PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945 (L–R)

Spis treści

Wyszukaj


Szukaj w tej publikacji
Szukaj we wszystkich publikacjach

Szukaj
Znaleziono 0 wynik(ów)
PORTRETY UCZONYCH Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945 L–R

Zespół Rektorski ds. Wydawnictw Jubileuszowych

 

dr hab. Waldemar Baraniewski
Wydział Historyczny UW/
Wydział Zarządzania Kulturą Wizualną ASP

 

prof. dr hab. Tomasz Kizwalter
Wydział Historyczny UW

 

dr hab. Piotr M. Majewski
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Piotr Salwa
Wydział „Artes Liberales” UW

 

prof. dr hab. Henryk Samsonowicz
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Wojciech Tygielski – przewodniczący
Wydział Historyczny UW

 

prof. dr hab. Marek Wąsowicz
Wydział Prawa i Administracji UW

 

prof. dr hab. Andrzej Kajetan Wróblewski
Wydział Fizyki UW

Szanowni Państwo!
Drodzy Czytelnicy!

W 2016 roku będziemy obchodzić jubileusz dwóchsetlecia Uniwersytetu Warszawskiego. Nasz Uniwersytet nie jest jedynie wyższą szkolą, nie jest tylko pracownią uczonych – to środowisko, którego działania w ciągu dwóch wieków polskiej historii stanowiły istotny wkład do wiedzy, kultury, myśli ludzkiej.

Z okazji jubileuszu powstaje seria wydawnicza Monumenta Universitatis Varsoviensis, w której opisujemy dzieje i dorobek naszej Uczelni oraz przypominamy sylwetki jej najwybitniejszych profesorów.

W syntetycznej formie przedstawiamy również losy oraz architekturę budynków Uniwersytetu, a także zbiory i kolekcje, które są w naszym posiadaniu oraz nad którymi przyszło nam sprawować pieczę. Nie zabraknie też dokumentów ilustrujących różne sfery społecznego oddziaływania Uczelni, a także świadectw życia codziennego naszej społeczności.

Kolejne tomy ukazywać się będą sukcesywnie, od roku 2016. Mamy nadzieję, że spotkają się z Państwa życzliwym przyjęciem i wzbudzą zainteresowanie.

Gaudeamus igitur!

 

Katarzyna Chałasińska-Macukow
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego w latach 2005–2012

Marcin Pałys
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego

 

Warszawa, 19 listopada 2012 r.

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

 

Dzieje Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

 

Nauki humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim

 

Nauki ścisłe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1816–1915

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(A–Ł)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego 1915–1945

(M–Ż)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(A–K)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(L–R)

 

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945

(S–Ż)

 

Poczet Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego

 

Gmachy Uniwersytetu Warszawskiego

 

Uniwersytet Warszawski i fotografia 1839–1921
Ludzie, miejsca, wydarzenia

 

Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie 1817–2017
Miscellanea

PORTRETY UCZONYCH
Profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego po 1945
L–R

 

Monumenta Universitatis Varsoviensis 1816–2016

WARSZAWA 2016

Spis treści

 

  1. OD ZESPOŁU REKTORSKIEGO
  2. PRZEDMOWA
     
  3. MANFRED LACHS 1914–1993 (ZDZISŁAW GALICKI)
  4. Wybitny prawnik świata
  5. WIKTOR LAMPE 1875–1962 (HALINA LICHOCKA)
  6. OSKAR RYSZARD LANGE 1904–1965 (WŁODZIMIERZ SIWIŃSKI)
  7. Uczony i polityk
  8. Działalność akademicka
  9. Okres do 1945 roku
  10. Lata 1945–1965
  11. Działalność polityczna
  12. JAN LEGOWICZ 1909–1992 (DOBROCHNA DEMBIŃSKA-SIURY)
  13. STANISŁAW LESZCZYCKI 1907–1996 (ANDRZEJ LISOWSKI)
  14. BOGUSŁAW LEŚNODORSKI 1914–1985 (HUBERT IZDEBSKI, MAREK WĄSOWICZ)
  15. HALINA LEWICKA 1906–1983 (TERESA JAROSZEWSKA)
  16. ZDZISŁAW LIBERA 1913–1998 (SANTE GRACIOTTI)
  17. EDWARD LIPIŃSKI 1888–1986 (ADAM BOSIACKI, JACEK KUROŃ)
  18. Socjalizm – utopia i rzeczywistość
  19. Wspomnienie o Profesorze Lipińskim
  20. ZOFIA LISSA 1908–1980 (ZBIGNIEW SKOWRON)
  21. STANISŁAW LORENTZ 1899–1991 (KRZYSZTOF ZAŁĘSKI)
  22. Przemówienia wygłoszone podczas uroczystego wieczoru poświęconego pamięci Profesora Stanisława Lorentza
  23. ANTONI ŁASZKIEWICZ 1904–1980 (JAN PARAFINIUK, ZBIGNIEW J. WÓJCIK)
  24. MICHAŁ ŁUNC 1908–1974 (ROMAN DUDA)
  25. KAZIMIERZ MAJEWSKI 1903–1981 (LUDWIKA PRESS, JERZY KOLENDO)
  26. MARIAN MAŁOWIST 1909–1988 (HENRYK SAMSONOWICZ)
  27. JERZY MANTEUFFEL 1900–1954 (ANNA ŚWIDERKÓWNA)
  28. TADEUSZ MANTEUFFEL 1902–1970 (STANISŁAW TRAWKOWSKI)
  29. MARIA RENATA MAYENOWA 1908–1988 (TERESA DOBRZYŃSKA)
  30. STANISŁAW MAZUR 1905–1981 (ROMAN DUDA)
  31. ANTONI MĄCZAK 1928–2003 (WOJCIECH TYGIELSKI)
  32. WŁADYSŁAW HENRYK MENALOWSKI 1888–1974 (STANISŁAW ZWOLSKI)
  33. KAZIMIERZ MICHAŁOWSKI 1901–1981 (ZOFIA SZTETYŁŁO)
  34. ADAM JERZY MIŁOBĘDZKI 1924–2003 (MARTA LEŚNIAKOWSKA)
  35. WŁODZIMIERZ JAN MISSIURO 1892–1967 (MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA)
  36. STEFAN MORAWSKI 1921–2004 (PIOTR JAN PRZYBYSZ)
  37. Dzieciństwo i młodość: 1921–1939
  38. Czas wojny: 1939–1945
  39. Okres powojenny
  40. Lata 1945–1956
    Od magistra do samodzielnego pracownika naukowego
  41. Lata 1956–1968
    Tworzenie zrębów teorii estetyki i filozofii sztuki
  42. Po 1968 roku
    Od awangardy do sztuki postmodernistycznej
  43. ANDRZEJ MOSTOWSKI 1913–1975 (ROMAN DUDA)
  44. ROMAN BOGDAN NAWROCZYŃSKI 1882–1974 (TADEUSZ PILCH)
  45. WŁODZIMIERZ NIEMIERKO 1897–1986 (HALINA LICHOCKA)
  46. WITOLD NOWACKI 1911–1986 (ROMAN DUDA)
  47. STEFAN NOWAK 1925–1989 (IRENEUSZ KRZEMIŃSKI)
  48. Uczony i obywatel. Socjologia ponad ideologią
  49. Odwaga myślenia i nauka zaangażowana
  50. Socjalizm Stefana Nowaka i liberalizm naukowy
  51. Religia
  52. Nauka i wartości
  53. STEFAN NOWAKOWSKI 1912–1989 (JAN SZCZEPAŃSKI)
  54. Jubileusz uczonego
  55. Wspomnienie
  56. ANTONINA OBRĘBSKA-JABŁOŃSKA 1901–1994 (ELŻBIETA SMUŁKOWA)
  57. ADAM OPALSKI 1897–1963 (KAROLINA GRZĄDZIEL)
  58. MARIA OSSOWSKA 1896–1974 (EWA NOWICKA-RUSEK, KLEMENS SZANIAWSKI)
  59. Relatywizm kulturowy
  60. Perspektywa obserwacyjna
  61. Badanie obcych kultur jako źródło wiedzy o człowieku
  62. Badania kultury własnej z perspektywy zewnętrznego obserwatora
  63. Obcość kulturowa a pojęcie moralności
  64. Portret Marii Ossowskiej
  65. STANISŁAW OSSOWSKI 1897–1963 (EDMUND MOKRZYCKI, JAN STRZELECKI)
  66. Mój nauczyciel
  67. EDWARD PASSENDORFER 1894–1984 (MICHAŁ SZULCZEWSKI)
  68. HENRYK PASZKIEWICZ 1897–1979 (HIERONIM GRALA)
  69. Mediewista kompletny
  70. JANUSZ PELC 1930–2005 (ELŻBIETA MARIA KAUER-BUGAJNA)
  71. KAZIMIERZ PETRUSEWICZ 1906–1982 (TOMASZ MAJEWSKI)
  72. ARKADIUSZ PIEKARA 1904–1989 (JÓZEF HURWIC)
  73. STANISŁAW PIETKIEWICZ 1894–1986 (ZBIGNIEW J. WÓJCIK)
  74. ROMAN PIOTROWSKI 1898–1963 (ANDRZEJ BIELECKI)
  75. STEFAN PIOTROWSKI 1910–1985 (KAZIMIERZ STĘPIEŃ)
  76. TADEUSZ PŁUŻAŃSKI 1920–2002 (ANDRZEJ KOŁAKOWSKI)
  77. JERZY PNIEWSKI 1913–1989 (JANUSZ ZAKRZEWSKI)
  78. Odejście
  79. Kilka słów o Jego życiu
  80. Nasza współpraca
  81. ADAM PODGÓRECKI 1925–1998 (ANDRZEJ KOJDER)
  82. WITOLD POGORZELSKI 1895–1963 (ROMAN DUDA)
  83. ZDZISŁAW RAABE 1909–1972 (TOMASZ MAJEWSKI)
  84. RUDOLF RANOSZEK 1894–1986 (PIOTR TARACHA)
  85. HELENA RASIOWA 1917–1994 (ANDRZEJ JANKOWSKI, EWA ORŁOWSKA, ANDRZEJ SKOWRON)
  86. STEFAN ZBIGNIEW RÓŻYCKI 1906–1988 (LESZEK LINDNER)
  87. Życiorys naukowy
  88. Badacz i uczony
  89. Organizator życia naukowego
  90. Warszawianin
  91. WOJCIECH RUBINOWICZ 1889–1974 (JÓZEF HURWIC)
     
  92. AUTORZY ESEJÓW
  93. SPIS ILUSTRACJI
  94. INDEKS NAZWISK

Od Zespołu Rektorskiego

Seria „Monumenta Universitatis Varsoviensis” obejmuje między innymi trzy tomy esejów biograficznych o wybitnych uczonych – profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, którzy wyróżnili się osiągnięciami badawczymi oraz odegrali znaczącą rolę w życiu uczelni. Jest to zbiór tekstów o ludziach wyjątkowych, których działalność naukowa, praca dydaktyczna i organizacyjna pozostały w pamięci szeroko pojmowanego środowiska naukowego.

Przy wyborze uczonych do tomów biograficznych brano pod uwagę różne kryteria, w tym: znaczący wkład w naukę, członkostwo w prestiżowych organizacjach polskich i międzynarodowych, obecność biogramów w encyklopediach oraz wcześniejsze publikacje poświęcone życiu i działalności tych osób.

Ostateczna lista nazwisk jest wynikiem długich i szczegółowych dyskusji członków Zespołu Rektorskiego ds. Wydawnictw Jubileuszowych, z udziałem wielu osób spoza tego grona oraz przy uwzględnieniu wniosków wpływających ze wszystkich wydziałów Uniwersytetu Warszawskiego (także tych, których już nie ma w obecnej strukturze uczelni). Lista obejmuje postacie z całego okresu istnienia Uniwersytetu Warszawskiego, od momentu jego powstania w 1816 roku. Ograniczona jest do osób nieżyjących i zapewne będzie w przyszłości uzupełniana.

Naszym zamierzeniem nie było stworzenie zbioru zwięzłych biogramów typu słownikowego. Chodziło o teksty eseistyczne, pisane często przez bliskich współpracowników danego uczonego, przybliżające czytelnikom jego osobowość, wkład w życie uczelni oraz najważniejsze dokonania intelektualno-naukowe. Przy każdym eseju zamieszczono także standardowy biogram encyklopedyczny.

W związku z tym, że już wcześniej w różnych wydawnictwach publikowano teksty o znakomitych profesorach Uniwersytetu Warszawskiego, a ich autorami nierzadko byli ludzie równie wybitni (jak w przypadku eseju Witolda Doroszewskiego o Janie Baudouinie de Courtenay, Aleksandra Gieysztora – o Marcelim Handelsmanie czy Jerzego Pniewskiego – o Stefanie Pieńkowskim), niektóre z tych tekstów postanowiliśmy przedrukować. Pozostałe szkice przygotowali autorzy wybrani przez nasz Zespół.

Kolejne tomy Portretów uczonych obejmują XIX wiek, okres międzywojenny oraz czasy po II wojnie światowej. W obrębie poszczególnych tomów nazwiska następują w porządku alfabetycznym, nie chronologicznym.

W osobnym tomie znalazły się sylwetki wszystkich rektorów naszej uczelni. Osiągnięcia naukowe wielu innych znaczących postaci zostały omówione również na kartach pozostałych publikacji serii „Monumenta Universitatis Varsoviensis” poświęconych historii Uniwersytetu Warszawskiego oraz dziejom poszczególnych dyscyplin naukowych.

 

Zespół Rektorski
ds. Wydawnictw Jubileuszowych

Przedmowa

Trzeci tom Portretów Uczonych, Profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, podzielony na trzy woluminy, poświęcony jest wybitnym postaciom, których najbardziej znacząca działalność naukowa i dydaktyczna przypadła na lata powojenne.

Mowa będzie zatem o osobach, które po zniszczeniach wojennych stopniowo, ale konsekwentnie, odtwarzały Uniwersytet i które przyczyniły się do budowania jego społecznej pozycji oraz naukowej rangi, a w niektórych dziedzinach – nawet świetności, zarówno w okresie Polski Ludowej, jak i po roku 1989. W grupie tej znalazło się 185 przedstawicieli wszystkich dyscyplin, które w okresie powojennym były reprezentowane na Uniwersytecie, choćby tylko przez pewien czas; były to nauki humanistyczne, społeczne, ścisłe, przyrodnicze, ale także medyczne i weterynaryjne.

Przedstawiane tu grono cechuje duże zróżnicowanie. Cezura II wojny światowej, choć oczywista w dziejach narodu i społeczeństwa, nie zawsze okazywała się jednoznaczna i rozstrzygająca w przypadku chronologii losów jednostkowych. Niektórzy bohaterowie prezentowanych tu esejów urodzili się jeszcze w XIX wieku, zdobyli wyższe wykształcenie w czasie lub tuż po I wojnie światowej, rozpoczynali i kontynuowali zawodowe kariery w latach II Rzeczypospolitej, by już po II wojnie odgrywać rolę środowiskowych autorytetów. Niektórzy decydowali się na emigrację – zrywając więzi z Uniwersytetem, ale zarazem odnosząc niekwestionowane naukowe sukcesy i utrzymując kontakty z krajem; byli jednak i tacy, którzy właśnie wtedy, po wojnie, z zagranicy do kraju przyjechali. Skomplikowanie ludzkich losów spowodowało, że decyzja o przypisaniu konkretnej postaci do tomu II lub III musiała mieć charakter arbitralny. Najliczniej na kartach naszego tomu są reprezentowani uczeni, którzy urodzili się pomiędzy wielkimi wojnami, zostali ukształtowani w dwudziestoleciu i z takim zapleczem moralnym oraz intelektualnym funkcjonowali w powojennej rzeczywistości. Pojawiają się tu także osoby, których całe świadome życie, łącznie z intelektualną formacją, upłynęło w czasach PRL-u oraz w okresie po odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności.

Podobnie jak w poprzednich tomach, przy wyborze portretowanych kierowaliśmy się wskazaniami uniwersyteckiej społeczności oraz propozycjami, które otrzymaliśmy od władz poszczególnych wydziałów. Trzeba jednak podkreślić, że w stosunku do poprzednich tomów znacznie więcej kłopotów sprawiło nam ustalenie listy osób, których biogramy ostatecznie postanowiliśmy opublikować, gdyż w przypadku okresu powojennego, a tym bardziej ostatnich dziesięcioleci, odczuwamy niekiedy brak czasowego dystansu, który potwierdziłby miejsce konkretnej postaci w naukowym panteonie. Ponadto w czasach tzw. socjalizmu realnego, który przyniósł oczywiste ograniczenia w sferze wolności uniwersyteckich i badań naukowych, do świata akademickiego brutalnie wkroczyła polityka, zacierając częściowo skalę wartości i naruszając środowiskowe hierarchie. Dotyczyło to zwłaszcza dyscyplin humanistycznych i społecznych.

Dlatego formalna przynależność do akademii i stowarzyszeń naukowych (TNW, PAU, PAN) nie mogła być kryterium jedynym ani też jednoznacznie rozstrzygającym. Uwzględniliśmy zatem również opinie współczesnych dotyczące roli środowiskowej poszczególnych postaci. Staraliśmy się także, co nie było łatwe, abstrahować od polityki, ograniczając nasze oceny do sfery badań i szeroko rozumianej dydaktyki. Wybór nie był prosty, wymagał wielu konsultacji i powodował dyskusje w naszym Zespole, gdzie nie zawsze panowała jednomyślność. Mamy świadomość, że niektóre spośród podjętych decyzji mogą zostać uznane za dyskusyjne.

Teksty zamieszczone w prezentowanym tomie mają różny charakter. Część z nich powstała specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa, niektóre są przedrukami wcześniejszych publikacji. Przy ich wyborze kierowaliśmy się chęcią ukazania relacji środowiskowych i oddania głosu osobom (często już nieżyjącym), które piszą o swych nauczycielach i mistrzach. Staraliśmy się honorować autorskie ujęcie tematu, stąd teksty zarówno o charakterze eseistycznym, jak i bardziej naukowe, wzbogacone odnośnikami i przypisami. Są eseje o charakterze wspomnieniowym, jak też przybierające formę rozbudowanego biogramu. Uznaliśmy, że taka różnorodność – ułatwiając lekturę – będzie raczej zaletą niż wadą. Celem naszej publikacji nie jest bowiem tworzenie kompendium informacji o konkretnych osobach, lecz przybliżenie zainteresowanym czytelnikom postaci i osobowości najwybitniejszych przedstawicieli naszego środowiska uniwersyteckiego.

W tekstach stanowiących przedruk dawnych publikacji zachowaliśmy stosowane wówczas formy gramatyczne oraz pisownię, ograniczając interwencje redaktorskie do minimum. Niektóre z tych tekstów przedstawiamy w formie skróconej, choćby po to, by móc oddać głos kilku autorom.

Mamy nadzieję, że kolejny tom Portretów uczonych spotka się z zainteresowaniem czytelników i spełni ich oczekiwania.

 

Waldemar Baraniewski
Wojciech Tygielski
Andrzej Kajetan Wróblewski

Manfred Lachs

Urodzony 21 IV 1914 w Stanisławowie. Studia dyplomatyczne w Wiedniu (1932–1934) i prawnicze na UJ (1934–1936), później w Cambridge i London School of Economics. Doktorat na UJ (1937). Habilitacja na UW (1949). Profesor UW (1952–1984). Wykładowca i członek Kuratorium Akademii Prawa Międzynarodowego w Hadze.

Prawnik, specjalista w dziedzinie prawa międzynarodowego; dyplomata.
Pracownik MSZ (1947–1967), uczestnik polskich delegacji na konferencje i sesje Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Członek Komisji Prawa Międzynarodowego ONZ (1962–1966). Przewodniczący Komisji Prawnej Zgromadzenia Ogólnego ONZ oraz specjalnej komisji do spraw pokojowego wykorzystania przestrzeni kosmicznej. Sędzia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości (1967–1976 i 1984–1993, przewodniczący 1973–1976).
Członek PAN (1960), dyrektor Instytutu Nauk Prawnych PAN (1961–1967). Doktor honoris causa uniwersytetów w Brukseli, Budapeszcie, Helsinkach, Londynie, Nowym Jorku i in.
Zmarł 14 I 1993 w Hadze.

War Crimes. An Attempt to Define the Issues, London 1945; Umowy wielostronne. Studium z prawa traktatowego, Warszawa 1958; The International Law of Outer Space. A Law in the Making, 1964; Teachings and Teaching of International Law, 1977; Rzecz o nauce prawa międzynarodowego, Wrocław 1986.

E. McWhinney, Judge Manfred Lachs and Judicial Law-Making, Haga 1995.

ZDZISŁAW GALICKI

MANFRED LACHS

1914–1993

 

Wybitny prawnik świata

Pod takim właśnie tytułem Stowarzyszenie Absolwentów Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego wydało w 2011 roku obszerny zbiór esejów, będących pokłosiem międzynarodowej konferencji, która odbyła się w Warszawie w dniach 24–25 czerwca 2010 roku w Uniwersytecie Warszawskim i była poświęcona pamięci prof. Manfreda Lachsa. Konferencja ta, zorganizowana przez Instytut Prawa Międzynarodowego Wydziału Prawa i Administracji UW, pod honorowym patronatem ministra spraw zagranicznych RP oraz Dziekana Wydziału Prawa i Administracji UW, zgromadziła szerokie grono uczniów, kolegów, współpracowników i przyjaciół Lachsa z całego świata. Miałem zaszczyt wygłosić tam referat, dotyczący jednego tylko aspektu szerokich zainteresowań Lachsa, pokazujący go jako „nauczyciela prawa międzynarodowego”.

Prawnik, światowej sławy uczony, sędzia i dyplomata. Urodzony 21 kwietnia 1914 roku w Stanisławowie, zmarł 14 stycznia 1993 roku w Hadze. W latach 1932–1934 ukończył studia dyplomatyczne w Wiedniu, a w latach 1934–1936 studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie w 1937 roku uzyskał stopień naukowy doktora praw. Studiował również na uniwersytecie w Cambridge i w London School of Economics. W 1949 roku otrzymał stopień doktora habilitowanego na UW, gdzie został docentem, a następnie w 1952 roku profesorem nadzwyczajnym. W latach 1952–1984 był profesorem (od 1959 – profesorem zwyczajnym Wydziału Prawa, a następnie Wydziału Prawa i Administracji UW). W 1958 roku uzyskał stopień doktora nauk prawnych na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, a następnie w 1959 roku został doktorem prawa uniwersytetu w Nancy. W latach 1967–1988 otrzymał doktoraty honoris causa z kilkunastu uniwersytetów na całym świecie. Był wybitnym i najbardziej znanym w świecie polskim specjalistą w zakresie prawa międzynarodowego publicznego. Reprezentował Polskę na wielu konferencjach międzynarodowych. W latach 1947–1960 był dyrektorem Departamentu Prawno-Traktatowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W latach 1961–1967 kierował Instytutem Nauk Prawnych PAN. Trzykrotnie (w latach 1949, 1951 i 1955) był wybierany na przewodniczącego Komitetu Prawnego Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W latach 1962–1967 był przewodniczącym Podkomitetu Prawnego Komitetu ONZ do Spraw Pokojowego Wykorzystania Przestrzeni Kosmicznej, który opracował i przyjął projekt uniwersalnego Traktatu Kosmicznego z 1967 roku. W latach 1962–1966 był pierwszym Polakiem wybranym na członka Komisji Prawa Międzynarodowego ONZ.

W 1967 roku Lachs został wybrany po raz pierwszy na stanowisko sędziego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ONZ, który to urząd piastował przez kilka kadencji aż do śmierci. W latach 1973–1976 był prezesem tego Trybunału. W 1975 roku został odznaczony Medalem ONZ „Wybitny Prawnik Świata”. W 1987 roku Haska Akademia Prawa Międzynarodowego powierzyła mu wykład ogólny z prawa międzynarodowego publicznego.

Do najbardziej znanych jego publikacji należą: War Crimes. An Attempt to Define the Issues (1945); Umowy wielostronne. Studium z prawa traktatowego (1958); The International Law of Outer Space. A Law in the Making (1964); Teachings and Teaching of International Law (1977); Rzecz o nauce prawa międzynarodowego (1986).

W dniach od 13 do 15 marca 1995 roku odbył się w Nowym Jorku w siedzibie ONZ pierwszy, i jak dotąd jedyny, ogólnoświatowy kongres Narodów Zjednoczonych poświęcony prawu międzynarodowemu publicznemu. Jeden z pięciu głównych tematów tego kongresu został zatytułowany „New Approaches to Research, Education and Training In the Field of International Law and Its Wider Appreciation”. Miałem wówczas zaszczyt, jako referent w imieniu Polski, wygłosić tam w ramach wspomnianego tematu referat pt. „Traditional and New Fields for the Development of Research and Education in International Law”.

Nie ukrywam, że myśl przewodnią dla mego ówczesnego wystąpienia zaczerpnąłem z wykładu Lachsa, wygłoszonego w Haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego w 1973 roku, gdzie stwierdził on, że: „[...] trudno byłoby znaleźć dział lub regułę prawa międzynarodowego, na rozwój których nie wywarłyby wpływu «doktryna» i «nauczanie»”.

To ścisłe powiązanie prawa międzynarodowego – jego teorii i praktyki – z nauczaniem tego prawa, było dla Lachsa – jak się wydaje – nicią przewodnią jego imponującej kariery życiowej.

Jest zresztą rzeczą wysoce znamienną, że właśnie na wspomnianym kongresie Narodów Zjednoczonych także inni jego uczestnicy zwrócili uwagę na szczególne zasługi, jakie Lachs położył na polu rozwoju nauczania prawa międzynarodowego. I tak np., ówczesny przewodniczący Chińskiego Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego w Pekinie, prof. Wang Tieya, podkreślił, że: „Zmarły Sędzia Manfred Lachs napisał wspaniałą książkę Nauczyciel w prawie międzynarodowym (1982), pracę o wielkim znaczeniu. Jesteśmy mu głęboko wdzięczni za dostarczenie nam, z całym bogactwem materiałów i głębokiej analizy, wspaniałego przeglądu tego, co nazywamy «światem myśli» w prawie międzynarodowym”.

Jak odbierano i oceniano działalność dydaktyczną Lachsa? Co do tej oceny na płaszczyźnie międzynarodowej, wręcz wzorcowy przykład możemy znaleźć we wspomnieniu na ten temat indyjskiego uczonego, Sudhira Chopry, który w 1993 roku tak opisywał wykład Lachsa w Haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego w 1980 roku na temat rozwoju i ogólnych trendów w prawie międzynarodowym w naszych czasach: „Słuchacze Kursu Ogólnego Prawa Międzynarodowego Publicznego Haskiej Akademii Prawa Międzynarodowego w 1980 r. nigdy nie zapomną tej chwili, gdy Sędzia Manfred Lachs zakończył swój ostatni wykład: burza oklasków, jako wyraz uznania dla niepowtarzalnego przeżycia, a następnie dwudziestominutowa owacja na stojąco, która zdawała się nie mieć końca. Zarówno nauczyciel, jak i studenci byli wzruszeni. Wielu studentów roniło łzy wdzięczności dla tego wielkiego nauczyciela i prawnika, podczas gdy sam nauczyciel ocierał również oczy, poruszony wzruszeniem swoich studentów.

Jak każe tradycja, prof. Rene-Jean Dupuy, Sekretarz Generalny Akademii, wystąpił z podziękowaniami dla wykładowcy. Zakończył stwierdzeniem, że nigdy przedtem żaden z mówców nie spotkał się w Akademii z tak gorącymi podziękowaniami. Znakomity nauczyciel został zasłużenie uhonorowany przez swych uczniów za poddanie wnikliwemu badaniu materii prawa międzynarodowego, nitka po nitce, w perspektywie historycznej. Była to bezstronna, akademicka prezentacja – przekazana u szczytu «zimnej wojny» przez człowieka ze wschodniego bloku – która poruszała zagadnienia ważne dla Północy i Południa, dla Wschodu i Zachodu, bez skłaniania się w którymkolwiek kierunku czy prześlizgiwania się nad aktualnymi realiami.

Stanął on ponad tymi, którzy usiłują indoktrynować słuchaczy co do bezskuteczności prawa międzynarodowego. Sędzia Lachs przedstawił prawo międzynarodowe takim, jakie ono jest, jak również jego trendy rozwojowe, bez zapominania wszakże o jego głównym zadaniu, to jest poszukiwaniu globalnej politycznej, społecznej oraz ekonomicznej sprawiedliwości”.

Jakkolwiek nie miałem możliwości osobiście uczestniczyć w tak barwnie i emocjonalnie opisanym wydarzeniu, to jednak uczęszczałem na wykłady monograficzne z prawa traktatów, prowadzone przez Lachsa w pierwszej połowie lat 60. ubiegłego stulecia na Wydziale Prawa UW. Cieszyły się one niezmiennie bardzo dużym zainteresowaniem studentów. Dla młodych adeptów prawa międzynarodowego i przyszłych nauczycieli akademickich była to nie tylko kopalnia wiedzy o prawie traktatów, kodyfikowanym wówczas, przy współudziale tego wybitnego prawnika przez Komisję Prawa Międzynarodowego ONZ. Był to również niedościgniony wzorzec prowadzenia zajęć ze studentami – tak, aby naprawdę zainteresować ich wykładanym przedmiotem, a jednocześnie nie przytłoczyć i nie znużyć przekazywanymi im informacjami.

Z wykładów tych – a także z późniejszych spotkań z Lachsem – zapamiętałem przede wszystkim jego unikalną wręcz umiejętność doskonałej syntezy prezentowanych zagadnień, co dla wielu dydaktyków jest często nieosiągalne, wskutek programowego gubienia się w drobiazgowych analizach. Precyzyjny język prawniczy, którym zawsze się posługiwał – zarówno w mowie, jak i w piśmie – podkreślał istotne i ważne treści, które przekazywał swoim czytelnikom i słuchaczom. Czynił to zawsze w sposób bardzo elegancki, rzekłbym dystyngowany. Jednocześnie potrafił jednak suchemu językowi prawniczemu nadać taką barwę i styl, że słuchało się go zawsze z rosnącym zainteresowaniem.

Lachs osiągnął też to, co może być poczytane za szczyt doskonałości dla prawnika-internacjonalisty, to jest harmonijną jedność teorii, praktyki i dydaktyki. Wielu znakomitych nawet specjalistów z zakresu prawa międzynarodowego – znających dogłębnie jego teorię i świetnie obeznanych z praktyką – traktowało i – niestety – często traktuje nadal po macoszemu przekazywanie i propagowanie wiedzy o tym prawie przez jego jak najszersze nauczanie. Należał tutaj do najchlubniejszych wyjątków.

Miał też wyjątkową możliwość podejścia do prawa międzynarodowego z różnych perspektyw jego widzenia, a więc – po pierwsze – jako teoretyk, autor pozycji wielce znaczących w doktrynie tego prawa. Po drugie – jako praktyk, stosujący umiejętnie to prawo w toku swej pracy w resorcie spraw zagranicznych i w ramach swej działalności w licznych organach międzynarodowych, przede wszystkim w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Po trzecie – jako współtwórca i kodyfikator prawa międzynarodowego w rezultacie swej działalności w Komisji Prawa Międzynarodowego ONZ. Po czwarte – jako interpretator prawa międzynarodowego, i to na najwyższym możliwym poziomie, sprawując funkcje sędziowskie w Międzynarodowym Trybunale Sprawiedliwości ONZ. I wreszcie – po piąte – jako wspaniały nauczyciel prawa międzynarodowego, które to zadanie realizował zarówno w kraju, jak i za granicą, praktycznie przez całe swoje życie.

W szczególnie dobitny sposób podkreślił on znaczenie nauczania prawa międzynarodowego w swej monografii, podsumowującej jego wieloletnie doświadczenie naukowe i dydaktyczne, zatytułowanej Teachings and Teaching of International Law, wydanej w Hadze w 1977 roku. Analizował w niej rolę naukowców i nauki prawa międzynarodowego oraz ich wpływ na tworzenie i stosowanie prawa międzynarodowego. Co należy podkreślić, w monografii tej bardzo szeroko przedstawił polską naukę prawa międzynarodowego i to zarówno w ujęciu historycznym, jak i mu współczesnym. Przybliżał w ten sposób czytelnikowi, który nie znał języka polskiego, postacie wielu polskich naukowców i ich poglądy.

Związek Lachsa z polską nauką prawa międzynarodowego i z nauczaniem tego prawa w Polsce był bardzo silny, nieprzerwany mimo wielu lat spędzonych za granicą i zauważalny nawet dla cudzoziemców. We wspomnieniu o nim, napisanym w 1993 roku przez Thomasa Francka, znajdujemy na ten temat bardzo charakterystyczną obserwację: „Stroszył się, kiedy przyczepiano mu etykietkę «Polskiego Sędziego», ale w istocie był intensywnie polski, był częścią intelektualnej tradycji, która ciągle czyniła rozbitą i zniszczoną Warszawę Paryżem Wschodniej Europy. Starał się wspomagać i chronić kilka pokoleń polskich prawników-międzynarodowców, którzy uczyli się od niego, m.in. jak stwarzać przestrzeń dla swobodnej twórczości. Odgrywał w spokojny sposób istotną rolę w procesie przechodzenia od rządów zmilitaryzowanych do demokracji”.

Jakkolwiek prof. Lachs był absolwentem UJ oraz doktorem honoris causa kilkunastu uniwersytetów na całym świecie, to jednak w okresie powojennym był zawsze ściśle związany z Wydziałem Prawa UW, a w jego ramach z Katedrą Prawa Międzynarodowego Publicznego, następnie z Instytutem Prawa Międzynarodowego.

Przy wszelkich okazjach zawsze podkreślał, że jest nadal profesorem naszego Wydziału. Ilekroć przebywał w Warszawie, piastując już nawet swoje wysokie sędziowskie funkcje międzynarodowe, zawsze czynnie uczestniczył w posiedzeniach Rady Wydziału, wygłaszał wykłady dla studentów, spotykał się z pracownikami naukowymi. Zawsze uważał się i był uważany za członka naszej korporacji akademickiej.

Nie pozostawił po sobie zbyt imponującego rozmiarami dorobku naukowego. Ale to, czym dorobek ten naprawdę imponuje to nie jego ilość, ale jego jakość. Uderza też rozległość tematyczna zainteresowań badawczych Lachsa – od prawa traktatów po prawo kosmiczne – co pozwalało mu swobodnie poruszać się w całokształcie prawa międzynarodowego i zapewniało umiejętności niezbędne zarówno dla sędziego najważniejszego trybunału międzynarodowego, jak i dla profesora Uniwersytetu.

Wszystkie jego publikacje były zawsze dużymi wydarzeniami w doktrynie prawa międzynarodowego, mając jednocześnie znaczącą wartość i przydatność dydaktyczną. Wydana w Warszawie, w 1986 roku, Rzecz o nauce prawa międzynarodowego stanowi jakby podsumowanie jego dorobku, raz jeszcze podkreślając wagę, jaką przywiązywał zawsze do nauczania i jak najszerszego promowania prawa międzynarodowego.

Lachsa cechowała nieodmiennie wielka życzliwość dla studentów i młodej kadry naukowej. Był fundatorem wielu stypendiów dla wyróżniających się studentów. Zawsze służył pomocą młodszym kolegom, czy to w kraju, czy też za granicą. Jego dom w Hadze był zawsze otwarty dla młodych polskich prawników. Piszący te słowa, zawdzięcza swe pierwsze stypendium zagraniczne – o co w latach 60. nie było łatwo – dzięki przychylnej i bezinteresownej opinii Lachsa jako członka Rady Wydziału Prawa Uniwersytetu McGill w Montrealu.

Był człowiekem o wysokiej kulturze, wysmakowanej elegancji oraz dużym uroku osobistym. Miał niepowszednie poczucie humoru, które pozwalało mu zawsze zachować właściwy dystans w sprawach wielkich i małych. Będąc wybitnym autorytetem i osobistością międzynarodową, potrafił zachować skromność i umiar, przy jednoczesnej i konsekwentnie realizowanej potrzebie dzielenia się swą głęboką wiedzą i wielkim doświadczeniem z jak najszerszym kręgiem osób – czy to kolegów naukowców, czy też studentów. Ci z kolei odpłacali mu zawsze swoją wdzięcznością i dumą z tego, że mieli takiego nauczyciela i że byli jego uczniami.

Wiktor Lampe

Urodzony 10 III 1875 w Warszawie. Studia na Politechnice w Karlsruhe, następnie na Uniwersytecie w Bernie, asystent tamże (1903–1911), doktorat (1902), habilitacja (1907). Docent na UJ (1911–1919), profesor UJ (1919). Kierownik Katedry Chemii Organicznej UW (1919). Współinicjator budowy nowego gmachu Chemii, ukończonego w 1939. W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Po wojnie ponownie Kierownik Katedry Chemii Organicznej, dziekan Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego UW.

Chemik organik; zakrojone na szeroką skalę badania nad barwnikami, m.in. nad składem chemicznym kłączy kurkumy (jako pierwszy osiągnął laboratoryjną syntezę kurkuminy). W kręgu jego zainteresowań były również barwne substancje o właściwościach uczulających emulsje fotograficzne. Zajmował się też historią polskiej chemii organicznej.
Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Chemicznego (1919, prezes od 1932). Członek TNW (1927).
Zmarł 8 IX 1962 w Warszawie.

Studien über Curcumin, Berlin 1913 (pol. Studya nad kurkuminą, Kraków 1913); Chemia organiczna: związki tłuszczowe, Warszawa 1921; Zarys historii chemii w Polsce, Warszawa 1948; Stanisław Kostanecki: życie i działalność naukowa, Warszawa 1958.

J. Smolińska, Profesor Wiktor Lampe (1875–1962), Warszawa 2002.

HALINA LICHOCKA

WIKTOR LAMPE

1875–1962

 

Urodził się w Warszawie, 10 marca 1875 roku. Jego ojciec – Karol Lampe – był rzemieślnikiem i przemysłowcem. Pochodził z rodziny, której przodkowie niegdyś przybyli tu z Niemiec i w miarę upływu lat całkowicie się spolonizowali. Przez ożenek z Emilią Haberbusch wszedł Karol Lampe w koligacje z bardzo zamożnymi warszawskimi piwowarami. Browar pod szyldem Haberbusch i Schiele produkował wysokiej jakości mocne ciemne piwo, które sprzedawano na miejscu w firmowych ogródkach piwnych. Poza tym w dużych ilościach było ono wysyłane do odległych nawet okolic w Królestwie Polskim i dalej na tereny cesarstwa rosyjskiego. Firma zatrudniała kilkadziesiąt osób, a pod koniec XIX wieku przekształciła się w Towarzystwo Akcyjne Browaru Parowego i Fabryki Sztucznego Lodu, z siedzibą przy ul. Krochmalnej w Warszawie. Były to wówczas jedne z największych zakładów piwowarskich w Europie1.

Wiktor Lampe ukończył szkołę średnią w swoim rodzinnym mieście, a następnie – podobnie jak wielu jego rówieśników z zaboru rosyjskiego – wyjechał na studia za granicę. Zgodnie z wolą rodziców udał się do Karlsruhe, aby w tamtejszej politechnice studiować chemię. Studia rozpoczął jesienią 1896 roku. Karlsruhe, stołeczne miasto Badenii, było już wtedy dużym centrum naukowym i przemysłowym, z bardzo nowoczesnymi fabrykami chemicznymi, ceramicznymi i metalurgicznymi. Ucząca się tam młodzież miała więc znakomite warunki do zdobywania teoretycznej i praktycznej wiedzy, niezbędnej do późniejszego wykonywania zawodu inżyniera.

Jednakże w trakcie swoich studiów politechnicznych Wiktor Lampe zorientował się, iż jego zamiłowania są zgoła inne. Nieszczególnie pociągała go praca w przemyśle; mało interesowały praktyczne zagadnienia techniki. Nabrał przekonania, że znacznie bardziej by mu odpowiadały badania teoretyczne, także te o dużym znaczeniu dla rozmaitych zastosowań technicznych, lecz podejmowane przede wszystkim z pobudek poznawczych. Zapragnął zostać chemikiem-naukowcem.

W Karlsruhe spędził cztery lata. Zdał egzaminy „półdyplomowe” (co z grubsza odpowiadało naszemu dzisiejszemu licencjatowi) i w 1900 roku wyjechał do Szwajcarii. Celem jego podróży był uniwersytet w Bernie. Wybór nie był przypadkowy. Berno na przełomie XIX i XX wieku miało renomę ważnego ośrodka chemii organicznej. Na uwagę zasługuje fakt, iż swoją chemiczną sławę zawdzięczało głównie dwóm polskim uczonym: Marcelemu Nenckiemu i Stanisławowi Kostaneckiemu. Nencki, zajmujący się przede wszystkim procesami chemicznymi zachodzącymi w organizmach żywych, nazywany jest ojcem biochemii. Kostanecki zaś, kierownik uniwersyteckiego Instytutu Chemii Organicznej w Bernie, prowadził nie mniej nowatorskie badania, dotyczące struktury i właściwości barwników roślinnych. Wyniki prac obu tych uczonych miały fundamentalne znaczenie dla rozwoju nauki. Niezależnie od tego były również ważne ze względów czysto utylitarnych.

Problem poznawczy, sprowadzający się do wyjaśnienia struktury barwników oraz poszukiwania metod wydajnego i łatwego wytwarzania tych związków chemicznych, absorbował wówczas uwagę licznej rzeszy badaczy. Nie bez wpływu na to wzmożone zainteresowanie było zapotrzebowanie światowego przemysłu tekstylnego na różnokolorowe, trwałe i tanie preparaty farbujące.

Badania Kostaneckiego dotyczące substancji o barwie żółtej, otrzymywanych z pąków topoli, dębu barwierskiego, rezedy barwierskiej i innych surowców, doprowadziły go do odkrycia, że wszystkie te żółte substancje mają podobną strukturę atomową. Tę strukturę nazwał Kostanecki układem flawonowym. Odkrycie dało początek późniejszej chemii flawonoidów – specjalności o ogromnym znaczeniu dla biochemii i nauk o lekach.

Wiktor Lampe wybierając Uniwersytet Berneński dla dalszej edukacji, pragnął włączyć się w ten nurt badawczy. W ciągu dwóch lat uzupełnił studia chemiczne i napisał pracę doktorską pod kierunkiem Kostaneckiego. Po doktoracie został asystentem swego promotora.

Warunki pracy naukowej w Instytucie Chemii Organicznej były znakomite. Instytut mieścił się w nowym gmachu, wybudowanym i wyposażonym zgodnie ze wskazówkami Kostaneckiego, który ustawicznie przypominał projektantom: „Nie chcę żadnego budynku w stylu pałacu, lecz raczej powinien powstać gmach podobny do fabryki, urządzony pod każdym względem wygodnie i praktycznie”2.

W tym gmachu Wiktor Lampe pracował jako etatowy asystent od jesieni 1903 roku przez pełne osiem lat, do jesieni ign. Był to dla niego okres bardzo owocny. Wraz z Kostaneckim prowadził badania na temat chemicznej struktury barwników naturalnych. Razem ogłosili około 20 publikacji, zamieszczonych na łamach niemieckiego czasopisma „Berichte der Deutschen Chemischen Gesellschaft”. Wymagało to dużego wysiłku. Według słów Josepha Tambora „Kostanecki mógł zawsze liczyć na pomoc swojego drugiego asystenta oraz byłego ucznia, dr. Wiktora Lampe [...]. Praktycznie, nie było takiego dnia, kiedy ci zaufani współpracownicy opuszczali laboratorium wcześniej niż przed północą”3.

Wyniki ich badań naukowych miały także znaczenie w wymiarze praktycznym, toteż budziły zainteresowanie różnych przedsiębiorców, zajmujących się wytwórczością chemiczną. Świadczy o tym między innymi fakt, iż w 1906 roku Wiktor Lampe otrzymał brązowy medal Towarzystwa Przemysłowego w Miluzie.

W czasie berneńskiej współpracy z Kostaneckim, Lampe uzyskał habilitację, co miało miejsce w 1907 roku i jako prywatny docent wykładał chemię organiczną dla studentów tamtejszego uniwersytetu4. Jednym z ostatnich tematów, jaki podjął wraz z bardzo już schorowanym prof. Kostaneckim był żółtopomarańczowy barwnik roślinny, otrzymywany z kłączy kurkumy, zwanej też ostryżem długim (Curcuma longa). Wyodrębniona substancja barwna otrzymała nazwę kurkumina. W badaniach, w których uczestniczyła również Janina Miłobędzka, udało się ustalić chemiczną budowę kurkuminy. Wyniki zostały ogłoszone w artykule, opublikowanym w 1910 roku w „Berichte der Deutschen Chemischen Gesellschaft”5.

Kłącze egzotycznej, pochodzącej z południowej Azji kurkumy, od dawna znane i cenione w Europie, stosowane było w farbiarstwie, lecznictwie oraz jako przyprawa kuchenna (curry). Ponieważ surowiec ten nigdy nie był tani, znajomość chemicznego składu i wewnętrznej struktury kurkuminy miała, oprócz naukowego, również duże znaczenie ekonomiczne, gdyż stanowiła nieodzowny punkt wyjścia do dalszych poszukiwań, zmierzających do wynalezienia sposobu syntetycznego wytwarzania tego barwnika.

Pierwszym uczonym, który opracował metodę syntezy i otrzymał w laboratorium sztuczną kurkuminę był Wiktor Lampe. Wydarzyło się to w 1917 roku w Krakowie6. Lampe przeniósł się do Krakowa w 1911 roku na zaproszenie Uniwersytetu Jagiellońskiego, które otrzymał rok wcześniej wraz ze Stanisławem Kostaneckim. Obaj przyjęli to zaproszenie z radością i snuli plany o tym, jak w Polsce urządzą swój nowy instytut i jakie podejmą badania. Ciężko chory Kostanecki nie zdołał już urzeczywistnić żadnego z tych planów. Zmarł po operacji chirurgicznej w Würzburgu 15 listopada 1910 roku.

Zaraz po przybyciu do Krakowa Lampe nostryfikował swoją berneńską habilitację i jako prywatny docent prowadził zajęcia z chemii organicznej. Jednocześnie kierował zespołem badawczym, z którym kontynuował prace dotyczące barwników naturalnych i innych substancji pochodzenia roślinnego. Przywiózł do Krakowa i ofiarował uniwersytetowi swoją kolekcję barwników flawonowych. Preparaty odznaczały się tak wysoką czystością, że mogły służyć jako wzorce do oznaczeń chemicznych oraz do pomiarów absorpcji światła białego w zakresie promieni widzialnych i nadfioletu7.

Gdy w 1915 roku zmarł Karol Olszewski (sławny kriogenik i profesor chemii fizycznej), Lampe objął po nim wykłady chemii nieorganicznej i prowadził je do końca swego pobytu w Krakowie, pełniąc nieformalnie funkcję zastępcy profesora (profesora nadzwyczajnego). Tytuł profesora nadzwyczajnego nadał mu Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego dopiero na początku 1919 roku. Niemal w tym samym czasie Lampe otrzymał z Warszawy propozycję objęcia stanowiska profesora zwyczajnego i kierownika Zakładu Chemii Organicznej. Propozycję tę przyjął bez wahania, chociaż wiedział, że warunki pracy naukowej w Warszawie nie będą łatwe, ze względu na ciasnotę i niedostateczne wyposażenie laboratoriów.

Pracę w Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął jesienią 1919 roku. Zastał na miejscu sytuację gorszą niż się spodziewał. Jego Zakład znajdował się dopiero w stadium organizacji, a szczupłość audytorium i pomieszczeń przeznaczonych do ćwiczeń dla studentów, w żaden sposób nie odpowiadała realnym potrzebom dydaktycznym. Dlatego też od razu wsparł energiczne starania profesora chemii nieorganicznej – Kazimierza Jabłczyńskiego o budowę nowego gmachu, przeznaczonego dla wydziału chemii. Zarówno Jabłczyński, jak i Lampe byli jednomyślni co do tego, że gmach chemii powinien być nowoczesny i odpowiednio wyposażony.

W październiku 1919 roku Lampe towarzyszył Jabłczyńskiemu oraz architektowi Tadeuszowi Zielińskiemu podczas wyprawy do najlepiej urządzonych zagranicznych zakładów akademickiej chemii, aby następnie zaczerpnięte stamtąd wzorce zastosować podczas projektowania podobnego obiektu w Warszawie. Delegacja zwiedziła uczelnie Wiednia, Zurychu, Berna, Fryburga, Bazylei i Karlsruhe.

Podjęte wtedy prace projektowe nigdy jednak nie doczekały się realizacji. Budowę nowego gmachu chemii w Warszawie rozpoczęto dopiero kilkanaście lat później. Poprzednie plany wnętrz poszczególnych laboratoriów i ich wyposażenia okazały się już przestarzałe. W tej sytuacji Wiktor Lampe i Kazimierz Jabłczyński wraz z innym już architektem – Aleksandrem Bojemskim wyruszyli w 1936 roku ponownie na rekonesans do chemicznych zakładów naukowych Europy. Tym razem odwiedzili Berlin, Monachium, Drezno i Wrocław.

Pierwsze prace związane z przygotowaniem terenu pod budowę Gmachu Chemii Uniwersytetu Warszawskiego ruszyły w 1934 roku. Budowa przebiegała pod czujnym okiem komisji, w której skład wchodzili z ramienia Uniwersytetu profesorowie Lampe i Jabłczyński. Inwestycja została uroczyście zakończona 23 czerwca 1939 roku.

Zaraz po objęciu profesury w Warszawie Wiktor Lampe włączył się w organizowanie Polskiego Towarzystwa Chemicznego. Należał do członków założycieli tego Towarzystwa, a w 1932 roku został jego prezesem. We własnej działalności naukowej przez całe życie pozostawał wierny tematyce dotyczącej barwników. Miał na tym polu duże osiągnięcia. Wyizolował z rozmaitych materiałów roślinnych kilkanaście substancji barwiących, ustalił ich wzór chemiczny i opracował metody syntezy. Stworzył w Warszawie całą szkołę naukową, związaną z barwnikami. Wraz ze swoimi współpracownikami otrzymał wiele syntetycznych homologów kurkuminy oraz innych związków, zawierających grupę flawonową. Pod jego kierunkiem powstało około trzydziestu prac doktorskich, których przedmiotem były badania dotyczące barwników.

Poza tym głównym nurtem badawczym Lampe zajmował się również innymi zagadnieniami chemii. Miał znakomite kwalifikacje chemika-organika i posiadał licencjat studiów politechnicznych. Dlatego też zdarzało się, iż podejmował prace na zamówienie zakładów przemysłowych. Tak było na przykład ze znaną warszawską Spółką Chemiczno-Farmaceutyczną Adolf Gąsecki i Synowie, która zamierzała rozpocząć produkcję witaminy C według technologii opracowanej przez Wiktora Lampego. Produkcja miała ruszyć w nowej fabryce, budowanej w 1939 roku w Pruszkowie8.

W latach, w których był związany z Uniwersytetem Warszawskim, był jednak Lampe przede wszystkim nauczycielem akademickim. W ciągu niemal 40 lat pracy w tej uczelni wykładał chemię organiczną dla studentów kierunków przyrodniczych i farmacji. Jedną z jego słuchaczek była Alicja Dorabialska, profesor Politechniki we Lwowie, a po wojnie – Politechniki Łódzkiej. W swojej autobiografii napisała po latach: „Moja promocja doktorska na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się w dniu 7 III 1922 roku. [...] Promował mnie dr Wiktor Lampe, profesor chemii organicznej UW, badacz w dziedzinie barwników roślinnych, człowiek pełen spokojnego czaru”9.

W ciepłych słowach o Wiktorze Lampe pisał także, wspominając studenckie lata, Aleksander Ożarowski: „W roku 1936, po odbyciu służby wojskowej w Szkole Podchorążych, zostałem przyjęty na Wydział Farmaceutyczny Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłady odbywały się na Krakowskim Przedmieściu, a ćwiczenia na ul. Przemysłowej. [...] W następnym roku akademickim rozpoczęły się wykłady i ćwiczenia z chemii organicznej, prowadzone przez prof. Wiktora Lampe. My, studenci farmacji, mało wówczas wiedzieliśmy o profesorze. Dopiero po latach dowiedziałem się, że już w 1915 r. był profesorem na Uniwersytecie Jagiellońskim, a od roku 1919 (aż do 1960) na Uniwersytecie Warszawskim. Został powołany na członka Polskiej Akademii Umiejętności później na członka PAN. Był też jednym z założycieli Polskiego Towarzystwa Chemicznego. [...] Nie było mi pisane składanie egzaminu z chemii organicznej u prof. Lampego, ponieważ w pierwszych dniach maja 1939 r., akurat w wyznaczonym terminie egzaminu, dostałem rozkaz natychmiastowego stawienia się w macierzystym 21 pułku piechoty, stacjonującym w Cytadeli warszawskiej”10.

W tym miejscu Ożarowski zapomniał dodać, że profesor od 1927 roku był również członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego.

Lata wojny i okupacji spędził Lampe wraz z rodziną w Warszawie. Był żonaty z Wandą Stokowską i miał dwoje dzieci: córkę Wandę oraz syna Tadeusza Witolda. Córka została inżynierem ogrodnikiem. Tadeusz Witold przed wybuchem wojny studiował na Politechnice w Gdańsku. Zginął, jak tysiące jego kolegów, walcząc w powstaniu warszawskim.

Wiktor Lampe od początku był zaangażowany w organizowanie tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Uniwersytet w strukturach Podziemnego Państwa Polskiego podlegał bezpośrednio Działowi Kultury i Sztuki w Departamencie Oświaty i Kultury (Oświecenia Publicznego, kryptonimy: „Pochodnia”, „Tęcza”, „620/OK.”). Uczelnia miała siedem wydziałów (Humanistyczny, Prawa, Matematyczno-Przyrodniczy, Teologii Katolickiej, Teologii Ewangelickiej, Lekarski, Weterynaryjny). Lampe był dziekanem Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego11.

Gdy w 1945 roku Uniwersytet Warszawski wznowił swoją oficjalną działalność, prof. Lampe powrócił na zajmowane przed wojną stanowisko. Uczestniczył w remontowaniu nowego tak niedawno Gmachu Chemii, który Niemcy zdewastowali i ograbili. Wraz ze swoimi współpracownikami pisał i przekładał na język polski podręczniki chemii organicznej dla studentów, ponieważ wcześniejsze – jeśli się zachowały – były już przestarzałe.

Po wojnie Wiktor Lampe prowadził wykłady z chemii organicznej oraz wykłady monograficzne z chemii barwników. Barwnikami zajmował się w dalszym ciągu, ale już w innym aspekcie. Interesowały go przede wszystkim barwne substancje o właściwościach uczulających emulsje fotograficzne w świetle widzialnym i w bliskiej podczerwieni. Był pierwszym w Polsce chemikiem, który podjął ten temat. W kierowanym przez niego Zakładzie otrzymano wiele barwników syntetycznych, które znalazły zastosowanie w fotografii kolorowej.

W bogatej działalności naukowej Wiktora Lampego znalazło się również miejsce na wątek humanistyczny. Fascynowała go historia dyscypliny, którą z zamiłowaniem przez całe swoje dorosłe życie uprawiał. Szczególnie pielęgnował tradycje i oryginalny dorobek rodzimej chemii organicznej. Znajdowało to wyraz w jego wykładach, z reguły wzbogacanych elementami historii. Był autorem artykułów i nekrologów poświęconych wielu polskim chemikom. Napisał monografię: Zarys historii chemii w Polsce12, wydaną w serii wydawniczej PAU.

Lampe z pewnością musiał posiadać dar zjednywania sobie sympatii współpracowników i studentów, skoro tak ciepło później o nim pisali: „W pamięci naszej pozostał Profesor Lampe jako człowiek o bardzo wysokim stopniu kultury i o wielkiej życzliwości [...]. Wszyscy pamiętamy jak wielką przyjemność sprawiało mu wpisywanie dobrych i bardzo dobrych ocen do naszych indeksów po egzaminie. W trudnym dla nas studentów okresie powojennym Profesor zabiegał o stypendia dla nas, a robił to tak subtelnie, że nie każdy wiedział, ile mu zawdzięcza”13.

Z Uniwersytetem Warszawskim Wiktor Lampe był związany przez 40 lat. W 1960 roku przeszedł na emeryturę. Zmarł 8 września 1962 roku. Został pochowany na warszawskich Powązkach.

SECT-ID LINK

1Encyklopedia Warszawy, Warszawa 1994, s. 237.

2Tłumaczenie tekstu artykułu wspomnieniowego o Stanisławie Kostaneckim autorstwa Josepha Tambora, zamieszczonego w czasopiśmie „Berichte der Deutschen Chemischen Gesellschaft” 1912, t. XLV, s. 1682–1707, zostało wykonane przez prof. dr hab. Grzegorza Mlostonia (Uniwersytet Łódzki, Wydział Chemii; wrzesień 2010 r.), www.chemia.uni.lodz.pl/pdfz/S_%20Kostanecki_%20Ber_Deutsch_Chem.%20Ges_1912.pdf (dostęp: 25.02.2016).

3Ibidem.

4W. Lampe, „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1928 [druk 1929], R. 21, s. 43–44.

5Kostanecki-Lampe-Milobedzka, Zur Kenntnis des Curcumins, „Berichte der Deutschen Chemischen Gesellschaft” 1910, t. XLIII, s. 2163.

6W. Lampe, Synteza kurkuminy, „Rozprawy Akademii Umiejętności” 1917, seria A, t. LVII.

7K. Sarnecki, Lampe Wiktor (1875–1962), Polski Słownik Biograficzny, Wrocław 1971, s. 431.

8T. Kikta, Przemysł farmaceutyczny w Polsce (1823–1939), Warszawa 1972, s. 220.

9A. Dorabialska, Jeszcze jedno życie, Łódź 1998, s. 52.

10A. Ożarowski, Przygoda nie tylko z kurkuminą, „Panacea” 2006, nr 1(14), s. 32–33.

11W. Grabowski, Polska tajna administracja cywilna 1940–1945, Warszawa 2003, s. 239.

12W. Lampe, Zarys historii chemii w Polsce, Polska Akademia Umiejętności. Historia Nauki Polskiej w Monografiach, t. IV, Kraków 1948.

13J. Smolińska, Profesor Wiktor Lampe (1875–1962), Materiały zjazdowe. Koło Chemików Absolwentów Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2002, www.chem.uw.edu.pl/people/AMyslinski/kolo/lampe.html (dostęp: 25.02.2016).

Oskar Ryszard Lange

Urodzony 27 VII 1904 w Tomaszowie Mazowieckim. Studia na UAM i UJ (1922–1926). Pracownik Katedry Statystyki UJ (1926–1937), doktorat (1928), habilitacja (1931). Od 1937 w USA, profesor ekonomii i statystyki w University of Chicago (1938–1945). Profesor SGPiS (1949–1956), kierownik Katedry Statystyki, rektor SGPiS (1952–1955). Kierownik Katedry Historii Myśli Ekonomicznej w Instytucie Kształcenia Kadr Naukowych przy KC PZPR (1950–1954) i Katedry Ekonomii Politycznej na UW (1956).

Ekonomista, statystyk, polityk i działacz państwowy.
Ambasador Polski w USA (1945–1947), delegat przy ONZ i Radzie Bezpieczeństwa (1947). Przewodniczący Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ (1957–1959). Poseł na Sejm Ustawodawczy oraz na Sejm PRL (od 1947). Członek Rady Państwa (1955–1965).
Członek PAU (1948), TNW (1950), PAN (1952), przewodniczący Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN i kierownik sekcji Statystyki Matematycznej Instytutu Matematyki PAN. Członek (1949) i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Zmarł 2 X 1965 w Londynie.

Wstęp do ekonometrii, Warszawa 1958; Ekonomia polityczna, t. I-II, Warszawa 1959–1965; Optymalne decyzje, Warszawa 1962; Wstęp do cybernetyki ekonomicznej, Warszawa 1964.

J. Zaręba, Reforma w testamencie. Rzecz o Oskarze Lange, Warszawa 1985.

WŁODZIMIERZ SIWIŃSKI

OSKAR RYSZARD LANGE

1904–1965

 

Uczony i polityk

W przypadku prof. Oskara Langego tytuł eseju dobrze oddaje istotę jego działania: całe swe dorosłe życie dzielił między dwie wielkie pasje: pracę naukową i działalność polityczną. W obu tych sferach miał wybitne osiągnięcia. O ile jednak w tej pierwszej zdobył światowe uznanie i jest powszechnie uważany za uczonego, który współtworzył współczesną ekonomię, o tyle w drugiej działał we władzach komunistycznych w najbardziej represyjnym okresie istnienia tego systemu w Polsce. Trudno to uznać za powód do chwały, a jednocześnie nie można tego pominąć w ocenie jego roli w życiu akademickim i publicznym.

Działalność akademicka

Okres do 1945 roku

Urodził się 27 lipca 1904 roku w Tomaszowie Mazowieckim, w rodzinie drobnego przemysłowca1. W wieku sześć lat okazało się, że jest chory na gruźlicę stawu biodrowego, czego skutki odczuwał przez całe życie, mając krótszą o kilka centymetrów prawą nogę oraz usztywniony staw. Choroby nigdy nie udało się wyleczyć i co pewien czas występowały jej nawroty. W 1922 roku Lange ukończył gimnazjum humanistyczne w rodzinnym mieście i podjął studia na Uniwersytecie Poznańskim, a po ukończeniu pierwszego roku przeniósł się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W czasie studiów koncentrował się na ekonomii i historii. W 1926 roku uzyskał stopień magistra. Po krótkim okresie pracy w Ministerstwie Pracy i Opieki Społecznej w Warszawie powrócił do Krakowa i został asystentem w Katedrze Ekonomii i Statystyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracę doktorską napisaną pod kierunkiem prof. Adama Krzyżanowskiego obronił w 1928 roku. W 1929 roku otrzymał stypendium Funduszu Kultury Narodowej umożliwiające odbycie kilkumiesięcznych studiów uzupełniających z ekonomii i statystki w Wielkiej Brytanii.

W maju 1931 roku uchwałą Rady Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego Oskar Lange uzyskał habilitację na podstawie rozprawy pt. Statystyczne badanie koniunktury gospodarczej (dwa lata później praca ta zdobyła prestiżową nagrodę Kasy im. Mianowskiego, jako najlepsza praca ekonomiczna w Polsce). Przewód habilitacyjny napotykał pewne trudności ze względu na działalność polityczną Langego w Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej (ZNMS), a także w Towarzystwie Uniwersytetu Robotniczego (TUR) oraz otwarte głoszenie poglądów socjalistycznych. Jak pisał sam Lange: „Praca [habilitacyjna – dopisek W.S.] została przyjęta, jednakowoż część członków Wydziału sprzeciwiła się mojej habilitacji, uzasadniając swój sprzeciw tym, że moje poglądy i działalność polityczna dyskwalifikuje mnie do nauczania na Uniwersytecie”2. Zatwierdzona przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (MWRiOP) uchwała Senatu UJ ograniczała zakres habilitacji do statystyki, nadając prawa wykładania tylko w tym zakresie. Dopiero w 1936 roku Wydział Prawa UJ wydał na podstawie decyzji MWRiOP dokument rozszerzający prawo wykładania na ekonomię polityczną.

Początkowe ograniczenia zakresu habilitacji do statystyki oraz atmosfera niechęci wobec działalności politycznej Langego spowodowały trudności w uzyskaniu docentury na UJ, a także w kilku innych miejscach, w tym na Uniwersytecie Warszawskim. Będąc nadal zatrudnionym na UJ na stanowisku starszego asystenta i nie mając perspektyw zatrudnienia na stanowisku docenta, Lange podjął starania o uzyskanie stypendium umożliwiającego wyjazd za granicę. Ponownie odwołam się do jego słów: „Wielu profesorów doradzało mi wyjazd za granicę. Dzięki ich pomocy uzyskałem stypendium Fundacji Rockefellera na studia w Anglii i w Stanach Zjednoczonych”.

W początkach 1934 roku, po uzyskaniu płatnego urlopu naukowego na UJ, Lange wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie przebywał z krótkimi przerwami do 1945 roku. Był to czas przełomu w jego karierze akademickiej. W ciągu tych 11 lat zdobył i utrwalił pozycję jednego z najwybitniejszych ekonomistów w skali światowej, którego głos liczył się wówczas w międzynarodowej debacie naukowej i którego osiągnięcia badawcze współtworzyły fundamenty nowoczesnej ekonomii. Był niewątpliwie pierwszym i do dziś jednym z nielicznych polskich ekonomistów, który zdobył taką pozycję w światowej ekonomii.

Stypendium Rockefellera otrzymywał Lange przez dwa lata, do 1936 roku, z przerwą w trymestrze wiosennym 1935 roku, kiedy powrócił na UJ w celu przeprowadzenia zajęć dydaktycznych ze statystki. W większości okres ten spędził w Uniwersytecie Harvarda, współpracując m.in. z prof. Josephem Schumpeterem oraz prof. Wassilym Leontiefem. W 1936 roku przez semestr był zatrudniony jako wykładowca na Uniwersytecie Michigan Ann Arbor, a drugą część roku, po letnim pobycie w Polsce, spędził w Wielkiej Brytanii. Koncentrował się na własnej pracy naukowej, ale jednocześnie utrzymywał kontakt z London School of Economics oraz z University College. Przez pierwsze miesiące 1937 roku Lange kontynuował swój pobyt w Wielkiej Brytanii, po czym wrócił do kraju. Próby znalezienia satysfakcjonującego stanowiska na polskich uczelniach zakończyły się niepowodzeniem. Jak przedstawił to później w swoim życiorysie: „W warunkach dokonanej z takimi trudnościami habilitacji, celowość mojego dalszego pobytu na Uniwersytecie Jagiellońskim wydawała się wątpliwa. Usiłowania moich przyjaciół Henryka Kołodziejskiego i Ludwika Krzywickiego uzyskania dla mnie katedry w Wyższej Szkole Handlowej lub na Uniwersytecie Warszawskim były również bezskuteczne”3. Lange rozważał jeszcze możliwość zatrudnienia w Wolnej Wszechnicy w Łodzi, ale także i z tego projektu ostatecznie nic nie wyszło.

W tym czasie Lange otrzymał propozycję objęcia stanowiska wykładowcy (lecturership) na uniwersytecie w Berkeley, którą zaakceptował. Funkcję tę zaczął sprawować od sierpnia 1937 roku. Jednocześnie z pracą w Berkeley Lange przyjął stanowisko wykładowcy na Wydziale Ekonomii uniwersytetu w Stanford i prowadził tam zajęcia w semestrze zimowym roku akademickiego 1937/1938. W październiku 1937 roku otrzymał propozycję pracy na uniwersytecie w Chicago, gdzie od lipca 1938 roku został powołany na adiunkta (assistant professor), a po roku na stanowisko profesora (associate professor) na Wydziale Ekonomii. W tym czasie odrzucił propozycję powrotu na stanowisko profesora złożoną przez Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley. Jak wyjaśniał w jednym z listów pisanych do matki, uniwersytet w Chicago obiecywał mu awans na pierwsze stanowisko profesora (associate professor) z pensją 4500 dolarów rocznie, a po dwóch latach awans na pełnego profesora z pensją 6000 dolarów rocznie: ten ostatni awans otrzymał w lipcu 1943 roku z pensją 5500 dolarów rocznie4. Tak więc dwa czołowe uniwersytety amerykańskie konkurowały o włączenie Langego do kadry profesorskiej, podczas gdy 2 lata wcześniej żadna polska uczelnia nie była skłonna zaoferować mu katedry ekonomii i stanowiska profesora. Co więcej, w roku akademickim 1942/1943 Lange, po uzyskaniu urlopu na uniwersytecie w Chicago, przyjął zaproszenie Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku, gdzie przez rok wykładał jako visiting professor.

W 1939 roku Lange został wicedyrektorem bardzo znanego instytutu ekonomicznego powołanego przez Alfreda Cowlesa, nazywanego Komisją Cowlesa dla Badań Ekonomicznych. Głównym celem Komisji Cowlesa było inicjowanie i popieranie badań mających wprowadzić do ekonomii metody matematyczne i statystyczne. Komisja odegrała ogromną rolę w stworzeniu i rozwoju ekonometrii oraz ogólnej teorii równowagi. Niewątpliwie Lange miał swój ogromny wkład w obie te dziedziny.

W tym okresie Lange wiele publikował, w tym prace, które stanowią istotny wkład do rozwoju nowoczesnej ekonomii. Szczególnie warto wspomnieć o pracy, która przyniosła mu największy rozgłos i stanowi jego najważniejsze osiągnięcie: On the Economic Theory of Socialism (opublikowana najpierw w dwóch częściach w „Review of Economic Studies” 1936, cz. 1, oraz 1937, cz. 2; nieco zmieniona edycja książkowa całej pracy ukazała się w 1938 roku, wydana wraz z pracą Freda M. Taylora, pod redakcją i z wstępem Benjamina E. Lippincotta). Praca ta w wersji książkowej była wielokrotnie wznawiana i tłumaczona na wiele języków. Zupełnie słusznie przyniosła mu sławę i zapewniła trwałe miejsce w historii myśli ekonomicznej. Jest ona cytowana do dzisiaj. Drugą pracą była książka Price Flexibility and Employment (Bloomington 1944) zainspirowana przełomowymi w teorii ekonomii pracami Johna Maynarda Keynesa, które zapoczątkowały powstanie nowej szkoły teoretycznej mającej do dziś ogromny wpływ na rozwój ekonomii.

Aktywność naukowa Langego w tym okresie była wręcz niebywała: uczestniczył w wielu konferencjach, seminariach, wygłaszał wiele wykładów i odczytów na uniwersytetach amerykańskich i kanadyjskich, w towarzystwach oraz instytucjach naukowych i społecznych, aktywnie brał udział w pracach nad kształtowaniem amerykańskiej polityki gospodarczej, wspierając zwłaszcza program gospodarczy prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Utrzymywał kontakty naukowe i ożywioną korespondencję z najwybitniejszymi ekonomistami tego okresu, z których wielu otrzymało później Nagrody Nobla (w dziedzinie ekonomii nagrody są przyznawane od 1969 roku).

Wyrazem uznania dla pozycji Langego w nauce światowej było m.in. powołanie go w latach 1943–1945 na pełniącego obowiązki redaktora naczelnego (acting editor) bardzo prestiżowego czasopisma naukowego „Econometrica” oraz w skład komitetu redakcyjnego równie prestiżowego czasopisma „The Review of Economic Studies”. Ponadto był członkiem American Economic Association, Evanston Illinois, American Federation of Teachers, Chicago, Illinois, członkiem dożywotnim Ue Royal Economic Society, London, członkiem i tzw. fellow Econometric Society.

W październiku 1943 roku Lange dostał obywatelstwo amerykańskie. W tym też czasie w coraz większym stopniu angażował się w działalność polityczną i społeczną. Po zakończeniu wojny w 1945 roku zrezygnował z obywatelstwa amerykańskiego i wrócił do Polski.

Lata 1945–1965

Po powrocie do kraju początkowo praca akademicka zeszła na drugi plan: pierwszy był zdominowany przez działalność polityczną. W pierwszych latach ze względu na pełnione funkcje dyplomatyczne praca w polskich uczelniach była niemożliwa. Dopiero w 1949 roku Lange wznowił aktywność akademicką. W latach 1949–1956 był profesorem statystyki w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie, kierownikiem Katedry Statystyki oraz w latach 1952–1955 rektorem tej uczelni. Jednocześnie należał do kilku instytucji naukowych. Od 1948 roku był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, od 1950 roku – Towarzystwa Naukowego Warszawskiego oraz (od momentu powstania w 1952 roku) członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk i przewodniczącym Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN. Oprócz tego kierował sekcją Statystyki Matematycznej Instytutu Matematyki PAN. Ponadto od 1949 roku był członkiem i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

W październiku 1955 roku Lange dostał zaproszenie do wygłoszenia cyklu wykładów z historii myśli ekonomicznej na Wydziale Ekonomii Politycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Był to pierwszy kontakt Langego z niedawno utworzonym Wydziałem Ekonomii Politycznej na UW. W lipcu 1956 roku rektor UW prof. Stanisław Turski, działając „na podstawie jednomyślnej uchwały Senatu UW z dnia 30 czerwca br.”, zaprosił Langego do objęcia kierownictwa Katedry Ekonomii Politycznej na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Formalnie dopiero 30 VI 1957 roku minister szkolnictwa wyższego napisał: „przenoszę Ob. profesora na własną prośbę z ważnością od dn. 4 listopada 1956 r. z SGPiS w Warszawie na katedrę ekonomii politycznej UW w Warszawie”5. Na UW Lange pracował przez 9 lat, do śmierci w 1965 roku.

Przejście Langego nastąpiło w momencie przełomowym dla historii studiów ekonomicznych na UW. Wydział Ekonomii Politycznej powstał w 1953 roku. Podstawową przesłanką jego powołania była potrzeba kształcenia kadr na potrzeby nauczania ekonomii politycznej, która była obowiązkowym przedmiotem na wszystkich kierunkach studiów wyższych w Polsce i którą traktowano jako narzędzie indoktrynacji ideologicznej. Jednak drugim zadaniem było stworzenie możliwości prowadzenia badań naukowych, przede wszystkim w zakresie ekonomii marksistowskiej, i kształcenie teoretyków zdolnych te badania rozwijać.

W początkowym okresie kadra nauczająca na Wydziale Ekonomii Politycznej składała się w większości z wykładowców reprezentujących ekonomię marksistowską traktowaną bardzo dogmatycznie i wręcz nieznających dominujących wówczas w świecie nurtów ekonomii keynesowskiej oraz ekonomii klasycznej. Nie mieli oni także liczących się osiągnięć naukowych.

Zmiany polityczne po październiku 1956 roku umożliwiły rozluźnienie dogmatycznego gorsetu traktowania ekonomii jako domeny ideologicznej i potraktowanie jej jako dziedziny nauki. W tym okresie główną rolę zaczęli odgrywać profesorowie lub młodzi pracownicy naukowi z autentycznym dorobkiem naukowym. Jednak przełomowe znaczenie miało przyjście na UW Langego. Był on niewątpliwie najwybitniejszym ekonomistą o ustalonej reputacji międzynarodowej, mającym szerokie kontakty zagraniczne. Mimo że w tym czasie pochłaniała go działalność polityczna, której z konieczności poświęcał większość swego czasu, to jednak wywarł on przemożny wpływ na kształcenie i pracę naukową Wydziału Ekonomii Politycznej. W dużym stopniu dzięki niemu Wydział ten stał się jednym z czołowych w Polsce ośrodków reformatorskiej myśli ekonomicznej, kształcącym ekonomistów na niezłym poziomie. Wprawdzie dominującym kierunkiem była marksistowska ekonomia socjalizmu i centralne planowanie, jednak studenci mogli się zetknąć z keynesizmem, a nawet z pewnymi elementami ekonomii klasycznej. Wykłady i seminaria Langego prezentowały bardzo wysoki poziom naukowy i metodologiczny. Miałem możność uczęszczania na jego zajęcia, które zawsze odbywały się przy wypełnionych salach, przyciągając wielu ekonomistów i studentów spoza Uniwersytetu. Jego autorytet i pozycja światowej klasy uczonego wywierały bardzo duży wpływ na ogólny poziom naukowy i dydaktyczny całego środowiska ekonomicznego na UW.

Wykłady Langego na UW miały charakter monograficzny – prezentowały nowe podejścia teoretyczne i metodologiczne. Na ich podstawie powstawały monografie naukowe. W okresie pracy na UW powstały wszystkie najważniejsze prace w powojennym okresie twórczości Langego, w tym m.in.: Wstęp do ekonometrii (1958), Ekonomia polityczna (t. I – 1959, t. II – 1966), Całość i rozwój w świetle cybernetyki (1962), Optymalne decyzje (1964) oraz Wstęp do cybernetyki ekonomicznej (1964).

Oskar Lange zmarł 2 października 1965 roku.

Trudno w krótkim eseju przedstawić osiągnięcia naukowe Langego, którego twórczość była wielowątkowa i dotyczyła prawie wszystkich podstawowych problemów teorii ekonomii, ale także dziedzin pokrewnych, przede wszystkim ekonometrii, statystyki, cybernetyki ekonomicznej. Gdyby jednak pokusić się o najbardziej syntetyczne wskazanie znaczenia dorobku naukowego Langego, można by wymienić trzy podstawowe obszary jego osiągnięć stanowiących niewątpliwy wkład do nauki światowej.

Po pierwsze, należy wymienić wskazanie możliwości realizacji zasad racjonalnego gospodarowania w warunkach społecznej własności środków produkcji, co było głównym przesłaniem wspomnianej wcześniej pracy O ekonomicznej teorii socjalizmu, która stała się przedmiotem słynnej dyskusji w latach 30. XX wieku i wprowadziła Langego do nauki światowej6. Jego koncepcja nazywana „modelem socjalizmu rynkowego” była przywoływana zarówno w wielu pracach teoretycznych, jak i w praktycznych dyskusjach dotyczących możliwości reformowania gospodarek opartych na centralnym planowaniu w państwach bloku komunistycznego oraz w wielu państwach eksperymentujących z wprowadzaniem gospodarki socjalistycznej. Mimo że, jak podkreślali krytycy, model ten był oderwany od rzeczywistości, zwłaszcza że nie uwzględniał uwarunkowań instytucjonalnych oraz faktu, iż sam autor w późniejszym okresie zdawał się odżegnywać od niektórych aspektów tego modelu7, stanowi on jedno z najważniejszych osiągnięć Langego.

Drugim obszarem była próba syntezy ekonomii klasycznej z ekonomią keynesowską, co doprowadziło do nowego spojrzenia m.in. na prawo rynków Saya. Główną pracą w tym zakresie jest wspomniana wcześniej książka Giętkość cen i zatrudnienie. Lange wprowadził w niej pojęcie efektów pieniężnych, co było całkowicie nowatorskie w ówczesnej literaturze światowej. Na tej podstawie wykazał możliwość zakłóceń w osiąganiu równowagi makroekonomicznej, a także wskazał na inną interpretację prawa Saya, co stało się podstawą do obecnie stosowanego rozróżnienia między równością a tożsamością Saya8. Wykazał, że tylko przy występowaniu tzw. dodatniego efektu pieniężnego giętkość cen może przywrócić ogólną równowagę w gospodarce. Natomiast wystąpienie ujemnego efektu pieniężnego powoduje zakłócenie ogólnej równowagi gospodarczej: zbyt mała ilość pieniądza w gospodarce powoduje spadek produkcji i jest przyczyną kryzysu. Było to wówczas całkowicie nowatorskie i stanowi do dziś uznawany wkład Langego do teorii ekonomii.

Wreszcie trzeci obszar osiągnięć naukowych Langego to próba dokonania wielkiej syntezy teorii ekonomii, a ściślej ekonomii marksistowskiej i ekonomii neoklasycznej. Niestety, próba ta nie została ukończona ze względu na podjęcie w międzyczasie wielu innych zadań badawczych, które zaowocowały wieloma publikacjami, a następnie – na przedwczesną śmierć Langego. Synteza ta miała być dokonana w rozpoczętym wielkim projekcie trzytomowej Ekonomii politycznej. Ukazał się w pełni ukończony przez autora tom I (w 1959 roku) i nie w pełni skończony tom II, wydany na podstawie odnalezionych fragmentów już po śmierci Langego w 1966 roku. W tym dążeniu Lange wpisywał się w ogólny trend panujący w naukach społecznych w połowie XX wieku: poszukiwanie syntezy naukowej wyjaśniającej funkcjonowanie gospodarek w ogóle, niezależnie od konkretnego systemu społeczno-ekonomicznego9. Jedna teoria sformułowana na wysokim szczeblu abstrakcji miała wyjaśniać ogólne prawa rządzące gospodarką, które z kolei są uzupełniane przez bardziej konkretne prawa odnoszące się do konkretnych systemów społeczno-gospodarczych i wreszcie prawa specyficzne tylko dla poszczególnych systemów, np. kapitalizmu czy socjalizmu. Odwołajmy się do słów Langego, który tak określał zamysł tego dzieła: „Staram się przeprowadzić pewną klasyfikację praw ekonomicznych i wykazać, że w poszczególnych historycznie ukształtowanych formacjach społecznych istnieje pewne nawarstwienie praw ekonomicznych o różnym historycznym zasięgu działania. Od praw, które określiłem jako techniczno-bilansowe prawa produkcji, o zasięgu historycznym bardzo szerokim, do prawa takich, jak np. prawo wartości, które obejmuje szereg formacji społecznych, niemniej jednak ma węższy zasięg historyczny i wreszcie do prawa specyficznych dla poszczególnych formacji społecznych, jak np. kapitalizmu czy socjalizmu”10.

Zrealizowanym osiągnięciem tej syntezy było włączenie do ekonomii marksistowskiej, która dla Langego była podstawą ogólnej teorii ekonomii, zasady racjonalnego gospodarowania będącej domeną rozważań teorii neoklasycznej. Przy czym w ujęciu Langego zasada ta była wzorcem, a nie prawidłowością działania konkretnego systemu gospodarczego. Synteza Langego miała więc polegać na włączeniu do marksistowskiej teorii, opisującej dynamikę systemów społeczno-gospodarczych, neoklasycznej statycznej teorii równowagi. Niestety, pierwszy i okrojony drugi tom Ekonomii politycznej są tylko częścią zapowiadanej syntezy.

Z czasem dążenie do stworzenia jednej teorii ekonomii zostało zarzucone. Współczesny rozwój ekonomii charakteryzuje się różnorodnością podejść i brak jest tendencji do tworzenia jedynej teorii, która wyjaśniałaby prawa funkcjonowania procesów gospodarczych. Nie tylko z tego punktu widzenia dorobek Oskara Langego należy dzisiaj do historii myśli ekonomicznej. Niewątpliwie jednak jego wkład w rozwój teorii ekonomii w skali światowej jest niezaprzeczalny i jego nazwisko w międzynarodowym środowisku ekonomii akademickiej jest do dziś powszechnie znane.

Działalność polityczna

Drugą – oprócz nauki – życiową pasją Langego była szeroko rozumiana działalność polityczna. Bez przesady można stwierdzić, że aktywną działalność społeczną i polityczną podejmował od wczesnej młodości. Jak podaje jego najwybitniejszy biograf Tadeusz Kowalik, już jako 14-letni chłopiec wygłosił w kółku młodzieżowym odczyt o marksizmie i brał udział w rozbrajaniu żołnierzy niemieckich11. W szóstej klasie gimnazjum w Tomaszowie Mazowieckim założył tomaszowski oddział Związku Polskiej Młodzieży Socjalistycznej. Od tamtej pory, przez cały okres przedwojenny, był aktywnym działaczem socjalistycznym, należąc do ZNMS i Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (OM TUR), a następnie od 1931 roku także do PPS. W tym czasie prowadził bardzo ożywioną działalność publicystyczną i był wpływowym inspiratorem ideologicznym nurtu socjalistycznego w Polsce. Jak sam to określał, jego myśl polityczna skrystalizowała się jednoznacznie w kierunku lewicowego socjalizmu i marksizmu12.

Początkiem zaangażowania Langego w wielką politykę była jego podróż do Związku Sowieckiego w maju 1944 roku i rozmowy z Józefem Stalinem oraz z kierownictwem Związku Patriotów Polskich. Warto pamiętać, że w tym czasie Lange już od kilku lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych i miał obywatelstwo amerykańskie. Jak sam to wyraził: „Na zaproszenie Związku Patriotów Polskich przybyłem do Polskiej Armii w Związku Sowieckim i dla zbadania sytuacji Polaków w tym kraju. Działam jako prywatny amerykański obywatel i nie reprezentuję nikogo, tylko siebie”. Odwiedziłem również marszałka Stalina i komisarza spraw zagranicznych Wieczesława Mołotowa”13. Oczywiście wizyta nie miała charakteru prywatnego i musiała odbyć się za aprobatą przynajmniej Departamentu Stanu USA, a jednocześnie za przyzwoleniem Stalina, który chciał z pewnością osiągnąć korzystny efekt propagandowy. Lange ze zrozumieniem przyjmował stanowisko Stalina w sprawie planowanych nowych granic Polski, a nawet wyrażał obawy, czy planowane przejęcie przedwojennych ziem niemieckich nie obejmuje zbyt dużego obszaru, co może być powodem roszczeń odwetowych ze strony przyszłego państwa niemieckiego. Jego podróż była krytycznie oceniana przez większość prasy i środowisk emigracji polskiej w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

Po zakończeniu wojny Lange zdecydował się na powrót do kraju, zachęcony – jak się wydaje – możliwością objęcia stanowisk politycznych w nowych władzach Polski. Wiązało się to ze zrzeczeniem się obywatelstwa amerykańskiego. Lange wyraźnie stwierdził, że wraca do Polski „wyłącznie dla pracy politycznej, gdyż jeśli chodzi o pracę naukową, uniwersytet w Chicago zapewni mu kontakty i wpływy na skalę światową, z natury rzeczy powracając na uniwersytet w Polsce znacznie zmniejszyłby sobie ów zakres wpływów i kontaktów naukowych”14. Zaraz po powrocie został ambasadorem Polski w Stanach Zjednoczonych i przedstawicielem w ONZ oraz Radzie Bezpieczeństwa. W 1947 roku został odwołany z funkcji ambasadora i jednocześnie skończyła się kadencja Polski jako niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Lange wrócił na stałe do kraju, gdzie został posłem na Sejm. Jednocześnie uczestniczył w pracach partyjnych: najpierw jako członek władz PPS, a po kongresie zjednoczeniowym od 1949 roku jako członek Komitetu Centralnego PZPR. Zarówno posłem, jak i członkiem KC PZPR pozostawał do końca życia. Od 1957 roku był zastępcą przewodniczącego Rady Państwa, formalnie najwyższego organu władzy PRL. W latach 1957–1962 Lange przewodniczył Radzie Ekonomicznej, która była organem społecznym Rady Ministrów. Do jej zadań należało wypracowanie nowych metod planowania i zarządzania gospodarką, a także analiza sytuacji gospodarczej.

Przez cały czas od powrotu do kraju Lange wiele podróżował, uczestnicząc w niezliczonych konferencjach, kongresach, zjazdach i spotkaniach o charakterze politycznym, dyplomatycznym, partyjnym, gospodarczym i naukowym. Na większości tych spotkań wygłaszał referaty, wykłady lub miał inne wystąpienia. Przeglądając listę pełnionych funkcji, wyjazdów, wystąpień i innych prac podejmowanych przez Langego, aż trudno uwierzyć, że miał jeszcze czas na pracę naukową i akademicką oraz że był w stanie napisać tyle książek i tak znacząco powiększyć swój dorobek naukowy. Można tylko gdybać, co by było, gdyby całkowicie poświęcił się pracy naukowej. Jednak pasję naukową dzielił z równie silną pasją polityczną.

Trudno z dzisiejszej perspektywy jednoznacznie ocenić jego działalność polityczną. Jest to typowy przypadek działania w złym czasie. Jego udział we władzach państwowych i partyjnych przypadł na najgorszy okres w powojennej historii Polski. Z jednej strony był członkiem najwyższych władz partyjnych i państwowych w najbardziej represyjnym okresie komunizmu w Polsce, a okres tzw. odwilży był stosunkowo krótki. Z tego punktu widzenia Lange jest politycznie współodpowiedzialny za ten ciemny okres polskiej historii. Z drugiej strony, rzeczywisty wpływ Langego na podejmowane wówczas decyzje polityczne był znikomy, a właściwie żaden. Są liczne dowody na to, że jego głos był pomijany lub lekceważony. Na przykład w czasie VIII plenum KC PZPR w październiku 1956 roku nie udzielono mu głosu i tekst przygotowanego wystąpienia nadesłał tylko do protokołu. Podobnie w archiwum znajduje się przygotowany tekst wystąpienia na słynnym wiecu 24 października 1956 roku na placu Defilad w Warszawie. Mimo że Lange był obecny na trybunie, przemówienia tego nie wygłosił15.

W pewnym sensie przypadek Langego jest typowy dla działania władz komunistycznych w Polsce. Chcąc w jakiś sposób uwiarygodnić swoje rządy, władze dążyły do włączenia w swe szeregi ludzi z tytułami profesorskimi, traktując ich jednak jak marionetki, a nie rzeczywistych partnerów w sprawowaniu władzy. Wydaje się, że tak było z Langem. Jednak w tym przypadku dotyczyło to wybitnego uczonego cieszącego się ogromnym autorytetem w nauce światowej, jednego z największych ekonomistów polskich. W ostatecznym rachunku o bilansie jego dokonań powinny więc decydować twórcze osiągnięcia naukowe. A z tego punktu widzenia jego nazwisko jest na trwałe wpisane w historię nauki światowej i z tego właśnie powodu Uniwersytet szczyci się, że przez ostatnie 10 lat swego życia ten wielki uczony wykładał i tworzył w murach naszej uczelni.

SECT-ID LINK

1Informacje o życiu Langego pochodzą przede wszystkim z bardzo obszernego i drobiazgowego studium opracowanego przez F. Lange, Kronika życia i działalności, [w:] O. Lange, Dzieła, t. VIII, Warszawa 1986; a ponadto: M. Bochenek, Oskar Lange w polskiej i światowej ekonomii, [w:] idem, Studia varia o ekonomii i ekonomistach, Toruń, 2010; D. Drabińska, Lange Oskar Ryszard, [w:] Wielka encyklopedia PWN, t. XV, Warszawa 2003; T. Kowalik, Lange Oskar Ryszard, [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XVI, Wrocław 1971; T. Kowalik, Oskar Lange, „Ekonomista” 1964, nr 3.

2O. Lange, Dzieła, t. VIII, s. 59.

3Ibidem, s. 85.

4Ibidem, s. 109 i 189.

5Ibidem, s. 575.

6Zob. np.: T. Kowalik, Teoria socjalizmu Oskara Langego w konfrontacji z realiami, [w:] Oskar Lange a współczesność, red. Z. Sadowski, Warszawa 2005; J. Godłów-Legiędź, Model socjalizmu rynkowego Oskara Langego a spór o paradygmat w ekonomii, [w:] ibidem; E. Łukawer, Miejsce koncepcji Oskara Langego w poglądach na model funkcjonowania gospodarki socjalistycznej, [w:] ibidem; M. Blaug, Teoria ekonomii. Ujęcie retrospektywne, Warszawa 1994, s. 599.

7Zob. np. T. Kowalik, Teoria socjalizmu..., op. cit. s. 139.

8Zob. np. M. Blaug Teoria ekonomii..., s. 190.

9Zob. Z. Hockuba, M. Brzeziński, Oskara Langego syntezy teorii ekonomicznych, [w:] Oskar Lange a współczesność, Warszawa 2005, s. 289–312.

10O. Lange, Dzieła, t. VIII, s. 727.

11T. Kowalik, Oskar Lange..., op. cit., s. 485.

12Zob. np. O. Lange, Dzieła, t. VIII, s. 52.

13Zob. O. Lange, Dzieła, t. VI, s. 270.

14Ibidem, s. 339.

15Ibidem s. 575 i 579.

Jan Legowicz

Urodzony 9 VIII 1909 w Mościskach. Studia we Fryburgu w Szwajcarii (1930–1937), tamże doktorat (1937). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Wykładowca w studium dla pracowników oświaty, następnie profesor UŁ (1948–1953). Od 1953 w Warszawie, profesor UW (1961–1979), dziekan Wydziału Filozofii, dyrektor Instytutu Filozofii, kierownik Katedry, a następnie Zakładu Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej.

Filozof oraz historyk filozofii starożytnej i średniowiecznej.
Współtwórca i kierownik (1956–1968) Zakładu Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej IFiS PAN. Dyrektor IFiS (1968–1971).
Współzałożyciel i wiceprzewodniczący Société Internationale pour Étude de la Philosophie Médiévale. Od 1968 przewodniczący Komitetu Redakcyjnego Biblioteki Klasyków Filozofii w PWN i inicjator przekładu dzieł wszystkich Arystotelesa. Współredaktor (ze Stefanem Swieżawskim) „Studiów Mediewistycznych”, redaktor „Przeglądu Humanistycznego” i „Studiów Filozoficznych”.
Zmarł 27 X 1992 w Warszawie.

Zarys historii filozofii, Warszawa 1964; Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu, Warszawa 1973; Historia filozofii średniowiecznej Europy zachodniej, Warszawa 1980; Świadomość współuczestnictwa, Warszawa 1980.

J. Szmyd, Legowicz Jan Wawrzyniec (1909–1992), [w:] Wizerunki filozofów i humanistów polskich. Wiek XX, red. J. Szmyd, Kraków 2000, s. 198–202.

DOBROCHNA DEMBIŃSKA-SIURY

JAN LEGOWICZ

1909–1992

 

[...] i wtedy –

pamiętasz –

tam na krętej ścieżce przedsennej nocy

głos Twój zabrzmiał mi

ciszą sumienia

że spłacić muszę

cokolwiek od kogo otrzymałem w darze

co znalazłem

a może niekiedy kradłem

co brałem bezwiednie lekko

bez prośby ni musu

od tych co mnie karmili

pomagali się wspinać na kolana

i wyżej po barkach się wznosić

zachęcali uśmiechem [...]1

Profesor Jan Legowicz był postacią iście renesansową. Filozof, historyk filozofii, pedagog, poeta, malarz, a przy tym aktywny uczestnik życia naukowego i akademickiego, organizator struktur badawczych i dydaktycznych, redaktor i inicjator imponujących przedsięwzięć wydawniczych.

Z Uniwersytetem Warszawskim związał się w 1953 roku, kiedy to został przeniesiony z Łodzi do Warszawy, aby mógł włączyć się w organizację studiów filozoficznych, wówczas właśnie tworzonych. Pozostał w nim, choć w ostatnim okresie były to już związki mniej oficjalne, aż do samego końca. Pełnił ważne funkcje administracyjne, lecz tą najbardziej znaczącą, i również dla niego najważniejszą, było niewątpliwie kierowanie Katedrą (późniejszym Zakładem) Historii Filozofii Starożytnej i Średniowiecznej, jedyną taką w latach 50. i przez kolejne, długie jeszcze lata w państwowej uczelni w Polsce. Od 1956 roku współorganizował też bliźniaczy zakład w Polskiej Akademii Nauk, w którym przyczynił się do zapoczątkowania badań nad średniowieczną tradycją rękopiśmienną, zwłaszcza w zakresie filozofii polskiej. W tych trudnych dla filozofii starożytnej i przede wszystkim średniowiecznej czasach nawiązywał kontakty z mediewistami z krajów Europy Zachodniej, a nawet z Kanady. Jego uczniom, młodym badaczom, stwarzało to zupełnie niezwykłą w ówczesnej rzeczywistości politycznej możliwość rozwoju naukowego. W 1968 roku, gdy kazano mu wybierać między pracą w Akademii a działalnością uniwersytecką, Legowicz pozostał na Uniwersytecie: nie wyobrażał sobie odejścia od pracy z młodzieżą.

W 1979 roku prof. Legowicz przestał kierować utworzonym przez siebie zakładem, swoim bardzo kochanym dzieckiem, jak zdarzało mu się niekiedy tę instytucjonalną formę określać. Po 26 latach nieprzerwanej w nim pracy, po wypromowaniu wielu pokoleń magistrów i doktorów, przeszedł na nakazaną przepisami emeryturę. Fakt ten, chociaż bolesny, szczęśliwie nie oznaczał dla jego uczniów rozstania. Legowicz prowadził bowiem jeszcze dla studentów Instytutu Filozofii zajęcia z metodologii nauk, dyscypliny, której znaczenie niezmiernie cenił, a do której wykładania jak mało kto był predestynowany. Przez lata systematycznie uczestniczył też w naukowych spotkaniach pracowników zakładu, ciągle będąc ich mistrzem: ucząc, doradzając, kierując. Opowiadał o własnych nowych projektach badawczych, czytał fragmenty powstających dzieł; także swoje wiersze, pisane od dawna, lecz ujawnione dopiero u kresu wspólnej drogi. Ostatni raz Legowicz był w swoim zakładzie i spotkał się z dawnymi uczniami 23 czerwca 1992 roku, w przeddzień imienin. Czas wakacji rozluźnił więzi, u ich końca dowiedzieli się oni, że przebywa w szpitalu; niektórzy jeszcze mogli go tam odwiedzić i chociaż domyślali się, że jest bardzo chory, nie wiedzieli, że było to pożegnanie. Profesor Legowicz zmarł 27 października 1992 roku.

Naukowe dzieło Legowicza spełniało się w trzech zasadniczych dziedzinach: filozofii, historii filozofii i pedagogiki. W jego ujęciu łączyły się one w spójną całość, a szczegółowe rozważania w zakresie każdej z nich wzajemnie się dopełniały i stanowiły dla siebie potrzebne uzasadnienie. Chociaż najbardziej znany jako historyk filozofii, był Legowicz przede wszystkim filozofem, a wobec ewentualnych wątpliwości, czy ten właśnie obszar jego bogatej aktywności należy uznać za naczelny, można odwołać się do rozstrzygającego w jakiejś mierze, wyrażonego przezeń przekonania, że dzieło historyka filozofii jest zawsze konsekwencją konkretnej postawy filozoficznej: jeżeli uprawiana przez niego dziedzina ma zachowywać walor naukowości, historyk filozofii musi być z konieczności filozofem. Postawę filozoficzną Legowicza cechowała ufna wiara w człowieka i w moc jego rozumności. Nie będzie, myślę, błędem sądzić, że filozofię rozumiał w duchu antyku, a swoją rolę, na wzór starożytnych myślicieli, jako swojego rodzaju posłannictwo: misję prowadzenia człowieka po drogach życia tak, aby najpełniej stawał się człowiekiem świadomym tego kim jest, jakie są jego możliwości, jego miejsce i rola w świecie, i jakie zadanie ma do spełnienia. Jest to więc filozofia, której naczelny temat i najważniejszą wartość stanowi człowiek: rozumnie poznający świat – przyrody i ludzi, rozumnie w nim żyjący i rozumnie go współtworzący. Ostatnie dzieło, które ukazało się już po śmierci Legowicza, nosi tytuł Człowiek – istota ludzka. Księga to bardzo ważna i bardzo piękna – szkoda, że mało znana. Bardzo też trudna w lekturze: autor bowiem, dla którego zawsze było ważne, aby słowo w pełni wyrażało myśl, z językiem wręcz się mocuje. Jednakże warto podjąć wysiłek zrozumienia swoistości Legowiczowej formy, aby dotrzeć do głębokiej treści w twórczym mozole nią ujawnianej. Dzieło to jest swojego rodzaju testamentem uczonego, spisanym z perspektywy pracowitego, świadomie przeżywanego życia, w nadziei, że swoim doświadczeniem pouczy tych, którym dane będzie żyć w przyszłości. Widać w nim niepokój o kierunek przemian, które znaczyły ostatnie lata życia: politycznych, technicznych, kulturowych. Widać zatroskanie o człowieka, określanego jako humanum – jedność ducha i ciała, ujmowanego zarówno w perspektywie Tego, który Jest, jak i w przestrzeni świata przyrody, w którym przyszło mu być, ale który sam też stara się przetworzyć. Legowicz dostrzega zagrożenia i przestrzega przed uprzedmiotowieniem owego humanum w nadchodzących czasach, jego stechnicyzowaniem, w którym zagubi on swoją najbardziej ludzką cechę: świadomość własnego bycia, wiedzę o tym, kim jest. Wychodząc naprzeciw temu zagrożeniu, rozwija wizję pax humana, tj. jedności i poczucia wspólnoty ludzi: ze sobą wzajem i ze światem, który widzi jako przestrzeń współuczestnictwa i współtworzenia zarazem. Jak napisze, owa pax humana jest powinnością ludzkiego humano-współuczestnictwa i humano-współtworzenia, wysiłkiem, który w trosce o wszechcałość musi zostać podjęty.

Był jednakże Jan Legowicz przede wszystkim znakomitym badaczem myśli starożytnej oraz średniowiecznej, chociaż i całość dziejów filozofii nie była mu obca, jak wskazuje bardzo niegdyś znany i ceniony Zarys historii filozofii. Badania te wspierały się na nadzwyczaj solidnym fundamencie, przygotowanie do nich imponuje: Legowicz odbył bowiem studia filozoficzne, pedagogiczne i teologiczne, ponadto zdobył wiedzę z paleografii, archeologii, nawet numizmatyki i heraldyki; z tym łączył biegłą znajomość języków klasycznych: greki i łaciny, w jakimś też stopniu hebrajskiego. Ów warsztat stanowił podstawę rozległej, głębokiej, niesłychanie rzetelnej wiedzy kształtującej własne ujęcie myśli filozoficznej i historycznej. Profesora cechowało niestrudzone dążenie do perfekcji w pracy naukowej: od gruntownych badań źródłowych, przez zgłębianie obszernej literatury przedmiotu, w stosunku do której zachowywał pewnego rodzaju dystans wyrażający się w skrupulatnym sprawdzaniu każdej informacji, po wytrwałe cyzelowanie wypowiedzi. Myśl bowiem, zdaniem Legowicza, musiała być wyrażona w sposób możliwie najbardziej precyzyjny. Z uporem szukał słów, które mogłyby z całą dokładnością ją odzwierciedlić. W jego dziełach nie ma ani przypadkowych, nieprzemyślanych wiadomości i interpretacji, ani też przygodnych, nierozmyślnych słów. Proces twórczy, niezależnie od wielkiej wyobraźni badawczej i radosnych chwil odkrywczych olśnień, spełniał się ostatecznie w żmudnej pracy i w mozolnym trudzie. Toteż styl Legowicza, jego język, jest rozpoznawalny, jak mało który. Na swój sposób jest on poetycki, obfituje w plastyczne obrazy i określenia, ale też jest, myślę, trudny: słowo musiało się nagiąć i podążyć za myślą i wolą autora.

Profesora koncepcja historii filozofii kształtowała się w odniesieniu do bardzo charakterystycznego, swoiście Legowiczowego założenia, zgodnie z którym cała sfera różnorodnych faktów, składająca się na minione dzieje, oraz ich ujęcie w określonych poglądach i niegdyś sformułowanych teoriach, stanowi jedynie dla badacza dziedzinę nazywaną przez niego „przedmiotem danym”. Jest to pewne tworzywo wspólne: dostępne, właśnie „dane”, każdemu badaczowi. Opis tego prostego zbioru faktów nie ma jeszcze, według niego, rangi historii filozofii. Ona może się dopiero z tego materiału wyłonić. Aby jednak to nastąpiło, badacz w swoim twórczym wysiłku musi owo zwykłe nagromadzenie danych przekształcić, spoglądając na nie i ujmując je jako „przedmiot zadany”. Musi, w jakimś sensie, nałożyć na nie przemyślany zestaw pytań, na które będzie poszukiwać odpowiedzi, i stworzyć pewną perspektywę, w której one się ujawnią. Pytania te nie są oczywiście dowolne, muszą zachować sens i wyrastać z tworzywa, którym uczony dysponuje, niemniej to od nich, od tego, czego uczony w przeszłej rzeczywistości szuka, zależy też jej obraz i określona interpretacja obecnych w niej poglądów. Legowicz był przekonany, że może się zdarzyć, iż sama obecność określonego problemu, odnalezionego w historycznej przestrzeni, zależeć będzie od tego, czy badacz dostrzeże możliwość jego zaistnienia w złożoności „przedmiotu danego” i czy postawi odpowiednie o niego pytanie2.

Charakterystyczne dla Legowicza ujęcia historii filozofii jest przeświadczenie, że nie można poznać sfery poglądów bez poznania człowieka będącego ich autorem i rzeczywistości, w której on żył. Z niego brał się sprzeciw wobec przedstawień dystansujących się od dziedziny faktów. Był bowiem przekonany, że świat, w którym człowiek żyje, działa i tworzy, a więc rzeczywistość przyrodnicza, ale też to, co jest jego dziełem: w wymiarze politycznym, społecznym i kulturowym, wywiera niepodważalny wpływ na jego sposób myślenia i na kształtowanie się ludzkich poglądów; także wydarzenia historyczne, które wprawdzie on sam konstruuje, lecz w które również jest uwikłany i jakoś przez nie określany. To one właśnie miały wyznaczać przemiany, które w świecie myśli się dokonują: przemiany w sposobie filozofowania, cezury w dziejach filozofii, sam początek, tzw. narodziny filozofii, miały w tym ujęciu swoje źródło w konkretnym, określonym historycznie, a nawet gospodarczo, kształcie rzeczywistości. Swoje ujęcie filozofii wyrazi Legowicz w pięknej frazie: „Nazwa «filozofia» zamyka w sobie treści niewyczerpanie powstające z nieustannego styku myśli z zapładniającym ją światem rzeczy, wyraża najbardziej intymne przeżycia duchowe człowieka, jego intelektualne niepokoje i jego wolę działania, jego świadome ludzkie bycie”3. Takie spojrzenie na filozofię, wielkie znaczenie przywiązywane do fundamentu, z którego – w jego przekonaniu – ona wyrasta, i na którym nierozdzielnie się wspiera, owocuje szczególnym rysem charakteryzującym dzieła Legowicza. Zawierają one bogactwo faktów: historycznych, społecznych, kulturowych – bardzo cennych, a spotykanych już dzisiaj stosunkowo rzadko w tego typu publikacjach, omawiających przede wszystkim poglądy i koncentrujących się na świecie myśli.

Legowicz swoje odczytanie dziejów filozofii antyku i średniowiecza wyłożył w dwóch wielkich, obejmujących całość dziejów przedstawianych epok, historiach: Historii filozofii starożytnej Grecji i Rzymu oraz Historii filozofii średniowiecznej Europy zachodniej. Te niemal pionierskie wówczas w Polsce dzieła nadal pozostają ważne, chociaż być może obecnie znaczenie ich nieco przyćmiły nowsze publikacje, inaczej pisane, bardziej skupiające się na sferze myśli i idei. Lecz ta właśnie, uwidaczniająca się wobec dzisiejszych publikacji odmienność pisania, stanowi zarazem o nieprzerwanie znaczącej wartości dzieł Legowicza. Czas ich powstania (1973, 1980) zaznaczył się wprawdzie określoną metodologią badania i tworzenia, z której to wyłaniały się wcześniej przedstawione założenia, ale też każdemu uważnemu czytelnikowi historycznych dzieł Legowicza ujawnia się fakt, iż nie została ona w sposób sztuczny, zewnętrznie jemu narzucona, że stanowiła własny sposób ujmowania dziejów i myśli, autora swoistość widzenia rzeczywistości i filozofii jako takiej. Mocno akcentował, że dzieje filozofii są nie tylko historią rozwoju idei, lecz także podmiotem jej jest człowiek, którego świadome bycie ona wyraża, a wysiłek tworzenia historii filozofii jest nade wszystko szukaniem człowieka, na jego różnych drogach i bezdrożach. Historyk filozofii, zwracał uwagę Legowicz, sam też jest człowiekiem, przeto jego kreacja pewnej wizji historiozoficznej staje się drogą człowieka do drugiego człowieka, który – szukany – zawsze daje się znaleźć, nawet wówczas, gdy wydaje się, że wielkie dzieła dawnych czasów zostawiają go niejako w zapomnieniu. Tak można by, na przykład, sądzić o czasach średniowiecza. Wbrew różnym bardziej i mniej uczonym sądom, Legowicz i tę epokę przedstawił w duchu własnego wyobrażenia: na tle bogatego opisu sytuacji politycznej, społecznej i uwarunkowań ekonomicznych ukazuje on filozofię tego okresu jako wiedzę o człowieku, która – zachowując i odradzając umysłową tradycję starożytności – rozwijała ją i przenosiła w czasy po sobie następujące. Był przekonany, że bez średniowiecznych rozważań o człowieku nie byłoby też renesansowego humanizmu. Swoistym symbolem patrzenia Legowicza na dzieje filozofii jest przywołanie, w otwierającym ten tekst wierszu, znanej frazy Bernarda z Chartres o sobie – myślicielu danej epoki – jako o karle siedzącym na barkach olbrzymów4.

Ów humanizm, skupienie się na człowieku, jego myśleniu i działaniu, charakteryzuje zresztą nie tylko historyczno-filozoficzne dzieła Legowicza. Problem człowieka jako podmiotu stanowił też, co oczywiste, motyw przewodni dzieł z zakresu pedagogiki; drugiej dziedziny, niezwykle ważnej dla badań i twórczości jego – humanisty, obcującego na co dzień z młodzieżą. Była to naturalna konsekwencja uprawiania zawodu nauczyciela akademickiego, tej profesji, z której był tak dumny. Jego uwagi na temat kształcenia i wychowania są niezmiennie aktualne; wydaje się, że – niezależnie od upływu czasu – można by przywołać jego głos w dzisiejszych sporach i dyskusjach na temat kształtu polskich szkół i uczelni. Podstawowe przesłanie dzieł Legowicza z zakresu teorii wychowania wyraża wielką troskę o to, aby procesu kształcenia nie uprzedmiotowić, nie sprowadzić do sytuacji niespójnego, pozbawionego wzajemnych odniesień uwikłania trzech odrębnych elementów: ucznia, nauczyciela i programu nauczania, aby nie zagubić w nim człowieka. Podkreślał, że przekazywanie wiedzy nie może być czynnością pojmowaną na podobieństwo napełniania pustego naczynia jakąś zawartością, bez względu na to, jak byłaby ona cenna, ani też porównywalną z programowaniem komputera, wyposażanego w dowolną ilość danych. Uczeń czy student, tak jak nie jest ani pustym naczyniem, ani też komputerem do zaprogramowania, nie jest również bezosobowym elementem jakiejś grupy, jakiegoś bezimiennego tłumu, wobec którego nauczyciel/wykładowca staje z jedynym zamiarem wpojenia określonego zasobu wiadomości. Celem programów nauczania (zawsze dostosowanych do potrzeb i możliwości młodych ludzi) winno być, zdaniem Legowicza, ukształtowanie człowieka mającego rozległe horyzonty, spragnionego wiedzy, pełnego zapału i woli działania, a nie człowieka-encyklopedii.

Samo zaś nauczanie ma być „uczestniczeniem w procesie stawania się człowiekiem”, jak to określał, relacją osobową: mistrza i ucznia; nie przypadkowym z instytucjonalnego nadania związkiem, ale spotkaniem osób połączonych szczególną wzajemną więzią, których kontakty wspierać się powinny na poczuciu swoistego partnerstwa, choć nie miało ono bynajmniej oznaczać dość powszechnego dzisiaj „zakumplowania”. Legowicz przez owo partnerstwo rozumiał pewnego rodzaju współobcowanie, sytuację wzajemnego „dialogu”, w którym dwie osoby są połączone spójnym pragnieniem: mistrz, aby jak najwięcej dać z siebie, uczeń, aby jak najwięcej od mistrza przejąć. Według Legowicza partnerstwo mistrza i ucznia nie miało ograniczać się jedynie do kontaktów i spraw naukowych. Był przekonany, że dla nauczyciela ważne powinno być i to, że jego uczeń, młody człowiek, staje przed nim z pewnym zasobem swoich predyspozycji i życiowych doświadczeń, ze swoimi możliwościami „bycia człowiekiem”, a więc że kształcenie jest też wychowywaniem, uczeń bowiem odchodzi od nauczyciela zawsze w jakiś sposób przez niego ukształtowany. Nauczyciel stanowi wzorzec. Jest to jedna z ważniejszych myśli Legowicza w jego rozważaniach na temat nauczania. Można ją ująć w postać przestrogi mówiącej, że nauczającemu nie wolno zapominać o tym, iż swoim działaniem nie tylko przekazuje pewien zasób wiedzy, lecz także kształtuje drugiego człowieka; nawet wówczas, jeżeli nie chce tego robić albo nie jest świadomy takiego swojego oddziaływania, to jednak swoją w tym zakresie niechęcią czy obojętnością także oddziałuje – negatywnie.

Te wskazania nie były pustymi słowami Legowicza, efektowną treścią książek i artykułów z zakresu pedagogiki. Dyktowane były własnym doświadczeniem nauczycielskim, a opisany przez siebie ideał relacji mistrza i ucznia urzeczywistniał w swoich relacjach z uczniami.

