Dzieje Mazowsza do 1526 r. (Warszawa 1994), zredagowane wspólnie z Henrykiem Samsonowiczem, z ważnym udziałem autorskim w średniowiecznej historii tej dzielnicy. Tematem, który przez wiele lat pasjonował Aleksandra Gieysztora, była mitologia słowiańska, która to praca w formie książki ukazała się w 1982 roku. Można sądzić, że zamysł zajęcia się nią dojrzewał w toku badań nad recepcją chrześcijaństwa w Polsce. Był mistrzem małych form naukowych. Mieściły się w nich różne gatunki pisarstwa historycznego: zarówno analiza źródłoznawcza, jak i zarys problematyki, synteza. Pozwalały też na równoczesne zajmowanie się wielu tematami, co odpowiadało rozległości jego zainteresowań.

Aby dać świadectwo o człowieku, którego zabrakło, trzeba wspomnieć o jego przekonaniach. O patriotyzmie, dowodzonym czynami, była już mowa. Był on najdalszy od nacjonalizmu. Cudzoziemcy cenili jego otwartość wobec innych kultur. Wszyscy – jego tolerancję wobec innych. Sam powtarzał, że tolerancja to nie tolerowanie innego sposobu bycia, poglądów, religii, ale akceptacja różnic między ludźmi i ich prawa do bycia innymi. Liberalne przekonania nie przeszkadzały, a raczej ułatwiały czynne praktykowanie miłości bliźniego, czego doświadczyło wielu ludzi. Dzięki temu mocniej niż inni żyje w naszych sercach mimo swego odejścia.

Odznaczeń otrzymał wiele. Oprócz wymienionych już wojennych trzeba wspomnieć o dwukrotnym odznaczeniu Orderem Odrodzenia Polski, przy czym w 1993 roku był to Krzyż Komandorski z Gwiazdą. W 1994 roku został kawalerem Orderu Orła Białego. Z zagranicznych należy wymienić dwukrotne odznaczenie francuską Legią Honorową, niemiecki Wielki Krzyż Zasługi, włoską Targa Europea za ratowanie zabytków.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Aleksander Gieysztor 17 VII 1916–6 II 1999, [w:] Tradycje i Współczesność. Księga pamiątkowa Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego 1930–2005, Warszawa 2005, s. 168–172.

1Por. M. Koczerska, Aleksander Gieysztor (17 VII 1919–9 II 1999). Szkic biograficzny, „Studia źródłoznawcze” 2000, t. XXXVII, s. 3–12.

Marian Gieysztor

Urodzony 22 II 1901 w Petersburgu. Studia na UW, asystent w Zakładzie Zoologii (1927–1928), doktorat (1928). Pracownik Stacji Biologicznej na Wigrach Instytutu Biologii Doświadczalnej (1929–1930). Habilitacja na UW (1936). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Po wojnie pracownik reaktywowanego Zakładu Zoologii UW. Profesor SGGW (1947). Kierownik Zakładu Hydrobiologii w Katedrze Biologii UW (1952).
Profesor UW (1957).

Zoolog, hydrobiolog; badania nad przebiegiem różnicowania i anatomią wirków (Turbellaria). Prace na temat drobnych zbiorników wodnych w okolicach jeziora Wigry, jezior i potoków tatrzańskich oraz jezior mazurskich.
Członek TNW (1946), przewodniczący warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Zoologicznego. Członek komitetu ekologicznego PAN (1959).
Zmarł 5 VI 1961 w Warszawie.

Sprawozdanie z pracy nad fauną motyli większych (macrolepidoptera) Puszczy Białowieskiej, Warszawa 1923; Przyczynek do znajomości Turbellaria Rhabdocolea Hiszpanii, Suwałki 1935; Co to jest plankton, Warszawa 1948; Wirki, Warszawa 1952.

J. Kaczanowska, Z życia nauki i z życia Towarzystwa: Marian Gieysztor (1901–1961): uczony z klasą, skromny a skuteczny przewodnik na każdą pogodę, „Rocznik TNW” 2007, nr 70.

JANINA KACZANOWSKA

MARIAN GIEYSZTOR*

1901–1961

 

Bardzo rzadko życiorys człowieka i jego dokonania naukowe tworzą tak spójny obraz. Życiorys prof. Gieysztora składał się z co najmniej trzech etapów, a zwrotne elementy naznaczone były historią i losem polskiej społeczności uczonych.

Fascynacje intelektualne, dorobek naukowy i kariera zawodowa młodego uczonego (lata 1901–1930)

Profesor Marian Gieysztor urodził się w Petersburgu 22 lutego 1901 roku. W 1920 roku służył ochotniczo w Wojsku Polskim. Po zdaniu eksternistycznej matury w 1921 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w roku 1926. Jego pierwsze publikacje faunistyczne dotyczą owadów. W tym czasie, jeszcze jako student wrażliwy na prądy naukowe lat 20. jest zafascynowany histologią, przebiegiem różnicowania i anatomią zagadkowej grupy wolno żyjących robaków, wirków (Turbellaria). Wtedy nazywano to mechaniką rozwoju, a dołączenie do tego nurtu badań wymagało już publikacji w językach kongresowych i „dobrych” czasopismach. Stopień doktora filozofii otrzymał na Uniwersytecie Warszawskim w roku 1928 na podstawie rozprawy Turbellaria Rhabdocoela okolic Warszawy. Nie znam oryginału rozprawy, ale trzy prace z tego zakresu opublikowano w języku niemieckim. Jedna z nich (we współpracy z W. Chmielewską w prestiżowym „Zoologische Anzeiger”) weszła trwale do literatury i jest cytowana we wszystkich podręcznikach i monografiach na ten temat. Jego obserwacje dotyczące zarówno listków zarodkowych, parenchymy, jak i tzw. komórek wędrujących (pewnego typu komórek macierzystych) i powiązanie ich obecności z możliwością rozrodu wegetatywnego niektórych wirków, są ciągle aktualnym wyzwaniem dla badaczy tej grupy. Także w Polsce – przynajmniej przejściowo – byli zainspirowani tymi opracowaniami dr Irena Geyer-Duszyńska, profesorowie W. i A. Chodorowscy, prof. Jerzy Moraczewski i prof. Jerzy Kolasa, a na pewno jest to lista niepełna; aktualnie w Polsce pracuje tylko dr Andrzej Czubaj, który nie znał już profesora.

Profesor Marian Gieysztor zidentyfikował i opisał wiele nowych gatunków wirków, m.in. Varsoviella kozminskii, ciekawy przypadek wolno żyjącego wirka, komensala bytującego na skrzelach kiełża Gammarus ischnuus. Jeden z wielu nowych i zidentyfikowanych przez prof. Gieysztora gatunków został wyodrębniony przez zespół Ruebush & Hayes jako rodzaj Gieysztoria1. O tym rodzaju Gieysztoria piszą współcześnie Therriault i Kolasa, emigrant polskiego pochodzenia (1999), a także Therriault i inni (2002) w ambitnej pracy z markerami molekularnymi oraz biogeografowie grupy Norena-Janssen z Ameryki Południowej. A więc dorobek naukowy okazał się odporny na przemijanie.

Lata 20. i 30. XX wieku to kres rodzących się zainteresowań problemami (jak to się wtedy mówiło) „limnologii”, tzn. problemami badań nad globalnymi zasobami wodnymi i ich retencją, problemami odpadów i utylizacji wody w aglomeracjach przemysłowych, a także i problemy ochrony krajobrazu. Młody, bardzo skromny, „z cicha pęk” uczony był nie tylko pionierem tych zagadnień w Polsce, ale był niezwykle lojalnym przyjacielem kolegów, którzy interesowali się tymi problemami. Był także kompanem wypraw narciarskich, taterniczych i alpinistycznych i wobec tego znał nie tylko przyrodników, ale ludzi kochających jak on Tatry. Szczególnie podkreślał wpływ, jaki na niego wywarła przyjaźń z dr. Jerzym Wiszniewskim, zakończona wspólną publikacją (1938) dotyczącą zespołów organizmów strefy nadbrzeżnej (tzw. psammonu). Te kontakty i życie „na gorąco” spowodowało, że już w 1936 roku habilitował się na Uniwersytecie Warszawskim na podstawie rozprawy Turbellaria Rhabdocoela Hiszpanii. Na stanowisku asystenta pracował w Zakładzie Zoologii UW (1927–1928), w Stacji Biologicznej na Wigrach Instytutu Biologii Doświadczalnej (1929–1930), a zarazem był wykładowcą w Zakładzie Zoologii Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Ten okres zakończył się wybuchem II wojny światowej.