Otwierający ten tekst wiersz Legowicza, noszący tytuł Epilog, rozpoczynają wersy chyba bardzo stosowne dla zamknięcia jemu poświęconych rozważań:

Natrudziłem się sobą, ludźmi, światem

nie żal mi nocy

skłócanych snem

pod namiotem powiek

gdy dnie

niepokojem nabrzmiałe

z wieczora topiły się w chęci

odrabiania zamierzeń rozbiegów

już nie do przechwycenia

nie żałowałem namysłu

bez pośpiechu z ubocza

bo miałem czas

i umiłowane życiem serce

nieżądne wzajemności

jedynie baczne

by zgodne w niezgodzie

spaczenia znosić

i przetrwać niezachwianie

do bez-końca umiało [...]

SECT-ID LINK

1J. Legowicz, fragment wiersza Epilog, La Mendola, 1 września 1964 roku, wiersz niepublikowany.

2O tej bardzo charakterystycznej, najbardziej własnej idei Legowicza pisał obszernie i szczegółowo Adam Górniak w tekście: Jana Legowicza koncepcja historii filozofii, [w:] Filozofia: istnienie, myślenie, działanie. W 100. rocznicę urodzin Jana Legowicza, red. W. Słomski, „Rozprawy i Studia Katedry Filozofii Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie” 2009, s. 23–49.

3J. Legowicz, Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu, Warszawa 1973, s. 5.

4Pełna fraza Bernarda brzmi: „Jesteśmy jakby karłami, którzy wspięli się na barki olbrzymów, aby mogli więcej i dalej od nich widzieć i to zaiste nie dzięki swemu lepszemu bystrowidztwu ani wzrostowi ciała, ale dlatego, że podnosi ich i wywyższa wielkość olbrzymów” (tłumaczenie Legowicza nieznacznie zmodyfikowane).

Stanisław Leszczycki

Urodzony 8 V 1907 w Mielcu. Studia na UJ, doktorat i habilitacja tamże (1945). Profesor UW, kierownik Zakładu Antropogeograficznego UW (1947), jeden z inicjatorów utworzenia Instytutu Geograficznego przy Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi. Kierownik tegoż oraz Katedry Geografii Ekonomicznej (od 1952). Po wydarzeniach 1968 zwolniony z pracy na UW.

Twórca nowych kierunków rozwoju geografii. Zajmował się geografią społeczno-ekonomiczną, geografią przemysłu, regionalizacją ekonomiczną Polski, geografią miast.
Członek PPS (1945–1948) i PZPR (1948–1990). Podsekretarz Stanu w MSZ (1946–1950). Jeden z inicjatorów powołania PAN po likwidacji PAU i TNW. Dwukrotny członek prezydium PAN (1952–1968, 1978–1980). Dyrektor Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Prezydent Międzynarodowej Unii Geograficznej (1968–1972). Doktor honoris causa Uniwersytetu Karola w Pradze (1970) oraz UW (1987). Redaktor naczelny „Przeglądu Geograficznego” (1950–1979).
Otrzymał brytyjskie odznaczenie Knight Commander [of the Order] of St. Michael and St. George oraz tytuł szlachecki (1965).
Zmarł 13 VI 1996 w Warszawie.

Geografia jako nauka i wiedza stosowana, Warszawa 1975; Geografia a planowanie przestrzenne i ochrona środowiska, Warszawa 1977.

„Przegląd Geograficzny” 2007, t. LXXIX: Tom dedykowany pamięci Profesora Stanisława Leszczyckiego w 100-lecie urodzin, z. 3/4.

ANDRZEJ LISOWSKI

STANISŁAW LESZCZYCKI

1907–1996

 

Profesor Stanisław Marian Leszczycki był niewątpliwie wyjątkową postacią w historii polskiej geografii, ponieważ zachowując najlepsze tradycje dyscypliny, potrafił dostosować ją do funkcjonowania w trudnych czasach połowy XX wieku. Większość życia spędził w Warszawie, ale swoją działalność naukowo-dydaktyczną i organizacyjną zapoczątkował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie podjął studia geograficzne, obronił pracę doktorską i zdał kolokwium habilitacyjne. Z Uniwersytetem Warszawskim (Instytut Geograficzny) był związany tylko 23 lata, ale nawet w tym krótkim okresie trwale zaznaczył swoją obecność, doprowadzając do lokalizacji jednostki geograficznej w Pałacu Uruskich-Czetwertyńskich (do 1939 roku zakłady geograficzne mieściły się w Pałacu Staszica oraz w kamienicy Oranowskiego, przy ul. Krakowskie Przedmieście 6). Głównym polem jego działalności w Warszawie była od 1953 roku Polska Akademia Nauk, którą współtworzył, w tym przypisany do jej struktur instytut Geografii (obecnie noszący jego imię). Oba ośrodki związane unią personalną przez 17 lat, funkcjonowały aż do 1994 roku w tym samym budynku uniwersyteckim, ze wspólną biblioteką, a wielu pracowników było zatrudnionych w obu instytutach do 1962 roku. Wprawdzie w 1966 roku zwrócono się do profesora z propozycją objęcia stanowiska rektora Uniwersytetu Warszawskiego, ale odmówił przyjęcia tej funkcji.

Po tragicznych doświadczeniach II wojny światowej uczony przyczynił się w dużym stopniu do konsolidacji środowiska geografów, budowy podstaw teoretyczno-metodologicznych dyscypliny, propagowania jej walorów praktycznych i włączenia polskich geografów do współpracy naukowej na forum międzynarodowym. Konsekwentne dostosowywanie profilu dyscypliny do coraz szybciej zachodzących zmian na świecie oraz nieprzeciętne zdolności organizacyjne zostały szybko docenione przez środowisko międzynarodowe geografów, gdy Leszczycki, jako jedyny w historii polski geograf pełnił funkcję prezydenta Międzynarodowej Unii Geograficznej w latach 1968–1972. O to stanowisko bez powodzenia rywalizował z nim profesor Innokientij Gierasimow, dyrektor Instytutu Geografii Akademii Nauk ZSRR. Profesor Leszczycki był do 2012 roku jedynym prezydentem tej najważniejszej organizacji geograficznej, pochodzącym z Europy Środkowej i Wschodniej.

Życiorys Stanisława Leszczyckiego jest niezwykle bogaty, obfitujący w wiele zdarzeń godnych uwiecznienia nawet na taśmie filmowej: ewakuacja z rodzicami z Mielca do Czech w 1914 roku; wyjazd i szybki powrót rodziny do Krakowa we wrześniu 1939 roku; aresztowanie w czasie „Sonderaktion Krakau”; uwięzienie w obozach koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau; tajne nauczanie i działalność konspiracyjna, udział jako eksperta w konferencji w Poczdamie oraz delimitacji granic Polski po II wojnie światowej; pełnienie funkcji wiceministra spraw zagranicznych PRL; organizacja jednostek geograficznych w Krakowie (UJ) i Warszawie (UW i PAN) oraz scalenie i reaktywowanie Polskiego Towarzystwa Geograficznego (PTG); wreszcie wydarzenia marcowe na Uniwersytecie Warszawskim.

Stanisław Leszczycki urodził się 8 maja 1907 roku w Mielcu, gdzie jego dziadek i ojciec byli prawnikami. Lata dziecięce spędził w rodzinnym mieście. W czasie I wojny światowej, po śmierci ojca, przeniósł się matką i siostrą do Krakowa. Tam, rodzina żyła w skromnych warunkach, korzystając z pomocy finansowej stryja matki – Franciszka Macharskiego. W szkole średniej związał się z ruchem harcerskim. Działalność ta wyrobiła w nim samodzielność i umiejętność podejmowania decyzji oraz zaspokajała zamiłowania krajoznawcze i turystyczne. Wycieczki pozostały jego pasją do końca życia. Egzamin maturalny w 1926 roku nie był pozbawiony wątków sensacyjnych, ponieważ samodzielny abiturient zdecydował się zdawać maturę z ostrym zapaleniem ślepej kiszki. Prosto ze szkoły pełna obaw matka zawiozła niesfornego syna do szpitala.

Opowiadania o ekscytujących poszukiwaniach złóż ropy naftowej, w połączeniu z dostrzeganym dobrobytem panującym w domu kolegi, który miał ojca nafciarza, skłoniły młodego człowieka do podjęcia decyzji o studiowaniu geologii. Niestety, studia magisterskie z geologii zostały uruchomione na Uniwersytecie Jagiellońskim dopiero w 1927 roku, więc Leszczycki wybrał najbliższy geologii kierunek, czyli geografię.

Na studiach Leszczycki dzielił początkowo swoje zainteresowania między geografię fizyczną i geografię człowieka (antropogeografię). W geografii fizycznej szczególne miejsce zajęła klimatologia. W sezonie zimowym przez trzy lata prowadził z kolegą obserwacje meteorologiczne w Tatrach. Umiejętności te wykorzystał w obozie koncentracyjnym Dachau w 1940 roku, gdzie uniknął ciężkich robót, gdy wspólnie z przyszłym rektorem Uniwersytetu Warszawskiego, Stanisławem Turskim, uzyskał zgodę na prowadzenia obserwacji meteorologicznych na potrzeby gospodarstwa ogrodniczego. Wtedy też zdobył wielkie uznanie środowiska akademickiego, pomagając przetrwać w trudnych chwilach starszym profesorom, towarzyszom obozowej niedoli.

Największy wpływ na rozwój naukowy młodego badacza wywarli profesorowie Ludomir Sawicki i Jerzy Smoleński, którzy będąc sami przede wszystkim geografami fizycznymi, prowadzili jednak kolejno seminaria z antropogeografii. Ówczesna antropogeografia badała relacje między środowiskiem przyrodniczym a ludnością, osadnictwem i różnymi formami działalności gospodarczej. Po uzyskaniu stopnia magistra w 1930 roku Leszczycki przejął prowadzenie seminarium.

Uczony stosunkowo wcześnie dostrzegł duży potencjał geografii jako wiedzy o walorach aplikacyjnych i potrzebę popularyzacji osiągnięć naukowych w mediach. Jeszcze przed doktoratem zaczął interesować się planowaniem regionalnym, które uznał za odmianę geografii stosowanej, zajmującej się związkami między różnymi formami zagospodarowania a środowiskiem geograficznym. Pracując na uniwersytecie, jednocześnie podjął pracę w Krakowskim Biurze Planowania Regionalnego. Opracowując podstawy planu regionalnego Podhala, Leszczycki dostrzegł szansę rozwoju gospodarczego obszaru w rozwoju działalności uzdrowiskowej i turyzmu. Aby zapewnić kadry dla obsługi ruchu turystycznego utworzył studium podyplomowe na UJ. Prowadził audycje w radio, uczestniczył w wykładach publicznych, publikował w prasie i tygodnikach.

Stanisław Leszczycki okazał się prawdziwym wizjonerem. Obecnie w instytutach geograficznych studenci podejmują studia nie tylko na kierunku geografia, lecz także na kierunkach: gospodarka przestrzenna, ochrona środowiska, turystyka lub geoinformacja.

Zdolność odczytywania znaków czasu i udzielania właściwych odpowiedzi na nowe wyzwania nie zawsze spotykała się z powszechnym zrozumieniem. Rozprawa habilitacyjna Leszczyckiego, opracowana na podstawie 10-letnich studiów na Podhalu, została odrzucona w 1937 roku przy jednej negatywnej recenzji prof. Kazimierza Dobrowolskiego – socjologa, który zarzucił jej nadmierne nachylenie praktyczne. Dopiero kolejna rozprawa z zakresu antropogeografii na temat osadnictwa w Anatolii, przygotowana w czasie hitlerowskiej okupacji, pozwoliła w 1945 roku z sukcesem zakończyć kolokwium habilitacyjne i zapewniła Stanisławowi Leszczyckiemu uzyskanie tytułu profesora. Jednak historia lubi się powtarzać. Gdy w latach 60. proponował on stworzenie w Instytucie Geograficznym UW specjalizacji w dziedzinie ochrony i zagospodarowania środowiska Rada Naukowa odrzuciła jego projekt. Wkrótce problematyka ta została przechwycona przez inne nauki przyrodnicze, a do propozycji Leszczyckiego powrócono dopiero w latach 90.

Pomimo wielkiego zaangażowania w reaktywację geografii krakowskiej uczony stał się wkrótce najbardziej uwikłanym profesorem w tzw. działalność zewnętrzną. Istotny wpływ na lewicowy światopogląd młodego człowieka wywarł już w gimnazjum drużynowy o zapatrywaniach lewicowych, student polonistyki Ignacy Fik (późniejszy poeta i krytyk literacki), a podczas uwięzienia w Sachsenhausen i Dachau – prof. Kazimierz Piwarski. Po powrocie z Dachau w 1941 roku, Leszczycki, pracując w Wodociągach Miejskich, związał się z Polską Partią Socjalistyczną (Wolność-Równość-Niepodległość), współpracując także z Biurem Informacji Politycznej Armii Krajowej. Do działalności politycznej nie zniechęciło go nawet aresztowanie za współpracę z Armią Krajową przed kolokwium habilitacyjnym. W rezultacie coraz bardziej zacieśniały się jego kontakty z Warszawą, jako siedzibą władz centralnych.

Choć od 1 lipca 1948 roku Stanisław Leszczycki przestał być formalnie pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego, to decyzja o przeniesieniu się na Uniwersytet Warszawski zapadła na jesieni 1947 roku, gdy podjął się reaktywacji Zakładu Antropogeograficznego na Wydziale Humanistycznym. Wybór Warszawy jako miejsca aktywności zawodowej miał w pewnym sensie znaczenie symboliczne. Przemieszczenie młodego profesora z Krakowa na Krakowskie Przedmieście (mieszkał w oficynie Pałacu Uruskich-Czetwertyńskich) odzwierciedlało zmianę pokoleniową w polskiej geografii, ponieważ jego poglądy na temat koncepcji rozwoju dyscypliny nie były już zgodne z wizjami dotychczasowego niekwestionowanego autorytetu – prof. Eugeniusza Romera.

Reaktywacja geografii na UW była dużym wyzwaniem, ponieważ dwa zakłady geograficzne nie miały trwałej siedziby i korzystały z gościnności chemików przy ul. Pasteura oraz Towarzystwa Naukowego Warszawskiego w Pałacu Staszica, w którym do Sali Lustrzanej można się było dostać tylko po drabinie. Uwagę Leszczyckiego przyciągnęły ruiny Pałacu Uruskich-Czetwertyńskich, położonego koło kompleksu budynków uniwersyteckich. Już wczesną jesienią 1947 roku doprowadził do podpisania umowy (prawo użytkowania) między właścicielem budynku, Stefanem Czetwertyńskim i Skarbem Państwa reprezentowanym przez Rektora Uniwersytetu Warszawskiego oraz uzyskał subwencje rządowe na budowę siedziby geografii. Budynek został oddany do użytku w 1950 roku. Sukcesem zakończyły się również działania prowadzone w celu połączenia dwóch zakładów geograficznych istniejących na UW i utworzenia Instytutu Geograficznego – organizacyjnie przypisanego do Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi. Na kierownika tego nowego instytutu i Katedry Geografii Ekonomicznej powołano w 1952 roku Stanisława Leszczyckiego.

W latach 50. i 60. profesor odegrał istotną rolę w reorganizacji polskiej geografii, zwłaszcza geografii społeczno-ekonomicznej. Geografia z jednej strony była nauką teoretyczną, pełniącą funkcje poznawcze, z drugiej zaś była nauką stosowaną, która zajmowała się kształtowaniem przestrzeni i środowiska. Konferencja w Osiecznej w 1955 roku nadała geografii społeczno-ekonomicznej status nauki empiryczno-analitycznej z określonymi specjalizacjami. Była to oryginalna koncepcja polskich geografów wykorzystująca dotychczasowy dorobek krajowy i międzynarodowy. Leszczycki uważał, że geografia nie może uzyskiwać znaczących wyników bez współdziałania poszczególnych badaczy, ośrodków naukowych i współpracy międzynarodowej. Zabiegał o stypendia na wyjazdy zagraniczne dla pracowników i doprowadził do powstania kilku terenowych stacji badawczych w Polsce.

Podczas pracy na UW Stanisław Leszczycki opublikował ponad 400 prac (łącznie prawie 1000) i wypromował 15 doktorów, z których sześciu uzyskało tytuł profesora. Uczestniczył w badaniach z różnych dziedzin geografii m.in. na wyspie Wolin i w Beskidzie Wyspowym. Brał też udział w pracach zespołowych m.in. nad strefami wpływu 18 wielkich miast Polski i w przygotowaniu mapy politycznej świata. Prowadził również badania z zakresu geografii przemysłu, regionalizacji ekonomicznej Polski, geografii miast.

Profesor prowadził wykłady z antropogeografii, regionalizacji ekonomicznej, metodologii geografii oraz historii geografii polskiej. We wspomnieniach uczniów wykłady te były rzeczowe i jasne, ale treści były przekazywane dość sucho, bez barwnych zwrotów i anegdot. Kładł nacisk na zrozumienie problemów i umiejętność ich rozwiązywania. Brak znajomości pewnych faktów nie dyskwalifikował studenta.

Najtrudniejszym okresem dla prof. Leszczyckiego były wydarzenia na Uniwersytecie w marcu 1968 roku. W czasie strajku okupacyjnego rozmawiał ze studentami, uspokajał, ustalił dyżury dzienne i nocne pracowników naukowych. Interweniował skutecznie w sprawie wypuszczenia z aresztu jednego z pracowników. Przygotowany z jego inicjatywy list protestacyjny profesorów UW i PAN do premiera Józefa Cyrankiewicza przedostał się do prasy. Inicjatorów akcji, czyli profesorów Leszczyckiego i Anatola Listowskiego publicznie potępiono jako rewizjonistów i przez kilka miesięcy odmawiano im paszportów. Profesor został jeszcze powołany na dyrektora pozawydziałowego Instytutu Geografii w 1969 roku, ale w listopadzie 1970 roku został zwolniony z pracy w UW i skierowany na bezpłatny urlop, pod pretekstem dublowania etatów w UW i PAN.

Sukcesy w organizacji pracy naukowej i dydaktycznej zawdzięczał Leszczycki umiejętności pracy zespołowej i budowaniu ducha solidarności, choć zyskał sobie miana „Arcykapłana” i „Króla Stasia”. Określenia te nie miały nic wspólnego z dyktatorem, ale uosabiały mądrego zwierzchnika, dającego odczuć pracownikowi bardziej jego podmiotowość niż mechanizm władzy. W integracji środowiska geografów pomocne okazało się jego doświadczenie naukowe. Profesor miał zdolność właściwego doboru współpracowników. Mawiał, że „gdy nie jesteś pewien jednego konia, to należy postawić na kilka”, łagodząc zarazem w ten sposób konflikty między indywidualnościami naukowymi. Nie stwarzał zbytniego dystansu, z życzliwością traktował swoich rozmówców. Akceptował odmienne poglądy naukowe i nie narzucał zbytnio własnych rozwiązań, doceniając inicjatywę pracowników w realizacji zadań. Nie tolerował tylko zachowań zakłócających dobrą, koleżeńską atmosferę w miejscu pracy. Spektakularnym świadectwem zaangażowania pracowników było funkcjonowanie Instytutu do późnych godzin wieczornych.

Pozostał Leszczycki niekwestionowaną osobowością w historii polskiej geografii. Nawet dzisiaj, ewentualne głosy krytyczne wobec jego dokonań padają zwykle spoza środowiska geografów. Istotną rolę odgrywały jego poglądy polityczne, ale związki polityczne profesora były bardzo wygodne dla geografów, ponieważ deklarując przywiązanie do materializmu dialektycznego, nie propagował go ostentacyjnie. Nie był dogmatykiem, zawsze liczyły się osiągnięcia naukowe. Wspierał usilnie rozwój dyscypliny. Zaopatrywał bibliotekę w zachodnie publikacje, z których korzystali także geografowie z sąsiednich krajów, starał się o stypendia zagraniczne dla pracowników, a jego służbowy samochód wykorzystywano w badaniach terenowych. Interweniował w obronie pracowników, gdy okazywali się „zagrożeniem dla trwałości systemu politycznego”. Tak było np. z profesorem (wówczas doktorem) Jerzym Kondrackim, który został posądzony „o współpracę z imperialistami” w związku z opublikowaniem w Wielkiej Brytanii pracy na temat polskiej geografii (1951).

Prawdziwa perfekcja w organizowaniu własnego czasu pozwalała profesorowi godzić wiele funkcji z pracą naukową, a nawet wypoczynkiem. Był zapalonym turystą, narciarzem, kajakarzem i taternikiem, zajmował się kolekcjonowaniem monet, minerałów, muszli, białej broni, grafiki z XVIII i XIX wieku. Zwiedził z żoną prawie wszystkie kraje Europy, północnej Afryki i niektóre kraje Azji i Ameryki. Jeszcze w latach 60. powrócił do współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, organizując polsko-brytyjskie spotkania okrągłego stołu po nazwą „Perspektywy koegzystencji europejskiej”. Strona brytyjska doceniała wagę tych spotkań, ponieważ w 1965 roku otrzymał wysokie odznaczenie brytyjskie (Knight Commander [of the Order] of St. Michael and St. George), nadające mu brytyjskie szlachectwo i tytuł Sir.

Po odejściu z Uniwersytetu Warszawskiego Stanisław Leszczycki całkowicie poświęcił się działalności w Instytucie Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Nowa nazwa instytutu była bezpośrednio związana z powierzeniem mu funkcji koordynatora badań nad podstawami przestrzennego zagospodarowania kraju. Już w latach 50. kierował Komitetem Przestrzennego Zagospodarowania Kraju PAN. Zajmował się zagadnieniami delimitacji ośrodków i okręgów przemysłowych, strukturą przestrzenną gospodarki narodowej oraz problematyką ochrony środowiska. Wydał w PWN dwie książki, będące podsumowaniem dorobku naukowego: Geografia jako nauka i wiedza stosowana (1975), Geografia a planowanie przestrzenne i ochrona środowiska (1977). Inicjował wydawanie licznych atlasów, prace nad uporządkowaniem nazewnictwa geograficznego i cykliczne seminaria naukowe z partnerami z różnych krajów europejskich. O jakości tych kontaktów świadczy przytoczony we wspomnieniach fakt, że np. prof. Stanley H. Beaver przyjechał na zjazd PTG jesienią w 1968 roku, bo jak mówił, „bał się, że po wkroczeniu wojsk polskich do Czechosłowacji nikt z zagranicy nie przyjedzie i będzie nam, geografom, przykro”.

Na emeryturę Leszczycki przeszedł w grudniu 1977 roku. Umiał odejść w taki sposób, że nie utrudniał życia następcom, ale o okresie „bezkrólewia” w polskiej geografii panują już kontrowersyjne opinie. W uroczystej sesji w Polskiej Akademii Nauk z okazji jubileuszu 80-lecia udział wzięło 200 gości z kraju i zagranicy, ale zabrakło... Jubilata, który potknął się na remontowanym chodniku i rozbił twarz tak, że nie mógł ruszyć się z domu. Za to 13 listopada 1987 roku mógł wspólnie z przyjaciółmi i uczniami cieszyć się z nadania mu przez Uniwersytet Warszawski tytułu doktora honoris causa. Podobne wyróżnienie odebrał wcześniej na Uniwersytecie Karola w Pradze i Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Kilkanaście towarzystw geograficznych przyznało profesorowi członkostwo honorowe.

Stanisław Leszczycki zmarł w Warszawie 13 czerwca 1996 roku. Został pochowany na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.

Bogusław Leśnodorski

Urodzony 27 V 1914 w Krakowie. Studia prawnicze na UJ (1932–1936), asystent w Katedrze Historii Ustroju Polski (1936), doktorat (1938). Aresztowany w 1939, więziony w obozach koncentracyjnych Sachsenhausen i Dachau (do XII 1940). Po zwolnieniu uczestnik tajnego nauczania. Habilitacja na UJ (1947). Profesor na Wydziale Prawa UW (1950). Od 1968 dyrektor Instytutu Historyczno-Prawnego UW. Dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW (1965–1968).

Prawnik, historyk ustroju i myśli politycznej.
Członek PAN (1973), członek Komitetu Nauk Prawnych i Komitetu Nauk Historycznych PAN, wicedyrektor Instytutu Historii PAN, kierownik Pracowni Dziejów Oświecenia.
Redaktor naczelny czasopism „Życie Nauki” (1950–1953) i „Kwartalnik Historyczny” (1953–1975). Przewodniczący Komitetu Redakcyjnego Polskiego słownika biograficznego (1964–1975).
Doktor honoris causa uniwersytetu w Tuluzie (1967).
Zmarł 1 VII 1985 w Warszawie.

Dzieło Sejmu Czteroletniego, Warszawa 1951; Polscy jakobini, Warszawa 1960; Historia i współczesność, Warszawa 1967; Historia państwa i prawa polskiego (współautorzy J. Bardach, M. Pietrzak), Warszawa 1976.

A. Rosner, Bogusław Leśnodorski, [w:] Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 2008, s. 267–269.

HUBERT IZDEBSKI

MAREK WĄSOWICZ

BOGUSŁAW LEŚNODORSKI*

1914–1985

 

O sile i znaczeniu każdego środowiska naukowego, a zwłaszcza uniwersytetu, decydują w ogromnym stopniu jego profesorowie. To oni mają decydujący wpływ na uniwersytecką dydaktykę, to oni kształtują nowe kadry naukowe uczelni, to oni wreszcie wyznaczają standardy postaw, nie tylko jako nauczyciele akademiccy w zakresie badań naukowych i nauczania, lecz także jako obywatele, zwłaszcza wtedy, gdy trzeba się upomnieć o przestrzeganie elementarnych zasad życia społecznego. Na każdym wydziale uniwersytetu można wskazać takich profesorów, którzy w historycznym rozwoju wydziału odegrali szczególną rolę i zapisali się w pamięci wydziałowej korporacji. Są jednak i tacy profesorowie, których znaczenie przekracza ramy wydziału, którzy stali się ważnymi postaciami dla całej uniwersyteckiej wspólnoty.

W najnowszej historii Uniwersytetu Warszawskiego wydarzeniem, które stało się sprawdzianem postaw, swoistym testem solidarności akademickiej i przywiązania do podstawowych wartości, na których ufundowana jest instytucja uniwersytetu, był Marzec 1968 roku. Próba podważenia i ograniczenia przez komunistyczny reżim skromnych resztek niezależności świata akademickiego stała się szczególnie bolesnym doświadczeniem dla Uniwersytetu i jego akademickiej wspólnoty. Publiczne przeciwstawienie się tej próbie wymagało dużej odwagi, ale też stało się swoistą weryfikacją profesorskich autorytetów. Nie wszyscy ten egzamin zdali, jednak nie brakowało takich, których postawa do dzisiaj wspominana jest z uznaniem.

Podobne przymioty profesorów decydują o znaczeniu i sile środowiska naukowego. Ale i tutaj są tacy, którzy z racji dorobku naukowego, osobowości i umiejętności organizowania życia naukowego, wyszukiwania problemów i tematów do dyskusji mają szczególną pozycję.

Jednym z takich profesorów Uniwersytetu Warszawskiego – z tym Uniwersytetem związanym zresztą nie od razu, gdyż do samodzielności naukowej doszedł w macierzystym Uniwersytecie Jagiellońskim – którego znaczenie wyrosło ponad własny wydział, który nie wahał się bronić studentów i potrafił się oprzeć naciskom komunistycznych władz w 1968 roku, gdy piastował funkcję dziekana, a który zarazem współtworzył środowisko polskich historyków prawa, był prof. Bogusław Leśnodorski. 1 lipca 2005 roku minęło 20 lat od jego śmierci. Warto przypomnieć postać tego wybitnego profesora Uniwersytetu i znaczącego przedstawiciela nauki historyczno-prawnej. Na prestiż uczelni, na poczucie wewnętrznej więzi każdego naukowego grona składa się bowiem również pamięć o ich wybitnych ludziach.

Bogusław Leśnodorski był człowiekiem dwóch stolic. Urodził się w Krakowie 27 maja 1914 roku, w rodzinie nauczycielskiej. Ojciec był profesorem w gimnazjum Jana III Sobieskiego, starszy brat Zygmunt – cenionym krytykiem literackim. Atmosfera domu, pełna przywiązania do tradycji rodzinnej i klasycznego wykształcenia, odegrała bez wątpienia ważną rolę w kształtowaniu osobowości młodego człowieka. Przedłużeniem tego klimatu były lata nauki w gimnazjum im. Sobieskiego, jednej z najlepszych szkół w ówczesnym Krakowie, zakończone maturą w 1932 roku. W tym samym roku – pod wpływem gimnazjalnego nauczyciela historii, który wcześnie wprowadził go w świat historii instytucji – Leśnodorski wstąpił na Uniwersytet Jagielloński i podjął studia na Wydziale Prawa. Jego wybitne uzdolnienia, zainteresowania historią zwróciły uwagę znakomitych wykładowców tamtych czasów. Leśnodorski został seminarzystą Stanisława Kutrzeby, uczestniczył także w zajęciach prowadzonych przez Stanisława Estreichera. Wpływ obu mistrzów da się zauważyć w szerokim, porównawczym spojrzeniu na instytucję państwa i fenomen prawa, które będzie charakteryzować w przyszłości dorobek prof. Leśnodorskiego.

Lata studiów ujawniły zarazem jego niepospolite umiejętności retoryczne i erystyczne, potwierdzone w konkursie krasomówczym, którego został laureatem w 1936 roku. W tym samym roku ukończył studia i został zastępcą asystenta w katedrze kierowanej przez prof. Kutrzebę. W 1937 roku został starszym asystentem w katedrze Kutrzeby, a w 1938 roku obronił pracę doktorską na temat Stosunek prawno-państwowy Prus Królewskich do Korony w latach 1454–1569.

Świetnie zapowiadającą się karierę naukową i zawodową przerwał wybuch wojny. W wyniku „Sonderaktion Krakau” Leśnodorski razem z innymi wykładowcami Uniwersytetu Jagiellońskiego został w listopadzie 1939 roku wywieziony do obozu w Sachsenhausen, a potem do Dachau, gdzie uczestniczył w programach kształcenia organizowanego wśród więźniów. Zwolniony w grudniu 1940 roku wrócił do Krakowa i włączył się w tajne nauczanie na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, formalnie prowadząc zajęcia w Żeńskiej Szkole Handlowej. Nauczał tam maszynopisania, dzięki czemu sam uzyskał ogromną biegłość w posługiwaniu się maszyną do pisania – pisząc od razu na maszynie wiele swoich tekstów.

Czas okupacji to zarazem jego intensywna praca badawcza nad okresem schyłku I Rzeczypospolitej. Zainteresowanie tym tematem pojawiło się już w wykładach samokształceniowych w obozie, m.in. pod wpływem rozmów z Władysławem Konopczyńskim, być może inspirowane także kolejnym zakrętem w historii Polski. Rezultatem tych badań jest rozprawa Dzieło Sejmu Czteroletniego (opublikowana w 1951 roku), na podstawie której Bogusław Leśnodorski uzyskał w 1947 roku habilitację.

Od 1950 roku Bogusław Leśnodorski związał się na stałe z Warszawą. Został profesorem nadzwyczajnym w Uniwersytecie Warszawskim, od 1958 roku – profesorem zwyczajnym. Do 1968 roku piastował funkcję kierownika Katedry Historii Państwa i Prawa Polski, a w 1968 roku objął stanowisko dyrektora Instytutu Historyczno-Prawnego UW, przekazując kierownictwo katedry Juliuszowi Bardachowi. W latach 1965–1968, w tym w okresie wydarzeń marcowych, pełnił funkcję dziekana Wydziału Prawa.

W 1968 roku został przewodniczącym komisji uniwersyteckiej do zbadania okoliczności wydarzeń na Uniwersytecie Warszawskim. Z zachowanych materiałów archiwalnych, ale też i z faktów zapamiętanych przez świadków wydarzeń, wynika, że starał się bronić zagrożonych wydaleniem z pracy nauczycieli akademickich, niekiedy wbrew stanowisku ich bezpośrednich przełożonych. Jako dziekan i członek Senatu dążył skutecznie do tego, by nie dopuścić do wykorzystywania postępowań dyscyplinarnych przeciwko studentom jako narzędzia represji politycznej. Został odwołany ze stanowiska dziekana, a potem na jakiś czas władze blokowały jego awans do grona członków Polskiej Akademii Nauk. Ostatecznie znalazł się w tym gremium w 1973 roku.

Trzeba w tym miejscu odnotować także międzynarodowe uznanie, jakim cieszył się Bogusław Leśnodorski. Jednym z wielu przykładów jest nadanie mu w 1967 roku tytułu doktora honoris causa przez uniwersytet w Tuluzie. Był on jednym z największych – a wówczas było ich wielu – propagatorów nauki i kultury francuskiej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Nie może więc dziwić, że utrzymywał kontakty przede wszystkim z nauką francuską, co powodowało też szczególne uznanie jego osiągnięć właśnie we Francji.

Aktywność organizacyjna Bogusława Leśnodorskiego nie ograniczała się do Uniwersytetu Warszawskiego. Pełnił także liczne funkcje w Polskiej Akademii Nauk: był m.in. wicedyrektorem Instytutu Historii, kierownikiem Pracowni Dziejów Oświecenia, członkiem Komitetu Nauk Prawnych oraz Komitetu Nauk Historycznych. Kierował pracami zespołu interdyscyplinarnego prowadzącego badania nad elitami polskiego Oświecenia. Przez 21 lat, poczynając od 1952 roku, był, bardzo angażując się w tę pracę, redaktorem naczelnym „Kwartalnika Historycznego”, a w latach 1964–1975 przewodniczył Komitetowi Redakcyjnemu Polskiego słownika biograficznego (redaktorem naczelnym pozostawał w tym czasie Emanuel Rostworowski).

W 1979 roku poważna choroba wyłączyła go całkowicie z czynnego życia. Zmarł 1 lipca 1985 roku i został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Ocena dorobku naukowego Bogusława Leśnodorskiego nie jest prosta. Jego bibliografia liczy ponad 400 pozycji. Obejmuje prace historyczno-prawne, a wśród nich dominują teksty dotyczące epoki oświecenia, której poświęcił znaczną część swego naukowego życia i osobistego zaangażowania, publikacje z historii nauki, historii nauki prawa, w tym dziejów Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, wiele pozycji o charakterze popularyzatorskim, prace edytorskie, wreszcie z historii administracji, która, jak będzie o tym jeszcze mowa, stała się ostatnią pasją badawczą Bogusława Leśnodorskiego.

Najważniejsze publikacje Leśnodorskiego z obszaru historii prawa (dla niego zawsze obejmującej również historię idei): Dzieło Sejmu Czteroletniego (1951) i Polscy jakobini (1960) stanowią ważkie odzwierciedlenie stanu wiedzy i sposobu interpretowania procesów dziejowych w czasach, gdy ukazały się drukiem. Z tego względu dla badaczy polskiej historiografii ostatniego stulecia mogą nadal, a może i powinny, stanowić przedmiot szczególnego zainteresowania i zarazem pośrednie źródło wiedzy o stanie środowiska historyków instytucji i idei okresu po II wojnie światowej – niezależnie od naukowej aktualności ich ustaleń i tez.

Oczywiście, późniejsze badania źródłowe, inne interpretacje materiału źródłowego, a także rozwój różnego rodzaju analiz dotyczących generalnie epoki oświecenia w Europie, spowodowały, że niektóre tezy sformułowane zwłaszcza w Dziele Sejmu Czteroletniego wymagały istotnej rewizji i nie mogły ostać się w obiegu naukowym. Sam Bogusław Leśnodorski dostrzegał zresztą potrzebę korekty niektórych swoich twierdzeń. Na przykład w 1971 roku stwierdził, że Ustawa Rządowa z 1791 roku – wbrew temu, co utrzymywał w Dziele Sejmu Czteroletniego, poświęconym w dużym stopniu Ustawie – „nie zamykała dzieła reformy kraju, przeciwnie, dopiero je otwierała”. Podobnie ustalenia co do autorstwa Konstytucji 3 maja, pomniejszające rolę króla Stanisława Augusta, zostały potem skorygowane w dobrze udokumentowanych publikacjach Emanuela Rostworowskiego.

W bogato udokumentowanej książce Polscy jakobini zachowuje aktualność teza o raczej drugorzędnym znaczeniu nurtu radykalnego w powstaniu 1794 roku. Warszawskie środowiska radykalne były raczej grupą nacisku, bez realnej szansy przejęcia inicjatywy w swoje ręce. Wątpliwe jest więc, czy można środowisko to określić mianem zorganizowanej siły politycznej i porównywać do francuskich jakobinów. Zastrzeżenia mogą także budzić dość jednostronne oceny wszystkich innych środowisk zaangażowanych w powstanie, zwłaszcza polityków i działaczy związanych z królem. Zarazem trzeba jednak zauważyć, że ta książka Leśnodorskiego dostarcza w obszarze źródeł wiele wartościowego materiału i dlatego jest nadal przywoływana przez autorów zajmujących się schyłkiem Rzeczypospolitej, nawet jeśli nie aprobują oni generalnych ocen autora. Za przykład mogą służyć dwie publikacje Łukasza Kądzieli: Między zdradą a służbą Rzeczypospolitej (1993) oraz Fryderyk Moszyński w insurekcji kościuszkowskiej (2004).

Wielkim niezrealizowanym tematem stała się biografia Hugona Kołłątaja. Leśnodorski opracował obszerny wstęp do Listów Anonima (do dzisiaj zresztą wielokrotnie, choć niekiedy z zastrzeżeniami przywoływany, jak np. w pracy Zofii Zielińskiej Kołłątaj i orientacja pruska u progu Sejmu Czteroletniego, ogłoszonej w 1991 roku), ale odrębnej książki o Kołłątaju nigdy nie napisał.

Szczególną rolę w dorobku Bogusława Leśnodorskiego odgrywają liczne eseje historyczne. Ta forma twórczości była mu szczególnie bliska, chętnie się nią posługiwał i w niej najlepiej i najpełniej potrafił wyrazić swoje widzenie historii, umiejętność podróżowania w czasie, kojarzenia różnych – niekiedy odległych przestrzennie czy czasowo – wydarzeń, tak by wyłowić łączące je cechy wspólne. Szczególnym przykładem takiego sposobu uprawiania historii stały się Rozmowy z historią, wyrosłe z audycji radiowych i telewizyjnych, a potem spisane w formie swobodnych esejów, przedstawiających węzłowe zagadnienia dziejów Polski od czasów najdawniejszych do współczesności. Do tego rodzaju publikacji trzeba także zaliczyć zbiory esejów Historia i współczesność oraz Ludzie i idee.

Wśród szkiców Bogusława Leśnodorskiego na szczególną uwagę mogą zasługiwać: praca dotycząca szkoły humanitarnej prawa karnego i znajomości myśli Beccarii wśród polskich oświeconych, teksty analizujące Polskę i Europę na przełomie XVIII i XIX w. oraz państwo polskie na przełomie dwóch stuleci, a także artykuł określający reformy Sejmu Czteroletniego mianem pokojowej rewolucji. Wart przypomnienia jest także artykuł Jakobini wobec zagadnień wzrostu i wspólnoty politycznej w Księstwie Warszawskim, podejmujący problem wzajemnej relacji między wspólnotą polityczną i obywatelską (do tego tekstu odwoływał się ostatnio Maciej Mycielski w książce Miasto mieszkańców, wieś obywateli. Kajetana Koźmiana koncepcje wspólnoty politycznej do 1830 roku), ogłoszonej w 2004 roku. Dla świata uniwersyteckiego nadal ważne pozostają teksty dotyczące Szkoły Prawa i Nauk Administracyjnych w Księstwie Warszawskim (1963), nauk ekonomicznych i politycznych w Królestwie Polskim w dobie Szkoły Głównej (1964) czy, wreszcie, generalnie o uniwersytetach w epoce oświecenia (1964).

Jedną z dziedzin, której Bogusław Leśnodorski poświęcił szczególnie wiele – stopniowo coraz więcej – uwagi była historia administracji. Bez wątpienia należy go nazywać „promotorem badań historyczno-administracyjnych w skali nie tylko naszego kraju”. Tak został on określony w słowie wstępnym do kolejnych wydań, poczynając od 1980 roku, Historii administracji Huberta Izdebskiego. Od lat 60. Bogusław Leśnodorski przeżywał wręcz okres fascynacji historią administracji – a fascynacja potrafiła u niego przechodzić w rodzaj euforii. Utrzymywał ożywione – bardzo ożywione, jak na tamte czasy – kontakty z przedstawicielami rodzącej się na zachodzie Europy nowej dyscypliny historyczno-prawnej, w szczególności z Pierre’em Legendre, autorem m.in. Histoire de l’Administration de 1750 a nos jours (1968) – mało klasycznego podręcznika, w którym wiele miejsca zajęły różnego rodzaju wątki psychosocjologiczne (coraz bardziej zresztą absorbujące później francuskiego autora). Dzięki Bogusławowi Leśnodorskiemu, Pierre Legendre odwiedził Uniwersytet Warszawski, dzięki czemu wszyscy zainteresowani mogli zapoznać się z rodzącą się nauką historii administracji i jednym z jej ważnych przedstawicieli.

Na XIII Międzynarodowym Kongresie Nauk Historycznych Bogusław Leśnodorski wygłosił referat, którego skrót został ogłoszony pod tytułem Administracja w państwie burżuazyjnym (czynniki rozwoju) w „Państwie i Prawie” w 1971 roku. Było to syntetyczne ujęcie dziejów nowożytnej administracji, uwzględniające różne wątki: doktrynalne, prawne, ekonomiczne, organizacyjne – a zarazem programowa wizja zakresu nowego przedmiotu i sposobów jego traktowania. Wpłynęła ona na kształt nauki historii administracji nie tylko w Polsce.

Jako dziekan warszawskiego Wydziału, Bogusław Leśnodorski był nie tylko inicjatorem powrotu do starej nazwy „Wydział Prawa i Administracji”, ale, jak była już o tym mowa, sam prowadził studia nad Szkołą Prawa i Nauk Administracyjnych i jej kontynuatorami, jak też zachęcał innych do badań i nad Szkołą, i ogólnie nad historią myśli nie tylko prawnej, ale i administracyjnej.

Potrafił skupić wokół siebie grupę doktorantów, którzy podjęli tę tematykę. Henryk Goryszewski pod jego kierunkiem przygotowywał rozprawę doktorską o najwybitniejszym polskim administratywiście XIX stulecia Antonim Okolskim (rozprawa została obroniona w 1980 roku). Także pod jego kierunkiem Piotr Hübner przygotował rozprawę doktorską z pogranicza historii administracji i historii nauki, mającą za przedmiot powstawanie Polskiej Akademii Nauk; autor ten przesunął jednak następnie swoje zainteresowania całkowicie w kierunku najnowszej historii organizacji nauki. Maria Nodzykowska-Gromadzka – której promotorem był Jerzy Starościak, sam zainteresowany historią administracji i pozostający w naukowej przyjaźni z Bogusławem Leśnodorskim – zajęła się kształtowaniem polskich nauk administracyjnych w drugiej połowie XIX w. (jako monografia Narodziny polskich nauk administracyjnych, rozprawa ukazała się już po śmierci autorki, w 1985 roku). Do grupy tej należał również Hubert Izdebski, którego rozprawa doktorska miała za przedmiot Kolegialność i jednoosobowość w zarządzie centralnym państwa nowożytnego, wybrany przez promotora Michała Sczanieckiego w ścisłej współpracy z Bogusławem Leśnodorskim.

W tym wszystkim, co Bogusław Leśnodorski głosił i czynił w odniesieniu do historii administracji, pozostawał wierny temu, co było charakterystyczne dla jego twórczości naukowej co najmniej od rozprawy Dzieło Sejmu Czteroletniego. Można powiedzieć, że jego zainteresowanie historią administracji było swoistą konsekwencją rozważań nad Wiekiem Oświecenia (czy, jak wolał mówić, Wiekiem Świateł) i jego pokłosiem, a zarazem płodnym naukowo zafascynowaniem (w czym nie był wyjątkowy, ale czemu dawał wyraz jak mało kto) założeniami szkoły „Annales” i jej kontynuatorów.

Wiek Świateł wytworzył bowiem nie tylko podstawy współczesnego europejskiego myślenia i współczesnych instytucji europejskich, ale to w jego czasie stworzone zostały podstawy nowoczesnej myśli administracyjnej i nowoczesnej administracji publicznej – zarówno w ówczesnych, w Europie przeważających, monarchiach absolutnych (starających się być „monarchiami oświeconymi”), jak i w ówczesnych „oświeconych republikach” (tej nazwy Bogusław Leśnodorski bardzo lubił używać), w tym, stanowiącej przedmiot jego najgruntowniejszych studiów, Rzeczypospolitej Obojga Narodów w epoce stanisławowskiej. Okres Księstwa Warszawskiego, którym zajął się szybko – poczynając od głośnego w swoim czasie studium Elementy feudalne i burżuazyjne w ustroju i prawie Księstwa Warszawskiego, ogłoszonego na łamach „Czasopisma Prawno-Historycznego” w 1951 roku – i którego cywilizacyjną rolę bardzo podkreślał, stanowił dlań kontynuację idei oświecenia, w nowocześniejszych warunkach i okolicznościach.

Jako człowiek, Bogusław Leśnodorski mógł się wydawać uosobieniem Wieku Świateł. Tadeusz Łepkowski pisał:

„Profesor Leśnodorski [...] jest to uczony, który w sposób całkowicie autentyczny [...] koresponduje z epoką Oświecenia [...] Jest to człowiek, który ma niemal wszystkie zalety ludzi osiemnastowiecznych i nie jest wolny od pewnych słabostek. Gładki w obyciu, wszechstronnie oświecony, błyskotliwy, unikający zadrażnień i sytuacji konfliktowych z otoczeniem, starający się stosować sztukę rozsądnego kompromisu i swoistej dyplomacji”.

Także w kategoriach intelektualnych Bogusław Leśnodorski wydawał się w wielu aspektach swej twórczości kontynuatorem tradycji oświecenia. Jednym z wielu dowodów, obok podkreślanego stale przekonania, iż dzień dzisiejszy jest tylko cezurą między przeszłością a przyszłością, na okoliczność tego podejścia – znajdującego wyraz także, a może przede wszystkim, w jego koncepcji historii administracji – jest następujące wyznanie, nieomalże wyznanie wiary, sformułowane w szkicu Historia i społeczeństwo. Problemy informacji i porozumienia (1965):

„Historia może i powinna służyć przyszłości. Może i powinna to czynić swymi badaniami, obejmującymi całość dziejów, przede wszystkim zaś przez ukazywanie tradycji i działań skutecznych, rozumianych jako dążenie do wolności, postępu i szczęścia ludzkiego. Tak pomyślane tradycje nie tylko nie przeciwstawiają się, lecz mogą służyć nowoczesności”.

Nieprzypadkowo w cytowanych słowach znajdziemy wyrażenie „badania, obejmujące całość dziejów”. Historia – którą Bogusław Leśnodorski chciał rozumieć szeroko: jako zarazem „przeszłość, której jesteśmy wytworem”, „badania nad nią, które uprawiamy”, „wiedzę, którą dysponujemy” oraz, najważniejszą dlań, „metodę rozpoznawania dziejów i wytworzonych przez nią składników współczesności” – powinna być traktowana integralnie.

Integralność – to, z jednej strony, tworzenie warunków i wykorzystywanie owoców współpracy z innymi naukami, zarówno społecznymi (przede wszystkim ekonomią, która jest przecież, a przynajmniej powinna być, szczególnie bliska administracji publicznej, tak jak myśl administracyjna ściśle splata się z myślą ekonomiczną, socjologią, psychologią i antropologią kulturalną), jak i przyrodniczymi, i technicznymi, a z drugiej strony widzenie obecnej cywilizacji „w perspektywie globalnej historii ludzkości, jej kumulatywnego, co nie znaczy, że ciągłego, bo także w nauce przerywanego przewrotami – wysiłku i dziedzictwa, koegzystencji wolnych indywidualności ludzkich i zbiorowych” (myśl z powołanego eseju Historia i społeczeństwo). Dlatego historia była dlań badaniem procesów, przede wszystkim procesów „długiego trwania” (odkrył zresztą, że termin la longue durée wystąpił po raz pierwszy we francuskim wydaniu dzieła Lelewela o paralelizmie dziejów Polski i Hiszpanii), a w ich ramach „elementów działających” – terminu tego użył w ważkim studium Rozbiory Polski. Układ elementów działających.

Przy takim podejściu interesowała go przede wszystkim „ekonomika i cywilizacja” z punktu widzenia zacofania – w jakim Polska znalazła się w dobie upadku dawnej Rzeczypospolitej – i możliwości przejścia do „wielkiego pchnięcia” w celu przezwyciężenia tego zacofania. I w tym zakresie upatrywał – może nawet zresztą z przesadą, co oczywiście bynajmniej nie było nietypowe w czasach, gdy to pisał – doniosłą rolę administracji publicznej.

Poza wspomnianym już programowym referatem o czynnikach rozwoju administracji (ale i o administracji jako czynniku rozwoju) można tu zacytować jego słowa odnoszące się do Księstwa Warszawskiego: „To Księstwo przyniosło pierwsze, stosunkowo bardziej znane, zawarte w konstytucji z 1807 roku, w prawie sądowym i bardzo obfitym prawodawstwie administracyjnym instytucjonalne elementy dla «wielkiego pchnięcia» w ekonomice i cywilizacji w późniejszym czasie”, jak również zrozumieć pewne zafascynowanie ustaleniami Jerzego Górskiego o wcześniejszych polskich odpowiednikach niemieckiej narodowej szkoły ekonomii politycznej w książce Polska myśl ekonomiczna a rozwój gospodarczy 1807–1830. Studia nad początkami teorii zacofania gospodarczego (1963). To w tym kontekście cytował słowa ministra Feliksa Łubieńskiego: „źródło zła nie tkwi więc w narodzie, ale w braku urzędników”. Podobnych wątków poszukiwał też w ideach wykładowców Szkoły Głównej, czyniąc to w szczególności w referacie Nauka i problemy wzrostu. Przykład Szkoły Głównej – wygłoszonym na sesji poświęconej stuleciu warszawskiego Wydziału Prawa w 1963 roku.

Trudno takich wątków nie łączyć z marksizmem, którego, niepełnym jeszcze, wyznaniem była drukowana wersja Dzieła Sejmu Czteroletniego, a pełny wyraz stanowił powołany referat o Księstwie Warszawskim z 1951 roku. Był to jednak w istocie marksizm bliski szkole „Annales”, z biegiem czasu zresztą coraz bliższy. Z czego był dumny, doprowadził do wpisania do dowodu osobistego w rubryce „zawód”: „historyk instytucji i idei” – i istotnie reprezentował w słowach i w naukowych czynach stanowisko, które wyraził w tytule jednego ze swoich artykułów: Pierwsze są idee, wtórne są instytucje. Nawet jak na lata 60. i 70. nie były to standardowe poglądy marksistowskie.

Dodać zarazem warto, że do dziś – może i dlatego, że nie jest już modny marksizm, który chociaż formalnie nakazywał zajmować inne stanowisko – wielu historyków prawa, historyków myśli prawniczej i prawnej oraz prawników jest „odpornych” na wiedzę z zakresu, odpowiednio, historii ekonomicznej, historii myśli ekonomicznej i ekonomii. Historia administracji – zapoczątkowana w naukowym kształcie przez Bogusława Leśnodorskiego – choć rozwinęła się u nas i okrzepła, czego dowodem jest choćby znacząca liczba podręczników – odległa jest wciąż od spełnienia postulatów profesora, dotyczących wszelkich badań z zakresu historii, w tym historii prawa.

Postulaty te – dające się sprowadzić do jego hasła „specjalizacji w integracji” oraz przejętego od Norwida motta „przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej” – uznać zaś można, co najistotniejsze, za stale aktualne, wraz z następującym wezwaniem z eseju zatytułowanego jak motto z Norwida:

„Każda myśl jak każdy twór człowieka nosi na sobie ludzkie piętno. Może być śmiała i szeroka, ostrożna i kompromisowa, płytka i tchórzliwa, pomysłowa i ożywcza. Warto będzie w uprawie i w upowszechnianiu naszych myśli bardziej niż dotąd troszczyć się o ich śmiałość i szerokość, intensywność i dosięganie przyszłości”.

Przesłanie to Bogusław Leśnodorski kierował do badaczy z różnych dziedzin i specjalności. „Historyk instytucji i idei” czuł się zarówno historykiem prawa, historykiem administracji i historykiem idei politycznych i prawnych, jak i historykiem tout court czy po prostu badaczem nauk społecznych i humanistycznych.

Powszechnie był rozpoznawany jako historyk, co wynikało również z tego, że w różnych formach udatnie upowszechniał „uprawiane” przez siebie myśli. Jedną z form upowszechniania była twórczość podręcznikowa, w szczególności znaczący udział w podręczniku Historii państwa i prawa polskiego, określanym przez kolejne pokolenia studentów jako „trojaczki”, napisanym wspólnie z Juliuszem Bardachem i Michałem Pietrzakiem.

Co istotne, popularyzację wiedzy Bogusław Leśnodorski traktował jako działalność wcale nie odmienną od uprawiania nauki. Dzieła par excellence naukowe i dzieła popularne – od Parlamentaryzmu w Polsce (1947) poczynając, a kończąc na serii Konfrontacje historyczne, która powstała z jego inspiracji, i w ramach której zredagował i opatrzył obszernym wstępem tom poświęcony oświeceniu – pisał takim samym językiem, zarazem pięknym i prostym. Znakomity orator, tak samo wygłaszał referaty naukowe, jak i wykłady dla studentów pierwszego roku. W jednym i drugim przypadku starał się unikać tonu ex cathedra i nie podkreślać swojej „profesorskości”; nie miał zresztą zwyczaju podpisywać się inaczej niż imieniem i nazwiskiem, twierdząc, że dodatki takie jak „prof. dr”, czy po 1968 roku „prof. dr hab.”, były, przynajmniej w odniesieniu do niego, zbędne. Jednocześnie traktował czytelników i słuchaczy nader poważnie, unikając upraszczania i spłaszczania przekazywanej wiedzy. Przeciwnie, jego wywody, pełne tez syntetycznych i porównawczych, jak też dygresji, wymagały odpowiedniego przygotowania oraz wysiłku intelektualnego czytelnika i słuchacza.

Szczególna rola Bogusława Leśnodorskiego w środowisku historycznym polegała na jego wyjątkowej umiejętności inspirowania wymiany poglądów, inicjowania ważnych dyskusji, pobudzania do refleksji. Tę rolę dobrze charakteryzuje sposób organizowania pracy w zespole redakcyjnym „Kwartalnika Historycznego”. Jak pisał Stanisław Trawkowski:

„zostawiając dużą swobodę współpracownikom, popierając ich propozycje i pobudzając ich inwencję, pozostawał Leśnodorski decydującym kierownikiem pisma [...] Swobodną wymianę zdań urozmaicał Redaktor dowcipem, żartem, anegdotą. Wysłuchiwał współpracowników uważnie, w sprawach szczegółowych zasięgał rady przyjaciół, decydował, ważąc argumenty własne i cudze”.

Podobne podejście reprezentował Bogusław Leśnodorski w dydaktyce uniwersyteckiej, zarówno w zakresie kształcenia studentów, jak i kadry naukowej.

Jak pisał jeden z uczniów profesora, Zbigniew Szcząska, we wspomnieniowym artykule w 1986 roku, Bogusław Leśnodorski był historykiem ludzi, idei i instytucji. Szczególnie bliska była mu dewiza wybitnego francuskiego historyka, Marca Blocha: Avant detre historiens de telle ou telle branche, nous sommes historiens tout court. Przez studia i podstawowe miejsce zatrudnienia związany z historią prawa i instytucji państwowych, Bogusław Leśnodorski czuł się jednak – i był – po prostu historykiem, historykiem tout court. Spoglądając z ogólnohistorycznej perspektywy na fenomen prawa i państwa, najgłębiej interesując się Wiekiem Świateł, nie był historykiem jednego okresu. Określenie „polihistor”, czasem nadużywane, jest wobec niego w pełni adekwatne.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Bogusław Leśniodorski (1914–1985) – profesor uniwersytetu, historyk, człowiek, „Czasopismo Prawno-Historyczne” 2006, t. LVIII, z. 1, s. 9–19.

Halina Lewicka

Urodzona 30 V 1906 w Warszawie. Studia w Seminarium Filologii Romańskiej na UW (1925–1929), doktorat (1933). Studia w paryskiej École Pratique des Hautes Études (1938–1940). Na UW ponownie od 1949 roku, profesor (1955). Kierownik Zakładu Językoznawstwa Romańskiego w Instytucie Romanistyki (do 1976).

Romanistka, badaczka języka francuskiego późnego średniowiecza oraz teatru świeckiego XV i XVI wieku, autorka edycji krytycznych francuskich sztuk średniowiecznych.
Od lat 70. członek zespołu przygotowującego słownik semantyczny i syntaktyczny czasowników francuskich oraz jego współredaktor (z Krzysztofem Bogackim). Współredaktor „Kwartalnika Neofilologicznego” (1954–1974).
Zmarła 16 VIII 1983 w Warszawie.

La langue et le style du théâtre comique français des XVe et XVIe siècles. Dérivation, Warszawa-Paris 1960; (z E. Droz), Le recueil Trepperel. Les farces, Genève 1961; Les composés, Warszawa 1968; Bibliographie du théâtre profane français des XVe et XVIe siècles, Paris 1972, Wroclaw-Paris 1980, Supplément 1987; Études sur l’ancienne farce française, Warszawa-Paris 1974; Dictionnaire sémantique et syntaxique des verbes français (red., z K. Bogackim), Warszawa 1983.

K. Kasprzyk, Halina Lewicka (1906–1983). In memoriam, „Studi Francesi” 1984, t. XXVIII, nr 83, s. 309–310; K. Kasprzyk, M. Łozińska, K. Bogacki, In memoriam. Halina Lewicka (1906–1983), „Kwartalnik Neofilologiczny” 1984, nr 1, s. 105–106.

TERESA JAROSZEWSKA

HALINA LEWICKA

1906–1983

 

Halina Lewicka była jedną z wybitnych postaci powojennej romanistyki. Urodzona w Warszawie 30 maja 1906 roku, spędziła w niej ponad 60 lat swego pracowitego życia. Na Uniwersytecie Warszawskim podjęła studia w utworzonym zaledwie kilka lat wcześniej Seminarium Filologii Romańskiej. W przeciwieństwie do Lwowa i Krakowa, gdzie katedry romanistyczne miały sięgającą XIX wieku tradycję, w Warszawie była to dyscyplina nowa. W 1919 roku Seminarium romanistyki objął i zorganizował od podstaw Maurycy Mann (1880–1932), przed odzyskaniem niepodległości docent literatury powszechnej w Uniwersytecie Jagiellońskim. Seminarium zatrudniało zaledwie jednego asystenta i trzech lektorów języków romańskich. Mann, z konieczności, wykładał w nim, oprócz literatury francuskiej wszystkich epok, także gramatykę historyczną. Ta przymusowa wielostronność miała korzystne aspekty: od początku dbano o równomierny rozwój wszystkich działów bogatego już księgozbioru1. W 1929 roku Lewicka uzyskała magisterium, cztery lata później stopień doktorski na podstawie rozprawy o Franciszku Villonie, przygotowanej pod kierunkiem Manna (Le sentiment et lexpression dans lœuvre de François Villon, 1933, praca nieopublikowana). W dwudziestoleciu międzywojennym romanistyczne prace doktorskie i habilitacyjne dotyczyły najczęściej średniowiecza, u Lewickiej miał to być wybór trwały.

Wkrótce po doktoracie z powodów rodzinnych udała się do Moskwy. Zatrudniona w dziale romańskim redakcji słowników języków obcych Encyklopedii Radzieckiej, poznawała w praktyce warsztat leksykograficzny.

W 1938 roku wyjechała do Francji, by kontynuować studia w paryskiej École Pratique des Hautes Études. W sekcji nauk filologicznych wykładali tam znakomici uczeni, m.in. Albert Dauzat, Émile Benveniste, André Martinet, Jules Marouzeau, Edmond Faral. Lewicka wybrała seminaria, które najbardziej odpowiadały jej skrystalizowanym już zainteresowaniom: filologię romańską pogłębiała u Maria Roques’a, paleografię u Charles’a Samarana. Obaj mieli ugruntowaną sławę w europejskiej mediewistyce. Samaran (1879–1982) był niedoścignionym mistrzem w rozszyfrowywaniu najtrudniejszych średniowiecznych tekstów. Roques (1875–1961), profesor historii słownictwa francuskiego w Collège de France, autor wzorowych edycji literatury starofrancuskiej i leksykograf, był człowiekiem-instytucją. Od ćwierć wieku kierował organem mediewistów „Romania”, redagował dwie serie wydawnicze, prezesował Société de Linguistique Romane. Ściągali do niego uczniowie z całego świata. Wywierał na nich przemożny wpływ, wpajał im zasady filologicznej rzetelności w pracy nad tekstem.

W rocznikach szkoły zachowały się wzmianki o wybijającej się studentce, która na seminarium Samarana uczyła się metodologii katalogowania rękopisów i włączyła w prace nad leksykonem terminologii paleograficznej, u Roques’a poznawała filologiczny warsztat edycji starofrancuskich tekstów i referowała własny projekt badań nad leksyką średniowiecznej farsy2. Na badania uzyskała stypendium CNRS. Ten bardzo owocny naukowo okres przerwała inwazja niemiecka na Francję.

Działania wojenne w początkach czerwca 1940 roku zastały ją jeszcze na seminarium Roques’a. „Niemcy stali wówczas u wrót Paryża, raz po raz słychać było strzały armatnie. Z niezachwianym spokojem, jak gdyby nic się nie działo, Mario Roques objaśniał tekst Roman de Renart” – wspominała 20 lat później3. Wkrótce była zmuszona schronić się w Wolnej Strefie. Osiedliła się najpierw w Grenoble (1940–1942), potem w Lyonie (1942–1944). Do końca życia zachowała wdzięczność dla profesora uniwersytetu w Grenoble, językoznawcy i dialektologa Antonina Duraffoura, za serdeczną troskę, którą okazywał rzuconym przez wojnę na południe Polakom4. Pobyt w Grenoble wykorzystała, zdobywając na tamtejszym uniwersytecie kwalifikacje do nauczania języka francuskiego poza granicami Francji. Równocześnie zbierała materiały do zamierzonej przed wojną monografii. W trakcie pobytu w Lyonie przerwała pracę, aby włączyć się do francuskiego Ruchu Oporu.

Kataklizmy dziejowe, jakich doświadczyło to pokolenie, znacznie opóźniły drogę naukową Lewickiej. Na macierzysty Uniwersytet wróciła dopiero w 1949 roku, w 43. roku życia, 16 lat po uzyskaniu stopnia doktora. Odtąd aż do emerytury w 1976 roku była nieprzerwanie związana z warszawską romanistyką. Odpowiedzialna za specjalizację językoznawczą, w pierwszym okresie (1952–1954) opiekowała się także magistrantami spoza ośrodka warszawskiego, który, jako jedyny w kraju, prowadził wówczas, oprócz studiów zawodowych, także studia romanistyczne II stopnia5. W 1950 roku została powołana na stanowisko profesora, w 1955 roku uzyskała tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1967 – profesora zwyczajnego.

Od 1954 roku, gdy Komitet Neofilologiczny PAN pod przewodnictwem Mieczysława Brahmera powołał do życia „Kwartalnik Neofilologiczny”, Lewicka przez 20 lat współkierowała pismem, pozostając potem jeszcze 8 lat w jego radzie redakcyjnej. Obecność aż dwóch romanistów w trzyosobowym w pierwszym 15-leciu Komitecie Redakcyjnym6 nie pozostała bez wpływu na zawartość pisma. Im zawdzięczamy, że w tych najtrudniejszych dla filologii zachodnich w Polsce latach, w głównym organie neofilologii, mimo oczywistych ograniczeń, problematyka studiów francuskich i włoskich była szeroko podejmowana. W okresie wątłych kontaktów naukowych z Zachodem, „Kwartalnik” informował o zawartości trudno dostępnych zagranicznych czasopism i książek, przynosił szczegółowe relacje z romanistycznych kongresów i konferencji. Był zarazem miejscem pierwszych drukowanych prób dojrzewającej kadry naukowej.

Podjęcie pracy na Uniwersytecie umożliwiło Lewickiej powrót do ulubionych badań nad językiem francuskim późnego średniowiecza. Referowała je wielokrotnie na posiedzeniach Komitetu Neofilologicznego, ich wyniki ogłaszała w artykułach w „Kwartalniku Neofilologicznym” i francuskich periodykach naukowych. Już w pierwszym numerze „Kwartalnika” (1954) ogłosiła artykuł o komizmie słowotwórczym u Rabelais’go i proponowała własne datowania słów znalezionych w tekstach francuskiego teatru komicznego. Na Zachodzie zwróciła na siebie uwagę w połowie lat 50. artykułem skromnie zatytułowanym Notes (‘Uwagi’), w którym na przeszło 30 stronach precyzyjnie uzupełniała i korygowała tekst przygotowanej przez Gustave’a Cohena edycji fars (Romania, 1955). Po nim pojawiły się następne artykuły, traktujące o rozwoju pewnego schematu farsowego (1958), o komicznych nazwach zawodów przed i po Rabelais’m (1958) i o elementach pikardzkich w języku poetów z Arras (1959).

Komentowany przez Lewicką zbiór fars, opublikowanych przez Cohena, odkryto we Florencji w 1928 roku wraz z tzw. Recueil Trepperel. Oba znaleziska były dla badaczy bezcenne: zawierały łącznie 88 średniowiecznych sztuk komicznych, wzbogaciły o ponad jedną trzecią liczbę sztuk dotąd rejestrowanych. Nowoczesne wydanie pierwszej części tekstów Recueil Trepperel przygotowała Eugenia Droz. Do współpracy nad edycją krytyczną oczekiwanego od dawna tomu drugiego, który miał zawierać farsy, szwajcarska erudytka zaprosiła Lewicką. Teksty XVI-wiecznego wydania wymagały najwyższych filologicznych kompetencji: wydrukowane w pośpiechu, zawierały niezliczone błędy. Doskonała znajomość repertuaru komicznego późnego średniowiecza pozwoliła badaczkom na próby lokalizacji i datowania sztuk (Les farces, Genewa 1961). Mediewiści zawdzięczają Lewickiej także inne edycje oraz wstęp do reprintu zbioru sztuk z British Museum (1970). Wszystkie ukazały się w Genewie. Podobnie jak Recueil Trepperel, spotkały się z dużym uznaniem wielu badaczy i zarazem propozycjami odmiennego odczytania tekstów.

Spośród wszystkich prac Lewickiej, największe zainteresowanie w świecie naukowym wzbudził bodaj opublikowany w 1960 roku pierwszy, 400-stronicowy tom cyklu monografii o języku i stylu francuskiego teatru komicznego XV i XVI wieku, poświęcony derywacji (La langue et le style du théâtre comique français des XVe et XVIe siècles. Dérivation, Warszawa-Paris). Był efektem około piętnastu lat pracy, rozpoczętej w 1938 roku w Paryżu pod opieką Maria Roques’a. Dotyczył głównie lat 1460–1530, a więc okresu, z którego pochodziła znakomita większość zachowanych sztuk. Nigdy wcześniej język tego teatru nie był przedmiotem specjalistycznych całościowych badań.

Dużą wartość monografii stanowił już sam materiał leksykalny, zebrany samodzielnie przez badaczkę z około 500 trudno dostępnych tekstów, częściowo z rękopisów, częściowo druków XVI-wiecznych i XIX-wiecznych. Większość źródeł pochodziła z Biblioteki Narodowej w Paryżu, część Lewicka sprowadziła w postaci mikrofilmów z Londynu, niektóre z nowszych wydań odnalazła w trakcie wojny na południu Francji. Zbierane we Francji materiały udało się szczęśliwie ocalić. Ileż trzeba było pasji, wytrwałości i wiedzy, aby ten żmudnie zgromadzony, niejednolity i dla niejednego filologa odstręczający swą trudnością korpus opracować mądrze, zgodnie z wymogami nowoczesnej filologii i językoznawstwa!

Temat był z wielu względów interesujący. Język sceny komicznej był bliski potocznej francuszczyźnie, a więc analiza tekstów teatralnych poszerzała wiedzę o języku, którym na co dzień mówili Francuzi żyjący w drugiej połowie XV wieku oraz pierwszych 30 latach XVI wieku, dostarczała np. informacji o stopniu jego regionalnego zróżnicowania. Na podstawie drobiazgowej analizy stu kilkudziesięciu najczęstszych sufiksów i ponad 2000 derywatów, Lewicka wykazała żywotność formacji ludowych i bardzo słabą obecność w języku potocznym latynizmów i italianizmów, które były wszechobecne w języku literackim XVI wieku. Udowodniła, że język teatru komicznego północy Francji był już w tym okresie pozbawiony silnych cech dialektalnych, co oznaczało zaawansowaną unifikacją językową w miastach tej części kraju.

Niespodziewanie dla samej Lewickiej, ta bardzo specjalistyczna językoznawcza monografia zyskała duży i bardzo pozytywny międzynarodowy odzew, a w 1963 roku także nagrodę szacownej Académie des Inscriptions et Belles Lettres, wchodzącej w skład Institut de France. W wywiadzie, którego udzieliła z tej okazji dla Polskiego Radia7, badaczka mówiła o kilkunastu recenzjach swej książki, opublikowanych w fachowych pismach francuskich, angielskich, niemieckich, czeskich i rumuńskich, przyznając zarazem ze śmiechem, że w Polsce odzew był najmniejszy.

Tom drugi cyklu monografii, oparty na tych samych źródłach, dotyczył złożeń (Les composés, 1968). Opracowanie tego materiału nastręczało ogromnych trudności: w tej dziedzinie szczególnie dotkliwy był brak teorii słowotwórczej, która nadawałaby się do analizy języka średniofrancuskiego. Przyjęte ostatecznie przez autorkę kryteria identyfikacji i klasyfikacji złożeń były owocem długotrwałych przemyśleń. Poświęciła im kilka artykułów. Wszystkich problemów rozwiązać jednak nie mogła.

Podobnie jak pierwszy, tom drugi był szeroko i bardzo pochlebnie komentowany w romanistycznych periodykach jako nieodzowny dla dalszych badań w tej dziedzinie (F. Lecoy, O. Duchaček i in.). Podkreślano, że mimo nieuchronnych usterek, autorce udało się przeprowadzić zgodną z wymogami współczesnej lingwistyki, metodologicznie poprawną analizę złożeń, najtrudniejszego aspektu badań nad słowotwórstwem francuskim (O. Jänicke, Vox romanica). Wykorzystując najlepsze studia w tej dziedzinie, umiała zachować oryginalność i samodzielność sądu (J. Bourguignon, RLR). Była też jedną z nielicznych osób, które o zawiłościach tego języka potrafiły pisać jasno i zwięźle (B. Bowen, MLR).

Obie książki wypełniały ważną lukę w badaniach nad historią języka francuskiego, znacznie poszerzając wiedzę o XV i XVI wieku. Były kopalnią nowych, oryginalnych materiałów i informacji, opracowanych rzetelnie i dogłębnie. Obie służą badaczom do dziś. Brenda Dunn-Lardeau z uniwersytetu w Montrealu, autorka edycji krytycznych tekstów średniowiecznych i renesansowych, ceni bardzo pracę o derywacji. „Czytając ją, można nauczyć się lepiej czytać średniofrancuskie teksty. W sposób mistrzowski wykazuje ona żywotność sufiksów i ich alternacje w dużej ilości derywatów. Tę żywotność autorzy sztuk teatralnych potrafili wykorzystać dla celów artystycznych, wydobywając drobne niuanse znaczeń” (list do T.J., maj 2013).

Zapowiedziany przez Lewicką i oczekiwany trzeci tom cyklu, którego tematem miały być średniofrancuskie przekleństwa i przysięgi, niestety już się nie ukazał.

Badania typowo językoznawcze Lewicka od początku łączyła z pracami z pogranicza filologii i krytyki literackiej. Ogłaszała je w prestiżowych specjalistycznych periodykach i księgach pamiątkowych, przedstawiała w referatach na międzynarodowych zjazdach. Wybór rozproszonych dotąd artykułów opublikowała w 1974 roku pt. Études sur lancienne farce française (Warszawa-Paris). „Studia” dotyczyły tematyki, języka i szczegółowych problemów datacji czy lokalizacji średniowiecznych fars. Część z nich autorka radykalnie przerobiła i zaktualizowała. „Jeszcze długo pozostaną najbardziej pożyteczną ogólną książką na ten temat”, pisała w 1983 roku amerykańska badaczka farsy, Barbara Bowen.

Na półkach podręcznych księgozbiorów europejskich bibliotek stoi inna, bardzo przydatna publikacja Lewickiej – bibliografia świeckiego teatru francuskiego XV i XVI wieku. Jej pierwsze paryskie wydanie (Paris 1972) powstało na bazie kartoteki służącej do własnych prac polskiej romanistki. „Gdyby specjaliści innych dziedzin filologii francuskiej publikowali swoje osobiste bibliografie, iluż poszukiwań po omacku na wydeptanych już ścieżkach uniknęliby początkujący i bardziej zaawansowani badacze!” – pisał w recenzji brytyjski badacz teatru religijnego, Graham Runnalls (BHR, 1973). Drugie wydanie bibliografii (Wrocław-Paris, 1980), autorka znacznie udoskonaliła. Dotarła do większości rejestrowanych publikacji, w zwięzłych notkach oceniła przydatność każdej z nich. Bibliografia dawała więc krytyczny obraz stanu badań, odgrywając zarazem rolę przewodnika dla badaczy poszukujących jeszcze nieopracowanych tematów. Potwierdziła ugruntowaną już pozycję uczonej wśród specjalistów teatru komicznego. „Pani H. Lewicka jest obecnie, bez wątpienia, najlepszym znawcą całej tej literatury”, podsumował swą recenzję bibliografii Félix Lecoy (Romania, 1973)8. Dziś, z perspektywy lat, Michel Rousse ocenia, że książka Lewickiej miała wpływ na rozkwit badań nad teatrem końca średniowiecza, jaki nastąpił w ostatnich dziesięcioleciach (list do TJ., sierpień 2013).

Wielu młodych historyków teatru szukało z nią kontaktu, zadawali jej pytania, posyłali własne prace. Prowadziła też korespondencję z dziesiątkami uznanych już specjalistów. Znakomite grono badaczy zgromadziła konferencja na temat komizmu słownego w XVI wieku, zorganizowana przez Halinę Lewicką i Krystynę Kasprzyk w kwietniu 1975 roku w Warszawie i Zamościu. W pamięci uczestników pozostawiła na długo wspomnienie spotkania wyjątkowego, w którym świadectwom erudycji najwyższej próby towarzyszyła atmosfera otwartości i przyjaźni.

Nazwisko Lewickiej zapisało się trwale w romanistyce światowej przede wszystkim jako badaczki teatru komicznego późnego średniowiecza. Był to jednak tylko jeden aspekt jej biografii naukowej. W swoich zainteresowaniach szerokim spojrzeniem obejmowała duże obszary filologii i językoznawstwa współczesnego, śledziła najnowsze metody badań, postępy w leksykografii. Do przejścia na emeryturę w 1976 roku kierowała Zakładem Językoznawstwa Romańskiego w Instytucie Romanistyki UW. Od lat 70. uczestniczyła w pracach zespołu przygotowującego słownik semantyczny i syntaktyczny czasowników francuskich, typu generatywnego, który wraz z Krzysztofem Bogackim współredagowała (Dictionnaire sémantique et syntaxique des verbes français, Warszawa 1983)9.

Miała ogromne zasługi w rozwoju kadry naukowej, w kształceniu nowego pokolenia romanistów. Pod jej kierunkiem ukończono ponad 100 prac magisterskich i 13 doktoratów. Znakomita większość z nich dotyczyła języka francuskiego, ale Lewicka prowadziła także prace w innych językach romańskich.

W 1976 roku, z okazji 40. rocznicy pracy naukowej i 70. rocznicy urodzin, uczniowie, koledzy i przyjaciele zadedykowali jej podwójny tom „Kwartalnika Neofilologicznego”. Tom odzwierciedla wszechstronność jubilatki i międzynarodowe uznanie, jakim się cieszyła. Wśród 26 autorów z dziewięciu krajów są nazwiska czołowych językoznawców i literaturoznawców europejskich i amerykańskich.

Skromna i prosta w sposobie bycia, obdarzona intuicją i poczuciem humoru, nie lubiła pochlebstw, pozorów uczoności. Jej otwartość i życzliwość wobec studiującej młodzieży zaważyła na losie niejednego z uczniów. Od czasów przedwojennych ideowo i rodzinnie była związana z orientacją lewicową, której pozostała wierna. Nie miało to wpływu na jej oceny prac naukowo wartościowych. Witała je z niezmiennym zainteresowaniem, często z entuzjazmem.

W marcu 1968 roku poparła strajkującą młodzież na pamiętnym zebraniu romanistów w Sali Śląskiej przy Oboźnej. Ostatnia promocja doktorska, w której dane jej było uczestniczyć, odbyła się w środku stanu wojennego. Mąż jednej z doktorantek był internowany. We wspomnieniach pozostał współczująco serdeczny uścisk dłoni prof. Lewickiej, wyraz jej solidarności i sympatii.

We wrześniu 1981 roku wyjechała po raz ostatni na zjazd specjalistów XVI wieku, by mówić o początkach nauczania języka francuskiego w Polsce. Sympozjum odbywało się w malowniczym miasteczku Sommieres, położonym nad rzeką Vidourle w Langwedocji. „Wtedy właśnie dowiedziałam się, ile ma lat, z niedowierzaniem i strachem zarazem – wspominała Barbara Bowen. Ale gdy usiadła przy kawiarnianym stoliku na brzegu Vidourle, otoczona przez pełnych entuzjazmu młodych ludzi z pięciu krajów, zadających pytania, dyskutujących, pomyślałam, pocieszając się, że jest nieśmiertelna. Myliłam się, ale szczęśliwa pamięć o jej postaci będzie trwać tak długo, jak żyć będą ci z nas, którzy ją znali, a jej wkład do nauki, jak sądzę, przetrwa o wiele dłużej”10.

Jaką pamięć o Halinie Lewickiej zachowują dziś wybitni historycy dawnego teatru, z którymi przed przeszło 30, 40 laty była w kontakcie osobistym lub tylko listownym?

 

Michel Rousse (Rennes 2):

„Artykuły i książki Haliny Lewickiej zaważyły na rozwoju mojego myślenia o średniowiecznym świeckim teatrze. Mam dla niej ogromny szacunek i wielką wdzięczność”.

Charles Mazouer (Bordeaux 3):

„Otwarta wobec młodych badaczy, serdeczna i dynamiczna. Władała doskonale naszym językiem. Nie był jej obcy żaden z rejestrów – literacki, naukowy, codzienny, posługiwała się wszystkimi formami humoru językowego, ironii, gier słownych. Lubiła celne pointy. Czytywała z upodobaniem «Canard enchaîné!»”.

Madeleine Lazard (Sorbona):

„Podziwiałam takt, z jakim odnosiła się do pewnej początkującej w badaniach koleżanki, celność uwag i skromność w ich przekazywaniu. Bardzo ceniłam jej prace o farsie. Miałam dla niej szacunek pełen podziwu”.

Alan Hindley (Hull):

„Halina Lewicka w bardzo dużym stopniu posunęła naprzód naszą wiedzę o świeckim teatrze XV i XVI wieku. Nieprzeciętna erudycja... wyjątkowy wkład.”11.

Wybrana literatura

 

Bowen B. C., In memoriam. Halina Lewicka. 1906–1983, „Tréteaux”, 1982 [1983], t. IV, nr 1, s. 1–3.

Giermak-Zielińska T., Naliwajek Z., Żurowska J., Les études romanes / françaises hier et aujourdhui. 90 ans des études romanes à lUniversité de Varsovie, Warszawa 2011.

Kasprzyk K., Halina Lewicka (1906–1983). In memoriam, „Studi Francesi” 1984, XXVIII, nr 83, s. 309–310.

Kasprzyk K., Łozińska M., Bogacki K., In memoriam. Halina Lewicka (1906–1983), „Kwartalnik Neofilologiczny” 1984, nr 1, s. 105–106.

„Kwartalnik Neofilologiczny” 1976, nr 1/2, tom dedykowany prof. Lewickiej z okazji 40-lecia działalności naukowej, z bibliografią jej prac do 1975 roku, s. 3–9.

Straka G., Halina Lewicka (1906–1983), „Revue de linguistique romane” 1984, XLVIII, s. 266–268 [bibliografia prac H. Lewickiej po 1975 roku, s. 268].

SECT-ID LINK

1H. Lewicka, T. Namowicz, Neofilologia w Uniwersytecie Warszawskim (1918–1978), [w:] 60 lat niepodległego Państwa Polskiego, red. J. R. Szaflik, Warszawa 1982, s. 99.

2École pratique des hautes études, Section des sciences historiques et philologiques. Annuaire 1939–1940, s. 68, 71, 1940–1941, s. 115 i 118.

3H. Lewicka. Mario Roques. 1875–1961, „Kwartalnik Neofilologiczny” 1961, nr 3, s. 289–292.

4Eadem. In memoriam: Antonin Duraffour. „Kwartalnik Neofilologiczny” 1957, nr 1, s. 82–83.

5M. Łozińska, T. Giermak-Zielińska, Zakład Językoznawstwa Romańskiego UW. Trochę historii, [w:] Grammaticis unitis. Mélanges offerts à Bohdan Krzysztof Bogacki, red. A. Dutka-Mańkowska, A. Kieliszczyk, E. Pilecka, Warszawa 2012, s. 227.

6W latach 1955–1965 do komitetu redakcyjnego, oprócz M. Brahmera i H. Lewickiej, należał też Grzegorz Sinko, w latach 1966–1969 – Margaret Schlauch.

7Złoty medal dla Polski – rozmowa z prof. dr Haliną Lewicką na temat zdobycia przez nią nagrody Francuskiej Akademii Języka i Literatury, Rozgł. Centr. Polskiego Radia, 27.05.1964, NAC.

8Nad suplementem do II wydania bibliografii Lewicka pracowała do końca życia. Wyszedł cztery lata po jej śmierci, przygotowany do druku i uzupełniony przez T. Jaroszewską (Wrocław-Paris 1987).

9Historię Zakładu opublikowały Maria Łozińska i Teresa Giermak-Zielińska w cytowanym artykule (przypis 5).

10B. C. Bowen, In memoriam. Halina Lewicka. 1906–1983, „Tréteaux” 1982, t. IV, nr 1, s. 3.

11Listy do T. Jaroszewskiej, czerwiec 2013.

Zdzisław Libera

Urodzony 26 II 1913 w Warszawie. Studia na UW (do 1936, polonistyka, filozofia i historia). Nauczyciel szkół średnich. Podczas II wojny światowej w getcie warszawskim, nauczyciel języka polskiego na tajnych kompletach. Po wojnie wykładowca literatury polskiej na UW, profesor UW (1954), dziekan Wydziału Filologicznego (1952–1960).

Historyk literatury polskiej, badacz i popularyzator literatury oświecenia, wydawca m.in. Bajek Ignacego Krasickiego.
Członek TNW (1982), Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza (1983–1986 prezes), Collegium Invisibile.
W czasie okupacji współpracownik pism: „Czyn”, „Myśl Demokratyczna”, „Realizacje”. Po wojnie pomysłodawca i redaktor naczelny czasopisma „Wiek Oświecenia”.
Zmarł 26 III 1998 w Warszawie.

Oświecenie, Warszawa 1967; Problemy polskiego oświecenia. Kultura i styl, Warszawa 1969; Życie literackie w Warszawie w czasach Stanisława Augusta, Warszawa 1971; Wiek oświecony. Studia i szkice z dziejów literatury i kultury polskiej XVIII i początków XIX wieku, Warszawa 1986; Rozważania o wieku tolerancji, rozumu i gustu. Szkice o XVIII stuleciu, Warszawa 1994.

I. Łossowska, Zdzisław Libera (1913–1998), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1998, nr 61, 49–53; I. Stasiewicz-Jasiukowa, Żyć w intelektualnej aktywności. O profesorze Zdzisławie Liberze, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1998, nr 3/4.

SANTE GRACIOTTI

ZDZISŁAW LIBERA*

1913–1998

 

W natłoku wspomnień, które przewijają się w mojej pamięci, gdy myślę o prof. Liberze, jedna myśl powraca uparcie – chociaż nie jest związana z zawodem, któremu poświęcił całe życie, nie jest jedną z jego największych zasług, nie mogłaby też być jakimś ich podsumowaniem. Wypowiem ją, narażając się na ryzyko dziwności: prof. Libera to „prawdziwy Pan”. Był to Pan, który odnosił się z szacunkiem do cudzej i własnej godności, do cudzej i własnej niezależności. Poświęcał innym dużo uwagi, jednak bez wtrącania się w ich sprawy; przyjmował gościa z otwartym sercem, dbając jednak, by nie wprawić go w zakłopotanie, ale mimo wielkoduszności, jaką mu okazywał, nie zmniejszał się dystans, który w sposób naturalny między nimi pozostawał. Zawsze zachowywał powściągliwe milczenie, gdy rzecz dotyczyła jego samego, a choć miał w zanadrzu wiele opowieści i anegdot o osobach i zdarzeniach ze swej przeszłości, siebie wciąż pozostawiał w cieniu. Był entuzjastyczny wobec spraw, w które wierzył, nie był entuzjastą samego siebie. Nigdy nie słyszałem, żeby mówił z niechęcią o kimkolwiek lub go krytykował, jeśli nie chodziło o sprawę, w której należało zająć wyraźne stanowisko.

Wiele osób z dawnych kręgów akademickich określiłbym tym mianem „prawdziwego Pana” i pamiętam cały ich szereg: „dziadzia” Stanisława Grabowskiego, Brahmera, Krzyżanowskiego, Lorentza..., nie zapominając o damach – Szmydtowej, Dłuskiej, Kulczyckiej-Saloni... Wszyscy promieniowali duchem czasów minionych i godnością dawnej tradycji. Wszyscy byli na swój sposób „prawdziwymi Panami”, często nie bez pewnej ostrości charakteru, jakiej jednak nie było w osobowości Libery. Jego łagodność łączyła się z niezwykłą aktywnością, wynikającą z kolei z bezbronności wobec próśb wysuwanych przez instytucje i osoby z jego środowiska pracy. Wydawało się, że ma czas na wszystko i dla wszystkich. Jednocześnie cechowały go też inne niezwykłe, współistniejące ze sobą właściwości: ten łagodny człowiek potrafił osiągnąć w swej osobowości syntezę uczonego i dydaktyka, człowieka pióra (ponad pięćset tytułów!) i człowieka czynu (tysiące zajęć uniwersyteckich), obrońcy przeszłości i walczącego o wartości kultury. W rzeczywistości ten Pan trochę démodé był jakby młodzieńcem z pasją zaangażowanym we współczesność, a jego marzeniem było przekazanie współczesności pewnych wartości z przeszłości, tych które sam wyznawał i które uważał za wartości ludzkie. W ten sposób więc droga uczonego zbiegała się z drogą człowieka.

Nie bez przyczyny w działalności naukowej Libery oświecenie zajmowało szczególne miejsce. Powodem było to, że jego samego wypełniały ideały i wartości oświeceniowe, tak że badania nad tym okresem były dla niego zarazem eksploracją własnych horyzontów myślowych, podróżą autour de sa chambre. Libera na swój sposób był człowiekiem oświecenia. Wiele mówi tytuł, jaki nadał jednemu ze zbiorów swoich studiów nad epoką: Rozważania o wieku tolerancji, rozumu i gustu. Terminologia, jakiej używa tu do określenia wartości, które przypisuje oświeceniu, jest starannie wyważona, wyraża zarazem idee epoki i jego własne idee. Refleksja na temat gustu (teorii i form sztuki) pozostaje raczej na drugim planie. Natomiast kwestia tolerancji została tu obszernie rozpatrzona w świetle idei, które docierały do Polski z oświeconego Zachodu, nawet jeśli tolerancja miałaby należeć do staropolskiej spuścizny; zawsze w kontekście tychże źródeł Libera wiązał ją z tematyką pacyfizmu (pax optima rerum). Chodzi o wymogi etyczne, do pewnego stopnia naładowane patosem emocjonalnym, które jednakże były bronione w europejskim oświeceniu przy użyciu argumentów natury prawno-politycznej – zarówno w życiu obywatelskim, jak i osobistym – najwyższym sędzią według człowieka oświecenia jest rozum. Jednakże dla człowieka, którym był Libera i który zawsze krył się za postawą uczonego, rozum oznaczał przede wszystkim etyczną odpowiedzialność wobec człowieka i społeczeństwa. Jeśli Libera był philosophe, to był philosophe bienfaisant, chociaż zapewne tak by się nie nazwał i byłby zażenowany, słysząc to określenie od innych.

I właśnie z tego powodu zapisał się w swojej działalności badawczej i akademickiej, niejako przez antonomazję, jako pedagog. Wykształcił pokolenia studentów i uczonych, uprawiając swą edukacyjną działalność na wszystkich poziomach nauczania z równym zaangażowaniem, z równą kompetencją i z równą umiejętnością przystosowania do możliwości odbioru uczniów. Nie trzeba przypominać w tym kontekście o pedagogicznym wymiarze całego horyzontu umysłowego i publicystyki oświecenia. Ktokolwiek słyszał prof. Liberę, nie może zapomnieć jego umiejętności budowania, nawet improwizując czy w przypadkowych rozmowach, wypowiedzi rygorystycznie skomponowanych pod względem tematycznym i według niepisanych reguł dobrej retoryki. Pomagała mu w tym fenomenalna pamięć, a przede wszystkim szczególna umiejętność odczytywania dzieł i autorów z perspektywy jego osobistych idées forces. To właśnie decydowało, że jego wykłady były tak fascynujące, szczególnie te poświęcone zarysowaniu wielkich wizji historycznych czy tropieniu dalekosiężnych nurtów ideowych.

Przy tym wszystkim był, ponieważ takim chciał być, nauczycielem pełnym skromności. Profesor o donośnym głosie, klarownie i płynnie mówiący, o szerokich horyzontach myślowych i niewyczerpanej gotowości do pracy, nie rościł sobie prawa do pouczania nikogo na żaden temat. To, w moim przekonaniu, było charakterystyczne dla jego postawy wykładowcy: nie chciał być „nauczycielem”, ale człowiekiem hojnie i chętnie dzielącym się swoim doświadczeniem, bez pretensji do dominacji intelektualnej. Jestem też przekonany, że rozliczne obowiązki i powinności, które w czasie długiego życia nań spadały, wynikały raczej ze społecznych potrzeb niż jego własnych planów. Działał wszędzie, bo był tam zapraszany. To wyjaśnia wielką różnorodność zajęć, których się podejmował (niekiedy z uszczerbkiem dla własnych interesów) i skromność zadań, którym niejednokrotnie się poświęcał, gdy weźmiemy pod uwagę najwyższy stopień przygotowania naukowego, jakim dysponował, usprawiedliwione ambicje, które w tej dziedzinie mógłby mieć, oraz wielką popularność, jaką cieszyły się jego publikacje. Zawsze będzie wzbudzała we mnie podziw jego wierność Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego, którą zajmował się ze szczególną pasją, pełniąc różne funkcje przez wiele lat. To właśnie cechy, które charakteryzują i określ ają jego „oświeceniowość” – był bowiem „filozofem”, ale bez mentorskiej zarozumiałości, był filozofem przyjacielem, nauczycielem, który nie karcił, był pedagogiem w stałej służbie.

Początek mojej znajomości z prof. Liberą sięga końca lat 60., ale pierwsze spotkanie na polu naukowym miało miejsce w Wenecji, w październiku 1970 roku, podczas odbywającego się tam trzeciego kongresu włosko-polskiego, zorganizowanego przez Fundację Giorgio Cini we współpracy z Polską Akademią Nauk, na temat Italia, Venezia e Polonia tra Illuminismo e Romanticismo (materiały opublikowano we Florencji w 1973 roku). Od strony włoskiej przygotowania były prawie w całości moim dziełem – sam dobrałem uczestników i ustaliłem większość tematów. Zgodnie natomiast z praktyką stosowaną przy współpracy Cini-PAN, nie ja dokonywałem wyboru gości z Polski – poza Liberą obecni byli Jaroszewski, Biegański i Starzyński, zajmujący się historią sztuki; Klimowicz, Mamczarz i Ślaski – teatrem i literaturą; Leśnodorski, Suchodolski, Pachoński, Kieniewicz i Biliński – historią i myślą polityczną. Libera wygłosił odczyt inauguracyjny Rapports culturels polono-italiens de l’epoque des Lumières – ponad dwadzieścia stron zapełnionych informacjami na temat związków literackich, artystycznych, polityczno-religijnych itp., dotykających także spraw mniej znanych, jak na przykład polemiki, jaka rozwinęła się w Polsce w połowie XVIII wieku wokół Noctium Sarmaticarum Vigiliae pijara Ubaldo Mignoniego, a nad którą sam też miałem z czasem podjąć badania. Znacznie później, gdy już częstość spotkań i kontaktów osobistych wytworzyła między nami więź, którą z pewnym wahaniem ośmieliłbym się nazwać przyjaźnią, znów znaleźliśmy się razem na innym kongresie organizowanym przez te dwie instytucje, tym razem w Warszawie, na temat L’eredità classica in Italia e Polonia nel Settecento. Był to listopad 1987 roku (książka z sesji została opublikowana w 1992 roku), ja jako gość wygłaszałem jako pierwszy na samo otwarcie referat Il classicismo antropologico di Krasicki: ovvero Luciano contro Plutarco, a Libera bezpośrednio po mnie zaproponował naszej uwadze swoje Réflexions sur l’antiquite dans loeuvre de Krasicki. Krasicki okazał się tematem, przy którym zbiegały się nasze zainteresowania, dotyczące polskiego wieku oświecenia.

Od wielu lat nie było takiego wyjazdu do Warszawy, podczas którego nie dostąpiłbym przywileju złożenia wizyty profesorowi w jego domu. Spotkania te odbywały się z ważnym udziałem trzeciej osoby, ponieważ opiekująca się nami gospodyni domu, pani Helena, jako łacinniczka wnosiła do naszych rozmów swoją świadomość uniwersalności kultury, zakorzenienia we wspólnej europejskiej tradycji, wyznawania tych samych kategorii wartości nie tylko na polu literackim, lecz także w dziedzinie dotyczącej największej zagadki – człowieka; świadomość, którą zapewniało nam klasyczne zaplecze. Gospodarze domu w najmniejszej mierze nie krępowali gościa, który ze swej strony zawsze uważał się za ich ucznia. Rozmowa dotyczyła bieżących prac, projektów czy uczestnictwa we wspólnych imprezach, a także wydarzeń osobistych, zdrowotnych, codziennych perypetii, jednakże zawsze omijając bardziej utajone sfery naszego życia. Łączyło nas (a w każdym razie tak było z mojej strony) duże przywiązanie, nigdy nie wyrażone w słowach, i zaufanie, również nigdy nie ujawnione, które pozwalało nam rozumieć się właściwie bez specjalnych sygnałów zgody, prawie bez słów. Oczywiście odbywaliśmy regularnie spotkania na uniwersytecie, bardziej nieformalne, dzięki szklance herbaty, i wzbogacane podarunkiem najnowszej książki lub przynajmniej artykułu opublikowanego przez profesora. Raz, kilka lat temu, poszedłem odwiedzić go w klinice przy ulicy Emilii Plater. Profesor przechodził właśnie jeden z powracających kryzysów związanych z sercem, a mnie się udało uwolnić od natłoku zajęć i spotkań, by udać się do niego z niezapowiedzianą wizytą z drogą nam obu Marysią Bokszczanin. Był wzruszony, jakby otrzymał nieoczekiwany dar, który mu się nie należał; także w tym przypadku, jak w każdej sytuacji, ujawniła się jego wrodzona skromność i ogromna delikatność w obcowaniu z ludźmi.

Otrzymałem wiele darów od prof. Libery – jak zawsze bezinteresownych, a co więcej, nie odwzajemnionych z mojej strony – które wiążą mnie z nim uczuciem wdzięczności zmieszanym z żalem, że nie potrafiłem tego wystarczająco okazać. Niejednokrotnie aż nazbyt dobrze i życzliwie pisał o moich polonistycznych pracach. W dniu 25 października 1986, w imieniu Zjazdu Delegatów, wręczył mi dyplom nadający godność honorowego członka Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza – instytucji kulturalnej i naukowej powstałej i ukształtowanej jako symbol polskiej tożsamości – co miało dla mnie wymiar porównywalny do otrzymywanego niegdyś indygenatu szlacheckiego. Wreszcie, wysunął moją kandydaturę do doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego; tak mi powiedziała właściwa promotorka mojego doktoratu Alina Nowicka-Jeżowa, bo wszystko to pozostało dla mnie tajemnicą, aż do chwili wydania oficjalnego komunikatu podpisanego przez rektora. Wcześniej jednak profesor ustąpił ze sceny swojego doczesnego życia, pozostawiając innym także tę inicjatywę, przez którą po raz ostatni chciał okazać mi swoją uwagę i przywiązanie.

Wiele osób, do których i ja się zaliczam, straciło z odejściem profesora osłonę silnego ochronnego parawanu, wielkiego wzoru zawodowego, naukowego i etycznego, wielkiej ludzkiej bliskości. Wydaje mi się, że swój dług wobec niego mogę porównać do tego, który zaciągnąłem u prof. Krzyżanowskiego – od obu otrzymałem bezinteresowny dar zaufania i przyjaźni, na co w najmniejszym stopniu nie zasługiwałem. Wspierając mnie swym autorytetem, obaj wprowadzili mnie w świat filologii polskiej – dwa tomy moich studiów o literaturze polskiej Od Renesansu do Oświecenia, które ukazały się z dużym opóźnieniem w 1991 roku, były w istocie zarekomendowane redakcji PIW-u przez Juliana Krzyżanowskiego. I może nie przez przypadek obaj podjęli się, jeden po drugim, roli moich „gwarantów” wobec polskiego środowiska naukowego. Profesor Libera doktoryzował się zresztą w młodości u prof. Krzyżanowskiego, a potem zastąpił go na stanowisku prezesa Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza. W tej spuściźnie, którą jeden przejął od drugiego znalazłem, się, choć żaden z nich o tym nie wiedział, także i ja.

Kończąc tę wypowiedź, nie chciałbym wydać się pompatyczny, ale powiem to, co czuję, ryzykując, że tak to zabrzmi. Gdy umiera ktoś, kto zajmował poczesne miejsce w naszym życiu, jest rzeczą naturalną, że powstaje wokół wielka pustka i jest oczywiste, że świat wydaje się bez niego niepełny i gorszy. To właśnie poczułem na wieść o śmierci prof. Libery i czuję wciąż za każdym razem, a zdarza się to często, gdy wznawiam działalność lub choćby myślę o swoim życiu polonisty. Inni, młodsi wypełnią pustkę, która mnie się wydaje nie do zapełnienia. Jest wszakże coś, co i we mnie po nim pozostało jako częściowe zadośćuczynienie za jego fizyczną nieobecność – jego nauki, ponieważ był nauczycielem także dla mnie. Jego nauczanie we mnie nie tyle ocalało, co żyje. Libera pozostał dla mnie wzorem uczciwości i pracowitości, tak zawodowej, jak ludzkiej, co jest mi zarazem przestrogą i otuchą. Za to oddaję cześć jego życiu i czczę pamięć o nim.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Jak pamiętam profesora Liberę, „Wiek Oświecenia” 1999, nr 15, s. 11–16.

Edward Lipiński

Urodzony 18 X 1888 w Nowym Mieście nad Pilicą. Studia w Monachium, Lipsku i Zurychu. Wykładowca Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie (późniejszej SGH i SGPiS), docent (1925), profesor (1928), prorektor (1937/1938 i 1945/1946). W czasie okupacji założyciel i dyrektor Miejskiej Szkoły Handlowej. Wykładowca UW (1949–1953), dziekan Wydziału Ekonomii. Kierownik Zakładu Myśli Ekonomicznej SGPiS (1956–1960).

Ekonomista, historyk myśli ekonomicznej; po 1956 zaangażowany w prace nad reformą gospodarczą.
Naczelnik Wydziału Statystyki Pracy w GUS (1920). Dyrektor Instytutu Gospodarki Narodowej (1945–1949) oraz Departamentu Ekonomicznego w Ministerstwie Przemysłu (1945–1946). Prezes BGK (1946–1948). Wiceprzewodniczący Rady Ekonomicznej przy Radzie Ministrów (1957–1961).
Redaktor naczelny „Ekonomisty”.
Członek m.in. TNW (1946), PAN (1952); współtwórca Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (prezes 1946–1965).
Współzałożyciel KOR (1976).
Zmarł 13 VII 1986 w Warszawie.

Historia powszechnej myśli ekonomicznej do roku 1870, Warszawa 1968; Historia polskiej myśli społeczno-ekonomicznej do końca XVIII wieku, Wrocław 1975; Problemy, pytania, wątpliwości. Z warsztatu ekonomisty, Warszawa 1981.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. II, Warszawa 1995, s. 505–508.

ADAM BOSIACKI

EDWARD LIPIŃSKI*

1888–1986

 

Edward Lipiński urodził się 18 października 1888 roku w Nowym Mieście nad Pilicą. Do 1904 roku uczęszczał do gimnazjum w Tomaszowie Mazowieckim, następnie do gimnazjum Wojciecha Górskiego w Warszawie, które ukończył w 1909 roku. Studia ekonomiczne i filozoficzne odbył na uniwersytecie w Monachium i w Wyższej Szkole Handlowej w Lipsku (1909–1911). Ukończył także dwuletnie studia uzupełniające na uniwersytetach w Lipsku i Zurychu.

Pracę zawodową rozpoczął jako nauczyciel historii w gimnazjum im. Władysława IV (1914–1918) i w Szkole Handlowej dla Kobiet im. Józefy Siemiradzkiej (1916–1923). Od 1920 roku był naczelnikiem Wydziału Statystyki Pracy w Głównym Urzędzie Statystycznym, a w latach 1920–1939 redaktorem naczelnym wydawanego przez GUS czasopisma „Statystyka Pracy”.

Działalność naukowa Edwarda Lipińskiego rozpoczęła się w latach 1923–1925, gdy był wykładowcą Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie (od 1933 roku Szkoły Głównej Handlowej). W 1925 roku został docentem ekonomii politycznej Wyższej Szkoły Handlowej, w 1928 roku – profesorem nadzwyczajnym Szkoły, a w 1945 roku – profesorem zwyczajnym. W 1947 roku nadano mu godność profesora zwyczajnego SGH.

W latach 1930–1940 zasiadał w senacie Szkoły Głównej Handlowej, a w roku akademickim 1937/1938 był prorektorem Szkoły. Za ostrą krytykę wystąpień antyżydowskich utracił to stanowisko.

W czasie okupacji Edward Lipiński był jednym z kierujących konspiracyjną SGH. Założył Miejską Szkołę Handlową (tzw. Szkołę Lipińskiego). Współpracował także z Delegaturą Rządu RP i Biurem Studiów Armii Krajowej. Uczestniczył w organizacji nielegalnej antyokupacyjnej działalności wydawniczej.

Po wojnie, w latach 1945–1946, był prorektorem SGH, a także rektorem jej filii w Łodzi. W latach 1945–1946 pracował jako dyrektor Departamentu Ekonomicznego w Ministerstwie Przemysłu. W tych samych latach kierował Instytutem Gospodarki Narodowej, mającym kontynuować tradycje przedwojennego Instytutu Badania Koniunktur i Cen. W latach 1946–1948 był ponadto prezesem Banku Gospodarstwa Krajowego.

Na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego pracował w latach 1949–1953. W okresie 1949–1952 był profesorem kontraktowym. 1 października 1952 roku został przeniesiony ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki na Katedrę Ekonomii Politycznej Wydziału Prawa UW. Prowadził zajęcia z ekonomii politycznej kapitalizmu i ekonomii politycznej socjalizmu. Od l stycznia do 31 sierpnia 1953 roku był kierownikiem Katedry. Z chwilą utworzenia na Uniwersytecie Warszawskim Wydziału Ekonomii Politycznej został kierownikiem Katedry Historii Myśli Ekonomicznej. W 1953 roku został dziekanem Wydziału Ekonomii, od roku akademickiego 1955/1956 pozostał na Wydziale bez przydzielenia do konkretnej katedry. Po 1956 roku ponownie podjął wykłady w SGPiS, gdzie kierował Zakładem Historii Myśli Ekonomicznej. 1 października 1960 roku przeszedł na emeryturę, był jednak nadal czynnie związany z tą uczelnią. W październiku 1970 roku uzyskał, jako pierwszy w dziejach Szkoły, tytuł doktora honoris causa.

Zainteresowania naukowe Edwarda Lipińskiego obejmowały przede wszystkim politykę ekonomiczną państwa, dzieje myśli ekonomicznej ze szczególnym uwzględnieniem myśli polskiej, teorię ekonomii i politykę społeczną. Spośród wielu prac naukowych szczególnie godne odnotowania są: Koniunktura gospodarcza w Polsce (1928, współautor), Szkic teorii inwestycji (1936), tłumaczenie Kapitału Karola Marksa (t. I, 1951), Bogactwo narodów Adama Smitha (1954, współredakcja), Merkantylizm i początki szkoły klasycznej. Wybór pism ekonomicznych (1958, redakcja), Rewizje (1958), Historia powszechnej myśli ekonomicznej do roku 1870 (1968; wyd. 2, 1981), Historia polskiej myśli społeczno-ekonomicznej do końca XVIII wieku (1975), Problemy, pytania, wątpliwości. Z warsztatu ekonomisty (1981).

Edward Lipiński sprawował wiele funkcji naukowych w Polsce i za granicą. Był m.in. prezesem (1937–1967) i honorowym prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (1971–1986). W 1946 roku został członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Był członkiem Akademii Brytyjskiej (od 1980 roku), honorowym prezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Nauk Ekonomicznych (1981–1986), członkiem Akademii Nauk Moralnych i Politycznych w Paryżu (1982–1986). W 1952 roku został członkiem tytularnym, a w 1957 roku członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Do końca życia pozostał honorowym przewodniczącym Komitetu Nauk Ekonomicznych i Komitetu Historii Nauki i Techniki PAN.

Od lat 50. był uważany za jednego z najznakomitszych polskich ekonomistów, niekwestionowany autorytet naukowy i osobowościowy.

W ciągu całego życia angażował się politycznie. W 1906 roku związał się z PPS-Lewicą. Podczas studiów nawiązał kontakty z lewicowymi ekonomistami i działaczami socjalistycznymi. W latach 1914–1918 jako sekretarz Towarzystwa Szerzenia Wiedzy Handlowej i Przemysłowej szeroko współpracował ze znanymi polskimi i międzynarodowymi komunistami, takimi jak Maria Koszutska (posługująca się m.in. pseudonimami Kostrzewa oraz Vera), Karol Radek, Jerzy Ryng (właściwie Jerzy Heryng), Leon Purman. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej jego kontakty z ruchem socjalistycznym osłabły, a w 1918 roku wystąpił z PPS-Lewicy. W okresie międzywojennym brał udział w pracach Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Do PPS wstąpił ponownie w 1946 roku. W latach 1948–1975 był członkiem PZPR. W 1946 roku należał do twórców Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, którego prezesem był do 1965 roku (następnie pełnił funkcję prezesa honorowego). W latach 1947–1978 był redaktorem naczelnym kwartalnika „Ekonomista”.

Od końca lat 40. Edward Lipiński wyrażał krytyczne oceny rzeczywistości gospodarczej i politycznej PRL. W 1964 roku był jednym z sygnatariuszy tzw. Listu 34, adresowanego do Prezesa Rady Ministrów w sprawie zmiany polityki kulturalnej. W latach 70. krytykował politykę gospodarczą Edwarda Gierka, do którego w tej sprawie w 1976 roku wystosował list otwarty. W tym samym roku był jednym z założycieli Komitetu Obrony Robotników i powołanego przez jego członków Towarzystwa Kursów Naukowych (1978). W latach 80. wspierał intelektualnie NSZZ „Solidarność” i protestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.

Zmarł w Warszawie 13 lipca 1986 roku.

Wybrana literatura

 

Gadomski W., Edward Lipiński – ekonomista, socjalista, „Gazeta Wyborcza” 19 września 2003.

Kaliński J., Biografia E. Lipińskiego, napisana w związku z jubileuszem 100-lecia SGH w Warszawie (www.sgh.waw.pl/ogolnouczelniane/100lat/sylwetki/Lipinski).

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. II, Warszawa 1995, s. 505–508.

 

Socjalizm – utopia i rzeczywistość

z prof. E. Lipińskim rozmawiają M. Borczak i A. Bernat**

 

Panie profesorze, czy tuż po wojnie, kiedy rodził się nowy ustrój, ekonomiści mieli świadomość niebezpieczeństw realnego socjalizmu?

 

E.L.: Nie, nie mieli, oprócz pojedynczych wyjątków.

 

Do której grupy pan należał?

 

E.L.: Muszę przyznać, że przez kilka miesięcy uważałem to za socjalizm. Byłem zaczadzony i nie wszystko, co się wokół mnie działo, rozumiałem. Wierzyłem, że coś można zrobić. W 1946 roku wstąpiłem nawet do PPS, oświadczając, że wstępuję dlatego, bo tylko w PPS mogę walczyć o niepodległość kraju. Minister Skarbu mówił mi, że nie muszę wstępować do partii, bo przecież i tak znają moje poglądy i moją PPS-owską przeszłość, ale ja uważałem, że to jest droga do niepodległości kraju.

Pamiętam z tamtego czasu swoją rozmowę z cudzoziemskimi dziennikarzami, w której krzywiłem się na naszą ówczesną gospodarkę.

– Ale nie myśli pan chyba – zapytał mnie jakiś francuski dziennikarz – że rząd w Polsce jest marionetkowy? Ależ skądże, odpowiedziałem, wcale tak nie myślę.

Potem już zawsze byłem przeciw, toteż nieustannie mnie z czegoś zwalniano. Zdjęto mnie jako prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego, zdjęto jako profesora nauk ekonomicznych i powierzono mi historię myśli, jako profesora w ogóle, jako dziekana nauk ekonomicznych w Uniwersytecie, jako prezesa PTE, jako naczelnego redaktora Ekonomisty.

 

[...]

 

Panie profesorze, czy sierpniowy sprzeciw ludzi pracy, ten przełom rodzi możliwość stworzenia czegoś lepszego?

 

E.L.: Rodzi. Ten sprzeciw powstał zresztą znacznie wcześniej, wraz z założeniem KOR-u. Założyliśmy go w 1976 roku po to, żeby bronić robotników, tych, którzy byli wyrzucani z fabryk, aresztowani, bici, głównie z Ursusa i z Radomia. Stworzyliśmy organizację dla pomocy finansowej i prawnej. Jeździliśmy na rozprawy sądowe, żeby swoją obecnością mitygować sędziego, ale on się nie dawał. Potem stworzyliśmy taką tezę, że należy dążyć do społeczeństwa opartego na samorządzie i samopomocy, że należy zerwać z tym, że wszystko robi za nas państwo i partia. I to był wynik doświadczeń historycznych. Widzieliśmy, co się dzieje z naukami społecznymi, z kulturą, z gospodarką. Polska była zagrożona ekonomicznie, kulturalnie, moralnie i ekologicznie. Powstanie KOR-u stanowiło krok w kierunku samoorganizowania się wszystkich grup społecznych. Tworzyliśmy związki zawodowe, prasę robotniczą, niezależny ruch chłopski, niezależne wydawnictwa, towarzystwo kursów naukowych. Wszystko dla przezwyciężenia tego śmiertelnego zagrożenia Polski. Jednak dopiero ruch „Solidarności” zahamował te zgubne i niszczące procesy, trwające nieprzerwanie od 1948 roku.

 

Czy widzi Pan perspektywy dla tej sytuacji?

 

E.L.: Widzę. Całe społeczeństwo jest tak rozbudzone, że powrót do dawnych czasów jest niemożliwy. Z tymi nowymi zjawiskami partia musi się pogodzić, nie ma innej rozsądnej możliwości. [...]

Jacek Kuroń

 

Wspomnienie o Profesorze Lipińskim***

W KOR-ze mówiliśmy o nim profesor, choć przecież nie był jedynym profesorem wśród nas. Trochę tak jak w szkole, kiedy wśród nauczycieli znajdzie się ktoś, kto uczy nie tylko przedmiotu, ale i życia. A był profesor naszym mistrzem życia, tyle że my nie byliśmy klasą szkolną.

Ludzie, którzy rozpoczęli akcję pomocy represjonowanym robotnikom Ursusa i Radomia, szybko uznali, że powinni mieć przedstawicielstwo występujące publicznie. Potrzebowali więc osób o znanych w kraju nazwiskach, które byłyby na takie wystąpienie gotowe. A zdawało się ono wtedy beznadziejne. Mówiono: jeśli podpiszecie deklarację założycielską KOR w 14 osób to jedyny wasz sukces będzie polegał na tym, że w Polsce będzie o 14 więźniów politycznych więcej. – I to rzeczywiście będzie nasz sukces – powiedział profesor – 14 intelektualistów, którzy na ochotnika zgłoszą się siedzieć z robotnikami więzionymi za strajk i demonstrację! Pewnie jeszcze niejeden z nas się wahał, ale tym zdaniem profesor przesądził sprawę. KOR powstał, skupił wielu wybitnych, obdarzonych autorytetem ludzi, różnych pokoleń i orientacji ideowo-politycznych.

To nie była klasa szkolna, a przecież on był naszym profesorem. W marcu 1979 po napadzie bojówek na moje mieszkanie, w którym prowadziłem wykłady w zamach TKN-u, gdy dotkliwie pobito moją żonę i syna, zawiesiłem wykłady. – Dlaczego pan to zrobił? – skoczył mi do oczu profesor. – Przecież pan wie, że jak im się ustępuje, to oni zwiększają nacisk. Odpowiedziałem, że boję się robić wykład u siebie, a skoro tak, to nikogo o mieszkanie nie mogę prosić. – Proszę to robić u mnie – odpowiedział. Wyobraziłem sobie kruchego, małego profesora wśród dzieł sztuki, do których był tak przywiązany. A wiedział przecież, na co się decyduje. I przypomniałem sobie znamienną scenę z pamiętników Krzywickiego: któregoś dnia w końcu lat 30. w gmachu Szkoły Głównej Handlowej było zadziwiająco pusto i tylko w środku holu samotnie stał nieduży profesor Lipiński.

Okazało się, że na ten dzień zapowiedziały swój napad bojówki ONR-u. – I co pan profesor tu robi? – pyta Krzywicki. – Jak to co? – dziwi się Lipiński – przecież trzeba dać im odpór. – Myślę że ten opis jest najkrótszym możliwym streszczeniem całego życia profesora: stanąć naprzeciw ciemnym mocom i nie ustąpić, samotnie – jeśli tak wypadnie [...].

Na zebraniach KOR-u, które odbywały się w mieszkaniu profesora, on sam siedział w fotelu z dłonią przy uchu i w skupieniu słuchał każdego zabierającego głos. Kłóciliśmy się ostro, a on taki wiekowy i wielki – rzeczywiście wielki i od najmłodszego z nas, Piotra Naimskiego, starszy o 60 lat – tyle razy ustępował w poszukiwaniu kompromisu i tyle razy dał się przekonać [...].

Swoje wystąpienie na I Zjeździe Solidarności profesor zaczął tak: „Pierwsze przemówienie wygłosiłem na wiecu w 1904 roku – mówiłem o związkach zawodowych. Być może ostatnie wygłaszam do Was”. To nie najważniejsze, że to pierwsze przemówienie było tak dawno – długowieczność nie od nas zależy. Wielu ludziom zdarza się przeżyć wielkie dni – nieść pochodnię oporu, świecić w ciemności, siać ziarno pod przyszły plon przez rok czy parę lat. Ale nasz profesor całe swoje bez mała 100 lat żył tak właśnie. [...]

W czasie jednej z moich ostatnich wizyt u profesora rozmawialiśmy o tym, czy socjalizm jako ład sprawiedliwości społecznej jest w ogóle możliwy. Mówiliśmy o doświadczeniach samorządu pracowniczego w Jugosławii i o tym, czy można pogodzić rynek z planowaniem. Była to smutna rozmowa ludzi lewicy. Nagle profesor z dawną zapalczywością powiedział: – Najważniejsze jest, żeby nigdy nie uznać żadnej formy ładu społecznego za zadowalającą.

Był naszym profesorem, jest i będzie, bo jego życie było wyzwaniem. Nikt, kto go poznał, nie może już usprawiedliwiać swojej bierności ani zmęczeniem, ani starością, ani tym, że już swoje zrobił. Ze współpracy z profesorem w KOR-ze wynika dla nas, o tyle od Niego młodszych, nakaz podjęcia sztafety ludzi niepokornych i nieustępliwych wobec tyranii, ale gotowych do ustępstw w dyskusji, w poszukiwaniu kompromisu. Ludzi, którzy samotnie będą stać naprzeciw ciemnym mocom, samotnie – jeśli tak wypadnie.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Profesorowie Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego 1808–2008, red. G. Bałtruszajtys, Warszawa 2008, s. 232–234.

**Tekst opublikowany pierwotnie w: „Kultura” 1986, nr 10, s. 66–76.

***Tekst opublikowany pierwotnie w: „Kultura” 1986, nr 9, s. 135–136. Wspomnienie zostało poprzedzone następującym słowem od redakcji: „13 lipca 1986 roku zmarł w Warszawie profesor Edward Lipiński, przeżywszy lat 96. Znaliśmy go i przyjaźniliśmy się z nim od bardzo dawna. Zanim opublikujemy o profesorze większe studium, zamieszczamy poniżej fragmenty pięknego przemówienia Jacka Kuronia, niewygłoszonego na pogrzebie profesora, a które zostały wydrukowane w numerze 177 Tygodnika Mazowsze z dnia 30 lipca bieżącego roku”.

Zofia Lissa

Urodzona 19 X 1908 we Lwowie. Studia w klasie fortepianu oraz z teorii muzyki w Konserwatorium Polskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie. Studia muzykologiczne i filozoficzne na UJK (1924–1929), doktorat (1929). Dziekan wydziału teorii muzyki w lwowskim konserwatorium (1940). Habilitacja na UAM (1947). Założycielka (1948) i kierownik Zakładu Muzykologii na UW. Profesor (1951). Dyrektor Instytutu Muzykologii UW (1958–1975).

Muzykolog; badania m.in. w zakresie historii i teorii muzyki, historii estetyki muzycznej, historii współczesnej muzyki polskiej.
Od 1947 wicedyrektor Departamentu Muzyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki.
Członek zarządu (1947–1948) i wiceprezes (1949–1954) Związku Kompozytorów Polskich. Członek prezydium Międzynarodowego Towarzystwa Muzykologicznego (1965–1977). Członek Akademie der Künste w Berlinie (1955), Sächsische Akademie der Wissenschaften w Lipsku (1963), Akademie der Wissenschaften und der Literatur w Moguncji (1972).
Wydawca serii „Antiquitates Musicae in Polonia”.
Zmarła 26 III 1980 w Warszawie.

Muzyka i film. Studium z pogranicza ontologii, estetyki i psychologii muzyki, Lwów 1937; Estetyka muzyki filmowej, Kraków 1964; Studia nad twórczością Fryderyka Chopina, Kraków 1970; Wstęp do muzykologii, Warszawa 1970.

Materiały z panelu Aktualność myśli muzycznej Zofii Lissy, „Przegląd Muzykologiczny” 2013, nr 9.

ZBIGNIEW SKOWRON

ZOFIA LISSA

1908–1980

 

Wśród profesorów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy położyli wybitne zasługi dla rozwoju polskiej muzykologii w drugiej połowie XX wieku, szczególne miejsce zajęła Zofia Lissa (ur. 19 X 1908 we Lwowie, zm. 26 III 1980 w Warszawie).

„Indywidualność naukową Profesor Lissy – pisała Elżbieta Dziębowska – cechuje niezwykła szerokość zainteresowań. Jej dorobek twórczy obejmuje studia analityczne, rozprawy z zakresu teorii muzyki, estetyki muzycznej, psychologii muzycznej, metodologii badań muzykologicznych [...]. Owa szerokość zainteresowań wiąże się z innymi cechami osobowości [...]: jej ogromną żywotnością i pracowitością, wrażliwością na wszelkie przejawy współczesnego życia naukowo-społecznego [...] aktywnością na wielu polach: badawczym, pedagogicznym, organizacyjnym, popularyzatorskim, z jej temperamentem naukowym, niekiedy o zacięciu publicystycznym”1.

Pierwszoplanowe miejsce w dorobku Zofii Lissy zajmują prace z estetyki muzycznej. Miały one charakter par excellence pionierski, otwarły bowiem na polskim gruncie nieznane przedtem perspektywy myślenia o muzyce, wnosząc zarazem wkład do światowej muzykologii, o czym świadczą liczne tłumaczenia jej prac na języki obce i przyznana jej w 1979 roku – na rok przed śmiercią – prestiżowa nagroda Międzynarodowej Rady Muzycznej (International Music Council). Wszelako z perspektywy związków z Uniwersytetem Warszawskim Lissa jawi się przede wszystkim jako uczona, która położyła podwaliny obecnego Instytutu Muzykologii UW. Dzięki jej talentom organizacyjnym stał się on, począwszy od 1948 roku, nie tylko ośrodkiem kształcenia adeptów nauki o muzyce, lecz także jedną z głównych placówek badawczych polskiej muzykologii. Przystępując do organizacji tej placówki niemalże od podstaw, Lissa miała już znaczny bagaż doświadczeń dydaktycznych oraz bogaty dorobek naukowy. Wywodziła się – podobnie jak Józef Michał Chomiński – z lwowskiej szkoły muzykologicznej. Po gruntownym przygotowaniu praktycznym, jakie dała jej nauka gry fortepianowej i teorii muzyki w lwowskim konserwatorium, w latach 1924–1929 studiowała muzykologię pod kierunkiem jednego z nestorów tej dyscypliny w Polsce – Adolfa Chybińskiego (ur. 29 IV 1880 w Krakowie, zm. 31 X 1952 w Poznaniu), który po habilitacji w 1912 roku na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie kierował w latach 1913–1941 tamtejszym Zakładem Muzykologii. Już podczas nauki w tamtej uczelni dały o sobie znać jej wielokierunkowe zainteresowania, studiując bowiem przedmioty muzykologiczne, uczęszczała również na wykłady czołowych przedstawicieli lwowskiej szkoły filozoficznej i estetycznej – Kazimierza Twardowskiego i Romana Ingardena, a także na zajęcia z zakresu psychologii i historii sztuki. Ta wielostronna wiedza wyniesiona ze studiów zaowocowała interdyscyplinarnym podejściem do muzykologii. Główny przedmiot tej dyscypliny – dzieło muzyczne – ujęła Lissa w szerokiej perspektywie humanistycznej, której bieguny wyznaczała z jednej strony filozofia, z drugiej – psychologia percepcji. Wcześnie dojrzewała też jej socjologiczna koncepcja muzyki, akcentująca zmienne w poszczególnych epokach uwarunkowania i funkcje twórczości muzycznej.

Swą aktywność badawczą zapoczątkowała Lissa tuż po studiach, w ślad za ukończonym w 1929 roku doktoratem na temat harmoniki Aleksandra Skriabina2. Jej prace z lat 30. układają się w pewną całość, w której można dostrzec zarówno kierunki poszukiwań, jak i ślady podbudowujących je lektur. Ten stosunkowo mało znany dorobek ukazuje sylwetkę naukową Lissy wolną jeszcze od związków z ideologią, które – ze znanych sobie najlepiej powodów – zdecydowała się zacieśnić w pierwszej połowie lat 50., wkraczając na obszar dogmatycznego marksizmu-leninizmu, w ślad za autorami z byłego ZSRR.

Rzut oka na przedwojenną spuściznę Lissy skłania do wniosku, że u źródeł jej dociekań muzyczno-estetycznych leżały zainteresowania empirią przeżycia estetycznego, dokładniej – psychologią percepcji, przy czym dotyczyły one jednego wybranego obszaru, tj. doświadczeń percepcyjnych dziecka. Począwszy od 1930 roku, Lissa opublikowała wiele artykułów na ten temat, w których – na podstawie własnej pracy z uczniami lwowskiego Konserwatorium im. Karola Szymanowskiego oraz tamtejszej Szkoły Muzycznej im. Fryderyka Chopina – przedstawiła znaczenie muzyki dla rozwoju osobowości dziecka, specyficzne dla dzieci typy reakcji na muzykę, ich twórczą aktywność na tym polu, wreszcie – sformułowała postulaty dla systemu wychowania muzycznego. Od 1934 roku prowadziła pogłębione badania nad muzykalnością dzieci i młodzieży3 oraz nad mechanizmami percepcji muzycznej w czołowym polskim ośrodku, jakim był wówczas Instytut Psychologii we Lwowie. Jest faktem znamiennym, że jej rozważania nad odbiorem muzyki szły w parze z refleksją wokół rozumienia sztuki dźwięków. Tekst pt. O słuchaniu i rozumieniu utworów muzycznych4 jest bodaj najwcześniejszym świadectwem kształtowania się strukturalnej koncepcji przeżycia muzycznego, na które – według Lissy – składają się cztery współczynniki: wrażeniowy, przedstawieniowy, emocjonalny i intencjonalny5.

Prekursorskie studia Lissy nad psychologią dzieci i młodzieży, które zwieńczyła napisana wspólnie ze Stefanem Szumanem, wydana tuż po wojnie książka pt. Jak słuchać muzyki6, bynajmniej nie wyczerpywały jej przedwojennej aktywności na polu muzykologii. Świadectwem nowego kierunku badań na pograniczu estetyki i socjologii muzyki, jakie wówczas zainicjowała, stał się wczesny, opublikowany w 1930 roku artykuł O społecznym znaczeniu muzyki w historii ludzkości7. W tekście tym dało o sobie znać po raz pierwszy jej podejście socjologiczne: widzenie muzyki w szerokim kontekście kultury, przez pryzmat dokonujących się w niej procesów społecznych.

Kolejne obszary zainteresowań badawczych Lissy przed rokiem 1939, świadczących o jej otwartości na zjawiska rodzącej się kultury masowej, stanowiły nowe media: radio i film. Prace z tego zakresu, poświęcone zarówno znaczeniu obydwu tych mediów dla przekazu muzyki, jak i – w przypadku filmu – funkcjom powiązanym ze strukturą dzieła filmowego, zaskakują intuicją badawczą i celnością spojrzenia, zważywszy iż w polskiej kulturze międzywojnia radio i film były mediami wchodzącymi dopiero do społecznego obiegu. Lissa doskonale zdała sobie sprawę z możliwości obydwu tych mediów, widząc – zwłaszcza w radiu – potężne narzędzie propagowania kultury muzycznej. Film dźwiękowy zainspirował ją z kolei do badań nad różnorodnymi funkcjami muzyki w obrazie filmowym. Owocem tych dociekań stała się w książka pt. Muzyka i film. Studium z pogranicza ontologii, estetyki i psychologii muzyki8, będąca ewenementem nie tylko w polskim, lecz także w światowym piśmiennictwie filmologicznym. Oryginalność tej pracy polegała na wszechstronnym ujęciu statusu i funkcji muzyki w filmie, w myśl założeń, które przywodzą na myśl metodę strukturalistyczną i semiologiczną.

Spośród innych prac Lissy opublikowanych w okresie międzywojennym na pierwszy plan wysuwa się obszerne studium O komizmie muzycznym z 1938 roku9, świadczące nie tylko o jej dojrzałym warsztacie naukowym, lecz przede wszystkim o umiejętności samodzielnego rozwiązania śmiało postawionego problemu, co dowodziło też jej inwencji i sprawności interpretacyjnej. W przeprowadzonej w owym studium dyskusji, która świadczyła o niebywałym oczytaniu zwłaszcza w obcojęzycznej literaturze przedmiotu, Lissa zarysowała własne stanowisko, w którym próbowała połączyć podejście fenomenologiczne z ujęciem zrelatywizowanym historycznie (ta ostatnia przesłanka będzie jej odtąd stale towarzyszyć w podejściu do kluczowych kategorii muzyczno-estetycznych).

Podobnie jak wspomniana praca Muzyka i film, również studium o komizmie stanowi ujęcie syntetyczne, odwołujące się do przejawów komizmu w poszczególnych rodzajach muzyki (od tej absolutnej, przez programową, wokalną, aż po filmową). Oprócz rozważań wokół istoty komizmu muzycznego została tam bowiem podjęta kwestia ogólniejszej natury: pytanie o semantyczny charakter muzyki. Jest faktem znamiennym, że Lissa postawiła to pytanie niejako na marginesie rozważań o komizmie w muzyce programowej, w jednym ze środkowych rozdziałów swego tekstu10. Niemniej, jej dociekania na ten temat zyskują wartość jako wyjściowe deklaracje estetyczne, którym pozostała wierna w późniejszych pracach. Co więcej, owe deklaracje pozwalają zrozumieć jej powojenną dyskusję z Romanem Ingardenem wokół kwestii tożsamości dzieła muzycznego, a także sytuują ją – dosyć wcześnie – w kręgu teorii uznających muzykę za wielowarstwową strukturę znaczącą.

Przekonanie o tym, że muzyka stanowi przekaz znaczący, że – innymi słowy – układy dźwiękowe mogą pełnić funkcje intencjonalne szczególnego typu, dojrzewało w niej jako intuicja, którą niełatwo było zweryfikować. Zaskakujące, zwłaszcza z perspektywy późniejszych, powojennych prac Lissy, że starając się uchwycić owe treści dzieła muzycznego (jego zawartość pozamuzyczną), ku którym kieruje swą uwagę słuchacz, określiła je ona mianem „jakości metafizycznych”, jednak ani nie sprecyzowała wówczas tego pojęcia, ani nie powracała już doń po 1938 roku.

Dalsze, bardziej skonkretyzowane rozważania nad semantycznością muzyki zawarła Lissa we wspomnianym tekście o komizmie muzycznym. Wprowadziła tam pojęcie „struktur reprezentujących” („przedstawiających”), które – jej zdaniem – tworzą tematykę dzieła i określają jego całość. Szczególny przypadek struktur reprezentujących stanowiła – jej zdaniem – reprezentacja symboliczna, powiązana z muzyką absolutną, dokładniej – z tzw. muzyką wyrazu, której struktury dźwiękowe, jak pisała, „nie reprezentują wprost jakichś treści wyrażanych, ale są tylko ich symbolami”11. Odniesieniem dla tej tezy były stanowiska Ernsta Cassirera oraz Mieczysława Wallisa, które stały się dla niej punktem wyjścia do własnej, fundamentalnej tezy zakładającej specyficzny związek między strukturą dźwiękową i treścią psychiczną.

Cennym materiałem, który pozwala zorientować się w przedwojennych lekturach Lissy, pozostają liczne recenzje rozpraw muzykologicznych opublikowane przez nią w latach 1929–1933 na łamach „Kwartalnika Muzycznego”. Problematyka tych rozpraw łączyła się z zagadnieniami psychologii muzyki, które tkwiły w centrum ówczesnych zainteresowań badawczych Lissy. Niemniej, wśród recenzowanych książek znalazły się również pozycje poświęcone zagadnieniom historycznym, estetycznym, nowej muzyce i nowym mediom. Szczególne znaczenie miały wśród tych prac dwie recenzje. Przedmiotem pierwszej z nich była książka Musikpsychologie Ernsta Kurtha12, drugiej – książka Zur Psychologie des musikalischen Gestaltens Juliusa Bahle13. Lektura pierwszej recenzji nie pozostawia wątpliwości co do tego, że stanowisko Kurtha silnie zainspirowało orientację badawczą Lissy. Wiele jej przedwojennych prac świadczy o tym, że dyrektywę metodologiczną Kurtha uznała ona za własną, inicjując na gruncie polskiej muzykologii badania usytuowane w jednym z głównych, psychologicznych nurtów ówczesnej muzykologii europejskiej, który ma już obecnie długą tradycję – także dzięki pracom uczonych amerykańskich.

* * *

Wybuch II wojny światowej przerwał wielce obiecujący rozwój młodej uczonej i oderwał ją na kilka lat od środowiska akademickiego. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski i zajęciu Lwowa we wrześniu 1939 roku, Lissa pracowała jako redaktor muzyczny w tamtejszej rozgłośni radiowej, a następnie – od roku 1940 – piastowała funkcję dziekana Wydziału Teorii w lwowskim Konserwatorium. Po inwazji hitlerowskiej na ZSRR w czerwcu 1941 została ewakuowana do Namanganu (Uzbekistan), gdzie uczyła teorii muzyki w technikum muzycznym. Po przeniesieniu się do Moskwy, wstąpiła w roku 1943 do Związku Patriotów Polskich, następnie zaś – w 1945 roku – objęła funkcję attaché kulturalnego w tamtejszej polskiej ambasadzie. Związek ze środowiskiem, w którym ukształtował się narzucony Polsce przez Stalina – na mocy manifestu PKWN w lipcu 1944 roku – komunistyczny rząd, oznaczał nieuchronnie akces do ideologii tkwiącej u podstaw jego działań. Sympatie lewicowe Lissy dały wprawdzie o sobie znać jeszcze w okresie studiów na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, jednak w momencie, kiedy powiązała je z wyborem o charakterze politycznym, zwróciły się jednoznacznie w stronę dogmatycznego marksizmu-leninizmu. Kwestii tego, w jakiej mierze ów ideowy akces wypływał z własnych przekonań, w jakiej zaś mierze był motywowany zewnętrznie, tj. konkretnymi celami czy zamierzeniami, nie sposób rozstrzygnąć jednoznacznie. Faktem jest jednak, że po powrocie do Polski w 1947 roku Lissa powiązała swą działalność naukową z udziałem w strukturach ówczesnej, komunistycznej władzy. Objęła wówczas stanowisko wicedyrektora Departamentu Muzyki w Ministerstwie Kultury i Sztuki w Warszawie, co – siłą rzeczy – usytuowało ją w aparacie administrującym rodzimą twórczością muzyczną, poddaną presji doktryny socrealizmu.

Drugą domeną powojennej aktywności Lissy była akademicka muzykologia; jej osiągnięcia na tym polu wiązały się zarówno z działalnością organizacyjną, jak i naukową. Już w 1947 roku habilitowała się na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, wracając ponownie pod opiekę naukową Adolfa Chybińskiego, który od 1945 do śmierci w 1952 roku kierował tamtejszym Zakładem Muzykologii. Uzyskana habilitacja pozwoliła jej podjąć skuteczne starania o utworzenie Zakładu Muzykologii na UW, co nastąpiło w 1948 roku. W ten oto sposób – zarówno Chybiński, jak i Lissa (wraz z Józefem M. Chomińskim) przenieśli niejako lwowską tradycję muzykologiczną do dwóch nowych ośrodków: poznańskiego i warszawskiego. Wkład Lissy do rozwoju warszawskiej muzykologii byłoby trudno przecenić.

W sytuacji naukowej muzykologii polskiej lat powojennych – zdaniem E. Dziębowskiej – „Profesor Zofia Lissa wniosła rozmach i impet twórczy, który spowodował, iż życie naukowe potoczyło się bardziej wartkim nurtem, i że muzykologia polska wyszła z lokalnego zaułka, zyskując trwałe miejsce w nauce światowej”14.

Poszerzanie pola własnych badań i inicjatywy naukowe, takie jak organizacja kongresów muzykologicznych: I Międzynarodowego Kongresu Chopinowskiego w 1960 roku i cyklicznych konferencji Musica Antiqua Europae Orientalis, a także inwentaryzacja zabytków dawnej muzyki polskiej prezentowanych w serii «Antiquitates Musicae in Polonia», łączyła Lissa z rozwojem Instytutu Muzykologii UW i jego kadry naukowej oraz z kształceniem kilku pokoleń muzykologów.

Kolejne etapy jej kariery naukowej wyznaczyło przyznanie tytułu profesora nadzwyczajnego w 1951 roku, a profesora zwyczajnego – w 1957 roku. Wkrótce potem, w 1958 roku, Zakład Muzykologii UW uzyskał status instytutu, Lissa zaś pozostawała dyrektorem tej placówki do 1975 roku. Trzeba zaznaczyć, że mimo ideologicznej presji, jakiej były poddane polskie wyższe uczelnie we wczesnych latach 50., od 1951 roku zatrudniła ona w Zakładzie Muzykologii UW osobę duchowną – księdza dr. hab. Hieronima Feichta (1894–1967), gdzie ten wybitny znawca dawnej muzyki polskiej wykładał do końca życia.

Pracą stanowiącą łącznik między studiami muzyczno-estetycznymi Lissy z lat przedwojennych i tymi z okresu powojennego był artykuł z 1948 roku zatytułowany Czy muzyka jest sztuką asemantyczną15. Początek tego tekstu świadczy o tym, że jego autorka weszła w orbitę oddziaływań radzieckiej myśli o muzyce, która – pod wpływem doktryny Andrieja Żdanowa – zwróciła ostrze bezpardonowej krytyki przeciwko wszelkim innowacjom w muzyce zachodniej, piętnując je mianem „formalizmu”. Na wstępie swego tekstu dała jednak Lissa własną wykładnię terminu „muzyka formalistyczna”, pozbawioną ideologicznych przerysowań i myślowych uproszczeń znamiennych dla autorów radzieckich. Nie oznacza to wprawdzie, że była entuzjastką, jak to ujęła, „praktyki kompozytorskiej współczesnych twórców”, jednak krytykę ich dokonań podjęła z pozycji stricte estetycznych, w formie naukowego dyskursu, który nie miał nic wspólnego z przywołaną przez nią (w jednym zdaniu) „dysputą o stylu muzycznym w ZSRR”16. Co więcej, wstępna konstatacja kryzysu w muzyce europejskiej, skojarzona z twórczością szkoły wiedeńskiej XX wieku, a także krytyka formalizmu, której przyświecała teza, że „środki artystycznego wyrazu w muzyce stały się tylko środkami rezygnując ze swojej funkcji wyrażania”17, przeszła niepostrzeżenie w wykład własnego stanowiska estetycznego w kwestii semantyczności muzyki. Wykład ten, co trzeba podkreślić, odwołuje się wprost do poglądów sformułowanych przed wojną. Nie ma tu już jednak ani rozterek poznawczych, jakim dawała Lissa wyraz w swych przedwojennych pracach, ani odniesień do metafizyki.

Okres 1950–1954 stanowił szczególny etap aktywności naukowej Lissy, naznaczony jej wcześniejszymi wyborami ideowo-politycznymi. Opublikowała wówczas liczne prace o tematyce muzyczno-estetycznej, których wspólnym mianownikiem ideowym był marksizm-leninizm w dogmatycznej, pełnej uproszczeń postaci, jaką nadali mu ideolodzy radzieccy, na czele ze Żdanowem i samym Stalinem18. Przy wszystkich swych zapożyczeniach, jak też stereotypach teoriopoznawczych i metodologicznych, prace Lissy z pierwszej połowy lat 50. nosiły na sobie jednak ślad jej przedwojennych doświadczeń: wychodziły wszak spod pióra uczonej, której nieobca była przecież odsądzana wówczas od czci i wiary „burżuazyjna” metodologia, nie mająca nic wspólnego z materializmem dialektycznym czy leninowską teorią odbicia. Paradoks tej sytuacji polegał na tym, że dając wyraz przekonaniu, że muzyka zdolna jest nie tylko odzwierciedlić otaczającą rzeczywistość, dokładniej – procesy przemian społecznych, lecz także stać się narzędziem w służbie „postępowej” ideologii, Lissa miała za sobą zgoła inne doświadczenia estetyczne, związane z koncepcją muzyki jako znaczącego przesłania, które aktualizuje się w akcie percepcji ujętym w świetle psychologii postaci. Doświadczeń tych nie sposób było – rzecz oczywista – pogodzić z orientacją ideologiczną spod znaku marksizmu-leninizmu, toteż w swych pracach z pierwszej połowy lat 50. nie uniknęła ona uproszczeń w opisie relacji między muzyką i rzeczywistością, a co za tym idzie – w ujęciu zapośredniczeń między tymi dwiema sferami. Jest jednak zaskakujące, że niektóre podstawowe tezy Lissy, wyłączone z przenikniętego ideologią kontekstu, zachowują estetyczną integralność i wskazują na klasyczną tradycję, jak w przypadku tezy o odzwierciedleniu rzeczywistości w muzyce.

Wydźwięk ideologiczny tekstów Lissy z pierwszej połowy lat 50. korespondował z polityką kulturalną ówczesnych władz, którą musiała ona wcielać w życie w związku z kierowniczą funkcją, jaką pełniła wtedy w Departamencie Muzyki Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jej ówczesne prace estetyczne łączył wprawdzie bliski związek z postulatami socrealizmu, które formułowano pod adresem wszystkich środowisk twórczych; niemniej jednak, jak można przypuszczać, zapewne utrwalone już, przedwojenne doświadczenia, obudziły w niej wewnętrzny krytycyzm wobec przyjętych początkowo, w atmosferze propagandowej presji i narzuconych z zewnątrz w istocie swej politycznych postulatów. I jakkolwiek trudno usprawiedliwiać – jak w każdej podobnej sytuacji – intelektualny oportunizm, który wynika wszak z własnych, osobistych wyborów, trudno jednak mierzyć wszystkie naznaczone ideologicznie prace Lissy jedną miarą.

* * *

W 1956 roku Lissa krytycznie oceniła swój dorobek z poprzedniej dekady i zdystansowała się wobec ideologii realizmu socjalistycznego. Nie oznaczało to jednak odejścia od pewnych aspektów metody marksistowskiej, zwłaszcza od społecznego spojrzenia na muzykę w perspektywie historycznego rozwoju. Właśnie w tym świetle, uwolnionym – co trzeba podkreślić – od ideologicznych nacisków i uproszczeń, rozpatruje ona wiele problemów estetycznych, m.in. zagadnienia historycznie zmiennego odbioru i rozumienia muzyki. Jej prace z tego zakresu, m.in. artykuł O historycznej zmienności percepcji muzycznej, a także tekst pt. Recepcja muzyczna jako współczynnik historii muzyki (1971)19, wpisują się w ogólną teorię recepcji, która – inspirowana pracami z zakresu literaturoznawstwa – rozwinęła się na gruncie muzykologii w drugiej połowie XX wieku, w dużej mierze za sprawą Carla Dahlhausa20.

Na lata 60. i 70. przypada dojrzały okres pisarstwa muzyczno-estetycznego Lissy. W tym czasie wyróżniają się zwłaszcza prace dotyczące ontologii dzieła muzycznego, na czele z polemicznym tekstem pt. Uwagi o Ingardenowskiej teorii dzieła muzycznego. Punktem wyjścia tej polemiki stało się zakwestionowanie przez Lissę stanowiska Ingardena zakładającego rozróżnienie między wykonaniem jako konkretyzacją dzieła muzycznego a statusem tegoż dzieła pojętego jako przedmiot intencjonalny. Kwestionując powszechność tej tezy, sięgnęła Lissa do najnowszej wówczas domeny twórczości – muzyki elektronicznej – i wykazała, że wykonanie kompozycji elektronicznej nie tylko utożsamia się z utworem utrwalonym na zawsze w zapisie, lecz – co więcej – utwór zyskuje w tym wypadku jedną, niezmienną postać.

Dyskusja Lissy z Romanem Ingardenem jest jeszcze jednym świadectwem jej podejścia do zjawisk muzycznych w ich historycznych, zmiennych przejawach, a zarazem wynikiem przeświadczenia, że również koncepcje dzieła nie są dane raz na zawsze i ulegają przekształceniom wraz z funkcjonowaniem samych dzieł w obiegu kulturowym (właśnie w drugiej połowie XX wieku nastąpiły niebywałe wcześniej przemiany i przewartościowania tradycyjnego wyobrażenia dzieła jako opus perfectum et absolutum). Wypada jednak żałować, że dyskusja obojga uczonych ograniczyła się tylko do statusu utworów elektronicznych i aleatorycznych, i nie objęła tak fundamentalnej kwestii estetycznej, jak wielowarstwowość dzieła muzycznego.

Na dojrzałą twórczość Lissy składają się studia poświęcone m.in. czasowym aspektom dzieła muzycznego, jego procesualnemu charakterowi, percepcji muzycznej i rozumieniu muzyki. Prace te oddają estetyczne stanowisko polskiej uczonej wobec kluczowych problemów muzyki rozumianej przede wszystkim jako fenomen społeczny i historyczny, w perspektywie głębokich związków z kulturą. Oprócz podejmowania głównych zagadnień współczesnej estetyki muzycznej, takich jak istota dzieła muzycznego i wartość w muzyce, Lissa zwracała się też ku zagadnieniom historycznym, ze szczególnym uwzględnieniem niemieckiej myśli muzycznej z okresu romantyzmu – poglądów A.W. Schlegla i J.G. Herdera. Odrębny nurt jej badań stanowiły zagadnienia stylu narodowego i tradycji narodowej, które rozpatrywała w kontekście twórczości Fryderyka Chopina21 i Karola Szymanowskiego22. Zwieńczeniem jej zainicjowanych jeszcze przed wojną zainteresowań związkami muzyki i filmu stała się monografia Estetyka muzyki filmowej (Kraków 1964), która doczekała się już wielu tłumaczeń i stanowi klasyczną pozycję w światowej literaturze przedmiotu.

W 1965 roku ukazał się pierwszy zbiór prac Lissy zatytułowany Szkice z estetyki muzycznej23, który zawierał następujące teksty: O komizmie muzycznym (1937); Rola kojarzeń w percepcji dzieł muzycznych (1954); O ewolucji percepcji muzycznej (1959); O wielowarstwowości kultury muzycznej (1959); O stylu narodowym w muzyce (1960); Estetyczne funkcje ciszy i pauzy w muzyce (1961); Teoriopoznawcza analiza struktury czasowej gatunków muzycznych (1964); Romantyzm w muzyce: definicja, kryteria, periodyzacja (1967); O cytacie w muzyce (1966); O procesualnym charakterze dzieła muzycznego (1965).

W 1975 roku Lissa opublikowała Nowe szkice z estetyki muzycznej24, w których znalazło się siedem studiów w dwóch częściach: I – O istocie dzieła muzycznego (1968); O tzw. rozumieniu muzyki (1974); O wartości w muzyce (1969); II – Świadomość historyczna w muzyce i jej rola we współczesnej kulturze muzycznej (1972); Recepcja muzyczna jako współczynnik historii muzyki (1971); Prolegomena do teorii tradycji w muzyce (1970); Muzyka a rewolucja (1974). W tym samym roku ukazał się zbiór pism Lissy w języku niemieckim, zatytułowany Neue Aufsätze zur Musikästhetik25, w którym znalazły się następujące teksty: Über das Wesen des Musikwerkes (1968); Ebenen des musikalischen Verstehens (1974); Zur Theorie der musikalischen Rezeption (1974), Musikalisches Gechichtsbewusstsein – Segen oder Fluch? (1973); Einige kritische Bemerkungen zur Ingardenschen teorie des musikalischen Werkes (1972); Prolegomena zur teorie der Tradition in der Musik (1970); Musik und Revolution (1974).

Jest faktem znamiennym, że w żadnym z tych zbiorów nie zamieściła Lissa swych prac spod znaku doktryny marksistowsko-leninowskiej i socrealizmu. Decyzja ta wskazuje wyraźnie, że nie zaliczyła ich do trzonu swego dorobku, biorąc je niejako w nawias, który z jednej strony wyłącza tę grupę tekstów z jej naukowej biografii, z drugiej zaś – zbliża do siebie prace z okresu przedwojennego oraz teksty powstałe po 1956 roku.

Kierunki badań zainicjowane przez Lissę w okresie międzywojennym i rozwinięte po październikowym przełomie w 1956 roku, w atmosferze wolnej od ideologicznych nacisków, pozwalają uznać ją za wybitną przedstawicielkę XX-wiecznej myśli o muzyce. Wynika to – z jednej strony – z przyjętych przez nią orientacji metodologicznych, a więc ze związków z psychologią postaci, historyzmem i strukturalizmem, z drugiej zaś z odniesień do aktualnych w swoim czasie przejawów życia muzycznego, w tym – do propozycji światowej i krajowej II awangardy prezentowanych m.in. na festiwalach „Warszawskiej Jesieni”. Trzeba przyznać, że była ona uważnym obserwatorem tych muzycznych wydarzeń, które poddawała swej refleksji, konfrontując propozycje nowej muzyki i związane z nią – niekiedy radykalne – koncepcje dzieła i jego odbioru (rozumienia), z tradycyjnymi ustaleniami estetyki muzycznej. Jej myśl estetyczna ogarniająca najnowsze przejawy życia muzycznego, pozostała związana z nurtem modernistycznym i – siłą rzeczy – nie objęła już muzycznej ponowoczesności.

Wartość spuścizny muzykologicznej Lissy polega przede wszystkim na wielostronnym i interdyscyplinarnym charakterze jej refleksji, która, wychodząc od pytania o sens muzyki jako narzędzia komunikacji międzyludzkiej, ogarnęła fundamentalne kwestie, takie jak istota i struktura dzieła muzycznego, semantyczność i asemantyczność muzyki, jej przeżycie i rozumienie, wreszcie – estetyczne podstawy muzyki filmowej. Nie tylko jednak sam zakres podjętej problematyki, będącej wszak przedmiotem rozważań wielu przedstawicieli XX-wiecznej myśli o muzyce, lecz także sposób ujęcia decyduje o walorach jej prac. Tym, co nadało indywidualny kształt refleksji Lissy, było jej spojrzenie na dzieło muzyczne z podwójnej perspektywy: psychologicznej – jako na przedmiot, który zyskuje pełny sens w procesie percepcji, oraz socjologicznej – jako na wytwór społeczny, uwarunkowany historycznie i transkulturowo.

SECT-ID LINK

1E. Dziębowska, Profesor Zofii Lissy prace i zasługi, [w:] Studia musicologica. Aesthetica, theorica, historia, red. E. Dziębowska, Z. Helman, D. Idaszak, A. Neuer, Kraków 1979, s. 7.

2Zob. Z. Lissa, O harmonice Aleksandra Skriabina, „Kwartalnik Muzyczny” 1930, nr 8, s. 36.

3Zob. O istocie i typach muzykalności, „Przegląd Społeczny” 1935, nr 7; O badaniu muzykalności i psychotechnice muzycznej, „Przegląd Społeczny” 1936, nr 1.

4Eadem, O słuchaniu i rozumieniu utworów muzycznych, „Wiedza i Życie” 1937, nr 6, s. 383–395.

5Z. Lissa, O komizmie muzycznym, „Kwartalnik Filozoficzny” 1938, nr 2, s. 100. Autorka nawiązała w tym tekście do tez nakreślonych w artykule O słuchaniu i rozumieniu utworów muzycznych, przytaczając je w nieco zmienionym układzie.

6S. Szuman, Z. Lissa, Jak słuchać muzyki, Warszawa 1948.

7„Przegląd Społeczny” 1930, nr 4–5.

8Z. Lissa, Muzyka i film. Studium z pogranicza ontologii, estetyki i psychologii muzyki, Lwów 1937.

9Eadem, O komizmie muzycznym, „Kwartalnik Filozoficzny” 1938, nr 1, s. 23–73; nr 2, s. 95–107.

10Ibidem, rozdział 7 – Zagadnienie semantyczności i asemantyczności muzyki, s. 45–52.

11Z. Lissa, O komizmie..., op. cit., s. 49.

12E. Kurth, Musikpsychologie, Berlin 1931.

13J. Bahle, Zur Psychologie des musikalischen Gestaltens, „Archiv für gesamte Psychologie” 1930, nr 3–4 (t. LXXIV).

14E. Dziębowska, Profesor Zofii Lissy prace..., op. cit., s. 10.

15Z. Lissa, Czy muzyka jest sztuką asemantyczną, „Myśl Współczesna” 1948, nr 10, s. 276–289.

16Z. Lissa, Czy muzyka jest sztuką..., op. cit., s. 277.

17Ibidem.

18Zaliczają się do nich: Leninowska teoria odbicia a estetyka muzyczna, „Materiały do Studiów i Dyskusji” 1950 (nr specjalny), s. 95–159; Uwagi o metodzie marksistowskiej w muzykologii, [w:] Księga pamiątkowa ku czci Prof. A. Chybińskiego, Kraków 1950; Problem odzwierciedlenia rzeczywistości w muzyce, „Materiały do Studiów i Dyskusji” 1951, nr 5, s. 164–183; Niektóre zagadnienia estetyki muzycznej w świetle artykułów Józefa Stalina o marksizmie w językoznawstwie, „Studia Muzykologiczne” 1953, nr 1, s. 11–154; O specyfice muzyki, „Studia Muzykologiczne” 1953, nr 2, s. 7–132; Podstawy estetyki muzycznej, Warszawa 1953, cz. 1–2 (Zagadnienia ogólne; Leninowska teoria odbicia a estetyka muzyczna; Zagadnienia estetyki muzycznej; O specyfice muzyki); O obiektywności praw w historii i teorii muzyki, „Studia Muzykologiczne” 1954, nr 3, s. 7–112; Prawa dialektyki w muzyce, „Studia Muzykologiczne” 1955, t. IV, s. 75–104.

19Z. Lissa, Recepcja muzyczna jako współczynnik historii muzyki, [w:] eadem, Nowe szkice z estetyki muzycznej, Kraków 1975, s. 114–133.

20Zob. C. Dahlhaus, Grundlagen der Musikgeschichte, Köln 1977 (zwłaszcza rozdział 10 – Probleme der Rezeptionsgeschichte, s. 238–259; wyd. polskie: Podstawy historii muzyki, przeł. Zbigniew Skowron, Warszawa 2010 (rozdział 10 – Problemy historii recepcji).

21Z. Lissa, Studia nad twórczością Fryderyka Chopina, Kraków 1970.

22Eadem, Rozważania o stylu narodowym w muzyce na materiale twórczości Karola Szymanowskiego, [w:] Z życia i twórczości Karola Szymanowskiego: studia i materiały, red. J. M. Chomiński, Kraków 1960.

23Eadem, Szkice z estetyki muzycznej, Kraków 1965.

24Eadem, Nowe szkice z estetyki muzycznej, Kraków 1975.

25Eadem, Neue Aufsätze zur Musikästhetik, Wilhelmshaven 1975.

Stanisław Lorentz

Urodzony 28 IV 1899 w Radomiu. Studia z filozofii i historii sztuki na UW (1917–1922). Doktorat na UJ (1924). Wykładowca USB w Wilnie (1929–1935). Habilitacja na UW (1945), profesor (1947).

Historyk sztuki, muzeolog, podczas II wojny światowej współorganizator akcji ratowania dóbr kultury polskiej.
Konserwator zabytków (1929–1935). Od 1935 wicedyrektor, w latach 1936–1982 (z przerwą w czasie II wojny światowej) dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie. Twórca wielu wystaw. W latach 1945–1951 na czele Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków, inicjator odbudowy m.in. Zamku Królewskiego w Warszawie.
Członek TNW (1945), PAU (1949), PAN (1952). Prezes Polskiego Komitetu Narodowego Międzynarodowej Rady Muzeów oraz Międzynarodowej Rady Zabytków i Zespołów Zabytkowych. Ekspert UNESCO.
Redaktor naczelny „Biuletynu Historii Sztuki” (1951–1981).
Zmarł 15 III 1991 w Warszawie.

Natolin, Warszawa 1948; Canada Refuses to Return Polish Cultural Treasures, Warszawa 1949; Dzieje Muzeum Narodowego w Warszawie, Warszawa 1962; Zamek Królewski w Warszawie, Warszawa 1971; Przewodnik po muzeach i zbiorach w Polsce, Warszawa 1982; Klasycyzm w Polsce, Warszawa 1990.

H. i L. Krzyżanowscy, Lorentz Stanisław, [w:] Polski słownik biograficzny konserwatorów zabytków, red. H. Kondziela, H. Krzyżanowska, z. 2, Poznań 2006.

KRZYSZTOF ZAŁĘSKI

STANISŁAW LORENTZ*

1899–1991

 

Stanisław Lorentz urodził się w Radomiu 28 kwietnia 1899 roku w rodzinie nauczycielskiej (ojciec Karol Ludwik, germanista, autor Metodycznego kursu języka niemieckiego prowadził własne gimnazjum; matka, Maria z Schoenów, uczyła geografii i języków obcych) i pod wpływem domowej atmosfery wcześnie rozwinął zainteresowania szeroko pojętą kulturą i nauką. Po przeniesieniu się wraz z rodzicami do Warszawy ukończył gimnazjum filologiczne Wojciecha Górskiego. Pod wpływem wuja, Stefana Schoena, oraz nauczyciela, Norberta Barlickiego, stały mu się bliskie ideały społeczne i niepodległościowe pisarzy Stefana Żeromskiego i Andrzeja Struga. Od 1917 roku Stanisław Lorentz studiował na wydziale filozoficznym reaktywowanego dwa lata wcześniej Uniwersytetu Warszawskiego, początkowo filozofię ścisłą (uczęszczając dodatkowo na wykłady z historii literatury polskiej i filologii klasycznej), później historię sztuki u prof. Zygmunta Batowskiego. Studia ukończył w 1922 roku, a w 1924 roku doktoryzował się na podstawie rozprawy o architekcie Efraimie Szregerze. Funkcję asystenta prof. Batowskiego pełnił do 1926 roku, przejmując od swego mistrza metodę badawczą oraz zainteresowania epoką oświecenia. Uzupełnieniem studiów były wyjazdy zagraniczne do Niemiec, Włoch, a zwłaszcza do Francji, skąd przywiózł liczne wypisy archiwalne. W latach 1927–1928 dr Stanisław Lorentz pracował w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, prowadząc w Wydziale Nauki referat stosunków naukowych z zagranicą i referat muzeów, zdobywając przy tym poważne doświadczenia w organizacji nauki.

Od końca 1928 do 1935 roku zajmował odpowiedzialne stanowisko konserwatora zabytków i kierownika oddziału sztuki województw wileńskiego i nowogródzkiego, co wiązało się z przeniesieniem wraz z rodziną do Wilna. Stanisław Lorentz prowadził też w Wilnie wykłady na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego. Silne tradycje kulturalne uniwersyteckiego miasta, obfitującego w zabytki od średniowiecza po klasycyzm, stwarzały szerokie możliwości działania w zróżnicowanym narodowościowo i wyznaniowo środowisku. Do wybitnych osiągnięć Stanisława Lorentza zaliczyć trzeba konserwację ruin średniowiecznych zamków w Trokach, Wilnie, Krewie i Nowogródku, przeprowadzoną mimo trudności z uzyskaniem odpowiednich środków finansowych. W celu zapoznania się ze stosowanymi przy utrwalaniu murów metodami konserwatorskimi Stanisław Lorentz wyjechał w 1931 roku do Włoch i spędził kilka tygodni na terenie wykopalisk w Pompejach.

Podczas ratowania zagrożonej powodzią katedry wileńskiej dokonano w 1931 roku odkrycia w podziemiach grobów królewskich ze szczątkami Aleksandra Jagiellończyka, królowej Elżbiety, Barbary Radziwiłłówny i króla Władysława IV, dla których zaprojektowano mauzoleum. Stanisław Lorentz przeciwstawił się sprzedaniu przez władze kościelne za granicę XVII-wiecznych gobelinów ze skarbca katedralnego dla uzyskania funduszy na remont. Otrzymał wówczas dymisję, którą pod presją opinii publicznej cofnięto, a pieniądze uzyskano z ofiarności społecznej. Przeprowadził też, z przeznaczeniem na siedzibę Związku Literatów, remont „celi Konrada” w klasztorze Bazylianów w Wilnie, w którym więziony był Adam Mickiewicz podczas procesu filaretów.

W czasie pobytu w Wilnie prowadził studia nad architekturą tych ziem, zbierając materiały ikonograficzne, rysunki pomiarowe i fotografie, wertując archiwalia i sporządzając z nich wypisy. Wyniki badań ogłaszał w artykułach i sprawozdaniach naukowych, opracowywał przewodniki turystyczne, wygłaszał pogadanki w radio. Najważniejsze publikacje: Jan Krzysztof Glaubitz, architekt wileński XVIII w. (1937), O architekcie Janie Zaorze i dekoratorach kościoła św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie (1938) oraz Z materiałów do historii architektury b. Wielkiego Księstwa Litewskiego (1938) ukazały się już po wyjeździe Stanisława Lorentza z Wilna w związku z powierzeniem mu w 1935 roku przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego stanowiska wicedyrektora, a w 1936 roku dyrektora Muzeum Narodowego. W ciągu kilku lat dzięki swej fachowości i energii, angażując na stanowiska kustoszy wybitnych warszawskich historyków sztuki i konserwatorów, Stanisław Lorentz stworzył nowoczesne muzeum historyczno-artystyczne o randze instytutu naukowego, współpracujące z licznymi muzeami europejskimi. Nawiązał też współpracę z Zakładem Historii Architektury Polskiej i Historii Sztuki Politechniki Warszawskiej oraz z Warszawskim Towarzystwem Naukowym. W 1937 roku utworzono w porozumieniu z Zakładem Archeologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego odrębny Dział Sztuki Starożytnej, który objął archeolog prof. Kazimierz Michałowski, wzbogacający zbiory muzealne zabytkami pochodzącymi z wykopalisk prowadzonych w Egipcie wspólnie z misją francuską.

Dzięki bliskiej współpracy z prezydentem Starzyńskim i Zarządem Miasta (Muzeum było instytucją municypalną) Stanisławowi Lorentzowi udało się doprowadzić do końca przeciągającą się budowę nowego gmachu Muzeum Narodowego i wprowadzić kilka korekt w pierwotnym projekcie, które uczyniły gmach bardziej funkcjonalnym i dostosowanym do nowych potrzeb ekspozycyjnych. Uroczyste otwarcie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego odbyło się w 1938 roku. Z tej okazji ukazał się tom I „Rocznika Muzeum Narodowego w Warszawie”, pomyślanego jako wydawnictwo stałe i kontynuowanego do dziś. W tym inauguracyjnym tomie zamieszczona była rozprawa Muzeum Narodowe w Warszawie – zarys historyczny, opracowana przez Stanisława Lorentza na podstawie zorganizowanego w 1862 roku archiwum muzealnego. Zgodnie z założeniem, że muzeum gromadzi, opracowuje naukowo, przechowuje i upowszechnia swe zbiory wydano rozumowane katalogi Galerii Malarstwa Obcego, Galerii Malarstwa Polskiego i przewodnik po zbiorach sztuki starożytnej. Do wybuchu II wojny światowej urządzono kilka wystaw z zakresu sztuki polskiej i obcej, w tym wystawę Malarstwo francuskie od Maneta po dzień dzisiejszy w 1937 roku, jako rezultat współpracy z muzeami francuskimi i Instytutem Francuskim w Warszawie. Rekordową w skali światowej frekwencją cieszyła się zorganizowana przez Stanisława Lorentza z inicjatywy prezydenta Starzyńskiego wielka wystawa Warszawa wczoraj, dziś, jutro w 1938 roku. Wystawom towarzyszyły naukowo opracowane katalogi.

Przewodnicząc Komisji Opieki nad Zabytkami Warszawy, Stanisław Lorentz zajmował się sprawą odsłonięcia murów obronnych Starego Miasta wraz z Barbakanem; współpracował też z Towarzystwem Opieki nad Zabytkami i Polskim Towarzystwem Krajoznawczym. Z kontaktów zagranicznych wymienić trzeba udział w międzynarodowych kongresach historyków sztuki w Szwajcarii w 1936 roku i w Anglii w 1939 roku. W Paryżu współpracował z Office des Musees przy Lidze Narodów publikującym wydawnictwo „Mouseion”. Na propozycję prof. Batowskiego prowadził zlecone wykłady i ćwiczenia z muzealnictwa i konserwacji zabytków na Uniwersytecie Warszawskim. Był Prezesem Oddziału warszawskiego Polskiego Związku Historyków Sztuki.

Tę tak szeroko prowadzoną działalność przerwał wybuch II wojny światowej. Już wiosną 1939 roku pogarszająca się sytuacja międzynarodowa skłoniła Stanisława Lorentza do podjęcia przygotowań zabezpieczenia zbiorów w wypadku konfliktu zbrojnego. Przed 1 września część zbiorów muzealnych była już zapakowana w skrzynie. Akcją zabezpieczania objęto również zbiory prywatne przyjmowane przez Muzeum w depozyt. W pierwszych dniach wojny hr. Branicka zwróciła się do Stanisława Lorentza o roztoczenie przez Muzeum opieki nad pałacem w Wilanowie. W czasie oblężenia stolicy jako komisarz do spraw ratowania dóbr kultury na terenie miasta, wyznaczony przez Stefana Starzyńskiego – Komisarza Cywilnego Obrony Warszawy, organizował przy udziale licznych współpracowników, historyków sztuki, bibliotekarzy i archiwistów, akcję ratowania dóbr kultury, przede wszystkim Zamku Królewskiego w Warszawie, pałacu w Łazienkach oraz licznych zbiorów prywatnych. Za swą postawę podczas ratowania zabytków Stanisław Lorentz został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari jeszcze przed kapitulacją miasta. Stanisław Lorentz, najbliższy współpracownik i tłumacz przy prezydencie Starzyńskim, po zajęciu Warszawy przez Niemców należał do tych, którzy potrafili sprostać najcięższej próbie obywatelskiej, organizując opór przeciwko okupantowi, współpracując z cywilnymi i wojskowymi organami polskich władz podziemnych. W strukturze państwa podziemnego zajmował stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Oświaty Delegatury Rządu (odpowiednik wiceministra), kierując sprawami kultury, udzielając pomocy wybitnym jej przedstawicielom, popierając działalność literacką, naukową i artystyczną, zwalczając kolaboracjonizm. Współpracował też z Departamentem Likwidacyjnym i Kierownictwem Walki Cywilnej. W Muzeum Narodowym jako „polski kierownik” przy niemieckim komisarzu dr. Alfredzie Schellenbergu prowadził ewidencjonowanie i dokumentowanie dzieł sztuki, zwłaszcza tych którym groziło wywiezienie lub zniszczenie. Zapisywano daty i kierunki transportów, antydatowano wpisy do inwentarza tych kolekcji, których właściciele mogli być z różnych względów represjonowani przez okupanta. Stanisław Lorentz brał czynny udział w posiedzeniach Miejskiej Komisji Opieki nad Zabytkami, gromadzącej dokumentację zniszczonych budowli zabytkowych, sporządzającej wytyczne ich odbudowy oraz opiniującej projekty zamierzonych zmian i przebudów (materiały te okazały się niezwykle cenne przy powojennej odbudowie Warszawy). Prowadził też akcję wykupu i dokumentowania dzwonów kościelnych i pomników objętych niemiecką rekwizycją metali na potrzeby wojenne. Podczas okupacji Stanisław Lorentz kontynuował także prace badawcze, których owocem było wybitne dzieło o sztuce polskiego oświecenia Natolin, przyjęte na tajnym Uniwersytecie Warszawskim jako praca habilitacyjna w 1943 roku (drukiem ukazało się w 1948 roku).

Dramatyczny okres powstania warszawskiego 1944 roku, gdy wokół toczyły się walki, a w Muzeum stacjonowały często się zmieniające wojskowe oddziały okupacyjne, rabujące i niszczące bezmyślnie lub rozmyślnie, został przez dyrektora uwieczniony w skrupulatnie spisywanym dzienniku – kronice prowadzonej z determinacją walki o uratowanie i uporządkowanie tego, co tylko (często z narażeniem życia) ocalić się w tych warunkach dało.

Po powstaniu Stanisław Lorentz kierował prowadzoną na szeroką skalę i przez duży zespół ludzi akcją ratowania ze skazanego przez Hitlera na zagładę miasta pozostałych tam dzieł sztuki, archiwów, bibliotek etc. ze zbiorów publicznych i prywatnych. Zbierano też informacje o tym co i dokąd wywożą okupanci, rabując miasto. Ułatwiło to po wojnie odnalezienie wielu cennych dzieł i zbiorów podczas akcji rewindykacyjnej, w której uczestniczyli liczni pracownicy Muzeum z dyrektorem na czele.

Natychmiast po wyzwoleniu Warszawy Stanisław Lorentz powrócił do Muzeum i zajął się zabezpieczeniem i odbudową uszkodzonego częściowo gmachu. Przyszło mu działać w odmiennych, obcych warunkach politycznych i ustrojowych, ale jego zasługi, autorytet zawodowy i moralny oraz rozległe stosunki w świecie kultury i polityki, także poza krajem, pozwoliły na utrzymanie stosunkowo dużej niezależności w przeprowadzaniu własnych inicjatyw. W lutym 1945 roku Stanisław Lorentz stanął na czele utworzonej na jego wniosek Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków przy Ministerstwie Kultury i Sztuki, która działała do 1951 roku, zajmując się organizacją muzealnictwa i odbudową zabytków. W obrębie Naczelnej Dyrekcji, skupiającej kilkunastu profesorów i docentów, powstał Instytut Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, później włączony do Polskiej Akademii Nauk. Przy Naczelnej Dyrekcji zawiązało się także Kierownictwo Badań nad początkami Państwa Polskiego, antycypujące swą działalnością przygotowania do obchodów millenijnych.

Pierwsze lata powojenne miały decydujące znaczenie dla rozwoju i ostatecznego kształtu Muzeum Narodowego w Warszawie. Dawniej miejskie, z jednym oddziałem – Muzeum Dawnej Warszawy, zostało dekretem z 7 maja 1945 roku upaństwowione i stało się centralną instytucją muzealną w Polsce. Przyłączenie do Muzeum, jako oddziałów, pałacowych zespołów w Wilanowie, Nieborowie i Łazienkach nie tylko ochroniło je przed dewastacją (w przypadku Wilanowa i Nieborowa działano w cichym porozumieniu z właścicielami) i rozproszeniem zbiorów, ale doprowadziło do ich generalnej konserwacji, a jeśli chodzi o pałac w Łazienkach do pełnej odbudowy i uzupełnienia wyposażenia. Wraz z oddziałami w Królikarni (Muzeum Xawerego Dunikowskiego) i Łowiczu (o charakterze regionalnym i etnograficznym) oraz założonym w 1968 roku Muzeum Plakatu w Wilanowie i stałymi galeriami w gmachu głównym, pod dyrekcją prof. Stanisława Lorentza Muzeum Narodowe przeżywało swój „złoty wiek” (w latach kierowania Naczelną Dyrekcją Muzeów i Ochrony Zabytków część obowiązków dyrektorskich spoczywała w rękach zastępcy dyrektora, prof. Kazimierza Michałowskiego). Ogromna liczba wystaw – problemowych i monograficznych – z różnych dziedzin sztuki polskiej i obcej, publikacje naukowe, rozległa współpraca międzynarodowa oraz prowadzona na szeroką skalę działalność oświatowa składają się na dorobek tych lat. Był on możliwy do osiągnięcia także dzięki temu, że Stanisław Lorentz potrafił skupić wokół siebie zespół współpracowników o wysokich kwalifikacjach, wśród nich tak wybitnych naukowców jak prof. Kazimierz Michałowski i prof. Jan Białostocki.

Stanisław Lorentz był inicjatorem i organizatorem wielkich wystaw, poczynając od otwartej 3 maja 1945 roku wystawy Warszawa oskarża, ukazującej nie tylko ogrom strat i zniszczeń, ale również to, co zdołano ocalić. Do wystaw problemowych należały Wiek Oświecenia w Polsce (1951), Odrodzenie w Polsce (1953), Sztuka warszawska od średniowiecza do poł. XX w. (1962) urządzona w stulecie Muzeum Narodowego, Marceli Bacciarelli (1970), Zamek Królewski w Warszawie (1971) (w związku z podjęciem blokowanej przez wiele lat przez czynniki polityczne odbudowy Zamku), Komisja Edukacji Narodowej i jej epoka w 200-letnią rocznicę (1973). Ważniejsze wystawy organizowane za granicą to: Mostra di Bernardo Bellotto 1720–1780, Alessandro Gierymski 1850–1901, Venezia 1955; Tresors dart polonais, chefs doeuvre des Musees de Pologne, Bordeaux 1961; Treasures from Poland Chicago, Filadelfia, Ottawa 1966–1967; Mille ans dart en Pologne, Paryż 1969; 1000 years of Art in Poland, Londyn 1970; Kunst in Polen von der Gotik bis heute, Zürich 1974; Polonia: arte e cultura dal Medioevo all’illuminismo, Rzym 1975.

Równolegle przebiegała naukowa kariera Stanisława Lorentza. Po zatwierdzeniu w 1945 roku habilitacji, uzyskanej na tajnym Uniwersytecie, otrzymał docenturę i tytuł zastępcy profesora, w 1947 roku tytuł profesora nadzwyczajnego, a w 1954 roku profesora zwyczajnego historii sztuki nowożytnej w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Instytutem tym kierował w latach 1945–1951; Katedrą Historii Sztuki Nowożytnej do 1969 roku. Promował stu kilkudziesięciu magistrów i dwudziestu doktorów, z których kilku habilitowało się. Seminarium doktorskie, prowadzone przez prof. Lorentza, także po przejściu na Uniwersytecie w stan spoczynku, zajmowało się głównie badaniami nad kulturą artystyczną oświecenia. Profesor obok badań indywidualnych, wprowadził na seminarium metodę pracy zespołowej, która zaowocowała wydanym pod jego redakcją tomem Puławy (1962), obejmującym zróżnicowany pod względem chronologicznym i merytorycznym materiał, dotyczący tego ważnego dla polskiej kultury zabytku. Zakres podejmowanych na seminariach tematów był szeroki, z przewagą architektury, a badania przybierały w swej metodzie charakter interdyscyplinarny.

Dorobek naukowy Stanisława Lorentza na polu historii sztuki, konswerwatorstwa i muzealnictwa jest ogromny. Spośród artykułów i książek najważniejsze są te, traktujące o sztuce oświecenia w Polsce i jej związkach z kulturą europejską tego czasu: Studia nad kulturą artystyczną polskiego klasycyzmu, (1946); Domus Aurea Nerona i Villa Laurentina (1946); Polskie badania archeologiczne w okresie wczesnego klasycyzmu (1949); List V. Brenny do Stanisława Kostki Potockiego z r. 1789 (1950); O importach rzeźb z Włoch do Polski w pierwszej połowie XIX w. i O Thorvaldsenie (1950); Architektura Wieku Oświecenia w świetle przemian w życiu gospodarczym i umysłowym (1951); Prace architekta Louisa dla zamku warszawskiego (1951); Działalność Stanisława Kostki Potockiego w dziedzinie architektury (1956); Z dziejów architektury warszawskiej XVIII w. (1960); Z dziejów kształtowania się sztuki okresu Oświecenia w Polsce (1961); Skierniewice w okresie klasycyzmu (1961); Z dziejów katedry gnieźnieńskiej (1961); Jabłonna (1961); Materiały do historii kościoła karmelitów bosych na Krakowskim Przedmieściu (1962); Bernardo Bellotto na dworze Stanisława Augusta (1964); Początki sztuki Oświecenia w Polsce (1968); Pałac Prymasowski (1982); Klasycyzm w Polsce (współautor A. Rottermund, 1984); Efraim Szreger architekt polski XVIII wieku (1986). Dodać do tego należy liczne prace na temat Zamku Królewskiego w Warszawie, w dziele ratowania i odbudowy którego ma Stanisław Lorentz zasługi wiekopomne. Z dziedziny muzealnictwa opracowany przez Lorentza Przewodnik po muzeach i zbiorach w Polsce, kilkakrotnie aktualizowany i wznawiany, nie ma sobie równego w piśmiennictwie krajowym. Za granicą ukazały się m.in. artykuły i rozprawy: Relazioni artistiche fra la Polonia e l’Italia nel secolo del’Illuminismo, „Palladio” 1956; Victor Louisa Varsovie, Bordeaux 1958; Mecenat et vie artistique en Pologne au XVIIIe siecle, „Annales: Economie, Societes, Civilisation” 1960; Lart en Pologne au Siecle des Lumières „Cahiers de Bordeaux” 1969; Relazioni artistiche fra lItalia e la Polonia, Roma 1962; Lumières et mecenats en Pologne au XVIII siecle. Utopie et institutions au XVIII siecle, Paris 1963; artykuł o sztuce nowożytnej w Polsce w „Enciclopedia Universale dell’Arte”, Roma 1962; hasło Brenna VincenzoDizionario Biografico degli Italiani, t. XIV, 1972.

Stanisław Lorentz brał zawsze czynny udział w pracach instytucji i organizacji społecznych i naukowych, krajowych i zagranicznych. W 1930 roku został członkiem Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Wilnie, w 1945 roku członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Przed wojną pełnił także funkcję prezesa oddziału warszawskiego Polskiego Związku Historyków Sztuki; był prezesem komisji muzealnej oraz członkiem rady głównej Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Należał do „Rotary Club”. W latach 1947–1952 był członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności, od 1952 roku członkiem korespondentem, a od 1964 roku członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Do pełnionych przez niego funkcji należało też członkostwo Rady Naukowej Instytutu Sztuki PAN, Komitetu Nauk o Sztuce PAN; był przewodniczącym Rady Naukowej Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Profesor był także wieloletnim redaktorem naczelnym „Biuletynu Historii Sztuki”, prezesem Zarządu Głównego, a następnie honorowym członkiem Stowarzyszenia Historyków Sztuki, założycielem Towarzystwa Przyjaciół Warszawy i Prezesem Zarządu Głównego, wiceprzewodniczącym Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie oraz członkiem założycielem Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Narodowego w Warszawie. W latach 1965–1969 był posłem na Sejm z ramienia Stronnictwa Demokratycznego.

Niezwykle czynny na polu międzynarodowej współpracy naukowej i kulturalnej, Stanisław Lorentz był wiceprzewodniczącym Polskiej Komisji Narodowej UNESCO, członkiem honorowym Międzynarodowego Komitetu Historii Sztuki (CIHA), Międzynarodowej Rady Muzeów (ICOM), Międzynarodowej Rady Zabytków i Zespołów Zabytkowych (ICOMOS), a także honorowym prezesem Centre International d’Etudes pour la Conservation et la Restauration des Biens Cultureles w Rzymie (ICCROM) – w latach 1959–1965 wiceprezesem i w latach 1966–1970 prezesem tej instytucji.

Profesor był ponadto członkiem wielu zagranicznych instytucji naukowych, w tym Akademii Sztuk Pięknych w Wenecji (1957), Akademii Nauk w Bordeaux (1958), Senatu Accademia Nazionale d’Arte Moderna w Rzymie (1982).

Uniwersytety w Bordeaux i Nancy zaszczyciły Stanisława Lorentza doktoratami honoris causa. Za swe zasługi odznaczony został Srebrnym Wawrzynem Akademii, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Orderem Corona d’ltalia, Komandorią francuskiej Legii Honorowej, Orderem Zasługi Republiki Włoskiej, Austriackim Orderem Zasługi, Belgijskim Orderem Króla Leopolda II, Meksykańskim Orderem Orła Azteckiego. Stanisław Lorentz był też laureatem szeregu nagród państwowych, nagrody m. Warszawy 1958, województwa warszawskiego 1969, Herdera (Wiedeń) 1964, Fundacji Jurzykowskiego New York 1979; w 1978 roku przyznano mu tytuł Homo Varsoviensis. W 1984 roku otrzymał przyznawaną raz na 3 lata przez ICOMOS nagrodę Piero Gazzola.

Od 1980 roku Stanisław Lorentz był członkiem „Solidarności” i wiązał z tym ruchem nadzieję na lepszą przyszłość Polski. Dnia 26 stycznia 1981 roku w hallu głównym Muzeum Narodowego odbyło się spotkanie z Przewodniczącym NSZZ „Solidarność” Lechem Wałęsą, a 29 listopada tegoż roku otwarto w gmachu Podchorążówki w Łazienkach przygotowaną wspólnie przez Muzeum Narodowe i „Solidarność” – Region Mazowsze wielką wystawę Powstańcom 1830. Wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku przerwało jej oficjalną egzystencję, ale za przyzwoleniem profesora organizatorzy konspiracyjnie oprowadzali po niej licznych zwiedzających. Jesienią 1982 roku protestując przeciwko nasilającej się represyjnej ingerencji władz stanu wojennego w sprawy kultury, Stanisław Lorentz złożył rezygnację ze stanowiska dyrektora Muzeum Narodowego. Dymisję przyjęto w trybie natychmiastowym, usuwając jednocześnie dwóch blisko związanych z „Solidarnością” wicedyrektorów Muzeum.

Ustępując, profesor zrezygnował z niemal wszystkich pełnionych przez siebie funkcji w rozmaitych instytucjach oraz towarzystwach naukowych i kulturalnych. Nie tracąc zainteresowania wydarzeniami politycznymi i społecznymi, szczególną troską otaczał nadal Muzeum Narodowe, służąc radą, wiedzą i doświadczeniem oraz udostępniając swój bogaty prywatny księgozbiór. W niedzielne przedpołudnia w mieszkaniu profesora odbywały się cotygodniowe spotkania wielu wybitnych przedstawicieli świata kultury. W 1990 roku na wniosek „Solidarności” Muzeum Narodowego Minister Kultury i Sztuki nadała prof. Stanisławowi Lorentzowi tytuł Honorowego Dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie. Aktywny i twórczy do końca, Stanisław Lorentz opublikował w 1986 roku dwie ważne książki Walka o Zamek 1939–1980 – studium poświęcone zniszczeniu, ratowaniu i odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, Album wileńskie – wspomnienia powiązane z pobytem w tym mieście w latach 1929–1935 oraz wcześniejszymi i późniejszymi kontaktami ze środowiskiem wileńskim. Uzupełniają tę tematykę Materiały do historii wileńskiej architektury barokowej i rokokowej z 1989 roku. O „Darczyńcach” dla Zamku Królewskiego w Warszawie napisał Stanisław Lorentz do księgi pamiątkowej Curia Maior dedykowanej Andrzejowi Ciechanowieckiemu (1990). Liczne artykuły i wspomnienia ukazywały się w prasie i katalogach, inne pozostały w rękopisie. Artykuł zatytułowany Początki badań nad sztuką Oświecenia w środowisku warszawskim pozostał nieukończony na jego biurku...

* * *

Pogrzeb Stanisława Lorentza odbył się 20 marca 1991 roku o godz. 12.00 na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie. Setki ludzi z całej Polski przybyły by złożyć hołd najwybitniejszemu polskiemu muzeologowi i niezwykłemu człowiekowi. Prezydent Rzeczypospolitej wystosował list kondolencyjny do rodziny zmarłego.

 

Przemówienia wygłoszone podczas uroczystego wieczoru poświęconego pamięci Profesora Stanisława Lorentza

(Muzeum Narodowe w Warszawie, 8 maja 1991)**

 

Dnia 8 maja 1991 roku o godz. 18.00 odbył się w Muzeum Narodowym w Warszawie uroczysty wieczór poświęcony pamięci Stanisława Lorentza. Przemawiali Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie – Włodzimierz Godlewski, Prezes Polskiej Akademii Nauk – Aleksander Gieysztor, Prezes PEN-Clubu Artur Międzyrzecki, Wicedyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie – Andrzej Rottermund, Prezes Stowarzyszenia Historyków Sztuki – Tadeusz Jaroszewski i Dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi – Ryszard Stanisławski. [...] Uroczystość zakończyło odsłonięcie pamiątkowej tablicy umieszczonej przy głównym wejściu do gmachu Muzeum Narodowego.

21 stycznia 1993 roku w skarbcu Zamku Królewskiego w Warszawie odsłonięto popiersie Profesora – dzieło rzeźbiarza Stanisława M. Lipskiego.

 

Krzysztof Załęski, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Panie i Panowie. Wspominam piękny wiosenny dzień w roku 1969, kiedy na uroczystości wręczenia prof. Lorentzowi księgi ku jego czci pt. Muzeum i Twórca, mówił przyjaciel i wieloletni bliski współpracownik Jubilata – prof. Kazimierz Michałowski: „Określenie historyk sztuki, profesor Uniwersytetu czy Dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie nie wyczerpują ani w części charakteru działalności naukowej czy organizacyjnej Stanisława Lorentza. Nie chodzi oto, że piastuje on poza funkcją profesorską i dyrektorską wiele innych stanowisk honorowych w dziedzinie kultury i muzealnictwa, zarówno w kraju, jak i przede wszystkim na terenie międzynarodowym – rzecz w tym, że Stanisław Lorentz jest sam instytucją, i tylko z tej perspektywy można zrozumieć i właściwie ocenić jego wkład do nauki i kultury w kraju i za granicą”.

W tych pięknych słowach, znakomicie charakteryzujących życie i działalność profesora zabrakło wspomnienia o największej pasji życiowej prof. Lorentza – o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie. Nie było go dlatego, że każda najmniejsza nawet wzmianka o jego rekonstrukcji tępiona była przez cenzurę, a człowiek, niestrudzenie propagujący ideę odbudowy, nękany był brutalną kontrolą Najwyższej Izby Kontroli. Pamiętam, że jako sekretarz Komitetu Redakcyjnego pracy Muzeum i Twórca, byłem wielokrotnie wzywany przez kontrolerów w celu wyjaśnienia kto i dlaczego wydaje księgę poświęconą profesorowi.

W rok później, nie zważając na okoliczności i nieprzychylne sprawom Zamku Królewskiego władze, przygotowywał prof. Lorentz wystawę poświęconą Bacciarellemu. Obrazy tego malarza, pochodzące z wnętrz zamkowych, kompletowano razem według sal, w których pierwotnie się znajdowały, dopełniając ekspozycję uratowanym z tych sal wyposażeniem. Powiększenia przedwojennych fotografii wnętrz zamkowych, z widocznymi obrazami Bacciarellego i oryginalne projekty przywoływały w wyobraźni wizję Zamku: Sali Rycerskiej, Sali Tronowej, Sali Canaletta, Gabinetu Konferencyjnego. Wystawa, na której ciągle gromadziły się tłumy publiczności, została powszechnie odczytana jako wezwanie do podjęcia sprawy odbudowy Zamku.

Często zadawaliśmy sobie pytanie, skąd ta zaciekłość ekip rządzących w latach 50. i 60., w zwalczaniu idei odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Profesor Lorentz kilkakrotnie próbował nam to wyjaśnić. Twierdził, że odbudowa Zamku miałaby charakter symboliczny, że stanowi on symbol przeszłości narodowej i państwa polskiego, symbol postępowych reform Wieku Oświecenia i Konstytucji 3 Maja, symbol walk o niepodległość, a odbudowa Zamku, jako sprawa ogólnonarodowa, połączyłaby Polaków w kraju i na całym świecie. Tego wszystkiego reżim obawiał się, szczególnie zaś utrwalania świadomości naszej wspólnej więzi narodowej. Wysuwano absurdalne argumenty natury społecznej, że odbudowa Zamku ograniczy rozwój budownictwa mieszkaniowego, lub że wpłynie na obniżenie liczby szpitali i szkół. Głoszono to w chwili, kiedy nie licząc się z niczym i z nikim wznoszono przemysłowe kolosy, nie mówiąc o środkach pochłanianych przez powstające właśnie struktury Paktu Warszawskiego.

Kiedy w styczniu 1971 roku nowa ekipa rządząca zdecydowała się na udzielenie zgody na odbudowę Zamku Królewskiego w Warszawie, była to decyzja polityczna. Profesor Lorentz znakomicie zdawał sobie z tego sprawę. Chciał też, wykorzystując szansę stworzoną przez tę decyzję, przejąć odbudowę w ręce społeczeństwa i zrezygnować z pomocy finansowej ze strony państwa.

Profesor Lorentz odpowiadał wtedy podobnie jak mówił wcześniej, kiedy proponowano mu by zabiegał o środki pochodzące ze źródeł niemieckich czy amerykańskich. Twierdził, że w żadnym wypadku: Na inne cele owszem, jak najchętniej, na zabytki – nasze i Malborka, na domy kultury, szkoły, ale nigdy na warszawski Zamek. Nikt nam tego, co wróg zniszczył jako symbol państwa i narodu polskiego, nie może odbudować. Nikt, tylko my sami, społeczeństwo. Polacy w kraju i za granicą.

By uświadomić sobie rolę, jaką prof. Lorentz odegrał w dziejach ratowania, walki o odbudowę i w odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, należałoby sumiennie przestudiować wszystkie dokumenty zamkowe z lat 1939–1971. W tych tysiącach listów, wywiadów, oświadczeń, memoriałów, wypowiedzi, przemówień zobaczymy obraz pola bitwy o Zamek. Na tym zasnutym wrogością ze strony władz obszarze, istnieje właściwie tylko jeden wielki wojownik – prof. Stanisław Lorentz.

Z perspektywy czasu staje się jasne, że swoją osobistą walką, ogromnym zaangażowaniem, odwagą, zdecydowaniem i konsekwencją w działaniu doprowadził do ostatecznej decyzji odbudowy Zamku w styczniu roku 1971.

Po tym wielkim zwycięstwie profesor nie spoczął ani na chwilę. Z jego inicjatywy powstał Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie i wszystkie naukowe i organizacyjne komisje, które przystąpiły do prac przygotowawczych i zbierania środków. Profesor stał się niestrudzonym podróżnikiem zabiegającym o wspomożenie konta odbudowy Zamku niemal we wszystkich krajach. Dopiero teraz, po pewnym czasie, widzimy, że to prof. Lorentz swą wiedzą, doświadczeniem muzealnym i konserwatorskim oraz zdolnościami organizacyjnymi doprowadził Zamek do stanu, w jakim mógł on stać się w 1990 roku samodzielnym muzeum.

Odkąd sięgamy pamięcią, nie było w Polsce większej akcji w zakresie obrony dóbr kultury, w którą prof. Lorentz nie byłby zaangażowany. To on rozpoczął walkę o Zamek w 1939 roku, kierując bohaterską akcją ratowania dzieł sztuki, a później w 1940 roku – całych fragmentów zamkowego wyposażenia. Tylko dzięki temu Zamek mógł być właściwie odbudowany i urządzony. Podobnymi akcjami kierował prof. Lorentz po 1945 roku, kiedy zagrożone były – głównie przez armię sowiecką – dzieła sztuki z pałaców, dworów i kościołów. Musimy dzisiaj jednoznacznie i otwarcie przeciwstawiać się opiniom określającym te akcje, jako ograbianie kogokolwiek, a zwrot tych obiektów – jako rewindykacje. Ratowanie dzieł sztuki było zbawienną i mądrą decyzją prof. Lorentza. Dzięki niej możemy dzisiaj mówić o zwrotach własności kościelnej i prywatnej. Należy to przypominać wszystkim występującym po swoją własność, szczęśliwie uratowaną przez profesora i jego ekipę.

Miłością szczególną otaczał prof. Lorentz Muzeum Narodowe w Warszawie. Był jego twórcą i dyrektorem, a potem dyrektorem honorowym do ostatniego dnia swego życia. Dumny był zawsze, że tworzył Międzynarodową Radę Muzeum (ICOM), a później Międzynarodową Radę Ochrony Zabytków i Zespołów Zabytkowych (ICOMOS), że odbudował Łazienki i Wilanów, że napisał kilka podstawowych dla historii sztuki polskiej książek i rozpraw. W międzynarodowym świecie nauki i kultury znalazł pełne uznanie i otrzymał najwyższe zaszczyty. Współpracując z profesorem bardzo blisko przez niemal 30 lat, wiem, że przynajmniej przez połowę jego dorosłego życia Zamek Królewski w Warszawie był dla niego sprawą najważniejszą. Każda wizyta w odbudowanym Zamku była dla profesora przeżyciem wyjątkowym. Znał każdy w nim szczegół, z radością przyjmował każde nowo nabyte dzieło sztuki, podziwiał każdy odtwarzany przez nas element wyposażenia i wystroju. Jakże silnie przeżywał oddanie Sali Wielkiej [Balowej], a równocześnie z jakim zatroskaniem ogląda] niezbyt udany plafon w tej Sali.

Niemal do ostatnich dni swego życia radził nam, a właściwie współpracował z nami, we wszystkich istotnych dla Zamku sprawach. Szkoda, że nie doczekał realizacji swego projektu, pokazania w tzw. Salach Matejkowskich wszystkich obrazów Jana Matejki, razem z Dziejami Cywilizacji oraz nowej ramy do Batorego pod Pskowem.

Kończąc to wspomnienie o związkach prof. Stanisława Lorentza z Zamkiem Królewskim w Warszawie, nie można nie wspomnieć o pewnych niezwykłych rysach charakteru profesora, tak istotnych dla nas, dla tych wszystkich, którzy spotykali się z nim na co dzień. Do takich szczególnych cech zaliczyć trzeba jego niezwykłą żywotność i energię. Promieniował radością życia, lubił życie towarzyskie i nieoficjalne spotkania w gronie przyjaciół, współpracowników i uczniów. Potrafił zawsze zabawić świetnie opowiedzianym żartem czy błyskotliwą aluzją. Był naszym troskliwym opiekunem, doradcą i przewodnikiem naukowym. Wielu z nas ukierunkował na całe życie.

 

Andrzej Rottermund, Zamek Królewski w Warszawie

 

Wspomnienie Stanisława Lorentza zakorzeniło się głęboko w tych, co go znali. Piszący te słowa do spotkań z nim sięga pamięcią uczniowską aż do początku swojej szkoły średniej. Moje spotkanie ucznia z nauczycielem miało miejsce w klasie wstępnej ośmioklasowego gimnazjum humanistycznego, założonego i wówczas jeszcze prowadzonego przez jego ojca, Ludwika Lorentza, surowego i wytrawnego dyrektora tej szkoły. Nastąpiło to spotkanie dawno, bo przed laty siedemdziesięciu, a jeśli tak wyraziście wryło się w pamięć, zapewne jest to sprawą zarówno wczesnego w niej zapisu, jak i jego szczególnej jakości. Podobnie sądził o tej szkole ówczesny kolega z jednej klasy Andrzej Panufnik.

Stanisław Lorentz, wówczas dwudziestosześcioletni historyk sztuki, od roku już doktor, od początku prawie studiów niewiele płatny uniwersytecki asystent, najpewniej zaś wolontariusz przy katedrze Zygmunta Batowskiego, w szkole swego ojca uczył historii. Zaczynano ten przedmiot w klasie pierwszej wypełnionej co najwyżej dziesięciolatkami. Najpierw widywałem go tylko na korytarzu szkolnym budynku w podwórzu Brackiej 18, sunącego zawsze spiesznym krokiem, z podniesioną głową, do klas wyższych niż nasza, witającego się ze swoją matką, a czułą wychowawczynią mojej klasy wstępnej, Marią Lorentzową z Schoenów. Chodziliśmy z nią na niedalekie wycieczki – na rekreację jak to się wówczas mówiło – do ogrodu Wahla. Niekiedy matce towarzyszył syn. Ogród rozpościerał się tam, gdzie po dziesięciu latach miało stanąć Muzeum Narodowe.

Spotkania te w klasie pierwszej przerodziły się w lekcje historii. Uczył dokładnie; podręcznik (chyba Geberta i Gebertowej) mieliśmy do czytania sami, bo nauczanie prowadził sprawnym, żywym słowem. Dbał o to, abyśmy zwiedzali – jako dziesięciolatkowie lub nieco więcej – Muzeum w jego najskromniejszej ówczesnej siedzibie na Podwalu, i – Łazienki. Zamek dopiero otwierał swe podwoje dla publiczności, poza które przestępowałem wcześnie, ale z rodzicami, poza szkołą. Z tych dwóch lat jego nauczania pozostała mi w pamięci nie tyle wiedza, ile jej rozbudzenie. Zachował się jakimś cudem zeszyt z wypisami z artykułów, drukowanych w znakomitych „Iskrach”, poczciwego pióra Antoniego Urbańskiego o zamkach na obszarze dawnej Rzeczypospolitej. Był to posiew lekcyjny Lorentza. Rzucał go nie bez emocji, której nie wstydzono się wówczas, że patriotyczna. W tych samych klasach mieliśmy jeszcze jednego nauczyciela o podobnych właściwościach stymulacyjnych. Był nim Stanisław Ossowski, wtenczas polonista. Uzupełniali się w naszych oczach i sercach.

Stanisław Lorentz oddał nas po dwóch latach innemu bardzo dobremu historykowi, Czesławowi Pawłowskiemu. Sam zaś rok bodaj czy dwa uczył jeszcze Platerki na Pięknej. Potem zamknął swój pierwszy okres warszawski przeniesieniem się do Wilna. Po śmierci ojca w 1930 roku przejął wprawdzie tytuł własności gimnazjum, ale pokazywał się rzadko. Niemniej to z jego odczytu dla uczniów dowiedzieliśmy się o odkryciach grobów królewskich w katedrze wileńskiej, pokazywanych nam z wiekowego epidiaskopu i nader chiaroscuro, raczej oscuro przeźroczy. Mówił z tą samą pasją co na lekcjach, z tą samą, która go nigdy nie opuszczała przez następne sześćdziesięciolecie.

Z tego życia zawsze wypełnionego po brzegi, z tego wielowątkowego życiorysu pozostają świadectwa. Niniejsze ogranicza się do paru szczególnie intensywnych przeżyć. Jedno z nich to wczesny okres okupacji, gdy odnalazłem się z nim w roku 1940 w Wydziale Informacji Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej przyszłej Armii Krajowej. Ze swoim zagrożonym w sposób ciągły stanowiskiem dyrektora Muzeum Narodowego i najbliższego doradcy Juliana Kulskiego w Zarządzie Miejskim, Stanisław Lorentz łączył referat kultury w BIPie, prowadząc opiekę mienia zabytkowego i życia artystycznego. Gdy okazało się, że Delegatura Rządu RP na kraj sprawy te łącznie z oświatą i nauką ujęła w osobny departament, przeszedł tam, mając podobne obowiązki. Spotykałem się z nim wielokrotnie, korzystając z dawnej znajomości w jego mieszkaniu na Kredytowej, w rutynowej wymianie wiadomości, i w chwilach szczególnych, jak po aresztowaniu Antoniego Wieczorkiewicza, kustosza Kamienicy Baryczków, tym razem w szczególnym miejscu, bo na klatce schodowej kamienicy Przeździeckich przy Szczyglej i na ławce na placu Dąbrowskiego. Z oblężenia wrześniowego wyszedł z Virtuti Militari, i nadal tej rangi służbę pełnił aż po powstanie i po nim, także w dramatycznej akcji pruszkowskiej ratowania warszawskich dóbr kultury. O tym rozdziale jego epopei dowiedziałem się po powrocie z niewoli, gdy przyjął mnie w lecie 1945 roku, już jako naczelny dyrektor muzeów i ochrony zabytków do pracy w gmachu Muzeum Narodowego, które pomieściło dopiero co zawiązany Instytut Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków.

To następny okres dramaturgii jego życia, choć jakże inny. Wymaga on obszerniejszej ramy przypomnienia niż kilka tylko zdań w tym miejscu i ta dzisiejsza sposobność.

Ówczesna Naczelna Dyrekcja – aż do jej podminowania przez stalinizujący system władzy w roku 1950, i odejścia z niej Stanisława Lorentza w roku następnym – była wszystkim co skupiało sprawy muzeów, zabytków nieruchomych, rewindykacji, ratowania i odbudowy. Skupiała świetne grono ludzi, których Lorentz zagrzewał, wiele od nich żądał, sam żyjąc bez reszty tą instytucją, i Muzeum, i Uniwersytetem, prowadząc ciężką grę z władzą polityczną. Swoje pojmowanie zadań Naczelnej Dyrekcji opierał na nauce; tu był zalążek Instytutu Sztuki; tu startowały inwentarz i katalog zabytków sztuki. Tu w marcu 1949 roku wsparł ideę Kierownictwa Badań nad początkami państwa polskiego, na które mnie skierował. Należało to do jego koncepcji kultury narodowej w symbiozie z nauką. Jeśli w realizacji, sposobach działania i koncepcjach występowały cechy władcze jego osobowości, to trzeba z naciskiem przypomnieć, że tylko dlatego tyle uratowano, tyle zachowano dla przyszłości w zrewitalizowanej postaci, tylko dlatego tyle opublikowano, i tylko dlatego tyle odbudowano. Szczytowym symbolem stał się wywalczany przezeń przez lat trzydzieści Zamek Królewski w Warszawie.

Na jego 80-lecie pisałem, że można o nim tworzyć książki. Jedna już powstała, przed jego odejściem. I że można myśleć o nim jako o swoistym modelu sukcesu samorealizacji w służbie publicznej.

Stanisław Lorentz należał do nie tak licznej, znacznie mniejszej niżby się zdawało, garści ludzi, którym się naprawdę chce, których wola działania dominuje w ich osobowości. Do tych ludzi, którzy chcą świadomie przekształcać zastane warunki na lepsze, aby uzyskiwać wyniki na dzień dzisiejszy, jak i takie, które dojrzewają latami. Na pytanie mu zadawane, kiedy zapadła decyzja odbudowy Zamku, odpowiadał bez wahania, że wtedy, gdy Niemcy przystąpili do niszczenia zamkowego gmachu, jesienią 1939 roku. Ów woluntaryzm, pełen zaufania we własne siły, nie był, rzecz jasna, jego jedyną zasadą.

Drugą władzę tego człowieka stanowiło na pewno uczucie. Czasem gwałtowne zarówno na „nie”, jak i na „tak”. Zawsze zabarwiało jego działania emocją wobec przedmiotu i wobec ludzi w jego polu widzenia. Hierarchia tych resentymentów i sentymentów była człowiecza, to znaczy zmienna. I nie tak trudno było i sprawie i jednostce podźwignąć się lub spaść w jego oczach napełniając go poczuciem zawodu lub nawet goryczą. A w tym bilansie pasji życiowych znajdowała się pozycja nie tylko stabilna, ale też okazała, wzbogacona doświadczeniem Polaka, który przeżył niemal stulecie losów narodowych. Uczucie to miało swój przedmiot w Polsce jako punkcie odniesienia działań publicznych i w jego nieustannej trosce, aby jej kultury nie wytrącić z kultury świata. W swoistym neoromantyzmie tego neoklasyka było to uczucie gorące i otwarte, okazywane w każdej próbie, także w ostatnim dziesięcioleciu jego zmagań politycznych.

Należy dodać jeszcze jedną dyspozycję w jego osobowości, mianowicie intelekt. Służył mu motywacją i kontrolą postępowania własnego i aktywności innych, wypracowany przede wszystkim w warsztacie naukowym, w specyficznym faktycyzmie, w dyssekowaniu rzeczywistości zarówno historycznej, jak i współczesnej na poszczególne zdarzenia, zapisy biograficzne i elementy składowe, najstaranniej opisywane dla uświadomienia ich obecności. Nietrudno w różnych jego działaniach było dostrzec dziedzictwo myślowe XVIII wieku, owo przezwyciężanie oporów poznania zdrowym rozsądkiem przejaśnionym wiedzą. Racjonalistyczne mechanizmy regulacyjne górowały w nim ostatecznie nad improwizacją i impulsami płynącymi z jego pasji, gdy wypadało mu się z nimi porać, choć do ostatnich dni był do nich skłonny aż do erupcji słownych. Działał w tworzonej przez siebie w sposób ciągły biosferze walki, także z czasem, posługując się stopem pragnień, uczuć, rozumu, który mu zapewniał jakże długo siłę witalną. Jej promieniowanie, przez to co pozostawił w druku i w pamięci świadków jego życia, nie skończyło się 16 marca 1991 roku.

 

Aleksander Gieysztor

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: „Biuletyn Historii Sztuki” 1993, t. LV, nr 2/3, s. 301–308.

**Teksty opublikowane pierwotnie w: „Biuletyn Historii Sztuki” 1993, t. LV, nr 2/3, s. 308–312.

Antoni Łaszkiewicz

Urodzony 28 IX 1904 w Zakatałach na Kaukazie. Studia na UW, asystent w Katedrze Mineralogii, Geologii i Gleboznawstwa SGGW w Warszawie. Doktorat na UW (1929). Habilitacja (1931) w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie oraz na UW (1932). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Profesor UW (1946).

Geolog, krystalograf, mineralog, petrograf, historyk nauki; badania morfologii kryształów wielu występujących w Polsce minerałów. Autor modyfikacji metody Lauego w rentgenowskich badaniach struktur kryształów. Prace o minerałach solnych Inowrocławia i siarce rodzimej w solach Kłodawy.
Pracownik Muzeum Ziemi PAN w Warszawie, długoletni kierownik Działu Mineralogii i Petrografii.
Członek TNW (1935). Działacz Państwowej Rady Ochrony Przyrody i Polskiego Towarzystwa Geologicznego.
Prezes Polskiego Związku Filatelistycznego (1928–1930).
Zmarł 21 IV 1980 w Warszawie.

O miedzi rodzimej, Warszawa 1933; Mineralogia, Warszawa 1936; Katalog analiz chemicznych skał i minerałów Polski, Warszawa 1961; Powstanie i rozwój geochemii, Warszawa 1973.

A. Nowakowski, Profesor Antoni Łaszkiewicz (1904–1980), Koło Chemików Absolwentów UW, Materiały zjazdowe, www.chem.uw.edu.pl/people/AMyslinski/kolo/antoni.html (dostęp: 25.02.2016).

JAN PARAFINIUK

ZBIGNIEW J. WÓJCIK

ANTONI ŁASZKIEWICZ

1904–1980

 

Przed utworzeniem Wydziału Geologii na Uniwersytecie Warszawskim w 1952 roku w uczelni pracowało dwóch wybitnych krystalografów: Rosjanin Georgij (Jurij) Wulf (1863–1925) oraz Polak Antoni Łaszkiewicz. Ich losy tak się potoczyły, że obaj nie doczekali emerytury na uczelni. Wulf w czasie strajków szkolnych lat 1905–1906 opowiedział się za zasadnością postulatów społecznych spolszczenia uczelni i na znak protestu wobec polityki carskich władz podał się w 1908 roku do dymisji, po czym wyjechał do Moskwy. Łaszkiewicz został aresztowany pod fikcyjnym zarzutem działalności konspiracyjnej w 1949 roku i skazany przez stalinowski wymiar sprawiedliwości na 9 lat więzienia. Po ogłoszeniu amnestii wyszedł na wolność w 1955 roku, ale na opuszczone miejsce pracy na uniwersytecie już nie wrócił. Po reorganizacji geologicznego szkolnictwa wyższego i utworzeniu nowego Wydziału Geologii UW tutaj na niego nie oczekiwano. Podjął więc pracę w Instytucie Geologicznym Centralnego Urzędu Geologii w Warszawie, gdzie zorganizował prężny ośrodek badań mineralogiczno-petrograficznych i skupił wokół siebie zespół znaczących specjalistów w tych dziedzinach.

Byli więc, Wulf i Łaszkiewicz, poniekąd wygnańcami ze swego podstawowego miejsca pracy, które wcześniej uświetnili pracami i gronem wychowanków. Tak się złożyło, że to właśnie Łaszkiewicz ogłosił gruntowne studium o wybitnym Rosjaninie pt. Raboty Ju. W. Wulfa w Warszawskom uniwersitetie (1972). Nie spotkali się nigdy, choć – w różnych latach – korzystali z tej samej aparatury do pomiarów krystalograficznych.

Antoni Łaszkiewicz urodził się 28 września 1904 roku w Zakatałach na Kaukazie (dziś Azerbejdżan), gdzie jego ojciec był sędzią. Później, na 60. urodziny, miasto to przyznało mu swoje honorowe obywatelstwo. Wychowywał się jednak na Wołyniu, gdzie w Żytomierzu uczęszczał do szkoły średniej. Wcześnie podjął pracę zarobkową, w latach 1919–1920 zajmował się porządkowaniem zbiorów przyrodniczych w Żytomierskim Muzeum Krajoznawczym. Zapewne w tym okresie zostały rozbudzone jego zainteresowania geologią i historią nauk geologicznych. W 1920 roku wraz z rodziną dotarł do Warszawy, gdzie dwa lata później uzyskał maturę i w następstwie podjął studia przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Zmuszony okolicznościami i chęcią sprawdzenia własnych możliwości dydaktycznych, w 1923 roku został młodszym asystentem w katedrze mineralogii, geologii i gleboznawstwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Po dwóch latach na stałe związał się pracą z macierzystą uczelnią. Na Uniwersytecie Warszawskim przeszedł niemal kompletną ścieżkę akademickiej kariery: od asystenta, przez stanowisko adiunkta, docenturę (1932) po profesurę nadzwyczajną (1946). Doktorat uzyskał w 1929 roku na podstawie ogłoszonej w 1927 roku rozprawy Studia mineralogiczne. Wiedząc, jak długo się wówczas czekało na profesurę, już w 1931 roku uzyskał veniam legendi z krystalografii w Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Druga habilitacja z następnego roku, uzyskana na Uniwersytecie Warszawskim z mineralogii i krystalografii, bardziej odpowiadała jego naukowym zainteresowaniom. Tę habilitację w październiku 1939 roku przeniesiono na Uniwersytet Stefana Batorego do Wilna, już w zgoła odmiennych warunkach politycznych. Łaszkiewicz znalazł się w Wilnie po odbyciu kampanii wrześniowej 1939 roku, w której czynnie uczestniczył. Zmobilizowany w stopniu porucznika trafił do Grupy Operacyjnej „Narew”, z którą przeszedł szlak bojowy. Na Uniwersytecie Stefana Batorego nie pozostał długo, gdyż uczelnię rozwiązano w połowie grudnia. Warto zaznaczyć, że tylko Łaszkiewicz spełnił warunek stawiany przez władze litewskie i błyskawicznie, w ciągu dwóch tygodni, nauczył się języka urzędowego. Mimo to, podobnie jak inni Polacy, został zwolniony z pracy. Litewski państwowy urząd geologiczny niechętnie zatrudniał Polaków. Łaszkiewicz znalazł więc pracę w tamtejszym Zarządzie Drogowym przy budowie szosy Wilno-Kowno. Współpracował w tym czasie z Komitetem Pomocy Uchodźcom na Litwie (zrazu oficjalnie, a później konspiracyjnie). Jesienią 1941 roku, już w czasie okupacji niemieckiej, Łaszkiewicz przedostał się do Warszawy i niemal natychmiast podjął wykłady na Wydziale Farmaceutycznym tajnego Uniwersytetu Warszawskiego. Wykłady i ćwiczenia dla studentów farmacji prowadził już przed wojną, wrócił więc w konspiracji do swoich poprzednich zajęć.

Kiedy Antoni Łaszkiewicz rozpoczynał w 1922 roku studia na UW, był jednym z nielicznych w grupie interesujących się naukami geologicznymi. Okresowo na wszystkich latach nie było ich więcej niż dziesięciu. Część z nich obrała geografię jako drugi kierunek, licząc na łatwiejsze znalezienie pracy w szkołach. Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie sporadycznie przyjmował do pracy nowo promowanych absolwentów. Tylko najbardziej zdeterminowani zakładali, że w czasie studiów uzyskają asystenturę na uczelni. Perspektywa profesury po skończeniu mineralogii, geologii czy paleontologii była minimalna. Mimo to, Łaszkiewicz wybrał tę drogę. Katedra Mineralogii i Petrografii UW obsługiwała dydaktycznie głównie Wydział Farmaceutyczny uczelni. Dawało to duże możliwości zajmowania się krystalografią różnych substancji chemicznych, np. aspiryny lekarskiej. W połączeniu z badaniami terenowymi, w istotny sposób wzbogacało to warsztat badawczy młodego uczonego.

Katedrę Mineralogii i Petrografii prowadził na uniwersytecie prof. Stanisław Józef Thugutt, wybitny specjalista z zakresu chemizmu minerałów, szczególnie grupy zeolitów. W sposób naturalny Łaszkiewicz został jego uczniem. Jednocześnie uczęszczał on na Politechnice Warszawskiej na wykłady Tadeusza Wojno, zajmującego się mineralogią ogólną i krystalografią w jej klasycznym ujęciu, tj. krystalografią geometryczną. Podobny kierunek badań reprezentował prof. Stefan Kreutz na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie Łaszkiewicz odbył staż naukowy. Odbiło się to później na naukowych zainteresowaniach i problematyce badawczej jego prac. Za radą swoich nauczycieli w 1931 roku wyjechał na uzupełniające studia do Heidelbergu do prof. Victora Goldschmidta i do Zurychu do prof. Paula Niggliego. Uzdolnienia do pracy naukowej oraz łatwość przyswajania sobie języków obcych sprawiały, że wyjazdy te okazały się bardzo owocne.

Łaszkiewicz nie zamykał się tylko w gabinetach i salach wykładowych. Był wybitnym sportowcem w strzelaniu z broni małokalibrowej. W zawodach w 1926 roku uzyskał I nagrodę ufundowaną przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Bardzo aktywnie działał w Polskim Związku Filatelistycznym, którego prezesem był w latach 1928–1930. W dziedzinie filatelistyki zdobył renomę eksperta w skali międzynarodowej. Interesował się także muzealnictwem mineralogicznym.

W karierze uniwersyteckiej w okresie międzywojennym osiągnął niemal wszystko, co dane było absolwentowi kierunku nauk przyrodniczych. Czynnie uczestniczył w stowarzyszeniu docentów, ale głównego celu: zamiany docentury „prywatnej” na „etatową”, nie udało mu się zrealizować. Ciężko przeżył fakt, że po przejściu prof. Thugutta na emeryturę w 1935 roku, na jego miejsce powołano dotychczasowego profesora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie – Zygmunta Weyberga. Z chwilą jego inkorporacji w 1936 roku stosunki między nowym kierownikiem katedry i zasiedziałym na uczelni adiunktem stały się chłodne.

Okres okupacji niemieckiej chlubnie zapisał się w biografii Łaszkiewicza. Poza tajnym nauczaniem na uniwersytecie, wstąpił on do AK i w dowództwie pełnił eksponowaną funkcję doradcy. Brał udział w powstaniu warszawskim, a po jego upadku przez obóz w Pruszkowie przedostał się do Krakowa. W Krakowie niemal natychmiast przystąpił do wykładów na tajnym Uniwersytecie Jagiellońskim, ucząc mineralogii przyszłych farmaceutów. Do Warszawy wrócił już w lutym 1945 roku, rzucając się w wir odbudowy życia naukowego stolicy po zniszczeniach wojennych. Pierwsze uniwersyteckie wykłady mineralogii i krystalografii prowadził w swoim mieszkaniu w ocalałej kamienicy prof. Jana Samsonowicza przy ul. Wilczej 22.

Jako członek korespondent Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1935) Łaszkiewicz już w 1945 roku skutecznie podjął się odbudowy drukarni tego stowarzyszenia. Członkiem zwyczajnym Towarzystwa został w 1947 roku.

Po śmierci w marcu 1945 roku prof. Zygmunta Weyberga nic nie stało na przeszkodzie, by Katedrę Mineralogii i Petrografii objął jej główny powojenny rekonstruktor, zrazu jako zastępca profesora, a później (1946) profesor nadzwyczajny. W Muzeum Wydziału Geologii UW zachowały się nieliczne okazy wygrzebane w tym okresie z rumowiska po spalonym w 1939 roku budynku z Muzeum Mineralogicznym, w którym przed wojną mieściły się zakłady geologiczne oraz uniwersyteckie zbiory minerałów i skał. Dziś na tym miejscu znajduje się nowo wybudowany gmach Wydziału Polonistyki. Łaszkiewicz był człowiekiem niezwykle sprawnym i dobrze zorganizowanym, skoro zdołał jeszcze w tym okresie napisać i już w 1946 roku ogłosić drukiem podręcznik Mineralogia ogólna. Ponadto, na zlecenie Ministerstwa Oświaty, prowadził różne kursy dokształcające, działał w Państwowej Radzie Ochrony Przyrody i Polskim Towarzystwie Geologicznym. Odbijało się to wprawdzie na charakterze publikacji (mniej prac naukowych, więcej publicystyki naukowej), ale warunki prowadzenia badań wobec braku aparatury były wówczas nadzwyczaj trudne.

Bardzo aktywny okres w życiu prof. Łaszkiewicza przerywa aresztowanie w 1949 roku za rzekomą działalność antypaństwową. Nie bez wpływu na uwięzienie była jego działalność filatelistyczna: korespondencja z filatelistami z zagranicy oraz bogate, własne zbiory znaczków pocztowych, które zostały skonfiskowane (później przez wiele lat miał odbudowywać kolekcję). W więzieniu pracował jako drukarz. Z pewnością psychicznie wspierali go profesorowie UW, zwłaszcza Jan Samsonowicz i Roman Kozłowski. Profesor Andrzej Bolewski z AGH, już jako prezes Centralnego Urzędu Geologii (CUG), wyjednał u władz możliwość przekazywania do więzienia literatury specjalistycznej. W więzieniu Łaszkiewicz dokonał przekładu klasycznej rozprawy Henry’ego Cliftona Sorby’ego z 1859 roku. Przekład pt. Powstanie minerałów i skał w świetle badań mikroskopowych kryształów, został ogłoszony w „Pracach Muzeum Ziemi” dopiero w 1970 roku. Także w więzieniu Łaszkiewicz opracowywał ekspertyzy dla potrzeb Instytutu Geologicznego CUG. Po wyjściu na wolność, nie bez uciążliwych zabiegów, został zrehabilitowany w 1956 roku.

Z pewnością trwający 6 lat i 9 miesięcy pobyt w więzieniu wywarł wpływ na jego psychikę, zwłaszcza przy świadomości, że proces był fikcją, nawet w ówczesnych warunkach prawnych. Profesor zachował jednak dobry kontakt z młodszymi współpracownikami, co przy jego głębokiej erudycji miało duży wpływ na ich rozwój naukowy.

Od czasu pracy w młodości w Muzeum Krajoznawczym w Żytomierzu Łaszkiewicz był niesłychanie przywiązany do spraw muzealniczych. Choćby dlatego już w 1932 roku energicznie poparł ideę Stanisława Małkowskiego utworzenia w Warszawie Towarzystwa Muzeum Ziemi, które pełniłoby funkcję narodowego muzeum geologicznego. Był bardzo zaangażowanym członkiem tego Towarzystwa, także skutecznie zabiegając o środki na badania terenowe dla mniej zamożnych studentów, co w konsekwencji pozwoliło im uzyskać magisteria. Służył im ponadto swoją wiedzą w Katedrze Mineralogii i Petrografii na Uniwersytecie. Po latach został także stałym pracownikiem Muzeum Ziemi PAN w Warszawie i długoletnim kierownikiem jego Działu Mineralogii i Petrografii. Jego pasję od czasu młodości stanowiła także historia nauki. Jako świetny znawca tej problematyki uczestniczył w międzynarodowych kongresach z historii nauki (Warszawa – 1965, Moskwa – 1971).

W obfitym, liczącym ponad 140 publikacji, dorobku naukowym prof. Łaszkiewicza można wydzielić kilka nurtów badawczych, przewijających się ze zmienną intensywnością w ciągu jego długiej zawodowej aktywności. W okresie międzywojennym i zaraz po wojnie najważniejszą dziedziną jego badań była krystalografia, a zwłaszcza krystalograficzne badania morfologii kryształów szeregu występujących w Polsce minerałów. Na podstawie precyzyjnych pomiarów goniometrycznych Łaszkiewicz opisał postacie krystalograficzne, pokrój, w niektórych przypadkach również zbliźniaczenia, kryształów syngenitu i blodytu z Kałusza, glaserytu i syngenitu ze Stebnika, azurytu i mimetezytu z Gór Świętokrzyskich, polskich wystąpień miedzi rodzimej i cerusytu, a także siarki rodzimej i celestynu z Tarnobrzega i Szydłowa. Wyniki tych badań zostały opublikowane głównie w „Archiwum Mineralogicznym”, wydawanym w Warszawie najstarszym polskim periodyku naukowym, poświęconym w całości naukom mineralogicznym. Badania krystalograficznych postaci i form minerałów wykonane na najszerszą dotychczas w naszym kraju skalę, dały mu pozycję uznanego autorytetu w tej, właściwie już dzisiaj nieuprawianej, dziedzinie wiedzy, łączącej tradycyjnie krystalografię z mineralogią. Do istotnych osiągnięć Łaszkiewicza należy zaliczyć także wykazanie, że bipiramidalny pokrój kryształów kwarcu nie może służyć jako kryterium jego wysokotemperaturowej genezy, gdyż takie kryształy spotyka się również w środowiskach niskotemperaturowych. Zajmowały go ponadto akcesoria wzrostu zapisane na powierzchni kryształów, mechanizmy wzrostu kryształów czy metody otrzymywania syntetycznych monokryształów. Krystalografia geometryczna nie była jedyną dziedziną zainteresowań Łaszkiewicza. Miał on również osiągnięcia w badaniach strukturalnych, oznaczając stałe sieciowe i grupę przestrzenną syngenitu i pochodnej aspiryny – salicylanu sześciometylenoczteroaminy. W badaniach metodycznych dokonał modyfikacji metody Lauego w rentgenowskim rozpoznaniu struktur kryształów.

Obszar zainteresowań naukowych prof. Łaszkiewicza w okresie pracy w Instytucie Geologicznym w Warszawie przesunął się bardziej w kierunku mineralogii i petrografii, ogniskując się zwłaszcza na ewaporatach. Opublikował prace o minerałach solnych Inowrocławia i siarce rodzimej w solach Kłodawy. Ukoronowaniem tych badań była monografia Minerały i skały solne zamieszczona w „Pracach Muzeum Ziemi”. W dorobku naukowym Łaszkiewicza znajdują się także opracowania petrografii cechsztynu Gór Świętokrzyskich i krystalicznych skał z podłoża Niżu Polskiego. Również w dziedzinie petrografii w orbicie jego zainteresowań znalazły się zagadnienia metodyczne związane z badaniami optycznymi i wykonywaniem preparatów ze skał i rud do obserwacji pod mikroskopem polaryzacyjnym.

Profesora Łaszkiewicza interesował rozwój geochemii w Polsce. Wraz z grupą współpracowników zajmował się gromadzeniem wyników analiz chemicznych minerałów i skał Polski, które później zostały wydane w serii monografii.

Bardzo dużą rolę przywiązywał do popularyzacji nauk mineralogicznych. W licznych artykułach ogłaszanych we „Wszechświecie” przybliżał szerokiej rzeszy czytelników zagadnienia nowoczesnej krystalografii, tworzące się w naukach mineralogicznych nowe kierunki i pojawiające się nowe narzędzia badawcze.

Łaszkiewicz pozostawił po sobie kilka podręczników: wydane przed wojną przewodniki do ćwiczeń z krystalografii i optyki kryształów oraz wydany w 1946 roku podręcznik Mineralogia ogólna. Największego przedsięwzięcia w tym zakresie, kilkutomowego podręcznika krystalografii, nad którym pracował także w końcowym okresie swojego pobytu w więzieniu, nie udało mu się ostatecznie doprowadzić do opublikowania.

Największą pasją prof. Łaszkiewicza, którą zajmował się już przed wojną, była filatelistyka. Profesor uchodził w tej dziedzinie – jak wspomniano – za wielki autorytet, także na arenie międzynarodowej. Był redaktorem i jednym ze współautorów monografii Polskie znaki pocztowe, wydanej w 1935 roku i wznowionej w latach 1960–1973. Pełnił funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Filatelistycznego w Warszawie w latach 1928–1930, aktywnie działał w Związku Stowarzyszeń Filatelistycznych w Polsce i Polskim Związku Filatelistów. Jako mistrz krótkich form pisarskich pozostawił po sobie ponad 170 publikacji o tematyce filatelistycznej. Przez kilka lat ukazywał się w „Przeglądzie Geologicznym” jego Kącik filatelistyczny, w którym omawiał znaczki pocztowe tematycznie związane z geologią i górnictwem. Przeglądy filatelistyczne ogłaszał drukiem w „Życiu Warszawy”, podpisując je pseudonimem „Antykwa”.

Profesor Łaszkewicz przeżył 76 lat; niemal do końca był czynny jako uczony i działacz społeczny. Angażował się zwłaszcza w prace Polskiego Towarzystwa Mineralogicznego i Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk o Ziemi, w których pełnił wiele kierowniczych funkcji. W ostatnich latach życia zajmował się w dużym stopniu historią nauk geologicznych i z tego zakresu ogłosił ponad 70 publikacji, dokumentując dokonania wybitnych uczonych oraz instytucji naukowych różnych krajów. Jedną z ostatnich jego prac był szkic O warszawskich kolekcjach i zbiorach mineralogicznych i geologicznych, zamieszczony w 1980 roku w „Pracach Muzeum Ziemi”, periodyku, który przez długi czas redagował i wyniósł na wysoki poziom.