Profesor Gieysztor – przewodnik na czasy trudne i niebezpieczne

Był ochotnikiem w kampanii wrześniowej 1939 roku, a po jej klęsce w konspiracji w Warszawie, od początku – to znaczy od kwietnia 1940 roku w Związku Walki Zbrojnej, później w Armii Krajowej. W czasie okupacji niemieckiej mieszkał do 1943 roku przy ul. Madalińskiego 42, następnie zamieszkał u sióstr urszulanek na ul. Dobrej, a wreszcie przy ul. Okólnik. Od 1943 roku kierował referatem spraw kultury i oświaty w Wydziale Informacji BIP komendy głównej AK pod pseudonimami Niemyski i Urbański. W tym czasie (1941–1944) był także wykładowcą zoologii na tajnych kursach Uniwersytetu Warszawskiego i SGGW. Po utworzeniu wiosną 1941 roku Kierownictwa Walki Cywilnej został zastępcą Stefana Korbońskiego, używając wtedy pseudonimu Krajewski. Ten skromny, milczący i spokojny warszawski inteligent, mówiący raczej wolno i przez nos, który lubił rozmawiać o jedzeniu, dobrym winie i dawnych – jak się wtedy mówiło „bibkach” (a jednocześnie bardzo sprawny fizycznie taternik) był, jakby tu powiedzieć, „z siebie” jakby w przebraniu. Było to wspaniałe, że nikt go nie zadenuncjował i że przeżył cały okres okupacji, mimo swego udziału w AK i w najwyższych strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. Po powstaniu warszawskim i nastaniu PRL Stefan Korboński uciekł w dramatycznych warunkach za granicę, wielu kolegów profesora (np. Władysław Bartoszewski) zostało aresztowanych, a dr Marian Gieysztor przebywał kilka miesięcy w Skierniewicach.

Ale już w końcu 1945 roku dr Gieysztor wrócił do Warszawy i reaktywował Zakład Zoologii na Uniwersytecie Warszawskim. W tym okresie spustoszenia wojenne powodowały, że na UW nie było jeszcze żadnego innego zoologa z habilitacją. Doktor Gieysztor nadal pracował na etacie adiunkta i pełnił funkcję p.o. kierownika, wspierany asystentami mgr. Kazimierzem Tarwidem i mgr. Teodorem Neumanem oraz nieocenionym laborantem panem Janem Sucharskim. Prowadził wtedy wszystkie główne zajęcia z zoologii. W rok później dr Tadeusz Jaczewski został docentem etatowym zoologii na UW, a już w 1947 profesorem nadzwyczajnym; z czasem doszło paru zoologów z habilitacjami w toku (m.in. dr Kazimierz Tarwid, dr Stanisław Bilewicz). Rok akademicki 1947/1948 przyniósł pewne zmiany kadrowe. Docent Marian Józef Gieysztor nie awansował i odszedł z Uniwersytetu Warszawskiego. Ale odszedł niezupełnie.

We wrześniu 1947 roku został profesorem nadzwyczajnym, ale na Wydziale Rolnym SGGW (chwała za to jego przyjacielowi, profesorowi Franciszkowi Staffowi z SGGW). Dzięki dr. Janowi Bowkiewiczowi miał wykłady zlecone na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi UW. Te wszystkie przejścia, papierosy, a może i chandra, i wódeczki spowodowały jednak, że w 1949 roku prof. Gieysztor dostał ciężkiego zawału serca. Podobno przyjaciel lekarz powiedział mu, że jeżeli nie będzie palił, będzie abstynentem, dbał o dietę itp., i nie będzie zbyt intensywnie pracował, to ma szanse przeżyć jeszcze 12 lat (to znaczy do roku 1961). Urocza, ukochana żona, pani Irena Gieysztorowa, która zawsze mu towarzyszyła we wszystkich (lub prawie wszystkich) kolejach losu, odtąd będzie zabiegać, nawet fortelami, żeby profesor dbał o swoje zdrowie. W tym okresie powojennym prof. Gieysztor został wybrany członkiem korespondentem (1946) i członkiem zwyczajnym (1948) Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

Nadal historia nie sprzyjała profesorowi i rozpoczął się etap wprowadzania tzw. nowej biologii. Zarządzenie o powstaniu Instytutu Zoologicznego UW (1 X 1951) ukazało się w „Monitorze Polskim” z dnia 15 maja 1952). Pierwszym kierownikiem nowego Instytutu został prof. Tadeusz Jaczewski, a po nim docent (szybko awansowany na profesora, a następnie na akademika powstałej wtedy Polskiej Akademii Nauk) dr Zdzisław Raabe, który przyjechał z Lublina i dostał duże uprawnienia organizacyjne i etatowe. W trakcie tych lawinowych przemian w naukach biologicznych i dynamicznego rozwoju Instytutu Zoologicznego, pojawiła się nieśmiała szansa na powstanie małej Katedry Biologii, pod kierunkiem „starej daty” prof. Wincentego Lesława Wiśniewskiego (który miał za sobą cały szlak Andersa). W tej przekornie nazwanej Katedrze Biologii, po jakichś zabiegach, utworzono (w roku 1952) skromny Zakład Hydrobiologii z prof. Gieysztorem jako kierownikiem Zakładu i z adiunktem, którym był wydziałowy sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR. W Instytucie Zoologii UW w tym okresie nie było żadnych praktyk zawodowych i jako studentka II roku zostałam skierowana na przeszkolenie do nieznanego mi wtedy Zakładu Hydrobiologii. Tam były prowadzone regularne zajęcia i seminaria zakładowe i tam prof. Gieysztor miał takie „alternatywne” wykłady z zoologii i hydrobiologii dla małej garstki chętnych.

Profesor Marian Gieysztor – skuteczne łączenie pasji naukowych z obywatelską praktyką

Wraz z okresem odwilży można było podjąć kroki w celu zatrzymania lub przynajmniej zminimalizowania skutków poprzedniego okresu „przeobrażania przyrody”. Nastały lepsze czasy. Profesor został odznaczony w 1956 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w roku 1957 został profesorem zwyczajnym UW. Wybrano go prezesem Polskiego Towarzystwa Hydrobiologicznego, przewodniczącym Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Zoologicznego, a od 1959 roku członkiem Komitetu Ekologicznego PAN. W 1958 roku objął kierownictwo nowej Katedry Hydrobiologii na UW. Ale nie było to tylko zbieranie zasłużonych laurów. Aż cztery z dziesięciu publikacji naukowych tego ostatniego okresu to prace ściśle naukowe stanowiące wielostronne syntezy powiązań warunków chemicznych i termicznych na zmiany w tworzących się lokalnych populacjach zwierząt: w drobnych zbiornikach, w biegu potoków tatrzańskich i w psammonie wód zalewowych Bałtyku. Ale to nie wszystko.

Pamiętam, jak byłam protokolantką zebrania w Mikołajkach, w którym uczestniczyło chyba 26 profesorów z całej Polski. Profesor Gieysztor prowadził, jakby beznamiętnie, skromnie, ale bardzo rzeczowo i uważnie te obrady. Każdy z kolejnych mówców mówił, jakie widzi największe regionalne zagrożenia czystości wód, wyrębu lasu, bezmyślnej likwidacji zbiorników o charakterze naturalnej retencji wody, o skażeniach przemysłowych i prognozach spadku wód gruntowych. Były to jak gdyby raporty, a nie było to ekologiczne „biadolenie”, czy też atmosfera zbuntowanych spiskowców. To było dla mnie niezwykłe. Była to bowiem narada strategiczna: co można zrobić i w jaki sposób zaradzić opisanym zjawiskom. Jak rozmawiać z dyrektorami zakładów melioracji, z wojewodami, dyrekcją fabryk i co zaproponować. Była to prawdziwa narada produkcyjna i obywatelska społeczności hydrologów i hydrobiologów. A w dodatku... ta atmosfera przyjaźni, podobna tylko do atmosfery spotkań tatrzańskich.

Działalność prof. Mariana Gieysztora została nagle przerwana. Zgodnie z przewidywaniami przyjaciela-kardiologa, ale zapewne w związku z wysiłkiem tak intensywnej i owocnej pracy – dnia 5 czerwca 1961 roku profesor zakończył życie. Został odznaczony pośmiertnie w 1968 roku Krzyżem Armii Krajowej.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 2007, t. LXX, s. 82–87.

1„Zoologische Anzeiger” 1939, t. CXXVIII, s. 136–152.