W powojennych losach Łaszkiewicza możemy znaleźć odbicie doświadczeń wielu osób dotkniętych represjami okresu stalinowskiego. Więzienie go nie złamało. Trudne dla niego było rozstanie się z uczelnią, której poświęcił wiele lat pracy i do której świetności walnie się przyczynił. Wiedzą i doświadczeniem długoletniego nauczyciela akademickiego służył uniwersytetowi także, gdy był poza jego murami.

Zmarł w Warszawie 21 kwietnia 1980 roku. Odwiedzających go w ostatnich dniach życia w szpitalu prosił, by nie zapominali o potrzebie zajmowania się historią nauki, w tym zwłaszcza nauk geologicznych w Polsce.

Michał Łunc

Urodzony 5 IX 1908 w Smoleńsku. Studia na USB w Wilnie, następnie w Strasburgu i Paryżu. Tytuł licencjata (1929), inżyniera (1929) oraz doktorat (1934) tamże. Pracownik Instytutu Mechaniki Cieczy w Paryżu (1934–1939) oraz Instytutu Badań Astronautycznych w Paryżu (1946–1949). Kierownik Katedry Hydro- i Aerodynamiki UW (1954–1968). Profesor UW (1954).

Fizyk, matematyk; badania nad wędrówkami wirów typu Bénarda-Kármána. Zajmował się też dynamiką cieczy i gazów, w szczególności teorią przepływów, magnetohydrodynamiką i aerodynamiką molekularną oraz zagadnieniami astronautycznymi.
Członek Le Mouvement Jeunes Communistes de France (MJCF) (1928–1930). Uczestnik wojny domowej w Hiszpanii po stronie Republiki. Pracownik Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN (1959–1961) oraz Instytutu Badań Jądrowych w Warszawie (1961–1968).
Zmarł 15 I 1974 w Paryżu.

Aerodynamique moléculaire, „La Recherche Aeronautique” 1949, Zarys mechaniki ogólnej, Warszawa 1959; Introduction in the Molecular Gasdynamics, Warszawa 1968.

W. Fiszdon, Michał Łunc, „Nauka Polska” 1967, nr 5; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012.

ROMAN DUDA

MICHAŁ ŁUNC

1908–1974

 

Michał Łunc urodził się 5 września 1908 roku w Smoleńsku w rodzinie inżyniera Leona i księgowej Anny z domu Zelikin1. Ukończył gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Wilnie w 1925 roku, po czym podjął tam studia fizyczne na Uniwersytecie Stefana Batorego. W 1927 roku przeniósł się najpierw na uniwersytet w Strasburgu, a potem do Paryża, gdzie studiował także matematykę i mechanikę. Mając lewicowe poglądy, został członkiem Francuskiej Młodzieży Komunistycznej (1928–1930). W 1929 roku uzyskał w Paryżu stopień licencjata oraz, w Instytucie Optyki, dyplom inżyniera-optyka. Tamże, na podstawie badań przeprowadzonych w Instytucie Mechaniki Cieczy, doktoryzował się w 1934 roku na podstawie rozprawy o ruchu cieczy2, w której rozważał postawione przez siebie zagadnienie dotyczące własności aerodynamicznych płaskiego nieustalonego opływu cieczy dokoła odkształcającego się profilu. Badania te kontynuował przez wiele lat3. Dobra znajomość matematyki pozwoliła Łuncowi na podanie metody, która siłę aerodynamiczną, działającą w takim bezcyrkulacyjnym opływie, wyrażała poprzez współczynniki funkcji, odwzorowującej w sposób konforemny obszar zewnętrzny profilu na obszar zewnętrzny ustalonego okręgu.

Kontynuując te badania, Łunc odkrył nowy rodzaj krążenia cieczy oraz wykazał możliwość formowania się i wędrówki wirów typu Bénarda-Kârmâna o liniach zamkniętych, otaczających obracający się walec. Opisał swoje odkrycia w monografii4. We wstępie do niej prof. Henri Claude Bénard napisał: „Rzeczą godną specjalnej uwagi jest z jednej strony fakt, że te nowe i ciekawe zjawiska hydrodynamiczne wykryte zostały w dziedzinie, zdawałoby się, dawno już i w sposób wyczerpujący do końca zbadanej, a z drugiej – że wyniki te otrzymano przy użyciu najprostszych przyrządów doświadczalnych, co jeszcze raz potwierdza znaną tezę, że w odkryciach naukowych często znaczy więcej talent eksperymentatora i wnikliwość jego obserwacji niż doskonałość aparatury doświadczalnej”5.

Te prace doświadczalne Łunca, dotyczące przyczyn tworzenia się wirów komórkowych Bénarda, wykazały, że istotną rzeczą w tym zjawisku jest nie tyle sam fakt podgrzewania cieczy, ile wynikający stąd jej ruch konwekcyjny, przy którym muszą się pojawić skierowane przeciwnie prądy cieczy ciepłej i zimnej. Było to istotne odkrycie, wyjaśniające wiele faktów dotychczas niewytłumaczonych, m.in. w meteorologii6, obserwowanych w różnych pracach technologicznych, a także zjawisk zachodzących na powierzchni Słońca.

W latach 1934–1939 Łunc był asystentem Instytutu Mechaniki Cieczy w Paryżu, ale gorący temperament sprawił, że wziął także udział w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie Republiki. Okres wojny spędził we Francji. Znalazł się w obozie koncentracyjnym Le Vernet, gdzie usiłował pracować naukowo. Uzyskiwane wyniki przemycał na drugą stronę drutów (niektóre z nich omawiał Jacques Hadamard w „Bull. AMS”, 1944). Był także uczestnikiem francuskiego ruchu oporu. Po wojnie początkowo pozostał we Francji, gdzie w latach 1946–1949 pracował w Instytucie Badań Astronautycznych w Paryżu.

Wielkie uznanie przyniosła mu wtedy monografia7. Wyprowadził w niej ogólne równanie ruchu i z jego pomocą rozwiązał wiele zagadnień dotyczących przepływu gazów umiarkowanie rozrzedzonych.

Po kilku latach Łunc wrócił jednak do Polski, najpierw na Politechnikę Gdańską, gdzie w okresie 1950–1953 był profesorem nadzwyczajnym i kierownikiem Katedry Mechaniki. Rok 1953/1954 spędził na Politechnice Warszawskiej jako kierownik Katedry Fizyki na Wydziale Elektrycznym. Po uzyskaniu w 1954 roku tytułu profesora zwyczajnego przeniósł się na Katedrę Hydro- i Aerodynamiki Uniwersytetu Warszawskiego i tam pracował aż do feralnego 1968 roku, pod koniec jako jej kierownik. W tym czasie pracował także w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN (1959–1961) oraz w Instytucie Badań Jądrowych w Warszawie (1961–1968). W latach spędzonych w Polsce był członkiem PZPR, ale w lipcu 1968 roku musiał opuścić ten kraj na zawsze, udając się z powrotem do Francji.

Łunc był z wykształcenia fizykiem i matematykiem i cechowało go łączenie solidnej wiedzy matematycznej, widoczne w nowoczesnym, analitycznym ujmowaniu badanych przez siebie zjawisk, z głębokim wglądem, nie stroniącym od samodzielnego przeprowadzania eksperymentów, ukazującym fizyczną stronę zagadnienia. Jego zainteresowania naukowe obejmowały szeroko rozumianą dynamikę cieczy i gazów, a w szczególności teorię przepływów, magnetohydrodynamikę i aerodynamikę molekularną, a także zagadnienia astronautyczne8.

Już w Polsce, jako pierwszy na świecie, Łunc zaprojektował i zrealizował tunel aerodynamiczny o napędzie jonowym, w którym zjonizowane cząsteczki powietrza są poruszane siłami wytworzonymi przez specjalne pole elektryczne.

Razem ze współpracownikami wykonywał też Łunc wiele różnych prac eksperymentalnych, spośród których warto wspomnieć urządzenie do przyspieszania strumieni kumulacyjnych wielokrotnymi detonacjami, pozwalające uzyskać bardzo wysokie parametry ciśnienia, prędkości, temperatury itp. Z myślą o sterowaniu satelitami zajmował się badaniami nad utrzymywaniem ruchu obrotowego ciał pozostających w kosmosie za pomocą mas wysuwalnych.

Michał Łunc otrzymał wiele wyróżnień i odznaczeń. Miał francuski Medal Wojenny, a w czasie pobytu w Polsce otrzymał Krzyż Kawalerski (1954) i Krzyż Komandorski (1956) OOP. W 1953 roku dostał nagrodę państwową III stopnia za osiągnięcia w zakresie aerodynamiki molekularnej. Był członkiem PAN (korespondentem 1958, rzeczywistym 1966), członkiem Międzynarodowej Akademii Astronautycznej w Paryżu (korespondentem 1964, rzeczywistym 1966), członkiem Międzynarodowej Unii Mechaniki Teoretycznej i Stosowanej. Był też prezesem Polskiego Towarzystwa Astronautycznego (w latach 1960–1967) i wiceprezesem Biura Międzynarodowej Federacji Astronautyki.

Zmarł 25 stycznia 1974 roku w Paryżu po długotrwałej chorobie.

SECT-ID LINK

1W. Fiszdon, Michał Łunc, „Nauka Polska” 1967 , R. 15, nr 5, s. 57–60. Biogramy M. Łunca zawierają: Wielka encyklopedia PWN, t. VI; A. Śródka, P. Szczawiński, Biogramy uczonych polskich, cz. IV: Nauki techniczne; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012.

2M. Łunc, Recherches sur la resistance desfluides dans un movement non-permanent, Nowy Jork 1934.

3Idem, O siłach występujących w ruchu bezcyrkulacyjnym płaskim cieczy doskonałej dokoła profilu o zmiennym kształcie, „Nauka Polska” 1953, R. 1.

4M. Łunc, LHydrodynamique du Cylindre Tournant, Paryż 1935.

5Cytuję za W. Fiszdon, Michał..., op. cit., s. 58.

6Por. Ch. Maurin, La météorologie et ses applications, New York 1950.

7M. Łunc, Aerodynamique moléculaire, „La Recherche Aeronautique” 1949.

8Idem, Introduction in the Molecular Gasodynamics, 1968.

Kazimierz Majewski

Urodzony 25 III 1903 w Brzeżanach. Studia na UJK we Lwowie (1922–1927), tamże doktorat (1929), habilitacja (1935). Kierownik Katedry Historii Starożytnej na UJK (1939) i na uniwersytecie we Wrocławiu (1945), profesor (1949). Wykładowca Instytutu Archeologii UW, profesor (1954). Wykładowca UAM w Poznaniu.

Archeolog klasyczny, historyk; badania m.in. nad kulturą egejską, importami rzymskimi na ziemiach polskich, historią prowincji rzymskich. Kierownik polskich wykopalisk w Novae (Bułgaria). Współorganizator i pierwszy dyrektor Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN (1953–1954), później kierownik Zakładu Archeologii Antycznej. Współzałożyciel Polskiego Towarzystwa Archeologicznego (1945) i Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego.
Członek m.in. Lwowskiego Towarzystwa Naukowego (1926), Polskiego Towarzystwa Prehistorycznego, Polskiego Towarzystwa Filologicznego, PAN (1952). Współtwórca i redaktor naczelny rocznika „Archeologia”.
Zmarł 27 VII 1981 w Warszawie.

Figuralna plastyka cykladzka. Geneza i rozwój form, Lwów 1935; Importy rzymskie na ziemiach słowiańskich, Wrocław 1949; Kreta – Hellada – Cyklady. U kolebki cywilizacji europejskiej, Warszawa 1963; Kultura rzymska w Bułgarii, Wrocław 1969.

L. Press i in., Kazimierz Majewski (25 III 190327 VII 1981). Życie i dzieło, „Archeologia” 1982 (1985), R. 33, s. 9–45.

LUDWIKA PRESS

JERZY KOLENDO

KAZIMIERZ MAJEWSKI*

1903–1981

 

Droga Kazimierza Majewskiego do Warszawy wiodła przez Lwów i Wrocław. We Lwowie pojawił się jako absolwent brzeżańskiego gimnazjum w 1922 roku, żeby zapisać się na Uniwersytet Jana Kazimierza. Myślał początkowo o studiach na polonistyce, ale ostatecznie wybrał historię. I zagłębił się bez reszty w studiach humanistycznych, znajdując znakomitych przewodników po dziedzinach wiedzy, które interesowały go najbardziej. Kazimierz Majewski słuchał wykładów: Ryszarda Ganszyńca, Władysława Podlachy, Kazimierza Twardowskiego i Edmunda Bulandy.

Młodemu historykowi szczególnie przemówił do wyobraźni świat starożytny. Wiedzę o kulturze grecko-rzymskiej pogłębiał w bibliotece katedry prof. Bulandy. Wkrótce wzbudził zainteresowanie profesora intensywnością swoich studiów i znalazł idealne warunki do pracy w Katedrze Archeologii Klasycznej.

Bardzo wcześnie, bo już na drugim roku studiów uniwersyteckich, wszedł Kazimierz Majewski w konflikt z policją. Został aresztowany pod zarzutem nielegalnej działalności politycznej. W rzeczywistości jedyną jego przewiną było posiadanie sprawozdań z procesu świętojurskiego. Po roku, nie bez pomocy prof. Bulandy, powrócił na studia.

Wchodził coraz głębiej w świat antycznej kultury. I wkrótce dokonał wyboru. Urzekła go kultura Grecji lądowej i wyspiarskiej w III i II tysiącleciu p.n.e. W polskiej literaturze naukowej nie było monografii tej kultury. Książka Władysława Szczepańskiego z 1923 roku pt. Egea i Haiti nie mogła wypełnić tej luki.

W 1927 roku Kazimierz Majewski otrzymał etat asystenta w katedrze prof. Bulandy i przystąpił do pełnienia swoich obowiązków, także dydaktycznych. Systematyczna praca naukowa wkrótce dała wyniki. Przedstawił pracę doktorską (1929) na temat tańca egejskiego, który w sposób interesujący powiązał z kulturą i wierzeniami mieszkańców Krety i Grecji lądowej w epoce brązu. Ogłosił drukiem monografię kultury egejskiej (1933), w której gruntowna znajomość zabytków architektury i sztuki Krety, lądu greckiego i Wysp Cykladzkich pozwoliła autorowi na próbę rekonstrukcji różnych aspektów życia ich mieszkańców w III i II tysiącleciu. Inspiracją do napisania niektórych artykułów były pierwsze publikacje o nowych odkryciach archeologicznych. Na przykład w Studiach nad osadnictwem egejskim polemizował z odkrywcą Malthi w Messenii, Natanem Valminem na temat warunków i organizacji życia w tej helladzkiej osadzie1. Wiadomość odnotowana w „Illustrated London News” o pierścieniu z Knossos, nazywanym przez Arthura Evansa pierścieniem Minosa, skłoniła Majewskiego do przedstawienia własnej interpretacji sceny figuralnej, zdobiącej płytkę tego pierścienia2. Kiedy zakwestionowano autentyczność pierścienia Minosa, Kazimierz Majewski surowo osądził swoją lekkomyślność3. W świetle nowych badań pierścień wraca do łask, a nazwisko polskiego archeologa jest cytowane wśród tych nielicznych, którzy słusznie uwierzyli w autentyczność zabytku.

W tych warunkach studia historyczne zeszły na plan dalszy. Kazimierz Majewski ukończył je dopiero po uzyskaniu doktoratu z archeologii klasycznej. W katedrze historii starożytnej kierowanej przez prof. Konstantego Chylińskiego zajął się inną epoką i innymi zagadnieniami. Tematem jego pracy dyplomowej była sytuacja chrześcijan w cesarstwie ze stanowiska prawa rzymskiego. Po latach, w artykułach i wykładach uniwersyteckich, powrócił do problemów kultury wczesnochrześcijańskiej.

Duże znaczenie miały dla Kazimierza Majewskiego podróże naukowe i studia prowadzone w latach 1931–1937 w ważnych ośrodkach wiedzy o świecie starożytnym. Najdłużej przebywał w Berlinie. Podczas pobytu w Grecji, kiedy zwiedzał Muzeum Narodowe w Atenach, zafascynowały go zabytki marmurowej plastyki cykladzkiej z wczesnej epoki brązu. Po kilku godzinach kontemplacji wiedział, że dzieła te staną się obiektem jego badań. Z ekspozycji przeszedł do magazynów. Patrzył, mierzył, opisywał i coraz głębiej odczuwał osobliwości stylu i niezwykły artyzm tych postaci z marmuru.

W 1935 roku Kazimierz Majewski ogłosił drukiem pracę habilitacyjną pt. Figuralna plastyka cykladzka. Geneza i rozwój form. Książka, napisana w języku polskim, z niemieckim streszczeniem (s. 103–117) i z katalogiem 259 zabytków (s. 118–159), okazała się dziełem pionierskim, które zwróciło uwagę specjalistów i które, mimo upływu lat, nowych zabytków i postępu badań, znajduje jeszcze ciągle swoje miejsce w pracach, dotyczących sztuki Wysp Cykladzkich.

Czas przeznaczony na podróże naukowe wykorzystał Majewski nie tylko na studia w kilku uczelniach. Uczestniczył też w pracach archeologicznych w Grecji, zwiedzał muzea stolic europejskich, nawiązał kontakty i przyjaźnie, które okazały się nad podziw trwałe. Już wówczas wybrał Rzym jako miasto częstych powrotów. Po jednej z późniejszych podróży do wiecznego miasta pisał: „W żadnej dziedzinie naszego dzisiejszego życia tradycje antyczne nie są tak silne, tak żywe i tak powszechne jak właśnie we wszystkich zabiegach religijnych i świeckich nad stawianiem pomników bogom i ludziom, nad czczeniem bogów na sposób ludzki i ludzi na sposób boski. W Rzymie [...] szczególnie korzystnie można te sprawy obserwować i wiele się nauczyć”4. Zaciekawiony różnorodnością informacji o pracy naukowej w ZSRR, odwiedził Związek Radziecki. Wynikiem tej podróży był m.in. artykuł analizujący, z dużą dozą krytycyzmu, tezy archeologów radzieckich na temat społeczeństwa Krety w epoce brązu i rytmu rozwoju całej kultury egejskiej.

Jest rzeczą widoczną, że we Lwowie uformowała się sylwetka naukowa prof. Majewskiego i te kierunki badań, które stale pogłębiał. Rozważając problemy kultury egejskiej, rozszerzył swoje pole widzenia o studia porównawcze między zjawiskami charakterystycznymi dla Grecji w epoce brązu, a poziomem ówczesnej kultury w innych częściach Europy. Zwrócił wcześnie uwagę na te regiony działalności w starożytnej Grecji, które były niezbędne w każdym społeczeństwie i które archeolog powinien dostrzegać. Chodziło o spuściznę producentów tych dóbr materialnych, które zaspokajały elementarne potrzeby ludności.

Kiedy teraz, z dystansu wielu lat, zastanawiamy się nad działalnością Kazimierza Majewskiego we Lwowie, to mimo wielu luk i niepełnych wiadomości, zadziwia jego energia, pracowitość i rozległość zainteresowań. Był członkiem Lwowskiego Towarzystwa Naukowego (od 1926), należał do Zarządu Polskiego Towarzystwa Prehistorycznego i Polskiego Towarzystwa Filologicznego. Drukował artykuły, recenzje i komunikaty naukowe z zakresu archeologii w takich czasopismach specjalistycznych, jak: „Kwartalnik Klasyczny”, „Przegląd Klasyczny”, „Eos”, „Światowit”. Wiedzę o kulturze antycznej popularyzował w „Filomacie” i za pośrednictwem wykładów publicznych. Profesor Majewski zawsze był zwolennikiem akcji i wydawnictw popularnonaukowych i w latach późniejszych zachęcał do nich swoich uczniów. Ale stał na stanowisku, że jest to praca odpowiedzialna, wymagająca poważnego stosunku autorów do wybranego tematu.

Ponieważ do pracy pedagogicznej przywiązywał wielką wagę, niepokoił go brak przygotowania niektórych studentów do studiów wyższych. Winy szukał w szkolnictwie średnim. Zabierał w tej sprawie głos podczas konferencji nauczycieli języka łacińskiego, pisał o tym w prasie, sugerując najwłaściwsze, jego zdaniem, metody budzenia w uczniach większego zainteresowania wiedzą humanistyczną, zwłaszcza historią starożytną i kulturą antyczną.

Kazimierz Majewski zawsze znajdował czas na korzystanie z przywilejów, które są udziałem mieszkańców dużego miasta. Był stałym słuchaczem koncertów muzyki poważnej, odwiedzał wystawy artystów polskich i obcych, o których niejednokrotnie pisywał recenzje, chętnie przyjmowane przez lwowskie redakcje. Zachowane fragmentarycznie wypisy z literatury pięknej rzucają światło na różnorodność jego lektur. Bardzo cenił twórczość Conrada, którego Wit Tarnawski nazwał mistrzem życia nauczycielem postawy moralnej i myślowej5.

W 1939 roku na wniosek prof. Bulandy, ówczesnego rektora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, został Kazimierz Majewski – docent archeologii klasycznej, kierownikiem Katedry Historii Starożytnej po śmierci prof. Chylińskiego. Zastali go na tym stanowisku przedstawiciele władzy radzieckiej, którzy wkroczyli do Lwowa wraz z Armią Czerwoną. Uniwersytet im. Jana Kazimierza został przemianowany na Uniwersytet im. Iwana Franki. Podczas okupacji niemieckiej Majewski pracował początkowo w firmie budowlanej, później w muzeum. W 1945 roku opuścił wraz z żoną Lwów i po krótkim pobycie w Krakowie, pojechał do Wrocławia.

Przeżył w tym mieście sześć lat intensywnej działalności organizacyjno-naukowej, badawczej i dydaktycznej. Dźwigające się z ruin miasto potrzebowało ludzi energicznych, pełnych zapału i woli czynu. Kazimierz Majewski w zespole powołanym przez ówczesne Ministerstwo Oświaty był wszędzie tam, gdzie wchodziło w grę ratowanie zachowanych dóbr kulturalnych, ochrona zabytków i zabezpieczenie mienia naukowego. Pełnił nawet przez pewien czas obowiązki wicedyrektora nowo założonego muzeum. Uwieńczeniem usilnych prac przygotowawczych było otwarcie pierwszego roku akademickiego 1945/1946 na Uniwersytecie Wrocławskim. Kazimierz Majewski objął na tej polskiej uczelni Katedrę Historii Starożytnej. Katedra Archeologii Klasycznej czekała na przyjazd prof. Bulandy.

Nowe potrzeby i możliwości oraz praca od podstaw wyzwalały w Kazimierzu Majewskim wybitne zdolności organizacyjne. Uniwersytet Wrocławski zawdzięcza mu realizację prawdziwie humanistycznych idei. Z gronem podobnych zapaleńców założył we Wrocławiu Towarzystwo Archeologiczne (1945), którego filie wkrótce dotarły do wielu innych miast. Ich działalność naukowa, wydawnicza i popularyzatorska dobrze służyła archeologom i sympatykom archeologii – od pierwszego roku istnienia. Zanim Towarzystwo wyszło poza granice Wrocławia nazwano je – wbrew obowiązującym przepisom – Polskim Towarzystwem Archeologicznym, co – jak pisał jego założyciel w 1947 roku – było w pełni uzasadnione psychologicznie. „Myśmy wówczas chcieli w tym poniemieckim mieście mieć dokoła jak najwięcej polskości. Byliśmy dumni, że przypadło nam w udziale zakładać pierwsze polskie towarzystwo naukowe (humanistyczne) we Wrocławiu”6. Pod redakcją Majewskiego powstał rocznik PTA pt. „Archeologia”, który po założeniu Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN w Warszawie, stał się wydawnictwem nowego Instytutu.

Tom pierwszy opublikowany w 1947 roku zawierał w słowie wstępnym program redaktora, niebudzący sprzeciwu nawet teraz, po ponad czterdziestu latach. Także wewnętrzny podział rocznika nie uległ w tym okresie zasadniczym zmianom. Prace uczniów prof. Majewskiego w miarę dojrzewania naukowego autorów przechodziły od działu krytyki i recenzji przez Miscellanea do działu rozpraw. Kazimierz Majewski redagował też we Wrocławiu: Bibliotekę Archeologiczną, Acta Societatis Polonorum i Studia Wczesnodziejowe (seria archeologiczna).

Kazimierz Majewski, który w 1949 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w pięć lat później na Uniwersytecie Warszawskim – tytuł profesora zwyczajnego, był współzałożycielem Wrocławskiego Towarzystwa Naukowego i brał czynny udział w jego działalności. Zapoczątkował wydawanie bibliografii prac polskich autorów z zakresu archeologii śródziemnomorskiej. Jest to jedna z tych niezbędnych akcji, które są i teraz kontynuowane. Profesor Majewski zawsze doceniał wartość rzetelnej informacji naukowej. W „Archeologii” stale z tym działem współpracował. Informował też systematycznie, jako korespondent „Fasti Archeologici” w Rzymie, o ruchu naukowym w Polsce. Domagał się opracowania centralnego katalogu prac archeologicznych w kraju, licząc na współpracę PTA z naszymi bibliotekami naukowymi. Z myślą o studentach archeologii opracował swoisty model podręcznika wprowadzającego do studiów nad kulturą materialną starożytnej Grecji. Była to praca zbiorowa pomyślana jako wybór źródeł archeologicznych (1956) z fotografiami zabytków i ich podstawową dokumentacją w jedenastu działach. Warto odnotować, że mimo skromności zamierzeń, ograniczonych przede wszystkim stanem naszych powojennych bibliotek, realizacja pomysłu profesora trafiła do znacznie szerszego grona odbiorców, także poza granicami Polski, i spotkała się z zainteresowaniem recenzentów.

Stała troska prof. Majewskiego o doskonalenie warsztatu naukowego młodego archeologa towarzyszyła mu przez całe życie i materializowała się w różnych akcjach wydawniczych. Dużo uwagi poświęcał rozważaniom nad właściwą organizacją studiów i nie uchylał się od uczestniczenia w pracach rad i komisji powołanych do tych zadań. Jako członek PPS został po zjednoczeniu partii członkiem PZPR.

Stopniowo rozszerzał zakres zainteresowań badawczych, ujawnionych we Lwowie. Nadal śledził uważnie stan badań nad kulturą egejską7. Oto kilka przykładów. Opublikował niedużą książkę o Knossos i Mykenach, przedstawiając własny pogląd na zagadnienie stosunku dwóch kultur: minojskiej i helladzkiej, na to, co je łączyło i dzieliło w późnej epoce brązu. Artykuł prof. Majewskiego na temat społeczno-politycznej periodyzacji kultury egejskiej8 nawiązał do opublikowanego sprawozdania z moskiewskiej dyskusji (1940) nad pierwszą częścią Historii Grecji Władimira S. Siergiejewa. Profesor Majewski słusznie skrytykował zakres tej dyskusji, zawężony do Krety w połowie II tysiąclecia p.n.e., i odrzucił teorię matriarchatu na tej wyspie w epoce brązu. Wówczas też po raz pierwszy sformułował pogląd na tzw. azjatycki sposób produkcji w kręgu egejskim. Powrócił do tego tematu po kilku latach i opublikował obszerny artykuł w Warszawie (1969); został on przedrukowany w Paryżu (1970). Jego tabelarycznie przedstawiona periodyzacja kultury egejskiej wyraźnie podkreśla, jak zróżnicowany był system przemian w poszczególnych społeczeństwach – minojskim, helladzkim i cykladzkim. Artykuł o rytonie mykeńskim z Rodos (1972) jest klasycznym przykładem odkrywania nowych treści w znanych zabytkach.

Tematem kilku artykułów, ogłoszonych drukiem we Wrocławiu, stała się kultura trypilska (czy trypolska), a właściwie kultura ceramiki malowanej między Dunajem a Dnieprem. Profesor Majewski zebrał do nich większość materiałów podczas pobytu we Lwowie, przeprowadził wielostronną analizę tej kultury w świetle znanych źródeł pradziejowych, ówczesnego stanu badań i własnych refleksji nad genezą kultury trypilskiej oraz osiągnięciami jej twórców.

Szczególne znaczenie w twórczości naukowej Kazimierza Majewskiego mają jego prace poświęcone importom rzymskim w Polsce, czy szerzej kontaktom państwa rzymskiego z naszymi ziemiami. W tej dziedzinie badań był on naprawdę pionierem, i to nie tylko w skali polskiej. W studiach nad antykiem, uprawianych przecież na całym świecie przez ogromną liczbę badaczy, gdzie wszystkie zagadnienia wydają się być opracowane lub przynajmniej pozornie opracowane, sformułowanie takie może wywołać zdziwienie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że w okresie międzywojennym problematyka importów rzymskich znajdowanych w Polsce nie wzbudzała zupełnie zainteresowania. Naturalnie, publikowano pewne efektowne przedmioty pochodzące z terenów imperium rzymskiego, które odkrywano na ziemiach Polski. Importy rzymskie były też wzmiankowane i ilustrowane w pracach archeologów pradziejowych zajmujących się naszymi ziemiami. Specjalne studia dotyczące importów były jednak bardzo nieliczne i nie miały jakichś szerszych perspektyw. Importy rzymskie były właściwie traktowane jako pewnego rodzaju ciekawostki, bez zwrócenia uwagi na ich realną wartość poznawczą dla zagadnień kontaktów naszych ziem z Imperium Romanum. Nie lepiej też zresztą wyglądała sytuacja w badaniach nad importami rzymskimi w innych krajach, nawet w Niemczech, mających tak rozbudowane studia nad archeologią klasyczną i archeologią pradziejową. Nieliczne prace dotyczące kontaktów świata śródziemnomorskiego z ziemiami Barbaricum pochodziły jeszcze głównie z XIX w.

Co legło u podstaw zainteresowania się Kazimierza Majewskiego problematyką importów rzymskich na naszych ziemiach? Wydaje się, że bardzo istotną rolę odegrało mocno występujące w całej jego twórczości naukowej przekonanie o obowiązkach archeologa klasycznego wobec społeczeństwa, w którym żyje i pracuje. Dyscyplina ta, jego zdaniem, nie powinna być nauką ezoteryczną, nie mającą kontaktów z problematyką polską. Stąd też rodzi się zainteresowanie zabytkami antycznymi, znajdowanymi na naszych ziemiach, czy też przechowywanymi w naszych kolekcjach.

Należy również pamiętać, że do obowiązków Kazimierza Majewskiego na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza należał udział w wykopaliskach prowadzonych na terenie Podola i Wołynia. Jedna z tych akcji wykopaliskowych miała za zadanie przebadanie tzw. wałów Trajana na terenie Podola. Badania nad importami antycznymi na naszych ziemiach stanowiły, według Majewskiego, istotny łącznik między kulturą antyczną a problematyką przeszłości ziem polskich. Podobnie również jego zajęcie się kulturą trypolską w dorzeczu górnego Dniestru, a zwłaszcza jej plastyką, wynikało z szukania pewnych analogii do badanej przez niego figuralnej plastyki cykladzkiej. W późniejszym okresie, kiedy Majewski stał się jednym z organizatorów życia naukowego w Polsce w zakresie archeologii, doszedł jeszcze jeden czynnik skłaniający do położenia takiego nacisku na badania nad problematyką importów. Studia te miały doprowadzić do połączenia wysiłków i integracji archeologów klasycznych i archeologów zajmujących się ziemiami Polski, którzy mieli pracować razem nad wspólną problematyką badawczą przy współpracy z filologami klasycznymi i historykami starożytności.

Kazimierz Majewski rozpoczął pracę nad importami rzymskimi jeszcze we Lwowie. Pierwszy jego artykuł dotyczący tej problematyki, który przyniósł publikację brązowego imacza naczynia rzymskiego z Kołokolina, ukazał się w 1935 roku. W 1938 roku w Sprawozdaniach Towarzystwa Naukowego we Lwowie pojawił się inny jego artykuł Importy rzymskie na ziemiach Polski w epoce cesarstwa. Było to streszczenie większej monografii, którą Majewski miał na ukończeniu tuż przed wybuchem II wojny światowej.

Ukazanie się tego krótkiego, czterostronicowego tekstu należy uznać za moment przełomowy w studiach nad importami rzymskimi na naszych ziemiach. Kazimierz Majewski zawarł tu istotę swojej koncepcji badań nad napływem importów, która w tym momencie, uwzględniając ówczesny klimat badań archeologicznych i historycznych, była dowodem ogromnej oryginalności myślenia autora. Należy przy tym zwrócić uwagę, że koncepcja ta w późniejszych pracach była wprawdzie rozwijana i wzbogacana o nowe wątki, lecz nigdy nie uległa jakimś zasadniczym zmianom.

W streszczeniu swej większej pracy z 1938 roku Kazimierz Majewski nie ograniczył się do zasygnalizowania takich zagadnień, jak: charakterystyka kultur archeologicznych na ziemiach Polski I-V w. n.e., systematyka importów rzymskich, czy wreszcie próba odtwarzania „szlaków importów”. Na szczególną uwagę zasługuje charakterystyka infiltracji rzymskiej i jej oddziaływań na kultury istniejące na ziemiach Polski. Znalazła ona swój wyraz w napływie kupców przywożących wytwory kultury materialnej i rękodzielników wnoszących niektóre umiejętności techniczne, takie jak: udoskonalenia wytopu rudy żelaza, ulepszenie techniki garncarskiej, czy wprowadzenie pewnych technik złotniczych, takich jak: filigran i granulacja. Początkowo, jak podkreśla Majewski, przenikały przedmioty zbytku i ozdoby, a wytwory użytkowe i narzędzia pracy dopiero później, „gdy elita plemion panujących osobistymi korzyściami została zainteresowana organizacją produkcji lokalnej na eksport”. Oddziaływania cywilizacji rzymskiej można stwierdzić w naśladownictwach importowanych rzymskich wytworów materialnych w miejscowych warsztatach oraz w udoskonaleniu i przyswajaniu nowych technik produkcyjnych. Majewski wysuwa też przypuszczenie, że wpływy rzymskie przyczyniły się do podniesienia poziomu potrzeb umysłowych i upodobań estetycznych oraz przemian ustrojowych „wyrażających się w rozsadzaniu wspólnoty rodowej przez filorzymską elitę”.

Czytając ten tekst Majewskiego, nie warto chyba zwracać uwagi na zbyt łatwe niekiedy uogólnienia, które nie zawsze zostały zweryfikowane przez ogromny postęp badań archeologicznych w ostatnim pięćdziesięcioleciu. Ważny jest tu kwestionariusz pytań, stawiany źródłom archeologicznym, kierujący zainteresowania ku tym problemom, które obecnie są w centrum uwagi badaczy, lecz pięćdziesiąt lat temu nie były nawet przeczuwane przez działających wówczas archeologów.

Jakie mogły być źródła tego nowatorskiego w tym momencie spojrzenia na problematykę kontaktów między ziemiami polskimi a imperium rzymskim? Jak się wydaje, bardzo istotną rolę odegrały tu wpływy koncepcji Stefana Czarnowskiego, a zwłaszcza jego słynnej pracy Kultura, którą już po wojnie Majewski recenzował, podkreślając jej ogromne znaczenie w polskiej humanistyce. Idee, zawarte w streszczeniu pierwszej pracy Majewskiego o importach rzymskich w Polsce, wykazują znaczne niekiedy podobieństwa do koncepcji zawartych w szkicach Czarnowskiego o romanizacji Galii, zatytułowanych Przyjęcie kultury obcej oraz Przetrwanie kultury.

Kazimierz Majewski pracował nad problematyką importów rzymskich również w okresie wojny, opracowując szczegółowo zabytki z dorzecza górnego Dniestru. Trzeba pamiętać, że był on dobrym znawcą archeologii obszarów określanych, w zależności od punktu widzenia, jako Galicja Wschodnia, czy też Ukraina Zachodnia, a przez niego nazywanych później neutralnym terminem dorzecza górnego Dniestru. Niestety, w latach powojennych zainteresowanie tymi terenami było bardzo niemile widziane.

W 1949 roku ukazała się we Wrocławiu podstawowa praca Majewskiego: Importy rzymskie na ziemiach słowiańskich. Składała się ona z dwóch części. W pierwszej, syntetycznej (s. 7–59), główny nacisk położono, według słów autora, „na socjologiczną interpretację dostępnego mi materiału archeologicznego”. Część druga (s. 63–188) to: Materiały do katalogu importów rzymskich na ziemiach słowiańskich. Katalog ten powstał w bardzo trudnych warunkach powojennych, w okresie, kiedy korzystanie z bibliotek i ze zbiorów muzealnych napotykało ogromne przeszkody. Trzeba też pamiętać o konsekwencjach zmiany terytorium badań określonego dość ogólnie jako ziemie słowiańskie. W katalogu importów bardzo wnikliwie opracowane zostały zabytki pochodzące z terenu dorzecza górnego Dniestru. Majewski musiał również uwzględnić w pracy importy z ziem zachodnich i północnych Polski odzyskanych po II wojnie. We Wrocławiu, mimo zniszczeń wojennych, można było pracować nad problematyką archeologii Śląska. Studia nad zabytkami z Pomorza, czy też byłych Prus Wschodnich, napotykały jednak przeszkody nie do przezwyciężenia. Trzeba też pamiętać o braku prac przygotowawczych poświęconych poszczególnym kategoriom zabytków, czy też poszczególnym zabytkom. Te okoliczności powstawania pionierskiej pracy Majewskiego o importach rzymskich na ziemiach słowiańskich tłumaczą wiele luk oraz błędów znajdujących się w części katalogowej. Na niektóre z nich zwrócił uwagę Józef Kostrzewski w recenzji z tej książki. Dalsze badania nad problematyką importów prowadzone przede wszystkim przez uczniów Majewskiego doprowadziły też do weryfikacji wielu informacji zawartych w części katalogowej pracy, jak też do poważnego wzbogacenia zestawień importów rzymskich z naszych ziem. Trzeba jednak pamiętać, że znaczna część importów rzymskich z obszarów Polski została po raz pierwszy zarejestrowana w tej pracy z 1949 roku i dzięki niej weszła do obiegu naukowego.

Podstawowy walor tej książki tkwi jednak w jej warstwie interpretacyjnej. Sformułowania tam zawarte zostały następnie rozwinięte w wielu artykułach, a w 1960 roku ukazała się podstawowa praca Majewskiego: Importy rzymskie w Polsce. Wybór źródeł archeologicznych do dziejów kontaktów ludności ziem Polski z imperium rzymskim, stanowiąca niejako podsumowanie poglądów autora na te zagadnienia. Praca ta przyniosła próbę wykorzystania pierwszych wyników badań archeologicznych, które tak bujnie rozwijały się w Polsce w latach powojennych.

Podstawowa dyrektywa badawcza Kazimierza Majewskiego sformułowana w pracy: Importy rzymskie na ziemiach słowiańskich (s. 27 n.) brzmiała: „Chcąc zrozumieć istotne przyczyny i tendencje rozwojowe rzymskiej ekspansji gospodarczej na obszary słowiańskie, należy w równej mierze badać stosunki gospodarczo-społeczne w imperium rzymskim, jak i wśród plemion słowiańskich na przełomie i w pierwszych wiekach naszej ery”. Ta teza o obustronnych oddziaływaniach wiązała się z prowadzonymi przez Majewskiego dyskusjami i polemikami wokół „aspektu filorzymskiego” oraz „aspektu antyrzymskiego” w badaniach nad stosunkami świata śródziemnomorskiego i tzw. świata barbarzyńskiego. Ta walka na dwa niejako fronty, w której Majewski, pozostający przecież pod urokiem kultury antycznej, bardzo silnie występował przeciwko pewnym wynaturzeniom „aspektu filorzymskiego”, świadczyć może o ogromnej trosce, aby skomplikowane problemy wzajemnych kontaktów dwóch kultur widzieć w całej swej złożoności.

Z tezą o obustronnych oddziaływaniach świata rzymskiego i ludów zamieszkujących ziemie polskie wiązało się przekonanie o potrzebie zorganizowania u nas „studiów i badań nad historią prowincji rzymskich (a więc nie tylko archeologią prowincji rzymskich) łącznie z obszarami sąsiednimi”9. Dlatego też, gdy zaistniała w 1960 roku możność prowadzenia przez ekspedycję archeologiczną Uniwersytetu Warszawskiego prac wykopaliskowych w Novae na terenie północnej Bułgarii, Kazimierz Majewski uznał to za realizację swych postulatów. Polscy archeologowie nawiązali bezpośredni kontakt z problematyką archeologii przygranicznych prowincji rzymskich.

Szczegółowe koncepcje Majewskiego dotyczące kontaktów świata śródziemnomorskiego z naszymi ziemiami wielokrotnie muszą być obecnie weryfikowane i modyfikowane, przede wszystkim dzięki ogromnemu postępowi archeologii pradziejowej. Majewski traktował świat barbarzyński jako pewien monolit pod względem czasowym i przestrzennym. Nie można z tego robić zarzutu, gdyż dopiero w ostatnich dwóch dziesięcioleciach została wypracowana bardzo precyzyjna chronologia źródeł archeologicznych, która pozwala na prześledzenie procesu przemian historycznych zachodzących na naszych ziemiach. Zupełnie inaczej wygląda też sposób ujmowania problematyki kulturowej i etnicznej ziem Polski. Tak np. odchodzi się od sformułowań mówiących o pobycie tu Słowian w okresie rzymskim. Warto zresztą zwrócić uwagę, że Majewski w ostatnich swych pracach, gdy już osłabły zaangażowania emocjonalne charakterystyczne dla pierwszych lat powojennych, zrezygnował z nazwy Słowian, mówiąc ostrożnie o plemionach zamieszkujących nasze ziemie w okresie wpływów rzymskich.

W pracach Kazimierza Majewskiego znajduje się wiele tez zaskakujących obecnie swą świeżością i aktualnością. Były one przede wszystkim wynikiem ogromnej intuicji badawczej, popartej przemyśleniami dotyczącymi założeń teoretycznych badań nad kulturą, przemyśleniami bazującymi na bardzo szerokich i różnorodnych lekturach. Do takich ciekawych sformułowań należy teza o roli tzw. ośrodków dystrybucji. Były to nie tylko miasta nadgraniczne imperium rzymskiego, punkty wyjścia szlaków handlowych, lecz również pewne ośrodki na ziemiach Polski, najprawdopodobniej siedziby władców plemiennych, wokół których występują często większe skupiska importów. Majewski przywiązywał ogromną wagę do pojęcia ośrodków dystrybucji, gdzie następowały kontakty przedstawicieli dwóch różnych kultur. Pojęcie to znajduje swój ścisły odpowiednik w koncepcji „ports of trade” (w dosłownym przekładzie – porty handlu), którą sformułował w 1964 roku wybitny socjolog i ekonomista Karol Polanyi i która zdobyła sobie prawo obywatelstwa w nauce.

Przekonanie Majewskiego, że polscy archeologowie śródziemnomorscy są niejako moralnie zobowiązani do opracowania pewnych tematów, nie ograniczało się tylko do kwestii importów rzymskich. Zawsze uważał, że do ich obowiązków należy publikacja zabytków sztuki starożytnej, przechowywanych w zbiorach polskich i napisał kilka artykułów na ich temat. Był to ten kierunek badań, który ma w Polsce swoje tradycje, poczynając od twórczości Piotra Bieńkowskiego, i nadal się rozwija.

Mimo że Kazimierz Majewski wcześnie zaczął walczyć o miejsce dla kultury materialnej w studiach nad światem antycznym, z zamiłowania był historykiem sztuki, świadczy o tym ważny nurt w jego twórczości naukowej. Wystarczy przypomnieć rozważania nad stylem rzeźby cykladzkiej, nad problemem genezy portretu greckiego, nad antropomorficzną rzeźbą minojską. Każdą jego pracę z tej dziedziny cechowało wyczucie stylu, zrozumienie sztuki i dobre przygotowanie w tym kierunku badań. Społeczne podstawy archaicznej rzeźby greckiej10 to umiejętne połączenie określonych zjawisk artystycznych ze społeczeństwem. Profesor Majewski planował opublikowanie książki o historii sztuki greckiej, zebrał sporo materiałów. Zakończenie pracy uzależniał od kolejnego wyjazdu do Grecji. Podróży tej nie zdążył już odbyć. W latach 70., kiedy historia kultury materialnej i problem stosunku Greków i Rzymian do „ludów barbarzyńskich” zaangażowały uwagę dość znacznej grupy archeologów, prof. Majewski dał wyraz swojemu zaniepokojeniu, że tradycyjnie pojmowana archeologia klasyczna „uległa u nas zahamowaniu”. Uznał to za zjawisko niepożądane ze względów badawczych oraz ideowo-wychowawczych11 („Kultura i społeczeństwo” 1975, t. XIX, s. 27).

Profesor Majewski był autorem licznych recenzji z tych prac naukowych, które w jakiś sposób zwróciły jego uwagę. Były to małe formy, w których zamykał niekiedy przemyślenia własne, wybiegające daleko poza zakres spraw dostrzeżonych przez autora recenzowanej książki. Potrafił też na marginesie recenzji snuć myśli odkrywcze, godne osobnych studiów, z rozrzutnością niepojętą. W podobny sposób nasycał często nowymi treściami seminaria, konsultacje i dyskusje podczas zebrań naukowych, którym przewodniczył w sposób niepowtarzalny. Nieustanna praca myśli, ciekawość wszystkiego, co dzieje się w archeologii, stałe dążenie do doskonal enia metod pracy nad rekonstrukcją przeszłości grecko-rzymskiej, sprawiały, że wszystkie spotkania z profesorem na Uniwersytecie i w Akademii Nauk przeżywaliśmy, jak prawdziwą przygodę intelektualną.

We Wrocławiu narodziła się szkoła archeologiczna prof. Majewskiego, która w okresie warszawskim wzbogaciła się o nowych uczniów. Trzeba nadmienić, że z tej szkoły wyszło dziewięciu samodzielnych pracowników naukowych, młodsi jego uczniowie teraz dochodzą do habilitacji.

We Lwowie nabrał prof. Majewski przekonania o znaczeniu historii kultury materialnej w studiach archeologicznych, ukształtował je we Wrocławiu, a własny program przyszłego Instytutu Historii Kultury Materialnej w Polskiej Akademii Nauk przedłożył Ministerstwu Oświaty. Argumenty profesora zwyciężyły i stała się realna idea stworzenia placówki, złożonej z zakładów archeologii od paleolitu do średniowiecza oraz etnografii, połączonych wspólnym zainteresowaniem kulturą materialną badanych społeczeństw. Powstał IHKM PAN. Profesor Majewski, który znał zasady organizacyjne Instytutu o podobnej nazwie w Związku Radzieckim, stawał się w swoim stale doskonalonym programie badań coraz bardziej niezależny od obcych wzorów.

Powołany na stanowisko pierwszego dyrektora IHKM musiał Majewski przeprowadzić się do Warszawy. Rozstanie z Uniwersytetem Wrocławskim i bliskimi współpracownikami nie było łatwe. Po okresie pionierskich trudów praca sprawiała mu tam satysfakcję w dziedzinie naukowej, dydaktycznej i organizacyjnej. Nowe obowiązki wymagały od niego znowu pracy od podstaw; podjął ją z głębokim przekonaniem, że uczestniczy w ważnym przedsięwzięciu naukowym.

Okres warszawski zaczął się w życiu prof. Majewskiego w 1952 roku. Profesor był związany etatowo z Katedrą (potem z Instytutem) Archeologii Śródziemnomorskiej UW (kierując seminarium archeologii klasycznej) i z IHKM PAN, gdzie zrzekł się wkrótce stanowiska dyrektora, ale objął kierownictwo nad pracownią przemianowaną na Zakład Archeologii Antycznej. I znowu można podziwiać ogrom zadań, które spełniał, zawsze z właściwym mu poczuciem obowiązku. Nadal był redaktorem naczelnym „Archeologii”, której redakcja została przeniesiona do Warszawy i założycielem ważnych wydawnictw, a między nimi Bibliotheca Antiqua, która pomyślnie rozwiązuje problem drukowania prac naukowych z zakresu kultury materialnej świata grecko-rzymskiego. Lista funkcji naukowo-organizacyjnych, pełnionych przez prof. Majewskiego w Warszawie (raczej niepełna), składa się z osiemnastu pozycji (po wyłączeniu działalności redakcyjnej). Przed erą abstraktów powołał do życia informator o pracach powstających w ZAA IHKM, z krótkimi streszczeniami.

Jedno jest pewne. Nigdy nie zabrakło mu czasu na konsultacje dla młodych archeologów i pracę dydaktyczną. Cieszył się sukcesami uczniów, z satysfakcją dzielił się swoją prawdziwie humanistyczną wiedzą, doświadczeniem i przemyśleniami, które dotyczyły m.in. metod pracy i właściwego warsztatu naukowego. Przez kilka lat dojeżdżał do Poznania i wykładał archeologię studentom Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Rozczytywał się w dziełach historyków kultury, filozofów i socjologów. Cenił różnice poglądów w swoim gronie, pobudzał do dyskusji i wybaczał niezręczność sformułowań swoich najmłodszych słuchaczy, jeżeli wyczuwał, że pod bezradną formą kryje się ciekawa myśl. O sprawach trudnych umiał prof. Majewski mówić i pisać w sposób jasny i zrozumiały. Widać to najwyraźniej w jego pracach z zakresu metod badawczych, ważnych także dla studentów archeologii. Dobrym przykładem jest artykuł pt. Metody ikonologiczne i historyczne w nowszych badaniach historii sztuki antycznej12, w którym łatwo jest śledzić myśl autora wyrażoną precyzyjnie i w sposób uporządkowany, z wyraźną troską o formę wykładu.

Jako jedyny absolwent historii we współczesnym mu pokoleniu archeologów miał prof. Majewski wszelkie dane ku temu, żeby postulować i realizować, najpierw niemal samotnie, później wraz z uczniami i bliskimi współpracownikami, zasady uhistorycznienia archeologii klasycznej, która na jego wniosek otrzymała nazwę śródziemnomorskiej, ponieważ zakres jej badań w Polsce przekroczył granice świata grecko-rzymskiego.

W 1967 roku pisał: „wśród publikacji źródeł archeologicznych grecko-rzymskich tylko nieliczne są wydawane wedle wymogów metodycznych nauk historycznych, a to z kolei jest jedną z przyczyn, że problematyka badawcza z zakresu historii sztuki i kultury materialnej świata grecko-rzymskiego w małym stopniu ujmowana jest historycznie [...]. Szczególnie silnie odczuwa się brak w warsztacie archeologa klasycznego krytycznych wydań zespołów źródeł archeologicznych do konkretnych kwestii”. Autor przeciwstawia im krytyczne edycje autorów greckich i rzymskich, inskrypcji, papirusów i monet13.

Profesor Majewski postulował nie tylko uhistorycznienie archeologii śródziemnomorskiej. Domagał się również od historyków wykorzystania źródeł archeologicznych, a ich niedocenianie ostro wytykał w wielu recenzjach. Na VIII Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich w Krakowie w 1960 roku mówił z zadowoleniem o wzmożeniu „zainteresowania ze strony historyków źródłami archeologicznymi, włączenie ich do własnego warsztatu badawczego jako pełnowartościowych źródeł historycznych, wyciąganie z nich wniosków do różnych dziedzin procesu historycznego (a nie tylko do historii sztuki i historii kultury materialnej) [...] Zatem należy udostępnić historykom starożytnym źródła archeologiczne w sposób odpowiadający ich wymogom źródłoznawczym (selekcja, chronologia, sposób publikacji), a wówczas będą je spożytkowywać w swoim warsztacie naukowym”14.

Profesor Majewski dbał o to, żeby nie poszły w zapomnienie osiągnięcia zasłużonych dla nauki ludzi, którzy odeszli przed laty. Upominał się o zbliżenie polskiemu czytelnikowi tak interesujących indywidualności jak Zygmunt Mineyko i Józef Nowalski. Zorganizował posiedzenie w 30. rocznicę śmierci Piotra Bieńkowskiego i zamieścił w „Archeologii” odczyty o twórczości tego wybitnego „ojca archeologii klasycznej” w naszym kraju. Z wielką aprobatą wyrażał się o jego twórczości, podkreślając „historyczne spojrzenie” autora i oryginalny wkład do badań nad sztuką antyczną. Pisząc o „Historii kształtów biustu starożytnego”, domagał się prof. Majewski ponownego wydania tej pracy po polsku dla młodych adeptów archeologii klasycznej. „Niech się na niej uczą metody naukowej, niech na jej przykładzie poznają najlepsze prace polskie z zakresu historii sztuki starożytnej”15.

Wysoko cenił prof. Majewski wiedzę i myśli teoretyczne Stefana Czarnowskiego (zm. w 1937 roku). „Stefan Czarnowski, jako socjolog i historyk kultury, mimo iż sam w badaniach swych zajmował się raczej kulturą duchową, dobrze rozumiał i wysoko cenił pod względem badawczym kulturę materialną – pisał w 1947 roku – i na ten właśnie moment zwracam szczególną uwagę, gdyż uważam, że nasze wykształcenie humanistyczne posiada poważne braki w trzech, bardzo sobie zresztą pokrewnych, dziedzinach – socjologii, historii gospodarczo-społecznej i historii kultury materialnej”.

Dzięki staraniom prof. Majewskiego został opublikowany wybór prac Stefana Przeworskiego i Stanisława Gąsiorowskiego. We wstępie do Opera selecta Stefana Przeworskiego pisał Majewski z wielkim uznaniem o jego fundamentalnym dziele, opublikowanym w Lejdzie w 1939 roku w języku niemieckim, a mało znanym w kraju, na temat metalurgii Anatolii w okresie 1500–700 r. p.n.e. Zawarte w nim hipotezy i sądy autora, twórcze i oryginalne „inspirują i będą inspirować archeologów Azji Przedniej i basenu wschodniośródziemnomorskiego oraz badaczy historii metalurgii”16.

We wspomnieniach o prof. Gąsiorowskim w 1962 roku nazwał go jednym z pierwszych archeologów klasycznych, który zwrócił uwagę na całkowite zaniedbanie studiów nad wytworami kultury materialnej świata staroży tnego „przy równoczesnym olbrzymim rozmachu badawczym nad sztuką starożytną”17. Do Pism wybranych Gąsiorowskiego (Wrocław-Warszawa-Kraków 1969) weszły m.in. dwie prace wcześniej niedrukowane. W słowie od redaktora podkreślił prof. Majewski najważniejsze cechy twórczości naukowej długoletniego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, który posiadał „bardzo rozległą i gruntowną wiedzę i szerokie horyzonty badawcze. Na rozwój kultury materialnej umiał patrzeć oczyma historyka i socjologa, a także historyka sztuki starożytnej [...] Gąsiorowski był pionierem ergologii, dał rzetelne podstawy teoretyczne dla badań nad historią starożytnej kultury materialnej”.

Czytając wypowiedzi prof. Majewskiego na temat wybitnych uczonych, rozumiemy, jak pojmował on ideał człowieka nauki. Oczekiwał od niego rozległych horyzontów badawczych, dociekliwości poznawczej, nieskrępowanej żadnymi uznanymi autorytetami, bezinteresowności i śmiałości koncepcji. Najlepszymi nauczycielami akademickimi są w jego oczach ci, którzy „obok pracy badawczej pragną przez nauczanie mieć bliski kontakt z młodzieżą uniwersytecką”.

Profesor Majewski miał wybitnie indywidualny system nauczania. Był nauczycielem, który, stając naprzeciw studentów, zapominał o wszystkim, co nie dotyczyło tematu wykładu albo seminarium. Swój wykład monograficzny poświęcał co roku innemu zagadnieniu. Były to przeważnie sprawy, nad którymi właśnie pracował. Odsłaniał przed młodymi słuchaczami sekrety warsztatu naukowego, poszukiwania i wątpliwości, różnice poglądów na dany temat i fakty udowodnione. Wierzył w siłę oddziaływania kultury grecko-rzymskiej na studentów: „trzeba ich wychować w duchu humanistycznym, trzeba wskazywać na treści humanistyczne, jakie tkwią w mitach i w literaturze, w poezji, rzeźbie, malarstwie i w naukach ścisłych Greków i Rzymian. Trzeba wskazywać na to, co w tych bogatych dziedzinach twórczości klasycznej jest żywego i trwałego, co sprawia, że mamy świadomość więzi między starożytnością grecko-rzymską a naszym światem, że odczuwamy naszą przynależność do klasycznej cywilizacji grecko-rzymskiej, a w jej obrębie – do kultury łacińskiej” (1975).

Stworzył swoim uczniom warunki do uczestniczenia w pracach wykopaliskowych w Olbii, gdyż tylko na terenie nadczarnomorskich kolonii greckich w południowej części Związku Radzieckiego można było w latach 50. wejść w bezpośredni kontakt z zabytkami kultury greckiej – poza granicami Grecji. Pierwsze plany tego rodzaju zaczął snuć znacznie wcześniej18, zbliżył się do ich realizacji po powrocie z podróży służbowej do ZSRR z grupą intelektualistów polskich w latach 50. Ten kierunek prac okazał się owocny dla Katedry Archeologii Śródziemnomorskiej UW.

Zainteresowanie prof. Majewskiego osadnictwem i kulturą miast założonych przez Greków na północnym wybrzeżu nadczarnomorskim znalazło kontynuatorów wśród jego uczniów, podobnie jak inne tematy wprowadzone przez niego do naszej literatury naukowej lub pogłębione dzięki jego badaniom. Studia nad peryferiami świata klasycznego oraz badanie wzajemnych wpływów i zależności należą – zdaniem profesora – do tego nurtu, który obok zainteresowania dla życia codziennego Greków i Rzymian rozszerzył w latach powojennych pojęcie archeologii klasycznej. Dał temu wyraz w swojej wypowiedzi na temat studiów i badań nad światem klasycznym w 1975 roku.

W 1960 roku wprowadził prof. Majewski swoich uczniów i bliskich współpracowników w problemy archeologii rzymskiego limesu. Zaczęło się od umowy polsko-bułgarskiej w sprawie współpracy archeologów dwóch narodów. Przedstawiciele Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Witold Hensel i prof. Kazimierz Majewski, zostali oprowadzeni przez kolegów bułgarskich po kraju, obfitującym w relikty kultury greckiej (zachodnie wybrzeże nadczarnomorskie) i rzymskiej; otrzymali bowiem swobodę wyboru obiektu przyszłych badań. Wybór padł na Novae nad Dunajem, które stało się odtąd terenem wspólnych prac wykopaliskowych polsko-bułgarskich. Profesor Hensel, po stwierdzeniu zbyt skąpych śladów osadnictwa słowiańskiego, skierował się po pierwszym sezonie na inne stanowisko. Prace w Novae, nadal kontynuowane, dały oprócz satysfakcji naukowej, okazję do kształcenia młodych archeologów (także studentów) w pracach wykopaliskowych, obudziły zainteresowanie dla archeologii rzymskich prowincji naddunajskich i pozwoliły wychować specjalistów w tej dziedzinie. A w seminarium dla doktorantów zaczęły powstawać pod kierunkiem prof. Majewskiego dysertacje oparte na wynikach studiów nad przeszłością Novae.

Profesor Majewski był do ostatnich lat życia kierownikiem ekspedycji i redaktorem sprawozdań ogłaszanych drukiem po każdej kampanii oraz autorem komunikatów w piśmiennictwie polskim i obcym. Dobry organizator i troskliwy zwierzchnik zadziwiał młodzieńczym entuzjazmem i odpornością na zmęczenie w terenie. Jego dzień pracy w Novae trwał najdłużej. Wgłębiał się coraz bardziej w rzymską przeszłość Bułgarii, a wynikiem tych studiów jest książka opublikowana w 1969 roku pt. Kultura rzymska w Bułgarii. Warto wspomnieć, że tą monografią polski uczony wyprzedził bułgarskich archeologów. Przykuła też jego uwagę sztuka tracka i problemy wyróżnienia w jej wytworach tego, co rodzime, od tego, co obce, przyniesione z zewnątrz. Jego artykuły na ten temat miały poprzedzić książkę o sztuce trackiej, książkę, która pozostała w sferze planów niezrealizowanych.

Jedną z cech osobowości profesora, którą bardzo cenili ludzie blisko z nim współpracujący, była gotowość do dyskusji na każdy temat. Wiedział, że jego autorytet na tym nie ucierpi, jeżeli wycofa się z jakiegoś poglądu, skorygowanego przez nowe badania lub własne przemyślenia czy też argumenty innych osób. Charakterystycznym przykładem stałych poszukiwań prof. Majewskiego był cykl jego artykułów na temat zakresu badań historyka kultury materialnej, ogłaszanych drukiem w Warszawie od 1953 roku.

W dwadzieścia lat później, we wstępie do artykułu o antycznych realiach sakralnych, zwrócił uwagę na to, że liczne ilustracje w różnych zarysach i podręcznikach historii przeważnie „nie są przez autorów spożytkowane do wnioskowania historycznego”. Dotyczy to w dużej mierze zabytków kultury materialnej. I tutaj podaje w dużym skrócie jej definicję wypracowaną w ostatnich latach: „jest ona przede wszystkim historią artefaktów związanych z żywieniem, odzieżą, mieszkaniem, urządzeniami zdrowotnymi, wypoczynkowymi, rozrywkowymi itd. Pozostałe artefakty historycy kultury materialnej w zasadzie badają źródłoznawczo, [...] a opracowują historycy techniki, historycy gospodarczo-społeczni, historycy wojskowości, sportu, sztuki, muzyki, religii”19. Ostatecznie pozostał przy pojęciu historii rzeczy i postanowił napisać rozprawę pt. Rozważania o rzeczach antycznych użytkowych i pięknych.

W twórczości naukowej prof. Majewskiego nigdy nie zabrakło problematyki egejskiej. W Państwowym Wydawnictwie Naukowym wydał w Warszawie książkę pt. Kreta – Hellada – Cyklady. U kolebki cywilizacji europejskiej (1963), ukazując w zwartym wykładzie najistotniejsze cechy kultury, rozwijającej się w III i II tysiącleciu p.n.e., oraz własny stosunek do niektórych jej problemów. Książka od chwili jej opublikowania zaczęła spełniać rolę podręcznika akademickiego. Powrócił do plastyki cykladzkiej, żeby uwzględnić zabytki z ostatnich dziesięcioleci i ustosunkować się do nowych prądów w tej dziedzinie kultury egejskiej. W kilku artykułach zawarł nowe interpretacje dobrze znanych zabytków minojsko-mykenskich, np. trójdzielnej fasady kultowej (Studi e Materiali di Storia delle Religioni, Roma 1960).

Jest rzeczą niewątpliwą, że wyodrębnienie kilku głównych kierunków badań prof. Majewskiego nie może dać pełnego obrazu jego zainteresowań. Bibliografia jego prac liczy około 500 pozycji (po wyłączeniu komunikatów i krótkich notatek).

Konsekwentnie unikał ludzi z zewnątrz, którzy bez skutku próbowali przeprowadzać z nim wywiady. Obserwował bowiem beztroskę niektórych przedstawicieli prasy, którzy takie wywiady relacjonowali, odbiegając od ich pierwotnej formy i treści. Starannie też selekcjonował zaproszenia na kongresy, unikając zbyt tłumnych zgromadzeń.

Był laureatem wysokich odznaczeń państwowych. Z okazji 70-lecia urodzin i 40-lecia pracy naukowej otrzymał prof. Majewski książkę jubileuszową złożoną z 35 artykułów przyjaciół, kolegów i uczniów. W pięć lat później w rektoracie UW odbyło się uroczyste spotkanie z władzami uczelni, kolegami, współpracownikami i przedstawicielami młodzieży.

O tym, jak głęboko był związany z Uniwersytetem Warszawskim i pracą ze studentami może świadczyć fakt, że kiedy należało wybierać między etatem nauczyciela akademickiego a pracą w Polskiej Akademii Nauk, wybrał Uniwersytet Warszawski. I pozostał mu wierny do ostatnich tygodni swego życia, zamykając rok akademicki 1980/1981 egzaminem z prowadzonego systematycznie wykładu z metodologii archeologii.

Wielokierunkowa działalność prof. Majewskiego, członka rzeczywistego Polskiej Akademii Nauk, wniosła do humanistyki polskiej wartości nowe i twórcze, o dużej sile oddziaływania. Niektórym uczniom profesora dane jest nawiązanie do jego pracy pedagogicznej. Nie tylko ludzie, którzy wyszli ze szkoły Kazimierza Majewskiego, czerpią teraz ze skarbnicy myśli, które nie straciły ważności, starają się wzbogacać i rozwijać wkład profesora do wiedzy o kulturze świata grecko-rzymskiego. Niekiedy realizują zasugerowany przez niego kierunek badań, których potrzebę uznawał, lecz których nie mógł lub nie chciał podejmować. A kiedy własne zainteresowania oddalają uczniów prof. Majewskiego od tematyki mistrza, pozostają niejednokrotnie jego dłużnikami w dziedzinie teorii badań.

Przypominają się słowa polskiego socjologa: Człowiek ma sens tylko w związku z innymi ludźmi i jego wartość możemy mierzyć tylko wpływem, jaki wywiera.

Wybrana literatura

 

Press L. i in., Kazimierz Majewski (25 III 1903 – 27 VII 1981). Życie i dzieło,  „Archeologia” 1982 (1985), R. 33, s. 9–45.

Bibliografia prac K. Majewskiego, „Archeologia Polona” 1973, R. 14, s. 15–52 (uzupełnienie w: „Archeologia” 1982 (1985), R. 33, s. 40–42).

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991, s. 166–183.

1„Eos” 1936, R. 37, s. 225 n.

2„Eos” 1930/1931, R. 33, s. 571 n.

3„Archeologia” 1949, R. 3.

4„Kultura i społeczeństwo” 1969, R. 13, s. 93.

5Conrad żywy, praca zbiorowa, Londyn 1957, s. 8.

6„Archeologia” 1947, R. 1, s. 298.

7„Archeologia” 1948, R. 2, s. 255–277.

8„Archeologia” 1947, R. 1, s. 203 n.

9Pierwsza Sesja Archeologiczna Instytutu Historii Kultury Materialnej, Warszawa 1957, s. 190.

10„Archeologia” 1952/1953, R. 5, s. 35 n.

11„Kultura i społeczeństwo” 1975, t. XIX, s. 27.

12„Archeologia” 1978 [1979], R. 29, s. 108 n.

13„Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 1967, R. 15, s. 693 n.

14VIII Powszechny Zjazd Historyków Polskich. Historia Starożytna, Warszawa 1960, s. 33 n.

15Piotr Bieńkowski w pięćdziesiątą rocznicę śmierci, „Archeologia” 1976/1977, R. 27, s. 172.

16S. Przeworski, Opera selecta, 1967, s. 8.

17„Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 1963, R. 11, s. 499.

18„Archeologia” 1949 [1952], R. 3, s. 263.

19„Archeologia” 1973 [1974], R. 24, s. 147.

Marian Małowist

Urodzony 19 XII 1909 w Łodzi. Studia historyczne na UW (1927–1931), doktorat (1934). Nauczyciel szkół średnich (1934–1939). Podczas II wojny światowej w getcie warszawskim, nauczyciel na tajnych kompletach. Po ucieczce z getta udział w tajnym nauczaniu na Podlasiu. Habilitacja na UW (1946), pracownik Instytutu Historycznego UW (1947–1979), profesor (1952). Kierownik Zakładu Historii Gospodarczej, a następnie Historii Średniowiecznej.

Historyk, badacz dziejów gospodarczych, zwłaszcza Europy u schyłku średniowiecza i na początku nowożytności.
Członek TNW (1951). Współzałożyciel Towarzystwa Kursów Naukowych (1978).
Zmarł 30 VIII 1988 w Warszawie.

Kaffa – kolonia genueńska na Krymie i problem wschodni w latach 1453–1475, Warszawa 1947; Rzemiosło polskie epoki Odrodzenia, Warszawa 1953; Wielkie państwa Sudanu Zachodniego w późnym średniowieczu, Warszawa 1964; Ekspansja portugalska w Afryce a ekonomika Europy na przełomie XV i XVI wieku, Warszawa 1968; Europa a Afryka Zachodnia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej, Warszawa 1969; Wschód a Zachód Europy w XIII-XVI wieku: konfrontacja struktur społeczno-gospodarczych, Warszawa 1973; Tamerlan i jego czasy, Warszawa 1985.

A. Manikowski, Marian Małowist (1909–1988), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1988, nr 51, s. 22–26.

HENRYK SAMSONOWICZ

MARIAN MAŁOWIST

1909–1988

 

Należał do najwybitniejszych historyków polskich XX wieku. Urodzony w Łodzi, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Po przebytej chorobie Heinego-Medina przez całe swe życie cierpiał na kalectwo, pogłębione tragicznym wypadkiem samochodowym w 1944 roku. Od dziecka cechowało go zainteresowanie historią, od młodości był uczulony na niesprawiedliwość społeczną. Już w szkole średniej wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, co spowodowało zatrzymanie go w trakcie składania matury na parę dni w areszcie. Nie przeszkodziło mu to w uzyskaniu w 1927 roku świadectwa dojrzałości i podjęciu studiów wyższych na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Odszedł wówczas od doktryn komunistycznych, ale pozostał do końca życia wierny lewicowym poglądom, dając im wyraz jako uniwersytecki pedagog, nie ulegając przy tym, nawet w najgorszych latach stalinowskich, obowiązującym wówczas oficjalnym wykładniom historii. Na początku lat 50. odważał się publicznie bronić swych tez dotyczących znaczenia kontaktów międzynarodowych w kształtowaniu stosunków dawnej Rzeczypospolitej i wraz ze swoimi kolegami i przyjaciółmi z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego interweniować u najwyższych władz państwowych, protestując przeciwko indoktrynacji i restrykcjom prowadzonym przez partyjnych działaczy. Później, już w latach 70., mimo coraz słabszego zdrowia, angażował się we współpracę z nielegalnym, ale jawnie działającym Towarzystwem Kursów Naukowych, udzielając także wsparcia swym uczniom działającym w opozycji.

Sylwetka naukowa Małowista była kształtowana przede wszystkim przez dwóch uczonych: Marcelego Handelsmana, promotora jego rozprawy magisterskiej, i Stefana Czarnowskiego. Obaj ci profesorowie prowadzili zajęcia, których treści dotyczyły bardzo szerokiej tematyki nauk humanistycznych: historii powszechnej obejmującej dzieje Europy w czasach Merowingów po czasy XIX wieku oraz zagadnień dotyczących problematyki kultury i zagadnień powiązanych z tematyką socjologii historycznej.

W 1931 roku Małowist uzyskał dyplom magistra filozofii w zakresie historii na podstawie pracy o stosunkach handlowych między Flandrią i miastami strefy nadbałtyckiej w XIII-XIV wieku. O jej wartości świadczy to, że w tym samym roku została przyjęta do renomowanego czasopisma „Revue Belge de Philologie et d’Histoire”.

Dzięki pomocy rodziny udało się Małowistowi wyjechać do Sztokholmu, gdzie w szwedzkich archiwach zebrał materiały do rozprawy doktorskiej pisanej pod kierunkiem Handelsmana, poświęconej dziejom handlu sztokholmskiego na tle szwedzkiej polityki zagranicznej w latach 1470–1503. Pracę obronił w 1934 roku, uzyskując stopień doktora. W następnych latach aż do wybuchu II wojny światowej był nauczycielem gimnazjalnym, nie tracił jednak kontaktów ze środowiskiem akademickim. W 1938 roku wziął udział w międzynarodowej konferencji w Rydze. Nawiązane tam kontakty zaowocowały uzyskaniem paromiesięcznego stypendium we Włoszech, gdzie zebrał podstawowe źródła do monografii o koloniach genueńskich nad Morzem Czarnym w XV wieku. Już wówczas imponował biegłą znajomością wielu języków obcych.

W czasie wojny został umieszczony w getcie warszawskim, gdzie stracił swoją pierwszą żonę i sam z ledwością uratował życie. Korzystając z pomocy swych kolegów – historyków – Stanisława Herbsta, Witolda Kuli, Heleny Brodowskiej i koleżanki ze szkoły – E. Czeczotowej, udało mu się wydostać z getta i ukryć we wsi Jabłoń koło Radzynia Podlaskiego. Rozpoczął tam pracę nauczycielską w tajnych kompletach i podjął się nasłuchów obcojęzycznych dla Batalionów Chłopskich. Ukrywał się na tej wsi pod nazwiskiem Józefa Mila aż do końca wojny, podejmując w jej ostatnich miesiącach pracę w nasłuchu Polskiego Radia. W 1945 roku, po wypadku samochodowym przeniósł się do Warszawy. Tutaj odzyskał, oddany do przechowania na czas wojny u Tadeusza Manteuffla, jedyny ocalały egzemplarz pracy o Kaffie, kolonii genueńskiej na Krymie, która stała się podstawą jego habilitacji uzyskanej w 1946 roku z historii gospodarczej średniowiecza.

W 1948 roku podjął pracę w Instytucie Historycznym Uniwesytetu Warszawskiego, któremu pozostał wierny do końca życia. W 1949 roku został mianowany docentem, w 1952 roku profesorem nadzwyczajnym, w 1955 roku doktorem nauk historycznych (czyli podówczas stopniem równorzędnym z tytułem profesora zwyczajnego), za monografię Studia z dziejów rzemiosła w okresie kryzysu feudalizmu w Zachodniej Europie. Do czasu przejścia na emeryturę w 1979 roku był kierownikiem Zakładu Historii Gospodarczej, a następnie Historii Średniowiecznej. Kontynuował prace badawcze dotyczące dziejów nie tylko Polski i Europy, lecz także Afryki, Azji, zjawisk ogólnodziejowych: niewolnictwa, wypraw odkrywczych, ekspansji Mongołów. Jego studia publikowano w czasopismach wielu krajów, m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Czechosłowacji, we Włoszech, w ZSRR, Belgii, w USA, a nawet w Japonii. Przyniosły mu opinię międzynarodowego autorytetu w dziedzinie powszechnej historii gospodarczej. Stał się też, co nie było udziałem zbyt wielu polskich historyków, twórcą „szkoły historycznej”, uznawanej w środowiskach międzynarodowych. Jego spostrzeżenia i pomysły badawcze były wprowadzane do nauki światowej i cytowane w licznych publikacjach. Jeden z twórców konstruujących model gospodarki światowej w czasach przednowożytnych – amerykański uczony Immanuel Wallerstein – stwierdził, że najwięcej skorzystał w swych pracach z dorobku i koncepcji dwóch uczonych: Francuza Fernanda Braudela i Polaka Mariana Małowista. W pracach tego ostatniego zostały bowiem ukazane zależności między poszczególnymi kręgami gospodarczymi świata wzajemnie na siebie oddziaływującymi pod koniec wieków średnich. Małowist wyróżniał przede wszystkim dwa podstawowe kręgi Europy, odmienne demograficznie, ustrojowo, także kulturalnie, podzielone osią południkową biegnącą – w dużym uproszczeniu – wzdłuż Łaby. Upraszczając, trzeba przede wszystkim podkreślić, że jako jeden z pierwszych badaczy przeszłości zwracał uwagę na znaczenie dla rozwoju gospodarczego świata nowych form produkcji przemysłowej na zachodzie Europy m.in. nakładu, manufaktury rozproszonej – uzależnionych, przynajmniej częściowo, od dostarczanych surowców ze Wschodu. Pokazywał, jak dalece powstający od początków XV wieku rynek zbytu na wyroby „nowego sukiennictwa” (draperie nouvelle), na produkty luksusowe (sukna, odzież, broń, wina, korzenie, cukier) stanowił bodziec do wytwórczości przemysłowej w rozwiniętych gospodarczo krajach Europy – Niderlandach (początkowo Flandrii, później głównie Holandii), środkowych i zachodnich Niemczech, Anglii. Jednocześnie zaś wschodnie ziemie kontynentu – Polski, Litwy, Czech, Węgier, Rosji, państw skandynawskich – wpływały na rozwój produkcji na zachodzie i korzystały z korzystnego bilansu handlowego. W zamian za różnorodne surowce – drewno budowlane, rudy metali, futra oraz żywność, zboże, bydło, ryby – na wschód zaczął płynąć strumień pieniędzy. Zarobione w ten sposób pieniądze były przeznaczane przede wszystkim na konsumpcję stosunkowo licznej warstwy społecznej, nie tylko magnaterii, lecz także szczególnie licznej w rozległych państwach jagiellońskich uprzywilejowanej szlachty. Inwestycje przemysłowe nie cieszyły się tam, z niewielkimi wyjątkami, powodzeniem i znaczna część środków pieniężnych przychodzących z Zachodu wypływała na Południe do przedsiębiorców włoskich, greckich i w coraz większym stopniu – tureckich. Na ziemiach wschodniej Europy Małowist dostrzegał i opisywał w swych pracach różne strefy gospodarcze. Pierwsza z nich obejmowała obszary nadbałtyckie, w skład których wchodziły ziemie późniejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów i księstwa leżące na wchodzie Rzeszy. Do tej strefy bałtyckiej zaliczał Skandynawię, jako obszar eksportujący surowce mineralne (szwedzkie żelazo, duńskie ryby, norweskie drewno), dobrze przy tym dostrzegając odmienne cechy gospodarki w krajach na Północy i na Południu. Druga strefa leżała według Małowista na ziemiach Rosji i krajów sąsiednich. Dostarczała ona na Zachód przede wszystkim futra. Trzecia obejmowała tereny dzisiejszej Ukrainy, pobrzeża czarnomorskie i Zakaukazie, eksportowała na Zachód wielkie stada bydła oraz produkty wschodnie dostarczane z ziem tureckich i mongolskich. Czwarta strefa – rejony podkarpackie, które dostarczały przynajmniej od XIII wieku na potrzeby Zachodu drogocenne metale kolorowe – złoto, srebro, miedź i ołów. Wreszcie ostatnia strefa, bałkańska, powiązana początkowo przez Włochów, później przez kupców tureckich z azjatyckim Bliskim Wschodem, dostarczała drogocenne tkaniny, broń, korzenie, wina.

Ze wszystkich tych stref leżących w Europie Środkowej i Wschodniej były eksportowane towary niezbędne dla przemysłu stoczniowego w Holandii i krajach leżących dalej na Zachodzie (m.in. dla Portugalii i Hiszpanii). Były to towary bardzo potrzebne w czasach narastającej koniunktury na budowę flotylli ruszających nowymi szlakami oceanicznymi. Nie zagłębiając się już w dokładniejsze opisy wielkiego handlu, dodać należy, że Małowist ukazywał początki wzajemnych współzależności gospodarek prowadzące do pierwszego etapu powstawania rynku światowego. Ponadto skutki tych zmian prowadziły do znaczących odmienności rozwoju społecznego. Wśród nich widział Małowist genezę m.in. zjawiska zwanego wtórnym poddaństwem, skutkującym przywiązaniem ludności chłopskiej do ziemi i rozwojem przymusowej pracy pańszczyźnianej. Wpływał na ten stan rzeczy wzrost znaczenia posiadaczy ziemskich (szlachty) na Wschodzie, idący w parze z osłabianiem miast i marginalizowaniem pozycji mieszczaństwa.

Na początku lat 60. Małowist podjął badania nad powstawaniem gospodarki świata nowożytnego w dobie wielkich wypraw odkrywczych. Jego zdaniem kryzys dochodów szlachty portugalskiej zmusił tę warstwę do poszukiwania korzyści na nowych obszarach i w innych formach działania. Efektem tego była ekspansja kolonialna. Poczynając od początków XV wieku, zostały podjęte wielkie wyprawy organizowane głównie przez szlachtę, a inspirowane przez władze państwowe, mające na celu poszukiwanie nowych źródeł dochodu. Skierowane były przede wszystkim na kontynent afrykański i zapoczątkowały pierwszy etap kolonializmu europejskiego. Niewątpliwą zasługą uczonego było ukazanie tego procesu dziejowego i jego skutków nie tylko dla Europy, lecz także dla krajów afrykańskich, przede wszystkim zachodnich wybrzeży tego kontynentu. Monografie Małowista – poświęcone stosunkom w Sudanie Zachodnim w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej i jej skutkom, zarówno dla konkwistadorów portugalskich, jak i dla mieszkańców Afryki – stały się punktem wyjścia dla wielu badaczy zajmujących się powstawaniem gospodarki globalnej. Zostały one nieco później już przez jego uczniów poszerzone o powiązania Europy z całym afrykańskim kontynentem, z Ameryką Łacińską oraz z Indiami. Wraz z pogłębianiem badań nad dziejami ekspansji Europy i jej kontaktami z innymi kontynentami sam Małowist zwrócił uwagę na problemy historii Azji. Zafrapowały go dzieje Mongołów, co zaowocowało badaniami ich struktur społecznych i ich roli w euroazjatyckim świecie. Studia nad „wzrostem i upadkiem Imperium Mongolskiego”, czy nad charakterem władzy Tamerlana skłoniły go do zajęcia się (wraz z żoną, Izą Bieżuńską-Małowist, profesorem historii starożytnej) jednym z „wielkich problemów dziejów człowieka”, czyli znaczeniem i historią niewolnictwa w dziejach powstającej gospodarki ogólnoświatowej.

Wyliczenie tylko ważniejszych prac (zestawionych częściowo do 1974 roku w jego księdze pamiątkowej) z ponad 500 publikacji Małowista, wśród których kilkadziesiąt ukazało się poza Polską, zajęłoby zbyt wiele miejsca. Warto jednak pokusić się o określenie, przynajmniej wstępne, cech charakteryzujących jego warsztat naukowy. Jak się wydaje, można je ująć w pięć następujących reguł. Pierwsza dotyczyłaby możliwości poznania historycznego. Małowist przyjmował istnienie prawdy obiektywnej o przeszłości, do której historyk powinien się zbliżać. Zdecydowanie odrzucał wszelkie próby instrumentalnego traktowania historii, wykorzystywania jej do bieżących potrzeb politycznych. Miał nawet z tego powodu kłopoty, kiedy odrzucał obowiązujące w latach 40. i 50. tezy o decydującym znaczeniu rynku wewnętrznego dla rozwoju gospodarczego krajów i opowiadał się za wpływem przemian zachodzących w Europie na powstanie i rozwój folwarku pańszczyźnianego. Niejako dla równowagi, w latach późniejszych, wbrew wielu polemistom i zwolennikom opowiadających się za postmodernizmem czy innymi współczesnymi prądami naukowymi, zawsze reprezentował stanowisko głoszące istnienie twardych faktów leżących w sferze historii gospodarczej.

Druga reguła stosowana przez Małowista dotyczyła krytycznego, zawsze nieufnego podejścia do źródła. Gdyby doszukiwać się jakichś analogii w teoriach poznania, można by znaleźć je w głoszonej niegdyś przez Plechanowa „teorii hieroglifów”. Dla Małowista każdy ślad pozostawiany przez człowieka był nieocenionym źródłem do poznania przeszłości, który jednak nie przekazuje wiedzy o niej wiernie i dokładnie. Trzeba bowiem znaleźć właściwy klucz do tłumaczenia przekazu i jego przełożenia na język współczesny. Dopiero właściwe zrozumienie zawartych w nim treści daje gwarancję prawidłowego wyjaśniania zjawisk i procesów zachodzących w przeszłości. Na swój sposób Małowist wprowadzał tym swoim podejściem elementy późniejszego postmodernizmu. Wielkie znaczenie przywiązywał do trzeciej reguły w swoim postępowaniu badawczym. Szanował swych poprzedników, ale nie uznawał niepodważalnych autorytetów. Nakazywał, by zawsze weryfikować przekazane opinie i oceny wydarzeń. Warto wspomnieć, że proponując swym uczniom podjęcie jakichkolwiek tematów, polecał rozpoczynanie ich pracy od lektury wskazanych przez niego źródeł, by mogli sobie wyrobić własny pogląd – oczywiście później niejednokrotnie zmieniany – na badane zagadnienie. Przestrzegał jednocześnie przed ufaniem w dosłowne przekazy, przede wszystkim dostarczane przez źródła normatywne. Zawsze podkreślał, że wyrażały one bardziej programy działania ustawodawcy niż istniejący stan rzeczy, że w większym stopniu przedstawiały stosunki postulowane niż rzeczywiste.

Kolejną regułą w jego postępowaniu badawczym, w czym zbliżał się do wysoko cenionej przez siebie francuskiej szkoły Annales, było badanie przeszłych wydarzeń, szczególnie w dziejach gospodarczych, w możliwie szerokiej perspektywie przestrzennej. Realizując postulat „historii integralnej”, starał się ukazać badane zagadnienia w związku z procesami zachodzącymi niezależnie od istniejących granic politycznych czy podziałów ideologicznych. Dla Małowista przeszłość przypominała określenie stosowane wobec republiki francuskiej – miała być „jedna i niepodzielna”. Pisząc o dziejach Polski, ukazywał je możliwie jak najściślej z procesami i wydarzeniami dziejącymi się poza jej granicami. Znowu by odwołać się do zdania jednego z twórców szkoły paryskiej, Fernanda Braudela: „przez pryzmat ziarnka ryżu widzieć cały świat”. Dzieje Polski, w jego oglądzie grające rolę owego ziarnka ryżu, były widziane przez niego w kontekście dziejów całej środkowej Europy, które z kolei były umieszczane na tle wydarzeń zachodzących na innych kontynentach świata. Podejmując badania nad historią Polski, opisywał jej znaczenie w kontaktach z innymi państwami, na pograniczu obszarów rozwiniętych i zacofanych, przedstawiał jej rolę odgrywaną w czasie kryzysu gospodarczego Zachodu, by następnie przejść do zagadnień jeszcze szerszych, czyli podjęcia prób rozwoju gospodarki kontynentalnej przez ekspansję zamorską i jej skutków także dla naszego kraju. Takie widzenie przeszłości stało się jedną z podstaw modnych ostatnio badań nad „centrum i peryferiami”.

Kolejna cecha twórczości Małowista podlegała na ukazywaniu współzależności różnych dziedzin życia ludzkiego. Na pewno na pierwszym miejscu stawiał gospodarkę, w której widział główną siłę sprawczą zachodzących wydarzeń. W zachodzących w niej procesach widział klucz do poznania i zrozumienia różnych aspektów przeszłości. Dawał temu wyraz, pisząc o górnictwie, handlu, rzemiośle (badania zespołowe, które przyniosły serię monografii poświęconych różnym jego dziedzinom), badał dzieje handlu, stosunków monetarnych. Podejmował i inspirował studia nad dziejami miast, jako głównych ośrodków kształtujących przemiany życia, przyspieszających rozwój cywilizacji. Podejmowany przez niego szeroki zakres tematyczny pozwalał mu także na uwzględnianie innych, współzależnych z gospodarką dziedzin życia, m.in. zmieniających się struktur społecznych, dziejów politycznych, szeroko widzianych problemów kultury. Tematy, którymi się zajmował, umożliwiały mu poznawanie faz rozwojowych nie tylko Polski, krajów sąsiednich i Europy, lecz także rozległych obszarów, na których miały pojawić się podstawy współczesnej gospodarki i podziały do dziś widoczne na mapie świata.

Obraz działalności Małowista byłby niepełny, gdyby pominąć odgrywaną rolę, zgodnie z najlepszą tradycją uniwersytecką, mistrza gromadzącego wokół siebie liczne grono uczniów. Potrafił rozstrzygać skomplikowane kwestie i, przede wszystkim, stawiać pytania, które przed słuchaczami otwierały nowe, coraz ciekawsze perspektywy poznawcze. Pobudzał aktywność intelektualną, ucząc jak należy prowadzić dyskusję naukową, formułować stawianie śmiałych hipotez wspartych rzetelnym materiałem źródłowym. W trakcie dyskusji z Małowistem rodziły się nowe pomysły i nowe propozycje badawcze, dotyczące poznawania zjawisk dziejących się w różnych czasach i w szerokiej panoramie przestrzennej. Wnioski i przemyślenia uzyskane podczas prowadzonej z nim dyskusji owocowały podejmowaniem przez niego i jego uczniów bardzo różnorodnej tematyki dotyczącej dziejów wielu zjawisk na wielu kontynentach. Do jego uczniów należy grono uczonych, często także już o międzynarodowej sławie, działających w różnych placówkach badawczych. Można wymienić wśród nich m.in. Antoniego Mączaka, Benedykta Zientarę, Marię Bogucką, Bronisława Geremka, Andrzeja Wyrobisza, Michała Tymowskiego, Jana Kieniewicza, Marcina Kulę, Mariana Dygo, Rafała Karpińskiego, Bronisława Nowaka, Danutę Molendę, Andrzeja Dziubińskiego, Barbarę Stępniewską-Holzer, Annę Dunin-Wąsowiczową, Igora Kąkolewskiego, Jacka Adamczyka, a także autora tego eseju. Wśród słuchaczy – i dyskutantów – na jego seminarium częstymi uczestnikami byli także mile widziani goście Stanisław Trawkowski, Tadeusz Lalik, którzy brali aktywny udział w dyskusjach. Ich wielokierunkowa twórczość naukowa, szerokość podejmowanej tematyki, pozwala na utrzymanie poglądu o stworzeniu przez Małowista na Uniwersytecie liczącej się szkoły historycznej.

Wśród prawie 100 prac, należy wymienić przynajmniej te, które wpłynęły na dalsze kierunki badań prowadzonych nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. Do dziś klasyczną, szeroko cytowaną pracą jest jego magisterska dysertacja Les relations economique entre la Flandre, la Pologne et les pays limitrophes du XIIIe au Revue Belge de Philologie et d’Histoire (1931). Inne ważne prace to: Handel zagraniczny Sztokholmu i polityka zewnętrzna Szwecji w latach 1470–1503 (Warszawa 1935), Kapitały handlowe w górnictwie na przełomie wieku XV na XVI („Przegląd Historyczny” 1935), The Baltic and the Black Sea in Medieval Trade, Baltic and Scandinavian Countries (1937), Riga und Danzig vom Ausbruch des Dreizehnjahrigen Krieges bis zum Ende dez XVI Jahrhunderts, Riga (1938), Kaffa – kolonia genueńska na Krymie i problem wschodni w latach 1453–1475 (Warszawa 1947), Z problematyki dziejów gospodarczych strefy bałtyckiej we wczesnym średniowieczu („Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych” 1948), Polityka gospodarcza Zakonu Krzyżackiego w XV wieku (Warszawa 1948), W sprawie badań nad historią rzemiosła miejskiego w średniowiecznej Polsce („Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych” 1951), Zagadnienie kryzysu feudalizmu w XIV i XV wieku w świetle najnowszych badań. Próba krytyki („Kwartalnik Historyczny” 1953), Podstawy gospodarcze przywrócenia jedności państwowej Pomorza Gdańskiego z Polską w XV wieku („Przegląd Historyczny” 1954), Studia z dziejów rzemiosła w okresie kryzysu feudalizmu na Zachodzie Europy w XIV i XV wieku (Warszawa 1954), Ueber die Frage der Handelspolitik des Adels in den Ostseelaendern im 15. und 16. Jahrhundert, Hansische Geschichtsblaetter (1957), On the Transition from Feudalism to Capitalism (w jęz. japońskim, Tokio 1958), Problem podziału gospodarczego Europy w XV-XVII wieku (Warszawa 1958), The economic and social development of the Baltic countries from 15-th to the 17-th centuries („Economie History Review” 1959), L’approvisionement des ports de la Baltique en produits forestiers pour constructions navales aux XVe et XVIe siecles (Paris 1960), Les produits des pays de la Baltique dans le commerce international au XVIe siecle („Revue du Nord” 1960), Polska a przewrót cen w Europie w XVI-XVII w. („Kwartalnik Historyczny” 1961), Les mouvements dexpansion en Europe aux XVe et XVIe siècles („Annales. Economies, sociétés, civilisations” 1962), O społecznych aspektach wczesnej ekspansji kolonialnej („Przegląd Historyczny” 1963), Les aspects sociaux de la première phase de l’expansion coloniale („African Bulletin” 1964), Wielkie państwa Sudanu w późnym średniowieczu (Warszawa 1964), Europe de l’Est et les Pays Iberiques (Barcelona 1965), The problem of the inequality of economic development in Europe in the later middle ages („Economic History Review” 1966), Ekspansja portugalska w Afryce a ekonomika Europy na przełomie XV i XVI w. („Przegląd Historyczny” 1968), Europa a Afryka Zachodnia w dobie wczesnej ekspansji kolonialnej (Warszawa 1969), Quelques observations sur le commerce de l’or dans le Sudan occidental au moyen-âge („Annales. Economies, sociétés, civilisations” 1970), Wschód a Zachód Europy w XIII-XIV wieku, Konfrontacja struktur gospodarczych (Warszawa 1973), Konkwistadorzy portugalscy (Warszawa 1976), Z zagadnień wzrostu i upadku miast Imperium Mongolskiego (Warszawa 1976), Tamerlan i jego czasy (Warszawa 1985), Niewolnictwo (wraz z Izą Bieżuńską-Małowist, Warszawa 1987).

Jerzy Manteuffel

Urodzony 3 III 1900 w Taunagi (ob. Łotwa). Studia na UW, doktorat tamże (1925). Studia uzupełniające za granicą (Berlin, Paryż, Londyn). Habilitacja na UW (1930), docent tamże. Wykładowca KUL (1936), UJK we Lwowie (1937). Podczas okupacji uczestnik tajnego nauczania. Profesor UW (1946), kierownik Katedry Papirologii, później współorganizator Instytutu Papirologii, równocześnie wykładowca UWr.

Filolog klasyczny i papirolog; twórca podstaw papirologii w Polsce.
Członek m.in. PAU (1946), Polskiego Towarzystwa Filologicznego (wiceprezes 1939–1950), Komitetu Association Internationale des Papyrologues (Bruksela). Współwydawca międzynarodowego czasopisma papirologicznego „Journal of Juristic Papyrology” (1948).
Zmarł 14 I 1954 w Warszawie.

De opusculis Graecis de papyris ostracis lapidibusque collectis, Warszawa 1930; Papirologia szczegółowa, Lwów 1933; Książka w starożytności, Warszawa 1937; Fouilles Franco-Polonaises. Rapports, t. I-II 1937–1950 (współautor); Ze świata papirusów, Wrocław 1950.
Tłumaczenia: Menander, Sąd rozjemczy, Wrocław 1951.
Publikacje tekstów papirusowych: Papyri Varsovienses, Warszawa 1935; Papyri ex collectione Varsoviensi, series nova, „The Journal of Juristic Papyrology” 1948, t. II, s. 81–110.

J. Łanowski, Wspomnienie o Profesorze Jerzym Manteufflu, „Eos” 1954, R. 47, s. 3–22.

ANNA ŚWIDERKÓWNA

JERZY MANTEUFFEL*

1900–1954

 

Profesor Jerzy Manteuffel zmarł 14 stycznia 1954 roku. W chwili śmierci miał niespełna lat 54, był zatem w wieku, w którym w życiu uczonego przypada na ogół okres najbardziej ożywionej i płodnej, bo już dojrzałej, działalności i twórczej, i pedagogicznej. Należy przy tym dodać, że śmierć profesora poprzedziła przeszło trzyletnia ciężka choroba, wyłączająca go z każdym dniem skuteczniej z normalnego życia. A gdy umierał, nie minęło nawet dziesięć lat od zakończenia wojny. Jeśli nawet nie zmusiła ona Jerzego Manteuffla do całkowitego przerwania pracy naukowej, nie ulega jednak wątpliwości, że bardzo ją ograniczyła i utrudniała. Tak więc trzeba stwierdzić, że miał on mało czasu, by ukształtować uczniów i pozostawić trwały dorobek naukowy. Fakt, że mimo wszystko udało mu się tego dokonać, ma w tych warunkach szczególnie wielką wymowę.

Jerzy Manteuffel przyszedł na świat 3 marca 1900 roku, na terenie dzisiejszej Łotwy, w miejscowości Taunagi koło Dyneburga. Świadectwo dojrzałości otrzymał w 1918 roku w Piotrogrodzie i jeszcze w tym samym roku rozpoczął studia filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Tutaj jego nauczycielami byli przede wszystkim Tadeusz Zieliński i Gustaw Przychocki. Pod kierunkiem tego ostatniego przygotował rozprawę poświęconą topice erotycznej komedii nowej i na jej podstawie uzyskał w 1925 roku stopień doktora filozofii. To zainteresowanie literaturą hellenistyczną, ujawniające się już na początku jego działalności, miało mu towarzyszyć do końca życia.

Wkrótce po doktoracie wyjechał za granicę, gdzie swoją zdobytą w Warszawie wiedzę i filologiczne umiejętności pogłębiał pod okiem takich znawców antyku, jak: Ulrich Wilamowitz, Paul Maas czy Eduard Norden. W Berlinie także spotkał dwóch wielkich niemieckich papirologów, Ulricha Wilckena i Wilhelma Schubarta. Poczynając zaś przynajmniej od końca XIX w. nikt, kto interesuje się literaturą grecką, a tym bardziej hellenistyczną, nie może lekceważyć odkryć papirologicznych. Było więc rzeczą całkiem naturalną, że młody polski uczony zaczął w Berlinie studiować także papirologię. A papirusy greckie przynoszą nam nie tylko teksty literackie, lecz także, a nawet przede wszystkim, niezliczone dokumenty. Na nich to początkujący papirolog uczy się zazwyczaj podstaw paleografii i metody edytorskiej. Dlatego też nie należy się dziwić, że pierwszą publikacją papirologiczną Jerzego Manteuffla było kilka listów prywatnych wydanych w „Eos” w 1927 roku. Pasowany w ten sposób na papirologa-wydawcę, publikuje od tej chwili niejednokrotnie również dokumenty papirusowe, chociaż fascynować go będą zawsze nade wszystko teksty literackie. Z temperamentu do końca pozostanie filologiem i historykiem literatury, specjalizując się zwłaszcza w poezji aleksandryjskiej, jak również w „drobnej literaturze” okolicznościowej i ludowej, będzie jednak także wydawcą papirusowych dokumentów, doceniającym w pełni ich wszechstronne znaczenie historyczne.

Jerzy Manteuffel przebywał za granicą jeszcze w latach 1928 i 1929. Pracował długie miesiące nie tylko w Berlinie, lecz również w Paryżu, Londynie i Oksfordzie pod kierunkiem takich mistrzów papirologii, jak (oprócz wymienionych już Wilckena i Schubarta): Pierre Jouguet, Harold Idris Bell czy Arthur S. Hunt. Plonem tych miesięcy było najpierw parę artykułów, w których Manteuffel zajął się tekstami o charakterze ludowym i religijnym, znanymi nam z inskrypcji lub papirusów. Przygotowywał już bowiem swoją rozprawę habilitacyjną. Ukazała się ona ostatecznie w 1930 roku pt. De opusculis Graecis de papyris ostracis lapidibusque collectis. W dziele tym zebrał autor wszystkie znane do momentu jego publikacji drobne utwory, o których nie wiedzielibyśmy nic, gdyby nie papirusy, ostraka czy inskrypcje. Znalazły się tu zatem hymny na cześć bogów, aretalogie, czyli opowieści o cudach przez nich dokonanych, mimy wystawiane na placach miast greckiego Egiptu, śpiewane tamże piosenki i pieśni okolicznościowe, razem 44 prozaiczne i poetyckie teksty. Manteuffel wydał je, opierając się w znacznej większości przypadków na nowym odczytaniu oryginału, niejednokrotnie wprowadzając własne istotne poprawki. Każdy tekst opatrzony został pełną bibliografią, aparatem krytycznym i komentarzem rzeczowym. Niemniej ważna jest pierwsza część pracy. Przynosi ona obszerny wstęp kreślący tło historyczne tej literatury oraz kolejne omówienie poszczególnych jej działów. Przez wiele lat jeszcze i po wojnie dzieło Manteuffla stanowiło nieodzowny punkt wyjścia dla wszelkich badań w tej dziedzinie.

Na jego też podstawie Jerzy Manteuffel habilitował się w 1930 roku na Wydziale Humanistycznym UW „z filologii klasycznej ze szczególnym uwzględnieniem papirologii”. Od tej chwili prowadził również na tymże Uniwersytecie wykłady i ćwiczenia zlecone z papirologii, paleografii greckiej, a także z poezji aleksandryjskiej, greckiej komedii i tragedii. Swoimi zajęciami z papirologii otwierał nową epokę w historii polskiej nauki o starożytności.

Greckie papirusy, znajdowane najczęściej (choć nie wyłącznie) na terenie Egiptu, znacznie wzbogaciły i nadal jeszcze – jak wiadomo – wzbogacają naszą znajomość literatury greckiej, zrozumiałe jest zatem, że podwaliny papirologii kładli filologowie klasyczni, im też zawdzięcza ta dyscyplina swoją metodę edytorską. Nie inaczej było i w Polsce. Pionierskie znaczenie miały tu przede wszystkim prace Stanisława Witkowskiego. Profesor filologii klasycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie w latach 1902–1935, zdobył sobie światowe uznanie jako wydawca listów prywatnych z okresu panowania Ptolemeuszów w Egipcie. Interesowały go nie tyle same dokumenty, co język, jakim były pisane. Jako jeden z pierwszych filologów zwrócił uwagę na doniosłość faktu, że mamy tu do czynienia z zapisem żywego języka mówionego, a nie z dialektem literackim. Mimo wszystko było to wszakże tylko uboczne zainteresowanie wytrawnego hellenisty.

Dopiero Manteuffel pomyślał o zorganizowaniu w Polsce poważnego ośrodka badań papirologicznych. Zrozumiał, że jeśli nauki o świecie starożytnym mają się rozwijać w naszym kraju na poziomie światowym, nie może wśród nich zabraknąć także papirologii. Będąc docentem Uniwersytetu Warszawskiego, postanowił zdobyć dla swej uczelni własną kolekcję papirusów. Kosztem usilnych zabiegów w Ministerstwie Wyznań i Oświecenia Publicznego udało mu się uzyskać odpowiednie fundusze, lecz to nie rozwiązywało jeszcze wszystkich trudności. Manteuffel potrafił jednak wykorzystać nawiązane w czasie swych pobytów za granicą stosunki, by zapewnić sobie usługi dobrego pośrednika, prof. Schmidta z Berlina, który często odwiedzał Egipt i znał sytuację na tamtejszym papirusowym rynku. On to właśnie za niezbyt wygórowaną cenę zakupił dla Uniwersytetu Warszawskiego niewielki zbiór papirusów. Kolekcja była skromna, liczyła bowiem 49 papirusów, jak również – łącznie z darami i późniejszymi jeszcze nabytkami – 125 ostraków i 5 etykietek mumiowych. Papirusy i cztery pierwsze ostraka wydał Manteuffel w 1935 roku jako Papyri Varsovienses. Warto w tym miejscu dodać, iż przedruk anastatyczny tej publikacji ukazał się w 1974 roku nakładem wydawnictwa Cisalpino-Goliardica w Mediolanie, przy czym został do niego dołączony aneks pióra Zbigniewa Borkowskiego, który informuje o zniszczeniu w czasie wojny większej części kolekcji, a zarazem przynosi uzupełnienia i poprawki do pierwszego wydania.

Na karcie tytułowej Papyri Varsovienses czytamy: „edidit Georgius Manteuffel adiutoribus Leone Zawadowski et Casimiro Rozenberg usus”. Jest to rzecz godna uwagi, gdyż tego rodzaju udział uczniów niejednokrotnie bywa pomijany milczeniem lub co najwyżej skwitowany notką w stosownym miejscu. Manteuffel jednak od początku i w pełni świadomie budował polską papirologię, a do tego była mu potrzebna nie tylko kolekcja papirusów, lecz także, a nawet przede wszystkim, ludzie. Interesy zaś swoich uczniów zawsze stawiał na pierwszym miejscu.

W 1936 roku Jerzy Manteuffel został zaproszony na Katedrę Filologii Klasycznej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, rok zaś później powołano go na takąż samą katedrę na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Nie zerwał wszakże więzów łączących go od początku z Uniwersytetem Warszawskim. Dojeżdżał tu przez dłuższy czas, jeszcze prowadząc ćwiczenia zlecone z papirologii. Uczestników nie było wprawdzie wielu, ale ziarno zostało posiane.

Z Uniwersytetem Warszawskim związały Manteuffla również i wykopaliska prowadzone w Egipcie. Wszystko zaczęło się jeszcze w 1935 roku, kiedy w czasie wizyty w Warszawie jego francuskiego mistrza, P. Jougueta, podpisano tu umowę między naszą uczelnią a Francuskim Instytutem Archeologii Orientalnej w Kairze. Na jej podstawie przez trzy kolejne kampanie (w latach 1936/1937, 1937/1938 i 1938/1939) prowadzono w Edfu, w Górnym Egipcie, wspólne polsko-francuskie prace wykopaliskowe, którym kres położył dopiero wybuch wojny. Ze strony polskiej kierowali nimi: Kazimierz Michałowski, profesor archeologii na Uniwersytecie Warszawskim, oraz – jako jedyny papirolog ekspedycji – Jerzy Manteuffel. Praca papirologa w tych warunkach polowych nie była bynajmniej łatwa. Manteuffel mógł zabrać ze sobą zaledwie najniezbędniejsze słowniki i tylko z ich pomocą odczytywał na miejscu znajdowane ostraka i papirusy. Profesor Michałowski miał później nieraz podkreślać, jak cenną dla archeologów okazywała się ta współpraca papirologa, kiedy to odczytany od ręki dokument pozwalał na pewne datowanie wszystkich znajdowanych z nim razem przedmiotów.

Sprawozdania z kolejnych kampanii publikował w Kairze Francuski Instytut Archeologii Orientalnej. Wymagało to od polskich uczestników wiele usilnej pracy także i po zakończeniu kampanii, żeby przed powrotem do kraju pozostawić w Egipcie gotowy już do druku maszynopis. Dwa pierwsze tomy sprawozdań z polsko-francuskich wykopalisk w Tell-Edfu ukazały się w Kairze w latach 1937 i 1938, ostatni, złożony tuż przed wojną, dopiero w 1950 roku Manteuffel publikował w nich papirusowe plony wykopalisk, które wcale nie były małe ani mało ważne. Warunki terenowe w Edfu nie sprzyjają zachowaniu się papirusów, w sprawozdaniach znajdujemy jednak ich siedem, przy czym jeden z nich, najstarszy papirus z wykopalisk w Edfu, pochodzący być może z III w. p.n.e., stanowi swego rodzaju zagadkę. Jest to bowiem podanie pewnego klerucha, który obiecuje bardzo szybko zaradzić klęsce suszy, jaka dotknęła „kraj” (zapewne raczej okolicę, gdzie mieszkał), jeśli tylko uda mu się dotrzeć do króla w Aleksandrii. Ważniejsza wszakże niewątpliwie od tej ciekawostki jest liczna grupa ostraków (460) przynosząca nam informację o dużej dzielnicy żydowskiej w starożytnej Apollonopolis (dzisiejsze Edfu). Na szczególne podkreślenie zasługuje też fakt znalezienia aż 16 ostraków łacińskich, w tym dwóch z tekstem dwujęzycznym: łacińskim i demotycznym.

W ciężkich latach wojennych Jerzy Manteuffel, chociaż zaangażowany i w konspirację, i w pracę społeczną, nie przerwał jednak działalności naukowej i pedagogicznej. Pozbawiony wszelkich możliwości kontaktu z nauką światową, pracował nad wybranymi problemami literatury hellenistycznej, przygotował wydanie nowej serii papirusów, a jednocześnie w ukryciu przed niemieckim okupantem prowadził na tajnym uniwersytecie wykłady i ćwiczenia z filologii klasycznej i historii starożytnej. Wpływ jego na uczniów był w tym okresie bardzo wielki i nie ograniczał się bynajmniej tylko do przekazywanej im wiedzy. Najlepiej świadczy o tym choćby wspomnienie poświęcone pamięci profesora, które w roczniku „Eos”1 ogłosił Jerzy Łanowski, obecnie profesor filologii klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim i wieloletni dyrektor Instytutu Filologii Klasycznej na tejże uczelni.

Po zakończeniu wojny prof. Jerzy Manteuffel, zaproszony na Katedrę Filologii Klasycznej na Uniwersytecie Wrocławskim, późną jesienią 1945 roku przyjechał do odbudowującej się z ruin Warszawy i od 1 grudnia, początkowo w charakterze profesora kontraktowego, podjął pracę na Uniwersytecie, z którego sam wyszedł i na którym, jeszcze jako docent, budował w latach 30. polską papirologię. Teraz trzeba było wszystko zaczynać od początku. Profesor się jednak nie zrażał, mimo że w tych pierwszych miesiącach brakowało rzeczywiście wszystkiego: ludzi, książek, nawet mebli czy miejsca pod dachem. Instytut Historyczny użyczył powstającemu seminarium papirologicznemu dwóch małych pokoików w odrestaurowanym naprędce gmachu pomuzealnym. W jednym pokoju, tzw. sali seminaryjnej, stanęło kilka ławek szkolnych, na ścianie zaś zawisła mała tablica, którą profesor przyniósł pewnego dnia sam z domu. W drugim pokoju – gabinecie profesora – stało przez długi czas po środku jedno żelazne krzesełko. Biblioteka zaś zaczęła swe istnienie od kilku przywiezionych ze Lwowa książek.

Warszawska kolekcja papirusów, tworzona z taką pieczołowitością przez Manteuffla, uległa niemal doszczętnemu zniszczeniu. Lata powojenne obfitowały jednak w niespodziewane wydarzenia. I tak pewnego dnia w 1946 roku do Stefana Srebrnego, wówczas już profesora filologii klasycznej na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, przyszedł student, przynosząc mu oprawny w szkło tajemniczy jasnobrunatny strzępek. Okazało się, że pod sam koniec wojny, czy też może w pierwszych tygodniach już po jej zakończeniu, w pociągu jadącym ze zdobytego Berlina znalazła się jakaś uszkodzona skrzynia drewniana. Przewożone w niej dziwne przedmioty wydawały się pozbawione jakiejkolwiek wartości, bo nawet szybki, w które je oprawiono, były za małe, by przydać się choćby do oszklenia okna. Niepotrzebny balast został zatem wyrzucony na tory. Zbierali go przypadkowi przechodnie, najczęściej kolejarze, w nadziei, że może się jednak to na coś przyda... Syn zaś jednego z owych kolejarzy studiował na Uniwersytecie w Toruniu.

Profesor Srebrny zawiadomił natychmiast Manteuffla o znalezionym w okolicach Torunia papirusie, najprawdopodobniej pochodzącym z wielkiej kolekcji Muzeum Berlińskiego. Manteuffel bez trudności zidentyfikował znalezisko: był to rzeczywiście jeden z dawno już opublikowanych papirusów berlińskich. Trzeba było teraz działać szybko, a zarazem ostrożnie, by ci, którzy stali się przypadkowymi właścicielami innych jeszcze papirusów, nie zniszczyli ich nieopatrznie, próbując wykorzystać szybki lub nie schowali z obawy, że zostaną im odebrane, a znalazców spotka może nawet jakaś kara.

Nikt z nas już dzisiaj nie wie, w jaki sposób udało się Manteufflowi przekonać odpowiednie władze, że jedynym sposobem ocalenia owych bezcennych przecież papirusów jest płacenie niewielkiej sumy za każdy znaleziony i przyniesiony. I tym razem także, jak przed laty, uzyskał profesor z Ministerstwa Oświaty potrzebne „fundusze”, tak zresztą skromne, że trudno je nawet funduszami nazywać. Ale i to wystarczyło. Wystarczyło, gdyż on sam jeździł wzdłuż trasy owego legendarnego pociągu z papirusami, sam wypytywał ludzi, namawiał, płacił za to, co mu przynoszono, obiecywał pieniądze za dalsze znaleziska. I w taki oto sposób Manteuffel ocalił kilkadziesiąt berlińskich papirusów. Przywiezione do Warszawy, zostały szybko zidentyfikowane, ponieważ wszystkie należały do tekstów już poprzednio publikowanych. Manteuffel zawiadomił o znalezieniu tych papirusów ich prawowitego właściciela, Muzeum Berlińskie, podając dokładną listę numerów inwentarza tekstów, które udało mu się odszukać. Za obopólną zgodą zostały one ostatecznie w Katedrze Papirologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Od lipca 1946 roku Jerzy Manteuffel był już bowiem profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego i objął stworzoną dla niego Katedrę Papirologii. Profesor pracował niestrudzenie i z niesłabnącym nigdy entuzjazmem. Organizując swój zakład w Warszawie, dojeżdżał jednocześnie systematycznie (co miesiąc na cały tydzień) na Uniwersytet Wrocławski – aż do swej ostatniej choroby w 1951 roku.

Od pierwszej chwili – i we Wrocławiu, i w Warszawie – Manteuffel wyszukiwał sobie współpracowników, należał bowiem do tych profesorów, dla których uczniowie są ważniejsi niż ich własna praca naukowa. We Wrocławiu najbliższym współpracownikiem uczynił swego lwowskiego wychowanka, Jerzego Łanowskiego. W Warszawie jego wybór padł na studentkę filologii klasycznej, Annę Świderkównę. Oboje mieli kontynuować prace swojego mistrza również po jego przedwczesnej śmierci. Łanowski we Wrocławiu rozwijał nadal badania nad poezją aleksandryjską, poświęcając też wiele uwagi teatrowi starożytnemu i całej historii literatury greckiej. Świderkówna w Warszawie po pierwszych pracach poświęconych Kallimachowi zajęła się ostatecznie papirologią (w tym również edycją dokumentów papirusowych) oraz historią świata hellenistycznego. W ten sposób oba kierunki zainteresowań Jerzego Manteuffla znalazły swoją kontynuację na dwóch uczelniach, na których wykładał on po wojnie. W Warszawie zresztą na Uniwersytecie badania papirologiczne prowadzono także w Katedrze Historii Starożytnej Instytutu Historycznego, lecz i tu pierwszy impuls wyszedł z tego samego źródła. Katedrą tą kierowała bowiem prof. Iza Bieżuńska-Małowistowa, która jeszcze w latach przedwojennych była, z inicjatywy Zdzisława Zmigrydera-Konopki, słuchaczką Manteuffla na Uniwersytecie Warszawskim, później zaś ukończyła pod jego kierunkiem zaczętą u Zmigrydera swą rozprawę doktorską.

Sam Manteuffel w ostatnim okresie swego życia opublikował jeszcze osiem papirusów, które nazwał „drugą serią papirusów warszawskich” (Papyri e collectione Varsoviensi, series nova). Wydanie przygotował w czasie wojny, a teksty owe zostały jeszcze wcześniej przekazane mu do publikacji i nie miały właściwie nic wspólnego z kolekcją warszawską. Trzy pierwsze (fragmenty Eurypidesa i gnomy Menandra) były własnością Muzeum Berlińskiego, a z pozostałych dokumentów jeden pochodził ze zbiorów H. Ibschera, a cztery z wykopalisk włoskich. Tytuł nadany tej właśnie publikacji przez profesora świadczy nader wymownie o jego dążeniu do jak najszybszego odbudowania zniszczonej kolekcji papirusów Uniwersytetu Warszawskiego.

Poza pracami edytorskimi, zajmował się w tym czasie Manteuffel, podobnie jak w okresie przedwojennym, literaturą hellenistyczną, a zwłaszcza poezją aleksandryjską, poświęcając najwięcej uwagi Kallimachowi, którego talent i sztukę pozwoliły nam w pełni docenić dopiero odkrycia papirusowe.

W 1947 roku powrócił do kraju wybitny historyk prawa antycznego i znawca papirologii prawniczej, prof. Rafał Taubenschlag. Nawiązał on ścisłą współpracę z Manteufflem, wciągając go do redakcji międzynarodowego czasopisma papirologicznego, „Journal of juristic papyrology” („Rocznik papirologii prawniczej”). Czasopismo to, założone przez Taubenschlaga w 1946 roku w Nowym Jorku, od 1948 roku wychodzi w Warszawie, początkowo nakładem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (później Polskiej Akademii Nauk, wreszcie Uniwersytetu Warszawskiego). Mimo zachowania przymiotnika „juristic” w tytule czasopisma, jego zakres po przeniesieniu do Warszawy rozszerzył się znacznie i nie ograniczał się bynajmniej tylko do tematyki prawniczej. Jerzy Manteuffel przejął teraz opiekę nad artykułami z dziedziny papirologii historycznej i filologicznej. A warto podkreślić, że w owych latach powojennych, kiedy to wiele czasopism naukowych przestało w ogóle wychodzić, inne zaś ukazywały się z wielkim opóźnieniem, „Journal of juristic papyrology”, wsparty autorytetem swoich obu redaktorów, nigdy nie cierpiał na brak materiałów, od razu też zdobył sobie wysoką rangę w świecie nauki.

Jerzy Manteuffel jako redaktor nie zapominał również o swoich uczniach. Już od pierwszego warszawskiego rocznika „Journalu” ukazywały się w nim artykuły nawet bardzo młodych autorów, pisane pod jego kierunkiem, a nieraz nawet w znacznej części wprost przez niego samego.

Jako dobry pedagog doceniał też Jerzy Manteuffel zawsze znaczenie popularyzacji. Tworząc polską papirologię starał się od samego początku przedstawić polskim czytelnikom, także niespecjalistom, tę nową dyscyplinę i jej znaczenie dla całości nauk o świecie starożytnym. O tych dążeniach świadczą już najwcześniejsze artykuły Manteuffla ukazujące się na łamach różnych czasopism od 1927 roku. W 1933 roku wydał on we Lwowie, razem z uczniem Stanisława Witkowskiego, Franciszkiem Smolką, książkę pod tytułem Papirologia. Stanowi ona pierwsze polskie wprowadzenie w tę problematykę, przeznaczone głównie dla słuchaczy szkół wyższych, lecz dostępne również dla szerokich warstw wykształconego społeczeństwa. Jerzy Manteuffel był tu autorem części drugiej, noszącej tytuł Papirologia szczegółowa. Cała książka jest już dziś oczywiście przestarzała, część pióra Manteuffla zachowała jednak pewną wartość, choćby tylko jako wybór tekstów papirusowych, przytaczanych w greckim oryginale wraz z polskim tłumaczeniem.

W 1937 roku ukazała się w Warszawie Książka w starożytności, praca popularna mająca wtajemniczyć czytelnika w historię książki u samej kolebki literatury europejskiej. Przedstawiając ówczesny stan badań, zawierała też wiele cennych obserwacji autora, co pozwoliło wznowić ją dziesięć lat później, w 1947 roku, już w czasach powojennych. Wreszcie w 1950 roku ujrzała światło dzienne jeszcze jedna książka, która może w większym stopniu niż jakakolwiek poprzednia praca Manteuffla otwierała przed niespecjalistą pasjonującą krainę greckich papirusów. Ze świata papirusów wprowadza czytelnika w historię odkryć papirologicznych, jak również we wszystkie dziedziny życia grecko-rzymskiego Egiptu, o jakich tylko mówią znajdowane nad Nilem dokumenty. Zostały tu przedstawione stosunki gospodarcze i społeczne, administracja kraju, rodzina, kultura, religia i nauka – cały barwny kalejdoskop życia Egiptu w ciągu tego tysiąclecia, z którego pochodzą greckie papirusy. Ostatnia praca Jerzego Manteuffla, wydany przez Zakład im. Ossolińskich Sąd rozjemczy Menandra, przyniosła pierwszy polski przekład tej komedii na język polski wraz z wyczerpującym komentarzem i wstępem zapoznającym czytelnika i z autorem starożytnym, i z jego dziełem.

Profesor Manteuffel był jednak nie tylko papirologiem-wydawcą, wybitnym znawcą literatury i kultury hellenistycznej, zamiłowanym popularyzatorem i świetnym pedagogiem. Przed samą wojną, w 1939 roku, Polskie Towarzystwo Filologiczne wybrało go swoim „wiceprezesem urzędującym”, w tym bowiem czasie tytuł prezesa Towarzystwa miał charakter czysto honorowy. Żaden wszelako z poprzednich wiceprezesów nie sprawował swej funkcji w czasach tak trudnych. Manteuffel piastował to stanowisko do 1950 roku, a tylko ci, którzy te pierwsze powojenne lata pamiętają, mogą docenić, jak wielkiego dzieła dokonał. W całkiem nowych i często niesprzyjających filologii klasycznej warunkach trzeba było odbudowywać od podstaw całą działalność Towarzystwa, organizować koła lokalne, wznawiać wydawnictwa. Profesor podjął teraz wszystkie te zadania z podobnym zapałem i talentem organizacyjnym, z jakimi już przed wojną tworzył polską papirologię. Walczył o konieczne fundusze, zdobywał niezbędne pozwolenia, pilnował odlewania czcionek greckich w Warszawie po to, by je następnie samemu przewieźć do Wrocławia, nie przejmując się wcale, że ten bagaż „podręczny” ważył blisko 70 kg! We Wrocławiu były one po prostu potrzebne, gdyż tam wychodziła „Eos”, organ Polskiego Towarzystwa Filologicznego. Wiceprezes Towarzystwa jeździł zresztą wiele, a gdy nie było czcionek, woził zazwyczaj ze sobą nieznacznie tylko lżejsze od nich paki książek, podróżując nieznużenie pociągami, w tym czasie zawsze bardzo powolnymi, w których ogrzewanie najczęściej nie działało także i w zimie.

Najważniejszą rzeczą było zapewnienie normalnego rozwoju Towarzystwa. Jerzy Manteuffel poświęcił temu celowi wszystkie swe siły, mocno już nadszarpnięte przez lata okupacji, nie liczył i nie szczędził swego trudu ani swego czasu, żył życiem Towarzystwa i nic, co je w jakikolwiek sposób dotykało, nie było mu obce. Toteż w uznaniu położonych zasług Polskie Towarzystwo Filologiczne nadało mu w 1950 roku tytuł członka honorowego. Z perspektywy czasu należy stwierdzić wyraźnie, że żaden prezes ani w Polsce przedwojennej, ani po wojnie, nie był zmuszony pracować w tak wyjątkowych i ciężkich warunkach, żaden nie musiał dokonać tak wiele, żaden nie angażował się tak bez reszty we wszystkie sprawy Towarzystwa.

W sytuacji niekorzystnej dla wszelkich kontaktów międzynarodowych starał się Jerzy Manteuffel nawiązać pozrywane przez wojnę stosunki, a czynił to z myślą nie tyle o sobie samym, ile o kierowanym przez siebie Towarzystwie, jak również o swoich uczniach. Przed wojną reprezentował polską naukę na międzynarodowych kongresach papirologicznych w: Leydzie (1931), Monachium (1933), Florencji (1935) i Oksfordzie (1937). Po wojnie został członkiem Komitetu Association Internationale des Papyrologues (Bruksela), wprowadzając do tego towarzystwa także swoich uczniów. Dzięki niemu też Polskie Towarzystwo Filologiczne stało się jednym z członków-założycieli Fédération Internationale des Études Classiques (FIEC), a w owych czasach, wzajemnej nieufności i zimnej wojny między Wschodem a Zachodem, wszystko to kosztowało nie tylko niezmiernie dużo wysiłku, ale niekiedy mogło nawet okazać się niebezpieczne.

W całą swoją działalność, w swe starania o rozwój Polskiego Towarzystwa Filologicznego i we własne badania naukowe wkładał Jerzy Manteuffel mnóstwo zapału, niestrudzoną gorliwość i zarazem trzeźwą jasność sądu. W pracy zaś pedagogicznej znajdowała przede wszystkim wyraz jego wielka delikatność i miłość człowieka. Uczniów otaczał prawdziwie ojcowską opieką, troszcząc się o ich wszelkie potrzeby zarówno naukowe, jak i materialne. Najdrobniejsze ich powodzenia i młodzieńcze tryumfy przeżywał intensywniej niż swoje własne, gotów zawsze w ich obronie walczyć choćby z całym światem. W tajniki papirologii wprowadzał ich cierpliwie i radośnie, ucząc miłości nie tyle do abstrakcyjnego „antyku”, ile do żywych ludzi antycznego świata.

Chcąc podsumować niezbyt długie życie prof. Jerzego Manteuffla, najlepiej będzie, jak sądzę, wrócić do Menandra, który patronował zarówno początkom jego pracy naukowej, jak i ostatniej opublikowanej książce, i rzec po prostu słowami tego poety: „Ileż piękna ma w sobie człowiek, kiedy jest człowiekiem”2.

Wybrana literatura

 

Łanowski J., Wspomnienie o Profesorze Jerzym Manteufflu, „Eos” 1954, R. 47, s. 3–22;

Świderkówna A., Działalność naukowa Profesora Jerzego Manteuffla, „Meander” 1954, R. 9, s. 91–100;

Świderkówna A., Dziesięciolecie papirologii filologicznej i historycznej, „Eos” 1954, R. 47, s. 277–281;

Świderkówna A., Katedra Papirologii Uniwersytetu Warszawskiego, 1946–1973. Materiały Sprawozdawcze Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1973, s. 107–109

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: W kręgu wielkich humanistów. Kultura antyczna w Uniwersytecie Warszawskim po I wojnie światowej, red. I. Bieżuńska-Małowist, Warszawa 1991 s. 114–123.

1„Eos” 1954, R. 47, s. 3–22.

2Cytowany wiersz Menandra za: fr 484, Körte. Należy jednak uprzedzić czytelnika, że wiersza tego nie da się przetłumaczyć dobrze na język polski. Każdy przekład jest tylko przybliżeniem.

Tadeusz Manteuffel

Urodzony 5 III 1902 w Rzeżycy na Łotwie. Studia na UW (1919–1924), doktorat (1924), habilitacja (1930). Docent prywatny (1931–1939). W czasie okupacji współpracownik Biura Informacji i Propagandy KG AK, uczestnik tajnego nauczania. Profesor (1945). Kierownik Instytutu Historycznego UW (1945–1955). Dziekan Wydziału Humanistycznego (1948–1950), prorektor UW (1951–1953).

Historyk, mediewista.
Pracownik Archiwum Oświecenia Publicznego (od 1921), później Archiwum Akt Nowych. Kierownik sekcji humanistycznej Rady Szkół Wyższych (1947–1948), Rady Głównej do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego (1949–1953).
Członek TNW (1936), PAU (1949), PAN (1952), prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego (1950–1955). Twórca (1953) i pierwszy dyrektor (1953–1970) Instytutu Historii PAN.
Zmarł 22 IX 1970 w Warszawie.

Polityka unifikacyjna Chlotara II, Warszawa 1925; Papiestwo i cystersi ze szczególnym uwzględnieniem ich roli w Polsce na przełomie XII i XIII w., Warszawa 1955; Historia powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1958; Narodziny herezji. Wyznawcy dobrowolnego ubóstwa w średniowieczu, Warszawa 1963.

O. Halecki, Tadeusz Manteuffel (1902–1970), „Teki Historyczne” 1969/1971, nr 16, s. 347–350; A. Gieysztor, Historyk wobec historii i swego czasu. Tadeusz Manteuffel (1902–1970), „Kronika Warszawy” 1980, nr 2 (42), s. 103–110.

STANISŁAW TRAWKOWSKI

TADEUSZ MANTEUFFEL*

1902–1970

 

Nauczyciel uniwersytecki z potrzeby serca i umysłu, przypominał chętnie, nie tylko swoim uczniom, ślubowanie doktoranckie, nakazując działać nec ad vanam captandam gloriam, non sordidi lucri causa, sed quo magis veritas propagetur. Zagajając jesienią 1965 roku dyskusję nad normami postępowania historyka, wyjaśniał: „Ponieważ w tym gronie łacina jest mniej znana, pozwolę sobie ten zwrot przetłumaczyć. Przysięga brzmi: «Nie dla osiągnięcia próżnej chwały, nie dla brudnego zysku, lecz aby prawda bardziej się krzewiła». I to chyba jest tym zasadniczym wskazaniem natury etycznej, które – gdybyśmy go przestrzegali zawsze – nie budziłoby wątpliwości, jakie mogą powstawać, jeśli do problemu etyki historyka przystępujemy jako do problemu dyskusyjnego”. Dla niego nie było tu niejasności. „Historyk bowiem jako człowiek nie różni się – wywodził – w pojmowaniu zasad moralnych od innych przedstawicieli środowiska, z którego wyrósł”. Dawne zaś przyrzeczenie doktorskie wyznaczyło, jego zdaniem, dla całej społeczności uczonych kolejnych pokoleń nieprzekraczalną granicę poczynań naukowych, określiło odpowiedzialność badacza i wychowawcy młodzieży za to, by – jak głosi zamknięcie cytowanego zdania – światło prawdy, „w którym leży zbawienie rodzaju ludzkiego, ostrzej rozbłysło”.

Z nakazem rzetelnych pobudek łączył Tadeusz Manteuffel obowiązek rzetelnej pracy. Wymagał jej od innych i od siebie, dając przykład dobrej roboty archiwalnej, pedagogicznej, organizacyjnej, a przede wszystkim badawczej. Sprzęgnięcie sumienności z inwencją metodyczną i sprawnością intelektualną owocowało od początku jego twórczości publikacjami cenionymi przez badaczy historii. Wyrazem uznania był jego wybór na członka korespondenta Towarzystwa Naukowego Warszawskiego w roku 1936 (gdy miał 34 lata), na członka zwyczajnego – w roku 1946, potem na członka korespondenta Polskiej Akademii Umiejętności w roku 1949. Wejście do tych korporacji, grupujących elitę intelektualną polskiej nauki, było właściwą drogą do współudziału w kierowaniu życiem naukowym zgodnie z jego wewnętrzną autonomią, z hierarchią autorytetu opartego na osiągnięciach badawczych, z demokratyczną powszechnością krytyki.

„Postawa uznanego kierownika polskiej nauki historycznej, jego walka podjęta w latach 1956 i na zjeździe krakowskim historyków w roku 1958 o rzetelność historii najnowszej sprawiły, że w jakimś sensie wszyscy niemal historycy warszawscy (a może nie tylko warszawscy) jesteśmy jego uczniami” – jak pisał Stanisław Herbst w bez mała dwa lata po jego śmierci. [...]

Wobec podwładnych był stanowczy, lecz uprzejmy. Wśród studentów cieszył się sławą nadzwyczaj wymagającego, lecz sprawiedliwego. Onieśmielał swą powagą i surowym spojrzeniem. Nie do pomyślenia było, by spóźnić się na jego wykład czy seminarium. Taką postawą wyróżniał się już w młodości, jak wspominają uczestnicy proseminarium prowadzonego przez niego przed wojną. [...]

Dzieciństwo i młodość przeżył w Rzeżycy, w której się urodził 5 III 1902. Okolica tej niedzisiejszej stolicy jednego z trzech powiatów dawnych Inflant polskich pełna była pamiątek historii Manteufflów o przydomku Szoege (pisanym dawniej w formie: Soie, Sey), należeli oni bowiem do najstarszej szlachty tamtych stron, łączącej w wiekach nowożytnych lokalny patriotyzm z obywatelskim stosunkiem do Rzeczypospolitej. Berzygalsko-drycańska linia Manteufflów utwierdziła swój związek z Polską, przechodząc na katolicyzm w początkach XX w. Świadectwo tej więzi dało pokolenie wchodzące w życie publiczne w połowie stulecia. Dziadek przyszłego mediewisty, Ryszard Manteuffel, pochwycony z transportem broni przeznaczonej dla oddziału powstańczego, został zesłany na Sybir, dokąd dobrowolnie towarzyszyła mu żona, Jadwiga z Benisławskich. W dalekim Omsku urodził się im drugi z kolei syn, Leon Edward, ojciec Tadeusza.

„Po powrocie z zesłania dziadek musiał zamieszkać w Rydze, ponieważ – jak wyjaśniał wnuk – powrót do miejsc rodzinnych w powiecie rzeżyckim był mu zakazany. Represje finansowe rządu carskiego, kryzys przeżywany przez gospodarkę obszarniczą, wreszcie brak sprężystej opieki nad majątkami rodzinnymi przyczyniły się do ich utraty. Tak więc, kiedy przychodziłem na świat w roku 1902, ojciec parcelował majątek Leszno, a podstawą utrzymania rodziny były jego pobory jako radcy prawnego na kolei windawsko-rybińskiej, przechodzącej przez Rzeżycę”.

„Dom rodzicielski ściągał do Rzeżycy wszystkich niemal członków rodziny. Najbliższe jednak stosunki łączyły nas z rodziną stryja Henryka, jako że nie tylko on był bratem mojego ojca, ale i stryjenka była siostrą mojej matki”, Anieli z Zielińskich, ziemian z Sochaczewa.

Tadeusz przebywał w dzieciństwie i młodości wiele z członkami najstarszego w rodzinie pokolenia. W Warszawie była to przede wszystkim gorąco przez wnuków kochana babcia Zielińska, którą odwiedzały córki wraz z dziećmi od najwcześniejszych ich lat. W Rzeżycy zaś siostry nieżyjącej już babci Jadwigi – Emma Benisławska i Helena Radziwiłłowa. „Obie babki – wspominał profesor – otaczały wnuków miłością i psuły ich w najrozmaitszy sposób. Bliskie sąsiedztwo sprawiło, że byliśmy tam codziennymi gośćmi”. Kontakt dziecka i młodzieńca z ludźmi pielęgnującymi styl życia czasów przeduwłaszczeniowych, w których dorastali i wchodzili w swój wiek dojrzały, nie był później bez znaczenia dla formowania się postawy badawczej mediewisty. Obyczaj i kultura społeczeństw agrarnych ery przedindustrialnej, których dzieje badał, nie były dla niego całkowicie obce. Pamiętał bowiem silne jeszcze relikty tamtej mentalności społecznej nie tylko z Inflant polskich, gdzie tempo przemian było powolne, lecz także z Warszawy. Z najwcześniejszych do niej wyjazdów zachowały się w pamięci profesora co prawda „tylko trzeciorzędne szczegóły”, niekiedy banalne, niekiedy jednak ważne dla badacza kultury, jak „oglądanie mnóstwa świętych obrazków i relikwii po śmierci babki Mirosławskiej. Miałem prawo – przypominał sobie – wybrania z nich tych, które przypadły mi do gustu”.

„Moje zainteresowania historyczne – mówił w roku 1958 – datują się jeszcze z czasów szkolnych. Szły one w parze ze zbieractwem «pamiątek przeszłości»”, ku czemu młodzieńca skłonić mógł m.in. rozziew między arystokratycznym tytułem rodziny a jej sytuacją materialną na początku naszego stulecia, gdy Manteufflowie odnajdywali swą nową pozycję społeczną poprzez działalność typowo inteligencką. Stąd dbali o dobre wykształcenie młodego pokolenia.

Jeśli mimo to Tadeusz aż do dwunastego roku życia uczył się w domu, zdając co prawda doroczne egzaminy w warszawskim gimnazjum generała Pawła Chrzanowskiego (którego życiorys miał po latach ogłosić w Polskim słowniku biograficznym), to dlatego, że w dzieciństwie i młodości często zapadał na zdrowiu. Jesienią 1913 roku rozpoczął wraz z młodszym bratem Leonem naukę we wspomnianej szkole, lecz wybuch wojny skłonił rodziców do zatrzymania w następnym roku chłopców w domu, gdzie przerabiali samodzielnie kurs swych klas. Dopiero jesienią 1915 roku wraz ze stryjeczno-ciotecznym rodzeństwem (Jadwigą, Jerzym i Ryszardem) wysłani zostali pod opieką stryjenki do Piotrogradu.

W nadnewskiej stolicy „ciotka Maria Walicka – wspominał profesor – wynajęła dla tej licznej gromady dwa pokoje kawalerskie naprzeciwko swego mieszkania przy ul. Żukowskiego. Tam w zawilgoconym i prymitywnie umeblowanym lokalu przemieszkaliśmy przez cały rok szkolny 1915/1916 [...]. W następnym roku szkolnym stryjenkę Marię Henrykową zastąpiła matka Tadeusza, a jego najmłodszy brat, Edward, rozpoczął naukę we wstępnej klasie koedukacyjnej na pensji Jastrzębskiej, do której uczęszczała kuzynka Jadwiga. [...] Wspólne od roku 1913 wywczasy letnie, wspólny pobyt w Piotrogradzie w czasie nauki szkolnej, ciągle wzajemne kontakty sprzyjały niewątpliwie rozwojowi intelektualnemu tej uzdolnionej młodzieży, która w przyszłości zająć miała ważne miejsca w polskim życiu kulturalnym: Jadwiga jako nauczycielka w znanym warszawskim gimnazjum Platerówny; Jerzy jako liczący się w skali międzynarodowej papirolog, przed wojną profesor uniwersytetu we Lwowie, po wojnie we Wrocławiu i Warszawie, członek PAU; Leon jako kardiochirurg, twórca kilku ważnych rozwiązań operacyjnych, profesor w Instytucie Gruźlicy, członek paryskiej Academie de Chirurgie; Ryszard jako współtwórca nowoczesnej ekonomii rolniczej, profesor SGGW, członek PAN; Edward, któremu przyszło przedwcześnie zginąć w roku 1940, jako utalentowany grafik, asystent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którego „wytworny monogram EM będzie pewnie kiedyś otwierał jeden z rozdziałów historii polskiej sztuki” współczesnej, jak kompetentnie stwierdził Jan Białostocki; ich wspólny brat cioteczny, Michał Walicki, jako historyk sztuki, kształtujący nowe treści tej dyscypliny w Polsce, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, zastępca dyrektora Instytutu Sztuki PAN. W takiej grupie rodzinnej dojrzewał Tadeusz Manteuffel.

Zajęcie Rzeżycy przez wojska niemieckie w lutym 1918 roku otwarło dla Manteufflów drogę do Warszawy, gdzie istniała możliwość kształcenia dzieci w języku ojczystym, a także zatrudnienia w tworzącym się aparacie ówczesnej namiastki państwa polskiego, nadzieja udziału w jego pełnym odrodzeniu. Inflanckie rodziny Manteufflów przybywały nad Wisłę kolejno – od marca do października, gdy przyjechał ojciec Tadeusza. Podjął on pracę w zarządzie kolei państwowych, aby z czasem zostać kierownikiem wydziału prawnego Dyrekcji Budowy PKP. W trudnych latach końca wojny i później zapewniało to skromne możliwości utrzymania.

W przełomowych dniach listopadowych Tadeusz wstąpił do Straży Narodowej i pełnił służby wartownicze. Gdy w grudniu wracał na ławę szkolną, jego starsi kuzyni służyli w wojsku: „Jerzy Manteuffel, dzięki dobrej znajomości niemieckiego, został wysłany jako siła pomocnicza do naszej misji wojskowej w Wiedniu, Juliusz Skarżyński odbierał we Francji konie dla naszej jazdy, a jego brat, Bolesław, w szeregach szwadronu ziemi mazowieckiej przekraczał Niemen”.

Wiosną 1919 roku Tadeusz Manteuffel zdał maturę. Mając lat siedemnaście rozpoczął studia uniwersyteckie w Sekcji Historycznej Wydziału Filozoficznego. Na swe potrzeby osobiste i studenckie zarabiał korepetycjami z łaciny i... matematyki. Nie był bowiem jednostronnie uzdolniony, jak niekiedy bywa. Historię wybrał świadomie, myśląc od początku o mediewistyce, najpierw o historii ojczystej. Już bowiem od pierwszego semestru z ćwiczeń wybrał prowadzone przez Jana K. Kochanowskiego proseminarium i ćwiczenia paleograficzne. Na proseminarium przedstawił referat negujący zasadność przydania Mieszkowi II przydomka Gnuśny; na seminarium tegoż profesora scharakteryzował postać Henryka Sandomierskiego.

W lipcu 1920 roku zgłosił się ochotniczo do wojska. Po krótkim przeszkoleniu oddział jego skierowano do odwodów sił broniących stolicy. Już po bitwie warszawskiej przypadkowo postrzelony w rękę musiał ją utracić, gdyż wystąpiły objawy gangreny. „Pod koniec października – wspominał – opuściłem lecznicę i podobnie jak we wczesnym dzieciństwie zacząłem się uczyć posługiwania się tym razem jedną i to lewą ręką. Patrzyłem realnie na moje przyszłe życie, zdając sobie sprawę z tego, że nawet najbliżsi, którzy gotowi mi we wszystkim pomóc, z czasem się znużą lub może ich zgoła zabraknąć. Nie chcąc odgrywać roli niezaradnego kaleki, postawiłem sobie jako zadanie uniezależnić się od pomocy nawet najbardziej życzliwych osób. Patrząc na moje życie z perspektywy wielu lat, mogę stwierdzić, że na ogół udało mi się to osiągnąć”. Zdaniem powszechnym – w sposób znakomity. Prowadził np. profesor sprawnie samochód.

Młody student jedynie przez rok korzystał z renty inwalidzkiej, nie zabiegając o jej przedłużenie. „Ponieważ – pisał u schyłku życia – myślałem po ukończeniu uniwersytetu pracować w służbie archiwalnej, przyspieszyłem decyzję w tej mierze i jesienią 1921 zgłosiłem się do naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych, dra Józefa Paczkowskiego. [...] Zostałem przyjęty bardzo uprzejmie i otrzymałem odpowiedź, że mogę być zatrudniony w małym i nieuporządkowanym Archiwum Oświecenia, przechowującym akta przeważnie dziewiętnastowieczne. Było to dalekie od moich zainteresowań naukowych, ale posada ta zapewniała mi stały dochód miesięczny, uniezależniający od pomocy rodziców, których sytuacja materialna nie przedstawiała się korzystnie. Propozycję więc przyjąłem i z dniem 15 października 1921 roku zostałem urzędnikiem XI stopnia służbowego wspomnianego wyżej archiwum”. [...]

Na przełomie lat 1926/1927 zaproponował dr Manteuffel schemat wzorcowego inwentarza obejmującego: 1) historię instytucji, której archiwum inwentaryzowano, 2) charakterystykę jej kancelarii, 3) inwentarz akt. Wówczas to ogłosił dyskusyjny szkic: Dziedziczenie registratur i ich porządkowanie (1927), formułując zasadę dziedziczenia akt, a więc uwzględniania przy porządkowaniu zasobów archiwalnych faktu reorganizacji urzędów i przejmowania ich zasobów przez instytucje sukcesyjne. Choć zasada ta napotykała niekiedy zastrzeżenia, to została przyjęta w polskiej praktyce archiwalnej. Przekonywającym argumentem było uporządkowanie według tej zasady zasobów Archiwum Oświecenia przez Wincentego Łopacińskiego, nowego jego dyrektora od 1926 roku, Tadeusza Manteuffla i młodego historyka Adama Moraczewskiego, który pracę rozpoczął w roku 1928, zostając wybitnym uczniem Manteuffla w zawodzie archiwisty. „Z kupy gruzu archiwalnego zrobili [oni] archiwum wykończone tak, jak żadne inne w Polsce, a bodaj nie tylko w Polsce” – stwierdził Kazimierz Konarski, jeden z najwybitniejszych znawców polskiej archiwistyki XIX w.

Zgodnie z własną propozycją opracował Manteuffel dzieje Centralnych władz oświatowych na terenie b. Królestwa Kongresowego (1807–1915) (1929) i Regestratory Okręgu Naukowego Warszawskiego (1935/1936). Spośród innych jego prac archiwoznawczych przypomnieć tu wypada pozorny drobiazg pt. Początki współczesnej państwowej biurowości polskiej jako materiał do organizacji registratur w urzędach państwowych, 1917–1920 (1929), w którym ukazał, jak na podstawie drobnego szczegółu: wytwarzania się zalążków jednolitej polskiej biurowości państwowej, przez adaptację różnych wzorów obowiązujących w urzędach zaborczych, można badać początki integracji państwa i społeczeństwa. Nie było przypadkiem, że przybysz z krainy dawnej Rzeczypospolitej zwrócił na to szczególną uwagę. Interesował się tym zagadnieniem stale. Obserwował np. bacznie badania historyków nad ruchami migracyjnymi po drugiej wojnie światowej, wyznaczając tym studiom ważne miejsce w pracach Instytutu Historii PAN, odpowiadające ich doniosłości w procesach integracji narodu, pozornie tylko opóźnianych żywością wspomnień o stronach rodzinnych. Profesor zachował tę żywą pamięć do końca życia. Gdy po powrocie z kongresu w Leningradzie latem 1970 roku odwiedziłem profesora w klinice, gdzie przebywał po ciężkim, powtórnym zawale, zapytał mnie prawie na początku rozmowy, czy przejeżdżając przez Rzeżycę, spojrzałem na nią.

Uznanie kolegów i zwierzchników w służbie archiwalnej dla pracy młodego doktora wyraziło się m.in. powierzeniem mu sekretariatu reaktywowanej w roku 1926 sekcji archiwalnej Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie. W latach 1927–1928 skierowano go do przeprowadzenia reorganizacji archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nad którym następnie sprawował fachową opiekę. Dzięki temu dopomóc mógł jesienią 1945 roku w tworzeniu na nowo archiwum MSZ, sporządzając dlań wykaz akt. Głównym przecież miejscem pracy Manteuffla przed drugą wojną pozostało Archiwum Oświecenia.

Mieściło się ono na terenie Uniwersytetu; zajmowało parter tzw. gmachu pokuratorskiego, stojącego na lewo – patrząc od Krakowskiego Przedmieścia – od biblioteki uniwersyteckiej. Na piętrze, nad Archiwum, znajdowało się seminarium historyczne, którego jedynym w roku 1922 asystentem był dr Stanisław Arnold. „Opieka nad lokalem i księgozbiorem należała do 6 studentów, którym przed inflacją wypłacano stypendia miesięczne po 500 marek. Potem, gdy straciły one wartość, tzw. stypendyści pracowali honorowo. Ponieważ codziennie przed południem urzędowałem w Archiwum o piętro niżej, byłem spośród «stypendystów» najłatwiej uchwytnym i stałem się istotnym gospodarzem seminarium” – tłumaczył profesor z wrodzoną sobie skromnością tę dawną swą pozycję studencką. W rzeczywistości była ona wynikiem tego, że Marceli Handelsman uznał go za jednego z najbardziej obiecujących podówczas adeptów mediewistyki.

Na jego proseminarium uczęszczał młody Manteuffel w roku 1920–1921. „Wykładowca – wspominał – miał określony plan pracy, wciągał do jego realizacji wszystkich, a specjalnie zaopiekował się moją osobą. Ponieważ miał sporo zgłoszeń, podzielił ćwiczenia na dwie grupy. Pierwszą prowadził osobiście, na drugiej pod swym kierownictwem polecił mi powtarzać to, co mówił na pierwszej. W ten sposób w drodze praktycznej zaznajamiałem się z założeniami dydaktyki uniwersyteckiej”. Zmuszało to ambitnego studenta do przezwyciężania obaw przed publicznym występowaniem wywołanych tym, że od dzieciństwa cierpiał na nieznaczną wadę wymowy: przeciągał samogłoski, zwłaszcza w otwarciu i zamknięciu zdań lub ich zwartych części. Toteż w dyskusjach organizowanych przez katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” przez długi czas brał udział jedynie jako słuchacz, „nie miałem bowiem – pisał – zaufania do swoich zdolności oratorskich”. Przełamawszy wewnętrzne opory, profesor mówił sprawnie, polemizował celnie, choć stale zmagał się z trudnościami ortofonicznymi. Stąd zapewne przemawiał monotonnie, często nie patrząc na audytorium, lecz na boczną ścianę. Uważnych słuchaczy zachwycał przejrzystą konstrukcją wypowiedzi, także improwizowanych czy polemicznych, oraz precyzją celowo prostego języka. Ci jednak, którzy mniej byli zainteresowani tematem wykładu czy odczytu, dość łatwo tracili kontakt z przemawiającym profesorem. Nie było bowiem w jego wystąpieniach zbędnych słów, nie posługiwał się oratorskimi przerywnikami, nie dawał słuchaczom odpoczynku, co jest jednym z ważnych chwytów tej sztuki. Stąd też jego wykłady kursowe nie były zbyt popularne wśród studentów. Jego odczyty i referaty gromadziły natomiast dziesiątki słuchaczy, ciekawych jego przemyśleń.

Droga młodego Manteuffla do „Odrodzenia” wytyczona została przez wychowanie w domu głęboko religijnym. W Stowarzyszeniu zetknął się on z naciskiem koncepcji nacjonalistycznych, którym początkowo ulegał. Akceptując żądanie numerus clausus jako zasadę proporcjonalnego dostępu do studiów wyższych dla wszystkich grup narodowościowych, obstawał przy tym, by dążyć do ich współżycia, do czego przywykł w Inflantach, gdzie tak jego ojciec, jak stryj Henryk cieszyli się uznaniem Łotyszów, Rosjan i Polaków, co po rewolucji lutowej przyniosło im wybór na burmistrzów: ojca w Rzeżycy, stryja w Ducynie.

Zastrzeżenia młodzieńca wobec polityki „Odrodzenia” rosły wraz ze zwiększaniem się jego odpowiedzialności za nią: jesienią 1921 roku został wybrany sekretarzem Komitetu Wykonawczego Rady Naczelnej „Odrodzenia”, w rok później – jego skarbnikiem, obejmując zarazem sekretariat miesięcznika „Prąd”, wydawanego przez Stowarzyszenie. W tym czasie począł zwalczać wpływy endeckiego programu „egoizmu narodowego”, wskazując na I Kongresie „Odrodzenia” (grudzień 1922) na jego sprzeczność z etyką chrześcijańską. Wypowiedź ta ukazała się co prawda na łamach „Prądu” (1923, nr 2), pt. Etyka indywidualistyczna czy narodowa?, lecz jako artykuł dyskusyjny, podpisany pseudonimem: Gustaw Sey.

Połączenie rodowego przydomku z imieniem stryjecznego dziada wystarczyć mogło tym razem za program, gdyż Gustaw Manteuffel, prawnik z wykształcenia i zawodu, etnograf i historyk stron ojczystych z zamiłowania i z potrzeby ujawnienia swej przynależności narodowej, uważał za swój obowiązek społeczny, by wydawać w narzeczu wschodniołotewskim książki najpotrzebniejsze wówczas na wsi, dopóki tej działalności nie przerwał ukaz z 1871 roku, zabraniający rozpowszechniania w polskich Inflantach druków łotewskich tłoczonych czcionką łacińską.

Na III ogólnopolskim zjeździe studenckim wiosną 1923 roku we Lwowie, zbojkotowanym przez organizacje lewicowe i liberalne, Tadeusz Manteuffel został wybrany do Naczelnego Komitetu Akademickiego, mającego reprezentować ogół polskiej młodzieży studenckiej. Rychło jednak złożył w Komitecie rezygnację, ustąpił z redakcji „Prądu”, we władzach „Odrodzenia” pozostał formalnie do nowych wyborów. Sprzeczność bowiem między ideałami tej organizacji i jej praktyką polityczną obudziła jego wewnętrzny sprzeciw, który doprowadził do zmiany światopoglądu. W domu patrzono na to z niepokojem, lecz i z wyrozumiałością. Dzięki temu, jak sam sądził, wyszedł z kryzysu ideowego „nie tylko jako sceptyk, lecz również jako wyznawca tolerancji wobec obcych poglądów”.

W zmianie postawy młodego studenta istotną rolę odegrały jego kontakty z prof. Handelsmanem, który wybrał 9 uczestników swego proseminarium w roku 1920/1921, wśród nich Manteuffla, i utworzył z tej grupy sławne w dziejach warszawskiej mediewistyki seminarium merowińskie, działające w latach 1921/1922–1925/1926. Powstało na nim 7 dysertacji doktorskich, 4 jego uczestników uzyskało szybko veniam legendi, 3 zostało profesorami w Polsce Ludowej (Tadeusz Manteuffel, Wanda Moszczeńska, Marian Henryk Serejski).

Handelsman nie dążył do stworzenia szkoły o charakterze cechowym, której uczniowie rozwijają koncepcje mistrza. Wręcz przeciwnie, stale wdrażał do samodzielności. Skupienie przecież talentów na seminarium merowińskim pod ręką takiego profesora musiało doprowadzić do sformowania się ich wspólnej postawy badawczej, przy zachowaniu odmiennych osobowości twórczych. Handelsman dostrzegł tę wspólnotę w zasadzie rozpoczynania studium interpretacyjnego od wytyczenia pola semantycznego poszczególnych terminów. „Jako pierwszy – pisał po latach – Tadeusz Manteuffel w swoim małym, ale ważnym szkicu: Znaczenie terminu genere Romanus w IV księdze kroniki tzw. Fredegara (1925) doszedł do przekonania [...] że nie da się zrozumieć pomników prawa bez znajomości mowy potocznej”. Propozycję tę rozwijała Moszczeńska, stosowali ją praktycznie inni członkowie seminarium, zwłaszcza Serejski. Manteuffel jeszcze u schyłku swych poszukiwań twórczych przestrzegał: „[...] wpływ występującej w źródłach terminologii jest jednak tak wielki, że niejednokrotnie przesądza o wnioskach badacza. Lekceważąc metodę porównawczą, identyfikuje on pośpiesznie zjawiska historyczne występujące pod tą samą nazwą. Tak oto magia słowa pisanego triumfuje niekiedy nad rzeczywistością i przyczynia się do powstawania legend”.

Nie negując znaczenia badań nad konotacjami terminów jako wyznacznika „jedności metody” seminarium merowińskiego, wypada śladem A. Gieysztora zwrócić uwagę na cechy łączące wszystkich uczniów Handelsmana w zakresie mediewistyki. Są to: stała odnowa warsztatu badawczego i jego podstaw metodologicznych, łączenie uprawiania historii powszechnej i ojczystej, a przede wszystkim porównawcze traktowanie dynamiki procesów społecznych i ustrojowych, co Handelsman słusznie uznał za podstawowy rezultat metodologiczny swego epokowego, choć wciąż nie w pełni docenionego studium: Z metodyki badań feudalizmu (1917). Tę postawę przekazali jego wychowankowie memu pokoleniu, które pod ich bystrym okiem stara się o jej dalsze krzewienie.

W sztafecie pokoleń warszawskiej szkoły mediewistycznej przypadła Manteufflowi szczególna rola. Z pierwszego bowiem seminarium średniowiecznego, kierowanego przez Handelsmana, jedynie S. Arnold objął katedrę; powracał on za kilkoma nawrotami do mediewistyki, lecz uczniów swych kierował ku czasom nowożytnym i nowszym. Z rówieśników Manteuffla zajęcia mediewistyczne prowadził Serejski na Uniwersytecie Łódzkim, lecz jego wybitniejsi uczestnicy zajęli się, śladem swego nauczyciela, historią historiografii XVIII-XX w. Natomiast po roku 1926/1927 studenci zainteresowani wiekami średnimi trafiali do prof. Handelsmana przez proseminarium prowadzone przez doktora, później docenta Manteuffla. Aleksander Gieysztor wspominał je „jako niełatwe terminatorstwo w warsztacie historycznym. Rentowność tej zaprawy okazywała się na latach wyższych i rosła z latami własnej pracy naukowej i dydaktycznej”. Marian Małowist opowiadał mi kiedyś, że Manteuffel bacznie wspomagał rozwój naukowy tych, którzy pozostaj ąc wierni mediewistyce, zdobywał stopnie naukowe pod kierunkiem ich wspólnego mistrza. Stąd to S. Herbst skłonny był uznać za „wnuków naukowych” Manteuffla tych badaczy, którzy wyrośli w seminariach Małowista i Gieysztora, będących „przynajmniej częściowo jego synami”.

Promocja doktorska (27 VI 1924) zamknęła lata studenckie Manteuffla, w których pozyskał, dzięki działalności także w studenckim ruchu naukowym w skali warszawskiej i ogólnokrajowej, wielu szczerych kolegów i przyjaciół. Byli wśród nich przyszli docenci i profesorowie: Jadwiga Karwasińska, Ryszard Przelaskowski, Marian Henryk Serejski, Adam Wolff, Tadeusz Zebrowski z Warszawy, Wojciech Hejnosz, Tadeusz Lutman, Ewa i Karol Maleczyńscy, Kazimierz Tyszkowski, Maria i Zygmunt Wojciechowscy ze Lwowa, Henryk Barycz, Sylwiusz Mikucki, Kazimierz Lepszy i Kazimierz Piwarski z Krakowa. Stosunki wówczas nawiązane ułatwić miały profesorowi pracę, gdy podjął odpowiedzialność za rozwój naszej historiografii w Polsce Ludowej, „bo takie były jego obyczaje”.

W rozprawie doktorskiej Polityka unifikacyjna Chlotara II (1925) początkujący badacz ukazał, że przejściowe zjednoczenie państwa Franków na początku VII w. nie było niczyją „zasługą”, o co toczył się spór naukowy, lecz wynikiem kolejnych buntów i zdrad możnych austrazyjskich i burgundzkich, które spowodowały, że władza nad ich dzielnicami wpadła w ręce króla najsłabszej dzielnicy państwa merowińskiego, Neustrii. To wyjaśnienie pozwoliło na właściwe odczytanie polityki Chlotara II, stanowiącej także przedmiot polemik. Sankcjonując istniejące po części przywileje możnowładztwa, dążył on do rozbicia jego spoistości, a więc pośrednio do wzmocnienia własnej pozycji. Pogląd to panujący obecnie w badaniach zachodnioeuropejskich, szkoda tylko, że przy jego przedstawianiu nie pada nazwisko polskiego autora, którego ówczesne prace, podobnie jak jego kolegów, pozostały nieznane na Zachodzie w wyniku bariery językowej; tymczasem inni uczeni doszli tam do analogicznych rekonstrukcji historycznych procesów.

Zbadanie aktu o charakterze ustawodawczym w kontekście historii politycznej wydaje się nam dziś zabiegiem banalnym. Na początku międzywojnia było to jednak przejawem nowego spojrzenia badawczego, nowej postawy metodycznej. Zgoła zaś nowatorski był postulat przedstawiony przez młodego doktora w referacie zgłoszonym na Powszechny Zjazd Historyków Polskich w roku 1925, by postępować tak zawsze, co było przeciwstawieniem się panującemu wówczas i długo później formalnoprawnemu interpretowaniu tego typu źródeł.

Badania merowińskie zamknął Manteuffel pracą o ekspansji Franków za Alpy, aż po ich wycofanie się ze spraw włoskich za Chlotara II w roku 617. Przedstawienie ponad stuletniego ciągu wydarzeń pozwoliło badaczowi na uchwycenie relacji między nasileniem się akcji merowińskich we Włoszech a potęgą „państwa” austrazyjskiego, w którym skupiona była „siła ekspansywna” państwa frankijskiego. Badania z historii politycznej doprowadziły tym razem do odkrycia istotnego zjawiska społeczno-gospodarczego, które oczekuje na dokładniejsze wyjaśnienie. Nie podjął go bowiem Manteuffel, a uczeni zachodnioeuropejscy nie dotarli do tej pracy i nie poznali tego pytania.

Analogiczny zabieg metodyczno-konstrukcyjny zastosował profesor w ostatnim swym większym studium: Narodziny herezji: Wyznawcy dobrowolnego ubóstwa w średniowieczu (1963). Tym razem systematyczny przegląd ruchów reformatorskich, umieszczających w XI-XIII w. ewangeliczne wezwanie do dobrowolnego ubóstwa w centrum swych działań, począwszy od mediolańskiej Patarii w XI w. po begardów, beginów i beginki na początku XIV w., doprowadził do stwierdzenia charakterystycznej regularności: „granica między ortodoksją a herezją była [tu] płynna. W początkowym zaś okresie rozwijania się każdej ideologii [dobrowolnego ubóstwa] istniała możność, jak to stwierdzają poczynania Innocentego III, przejścia z grupy potępionej do tolerowanej przez Kościół [...] Punktem zwrotnym w dziejach każdej [takiej] herezji stawało się wypowiedzenie posłuszeństwa władzom kościelnym przez jej głosicieli. Od tej chwili dopiero herezja, oderwana od pnia doktrynalnego Kościoła Rzymskiego, zaczynała tworzyć swoją odmienną naukę”. Trudno nie przyznać racji Jerzemu Szackiemu, że obserwacje te mają ogólniejszą wartość, „mogłyby zostać potraktowane jako hipotezy przez badaczy innych herezji (czy też ideologii o analogicznej do herezji funkcji społecznej) w rozmaitych epokach dziejów europejskich”.

Jeśli „historia Narodzin herezji w średniowieczu posiada również głęboką wymowę współczesną”, jak stwierdzał J. Legowicz, to wynika to także z tego, że nowe pytania, które stawia historyk źródłom, uwarunkowane były przez doświadczenia jego epoki. Odpowiedź odczytywał w źródłach, nie ulegając naciskom współczesnych wydarzeń. Unikał presentyzmu. Zawsze zaś dążył do tego, by analizy szczegółowe prowadziły do stwierdzeń ogólniejszych. Jeśli swej próbie generalizacji historycznej, dotyczącej tworzenia się ruchów sekciarsko-rewizjonistycznych w obrębie Kościołów i podobnych struktur ideologiczno-społecznych, stojących na straży swej ortodoksyjnej wizji społeczeństw i aktualnej praktyki w tym zakresie, nie nadał expressis verbis waloru ogólnego, to dlatego, że był na to za skromny i zbyt dobrze wiedział, jak kruche są narzędzia poznania historycznego, jak relatywne jego stwierdzenia. [...]

Historii politycznej nie traktował tylko jako instrumentu badawczego, za pomocą którego, drążąc analitycznie „powierzchnię zjawisk”, opisywaną przez ten kierunek badań, docierał do ich „jądra”. Rozumiał jednak dobrze, że w procesie badawczym występuje dialektyczne sprzężenie między stanem rozpoznania jądra i analizą powierzchni. Przestrzegał nas stale przed pragmatyzmem i presentyzmem w ujmowaniu przeszłości, przed wprowadzaniem naszych kategorii do dawnych sytuacji. Historii zaś politycznej, wbrew jej krytykom jako „historii wydarzeniowej”, odkrywającej jedynie „pianę” na nurcie dziejów społecznych, wyznaczał rolę kośćca wykładów syntetyzujących i podręcznikowych, które w jego zamierzeniu powinny w ścisłym powiązaniu ukazywać sprawy polityczne, społeczne, gospodarcze, kulturowe. Można się spierać o to, czy w jego syntezie dziejów średniowiecznych (1958) są właściwe proporcje, czy w pełni ukazane zostały najważniejsze wzajemne powiązania, na czym profesorowi najbardziej zależało. Był to jednak pierwszy nowoczesny polski zarys średniowiecza europejskiego, wynikający z bezpośredniego studium badawczego. Zapewniło mu to oryginalność, a nad wcześniejszymi ujęciami góruje on dążeniem do integralnego oglądu dziejów, co postulował już w 1934 roku, a czego pierwszą próbę podjął w roku 1938, niestety nieopublikowaną wówczas. Czwarte już wydanie zmodyfikowanego dla potrzeb podręcznikowych tego dzieła dobrze służy nie tylko studentom i nauczycielom.

Dwuletnie studia uzupełniające w Paryżu po doktoracie, w latach 1924–1926, umożliwiły doktorowi Manteufflowi dobre poznanie kultury celtyckiej, także przez zaznajamianie się systematyczne z zabytkami, oraz dziejów Francji średniowiecznej. Z zajęć uniwersyteckich najchętniej wspominał seminarium Louis Halphena. Najwięcej jednak pracował w bibliotekach, wiele czasu spędzał w muzeach. Żyjąc po spartańsku (przez czas dłuższy na wieczór zadowalał się dosłownie kromką chleba i wodą), oszczędzał, by móc poznać krajobraz kulturowy i zabytki architektury dawnej Francji. Wspominał, że dopiero wówczas docenił znaczenie historii sztuki dla badacza historii ogólnej; zalecał później poznawanie jej swym uczniom; wysyłając ich za granicę, namawiał uporczywie, by nie zamykać się tylko w bibliotekach i archiwach, lecz by zwiedzać kraj, by przez ogląd krajobrazowych reliktów przeszłości przybliżać się do niej. W trudnych zaś warunkach budowania od nowa Instytutu Historycznego UW w latach 1945–1948 zadbał od razu o organizowanie studenckich objazdów naukowych, co stało się pielęgnowaną i obecnie tradycją, i przejęte zostało przez inne ośrodki uniwersyteckie.

Po powrocie z Paryża intensywnie prowadził prace archiwalne. Wiele czasu zajmowało mu wzorowe prowadzenie proseminarium, zleconego mu przez Wydział. Brał czynny udział w pracach TMH. Prowadził sekretariat stałego delegata PTH do stosunków międzynarodowych, prof. Handelsmana; pod jego kierunkiem pracował w „Biuletynie” Federacji Towarzystw Historycznych Wschodniej Europy, utworzonej w 1927 roku.

Wszystko to nie sprzyjało postępom pracy habilitacyjnej. Tym bardziej że chętnie utrzymywał ożywione kontakty z gronem „młodszych koleżanek i kolegów, którzy tymczasem ukończyli studia. Grupa ta, która siebie nazywała «bandą», składała się – jak wspominał – w większości z niewiast, a mianowicie Bartczakówny, Heurichówny, Koelichelówny, Ładzińskiej, Remiszewskiej i Ułatowskiej. Z mężczyzn byli Przelaskowski, Oppman, Moraczewski, Zarzycki, Wilkoszewski, a na prawach seniora – ja. Chętnie szukał tego towarzystwa również i Arnold”. W „bandzie” zawiązało się wiele małżeństw. Także i Manteuffel znalazł tu swą przyszłą żonę, Marię Heurichównę, pochodzącą z rodziny od wielu pokoleń związanej z Warszawą i rzemiosłem artystycznym. Dziadek Marii, Jan Heurich, uczeń Henryka Marconiego, wzięty architekt i budowniczy, był bratankiem Emilii Heurichowej, która wraz z córkami należała do znanych działaczek powstania styczniowego. Związane były one z innym bratankiem Emilii, Bronisławem Szwarcem, przedstawicielem lewicy „czerwonych” w Centralnym Komitecie Narodowym. Ojciec zaś Marii, Jan Heurich, wybitny architekt, kierował przez pewien czas Ministerstwem Kultury i Sztuki w początkach Polski Odrodzonej.

Późną jesienią 1929 roku wyruszył dr Manteuffel ponownie do Paryża, by zamknąć swą rozprawę Teoria ustroju feudalnego według Consuetudines Feudorum (1930). Już na początku kwietnia 1930 roku rozporządzał odbitką korektorską pracy i mógł prosić o otwarcie przewodu habilitacyjnego, który zakończył się przyznaniem mu veniam legendi (10 XII 1930). Z wyjazdu do Paryża i Heidelbergu przywiózł też ważny tekst Geneza feudalizmu rozumianego jako ustrój polityczny. Referat ten przedstawił na V Powszechnym Zjeździe Historyków w grudniu 1930 roku w Warszawie.

W rozwoju immunitetu i stosunków wasalnych dostrzegał ważne elementy procesów feudalizacyjnych; istotny ich moment upatrywał w karolińskim nadaniu zależności wasalnej waloru prawno-publicznego. Wskazując na powolność feudalizacji stosunków społecznych w państwie frankijskim, nie sądził, by „kurczenie się suwerenności królewskiej” było symptomem feudalnej struktury władzy. Zdaniem jego dopiero usankcjonowanie przez monarchę „stanu rozbicia suwerenności państwowej drogą stworzenia takiej koncepcji prawnej, która potrafiła ująć zwykłą uzurpację w ramy legalizmu” stwarzało cechę charakterystyczną feudalizmu jako ustroju państwowego.

Do studiów nad feudalizmem powracał stale. Już przed wojną zwracał uwagę na różne sposoby pojmowania tego terminu. Zgodnie ze swym mistrzem dostrzegał w Polsce średniowiecznej procesy feudalizacyjne, lecz sprzeciwiał się uznaniu rozbicia dzielnicowego za feudalizm ustrojowy. Jego elementy odnajdywał raczej w Polsce XVII w., przede wszystkim ze względu na przejęcie uprawnień państwowych przez magnatów w obrębie swych wielkich własności, prowadzenie przez nich własnej polityki międzynarodowej, wytworzenie się klienteli drobnoszlacheckiej. Tak przedstawiając Problem feudalizmu polskiego w roku 1948, napotkał ostrą krytykę zwolenników dogmatyczno-schematycznej interpretacji myśli marksistowskiej. Zamiast przedyskutowania hipotezy, że „anarchiczny i antycentralistyczny ustrój Rzeczypospolitej szlacheckiej jest niczym innym, jak swoistą odmianą feudalizmu”, nastąpiła absolutyzacja różnic terminologicznych, uniemożliwiająca porozumienie się, a więc i polemikę. Późniejsze zaś uwagi Manteuffla On Polish Feudalism (1964), opublikowane na łamach prawie w Polsce nieznanego czasopisma „Medievalia et Humanistica”, zostały przeoczone. Profesor zaś, zajęty już innymi problemami, odszedł od komparatystycznych studiów nad feudalizmem jako typem ustroju, inaczej zaś biorąc, nad typem państwa rozdrobnienia feudalnego.

Wbrew nadziejom Handelsmana nie udało się po habilitacji Manteuffla stworzyć dlań nowej katedry. Był więc on aż do wojny docentem prywatnym, który obowiązany był do prowadzenia wykładów w wymiarze 1 godziny tygodniowo, lecz któremu nie przysługiwały żadne prawa. Zlecone mu prowadzenie proseminarium i dodatkowych wykładów ułatwiało mu utrzymanie żywego kontaktu ze studentami i z życiem uniwersyteckim. Dodatkowy związek z uczelnią stworzyła inicjatywa rektorów M. Michałowicza, następnie zaś S. Pieńkowskiego, w wyniku której Manteuffel opracował historię warszawskiego studium generalnego po jego repolonizacji w roku 1915, ku czemu był dobrze przygotowany. Rzecz Uniwersytet Warszawski w latach 1915/1916–1934/1935 opatrzył podtytułem Kronika (1936). Przyszło mu do niej dodać później dramatyczne w swej wymowie sprawozdanie: Uniwersytet Warszawski w latach wojny i okupacji. Kronika 1939/1940–1944/1945 (1948).

Wybuch wojny zaskoczył Tadeusza Manteuffla. Pogrążony w sprawach nauki, coraz bardziej wciągany do kierowania nią (m.in. na walnym zjeździe Polskiego Towarzystwa Historycznego wybrany został do jego Zarządu Głównego, 4 VI 1938), wolny czas poświęcał przede wszystkim sprawom domowym. „Nie chciałem wierzyć w możliwość wojny” – notował po latach. Może dlatego, że wiodło mu się w pracy i w domu.

Ponieważ Archiwum Oświecenia spłonęło w czasie bombardowania i ostrzału miasta 25 IX 1939, Manteuffel skierowany został do pracy w Archiwum Akt Nowych, którą podjął w pierwszych dniach listopada. Do archiwum tego przekazano akta wielu centralnych urzędów i ministerstw. Porządkowanie bezładnie przemieszanych zespołów archiwalnych pozwoliło mu spojrzeć na czas między wojnami z innej perspektywy, a jednocześnie pogłębić znajomość archiwoznawstwa doby najnowszej. Archiwum, przeniesione do głównego gmachu SGH, zapełnione „zwałami papierów urzędowych różnego pochodzenia”, stwarzało dogodne warunki dla części prac konspiracyjnych, do których Manteuffel włączył się jeszcze w październiku, dzięki pośrednictwu Adama Moraczewskiego. Skontaktował on swego dawnego zwierzchnika z archiwum z inżynierem Jerzym Makowieckim, jednym z twórców Stronnictwa Demokratycznego, który jeszcze przed kapitulacją Warszawy skierowany został do grupy mającej organizować przyszłą konspirację wojskową. Makowieckiemu podlegał Oddział Polityczny Komendy Głównej Służby Zwycięstwu Polski (późniejszego Związku Walki Zbrojnej, przekształconego następnie w Armię Krajową), który zajmował się gromadzeniem informacji, badaniem postaw społecznych, wywiadem politycznym, by właściwie kształtować m.in. polską propagandę. Manteufflowi przypadło w udziale referowanie prasy niemieckiej. Na początku 1940 roku skierowany został do innej pracy; z rąk swego kuzyna, Michała Walickiego, przejął sekretariat dwutygodnika „Wiadomości Polskie”, który redagował wraz z Witoldem Giełżyńskim i Bolesławem Srockim. Od połowy roku, po zorganizowaniu przez płk. Jana Rzepeckiego BIP (Biura Informacji i Propagandy), w zebraniach redakcyjnych brał udział niekiedy Rzepecki jako szef BIP-u, a częściej kierownik Wydziału Wydawnictw – Tadeusz Wardejn-Zagórski. Narady te odbywały się w mieszkaniu Manteufflów, najpierw przy ul. Chłodnej, następnie przy ul. Madalińskiego.

Gdy jesienią 1940 roku, z inicjatywy grona dyrektorów szkół średnich, poczęto organizować tajne nauczanie uniwersyteckie w zakresie humanistyki, Marceli Handelsman wyznaczył Tadeusza Manteuffla, by zorganizował on sekcję historyczną, do której dołączono szybko wcześniejsze indywidualne inicjatywy poszczególnych profesorów i wykładowców. Zajęcia rozpoczął on z 6 studentami i 3 wykładowcami; w ostatnim roku okupacji sekcja liczyła 90 studentów i 12 wykładowców. Manteuffel prowadził w jej ramach proseminarium i seminarium średniowieczne, wykładał historię wieków średnich. Mimo różnych przeciwieństw z grona tych studentów sześciu zostało profesorami, kilkunastu doktorami.

Brał też Manteuffel udział w konspiracyjnych, naukowych zebraniach TMH; przedstawił na nich kilka referatów, m.in.: Przyszła organizacja studium historycznego na uniwersytecie, podnosząc sprawy, którymi interesował się od lat studenckich, o których pisał tuż przed wojną. Pragnął zachować zalety tzw. wolnego studium humanistycznego, w którym student wybierał sobie zajęcia; zmierzał jednak do tego, by zyskał on właściwy zasób wiedzy w każdej dziedzinie historii, czemu służyć miały pierwsze dwa lata studiów według ścisłego programu. Sprawdzał swe pomysły w konspiracyjnych warunkach, zyskując przychylną opinię kolegów i potwierdzenie słuszności wyboru w osiągniętych wynikach nauczania.

Po zabiciu Makowieckiego wraz z żoną oraz Ludwika Widerszala, jednego z bliskich współpracowników Makowieckiego, docenta UW, ucznia i przyjaciela Manteuffla (13 VI 1944), a następnie wydaniu w ręce gestapo M. Handelsmana i H. Krahelskiej (14 VII 1944) przez skrajnie reakcyjną mafię, pozostającą w kontaktach z elementami awanturniczymi i, być może, prowokatorskimi, nakłoniono Manteuffla do opuszczenia Warszawy i ukrycia się. Wrażliwe poczucie obowiązku spowodowało, że jeszcze po wielu latach był niespokojny o to, czy słusznie wówczas postąpił: „Nie byłem pewien – pisał – czy opuszczając Warszawę i wyłączając się z pracy konspiracyjnej, nie ulegam zbytniej panice. Pewne jednak późniejsze fakty świadczyły, że niebezpieczeństwo nie było iluzoryczne”. Schronił się w Morach, gdzie przebywał aż do wyzwolenia, martwiąc się podczas powstania warszawskiego o rodzinę, która pozostała w stolicy.

Po wyzwoleniu powędrował pieszo do Warszawy, a przyłączywszy się do ekipy prof. Wacława Borowego, pracował, przede wszystkim fizycznie, przy zabezpieczaniu majątku uniwersyteckiego, głównie bibliotecznego. Rychło podjął odbudowę Instytutu Historycznego. Zajęcia seminaryjne rozpoczął 15 VI 1945. „Uratowany w części przez siebie jeszcze w 1939 roku księgozbiór Instytutu był jego troską najpierwszą po ludziach. Wysyłał współpracowników po uzupełnienia od Świnoujścia po Jelenią Górę; kupował, co się dało i za co się dało” – stwierdził najbliższy mu współpracownik, A. Gieysztor. Uznaniem faktów dokonanych było powołanie go na profesora nadzwyczajnego, utworzenie dla niego nowej katedry i oficjalne powierzenie mu kierownictwa Instytutu Historycznego UW. 1 IX 1945 objął katedrę jako profesor nadzwyczajny kontraktowy; rychło nastąpiła nominacja na profesora nadzwyczajnego etatowego (8 XII 1945); w roku 1951 został profesorem zwyczajnym. [...]

W następnych latach, pomimo coraz bardziej na wyższych uczelniach ograniczanych możliwości samodzielnych inicjatyw, pomimo nieprzemyślanych reform, które rychło miano uchylić, Manteuffel nie wycofał się z aktywnego życia. Zżymał się na pochopne decyzje, przeciwstawiał się pozorom. Nie cofał się jednak przed podejmowaniem odpowiedzialności. Ośrodki dyspozycji politycznej Polski Ludowej ceniły jego fachowość, rzetelność i uczciwość. Wbrew pomysłom neofickich zwolenników dogmatycznych schematów powierzały profesorowi, już przed wojną związanemu z kołami postępowej profesury, ważne funkcje w kierowaniu humanistyką; kierownictwo sekcji humanistycznej Rady Szkół Wyższych (1947–1948), a następnie Rady Głównej do spraw Nauki i Szkolnictwa Wyższego (1949–1953), dziekana Wydziału Humanistycznego UW (1948–1950), jego prorektor (1951–1953). Gdy PTH przeżywało kryzys, wybrany został prezesem jego zarządu głównego (1950–1953). W lipcu 1951 wszedł w skład komisji organizacyjnej PAN, której zadania, w sposób typowy, spełnili urzędnicy, stawiając naukowców przed rozwiązaniami nie zawsze fortunnymi. Powołany w 1952 roku na członka korespondenta PAN, wybrany został jej członkiem rzeczywistym w roku 1958. Powierzono mu wreszcie zorganizowanie Instytutu Historii PAN, który uruchomił oficjalnie w 1953; został jego dyrektorem, pełnił tę funkcję do śmierci. Walkę o nadanie kierowanym przez siebie pracom kształtu, który uważał za słuszny, przypłacił ciężką chorobą serca.

Nie wahał się występować w obronie polskiej historiografii lat międzywojnia; oburzały go zwłaszcza ataki na Handelsmana. Goryczą napełniało go gwałtowne obniżenie poziomu nauczania: „Studenci uczyli się, lecz nie studiowali. Poza obowiązkową lekturą podręcznikową nie sięgali do opracowań monograficznych zarówno dlatego, że nie posiadali elementarnej znajomości języków obcych, jak również z tego powodu, że wśród masy obowiązkowych zajęć brakło im czasu na samodzielną lekturę” – mówił Manteuffel w roku 1958 na krakowskim zjeździe historyków. Ciężko przeżywał stwierdzane wypadki fałszerstw edytorskich. Przykro odczuwał nadwątlenie zaufania społecznego do historiografii. Referat krakowski Warunki rozwoju nauki historycznej w dziesięcioleciu 1948–1958 zamknął wyrazem nadziei: „Oby nam było dane odzyskać je w pełni jak najprędzej”.

Były to zarazem czasy wielkich przedsięwzięć naukowych, m.in. badań nad genezą naszego państwa. Profesor obserwował te prace bezpośrednio, brał aktywny udział w konferencjach kierownictwa badań nad początkami państwa polskiego, będących forum autentycznych dyskusji, często towarzyszył Gieysztorowi, który należał do trzyosobowego kierownictwa tej imprezy badawczej, w wypadach na stanowiska wykopaliskowe. Sumienne swego czasu poznanie archeologii celtyckiej przydawało mu się teraz. Z zainteresowań tych powstały nieco później liczne studia Manteuffla nad istotnymi problemami dziejów wczesnopiastowskich.

Cieszył się profesor rozwojem naukowym swych uczniów. I tych, którzy jedynie przeszli przez jego przedwojenne proseminarium, i tych, których wprowadzał w metody pracy historycznej podczas okupacji, i tych, którzy doszli po wojnie, dla których otworzył privatissimum w swym mieszkaniu przy ul. Madalińskiego, gdzie od roku 1950/1951 zbierali się co środa po południu przez wiele następnych lat, także i wówczas, gdy większość z nich zyskała już stopnie doktorów i docentów.

Sam, zmuszony okolicznościami do porzucenia badań nad feudalizmem, podjął studia nad rolą zakonów w Polsce średniowiecznej, nawiązując do tematyki swego pierwszego seminarium powojennego, rozpoczętego wśród gruzów Warszawy, a poświęconego „Wpływom zachodnim w Polsce w świetle życia zakonnego”. Profesor skoncentrował swe poszukiwania nad początkami wejścia cystersów do Polski, rozpatrując ich działania na naszej ziemi w europejskim układzie odniesienia. Wskazywał na ich misyjne akcje, traktując je jako element szerszego planu, podjętego pod wpływem Bernarda z Clairvaux wbrew pierwotnym dążeniom założycieli Cistercium, którzy chcieli rygorystycznie przestrzegać reguły św. Benedykta z Nursji, żyć z pracy własnych rąk, odciąć się od spraw tego świata. Po studium Rola cystersów w Polsce w w. XII (1950) nastąpiły dalsze rozprawy, dotyczące zarówno ich ogólnoeuropejskich dziejów w tamtym stuleciu, jak i poczynań nad wschodnimi i południowymi wybrzeżami Bałtyku, a przede wszystkim w Polsce. Cykl ten zamknęła książka pt. Papiestwo i cystersi ze szczególnym uwzględnieniem ich roli w Polsce na przełomie XII i XIII w. (1955).

Później przystąpił Manteuffel do badań nad ruchami dobrowolnego ubóstwa, zamkniętych wspomnianymi już Narodzinami herezji, które ukazały się rychło w tłumaczeniu niemieckim i francuskim za życia profesora, potem zaś we włoskim w wyniku zabiegów zagranicznych firm wydawniczych. Kontynuacją tego nurtu poszukiwań były rozprawy o myśli historiozoficznej związanej z wizją futurologiczną idealnego ustroju społecznego Joachima z Fiore i pozostającego pod wpływem jego pism Piotra Jana Olivi. Nie sądził profesor, by słuszne było dopatrywanie się, jak czyniono to wielekroć, wpływów joachimizmu w koncepcjach późnośredniowiecznych, a nawet nowszych u filozofów, jak u Lessinga, Schellinga, Hegla. „Podobieństwo poglądów nie zawsze jednak świadczy o ich zapożyczaniu z wcześniejszego wzoru. Zdarza się przecież, że pewne pomysły rodzą się w różnych środowiskach niezależnie od siebie. Nie jest więc rzeczą istotną, czy poglądy wymienionych wyżej osobistości pozostawały w przyczynowym ze sobą związku. Ważne jest natomiast, że w zbliżonych okolicznościach dziejowych odżywa wiara w nadejście ery, której cechy mają stanowić zaprzeczenie stanu teraźniejszego” – pisał Manteuffel w jednej ze swych ostatnich rozpraw, pt. W oczekiwaniu ery wolności i pokoju. Historiozofia Joachima z Fiore (1969). Tę właśnie sprawę chciał zbadać na przykładzie XII-XIV w.

Prace własne, dydaktyczne i organizacyjne, przerywały ataki ciężkiej choroby serca. Po pierwszym, w roku 1955, przekazał kierownictwo Instytutu uniwersyteckiego w ręce najbliższego mu współpracownika, A. Gieysztora. Nadal jednak prowadził forsowne zajęcia na uczelni, po odejściu zaś z etatu uniwersyteckiego w roku 1968 „nie zaniechał swego seminarium, o które Uniwersytet go uprosił, znów jak w latach młodości w postaci zajęć zleconych”. Rozbudowując nadal Instytut Historii PAN, także na odcinku badań najnowszych, których bezpośrednią organizację i kierownictwo powierzył Stanisławowi Płoskiemu, przeprowadził ten Instytut między różnymi niebezpieczeństwami, w powszedniej pracy pilnując ładu, opiekując się ludźmi, dbając o jakość publikacji naukowych, zabiegając o rozbudowę warsztatów badawczych. Codziennie od 10 lub 11 do 2 po południu pracował w Instytucie, w kamienicy ks. Mazowieckich. Wcześniej, od 9 rano, studiował w bibliotece Instytutu Historycznego UW. Dwa popołudnia przeznaczał na zajęcia seminaryjne. Znajdywał jeszcze czas na pisanie, na różnorakie lektury, na życie domowe w kręgu ukochanej rodziny.

Pisanie szło mu trudno. Nie miał daru łatwego pióra. Cenił słowo i nie używał go ani w mowie, ani w piśmie niepotrzebnie. Zwięzłości i jasności konstrukcji uczył młodszych. Nie stronił od prac popularnonaukowych, lecz stawiał im te same wymagania, co pracom naukowym. Wystarczy domyślić się aparatu naukowego przy jego tekstach, tzw. popularnych, lub po prostu odrzucić go przy wielu studiach naukowych, by dostrzec, że są to wypowiedzi tego samego charakteru i poziomu, będące wynikiem wysiłku poznawczego i pisarskiego o tym samym natężeniu.

Działaniami swymi w pierwszym ćwierćwieczu Polski Ludowej przerzucił Tadeusz Manteuffel pomost nad półwieczem Polski odrodzonej, łącząc pierwsze poczynania Marcelego Handelsmana na odnowionym Uniwersytecie Warszawskim z rozkwitem dwóch stołecznych instytutów historycznych, seminarium zaś merowiriskie z seminariami prowadzonymi przez swych „wnuków naukowych”.

Kolejne rocznice poszczególnych wydarzeń, związanych z etapami odrodzenia się Polski niepodległej w czasie I wojny światowej i po niej, skłaniały profesora w końcu lat 60. do refleksji nad tym półwieczem dziejów Polski i własnych. Dzielił się wówczas chętnie swą wiedzą o historii najnowszej, zdobytą własnym życiem, pracą w archiwach już nie istniejących, poprzez krytyczną lekturę pamiętników i prac naukowych. Ślady interwencji dyskusyjnych pozostały w sprawozdaniach, częściowo publikowanych, liczniejsze odczytać można w tych pracach, na których autorów bezpośrednio oddziaływał. Sam zaś zwięźle przedstawiał sprawy, w których brał udział, jak tajne nauczanie podczas okupacji czy odbudowa Uniwersytetu Warszawskiego w 1945 roku.

Osiągnięcia naukowe i prawość stanowiły podstawę autorytetu nadającego szczególny walor jego wypowiedziom w latach 60. o etyce historyka i o szczególnych cechach historiografii. Zwracał m.in. uwagę na relatywizm ocen; a też na to, że „wizja przeszłości, odtworzonej przez dwóch badaczy na podstawie identycznych źródeł, nie musi być identyczna. Historiografia bowiem nie zna dogmatów i w tej różnorodności poglądów na przeszłość nie dopatruje się herezji. [...] Postęp naszej dziedziny wiedzy leży bowiem nie tylko w wykorzystaniu nieznanych dotąd źródeł, ale również w coraz lepszej ich interpretacji. Sprawdzianem zaś słuszności nowego ujęcia może być tylko swobodna wymiana myśli”. Sam nie wahał się poddawać swych koncepcji ocenie uczniów; cieszył się, gdy któremuś z nas udało się zaproponować lepiej źródłowo uzasadnione rozwiązanie, w wyniku czego zmieniał swój pierwotny wywód.

Zdawał sobie sprawę z kruchości swego zdrowia, lecz nigdy się nie oszczędzał. Także w próbach, które przypadły na ostatnie lata jego życia, szedł prosto, wierny swym przekonaniom, dając wzorzec postępowania rówieśnikom, młodszym, młodzieży. Przypłacił to trzecim atakiem choroby serca w lecie 1970 roku. Już podczas złudnej rekonwalescencji zabierał się do pracy, ustalał najbliższe terminy. Na kilka dni przed swą śmiercią (22 IX 1970) dyskutował ze mną zasady zespołowego przedstawienia Zarysu historii Polski (1979, pod red. J. Tazbira), które nawet pod jego silną ręką wymagałoby kilku lat pracy dużego grona historyków. Profesor nie chciał rezygnować z tych prac, miał już nawet gotową wówczas znaczną część swego wykładu o Polsce piastowskiej, co miało nas zmobilizować. Oddziaływał bowiem zawsze najlepiej własnym przykładem. Uważał, jak kiedyś mi mówił, że nie wolno się uginać przed własnymi słabościami. Obok swych dzieł pozostawił nam takie właśnie zalecenie.

Wybrana literatura

 

Gieysztor A., Historyk wobec historii i swego czasu. Tadeusz Manteuffel (1902–1970), „Kronika Warszawy” 1980, nr 2 (42), s. 103–110.

Gieysztor A., T. Manteuffel [w:] PSB, red. E. Rostworowski, t. XIX, z. 4, Kraków 1974, s. 499–501.

Gieysztor A., Trawkowski S., Tadeusz Manteuffel (5 III 1902–22 IX 1970), „Kwartalnik Historyczny” 1971, R. 78, nr 2, s. 511–519.

Trawkowski S. Posłowie [w:] Manteuffel T., Historyk wobec historii. Rozprawy nieznane, pisma drobne, wspomnienia, Warszawa 1976.

Widerszalowa E., Bibliografia prac Tadeusza Manteuffla za lata 1924–1961, [w:] Wieki średnie – Medium aevum. Prace ofiarowane T. Manteufflowi w 60 rocznicę urodzin, red. A. Gieysztor, M. H. Serejski, St. Trawkowski, Warszawa 1962.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie w: Historycy warszawscy ostatnich dwóch stuleci, red. J. Maternicki, Warszawa 1986, s. 415–442.

Maria Renata Mayenowa

Urodzona 2 VI 1908 w Białymstoku. Studia filologiczne na USB w Wilnie (1928–1932). Nauczycielka szkół średnich. Doktorat na USB (1939), asystent tamże (1940–1941). Studia uzupełniające w Pradze (1946–1948). Profesor Wydziału Polonistyki UW (1954–1968 i po 1980).

Badaczka i teoretyk literatury, studia z dziedziny poetyki i semiotyki.
Współzałożycielka (1948), pracownik i wicedyrektor do spraw naukowych (1957–1969) Instytutu Badań Literackich PAN. Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Semiotycznego.
Redaktor naukowy m.in. Słownika polszczyzny XVI w., redaktor naczelny serii „Biblioteka Pisarzów Polskich”, przewodnicząca Komitetu Redakcyjnego wydania Dzieł wszystkich Jana Kochanowskiego (od 1978). Członek Kolegium Redakcyjnego „Pamiętnika Literackiego” (od 1950).
Zmarła 7 V 1988 w Warszawie.

Poetyka opisowa, Warszawa 1949; O sztuce czytania wierszy, Warszawa 1963; Poetyka teoretyczna, Wrocław 1974; O języku poezji Jana Kochanowskiego, Kraków 1983; Studia i rozprawy (wyd. pośmiertne), Warszawa 1993.

T. Dobrzyńska, Maria Renata Mayenowa (Wstęp), [w:] M.R. Mayenowa, Studia i rozprawy, wybór i oprac. A. Axer i T. Dobrzyńska, Warszawa 1993.

TERESA DOBRZYŃSKA

MARIA RENATA MAYENOWA*

1908–1988

 

Uczona, która w latach powojennych stała się jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiej filologii i humanistyki, kształciła się na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, gdzie w latach 30. wokół prof. Manfreda Kridla powstał ośrodek podejmujący zadanie modernistycznej przebudowy literaturoznawstwa, krzewiący idee rosyjskiego formalizmu1. Uczestniczka seminarium Kridla, wówczas jeszcze pod nazwiskiem Rachela Kapłanowa, przygotowała rozprawę doktorską poświęconą kompozycji Wesela Wyspiańskiego2 i na jej podstawie uzyskała w maju 1939 roku tytuł doktora. Promocja doktorska odbyła się już po wybuchu wojny i wkroczeniu Armii Czerwonej na Litwę – 13 grudnia tegoż roku. Była to ostatnia obrona doktoratu na USB3.

Wydarzenia historyczne przerwały normalny bieg pracy naukowej i dydaktycznej młodej badaczki i naznaczyły jej życie rysą tragizmu. Po wejściu wojsk niemieckich na zaanektowane przez Rosjan wschodnie ziemie Rzeczypospolitej straciła oboje rodziców, sama zaś, wraz z mężem Józefem Mayenem, była zmuszona – jako osoba pochodzenia żydowskiego – ukrywać się. Wojnę przeżyła głównie dzięki wsparciu swego uniwersyteckiego profesora, Tadeusza Czeżowskiego. Rozpadło się wówczas całe jej środowisko naukowe – kilku kolegów zginęło, część rozproszyła się i wyemigrowała4.

Ten tragiczny początek dorosłej drogi życiowej mógłby odcisnąć swe piętno na każdym człowieku. Z pewnością Mayenowa niosła wspomnienie osobistych dramatów przez całe życie, ale kiedy ją poznałam w końcu lat 60., tamte wojenne tragedie pozostawały przemilczane. Dopiero po śmierci prof. Mayenowej zrozumiałam sens jej milczenia – milczenia, którego przerwanie groziłoby rozpadem psychicznym. Na osobiste tragedie i przeciwności życiowe Mayenowa odpowiadała pełną samozaparcia pracą.

Jej działania wpisywały się zwykle w tok badań zespołowych, których była niezmordowaną inspiratorką, organizatorką i współuczestniczką. Służyły realizacji programu, jaki w swych zasadniczych rysach skrystalizował się jeszcze w czasach wileńskich, w kręgu współpracowników i uczniów Kridla. W zdewastowanym i wyniszczonym intelektualnie kraju chciała zorganizować badania filologiczne na wysokim poziomie – stworzyć nowoczesne literaturoznawstwo uwzględniające komunikacyjne i znakowe aspekty kultury, a więc oparte na solidnych fundamentach wiedzy o języku, a ponadto dysponujące solidnym zapleczem edycji krytycznych, otwarte na świat.

Przy realizacji tych celów mogła także wykorzystać doświadczenia naukowe zdobyte w okresie swego pobytu w Pradze, gdzie tuż po wojnie jej mąż przez trzy lata był zatrudniony w polskiej ambasadzie. Mayenowa wykorzystała ten czas by zapoznać się z publikacjami badaczy z praskiej szkoły strukturalnej. Po powrocie do kraju wydała antologię ich prac5 i przez całe życie nawiązywała do założeń metodologicznych tej szkoły oraz podtrzymywała kontakty naukowe z tym środowiskiem.

Program, jaki pragnęła realizować Mayenowa, zaważył w znacznej mierze na koncepcji funkcjonowania Instytutu Badań Literackich i kierunkach prac podejmowanych w tej placówce, ale znajdował też odbicie i dopełnienie w orientacji literaturoznawstwa uprawianego od połowy lat 50. na Uniwersytecie Warszawskim w kręgu działających tam teoretyków literatury – prof. Kazimierza Budzyka i współpracującej z nim Mayenowej oraz grupy młodych badaczy, wśród których byli: Michał Głowiński, Teresa Kostkiewiczowa, Aleksandra Okopień-Sławińska i Janusz Sławiński. Przez pewien czas Mayenowa była zatrudniona w obu tych instytucjach. Na Uniwersytecie prowadziła wykłady, zyskując w 1954 roku mianowanie na profesora nadzwyczajnego. Wraz z prof. Budzykiem działała w Katedrze Teorii Literatury. Śmierć Budzyka w 1964 roku przerwała tę owocną współpracę. Mayenowa utraciła partnera do dyskusji, współinicjatora wielu przedsięwzięć.

Najwcześniej i najściślej Mayenowa związała się z IBL. Należała do zespołu jego założycieli, a byli wśród nich tak wybitni badacze z jej pokolenia, jak Kazimierz Budzyk, Stefan Żółkiewski i Kazimierz Wyka. Na skutek ich starań został powołany w 1948 roku Instytut Badań Literackich – włączony niewiele później w struktury Polskiej Akademii Nauk.

W latach 1957–1969 Mayenowa pełniła obowiązki wicedyrektora IBL do spraw naukowych. Rozwinęła w tym czasie intensywną działalność organizacyjną: inicjowała liczne dyskusje i konferencje naukowe, stymulowała podejmowanie prac badawczych i edytorskich. Niektóre z tych inicjatyw były realizowane wspólnie przez Katedrę Teorii Literatury UW oraz IBL – oba miejsca zatrudnienia Mayenowej. Tak było w przypadku serii wydawniczej «Z Dziejów Form Artystycznych w Literaturze Polskiej» – powołanej przez obie instytucje w 1963 roku, a kontynuowanej następnie od 1969 roku przez IBL. Takie też było zlokalizowanie antologii prac wydawanych w serii «U Źródeł Współczesnej Stylistyki». W serii tej, przedstawiającej założenia teoretyczne najwybitniejszych XX-wiecznych szkół stylistycznych, ukazały się tomy: Stylistyka Bally’ego6, Studia stylistyczne Karla Vosslera i Leo Spitzera7, Rosyjska szkoła stylistyki8 oraz wspomniana wcześniej antologia prac strukturalistów praskich9.

W kręgu współpracowników dwu warszawskich instytucji polonistycznych krystalizował się nurt literaturoznawczy tworzący warszawską szkołę strukturalną. Ta swego rodzaju unia, podszyta zresztą od początku niechęcią środowisk uniwersyteckich do struktur akademickich (które nie bez powodu uważano za stworzone na wzór radziecki i w intencji władz mające uprawiać literaturoznawstwo marksistowskie) pękła w 1968 roku – pękła w sytuacji pełnego odwrócenia wcześniej ustalonych ról. Był to już czas, gdy Instytut Badań Literackich stawał się ostoją bardziej swobodnych dążeń i skupiał badaczy o nastawieniu antyreżimowym, uniwersytecka Polonistyka została natomiast zdominowana przez frakcję polityczną podporządkowaną władzom; frakcji tej przewodził prof. Jan Zygmunt Jakubowski.

W atmosferze represji pomarcowych Mayenowa utraciła posadę na Uniwersytecie, co stało się zresztą w sposób niecywilizowany, bez formalnego wypowiedzenia i bez podziękowania za kilkunastoletnią współpracę. Ten afront zbiegł się z innymi ciosami: zmuszono ją w tym czasie do rezygnacji z kilku pełnionych funkcji, co nie miało uzasadnień merytorycznych. Musiała m.in. zrzec się stanowiska redaktora naczelnego Słownika polszczyzny XVI wieku, zrezygnować z prowadzenia działu Zagadnień Języka Artystycznego w „Pamiętniku Literackim”, przestała też pełnić funkcję wicedyrektora IBL do spraw naukowych. Pozostała z grupą najwierniejszych współpracowniczek, z Pracownią, którą stworzyła w Instytucie Badań Literackich.

Jednak jeszcze za życia Mayenowa doczekała się satysfakcji za afront, który ją spotkał ze strony Polonistyki UW. Gdy tylko zmienił się układ polityczny, w 1980 roku nowo wybrana dziekan Wydziału, prof. Jadwiga Puzynina, zaprosiła do współpracy zarówno prof. Mayenową, jak i parę innych osób z IBL. Zaproszenie zostało przyjęte ze zrozumieniem i zapoczątkowało to nowy okres owocnej współpracy obu instytucji.

* * *

W Instytucie od chwili jego utworzenia Mayenowa prowadziła badania z zakresu lingwistycznie zorientowanej poetyki i stylistyki, kierując zespołem, który przyjmował różne nazwy, przekształcając się ostatecznie w 1971 roku w Pracownię Poetyki Teoretycznej i Języka Literackiego. Był to lojalny i oddany zespół. To najbliższe środowisko uczestniczyło w rozwijaniu oraz realizacji ambitnego i nowatorskiego programu kreślonego przez Mayenową, która potrafiła motywować badaczy do wspólnego działania. Do grona wieloletnich współpracowniczek Mayenowej należały: Zdzisława Kopczyńska, Lucylla Pszczołowska i Zofia Florczak oraz Anna Wierzbicka i Danuta Danek. Nieco później do Pracowni dołączyły Teresa Dobrzyńska i Elżbieta Janus, w ostatnim zaś okresie życia prof. Mayenowej członkami Pracowni stali się: Anna Werpachowska (Axer), Dorota Urbańska, Jadwiga Jagiełło, Jan Kordys i Zbigniew Kloch10.

Pracownia Mayenowej oraz ona sama i skupione wokół niej zespoły badaczy (a miała wielki dar tworzenia takich grup formalnych i nieformalnych) rozwijały badania zogniskowane na realizacji postulatów dojrzałego strukturalizmu w ujęciu praskim i Jakobsonowskim, z uwzględnieniem – od połowy lat 60. – perspektywy semiotycznej. Pracownia stała się ośrodkiem propagującym badania nad strukturą tekstu spójnego, powstawały tam też prace z dziedziny semantyki i poetyki, prowadzono w niej badania nad świadomością językową i stylistyczną różnych epok. Stworzony został również główny polski ośrodek studiów nad wersyfikacją, obejmujący swym zasięgiem kraje słowiańskie, a koordynowany przez członkinie zespołu – Kopczyńską i Pszczołowską11. Jedną z bliskich współpracowniczek Mayenowej była Wierzbicka, której prace były przedmiotem szczególnego zainteresowania profesor ze względu na orientację lingwistyczną uprawianej przez nią samą poetyki i jej projekty leksykograficzne, związane z tworzeniem bazy słownikowej umożliwiającej rzetelne studia nad piśmiennictwem staropolskim.

Pod kierownictwem Mayenowej Pracownia rozwinęła dużą aktywność badawczą i wydawniczą. Wiele krótszych rozpraw, istotnych dla doskonalenia narzędzi pojęciowych poetyki, ukazywało się w „Pamiętniku Literackim”. Członkinią kolegium redakcyjnego „Pamiętnika” była Mayenowa od 1950 roku, z jej inicjatywy powstał tam dział Zagadnień Języka Artystycznego. Również z jej inicjatywy została powołana w 1956 roku seria wydawnicza «Poetyka. Zarys encyklopedyczny», której redaktorem naczelnym pozostawała ona do 1969 roku, w pracach redakcyjnych i programowaniu kolejnych tomów uczestniczyła zaś do końca życia. To zaplanowane z ogromnym rozmachem przedsięwzięcie wzbogaciło polską myśl naukową o wiele opracowań monograficznych reprezentujących różne działy poetyki12.

Jednym z elementów programu badawczego Pracowni, realizowanym w sposób systematyczny z inicjatywy Mayenowej, były poglądy na język i świadectwa historyczne na temat świadomości stylistycznej epok dawnych. Dokumentację i analizę tych zagadnień podjęto w latach 50., prace dotyczyły zaś okresu staropolskiego i czasów oświecenia13.

Wiele prac zespołowych podejmowanych przez Mayenową znajdowało wsparcie organizacyjne w Pracowni, ale możliwości realizacji zyskiwało dzięki jej pozycji jako wicedyrektora ds. naukowych IBL. Działania redakcyjne Mayenowej koncentrowały się m.in. wokół opracowań teoretycznoliterackich wydawanych od początku lat 60. w realizowanej najpierw dwutorowo, potem łącznie, serii «Historia i Teoria Literatury», której była współredaktorem do 1968 roku. Pod jej nadzorem ukazały się tam rozprawy Franciszka Pepłowskiego, Marii Dłuskiej, Zdzisławy Kopczyńskiej, Lucylli Pszczołowskiej, Anny Wierzbickiej i Wojciecha Górnego.

Na początku lat 50., wraz z grupą wybitnych filologów z różnych ośrodków uniwersyteckich, powołała serię wydawniczą «Biblioteka Pisarzów Polskich» zaprogramowaną dwutorowo: Seria A była poświęcona najwcześniejszym dokumentom piśmiennictwa polskiego, a Seria B miała obejmować dzieła pisarzy XVI i XVII wieku. Z inicjatywy Mayenowej zostały określone zasady wydawania pism staropolskich14. Jako redaktor naczelna serii BPP objęła kierownictwo nad prowadzonymi w jej ramach pracami edytorskimi. Serii tej kultura polska zawdzięcza wzorowe wydanie krytyczne Bogurodzicy oraz dzieł wielu pisarzy staropolskich, m.in. Mikołaja Reja, Samuela Twardowskiego, Andrzeja Trzecieskiego, których utwory ukazały się pod redakcją Mayenowej. W ramach serii były publikowane od 1982 roku, z dłuższą przerwą po 1997 roku, Dzieła wszystkie Jana Kochanowskiego. Edycja ta, dla której Mayenowa wywalczyła patronat Sejmu, stała się pasją ostatnich lat jej życia i przedmiotem nieustannej troski, gdy prace posuwały się zbyt wolno lub gdy były w jakiś sposób zagrożone. Pełniąc funkcję przewodniczącej zespołu opracowującego, była jednocześnie współautorką opracowania Trenów15Pieśni16. Wprowadziła tam nowy typ komentarza językowo-literackiego, ukazującego wybory stylistyczne poety na tle norm języka jego epoki. Swoje doświadczenia interpretacyjne z tych prac zawarła w książeczce O języku poezji Jana Kochanowskiego17.

Realizacja wydań krytycznych tekstów staropolskich – wydań uwzględniających znajomość języka epoki – stała się możliwa dzięki wcześniejszemu zamysłowi opracowania Słownika polszczyzny XVI wieku. Do organizacji tego przedsięwzięcia Mayenowa przygotowywała się jeszcze w latach 50., dyskutując jego założenia z Kazimierzem Budzykiem. Stworzyła koncepcję słownika stosującego szczególnie wnikliwe zasady analizy materiału językowego, co zyskało podziw najwybitniejszych leksykografów Słowiańszczyzny. Powołano zespół leksykografów i Słownik zaczął się ukazywać w 1966 roku, a kolejne jego tomy wydawane są do chwili obecnej. Jako przewodnicząca zespołu redakcyjnego, a następnie (od t. V) redaktor naczelny Słownika, czuwała nad przebiegiem prac leksykograficznych, wnikliwie redagując wszystkie hasła. Zabiegała o rytmiczny przebieg prac wydawniczych, o fundusze i maszyny drukarskie. Dzieło to, jak kilka innych zainicjowanych przez Mayenową, wykroczyło poza ramy czasowe jej życia18.

Wykorzystując możliwości, jakie oferowała instytucja akademicka, nawiązywała kontakty środowiska polskiego z głównymi ośrodkami nauki światowej. Dzięki jej staraniom do Polski przyjeżdżali wybitni badacze zagraniczni – m.in. Emile Benveniste, Pierre Guiraud, Wiktor Żyrmunski, Jurij Apresjan, Boris Uspienski, Elena Paduczewa, František Daneš. Parokrotnie – począwszy od 1959 roku – na zaproszenie IBL przybywał do Polski Roman Jakobson, którego z Mayenową łączyła wieloletnia przyjaźń.

Kulminacją tych przedsięwzięć stały się w latach 60. konferencje poświęcone poetyce (1960, 1961, 1964) i semiotyce (1965, 1966, 1968)19, których Mayenowa była współorganizatorką. Ze szczególną energią włączyła się w tworzenie ram organizacyjnych dla interdyscyplinarnych badań semiotycznych w Polsce. Autorytet, jakim cieszyła się w środowisku naukowym, sprawił, że wybrano ją na wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Semiotycznego. W działaniach na rzecz rozwijania i integrowania badań semiotycznych towarzyszył jej Żółkiewski. Ostatni z międzynarodowych zjazdów semiotycznych, odbywający się w Warszawie w końcu sierpnia 1968 roku, zgasił ich nadzieje na utworzenie w Polsce światowego centrum badań z tej dziedziny. Zjazd odbywał się tuż po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji, co zaważyło na atmosferze obrad.

Wzmacnianie kontaktów środowiska polskiego z innymi ośrodkami badawczymi na świecie było możliwe zwłaszcza w zakresie determinowanym aktualnymi warunkami politycznymi, tzn. na osi Warszawa-Moskwa-Praga. Mayenowa wykorzystywała te możliwości w stopniu maksymalnym, ale nie było w tym nic z koniunkturalizmu. Do IBL byli zapraszani wybitni językoznawcy i semiotycy rosyjscy oraz lingwiści i literaturoznawcy czescy – przedstawiciele szkół naukowych, których założenia były najbliższe naszemu środowisku i z punktu widzenia Mayenowej najbardziej inspirujące pod względem merytorycznym. Dla wielu z zapraszanych badaczy przyjazd konferencyjny do Polski był szansą na wyrwanie się spod bardziej represyjnych układów i na kontakty z kulturą zachodnią, bo w Warszawie w większym wymiarze dostępne były publikacje oraz filmy zza żelaznej kurtyny. Mayenowa cieszyła się przyjaźnią i zaufaniem tych badaczy.

Oprócz wspierania współpracy międzynarodowej w ramach spotkań konferencyjnych Mayenowa przez całe życie inicjowała prace przekładowe mające przybliżyć środowisku polskiemu dokonania wybitnych uczonych zagranicznych. Przy jej udziale powstały przekłady fundamentalnych rozpraw Piotra Bogatyriewa20 i Eleazara M. Mieletinskiego21 oraz semiotyków ze szkoły moskiewsko-tartuskiej22. W ostatnich latach życia przygotowała wraz z zespołem tłumaczy obszerny dwutomowy wybór pism Jakobsona23 – jednego z najwybitniejszych językoznawców XX wieku, teoretyka niezwykle ważnego dla rozwoju strukturalnej lingwistyki, poetyki i semiotyki.

Obserwowanie nowych nurtów badawczych na świecie zaowocowało przeszczepianiem nowych pojęć i kategorii badawczych – zwłaszcza z dziedziny semantyki, pragmatyki i stylistyki, co widać w pracach własnych Mayenowej i co zyskało także rezonans środowiskowy. W początkach lat 70. przeniosła na grunt polski problematykę spójności tekstu i przez wiele lat organizowała spotkania dyskusyjne o zasięgu międzynarodowym poświęcone tej dziedzinie. Owocem tych spotkań są zbiory rozpraw wydane pod jej redakcją24, ukazujące wyniki prac przedstawicieli różnych dyscyplin zainteresowanych tekstem – językoznawców, literaturoznawców, logików, folklorystów. Należący do tej nieformalnej serii zbiór Tekst i zdanie25 ofiarowany został Mayenowej na jubileusz jako promotorce badań nad tekstem Polsce. Jeden z kolejnych tomów tekstologicznych, który ukazał po śmierci Mayenowej (chodzi o zbiór Tekst w kontekście26), został poświęcony jej pamięci.

Kiedy z perspektywy lat spojrzy się na ów ogromny ładunek energii, jaką jedna osoba potrafiła skumulować i poświęcić rozwojowi polskiej nauki, angażując się osobiście i pociągając za sobą innych, nie sposób nie pochylić się przed jej dziełem z najwyższym szacunkiem. A przecież wymienione prace zespołowe, które inicjowała, stanowią ledwie część jej dorobku. Obejmuje on ponadto kilka książek, wśród których najważniejsze miejsce zajmuje podręcznik akademicki jej autorstwa: Poetyka teoretyczna. Zagadnienia języka27. Wiele jej mniejszych prac, o wadze problemowej niewspółmiernej do objętości, ukazywało się w czasopismach i tomach zbiorowych. Odegrały one ważną rolę w dyskusjach teoretycznych, inspirowały poszukiwania innych badaczy. Zebrane zostały pośmiertnie w obszernym tomie Studiów i rozpraw28, który w dobitny sposób ukazuje rangę Mayenowej.

Środowisko naukowe uczciło prof. Mayenową po jej śmierci przez organizację konferencji i dedykowanie jej rocznicowych publikacji. W październiku 2003 roku na uniwersytecie w Białymstoku – w rodzinnym mieście Mayenowej – zorganizowano międzynarodowe sympozjum, którego materiały zostały opublikowane następnie w księdze Obecność. Maria Renata Mayenowa (1908–1988)29. Jej imieniem została wówczas nazwana jedna z sal białostockiego Instytutu Filologii Polskiej. Pamięć dokonań Mayenowej jest również pielęgnowana w Instytucie Badań Literackich PAN. Uczestnicy polsko-bułgarskiego programu badań koordynowanych przez IBL dedykowali jej – w 20. rocznicę śmierci – tom poświęcony studiom nad jednym z zajmujących ją problemów, nad ikonicznością30. W ramach obchodów 65-lecia Instytutu i z okazji 25. rocznicy śmierci Mayenowej została wydana specjalna poświęcona jej publikacja, pt. Maria Renata Mayenowa i jej Pracownia31, w której podkreśla się jej ogromny wkład w kształtowanie programu badawczego IBL. W maju 2015 roku zorganizowano w Instytucie konferencję teoretycznoliteracką inicjującą cykl spotkań pod nazwą Colloquia Mayenoviana.

SECT-ID LINK

*W artykule zostały wykorzystane fragmenty wstępu T. Dobrzyńskiej, pt. Maria Renata Mayenowa, do zbioru: M. R. Mayenowa, Studia i rozprawy, wybór i opracowanie A. Axer i T. Dobrzyńska, Warszawa 1993.

1Swą koncepcję literaturoznawstwa przedstawił Kridl w pracy: M. Kridl, Wstęp do badań nad dziełem literackim, Wilno 1936. O roli prof. Manfreda Kridla i o środowisku skupionym wokół tego uczonego – zob.: A. F. Kola, Powstanie i rozwój szkoły badawczej Manfreda Kridla. Rola aktorów poza-ludzkich, [w:] Strukturalizm w Europie Środkowej i Wschodniej. Wizje i rewizje, red. D. Ulicka, W. Bolecki, Warszawa 2012; zob. też: M. Gorczyński, Prace u podstaw. Polska teoria literatury w latach 1913–1939, Wrocław 2009.

2R. Kapłanowa, Wesele” Stanisława Wyspiańskiego, cz. I: Problemy kompozycji, Warszawa 2013 (jest to późna publikacja książkowa maszynopisu odnalezionego po ponad 70 latach). Okoliczności powstania i odnalezienia dysertacji doktorskiej Racheli Kapłanowej przedstawia w swym artykule prof. Magdalena Popiel – zob.: M. Popiel, Maria Renata Mayenowa o WeseluWyspiańskiego, „Pamiętnik Literacki” 2013, t. CIV, z. 1, s. 199–205.

3Zob. T. Bujnicki, Maria Renata Mayenowa i seminarium Manfreda Kridla (komunikat), [w:] Obecność. Maria Renata Mayenowa (1908–1988), red. B. Chodźko, E. Feliksiak, M. Olesiewicz, Białystok 2006.

4O spustoszeniach, jakie wśród polonistów wileńskich w środowisku Kridla wywołała wojna, piszą Kola (op. cit., s. 198) i Gorczyński (op. cit., s. 432).

5Praska szkoła strukturalna w latach 1926–1948. Wybór materiałów, red. M. R. Mayenowa, przekł. i komentarz W. Górny, Warszawa 1966.

6Red. M. R. Mayenowa, przekł. i komentarz U. Dąmbska-Prokop, Warszawa 1966.

7Wybór i oprac. M. R. Mayenowa i R. Handke, Warszawa 1972.

8Wybór tekstów i oprac. M. R. Mayenowa i Z. Saloni, Warszawa 1979.

9Op. cit. – zob. przypis 5.

10O szczególnym nastawieniu Mayenowej do powołanego przez nią zespołu piszę szerzej w szkicu: Maria Renata Mayenowa i jej Pracownia, Warszawa 2013.

11Program badań w tej dziedzinie zaowocował wieloma studiami poświęconymi teorii i historii form wierszowych w literaturze polskiej (wymieniam je w pracy: T. Dobrzyńska, Formy wiersza jako nośniki znaczeń, [w:] Znakowe wartości kultury, red. Z. Kloch, M. Kaźmierczak, Ł. Grutzmacher, Warszawa 2014) oraz wydaniem 9 tomów z serii «Słowiańska Metryka Porównawcza» (omówienie założeń programowych SMP i treści poszczególnych tomów serii można znaleźć w artykule: L. Pszczołowska, Słowiańska Metryka Porównawcza. Ewolucja celów i metod badawczych, [w:] Strukturalizm w Europie Środkowej i Wschodniej, op. cit.).

12Wykaz monografii wydanych w ramach serii «Poetyka. Zarys encyklopedyczny» podano w opracowaniu bibliograficznym: Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk 1948–2001. Książki i czasopisma, oprac. K. Batora, B. Tyszkiewicz, red. J. Czachowska, Warszawa 2002 – zob. s. 16–17.

13Zob. M. R. Mayenowa, Walka o język w życiu i literaturze staropolskiej, bibliogr. oprac. B. Otwinowska, L. Pszczołowska, J. Puzynina, wyd. 2, Warszawa 1955; Wypowiedzi o języku i stylu w okresie staropolskim (do połowy XVIII wieku), oprac. B. Otwinowska, i J. Puzynina, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1963; Ludzie Oświecenia o języku i stylu, oprac. Z. Florczak i L. Pszczołowska, red. i wstęp M. R. Mayenowa, t. I-II, Warszawa 1958; t. III, Warszawa 1957; Józef Mroziński w dziejach językoznawstwa, [w:] J. Mroziński, Dzieła wszystkie, do druku przygotowała Z. Florczak, t. V, Wrocław 1986.

14Zob. Zasady wydawania tekstów staropolskich, oprac. K. Górski, W. Kuraszkiewicz, F. Pepłowski, S. Saski, W. Taszycki, S. Urbańczyk, S. Wierczyński, J. Woronczak, przykłady oprac. J. Woronczak, red. M. R. Mayenowa przy współpracy Z. Florczak, Wrocław 1955.

15J. Kochanowski, Dzieła wszystkie, t. II: Treny, oprac. M. R. Mayenowa i L. Woronczakowa oraz J. Axer i M. Cytowska, Wrocław 1983.

16Idem, Dzieła wszystkie, t. IV: Pieśni, oprac. M. R. Mayenowa i K. Wilczewska przy udziale B. Otwinowskiej oraz M. Cytowska, Wrocław 1991.

17M. R. Mayenowa, O języku poezji Jana Kochanowskiego, Kraków 1983.

18Do roku 1988 – roku śmierci Mayenowej – ukazało się 17 tomów Słownika.

19Materiały z tych konferencji zostały opublikowane w zbiorach: Poetics. Poetyka. Poetika, t. I, kom. red. D. Davie, I. Fónagy, R. Jakobson, D. Lichaczow, M. R. Mayenowa, K. Wyka, S. Żółkiewski, Warszawa 1961; Sign. Language. Culture – Znak. Język. Kultura – Znak. Jazyk. Kul’tura, kom. red. A. J. Greimas, R. Jakobson, M. R. Mayenowa, S. K. Šaumjan, W. Steibnitz, S. Żółkiewski, Mouton 1970.

20P. Bogatyriew, Semiotyka kultury ludowej, wstęp, wybór i oprac. M. R. Mayenowa, wyd. 1, Warszawa 1975; wyd. 2 poszerzone, Warszawa 1979.

21E. M. Mieletinski, Poetyka mitu, przeł. J. Dancygier, red. nauk. i przedmowa M. R. Mayenowa, Warszawa 1981.

22Semiotyka kultury, wybór i oprac. E. Janus, M. R. Mayenowa, przedmowa S. Żółkiewski, wyd. 1, Warszawa 1975; wyd. 2, Warszawa 1977.

23R. Jakobson, W poszukiwaniu istoty języka. Wybór pism, wybór, red. nauk. i wstęp M. R. Mayenowa, t. I-II, Warszawa 1989.

24Cykl opracowań z tego zakresu otwiera – wielokrotnie do dziś cytowany – tom O spójności tekstu, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1971. Zob. też: Semiotyka i struktura tekstu, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1973; Tekst i język. Problemy semantyczne, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1974; Semantyka tekstu i języka, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1976; Tekst. Język. Poetyka, red. M. R. Mayenowa, Wrocław 1978.

25Red. T. Dobrzyńska i E. Janus, Wrocław 1983.

26Red. T. Dobrzyńska, Wrocław 1990.

27Wyd. 1, Wrocław 1974; wyd. 2, Wrocław 1979; wyd. 3 popr. i uzup., red. nauk. T. Dobrzyńska, Wrocław 2000.

28M. R. Mayenowa, Studia i rozprawy, wybór i oprac. A. Axer i T. Dobrzyńska, Warszawa 1993.

29Red. B. Chodźko, E. Feliksiak, M. Olesiewicz, Białystok 2003.

30Zob. Words and Images. Iconicity of the Text – Слова и образы. Иконичность текста, red. T. Dobrzyńska, R. Kuncheva, wstęp T. Dobrzyńska, Sofia 2008.

31Zob. T. Dobrzyńska, Maria Renata Mayenowa i jej Pracownia, Warszawa 2013.

Stanisław Mazur

Urodzony 1 I 1905 we Lwowie. Początkowo studia na UJK we Lwowie, kontynuowane w Paryżu. Młodszy asystent w Katedrze Analizy Matematycznej UJK, tamże doktorat (1932) i habilitacja (1936). Docent, później adiunkt na Politechnice Lwowskiej (1935–1939), następnie również docent UJK (1936–1939). Profesor UŁ (1946–1948), Profesor UW (1948), kierownik Katedry Matematyki II (potem Katedry Analizy Matematycznej), dyrektor Instytutu Matematycznego UW (1964–1969).

Matematyk wywodzący się z kręgu lwowskiej szkoły matematycznej, bliski współpracownik Stefana Banacha. Badania nad teorią sumowalności, analizą funkcjonalną, teorią przestrzeni Banacha i teorią pierścieni lokalnie wypukłych. Wraz z Andrzejem Turowiczem prace nad teorią przestrzeni.
Członek PAN (1947), współtwórca Instytutu Matematyki PAN (od 1948). Członek Polskiego Towarzystwa Matematycznego (1975) i Węgierskiej Akademii Nauk.
Zmarł 5 XI 1981 w Warszawie.

O szeregach warunkowo sumowalnych, [s.l.] 1927; O zbiorach i funkcjonałach wypukłych w przestrzeniach liniowych, Lwów 1936; Sur les espaces métriques linéaires, Warszawa 1953.

S. Kwapień, Stanisław Mazur – życie i działalność naukowa, [w:] Matematyka przełomu XIX i XX wieku, Szczecin 1980; Wkład Stanisława Mazura w analizę funkcjonalną, „Wiadomości matematyczne” 1994, t. XXX, nr 2, s. 199–250.

ROMAN DUDA

STANISŁAW MAZUR

1905–1981

 

Stanisław Mieczysław Mazur (używał tylko pierwszego imienia) jest jednym z tych wybitnych uczonych, którzy pochodzili z niższych kręgów społecznych, ale zdołali się wybić dzięki sile swego talentu i łutowi szczęścia1. Urodził się we Lwowie 1 stycznia 1905 roku. Jego ojciec Tomasz był pracownikiem znanej austriackiej firmy cukierniczej. Warunki rodzinie mógł zapewnić skromne, miał jednak zainteresowania intelektualne i duży szacunek dla nauki. Matka Aniela, z domu Zawrotniak, zajmowała się domem, w którym Stanisław miał jeszcze 4 siostry (dwie jednak wcześnie zmarły). W gimnazjum klasycznym, w którym maturę zdał w 1923 roku, interesował się głównie filozofią i fizyką, a zwłaszcza teorią względności. Z myślą o pogłębieniu znajomości fizyki, rozpoczął po maturze studia matematyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Przerwał je jednak po trzecim semestrze i wyjechał na rok do Paryża (ze względu na brak środków jechał pociągami towarowymi, cały dobytek wioząc w koszu do bielizny). Ucząc się języka francuskiego, w Paryżu utrzymywał się z korepetycji matematyki dla studentów medycyny i uczęszczał na wykłady takich znakomitych matematyków jak Emile Borel, Jacques Hadamard i Henri Lebesgue.

Mazur studiów nigdy nie ukończył, wcześnie bowiem pochłonęła go praca naukowa. Po powrocie do Lwowa w 1926 roku zajął się podsuniętymi mu przez prof. Hugona Steinhausa zagadnieniami z teorii sumowalności (teorii przypisywania sum szeregom nieskończonym). Pracując nad nimi, Mazur skonstruował granicę uogólnioną dla pewnej klasy ciągów liczb rzeczywistych (ich uogólnienie weszło później do monografii Stefana Banacha i jest dziś nazywane granicami Banacha, choć sam Mazur nazywał je granicami Steinhausa). Dzięki tym wynikom został młodszym asystentem w Katedrze Analizy Matematycznej Steinhausa, ale naukowo w tym czasie zbliżył się do Banacha. Od tej pory główną domeną jego zainteresowań naukowych była analiza funkcjonalna, a w szczególności teoria przestrzeni Banacha. W tym okresie wpadł na „wspaniały pomysł, aby zastosować teorię przestrzeni Banacha do tych problemów. Od tej chwili metody analizy funkcjonalnej zdominowały teorię sumowalności do tego stopnia, że jawi się ona obecnie jako jej część”2.

Przymuszony przez Banacha, Mazur doktoryzował się w 1932 roku na podstawie rozprawy z teorii sumowalności3, której promotorem był Banach (nawiasem mówiąc, promotor też nie miał ukończonych studiów). Z braku odpowiedniego etatu na uniwersytecie, Mazur przeniósł się w 1935 roku do katedry prof. Antoniego Łomnickiego na Politechnikę Lwowską, gdzie do 1939 roku był adiunktem. Ponownie przymuszony, habilitował się w 1936 roku na podstawie pracy z analizy funkcjonalnej4 i od tej pory był jednocześnie docentem Uniwersytetu Jana Kazimierza i habilitowanym adiunktem Politechniki Lwowskiej. Chociaż poglądy lewicowe hamowały Mazurowi karierę naukową (do żadnej partii jednak wtedy nie należał), to dziesięciolecie 1929–1939 było najbardziej twórczym okresem w jego życiu. Ukazało się wtedy 31 jego prac (na ogólną liczbę 41), a nadto niektóre jego wyniki były publikowane w monografiach Banacha oraz Kaczmarza i Steinhausa (nie zawsze z ujawnieniem autora); wygłosił też wówczas 40 komunikatów na posiedzeniach Oddziału Lwowskiego PTM.