Henryk Feliks Greniewski

Urodzony 11 X 1903 w Warszawie. Studia na UW, dokończone na UJ. Doktorat tamże (1926). Kierownik pierwszej w Polsce placówki naukowej zajmującej się komputerami w Państwowym Instytucie Matematycznym (1948). Profesor Wyższej Szkoły Pedagogicznej (1951–1958). Profesor UW (1958). Kierownik Katedry Ekonometrii UW (1958–1968).

Matematyk, logik, cybernetyk; badania nad praktycznym zastosowaniem logiki matematycznej, logiką indukcji i ekonometrią.
Podczas wojny członek Komitetu Głównego Organizacji Socjalistyczno-Niepodległościowej ,,Wolność”, później szef biura szyfrów PPS-WRN. Po wojnie pracownik Ministerstwa Skarbu, później dyrektor Departamentu Koordynacji Planu Centralnego Urzędu Planowania.
Członek komitetu redakcyjnego czasopisma „Studia Logica” (od 1953). Kierownik Grupy Aparatów Matematycznych. Członek zarządu oraz skarbnik (1957–1959) Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Inicjator powstania Polskiego Towarzystwa Cybernetycznego (1962).
Zmarł 23 IV 1972 w Pekinie.

Elementy matematyki finansowej i ubezpieczeniowej, Warszawa 1952; Elementy logiki formalnej, Warszawa 1955; Elementy logiki indukcji, Warszawa 1955; Cybernetics without Mathematics, New York, 1960; Cybernetyka niematematyczna, Warszawa 1969; Sprawy wszystkie i jeszcze inne. O logice i cybernetyce, Warszawa 1970.

J. Madey, M.M. Sysło, Początki informatyki w Polsce, ,,Informatyka” 2000, 9, s. 14–19; J. Madey, M.M. Sysło, Początki informatyki w Polsce, ,,Informatyka” 2000, 10, s. 18–23.

KAZIMIERZ TRZĘSICKI

HENRYK FELIKS GRENIEWSKI

1903–1972

 

Życie1

Henryk Feliks Greniewski urodził się 11 października 1903 roku w Warszawie. Uczył się w gimnazjum generała Pawła Chrzanowskiego przy ul. Smolnej 30 w Warszawie (dziś mieści się tam XVIII Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego).

Czesław Strzeszewski tak wspomina te czasy szkolne: „Było w mojej klasie kilku Żydów: katolików i niekatolików. Pamiętam jednego z nich, Grynkrausa, który został potem profesorem filozofii, przybrawszy nazwisko Greniewski. Był katolikiem, ale pochodzenia żydowskiego. Odznaczał się dużą inteligencją i był nad wiek rozwinięty. Lubił brać pod rękę kolegów, których uznał za dorównujących jego poziomowi wiedzy i przechadzać się z nimi po korytarzu w przerwach pomiędzy lekcjami. Było to uważane za wyróżnienie, gdyż imponował swym intelektem i dorosłością”2.

Studia matematyczne rozpoczął Greniewski na nowo zorganizowanym Uniwersytecie Warszawskim. Kontynuował je w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie uzyskał tytuł magistra, a następnie 24 listopada 1926 roku – doktora filozofii (filozofia ścisła). Promotorem jego pracy Przyczynek do podstaw logicznych mechaniki był profesor Stanisław Zaremba. Pod uwagę brana była jeszcze inna praca, a mianowicie Próba dedukcyjnej teorii przyczynowości pisana pod kierunkiem profesora Witolda Wilkosza3. Drugą specjalizacją uzyskaną na studiach przez Henryka Greniewskiego była matematyka finansowa i ubezpieczeniowa.

Po uzyskaniu doktoratu pracował jako rzeczoznawca-matematyk w towarzystwach ubezpieczeniowych (m.in. Prudential SA, kasy samopomocy górnictwa węglowego) oraz Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Aż do wybuchu II wojny światowej był aktywnym członkiem stowarzyszenia „Gospodarka Narodowa”, gdzie współpracował m.in. z Czesławem Bobrowskim, Wacławem Jastrzębowskim, Tadeuszem Łychowskim, Bolesławem Iwaszkiewiczem. Był autorem wielu artykułów w czasopiśmie „Gospodarka Narodowa”, które publikował zarówno pod własnym nazwiskiem, jak i pod pseudonimem „Kozłowski”.

W okresie II wojny światowej Henryk Greniewski „Bogumił” był członkiem Komitetu Głównego Organizacji Socjalistyczno-Niepodległościowej „Wolność” – niepodległościowej organizacji konspiracyjnej członków Polskiej Partii Socjalistycznej działającej w Wilnie (pod okupacją litewską i radziecką), a następnie w Warszawie w latach 1939–194l4. W „Manifeście Wolności”, pierwszym dokumencie programowym, nakreślającym program socjalistyczny po wrześniu 1939 roku, w którym przeciwstawiając się agresji Niemiec i ZSRR, określono, iż „Naczelnym celem walki polskich mas pracujących jest odbudowa pełnej niezależności i niezawisłości politycznej Polski i ugruntowanie jej bytu w oparciu o zasady demokracji i sprawiedliwości społecznej”5. Organizacja podporządkowana była Służbie Zwycięstwu Polski – ZWZ. Już w Warszawie w 1941 roku grupa w większości przeszła do PPS-WRN. Henryk Greniewski był szefem biura szyfrów Polskiej Partii Socjalistycznej Wolność-Równość-Niepodległość (PPS-WRN)6. W „Wolności” był Greniewski specjalistą od reformy rolnej, demokratyzacji sił zbrojnych oraz od równouprawnienia narodowości. W toku przygotowań do powstania warszawskiego został ciężko ranny, uczestnicząc w nocnym transporcie broni na warszawskim Żoliborzu. W pobliżu grupy transportującej wybuchła bomba zrzucona w trakcie sowieckiego nalotu na cytadelę warszawską. Zginęły dwie osoby, a pozostałe trzy zostały ranne. Henryk Greniewski został wrzucony przez okienko do piwnicy, gdzie po kilku godzinach odnaleziono go nieprzytomnego. Powstanie przeleżał w jednym ze szpitali AK, skąd po kapitulacji powstania został przez Niemców ewakuowany do szpitala w Tworkach.

Po zakończeniu wojny pracował przez kilka miesięcy w Ministerstwie Skarbu. Po utworzeniu Centralnego Urzędu Planowania (CUP), ówczesny prezes CUP Czesław Bobrowski, a prywatnie wieloletni kolega Henryka Greniewskiego z „Gospodarki Narodowej”, powierzył mu funkcję dyrektora Departamentu Koordynacji Planu. Ze stanowiska tego został usunięty po odwołaniu Czesława Bobrowskiego w wyniku tzw. Nocy Czarownic (zorganizowanego przejęcia CUP przez Hilarego Minca z rąk PPS i obsadzenia go ludźmi wywodzącymi się z PPR w ramach zaostrzania się walki klasowej, jak brzmiało hasło ówczesnej propagandy partii komunistycznej).

Przy ministrze obrony narodowej Polski Ludowej marszałku Michale Roli-Żymierskim utworzono kilkuosobowy zespół profesorów nauk ścisłych i technicznych. Jedną z inicjatyw tego zespołu było zwrócenie uwagi na maszyny matematyczne i konieczność zapoczątkowania w tym kierunku działań w Polsce. Jako symboliczną datę, od której należy liczyć początki polskiej informatyki, można wskazać rok 1948. 23 grudnia w pokoju seminarium matematycznego w Instytucie Fizyki przy ul. Hożej 69, z inicjatywy Kazimierza Kuratowskiego, wybitnego matematyka, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektora organizowanego Państwowego Instytutu Matematycznego, spotkali się profesorowie Kazimierz Kuratowski i Andrzej Mostowski, dr Henryk Greniewski i trzech początkujących inżynierów Krystyn Bochenek, Leon Łukaszewicz oraz Romuald W. Marczyński. Ten ostatni po latach tak przedstawił cel zebrania: omówienie możliwości i podjęcie decyzji budowy tzw. aparatów matematycznych. Wzorcem miał być ENIAC7. Można przyjąć, że ta właśnie data otwiera historię polskiej informatyki. Jej kolebką był Państwowy Instytut Matematyczny, a w początkach jej dziejów zapisało się kilka znakomitych nazwisk. Wtedy w grudniu przy Państwowym Instytucie Matematycznym w Warszawie powstaje Grupa Aparatów Matematycznych (GAM). Jej kierownikiem został dr Henryk Greniewski, a w skład wchodzili Krystyn Bochenek, Leon Łukaszewicz oraz Romuald W. Marczyński.