Poczynając od końca lat 20., Mazur był już najbliższym współpracownikiem Banacha. Doskonale się rozumieli i wzajemnie uzupełniali, co często wyglądało tak, że Banach mówił, a Mazur słuchał i od czasu do czasu lakonicznie komentował, co potwierdzało lub zmieniało tok myśli Banacha. Rezultatem takiej bliskiej współpracy były też własne przemyślenia Mazura, z których wszystkie dotyczyły kluczowych problemów analizy funkcjonalnej, a wiele otwierało nowe w niej kierunki. W swojej pierwszej pracy poświęconej przestrzeniom Banacha uczony zajął się problemem topologicznej ich klasyfikacji. Dowiódł, że dwie ważne w analizie funkcjonalnej przestrzenie lpLp (1 ≤ p ≤ ∞) są homeomorficzne i zapytywał, czy dowolne dwie przestrzenie Banacha z bazą są homeomorficzne [4]? Anonsując w 1928 roku ten swój wynik na posiedzeniu Oddziału Lwowskiego PTM, Mazur postawił pytanie ogólniejsze: czy dowolne dwie ośrodkowe, nieskończenie wymiarowe przestrzenie Banacha są homeomorficzne? Na ostateczną odpowiedź na to pytanie trzeba było jednak czekać niemal 40 lat, dało ją bowiem dopiero głośne twierdzenie Andersona-Kadeca z lat 1965–1966, mówiące o tym, że każda nieskończenie wymiarowa przestrzeń ośrodkowa Frécheta (w szczególności, każda taka przestrzeń Banacha) jest homeomorficzna z przestrzenią Hilberta. Wspomniane wysiłki polegały na badaniu struktury topologicznej przestrzeni liniowo metrycznych, rozrastając się do dziedziny zwanej dzisiaj topologią nieskończenie wymiarową, w której warszawscy uczniowie Mazura z okresu powojennego długo odgrywali pierwszoplanową rolę5.

Tematyką, w której Stanisław Mazur z Władysławem Orliczem odegrali pionierską rolę, była teoria przestrzeni lokalnie wypukłych, ogólniejszych od przestrzeni Banacha. Zdefiniowali oni najpierw przestrzenie typu Bo* (w terminologii Bourbakiego, dziś powszechnie stosowanej, są to przestrzenie topologiczne, liniowe, metryzowalne, lokalnie wypukłe), a jeśli taka przestrzeń jest ponadto zupełna, to nazwali ją przestrzenią typu Bo (w terminologii Bourbakiego jest to przestrzeń Frécheta) [17]. A w swojej rozprawie habilitacyjnej Mazur wprowadził jeszcze przestrzenie typu Bα (α oznacza moc minimalnej rodziny pseudonorm określających topologię) i rozważał przestrzenie sprzężone. W rozwijaniu teorii tych przestrzeni Mazur i Orlicz doszli daleko, ale swoje rezultaty opublikowali niestety dopiero kilka lat po wojnie [33], [35]. Na tym tle mógł się zrodzić błędny pogląd, że systematyczne badania w tej ważnej dziedzinie zaczęły się dopiero po 1950 roku6.

Innym ważnym działem analizy funkcjonalnej, którego Mazur był prekursorem, była tzw. analiza wypukła, a ściślej metody geometryczne w analizie funkcjonalnej. Zaczął od twierdzenia, że wypukła otoczka podzbioru zwartego przestrzeni Banacha jest również zwarta [6], w znacznie zaś ważniejszych pracach [13] i [16] pokazał, że podstawowe dla analizy funkcjonalnej twierdzenie Hahna-Banacha może być interpretowane jako twierdzenie o oddzielaniu hiperpłaszczyzną zbioru wypukłego od punktu, a różniczkowalność normy (ogólniej, funkcji wypukłej) w punkcie może być interpretowana jako istnienie hiperpłaszczyzny podpierającej ciało wypukłe w tym punkcie; udowodnił też piękne twierdzenie, że zbiór takich punktów na powierzchni ciała wypukłego jest zbiorem gęstym typu Gδ. W swojej rozprawie habilitacyjnej wiele miejsca poświęcił funkcjom wypukłym, ale ta, napisana tylko po polsku, nie była znana za granicą7. W tym nurcie geometrycznym znajduje się też notka [25] (napisana wspólnie z Juliuszem Schauderem), że funkcja wypukła na zbiorze wypukłym osiąga minimum i że jest to abstrakcyjna wersja wielu zagadnień wariacyjnych. Dodać też można słynne twierdzenie z pracy [32] (wspólnej z Orliczem) o nierównościach, które tłumaczy się geometrycznie jako możliwość oddzielenia hiperpłaszczyzną stożka od zbioru wypukłego. Można śmiało powiedzieć, że prace Mazura nie tylko zapoczątkowały tę tematykę, lecz także stanowią jej fundament.

Od twierdzeń Stanisława Mazura, który w przestrzeniach Banacha dostrzegał struktury algebraiczne i doceniał ich znaczenie, można też wyprowadzić teorię pierścieni unormowanych, która później rozrosła się do dużej teorii algebr Banacha. Tuż przed wojną opublikował mianowicie krótką notę [28], w której anonsował podstawowe dla tych teorii twierdzenie, że ciało unormowane nad C jest równe C (miał dowód, ale dla redakcji paryskich „Comptes Rendus” praca z dowodem była zbyt obszerna, więc Mazur go po prostu usunął). Nie znając tego wyniku, Izraił Gelfand udowodnił to twierdzenie w 1941 roku (w ogólniejszej wersji) i oparł na nim teorię algebr Banacha. Kiedy pokazano Mazurowi pracę Gelfanda, mruknął „to dobrze, nie będę musiał publikować swojej”8. W roku 1938 Mazur rozpoczął z Andrzejem Turowiczem pracę nad teorią pierścieni. Udowodnili dwadzieścia kilka twierdzeń, w tym i takie, którego szczególnym przypadkiem było uogólnienie twierdzenia Weierstrassa o aproksymacji funkcji ciągłych wielomianami. Wskutek oporów Mazura9, praca nigdy nie wyszła drukiem i twierdzenie to, udowodnione kilka lat później przez Marshalla Stone’a, nazywa się dzisiaj twierdzeniem Weierstrassa-Stone’a i należy do najważniejszych osiągnięć matematyki w XX wieku...

Można tu zauważyć charakterystyczną cechę charakteru Stanisława Mazura; niechęci do zabiegania o uznanie i rosnących z wiekiem oporów przed publikowaniem własnych wyników. Najchętniej wypowiadał się w bezpośrednich rozmowach czy komunikatach na posiedzeniach PTM lub seminariach naukowych, co niezwykle wzbogacało środowiskowy dyskurs matematyczny, jednocześnie jednak sprawiało, że wiele jego tez nie zostało nigdy opublikowanych. Czasem robili to jego uczniowie, czasem były odkrywane niezależnie, ale wiele po prostu zaginęło.

„Profesor Mazur nigdy nie przywiązywał wagi do szybkiej publikacji. Dzisiaj, w czasach pogoni za sukcesami również w dziedzinie nauki, wielu wydaje się niezrozumiała ta obojętność. Prof. Mazur to chyba jeden z ostatnich u nas uczonych romantyków, [...] dla których jedynym bodźcem do badań naukowych jest ciekawość twórcza, [...] która zawsze w historii była znamieniem wielkich indywidualności”10.

„Mazur traktował matematykę jak sztukę. Twierdzenie [...] dopóty [...] nie nadawało się do publikacji, póki nie miało dostatecznie eleganckiego dowodu. [...] Jednocześnie zawsze dbał bardzo o sensowność rozwijanej teorii. Musiała ona wiązać się dostatecznie mocno z resztą matematyki, znaczyć coś dla niej i nie mogła być rozwijana sama dla siebie”11.

Pionierskim pomysłem Mazura i Banacha było wyróżnienie funkcji obliczalnych12. To ważne pojęcie, które jednocześnie i niezależnie wysunął A. Turing, stało się podstawą teorii rekursji, ważnego (zwłaszcza dla informatyki) działu logiki matematycznej. Nie rozwinięto tych badań we Lwowie, a kiedy Mazur wrócił do sprawy po wojnie w rocznym wykładzie 1949/1950 = [40] (publikację opracowali Andrzej Grzegorczyk i Helena Rasiowa) nie było już Banacha i problematyka nie została podjęta. A szkoda13.

We Lwowie kwitło bujne życie kawiarniane, którego prof. Mazur był aktywnym uczestnikiem. Do legendy przeszła Księga Szkocka, która znajdowała się w Kawiarni Szkockiej i w której matematycy zapisywali otwarte problemy, komentarze i rozwiązania. Problemów tych zapisano blisko 300, a o produktywności Mazura świadczy fakt, że był on autorem 47 problemów (w tym 25 przedstawionych wspólnie z innymi), podał trochę rozwiązań i liczne komentarze. Do legendy przeszedł w szczególności jego problem nr 153, za rozwiązanie którego nagrodą miała być żywa gęś. Sformułowanie problemu było techniczne, jego duże znaczenie polegało wszakże na tym, że pozytywna odpowiedź pociągała istnienie bazy w ośrodkowych przestrzeniach Banacha, co byłoby ważne i było oczekiwane. Dużym więc zaskoczeniem była odpowiedź negatywna14, autor odpowiedzi nagrodę jednak otrzymał.

Rozwiązania prof. Mazura weszły też do monografii Banacha (nie zawsze z podaniem nazwiska autora) i jest on twórcą Remarques do tej monografii, które zawierały mnóstwo nowych idei, wiele otwartych problemów i wywarły znaczny wpływ na dalszy rozwój analizy funkcjonalnej15.

Uczony jest także autorem wielu pięknych i ważnych twierdzeń w klasycznej teorii przestrzeni Banacha, z których wspomnijmy chociażby twierdzenie Mazura i Ulama, że izometria w przestrzeni Banacha jest liniowa [10], twierdzenie Auerbacha, Mazura i Ulama, że przestrzeń skończenie wymiarowa Banacha, w której grupa izometrii jest tranzytywna – jest przestrzenią Hilberta [22] czy twierdzenie Banacha i Mazura o uniwersalności przestrzeni C(I) dla ośrodkowych przestrzeni Banacha16.

Pionierskie badania Mazura i Orlicza w zakresie odwzorowań wielomianowych [19], [20] (p. także [24], [26] i [27]) można traktować jako ich wkład w nieliniową analizę funkcjonalną (autorzy przypisują pojęcie odwzorowania wielomianowego Banachowi, Banach jednak swoich badań w tym zakresie nigdy nie opublikował), ale ich duże znaczenie polega także na tym, że zainicjowany przez nich nurt doprowadził do teorii odwzorowań holomorficznych między zespolonymi przestrzeniami Banacha17.

Po wkroczeniu Sowietów do Lwowa w 1939 roku Stanisław Mazur, dobrze przez nich widziany z racji swych lewicowych przekonań, został deputowanym do Zgromadzenia Ludowego Ukrainy Zachodniej. Na swojej jedynej sesji Zgromadzenie uchwaliło jednomyślnie przyłączenie Ukrainy Zachodniej do Związku Sowieckiego. Później Mazur został profesorem i kierownikiem Katedry Geometrii ukraińskiego uniwersytetu im. Iwana Franko.

W czasie okupacji niemieckiej profesor był sprzedawcą w cukierni siostry i szwagra, a potem w sklepie spożywczym. Po powrocie Sowietów został członkiem Zarządu Głównego Związku Patriotów Polskich i przewodniczącym tej organizacji na Ukrainę Zachodnią. Urlopowany z uniwersytetu, pomagał przy „repatriacji” ludności polskiej do Polski w jej nowych granicach. Po latach wspominał: „Organizowaliśmy [...] schroniska, stołówki, ambulatoria lekarskie, [...] szwalnie dla szycia prymitywnej bielizny i odzieży, zaopatrywaliśmy repatriantów w żywność; zorganizowaliśmy polskie audycje radiowe, polski „Teatr Miniatur” we Lwowie [...], a w okresie Świąt Bożego Narodzenia w 1945 r. z głośników można było tu słyszeć polskie kolędy”. I nieco dalej, „praca naukowa może i diabłom pomagać, a z takiej pracy prostej dla ludzi, jaką prowadziliśmy w Związku Patriotów Polskich, mogą się cieszyć tylko aniołowie”18.

Profesor opuścił Lwów w maju 1946 roku i aktywnie włączył się w odbudowę życia matematycznego w Polsce. Początkowo osiadł w Łodzi, współtworząc środowisko matematyczne na nowym Uniwersytecie Łódzkim, a w 1948 roku przeniósł się na Uniwersytet Warszawski, gdzie objął Katedrę Matematyki II, przemianowaną później na Katedrę Analizy Matematycznej, dodatkowo sprawując funkcję dyrektora Instytutu Matematycznego UW w latach 1964–1969. Przez dwie pierwsze powojenne kadencje był posłem na Sejm, przez parę lat był członkiem KC PZPR. Ponieważ nie aprobował poczynań władzy w 1968 roku, odszedł z UW i odtąd pracował już tylko w IM PAN, który od 1948 roku współtworzył i w którym odgrywał znaczącą rolę. W 1975 roku przeszedł na emeryturę.

W 1947 roku został członkiem korespondentem PAU, a od powstania PAN w 1952 roku był jej członkiem rzeczywistym i pierwszym sekretarzem generalnym, a w latach 1952–1957 członkiem prezydium. Był także członkiem zagranicznym Węgierskiej Akademii Nauk, członkiem honorowym PTM (1975), doktorem honoris causa UW. Miał wysokie odznaczenia państwowe, w tym Krzyż Oficerski OOP (1954) oraz Order Sztandaru Pracy II klasy (1951) i I klasy (1954).

Profesor Stanisław Mazur wypromował około 20 doktorów. Większość w Warszawie, w czasie kiedy sam mniej już pracował naukowo, całą swoją energię kierując na kształcenie uczniów. Miał ich wielu i znakomitych, byli to między innymi: Czesław Bessaga, Witold Bogdanowicz, Andrzej Birkholz, Tadeusz Figiel, Witold Kołodziej, Stanisław Kwapień, Krzysztof Maurin, Andrzej Pełczyński, Stefan Rolewicz, Wiesław Szlenk, Nicole Tomczak-Jaegerman, Przemysław Wojtaszczyk, Wiesław Żelazko.

Przed wojną żonaty z Bronisławą Wysocką (mieli dwie córki: Barbarę i Krystynę Mazurównę, znaną tancerkę19), po wojnie za towarzyszkę życia miał Hannę Szmuszkowicz.

Zmarł 5 listopada 1981 roku w Warszawie.

SECT-ID LINK

1Najwięcej informacji o życiu Mazura można znaleźć w wywiadzie, którego udzielił M. Iłowieckiemu: Matematyka moja miłość (wywiad z doc. H. Szmuszkowicz i prof. S. Mazurem), „Przekrój” 1980, nr 1850. Por. S. Kwapień, Stanisław Mazur – życie i działalność naukowa, [w:] Matematyka przełomu XIX i XX wieku, Materiały z IV Ogólnopolskiej Szkoły Historii Matematyki, red. S. Fudali, Szczecin 1980, s. 57–70.

2Znakomite omówienie dorobku naukowego S. Mazura można znaleźć w artykule: G. Köthe, Wkład Stanisława Mazura w analizę funkcjonalną, „Wiadomomości Matematyczne” 1994, t. XXX, nr 2, s. 199–250; przekład artykułu: Stanisław Mazur’s contributions to functional analysis, „Mathematische Annalen” 1987, 277, s. 489–528; tłumaczka Ewa Hensz dołączyła krótki biogram Mazura, a Andrzej Granas dodał Spis artykułów Stanisława Mazura liczący 41 pozycji oraz daty i tytuły komunikatów Mazura na posiedzeniach Oddziału Lwowskiego PTM i po wojnie do 1948 roku. Cytat pochodzi ze s. 236. Numery prac cytowane w niniejszym tekście odnoszą się do tego Spisu artykułów. Por. B. Bojarski, Przemówienie wygłoszone na uroczystości nadania stopnia doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego Profesorowi Stanisławowi Mazurowi, „Wiadomości Matematyczne” 1980, t. XXII, nr 2, s. 257–266. Biogramy Mazura zawierają: Wielka encyklopedia powszechna PWN, t. XVIII; A. Śródka, P. Szczawiński, Biogramy uczonych polskich, cz. 3: Nauki ścisłe; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia; Słownik biograficzny matematyków polskich, red. S. Domoradzki, B. Węglowska, Z. Pawlikowska-Brożek, Tarnobrzeg 2003; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012.

3S. Mazur, O szeregach warunkowo sumowalnych, „Archiwum Towarzystwa Naukowego we Lwowie” 1929, t. IV, s. 411–423 = [5].

4Idem, O zbiorach i funkcjonałach wypukłych w przestrzeniach liniowych, Lwów 1936 = [23].

5Por. C. Bessaga, A. Pełczyński, Selected topics in infinite-dimensional topology, „Monografie Matematyczne” 1975, t. LVIII.

6Por. J. Dieudonné, History of Functional Analysis, Amsterdam 1981, s. 215.

7A. Turowicz opowiadał, że Mazur, przeglądając czasopismo przeglądowe „Zentralblatt” w 1938 roku, mruknął do siebie: „Hm, te moje wyniki o funkcjach wypukłych nie były takie złe, wszystkiego jeszcze nie mają”. Por. A. Turowicz, Fragment wspomnień o Stanisławie Mazurze, [w:] Matematyka przełomu..., op. cit., s. 69–70.

8Por. S. Kwapień, Stanisław..., op. cit., s. 66.

9A. Turowicz, W sprawie dowodu twierdzenia Weierstrassa-Stone’a, „Wiadomości Matematyczne” 1995, t. XXX1, s. 149–150.

10W. Orlicz, Stanisław Mazur, „Nauka Polska” 1965, R. 13, nr 1 (55), s. 41–46.

11S. Kwapień, Stanisław..., op. cit., s. 67–78.

12Zrobili to w odczycie na posiedzeniu Oddziału Lwowskiego PTM, por. S. Banach, S. Mazur, Sur les fonctions calculables, „Annales de la Société Polonaise de Mathématique” 1937, t. XVI, s. 223.

13Rzecz jest jednak pamiętana. Porównując Turinga z Banachem i Mazurem, M. Guillaume napisał: „Ale to w Polsce przed wojną Banach i Mazur badali tę ideę w sposób najbardziej konsekwentny”, por. M. Guillaume, La logique mathématique en sa jeunesse, [w:] Development of Mathematics 1900–1950, red. J.-P. Pier, Basel 1994, s. 288.

14P. Enflo, A counterexample to the approximation property in Banach spaces, „Acta Mathematica” 1973, t. CXXX, s. 309–317.

15S. Banach, Théorie des opérations linéaires, „Monografie Matematyczne” 1932, t. I.

16Ibidem, rozdział XI, §8.

17Por. G. Köhe, Wkład..., op. cit.

18S. Mazur, Przemówienie wygłoszone przy nadaniu doktoratu honorowego Uniwersytetu Warszawskiego, „WM-II” 1980, t. XXII, 22, nr 2, s. 269.

19A. Żebrowska, Mazurówna, „Wysokie obcasy” 2007, nr 23 (424); K. Mazurówna, Burzliwe życie tancerki, Warszawa 2010, s. 334.

Antoni Mączak

Urodzony 30 III 1928 we Lwowie. Studia w Instytucie Historycznym UW (1947–1950); doktorat i habilitacja tamże, profesor UW (1973). W latach 1980–1987 dyrektor Instytutu Historycznego UW.

Historyk, zajmował się zagadnieniami historii gospodarczej, politycznej i społecznej, m.in. tematyką nowożytnych podróży po Europie oraz funkcjonowaniem nowożytnego państwa.
Członek PAN, Królewskiej Duńskiej Akademii Nauk, Academia Europea, The International Association of Economic History, Historisches Kolleg w Monachium. Wykładał gościnnie m.in. w Szwecji, USA i Kanadzie.
Zmarł 6 III 2003 w Warszawie.

Sukiennictwo wielkopolskie w XVI-XVII wieku, Warszawa 1955; U źródeł nowoczesnej gospodarki europejskiej, Warszawa 1967; Między Gdańskiem a Sundem: studia nad handlem bałtyckim od połowy XVI do połowy XVII w., Warszawa 1972; Życie codzienne w podróżach po Europie XVI-XVII w., Warszawa 1978; Rządzący i rządzeni. Władza i społeczeństwo w Europie wczesnonowożytnej, Warszawa 1986; Nierówna przyjaźń: układy klientalne w perspektywie historycznej, Wrocław 2003.

D. Kołodziejczyk, In memoriam: Antoni Mączak 30 III 1928–6 III 2003, „Roczniki Dziejów Społecznych i Gospodarczych” 2003, nr 63, s. 221–224; T. Siewierski, Antoni Mączak jako historyk podróży, „Przegląd Humanistyczny” 2011, R. 55, nr 1 s. 5–16.

WOJCIECH TYGIELSKI

ANTONI MĄCZAK

1928–2003

 

Urodził się 30 marca 1928 roku we Lwowie. Pochodził z rodziny idealnie pasującej do określenia „przedwojenna inteligencja”. Jego ojciec, także Antoni, był przed II wojną światową asystentem w Katedrze Botaniki Uniwersytetu Jana Kazimierza, nauczycielem gimnazjalnym oraz wizytatorem szkolnym z ramienia Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, a po wojnie pierwszym, wieloletnim dyrektorem Liceum Plastycznego im. Wojciecha Gersona w Łazienkach. Matka, Maria z Domaszewskich, po studiach biologicznych pracowała w Towarzystwie Walki z Gruźlicą; była wnuczką Karola Estreichera seniora. W 1931 roku rodzina przeniosła się ze Lwowa do Warszawy.

Tam młody Antoni przeżył okupację, nawiązał kontakt z konspiracją, był harcerzem Szarych Szeregów. W powstaniu warszawskim walczył jako żołnierz 3 batalionu pancernego AK „Golski”. Po kapitulacji dostał się do niewoli i przebywał w obozach jenieckich na terenie Niemiec. Ze wspomnień powstańczych eksponował po latach, co znamienne, lekturę Buddenbrooków Tomasza Manna na poddaszu kamienicy przy ul. Noakowskiego, gdzie powierzono mu obserwowanie ruchów wojsk przeciwnika, a z okresu pobytu w oflagu i bezpośrednio po uwolnieniu – piaszczyste, jak to u wybrzeży Bałtyku, plaże na wyspie Sylt, ponoć najpiękniejsze na świecie.

Końca wojny doczekał w obozie jenieckim pod Hamburgiem. Podjął decyzję o powrocie do kraju, do rodziny. Zdał maturę w liceum Batorego, skończył trzyletnie wtedy studia i w 1950 roku został zatrudniony na stołecznym uniwersytecie, w Instytucie Historycznym, w którym przeszedł wszystkie szczeble akademickiej kariery i który – jeżeli nie liczyć gościnnych pobytów na zagranicznych uczelniach – do końca życia pozostał jego jedynym miejscem pracy.

Wyniesiona z domu rodzinnego postawa obywatelska, połączona zapewne z oceną politycznych realiów oraz chęcią współkształtowania otaczającej rzeczywistości, zaowocowały decyzją Mączaka o wstąpieniu do PZPR; całkiem podobne były zresztą motywy, które skłoniły go do opuszczenia partii, a wcześniej – w latach 70. – do przyjęcia wobec władzy postawy kontestacyjnej. Otwarcie sprzyjał wtedy nowym inicjatywom społecznym, starał się chronić osoby opozycyjnie zaangażowane, wspierał ruch wydawniczy i niezależne działania edukacyjno-oświatowe.

Choć z zasady stronił od funkcji i obowiązków reprezentacyjnych, przez dwie kadencje był jednak dyrektorem Instytutu Historycznego, którym został w przełomowym 1980 roku (gdy jego przyjaciel i dotychczasowy dyrektor, Henryk Samsonowicz, został wybrany rektorem UW). Takie było bowiem oczekiwanie środowiska, z którego opinią zawsze się liczył. Przez wiele lat przewodniczył także Radzie Naukowej Ośrodka Studiów Brytyjskich; był zaangażowany w prace uniwersyteckiej Komisji Bibliotecznej (wybieraniu książek, o które warto uzupełnić uczelniane księgozbiory, poświęcał zawsze bardzo dużo czasu i uwagi). Jego kandydatura na prorektora – u boku Klemensa Szaniawskiego – nie uzyskała w 1984 roku akceptacji władz.

Był członkiem Academia Europea, Duńskiej Akademii Nauk, The International Association of Economic History, a także prestiżowego Historisches Kolleg w Monachium oraz Polskiej Akademii Umiejętności; członkiem korespondentem PAN. Aktywnie uczestniczył w pracach Commission Internationale pour la Publication des Sources de l’Historie Europeénne.

Zmarł 6 marca 2003 roku w Warszawie.

W młodości zdecydował się na studia historyczne, choć wybór wcale nie był oczywisty. Intelektualna atmosfera rodzinnego domu mogła skierować go w wielu kierunkach, łącznie z architekturą (na co przez pewien czas się zanosiło) oraz naukami biologicznymi, które były domeną rodziców. Myślał też o politechnice; chciał tworzyć rzeczy wymierne. Jednak zwyciężyła w końcu historia, będąca przedmiotem pasjonujących, dziecięcych i młodzieńczych lektur.

Był to kierunek studiów odbudowywany wtedy w Warszawie przez wybitnych przedwojennych profesorów, a więc – początkowo przynajmniej – oporny wobec politycznej indoktrynacji w jej najprymitywniejszej formie. Dość szybko należało zatem dokonać wyboru epoki, która stać się miała przedmiotem pogłębionych, specjalistycznych studiów. Zainteresowanie historią najnowszą ustąpić miało epokom dawniejszym. Tu ambitny student spotkać miał wykładowców najwyższej klasy: Tadeusza Manteuffla, Aleksandra Gieysztora, Stanisława Arnolda, Witolda Kulę, a przede wszystkim Mariana Małowista, który wkrótce stał się naukowym patronem prężnej grupy młodych badaczy. Oprócz Mączaka, należeli do niej m.in.: Henryk Samsonowicz, Janusz Tazbir i Benedykt Zientara, a także nieco młodsi – Bronisław Geremek, Andrzej Wyrobisz.

W tym gronie Mączak poznał smak pracy zespołowej, a także środowiskowej, przyjaznej i intelektualnie stymulującej rywalizacji, jeżeli pod tym pojęciem rozumieć będziemy stałe konfrontowanie wyników własnych badań z efektami osiąganymi przez kolegów i przyjaciół o podobnych zainteresowaniach. Zajmowali się historią gospodarczą, bo taka była ówcześnie panująca marksistowska moda, ale też takie problemy fascynowały młodych historyków, którzy chcieli badać zjawiska długofalowe oraz identyfikować procesy społeczne i gospodarcze, przydając uprawianej tematyce możliwie wiele cech dyscypliny naukowej.

Ważnym elementem charakteryzującym nowy sposób uprawiania historii, poza tematyką oraz metodologią, była właśnie zespołowość badań. Patronujący im Marian Małowist – sam pracujący nad syntezą przemian gospodarczo-społecznych w późnym średniowieczu i na początku czasów nowożytnych – przydzielał uczniom tematy wzajemnie się uzupełniające oraz takie, których przestudiowanie było niezbędne do skonstruowania wspomnianej syntezy. Mączak opracowywał więc dzieje sukiennictwa wielkopolskiego, Zientara zajmował się hutnictwem małopolskim, a Samsonowicz – rzemiosłem wiejskim.

Tematyce gospodarczej Antoni Mączak pozostawał wierny stosunkowo długo, czemu sprzyjał fakt, iż wykazywał się zamiłowaniem do ujęć kwantytatywnych i umiejętnością wyciągania klarownych wniosków z materiału liczbowego. W tej konwencji – łączącej analizę zjawisk gospodarczych, często przy użyciu nowoczesnych metod statystycznych, z wnioskami o charakterze syntetycznym, odnoszącymi się także do historii społecznej – utrzymane były jego dwie następne książki [o gospodarce chłopskiej na Żuławach Malborskich (1962) oraz o handlu bałtyckim, widzianym przez pryzmat komory celnej w duńskim Sundzie (1972)], a także cała seria artykułów i wystąpień na konferencjach naukowych. Próbą pozyskania dla tematyki gospodarczej szerszego grona czytelników była niewielka objętościowo, lecz z rozmachem napisana książka, której tytuł – U źródeł nowoczesnej gospodarki europejskiej (1967) – odzwierciedla jej zawartość. Podobny cel miała publikacja tomu Geneza nowożytnej Anglii (1968), w którym Mączak, tym razem w roli wydawcy, redaktora naukowego oraz tłumacza, zaprezentował najważniejsze rozprawy i dyskusje toczone w gronie historyków brytyjskich, których od pewnego już czasu – co najmniej od pobytu w Cambridge w roku akademickim 1956/1957 – był wiernym czytelnikiem, stając się jednym z nielicznych w Polsce znawców nowożytnych dziejów Anglii.

Badania z zakresu historii gospodarczej ugruntowały pozycję Mączaka w środowisku, jednak jego ówczesne publikacje – ze względu na tematykę oraz naukowy charakter – nie mogły zdobyć szerszego grona czytelników. Sytuacja ta zmieniła się diametralnie na kolejnych etapach jego badawczej drogi, kiedy to jednym z podejmowanych zagadnień stały się nowożytne podróże po Europie. Z tematem tym, który okazał się atrakcyjny i dla samego badacza, i dla jego czytelników – dużo teraz liczniejszych – oraz dla kolejnych pokoleń seminarzystów, już nigdy się nie rozstał, choć do niego się nie ograniczał.

Zaczynał skromnie, chyba bez świadomości przyszłego długotrwałego zaabsorbowania zjawiskiem dawnych podróży. Jako historyk gospodarczy szukał możliwości syntetycznego porównania poziomu cen i kosztów utrzymania w krajach nowożytnej Europy, co przy ówczesnym zróżnicowaniu systemów monetarnych nie było wcale łatwe. Podróżni przemierzający po kilka krajów, a mający z założenia stałe potrzeby konsumpcyjne, niezależnie od miejsca pobytu, powinni – tak rozumował – dostarczyć niezbędnych informacji, zwłaszcza gdy, co zdarzało się dość często, byli zmuszeni do rozliczenia się z poniesionych wydatków po powrocie (dotyczyło to np. dyplomatów, ale także wysyłanych na studia paniczów, których rodzice byli zainteresowani kosztami edukacji i starali się je kontrolować). Na podstawie tego rodzaju źródeł powstała mapa Europy pokryta wskaźnikami kosztów utrzymania, ukazującymi drastyczne różnice istniejące pod tym względem na Starym Kontynencie. Ta propozycja badawcza wzbudziła zainteresowanie i skłoniła do ożywionej dyskusji historyków europejskich, w której wziął udział sam Fernand Braudel.

Mączaka ten badawczy epizod najwyraźniej zachęcił do dalszego zajmowania się dziejami podróży. Powstały na ten temat kolejne książki [Życie codzienne w podróżach po Europie XVI-XVII w. (1978, 1980), Peregrynacje – wojaże – turystyka (1984), Odkrywanie Europy (2001)], a ich autor znalazł licznych naśladowców w kraju i poza granicami, zyskując nawet – w ocenie recenzenta „New York Timesa” – miano „klasyka tematu”. Oprócz barwnej panoramy zjawiska – nigdy dotąd tak szeroko nie rozpatrywanego – została sformułowana teza o pierwszorzędnej roli kulturowej wczesnonowożytnych podróży po Europie, których znaczenie dla wzajemnego poznania się i ewentualnego zbliżenia jej mieszkańców Mączak był skłonny porównywać z wynalazkiem Gutenberga i zrewolucjonizowaniem procesu rozprzestrzeniania informacji oraz myśli i idei za pośrednictwem druku.

Profesor – dodajmy na marginesie – miał niezwykle rozwinięty zmysł syntezy, który łączył z oryginalnością oraz bogactwem historycznych skojarzeń, co być może było wynikiem wieloletniego obcowania z materiałem liczbowym i opracowywania go za pomocą finezyjnych, jak na humanistę, metod statystycznych. Warto w tym kontekście wspomnieć jeden z jego wcześniejszych artykułów, w którym skomplikowane zagadnienie opłacalności handlu oraz kalkulacji, jakich dokonywali kupcy pośredniczący w eksporcie polskiego zboża, przedstawił za pomocą gdańskiego podręcznika kupieckiego, na kartach którego znalazł odpowiednie przykłady – w formie zadań do rozwiązania. Późniejsze badania bardzo obfitego w tym przypadku materiału źródłowego, potwierdziły hipotezę Mączaka, że autorzy ówczesnych podręczników kupieckich kompetentnie dobierali przykłady kalkulacji handlowych, a powolne jeszcze wtedy procesy inflacyjne owych szkolnych zadań szybko nie dezaktualizowały.

Podróże to była zarazem galeria interesujących postaci, różnorodnych tras, motywów podróżowania oraz sposobów reagowania na odmienną rzeczywistość. To były także czynione przez peregrynantów obserwacje i porównania, zależne przecież od ich wiedzy oraz wcześniejszych doświadczeń, a zatem charakteryzujące format intelektualny i kulturowe zaplecze wyruszających w daleką podróż. W sumie – kapitalny materiał, pozwalający analizować różnice między krajami i regionami Europy. Sukcesywnie pojawiały się też nowe wątki i pomysły badawcze, a wśród nich zainteresowanie diariuszami późniejszymi, XIX-wiecznymi, z nowymi – z ducha romantycznymi – fascynacjami przyrodą oraz naturą. Wśród czytanych i komentowanych autorów pojawili się Byron oraz Goethe, ale także Chateaubriand, Amerykanin John Stephens, czy też „nasz” Michał Wiszniewski, historyk literatury, który wraz z Norwidem wdrapywał się na Etnę.

Zrodził się też pomysł, by za pierwszoplanowe źródło uznać drukowane przewodniki, z których europejscy nowożytni turyści stopniowo korzystali coraz częściej. Wnikliwej lekturze pierwszych, masowo drukowanych przewodników angielskich – Johna Murraya i niemieckich – Karla Baedekera, oraz studiom nad treścią oraz genezą zawartych w nich wskazówek, towarzyszyła próba odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu kolejne generacje peregrynantów stały się zależne od dostępnych na rynku turystycznych instruktaży, od zawartych w nich komentarzy oraz doboru obiektów, które ktoś wcześniej, arbitralnie zaklasyfikował jako warte obejrzenia.

Po okresie intensywnego zajmowania się dziejami podróży, na pierwszy plan zainteresowań badawczych Mączaka wysunęło się państwo nowożytne – jego struktury, funkcjonowanie, systemy władzy. Zaczął od wątków społecznych, interesując się przede wszystkim rolą więzi nieformalnych. Wprowadził do polskiej nauki historycznej pojęcie więzi klientarnych, interpretował rzeczywistość społeczną w kategoriach patronatu i klienteli; starał się identyfikować konteksty społeczne i polityczne, w których znaczenie tego rodzaju związków było szczególnie istotne. Zaliczał do nich realia Rzeczypospolitej Obojga Narodów – państwa zdominowanego przez samorząd szlachecki i przez to mającego słabe struktury biurokratyczne; państwa niemal pozbawionego administracji, zwłaszcza w terenie, a zatem skazanego na funkcjonowanie w oparciu o nieformalne systemy powiązań i zależności.

Zdając sobie sprawę, że więzi o charakterze niesformalizowanym łatwo odnaleźć w większości kultur i epok historycznych, Mączak podkreślał, że w realiach staropolskich zjawisko to musiało odgrywać szczególną rolę. W kategoriach historii społecznej analizował też wzajemne relacje patrona i klienta, podkreślając, że zobowiązanie lojalności, wierności i różnorodnych świadczeń na rzecz partnera odnosiło się do obu stron oraz, że więzi te miewały niekiedy charakter wielopokoleniowy, a zatem stanowiły trwały element społecznej rzeczywistości. Swoje przemyślenia na temat tak pojmowanych realiów staropolskich, widzianych – jak zawsze – na tle europejskim, przedstawił w książce zatytułowanej Klientela. Nieformalne systemy władzy w Polsce i Europie XVI-XVIII wieku (1994, 2000).

Temat jednak nie przestał go fascynować. Zamiłowanie do komparatystyki sprawiło, że starł się identyfikować relacje patron-klient w coraz to innych systemach społecznych, niekiedy bardzo odległych chronologicznie od epoki nowożytnej i geograficznie od europejskiego centrum. Dostrzegał istotne podobieństwa w bardzo niekiedy odległych kulturowych kontekstach. Synteza tego zagadnienia, zatytułowana Nierówna przyjaźń. Układy klientalne w perspektywie historycznej (2003), została – już po śmierci autora – opublikowana przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, której prestiżowego stypendium „Mistrz” był Mączak laureatem i beneficjentem.

Z badań nad klientelą wyłoniły się kolejne problemy i wyzwania badawcze. Najważniejsze dotyczyło systemów władzy i struktur państwa, a także jego elit. Analizując państwo we wczesnym okresie nowożytnym, Mączak zastosował – bodaj na największą możliwą skalę – metodę porównawczą. Współtworzył koncepcję „państwa jako przedsiębiorstwa”, a więc instytucji narzucającej obywatelom zasady gry i w efekcie przynoszącej korzyści oraz konkretne zyski wąskiej elicie władzy; analizował zjawisko „inflacji godności”, czyli gwałtownego przyrostu liczby urzędów, często po prostu sprzedawanych chętnym za pieniądze, co owocowało spadkiem znaczenia konkretnych stanowisk oraz obniżaniem się prestiżu piastujących je urzędników i było przyczyną społecznych oraz politycznych powikłań. Rozwijał też, sformułowane wcześniej w Niemczech i w Stanach Zjednoczonych (Immanuel Wallerstein) pomysły analizy porównawczej „centrum” i „peryferii” – zarówno w skali kraju, jak i kontynentu; współtworzył modele europejskich regionalizmów – wedle koncepcji koncentrycznych kręgów, coraz bardziej od centrum oddalonych i w stosunku do niego zacofanych (Wilhelm Abel). Swoje najważniejsze w tym względzie przemyślenia, wraz z prezentacją całej gamy europejskich organizmów państwowych XVI i XVII wieku, zawarł w ważnej książce Rządzący i rządzeni (1986, 2002). Pod koniec życia pracował nad kolejną książką o elitach społecznych, starając się – jak zawsze – przedstawić zjawisko na możliwie szerokim tle porównawczym.

Chciał zrozumieć odmienność dróg rozwoju Polski i całego regionu środkowo-wschodniej Europy, wyjaśnić przyczyny jego cywilizacyjnego zacofania. Starał się dojść do konkluzji przez ujęcia komparatystyczne. Pod tym względem nie miał sobie równych – talenty językowe oraz umiejętność sprawnego posługiwania się wielojęzyczną literaturą przedmiotu, a także zmysł syntezy, czyniły go w tej konkurencji niedoścignionym.

Utrzymywał kontakty z najwybitniejszymi historykami w Europie i w Ameryce. Wykładał w wielu ośrodkach akademickich, takich jak University of Illinois at Champaign-Urbana, University of Notre Dame, czy też McGill University; prowadził badania oraz seminaria w Anglii, we Francji, w Niemczech, w Skandynawii; był zapraszany na wykłady i na konferencje naukowe, uczestniczył w międzynarodowych programach badawczych, pisał i redagował syntezy [Dzieje gospodarcze Polski do 1939 r. (1965), Społeczeństwo polskie od X do XX wieku (1979), Encyklopedia historii gospodarczej Polski do roku 1945 (1981), Europa i świat w początkach epoki nowożytnej (1991), Historia Europy (1997), Dynastie Europy (1997), Od plemion do Rzeczypospolitej (1996)], współtworzył programy nauczania historii, recenzował podręczniki, zasiadał w kolegiach redakcyjnych polskich i zagranicznych czasopism („Przegląd Historyczny”, „Acta Poloniae Historica”, „Social History”, „European History Quarterly”, „European Review of History”, „French History”, „Cheiron”); przyczynił się do powstania specjalistycznego periodyku „Journal of History of Travel and Tourism”. W latach 1986–1992, powołany do tej roli przez European Science Foundation, koordynował program badawczy The Origins of the Modern State in Europe, 13th–18th Centuries.

Antoni Mączak był historykiem, który swoją profesję uprawiał przez dziesięciolecia z niesłabnącą pasją i nieukrywaną przyjemnością. Był nie tylko wybitnym uczonym, lecz także postacią niezmiernie ważną dla całego warszawskiego środowiska. W tym człowieku było bowiem coś więcej, niż tylko intelekt i naukowy format najwyższej klasy. Jego osobowość była otwarta na różnorodność świata; jakby skrojona na uniwersalną, czyli uniwersytecką miarę, także na miarę tych, którzy przymiotów jego ducha i intelektu nie mieli. Był zwyczajny, skromny, lubiący prostotę; badacz i intelektualista skoncentrowany na swojej pracy, a zarazem ciekaw ludzi, towarzyski, dowcipny, błyskotliwy, pełen uroku.

Skoncentrowany na pracy naukowej, reagował żywo na otaczającą go rzeczywistość, objawiając – z przekonaniem – aktywność na forum publicznym. Starał się działać sensownie i efektywnie; nie marnować czasu. Czas identyfikował jako ważny problem – osobisty i zarazem badawczy. Pracy poświęcał jego zasadniczą część i nie był zadowolony, gdy bieżące obowiązki organizacyjne, reprezentacyjne czy towarzyskie wymuszały jej odsunięcie na dalszy plan. Ale jego czas był bardzo elastyczny, „rozciągliwy”; gospodarował nim rozrzutnie, poświęcał innym – pilnie śledząc ich badania oraz dokonania pisarskie. Przez jego seminarium, które nigdy nie miało kłopotów frekwencyjnych, przeszły kolejne studenckie generacje, a ich przedstawiciele – poza dobrymi wspomnieniami – zachowali silne poczucie formacyjnej wspólnoty.

Pod koniec lat 70. kupił wiejską chatę w Tocznabieli, wsi pod Pułtuskiem, na skraju Puszczy Białej. Tam stworzył swoje ukochane miejsce pracy oraz relaksu; miejsce w ostatnich latach życia dla niego bodaj najatrakcyjniejsze. Chętnie zapraszał tam przyjaciół; także swoich współpracowników i uczniów, którymi interesował się od ich najwcześniejszych uniwersyteckich lat – pilnie śledząc ich postępy. Był zawsze gotów do pomocy – nie tylko jako nauczyciel i promotor, lecz także jako starszy kolega i przyjaciel, który dla młodszych był autorytetem zawodowym, a bywał także autorytetem życiowym. Dobrze pamiętam, że przyjazne kontakty z profesorem w naszym instytutowym środowisku były postrzegane jako wyjątkowo cenny przywilej, z którego na szczęście – niech mi będzie wolno zakończyć tym osobistym akcentem – mogłem przez lata obficie korzystać.

Wybrana literatura

 

Bibliografia prac Antoniego Mączaka, Gdańsk 2005.

Mączak A., Historia jest we mnie, Warszawa 2004.

Mączak A., Tygielski W., Latem w Tocznabieli, Warszawa 2000.

Władysław Henryk Melanowski

Urodzony 22 VI 1888 w Warszawie. Studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu św. Włodzimierza w Kijowie (1907–1912); asystent w Zakładzie Anatomii Patologicznej UW, później w Klinice Okulistycznej UW, tamże doktorat (1923) i habilitacja (1926); profesor UW (1933). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Kierownik Katedry i Kliniki Okulistycznej UW (1929–1931). Dyrektor Instytutu Oftalmicznego w Warszawie (1934–1945). Dyrektor Kliniki Okulistycznej UW (1945–1950) i Akademii Medycznej (1950–1959).

Lekarz oftalmolog; prace m.in. z optyki okulistycznej, fizjopatologii i higieny oka.
Członek TNW (1946), Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Polskiego Towarzystwa Historii Medycyny, Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.
Redaktor naczelny czasopisma „Klinika oczna” (1931–1937).
Zmarł 19 II 1974 w Warszawie.

Badania kliniczne i anatomopatologiczne nad zmianami w oczach w zapaleniu nerek, Kraków 1925; Nowe drogi leczenia nawrotów owrzodzeń rogówki, Warszawa 1937; Dzieje Instytutu Oftalmicznego im. Edwarda ks. Lubomirskiego w Warszawie 1823–1944, Warszawa 1948; Optyka okulistyczna, Warszawa 1950; Oko a układ nerwowy, Warszawa 1956; Dzieje okulistyki, Warszawa 1972.

H. Jeżewska, Prof. dr Władysław Henryk Melanowski, „Archiwum Historii Medycyny” 1974, t. XXXVII, s. 223–238.

STANISŁAW ZWOLSKI

WŁADYSŁAW HENRYK MENALOWSKI

1888–1974

 
W historii polskiej okulistyki trudno znaleźć tak wybitnych mistrzów i jednocześnie polihistorów i poliglotów jak Władysław Henryk Melanowski. Urodził się 22 VI 1888 roku w Warszawie, stolicy Nadwiślańskiego Kraju jako syn rzemieślnika fabrycznego Kacpra i Wiktorii de domo Ziemińskiej. Nie był jedynakiem, towarzyszyło mu rodzeństwo: Czesław i Wiktoria. Do szkół uczęszczał w grodzie Warsa i Sawy – najpierw do II Gimnazjum, potem, gdy jako uczestnik strajku szkolnego w 1905 roku miał problemy, uczył się przez pewien czas w Gimnazjum generała Pawła Chrzanowskiego, a także w Akermanie (obecnie Białogród), mieście położonym nad limanem Dniestru, gdzie jako ekstern w 1907 roku uzyskał maturę.

W wieku 17 lat został osierocony. Najpierw odszedł ojciec, a później matka. Opiekę nad nim, a także pozostałym rodzeństwem przejął brat matki – Antoni. Melanowski uzyskał stypendium rządowe i podjął studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu św. Włodzimierza w Kijowie. Odbywał je w latach 1907–1912, a dyplom lekarza otrzymał 16 X 1912 roku. Na dyplomie była adnotacja: „Pomieniony w niniejszym dyplomie p. Melanowski otrzymywał stypendium rządowe w ciągu trzech semestrów w Uniwersytecie św. Włodzimierza za co ma obowiązek odsłużyć skarbowi po półtora roku za każdy rok otrzymanego stypendium”1.

Nastąpiły lata wytężonej pracy. Początkowo Melanowski miał w klinice chirurgicznej w Kijowie wolontariat, który trwał rok. Żył ze stypendium rządu cesarskiego w epoce Mikołaja II i jako stypendysta otrzymał posadę we wsi Siemijarka na Syberii w pobliżu Semipałatyńska. I wojna światowa odmieniła jego życie. Został żołnierzem armii rosyjskiej i w stopniu kapitana służył na Syberii koło Tobolska i w Omsku. W mieście tym poza działalnością wojskową zajął się okulistyką i nawet dokonywał zabiegów chirurgicznych. Podczas pobytu na Syberii poznał wygnańców polskich. Zaangażował się w działalność Polskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny, którego najpierw był wiceprezesem, a potem prezesem.

Do ojczyzny wrócił wiosną 1918 roku i podjął pracę jako wolontariusz w Instytucie Oftalmicznym, którego szefem był Walenty Kamocki. Jako początkujący okulista Melanowski podlegał w instytucie Kazimierzowi Beinowi. Przez pewien czas był asystentem Zakładu Anatomii Patologicznej Uniwersytetu Warszawskiego. Państwo potrzebowało doświadczonych kadr, także medycznych, ale najpilniejsze wydawały się wówczas kwestie związane z obronnością kraju. Wcielony do wojska wczesną wiosną 1919 roku i obdarzony stopniem oficerskim kapitana w Armii Polskiej Władysław Melanowski wyruszył do Francji, gdzie służył pomocą organizującej się wtedy Armii gen. Józefa Hallera. Wtedy poznał wiele instytucji lecznictwa szpitalnego, także zajmujących się okulistyką.

We Francji uczony nie był długo, raptem 3 miesiące. Wzbogacony o nowe doświadczenia, podjął pracę okulisty w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie, a później w grodzieńskim Szpitalu Okręgowym. Działalnością okulistyczną parał się w tych instytucjach nieregularnie. Był to czas, kiedy lekarze, także okuliści, byli potrzebni na frontach wojennych. Najwyraźniej początkujący okulista wykazał się swymi umiejętnościami, gdyż na początku 1921 roku Kazimierz Noiszewski podjął starania o zwolnienie Melanowskiego z sił zbrojnych. Młoda Klinika Okulistyczna Uniwersytetu Warszawskiego pozyskała osobę znacząco wzmacniającą jej kadrę. Od tej pory kariera Melanowskiego zmierzała w kierunku naukowym. Został asystentem na uczelni, a potem starszym asystentem.

Po uzyskaniu w 1923 roku doktoratu, w latach 1924–1925 pogłębiał swoją wiedzę i umiejętności najpierw w Bordeaux u Pierre-Félixa Lagrange’a, a następnie w Pradze, Zurychu oraz w Wiedniu, w Szpitalu Franciszka Józefa – u Hansa Laubera. Zdobyte wówczas doświadczenia szybko zaowocowały habilitacją otrzymaną w 1926 roku na podstawie pracy pt. Badania anatomo-patologiczne i kliniczne nad zmianami w oczach w chorobach nerek. Zyskała ona uznanie w środowisku lekarskim i okulistycznym, autor otrzymał Nagrodę im. W. Koczorowskiego Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego i został etatowym docentem. W latach 1926–1933 Melanowski wykładał metody badania wzroku. Kilka lat później, po przejściu Noiszewskiego na emeryturę, przez dwa lata (1929–1931) pełnił obowiązki kierownika Katedry i Kliniki Okulistycznej do czasu objęcia tej funkcji przez wiedeńczyka, Hansa Laubera. W jakiś czas potem uzyskał godność profesora tytularnego (1933). W 1934 roku został dyrektorem Instytutu Oftalmicznego w Warszawie i tę funkcję sprawował do 1945 roku.

W czasie kampanii wrześniowej profesor pracował w Szpitalu Ujazdowskim (jako kierownik oddziału ocznego). W pierwszych latach wojny brał udział w tajnym nauczaniu. Na tajnym Wydziale Lekarskim UW oraz w tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich wykładał optykę okulistyczną (1941–1942) i dzieje okulistyki (1941–1942). Wykłady opracowywał, korzystając z bibliotek Instytutu Oftalmicznego i Polskiego Towarzystwa Okulistycznego.

W powstaniu warszawskim z początkiem sierpnia Melanowski rozpoczął ewakuację chorych i personelu Instytutu do budynku Muzeum Narodowego. Wieczorem tego samego dnia Niemcy podpalili budynek. We wrześniu ewakuował Instytut Oftalmiczny do Milanówka, a następnie do Grodziska. Stamtąd wrócił do stolicy w marcu 1945 roku. Wkrótce został powołany na stanowisko profesora nadzwyczajnego okulistyki i Kierownika Katedry i Kliniki Uniwersytetu Warszawskiego (w latach 1945–1950), a następnie Akademii Medycznej, gdzie sprawował tę funkcję do 31 VIII 1959 roku, czyli do przejścia na emeryturę. Profesurę zwyczajną otrzymał dopiero 29 XI 1956 roku.

Jako znakomity kierownik, pedagog i uczony Melanowski wykształcił wielu znamienitych okulistów, przeprowadził liczne doktoraty oraz sporą ilość habilitacji takich wybitnych uczonych jak: Witold Kapuściński, Wiktor Arkin, Witold Starkiewicz, Stanisław Altenberger, Jerzy Morawiecki, Adam Kwaskowski, Witod Orłowski, Mariam Merz, Paweł Segał, Elżbieta Rusinowa, Zofia Falkowska, Halina Wolter.

„Stworzył w ten sposób szkołę. Odznaczał się doskonałą spostrzegawczością i wyjątkową pamięcią, a przede wszystkim ogromnym umiłowaniem nauki, wiedzą teoretyczną i praktyczną. Był wybitnym erudytą o szerokich zainteresowaniach filozoficznych i historycznych. Prócz większości języków europejskich, biegle znał grekę, łacinę, pismo arabskie i hebrajskie. Materiały do rozpraw historycznych czerpał z oryginalnych źródeł średniowiecznych. Posiadał także duże zdolności popularyzatorskie. Jako lekarz i pedagog wyróżniał się postawą pełną szlachetności, życzliwości i zrozumienia dla innych”2.

Od 1947 roku profesor współpracował z Polskim Komitetem Normalizacyjnym w komisjach ustalających normy z zakresu optyki i okulistyki. Począwszy od 1921 roku brał czynny udział we wszystkich zjazdach okulistów polskich, w wielu zjazdach okulistów słowiańskich, francuskich, brytyjskich, niemieckich i w międzynarodowych kongresach okulistycznych.

Pracował aktywnie naukowo. Szczególnie interesujące prace napisał w okresie międzywojennym. Opisał w nich podział zmian na dnie oka w chorobach nerek – Badania anato-patologiczne i kliniczne nad zmianami w oczach w chorobach nerek (1925); wyjaśnił najczęstszą przyczynę zapalenia woreczka łzawego u kobiet – Badania w sprawie większej częstości zapalenia woreczka łzawowego u kobiet (1926); opracował ciekawą metodę wyłuszczania gradówki i dalszych działań leczniczych w tej kwestii – Gradówka, jej leczenie i własna odmiana zabiegu wyłuszczania gradówki (1927); zmodyfikował w sposób wielce oryginalny cięcie spojówkowe w operacji Lagrange’a – Własna modyfikacja cięcia spojówkowego w operacji Lagrangea (1928). Jako dobrze wykształcony anatom podał anatomiczne wyjaśnienie pojawiania się przypadków pierścienia Kaisera i Fleischera rogówki w chorobie Wilsona – Zbadany anatomo-patologiczny przypadek pierścienia Kaisera-Fleischera rogówki (1929); wykazał znaczenie sportu, dietetyki oraz oświetlenia dla prawidłowej czynności narządu wzroku.

W okresie okupacji zwrócił uwagę na znaczenie historii w medycynie, opracowując dzieje Instytutu Oftalmicznego oraz szerzej pojęte dzieje okulistyki polskiej i światowej. W tej dziedzinie wydał dwa bezcenne dzieła: Dzieje Instytutu Oftalmicznego im. Edwarda ks. Lubomirskiego w Warszawie 1823–1944 (Warszawa 1948) oraz Dzieje okulistyki (Warszawa 1972). Współpracował z Polskim słownikiem biograficznym, umieszczając w nim sylwetki okulistów polskich.

Melanowski był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych okulistów polskich o ogromnym wręcz dorobku naukowym i monograficznym. Warto wspomnieć tu monografię optyki i neurologii okulistycznej: Optyka okulistyczna (1950). Już w początkach swej kariery naukowej przełożył, na wieczną chwałę nauki polskiej, Krótki podręcznik chorób ocznych (1921) – Nathaniela Bishopa Harmana. Literaturę fachową tłumaczył też na inne języki, np. Iconographia ophtalmologica (1963) pióra Bogumiła Kozłowskiego na język rosyjski. W latach 1931–1937 był naczelnym redaktorem czasopisma „Klinika Oczna”. Odznaczony orderami: polskimi i zagranicznymi. Członek wielu towarzystw naukowych: Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz Polskiego Towarzystwa Historii Medycyny. Członek, prezes i członek honorowy Polskiego Towarzystwa Okulistycznego, a także członek honorowy wielu zagranicznych towarzystw okulistycznych, np. Towarzystwa Okulistów Francuskich.

Władysław Melanowski był żonaty z Franciszką de domo Migdalską. Z tego związku miał cztery córki: Zofię, Halinę, Krystynę i Irenę. Zmarł 19 II 1974 roku i został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Wybrana literatura:

 

Jeżewska H., Prof. dr Władysław Henryk Melanowski, „Archiwum Historii Medycyny” 1974, t. XXXVII, s. 223–238.

Łoza S., Czy wiesz kto to jest?, Warszawa 1983.

Polski słownik biograficzny, red. E. Rostworowski, t. XIX, Kraków 1974.

Słownik biograficzny polskich nauk medycznych XX wieku, red. i oprac. B. Urbanek, Warszawa 1997.

Śródka A., Uczeni polscy XIX i XX stulecia, Warszawa 1994.

SECT-ID LINK

1H. Jeżewska, Prof. dr Władysław Henryk Melanowski, „Archiwum Historii Medycyny” 1974, t. XXXVII, s. 223.

2Z. Trzcińska-Dąbrowska, Melanowski Władysław Henryk (1888–1974), s. 77.

Kazimierz Michałowski

Urodzony 14 XI 1901 w Tarnopolu. Studia na UJK (1920–1924); dalsze studia w Berlinie, Heidelbergu, Paryżu i Atenach. Doktorat (1926), profesor UW (1930), twórca katedry archeologii śródziemnomorskiej, dziekan Wydziału Humanistycznego i prorektor UW.

Archeolog, egiptolog, historyk sztuki; twórca polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej. Wykopaliska m.in. w Edfu, Mirmeki, Tell Atrib, Palmyrze, Aleksandrii, Dongoli, Nea Pafos, Faras. Kierownik misji archeologiczno-rekonstrukcyjnej w Deir el-Bahari.
Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Ekspertów do spraw Ratowania Skalnych Świątyń Abu Simbel UNESCO (1961–1970). Organizator działu sztuki starożytnej MNW; założyciel (1959) i kierownik Polskiej Stacji (ob. Centrum) Archeologii Śródziemnomorskiej w Kairze (1956) oraz Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN.
Członek m.in. TN W (1945), PAN (1952), British Academy w Londynie, Niemieckiej Akademii Nauk w Berlinie, Instytutu Archeologii Orientalnej w Kairze, prezes International Society for Nubian Studies.
Zmarł 1 I 1981 w Warszawie.

Kultura artystyczna starożytnej Grecji, Warszawa 1933; Palmyre: fouilles polonaises 1960, Warszawa 1962; Faras: fouilles polonaises 1961, Warszawa 1962; Nie tylko piramidy. Sztuka dawnego Egiptu, Warszawa 1966; Od Edfu do Faras, Warszawa 1974.

Z. Sztetyłło, Profesor Kazimierz Michałowski, „Przegląd Humanistyczny” 1981, 6 (189), s. 149–154.

ZOFIA SZTETYŁŁO

KAZIMIERZ MICHAŁOWSKI*

1901–1981

 

Śmierć prof. Kazimierza Michałowskiego 1 stycznia 1981 roku zamknęła pewien określony rozdział historii archeologii śródziemnomorskiej w Polsce, której powstanie i rozwój w znacznej mierze były wynikiem jego pięćdziesięcioletniej działalności. Początki naukowej kariery profesora przypadają na okres międzywojenny, kiedy archeologia klasyczna w Polsce znajdowała się jeszcze w stadium organizacji, a jej przedstawiciele tworzyli pierwsze ramy koncepcji programowych, struktur organizacyjnych, podejmowali zadanie kształcenia kadr przyszłych archeologów na istniejących wówczas katedrach uniwersyteckich. Studia odbywane we Lwowie pod kierunkiem prof. Edmunda Bulandy Kazimierz Michałowski kontynuuje w Berlinie, Heidelbergu, Paryżu i Atenach – w katedrach i instytutach legitymujących się długimi tradycjami badawczymi, liczącymi się osiągnięciami naukowymi, doświadczeniami w kształceniu kadr i w działalności wykopaliskowej. W roku 1926 dwudziestopięcioletni Kazimierz Michałowski uzyskuje stopień doktora, a w roku 1930 stanowisko profesora Uniwersytetu Warszawskiego. Wówczas to przystępuje do organizowania Katedry Archeologii Klasycznej. Zainteresowania badawcze profesora koncentrują się w tym okresie wokół problematyki sztuki starożytnej, a jego marzeniem, do którego urzeczywistnienia zmierzać będzie konsekwentnie przez następne lata, jest zorganizowanie ekspedycji archeologicznej na którymś z obszarów cywilizacji starożytnych.

Doświadczenie terenowe zdobywa prof. Michałowski w ekspedycjach École Francaise d’Athenes, jednego z najaktywniejszych instytutów archeologicznych. Uczestniczy w wykopaliskach na wyspach Delos i Tazos oraz w Delfach, naukowym zaś efektem jego ówczesnej działalności jest praca Les portraits hellenistiques et romains wydana w Paryżu w 1932 roku w serii Exploration Archeologique de Delos i nagrodzona przez Francuską Akademię Nauk. Czytelnik polski otrzymał popularnonaukową pracę pt. Delfy, jeden z pierwszych podręczników sztuki greckiej, wielokrotnie wznawiany także w okresie powojennym.

Niemal jednocześnie z objęciem Katedry Archeologii Klasycznej, podjęciem działalności dydaktycznej i kontynuowaniem działalności badawczej profesor podejmuje pracę w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie organizuje Galerię Sztuki Starożytnej. Opracowany zostaje długofalowy plan naukowej systematyzacji, inwentaryzacji i prezentacji skromnych wówczas zbiorów, na które składały się zabytki sztuki i przemysłu artystycznego starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu przechowywane w siedzibie Muzeum na Podwalu, dary z kolekcji prywatnych, m.in. J. Choynowskiego, W. Semerau-Siemianowskiego, M. Geniusza, J. Sobieszańskiego, B. Sekułowicza, A. Jełowickiego, oraz zabytki ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie. Zabytki te, w większości przechowywane w magazynach, dały zaczątek Zbiorom Sztuki Starożytnej Muzeum Narodowego w Warszawie, eksponowanym od czerwca 1938 roku w nowym gmachu Muzeum przy al. 3 Maja. Profesor Michałowski obejmuje stanowisko kierownika działu, pierwszym zaś jego asystentem zostaje dr Maria Ludwika Bernhard, asystent Zakładu Archeologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego, która uzyskała pierwszy w dziejach Uniwersytetu doktorat z archeologii klasycznej na podstawie pracy Wazy greckie w Muzeum im. E. Majewskiego w Warszawie, opublikowanej w 1936 roku.

W 1936 roku udaje się prof. Michałowskiemu zapewnić dopływ zabytków starożytnych do Muzeum Narodowego w Warszawie dzięki własnym wykopaliskom. Wspólnie z Instytutem Francuskim Archeologii Wschodu profesor organizuje francusko-polską ekspedycję archeologiczną w Edfu, w Górnym Egipcie, i zostaje jej kierownikiem. W czerwcu 1937 roku otwarto w Muzeum Narodowym wystawę wykopalisk egipskich, rezultat pierwszej kampanii wykopaliskowej, i w tymże 1937 roku ukazuje się opracowany przez profesora przewodnik pt. Wystawa wykopalisk egipskich. Kolejny przewodnik opracowany przez prof. Michałowskiego, wydany w 1938 roku pt. Zbiory sztuki starożytnej, jest nie tylko prezentacją zbiorów eksponowanych w Galerii, ale także zwięzłym wykładem historii sztuki starożytnej, ułatwiającym poznanie wystawionych zabytków. Druga kampania wykopaliskowa na przełomie 1937 i 1938 roku oraz dary Francuskiego Instytutu Archeologii Wschodu znacznie wzbogaciły, przede wszystkim o zabytki egipskie, zbiory Muzeum Narodowego; zabytki z trzeciej kampanii, przeprowadzonej w Edfu na przełomie 1938 i 1939 roku, przybyły do Muzeum w trzydziestu skrzyniach w lipcu 1939 roku. Ratowanie od pierwszych dni wojny tych i innych zabytków Działu Sztuki Starożytnej dla Muzeum i kraju rozpoczyna dramatyczną walkę dr Marii Ludwiki Bernhard i innych pracowników Muzeum Narodowego z okupantem.

Nie uczestniczy w niej porucznik Kazimierz Michałowski – walczy na froncie, a wzięty do niewoli osadzony zostaje do końca wojny w obozie jenieckim w Woldenbergu. Za walkę w kampanii wrześniowej otrzymał profesor Krzyż Virtuti Militari.

Obóz w Woldenbergu nie oznacza bierności, załamania się, beznadziejnej wegetacji. Okres przymusowej bezczynności wypełnia profesor aktywną działalnością popularyzatorsko-dydaktyczną. Naukę hieroglifów, wykłady ze sztuki starożytnej wspominają do dziś ci, którzy Woldenberg przeżyli i którzy byli słuchaczami wykładów profesora w oflagu. Dla niejednego z nich było to pierwsze zetknięcie się z egiptologią i sztuką starożytną, które rozbudziło zainteresowanie światem starożytnym i zaważyło na decyzjach dotyczących późniejszych, już powojennych losów. Listy od bliskich i przyjaciół ułatwiały przetrwanie, a nieliczne paczki, wśród których najbardziej wzruszające były ubożuchne paczki od byłych robotników z Edfu, miały dla profesora większą wartość, niż ich nadawcy mogli przypuszczać.

W 1945 roku domem, w którym profesor ulokował swój plecak, było Muzeum Narodowe. Nic innego już nie istniało, niewiele pozostało z warsztatu naukowego zniszczonego wraz z Uniwersytetem w 1939 roku. Wyniesione ukradkiem przez dr Marię Ludwikę Bernhard nieliczne notatki i książki uległy później zagładzie w powstaniu warszawskim. Pozostali jednak ludzie; poza przedwojennymi studentami także ci, których kształciła Maria Bernhard w tajnym uniwersytecie, oraz nowi, dla których archeologia i egiptologią stanowiły przedmiot marzeń. Profesor obejmuje Katedrę Archeologii Klasycznej, następnie nie rezygnując z Katedry – stanowisko dziekana i prorektora. Pierwszym powojennym magistrem był Jerzy Halicki, który studia rozpoczął pod kierunkiem profesora jeszcze przed wojną. Wykładów słuchali studenci archeologii, filologii klasycznej i historii sztuki, w seminariach uczestniczyli, poza przedwojennymi i po wojennymi studentami, wszyscy zainteresowani ich tematyką, m.in. ludzie teatru, a także pracownicy różnych innych instytucji (np. pracownik Komisji Specjalnej do Walki ze Spekulacją i Nadużyciami).

Nikt wówczas, w tych pierwszych powojennych latach, nie marzył o udziale w pracach wykopaliskowych w Egipcie czy Grecji, nikt nie miał nadziei na osobiste poznanie któregoś z krajów śródziemnomorskich – wystarczyć musiały ilustracje nielicznych książek, trochę przezroczy, a przepisywane skrzętnie i przekazywane z rąk do rąk notatki z wykładów profesora służyły jako podstawowy skrypt kilku rocznikom studentów. Jedynym miejscem bezpośredniego kontaktu z zabytkami starożytnymi było Muzeum Narodowe w Warszawie. Studenci starszych roczników byli w tym czasie pracownikami Działu Sztuki Starożytnej i oni też opracowywali spisy inwentarzowe zabytków uratowanych oraz rewindykowanych z Ziem Zachodnich. Przygotowując je, opracowywali jednocześnie tematy swych prac magisterskich, a następnie doktorskich. Profesor uważał, iż koniecznym warunkiem nauczenia się archeologii, najlepszą metodą przygotowania do zawodu jest praca nad oryginalnym materiałem zabytkowym, nie zaś kompilacyjne przetwarzanie. Wykłady z dziedziny sztuki starożytnej Egiptu, Grecji i Rzymu, zarys historii archeologii, ćwiczenia uzupełniające wykłady stanowiły jedynie wprowadzenie w złożoną problematykę objętą ówczesnym programem studiów.

Od 1951 roku program i struktura studiów uległy zasadniczej zmianie. Historię sztuki starożytnej w toczących się w tym okresie dyskusjach metodologicznych uznano za zbędne estetyzowanie, znacznie ważniejszą rolę przypisywano natomiast historii kultury materialnej oraz jej ekonomicznym i społecznym uwarunkowaniom. Z połączenia komórek zajmujących się archeologią klasyczną, archeologią Polski i etnografią powstaje Studium Historii Kultury Materialnej kształcące absolwentów w systemie dwustopniowym: absolwenci i magistranci. W strukturze Studium HKM profesor pełni dalej obowiązki kierownika Zakładu Archeologii Klasycznej. Był to okres niezwykle trudny, charakteryzujący się absolutną izolacją, przerwaniem kontaktów z zagranicznym środowiskiem naukowym, brakiem dopływu informacji i książek, zubożeniem treści nauczania. Niemniej w okresie tym pod kierunkiem profesora powstało wiele prac magisterskich, których podstawę źródłową stanowiły zespoły zabytków z Muzeum Narodowego w Warszawie, a ich autorzy tworzyli zwarty, skupiony wokół profesora zespół, uczestniczący w jego czwartkowych seminariach, trwających często do późnych godzin wieczornych.

Od 1954 roku środowisko archeologiczne Uniwersytetu Warszawskiego, jedyne w Polsce kształcące archeologów klasycznych (wg dawnej nomenklatury), działa już w korzystniejszych warunkach. Otwarcie granic oznaczało uczestnictwo profesora w międzynarodowych kongresach i dopływ bieżącej informacji naukowej oraz pierwsze przyjazdy wykładowców zagranicznych, którzy pozostawiali zazwyczaj cenne dary dla biblioteki Zakładu. Zmienia się także struktura uniwersytecka – ulega likwidacji Studium Historii Kultury Materialnej, zreformowany zostaje system kształcenia, pojawiają się możliwości uzyskania koncesji wykopaliskowych. Szanse te profesor wykorzystuje w pełni: w roku 1956 rozpoczyna działalność polsko-radziecka ekspedycja w Mirmekionie koło Kerczu, która prowadzi wykopaliska przez trzy kolejne sezony. W roku 1957 profesor wraca do Egiptu i rozpoczyna wykopaliska w Tell Atrib w Delcie Nilu. Te dwa stanowiska archeologiczne stały się wielkim chantier szkoleniowym niemal wszystkich wykształconych do tej pory archeologów. Od 1959 roku rozpoczynają się wykopaliska w Palmyrze, w Syrii, od 1960 roku wykopaliska w Aleksandrii, od 1961 roku – w Faras i Deir-el-Bahari, od 1964 roku – w Don-goli (Sudan), od 1965 roku – w Nea Paphos na Cyprze. Koordynatorem ekspedycji staje się Stacja Archeologii Śródziemnomorskiej Uniwersytetu Warszawskiego z siedzibą w Kairze, kierowana przez profesora. Podjęcie prac wykopaliskowych w latach 50. i powstanie Stacji otwiera nowy etap w dziejach archeologii klasycznej w Polsce. Inspirowana i kierowana przez profesora działalność Stacji rozbija tradycyjne ramy badań uprawianych w egiptologii i archeologii klasycznej. Badania w Mirmekionie zapoczątkowują tematykę badawczą, która dziś określana jest jako archeologia nadczarnomorska. Badania w Syrii dały początek palmyrenistyce, wykopaliska w Sudanie umożliwiły rozwój nubiologii. Wzrost liczby stanowisk archeologicznych nie oznaczał tylko ekspansji na nowe obszary, dotychczas przez polskich archeologów niebadane. Było to również wykroczenie poza tradycyjne ramy chronologiczne zainteresowań egiptologów czy też archeologów grecko-rzymskich, sięgnięcie do epok prehistorycznych (wykopaliska w Kadero), do sztuki wczesnochrześcijańskiej na obszarach dawnych cywilizacji starożytnych (wykopaliska w Faras).

Realizacja tych zamierzeń byłaby niemożliwa bez przygotowania kadr ludzkich. Młodych archeologów śródziemnomorskich, taką bowiem nazwę, odpowiadającą nowemu zakresowi ich zainteresowań, otrzymują dotychczasowi archeologowie klasyczni, można od lat 50. spotkać niemal we wszystkich najważniejszych instytutach i uczelniach zagranicznych kształcących specjalistów archeologów. Odbywają oni staże w Związku Radzieckim, Stanach Zjednoczonych, Anglii, Francji, Egipcie, Grecji i we Włoszech. Praktykują u boku innych ekspedycji, pracują pod kierunkiem najwybitniejszych przedstawicieli w swojej specjalności, poznają największe kolekcje muzealne i najważniejsze zbiory biblioteczne, przygotowują własne rozprawy doktorskie i habilitacyjne. Wszystko to odbywa się „z marszu”, niezależnie od czynnego uczestnictwa w realizacji zadań badawczych ekspedycji polskich. Dewizą profesora było bowiem: „wyniki nie publikowane, nie znane środowisku naukowemu, to brak wyników”. Sam dewizę tę wcielał w życie niezwykle konsekwentnie. Raporty i sprawozdania z przeprowadzonych prac wykopaliskowych, poczynając od wyników badań w Edfu, publikowane były niemal natychmiast, przede wszystkim w językach kongresowych, co stwarzało możliwość przekazania środowisku międzynarodowemu osiągnięć archeologów polskich. Wiele z nich wnosiło nowe elementy do dotychczasowej wiedzy o kulturach starożytnych badanych obszarów, żeby wspomnieć chociażby zespół wytwórni wina w Mirmekionie, freski z Faras, odsłaniające nieznaną sztukę Nubii w okresie VIII-XIII w., nieznaną świątynię Totmesa III w Deir-el-Bahari, zespół term i tzw. teatru w Aleksandrii, wyniki badań w Dolinie Grobów oraz w Obozie Dioklecjana w Palmyrze, rezydencji rzymskiej w Nea Paphos i wiele innych. Cechą znamienną archeologii śródziemnomorskiej w Polsce staje się poczynając od lat 50. jej złożony, kompleksowy charakter, ścisłe współdziałanie z dyscyplinami pomocniczymi: numizmatyką, epigrafiką, antropologią i papirologią. Umożliwia ono szerokie, wszechstronne rozumienie zadań badawczych. W nauce światowej tę różnorodność i złożoność badawczą określa się mianem polskiej szkoły archeologii śródziemnomorskiej, a archeologowie polscy zaczynają pełnić funkcje ekspertów w naukowym środowisku międzynarodowym. Uczestniczą w obcych ekspedycjach, otrzymują do ekspertyzy i opracowania zabytki z kolekcji obcych, powoływani są w skład międzynarodowych towarzystw i instytucji, uczestniczą także w pracach UNESCO.

Profesor koordynuje tę działalność środowiska polskiego, niezwykle aktywnie uczestniczy również w międzynarodowym życiu naukowym. Kieruje m.in. akcją ratowania zabytków na obszarach przewidzianych do zatopienia w związku z budową tamy asuańskiej, staje na czele Międzynarodowego Towarzystwa Nubiologicznego i innych międzynarodowych towarzystw naukowych, kieruje lub uczestniczy w pracach międzynarodowych komitetów redagujących publikacje naukowe itp.

Własny warsztat naukowy profesora jest niesłychanie bogaty, a problematyka badawcza, którą podejmuje, niezwykle różnorodna. Sprawą zawsze najważniejszą było przedstawianie wyników prowadzonych badań terenowych. Z liczącej kilkaset pozycji bibliografii profesora na trwałe do literatury światowej weszły takie pozycje, jak np.: Faras. Die Kathedrale aus dem Wilstensand (Zurich 1962), Faras Wall Paintings in the Collection of the National Museum in Warsaw (Warszawa 1974) i inne. Kierowany przez profesora Zakład Archeologii Śródziemnomorskiej Polskiej Akademii Nauk, wyspecjalizowany w gromadzeniu i opracowywaniu dokumentacji z wykopalisk, prowadził i prowadzi działalność edytorską, w której istotnym elementem są wydawnictwa seryjne, poświęcone wykopaliskom polskim i wynikom badawczym środowiska polskiego. Należy tu przypomnieć Travaux du Centre d’Archeologie Méditerranéenne, rozprawy analityczne wydawane w serii Etudes et Travaux du Centre d’Archeologie Méditerranéenne, kilkadziesiąt wydanych dotychczas publikacji książkowych z dziedziny egiptologii, nubiologii, archeologii klasycznej, ikonografii, numizmatyki, epigrafiki greckiej, epigrafiki koptyjskiej, antropologii itp. Są wśród nich prace profesora, ale przede wszystkim, na tym bowiem profesorowi zależało najbardziej, są tu prace jego uczniów.

Ukoronowaniem wieloletnich studiów profesora nad sztuką Egiptu było monumentalne dzieło Lart de l’ancienne Égypte (Paris 1968, Mazenod), wydane także w innych językach, oraz Storia delia scultura nel mondo. Egitto (London 1978).

Ważnym uzupełnieniem naukowej pracy profesora była działalność popularyzatorska, zapoczątkowana jeszcze w okresie międzywojennym wspomnianymi Delfami (z kilkoma wydaniami po wyzwoleniu), książki popularyzujące technikę grecką: Mechanika grecka (Warszawa 1952), opatrzone rozbudowanym komentarzem albumy: Akropol, Palmyra, Karnak, Aleksandria, Luksor, Teby, Delfy, czy wreszcie publikacje popularyzujące sztukę grecką: Jak Grecy tworzyli sztukę (Warszawa 1970) oraz książki popularyzujące działalność archeologów polskich: Od Edfu do Faras (Warszawa 1974), Nie tylko piramidy (Warszawa 1966) i inne.

Miarą wysokiej pozycji profesora w międzynarodowym świecie naukowym były przyznane mu tytuły i godności: członkostwo włoskiej Accademia dei Lincei w Rzymie, British Academy w Londynie, Niemieckiej Akademii Nauk w Berlinie, Saskiej Akademii Nauk w Lipsku, Niemieckiej Akademii w Heidelbergu, Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, Instytutu Archeologii Orientalnej w Kairze, Amerykańskiego Instytutu w Waszyngtonie, Greckiego Towarzystwa Naukowego i innych. Był doktorem honoris causa Uniwersytetu w Strassburgu, Cambridge i Uppsali, wykładowcą uczelni Francji, Anglii, Egiptu, NRD i Związku Radzieckiego. Profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem rzeczywistym i członkiem Prezydium Polskiej Akademii Nauk, odznaczony był najwyższymi polskimi i zagranicznymi odznaczeniami.

Trudno jest pogodzić się z nieobecnością profesora nam, jego uczniom i współpracownikom, jego kolegom w kraju i poza granicami Polski, zagranicznym wychowankom profesora w Egipcie, Sudanie, Syrii, na Cyprze, w Etiopii i Portugalii, w wielu krajach Europy. Już za życia otoczony był legendą, jego śmierć uświadomiła nam, jak bardzo był wszystkim bliski i potrzebny.

SECT-ID LINK

*Tekst opublikowany pierwotnie jako: Profesor Kazimierz Michałowski, „Przegląd Humanistyczny” 1981, nr 6 (189), s. 149–154.

Adam Jerzy Miłobędzki

Urodzony 17 VII 1924 w Warszawie. Studia na tajnym Wydziale Architektury PW, później na Wydziale Architektury AGH w Krakowie i znów na PW (1942–1949). Asystent na PW (1947), doktorat tamże (1952), docent (1955). Kierownik Zakładu Historii Sztuki Nowożytnej Polskiej w IHS UW (1971–1990), później Zakładu Propedeutyki Historii Kultury, profesor (1974). Wykładał też m.in. w Sztokholmie, Seattle, Londynie i Manchesterze.

Historyk sztuki i kultury; zajmował się głównie architekturą i urbanistyką okresu nowożytnego.
Członek m.in. TNW (1982), PAU (1996), Międzynarodowej Komisji Historii Sztuki (1989), Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Stowarzyszenia Architektów Polskich, International Council on Monuments and Sites w Paryżu, Society Antiquarians w Londynie.
Zmarł 6 XII 2003 w Warszawie.

Krótka nauka budownicza dworów, pałaców, zamków podług nieba i zwyczaju polskiego (oprac.), Wrocław 1957; Zarys dziejów architektury w Polsce, Warszawa 1963; Atlas zabytków architektury w Polsce, Warszawa 1967 (współautor, Jerzy Z. Łoziński); Architektura polska XVII wieku, t. I-II, Warszawa 1980; Central-Eastern Europe: its Cultural Landscape and Architectural Coverage, [w:] Heritage Landscape, Kraków 1993; Architektura ziem Polski. Rozdział europejskiego dziedzictwa, Kraków 1994.

M. Brykowska, Jerzy Adam Miłobędzki (1924–2003), „Wiadomości Konserwatorskie” 2004, nr 15, s. 138–141.

MARTA LEŚNIAKOWSKA

ADAM JERZY MIŁOBĘDZKI*

1924–2003

 

Ponad pół wieku czynnego naukowo życia Adam Miłobędzki poświęcił historii architektury, która zawdzięcza mu fundamentalne prace. Najpierw chciał być projektującym architektem, dlatego po zdaniu w 1942 roku w warszawskim gimnazjum Batorego tajnej matury rozpoczął studia na tajnym Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej na ul. Koszykowej. W tej edukacji główną rolę odegrał przede wszystkim Bohdan Guerquin z Zakładu Architektury Polskiej (ZAP), którego Miłobędzki odtąd uważał za swego mistrza i przyjaciela, mimo dwudziestoletniej różnicy wieku. Guerquin wciągnął go do prac w ZAP-ie, kontynuowanych w Centrum Inwentaryzacji Zabytków w Krakowie, gdzie obaj znaleźli się po powstaniu warszawskim i gdzie Miłobędzki od 1945 roku kontynuował studia na Wydziale Architektury przy powstałej wówczas Akademii Górniczej, łącząc je z asystenturą u Guerquina w Katedrze Historii Architektury Polskiej. Studia ukończył w 1949 roku już po powrocie na WA PW, na podstawie pracy klauzulowej robionej pod kierunkiem awangaradowego architekta Bohdana Lacherta. Równoległa praca w ZAP-ie (już pod kierunkiem Jana Zachwatowicza) ostatecznie zdecydowała o drodze zawodowej Miłobędzkiego, który, negatywnie nastawiony do programu odbudowy pseudozabytków BOS-u i socrealizmu, znalazł dla siebie miejsce w pracy dydaktycznej i badawczej, uzyskując w 1952 roku, w wieku 28 lat, doktorat („Polski dach łamany”) i w 1955 roku stopień docenta z nominacji, co pozwoliło mu wypromować do końca lat 60. trzech doktorantów. Jednak negatywne wówczas zmiany na Wydziale, uniemożliwiające pracę badawczą w kierunku, który Miłobędzkiego interesował, spowodowały podjęcie decyzji o przejściu na Uniwersytet Warszawski, do Instytutu Historii Sztuki. W 1971 roku, wraz z objęciem tutaj zajęć z historii nowożytnej architektury polskiej, rozpoczął się zatem drugi, zasadniczy etap jego naukowego życia. Z Uniwersytetem Miłobędzki związał się na stałe, zajmując tu niemal od początku pozycję najwybitniejszej, oprócz Jana Białostockiego, osobowości. Kierował Zakładem Historii Sztuki Nowożytnej Polskiej (1971–1990), potem Zakładem Propedeutyki Historii Kultury, prowadząc wykłady kursowe z zakresu polskiej sztuki nowożytnej (1971–1987), „architektura, krajobraz, kultura” (od 1987) oraz zajęcia fakultatywne i seminaria obejmujące takie zagadnienia, jak architektura wernakularna, budownictwo drewniane w Europie, europejski krajobraz kulturowy, funkcjonalna i formalna typologia osadnictwa i architektury a historia kultury, historia architektury amerykańskiej, metodologia i podstawy badawcze historii sztuki i architektury.

Praca na Uniwersytecie oznaczała wejście w nurt innej dyscypliny, inaczej zorientowanego obszaru problemów i pytań, jakie historyk sztuki zadaje dziełu architektonicznemu, odmiennych metodologii, procedur badawczych i interpretacyjnych, obcych i manifestacyjnie odrzucanych przez „politechniczną” historię architektury. Miłobędzki miał zarazem świadomość odrębności architektury jako sztuki, która rządzi się odmiennymi zasadami niż malarstwo i rzeźba, i dlatego wymyka się stereotypowemu zaklasyfikowaniu jej do historii sztuki, nie daje objąć jednym pojęciem sztuk plastycznych i wspólnymi metodami badawczymi. Polskim badaczom uświadamiał to w latach 40. młody Białostocki, śledząc, ostatecznie nieudaną, jak wiadomo, „pogoń za schematem” systematycznej historii sztuki1. Miłobędzki, jego prawie rówieśnik, widział częściową nieprzystawalność obu dziedzin2, a nawet ich zantagonizowanie, będące wynikiem odmiennych tradycji: wcześniej wyodrębnionej historii architektury mającej bezpośredni związek z twórczością (historia architektury jako „nauka stosowana” w warsztacie architekta), różnej od uniwersyteckiej historii sztuki/nauki o sztuce o genezie lingwistyczno-historyczno-pozytywistycznej z jej wielkimi narracjami. Miłobędzki zdyskontował doświadczenia obu tych orientacji, co jest kluczem do rekonstrukcji jego naukowego warsztatu. Wychodząc z tradycji „politechnicznej” historii architektury, przekształcił ją w nowoczesną interdyscyplinarną naukę, angażującą różne metodologie. Jego droga, rozdzielona na dwa etapy (Politechnika-Uniwersytet), dwa różne środowiska, a per se dwa rozumienia sztuki/architektury i natury ich historii, znaczona intelektualnymi „pożegnaniami” i rendez-vous, jest więc sama w sobie historią historii architektury drugiej połowy XX wieku, zmiennych paradygmatów poznawczych i metodologicznych tej dyscypliny. W tym też kontekście rysuje się indywidualizm naukowy Miłobędzkiego.

Hermeneutyka jego tekstów naukowych odsłania więc krytycyzm autora wobec gorsetów naukowych „tradycji”, zwłaszcza w ich wersjach ortodoksyjnych i/lub metodologicznie nieaktualnych, petryfikujących się na poziomie deskrypcji. Odsłania się też konsekwencja, z jaką budował własną postawę, fundowaną na koncepcji nauki jako twórczości, podkreślaniu kreacyjności procedur naukowych umożliwiającej przekraczanie i unieważnianie różnych naukowych przesądów wyrastających ze starych, oświeceniowych jeszcze mitów o tzw. nauce obiektywnej. Nie jest więc przypadkiem, że do refleksji metodologicznej Miłobędzki wracał co jakiś czas3 aż po tekst, który miał się okazać jednym z ostatnich4. Pytając, czym jest historia architektury, jednoznacznie określał ją jako wielki obszar badań interdyscyplinarnych, koniecznych w odniesieniu do architektury-sztuki przestrzennej (współ-)kreującej krajobraz kulturowy. Była to refleksja wysnuta z punktu widzenia uczonego, który pozbył się złudzeń, ale bynajmniej nie wątpliwości.

Miłobędzki był w polskiej historii sztuki outsiderem i odpowiadała mu ta „osobność”, gdy identyfikował się nie tyle z jakimś określonym środowiskiem, ile z pewną bliską mu postawą intelektualną, a najbliżej było mu do wybitniejszych polskich historyków sztuki, do takich osobowości, jak czołowy polski historyk-metodolog Jerzy Topolski czy do tak wybitnych badaczy, jak światowej sławy Joseph Rykwet, Paul Crossley czy Walter Leedy. Taka postawa skupiała wokół Miłobędzkiego nieliczną, ale dobraną grupę uczniów, przyjaciół i partnerów dyskusji, reprezentujących różne dziedziny. Elitarność tego kręgu (nazywanego „szkołą Miłobędzkiego”, a czasem „stajnią”) podnosiły seminaria i spotkania w jego domu, gdzie prywatność i nieformalność mieszała się z erudycyjnymi dyskusjami poddanymi rygorom naukowej precyzji, profesorskie narracje z finezyjnymi a dowcipnymi rozmowami „o wszystkim”, czy słuchaniem Elli Fitzgerald ze szklaneczką ginu lub whisky (zwyczajem profesorów oksfordzkich, którzy mieli specjalne fundusze na whisky dla swych studentów, jak to lubił przypominać Miłobędzki), z różnymi wypadami „w teren”, zwłaszcza do Kazimierza, z którym łączyły go związki tyleż naukowe, ile rodzinne (pradziad-powstaniec) i emocjonalne (znał tam „wszystkich” i „wszyscy” znali jego).

Rekonstrukcja postawy intelektualnej i metodologicznej Miłobędzkiego jest zarazem i łatwa, i trudna. Sam uważał się za ucznia trzech mistrzów-architektów: Oskara Sosnowskiego, Bohdana Guerquina i Romualda Gutta. I nie jest chyba przypadkiem, że skupiony na obiekcie Miłobędzki, jedyne teksty biograficzne poświęcił właśnie dwóm pierwszym. Sosnowskiego, o którym pisał czterokrotnie5, ale już nie zdążył poznać osobiście, postrzegał jako reprezentanta ostatniego pokolenia architektów-badaczy, którzy łączyli twórczość z rygorem metodycznych badań naukowych i praktyką konserwatorską, „połączenie obecnie z wielu względów już niemożliwe”6. Nie jest też raczej przypadkiem, że o znaczeniu Sosnowskiego i jego ZAP-u jako jednego z najważniejszych ośrodków badań nad kulturą polską, Miłobędzki pisał pierwszy raz w przedeniu likwidacji tej pracowni (w 1968), po 45 latach istnienia i przy milczącej bierności środowiska, co konstatował z rozgoryczeniem7. Z kolei z uczniem Sosnowskiego, Guerquinem, dzielił podobne, wyniesione z tradycji rodzinnej i wysokiej formacji kulturowej pojmowanie kultury polskiej, w ujęciu bardzo szerokim, przedrozbiorowym, a więc ponadetnicznym i liberalnym. Miłobędzki „dziedziczył” tę postawę liberalno-konserwatywną kontynuującą najlepsze tradycje myśli XIX wieku, a więc epoki, z którą wprost się identyfikował. Ów liberalizm był przez niego rozumiany nowocześnie: jako ta orientacja intelektualna, która dzięki szerokim horyzontom otwierała badaczy na najnowsze metody i osiągnięcia nauki światowej. Trzeci jego mistrz, Gutt, nauczył go nowoczesnej architektury oraz etyki zawodu architekta, która wykluczała uprawiane przez tzw. polską szkołę konserwatorską pseudozabytkowe fałszerstwa. Wartości te, jako rudymenty nowoczesnego historyka architektury, były też lekcją dla uczniów Miłobędzkiego i tym, co po nim dziedziczyli.

Jeżeli spojrzeć na tekst naukowy jako na zindywidualizowaną narrację, prace Miłobędzkiego z metodologicznego punktu widzenia ewoluowały od tradycyjnej szkoły „morfologicznej” w kierunku poszukiwań (to w pracach z lat 50. i 60.) semantyki architektury, w czym nawiązywał niekiedy np. do Meyera Schapiro, ale bardziej do Rudolfa Wittkowera. Przeprowadzał analizy strukturalistyczne i podejmował próby aplikacji do architektury metody ikonologicznej8, idąc tropem, w odniesieniu do architektury zapoczątkowanym w 1930 roku przez Gustawa André, a rozwijanym np. przez Richarda Krautheimera, choć nie bezkrytycznie: Miłobędzki widział nieprzydatność pewnych teoretycznych ustaleń dotyczących związku przestrzeni z architektoniczną „powłoką” jako pojęć historycznie zmiennych. Wobec metody ikonologicznej był zresztą w ogóle krytyczny: przyjmując nieprzekładalność dzieła sztuki na język, odrzucał tym samym stosowaną w ikonologii „werbalizację”, a panującą przez dziesięciolecia w historii sztuki dyktaturę ikonologii postrzegał jako poznawczo szkodliwą i raczej traktował ją jako naukę pomocniczą. Alterantywą była dla niego neoekspresjonistyczna historia sztuki Kaufmanna i Wittkowera z jej teorią dzieła jako symptomu. W latach 80. i późniejszych doprowadziło go to do interpretacji architektury i jej dziejów jako historii idei i kultury, w czym widać „modernizację” burckhardtowsko-wolfflinowskiego nurtu „historii sztuki bez nazwisk” i deautonomizację dzieła sztuki Riegla. Architekturę, w jej jedni wartości komunikacyjnych oraz/i formalnych (ekspresyjnych), Miłobędzki widział więc jako konstytutywny składnik krajobrazu kulturowego obserwowanego z pozycji antropologizacji historiografii, która systematycznie przenikała do historii sztuki i architektury.

„Mapę” tematów, ich pola teoretycznego i angażowanych metod wyznacza oeuvre Miłobędzkiego obejmujące blisko 200 publikacji, w tym sześć książek. Ich zakres czasowy i problemowy dalece wykracza poza specjalizację naukową określaną jako „architektura nowożytna”, skoro zagarniają problematykę od średniowiecza po czasy najnowsze i od zainteresowań jednym obiektem po wielkie panoramy kulturowe, które architekturę, krajobraz i kulturę łączą w jedno jako historia idei.

Miłobędzki jako autor debiutował dwa lata przed dyplomem artykułem w „Biuletynie Historii Sztuki i Kultury” (1947)9, metodologicznie typową analizą morfologiczną „inżyniersko-konserwatorską”, która zapowiadała zarazem jeden z głównych kierunków jego zainteresowań: problematyka budownictwa drewnianego w Polsce i Europie Środkowej będzie odtąd stale obecna w jego badaniach, powracając w różnych ujęciach, zakresach i konfiguracjach. Badania terenowe oraz współpraca przy Katalogu zabytków sztuki w Polsce pozwoliły na zebranie bezcennego dziś, bo nie istniejącego już materiału. Ich wynikiem była zarówno współpraca z Zachwatowiczem przy pierwszym po wojnie albumie poświęconym architekturze polskiej do połowy XIX wieku10, jak i seria artykułów na temat budownictwa drewnianego11. Unieważniał tutaj anachroniczną już wówczas praktykę metodologiczną polegającą na rozgraniczaniu i/lub przeciwstawianiu budownictwa drewnianego i murowanego, co prowadziło do z gruntu fałszywego traktowania tego pierwszego jako odrębnej gałęzi, mechanicznego utożsamiania go z ludowością i bezkrytycznego łączenia z ciesielstwem, co wiodło tylko „na bezdroża badań”12. Miłobędzki ujawniał się więc od początku jako „antyromantyk”, to zaś oznacza, że jako zwolennik dyfuzjonizmu kulturowego miał za swych naturalnych wrogów wszystkich „ewolucjonistów”. W latach 50., gdy badania naukowe były represyjnie podporządkowane funkcjom propagandowym i metodologii marksistowskiej z jej ewolucjonizmem etnologicznym na czele, poglądy jawnie kwestionujące „ludowe” korzenie kultury w Polsce, za to wykazujące związki budownictwa drewnianego z miejskimi zawodowymi cechami ciesielskimi o genezie zachodniej – w czym znalazł wyraz najnowszy wówczas stan badań europejskiej historii architektury – nie były wówczas akceptowane. Kwestie związane z pojęciem rodzimości, jego mitotwórczym charakterem w nacjonalistycznej ideologii podejmowały w nowoczesnym, szerokim ujęciu prace jego bardziej „rewizjonistycznych” uczniów oraz on sam w późniejszych opracowaniach13. Unieważniły one kolejne anachronizmy i naukowe przesądy, wprowadziły nowe interpretacje i hermeneutyczne procedury analizujące wzajemne powiązania architektury z tekstami o niej, wprowadziły wreszcie do polskiej literatury przedmiotu takie pojęcia, jak wernakularyzm i neowernakularyzm14. Już w pierwszych publikacjach rysuje się mapa interesujących go problemów oraz postawa bezkompromisowego w rewizjonizmie. Jeżeli nawet nie od razu na stawiane wówczas pytania można było odpowiedzieć (raczej odwrotnie, otwierały one kolejne wiązki problemów), to ich radykalizm nie pozwalał spychać żadnego na margines. Bezprecedensowość podejmowanych tematów i angażowanie metod badawczych zgodnych z aktualnymi w danym momencie standardami metodologicznymi jest tym wyrazistsze, że także dziś środowisko polskich badaczy niekiedy jeszcze dystansuje się od takich ujęć i nie jest gotowe na ich przyjęcie, co rozczarowany Miłobędzki konstatował w swej ostatniej publikacji15. Jego rewizjonizm był wprost przyczyną pewnego wyobcowania „szkoły” Miłobędzkiego, marginalizowania i szykan, co m.in. spowodowało przetrzymanie jego nominacji profesorskiej, którą otrzymał wreszcie w 1982 roku po opublikowaniu monumentalnej Architektury polskiej XVII wieku16.

Problematyka architektury drewnianej podjęta z nowej pozycji metodologicznej przeciwstawiała się tej postawie badawczej, która, bazując na kryterium postępu (podtrzymywanym przez marksizm) i kulcie klasycznego języka artystycznego, tradycyjnie koncentrowała się w Polsce jedynie na budownictwie wyższej klasy, stylowo najbliższym (głównie) włoskim modelom. Przy takich założeniach, powiadał Miłobędzki, problem relacji italianizmu do tradycji średniowiecznej, trwającej u nas przez całą nowożytność, nie ujawniał się poza ogólnikami, to zaś dawało w istocie zafałszowany obraz, który nie pozwalał umieścić zjawiska w kadrze tutejszego krajobrazu kulturowego17. W artykule tym, będącym niejako sumą dotychczasowych ustaleń, a zarazem programującym kolejny obszar badań, Miłobędzki przedstawił sześć propozycji: determinant tego krajobrazu (obiegowe modele techniczne i formalne; skala i rodzaj aktywności inwestycyjnej; postawa twórcza warsztatów; ideologia stanowa; społeczna świadomość artystyczna; struktura kulturowa; nadrzędna wobec wymienionych). Nawiązał tu zatem, w generaliach, do modelu komunikacji wizualnej Lecha Kalinowskiego, który pierwszy pokazał u nas, jak polska architektura renesansowa realizowała ideologiczną funkcję nakazu i jak wzorce wypracowane w podporządkowaniu do niej były powielane i prowincjonalizowane18. Tutaj też po raz pierwszy bodaj pojawia się termin wernakularyzm, który Miłobędzki stosuje za Mercerem i jego znaną definicją.

Stwierdzając jednorodność kulturową (materialną), tożsamą na wsi i w mieście, kwestionuje obraz architektury nowożytnej jako jednoliniowego następstwa kolejnych faz „wysokiego stylu”, czyli italianizmu i jego pozaalpejskich pochodnych. Obraz ten, powiadał Miłobędzki, musi być uzupełniony i poszerzony o zagadnienie przedłużonego trwania tradycji późnogotyckiej, obserwowanej w głąb drugiej połowy XVIII wieku, oraz, co szczególnie jest jego zasługą, o takie zjawiska, jak świadomy nawrót do gotyku, będący w istocie projektem (proto) historyzmu w sztuce XVII i XVIII wieku. Miłobędzki nazwał to „neogotykiem XVII i XVIII wieku”19. W perspektywie tradycyjnej szkoły badawczej, ufundowanej na kryterium postępu i klasycznym kanonie włoskim, był to problem zupełnie zmarginalizowany i dopiero w tej nowej perspektywie ujawnił się jako klucz do zrozumienia sztuki w rejonie zaalpejskim. To właśnie ze współobecności i ścierania się nurtu italianizującego z jego nowymi modelami, późnośredniowiecznego oraz nowożytnego historyzmu (neogotyku) bierze się dualizm formalny tutejszej sztuki i jej specyfika, przysparzająca tyle problemów interpretacyjnych pokoleniom badaczy, zanim nie postawił tutaj swojej sygnatury Miłobędzki.

Kwestie terminologiczne są w pracach Miłobędzkiego kolejnym ważnym zagadnieniem. Wprowadził więc takie pojęcia, jak neobarok XVII i XVIII wieku, uściślił, znane od czasów Bolesława Podczaszyńskiego i jego „Pamiętnika Sztuk Pięknych” (połowa XIX wieku) pojęcie „stylu Wazów”20, które, jako bardziej adekwatne niż używany „styl potrydencki”, pozwoliło wyodrębnić nowy kierunek w kosmopolitycznej architekturze europejskiej doby kontrreformacji. W okresie, gdy tzw. stylistyczna historia sztuki traciła na aktualności i wycofywano się z używania wobec epok nazw stylowych, Miłobędzki proponował termin „styl około 1640”, wyodrębniając za pomocą tej przełomowej daty nowy nurt architektury barokowej. W podobnym duchu pisał o międzywojennym tzw. stylu FIS. Termin wernakularyzm i neowernakularyzm pozwolił odseparować nieostry dotąd (czy silnie obciążony emocjami nacjonalistycznej historii sztuki) termin „rodzimości” vel „polskości”. Cenił pod tym względem publikacje obcokrajowców o polskiej architekturze21, gdzie tego typu wątpliwości są właśnie przefiltrowane przez „inny” punkt widzenia. Stale powracające wśród historyków sztuki debaty nad definicjami i zakresem znaczeniowym takich pojęć, jak „architektura polska” vel „w Polsce” („architektura warszawska” vel „w Warszawie”) zostały w jego publikacjach wyraźniej zdefiniowane. Z jego trzech książek, o różnych semantycznie tytułach: „Zarys dziejów architektury w Polsce”, „Architektura polska XVII wieku”, „Architektura ziem Polski22, tylko druga definiuje pojęcie „architektura polska”, wiążąc je z XVII wiekiem jako tym stuleciem, które w ocenie autora jest właśnie jej desygnatem. Pewne jest także, że nie ma architektury „na tle europejskim”, lecz „w Europie”, dlatego przeznaczoną przede wszystkim dla odbiorcy zachodniego „Architekturę ziem Polski” opatrzył podtytułem „Rozdział europejskiego dziedzictwa”, co w syntetycznej formie określa dzieje architektury tej części Europy jako wielki dialog między przełożonymi na formę nowymi koncepcjami filozoficzno-światopoglądowymi napływającymi z Zachodu a miejscową tradycją i kulturą (problem geografii artystycznej „dwóch Europ”: Zewnętrznej i Wewnętrznej). Na gruncie tego znanego rozróżnienia Miłobędzki oparł większość analiz dotyczących specyfiki sztuki/architektury środkowoeuropejskiej (Europy Zewnętrznej) i jej kulturowego samookreślania się.

Pozostaje jednak kwestią otwartą, przez Miłobędzkiego niedopowiedzianą (niedokończoną?), jak dalece, analizując problem „centrum i peryferiów” i śledząc „podróże” w czasie i przestrzeni kanonicznych struktur na obszar Europy Środkowej, jego zamysłem było zastąpienie tradycyjnego w historii sztuki pojęcia wielokulturowości jako podstawowej cechy tutejszej sztuki/kultury (z wpisaną w pojęcie wielokulturowości segmentacyjność i izolacjonizm jako jego implikację), dzisiejszym, szerszym semantycznie i poznawczo pojęciem transkulturowości, które identyfikuje się z kulturową „płynnością”. Także nie był do końca jasny jego stosunek do stylistycznej historii sztuki i architektury: w niektórych przypadkach Miłobędzki bierze rozbrat z tradycyjną terminologią, innym razem tworzy ich kolejne mutacje, np. przez wprowadzenie pojęcia „drugiego renesansu” na określenie wyjątkowej w skali europejskiej tzw. grupy pułtuskiej: kościołów inspirujących się renesansową teorią widzenia artystycznego w nawiązaniu do geometrycznych spekulacji nad przestrzenią jednorodną, opartą na perspektywie matematycznej (malarskiej)23. Wyjątkowość tej architektury posłużyła Miłobędzkiemu do zanegownia stereotypowej opozycji „centrum i prowincji”24. Nowatorstwo tej monografii jest dwojakiego rodzaju: hipoteza o malarskiej genezie wnętrz znalazła potwierdzenie w odkrytych polichromiach, a interpretacja przestrzeni tych kościołów, ukształtowanej w formę gigantycznego renesansowego „tunelowo-perspektywicznego” systemu architektonicznego została oparta na gestaltowskiej strukturalistycznej analizie Hansa Sedlmayra. Miłobędzki dokonał więc rewindykacji tej metody, którą posłużył się także w pracy o modelach systemowych, jakie stosowano przy konstruowaniu zamków na przełomie średniowiecza i nowożytności25.

Zasługą Miłobędzkiego jest też wprowadzenie do naukowego obiegu pewnych budowli, określenie ich kluczowego znaczenia w historii tak polskiej, jak i europejskiej architektury. Co nie oznacza bynajmniej, że był tutaj „odkrywcą” (używam świadomie cudzysłowu), ponieważ jako badacz był poznawczo zorientowany na „wytwarzanie” (tworzenie) wiedzy, a nie na jej „odkrywanie” i kumulację. Pisał więc o „tajemnicy zamku w Zbarażu”, ukrytej w prekursorskim projekcie fasady o formach neoklasycyzmu weneckiego autorstwa Vincenza Scamozziego26, oraz o odnalezionym w Zbiorach Drezdeńskich projekcie drewnianego pałacu Lubomirskiego w Czerniakowie, autorstwa czołowego architekta XVII-wiecznej Europy Tylmana z Gameren27, którym zresztą interesował się od lat 50.28 Odnalezione w archiwach sztokholmskich materiały do pierwszego polskiego „drapacza chmur”: neośredniowiecznego donżonu Towarzystwa Telefonów Cedergen w Warszawie z początku XX wieku pozwoliły zidentyfikować tę dziwną budowlę jako najwcześniejszy w Europie przerzut tzw. starszej szkoły chicagowskiej29. Interpretacje romantycznych przebudów zamków średniowiecznych w XVIII i XIX wieku Miłobędzki rozwinął w pierwszą u nas analizę tematu więzienia jako maski zgodnej z semantyką teorii charakterologicznej. Pozwoliło mu to przesunąć początki (proto)romantyzmu w Polsce i tzw. narodowego historyzmu w architekturze Królestwa Kongresowego, programowanego w nawiązaniu do własnej spuścizny artystycznej30. Odwołał się tutaj ponownie do metody ikonologicznej.

Stale wracając do kwestii centrum i peryferiów i per se pytania: co stanowiło o specyfice architektury środkowoeuropejskiej, Miłobędzki śledził mechanizm owej „utraty środka”, o której pisał Hans Sedlmayr, a która polegała na przekraczaniu klasycznej tradycji włoskiej w krajach zaalpejskich i w swym skomplikowaniu nie dawała się już formułować jako antyteza neoklasycyzm-neogotyk. Przez nowoczesnych badaczy antyteza ta była kwestionowana od co najmniej połowy XX wieku. Problem Północ-Południe wiódł więc, poza już wymienionymi, w stronę poszukiwań polskich redakcji protoromantycznej „awangardy” francuskich oświeceniowych „rewolucjonistów”, której jednym z najświetniejszych w Europie przykładów jest purystyczny neoklasycyzm kościoła w Bielsku Podlaskim poddany przez Miłobędzkiego wyrafinowanej analizie morfologicznej, z użyciem metody genetycznej31. W pracach nad początkami klasycyzmu i „romantycznym klasycyzmem” są oczywiste homologie z giedionowską koncepcją „podwójnego klasycyzmu” (dualizmu klasycystycznego).

Najaktualniejsze w ówczesnej historii sztuki badania Susan Lang nad modelami idealnych miast (1952) posłużyły Miłobędzkiemu do zrekonstruowania dokonanych modyfikacji renesansowego planu Zamościa, które wiodły od teoretycznych, formalistycznych schematów miast idealnych kształtowanych przez geometryczną abstrakcję i interpretację figur magicznych, w kierunku wytworzenia realnego, a zarazem modelowego typu miasta32. Ponad cztery dekady, jakie upłynęły od powstania tych prac, jest wystarczająco długim okresem, by dostrzec zawarte w nich nowatorstwo: metoda strukturalna dzieła architektonicznego Hansa Sedlmayra i Emila Kaufmanna (tzw. drugiej szkoły wiedeńskiej) wiążąca w jedno analizy formalne ze znaczeniem, została połączona z narzędziami aktualnej krytyki architektonicznej.

Zaalpejskie motywy podejmowane w naukowej refleksji Miłobędzkiego przyniosły także nowe interpretacje niderlandyzmu w postśredniowiecznej Europie. Jego syntezy33 kładą fundamenty pod nowe badania nad architekturą północną. Przetasowaniu uległy więc dotychczasowe ustalenia i zostały postawione nowe diagnozy stylistyczne, podważające stosowane kategorie stylowe, zwłaszcza manieryzm, i akcentujące, znaną już z wcześniejszych publikacji, tezę o przedłużonym trwaniu średniowiecza w tym regionie oraz o zależności architektury miejskiej od budownictwa drewnianego. W istocie Miłobędzki poszedł tu tropem Taverne’a (1981), który odrzucał rutynowe metody badawcze polegające na aplikowaniu do budowli północnych miary włoskiej teorii architektonicznej, a co za tym idzie, stosowanie pojęć w rodzaju „architekt” czy „renesans”, wykształcone na bazie kodu, jakim posługują się nowocześni historycy architektury włoskiej. Architektura północy została ujawniona jako nowe zjawisko (kierunek) postśredniowiecza, które nie bazuje w zasadzie na humanistycznych pryncypiach architektury wypracowanych we włoskiej teorii (retoryce i poezji). Odmienność tej architektury wiedzie ku ostatecznemu rozbratowi z pojęciami stylistycznej historii sztuki i architektury (takimi jak np. „Północny Renesans” czy „Północny Barok”), aplikowanymi sztucznie i bezrefleksyjnie z teorii i historii sztuki włoskiej.

W połowie lat 50. Miłobędzki ujawnił wyniki swych badań nad pierwszym polskim traktatem architektonicznym: „Krótką nauką budowniczą, pałaców zamów podług nieba i zwyczaju polskiego” z połowy XVII wieku34. Charakterystyka i interpretacja (ciągle) anonimowego tekstu została sfinalizowana w krytycznej edycji ze wstępem i komentarzem Miłobędzkiego (a także okładką i obwolutą jego projektu) w 1957 roku35. Dla badań nad dziejami rezydencji nowożytnej w Polsce, ale także w całym regionie północno-wschodniej Europy Łacińskiej po Skandynawię była to publikacja przełomowa i do dziś fundamentalna, po pół wieku od jej ukazania się niemal wszystkie ustalenia pozostały aktualne, wszystkie podstawowe kwestie, w tym dotycząca genezy dworu XVII wieku, stając się punktem wyjścia dla jego uczniów, badaczy młodej generacji, m.in. dotyczących recepcji tego tekstu w polskiej teorii architektonicznej następnych stuleci oraz obserwowanych aż do schyłku XX wieku relacji między teorią, praktyką i ideologią.

Doświadczenia inwentaryzacyjne i weryfikacja zabytków w postaci nowej klasyfikacji dzieł sztuki i architektury dla potrzeb ówczesnej polityki państwowej zostały zdyskontowane przy pisaniu dwóch książek, które nie miały u nas precedensu. Po pierwsze więc: Zarysu dziejów architektury w Polsce, sześciokrotnie wznawianego, którego nowoczesna syntetyczna forma w połączeniu z charakterystyczną dla całego pisarstwa Miłobędzkiego precyzją i lapidarnością języka ciągle pozostaje niedościgłym wzorem akademickiego podręcznika i niezbędnym źródłem wiedzy. Jako książka stricte autorska, w tym samym stopniu dyskontowała najaktualniejszy wówczas (1963) stan wiedzy z zakresu historii architektury polskiej, jak potwierdzała niezależność naukową Miłobędzkiego od ówczesnych „autorytetów”: „szokujące” cezury i podział na „niekanoniczne” rozdziały czy odejście od przestarzałej nomenklatury groziły ocenzurowaniem tekstu i niedopuszczeniem go do druku, czego na szczęście udało się uniknąć36. Zarys dziejów miał cechy propedeutyki; na wiele lat otworzył (i nadal to czyni!), pole do nowych badań i pod tym względem jego pozycja na polskim rynku ciągle pozostaje niezagrożona, wraz z jej nowszą, bardziej syntetyczną, dwujęzyczną mutacją (Architektura ziem Polski). Atlas zabytków architektury w Polsce opracowany wspólnie z J. Z. Łozińskim37 ma podobną pozycję pierwszego tego typu wydawnictwa w Polsce. Autorską publikacją jest wreszcie monumentalna dwutomowa Architektura polska XVII wieku, efekt 10 lat pracy, wydana w ramach serii Instytutu Sztuki PAN «Dzieje Sztuki Polskiej». Publikacja ta nie ma precedensu we współczesnej humanistyce, nie tylko zresztą polskiej. Jako gigantyczne jednoosobowe przedsięwzięcie, w oczywisty sposób przeczy obiegowym poglądom o niemożności prowadzenia tego rodzaju prac bez angażowania wielkich zespołów, a warto zdać sobie sprawę, że prace te były prowadzone w warunkach permanentnych deficytów realnego socjalizmu i epoce „przedkomputerowej” opartej na warsztacie rodem z XIX wieku (słynne „fiszkarnie”). Standard naukowy tej pracy ma wymiar uniwersalny i ponadczasowy, limitowany jedynie barierą językową (co nadrobiły zresztą artykuły obcojęzyczne w latach 90.). Miłobędzki dokonał tutaj gruntownego przewartościowania dotychczasowych poglądów na ówczesną kulturę architektoniczną Polski w jej wielorakich powiązaniach artystyczno-polityczno-społecznych i stworzył wzorcową wielką narrację architektoniczną i kulturową o XVII wieku, dystansując się tym samym od naukowo-deskrypcyjnej rutyny uprawianej tak często „podług nieba i zwyczaju polskiego”. Trzynaście lat od wydania książki powrócił do niej, by skonfrontować dawne i nowe ustalenia, może przeprowadzić autorkorekty, ale tekst nie zdążył się już ukazać za życia autora.