W latach 1951–1958 Greniewski był profesorem Wyższej Szkoły Pedagogicznej. W latach 1958–1968 kierował Katedrą Ekonometrii na Uniwersytecie Warszawskim.

W 1953 roku ukazuje się pierwszy numer „Studia Logica”. Redaktorem naczelnym był Kazimierz Ajdukiewicz, a do komitetu redakcyjnego należeli Henryk Greniewski, Tadeusz Kotarbiński, Andrzej Mostowski i Roman Suszko.

W marcu 1968 roku Henryk Greniewski był jednym z 17 partyjnych sygnatariuszy listu do władz komunistycznych, w którym m.in. czytamy: „Uczestnicy słusznie zakazanego wprawdzie przez Rektora, ale spokojnego zgromadzenia studenckiego, stali się przedmiotem nieuzasadnionych ataków gwałtu ze strony niektórych formacji MO i to w momencie, gdy na skutek perswazji pracowników naukowych zaczynali się już rozchodzić. [...] Dokładając ze swej strony wszelkich wysiłków, aby przywrócić na Uniwersytecie Warszawskim atmosferę normalnej pracy i przeciwdziałać wykorzystywaniu rosnącego rozgoryczenia młodzieży przez siły niesocjalistyczne i antysocjalistyczne, apelujemy zarazem o to, aby dalsze postępowanie władz miasta miało na względzie stworzenie warunków rzeczowej, ideowej i szczerej rozmowy z młodzieżą”8.

Kiedy dr Henryk Greniewski zostawał kierownikiem Grupy Aparatów Matematycznych, miał wykształcenie logiczne i statystyczne, trudno było więc liczyć na jego wkład w konstrukcję maszyn. Miał jednak doświadczenie ogólne. Jego rolę następująco ocenia Leon Łukaszewicz: „Jednym z tematów tych spotkań było poprawne zdefiniowanie pojęcia maszyny liczącej, a więc problemu, mówiąc współcześnie, z matematycznych podstaw informatyki. Prowadził go oczywiście, jako logik, doktor Henryk Greniewski. Powierzenie mu kierownictwa naszej grupy okazało się szczęśliwą decyzją. W samej budowie komputerów nie mógł on wiele pomóc, ale miał z nas wszystkich największe doświadczenie życiowe i dzielił się nim z nami bardzo chętnie. Poza tym miał wielki urok osobisty, a dyskutując z nim na tematy ogólnonaukowe i filozoficzne, zapominało się o całym świecie”9. Był lubiany przez wszystkich.

Był Greniewski wychowawcą kilku pokoleń informatyków i inżynierów. Wypromował Zdzisława Pawlaka10, jedną z najznakomitszych postaci polskiej informatyki. Ten zaś wypromował kilkunastu doktorów, którym zawdzięczmy kształt współczesnej polskiej informatyki.

Po II wojnie światowej tworzy się trzecia generacja szkoły lwowsko-warszawskiej. Greniewski obok Mostowskiego, Lejewskiego oraz Wiegnera należy do jej najwybitniejszych przedstawicieli.

Jest Greniewski logikiem, informatykiem. Sam siebie określał mianem cybernetyka11. W latach 1958–1961, popularyzując cybernetykę, prowadził seminaria z jej podstaw w Zakładzie Cybernetyki przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Inicjator powstania 21 maja 1962 roku Polskiego Towarzystwa Cybernetycznego. Towarzystwo liczyło około 800 członków, a wśród jego założycieli znajdowali się prominentni przedstawiciele różnych dyscyplin, m.in. Witold Doroszewski, Henryk Greniewski, Antoni Kiliński, Tadeusz Kotarbiński, Oskar Lange, Stefan Manczarski, Ignacy Malecki, Stanisław Ryżko, Dionizy Smoleński, Szczepan Szczeniowski, Tadeusz Tomaszewski, Stanisław Turski, Zbigniew Wasiutyński, Jan Zieleniewski i Olgierd Wojtasiewicz. Pierwszym prezesem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Cybernetycznego został Oskar Lange, wiceprezesami – Dionizy Smoleński i gen. Marian Graniewski, I sekretarzem zaś Henryk Greniewski, a II – Antoni Kiliński.

Henryk Greniewski był powszechnie znany i kojarzony z cybernetyką. Daniel Passent wspomina: „Około 1956 r. ktoś wskazał mi na dziedzińcu pewnego dżentelmena o lasce, mówiąc: «Cybernetyka wraca do łask». Był to prof. Henryk Greniewski”12. Innym przykładem popularności Greniewskiego może być jego udział w jury13 powołanego do rozstrzygnięcia konkursu na wymyślenie terminu określającego wyjście kosmonauty poza statek kosmiczny14.

Henryk Greniewski był aktywnym członkiem Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Był członkiem zarządu. Pełnił również funkcję skarbnika (w latach 1957–1959). Obok Tadeusza Kotarbińskiego, Andrzeja Mostowskiego, Romana Suszko należał do kolegium redakcyjnego „Studia Logica” (wydawane są od 1953 roku), których redaktorem naczelnym był Kazimierz Ajdukiewicz.

Henryk Feliks Greniewski zmarł w Pekinie w 1972 roku. Pochowany został na warszawskich Powązkach.

Poglądy

Henryk Greniewski podzielał poglądy naukowe szkoły lwowsko-warszawskiej. Jego wykształcenie matematyczno-logiczne wyznaczało zakres zainteresowań, ale nie zamykało na wyzwania nowych czasów. Był człowiekiem, który kierował się praktycznymi celami nauki. Jego zaangażowanie w problematykę informatyczną i cybernetyczną jest tego wyrazem szczególnym. Zauważmy jednak również, że uwagę swą kierował także na problematykę ekonomiczną. W Niemieckiej Republice Demokratycznej był autorytetem m.in. w zakresie zastosowania cybernetyki (informatyki) w planowaniu gospodarczym15. Do dzisiaj jego poglądy w tej kwestii są cytowane16.

Greniewski jako pierwszy w polskim podręczniku logiki wykorzystuje schematy obwodów elektrycznych w dwuwartościowym rachunku zdań. W swoich pracach podjął również problem uogólnienia obwodów dla logik wielowartościowych.

Do cybernetyki podchodził od strony teoretycznej, inaczej niż czynił to Marian Mazur, z którym różnił się. Jako cybernetyk stawiał pytanie o wartości humanistyczne. Między innymi pytał o możliwości rekonstrukcji psychologii introspekcyjnej. Swoim poglądom na naukę dawał wyraz m.in. twierdząc, że: „Historia nas uczy, że ataki na postępowe koncepcje naukowe, zarzucające tym koncepcjom, że prowadzą do niemoralności, nie zawsze były pozbawione podstaw. Jeśli chodzi o darwinizm, był on instrumentem olbrzymiego postępu, był instrumentem w ręku antyklerykalizmu i był jednocześnie instrumentem w ręku rasizmu.

Z każdą postępową koncepcją naukową, z każdym naukowym spojrzeniem na rzeczywistość wiążą się niebezpieczeństwa. Uczeni już dziś powinni o tym wiedzieć. Jestem daleki od twierdzenia, że cybernetyka nie niesie żadnego niebezpieczeństwa. Ale mam nadzieję, że mniejsze od tych, które przyniosła atomistyka.

Zbyt często uczeni dotychczas wyznawali przekonanie, że mają prawo do odkryć, ale nie są odpowiedzialni za ich konsekwencje moralne. Nieraz, mimo i wszystko (tu trzeba powiedzieć brzydką rzecz) uczeni mieli moralność handlarzy broni, psychikę specjalisty od zbrojeń, który mógł sprzedać swój wynalazek każdemu. Tak było i tak się zdarza. To trzeba sobie uświadomić, trzeba zmienić tę postawę. Nie może być dla nas obojętne, w czyje ręce dostaje się nasz wytwór.

Powiedziano o pracy ludzkiej, że ma przestać być towarem. Niechże towarem też nie będą i wytwory nauki”17. W ramach cybernetyki stworzył m.in. teorię układów względnie odosobnionych.

Wybrana literatura

 

Cybernetyka. Argumenty za i przeciw, red. Ł. Banachowska, Warszawa 1965, s. 114–147.

Eisler J., Polski rok 1968, „Monografie”, t. XXII, Warszawa 2006.

Groszkowski J., Parę słów z okazji jubileuszu Instytutu Maszyn Matematycznych, ,,Informatyka” 1973, R. 8, nr 3, s. 15.

Herczyński R., Spętana nauka. Opozycja intelektualna w Polsce 1945–1970, Warszawa 2008.

Madey J., Sysło M.M., Początki informatyki w Polsce, ,,Informatyka” 2000, R. 36, nr 9, s. 14–19.

Madey J., Sysło M.M., Początki informatyki w Polsce, ,,Informatyka” 2000, R. 36, nr 10, s. 18–23.

Marczyński R., The first seven years of Polish digital computers, ,,Annals of the History of Computing” 1980, t. II, s. 37–48.

Marczyński R., Jak budowałem aparaty matematyczne w latach 1948–1950, ,,Informatyka” 1989, R. 24, nr 8–12, s. 16–19.

Mulak J., Polska lewica socjalistyczna 1939–1944, Warszawa 1990.

Łukaszewicz L., Od Grupy Aparatów do Instytutu Maszyn Matematycznych, ,,Informatyka” 1989, nr 8–12, s. 2–4 i 23.

Łukaszewicz L., On the beginning of computer development in Poland, ,,Annals of the History of Computing” 1990, t. XII, s. 103–107.

Łukaszewicz L., O początkach informatyki w Polsce. Od Grupy Aparatów do Instytutu Maszyn Matematycznych. Referat wygłoszony na konferencji ,,Czterdzieści lat informatyki w Polsce, zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Informatyczne w dn. 22 X 1988 r., ,,Nauka Polska” 1989, nr 1.

Łukaszewicz L., Informatyka polska powstała w PAN, ,,Nauka” 2003, nr 3, s. 75–78.

Manifest Wolności, [w:] Z Pola Walki. Cele i drogi podziemnego ruchu robotniczego w Polsce (1939–1942), Londyn 1943, s. 5–6.

The School of Franz Brentano, red. L. Albertazzi, M. Libardi, R. Poli, Dordrecht 1996.

SECT-ID LINK

1Autor dziękuje Markowi Greniewskiemu, Jerzemu Milewskiemu oraz Marcinowi Dankowi i pani H. Gutowskiej za okazaną pomoc.

2Cz. Strzeszewski, Na przełomie czasów, Lublin 1995, s. 21–22.

3Na stronie www.genealogy.math.ndsu.nodak.edu/id.php?id=114616 podawana jest informacja, że promotorem był profesor Tadeusz Kotarbiński. Na zapytanie skierowane do archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego otrzymałem następującą odpowiedź: „W odpowiedzi na Pańskiego e-maila z dnia 21.09.2010 informuję, że według znajdującej się w zbiorach Archiwum UJ księgi promocji doktorskich (sygnatura AUJ SII 523) Henryk Feliks Greniewski, urodzony 11.10.1903 r. w Warszawie, dnia 24.11.1926 r. promowany został na stopień doktora filozofii (filozofia ścisła), a promotorem jego pracy z matematyki pt. „Przyczynek do podstaw logicznych mechaniki” był prof. Stanisław Zaremba. Te same informacje zawarte są w jego teczce doktorskiej (sygnatura AUJ WF II 504), zawierającej protokół z egzaminów (rygorozów) doktorskich. W teczce tej znajduje się również podanie H. Greniewskiego o dopuszczenie go do zdawania egzaminów doktorskich, w którym to informuje, że swoją pracę doktorską pisał pod kierunkiem prof. W. Wilkosza, a jego wcześniejsza publikacja, którą również brano pod uwagę w przewodzie doktorskim, zatytułowana była „Próba dedukcyjnej teorii przyczynowości”. Niestety AUJ nie posiada samej pracy doktorskiej H. Greniewskiego. Z poważaniem mgr Marcin Danek, młodszy dokumentalista AUJ”. Marek Greniewski (syn Henryka) w korespondencji ze mną informuje, że: „1) Potwierdzona została informacja, że H. Greniewski doktoryzował się na UJ – prof. Kotarbiński nie był związany z UJ i nie był promotorem mojego ojca. 2) Promotorstwo pracy firmowali prof. prof. W. Wilkosz i S. Zaremba. Prof. Zaremba zainteresował się logiką matematyczną dopiero pod koniec lat dwudziestych, na co wskazują daty jego publikacji. 3) L. Chwistek habilitował się w drugiej połowie lat dwudziestych, jako doktor nie mógł być formalnie promotorem. Chwistek był jednak inicjatorem prac z zakresu logiki na UJ i to pod jego kierunkiem merytorycznym pisał swoją tezę doktorską mój ojciec. Promotorem był Leon Chwistek. Henryk Greniewski był zaprzyjaźniony z profesorem Tadeuszem Kotarbińskim”.

4Greniewski był w Wilnie od września 1939 roku. Już w grudniu 1939 posługując się fałszywymi dokumentami wystawionymi na nazwisko Wacław Rutkowski przybył do Warszawy. Komitet Główny powierzył mu misję założenia komórek organizacyjnych w Warszawie. Pod koniec zimy 1940 roku został zastępcą Zagórskiego, który stał na czele Komitetu Głównego „Wolności”.

5Zob. Manifest Wolności, [w:] Z Pola Walki. Cele i drogi podziemnego ruchu robotniczego w Polsce (1939–1942), Londyn 1943, s. 5–6

6Na intrygujące pytanie, dlaczego Henryk Greniewski został szefem biura szyfrów, a później po wojnie, co się przecież wiąże, szefem Grupy Aparatów Matematycznych, możemy znajdować odpowiedź w informacji, jaką otrzymałem od Marka Greniewskiego:

„Projekt ENIGMA był w latach 30. nadzorowany przez dr Tadeusza Modelskiego (oficjalnie najpierw jednego ze starostów warszawskich, a następnie wiceprezydenta Warszawy, a w rzeczywistości jednego z szefów polskiego wywiadu, który to wywiad był wówczas częścią Ministerstwa Spraw Wewnętrznych). Tadeusz Modelski był następnie w latach 40. szefem polskiego wywiadu w Wielkiej Brytanii i dlatego w PRL nikt z naszej rodziny nie przyznawał się do znajomości lub związków z nim.
Ponieważ moja matka była spowinowacona z Modelskimi, a Czesława Skąpska – siostra żony Tadeusza – Janiny, była jednocześnie najbliższą przyjaciółką mojej matki, to powodowało utrzymywanie dość ścisłych relacji towarzyskich pomiędzy rodzinami. Konsekwencją, było konsultowanie przez Henryka Greniewskiego prac nad tzw. Bombą Kryptograficzną wchodzącą w skład projektu ENIGMA. To znajomość kryptografii była przyczyną, dla której mój ojciec w czasie II wojny światowej prowadził biuro szyfrów PPS-WRN. W latach 60., w czasie pobytów w Wielkiej Brytanii, kilkukrotnie odwiedzałem dr. Tadeusza Modelskiego w jego londyńskim domu, koło stacji metra Shepherd Bush. To był bardzo interesujący rozmówca i miły człowiek”.

7Marek Greniewski w korespondencji twierdzi, że powołanie Grupy Aparatów Matematycznych w 1948 roku było związane nie z maszyną ENIAC, ale z publikacjami Johna von Neumana i Alana Turinga. „Koncepcję wewnętrznie programowanego komputera opublikował John von Neumann w 1946 roku, a praca ta była dobrze znana zarówno mojemu ojcu, jak prof. Januszowi Groszkowskiemu”.

8Zob. J. Eisler, Polski rok 1968, „Monografie”, t. XXII, Warszawa 2006, s. 273.

9Zob. L. Łukaszewicz, O początkach informatyki w Polsce. Od Grupy Aparatów do Instytutu Maszyn Matematycznych, referat na konferencji „40 lat informatyki w Polsce, październik 1988, „Informatyka” 1989, nr 8–12, s. 2–4.

10Na moje zapytanie w tej sprawie otrzymałem następującą odpowiedź: „Niestety niewiele możemy pomóc. To co ustaliłam: W książce Greniewski, H.: Elementy logiki formalnej, w przedmowie, prof. wyraża słowa podziękowania mgr. inż. Zdzisławowi Pawlakowi. W wydawnictwie z okazji 50 lat IPPT PAN 1952–2002 s. 131, cytuję: «Pierwsza praca doktorska z dziedziny informatyki została obroniona w IPPT PAN w 1957 r. Autorem rozprawy był Zdzisław Pawlak – późniejszy twórca teorii zbiorów przybliżonych». Nie ma informacji, kto był promotorem. Prace doktorskie posiadamy od 1966 r. Więcej danych nie znalazłam. Z poważaniem H. Gutowska”.
Henryk Greniewski wypromował również 6 doktorów nauk ekonomicznych m.in. Jerzego Eysymontta. Eysymontt był działaczem opozycji i doradcą „Solidarności”. Od 1991 roku w dwóch kolejnych rządach był ministrem, kierownikiem Centralnego Urzędu Planowania.