Praca przy klasyfikacji zabytków (classment) miała aspekt praktyczny, ale także teoretyczno-metodologiczny: opierała się, jak to sformułował Miłobędzki, „na jakimś idealnym modelu podręcznika historii architektury”, a przy precyzowaniu i selekcjonowaniu klasy zabytków Miłobędzki odwołał się do pojęć z nowoczesnej sztuki i teorii, zwłaszcza kubizmu i puryzmu, które spowodowały zmianę paradygmatów estetycznych38. Ta ujawniona relacja między sztuką i architekturą XX wieku i ich teorią, a architekturą dawną, jest kolejnym kluczem do zrozumienia naukowego warsztatu Miłobędzkiego, który zawsze interesował się awangardową, nowoczesną architekturą39, czy najnowszą, o której wypowiadał się zwłaszcza w kontekście współczesnej Warszawy40. Miłobędzki ujawniał tu postawę preposteryjną: dla niego było oczywiste, że zjawiska z przeszłości są możliwe do dostrzeżenia i reinterpretacji właśnie z punktu widzenia gadamerowskiego „odwróconego spojrzenia”, z perspektywy dzisiejszej w głąb przeszłości. Miłobędzki, choć sam nigdy krytyki sensu stricto nie uprawiał, także dostrzegał szansę na odnowienie naszej dyscypliny przez łączenie pracy historyka z krytyką architektoniczną.

W kwestiach współczesnej egzystencji zabytku i jego ochrony także zajmował stanowisko rewizjonistyczne, widząc anachronizm obowiązującej ciągle w Polsce myśli konserwatorskiej i jej szkodliwe konsekwencje w praktyce41. „Antykonserwatorska” szkoła Gutta i Guerquina, z której wyszedł, określiła tu jego postawę. Pod koniec życia był to jeden z obszarów jego refleksji. Pytał, czym była tzw. polska szkoła konserwatorska: mitem czy rzeczywistością?42 i otwarcie, nie skrępowany cenzurą czy jakimiś towarzysko-zawodowymi układami mówił o moralnych (tzn. ich braku) aspektach tzw. zabytkowych rezerwatów i makietowaniu miast. Pytając o miejsce zabytkowej architektury „w kadrze współczesnej świadomości historycznej”43 oraz o współczesność i przyszłość w ochronie zabytków44 powracał do tematu i spraw, które zdecydowały o jego drodze życiowej, gdy jako student i początkujący wykładowca-asystent sprzeciwiał się „zabytkowiczom” i ich politycznym mocodawcom. Antykonserwatorska postawa Miłobędzkiego, który stale wskazywał na utopijność oświeceniowo-romantycznych i postromantycznych koncepcji ochrony, podkreślał relatywizm pojęcia zabytku i kryteriów wartościowania (znana kwestia weryfikowalności sformułowanych przez Riegla i zmodyfikowanych przez Frodla kategorii wartości zabytkowej), zwracał uwagę na polityczne sfunkcjonalizowanie zabytkoznawstwa, od teorii poczynając a na praktyce kończąc45 – otóż tego rodzaju postawa nie miała (i nadal nie ma) wielu zwolenników. Był w tych poglądach niezależny i tylko niektórzy jego uczniowie je podzielali. Krytyczna ocena praktyk tzw. odbudowy uderzała bowiem w interesy zawodowe lobby konserwatorów, o których Miłobędzki miał zresztą nienajlepszą opinię jako o środowisku zdominowanym przez architektów i archeologów, nieprzemakalnych na nowoczesną myśl teoretyczną i na zmienne paradygmaty współczesności, a którzy w swym anachronizmie teoretyczno-metodologicznym doprowadzają do szkodliwego klonowania nieaktualnych, martwych już pojęć. Radykalizując problem, to „antykonserwatorstwo” Miłobędzkiego daje się ująć stwierdzeniem, że naturą zabytku jest jego przemijalność. Patrząc na zmieniającą się dynamicznie Warszawę przełomu XX i XXI wieku Miłobędzki dostrzegał próby nadążenia za Generic City, kosmopolityczną metropolią doby globalizacji i transkulturowości, zdiagnozowaną tak wnikliwie przez architekta i teoretyka Rema Koolhaasa. Obserwował te procesy krytycznie, ale ani bez niechęci, ani tym bardziej bez fanatyzmu wobec tzw. tradycji, która w Warszawie została tak skrajnie sfunkcjonalizowana politycznie. Jako uważny a zdystansowany obserwator współczesności racjonalizował zmiany, jakim poddana została Warszawa, której kulturowy i architektoniczny krajobraz w historycznych przekształceniach był przez niego wielokrotnie opisywany. Rekonstruując warszawską „scenę architektoniczną i jej aktorów” u progu XX wieku46 (dwugłos z M. Leśniakowską, publikowany rozdzielnie), widział to miasto jako „krainę wolności w tajemniczym ogrodzie Europy Środkowej”, jak poetycko nazwał Mazowsze47. Współczesne zmiany w krajobrazie Warszawy były przez niego odczytywane jako naturalna konsekwencja postępującego rozpadu tego miasta, utraty jego genius loci, jako wynik kulturowej amnezji, w której zatraciło się poczucie, że miasto stołeczne jest kreacją wyższego rzędu. Dlatego od zdegradowanej architektonicznie i społecznie, „obcej” mu Warszawy, uciekał do Kazimierza, „prowincjonalnego centrum kultury wysokiej”, jak go nazywał48, tak pociągającego wielością wizerunków i krajobrazem, w którym townscape łączy się z landscape. Oraz do Krakowa, gdzie odnajdywał resztki dawnej hierarchii społecznej i dawnego porządku, jakie są cechą wielkich, XIX-wiecznych w socjogenezie miast europejskich49.

Rozważał te kwestie w późnych artykułach, esejach i wykładach w Instytucie Historii Sztuki UW, których intelektualna otwartość przeczy uproszczeniom biologicznego detereminizmu zawierającego się w pojęciu „późna twórczość” uczonego/artysty. Coraz bardziej syntetyzując, zarazem problematyzował architekturę i jej historię jako reprezentację, „czytając” ją jak mapę: precyzyjną w szczegółach a zarazem rysującą w rozległej perspektywie coraz to nowe terytoria, „ogólną konstelację”, że posłużę się pojęciem Karla Mannheima. Wyszedł od badań historii architektury ziem polsko-litewskich i jej związków ze sztuką włoską i zachodnioeuropejską, doszedł do oglądu krajobrazu kulturowego Europy Środkowej, badając artefakty różnych rodzajów i epok, od XIV do początków XXI wieku. Zdystansowany wobec metafizyki heglowskiej, której niesprawdzalność wykazał w swoich pracach, był, ujmując rzecz generalnie, neoekspresjonistą (może neokantystą?), dla którego wartości estetyczne i ekspresja dzieła oraz jego artystyczna autonomia łączyły się z funkcją społeczną. Indywidualizm i „wolna podświadomość”, jak sam to określał, wyznaczały cechy Miłobędzkiego jako naukowca wykładowcy i nauczyciela kilku generacji historyków sztuki i jego własne słowa nie pozwalają mieć co do tego wątpliwości: „Nie przeszedłem przez żadną szkołę, żadne seminarium. Miałem swobodę myślenia i szukania, nieskrępowanego konwencją metodologiczną, balastem bibliografii, wpojonych w podświadomości pojęć i «oficjalnych» w nauce poglądów. Miałem wolną podświadomość”50.

Historia architektury Miłobędzkiego ma strukturę przestrzenną nasuwającą na myśl aksonometrie Auguste’a Choisy’ego, czy komputerowe renderingi 3D współczesnego projektanta, które pozwalają na ogląd rzeczy równocześnie ze wszystkich możliwych stron i wszelkich, symultanicznych, synchro- i diachronicznych powiązań, przecięć, kontekstów i socjokodów. Miłobędzki był badaczem-modernistą: jego powroty (do tematów, tekstów) dyktował stricte modernistyczny, epistemologiczny sceptycyzm co do możliwości jednorazowego i ostatecznego wyjaśnienia rzeczywistości, oraz przekonanie, a to także cecha światopoglądu modernistycznego w najszerszym rozumieniu, że dyskurs nigdy nie jest definitywnie skończony.

SECT-ID LINK

*Tekst jest nieco zmienioną wersją artykułu Adam Jerzy Miłobędzki (1924–2003) i jego historia architektury, „Biuletyn Historii Sztuki” 2003, nr 3–4, s. 589–610; tamże pełna bibliografia publikacji Adama Miłobędzkiego i szczegółowe dane biograficzne.

1J. Białostocki, W pogoni za schematem. Usiłowania systematycznej historii sztuki, „Biuletyn Historii Sztuki” 1947, R. 9, nr 3–4, s. 225–239.

2A. Miłobędzki, Badania nad historią architektury, [w:] Wstęp do historii sztuki, t. I: Przedmiot – metodologia – zawód, Warszawa 1973, s. 471–493.

3Idem, Historie architektury – dawne i nowe, [w:] Sztuka piękna architektura. Sesja Naukowa z okazji Jubileuszu Profesora J. Tadeusza Gawłowskiego, Kraków 1997, s. 144–147; idem, Historie architektury dawne i nowe, [w:] 50 lat architektury i urbanistyki w Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 2002, s. 49.

4A. Miłobędzki, Architektura w jedenastu odsłonach [wybór tekstów z lat 1956–2003 z autorskim wstępem], mpis 2004, niewydany.

5Idem, Oskar Sosnowski jako architekt, [w:] Sztuka i historia. Księga pamiątkowa ku czci profesora Michała Walickiego, 1904–1966, Warszawa 1966, s. 191–201; idem, Oskar Sosnowski – polski historyk architektury, [w:] Myśl o sztuce, Materiały Sesji zorganizowanej z okazji czterdziestolecia Stowarzyszenia Historyków Sztuki Warszawa 1974, Warszawa 1976, s. 283–294; idem, Oskar Sosnowski – architekt i badacz oraz jego Zakład Architektury Polskiej, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1990, R. 35, z. 3–4, s. 131–138; idem, Oskara Sosnowskiego świat architektury, [w:] Architekt Oskar Sosnowski (1880–1939) profesor Politechniki Warszawskiej. Twórczość i dzieła, red. M. Brykowska, Warszawa 2000, s. 13–18.

6A. Miłobędzki, Oskar Sosnowski – architekt i badacz..., op. cit., s. 131–138.

7Idem, Humaniści i inżynierowie-architekci w studiach nad historią sztuki i kultury. Zakład Architektury Polskiej Politechniki Warszawskiej 1922/1923–1939, [w:] Dzieje Historii Sztuki. Kształtowanie się instytucji naukowych w XIX i XX wieku, Poznań 1996, s. 193–202.

8Idem, Kaplica Matki Boskiej Karmelitańskiej we Frydmanie, wspólnie z J. Białostockim, „Biuletyn Historii Sztuki” 1957, R. 19, nr 2, s. 109–120.

9Idem, System dziewięciu słupów w Zakliczynie nad Dunajcem, „Biuletyn Historii Sztuki i Kultury” 1947, R. 9, nr 3–4, s. 360–368.

10Idem, Architektura polska do połowy XIX wieku [album], oprac. J. Zachwatowicz, współpraca Z. Świechowski, J. A. Miłobędzki, Warszawa 1952; idem, Architektura polska do połowy XIX wieku [album], oprac. J. Zachwatowicz, współpraca J. Miłobędzki, wyd. 2, Warszawa 1956.

11A. Miłobędzki, Domy rzemieślnicze w miasteczkach południowej Lubelszczyzny, „Ochrona Zabytków” 1952, R. 5, nr 2, s. 117–122; idem, Z problematyki budownictwa drewnianego epoki Odrodzenia, wspólne z W. Kalinowskim i C. Krassowskim, „Biuletyn Historii Sztuki” 1953, R. 15, nr 3–4, s. 34–55; idem, Studia nad zabudową miasteczka Ciężkowice, wspólnie z C. Krassowskim, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1957, t. II, s. 31–60.

12Idem, Na bezdrożach badań architektury drewnianej, [w:] Wieś i miasteczko u progu zagłady. [Materiały Konferencji Naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki Wojnowice, marzec 1988], Warszawa 1991, s. 89–99.

13A. Miłobędzki, European Wooden Architecture in the 19th Century: Myth and the Historie Reality, [w:] Vernacular Art in Central Europe, Materiały z międzynarodowej konferencji: Rodzimość w sztuce Europy Środkowej. W stulecie stylu zakopiańskiego, Kraków 1–5.10.1997, red. J. Purchla, Kraków 2001, s. 57–63; idem, On Vernacularism, [w:] Vernacular Art in Central Europe, Materiały z międzynarodowej konferencji: Rodzimość w sztuce Europy Środkowej. W stulecie stylu zakopiańskiego, Kraków 1–5.10.1997, red. J. Purchla, Kraków 2001, s. 9–10.

14A. Miłobędzki, The Survival of Gothic in Vernacular and Neo-Vernacular Architecture, [w:] L’art et les révolutions [Actes du XXVII Congrés International d’Histoire de l’Art], 6, Strasbourg 1992, s. 149–154.

15Idem, Architektura w jedenastu odsłonach..., op. cit.

16Idem, Architektura polska XVII wieku, t. I-II, Warszawa 1980, seria «Dzieje Sztuki Polskiej», t. IV: Sztuka Polska XVII wieku, cz. 1.

17Idem, Architektoniczna tradycja średniowiecza w krajobrazie kulturowym Polski XVI-XVIII w. Sześć propozycji problemowych, [w:] Symbolae Historiae Artium. Studia z historii sztuki Lechowi Kaliniowskiemu ofiarowane, Warszawa 1986, s. 369–379.

18L. Kalinowski, Model funkcjonalny przekazu wizualnego na przykładzie renesansowego dzieła sztuki, [w:] Renesans. Sztuka i ideologia, Materiały Sympozjum Komitetu Nauk o Sztuce PAN Kraków 1972 oraz Sesji Naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki, Kielce 1973, Warszawa 1976, s. 165–177.

19A. Miłobędzki, [Głos w dyskusji na sesji naukowej SHS „Sztuka baroku”:] Odrodzenie gotyku w Polsce w epoce baroku, s. 117–118.

20Idem, [Głos w dyskusji na sesji naukowej SHS „Sztuka baroku”:] Kierunki architektury wczesnobarokowej, „Biuletyn Historii Sztuki” 1958, R. 20, nr 1, s. 116–117.

21Idem, recenzja: [B. Knox, The architecture of Poland, London 1971], „Biuletyn Historii Sztuki” 1972 R. 34 nr 1, s. 95.

22Idem, Zarys dziejów architektury w Polsce, wyd. 1, Warszawa 1963; idem, Architektura polska XVII wieku, t. I-II, Warszawa 1980; idem, Architektura ziem Polski. Rozdział europejskiego dziedzictwa. The Architecture of Poland. A Chapter of the European Heritage, Kraków 1994; idem, Architektura ziem Polski. Rozdział europejskiego dziedzictwa. Architektur Polens. Kapitel des europäischen Kulturerbes, Kraków 1998 [wersja pol.-niem.].

23Idem, Renesansowa kolegiata w Pułtusku, [w:] Kościół i kultura, Płock-Pułtusk 1996, s. 77–85; idem, Pułtuski system architektoniczny, [w:] Nobile claret opus. Studia z historii sztuki dedykowane Mieczysławowi Złotowi, Wrocław 1998, s. 237–242.

24Idem, Prowincja i wielki świat: kościoły mazowieckie XVI w., [w:] Bazylika pułtuska, 550 lat świątyni i kapituły pułtuskiej, Pułtusk 2001, s. 169–172.

25Idem, Pałac i zamek renesansowy, [w:] Renesans. Sztuka i ideologia. [Materiały Sympozjum Naukowego Komitetu Nauk o Sztuce PAN, Kraków 1972 oraz Sesji Naukowej Stowarzyszenia Historyków Sztuki Kielce 1973], Warszawa 1976, s. 411–420.

26Idem, Tajemnica zamku w Zbarażu, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1956, t. I, s. 371–380.

27Idem, Pałac w Czerniakowie. Ze studiów nad architekturą w podwarszawskich dobrach marszałka Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1966, t. XI s. 377–392.

28Idem, Projekty zamków Zygmunta III w Archiwum Tylmana van Gameren, „Biuletyn Historii Sztuki” 1960, R. 22, nr 4, s. 365–370; idem, Nowo odkryte varsaviana w Archiwum Tylmana z Gameren, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 1961, t. VI, s. 55–60.

29Idem, Wieżowiec Towarzystwa Telefonów Cedergren w Warszawie, „Rocznik Historii Sztuki” 1974, R. 10, s. 98–115; idem, Amerykański drapacz nieba” w Warszawie, [w:] Pochwała historii powszechnej. Księga ofiarowana prof. dr hab. Andrzejowi Bartnickiemu, red. Z. Kwiecień, Warszawa 1996, s. 485–489.

30Idem, Zamek i więzienie. Ze studiów nad ikonografią architektury romantyzmu. Początki narodowego historyzmu w budownictwie Królestwa Kongresowego, [w:] Romantyzm. Studia nad sztuką drugiej połowy wieku XVIII i wieku XIX, Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki Warszawa 1963, Warszawa 1967, s. 277–300; idem, Zamek sandomierski, [w:] Studia Sandomierskie. Materiały do dziejów Miasta Sandomierza i regionu Sandomierskiego, red. T. Wąsowicz, J. Pazdura, Łódź 1967, s. 243–286.

31Idem, Kościół w Bielsku Podlaskim. Z dziejów recepcji francuskiej myśli architektonicznej w Polsce, [w:] Muzeum i twórca. Studia z historii sztuki i kultury ku czci Prof. dra Stanisława Lorenza, Warszawa 1969, s. 417–431.

32Idem, Ze studiów nad urbanistyką Zamościa, „Biuletyn Historii Sztuki” 1953, R. 15, nr 3–4, s. 68–87; idem, Znaczenie środowiska zamojskiego w architekturze, [w:] Zamość i Zamojszczyzna w dziejach i kulturze polskiej, red. K. Myśliński, Zamość 1969, s. 125–133.

33Idem, Architektura i Architectura w kulturze Północnej Europy: 1550–1620, „Porta Aurea. Rocznik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego” 1993, R. 2, s. 7–14; idem, Niderlandyzm i niderlandyzująca architektura jako zjawisko kulturowe i artystyczne: 1550–1650, [w:] Niderlandyzm w sztuce polskiej, Materiały Sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki Toruń 1992, Warszawa 1995, s. 51–58.

34Idem, Polski traktat architektoniczny XVII w. Charakterystyka i próba interpretacji Krótkiej nauki budowniczej, „Materiały do Studiów i Dyskusji z Zakresu Teorii i Historii Sztuki, Krytyki Artystycznej oraz Badań nad Sztuką” 1955, R. 6, s. 116–139.

35Idem, Krótka Nauka Budownicza Dworow, Pałacow, Zamkow podług Nieba y zwyczaiu Polskiego, wstęp, komentarz, okładka i obwoluta J. A. Miłobędzki, Wrocław 1957, s. 124, il. 53.

36Notatki Adama Miłobędzkiego, niedat., rkpis w archiwum rodziny.

37Atlas zabytków architektury w Polsce, wspólnie z J. Z. Łozińskim, Warszawa 1967, s. 251, il. 397; wersja ang. i franc.

38Idem, Architektura polska XVII wieku – po 13 latach [tekst nieodnaleziony].

39Polish Architecture in the Period 1918–1939, „Rasegna” 1996, t. LXV, s. 6–13 [numer poświęcony polskiej awangardzie w architekturze: Architecture and Avant-Garde in Poland 1918–1939], red. A. Miłobędzki.

40Idem, Warszawa miastem historycznym – przeszłość i teraźniejszość, [w:] Miasto historyczne: potencjał dziedzictwa, Materiały z konferencji: Historyczne metropolie: ukryty potencjał, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 26–29.05.1996, red. K. Broński, J. Purchla, Z. K. Zuziak, Kraków 1997, s. 121–134; idem, Warszawa na Mazowszu. Warszawa – kraina wolności. Mazowsze – tajemniczy ogród środka Europy, Materiały na: Kongres Architektury Polskiej Gdańsk 24–26.09.1998, Warszawa 1998, s. nlb. 2–7; idem, Krajobrazy – natura, kultura, kreacja, „Seminaria Orońskie II”, Warszawa 1994, s. 115–122; idem, Architektura w Warszawie – architektura z Warszawy [tekst wykładu wygłoszonego w TOnZ Warszawa 1999], [w:] Spotkania w Willi Struvego 1998–2001. Wykłady o dziedzictwie kultury, Warszawa 2001, s. 147–160; idem, Warszawa jako centrum architektury, [w:] Wielka Księga Warszawy, Warszawa 2004.

41Idem, Podstawowe odniesienia ochrony zabytków, Materiały na Konferencję Służb Ochrony Zabytków Czy zdołamy ocalić, „Kuryer Konserwatorski. Biuletyn Państwowej Służby Ochrony Zabytków” 1991, nr 3, s. 18–19; idem, Ochrona zabytków w dzisiejszym świecie, [w:] Od świata granic do świata horyzontów, red. J. Purchla, Kraków 2001, s. 323–327; idem, The Protection of Monuments in Today’s World, [w:] From the World of Borders to the World of Horizons, red. J. Purchla, Kraków 2001, s. 305–309; idem, Polska szkoła konserwacji? [w:] A. Miłobędzki, J. Krawczyk, K. Chmielewski, Kazimierz odnowiony. Jego zabytki i krajobraz kulturowy, Warszawa 2003, s. 19–22; idem, Kazimierz Dolny: pejzaż kultury, pejzaż historii. Z prof. Adamem Miłobędzkim rozmawiają Krzysztof Chmielewski i Jarosław Krawczyk, [w:] ibidem, s. 33–48; idem, „Polska szkoła konserwatorska” – mit czy rzeczywistość, [w:] Ars sine scientia nihil est. Księga ofiarowana Prof. Zygmuntowi Świechowskiemu, red. J. Olenderek, Warszawa 1997, s. 160–165.

42A. Miłobędzki, Polska szkoła konserwatorska”..., op. cit., s. 160–165; idem, „Polska szkoła konserwatorska, „Arka” 1994, nr 49 (1), s. 29–45; idem, Polska szkoła konserwacji?..., op. cit., s. 19–22.

43Idem, Architektura zabytkowa w kadrze współczesnej świadomości historycznej, [w:] Historia a system, red. M. Poprzęcka, Warszawa 1997, s. 97–101.

44Idem, Współczesność i przyszłość w ochronie zabytków: kilka refleksji, [w:] Odbudowa miast historycznych, red. M. Lubocka-Hoffmann, Elbląg 1998, s. 234–239.

45Idem, Monuments, Politics and Society: Polish Experiences (1945–1995), Memory & Oblivion. Proceedings of the XXIX International Congress of the History of Art held in Amsterdam, 1–7 September 1996, red. W. Reinink, J. Stumpel, Dordrecht 1999, s. 369–371.

46Idem, Warszawa około 1900: scena architektoniczna i jej aktorzy, [w:] Sztuka około 1900 w Europie Środkowej. Centra i prowincje artystyczne, Materiały międzynarodowej konferencji zorganizowanej w dniach 20–24.10.1994, red. P. Krakowski, J. Purchla, Kraków 1997, s. 87–90 (Warsaw Around 1900: The Architectural Stage and its Actor, [w:] Art Around 1900 in Central Europe: Art Centers and Provinces, red. P. Krakowski, J. Purchla, Kraków 1999, s. 129–133.

47A. Miłobędzki, Warszawa na Mazowszu. Warszawa – kraina wolności. Mazowsze – tajemniczy ogród środka Europy, materiały na: Kongres Architektury Polskiej Gdańsk 24–26 września 1998, Warszawa 1998, s. nlb. 2–7.

48Idem, wypowiedź na: Kongres Kultury Polskiej 2000. Forum: Ochrona dziedzictwa kultury w Polsce, 7grudnia 2000 r., „Ochrona Zabytków” 2001, R. 54, nr 1, s. 1–3.

49Idem, Kraków i Praga – dwa centra architektura architektury barokowe, [w:] Kraków i Praga – dwie stolice Europy Środkowej, Materiały z międzynarodowej konferencji: Kraków i Praga – dwie stolice Europy Środkowej, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 1–2.06.2000, red. J. Purchla, Kraków 2002, s. 69–75; idem, Architektura jako wyraz stołeczności Krakowa i Lwowa w dobie nowożytnej, [w:] Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej, Materiały z międzynarodowej konferencji: Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej, Międzynarodowe Centrum Kultury Kraków 15–16.11.2002, red. J. Purchla, Kraków 2003, s. 75–80.

50Notatki Adama Miłobędzkiego, niedat., rkpis w archiwum rodziny.

Włodzimierz Jan Missiuro

Urodzony 28 XII 1892 w Witebsku. Studia na uniwersytecie w Saratowie (1910–1915). Kierownik Pracowni Fizjologii Stosowanej Katedry Fizjologii UW (1928–1939) oraz Zakładu Fizjologii CIWF w Warszawie (1931–1939). Profesor UŁ (1946), UW (od 1947), AM (od 1950). Kierownik Zakładu Fizjologii AWF (1946–1967). Organizator i dyrektor Instytutu Naukowego Kultury Fizycznej (1953).

Lekarz fizjolog; pionierskie prace z zakresu fizjologii sportu, lotnictwa i pracy.
Członek m.in. TNW (1951), Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Międzynarodowej Federacji Medycyny Sportowej.
Współzałożyciel m.in. Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej (1937). Redaktor naczelny „Przeglądu Fizjologii Ruchu”, „Acta Physiologica Polonica” oraz „Roczników Kultury Fizycznej i Wychowania Fizycznego i Sportu”.
Zmarł 11 IV 1967 w Warszawie.

Laboratorium fizjologiczne na usługach wychowania fizycznego i sportu, Warszawa 1925; Psychotechnika w lotnictwie, Warszawa 1928 (współautor B. Zawadzki); Fizjologia Pracy. Podstawy teoretyczne, Warszawa 1936; Znużenie. O fizjologicznych podstawach racjonalizacji pracy, Warszawa 1947; Fizjologia układu nerwowego i mięśni, Warszawa 1952; Zarys fizjologii pracy, Warszawa 1965.

L. Markiewicz, Włodzimierz Jan Missiuro 1892–1967, „Acta Physiologica Polonica” 1987, maj-czerwiec, nr 38 (3), s. 255–263.

MONIKA NOWAKOWSKA-ZAMACHOWSKA

WŁODZIMIERZ JAN MISSIURO

1892–1967

 

Włodzimierz Jan Missiuro urodził się 28 grudnia 1892 roku w Witebsku, w rodzinie lekarskiej. Jego ojciec Hipolit był stomatologiem, a matką Maria z Mizuninów. Koleje życia rodziny Missiuro zawiodły ich w głąb Rosji. Tutaj, w Saratowie, Włodzimierz ukończył gimnazjum w 1910 roku i rozpoczął studia medyczne na tamtejszym Uniwersytecie. Po 5 latach uzyskał dyplom lekarza. Nie przejął jednak po ojcu praktyki stomatologicznej, ponieważ pociągało go życie naukowca. Aby uniezależnić się finansowo od rodziców, w latach 1915–1917 podjął swoją pierwszą pracę zawodową w wojsku rosyjskim. Po wybuchu rewolucji październikowej, uciekając przez Armią Czerwoną, wraz z innymi żołnierzami przeciwnej opcji znalazł się w Chinach. Tam przystąpił do polskich oddziałów ochotniczych, które zostały ewakuowane do USA, a następnie wysłane do Francji. Do Polski przybył w 1922 roku, w stopniu majora, i znalazł zatrudnienie w wojsku, wkrótce stając się specjalistą wychowania fizycznego żołnierzy.

Dbałość o sprawność fizyczną młodzieży polskiej nie była rzeczą nową. Przełomowe koncepcje Henryka Jordana, które wyznaczyły jej nowoczesny, naukowy kierunek, służyły utrzymaniu kolejnych pokoleń Polaków w jak najlepszym zdrowiu i kondycji fizycznej, tworząc kadrę mającą w przyszłości walczyć o niepodległość ojczyzny. Jednak raporty lekarskie były alarmujące. Niedożywienie i przeciążenie pracą były główną przyczyną tragicznego stanu zdrowia młodych Polaków. Po odzyskaniu niepodległości, to właśnie ci młodzi ludzie mieli stanowić trzon Wojska Polskiego, gdy tymczasem badania poborowych wykazywały często wręcz niedorozwój fizyczny. W związku z tym fatalnym stanem rzeczy, wojsko było wybitnie zainteresowane opracowaniem planu poprawy tężyzny fizycznej, z czym wiązało się zatrudnienie i kształcenie fachowej kadry oraz umożliwienie prowadzenia badań naukowych.

Po powrocie do kraju Włodzimierz Missiuro prowadził wykłady z mechanizmów fizjologicznych wysiłku fizycznego w Wojskowej Szkole Gimnastycznej i Sportów w Poznaniu. Był jednocześnie zatrudniony na etacie asystenta w Studium Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Poznańskiego, gdzie zorganizował nowoczesne laboratorium fizjologiczne, w którym prowadził badania nad fizjologią ruchu. Wykładał również anatomię i fizjologię w Wojskowej Szkole Gimnastyki i Sportu. W 1924 roku wyjechał na staż naukowy do Francji, Danii i Belgii. Sprawozdaniem z podróży była książka Laboratorium fizjologiczne na usługach wychowania fizycznego i sportu, która ukazała się w 1925 roku. Zawierała ona analizę porównawczą efektów ćwiczeń gimnastycznych w ramach różnych form zajęć sportowych, w których brali udział żołnierze francuscy, duńscy i belgijscy. Prowadził też badania medyczne na grupie sportowców, nad sprawnością układu krążeniowo-oddechowego, których wyniki opublikował w „Wychowaniu Fizycznym” w latach 1922–1926. Jego pionierskie badania otworzyły drogę nowej dziedzinie nauki, nazwanej fizjologią sportu. Warto również wspomnieć, że w 1926 roku Missiuro nostryfikował dyplom rosyjski na Wydziale Lekarskim w Poznaniu i otrzymał oficjalnie tytuł doktora wszech nauk lekarskich.

Wspomniane prace czyniły go najlepszym kandydatem do objęcia stanowiska kierownika Sekcji Lotniczo-Lekarskiej w Wojskowym Instytucie Badań Technicznych Lotnictwa. Missiuro interesował się szczególnie wpływem anoksemii, spowodowanej oddychaniem w systemie zamkniętym, na układ krążeniowo-oddechowy i stan psychiczny pilotów. Rozpoczął pierwsze w Polsce, zupełnie nowatorskie, badania w tym zakresie, dlatego postanowił skorzystać z pionierskich doświadczeń zagranicznych i postarał się o oddelegowanie na szkolenie do Francji, Włoch i Anglii. Szkolił się również przez pewien czas u Kazimierza Białaszewicza w Instytucie im. Nenckiego w Warszawie. Po powrocie został awansowany na stworzone dla niego stanowisko kierownika działu fizjologii w Wojskowym Centrum Badań Lotniczo-Lekarskich. Pracował tam do 1931 roku. Efektem badań naukowych w pierwszym wymienionym ośrodku była praca, będąca podstawą jego habilitacji pt. Wpływ anoksemji wytwarzanej przy oddychaniu w systemie zamkniętym na przemianę oddechową i krążenie u człowieka. Missiuro wykazał w niej, że pierwsze objawy zaburzenia oddychania pojawiają się przy spadku zawartości tlenu w powietrzu oddechowym do około 13–15%. Należy tutaj również wspomnieć o ważnej pozycji książkowej z tego zakresu pt. Psychotechnika w lotnictwie, którą wydał w 1928 roku, we współautorstwie z Bohdanem Zawadzkim.

W latach 1928–1939 Missiuro kierował Pracownią Fizjologii Stosowanej Katedry Fizjologii UW u Franciszka Czubalskiego, najpierw jako adiunkt, potem docent. Od 1931 roku był także zatrudniony na stanowisku kierownika Zakładu Fizjologii Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego w Warszawie. Zajmował się tam z kolei zagadnieniami fizjologii sportu. W wyniku badań udało mu się wyjaśnić mechanizm występowania bradykardii, hipotensji i odruchów Aschnera, przestrojeniem ustroju z sympatykotonii na wagotonię, a powysiłkowe zmiany rozmiarów serca, niewynikające z przerostu mięśnia sercowego – hipokapnią i zmniejszeniem dopływu krwi do serca. Interesowały go również zmiany czynnościowe serca u osób przetrenowanych. U ich podłoża widział przemiany w przewodnictwie przedsionkowo-komorowym oraz korelacje między potreningowymi modyfikacjami sylwetki serca, a zmianami stężenia CO2 w powietrzu pęcherzykowym i wahaniami tonusu naczyniowego. W badaniach wykorzystywał nowoczesne metody, takie jak ortodiagraficzna, sfigmomanometryczna i elektrometryczne określanie pCO2 w pęcherzykach płucnych. W 1931 roku opublikował z tego zakresu pracę Trening i wysiłki fizyczne a serce. Pod koniec lat 30. zainteresował się fizjologią pracy i jeszcze przed wojną wydał książkę Fizjologia Pracy. Podstawy teoretyczne. Miała ona aż dwa wydania w 1936 i 1938 roku. Wtedy też Missiuro wyjechał na stypendium z Funduszu Kultury Narodowej do wiodących ośrodków naukowych w Dortmundzie i Bostonie. Stypendium to okazało się wyjątkowym zrządzeniem losu. Nie tylko podniosło jego kwalifikacje, ale zawarta podczas wyjazdu przyjaźń z prof. Davidem Brucem Dillem z Bostonu zdecydowała o wojennych losach uczonego.

Missiuro zajmował się również działalnością organizacyjną. Był współtwórcą Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej, Polskiego Towarzystwa Fizjologicznego i Polskiego Towarzystwa Antropologicznego. W 1929 roku założył kwartalnik „Przegląd Fizjologii Ruchu” i został jego redaktorem naczelnym.

Wojna zastała Włodzimierza Missiuro w Warszawie. Będąc oficerem Wojska Polskiego w stopniu podpułkownika, wraz z Wojskowym Centrum Badań Lotniczo-Lekarskich ewakuował się z Warszawy do Mikuliniec i 18 września został internowany w Związku Radzieckim. W lipcu 1941 roku znalazł się w obozie gen. Władysława Andersa nad Wołgą. Dalsze jego losy nie związały się jednak z tą formacją wojskową. Wykorzystując swoją znajomość z prof. Dillem, u którego przebywał na stypendium w Bostonie, przedostał się przez Murmańsk do Wielkiej Brytanii, gdzie na Polskim Wydziale Lekarskim w Edynburgu czekał na niego etat docenta w zakładzie fizjologii.

Po wyzwoleniu, w marcu 1946 roku, Missiuro powrócił na krótko do Łodzi, gdzie objął Katedrę Medycyny Pracy Wydziału Lekarskiego tamtejszego uniwersytetu, już jako profesor zwyczajny. W 1947 roku przeniósł się na takie samo stanowisko do Warszawy, jednocześnie obejmując kierownictwo Zakładu Fizjologii AWF. W 1953 roku stworzył Instytut Naukowy Kultury Fizycznej, a w 1958 – Komitet Naukowy Wychowania Fizycznego; tymi instytucjami kierował aż do śmierci. W latach 1960–1962 kierował Katedrą Fizjologii Człowieka Akademii Medycznej w Warszawie. W pracach naukowych okresu powojennego skupiał się na fizjologii wysiłku fizycznego i pracy. Badał wpływ czynników zewnętrznych na powstawanie zmęczenia ogólnego, starał się wyjaśnić mechanizm powstawania tego zjawiska i wyodrębnić charakterystyczne objawy. Szczególnie interesowała go rola, jaką odgrywa ośrodkowy układ nerwowy w powstawaniu zmęczenia ogólnego. Zaproponował działania profilaktyczne. Kontynuował również badania naukowe z zakresu medycyny sportowej, między innymi nad procesami odnowy powysiłkowej, widząc w nich złożony czynny mechanizm fizjologiczny, a nie bierny powrót do stanu spoczynku, jak do tej pory sądzono. Opisywał procesy zachodzące podczas czynności kompensacyjnych mięśni przeszczepionych, w przypadkach obwodowych uszkodzeń neuronów ruchowych, oraz fizjologiczne mechanizmy przebudowy czynnościowej mięśni antagonistycznych. Do ważniejszych prac z tego okresu, należą książki: Znużenie. O fizjologicznych podstawach racjonalizacji pracy (1947), Zarys fizjologii pracy (1965), Wybrane zagadnienia fizjologii pracy (1965), Fizjologia układu nerwowego i mięśni (1952).

W okresie powojennym był redaktorem naczelnym czasopisma „Acta Physiologica Polonica” i „Roczników Kultury Fizycznej i Wychowania Fizycznego i Sportu”.

Ten wybitny naukowiec nie był porywającym nauczycielem, a studentów medycyny traktował bez zbędnych czułości. Zakładając, że każdy z nich musi mieć podstawową wiedzę z fizjologii pracy, jako podstawę do jej nabycia traktował, słusznie zresztą, własny podręcznik. Podobno na egzaminie zadawał sakramentalne pytanie, zaciągając mocno z wschodnim akcentem: „Diełko czytał?”

Jeśli student nie wykazywał się podstawowym instynktem samozachowawczym i nie zaznajomił się z pracą, wtedy profesor mówił spokojnie i krótko: „Nie czytał, to przeczyta i przyjdzie”.

Po uzupełnieniu wiedzy student zdawał egzamin. Profesor nie należał do mścicieli, ani bardzo surowych egzaminatorów.

Włodzimierz Missiuro dbał o rozwój młodej kadry naukowej, nad którą sprawował pieczę. Swoim asystentom umożliwiał rozwój naukowy. Miał sporo uczniów, kontynuatorów myśli naukowej. Był faktycznym twórcą polskiej szkoły fizjologii sportu i pracy. Do jego uczniów należeli m.in. Stanisław Grochmal, Henryk Kirschner, Stanisław Kozłowski, Ireneusz Malarecki, Eligiusz Preisler, Leokadia Tomaszewska, Irena Wojcieszak, Jerzy Sadowski.

Missiuro był członkiem wielu towarzystw naukowych. Należał do Rumuńskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej, Międzynarodowej Federacji Medycyny Sportowej, Towarzystwa Ergonomicznego krajów frankofońskich i Międzynarodowego Towarzystwa Ergonomiki. Był członkiem Prezydium Komitetu Badań Naukowych Międzynarodowej Rady Wychowania Fizycznego i Sportu UNESCO. Posiadał tytuł honorowego członka Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. Był członkiem korespondentem TNW. Bardzo aktywnie działał w PAN. W tej instytucji pełnił funkcje zastępcy przewodniczącego Komitetu dla Szerzenia Nauki Pawłowa, przewodniczącego Komitetu Fizjologicznego, przewodniczącego Komitetu Wychowania Fizycznego i Komitetu Kultury Fizycznej oraz Komisji Kultury Fizycznej Komitetu Nauk Fizjologicznych. Był członkiem Komisji Rehabilitacji i Komitetu Medycyny Pracy Wydziału VI i Komitetu Narodowego Międzynarodowego Programu Biologicznego.

Missiuro był człowiekiem życzliwym i pogodnym, wysokim mężczyzną o wyprostowanej sportowej sylwetce i pociągłej twarzy, gładko zaczesanym do tyłu. Był dwa razy żonaty. Pierwsza żona Ludomira Grzelichowska, była znaną aktorką dramatyczną. Miał z nią córkę Iwonę. Drugą żoną, poślubioną w 1947 roku, była Janina Etel, lekarz pediatra, z którą miał córkę Jolantę, również lekarkę. Jak przystało na oficera Wojska Polskiego i fanatyka sportu był w ciągłym ruchu. Ciągle stawiał sobie jakieś cele do zdobycia, stale zwiększał „osiągi”. W 1965 roku przebył zawał serca, który nie zatrzymał go w biegu do kolejnego celu. Dwa lata później zmarł nagle 11 kwietnia 1967 roku, po powrocie z jednej z licznych zagranicznych konferencji naukowych. Został pochowany w Warszawie na Cmentarzu Powązkowskim w Alei Zasłużonych. Odszedł człowiek, którego śmiało nazwać można twórcą polskiej szkoły fizjologii pracy, sportu i wychowania fizycznego. Pionier idei, które jego uczniowie, kontynuatorzy myśli naukowej, zamienili współcześnie na specjalistyczne, autonomiczne działy medycyny.

Stefan Morawski

Urodzony 20 X 1921 w Krakowie. Studia filozoficzne i medyczne na tajnym UW (1942–1945). Dalsze studia na Seminarium Angielskim UJ (1945–1946), doktorat na UW (1948). Zatrudniony w Państwowym Instytucie Sztuki w Warszawie (1952–1958), wykładowca UW (od 1956), profesor (1964); prodziekan Wydziału Filozoficznego (1957/1958 i 1958/1959), dziekan (1966/1967); zwolniony z powodów politycznych w 1968. Zatrudniony w Instytucie Sztuki PAN (od 1970). W latach 1971–1986 wykładał za granicą, głównie w USA i Niemczech. Po powrocie kierownik Zakładu Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii UW (do 1992).

Filozof i teoretyk sztuki; zajmował się m.in. najnowszymi nurtami artystycznymi i ruchami alternatywnymi.
Redaktor naczelny „Studiów Estetycznych” (1964–1968) i „Polish Art Studies” (1979–1992)
Zmarł 2 XII 2004 w Warszawie.

Rozwój myśli estetycznej od Herdera do Heinego, Warszawa 1957; Studia z historii myśli estetycznej XVIII i XIX w., Warszawa 1961; O przedmiocie i metodzie estetyki, Warszawa 1973; Inquiries into the Fundamentals of Aesthetics, London 1974; Na zakręcie. Od sztuki do po-sztuki, Kraków-Wrocław 1985; Główne nurty estetyki XX wieku, Wrocław 1992; The Troubles with Postmodernism, London 1996; Niewdzięczne rysowanie mapy...: o postmodernie(izmie) i kryzysie kultury, Toruń 1999.

Stefan Morawski – szkic do portretu. Materiały z okazji jubileuszu 60-lecia, red. T. Porada, Łódź 1984.

PIOTR JAN PRZYBYSZ

STEFAN MORAWSKI

1921–2004

 

Stefan Morawski urodził się w Krakowie 20 października 1921 roku, a zmarł 2 grudnia 2004 roku w Warszawie. Jego matka Franciszka zginęła podczas likwidacji getta częstochowskiego w 1942 roku, ojciec Karol zmarł w 1943 roku w obozie koncentracyjnym w Majdanku, a młodszy brat Jerzy zginął w powstaniu warszawskim.

W celu ogarnięcia bogatego dorobku, ale też wyodrębnienia głównych duktów zainteresowań wydaje się uzasadnione dokonanie wstępnej periodyzacji życia i twórczości Morawskiego. W sumie można wydzielić trzy podstawowe okresy1. Pierwszy (lata 1921–1939) – związany z dzieciństwem w Krakowie i okresem dojrzewania w Łodzi, drugi (lata 1939–1945) – czas wojny i doświadczeń budujących człowieka dorosłego, trzeci (okres po 1945) – czas pracy nad oporną materią nauki.

Dzieciństwo i młodość: 1921–1939

Morawski wspominał matkę jako osobę o nieprzeciętnych zdolnościach muzycznych i wyczuciu rytmu2. Posługiwała się biegle językiem niemieckim i polskim.

Wyobraźnię najbardziej kształtuje magiczny świat dzieciństwa: atmosfera domu, barwy i smaki, potrawy, a także emocje i odczucia, które z tymi doznaniami zostały zapamiętane. Morawski tak odtwarzał te wrażenia w swojej pamięci: „Do dziadków chodziliśmy na daleki Kazimierz (zawsze piechotą, a mieszkaliśmy w Krakowie niedaleko od cmentarza Rakowickiego, tak że spacer był wielokilometrowy) na sobotni obiad. Dostawaliśmy zawsze jakieś pyszne ciasta przez babcię przygotowane albo rybę na słodko, czasem także do picia niebywale smakowity miód albo wino z rodzynek”3.

Ojciec w pamięci Morawskiego zachował się jako osoba wszechstronnie uzdolniona. Grał świetnie na kilku instrumentach, najlepiej na skrzypcach, oraz bardzo dobrze rysował. Posługiwał się biegle językiem niemieckim i z pasją oddawał się czytaniu literatury. Był absolwentem Wyższej Szkoły Handlowej.

W 1934 roku rodzina Morawskiego przeniosła się do Łodzi. Zamieszkała przy ul. Gdańskiej nieopodal pałacu Poznańskich. Tu ojciec zaczął lepiej zarabiać. Rozbudował własną firmę, prowadził księgowość, zwłaszcza w dużych spółkach. Morawski wspominał dom następująco: „Dom był patriarchalny – o wszystkim rozstrzygały decyzje ojca, autorytetu najwyższego, który musiał pozostać nieskazitelny”4. W 1939 roku Morawski zdał pomyślnie egzamin maturalny w łódzkim Liceum im. S. Żeromskiego z drugą lokatą. W tym samym roku zapadły decyzje co do przyszłych studiów. Za namową ojca zdecydował się podjąć studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeżeli nie zostałby przyjęty na studia z innych powodów niż niezdane egzaminy, to ojciec zobowiązał się, że na rok wyśle go za granicę do Anglii lub Francji. Czas ten miał być poświęcony na naukę języka i podjęcie tam studiów. Jednak nic z tych planów nie wyszło. Wybuchła wojna.

Czas wojny: 1939–1945

Wojna dla braci Stefana i Jerzego rozpoczęła się od bezsensownego marszu z Łodzi na pomoc walczącej Warszawie. Postanowili odpowiedzieć na apele kierowane w audycjach radiowych i wypisane na plakatach rozlepionych na murach domów. Przeżyli strach i głód w tłumie ludzi uciekających przed Niemcami do Warszawy, a potem, nie dochodząc do celu, wrócili do Łodzi.

Morawski postanowił wybrać własną drogę i wyrwać się, jak to nazywał, „od dramatu umierania”. Dzięki pomocy polskiego podziemia dostał dokumenty i w maju lub czerwcu 1942 roku uciekł z getta w Piotrkowie. Znalazł się w Warszawie, gdzie podjął pracę jako robotnik fizyczny w fabryce kostek maggi przy Krakowskim Przedmieściu, która nosiła mylącą nazwę Instytutu Fermentacyjnego. Równolegle rozpoczął studia na tajnych kompletach Uniwersytetu Warszawskiego i medyczne w Szkole Zawodowej dla Personelu Sanitarnego, w tzw. szkole Zaorskiego, która była zakonspirowanym wydziałem lekarskim. Medycyna nie okazała się tym, co Morawskiego najbardziej interesowało. Pozostał przy studiowaniu filozofii. Najpierw pod opieką prof. Tadeusza Kotarbińskiego, ale gdy ten usłyszał entuzjastyczne wystąpienie Morawskiego na temat poglądów Bergsona, wysłał początkującego studenta do prof. Władysława Tatarkiewicza. Tu Morawski, jak stwierdzał, poczuł się na swoim miejscu. Czas do powstania warszawskiego upłynął mu na studiowaniu filozofii pod okiem znakomitych profesorów, m.in. Kotarbińskiego, Tatarkiewicza, Władysława Witwickiego, Juliana Krzyżanowskiego i Neli Samotyhowej.

Z początkiem lipca 1944 roku Morawski wrócił z Przeworska (gdzie przebywał jako nauczyciel i wychowawca Herakliusza Potockiego) do Warszawy i jako ochotnik wziął udział w powstaniu. „Zgłosiłem się jednak nie w umówionym punkcie kontaktowym, lecz do najbliższego zgrupowania Armii Krajowej (8. na Powiślu) w momencie, kiedy godzina «W» zaczęła obowiązywać. Przypisano mnie do kompanii por. «Jasia» [Jan Jasiński – dop. P.J.P.]”5. Podchorąży „Krzysztof” [Stefan Morawski] objął dowództwo drużyny w kompanii por. „Jasia”. Drużyna wraz ze swoim dowódcą stacjonowała przy ul. Bartoszewicza. Z tamtego miejsca przeprowadzała ataki na pozycje Niemców usytuowane w budynku Uniwersytetu Warszawskiego. Następnym zadaniem, które powierzono młodemu podchorążemu, było wynoszenie rannych spod ostrzału wroga.

Doświadczenia z powstania warszawskiego, o których Morawski pisał w połowie lat 90., były jednym z wielu elementów tworzących jego formację duchową. Na pewno dostarczyły wiedzy o smaku porażki i bezsilności wobec przeważającej siły wroga, a także dały świadomość ceny, jaką jego pokolenie było zmuszone zapłacić za polityczne manifestacje, zarówno tych, którzy na Zachodzie walczyli o wolną Polskę, jak i tych, którzy ze Wschodu wracali do swoich domów. Ze wspomnień powstańczych wyłania się postać młodego człowieka (23-letniego), który doskonale zdawał sobie sprawę z beznadziejności sytuacji powstańców.

Okres powojenny6

Po wojnie, jak już wspomniałem, można wyodrębnić trzy podstawowe podokresy. Pierwszy zamyka rok 1956. W przypadku Morawskiego było to przejście w charakterze samodzielnego pracownika nauki z Katedry Materializmu Dialektycznego i Historycznego do Katedry Estetyki Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Warszawskiego kierowanej przez prof. Tatarkiewicza. Czas spędzony w Katedrze Estetyki, najpierw jako samodzielny pracownik nauki, potem zaś jako jej kierownik do 1968 roku, wyznacza drugi podokres. Trzeci rozpoczyna data zwolnienia Morawskiego z UW w marcu 1968 roku. Te trzy podokresy stanowią wzajemnie dopełniające się całości, będące etapami rozwoju intelektualnego i zmian eksplorowanych przedmiotów zainteresowań.

Lata 1945–1956
Od magistra do samodzielnego pracownika naukowego

Okres ten dla Morawskiego rozpoczął się siedmioletnim pobytem w Krakowie. W niesłychanym tempie, które można wytłumaczyć tylko nieprawdopodobnymi zdolnościami, 11 września 1945 roku obronił pracę magisterską noszącą tytuł Intuicja a intelekt u Bergsona i Russela i uzyskał tytuł magistra nadany uchwałą Rady Wydziału Humanistycznego UW. Promotorem pracy magisterskiej, a następnie doktorskiej, był prof. Tatarkiewicz. W tym samym roku Morawski podjął naukę na Seminarium Angielskim UJ, które ukończył w 1946 roku, zdając pomyślnie egzaminy z gramatyki opisowej języka angielskiego i historii Anglii. Ponadto, w związku z wyjazdem prof. Tatarkiewicza na zaproszenie do Francji, został poproszony o poprowadzenie zajęć ze studentami UW – to właściwie moment, w którym los popchnął go w kierunku estetyki.

Jak można przypuszczać, intensywnie zbierał materiały i pisał swoją pracę doktorską. W tym celu w roku akademickim 1946/1947 odbył stypendium naukowe na uniwersytecie w Sheffield w Anglii na Wydziale Sztuk Pięknych. Efektem wyjazdu była obrona pisanej tam pracy, którą zatytułował O koncepcji Edmunda Burke’a na tle XVIII-wiecznej estetyki angielskiej. Odbyła się ona w 1947 roku, a promocja doktorska 18 lutego 1948 roku na Wydziale Humanistycznym UW.

Lata 1949–1952 wyznaczają drugi etap intensywnej działalności naukowo-dydaktycznej. Morawski postawił przed sobą ambitne cel odtworzenia i uzupełnienia brakujących fragmentów estetyki marksistowskiej. Opublikował skrypt pt. Szkice z podstawowych zagadnień estetyki marksistowskiej (1951, w wersji poprawionej 1952). Na początku lat 80., tak to wyjaśniał i oceniał: „Tak oto nieświadom swych pomyłek i sprzeczności myślowych zamieniłem marksizm w ewangelię. [...] Nie zdawałem sobie sprawy, że nie tylko ulegam rozpowszechnionemu wówczas zaczadzeniu umysłowemu, ale na dodatek aktywnie biorę w nim udział [...]. Napisałem skrypt teoretyczny – dzieło żałosne, w którym z żelazną konsekwencją stworzyłem klasycznego «homunkulusa» tamtej doby7”. Po krytycznej recenzji jego pracy, która ukazała się w „Trybunie Ludu” usunięto go z UJ. 1 grudnia 1952 roku został zatrudniony w Państwowym Instytucie Sztuki w Warszawie jako samodzielny pracownik naukowy. Tak rozpoczął się trzeci etap w jego życiu, który koncentrował się wokół historii estetyki, czego efektem były m.in. książki: Program sztuki narodowej w krytyce i teorii artystycznej lat 1830–1860 (1955), Rozwój myśli estetycznej od Herdera do Heinego (1957) oraz napisana wspólnie z Elżbietą Grabską antologia Myśli o sztuce w okresie Romantyzmu (1961), a także Studia z historii myśli estetycznej XVIII i XIX wieku (1961). Morawski w tym okresie wypracował regułę badawczą oraz sposób prezentowania zagadnień, który na swój użytek nazwał metodą „baby w babie” lub metodą cebulową. Klasycznym przykładem zastosowania tego sposobu jest książka poświęcona niemieckiej teorii sztuki od Herdera do Heinego. Prezentowane tam poglądy estetyczne w ich zmienności są pozbawione prezentacji i opisu jednostkowych faktów (antyidiografizm). Morawski koncentruje się na sytuacji społeczno-ekonomicznej, politycznej, a w części końcowej na analizie kwestii estetyki. Ten sposób eksplikacji sensu i charakteru poglądów estetycznych polegał na powiązaniu ze sobą kolejno omawianych warstw po to, by rdzeń prezentowany na końcu zyskał swoją wielowymiarowość. W powyższych pracach pisanych w latach 50. metoda ta w pełni się sprawdzała. Do nieudanych prób jej zastosowania należy zaliczyć rozprawy o Herbercie Readzie8 i André Malraux9.

Lata 1956–1968
Tworzenie zrębów teorii estetyki i filozofii sztuki

W 1956 roku Morawskiego przeszedł do Katedry Estetyki kierowanej wówczas przez prof. Tatarkiewicza, a w 1968 roku odszedł z UW.

W tym czasie podejmował wnikliwe studia nad estetyką, głównie Romana Ingardena i środowiska z nim związanego, po wtóre powracał do reinterpretacji filozofii sztuki Malraux i Reada. Konsekwentnie dokonywał reinterpretacji podstawowych kategorii zarówno w estetyce, jak i filozofii sztuki, którymi dotychczas się posługiwał. Efektem tego były publikowane głównie recenzje książek, gdzie autor wypróbowywał zasadność swoich rozstrzygnięć i wagę wykorzystywanych argumentów. Dało mu to podstawę do formułowania własnego stanowiska w takich kwestiach, jak rozumienie sztuki, procesu twórczego, dzieła sztuki, odbiorcy, pojęcia wartości artystycznych/estetycznych, ich klasyfikacji i hierarchizacji, rozumienia estetyki, jej przedmiotu poznania, metod badawczych, a także struktury wewnętrznej tej nauki.

Na tak schematycznie nakreśloną metodologię pracy dotyczącą estetyki (filozofii sztuki) nakładała się druga, która w zdecydowanej mierze dotyczy bądź historii sztuki, bądź historii estetyki. Polega ona na ujmowaniu materiału w jego historycznym i problemowym kontekście, określaniu z jednej strony właściwości dla niego najbardziej charakterystycznych – wyróżniających go spośród innych, z drugiej elementów wspólnych, zarówno w wymiarze diachronicznym, jak i synchronicznym.

Morawskiemu wciąż przybywało obowiązków. W roku akademickim 1957/1958 i 1958/1959 pełnił funkcję prodziekana Wydziału Filozoficznego UW. Co prawda, w 1958 roku zakończył się jego pierwszy okres pracy w Państwowym Instytucie Sztuki – został zwolniony ze względu na restrukturyzację, ale rozpoczął dodatkowe zajęcia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie.

W tym czasie podjął starania o uzyskanie stypendium naukowego, które przyznano mu w sierpniu 1961 roku z Fundacji Forda. Po powrocie z Londynu i Stanów Zjednoczonych rozpoczął organizację i prowadzenie ogólnopolskiego konwersatorium estetycznego dla doktorantów i doktorów przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, które działało do 1968 roku. Wyjazd ten umożliwił Morawskiemu także częstsze uczestnictwo w międzynarodowym życiu naukowym. W 1963 roku prowadził wykłady na uniwersytecie w Uppsali. W 1964 roku po raz trzeci wziął udział w V Międzynarodowym Kongresie Estetyki w Amsterdamie razem z prof. Ingardenem, prof. Tatarkiewiczem i prof. Mieczysławem Wallisem. W 1965 roku prowadził wykłady na uniwersytecie w Moskwie, a w 1966 roku na uniwersytecie w Helsinkach i na uniwersytecie w Berkeley. Po raz czwarty wziął udział w Międzynarodowym Kongresie Estetyki w 1968 roku. Odbył się on wówczas w Uppsali.

Kolejnym krokiem w naukowej karierze było powołanie Morawskiego w 1964 roku na stanowisko profesora nadzwyczajnego UW. Od tego momentu zaczął on wchodzić w skład znaczących kolegiów i piastować coraz bardziej ważne funkcje. 2 lutego 1965 roku został członkiem Komitetu Badań nad Kulturą Współczesną PAN, a w kwietniu tego roku został wybrany do Rady Naukowej Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. W roku akademickim 1966/1967 pełnił funkcję dziekana Wydziału Filozoficznego UW. Ponadto od piątego tomu „Studiów Estetycznych” był redaktorem naczelnym tego periodyku.

Akademicki rozwój naukowy został przerwany w 1968 roku, gdy Morawskiego zwolniono z uczelni. W uzasadnieniu swojej decyzji minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński napisał: „zwalniam Obywatela z dniem 31 marca 1968 r. ze stanowiska profesora nadzwyczajnego Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Warszawskiego, ponieważ zajmowana postawa i działalność dydaktyczna Obywatela pozostaje w rażącej sprzeczności z zadaniami szkoły i obowiązkami pracownika naukowo-dydaktycznego”10. Morawski tak wspominał ów okres w swoim życiu: „Najpierw, 25 marca 1968, była «wigilia». Na zebraniu uniwersyteckim organizacji usunięto mnie z partii. Pamiętam, jak oświadczyłem im wtedy patetycznym tonem: «Zostajecie tutaj z partią, która pędzi na łeb na szyję w przepaść, partią, w której jest kompletna degrengolada. Ja z niczego nie wycofuję się, do żadnej Canossy nie pójdę. Wszystko, co mówiłem przez ostatnie dziesięć lat, jest głęboką prawdą i kiedyś będziecie o tym wiedzieli». [...] Dworowaliśmy sobie potem z Baczką i Kołakowskim, że najpierw nas «zgwałcono», potem «ścięto». Jak dziewicę średniowieczną, której nie wolno było, wedle kościelnego obyczaju, ściąć, póki była dziewicą. [...] Powiedziano mi, żebym oczyścił swoje biurko na Wydziale, potem otrzymałem zakaz pojawiania się na terenie Uniwersytetu. No i przez kilka dobrych lat nie przestąpiłem tamtych progów”11. Po prawie 30 latach tak charakteryzował cel wydarzeń z 1968 roku: „Całą ową hecę marcową traktowałem jako cyniczny zabieg zdobycia władzy i stołków (m.in. na uczelniach i w instytucjach kulturalnych) kosztem najtańszym i najbardziej ordynarnym, tzn. za pomocą wyświechtanych instrumentów ksenofobii”12.

Jakie jednak znaczenie i konsekwencje miało to, co się wówczas stało dla 47-letniego Morawskiego? Można przypuszczać, że dotknęło to trzech bardzo ważnych sfer życia. Po pierwsze podało w wątpliwość dokonane wybory światopoglądowe. Po drugie przekreśliło sposób dotychczas uprawianej nauki i jej umocowanie w życiu akademickim. Po trzecie zerwało istniejące zobowiązania, zarówno te natury moralnej, jak i instytucjonalnej. O ile na początku był zdania, że wyrządzono mu straszną krzywdę, o tyle później, już z perspektywy lat, zaczął uważać epokę związaną z Marcem: „za jeden z najpiękniejszych okresów mojego życia. Dzięki niej stałem się innym człowiekiem. Poczułem się wolny. Mogłem mówić «ja» nie «my», i wszystko robić na własny rachunek”13.

Podsumowując ten okres, głównie w wymiarze dokonań na polu estetyki i filozofii sztuki, należy ocenić go jako najważniejszy i najbardziej twórczy w życiu Morawskiego. Głównym obszarem, z którym się identyfikował, był swoiście rozumiany marksizm; jego kontinuum można wyznaczyć od Marksa, przez Lukácsa, Gramsciego, Lefebvre’a, a zakończyć na Goldmanie i Blochu. Drugim obszarem, który go uformował i z którego czerpał, były tradycje polskiej estetyki i filozofii analitycznej wyrosłej ze szkoły lwowsko-warszawskiej. Rolę głównego mistrza i przewodnika po tym lądzie odegrał prof. Tatarkiewicz. Ukształtował on rzetelność warsztatową Morawskiego, zamiłowanie do analizy pojęciowej, dążenie do typologii i jednoznaczności w posługiwaniu się pojęciami i w formułowaniu własnych sądów. Wyraźny był również wpływ poglądów XIX-wiecznej tradycji polskiej. Za bardzo ważny, i chyba nie do przecenienia, kapitał lat 60. należy też uznać rzetelne i krytyczne studiowanie Ingardena. W środowisku polskich marksistów Morawski stał się pierwszym, który uzmysłowił, że znajomość tej spuścizny, szczególnie dla estetyka, jest niezbędna. W okresie tym nie porzucił on także inspirującej go od czasów pracy doktorskiej estetyki Burke’a, Hutchesona, Hume’a i Shaftesbury’ego, która później przerodziła się w zainteresowanie estetyką angielską i amerykańską. Ważną rolę odegrały również lektury Stanisława Ignacego Witkiewicza, Henryka Elzenberga, Jeana-Paula Sartre’a i André Malraux. Ponadto Morawski związał się z myślą egzystencjalistyczną, co tłumaczył indywidualną skłonnością. Ta skłonność w latach 60. przejawiła się w najlepszej pracy Absolut i forma, a także w artykułach poświęconych tej problematyce. Najbardziej dojrzałą formą owej skłonności było podjęcie problematyki aksjologiczno-antropologicznej, którą w kolejnych dekadach kontynuował aż po rozważania nad sztuką postmodernistyczną.

W okresie tym ukształtowały się podstawowe rysy charakterystyczne dla estetyki (filozofii sztuki) Morawskiego. Mam tu na myśli te cechy, które w późniejszym czasie wyraźnie kontynuowane nadawały wartość i stanowiły o jakości publikowanych prac i prezentowanych poglądów. Po pierwsze, należy wskazać na nieprawdopodobną erudycję i kompetencje Morawskiego – przy zainteresowaniach w tym okresie estetyką francuską, rosyjską i angielską znajomość aktualnych publikacji na dany temat w języku rosyjskim, niemieckim, francuskim i angielskim. Po drugie, kompetencje i znajomość historii sztuki oraz twórczości współczesnej. Obszarem szczególnie umiłowanym, jak sądzę, był film, miłość, która po 1956 roku wyraźnie została ograniczona. Morawski miał również ogromną wiedzę na temat sztuk plastycznych i literatury. Wiedza ta skutkowała ukształtowaniem się swoistego sposobu pisania, który bywał określany jako styl gęsty (gęsty od zjawisk artystycznych i ich typologii, nazwisk twórców i ich dzieł, a także pojęć, kierunków z obszaru estetyki i filozofii oraz gęstości własnej myśli odautorskiej, formułowanej z godną pozazdroszczenia syntetycznością i precyzją).

W okresie tym Morawski ukształtował właściwą sobie orientację światopoglądową i metodologiczną, którą wykorzystywał w późniejszym uprawianiu estetyki (filozofii sztuki). Tę orientację prezentowaną w estetyce (filozofii sztuki) można określić mianem nieortodoksyjnej, otwartej orientacji marksistowskiej. Pod wpływem środowiska warszawskiej szkoły historyków idei, zaczął traktować marksizm jako jeden z możliwych paradygmatów uprawiania estetyki (filozofii sztuki), gdzie w sumie chodzi o równoprawne traktowanie różnych propozycji, których zasadność sprawdzana jest przez starcie się ich argumentacji.

W latach 60. Morawski określił i nie zrezygnował z poglądu, że estetyka jest dyscypliną aksjologiczną. Tak więc wartości estetycznie walentne są jej przedmiotem poznania, zarówno z punktu widzenia ich ontologii, jak i epistemologii. Ponadto sformułował wówczas pogląd, że estetyka powinna badać proces kształtowania i społecznego funkcjonowania wartości. Postawił przed nią również zadanie badania kryteriów wartościowania, gdzie wyraźnie odróżnił kryteria wartościowania jako ustalania, czym jest wartość i czym jest dzieło sztuki, a następnie kryteriów skalowania wartości i hierarchizowania przedmiotów uznanych za dzieła sztuki.

Po 1968 roku
Od awangardy do sztuki postmodernistycznej

Ostatni podokres w tak dokonanej periodyzacji rozpoczyna data zatrudnienia Morawskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie na stanowisku samodzielnego pracownika naukowego po utracie pracy w UW. Jak wskazywał Morawski, było to możliwe dzięki życzliwości prof. Stanisława Lorenza. Morawski na własną prośbę zwolnił się z tego przejściowego miejsca w maju 1970 roku i od czerwca został zatrudniony w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Pracował tam na stanowisku samodzielnego pracownika naukowego. Tak wspomina okres pierwszych lat pracy w Instytucie: „ponieważ jawnie mnie dyskryminowano, byłem paradoksalnie w sytuacji luksusowej – nie miałem nic do stracenia. Nie mogę więc chlubić się żadnym bohaterstwem. Niemniej moje wystąpienia robiły wrażenie. Kiedy bowiem inni milczeli bądź służyli przy stole biesiadnym, gdyż drżeli o posady i pozycje, ja wskazywałem, że król jest nagi, a dworacy podli”14.

W prace Instytutu Sztuki PAN włączył Morawskiego Andrzej Ryszkiewicz, który w drugiej połowie lat 70. został dyrektorem tej palcówki. Morawski w tym okresie gros czasu spędzał więc za granicą, a jeśli był w kraju, pracował z myślą o wydawanych tam książkach i artykułach.

W 1971 roku prowadził wykłady „History of the Marxist Aesthetic Idea” na uniwersytetach w Berkeley, Bostonie i Seatle; w dniach 27–30 października uczestniczył zaś w sesji zorganizowanej przez The American Society for Aesthetics w Uniwersytecie Południowej Kalifornii w Los Angeles pt. „Kino jako sztuka”. W 1972 roku uczestniczył w VIII Międzynarodowym Kongresie w Bukareszcie. W następnym roku podjął się wykładów na uniwersytetach w Princeton i Amsterdamie. W tym samym roku ukazała się książka Il marxismo e Vestetica, (Roma 1973) oraz O przedmiocie i metodzie estetyki. W 1974 roku wydano pracę, która zawierała w dużej części jego dokonania z lat 60. na polu estetyki: Inquiries into the Fundamentals of Aesthetics (London 1974). Kolejne wykłady zagraniczne odbyły się w 1976 roku na uniwersytecie w Milwaukee, a w 1977 roku w Monachium.

Jak można przypuszczać, stworzenie przez Morawskiego pisma „Polish Art Studies” i praca w redakcji przez cały czas jego istnienia (1979–1992) były formą czynnej obecności w międzynarodowym środowisku historyków i teoretyków – filozofów sztuki oraz w środowisku krajowym, w tym w środowisku Instytutu Sztuki PAN. Morawski kształtował w ten sposób również opinię rzeszy czytelników, ich stosunek do zjawisk występujących w sztuce współczesnej i do rozumienia ich przyczyn oraz skutków. Ponadto nie rezygnował z czynnego uczestnictwa w międzynarodowym życiu naukowym. W 1980 roku wziął udział w IX Międzynarodowym Kongresie Estetyki w Dubrowniku, natomiast w roku akademickim 1980/1981 prowadził wykłady na uniwersytecie we Frankfurcie. Swoją relację z dziewięciomiesięcznego pobytu w USA (1985), m.in. w miasteczku uniwersyteckim Chapel Hill, opublikował pt. Lekcja ostatniej podróży (1987).

Lata 80. to inicjacja jubileuszy, jak by to określił Morawski – etap ważnych podsumowań i rozliczeń, ale także „niewesołych” refleksji. W 1981 roku obchodził jubileusz 60-lecia urodzin i 35-lecia pracy twórczej. 25 listopada w gmachu filozofii Uniwersytetu Łódzkiego odbyła się uroczystość. „Pomysł sesji zrodził się z inicjatywy studentów uczestniczących w seminariach i wykładach prowadzonych przez Profesora na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego”15. Organizatorami byli: Polskie Towarzystwo Filozoficzne, Uniwersytet Łódzki i studencka Galeria Art Forum, uroczystego otwarcia dokonał prof. Ryszard Panasiuk. Teksty do pamiątkowego wydania z okazji jubileuszu przekazali m.in.: B. Dziemidok, J. Ciszewska, G. Sztabiński i Z. Warpechowski.

Kolejny jubileusz 70-lecia uczczono wydaniem specjalnym 14 tomu „Polish Art Studies” z 1992 roku. Swoje teksty zamieścili tam m.in.: Wiesław Juszczak, Ryszard Przybylski, Ryszard Brykowski, Jerzy Kowalczyk, Stanisław Mossakowski, Piotr Paszkiewicz, Andrzej K. Olszewski, Teresa Kostyrko, Janusz S. Pasierb, Aleksander Wojciechowski, Stefan Turowski, Zbigniew Wilski, Lech Sokół, Małgorzata Sugiera, Hanna Baltyn, Danuta Kuźnicka, Tomasz Kubikowski, Zofia Helman, Władysław Malinowski, Elżbieta Szczepańska, Bohdan Pociej, Alicja Helman, Ryszard Kluszczyński, Jerzy Toeplitz, Teresa Rutkowska, Małgorzata Szpakowska, Anna Boczkowska, Aleksander Jackowski, Marcin Czerwiński, Krystyna Zwolińska. Z tej okazji ukazała się również specjalna księga pamiątkowa zatytułowana Primum Philosophari pod redakcją Jolanty Brach-Czainy (1993). Swoje teksty opublikowali tam m.in.: Teddy Brunius, Terrence J. Diffey, Bohdan Dziemidok, John Hoaglund, José Jiménez, Eugene F. Kaelin, Haig Khatchadourian, Henryk Markiewicz, Francis Sparshott, Jerome Stolnitz, Grzegorz Sztabiński, Stefan Żółkiewski, Arnold Berleant, Jolanta Brach-Czaina, Stanisław Cieniawa, Moisiej S. Kagan, Jerzy Kmita, Leszek Kołakowski, André Mercier, Guido Morpurgo-Tagliabue, Krzysztof Okopień, Katarzyna Rosner, Anna Zeidler-Janiszewska, Bronisław Baczko, Zygmunt Bauman, Nina Gładziuk, Michał Głowiński, Hilde Hein, Michael Löwy, Leonid N. Stołowicz. Ponadto swoje łamy z okazji jubileuszu udostępnił „Przegląd Filozoficzny” 1994, nr 4. Ukazały się w nim teksty: Zofii Rosińskiej, Ludwiki Malewskiej-Mostowicz, Anny Zeidler-Janiszewskiej, Teresy Kostyrko, Witolda Kalinowskiego, Lecha Witkowskiego, Grzegorza Sztabińskiego i Grzegorza Hansena.

Jubileuszowi 80-lecia była poświęcona kolejna sesja naukowa, która odbyła się na Uniwersytecie 22 października 2001 roku, a dokumentuje ją książka Przekraczanie estetyki (2003) pod redakcją Zofii Rosińskiej i Aleksandry Łabuńskiej z artykułami Jolanty Brach-Czainy, Teresy Kostyrko, Alicji Kuczyńskiej, Iwony Lorenc, Krzysztofa Okopienia, Zofii Rosińskiej, Katarzyny Rosner, Andrzeja Szahaja, Grzegorza Sztabińskiego i Ireny Wojnar16. Ponadto redakcja „Kwartalnika Filmowego” dedykowała prof. Morawskiemu nr 35/36 z 2001 roku.

W latach 80. odbyły się jeszcze dwa istotne (symboliczne) wydarzenia. Pierwsze to nadanie prof. Morawskiemu uchwałą Rady Państwa 11 lipca 1985 roku tytułu naukowego profesora zwyczajnego nauk humanistycznych, pod którą swój podpis złożył Henryk Jabłoński. Drugie wydarzenie, które z jednej strony jest cezurą dla zainteresowań związanych z awangardą, neoawangardą, kryzysem kultury i cywilizacji, a w niej kryzysem sztuki i estetyki, z drugiej zaś wyznacza w pełni świadome zainteresowanie się fenomenem kulturowym postmoderny i postmodernizmu, a w nim sztuką, to powrót Morawskiego na Uniwersytet. Po prawie 20 latach objął stanowisko kierownika Zakładu Filozofii Kultury w Instytucie Filozofii. Do 1992 roku prowadził tam wykłady z przedmiotu wprowadzenie do filozofii kultury.

Moja znajomość z prof. Morawskim rozpoczęła się od otrzymania zaproszenia na rozmowę, kiedy listownie skierowałem do niego dziesięć pytań, które wówczas wydawały mi się istotne w zrozumieniu jego rozstrzygnięć w obszarze filozofii sztuki. Kiedy jechałem na rozmowę, pamiętam, że nie opuszczało mnie uczucie nieprzygotowania i niewystarczającej kompetencji w tym czego chcę się dowiedzieć. Wynikało to z lektury tekstów Morawskiego, które w pierwszym kontakcie, ze względu na swoją gęstą i erudycyjną strukturę, stanowią wyzwanie dla czytelnika. W trakcie tej pierwszej rozmowy, a było ich potem kilkanaście, doświadczyłem autentycznego rozumiejącego dialogu wynikającego z bardzo uważnego słuchania. Inną kwestią, którą byłem zaskoczony, było zaufanie z którym się spotkałem i na które przecież niczym sobie nie zasłużyłem.

Publikacje prof. Morawskiego są dla każdego, kto chce wniknąć głęboko w szeroko rozumianą problematykę estetyki, doskonałym sposobem na realizację takiego zamierzenia. Wzajemnie się uzupełniają, prowadzą dialog i nawet kwestionują dokonane rozstrzygnięcia w imię tych lepszych – jak to określał Morawski „trafiających w środek tarczy”. Kolejna korzyść płynąca z tych lektur, to poznanie relacji kompetentnego, przenikliwego i krytycznego obserwatora: filozofii, estetyki i sztuki. Spór (ze stanowiskiem innego, z konkurencyjną teorią, z odmiennym wyjaśnieniem), który jest dla Morawskiego bardzo często sposobem na sformułowanie własnego stanowiska, jest istotą filozofii, która tworzy się w autentycznym dialogu (czy polidialogach).

SECT-ID LINK

1Przyjmuję periodyzację trafnie dokonaną przez B. Dziemidoka, Estetyka (filozofia sztuki) Stefana Morawskiego, „Ruch Filozoficzny” 1985, nr 1–2, s. 15–23, poszerzając ją o fazy w wypracowywaniu przez Morawskiego swojego stanowiska wobec estetyki, a później wobec sztuki współczesnej i sztuki postmodernistycznej.

2Informacje dotyczące tego okresu czerpię głównie z artykułu: S. Morawski, Kto-m zacz?, [w:], Losy żydowskie: świadectwo żywych, Warszawa 1996, s. 80–118. Zob. też wyciąg z aktu urodzenia Morawskiego wydany przez Urząd Stanu Cywilnego w Krakowie w dniu 18 listopada 1952 roku oraz z kopii protokołów złożonych w Jüdische Gemeinde Krakau z 9 i 11 sierpnia 1940 roku przez Franciszkę Rosenbaum, Karola Rosenbauma i Jerzego Rosenbauma w celu uzyskania dokumentów potrzebnych do przesiedlenia z Krakowa do Częstochowy.

3Ibidem, s. 83.

4Ibidem, s. 91.

5Ibidem, s. 104. Morawski w ten sposób znalazł się w I obwodzie z ośmiu, na które Warszawę podzieliło powstańcze dowództwo. Obwód I nosił nazwę Śródmieście i jego dowódcą był ppłk Edward Pfeiffer „Radwan”. W skład tego obwodu wchodziły cztery rejony. Batalion Morawskiego „UNIA” pod dowództwem kpt. Cypriana Odorkiewicza „Krybar” należał do rejonu I, którego komendantem był mjr Stanisław Błaszczak „Róg”. Działania od godziny „W” batalionu „UNIA”, w skład którego wchodziła kompania por. „Jasia” [Jana Jasińskiego], J. Kirchmayer przedstawia następująco: „batalion «UNIA» [...] uderzył z Powiśla na niemiecką załogę gmachów Prezydium Rady Ministrów, Uniwersytetu i Komendy Policji. Pomimo rozmachu natarcia nieprzyjaciel nie dał się zaskoczyć, stawił zdecydowany opór i natarcia załamały się krwawo”. Zob. J. Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1984, s. 205.

6W ustaleniu siatki faktograficznej tego okresu w życiu Morawskiego posługuję się trzema rodzajami źródeł informacji. Pierwsze, jak zakładam, najbardziej wiarygodne to dokumenty udostępnione mi przez prof. Morawskiego stwierdzające miejsce, czas i formę jego zatrudnienia, uzyskane tytuły i stopnie naukowe oraz wyróżnienia i nagrody. Do tego zbioru zaliczam również dokumenty uzyskane z Archiwum UJ. Drugim źródłem informacji są autobiografie lub wypowiedzi Morawskiego. Do najistotniejszych tekstów opublikowanych należy zaliczyć: S. Morawski, Kto-m zacz?, op. cit., s. 80–118; idem, Ukąszenia i przeciwtoksyny albo omamy i ocucenia, [w:] Stefan Morawski – szkic do portretu. Materiały z okazji jubileuszu 60-lecia, red. T. Porada, Łódź 1984, s. 13–19; idem, Szok, [w:] Krajobraz po szoku, red. E. Żylińska, Warszawa 1989, s. 17–32; idem, O mych perypetiach filozoficznych, [w:] Profesorowi Stefanowi Morawskiemu w darze, „Przegląd Filozoficzny” 1994, z. 4, s. 100–106; idem, Z zapisków samotnika, [w:] Historia i wyobraźnia. Studia ofiarowane Bronisławowi Baczce, Warszawa 1992, s. 279–289; idem [biogram], „Ruch Filozoficzny” 1986, nr 2, s. 194195; idem, Insider – outsider. Wspomnienie o Władysławie Tatarkiewiczu, „Więź” 1986, nr 7–8, s. 161–165; idem, Wspomnienie, „Projekt” 1988, nr 3, s. 58–59; idem, Ksiądz Pasierb, czyli współwędrowiec, „Więź” 1994, nr 6, s. 81–89; idem, Helena Opoczyńska 1 VIII 1923–4 IX 1992. Wspomnienie ze skróconej (nazbyt bliskiej) perspektywy, „Kwartalnik Filmowy” 1993, nr 2, s. 144–147. Trzecim źródłem informacji są artykuły poświęcone Morawskiemu. Najbardziej kompetentną i wnikliwą pracą, która ukazała się na ten temat, jest artykuł B. Dziemidoka, Estetyka (filozofia sztuki)..., op. cit., s. 15–23 (pierwodruk: Stefan Morawski – szkic do portretu. Materiały z okazji jubileuszu 60-lecia..., op. cit., s. 5–12). Ponadto: J. Ciszewska, Stefan Morawski – szkic do portretu, „Ruch Filozoficzny” 1985, nr 1–2, s. 7–14; E.N.-J. [Ewa Nowak-Juchacz], Stefan Morawski, [w:] Słownik filozofów polskich, Poznań 1999, s. 124–127; G. Hansen, W kuchni kontrkultury, „Przegląd Filozoficzny” 1994, z. 4, s. 93–100; L. Harap, The marxist aesthetic of Stefan Morawski, „Science and Society” 1976, t. XL, nr 3, s. 341–351; W. Kalinowski, Opiekun spolegliwy, „Przegląd Filozoficzny” 1994, z. 4, s. 83–86; T. Kostyrko, O sposobie bycia humanistą, „Przegląd Filozoficzny” 1994, z. 4, s. 80–83; Morawski Stefan Tadeusz, [w:] Kto jest kim w Polsce. Informator biograficzny, wyd. 2, Warszawa 1989, s. 866; Morawski Stefan, [w:] Informator filozofii polskiej, red. J. Jaśtal, Kraków 1995, s. 167; Morawski Stefan, [w:] Nowa encyklopedia powszechna, t. IV, Warszawa 1996, s. 297; Morawski Stefan, [w:] Who’s Who in the Socialist Countries of Europe, München-New York-London-Paris 1989, s. 801–802; A. Pytlak, Estetyka Stefana Morawskiego, „Teksty” 1978, nr 3, s. 148–152; A. Szahaj, A. Zeidler-Janiszewska, O filozofowaniu, perypetiach dzisiejszej kultury i rebus publicis, Toruń 1995; T. Szkołut, Estetyka marksistowska w Polsce powojennej (1944–1956), „Studia Estetyczne” 1982, t. XIX, s. 181–214; G. Sztabiński, Filozof i awangarda, [w:] Stefan Morawski – szkic do portretu. Materiały z okazji jubileuszu 60-lecia..., op. cit., s. 27–34; A. Zeidler-Janiszewska, Dystans do odczarowania świata”, „Przegląd Filozoficzny” 1994, z. 4, s. 78–80.

7S. Morawski, Ukąszenia i przeciwtoksyny..., op. cit., s. 15–16. W sposób systematyczny okres ten jest przedstawiony m.in. przez: B. Fijałkowska, Polityka i twórcy (1948–1959), Warszawa 1985.

8Chodzi tu o tekst S. Morawskiego, Krytyka poglądów estetycznych Herberta Reada, „Materiały do Studiów i Dyskusji z Zakresu Teorii i Historii Sztuki, Krytyki Artystycznej oraz Badań nad Sztuką” 1953, nr 2, s. 113–178. Morawski ze swoich zarzutów co do koncepcji sztuki użytkowej u Reada wycofał się w artykule Gropiusa teoria Bauhausu, „Przegląd Humanistyczny” 1958, nr 3, s. 83–89. W kolejnych swoich publikacjach poświęconych Readowi w coraz większym stopniu przyznawał mu rację. Por. S. Morawski, Posłowie, [w:] H. Read, Sens sztuki, wyd. 1, Warszawa 1965, s. 173–188 (tu Morawski odcina się od krytyki światopoglądu H. Reada zamieszczonej w artykule z 1952 roku pt. U filozoficznych podstaw światopoglądowych Herberta Reada, „Res Facta” 1977, nr 8, s. 70–88); idem, Posłowie, [w:] H. Read, Sens sztuki, wyd. 2, Warszawa 1982, s. 221–246 (poddaje weryfikacji zarzuty wysunięte w Posłowiu do wyd. 2); idem, Posłowie, [w:] H. Read, Sens sztuki, wyd. 3, Warszawa 1994, s. 202–233.

9Chodzi tu o tekst S. Morawskiego, Krytyka poglądów estetycznych A. Malraux, „Materiały do Studiów i Dyskusji z Zakresu Teorii i Historii Sztuki, Krytyki Artystycznej oraz Badań nad Sztuką” 1954, nr 3–4, s. 30–104. Całkowitą weryfikację zajętego tam stanowiska zawiera książka S. Morawskiego, Absolut i forma. Studium o egzystencjalistycznej estetyce André Malraux, Kraków 1966, co kontynuuje w późniejszych artykułach, m.in.: S. Morawski, Malraux i inni, „Odra” 1970, nr 6, s. 31–40; idem, Estetyka egzystencjalistów czy egzystencjalistyczna?, „Twórczość” 1970, z. 5, s. 87–102; idem, Jeszcze o Malraux. Między kadzidłem a smołą, „Literatura na Świecie” 1974, nr 3, s. 334–349; idem, „Negatywna teologia” André Malraux, „Literatura na Świecie” 1983, nr 8, s. 330–344; idem, Powtórka z egzystencjalizmu, „Akcent” 1984, nr 2, s. 121–134; idem, La théologie négative dAndré Malraux, „André Malraux” 1991, nr 8, s. 75–88.

10Ze zbiorów prywatnych S. Morawskiego: pismo MOiSzW Nr KZ3 – M – 9/69 z dnia 25 marca 1968 r. 13 marca 1990 roku prof. Morawski otrzymał list od ministra edukacji narodowej prof. H. Samsonowicza z prośbą o przyjęcie przeprosin za działalność ówczesnego rządu PRL oraz dyskryminacyjne decyzje podjęte przez ministra oświaty i szkolnictwa wyższego w marcu 1968 roku; pismo MEN z dnia 13 marca 1990 roku.

11S. Morawski, Szok, op. cit., s. 17.

12Idem, Kto-m zacz?, op. cit., s. 113.

13Idem, Szok, op. cit., s. 28.

14Ibidem, s. 29.

15Nota zamieszczona na początku pracy Stefan Morawski – szkic do portretu. Materiały z okazji jubileuszu 60-lecia..., op. cit., s. 3.

16Z okazji 80. rocznicy urodzin Morawskiego redakcja zadedykowała mu „Kwartalnik Filmowy” 2001, nr 35–36.

Andrzej Mostowski

Urodzony 1 XI 1913 we Lwowie. Studia na UW. Uzupełniające studia w Wiedniu i Zurychu (1936–1938). Doktorat na UW (1939). W czasie II wojny światowej nauczyciel na tajnych kompletach. Habilitacja na UJ (1945). Adiunkt Politechniki Śląskiej. Profesor UW (1947). Kierownik Katedry Algebry UW (1952–1968), następnie kierownik Zakładu Podstaw Matematyki (1970–1975). Dziekan Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii UW (1950–1952).

Matematyk, pod silnym wpływem warszawskiej szkoły matematycznej i lwowsko-warszawskiej szkoły logicznej. Badania nad teorią mnogości, zagadnieniami rozstrzygalności, stosowaniem metod algebraicznych i topologicznych. Uogólnił twierdzenie Godla o niezupełności i nierozstrzygalności teorii zawierających arytmetykę.
Członek PAN (1956). Kierownik Działu Podstaw Matematyki Państwowego Instytutu Matematycznego (potem Instytut Matematyczny PAN). Sekretarz (1946–1948) i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Matematycznego.
Zmarł 22 VIII 1975 w Vancouver.

Algebra wyższa, Warszawa 1953; Recent State of Investigations in Foundations of Mathematics, Warszawa 1955; Algebra liniowa, Warszawa 1966; Constructible Sets with Applications, Amsterdam 1969; Foundational Studies. Selected Works, Amsterdam 1978.

J. Łoś, O Andrzeju Mostowskim, „Wiadomości Matematyczne” 1979, 1, 45–47; Z. Pawlikowska-Brożek, Mostowski, Andrzej, [w:] PSB, t. XXII, Wrocław 1977.

ROMAN DUDA

ANDRZEJ MOSTOWSKI

1913–1975

 

Lwów i Warszawę łączyły w okresie międzywojennym bliskie stosunki, których ilustracją była działalność Wacława Sierpińskiego (warszawianin, ale swoją wielką karierę zaczynał we Lwowie i często to miasto odwiedzał), Jana Łukasiewicza (lwowianin, którego początkowy okres kariery biegł we Lwowie, ale cały okres międzywojenny spędził w Warszawie), Kazimierza Kuratowskiego (warszawianin, który 7 dobrych lat swego życia spędził we Lwowie) i wielu innych. Przykładem istnienia takich bliskich relacji między tymi naukowymi ośrodkami było także życie Andrzeja Mostowskiego.

Andrzej Stanisław Mostowski urodził się 1 listopada 1913 roku we Lwowie w rodzinie Stanisława, lekarza i asystenta w Katedrze Chemii Fizycznej Uniwersytetu Lwowskiego, i Zofii z Kramsztyków, pracownicy banku1. Latem 1914 roku rodzina wyjechała na wakacje do Zakopanego. Po wybuchu wojny ojciec został zmobilizowany i zginął w czasie polsko-ukraińskich walk o Lwów w listopadzie 1918 roku, natomiast matka z dziećmi pozostała w Zakopanem do 1920 roku, po czym przeniosła się do Warszawy i w tym mieście biegło odtąd ich życie. Mostowski Lwowa więc nie mógł pamiętać i zawsze czuł się warszawianinem, ale naukowo podlegał wpływom warszawskiej szkoły matematycznej i lwowsko-warszawskiej szkoły logicznej. Najpierw jednak uczęszczał (w latach 1923–1931) do Gimnazjum im. Stefana Batorego, a potem (lata 1931–1936) studiował matematykę na UW i już w czasie studiów pociągnęły go podstawy matematyki, teoria mnogości i logika. Logika i związane z nią podstawy matematyki były domeną lwowsko-warszawskiej szkoły logicznej, której założycielami byli Jan Łukasiewicz i Stanisław Leśniewski (obaj przybyli ze Lwowa), ale Mostowski za mistrza uważał Alfreda Tarskiego, który wprawdzie był wychowankiem Leśniewskiego, ale wbrew niemu pasjonował się także teorią mnogości, domeną warszawskiej szkoły matematycznej. Wielki nań wpływ miał także mający podobne zainteresowania logiczno-matematyczne Adolf Lindenbaum. Takie powiązania sprawiły, że zainteresowania naukowe Mostowskiego skupiły się na szeroko rozumianej logice matematycznej i podstawach matematyki, w tym na teorii mnogości, teorii rekursji (funkcje obliczalne), teorii modeli, rachunkach logicznych i teorii dowodu (zagadnienia nierozstrzygalności). Stał się wybitnym przedstawicielem warszawskiego środowiska logiczno-matematycznego i do każdej z uprawianych przez siebie dyscyplin wniósł poważny wkład, niejednokrotnie zapoczątkowując nowe kierunki badań2.

Mostowski uzupełniał swoje studia w Wiedniu (rok 1936/1937), gdzie słuchał wykładu Kurta Gödla o niezupełności, i w Zurychu (rok 1937/1938), gdzie słuchał wykładów Hermanna Weyla o symetrii i Wolfganga Pauliego z fizyki, a także brał udział w seminariach, które prowadzili Georg Pólya i Paul Bernays.

Na początku swojej drogi naukowej Mostowski zainteresował się, nadal wówczas mocno kontrowersyjnym, aksjomatem wyboru, tworząc pewną metodę dowodzenia jego niezależności od różnych zasad teorii mnogości, później nazwaną metodą permutacyjną Fraenkla-Mostowskiego. Jej idea wzięła się z uściślenia wcześniejszych koncepcji Russella i Fraenkla, charakterystyczną zaś jej cechą było intensywne stosowanie delikatnych metod teorii grup permutacji (przydało się więc solidne wykształcenie matematyczne). Posługując się tą metodą, Mostowski dowiódł m.in. niezależności aksjomatu wyboru od zasady liniowego uporządkowania (słabszej wersji aksjomatu wyboru)3.

Innym obszarem jego wczesnych zainteresowań była teoria zbiorów skończonych. Skoro teoria mnogości miała być podstawą matematyki, to pierwotnym pojęciem stawał się zbiór, a nie liczba, a zatem nie można definiować zbioru skończonego jako zbioru, którego elementy można policzyć. Inną definicję zbioru skończonego podał Alfred Tarski i na jej podstawie szkoła warszawska rozwinęła teorię zbiorów skończonych. W tę tematykę włączył się Mostowski i w 1939 roku doktoryzował się na UW na podstawie rozprawy O niezależności definicji skończoności w systemie logik, której promotorem był Kuratowski (Tarski nie był profesorem, a przeto nie mógł pełnić tej funkcji).

Po wybuchu wojny Mostowski utrzymywał się początkowo z prywatnych lekcji, potem pracował jako pomocnik księgowego i wykładał na tajnych kompletach, a nadto przygotowywał habilitację. Jak pisał Wacław Sierpiński: „w lipcu 1944 r. była w toku habilitacja dr Andrzeja Mostowskiego na docenta matematyki. [...] Do ukończenia habilitacji pozostało już tylko kolokwium habilitacyjne i wykład habilitacyjny. [...] Dokończeniu formalności habilitacyjnych przeszkodziło powstanie sierpniowe”4.

W wojennej Warszawie zawarł w 1944 roku związek małżeński z Marią Ireną z Matuszewskich, którą nieco wcześniej poznał na tajnych kompletach. Doczekali się dwóch synów Tadeusza (matematyk) i Jana oraz córki Marii Krystyny.

Zmuszony wtedy do opuszczenia miasta, „Mostowski pozostawił zeszyt, w którym zapisywał wszystkie swoje odkrycia naukowe począwszy od 1942 r. Jak sam wspominał, był to ładny, bardzo gruby zeszyt i kiedy w czasie powstania Niemcy kazali opuścić dom, w którym mieszkał wraz z matką, musiał wybrać czy wziąć ten zeszyt, czy bochenek chleba. Wybrał chleb. Zeszyt spłonął”5. I nigdy nie został odtworzony, choć – jak wiadomo z późniejszych jego uwag – zawierał rzeczy bardzo cenne.

Jak wielu warszawiaków, w maju 1945 roku Mostowski znalazł się w Krakowie, gdzie został adiunktem Politechniki Śląskiej z tymczasową siedzibą w tym mieście i habilitował się na UJ na podstawie pracy o aksjomacie wyboru dla zbiorów skończonych6. Epizod krakowski trwał krótko, bo już w grudniu 1945 roku Mostowski wrócił do Warszawy, gdzie został pracownikiem UW i był nim do końca życia, początkowo jako zastępca profesora, od 1947 roku jako profesor nadzwyczajny i od 1951 – profesor zwyczajny. Kierował w latach 1952–1968 Katedrą Algebry, a po reorganizacji i likwidacji katedr – Zakładem Podstaw Matematyki (1970–1975). Był w latach 1950–1952 dziekanem Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii UW, a od 1966 roku do śmierci – wicedyrektorem Instytutu Matematyki na Wydziale Matematyki i Mechaniki UW. Od początku istnienia Państwowego Instytutu Matematycznego (w 1952 roku przekształconego na Instytut Matematyczny PAN) był tam kierownikiem Działu Podstaw Matematyki, a w latach 1956–1964 również zastępcą dyrektora. Po wprowadzeniu jednoetatowości w 1970 roku, wybrał UW i zrezygnował z pracy w Instytucie Matematycznym PAN. Był też sekretarzem (1946–1948) i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Matematycznego, łącząc tę ostatnią funkcję z prezesowaniem Oddziałowi Warszawskiemu PTM (lata 1952–1955).

Jednym z zagadnień, jakie Mostowski sobie wcześnie postawił i jakie go odtąd stale pasjonowało, było: jak mierzyć stopień komplikacji pojęć matematycznych? Mostowski zbudował7 (niezależnie od Stevena Kleene’ego, który opublikował na ten temat pracę w 1943 roku, podczas gdy Mostowski mógł to zrobić dopiero po wojnie) klasyfikację pojęć arytmetycznych, zwaną dziś hierarchią Kleene’ego-Mostowskiego, a opartą na wyznaczaniu najmniejszej liczby kwantyfikatorów potrzebnych do zdefiniowania takiego pojęcia. Na przykład pojęcie granicy należy do trzeciej klasy zaczynającej się od kwantyfikatora ogólnego, oznaczanej przez Mostowskiego symbolem Π03. „Jeśli obok kwantyfikatorów liczbowych (naturalnych) wprowadzimy kwantyfikatory funkcyjne (lub rzeczywiste), to przechodzimy na wyższe piętro tej samej hierarchii, mianowicie dochodzimy do hierarchii analitycznej”. Mając w ten sposób zbudowaną hierarchię pojęć matematycznych, można stawiać dalsze pytania i np. Mostowski udowodnił, że „każda niesprzeczna teoria o prostej (obliczalnej) aksjomatyce ma model, który jest klasy ∑02 ∩ Π028. Inny typ pytań odnoszących się do hierarchii, a długo interesujących Mostowskiego, dotyczył badań nad aksjomatyzowalnością i nad twierdzeniem Godla o niezupełności arytmetyki.

W 1948 roku Mostowski zbudował algebraiczną metodę stwierdzania niemożliwości udowodnienia różnych twierdzeń (znanych w innych logikach) w logice intuicjonistycznej9.

Z badań Mostowskiego nad twierdzeniem Gödla o niezupełności arytmetyki10 wynikły nie tylko daleko idące wzmocnienia i uogólnienia tego twierdzenia, lecz także popularny jego wykład. Podobny charakter miały jego badania nad twierdzeniem Gödla-Bernaysa11.

W heroicznym okresie teorii modeli (lata 50. XX wieku), Mostowski zajął się trzema jej problemami: zależnością teorii produktu modeli A i B od teorii modelu A i teorii modelu B12, badaniem modeli przeliczalnych traktowanych jako punkty zbioru Cantora, oraz istnienia modeli (dla teorii zupełnych) mających bogatą grupę automorfizmów13. Ta ostatnia praca (wspólna z Andrzejem Ehrenfeuchtem) była początkiem badania modeli z elementami nieodróżnialnymi.

Z pytania o charakterze filozoficznym: która arytmetyka jest „prawdziwą arytmetyką, tą, o którą chodziło matematykom wszystkich czasów” – wynikły długotrwałe badania Mostowskiego, zaczęte w połowie lat 50., nad metodami infinitezymalnymi w matematyce. „Wyniki uzyskane w trakcie tych badań [...] doprowadziły do powstania w Warszawie ośrodka zajmującego się tą dziedziną podstaw matematyki”14. W tym nurcie ukazała się fundamentalna praca trzech autorów15 o wzmocnieniu arytmetyki pierwszego rzędu.

Innym ważnym kierunkiem podjętym przez Mostowskiego były zbiory konstruowalne16.

Bardzo cenne były podsumowania najpierw dwóch, a potem trzech dziesięcioleci badań w zakresie logiki i podstaw matematyki17. Był także redaktorem „Biuletynu PAN” (sekcja matematyki, astronomii i fizyki), członkiem komitetów redakcyjnych „Fundamenta Mathematicae”, „Dissertationes Mathematicae”, „Studia Logica”, „Journal of Symbolic Logic” i innych, współtwórcą i współredaktorem „Annals of Mathematical Logic”.

Jako profesor był znakomitym wykładowcą i autorem wartościowych monografii18.

W środowisku matematyków Mostowski zawsze cieszył się dużym autorytetem, o czym tak pisał jego przyjaciel: „Są pewne cechy charakteru, które powodują, że społeczność liczy się ze zdaniem danego człowieka bardziej niż ze zdaniem innych. Tymi cechami są prawość, prostolinijność i bezinteresowność, być może również coś najtrudniejszego: życzliwość dla ludzi. Dzięki tym cechom zajął prof. Andrzej Mostowski w społeczeństwie matematycznym pozycję, która nie być może nadana i o którą trudno się ubiegać. Miał to, co się nazywa autorytetem moralnym”19.

Mostowski szybko zdobył międzynarodowe uznanie, a jego autorytet moralny i intelektualny był powszechnie uznawany. Wyrazem tego były liczne zaproszenia, które chętnie przyjmował. Był we władzach Association for Symbolic Logic, wiceprezesem (1964–1968) i od 1972 roku prezesem Division of Logic, Methodology and Philosophy w International Union of Logic, Philosophy and History of Science (w skrócie IUHMPS/DLMPS). O dużym uznaniu dla jego dorobku może też świadczyć ilość prac umieszczonych w tomie „Fundamenta Mathematicae” z okazji 60. rocznicy jego urodzin, a po jego śmierci także kilka konferencji poświęconych specjalnie jego wynikom i poglądom. Wyrazem uznania są jego dzieła zebrane20.

Naukową miłość Mostowskiego można określić jako metamatematykę teorii mnogości. Jej poświęcił większość swoich prac, wywierając jednocześnie wielki wpływ na jej rozwój w świecie, a w szczególności na kształt logiki matematycznej i podstaw matematyki w Polsce.

Mimo skromności i dystansu wobec zaszczytów otrzymał ich wiele. Członek TNW (1950). Członek PAN (korespondent 1956, rzeczywisty 1963). Otrzymał Nagrodę Państwową II stopnia (1952) i I stopnia (1966), oraz nagrodę Fundacji im. Jurzykowskiego (1972). Został 1973 członkiem Fińskiej Akademii Nauk. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim (1954), Krzyżem Oficerskim (1958) i Krzyżem Komandorskim OOP.

Zmarł 22 sierpnia 1975 roku w Vancouver.

SECT-ID LINK

1Biogramy Andrzeja Mostowskiego pióra Zofii Pawlikowskiej-Brożek można znaleźć w Polskim słowniku biograficznym, t. XXII i Wielkiej encyklopedii PWN, t. XVIII. Ukazywały się także osobne artykuły, w tym: J. Łoś, O Andrzeju Mostowskim, „Wiadomości Matematyczne” 1979, t. XXII, nr 1, s. 45–47; A. Grzegorczyk, W. Marek, Zarys dorobku naukowego Andrzeja Mostowskiego, ibidem, s. 47–52; S. Krajewski, M. Srebrny, O życiu i działalności Andrzeja Mostowskiego, ibidem, s. 53–64; H. Rasiowa, Andrzej Mostowski, „Studia Logica” 1977, t. XXXVI, nr 1–2, s. 1–3; A. Grzegorczyk, Andrzej Mostowski, „Nauka Polska” 1970, R. 18, nr 4 (88), s. 80–84; S. Hartman, Andrzej Mostowski, „Matematyka” 1979, R. 29, nr 2 (142), s. 67–70; H. Rasiowa, Andrzej Mostowski (1913–1975), „Nauka Polska” 1976, R. 24, nr 9–10 (135–136), s. 233–237; H. Rasiowa, A tribute to Andrzej Mostowski, [w:] Logic Colloquium ‘76, red. R. O. Grandy, J. M. E. Hyland, Amsterdam 1977, s. 139–144.

2Omówienie dorobku naukowego Mostowskiego można znaleźć w różnych opracowaniach, z których na szczególną uwagę zasługują: Andrzej Mostowski and Foundational Studies, red. A. Ehrenfeucht, V. M. Marek, M. Srebrny, Amsterdam 2008 (książka zawiera 11 artykułów o Mostowskim oraz pełną bibliografię jego prac); Andrzej Mostowski, Helena Rasiowa, Cecylia Rauszer in memoriam, [w:] Conference Trends in Logic III, Warsaw 2005. Spore fragmenty dotyczące wyników i poglądów Mostowskiego zawierają także książki: R. Murawski, Filozofia matematyki i logiki w Polsce międzywojennej, Toruń 2011; J. Woleński, Filozoficzna szkoła lwowsko-warszawska, Warszawa 1985. Pełna bibliografia prac Mostowskiego liczy 118 pozycji, por. W. Marek, A bibliography of Andrzej Mostowski’s works, „Studia Logica” 1977, t. XXXVI, nr 1–2, s. 3–8.

3A. Mostowski, Über die Unabhängigkeit des Wohlordnungssatzes vom Ordnungsprinzip, „Fundamenta Mathematicae” 1939, t. XXXII, s. 201–252.

4S. Krajewski, M. Srebrny, O życiu..., op. citv s. 56.

5Ibidem.

6A. Mostowski, Axiom of choice for finite sets, „Fundamenta Mathematicae” 1945, t. XXXIII, s. 137–168.

7Idem, On definable sets of positive integers, „Fundamenta Mathematicae” 1947, t. XXXIV, s. 81–112.

8Oba cytaty pochodzą z pracy: A. Grzegorczyk, W. Marek, Zarys dorobku..., op. cit., s. 49.

9A. Mostowski, Proofs of non-deducibility in intuitionistic functional calculus, „Jurnalof Symbolic Logic” 1948, t. XIII, s. 204–207.

10Idem, An undecidable arithmetical statement, „Fundamenta Mathematicae” 1949, t. XXXVI, s. 143–164; idem, Sequences undecidable in formalized arithmetic, [w:] Studies in Logic and the Foundations of Mathematics, Amsterdam 1952; idem, A generalization of the incompleteness theorem, „Fundamenta Mathematicae” 1961, t. XLIX, s. 205–232.

11Idem, Some impredicative definitions in the axiomatic set-theory, „Fundamenta Mathematicae” 1951, t. XXXVII, s. 111–124 oraz 1952, t. XXXVIII, s. 238.

12Idem, On direct products of theories, „Jurnalof Symbolic Logic ” 1952, t. XVII, s. 1–31.

13A. Ehrenfeucht, A. Mostowski, Models of axiomatic theories admitting automorphisms, „Fundamenta Mathematicae” 1956, t. XLIII, s. 50–68.

14Oba cytaty pochodzą z pracy: A. Grzegorczyk, W. Marek, Zarys dorobku..., op. cit., s. 49–50.

15A. Grzegorczyk, A. Mostowski, C. Ryll-Nardzewski, TAe classical and the ω-complete arithmetic, „Journal of Symbolic Logic ” 1958, t. XXIII, s.188–206.

16A. Mostowski, Constructible sets with applications, Amsterdam 1969 (przekł. ros. 1970).

17Idem (współpraca: A. Grzegorczyk, S. Jaśkowski, J. Łoś, S. Mazur, H. Rasiowa, R. Sikorski) The present state of investigations in foundations of mathematics, „Rozprawy Matematyczne” 1955, t. IX; Idem, Thirty years of foundational studies. Lectures on the development of mathematical logic and the study of the foundations of mathematics in 1930–1964, „Acta Philosopfica Fennica” 1965, t. XVII, s. 1–180.

18Idem, Logika matematyczna, „Monografie Matematyczne” 1948, t. XVIII, Warszawa 1948; idem (wspólnie z K. Kuratowskim), Teoria mnogości, „Monografie Matematyczne” 1952, t. XXVII, (przekł. ang. 1967, wznowienie 1976; przekł. ros. 1970).

19J. Łoś, O Andrzeju..., op. cit., s. 46.

20A. Mostowski, Foundational Studies. Selected Works, t. I, Amsterdam 1978 (książka zawiera życiorys, bibliografię oraz omówienie wyników prac Andrzeja Mostowskiego).

Roman Bogdan Nawroczyński

Urodzony 9 IV 1882 w Dąbrowie Górniczej. Studia na Wydziale Budowlanym Instytutu Politechnicznego w Warszawie, następnie na Wydziale Prawa Cesarskiego UW. Studia filozoficzne w Berlinie i Lipsku. Studia prawnicze w Dorpacie (1911–1912), dyplom prawniczy I stopnia (1912). Doktorat na UJK we Lwowie (1914). Wykładowca w Państwowym Instytucie Pedagogicznym. Profesor Uniwersytetu Poznańskiego (1925–1926). Profesor UW (od 1926). W czasie okupacji inspektor tajnego nauczania, po wojnie członek tzw. Komisji Trzech do reaktywacji UW (razem ze Stefanem Pieńkowskim i Tadeuszem Kotarbińskim). Dziekan Wydziału Humanistycznego UW (1946–1948). Kierownik Katedry Teorii i Organizacji Szkoły UW (1957–1960).

Pedagog i historyk myśli pedagogicznej, jeden z twórców polskiej pedagogiki naukowej. Zajmował się dydaktyką, problematyką ustroju i organizacji szkolnictwa oraz pedagogiką porównawczą i pedagogiką kultury.
Członek TNW (1931) i PAU (1939).
Redaktor „Przeglądu Pedagogicznego”.
Zmarł 17 I 1974 w Warszawie.

Uczeń i klasa, Warszawa 1923; Swoboda i przymus w wychowaniu, Warszawa 1929; Zasady nauczania, Warszawa 1930; Nasza walka o szkołę polską, t. I-II, Warszawa 1932–1934.

J. Hulewicz, Bogdan Nawroczyński, [w:] PSB, t. XXII, s. 652–655; Bogdan Nawroczyński nie żyje, „Ruch Pedagogiczny” 1974, nr 3.

TADEUSZ PILCH

ROMAN BOGDAN NAWROCZYŃSKI

1882–1974

 

Profesor Bogdan Nawroczyński należy do specjalnego grona uczonych, których istnienie było niezwykle ważnym pomostem między akademickimi wartościami i nauką polską pierwszej niepodległej Polski, powstałej w 1918 roku, a odradzającym się ze zgliszcz II wojny światowej szkolnictwem wszystkich szczebli i całym ruchem umysłowym nowej Polski, zwanej dziś umownie Polską Ludową. Można powiedzieć, że w historii Uniwersytetu Warszawskiego prof. Nawroczyński był „pomostem” rzeczywistym, bo został przez Ministerstwo Oświaty w 1946 roku mianowany członkiem tzw. Komisji Trzech, powołanej do odbudowy Uniwersytetu Warszawskiego, obok profesorów Stefana Pieńkowskiego i Tadeusza Kotarbińskiego. Czynię tę uwagę na początku życiorysu profesora, gdyż uważam, że zarówno on osobiście, jak i jego pokolenie uczonych różnej rangi, stopni i wieku miało ogromne zasługi dla odrodzenia się kultury i nauki polskiej po II wojnie światowej. Przywołana okoliczność z Komisją Trzech, mało dziś znana, jest jakimś symbolicznym znakiem ciągłości instytucji i kultury narodowej.

Wszak to dzięki takim ludziom jak Bogdan Nawroczyński, Władysław Tatarkiewicz, Kazimierz Ajdukiewicz, Władysław Konopczyński, Karol Korany, Józef Chałasiński i wielu innych humanistów, twórców czy artystów życie umysłowe i kultura narodowa, mimo mrocznych czasów jakie rychło po wojnie zapanowały, nie skarlała całkowicie, zachowała swoje główne wartości, była solidnym fundamentem, na którym w najgorszych czasach rozwijała się myśl niezależna, a po transformacji ustrojowej łatwo odrodziła się polska nauka i – wzorem obyczajów pierwszej połowy XX w. – otwarła na światowe nurty myśli humanistycznej.

Roman Bogdan Nawroczyński (powszechnie w biografiach profesora używane jest tylko imię Bogdan, tak jak sam czynił to za życia) urodził się w Dąbrowie Górniczej 9 IV 1882 roku. Jego ojciec prowadził tam praktykę lekarską, a matka należała do towarzyskiej elity miasta. Otrzymał więc w wianie inspirujący klimat rodziny inteligenckiej, która zgodnie z panującym wówczas obyczajem zapewniła jemu i jego młodszemu rodzeństwu nauczanie domowe na szczeblu elementarnym. Dopiero jako dziesięciolatek w 1892 roku wstąpił do rządowego gimnazjum w Kielcach, dokąd przeniosła się rodzina, także z tego powodu, że w Dąbrowie Górniczej nie było odpowiedniej szkoły średniej. Wobec dalszej peregrynacji rodziny, tym razem do Warszawy, w roku 1895, kontynuuje naukę w IV gimnazjum rządowym, które ze złotym medalem kończy w 1901 roku.

W ostatnim roku nauki w gimnazjum Nawroczyński napisał swoją pierwszą rozprawę naukową poświęconą oświacie, a konkretnie kierunkom kształcenia na poziomie średnim. Tematyka owego artykułu ukazywała późniejsze naukowe obszary zainteresowania autora. Te właśnie zagadnienia stały się osią jego dojrzałych poszukiwań i refleksji naukowych – mimo iż jego pierwszy wybór kierunku studiów nie wskazywał tej drogi, bo były to studia na Politechnice Warszawskiej na Wydziale Architektury, to właśnie – zasygnalizowane pierwszą publikacją – zainteresowanie oświatą i szkołą stanie w centrum jego naukowych rozważań.

Po niepełnym roku rzuca studia politechniczne i zapisuje się na Wydział Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Studia prawnicze to jego wielkie rozczarowanie, a zarazem utwierdzenie jego rzeczywistych i silnych orientacji na humanistyczne kwestie człowieka, procesów jego wychowania, rozwoju, życia społecznego. Na prawie spotyka jednak uczonego, który zainspirował go do takiego właśnie kierunku myślenia i aspiracji. Jest to Henryk Struve, filozof i psycholog, który wywarł znaczny wpływ na formację duchową nieudanego prawnika. Rozbudzone przez obcowanie z prof. Struvem społeczne zainteresowania wyrażają się m.in. rozpoczęciem aktywności społeczno-organizacyjnej, której już nie wyrzeknie się do końca życia. Wstępuje do Związku Młodzieży Polskiej, zwanej wówczas „Zetem”, i aktywnie w niej działa przez kilka lat. Nawroczyński jest jednym z czołowych organizatorów ruchu rewolucyjnego 1905 roku, który w wydaniu studenckim wyraża postulaty polonizacji nauczania, nadania uczelni autonomii, oraz liberalizacji przepisów zabraniających m.in. zrzeszania się studentów w organizacje. Notabene, pełni wówczas funkcję prezesa „Bratniej Pomocy”, organizacji na poły nielegalnej, działającej w strukturach „Zetu”. Występując w tej właśnie roli, 7 października 1906 roku zostaje współorganizatorem wiecu przed Pałacem Kazimierzowskim, podczas którego ogłasza bojkot uczelni w obronie wysuniętych postulatów. Władze carskie jednak nie ustępują i po stłumieniu zrewoltowanego społeczeństwa, najpierw całkowicie likwidują Uniwersytet, a następnie zamykają w więzieniach zbuntowaną młodzież. Nawroczyński jest dwukrotnie aresztowany, a po wyjściu z więzienia postanawia czasowo opuścić kraj.

Wyjeżdża do Niemiec, gdzie podejmuje studia filozoficzne na Uniwersytecie Berlińskim. Po roku, w związku z zarządzeniem zabraniającym przyjmowania na studia Polaków przez uczelnie pruskie, przenosi się do Lipska, który był wówczas europejską stolicą nowoczesnej myśli pedagogicznej, a leżąc poza granicami administracyjnymi Prus nie musiał respektować restrykcji wobec Polaków. Tu studiuje u jednego z najwybitniejszych pedagogów niemieckich, prekursora europejskiej pedagogiki społecznej – Paula Bartha i pod jego kierunkiem pisze, uważaną za wybitną rozprawę naukową o filozofii Kartezjusza i Spinozy. Studia w Berlinie i Lipsku zalicza Nawroczyński do bardzo owocnego okresu swego życia.

Niestety, kłopoty ze zdrowiem zmuszają go w 1908 roku do powrotu do kraju. Podejmuje pracę jako nauczyciel prywatnych szkół średnich i popularnych wówczas pensji. Równocześnie włącza się bardzo energicznie w działalność „Zetową” w Związku Młodzieży Polskiej. Znowu pojawia się postulat polonizacji szkolnictwa. Jest współorganizatorem zjazdów Związku Młodzieży Polskiej w 1909 roku w Zakopanem, a w 1910 w Krakowie, z okazji odsłonięcia pomnika grunwaldzkiego. Na tym właśnie zjeździe jest inicjatorem uchwalenia bojkotu szkoły rosyjskiej. Ta aktywność znowu skutkuje aresztowaniem Nawroczyńskiego przez policję carską. Represjonowanych i aresztowanych jest więcej. Jest wśród nich przyszła żona Nawroczyńskiego, Wanda Klemborowska, którą poślubia w 1911 roku.

Rychło po ślubie młoda para wyjeżdża do Dorpatu, aby uniknąć represji. Na tamtejszym uniwersytecie Nawroczyński kontynuuje swoje wieloletnie już studia i wypełniwszy akademickie rygory, na podstawie pracy Prawo narodów i prawo przyrodzone w trzech księgach Hugona Grotiusa o prawie wojny i pokoju, otrzymuje w roku 1912 dyplom prawniczy I stopnia.

Rozbudzone zainteresowania naukowe tym długoletnim studiowaniem i kontaktami z wybitnymi osobowościami ówczesnego życia intelektualnego kierują go w rok później do Lwowa, gdzie wiąże się naukowo ze słynnym w tym czasie filozofem Kazimierzem Twardowskim. Ten związek okazuje się niezwykle owocny dla Nawroczyńskiego, co przyzna w swoich wspomnieniach. Pod kierunkiem Twardowskiego pisze rozprawę doktorską, zatytułowaną Prolegomena do jakości sądów, której obrona odbyła się w 1914 roku. Warto w tym miejscu, dla charakterystyki związków naukowych Twardowskiego i Nawroczyńskiego oraz wpływu tego pierwszego na formację intelektualną swego ucznia, przytoczyć jako ciekawostkę tytuły biografii obu uczonych, opracowane przez Wincentego Okonia w dziele: Wizerunki sławnych pedagogów polskich. Otóż biogram Twardowskiego autor opatrzył tytułem: „nauczyciel uczonych”; natomiast biogram Nawroczyńskiego umieścił pod hasłem: „nauczyciel nauczycieli”. Ci, którzy znają bliżej losy obu postaci i ich zasługi naukowo-pedagogiczne, uznają, że w tych tytułach została zawarta wyjątkowo celna charakterystyka dzieła życia obu uczonych.

Trochę równolegle do tych kilkunastoletnich studiów „wszystkich stopni”, łącznie z doktorskimi, uczony prowadził zwykłą działalność nauczycielską. Rozpoczął ją w 1909 roku, w żeńskiej szkole średniej, jako nauczyciel propedeutyki filozofii i literatury. W owych czasach prywatne „pensje” były częstym miejscem pracy elity intelektualnej ówczesnej Polski. Nawroczyński we wspomnieniach swoich uczniów jawi się jako wymagający, ale niemal charyzmatyczny nauczyciel o szerokich horyzontach, pełen zapału naukowego, którym zarażał swoich wychowanków. Zresztą w jednej ze swoich rozpraw, poświęconych funkcji nauczyciela, autor tak zwraca się do pedagogów: „Bracie nauczycielu. Bądź człowiekiem gorącego serca, niezłomnego charakteru i niezależnego umysłu”1. Ten mini-manifest trafnie oddaje nie tylko przekonania autora, lecz także charakteryzuje go osobiście.

Praca w szkole nie wyczerpuje aktywności życiowej wybitnego pedagoga. Pisze i publikuje liczne rozprawy, poświęcone głównie szkolnictwu w organie Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego – „Wychowanie w Domu i Szkole”. Po pewnym czasie czasopismo zostaje przemianowane na „Przegląd Pedagogiczny”, a Nawroczyński zostaje jego redaktorem. Na łamach tego czasopisma w 1915 roku, po wkroczeniu Niemców do Warszawy, ogłasza artykuł-manifest domagający się przywrócenia szkoły narodowi, czyli spolszczenia szkolnictwa, dotąd rosyjskiego lub niemieckiego. Autor przedstawia plan organizacji szkolnictwa powszechnego oraz zakładania szkolnictwa wyższego. Toteż gdy w 1915 roku powstaje w Warszawie Wydział Oświecenia, będący zalążkiem polskich władz oświatowych, uczony wchodzi w jego struktury – jako przedstawiciel Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego.

Rozpoczyna w ten sposób swoje wieloletnie związki z organami państwowymi, zajmującymi się organizacją polskiego szkolnictwa i oświaty, jego strukturalnym i programowym kształtem. W roku 1917 przy Radzie Regencyjnej utworzony zostaje Departament Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego – pierwowzór przyszłego ministerstwa o identycznej nazwie, działającego już w niepodległej Polsce. Nawroczyński zostaje powołany na wizytatora szkół średnich. Pełni tę funkcję także w wymienionym wyżej ministerstwie niepodległej Polski, w Wydziale Programowym MWRiOP, aż do 1925 roku.

Były to lata wyjątkowej aktywności oświatowej we wszystkich grupach społecznych i we wszystkich środowiskach, nie wyłączając wsi i mniejszości narodowych. Swoistą, chlubną wizytówką tamtych czasów było zorganizowanie w 1919 roku Sejmu Nauczycielskiego, w którym Nawroczyński czynnie uczestniczył, obok innych wybitnych nauczycieli, oświatowców, naukowców: Władysława Radwana, Antoniego Bolesława Dobrowolskiego, Mariana Falskiego, Tadeusza Łopuszańskiego. Ten ostatni został pierwszym ministrem, a potem wieloletnim wiceministrem oświaty.

Równolegle z pracą programową w ministerstwie Bogdan Nawroczyński wykłada dydaktykę ogólną w Państwowym Instytucie Pedagogicznym. Z obu miejsc pracy wynosi bezcenne doświadczenie organizacyjne, programowe, dydaktyczne. Czerpie także inspiracje do twórczej pracy naukowej, ku której skłaniają go zainteresowania osobiste, doświadczenie i wyraźny talent twórczy. Zawsze jednak łączy twórczość naukową z działalnością praktyczną.

Tak było również w przypadku objęcia przezeń przewodnictwa resortowej Komisji Pedagogicznej, która miała inspirować i organizować ruch naukowy wokół problemów oświaty i szkolnictwa. Komisja skupiała w 7 sekcjach wybitnych przedstawicieli nauki. Pierwszą pracą, którą wydała, było dzieło autorstwa Bogdana Nawroczyńskiego, Uczeń i Klasa. Poświęcone dydaktyce, sztuce nauczania i wychowania, stało się jednym z fundamentalnych podręczników kształcenia nauczycieli. Zostało także naukową legitymacją kwalifikacji naukowych jej autora. Zawarł w nim przeświadczenie o całkowicie nowym etapie rozwoju nauk pedagogicznych, które muszą w coraz większym zakresie stosować ścisłe metody badań, włączać w proces poznania pedagogicznego metody i osiągnięcia psychologii, uznanie socjologicznego charakteru procesów wychowawczych, „uspołecznienie zarówno całej organizacji szkolnej, jak i metod pedagogicznych”2, oraz uznanie monograficznego charakteru uzyskiwanych wyników.

Książka Uczeń i Klasa przynosi autorowi wielkie uznanie w środowisku naukowym i otwieraa drogę do kariery akademickiej. W 1925 roku otrzymuje stanowisko profesora w Uniwersytecie Poznańskim, jako kierownik jedynej wówczas w Polsce Katedry Pedagogiki, którą kierował dotąd odchodzący na emeryturę prof. Antoni Danysz. Po roku pracy w Poznaniu otrzymuje propozycję przejścia na Uniwersytet Warszawski, by tam pełnić podobną funkcję. W Warszawie bowiem zlikwidowano wielce zasłużony Instytut Pedagogiczny i z części jego kadry utworzono na Uniwersytecie, na Wydziale Filozoficznym, Katedrę Pedagogiki. Równocześnie prof. Stefan Baley, przy tym samym wydziale, tworzy Katedrę Psychologii Wychowawczej, a Stanisław Kot – Katedrę Historii Wychowania. W ten sposób powstaje na Uniwersytecie Warszawskim największy ośrodek kształcenia nauczycieli. Z tego ośrodka wywodzi się dzisiejszy Wydział Pedagogiczny. Tak zaczyna się najdłuższa i najważniejsza przygoda naukowa Nawroczyńskiego z Uniwersytetem Warszawskim.

Wymienione trzy katedry uniwersyteckie kształciły przyszłych nauczycieli seminariów nauczycielskich i liceów pedagogicznych. Były to bardzo trudne, pionierskie lata działania Uniwersytetu i wszystkich jego instytucji. Bogdan Nawroczyński, jak wcześniej, tak i obecnie, obok działalności naukowej i dydaktycznej na uczelni podejmuje obowiązki przewodniczącego Komisji Egzaminów Państwowych na Nauczycieli Szkół Średnich. Były to czasy ogromnego deficytu wykształconych nauczycieli i państwo uruchamiało różne inicjatywy, aby jak najszybciej zaradzić brakom. Powołany zostaje na to stanowisko przez Ministra WRiOP w roku 1927 i pełni swoje obowiązki aż do okupacji, kiedy działalność wszelkich organów państwa polskiego zamiera.

W 1927 roku Wydział Filozoficzny zostaje przemianowany na Wydział Humanistyczny. W jego strukturach Nawroczyński powołuje roczne Studium Pedagogiczne, które absolwentom innych, przedmiotowych kierunków dawało podstawy wykształcenia pedagogicznego i po rocznej praktyce w szkole – uprawnienia do zdawania egzaminu przed Komisją Egzaminów Państwowych na Nauczyciela Szkół Średnich. Szacuje się, że do 1939 roku w taki sposób system szkół średnich zasiliło ok. 3 tysięcy wykwalifikowanych nauczycieli różnych specjalności. Uważani byli za elitarny trzon polskiego szkolnictwa. W świetle tych faktów, w pełni słuszny jest tytuł biogramu nadany przez prof. Wincentego Okonia: B. Nawroczyński – nauczyciel nauczycieli. Tytuł tym bardziej zasłużony, ponieważ mimo ogromnych organizacyjnych i dydaktycznych obciążeń uczony nie odłożył na bok swoich naukowych pasji, lecz pisał i publikował w tym czasie swoje najważniejsze dzieła naukowe.

Do takich właśnie najważniejszych prac w dorobku naukowym zaliczane są Zasady nauczania. Ukazały się w 1930 roku i przez wiele lat stanowiły fundamentalny podręcznik, nie tylko dydaktyki, lecz także pedagogiki ogólnej, ponieważ w ówczesnej literaturze pedagogicznej brakowało w ogóle podręczników i opracowań dotyczących poszczególnych specjalności i dyscyplin wiedzy o wychowaniu. Nie było też tak ścisłych rozgraniczeń międzydyscyplinarnych, jakie obowiązują dzisiaj. Dlatego w treści podręcznika Nawroczyńskiego znalazło się wiele zagadnień dyscyplin pokrewnych, służących kształceniu ogólnemu pedagogów, lub dyscyplin współdziałających z naukami o wychowaniu.

Wcześniej o dwa lata, w 1928 roku, profesor wydaje również niezwykłe i dla kształcenia nauczycieli pożyteczne dzieło: Współczesne prądy pedagogiczne, opracowanie z zakresu pedagogiki porównawczej. Rok później publikuje zbiór rozpraw Swoboda i przymus w wychowaniu. Rozprawy te reprezentują inny nurt zainteresowań naukowych autora; mianowicie problemy teorii wychowania. Problematyka ta pojawia się także w innych pracach autora, szczególnie tych, poświęconych ustrojowi szkolnemu. Zagadnienia ustroju szkolnego były pierwszym i bodajże najważniejszym obszarem aktywności naukowej autora, spowodowanym przez czas narodzin polskiej państwowości i polskiego szkolnictwa. Treści z zakresu teorii wychowania pojawiają się także w głównym dziele Nawroczyńskiego – Zasadach wychowania, ponieważ autor jako przedstawiciel pedagogiki kultury uważał, że człowiek w jednakowym stopniu tworzy kulturę, jak też jest przez kulturę kształtowany. Ideał wykształcenia i ideał osobowości, którym służy sztuka dydaktyczna, jest zarazem głównym celem wychowania, któremu winien być podporządkowany cały strukturalny i treściowy proces wychowawczy.

Na wspomnienie i uwagę zasługuje napisane w tym okresie obszerne, dwutomowe dzieło kronikarskie, pod tytułem Nasza walka o szkołę polską, tom I – 1932 roku, tom II – 1934 roku. Jest to bardzo cenna dokumentacja kształtowania się systemu odrodzonego polskiego szkolnictwa, zawierająca nie tylko materiały historyczno-kronikarskie; ukazujące zresztą obiektywnie olbrzymi wkład Nawroczyńskiego w akt odbudowy polskiej szkoły, lecz zawiera także wiele osobistych refleksji i komentarzy merytorycznych o szkole, jej kształcących i społecznych funkcjach.

Te, poniekąd historyczne reminiscencje stały się inspiracją do napisania innego ważnego utworu o historycznej perspektywie, pod tytułem Polska myśl pedagogiczna. Jej główne linie rozwojowe, stan współczesny i cechy charakterystyczne. Wydano go na rok przed wojną, w 1938. Po wojnie tekst został jakby na nowo napisany, uzupełniony. Rękopis tej nowej wersji znajduje się w depozycie Ossolineum.

Działalność dydaktyczną i twórczą Nawroczyński dopełniał aktywnością społeczną. Był członkiem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a w 1931 roku został powołany na członka Polskiej Akademii Umiejętności. Prowadził działalność w Naukowym Towarzystwie Pedagogicznym oraz w Polskiej Komisji Międzynarodowej Współpracy Intelektualnej. Uczestniczył w kongresach wychowania moralnego. Od 1932 roku był członkiem Państwowej Rady Oświecenia Publicznego.

To usposobienie do aktywności szczególnie w obliczu wielkich wyzwań objawiło się u Nawroczyńskiego w tragicznych latach okupacji hitlerowskiej. Podziemne władze oświatowe mianowały go inspektorem tajnego nauczania podziemnego Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Poznańskiego, który działał w Warszawie pod nazwą Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Zadaniem Nawroczyńskiego był nadzór nad jakością nauczania, warunkami organizacyjnymi oraz przekazywaniem ewentualnego wsparcia materialnego z zasiłków rządu emigracyjnego. Z własnej inicjatywy powołał do życia w warunkach okupacyjnych owo roczne Studium Pedagogiczne, w którym razem ze Stefanem Baleyem oraz z Hanną Pohoską prowadzili zajęcia aż do wybuchu powstania warszawskiego. Szczególną formą działania była sprawowana przez niego funkcja prezesa „Trybunału”, powołanego przez władze podziemne dla sądzenia wykroczeń „przeciw moralnej i politycznej dyscyplinie obowiązującej Polaków w czasie terroru okupacyjnego”3. Orzeczenia trybunału były publikowane w „Biuletynie Informacyjnym”, który był redagowany przez innego wybitnego wychowawcę, pisarza i naukowca Aleksandra Kamińskiego.

Po powstaniu warszawskim losy rzuciły Nawroczyńskiego do Częstochowy. Tu odnalazł grono dawnych współpracowników z Uniwersytetu Warszawskiego, z działalności społecznikowskiej, i mógł kontynuować działalność – najpierw konspiracyjną, a po wyzwoleniu już jako jawne kształcenie. W Częstochowie założył Kursy Akademickie, a w ich strukturze powołał do życia znowu Studium Pedagogiczne, które uważał za znakomitą formę kształcenia nauczycieli w ciężkich czasach. Prowadzili na nich zajęcia jego wypróbowani współpracownicy; m.in. Baley oraz Pohoska. Trzeba dodać, że owo uporczywe wracanie do wypróbowanych form kształcenia nauczycieli w ekstremalnych warunkach wynikało z głębokiej wiary uczonego w szczególne powołanie nauczyciela do budowania przyszłości, do naprawiania świata. Dał temu wyraz w opracowaniu napisanym w czasie okupacji, Życie duchowe. Zarys filozofii kultury. Wydane zostało ono dopiero w 1947 roku. To wyjątkowe dzieło powstałe w niezwykłych czasach tak zrecenzował Tadeusz Kotarbiński: „jest dowodem mocy wewnętrznej człowieka, który zdobył się na systematyczny wysiłek myślicielski, zmuszając się do trwania w postawie dzielnej aktywności, gdy wszystko waliło się na przepadłe, gdy triumfował najeźdźca, głosząc wszem i wobec hasła zagłady, w tym zagłady polskiego życia duchowego i jego rzeczników”.

Ta niezwykła aktywność w każdych warunkach; i naukowa, i społeczna, i nauczająca, sprawiły, że profesor był uznawany za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli życia duchowego i intelektualnego II Rzeczypospolitej. Ta opinia zaważyła też na losach powojennych autora Zasad nauczania. Jeszcze w trakcie jawnej już pracy pedagogicznej w Częstochowie, wiceminister Bieńkowski przywiózł mu nominacje na członka tzw. Komisji Trzech – ciała powołanego w celu reaktywacji Uniwersytetu Warszawskiego. W trójce owej znalazł się dwukrotny przedwojenny rektor UW, prof. Pieńkowski – znany fizyk, filozof Tadeusz Kotarbiński oraz pedagog Bogdan Nawroczyński. Ponieważ prof. Kotarbiński rychło został oddelegowany do reaktywacji Uniwersytetu Łódzkiego, a prof. Pieńkowskiego pochłonęło międzynarodowe życie naukowe, Nawroczyński przez pewien czas dźwigał główny ciężar odbudowy i organizacji Uniwersytetu. Dodatkowo został powołany na stanowisko dziekana Wydziału Humanistycznego i sprawował tę funkcję przez dwa lata, do czasu nadejścia ponurych lat stalinowskiego terroru.

Mimo ogromnych zasług w odbudowie polskiego szkolnictwa w II Rzeczpospolitej, bohaterskiej postawy i działalności w konspiracyjnej oświacie w czasie okupacji, profesor, podejrzany o „odchylenie prawicowe” – pojecie wytrych – został odesłany na emeryturę. Znalazł pracę jako dyrektor biura Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, a po włączeniu Towarzystwa w struktury PAN został zatrudniony w bibliotece naukowej w Pałacu Staszica.

Rok 1957 przyniósł odmianę losu i jemu, i wielu jemu podobnym: Kazimierzowi Ajdukiewiczowi, wybitnemu logikowi, uczniowi Kazimierza Twardowskiego, dotychczasowemu pracownikowi archiwum PAN, Aleksandrowi Kamińskiemu, twórcy metody zuchowej, pisarzowi, pedagogowi społecznemu, zatrudnionemu w administracji, Władysławowi Tatarkiewiczowi, Marii i Stanisławowi Ossowskim, ukrytym w strukturach urzędniczych. Jaśniejszym punktem owej marginalizacji wybitnych uczonych była okoliczność, że nie byli skazani na celowe upokorzenia, co było powszechnym udziałem uczonych z bratnich krajów tzw. demokracji ludowej.

Profesor wrócił na Uniwersytet Warszawski i objął Katedrę Teorii i Organizacji Szkoły. Prowadził zajęcia dydaktyczne i publikował. Po roku 1960, kiedy, w wieku 78 lat, przeszedł na emeryturę, tym razem dobrowolnie, nie zaprzestał aktywności twórczej. Redagował tomy Biblioteki Klasyków Pedagogiki (Herbarta i Kerschensteinera), publikował utwory własne (O wychowaniu i wychowawcach), pisał rozprawy o szkole średniej, która była jego szczególną pasją, o pedagogice Deweya. Przez kolejne lata na emeryturze służył swoją mądrością i doświadczeniem – Katedrze, którą po nim objął prof. Tadeusz Pasierbiński oraz swojemu wydziałowi pedagogicznemu, którego zręby osobiście zakładał.

Zmarł 17 stycznia 1974 roku przeżywszy 92 lata.

Rysem znamiennym filozofii pedagogicznej profesora był szacunek i przywiązywanie uwagi do znaczenia wydarzeń historycznych. Uważał, że przeszłość zawiera ogromny potencjał mądrości i doświadczenia. Równocześnie profesor był zwolennikiem specyficznie rozumianej wielokulturowości. A rozumiał pod tym pojęciem walory intelektualne i walory etyczne, jakie posiada każda kultura, każda tradycja, każdy kraj. Ale zarówno mądrość przeszłości, jak i mądrość narodów, i kultur – tak twierdził – przyniosą nam dzisiaj korzyści, jeśli je krytycznie zaadaptujemy. Jeśli dokonamy selekcji i przełożenia ich znaczeń na język praktyki teraźniejszej; praktyki służącej określonym, lokalnym okolicznościom. To jedna z ważnych zasad myślenia pedagogicznego Nawroczyńskiego o kulturze i jej roli w wychowaniu narodowym.

Wychowanie i kształcenie, którym Nawroczyński poświęca w swej twórczości podstawową uwagę, dokonują się jednak pod kierunkiem nauczyciela i od jego kwalifikacji zależą ich efekty. Na zawodową sylwetkę idealnego nauczyciela składają się następujące dyspozycje i cechy: 1) zalety osobiste, czyli system moralny i uspołecznienie, 2) uzdolnienia pedagogiczne, 3) gruntowna znajomość przedmiotu nauczania, 4) doświadczenie i praktyka pedagogiczna, 5) wiedza i sztuka pedagogiczna.

Jeśli wczytać się w te pięć warunków dobrego nauczyciela, okaże się jasno, jak trafny i skuteczny system kształcenia nauczycieli konsekwentnie budował Nawroczyński; zarówno w roli wizytatora Wydziału Programowania Szkół Średnich MWRiOP, jak i wówczas, gdy organizował kształcenie nauczycieli na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego, a szczególnie wówczas, gdy tworzył Studium Pedagogiczne dla abiturientów różnych kierunków kształcenia w Uniwersytecie i po rocznym ich nauczaniu sztuki pedagogicznej oraz rocznej praktyce w szkole dopuszczał do egzaminów kwalifikacyjnych na stanowisko nauczycieli szkół średnich. To była niezwykle skuteczna, niemal doskonała metoda wyposażania kandydatów na nauczycieli we wszystkie przymioty dobrego wychowawcy. Te wzory kształcenia i przygotowania kadr nauczycielskich, po wielu modyfikacjach, narzuconych naturalnym rozwojem nauki, w głównych zrębach przetrwały w Polsce po lata 80. XX wieku. Dowodzi to, jak ważne było dzieło i praktyka stworzona przez Bogdana Nawroczyńskiego.

Niemniej wielkie zasługi położył profesor przy budowie szkolnictwa w odradzającej się Polsce po 1918 roku. Wydział Programowy, w którym wiele lat był zatrudniony, opracował zasady ustroju szkół średnich, podstawy programowe do nauczania, podręczniki, metody nauczania. Co najważniejsze: system kształcenia nauczycieli, którzy w jego mniemaniu są głównymi budowniczymi przyszłości człowieka i jego świata.

Najważniejszą zaś konkluzją, jaka wynika z życiorysu Bogdana Nawroczyńskiego, jest to, iż jego metoda rozumowania i praktyka działania są aktualne, że życie weryfikuje je pozytywnie. Żyjemy w czasach niepewności i rozterek wychowawczych. W takiej sytuacji najpewniejszym środkiem zaradczym jest pozytywna aktywność, taka właśnie, jaką uprawiał Nawroczyński. Nie bacząc na rozmiary zadań, piętrzące się trudności i – zdawałoby się – beznadziejne bariery, budował wciąż od nowa. I wierny był pewnym wartościom, przede wszystkim idei służby człowiekowi w rozwoju, służby narodowi jako wspólnocie i służby kulturze.

SECT-ID LINK

1B. Nawroczyński, O wychowaniu i wychowawcach. Dwanaście studiów pedagogicznych, Warszawa 1968, s. 163.

2Idem, Uczeń i klasa. Zagadnienia pedagogiczne związane z nauczaniem i organizacją klasy szkolnej, wyd. 2 poprawione i uzupełnione, Lwów-Warszawa 1931, s. 18.

3Cyt. za: A. Mońka-Stanikowa, Bogdan Nawroczyński – człowiek i dzieło, [w:] Bogdan Nawroczyński – uczony, humanista, wychowawca, red. nauk. A. Mońka-Stanikowa, S. Mieszalski, A. Kotusiewicz, Warszawa 1996, s. 11.

Włodzimierz Niemierko

Urodzony 27 VII 1897 w Petersburgu. Studia na Uniwersytecie Moskiewskim, kontynuowane na UW, doktorat tamże (1932). Asystent, następnie adiunkt w Zakładzie Fizjologii Zwierząt UW. W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Od 1945 zajęcia z chemii na Wydziale Lekarskim UW. Profesor UŁ (1945) kierownik Zakładu Fizjologii Zwierząt. Kierownik Zakładu Biochemii UW (1954) i Zakładu Fizjologii Zwierząt UW (1955–1963). Profesor UW (1956). Kierownik Zakładu Biochemii w Instytucie im. M. Nenckiego (1946–1967).

Biochemik, fizjolog. Badania nad metabolizmem lipidowym kręgowców, biochemią porównawczą owadów i przemianami materii i energii w czasie wzrostu gąsienic oraz metamorfozą jedwabnika i selektywnością pokarmową owadów.
Członek m.in. PAN (1964), TNW (1982)
Zmarł 3 I 1986 w Warszawie.

Über den Fettstoff Wechsel bei Sprotten: vorgestellt in der Sitzung der Polnischen Physiologischen G, Warszawa 1936; Über eine Methode zur Bestimmung sehr kleiner Zuckermengen, Warszawa 1938.

S. Niemierko, My sixty years in physiology and biochemistry. In memory of Włodzimierz Niemierko, my husband and friend, „Acta Biochemica Polonica” 1997, 34, nr 3.

HALINA LICHOCKA

WŁODZIMIERZ NIEMIERKO

1897–1986

 

Był półkrwi Rosjaninem. Jego ojciec, Stanisław Niemierko, po ukończeniu studiów prawniczych w Petersburgu, postanowił osiąść w tym mieście na stałe. Tu się ożenił z Rosjanką Elizabet Siemionow i tu przyszły na świat ich dzieci. Włodzimierz urodził się 27 lipca 1897 roku. Po matce uzdolnionej muzycznie i obdarzonej pięknym, sopranowym głosem, odziedziczył zamiłowanie do muzyki. Muzyka towarzyszyła mu przez całe życie. Już jako dziecko dobrze grał na pianinie; w Petersburgu ukończył szkołę muzyczną. Gromadził książki poświęcone muzyce, zbiory nut i płyty1.

Drugim jego zamiłowaniem od lat dziecięcych były języki obce. Lubił je poznawać. Z upodobaniem uczył się słówek. Kolekcjonował różnojęzyczne encyklopedie, leksykony i słowniki. Początkowe wykształcenie zdobywał w petersburskiej Szkole Niemieckiej, a następnie uczęszczał do gimnazjum klasycznego, gdzie poza greką i łaciną opanował także podstawową znajomość kilku języków nowożytnych.

Niezależnie od muzycznych i lingwistycznych upodobań, Włodzimierz Niemierko również bardzo wcześnie zainteresował się naukami przyrodniczymi. Po maturze wyjechał na studia do Moskwy. Było to w 1917 roku. Na decyzję o opuszczeniu Petersburga być może miały wpływ wydarzenia rewolucji lutowej, a następnie bolszewickiej, które uczyniły z jego rodzinnego miasta miejsce, gdzie trudno było czuć się bezpiecznie. W Moskwie natomiast życie płynęło jeszcze względnie normalnie i na razie niewiele wskazywało na to, aby ten stan rzeczy mógł ulec zmianie.

Włodzimierz Niemierko miał wtedy 20 lat. Zapisał się na Wydział Matematyczno-Przyrodniczy tamtejszego Uniwersytetu. Fascynowała go biologia oraz chemia, zwłaszcza organiczna. Z zapałem zabrał się do nauki. Bardzo szybko okazało się jednak, że rozszerzający się chaos i terror rewolucyjny również i tu znacznie utrudniał pracę uczelni. Niemierko przebywał w Moskwie ponad pięć lat. W okresie studiów pozostawał pod silnym wpływem Aleksieja Nikołajewicza Siewiercowa, wybitnego zoologa i embriologa, twórcy rosyjskiej morfologii ewolucyjnej. Zaważyło to na dokonywanych później przez Niemierkę wyborach tematyki badawczej i ukierunkowaniu jego działalności naukowej.

W 1923 roku, gdy wojna domowa w Rosji już dogasała i pojawiły się możliwości w miarę bezpiecznego wyjazdu, Włodzimierz Niemierko wraz z rodzicami i siostrą przeniósł się do Polski. Rodzina uzyskała polskie obywatelstwo i zamieszkała w Warszawie, gdzie Włodzimierz zamierzał kontynuować swoje studia przyrodnicze.

Reaktywowany po prawie półwiecznej przerwie polski Uniwersytet Warszawski działał już wtedy pełną parą. Posiadał znakomitą obsadę profesorską, uruchomione były wszystkie wydziały wraz z laboratoriami i biblioteką. Tętnił życiem akademickim. Napływ pragnącej studiować młodzieży był większy niż mogły pomieścić sale wykładowe.

Tymczasem położenie młodego przybysza z Moskwy wcale nie było łatwe. Nie znał tu nikogo, w dodatku posiadane środki materialne przedstawiały się dość mizernie. Trafił do prof. Kazimierza Białaszewicza, który się nim zaopiekował. Białaszewicz, biochemik i fizjolog, był wówczas pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego i jednocześnie kierownikiem Zakładu Fizjologii w utworzonym przez Towarzystwo Naukowe Warszawskie Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego. Zatrudnił Włodzimierza Niemierkę jako laboranta w swoim Zakładzie oraz ułatwił mu możliwość kontynuowania studiów w Uniwersytecie. Od tego momentu, jak później napisała Aleksandra Przyłęcka, „datuje się okres nieprzerwanej współpracy profesora Białaszewicza, do ostatnich dni jego życia, z jego młodym uczniem”2.

Uzupełnienie moskiewskich studiów było dla Niemierki warunkiem koniecznym, jeśli chciał podjąć pracę naukową w Polsce. Rosyjskie świadectwa nie były u nas honorowane. Niemierko musiał zdać w Uniwersytecie Warszawskim wszystkie egzaminy i odrobić przewidziane programem studiów ćwiczenia. Zabrało mu to kilka lat. Dyplom ukończenia studiów otrzymał dopiero w 1928 roku.

W tym samym, co Włodzimierz Niemierko, czasie i na tym samym kierunku przyrodniczym Wydziału Filozoficznego w Uniwersytecie Warszawskim rozpoczęła studia Stella Saks. Miała wtedy zaledwie 17 lat. Ona także przybyła z Moskwy, lecz o kilka lat wcześniej. W Moskwie znalazła się w 1915 roku na skutek przeprowadzonej przez wycofujących się Rosjan ewakuacji z Warszawy rozmaitych instytucji wraz z częścią ludności. Urodziła się w Łodzi. Była córką Wiktorii z domu Wiesel i Józefa Saksa, praktykującego lekarza. Ją również prof. Białaszewicz, zanim jeszcze skończyła studia, zatrudnił w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego. Niedługo potem, w 1931 roku, Stella została żoną Niemierki i pod kierunkiem Białaszewicza doprowadziła do końca eksperymentalną część swojej dysertacji doktorskiej oraz podjęła pracę w Zakładzie Fizjologii Akademii Wychowania Fizycznego. Doktorat uzyskała rok później. Do Instytutu im. M. Nenckiego powróciła dopiero po zakończeniu II wojny światowej. Tam uzyskała kolejne stopnie naukowe, z tytułem profesora zwyczajnego włącznie. Swego męża przeżyła o dwie dekady. W 2006 roku uroczyście obchodziła jubileusz setnych urodzin3. Zmarła kilka dni po tej uroczystości.

Włodzimierz Niemierko natomiast, za sprawą prof. Białaszewicza, stale był związany z Instytutem Nenckiego i jednocześnie z Uniwersytetem Warszawskim. Wraz z upływem czasu awansował z funkcji laboranta w instytutowym Zakładzie Fizjologii na stanowisko asystenta i pod kierunkiem Białaszewicza pracował nad swoim doktoratem. Rozprawę doktorską na temat Wpływ pracy na zawartość tłuszczu w mięśniu żaby obronił w 1932 roku w Uniwersytecie Warszawskim.

Po doktoracie Niemierko zajmował się jeszcze przez krótki czas metabolizmem lipidowym niższych kręgowców, po czym zainteresowały go zagadnienia związane z biochemią porównawczą owadów. Tej nowej tematyce pozostał wierny do końca życia. Kontynuował pionierskie badania prof. Kazimierza Białaszewicza – swego mistrza i promotora, który w okresie międzywojennym, a także w latach niemieckiej okupacji zajmował się głównie przemianami materii i energii w czasie wzrostu gąsienic oraz metamorfozy jedwabnika4. Po śmierci Białaszewicza jedwabnik stał się także podstawowym obiektem badań realizowanych przez Niemierkę. Drugim tematem, który absorbował uwagę Włodzimierza Niemierki i który przyniósł mu największe osiągnięcia naukowe, była selektywność pokarmowa owadów. Badał ten problem na przykładzie mola woskowego (Galleria mellonella L.).

Począwszy od 1933 roku aż do wybuchu II wojny światowej Niemierko, nie przerywając pracy w Instytucie, otrzymał także etat w Uniwersytecie, najpierw starszego asystenta, później adiunkta. Bezpośrednim powodem jego dodatkowych obowiązków było organizowanie w Uniwersytecie nowego Zakładu Fizjologii Zwierząt. Następnie, gdy działania organizacyjne dobiegły końca i Zakład już funkcjonował, Niemierko kontynuował pracę w obu placówkach. Nie był w tym odosobniony, ponieważ obydwa Zakłady, chociaż instytucjonalnie odrębne i formalnie od siebie niezależne, miały wspólne kierownictwo w osobie prof. Białaszewicza, zajmowały się podobną problematyką badawczą, a nawet mieściły się w tym samym budynku (w Warszawie przy ul. Wawelskiej).

Okres wojny i niemieckiej okupacji Stella i Włodzimierz Niemierkowie spędzili w Warszawie. Podobnie jak inni naukowcy pozbawieni zostali możliwości pracy w swoich placówkach badawczo-dydaktycznych. Znaleźli się w sytuacji zmuszającej do poszukiwania środków utrzymania. Kazimierz Białaszewicz wynalazł preparat, który mógł służyć jako suplement diety dla osób niedożywionych, zwłaszcza dzieci. Sprzedaż tego wynalazku polskim firmom farmaceutycznym, zapewniła mu na jakiś czas znośny byt.

Niemierko otrzymał pracę w Państwowym Instytucie Higieny. Zajmował się badaniem żywności. Wolno mu było zabierać do domu produkty, które dla Niemców nie nadawały się do spożycia. Niedługo później znalazł lepszą pracę, w Szpitalu Wolskim. Jego żona również pracowała. Była zatrudniona w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Kopernika.

W Szpitalu Wolskim przydały się chemiczne kwalifikacje Niemierki. Wykonywał analizy w Centralnym laboratorium gruźliczym, które zostało uruchomione jesienią 1941 roku. Jak na tamte warunki było ono stosunkowo dobrze wyposażone. Oprócz pełnienia swoich normalnych funkcji, laboratorium od samego początku służyło tajnemu kształceniu przyszłych lekarzy. Wielu studentów wykonywało tu ćwiczenia z bakteriologii. Niemierko również włączył się w tę zakonspirowaną akcję edukacyjną. Wykładał biochemię. Zajęcia prowadził w grupach 10–12 osobowych, spotykających się w coraz to innych mieszkaniach prywatnych5. Trwało to aż do wybuchu powstania warszawskiego.

W pierwszych dniach powstania (dokładnie 5 i 6 sierpnia) Niemcy dokonali masakry personelu i pacjentów Szpitala Wolskiego6. Niemierko należał do tych nielicznych, którzy się uratowali. Szczęśliwym dla niego zbiegiem okoliczności był wtedy chory, skutkiem czego pozostał w domu, zamiast jak zwykle pójść do pracy.

Warszawę opuścił 13 października 1944 roku. Wraz z żoną zatrzymał się w Milanówku7. Obojgu udało się uniknąć obozu w Pruszkowie. W Milanówku kontynuował tajne nauczanie. Wykładał chemię fizjologiczną dla słuchaczy podziemnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Do zburzonej doszczętnie Warszawy powrócił w lutym 1945 roku. Stopniowo powracali zdziesiątkowani mieszkańcy stolicy i niedobitki przedwojennej kadry naukowej. Uniwersytet próbował wznowić działalność. Włodzimierz Niemierko rozpoczął na Wydziale Lekarskim zajęcia z chemii fizjologicznej.

Jesienią 1945 roku uczony przeniósł się do Łodzi. Łódź – najbliżej Warszawy położone, duże i ocalałe z wojennej pożogi miasto – stało się wtedy centrum kultury i życia naukowego. Znalazły tam siedzibę, stałą lub czasową, liczne instytucje. W krótkim czasie, korzystając z lokalu i zasobów istniejącego tu przed wojną oddziału Wolnej Wszechnicy Polskiej, zorganizowano Uniwersytet Łódzki, który już w marcu 1945 roku rozpoczął swoją działalność. W tej nowo utworzonej uczelni Włodzimierz Niemierko został zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego i zajął się urządzaniem Zakładu Fizjologii Zwierząt. Jednocześnie wraz z Jerzym Konorskim i innymi, podjął starania o reaktywowanie w Łodzi warszawskiego Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego.

Pierwszą łódzką siedzibą Instytutu było pięciopokojowe mieszkanie w kamienicy przy ul. Kopernika. Dwa z tych pokoi miały przeznaczenie prywatne – w jednym mieszkał Włodzimierz Niemierko z żoną; drugi zajmował Jerzy Konorski. W pozostałych pomieszczeniach urządzono dwa zakłady, a mianowicie Zakład Biochemii, kierowany przez Niemierkę oraz Zakład Neurofizjologii, którego szefem był Konorski. Początki nie należały do łatwych. Zakłady tworzono od podstaw, zabiegając o każdy element niezbędnego do pracy naukowej wyposażenia. Mimo to ich działalność stale się rozwijała, pozostając w ścisłym związku z Uniwersytetem. Niemierko, podobnie jak to było przed wojną, pracował na dwóch etatach – w Instytucie Biologii Doświadczalnej i jednocześnie w Uniwersytecie Łódzkim jako Kierownik Zakładu Fizjologii Zwierząt. Jego energia i pracowitość były imponujące. W tym samym okresie przyczynił się do wznowienia założonego w 1928 roku i redagowanego przez Kazimierza Białaszewicza czasopisma „Acta Biologiae Experimentalis”, będącego organem przedwojennego Instytutu im. Nenckiego. Został redaktorem naczelnym tego periodyku i kierował nim nieprzerwanie do końca swojej pracy w Instytucie.

W pierwszej łódzkiej siedzibie Instytut Biologii Doświadczalnej im. Nenckiego mieścił się tylko kilka miesięcy. Na skutek starań Włodzimierza Niemierki władze miejskie przyznały tej placówce okazały budynek przy ul. Południowej. Nowe lokum, po odpowiedniej adaptacji, dobrze służyło Instytutowi aż do chwili powrotu do Warszawy.

Przenosiny do Warszawy rozpoczęły się w 1954 roku i trwały dwa lata. Wtedy także do Warszawy powrócił Niemierko. Instytut otrzymał nowy, specjalnie dla niego wybudowany gmach, gdzie warunki pracy były – jak na tamte czasy – znakomite. Profesor kierował Zakładem Biochemii i niezależnie od tego objął w 1955 roku stanowisko kierownika Zakładu Fizjologii Zwierząt w Uniwersytecie Warszawskim, gdzie pracował do 1963 roku. W obu tych placówkach wykształcił liczną grupę biochemików. Wypromował ponad dziesięciu doktorów, z których większość miała później znaczące osiągnięcia naukowe (profesorowie Lech Wojtczak i Witold Drabikowski i inni).

W Instytucie im. Nenckiego prof. Niemierko pracował aż do chwili przejścia na emeryturę, pełniąc przez ostatnie sześć lat funkcję dyrektora tej placówki. Jako emerytowany profesor nadal utrzymywał związki z Instytutem, był tam częstym gościem i przez kilka kadencji przewodniczącym Rady Naukowej8.

W 1964 roku Włodzimierz Niemierko został członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk, a w 1971 członkiem rzeczywistym tej korporacji.

W pamięci uczniów i współpracowników zapisał się jako pełen dobroci i życzliwości przyrodnik-humanista. Zajęcia przez niego prowadzone opisała w swoich wspomnieniach Jolanta Barańska, która w latach 50. ubiegłego wieku była studentką Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Warszawskiego:

„Studia prowadzone przez profesora Niemierkę odbywały się w tym czasie wyłącznie w gmachu Instytutu Nenckiego. Pracownia studentów czwartego roku znajdowała się na drugim piętrze Instytutu, w bocznym prawym skrzydle gmachu, tam gdzie później, a i obecnie, mieści się Pracownia Izotopowa. [...] Profesor prowadził seminaria studenckie. Odbywały się one w Sali Konferencyjnej, na drugim piętrze Instytutu. Seminaria te, to była dla mnie nowa jakość! Profesor wymagał od każdego studenta omówienia określonej pracy doświadczalnej, której odbitkę, drukowaną po angielsku i opublikowaną w międzynarodowym czasopiśmie, nam dostarczał. Oznaczało to przede wszystkim przyswojenie sobie angielskiej terminologii naukowej, zrozumienie celu, metod i wyników danej pracy i opowiedzenie o tym przystępnie na seminarium. Taki sposób postępowania nie wydaje się obecnie niezwykły. Jednak w tamtym czasie to była rewolucja! Należy pamiętać, że do roku 1956 uznawano oficjalnie jedynie naukę radziecką. Profesor Niemierko uważał jednak, że student kończący u niego studia musi umieć «poruszać się» w anglojęzycznej terminologii, i że umiejętność ta jest dla jego rozwoju niezwykle ważna. Miał też głęboką pewność, że to właśnie w tym języku będą pojawiać się najważniejsze prace drugiej połowy XX wieku. Seminaria te, dlatego także były tak niezwykłe, że panowała na nich swoboda. Studenci mogli i byli zachęcani, aby zadawać wiele pytań. Także osoba referująca pracę (nie było nigdy żadnych uprzednich konsultacji z profesorem) mogła powiedzieć, że nie rozumie jakiegoś wyniku, prosi o wytłumaczenie metody i nie zgadza się z konkluzjami. Myślę, że znalezienie się w tej grupie ludzi było dla mnie wielkim szczęściem”9.

Profesor Włodzimierz Niemierko zmarł 3 stycznia 1986 roku. Został pochowany na warszawskich Powązkach. W tym samym grobowcu spoczywa również jego żona – prof. Stella Niemierko.

SECT-ID LINK

1S. Niemierko, My sixty years in physiology and biochemistry. In memory of Włodzimierz Niemierko, my husband and friend, „Acta Biochemica Polonica” 1997, t. XXXIV, nr 3, s. 239–252.

2A. Przyłęcka, Włodzimierz Niemierko (1897–1985), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1984, R. 47; 1985, R. 48 (druk 1989), s. 74–76.

3L. Kuźnicki, Setne urodziny Profesor Stelli Niemierko, [w:] Instytut Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego. Historia i teraźniejszość, oprac. L. Kuźnicki, t. III, Wspomnienia i refleksje, Warszawa 2008, s. 391–399.

4W. Niemierko, Prof. dr Kazimierz Białaszewicz, [w:] Instytut Biologii Doświadczalnej..., op. cit., s. 44.

5Idem, My sixty years..., op. cit., s. 382.

6Szpital dobrej woli. Szpital Wolski 1939–1945, [praca zbiorowa, relacje świadków wydarzeń], wyd. 2, Warszawa 2004.

7S. Niemierko, My sixty years..., op. cit., s. 382.

8L. Wojtczak, Włodzimierz Niemierko (1897–1985), [w:] Instytut Biologii Doświadczalnej..., op. cit., s. 301.

9J. Barańska, Wspomnienia związane z Instytutem Nenckiego (lata 1958–1968), [w:] Instytut Biologii Doświadczalnej..., op. cit., s. 428–429.

Witold Nowacki

Urodzony 20 VII 1911 w Zakrzewie koło Gniezna. Studnia na niemieckiej politechnice w Gdańsku. Doktorat na PW (1946), habilitacja na PG (1946), profesor PG (1947). Profesor PW (1952), kierownik Katedry Statyki Budowli. Profesor UW (1955).

Inżynier, konstruktor, matematyk. Badania dotyczące mechaniki ciała stałego, teorii sprężystości. Udział w zespołach projektowych licznych obiektów (hala sportowa w Łodzi, taśmociąg w Szczecinie itp.).
Sekretarz Wydziału Nauk Technicznych PAN (od 1952). Członek TNW (1950), PAN (1952, sekretarz naukowy 1953–1966, wiceprezes 1969–1978, prezes 1978–1980), Polskiego Towarzystwa Matematycznego (1984).
Doktor honoris causa 10 krajowych i zagranicznych uczelni.
Założyciel czasopisma „Archiwum Mechaniki Stosowanej” (1949).
Zmarł 23 VIII 1986 w Warszawie.

Dynamika układów ramowych, 1945; Drgania poprzeczne i wyboczenie układu ramowego jako problem łączny, Warszawa 1947; Statyka rusztów płaskich, „Rozprawy Inżynierskie” 1954, t. II, z. 1, s. 143–187; Two steady-state thermoelastic problems, „Archiwum Mechaniki Stosowanej” 1957, t. IX, z. 5, s. 579–592.

A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia, t. III, Warszawa 1997, s. 251–255.

ROMAN DUDA

WITOLD NOWACKI

1911–1986

 

Witold Nowacki urodził się 20 lipca 1911 roku w Zakrzewie koło Gniezna1 w zasłużonej dla polskości Wielkopolski i Pomorza rodzinie Ludwika i Bronisławy z Czyżewskich. Do gimnazjum uczęszczał w Gdańsku, Gnieźnie i – najdłużej (1922–1929) – w Nakle, po czym w latach 1929–1934 odbył studia budowlane i matematyczne na niemieckiej politechnice w Gdańsku, uzyskując dyplom inżyniera budowlanego. Po ukończeniu studiów przeszedł roczną służbę wojskową w podchorążówce, po czym rozpoczął działalność zawodową jako inżynier konstruktor. Przez dwa lata pracował w Gdyni, uczestnicząc w realizacji wielu konstrukcji inżynierskich, a w 1937 roku przeniósł się do Mielca, gdzie pracował przy budowie fabryki samolotów.

W trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku, którą odbywał jako podporucznik, dostał się do niemieckiej niewoli. Przebywał w obozie oficerskim Woldenberg (dzisiaj Dobiegniewo) aż do uwolnienia w styczniu 1945 roku. W warunkach izolacji od normalnego życia, ale także uwolnienia od codziennej troski o byt, w obozie rozwinęła się szeroka działalność samokształceniowa i szkoleniowa. Jednym z przejawów tej działalności było obozowe Studium Dokształcania Politechnicznego. W tych warunkach pięcioletnia niewola stała się dla Witolda Nowackiego (i wielu innych jeńców) okresem niezwykle wytężonej pracy. Nowacki prowadził zajęcia na Studium, a jednocześnie intensywnie się dokształcał w zakresie analizy matematycznej, mechaniki budowli, konstrukcji żelbetowych i teorii sprężystości; równocześnie przygotowywał też oryginalne prace własne. Dzięki temu był on w stanie, z chwilą wyzwolenia obozu, natychmiast przystąpić do pracy badawczej i dydaktycznej na wyższych uczelniach w kraju, a w szczególności, dzięki przygotowanym w obozie rozprawom, mógł uzyskać, już w pierwszym roku po wyzwoleniu, doktorat i habilitację. W rezultacie jego kariera – wyhamowana przez wojnę – przebiegała po wojnie błyskawicznie.

Na początku 1945 roku objął kierownictwo Katedry Statyki Budowli na Politechnice Warszawskiej (z tymczasową siedzibą w Lublinie), ale kilka miesięcy później przeniósł się do Gdańska na organizowaną tam od podstaw polską Politechnikę Gdańską. Z Gdańskiem wiązały go dobre wspomnienia z okresu studiów i początków pracy zawodowej, a także więzy rodzinne, z zapałem więc włączył się w pionierski trud odbudowy uczelni. Już jako pracownik Politechniki Gdańskiej we wrześniu 1945 roku doktoryzował się z nauk technicznych na Politechnice Warszawskiej2, w październiku 1945 roku objął Katedrę Statyki Budowli i Wytrzymałości na rodzimej Politechnice w Gdańsku, a w grudniu 1945 roku habilitował się tam z mechaniki budowli3. W 1947 roku został profesorem nadzwyczajnym, a w 1952 roku – profesorem zwyczajnym.

Na Politechnice Gdańskiej Nowacki pracował do 1952 roku i było to siedem lat niezwykle aktywnej działalności dydaktycznej, naukowej, wydawniczej i organizacyjnej. Między innymi w 1949 roku założył „Archiwum Mechaniki Stosowanej”, pierwsze polskie czasopismo naukowe poświęcone mechanice (czasopismo istnieje do dziś i uchodzi za czołowe w zakresie mechaniki), wraz z kierowanym przez siebie zespołem uczestniczył w projektowaniu wielu ważnych obiektów inżynierskich (hala sportowa w Łodzi, taśmociąg w Szczecinie itp.), był prorektorem Politechniki itd.

Z chwilą powołania do życia Polskiej Akademii Nauk w 1952 roku Witold Nowacki przeniósł się do Warszawy, obejmując stanowisko sekretarza Wydziału Nauk Technicznych PAN. Nie zerwał jednak więzi ze szkolnictwem wyższym, w latach 1952–1955 był bowiem profesorem Politechniki Warszawskiej, ale najdłużej, bo ponad ćwierć wieku (w latach 1955–1981, czyli do emerytury) był profesorem na Wydziale Matematyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie najpierw kierował Katedrą Teorii Sprężystości i Plastyczności (1962–1969), a po restrukturyzacji Uniwersytetu został dyrektorem Instytutu Mechaniki.

Bardzo sobie ceniąc tytuł profesora UW, wiele jednak czasu i energii poświęcał Witold Nowacki pracy w PAN. Od początku był jej członkiem (członek korespondent 1952, członek rzeczywisty 1956), a nadto pełnił funkcje sekretarza Wydziału IV (1952–1958), zastępcy sekretarza naukowego PAN (1953–1866), sekretarza naukowego (1966–1969), wiceprezesa (1969–1978) oraz prezesa PAN (1978–1980).

Dorobek naukowy Witolda Nowackiego obejmuje „ponad dwieście prac naukowych oraz kilkanaście monografii i podręczników z zakresu teorii konstrukcji, teorii sprężystości, termosprężystości, teorii ośrodków mikro-polarnych, magnetotermosprężystości i termopiezoelektryczności. Suche dane liczbowe nie oddają istoty rzeczy, ale warto zauważyć, że jego pełny dorobek obejmuje kilkanaście tysięcy stron druku, co oznacza ponad jedną stronę druku przypadającą na jeden dzień trzydziestopięcioletniego okresu jego aktywnej działalności badawczej. A pisał prace bardzo konkretne i treściwe, składające się prawie wyłącznie z wzorów i wykresów, unikając wstępów, rysów historycznych i zbędnych dyskusji. W jego dorobku naliczyć można jedynie kilka prac o charakterze historyczno-przeglądowym”4. Dodajmy, że szczególne miejsce w tym dorobku zajmuje ważna, wydana w Stanach Zjednoczonych monografia5 i że także inne jego prace i monografie były tłumaczone na języki obce.

Działalność naukowa Witolda Nowackiego, koncentrująca się na podstawach mechaniki ciała stałego, teorii sprężystości i teorii naprężeń cieplnych, sprawiła, że stał się wybitnym specjalistą w zakresie szeroko rozumianej mechaniki, a nadto zaczęto mówić o polskiej szkole mechaniki i nawet porównywać ją z polską szkołą matematyczną międzywojennego dwudziestolecia. Niewątpliwie jednak istnienie tej szkoły wpłynęło na znaczący wzrost autorytetu polskich nauk technicznych w nauce światowej.

Praca badawcza, stawianie i rozstrzyganie problemów naukowych, rozwiązywanie zadań były wielką pasją życiową Witolda Nowackiego. „W doborze kierunków badawczych kierował się przede wszystkim ciekawością oraz motywami estetycznymi; był wrażliwy na piękno i elegancję teorii, dowodu i rozwiązania i wydaje się, że odbierał je podobnie jak muzykę, której był entuzjastą od najmłodszych lat (próbował nawet studiów muzycznych) i której starał się słuchać codziennie do ostatnich dni swego życia”6.

Jako entuzjasta matematyki, był Witold Nowacki aktywnym orędownikiem rozwoju jej zastosowań. Rozumiejąc znaczenie inicjatywy matematyków polskich, wybitnie przyczynił się do utworzenia w 1972 roku Międzynarodowego Centrum Matematycznego im. S. Banacha w Warszawie. Polskie Towarzystwo Matematyczne uhonorowało go tytułem członka honorowego (1984).

Za swoją działalność naukową Witold Nowacki otrzymał wiele wyróżnień. Został członkiem honorowym czechosłowackiej, bułgarskiej i austriackiej akademii nauk, członkiem honorowym lub rzeczywistym wielu krajowych i zagranicznych towarzystw naukowych, w tym Towarzystwa Naukowego Warszawskiego (od 1950 roku), doktorem honoris causa dziesięciu krajowych i zagranicznych uczelni. Był laureatem nagród państwowych, najpierw II stopnia (1949), a potem dwukrotnie I stopnia (1955, 1964), a także laureatem nagrody Ministra Oświaty i Szkolnictwa Wyższego I stopnia (1971). Miał wysokie odznaczenia państwowe: Złoty Krzyż Zasługi (1948), Krzyż Komandorski (1954) i Krzyż Komandorski z Gwiazdą (1959) OOP, Order Sztandaru Pracy I klasy, order Budowniczych Polski Ludowej.

Żonaty, miał 2 synów.

Profesor Witold Nowacki zmarł 23 sierpnia 1986 w Warszawie.

SECT-ID LINK

1Zostawił po sobie wspomnienia: W. Nowacki, Zapiski do autobiografii, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1985, R. 30, nr 1, s. 3–77. Pisali też o nim inni, w tym: M. Sokołowski, Witold Nowacki (1911–1988), „Nauka Polska” 1987, nr 2, s. 207–209; J. Rawicz, Życiorysy z tęczą, Warszawa 1975, s. 97–112. Jego biogramy zawiera m.in. Wielka encyklopedia PWN, t. XIX; A. Śródka, P. Szczawiński, Biogramy uczonych polskich, cz. IV: Nauki techniczne; A. Śródka, Uczeni polscy XIX-XX stulecia; Słownik biograficzny matematyków polskich, red. S. Domoradzki, D. Węglowska, Z. Pawlikowska-Brożek, Tarnobrzeg 2003; R. Duda, Matematycy XIX i XX wieku związani z Polską, Wrocław 2012.

2W. Nowacki, Statyka rusztów płaskich, „Rozprawy Inżynierskie” 1954, t. II, z. 1, s. 143–187.

3Idem, Dynamika układów ramowych, Gdańsk 1945.

4M. Sokołowski, Witold Nowacki, op. cit.

5W. Nowacki, Thermoelasticity, Oxford 1962.

6M. Sokołowski, Witold Nowacki, op. cit.

Stefan Nowak

Urodzony 2 I 1925 w Warszawie. Studia na UW (1946–1951). Pracownik Katedry Socjologii UW (1949), doktorat (1958), habilitacja (1962), profesor (1971). Kierownik Zespołu Studiów nad Metodami Badań Socjologicznych, a następnie Zakładu Metodologii Badań Socjologicznych IS UW (1963). Visiting professor na Columbia University i University of Chicago w USA oraz na uniwersytetach skandynawskich.

Socjolog, studia nad podstawami społeczeństwa polskiego, metodologią nauk i badań społecznych oraz psychologii społecznej; prekursor badań ankietowych w polskiej socjologii.
Członek PAN (1989). Pracownik Zakładu Teorii Kultury i Przemian Społecznych PAN. Konsultant w OBOP.
Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (1976–1983). Członek International Sociological Association, American Academy of Arts and Sciences w Bostonie (1983), British Academy (1985).
Redaktor naczelny „The Polish Sociological Bulletin” (1967–1975).
Zmarł 6 IX 1989 w Warszawie.

Studia z metodologii nauk społecznych, Warszawa 1965; Teorie postaw (red.), Warszawa 1973; Understanding and Prediction. Essays in the Methodology of Social and Behavioral Theories, 1976; Metodologia badań społecznych, Warszawa 1985; Ciągłość i zmiana tradycji kulturowej (red.), Warszawa 1989.

A. Sułek, Stefan Nowak (1925–1989), „Rocznik Towarzystwa Naukowego Warszawskiego” 1989, nr 52.

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI

STEFAN NOWAK

1925–1989

 

Uczony i obywatel. Socjologia ponad ideologią

Stefan Nowak to z pewnością jeden z najwybitniejszych polskich socjologów drugiej połowy XX wieku. Wybitny uczony, człowiek nauki, ale zarazem głęboko zaangażowany w życie społeczne i wyraźnie dostrzegający powinności nauki i uczonych – powinności wobec ludzi i wobec prawdy, którego cechowało obywatelskie poczucie odpowiedzialności za losy świata. Moje wspomnienia o Stefanie Nowaku, wielkim profesorze, są bardzo osobiste. Cieszyłbym się, gdyby pamięć o jego zasługach i czysto akademickich dokonaniach nie była jedyną pamięcią o tym wielkim człowieku.

Stefan Nowak miał, z całą pewnością, ogromny wpływ na losy socjologii w Polsce po 1956 roku, gdy po likwidacji w 1949 roku reaktywowano ją jako dyscyplinę naukową. Po Październiku ‘56 socjologia odżyła, od razu ukazując to, co było wcześniej kompletnie nieobecne w całkowicie zideologizowanym, partyjnym obrazie polskiego społeczeństwa. Nowak, włączając się w empiryczny i demaskatorski wobec partyjnego kłamstwa nurt, stworzył podstawy nowoczesnej metodologii socjologii, a nawet – szerzej – nauk społecznych, opierających się na badaniach empirycznych. Był w Polsce twórcą nowoczesnych badań ankietowych, zwanych teraz sondażowymi, i jego niezwykłym dziełem było badanie postaw studentów Warszawy, przeprowadzone po październikowym przewrocie. Ankieta, wówczas przeprowadzona, była ze wszech miar nowatorska, także w dosłownym, technicznym sensie: dzięki wysiłkowi badacza sprowadzono nawet bullowskie sortery, które można było jeszcze oglądać, a nawet jeszcze na nich liczyć w latach 70.

Już z tego widać, że zaangażowanie Stefana Nowaka i jego rozumienie moralnej odpowiedzialności uczonego było czymś wyraźnie odmiennym od służby ideologii; jakiejkolwiek ideologii, co koniecznie trzeba podkreślić. Tym bardziej, iż po wojnie zapewne był człowiekiem przekonanym o słuszności idei socjalistycznych, a także zaangażowanym w młodzieżowy ruch socjalistyczny, OM TUR. Współpracował wówczas, chociaż krótko, z Janem Strzeleckim, który jednak uczestnicząc w partyjnym życiu PPS, został potem członkiem PZPR. Nowak wycofał się bardzo szybko ze Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Jestem przekonany, iż ideologiczno-partyjny konformizm był dla niego moralnie nie do zniesienia, a ograniczenia poznawcze „ideologicznych okularów” – całkowicie mu obce.

Dlatego też w ponurym czasie zawieszenia zajęć uniwersyteckiej socjologii interesował się Boską Komedią Dantego, a potem, gdy socjologia po 1956 roku powróciła tryumfalnie jako dyscyplina naukowa i uniwersytecka, zajął się zagadnieniami metodologii. Refleksja nad metodologią badania społecznego stała się centrum dociekań i działań Nowaka. Na tym też polegał jego wielki wpływ na naukowe poznawanie świata społecznego: metodologia badań socjologicznych, zwłaszcza ankietowych, propagowana przez uczonego, została obowiązującym standardem akademickim, który znacząco ograniczył czysto ideologiczny język i partyjne wpływy w nauce, przynajmniej w jej badawczej aktywności. Wymogi warsztatowej rzetelności w socjologicznej empirii stały się znaczącym przeciwdziałaniem ideologicznej, pseudo-naukowej samowoli. To jedna z wielkich zasług Stefana Nowaka, która od razu lokuje go wśród uczonych, których życie i życiowa postawa tworzą wzór naukowca i sposobu uprawiania nauki.

Rzecz jasna, zwycięstwo naukowej rzetelności – w formie empirycznej metodologii socjologii – byłoby niemożliwe bez szczególnego, społecznego działania. Polskie Towarzystwo Socjologiczne, w którym badacz z grupą swych kolegów-sojuszników miał ogromne wpływy, stało się towarzystwem naukowym socjologów, dzięki któremu standard rzetelnej metodologii – w najgłębszy sposób przeciwstawny ideologii – mógł się stać standardem całej dziedziny. Widać tu, jak bardzo troska o prawdę naukową, akademicką, nie może się obyć bez działania w sferze społecznej.

W Polsce współczesnej powraca na nowo pytanie o rolę Uniwersytetu i o to, czym ma być nauka oraz uniwersyteckie nauczanie. Sposób, w jaki żył i działał Stefan Nowak sugeruje pewien kierunek odpowiedzi na to pytanie. Będąc całkowicie przekonany o szczególnych zasadach poznania naukowego, zarazem najgłębiej reprezentował naukę, która jako wehikuł i orędownik prawdy, musi stać po stronie ludzkich wartości. Psychologia społeczna, którą interesował się i uprawiał naukowo, była często inspiracją realnej, w dzisiejszym języku można powiedzieć psychoterapeutycznej pomocy, udzielanej wielu osobom, które znalazły się w życiowych tarapatach.

Dzięki postawie otwartości i przekonaniu o niezależności ideologicznej nauki pomógł utrzymać wiele osób przy badaniach realizowanych na Uniwersytecie po 1975 roku. To okres, który był następnym po 1968, ważnym rokiem „czystki” w dziejach Uniwersytetu Warszawskiego i nauki polskiej. Wówczas to, po słynnym liście protestacyjnym przeciwko wpisaniu do Konstytucji PRL zapisu nie tylko o „przewodniej roli Partii”, lecz także o podporządkowaniu Polski ZSRR, wyrzucono z Uniwersytetu wielu pracowników naukowych, w tym także grupę uczniów Stefana Nowaka. Dzięki jego staraniom mogli przetrwać, nie wyrzekając się nauki, aż do momentu, kiedy w 1980 roku, dzięki powstałemu NSZZ Solidarność, powrócili całkiem legalnie na Uniwersytet. Takie wsparcie nie było praktyką powszechną wśród ówczesnych profesorów, bez względu na to, jak dalece czuli się niezależni od wpływów panującej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. To zaangażowanie w pomoc innym naukowcom i ogromna zawodowa solidarność ukazuje Stefana Nowaka jako człowieka, dla którego i nauka, i Uniwersytet, zobowiązywały do moralnej postawy wobec ludzi i świata.

Jaki można więc naszkicować intelektualny portret Stefana Nowaka? Jakie problemy i zagadnienia socjologii i społeczeństwa frapowały go i zajmowały? Jak się realizowała w praktyce ta szczególna – i to via metodologia! – socjologia zaangażowana, socjologia rozumiejąca? Tak właśnie chciałbym ją nazwać – socjologią rozumiejącą, pomimo oddania się socjologa pozytywistycznemu modelowi uprawiania nauki; modelowi, w który wierzył jako w jedyny i właściwy, niedający możliwości wtargnięcia ideologii w obręb nauki1.

Odwaga myślenia i nauka zaangażowana

Warto dostrzec wkład profesora Stefana Nowaka i jego naukowej socjologii w dzieło wolności. Był to wkład dwojaki: ściśle naukowy, ale też społeczny. W latach 60. i 70., uczony był swoistą „instytucją naukową”. Wspomniałem o jego roli w Polskim Towarzystwie Socjologicznym, jednym z tych, nielicznych, które nieustannie były na „partyjnym indeksie”. Ale chodzi również o jego rolę, jaką odgrywał na Uniwersytecie, na którym był zarówno ostoją naukowej rzetelności, jak i także swobody myślenia i prowadzenia badań. Podstawą tej postawy naukowej było zawsze przywiązanie do ideałów wolności i demokracji, najgłębsza niechęć do uznania narzucanych reguł ideologicznych, pętających myślenie. Był symbolem odwagi myślenia i mówienia prawdy o świecie, nigdy nie można było mu zarzucić konformizmu wobec partii, państwa czy ich ideologii, jak wielu, bardzo wielu uczonym, skądinąd dla nauki i potem dla wolności zasłużonym. Warte podkreślenia jest także to, że opanował niezwyczajną umiejętność układania się z władzą, z systemem partii – państwa, nigdy nie tracąc pozycji niezależnego aktora. Do dziś myślę z wielkim podziwem o tej postawie i umiejętności Stefana Nowaka. Dla obserwatorów to zawsze był znak odwagi, nawet wtedy, gdy jako buńczuczni młodością jego uczniowie chcielibyśmy bardziej stanowczych działań. Okazywało się, że w większości wypadków to jego taktyka była słuszna.

W moim odczuciu prof. Nowak zawsze był „liberałem”, który całą swoją postawą prezentował zasady niezależności i samodzielności człowieka, prawa jednostki do własnych przekonań i sądów oraz do wyboru tego, co uznaje się za wartościowe i słuszne. Cenił ideał człowieka nieskłonnego do podległości, niezależnego i samodzielnego. A ta liberalna postawa była konsekwentna, bo prowadziła do zdecydowanej niechęci do narzucania swego zdania innym oraz oznaczała otwarcie na rozmowę, na debatę, na dyskusję na rzeczowe argumenty. Ta życiowa liberalna postawa doskonale współgrała z naukowym działaniem: wszak debata i dyskusja leżą u podstaw nauki. W dyskusji Stefan Nowak był niedościgniony i jego talent wymyślania argumentów na poparcie czasem nawet ryzykownych tez – nie miał równego sobie. Teoretyczne myślenie było zawsze starciem racji i argumentów. Wiązało się z tym także przekonanie, że trzeba brać odpowiedzialność za swe czyny i konsekwentnie człowiek powinien przede wszystkim liczyć na siebie, na własne wysiłki i własną pracę.

Prowadziliśmy z profesorem i częścią kolegów z naszej „gromadki” namiętne dyskusje na temat nauki i niedostatków pozytywistycznego jej modelu. Jako uczony metodolog nasz mistrz był zwolennikiem modelu nauki ścisłej, badającej świat społeczny „jak rzeczy”, nauki odwołującej się do ścisłych pomiarów i obliczeń, a więc nauki, która miała być niezaangażowana w aktualne oceny w życiu społecznym. Jeśli jednak spojrzeć z perspektywy czasu na jego dzieło i na działania w nauce – uderza ich specyficznie zaangażowany charakter. Nieprzypadkowe w jego podręczniku metodologii są znaczące typologie uczonych, z których jedni są skłonni do drobiazgowego trzymania się stwierdzonych wyników, a inni – z większym temperamentem – starają się uogólniać swe dane2. W jego tekstach przejawia się w całej pełni pragnienie dyskutowania i przekonywania do tez, które sam formułuje.

W jego tekstach publicystycznych czy też przeznaczonych dla szerszej publiczności widać to najbardziej. Uczony używa wiedzy empirycznej, wiedzy zgromadzonej w rzetelnych badaniach, do tego, aby przekonać czytelników do... ano, właśnie, do czego? Najpierw zawsze do znaczenia prawdy, nawet tej cząstkowej prawdy o postawach i poglądach ludzi, jaką dają socjologiczne badania. Lepiej wiedzieć naprawdę, co myśli i odczuwa społeczeństwo, żeby móc nim rządzić sprawnie i rozumnie.

Podobnie przekonuje profesor „zwykłych ludzi”, iż mają prawo i myśleć, i czuć, i działać zgodnie ze swymi przemyśleniami i wartościami – starać się nawet w ograniczonych warunkach chcieć „coś robić”: „Sądzimy, że należy indywidualnie i zbiorowo przeciwstawić się poczuciu, iż «nic zrobić nie można». To, że ktoś czuje się sfrustrowany blokadą swych prywatnych czy publicznych dążeń, może tłumaczyć wiele jego zachowań [...], ale nie musi ich usprawiedliwiać”3. Perswazja, zawarta w pracach Stefana Nowaka zawsze była wezwaniem do czynnej postawy: przekonywaniem, że nawet w tych „wiemy, jak trudnych warunkach” człowiek, zarówno jako jednostka, jak i członek społecznej wspólnoty nie powinien popadać w marazm, wycofywać się z życiowej aktywności.

Ciekawe, że nawet w tekstach metodologicznych często występuje ten element perswazji – w tym wypadku zachęty do czynnej, krytycznej analizy poznawczej omawianego zagadnienia, czy też dotychczasowej praktyki badawczej. Zastanawiające jest to, że „prawdziwa nauka”, która wedle filozofii pozytywistycznej miała być oderwana od wartości, w tym przypadku wartościom służyła. Nawet jako wyrafinowana niekiedy refleksja metodologiczna, niejako zmuszała czytelnika do aktywnej postawy. Najwyraźniej, dla Stefana Nowaka rozumienie nauki było w praktyce bardziej zgodne ze znacznie starszą tradycją filozoficzną niż deklarowany przezeń pozytywizm: nauka była szukaniem prawdy, ale zarazem i stanowieniem dobra. Naukowe obliczenia i publikowane tabelki z wynikami badań zawsze służyły do przekonania o czymś ważnym czytelników jego tekstów.

Socjalizm Stefana Nowaka i liberalizm naukowy

Wspomniałem wcześniej o socjalistycznej proweniencji społecznych przekonań profesora. Jego niezgoda na straszliwą ideologię i na totalitarny system, wszakże posługujący się socjalistycznymi sloganami, realizowała się w swoistym przedsięwzięciu naukowym. Polegało ono – tak jak w przypadku nowoczesnej empirycznej metodologii – na umiejętnym kwestionowaniu systemu przekonań, uzasadniających rządy monopartii. Nowak toczył swoistą, własną walkę, pojęciową „grę z systemem”, a także z oficjalnym, ideologicznym i politycznym sensem słowa „socjalizm”. Nieprzypadkowo badanie studentów Warszawy – pierwszy nowoczesny sondaż po 1956 roku w Polsce – skupiało się na społecznych postawach i znalezieniu odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób rozumiano sens słowa „socjalizm”. Badanie pozwolono przeprowadzić, ale jego wyniki – poza fragmentami, opublikowanymi wówczas w prasie i czasopismach – nigdy nie zostały w czasach PRL upowszechnione. Nie bez kozery, bo chociaż wyniki profesor referował przedstawicielom najwyższych władz, to skupiał się, paradoksalnie, na pożądanym społecznie modelu „socjalizmu” – a to właśnie okazało się szczególnie niecenzuralne. Od wyznaczania sensu słowa „socjalizm” była wszak partia i jej szefostwo...

Trudno dzisiaj odtworzyć socjalistyczne przekonania Nowaka, bo nie można pominąć jego „gry z systemem” i oficjalnym językiem PRL-u. Była to wszak ważna sprawa i istotny aspekt wszelkiej wówczas dyskusji, jeśli wypowiadający się chcieli być wysłuchani przez władzę. Gdyby więc odtworzyć Nowaka „grę z systemem”, to, po pierwsze, kierował się chęcią przekonania partyjnych władców Polski, że nie powinni traktować ludzi jak wrogów, bo większość z nich akceptuje ogólne hasła socjalizmu. Mniej oczywiste było to, że niekoniecznie chodziło o socjalizm w wydaniu sowieckim, zaadaptowany do warunków polskich. Dlatego o tym, że studenci Warszawy najczęściej opowiadali się za socjalizmem „jak w Szwecji”, tego w artykułach, które opublikował w „Nowej Kulturze”, czy „Przeglądzie Kulturalnym” nie przeczytamy; chodziło o to, aby w ogóle móc opublikować te artykuły (zresztą pisane ze współpracownicami: Zofią Józefowicz i Anną Pawełczyńską).

Profesor Stefan Nowak w swoich tekstach o polskim społeczeństwie zdaje się być w głębokiej zgodzie z obrazem, jaki tworzył na podstawie wyników swych badań. Zachodziła swego rodzaju zbieżność między tym, co wydawało się znaczące w wynikach empirycznych badań, a głębszymi przekonaniami autora. Zwłaszcza, jeśli chodzi o kwestę socjalizmu. Składałaby się nań zasada sprawiedliwości, pewien stopień regulacji i kontroli gospodarki przez państwo, ale już nie egalitaryzm. Co najwyżej – „umiarkowany egalitaryzm”, jak to przedstawiał uczony we wnioskach z różnych badań, który nie negując zróżnicowania dochodów ze względu na wykształcenie, prestiż pełnionej roli, odpowiedzialność za wykonywaną pracę, nie zgadza się zarazem na nadmierną rozpiętość dochodów i warunków życia obywateli. Szczególnie często powtarza się w rozważaniach Nowaka zasada równości szans, przy jednoczesnym łagodzeniu przez państwo nierówności i konfliktów społecznych. Ciekawe jest zagadnienie gospodarki: wydaje się, że autorowi badań podobało się to, że znacząca część ankietowanych Polaków (np. robotników Warszawy w połowie lat 80.) chciała zachować państwową własność najważniejszych gałęzi przemysłu ciężkiego (jak to się mówiło w języku „realnego socjalizmu”), a resztę gospodarki oddać w prywatne ręce. We wszystkich wnioskach z badań chodziło o to, aby sens „socjalizmu” z ideologicznego słownika władzy poszerzyć, wzbogacić o treści, które ze zdogmatyzowanymi założeniami ideologii marksizmu-leninizmu mniej lub bardziej się kłóciły, a na ogół traktowane były przez przedstawicieli władzy z dużą nieufnością. Najogólniej chodziło o to, aby pojęcie socjalizmu zbliżyć do tego politycznego sensu, jaki miało ono w demokratycznym świecie, czyli – w praktyce – uznanie demokracji i chronionych przez nią swobód obywatelskich za właściwy ustrój państwowy.

„Socjalizm z ludzką twarzą” – hasło polskiego Października ‘56 – oznaczało socjalizm bez dyktatury i przemocy, co jak wiadomo okazało się postulatem zbyt trudnym dla państwa, zanurzonego w sowieckim systemie. Ale wysiłek, aby dyktaturę i wszechobecną kontrolę nad obywatelami ograniczyć, to był zasadniczy kierunek społecznych i intelektualnych wysiłków polskiej inteligencji, zresztą na tyle silny, na tyle poważnie wypełniający codzienność i odświętność, że prowadził do zaskakująco dobrych efektów. Nowak z całą pewnością był na pierwszej linii boju o to, aby „ucywilizować” totalitarny koszmar PRL-u. Czynił to również za pomocą naukowych argumentów: starał się przekazać rządzącym – i tym na samej górze, i może jeszcze bardziej tym na średnich szczeblach – że opłaca im się, dla skuteczności władania i efektywności zarządzania, w tym także gospodarczego, poluźnić, albo zgoła zdjąć pęta z ludzi, stworzyć choćby ograniczone możliwości spontanicznego, twórczego działania.

W tym miejscu wypada powrócić do „liberalizmu” Nowaka. W zaskakujący sposób łączył się ten liberalizm z przekonaniami – nazwijmy to tak – demokratycznego socjalizmu. Ta dziwna „zbitka” przekonań ideologicznych była, zapewne, efektem zakochania się profesora w Ameryce. Nie ulega wątpliwości, że ogromna część jego przekonań społecznych dałaby się łatwo pogodzić z przekonaniami amerykańskich demokratów. W tym sensie można pogodzić „socjalizm” z „liberalizmem”: wszak demokraci amerykańscy wyznają idee, które często określa się mianem „amerykańskiego socjalizmu”. To, co niezwykle ważne dla tych przekonań, to głęboki anty-kolektywizm, odróżniający znacząco Amerykę od Europy. Ludzie, jednostki, konkretne osoby są podstawowymi elementami, budującymi społeczeństwo. Aktywność indywidualna, chęć podjęcia działania i wzięcia odpowiedzialności przez jednostki za świat, w którym żyją, jest niezbędnym warunkiem społecznego działania. Zaakcentowanie odpowiedzialności człowieka za jego losy, konieczność aktywnej postawy, samodzielność i brak roszczeń wobec innych i wobec państwa – tworzyły rodzaj prawdziwie „liberalnej postawy” samego Nowaka.

Moi koledzy, Mirosława Grabowska i Antoni Sułek, komentując dorobek Nowaka, wskazywali, że nadmiernie lekceważył on wszystko, co było „ponad – jednostkowe”4. Sądzę, że chodziło właśnie o liberalną wizję społeczeństwa: jego „struktury” nie są osobnymi bytami, lecz stanowią efekt ludzkich działań, a to, co „społeczne” da się wyjaśnić jako efekt cech jednostek i sieci stworzonych przez nie stosunków, zależności, interakcji. Sens zasad, reguł, norm – w tym także moralnych – zawarty jest koniec końców w ludzkich sercach i umysłach, stąd też badanie postaw i przekonań ludzi stało się dla Nowaka podstawową zasadą naukowego badania świata.

Naukowość tego „indywidualizmu” wynikała i była uzasadniona stanowiskiem metodologicznym Stefana Nowaka. Nie były to przekonania ideologiczne, bo przecież ideologii obawiał się najbardziej ze wszystkiego. Niechęć do uznawania realności bytów ponad jednostkowych w ogromnym stopniu brała się z niechęci do ideologii, zamykającej świat w jednoznacznych, uporządkowanych normach i mówiącej o bytach, kierujących się „swoimi prawami”, jak choćby marksistowskie „prawa historii”. Wszakże w refleksji metodologii nauk społecznych od lat 30. aż – bodaj – do 60. niezwykle ważny był spór między – jak to się określało – indywidualizmem a kolektywizmem metodologicznym. Jedni twierdzili, że to jednostki są podstawowymi elementami społeczeństwa, drudzy zakładali ontologiczne, a przynajmniej – jak to formułowano – epistemologiczne istnienie „całości społecznych”, których własności są nieredukowalne do cech ludzi oraz ich wzajemnych relacji. Anty-indywidualiści uważali, że pojawiają się „cechy emergentne”, których w żaden sposób nie można sprowadzić do poziomu cech indywidualnych ani też – do relacji między jednostkami. W tym naukowym sporze Stefan Nowak na pewno był po stronie „indywidualistów”, a przed zarzutami chciałbym go bronić: Stefan Nowak zawsze uwzględniał, przynajmniej teoretycznie, element relacji i sieci zależności między ludźmi jako coś, co obok cech indywidualnych jednostek pozwala na efektywne wyjaśnienie zjawisk społecznych, także tych „makro”. Nie znosi to faktu, że z całą pewnością Nowak należał do naukowego obozu indywidualistów metodologicznych. Poświadcza to również jego metodologiczna koncepcja redukcyjnych wyjaśnień w teorii socjologii. Trudno czynić mu jednak z tego zarzut, zwłaszcza uwzględniając kontekst polski, czy raczej – kontekst totalitarnego komunizmu, zakładający kolektywizm, ograniczający nie tylko indywidualną ekspresję człowieka, ale czyniący jednostkę – w pełni społecznym, historycznym wytworem.

Religia

Obrona niezależności jednostki jest także jednym z głównych powodów, dla których Stefan Nowak jak lew bronił swego prawa do bycia agnostykiem, jak to określał w czasie naszych burzliwych dyskusji w ponurych latach stanu wojennego. Wtedy, gdy całe młodsze pokolenie inteligencji uznało wartość religii i ceniło życie kościelne, nie zawsze jak wiadomo tylko religijne, ale też społeczne i kulturalne, trudno było nie toczyć takich debat. Bez względu na wyrozumiałość i chęć zrozumienia tego nowego, nawróconego na wiarę nastawienia inteligencji nie chciał sam uznać żadnej zwierzchności nad myśleniem, nad umysłem, nawet zwierzchności Pana Boga samego. W dyskusjach z nami, młodszymi, nawet dostrzegając coraz bardziej znaczenie religii, bronił swego prawa do tego, by pozostać przy pytaniu o istnienie Boga i na nie odpowiadać nie inaczej, jak „nie wiem”. Było to też zapewne związane z tradycją socjalistyczną, obecną w mentalności Nowaka.

Od początku, od swych wielkich badań nad studentami Warszawy, aż po jeden z ostatnich artykułów, odnosił się do religii; sprawa religijności odgrywała znaczącą rolę w jego rozważaniach i analizach społecznych. Trudno się oprzeć refleksji, że jest tu podobnie jak w kwestii socjalizmu: obraz społeczeństwa, jaki odczytuje badacz, ulokowany jest w sieci jego bardzo osobistych przekonań. Jedną z pierwszych i najważniejszych konstatacji była teza o względnej niezależności przekonań religijnych od poglądów społeczno-politycznych Polaków. Tak to się profesorowi kształtowało w jego wynikach badań nad studentami Warszawy i wagę tej tezy podkreślał także w 1987 roku5, gdy pisał tekst na potrzeby raportu o stanie społeczeństwa polskiego, przygotowanego nieoficjalnie przez naukowców, w „podziemiu”, jak to się wtedy mówiło. Teza ta, co prawda, została zmodyfikowana, ale Nowak nie chciał do końca uznać tego, co dla większości socjologów było oczywiste w latach 80.: Kościół katolicki stał się aktywnym uczestnikiem życia społecznego i kulturalnego, wyrazicielem postaw, poglądów, aspiracji ogromnej części Polaków, w tym także przekonań religijnych i religijnych wartości. Wiara i typ religijności, wówczas w kościele obecny i przez Kościół wyrażany, stanowił istotne umocnienie wielu zasadniczych przekonań społeczno-politycznych, takich choćby jak godnościowy charakter praw człowieka i obywatela. We wspomnianym tekście z 1987 roku bardzo dobrze widać chęć zróżnicowania postaw społecznych; twierdzeniom, przyznającym pozytywną rolę kościołowi (i religijności) zaraz towarzyszą stwierdzenia, iż są obecne wśród Polaków również i inne postawy. O procentowych przykładach nie ma jednak mowy, bo przecież, w praktyce, były one bardzo nikłe.

Tutaj perswazyjność Stefana Nowaka służyła raczej wyrażeniu przezeń obaw, związanych z tak całkowitą i bezdyskusyjną akceptacją Kościoła oraz powszechnością deklaracji religijnych. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że kryjące się za tym obawy nie były bezpodstawne, ale obraz, którego wówczas uczony bronił, nie całkiem przystawał do rzeczywistości polskich postaw.

Religijnych identyfikacji i Kościoła jako punktu identyfikacji Polaków nie ma również w najbardziej znanym w Polsce i na świecie obrazie polskiej mentalności, jaki stworzył Stefan Nowak (Polaków portret własny, w bardziej naukowej wersji: System wartości społeczeństwa polskiego, także publikowany po angielsku Values and attitudes of Polish people). Obraz ten mówił o „próżni społecznej”, powstającej między więziami i identyfikacjami Polaków na najniższym, rodzinno-przyjacielskim poziomie, a mocnymi, emocjonalnymi identyfikacjami na poziomie narodu. Nieobecne były więzi i zatem system współdziałania, który socjologie nazywają więziami i instytucjami „średniego zasięgu”. W tej diagnozie kryła się troska, a także dochodził do głosu – jak sądzę – raczej liberalizm niż socjalizm Stefana Nowaka. Właśnie liberalna wizja społeczeństwa przypisuje szczególne znaczenie rozbudowanej strefie organizacji społecznych, stowarzyszeń, o mniejszym i szerszym zasięgu instytucji pośredniczących między postawami i interesami jednostek i rodzin, a poziomem narodowym i – tym samym – państwowym.

W tym wyobrażeniu Nowaka, stworzonym w końcu lat 70., praktycznie brak było więzi religijnych i identyfikacji z Kościołem. A przecież wówczas znaczenie tej instytucji jako wyraziciela postaw, wartości i aspiracji społecznych rosło i coraz bardziej było oczywiste także dla badaczy społeczeństwa. Stefan jakby obawiał się przypisać Kościołowi katolickiemu i – ogólnie – religijności Polaków istotne znaczenie w procesie dążenia do wolności i demokracji. Jakby wolał wciąż pamiętać o wynikach badań nad studentami z 1958 roku, które istotnie dawały dowód, że „Kościół i religia nie były wówczas postrzegane w kategoriach politycznych czy społeczno-ustrojowych”6.

Kryły się za takim stosunkiem do Kościoła i religijności obawy uczonego, by wiara nie stała się orężem politycznym i nie służyła do spętania swobody myślenia. W tekście z 1987 roku Stefan Nowak szczególnie mocno akcentował te wyniki badań z przeszłości, które dowodziły tolerancji Polaków wobec przekonań religijnych i światopoglądowych. Przypominał zarazem dane, które pokazywały, że znacząca część niewierzących nie była marksistami, nie należała więc wcale do przeciwstawnego katolickiej religijności obozu ideowego. Nie każdy niewierzący to zarazem wróg religii. Gdy zaś konkludował, zgodnie z wynikami wszelkich badań z lat 80. nad postawami i wartościami Polaków, że stosunek do religii przestał być – jak to było po Październiku ‘56 – sprawą „prywatnej filozofii Polaków”, to zarazem znajdował wszelkie dane, które miały pokazać, że: „Kościół nie jest w Polsce «instytucją integrującą wierzących w zwartą grupę społeczną». Jest on raczej postrzegany jako instytucja zaspokajająca osobiste potrzeby katolików. Nie jest natomiast – podkreślam – grupą”7. Trudno oprzeć się konstatacji, że na powstanie takiego obrazu świata społecznego miały wpływ wartości i postawy uczonego: nade wszystko dochodziła tu do głosu obawa przed takim zjednoczeniem katolików w zwartą grupę, która zagrozić mogła podstawowym swobodom obywatelskim i ludzkim. Można to odczytać jako jeszcze jeden znak „liberalizmu” Stefana Nowaka. A z perspektywy czasu trudno tamtych obaw uczonego nie uznać za całkowicie uzasadnione. Spojrzenie interpretacyjne – by tak rzec – profesora wybiegało bowiem poza bieżący, aktualny horyzont. Raz stwierdzone zależności, które tak starannie i drobiazgowo opisywał w swych metodologicznych rozważaniach, miał na uwadze także wtedy, gdy obecne zmienne układały się w nieco inne „wiązki”.

Nauka i wartości

Powraca zatem jak bumerang problem prawdy naukowej i pytanie o to, jak dalece socjologiczne badanie i opis jego rezultatów może i powinien być oddzielony od wszelkich wartości. Metodologia Stefana Nowaka zakładała to w bardzo silnym stopniu. Wszak neopozytywistyczny model nauki był na pewno niezwykle ważnym aspektem nie tylko jego metodologii socjologii, ale przeżywanym przezeń sensem nauki i naukowości. Lektura jego dzieła wskazuje jednak na coś istotnie odmiennego od tego modelu w jego naukowym obrazie świata.

Zwłaszcza wtedy, kiedy Stefan Nowak jako naukowiec konstruuje obraz świata społecznego, kiedy wyciąga wnioski z pomiarów i tabelek, kiedy pragnie mówić ludziom o ich wspólnym życiu coś ważnego, wtedy zdaje się zdecydowanie wykraczać poza głoszony model naukowości. Najwyraźniej w jego przypadku widać, że wnioski i uogólnienia, które niosą znaczące przesłanie o świecie nie mogą nie być zakorzenione w świecie wartości. „Czysta empiria” wcale nie przemawia do nas, o ile to, co z bezstronnej obserwacji wynika, nie jest odniesione do społecznych, czy kulturowych standardów oceniania i rozumienia świata. Nowak nienawidził ideologii i bał się religii jako możliwego, bezwzględnego regulatora poglądów i ludzkich przekonań, zabierającego niezależność myślenia i swobodę badania rzeczywistości. Ale dlatego też jego obraz ludzkich postaw, wartości i dążeń był i jest tak znaczący. Sam zresztą pisał w swym podręczniku metodologii, iż badacze różnią się w sposobie interpretacji danych: jedni wolą poprzestać na suchej analizie, inni, o większym temperamencie badawczym, chcą formułować dalekosiężne uogólnienia. Autor tych słów z całą pewnością kierował się wspaniałym badawczym temperamentem, ale przez to wizja „nauki bez wartości” całkiem nie pasuje do dzieła, które pozostawił.

Dzięki temu uogólniające interpretacje całkiem szczególnego okresu w życiu polskiego społeczeństwa i formułowane przez Nowaka tezy pozostają dalej inspirujące. Ot, choćby teza o braku powiązań ponad rodzinno-przyjacielskich nabrała na nowo znaczenia w Polsce niepodległej i demokratycznej, której obywatele wciąż mają niechęć do tego, by się stowarzyszać i zawiązywać formalne organizacje. Tezę tę wcześniej krytykowałem, bo – jeśli byłaby prawdziwa – to bardzo trudno byłoby wyjaśnić i opisać socjologicznie powstanie NSZZ „Solidarność”. Podkreślam fakt, że ruch społeczny „Solidarności” powstał i rozwinął się wokół budowania organizacji związkowych, które w całej rozciągłości były właśnie owymi wypełniającymi „próżnię społeczną” instytucjami „średniego zasięgu”, pośredniczącymi między poziomem jednostek i rodzin a państwem i narodem. Obraz Nowaka nie tylko nie zawierał więzi kościelnych, ale też w ogóle ignorował poziom identyfikacji i także nieformalnego grupowania się ludzi w ich miejscach pracy. Ale gdyby nie było pośredniczących więzi między grupkami rodzinno-przyjacielskimi, to jak mógł zawiązać się wielomilionowy Związek Zawodowy w tak zawrotnym tempie?

To ujęcie jednak i dziś może być inspirujące. Być może to, co on sam nazwał „najniższym poziomem” organizacji więzi i identyfikacji ludzi wcale nie jest takie płaskie, ale kręgi rodzinno-przyjacielskie i koleżeńsko-rodzinne rozrastają się w złożone, znacznie „wyższe” więzi lokalne, terytorialne i środowiskowe. Wyraziłem kiedyś tezę, że „próżnię społeczną” Nowaka wypełniały takie twory, jak choćby silne więzi pokoleniowe, które niekiedy obejmowały znaczne obszary kraju i wiele lokalnych kręgów. Nie były to kręgi sformalizowane, ale żyjące podobnymi wartościami – by użyć ulubionego pojęcia Nowaka – i dążące do wspólnych celów, a przede wszystkim – chętne do współpracy ze sobą. Być może do diagnozy uczonego warto wrócić, dodając do niej zupełnie nowy aspekt, tym razem całkiem odbiegający od liberalnych oczekiwań socjologicznych: społeczeństwo może rozwijać więzi i wspólnotę działania oraz realizować różne swoje cele i aspiracje wcale nie tworząc formalnych organizacji. Pozostając na poziomie nieformalnych powiązań, ludzie mogą skutecznie działać dla osiągnięcia różnych celów, czy to lokalnych, czy związanych z grupą zawodową, czy to w inaczej jeszcze wyodrębnionych, ponadjednostkowych i ponadrodzinnych kręgach. I nie oznacza to popadania w nepotyzm czy klientelizm.

Z obrazem społeczeństwa, przywiązanego do „socjalizmu” w ogóle trudno się w tej chwili zgodzić, bez względu na to, jak – być może – był to prawdziwy obraz dla studentów Warszawy w końcu lat 50. i w latach 60. Stefan Nowak nie zauważył jednak tych momentów, które stanowiły także symboliczne punkty zwrotne w oddalaniu się Polaków od socjalizmu. Tutaj nasuwa się ciekawa obserwacja Antoniego Sułka: profesor był nieobecny w Polsce i nie mógł osobiście doświadczyć kilku niezwykle ważnych wydarzeń. Mimo głębokiego związku z ideami Października 1956 roku, wtedy, gdy odbył się choćby słynny wiec na placu Defilad w Warszawie, podczas którego między innymi domagano się uwolnienia kardynała Wyszyńskiego, dając akceptację Gomułce – był za granicą. Podobnie i wtedy, gdy wiec studentów Uniwersytetu Warszawskiego 8 marca 1968 roku stał się początkiem antysemickiej nagonki partii-państwa, ale jednocześnie momentem uformowania się pokolenia, które niosło zupełnie nowe idee aktywności społecznej, Nowak był w USA. Powraca tu więc w jeszcze inny sposób zagadnienie metodologii nauki: nie tylko chodzi o to, że badacz, który nie dzieli doświadczeń społecznych może nie dostrzegać wagi pewnych zjawisk i procesów, które – zwłaszcza w takich warunkach jakie były w PRL-u – mogą być ukryte, ale też chodzi o to, że być może narzędzie badawcze, w które tak wierzył Stefan Nowak, nie dostarcza zawsze wystarczająco głębokiej wiedzy o społecznym świecie i ludziach. Metoda ankietowa była bowiem zasadniczą metodą naukowej socjologii i orężem w walce z ideologicznym zakłamaniem. Ale metoda ankietowa – przy całych swych wielkich zaletach – ma też wady, które ograniczają punkt widzenia badacza.

Jeszcze o jednym warto wspomnieć: o wielkim zainteresowaniu i akcentowaniu przez Stefana Nowaka problematyki młodzieży w obrazie świata społecznego Polaków. Najważniejsze badania dotyczyły młodzieży: zarówno badania studenckie, jak i wielki projekt lat 70., czyli badania nad konfliktem pokoleń8. Wiara w siłę i świeżość młodzieżowych postaw i działań nabierała charakteru socjologicznego stereotypu, nic więc dziwnego, że także ruch „Solidarności” interpretował on jako „ruch przede wszystkim młodych”. Ba, wcale nie było to prawdą, bo nie najmłodsi, nie ci, którzy stanowili rdzeń kategorii „młodzieży” byli trzonem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego. Ale faktem jest, że gdy nastał stan wojenny, tak zbrodniczy wobec społecznych i narodowych dążeń, to najmłodsi Polacy kształtowali kolejne pokolenie, walczące o wolność i swobody obywatelskie.

Gdy obecnie czytamy socjologiczne, nie-metodologiczne teksty profesora, stają się one niespodzianie świadectwem przemian świata, którego częścią był on i cały krąg akademicki. Dla najmłodszych Polaków i także dla młodszego pokolenia socjologów zestawienie jego tekstów może stanowić niezwykle ciekawe świadectwo czasów PRL. Jeśli na przykład porównywamy artykuły, zebrane przez Antoniego Sułka w cytowanym tomie (Polsce i Polakach), albo przeglądamy chronologicznie także inne prace – uderza różnica języka, stopień otwartości wywodów i rozwinięcia myśli między tekstami z końca lat 50. i tymi z lat 80. Brzmi to trochę jak paradoks, bo przecież w ponurych latach 80. mieliśmy do czynienia z koncentracją władzy, z jawną, codzienną represją za „podziemną” i niezależną działalność, także za niezależne myślenie. Mimo to bardzo dobrze widać, zwłaszcza na tle wcześniejszych tekstów, jak swobodny był już wtedy język, jak aluzje i wieloznaczność stwierdzeń zastąpił klarowny wywód i jednoznaczność wyrażanych i sugerowanych wniosków. Dla socjologów to bardzo ciekawe świadectwo, wskazujące jak bardzo zmieniła się PRL między 1958 a 1988 rokiem. Czas PRL, pomimo zachowania podstawowych instytucji, na czele z urzędem cenzury i służbami specjalnymi, nie był wcale czasem jednolitym.

Przemiana języka i sposobu wyrażania myśli, prezentowania wyników badań, wyciąganych wniosków, jakie można zaobserwować w tekstach Nowaka jest znacząca. Pierwsze teksty, opisujące w latach 50. społeczeństwo, mimo całej odwagi głoszenia niezależnych poglądów i pomysłowych zabiegów perswazyjnych, noszą znamiona czegoś, co trzeba nazwać autocenzurą: czuwającą świadomością, towarzyszącą piszącemu, aby poddawać dokładnej kontroli to, co się pisze, aby mogło przejść przez sita instytucjonalnej cenzury. Teksty z lat 80., zarówno te opublikowane, jak i te przygotowane na użytek publiczny, w tym także dla Komitetu Prymasowskiego, kierowanego przez jednego z naukowych przyjaciół Nowaka, a mianowicie prof. Klemensa Szaniawskiego – niemal wcale nie mają tej cechy.

Zmiana języka jest znakiem przemiany postawy piszącego uczonego, a ta dokumentuje ogromną przemianę w społeczeństwie i w państwie. Można to uznać za dowód na to, że generał Jaruzelski mimo wojskowych rządów nie mógł nie skapitulować przed społeczeństwem. Z całą pewnością fakt, że późne, socjologiczne, diagnozujące stan społeczny prace Nowaka napisane są tak jasnym, otwartym, niebazującym na aluzjach i ukrytych znaczeniach językiem – dowodzi także niezwykłej skuteczności jego prywatnej walki o niezależność nauki i sądów, formułowanych przez naukowców. Walki osobistej, jak powiedziałem, ale także walki społecznej, choć nade wszystko prowadzonej w ramach nauki. Naukowe idee i sens uprawiania nauki, jaką chciał, aby była socjologia, były zakorzenione w działaniu naukowców, w społecznym współdziałaniu, takim choćby, jak w Polskim Towarzystwie Socjologicznym. Zajmowanie się nauką, które prowadzi do jakże pożytecznych skutków społecznych i kulturowych, nie może – jakby dowodził przypadek Stefana Nowaka – toczyć się na czysto indywidualnych poletkach. Siła indywidualnych naukowych poszukiwań i osiągnięć zaczyna dochodzić do głosu wtedy, gdy jednostki – uczeni – potrafią ze sobą współpracować, współdziałać. Dla mnie, gdy piszę te słowa, jest rzeczą niezwykle ważną, by tę kwestię podkreślić: Stefan Nowak był jednostką wybitną, niezwykłym człowiekiem i wielkim uczonym, z mocą bronił zawsze i wszędzie praw jednostki i zasadniczego znaczenia indywidualności człowieka. Ale zarazem wykazywał się niezwykłym darem, ale też i pragnieniem, by z szacunkiem dla innych porywać ich do współdziałania w dobrych celach, także poznawczych. Indywidualizm – także „metodologiczny” – Stefana Nowaka był zarazem bardzo prospołeczny: niezależność innych nie zwalnia nas od konieczności współpracy z innymi, przy pełnym poszanowaniu ludzkich, indywidualnych odmienności i odrębności. To niezwykła nauka, także, a może przede wszystkim dla polskich naukowców, zwłaszcza w naukach społecznych obecnie, gdy umiejętność współpracy i współdziałania – przy poszanowaniu odrębności – wydaje się doprawdy bardzo słaba.

Można powiedzieć, że sposób, w jaki wyrażał swoje diagnozy społeczne Stefan Nowak u progu niepodległości, dowodził – raz jeszcze powtórzę – skuteczności metod walki o wolność, o intelektualną i duchową niezależność, jakie sam wprowadzał w życie. Dlatego też mogę zakończyć tę krótką charakterystykę wybitnego socjologa stwierdzeniem, że jego twórczość i jego życiowa aktywność w nauce i w życiu społecznym wpisała się w wielkie dzieło wyzwalania się Polaków. Jego praca była częścią narodowego dążenia do wolności.

SECT-ID LINK

1Poniższe rozważania, stanowiące moje osobiste odczytanie dorobku i dziedzictwa Stefana Nowaka, oparte są na tekście, jaki powstał kilka lat temu – z okazji omówienia zbioru jego artykułów, przygotowanego przez Antoniego Sułka dla uczczenia 20. rocznicy śmierci profesora (1989). Por. Stefan Nowak. Odwaga i perswazja, czyli socjologia w czasach ideologicznej opresji, „Kultura i Społeczeństwo” 2009, R. 53, nr 4.

2Podręcznik do metodologii traktowany był przez Stefana Nowaka jako swego rodzaju „dzieło życia”. S. Nowak, Metodologia badań społecznych, Warszawa 1985.

3Te i inne cytaty w tekście odwołują się do publikacji: S. Nowak, O Polsce i Polakach: prace rozproszone 1958–1989, zebr. i oprac. A. Sułek, Warszawa 2009, s. 280.

4M. Grabowska, A. Sułek, Stefan Nowak jako badacz społeczeństwa polskiego, [w:] Stefan Nowak, O Polsce i Polakach, op. cit., pierwodruk w: „Krytyka. Kwartalnik Polityczny” 1991, nr 36.

5Współczesny katolicyzm polski. Spostrzeżenia i hipotezy socjologa, pierwodruk [w:] Religijność polskiego społeczeństwa, red. M. Grabowska, T. Szawiel, Warszawa 1989 (jako druk powielony w 100 egz., wznowienie w serii „Socjologia Niezapomniana”, Wydz. Filozofii i Socjologii UW, Warszawa 2005).

6S. Nowak, O Polsce i Polakach..., op. cit., s. 287.

7Ibidem, s. 300.

8Ten wielki i bardzo interesujący również metodologiczne projekt zapewnił byt młodym socjologom, uczniom Stefana Nowaka, także wtedy, gdy wyrzucono ich z Uniwersytetu – red. Ciągłość i zmiana tradycji kulturowej, red. S. Nowak, Warszawa 1989.

Stefan Nowakowski

Urodzony 6 VIII 1912 w Kobyłce. Studia na UW (1932–1936). Pracownik Polskiego Instytutu Socjologicznego (od 1936). W czasie okupacji uczestnik tajnego nauczania. Pracownik Polskiego Instytutu Socjologicznego w Lublinie (1944). Asystent w Katedrze Teorii Kultury UW (1945–1950), doktorat (1947), habilitacja (1951), profesor (1960). Kierownik Katedry Techniki Społecznej Badań Terenowych (1950–1952), Katedry Socjografii (1957–1964) oraz Katedry Socjologii Szczegółowej (1964–1968). Po powstaniu Instytutu Socjologii UW kierownik Zakładu Socjologii Wsi i Miast (1968–1982).

Socjolog, znawca problematyki socjologii miasta i procesów urbanizacyjnych.
Członek PAN (1971). Pracownik IFiS PAN (od 1961), kierownik Zakładu Socjologii Miasta. Zastępca przewodniczącego, przewodniczący i honorowy przewodniczący Komitetu Nauk Socjologicznych PAN (1969–1989). Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Socjologicznego (1962–1963).
Redaktor naczelny „Studiów Socjologicznych” i „Polish Sociological Bulletin”.
Zmarł 25 I 1989 w Warszawie.

Adaptacja ludności na Śląsku Opolskim, Poznań 1957; Socjologiczne problemy miasta polskiego (red.), Warszawa 1964; Narodziny miasta, Warszawa 1967; Przemiany polskich społeczności lokalnych (red.), Warszawa 1974; Miasto polskie w okresie powojennym, Warszawa 1988.

W. Wincławski, Słownik biograficzny socjologii polskiej, t. III: N-St, Toruń 2007.

JAN SZCZEPAŃSKI

STEFAN NOWAKOWSKI

1912–1989

 

Jubileusz uczonego*

Siedemdziesięciolecie urodzin i czterdziestopięciolecie pracy prof. Stefana Nowakowskiego przypadły na burzliwy 1982 rok, mało sprzyjający rozpamiętywaniu rocznic. Toteż dopiero teraz, po zniesieniu stanu wojennego, wracając do zwykłego trybu życia powracamy także do przypomnienia biografii i zasług tego wybitnego przedstawiciela warszawskiego ośrodka socjologicznego.

Z okazji takich jubileuszów pisze się zazwyczaj artykuły rejestrujące daty z życia, przedstawia szczeble kariery naukowej i wymienia tytuły opublikowanych prac. Powstaje w ten sposób schemat biograficzny mogący dość wiernie oddać przebieg życia, wskazać zakresy prowadzonych badań i inne dziedziny działalności. Lecz poza tym schematem pozostaje istotna treść życia i działań, pozostaje żywa indywidualność stanowiąca podstawę twórczości, ognisko promieniujące z siebie więcej niż otrzymało przez wychowanie i wykształcenie. Bardzo trudno jest przedstawić sylwetki uczonych, pokazując przede wszystkim to, czym się różnią od swoich współczesnych, a znacznie łatwiej jest nakreślić cechy wspólne lub podobne, występujące w całej społeczności uczonych danego okresu.

Zacznijmy więc od przypomnienia faktów. Profesor Stefan Nowakowski urodził się jeszcze w zaborze rosyjskim w 1912 roku. Należy zatem do pokolenia, dla którego odzyskanie niepodległości było podstawowym wydarzeniem, determinującym całą młodość. Wojna światowa, która dotknęła kraj zniszczeniem i pożogą, pozostała w pamięci dorosłych. Dla młodzieży urodzonej bezpośrednio przed nią, najważniejsze było odzyskanie niepodległości, gdyż jako pierwsze pokolenie poszła ona znowu do polskiej szkoły w polskim państwie.

Drugim punktem zwrotnym tej biografii jest droga chłopskiego dziecka z podwarszawskiej Kobyłki, przez czterooddziałową szkołę w rodzinnej wsi, dalej szkołę w Wołominie, IV gimnazjum miejskie w Warszawie, do Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1932–1936, gdzie studiował prawo i socjologię. Czym była taka droga chłopskiego dziecka, o tym można przeczytać w czwartym tomie Młodego pokolenia chłopów Józefa Chałasińskiego. Po zakończeniu studiów Nowakowski wiąże się z Polskim Instytutem Socjologicznym i rozpoczyna pracę naukową pod kierownictwem Chałasińskiego i Józefa Obrębskiego. W 1937 roku w czasopiśmie „Sprawy Narodowe” publikuje swoje pierwsze prace, a w 1939 roku ukazuje się jego pierwsza obszerna monografia wsi Nowa Dąbrowa. Tak więc rozpoczął życie naukowe jeszcze w okresie międzywojennym, jako socjolog empiryk, prowadzący badania terenowe nad środowiskiem, w którym wyrósł – nad wsią.

Potem, gdy wszedł jako jeden z nielicznych synów chłopskich do społeczności naukowej, losy Nowakowskiego stały się zwykłymi losami polskiego intelektualisty. Druga wojna światowa, okupacja w kraju, tajne nauczanie, tajne prace badawcze w ramach Polskiego Instytutu Socjologicznego i podjęcie w nim pracy po reaktywowaniu w 1944 roku w wyzwolonym Lublinie. Od 1945 roku praca w nowym Uniwersytecie Łódzkim, potem powrót do odbudowanego Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie, współpracując z Janem S. Bystroniem i Stanisławem Ossowskim, uzyskuje stopnie naukowe doktora, potem habilitację, bierze udział w badaniach Ziem Zachodnich i rozpoczyna normalny tok pracy uniwersyteckiej, dzieląc czas między intensywne badania i nauczanie. W 1957 roku jako profesor obejmuje pierwszą katedrę w Uniwersytecie Warszawskim, od 1961 roku podejmuje równoległą pracę w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, w 1971 roku zostaje członkiem PAN.

Nowakowski należy do tej grupy socjologów, która świadomie i celowo nastawiła się na rejestrowanie przebiegu procesu społecznego w Polsce po wyzwoleniu, zmianie ustroju, włączeniu Ziem Zachodnich i Północnych, uprzemysłowieniu, wielkich migracjach ludności ze wsi do miast, masowym kształceniu na poziomie zawodowym, średnim i wyższym. W 1946 roku wraz z prof. Ossowskim podejmuje badania na Dolnym Śląsku, gdzie miejscowa ludność polska, żyjąca od wieków w Niemczech, zderza się w tragiczny sposób z repatriantami zza Buga i napływową ludnością z centralnej i południowej Polski. Książka pt. Adaptacja ludności na Śląsku Opolskim (1957) jest już w tej chwili dokumentem historycznym, ale zarazem wciąż jeszcze aktualnym podręcznikiem metodologicznym i świadectwem postawy naukowej. Problemy Opolszczyzny kontynuuje w książce Przeobrażenia społeczne wsi polskiej (1960). Profesor Nowakowski zaczyna wtedy badania nad urbanizacją i rozwojem miast w Polsce. Narodziny miasta (1967), książka przedstawiająca powstanie i rozwój Kędzierzyna Koźle, staje się początkiem wielu prac, wielu autorów inspirowanych badaniami Nowakowskiego. Socjologia miasta i badania urbanizacji stają się centralnym problemem dalszych prac. Oto tytuły następnych książek: Socjologiczne problemy miasta polskiego (1964 ), Procesy urbanizacyjne w powojennej Polsce (1965), Warszawa. Socjologiczne problemy stolicy i aglomeracji (1969), Jaka jes