11Zauważmy, że termin „informatyka” jako nazwę dziedziny nauki zaproponował jako pierwszy jeden z twórców pierwszego polskiego komputera XYZ prof. Romuald Marczyński. Odbyło się to w 1968 roku na konferencji w Zakopanem (uzasadniał to istnieniem już nazw „Informatik” w jęz. niemieckim i „informatique” w jęz. francuskim).

12„Polityka” 2003, nr 42, s. 98–99.

13W jego skład wchodzili jeszcze: Jan Brzechwa, prof. Józef Hurwic, Jarosław Iwaszkiewicz (nieobecny przy rozstrzyganiu), Mieczysław Jastrun, prof. Stanisław Skorupka, prof. Włodzimierz Zonn i redaktor Leon Bielski.

14Jury było w niemałym kłopocie. Po długiej dyskusji oświadczono się jednomyślnie za wyrazem „orbitować”, który na ogólnym tle wydawał się jeszcze stosunkowo najbardziej udanym (kopiującym zresztą wyraz angielski). Jest rzeczowo poprawny, brzmi znośnie, zbudowany prawidłowo. Chyba dotąd nie spopularyzował się. W prasowych sprawozdaniach o odnośnym eksperymencie czytamy raczej, że kosmonauta odbywa „spacer”.

15Zob. J. Segal, Lintroduction de la cybernétique en R.D.A. Rencontres avec l’idéologie marxiste, [w:] Science, Technology and Political Change. Proceedings of the XXth International Congress of History of Science, Liège 20–26 July 1997, t. I, Turnhout 1999, s. 67–80; idem, Die Einführung der Kybernetik in der DDR. Begegnung mit der marxistischen Ideologie, www.jerome-segal.de/Publis/Kyb-DDR.htm (dostęp: 16.10.2015).

16Praca Logique et cybernétique de la planification („Cahiers du Séminaire d’Econométrie” 1962, s. 115–164) cytowana była przez André Maisseu, przewodniczącego World Council of Nuclear Workers [w:] The Unquestionable Answer for Sustainable Development: The Use of Nuclear Energy www.globalsecurity.org/wmd/library/report/2005/art137-teheran2005.htm (dostęp: 16.10.2015).

17Por. sprawozdanie z dyskusji w Cybernetyka. Argumenty za i przeciw, red. Ł. Banachowska, Warszawa 1965, s. 114–147.

Bolesław Gutowski

Urodzony 21 IV 1888 w Rzewniu. Studia na UW, pracownik Zakładu Fizjologii, doktorat (1922). Kierownik Katedry Fizjologii Zwierząt Wydziału Weterynaryjnego UW, dziekan Wydziału Weterynaryjnego (1933–1934). Studia zagraniczne na University of Cambridge. Profesor UW (1932). Podczas wojny wykładowca Studium Weterynarii przy Royal (Dick) Veterinary College w Edynburgu (1945). Kierownik Katedry Fizjologii Zwierząt Wydziału Weterynaryjnego SGGW (od 1952).

Fizjolog; badania nad ciałami czynnymi mózgu oraz fizjologią wydzielania żołądka, trzustki i wątroby (wyjaśnił mechanizm działania histaminy na wydzielanie soku żołądkowego). Szeroko zakrojone badania nad fizjologią zwierząt (od 1930), m.in. nad fizjologią trawienia u przeżuwaczy oraz nad gotowością czynnościową odruchów postawnych szyjnych u młodych zwierząt gospodarskich.
Członek TNW, Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych, Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika. Sekretarz Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Biologicznego.
Zmarł 27 VIII 1966 w Warszawie.

Nowy sposób otrzymywania ciał czynnych z poszczególnych narządów, „Polska Gazeta Lekarska” 1923, nr 26; Stosunek ciała czynnego zwojów gwiaździstych (ganglion stellatum) do adrenaliny, Warszawa 1923; Studjum doświadczalne nad ciałami czynnemi mózgu, Warszawa 1926; Fizjologia zwierząt domowych, Warszawa 1934.

E. Domański, Pamięci prof. dr. Bolesława Gutowskiego, „Acta Physiologica Polonica” 1968, 19 (5).

JANUSZ GILL

BOLESŁAW GUTOWSKI*

1888–1966

 

Bolesław Gutowski urodził się 21 kwietnia 1888 roku w Rzewniu, w ziemi łomżyńskiej. Maturę otrzymał w 1915 roku jako ekstern w gimnazjum filologicznym w Lublinie. Studiował na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego i w 1922 roku zyskał stopień doktora medycyny. Już jako student związał się z Zakładem Fizjologii Uniwersytetu Warszawskiego, kierowanym wówczas przez prof. Franciszka Czubalskiego. Również jako student opublikował swoją pierwszą pracę naukową. Po uzyskaniu dyplomu nie wszedł na drogę praktyki lekarskiej, lecz został asystentem przy prof. Czubalskim, aby studiować zagadkę mechanizmów kierujących przebiegiem procesów życiowych i na tej drodze zbliżyć się do Prawdy.

Już w roku akademickim 1923/1924 zaczął prowadzić na Uniwersytecie Warszawskim repetytoria z fizjologii układu nerwowego, w roku 1924/1925 wykładał zastępczo niektóre działy z fizjologii człowieka i odtąd już stale prowadził ze słuchaczami medycyny ćwiczenia z fizjologii.

W celu pełniejszego przygotowania się do pracy badawczej, w roku akademickim ciągu 1924/1925 Bolesław Gutowski uczęszczał do pracowni fizjologicznej prof. Kazimierza Białaszewicza, zaznajamiając się z biochemicznymi metodami badań, a w roku następnym – do pracowni fizyko-chemicznej prof. Wojciecha Świętosławskiego. W tym też okresie sprawował czynności sekretarza Oddziału Warszawskiego Polskiego Towarzystwa Biologicznego.

W sierpniu 1926 roku był uczestnikiem Międzynarodowego Kongresu Fizjologów w Sztokholmie, wygłaszając tam dwa komunikaty.

Na początku 1927 roku Gutowski otrzymał veniam legendi z fizjologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz roczne stypendium Rockefellera na studia za granicą. Pozwoliło mu to pracować w Wielkiej Brytanii pod kierunkiem dwu wielkich ówczesnych fizjologów: prof. Charlesa Lowatta Ewansa w Londynie i prof. Josepha Barckrofta w Cambridge. Ostatni miesiąc pobytu za granicą poświęcił na zwiedzenie zakładów fizjologii w Belgii, Francji, Niemczech i Danii.

Z chwilą kreowania katedry fizjologii zwierząt na Wydziale Weterynaryjnym UW w 1930 roku docent Gutowski został mianowany zastępcą profesora i powołany na pierwszego kierownika tej nowej placówki, którą musiał organizować od podstaw. W dwa lata później (1932) został mianowany profesorem nadzwyczajnym fizjologii. W latach 1933–1934 pełnił funkcję dziekana Wydziału Weterynaryjnego.

W 1935 roku prof. Gutowski był uczestnikiem Międzynarodowego Kongresu Fizjologów w Leningradzie i Moskwie, a w 1938 – Kongresu Fizjologów w Zurychu.

Z chwilą wybuchu II wojny światowej Gutowski został zmobilizowany, odbył kampanię wrześniową, dostał się do niewoli, po czym został przewieziony do tzw. obozu ozdrowieńców w ZSRR. Tam w 1942 roku wstąpił do tworzącej się Armii Polskiej i z Armią tą, w jej służbie zdrowia, przeszedł na Środkowy Wschód. Po prawie trzech latach służby wojskowej, w 1945 roku został odkomenderowany do Edynburga i zaangażowany do prowadzenia wykładów z fizjologii zwierząt domowych na zorganizowanym dla uchodźców polskich Studium Weterynarii przy Royal (Dick) Veterinary College w Edynburgu. Tam też przez okres jednej kadencji był dziekanem tego studium.

W roku akademickim 1946/1947 Gutowski otrzymał urlop od polskiego Ministerstwa Oświaty. Do kraju powrócił w czerwcu 1947 roku i niezwłocznie przystąpił do rekonstrukcji kompletnie zniszczonego swego miejsca pracy na Uniwersytecie Warszawskim, mieszkając w maleńkim pokoiku przy zakładzie wśród skrzyń z aparatami przywiezionymi ze Szkocji.

Kiedy w lutym 1952 roku Wydział Weterynaryjny przeniesiono z Uniwersytetu Warszawskiego do Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, prof. Gutowski został kierownikiem Katedry Fizjologii Zwierząt SGGW, złożonej odtąd z dwóch zakładów mieszczących się przy ulicy Grochowskiej i przy ulicy Rakowieckiej.

W dniu 1 października 1960 roku prof. Gutowski przeszedł na emeryturę. Nie przerywał jednak pracy naukowej – doświadczalnej i piśmienniczej. We wrześniu 1963 roku Wydział Weterynaryjny SGGW uczcił uroczyście jubileusz 75-lecia i 40-lecia pracy naukowej profesora.

Dzieło Bolesława Gutowskiego jest duże i dotyczy zarówno bogatej spuścizny piśmienniczej, jak i wielu uczniów, kontynuatorów pracy, piastujących już dziś odpowiedzialne stanowiska w życiu naukowym.

Pierwszą swoją pracę ogłosił Gutowski jako student III roku medycyny w 1918 roku w „Polskiej Gazecie Lekarskiej”. Następne były wynikami doświadczeń wykonanych w Zakładzie Fizjologii UW. Dwie pierwsze prace: Nowy sposób otrzymywania ciał czynnych z poszczególnych narządówStosunek ciała czynnego zwojów gwiaździstych (ganglion stellatum) do adrenaliny, ogłoszone w 1923 roku, przedstawiały szczególną wartość. Za pomocą nowej metody (biodializy) udało się autorowi znaleźć w zwoju gwiaździstym adrenalinę, niezależnie od innych ciał obniżających ciśnienie tętnicze krwi. Ogłoszona w trzy lata później praca habilitacyjna Studium doświadczalne nad ciałami czynnymi mózgu wykazała obecność w mózgu substancji podwyższających ciśnienie krwi i była początkiem doświadczalnych badań nad ciałami czynnymi mózgu. W chwili obecnej badania tego typu są prowadzone na świecie na wielka skalę.

Poza pracami nad neurohormonami Gutowski rozwijał równocześnie drugi kierunek badawczy, mianowicie fizjologię wydzielania żołądka, trzustki i wątroby. Do tej grupy należy praca o wydzielaniu soku żołądkowego pod wpływem histaminy wprowadzanej bezpośrednio do krwioobiegu. W pracy tej autor stwierdził, że hormon ten działa tak samo jak po podaniu podskórnym, lecz musi być wprowadzany bardzo wolno, w postaci infuzji ciągłej. Był to nowy fakt w nauce, który wyjaśnił mechanizm działania histaminy przy podawaniu podskórnym i dożylnym. Ośmioletni okres pracy Gutowskiego w Zakładzie Fizjologii UW został zamknięty liczbą 13 prac opublikowanych w kraju i za granicą.

Po otrzymaniu kierownictwa Katedry Fizjologii Zwierząt Wydziału Weterynaryjnego w 1930 roku, Gutowski poświęcił się całkowicie fizjologii zwierząt. Rozpoczęcie pracy w nowej placówce nie było łatwe, gdyż przy organizacji jej od podstaw dużą rolę odgrywała strona dydaktyczna, którą należało poprowadzić zgodnie z charakterystycznymi potrzebami Wydziału. Tymczasem nie było wówczas polskiego podręcznika fizjologii zwierząt. Profesor zbierał materiały niezbędne do dydaktyki ze wszystkich dostępnych źródeł. Zostało to wkrótce uwieńczone wydaniem skryptu Fizjologia zwierząt domowych (1934), pierwszego podręcznika fizjologii zwierząt w języku polskim. Stanowił on potem podstawę do studiów dla wielu roczników studentów studiujących weterynarię. W ciągu niecałych dziewięciu lat, do wybuchu II wojny światowej, Gutowski ogłosił pięć prac samodzielnych i tyleż opublikowali jego asystenci. W swoich doświadczeniach profesor stosował po raz pierwszy w kraju trwałe przetoki przewodu pokarmowego kur i badał u nich wydzielanie soku żołądkowego. Oznaczał także hormony płciowe w moczu klaczy ciężarnych i zajmował się wpływem tych hormonów na składniki mineralne kości.

Powtórna organizacja zakładu po II wojnie pochłonęła profesorowi dużo czasu i energii. Przewidywał, iż szybki rozwój nauki w kraju będzie potrzebował ludzi odpowiednio przygotowanych. Dlatego też od razu zaczął gromadzić wokół siebie młodych ludzi i poświęcać dużo czasu na kształcenie nowych pracowników nauki. Umiał stwarzać atmosferę naukową w katedrze, więc szybko zapełniały się jej pomieszczenia asystentami i aspirantami.

Zajęcia te spowodowały dłuższą przerwę w jego własnej pracy doświadczalnej. Dopiero od 1957 roku zaczęły pojawiać się dalsze prace naukowe profesora, wykonywane przeważnie wraz z uczniami. Dotyczyły one teraz dwóch kierunków, mianowicie: 1) fizjologii trawienia u przeżuwaczy, a dokładniej – przemian azotowych i węglowodanowych u bydła żywionego dawkami, w których część białka została zastąpiona mocznikiem lub biuterem, oraz 2) badań nad gotowością czynnościową odruchów postawnych szyjnych u młodych zwierząt gospodarskich. Oprócz tego ukazały się prace z zakresu badań nad aminokwasami surowicy oraz krwinkami i hemoglobiną u prosiąt w okresie achlorhydrii wzrostowej, badań nad treścią jelita ślepego koni, nad oddychaniem u ptaków. Stosunkowo krótki okres działalności naukowej po wojnie zamyka się pokaźną liczbą 18 prac, opublikowanych głownie w „Acta Physiologica Polonica”.

Profesor Gutowski był człowiekiem bardzo wymagającym dla siebie. Nie tolerował też koło siebie niedokładności lub niesumienności, a swoim uczniom wpajał potrzebę poważnego traktowania nauki i całkowitego oddania się jej. Nie hamował jednak przy tym nowych myśli, idei ani zapędów badawczych swych asystentów. Dzięki temu, obok badania kilku działów fizjologii zwierząt użytkowych, rozwinęły się w katedrze wcześniej niż gdziekolwiek na świecie nowe kierunki fizjologii porównawczej dużych ssaków. Dzięki przygotowanym pracownikom z inicjatywy profesora powstały od 1958 roku dwie nowe placówki poświęcone tej tematyce, a mianowicie: Pracownia Fizjologii Zwierząt Łownych PAN w Popielnie i Laboratorium Fizjologiczne Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie. Prace wykonane w tych placówkach były wysoko oceniane na wielu międzynarodowych kongresach i są cytowane w światowym piśmiennictwie.

Z chwilą przejścia na emeryturę Gutowski mógł więcej czasu poświęcić na wykańczanie obszernego, pierwszego w Polsce podręcznika fizjologii zwierząt. Pierwszy tom tego dzieła ukazał się w 1965 roku. Przygotowanie materiału do drugiego tomu przerwała śmierć. Przez cały ten czas profesor nie przerywał pracy doświadczalnej, o czym świadczy sześć publikacji, które ukazały się w latach 1960–1966.

Ogólny dorobek prof. Bolesława Gutowskiego obejmuje 38 prac doświadczalnych, 6 referatowych, pierwszy tom podręcznika akademickiego i film o odruchach, wyświetlany podczas II Zjazdu Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych w 1962 roku. Uczniowie profesora ogłosili 48 prac wykonanych pod jego kierownictwem; był on promotorem 12 doktoratów i opiekunem dwóch przewodów habilitacyjnych. Obecnie pięciu powojennych uczniów profesora osiągnęło stopnie samodzielnych pracowników naukowych.

Profesor Gutowski był członkiem Polskiego Towarzystwa Nauk Weterynaryjnych, Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego, Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika, członkiem korespondentem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego i Polskiej Akademii Umiejętności. Za zasługi położone na polu nauki i dydaktyki został w roku 1959 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Profesor Bolesław Gutowski zmarł 27 sierpnia 1966 roku w Warszawie. Jego śmierć była wielką stratą dla polskiej fizjologii i nauk pokrewnych.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Zeszyty Naukowe Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, Seria historyczna” 1967, z. 4, s. 129–137.

Wiktor Hahn

Urodzony 9 IX 1871 w Wiedniu. Studia na Uniwersytecie we Lwowie; nauczyciel gimnazjalny; doktorat (1895), dalsze studiach w Berlinie i Wiedniu (1901–1902), habilitacja (1907), docent, profesor na uniwersytecie we Lwowie (1917), profesor Uniwersytetu Lubelskiego (1921, od 1928 pod nazwą KUL). Po 1945 związany z UW, profesor (1955).

Bibliograf, historyk literatury, edytor; jeden z najwybitniejszych bibliografów polskich, pionier bibliografii specjalnej; badacz i edytor dzieł Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego; prace o literaturze i teatrze XVI-XIX w.
Wiceprezes Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. Redaktor „Pamiętnika Literackiego” (1912–1921).
Zmarł 2 XI 1959 w Warszawie.

Bibliografia filologii klasycznej i literatury humanistycznej w Polsce, Lwów 1896–1914; O tzw. bluszczowatości Słowackiego, Lwów 1910; Juliusz Słowacki w poezji polskiej, Lwów 1910; Bibliografia o Stanisławie Staszicu, Lublin 1928; Bibliographia Vergiliana Polonorum, Lwów 1931; Bibliografia Horacego w Polsce, Lublin 1936; Shakespeare w Polsce, Wrocław 1958; Bibliografia bibliografij polskich 1921.

W. Suchodolski, Wiktor Hahn, [w:] PSB, t. IX, Wrocław 1960–1961; Biogramy uczonych polskich, cz. 1: Nauki społeczne, z. 1: A-J, Wrocław 1983.

ZDZISŁAW LIBERA

WIKTOR HAHN*

1871–1959

 

2 listopada 1959 zmarł w Warszawie prof. dr Wiktor Hahn, wybitny historyk literatury polskiej, bibliograf i edytor, znawca filologii klasycznej, zasłużony pedagog.

Urodzony 9 września 1871 w Wiedniu, należał do przedstawicieli najstarszego pokolenia polonistów, których początki działalności naukowej i pedagogicznej sięgały jeszcze XIX wieku. Po ukończeniu studiów na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Lwowskiego, gdzie słuchał wykładów m.in. Romana Piłata, Ludwika Ćwiklińskiego i Leona Sternbacha, Wiktor Hahn został profesorem gimnazjalnym. W roku 1895 uzyskał stopień doktora filozofii, a po dodatkowych studiach w Berlinie i Wiedniu (w latach 1901–1902) habilitował się w roku 1907, uzyskując stopień docenta historii literatury polskiej (w roku 1918 rozszerzył docenturę na bibliografię i bibliotekoznawstwo). W roku 1917 Wiktor Hahn został mianowany profesorem nadzwyczajnym historii literatury polskiej na Uniwersytecie Lwowskim, a w 1921 roku profesorem zwyczajnym w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie wykładał bez przerwy do wybuchu II wojny światowej. Po wojnie zamieszkał w Warszawie, gdzie poświęcił się pracy naukowej, zostając w roku 1955 profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego.

Olbrzymi dorobek naukowy Wiktora Hahna, liczący ponad 400 pozycji, obejmuje trzy dziedziny nauki o literaturze: prace historycznoliterackie z zakresu filologii polskiej i klasycznej, prace bibliograficzne i prace edytorskie.

Jako historyk literatury polskiej Wiktor Hahn interesował się całością dziejów literatury ojczystej. Spod jego pióra wyszły zarówno prace o literaturze wieku XVI (np. o dramacie XVI wieku i o Szymonowicu), jak i rozprawy na temat baroku i oświecenia oraz – najliczniejsze – literatury wieku XIX, przede wszystkim romantyzmu. Na zawsze jednak imię Wiktora Hahna zostanie związane z badaniem życia i twórczości Juliusza Słowackiego, którego dziełu poświęcił uczony najwięcej serca i wysiłku.

Pierwsze krytyczne wydanie zbiorowe dzieł Słowackiego (1909), którego Hahn był współredaktorem, stanowiło niezwykłe osiągnięcie w dziedzinie edytorstwa naukowego. Przyniosło ono całą spuściznę literacką twórcy Króla-Ducha, opierało się przy tym na pierwodrukach ogłoszonych za życia Słowackiego oraz na autografach, uwzględniając inne wydania w takim tylko razie, jeżeli autografów nie można było odnaleźć lub wydostać.

Innym wielkim osiągnięciem prof. Hahna było sporządzenie obszernej i niezastąpionej niczym bibliografii Juliusza Słowackiego, wydanej przy Dziełach wszystkich pod redakcją Juliusza Kleinera. Jest to owoc wieloletniej pracy i wyraz gorącego umiłowania wielkiego poety, którym Wiktor Hahn zajmował się od lat kilkudziesięciu. Bibliografię tę doprowadził Hahn do końca, a jak informują jego najbliżsi, jeszcze w dzień przed śmiercią interesował się losem swego ogromnego dzieła. Jako autor całego mnóstwa studiów i rozpraw szczegółowych, analitycznych, o Słowackim i jego utworach przyczynił się nie tylko do spopularyzowania wiedzy o poecie, ale stał się jednym z pierwszych historyków literatury, którzy stworzyli syntetyczny portret twórcy Balladyny. Na szczególną uwagę zasługuje jego polemika ze stanowiskiem Stanisława Tarnowskiego, gdy ów wysunął znaną tezę o bluszczowatości Słowackiego. W rozprawie O tzw. bluszczowatości Słowackiego Wiktor Hahn pisał:

„Określenie Tarnowskiego jest jedną z największych niesprawiedliwości, jakiej dokonano wobec ducha wielkiego poety. Sąd ten wymaga gruntownej rewizji”1.

W rozprawie tej znajdujemy głębokie przekonywające rozważania na temat wpływów i zależności w literaturze, przedstawione na szerokim tle porównawczym, a wykazujące krzywdzącą jednostronność sądu Tarnowskiego.

Spośród wielu prac o charakterze analitycznym wyróżnia się rozprawa o Samuelu Zborowskim. W gruntownej analizie dzieła Hahn przedstawił genezę koncepcji Zborowskiego, omówił charakter dramatu, jego poszczególne części, wykazał związek z Genezis z Ducha, wypowiadając przy tym wiele trafnych uwag na temat strony artystycznej utworu.

Warto uświadomić sobie jeszcze, że autor rozpraw filologicznych, zadziwiających wszechstronną erudycją, o charakterze naukowym, był równocześnie twórcą rzeczy zgoła osobliwej i niezwykłej: ogłosił bowiem w roku 1909, w setną rocznicę urodzin poety, książeczkę popularną o Słowackim przeznaczoną dla dzieci, ożywioną ciepłem serdecznego uczucia i przemawiającą do wyobraźni młodocianego czytelnika.

Osobną niejako dziedziną zainteresowań naukowych prof. Hahna były dzieje kultu Słowackiego. Jako autor antologii Juliusz Słowacki w poezji polskiej pokazał historię recepcji wielkiego romantyka, tak jak się ona kształtowała pod piórem poetów w ciągu minionego stulecia.

Poza Słowackim, który do końca życia uczonego stał w centrum jego zainteresowań, drugą postacią naszej literatury, która przykuwała uwagę Hahna, był Józef Ignacy Kraszewski. W licznych studiach o powieściach Kraszewskiego wykazał badacz niespotykaną znajomość jego dzieł, wymagającą wszechstronnej kultury literackiej i wiedzy historycznej. Należy dodać, że Wiktor Hahn stworzył również zarys twórczości Kraszewskiego, ukryty w przedmowie do wydanej w serii „Biblioteki Narodowej” powieści Morituri, charakteryzujący znakomitego pisarza jako budziciela życia duchowego, reformatora powieści polskiej i olbrzyma pracy2.

Jako bibliograf pozostawił po sobie Hahn, oprócz wymienionej już bibliografii Juliusza Słowackiego, szereg innych prac, wysoko cenionych przez znawców. Przypomnijmy niektóre z nich: Bibliografia filologii klasycznej i literatury humanistycznej w Polsce (Lwów 1896–1914), Bibliografia o Stanisławie Staszicu (Lublin 1928), Bibliographia Vergiliana Polonorum (Lwów 1931), Bibliografia Horacego w Polsce (Lublin 1936), Shakespeare w Polsce (Wrocław 1958), a wreszcie najważniejsze dzieło z tej dziedziny: Bibliografia bibliografij polskich, którego pierwsze wydanie ukazało się w roku 1921, a drugie, rozszerzone i uzupełnione, w roku 1956. Pisał o nim przed kilku laty Piotr Grzegorczyk: „gdyby istniała nagroda Akademii Nauk za dzieło najpożyteczniejsze, wszystkim niezbędne – to nagrodę taką powinien by uzyskać autor tej książki, czcigodny nestor naszej bibliografii i historii literatury, Wiktor Hahn